sobota, 19 lutego 2011

67. Tajemnica Czerwonego Dywanu, czyli Seba Holmes i Puchar Niespodzianka



Moi drodzy! Przed Wami dziś mrożące krew w żyłach opko o nieustraszonym detektywie, jego wiernym pomocniku i złowieszczych mordercach w nawiedzonym domu. Czyli aŁtorskie wariacje na temat niejakiego Sherlocka H. Dodatkowego smaczku dodaje całej sprawie fakt, że opowiadanie to znalazło się w polecankach Onetu. Indżoj!


Analizują: Purpurat, Jasza, Kura i Sierżant.
 
http://holmes.blog.onet.pl/
 
Witam Was, nieznajomych na nowym blogu, o tematyce bardzo dobrze Wam znanej. Mianowicie opowiadania. Ale czy posty będą takie zwyczajne?
Być może, ale nie daję pewności.
Ten wstęp wskazuje na to, że nie będą zwyczajne, oj nie. Czy ktoś chce trochę pewności od naszej aŁtoreczki?
Doprawdy, będą niezwyczajnie wprost nasycone błędami...
 
Osobom, które trafiły przypadkiem [a są inni?] na bloga wyjaśnię o co chodzi: notki będą zawierały opowiadania o znanym detektywie - S. Holmes`ie. [apostrof czuje się dowartościowany] Będą wymyślone przeze mnie (dlatego uważam, że będą w swoim rodzaju wyjątkowe [my też]). W komentarzach nie spamować!!! [nie odbierać chleba aŁtoreczce!!!] Nie potrzebuję sztucznego tłumu, tylko osoby, która doceni moją pracę oraz skrytykuje to co złe.
AŁtoreczka potrzebuje jednego czytelnika, ale wstawia swoje opko do sieci. A logika leży i pojękuje…
Tja. Każda pisze, że potrzebuje krytyki, a jak przyjdzie co do czego...
Jak na zawołanie - masz tu nie jedną, lecz nawet cztery osoby, jak Czterech Jeźdźców Apokalipsy. 
 
Osobiście nie lubię blogów z opowiadaniam, lecz opowiadań detektywistycznych jeszcze nie widziałam, nie zaprzeczam, że takie istnieją.
Związek logiczny oniemiał i tak został.
Czyżbym wyczuwała delikatną sugestię, że autorka nie czyta niczego, co jest dłuższe niż pół strony A5?
 
Nie będę przeciągała tego wstępu, ale chciałabym napisać coś o moim ulubionym detektywie. Będzie to 'początek' jego przygody (wszystko wymyślone).
Charakterystyka postaci to zaiste ‘początek’…
Nad mogiłką Arthura Conan Doyle'a właśnie z lekka wybrzuszyła się darń...
 
 
Sherlock Holmes - urodzony jako Sebastian Henry Leonard Holmes dnia 29 czerwca 1987 roku
Ma 23 lata i można mówić na niego Seba.
Albo „yo, zią, czaisz bazę?”.
 
jest jednym z najbardziej rozpoznawanych i cenionych detektywów. Swoją sławę zawdzięcza wielkiej inteligencji oraz 'małymi stawkami'.
Znaczy, że jest najtańszy?
Do pojedynku stanęło dwu zbrojnych: Celownik Straszliwy i Posępny Narzędnik. I starli się obaj w boju srogim o dłoń Pani Werbalnej spod herbu Zawdzięcza…
 
Holmes urodził się w bardzo biednej rodzinie. Jego ojciec John Holmes był z zawodu rzeźnikiem, a matka Marta Holmes-Watson
Czyli doktor Watson jest jego przyrodnim bratem? Może John Holmes zaciął się brudnym tasakiem i wdowa poślubiła Watsona?
Ekhm... a mnie wychodzi, że Holmes to jej nazwisko panieńskie.
W takim razie John Holmes, z zawodu rzeźnik, to...?
To stryj szwagra ojca, mój drogi Watsonie.
Biorąc poprawkę na język aŁtoreczki, równie dobrze matka mogła być Watsonem z zawodu, a to by nas popychało w stronę Łodzi i „Ziemi obiecanej”.
 
[...] a matka Marta Holmes-Watson zajmowała się domem. Sherlock posiadał także starszego brata - Johna, który dostał imie po ojcu.
Taka rodzinna tradycja. Synowie dostają imiona po ojcach. Mieliśmy w okolicy takiego miłego mleczarza, Sebastiano...
Ale po którym z ojców imię otrzymał John Watson?
Po obu, jak tuszę.
 
W wieku pięciu lat Holmes musiał ciężko pracować, aby pomóc rodzicom. Już wtedy matka dostrzegła jego wielki umysł.
Pomagał tatusiowi w rzeźni, wymyślił nowy, sprytny sposób szlachtowania bydła.
Wielki umysł – wodogłowie?
 
Wtedy też Holmes pomagał w śledztwach policji.
Jako pięciolatek prowadził skomplikowane dochodzenia i dawał wskazówki policjantom.
Dzieckiem w kolebce kto łbem urwał hydrant…
 
 
Po kilkunastu latach zdał na studia prawnicze. Następnie został detektywem. Na początku swojej kariery wykonywał tylko łatwe zlecenia np; kradzież biżuteri.
Gdy już sprawdził się jako kieszonkowiec, boss postanowił dać chłopakowi bardziej odpowiedzialne zadania.
To są „te biżutery”? Czy jest na sali jakaś kompetentna kobieta?
 
Z czasem zaczął zajmować się cięższymi przypadkami. Dzięki schwytaniu najgroźniejszego przestępcy zyskał sławę na cały świat. Obecnie mieszka w mieszkani w LosAngeles i nadal pracuje jako detektyw.
W Los Angeles... 
Bo nie ma takiego miasta "Londyn"!
Jest Lądek Zdrój.
 
 
- Watson!!! - słychać krzyk rozwścieczonego detektywa Holmes`a na miejscu przestępstwa.
- Co jest? - odpowiada równie zdenerwowany doktor.
- Przynieś mi cukierka.
- Co?? Nie wydurniaj się. Mysimy [albo i szczurzy-my] dowiedzieć się kto zabił... niejakiego pana... Smitha!
- Przestań? Zachowujesz się jak jakiś palant. Sztywniak.
Jeszcze bardziej wściekły doktor Watson wyszedł z pokoju szukać innych dowodów zbrodni.
Jakaż dynamika wali z tych zdań… Białe szaleństwo [pokaż mi śniegi... jedź ze mną po białej łące!]. Swoją drogą, co trzeba pić/jarać, żeby wizualizować sobie Holmesa z Watsonem żrących się o podawanie cukierków? Chyba, że w tych Stanach schamieli do reszty.
Cukierek (z własnej spiżarki/kuchni) jako dowód zbrodni jest też ciekawy. Wniosek: sami Smitha zaciukali czy co?
 
Nagle z sąsiedniego pokoju, gdzie przebywał Holmes dało się słyszeć dziwny hałas. Rozgoryczony doktor pobiegł sprawdzić co się stało. Detektyw cały przysypany puszkami i innymi gratami nucił swoją ulubioną piosenkę.
Skąd spadły puszki na Sebę Holmesa? Z sufitu?
Jeżu mój Kolczasty, niech ona mi da namiar na swojego dilera.
 

- Co ty dolicha wpyrawiasz? - wrzasnął Watson.
Mamy Kupichę i starczy. Wpyrawiający Dolicha to już jest zanadto. Bez względu na to, czym jest wpyrawianie. Jakaś forma sadzenia pyr, jak mniemam...
 
- Myślę, a co nie widać? - zdziwił się Sherlock.
- NIE! Weź się chłopie do roboty!
- Phi. Znalazł się doktorek jeden... od siedmiu boleści! - zdenerwowany na maksa Holmes wziął do ust cytrynowego ukierka i zaczął ponownie szukać poszlak. Nie minęła chwila i już coś znalazł.
Z dyskrecji nie pytamy, gdzie szukał tych poszlak.
Ani, co właściwie znalazł.
 
 - Watsonie! - krzyknął uradowany.
- Czego chcesz? Jeśli cukierka, daj sobie spokój z głupimi żartami!
- Nie, nie... chodź i zobacz!
- Co? - zapytał, a Holmes pokazał mu jakiś przedmiot - dziwny puchar, no i co z tego?
- Nie jakiś tam zwykły puchar! To Oscar!
- Hm... ciekawe. Czyli Smith był aktorem?
- Być może, ale nie możemy być na sto procent pewni. Szukajmy dalej!
Obaj są mieszkańcami Los Angeles, w ząbek szarpani!
Noooo, parę kategorii im jeszcze zostało (kompozytorzy, reżyserzy itd.). Poza tym: laureaci Oscarów są z zasady KOMPLETNIE nieznani. A Oscar ma formę pucharu, jak wiadomo.
Dla niepoznaki tylko zamaskowanej pod postacią statuetki faceta. Ale gdy mu się łepek odkręci, to puchar jest jak się patrzy!
Jak te plastikowe Maryjki z Lichenia do trzymania wody święconej.
Niektóre jeszcze świecą w ciemności, jak je naświetlić.
 

- Cicho... słyszysz - doktor zbliżył się do ściany, z której dochodziło warczenie - dawaj młotek - powiedział.
Holmes posłusznie spełnił prośbę przyjaciela a on bez najmniejszego wysiłku rozbił ściankę. Za nią znajdował się mały, biały piesek. 
Ja sunę… LA zbudowali hellenistyczni koloni greccy! Tam chyba były takie ofiary…
Starożytni kanaanejczycy też nie byli od macochy. Z tym, że pod progiem zakopywali niemowlęta.
Tja... "I gdy spytają zakopaną żywcem, za jaką zbrodnię zginęła", czy jak to tam w Koranie było. Ale to Arabowie. I nie podejrzewam aŁtoreczki o znajomość tego tekstu, wykorzystałaby.
Pfff... Toż ona nawet Conan Doyle'a nie zna, a Ty byś chciał cytatów z Koranu?!

- Po co miałby go tu zamknąć? - zdziwił się doktor.
- Ej, ty palancie... przecież psy mają dobrze wyczulony zmysł węchu. To nie ofiara go tu zamknęła, lecz przestępca! 
Za-mu-ro-wał pieska. Barbarzyńca.
Malutkiego, białego pieseczka! Ale po jakie licho - tego nie dojdziemy.
Psy w opkach kryminalnych mają przerąbane. Było sobie raz takie opko o W11, gdzie przestępca zaszył wskazówki w brzuchu szczeniaczka...

- A... niby tak. Ale dlaczego od razu 'palant'?
- Tak wyszło, heh - zaśmiali się razem.
Heh.
Heh?
Heh!
Hyhyhy!
 

Śledztwo trwało, a przyjaciele znajdowali więcej dowodów.
Tak bywa.
Więcej i więcej, aż ich zasypało jak puszki Holmesa przed chwilą.

- To koniec na dziś - rzekł inspektor Charlie.
- Uff. - odetchnęli z ulgą doktor i detektyw.
Można iść do domu, kości rozprostować.
 
- Jutro znowu tu przyjdziecie? - zapytał.
- Oczywiście. Będziemy tu przyłazić, aż nie rozwiążemy tej zagadki... - odparł Holmes.
- Niestety - dopowiedział Watson.
- Dowidzenia sir.
Holmes i jego przyjaciel wrócili do domu. Mieli wspólny apartamwnt gdzieś w samym środku miasta. Sherlock jak zwykle wyciągną swoje skrzypki i zaczął na nich brzdąkać. 
BRZDĄKAĆ?! Pizzicato tam pitolił, czy jak?
Smyczek zastawił w lombardzie, więc radził sobie jak mógł.
 

- Przestań. Rozprasza mnie to - zdenerwował się Watson, lecz Holmes udawał, że ni słyszy - PRZESTAŃ! - Holmes nadal grał.
Doktor w końcu przestal nagelać i zaczął pracować, aż nagle krzyknął:
- Mam!
- Co masz...? - zapytał detektyw ziewając.
- Jajco.
- Mam grzybicę stóp, podwyższony cholesterol i kamienie w nerkach.
- A ja cukier w kostkach, możemy robić herbatę.
- Do tego jeszcze potrzebna woda w płucach.
- Chyba cherbatę, jak z cukrem...
 

- Zobacz. Przestępca upozorował śmierś Smitha! Ten pies był zmyłą. Wywiózł gdzieś swoją ofiarę i tam dokona zabójstwa... musimy go znaleźć i powstrzymać póki nie jest za późno!
- Cóż za dedukcja, Watsonie! (a przesłanki siedziały pod stołem i uśmiechały się tajemniczo; uśmiech przesłanki bez przesłanki był niecodziennym widokiem, nawet bardziej niecodziennym, niż przesłanka bez uśmiechu. przynajmniej w tym opku.)
Ee... Znaczy że co, będąc na miejscu domniemanej zbrodni, nie znaleźli trupa? To skąd w ogóle przypuszczenia, że ktoś zamordował pana Smitha? Może po prostu wyszedł na spacer?
To dedukcja, drogi Watsonie.
Pies był zamurowany, więc miał alibi. Słabe, bo słabe, ale prawdopodobnie to nie on zamordował Smitha.
 

- HA! A widzisz, moje granie się przydaje!
- Nie gadaj. Jedziemy.
Przyjaciele pojechali do domu, gdzie upozorowano zabójstwo i zabrali stamtąd kilka skrawków materiału, z których dało ułożyć się mapę.
Cud mniemany… Z wielkim napisem TU SZUKAĆ, BUAHAHAHA?
„And remember: X never, ever marks the spot!”. Indiana Jones.
 
 
Następnie,  postępując według wskazówek dojechali za miasto. Znaleźli się nad rzeką. nad brzegiem zobaczyli czarną postać. 
I lewitowała bezwstydnie.
A peleryną nie łopotała?
I nie pobrzękiwała kosą?
 
- STÓJ! - krzyknął do niej Holmes.
- Hahaha - zaśmiała się tylko.
- W co ty z nami grasz?
W KOŚCI!
 
- Ja? Panie Holmes... czy ma pan mnie za głupka? Hahahaha! Z panem się nie da wygrać. Nie pamięta mnie pan? Czyż nie pamięta pan pami Soomerhood? I dziewczynki o imieniu Sara? Czy zapomniał już pan dawnego 'przyjaciela'?
- Blood. Weasley Blood! - przypomniał sobie dawnego przestępcę.
Wśród przyjaciół zwany był on Krwawym Ronem.
 
- Hahahaha! Zgadłeś mój przyjacielu. A teraz uważaj. Zaraz wrzucę tego człowieka do rzeki. I tak już nie żyje.
...więc w sumie, co mu za różnica.
 
Jeżeli piśniesz coś słówko policji wykończę cię! Hahahahaha! Zrozumiano? 
Jakież formy… Ą, Ę, bą tą…
 
- Zostaw go! Czego ode mnie chcesz?
- Od ciebie nic! Chcę tylko śmierci tego człowieka - powiedziała sucho czarna postać.
W ogóle, kto cię tu prosił, Holmes?
 
- Co on ci zrobił?
- Zabrał mi sławę, pieniądze i... kobietę! Odejdź Holmes!
Nagle coś wybuchnęło, a Blood leżał na ziemi.
- Później mi podziękujesz - odezwał się cichy dotąd doktor.
Deus ex machina…

Zdziwiony detektyw zabrał rannego przestępcę do szpitala. Niestety pan Smith nie żył, więc Watson przywiózł go na badania związane ze zgonem. 
Operacja się udała, pacjent niestety zmarł.
- Dokąd jedziemy?
- Do kostnicy.
- Ale ja żyję!
- A my jeszcze nie dojechaliśmy.
 
~*~
- No cóz... zagadka rozwiązana - powiedział Holmes i znowu brzdąkał na swoich skrzypkach.
- Tak... a szkoda, przyzwyczaiłem się do tych naszych... przygód. Hehe. 
Hehe. Uzależniające.
(Czy tylko dla mnie sformułowanie "tych naszych... przygód. Hehe." brzmi cokolwiek dwuznacznie?)

- Tak, ja też. Ale przydadzą się nam wakacje - stwierdził detektyw.
- Tak, masz fację. To gdzie jedziemy? 
Fo fentysty. Nafrafić femby.

- Tak ostatnio myślałem o górach, lub Hawajach.
- Piękne panienki, co?
- Oczywiście, że tak - zażartował Holmes.
- Pomożecie? - zażartował Gierek.
- Pomożemy! - zażartowali robotnicy...

- Też ostatnio myślałam o Hawajach i zamówiłem nawet bilety... pakuj się. Jutro mamy samolot.
- CO? Oh Watsonie, jesteś taki przewidujący. 
- Ależ oczywiście, Sherlocku. A panienkami nie zawracaj sobie głowy, dostaniesz cukierki, a potem będzie miło, zobaczysz… mrrrrau…
 

~*~
Następnego dnia rano przyjaciele udali się na lotnisko. Wsiedli do samolotu. Nareszcie wystartował. Nie minęła mminuta lotu, jak nagle z kabiny pilota  wybiegł terrorysta:
- Ręce do góry! Nie ruszać się! Jeśli ktoś coś powie samolot się rozbije i nikt nie ocaleje!
Jeśli ktoś coś powie, to samolot się rozbije. Tak? A ten się drze. I jak to rozumieć?
Wszyscy pasażerowie starają się nie mówić słowa "samolot".
Albo słowa "coś".

- A to miały być takie piękne wakacje - szepnął Holmes do przyjaciela.
- Co, co ty tam mówisz? Tak, ty!
- Ja właśnie opowiadałem koledze o... naszej kolekcji brylantów - zaczął improwizować Holmes.
- Tak... mów dalej! 
Rozbijemy się!

- No, mamy w domu taką skrytkę w której chowamy nasz brylanty, a walizce też taką mamy...
Logika tego zdania jest po prostu za bardzo rozmyta. Co do walizki: Celownik Straszliwy kontratakuje.

- Dawaj je, albo strzele - przestępna wycelował w głowę detektywa.
- Dobrze, ale najpierw odłóż broń!
Nie krępuj się, strzelaj, tylko nie zapomnij najpierw gnata odłożyć.

- NIGDY! - krzyknął.
- Spokojnie... dobrze trzymaj ją, ale proszę nie celuj we mnie... to mnie rozprasza - poprosił grzecznie Holmes. 
- Jeśli już musisz, w takim razie celuj w tamtą panią, jeśli łaska. Nie, nie w tę, w tamtą, ojej!
- Ups. Się mi wymskło, przepraszam...
 
Wyjął z torbi [urbi et torbi] malutki pistolecik i schował go pod kurtką.
- Chcesz go zobaczyć? - zapytał.
Ale żeby tak przy ludziach?! I jakiego „go”? Tego kolekcja, czy jak?
Tego pistolecika. Malutkiego, ale szybkostrzelnego.

- Dawaj go!
- Poczekaj. Odłóż broń! - rozkazał detektyw.
- NIE ! -zdenerwował się napastnik.
Czknął, poprawił pluderki…
Nie dam! Nie dam! Mamusiu, on chce mi zabrać zabawkę!

- No więc chowam go do torby, a niestety nikt nie zna kodu, aby ją otworzyć.
- Ok, ok... - przestępna położył splówe na ziemi.
Dlaczego liczba Pi bawi się splu... spló... leworwerem?
Powiedzmy to otwarcie: pizdoletem.
 
"BOOM!!!"
Boom, hossa i bessa.
 
 - w samolocie coś wybuchło, a po chwili terrorysta leżał martwy na ziemi.
Oraz dał się słyszeć świst powietrza uciekającego przez rozdarte poszycie.

- Dobrze to rozegrałeś - pogratulował Holmes`ow doktor.
- Oczywiście przecież mnie znasz... nie moszę
I nie jozuę?
A może „mosznę”? A może ja „osierdzię”?
Jelitkę?
 
[...] nie moszę  ze sobą brylantów, to by było glupie.
*miarowo wystukuje głową o biurko „Bogurodzicę” w redakcji Feichta*
 

~*~
Następnego dnia przyjaciele bezpiecznie wylądowali na wyspie.
- Jak tu pięknie! - zachwycił się Watson.
- A gdzie kobitki? - zmartwił się Holmes.
- Ty to tylko o jednym...
- Oj przestan! Chodź popływać!
Świntuszki…
Ty tylko o jednym... Zobacz, ja tu jestem! JA! I mam cukierki...
 
Wakacje trwające dwa tygodnie skończyły się niesamowicie szybko.
- Wracamy - powiedział smutno doktor.
- Tak... będzie mi brakowało tej wolności, pięknych panienek i... sztucznych podniet - odparł Holmes.
- CO??? Brałeś koke? Ocipiałeś do końca.
ALEŻ WATSONIE!!

- Oj, przestań. Nie było spraw... a przecież wiesz, że bez rozwiązywania zagadek czuję się... niedowartościowany. 
Nawet panienki nie pomagają?

- Chcesz spaprać twój doskonały umysł narkotykami??? - zdenerwował się Watson. 
Ekhem, przepraszam, doskonałe co?

- WATSONIE !!!
- HOLMES`IE !!!
Mówi z apostrofami? Moc.
Mówi capslockiem. Podwójna dawka Mocy.
Ciemnej Mocy.
 
- WATSONIE !!!
- HOL... - nagle doktor przerwał - patrz!
- Co?
Holmes stanął obok Watsona przed oknem.
- Jezus... trzeba jej pomóc - detektyw zauważył zamaskowanych mężczyzn, którzy napadli na młodą kobietę.
Ci mężczyźni skomasują się niedługo do jednego, ale, jak mówi mistrz Wołoszański, nie uprzedzajmy faktów…

Zaraz przyjaciele zbiegli na dół. Niestety przestępców nie było.
I chwała Bogu.
 
 Na ulicy leżała zakrwawiona dziewczyna.
- Dzwoń na pogotowie!!! - krzyknął przerażony Holmes, a sam próbował ją reanimować.
- Zaraz przyjadą - powiedział doktor.
- Dobrze...
- Dobrze… Sam wiesz, Sherlocku, że oblałem na studiach anestezjologię z medycyną ratunkową. Lepiej, żebym jej nie dotykał.

Holmes i Watson zaczęli szukać dowodów.
- Witam, jak mniemam pan Sherlock Holmes - odezwał się potężny głos,
A uszy miał wielkie i umięśnione nad podziw.
 
 za detektywem.
- Witam... a pan to (?)
- Tom Grand. Jestem z CSI... przykro mi, ale muszą panowie opóścić miejsce przestępstwa.
Zaczęli je oposzczać i okadzać.

- Ale jestem detektywem, to mój pomocnik doktor Watson - przedstawił swojego przyjaciela.
- Tak wiem. Ale niestety moim obowiązkiem jest oczyszczenie tego miejsca! - zdenerwował się pan Tom.
Sprzątacz?
Oczyści teren tak starannie, że nie zostanie żaden ślad po mordercy.

- Przepraszamy, już idziemy - odparł Holmes.
- Co ty wyprawiasz - szepnął do niego Watson.
- A ty znowu swoje, ciągle masz pretensje. Nie bój żaby. [nie bój smoka…] Patrz - w tym momencie wskazał na ślady krwi na ulicy.
- No... i tak nic nie rozumiem.
- Ty kretynie. [- zaznaczył swoją wyższość intelektualną Sherlock -] Sami rozwiążemy tę zagadkę!
- Aaaaa . - pokiwał głową Watson.
Doktor i detektyw pobiegli za krwawymi śladami.
A krwawe ślady spierdzielały przed nimi aż się kurzyło…
***
Boszsz… Ci dwaj rzondzom.

~*~
Około godziny 21 przyjaciele doszli do opuszczonego domu.
- Co to za miejsce? - zdziwił się Holmes.
- Opuszczony dom. Mieszkała tu kiedyś wiedźma, przepowiadała przyszłość, wywoływała duchy zmarłych i żywych...
- Skąd to wiesz?
Watson wskazał palcem na tabliczkę z napisem "Terra Nomai - wiedźma, przepowiadała przyszłość, wywoływała duchy. Zmarła dnia 28 stycznia około godziny 24.00 na cmentarzu."
A podobno to policjanci chodzą parami, bo jeden umie czytać, a drugi pisać.
Tu by się przydało jeszcze dwóch do pilnowania naukowców.

- Oł . 
Joł, joł...
 
- No... szukajmy dalej.
Przyjaciele weszli do rozwalającego się domu. Holmes zapalił latarkę, która oświetliła wielki obraz.
- Aaa ! - przestraszył się detektyw.
- Jezu... czekaj, czekaj! Przecież to... ta kobieta!!!
- Jaka kobieta? - zdziwił się Holmes.
I suspens szlag trafił.
Ta, która jeszcze wczoraj była mężczyzną... *chichocze jak gupek*
Kopernik?

- Ta zabita. Dzisiaj. Pod naszym hotelem!
- No tak! - detektyw zdjął dzieło ze ściany. Nagle wypadła z niego mała karteczka.
Z obrazu?!
Może to farba się złuszczała...

- Monica Jowini.
Grunt, że nie Lewinsky.
 
 Urodzona 28.01.89r. umarła 28.01.10r o godzinie 12.30... - zaczął czytać napis - Jezus Maria. Przecież dzisiaj jest 28 stycznia!
- A zabójstwo dokonane zostało równo o 12.30 - dopowiedział Holmes.
Nagle na piętrze dało się słyszeć szelestanie.
Bo przecież nie „szelest”.
Ktoś szastał się szelestając.
 
 Przyjaciele weszli na górę i zobaczyli martwego mężczyznę.
Leżał i szelestał obscenicznie a nawet perwersyjnie.
 
 Do jego spodni przyczepiona była karteczka z jego danymi (imie, nazwisko, data urodzenia oraz śmierci - data dzisiajsza).
Taka bardziej dzisiejsza.
A poza tym, to morderca jest po prostu sklerotykiem i musi sobie zanotować WSZYSTKO, co wskazuje też na ostrą neurastenię. W sumie podobny do mojego kota.
Masz kota, który sobie notuje?!
A czy znasz jakiegoś Kota, który nie notuje wszystkiego?
 
- Powstała z grobu? - powiedział jakby do siebie Holmes.
Nie umarła bowiem dzieweczka, ale śpi.

- Nieee. - odparł pół głosem Watson. 
- Taaak! - odparł mu Sherlock ćwierć szeptem.
 

Zaczęli ponownie szukać różnych dowodów.
Różnych od czego?
Czym różni się chód Eskimosa od czegokolwiek innego?
Bo Eskimos ma jedną nóżkę bardziej.
 
- Jest już strasznie późno. Dochodzi pierwsza w nocy - powiedział ziewając Watson.
- Taaa. Wracamy.
- Kakao i bambosze, Sherlocku?
- Ależ z radością, Watsonie.

~*~
Doktor odrazu zasnął, za to Holmes nie mógł zmrużyć oka. Cały czas myślał o morderstwie. Jak każdy wie - detektyw ma niebywałe zdolności i od razy przyszła mu do głowy pewna myśl. 
Boru litościwy, mnie też wczoraj przyszła do głowy myśl! A nawet dwie! Czy to znak, że mam wstąpić do CSI?

- WATSONIE ! - krzyknął budząc dokotra.
- Czego?
- Słuchaj... być może ktoś próbuje... - i tu przerwał.
- CO, co próbuje??
- Chce, że tak powiem, wmówić wszystkmi, że wiedźma powstała z grobu i zabija ludzi!
- I... co w związku z tym?
- Niedługo zabije kolejnych niewinnych!
I dzieci na macę.

- Ale co my na to poradzimy.
- Wezwiemy Drużynę A i Brygadę RR!
I MacGyvera!

- Jaki ty głupi! [fakt.]
Holmes rozrysował mapkę i zaznaczył miejsca, w których doszło do morderstw. Okazało się, że zginęło jeszcze więcej ludzi.
Źródło informacji woli pozostać anonimowe. Zginęli w trakcie rysowania.
Mordercą był krasnal z "Zaczarowanego Ołówka".
 
 Detektym połączył wszyskie kropki (miejsca zabójstw), w samym środku znajdował się opuszczony dom wiedźmy.
- To tam dojdzie do następnego morderstwa. JEDZIEMY! - krzyknął Holmes.
A czemu nie na obwodzie? Wszędzie ta centralizacja.
A ja myślałam, że połączył kropki i wyszedł mu obrazek z pieskiem, buuuu...

Przyjaciele jeszcze w piżamach wybiegli z domu, dobieli [i doczerni] do opuszczonej chatki, z której dobiegały straszliwe jęki. 
Doszli do Wrzeszczącej Chaty. W Los Angeles. Mujeju.

- Zostaw ją!!! - wrzeszczał Holmes wbiegając do domu.
- Odejdź - krzyknęła czarne postać.
- Zostaw ją! - powtórzył detektyw i próbował powstrzymać mężczyznę.
W tym czasie Watson zadzwonił na policję.
Chyba zębami. W końcu był w piżamie.
W tej jednej dla obu.

- Policja już jedzie - odezwał się - brawo Holmes`ie. Unieruchomiłeś go...
A jeszcze przed chwilą tylko „próbował”. Szybko poszło.
Phi! Petrificus Totalus i po sprawie.

- Dziękuję Watsonie.. heh - zaśmiał się detektyw.
Heh, zią.

Po chwili przyjechała policja i zabrała czarną postać. 
Czarna postać coś kłapała szczęką, że jest tylko ANTROPOMORFICZNĄ PERSONIFIKACJĄ.
I OGRODNIKIEM.
 
- Bardzo dziękuję panie Holmes`ie. Jak pan to rozgryzł? - zdziwił się Tom (z CSI).
- On ma świetny umysł... niestety przez narkotyki chyba troche wysiada - powiedział doktor wskazując na śpiącego detektywa.
- Hahahahaha - zaśmiał się Tom.
Naćpany Holmes lepszy niż cała hamerykańska policja, yesss!
A czy ktoś może mi przy okazji wyjaśnić, kto zabijał i kogo? Bo jakoś to ałtoreczce umknęło w natłoku dramatycznych wydarzeń i błyskotliwych skojarzeń...

~*~
Następnego dnia:
- Widzisz Watsonie... i znowu zagadka rozwiązana.
- Już nie potrzebujesz sztucznych podniet?
- Ależ nie... ta zagadka starczy mi na najbliższy miesiąc - powiedział Holmes
Mocny stuff.
***
 
Ałtoreczki dyskusja z czytelnikami:
 
Jakoś nie miałam weny do tego rozdziału : Przepraszam, mam nadzieję, że następny będzie lepszy :)
My też. Ale: „Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia…”
 
Piszcie co sądzicie!
 
Co sądzę? Oto, co sądzę:
Twoje opowiadanie jest cokolwiek żałosne. Mniemam, że nawet nie przeczytałaś jednego opowiadania sir Arthura Conana Doyla bo styl absolutnie nie pasuje do Holmesa. I skąd wzięłaś jego dane, które umieściłaś w pierwszym poście?? Holmes nazywał się Sherlock od początku, jego pierwsza sprawa dotyczyła ojca jego przyjaciela, a brat Sherlocka nazywał się Mycroft. Myślisz, że skoro obejrzałaś raz film, to możesz cokolwiek wiedzieć o Holmesie??
~Ela, 2010-02-12 14:27
Cóż, mam wrażenie, że ona obejrzała sobie film, nie rozumiejąc kompletnie nic z przebiegu akcji, nie wyłapując intrygi, zapamiętując jedynie kilka charakterystycznych scen i powiedzonek - i następnie próbowała nieudolnie to odtworzyć...
 
Przepraszam jeśli Cię w jakiś sposób uraziła, alecz od początku pisałam, że WSZYSTKO JEST WYMYŚLONE!!!
Nie będę żywcem przepisywała kogoś opowiadań.
Dziękuję za szczerość. Jeszcze jedno wszystkie cechy Holmesa są przypadkowe . 
Inna, 2010-02-12 15:43
Tja, on w ogóle cały jest przypadkowy...  
 
Przecież mam prawo pisać na blogu co zechcę.
Niestety.
Dane Holmes`a są wymyślone, tylko imie i nazwisko 'realne'...  
Tja, realne dane postaci fikcyjnej.

nie wiem dlaczego się tak na mnie wyżywasz.
Mam prawo napisać, że Holmes` jest głupi itp, itd, mogę sobie wymyślać opowiadania i nikt nie powinien się tego czepiać (rozumie [kto?]: styl pisania, błędy itd).
~Inna., 2010-02-12 21:25
Znaczy, czepiać się kompletnego braku sensu i logiki już nie można? Co za dyskryminacja!
 
 
I wracamy do opka:
 
Holmes obudził się już w domu około 13.18. [i 34 sek.]
- Ale sobie pospałeś... - szepnął Watson
- Taaaak. - ziewnął detektyw - Jakieś zgłoszenia?
- Nie, ale była, dokładnie piętnaście minut temu, jakaś dziwna kobieta. Powiedziała, że koniecznie musi się z tobą widzieć...
W sprawie alimentów.

- A tobie nic nie mogła przekazać? - zdziwił się Sherlock.
- Nie, bo "nie przekazuje informacji osobom trzecim" - zacytował doktor.
- Hm... to musi być ważne.
- Tu masz do niej telefon - Watson podał karteczkę z numerem telefonu Holmes`owi.
- Dobrze zaraz zadzwonię - odparł detektyw.
Po 30 minutach jednak kobieta sama przyszła do biura.
„Zaraz” Holmesa jest prawie tak elastyczne, jak moje.

- Witaj Sherlocku! - zawołała od progu.
- Dzieńdobry... my się znamy? - zdziwił się.
- Nie poznajesz mnie? Oh... To przecież ja, Julia. Chodziliśmy razem do szkoły.
- Oh, tak! Witam! Co cię tu sprowadza?
- Organizuję bal.. będą wszyscy z naszej szkoły. Mam nadzieję, że przyjdziesz. 
Seba Holmes nie jest zalogowany na Naszej Klasie? Co za luzak...
 
- Oczywiście, i tak nie mam nic do roboty...
Ujaramy się jak za dawnych lat, melanż będzie taki, że ciesz się, synku, że nie szczekasz.

- Cieszę się. Przyjęcie odbędzie się jutro o godzinie osiemnastej.
- Dziękuję za informacje. Do zobaczenia Julio - pożegnał przyjaciółkę z dawnych lat i odezwał się do Watsona - O Boże... Musisz jechać jutro ze mną !
- Ależ nie mogę, będą tam tyllko osoby z twojej szkoły.
Wstydam się majestatu.

- Tak wiem... ale sam, czuję się... jakoś dziiwnie. Proszę!
- No dobrze, ale jeśli mnie wyproszą wracam do domu.
A ja bym został, a co!
Wyrzucą Cię drzwiami, wróć oknem!

- Jeżeli to zrobią wrócę z tobą.
Romantyk.
~*~
 
Następnego dnia przyjaciele wybrali się na przyjęcie. Przyjechali troche przed czasem, więc pomogli w przygotowaniach.
Holmes wieszał baloniki, a Watson kroił warzywa do sałatki.

- Witam cię Holmes`ie. To jest Reachel i jej mąż. Paniętasz ich?
- Taak. Kiedyś się nienawidzili.
OCH! Jakież to głębokie i mhroooczne.
Ale jak wiadomo, kto się czubi, ten się lubi.
 
- I proszę, jak nienawiść niszczy człowieka - zażartowała Reachel.
- Przecież to ja się tobie oświadczyłem - powiedział jej mąż - Martin.
- Ale ja się zgodziłam - zaczęli się śmiać, a później całować.
- Y. Holmes`ie może chodźmy stąd, ten widok jest odrażający - obrzydził się Watson.
I ja też.
Y. Purpurat'cie. Chodźmy stąd.
Och, może też być "wasza fluorescencjo". Ale co racja, to racja. Idźmy, procesyjnie.
 
- Masz rację.
Przyjaciele oddalili się od małżeństwa i nagle...
(suspens)
 przyszli wszyscy goście. 
Wbiegli tabunem, tratując wszystko po drodze, jak na wyprzedaż w Media Markt.
 
- Co to? Jest dopiero 17.35!
- Powiedziałam wszystkim, żeby przyszli troche wcześniej - wytłumaczyła Julia. 
A oni karni jak niemieckie sołdaty.

ktoś włączył muzykę i zaczęły się tańce.
- Chodź Watsonie! - detektyw porwał doktora do tańca.
WTF?!

- Chyba się upiłeś.
Raczej na pewno…

Nie minęła godzina, a przyjaciele strasznie się zmęczyli. Na ich szczęście był tu wielki hotel wynajęty na noc.
Dobrze, że nie na godziny.
Cieniasy. Prawdziwy Holmes potrafił w ogniu śledztwa spędzać całe noce bezsennie i nie jeść po kilka dni, a tu - godzina imprezy i wymiękają?

- Chodźmy odpocząć - zaproponować Watson.
- Dobrze... ale najpierw - Holmes wziął do ręki kieliszek z winem.
- Oj, za dużo tego!
Przyjaciele weszli do swojego pokoju. Zasnęli.
Grzeczni chłopcy. Zasypiają nawet przed dobranocką. Rączki na kołderce, jak mniemam?
 
Nagle obudził ich jakiś hałas - krzyk.
- Aaaa! Co się tam dzieje - ziewnął Holmes.
- Przespać się nie dadzą... idę sprawdzić. - wstał z łóżka zmęczony Watson - HOLMES!!! Szybko chodź!
- Co?
- Jajco. – odburknął lekko zirytowany Watson.

Detektyw wszedł do pokoju i zobaczył mężczyznę stojącedo przed oknem...
- Co... Martin?
Mężczyzna odwrócił się w stronę detektywa.
- Odejdź, nie zbliżaj się!
- Na pomoc - dało się słyszeć głos jakiejś kobiety.
- To Reachel!!! - krzyknął Watson.
- Zostaw ją - powiedział Holmes.
Mężczyzna próbował zżucić [oboczna forma od „zżuć”?] żonę z balkonu, na szczęście Holmes zadziałał.
W sensie: normalnie się zacinał, czy co?

~*~
- Ale po co by to robił? - zapytał Watson po przyjachaniu policji.
- Nie mam pojęcia... może... no jasne. Reachel odziedziczyła po swoich rodzicach wielką fortunę. Może ją wykorzystać dopiero za dwa lata. Jednak jeśli umarłaby, jej najbliższa rodzina, dostałaby pieniądze.
- No taaak!
Brzmi logicznie. Rzadki objaw.
Na żądanie raz można!
 
Refleksje aŁtoreczki:
 
Ten rozdział też jakoś nie wyszedł :/[prawdą jest]  przepraszam, ale nie mam teraz weny... spróbuję obejrzeć jakieś detektywistyczne filmy i może coś mi się uda.
Cytując: nic mu w życiu nie wyszło tak, jak włosy.
 
Boze, piszesz extra opowiadanie. Mam tylko jedno zastrzeżenie w, którym wieku dzieje sie akcja powieści, bo Holmes ,,zył" w XVIIIw.
W XIX. Ale to raczej szczegóły.
Sto w tę, sto wewtę, co to jest dla rozszalałej aŁtoreczkowej wyobraźni.
 
 a w twojej juz są samoloty i w ogóle.
Głównie „w ogóle”. Wymawiane „wogle”.
 
Poza tym jest super. Bardzo lubie Holmesa więc ucieszyłam sie dy trafiłam na ten blog. Zapraszam do siebie. [clamsis]  
Nie skorzystam.

PS. Tekst ,,A gdzie kobitki?" rozwalił mnie i misę musi, które jadłam gdy to czytałam xDDD
Mnie i myszę Mysię, której nie jadłem, bo się wyrywała, też.
 
Purpurat z pucharem Oskara (za reżyserię), Jasza z pistolecikiem w samolociku (pierwszoplanowa rola męska), Sierżant z brylantami w walizce (pierwszoplanowa rola żeńska) i Kura z kontenerem cukierków (za efekty specjalne) oraz neurotycznie zapisujący wszystko Maskotek (za scenariusz)
pozdrawiają z mrocznego, londyńskiego zaułka Baker Street 221b w Los Angeles. 
 
Za najlepszy film roku Puchar Oskara otrzymuje...  USS SuS!
Dziękujemy! Dziękujemy! Dziękujemy! (frenetyczne oklaski, owacja na stojąco).
 
Owijamy się ze szczęścia w Czerwony Dywan.


10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

• monaco


Każda Wasza analiza jest... Borska.

Szczerze współczuję osobom (osobĄ?), których idole zostali przez aŁtorki zrównani niemal z ziemią. Sama ledwo się podniosłam po Farinie... Ja za Holmesem nie przepadam, a mimo to mną telepało. Za Poirotem zresztą też nieszczególnie, ale boję się, co by było, gdyby wpadł w aŁtoreczkowe łapy.

Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby jakaś bezwzględna aŁtoreczka rzuciła się na ludzi, którzy dla mnie są autorytetami i zrobiła z nich kompletnych idiotów... Ze względów bezpieczeństwa nie podam nazwisk "ów osób", bo aŁtoreczkowa złośliwość nie zna granic.

I tylko jeden mały minus. Naprawdę malutki. Tyci - tyci. Sierżant! Stęskniłam się, wróć proszę niedługo z jakimś idiotycznym opkiem, który potrafisz zanalizować z właściwą sobie błyskotliwością. Uwielbiam Was wszystkich, ale Sierżant zaczęło mi już brakować.

• akurat

• A co powiecie na to --> http://bez-uczuc-opko-th.blog.onet.pl/Odcinek-drugi,2,ID304877806,DA2008-03-23,n ???O th, ale trochę inne od wszystkich. Jakieś strzelanie, te sprawy... :P


zaraza

Nie wiem co aŁtorka brała, ale było to dobre. Chociaż jestem wielbicielką Holmesa (a Watsona jeszcze bardziej) to zamach na nich jakoś mnie nie zraził - wręcz przeciw nie, dawno nie czytałam czegoś tak absurdalnie śmiesznego. Wasze komentarze jak zwykle bezbłędne.
Motyw wszechczasów - Holmes nie nosi (przepraszam, nie mosi)brylantów w walizce, bo to nielogiczne xD
Zresztą całe opko cudowne, szczególnie fragmenty z dochodzeniem, które zabiły mnie na śmierć (Szukali poszlakę. O! Pooooszlaka xD). Zresztą ilość spraw na objętość tekstu też niemożliwa.

Więcej takich tForków!!!

• josefine


hahaha, woooooow, naprawdę, ta dziewczynka ma coś z głową. ale mniejsza, to przecież normalne. teraz, oburzona krytyką, zamknęła bloga i będzie gwałciła postać chucka i blair z plotkary. brrrrrr. i ona, mała 14 letnia julia lubi depeche mode i queen? DOPRAWDY?

analiza cudowna, piękny debiut przy tak ciężkim czymś, podziwiam. wasze komentarze jak zwykle pomogły przejść ciężką drogę.

Anonimowy pisze...

xNivis.


.
No cóż, nie warto rozwodzić się nad tępotą aŁtorki, bo to nic nie da. Przyzwyczaiłam się do bezgranicznego idiotyzmu panoszącego się po internecie. Szkoda mi tylko takich dzieci. No cóż, miejmy nadzieję, że tacy ludzie dojrzeją i przestaną publikować te... cosie.
.
Debiut wspaniały, moje gratulacje!
.
Tekst o łączeniu kropek i obrazku z pieskiem powalił mnie na podłogę.
.
Czekam na więcej i więcej, jak zwykle nienasycona. ;)
Pozdrawiam serdecznie!

• Gabrielle



Dopiero teraz zauważyłam "Dzieckiem w kolebce, kto łbem urwał hydrant". Piękne!:D

• Mirveka


Dzisiejsza odsłona mnie powaliła jak nigdy. Dawno nie było tu tak ciężkiego stuffu.
Na pewno rozładowało wam tarczę i deflektory migają na 5%.
Analiza doprowadziła mnie do niekotrolowanego kwiku. A już najbardziej
"wywoływanie duchów zmarłych i żywych"

• Zielona Żaba


No i co zrobiliście? Gdzie teraz sobie poczytam o nowych przygodach słynnego detektywa, skoro Ałtorka zamknęła bloga? Jesteście nieludzcy...

A dżentelmen Sherlock gadający o "kobitkach" mnie dobił. :)

• maruko


oh no, gwałcicielom Agathy nie daruję >.< Holmesa i tak nigdy nie lubiłam, więc jakoś przetrwałam to... to coś. w tym opku poza dwoma nazwiskami NIC z oryginału nie ma. owszem, jak sama aŁtorka zauważyła, może sobie pisać, co chce... a jednak, jeśli już chce pisać coś zupełnie po swojemu, nich zostawi cudzą fikcję w spokoju i wymyśli własne postacie i NAZWISKA właśnie. no, ale czego ja chcę od przedstawicielki pokemoniastej rasy, mózgiem to nie grzeszy.

• kura z biura

Ome: opka o Poirocie nie widziałam, za to mignęło mi gdzieś kiedyś opko o pannie Marple. Poszukam i jeśli okaże się analizowalne, to polecą wióry!

Anonimowy pisze...

amy

A może skusicie się na zanalizowanie czegoś takiego? ;>
http://avril-bill-for-ever.blog.onet.pl


Co do wszystkich Waszych analiz, które póki co zdołałam przeczytać, ogarnąć i jakoś przeżyć... to jest genialnie! Najgorsze jest to, że gdzieś na necie włóczy się też moje daaaawno napisane opko, które pewnie również mogło się tu znaleźć ;> Chociaż w sumie ciekawie byłoby przeczytać analizę czegoś, co napisało się będąc jeszcze głupim dzieckiem (chociaż nie tak młodym - bodajże 15 lat oO).


Pozdrawiam i mam nadzieję, że skusicie się na moją małą propozycję ;>

• An-Nah


Nikt nie mówi, że aŁtoreczka ma cokolwiek rozumieć. Ma umrzeć.

• Ome


Tak, to poniżej to byłam ja. Zapominalstwo przy wpisywaniu nicku zwalmy na nadmiar świątecznych porządków.




Podejrzewam, że aŁtoreczka zrozumie tylko pierwsze słowo. Na resztę odpisze komentarz w stylu tego, którym uraczyła tamtą rozsądną uwagę o jej opku.
Jakoś nie umiem udawać, że mi tej aŁtoreczki żal.

• An-Nah


Na kartce będzie napisane: "Holmes jest dla ciebie za dobry. Umierasz przez własną głupotę."

• Ome


• 83.31.189.90
An-Nah, Ty sugerujesz, że aŁtoreczka w ogóle pomyśli o przeczytaniu kartki z instrukcjami? No, może, jeśli kartka ta będzie zatytułowana "jak napisać wypasione opcio o Holmesie"...
Ale i tak jej się nie uda odtrutka.

(Kod do wpisania: urwau. Prawie jak "urwał się aŁtorce net, chwała bogom!". Wolno pomarzyć...)

• An-Nah


P.S. 2 I Sudhir mówi, że tym razem też zostawi antidotum i wskazówki i będzie patrzył, jak aŁtoreczce się NIE UDAJE. Z perfidii czystej.

• An-Nah


Przebrnęłam. Z trudem. Z samozaparciem. Byłam dzielna. O! MÓJ! BOŻE!

*rytualne walenie głową w ścianę*

Brak mi słów na to, co ta pani zrobiła. Komentarze analizatorów pozwoliły mi przeżyć ten koszmar.

P.S. Pandora, Ome: Sudhir fabrykuje truciznę na aŁtoreczkę.

Anonimowy pisze...

Ome


To było przerażające. Za zgwałcenie Holmesa, Watsona i Doyle'a żądam dożywotniego odcięcia tej aŁtoreczce Internetu!
O bogowie olimpijscy, to był koszmar koszmarny. Już rozumiem, co czują fanki seriali, których profanację tu wcześniej analizowano. Sprofanowanie Holmesa boli...

Ophelio, ja też wolę Poirota - więc teraz boję się jednej rzeczy: że ktoś się wepchnie aŁtoreczkowymi łapami do najgenialniejszego detektywa świata i okolic. Że ktoś z jego szarych komórek zrobi aŁtoreczkową miazgę. Że...
Wolę sobie tego nie wyobrażać.

Analiza natomiast - genialna. Wyłam ze śmiechu, w miarę dyskretnie, żeby nie przypominać o sobie przy świątecznych porządkach. Niemniej jednak - wyłam radośnie.

No to cóż, wesołych i bezaŁtoreczkowych świąt dla całej ekipy SUS-u! I Waleriana proszę ode mnie pogłaskać.

• KlaŁn Szyderca


Wszem i wobec oznajmiam, żem był dziś na 221b Baker Street. Fanów Sherlocka Holmesa zapewniam, że analizowane dziś dzieUo nie dokonało tam większych zniszczeń i wciąż każden jeden może sobie tam kupić czapkę holmesówkę za jedyne 20 funtów.


• ajrisz


"- Też ostatnio myślałam o Hawajach i zamówiłem nawet bilety... pakuj się. Jutro mamy samolot.
- CO? Oh Watsonie, jesteś taki przewidujący."

Ten fragment godny jest opka o TH

"-Chciałabym mieszkać w Niemczech...
-Ojej! Nie powiedzieliśmy ci? Jutro przeprowadzamy się do Niemiec. Twoja najlpesza przyjaciółka Krysia przeprowadza się z nami!"

Analiza *kwik*aśna. Be-er-a-wu-o!

Anonimowy pisze...

Ophelia

Borze najzieleńszy...
Powinnam chyba na wstępie podziękował ałtorce. Dzięki jej jakże "błyskotliwej i genialnej" pisaninie mój chłopak całkowicie zapomniał, że ma być na mnie zły. Zamiast tego Ómarł wraz ze mną. Ze śmiechu.

Fanką Holmesa wielką nigdy nie byłam, zdecydowanie wolę Poirota, ale za to-to-to-to gotowam smażyć twórczynię we wrzącym oleju. Biedny Doyle, jak dobrze, że nie dożył ery Internetu.

Kłaniam się analizatorom do stóp - przetrwałam to "opowiadanie" tylko dziki waszym komentarzom. Nie moc pucharowych Oskarów będzie z wami!

• Insomnia

@Clevy

To już wiemy, co ałtorka miała na myśli, mówiąc o obejrzeniu kilku filmów detektywistycznych. Chciała po prostu zerżnąć skądś nowe pomysły. Opko bardzo opkowe. Analiza udana :)

• Clevy


Sezon 5, Odcinek 6: Mr. Monk and the Class Reunion

• Clevy


Sprawa ze spotkaniem klasowym i zrzucaniem żony z balkonu była w Detektywie Monku :) Tylko, że tam było to lepiej rozbudowane i akcja ciekawsza.

Anonimowy pisze...

Tajemniczy Wielbiciel


Podróż z Los Angeles na Hawaje trwała aż do "następnego dnia"? Ach no tak, te dziewiętnastowieczne linie lotnicze...

Też mi detektywi, którzy mają tak wszystko podane na tacy. Prawie jak ci w W11, kiedy uciekający świadek/sprawca/ktokolwiek gubi przed nimi np. legitymację.

Ja również gratuluję Purpurat'owi ;) udanego debiutu!

• Croyance


'Doszli do Wrzeszczącej Chaty. W Los Angeles. Mujeju.'

A nie, nie, to sie dzialo wciaz na Hawajach :-D

• pandorzaste

W sumie to wystarczyłoby wkleić same cytaty z tego... "opowiadania", bo to samo w sobie jest tak fatalne, koszmarne i tragiczne, że aż śmieszne. Nie spodziewałam się, że ktoś może być w stanie popełnić coś takiego, więc powiedzmy, że jestem pełna...ee...podziwu.

Za analizę też podziwiam, bo przeczytać coś takiego... No do tego, to trzeba twardym być XD. Jak Roman Bratny XD.

• mrohny


Na Bora, dlaczego aŁtorczki zaczęły krzywdzić takie postaci? :<
piękna analiza, ach!

• gabrielle


Jakie to opko jest... Nawet nie wiem, jakie ono jest. O bogowie wszyscy greccy!

• Kamyq

Purpuracie, witamy, zacny debiut! :) Bardzo mi humor poprawiliście tą analizą. :D

• An-Nah


Panieborzenajzieleńszy...
Ja nie wiem, czy ja chce to czytać... a dziwiłam się niedawno, że żadnych polskich ficów o Holmesie, poza moim własnym, na necie nie widziałam... no i doczekałam się, wykrakałam, goddammnit, nie, żebym dobrego holmesowskiego fica po polsku nie chciała ujrzeć, ale czemu pierwszy, o jakim słyszę jest analizowany na SuS? O tempora, o mores! Jeśli coś istnieje, na pewno jest z tego jakiś analizy godny fanfic...

*An w stanie załamania nerwowego, na analizę jak na jeża spoglądająca*

Będziemy dzielni. Przeczytamy. Przeżyjemy. Najwyżej później będziemy się w kącie kiwać.

Jakby co - to nie wasza wina, a aŁtorki (pisaka)? Jeśli zejdę, pomścijcie mnie. I zasadźcie mi na grobie orchidee.

Anonimowy pisze...

emcacafe


Holmes, w którym brak cech prawdziwego Holmesa. Ehe. Nie mogła mu nadać jakiegoś innego nazwiska?
Teraz gryzę poduszkę ze złości. Niech piekło pochłonie tę... tfu! ałtoreczkę.

• Dzidka


Podczas śniadanka porykiwałam sobie radośnie :D
HINT: nie jeść grzanek z jajkami podczas czytania analizy.
Purpuracie, witaj, niezły debiut :)

• mikan


Panowie nie szczędzą sobie złośliwości, aż dziw, że wciąż się przyjaźnią. Leżenie (i myślenie) w górze cukierków (cytrynowych) jako przejaw oryginalności bohaterów.
Intryga powala na kolana.
Matko jedyna.
!!!!

• jimenes


• Czytałam to opowiadanie niedawno... Durne wyjątkowo. Można się było spodziewać po filmie z Downeyem (który to film notabebe nie powinien nosić tytułu "Sherlock Holmes"), że dziewczątka w sieci rzucą się na postać Holmesa jak sępy... No i proszę, są skutki:)

Analiza cudna:) Do następnego! Wypoczywajcie przez święta, żebyście mieli siły na dalszą walkę z opkowatymi wiatrakami:)


• psyence
Goszczę tu po raz pierwszym, lecz wasze trafne komentarze na pewno zachęcą mnie do powrotu ;]
co do opka...dla autorki: więcej czytać (Doyla), mniej oglądać (House'a).
Moja wewnętrzna personifikacja uwielbienia dla Holmes'a płakała. Bardzo rzewnie. Lecz komentarze ratowały sytuację ;)
• Pigmejka

O Jeżu Śródleśny. Rzeczywiście, opowiadanie tak wyjątkowe, prawie sobie włosy z głowy wyrwałam podczas lektury.
Dobrze, że tego Conan Doyle nie widzi. Jakby zobaczył, to by umarł drugi raz. Gdyby nie Wasze cudowne komentarze, to też bym umarła - z rozpaczy. A tak, to tylko co jakiś czas dusiłam się z zakwiku. Uratowaliście mi życie. ;)))

• House_addict


Jakąś zagorzałą fanką Holmesa nie jestem, nie przeczytałam dużo, jeśli chodzi o tego bohatera, ale nawet we mnie tkanka tłuszczowa się spala i limfa gotuje, jak czytam taką szmirę.

Idę się czymś schłodzić.
Najlepiej górą lodową.

Anonimowy pisze...

http://www.kinomaniak.tv/seriale/elementary/s1e1

Koalka Koalkowa pisze...

Przeczytałam kilka zdań, i stwierdzam że to opko powinno zostać ocenzurowne. Poza tym, sądząc po tych rozwścieczonych Sherlockach i Watsonach, wątpię, czy ałtoreczka przeczytała chociaż jedno oryginalne opowiadane. Sherlock zawsze był istną oazą spokoju, nawet kiedy miał do czynienia z człowiekiem chorym na trąd, (a tak naprawdę Rybią Łuskę - Żołnierz O Bladym Obliczu) więc nie rozumiem, skąd wniosek , że Sherlock się bez przerwy wściekał.
Ponadto, zastanawia mnie, GDZIE JEST MYCROFT?! No hej, skoro S.H miał prawdziwego brata, to po ką dżumę robić jakieś niekanoniczne gunwo? No chyba, że aŁtoreczka widziała tylko Sherlocka w wersji BBC, bo chociaż Mycroft zawsze był dosyć specyficzny, to w serialu zrobili z niego istnego skurwiela.
Nie rozumejąca, jak można tak zepsuć fajne książki i filmy,
Kolka

Koalka Koalkowa pisze...

*Koalka