czwartek, 18 sierpnia 2011

137. Jak wysłać mamę na Oriona, czyli Agentka 008 z licencją na zagadanie



Do tego opka podchodziliśmy jak do wściekłego jeża w stanie wzbudzenia. Znaczy, jeż się wzbudził, nie my - my musieliśmy ładować się kofeiną i nikotyną po to, aby nie upaść na duchu, chociaż chwilami chcieliśmy ładować odłamkowym.  Mamy tu wszystkiego bardzo-bardzo wiele. Nie ma tylko Sensu i Logiki, ale zostały zrekompensowane przez nadmiar innych elementów *) świata przedstawionego, bo jest idiotka-półsierotka bawiąca się w wojnę wywiadów, i odpowiedź na pytanie dlaczego Johnny Depp musiał przyjąć rolę Edwarda Nożycorękiego. Jest też mama na Orionie i pociąg z tajemniczymi zakamarkami, którym jedzie się na ferie do Nowej Zelandii.

*) komicznych

Analizują: Szprota, Purpurat, Murazor i Jasza

http://history-from-life-elizabeth.blog.onet.pl/2,ID329641311,DA2008-07-15,index.html


Wczesna pora dopiero wschodzi słonce i oświetla piękny park.
Wszyscy jeszcze śpią, jednak jakaś osoba siedzi już w oknie i podziwia wschód słońca.
“Jeszcze mgiełką srebrną niebo jest zasnute,
Jeszcze ptaszki drzemią na uśpionym klonie,
A już w Belwederze zza okien Bieruta
Jasne światło lampki wśród ciemności płonie!
Wcześnie wstają ludzie na nowej budowie,
Biegną robotnicy do fabryk o świcie,
Ale nikt tak jak Bierut nie umie pracować:
Dniem i nocą przez całe pracowite życie.”
(wierszyk z epoki)
Aż mi się kryształowa, samotna łza w oku zakręciła...

Jest to dziewczyna o imieniu Elizabeth. Jest bardzo ładna, wiele osób myśli, że jest pustą lalunia, która myśli o wyglądzie i zakupach chodź jest zupełnie inaczej.
Chodźmy, najlepiej w kółko.
Bo jak wiadomo, o zakupach myślą tylko puste lalki.

Elizabeth jest osobą spędzać czas aktywnie nie goniąc po sklepach.
Hmmm... E. jest osobą? Chyba się to już przewinęło. Łączność między zdaniami już mniej.
Zresztą osoba goniąca po sklepach spędza czas aktywnie. Nie chodzi bowiem, by złapać wyprzedaż, lecz by gonić ją.

Gdy Elizabeth wpatrywała się na wschód słońca przyszedł sms
Jak można się wpatrywać “na coś”? Chyba, że jej jak syjonistom oko na kresy wschodu łypało.
Którędy?
Przez Syjon.
W drodze wyjątku - przez Syjam.
  
To był sms od Adama chłopaka Elizabeth. Uśmiechnęła się do siebie, od razu odpisała.
Etosowo. To lubię.
Phi, nie dowiemy się, co odpisała? Ja się tak nie bawię.
Zostawmy dziewczynie ciut prywatności.

Teraz Elizabeth udała się do łazienki umyła i ubrała się już do szkoły,
Poranne czynności - odfajkować!
Odfajkowano.

Zeszła na dół do salonu, mama jeszcze pewnie śpi.
Tak! Zeszła! Yesss, loffciam to soł macz!

Usiadła na sofę i włączyła telewizor. Leciała akurat jej piosenka. Zaczęła głośno śpiewać.
Dobry Cthulhu a nasz panie, daj nam sił na analizowanie... Co ona wyprawia z tymi przyimkami?
Krzywdzi je z pasją. Na pewno jest jakieś porno na ten temat.
Rule 34.

-Co się tu dzieje jest dopiero 6 rano- weszła do pokoju jeszcze zaspana mama
-ja nic nie robię!- Odpowiedziała Elizabeth
- to wydzieranie się jeszcze w nocy to jest dla Ciebie nic?
-Mama jest już rano nie noc
Młoda kobieto. Młoda kobieto! Szósta rano to jest późny wieczór!
Tak późny, że aż wczesny, w pewnym sensie.

-niech Ci będzie idę zrobić śniadanie, bo i tak już nie zasnę
-Rychło w czas
Ja tu wyję z głodu, a ty śpisz!
Rączki z tego śpiewu naszej BoChaterce odjęło?

-Elizabeth nie przesadzaj! Zawołam Cię jak już zrobię śniadanie
-Ok.
Mama udała się do kuchni. Elizabeth znów usiadła i zaczęła skakać po kanałach
Po La Manche, po bydgoskim i augustowskim. A jak się rozpędziła, to i Biełomorkanał zaliczyla.
Wołga-Don, te rzeczy.
Niezła jest, skoro cały czas to robiła siedząc.

a nóż widelec znów będzie lecieć piosenka
A nóż trafi ją szlak?...

Po 20 minutach usłyszała wołanie mamy
Elizabeth udała się do kuchni
-Mamo, co się stało?
-Nic
-Ale jak zawsze robisz naleśniki to masz jakąś smutną wiadomości
Oh noes, strach pomyśleć, jakie wiadomości niesie z sobą czernina.
Albo harbuz...

- nie zawsze
-Ostatni raz jak zrobiłaś naleśniki to powiedziałaś mi, że tata od nas odchodzi, więc co dziś się stanie
Z dalszej akcji wynika, że ojciec opuścił rodzinę zanim bohaterka się urodziła. Jak widać, naleśniki podaje się w tym domu raz na kilkanaście lat, a matka należy do tych, które konwersują z fasolką. Ale przed konsumpcją czy po?
Naleśnik jak pomarańcza w “Ojcu chrzestnym”.

- Kochanie znalazłam lepszą prace
- to super,
-uff dobrze, że to przyjęłaś [nie zwracaj zaraz!] za 2 miesiące wyjeżdżamy
-Co?! Gdzie?
- Do Oldrest
-Nie ja nie chce ja tu mam prace przyjaciół przyjaciół chłopaka
Przyjaciele przyjaciół chłopaka. Nie przesadzajmy, to nie jest wielkie miasto.
Może jakaś metropolia lokalna pokroju Otwocka?

- kochanie jesteś za młoda by pracować, tam też będziesz miała przyjaciół
-Ale nie takich jak tu a chłopaka to już nie znajdę
Trochę optymizmu... Ładna, głupia, ciut bezczelna - dasz radę!
A przyjaciele przyjaciół? Nie tak łatwo odbudować taką siatkę lajkujących na fejsbuniu.

-chcę żebyśmy lepiej żyły a tu nie możesz
-Żyję normalnie
-Nie wszyscy wokół ciebie są bogatsi nie mają zawsze to, czego chcą a ty nie możesz mieć, bo nie mamy kasy.
Dokonajmy rozbioru powyższej tezy: normalne życie jest wtedy, gdy się jest bogatym, a wszyscy wokół są jeszcze bogatsi, ale i tak wszystkich na wszystko stać.
Hm, to skąd wiedzą, tak na oko, kto jest od kogo bogatszy?

Elizabeth szła szybkim krokiem w kierunku domu Adama
Adam mieszkał w domu jednorodzinnym wyglądał tak(zdjęcie niżej)
Tak, jasne. Piszemy opko, lejemy na opisy. Boru, ja rozumiem: kultura obrazkowa itd., ale są granice.
Których przekroczyć nie wolno! O!
Nieno, wolno, tylko się decydujemy, czy piszemy opko czy komiks, czy fotostory.

Gdy Elizabeth doszła do drzwi zadzwoniła od razu odtworzył drzwi lokaj
Chyba zadzwoniła miotaczem ognia, skoro od razu trzeba było drzwi odtwarzać.
Młotkiem je, młotkiem!
Ojej, nie znacie się. Jesteśmy w przyszłości, drzwi są hologramowe, a do odtworzenia ich służy lokaj, wersja 2.2.

-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
-Czy jest Adam?
-tak, ale kim pani jest dla Pana Adama?
-dziewczyną
- A dla Pana Karola?
- Foczką.
Jakąś świeżą dziewczyną, skoro lokaj jej nie zna.
Zawsze zakradała się przez okno.
Albo przemykała się kanałami do piwnicy.

-Hm myślałem, że on zadaję się z osobami bardziej bogatymi
Lokaj nie dość, że ocenia status materialny gościa, to jeszcze wdaje się z nim w dyskusje. Aha...
“Bardziej bogatymi”... Jeżu mój kolczasty, aż mi się małżowiny zmechaciły.
Może to zresztą lokaj jest nowo najęty?
Yay, jaki kanoniczny mezalians!

-aha może go już zawołać albo sama to zrobię!
-opanuj się już go wołam
-nareście
W agreście.
[Nie będziemy więcej wytykać zapisu słowa “nareszcie”, bo analiza stałaby się monotonna. W tym jednym wypadku aŁtorka wykazuje się stalową konsekwencją.]

Lokaj zniknął za rogiem. Usłyszała jak woła Adama
Lokaj woła swojego chlebodawcę... może jeszcze gwiżdże na palcach?
Wspominałem już o otwockich klimatach?

-dobra idę się ubrać i pojedziemy do szkoły
-chyba pójdziemy
-Ja mam prawo jazdy
-Ale przecież można robić dopiero jak się ma 16 lat
-ale mi tatuś zapłacić i mam już
Tatuś jemu zapłacić i on nagle ukończyć szesnaście lat.
Czego chcesz, on być wielki świat.
Bezokoliczniki. Loffciam bezokoliczniki.
No nie? One są takie bez... bezokoliczne.
Podoba mi się ta para. Ona się zakrada mu przez okno, on WTEM! otrzymuje od tatusia prawo jazdy.

Gdy Adam poszedł się ubierać Lizy poszła pooglądać zdjęcia, które miał na kominku
Było wiele na każdym była inna dziewczyna, z którą się całował
To by tłumaczyło postępowanie lokaja.
Fuuu, zdjęcia na kominku zamiast na flickrze, jak w XX wieku...

[W szkole]

-Witam jestem waszą nową nauczycielką od chemii Nazywam się Kate Touli
- A czemu nie ma naszej starej nauczycielki-ktoś zawołał z końca Sali
Autokorekta Worda - niech żyje!
Sali ssali, gdyż Gai nie dali
ryby zaś nadal śpiewają w Ukajali.

-ponieważ urodziło się jej dziecko
Ni z tego, ni z owego.
Jak z “Sensu życia” - cud narodzin, trzeci świat. Yorkshire.
PLUM.

-Super- Piskły prawie wszystkie dziewczyny
- Kwik! - kwikło prawie wszystko w Szprocie.
- O rany! - Prawie wszyscy chłopcy jękli.
I zaczęli gorączkowo robić rachunek sumienia za korki z ostatniego roku...

-proszę o spokój. Teraz będzie każdy wstawał i się przedstawiał

[Cała lekcja chemii upływa na tym, że kolejni uczniowie przedstawiają się nauczycielce, zaczynając od tego, czy są zamożni. Tniemy.]

-Za chwile zadzwoni dzwonek, zadanie domowe
-Nie – wszyscy krzykli chórkiem
I się stukli kosturkiem.
I chapli kremów z rurkiem.
I smagli się po dupkach sznurkiem.

-przypomnę sobie, co to są izotopy
Już wiemy, po co chemiczce potrzebna była cała godzina na plecenie bzdur. Bo zapomniała co to są izotopy.
Jeden słownik slangu młodzieżowego podaje znaczenie “rodzice”.

-Do widzenia
Nie, teraz dopiero się zaczyna.

-Cześć mamo
-Witaj dziecko przepraszam Cię
-Już dobrze
-Nie powinnam Ci wcześniej powiedzieć
-mówi się trudno
Ludzka pani z tej córuchny.
A przecież mogła tupnąć nóżką, strzelić focha, lub chociaż drzwiami.
Cały czas staram się odpuścić sobie próby zrozumienia, skąd aŁtoreczka wzięła model komunikacji rodzice-dzieci...

-Kochanie mamy gościa
Mamo, więc co to za gość?
-Najpierw, idź się przebrać kieckę masz na górze
I zrób też letki makijarz, bo ten ci się już obsunął.
A kieckę przebierz za kominiarza.
Uno momento. Po co ona ma się przebierać? Nie ogarniam.
W dobrych domach należy się przebrać do obiadu, nieprawdaż?
Tak, ale tylko jeśli to okazja dość oficjalna, bo wtedy obowiązuje inny dress code. Niemniej, przepraszam, czy my jesteśmy jeszcze przy naszej boChaterce?
Jak rany, no nie... przecież gość będzie ją oglądał.

-Dobrze
Lizy poszła na górę.
Nie, nie, nie. Marysójki powinny tylko i wyłącznie schodzić w dół.

Gdy weszła do swojego pokoju zobaczyła piękną sukienkę
Sukienka popatrzyła na nią i zmarszczyła groźnie falbanki.

-Kochanie już się ubrałaś?
-tak
-To wyjdź i chodź już
Ładnie dygnij przed panem i nie strój min!
Nie zapomnij szastnąć nóżką.

-Mamo piękna ona jest pewnie była droga
-Kochanie teraz nam nie będzie brakować kasy.
Money makes the world go round...

A w ogóle to pięknie w niej wyglądasz
Na dole
Zwłaszcza na dole.
Gdyż w ogóle dół masz ładny. Zaczynasz się wprawdzie jakoś nagle, ale ładnie i miękko kończysz.
Trochę jak słoń bez trąby.

-Kochanie pamiętaj masz być miła. Od tego zależy nasza przyszłość
-Dobrze mamo postaram się
Mama dostała nową pracę w bardzo starej profesji?
Ekhm... A ponoć córeczka była za młoda na pracę...
A podobno to mnie się wszystko kojarzy... widocznie córeczka na co dzień jest tak opryskliwa, że trzeba jej przypominać, by była miła dla gościa.


Gdy weszły do pokoju na sofie siedział jakiś facet w garniturze
Próbował zachować pozory, że nigdzie mu się nie spieszy.

-Dzień dobry- Przywitała się Lizy
-Witaj jesteś tak samo piękna jak twoja matka-Podszedł do Elizabeth pocałował ją w rękę




-Dziękuje
-Kochanie to jest mój szef znaczy będzie
-Może się sam przedstawię
-Nazywam się Chow Collet jestem reżyserem filmowym, ale również kręcę teledyski. Twoja mama będzie moją asystentką
Ekhm. Czyli że robi w branży... filmowej... tja. Ciekawe, czy w produkcjach przyrodniczych też.
Studio filmowe w takim ośrodku kinematografii jak Oldrest nie może zajmować się niczym innym.
Kto wie? Może coś na zlecenie redakcji rolniczej? (“Agrobiznes” - \m/)
Się czepiacie. Może kręci kino amatorskie. Z dużą ilości pejzaży i refleksji nad życiem.
Chyba (na)poczętym. I to raczej nieskutecznie.

-Jest pan reżyserem. Odjazdowo
No, dziki wypas.
Nazwijmy to reżyserią... Najważniejsza jest długość obiektywu, sprawny najazd kamery i oczywiście konfiguracja kabli z resztą sprzętu.
Tudzież osobiste zaangażowanie i hmmm... wkład kierownictwa. Niewątpliwie.
Kręcimy!
Zaraz, a dialogi?
A, E, I, O, U, Y - proszsz, zestaw do samodzielnego układania listy dialogowej.
Nie da się z tych liter ułożyć Ich komme, ja, gut, więc zestaw jest niekompletny.
A może chcieli - nomen omen - wejść przebojem na rynek czeski?

-Znaczy dostałam pracę?
-Tak. I jutro chcę widzieć panią z córką na bankiecie, poznają panie mojego syna
- Na pewno jest podobny do ojca- Odezwała się mama
Kim by on nie był. Siedem alleli zobowiązuje.

-trochę.
Głównie z zainteresowań, wie pani, praktykuje u nas...
Biznes rodzinny, jakby nie patrzeć.
A mnie jednak dziwnie myśleć, że mają wspólny interes.
Interes może i wspólny, ale to jeszcze kwestia udziałów.

-Przepraszam a gdzie będzie ten bankiet?
-O 19 przyjedzie po was limuzyna
Trabant limuzyna...

Gdy wyszedł gość Elizabeth nawet się, ucieszyla że będą miały lepsze życie
-Mama wiesz, co w końcu w nowej szkole też będę miała znajomych
“In my dreams I have a plan if I got me a wealthy man...

-Na pewno złotko. Idę spać dobranoc
- No pa
A to się nasiedziałyyyy, no szok.
No cóż - wielki świat i okolice, bankiety i bliski kontakt z reżyserem... czniać dłuższą rozmowę z matką o życiu.

[Elizabeth z matką otwierają pudło z nadesłaną kreacją]

-No już idę przecież nie mogę biegać z nożyczkami
-Wolniej to chyba można stać naprawdę
Hmmm. Znam ludzi, którzy nawet jak idą, to dynamicznie stoją.

-Nie narzekaj
Gdy Lizy doszła
prawie stojąc
dochodzenie na stojąco naprawdę nie jest takim rzadkim zjawiskiem!

i w końcu rozpakowała paczkę wyjęła piękny komplet
- a gdzie bluzka?- zapytała mama
-To się nosi bez bluzki tylko zapina i ma widać brzuch
-aha
“Ma widać”? To jak “nudać się”...
To coś jak “trwa mać”.
Albo “ma widać” w znaczeniu “widocznie ma”.
Próbuję sobie wyszukać ten komplet bez zdejmowania filtru rodzinnego i, niestety, porażka.

Weszły do limuzyny
-To gdzie ten bankiet się odbywa- Mama Lizy od razu zaczęła się pytać
-W hotelu Babilon- odpowiedział jej kierowca
Yesss, Wielka Nierządnica nadciąga.
W Babilonie zdrada!
A w Grenadzie zaraza.

-Ciekawe, jaki będzie ten bankiet
-Córeczko to twój pierwszy bankiet w życiu, więc musi być najlepszy
-Mam nadzieję
Tamzarazmusi...
Tandaradei!
Jejku, bal debiutantki!

W tej chwili limuzyna się zatrzymała.
-Drogie panie jesteśmy na miejscu
Kierowca otworzył im drzwi. Najpierw wyszła mama Lizy a potem Elizabeth.
-A gdzie ten bankiet widzę tu tylko jakieś jezioro
-Bankiet odbywa się na jachcie, Trzeba podjechać tam motorówką
Nowy typ jednostki pływającej: jacht pełnojeziorny
Jak w Bangladeszu...
Jeśli goście mają chorobę morską, trochę się martwię marnowaniem tego całego żarcia na bankiecie.

-ale miał być w hotelu
Jacht?
Jezior?
Ekscentryczni milionerzy mają dzikie zachcianki: kryte jezioro hotelowe i bujający się w nim wypaśny jacht.
No, i mamusia z córeczką na dokładkę.
Phi, w Dubaju mają kryty całoroczny stok narciarski.
Jakbym miała wybierać między mamą z córką a stokiem, to jednak wolałabym te dwie (tylko żeby mi były świeże).

-Jest mała zmiana
-Ale ja mam chorobę morska- marudziła mama
(ha! jednak!)
- nawet na wodach śródlądowych.
Gdy weszli do motorówki popłyneli do jachtu
Kto popłynął? One? Oni? Ratunku...
*Spogląda srogo* znów nie założyłeś kapoka?
Na razie się nie topię, na razie odpływam na fali strumienia (nie)świadomości.
Ja surfuję na fali skojarzeń, nie przerywajcie mi.

Na jachcie

-O już panie są - Przywitał ich pan Chow Collet
-Może wejdziemy do środka- zapytała się Elizabeth
- Za chwilę ma przyjść mój syn
-hehe to poczekamy nie Lizy – Wtrąciła się, Lily
Jeżu... Ta jej matka ma jakiś problem ze sobą, nie? Albo aŁtoreczka ma już absolutne zero słuchu językowego.

Po 15 minutach w końcu przyszedł syn pana Chowa
Że gdzie on się uchował???

-Nareście synu. A gdzie masz garnitur?
- Puściłem na allegro - odburknął ponuro syn.

-Hmm jakbyś mnie słuchał to byś wiedział
-Nie takim tonem
-Bo co-  w tym momencie zobaczył Lizy
-Zamknij się, Dziś jest bardzo ważny bankiet, więc założysz garnitur
-Ojcze jesteś nie miły nie przedstawisz mnie?
Łał! Idealnie dopasowany do głównej boChaterki. Jakby bliźniątkami syjamskimi byli.
Dobra. Czegoś tu nie ogarniam. Poporedzali sobie społecznie w klimatach “morda w kubeł, gówniarzu”, a potem przeskakują na “synu” i “ojcze”? Geez...
Może tak się rozmawia w tych wyższych sferach, ja nie wiem, ja z robotniczej rodziny jestem...

-Synu, Pani Lily będzie moją asystentką
-Byle by znów kolejna nie skończyła z brzuchem
Voila, voila bandits!
Tucząca ta asysta.

-Uspokój się. Przepraszam za zachowanie syna może wejdziemy do środka a dzieci niech pobędą same
-dobrze
Jedno nie umywa się do drugiego, jakoś się dogadają.

Lily i pan Chow weszli do środka. Lizy została z Oliverem
Więc twoja matka będzie pracować u boku mego ojca
“U boku”? Cóż za eufemizm w ustach buca, który jeszcze przed chwilą komentował kariery poprzednich asystentek ojca.
Może on lubi bokiem?
Tamzarazbuca... Po prostu ma chłopak ogląd. Taka branża, w sumie.
Buca, buca. Co go obchodzą brzuchy asystentek.
Prawo spadkowe, moja droga. Jak nie wiadomo, o co chodzi...

-może wejdziemy do środka
-Wpuszczą cię
Wpuszczą, wpuszczą, taż rozmawiasz z synkiem właściciela łajby.

Gdy weszli do środka Elizabeth zobaczyła wiele znanych twarzy,
Ale nie znała ich osobiście, ale z ekranu
I co w tym takiego? Zlot forum jak każdy inny zlot...

-Znasz tu kogoś – zapytała Oliver
Oliver(a) zaczęła się mizdrzyć i machać torebką.
Czy aŁtoreczki leczą sobie jakieś kompleksy takimi opisami? Znowu nie ogarniam. :(

-Hmm niech zgadnę widzisz Johnnego Deppa?
-Tak
-chodź przedstawię cię
Ludzki pan.
Ej, cicho, dla możliwości poznania Deppa też bym się mizdrzyła i machała torebką.
*Odsuwa się dyskretnie...*

Elizabeth za nim zdążyła się sprzeciwić Oliver ją pociągną w stronę Johnnego
Pociągnijże mię, a pobieżymy za toba. Wprowadził mię król do pokojów swoich; przetoż się w tobie radować i weselić będziemy, wspominać będziemy miłości twoje raczej niż wino; bo uprzejmi miłują cię. (PnP 1,4)

-Witaj Johnny- przywitał się Oliver
-Część Oliver
Która część?

-Chcę ci przedstawić Elizabeth
-Witaj Elizabeth- Johnny wziął podał Lizy rękę
Najpierw uchetawszy ją sobie na wysokości łokcia.
Jezu. Najpierw “część Oliver(a)”, potem urwane ręce Deppa...
Cenna relikwia. Jeszcze się dziewczyna wzbogaci niezależnie od zajęć mamusi.

Johnny oddalił się
-trzymałam jego rękę- piskła Lizy
Po tym incydencie Depp natychmiast przyjął rolę Edwarda Nożycorękiego.
CO ZROBIŁA? [Piss qua!] I do jakiego stopnia trzeba nie mieć potrzeb, żeby się tym tak ekscytować?
Ja bym się ekscytowała i całkiem ją rozumiem. Nie rozumiesz poetyki celebrity crushu.
Noo... Nie. I chyba nie chcę rozumieć.

-No fajnie nie
-Super
W tym momencie poleciała wolna piosenka
Nie zna granic ni kordonów pieśni zew!
Wygląda to tak, jakby uwolnioną piosenkę z klatki wypuścili.
To pieśń poety-żołnierza
I zawsze taką zostanie.
Ta pieśń jak cyklon uderza
I w locie swym nie zna granic!
Szturmuje brzeg Guantanamo,
Raduje nas wciąż tak samo!

-Może zatańczymy- zapytał się Oliver
-Dobrze
Kilka godzin później
A co się po drodze działo, to już się nie dowiemy, oj niee...
Zaczęli tańczyć i jęczeli razem aż do rana.

-Musisz już iść- zapytał Oliver
-Niestety limuzyna już czeka
Chyba jednak amfibia, lub w ostateczności szalupa. Bal był przecież na jachcie.
Jak można tak nienawidzić znaków zapytania? Bo co, bo garbate?
I mniej symetryczne niż wielokropki. Tak.


Wiesz, że uciskałam dziś dłoń Johnnego Deppa
Uwolnić uciskaną dłoń Deppa!
I mrożone truskawki! Nie budzić jeży!



-to fajnie
W tym momencie jakieś samochód uderzył w ich limuzynę
Yeah, czym by było opko bez szpitala!
Technicznie biorąc, opkiem bez szpitala. Ale jak kanon, to kanon.
O to-to.

Elizabeth obudziła w białym pomieszczeniu, leżała w łóżku miała na sobie piżamce kolorze zielonkawym
Ile było tych piżamców i dlaczego na niej się kotłowały?
Jak zielonkawe, to może już ciut podgniwały?
Tym bardziej nie chcę wiedzieć, czemu się kotłowały.

-Żyjesz, co za szczęście- Z uśmiechem na twarz powiedziała Gabriella
Z plastikowym uśmiechem rzuconym na twarz.
Albo powiedziała na twarz.
Był taki wódz indiański: Deszcz-W-Twarz.

-Gdzie ja jestem? I kim jesteś?- Zapytała Lizy
-Jesteś w szpitalu miałaś wypadek, gdy wracałaś z bankietu a ja jestem twoją przyjaciółką Gabriella. Nie pamiętasz mnie?- Zapytała ze smutkiem Gabi
Jest amnezja opkoidalna!
Ale zazwyczaj dotyczyła ałtorki, a tu boChaterki.

-Jak bym mogła nie pamiętać Cię. Gdzie jest moja mama?




-Ona jest na Orionie.
Chciała polecieć za Lemem w stronę Wielkiej Niedźwiedzicy, ale pomyliła kierunki.

Niezły odlot miała... Dobry stuff.
Trochę przegapiłam moment podróży międzyplanetarnych. To już można?
Oczywiście, że już można. *Oddala się nucąc “Lily in the Sky with Diamonds”*

Jest w śpiączce lekarze nie wiedzą czy przeżyje
Czym byłoby opko bez śpiączki? Niedoopkiem! (© by Kura)

-Jak to, ale ja nie mam nikogo ona nie może!-
W śpiączce - faktycznie trudno, żeby mogła. Zwłaszcza z własnej inicjatywy.

Lizy zaczęła ryczeć
Tu mamy odwoływanie się do odwiecznego instynktu macierzyńskiego, który każe umierającej wstać i iść usmażyć jedynaczce naleśniki na śniadanie.
Nie! Naleśniki oznaczałyby złą wiadomość!
Informacja przy śniadaniu: “a wiesz, umieram. Naleśniki są z dżemem”, nie jest dobrą wiadomością. Można przecież nie lubić na słodko, prawda?
Można. Ja nie lubię.
No więc ja myślę, że jak się ma do zakomunikowania złą wiadomość, to lepiej zrobić do jedzenia coś, co rozmówcy niezbyt smakuje. I tak w szoku nic nie przełknie.
Więcej dla nas! Mniam, mniam!

Około 24.00
Lizy obudziły hałasy. Miała drzwi uchylone widziała jak biegany lekarze i pielęgniarki
Lekarze jak biegany, pielęgnierki jak bieguny, jaja jak berety i butki jak salony.
...tułaczem, i biegunem będziesz na ziemi. (Gen 4,12)
I w pocie czoła pożywać będziesz naleśniki swoje.

Gabinet lekarski około 7.00
-Panie doktorze czy tej kobiecie z tego wypadku nic nie jest?- Zapytał się stażysta
-Co słuchaj mały na razie żyje dzięki maszyną. Tylko one ją podtrzymują przy życiu
Czuję “Rage against the machinĘ”.
Ekhm... A mnie się skojarzyło z jedyną niejadalną częścią warzywa...
Z respiratorem?
Nomen-omen, głęboką prawdę o życiu rzekłeś...

Stażysta wyszedł z gabinetu. Ruszył przed siebie. Był koło pokoju Lizy zatrzymał się. Uchylił drzwi, dziewczyna spała
- Jaki ja jestem głupi! Zrobiłem jej tylko nadzieje, co mnie podkusiła
Pukuśnica jedna!
No wiesz, te zielonkawe piżamce robią swoje...
Jeśli skusiły go zielonkawe gnijące piżamce, to znaczy, że jest zombie. To nawet miły pomysł, że zombie pracuje w szpitalu.

-Potrzebujemy pana na Orion
-już idę
Jeszcze jeden, który dorwał się do apteczki i odleciał.

Była to sala gdzie leżała Lily Stoukley
-O już pan jest trzeba zrobić masaż serca
-Czy to jest ta kobieta z wypadku?
-tak
-O boże wezwijcie jakiegoś doświadczonego lekarza
-szukamy właśnie
...a ty się nam akurat nawinąłeś! Ordynator na boku: “kolego, wiem że nie potrafisz, ale musimy mieć słodką sierotkę-idiotkę w opku. Zrobisz to, prawda? Dla dobra literatury i te rzeczy.”
Bo u nas umiera jeden pacjent na dziesięciu, a poprzednia dziewiątka wyżyła.
O mój dobry Cthulhu... Takie rzeczy to naprawdę tylko na Orionie.

W taj chwili nastąpiło zatrzymanie serca
Niech mi kto dobry wytłumaczy, po co robić masaż serca gdy ono bije?
Ekhm... To oni ją chcieli masować tak dla sportu?
Pewnie. Nic lepiej nie wyrabia mięśni ramion i klatki piersiowej...
Poza tym, połamane żebra to takie romantyczne uszkodzenie.

Godzina 7.30
-Jestem Oliver Collet
Elizabeth wyszła w starym dresie
Żeby zrobić wrażenie całkiem zapuszczonej?
Brakowało jej tylko gumofilców i gustownej chusteczki oraz gromady gąsek do wypasienia.

Do nich podbiegł stażysta
Ten sam, który miał robić masaż serca?

-Tak?
-mam zła wiadomość twoja matka jest reanimowana
Była. Właśnie rzucił wszystko, żeby uciąć sobie pogawędkę.
Nie no, ostatnio jej się pompka zatrzymała, ale przedtem chcieli ją resuscytować, ręcznie na dodatek. Niby Hameryka, a burdel mają taki, jakby ich NFZ opłacał.

-Co??
Nie wygłupiajcie się! Musi skonać! Tu rządzi imperatyw narracyjny!
MHHH... FRESH MEAT. ]:->

Kilka dni później stan mamy Liz polepszał się.
Z punktu widzenia analizatorów jest to naprawdę zła wiadomość, ale nie traćmy nadziei.
Eeee, luzik. Najwyżej czeka nas jeszcze parę szczytowań, pożal się Boże, napięcia.
Gdyby nie nagłe śmierci w opkach, zanalizowalibyśmy się na śmierć.

Szła korytarzem zobaczyła mała dziewczynkę, która płakała. Lizy podeszła do dziewczynki
-Witaj malutka jak masz na imię
-Basia
-Czemu płaczesz Basiu
- Bo jestem w opku!
I Budda też zapłakał.

-Ponieważ moja mamusia miała wypadek
-Nie bój się wszystko będzie dobrze
-Ale lekarze wzięli ją na stół i długo nie wychodzą
Wiem, że to bardzo smutne, że mała Basia się martwi, ale nie mogę odpędzić sprzed oczu wizji lekarzy debatujących przy stole, czy lepiej mamusię w sosie, czy z wody.
Lubią slow food... Trochę narkozy i jedzonko przestaje uciekać ze stołu.
Cóż, w końcu po to chirurg ma maskę, żeby skalpela nie oblizywał.

[W szpitalu, kilka dni później]

- Gdzie jest moja mama przenieśliście ją już na zwykła salę prawda?
-Nie mam dobrych wiadomość dla Ciebie
-Dalej jest na Orionie
Albo na Kasjopei, bo leci jak szalona. Parseki pochłania jak wafelki...
Ciekawe, czy na Orionie honorują EKUZa?
Tego nie wiemy, ale ważne, że jest komunikacja.

-Twoja mama NIEŻYJĘ
-hehehe to jakiś żart
Jasne. Zatrudnianie zombiaków w szpitalu zawsze wygląda na dowcip.
Normalnie jaja jak berety. Boki zrywać.
Mnie już bolą od zrywania. Z drugiej strony, jakoś nie widzę, by ją przygotowano na taką sytuację, więc nie dziwię się niedowierzaniu.

Lizy wstała i zaczęła biec, weszła do windy tam upadła na kolana i zaczęła płakać
Winda się zatrzymała wszedł ten stażysta Usiadł koło niej.
W windzie. Zapamiętajmy.
Gdzieś trzeba.

-Proszę nie płacz to nic nie zmieni
-Miałam tylko ją.
-Jak chcesz możemy posiedzieć w milczeniu
Chcesz o tym pomilczeć?
Ja z przyjemnością, jeśli o to chodzi.
Nic tak nie zbliża jak milczenie na wspólny temat.

Lizy nie odezwała się. Siedzieli 15 minut w milczeniu
A tymczasem wściekły tłum szturmuje nieczynną windę.
Kto mówi, ze nieczynną? Winda działała, a oni w niej sobie siedzieli w milczeniu, nie zwracając uwagi na resztę pasażerów.
Pasażerowie z kolei nie zwracali uwagi na nich, kłębiąc się w windzie, naduszając przyciski, rozmawiając przez telefony i traktując ich jak powietrze.

-Gdzie ja teraz będę mieszkać
-Z twoim ojcem

Winda się zatrzymała wyszli z niej i ruszyli do poczekalni
-Jak on wygląda
-Jak jones bond
Łał! Skrzyżowanie Indiany Jonesa z Jamesem Bondem.
Znaczy się co, ma fedorę z ukrytym laserem?



Już jesteśmy to tam ten
No, kurczę, “ten tam” by było dobrze, “tamten” też, a aŁtorka wybrała formę złą. Choć może nie powinienem narzekać, mogła wszak napisać “tentam”.
Mogła. Mnie się to kojarzy z nieśmiertelnym hasłem o Józefie Wissarionowiczu: A mógł zastrzelić...

Park był pusty. Ani jednej osoby. Jednak nie taki pusty jest tam mężczyzna.
Tym samym park właściwie jest pełen. Tego jednego mężczyzny.

Miał tyle pytań i jeszcze więcej zmartwień.
W ogóle był pełen wszystkiego. To wyjaśnia, czemu tak wypełniał park.

Ostatnio wiele go spotkało, śmierć bliskiej osoby. Ale również poznał swoją córkę nie był pewny czy to zły sen, choć może to jest dobry sen, prawda jest taka, że to rzeczywistość.
Tak naprawdę kojarzy mi się to z końcówką “Ulissesa” a może to była inna książka cholera ją wie w końcu znaki przestankowe to przeżytek po co one komu przeżytek jak monokl albo żelazko na duszę no przecież nikt tego nie będzie używał są termostaty coś zimno się tu zrobiło piec może by przestawić ale po co...
Też tak umiem.
Nie rób tego więcej.

[Dylematy pracownika wywiadu, spacerującego po parku]

Ruszył w stronę, z której dobiegał hałas.
-Zostaw ją Jack- powiedział pan Alex
-Nic mi nie możesz zrobić
-Nie pamiętasz raz już cie zamknąłem wtedy też mówiłeś ze nic ci nie mogę zrobić
-Wtedy nie byłem przygotowany!- Odpowiedział z ironią przestępca
A dziś się przygotował i szczeka?
Jezu... Wywiad aresztujący. To wielce zajmująca historia, Milady.
To ja tu sobie zasłabnę, a wy mnie ocućcie, jak historia nabierze tempa.

-Hm a teraz jesteś?
-tak
-Ach dam ci dziś szanse na ucieczkę odwrócę się a ty zrób, co chcesz
Zabawimy się w chowanego? Ja wyliczam:

-ok.
Pan Pierdołka spadł ze stołka
Złamał nogę o podłogę
Przyszedł lew, wypił krew
Pan Pierdołka zdech.
Raz-dwa-trzy! Cho-wasz-się-ty!

Alex się odwrócił, bandyta
się zasmucił?

chwilę stał jak słup nie wiedział czy na serio, ale w końcu przed siebie
tęsknie popatrzył?
splunął. I z uznaniem ocenił wynik.

[Pan Stoukley odbiera telefon z Firmy]

- Za 15 minut przyjedź do Cafe moredi
-Już idę
Ojciec Lizy ruszył do wyznaczonego miejsca

Cafe moredi
- O już pan jest. Jak dobrze- przywitała się kobieta
Kobieta wyglądała przeciętnie, miała długie rude włosy spięte w kok, miała na sobie jakąś garsonkę, która chyba była większa o 2 rozmiary
Od czego, od koka? To dość symboliczna.

Jak to widział Pan Alex jakiś miał niesmak
Wolał kobiety dobrze ubrane, więc z trudem tolerował straszydło.
Dobra. “Jakiś” łączy się z “Pan Alex” czy “niesmak”? Składnia zdechło.

-Takie moje zadanie. Więc, o co chodzi- zapytał z zaciekawieniem
-Kolejna misja
Musimy coś podpalić, obrabować i zgwałcić. Liczymy na ciebie!

-Przepraszam, ale muszę odmówić tym razem.
-Dlaczego?
-od kilku godzin mam córkę, ma ona 15 lat jej matka umarła muszę zająć się pogrzebem, potem córką, chwilowo mamy złe kontakty
...z rzeczywistością.
Ten bandyta musiał jednak zaprawić Alexa od tyłu cegłówką w kapelusz, bo mu się teraz odrobinę bredzi.
Tja. Córkę ma od kilku godzin, ale ta córka ma 15 lat. Ok. Capisco.

-AAA nie może pan zrezygnować, nie pamięta pan jak podpisywał kontrakt,?
AAA Garderobę kupię. A, przy okazji, co znaczy ten dwuznak ,?
W tym dwuznaku niesie się nikła sugestia martwej ryby, gdy ktoś nie dopełni kontraktu.
Baba niby z agencji wywiadu, a gada jak ta z mojego osiedlowego spożywczaka...
Dobry kamuflaż.

-Pamiętam, ale jeden jedyny raz nie mogę odmówić
Zmienił zdanie? Nie może odmówić, czyli weźmie się za robotę z przyjemnością.

-Nie, inaczej nie będziemy ochraniać pana danych
Ładny szantażyk.
Rozgłosimy w brukowcach kim pan jest i spalimy sobie całą siatkę, a co?! Tacy jesteśmy!
Oni to ujawnią w celach wallenrodycznych. O.
A on pójdzie poskarżyć się prasie. I kto będzie miał gorzej, hę?

Pan Alex głośno westchnął
Na myśl o nagich fotkach, jakie robili mu paprarazzi ukryci w krzakach agrestu.
Mógł tylko mieć nadzieję, że pozostaną na sexfotka.pl i nie wypłyną nigdzie dalej.

-Więc, co mam zrobić, ale wie pani, że nie mam gdzie zostawić córki?
-Niech pan ją ze sobą zabierze, nawet się przyda
Na przynętę się nada. Dżdżownice są lepsze, ale tylko na leszcza.
W sumie po opisie sądząc, to dziewczę jest naturalne jak przynęty tzw. “gumki”...
Nie rozumiem tej metafory i mam obawy o BoChaterkę. A już ją zdążyłam polubić!

-Ale nie pozwolę na to!- Alex podniósł głos
-Proszę bez krzyków dlaczego?
-Ponieważ nie mogę jej narażać
-Będzie z panem to, co jej może grozić?
-Najwyżej pana wsypie. Przyjemne z pożytecznym.
Robię właśnie szybką listę tego, co jej może grozić, i wychodzi mi, że najprzyjemniejsze z tego są choroby weneryczne i skórne. Reszta listy rozsadza ramy analizki.

-Mam wielu wrogów, a w ogóle ma szkołę
-Koteczku za 2 dni są ferie
-ok. Przekonała mnie pani. Więc co to za misja?
No! Starczyło powiedzieć “koteczku” i facet zaraz zmiękł.
O, jaka przygotowana na każdą ewentualność! Czymże są zbyt wielkie ciuchy, w obliczu takiego profesjonalizmu, jakim jest wiedza o terminach ferii?!
Za małe. Przypominam, że garsonka była tylko trochę większa od jej koka.
No, wylewa jej się tu i ówdzie, do tego “koteczku” i as wywiadu chodzi jak po sznurku.

-Musi pan przyłapać pana Chowa Colleta jest on reżyserem, choć wiemy dobrze, że on Hmm jakby to delikatnie powiedzieć o niszczy sławne gwiazdy. Ma In syna, więc może pańska córka może się zakręcić koło niego
I tym zajmuje się Agencja? Na przyłapywaniu rozwiązłych reżyserów, którzy hmmm... niszczą sławne gwiazdy? Taż to firma ochroniarska, nie kłammy się.
Żeby ochroniarska... Pytanie techniczne: są gwiazdy, które nie są sławne?
Masz rację. Decydującą rolę w działaniu Agencji ma odegrać wątek khmmm... towarzyski.

-Dobra to jutro wyjedziemy ok.?
-Nie musicie dziś wyjechać, pańskie rzeczy i córki są już w samochodzie
Niezła szefowa. Od dawna wiedziała o córce.
A jak! Wywiad ma i specjalistów od włamów do szafy w przedpokoju...
Ej, ile on ma tych córek?
Wiesz, jak przez 15 lat sam nie ogarnął, że ma jedną, to może i do samochodu wpakowała się cała drużyna cheerleaderek.
Widzę je w akcji, gdy wyskakują na plan pierwszy, wymachujące pomponami i skandujące:
To tu, to tu, to tu
jest tajna kryjówka szpiega!
Tru-tu-tu-tu. Tu-tu
Uważaj, bo wybiega!

-no to idę
-powodzenia
-Dzięki
-Czuj duch!

Wyszedł i ruszył na parking zobaczył na klucze, które dostał, było one do ferrari.
Zobaczył na klucze. I się zdziwił.
*powtarza sobie: “myśl o Anglii”*
*myśli o Anglii i zaczyna rozważać ceny mieczy świetlnych po włamaniu do Forbidden Planet*

[Po różnych perypetiach związanych ze zwolnieniem córki z lekcji, nasz Bond wczuwa się w rolę ojca]

-Czego tu szukasz?
-Ciebie, słuchaj może nie zaczęliśmy za dobrze chcę ci to wynagrodzić wyjazdem do Nowej Zelandii
No, zaczęli od zgonu matki, potem poszło z górki.

- tatku to gdzie jedziemy?- Zapytała Lizy
-No na mis… znaczy na ferie wiesz mamy trochę do nadrobienia- odpowiedział zmieszany ojciec
Zmieszany i lekko wstrząśnięty.
Na ferie, na misję, na krucjatę, co za różnica.

-Ale, dlaczego tak daleko mi by starczyło nie wiem gdzieś bliżej a nie na drugą półkule ziemi- odpowiedziała z uśmiechem Lizy
-Kochanie nie było mnie 15 lat to odrobię ci to wszystko jak najlepiej na drugiej półkuli
Czy Wy też czytacie “obrobię”?
Nie, ale myślę o wędrówce przez półkule mózgowe.

Kolumb, jak wiemy, odkrył Amerykę,
Historia wspomina go czule.
Jam odkrył więcej, odkrywszy Ludwikę,
Bo naraz obydwie półkule.

(Sztaudynger)

[Ojciec z córką jadą pociągiem do Nowej Zelandii] 




Pociąg przyjechał punktualnie. Lizy z tata zajęli jakiś przedział.
Nawet o tym nie wiedział,
Że ma na dupie przedział.

(też Sztaudynger)

Gdy pociąg ruszył tata Lizy poszedł do bufetu
Lizy została sama w przedziale zaczęła pisać sms z Adamem i Gabriella
Oboje zajęli się tym, na czym znają się najlepiej.
Gospodi, można być bardziej stereotypową dziunią?
Dlaczego nienawidzisz ludzi piszących SMSy, Purpuracie?
A, tak sobie lubię czasem pohejterzyć.

[Liz zauważa Oliviera, więc przestaje esemesować i wychodzi na korytarz]

Lizy wyszła z przydziału
Wyczerpała limit, czy zrzuciła przydziałowy przyodziewek?  
A może wyjście było przydziałowe?
podeszła do chłopaka. Nie pewnie się przywitała
-Oliver?
- może pójdziemy do bufetu?
Czyżby chciał zostać ojcem?
Tak w bufecie, przy wszystkich?

Bufecie siedział ojciec Lizy [naturalne środowisko Bondów] rozmyślał nad czymś, pewnej chwili wstał i poszedł kupić gazetę.
Kupił, przeczytał i zamyślił się jeszcze głębiej...
- Materiał do przemyślenia - pomyślał Stirlitz, zastanawiając się nad przeczytanym właśnie artykułem. Uderzenie pancerne na tym właśnie odcinku frontu było zaszyfrowaną wiadomością, że został ojcem. Stirlitz wzruszył się. Już pięć lat nie był w ojczyźnie...
Widzicie, a tata Lizy nie był piętnaście.

Do bufetu weszła Lizy z chłopakiem.
-O Oliver chodź przedstawię Cię mojemu Ojcu

-Wiem jak się nazywasz Olivierze Collet
- No shit, Sherlock!
- Wiem także, gdzie mieszkasz, ile masz pieniędzy i znam twoje tajne trollkonto na frondzie!

-tatku skąd to wiesz
-Kto by nie znał syna sławnego reżysera- odpowiedział Alex
-aha
-Lizy może pójdziemy do mojego przedziału?- zapytał Oliver
Jak tam dojdą to wpadnie na to, żeby iść do jej przedziału. Albo do łazienki. Albo do lokomotywy. Po prostu nigdzie nie może usiedzieć.
Owsiki?
Hemoroidy.
Au.
ADHD tak nim miota.

-no nie wiem!
A ona kryguje się jak wiktoriańska pannica, co to “i chciałaby i boi się”.
Albo nie wie, gdzie jest przedział, bo zdążyła zapomnieć drogi.

- to jest twój przedział?
-tak tylko mój ojciec ma inny
Ma specjalny przedział dla tajnych agentów z wbudowanym nasłuchem, podsłuchem i odsłuchem.
I regulacją pogłosu.
I maszyną do wstrząsania drinków.

-och
-usiądź- powiedział obojętnie Oliver
Lizy wzięła i usiadła.
Po czym wzięła i się rozejrzała. Potem jeszcze wzięła i zaczęła myśleć, ale nienajlepiej jej to wyszło.
I tak brała i brała, a potem wsiadła na jednorożca i odjechała w purpurową mgłę...
Tak zwany mod silnie dokonany (najczęściej wykorzystywany w zwrocie “wziął i umarł”).

Oliver jeszcze podszedł do drzwi i zamknął je na zamek
-czemu je zamykasz?
-Żeby nikt nam nie przeszkadzał-odpowiedział Oliver z dziwnym uśmieszkiem
Oh, let’s get this party started!
W nieśmiertelnych słowach Księcia: “Come get some!”

-eee… wiesz, co może ja pójdę- Lizy to mówiąc wstała i podeszła do drzwi
-nie wyjdziesz, bo ja mam kluczyk
-Otwórz te drzwi- Lizy powiedziała
Oliver wziął ją chwycił za ręce i przywarł do ściany
Mam wizję glonojada przysysającego się do szyby akwarium.
Wszystkimi ośmioma mackami przywarł.
Czyli jak ośmiornic w amoku przysysalnym.
Yay, tentacle.

-puść mnie- Lizy krzykła
-nie mogę jesteś taka piękna. Co ja ci się nie podobam?
Lizy wyrwała się
Cmokt! Cmokt! I tak z ośmioma mackami. Musiało to brzmieć jak walka hydraulika z zatkaną rurą.

-nie. Otwórz te drzwi
-Ok. Ale jeszcze do mnie przyjdziesz
Wybaczcie, ale wizja hydraulika z ssawką i sprężyną do przetykania rur odebrała mi na chwilę możliwość analizowania...
Mnie też. Przepraszam na chwilkę.

Lizy wyszła z przedziału ruszyła szybkim krokiem w kierunku jej przedziału w pewnej chwili zatrzymała się i opadła na ziemie. Zaczęła płakać
Udało jej się tym samym zabarykadować korytarz. Pasażerowie taszczący wielkie walizy musieli po niej deptać, żeby móc dojść do drzwi.
I tak wszyscy byli opadnięci.
Zwał ciał zalegał na korytarzu, a konduktorzy przyglądali się temu z łagodną rezygnacją. Dzień jak co dzień...

Siedziałam jeszcze jakieś 10 minut, gdy w końcu się pozbierała. Ruszyłam korytarzem i zaczęłam rozmyślać.
Witamy na orgietce form osobowych...
Bardzo kanonicznej zresztą.

Niby mam chłopaka, ale on nie jest szczery, co do mnie i moich uczuć. Przyjaciółka ma swoje życie. Nawet nie zauważyła, że jestem koło mojego przedziału.
To już szczyt egoizmu - żeby przyjaciółka przeoczyła tak ważny fakt!
Widać przyjaciółki nie było w tym pociągu.
Trzeba było jej wysłać smsa.

Gdy otworzyłam drzwi mój ojciec jak zwykle rozmawiał przez telefon. Więc wyszłam i usiadłam na podłogę. Po jakiś 10 minutach tatko wyszedł usiadł koło mnie.
I teraz oboje zastawiają przejście.
Ech, zero poszanowania dla instrukcji ppoż.
Oj tam. Ty o pepożu, jak tu można malowniczo spocząć na podłodze.

Poszłam z ojcem do przedziału. Usiadłam naprzeciwko niego. Gdy zaczął mi opowiadać, dlaczego odszedł od mamy, że nie jedziemy na ferie. Przeżyłam szok. Może nawet nie wierzyłam. Jak mój ojciec, niby zwyczajny księgowy jest jakimś tajnym szpiegiem?
Jego “tajność” ogranicza się do tego, że nie nosi na szyi tabliczki ze stosowną informacją.
He’s Perry! Perry the Platypus!

-A masz jakąś broń- zapytałam z uśmiechem, ale po chwili dodałam- no żebym lepiej zrozumiała
- Przy sobie mam tylko mała broń
Pistolecik i sztylecik.
I saperkę za gumką od majtek.
To ci musi mieć galancie majty!
Ale nikt mu kupra nie obrobi.

-To jak nie jedziemy na ferie to gdzie jedziemy a może, po co?
-Mam kogoś sprzątnąć
Tatuś-szpieguś robi wszystko, żeby rozbawić córcię, nudzącą się długą podróżą.
Wala się ktoś w korytarzu w pociągu, zagradza przejście, z takim wyzwaniem byle kto sobie nie poradzi...

-Co?- Krzykłam z przerażeniem- to ty jesteś szpiegiem czy płatnym zabójcą
-No mam taką misje
-Pyty [???] [jedną na wynos!] ja muszę napisać do mojej koleżanki to lepsze niż jej bankiety, bale
*rozgląda się nerwowo i zaczyna rytmicznie walić głową w klawiaturę*

-Lizy nikt nie może się dowiedzieć, kim jestem.Gdy wykonam zadanie to będziemy musieli się przeprowadzić
-czemu?
Lizy postanowiła błysnąć inteligencją i dociekliwością.

-Gdyż jakbym został w jednym miejscu mógłbym narazić twoje życie
-To ja chyba czegoś nie rozumie. Bierzesz mnie na tą misje czy to nie jest bardziej niebezpieczne?
Chyba dla Bonda bardziej niż dla siusimajtki.
Ojtam, ojtam. W końcu każdy by chciał mieć balaścik, nie?

-Nie, gdyż mam ciebie cały czas na oku
A oko chroni przed wszystkim. Głównie jako amulecik.
Lepiej byłoby od razu ubić.
Wiesz ile kosztuje amunicja? On w budżetówce pracuje, nie ma tak dobrze.



[Elżbietka dostaje sms od Adama z wiadomością, że on ją rzuca]

Gdy przeczytałam sms ogarnęła mnie fala smutku, żalu, szczęścia, gniewu, ulgi.
Przepracowanie żalu po stracie w 5 minut. Takie rzeczy to tylko w erze.
Teraz już w t-mobile’u, ile razy mam przypominać...
A przy tym: cóż za wyczucie stylu w relacjach międzyludzkich!

Kiedy właśnie tak nie jest jak może być w porządku? Straciłam matkę, teraz chłopaka, nie wiadomo, co z tatą a jak i on zginie na tej jego misji. Co wtedy zrobię.? Ja zostanę sama na tym świecie.
Sama będzie smażyć naleśniki i dawkować sobie złe wiadomości.
To w sumie wygodne.
A nie można by bez tych naleśników? Nie bardzo by mi się chciało je smażyć...

Weszłam do przedziału. Alex siedział jakby go to wogule nie obchodziło, czemu wyszłam bez żadnego słowa. To właśnie w nim lubiłam
-Długo jeszcze- spytałam
-Jeszcze trochę. Właśnie jesteśmy gdzieś w połowie oceanu.
A może oni jadą na przestrzał, przez środek Ziemi?


-Nie. Ja teraz wyjdę z przedziału, masz od razu zamknąć drzwi. Przyjdę do 30 minut, i wtedy pojedziemy na ferie.
Każę maszyniście skręcić w lewo i wtedy cała Jawa dla nas!
To będzie sen na Jawie.
Wolałabym jednak na hondzie shadow...

Gdy tylko Alex wyszedł, odczekałam jakieś 10 minut. Gdy wyszłam z przedziału popatrzyłam w lewo i w prawo  na początku nie widziałam Alexa, ale po chwili zobaczyłam tylko jego sylwetkę.
Korytarz wagonu był pełen zakamarków, zakrętów i transeptów. I ciągnął się w nieskończoność.
Wagon sypialny z antresolą...
Zbudowali go ci sami spece, co galerę wielkości Titanica.

Ruszyłam, ale nie mogłam iść za szybko gdyż bym go dogoniła.
A po co go właściwie śledziłaś, moja panno?

Nagle się zatrzymał pomyślałam no ładnie teraz mam przechlapane. Ale on tylko zapukał do drzwi i wszedł do środka. Podeszłam do drzwi, nie to nie może być możliwe przecież to przedział Olivera. Ale to z tego jak i tak nie mogę usłyszeć, o czym rozmawiają.
A w dodatku przez szybę nie było widać co robią.
O fuj.

Miał wracać już do mojego przedziału, kiedy usłyszałam
-Zadzwoń po swojego ojca
-Czemu
-Nie karz mi powtarzać dwa razy ja osobiście nie mam nic do ciebie, tylko do twojego ojca. Nie bój się ty przeżyjesz
To rzeczywiście straszna kara gadać do matołka i powtarzać mu kilka razy to samo proste polecenie.
O, to-to. To jak Pratchettowska wizja piekła: nie dość, że trzeba się nudzić przez całą wieczność, to jeszcze trzeba za to płacić. Tak swoją drogą, to od strony komunikacyjnej dziewczę przypomina mi mojego kota. Miłe toto, ale mózgu coś koło orzeszka włoskiego. A i to przy dobrym wietrze.
To już pies mojej cioci jest bardziej rozgarnięty: jak się na niego zawoła “Pójdziesz tu albo nie?!”, to pójdzie albo nie.

-A ty, czego tu szukasz mała
Ktoś mnie chwycił mocno za ręce
-niczego proszę mnie puścić- powiedział przy okazji próbowałam uwolnić ręce z mocnego uścisku
Kto powiedział i do kogo?
Głosy. Głosy w mojej głowie. Aaaa...
Ścisz je trochę, muzykę mi zagłuszają.

-mała tam jest twój ojciec, nie wiem, czemu ma mnie jakby to powiedzieć…. Zabić.
Pan Chow też wie, że jak się nie powie jasno i wyraźnie, to nastolatka nie pojmie.

Więc wejdziesz tam ze mną, i wtedy ja mam szanse, że przeżyje, ale twoje spadają do 20%
Próba rozbioru logicznego: Chow wie, że w przedziale jest Alex, który dybie na jego życie, więc gdy weźmie ze sobą Liz, to szanse na to, że Alex przeżyje gwałtownie rosną, natomiast prawdopodobieństwo że Liz zginie wzrasta o 80%. Loteryjkę sobie urządzili, czy co?
Taką bardziej wyszukaną odmianę rosyjskiej ruletki.

Chow wepchnął mnie do przedziału. Mi przed oczami przeleciało całe życie w sumie za dużo go nie było.
Przepraszam, czy tylko ja leżę i kwiczę po tym zdaniu?
Mnie dla odmiany trochę przytkało.


Ale nic nie usłyszałam żadnego strzału, również nie poczułam bólu no tylko mnie ręce bolały
No to czuła ten ból czy nie?
Może miała zakwasy od pisania esemesów...
Gościec, jak nic.

-Lizy, co ty?- Usłyszałam głos mojego ojca
-Przepraszam- zdołam tylko powiedzieć zawiodłam ojca. Gdyby nie ciekawość tata mógłby wykonać misje, ale ja musiałam na swoje postawić
Ekhm... Ciekawe, co i na co swojego  stawiała.
Tu rosyjska ruletka, tu stawianie na swoje, cholerni hazardziści.

-Oj agencie masz nie posłuszna córeczkę. Teraz będę musiał ciebie zabić a potem ją….. Choć może zostawię sobie ją, chcesz ją Oliver?
Kwestia wspólnego interesu zaczyna nabierać barw.

-Ojcze zawsze tak mówisz a po tygodniu je zabijasz- odpowiedział Oliver
Kwik!
- Nie dąsaj się synu.
Jak wiadomo, szanse na odnalezienie porwanego przy życiu spadają po 48 godzinach od porwania...
Bo to, wiesz, inaczej karmić takiego trzeba, do wychodka prowadzić, bo jak nie, to napaskudzi...

-Chow możesz ją zabić, trudno szczerze mówiąc mi dziecko nie jest potrzebne
Przejrzał na oczy?
Phi, a to buc, będzie się uczciwym przestępcą wysługiwał.
Nie, nie buc, Alex raczej ma baby blues.  Gwałtowne ojcostwo i wszelkie związane z nim niedogodności.
“Gwałtowne ojcostwo” kojarzy mi się albo ze śmiercią gwałtowną, albo z ojcostwem w wyniku gwałtu.
No, tu w sumie gwałtowną śmierć możemy odhaczyć w tabelce.

-Nienawidzę cie, twojego syna, A najbardziej ciebie Ojcze
Usłyszałam strzał a potem ból
Ból nie chciał być gorszy i też hałasował.

Leżałam na podłodze czekałam, aż nadejdzie śmierć, nie wiedziałam jak wygląda, ale czekałam.
Ekhm... Bała się, że nie pozna?
Tak. Gdyby dopadnięto ją na środku ruchliwej ulicy, zaczepiałaby przechodniów, pytając: - Przepraszam... Śmierć?

Leży tak na podłodze i czeka, snując rozważania nad antropomorficzną personifikacją:

Ponoć pojawia się tunel ze światełkiem, inni mówili, że przyjdzie kostucha z kosą, i idzie się z nią do nieba lub piekła. Także słyszałam, że przychodzi gość w białym ubraniu z miotła i zamiata nasza dusze,
Albo taki, co mówi dużymi literami.
I jeździ na Pimpusiu... \m/

a u mnie nic się nie działo [eee tam, to nudne tak leżeć, prawda?], powiem nawet tak słyszałam głos ojca nawet czułam zimną podłogę i bolące ramie. Poczułam, że ktoś chwyta mnie za rękę i podnosi, wiec wkońcu postanowiłam otworzyć oczy.
To była poważna decyzja.

Ujrzałam twarz ojca, który patrzył się na mnie z litością.
Może raczej - z politowaniem?

-Wybacz mi kochanie
-Mam ci wybaczyć, ledwo mnie zabiłeś, teraz krwawię, o boże wykrwawię się- Wpadłam w panikę
AŁtoreczka najpierw kazała resuscytować babę przed tym, jak jej pikawa stanęła, teraz najpierw nam Elżbietkę zabiło, potem zaczęła krwawić, w perspektywie ma się wykrwawiać. Super. On jej koszerny ubój zafundował, czy jak?
Postrzałem w ramię? Nie da się.
To by podpadało pod “zabite od uderzenia”. Fakt. Zresztą, czy ludzina jest koszer?
Jeśli z goja, to nie.

-Nie przesadzaj, ledwo cie drasnęło
-Co ledwo, to miało mnie mocnej?- Teraz już się opamiętałam
Chybił... w przedziale kolejowym, strzelając prawie z przyłożenia, a jednak chybił.
On na pewno strzelał z pistoletu?

-Kochanie zaraz wrócę, muszę już lecieć, bo Chow ucieka
Zaraz będę, tylko go sprzątnę. Wiesz, robota...
Chowa takoż nie trafił. Dupa, nie agent.

Rozejrzałam się po przedziale, zobaczyłam Olivera, trochę mnie to zdziwiło, bo byłam pewna, że jestem sama. Gdy go zauważyłam odruchowo stałam i podążałam w kierunku drzwi. On się tylko uśmiechał i podążał w moją stronę
Stała odruchowo i podążała. On też podążał. A to wszystko na jakichś 6 m^2.
Więcej, więcej, to pociąg z wygodami, zapomniałeś?

-Droga Elizabeth, jaka ty jesteś głupiutka. Najpierw ze mną flirtujesz a potem się pytasz, czego chcę. Pomyśl chyba, że nie umiesz. W sumie nie zdziwił się- Powiedział Oliver z łobuzarskim uśmiechem na twarzy
A to łobuzarz... Ale szybko ją rozgryzł.

Zamachnął się z całej siły, już miał uderzyć, gdy pomyślałam, że przecież mogę odskoczyć. Lecz on chyba przewidział moje zamiary i chwycił mnie
No, jeśli ktoś myśli na głos i to w takim tempie...

-Czekaj nie!- Krzykłam piskliwym głosem
-co znowu chcesz?
-Dobra żałuje, że cię skrzywdziłam w jakiś sposób, jeśli chcesz to możemy teraz być parą, ja już nie mam chłopaka, więc nic nie stoi na przeszkodzie-, gdy to mówiłam zrobiłam słodkie oczka
Chwila napięcia. Da się na to nabrać czy nie?
Ta, chyba napięcia przedmiesiączkowego.
Wtedy słodkie oczka byłyby raczej wykluczone.

-Naprawdę?
-Oczywiście, w głębi serca to KOCHAM CIĘBIE
Ciębię?
To są “te ciębie”. Skrzyżowanie ciem z gołębiami.
Latają po nocy i srają na zasłony? Ja ich nie kocham.
Mamy kolejny dowód na to, że Ela jest nieco... dziwna.

Chyba to podziałało, bo rozluźnił uścisk
Dał się nabrać! Hurrra!

puścił mnie ja upadłam na podłogę, poczułam ulgę.
Ulga po upadku... Kiedy życie ci zbrzydło, a świat stał się piekłem, włóż głowę do kibla i walnij się deklem.
Ona generalnie odczuwa ulgę, gdy leży na podłodze. Właściwie to jest doskonałym materiałem na dywanik pod łóżkiem.
Może stąd pochodzi wyzwisko “ty szmato”?


-Teraz pójdziemy znaleźć mojego ojca- powiedział Oliver popychając mnie do przodu
Dead or alive.

-Ale wiesz, może nie powinniśmy się wtrącać
-Oj boisz się. Pamiętaj mała przy mnie jesteś bezpieczna
Oni wszyscy gwarantują jej bezpieczeństwo.
Jak ochrona na stadionach.

Szliśmy korytarzem mijaliśmy kolejne przedziały, gdy w końcu zauważyłam w dali ojca poczułam ulgę, szliśmy w jego kierunku.
Byliśmy coraz bliżej ja zauważyłam ojca Olivera, poczułam strach, nagle stanęliśmy, byliśmy przy wyjściu
Jakim wyjściu? Skąd? Z - wybaczcie - ubikatora?
Z pociągu. Chyba.

-czemu stoimy- zapytałam
Bo się szyny wygły.

-Gdyż jak coś pójdzie nie tak, twój ojciec zastrzeli mojego wtedy ja ciebie wyrzucę
-, że co? Jak to?
-Normalnie
Przez muszlę.
CHLUP.
PIII, PIII!

Mój tata zbliżał się w naszym kierunku a za nim Chow, w tym samym momencie Oliver otworzył drzwi, na szczęście to nie ja byłam bliżej wyjścia tylko Oliver.
A ten co? Na mdłości go wzięło i szukał kontaktu z naturą?
Natura pomaga w zwalczaniu mdłości?
Świeże powietrze, we włosach wiatr.

Ojciec był blisko nas, ale gdy zobaczył, że drzwi są otwarte to się zatrzymał
-Oliverze puść Elizabeth- powiedział Alex, podchodząc pomalutku w naszą stronę
Pośpiechu nie było. A nuż tym razem uda się jej pozbyć...
Trzech facetów w pocie czoła stara się ją zabić, a ona jak ten Rasputin.
Albo jak Rambo. I nawet podobnie rozgarnięta jest.
Świetna BoChaterka do kolejnych sequeli, co chcecie.

-Nie. I nie podchodź do nas, bo ona skończy swoją podróż
Oliver cofnął się, czułam, że jest już na samej krawędzi, jeśli on już jest na krawędzi to zaraz skończę swoje życie
Chyba on, a nie ona.
Lubi wyzwania i życie na krawędzi.
Ojtam, ojtam...

-Elizabeth wypchnij go- powiedział tata
- I ugryź!
W co?
W co podleci.

-Nie mogę- odpowiedziałam mu od razu, dobrze wiedziałam, że jak go wypchnę to polecę z nim
-Złapię cie. Zaufaj mi
- Ta, jasne. Chyba jak se narysujesz.

-Nie odważysz się- Powiedział mi do ucha Oliver
Nie miałam wyboru, ktoś tu musi zginąć albo on albo ja.
Albo oboje. Dla dobra Sprawy.


Wiec cofałam
na wstecznym?
Robiąc przy tym ostrzegawcze piiip piiip
jak śmieciarka?
Nie, cofła na niego, metodą: “Rzygam, rzygania mi trzeba, kaszą, botwinką i żurem”.

i czułam jak Oliver trzyma mnie coraz mocnej, trudno najwyżej wylecę z nim, uwolniłam ręce i go pchnęłam do tyłu, on wyleciał z pociągu, ale dalej mnie trzymał, czułam jak ja również pomału wypadam.
Palcami stóp trzymała się klamki.
I chwytnym ogonem.
Do tego zęby zacisnąła na stopniu.
A pazurami wczepiła się w powietrze.

-Lizy trzymaj się- Krzyknął tata biegnąc do mnie
-Złap za ten wihajster na którym trzyma się koło! I podstaw nogę!

Tata wyciągnął pistolet i strzelił w rękę Olivera od razu puścił. [Pawia?] Wpadł gdzieś do rowu.
Chyba do Rowu Mariańskiego. Nie zapominajmy, że mkną pociągiem przez ocean.
A ja dalej obstawiam, że to tunel.
Ale sceny walki w pociągu tośmy jeszcze nie mieli!

Chow od razu wyskoczył z pociągu by pomoc synowi coś, krzyknął, ale nie słyszałam gdyż tata zasłonił mi uszy.
Pewnie strasznie bluzgał.
Dać się zastrzelić jest ok, ale już bluzgi - nieee, to nie dla dzieci. Trochę, jak to, że możesz nakręcić własne porno w wieku 15 lat, ale żeby je obejrzeć musisz poczekać trzy...
Oj, zależy jakie i w jakim kraju przecież.
Uuuu, synu nie bluzgaj...

-Czy to już koniec?
-Na dzisiaj tak. Ale oni nie zginęli [póki my żyjemy], więc będą chcieć się zemścić
Chcieć to se mogą, tu chodzi o naszą merysójkę!



Jak będzie wyglądać krwawa zemsta Colletów dwóch? Czy ktoś ujmie się za Liz, rzuconą przez los aż do Nowej Zelandii? I jak naprawdę wygląda walka wywiadów? Tego wszystkiego dowiecie się już w przyszłym tygodniu.

Z antresolki transoceanicznego pociągu pozdrawiają:
Szprota pisząca mizdrzące się SMSy do Johnny’ego Deppa,  bardziej bogaty w doświadczenie Purpurat, Jasza z przynętą na leszcze i Murazor ze światełkiem w tunelu
oraz Maskotek machający do Was radośnie z Oriona.

56 komentarzy:

Ktosza pisze...

Najlepsza analiza od dawna, ukwikałam się strasznie. Ale... 4chan? serio?

Purpurat pisze...

Gwoli wyjaśnienia: jak na złość, nie udało mi się znaleźć żadnego innego "certyfikatu epickiej porażki", a jeśli o przerabianie grafiki chodzi, to cienki jestem jak zad węża. Poza tym, epic fail guy jest - jako mem - najszerzej wyzyskiwany właśnie przez b/tardów.

Niemniej, dla uspokojenia odwiedzających: nie, 4chan nie, a już b/ szczególnie. ;-)

Z inkwizytorskim pozdrowieniem.

Anonimowy pisze...

Już dawno się tak nie uśmiałam. To było genialne.

Anonimowy pisze...

Genialna analiza, choć opko faktycznie koszmarne.


"Poza tym, połamane żebra to takie romantyczne uszkodzenie."

"- Bo jestem w opku!
I Budda też zapłakał."

Zrobiliście mi dzień. Totalnie.


Kocham Purpurata (jakkolwiek to brzmi). I też nie lubię na słodko.

Z pozdrowieniami,
Judasz

Vespa pisze...

Boru mój wszechmocny...
Pisłam,
Kwikłam,
Padłam,
Znikłam.

W bonusie znikła również aura migrenowa. Kocham Was.

Anonimowy pisze...

O Boru. Dotarłem tylko do momentu dostania smsa od Adama, że ja rzuca. Ale ubawiłem sie setnie. Po naziopku, które podniosło mi cisnienie i HP, którego nie rozumiem wreszcie humor w najczystszej postaci. Rżałem w głos, dobrze że żona i córka sa jeszcze na wakacjach...

Pozdrawiam szczególnie Purpurata, który polemizował ze mną w naziopku.

Tezet74

imall - Limahl???

Anonimowy pisze...

Przypomniało mi się, co miałem jeszcze dopisać: Matka lezy na Orionie! Długo zastanawiałem się OCTB? A to chodziło o OIOM!!! Ómarłem!

A druga sprawa, ale to bedę się powtarzał, bo sami zwracacie na to uwagę: pisownia zaimków osobowych "z balszoj bukwy". Nie mogę tego zrozumieć i zaakceptować. A one z uporem godnym lepszej sprawy walą tego babola w kazdym opku.

Tezet74
A hasło: trole!!!

Anonimowy pisze...

Uwielbiam was. I aż płaczę że koniec na dziś. Pozdrawiam przeserdecznie :)


Caltha

Mrkjad pisze...

Ciębie są zdecydowanie moimi ulubionymi bohaterami tego opka.

Anonimowy pisze...

Podobno najbardziej męczącą podróżą z Polski jest lot do Nowej Zelandii z przesiadkami. Dobrze, że uruchomiono połączenie kolejowe. Z wygodami!

Anonimowy pisze...

Tak jak nauczyciele sprawdzający dyktanda zaczynają wątpić, jak się coś pisze, tak ja po kilkukrotnym przeczytaniu o Orionie nie mogłam sobie przypomnieć, o jaki skrót chodzi - ORON, OIOR, OION? Że też po przeanalizowaniu całego opka nie zaczęliście niepoprawnie odmieniać rzeczowników!

Ewa

Pigmejka pisze...

KWIIIIIIIIIIK, jakie śliczne to opeczko! :D

"Tatuś jemu zapłacić i on nagle ukończyć szesnaście lat.
Czego chcesz, on być wielki świat.
Bezokoliczniki. Loffciam bezokoliczniki.
No nie? One są takie bez... bezokoliczne.
Podoba mi się ta para. Ona się zakrada mu przez okno, on WTEM! otrzymuje od tatusia prawo jazdy."
Kwik, pisk, kwik. :))
Mogłabym wypisać jeszcze niejeden Wasz dialog, który przyprawił mnie o gwałtowny chichot - jesteście wspaniali, Załogo!

Anonimowy pisze...

Ten Orion prawie mnie zabił. Jakbym dostała tchórzofretką w pysk. Przez moment nie potrafiłam się ogarnąć (coś mi umknęło? Blogger zeżarł fragment o jakimś międzygalaktycznym spisku?). A potem przyszedł moment żenującego, bo spóźnionego olśnienia.
Analiza Wszechborska :)

Leleth pisze...

Opko jest rozkosznie głupie, ale, prawdę mówiąc, właśnie takie mnie mniej bawią. Ortografia, składnia i interpunkcja na poziomie ujemnym, i ogólnie takie to żenująco naiwne i durne... wolę te ze śladowym choćby sensem (ta, wiem, że sensowne opko to oksymoron), pisane przez sprawiające wrażenie starszych pannice. Ale analiza zacna :)

"- może pójdziemy do bufetu?"
przeczytałam jako "- może pójdziemy do burdelu?" - stanowczo, to opko ma na mnie zły wpływ...

"Gdy przeczytałam sms ogarnęła mnie fala smutku, żalu, szczęścia, gniewu, ulgi."
Mhm. To szczęście pasuje tam jak wół do karety.

Fabuła jest tak kretyńska, że w trudem ogarniam w ogólnych zarysach.

Anonimowy pisze...

Opko bardzo kanoniczne. I oczywiście bohaterka bardzo szybko podniosła się po stracie matki, w końcu tajne misje są takie ciekawe.No i wizja pociągu jadącego przez wnętrze ziemi mnie dobiła. Do tego jeszcze ten brak interpunkcji. Faktycznie, zupełnie jak w ostatnim rozdziale "Ulissesa", z tym że Joyce'owi jakoś lepiej to wychodziło (ciekawe czemu xD).
Ale ja i tak najbardziej lubię opowiadania Potterowskie.
Sin
hasło: allut - jedyne skojarzenia jakie mam to glut i salut. A może po prostu jest późno?

Procella pisze...

Ale muszę przyznać, że aŁtoreczka mnie zaskoczyła. Kiedy pojawił się Johnny Depp, byłam pewna, że będzie jakiś romansik z boChaterką i zrobi się z tego klasyczne opko o wielkiej loFF z idolem, a tu niespodzianka, pojawił się i przepadł.

Sineira pisze...

Teraz rozumiem, dlaczego od pewnego czasu wydawaliście z siebie tak liczne i boleściwe analizatorskie jęki;) Opko wyjątkowe pod każdym względem, a analiza przewyborna. Uśmiałam się jak norka skrzyżowana z ciębiem i piżamcem:D

Anonimowy pisze...

@Leleth - o właśnie, też wolę te z chociaż szczątkowym sensem, bywają tam całkiem ciekawe sceny, a zupełnie inny poziom dyskusji :D Ale żeby życie miało smaczek raz pannica, raz dzieciaczek... :)

Caltha

Anonimowy pisze...

Załogo!
Przez Wasze analizy nie jadam drugiego śniadania (konsumpcja + lektura = zagrożenie życia dawno poczętego). Choć płci jestem męskiej odważnie stwierdzam: KOCHAM Jaszę, Purpurata, Murazora i Szprotę (niekoniecznie na raz i niekoniecznie w tej kolejności :-)
Ciębie i piżamowce będą mnie prześladować...
Gratulacje za analizkę
RobOT

Anonimowy pisze...

Piżamowce, ciębie i Orion zrobiły mi dzień. Dziękuję bardzo, ukwikałam się niesamowicie. Pozdrawiam załogę
Aartz

Szprota pisze...

@Ktosza: Ale... 4chan? serio?


Purpurat już złożył wyjaśnienie, ale, w sumie, czemu nie (chociaż ja zaglądam sporadycznie)

Brell pisze...

Te analizy przypominają trochę taką sytuację:

Idzie szczawik przez osiedle i woła "Nikt mi nie podskoczy, jestem silny, znam dżudo i karate!" Na to kilku osiedlowych osiłków zmawia się na niego i spuszcza mu wpierdol. A jak ich ktoś zapyta czemu, to odpowiadają "No przecież sam się prosił, jak wołał publicznie, że nikt mu nie podskoczy!"

Anonimowy pisze...

świetna analiza! Ciębie rządzą :D pozdrawiam, Kropka

Anonimowy pisze...

Dawno, dawno, dawno się tak nie uśmiałam. Bardzo kwikaśna analiza.

Dziękuję.


N

Arek pisze...

Analiza jest bardzo śmieszna, ubawiłem się jak zwykle tutaj, ale zalinkowanie chamskiego żartu o leczeniu pedofilii było mocno niestosowne. Żart jest przerażający, a został zalinkowany tak, jakby analizatorzy nie widzieli w nim nic złego.

Jednak wychodząc z założenia że błędów nie popełnie jedynie ten, kto nic nie robi, dziękuję za pyszne analizy.

Anonimowy pisze...

Miałam wypisywać najlepsze momenty, ale... nie da się.

Musiała bym przepisać pół analizy.
Świetne!

P.S Uważajcie, żeby nie wylądować na Orionie!

Szprota pisze...

"zalinkowanie chamskiego żartu o leczeniu pedofilii było mocno niestosowne"
Hm, jakiego żartu, bo chyba mi coś umknęło?

Szprota pisze...

...umknęło. Przepraszam, faktycznie niestosowny żart, dzięki za zwrócenie uwagi.

Anonimowy pisze...

Po prostu trwam w zachwycie, mimo wczesnej pory. Chom.

Eusei pisze...

Jak już jesteśmy przy niestosownych żartach, to dla mnie znacznie gorszy był "Dobry Cthulhu a nasz panie". Bleh.

Purpurat pisze...

@Eusei

Jeśli Cię to ubodło, to wybacz - inspirowane było tekstem z Indiany Jonesa "dobry duchu renowacji, wróć nam siły po libacji". O to jednak mniejsza.

Od strony teologicznej patrząc...
Żart o leczeniu pedofilii godzi, w moim odczuciu, w przykazania miłości człowieka.
Wzmianka o Cthulhu jest teologicznie łatwa do obrony jako nienaruszająca przykazań i nauczania Kościoła. Jakby co, służę wyjaśnieniem. :-)

Z inkwizytorskim pozdrowieniem.

Eusei pisze...

Chodziło mi o żart z pogrzebu, nie jestem dobra z teologii.

Anonimowy pisze...

@ Purpurat
Tutaj chyba nie chodzilo o nienaruszanie przykazan i nauk kosciola ale o niesmak po parafrazie modlitwy za zmarlych, bo z tym wlasnie skojarzyl sie Twoj zart, nie z cytatem z Indiany Jonesa. To tak jak z naziopkiem. Sa rzeczy ktorych sie nie robi.
A teologicznie mozna bylo nawet palenie czarownic wytlumaczyc i wpasowac je w nauki kosciola wiec stanowczo nie chce ich czytac.;)
Ze zwyklymi pozdrowieniami,
Wierna ( choc cicha ) Czytwlniczka.

Anonimowy pisze...

Ale mi sliczna literowka wyszla w podpisie. Chyba przy niej pozostane.
Czytwlniczka.

Antypaladyn Pedigri pisze...

...z innej beczki. Ktoś kiedyś wspomniał w komentarzach coś o tym, że Zmierzch nauczył młode dziewczyny, że zaborczość, zazdrość psychopatycznego partnera jest dowodem silnej miłości.

Które z opek najlepiej pokazuje, że to je tego nauczyło? Ktoś może podać link/tytuł?

Pasuje do tego trochę ten Ron z ostatniego opka, ale przydałby się silniejszy przykład. Pozdrawiam.

Purpurat pisze...

@Eusei & Czytwlniczka

Hmmm... Wiecie, że kompletnie tego nie skojarzyłem? Musiałem się ostro nagłowić, o co chodzi. Cóż, przepraszam, jeśli Wam się skojarzyło - ja dla odmiany słabo znam polskie teksty liturgiczne. A już te spoza liturgii sakramentów szczególnie. :-)

Z inkwizytorskim pozdrowieniem.

Anonimowy pisze...

@ Czytwlniczka
Biorąc pod uwagę liczbę i zakres tematyczny modlitw trzeba by poniechać komunikacji werbalnej, żeby się nie kojarzyło nikomu...
A palenie czarownic niekoniecznie uzasadnia teologia...
RobOT

Purpurat pisze...

Ekhm... RobOT, jest problem...
Ex 22,17 - "Czarownicy nie pozostawisz przy życiu", pomijam, że wg. traktatu Sanhedryn 6,5 Szymon ben Szatach powiesił w Aszkelonie 80 kobiet (przy dozwolonym dziennym przerobie 2), a chłopak był znany głównie z dość epickich walk z czarownicami. ;-)

Anonimowy pisze...

@Purpurat
Nie ma problemu z czarownicami... są feministki ;-)

A poważnie - w historii troszkę nadmiernie wykorzystywano interpretację "bycia czarownicą" i to miałem na myśli - częściej chodziło np. o majątek denuncjowanego a nie o teologię. Bywało, że histerię traktowano jak opętanie przez Złego itp. Żle się wyraziłem - skrót myślowy bywa czasem szkodliwy, sorka
RobOT

Purpurat pisze...

Drobna autokorekta - nie wiesza się dziennie więcej, niż jednego. Sorry, tak to jest, jak się z pamięci pisze.

Ja tam do feministek nic nie mam, niektóre nawet lubię... ;-)

Wiesz, niezależnie od przyczyn i intencji, w tle zawsze był wątek wykańczania czarownic / heretyków itd. A że teologia daje możliwość uzasadnienia prawie wszystkiego...

Anonimowy pisze...

@RobOT

"Biorąc pod uwagę liczbę i zakres tematyczny modlitw trzeba by poniechać komunikacji werbalnej, żeby się nie kojarzyło nikomu..."

No bez przesady, akurat pieśń "Dobry Jezu, a nasz panie, daj im wieczne spoczywanie" nie jest dalekim skojarzeniem trudnym do przewidzenia u czytelników.

Ewa

Anonimowy pisze...

Antypaladynie, myślę że dobrym przykładem byłoby któreś z opek o Kaulitzach, jeśli chce Ci się poszperać w archiwum to pewnie gdzieś tam jest analiza.

Anonimowy pisze...

@Ewa
Możesz mi wierzyć, że niekoniecznie łatwym do przewidzenia, Purpurat to wyjaśnił ze swojego punktu widzenia i wydaje się, że rozsądnie, a przeprosiny zostały przyjęte, jak mniemam. Ja też miałem zupełnie inne skojarzenie czytając analizę, choć tę pieśń, niestety, słyszę aż nazbyt często ostatnimi czasy. Szkoda o to toczyć boje, jak sądzę.
RobOT

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Anonimowy
Masz na myśli to ostatnie, haniebne opko osadzone w realiach werld łor TFU czy wcześniejsze? Nie czytałem drugiej części, więc nie wiem.

Hasło: avium ->avian flu ->ptasia grypa, co idealnie opisuje, co sądzę o wyżej wymienionym opku.

Anonimowy pisze...

@RobOT
Ja jestem protestantka i mi sie skojarzylo, ale jak powiedziales stanowczo szkoda o to toczyc boje.
Wyjasnienie Purpurata zostalo przyjete, zaakceptowane i sklonilo mnie nawet do sprawdzenia co wlasciwie wchodzi w sklad tekstow liturgicznych wiec poszerzylo moja wiedze.:)Dziekuje.
Czytwlniczka.
Czy was tez doprowadza do szalu moj brak polskiej klawiatury? Cokolwiek napisze wyglada nad wyraz dziwnie.

kura z biura pisze...

Antypaladynie, jeśli chodzi o motyw podporządkowania i zaborczości, to zajrzyj do słynnej Milenki (analizy 24, 25 i 26 oraz 36, 37 i 38), a także do Zamyślonej Belli (analizy 102 i 103). Ostrzegam, Milenka dla nieprzyzwyczajonego czytelnika może być nieco wstrząsająca!

Antypaladyn Pedigri pisze...

Kura, dzięki. Lista wykorzystałem w dobrej wierze z linkiem do waszego bloga.

Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

@AP:
http://niezatapialna-armada.blogspot.com/2011/04/121-emma-dumbledore-czyli-nepotyzm.html

@Czytwlniczka: Znam ten bol. Od dwoch tygodni zadaje sobie to samo pytanie.

A analiza ze wszech miar przeborska. Jedna z najlepszych. Bardziej konstruktywnego komentarza z siebie nie wykrztusze, bo wcaz zwijam sie ze smiechu.

Anonimowy pisze...

"-trzymałam jego rękę- piskła Lizy
Po tym incydencie Depp natychmiast przyjął rolę Edwarda Nożycorękiego."
Zrobiło mi dzień!

Wiecie co jest najfajniejsze w tym opku? Że mimo wszystko czuję sympatię do jego boCHaterów - mamy smażącej złowróżbne naleśniki, "chciałbym Cię zgwałcić, ale może dasz mi po dobroci" Oliviera, a nawet Prawie Bezmózgiej Lizy. Oczywiście moim namber łan jest najbardziej rozbrajający agent wszech czasów - czy tylko ja odnajduję w nim tragiczny konflikt między ojcostwem, a chęcią pozbycia się cudnej córeczki?

Hitem dnia pozostaje jednak matka na Orionie - widocznie w USA połączyli projekty NASA z służbą zdrowia;)

Pozdrawiam,
zaraza

Anonimowy pisze...

@Purpurat
To bardzo rozsądne - 1 dziennie, starczało na dłużej w dobie bez TVN24

Feministki też lubię - jedną nawet udomowiłem... chociaż to trochę jak z moim kotem - to ja mieszkam u niego :D
RobOT

hasło: testic -hmmm...

boonie pisze...

Wyskoczyłem z pociągu do Nowej Zelandii i utopiłem się w oceanie absurdu tego opka.

hasło: baddles.
Really, really bad.

Antypaladyn Pedigri pisze...

Świetna analiza:)

Adwokat pisze...

Gdy w końcu wpadłam na to, że aŁtorce się pomylił Orion z OIOMem, zatkało mnie. Chwilę później mojego psa obudziło głuche uderzenie czerepu w drewno.
Pozdrawiam :)

Procella pisze...

@Adwokat: ja zajarzyłam dopiero po przeczytaniu komentarzy. Wcześniej myślałam, że to metafora śpiączki...

Hasło: arrac. Tak, opka budzą chęć upicia się czymkolwiek, może być i arak.

Anonimowy pisze...

A ja znam wiele Pań, które chciałyby leżeć na Orionie tudzież pod (kto wie czy po takim leżakowaniu reanimacja nie byłaby konieczna) oto ORION - basista BEHEMOTHA: http://www.google.pl/imgres?q=orion+behemoth&um=1&hl=pl&client=opera&hs=OHu&sa=N&rls=pl&channel=suggest&tbm=isch&tbnid=4NH-VDLjko2_6M:&imgrefurl=http://www.zgapa.pl/zgapedia/Behemoth.html&docid=kTwIP2ViBwz6bM&w=322&h=485&ei=pYd0TpThDYbzsgbzzYHCCw&zoom=1&iact=hc&dur=164&page=1&tbnh=134&tbnw=88&start=0&ndsp=19&ved=1t:429,r:0,s:0&tx=82&ty=161&vpx=135&vpy=142&hovh=276&hovw=183&biw=1019&bih=636

Książka Na Prezydenta pisze...

Wiem, że analiza sprzed pięciu lat, ale trafiłam na nią dopiero teraz i...
ORION mnie ómarł. Na początku nie wiedziałam, o co z nim chodzi, ale potem zrozumiałam, że chodzi o OIOM.
Oddział intensywnej opieki medycznej. Ciekawe, jak wyjaśnić skrót ałtorki?
Oddział resuscytacji i obumierania najbliższych, czy jak?