OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

czwartek, 21 stycznia 2016

306. Król Miękka Pipa i bezczelny niewolnik, czyli budujcie wyższy mur, rymarze! (Arena 2/2)




Drodzy Czytelnicy!
Witamy w kolejnej części opowiadania “Arena”. Tym razem analiza będzie dość długa, gdyż postanowiliśmy za jednym zamachem rozprawić się z resztą tego dzieUa i przejść do jakiejś przyjemniejszej tematyki.
Trzeba przyznać, że aŁtor miał oryginalny pomysł na głównego bohatera. Pisarze zazwyczaj starają się wyposażyć swoich protagonistów - nawet jeśli piszą o przestępcach i draniach - w jakieś minimum pozytywnych cech, aby czytelnik mógł choć trochę z nimi sympatyzować. AŁtor postanowił nie iść tą drogą – i stworzył jedną z najbardziej obrzydliwych postaci, o jakich kiedykolwiek czytałam. Nawet biorąc poprawkę na to, że nie można wymagać za wiele od osobnika, który od dziecka wychowywał się w brutalnym świecie gladiatorów – Nataniel i tak pozostaje ohydnym małym gnojkiem. Żebyż jeszcze był fascynującym skurwysynem jak postacie Tarantino! Niestety, do końca jest płaski jak kartka papieru i drewniany jak ludowy świątek.
A ja się w tym miejscu pożegnam.
Zaczynając tę analizę nie znałam innych tekstów Dariusza Tychona. Nie wiedziałam, kim jest, co w życiu robi, jaki ma stosunek do otoczenia. Nie interesowało mnie to. Staram się zawsze analizować tekst w sposób obiektywny, sine ira et studio.
Ponieważ jednak autor dokonał bardzo ekspresyjnej autoprezentacji, dowiedziałam się o nim rzeczy, które uniemożliwiają mi dalszą pracę nad jego tekstem. Nie jestem w stanie obiektywnie komentować tekstu wiedząc, że autor uważa bicie własnego dziecka po twarzy za coś, czym można i należy się chwalić publicznie. Nie mogę mieć pewności, że obrzydzenie, jakie budzi we mnie tzw. domowa dyscyplina, nie będzie rzutowało na mój odbiór opowiadania. Nie mogę zapewnić Was, drodzy czytelnicy, że stosunek autora do kobiet nie odbije się na moim stosunku do "Areny", zwłaszcza w świetle tego, co będziecie mieli okazję przeczytać w drugiej części analizy.
Nie mogę się podjąć czegoś, czego nie jestem w stanie wykonać obiektywnie, solidnie i bez bluzgów, w związku z czym chwilowo znikam. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
Za to opeczkiem zajmę się ja. Na swoim blogu omawiałam już różne wypryski “samcuff alfa” spod znaku “baby są gupie bo tak”, wypociny autora tego opka nie są pod tym względem specjalnie oryginalne. W sumie najbardziej fascynujące jest, jak temat bicia i upokarzania kobiet (oraz męskiej supremacji) pojawia się w praktycznie KAŻDYM opeńku pana Tychona. Niestety, w życiu obowiązuje zasada - jeśli musisz ciągle powtarzać wszystkim, że masz władzę nad czymkolwiek, to oznacza, że wcale jej nie masz. I z tą sentencją zaczynamy omawiać resztę Arenki.


Pierwsza część analizy jest tutaj.


Ponieważ to opko było naprawdę twardym orzechem do zgryzienia, aby jakoś przetrwać, wrzucaliśmy w różne miejsca analizy focie ładnych panów i pań. Mam nadzieję, że Wam też pomogą :)


Indżojcie!

Analizują: Kura, Jasza, Babatunde Wolaka i Q.


Pamiętamy, że Garido określany był jako potężny i despotyczny, a także okrutny i mściwy? Zobaczmy więc, jak odnajdzie się w tej sytuacji.


Rozdział 6
Jak  nietrudno  się  domyślić  ostatnia  walka  okazała  się zwycięską dla Nataniela. Nawet wyszedł z niej naprawdę ogromną ręką, bez większych ran.
Hellboy???


Ta naprawdę ogromna ręka to efekt obrzęku limfatycznego?
Tak walił wszystkich po pysku, że mu aż spuchła.


Właściwie to ta bitwa na arenie przeszła do historii Aldain i dwóch sąsiednich wysp, gdyż trwała dokładnie trzy i pół minuty.
I nie zasługiwała nawet na trzy i pół zdania opisu.
I tak powstała nowa jednostka czasu - jeden nataniel.


Nataniel uśmiechnął się czując po raz pierwszy od tak dawna delikatny wiatr wolności na swojej twarzy. Nakazał dwójce swoich  strażników,  którzy  wcześniej  mieli  go  pilnować,  a  teraz powinni go słuchać
Dlaczego? Jeszcze nie był wolnym człowiekiem i pełnoprawnym obywatelem, to miało nastąpić dopiero w chwili ślubu! Wygranie pięciuset walk było jedynie warunkiem postawionym przez możnych, po spełnieniu którego mógł się ubiegać o rękę panny!
Przy czym nie wiemy, czy w dowolnej chwili nie podniosą mu limitu o kolejną setkę.
Ja na miejscu arystokracji bym już kilka lat wcześniej powydawała córki za jakichś miłych książąt Zasiedmiogórogrodu.


zwabić Aurorę do rozbitego namiotu, rozbitego nieopodal areny, na zielonej trawce rozbitego.
Strażnicy niewolnika - gladiatora mają zwabić królewską córkę do namiotu za cyrkiem. Jasne.
To nie strażnicy, to boty.


Nieco zwlekali z wykonaniem tego rozkazu, ale w końcu zabrali się do roboty (ochoczo nucąc wesołą melodyjkę) w obawie, że mogliby go rozzłościć, a on jako  przyszły  następca  ich  nawet  zabić.  
On ich nie zabić, ale król za taki figiel z jedynaczką z pewnością ich wywałaszyć.
Jaki następca? Król w tym państwie podobno jest elekcyjny.
A kto wie, czy Natanielowi nie przyjdzie ochota stanąć do wyborów. Plecy w postaci królewskich koligacji dałyby mu spore szanse, tym bardziej, że reszta arystokratów w tym opku jest jeszcze bardziej tekturowa niż kumple Kalesantego.


Domyślali  się  już  iż  to właśnie Aurorę – córkę Garida wybrał na swą żonę.
Ej, ej, ej, cokolwiek sobie nie postanowił Nataniel, to jednak ciągle Garido rządzi na tej wyspie i prędzej on skróci strażników o głowę za porwanie córki!
(przynajmniej tak mi się wydaje… Tak będzie, prawda? Prawda?)
Niestety, plotarmor Nataniela zahacza o sąsiednie uniwersum i aż powoduje ból głowy u lokalnej Mary Sue zakochanej w całym One Direction.


Natan obmył się z cudzej krwi i przebrał, następnie stanął przed radą możnych i słuchał od Herberta [od Herberta? A po jakiemu to?] jak to Eryka pragnie być już mężatką.
Aha. Znaczy, minęło osiem lat, panny dorosły, ale ojcowie twardo przeganiali wszelkich konkurentów - “Nie, panie hrabio, nie mogę oddać panu córki za żonę, jest obiecana pewnemu gladiatorowi-niewolnikowi!”.


Puścił to mimo uszu i wysłuchał Zachariasza chcącego przekazać mu jedną ze swoich córek, tłumacząc, że z takiej żony będzie naprawdę zadowolony.
Rozumiałbym, gdyby wielmoża wciskał córkę jakiemuś potentatowi, aby skorzystać na małżeństwie. Ale dlaczego by mu miało tak zależeć na powinowactwie z jakimś zwykłym rzeźnikiem z areny? Choćby i najlepszy, marne ma jednak perspektywy na przyszłość.
Czy w opeczku w ogóle znają pojęcie mezaliansu?


–  Rado  możnych,  wy  wszyscy  razem  i  każdy  z  osobna,  nie zrozumcie mnie źle – przemówił. – Nie przeczę piękności Eryki, ani zaradności życiowej twoim córką Zachariaszu.
Zaradność córką - osiąganie wyższego poziomu życia za pomocą odpowiedniego wykorzystania potomstwa płci żeńskiej.
Nie przeczę, że Eryka jest piękna;  że córki Zachariasze są zaradne. Natomiast protestuję przeciwko gwałtom na deklinacji, gdyż nie każda akrobacja gramatyczna jest poprawna, a końcówka narzędnika liczby pojedynczej [ą] - widziałem się z twoją córką nie jest tym samym, co [-om] celownika liczby mnogiej powiedziałem twoim córkom.


O to chodzi iż ja już wybrałem żonę dla siebie. Upatrzyłem ją dawno temu, przepadałem w jej oczach, niemal od pierwszego wejrzenia i to nie dla wolności, a dla niej postawiłem owe [owo] żądanie i skłoniłem Garida do tej umowy.
Yyy… naprawdę? No to doskonale się z tym kamuflował, nie zauważyłam w poprzedniej części ani jednej cieplejszej myśli, jaką poświęcił Aurorze, ani odrobiny zachwytu nad jej urodą, czy czegokolwiek, po czym zwykle poznaje się zakochanie. Ba, zwykłego pożądania też nie zauważyłam. Wydaje się, że jedyny powód, dla którego on chciałby dostać akurat Aurorę, to zemsta za tamtą niesprawiedliwą chłostę - ale nie, przecież już całe lata wcześniej zapowiedział, że “dokądkolwiek by nie uciekła, i tak będzie jego”.
Chłop ma obsesję, wszystko jedno, jaką ideologię sobie dorobi.
Natomiast widzimy, jak bardzo niewolnikowi w głowie się poprzewracało. Stawia żądania władcy i do czegokolwiek go zmusza.
Łamanie kołem za 3… 2... 1...


Was, ani waszych rodzin ona nigdy nie dotyczyła. Byliście tylko mym zabezpieczeniem  na  to [tego]  iż  władca  dotrzyma  danego  słowa.  
Znaczy, byli jego zakładnikami? Ale w jakim sensie?
Mówienie o jakimkolwiek sensie jest tu pewną przesadą.
Nie mam zaprawdę pojęcia, o co temu niewolnikowi chodzi. W takim społeczeństwie cała arystokracja powinna murem stać za Garidem, ponieważ tu porządek społeczny polega na tym, że hołota dupy cicho i nie wychylać się. Nikt więc nie powinien pozwalać na takie incydenty.


Nie musisz  szykować  Aurory,  Garidzie.  Sam  już  sobie  ją przywłaszczyłem.  –  Uśmiechnął  się  cynicznie  w  stronę  swego oprawcy, ale i pana jednocześnie. Odwrócił się na piecie i skierował do drzwi.
Barbarzyńca! Tak podeptać Pietę! Może jeszcze tę Michała Anioła?
On się po prostu tak z pietyzmem odwrócił.


Garido ze zdenerwowania uderzył obiema pięściami w blat stołu przy którym siedziała cała trzynastka i wrzasnął:
– Nie zgadzam się! – Był naprawdę nie na żarty...
Rozsierdzony? Wściekły?
Dym mu uszami leciał?


...przerażony.
Aha.
Normalny stan ducha każdego ojca, któremu jakiś pętak nędznej proweniencji porywa córkę i jeszcze mówi, gdzie ma jego, jego córkę i co ludzie powiedzą.


A  Nataniel  wręcz  przeciwnie,  był  istną  oazą  stoicyzmu.
Osiągnął szczęście poprzez surową dyscyplinę moralną.


Zawrócił, i wcisnął się między dwóch możnych. Teraz znajdował się dokładnie naprzeciw Garida.
–  Podważysz  prawdziwość  swego  własnego  słowa? Zaniechasz  honoru?  Oddasz  tron? (Wut???)  Jesteś  władcą  bo  wszyscy  tu obecni ciebie na niego wybrali.
Aha, monarchia elekcyjna. W takim razie niech Nataniel nie będzie taki pewny, że zostanie następcą.
Garido, gdyby był władcą jak się patrzy, kazałby katu tak sponiewierać chłystka, że wióry by leciały.
Wszyscy obecni - czyli arystokracja. Mam dziwne wrażenie, że tacy to by poparli profilaktyczne łamanie kołem, tak na wszelki wypadek.


Jeśli twe słowo będzie warte mniej niż płatek stokrotki na wietrze, szybko utracisz swą pozycje.
Sratatata. Jeśli pokaże wszystkim, że byle niewolnik może go wodzić za nos, utraci ją jeszcze szybciej.
Garido utraci pozycję, natomiast Nataniel ma tak na oko komplet zębów, oczu, uszu, kończyn, a także jeden nos, przyrodzenie i sporo skóry do utracenia. Mam wrażenie, że ktoś tu jest na przegranej pozycji. Nie, nie ta osoba, o której myślał autor.


– Gdzie jest moja córka!? – wrzeszczał Garido.
–  W bezpiecznym miejscu. Czy po tym, gdy ja już ją posiądę oddasz ją innemu? Taką splamioną, przez twoje pochopne decyzje i przystawanie na propozycje zwykłego pojmanego i wtrąconego do niewoli wojownika?
I on jeszcze stoi o własnych siłach?!


– On ma racje – rzucił ojciec Eryki.
Wiele racji, a co jedna, to lepsza.
A jedna z nich była żelazną racją.


–  Wiem, że mam, gdybym nie miał to bym milczał. – Natan odwrócił się na pięcie i skierował do wyjścia. Garido opadł załamany na krzesło i hamował swoje łzy. (a cudzych nie)
Ten okrutny, mściwy i despotyczny władca, że tak przypomnę. Który na samym początku opka nie miał skrupułów, żeby - na przykład - wrzucić pięcioletnie dziecko do klatki z groźnym psem. Kiedyż zdążyła się z niego zrobić taka miękka pipa?
Cóż. Plotarmor.
Ktoś tu chyba z zasady lubi doprowadzać innych do płaczu.


Niemal natychmiast wstał i wybiegł za Natanem.
- Zaczekaj! Nie odchodź, nie zostawiaj mnie samego!
–  Czekaj!  Zrobię wszystko, co zechcesz! –  krzyczał.  –  Zwrócę  ci  wolność,  tobie  i  Isabel. Będziecie mogli być razem.
– Nie. Ja już wybrałem – uparł się.
I tupnął nóżką.
– Na co ci moja córka. Nawet za tobą nie przepada. W dodatku ani ona ładna, ani gospodarna…


–  Nie  musi  mnie  lubić,  ważne  by  szanowała.  Strach  jest idealnym narzędziem do wzbudzania szacunku.
Nie, mój drogi, strach nie ma nic wspólnego z szacunkiem. Ale ok, osobnik wychowany tak jak on, może tak uważać…


– Nie możesz być aż tak podły. – Mężczyzna miał łzy w oczach.
–  Nie  mogę? –  zakpił wprost.  – Oj, Garido,  panie  mój. Jam zawsze cię miał za inteligentnego człowieka, który włada tyle lat przez swój spryt i przemyślane decyzje.
Nie. On włada dlatego, że jest królem. Nawet elekcyjni rządzą dlatego, że zostali wybrani na króla.
Gdzie ten spryt? Garido jest mniej więcej tak samo sprytny, co przeciętna owca. Martwa, bo żywa może ugryźć.
Albo podeptać.


Jak mogłeś nie przewidzieć mojego ruchu,  skoro ty jesteś tutaj  królem,  na dodatek nie  masz syna.
Przecież  to  było  oczywiste  iż  twoja  córka  będzie najapetyczniejszym  kąskiem  ze  wszystkich  córek  możnych.  – Zaśmiał się
Natanielowi nikt nie dał rady wytłumaczyć, że księżniczki są gwarancją traktatów międzynarodowych.
Co gorsza, wygląda na to, że Garido też niespecjalnie ten fakt ogarnia.


– Jeśli ją tkniesz nie tak jak powinieneś, to nakażę cię ściąć! –zagroził.
Nie mogłeś tak, chłopie,  od razu, kiedy tylko twój niewolnik wystąpił z taką propozycją?!


– A jak nie powinien tykać własnej żony mąż? Jeśli urządzisz na mnie nagonkę z powodu zasłużonej chłosty, niezagrażającej jej życiu  ani  zdrowiu  i  zechcesz  tym  sposobem  rozwiązać  nasze małżeństwo  czeka  cię  bunt  ze  strony  innych,  gdyż  nagle  żony znacznie  gorzej  przez  swych  mężów  traktowane  zażądają rozwiązania także ich małżeństw. Co wtedy uczynisz, panie?
Żekurwaco?! On tak od razu, z miejsca, zapowiada ojcu, że będzie chłostał jego córkę?!
Gdyby władca odznaczał się silniejszym charakterem, Nataniel miałby w tym momencie murowaną Nagrodę Darwina.


Garido wymierzył Natanielowi policzek. Nie umiał znieść jego bezczelnego wyrazu twarzy i tego cynicznego uśmieszku.
– Jako pełnoprawny obywatel mógłbym cię teraz pozwać.
–  Jeszcze nim nie jesteś. Do ceremonii zaślubin  jeszcze nie doszło.
Właśnie! Właśnie! Właśnie!!! Nataniel wciaż jeszcze jest niewolnikiem!!!
O akcie wyzwolenia też jest cicho. Mówiąc inaczej - N. jest tylko zbuntowanym niewolnikiem, nikim więcej.


Zza krzaka wyłoniło się widmo Spartakusa i smutno pokiwało głową.


– Ceremonia to tylko formalność. Za datę ślubu uważa się datę rozpoczęcia współżycia małżeńskiego – przypomniał.
Znowu ci się Natanielu popierdzieliło. To zawarcie małżeństwa pozwala rozpocząć współżycie.
Ależ Jaszu, jesteśmy w alternatywnej rzeczywistości, tu wszystko jest na odwrót: psy dupą szczekają, jeden ranny i osłabiony gladiator zwycięża pięciu zdrowych i wypoczętych, niewolnicy poślubiają królewskie córki, a małżeństwo zaczyna się od seksów.


– Skąd to wszystko wiesz?
– Czytałem wasz kodeks.
Jednym okiem. Coś tam widział, a potem myślenie o seksie odebrało mu umiejętność czytania ze zrozumieniem.
Jest to niewątpliwie ciekawe rozwiązanie. Czy w takim razie na przykład pan współżyjący z setką swych niewolnic też czyni je tym samym wszystkie wolnymi kobietami i prawowitymi małżonkami? Ich dzieci - dziedzicami majątku? A może mają jakiś sposób rozróżniania, które współżycie dwóch osób niepołączonych żadną ceremonią jest małżeńskie, a które nie?
Last but not least, jeśli współżycie czyni małżeństwo, to Nataniel już ma żonę - Isabel. Ale może praktykują tu poligamię… (choć do tej pory nic na ten temat nie słyszeliśmy).
A jeśli dwóch facetów sypia z jedną kobietą? To musi być poliandria.


– Czytałeś?
–  Teraz wiem dlaczego nie nauczyłeś mnie czytać, dlaczego karami chciałeś wyplenić ze mnie samodzielne myślenie i własną wolę. Głupimi znacznie łatwiej sterować.
Po czym westchnął ciężko, bo uświadomił sobie, że raz zdobytej umiejętności czytania nie wytłucze ze swej żony nawet najsroższym laniem.


– Odwrócił się w kierunku drzwi,  a  potem  zerknął  na  Garida  i  dodał  –  Zwrócę  tobie  [ci] córkę jeszcze dziś. W takiej sytuacji cenne byłyby dla niej rady matki, ale skoro jej nie posiada nie odbiorę jej możliwości rozmowy z ojcem przed wielkim dniem, a właściwie wielką nocą.
Tym samym przyznał się, że “wielkiej nocy” jeszcze nie było, ergo - nie są małżonkami, a on nie jest wolnym obywatelem. Oj głupiś, Natanielku, głupi, ale na twoje szczęście - władca jest jeszcze głupszy.
gdy na tronie siedzi ****  (rym do “ustrój”)


Garido się załamał. Oparł łokciem o ścianę, a dłonią przykrył swoje czoło. Szukał jakiegokolwiek rozwiązania, choćby jedynego z możliwych. Czuł się przegrany. Nie mógł nic zrobić.
Był bowiem despotą bardzo łagodnym i zwyczajna likwidacja sprawcy jego kłopotów, choćby i w kiblu, sprzeciwiała się jego systemowi wartości.
Jak sam go określiłeś - niespodziewanie miękki tyran.
Przyznaję, likwidacja Nataniela mogłaby napotkać pewne trudności techniczne - skoro nawet ranny i osłabiony radził sobie z o wiele liczniejszymi przeciwnikami. Ale władca tak sprytny, jak ponoć jest Garido, z pewnością coś by wymyślił…
Wystarczyłaby trucizna. Nasz ględziator często chodził cały poraniony, nic prostszego niż wpuścić mu coś prosto do krwiobiegu.
Myślę, że szesnaście ton kamienia, spuszczonych z jakiejś wieży prosto na łeb, też stanowiłoby argument, z którym trudno dyskutować.
To zbyt niepewne, mógłby zdążyć odskoczyć. Chyba żeby akurat był czymś zajęty. Celny strzał z katapulty w wygódkę?


Ja w ogóle nie rozumiem tej sytuacji. Czym ten król jest  tak skrępowany? Boi się, że Unia Wyspiarska nałoży na nich sankcje? Że parlament go odwoła za złamanie konstytucji? Owszem, mamy jakieś wątłe wyjaśnienie, że musi dotrzymać słowa, bo jest człowiekiem honoru, ale… po pierwsze, to kłóci się z jego poprzednim postępowaniem (porywanie dzieci z odległych wiosek itd.), a po drugie - z wszystkim, co wiemy o despotycznych władcach od czasów starożytnych aż do teraz.
Co prawda mamy też trop, że po tych wszystkich, wygranych wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu walkach, ludzie zaczęli uważać Nataniela za herosa i półboga - pewnie woleli mu się nie narażać. Aczkolwiek taka argumentacja nie pada z żadnej ze stron.
Nawet z takiej sytuacji można wyjść i to całkiem prosto:
  1. Standardowe łamanie kołem, a prostaczkom się powie, że bohater zmarł na gangrenę. Arystokracja powinna stać za królem i tak, więc problemu nie ma.
  2. Sprawdzić, czy przypadkiem w ciągu ostatnich pięciu lat nie było jakiejś powodzi, przymrozków przed zbiorami, dwugłowych cieląt itp. Wymyślić jakieś Straszne Bluźnierstwo, którego niby dopuścił się Nataniel - każde feudalne społeczeństwo powinno mieć coś takiego. Zwalić kiepskie zbiory/klęskę naturalną na niewolnika-kretyna. Połamać kołem.
  3. Jak tylko Aurora wróci do ojca, wysłać ją statkiem w ciul daleko i niech kretyn sobie szuka.
Nataniel niewątpliwie był pod opieką potężnego bóstwa o dwóch imionach: Bo Tak.


Nataniel  stanął  w  drzwiach  namiotu  (był to bowiem namiot z drewna lecz podmurowany) i  podszedł  do przelęknionej  i  przywiązanej  do  drewnianego  pala  Aurory.  Teraz wydawał jej się jeszcze większy niż zazwyczaj, ale wcześniej się go nie bała, ponieważ to ona była na wygranej pozycji.
Uśmiechnął się delikatnie i pewnym siebie tonem wyjaśnił:
– Czy nadal uważasz iż przegrałem? – zapytał.
–  Rozwiąż mnie! Co ja tu robię!? Rozwiąż mnie! – krzyczała naprzemiennie.
Naprzemiennie to ona sobie mogła tupać, raz lewą, raz prawą nóżką.


–  Nie tak brzmiało pytane – warknął. Chwycił ją brutalne za policzki i zmusił by na niego spojrzała. – Pewnie nie pamiętasz, ale ja tobie przypomnę, pani. Wilgotna piwnica i „nie zadzieraj ze mną”. Jutrzejszego dnia, to ty będziesz zmuszona mówić mi na pan, pani – specjalnie  podkreślił  ostatnie  słowo  i  przybliżył  swoje  delikatnie rozchylone  wargi  do  jej  ust.  Ledwie  je  dotykał,  prawie nienamacalnie. Poczuła dreszcz strachu i podniecenia [wuuuuut???!!!], a on w tym czasie trwał niemal bez ruchu i niepostrzeżenie rozwiązał jej dłonie, które miała skrępowane z tyłu pleców.
Tak z ciekawości, jakby to było, mieć ręce skrępowane z przodu pleców?
Myślę, że to ciekawe rozwiązanie wymagające nieco skórowania.


– Jesteś wolna, do jutra, do samego południa. Ciesz się, bo to ostatnie godziny twej wolności Auroro.
Dziewczyna  rozmasowała  za  plecami  obolałe  dłonie,  a następnie jedną z nich wymierzyła Natanowi policzek.
– Mój ojciec się nigdy na to nie zgodzi! – wykrzyczała.
– Twój ojciec już się zgodził, pani i to lata temu – rzucił do jej pleców zanim opuściła rozbity [na kawałki] namiot.
Trudno nie być rozbitym, mając świadomość udziału w takim opku.


– Co mamy robić? – dopytywali strażnicy.
Pakować się i chodu! Choćby wpław przez ocean!
–  Jak to co? Dostarczyć wino do każdego domu na wyspie.
- A jakieś fundusze na to wino? - Jeden ze strażników wyciągnął rękę.
- A to wino coś kosztuje?  - zdumiał się Nataniel, który całe życie był na utrzymaniu państwa.


Niech  wszyscy  wiedzą,  że  córka  Garida  jutro,  wraz  z  nadejściem dwunastej  w  południ  zyska  męża  i  straci  swą  niezależność. Zapewniam  cię,  iż  niemal  wszyscy  się  z  tego  ucieszą.  
Bo niezależność młodych panien strasznie kłuła w oczy praworządnych obywateli wyspy. Baba powinna znać swoje miejsce - a jeśli siedzi w salonie, to znaczy, że ma za długi łańcuch.


Nie  jestem jedynym, któremu zdążyła w swym krótkim życiu zaleźć za skórę.
Och, niewątpliwie, zalazła całemu państwu i wszystkim obywatelom.
Coś mi się wydaje, że to nie było szczególnie duże państwo. Właściwie miasto-państwo, i to takie dosyć niewielkie.


– Sięgnął po miecz pozostawiony na jednej ze skrzyń znajdujących się  w tym zakurzonym pomieszczeniu, wsunął go do pochwy i wyszedł pooddychać świeżym powietrze i napawać się wolnością.
Od jak dawna stoi ten rozbity namiot, że wszędzie leży kurz?


Aurora przekroczyła próg pałacu i zapytała załamanego ojca co to wszystko ma znaczyć i czy to dzieje się naprawdę.
– Usiądź – polecił jej wskazując miejsce na jednym z leżaków.
Leżaki?! Rozumiem, że to wyspa, a pałac królewski ma tarasy wychodzące na morze, ale le-ża-ki?!
Obok pewnie leżały piłki plażowe, a w oddali przechadzali się jegomoście pokrzykujący: “Gotowana kukredza!”


–  Nie mam zamiaru! – krzyknęła. – Oddaj mu wszystko co masz (czyli rękę królewny, królestwo i szkatułę. Natanielowi też o nic więcej nie chodzi.)  ja nie mogę za niego wyjść! On mnie zabije zanim jutro słońce zajdzie.  –  Poczuła  łzy  w  swoich  oczach.  Usiadła  na  innym  niż wskazane przez ojca miejsce i załkała.
Widzicie, jaka nieposłuszna, ojciec wskazuje jej miejsce, a ona siada gdzie indziej!


– Dałem mu obietnice…
– To ją rozwiąż! Jesteś chyba królem, tak!?
Nie. Ja jestem Garido mentalną pizdą porosły*) - cop. by PLUS.
– Tak, ale nie mogę, a on nie może cię zabić.
Ale dlaczego nie?
Nikt mu nie nadał takiego prawa [za to ja zrzekłem się prawa do rządzenia, a ciebie Aurorko dałem w jego ręce], chyba, że…
– Chyba, że co? Że będzie mym mężem!?


Ale rozmawiają o prawie do czego? Czy o prawie do zamordowania żony?
Tym dziwniejsza jest dalsza część dialogu:


–  Chyba,  że  będzie  miał  dziesięciu  świadków  jako niepowtarzalny (jedyny i ekskluzywny) dowód twoje zdrady, [kto jest takim idiotą, żeby zdradzać na oczach dziesięciu świadków?!] albo, gdy nie będziesz…
– Gdy nie będę…? Dokończ?
– Gdy nie będziesz się z nim…
– Gdy nie będę się z nim pokładała, tak? O to ci chodzi, ojcze? – Była naprawdę wściekła, a każde słowo, które cisnęła ze swoich ust zdawało się ranić jego dusze i serce.
Zamordować będzie ją mógł, gdy będzie dziesięciu świadków na to, że odmawia współżycia? Tego, że go zdradza? Zawsze ma wlec za sobą ogon kibiców?


–  To będzie twój mąż, ma prawo do ciebie, a ty obowiązek zaspokajania jego potrzeb.
–  A  co  z  moimi  potrzebami?  Może  nie  czuje  potrzeby wychodzenia za mąż.
– W wieku jesteś odpowiednim.
No raczej. Właściwie powinna już uchodzić za starą pannę. W dodatku, ponieważ była jedyną córką władcy, jej małżeństwo z odpowiednim kandydatem miało strategiczne znaczenie dla całego państwa, więc tym bardziej nie rozumiem, czemu ojciec trzymał ją tyle lat przy sobie.


–  Masz  coś  zrobić.  To  ma  się  nie  wydarzyć.  Inaczej  cię znienawidzę, tato – syknęła, zalała się łzami i uciekła do swojego pokoju.


Wtedy Garido przypomniał sobie o Isabel, która tak właściwie formalnie wcale nie należy do Nataniela, a nadal do niego.
A co, Nataniel nie gzi się z Isabel? Król był pierwszy? W związku z czym Isabel jest żoną króla? Tyle pytań, tak mało sensu.
No dobra, zakładam po prostu, że niewolnik nie mógł zawrzeć ważnego małżeństwa z niewolnicą, choćby się z nią gził do upadłego (a z osobą wolną najwyraźniej mógł…)
Dla mnie to chyba idealne rozwiązanie, jeśli ktoś chce mieć epidemię gwałtów na wysoko urodzonych kobietach.


Wiedział iż nie może jej zabić [bo…?], ale wpadł na o wiele bardziej genialny pomysł.
Jeśli na bardziej genialny, to znaczy, że wcześniej jakiś po prostu genialny już miał.
Najlepszym wyjściem byłaby inhumacja Nataniela, ale Garido się uparł, żeby nie.
Domniemywam, że genialnym pomysłem było zabicie Isabel, ale w jaki sposób to w ogóle miało rozwiązać sytuację, to ni cholery nie wiem.
To opko. W opkach sensu niet.


Nakazał strażnikom sprowadzić blondynkę przed swoje oblicze, a potem przedstawił jej swój plan działania.
–  Biegnij do tego swojego kochaneczka i przekaż  mu jakże dobre wieści, moja przyszła żono – wyszeptał wprost do jej ucha na pożegnanie,  a  potem  odwinął  jej  włosy  ze  swojego  nadgarstka  i wypchnął ją poza drzwi pałacu.
Znaczy, że co, bo nie rozumiem. Jednocześnie obiecuje jej małżeństwo oraz ciągnie za włosy i wywala za drzwi?
Mam wrażenie, że wcześniej był widok na kominek, wzburzony ocean i latarnię morską.


Rozdział 7
Isabel spędziła kolejną noc z Natanielem. Tego razu robili to chyba na każdy z możliwych sposobów, ale wraz z nadejściem dnia odpłynęła rozkosz, a po ostrych pchnięciach jego sporą męskością pozostał już tylko ból czerwieniejących otarć i dyskomfort podczas wstawania  i  chodzenia.  
A więc i ona jest jego żoną, bo już są po pochędóżce.
Ba, jest jego żoną od ośmiu lat!
Widać też prócz sensu w opku nie znają też lubrykantu.


Natan  właśnie okalał swoje  ciało [napawajmy się - okalał swoje ciało!]  jedną  z droższych szat i z delikatnym uśmiechem na twarzy powiedział:
– Tu nasze drogi choć nadal będą się przecinać, tak naprawdę się  rozłączają.  Zostaniemy  dwiema  prostymi,  równoległymi.  
O, geometrii też go nauczyła.


Isabel protestuje przeciw pomysłowi wydania jej za Garida, za co obrywa po twarzy.


Uśmiechnął się cynicznie i zapytał:
–  A bo  on  pierwszy, przed  którym  rozchylać będziesz nogi mimo niechęci. Do mnie też czułaś niechęć na początku. Płakałaś za każdym razem gdy w ciebie wchodziłem. Nawykłaś. Tym razem też nawykniesz.  Jesteś tylko  kobietą, a  wy  jesteście  od  dawania  nam swego ciała. Nic więcej nie macie do zaoferowania.
I wcale nie nauczyłaś mnie czytać i pisać, umiałem to już dawno, zanim trafiłem na tę wyspę!
W sumie to mogła być niezła powieść feministyczna (czy nawet wręcz femiszowinistyczna), bo chyba głównym przesłaniem tego opka jest, że faceci nie nadają się nawet do zarządzania własną dupą, a jak dasz im decydować o losie żon, córek i państw, to wychodzi tragedia na kółkach...


Isabel nie umiała znieść jego słów. Bolały. Nie chciała dać tego po  sobie  poznać,  więc  ból  przemieniła  w  gniew  i  wymierzyła Natanowi policzek tak silny jak jeszcze nikomu w życiu. Mężczyzna oddał jej trzykrotnie słabiej, ale i tak odczuła to uderzenie dziesięć razy mocniej niż on.
To jakieś zadanie matematyczne dla miejscowych gimnazjalistów?


Nie była odporna na ból.
Pochylił się do niej i ścierając opuszkiem kciuka krew z kąciku jej ust powiedział:
–  Jeśli  Garido  skrzywdzi  ciebie  w  sposób  jaki  [jakiego] sam  nie umiałbym tolerować bez większego powodu, to odbije się na jego córce tym samym.
Ale że jego tolerancja na krzywdę kobiet jest bardzo szeroka, więc Aurorze nic nie grozi… oh wait.


Będziesz bezpieczna i bogata, a po jego śmierci wyspa  będzie  nasza.
Chyba że rada możnych wybierze na króla kogoś innego.
Utworzymy zgrabny trójkącik z Aurorą, polubisz ją, zobaczysz...


Nataniel odwiedza możnych i przedstawia im swój genialny plan na rozwój wyspy. W skrócie: należy porwać jak najwięcej małych chłopców i wyszkolić ich na niezwyciężonych gladiatorów, żeby mieszkańcy innych wysp też przyjeżdżali oglądać walki, to wszyscy na tym zarobią.
(a to do tej pory tego nie robili? Przecież nieraz padały wzmianki o zawodnikach z innych wysp, nikt nie przyjeżdżał im kibicować?)
Może przyjezdnych kibiców wyłapywano zaraz po zejściu z pokładu i zaganiano do szkoły gladiatorów?


–  Uczynię z małych chłopców prawdziwych gladiatorów, a z pięknych kobiet zawsze dostępne i pokorne nałożnice jako nagroda dla nich lub nas wszystkich.
I zmienimy nazwę kraju na Bunga-bunga i zasłyniemy na arenie międzynarodowej z wyjątkowych wszetecznic.
Chyba na rozwój państwa lepiej wpłynie zwyczajne łupiestwo. Porywanie ludzi jest mało opłacalne - zamorska władza może się nieźle wkurzyć, że ktoś im wieśniaków zabiera, a z gladiatorów raczej dużo kasy nie wycisną mimo wszystko.
A jeszcze utrzymać tych wszystkich brańców, dość wąsko przecież wyspecjalizowanych…
Na hasło “nałożnice” rada możnych momentalnie przeszła w tryb myślenia tą drugą główką - a druga główka oczywiście uznała pomysł za doskonały.


To jednak musi mieć miejsce w swym czasie, (naj)pierw ślub. – Uśmiechnął się ciepło.
Garido tego dnia był wściekły jak osa, zwłaszcza, gdy wszyscy w  około  mu  gratulowali  iż  córka  wychodzi  za  człowieka,  który rozsławił wyspę i zarobił dla niej więcej niż wszyscy inni przez całe życie.
Znaczy, wyspa nie miała żadnych bogactw naturalnych ani rozwiniętego rzemiosła, nic nie produkowała, niczym nie handlowała, żyła tylko z walk gladiatorów?
Państwo potiomkinowskie. Ani gospodarki, ani polityki zagranicznej (a i wewnętrzną niespecjalnie widać), tylko sektor rozrywkowy.


Starsi z rady możnych mówili jakie to Nataniel ma doskonałe pomysły na przyszłość, i większość z nich zagłosowała za tym by stał się nie tylko pełnoprawnym obywatelem, ale także czternastym członkiem rady możnych. Nataniel przyjął to wyróżnienie spokojnie, ale w głębi duszy z dumą.
Robię dla was PKB i co mi zrobicie?


Nadeszła godzina jedenasta, gdy udał się do pałacu Garida.
–  Panie,  już  czas  –  powiedział  do  niego.  –  Czy  Aurora  jest gotowa?
– Tak – odpowiedział zasmucony i zmartwiony mężczyzna. – Auroro – przywołał ją do siebie.
Dziewczyna skryła się za ojcem i tylko zerkała na Natana.
– Do mnie – polecił wskazując niewiaście [niewieście!] miejsce przed sobą. Wyczekiwał dłuższą chwilę, ale nie zobaczył efektu. – Jeśli teraz nie podejdziesz, przyjdziesz tu i tak, tyle, że na kolanach – zapowiedział i po raz kolejny powtórzył hasło „do mnie” i wskazał palcem miejsce, w którym pragnąłby ją widzieć.
Do nogi!
...i to wszystko na oczach ojca-króla, nie, ja naprawdę nie mam słów…


Cały  jego  gniew  malujący  się  na  twarzy  bynajmniej  nie zachęcił  Aurory  do  przestąpienia  choćby  małego  kroczku  w  jego kierunku.  Natomiast  on  już  wykonał  pewny  i  duży  krok  po  nią. Garido chcąc uniknąć wzbudzania gniewu w przyszłym mężu córki (bo co? Co by mu zrobił?!), szarpnął ją mocno za nadgarstek i zmusił by uklękła.


–  Właśnie,  widzę  wreszcie  się  rozumiemy  –  odparł zadowolony  z  przebiegu  sprawy.  –  Daje  ci  pięć  minut,  panie  na zrobienie  z  własną  latoroślą  należytego  porządku,  dopóki  ona należy do ciebie. Ja mogę okazać się być mniej łaskawy. Zaczekam na zewnątrz. – Wyszedł i pozostawił Garida z buntowniczo nastawioną Aurorą samego.
– Musisz go prowokować!? Samej sobie przez to szkodzisz! – wydarł się i chwycił za ramie. Siłą zmusił ją do powstania.
Ja tak tylko przypomnę, że Garido “posiadał tylko dwie słabości – zwycięstwo mimo wszystko i swoją jedyną piękną córkę – Aurorę”. I teraz jedyne, co jest w stanie zrobić dla tej swojej ukochanej córki, to doradzać jej, żeby nie prowokowała męża?!
Była jego słabością, gdyż słabo mu wychodziło wszystko, co w związku z nią robił.
Jakby nie patrzeć, bycie pipą wołową to niezła słabość.


–  To wszystko przez ciebie! Nienawidzę cię!
Jasne. Tatusia nienawidzi, Nataniela się boi.
– krzyknęła na całe gardło, tupnęła kilkakrotnie nóżkami i wyszła przez ogromne, dwuskrzydłowe drzwi.
I wiedząc od starej niani, że “choćby bił, choćby pił, lepszy mąż niż ojciec wąż”.
Stanęła u boku Natana.
“Katuj, tratuj, ja przebaczę wszystko ci jak bratu!”
– Widzę iż zmieniłaś postawę, pani. Jeszcze jesteś moją panią, ale już nie długo.
– Mogę nie podpisać…
–  Jeśli nie twój podpis zagości na umowie małżeńskiej nas wiążącej,  to  zagości  tam  podpis  twego  ojca,  ale  uprzedzam  iż narobisz tym wstydu przede wszystkim jemu, w drugiej kolejności zaś  mnie,  a  ja  nie  zamierzam  tego  tolerować  i  zapewniam,  że  w takim przypadku bez kary się nie obejdzie.
Połamię ci ręce, rozumiesz?
– Nachylił się do niej, chwycił brutalnie za nadgarstek i założył rękę na jej plecy. – Chcesz zaczynać nasze małżeństwo porządnym laniem? – wyszeptał. – Nie? – dopytywał.
Sine uprzedzała na samym początku, ja teraz ostrzegę jeszcze raz. To opko cuchnie potężnie, cuchnie tak zwaną domową dyscypliną - systemem, w którym zakłada się, że kobieta zawsze jest słabsza i gorsza od mężczyzny, nigdy nie ma prawa do własnego zdania, a także, że należy ją wychowywać za pomocą kar, najczęściej fizycznych. Jest to najbardziej obrzydliwe i gówniane dorabianie ideologii do zwykłej przemocy domowej i postaramy się oszczędzić Wam jak najwięcej opisów tej abominacji.
Dodajmy do tego, że całość ewidentnie pachnie jakąś wyjątkowo obrzydliwą fantazją, bo nijak nie pasuje ani do realiów, ani do postaci. Znaczy, nie sama przemoc wobec kobiety, a otoczka tego wszystkiego. To nie opisy przemocy, jaką mógłby stosować (nawet brutalny i pozbawiony empatii) gladiator, tylko żywcem przepisane z jakiegoś bloga o Domowym Sprawianiu Łomotu ulewki jakiegoś współczesnego przemocowca.


Z zaciętą miną niezadowolenia pokręciła przecząco.
–  Też tak właśnie myślałem. Idziemy – polecił wskazując na konia, którego specjalnie na tą okazje przygotował. – Pani przodem, księżniczko. – Jego ton i słowa, które do niej kierował były miłe, uprzejme  i  jak  najbardziej  na  miejscu,  ale  oczy  i  postawa wskazywały na niewerbalną groźbę typu „no teraz to ja ci pokaże”.
Wiadomość  o  pierwszym  człowieku,  który  zwyciężył  taką ilość walk na arenie
Wygrał taką liczbę walk. Albo zwyciężył w tylu walkach.


rozeszła się w mgnieniu oka, a plotka o tym iż sam król oddał mu rękę swej własnej córki wprawiała mieszkańców w  nastroje  dyskusyjne  i  wątpliwości  wpędzające  ich  w niedowierzanie.  
I zamęt grubymi nićmi szyty. Nie wspominając już o tych wszystkich niewolnikach, którzy zaczęli spoglądać pożądliwie na córki swych panów, a ponieważ małżeństwo w tym kraiku zaczynało się od seksów…


Z  tego  powodu  Nataniel  zaplanował  ślub  na głównym  rynku,  gdzie  oboje  –  Aurora  i  on,  publicznie  podpisali zawartą między sobą umowę. Król przybił ją pieczęcią i dał każdemu z  nich  po  jednej,  dla  archiwum zachowując  oryginał.  
Ej, zaraz, ale czy zgodnie z kodeksem oni nie powinni publicznie odbyć stosunku, a nie podpisywać jakieś papiery?


Nataniel  na oczach  mieszkańców  szarpnął  Aurorę  do  siebie  i  pocałował wsuwając swój język do jej jeszcze dziewiczych ust. Pewnie gdyby jej  mocno  nie  trzymał  za  ramiona,  to  zaraz  przerwała  by  tą  jej zdaniem  intymną  pieszczotę.  Ludzie  zabili  brawo,  


a  Nataniel podprowadził Aurorę pod samego konia.
Tak a propos intymnych pieszczot.


Dziewczyna odwróciła się jeszcze szukając wzrokiem ojca, jakby miał byś jej jedyną i ostatnią deską ratunku, ale on nic nie zrobił.
Nataniel zirytowany tak długim oczekiwaniem uprzedził:
–  Albo wsiądziesz nie sprawiając problemu, albo spętam cię sznurem niczym niewolnicę i będę ciągnął za sobą jakbyś była mym kolejnym trofeum.
Rzuciła mu nieprzychylne, pełne dezaprobaty spojrzenie, ale bez słowa protestu chwyciła się siodła i wsiadła na konia. Nataniel usiadł za nią chwycił za lejce i nakazał zwierzęciu zmierzać przed siebie. Wyczuł jednak niestabilność dziewczyny, która siedziała po dziewczęcemu, czyli bokiem. Objął ją więc jedną dłonią w pasie i przytrzymał by czasami się nie zsunęła i nie spadła.
To oni jadą na jednym koniu? Spodziewałabym się, że królewska córka będzie korzystać z karety czy lektyki, ostatecznie będzie mieć własnego wierzchowca. Tatuś chyba chce się pozbyć córki z domu najmniejszym kosztem, skoro nie zapewnił jej nawet przyzwoitego transportu. O weselisku też jakoś nie słychać...

Rozdział 8
Zachariasz pociesza Garida, że nie jest tak źle.


– Twa córka ma męża, który może wiele osiągnąć, a i już ma tyle  osiągnięć,  że  niejeden  mu  zazdrości.  Zapalił  w  młodych chłopcach  ducha  walki,  chce  stworzyć  imperium,  mieć  własne wojsko.
– Na co mu wojsko, przecież jesteśmy pokojową wyspą?
I nie znają powiedzenia “Jeśli pragniesz pokoju, szykuj się do wojny”?
Chyba głównym powodem, dla którego nikt jeszcze nie podbił tych kretynów jest to, że później musiałby się z nimi użerać.


Nataniel  w  tym  czasie  zajmował  się  wprowadzaniem  swej żony – Aurory w pewien element życia małżeńskiego. W tym celu usiadł na jednym z krzeseł, łokcie wsparł na jego podłokietnikach i swym starym zwyczajem splótł palce dłoni, oraz kręcił kciukami.
W ten sposób przygotowywał ją do bardzo ważnego elementu życia małżeńskiego, jakim jest gra w “papier, nożyce, kamień” w długie zimowe wieczory.


(...)
Nigdy  nie  należał  do delikatnych kochanków i nie obchodził się łagodnie z kobietami, z Aurorą  także  nie  zamierzał.  Łóżko  było  wysokie,  więc  szybko chwycił  ją  za  ramiona  i  odwrócił  tyłem  do  siebie  w akompaniamencie  jej  pisku  pełnego  przerażenia.  Zatkał  jej  usta jedną dłonią, a drugą splótł jej nadgarstki na plecach. Bez żadnego uprzedzenia,  ani  poprzedzającego  pocałunku  wbił  się  w  jej dziewicze wejście jednym mocnym pchnięciem. Ugryzła go w dłoń, którą  pragną  zagłuszyć  jej  krzyki.  W  efekcie  zarobiła  potężnego klapsa i została pouczona:
– Nie rób tak więcej.
Słysząc te słowa rozpłakała się jeszcze bardziej, a jego dłoń ponownie  wylądowała  na  jej  ustach.  Nie  lubił  słuchać  kobiecego zawodzenia i ich użalania się nad swym losem.
I nigdy nie przyszło mu do głowy, że nie słyszałby tego, gdyby nie był brutalny.
Obawiam się, że akurat temu bohaterowi ogólnie mało co przychodzi do głowy.
A powinno. Najlepiej strzała.


Poruszył się jeszcze kilkanaście razy w jej ciasnym wnętrzu, po czym wytrysnął, a jego sperma zmieszana z jej dziewiczą krwią wyciekła i zaczęła toczyć się po  udach  i  łyskach.
Jeszcze znęcania się nad zwierzętami w tym opku brakowało. Biedne łyski, piór po czymś takim nie doczyszczą.
Common_Coots.jpg


Wysunął  się  z  niej,  sięgnął  do  miski  z  wodą przygotowanej  tuż  obok.  Umył,  następnie  wytarł.  Podniósł  ją zawodzącą  w  niezwykle  brutalny  sposób  
- W moooordę jeża! W mooooordę! W ryyyyj! Na gacie biskuuuupa!  - zawodziła brutalnie Aurora.


bo  za  włosy  i  wskazał dwoma palcami parawan. Nic nie odpowiedziała, ani nie przestąpiła jednego małego kroku. Miała ochotę zwinąć się choćby na podłodze, naciągnąć na siebie jakieś prześcieradło by stać się niewidoczną i wyć. Nataniel zirytowany rzucił nią na łóżko, założył jedną z letnich, przewiewnych szat i udał się do drugiego pokoju. Przywołał niańkę – Soledad, która się nim opiekowała od małego.
– Zajmij się nią – nakazał. – I doprowadź do porządku – dodał wychodząc na  zewnątrz by po raz kolejny  pooddychać wolnością przez nozdrza.
Aurora  nie  miała  ochoty  na  to  by  ktokolwiek  oglądał  ją  w takim stanie, a tym bardziej na to by ktoś jej mówił co ma robić w chwili, gdy właśnie ubolewała nad swym losem i przyszłym życiem. Nie miała jednak innego wyjścia, bo sama Soledad ją upominała, że swym buntem i protestem jedynie zirytuje pana.
Bunt i protest, serio? Płacz zgwałconej kobiety jest buntem i protestem? Nawet ty, Soledad, niewolnica przez całe życie, nie masz odrobiny współczucia?


Zgodziła się więc samodzielnie obmyć i przywdziać jedną z szat, które wcześniej dla niej  przygotował.  Kiedy  wrócił  leżała  już  na  łóżku,  na  boku,  z kolanami  podkulonymi  po  samą  brodę.  Zdawała  się  zapłakać głośniej w chwili, gdy położył się obok niej na łóżku. Niezmiernie irytowało  go  jej  zawodzenie.  Zwłaszcza,  że  jego  zdaniem  było całkowicie  bezpodstawne.
Natanielkowi życzymy z całego serca, żeby spotkał kiedyś w jakimś ciemnym zakątku za areną Tilla, który zrobi mu Bück Dich. A kiedy już skończy, chętnie posłuchamy, co odpowie na całkowicie bezpodstawne pretensje Nataniela.
 
Mam dla Nataniela prosty przekaz:


there-will-be-only-7-planets-left-after-i-destroy-uranus-sloth.jpg


Chwycił  za  fragment  krótkiego  pasa, który zakupił u cieśli [tego, który dorabiał jako rymarz, pamiętamy]. Zazwyczaj podobny pas, choć nieco dłuższy przytrzymywał jego miecz, który nawykł nosić przy pasie.
Pas przytrzymywał miecz noszony przy pasie, a pochwa kryła miecz noszony w pochwie, wszystko się zgadza.


Uklęknął na łóżku, chwycił ją za ramie i okręcił tak by było jemu wygodnie. Aurora ponownie wydała z siebie krzyk protestu, ale na nic jej się to zdało. Oberwała cztery naprawdę silne uderzenia w uda i pośladki, z czego każdy pozostawił po sobie solidny siniec.
– Za co? – zapytała po przez rzewne łzy.
– Za żywota – odpowiedział bez słowa skrupułów. [Ale że co?] Położył się na  łóżku  i  odłożył  pas  z  powrotem  na  miejsce.  Szarpnął  Aurorę ponownie, tak by położyła głowę na poduszkach. Okrył ich oboje kocem i starał się zasnąć. – Będziesz zmuszona nauczyć się mnie słuchać i nie przeciwstawiać – dodał z zamkniętymi już oczami.
A ty goń, goń, goń swego pawia…


Dobra, chyba czas na pierwszą pomoc…


Rozdział 9
Czas  płynął  nieubłaganie,  a  postępowanie  Nataniela względem  żony  niewiele  się  zmieniło.  Rano,  zaraz  po  śniadaniu ćwiczył,  w  południe  zajmował  się  sprawami  wyspy  wraz  z  radą możnych, a wieczorem, podczas kolacji niemal nie odzywał się do niej ani słowa, tak samo było w nocy. Stać go było tylko na to by ją posiąść, bez uczuć i zbędnych ceregieli. Oraz wpierdolić za byle co. Albo nawet i bez byle czego. Tak, to “bez byle czego” to się nazywa “lanie prewencyjne”.


(...)
Nataniel  w  ten  czas  miał  wiele  na  głowie.  Dopilnowywał rozbudowy areny na tyle by móc na nią wpuścić dzikie i wygłodniałe zwierzęta, nie zagrażając przy tym publiczności. Stwierdził też, że na wyspie powinno się wznieść mury obronne.
–  Po cóż to, Natanielu? – dopytywał Garido. Reszta możnych także miała ku temu [co do tego] wątpliwości.
–  Teraz  jesteśmy  bogaci,  będziemy  tworzyć  imperium niezwykle możne i potężne.
Siłą woli chyba, bo o budowie floty nikt jakoś nie myśli.
Zajmą się górnictwem i będą rozbudowywać państwo w głąb.
Gdy otoczą wyspę murem, to nie będą musieli budować portów. Nie będą mieć portów, to i flota będzie zbędna. Porwane dzieci będą wrzucać górą, z katapult.
Mają fascynujące podejście do bogactwa, swoją drogą, skoro jeden człowiek może im napędzić gospodarkę samym swoim istnieniem. Może Nataniel ma coś wspólnego z Tywinem Lannisterem i zdarza mu się defekować złotem? Co prawda w opku głównie zdarzało się mu defekować skrajnym kretynizmem, no ale musi mieć jakąś zaletę, dzięki której jeszcze go ludzie znoszą...


Na takich jak my się napada, takich jak my stara się zabić by samemu zagarnąć to cośmy zyskali.
Ale co zyskali? Oprócz bezdennego matołka w roli królewskiego zięcia?


Taki jest świat, biednych nikt nie okradnie, bo i z czego miałby ich grabić?
- a gdy otoczymy wyspę murem, nikt nie zobaczy że u nas tylko Burdel Narodowy, kilka aren i autarkia.
– zapytał retorycznie, uniósł puchar do góry i uśmiechnął się w stronę teścia.  Ten  odpowiedział  mu  tym  samym  i  nie  tracąc  czujności zgodził się na mury obronne.
– Natanielu – zaczął ojciec Eryki.
– Tak, Edmundzie?
- Mam na imię Herbert! - zaprotestował ojciec Eryki, ale zamilkł, kiedy Nataniel pogroził mu pasem.
– Mój syn chciałby wraz z tobą szkolić ludzi do walki.
– Twój syn potrafi walczyć? – zapytał z lekką kpiną Nataniel.
– Tak i chciałby udoskonalić ten kunszt.
–  Ja  mógłbym…  –  zaczął  Tristan,  który  tak  samo  jak dotychczas był prawą ręką władcy. Szczerze nienawidził Natana za to co osiągnął, i że tak bardzo jest szanowany i doceniany w chwili, gdy  on  poświęcił  dla  tej  wyspy  niemal  całe  życie  i  jego  nic  nie doceniał.
Nikt nie szanuje prawej ręki króla, seems soooo legit.
(No cóż, może król był leworęczny i prawica służyła mu jedynie do podcierania zadka?)
Król był pipą, a prawa ręka pipy może być uznawana najwyżej za anatomiczne kuriozum.


Natan wskazał Tristanowi uniesioną dłonią by zamilknął.
–  Chętnie  udoskonalę  styl  walki  twego  syna,  Edmundzie. Przyślij go do mnie czym prędzej. Przyda mi się giermek, a być może nawet i przyjaciel.
Tristan z zaciśniętymi zębami spojrzał na Nataniela, i gdyby wzrok mógł zabijać, ten już dawno leżałby martwy. Niestety Tristan nie posiadał takich magicznych zdolności i musiał zdać się na swój spryt, pieniądze, oraz siłę własnych rąk.
Gdzie byłeś, Tristanie, przez ostatnie dziesięć lat?


Tego  wieczora  Aurora  postanowiła  postarać  się  uwieść własnego męża i zaraz, gdy Natan położył się do łóżka i znalazł się tuż nad nią zapytała się czy może poczekać.
–  Poczekać? – powtórzył po niej. – Chyba nie zamierzasz mi odmówić, Auroro?
–  Nie śmiałabym, panie. Pragnęłabym tylko byś był inny… – Położyła dłoń na jego ramieniu i potarła kciukiem pewien pulsujący punkt na szyi.
Nataniel się wystraszył jakby chciała go co najmniej udusić. Chwycił więc ją za nadgarstek, strącił jej dłoń ze swojego ciała i usiał obok. Poruszył nerwowo szczęką na boki.
No i wszystko jasne, Nataniel boi się kobiet i dlatego wymusza posłuszeństwo przemocą. No cóż, różne żałosne słabizny i cienkie bolki zawsze pętały się po tym świecie, ale po kij od jakiej mietły pisać o nich opowiadania?


(...)
– Czy mogę cię dotknąć? – zapytała.
Przytaknął ruchem głowy i poczuł ciepło jej dłoni na swojej klatce  piersiowej,  następnie  na  muskularnym  ramieniu.  Powoli posuwała się w dół, aż do dłoni nieustannie patrząc mu przy tym w twarz i chłód jego spojrzenia. Gdy dotarła do środkowego palca i objęła go czterema swoimi delikatnie po nim sunąc w dół i w górę wyczytał zmieszanie ze spojrzenia swego męża.
No ja się nie dziwię, skoro żona mu się nagle zmieniła w faceta.
“Środkowego palca”... serio? XD
(...)


Rozdział 10


Nataniel spotyka się w lesie z Isabel i wręcza jej truciznę, którą ma aplikować Garidowi - na początek w niewielkich dawkach, żeby nikt nie nabrał podejrzeń. Następnie udaje się na radę możnych, przedstawić kolejny ze swych pomysłów.


–  Trzeba mi Charonów – powiedział na zebraniu. – Dużą ich ilość…
- Liczbę! - warknęła groźnie Kura.


–  Charon  to  przewoźnik  zmarłych,  według  greckich  mitów, ale…
W tym innym uniwersum słyszeli kiedyś o greckich mitach. Cóż, Grecy zawsze daleko się zapuszczali, czemuż by nie do alternatywnej rzeczywistości?
Mam dziwne wrażenie, że to królestwo to jakiś Radom, który nie dość, że ogłosił separację, to jeszcze uznał, że od dziś będzie wyspą.


– Nie przerywaj – pouczył Garido Zachariasza.
– On mnie nie przerwał – wtrącił Nataniel. – Nadal jestem cały i w jednym kawałku, sami zobaczcie!
- Widzimy, żałujemy.


Ale uprzedzając pytanie jakie bez wątpienia masz w zamiarze mnie zadać, panie, to Charonii [Charonowie!]  potrzebni  mi  będą  do  tego  aby dostarczyć  przyszłych gladiatorów na naszą wyspę.
Ja bym w sumie zrozumiała, czemu on tak niegramatycznie mówi, gdyby był barbarzyńcą dopiero co przybyłym na wyspę. Ale nie, mieszkał tam przecież od dzieciństwa, a wychowywał się nie w koszarach gladiatorów, a na samym królewskim dworze!


Areny są postawione, chciałbym móc zacząć  igrzyska.  
Jak można zrozumieć, już wybudowano areny, ale jeszcze nie mają ludzi, którzy będą walczyć. A szkolenie, jak wiemy, trwa kilka lat.
No wiesz, zanim wyszkolą gladiatorów, arena będzie już się nadawać do generalnego remontu, więc zatrudnienie dla miejscowych rzemieślników (rymarzy zapewne, bo cieśle są zajęci wyrabianiem batów) gwarantowane i gospodarka się kręci!
Zajmowali się tym ci sami ludzie, którzy chcieli urządzić igrzyska w Krakowie.


Można  by  też  zostawić  najsilniejszych,  nadać  im pełne obywatelstwo i wykształcić ich w nagrodę za zasługi.
Natanielu, rozumiemy, że władza rzuciła ci się na mózg, ale planujesz wszystko od drugiej strony. Będą polować na dzieci, zabijać co słabsze, reszcie dadzą obywatelstwo  i wykształcenie.


– Nie chcę tu więcej pełnoprawnych niewolników! – wrzasnął Garido.
Jeden mi wystarczy!
***
Swoja drogą… czy nie jest aby tak, że pełnoprawny niewolnik to ten, który nie ma żadnych praw?


–  Tacy niewolnicy, panie. – Nataniel wsparł pięści na blacie i wstał. – Byliby dobrą siłą i zasilili nasze militaria.
Miał pewnie na myśli armię, bo przecież nie kolekcję dzid.  Z drugiej strony - wojsko złożone z niewolników? Nie, to nie wróży zbyt dobrze.
Sułtan turecki byłby innego zdania. Ale gdzie tam Natanielowi do janczarów...


Garido stanowczo powiedział nie, ale rada możnych zaczęła szeptać.
– Sami widzieliście, że gdy człowiek ma o co walczyć, gdy ma dobry cel, to tak jakby był głodny, a przed nim było długie morze.
Zapowiada się ciekawie. No i co dalej? Bierze wędkę i łowi ryby? I czy kształt morza ma tu jakieś znaczenie?
On jest w stanie je przepłynąć (na głodno, wpław? - wątpię) i ja wam to udowodniłem.
Wiemy, że Natanielowi już dawno urwało od sensu, ale zawsze jest w stanie nas zaskoczyć kolejną “mundrością”.


Pomyślcie o tych igrzyskach i wstępie na najbardziej emocjonujące widowiska. Wyspa zyska setki milionów na nowe inwestycje.
Od kogo? Od Unii Trójwyspowej?  
I za te setki milionów (czego?) będzie budować kolejne areny, na które będzie porywać następnych ględziatorów, i tak dalej, i tak dalej, aż terytorium wyspy będzie całe od aren. A tymczasem gospodrakę już do reszty szlag trafi.
Ekonomia: robisz to źle.


Być może zadłuży sąsiednie wyspy by je przejąć,
Synek, ty wytłumacz może, jak zadłużyć obce państwo?
To jest Gary Stu, on wszystko umi.


a z wygranymi [w pokera czy w ruletkę?] gladiatorami, którzy staną się naszymi wojskowymi mamy zagwarantowane, że nikt nam się nie sprzeciwi.
Natanielu - to jest wyspa… Nawet nie będzie dokąd uciekać, gdy uzbrojeni niewolnicy się zirytują.
I do tego jeszcze mur dookoła wyspy...


–  Nie chcę tu żadnych wojen! Aldain była zawsze pokojową wyspą.
–  Po co mieć trochę jeśli można mieć wszystko!? – zapytał krzykiem Nataniel.
– Póki co to ja jestem władcą! – Garido także wstał.
– Ale rada możnych może zarządzić głosowanie, czyż nie?
Wydawać by się mogło, że głosowanie głosowaniem, ale król powinien mieć ostatnie słowo. Najwyraźniej jednak nie.


Mężczyźnie zaczęli mierzyć się nienawistnym spojrzeniem.
Jeden mężczyzień i drugi mężczyzień.


– Spokojnie – starał się ich opanować Edmund. Edmund Herbert? – Myślę, że jak na  ten  czas  możemy  się  zgodzić  na  sprowadzenie  nowych gladiatorów na wyspę i ich treningi. Co z nimi potem zależy od tego jak  będą  walczyć.  Czy  takie  rozwiązanie  cię  satysfakcjonuje, Natanielu?
–  Byleby  najmniej,  [AAAAAAA!!! Czy on właśnie próbował w elegancki sposób powiedzieć “bynajmniej”?] ale  w  obecnej  chwili  nie  mogę  od  was żądać  niczego  więcej.  Myślę  iż  twój  syn  okaże  się  dobrym wojownikiem i pomoże mi trenować te jeszcze dzieci.
– Dzieci? – zdziwił się Garido.
Starość przyćmiła mu pamięć, więc udawał przygłupa.


–  Starsi,  poddani  treningowi  nigdy  nie  dojdą  do  takiej perfekcji  we  władaniu  bronią  i  walce  do  jakiej  można  zmusić dziecko. Gdy ono dorasta staje się niemal niezwyciężone. To kwestia lat ciężkiej pracy nad samym sobą i żądza krwi czyni z nas zwierzęta do zabijania, a nie dobrze przygotowani do swojej pracy trenerzy – wyjaśnił.  
- Aaaaaha! - Król pokiwał głową ze zrozumieniem, po czym ryknął: - Wywalić natychmiast tych wszystkich darmozjadów! Do roboty w polu!


Nataniel wraca do domu i próbuje być miły dla żony - wręcza jej w prezencie cenną zapinkę, w związku z czym ta czuje się zobowiązana odwdzięczyć się seksem.


Rozdział 11
Nataniel  siedział  na  łóżku,  a  na  nim  siedziała  jego  żona. Oddawali się właśnie chwili ekstazy. Niespodziewane Natan usłyszał ruch za swoimi plecami. Odrzucił kobietę w bok i chwycił za sztylet od otwierania pieczęci będący nieopodal.
Natanielu… jakby ci to uświadomić... Wiele, wiele tysięcy lat później, w odległej galaktyce, na planecie Ziemia ludzkość wymyśli papierowe koperty, które otwiera się małym, delikatnym nożykiem.
E, tu bym się nie czepiała, pieczęcie z wosku czy laku na listach faktycznie podważało się sztylecikiem. A nóż do otwierania kopert potrafi być całkiem solidny...


Zauważył w lustrach, że napastników jest więcej niż jeden,
Luster było wiele, odbić było w nieskończoność, a Nataniel liczył jak troll - do jednego i dużo.


i że mają złe zamiary, bo [robili groźne miny i zgrzytali zębami] kto inny włamywałby się do obcego domu, gdyby nie chciał skrzywdzić ludzi się  w  nim  znajdujących,  albo  ich  nie  okraść.  
Nie wiem… Święty Mikołaj?


Pchnął  sztyletem  w samą  krtań  przeciwnika,  kolejnemu  wbił  ten  sam  sztylet  w  oko rzucając nim z dużej odległości, a trzeciego popchnął aż do łaźni, a następnie  kopnął w klatkę piersiową i tym sposobem wrzucił do wody.
Albo musiał mieć kopnięcie jak wielbłąd, albo łaźnia sąsiadowała z sypialnią.


Miecz temu napastnikowi wypadł z rąk, ale wcześniej zranił Nataniela  w  łydkę,  na  szczęście  na  tyle  powierzchownie  by  nie przeciąć ścięgna.
– Podaj mi ubranie – polecił żonie, która była w tak znacznym szoku iż bała się ruszyć z łóżka. – Szybciej! – warknął. W końcu zebrała się w sobie,  narzuciła na swe nagie ciało jedną  z  sukni  i  wzięła  szatę  męża.  Zanim  jednak  wyszła  z pomieszczenia rzuciła okiem na zmasakrowaną dwójkę mężczyzn ociekających krwią i plamiącą drewnianą podłogę jej sypialni. Było jej niedobrze na sam widok, bo pomimo, że oglądała walki na arenie, to one nie odbywały się u niej w domu i nie plamiły jej ścian ani mebli.
Pierón z tym, że ludzie giną, grunt, żeby mieszkania nie zabrudzili!


W  końcu  podała  Natanowi  ubranie,  a  ten  zaciągnął  je  na siebie [ke?] i ciągle patrzył wyczekująco na mężczyznę, który wynurzył się z wody.
–  Jesteś  obywatelem  Aldain  –  zauważył.  –  Wojskowym  – dodał.
Jakim, na litość, wojskowym? Przecież nie mieli wojska, to była pokojowa wyspa i wszyscy bardzo się dziwili, dlaczego Nataniel chce szkolić jakichś wojowników.
To było Wojsko Bardzo Zakonspirowane. Względnie Ludzie Króla.


Potem chwycił za miecz przeciwnika i przyłożył mu ostrze do samego gardła. – Wyjdź powoli z wody.
Swoją drogą, to wygląda, jakby wrzucił go do jakiegoś basenu. W poprzedniej scenie (tam, gdzie Nataniel próbował być miły), Aurora też się kąpała - ale w balii.
Gwoli ścisłości, raczej w bali, i była to bardzo duża bala.


Mężczyzna  to  uczynił,  a  Natan  rozkazał  mu  odwrócić  się tyłem  i  z  przyłożonym  do  pleców  ostrzem  podprowadził  go  pod samą  ścianę.  Chwycił  za  materiał  zawieszony  na  drewnianym wieszaku i obwiązał dłonie mężczyzny w nadgarstkach. Odwrócił go przodem do siebie i zaprowadził do ciemnej piwnicy.
Znaczy co, gostek schodził do tej piwnicy - tyłem?


– Co z nim zrobisz? – dopytywała Aurora.
–  Zobaczysz.  –  Pchnął  mężczyznę  tak  mocno,  że  stracił równowagę i upadł na ziemie.
Newton zapłakał, gdy to zobaczył.


Wymierzył my kilka mocnych kopnięć w  żebra,  by  jakiś  czas  mieć  spokój.  
I żeby wyrobić limit na najbliższe trzy dni.


Przewiesił  linę  przez  hak umiejscowiony na suficie, odwiązał dłonie mężczyzny i przywiązał je ponownie, tym razem liną. Naciągnął ją i szarpnął na tyle mocno, że  włamywacz  stanął  na  nogi.  Przywiązał  koniec  liny  do  kółka wbitego w ścianę.
– Dlaczego mamy lochy? – zapytała Aurora.
Bo chcemy mieć małe warchlaczki!


Nataniel torturuje schwytanego skrytobójcę, próbując dowiedzieć się, kto go nasłał. Aurora też dostaje lanie pasem za to, że nieproszona pojawiła się w piwnicy. Darujemy sobie.


...albo nie, kawałek jednak zostawię, bo cuś mję tu zastanowiło. Wybaczcie. Wiaderka gotowe?


Mężczyzna  wskazał  dłonią  na pasek leżący  na  stoliku  tuż  przy  łóżku,  a  następnie  dwoma  palcami przywołał  kobietę,  wskazując  jej  miejsce  przed  sobą.  Pokręciła szybko głową na boki.
–  Nie zrozumiałaś czego od ciebie oczekuje? – zapytał. – W takim razie powtórzę. Weź pasek i podejdź.
Ponownie pokręciła głową na boki. Nataniel podszedł do niej szybkim krokiem i wymierzył szybki policzek, znacznie mocniejszy niż  ostatni  jaki  od  niego  otrzymała.  Potem  powrócił  na  swoje poprzednie miejsce i ponownie wydał polecenie:
– Podaj mi pasek.
Z początku się skuliła, ale wiedziała, że jeśli nie uczyni tak jak mąż od niej wymaga, to po raz kolejny oberwie, a on nie ustąpi i nadal będzie oczekiwał wykonania polecenia. W końcu chwyciła za krótki pasek, który nawet nie zauważyła kiedy dorobił się rękojeści i na  drżących  nogach  podeszła  przed  oblicze  męża.  Jego  mina  ani trochę nie złagodniała. Przejął od niej narzędzie i szybko chwycił za ramie by odwrócić bokiem do siebie. Przymierzył się do pierwszego uderzenia  i  przeciągnął  pasem  po  pośladkach  trzy  razy,  szybko  i porządnie.  Usiłowała  się  odsunąć  jak  najdalej,  by  narzędzie  nie mogło jej dosięgnąć.
– Stań prosto – polecił. – I wróć na miejsce – dodał, ale sam ją szarpnął by stanęła tam gdzie poprzednio. Ponownie się od niego szybciutko  odsunęła  i  odwróciła  tak  by  nie  mógł  jej  uderzyć  w pośladki. – Stań jak należy, powiedziałem!
–  Nie – odparła szybko. – Natan, proszę – dodała  cichutko pociągając nosem.
– Staniesz tak jak tego od ciebie wymagam, czy nie? – zapytał po przez zaciśnięte ze wściekłości zęby.
–  Proszę  –  wyszeptała  niemal  błagalnie.  W  efekcie  jej  mąż tylko przełożył pasek z prawej do lewej dłoni, a prawą się zamierzył.
Skuliła  się  na  podłodze  byleby  nie  poczuć  na  opuchniętym  od poprzedniego  uderzenia  policzku  kolejnego  ciosu  zadanego  jego twardą i dużą dłonią.
– Wstań i wróć na miejsce. Szybko!
W końcu wiedząc, iż nic nie może poradzić by jej mąż zmienił zdanie podniosła się z podłogi i ponownie stanęła lewym bokiem do niego.
Przekładając pasek z lewej dłoni do prawej zapytał:
–  Jak  śmiesz  mi  się  przeciwstawiać?  –  Przymierzył  się  do uderzenia.  –  Jakim  prawem  się  pytam?  No  jakim!?  –  krzyknął  i przyłożył tak mocno, że aż ją odrzuciło do przodu, ale nie zważając na to złapał za drugie jej ramie i przycisnął całą do swojego tułowia.
Zamierzył się kolejny raz i przyrżną trzy szybkie tak jak na samym początku.  Odczekał chwilę i  nie zważając  na jej  szloch  ponownie przyłożył  pasek  do  lekko  okrytych  pośladków.  W  końcu  jednak zrezygnował i rzucił nią na łóżko. – Zapamiętaj aby się mnie więcej nie sprzeciwiać.
No więc zastanawiam się: gdzie on się tego nauczył? Widać wyraźnie, że Natan nie bije żony “po prostu”, w złości; nie, on stosuje jakiś cały chory rytuał służący jej upokorzeniu i złamaniu. Wiemy, że sam od dzieciństwa był poddawany okrutnemu treningowi, ale chyba jednak nie takiemu, bo nie wychowywano go na sługę, bezwzględnie posłusznego i ślepo wypełniającego rozkazy, lecz na gladiatora, który miał walczyć i zwyciężać - a zatem należało wzmacniać, a nie łamać jego ducha. Jadał też posiłki z królewską rodziną, sam król odnosił się do niego przyjaźnie, nie traktowano go więc jak godnego pogardy dzikusa, a wręcz przeciwnie, jak kogoś zasługującego na szacunek.
Zrozumiałabym, gdyby był po prostu człowiekiem gwałtownym i nieokrzesanym. Tak jak wspominałam - nie ma co się za wiele spodziewać, a już raczej nie rycerskości wobec kobiet, po kolesiu wychowywanym od małego wśród gladiatorów - ale powyższa scena to jest po prostu egzekucja na zimno...
No cóż, musimy chyba przyjąć, że po prostu był obrzydliwym, małym, sadystycznym gnojkiem od samego początku, co starannie ukrywał, póki miał do czynienia z potężniejszymi od siebie, ale ze słabszymi - mógł sobie pofolgować.
W ogóle zauważyliście, że o ile “dominacja” Nataniela nad słabszymi i od niego uzależnionymi wydaje się opisana aż rzygliwie realistycznie (okej, nie pasuje do postaci, ale sama sytuacja przedstawiona jest wiarygodnie), to kawałki z “dominacją” nad królem (czyli osobą wyżej postawioną) są wręcz absurdalnie głupie i polegają głównie na robieniu z Garida skończonego idioty? Wnioski wyciągnijcie sami.


A swoją drogą zauważcie, że walki Nataniela z równymi mu przeciwnikami są opisywane bardzo zdawkowo albo wcale, zaś torturowanie żony - drobiazgowo i ze wszystkimi szczegółami...


Dobra, czas przepłukać oczy po tej ohiździe.


Rano  udał  się  zobaczyć  swoich  pierwszych,  małych gladiatorów. Jego zdaniem byli piękni, wszyscy młodzi i silni. Już po budowie ich ciał i szerokich jak na dziecięce ramiona wiedział iż się sprawdzą i będą naprawdę dobrymi wojownikami. Aby wzbudzić w nich wolę walki zastosował tą samą metodę, którą dwadzieścia pięć lat temu zastosowano na nim. Wrzucali każdego z chłopców kolejno do klatki z dzikim zwierzęciem. Czasami był to pies, innymi razy wilk, a jeszcze innymi wygłodniały sęp, orzeł lub jastrząb chcący przeciwnikowi wydłubać oczy.
Tych, którzy zostali okaleczeni, lecz przeżyli, sprzedawano niejakiemu Faginowi i wszyscy byli zadowoleni. Tylko mieszkańcy miasta dziwili się, skąd nagle wzięło się tam tylu młodocianych żebraków i kieszonkowców.


Potem głodem zmuszono ich do walk między sobą. Natan ustanowił to następująco – pierw od trzech do pięciu  dni  żaden  z  chłopców  nie  dostaje  pożywienia,  a  potem nagradza  się  posiłkiem  tylko  wygranego.  
Wygranym był ten, który zdołał wyczołgać się z klatki.
W dzieciach wola walki wzrastała z każdym dniem głodówki.  Jasssne.
Bogowie, Nataniel jest równie dobry w marnowaniu zasobów ludzkich jak polski rząd w marnowaniu środków z budżetu...


Walki  odbywały  się  na pięści i sam wkraczał między bijących się chłopców tak by żaden nie umarł.  
Gdyż na sercu leżało mu dobro podopiecznych.


Po  miesiącu  polecił  podnieść  poprzeczkę  i  trzymać  dzieci cały  dzień  w  klatkach  na  słońcu,  bez  picia.  Uznał,  że  pragnienie będzie  znacznie  lepszym  sposobem  zagrzania  ich  do  jeszcze brutalniejszej walki.
Sam przechadzał się między klatkami w swym gustownym, skórzanym czarnym płaszczu, uderzając z lekka pejczem o lśniące cholewy oficerek, a przed słońcem chroniła go czapka z trupią czaszką. Zaś w barakach koło areny jego kumpel Josef przeprowadzał na dzieciach eksperymenty medyczne.


Przepraszam, idę się upić w czarnoziem, bo tego opka na trzeźwo NIE ZNIESĘ.


Uwaga, tu będzie przypowieść.
Pewnego razu byłam w zoo. Podchodząc do klatki z małpami, zauważyłam, iż pewien szlachetny przedstawiciel naczelnych zachowywał się w sposób, który ewidentnie doprowadziłby panią poseł od spółkujących osłów do zawału - a mianowicie jedną ręką namiętnie gmerał przy przyrodzeniu, drugą przy tym wykorzystując do rzucania kupą w innych członków stada. Wtedy, widząc to, pomyślałam, że ten procent w DNA ma jednak spore znaczenie, teraz jednak wydaje mi się, że po prostu przypadkiem poznałam Nataniela :)


To jest odpowiednia chwila, żeby popatrzeć na pięknego mężczyznę z pięknym kotem.


Nataniel wciąż więził w piwnicy mężczyznę, który włamał się do jego domu. Nie zrezygnował też ze strażników, a Aurorze polecił podróżować  tylko  w  asyście  wybranych  przez  niego  ochroniarzy.
Minęły prawe dwa miesiące, (a potem lewe trzy tygodnie,) a Natan ponownie wyjął włamywacza z klatki,  (trzymając go jak kota za kark) przywiązał  na  linie  do  sufitu  i  znowu  usiłował  z  niego wyciągnąć cenne informacje. W tym samym czasie Charonii – jak sam  ich  określił  Nataniel [niegramatycznie, ale czegóż wymagać od wojownika] przewozili  na  wyspę  kolejne  porwane dzieci. Żaden z przewoźników nie mógł przewidzieć, że pod pokład wdarła się kobieta – piękna i młoda Anna.
No, raczej trudno przewidzieć coś, co już się stało.
Związek tego zdarzenia z przesłuchaniem włamywacza trochę mi umyka, ale przecież jakiś musiał być, skoro czytamy o nim w tym samym akapicie.


Dziewczyna ukryła się w jednej  ze  skrzyń  z  zamiarem  odnalezienia  półtora  miesiąca wcześniej porwanego brata. Wtedy widziała jego porwanie, ale nikt jej  nie  wierzył  iż  za  morzem  jest  jakieś  życie.  Sądzili,  że  troje chłopców [z których co najmniej jeden był dziewczynką] zgubiło się w lesie i zjadła ich dzika zwierzyna. Anna więc przychodziła  co  dnia  w  to  samo  miejsce  i  kryła  się  za  dużym kamienie,  a  gdy  Charonii  ukryli  swoją  dużą  łódź  w  krzakach  i gąszczu brzóz, a sami ruszyli na łapankę ona wślizgnęła się pod ich pokład i znalazła bezpieczną kryjówkę.
Wychodzi na to, że oni przez ten ocean faktycznie przeprawiali się łódkami, bo ukryć statek w krzakach trochę trudno.


Rozdział 12
Anna  z  przerażeniem  w  oczach  przyglądała  się  dzieciom ściśniętym w małych klatkach. Byli skuleni i płakali, za co raz po raz jeden z przewoźników wymierzał im solidnego kopniaka nie patrząc na to gdzie trafi.
Na ogół trafiał stopą  kraty i przeklinał, aż uszy więdły.
Nie rzadko trafiał w głowę czy nawet w twarz. Anna niemal od razu poczuła odrazę do tych mężczyzn.
Dziwne, dziwne...


Zauważyła ciężki, drewniany  kij  leżący  nieopodal  i  zaatakowała  jednego  z  nich uderzając  solidny  cios  w  głowę,  a  gdy  drugi  się  na  nią  rzucił zwyczajnie okręciła kij w dłoni tak by trafić w jego krocze.
Ładnie to tak się znęcać nad ciosami?


Odłożyła narzędzie i zwojem liny znalezionej obok zaczęła ich obezwładniać, oraz  kneblować.
Kneblowała też za pomocą liny? Niezwykłe talenty mają ludzie w tamtych stronach.


Miała  w  planach  wyjść  na  pokład,  zepchnąć  do morza mężczyznę stojącego na pokładzie. Nie przewidziała jednak, że  obok  pierwszego  podpokładu  znajduje  się  drugi,  z  tuzinem mężczyzn przy wiosłach dzięki którym wprawiali łódź w ruch.
Nie zauważyła tego też, kiedy chowała się na łodzi, wot, siurpryza!
To tylko taka ściema, że przy wiosłach, naprawdę obsługiwali reaktor jądrowy.


A zatem łódka, którą dało się ukryć w krzakach, miała jeden podpokład dla niewolników, drugi dla wioślarzy, zapewne też jakieś ładownie na wodę i prowiant… Chyba wyprodukowano ją w tym samym miejscu, co TARDIS.


Anna zostaje schwytana i uwięziona. Tymczasem na wyspie Isabel poszła na całość i podała truciznę nie tylko Garidowi, ale i kilku członkom rady możnych, co popsuło nieco szyki Nataniela, bo planował pozbyć się ich w inny sposób.
Garido już tak bardzo chciał wymeldować się z opka, że było mu zaprawdę wszystko jedno.


Pozostali  z  rady  możnych  przyszli  odwiedzić  chorego  i przynieśli złe wiadomości iż nie jest on jedynym chorym.
- Hej, Garido nie jęcz tak i przestań się nad sobą użalać! Takich jak ty jest jeszcze paru, wiesz?


Wszyscy szybko  powiązali  fakty (warknęli: “związać truciciela!”) i  Nataniel  w  ostatniej  chwili  podrzucił woreczek z jeszcze łyżeczką ziół trujących do jednego z pokojów należących  do  służby.  
Widzę to. Grupa ludzi zajęta walką o władzę spotyka się przy łożu kolejnego chorego, rozmawiają o grasującym trucicielu i WTEM! Nataniel się zrywa, biegnie krętymi korytarzami do pałacowego skrzydła w którym mieszka służba. Nie zwraca na siebie uwagi. Nawet przez chwilę.
W końcu na niewolników mało kto zwraca uwagę, nawet byłych.


Pod  materac  łóżka  jednej  z  niewolnic służących  panu  w  codziennych obowiązkach  takich  jak  kąpiele, masaże i podawanie do stołu.
Codziennym obowiązkiem króla było podawanie do stołu? Mówiłam, cholernie egalitarne to królestwo :D


Potem powrócił do salonu i zasiał na jednym z krzeseł.
Owies, owies!


Uśmiechnął się ciepło do wszystkich, wysłuchał słów Isabel mówiących o zaplanowanym otruciu możnych.
Znaczy w sensie, że co - przyznała się do winy?!


– A to by się zgadzało, gdyż ostatnio ktoś napadł na mnie i na mą żonę w naszej własnej sypialni – odparł jak gdyby nigdy nic. – Od prawie dwóch miesięcy usiłuje wyciągnąć z jednego z włamywaczy, któż to taki, ale milczy jak zaklęty. – Nie bez powodu Natan rzucił spojrzeniem  na  Tristana,  a  potem  powrócił  do  picia  herbaty.  
I nawet mu ręka nie zadrżała.


– Straże, przeszukać pokoje służby! – nakazał.
Isabel spojrzała na niego zaskoczona. Już w głowie domyśliła się jaki plan ułożył Natan.
Po chwili domyśliła się w trzustce.


Teraz jednak nie mogła go powstrzymać bo  rzuciłaby  tym  samym  podejrzenia  na  samą  siebie.  Strażnicy ruszyli,  a  Nataniel  rozpoczął  dyskusje  dotyczącą  ich  synów  i wnuków.
Synów i wnuków tych strażników? A po co?
Nie wiem, ale jak Nataniel się tobą interesuje, to nie wróży nic dobrego.


–  To  chłopcy,  kiedyś  będą  mężczyznami,  powinni  umieć obronić  własne  kobiety  i  dzieci.  Mężczyzna  jest  od  chronienia rodziny  –  tłumaczył  byleby  ich  przekonać  do  swoich  racji.  
Medal z ziemniaka dla tego pana!
potatohero1.jpg


Wydaje mi się, że to dobre miejsce na ładne obrazki. Gdzieś autor przejawiał ból dupy, iż geje be (zapewne dlatego, że trudno ustalić, który miałby którego tłuc), wobec czego, na wypadek, gdyby doszedł do tego fragmentu analizy…
Znaczy, to ma być taki odstraszacz na aŁtora, czy jak? Co Ty, z pewnością tu nie dotrze…


Macie ładnych szpiegów:


tumblr_nucs364bc51r0uzjbo1_1280.jpg


I coś dla fanów Gwiezdnych Wojen:


tumblr_o1anrb4tyi1qggkzoo7_500.png


Dziękuję, możemy przejść do reszty opka.


(...)
Raga starszych zaczęła dopominać się o potomka,
Raga. A więc oprócz mitów greckich mają tam również indyjską muzykę klasyczną, i to w dodatku jakże natarczywą.


w końcu Nataniel jako następca tronu miał ich zdaniem obowiązek spłodzić syna.
Garido nie dopełnił tego obowiązku i proszę, jak się porobiło.


Mężczyzna uważał podobnie i całkowicie w tym ich popierał. Właściwie  to  sam  nie  rozumiał  dlaczego  jeszcze  Aurora  nie  jest brzemienną. Zaplanował to zmienić i niemal każdego dnia próbować stworzyć  małego  księcia. Jednak  bezskuteczne  okazały  się  jego starania.
Saint-Exupéry to z niego nie był.


Nataniel idzie skontrolować transport nowoprzybyłych niewolników. Oprócz chłopców w klatkach znajduje także Annę (która gryzie go w palec niemal do kości, gdy próbuje ją pomacać). Dla postrachu każe na ich oczach zachłostać niemalże na śmierć niejaką Tamarę, służącą, która została oskarżona o próbę otrucia Garida i możnych.


–  Każdy  kto  mnie  nie  posłucha,  skończy  tak  samo!  – zapowiedział głośnym tyknięciem,
Aaaa, wszystko jasne, Nataniel jest zegarem! Pamiętacie tę zagadkę? “Nie je, nie pije, a chodzi i bije”.


potem odłożył bat, umył dłonie i wyszedł z szopy. Polecił strażnikom odwiązać Tamarę i wcisnąć do tej samej klatki, w której znajduje się gryząca piękność. Sam udał się do domu by Soledad zszyła jego coraz mocniej krwawiący palec.
–  Któż  ci  to  zrobił?  –  dopytywała  czterdziestodwuletnia kobieta.
Zapytał z offu narrator “Dlaczego ja?”.


–  Kobieta  o  twarzy  i  oczach  anioła,  ale  i  niezwykle demonicznej duszy – odpowiedział po przez lekki uśmiech na samo przypomnienie sobie blasku jej wystraszonych, dużych i zielonych oczu.
Gdyby nie były wystraszone, zapomniałby o nich jeszcze w tej samej chwili. Od razu widać, co go najbardziej kręci.


Rozdział 13


Za namową Tristana, Aurora dostarcza więźniowi sztylet, aby sam się zabił. Nataniel oczywiście domyśla się, że to ona i wiemy, jaki byłby ciąg dalszy, gdyby nie wstawiennictwo Garida (który tymczasem wyzdrowiał), więc kończy się na spoliczkowaniu, potrząsaniu i wrzaskach.


Wyszedł  z  domu  niezwykle  wściekły.  Udał  się  na  miejsce treningu chłopców i każdemu kolejno wręczał nóż. Mieli nim rzucać i trafiać w oddalony cel, będący pieńkiem. Ostrze noża miało się wbić jak najbliżej środka. Temu [tego!], któremu się to nie udawało uraczał [właściwą formą byłoby “raczył”, ale to i tak bez sensu] silnym policzkiem, albo kilkoma uderzeniami kija po nagich łydkach z taką siłą, że te niemal cięły je do krwi.
Ach, Natanielu, jaki ty jesteś odważny i bojowy, kiedy chodzi o słabszych od ciebie i tych, co nie mogą ci oddać! Jakież to Męskie, Bardzo Męskie!
q3iCWqE.gif
http://i.imgur.com/q3iCWqE.gif


Uwaga, przypowieść druga. Jeśli nie lubisz wrażeń mocno anatomicznych, pomiń.


Będąc na studiach uczęszczałam na zajęcia z preparacji zwierząt. Brzmi to całkiem fajnie, w rzeczywistości jednak polegało na długich godzinach dokładnego skórowania oraz babrania się w formalinie. W każdym razie, w końcu trzeba było takiemu martwemu zwierzakowi usunąć mózg, oczywiście bez naruszania czaszki. Robiło się to tak, że wtykało się wielką strzykawkę z wrzątkiem, po zaaplikowaniu którego mózg wypływał spienioną falą.
Mam wrażenie, że to właśnie dzieje się z moim mózgiem przy czytaniu tego opka i zaprawdę, to nie jest miłe uczucie.


Ten, który trafił w nagrodę mógł  udać  się  na  kolacje,  a  następnie  na  spoczynek.  Ta  zabawa trwała do skutku, aż ostatni z chłopców pomimo iż ledwo stał na nogach z wycieczenia w końcu wbił nóż w pieniek.
–  Trzeba  było  tak  od  razu.  Jutro  powtórzymy  ćwiczenie  – zapowiedział i wyszedł.
Wrócił  do  domu.  Miał  ochotę  na  mokre,  wilgotne  i  ciasne wnętrze kobiety.
Zestawienie tych dwóch zdań brzmi tak, jakby Nataniel wolał mieszkać w kobiecie, a musiał w domu.
Pochodzenie Nataniela: po ojcu - zegar, po matce - rzęsistek pochwowy.


Jednak po przez wydarzenia minionego dnia nie umiał  być  dla  żony  delikatny.  Pomimo  tego  nie  protestowała  i oddawała mu się bez słowa sprzeciwu. Wiedziała co by było, gdyby teraz usiłowała go odtrącić. Bała się tego, dlatego była wyjątkowo jak na nią posłuszna.
Niech to opko się skończy zanim wyrzygam jelita…


Rozdział 14
Nataniel  udał  się  po  nowych  gladiatorów  do  szopy.  Wyjął pierwszych  trzech  z  brzegu  chłopców i  niespodziewanie  oberwał kamieniem w ramie.
Znaczy się, oprawionym takim.
Pierścionkiem? Słyszałam, że duże pierścienie nieźle sprawdzają się w roli kastetu.


Zerknął znacząco na klatkę, w której siedziała Anna.
– Ty chyba nie wiesz z kim zadzierasz – przemówił do niej.
– Wiem! Z okrutnikiem! Takich jak ty powinno się zabijać!
Po jakiemu oni rozmawiają? Anna pochodzi z rodzinnego kraju Nataniela (ba, jak się na sam koniec okaże, z tej samej wioski, co on), zaś wiemy, że nasz boCHater zapomniał całkiem swego ojczystego języka poza dalekim echem słów “kocham cię, syneczku”. Ona sama też raczej jeszcze nie miała czasu nauczyć się języka wyspiarzy.


Nataniel dwóch chłopców wypuścił do strażników, a jednego zostawił sobie. Chwycił chłopca za włosy, twierdząc przy okazji, że są  trochę  za  długie (i takie niemęskie) i  podprowadził  go  pod  klatkę  z  kobietami. Wymierzył siarczysty raz otwartą dłonią w jego plecy.
– Obraź mnie jeszcze raz, a on, albo inny dzieciak oberwie.
Ciebie nie uderzę, bo już wiem, że potrafisz gryźć. Bezbronne dziecko to co innego.
Jak on sobie radził z innymi gladiatorami? Przecież wypuszczenie go na arenę z podirytowaną owcą skończyłoby się pogromem ze strony owcy...


Natan patrzył głęboko w oczy kobiety, a chłopiec wykorzystał tę chwilę nieuwagi mężczyzny i wyjął sztylet zza jego paska, uraczył go pchnięciem w brzuch. Mężczyzna stał jednak tak odwrócony iż ostrze wyszło zaraz obok naruszając tylko mięsień. Zgiął się w pół z bólu, ale pomimo tego jednym uderzeniem w twarz chłopca sprawił, że ten upadł na ziemie i wypuścił sztylet z dłoni. Z czaszki dziecka popłynęła krew. Anna krzyknęła przerażona, a Nataniel przyklęknął przy nim. Wcześniej nie zdawał sobie sprawy iż uderzył tak mocno i nie mógł przewidzieć, że chłopiec uderzy głową o kamień. Starał się zatrzymać krwawienie dłońmi.
– Zimno mi – wyszeptał ledwie słyszalnie. Nie miał więcej niż sześć lat.
Nataniel zdjął swoją pelerynę z pleców i okrył nią chłopca.
–  Wezwijcie pomoc! – wrzasnął do strażników, ale zanim ci wrócili z choćby zielarką było już za późno. Chłopiec skonał na jego rękach i nie mógł zrobić już dla niego nic więcej jak tylko zamknąć mu oczy.
Na subtelność go naszło.


Wrócił do domu. Cały drżał na ciele pomimo, że na dworze nie było chłodu, nie było nawet wiatru. Pochylił się nad misą z wodą i chciał zanurzyć w niej zakrwawione dłonie. Umoczył palce, a cała przejrzystość  zmąciła  się  ze  szkarłatną  czerwienią.  Jedna  z  łez wystąpiła na jego policzek i stoczyła się po brodzie. Wpadła do tej samej miski.
Jeszcze samotnej łzy w tym wszystkim brakowało.


–  Co się stało? – Zapytała Aurora stojąc nieopodal, za jego plecami.  –  Natan,  co  się stało?  –  powtórzyła  pytanie,  gdyż  zdała sobie  sprawę  z  tego,  że  jej  mąż  jest  cały rozdygotany.  Nie spodziewała się więc niczego innego jak tylko złych wieści.
Z trudem ukrywała pełne nadziei podekscytowanie.


Nataniel odwrócił się w jej kierunku. Podszedł bliżej ze łzami w  oczach  i  tylko  pokazał  jeszcze  wciąż  zakrwawione  dłonie.
Zapłakał  jawnie  i  padł  przed  nią  na  kolana.  Przytulił  się  do  jej brzucha i zaczął szlochać jakby sam był małym dzieckiem. Aurora nie wiedziała jak ma się w takiej sytuacji zachować. Instynktownie zbliżyła  swoją  dłoń  do  jego  włosów  i  pogłaskała.  Nie zadawała żadnych pytań, choć tak bardzo pragnęła wiedzieć co się stało.
Y, dobra. Nataniel przeżył szok, bo zabił dziecko i miał jego krew na rękach, tak? A te wszystkie inne, które na przykład wrzucał do klatek z dzikimi zwierzętami, to już spoko luzik, ich krew jego rąk nie plamiła?!
Wmawiał sobie, że przynajmniej dokarmia zwierzęta.


A teraz czas na Audrey:


Anna uwalnia siebie i chłopców, i uciekają, próbując dostać się do łodzi. Nataniel i strażnicy wyruszają w pościg, zaś Aurora udaje się na dwór ojca.


Rozdział 15
Anna i chłopcy  biegli ile sił w  nogach, dzieląc  się na małe grupki,  ale  z  wyspy  nie  było  innej  drogi  ucieczki  niż  ta  drogą morską,  a  oni  przecież  nie  mieli  łodzi.  Na  dodatek  wzniesione, drewniane  mury  obronne  i  wartownicy  ustawieni  przy  bramach skutecznie umożliwiały dostanie się na jeden z pokładów.
To oni te mury zbudowali wokół całej wyspy, a nie tylko jej stolicy? Oryginalne…
Dużo więcej oprócz stolicy raczej tam nie było.
Na pewno był jakiś las. No i areny, nie zapominajmy o arenach!


To wtedy Tristan pojął, że wyspa równie dobrze może stać się więzieniem dla jej mieszkańców.
A co tam, do cholery, robi Tristan?


Już śpieszył się by poinformować o tym Garida, ale mężczyzna  przejęty  wieściami  od  córki  nawet  go  nie  słuchał.
Zwyczajnie przeszył go na wskroś ostrzem miecza.
Zwyczajnie, Pisak nie miał żadnego dalszego pomysłu na tę postać.


Natanielowi udaje się schwytać Annę i związaną prowadzi za sobą do domu. Chłopców natomiast nie odnalazł.
Plany Nataniela rozchodzą się we wszystkie strony niczym mrówki wypuszczone na stół.


Zasiadł na konia [a następnie wsiadł na tron] i pociągnął ją ze sobą, aż do domu, w którym nie zastał swej żony.
Nataniel  postanowił  więc  uwiązać  dziewczynę  do drewnianego  filara  podtrzymującego  zadaszenie  i  wyruszyć  na poszukiwanie Aurory. Obawiał się o jej życie i zdrowie. Sądził też, że mógł ją porwać Tristan i w zamian za jej wolność zażyczyć sobie by on opuścił wyspę. Wtedy, gdyby przyłożył jego żonie nóż do gardła on  musiałby  się  poddać,  w  końcu  miał  obowiązek  ją  chronić  i zapewniać jej bezpieczeństwo.
Eeee… yyy… eee… tak. Niewątpliwie tak.


Aurora zjawia się cała i zdrowa, dostaje wciry za wyjście bez pytania i bez ochrony, aczkolwiek Nataniel nie jest w stanie okazać jej pełni swej troski, bo...


Nataniel  chciał  chwycić  po  [po] pas,  ale  nie  znalazł  go  na  jego pierwotnym  miejscu.  
Cieśle przestawili mu pasek!


Rzucił  żonie  pytające,  a  zarazem  pełne dezaprobaty spojrzenie.
–  Spaliłam  go  i  nie  dam  się  więcej  bić  –  rzekła  niezwykle pewnie, jakby coś w jednej chwili zatamowało cały jej strach przed nim. Jednak zaraz potem uciekła na drugą stronę łóżka i prosiła by jej nic nie robił, oraz przepraszała, poprzez rzewne łzy.
Odezwała się w niej natura, a Nataniel nie wiedział co z rękami zrobić.


Chwila odpoczynku dla oczu i mózgów:


Rozdział 16
Nataniel zrobił coś czego nikt się po nim by nie spodziewał, włącznie z nim samym. Obszedł łóżko i zbliżył się wolnym krokiem do  małżonki.  Chwycił  za  jej  ręce  by  przed  nim  nie  uciekała, pociągnął  do  siebie  i  wziął  w  ramiona.  Głaskając  po  włosach szeptem mówił:
– Martwiłem się o ciebie. – To była jego chwila czułości, którą za moment przerwał ostrym tonem głosząc: – Masz tak więcej nie robić.
- Nie będę tolerował przenoszenia pasa z jego pierwotnego miejsca!


Natan  wyszedł  za  zasłonę  i  chwycił  za  krzesło,  na  którym siedziała Anna. Zatargał dziewczynę do piwnicy i rozpalając świece zastanawiał się na głos co by tu z nią dalej uczynić.


–  Niegdyś uciekinierów karano chłostą stóp, albo nawet ich odcięciem.
– To już lepiej mnie zabij! – krzyknęła jak zwykle zbuntowana i bez krzty pokory.
– Zabiłem w życiu wielu ludzi, być może za liczną ich ilość, ale nigdy nie zabiłem kobiety.
– Zamordowałeś dziecko na mych oczach!
– Nie naumyślnie!
– Twoje dłonie są splamione krwią!
–  Twoje tak samo, niewiasto – rzekł rzeczowo, bez krzyku.
Anna wbiła w niego pytające spojrzenie, więc wyjaśnił, że gdyby się mu nie buntowała, to ten chłopiec nie straciłby życia.
To wszystko wasza wina, baby, przecież muchy bym nie skrzywdził, gdybyście wy mnie ciągle nie prowokowały!
– A spierdalaj – mruknął wujek Staszek, mistrz ciętej riposty, albowiem każdy inny komentarz do wypowiedzi Nataniela był po prostu niestosowny.


Nataniel  wyszedł,  powrócił  do  żony  i  z  miejsca  chciał  się zabrać za płodzenie potomka.
Już wiemy. Jest klinicznym sadystą, którego podniecają tortury. Inaczej nie stanie na wysokości zadania.


Przed tym jednak musiał rozwikłać jeszcze jedną sprawę.
– Kto kazał tobie [ci] spalić pas? – zapytał.
Aurora się wystraszyła i cofnęła o kilka kroków.
–  Jeżeli  mam  cię  nie  ukarać,  chcę  abyś  to  ty  mnie  o  to poprosiła, a jutro sama pójdziesz do cieśli i nabędziesz drugi pas. Wyraziłem się jasno?
To nie była jednorazowa pomyłka. Nie ma już żadnych wątpliwości: rzemieślnik od wyrabiania pasów nazywa się cieśla. W takim razie widocznie szyciem butów zajmuje się zdun.
Eee… więcej obrazków? A z czego to, z czego? :>


tumblr_n4owybEuqi1r5j00to1_1280.png
O, właśnie miałam postulować o jakiegoś Riario z jakimś Leosiem… Dzięki, Q! :)


Strażnicy znajdują chłopców, którzy ukryli się w piwnicy domu pewnego wdowca.


Wdowca i jego synów nakazał zabić, a dziewczynę batem nauczyć jakie na wyspie panują  zasady.  Chłopcom  natomiast  tylko  udzielił  reprymendy  i porady, że mężczyznom nie wypada słuchać kobiety.
Bo od słuchania kobiety fiutki gniją i odpadają, zapamiętajcie to!
Przecież Nataniel fiutka nie ma. Było powiedziane, że syna próbował spłodzić środkowym palcem, więc w sumie nie dziwi brak efektów.


Następnie ich nakarmił, lepiej odział i stwierdził:
– Będziecie mymi ulubieńcami.
Budzibudzibu!
Na wieczór Nataniel udał się do Anny. Klękała [klęczała] na podłodze i łkała. Jej kostka była przykuta do łańcucha. Przykucnął przy niej i delikatnie zsunął ramiączko jej szaty. Wzdrygnęła się.
–  Ciii  –  wyszeptał.  –  Jeśli  będziesz  grzeczna,  to  nic  ci  nie zrobię. – Przyjrzał się dokładnie kilku raną i zaschniętej krwi.
Rany mają oczy!!!


Nataniel opatruje Annie rany, potem składa jej propozycję nie do odrzucenia - albo zostanie jego służącą, albo nagrodą dla żołnierzy. Jakiś czas później, kiedy dowiaduje się, że Anna umie czytać i pisać (znów pytanie - po jakiemu?), powierza jej zadanie uczenia chłopców-gladiatorów.
Będzie prowadzić freblówkę!


Rozdział 17
Mijały  kolejne  lata,  a  Anna  choć  już  odnalazła  brata  nie zaplanowała dotychczas planu ucieczki. Natan jej nie ufał na tyle by wskazać jak dostać się na łodzie.
Port był najtajniejszym i najpilniej strzeżonym miejscem na tej wyspie.
Portu nie było. Był tylko mur dookoła wyspy.


(...) następnego dnia na wyspę sprowadzono kolejne dzieci. Była przerażona ich ilością [liczbą…] i skalą tego przedsięwzięcia. Jednak najbardziej bolał ją fakt, że teraz to  Rafael  zajmował  się  ich  treningami,  bo  Natan  poświęcił  się całkowicie  grupce  starszych.  
Nie dość, że sadysta, to jeszcze efebofil.


Zaczynała  mieć  wątpliwości,  czy mężczyzna jest oby na pewno taki zły na jakiego pozoruje siebie samego.
Pyszna ta fraza, zaiste.


Wszakże  za  jego  sprawą  przez  te  wszystkie  lata  zmarło tylko jedno dziecko, a za sprawą Rafaela umarło tuzin.
Dobry pan, zabił tylko jedno! A że to on wymyślił system, przez który dzieci giną…


Dziewczyna szybko  pozbyła  się  tych  wątpliwości,  gdy  na  małych  arenach zaczynały być odbywane walki. Walki małych, niemających więcej niż dziewięć lat gladiatorów.
Mieli też małe arenki dla małych chłopców. Na widownię wpuszczano dzieci do 13 lat.


Z początku były to tylko walki na pięści, albo  drewniane  miecze.  W  końcu  rada  starszych  zażądała brutalniejszego widowiska, a Nataniel choć nie poparł ich decyzji, to także się jej nie przeciwstawił.
Najpierw zdziwiłam się trochę, bo sądziłam, że Nataniel miał zamiar zrobić z nich w pełni wyszkolonych, doskonałych gladiatorów, a nie pozwolić, by się wytłukli przed ukończeniem dziesiątego roku życia - ale potem zrozumiałam! Nataniel wie, że jeśli któryś z chłopaków osiągnie dorosłość, może tak samo jak on sięgnąć po władzę i jeszcze, nie dajcie bogowie, jego samego zaciukać, więc to oczywiste, że nie może do tego dopuścić.
A swoją drogą, rozumiem, że po zakończeniu przez Nataniela kariery na całej wyspie już w ogóle zrezygnowano z walk dorosłych wojowników?
Wszystkich dorosłych gladiatorów Nataniel wykończył, więc nie było komu walczyć.


Wtedy Anna zaczęła żywić do niego jeszcze większa odrazę niż zazwyczaj. W  Aldain  teraz  niemal  co  dnia  jakieś  dziecko  zostawało mocno albo śmiertelnie okaleczone, a następny w kolejce do walki miał być jej brat. Wtedy dziewięcioletni Oskar oznajmił iż wie jak wydostać się z wyspy. Podsłuchał możnych iż wyspa ma podziemia w domu samego Garida, a te prowadzą bezpośrednio na plaże, z nich zaś już nieopodal jest prywatna łódź władcy.
Władca powinien zawsze być przygotowany na wypadek rewolucji!


Anna prosi o pomoc Isabel - planują uciec łodzią Garida, która jednak może pomieścić tylko trzydzieści osób, więc muszą wybrać tylko niektóre z dzieci. Niestety, wszyscy zostają schwytani podczas przekradania się przez podziemia, a Rafael, pomagier Natana, chce zabić starsze dzieci (w tym brata Anny), młodsze natomiast skazać na chłostę. Anna obiecuje Natanowi, że zrobi dla niego wszystko, jeśli ocali dzieci. Ten każe jej wybrać jedno - Anna wskazuje pięcioletniego chłopca imieniem Martin. Okazuje się, że Nataniel, który wciąż nie doczekał się dzieci z Aurorą, teraz właśnie wpadł na pomysł, żeby adoptować sobie syna. Aurora nie jest zachwycona, ale nie ma nic do gadania.


Natan był wściekły, ale nie z powodu zachowania Aurory, czy ucieczki Anny i chłopców. Zwyczajnie cały plan zaczynał wymykać mu się spod kontroli, bo gdy w końcu pozbył się Tristana, to teraz Rafael wchodził  mu w drogę  i  zamiast  wypełniać  jego  polecenia,  to  słuchał  się  Garida. Wiedział iż najprościej byłoby wyeliminować teścia, ale nie chciał tego czynić.
To po co była intryga z truciem teścia?
Zmienił zdanie...


Chciał by władca widział jak rządy na jego wyspie się zmieniają, a możni i ich rodziny giną w bestialski sposób na arenie zabijane przez gladiatorów, których sami w tym celu wytresowali.
Wiecie, gdyby Natan nie był takim obślizgłym dupkiem, to nawet czytałabym taką historię...
W fachowej literaturze nazywa się to “rozszerzone samobójstwo”, ale Nataniel jeszcze o tym nie wie.
Czas na kotki:


Teraz jednak sam nie mógł wzbudzać podejrzeć sabotażu.
Nie podglądaj sabotażu, bo sabotaż będzie się wstydził! Zwłaszcza wzbudzony!


Anna za karę zostaje przywiązana do drzewa, zakneblowana i pozostawiona na noc w lesie. To tak w ramach “niewzbudzania podejrzeń sabotażu”, rozumicie, bo oczywiście jeśli Natan potraktuje łaskawie ładną, młodą niewolnicę, to wszyscy uznają to za baaaardzo podejrzane. Tak.


Rozdział 18


Nataniel wymyka się z domu, żeby dotrzymać Annie towarzystwa. Rozwiązuje ją, karmi, okrywa własnym płaszczem i zapewnia, że choć obiecała mu wszystko za uratowanie dzieci, to teraz nie zrobi nic wbrew jej woli. Chyba go ktoś podmienił…


–  Gdyby pan był mym mężem, albo kiedyś mój mąż postąpił tak jak teraz pan urządziłabym mu karczemną awanturę.
– Na szczęście w Aldain rządy w domach sprawują mężczyźni i żony nie mają aż takiej wolności słowa jak w twym kraju, Anno.
–  Nie  powiedziałam  iż  u  nas  to  mężczyźni  nie  sprawują rządów. U was jednak opiera się to na strachu.
– A u was? – zapytał i zmarszczył czoło jednocześnie mrużąc oczy. Zawsze tak czynił, gdy był czymś naprawdę zaciekawiony.
–  A u nas kobiety słuchają swych mężów z racji szacunku, który oni sami zdobyli, a nie takiego wymuszonego siłą i terrorem.
Natan rozważał to przez chwilę, po czym stwierdził: “Nie, to jakieś nowomodne wymysły, niezgodne z naszą tradycją!”


–  Aurora  nigdy  nie  okazywałaby  mi  należytego  respektu, gdyby się mnie nie lękała i nie bała tego co nieś może z sobą jego brak.
Powiedział ten, który zna  Balladę o dwóch koniach:
Z tej balladki smakowitej
Niech popłynie morał w świat:
Gdy mieć pragnie autorytet
Bandzior, co ma w ręku bat.


Kto się stawia, ten ma z tego
Mimo wszystko jakiś zysk,
A kto słucha i ulega,
Ten najpierwszy bierze w pysk...


– Skąd wiesz, panie, skoro nigdy nie spróbowałeś?
–  Skąd  wiesz,  że  nie  próbowałem,  Anno?  –  odpowiedział pytaniem  na  pytanie.  
Anna nie wie, ale my wiemy!


–  Znam  Aurorę  dłużej  niż  ty,  dlatego  teraz jestem przy tobie, a nie przy niej.
Królewna już mu obrzydła?
Bywa...


Doceń to i nie zadręczaj mnie niewygodnymi  pytaniami,  które  jak  najbardziej  teraz  nie  są  na miejscu.
Bo w ryj!


–  Przepraszam  –  szepnęła  szybko  i  spuściła  z  niego  swój wzrok. Wsunął dwa palce pod jej podbródek i ponownie uniósł jej głowę do góry. Spojrzał głęboko w oczy i zaczął sunąć dłonią po jej szyi, a następnie dekolcie.
– Nie bój się – szepnął nakrywając jej nagą pierś swą dłonią.
– Chcesz…
–  Tylko  jeśli  mnie nie odtrącisz. Wybór  pozostawiam tobie Anno.


Niespełna  dwudziestoletnia  dziewczyna  założyła  ręce  na szyje mężczyzny (wszystkie trzy) i delikatnie, z początku niepewnie przyłożyła swoje usta do jego twardych, niemal skamieniałych warg. Rozchylił je tylko na minimetr (!) i pozwolił jej zapanować nad tą pieszczotą. Nie chciał jej  przestraszyć  nachalnością  i  zbyt  brutalną  jak  na  tak  młodą dziewczynę namiętnością. W końcu jednak nie dał rady nad sobą dłużej panować i nakrył jej ciało swoim. Nie wystraszyła się. Zaczęła rozsupływać  wiązania  jego  szaty  i  ściągać  mu  ją  przez  głowę. Przejechała opuszkami palców po jego plecach, wyczuła zgrubienia blizn  pozostałych  po  okrutnej  i  bestialskiej  chłoście.  Zerknęła pytająco w jego oczy, jakby ze współczuciem skrytym we własnych źrenicach, ale nie zdążyła zadać pytania na głos, gdyż mężczyzna wessał się delikatnie w jeden z jej sutków. Przeszedł ją dreszcz, a ukucia jego brody choć z początku nieprzyjemnie łaskotały stały się tym do czego z czasem nawykła i  zaczynała wyczekiwać tego typu pieszczot.
Znaczy, stałym elementem ich gry wstępnej stało się smyranie brodą?
Żeby jeszcze smyranie, ale to było wręcz kucie!


– Chyba nie umiem być delikatny – uprzedził zbliżając usta do jej szyi i sunąć językiem po najgłębszych zakamarkach ucha.
Woskowinka, mniam, mniam!


W końcu rozchyliła bez ponagleń swoje  uda i poczuła jego twardą  i  dużą  męskość  w  swym  wnętrzu.  Chciała  krzyknąć,  ale Nataniel zapobiegawczo zasłonił jej usta. Nie chciał by hałasowała, bo to mógłby ktoś usłyszeć nawet z oddali. Strażnicy byli bardzo czujni. Sam ich tak wyszkolił.
No i co by mu zrobili? Był przecież jednym z możnych tej wyspy, zięciem króla, jeśli przyszła mu fantazja przelecieć niewolnicę, któż mógłby mu zabronić?


Poruszył się ponownie, a Anna poczuła taki ból, że zacisnęła ząbki na jego dłoni tuż obok małego palca.
Znów go ugryzła. Ząbkami...
Potem  zerknęła  przerażona  na  jego  minę,  ale  on  się  tylko uśmiechnął i oznajmił:
– Kolejny raz mnie ugryzłaś.
Powrócił do obcałowywania jej szyi i piersi, choć najbardziej i najczęściej splatał ich języki z sobą, jednocześnie poruszając się w niej.
Ciepło, ciepło…


Rozdział 19


(...)
Chłopiec stał się ulubieńcem Nataniela i to do tego stopnia, że ten uczył go nie tylko walczyć, ale i jeździć konno, nosił na barana i pozwalał  wskakiwać  w  swoje  objęcia  z  podwyższenia  skalnego.
Aurora także nawykła już do myśli, że nie będzie miała swych dzieci, skoro  przez  tyle  czasu  bogowie  im  ich  nie  ofiarowali.  Zaczęła rozpuszczać małego Martina na każdy z możliwych sposobów, od zakupienia  chłopcu  konia  na  biegunach,  po  prawdziwy  miecz  u kowala dokładnie dopasowany do jego wzrostu i wagi.
Jestem zaskoczona, sądziłam, że wyrobem mieczy na tej wyspie zajmują się szewcy.


Teraz gdy wracała z chłopcem z miasta wypytywała go kim będzie gdy dorośnie.
–  Będę silny jak ojciec – odpowiedział i zaraz gdy dostrzegł Nataniela w oddali rozmawiającego z Garidem rzucił się do biegu krzycząc: – Tata!
Chłopiec pragnął wpaść w objęcia ojca, jednak nie dostrzegł pędzących na arenę wozów zaprzęgniętych do koni.
Na całym świecie zaprzęgano zwierzęta pociągowe do wozów, ale tu na wyspie opracowano nowy, rewolucyjny system - to wozy ciągnęły za sobą zwierzęta!


– Martin! – wrzasnęła Aurora i ruszyła za chłopcem. Malec  był  jednak  szybszy  od  przybranej  matki.  Nataniel  w ostatniej  chwili  chwycił  chłopca  pod  bok  i  przebiegł  z  nim  poza zasięg kopyt. Poczuł jak serce bije mu ze strachu w klatce piersiowej tak mocno, jakby pragnęło z niej wyskoczyć. Nie znał wcześniej tego uczucia.  Pomimo  tego  jednak  chwycił  chłopca  za  ramionka  tak mocno iż z pewnością narobił mu siniaków i potrząsnął energicznie wrzeszcząc,  że  ma  tak  więcej  nie  robić.  Słowa  jednak  do  uszu chłopca nie docierały, był zbyt wystraszony. Natan odwrócił dziecko bokiem do siebie i wymierzył mu trzy szybkie w pupę, następnie puścił rękę chłopca, a ten wyrwał się jak oparzony i od razu wtulił w Aurorę. Natan natomiast jakby nigdy nic powrócił do rozmowy z Garidem, rzucając do żony tylko aby przestała przytulać syna, gdyż w  jego  mniemaniu  otrzymał  to  na  co  zasłużył.  Aurora  nie  miała innego wyjścia jak tylko usłuchać męża.
Ałtorze. Wiemy już doskonale, że Natan jest bydlakiem i tępym chamidłem, naprawdę, nie musisz nam o tym już więcej przypominać! Wiemy!


Przerwa na droida!
http://disneyexaminer.com/wp-content/uploads/2015/12/star-wars-the-force-awakens-review-disneyexaminer-poe-dameron-bb8.jpg


Tymczasem okazuje się, że Anna też jest w ciąży i obawia się o przyszłe losy swego dziecka.


–  Dziecko  niewolnicy  będzie  skazane  na  życie  gladiatora, prawda? Zaczniecie go tresować już od kołyski czyż nie!?
– Zamilcz! – padło ostre polecenie. – To też będzie me dziecko i nie dam go skrzywdzić.
–  Widzę jak traktujesz już jedno dziecko, które uważasz za swe. Karząc je swą ciężką ręką za nawet najmniejsze uchybienie i przypadkowe nieposłuszeństwo.
–  W  moim  mniemaniu  nie  ma  czegoś  takiego  jak „przypadkowe  nieposłuszeństwo”.  Jest  tylko  jawny  sprzeciw.
Oczywiście. I dziecko, które przebiegło przez ulicę, żeby rzucić się w jego objęcia, tak potwornie (i celowo!) podważa jego autorytet, że zasługuje tylko na lanie.


Aurora dowiaduje się, że mąż będzie miał dziecko z inną i robi awanturę.


– Puść mnie! Puszczaj! Brzydzę się ciebie!
Nataniel nie zamierzał torować takich słów.
W związku z tym utorował drogę stadu pawi.  


Ponieważ Aurora brzydzi się Natana, ten dochodzi do wniosku, że najlepszym sposobem ukarania jej będzie gwałt. Ciach!
*Kura wyrzuca wycięty fragment, po czym starannie dezynfekuje ręce, oczy i mózg*
Próbowałam to jakoś skomentować, ale w sumie - po co? To mówi samo za siebie.

Rozdział 20
Jak  nietrudno  się  domyślić  Aurora  poskarżyła  się  ojcu  na zachowanie  swego  męża.  Pominęła  jego  brutalność  w  relacjach intymnych. Oznajmiła tylko iż jej mąż dopuścił się zdrady.
– Mężczyźni zdradzają, nawyknij – odpowiedział jej Garido. – Rozumiem twój ból, ale naszej natury nie zmienisz – dodał chcąc ją nieco uspokoić.
Dzięki, tato, jestem już całkiem spokojna, pocieszyłeś mnie jak nikt!


–  Przymykałam  oczy  na  jego  wszystkie  zdrady  z  niejedną kobietą, ale tę małą dziwkę on darzy jakimś uczuciem. Sprawił, że stała się brzemienną, podczas, gdy mnie nie potrafił tego ofiarować.
Aurora więc zaczęła rozpaczać, a Garido zagroził Natanielowi wydaleniem  z  rady  możnych.  W  Aldain  mężczyzna  miał  prawo zdradzać, ale dzieci mógł mieć tylko z żoną.
O, to interesujące. A jak to wyglądało w praktyce? Znali antykoncepcję? Poddawali aborcji wszystkie nie-żony, które zaszły w ciążę? A może, jak w przypadku żon Jakuba, dziecko niewolnicy było automatycznie uznawane za dziecko jej pani?
Według ichniego kodeksu (zapomnijmy na razie, że pojawia się on i znika tylko wtedy, kiedy dla akcji opka jest to wygodne), małżeństwo u nich zaczyna się w chwili stosunku, a więc każda kobieta, z którą delikwent się prześpi, staje się żoną. To na czym w takim razie polegają zdrady...? Yaoi alert!
Baba, rozwiązałeś problem - faktycznie, zdrada może być, ale dzieci z tego nie będzie!


Podejmując więc ryzyko dopuścił do siebie myśl iż może zostać skazanym na mieszczaństwo.
Mieszczaństwo to pikuś, strach pomyśleć, co by było, gdyby skazali go na drobnomieszczaństwo!


Garido obiecuje, że nie wyda Nataniela przed radą możnych, ale pod warunkiem, że dziecko Anny zostanie zabite. Nataniel się zgadza i odbiera je matce zaraz po porodzie, ale z pomocą swej dawnej piastunki, Soledad, udaje mu się ukryć synka. Aurora żąda jednak, by dodatkowo wychłostać Annę - ma to zrobić sam Nataniel.


Nataniel stanął  więc  naprzeciw przytwierdzonej  dłońmi do zwisających z sufitu łańcuchów Anny. Jeden ze strażników rozpoczął już biczowanie jej pleców, a Natan wiedział iż nie może okazywać litości i wzbudzać żadnych podejrzeń. Potrzebował uśpić czujność Garida.
Mujeju, czyżby Garido, znany jako Królewska Pipa, nagle zrobił się groźny?
Już zapomnieliśmy, że on jest królem, a ten chłystek… no chłystkiem.


(...)
Nakazał więc zdjąć ją z podwieszeń i wyszedł z szopy oddając bat w ręce jednego ze strażników. Nie mógł dłużej patrzeć na jej cierpienie.
Łojojoj, biedny misiaczek, zaraz się zapłaczę na śmierć ze współczucia.


Loki też współczuje:
tumblr_m6jxiwVBtI1rxt1sbo1_500.gif


Rozdział 21


Anna, przekonana o śmierci dziecka, popada w apatię, odmawia jedzenia i picia.


Mężczyzna  bardzo  chciał  jej  powiedzieć,  że  chłopiec,  którego urodziła  żyje,  ale  bał  się  jej  reakcji,  tego,  że  może  zepsuć  jego idealnie dopracowany plan, który zbliżał się wielkimi krokami.
Durnyś, Natanielu. Przeciwnie - wiedząc, że dziecko żyje, byłaby bardziej skłonna do współpracy!


Nataniel miał w planach zamknąć możnych i najbogatszych na arenie w miejscu publiczności, a ich synów wystawić do walk z jego już nie tak małymi gladiatorami.
Ciekawe, ilu ich jeszcze pozostało. Dziesięciu? Trzech?


To widowisko miało się odbyć za dwa  tygodnie,  ale  nie  doszło  do  niego,  bo  Aurora  jednym, nieodpowiednim posunięciem znacznie przyspieszyła sprawę.


“Nieodpowiednim posunięciem” jest to, że Aurora chce się pozbyć Anny na dobre, napuszczając na nią małego Martina, któremu daje “ostro zakończony drucik” aby wbił go w serce kobiety.


Tłumaczył  sam  sobie,  że  to  jak  zabicie królika. Tyle, że on nigdy tak naprawdę nie widział, jak mężczyźni zabijali króliki bo odwracał wzrok lub zamykał oczy. Tata był zawsze potem na niego zły, mówił, że żaden mężczyzna z niego nie będzie.
No więc właśnie. To jest taki kawałek, do którego z pewnością bym się przyczepiła w jakimś opku dziejącym się współcześnie albo gdyby bohater był kimś innym, ale trudno wymagać od gladiatora, żeby miał inne poglądy na prawdziwą męskość, co nie? Tymczasem straszliwa mizoginia Natana nie wydaje się być koniecznym elementem światopoglądu gladiatora, a raczej jego prywatną i osobistą bucerą.


Zamach nie udaje się jednak, Nataniel bór wie skąd natychmiast dowiaduje się o wszystkim, najpierw tłucze syna na kwaśne jabłko, a potem, kiedy dowiaduje się, że to był rozkaz Aurory, również ją. Następnie decyduje się wywołać rozruchy, posłać swych gladiatorów do walki z mieszkańcami miasta i uciekać razem z Anną na łodzie. Nie mam pojęcia, dlaczego działania Aurory przyspieszyły tu cokolwiek, w końcu była to jedna z miliona awantur z rękoczynami w ich domu, nie miała nic wspólnego z przygotowywaną zemstą, nie doprowadziła do ujawnienia żadnych tajnych planów… Cóż, może po prostu Nataniel poczuł, że dłużej już nie wytrzyma?


Marco (brat Anny) dostaje zadanie - ma wziąć ze sobą Aurorę i małego Martina i wywieźć ich do portu pod pretekstem, że mały chce obejrzeć statki. Na miejscu ma wsadzić chłopaka na łódź (gdzie już czeka Anna), zaś Aurorę zabić. Tego ostatniego rozkazu Marco nie wykonuje, zostawiając kobietę jedynie związaną i zakneblowaną gdzieś w porcie.


Starsi gladiatorzy zaczęli pilnować bramy i zabijać każdego kto chciał im przeszkodzić w ucieczce, a Natan i kilkoro innych w tym czasie chwycili za pochodnie i rozpoczęli podpalanie suchego zboża (a nie lepiej słomy?)  i  drewnianych  aren,  w  których  już  byli  uwięzieni  dzieci możnych.
A one tam skąd? Przecież wielkie widowisko miało się odbyć za dwa tygodnie dopiero.
Bite, pozbawiane wody i jedzenia przygotowywały się do walk. I tak oto przekonanie, że bycie gladiatorem wymaga wieloletnich treningów poszło się wypasać, a okres ćwiczeń skrócono do niezbędnego minimum.


Nataniel patrzył na ogień z uwielbieniem, jakby ten widok go oczyszczał i uspokajał zarazem.
Natanielowi  udało  przedrzeć  się  przez  oszalały,  tratujący siebie nawzajem tłum. Kilka kobiet, mężczyzn, a nawet dzieci ściął mieczem  byleby  zdążyć  dobiec  po  swojego  syna  zanim  ogień  na dobre się rozprzestrzeni i zawładnie całą wyspą.
Rozumiem, że cała wyspa była gęsto zabudowana?
Tu arena, tam arena...


Dotarł do chaty, w której ukrywała się Soledad. Kobieta przekazała mu dziecię na ręce, pogładziła  po  policzku  jak  wtedy,  gdy  był  chłopce  i  wróciła  się jeszcze po cieplejsze okrycie dla maluszka, gdy Rafael strzelił z łuku.
Celem  było  niemowlę,  ale  mężczyzna  nigdy  nie  był  celnym strzelcem.  Natan  na  moment  porzucił  chłopca  i  ściął  Rafaelowi głowę.
Miał taki długi miecz, czy Rafael chybił z odległości metra?


Kiedy chciał wziąć syna z powrotem na ręce zobaczył go w łapach Garida.
Rafael strzela, z metra pudłuje, Nataniel rzuca dzieckiem, łapie je w powietrzu król, który teleportował się Bór wie skąd, a wszystko to dzieje się w chatce niewolnicy.


– Klęknij – zażądał siwy już mężczyzna.
A informacja o tym, że już zdążył posiwieć, jest nam w tym momencie tak niezbędnie potrzebna...


Natan bez chwili zastanowienia padł na kolana. Garido wyjął miecz i  chciał  go wbić w serce  mężczyzny,  ale ten odepchnął  od siebie ostrze, choć w ten sposób przekłuł sobie dłoń na wylot. Z pomocą przyszła mu Isabel i zanim Garido skrzywdził chłopca, ta ogłuszyła go uderzeniem w tył głowy przy pomocy ciężkiego pręta.
Swoją drogą to niesamowite, jak w tym totalnym chaosie, podczas walk, pożaru itd., wtem! wszyscy spotkali się w tym samym miejscu.
Cóż, wyspa nie była szczególnie duża, łatwo było niespodziewanie wpaść na kogoś znajomego.


Chłopiec upadł na twardą ziemie i zapłakał, ale żył i to był powód do radości. Straże Garida zaczęły zataczać kręgi.
A im co odbiło, tańcować tu teraz będą?
Albo jak Indianie wokół dyliżansu. Bez tej sceny western się nie liczy.


–  Weź chłopca i biegnij lochami! – nakazał Natan kobiecie, a sam stanął do walki z trzydziestką mężczyzn.
Fajnie, tyle że w celu “pobiegnięcia lochami” musiałaby wrócić do pałacu Garida w płonącym mieście; tam znajdowało się wejście do podziemi.
Każda chatka miała lochy. To fundamentalne.


Isabel  dostała  się  na  statek  i  przekazała  małego  jak  się okazało Victora na dłonie Anny,
- Ło materdyjo! - Kura z podziwem plasnęła w ręce. - No paczciepaństwo, leci tak z tym dzieciakiem, leci, aż tu wtem! okazuje się, że to Victor!


mówiąc, że Natan walczy, i że nie ma na co czekać.
Ma przeciwko sobie trzydziestu, chwilę mu to zajmie.
Marco pomimo protestów siostry odkotwiczył łódź i nakazał  gladiatorom  wprawić  ją  w  ruch,  a  sam  wyskoczył  by zawrócić do płonącego Aldain i pomóc Natanielowi stoczyć jedyna słuszną walkę w jego życiu.
Anna po przez łzy, wciąż tuląc dziecko do siebie krzyczała:
– Nie! Marco, wracaj!
Kobieta już miała pozostawić syna na statku, a samej rzucić się  na  ratunek  bratu,  ale  Isabel  ja  przed  tym  powstrzymała, tłumacząc, że chłopiec przede wszystkim potrzebuje matki, a dwaj mężczyźni, którzy naprawdę ją kochali  poszli na pewną śmierć z myślą, że ona i ten maluszek będą mieli spokojne życie.
–  Nie  pozwól  by  ich  poświęcenie  poszło  na  marne  – zakończyła swoją przemowę i rozejrzała się dookoła. Gęste opary dymu były widoczne nawet z tak daleka, pomimo, że cała wyspa wydawała się być już wielkości kciuka, a z każdej strony otaczała ich głęboka woda.
Faktycznie mają na tych łodziach napęd odrzutowy...


Epilog
Anna wraz z Isabel i dziećmi dotarła do wyspy. Jej rodzina i przyjaciele z zeszłych lat oczom nie umieli zawierzyć. Padły pytania „co się stało?” i „gdzie jest Marco?”, ale nie umiała na nie dokonać jednoznacznej odpowiedzi.
Dlatego dokonała rozbioru logicznego i wyszedł jej jeden wielki bullshit.


Chciała wierzyć, że ojcu jej dziecka i jej bratu  się  udał,  że  teraz  są  w  drodze  i  że  dotrą  omijając  burze  i wichry. Większość dzieci nie pochodziła z tej wyspy, a w tych którzy  byli  stąd  ciężko  było  odnaleźć  tamtejsze  radosne  dziecię,  bez zmartwień  i  pełne  beztroskich  pomysłów  na  zabawę  niemal każdego dnia. To już byli wojownicy, mali ale gladiatorzy i tak jak Nataniel nie chwalili się swoją uczuciowością, a skrzętne ją chowali pod swymi szatami, z mieczami przywiązanymi przy boku.
No tak, chodzenie z uczuciowością na wierzchu jest raczej niemile widziane nawet w prymitywnych społeczeństwach.


Nataniel teraz był na jednej z łodzi, wraz kilkudziesięcioma rannymi i tylko z kilkoma zdolnymi do wiosłowania. Marco starał się tamować  jego  krwawienie  z  barku  i  brzucha,  czynił  to  swoimi szatami, ale to zdawało się na nic. Mężczyzna był coraz słabszy i jak przez mgłę wspominał wydarzenia sprzed kilku godzin.
Garido miał go na muszce, mierzył do niego z łuku zabranego jednemu z poległych gladiatorów.
Łuk z muszką. Aha.


Wystrzelił, ale Aurora uwolniła się i rzuciła na pomoc.
Bór jeden wie, co jej odwaliło w ostatnim momencie...


Osłoniła męża własnym ciałem, przez co ostrze strzały  przeszło  ją  na  wylot,  a  w  niego  wbiło  się  tylko powierzchownie.  Czy  uczyniła  tak  z  miłości,  czy  tylko  z przyzwyczajenia?
Z przyzwyczajenia, oczywiście - tak przywykła, że zawsze za wszystko obrywa, że już jej było wszystko jedno, czy to bat męża, czy strzała ojca.


Natan nie wiedział, ale pozostawił zostawić z tym Garida  samego,  przy  życiu,  by  rozpaczał  iż  to  on  sam  zabił  swą jedyną córkę. Umierała stosunkowo długo, a Nataniel był w stanie złożyć ostatni delikatny pocałunek na jej ustach i wyszeptać:
– Dziękuje, kochanie.
- Pierdol się, bucu - wyszeptała słabnącym głosem.


Marco  spalił  wszystkie  łodzie,  oprócz  dwóch,  na  które załadowali się mali gladiatorzy i kilka niewolnic, którym udało się opuścić  miasto.  Jedna  taka  służyła  Natanowi  pomocą  już  na pokładzie.  Zszywała  jego  ranę  z  pomocą  kawałka  naostrzonego pręta odkażonego winem i własnych włosów.
Wino, jak rozumiem, miało co najmniej 70% alkoholu, bo dopiero takie stężenie odkaża? A włosy też odkaziła? A skąd w ogóle wiedziała, że trzeba?
Stąd, skąd i wojownicy Garida wiedzieli o istnieniu genów.


Na łodzi nie było do dyspozycji niczego innego.
W końcu łódź dobiła do brzegów wyspy.
Tak tylko mimochodem przypomnę, że ta wyspa znajdowała się kilka tysięcy kilometrów od Aldain. Ciekawe, ile czasu zajęło im pokonanie tej odległości, skoro mieli tylko kilku sprawnych wioślarzy.
Do wioseł zaprzęgnięto niewolnice i małych gladiatorów, a resztę załatwił silnik odrzutowy do spółki z reaktorem.


Marco i jeszcze jeden chłopak pomogli Natanielowi dostać się na plaże. Anna już inaczej ubrana, w mniej skąpą szatę wyszła mu na przywitanie.
Nie żebyśmy w ogóle wiedzieli, w co się ubierała przedtem i czy te szaty były skąpe, czy nie. O czymkolwiek fantazjował Pisak, zostało to w jego głowie.


Mężczyzna z braku sił padł przed nią na kolana, a kilku mieszkańców zatoczyło koło.
I podeszło do lądowania.


Pewna kobieta zerknęła na przedramię Nataniela i rozpoznała w  nim  chłopca  zaginionego  sprzed  trzydziestu  lat.  Wtedy  był czteroletnim,  ciemnowłosym  dzieckiem.  Niezwykle  niesfornym, przez co poparzył sobie w charakterystyczny sposób rękę o ognisko, a  ślady  po  oparzeniu  przypominały  dużego  kleksa,  a  nawet niektórym  kojarzyły  się  ze  skrzydłami  motyla.  
Aha. O ile pamiętam z poprzedniej części, Nataniel został porwany (jako pięciolatek!) bezpośrednio po tym, jak się poparzył, zanim jeszcze matka zdążyła wrócić z bandażem, aby go opatrzyć. Ergo, nikt w wiosce nie wiedział, jak wyglądała jego blizna, zresztą nawet jeśli, to przez trzydzieści lat i tak mogła zmienić kształt.
Zaraz po poparzeniu ktoś mu błyskawicznie zrobił fotkę, żeby wrzucić na fejsa relację na gorąco.


Anna  nie  mogła widzieć tego oparzenia wcześniej, gdyż mężczyzna od nadgarstka niemal  aż  do  łokcia  nosił  ochraniacze,  mające  na  celu  bronić  go przed ostrzem ciosów i cięciami miecza lub sztyletu.
“Ostrze ciosów”? Chodzi o taką metalową nakładkę, którą słoniom bojowym zakłada się na tak zwane kły?


–  Synku – szepnęła siwa kobieta klękając przy dorosłym już mężczyźnie.
– A więc stąd pochodzę – wywnioskował słabnącym głosem. – A więc umrę w domu.
–  Nie  umrzesz! –  krzyknęła Anna.  – Nie możesz umrzeć.  – Strzeliła mu w twarz by się ocucił. [by go ocucić]
Z jakiejś rusznicy, mam nadzieję.
(bo gdyby chodziło o spoliczkowanie, to “strzeliła go w twarz”)


W ogóle, nie wiem, czy zauważyliście ;) ale walenie się nawzajem po ryjach wydaje się tutaj najpopularniejszym sposobem komunikacji międzyludzkiej. No cóż, wiadomo, że słowa są źródłem nieporozumień...


Z pomocą zjawiła się starsza zielarka, słynna na całą wioskę ze  swych  ziół  i  wywarów  pomagających  niemal  na  wszystko.
Chłopcy  przenieśli  Nataniela  do  jednej  z  chat  postawionych  na stelażu z drewna i owiniętych złączoną szyciami skórą zwierząt.
Przez te wszystkie lata sztuka budowlana się rozwinęła, bo chatki - jak pamiętamy, drewniane lub materiałowe - zaczęto stawiać na stelażu i owijać skórami (zamiast od razu budować je ze skóry). Trochę to dziwnie musiało wyglądać, ale z pewnością było praktyczne.


–  Byłaś mu pisana – usłyszała Anna od siwej kobiety. – Twa matka  już  jako  jeszcze  dziecko,  gdy  zobaczyła  go  w  kołysce powiedziała „dla mnie jest za młody, ale gdy będę miała córkę, to wydam go za niego za mąż”.
Gdy będę miała córkę płci męskiej, oczywiście.


Jej słowa się dopełniły, choć bez jej udziału.
Wniosek: uważać, co się mówi, bo nigdy nie wiadomo, czy gdzieś w pobliżu nie przelatuje akurat zła wróżka.


Bla bla bla, Natan przez jakiś czas leży nieprzytomny, ale w końcu się budzi.
Smuteczeg :<


–  Nie możesz chodzić! – krzyknęła Anna w chwile znajdując się przy nim. – Musisz wrócić do łóżka…
–  Ciii. – Jego szept przeszedł w gwizd oznaczający, że w środku się zagotował. Pogładził kobietę po policzku. – Gdzie Martin i Victor? – zapytał.
– Wracaj do łóżka, przyprowadzę ich…
– Zostanę tutaj. Żadna kobieta nie będzie mi mówiła co mam robić, nawet tak piękna jak ty.
Booorzeeee… *wywraca oczami*
Nie mów mi, kobieto, co mam robić, na złość tobie będę łaził, aż mi się rany pootwierają i zdechnę! Jakie to gówniarskie...
Wydawać by się mogło, że na koniec coś wreszcie dotrze do tego tępego łba, że uświadomi sobie, ile zawdzięcza kobietom - jedna nauczyła go czytać i pisać, dzięki czemu nie błaźnił się przed możnymi, druga opiekowała się nim i leczyła jego rany, trzecia ocaliła mu życie, choć traktował ją gorzej niż psa, czwarta wreszcie doprowadziła do rodzinnej wyspy łódź z dziećmi - ale nie, Nataniel jak przez całe życie był tępym, niereformowalnym bucem, tak i został nim na wieki wieków amen.


– Musnął ją wargami o  policzek i dostrzegł iż ma niewielki zarost.
- Tak, Natanielu - Anna skromnie spuściła oczęta. - Ukrywałem to do tej pory, ale naprawdę nazywam się Anzelmo. Nie dziw się, że zaszedłem w ciążę i urodziłem ci dziecko, gdyż pochodzę z Yaoilandu, a tam nie takie rzeczy są możliwe!


– Goliłam cię. I dobrze, że tego nie widziałeś. Zdenerwowałbyś się, bo zanim doszłam do mistrza w tej czynności, to zacięłam cię tyle razy, że nawet się nie przyznam.
Bo nie chcę dostać lania.


(...)


– Dziękuje. – Musnął ją we włosy, a potem w samą skroń. Dwa tygodnie później odbył się ich ślub, a rok po tym wydarzeniu na świat przyszła ich córka, o wdzięcznym imieniu: Natalia, na część swego  ojca.  
Akurat Natalia z Natanem ma tyle wspólnego, co komisja skrutacyjna ze skrótem, to są imiona z dwóch różnych języków. Z drugiej strony - została nazwana “na część swego ojca”, pierón wi, co to znaczy...
Ach, cóż za słodka, rodzinna sielanka. Tylko nie zdziw się, Anno, jeśli za jakiś czas Natan zacznie prać twoją córkę za co popadnie, synów wsadzi do klatki bez wody i jedzenia, a jeśli zechcesz się sprzeciwić, to spuści ci taki wpierdol, że się tydzień nie pozbierasz.
A ja tam kibicuję Annie, jak nie ona, to może jej krewne będą miały więcej charakteru i nareszcie urządzą Natanowi kocówę.
Chętnie się przyłączę!


Natan  zajął  się  polowaniem  i  tworzeniem  murów obronnych z mieszkańcami.
Zamurowywał mieszkańców w środku, broniąc ich przed ryzykiem, że mogliby przypadkiem pójść, gdzie nie trzeba.


Pokazał im też jak efektowniej uprawiać pola  
Gdyż, jak to wojownik, w chwilach wolnych od machania mieczem bardzo interesował się agrokulturą.
Na arenach poza sezonem sadzono kartofle. W sezonie zresztą też, w czasie walk grządki zapewniały dodatkową przeszkodę dla gladiatorów.


i  że  można  tworzyć  zagrody  ze  zwierzętami,  w  ten  sposób nigdy nie zabraknie im pożywienia.
E? Wprowadził im rewolucję neolityczną?
Cuś w tem guście. Co ciekawe, to społeczeństwo, które stosowało jakieś prymitywne sposoby uprawy roli i nie znało hodowli zwierząt, jednocześnie było na tyle rozwinięte, żeby znać pismo! (Anna przecież umiała czytać i pisać.)


Wszystko to wyniósł z Aldain. Wyniósł też stamtąd blizny i niezbyt przyjemne wspomnienia, które prześladowały  go  nie  raz  i  powodowały  takie,  a  nie  inne zachowania, także w stosunku do Anny i dzieci, ale kobieta nauczyła się z tym żyć… nauczyła się rozumieć i starała się nauczyć męża kochać tłumacząc, że tylko miłością zawsze wszystko zwycięży.
I taka jest różnica między dobrą a złą kobietą: zła buntuje się przeciwko biciu, a dobra rozumie, że to wszystko wyłącznie z miłości i troski o nią!


Ciąg dalszy nastąpi…
OBY NIE!!!


Tym razem Analizatorzy nie pozdrawiają, bo leżą na ziemi nawaleni jak szpadle i próbują jak najszybciej zapomnieć o tej ohydzie.
Dajcie heruiny, bo wódka nie wystarczy...
Maskotek też gdzieś się zaszył…


****
PS. Krótka prywata charytatywna: jeśli ktoś bardzo lubiłby złe komiksy, na aukcji WOŚP dostępny jest egzemplarz Czarnej Walkirii, komiksu na podstawie fanficzka z TEJ oraz TEJ analizy, recenzowanego także TUTAJ. Komiks jest radośnie zły, jakby ktoś poczuł w sobie poryw masochizmu, można licytować.