czwartek, 15 października 2015

299. Z kamerą wśród zwierząt, czyli baśń o przyjaźni szczura z wężem (Wojna Rodzin 1/?)

Drodzy Czytelnicy!
Jakoś tak wyszło, że wężowe tematy nie chcą się od nas odczepić. Dziś też będzie tego sporo. Poznamy pewnego węża, który bardzo lubił pewnego szczura i to nie w sensie kulinarnym. Spotkamy też liczną a skłóconą rodzinę królewską i dowiemy się, jakie dobra posiadają poszczególni jej członkowie. Zaś pewien wiejski bard zaśpiewa nam poruszającą balladę…
Indżojcie!


Analizują: Kura, Sineira, Jasza i Dzidka
(powitajmy brawami Sine, która wróciła po dłuższym urlopie!)




Historia państwa podzielonego przez szlachtę. Cztery główne rody, Gryfa, Szczura, Wilka i Węża obejmowały główne stanowiska i miały najważniejsze prawa do ziemi. Ale co jeśli Nazir, młody dziedzic rodu Węża, posunie się za daleko?
A co jeśli Isaura nie pokocha Leoncia?
                                                                                                                           
Opowiadanie z elementami fantasy, wypełnione miłością,  zdradami, podstępami i walką. Przygody członków szlacheckich rodzin, pisane z lekkością pióra.
Tak. Lekkość pióra Pisaka budzi we mnie tylko jedno skojarzenie:
File:16 Tons.gif
http://vignette3.wikia.nocookie.net/uncyclopedia/images/b/b7/16_Tons.gif/revision/latest?cb=20090425165024
Aczkolwiek trzeba uczciwie powiedzieć, że z tego Pisaka mogą być ludzie. Ma zapał, stara się stworzyć coś swojego, sklecił intrygę, która się w miarę trzyma kupy. Gdyby tak jeszcze popracował nad opisami i pozwolił swoim bohaterom zachowywać się tak, jak powinni w ich wieku…
Cóż, aby osiągnąć lekkość pióra będzie musiał jeszcze ciężko popracować.


Rozdział I
„Spotkanie”


Był zimny, grudniowy dzień. W potężnej twierdzy, odbywał się zjazd królewskich rodzin.
To miało być ważne wydarzenie, ale nie do końca.
Królewskich rodzin - czyli, jak rozumiem, mamy do czynienia z przedstawicielami kilku różnych państw?
Nie, to była rodzina matki króla, rodzina ojca króla oraz rodziny jego ciotek,  wujków, stryjków, i kuzynów. Aha, i jeszcze żony i trzech kochanek króla.


W ciemnej owalnej Sali, siedziało pięciu mężczyzn. Jeden na złotym, bogato zdobionym wysokim tronie, a reszta na potężnych dębowych krzesłach. Ich twarze były pokryte cieniem (do powiek?), jedynie twarz siedzącego najwyżej była oświetlona.
Hm, dlaczego, czyżby pozostali królowie byli mniej ważni niż ten pierwszy?
Siedział najwyżej, więc  miał najbliżej do lampy.


Posiadał on gęstą siwą brodę,  pomarszczoną twarz i przymrużone oczy.
Trzymał je w skarbcu strzeżonym przez dwunastogłowego smoka, bo były bardzo cenne.


Na jego głowię można było dostrzec parę innych kolorów.
Różowy, fioletowy, gdzieniegdzie błyski zieleni…
Oktarynę…
Czyli wyglądał jakoś tak:
afro klaun.jpg
http://www.your-wedding.pl/party/afro%20klaun.jpg
Królewski majestat to jednak nie byle co.


Niebiskie oczy i krucze włosy, ale i tak panowała tam siwizna.
Gerontokracja, tfu, psia jej mać.
Rzeczywiście, na głowie mieniło się od kolorów.
W słonecznym cieniu na drewnianym kamieniu siedział siwy starzec o kruczych włosach. Nic nie mówiąc, rzekł...


Mężczyzna posiadał 68 lat,
i trzymał je w ozdobnej szkatule, razem z gęstą siwą brodą, pomarszczoną twarzą i przymrużonymi oczami. Resztę sobie wyobraźcie.


a był to władca tego królestwa - król Kanir.
Jasne. Dlatego miał największą szkatułę na dobra posiadane. Reszta to fajansiarze.


Ziemie tego państwa są podzielone między cztery rody.
A zatem nie mówimy tu o “królewskich rodzinach” lecz co najwyżej książęcych.


Ród gryfa, który posiadał białe godło z czerwono złotym gryfem, ród wilka z czarnym sztandarem i wyjącym zwierzęciem.
Jakimkolwiek. Może być tchórzofretka.
Najważniejsze było, żeby coś wyło na sztandarze.
Wyjec godłowy, mało znany kuzyn wyjca płaszczowego.


Ród węża, który był koloru złotego, na zielonym tle.
Oto matka-założycielka tego rodu. Na razie sama:
Członkowie rodu byli zmutowanymi kameleonami. Na zielonym tle byli złoci, na niebieskim różowi, a na czerwonym - fioletowi w żółte ciapki.


I ród szczura o fladze z czarnym gryzoniem na pomarańczowej fladze.
Znaczy, najpierw była flaga, na tej fladze - kolejna flaga i dopiero na niej szczur?
Flagoszczurocepcja.
W tym labiryncie na końcu była szara, biedna myszka kościelna siedząca pod miotłą.
    
Król wstał i podszedł do paleniska, które swym ogniem oświecało losowe twarzy głów rodzin.
Palenisko, jak kula dyskotekowa, rzucało błyski to tu, to tam.
Głównie na twarze głów. Pośladki głów starannie omijało.
Rzucało promieniami równie losowo jak deklinacja końcówkami. Z drugiej strony, dzięki temu zdanie stało się kalejdoskopowo nieoczywiste.
Chwila, jakie błyski? Jakimi promieniami? Toć Pisak napisał, że “oświecało” - znaczy, że to nie byle palenisko było, ino stacjonarny kaganek oświaty!


Kanir rozejrzał się, westchnął i powiedział do zebranych.
- Panowie, nie możemy żyć dalej w nienawiści. Jesteśmy jednym krajem, a dzieli nas tylko krew – krzyczał. – jesteśmy ludźmi nie zwierzętami.
Król bredzi. Po pierwsze - zebrani nie są krajem, po drugie - są rodziną, więc krew ich łączy, a co do zwierząt - cóż… wilk, szczur, wąż. Może jedynie gryf jest cudakiem, ale do roślin przecież się nie zalicza.
Zwłaszcza pisanie nazw rodów małą literą nie ułatwia myślenia o bohaterach jak o ludziach, a nie zwierzętach.
Ludź też zwierzę.


- Jesteśmy zwierzętami! – odezwał się mężczyzna ubrany na zielono. – Nie pamiętasz jak zabiłeś moją żonę, jak atakowałeś wraz ze swoim rodem moją rodzinę? (kto, król?) – przywódca węża wstał z zdenerwowania.
Zdenerwowanie to rodzaj taboretu?
Mózgu, przestań, w tym opku “wstający wąż” wcale nie oznacza tego, do czego się przyzwyczaiłeś...


- Siadaj Kellan! – warknął czarny mężczyzna.
Siadaj Kellan, dwója!
Czarny w sensie czarnoskóry, czy czarnowłosy, a może ubrany na czarno?
Kominiarz.


– Ty nie masz tu prawa głosu, wężu!
To po grzyba zaproszono go do stołu?!
Bo węże są miłe w dotyku i nie szczekają.
Czasem tylko któryś z nich zje szczura i zacznie linieć przez sen.


-Wybacz Wanarzie. – zaśmiał się wąż, który nigdy nie odpuści kłótni z przywódcą rodziny wilka. Były to dwa najbardziej skłócone rody w całym królestwie.
Jak też może brzmieć mianownik od wołacza “Wanarzie”?...


Zielonooki szatyn nigdy nie lubił innych rodów, ale z rodem wilka miał najgorsze kontakty, natomiast najlepiej dogadywał się z rodem szczura.
Khę, khę, to nie jest poziom “kontaktów’ i “dogadywania” jak między kolegami z klasy, tylko interesów i polityki.
No i dlatego dogadywał się z całym rodem, a nie tylko z twarzą jego głowy.


Wanarz
Aha.
Optymistycznie zakładam, że to się wymawia z niemiecka: Wanarc. W wołaczu: Wanarcie.


był postawnym mężczyzną, o czarnych włosach przypominających smołę [tylko kolorem, czy również lepkością?][zapachem!] , i zimnym błękitnym spojrzeniu. Nigdy nie podaje swojego wieku, ale ludzie mówią że ma 44 lata.
Od dwudziestu lat.
Ludzie są zdumiewająco precyzyjni.


Jego lewa połowa twarzy była przecięta, ponoć tą ranę zdobył podczas pojedynku z Kanirem.
Wanarz specjalnie nie dopuścił, by rana się zagoiła. Ćwiartki twarzy tak fajnie łopotały na wietrze!


Wilk najbardziej dbał o swoją rodzinę, ale zawsze był wierny królowi, nie ważne kto nim był.
Nawet jeśli to był ktoś z rodu węża?
(skoro zawsze był tak wierny królowi, dlaczego się z nim pojedynkował?)
(bo kto się lubi, ten się czubi)


Widząc kłótnię pomiędzy członkami rodzin wstał przywódca rodziny gryfów.
- Panowie nie godzi się, żebyśmy walczyli ze sobą. – wilk i wąż surowo spojrzeli na mówcę, który posiadał złote oczy i włosy koloru dębu.
W dużych ilościach, na polach i w lasach.
A wśród nich borowiki, kozaki i rydze.
I cały koszyk smardzy.
Oraz sromotnik bezwstydny - jeden, ale za to okazały.


Jego broda była pięknie zadbana, jak u króla, miała ten sam kolor co włosy. Posiadał on też 50 lat.
Ja wiem, “lata” to po prostu nazwa waluty w tym królestwie.
Albo jednostka powierzchni gruntu.


- Lurdzie, to że jesteś synem króla nie oznacza że możesz nami rozkazywać ani nas pouczać! – krzyknął wilk.
Mężczyzna usiadł, bo wiedział że z jego ust rozpęta się jeszcze walka.
Każdy by się zirytował, gdyby nim rozkazywano. A co do reszty, polecam wizytę u dentysty i dokładniejsze mycie zębów.
Czekajcie, a więc syn króla, następca tronu, tak sobie pokornie, cicho siada, kiedy opierdala go byle książę, w dodatku od niego młodszy?
Miał świadomość, że mu  brzydko pachnie z ust


Król nie mieszał się w kłótnię między Wanarzem i Kellanem, więc podszedł do Ocariana, głowy rodu szczura.
Dobra, to ja sobie teraz zrobię ściągawkę.
Kanir - król, ród gryfa, 68 lat,
Lurd - syn króla, głowa rodu gryfa (właściwie dlaczego głową rodu nie jest sam Kanir? Czy Robert przestał być Baratheonem, kiedy objął tron?), 50 lat,
Wanarz - głowa rodu wilka, 44 lata,
Kellan - głowa rodu węża, wiek nieustalony,
Ocarian - głowa rodu szczura, 23 lata.


Ale dodanie kolorów włosów i oczu przerasta nasze siły.


Chłopak był najmłodszy z całej piątki gdyż miał tylko 23 lata. Ma on piękne złote włosy i oczy w kolorze górskiej rzeki.
Tu narrator się rozmarzył, oczy mu zaszły mgiełką...
I jako dwudziestolatek już był głową rodu? Rozumiem, że szczury szybko się lęgną, no ale…
Oj, no nie wiesz, jak to jest, obiadek rodzinny, na którym podano potrawkę z grzybów… A Ocarian akurat był na polowaniu.
Ale zmiana czasu z przeszłego na teraźniejszy jest taka… gimnazjalna?
To przez tę mgiełkę.


Ocarian był pyszny ale zarazem strachliwy, dlatego nie mieszał się w żadne kłótnie.
Po prostu przywódca idealny.
Protestuję przeciwko szerzeniu ohydnych stereotypów na temat szczurów!


- Nie chcesz nic powiedzieć? – król zapytał.
- Nie chce im przeszkadzać. – westchnął znudzony chłopak.
Po czym  zaczął czyścić paznokcie, poziewując co i raz.


Kanir uśmiechnął się i poklepał chłopca po plecach.
- Kiedyś przyjdzie twoja chwila, ale na razie najbardziej cię lubię z wszystkich głów.
Nawet się domyślamy, dlaczego.
Borze zielony, on się do nich zwraca “głowo”? No ale w sumie, kto im zabroni mieć dziwaczną tytulaturę.
Tak tylko zauważę, że w wieku lat dwudziestu trzech wypadałoby już przestać być chłopcem.


Chłopak spuścił wzrok próbując ukryć uśmiech.
Kłótnia zamarła, gdy wilk złapał za gardło węża [jednocześnie przydeptując mu ogon] grożąc mu śmiercią.
- Dosyć! – krzyknął król. – Co to za obrzędy, nie godzi się!
Obrzędy typowe dla grudniowej nocy?
No proszę Cię, Jaszu, gdzieś Ty się chował, że nie znasz obrzędu duszenia węża?!
Ale tak przy wszystkich?


Ale Wanar dalej trzymał Kellana za gardło. Siwy mężczyzna podszedł i spoliczkował wilka, który po uderzeniu puścił sinego przywódcę.
“Obrzędowość grupowa rodzin królewskich. Studium przypadku”
Synonimy - nadal robisz to źle.
Cały czas mam wrażenie, że prócz głównych pięciu graczy w komnacie roi się od różnobarwnych statystów.


Wszyscy wraz z królem wrócili na swoje miejsca i z nich prowadzili kolejne dyskusje, na temat państwa.
Jakby nic się nie stało.
Tylko wąż trochę pocharkiwał.
A wilk w cichości ducha planował królobójstwo.


Takie spotkanie skłóconych rodzin królewskich podsuwa myśl, że coś się dzieje złego i trzeba zewrzeć szeregi w obliczu wroga, prawda?
*
Na zewnątrz czekali potomkowie trzech rodów. Córka z rodziny wilka, piękna osiemnastoletnia dziewczyna o imieniu Delia. Posiadała [echhh…] śliczne, długie włosy przypominającą złoto, a oczy były bezgranicznie niebiskie, niczym morze uciekające za horyzontem.
Znaczy: najpierw uciekał horyzont, a za nim pędziło morze?
Za horyzontem morze spadało za krawędź Dysku.


Twarz tak gładka i olśniewająca że nikt nie mógł się jej oprzeć. Dlatego jej ojciec pilnował ją [jej] jak oczka w głowię.
I dlatego też teraz zostawił ją samą z przedstawicielami dwóch wrogich rodów.
Pilnował tylko twarzy. Resztą  Delia mogła - na szczęście! - swobodnie rozporządzać.


Naprzeciwko niej stał chłopak, cały ubrany na czerwono. To był Airen syn Lurda. Dziedzic po ojcu odziedziczył kolor włosów i oczu.
- I na więcej nie licz, dziedzicu mój! - zagrzmiał Lurd, zapisując majątek na rzecz Towarzystwa Opieki Nad Gryfami.


Jego twarz była tak nieskazitelnie czysta o „złotych proporcjach”.
Czyli, eee… Stosunek długości dłuższej części jego twarzy do krótszej był taki sam, jak całej twarzy do części dłuższej?
Gdyby ktoś tego nie zauważył, miał wypisane na niej liczne cyferki i literki:


Chodził od ściany do ściany [jednocześnie stojąc naprzeciwko Delii], zmartwiony i zamyślony. Interesował się polityką i tym co się dzieje w środku.
W środku tej polityki? Hmmm, powiadają, że polityka to bagno, więc Airen interesował się… torfem! Bardzo słusznie, ta skała osadowa ma bardzo wiele zastosowań.
Na laskę demonstracyjnie nie zwracał uwagi.


W kącie korytarza siedział chłopak o zimnym czerwonym spojrzeniu i wyjątkowych, nawet jak na jego rodzinę, zielonych włosach. Był to dziedzic rodziny węża, Nazir.
No i tak będzie już do końca, każda wprowadzona postać będzie charakteryzowana za pomocą zestawu imię + kolor oczu i włosów.
Dzięki czemu możemy łatwo zwizualizować sobie bohaterów jako bandę mangoludków.
Och, nie tylko dzięki temu...


Ten osobnik nie stronił przebywać z ludźmi, wolał odosobnienie.
“Nie stronił od przebywania z ludźmi”, jak  już. Tylko że to oznacza, że lubił przebywać z ludźmi, a nie, że wolał odosobnienie.
Lubił przebywać z ludźmi w odosobnieniu = miał zadatki na klawisza.


W jego żyłach płynął jad którym zatruwał życie innych.
Jak się wkurzył, to kapał na nich własną krwią?


Na jego twarzy nie było zarostu, ani ran, ale każdy wiedział że on był urodzonym mordercą.
Wystarczyło popatrzeć w jego lennonki z czerwonymi szkłami.


Nazir spojrzał na piękną dziewczynę i korzystając z sytuacji iż w tym pomieszczeniu nie było żadnych rycerzy, podszedł do niej.
Znaczy - Airen, syn Lurda, rycerzem nie był.
(to jakieś reguły randkowania w tym królestwie? “W obecności rycerza nie zagaduj do panny, ale przy giermku albo chłopie możesz”? Czy po prostu chodzi o to, że laska nie ma ochroniarzy?) (Nie no, po prostu Nazir nie lubił tłoku.)


Przywitał ją uśmiechem który pomimo zimnych oczu, emitował dobrem.
Emitował w UKF i ultrafiolecie.
Wysyłał Eksperymentalne Sygnały Dobra. Ale to nic wobec faktu, że ten uśmiech miał oczy!
Już się miałam ucieszyć, że w dodatku zielone, ale to z moimi jest coś nie tak.


- Hej Delio… - powiedział Nazir.
- Spójrz na misia! - zaczął, ale zawstydził się i umilkł.


Airen staną[ł] i z ciekawością zaczął oglądać rozmowę innych dziedziców.
Rozmowę można było podglądać, nie trzeba było podsłuchiwać.
Bo to była pantomima.
Gadali w języku międzynarodowym, czyli na migi.


- Czego chcesz? – odpowiedziała niemal natychmiast
- Tak sobie pomyślałem…
- Nie myśl za wiele.
To mu dogadała.
Taka piękna, taka zwiewna, taka elokwe… a nie, to ostatnie to już nie.


Chłopak próbował ukryć zażenowanie (poziomem rozmówczyni), ale starał się kontynuować rozmowę.
- Co myślisz o tym… żebyśmy… gdzieś razem się spotkali? – zasugerował nieśmiało zielonowłosy mężczyzna.
Na zapiekankę i do kina, albo chociaż na kawusię do Starbunia.


- Co ty mi proponujesz!? – krzyknęła oburzonym głosem, choć na jej twarzy zawitał lekki uśmiech – Jesteśmy z dwóch rodów. Nie możemy.
Zawsze jednak możemy się spotkać osobno.
Nazir mógłby również, nocą się osłaniając, podejść samotność Delii, stając pod jej balkonem. W dodatku był lepiej przygotowany niż niejaki Romeo, bo jad miał już w żyłach i nie potrzebował fatygować aptekarza.


- Dlaczego nie? – wtrącił się Airen. – Czy nie będzie lepiej jak my dziedzice rodzin,  pogodzimy się i dzięki temu zapanuje pokój w królestwie?
O, będą knuć za plecami tatusiów?
“Pokój zapanuje, kiedy trójka się zjednoczy!” - zawyła w oddali Volga Jasnowidząca.


Nazir spojrzał miło na złotookiego chłopca, trudno uwierzyć że wszyscy byli tego samego wieku, 23 lat.
Delia nagle postarzała się o pięć.


Dziewczyna pomyślała. Spodobało jej się to, więc pomyślała jeszcze raz. I skierowała swój wzrok na twarz czerwonookiego.
- W tej chwili marsz do okulisty! Może ci to wyleczy.


- Nie wiem co planujesz, ale tata mnie ostrzegał. Waż jest zawsze przebiegły. – powiedziała.
Chyba że jest przejechany.


- Ja nigdy. – odarł Nazir.
Airen się zaśmiał.
- No dobra, wy tu gruchajcie i nie martwię się. Tą wiadomość zabiorę ze sobą to grobu. – powiedział z uśmiechem.
Wiedział, że i tak nikt go nie rozumie, nawet upiór zamordowanej Gramatyki leżącej w  mogiłce.
Pisaku, miałeś chyba na myśli wiedzę, bo wiadomości żadnej tu nie widzę.


Zielonowłosy poklepał mówcę po plecach.
To prócz tej trójki stał tam jeszcze jakiś anonimowy prelegent?


- Nadajesz się na króla.
Bo się nie martwisz, gdy ktoś grucha!
Gorzej by było, gdyby ktoś jabłko.


- Naprawdę? – odpowiedział zaskoczony dziedzic gryfa.
- Jak najbardziej. – uśmiechnęła się dziewczyna.
Zebrana grupka zaśmiała się, w miłej atmosferze.
Rozległ się dzwonek i wszyscy pobiegli pod drzwi swoich klas.


Nazir spojrzał na dziedziczkę wilka.
- To co? Może… - chłopiec przerwał wypowiedź, gdyż usłyszał kroki wychodzących z zebrania. - Porozmawiamy później. Wracajmy na miejsca, lepiej żeby nie wiedzieli o czym mówiliśmy. – dokończył uśmiechnięty.
Generalnie - przedstawiciele skłóconych rodów, zupełnie dorośli nawet według dzisiejszych kryteriów, a co dopiero takich pseudośredniowiecznych krain fantasy - mają w dupie, o co tam się spierają ich ojcowie, oni chcą tylko umawiać się na randki.


Wszyscy usadowili się tak jak znajdowali się przed rozpoczęciem konwersacji.
Chyba jednak nie, bo przed jej rozpoczęciem stali.
Ale generalnie buźka w ciup, rączki w małdrzyk, cokolwiek by to miało znaczyć.


Nagle drzwi do pokoju obrad otwarły się z hukiem, a z nich wyleciał rozłoszczony wilk.
flying_wolf_by_jcharnaux-d4qpx22.jpg
http://pre13.deviantart.net/0005/th/pre/f/2012/054/a/f/flying_wolf_by_jcharnaux-d4qpx22.jpg


- W życiu! – krzyczał – Po moim trupię!
- To da się załatwić… - zasugerował wąż.
- Panowie spokój, proszę. – denerwował się król.
- Ej! Spokojnie! – dołączał się do króla gryf.
- Tym pomysłem to ja mogę się najwyżej podetrzeć! – warknął wilk.
I w tym miejscu wypadałoby zapytać, jaki tam właściwie mają ustrój?
I jak wyglądają ich klozetki?


Gryf spojrzał na szczura i zasugerował
- Chcesz strychninę?


- Może Ocarian się wypowie?
Wszyscy spojrzeli wrogo na chłopca, który speszył się i ukrył się za Nazirem.
Ukrył się za. Matko borsko bieberosko, głowa rodu, przecież tę dupę wołową pierwszy lepszy bardziej ambitny kuzyn zrzuci ze stołka NATYCHMIAST.
Poza tym, kurnać, on ma dwadzieścia trzy lata, to już nie jest chłopiec! Młodzieniec - owszem.
Może słabuje na umyśle? A może - co bardziej prawdopodobne - nie jest człowiekiem, tylko słodkim ukesiem o wielkich oczętach?


Gdyż ta dwójka wychowywała się razem i tak wypadło że stali się przyjaciółmi.
Wypadałoby rozwinąć ten wątek. Dlaczego wychowywali się razem? Dlaczego tak młoda i niedojrzała osoba została głową rodu? Jakim cudem ten ród w ogóle jeszcze istnieje?
Tam gdzieś dalej jest, że rodzice Ocariana zginęli (ale tylko dwa lata wcześniej niż akcja opka, więc nie mógł zostać jako sierota przygarnęty przez ród węża), najwyraźniej nie miał też żadnego stryjka, brata, czy kuzyna, który odsunąłby od władzy strachliwego smarkacza.
Widocznie deratyzację przeprowadzono bardzo starannie.


Zielonowłosy spojrzał przez ramię na blondyna i odwracając głowę powiedział
- Może go tak nie męczcie, wiecie że on i tak zachowa neutralność.
- No, może i tak. – zaśmiał się gryf. – Specjalnie to powiedziałem, wybacz.
- Nie ma sprawy. – powiedział przestraszony chłopak
Głowa rodu z niego jak z koziej dupy trąba. Tylko na niego popatrzą, a już się płaszczy i piszczy.
Przypomnijmy, że w królestwie trwa (albo dopiero co się zakończyła) wojna domowa. Ród szczura nie ma szans z takim przywódcą.
Żeby sobie pozwolić na neutralność, trzeba mieć mocne argumenty. I nie, przyjaźń z synem przywódcy wrogiego rodu nie jest argumentem wystarczającym.


Dziewczyna popatrzyła na dwójkę przyjaciół. Wyraźnie zauważyła że Ocarian splótł swoją dłoń, z Nazirem.
Ochhh, już miałam pewne nadzieje co do Delii, a tu wygląda na to, że znów nam się kroi yaoiec… *wzdycha ciężko*
No przecież mówiłam, że Ocarian to rasowy ukeś!


Z jej twarzy znikł uśmiech i zaczęły się myśli „czemu on mi to proponował”. Dziewczyna westchnęła i wyszła. Za nią poszedł jej ojciec, po czym kolejni. Został tylko szczur i zielonowłosy.
Starzy coś tam-coś tam pogadali, nie wiadomo nawet o czym (może o jakimś zagrożeniu królestwa, ale kto by w to wnikał w czasie mordobicia), ważne że w antyszambrach młodzi mają się ku sobie.
Fajne mają obyczaje w tym królestwie, smarkula wychodzi pierwsza, i to bez pytania ojca o pozwolenie, a król gdzieś się tam kłębi z tyłu


Potomek węża spojrzał w oczy przyjaciela.
- Słuchaj, musisz być bardziej stanowczy. I znać swoje zdanie, na jakieś tematy co są tam przerabiane. – powiedział z uśmiechem.
Przerabiane, jak lektury w szkole. Załatw sobie jakieś streszczenie, żebyś wiedział, co powiedzieć, kiedy znienacka wyrwą cię do tablicy.
Jakieś tematy. Jakieś. Żadne tam poważne kwestie dotyczące sytuacji całego cholernego państwa.
Nawet pomijając ogólną słabość charakteru Ocariana (no co, wyrażam się oględnie!), jego totalne nieogarnięcie jest wręcz absurdalne. Ojciec go nie przygotowywał do pełnienia tej funkcji? Nie zostawił wskazówek, notatek, czegokolwiek? Gdzie się podziali zaufani doradcy poprzedniej głowy rodu? Dlaczego nie wspomagają młodego przywódcy?


- Wiesz że nie potrafię być tobą… - westchnął.
- Ale nie będziesz musiał. – Nazir poczochrał chłopca po włosach, a ten wtulił się w przyjaciela jak przestraszony syn wtula [tuli] się do matki bądź ojca.


- Już, już. Spokojnie. – wyszeptał.
- Nie martw się. Nie zawiodę cię! – krzyknął przez łzy szczur.
Przepraszam, idę puścić pawia. Odwykłam od takiego stężenia żenady.


- Dobra, słuchaj mam plan. Opowiem ci o nim jak będzie spokojnie, a nie na środku korytarza. Porozmawiamy wieczorem, po kolacji. Przyjdź do mnie.
Bo to się zwykle tak zaczynaaa…


- Dobrze… - powiedział lekko zawstydzony płaczem Octarian.
Tak się spłakał, że mu dodatkowe “t” w środku wyrosło.
Jego łzy lśniły oktarynowo.


Rozdział II
„Choć zakochanie nie jest łatwe”


Minęły dwa dni on zebrania. Nazir wytłumaczył parę rzeczy Octarianowi.
Dzięki temu szczeniak przestał wierzyć w bociana, świętego Mikołaja i Wróżkę-Zębuszkę.
Niektóre z tych rzeczy były dla niego wielkim szokiem - na przykład to, że musztarda nie rośnie na drzewach.


Czerwonooki siedział na swoim łożu, rozmyślając co dalej poczynać.
No jak to co, dzieci.


Aż tu wtem! posłaniec przynosi list od Delii, która chce się spotkać z Nazirem sam na sam na rynku miasta.


Zielonowłosy się uśmiechnął i kazał wezwać do siebie jednego ze swoich ludzi. Przyszedł chłopak o imieniu Aran. Był on postawnie zbudowanym mężczyzną o jasnej karnacji.
Chłopak był mężczyzną. No niby tak, ale jednak nie.


Kolor jego włosów można było porównywać do płomienia pochodni, a oczy były kompletnym przeciwieństwem.
Były kompletnie bezbarwne.


Ich kolor gasił, był to rzeczny błękit.
A to połączenie ognia z wodą sprawiało, że z uszu Arana wciąż leciała para, zaś umysł miał cokolwiek zamglony.


Aran miał 20 lat i był jednym z nielicznych których Nazir obdarzał zaufaniem, a nawet nazywał przyjacielem.
- Wzywałeś? – zapytał
- Wejdź, musimy porozmawiać.
Niebieskooki mężczyzna wszedł do środka i usiadł tuż obok łóżka.
- Potrzebuje twojej pomocy. – westchnął Nazir.
- Coś się stało?
- Połamały mi się wszystkie krzesła, a fotele zeżarły mole. Sam widzisz, nawet ty musisz siadać na podłodze. Czy mógłbyś mi skołować chociaż taboret?


Zielonowłosy spojrzał w oczy przyjaciela.
- Musiałbym ryczkę wynieść z kuchni. Jestem na twoje posyłki.
Oj Jaszu, Jaszu… Jak ryczkę, to tylko zez antrejki!


- Spotykam się dziś z Delią…
- Ale jak to! – krzyknął
- Uspokój się. To chyba normalne że dwójka ludzi się spotyka, nie?
- Jesteście z dwóch znienawidzonych (przez wszystkich) rodów! To zdrada! – krzyczał oburzony Aran.
Dwa dni temu też się spotkali, w dodatku przebywali w jednej komnacie! Aran, ubijże tego zdradliwego gada!


- Myślisz że mówię ci do dlaczego! Dla zabawy! Jesteś jedynym, któremu mogę tutaj ufać! Rozumiesz to?
- Rozumiem…
A ja ni w ząb…
Nie przejmuj się. Pokojowa, kucharka, giermek, koniuszy i zaufany doradca Kellana, którzy zupełnie niechcący słyszeli te wszystkie wrzaski, też nie rozumieli.  


- Dobrze, więc spotykam się dziś z nią. Nie mogę pilnować szczura, proszę zajmij się tym.
- Takiego określenia na chuć jeszcze nie słyszałem - stwierdził zaskoczony Aran.
Sugerujesz, że Aran ma mu poczochrać szczura?
Pilnować, żeby z pludrów się nie wychylił.


- Mogę tylko o coś zapytać? – powiedział nieśmiało rycerz.
- Mów.
- Co jest między tobą a Octarianem?
*Sine mamrocze coś o pułapce i serku, ale gryzie się w język*


Nizar złapał się za głowę, po czym podszedł do okna spoglądając w dal.
- Kocham go… - powiedział szeptem. – nie myśl sobie nic dziwnego.
Może by i nie pomyślał, gdyby nie to zastrzeżenie.


Jest dla mnie jak brat. Młodszy brat, którym się opiekuje. Kocham go jak brata. – dokończył.
Aran uśmiechnął się tylko i powiedział.
- Dobrze, rozumiem.
I wcale nie mrugam, ależ skąd, po prostu coś mi wpadło do oka!


*
Chłopak ubrał zieloną koszulę i spodnie drogiego wykonania.
To logiczne, w końcu członkowie książęcego rodu nie mogą ubierać się u taniego krawca.
Jakie “się”, on ubrał koszulę. I spodnie.
Spodnie Drogiego Wykonania - przeklęty przedmiot magiczny, stanowiący przeciwieństwo Podkoszulka Korzystnego Targowania. Sprawia, że właściciel przepłaca za wszelkie usługi.


Wziął od Arana swój sztylet, który [którego] na czas zebrania głów, nie mógł mieć przy sobie.
Od “zebrania głów” (borze, co za określenie) (prawda? Mam wizje odciętych głów, zbieranych do wielkiego wiklinowego kosza przez zgarbioną babinę…)  minęły już dwa dni, że tak przypomnę - a poza tym to nie Nazir na nim był, tylko jego ojciec.


Sztylet przedstawiał złotego węża, o czerwonych oczach. Od kiedy Nazir się narodził wiedziano, że ten sztylet będzie jego.  Zabrał Alexis, swojego wiernego konia (chyba klacz?) i wyjechał z twierdzy kierując się na rynek.
Może to był ten Alexis, ogier urodzony w Bydgoszczu.


Po jeździe która trwała dwadzieścia minut dotarł w końcu na miejsce. Zszedł z konia i zaczął rozglądać się za rynkiem.
Rynek tymczasem złośliwie chował się po ciemnych zaułkach.


Miasto było ogromne, w końcu to była stolica. Mimo takich rozmiarów, zakazane było jeździć konno po mieście.
Za to nie było zakazane jeździć na Składni jak na łysej kobyle.


Ludzie musieli albo przychodzić pieszo, bądź zostawić konie u stajennych pod miastem, jedynie kupcy mogli wjechać konno.
Znaczy - z koniem dostawczym. Niektórzy się wycwanili i założyli kratkę na tylnym łęku.
Paczciepaństwo, w tym królestwie kupcy mają większe przywileje niż szlachta!
Tworzą PKB, w odróżnieniu od rycerzy.
    
Nazir podszedł do jednego ze strażników miejskich.
- Gdzie tu jest rynek?
- Grzeczniej nie umiesz gówniarzu? – odpowiedział zdenerwowany wojownik.
I mandacik za wjazd koniem, a co!
No co za chamidło z tego Nazira, przecież powinien spytać: “łaskawy panie, czy mógłbyś strzepnąć pył placu z utrudzonych ust i raczył mi odpowiedzieć niemi, gdzież znajduje się tutaj rynek wasz święty, gdyżem osłem jest i debilem, i sam go nie widzę, cóż z tego, że nie mogę, bo zasłaniają go domy”
Ej, sorry, dwudziestoparoletni syn jednego z przywódców klanów nigdy jeszcze nie był w stolicy?!
Był, ale nie w tym fyrtlu.


- Bo co?
- Bo coś ci się może nie miłego zdarzyć. – strażnik złapał za koszulę zielonowłosego.
- Nie kochamy tu hipsterów, jasne?


- Wiesz co właśnie zrobiłeś? Wiesz kogo dotknąłeś?
Pariasa! Teraz jesteś nieczysty, mwahahahahahahaha!!!


- No niby kogo? – zapytał sarkastycznie. – jakiegoś gówniarza.
- Na kolana śmieciu! – Nazir kopnął w kolana strażnika który ukląkł przed nim. – Śmiesz podnosić rękę na Nazira, syna Kellana. Następcy rodu Węża!? – wrzasnął. W oczach uzbrojonego mężczyzny pojawiły się łzy.
Popłakał się ze śmiechu. Czego to ci smarkacze nie wymyślą, hahaha!


- Wybacz mi panie. Wybacz mi. – błagał o litość (tłumiąc przy tym chichot i mrugając porozumiewawczo do kumpli).
Zielonowłosy spojrzał na niego surowo. Westchnął i powiedział
- Wstań. Zaprowadź mnie na rynek, a cię nie ukarze.
- Dzięki ci. Proszę za mną.
Strażnik miejski zaprowadził potomka (swojego?) na rynek.
Nie powiedział mu jednak, że był to tylko rynek kwiatowy -  jeden z kilkunastu mniejszych i większych rynków i ryneczków, jakimi chlubiła się stolica.
Aczkolwiek można przypuszczać, że młoda dama umówi się na randkę raczej na rynku kwiatowym niż na rybnym.


Swoją drogą - Nazir, jak rozumiem, dojechał konno do rogatek, tam zgodnie z przepisami zostawił konia i dalej poszedł pieszo. Miasto było ogromne. Ile czasu mogłoby mu zająć dotarcie na rynek?
(Oraz w takiej sytuacji aż się prosi, żeby istniała jakaś komunikacja miejska - riksze, lektyki, omnibusy… To tak poddaję pod rozwagę, gdyby Pisak chciał kiedyś rozbudować opis swojego świata.)


Nazir spojrzał na niego srogo i podał mu małą sakwę.
- Masz dziś szczęśliwy dzień, bo jestem w dobrym nastroju. Teraz weź to i uważaj kogo atakujesz.
Hojny pan! Mała sakwa, chociaż niewątpliwie mniejsza od dużej sakwy, wciąż jeszcze nie jest sakiewką.
Przepłacił. Nic dziwnego, w końcu miał na sobie Spodnie Drogiego Wykonania.


Mężczyzna niepewnie wziął zapłatę, ale jeszcze pocałował dziedzica w rękę.
- Dziękuje. – powtarzał – dziękuje.
- Dobrze! Starczy! Odmaszerować!
“A teraz odejdź w zdrowiu, ty i twoje wielbłądy.”


- Tak jest! – strażnik zniknął gdzieś w tłumie, a Nazir zaczął poszukiwania Deli.
Pisak jest młody, możemy mu wybaczyć, że zupełnie sobie nie wyobraża, jak wygląda taki rynek i dlaczego umawianie się z kimś na targowisku nie jest najlepszym pomysłem.


Przechodząc między wieloma stoiskami, mijał ludzi którzy zapewne nie zwracali uwagi na to, co się dzieje za ich plecami. Można było nawet zobaczyć ręce krążące między nimi ręce, przecinające pasy i kradnące sakwy.
Samobieżne, jak Rączka z Rodziny Addamsów.
http://media.giphy.com/media/vcuX9ZHhNYAla/giphy.gif


- Co ta straż miejska wyczynia, że na rynku tyle złodziei. – pomyślał.
Głupio się pytasz. Użera się z gówniarzami, którym spieszno na rynek.
Zakłada blokady nieprawidłowo zaparkowanym koniom.


Po czym poszedł dalej rozglądając się za dziewczyną.
Delia też szła i się rozglądała. Pech chciał, że robiła to na drugim końcu rynku. Chodzili tak oboje parę godzin. Znaleźli się wreszcie pod wieczór, kiedy tłum się przerzedził a przekupnie poskładali stragany.


Nagle poczuł że jego pas stał się lżejszy, szybko spojrzał na niego i zobaczył że jakaś dłoń wzięła jego sztylet. Szybko złapał ją i pociągnął do siebie, jakieś ciało obiło się o jego brzuch i upadł na ziemie.
Złodziej czmychnął. Ludziska wokół jęli rechotać, pokazując palcami bogatego panka miotającego się wściekle po rynsztoku.
I przytrzymującego wyrywającą się samobieżną rączkę.


Nazir mógł spojrzeć na złodzieja, był to młody chłopak, miał około dwunastu lat, miał potargane ubranie i widać było że był wychudzony. Zielonowłosy chłopak wziął swój sztylet i wyjmując go z charakterystycznym sykiem zapytał.
- Czy jest was więcej?
- Było nas trzech, na każdym z nas inna krew  - zaśpiewał w odpowiedzi sztylet.


Dzieciak leżał z łzami w oczach i z przerażeniem spoglądał na Nazira.
*Sine nadal sumiennie udaje głupka* A skąd tam jakiś leżący dzieciak? Przecież Pisak wyraźnie napisał, że Nazir poczuł, złapał, pociągnął i upadł.


- Pytałem o coś. – powiedział już z rządzą mordu w oczach.
Zarządzanie mordem, seminaria dla rozbójników i ulicznych opryszków, tanio!


- Nie! – wrzasnął chłopak.
Nazir westchnął i podniósł złodzieja za szyje.
… powodując przerwanie ciągłości rdzenia kręgowego, a w efekcie - zgon.


- A szkoda, myślałem że się zabawie. – dookoła zebrała się znaczna ilość gapiów. – a oto twoja zapłata za grzechy.
Zielonowłosy chłopak zatopił swój sztylet w wychudzonej ręce chłopca, który zaczął krzyczeć z bólu. Ostrze wchodziło coraz głębiej, wylewając kolejne litry krwi, a Nazir delektował się jego błaganiem o litość.
Zaiste, krwawiące, błagające ostrze - to musiał być magiczny artefakt o wielkiej mocy!
Ilość krwi w organizmie dziecka - ok. 1/10 do 1/9 wagi ciała. Wychudzony dwunastolatek - hmm, maksymalnie 35 kg? Te “kolejne litry” zaiste musiały się wylewać ze sztyletu.


Dzieciak próbował się wyrwać z uchwytu, ale był zbyt słaby.
Nie “zbyt słaby”, tylko martwy, bo już się wykrwawił.


Kiedy sztylet przeciął rękę, a ona bezwładnie spadła na ziemie, zielonowłosy przyłożył ostrze do drugiej ręki.
Za Chiny Ludowe nie potrafię dociec, czy Pisakowi chodziło o odcięcie ręki (dłoni?), czy np. o przecięcie ścięgien.
Nie wiem jak sztyletem można obciąć rękę, ale co tam.
Kłóciłabym się z Tobą, gdyby nie fakt, że sztylet Nazira “przedstawiał złotego węża”, a więc można przypuszczać, że był tylko bajerancką ozdóbką.
Obejrzyjcie sobie “Wiem, kto mnie zabił”, to zobaczycie, jak się obcina rękę kawałkiem szkła. A jak obejrzycie “Rekinado 2”, to dowiecie się, do czego taką obciętą rękę można wykorzystać.


- Nie proszę, nie! – krzyczał.
Ale dlaczego Nazir krzyczał? Czyżby jego dłonie dokonywały krwawych czynów wbrew jego woli?


Kiedy miał już przecinać ktoś chwycił go za ramie. To był jeden z rycerzy wilka. Nie byle jaki. Był młody, o czarno-krwistych włosach i tak strasznie jasnych oczach, że wydawały się być białe.
A był to rycerz nie byle jaki,
miał jasne oczy i ciemne kłaki.
Wartość rycerza wszak się ocenia
Wedle pokroju i umaszczenia.
Im kolor sierści bardziej cudaczny
Tym rycerz bardziej - rzecz jasna - znaczny.


- Kim ty jesteś by mi przerywać!?
- Przystojniakiem o nietypowym umaszczeniu.
- Aaa, to przepraszam.


- Delia mnie tu wysłała. Nie spodoba jej się co zrobiłeś. – odpowiedział.
- Ech. No dobra. – Nazir puścił złodzieja. – Zaprowadź mnie do niej.


- Dobrze – odparł – ale najpierw, proszę. Oddaj sztylet.
- Co! – oburzył się młody wąż – Zwariowałeś?!
- To dla jej bezpieczeństwa.
I tak dalej, a tymczasem młodociany złodziejaszek stygł sobie cichutko na bruku. Wniosek z tego taki, że rycerz wilka  interweniował po nic.


*
     Rycerz zaprowadził młodego węża do parku,
...gdzie wypuścił go z klatki, żeby sobie trochę popełzał.


lecz przed nim się zatrzymał i obracając się, powiedział
- Słuchaj, bo nie zamierzam powtarzać. Jeżeli jej coś zrobisz, tkniesz chociaż palcem.
Tłumacząc na polski: jeżeli jej coś zrobisz, będziesz musiał dotknąć co najmniej palcem. Kwestia wyboru obiektu, którego będziesz musiał dotknąć, pozostaje otwarta.


To cię zabije.
I pokazał mu minę przeciwpiechotną.


Nazir uśmiechnął się tylko i odpowiedział.
- Masz jaja żeby mi grozić. (Jeśli to zbuki, to jest się czego bać!) Dobrze, gdzie ona jest?
- Przy ogrodzie różanym. Będę was miał na oku…
Więc o żadnych miziankach nie ma mowy.


Zielonowłosy ruszył pewnym krokiem przez pięknie zdobioną bramę. Cały czas rozglądając się i szukając dziewczyny. Po dwóch minutach poszukiwań zobaczył ją. Piękna dziewczyna stała ubrana w białą suknie sięgającą jej do kolan.
Okeeeej, to jest świat Pisaka, kanony mody i wymogi przyzwoitości mogą być zupełnie dowolne.
Hm… nie zimno jej było? Przypomnijmy, że akcja rozpoczyna się “w zimny grudniowy dzień”.


Stała pośród pięknych czerwonych róż i fioletowych hortensji.
W grudniu. No dobrze, może spotkali się w oranżerii, a może to kraj tropikalny i “zimny dzień” oznacza temperaturę w okolicach 20 stopni.


Nazir podszedł powoli i uśmiechając się powiedział do niej
- Wyjątkowo piękne kwiaty.
- Racja, szkoda że obydwa potrafią zabić. – odpowiedziała, nie odwracając się.
Hortensje owszem, ale róże są zabójcze tylko wtedy, gdy się je hoduje w masywnych doniczkach stojących na wąskim parapecie na którymś tam piętrze.


Młody wąż przykucną[ł] przy kwiatach i zerwał jedną róże.
- Co ty robisz? – zapytała.
- Zobaczysz. – chłopak zaczął odrywać kolce i pokazał dziewczynie róże bez kolców. – widzisz? Teraz nic ci nie zrobi.
Hm, czyżby hodowali tam jakąś odmianę róży o trujących kolcach?


Delia uśmiechnęła się
- Ale teraz, nie ma pięknej zielonej łodygi.
Nazir, ty niezdaro, miałeś poobrywać tylko kolce!


- Nic nie może być idealne.
- Naprawdę nic?
- Wszystko ma wady. Róża ma kolce, hortensja posiada[!] truciznę.
- A jednak, umiesz być miły. – na kącikach ust dziewczyny zawitał uśmiech.
- Jest dużo plotek na mój temat, nie wiele jest prawdziwych.
W szczególności nie wierz w te o Ocarianie!


Deli podeszła do ławki obok i usiadła na niej. Patrząc smutnym wzrokiem na chłopaka zapytała
- Co cię łączy z Ocarianem?
Nazir lekko się zachichotał
Ciekawe, jak on to zrobił?
Obsmarkał się ze śmiechu, tylko Pisak ujął to nieco subtelniej.


- Przepraszam. – odgarnął łezkę śmiechu – mnie z nim łączy przyjaźń.
Powiedzmy to sobie szczerze - zachichotywanie się było tak śmieszne, że się spłakał, zaślinił i zsiusiał.


Dorastaliśmy tak naprawdę razem.
Dalej nie potrafił się uspokoić.
- Nie kłam – krzyknęła – widziałam. Jak wyszli z Sali trzymaliście się za ręce!
- On jest tchórzliwy i nieśmiały.
Podczytywałem go tak na duchu.
Pod kołdrą, przy latarce?
Po kołdrą, na kołdrze, w wannie i na sedesie - prawdziwy bibliofil czyta wszędzie!


- No to ostatnie pytanie… - chłopak przyjrzał się dziewczynie, nie kryjąc zdziwienia. – Czy ty go kochasz?
Nazir zamilkł. Spojrzał na ogród, po czym wrócił wzrokiem na dziewczynę. Mówiąc
- Tak…
- Dobrze więc nas nic nie musi łączyć…
Ale “nas” w sensie ciebie i Nazira czy “nas” w sensie ciebie i Ocariana? Bo w obu tych przypadkach może was przecież połączyć wspólny interes. Mniejsza z tym, czy będzie to interes państwa, czy interes Nazira.


- Ale ja go kocham jak brata. – przerwał jej wypowiedź – Jest dla mnie jak młodszy brat, martwię się o niego. Dbam by dobrze jadł. Zawsze zajmuję się jego ochroną. Kocham go jak brata.
Czy to znaczy, że nadal mieszkają razem, choć obecnie Ocarian jest głową rodu?
(Ocarian jest głową a Nazir szyją, która tą głową kręci…)
To brzmi tak, jakby Ocarian mieszkał w wymoszczonym gałgankami koszyczku pod łóżkiem Nazira.
No cóż… szczur w domu węża może spać spokojnie.


Dziewczyna uśmiechnęła się. Po czym podeszła do Nazira. Łapiąc go za rękę i kładąc ją na swojej piersi.
- Co ty…
- Cicho. Czujesz?
Mężczyzna zamilkł i wsłuchał się w bicie serca.
Tą ręką się wsłuchiwał. Gdyby chciał pomacać, użyłby uszu.


- Jest szybkie…
- Jak myślisz czyja to wina? – powiedziała szeptem.
Ja bym obstawiała mózgojada.


- Domyślam się. – chłopak przytulił dziewczynę, przykładając jej głowę do swojej piersi.
- Łączy nas to samo.
Delia wtuliła się w Nazira i tak stali przytuleni do siebie przez kilka następnych minut.
Narkotyki lub hipnoza. Inaczej nie da się tego wytłumaczyć.
*


“Niebieskooki” Aran informuje “złoto włosego” Ocariana, że Nazir poszedł się spotkać z Delią i że chyba się w niej zakochał, Ocarian wyrzuca go za drzwi i łka w łóżeczku. Ciach.


Rozdział III
„Czarny cień”


Nazir spacerował po halach (przemysłowych, widowiskowych i handlowych) królewskiej cytadeli, kiedy podbiegł do niego jeden z gwardzistów jego ojca.
- Młody panie. Twój ojciec cię wzywa.
Zielonowłosy spojrzał na rycerza, po czym warknął ze złością.
- Prowadź.
No to gwardzista czy rycerz? Rycerze nie byli chłopcami na posyłki…
Gwardziści też nie.


Obydwaj doszli do pokoju głowy rodu węża. Gwardzista stanął przy drzwiach, otwierając je Nazirowi.
- Czego chcesz ojcze! – wrzasnął na wejściu. (gwardzista?)
- Nie drzyj się, gówniarzu!!! - odwrzasnął ojciec.
- Zamknijcie się obaj!!! - ryknęła matka z drugiego końca zamku.


- Mój synu, musisz wyjechać.
- Co! Dlaczego!?
Bo za dużo wrzeszczysz i ludzie się skarżą.


- W pewnej wsi ludzie przestawali dawać daniny. Wojownicy znikają. A sami chłopie mówią coś o cieniu w lesie…
O, jaki klasyczny erpegowy quest, aż mi się (samotna) łezka nostalgii w oku zakręciła!


- Pewnie stare brednie, jakiś zielarek.
Jakiś zielarek, jakiś pastuszek, kołodziejek, kowalik i ekonomik.
Bednarek i piwowarek.


- Nie ważne co – burknął – masz się za to zabrać!
- Dobra zaraz zbiorę oddział…
- Nie – powstrzymał go wąż – Weźmiesz tylko czterech ludzi. Nie możemy ryzykować buntu.
Dlatego pojedziesz i grzecznie poprosisz. A jakby się jednak zbuntowali i chcieli was zadźgać widłami, no to chyba sam rozumiesz, że nie mogę ryzykować utraty całego oddziału.


Btw, o ile dobrze zrozumiałam, oni wszyscy przebywają właśnie na dworze królewskim, gdyż zostali wezwani na jakieś obrady. Nie mogą poczekać z załatwianiem swoich spraw, aż wrócą do domu?
Podatki same się nie zapłacą, a obrady nie mają zamiaru się zakończyć.


- Co. –wrzasnął oburzony chłopka. – chyba kpisz.
“Wrzasnęła oburzona chłopka” powinno być.
Pewnikiem stara Dominikowa, ta to umiała się wydrzeć!


W pokoju rozmowa ucichła.
Rozmowa? To ten gówniarz się tak na ojca wydzierał przy ludziach???


Nazir wziął głęboki wdech i powiedział
- Dobra, ale nie mogę o tym powiedzieć Ocarianowi.
Bo co, zamartwi się na śmierć?


Ojciec się zaśmiał.
- Czyli Aran też nie jedzie.
- Jakbyś zgadł. – uśmiechnął się zielonowłosy.
Wiecie co? Współczuję Aranowi, ma naprawdę przerąbane.


*
Nazir zawołał Arana i przekazał mu tylko kilka słów.
- Opiekuj się Ocarianem.
Regularnie zmieniaj mu pieluszki i nie zapomnij o wyparzeniu smoczka przynajmniej raz dziennie.
Pamiętaj - bardzo lubi marchewkę, ale czasem możesz podać mu kawałek czerstwej bułki, niech sobie ściera ząbki.


Po czym wszedł na konia i wraz z czterema gwardzistami ubranymi w zwykłe szaty (to znaczy jakie?) pojechali na wschód.
Po kilku godzinach jazdy jeden z ludzi węża podjechał do dziedzica.
- Młody panie. A co jeśli ludzie nie będą płacić.
- Zgadnij. – zaśmiał się Nazir. – Zabijemy wszystkich.
A wtedy na pewno zapłacą!
Sprzeda się zwłoki medykom, nekromantom albo przedsiębiorcom pogrzebowym.


- Tak jest! – krzyknęli wszyscy.
Ci sami “wszyscy”, którzy mieli zostać zabici? Cóż za niespotykany entuzjazm w obliczu rychłej śmierci!


Na horyzoncie zaczęła widnieć mała wioska.
Zaczęła widnieć, ale coś się zepsuło w Matrixie i za cholerę nie chciała się zwizualizować do końca.


Był to celi ich podróży, wieś Rivergron, która swoją nazwę wzięła od pięknej odmianie winogron rosnących przy rzece.
W wolnym tłumaczeniu, Rzekagrape.
Za to na pewno nie wzięła nazwy od pięknej odmiany rzeczownika.
Winorośl to nie tatarak, woli rosnąć na stokach gór.


Gdy wjechali na plac, dookoła zgromadził się tłum gapiów.
- Po co tu przyjechaliście!
- Sprowadzicie na nas zgubę
- Odejdźcie!
Ciekawe, czy każdego podróżnego tak witali.
Może tylko tych konnych i zbrojnych?


Nazir wsłuchiwał się w głos ludu po czym schodząc z konia powiedział.
- Jestem dziedzicem rodu, zostałem tu wysłany przez swego ojca. Nie obchodzi mnie co tu się dzieje, macie po prostu zacząć płacić!
To się nazywa mocne wejście.


Naprzeciwko chłopaka wyszedł stary mężczyzna. Po ubraniu widać był że miał wysoką rangę.
Za młodu natrzepał sporo expa.


- Wybacz im panie. Nazywam się Jozue (z pokolenia Efraima, syn Nuna?). Jestem tutaj starostą. Lud tutaj bogobojny i zabobony [się szerzą].
Ta wewnętrzna sprzeczność to wszystko co mamy!
    
- Uważaj co mówisz dziadzie! – krzyknął jeden z mieszkańców.
Mój panie, proszę za mną. – starszy mężczyzna pokazał ręką na swój dom.
- Czemu przed nim klęczysz!
Kto do licha przed kim klęczy?


- Jest ich mało! Uwolnimy się w końcu!
Ooo, powstanie chłopskie!


Tłum zaczął krzyczeć na gwardzistów, i potomka (obrzucać odchodami i zgniłą kapustą).
Pisaku, wykreśl ze swojego słownika słowo “potomek”, bo stosujesz je bez sensu.


Nagle z tłumu wyskoczył mężczyzna z toporem i biegł prosto na Nazira, który szedł dalej. A gdy agresywny mężczyzna był tuż przy nim szybko wyjął miecz i przeciął mu brzuch.
Pisak ma naprawdę niezwykły talent do budowania zdań, w których podmiotem miota jak szatan.


Agresor padł na ziemie, krwawiąc Zielono włosy chłopak podszedł tylko bliżej i przebił mu głowę mieczem. Tłum zamilkł.
Prościej i bezpieczniej (dla miecza) byłoby przebić gardło, ale ja to truskawki cukrem...


- Czy jest tu ktoś chętny do walki? Proszę! Czekam! – krzyczał rozdrażniony Nazir. – Nikt, to rozejść się!
- Koniec zbiórki!
Przerażeni mieszkańcy posłusznie odeszli.
Wytłumaczenie jest jedno: ktoś im wszystkie kłonice, kosy, cepy i widły pokradł.


Młody wąż powiedział staroście by prowadził dalej.
W domu przywódcy wioski Jozue zaczął opowiadać o potworze.
- Ten stwór nazwany przez nas Cieniostworem krąży tu i kusi do siebie kobiety i dzieci. Nigdy ich nie znajdujemy. Według legend jest to pan tego lasu. Przybiera postać czarnej bestii z rogiem. Wielka na dwa i pół metra w górę i trzy wzdłuż. Ponoć…
...baby lecą na ten róg jak muchy do miodu.
Z opisu całkiem podobny do narwala… Albo wojownika masajskiego grającego na tradycyjnym instrumencie.
Odnotujmy system metryczny w każdym uniwersum.


- Dość! – warknął Nazir. – Gdzie ten cały stwór jest?
- Ukrywa się w lesie, wychodzi w nocy, a ponoć mieszka w któreś z jaskiń.
Podsumujmy: potwór nie gromadzi worków ze złotem, tylko wabi do lasu kobiety i dzieci. Nie ma więc powodu, aby nie płacić daniny.


- Ech… - westchnął młody wąż. – Idziemy.
Starosta nie krył zdziwienia krzątał się po pokoju i próbował ich zatrzymać.
- To niewykonalne z takim wyposarzeniem (czym???) jakim macie (się okładać po łbach)!
Bez kasków, lin i karbidówek do jaskiń iść nie lza!


Zielonowłosy przycisnął Jozuela butem do drzwi.
ŻEQRWACO.


- Przepuść nas.
- Nie mogę!
Nazir nie zwracając uwagi na argumenty starosty pchnął go butem, otwierając przy tym drzwi. Siwy mężczyzna wylądował w błocie, a wszystkiemu przyglądała się grupka gapiów. Która po chwili przerażona odeszła.
Zielonowłosy ruszył od razu do karczmy,  zostawiając swoich ludzi na zewnątrz.
Brzmi jak przepis na samobójstwo, ale może ja miałam zbyt wymagających Mistrzów Gry.


Gdy znalazł się już w środku, stał się centrum zainteresowania, usiadł przy pierwszym wolnym stoliku i spojrzał na karczmarza, który zostawił klientów i podbiegł do niego.
- Młody pan sobie czegoś życzy? – zapytał niepewnie.
- Piwo i Barda.
Barda na zagrychę?
Na wyłączność.
Nie, dwa piwa.


Właściciel szybko podał mu kufel piwa i zawołał grajka.
- Gothar! Tu do pana! Szybko!
Do Nazira podbiegł młody chłopak, wyglądał jakby miał 16 lat.
Pozory jednak myliły, bo w rzeczywistości miał pięćdziesiąt.


W ręku dzierżył lutnie.
Trzy lutnie: akustyczną, elektryczną i basową.
Lutnię wentylacyjną zostawił w kopalni.


Młody wąż przyjrzał się bardowi, miał piwne oczy i kasztanowe włosy.
Ten wąż.


Miał nie zniszczoną cerę, co tutaj jest rzadkością.
Kraina ta zwała się Acne.


- Czego pan sobie życzy, by zagrać? – zapytał.
- Coś o tym cieniu…
- A więc dobrze…
No cóż. Pasuje o wiele lepiej niż to, co usłyszymy za chwilę.


Gothar zaczął grać, muzyka była łagodna i piękna, w końcu zaczął śpiewać
„Zabijają ich spokojnie,
Zabijają ich jak leci -
Już nie trzeba iść na wojnę,
Żeby stawić czoła śmierci.


Żyć wystarczy, jak się żyło,
Modlić się o święty spokój,
Kopać grządki, kochać miłość
Nic nie wiedząc o wyroku.


Trzeba się ubierać ciepło,
Jeść z umiarem, ważyć słowo,
Dbać, by życie nie uciekło,
Zanim się nie umrze zdrowo.”


No no no… Kaczmarski byłby pewnie kontent, gdyby wiedział, pod jakie strzechy trafił *pęka ze śmiechu*
W dodatku to jest piosenka… o Czarnobylu! *kwiczy*
Btw, Pisak ani półsłówkiem nie wspomniał, że tekst nie jest jego autorstwa… NIEŁADNIE.


Nazirowi tak spodobała się pieśń, że zamierza zabrać barda (przy okazji: bard jest synem Jozuego/Jozuela, starosty wioski) ze sobą na zamek - ale najpierw do lasu, zabić Cienia.


Dziedzic zostawił na stole sakwę ze złotem (znowu te przeklęte spodnie!), a sam z nowym towarzyszem wyszedł na zewnątrz. Przedstawił grajka i powiedział że idzie z nimi na potwora w lesie. Jego ludzie zareagowali śmiechem, ale przyjęli rozkaz.
Karność i bojaźń panowały w tej drużynie.
Jaki dowódca, takie morale.


Cała szóstka weszła po ścieżce do lasu. Po godzinie marszu, mgła zaczęła sięgać kolan Nazir co chwile powtarzał
- Jeżeli zejdziecie ze ścieżki, nie wrócimy po was…
Nawet gdy będziemy szli z powrotem, to pójdziemy inną drogą.


Nagle w oddziale pojawił się strach (na wróble i miał wielkie oczy), ze strony lasu pojawiły się szepty.
I spotkali się w połowie drogi.


Wywoływała każdego po imieniu.
Ta szepta wywoływała. Ta największa.
Szeptucha spod Białegostoku.


Każdy starał się to ignorować, ale po kolejnych dziesięciu minutach (z zegarkiem w ręku!) za drzewami zaczęły pojawiać się białe postacie. W większości były to kobiety w długich białych sukniach, podartych na paski. Każda z nich kusiła żołnierzy. Aż jeden z nich w końcu uległ, zrzucił broń (ze stojaka) i ruszył w stronę pań lasu. Gdy zbliżył się na tyle by muc (kod IATA oznaczający Munich International Airport) je (ich!) dotknąć, jedna z nich pocałowała go i sprowadziła do parteru.
Pokazała mu, gdzie jest jego miejsce.
Widzę tu jakiś efektowny rzut, jak w jakimś aikido, czy cuś.


Wtedy wszystkie duchy rzuciły się na uwiedzionego mężczyznę [ale jakiego uwiedzionego? On został tylko przewrócony na ziemię!]  i zaczęli (zaczęŁY, na litość…) odgryzać mu kawałki mięsa.
Przepraszam, czym gryzły duchy, istoty z definicji bezcielesne?
Zębem czasu.


A te kobiety i dzieci z wioski też dawały się uwodzić upiorzycom w podartych sukienkach?


Nazir nie zwracając uwagi maszerował cały czas na przód.
Idąc naprzód, przeszedł na przód kolumny.


Gdy obejrzał się za siebie został już tylko grajek.
- Gdzie reszta? – warknął.
- Weszli do lasu…
- A może są w studni?


- A to szkoda, ponoć byli najlepsi.
Ojtam ojtam, “ludiej u nas mnoga” - dodał, wzruszając ramionami.
Przepraszam, JEDEN wszedł. Czy reszta była na tyle głupia, żeby też próbować, po tym, jak ich kumpel został pożarty? No, jeśli to byli najlepsi...


Nagle obydwaj dotarli do wielkiej jaskini. Zielonowłosy odwrócił się jeszcze raz w stronę barda.
- Poczekaj tu na mnie, nie nadajesz się do walki. – lekko się zaśmiał. – Bez urazy…
- Dobrze… - wyszeptał przerażony Gothar.
- Ech… wkurzające… - Nazir podszedł bliżej i pocałował grajka w policzek.
- Wkurzające są te moje niewczesne chucie - dokończył Nazir pod nosem. - I jak tu teraz iść z bestią walczyć, kiedy mi szczur z pluderek ucieka?


- Co do… - zdziwił się.
- Czekaj tu. – warknął zielonowłosy i wszedł do jaskini.
Cały zarumieniony grajek staną[ł] jak zamurowany, kiedy czerwonooki wchodził do środka.
Miazmacie, no naprawdę, wszedł do jaskini! Jas-ki-ni!
Wąż czerwonooki…
No wiesz, Mameha też tłumaczyła Sayuri, że to jest jaskinia, a tamto węgorz…

*
Dziedzic rodu węża wszedł do środka, ściany były zimne i spływała po nich woda. Ta wilgoć wypełniająca powietrze była tak dobrze odczuwalna, że się skraplała na rzęsach. Mimo iż było tu pełno kamienia (jak to zwykle w jaskiniach), cały korytarz wypełniony był roślinami.
Dla których kamień nie stanowi większego problemu. Pisaku, flora jaskiniowa istnieje, serio!


Nazir poruszył się do przodu. Na początku poruszanie się nie było problemem, ale po chwili słyszał nieprzyjemne chrupanie w oddali i strzelanie pod stopami. Zielonowłosy spojrzał w dół, zdenerwowany podniósł głowę do przodu.
Potrzebował wysięgnika, ale dał radę.


Okazało się że chodzi po ludzkich szkieletach.
I zauważył to tylko dlatego, że mu coś strzelało pod stopami? Boru, czy to jest człowiek, czy pojazd gąsienicowy?
Zauważ, usłyszał “chrupanie w oddali”. Zakładam, że nie chodzi o stado myszy żrących suchary, tylko właśnie o ten trzask pękających kości… Może miał nogi w jednej części korytarza, a głowę w innej?
Coś jak Alicja po zjedzeniu ciasteczka?


W końcu dotarł na koniec jaskini. Była to piękna oaza, gdzie na środku widniała ogromna fontanna, a przy niej siedział białowłosy mężczyzna który obgryzał jakąś nogę.
Swoją. Dokładniej mówiąc, obgryzał sobie paznokcie u nóg.


Gdy zobaczył Nazi wstał i z uśmiechem odezwał się jak najbardziej ponurym głosem.
- Hajhitla!


- Witaj, czekałem na ciebie.
Zielonowłosy nie ryzykował i od razu wyjął miecz.
- Kim jesteś!
- Oj wybacz moją nieuprzejmość, ale to ty jesteś tutaj gościem, Nazirze synu Kellana. – mężczyzna zaśmiał się i rozpuścił swoje włosy, które sięgały mu na wysokość kolan.
Można by się spodziewać, że…
mk3sindel21.gif


- Skąd… Skąd wiesz kim jestem… - odpowiedział mocno zmieszany chłopak.
- Ja jestem panem tego lasu, wyrocznią i władcą. Jam jest Król Draid.
Syn druida i driady.
O którym nikt dotąd nie słyszał, ale to szczegół.


- To ty zabijałeś wieśniaków?
- Tak. – zaśmiał się ponownie.
- Dziadku, a dlaczego nie masz tego wielkiego rogu, o którym tyle mi opowiadano?
- Mam, mam, ale schowałem pod włosami, żeby cię nie przestraszyć.


- Możesz mi coś przepowiedzieć?
- Co prawda przyszedłem cię zabić, ale taka okazja do poznania numerów totolotka może się nie powtórzyć! - dodał z przepraszającym uśmiechem.


- Niech będzie, jako twa ostatnia prośba, potem cię zabije… - mężczyzna odchylił głowe a jego oczy zalała biel.
A wtedy Nazir wykorzystał moment i zabił go, prawda? Prawda?


...niestety nie, więc za karę musiał posłuchać bardzo złej poezji.


W starym dworze,
o późnej porze,
Miłościwy gubernatorze.
Walnij się na łoże.
Wąż głowę straci,
wyskoczy z gaci,
bez litośni będą jego kaci,
i o[spacja]krutni niczym adwokaci.
Szczur przyjacielem będzie wilka,
i nie minie mała chwilka,
to kłopotów stworzy kilka,
miotając się z wdziękiem motylka,
nowy pan życie straci,
bo wpadną wariaci,
powieszą go jak psychopaci,
Bo są straszni z nich furiaci
Wilka dom spłonie żywo ,
gdy wrzucą na dach łuczywo,
gdzieś na potomka naciągają cięciwo.*)
Bo chcą z niego zrobić warzywo.
Gryf oko podaruje,
co głupio się rymuje,
A rewolucja się dokonuje
Oj da-dana! Bęc!


*) cięciwo - kuzyn takich wynalazków jak rożno, perfuma i swetr.


- Co! – Draid odsunął się od fontanny. – Niemożliwe! To za długa historia dla ciebie, to nie może się tak skończyć?
- Wygląda na to że jednak mnie nie zabijesz. – w tym momencie Nazir przebił władcę lasów mieczem. W jaskinie rozległ się okropny krzyk. A ziemia się za trzęsła (oraz przed drżała). Zielonowłosy odciął głowe Draidowi, po czym wyszedł z jaskini.
I już. Zapewniam Was, że nie wycięłyśmy opisu epickiego pojedynku, jaki Nazir stoczył z potworem, którego długie, magiczne włosy omal go nie udusiły, zmiażdżyły, przebiły na wylot itp. Jakimś cudem Pisak przegapił ten motyw, widocznie oglądał za mało anime.
“Była wielka bitwa i Voldemort zginął”.


Uśmiechnął się jak zobaczył nadal zmieszanego Gothara.
- Więc jednak nie uciekłeś?
- Kazałeś… zostać – zarumienił się.
I pospiesznie poprawił odzienie.


- Chodź, wracajmy.
Po kilku minutach marszu w ciszy, bard w końcu zapytał.
- Dlaczego… - Nazir się zatrzymał. – Dlaczego mnie pocałowałeś w policzek?
- Po to, żebyś się nie rozmarzył i nie wszedł do lasu.
Aha, znaczy - jad Nazira jest szczepionką przeciwko zarazie heteroseksualizmu.


- Acha… tylko o to ci chodziło…
- Dokładnie, wracajmy.
- A już miałem nadzieję na “żyli długo i szczęśliwie i mieli dużo dzieci!” - chlipnął bard.


Kiedy dotarli do miasteczka, powitano ich jak bohaterów. Jozuel rzucił się na szyje syna i ucałował go.
Podał antidotum na jad?
Albo dawkę przypominającą.


- Jak dobrze że jesteście.
- Teraz będziecie płacić? – zapytał wrednie Nazir.
Teraz, mój drogi, jesteś sam, wszyscy twoi żołnierze zginęli… Dawajcie widły!!!


Nazir pokazuje odciętą głowę Draida, wszyscy się cieszą i obiecują, że teraz będą płacić (nikt jakoś nie zgłasza wątpliwości, że to jakiś siwy starzec, a nie czarna bestia z rogiem), wobec czego nasz bohater zabiera ze sobą barda i odjeżdżają.

Rozdział IV
„(Nie) udany powrót”
    
Nazir wraz z Gotharem wrócił do cytadeli króla. Wszyscy słyszeli co [czego] udało mu się dokonać, więc każdy się go obawiał.
Biedny Nazir, liczył na odrobinę podziwu, a tu takie rozczarowanie. Czy w tym królestwie mieszkają same trzęsiportki?


Kiedy zielonowłosy zszedł z swojego konia, mając głowę króla lasu przy pasie, zobaczył jak rycerze wszystkich rodów witają go choć sami byli przerażeni. Wojownicy uformowali (z gliny zmieszanej z trocinami) dwie ściany między którymi szedł Nazir.
A wojownicy dzielnie chowali się za tymi ścianami.


Naprzeciwko niego stanął Ocarian, czerwonooki rozłożył ręce chcąc go przytulić, lecz blondyn uderzył go otwartą ręką.
Czy też widzicie rozwydrzonego bachora?


Całe rzędy rycerzy zaniemówiło i zamarło (a Gramatyka wzięło i zdechło), z wielkim zdziwieniem patrzyli na tę parę przyjaciół.
“Wypruje mu flaki, czy łeb obetnie?” - zadawali sobie w myślach to pytanie.


- Ocarian, co ty? – wyszeptał zdziwiony potomek węża.
- Okres masz? - dodał, zdając sobie sprawę, że była to odzywka chamska, ale był bucem, więc niezbyt się tym przejął.


Lecz on spojrzał tylko na grajka i z wielkim żalem zwrócił się do Nazira, który po uderzeniu spoglądał ze zdziwieniem na niego.
- Kto to?
- Bard… Gothar…
- Dobrze więc… - Ocarian wtulił się w czerwonookiego. – Nie zostawiaj mnie bez słowa…
Głowa rodu urządzająca takie sceny w miejscu publicznym, na oczach “rycerzy wszystkich rodów”. Pisaku, serio?
Jeśli jeden bard wywołuje takie emocje, to strach przywlec kolumnę jeńców.


Zielonowłosy uśmiechnął się i pogłaskał blondyna po głowie.
- Przepraszam, nie chciałem żebyś się martwił…
- Dasz mi teraz buzi?
- poczuł że jego ramię robi się mokre. To blondyn zaczął płakać.
*Sine wali głową w biurko i traci przytomność*
Ocarian musi być jakimś dalekim kuzynem Jiro.


Bard spojrzał na nich z lekką zazdrością. Podszedł do rycerza węża, którego włosy jarzyły się jak ogień pochodni.
Co z pewnością ułatwiało mu czytanie w łóżku, ale za to o podkradaniu się do wroga mógł zapomnieć.


- Oni są razem?
Lecz on w oczach wojownika zobaczył tylko zdenerwowanie.
Bo jakiś przybłęda wtyka nos w sprawy książąt.


- Nie. Ogólnie kim ty jesteś?
- Mam na imię Gothar, pan Nazir zabrał mnie z mojej rodowej wsi.
“Rodowa wieś” sugeruje, że Gothar był szlachcicem, tejże wsi właścicielem, a nie zwykłym wieśniakiem, dla którego była to co najwyżej rodzinna wieś.


Jestem bardem. A ty?
- A ja nie.


- Aran. Przyjaciel Nazira…
Po tych słowach Aran poszedł do koni i zaciągnął je do stajni.
A one zapierały się wszystkimi kopytami.
A bard stał i się zastanawiał, dlaczego rycerz i w dodatku przyjaciel głowy rodu robi za prostego koniucha.
Taka była kara za kłapanie dziobem o intymnościach Nazira.


Nazir otarł łzy przyjaciela [jedwabną chusteczką, potem oczka osuszył pocałunkami, a wszyscy zgromadzeni na dziedzińcu odetchnęli z ulgą], oddał głowe jednemu z rycerzy (drugiemu zaś oddał rękę) a z Ocarianem poszedł do budynku, opowiadając swoją przygodę. Lecz po głowie cały czas chodziła mu przepowiednia Króla lasu i słowa „Szczur przyjacielem będzie Wilka”. Trzymając przyjaciela wszedł do środka, lecz w drzwiach stała już Delia. Który była bardzo zdziwiona widząc pana swego serca, który trzyma za ramię płaczącego blondyna.
- Witaj… - wyszeptała.
- No hej…
Hejka, piąteczka, żółwik.


- Jak podróż? – Delia mówiąc te słowa miała łzy w oczach.
- No pięknie, ona też… - burknął pod nosem Nazir.
Z ust mi to wyjąłeś. Co za mazgajlandia!

Ocarian prowadzi Nazira do jadalni i troskliwie podsuwa mu papu.
Ale że było niesmaczne, to nieco się zirytował.


- Kto to zrobił?!
- Ale…
- Kto! To jest niejadalne! Niech ja no…
“...złapię tego kucharza, to go żywcem upiekę!”. Niestety, jest gorzej niż można się było spodziewać.


- Zielonowłosy zobaczył że Ocarian zaczyna płakać i przez łzy mówi
- Nazir ty idioto! – [ty nic nie rozumiesz! Wszystko musisz zepsuć!] po czym wybiega z Sali. Czerwonooki złapał się za głowę i powiedział szeptem
- Boże… no i będą kłopoty…
Rrrrranyyyy, to jest takie ukesiowo-semusiowo-mangowe… *wywraca oczami*
Lepiej położę poduszkę na biurku, bo czoła szkoda...


Przez dwie kolejne godziny chłopak siedział w jadalnie z zamyśloną miną.
Myśl z wysiłkiem szukała mózgu.
Chyba per rectum.


Aż w końcu wziął się w garść i poszedł pod pokój w skrzydle Szczura.
O, i to jest ciekawe, to by sugerowało, że przedstawiciele rodów mieszkają na stałe w tej królewskiej cytadeli, skoro mają tam swoje skrzydła (jak domy w Hogwarcie?). Ale jeśli tak jest - dlaczego Nazir nigdy jeszcze nie był w otaczającym zamek mieście?
Bo to nędzne miasto nie było go godne.
I trzeba było chodzić pieszo.


Podszedł do drzwi, pod którymi siedział Aran.
- Dzięki że go pilnujesz, masz chwile przerwy. – powiedział do niego dziedzic Węża, po czym wszedł do środka.
Przypomnijmy, że Ocarian jest, przynajmniej formalnie, głową swojego rodu. A zatem powinien mieć własnych rycerzy czy gwardzistów, nie przyjechał przecież do tej królewskiej cytadeli sam? (chyba?) A tu - pilnuje go rycerz Węża (i to bez chwili przerwy!), czyli generalnie wygląda tak, jakby Nazir trzymał swojego przyjaciela w niewoli…


Nazir przeprasza zapłakanego Ocariana, ten przyjmuje przeprosiny, ale pod warunkiem, że Nazir coś dla niego zrobi - chwilowo nie zdradza jednak, co dokładnie.

Rozdział V


„Prawie jak Romeo i Julia”
Ej, ja żartowałam z tym balkonem!


Został ostatni dzień spotkania głów rodów.
Z tego można wywnioskować, że okres zbierania głów trwał od dłuższego czasu, ale ma się ku końcowi.
Sezon na grzyby też się kończy.


Ocarian informował o każdej informacji (i zawiadamiał o każdej wiadomości) Nazira, co pozwalało mu się orientować w obecnej sytuacji politycznej.
Tymczasem Kellan, ojciec Nazira, w dupie miał to, czy syn się w czymkolwiek orientuje i nie przekazywał mu nic.
Jakoś wątpię, czy informacje przekazywane przez Ocariana były cokolwiek warte.


Podczas spotkań w jadalni dużą role odgrywał Gotharen. Blondyn przez cały czas nie powiedział co chce od Nazira.
Hudefak is Gotharen i dlaczego miałby czegoś chcieć od Nazira?
(i nie mówcie mi, że bard - bard miał na imię Gothar)


Podczas spaceru zielonowłosego, zaczepił go Efar.
Nie wiadomo ani jaka była rola Gotharena, ani dlaczego spacer był zielonowłosy.


- Moja pani chce cię widzieć.
- Grzeczniej nie umiesz?
Pisak ma chyba jakiś problem z pojęciem grzeczności.
Jest dopiero w liceum, ma szkolne naleciałości.


- Wiesz że mogę to powiedzieć jej ojcu, od razu całe nastawienie się zmieni. – zaśmiał się.
No właśnie. Ciekawa jestem niezmiernie, jakich argumentów używa Delia wobec Efara, że ten tak chętnie pomaga jej aranżować spotkania z Nazirem i nie donosi ojcu, że córunia poczuła miętę do synalka wrogiego rodu…
(Pisaku, mały hint: w takiej roli zdecydowanie lepiej sprawdziłaby się zaufana służąca)
Efar po prostu jest skrajnym masochistą i marzy o byciu obdzieranym ze skóry.


Efar zaprowadził go do pewnego pokoju, przy stajni.
Była to kanciapa, w której zwykle nocowali koniuchowie goszczących w zamku przejazdem rycerzy.
Albo siodlarnia.


Sam został na zewnątrz a do środka wszedł czerwonooki. Delia ubrana w jedwabną koszule nocną, z czarnymi koronkami na zakończeniu (lewitowała pół metra nad podłogą polowała na orzeczenie, używając do tego siatki na motyle). Nazir zrobił się czerwony i szybko odwrócił wzrok.
Ciekawe, czy w tym stroju przyszła, czy przebrała się na miejscu. Jeśli to pierwsze, to zamkowa służba musiała mieć niezły ubaw.


- Cz… cześć…
Blondynka szybko odwróciła się w stronę chłopaka z lekkim zawstydzeniem.
Chłopak Z Lekkim Zawstydzeniem - najlepszy kumpel Dziewczyny Bez Zęba Na Przedzie.


Podeszła bliżej i stojąc na palcach pocałowała zszokowanego chłopaka.
- Delia… co ty…
- Nazirze, kocham cię. Jako iż jutro wyjeżdżamy chce ci dać to, co mam najcenniejszego. – jej ręka ściągnęła ramiączka koszuli, która zsunęła się na podłogę a dziewczyna została naga. – A tą najcenniejszą rzeczą jest moja cnota.
- Jesteś pewna?
- Bo wiesz, ja sądzę, że naszyjnik…
“... I jak tak siedzieliśmy i rozmawialiśmy, ona w pewnym momencie mnie powiedziała. "Icek bierz co mam najcenniejszego". No to ja sobie wybrałem ten rower. “


- Jak najbardziej. – znów stanęła na palcach całując kochanka (na razie tylko in spe).
Zielonowłosy upadł z nią na ziemie i zaczął delikatnie masować jej piersi, splatając swój język z jej.
Już litościwie nie zawarczę, że piersi się nie masuje, ale MUSZĘ zapytać: Jak się masuje piersi językiem splecionym z językiem partnerki?
Trochę trudno, ale przy odpowiedniej motywacji da się!


Dela miała już ściągnąć spodnie Nazira, kiedy on zatrzymał ją i wtulił się w nią.
- Nie mogę zabrać tego… tutaj…
Ale zabiorę tego… tam...
- Ale mój luby…
- To jest parobek!
- Jutro się rozstajemy, a ja nie chcę tak tego zapamiętać.
No weź, syf dokoła, twarda podłoga, brudna słoma i śmierdzi stajnią. Naprawdę nie mogłaś znaleźć przyjemniejszego miejsca?
To nie stajnia, to siodlarnia. Siodła, ogłowia,  palcaty, szpicruty, baty, pejcze… Prrr! Zagalopowało mi się.


Powiedz mi, do którego dworu jedziesz?
- No ten przy granicy z dworem Ocariana.
Delia ma pół bliźniaka, Ocarian drugie pół.


Chłopak uśmiechnął się wywołując dreszcz u dziewczyny.
- Powinnaś mieć balkon z wyjściem na ogrody, prawda?
- Prawda…[Powinnam. Ale nie mam.]
- Zostawisz mi otwarte wejście do ogrodu, ja się zakradnę i przyjdę do ciebie.
- Ale jestem tam dwa dni, a cała moja rodzina będzie tam na zjeździe.
- To nie problem! – pocałował ją. – Będzie dobrze, zobaczysz.
Jemu zapewne…


- No dobra…
- Grzeczniej nie potrafisz?! (Tfu, udziela mi się.)
Jak to ślicznie kontrastuje z romantycznym “mój luby”!


Nazir otrzepał się i wyszedł zostawiając nagą Delie w szopce. Gdy opuścił pomieszczenie do środka wbiegł jej rycerz. Jak ją zobaczył zrobił się cały czerwony. Podbiegł do niej i zakrył jej nagie ciało swoim ciałem zapytał.
Słowo “zapytał’’ nagle nabrało cokolwiek innego znaczenia.
Ona naga, a on pyta.
Nie rozumiecie: najpierw zakrył jej nagie ciało, a potem swoim ciałem zapytał. Zastosował komunikację niewerbalną.


- Co on ci zrobił?
- No właśnie… nic…
- Nic? Mam go zabić? –
A to łajdak, nic jej nie zrobił, to oburzające!


w jego głowie pojawiły się myśli „moja pani nie może należeć do niego”.
Teraz mu się pojawiły, a wcześniej ochoczo pomagał jej organizować schadzki… Może tak długo szukały mózgu.


- Nie… podaj mi ubranie… i chodźmy z tąd…[w inny kąd...]
- Dobrze…


     Nazir pędził korytarzem do skrzydła mieszkalnego Szczurów. Szybkim ruchem ręki otworzył drzwi do pokoju przyjaciela, wbiegając do środka wystraszył Ocariana który podskoczył. Zielonowłosy rzucił się na niego powalając go na łóżko, po czym wtulił się w niego.
I wybuchnął płaczem, szlochał, nie mogąc się uspokoić. “Widziałeeeeem cooooś straszneeeeego!” - wyjęczał w końcu przez łzy.
Khem, khem. Żeby uniknąć wulgarnej dosłowności przedstawię Państwu pewną roślinkę. Oto Hydnora africana:


Zszokowany blondyn nie wiedział ani co się dzieje, ani co ma robić. „Przecież to ja się zazwyczaj wtulam” myślał.  
Niespodziewana zamiana ról wstrząsnęła nim do szpiku kości. W tle czaiła się śmiertelnie wręcz przerażająca myśl, że jak tak dalej pójdzie, to Nazir zechce być ukesiem, a wtedy on… będzie… musiał… AAAAAAAAAAA!!!
tumblr_m99mx6OVLg1roo2na.gif


Zaczął się zastanawiać co by zrobił Nazir i więc postanowił go głaskać.
I tak głaskał węża… głaskał… i głaskał… i było mu coraz milej :)


Nazir pyta, czy może pojechać z Ocarianem do jego dworu “przy ziemiach wilka”. Ocarian waha się chwilę, bo nie wie, czy Nazirowi chodzi o jego towarzystwo, czy raczej o sąsiedztwo Delii, ale w końcu się zgadza.


- Dzięki! – krzyknął, po czym podniósł się i przyłożył na początków swój nos do jego, a potem złączył się czołem.
Jak ślimaki, panie dziejku! Jak ślimaki!
Łączenie się czołem skojarzyło mi się raczej ze światłowodami, ale Twoje skojarzenie jest zdecydowanie lepsze.


Po czym z uśmiechem odłączył się od czerwonego chłopaka.
...z głośnym “ślurp!”.
A tu z kolei nasunęły mi się na myśl moduły dokujące dla promów kosmicznych.


- Jakiś ty słodki, gdy się zawstydzasz.
Ocarian już całkowicie zasłonił swoją twarz.
No po prostu kici-kici!
https://lh3.googleusercontent.com/-0nE2J8W8BXY/TjEG0GIrspI/AAAAAAAACoE/xph8wQdGIdw/w506-h361/facepalmkitty.gif


To przecież nie kotek, to szczurek, taki o:


- No dobra, idę do ojca.
- Nazir… - powiedział szeptem blondyn.
- Proszę?
- Przyjdź do mnie w nocy, jako ta przysługa…
I jako ta mara nocna blada a jęcząca.
Jęcząca do rana?


***


Chłopak ruszył do jadali, gdzie czekali już na niego Aran i jego brat bliźniak Aron.
Oraz starszy brat Aren i trzej młodsi: Arin, Arun i Aryn.
I wszyscy razem pili ayran.


- Dawno się nie widzieliśmy Aronie. – przywitał się wąż.
- Wybacz mi panie, miałem ważniejsze sprawy. – odpowiedział wrednie.
- A grzeczniej nie możesz?
Jak widać, dziedzic rodu cieszy się wielkim poważaniem wśród swoich rycerzy.


Nazir oznajmia braciom, że jutro zniszczą inny ród; Aran ma zebrać zaufanych ludzi i wyruszyć w stronę dworu Ocariana, zaś Aron ma szpiegować ojca Nazira.

Powrócił do pokoju Ocariana. Blondyn uśmiechnął się na widok przyjaciela, który odwzajemnia uśmiech. Zielonowłosy podszedł bliżej.
- Więc co chciałeś? – zapytał.
- Ja… ja chce żebyś spał ze mną!


Nazir staną nieruchomo, cała jego skóra przybrała kolor buraków. Ocarian pomyślał nad tym co powiedział, po czym przybrał taki sam kolor jak jego przyjaciel.
I w ten sposób wydało się, że obaj są rozdzielonymi w dzieciństwie bliźniakami z rodu Kameleona.


- Nie… nie to miałem na myśli!
- Aha…
- Po prostu, pamiętasz jak byliśmy dziećmi? Sypialiśmy razem w jednym łóżku… czułem się wtedy tak… bezpiecznie…
A nie prościej byłoby sobie sprawić wielkiego węża z pluszu? Przynajmniej by kołdry nie kradł w środku nocy.


Nazir podszedł do szafy i wyciągnął z niej dwie koszule nocne. Po czym zaczął się rozbierać.
- Zaraz! Co ty robisz? – zdziwił się blondyn.
- No przebieram się do snu.
- Ale tutaj?
A co, na korytarzu byłoby lepiej?
Może mają tam jakąś specjalną Komnatę Przebieralnianą. Wyobraźmy sobie zamek wieczorową porą, gdy mieszkańcy tłumnie udają się do owej komnaty odziani w szaty dzienne, a wracają w szatach nocnych. Damy frywolnie falują koronkami, rycerze zalotnie prezentują rodowe sobole w rozcięciach koszul, a przekupieni służący w odpowiednich momentach wywołują nagłe przeciągi.


- Czemu nie? – po tych słowach stał już nagi. Zawstydzony Ocarina odwrócił wzrok. –
Ay, carina ocarina!
Zmiana imienia bohatera na nazwę instrumentu dętego sugeruje, że zaraz tu się odbędzie jakieś dmuchanko…


Co, nie przebierasz się?
Ale za co byś chciał, za pokojówkę? Czy za pastuszka?
Za Pokraka.


- J… ja zaraz…
Zielonowłosy chwycił jego koszule i zaczął mu ją zdejmować. Blondyn zaczął piszczeć, a Nazir zaczął się z nim siłować na ziemi. Nagle do pokoju wleciał jeden z rycerzy szczura uzbrojony w miecz.
W sensie, że rycerz - samiec?
Nie wiadomo kim był - skrytobójcą, ochroniarzem czy imprezowiczem, który też chciał się zabawić.


Spojrzał na swego pana i jego przyjaciela, którzy walali się po ziemi.
Ech. W tym zdaniu naprawdę radziłabym jednak zastąpić czymś słowo “przyjaciel”. Byle nie słowem “wąż”.


Gdy go zobaczyli zamarli. Rycerz cofnął się do drzwi, przy których pochylił się.
- Przepraszam że przeszkadzam… - krzyknął.
Jego krzyk poniósł się przez zamkowe korytarze i w drzwiach zaczęli się tłoczyć wszyscy, którzy byli w pobliżu. Reszta też biegła, żeby sobie popatrzeć.


Po czym wybiegł zamykając drzwi. Nazir usiadł na podłodze i zaczął się śmiać.
- Co się śmiejesz!?
- Wyobraź sobie co on musiał sobie pomyśleć.
- No domyślam się…
- To musiało wyglądać dziwnie.
A tam, dziwnie, po tym wszystkim, co wyprawialiście na dziedzińcu… A “co sobie pomyślał” w sumie zależy głównie od tego, jaka obyczajowość panuje w tej krainie - w końcu bywały czasy i regiony, w których takie o zapasy nagich młodzieńców nie budziły żadnych nieprzystojnych skojarzeń ;)


- No co ty nie powiesz… dobra chodźmy spać.
Ubrali się w koszule nocne i położyli się obok siebie. Lecz Ocarian nadal czuł się niepewnie, więc wtulił się w przyjaciela. I tak, razem zasnęli.


A analizatorzy, ujrzawszy ten słodki obrazek, ubrali się w koszule nocne obszyte koronkami, wtulili w siebie nawzajem i też zasnęli, albowiem mózgi ich odmówiły dalszej współpracy. Dobranoc!
(oddawaj moją kołdrę!)

Z królewskiej sypialni pozdrawiają: Kura rysująca drzewo genealogiczne bohaterów, Sineira z pluszowym szczurem, Dzidka snująca przepowiednie wierszem, Jasza z sakwą w sakwojażu oraz Maskotek, który udaje Cień z Lasu.

(Hu hu hu huuuu! Mam cię, zjem cię, obedrę cię ze skóry!)

55 komentarzy:

Aadrianka pisze...

Mam wrażenie, że Pisak naczytał się "Drogi Królów" Sandersona, gdzie poznajemy kolor oczu i włosów większości postaci. Tyle że w tym universum odcień oczu decyduje o przynależności do arystokracji, a jednolicie ciemne włosy świadczą o czystości krwi, są to więc ważne cechy definiujące status społeczny bohaterów. Ale też w drugą stronę - jeśli poznajemy kolejnego arcyksięcia, wiemy, że musi on mieć jasne oczy. Opisy Pisaka nie służą właściwie niczemu, poza ćwiczeniem chybionych metafor.

Karola P. pisze...

Och, jak ja się szczerze pośmiałam :)
Ta tfurczość jest rewelacyjna, a Wy jesteście najlepsi.

limotini pisze...

Wiersz - przepowiednia jest przecudny :) W ogóle uśmiałam się jak norka.
Oraz: po opku z suwmiarką wszystko się takie czyste i niewinne teraz wydaje ;)
Dzięki!

limotini
moje wypociny

Galnea pisze...

To najbardziej upojne opko, jakie pojawiło się na łamach analizatorni w tym roku. Więcej, więcej!

Mal pisze...

DLACZEGO NA NASTĘPNĄ CZĘŚĆ MUSZĘ CZEKAĆ AŻ DWA TYGODNIE?!

Będę odliczać dni. To opko jest przeboskie, przecudowne, Wy też jesteście cudowni, dawno się tak nie uśmiałam przy czytaniu analizy :D

Alla pisze...

Materiał wyjściowy zaiste cudnej urody, ale to, co z nim zrobiliście, to po prostu cud, miód i orzeszki :) Wierszyk Sine o "Rycerzu nie byle jakim" sprawił, że popłakałam się ze śmiechu. Więcej! Więcej wierszyków i więcej takich analiz!

Anonimowy pisze...

Materiał wyjściowy taki sobie,ale chociaż nie irytujący jak utfory AutorKasi.Wierszyk cudny,tekst o rynku też. Nie kochamy tu hipsterów, jasne?
Prościej i bezpieczniej (dla miecza) byłoby przebić gardło, ale ja to truskawki cukrem...-super!

Proszę o więcej!

Chomik

Alladyn Al Kaidahun pisze...

Wyborne, liczę na kontynuację. :D
Naprawdę mi się świetnie to czytało, zalewając się łzami śmiechu. Dla mnie to coś nowego, że ktoś zadał sobie taki trud. Rzeczywiście, wtedy mój styl pisania był, że tak powiem, tragiczny xD

Teraz mam nadzieje że lepiej mi idzie. Oraz Droga królów wyszła po opublikowaniu pierwszego rozdziału. Mianowicie, pierwszy rozdział to piąty lutego, a Droga królów, trzydziestego kwietnia :D

Sineira pisze...

Witaj w naszych skromnych progach! Bardzo się cieszę, że spodobała Ci się analiza. Gratuluję poczucia humoru i dużego dystansu do własnego dzieła - to znakomicie wróży na przyszłość!

Yorika pisze...

Analiza zacna jak rzadko. Nie, żeby poprzednim czegoś brakowało, ale ta jest wyjątkowo upojna. Ja miałam wrażenie, że Pisak połączył jakiś swój wymyślony świat z sesją RPG i Harrym Potterem. Ale Szczur i Wąż... O tempora...! O mores...! O, miazmacie!

MałePrywatneZło pisze...

Przeczytałam, uśmiałam się jak zwykle. I potem weszłam na bloga autora, patrzę, a tu ostatni wpis niedawno, czyli blog nie jest tworem nieżywym. No myślę, mamy szanse na wystąpienie gównoburzy w rejonie sekcji komentarzy. Na co moja czorna jak wongiel dusza już się cieszyła, bo przyjemnie od czasu do czasu poobserwować to zjawisko. No, ale widzę, że nic z tego, w sumie nawet dobrze, że autor nie broni dzieła własną piersią. Mogę stwierdzić pozytywne zaskoczenie, bo często się to nie zdarza.

Kazik pisze...

"Hortensje owszem, ale róże są zabójcze tylko wtedy, gdy się je hoduje w masywnych doniczkach stojących na wąskim parapecie na którymś tam piętrze."
Od różanych kolców można złapać sporotrychozę (zresztą nazywaną chorobą hodowców róż) - jak się jest upartym i ma pecha, to pewnie od nieleczenia się można zemrzeć. ;)

Przepiękny materiał, uwielbiam, kiedy opka są oryginalne - to zawsze otwiera nowe perspektywy. Czy to czasem nie pierwsze opko pisakowe z wątkiem yaoi/biseksualnym?

Śliczny jest tekst o szlachcie nietworzącej PKB! I podmiotem miotanym jak szatan! I bard na zagrychę!

Nie znałam tej piosenki Kaczmarskiego i już miałam chwalić, że co jak co, ale piosenka barda jest niezła. A tu rzeczywistość skrzeczy...

Alladynowi gratuluję dystansu i poczucia humoru :)

Z wyrazami szacunku
Kazik

Aadrianka pisze...

Właściwie jakby wyrzucić ten, hm, z dupy wzięty wątek jaojcowy i popracować nad universum, to mogłoby coś z tego być. Pod warunkiem zbudowania jakiegokolwiek warsztatu. Czy w szkołach teraz nie omawia się rozbioru logicznego zdania? Jasne, gramatyka to straszne nudziarstwo i prawdziwy artysta się takimi duperelami nie przejmuje, ale czytelnikowi łatwiej jest zachwycić się treścią, gdy wie kto kogo i (w) co....

Bumburus pisze...

@MałePrywatneZło: "nawet" dobrze? To świetnie! Tzw. gównoburze są po prostu przykre, imho, bo jednak nie każdemu musi odpowiadać taka forma krytyki, a poza tym przy "gównoburzy" łatwo przesunąć "środek ciężkości" tejże z opka na autora...

Korodzik pisze...

Dodajmy, że "cieniostwór" wzięty jest żywcem z gry Gothic - ta sama nazwa, ten sam wygląd (wielka, czarna bestia z rogiem...)

MałePrywatneZło pisze...

@Bumburus NO w sumie jak się nad tym zastanowić to jest to pewien ewenement, nie wiem ile osób udało się "nawrócić" na dobrą stronę pisania za pomocą analiz, zdaję mi się, że niedużo.
Z tymi gównoburzami to tak niezupełnie na serio piszę, po prostu jak skończyłam analizę to mi się zdawało, iż wyżej wymienione zjawisko się pojawi. I liczyłam, że będę mieć zajęcie na wieczór - czytanie tego wszystkiego.

Bumburus pisze...

@MałePrywatneZło: "nawrócić" jak "nawrócić", po prostu nieprzyjemne to, kiedy analiza trafia na kogoś, kto swoją pisaninę traktuje naprawdę bardzo serio, a każdą jej krytykę jak krytykę swojej własnej osoby (z różnych powodów). Wszyscy się bawią kosztem takiego nieszczęśnika, a jemu wcale do śmiechu nie jest...

Anonimowy pisze...

Cieniostwór z Gothica :D

http://www.gothic.gram.pl/obrazki/encyklopedia/c/cieniostwor/cieniostwor_1.jpg

Alladyn Al Kaidahun pisze...

@MałePrywatneZło Chyba jednak popsułem komuś wieczór xD

Chociaż zawsze miałem dopisać że to nie mój utwór, a Kaczmarskiego xD
Zawsze nie chciało mi się edytować. Tak samo jak to że na początku piszę o grudniu a potem hej hulaśki wiatki rosną xD

KlaŁn Szyderca pisze...

Osobliwość tego opka osadza się jeszcze na jednym - próbują w nim się pojawić pewne schematy znane z tForów pisanych przez aŁtoreczki - istoty rodzaju żeńskiego. Tymczasem tu mamy Pisaka rodzaju męskiego. A do sposobu myślenia faceta takie klisze nie pasują ni hu... No, powiedzmy: ni hu-hu. Ze zderzenia jednego z drugim wychodzą takie właśnie kwiatki. Pamięta ktoś jeszcze "Imperium nieudaczników"? Tam sytuacja była odwrotna: pewne klisze c-klasowej literatury awanturniczej wzięła na siebie aŁtorka i tak je po swojemu przerobiła, że wyszła osobliwość na skalę galaktyczną.

Katka pisze...

Przeczytałam "Nieudany potwór" :)
Też widzę zjawisko typowe u początkujących pisarzy, to znaczy pomysły nawet niezłe, ale wykonanie słabiutkie lub niezamierzenie zabawne, niepilnowanie szczegółów, uciekanie się do schematów itd. Jak to czytam to bardzo się cieszę, że moje własne pierwociny powstały przed czasami Internetu i dawno zrecyklingowały się na makulaturze :)

Ogólnie wolę chyba takie uroczo głupiutkie dziełka niż teksty ewidentnie szkodliwe czy obraźliwe, vide Michalaki i Stiriel, czy jak ją tam zwali.

Alladyn Al Kaidahun pisze...

W sumie, powinienem zaznaczyć, że okres kiedy to pisałem był dla mnie zalany hińskimi bajkami, dlatego tak świetnie mi się czytało te porównania. I byłem lekko cięty na jakieś takie sceny ala yaoi, zawsze mnie to bawiło xD

Anonimowy pisze...

Muszę w końcu zapamiętać, żeby niczego nie pić ani nie przeżuwać podczas czytania Waszych tekstów. Całe szczęście, że mniej więcej w połowie analizy skończyła mi się herbata, bo przy Bardzo Złej Poezji na pewno zaliczyłabym fatalne w skutkach zakrztuszenie.

Tak w temacie cieniostwora - starosta miał w sumie rację, na tę bestię nie chodzi się z byle jakim wyposażeniem.

Analiza oczywiście genialna, oby więcej takich!

Wierszba

Anonimowy pisze...

Czyżby pomysł na zwierzęce rody zaczerpnięty z gry Stronghold? :D

Anonimowy pisze...

Analiza przezabawna, gratuluję! Co do samego tekstu, po młodych autorach trudno się spodziewać super poprawności, wyrobionego stylu, czy dojrzałej perspektywy... Każdy z nas kiedyś pisał podobnie. Chciałabym zobaczyć jakiś wytwór tego samego autora za dziesięć lat. Oczywiście zakładam, że przez cały czas będzie szlifować pióro . Jeżeli czytasz te komentarze, przyszły pisarzu, nie czuj się urażony żartami analizatorów i nie przestawaj pracować nad sobą. Praktyka czyni mistrza. Kto ma odrobinę talentu, wyrobi się po jakiejś dekadzie regularnego pisania, a ty tę odrobinę na pewno masz. Sam fakt, że próbujesz stworzyć własne uniwersum, własnych bohaterów, to pozytywny znak. Pozdrawiam wszystkich, Flea.

Anonimowy pisze...

Może jestem dziwna, ale jak na dotychczasowe standardy opko nie było złe. Jasne, mnóstwo rzeczy kulało, ale Pisak nieźle rokuje. Chciał stworzyć coś oryginalnego, wyszło słabo, ale wyszło. Trochę treningu i mogą być z niego ludzie.

Ejżja

limotini pisze...

Bo wiecie, to jest naprawdę trudne być takim opko-pisaczem. Łatwo jest bowiem mieć wrażenie, że pisze się lepiej niż przeciętny autor fanfika (szczególnie jak się trochę tych obcych fanfików poczyta). Ale skąd człowiek ma wiedzieć, jak to wygląda obiektywnie? Wiadomo, że samemu nie osiągnie się takiej jakości, jaką może mieć książka pisana przez twórcę z solidnym warsztatem i redaktorem do dyspozycji. Ale o ile jest gorzej? Czego brakuje? Co jest nie tak?
Pisałam już kiedyś o tym, ale ja bym się wcale nie obraziła, gdyby ktoś chciał pokrytykować, choćby i złośliwie, moje harry-potterowego fanfika.

Pozdrawiam i Pisaka, i Szanowną Armadę :) Wspólnie stworzyliście niesamowite dziełko :)

Anonimowy pisze...

Opko jest cudne (zwłaszcza wysoko urodzona młodzież przemawiająca w stylu "hejka, mój luby"), analiza także (aż mi się tego dziwacznego piwa zachciało).
Będę bronić pomysłu z synem króla jako głową rodu: może w tym kraju uważają, że dobry król powinien wszystkie rody traktować jednakowo i symbolicznie wyrażają to poprzez odbieranie władcy przynależności do rodu? Podobałaby mi się taka idea.

Anonimowy pisze...

Tak to czytam i aż łezka się w oku kręci. Pod wpływem dziwacznej składni i niezwykle epickich i rozbudowanych opisów przypominają mi się moje pierwsze kroki w pisarstwie, też wysoce inspirowanym we wczesnym etapie na innych wytworach mniej lub bardziej wybrednej kultury. Pamiętam, że bazowałem (tzn. bezczelnie zrzynałem) wtedy z Gothika, Morrowinda i innych gier, których nazw już nie pomnę. Niemniej było to we wczesnej podstawówce, więc nie pokarałem zeszytu fatalnie zobrazowaną miłością, a za sprawą braku stałego łącza, pisanina poza kajet nigdy nie wyszła.

Zresztą jak do tej pory bariery druku nie przekroczyłem i raczej się na to nie zanosi, choć miliony zapisanych kartek (ok, nie miliony, tylko setki, może tysiące) pozwoliły mi wyćwiczyć styl wystarczający do zdania matury z polskiego bez uczenia się na pamięć kluczy, więc nie żałuję poświęconego czasu. Teraz, parę lat po szkole średniej piszę po prostu, bo lubię i mogę z czystym sumieniem życzyć sukcesu młodym. Sukcesu, którego sam nie osiągnąłem.

Ale żeby młodzi w ogóle mieli nań szansę, muszą przede wszystkim być otwarci na krytykę, a z tym jak widać niekiedy w komentarzach na analizatorniach ciężko bywa. A szkoda, bo chociażby NAKWa odwala kawał dobrej roboty. Dawno nie czytałem tak komicznej analizy jak dzisiejsza. Tak trzymać!

Szkoda tylko, że wygrzebaliście tego bloga dość późno, więc funkcja edukacyjna zniknęła niemal całkowicie, ale trudno, tak bywa.

Liliana pisze...

Super blog i notka.
Zapraszam na mojego bloga mam nadzieje że coś mi podpowiesz jak go ulepszyć http://mojelmysli2000.i-blog.pl/

Lenn pisze...

Po czym wszedł na konia i wraz z czterema gwardzistami ubranymi w zwykłe szaty (to znaczy jakie?) pojechali na wschód."
Wszedł na konia. Widzę to: http://starcrossedpsycho.deviantart.com/art/Standing-On-A-Horse-s-Back-Cantering-328910895

- Wybacz im panie. Nazywam się Jozue (z pokolenia Efraima, syn Nuna?). Jestem tutaj starostą. Lud tutaj bogobojny i zabobony [się szerzą].
Ta wewnętrzna sprzeczność to wszystko co mamy!

To mnie rozbroiło!
Podobnie jak podmiot miotający się jak szatan.

Autorowi gratuluję dystansu, a samo opko było dla mnie trudne w odbiorze - mało się w nim działo, a akcja wydawała się zmierzać donikąd. Nie czułam rozbawienia czy irytacji z powodu nieporannego stylu, tylko przede wszystkim nudę.

Anonimowy pisze...

Podobało mi się niesamowicie, widać, że jesteście w formie i że dobrze się bawiłyście przy analizowaniu opowiadania ;D (Tu gromkie brawa dla Sine i całej ekipy, wyszło SUPER). Opowiadanie całkiem fajne, inne niż dotychczas, trochę irytowały mnie sceny homo-niewiadomo (komu kibicować?! ;)) i płacze (może to uraz po innych yaoi beksach), ale całość całkiem-całkiem, a analiza doprawiła to zajebistością.
No i podobała mi się wypowiedź samego autora, w końcu ktoś, kto ma otwarty umysł i dystans do siebie i swojej twórczości, a nie wielki żal i ból dupy, straszenie sądami, bluzganie, kasowanie opowiadań i inne dramy. AŁtoreczki, brać dobry przykład! Analizatorów proszę o odsyłanie każdej histeryczki, niech się nauczą, jak należy się zachować.

Jak ja strasznie żałuję, że nie mogę pokazać mojej gimnazjalnej twórczości, to były czasy, swoje dzieła zapisywałam na... dyskietkach.

Bumburus pisze...

@up: jak już pisałam wcześniej, ludzie są różni i jeżeli analiza trafi na kogoś, kto tymi opowiadankami próbuje leczyć swoje kompleksy, to zanalizowany ma pełne prawo czuć złość, bo taki zimny prysznic raczej przyjemny dlań nie jest, zwłaszcza, że nawet nie ma się jak odegrać. To samo w przypadku kogoś, kto do tej pory słyszał jedynie pochwały i dystansu po prostu nie nabrał. Sama pamiętam "analizę" mojego tekstu dokonaną przez panią doktor z UJ-otu (a w szkole z wypracowań dostawałam piątki i szóstki). Byłam pełnoletnia, wielkie babsko, a po prostu poszłam w ustronne miejsce się zryczeć.

Anonimowy pisze...

Jakże się cieszę, że jestem dopiero na początku! Tyle jeszcze dobra przede mną.
Na razie Spodnie Drogiego Wykonania jako przeklęty przedmiot magiczny sprawiły, że zakrztusiłam się kawą. Co uważam za niezły początek :-)

Co do imienia wiernego konia, czyli Alexis - to imię nadawane w rodzinach greckiego pochodzenia zarówno dziewczynkom, jak i chłopcom.
Tylko nam się to wydaje zabawne :-)

Sakurako

Anonimowy pisze...

Szukałam pewnej informacji do pracy domowej i tu nagle...
Znalazłam tu</url] Trędowatą. Jeżu kolczasty. D:

Anonimowy pisze...

Bardzo miły pan Pisak się trafił w tym tygodniu, swoją drogą.

Babatunde Wolaka pisze...

Jest to bardzo dobra analiza i nie tylko dlatego, że Sine znów atakuje. Niejednokrotnie się zachichotałem oraz poczułem się młodszy o trzy lata... :D

Gławbohater to buc jakich mało, postacie generalnie są niepotrzebnie nerwowe, ale za to wypada pochwalić twórcę tego dziełka za nie tak znowu częsty motyw miłości męsko-męskiej nie polegającej wyłącznie na rypaniu.

"Zdenerwowanie to rodzaj taboretu?"
Tak jak zazdrość to rodzaj rewolweru ("Kochanek zastrzelony z zazdrości").

"Nigdy nie podaje swojego wieku, ale ludzie mówią że ma 44 lata.
Od dwudziestu lat."
W tamtych stronach "czterdzieści cztery" to ogólna metafora oznaczająca "dużo".

"właściwie dlaczego głową rodu nie jest sam Kanir?"
Jak już ktoś wyżej zasugerował - może król musi być u nich bezpartyjny.

"Ocarian - głowa rodu szczura, 23 lata."
Ciągle czytam go jako "Oceanarium".

"I jako dwudziestolatek już był głową rodu?"
Awans jak w lotnictwie myśliwskim.

"Nie mogę pilnować szczura, proszę zajmij się tym.
- Takiego określenia na chuć jeszcze nie słyszałem - stwierdził zaskoczony Aran."
Zob. "— Profesorze? — odezwał się nagle któryś z uczniów, głaszcząc jednocześnie nieprzyzwoicie grubego szczura." (analiza nr 206)

"Zabrał Alexis, swojego wiernego konia (chyba klacz?)"
Co by nie mówić np. o Alexisie de Tocqueville, klaczą on nie był.

"Z opisu całkiem podobny do narwala… Albo wojownika masajskiego grającego na tradycyjnym instrumencie."
O właśnie, cieniostwory cieniostworami, a zapowiadanego dawno temu yaoi jeszcze nie napisałem... :(

"Podsumujmy: potwór nie gromadzi worków ze złotem, tylko wabi do lasu kobiety i dzieci. Nie ma więc powodu, aby nie płacić daniny."
Chyba że w tej wsi to kobiety i dzieci pracują, a mężczyźni zajmują się wyłącznie ganianiem z toporami za wszelkimi przybyszami.

"Do Nazira podbiegł młody chłopak, wyglądał jakby miał 16 lat.
Pozory jednak myliły, bo w rzeczywistości miał pięćdziesiąt."
Turbojaskier!

"A te kobiety i dzieci z wioski też dawały się uwodzić upiorzycom w podartych sukienkach?"
Cóż, przypuszczam, że to właśnie one były upiorzycami.

"Miazmacie, no naprawdę, wszedł do jaskini! Jas-ki-ni!"
Stwierdzenie, że "Cały zarumieniony grajek staną[ł]", nie ułatwia sprawy.

" “Rodowa wieś” sugeruje, że Gothar był szlachcicem, tejże wsi właścicielem, a nie zwykłym wieśniakiem, dla którego była to co najwyżej rodzinna wieś."
Kiej on nie był zwykłym wieśniakiem, tylko synem samego sołtysa!

"Hudefak is Gotharen i dlaczego miałby czegoś chcieć od Nazira?"
Gotharen jest to Gothar po wizycie w Szwecji (podobnie jak znany marvelowski superheros, Hulken).

"Zszokowany blondyn nie wiedział ani co się dzieje, ani co ma robić. „Przecież to ja się zazwyczaj wtulam” myślał."
TO BYŁO ALE DOBRE!!!

Anonimowy pisze...

Borze...

Jakie. To. Jest. Złe.

Jak można w ogóle napisać, że ten pisak ma potencjał? Tu się tak bardzo nic nie trzyma kupy jak tylko się da. Logika i sens poszły się już dawno giglać wzajemnie w krzakach, a język pisarski sytuuje się na poziomie paprotki parapetowej.

Większość analizowanych tu opek ma o wiele wyższe standardy niż ten chłam. Jest to też zresztą kolejny dowód na to, że mangi, anime i zniewieścienie młodego niby-męskiego pokolenia, zbiera okrutne żniwo.

Alladyn Al Kaidahun pisze...

"Boże" ;)

Ja tam nie wiem czy większość, na razie dwa przeczytałem, ale śmiechu miałem co nie miara :D

A to z że mangi i anime i zniewieścienie młodego niby-męskiego pokolenia zbiera okrutne żniwo, to tak prawda. I to okropna, dlatego reszta jest inna, początek jest taki, dosyć sporadyczny xD

Sytuujesz mój język na poziomie paprotki parapetowej? Ale takiej na parterze czy którymś tam piętrze? xD

Anonimowy pisze...

Opeczko cudnoboskie, autor na poziomie - bierze na klatę zamiast się sfoszyć, do tego analizatorzy w świetnej formie. Aż miło czytać.

A co do Ocariana i jego ciaptakowatości - mam hipotezę. Węże wyrżnęły Szczurzy ród do przedostatniego ogona. Całą starszyznę i wszystkich, którzy mogliby podskakiwać, zaś jako zastraszonego figuranta podstawiono Ocariana, który zrobi wszystko, co mu polecą, byle przeżyć. Dodatkowo chłopaczek dostał ostrego syndromu sztokholmskiego (z wzajemnym syndromem Limy z drugiej strony).

Mal pisze...

Jednak "Borze", bo od Boru Szumiącego ;)

Zarzutu dotyczącego "zniewieścienia" młodego pokolenia zupełnie nie rozumiem - pomijając już sam fakt, że od jakiegoś czasu prowadzę krucjatę językową i protestuję przeciwko używaniu słów "baba", "zniewieściały" itp. jako obelg/słów o konotacjach stricte negatywnych, niespecjalnie widzę związek między tą cechą a potencjałem literackim.

Swoją drogą miałam to zrobić w pierwszym komentarzu, ale zapomniałam, więc będzie teraz - też muszę pochwalić Pisaka za chęć poruszenia wątku nieheteroseksualnego, chociaż ubolewam, że w tak yaoicowy sposób. Jeszcze lepiej, jeżeli główny bohater okaże się (nie będę sobie spoilerować, bo jednak - bez urazy - chyba nie dam rady przebrnąć przez ten tfur bez komentarzy analizatorów) bi/panseksualny, bo to się chyba w ogóle w opkach nie zdarza ;)

Anonimowy pisze...

Niesamowite opko. Najbardziej fascynujące jest chyba to, jak inne postacie bez chwili wytchnienia trują Nazirowi tyłek o jego związek z Ocarianem, a ten ciągle podkreśla, że go "kocha"... (chwila namysłu) "jak brata". Przypomina mi to holywoodzką ekranizację "Iliady" z 2004, w której Achilles, mówiąc o Patroklosie zawsze twierdzi, że to jego "kuzyn". Tylko kuzyn. Tak bardzo kuzyn. Totalnie kuzyn. Reasumując: kuzyn.

"Pilnował tylko twarzy. Resztą Delia mogła - na szczęście! - swobodnie rozporządzać."

Jak widać z dalszych scen - rzeczywiście tak było.

"Lubił przebywać z ludźmi w odosobnieniu = miał zadatki na klawisza."

" - Spójrz na misia! - zaczął, ale zawstydził się i umilkł."

Pfffff!

"Bo się nie martwisz, gdy ktoś grucha!
Gorzej by było, gdyby ktoś jabłko."

*wdech wydech wdech* Ratunku... :D

"Rycerz zaprowadził młodego węża do parku,
...gdzie wypuścił go z klatki, żeby sobie trochę popełzał."

Umarłam i nie żyję.
Zaprawdę, dla takich analiz warto żyć.
I ta wewnętrzna sprzeczność to wszystko co mamy!

xslothqueenx pisze...

http://www.opowiadania.pl/sprint.php?item=24918 - błagam, zanalizujcie to! Proooszę!

Anonimowy pisze...

Szczerze, to nie siedzę w mandze i anime, próbowałam oglądać jeden tytuł i mi się nie spodobało, nawet nie darzę tego gatunku zbytnią sympatią... ale uważam, że w kilku ostatnich analizach i komentarzach trochę za ostro czepiacie się japońszczyzny. Czasem mam wrażenie, jakby to było zło wcielone wyżerające mózgi młodzieży, a tak na pewno nie jest, poza specyficznymi przypadkami, które się znajdują wśród fanów każdego gatunku (osoby popełniające samobójstwa, bo ulubiony serial się skończył czy stereotypowi fani Star Warsów). Według tego bycie fanem czegokolwiek i posiadanie zainteresowań prowadzi do głupienia. :P
Tak samo "motyw jak z anime", czy "schemat kojarzy mi się z tym czy tym" - wszystko ma swoje schematy i nic w tym złego. Złe jest wciskanie jakiegoś motywu zaczerpniętego np. z mangi (czy filmu wojennego, w przypadku Diego z muszkietem) w zupełnie niedopasowanym momencie i grafomańskie jego opisanie - a nie sam motyw czy gatunek, dla którego jest charakterystyczny. Mnie tam męczy już ta moda na wszechobecne wywracanie schematów czy czegoś co ludzie uważają za zbyt typowe, wszelkie dekonstrukcje i inne takie. I ciągle się je chwali i uznaje za nie wiadomo jak oryginalne i lepsze od czegoś podążającego tradycyjną drogą czy wpisującego się w jakieś ramy.

Taki mały bulwers z mojej strony, ale mnie te myśli nachodzą już od dobrych kilku analiz...

Anonimowy pisze...

"Rzeczywiście, na głowie mieniło się od kolorów."
Można by to zaakceptować. Czarny i szary to też kolory. Napisał: "można było dostrzec parę innych kolorów"
Dwa to już para. ;P

A.

Anonimowy pisze...

"Najbardziej fascynujące jest chyba to, jak inne postacie bez chwili wytchnienia trują Nazirowi tyłek o jego związek z Ocarianem, a ten ciągle podkreśla, że go "kocha"... (chwila namysłu) "jak brata"."

Mi się to kojarzy z serialem "Hannibal". Bardzo podobnie puszczano oczko do widzów. Nie chodzi nawet tylko o Hannibala ciągle mówiącego o tym, że Will to jego przyjaciel. O wiele zabawniejszy jest Hugh Dancy mówiący na konferencjach najpierw, że między Willem a Hannibalem jest przyjaźń, później, że wielka przyjaźń, później, że miłość platoniczna. Ludzi na sali się śmieją, Mads przekrzywia głowę. Aktorzy grają co najmniej kilka scen tak, że ma się wrażenie, że za chwilę się pocałują, a to też przy kolacji sugestywnie wpychają sobie do ust w całości jakieś ptaszki, a to jeden gładzi twarz drugiego. Ale Will Graham odrzucający myśl o romansowaniu z Hannibalem miał ku temu o wiele poważniejsze powody. Wcale nie dziwi, że chciał tłumić tego rodzaju uczucia.

Alphear F pisze...

Analiza świetna, jak zawsze. Szkoda tylko, że tak rzadko się ukazuje.
A co do linku zawierającego miniaturę, podesłanego przez xslothqueenx to myślę, że autor doskonale wiedział, co pisał, jest w tym bardzo sporo ironii i tekst jest zdecydowanie bardzo dobry, jak dla mnie.
Pozdrawiam!

Nefariel pisze...

"Jest to też zresztą kolejny dowód na to, że mangi, anime i zniewieścienie młodego niby-męskiego pokolenia, zbiera okrutne żniwo."
O, anonimek z 18 października jednym zdaniem przebił opko pod względem głupoty.

Ayako Sakurana pisze...

Hej super blog wpadnijcie do mnie http://siedem-ostrzy.blogspot.com/

Tiganza pisze...

wszedł na konia... zszedł z konia... wszedł na konia... ratunku!! ja mam potworne skojarzenia!!
i też przyznam, że dawno się tak nie urechotałam, czytając komentarze SzanAnalizatorów - a że siedzę w pracy akurat, rechotać było trzeba w kułak.
Ale warto było, na Trygława i Swaroga... ;>

Anonimowy pisze...

"Sezon na grzyby też się kończy"
Sineira <3

Tur kus pisze...

Gothar i Gotharen
Obydwa imiona kojarzą mi się z jakimś rudym wikingiem niż z bardem, który woli chłopców

Anonimowy pisze...

Wygląda jak połączenie Wiedźmina 3 (wojna domowa niczym rody ze Skellige, a już szczególnie ten Duch Lasu) z Harrym Potterem (te komnaty i kolory konkretnego "domu") i chińskimi bajkami (yaoi i dziwne kolory włosów). Imiona też mają dojebane, się biedny autor musiał naszukać.

Lamperia pisze...

Chyba wiem, skąd się wzięły spodnie bogatego wykonania - zetknęłam się z takim sformułowaniem w jakimś amatorskim tłumaczeniu do gry Mount&Blade ;)

Reiu pisze...

A ja myślałam, że to ja w liceum kiepsko pisałam ;P a Cieniostwór żywcem zerżnięty (sic) z Gothica.