OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

czwartek, 23 lutego 2012

163. Rok na burzliwych wodach, czyli powspominajmy!


Drodzy Czytelnicy!
Mija dokładnie rok od chwili, kiedy Niezatapialna Armada, po przebyciu groźnych raf, pod nową nazwą i na nowym statku wyruszyła dalej na spienione morza grafomanii. Przez ten rok zmierzyliśmy się z wieloma opkami, poznaliśmy całe stado merysujek i niejednokrotnie rozbolały nas głowy od walenia nimi o blat. Macie ochotę na małą nostalgiczną podróż? Indżoj!

Analiza nr 118 (Królowa Szwecji)
W tej analizie poznaliśmy wszystkoumiejącą 17-letnią Allison, która zostaje kierowniczką budowy (i zdobywa serce Nicka Jonasa):

-Bardzo was przepraszam...chciałabym wam pomóc się naszykowac,ale obiecałam tacie-pożegnałam się z dziewczynami i poszłam się szykowac do pracy.Ubrałam się w białe trampki,jeansy na szelkach do kolan [chyba to niezbyt wygodne] i białą koszulkę na ramiączkach.Włosy związałam w wysoką kitkę.O godzinie dziewiątej byłam już w pracy.Robotnicy jak mnie zobaczyli zdębieli.
I wcale im się nie dziwię. Też bym zdębiała na widok wypindrzonej smarkuli, której w dodatku wydaje się, że jest paniOM kierowniczkOM.
Kiedy pracowałam w firmie budowlanej, 15 lat temu, poszłam raz na budowę w miniówie. RAZ. Nie, nikt w żaden sposób brzydko nie skomentował, ale nie dało się porozmawiać merytorycznie i efektywnie ;)


Nie spodziewali się,że przyjde i zacznę rządzic.Byli na tyle nie kompetentni,że od razu zaczęłam na nich wrzeszczec.
Superroksanka w wersji budowlanej!
Nie ma to jak pokazać trochę kultury z samego rana.

-...weźcie się w garśc,to nie wakacje!Wcale nie musicie tu pracaowac.
- Nie? - ucieszyli się robotnicy i rzucili wszystko w cholerę.
Na odchodnym przekładając przez kolano rozwydrzoną gówniarę i wlepiając jej parę klapsów.

-Jesteś gorsza niż twój ojciec.-usłyszałam nagle.
-Znacznie łatwiej jest stracic pracę niż ją dostac.-powiedziałam i nikt już się nie odezwał.-Do roboty!-
I wyciągnęła z plecaczka poręczny pejczyk.

Byłam tak pochlonięta sprawdzaniem wszystkiego,że nawet nie zauważyłam kiedy doszła godzina siedemnasta.
Tak tylko cichutko zapytam: a panna to nie powinna być w tym czasie w szkole?
Szkoła szkołą, ale zauważ, że ona była pochłonięta od 9.00 do 17.00. Bez jedzenia, bez picia, bez przerwy na w.c. Stachanowiec.
Ewentualnie przedstawiciel handlowy w korporacji.

-Czy cała górna częśc domu jest już wykończona?-zapytałam jednego z pracowników.
-Tak,perfekcyjnie.
-Bardzo się cieszę.
Po czym triumfalnie odhaczyła to na czekliście. Bez fatygowania się na górę, bo i po co - wszak wzbudza wystarczający strach i respekt u robotników, żeby nie odważyli się jej skłamać.

Czyli została tylko kuchnia i łazienka na dole?
-Tak-powiedział pracownik i odszedł. [a przed odejściem ukłonił się, szeroko zamiatając podłogę kaskiem]
-Ruchy ludzie!Zostało wam trzydzieści minut pracy.
- Tajest, szefowo! - wrzasnął jeden z robotników, mijając ją w pędzie. - Zapierdziel taki, że nie ma czasu taczek załadować!
- Znacy - dobze zapierdalamy?...
- Baaardzo dobrze panowie zapierdalają!


Analiza nr 119 (Trzy godziny mantrowania)

Kiedy dojechaliśmy na miejsce zorientowałam się gdzie jesteśmy.Byliśmy przy wielkim napisie ''HOOLYWOOD''
Kalifornijscy chuligani znowu żartobliwie pozmieniali w nocy litery.

Tak się śpieszyłam,aż prawie przejechałam po kwiatach.Zabiliby mnie-pomyślałam.Kiedy wjechałam na ulicę wcisnęłam gaz do dechy i nie zwracałam na nic uwagi.
Światła, nie światła, samochody, nie samochody, policjanci, nie policjanci...
Staruszka na pasach byłaby się uratowała, ale Allison w przypływie porannej figlarności otworzyła drzwiczki...
Później niestety musiała włączyć wycieraczki.

Analiza nr 121 (Emma Dumbledore)

W tej analizie dowiedzieliśmy się, że dyrektor Hogwartu, uznawany za zatwardziałego starego kawalera, jednak założył rodzinę, a nawet doczekał się wnuczki!


-Witam wszystkich uczniów nowych i powracających do naszej szkoły . Zacznijmy więc ceremonie przydzielenia ! Zacznijmy najpierw od ponownego przydzielenia EMMY DUMBLEDORE
I od zmiany jej nazwiska na Dupagore.

– no i się zaczęło no to idę mam nadzieje ze trafie do Slytherinu nienawidzę Zakonu Feniksa i tego Harrego Pottera .
-Hymn [Baczność! Do hymnu! Na prawo patrz!] gdzie by tu cie przydzielić – nie wytrzymam ta głupia czapka nie przydzieli mnie tam gdzie chce pewnie trafie do Gryfindoru na samom myśl robi mi się niedobrze ble ble .- A więc pomyślmy masz cechy pasujące do Grifindoru ale jesteś także wredna i niemiła co cenią sobie Ślizgoni a więc SLITERIN!
To ten piąty dom w Hogwarcie, specjalnie dla Marysujek.
Swoją siedzibę ma za  schowkiem na miotły, wejście po prawej. Dostępu broni kuweta Pani Norris.


[Emma i jej przyjaciółka Susan uczestniczą w bójce]

- Właśnie Sus mam do ciebie prośbę
- Jakom znowu?
Mopsy, jaki - cała menażeria.

- Chce żebyś mi pomogła zlać Pensy
Mocz jaka jako kara, to zbyt wiele, nawet jak dla mopsa.

- A w tym to ci chętnie pomogę
- Właśnie zachciało mi się siusiu.

- Dobra to chodźmy
- Ale musisz lać na dwa metry w górę, dobrze?

I poszłyśmy, świadkiem tego zdarzenia był Draco i jego”sfora” czyli Crabbe i Goyle a także Adi.
- Uważaj!- krzyknął i osłonił mnie swoim ciałem.
Nie!-Wtedy Pensy walnęła go z całej siły [złotym anielskim] mieczem w głowę. Upadł na podłogę z rozciętą głowom i lecącą z ramy krwiom.
Bo to wicie, panie sendzio, on kładł mu ten łobraz na głowie i zdeńmowoł. I kładł, i zdeńmowoł. I krew sie loła, ale cy z głowy, cy z ramy łobrazu, tego nie wim.

Draco i jego goryle pomogli mi zanieś go do skrzydła szpitalnego.
Z tom ramom, krwiom i moczem jaka.
Raz w Hogsmidzie, mieście fajnem,
Dumbel zabił Snejpa łajnem.
Ej cy zabił, cy nie zabił,
Zawseć przecie go osłabił.
Tuz po zeńściu na śniadanie
Adi spuścił Emmie lanie.
Cy ta skona, cy nie skona
Zawseć przecie ją przekonał.
A w Hogworcie na ubocu
Draco topił Goyle’a w mocu.
Ej cy topił, cy nie topił,
Zawseć przecie go pokropił.
A w Armadzie raz troseckę
Kura sklęła aŁtoreckę.
Cy ją sklęła, cy nie sklęła
Zawseć przecie ją dzióbnęła.


Analiza 122 (Opko Specjalnej Troski)

W tym opku poznaliśmy mnóstwo straszliwych tajemnic dotyczących pochodzenia świata, żywiołów, dobra i zła oraz zagłębiliśmy się w rozważania filozoficzne.

Zło jak i dobro było zawsze i będzie zawsze!
Maliniak był - jest - i będzie!

Zło jest przeciwieństwem dobra! Bez zła nie widzimy dobra a dobra nie dostrzegamy bez zła!
Wlazłam po kolana w masło maślane. Bez sensu nie widzimy bezsensu, a bezsensu nie widzimy bez sensu.
Oraz każda strona ma dwie medale, in immortal words of Szprocia pani od historii! I jeszcze jeden wykrzyknik!

Moce czarownic wzięły się z kosmosu a dokładnie z chaosu!
Z kosmosu, to się to opko wzięło.
Bo kosmos jest w dzidę chaotyczny, pomiot chaosu po prostu.
To ci sprecyzowała.


Ludzka pycha i chciwość przyczyniły się do powstania zła!
Wszystko w kosmosie jest w idealnym ładzie!
A przedtem pisałaś, że moce się wzięły z kosmosu, czyli z chaosu. Weź się zdecyduj, czy w kosmosie jest ład, czy chaos, bo nie wiem, czy potępiać, czy pochwalać ten cały kosmos.

Dobro i zło mają swoje miejsce! (w komórce pod schodami?)
Bez zła nie ma dobra a bez dobra nie ma zła! Wokół dobra i zła krążyły żywioły: woda, ziemia, powietrze i ogień!
I nuciły "chodzi żywioł koło dobra, nie ma wacka, nie ma bobra, chodzi żywioł koło zła, taka już jest karma ta!"
Krążyły jak muchy. Tylko nie wiadomo po jakie licho.
Szukały Wałdcy Dziewięciu Żywiołów.



Analiza 125 (Tillchen w opałach)

A tu z kolei poznamy Sandrę, nową gitarzystkę zespołu Rammstein oraz wielką miłość Tilla ;)


- Musimy zacząć pakować twoje rzeczy w trasę, Sandra. Kiedy skończymy, nauczymy cię grać nasze piosenki.
Błąd. Znając opkowe boCHaterki, możecie nigdy nie przejść do drugiego etapu.
To straszne, jak fałszywe było moje dotychczasowe wyobrażenie odnośnie castingu na nowego gitarzystę... Wiecie, że byłam przekonana, że od kandydata oczekuje się umiejętności grania kawałków kapeli, do której startuje?


Rzeczy Sandry zostały spakowane i przygotowane do wyjazdu. Wszystko, czego teraz Sandra potrzebowała, to nauczyć się piosenek Rammstein.
Last but not and least.


- Till, mogę cię o coś zapytać? - spytała. - Dlaczego muszę nauczyć się wszystkich piosenek, jeśli na koncercie gramy tylko 8 lub 9?
Proszę paaaaana, ale czy naprawdę muszę się uczyć tego wszystkieeeeego? I jeszcze na stoooopień?
To jest oryginalny tekst opka, czy któraś z Was jaja sobie robi?!?
Hehe, nie wierzysz mi? Proszę!
"Till, can I ask you a question?" she asked. "Why do I need to learn all the songs if we only play 8 or 9 during a show?"

[Sandra, pobita przez zazdrosne fanki, trafia do szpitala]

- Możemy ją zobaczyć? - zapytał Till.
Till westchnął, gdy zobaczył Sandrę. Była podpięta do mnóstwa maszyn.
Do pompy ssąco-tłoczącej, odkurzacza, robota kuchennego i silnika Diesla. Maszynę do szycia właśnie wyprowadzano, po założeniu Sandrze szwów.

Jej twarz pokryta była czerwonymi i fioletowymi siniakami. Till usiadł przy jej łóżku i wziął ją za rękę.
- Sandra - szepnął. - Proszę, obudź się. Wybacz, że nie było mnie tam, by cię chronić. Dasz radę przejść przez to, mój aniele.
Siedział tam, obserwując Sandrę. Panowała całkowita cisza, tylko monitor serca popiskiwał.
I maszyna, która robi PING, robiła PING.

[Po wyzdrowieniu, Sandra idzie z Tillem na randkę]

Był taki przystojny. Till podszedł do niej, ujął jej rękę i pocałował ją.
- Du riechst so gut - powiedział, gdy poczuł zapach jej perfum.
- ... mein Teil - dokończył ciszej, rzucając jej ukradkowe, tajemnicze spojrzenie.
[usłużnie podaje Tillowi świeżo naostrzony tasaczek]


- Co się stało? - zapytał. - Czy to dla ciebie za szybko?
Sandra wzięła go za rękę.
- Nie, kochanie. Myślę, że jeśli pragniesz mnie teraz, powinniśmy zrobić to gdzie indziej.
Bo tu to wiesz... zimna ziemia, mokra trawa i gałęzie w tyłek kłują.
Przeleć mnie - to woła Marysujka,
Przeleć mnie, niech cię nie męczy stójka.
Przeleć mnie - słyszy się głosy wszystkich fanek świata...
Przeleć mnie - namawia cię nieletnia,
Przeleć mnie, rozprawa będzie świetna,
Przeleć mnie - to cela wzywa cię.


Analiza 134 (W nocy nalot, w dzień łapanka)

I tak oto dotarliśmy do słynnego Nazi Opka, w którym aŁtoreczki radośnie rzuciły się gwałcić historię i prawdopodobieństwo, osadzając opowieść o braciach Kaulitz (Bill, dla niepoznaki, zwany jest Dawidem) w realiach II wojny światowej...

Nie chciałem się unosić, ale prowokował mnie i oboje [tu już nie pytam, który był kobietą, bo jest oczywiste, że Dawid]  o tym wiedzieliśmy. Starałem się być miły, ale nie dlatego, żeby go udobruchać, a potem wydać oficerom SS, ale dlatego, że.... że  no, kurde!! Podobał mi się!! Nie wiem czemu, ale podobał mi sie bardziej niż moja narzeczona! Był inny..
To fakt. Z całą pewnością Dawid różnił się od narzeczonej Toma przynajmniej dwoma detalami anatomicznymi.

Jeśli on myśli, że zostanę jego kochankiem tylko dlatego ze uratował mi i Gustawowi życie to grubo sie myli..
Niewdzięcznik!

-Mówię, prawdę, przysięgam i nie mam zamiaru cię wykorzystywać - uklęknął przy mnie - Proszę Cię, spróbuj mi uwierzyć...  
Byłeś złym chłopcem, Tom! Na kolana i błagaj o przebaczenie!

-Wybacz, ale na tę chwilę nie jestem w stanie Ci uwierzyć. To nie takie proste! Nie po tym co mi zrobiłeś.. Ok, wyciągnąłeś mnie stamtąd, ale to nie sprawi, że zapomnę, co tam przez Ciebie przeżyłem..                                                                                                             
-Ok, przepraszam to już nigdy więcej się nie powtórzy.
*pada na podłogę i żuje kable* Litości! Litości! Dawid, nie obcyndalaj się, wykorzystaj fakt, że nazista klęcząc u twych kolan kaja się i przeprasza! Niech wyciągnie jeszcze więcej ludzi z obozu! Zrób z niego drugiego Oskara Schindlera!


-Smacznego, mam nadzieję, że lubisz - podałem mu na talerzu i sobie też nałożyłem. Zaparzyłem jeszcze kawę ze śmietanką i cukrem
-Jeszcze pytasz? Uwielbiam! - powiedział radośnie wcinając pierwszego naleśnika. Zjadł ich jeszcze 4
-Dziękuję, było pyszne - uśmiechnął się
-Proszę, nie bardzo wiem, co zazwyczaj jadasz, a z tymi naleśnikami trafiłem.
Zazwyczaj? No, zazwyczaj to kartkowy chleb z marmoladą buraczaną, a piję kawę zbożową słodzoną sacharyną [o ile udało mi się zdobyć sacharynę, rzecz jasna], ale nie zawracaj sobie głowy zdobywaniem tych specjałów, naprawdę.


-Przepraszam Cię, że musiałeś tyle czekać, zakupy się przedłużyły..- powiedział biorąc siatki z produktami spożywczymi, a te z ubraniami zostawił pod moimi nogami - Zobacz, co Ci kupiłem, mam nadzieję, że Ci się spodoba..- Uśmiechnął się szeroko
Kwik! A teraz wyobraźcie to sobie - Tom w mundurze SSmana popyla ulicą obładowany siatkami, jak Julia Roberts w Pretty Woman!
Przy okazji, pokaż no, Tomuś, te siatki ze spożywką - zobaczymy, ile anachronizmów w nich siedzi...

Wyciągnąłem z siatek rzeczy, które dla mnie kupił zacząłem je uważnie oglądać. Czarne wąskie spodnie [zgodnie z modą, jaka zacznie obowiązywać za +/- 40 lat], kilka sweterków, bieliznę, zwykłe buty i nawet kapcie i piękne wysokie kozaki..
A jakieś... koszule? Marynarka? Krawat? W latach 40 mężczyźni nosili takie dziwne stroje!
Kozaki... Kozaki! Może jeszcze bikejki, co?


-Herr Kommandant!
-Chodzi pewnie o tą gazetę? - uniosłem ją do góry
-Ja, Herr Reichsführer Heinrich Himmler chce z panem rozmawiać          
-Poproś go - zwróciłem się do esesmana
Że co...? Poproś go? A to nie Tomuś powinien lecieć meldować się natychmiast? *Kura dławi się, charczy, sięga po szklankę z wodą i w napięciu czeka, co dalej*

Mężczyzna wszedł, a ja wstałem i zasalutowałem mu, na co odpowiedział tym samym..
-Her Kommandante [Che Guevara? W dodatku “jej” Che Guevara]! Była tu dziś pańska narzeczona i powiedziała, że ukrywa pan w swoim mieszkaniu zbiegłego więźnia! - zakomunikował
Zmrużyłem oczy i z trudem opanowałem napad furii..
-Tak? I zostało coś tam, albo raczej ktoś, znaleziony?
-Nie, Herr Kommandante. Ale miałem pana o tym poinformować - oznajmił i odmaszerował
AAAAAAA!!!
HIMMLER! KURWA! HIMMLER! REICHSFUEHRER HEINRICH HIMMLER, GŁÓWNODOWODZĄCY CAŁEGO SS, PRZYCHODZI OSOBIŚCIE ZAMELDOWAĆ STARSZEMU SIERŻANTOWI TOMOWI KAULITZOWI, ŻE PRZESZUKANO JEGO MIESZKANIE! LUDZIE, TRZYMAJCIE MNIE...
Nie mogę :D *wyje ze śmiechu* Dajcie mi szklankę wody, bo się duszę!!!
A ja poproszę chusteczkę, bo się zasmarkałam! *wyje i kwiczy*
To było ZUE! Bardzo ZUE! I jak znam życie, przypomni mi się na przykład w tramwaju...
Mam w oczach tego Himmlera, w galowym mundurze i przy orderach, jak odwraca się na pięcie i grzecznie odmaszerowuje... :D:D:D
W końcu wykonał zadanie :) Teraz może odejść :D
Heinrich Himmler, prawa ręka Adolfa Hitlera...

Analiza 137 (Jak wysłać mamę na Oriona)

W tej analizie poznaliśmy tajemniczą Elizabeth, jej jeszcze bardziej tajemniczych rodziców oraz zupełnie nowe znaczenie słowa Orion.
Elizabeth udała się do kuchni
-Mamo, co się stało?
-Nic
-Ale jak zawsze robisz naleśniki to masz jakąś smutną wiadomości
Oh noes, strach pomyśleć, jakie wiadomości niesie z sobą czernina.
Albo harbuz...

- nie zawsze
-Ostatni raz jak zrobiłaś naleśniki to powiedziałaś mi, że tata od nas odchodzi, więc co dziś się stanie
Z
dalszej akcji wynika, że ojciec opuścił rodzinę zanim bohaterka się
urodziła. Jak widać, naleśniki podaje się w tym domu raz na kilkanaście
lat, a matka należy do tych, które konwersują z fasolką.
Ale przed konsumpcją czy po?
Naleśnik jak pomarańcza w “Ojcu chrzestnym”.

- Kochanie znalazłam lepszą prace
- to super,
-uff dobrze, że to przyjęłaś [nie zwracaj zaraz!] za 2 miesiące wyjeżdżamy
-Co?! Gdzie?
- Do Oldrest
-Nie ja nie chce ja tu mam prace przyjaciół przyjaciół chłopaka
Przyjaciele przyjaciół chłopaka. Nie przesadzajmy, to nie jest wielkie miasto.
Może jakaś metropolia lokalna pokroju Otwocka?

- kochanie jesteś za młoda by pracować, tam też będziesz miała przyjaciół
-Ale nie takich jak tu a chłopaka to już nie znajdę
Trochę optymizmu... Ładna, głupia, ciut bezczelna - dasz radę!
A przyjaciele przyjaciół? Nie tak łatwo odbudować taką siatkę lajkujących na fejsbuniu.

Gdy Elizabeth doszła do drzwi zadzwoniła od razu odtworzył drzwi lokaj
Chyba zadzwoniła miotaczem ognia, skoro od razu trzeba było drzwi odtwarzać.
Młotkiem je, młotkiem!
Ojej, nie znacie się. Jesteśmy w przyszłości, drzwi są hologramowe, a do odtworzenia ich służy lokaj, wersja 2.2.

-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
-Czy jest Adam?
-tak, ale kim pani jest dla Pana Adama?
-dziewczyną
- A dla Pana Karola?
- Foczką.
Jakąś świeżą dziewczyną, skoro lokaj jej nie zna.
Zawsze zakradała się przez okno.
Albo przemykała się kanałami do piwnicy.

-Hm myślałem, że on zadaję się z osobami bardziej bogatymi
Lokaj nie dość, że ocenia status materialny gościa, to jeszcze wdaje się z nim w dyskusje. Aha...
“Bardziej bogatymi”... Jeżu mój kolczasty, aż mi się małżowiny zmechaciły.
Może to zresztą lokaj jest nowo najęty?
Yay, jaki kanoniczny mezalians!


-dobra idę się ubrać i pojedziemy do szkoły
-chyba pójdziemy
-Ja mam prawo jazdy
-Ale przecież można robić dopiero jak się ma 16 lat
-ale mi tatuś zapłacić i mam już
Tatuś jemu zapłacić i on nagle ukończyć szesnaście lat.
Czego chcesz, on być wielki świat.
Bezokoliczniki. Loffciam bezokoliczniki.
No nie? One są takie bez... bezokoliczne.
Podoba mi się ta para. Ona się zakrada mu przez okno, on WTEM! otrzymuje od tatusia prawo jazdy.


-Gdzie ja jestem? I kim jesteś?- Zapytała Lizy
-Jesteś w szpitalu miałaś wypadek, gdy wracałaś z bankietu a ja jestem twoją przyjaciółką Gabriella. Nie pamiętasz mnie?- Zapytała ze smutkiem Gabi
Jest amnezja opkoidalna!
Ale zazwyczaj dotyczyła ałtorki, a tu boChaterki.

-Jak bym mogła nie pamiętać Cię. Gdzie jest moja mama?




-Ona jest na Orionie.
Chciała polecieć za Lemem w stronę Wielkiej Niedźwiedzicy, ale pomyliła kierunki.


Gabinet lekarski około 7.00
-Panie doktorze czy tej kobiecie z tego wypadku nic nie jest?- Zapytał się stażysta
-Co słuchaj mały na razie żyje dzięki maszyną. Tylko one ją podtrzymują przy życiu
Czuję “Rage against the machinĘ”.
Ekhm... A mnie się skojarzyło z jedyną niejadalną częścią warzywa...
Z respiratorem?
Nomen-omen, głęboką prawdę o życiu rzekłeś...

-Potrzebujemy pana na Orion
-już idę
Jeszcze jeden, który dorwał się do apteczki i odleciał.

- Gdzie jest moja mama przenieśliście ją już na zwykła salę prawda?
-Nie mam dobrych wiadomość dla Ciebie
-Dalej jest na Orionie
Albo na Kasjopei, bo leci jak szalona. Parseki pochłania jak wafelki...
Ciekawe, czy na Orionie honorują EKUZa?
Tego nie wiemy, ale ważne, że jest komunikacja.


Jechałam jakaś chyba opuszczoną drogę, wkońcu wjechałam w las, na początku miałam zawrócić, ale dalej była droga asfaltowa wiec jechałam dalej, musiałam włączyć światła gdyż było straszne ciemno wkońcu to jest las.
Jak u Konopnickiej. Las musi być mroczny.
Dante się kłania.
Dante kłania się w pas,
bo mroczny nas otacza las.

Nawet Dantemu śród selvy oscury
Przez myśl nie przeszło, że piekielne kręgi
Które opisał, nie przejmą ni ciury.
Ich groza bowiem - naprzeciw potęgi
AŁtoreczkowych historii tworzenia,
Gdy sens z logiką wespół biorą cięgi –
Blednie i znika, na kształt strzępu cienia,
Tak bowiem straszne bywają blogaski,
Iże makabry hierarchia się zmienia.
Nikt z czytających nie dostąpi łaski;
Analizator w biurko głową bije,
Że aż z twardego blatu lecą trzaski.

Analiza nr 139 (Matka piratka)
To opko, dzieło słynnej Jest Noci, przejęliśmy po PLUSie, który padł pod brzemieniem. Przed nami dzieje Sakury porwanej przez piratów.

W głębi zauważyła stojące wielkie zwierzę. Osiągnęło ponad trzy metry. Wiedział, ze mogło ją zabić. Wciągało nosem jej zapach, ale chyba nie zlokalizował jej… Poczuła zapach krwi. Stała nie ruchomo. Jego łeb poruszył się w jej stronę. Stała nieruchomo. Patrzała na jego pysk i nos, który wciągał zapach. (Stała nieruchomo.) Świdrował ją swoim zwierzęcym wzrokiem.(ten nos)  (Stała nieruchomo.) Ryknął jej w twarz. Włosy lekko poleciały do tyłu. Pomachała sobie przed nosem. (I już nie stała.) Smród! Śmierdziało mu z paszczy.
Aaaaaa!!! *wije się ze śmiechu po podłodze* Co tam kły, pazury i straszliwe ryki - ŚMIERDZIAŁO MU Z PASZCZY!!!
No co się czepiasz, toż to podpada pod Konwencję Genewską!
Na upartego można zrozumieć, że to jej nosowi śmierdziało z paszczy, a to podpada pod ustawę o ochronie zwierząt :)
Wącha - a z tego zapachu,
Który mógł być skutkiem strachu,
Poznała, że niedźwiadek już nieco nieświeży...

Teraz dokładnie zauważyła jakim był zwierzęciem. Grizzly.
Grizzly? Ależ niesamowite statki mieli ci piraci!!! W ciągu kilku zaledwie dni przepłynęli jakieś dziesięć tysięcy kilometrów z Japonii do Ameryki Północnej! Wooow!!!
Poznała po tym smrodzie...?
Nie, po prostu zerojedynkowo jej wyszło, że skoro nie strielali...

Machnął łapą, która wylądowała blisko ciała Sakury.
I upadła na ziemię.
I już wiadomo, skąd ten smród - to zombie w stanie zaawansowanego rozkładu.

Nie trafił w nią. Zauważyła, że jego łapa jest ranna - przecięta. Dotknęła futra, a ten się oddalił od niej.
Ten futer się oddalił. A w ogóle to żaden grizzly, to tylko panda. Duża, nieco przybrudzona panda.
Nie, to się włączył tryb Królewny Śnieżki - pamiętasz, ptaszki siadają jej na ramionach, inne zwierzęta łaszą się do stóp...
Może dotknęła swojego futra i uwolniła falę odoru? Grizzly nie dał rady.
Nie no, przecież niedźwiedzie lubią ryby...

Popatrzała na dłoń. Cała we krwi. Miała przy sobie potrzebne przyrządy na uleczenie. Potrzebne zioła i młynek aby rozdrobnić. Nie ma tego wszystkiego, więc może zębami to wszystko zrobić.  
Czyli jednak nie ma przyrządów. Chyba, że ma sztuczną szczękę.
Sakura Zębowa Wróżka - Uzdrowicielka. Zastrzyk? Wygryzie dziurkę i wpluje lek do środka. Zmierzyć temperaturę? Wsadzi język gdzie trzeba.
Oessuuu...
Operacja ślepej kiszki też będzie dość prosta.

Analiza 140 (Dendrofile z Wyspy Impotentów)

Usłyszał kogoś szmer: „Zrób to. Szybciej.”  Spojrzał przed siebie. Jego czarnym oczom ukazał się mężczyzna klęczący przy jednym drzewie i wpatrujący się w coś.
Sądząc po komendzie, mężczyzna w nic się nie wpatrywał, tylko robił laskę drzewu.
To gałąź. Zawsze tu była!

Podchodził po woli. Znał go, czasami był zboczony.
A czasami nie. Generalnie to bywał zboczony w co drugi czwartek oraz w co trzecią środę.
W ten czwartek był dendrofilem.

- Hai!!!!!! - krzyknęli chórem prócz Sakury. Niedługo potem statek podpłynął do nich. Zrzucono klapę [od sedesu???] [od bagażnika]
Na litość boską, tak trudno jest znaleźć w necie słowo “trap”?
No Dzidu nie przesadzaj, wymagasz szukania czegoś w necie?!
na ich statek. Brunet z zaciekawieniem obserwował jak w jego kierunku idzie mały, grubiutki facet. Po bokach miał siwe włosy, a na środku lśniła łysina.
Wizualizują mi się długie pukle zwisające spod pach oraz goły, wystający brzuchol.

Na ustach czarnookiego nieznajomego pojawił się uśmiech.
- Czego chcesz? - spytał Uchicha.
- Sprzedaję kobiety. Może chciałby pan kupić parę? - spytał chytrze.
Młode, czyste, zaszczepione, do parki dorosłych nieletnia gratis!

Sasuke chwilę się zastanawiał.
- Chętnie.- zgodził się.
Mamy co prawda już jedną na pokładzie, ale płodozmian się przyda.
Zawsze warto mieć pod ręką jakieś zapasowe egzemplarze.

Ruszył za handlarzem, który już zacierał ręce. Obserwowała to uważnie. Nie podobało się jej to. Ona już by rozkwasiła ten uśmieszek z jego gęby. Ale nic nie mogła zrobić. Czekała. Po chwili wrócił brunet z dwiema kobietami [w koszyku]. Zamarła. Przeżyła szok. Znała je. Jedna była blondynką o zielonych oczach, druga niższa i młodsza- miała brązowe włosy i czarne oczy.
- Temari i Matsuri.- szepnęła do siebie. Co one tam robiły? pomyślała.
- Proszę.- wypłacił mu należność (przelewem na konto). Mężczyźnie zaświeciły się oczy.
- Robienie z panem interesów jest przyjemnością.- powiedział.
- Zmykaj stąd nim cię pozbawię głowy.- ten ukłonił się, po czym zabrał klapę i odpłyną stąd [na muszli].
Tymczasem nadpłynął statek z bułeczkami i mlekiem. Potem statek z poranną prasą. W oddali majaczyły żagle statku z pizzą.  
Kolejny miał zaś napisane na żaglach: “PAN KANAPKA”.

Z czasem wszystko się zmienia.
coś jest, a później tego nie ma.
-Chciałbyś. Ty nigdy się nie zmienisz.
I strasznie Sakurę tym wpienisz.
-Nawet nie zamierzam
Choć nie wiem, po co się zwierzam.
-Właśnie widzę gburze.
Ten rym pozostawiam Kurze.
I się nie dziwię dlaczego żadna cię nie chce
Twój kucyponek tylko je łechce!
- powiedziała i odwróciła się do niego plecami.
Wzgardziwszy całkiem jego klejnotami.

Po chwili podpłynął do nich. Piraci rzucili kładę (kłodę chyba..) (quada?) (miotnęli quadem nad pokładem) i przelecieli na drugą stronę trzymając  się lin. Po chwili wrogowie puścili liny i wylądowali na statku Uchihy.
Miyako-Nocia, skarbie... [nadal nie wierzę, że są takie dwie, to ściema] Proszę cię. Jest tyle pięknych rzeczy, które możesz robić w wolnym czasie. Scrapbooking. Hodowla pasikoników. Sprzedaż doniczkowa kocimiętki. Betonowanie nabrzeży portowych. Wybierz coś sobie z tego, mogę jeszcze poszerzyć tę listę. Tylko błagam cię, nie pisz żadnych opek. Bo te twoje opisy są tak drewniane, jak chuj Pinokia we wzwodzie...
(Chyba się wreszcie zdenerwowałam.)
A potem nie będziesz mogła czytać bloga w pracy, bo Ci filtr zablokuje zbereźne treści! :P

Sakura wspięła się na mostek, gdyż miecze poszły w ruch i leciały na nią, gdy przeciwnik pozbawił swego oponenta miecza.
No po prostu Statek Latających Mieczy.
I latających armat, nie zapominaj.

W powietrzu latają miecze
A krew dookoła ciecze
Pirat swe mięśnie napręża
Na Statku Latającego Oręża.

Czy flauta to, czy sztorm srogi
Sakura wciąż włazi pod nogi
I ręce swe nadwyręża
Na Statku Latającego Oręża.

Między spadające armaty
Uciekła od złego taty,
Od przyrzeczonego męża -
Na Statek Latającego Oręża.

(A pirat miał zdechłego węża...)


I tym poetyckim akcentem kończymy podróż we wspomnienia. Subiektywnego wyboru dokonała Kura.

Z pokładu statku pozdrawia Wielka Armada Analizatorów z Otchłani Netu
oraz Maskotek na bocianim gnieździe, wypatrujący raf i zagrożeń.