OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

czwartek, 27 września 2012

193. W poszukiwaniu Oberwoźnego, czyli W cieniu gaju młodzi się miziaju (1/2)



Drodzy Czytelnicy! Dziś  zawędrujemy do szkoły, w której podziały kastowe są bardziej sztywne niż w dawnych Indiach, a nad wszystkim sprawuje pieczę Facet z Wielką Miotłą. Dowiemy się też, jak agresywna potrafi być męska koszula, do czego zobowiązuje wypicie kawy w towarzystwie szkolnego przystojniaka, a także, jak powinien być umeblowany zagajnik. Indżoj!

Analizują: Kura, Sineira i Jasza.

http://www.slodkiflirt.pl/forum/t6836,1-szukam-nataniela.htm


CZĘŚĆ 1:

Czułam się zagubiona w nowej szkole, jednak szybko zrozumiałam panujący tu porządek i zasady. Uczniowie dzielili się na kilka grup, różniących się między sobą tak bardzo, iż nie wypadało jednym rozmawiać z drugimi, a trzecim wolno było wszystko.
O, to całkiem jak w “Achai”. “Ludziom” wolno rozmawiać z “psami”, ale już nie z “nawozem”. To będzie opko o szkole, czy obozie niewolników?
Skoro mentalność taka sama, to nie ma wielkiej różnicy.

Z moich obserwacji wynikało, że pod szkołą, z papierosami w ręku stały "brudy". W większości mężczyźni, czasem ich dziewczyny, wszyscy ubrani w ciemne barwy i słuchający ostrego, ciężkiego metalu, względnie punka.
Wypraszam sobie, metalu słucham od podstawówki i zawsze dbałam o higienę!

Punkowcy byli jednak bardziej kolorowi, trzymali się mniej na uboczu lecz nie był to liczebny substrat uczniowskiej społeczności.
Nie był to również abstrakt. Ani kastrat. Ani ekstrakt. Ani antrakt. Ani żadne inne mądrze brzmiące, choć niekoniecznie sensownie użyte słowo.

Na korytarzach ławki zajmowały całujące się pary, a na stale rozłożonej scenie ustawiali się znani i lubiani chłopacy.
I tak stali przez całą przerwę.
A na szyjach mieli tabliczki z krótkim opisem.
No mówiłam, targ niewolników.

Czy ta scena rozkładała się na szkolnym korytarzu? Wzdłuż, czy w poprzek? Nie rozumiem...

Ułożeni i "czyści" a także bogaci, siedzieli w specjalnej stołówce,
Mieli specjalną stołówkę, aha...  i co jeszcze, może odrębne korytarze i siedzieli w ławkach po jednej stronie klasy?
Tak, bo oni byli czyści, więc mieli osobne ławki, by się nie pobrudzić.

co rusz kupując coś ze sklepiku szkolnego, którego [który] charakteryzowały bardzo wysokie ceny.
I tak futrowali bez przerwy, by na koniec roku szkolnego osiągnąć wagę młodego słonia.
Oszczędniejsi wymykali się do stołówki dla plebsu, gdzie sklepik był dotowany przez Unię i tak nie zdzierał.
Nie wiedziałam, że “bogaty” to synonim słowa “idiota”.

Sportowcy trzymali się razem, tak jako jak [i jako tako tak] "kujonki", najczęściej zagubieni chłopcy w okularach z nieprzystojnymi facjatami i chudymi nóżkami.
Nie dajcie Bogowie, by ktoś lubił jednocześnie sport i naukę. Albo łączył urodę z inteligencją. Nienienie, to niemożliwe. Od czytania nóżki chudną i juś.
Normalnie, podziały kastowe jak w dawnych Indiach... I absolutnie nie ma takiej opcji, by metalówa była z bogatego domu, a punk był znany i lubiany.
Albo kujon przy kości, który słucha metalu...
O, skąd znasz... Nieważne.

Pierwszego dnia poznałam także swoją klasę. Nie mogłam jednak zapamiętać imion wszystkich, którzy mi się tego dnia przedstawili. Zostałam przydzielona do najlepszej licealnej klasy akademickiej,
“Najlepsza licealna klasa akademicka”. Jasne, że Mary Sue nie mogła być przydzielona do normalnej grupy, ale aż dziw, że nie była to najlepsza klasa doktorancka.

gdzie stawiano na nas największy nacisk [ciekawe jak. Umieszczano uczniów w prasie, albo pod kafarem?] i traktowano jako towar eksportowy szkoły.
Takie plaskate miały największe wzięcie...
Hodowla korpoklonów. Ciekawe, czy wypalali im na zadkach numer inwentarzowy.

Trzeciego dnia obwieszczono mi, że jako nowa koleżanka, zostałam wybrana na przewodniczącą klasy.
Taaa, nie ma to jak wrobić nowego.
Zgłosili ją na ochotnika.

Był to pomysł mojego wychowawcy, bym samoistnie wdrążyła [wgryzła i wryła] się w życie nowej społeczności, który... niezbyt mi się spodobał, gdyż pełniąc taką funkcję, musiałam bezpośrednio załatwiać formalności z głównym gospodarzem szkoły.
...znaczy, z dyrektorem, tak?
Z głównym woźnym.

Gdy wysłano mnie do niego pierwszy raz, miałam nie lada misję do spełnienia - najpierw musiałam odkryć, jak on w ogóle wygląda...
Hihihi, to zupełnie tak, jak jeden z kolegów Małża, który poszedł po zaliczenie, nie zaszczyciwszy wpierw swą obecnością ani jednego wykładu. Miał pecha, bo gabinet był wspólny dla trzech osób...
A wiedział chociaż, jak wykładowca się nazywa? Bo popatrz, nasza boChaterka sobie tym drobiazgiem główki nie zaprząta.
Zakładając, że to Główny Woźny, szukała faceta z wielką, błyszczącą miotłą.
Nie, to by był Harry Potter.

Zapukałam do gabinetu, lecz nikt mi nie odpowiedział. Drzwi były niedomknięte, więc pchnęłam je lekko i weszłam do środka. Postanowiłam poczekać w środku, jednak przy jednym z krzeseł stał jakiś blondyn, nieco wyższy ode mnie, wyraźnie szamoczący się z koszulą.
Aaaa, to szkoła striptizu?
Koszula agresywnie się na niego rzuciła, wymachując rękawami i kłapiąc kołnierzykiem.
I zaczęła go dusić i pić pod pachami!

-#@@@$!&&###@#@$! Co z tym szajstwem? Zaraz mi się to oderwie i jak będę wyglądał? A muszę jeszcze go znaleźć!
Kwik, kwik. Miazmat mi podpowiada, że oberwoźny szarpie się nie z koszulą, a z gatkami.
A  jeszcze muszę go znaleźć (bo się gdzieś zapodział...)

Widząc, że chłopakowi widocznie puściły nerwy, chrząknęłam znacząco, by zorientował się iż jestem tuż obok niego. Blondyn odwrócił się zdenerwowany, zlustrował mnie wzrokiem i wrócił jakby nigdy nic do roboty z koszulą.
Matkoborskobiberosko, CO on robi z tą koszulą?!?
Szyje ją bezpośrednio sobie na ciele, by była jak najbardziej opięta i podkreślająca tors.

Westchnęłam, podeszłam do Niego [tego bóstwa] i spytałam : Przepraszam, co się stało?
-Widzisz, mam nową koszulę i za małą dziurkę, nie chce przejść mi ten diabelski guzik, męczę się z tym, wciskam, wciskam i taki z tego efekt, że odpadnie zaraz mi guzik, a szukam kogoś i...
Normalny człowiek ubiera się PRZED wyjściem z domu...
Może to szkoła tego typu, że gospodarze nadzy biegają?
Może on mieszka w tym gabinecie...?

-O, ja też szukam! Pomogę Ci z tym, w domu często szyję, powiększę ci tę dziurkę i poprawię doszycie guzika, tylko szybko, bo muszę załatwić coś ważnego.
Co prawda nie wie z kim, ale cóż to znaczy dla osoby umiejącej mówić do ludzi dużą  literą.
Do ludzi ze zbyt małymi dziurkami.

Chłopak najpierw popatrzył na mnie od góry do dołu, po czym stwierdziwszy, że mówię poważnie, ściągnął koszulę i podał mi z rezygnacją w oczach.
Wyciągnęłam z piórnika igłę i nitkę i skupiłam się na zadaniu.
Do tego stopnia się skupiła, że nie była w stanie zapytać, czy blondasek nie jest przypadkiem oberwoźnym. Widocznie ma, biedactwo, procesor jednowątkowy.
A znając logikę opek (oraz seriali młodzieżowych), pewnie jest.

Jednak kątem oka wyraźnie widziałam półnagiego blondyna, bezradnie krzątającego się po pokoju, nie wiedzącego, co ze sobą zrobić.
*podkrada się cichcem do gabinetu i włącza podkład muzyczny* Tańcz maleńki, tańcz!

Podałam mu koszulę, ten założył ją i chwycił do ręki końce z guzikami.
Nie raz w życiu człowiek zapinał koszulę, ale według tej instrukcji, to nie wiem, o co mogłoby chodzić.

Popatrzył na nie i mrucząc pod nosem "głupie guziki...." niezdarnie zaczął je zapinać. Gdy skończył, odwrócił się do mnie zadowolony, lecz zobaczywszy moją rozbawiona minę, spadł z tropu.
Ze stropu? A kiedy zdążył tam wleźć?
Z trapu? A kiedy zdążyli się teleportować na statek?

Okazało się, że pominął jeden guzik od góry i zapiął ją najzwyczajniej w świecie... krzywo.
Czy akcja aby na pewno odbywa się w szkole? A może to przedszkole lub nawet żłobek?
A sznurowadła zawiązał prawidłowo? Na kokardki, czy na supeł?
Aż cud, że nie związał sobie butów razem. No chyba, że ma na rzepy.

-No nie! - krzyknął.
Wybuchłam śmiechem, ale podeszłam do niego i zaczęłam poprawiać jego dzieło. Blondyn milczał. Gdy dotarłam do ostatniego guzika tuż przy brodzie dostrzegłam, że jego policzki są zarumienione.
Co się dziwisz? Zaczęłaś zapinać od dołu, to mógł się trochę spłonić.
Zmieszałam się, nie wiedziałam czy odejść od niego, czy coś powiedzieć, więc z rezultacie stałam tak tylko i patrzyłam w jego oczy.
Gapiła się jak cielę na malowane wrota, czekając na kolejne zadanie. Dobra niewolnica, dobra. *poklepuje boChaterkę po łebku*

Chwycił moją dłoń i ściągnął ze swej klatki piersiowej, drugą ręką przygarnął mnie do siebie jeszcze bliżej i wyszeptał mi do ucha - "Teraz jest tak, jak być miało..." Poczułam, że zaraz mnie pocałuje i nie myliłam się, złożył na moich wargach wilgotny i ciepły pocałunek.
Już wiem, już wiem! *podskakuje* To jest Liceum Imienia Christiana Greya!
Chyba raczej imienia glonojada...

Czułam się dziwnie, lecz jego bliskość podziałała na mnie bardzo rozgrzewająco... Spragniona, odwzajemniłam pocałunek.
Śluuurp.
Nie lepiej było iść do stołówki na herbatę?
Albo kupić sobie chińską zupkę na ostro.
O mujeju. Przecież ona miała załatwić coś urzędowego, jako przewodnicząca klasy, a nie migdalić się po gabinetach z Oberwoźnym!
A skąd wiesz, co tam w regulaminie szkolnym stoi?
Że tylko nagi Oberwoźny ma prawo dzwonić dzwonkiem na przerwie.

Wtedy nagle...

CZĘŚĆ 2
Wtedy nagle, do pokoju wpadł jak burza wysoki chłopak z długimi czerwonymi włosami.
*z nadzieją* Gerard Way?
*z dziką radością* Grell Sutcliff!
Niestety - Michał Wiśniewski...

Zobaczywszy nas, zatrzymał się i uniósł jedną brew. Odskoczyliśmy od siebie, blondyn był chyba bardziej zmieszany niż ja, bo gdy się odezwał, jego głos wyraźnie drżał:
- [ekhm] Czego tu chcesz?
I dlaczego wymachujesz nożyczkami?

- Z TEGO, CO WIEM, jest to pokój gospodarza szkoły i MOGĘ tu przychodzić. Ale widzę że tu nie załatwia się spraw dotyczących liceum tylko flirtuje! Fiu fiu!
-Kastiel ty żmijo! Mów czego chcesz, a nie pouczaj mnie.
Gdybyś przeczytał regulamin, to byś wiedział, że nowa uczennica musi oddać należny hołd Głównemu Gospodarzowi Szkoły!
Każda szkoła ma pod tym względem swoje zwyczaje; tu obrzęd polega na przyszyciu guzików i zapięciu koszuli, ot, co.

-Oh oh oh! Wielki pan porządny w końcu sam dostał po uszach! [Ale że jak, od kogo? Przegapiliśmy coś?] I nie mów mi, co mam robić, w końcu mimo że jestem zwykłym uczniem, też mam prawo wolnego słowa.
Jak również Prawo dziwnej frazeologii.

Ciesz się, że nie spadłem tak nisko, by ci zwyczajnie w świecie wpier...
Masz prawo, masz, ale go nie nadużywaj.

-Kastiel, koniec! - przerwał mu blondyn - Z czym tu przyszedłeś?
-Przyszedłem w sprawie formalnej, do głównego gospodarza, ale widzę... Eh, nie ważne-W tym momencie dopiero Kastiel zwrócił na mnie uwagę.
Taaak? To o co była ta napinka i teksty o flirtowaniu, skoro dopiero teraz zauważył boChaterkę?
Może kolega miał zwyczaj flirtować ze swoimi Niewidzialnymi Przyjaciółkami...
I szamotać się z koszulą.

Najpierw zlustrował mnie wzrokiem
a po chwili jeszcze zlustrował węchem, słuchem i smakiem?
po czym uśmiechnął się niemalże niezauważalnie - A ty mała co tu w ogóle robisz, co?
Wiesza firanki, nie widać?
Sprząta, zmywa, guziki przyszywa.

Jesteś nowa, na pewno, wcześniej nigdy Cię nie widziałem.
Rada, że w końcu mogę się odezwać, odpowiedziałam- Tak, jestem tutaj dopiero od kilku dni. Z poprzedniej szkoły musiałam się przenieść, bo zmieniłam miejsce zamieszkania.
-Nie, żeby mnie to interesowało, ale spoko Mała. Jestem Kastiel.
Mała to jest twoja... khem, chciałam powiedzieć: mała to jest walizka, a ja jestem niska.

-A ja Sensimila. Z Unimila.
Brawo, aŁtoreczko. Imię bohaterki oznacza ni mniej ni więcej tylko kwiat konopii indyjskiej. Jesteś idiotką czy tylko ją udajesz? (Wybaczcie, szlag mnie trafia jak widzę gówniary szpanujące dragami.)

-Powiem Ci jedno, nie zadawaj się z nim - tutaj palcem wskazał na blondyna - a teraz narka.
narka, nerka i trzytrzustki.
Chłopak wyszedł, trzaskając drzwiami. Po chwili blondyn podszedł do mnie i zmieszany, drapiąc się po głowie powiedział, nie patrząc mi w oczy - Wybacz, że musiałaś być tego świadkiem. Widzisz, ja i Kastiel nie przepadamy za sobą, on uważa że jest bezkarny i może wszystko, a ja jednak mam inne zdanie na ten temat...
… i uważam, że to JA jestem bezkarny i to MNIE wszystko wolno.

I wybacz za... No wiesz. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, normalnie nie jestem żadnym zboczeńcem, który całuje nowo poznane dziewczyny.
Co ja co, ale całowanie przedstawicielek przeciwnej płci tego samego gatunku nie jest zaliczane do zboczeń nawet przez skrajnych fundamentalistów. No chyba że jest...
“Zboczeniec” w języku gimnazjalnym jest po prostu odpowiednikiem “erotomana”.

Aha! Dziękuję także za te przeklęte guziki. Może w nagrodę za wszystko mógłbym dla odmiany teraz to JA w czymś Ci pomóc?
O, guziczek na biuście masz krzywo zapięty, poprawię!

W pierwszej chwili nie wiedziałam co powiedzieć. Nie spodziewałam się tylu wrażeń w ciągu jednego dnia.
Łomatko, wrażenia jak cholera, normalnie można umrzeć z nadmiaru emocji.
Wiesz, może to fetyszystka guzików, czy cuś...
Małych dziurek.

Postanowiłam sama znaleźć głównego gospodarza jutro, nie włączając w to osób trzecich, gdyż obawiałam się kolejnych niespodziewanych obrotów spraw.
Bo na przykład osoba trzecia mogłaby ją wepchnąć pod pociąg, oblać farbą, zastrzelić lub nawet - o zgrozo! - powiedzieć, jak się nazywa oberwoźny i pokazać jego zdjęcie!

Podziękowałam więc blondynowi, jednak przy wyjściu, olśniło mnie. Wychyliłam się za drzwi - Właściwie to mam jedno pytanie...
-Tak?
-Jak masz na imię?
Ooo, czyżby oświecenie spłynęło na naszą boChaterkę?
E, coś jej zakołatało, że trzeba wiedzieć, z kim się całuje.

Blondyn roześmiał się i znów podrapał po głowie - Wybacz! Nie przedstawiłem się! Nataniel, mam na imię Nataniel. A ty Sensimila, dobrze zapamiętałem?
- Tak, dobrze. To ja już idę... - wysłałam mu pożegnalny uśmiech i wyszłam z pokoju.
Taaa, oświecenie. Chyba żarówką.

Po powrocie do klasy nikt nie chciał mi uwierzyć, że nie znalazłam GGS* w tak długim czasie. Jednak gdy ktoś stwierdził, że jestem nowa i mogłam nie trafić, klasa dała mi spokój.
I nie znalazł się nikt, kto by jej powiedział, jak ma na imię rzeczony GGS. Ja pitolę...
___________________
*GGS - główny gospodarz szkoły albo Główna Gminna Spółdzielnia.

część 3
Następnego dnia już z samego rana postanowiłam wykonać powierzone mi wcześniej zadanie. W tym celu udałam się na korytarz, by jeszcze raz upewnić się, że pokój po prawej jest siedzibą GGS i wejść do środka.
Następnie udałam się w kierunku drzwi, aby dokonać próby ich otwarcia przy pomocy narzędzia zwanego potocznie klamką, upewniwszy się uprzednio, iż nie dokonano jej demontażu w celu wprowadzenia mnie w błąd..
Labirynt Minotaura w porównaniu z tą szkołą to pryszcz.

Nie zdążyłam jednak podejść do drzwi pokoju, gdyż ktoś chwycił mnie mocno za ramię i przyciągnął do siebie, sprawiając mi ból w łopatkach. W pierwszej chwili chciałam krzyknąć, ale opamiętałam się.
No oczywiście, bo napadniętej kobiecie nie wypada drzeć japy, to dobre dla plebsu.

Wzięłam głęboki oddech i wyszarpnęłam się agresorowi. Gdy odwróciłam się twarzą do niego, okazało się, że to Kastiel.
-Dlaczego łapiesz mnie w ten sposób? O co ci chodzi? - wykrzyknęłam do niego, niemalże opluwając mu twarzyczkę - To bolało, wiesz?

Kastiel popatrzył na mnie zbity z tropu - Bolało? Ah, wybacz... Nie jestem w pełni świadom swojej siły - tutaj zginał i rozprostowywał palce, patrząc na nie - chyba faktycznie stałem się silniejszy od kiedy...
Kuro, co obstawiasz? Wampira czy wilkołaka? *ziewa dyskretnie*
Glonojada.

Ale nie ważne - tutaj zawiesił wzrok na mojej osobie- chodziło mi o to, byś się tutaj nie kręciła. Możesz wpaść na Nataniela, a tego bym nie chciał.
Heloł, chodzicie do tej samej szkoły, wpadania na siebie nie da się uniknąć.
Bo jak wpadniesz NA niego, to możesz też wpaść Z nim, a niestety, nie tolerujemy ciąży w naszej super-hiper-wypasionej eksportowej klasie. Zapamiętaj sobie.

Uniosłam jedną brew - Bo co? Nataniel nic mi złego nie zrobił - odpowiedziałam zadziornie, lecz w tej chwili przypomniał mi się tajemniczy pocałunek złożony mi w ramach silnych emocji towarzyszących zapięciu koszuli..
*Sine rży radośnie w ramach silnych emocji towarzyszących rąbaniu drewna zwanego opkiem*
Matko, ten to ma fascynujące życie!
Gdyby zasznurowała mu trampki, to emocje kazałyby mu pewnie odgryźć jej ucho.

Spłonęłam rumieńcem, co nie obeszło uwadze Kastiela.
Tłumacząc z aŁtoreczkowego na polski: nie uszło jego uwadze, ale go nie obeszło.

-Uuuu... Czyżby? Kiedy wszedłem do pokoju, widziałem coś innego.
-Co niby widziałeś? Stałam tylko obok niego!
-Oh tak i to bardzo blisko. A jego usta, gdy na mnie krzyczał, były dziwnie zaczerwienione. Wykorzystał cię jako tarkę do ust i niecnie pozostawił na tobie swój złuszczony naskórek!
Odwrotnie, ona pozostawiła na nim swoją szminkę...

Wykorzystał Cię, chociaż jesteś tu nowa.
Zazwyczaj wykorzystuje weteranki.
Na nowe obowiązuje tydzień okresu ochronnego.

Słowa Kastiela mnie ogłuszyły. Nataniel... wykorzystał? Do tej pory patrzyłam na to zupełnie inaczej, traktowałam to jako uroczy przejaw emocji, jako coś słodkiego... Ale to chyba była prawda.
Taaa, on ją emablował, a ona się opierała... o biurko. Przypomnijmy: “Spragniona, odwzajemniłam pocałunek.”

Nie powinien tak nagle wyskakiwać do mnie z językiem (jak pies jakiś!), zwłaszcza, że pomogłam mu z koszulą.
Raczej z dziurką zbyt małą, by wszedł w nią duży guziczek

Potraktował mnie jak pierwszą lepszą... dziurkę. TAK! Kastiel miał w zupełności rację. Tylko jedno mnie teraz zastanawiało...
Czy miał mononukleozę, półpasiec, ospę, opryszczkę lub żółtaczkę.

-Ej, dlaczego się tak o mnie martwisz? A może zazdrosny jesteś, co?
Kastiel skrzyżował ręce i pokręcił głową - Miałbym to gdzieś, gdyby to był inny chłopak. Całuj się z kim chcesz, tutaj nie chodzi o Ciebie, ale o Niego. [Kurze włącza się yaoiradar] Nie lubię tego typa i postanowiłem, że będę przed nim chronił nieświadomych jego piekielności osób [od Mrocznego Dopełniacza zachowaj nas, Panie!] , a już szczególnie takie małe, bezbronne dziewczynki, jak Ty.
Aha, aha...
Będzie jej strzegł jak lis gąsek.


______________________________________________________

Po szkole chcąc odsapnąć, założyłam adidasy i zabierając butelkę do ręki, wyszłam z domu z zamiarem pobiegania i zwiedzenia okolicy.
Gdy zrobiłam już dwa kółka wokół domu, postanowiłam poszerzyć  moją trasę. Udałam się w stronę majaczącego mi z oddali lasu.
Z oddali, to las mógł najwyżej przesłać jej całuska. Jeśli majaczył, to W oddali.

Po drodze zobaczyłam, że będę musiała minąć zagajnik Przez zagajnik do lasu! z ustawionymi ławkami i belkami zamiast krzeseł.
Zdziwiła się, bo do tej pory sądziła, że zagajniki składają się raczej z młodych drzew, a tu taka niespodzianka!
A to nie był żaden zagajnik, tylko szkółka meblarska.
W normalnym zagajniku stoją krzesła. Tjaaa... wyściełane. I serwantki.

Było tam dosyć dużo ludzi, wszystkich w młodym wieku.
Co tych wszystkich młodych? Zjedzono?

Zwolniłam kroku zastanawiając się, czy warto ryzykować pakowanie się w kłopoty. Jednak było już za późno, dwoje chłopców (oraz dwóch dziewczynków) mniej więcej w moim wieku zdążyło już mnie dostrzec. Popatrzyli na mnie i zaczęli krzyczeć do swej grupy o moim towarzystwie.
Musieli zaanonsować jej przybycie.

Nie było odwrotu, uniosłam brodę i przyspieszyłam kroku.
Gdy byłam już bliżej zauważyłam puste opakowania po chipsach, puszki i butelki po trunkach (takich jak Kubuś lub, o zgrozo, bluźniercze Frugo!). Wszędzie panował brud (i drzewa były takie niechlujne), lecz nikomu to najwyraźniej nie przeszkadzało. Młodzież bawiła się do muzyki puszczanej z jednego telefonu komórkowego.
Zamiast wziąć odkurzacz, mopa i jakoś posprzątać w tym zagajniku.

-Hej, ty, eee niebieska! - zawołał do mnie jeden "wesoły" chłopak - chodź tu, alebo [azali wżdy?] przyjdziemy po Ciebie! - zarechotał obrzydliwie.
Imperatyw opkowy w natarciu,
Zawsze sprzyja gwałtownemu starciu.
RyceŻu na białym hors,
Szybko napinaj tors,
Odpalaj rumaka i pędź na ratunek,
Bo twą przyszłą lubą spotka wnet frasunek!

Oczywiście przyspieszyłam kroku nie w tę stronę, co chciał.
Zawróciłaś i pobiegłaś w stronę domu, prawda? Prawda?!?

Wyraźnie poruszony chłopak wstał, zachwiał się i upadł,
To musiał być naprawdę poruszony. Pewnie jakie trzęsienie ziemi było.
Nagły atak grawitacji.

lecz po minucie znów wstał
Nic to, że przez minutę leżał jak ściera.

i wydał rozkaz swoim kompanom, by po mnie przyszli. Nie wiedziałam, co robić, głupiutka mała dziewczynka.. Kastiel miał rację. Oby tylko nic mi nie zrobili, nie mam gdzie uciec!
Mijany zagajnik nagle dostał nóg i osaczył boChaterkę, znienacka i podstępnie obrastając ją krzakami jeżyn i mchem, który się płożył szybciej niż ona biegła.
A przez tę minutę stała i czekała, co się stanie?

Chłopcy podeszli do mnie (a szli szybciej niż biegłam, bo mieli siedmiomilowe buty) i zaczęli zaczepiać.
-Maleńka, skąd ty tutaj? Co tu robisz? - powiedział wysoki ciemnooki brunet, trzymający papierosa w ręku. Wtórował mu niski rudzielec - No co? No co? Nie znamy Cię!

http://i.imgur.com/ucQye.jpg

Zdobyłam się na odwagę :
-Jestem Sensimila. Mieszkam tu od niedawna, jestem tu nowa i...
Jak ładnie, że przedstawiła się napastnikom. Nie będą przecież obcej zaczepiać.

W tym momencie doszedł do nas Kastiel. Szczerze mówiąc, był ostatnią osobą, której bym się tu spodziewała, niemniej jednak jego obecność dodała mi otuchy.
Bo ładny i czysty krzywdy ci nie zrobi
Z tej jednej, prostej przyczyny
Zbyt piękna markowa szata go zdobi
By rzucać się z tobą w maliny.

-Zostawcie ją, ona jest moją znajomą - na te słowa chłopcy odsunęli się ode mnie zniechęceni i wrócili do grupy.
A co ich tak zniechęciło?
Znajome Kastiela były jakieś takie nieteges i nie dodawały punktów do lansu.

-Co tu robisz sama? - zapytał, przechylając głowę na bok.
-Mieszkam niedaleko i chciałam pobiegać...
-Aha. Nie przejmuj się tymi głupkami. Tak naprawdę tylko udają cwaniaków, gdy tak na prawdę to zwykli tchórze. Przyłącz się do nas. Jest miło, powinno Ci się spodobać, przedstawię Ci wszystkich.
Jest miło, uwierz mi. Jesteśmy głupkami i tchórzami, udajemy cwaniaków i zaczepiamy przechodzące panienki, powinno ci się spodobać.
Chyba powinna się obrazić, nie sądzicie?

Resztę wieczoru spędziłam w towarzystwie znajomych Kastiela.
Zaczepiała panienki i uczyła się udawać cwaniaka.

Co ciekawe, czerwonowłosy cały czas stał przy mnie, zagadywał mnie i widząc zazdrosne docinki kolegów, wydał się być dumny.
A słysząc ich zazdrosne spojrzenia  wydawał się być na haju.

Na koniec odprowadził mnie do domu i w drzwiach wyraźnie nachylił się do mnie, patrząc mi na usta. Lekko rozchylił swoje (zionął alkoholowym wyziewem i niewiele brakowało, a byłby ją pozbawił przytomności) lecz potrząsnął głową i się zaśmiał.
-Wybacz, złapała mnie zamułka. To przez to, ile wypiłem, nie przejmuj się. Jesteś dużą dziewczynką więc Cię tu zostawię i nie myśl sobie że chciałem zrobić to samo, co ta żmija w blond włosach. Po prostu się zamyśliłem, nara.
Spadówa, smarkulo.
Niegodnaś ust moich.

Zrobił to samo, co wcześniej na korytarzu. Po prostu się odwrócił i zniknął.
A to ci afront!

Część 4

Minął już tydzień  od pierwszego dnia w szkole. Co mnie cieszyło, nikt nie przypasował mnie do grupy kujonów,
Zaraz, przecież wylądowała w “klasie akademickiej”, czyli wśród najlepszych z najlepszych uczniów i jak nic - kujonów!

a awansowałam do miana "fajnej laski" przechadzającej się po korytarzu.
Mnie się to kojarzy z “fajną laską” przechadzającą się po poboczu.
Hierarchia wśród fajnych lasek: najwyżej są te przechadzające się po scenie, później te po korytarzu, następnie te siedzące na ławkach pod ścianami i wreszcie te, co siedzą na podłodze; już właściwie wcale niefajne, prawie kujony.

Jednak, co mnie poczęło martwić, zaczęto mnie kojarzyć z "brudami", o których napisałam na samym początku. Stało się to tak dlatego, iż po spotkaniu w zagajniku wszyscy znajomi Kastiela mówili mi "cześć" w szkole, zagadywali i kiwali na przerwach z uśmiechami zachęcającymi do podejścia i wspólnego przesiedzenia czasu wolnego.
Dobrze wychowani ludzie zwykli pozdrawiać znajomych, ale “fajne laski” uważają się widać za coś lepszego.
No jak oni śmią w ogóle pozdrawiać osobę z wyższej kasty, pariasy jedne.

Nie chciałam tym towarzystwem gardzić, jednak oni mnie trochę przerażali, dlatego też gdy mi się to udawało, znikałam im z oczu i schronienia szukałam gdziekolwiek to było akurat możliwe.
A trzeba było podejść, zagadać, może przekonałabyś się, że metale nie kopią każdego napotkanego człowieka, punki nie częstują na dzień dobry narkotykami, a całe towarzystwo razem wzięte nie śmierdzi...
Pfff, hrabianka miała zadawać się z plebsem?

Dziś długą przerwę spędzałam w bibliotece. Nigdy szczególnie nie interesowały mnie lektury szkolne (to widać, słychać i czuć), więc jedynie udawałam zainteresowaną, przechadzając się od półki do półki. Gdy jednak zobaczyłam (pełen politowania) wzrok bibliotekarki, szybko wzięłam pierwszą lepszą książkę i usiadłam na krzesło pod oknem.
Miałam tutaj akurat widok na dziedziniec, po którym przechadzało się moje "ulubione" towarzystwo. Przynajmniej widziałam, że mnie nie szukają.
Zupełnie jakbym widziała moją niezbyt mądrą sąsiadkę, podskakującą w miejscu za każdym razem gdy sąsiad - stary panczur - powie jej “dzień dobry”. Ona od lat zachowuje się jak idiotka, on od lat ma z tego niezły ubaw.

Ktoś wszedł do środka. Niestety, nie widziałam kto - wybrałam nieszczęśliwe miejsce tyłem do drzwi. Mimowolnie więc odwróciłam głowę i... zamarłam. W bibliotece był Nataniel, szukał czegoś i schylił się przy półce kilka metrów koło mnie. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać - po tym, co powiedział mi Kastiel stwierdziłam, że faktycznie mnie wykorzystał, bezkarnie mnie całując.
PotFFForność, potFFForność, wytocz mu proces!
Paczpani, jakie zgodne dziecko, przecież na początku jej się podobało!
W tym przypadku trudno mówić o praniu mózgu.

Postanowiłam zachowywać się naturalnie i na niego nie patrzeć, lecz w tej chwili on już mnie zauważył.
-Oh cześć Sensimila!
Zaczerwieniłam się. Czy on musi tak krzyczeć? Jestem tuż obok.
-No hej, Nataniel...
-Co się z Tobą dzieje? Nie widuje Cię ostatnio. Chyba się mnie nie boisz?
Sensimila obrzuciła jego koszulę spojrzeniem pełnym obawy i nieufności.
- Ciebie nie. - powiedziała - Ale ta twoja koszula szczerzy do mnie guziki i macha kołnierzykiem!

Chyba spodziewał się uśmiechu, bo moja zacięta mina trochę go zmieszała.
-Oj... Sensi, wybacz za tamto... Nie chciałem Cię pocałować.
To koszula mnie zmusiła.
Wisiała mi na karku i szeptała groźnie: “Całuj ją, całuj! Bo cię uduszę!”

To znaczy chciałem, ale nie w takiej chwili. To znaczy mogłem nad tym zapanować, eh... [Mogłem Się Powstrzymać Ale Nie Chciałem] Nie wiem, co Ci powiedzieć. Przepraszam. Wybacz, ale wiedz że to do mnie niepodobne!
-Dobra, Nataniel. Nic się nie stało.
*wyciąga pompony i spiewa*
Nic się nie stało, Nataniel, nic się nie stało,
Nic się nie staaało, Nataniel, nic się nie staaaało!

-Serio? Jakoś nie wyglądasz na zadowoloną.
-Bo dziwnie się z tym czuję. Kastiel powiedział, że mnie wykorzystałeś!
Bo tak sama z siebie to właściwie wcale nie czułam się wykorzystana, ale wiesz, skoro on mi powiedział, co mam czuć i co na ten temat myśleć, to przecież nie mogłam go nie posłuchać...

- krzyknęłam, lecz w tej chwili pożałowałam swoich słów. Nie dosyć, że zwróciłam na siebie uwagę bibliotekarki, to jeszcze Nataniel zrobił się cały czerwony.
-Kastiel? Ta czerwona małpa... ( i nieodrodny syn małpy w czerwonym) Że też cały czas nie może mi odpuścić! Zachowuje się tak niedojrzale, jak zwykły dzieciak! Słuchaj - wcale nie chciałem Cię wykorzystać. To nie był zwykły impuls i puff, zapominam o Tobie. Jesteś śliczną, miłą dziewczyną, gdybym mógł, pocałowałbym cię jeszcze raz. Nie jestem typem faceta, który bajeruje wszystkie laski w okół... (oraz wszystkie kosturki w zagrodę)  To raczej Kastiel miał już pełno dziewczyn, z każdą z nich zerwał po pewnym czasie. Wiem, jaki on jest, bo byłem kiedyś …
… jego dziewczyną. (Zapamiętajcie me słowa!)

Ale nie ważne. Nie wierz mu.
-Słuchaj, jestem skołowana... Nie wiem, co o tym myśleć.
-Może dałabyś się zaprosić na wycieczkę krajoznawczą po szkole?
Zwiedzimy gabinet od biologii i salę fizyczną... I wiesz, na strychu mamy obserwatorium astronomiczne, z prawdziwymi teleskopami!
A w piwnicy... A nie, piwnicę na razie zostawimy w spokoju.

Wiem, że zacząłem nasza znajomość od złej strony, ale chętnie wrócę na linię STARTu.
Strategic Arms Reduction Treaty. Zawrą porozumienie, na mocy którego Nataniel zredukuje liczbę strategicznych wyrzutni.
Takich wyrzutni?

Pewnie nie widziałaś jeszcze wszystkich miejsc w mieście, co? Chętnie Ci je pokażę. Proszę, potraktuj to jako moje przeprosiny.
Cóż miałam zrobić? Zgodziłam się. Nie miałam wyjścia, jeszcze by mnie zabił albo co. Cały czas jednak, nawet kładąc się tego dnia spać, brzęczały mi w uszach słowa "gdybym mógł, pocałowałbym cię jeszcze raz".
Słowa kładły się spać i brzęczały, wiercąc się na swych miniaturowych łóżeczkach.

Czy to znaczyło, że spodobałam się Natanielowi? Pewnie tak. Co czekało mnie jutro na zwiedzaniu miasta? Dlaczego Kastiel tak mnie zmanipulował, opowiadając o Blondynie? Czekałam na następny dzień, ciekawa odpowiedzi.
Najpierw K. jej wytłumaczył,
Że N. ją zmanipulował.
Potem N. ją obsobaczył,
Że wierzyła w jego słowa.
Potem znowu K. się zjawi
I ją - siup! - zmanipuluje,
Lecz nim ona się przestawi,
N. jej umysł zresetuje.
I tak w kółko, dalej, dalej
Ten tamtego wciąż przegania,
Weź tu człeku nie oszalej
Gdy własnego nie masz zdania!

Wybaczcie za to wyłączenie się i stagnację *.* Już powracam z moim lekkim opowiadankiem!
Lekkim jak żelbecik.

Nyya! Wybaczcie za te przenośnie biblijne (i nie tylko) na końcu, lecz z uwagi że nie ma tu być erotyki - pojawiła się poezja miłosna. Mam nadzieję, że są tu dojrzałe osobniczki które zrozumieją, co też miałam na myśli.
Nie. Będziesz musiała nam to rozrysować.

CZĘŚĆ 5

Kolejny dzień przyniósł nieoczekiwany obrót spraw.
Nataniel pojawił się pod szkołą idealnie co do minuty o godzinie, w której kończyłam lekcje. Trochę mnie to zdziwiło, więc zapytałam się go, skąd wiedział o której kończę.
-Ależ Sensi... Ja przecież jestem GGS, mam plany wywieszone w swoim pokoju. Dlaczego się czerwienisz?
Bo dotarło do niej, że jest bezdennie i nieodwracalnie głupia.

-A... szkoda gadać, do teraz nie wiedziałam, że to właśnie Ty jesteś gospodarzem i wynikały z tego pewne komplikacje...
… a punkty akcji mi się skończyły i nie mogłam zapytać jak człowiek.

-Hhaha - roześmiał się pogodnie Nataniel - no tak, mogłaś nie wiedzieć!

Zwiedzaliśmy miasto. Pokazał mi muzeum, bazar, siedzibę banku, park miejski [nie wiem dlaczego dlaczego siedziba banku czy bazar mają być godne pokazywania. No wiesz, bazar, sama egzotyka! I czeską wódkę można taniej kupić...] i na samym końcu zaprowadził do przytulnej kawiarenki, gdzie zamówił dla nas kawę i ciasto. Zaimponował mi tym, gdyż poczułam się jak na prawdziwej randce.
Jak niewiele potrzeba, by zaimponować licealistce. Jeśli kawa i ciastko to randka, to kebab oznacza co najmniej zaręczyny, a kino i popcorn muszą się skończyć ślubem.

To było bardzo przyjemne uczucie...  Wykorzystując chwilę błogości, postanowiłam go spytać o Kastiela, jaki też miał powód, by nastawiać mnie przeciwko Jemu.
O rany, przegapiłam jakąś dyskusję teologiczną?
Jem - to lokalne bóstwo błędnej deklinacji.  

Zdziwiła mnie odpowiedź blondyna.
-Widzisz, kiedyś byłem z nim blisko.
Tak, już mówiłeś, byłeś jego dziewczyną.

-Przyjaźniliście się? Aż nie chce mi się wierzyć!
-Blondyn zarumienił się i podrapał po głowie -
No eeee, tak. Przyjaźniliśmy. Ale to stare dzieje, stara historia, było - minęło. Wolę o tym nie opowiadać, chyba mnie rozumiesz.
Teh Trauma.

Gdy skończyliśmy pić kawę, poszliśmy wzdłuż ulicy wprost do mojego domu. Musiałam przyznać, że świetnie to zaplanował - wycieczka kończyła się dokładnie pod moimi drzwiami.
No geniusz planowania po prostu, jak on na to wpadł?
Nieprawdopodobna wprost organizacja logistyczna. Inaczej minęliby jej dom i musiałaby wracać kilkadziesiąt metrów.
ZA - STO - METRÓW - BĘDZIESZ - U - CELU.

-To by było na tyle... Podobało Ci się?
-Moje oczy roziskrzyły się (co stwierdziłam spojrzawszy w lusterko)  - No pewnie! Pokazałeś mi tyle świetnych miejsc, dziękuję.
-A więc jesteś zadowolona?
-O tak...
-No to.. - blondyn wzruszył ramionami jakby z rezygnacją - ... to ja idę.
Liczył na to, że Sensimila zaproponuje mu oglądanie kolekcji znaczków, a tu klops.

Już się odwracał na pięcie, już miały zniknąć mi z horyzontu jego oczy (już los okrutny rozdzielić nas miał na wieki), gdy impuls sprawił, że chwyciłam go mocno za ramię i zmusiłam do odwrócenia się. Popatrzył na mnie zdumiony, nie wiedząc, o co chodzi.
Wiesz, mam kolekcję znaczków i motyli, i takie fajne obrazki z papugami...

-Nie chcę się z Tobą jeszcze żegnać, zostań... - wyszeptałam. To ostatnie, co zapamiętałam myśląc jeszcze jasno. Pamiętam jeszcze tylko jego rozszerzone źrenice i rumieńce na twarzy.
No ładnie. Co było w tej kawie?
Coś z prywatnych zapasów Sensimili, z tej hodowli na parapecie...
A potem opadła kotara niepamięci i Sensimila osunęła się w mrok.

Tego dnia wylądowaliśmy razem w moim pokoju. Nie wiem, jak to się stało, ale już od progu zaczęliśmy się całować. Łóżko stanowiące rekwizyt naszego zespojenia warg przytulało nas satyną, gniotąc się pod naszym ciężarem.
O kur... tka na wacie, (satynowy) płaszcz. Niezły teatr (bo skoro rekwizyt...) tam musieli odstawić. Muszę jednak zauważyć (z niejaką złośliwością), że zespojenie warg w łóżku (bo skoro rekwizyt...) kojarzy mi się raczej z parą jednopłciową.
Zaaaraz, to ona poszła z nim do łóżka za ciastko i kawę? Nie będę się wyrażać, nie będę się wyrażać... *oddala się, mrucząc pod nosem słowa powszechnie uznawane za pięcioliterowe*
Nie no, nie przesadzaj, nigdzie nie jest powiedziane, że ZA. Po prostu ciastko i kawa tak ją oszołomiły.... eee, nie, to nadal się kupy nie trzyma.

Nataniel obsypywał mnie wieloma, ach, wieloma pocałunkami... Poczułam się zawstydzona, gdy  otworzył przede mną drzwi do (wychodka?) raju i podał mi ogniście czerwone jabłko grzechu.
Mnie się to bardziej z truskawką kojarzy, jeśli już.
Nikomu już ufać nie można, nawet facetowi, którego imię znaczy “Dar od Boga”... *wzdycha ciężko*

Lecz tym razem to ja byłam Adamem i nie myślałam o konsekwencjach, a skosztowałam i oblizałam wargi.
Więc Nataniel był jednak dziewczyną!
Które wargi?
No raczej nie swoje, w końcu to nie jest opko o chińskich gimnastyczkach.

Krzyk zastygł w powietrzu, zdawało się, że wokół nas było ono tak ciężkie i gęste, że mogłabym ciąć je nożem. Ciemność... była na góra kadłuba a nogi były w jasno.
Z wysiłku oczy jej pękły.

Upojeni, leżeliśmy przytuleni do siebie. Przeszła mi przez głowę druzgocząca myśl, że od teraz coś się zmieni.
Bo macierzyństwo zmienia życie, to fakt.

Rusza lawina wydarzeń. Tak naprawdę, nadal w to nie wierzyłam...

C.D.N


Z umeblowanego zagajnika pozdrawiają: Sineira udająca cwaniaka i zaczepiająca panienki, Jasza z bardzo drogim batonem ze sklepiku dla VIPów i Kura przeganiająca uczniów wielką, błyszczącą miotłą,
a Maskotek przechadza się po scenie na korytarzu i słucha metalu.