sobota, 19 lutego 2011

65. Gierka Edwarda, czyli Zaokrąglona Hermiona w prysznicu (1/2)


Drodzy nasi fani! Oto przed Wami opko mocno klasyczne, osadzone w swej niekanoniczności. Nie chcemy spojlerować, ale zapewniam Was, że różne piękne kwiatki się tu znajdą. W dużych ilościach. Na przykład telewizor w apartamencie prefekta w Hogwarcie oraz miłość rodem z Werony, czyli "Przecież nie można kochać najgorszego wroga..."

Analizują Dzidka, Gabrielle, Murazor, pazurem wcina się Kura.
No to lecimy! 
http://granger-znowu-ty-malfoy.blog.onet.pl/
 
A o to i pierwsza notka. Mam nadzieję że spodoba Wam się blog, oraz historia Hermiony. Czekam z niecierpliwością na komentarze. I z góry dziękuje za nie.
 
Skomentujemy, a jakże, skomentujemy...
[Sięga do Podręcznego Zestawu Analizatora, wyjmuje osełkę i zaczyna ostrzyć na niej pazury.]

Hermiona xdd
Dobrze że nie XXL. Albo nawet XXX.
*********************************************************
Gdzieś pod jakimś sklepem stała dziewczyna. Była kompletnie odmieniona. Miała długie, proste brązowe włosy. Brązowe oczy. Jej ciało zmieniło się przez te wakacje. Biust się powiększył, talia nabrała kształtu, biodra się zaokrągliły a pupa wydawała się bardziej jędrna. Długie nogi podkreślały jej piękną linie.
Mmmmm... Zaokrąglona Hermiona...
*Tu Murazor popadł w stan zachwycenia, a reszta załogi USS SuS zaczęła się zastanawiać czy powierzenie tej analizy takiemu staremu lubieżnikowi, było aby na pewno dobrym pomysłem.*

Moja talia też nabrała kształtu! I to najdoskonalszego! Kuli!
A Murazorka przypilnujemy, aby się nazbyt nie rozochocił.
Kazali gąskom lisa pilnować... Iks De.

Nikt nie wiedział, że to ta sama Hermiona, która kiedyś siedziała z burzą kręconych włosów nad książkami w bibliotece. Teraz jest bardziej dojrzała, zakręcona, szalona i zabawna. 
Bo jak się nie jest zakręconą, szaloną i zabawną, to jest się przebrzydłą kujonicą i cieniaską, o której nie piszemy opek. Nie piszemy!
To jak w BRAVO jest: jestem szaloną i zwariowaną nastolatką! 

- Eliksiry są, Transmutacja jest, Zielarstwo jest, OPCM jest, Astronomia jest, Starożytne Runy są, Zaklęcia są, Historia Magii jest, Numerologia jest. Czyli mam wszystkie książki mamo - Powiedziałam. Właśnie wyszłam z księgarnie Esy i Floresy i przeglądałam razem z moją mamą czy mam wszystkie książki.
- To dobrze kochanie. Co teraz masz jeszcze kupić? - Zapytała.
- Potrzebuje jeszcze Szatę Wyjściową, nową Szatę Szkolną bo tamta jest za krótka i... to chyba wszystko.
Jak się za jakiś czas przekonamy, szaty były zupełnie niepotrzebne.
 
- Czyli idziemy po ubrania?
- Tak - Ruszyłyśmy ulicą Pokątna i szukałyśmy sklepu Madam Malkin. Po dłuższych poszukiwaniach zobaczyłam go prawie na końcu Pokątnej.
Sklep na kurzej łapce, że uciekał przed klientami?
Do tego ta kurza łapka miała rolki.

- Mamo, możecie już wracać z tatą do domu. Poradzę sobie sama. Zresztą umówiłam się tutaj z Harrym. Wrócę później do domu, dobrze?
- No nie wiem kochanie czy to jest dobry pomysł...
- Mamo... jestem już prawie pełnoletnia...
- Ale nie w naszym świecie. Brakuje ci jeszcze dwóch lat.
 - Ale teraz jesteśmy w Magicznym świecie i tutaj już za rok jestem dorosła. Proszę - Zamrugałam i zrobiłam nie winne oczka.
Jak nie winne, to może piwne?  I zaokrąglone! Mmmmm...
Skoro nie winne to może likierkowe jakieś? Taki likierek czekoladowy.

 W końcu mama zmiękła i dała mi pozwolenie.
Pokręciłam głową i poczułam jak moje włosy lekko podwiało.
Męski wiatr, skoro podwiewa. Damski zazwyczaj piździ.
Nie. Męski to taki, który podmuchuje.

 Uśmiechnęłam się i lekkim krokiem weszłam przez drzwi. Usłyszałam jak ktoś krzyczy:
- Uważaj trochę z tą igłą! Nie wiesz że to boli?!
- Draco uspokój się. Madam na pewno nie chciała...
- Akurat... - Odpowiedział.
Chciała, pewnie, że chciała! MadamE Malkin jest fetyszystką o zacięciu sadystycznym i uwielbia żgać igłą co bogatszych klientów. Ma dla nich nawet takie specjalne igły, czterocalowe.
 
Przez chwilę stałam tak przy drzwiach nic nie mówiąc. Nie chciałam spotykać tego samego złego Malfoy'a.
Szybko przeszłam do działu z napisem " Szaty Wyjściowe Madam Malkin".
Czy są też Szaty Do Zmywania Garów, Szaty Do Szorowania Podłogi, Szaty Do Ratowania Świata?
 
- W czymś pomóc? - Podeszła do mnie Zgrabna i wysoka kobieta o czerwonych włosach do łopatek. Uśmiechała się uprzejmie.
- Tak. Szukam Szaty Wyjściowej...
- A może ta? - Zapytała Madam. Przerwałam swoje rozmyślenia i spojrzałam na to co trzymała.
Aż zaniemówiłam. Była to prześliczna sukienka sięgając mniej więcej do kolan. Kolor miała bladego błękitu. Na dekoldzie był mały brylancik. Miała rozcięcie od uda aż do końca. Była na ramiączkach, do których były doczepione dwie aksamitne wstążki które wkładało się na środkowy palec.
 Panie, Panowie - oto hogwarcka Szata Wyjściowa!
Z dekoldem.
 
- Ile kosztuje?
- Pięćdziesiąt galeonów.  Jeżeli kupisz do niego te buty... - Pokazała mi piękne szpilki, tego samego koloru co sukienka, wiązane w kostce - Oraz to - Otworzyła pudełko na którym widniały srebrne długie kolczyki a na ich końcach wisiały brylanciki, srebrny wisiorek z brylancikiem i pierścionek z brylancikiem i jeszcze bransoletka z tym samym brylancikiem który zwisał na małym kluczyku
Czarodzieje to mają dobrze. Kilka elementów biżuterii z tym samym brylancikiem.

 - A do czego ten kluczyk? - Zapytałam pokazując na bransoletce.
- Jest on do drugiej bransoletki z kłódką. Jest to dla zakochanych.
Z kłódką? Sado-ciacho?
Zależy, na czym się ją zamyka.

- Sama nie wiem... A ile to razem by kosztowało? - Zapytałam. Dobrze wiedziałam że będzie drogie... Sama sukienka to dopiero...
- Razem wychodzi trzysta galeonów - Oczy wyszły mi z orbit. TRZYSTA GALEONÓW?! Wżyciu nie uzbieram takiej sumy... A skoda...
A skoda też nie uzbiera, bo potrzebuje na benzynę.
 
Nagle na kogoś wpadłam...
- Harry! - Krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
- Hermiona t-to ty? - Zapytał zdziwiony.
- No a kto inny?
- Nie wiem. Bo jesteś taka... zaokrąglona. Mmmmm...
Murazor i jego fetysz: łagodne łuki.
Murazor i jego ideał: Wenus z Willendorfu.

- Chodźmy na jakąś kawę, albo piwo kremowe... - Zaproponowałam i ruszyliśmy wzdłuż ulicy Pokątnej.
Kawę? Piwo? A nie lepiej dużo bitej śmietany?

Hermiona nawet nie wiedziała że pewien chłopiec się w niej zakochał do szaleństwa.
Ten, który od zawsze ją wyzywał od szlam, teraz ujrzał w niej piękno… i miłość. Ten sam Draco Malfoy, wszedł do sklepu Madam Malkin ponownie. Przez chwilę się wahał, lecz później podszedł do niej i poprosił o ten sam zestaw ( sukienkę buty biżuterię ) który przed chwilą przymierzała Hermiona i bez za stanowienia kupił jej to w prezencie. 
Poproszę to samo, co tamta pani, na wynos.
 
On?! Wielki Pan zakochać się w Szlamie?! 
On być Wielki Świat, a ona mieć tylko jedno mosiężne kółko w nosie.
 
Zmienił się. I to bardzo.
Ale chyba się nie zaokrąglił?
Jeśli nie pił za dużo piwa.
 
- Bardzo się zmieniłaś Hermiono. Do twarzy ci w tej nowej fryzurze - Chwalił mnie ciągle Harry.
- Dziękuje - Odpowiadałam i się uśmiechałam. Nie mogłam się przecież aż tak zmienić...
- Co bierzesz?
Doskonałe pytanie, Harry!
 
- Ale że co?
Zali wżdy?
Takoż i!
 
- Zmieńmy temat - Powiedziałam szybko - Co z Ronem? Byłeś w Norze?
- Byłem - Powiedział i zmarszczył brwi.
- Coś nie tak? Gadałeś z nim? Pokłóciliście się?
- Nie gadałem z nim.
- Jak to?
- Rona nie ma w Norze od tygodnia - Przestraszyłam się i wcale tego nie ukrywałam.
- Nie, nie, nie. Nic mu nie jest. Po prostu wyjechał. Spotkamy się z nim dopiero w Pociągu.
- Ale... gdzie pojechał? - Już trochę się uspokoiłam.
- Do... do swojej dziewczyny. Miałem ci nic nie mówić, żebyś się nie denerwowała... ale jakoś tak.
- Dziewczyna? Ron ma dziewczynę? - Roześmiałam się - Kto to jest?
- On chodzi z Fleur Delacour.
Woli starsze? Czy to Fleur doszła już do wieku, kiedy się woli młodszych?
 
- CO?! Od kiedy?! - Krzyknęłam.
- Od dwóch tygodni. O Hermiono muszę już iść. Jadę teraz do Nory... odwiedzić bliźniaków i w ogóle...
- Mogę jechać z tobą? - Zapytałam szybko.
- E... jasne... tylko ja tam zostaję na noc.
- Och. W takim razie nie... no cóż do do zobaczenia - Powiedziałam. Przytulił mnie
Mmmmm...
 
- Hermiono wstawaj! Czas do szkoły! - Krzyczał mi ktoś do ucha. Nie trzeba było powtarzać dwa razy. Wyskoczyłam z łóżka, przywitałam się z mamą i popędziłam do łazienki.
Weszłam pod letni prysznic. Umyłam zęby twarz i zaczęłam się ubierać.
Nałożyłam ciemne jeansowe rurki, turkusową bluzkę we wzorki z krótkim rękawem i białą bluzę przylegającą do ciała (z kapturem) . Rozpuściłam swoje długie włosy i zaczęłam prostować.
(nie mogę się doczekać kiedy będę pełnoletnia!) .
Kto mi wyjaśni związek prostowania włosów z pełnoletnością?
Nie wiem na czym to polega, ale znam kilka pań, którym włosy za młodu kręcone wyprostowały się same w wieku dwudziestu kilku lat. To się zdarza i bywa dziedziczne.
Nie strasz mnie.
 
Kiedy skończyłam, naniosłam na twarz mały makijaż i wyszłam z łazienki.
Letki wyszedł z mody?
 
Kufer spakowałam już sobie wcześniej, więc zeszłam z nim do kuchni.
- Tosty? Kanapki? Fast Foody? - Zapytał mnie tata gdy tylko usiadłam przy stole. Ojciec świetnie gotował.
Zwłaszcza tosty. Szef kuchni u Ritza?

- Tosty.
- Koktajl? Herbata? Sok pomarańczowy? Kawa?
- Sok pomarańczowy - Uśmiechnęłam się. Podał mi moje zamówione śniadanie i sam usiadł na przeciwko i zaczął pić kawę.
- Ach. Jaka ta nasza córeczka już jest duża... - Westchnęła moja mama.
I jaka zaokrąglona! Mmmmmm...

- Oj daj spokój. Jeszcze tylko parę lat i już będę dorosła. To nie tak długo -Zaśmiałam się.
Gdy zjadłam śniadanie, tata wpakował moje rzeczy do bagażnika. wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Jechaliśmy prawie godzinę. doszliśmy do cyferki dziesięć i dziewięć.
Tia, cyfra dziesięć. Chyba w systemie Majów (dwie poziome kreski) lub rzymskim (X).
 
- To tu - Powiedziałam. Odwróciłam się do mamy i ją mocno przytuliłam.
- Bądź grzeczna, nie sprawiaj kłopotów, ucz się i do zobaczenia na święta! - Krzyczała mama.
Dlaczego do licha oni wszyscy krzyczą? Wyobrażam sobie panią Granger, jak stoi przed swoją córką i ryczy ile sił w płucach, żeby była grzeczna, aż zagłusza dworcowe megafony.
A CZEGO NIE ROZUMIESZ?
Śmierć?...
 
Pocałowałam jeszcze tatę w policzek. Rozejrzałam się czy nie idą tu żadni mugole, i zaczęłam biec w stronę murka. Biegłam, biegłam, biegłam i znalazłam się na utęsknionym peronie 9 i 3/4. Miałam jeszcze pięć minut do odjazdu.
Czerwona lokomotywa buchająca parą stała już i czekała na odjazd. Weszłam do wagonu i szukałam wolnego przedziału. Szłam szłam i wreszcie spotkałam pusty przedział.
Siedział smutny i szlochał, że nikt się nim nie zajmuje.
- Właź do mnie, bo pieruńsko mi nudno - ożywił się.
 
Spojrzałam na drzwi kolejnego przedziału i aż mi oczy wyszły z gałek.
Podziwiajmy kolejne wiekopomne odkrycie z dziedziny anatomii opkowej. Oczu wychodzących z gałek jeszcze nie było. No, chyba że te oczy wychodziły z gałek służących do otwierania drzwi przedziału. Horrorek.
 
- Uchu chu. Chciałbym poznać imię tej piękności co tu stoi... - Uśmiechnął się. Znałam go z tego że kiedyś się mnie zapytał gdzie jest jakis dział i jak mam na imię. Więc mu odpowiedziałam na drugie pytanie i zaczęłam gadać na temat biblioteki. I się tak przeraził że stwierdził że mogę być królową bibliotek. (mol książkowy).
Uśmiechnęłam się sarkastycznie i powiedziałam:
- Hermiona Granger. - Oczy mu wyszły na wierzch, jak mi przed chwilą. Zresztą całej reszcie osób która tu siedziała. A zwłaszcza Ronowi. (Może faktycznie się zmieniłam?)
Mmmmm...
 
- Czemu nie jesteś z nami? Z przyjaciółmi?!
- Bo jestem z dziewczyną.
- A my? Ja, Harry?
- Tez jesteście ważni.
- To przyjdźcie do nas.
- Ale Fleur nie chce.
- Czemu?
- Bo... ona... cie... ona cie nie lubi.
- A...? A sam nie możesz?
- Nie chce jej zostawiać?
- Czyli dwu tygodniowa dziewczyna, jest ważniejsza od pięcioletnich przyjaciół?!
Noworodek nie może sam zadbać o siebie, Nawet jeśli jest płci żeńskiej. A przedszkolaki jakoś sobie poradzą.
 
Wbiegłam do naszego przedziału zapłakana. Najpierw wszyscy się spojrzeli a później Harry kazał mi usiąść i mnie objął.
- I co? - Zapytał Harry.
- On powiedział że zostaje! - Rozpłakałam się.
Biedne przedszkolaki!

Nagle ktoś dotknął mojego ramienia.  Tym kimś był... Malfoy. Jeszcze jego mi brakowało.
- No, no kogo tu mamy. Granger? A gdzie masz Pottera i Weasley'a ?
- Nie twój interes Malfoy - Powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Spadaj Granger...
- Nie. To ze mną zacząłeś i ze mną skończysz, rozmawiać.
Zanim skończysz, ja wstawię przecinek w przypadkowo wybrane miejsce.

- Powiedziałem coś!
- Nie! - Stał tam i patrzał się na mnie.Nie minęło kilka sekund a on odwrócił się i poszedł przed siebie.
Patrzałam tak w to miejsce jeszcze chwilę, a później się odwróciłam.
Do językoznawców-terenoznawców: z jakich okolic może pochodzić aŁtorka, skoro używa nagminnie formy "patrzał", "patrzała"?

- Nie musiałaś tego robić.
- Ale chciałam - Uśmiechnęłam się i poszłam po kufer.
Gdy wyszliśmy pomachałam Hagridowi który jak zwykle krzyczał do pierwszorocznych. 
"Ino nie wim, cholibka, czego one się tak tego mojego krzykania strachają" - opowiadał później Hagrid.

Zajęliśmy z Harrym jeden powóz. Brakowało dwóch osób.
- Możemy się dosiąść? - Zapytał znanymi głos. Spojrzałam na wejście i ujrzałam rudowłosego chłopaka.
- Zmienny jesteś. Mi to zwisa. Zapytaj się Harrego - Powiedziałam i odwróciłam głowę.
Zapytał się i sam sobie odpowiedział. Harrego.

Dojechaliśmy w milczeniu. Usiadłam obok Harrego a na przeciwko mnie usiadł Ron. Flegma była z Krukonami, więc musiał się z nią rozstać.
- Dlaczego Fleur? - Zapytałam Rona, gdy Dumbledor ogłaszał swoją mowę.
- Bo ją lubię? Bardzo lubię.
- Ale nie możesz nas zostawiać dla niej.
- Och. No dobrze już dobrze. Przepraszam wystarczy?
- Jesteś nie możliwy wiesz?
- Ja? Nie możliwe!

- Wiem. - Uśmiechnęłam się i spojrzał automatycznie na stół Ślizgonów. Albo mi się wydawało albo Malfoy puścił do mnie oczko, albo patrzał po prostu na mnie i wpadło mu coś do oka.
Patrzał, patrzał i krągłości podziwiał.
Mrugał, chcąc powstrzymać łzy wzruszenia.
Mam szukać chusteczek?

Po uczcie poszliśmy do dormitoriów. Znaczy się ja nie doszłam nawet do PW. Dlaczego? Bo coś mnie zatrzymało.
Znaczy się KTOŚ...
*wizja kościstej ręki wysuwającej się z ciemnego zaułka*
Chyba się zmęczyłam, bo przeczytałam "wizja kościstej ręki wysuwającej się z ciemnego zadka".
 
Antrakt:
I kolejna notka. Znowu Was przytrzymam w niepewności xd. Nie bądźcie źli, ale już taka moja natura xd .
Nie lubię natury xd. Nie i już.

Poczułam na swoich nadgarstkach, zimne dłonie. Na razie nic nie mówiłam.
Chwilo trwaj, jesteś taka piękna.
 
Po chwili poczułam że dotykam plecami ściany. Nie widziałam nic bo było ciemno. Czyjeś dłonie puściły moje ręcę. Odrazu sięgnęłam po ródżkę i powiedziałam:
-Lumos maxima - Niebieskie światełko wydobyło się z mojej różdżki i padło na całe pomieszczenie. 
- Zmniejsz to światło Granger - Usłyszałam niski i arogancki głos. Wypuściłam teatralnie powietrze
Skąd?!
 
 i skierowałam różdżkę na Malfoy'a. Stał obok mnie i się uśmiechał ironicznie.
Światłowstrętu biedactwo dostało. To witaminę A trzeba jeść.
 
Gdy już na nie wchodziłam usłyszałam za sobą:
- Dobranoc - Otworzyłam szeroko oczy i się odwróciłam. Na dole stał Draco. Patrzał na mnie jakoś tak inaczej niż przed chwilą i niż zwykle. Zamrugałam kilkakrotnie i ruszyłam ku Grubej Damie.
Zostawiłam go samego. 
Nie zrozumiałam jego zachowania. Najpierw mnie zaciąga w jakies korytarz, nic nie gada a później mówi mi "Dobranoc" . Co to wgl jest ?
Le osso wgl chozi pnie wdzo?
Za dużo piweczka, obywatelu, za dużo.
 
- Hasło? - Zapytał obraz. 
- Czekoladowe żaby - Odpowiedziałam i weszłam przez dzirę do PW.
Wstrętna zdzira!
 
- No nie. Byłam u MacGonagal. Chciała ze mną porozmawiać. 
- O czym? - Zapytał Ron.
- Wiecie co? Idę spać. Dobranoc. 
Innymi słowy: "Pilnujcie swojego nosa!"
 
- Dobranoc - Odpowiedzieli zrezygnowanym głosem. Poszłam schodkami do góry. Gdy już miałam wejść do dormitorium, coś mnie zatrzymało. Spojrzałam na swoja szatę i widniała na niej plakietka Prefekta Naczelnego. Jestem jedyna która dostała go [kogo?] tak wcześnie... Otworzyłam szeroko oczy. Nie byłm w przedzialedla prefektów, ani na ich spotkaniu!!
Co to jest "przedzialedło"?
Może chodzi o przedzieladło?
Już wiem - o przeleciadeło.
 
Przeszłam się do końca i stanęłam przed jeszcze jednymi schodkami. 
Zmarszczyłam brwi. Ostatnio ich tu nie widziałam.
Przyleciały na wiosnę.
Brwi?
 
Powoli ruszyłam stopniami do góry. Było ich dwadzieści cztery i były kręcone. Na ostanim schodku stanęłam przed durzymi bukowymi drzwiami, z napisem: " Prefekt Naczelny: Hermiona Alice Granger" . Teraz tym bardziej zaniemówiłam. Miałam swój własny pokój! . Zawsze o tym marzyłam w Hogwarcie. I stało się! Huuura! .
W zamku był mały złoty kluczyk, z łańcuszkiem, na którym wisiała literka " H " .
Klucz był w zamku? Jak tam bezpiecznie!

 Przekręciłam go i wyjęłam. Wsadziłam do kieszeni i nacisnęłam na klamkę. Otworzyłam drzwi i zaniemówiłam. 
Był to miejsce w którym mieściły się dwa pokoje i łazienka. Na samym początku był duży salon. Żółte ściany, dwa duże skurzane [o, skur... czybyki!] fotele i dwu osobowa kanapa. Stół ( w ogóle nie wiem po co ) mały telewizorek [Telewizorek? A nie czterdzieści pięć cali plazmy?] i duże okno którym wychodzi się na jedną z dwóch najwyższych wież w Hogwarcie. Zaraz obok była łazienka, z dużą wanną w której spokojnie zmieściły by się trzy osoby i wwanna była gdzieś dla mnie do pasa, wysoka. Duże lustro, toaltea umywalka, szafki i ręczniki. Wszystko było wyłożone białymi kafelkami. Dalej był mały korytarzyk z magiczną płachtą, przez którą było widać z sypialni co się dzieje w salonie, ale nie było widać z salonu co w sypialni.
Lustro weneckie w stylu hogwarckim. Nawet lepsze, bo nietłukące.
Zdaje się, że opłaca się zostać prefektem naczelnym w Hogwarcie. Niezłe apartamenta. Nie jestem w stanie wobec tego sobie wyobrazić, jak mieszkają Dumbledore i McGonagall.
Nie wiem co prawda, po co ten telewizorek...
 
Miała murek wielkości łóżka, które się o niego opierało.
 Co miało murek wielkości łóżka? Płachta?
 Może była zawieszona na murku?
 
Było dwu osobowe łózo z białą pościelą.
Po co Prefektowi "dwu osobowe łózo"? Dumbledore Wielki Inseminator maczał w tym palce?
 
Zaraz obok była toaletka. A na przeciwka łóżka ogromna szafa z lustrem. Było jeszcze jedno okno przez które było widać najwyższą wieżę Slytherinu ( bo dwie najwyższe wieże w Hogwarcie to wieża Ślizgonów i Gryfonów), oraz błonia.
Wieża Ślizgonów? O, wielki Slytherinie, ty widzisz i nie syczysz?!
Moment. Co jest nie tak z wieżą Ślizgonów?...
To, że Ślizgoni nie mają wieży.
Aha.

Mój kufer stał w sypialni. Machnęłam różdżką i wszystkie moje ubrania ułożyły się na półkach.
Ja aż z zachwytu zaczęłam skakać po całym dormitorium i na końcu żuciłam się na łózku i zasnęłam w ubraniu.
 Rada na problemy z przyjaciółmi? Dać osobny pokój (ups, dwa pokoje i łazienkę) i od razu zapomni.
 
Obudziłam się o szóstej pięćdziesiąt dziewięć. Przeciągnęłam się i ruszyłam do łazienki. napuściłam sobie wody do wanny i zanurzyłam się w niej [już o siódmej trzynaście].
Gdy się wykompałam, owinęłam się ręcznikiem i zaklęciem wysuszyłam włosy. Zrobiłam sobie wysokiego kitka, i parękosmyków włosów opadło mi na twarz.
Kitek sięgał mi do połowy pleców, chociaż miałam go związane wysoko. Pomalowałam się i ubrałam w fioletowy top i jeansy. założyłam do tego trampki i narzuciłam szatę. Wyszłam gotowa z pokoju. Zamknęłam go swoim kluczykiem i zbiegłam po schodkachi. Przeszłam obok swojego dormitorium i usłyszałam krzyk
- Fleur! Wyłaś z tej przeklętej łazienki! Każda chcę się jeszcz umyć! [Tak wyłaś z tej łazienki, że pozostałym odechciało się mycia?]
- Oprócz mnie - Zachnęła się Ginny.
- Jak możesz posądzać mnie o chęć umycia się! - żachnęła się Ginny.
 
- Wyłaź! - Krzyczała Katie.
- No chwila dopiero co myję głowę!
- Ale jest już ósma dwadzieścia! Za dziesięć minut jest śniadanie! - Ale dalej już nie słuchałam bo poszeszłam dalej korytarzem i zeszłam schodkami do PW. W pokoju siedzieli Harry i Ron.
- Hermiona ! Podobno już nie masz dormitorium z Ginny i resztą...? To gdzie ty mieszkasz? - Zawołał Harry, podbiegając do mnie.
- Spokojnie. Całkiem zapomniałam że jestem prefektem Naczelnym i obowiązuje mi mój własny pokój.
Tzw. Pax Hermionica. Obowiązuje.
"Państwo to ja" - Hermi I Zaokrąglona.
 
Nałożyłam sobie gżankę i już miałam jeść kiedy usłyszałam: - Panno Granger! Szukałam pani wczoraj szędzie! Gdzie pani się podziewała?! - Wrzeszała prof. MacGonagal.
-  Em... byłam w... - Spojrzałam na stół ślizgonów. Wszyscy się ze mnie śmiali. O prócz. Malfoya. Zmrużyłam oczy i przeniosłam wzrok na Minewrę. - Byłam na błoniach.
- Niech ci będzie. To teras mi się tłumacz dlaczego nie było cię na zebraniu prefektów, i w pociągu nie zjawiłaś się na zebraniu?!!!!!
Błonia są na terasach? W sumie - możliwe.
 
- Bo zapomniałam. - Odpowiedziałam. Poczułam że robię się czerwona.
- Widać że jesteś wyspana, to zapewne już wiesz gdzie masz pokój?
- Tak pani profesor.
- Tu masz plan lekcji. I jeśli jeszcze raz wykręcisz taki numer to możesz się pożegnać z tą pozycją! - I odeszła w stronę stou nauczycielskiego.
Schowałam plan lekcji, zjadłam swoją gżankę i jak najprędzej wyszłam z Sali.
Gżanka, młodsza siostra gżegżółki.
 
Pobiegłam do PW i tam spotkałamRona i Flegmę. Całowali się na kanapie.
- Tylko żebyście nie byli głodni. - Powiedziałam z sarkazmem przechodząc obok i ruszyłam na schody.
Miał to być Element Komiczny?
Nie. Sarkastyczny.
 
Weszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.
Myślałam o wszystkim i o niczym.
Wyjżałam przez okno. Słońce już prawie było na samej górze. Mój wrok przeniósł się na wieżę tuż obok. 
Przez jedną, bardzo straszną chwilę byłam pewna, że to miało być "mój wrók". Ale odetchnęłam z ulgą - jej chodziło o wzrok. *kładzie tabletkę pod język*
*głaszcze uspokajająco*
 
Byłam strasznie ciekawa kto tam mieszka. Chwyciłam kartkę z biórka, i napisałam krótki liścik.
Do półkownika.
 
Wiem że prawie każdy ślizgon by mnie wyśmiał. ale warto sprubować.
A, to tutaj się zapodziało to "u" z biurka!
 
Napisałam na niej:
Czy mogę poznać Twoje imię i nazwisko?  I przywołałam swoją sowę Piórko i wysłałam list. Usiadłam na kanapie i czekałam na odpowiedź. Dzisiaj nie było lekcji, więc miałam trochę luzu.
Czekałam i czekałam. No ileż można pisać?!
Na to pytanie niech sobie aŁtorka łaskawie raczy sama odpowiedzieć.
Ona to w ogóle nie powinna zaczynać.
 
Spojrzałam na zegarek: trzynasta piętnaście.
No nie no ile ta osoba pisze... Przyleciała sowa! . Podbiegłam do okna i odwiązałam od nóźki liśćik. Pisało na nim.
Draco Malfoy. A co u Ciebie Hermiono? 
Ona czekała, czekała, czekała, a on przez ten cały czas siedem słów napisał. Niezłe tempo. Rozumiem, gdyby to był Crabbe albo Goyle, ale Malfoy?!
 
I aż za nie mówiłam.
A nie mówiłem? No, fakt, nie mówiłem...
 
Draco Malfoy, też był Prefektem Naczelnym... [to mnie akurat nie dziwi. Bardziej zaskakuje to "a co u Ciebie"] Pobiegłam do kona i wyjżałam przez nie. Zobaczyłam go.
Blondyna o stalowych przeciągających [jakich?!] oczach. Uśmiechał się. Odwzajemniłam uśmiech. Nagle znikął. Zrzedła mi mina.
Zamknęłam okno i poszłam pod prysznic. Wypuściłam letnią wodę i wszystkie krople wody zmywały wydarzenia z ostatnich dni.
Dni? Hermiona jest wyznawcą zasady "mądrzy ludzie żyją w brudzie" czy "mycie nóg to twój wróg"?
"Kto nazbyt często ciało swe myje, skoro umrze, długo nie pożyje."
 
Gdy zakręcałam wodę usłyszałam pukanie do drzwi. Zdziwiłam się że ktoś w ogóle wie gdzie mieszkam.
W pierwszej chwili pomyślałam że to Ron i Harry.
Owinęłam sobie ręcznik i wyszłam z łazienki.
A ja nie mam pojęcia, kto stoi za drzwiami. Ani troszeńkę
Jacuś?! Ale wyrósł!
 
Poraz kolejny odbyło się pukanie.
Pukający z namaszczeniem celebrował ten rytuał.
Miał nadzieję, że zaraz nastąpi otwarcie.
Skoro pukał, to otwarcie już nastąpiło :-P
A silny pas konwencyjny?
 
Przeszłam przez magiczną płachtę i przez salon. Przekręciłam kluczyk i otworzyłam drzwi. I kolejny raz oczy wyszły mi prawie z orbit.
WIEM! AŁtoreczka jest fanką "Maski".
Albo miała warkoczyk niepoluzowany.
 
Na schodku stał Wysoki blondyn do którego przed chwilą napisałam. Uśmiechał się szelmowsko. Ale w tym uśmiechu nie było ani kpiny, ani obrzydzenia...
 - Słuchaj nie chcę tu gnic w ty,m pokoju więc, stąd wychodzę. I ty też. Więc ruchy Mal... Draco.
Chodźmy gnić w jakiś ustronny kątek.
 
- Tylko sprubuje jednej rzeczy... - Powiedział i zbliżył się na niebespieczną odległość. Już prawie mnie pocałował, kiedy...
Z całej siły dałam mu w twarz.
Odskoczyła do tyłu i złapał się za czerwony i pulsujący policzek. Patrzał na mnie z ogromnym zarazem zdziwieniem, strachem i złością. Zamrugał kilka razy.
Też bym mrugała, gdybym właśnie zmieniła płeć, odskoczyła i złapał się się policzek.
Zmiennopłciowość dotarła już na dobre do opek z fandomu HP.
 
- Czyś ty oszalał do końca?! Jesteś wstrętnym aroganckim dupkiem, który najpierw mnie wyzywa a później chce mnie całować?! Tutaj nikt nie będzie ci chodził na posyłki! A zwłaszcza ja! Nie jestem taka puszczalska jak inne! Nie pozwolę sobą pomiatać! I nie myśl sobie że to się zmieni - Blondyn stał tak cały czas i trzymał rękę na policzku.
A mógł zacząć od całowania. 
No przecież prUbował. I dostał w dziób.
Dobrze, że nie w dźup.

W sumie to sama nie wiem czemu to wszystko zrobiłam. Z jednej strony see mi podpowiadało żebym to zrobiła.
See? Ki pieron znowu?
Głosy słyszy?
 
A jeśli zrobił to dla zakładu? Albo czeegoś tam innego?
Firmy? Spółki? Konsorcjum?
Agencji wykonawczej *popisuje się wiedzą*
 
Duży salon pomalowany na srebrno zielono, dużo skórzanych czarnyc kanap i foteli. Kominek, krzesła stoliki, biórka. Murowana podłoga... Wszyscy którzy byliw PW ślizgonów spojrzeli na mnie z otwrtymi ustami. Wszyscy znaczy : pierwszaki, drugo klasiści, trzecio, czwarto, piąto w tym : Zabini, Parkinson, Crab Goyle,i reszta paczki Dracona. Parkinson przyleciała do mnie i zaczęła się drzeć:
- Czego tu szukas wstrętna SZLAMO?! Nie masz co robić ze swoim SZLAMEM?! - Zaśmiała się ironiczie.
- Zamknij się Parkinson.
- Spadaj stąd Granger. Bo niechcemy mieć zabrudzonego salonu twoim wstrętnym szlamem!!! Fuuuuj... - Zachichotała.
- Jeszcze słowo, a ożałujesz że się urodziłaś.
- O... bo już się ciebie boję! Ha ha ha. Uwaga! Szlama mi grozi!
- Dręntwota! - Krzyknęłam a głupia Parkinson poległa na ziemi.
Dręntwota rzucana w Hamburgu żeby wymienić belfrom. Ciekawe, czy Kolonas Waazon to potrafi.
Soory vietu.
 
Weszłam schodkami do góry i poszłam do Pokoju Prefekta Naczelnego. Na tabliczce na dzrwiach dębowych było napisane: Draco Lucjusz Malfoy. Prefekt Naczelny .
Zapukałam do drzwi. Nikt nic nie mówił. Usłyszałam szum prysznica. Ha! . To tak samo jak on mi wszedł!
Weszłam do pokoju. Był taki jak mój, tylko że inne kolory.
Usiadłam sobie na kręconym fotelu. Nie było mnie widać bo ten fotel jest ogromny. Odwróciłam się tyłem do łazienki i czekałam aż wyjdzie.
5 minut...
10 minut...
15 minut...
20 minut...
25 minut...
30 minut....
Tzw. wypełniacz. Jak na kazaniu: "Jak wiecie, mili parafianie, Judasz dostał za zdradę nie jednego, nie dwa, nie trzy, nie cztery, ... , nie dwadzieścia osiem, nie dwadzieścia dziewięć, ale aż trzydzieści srebrników!"
 
Wyszedł z pod prysznica. Zaraz usłyszałam szkęk zamka i kroki. Wyszedł z łazienki. Szedł w moją stronę i nagle się zatrzymał. Uśmiechnęłam się sarkastycznie i obruciłam powoli fotel.
Stał tam patrząc na mnie w samym ręcniku przewiniętym na boidrach. Przez chwilę nie mogłam oderwac oczu od niesamoitej klatki.
Dolary przeciwko orzechom, że powyższy akapit aŁtoreczka pisała w stanie silnego podniecenia.
Czym? Odrobioną pracą domową z matematyki?
Wizją klatki Malfoya w ręczniku. Schodowej.
 
Był bardzo umięśniony. Jego mokre włosy przywierały do czoła. Krople wody spływały po policzkach.
Malfoy bardzo umięśniony! Ta gumka do majtek?!
 
- Czego chcesz? - Zapytał.
- Chcę się dowiedzieć, czego ty chesz?
- Nie powinnaś była tu przychodzić.
- Naprawdę? To było nie przychodzic do mnie.
- Miałem potrzebę.
Jak kogoś potrzeba przypili to nie ma rady!
 
- Ta... bardzo dużą.
A pseudonim miała, jak pewien piłkarz.
Kaka czy Kupe?
W zasadzie bez różnicy.
 
- Parsknęłam śmiechem. Podeszłam do niego. Przywarłam do niego ciałem i dotknęłam swoim policzkiem jego policzek. Poczułam jak jego ręka przywiera do moich pleców.
- Zmieniłem się...
- Nie umiem na razie ci zaufać Draco. Nie po tym co kiedyś się stało. - POcałowałam go w policzek - Na razie tyle jedynie mogę ci dać... - Szepnęłam i odepchnęłam go od siebie. Głośno westchnęłam i wyszłam.
Według tej logiki powinnam właśnie popędzić i przywrzeć do swojego wroga. *myśli intensywnie* Tylko, że takiego nie mam. Ech, nie zostanę bohaterką opka.
Niech Cię ręka borska broni! Chyba byś nie chciała?!
 
W PW. Odczarowałam ich. Te dwie dziewczyny także odczarowałam. Popatrzeli na mnie. Różdżki odesłałam na to samo miejsce i wyszłam. Szybkim krokiem pobiegłam do PW gryfonów. Miałam pokrą bluzkę. Od niego.
Jednak lepiej nie mieć wroga, bo potem ma się pokrą bluzkę. Na czymkolwiek by to nie miało polegać, musi to być straszne!
Dobry proszek i po kłopocie.
 
Boże jakie to nudne!
Chwila szczerości aŁtorki?!
Kokieteria, panie, kokieteria.
 
Kiedyś tak bardzo lubiałam czytać książki i się uczyć. a teraz...
Teraz i później będzie już jedynie lubiała wypić.
 
Usłyszałam szuranie krzesła na przeciwko mnie. Powoli podniosłam głowę i zobaczyłam nie ziemsko pięknego chłopaka.
Nie ziemsko i nie biesko...
 
Był strasznie podobny do Cedrika. Ale to nie był on. To był jakiś grecki Bóg... Tak więc to był powalający  szok. On jest poprostu śliczny! O matko! .
- Hej -Powiedział przystojniak. Mi aż zaparło dech w piersiach. Nie wiedziałam co powiedzieć. On mówi do mnie! Hermiono opanuj się!
- Hej - Odpowiedziałam. Uśmiechnął się. O Boże. Zaraz chyba zemdleję! .
- Jestem Edward Cullen - Oznajmił. ( od. aut: U mnie Edward Cullen, jest zwykłym czarodziejem! Nie jest wampirem! )
No to nie lepiej było go nazwać jakoś inaczej, żeby się nie myliło?! Na przykład Edward... hmmm... Gierek?
W końcu mamy do czynienia z gierkami Edwarda...
 
Jego niski baryton powala z nóg. NAPRAWDĘ!.
Jasne. Ma tak niski głos, że tylko przy samej podłodze go słychać.
*rozważa brzmienie wysokiego barytonu*
*podpowiada:* Wodecki śpiewający "Pszczółkę Maję"...
 
- Hermiona Granger. - Uśmiechnęłam się. - Jesteś z Gryffindoru?
- Tak. Zostałem tu przeniesiony.
- Em... a gdzie ty dzisiaj śpisz?
- Właśnie nie wiem... - Zamrugał oczami.
- Poczekaj tu chwilę. - Pobiegłam do swojego dormitorium. Na schodach ostro przychamowałam  [Chamstwo musimy zwalczać siłom i godnościom osobistom?] i zobaczyłam jeszcze jedne drzwi z napisem: Edward Cullen.
Jeszcze jedne drzwi z napisem Edward Cullen? Fanki zabazgrają każdy wolny kawałek powierzchni w tym zamku!
A tak BTW to zrobiłam literówkę i napisałam "Ciullen".
 
 - Dzięki Hermiono. Ale czy to nie jest wieża dziewcząt?
- Jest. Ale najwyraźniej Dumbledor wymyślił że masz mieszkac tutaj
Hmm, Dumbledore zapomniał o czymś powiedzieć? Coś sugeruje?
*Zieeeew* Czy Łone naprawdę nie mogą wymyslić czegoś nowego?
 
- No chyba że tak. Tak więc dobranoc - Powiedział i pocałował mnie w policzek. O mało co nie odpłynęłam tam na schodach. Gdy tylko weszłam położyłam się na łózku i odpłynęłam do krainy snów.
*Spogląda na wodospad w oddali*
Jakby tak pomóc przypadkowi i letko popchnąć?...
Ktoś ma do sprzedania dziurawą łódkę?
 
Obudziłam się i poszłam się przygotować. Dzisiaj była sobota, więc upiekło nam się tak że lekcje dopiero zaczniemy w poniedziałek. Pod prysznicem dopiero sobie przypomniałam o Edwardzie.
Wysuszyłam włosy i związałam je w kitka na boku.
Hej, dziewczyny, jak wygląda kitek na boku? Jakoś tak?
To jak masz rzadkie włosy. Tu przy gęstszych.
Ja zawsze myślałam, że to jest samiczka - ta kitka.
 
Umalowałam się i poszłam się ubrać.
Z szafy wyciągnęłam biały top w gwiazdki, ciemne rurki, fioletowe trampki i fioletową bluzę. Do tego ubrałam białe kolczyki. Wyszłam i odrazu spotkałam Edwarda. Przywitał mnie całując w policzek. Zaru,mieniłam się lekko.
Jak rozumiem Hermiona się mieniła i powiadomiła o tym Katawa Zara (telawiwskiego reportera tygodnika "Najwyższy Czas!"). 
 
- Idziemy na śniadanie? - Zapytałam.
- Oczywiście - Powiedział i ruszyliśmy schodami śmiejąc się. 
 Chichotali tak przez całą drogę. Ten nowy stuff od Hagrida był naprawdę niezły.
 
Gdy byli już wszyscy Dyrektor wstał i klasnął w dłonie.
- Drodzy uczniowie. Chciałbym wam powiedzieć że mamy w szkole nowego ucznia! Nazywa się Edward Cullen. został przydzielony do Gryffindoru. Edwardzie, proszę podejdź tu - Oznajmił. Brunet wstał i podszedł do dyrektora. Rozległy się grawa a mój przyjaciel wrócił na miejsce.
Super patent. Zamiast "gwar i brawa" piszemy "grawa" i po sprawie.
 
- Chciałbym też ogłosić że odbędzie się bal Bożo narodzeniowy, tak jak w zeszłym roku.
A nieco później bal Wielka nocny.
Taki jak Wielka Nocna baba?

 A dzisiaj jest wyjście do Hogsmade. Więc proszę za pół godziny przy wejściu do Hogwartu. Przepraszam że tak później to ogłaszam. Smacznego! 
 
Spojrzałam po wszystkich a później na Edwarda. Nic nie mówił. Ale z tego co się dowiedziałam, to kiedyś mieszkał w Hogsmade. Więc wie jak tam jest... Chciałabym żeby mnie zaprosił...
Mieszkał w Hogsmade (cokolwiek to jest), a potem poszedł do Drumstrangu (cokolwiek to jest). Do Hogwartu nie miałby bliżej?...
Miałby, ale źle go pokierowały kierunkowskazy w HogsmeAde, więc wylądował w DURMstrangu, gdzie sprzedająca baterie prysznicowe Sierotka Marysia oddała mu swoją mapę, dzięki której trafił w końcu do Hogwartu.
 
Odwróciłam się i już chciałam wejść na schody kiedy znowu poczułam czyjąś rękę. Ale była zimna i trzymała mnie wnadgarstku. Powoli się odwróciłam i zobaczyłamMalfoya. 
- Co? - Zapytałam. 
- Z kim idziesz do Hogsmade? - Zapytał z nadzieją. 
- Już się umówiłam Draco. - Powiedziałam i delikatnie zdjęłam jego ręce z mojej. 
- Wybacz. Ale jak na razie tak będzie lepiej. - Powiedziałam i pocałowałam go w policzek i pobiegłam do PW.Czułam jak moje serce wyrywa się do niego. Ale jednak było też za tym by pójśc do Edwarda... I co ja mam teraz zrobić?   
Hej, ma-go-wie!
Nie bijta się!
Ma Hermiona wielkie serce
Pomieścita się!
 
No na dobrą sprawę to jest już koniec października. Harry i Ron już zrobili imprezę w moim dormitorium.
A aktualnie leżę na łóżku i myślę. Ciągle myślę. Jestem zła że się z nimi pokłóciłam. Przepraszali mnie. A ja nic. Nie wiem dlaczego. Przecież nic nie zrobiłam. Jestem głupia. Straszliwie głupia...
Wstałam i poszłam się wykąpać.
Wysuszyłam włosy, naniosłam na twarz makijaż i poszłam się ubrać.
Naciągnęłam na siebie szary sweterek z dużym guzikiem na brzuchu i ciemne rurki.
No i po co kupowała te wszystkie szaty?
Też się zastanawiam.
 
Włożyłam trampki i wyszłam. W pokoju wspólnym, jak zwykle były tłoki.
Harry i Ron rozbierali silnik na części.
 
Przecisnęłam się do kanapy stojącej przy kominku i usiadłam na niej. Nogi podkuliłam do brzucha i złapałam je. Patrzałam jak zaczarowana w ogień.
Za tydzień moje urodziny. No tak. Piąty Listopada. Wtedy się urodziłam.
Urodziny, czyli dzień, w którym się urodziła.
Logiczne, nie?

Moje rozmyślenia przerwał... Edward.
- Hej - Powiedział i usiadł koło mnie. Powoli odwróciłam głowę. Bałam się. Nie wiem czego. Może bałam się spojrzeć mu w oczy? Zrobiłam to w końcu i powiedziałam:
- Cześć - Głos mi drżał. Uśmiechnął się do mnie. To chyba było moje "cześć" do niego od wieków.
Od wieków? A ponoć w tym opku nie jest wampirem!

- Słuchaj, ja cię bardzo przepraszam jeżeli cię uraziłem wtedy w Hogsmade. Nie chciałem tego. Po prostu Malfoy on... nie mam z nim dobrych stosunków.
... co zaprzecza pokutującej tu i ówdzie teorii, że Draco jest homo.
Nie wiem, czy zaprzecza. Edward nie ma z Malfoyem dobrych stosunków, ale już na przykład Zabini mógłby miec odlotowe orgazmy.
Przeszłam przez dziurę pod portretem i ruszyłam korytarzem. Szłam i szłam i... w kogoś walnęłam. Podniosłam głowę. Siedziałam na ziemi. A na de mną stał Draco. Podał mi rękę i pomógł mi wstać. Spojrzałam na niego z oczekiwaniem.
Raczej z nadzieją na duży czerwony kwadracik i niespokojne rączki.
Kwadracik to tam trochę wyżej powinien być.
  
Wygrzebałam się z pościeli i włożyłam nogi w swoje kapcie. Poczłapałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic. Na moje szczęście odkręciłam kran i poleciała zimna woda.Od razu mnie orzeźwiła i coś sobie przypomniałam.
Dziś moje urodziny!!!
Zaczęłam skakać w prysznicu nie mogąc się uspokoić.
Mam nadzieję, że fanki aŁtoreczki nie zaczną skakać pod prysznicem, bo szycie rozbitej głowy zajmuje trochę czasu.
Po co szyć, szkoda nici na głowę ałtoreczki.
Po co sklejać coś zupełnie pustego.
Nadmienię, że boChaterka skacze "W" a nie "POD".
 
Ale w końcu się umyłam. Wysuszyłam włosy nakręciłam je tak żeby były same długie loki. Kręciły się jak sprężyny.U góry spięłam je dużą wsuwką z OGROMNYM brylantem. Grzywkę wyprostowałam i przeniosłam na jeden bok. Wyglądałam prześlicznie.
Mmmmmmm...
Zwłaszcza ten OGROMNY brylant. U uczennicy. To weulgarność i ostęntacja, derogie dziecię.

Pomalowałam sobie oczy czarnym tuszem i kredką oraz szarym cieniem do powiek. Usta przeciągnęłam malinowym błyszczykiem.
AŁtoreczkę należałoby przeciągnąć pod kilem okrętu.
 
Pierwszą lekcją były Eliksiry. I to dwie godziny. Za bardzo mnie to nie uszczęśliwiło. Mieliśmy zrobić eliksir Żywej Śmierci. Zostaliśmy pomieszani:
- Cullen, Weasley, Potter. Jedna para.
Tylko czarodzieje mają trzyosobowe pary. My, biedni mugole, musimy się zadowolić pospolitymi, dwuosobowymi.
Takich dwóch jak ich trzech to nie ma ani jednego.
 
Granger, Malfoy, Parkinson... -I czytał dalej. Zrobiłam zbolałą minę do Edwarda i poszłam do stolika mojej grupy. Jako drudzy zrobiliśmy Eliksir. Był dobry. Zdobyłam dla domu dwadzieścia punktów.Ale to i tak nie fair, bo Pansy i Draco dostali osobno po dwadzieścia a są z jednego domu...
Boże. Ale mi urodziny.
- Rybaku - powiedział dżinn - proś o co chcesz, a dam ci to, zaś twój sąsiad dostanie dwakroć tyle!
- O, wielki dżinnie, wybij mi jedno oko!
 
Gdy zadzwonił dzwonek jako pierwsza wyparowałam z klasy. Poszłam pod salę Transmutacji i usiadłam pod ścianą. Cullen, był koło mnie chwilę później. Gadaliśmy i przyszedł Harry.
- Hej. Co tam?
- Jak na razie dobrze. Ale na sam początek dnia dwie godziny Eliksirów to kompletna masakra!
- Zgadzam się - Dołączył się Ron.
- Kto to w ogóle wymyślił?
- Nie wiem - Powiedziałam.
- Oooo. Ty po raz pierwszy czegoś nie wierz Miona.
Ale numer! Nie do uwieszenia!
 
- Bardzo śmieszne Ron - Powiedziałam. Ale po chwili sama łam się jak szalona.
Samała się? Que???
 
Usiadłam koło Edwarda. Wysłał mi liścik:
Co powiesz na Pokój Życzeń dziś o osiemnastej?
Edward.
I co miałam mu odpisać? Umówiłam się już z Draco? Jak on to odbierze.

A może być dziewiętnasta?
Hermiona.

Jak chcesz... chociaż nie wiem czemu akurat o dziewiętnastej?
Edward.

Bo powiedziałam Ginny że jej pomogę w Zaklęciach bo nie rozumie paru rzeczy. Nie gniewasz się prawda?
Hermiona.

Nie spoko. ; *** .
Edward.

Odetchnęłam głęboko.
- Granger! Albo przestaniesz pisać liściki albo cię przesadzę - Wrzeszczała mi nad uchem Minewra.
Phi! Liścik będzie musiał pokonać dłuższy dystans.
Najbardziej mnie rozśmieszyło to, że oni siedzą OBOK siebie, i wymieniając między sobą te liściki, za każdym razem się PODPISUJĄ :D
 
- Dobrze pani profesor. - Zamruczałam.
- A teraz proszę słuchać - I znowu zaczęła ględzić. Matko! Czy ona nigdy nie przestanie?! O raaaaaany.
Kolejna wkurzająca mnie rzecz. W Hogwarcie, o ile się nie mylę, uczniowie raczej traktowali nauczycieli z szacunkiem. I nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek z nich ciągle narzekał na to, że nauczyciel "ględzi" czy pyskował dla samego pyskowania. Nauka w szkole czarodziejów to zaszczyt, a nie przykry obowiązek. AŁtoreczka, jak widać, przenosi swoje szkolne traumy do opka. Nie ona jedyna, oczywiście. 
 
- Ha...rry...! Prze...stań! B...oo...za...zaa...zaaaraz...pę...kne...! Ze... śmiechu hahahahaha - Krzyczałam w Pokoju Wspólnym.
- Sama tego chciałaś! Ed! Pomóż mi! - Krzyczałam. On też się śmiał. Ale wydostał mnie z torturowanych objęć Harrego.
Był taki film "Przerwane objęcia". Tu mamy torturowane objęcia.
 
Posadził mnie sobie na kolanach i zaczął całować. Było tak przyjemnie.
Mała orgia w pokoju wspólnym?
 
- Hermiona! Wstawaj! - Ktoś krzyczał mi nad uchem.
- Wstawaj, albo życie ci nie miłe! - Zamruczałam coś.
PLASK!
Wiadro zimnej wody poleciało prosto na mnie. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona.
Jakby ją oblali wrzątkiem, to by ją pewnie zimna krew zalała.
 
Czułam w sobie wściekłość, złość, gniew, ale i nawet trochę śmiechu. Spojrzałam na rudowłosą dziewczynę, która stała obok z różdżką w ręce i śmiała się.
 - Czemu to zrobiłaś?
- Bo nie chciałaś wstać oraz NIC MI NIE POWIEDZIAŁAŚ ŻE MAM Z TOBĄ DODATKOWE LEKCJE Z ZAKLĘĆ!!! - Wydarła się. W jednej chwili myślałam że ogłuchłam bo nastała cisza. ale później usłyszałam swój oddech.
- E... kryłaś mnie?
- No jasne że tak.
A to spryciara! Pokryła ją, tak że tamta się nie zorientowała.
Rozpłodowa medalowa?
 
- A tak na marginesie to jest już ósma. Więc...
- O nie!
- Poczekam na ciebie.
- Dobra - Krzyknęłam i wparowałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i spięłam je w kitka na boku, oczy pomalowałam czarnym tuszem, przejechałam kredką i truskawkowym błyszczykiem.
Oczy błyszczykiem? *poszła uzupełniać braki w wiedzy kosmetycznej*
 
Graliśmy dwa mecze. Ze Ślizgonami - wygraliśmy 350:210 . Oczywiście Harry złapał znicz. I z Krukonami - wygraliśmy 125:15 .
Sekret tego drugiego wyniku tkwi w tym, że pani Hooch, która liczyła punkty, przesadziła nieco z liością wypitej na rozgrzewkę Ognistej Whisky.
 
Szybka gra. ledwo zdążyłam zmarznąć i już byliśmy i świętowaliśmy zwycięstwo. Jeszcze tylko mecz z Puchonami i z jakąs drużyną która wygrywała rozgrywki. I szykujemy się na Puchar Quidditcha.
Hmm. Brzmi bardzo tajemniczo. Obawiam się, że to nie pani Hooch wypiła za dużo.
Nadal mają zapasy tego zioła od Hagrida.

Nieco umęczeni analizatorzy: dwu tygodniowa Dzidka, siedząca na wieży Gabrielle, wcinająca się Kura oraz Murazor ze swoimi ideałami i fetyszami żegnają się z Wami do przyszłego tygodnia, relaksując się beztrosko w oparach zioła od Hagrida:

"I like the government, I like the police, but most of all, I like the cannabies!"
"I love my job, I love the pay, I love it more and more each day!"

(A Maskotek się obraził, że mu ziółek nie daliśmy i poszedł sobie.)


6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

• Ewa


Początek jest niezły, a potem nagle znajomość języka polskiego się u autorki kurczy:
"Zrobiłam sobie wysokiego kitka", "Kitek sięgał mi do połowy pleców, chociaż miałam go związane wysoko." "obowiązuje mi mój własny pokój", "Odwiązałam od nóźki liśćik. Pisało na nim."

A rurki pojawiają się chyba w opisie stroju w każdym opku. I do tego obowiązkowo dekolD.

• Goma


Piękne xD
Kitki mnie rozbroiły, naprawdę. Dobrze, że przezornie zjadłam obiad przed czytaniem, bo bym się podusiła :P
I wyjątkowo udany komentarz:
Ale numer! Nie do uwieszenia!

Pozdrawiam i od dziś zaglądam regularnie.

• Gayaruthiel

USS - United States Ship - Określenie pochodzące z marynarki Stanów na określenie ich statków:)

• Pani Minister


Uff, dobrze, że zabraliście się za nieco lżejszą tematykę. Głupota tej aŁtoreczki mieści się w normie tego gatunku. Nie jest tak porażająca, jak w przypadku NJN. Po lekturze poprzedniej analizy pomogła mi dopiero duża wódka! ;)

• Dzidka


USS SUS, tak jak USS Enterprise :)

• Murazor


 Dzidka

Ja tu pełne napięcia oczekiwanie wprowadzam, a Ty psujesz. ;-p

• Tajemniczy Wielbiciel


Móżdżę i móżdżę i nie wymóżdżyłam wgl: od czego skrót USS?

I co się stało w "Hogsmade"? Albo nie, nie chcę wiedzieć...

Anonimowy pisze...

Dzidka


Druga część będzie w najbliższy piątek.

• Murazor


 House_addict

Jest jeszcze druga część tej analizy. Może będzie opublikowana w przyszłym tygodniu, może później, a może wcale nie - to już zależy od naczalstwa SuS. ;-)

• House_addict

Spojrzałam na drzwi kolejnego przedziału i aż mi oczy wyszły z gałek.

Podziwiajmy kolejne wiekopomne odkrycie z dziedziny anatomii opkowej. Oczu wychodzących z gałek jeszcze nie było. No, chyba że te oczy wychodziły z gałek służących do otwierania drzwi przedziału. Horrorek.

W tym momencie nastąpił zgon. :D

Opko zanalizowane genialnie. W sumie samo opowiadanie trochę mi psuje obraz Dramione, ale co tam. I tak wolę R/Hr. ;)

Będzie dalsza część?

• An-Nah


Łomatkoborska. Edek. Życie już nigdy nie będzie takie samo.

Ale ja też wolałabym zaokrągloną Hermionę od Belli.

• Pigmejka


Edward Cullen nawiedził Hogwart?
...
*ucieka z krzykiem*
Niedługo będę się bała lodówkę otworzyć, żeby go nie spotkać, serio serio.
Zaokrąglona Hermiona i te wszystkie błędy ortograficzne... nie, nie, NIE, ja poproszę te ziółka od Hagrida. Na uspokojenie.
PS. Nie muszę dodawać, że analiza cudowna? ^^ :D

• gabrielle


@sigell:
O mój błąd. Biję się w pierś chudą.

• Laura Absinth


Uff, opka o tematyce HP zawsze mnie wykańczają...
Następnym razem, jak spotkam mojego znienawidzonego sąsiada, pocałuję go w policzek. To taki wyraz pogardy będzie, ot co, pokażę, jaka to ja nie jestem "ą i ę". Założę się, że złapie mnie wtedy zimną dłonią za nadgarstek, a ja na pewno się zaokrąglę z wrażenia. Mmmmmmrrrr...

Anonimowy pisze...

sigell


Nie mylcie lustra weneckiego z fenickim. Błagam, nie Wy...

A analiza zacna ;D

• Lathspell


Cudnie, pięknie i wgl! A tutaj mam coś...
"Powoli ruszyłam stopniami do góry. Było ich dwadzieści cztery i były kręcone. Na ostanim schodku stanęłam przed durzymi bukowymi drzwiami, z napisem: " Prefekt Naczelny: Hermiona Alice Granger" . Teraz tym bardziej zaniemówiłam. Miałam swój własny pokój! . Zawsze o tym marzyłam w Hogwarcie. I stało się! Huuura! .

W zamku był mały złoty kluczyk, z łańcuszkiem, na którym wisiała literka " H " .

Klucz był w zamku? Jak tam bezpiecznie! "
Umm czy Hermiona nie miała na drugie Jeanne, albo coś w tym stylu? Czyżby Alice z Tłajlajta nam się tu wkradła?!




• World Ruler

Może niektórzy miewają kitka, inni koka, jeszcze inni przedziałkę. Idąc tym tropem Hermiona powinna prostować grzywek.
Nie będę nic mówić o niekanoniczności bohaterów, bo to już jest zasada opek, ale to pomieszanie "Zmierzchu" i "Harry'ego Pottera" (w tej kolejności, bo jeśli ktoś się wczuje, to niektóre opisy i dialogi są ściągnięte z pierwszego) kazało mi zastanawiać się, kiedy Hermiona uświadomi sobie, że Edward wygląda trochę jak Salvador Dali.
Poza tym jestem świeżo po "Twilight: The musical", więc wyobrażałam sobie postaci... trochę inaczej.
Analiza naturalnie świetna, chyba nie muszę dodawać?

• josefine


hahaha, zawyłam na widok kitka na boku, brawo brawo. ;DD analiza bezbłędna!

• Iris


Kocham tego bloga! Zakwiczałam się ze śmiechu na śmierć, a moja wiosenna depresja poszła do lasu zbierać kwiatki :D Dziękuję!!! Uwielbiam was xDDD Jesteście obłędne.

• Mała Ygrek


Edward C. był brunetem? O.o

Zabiłabym za biórko i inne tego typu kwiatki oraz bestialsko zamordowany kanon.

Pozdrawiam

M.

• Ome


Cudne, wiele razy zawyłam ze śmiechu; cudne, ale na szczęście takie klasyczne, to dobry odpoczynek po tych wszystkich NJN i innych. A za błędy ortograficzne mam ochotę przygnieść aŁtoreczkę wszystkimi słownikami ortograficznymi, jakie polskie wydawnictwa widziały.

Przemiłe spędzenie wczesnego popołudnia, dziękuję :)

• kakyuu.pinger.pl


Z tego wszystkiego zastanawia mnie, jak w opkowym świecie wygląda Cedrik D.? I czemu nikt się nie zdziwił, że pośmiertnie na błonia Hogwartu przybył jego (nieco bledszy i bardziej mieniący się w słońcu) sobowtór? Ale w sumie..nie będę się nad tym dłużej zastanawiać :) Analiza jak zwykle bezbłędna.

• Tinwerina Miriel


Brawa, przepraszam, grawa! Borskie opko i przednia analiza. Dawno się tak nie ukwikałam A Maskotkowi się nie dziwię,na jego miejscu też bym sobie poszła obrażona. :D

Anonimowy pisze...

Opis stroju bohaterki : "szary sweterek z dużym guzikiem na brzuchu". Próbowałam to sobie zwizualizować, i próbowałam, ale coś mi się nie udawało. Wpisałam w Gugiela i po chwili przeglądania grafiki wyskoczyło mi zdjęcie Feltona w wannie, pochodzące - ponoć - z tej strony, z dokładnie tej analizy. Chyba do tego zdjęcia odnosił się komentarz Dzidki "Malfoy bardzo umięśniony! Ta gumka do majtek?!". Tylko nie bardzo rozumiem, dlaczego Gugiel połączył Toma z tym dziwnym sweterkiem Miony... Może przefarbowała Dracona na szaro, przyszyła mu guzik do brzucha i dumnie obnosiła jako sweterek...?
Analiza przeurocza. Ach, ta zaokrąglona Hermiona!

Pozdrawiam, Amy

Anonimowy pisze...

[[Szybko przeszłam do działu z napisem " Szaty Wyjściowe Madam Malkin".]
Czy są też Szaty Do Zmywania Garów, Szaty Do Szorowania Podłogi, Szaty Do Ratowania Świata?]

Z kanonu wiemy roboczych, balowych i do quidditcha. Dziwne by w tej sytuacji było, gdyby nie było wyjściówki.

Anonimowy pisze...

Ej, ona skopiowała moją datę urodzin 5 IX IKS DE