czwartek, 26 maja 2011

125. Nie bawcie się granatem, czyli Tillchen w opałach


Drodzy Czytelnicy! Po wiedźmach, mocach, demonach i krasnoludach, nadszedł czas powrotu do zwykłego świata.
Stęskniliście się za Rammsteinem, prawda? ;>
Bez obaw. Tym razem nie będzie mroków, piwnic i tortur. W dzisiejszym odcinku spotkamy naszych ulubionych sześciu kapitanów, którzy zawitali właśnie do Ameryki... rzekomo z powodu trasy koncertowej, ale tak naprawdę po to, by wpaść w łapy zakochanej Marysujki. Przed Państwem opkowy schemat w pełnej krasie - miłość jak piorun, zazdrosne fanki i śpiączka w zestawie. Indżoj!

Opko pochodzi z forum Rosenrot. Tłumaczenie: Kura.

Analizują: Kura, Sineira i Cyn (gościnnie).

Tytuł: Engel
Postacie: Rammstein i moje własne: Sandra i Judy
Gatunek: romans
Kategoria: 14+
Streszczenie: Gdy dziewczyna dołącza do Rammsteina, jest szczęśliwa. Till też jest szczęśliwy. Jednak fani nie są.
Czytelnicy tego opka też nie.
Właściwie powinnam przestać czytać już TERAZ. Sam pomysł dołączenia kobiety do składu R+ wywołuje dość osobliwe wizje tego, co działoby się na koncertach...


Wyjaśnienie: Nie posiadam praw do Rammsteina ani do Tilla (choć chciałabym). Mam tylko bohaterów i pomysł. Czytajcie i mówcie, co o tym sądzicie!
Co myślimy o posiadaniu praw do Tilla? Hmmm, zasadniczo nie popieramy niewolnictwa.
Nie no, Sine, nie chciałabyś takiego własnego Tilla w piwnicy?
Wolałabym Alexandra Skarsgårda. A z wokalistów - Johana Edlunda. Till mi jakoś nie leży.

"Hier kommt die Sonne" - zaśpiewała Sandra.
Sandra śpiewała “Sonne”, a Rammstein zaśpiewał “Maria Magdalena”. Następnie Vader zaczął grać kołysankę, a Fasolki pogalopowały na kucyponkach. I wtedy się obudziłam.

Jej ulubiony zespół grał w radiu jedną z jej ulubionych piosenek.
- To był Rammstein z Sonne - powiedział spiker. - Zostańcie z nami, bo przez cały dzień będziemy grać tylko Rammstein, w związku z ich nadchodzącą trasą po Ameryce.
Sandra pisnęła. Kochała Rammstein bardziej niż jakikolwiek inny zespół, który słyszała. Przede wszystkim dlatego, że była zakochana w wokaliście, Tillu Lindemannie.
Taaa, niektórzy nigdy nie wychodzą poza ten etap. Gdzie te czasy, kiedy w wokaliście ceniło się GŁOS?

Tak pięknie śpiewał jej ulubione piosenki.
No co chcesz? Docenia głos ;)

Sandra uwielbiała to, jak używał ognia. Używał wszystkich rodzajów sprzętu, jakie używały ognia. Miotacz ognia w Mein Teil. Maski plujące ogniem w Feuer Frei. Płonący płaszcz w Rammstein. Ulubionym sprzętem Sandry był strzelający iskrami łuk, jakiego używał w Du Riechst So Gut.
Piromańska psychofanka. Ciekawe, co by powiedziała na wykorzystanie spawarki.

Telefon komórkowy Sandry zaczął dzwonić. Wzięła go i spojrzała na wyświetlacz. To była Judy, jej najlepsza przyjaciółka.
- Sandra? Jesteś tam? - spytała Judy. Jej głos był podekscytowany.
- Tak, to ja - odparła Sandra. - Co się dzieje?
- Włącz telewizję! Till daje wywiad!
To brzmi niemal jak “Till daje głos”. Hau! Hau!

Sandra pobiegła do salonu i włączyła telewizor. Nie mogła uwierzyć w to, co widzi.
Czy ona ma wszczepiony czip, że od razu wiedziała, gdzie ten wywiad, czy po prostu posiada jeden kanał telewizyjny?

Zespół był w Ameryce i właśnie prowadził przesłuchania poszukując nowego członka.
- Zamierzamy przyjąć nowego gitarzystę do zespołu - zapowiedział Till. - Jeśli żadnego nie znajdziemy, będziemy musieli odwołać trasę.
Ee? A Richard z Paulem co? Bawili się granatem i ręce im pourywało?
Dobra, było wspomniane Mein Teil, więc jest to rok co najmniej 2004. Skoro radzili sobie przez prawie dziesięć lat, to po jaką cholerę im nagle trzeci gitarzysta? Pomijając fakt, że nie robiliby naboru w Ameryce (moim zdaniem, zbyt są zakorzenieni we własnej narodowości).
Cyn, szukasz sensu i realiów? Widać, że jesteś początkująca w tym fachu...
Oj tam, daję kredyt zaufania. ;)
Dobra dobra. Till równie dobrze mógł ogłosić konkurs przymiarki szklanego pantofelka. Wszyscy wiemy, że chodzi o znalezienie Mary Sue ;)
W przypadku Tilla byłby to raczej szklany biustonosz. Ha, to dopiero byłby szum medialny!

Sandra podniosła komórkę do ucha. Umiała grać na gitarze. Judy też. Jeśli je przesłuchają, któraś z nich może się dostać do zespołu!
- Myślisz, że mamy szanse na przesłuchaniu? - Sandra zapytała Judy.
Dziewczyny, bez obaw, ten casting jest ustawiony pod was, jak rozmowy o pracę w co niektórych urzędach...

Sandra i Judy poszły do studia, gdzie odbywały się przesłuchania. Kiedy tam przyszły, zobaczyły 3 inne osoby.
Czyli razem z boCHaterką i jej psiapsiółą na casting do Rammsteina przyszło pięć osób... Kończą się chłopaki, nikt nie chce z nimi grać!
Buchacha, toż więcej chętnych na stanowisko gitarzysty miewają nikomu nie znane kapele w miastach powiatowych!
Bo, jak wiadomo, Rammstein to bardzo niszowy zespół jest.

- Czy to tu mamy czekać? - Sandra zapytała jedną z osób.
- Tak - usłyszała, jak powiedział ktoś inny. Odwróciła się i zobaczyła Christopha Schneidera, perkusistę Rammstein! Wyciągnął rękę i uścisnął dłoń Sandry.
- Cześć, jestem...
- Christoph, perkusista zespołu - przerwała Judy.
- Ja jestem Sandra. To moja przyjaciółka Judy. Jest wielką fanką.
Christoph podszedł do Judy i uścisnął jej rękę.
- Mogę tak powiedzieć - rzekł, uśmiechając się do niej.
Wyczuł to w uścisku jej dłoni?
Tak. Była spocona z wrażenia.
Zimna, wilgotna, miękka łapka? Fuj!

- Słuchajcie, jeśli możecie tu poczekać, zobaczymy się za chwilę. Powiem tylko Tillowi, że jesteście gotowe - z tymi słowami wyszedł.
A jeśli nie możecie poczekać, pobiegniemy za wami, błagając, byście wróciły i dały się zaangażować do zespołu!

Sandra i Judy usiadły z pozostałymi.
- O mój Boże! Nie wierzę, że uścisnęłam dłoń Christopha! - zawołała Judy.
Teraz przez resztę życia nie umyję tej ręki!
A także oczu, którymi na niego patrzyłam.

- A ja nie wierzę, że idziemy na przesłuchanie przed Tillem! - powiedziała Sandra. Wyciągnęła swój ipod. - Powiedz mi, kiedy wrócą - poprosiła Judy.
Ktoś mnie może oświecić, po co w chwili ekscytacji wyciąga się ipod?
Eee... bo wielkie chwile w życiu wymagają odpowiedniej oprawy muzycznej?

Till przygotowywał się do zobaczenia z przesłuchiwanymi ludźmi. Musiał wybrać jedną osobę, która będzie umiała doskonale zagrać ich piosenki. Christoph wszedł do pokoju.
- Są gotowi - powiedział.
- Więc ich tu przyślij - odparł Till. Chris skinął głową i wrócił do pokoju, gdzie wszyscy czekali. Poprosił dwie osoby, żeby poszły za nim.
Aha. Znaczy, przesłuchania na gitarzystę prowadzą wokalista z bębniarzem. Ollie pewnie w tym czasie szuka nowego klawiszowca, a Flake zastanawia się, jakby tu wygryźć Tilla...
Przeczytałam “jak się wgryźć w Tilla”. Ewidentnie szkodzisz mi na umysł.
Lubię psuć Twój mózg :D

Judy spojrzała na czekającą na przesłuchanie blondynkę.
Mój Wykrywacz Złych Blondynek zaczyna alarmująco popiskiwać. Szkoda, że aŁtorka z zasady nie opisuje strojów - pewnie okazałoby się, że dziewczę ubrane jest na różowo ;)
I ma dekolD do pępka oraz mini sięgającą połowy zadka.

- Co cię tu sprowadza? - spytała.
- Jestem tu z tego samego powodu, co wy - odpowiedziała dziewczyna. - Chcę się dostać do zespołu. Zauważyłyście, jacy to gorący faceci? Myślę, że jeśli są dobrzy na scenie, muszą też być dobrzy w łóżku!
W sumie, wszystkie tak myślimy, a przynajmniej mamy nadzieję... (no co? Pomarzyć nie  można?)
Ona się nie chce dostać DO zespołu, tylko POD zespół. Bezczelna dziewoja, zero szacunku dla idoli!

Sandra wyłączyła swój ipod, gdy to usłyszała.
- Chcesz dostać się do zespołu po to tylko, żeby spać z nimi?! - wrzasnęła. - Dlaczego sądzisz, że w ogóle wybiorą taką dziwkę jak ty do zespołu?!
Blondynka uderzyła Sandrę w twarz.
Jeśli takie myśli sprawiają, że kobieta automatycznie staje się “dziwką”, to jestem niezłą zdzirą. I to z wieloletnim doświadczeniem.
Ale Ty marzysz głównie o Olliem, więc jesteś tylko ⅙ zdziry.
Ale za to jaką aktywną ⅙ zdziry.
“Dziwka” ma sześć liter, wybierz sobie jedną.

Till właśnie odesłał dwójkę pierwszych gitarzystów do domu. Nie byli tymi, których zespół szukał.
Byli tylko gitarzystami z wieloletnim doświadczeniem, o wyglądzie norweskich drwali. Gdzie im tam do nastoletniej marysujki!
Norweskich drwali, powiadasz?;> [biegnie obejrzeć odrzuconych gitarzystów]

- Jest tam ktoś jeszcze? - spytał Christopha. Zanim Christoph zdążył odpowiedzieć, zaczęli słyszeć trzask i łomot dochodzący z drugiego pokoju.
Tak, owszem, aŁtorka ma jakąś alergię na formy dokonane i większość czynności u niej się “zaczyna”.

Pobiegli tam zobaczyć, co się dzieje. Blondynka siedziała na Sandrze, dusząc ją. Judy szarpała ją za włosy, próbując odciągnąć. Ta odwróciła się i uderzyła Judy w twarz. Sandra wstała, złapała jedną z gitar i uderzyła blondynkę w bok. Ta wstała, złapała za gitarę i uderzyła Sandrę w głowę, przewracając ją na podłogę. Potem złapała za krzesło i podniosła je nad głowę, gotowa, by zmiażdżyć czaszkę Sandry.
Tłukące się małolaty, jakie to kawaii! Brakuje tylko chlupotu malinowego kisielku:D

Christoph i Till wbiegli do pokoju. Christoph złapał blondynkę. Till złapał Sandrę. Blondynka zaczęła wrzeszczeć i uderzać Christopha.
- Zabierz ją stąd! - wrzasnął Till. Christoph wywlókł blondynkę z budynku.
Ochrona w tym czasie na zapleczu leniwie dyskutowała, kto pójdzie po następną pizzę.
Ignorując taki bitch-fight? Raczej zakładali się, która wygra!

Till odwrócił się do Sandry. Była poważnie ranna.
Tips jej odpadł?

Odwrócił się do Judy.
- Wiesz, jak ma na imię? - spytał.
Bo to jest najważniejsze w momencie, gdy na podłodze leży ciężko ranna małolata... Za “ej ty” niechybnie się obrazi.
Mogło być gorzej. Mógł zapytać o to, czy ma chłopaka. W myśl zasady, że zajętym potencjalnym tró loverkom nie warto pomagać.

Skinęła głową.
- Sandra.
- Sandra - powiedział Till miękko. - Sandra, dobrze się czujesz?
Sandra potrząsnęła głową i zemdlała w ramionach Tilla. Ten delikatnie podniósł ją i zaniósł do hallu. Christoph wrócił i spojrzał na Judy.
- Hej, nie zapytałem - powiedział. - Jesteś wolna dziś wieczór?
Ach, Krzysiu, Ty i to Twoje myślenie główką. Najlepsza przyjaciółka panny właśnie zemdlała, a Ty masz jakieś niecne myśli!
Ojtam, zaraz “niecne”. Po prostu chciał, żeby posprzątała ten burdel.

Sandra ocknęła się z potężnym bólem głowy. Podniosła rękę, by pomasować głowę i dotknęła czegoś zimnego. Zdjęła to i zobaczyła, że to pakunek z lodem. Zastanawiała się, gdzie jest. Pamiętała, że przyszła na przesłuchanie przed Rammstein razem z Judy. Pamiętała, że wdała się w bójkę. Co się stało potem?
Potem kisiel się skończył.

- Obudziłaś się, to dobrze. - Sandra usłyszała, jak ktoś mówi. Rozejrzała się i zobaczyła Tilla. Podszedł do niej.
- Wszystko w porządku? - zapytał. - Ta dziewczyna naprawdę wywinęła ci numer!
Wcześniej aŁtoreczka napisała, że Sandra była “poważnie ranna”. Zgodnie z opkowym kanonem, boChaterka powinna się obudzić w szpitalu! Jestem rozczarowana.
Spokojnie, Sine, szpital też będzie. Opkowy kanon dobrze się trzyma!

Sandra zarumieniła się. Nie mogła uwierzyć, że Till mówi do niej tym niskim głosem, który kochała.
Spodziewała się raczej, że będzie mówił falsetem.
No bez jaj.

- Mam tylko straszny ból głowy - odpowiedziała. - Gdzie jest Judy?
- Jest w hallu - powiedział Till. - Nie odeszłaby wiedząc, że zostałaś ranna. Musi być dobrą przyjaciółką.
Sandra wciąż się rumieniła. Jej ulubiony piosenkarz opiekował się nią, mówił, jaką dobrą ma przyjaciółkę.
- Chyba zawaliłyśmy przesłuchanie - powiedziała Sandra, zawstydzona. Till położył rękę na jej ramieniu.
- Nie, wcale nie. Judy powiedziała nam, jak wielką fanką jesteś. Opowiedziała nam o bójce. Stanęłaś po naszej stronie. Taka osoba zasługuje na to, żeby być w zespole.
Till, nagle stałeś się taki wymagający...
W sumie pewna logika w tym jest. Dobry gitarzysta, jak wiadomo, musi umieć walnąć gitarą w podłogę, a że boCHaterka test przeszła, to i przyjąć ją można do zespołu.
Na koncertach nie trzeba jej przecież podłączać kabelków, wystarczy, że będzie ładnie wyglądać w skórzanym ubranku.

- Naprawdę? - spytała Sandra. - Jestem przyjęta?
Sandra objęła Tilla.
- Och, dziękuję, panie Lindemann! To znaczy dla mnie tak wiele! - Sandra zatrzymała się, gdy uświadomiła sobie, co robi. Odsunęła się, czerwieniąc się gwałtownie. "Nie mogę uwierzyć, że go objęłam!" - pomyślała.
- Przepraszam - powiedziała cicho.
- Nie szkodzi - powiedział Till. - Mów na mnie Till. Teraz będziesz z nami pracować.
Aha, więc przyjął na wiarę, że ona potrafi grać. Cholera, a może w ogłoszeniu nie było nic na temat grania na gitarze??? Może napisano tam “do obsługi INSTRUMENTÓW”???
No to już wiem, czemu norwescy drwale odpadli...
[zamyka norweskich drwali w piwnicy i wraca do analizy]

- Sandra! - Judy wbiegła do pokoju. Objęła Sandrę ramionami i uścisnęła mocno. Sandra nie mogła oddychać.
- Judy! - z trudem powiedziała Sandra. - Wiem, jak bardzo cieszysz się, że widzisz mnie żywą, ale zaraz mnie zabijesz!
Judy puściła ją.
- Wiesz co się stało? - spytała Sandra. - Till wybrał mnie na nową gitarzystkę!
- O mój Boże! To świetnie!- zawołała Judy. - A ty nigdy nie zgadniesz, co przydarzyło się mnie! Christoph zapytał, czy gdzieś z nim wyjdę!
Na pięć minut na zaplecze?
Zadbać o instrument.

Dziewczyny zaczęły piszczeć. To był najlepszy dzień ich życia. Sandra została nową gitarzystką Rammstein. Judy umówiła się z perkusistą Rammstein. Till wszedł do pokoju.
Rozumiem, że jego wejście do pokoju było elementem czyniącym dzień.
Hier kommt die Sonne ;)

- Jesteś gotowa do pracy? - zapytał. Sandra przytaknęła.
Aż mnie palce świerzbią, żeby napisać “na kolana i do miecza”;) Znaczy, tfu, instrumentu.
Ja w ogóle nie napiszę tego, co mnie palce świerzbią, żeby napisać... *na wszelki wypadek siada na rękach, żeby jej nie kusiło*

- Musimy zacząć pakować twoje rzeczy w trasę, Sandra. Kiedy skończymy, nauczymy cię grać nasze piosenki.
Błąd. Znając opkowe boCHaterki, możecie nigdy nie przejść do drugiego etapu.
To straszne, jak fałszywe było moje dotychczasowe wyobrażenie odnośnie castingu na nowego gitarzystę... Wiecie, że byłam przekonana, że od kandydata oczekuje się umiejętności grania kawałków kapeli, do której startuje?

- Dobrze, dzięki, Till - powiedziała Sandra. Patrzyła, jak wychodzi. "Boże, jaki on jest seksowny" - powiedziała do siebie.
“A bo ja wiem?” - odpowiedział Bóg - “Dawid mi chyba lepiej wyszedł. Nawet Michał Anioł tak twierdzi.”

Rzeczy Sandry zostały spakowane i przygotowane do wyjazdu. Wszystko, czego teraz Sandra potrzebowała, to nauczyć się piosenek Rammstein.
Last but not and least.

- Sandra - powiedział Till. - Witaj w Rammstein. Poznaj zespół. Christopha już spotkałaś. To jest Richard, Oliver - nazywamy go Olli, Christian albo "Flake" i Paul. Chłopaki, to jest Sandra. Jest naszą nową gitarzystką.
Kruspe, co się tak gapisz? Landers, tylko bez głupich komentarzy!

Chłopaki przywitali ją. Byli gotowi, by nauczyć ją muzyki.
Taaak to się teraz nazywa... :3
[wzorem Kury siada na rękach, żeby NIE napisać tego, co myśli]

- Till, mogę cię o coś zapytać? - spytała. - Dlaczego muszę nauczyć się wszystkich piosenek, jeśli na koncercie gramy tylko 8 lub 9?
Proszę paaaaana, ale czy naprawdę muszę się uczyć tego wszystkieeeeego? I jeszcze na stoooopień?
To jest oryginalny tekst opka, czy któraś z Was jaja sobie robi?!?
Hehe, nie wierzysz mi? Proszę!
"Till, can I ask you a question?" she asked. "Why do I need to learn all the songs if we only play 8 or 9 during a show?"

- Ponieważ - powiedział Till - gramy inne piosenki na każdym koncercie. Nigdy nie robimy tego samego dwa razy.
Sandra skinęła głową.
- To ma sens.
Tak Ci się tylko wydaje, moja droga Sandro...
No pewnie, kto by się tam przejmował jakimś planowaniem, ustawianiem dekoracji, przygotowywaniem efektów specjalnych, rozpisywaniem scenariusza niemal co do sekundy...

- Której piosenki chcesz się nauczyć najpierw? - zapytał Till.
- Sonne. Zawsze ją kochałam.
- To dlaczego, do jasnego słoneczka, jeszcze się nie nauczyłaś jej grać? - zapytał Lindemann, patrząc na nią z niedowierzaniem i pospiesznie redefiniując słowo “fanka”.
Oj, bo Sandra myślała, że bycie fanką to śpiewanie jednej piosenki i piszczenie na każdą wzmiankę o zespole. Wydawało jej się to na tyle ciężką pracą, że odpuściła sobie resztę.

Till i Sandra ćwiczyli tę piosenkę przez chwilę. Sandra uwielbiała uczyć się, jak grać Sonne. "Hier kommt die Sonne" - śpiewała z Tillem. Till zauważył, że doskonale śpiewa każde słowo. Jej gra na gitarze też była doskonała. Nie mogli wybrać lepszej gitarzystki.
Biorąc pod uwagę, że nie usłyszeli wcześniej ani jednej nuty w jej wykonaniu, to mieli szczęście chłopaki. Litościwie nie przypomnę, nad kim Opatrzność czuwa...
Chyba “opaCZność”...

Pomyślał, że nie tylko śpiew Sandry jest piękny, ale ona cała jest piękna. "Śpiewa jak anioł" - pomyślał.
Pomyślał też, że gdyby kiedyś chciał zakończyć karierę wokalisty, ma oto godną następczynię ;)

Zespół ćwiczył cały dzień. Potem pojechali do hotelu, w którym się zatrzymali. Till zaprosił Sandrę, żeby zamieszkała w jego pokoju.
Szybko przechodzi do rzeczy, nie żeby tam jakieś zachowywanie pozorów, pokoje OBOK siebie, czy coś.
Wollt ihr das Bett in Flammen sehen?

Powiedział, żeby została tam na chwilę, bo musi porozmawiać z chłopakami sam.
- Słuchajcie - powiedział. - Jutro muszę załatwić parę spraw. Zaopiekujcie się Sandrą i nauczcie ją naszych piosenek.
Odwrócił się do Paula.
- I nawet nie próbuj jej podrywać, Paul.
Paul podniósł ręce.
- Dobra, dobra, i tak pewnie już jest twoja. Prawda?
- Tak, kupiłem ją za kupon perkalu i dwa sznury paciorków.
I wytatuowałem znak własności... Nie sprawdzajcie, gdzie.

Wszyscy zaczęli dokuczać Tillowi.
- A ty zamierzasz ją poderwać?
- Masz wobec niej jakieś plany?
- Zamkniecie się, chłopaki? - powiedział zdenerwowany Till.
Nagle zrozumiał, w jakie bagno się wpakował i zrobiło mu się słabo.

Till poszedł do pokoju porozmawiać z Sandrą.
- Jutro mnie nie będzie. Chłopaki się tobą zaopiekują.
Sandra była nieco rozczarowana. Miała nadzieję, że spędzi ten dzień z Tillem. Zauważył jej rozczarowany wzrok.
- Nie wyjeżdżam na cały dzień. Wrócę i pomogę ci uczyć się piosenek.
Świntomatko, on przyjął do zespołu gitarzystkę czy zaadoptował sierotkę?

Till starał się zrobić pewne przygotowania, by móc szybko skończyć.
A nie powinien na odwrót?

Chciał spędzać czas z Sandrą. Siedział całą noc, układając harmonogram.
Aaa... to oni przyjechali do tej Ameryki nie mając jeszcze przygotowanych żadnych planów, ot tak, na żywioł, jak byle garażowa kapela?
To może i nie dziwne, że im na casting raptem pięć osób przyszło...

Spoglądał na Sandrę, która spała. Zauważył, że wygląda na smutną. Łkała przez sen.
A jeszcze niedawno to był najlepszy dzień w jej życiu.
Przez sen płakała z radości...?
Z głodu. Kolacji nie dostała.

Till siadł na brzegu łóżka. Zaczął delikatnie gładzić jej włosy.
- Ćśś, już dobrze... - szeptał.
Płacz Sandry ucichł. "Ona jest aniołem" - pomyślał Till.
Ot, i mamy wyjaśnienie dziwnej powściągliwości Tilla. Anioły, jak wiadomo, “podbrzusza mają gładkie, znamion płci pozbawione”, więc cóż można zrobić z taką, jak tylko niewinnie czuwać nad jej snem?
W teledysku do “Mein Teil” się facet nie powściągnął. Wcale a wcale.
Zresztą gładkie podbrzusze to jeszcze nie koniec świata. Śpiewała przecież. Usta, znaczy, ma.
Gott weiss ich will kein Engel sein...

Till wyjechał następnego ranka. Ledwie wyszedł, już tęsknił za tym, żeby być z Sandrą. "Mam
nadzieję, że to się szybko skończy" - myślał.
Miłość instant, błyskawiczna jak chińska zupka.

Sandra chciała, żeby jak najszybciej skończył załatwiać swoje sprawy. Paul wszedł do pokoju.
- Hej - powiedział. - Jesteś gotowa na próbę?
Sandra przytaknęła. Wstała i dołączyła do ćwiczących chłopaków.
- Chcę nauczyć się każdej piosenki zanim Till wróci - powiedziała. - Chcę go zaskoczyć.
Wiecie, to nawet jest pozytywne. Zamiast go zaskakiwać seksowną bielizną, jak typowa boChaterka opka, Sandra ma zamiar się czegoś nauczyć. To takie... świeże!

Ćwiczyli przez parę godzin.
- Sandra, chcesz przerwę? - zapytał Richard.
- Nie - odpowiedziała. - Dam radę.
I tak oto Rychu, znany również jako Pracoholik lub Poganiacz Niewolników, został spacyfikowany przez Mary Sue.
Nie będzie przerwy, Kruspe - ty leniwy nieudaczniku!

Sandra nie chciała żadnej przerwy.
- Sandra, musimy na chwilę przestać! - powiedział Flake.
- Dobra, pięć minut - odpowiedziała.
Pięć minut, hyhy. Wyobrażam sobie ten wyścig do kibelka, to nerwowe zaciąganie się papierosem, byle tylko zdążyć nim Mary Sue wezwie z powrotem przed swoje oblicze!
Przodowniczka pracy, Horpyna i młockarnia w jednym.

Zastanawiała się, gdzie jest Till i co robi. Tęskniła za nim.
Bluszczyk, cholera. Idę po środki chwastobójcze.

Till był zmęczony przygotowywaniem wszystkiego do trasy. Nie spał wcale poprzedniej nocy.
Panie menager, dlaczego pan puszcza chłopców samopas!? Sami organizują jakiś szemrany casting, zatrudniają niepotrzebną gitarzystkę, zachowują się jak siedemnastoletnie podrostki, ewidentnie myślą nie tą częścią ciała, której wymaga sytuacja, a wokalista SAM planuje trasę. W jeden dzień. Niech ktoś zatrzyma świat, wysiadam.

Zasnął w samolocie, wracając do hotelu. Śnił, że jest sam z Sandrą. Objął ją ramionami. Pochylił głowę, by ją pocałować. Piloci obrócili się i gapili na Tilla. Jęczał przez sen. Ten jęk go obudził. Sen wydawał się taki realny. Till zauważył, że piloci gapią się na niego.
- To musiał być niezły sen - powiedział jeden z nich.
Till spojrzał na niego. - Zamknij się.
I taki był PRAWDZIWY koniec World Trade Center.

Sandra i chłopcy ćwiczyli dalej. Sandra niecierpliwiła się, czekając na Tilla.
- Kiedy spodziewacie się, że Till wróci? - spytała. Jak na zawołanie, Till przybył. Podszedł do Sandry.
- Cześć - powiedział. - Jak się masz?
- Dobrze. Nauczyłam się większości piosenek. - Sandra zarumieniła się, rozmawiając z Tillem.
Starannie ukrywała przy tym dłonie, bo na zesztywniałych palcach miała pęcherze wielkości śliwek węgierek.

Zauważył to. Pochylił się bardziej, uśmiechając do niej.
- Mówisz, że wszystko w porządku - szepnął przekornie. - Nie wierzę ci.
Chłopaki gapili się na nich.
- Spływajcie! - mruknął do nich.
Chłopcy wyszli, [grzecznie, gęsiego, a ostatni zgasił światło] a Till i Sandra zostali sami. Sandra zauważyła, jak blisko siebie są. Nadal się rumieniła. Till wciąż pochylał się nad nią, jakby chciał ją pocałować. Choć bardzo chciała go pocałować, czuła, że to wszystko dzieje się zbyt szybko. Poznała go ledwie wczoraj.
Przypływ rozsądku! Przez chwilę myślałam, że zobaczę tu coś w stylu “czuła się, jakby znała go od wieków”.

- Hm, Till? - powiedziała. - Możesz się odsunąć?
Till nagle przypomniał sobie, że tylko się z nią drażni.
- O! Racja. Przepraszam.
"Człowieku, to było niezręczne" - pomyślał.
“Zwłaszcza, że zapomniałeś o umyciu zębów.” - zachichotał chochlik w jego skołatanej głowie.

- Więc - powiedział Till, próbując zapomnieć tę chwilę - których piosenek się nauczyłaś?
- Los, Reise Reise, Keine Lust, Du Hast, Amerika i Morgenstern - odpowiedziała Sandra.
E, ekhm, czy ona przed chwilą nie mówiła, że nauczyła się WIĘKSZOŚCI piosenek? Chyba “większości tych, które można zobaczyć w MTV”...

- To dobrze. A chłopaki? Traktowali cię dobrze? Nie... zmuszali cię do niczego?
Sandra potrząsnęła głową.
- Nie, chłopaki są fajni. Zachowują się trochę jak moje koleżanki ze szkoły, to znacznie ułatwia nawiązywanie kontaktu.

- Świetnie - powiedział Till. - Chcę, żebyś wiedziała, że mamy tydzień na przygotowanie się do trasy.
- Nie mogę się doczekać - powiedziała Sandra.
Sandra zaczęła iść do jej hotelowego pokoju. Myślała o tym, co zrobił Till. Czy ją lubił? Ona go lubiła. "Czy on czuje to samo?" - zastanawiała się.
Jeżeli cofnął się w rozwoju do poziomu dziecka z podstawówki, to pewnie tak.
Taaak. W przypadku PRAWDZIWEGO Tilla nie miałaby się nad czym zastanawiać - już by jej udowodnił, jak bardzo ją lubi ;)
Ile właściwie ona ma lat?
A Bór jeden wie... Powiedziałabym, że jest w wieku młodszonastoletnim (aŁtorka znaczy), ale skoro Caitlin odkryła, że ta od poprzedniego opka o Rammsteinie ma lat 47 - to już nic nie będę twierdzić.

Tydzień minął szybko. Sandra teraz wiedziała, jak grać wszystkie piosenki Rammstein.
… a blask jej geniuszu przyćmiewał blask Słońca.
Zauważmy, że “wiedzieć jak” niekoniecznie równa się “umieć”. Ja np. wiem, jak zrobić omlet - a jeszcze nigdy mi nie wyszedł...

Dziś wieczorem miał być ich pierwszy występ. Sandra była naprawdę zdenerwowana. Miał tam być ponad tysiąc ludzi!  
Hmm, jak na Rammstein, to dość mało...

Sandra z całych sił próbowała się uspokoić. Till zauważył, że się martwi.
- Zdenerwowana? - zapytał.
- Tak - odpowiedziała Sandra. - To jest mój pierwszy występ przed publicznością.
Nie pogniewacie się, jeśli z tremy zafałszuję, pomylę piosenki, albo w ogóle stanę jak kołek i nie będę miała odwagi nawet drgnąć?

Till położył dłonie na jej ramionach.
- Spokojnie. Nie bój się. Będę tam przy tobie.
Jak dobra matka przed pierwszym szkolnym apelem.

Till zostawił Sandrę, by przygotowała się do występu. Sandra chciała stworzyć swój własny image. Wszyscy chłopcy ubierali się na czarno. Połowa z nich miała koszulki. Chciała wyglądać tak, jakby należała do Rammstein.
Ha! Ciekawe, do której połowy dołączy...
Tu groteskowy obraz trzynastolatki wychodzącej na scenę RAZEM Z R+ i do tego z gołą klatą. Entuzjazm tłumów nie ma końca.
Till mógłby ją nawet przebić, jeśli chodzi o rozmiar biustu...
I słodycz charakteru. Bo to nie Till, tylko Tillchen.

Złapała za telefon.
- Judy? Tu Sandra. Jesteś gotowa na wielką przemianę?
Aha. Znaczy, opkowym zwyczajem, boCHaterka zabiera ze sobą wszędzie najlepsiejszą psiapsiółeczkę, która robi za jej garderobianą, makijażystkę i cholera nie wie, co jeszcze. A może to Schneider domagał się, żeby jego nowa laska też pojechała w trasę?

*przeskok czasowy*
[nie myślcie sobie, że to ja,
tłumaczka leniwa i zła!
W oryginale jak byk
Widniało tu "timeskip"]

Till przechadzał się pod pokojem Sandry. Minęły godziny, odkąd Judy przyszła się z nią zobaczyć. Koncert miał się zacząć za pół godziny. On był gotowy. Chłopaki byli gotowi. Wszyscy czekali na Sandrę. "Co ona tam robi?" - zastanawiał się Till.
Tak. Facet, który ma już za sobą 30 związków (z hakiem) nie wie, co i jak długo kobieta robi, przygotowując się do Wielkiego Wyjścia.
To by się zdziwił, gdyby pojawiła się w sukience w różowe króliczki...
Eno. Widząc występującą z Rammsteinem GITARZYSTKĘ, ludzie będą tak zszokowani, że nawet na widok króliczków pomyślą, że tak miało być.

Wreszcie drzwi się otwarły. Stała w nich Judy. Chłopaki przyszli, żeby zobaczyć, co się dzieje.
- Panowie - powiedziała Judy - oddaję wam nową gitarzystkę Rammstein!
Odsunęła się, ukazując Sandrę. Tillowi opadła szczęka. Chłopaki zaczęli gwizdać. Sandra cała była ubrana na czarno.
Eeee, nie będzie gitarzystki topless, eee..

Nosiła buty do kolan. Miała czarny makijaż.
Emogrzywka. Dlaczego wyobraziłam sobie emogrzywkę?
Powyższy opis poruszył mnie do głębi. Aż mam czarne myśli.
Chwileczkę. Czy oprócz butów i makijażu miała na sobie coś jeszcze?
Tak, Sine, cytuję: CAŁA była ubrana na czarno. (Ninja?)
Buka.

- Czy to dość dobre jak na Rammstein? - spytała.
Till z trudem oderwał od niej wzrok.
- Wyglądasz jak prawdziwy członek Rammstein! - powiedział. "Wygląda seksy" - pomyślał.
Wniosek nasuwa się sam - prawdziwy członek Rammstein musi wyglądać seksy.
Hm, chyba przypadkiem aŁtorce udało się trafić w sedno.
Jeżeli ona wygląda jak prawdziwy członek Rammstein, to jest zwalista, szeroka w barach, solidnie umięśniona i zaczyna łysieć. Zaiste, sam seks.
Ekskjuzmi. Ollie nie jest zwalisty (mrrr...), Flake tym bardziej, a Schneider z całą pewnością nie zaczyna łysieć!
Ech, fanki... W każdym razie, gdyby była ubrana na różowo, to wyglądałaby jak sztuczny członek Rammstein.

To było to. Było już za późno, by zawrócić. Sandra i chłopcy byli już na scenie. "Okay, pamiętaj tylko, co powiedział Till". Richard zaczął grać. Ona też powinna zacząć grać. Nie mogła.
Mam dziwne wrażenie, że i tak nikt by nie zauważył różnicy.
No. I tak się kończy angażowanie smarkuli bez żadnego doświadczenia scenicznego.
Mówiłam, że jej kabelków nie podłączą:D

Sandra poczuła dłoń na swoim ramieniu. Odwróciła się. To był Till.
- Wierzę w ciebie - szepnął. Pocałował ją szybko w policzek. - Na szczęście.
Sandra znalazła odwagę, by zagrać. Stała tam i grała najlepiej, jak umiała.
“Gdzie strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła maj, stokrotka rosła polna, a nad nią szumiał gaj”

Kurtyna poszła w dół (hę?), odsłaniając widownię. Sandra o mało co nie przestała grać. Tam było tylu ludzi! Till podszedł do mikrofonu i zaczął śpiewać. Sandra dobrze się bawiła. Grała doskonale. Zauważyła parę dziewczyn na widowni, gapiących się na nią. "Jesteście zazdrosne, dziewczyny?" - pomyślała.
Grupa dziewczyn przyszła na koncert i bezczelnie gapi się na zespół. Jakby nie miały nic lepszego do roboty!
Nie na zespół, tylko na nią. Co tam jakiś Till, Rysiek, Schneider, skoro na scenie jest Sandra!

Później tego wieczora Rammstein świętował swój pierwszy występ. Wszyscy pili i śmiali się.
- Koncert był świetny! Ty byłaś świetna! - powiedział Till do Sandry.
- To wszystko dzięki tobie - powiedziała Sandra. - Wierzyłeś we mnie. To dało mi odwagę, by grać.
Tekst rodem z banalnego hamerykańskiego serialu dla młodzieży. Blah.

Owinęła ramionami szyję Tilla i pocałowała go. Till był nieco zaskoczony, lecz oddał pocałunek. Czekał tak długo, by to się stało!
“Tak długo”, czyli.... tydzień?
Hm, tydzień oczekiwania na jeden pocałunek, to raczej dość długo w świecie rocka, nie? No chyba, że to rock chrześcijański...
Oczywiście, że to długo, normalnie zaliczyłby ją po kilku godzinach znajomości, a tu czekał cały tydzień i bieda, bo dostał tylko jakieś marne buzi-buzi! Zdecydowanie podziwiam jego opanowanie.
Oj no wiecie, może Till znudził się swym wizerunkiem samca alfa i postanowił od dziś być delikatny jak czekolada Milka ;)
[odgania sprzed oczu wizję nagiego Tilla, pomalowanego na fioletowo i biało, z dzwoneczkiem na szyi ]

Sandra szybko przerwała pocałunek, bo przypomniało jej się, że chłopaki tam byli. Widzieli wszystko.
- Ooooch! - powiedzieli. Zaczęli nawzajem się wypytywać:
- Wreszcie się pocałowali. Najwyższy czas! Już myślałem, że to się nigdy nie stanie. Myślisz, że zaczną się spotykać?
- Ej, zamknijcie się wreszcie!
Chłopcy przestali gadać, lecz nie przestali chichotać z Tilla.
Widzicie to? Widzicie? “Chłopcy” w wieku gdzieś między 30 a 40 (tak na oko - w sumie nie wiemy, kiedy toczy się akcja, ale, jak zauważyła Cyn, co najmniej w 2004) - chichoczący, trącający się łokciami i podniecający faktem, że ich kolega pocałował dziewczynę. Zaraz pewnie zaczną “strugać marchewki”, pokazywać języki i wołać “Zakochana para, Till i Sandra!”.
Ojtam, źle to interpretujesz. Chichoczą, bo ich kumpel, zamiast normalnie wychędożyć tysięczną panienkę, nagle zaczyna się zachowywać jak podrostek z mlekiem pod nosem.
Dostosowali się poziomem do zachowania Tilla, ot cała tajemnica.

Till odwrócił się do Sandry, lecz jej nie było. Zauważył ją siedzącą na zewnątrz, na balkonie. Wydawało się, że płacze. Till wyszedł i zamknął drzwi, tak, że chłopaki nie mogli usłyszeć o czym rozmawiają.
- Wszystko w porządku? - spytał Sandrę.
- Till, przepraszam, że cię pocałowałam - powiedziała Sandra. - Nie chciałam, by to się stało.
Tak mi się tylko wargi obsunęły, przypadkiem!
Chyba wspięły... Nie sądzę, by nasza boCHaterka miała ponad 1,90 m ;)

Tylko się wygłupiłam przed chłopakami. Słyszałeś, jak się śmiali.
Till dotknął jej twarzy, delikatnie podnosząc ją, by spojrzała na niego.
- Nie szkodzi. Chłopcy po prostu tacy są. Poza tym, śmiali się ze mnie. - Otarł łzy Sandry. - Chciałbym pocałować cię znów - szepnął do niej.
- Jesteś zajebista foczka i się w tobie zabujałem - dodał nieśmiało, nawijając kosmyk włosów na paluszek i czerwieniąc się jak piwonia - Będziesz ze mną chodzić?

Sandra uśmiechnęła się, gdy Till zbliżył się, by ją pocałować. Za nimi reszta zespołu przyglądała się. (Przez te zamknięte drzwi?)(Na balkon, to pewnie szklane)
- Auuuu! - powiedzieli wszyscy. Nie przerywając pocałunku, Till odpowiedział im, pokazując palec.
Riposta “chłopaków” była błyskawiczna, ale nie nadaje się do opisania, ponieważ obejmowała szereg gestów, uważanych za obsceniczne.

Sandra czuła się teraz o wiele lepiej, występując na scenie. Dopóki Till był przy niej, nie bała się.
Aha. Znaczy, na każdy koncert przypadało po parę ataków histerii, gdy Till np. schodził ze sceny, by się przebrać...

Pewnego dnia, gdy poszła na zakupy, parę osób podeszło do niej.
- Przepraszam. Ty jesteś tą nową dziewczyną z Rammstein, tak? - ktoś zapytał. Sandra przytaknęła.
- O mój Boże! Byłaś niesamowita na ostatnim koncercie! Jesteś super!
Sandra zarumieniła się.
- Dziękuję za tę opinię.
Niby skromnie, acz nieco wyniośle.

Nadal przechadzała się po centrum handlowym. Była szczęśliwa, że ma teraz swoich własnych fanów. Grupa dziewczyn podeszła do Sandry. Zauważyła, że nie wyglądają na szczęśliwe.
- Hej, ty jesteś tą dziewczyną z Rammstein, nie? - zapytała jedna.
- Tak - odpowiedziała Sandra.
Jedna z dziewczyn popchnęła ją.
- Jesteś beznadziejna! Powinnaś opuścić zespół!
Sandrę zatkało.
- Co? - spytała.
- To co słyszałaś! - odpowiedziała dziewczyna. Inna dziewczyna kopnęła Sandrę, przewracając ją na ziemię.
- Przez twój okropny występ, wszyscy nasi chłopcy zwracali na ciebie więcej uwagi niż na nas!
Mwachacha, jak nisko trzeba upaść, żeby puścić taki tekst?
Czy ona sugeruje, że na koncerty Rammstein chodzą same pasztety?

- To chyba nie moja wina? - zapytała Sandra. Inna dziewczyna przyłączyła się do bójki.
- Tak, twoja! I umawiasz się z Tillem Lindemannem!
Grupa dziewczyn cały czas biła Sandrę. Ona krzyczała, by przestały. One tylko biły ją mocniej.
A ochroniarz stał niedaleko, czekając cierpliwie, aż dziewczyny w końcu dostatecznie mocno pobiją Sandrę.

Ochroniarz zauważył tłum i podszedł zobaczyć, co się dzieje.
Wrzaski przerwały mu błogą drzemkę.

Dziewczyny wrzeszczały i biły Sandrę. Kiedy przestały, tłum zobaczył, co stało się z Sandrą. Była nieprzytomna i cała zalana krwią.
- Niech ktoś wezwie karetkę! - wrzasnął ochroniarz.
Bo przecież wzywanie karetki nie należało do JEGO obowiązków, prawda?

Till i chłopaki siedzieli w swoim pokoju hotelowym, zastanawiając się, co by tu zrobić. Till czekał na powrót Sandry. Minęły godziny, odkąd wyszła. Zaczynał myśleć, że powinien był pójść z nią.
Co oni, biedni, robili, kiedy nie było z nimi Sandry? Ponad czterdzieści lat bezsensownej egzystencji? Jak to się w ogóle stało, że udało im się zaistnieć w szoł-biznesie?
Przez te lata zapełniali pustkę, której nawet sobie nie uświadamiali.
Pustkę w ramionach?
Na pustkę w mózgoczaszce było już za późno.

Telefon Christopha zaczął dzwonić.
- Halo? - powiedział. - O, hej, Jude.
I oto zagadka: literówka, czy też aŁtorka świadomie cytuje Beatlesów?
Take this opko and make it better?

Co się stało? Co?! - Christoph wrzasnął, przyciągając uwagę Tilla. - Dobra, zaraz tam będziemy! - Christoph wstał.
- To była Judy. Sandra jest w szpitalu! - powiedział do Tilla.
- Co? - wrzasnął Till. Jego Sandra, ta Sandra, na której tak bardzo mu zależało, była w szpitalu? To niemożliwe. Lecz wiedział, że Judy jest najlepszą przyjaciółką Sandry. Nigdy by nie skłamała w takiej sprawie. - Jak się czuje? Co się stało? - spytał Till.
 

 











Imperatyw Opkowy spadł jej na głowę.


 
- Nie wiem - odparł Christoph. - Musimy tam pojechać i zobaczyć.
Till i Christoph pobiegli do szpitala. Judy stała przed pokojem, płacząc. Christoph objął ją.
Z pokoju wyszedł doktor.
- Czy chcecie zobaczyć się z Sandrą? - zapytał.
- Tak - odpowiedział Till. - Czy z nią w porządku?
- Przykro mi to mówić, ale obawiam się, że zapadła w śpiączkę.
Yes, yes, yes, opkowa śpiączka - odhaczona:D [tańczy z radości]

Judy zaczęła płakać głośniej. Till nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
Poziom decybeli go przerósł.
Biedaczek, pierwszy raz występuje w opku, nieprzyzwyczajony. Nie takie rzeczy jeszcze usłyszysz!

- Ale wyzdrowieje? - zapytał.
- Nie wiemy - powiedział doktor. - Musimy zobaczyć, czy się obudzi.
“Nie pomogą i dochtory,
Kiedy człowiek na śmierć chory”

- Możemy ją zobaczyć? - zapytał Till.
Till westchnął, gdy zobaczył Sandrę. Była podpięta do mnóstwa maszyn.
Do pompy ssąco-tłoczącej, odkurzacza, robota kuchennego i silnika Diesla. Maszynę do szycia właśnie wyprowadzano, po założeniu Sandrze szwów.
Jej twarz pokryta była czerwonymi i fioletowymi siniakami. Till usiadł przy jej łóżku i wziął ją za rękę.
- Sandra - szepnął. - Proszę, obudź się. Wybacz, że nie było mnie tam, by cię chronić. Dasz radę przejść przez to, mój aniele.
Siedział tam, obserwując Sandrę. Panowała całkowita cisza, tylko monitor serca popiskiwał.
I maszyna, która robi PING, robiła PING.

Christoph wszedł do pokoju.
- Till, musimy powiedzieć chłopakom - powiedział.
- Dobra. Zaraz wychodzę. - Till odwrócił się do Sandry. Wciąż była nieprzytomna. - Muszę teraz wyjść. Ale obiecuję, że będę przychodzić codziennie. Wracaj do zdrowia, aniele - szepnął jej do ucha.
[zaczyna się kołysać, wyjąc cicho i melodyjnie]

Judy wciąż stała przed pokojem.
- Opiekuj się nią, dla mnie - powiedział Till. - Zawiadom nas, kiedy się obudzi.
Judy skinęła głową.
- Wiesz, że jej nie opuszczę - powiedziała. - Jest dla mnie jak siostra.
A poza tym, jako przyjaciółka i wierne tło Mary Sue, nie mam własnego życia.
A także jestem jej całą rodziną i jedyną bliską osobą na świecie... oprócz ciebie oczywiście, Till.

Till i Christoph skierowali się z powrotem do hotelu. Till bił się z myślami, co ma zrobić. Wreszcie podjął decyzję, co ma powiedzieć zespołowi.
- Odwołujemy trasę - ogłosił. - Nie będziemy grać bez Sandry.
ŁUP! Niniejszym anonsuję pierwszy headdesk tej analizy.
Dopiero teraz?
Twarda byłam! Jak chomik w płytówce!

Chłopaki patrzyli na niego, zaskoczeni.
- Jesteś pewien? - zapytał Richard. - Nie odwołaliśmy żadnej trasy od lat!
- Tak, jestem pewien - powiedział Till. - Jej obrażenia są bardzo poważne. Jeśli się kiedykolwiek obudzi, nigdy nie pozwolę jej wyjść samej.
Richard, zrób coś! Facet właśnie odwołał trasę Twojego zespołu z powodu baby! Flake! Paul!? Christoph? Ollie...?
Ktokolwiek...?
To już ten czas.
Wszelka nadzieja umarła.
- Porąbało cię, Lindemann? - Kruspe wyglądał, jakby za chwilę miał dostać zawału. - Chcesz zerwać kontrakt, odwołać trasę, kiedy wszystkie bilety już wyprzedane? Ty wiesz, ile nas to będzie kosztować?
- Ech, Kruspe, jesteś taki prozaiczny! - skrzywił się Till. - Wiecznie tylko kasa, kontrakty, interesy... A tu chodzi o wielkie uczucia!
- Uczucia? - złośliwie wykrzywił się Paul. - Powiedz raczej, że dawno nie dupcyłeś i na mózg ci padło... Chcesz, znajdę ci jakąś chętną panienkę, zaraz cię wyleczy z tych mrzonek!
- A może... - powiedział Richard z zastanowieniem - może faktycznie niech Till przy niej zostanie? Zawsze chciałem spróbować sił jako wokalista... No co się tak gapicie?

Till modlił się, by Sandra wyzdrowiała.
So wrong on so many levels...

Till przychodził codziennie zobaczyć się z Sandrą. Jej pokój był pełen kwiatów - od niego i chłopaków. Wciąż się nie ocknęła. Till zaczynał się denerwować.
- Sandra, proszę. Obudź się.
Nawet jeden jej mięsień nie drgnął. Doktor wszedł do pokoju.
- Panie Lindemann? Sandra jest tu już trzy tygodnie. Nie polepszyło jej się ani trochę. Przykro mi, ale musimy pozwolić jej odejść.
Zajmuje tylko miejsce - pan wie, jaką mamy kolejkę oczekujących?
W dodatku maszyna, która robi PING, żre cholernie dużo prądu.

Łzy zaczęły napływać do oczu Tilla. Miał stracić dziewczynę, która tyle dla niego znaczyła.
- Czy nie możecie zrobić czegoś, by odzyskała przytomność? - spytał. - Nie mogę pozwolić jej umrzeć.
- Przykro mi, ale zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Dam panu chwilę.
Ludzie zapadają w śpiączkę na lata i się wybudzają. Oni stracili nadzieję po trzech tygodniach. Musieli mieć niezłe zapotrzebowanie na organy do przeszczepów.
AŁtorka nie może pozwolić, żeby boChaterka czekała latami. Przecież by się zestarzała i zbrzydła! Że o trV loFFerze nie wspomnę...

Till odwrócił się do Sandry. Nic.
- Sandra, obudź się - szepnął. - Nie możesz umrzeć. Znaczysz dla mnie tak wiele, aniele. - Pocałował ją delikatnie w czoło i wstał, żeby wyjść.
- Till? - usłyszał. Odwrócił się szybko. Sandra wreszcie się obudziła! Uśmiechała się do niego.
- Słyszałam cię w ciemnościach. Twój głos przywiódł mnie z powrotem.
Śpiąca Królewna, kurde balans.
I tak oto, drodzy państwo, Cyn umarła na zakwik. Całe szczęście, że w słuchawkach leciał akurat Rammstein, bo głos Tilla na czas przywołał ją z zaświatów. Trzeba to opatentować.

Till pocałował ją.
- Naprawdę jesteś aniołem, wiesz?
No przecież chyba właśnie NIE jest...?!
Ale niewiele brakowało, o!

Jesteś szalona, mówię Ci.
Zawsze nią byłaś, skończ już wreszcie śnić.
Nie jesteś aniołem, mówię Ci.
Jesteś szalona. “


Sandra zarumieniła się, gdy nazwał ją aniołem.
- Sandra, kiedy wyjdziesz ze szpitala, zabiorę cię do miasta, dobrze? - powiedział Till. - Zdrowiej.
Wyprowadzę cię na spacer. Zaraz polecę kupić jakąś ładną smycz i obróżkę.

Sandra denerwowała się. W końcu została wypisana ze szpitala i Till, tak jak obiecał, zabierał ją gdzieś tego wieczora. Co planował na ten wieczór?
- Spokojnie - powiedziała Judy. - Jestem pewna, ze wszystko wyjdzie świetnie.
- Judy - powiedziała Sandra - jak było na twojej pierwszej randce z Christophem?
- Och, było wspaniale - odpowiedziała. - Na początku byłam zdenerwowana, bo Christoph jest wielką gwiazdą rocka. Ale potem wszystko poszło doskonale.
No daj spokój, zdradź jakieś szczegóły! Poszliście do kina i na lody? Trzymaliście się za rączkę? Kupił ci watę na patyku?

- Chcę, żeby dziś też tak było - powiedziała Sandra.
- Auu, zakochałaś się w Tillu, prawda? - spytała Judy. Sandra zaczęła się rumienić. Nie odpowiedziała.
- Daj spokój! Nie ukryjesz tego. Nigdy tak się nie zachowywałaś, z żadnym chłopakiem przedtem.
- Dobra! - wykrzyknęła Sandra. - Przyznaję! Jestem w nim zakochana po uszy! Wykrzyczę to na cały świat, jeśli będzie trzeba! KOCHAM TILLA LINDEMANNA!
Judy siedziała tam, oniemiała.
- Łał - powiedziała.
[wzdycha ciężko] Ciekawe, czy gdyby wszystkie fanki Tilla wrzasnęły “kocham Tilla” w tym samym momencie, Ziemia pękłaby jak dojrzały arbuz?
Możemy spróbować...
Rozumiem, że zdumienie Judy wynikało z tego, że jako najlepsza przyjaciółka Sandry nie słyszała wcześniej milion razy o tej dozgonnej miłości?

- Jedyny problem w tym, że nie wiem, czy Till mnie kocha - powiedziała Sandra. - Więc sama rozumiesz, że chcę, żeby ta noc była doskonała?
- Nie ma sprawy - powiedziała Judy. - Zrobię cię na taką piękność, że Till nie będzie mógł od ciebie oczu oderwać.
Tylko, na wszystkie świętości, nie odzywaj się zbyt często, bo czar pryśnie.

Till przechadzał się, czekając na Sandrę. Wiedział, że chce wyglądać dla niego wyjątkowo. "Dlaczego kobietom zabiera to tyle czasu?" - zastanawiał się.
No wiesz... One się malują, noszą wysokie obcasy i używają perfum, bo są brzydkie, małe i śmierdzą.

- Sandra, jesteś gotowa? - zapytał. Jak na zawołanie, weszła do pokoju. Tillowi opadła szczęka. Miała na sobie długą do kolan niebieską sukienkę bez ramiączek. Jej włosy były skręcone w loki. Till pomyślał, że wygląda pięknie.
A nie pomyślał, że wygląda jak anioł? Jestem rozczarowana.

Oczy Sandry rozszerzyły się, gdy zobaczyła Tilla. Był ładnie ubrany, jak rzadko kiedy. Włosy zaczesał tak, że jedna strona wydawała się nieco dłuższa od drugiej.
Mniej więcej TAK.
Złaaa Sine, zła!

Był taki przystojny. Till podszedł do niej, ujął jej rękę i pocałował ją.
- Du riechst so gut - powiedział, gdy poczuł zapach jej perfum.
- ... mein Teil - dokończył ciszej, rzucając jej ukradkowe, tajemnicze spojrzenie.
[usłużnie podaje Tillowi świeżo naostrzony tasaczek]

- Dziękuję - powiedziała Sandra. - Co będziemy robić dziś wieczór?
Till wyjął z kieszeni opaskę.
- To niespodzianka - powiedział. Zawiązał opaskę na oczach Sandry.
Hehehehehe. Nie, nie powiem, z czym mi się to kojarzy...
A w kieszeni pobrzękiwały mu kajdanki...

Wziął ją za rękę i poprowadził, rozpoczynając wieczór. Prowadził ją za sobą jakiś czas. Sandra zaczynała się niecierpliwić. Wiedziała, że Till chce ją zaskoczyć, lecz trwało to juz za dużo czasu.
- Długo jeszcze? - zapytała.
Till zatrzymał się. Zdjął jej opaskę. Sandra westchnęła na widok tego, co było przed nią. Znajdowali się w parku.
Wyobraźcie sobie teraz, że widzicie dojrzałego faceta, wprowadzającego do parku małolatę z opaską na oczach. A wyobraźcie sobie, że ten wdzięczny obrazek wpada w oko stróża prawa;)
Do tej pory służby ochronne wykazywały się dosyć niską skutecznością, stróż prawa pewnie pogratulowałby Tillowi pomysłu i wrócił do innych zajmujących czynności, na przykład drzemki. ^^

Nie był to jakiś zwykły, stary park. Drzewa były udekorowane światłami. Wszędzie latały świętojańskie robaczki. Wszystko było takie piękne.
- Till - spytała Sandra - przygotowałeś to wszystko dla mnie?
- Tak - odpowiedział Till. - Musiałem przygotować coś specjalnego dla mojej dziewczyny.
Kwiiik! Widzę Tilla, jak z siatką gania po parku, łapiąc do słoika świętojańskie robaczki, a potem nerwowo zastanawia się, czy cholery nie rozpełzną się gdzieś z powrotem, psując cały efekt...

"Mojej dziewczyny" - pomyślała Sandra. "Till właśnie nazwał mnie swoją dziewczyną".
- Till, czy naprawdę tak myślisz? - zapytała. - Jestem twoja?
Moja. Moje serduszko. - potwierdził, sprawdzając kciukiem ostrze tasaczka.

Till przytaknął. Pochylił się ku niej i pocałował delikatnie.
- Sandro, bardzo trudno mi to wyjaśnić - powiedział. - Nie czułem czegoś takiego do nikogo od bardzo dawna. Sprawiasz, że moje życie stało się lepsze. Jesteś piękna. Jesteś miła. Jesteś...
Sandra położyła palec na jego ustach, uciszając go.
W samą porę, bo Tillowi nagle zabrakło przymiotników. To znaczy owszem, parę się nasuwało, ale miał poważne wątpliwości, czy w tej sytuacji “naiwna” brzmiałoby wystarczająco delikatnie.

Potem schwyciła jego usta własnymi.
OMNOMNOMNOM. Sehr schmackhaft.

Till był zaskoczony [kwiiiik!], lecz poddał się jej pocałunkom. Gdy oderwali się od siebie, Sandra objęła go ramionami i złożyła głowę na jego piersi.
Memłon pozostawiając sobie na później.
Wszystko w swoim czasie ;)

- Och Till - powiedziała - czemu sprawiasz, że jestem taka zdenerwowana i słaba? - Spojrzała w jego oczy. - Kocham cię - powiedziała. - Tak długo czekałam, żeby ci to powiedzieć. Kocham cię, Till. Nie dlatego, że jesteś bogaty i sławny. Kocham cię za to, kim jesteś.
A że przypadkiem jesteś też bogaty i sławny...
A że znamy się już tak długo, jak łyse konie wręcz...
A że znam cię tylko dlatego, że jesteś bogaty i sławny...

Till uśmiechnął się, słysząc słowa Sandry. Kochała go. Wysunął się z jej objęć.
- Sandro - powiedział. - Nie masz pojęcia, jak długo czekałem, aż to usłyszę od ciebie.
Licząc trzy tygodnie śpiączki, będzie jakiś miesiąc.
Bo gdy się tęskni, każda chwila jest jak wiek... [wzdycha melancholijnie i bardzo teatralnie]

- Odsunął włosy, które opadły jej na twarz. - Ja też cię kocham - powiedział. Przyciągnął ją bliżej i objął w talii. Sandra zarzuciła ręce na jego szyję.
- Till, czy naprawdę mnie kochasz? - spytała.
Till odpowiedział na jej pytanie namiętnym pocałunkiem. Objął ją mocno i dalej całował. Sandra musiała przypomnieć mu, że potrzebuje oddechu.
Przypomniała mu o tym melodyjnym “aaaaaarrrgh...”
Oraz ilością odcieni fioletu na twarzy.

- Czy ta odpowiedź wystarczy ci, aniele? - zapytał. Sandra tylko patrzyła na niego, bez tchu.
- Łał - powiedziała. Till przysunął się, by znów ją pocałować. Sandra zatrzymała go.
Poczekaj, odetchnę sobie na zapas.

- Co się stało? - zapytał. - Czy to dla ciebie za szybko?
Sandra wzięła go za rękę.
- Nie, kochanie. Myślę, że jeśli pragniesz mnie teraz, powinniśmy zrobić to gdzie indziej.
Bo tu to wiesz... zimna ziemia, mokra trawa i gałęzie w tyłek kłują.
Przeleć mnie - to woła Marysujka,
Przeleć mnie, niech cię nie męczy stójka.
Przeleć mnie - słyszy się głosy wszystkich fanek świata...
Przeleć mnie - namawia cię nieletnia,
Przeleć mnie, rozprawa będzie świetna,
Przeleć mnie - to cela wzywa cię.

Sandra i Till skierowali się do najbliższego hotelu, gdzie wynajęli pokój. Till zaczął całować ją, pragnąc jej coraz bardziej z każdą chwilą. Sandra zaczęła rozpinać jego koszulę, odsłaniając umięśnioną klatę. Gdy zdjęła mu koszulę, położył Sandrę na łóżku. Zaczęła ściągać swoją sukienkę. Zawahała się.
- Sandra, czy naprawdę tego chcesz? - spytał. Przytaknęła, przyciągając go bliżej.
- Aha - powiedziała. - Till, proszę, nie każ mi czekać dłużej. - Sandra przysunęła się do jego ucha. - Pragnę cię - szepnęła. - Kochaj mnie. Uczyń mnie twoją.
WTEM! Porwana chwilą, rozrzuciła loki i  zaśpiewała.

Blask słońca zajrzał przez okno. Sandra obudziła się i stwierdziła, że leży na czymś... włochatym. Przetarła oczy, by lepiej widzieć. Leżała na piersi Tilla.
A ja myślałam, że na dywaniku z barana, kupionym od górali.
Niewielka różnica...

Co więcej, nie mieli na sobie żadnych ubrań.
Wyjmuje pompony i skanduje: O-PIS! O-PIS! DA-WAJ O-PIS!!!
Służę uprzejmie: Nie mieli na sobie czarnych skarpetek z bawełny z domieszką jedwabiu, nie mieli też na sobie zmysłowych bokserek w różowe króliczki, nie mieli białych rurek ani żółtych bluSek z dekolDem... Mam kontynuować?

Zaczęła sobie przypominać wydarzenia poprzedniej nocy. Podniosła się lekko i pocałowała Tilla.
- Kochanie - powiedziała - czas wstawać.
Zaczęła wstawać, lecz Till przyciągnął ją do siebie.
- Po co ten pośpiech? - zapytał.
Sandra delikatnie pogładziła jego policzek.
- Jeśli nie wrócimy, chłopaki nigdy nie przestaną się z nas nabijać - powiedziała.
Jeśli NIE wrócicie, to w sumie guzik was będzie obchodzić, co tam gadają za plecami. Natomiast jeśli wrócicie o poranku... ;)

- A poza tym, czy nie powinniśmy kontynuować trasy?
- A tak. Zapomniałem o tym - powiedział Till, wstając.
[Tu będzie jakiś komentarz, jak się pozbieram i znajdę te ręce, co mi opadły...]
[Nie będzie, nie dasz rady się po tym pozbierać. Ja też nie.]
Przeszczep mózgu Tilla udał się nad wyraz dobrze. W niczym nie przypomina samego siebie.

Ubrali się i wrócili do hotelu, gdzie mieszkał zespół.
- Till, trochę się martwię - powiedziała Sandra. - Boję się, co się stanie, gdy (zajdę w ciążę?) znów będę na scenie (łeeee...). Co zrobią ludzie? Oni mnie nienawidzą.
Tak, niektórzy już od miesiąca trzymają na tę okazję koszyk zbuków.

- Nie martw się - powiedział Till. - Mam pomysł. Na scenie będziesz stać blisko mnie. Nie pozwolę nikomu znów cię zranić. W jakiś sposób dam światu znać, że jesteś moja.
Co, rzecz jasna, z pewnością ucieszy moje fanki. Zobaczysz, pokochają cię nad życie!
Czyli będzie stała na środku sceny, to bardzo dogodna pozycja. Z perspektywy ziejących nienawiścią fanów, oczywiście.
Och, ale Till będzie ją zasłaniał własnOM piersiOM!

Wrócili szybko do hotelu. Zobaczyli, że chłopcy na nich czekają.
- Gdzie byliście ostatniej nocy? - zapytał Christoph.
- Nie musisz wiedzieć - powiedział Till, uśmiechając się lekko.
- O, miałeś szczęście zeszłej nocy, prawda? - spytał Paul.
- Nooo... eee... tak - powiedział Till. - Mieliśmy - i to była moja najlepsza noc od długiego czasu.
I tak oto Sandra otrzymała znak jakości Q.
Ocean dyskrecji.

Till nie mógł się doczekać następnego koncertu. Planował coś wielkiego.
A coś wielkiego wyglądało TAK.

Till był zajęty tego dnia. Upewniał się, że jego wielki plan pójdzie doskonale. "Mam nadzieję, że to się uda" - myślał. Zaczął zastanawiać się, jak widownia zareaguje na to, co ma zamiar zrobić dziś wieczór. "Jak zareaguje Sandra?". Odsunął od siebie te myśli i zaczął przygotowywać się do występu.
Jeśli to coś to ma być to, co myślę, że to ma być, to... Na wszelki wypadek położę sobie poduszkę na biurku, bo moja głowa może nie przeżyć tego headdeska.
Proszę, tylko nie to, tylko nie to...

Sandra zrobiła to, co Till jej powiedział. Na scenie stanęła blisko niego. Zauważyła, że coś się zmieniło. Chłopaki spoglądali na Tilla, jakby czekali, by coś zrobił. Till stał blisko niej. Sandra usłyszała, ze chłopaki zaczynają grać. "Heirate Mich?" - pomyślała. - "Nigdy nie zaczynamy koncertu od tej piosenki!".
Aaaaa, gdzie moja poduszka?!?

Czekała, aż Till zacznie śpiewać, lecz nie zaczął. Zamiast tego podszedł do niej.
- Przepraszam, że przerywam - powiedział Till do widowni. - Ale muszę spytać kogoś z zespołu o coś ważnego.
Sandra usłyszała pomruki z widowni.
Coś świsnęło jej koło ucha i z plaskiem rozbiło się o wzmacniacz, a smród siarkowodoru rozpełzł się po scenie...

- Sandro - powiedział Till do mikrofonu. - Wiem, że dziś wieczorem jest na widowni mnóstwo kobiet, a jaki jest lepszy sposób, by pokazać im, że jesteś moja? Chcę wiedzieć, czy... - Till wyciągnął coś z tylnej kieszeni. Ukląkł na jedno kolano. - Wyjdziesz za mnie?
Posadźcie mi coś na grobie. Cokolwiek, byle nie orchidee...
A jednak! *radośnie wali głową w ścianę*

Sandrę zatkało, gdy zobaczyła, jak Till otwiera pudełeczko, ukazując pierścionek z diamentem.
A że był to diament, to poznała po zapachu.
Wyciągnęła lupkę i wagę jubilerską i na miejscu oceniła wartość, ot co.

- Sandro - powiedział Till. - Kocham cię. Po tym, co się stało, chcę spędzić resztę życia z tobą [aha, aha, swojej przedostatniej też tak obiecywał...]  i być pewnym, że nikt cię nie skrzywdzi znowu. Chcę tylko opiekować się tobą. Powiedziałem, że pokażę światu, że jesteś moja. Proszę, heirate mich, mój aniele.
W tym momencie pojawia się uzasadnione podejrzenie, że aŁtorka zna wyłącznie tytuły piosenek Rammstein, a nie wpadło jej do głowy zapoznać się z pełną treścią -  i nie podejrzewa nawet, że “Wyjdź za mnie” to piosenka o nekrofilu...
To podejrzenie powinno Ci się pojawić już przy “Du riechst so gut”...

Łzy nabiegły do oczu Sandry. Nie mogła uwierzyć, że Till oświadcza się jej przed tysiącami ludzi. Opadła na kolana.
- Och Till - powiedziała. - Nie wiem, co powiedzieć!
Till był rozczarowany. Zaczął wstawać, lecz Sandra pociągnęła go z powrotem w dół.
- Tak! - powiedziała. - Tak, wyjdę za ciebie!
Reakcja publiczności została litościwie wycięta. W domyśle wszyscy wyszli, wymiotując tęczami i kucyponkami.
No coś Ty. Wyli, klaskali i robili zdjęcia; entuzjazm sięgał zenitu.

Następnego dnia Till i Sandra byli gotowi, by zacząć przygotowania do ślubu, który miał się odbyć za kilka miesięcy.
Od tej pory Tilla nie obchodziły już żadne koncerty, żadna trasa, nagrania i tym podobne bzdety. Całe dnie spędzał nad ślubnymi katalogami, dobierając kolor ścian sali do koloru kremu na ciastkach i zamawiając makaroniki prosto z Paryża.
Łomatko, łomatko, toż w kilka miesięcy nie da się zorganizować ślubu!!!
Pewnie, że się nie da. Zia86 już ze dwa lata organizuje, a do finału wciąż daleko.
Ubiegłaś mnie, właśnie miałam wrzucić tego linka:D  

Komórka Tilla zaczęła dzwonić.
- Halo? - odpowiedział.
- Tata? Tu Nele.
- Cześć, Nele. Co u ciebie?
- Tato, nie zadzwoniłam, żeby prowadzić towarzyskie pogawędki - powiedziała Nele. - Widziałeś gazety? Żenisz się?!
Nie ma to jak dowiedzieć się o ślubie ojca z gazet.

- Tak - powiedział Till. - Jestem pewien, że tym razem wyjdzie mi lepiej niż poprzednio.
Z czasem człowiek nabiera wprawy.

- Tato, nie sądzę, że powinieneś się żenić ponownie. Nie chcę, żebyś znów został zraniony, jak wcześniej byłeś.
Till zauważył, że Sandra mu się przygląda.
- Nele, jestem zajęty - powiedział. - Zadzwonię później. - Odłożył telefon. - Wybacz. Rodzinne obowiązki.
- Rozumiem - powiedziała Sandra. - Widziałam to, o czym mówiła Nele. - Wzięła do ręki kilka magazynów. Były tam ich zdjęcia, całujących się na ostatnim koncercie.
"WSZYSTKO SKOŃCZONE, DROGIE PANIE! JUŻ JEST ZAJĘTY!" - głosiła jedna okładka. "KTO SKRADŁ JEGO SERCE?"- pytała druga.
“Ile nieślubnych dzieci ma Lindemann?” - zastanawiała się trzecia.
O ile dobrze rozumiem, jakaś Meksykanka przyznaje się do jednego ;)
Była też gazeta wspominająca o licznych romansach, jakie Till prowadzi za plecami Sandry, ale tajemniczo zniknęła, zanim przyszła pani Lindemann zdążyła ją przeczytać.

Sandra otworzyła magazyn, ciekawa, co też o niej piszą.
Ciekawość zabiła kota, nananana...

- Till! - zawołała. - Posłuchaj!
"Till Lindemann, lider sławnego na całym świecie zespołu Rammstein, zaręczył się i planuje ślub jeszcze w tym roku. Kim jest ta kobieta? Dowiedzieliśmy się, że ma na imię Sandra.
...i generalnie nic więcej nie wiadomo o nowej członkini znanego na całym świecie zespołu.
Nie znamy nawet jej wieku, chociaż zazwyczaj jest to pierwsza informacja, jaką podają “dziennikarze” w tego typu newsach.
Mądrość Oglafa głosi: “Wszystkie modelki mają 18 lat. Albo 21 tam, gdzie wymaga tego prawo.”

Jest nową gitarzystką zespołu. Lindemann oświadczył jej się na scenie podczas wczorajszego koncertu. Jak zrobiłaby na jej miejscu większość dziewcząt, przyjęła oświadczyny.
Na szczęście istnieją jeszcze takie, co się nie dają zmanipulować oświadczynami w miejscu publicznym. KLIK.

"Życzymy im wszystkiego najlepszego!" - mówi nasz reporter. Niestety, narzeczona Tilla będzie mieć wrogów: zazdrosne fanki".
Oraz fanów.
Nie do końca też wierzę w ciepłe uczucia zespołu - zwłaszcza po ostatnim numerze z odwołaniem trasy.

Magazyn wypadł z rąk Sandry. Till podniósł go i przeczytał. Kiedy to zrobił, zauważył, że Sandra wygląda na nieco przestraszoną.
- Nie martw się, aniele - powiedział. - Wiesz, że w gazetach jest kupa kłamstw.
Tym razem, wyjątkowo, widzę samiuteńką prawdę.
Powiedział tak na wypadek, gdyby jednak znalazła tę gazetę, co donosiła o romansach.

Będzie dobrze. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić.
Sandra skinęła głową.
- Czy nie powinniśmy zająć się przygotowaniami do ślubu?
Zajmijcie się, zajmijcie. Motywy przewodnie, kolory, przystawki i odcienie sosów same się nie dobiorą.

Sandra i Judy chodziły po sklepach w poszukiwaniu sukni ślubnej dla Sandry. Ona i Till zdecydowali, że ze względu na to, co się działo, przyspieszą termin ślubu i będzie on za 4 tygodnie.
Oj tam, pojechalibyście do Vegas i załatwili to w weekend. Podobno można nawet wybrać opcję z opłaconym z góry rozwodem.
A co takiego się działo? Nie widzę w tekście czegokolwiek, co uzasadniałoby ten pośpiech.
No te złe fanki na nią czyhały, rozumiesz. Ślubnej żony nie odważą się zaatakować. Obrączka wytworzy siłowe pole ochronne... A nie, nie ta bajka.
Trzeba poganiać, jeszcze się chłop rozmyśli i co ona wtedy zrobi?

Zaczęły przeglądać naręcze sukienek. Było trudno znaleźć tę właściwą. Sukienki, które wybrała Sandra, były za długie, bądź za krótkie. Większość w ogóle nie była w jej rozmiarze.
Oj dziecko, dziecko. To są tylko modele, wybierasz sobie taki, jak ci się podoba i szyją go na twoją miarę!
A bo ja wiem? Może w kraju, w którymi mieszka aŁtoreczka, robią to inaczej?
W Stanach. To wszystko dzieje się w Stanach. We’re all living in America...

Już miały opuścić sklep, kiedy jedna z sukien przyciągnęła wzrok Sandry.
Machała gwałtownie rękawami, wskazując jednocześnie na neonowy napis “Tu jestem, to właśnie mnie szukasz!”

- Łał, Judy, spójrz na tę - Sandra wzięła ją i przymierzyła. Była doskonała. - To jest to! - powiedziała Sandra.
Co za szczęście, że ta doskonała suknia była akurat w jej rozmiarze, bo inaczej jak nic trzeba by było odwołać ślub!
To wyglądało tak: wyskoczyła po bułki, a po drodze kupiła suknię ślubną.
Btw, zamiast opisu sukni (jak również innych strojów Sandry), dostajemy oczywiście wklejone zdjęcie.

Minęły trzy tygodnie. Do ślubu został już tylko jeden. Sandra zaczynała się nieco denerwować. Nie denerwowała się tym, że ma poślubić Tilla. Była tym podekscytowana. Martwiła się, czy będzie się dobrze czuła w ich wielkim dniu. Ostatnio nie czuła się najlepiej. “To na pewno grypa żołądkowa” - pomyślała.
Taaa, grypa, grypa ;) Widać, jak mało opek czytałaś, kochana...

Till opiekował się nią najlepiej, jak potrafił. Któregoś dnia musiał wyjść, przygotować coś w związku ze ślubem. Poprosił Judy, żeby z nią została.
- Jak się czujesz? - spytała.
- Kiepsko - odpowiedziała Sandra. - Dziwne, że najgorzej jest zawsze rano. Cokolwiek złapałam, odzywa się tylko rankami.
Judy zachłysnęła się, słysząc słowa Sandry.
- Co? - zapytała Sandra.
- Myślę, że wiem, co jest nie w porządku - powiedziała. 



Szepnęła coś do ucha Sandry.
- Tak myślisz? - zapytała Sandra.
- Jest  tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć.
- Dobra, ale jeśli to prawda, zrobię niespodziankę Tillowi.
Czytelniku! Prawda, że wcale się jeszcze nie domyślasz, o co chodzi, ani trochę, prawdaaaaa?
No przecież wszyscy wiemy, że to tylko przemęczenie;)

Sandra była podekscytowana. Judy miała rację. Ona i Till będą mieć rodzinę. Sandra chciała go zaskoczyć. Chciała zaskoczyć każdego. Chciała powiedzieć to wszystkim na ślubie.
Atenszynwhoryzm czy czysta, niczym nie zmącona głupota?

Nie musiała czekać długo. Wielki dzień był dzisiaj. Zastanawiała się, jak przekaże wiadomość. “Słuchajcie wszyscy, jesteśmy bardzo szczęśliwi, że przyszliście. A przy okazji, jestem w ciąży?” Nie, to do niczego. “Nie tylko pobieramy się, ale również będziemy mieć dziecko”? Nie.
- Kochani, a tak przy okazji, jestem w ciąży!
- ???
http://i.obrazky.pl/w-ciazy-644-OBRAZKY.PL.jpg


Sandra musiała ujawnić to wcześniej czy później.
Osoba posiadająca przynajmniej dwie szare komórki czeka z takimi rewelacjami do momentu, kiedy ma całkowitą pewność.
No przecież ma. Rzyga co rano i psiapsióła postawiła jej diagnozę. Czego jeszcze chcesz?

Cieszyła się, że córki Tilla, Nele i Marie Louise oraz zespół będą tam. Pomogą mu, jeśli będzie miał problem z uwierzeniem w to.
Taaa, pomogą...
- Lindemann, stary byku, gumka ci pękła, czy co? - zapytał z niedowierzaniem Richard.
- Tato... ale może ty się jednak upewnij, że to twoje! - dodała z troską Nele.
Marie Louise zajęła się tymczasem pałaszowaniem truskawek w czekoladzie.

Nadszedł już czas rozpoczęcia ceremonii. Till i wszyscy pozostali czekali na Sandrę. Richard stał przy Tillu jako drużba, Judy była druhną. Wszyscy wstali, gdy weszła Sandra. Till zagapił się na nią, gdy szła w jego stronę. Była taka piękna.
A teraz, dzieci, chórem: piękna jak co? Jak aaaa...

Kiedy dotarła do ołtarza, wzięła Tilla za rękę. Spojrzeli sobie nawzajem w oczy i zaczęli powtarzać słowa przysięgi:
- Czy ty, Sandro Davidson, bierzesz Tilla Lindemanna za męża? Na dobre i złe, jak długo oboje będziecie żyć? - zapytał ksiądz.
- Niech pomyślę... hmmm... Tak!
Wszyscy się roześmiali.
I odhaczyli w notesikach Element Komiczny.
Niektórzy coś tam co prawda mruczeli pod nosem o idiotkach, ale kto by ich słuchał.
Nikt nie zorientował się, że śmiech był wcześniej nagrany i dobiegał z głośników na tyłach sali.

- Czy ty, Tillu Lindemannie, bierzesz Sandrę Davidson za żonę? Na dobre i na złe, jak długo oboje będziecie żyć?
Till uśmiechnął się.
*Kura z napięciem wpatruje się w monitor...*
[Sine przeszukuje apteczkę i przygotowuje środki uspokajające dla Kury]
[To nie w apteczce szukaj, tylko w barku!]
*Cyn wstrzymuje oddech w nadziei, że Till się jednak opamięta*

- Wiesz, że tak - powiedział, a wszyscy znów się roześmiali.
*Psffff... Kura oklapła.* Eeeee tam, spodziewałam się gromkiego “Nein!”
[odkłada apteczkę i sięga do barku po flachę]
I mnie też polej, i mnie też... *woła słabym głosem, kołysząc się gwałtownie*

Sandra i Till dobrze się bawili. Mieli właśnie zatańczyć swój pierwszy taniec jako mąż i żona, kiedy Judy weszła na scenę obok DJ-a i złapała za mikrofon.
- Cześć wszystkim - powiedziała.
- O mój Boże, ona jest pijana - powiedziała Sandra do Tilla.
Kuro! Natychmiast złaź ze sceny!!! Po co ja Ci tę flachę dawałam, cholera...
Sine, weź se oczka umyj. To Judy tam szaleje, nie ja!
A ta postać za jej plecami, ta z siekierą, to kto niby?
Norweski drwal? *rozgląda się z niewinną miną*

- Czy wszyscy dobrze się bawią? - kontynuowała Judy. - Chcę powiedzieć, że jestem szczęśliwa z twojego powodu, Sandro. Jesteś dla mnie jak siostra. Przyjaźniłyśmy się tyle czasu! A teraz wyszłaś za mąż za mężczyznę, o którym marzyłaś. Till, teraz uważam cię za brata.
Richardzie, ciebie za szwagra. Paul, Ollie - jesteście moimi kuzynami. Flake, chcesz być moim wujkiem?

- Christoph, zabierz ją! - szepnęła Sandra.
- Życzę wam dużo szczęścia i miłości. Och, a przy okazji... - Christoph złapał Judy i ściągnął ją ze sceny, lecz nie odebrał mikrofonu. - Słuchajcie wszyscy! - powiedziała Judy. - Sandra jest w ciąży!
Obecny na miejscu fotograf zdołał na szczęście uchwycić minę pana młodego w chwili, gdy usłyszał Wielką Nowinę.

Wszystkich zatkało, gdy usłyszeli Judy mówiącą, że Sandra jest w ciąży. Sandra spuściła wzrok, zawstydzona. Till spojrzał na nią.
- Sandro, to prawda? - zapytał.
- Chciałam powiedzieć ci później. Chciałam powiedzieć wszystkim. Tak, jestem w ciąży. Ty jesteś ojcem.
Po co ona to tak podkreśla? Przecież nic nie sugerowało, że prowadzi aż TAK bujne życie towarzyskie, by ktokolwiek mógł mieć wątpliwości.
Widać obejrzała ostatnio “Kill Bill” i przypomniała jej się Panna Młoda w śpiączce.

Till wyglądał na zaskoczonego.
Ja? Ale przecież... Cholera. To te robaczki świętojańskie - musiały poprzegryzać gumki!

- Jak długo ukrywałaś to przede mną?
- Dowiedziałam się w zeszłym tygodniu - powiedziała Sandra. - Chciałam powiedzieć ci dzisiaj, bo chciałam zrobić ci niespodziankę. Chciałam zrobić niespodziankę wszystkim.
Bo któż by konsultował z facetem kwestie publicznego ogłaszania rzeczy prywatnych...
Pewna siebie. Nawet jej nie przyszło do głowy, że ktoś wcale nie musiałby być z tej wiadomości zadowolony.

Chłopcy i córki Tilla podeszli by zobaczyć, czy to, co powiedziała Judy, jest prawdą.
[zbiera szczękę z podłogi]
Ale... że co... że jak? Zrobią jej badanie ginekologiczne? Komisyjnie?
Na miejscu... Zadzieraj suknię, już!

- Co się dzieje, tato? - zapytała Nele. Till wziął mikrofon z rąk Judy.
- Sandra jest w ciąży! - powiedział. - Będziemy mieli dziecko!
Goście zaczęli się cieszyć.
Till wolał przyjąć taką wersję, niż zastanawiać się, czy ich uśmiechy nie są przypadkiem cokolwiek złośliwe.

- Nie jesteś na mnie zły, że ci nie powiedziałam? - spytała Sandra. Till pocałował ją.
- Nie, aniele. Jestem teraz bardzo szczęśliwy.
Bo już nic innego mi nie pozostało...

Till i Sandra byli już spakowani w podróż poślubną.
- Uważajcie na siebie wszyscy - powiedział Till. - Zobaczymy się po powrocie z Włoch.
- Naprawdę? - Sandra zatchnęła się. - Jedziemy do Włoch?
- Pamiętaj, żeby potem wszystko nam opowiedzieć! - powiedział Paul.
A ten co? W życiu nie był na zagranicznej wycieczce, czy też może liczy na pikantną relację z miodowego miesiąca?
Ze zdjęciami oczywiście.

- Sfilmuję wszystko! - powiedziała Sandra.
- Tylko zabawne rzeczy, żadnych prywatnych! - przypomniał jej Till.
Nie no, Till, coś ty taki zasadniczy, naprawdę nie chcesz kamery w sypialni?

I żyli długo i szczęśliwie...
W tym momencie, drodzy Czytelnicy, opuszczamy Sandrę i Tilla - choć opko ciągnie się jeszcze przez długie rozdziały, to pożycie małżeńskie państwa Lindemann jest tak nudne, że nie mamy serca katować Was jego opisem.

Z płonącej Rammsteinowej sceny pozdrawiają: Sineira (gitara basowa), Cyn (perkusja), Kura (klawisze)
oraz Maskotek z gołą klatą, ryczący wniebogłosy “Rein Raus!!!”

30 komentarzy:

Adelaar pisze...

O, Bożena. To opko było straszne. Co prawda nie jestem jakąś wielką fanką Ramsztajna, ale i tak poczułam się zniesmaczona. Na początku jeszcze się trzymałam, ale robienie z Tilla (z Tilla... muszę napisać to jeszcze raz, bo aż sama nie wierzę) słodkiego misiapysia było... obrzydliwe. Całe szczęście, że aŁtoreczki się za Kjurów nie biorą, bo nie wyobrażam sobie, co mogłyby z biednego Porla zrobić... ktoś mógłby tego nie przeżyć.
A opis przyjmowania nowego członka zespołu był przekomiczny sam w sobie XD Szczególnie fragment, że Sandra ma głos jak anioł. Jakoś ciężko mi to pogodzić ze słowem "Rammstein" w jednej linijce XD
I oklaski dla Cyn :)

Tesska pisze...

O rajuśku... Dawno się tak nie uśmiałam, nie spłakałam, nie zatchnęłam i ogólnie wszystko...!

Anonimowy pisze...

Kurde, końcówkę ucięło, czy to tak miało być?

kura z biura pisze...

Faktycznie, ucięło końcówkę, ale już naprawione. Mam nadzieję, że nie będzie już kłopotów z wyświetlaniem.

Anonimowy pisze...

Niesamowite! Piękna, wzruszająca opowieść o człowieku, który dla miłości zmienia całe swoje życie. Przestaje być charyzmatycznym liderem grupy metalowej, na rzecz ciepłych kluchów! Moim zdaniem Disney powinien zainteresować się tym opowiadaniem xD Marw

Steele X pisze...

Jakie to piekne. Jakie klasyczne. Jakie opkowe. Tylko czemu Rammstein?!

Dzidka pisze...

Oranyborskie, o maurycy, CO TO JEST?! *ryczy strasznym głosem* To ja już chyba wolałam piwnicę (to ta od opka piwnicznego ma 47 lat?!)
Aha, w końcówce Cyni robi moim kolorem!

Anonimowy pisze...

Jak dla mnie to to wcale nie jest ten Rammstein, którego znamy i kochamy. To tylko przypadkowa zbieżność imion i nazwisk. I tego się będę trzymać.
Opko kwikaśne strasznie, zaliczyłam parę headdesków, a moja rodzina zaczęła się zastanawiać czy wszystko ze mną w porządku bo śmiałam się tak głośno, że było to co najmniej niepokojące. Ale opko cudne! Takie kanoniczne, aż przyjemnie się czytało.
I chciałam jeszcze napisać, że kocham Sine, bo przy jej komentarzach śmiałam się najmocniej! Dzięki Ci!
Efka.
PS A, no i wielkie dzięki za maszynę, która robi PING!

Anonimowy pisze...

Skomentuję przed przeczytaniem: to obrzydliwe!

Boję się, że nie zdzierżę.

Flake będzie pływać na pontonie Mery Sou.

Niech ałtoreczki kleją się do justina, jonas brother, piotra kupicha ale nie do Till!

Anonimowy pisze...

To mnie po prostu zniszczyło xD

boonie pisze...

Rammstein grał koncerty wraz z Combichrist na trzy perkusje, może trzy gitary też by się sprawdziły?

Opko-abstrakcja, zespół zaczął mi się jawić jako kilkuletnie brzdące w pieluszkach. I ten niedobry Till, który wszystkim mówi "Zamknij się".
A tak poza tym to Sandra namówiła te dziewczyny z centrum handlowego, żeby ją pobiły, bo nie chciała więcej grać koncertów,o!

Anonimowy pisze...

to był gwałt! to było okrutne.

Goma pisze...

Jak usłyszałam, że opko kanoniczne, to się tej tematyki nie spodziewałam. A w sumie jakby ich tak podmienić na Tokio Hotel czy coś w tym stylu, to może nawet sensowniejsze by się stało :P
Maszyna do szycia mi się bardzo spodobała i take this opko. Bardzo celne.
Jeszcze napomknę, że link do "serduszka" mi nie działa.
Pozdrawiam.

mikan pisze...

Siły mi odebrało. Biedny Till, żeby z takiego rasowego chłopa, zrobić taką mamzelę...
Rodzina Sandry oczywiście wyparowała :>
Kanoniczne, aż miło :)

Mrunia pisze...

"[odgania sprzed oczu wizję nagiego Tilla, pomalowanego na fioletowo i biało, z dzwoneczkiem na szyi ]"
"Nie był to jakiś zwykły, stary park. Drzewa były udekorowane światłami. Wszędzie latały świętojańskie robaczki. Wszystko było takie piękne.
- Till - spytała Sandra - przygotowałeś to wszystko dla mnie?
- Tak - odpowiedział Till. - Musiałem przygotować coś specjalnego dla mojej dziewczyny.
Kwiiik! Widzę Tilla, jak z siatką gania po parku, łapiąc do słoika świętojańskie robaczki, a potem nerwowo zastanawia się, czy cholery nie rozpełzną się gdzieś z powrotem, psując cały efekt..."
Wizualizacje tego mnie Ómarły i zrzuciły z krzesła :)

Tak, ja też bardzo dziękuję za maszynę, która robi PING. I za świetną analizę.

Anonimowy pisze...

Mnie ómarła Buka.

Anonimowy pisze...

Bez obrazy dla fanów Rammsteina, nie rozumiem, czemu ałtorka marząca o słitaśnej romantycznej miłości wybrała na bohaterów opka jeden z najbardziej obrzydliwych zespołów na świecie.

atha pisze...

*patrzy na zdjęcie Tilla* *patrzy na opko* *patrzy na zdjęcie Tilla* *patrzy na opko* ERROR! ERROR!

Ja myślę, że panowie Ramsztajnowcy powinni pozwać aŁtorki za niesławienie, narażenie dobrego imienia i obrazę...

Analiza jak zwykle świetna, przy paru fragmentach pokwikiwałam już na głos, mimo cierpienia podentystycznego :D

Hasło: whautch. Dokładnie: What?! Auć...

Sineira pisze...

Link do serduszka się rozkrzaczył, ale chyba każdy wie, jak wyglądają podroby, prawda?;>

kura z biura pisze...

Wstawiłam inne serduszko ;)

Goma pisze...

A, jak takie serduszko, to już sobie wyobrażam, ale link też obejrzę, żeby praca nie poszła na marne :)

Pigmejka pisze...

Łoooo, dopiero dzisiaj udało mi się opanować wierzgającego bloggera (przez kilka dni nie mogłam się zalogować! Zło i zniszczenie!), zatem niniejszym komciam.

Ramsztajnowi nie powinno się robić takich rzeczy, jak to opko. Zespół nie zasłużył na takie okrucieństwo.
Ale Wasze komentarze pomagają przejść przez ten koszmar z uśmiechem na ustach, o! :D

ZaleznieOdPogody pisze...

Matko Bosko Częstochowsko! Aż boję się myśleć co było dalej. Zmiana imidżu niczym Chylińska?
By the way- takie opowiadania tak bardzo podtrzymują na duchu. Ta myśl, że wcale nie muszę umieć na niczym grać, żeby się dostać do ukochanego zespołu, a przy okazji znaleźć sobie mężczyznę swoich marzeń, z którym zapewne będę mieć gromadę dzieci i psa. Wystarczy się poświęcić i raz dostać gitarą w głowę. :D

Anonimowy pisze...

Toż to była klasyka w najlepszym wydaniu! I śpiączka, i ciąża i Wredna Blondyna - brakowało mi jedynie porannych czynności. No i schodzenia na śniadanie;D
Za maszynę, która robi PING ozłocę, tylko najpierw wygram w totka!

zaraza

Anonimowy pisze...

Cudne opko. Jest Śpiąca Królewna i maszyna, co robi PING... tylko "księciunio" nie z tej bajki :)
Jeżeli aŁtoreczka czytała przynajmniej 1 książkę, mógł ją zainspirować ten cytat: "Diana uważa, że byłoby szlachetnie zostać żoną jakiegoś ZEPSUTEGO, ROZPUSTNEGO HULAKI i sprowadzić go na dobrą drogę." Zastanawiałam się, jak owo sprowadzanie miałoby wyglądać. A teraz już wiem:) Marysójka posiada nadprzyrodzone moce, które zmieniają Mrocznych Drani w rozciapciane, żelkowe misiaczki z odgryzionymi łebkami.
Pozdrowienia dla analizatorek, zwłaszcza dla Tłumaczki :)

Anonimowy pisze...

Cytat z "Ani z Zielonego Wzgórza" L.M. Montgomery

Anonimowy pisze...

O rajuśku! Przez całe opko miałam przed oczyma mymi wizualizację stada różowych, rozhasanych kucyponków... Słodko do urzygu, a ja na diecie :( no a na koniec... chlip!
*ociera ukradkiem samotną, kryształową łzę*
Dziękuję za tę cudowną analizę.
Pozdrawiam
Aartz

Anonimowy pisze...

[wrażenia z połowy analizy]

Przez takie opka nabawię się kompleksów, że byłam złą psychofanką i/lub mam ograniczoną wyobraźnię. Kurczę, to co ja wtedy dla tego zespołu odstawiam teraz w głowie mi się nie mieści, a jednak NIGDY nawet nie pomyślałam o tym, żeby dołączyć do nich jako gitarzystka, chodzić na przesłuchania przed Tillem (w znaczeniu dowolnym) czy trzymać któregokolwiek z Sześciu Kapitanów w piwnicy. :(
A Tilla kochałam za głos, bo z wyglądu nigdy specjalnie mi się nie podobał, o.
*leci czytać dalej*

die_Kreatur

Anonimowy pisze...

jeszcze nigdy się tak nie uśmiałam xd uwielbiam Rammstein <3 samo opowiadanie nie było tak ciekawe i rozbrajające jak komentarze do niego xd

Anonimowy pisze...

rzygam tęczą -,-