czwartek, 7 stycznia 2016

305. Na arenie życie płynie jak łysemu po łysinie, czyli z pamiętnika młodego gladiatora (Arena 1/2)


Drodzy czytelnicy!
W Nowym Roku wkraczamy do całkiem nowej krainy. Zwiedzimy wyspiarskie państwo, niby umiejscowione w fantastycznej starożytności, lecz dysponujące całkiem potężną techniką, niby despotyczne i niewolnicze, a jednak zdumiewająco egalitarne, którego władca jest niespodziewanie miękkim tyranem.
Spotkacie tu Nataniela, młodego gladiatora o wielkich ambicjach i Garida, jego despotycznego pana, a także, jak zwykle, ociekające krwią upiory Gramatyki i Składni, i wierzgający nóżką w piachu Sens.
Opko miało być Ustawką, lecz ta niestety nie wyszła :(
Tak czy inaczej - indżojcie!


Analizują: Sineira, Babatunde i Kura

Dariusz Tychon


Część 1– Nataniel


Prolog
Za  dwiema  rzekami,  pięcioma  górami  i  ciemnym  lasem znajdowała się piękna kraina. Czas tam zdawał się stać w miejscu i być  łaskawym  dla  swych  mieszkańców.  
Mieszkaniec czasu? A, już wiem - soliter w trzewiach Chronosa.
W jednej z powieści Thomasa Pynchona występowali osadnicy, którzy zamieszkali w 11 dniach różnicy pomiędzy kalendarzem juliańskim a gregoriańskim. Może to podobny przypadek.


Mężczyźni  chodzili  na polowania,  a  potem  wracali  do  swych  drewnianych  lub materiałowych chatek…
Materiałowe chatki to chyba takie, których stawianiem zajmuje się inżynieria materiałowa.
Podejrzewam, że Pisak miał na myśli namioty, ale głowy nie dam.


powracali do kochających żon i beztroskich dzieci, które często do późna bawiły się wokół ogniska nie zważając na uprzedzenia rodziców by uważali [uważały], bo mogą się poparzyć.
Rodzice mieli doprawdy dziwne uprzedzenia do zabaw przy ognisku.


Mały, ciemnowłosy, pięcioletni Nataniel był jednym z takich właśnie dzieci.
No tak, czas stał w miejscu i biedny Nataniel musiał być pięcioletni na zawsze.
Może to była Nibylandia?


Zawsze chciał być wszędzie pierwszy, bez ustanku się spieszył i nie słuchał niczyich przestróg.
Natanielku, nie wkładaj główki do sieczkarni!
Ups.


Uśmiech nie schodził mu z buzi gdy wojował na drewniane miecze ze starszym bratem i jego  przyjaciółmi.  Ani  chłopiec,  ani  jego  rodzice,  ani  nikt mieszkający  nieopodal  nie  mogli  podejrzewać,  że  ich  wioska  jest obserwowana przez złych, chciwych, rządnych władzy i dobrobytu ludzi.
Jeśli ktoś jest “rządny”, to od razu widać, że zły, a jak jeszcze dobrobytu mu się zachciewa, to już w ogóle najgorszy.


Powód obserwacji był prosty. Kilka tysięcy kilometrów dalej,
System metryczny w każdym uniwersum…


za dużą wodą znajdowała się kolonia trzech wysp,
W sensie, że trzy wyspy wypączkowały i dokonały ekspansji na przyległe tereny?
Albo w sensie, że te wyspy były terytorium podległym jakiemuś innemu państwu.
Hmmm, szyk wskazuje raczej na to, że jakie s trzy wyspy mają za dużą wodą swoją  kolonię.


których władcy regularnie się spotykali w centralnej z nich,
Czyli już wiemy, że wyspy były ustawione w jednej linii (bo inaczej żadna z trzech nie mogłaby być centralną) i że ta środkowa jest wydrążona niczym dzwon.


na wielkiej arenie, gdzie rozgrywały  się  walki  pojmanych  niewolników  lub  biednych chłopców,  którzy  zwabieni  szybkim  choć  bolesnym  sposobem zdobycia lepszego statusu materialnego sami się godzili na to by być zwierzęciem estradowym  i  mordować,  byleby  nie  zostać zamordowanym.
Jeżu, Pisaku, “zwierzęciem estradowym” to może być Maryla Rodowicz, nie jakiś wannabe gladiator od siedmiu boleści.
Ej, spoko, totalnie to widzę!
maryla.jpg


Władcą  wyspy  o  nazwie  Aldain,  na  której  znajdowała  się wspomniana  przeze  mnie  [przypomniał o swym istnieniu Narrator] arena był  potężny  choć  despotyczny Garido.
Pisak śmiało sugeruje, że zwykle despotyzm jest domeną kurdupli.


Mężczyzna bardzo szybko owdowiał i posiadał tylko dwie słabości – zwycięstwo mimo wszystko i swoją jedyną piękną córkę – Aurorę, którą rozpuszczał, na każdy z możliwych sposobów chcąc jej w  ten  sposób  wynagrodzić  brak  matki,  utraconej  we  wczesnym dzieciństwie.
Może mi to ktoś przetłumaczyć na polski? Słabością tego gościa było zwycięstwo? Dafaq?
Ja z tego rozumiem, że nie umiał przegrywać, ale nie upieram się przy tej interpretacji.


Na arenie właśnie toczyła się kolejna walka, na którą możni wysp postawili wielkie fortuny, to naprawdę były duże pieniądze.  
Garido liczył na wygraną i miał już plan jak zainwestować zyskane dobra.  Wystawił  do  walki  dwudziestoletniego  chłopca,  który  od ośmiu lat ciężko trenował i dotychczas nie przegrał żadnej walki z zawodnikami  zachodniej  wyspy,  ale  wschód  był  o  wiele groźniejszym przeciwnikiem.
Chłopca. Dwudziestoletniego. Czuję się jak w kiepskim jaojcu o Naruto.
Może oni, jak hobbici, osiągali pełnoletniość w wieku lat trzydziestu trzech?
Tak, to wyjaśnienie ma sens.


Garido ani żaden z jego doradców tego nie przewidzieli, a być może nie chcieli tego zauważać. Woleli żyć nadzieją, albo raczej wiarą w wygraną.
Jakim cudem ten facet był władcą?
To pytanie powinno się powtarzać co jakiś czas w dalszej części opka.


Tłum podniósł krzyk, kobiety zasłoniły oczy, a władca Aldain szpetnie zaklął pod nosem widząc jak jego najlepszy wojownik traci rękę  i  wykrwawia  się  na  samym  środku  areny,  na  oczach  kilku tysięcy ludzi.
– Mamy go zabrać i zatamować krwawienie, panie? – zapytał Tristan, był prawą ręką Garida i bardzo liczył na to, że kiedyś po przez  jego  ślub  z  Aurorą  staną  się  rodziną.  
Yyy… znaczy, Tristan liczy na to, ze tatuś poślubi córkę? No dobra, w starożytnych społeczeństwach różne rzeczy się zdarzały, ale w jaki sposób miało to wprowadzić Tristana do rodziny?


Aurora  jednak  była jeszcze za mała by myśleć o małżeństwie. Miła zaledwie trzy lata.
Ale wcześniej Pisak stwierdził, że była “piękna”. W odniesieniu do trzylatki brzmi to dobrze tylko pod jednym warunkiem: że ta trzylatka jest klaczą.
I jeszcze utraciła matkę “we wczesnym dzieciństwie”, czyli, jak sugerował kontekst, już jakiś czas temu. Wyczuwam pętlę czasoprzestrzenną.


–  Nie  –  odpowiedział  Garido  i  pokręcił  głową  na  boki.  – Zostawcie go, niech zdycha jak pies. Po co nam wojownik bez ręki?
Ech, co za marnotrawstwo. Przecież ma jeszcze drugą!
I jeszcze może gryźć!


– Może chociaż skróćmy jego cierpienie, panie – nalegał drugi doradca o wdzięcznym imieniu Samuel.
Miał też zapewne dźwięczną kibić.


– Nie, powiedziałem nie – postanowił i bez cienie skrupułów patrzył  jak  dwudziestoletni  chłopiec,  mający  przecież przed sobą jeszcze całe życie i plany na założenie rodziny umiera.
To w końcu umiera z wykrwawienia, czy umiera na założenie rodziny?


W  wiosce  nikt  nie  wiedział  o  organizowanych  na  arenie walkach. Ba mieszkańcy nawet nie słyszeli o istnieniu takich wysp jak Aldain, Pedro czy Tander. U nich życie toczyło się wolno. Było biedne, ale spokojnie. Nie pragnęli niczego więcej, a zwłaszcza za cenę okrucieństwa. Jedynie czasami mali chłopcy marzyli, że będą jak rycerze z opowiadanych przez starsze panie-babcie opowieści,
Pani Babcia kojarzy mi się tylko z psem Pankracym...


często bawili się w ratowanie księżniczki z rąk złego króla i toczyli walki na drewniane miecze albo przeciąganie liny.
Jakim rodzajem broni jest przeciąganie liny?
Czymś w rodzaju garoty?


Nikt z dorosłych się tym nie przejmował, bo były to tylko dzieci, w końcu dorastali i zapominali o marzeniach z dzieciństwa.
Czas był tam nie dość, że łaskawy, to jeszcze na dodatek solidnie pokręcony, bo dorośli dorastali.


Wysłannicy Garida siedzieli zamaskowani na jednym z drzew i obserwowali jedną z takich dziecięcych walk.
Serio? Pisaku, serio? Kilka tysięcy kilometrów, żeby porwać jakiegoś smarka z wiochy zabitej dechami?
Widocznie nie lubili zbytnich ułatwień.


Mały chłopiec, choć był właściwie najmłodszy i najniższy z obecnych potrafił jak na swój wiek doskonale władać drewnianym narzędziem.
Dokładniej mówiąc, szypą do odgarniania śniegu.


Właśnie zbliżało się  do  niego  trzech  kolejnych  przeciwników,  a  on  zakasował pierwszego z nich pchnięciem, drugiemu podciął łydki mieczem, a trzeciego kopnął w brzuch. Niestety zaraz po tym stracił równowagę i upadł na piasek ręką zahaczając o kilka płomieni wydobywających się z ogniska.
Z powodu kaprysów czasu, który stał, płomienie zachowywały się jak sztachety w płocie. Albo sznurki. W każdym razie jak coś, o co da się zahaczyć. .


Zapłakał, jak to dziecko, a matka zaraz znalazła się przy  nim  i  zaniosła  do  namiotu. Położyła  chłopca  na  jednym  z materacy  i  poszła  tylko  przygotować  kompres  na  ranę  swojego najmłodszego dziecka.
Albo “zahaczenie” było tak naprawdę lądowaniem w ognisku, albo płomienie uznały, że sztachety są wieśniackie, i postanowiły udawać drut kolczasty.


Kiedy wróciła z miską i strzępkiem materiału w niej Nataniela już nie było w namiocie.
Zamiast niego znalazła tylko garść zagubionych przez Pisaka przecinków.


Z początku myślała, że chłopiec jak zazwyczaj na przekór wszystkim uczynił po swojemu więc  nawet  nie  przyszło  jej  do  głowy  by  szukać  malca  w  lesie  i podejrzewać  porwanie.  
Bo dzieciak, który dopiero co płakał z bólu i potrzebował pomocy, nie ma nic lepszego do roboty niż na przekór wszystkim chować się po lesie.


Przeszła  się  po  okolicznych  chatkach  i wypytywała sąsiadów. Dopiero kiedy jej mąż wrócił z polowania i dwójka pozostałych dzieci zjawiła się na kolacji, a Nataniela z nimi nie  było  rozpoczęli  poszukiwania.  Podejrzewali,  że  chłopiec  się zgubił, albo gdzieś zasłabł, może się uderzył i płacze skulony pod drzewem.  Pocieszali  się  nawzajem,  że  przecież  nie  mógł  odejść daleko, a on w tym czasie był już na łodzi, w drodze na wyspę – Aldain.
A byłą to naprawdę niezwykła łódź, gdyż…


Kiedy następnego dnia, z samego rana Garido zobaczył nowy nabytek  swoich  wysłanników  nie  mógł  powstrzymać  śmiechu.
…jej wytrzymałość i szybkość nie miały sobie równych. Pozwólcie, że przypomnę słowa Pisaka: “kilka tysięcy kilometrów dalej, za dużą wodą”.
Paaanie, nie takie odległości ze szwagrem na kajaku robilim!


W końcu  jednak  się  opanował,  spojrzał  na  zapłakanego  chłopca  i wrzasnął na swoich ludzi:
– Mieliście mi dostarczyć wojownika! Silnego chłopca, a nie czterolatka w majtkach!
Garido woli dwudziestoletnich chłopców bez majtek.


Przecież on ledwie stoi, trzęsie się jak osika. Wrzućcie go do wody, tylko odpłyńcie daleko, kto to wie czy taki mały to go woda nie utrzyma.
Bo małe dzieci są zrobione z korka.


– Królu, ale pan nie widział jak on włada mieczem. Jest silny. Ma dobre geny, widzieliśmy jego ojca i jego braci.
Bajki w dzieciństwie, dobranocki, kreskówki, seriale, filmy, lektury szkolne, lekcje historii, nawet gry komputerowe - tysiące okazji, by przeczytać czy usłyszeć, jak poddany zwraca się do władcy. Tysiące! A tu kolejny Pisak, którego bohaterowie zwracają się do króla per “pan”. Jak to możliwe? Jak?!?
Ale zauważ, że nauka i technika muszą w tym królestwie stać wysoko, wysoko, skoro nawet byle gwardzista zna pojęcie genów.
Skoro znali łodzie z silnikiem odrzutowym...


Za dziesięć lat, jeśli będzie solidnie trenował przerośnie tych z wyspy Pedro. Jestem o tym święcie przekonany.
...a nie prościej było porwać ojca albo któregoś z braci i nie musieć czekać tyle czasu?
Oni mogą już mieć nawyki, które by przeszkadzały w uczynieniu z nich porządnych killerów.


– On może mieć racje – poparł jasnego blondyna ciemnowłosy Tristan.
Żywnościowe?


– Wy  chyba nie sądzicie,  że będę utrzymywał nic niewarte dziecko, na którym nawet nie wiadomo czy zarobię.
–  Możemy  to  sprawdzić,  panie  –  zaproponował  Tristan.  – Wrzućmy chłopaka do klatki z dzikim psem. Dajmy dzieciakowi nóż. Jeśli  przeżyje  będę  z  nim  trenował  i  wychowam  na zabójcę,  jeśli jednak  umrze,  to problem  z  głowy, pożrą  go  ryby,  albo sam pies
nawet kości nie ostawi.
Mam nadzieję, że oni z tej wyprawy, parę tysięcy kilometrów w tę i nazad, przywieźli coś jeszcze poza jednym niewolnikiem…
Tak, ceramicznego delfinka na muszelce.


Garidowi  ten  pomysł  wydał  się  nie  tyle  zachęcający  co fascynujący. Bardzo chciał zobaczyć walkę kilkulatka ze wściekłym zwierzęciem.  
Zastanawiał się nawet, czy nie wprowadzić tej nowinki na publiczną arenę, ale po namyśle zrezygnował. Ludzie mają jakieś dziwnie emocjonalne podejście do dzieci, mogliby tego nie kupić.


Chwycił  więc  chłopca  za  przydługie  włosy  i szarpnięciem  zaciągnął  do  podziemnej  komnaty.  Wcisnął  w  dłoń malca  niewielkie  ostrze,  przypominające  sztylet  (tak naprawdę był to pilniczek do paznokci) i  pchnął  go  do głodnego Hermesa – psa o naprawdę dużym pysku i ostrych zębach.
Mały Nataniel obejrzał się do tyłu, a potem uskoczył aby zwierzę go nie dopadło. Kilka razy przyglądał się jak ojciec i inni mężczyźni zabijają  upolowane  zwierzęta,  dlatego  wiedział  gdzie  zadać  cios.
Z jakichś powodów mężczyźni w wiosce polowali głównie na drapieżniki, a nie na jelenie i inne takie.
Co więcej, zabijali je dopiero PO upolowaniu!


Skoncentrował się, patrzył wyłącznie na cel i pchnął podrzynając czworonogowi gardło jednym pewnym ruchem.
Nie próbujcie tego w domu. Po drodze jest paszcza z zębami.


Odetchnął z ulgą, bo przecież żył, ale dłonie trzęsły mu się tak bardzo, że sztylet wypadł z jego dziecięcej dłoni, a oczy zaszły łzami, które wkrótce wypłynęły na  pucołowate  policzki.  
Przez chwilę zastanawiałam się, w jaki sposób drżenie dłoni może powodować łzawienie.
Wibracje z dłoni przenoszą się w górę aż do gruczołów łzowych, powodując ich podrażnienie?


Już  wtedy  zdał  sobie  sprawę,  że  nie ucieknie, że nigdy nie wróci do domu, i że to nie jest jeden ze złych snów. Był w innym świecie, i został zmuszony by zastosować się do jego brutalnych reguł. Musiał to zrobić, jeśli chciał przeżyć.


Rozdział 1
Ludzie  od  wieków  mawiają,  że  czas  leczy  wszystkie  rany  i zwalcza  wszelkie dolegliwości,  oraz  nieprzyjemności.  Dzieci  więc wyobrażają sobie czas jako czarodzieja, który odejmuje trosk jakby za  dotknięciem  zaczarowanej  (czarodziejskiej!) różdżki.
Dość szybko przekonują się jednak, że jest to złośliwy skurczybyk, który rozciąga się w czasie lekcji i kurczy podczas zabawy.
A jako dorośli odkrywają, że tydzień pracy trwa znacznie dłużej niż tydzień urlopu.


Nataniel  miał  pięć  lat,  gdy rozpoczęło się jego szkolenie. Przestał  wierzyć w czary i bajki, a zaczął dostrzegać rzeczywistość. W jego przypadku czas nie leczył ran bo niemal każdego dnia powstawały nowe.
Aż w końcu wykrwawił się i umarł, koniec opka.


Pierwsze  tygodnie  jego  życia  na  wyspie  były  okropne.  Był głodzony tylko  po to  by  to  zagrzało  go do walki, bo  za  wygraną przysługiwał  mu  posiłek.
Jak wiadomo, wygłodzony fighter jest silniejszy i bardziej skuteczny.


Później  Garido  stwierdził,  że  nie  mogą zrobić z niego całkowitego dzikusa, trzymanego w ciemnościach, bo w końcu sami nad nim zapanują i będzie im za trudno się z nim porozumieć by móc coś od niego uzyskać.
Jak zapanują, to chyba im trudno nie będzie. Gorzej by było, gdyby nie zapanowali.
Hm, byłam przekonana, że na wyspach słynących z walk gladiatorów mają już dawno opracowane jakieś sposoby ich szkolenia, a nie tak z każdym metodą prób i błędów.
Do tej pory nie trenowali tak młodych zawodników.


Przyznali więc chłopcu jeden z osobnych pokoi i opiekunkę – młodą wtedy kobietę, która mała nauczyć go mówić (czterolatka??? pięcio!), myć naczynia gdy wróci z treningów, rozmasowywać obolałe mięśnie i leczyć zadane przez trenera lub przeciwnika rany.
A gdy już go tego wszystkiego nauczyła, to ją zjadł.


Po  latach  chłopiec  już  całkiem  zapomniał  o  swoim poprzednim domu. Nie umiał wypowiedzieć ni słowa w tamtejszym języku,  pozostało  tylko  echo  zlepku  słów  „kocham  cię  syneczku” wypowiadanych  mu  na  dobranoc  przez  matkę.  To  wspomnienie pozostało bo zawsze, gdy zasypiał przypominał sobie ten moment, gdy do niego mówiła, a następnie całowała w czoło i przykrywała ciepłym kocem  po samą  szyje.  Lata  dalej  płynęły, a chłopiec stał częścią  społeczeństwo, [a społeczeństwo stało się częścią chłopiec] pomimo,  że  formalnie  nadal  był wojownikiem.
Zanotujmy: w tym świecie wojownicy nie są częścią społeczeństwa.


Teraz jednak zasiadał do stołu razem z Garidem jego wysłannikami i doradcami.
Aha. Niewolnik szkolony na gladiatora zasiada do stołu razem z władcą i jego doradcami. Aha.
Po prostu traktują go jak psa.
To powinien siedzieć pod stołem :P


Nie odzywał się niepytany, wiedział, że mu  nie  wolno.  Pewnego  dnia  jednak  się  odważył  i  po  pierwszej ważnej wygranej walce, gdy miał jedenaście lat zapytał:
  • A gdzie kompot?


– Co ze mną będzie dalej?
–  Jak  to  dalej,  chłopcze?  –  dopytywał  Garido  siadając  na krześle  nieopodal  łóżka  dziecka,  które  teraz  leżało  brzuchem  na białym prześcieradle, a opiekunka ścierała krew z jego pleców, gdyż to właśnie tam dosięgło go ostrze noża. Na szczęście nie weszło za
głęboko, tylko o niego szurnęło. Przeżył.
Ale pozostał szurnięty, co jeszcze nie raz zobaczymy.


– Co gdy już dorosnę? – pytał. – Dalej będę walczył? Tak długo aż umrę?
– Takie twoje przeznaczenie, chłopcze – usłyszał.


Po  trzech  latach  podczas  przyglądania  się  ciemnej  nocy wyczuł  za  sobą  czyjąś  obecność.  
Znaczy, trzy lata tam stał i wypatrywał bór wie czego? To był trening gladiatora czy mistrza jogi?


Była  to  dziewczynka  –  Aurora, córka władcy. Odwrócił się w jej stronę, ale nie uśmiechnął. Ona także zdawała się być czujna. Przystanęła w pół drogi.
– Jest zimno – powiedziała.
–  To wracaj do domu. Ja nawykłem do zimna – odburknął i ponownie spojrzał w dal. Wtedy w jego głowie zrodził się pewien pomysł.  Czuł  się  tak  jakby  go  wyczytał  z  gwiazd,  albo  z  chmur nadchodzącej burzy.
Przy  śniadaniu  jedzonym  z  Garidem  w  przepięknych  i urodzajnych ogrodach (warzywnych?) zadał dokładnie takie samo pytanie co trzy lata temu:
–  Co  ze  mną,  gdy  dorosnę,  panie?  Czy  będę  walczył  do śmierci?
– Dlaczego o to pytasz?
–  Chcę  wiedzieć  co  mnie  czeka  w  przyszłości  i  czy  warto wychodzić jej naprzeciw – wytłumaczył mądrze.
Ciekawe, gdzie i kiedy tej mądrości nabrał. Już widzę grupę gladiatorów, jak siedzą, polerują miecze i przerzucają się filozoficznymi uwagami o naturze wszechrzeczy.
Nigdy nie wiesz - a może gladiatorami byli właśnie ubodzy studenci filozofii, którzy w ten sposób zarabiali na marne utrzymanie.


–  Czas biegnie do przodu, i niczym nurtu rzeki nie da się go zawrócić.
– Tylko rzeki nie da się zatrzymać, a swe życie mogę przerwać sam, bez niczyjej pomocy, albo w walce. Ponawiam więc pytanie, czy mam na co czekać w przyszłości?
–  Chyba  nie  chcesz  się  podłożyć  pod  ostrze  w  jednej  z ważniejszych walk w swoim życiu. Walki na pięści, ale i na śmierć i życie.
W walce na pięści to akurat trudno jest podłożyć się pod ostrze.
Chyba że przeciwnik od dawna nie obcinał paznokci.


Nataniel  wstał,  stanął  za  oparciem  krzesła,  położył  na  nim dłonie i ważąc każde słowo przemówił:
– To już zależy od ciebie, panie, a nie ode mnie. Jeśli nic w tym życiu mnie nie czeka, to ja nie chcę tego życia. Być może jeszcze nie teraz, ale za jakiś czas się znudzę i stracę zacięcie do boju. Wtedy przegram,  bo  walki  toczone  o  nic  są  nieważne  i  się  do  nich  nie przykładamy.
Chłopak się marnuje na tej arenie. Powinien przybrać pseudonim, na przykład “Paulo Coelho”, i zostać pisarzem.
Ględziator, co tu dużo mówić.


–  Walczysz o swoje życie, przypominam na wypadek gdybyś zapomniał – warknął Garido.
Nataniel uśmiechnął się ironicznie.
– A czymże jest moje życie i czym będzie by było warto mnie samemu o nie zawalczyć?
Po czym zadumał się głęboko, próbując rozwikłać te stylistyczne chaszcze, w jakie się był zaplątał i siedzi tak do dziś, a ptaki wiją gniazda na jego głowie.


–  Czego  oczekujesz?  –  zapytał  w  końcu  zirytowany  po przegranej dyskusji władca. Wychylił kilka łyków wina z mosiężnego pucharu.  Zawsze  tak  czynił  gdy  zostawał  pokonany,  wtedy  pił  i przywdziewał surową, niezadowoloną minę.
Mówiłem, nie umie przegrywać. Nawet w dyskusji z jakimś tam chłystkiem.
Tymczasem jakoś nie przyszła mu do despotycznej głowy myśl, że ma przecież w każdej dyskusji argument ostateczny - “Straże! Zabrać tego zuchwalca i wychłostać!”.


– Żony – odpowiedział bez większego zastanowienia Natan.
– A na cóż ci teraz żona?
–  Nie  teraz,  ale  za  jakiś  czas.  Jeśli  niewolnik  poślubi córkę jednego  z  możnych  przestaje  być  niewolnikiem,  a  staje  się pełnoprawnym obywatelem wyspy, prawda?
– Tak, ale do tej pory mieliśmy tylko dwa takie przypadki i… ty chyba nie chcesz.
Bo wiesz… w pozostałych dwustu przypadkach, kiedy to niewolnik śmiał podnieść oczy na pannę ze szlachetnego rodu, ścinano mu zuchwały łeb - a najpierw łamano kołem, obdzierano ze skóry i kastrowano.


–  Chcę. – Podszedł do stołu, oparł się  o jego blat dłońmi i przychylił do Garida. – Obiecaj mi córkę jednego z możnych inaczej położę walkę, jeśli nie tą, to kolejną. Wybór należy do ciebie, panie.
O, grozi samobójstwem? Powinien jeszcze dodać “ja się na świat nie prosiłem!”.
A może wywąchał, że jest jedynym źródłem dochodu Garida?
Wiesz co, faktycznie wygląda na to, że jest jedynym gladiatorem na tej wyspie, tak cennym i szanowanym, że nawet władca rozmawia z nim jak równy z równym.  


Siwiejący  już  Garido  nie  mógł  znieść  cynizmu  na  ustach Nataniela.
Zraniło to głęboko jego wrażliwe serduszko.


Wymierzył piętnastolatkowi policzek,
Przypomnijmy: kiedy Nataniel  pierwszy raz zadał pytanie o przyszłość, miał lat jedenaście (“po  pierwszej ważnej wygranej walce, gdy miał jedenaście lat “). Drugi raz zadał pytanie trzy lata później (“zadał dokładnie takie samo pytanie co trzy lata temu”). Jakim cudem jest teraz piętnastolatkiem?
Widocznie w rodzinnej wiosce Nataniela czas stoi, ale za to tutaj gna w przyspieszonym tempie (hej, czytałam kiedyś takie opowiadanie o świecie anomalii czasowych, gdzie dwadzieścia minut w jednym miejscu równało się kilkudziesięciu latom w innym!).


ale chłopak nawet się nie zachwiał, tylko lekko odskoczył twarzą na bok.
Twarz zrobiła - hyc! - i odskoczyła, a do Garida szeroko uśmiechnęła się czaszka.


Mógł uchylić się od tego uderzenia, ale nie chciał. Uznał, ze lepiej przyjąć je z dumą i godnością.
–  Czekam na odpowiedź przed walką. Uzgodnij z możnymi, panie, czy każdy z nich jest w stanie poświęcić swą córkę
Ejże, KAŻDY? To ile on chce mieć tych żon?


dla dobra kraju,  jego  inwestycji [no wiesz, budowy autostrad i takich tam] i  waszej  bezsumiennej  zabawy  w obserwatorów  tego  jak  przelewa  się  krew  niewinnych  niemal każdego dnia – wycedził z początku z gniewem, ale przy końcu się opanował i dokończył niczym dyplomowany student stoicyzmu.
Eeeeej, ale ja żartowałam z tym, że gladiatorami są studenci filozofii!
Od starożytności wiadomo, że myślicielstwo najbardziej wzbudza aktywność fizyczna.


– Czy mogę już odejść, panie? Chciałbym się oddalić na spoczynek, do swej komnaty.
Poczytać Senekę do poduszki.


–  Idź  –  warknął  ciągle  będący  w  wysokiej  irytacji  Garido.
Jego irytacja osiągała właśnie wysokie C. Jeszcze chwila, a zacznie tłuc szkło.


Ponownie  przyłożył  brzeg  pucharu  do  ust.  Nawet  nie  dostrzegł kiedy  wypił  całe  wino,  nie  tylko  z  tego  naczynia,  ale  także  z litrowego dzbanka.
Metry i litry w każdym uniwersum.
Bo to miary uniwersalne.


Nataniel miał słuszność stosując takie zagranie, gdyż jeszcze przed walką doszły go słuchy iż Garido po zebraniu z radą dwunastu możnych przystał na jego warunki.
Znaczy - sprowokował go do podjęcia decyzji po pijanemu?


–  Czy  tamci  panowie  także  się  zgodzili?  –  dopytywał  nie zważając na złamany nos i krew cieknącą ciurkiem z rozciętej brwi.
Przed walką? To gdzie się tak porozbijał? Zasnął nad Seneką i spadł z łóżka?


Dopiero, gdy usłyszał twierdzącą odpowiedź zanurzył bawełniany ręcznik w wodzie i przetarł nim twarz, następnie ręce i dłonie.
– Postawili jeden, jedyny warunek – rozpoczął Garido.
–  Jaki, panie? – Stanął przed nim i poczuł jak dwie stróżki krwi  ciekną  po  jego  policzku.
Były to zapewne stróżki krwi (zwane też strażniczkami juchy) z analiz nr 86 i 150.


Zupełnie  się  tym  nie  przejął.  Stał niemal w bezruchu i wbijał pytające spojrzenie w swojego króla.
Nawet  po  dłuższym  czasie  nie  wydawał  się  być  zniecierpliwiony.
Wyczekiwał z takim samym stoickim spokojem jaki wykazał się przy ciskaniu słowami prawdy w Garida.
Wbija spojrzenie, ciska słowami - nawet poza areną nie może się pozbyć przyzwyczajeń.


– Pół tysiąca zwyciężonych walk.
I drugie tyle wygranych przeciwników.


Nataniel  pierw  był  zaskoczony,  ruch  jego  brwi  na  to wskazywał,  ale  po  chwili  uśmiechnął  się  z  dużą  dozą  pewności siebie i wyciągnął rękę.
–  Zgadzam  się  –  powiedział.  –  Zostały  mi  czterysta dwadzieścia dwie walki. Wygram je – zapewnił.
Wygrał siedemdziesiąt osiem walk przez ostatnie trzy (albo nawet cztery) lata. W tym tempie osiągnięcie zakładanego wyniku zajmie mu (optymistycznie licząc) szesnaście lat.


–  Obyś  się  nie  przeliczył,  chłopcze.  Pamiętaj,  że  to  rada możnych  wybiera  twych  przeciwników  i  możliwe są walki nawet pięciu na jednego.
- O, to super, będzie szybciej! - ucieszył się Nataniel.
- Ale liczą się walki, a nie liczba przeciwników - zgasił go Garido.
Ciekawe, co ich w takim razie powstrzyma przed wystawieniem przeciw niemu całego legionu…
Kwestia widoczności - przy zbyt wielu przeciwnikach nie widać krwi i flaków.
Rada możnych już nie ma w tym kraju poważniejszych problemów?


Oni będą wyposażeni w różnego rodzaju bronie, a ty będziesz posiadał tylko swoje gołe ręce. (odpinane i chowane do szkatułki)
– Nie jest mi to straszne. Możecie zostawić mi taką polewę na ciastku  (eee… wisienkę na torcie, tak?) (w każdym razie jakąś kal(e)kę z angielskiego) na  sam  koniec  rozgrywki.  Chciałbym  móc  się  wykazać  i nabrać  doświadczenia  do  tego  czasu,  by  móc  was  wszystkich zadziwić.
...on się “Mocarza” naćpał, czy co?!


– A zadziwiaj. Jesteśmy ludźmi honoru, poza tym żony i córki to utrapienie mężczyzn, chętnie się choć jednej swojej pozbędą.
No to aż dziwne, że do Nataniela nie ustawiają się całe kolejki możnych wołając: “Weź moją żonę! Jest jeszcze całkiem młoda i dobrze gotuje!” - “Nie, weź moją, jest świetna w łóżku!”.
W sumie pewnym wyjściem byłoby wystawianie również ich do walk na arenie.


...żony i córki to utrapienie mężczyzn? Czyżbyśmy znów byli w Yaoilandzie?!


Taki Zachariasz na  przykład ma  ich  aż pić  i ani  jednego  syna jeść.  Biedny człowiek, nie uważasz? – zagadnął Garido zarzucając swoją rękę na ramie chłopca.
Rama chłopca była solidna, dębowa, bogato rzeźbiona wedle panującej na dworze mody.


– Ma osiem koni, pięć wołów, kilkaset hektarów roli uprawnej i  dom  wyglądający  niczym  pałac.  Faktycznie,  biedny  z  niego człowiek – zakpił Nataniel.
Metry, litry, a teraz jeszcze hektary - to się dzieje w Polsce?
Czyżby trzy wyspy były kolonią Imperium Lechitów?
Od morzaaaa do morzaaaa! - zawyła dziarsko Kura.


–  Lubię  cię,  nawet  do  tej  twojej  ironii  już  przywykłem.  – Garido poczochrał Natana po włosach. – Trzeba by je skrócić. Inaczej będą przeszkadzały ci w walkach.
– Powiem o tym Soledad, panie – zapewnił. I faktycznie zaraz po powrocie do domu i zmyciu z twarzy dwóch zaschniętych stróżek krwi poprosił piastunkę o przycięcie jego włosów.
Biedne stróżki, tyle im przyszło z ich stróżowania.


Udał się na długą drzemkę był zmęczony bojem i świadom tego, że jeszcze przed nim więcej niż pięciokrotność tego ile już wywalczył, ale postanowił nie tracić ducha i nie pozbawiać samego siebie pewności, że wszystko jest możliwe, i że sprawiedliwość musi kiedyś nadejść.
A sędziami wtedy będziem my!


Podsumowując: facet ma dokonać niemożliwego. A ponieważ jesteśmy w opku, z pewnością mu się to uda.


Nataniel  jak  zwykle  nocą  wyszedł  do  ciemnych,  ledwie oświetlonych ogrodów na spacer.
Ogrody na warzywa nie były wcale oświetlone, za to ogrody na jedzenie kolacji przy świecach jarzyły się od świec.


Lubił te chwile samotności. Wtedy mógł  oddawać  się  swoim  rozmyślaniom  i  ukoić  nerwy  po  całym dniu w ciszy nocy.
O, a dlaczego w ciągu dnia panowała nocna cisza?


Tym  razem jednak nie był sam. Czuł jak ktoś depcze mu po piętach.
Czuł, jak ktoś mu skrobie marchewki, ale wytrwale to ignorował.


Wiedział, że ta osoba jest niska i drobna, miał doskonały słuch.
Zaiste musiał być on doskonały, bo żeby usłyszeć, jakiego ktoś jest wzrostu, to trzeba być Zatoichim.
Albo nietoperzem.


W końcu obrócił się i zagarnął ją ręką do siebie.
Była to Aurora – prawie trzynastoletnia córka władcy.
Czy on swoim genialnym słuchem rozpoznał też, że to niegroźna dziewczynka, czy też ma zwyczaj przygarniać do piersi każdego skradającego się za nim w nocy typa? Jeśli to drugie, to ewentualni skrytobójcy nasłani przez konkurencję będą mieć znacznie ułatwione zadanie.


Zbliżył usta do jej ucha i wyszeptał:
– A panienka, to tak sama spaceruje?
– Puść mnie – zażądała niemal przez łzy, gdyż jego zaciśnięta dłoń  na  jej  drobnym  ramieniu  zadawała  ból.  –  Powie  ojcu  – poskarżyła się.
Kto powie?
Jej osoba.


–  To może  ja  powiem, gdzie  panienkę spotkałem  i  o  jakiej porze? – Okręcił ją tak, by przylegała do niego swoimi piersiami.
Nieśmiało zerknęła w jego twarz i pełne chłodu szare oczy. Chciała się odsunąć, wycofać, ale mocno ją trzymał. Pomimo, że był tylko dwa lata od niej starszy, wydawał się co najmniej dwa razy większy i dziesięćkroć silniejszy.
–  Nie  jestem  donosicielem  –  stwierdził  na  głos,  po  czym pozwolił jej wyswobodzić się ze swoich objęć i uciec z ogrodu, aż do domu,  gdzie  pośpiesznie  zamknęła  drzwi  i  ukryła  się  w  swoim pokoju.
Nataniel  zaśmiał  się  gorzko,  z  nutką  przeczuwalnego przedwczesnego zwycięstwa.
Nie wiem, jak się można zaśmiać z nutką zwycięstwa, ale wiem na pewno, że coś tu jest przedwczesne.
Publikacja.


Wcisnął dłonie do kieszeni szaty i z uśmiechem pełnym grozy powiedział sam do siebie:
–  Uciekaj Auroro, uciekaj. Ciekaw jestem dokąd uciekniesz? Dokądkolwiek byś nie uciekła i tak będziesz moja.
A twoje zdanie, droga Auroro, obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg, albowiem jestem praFdziFym mENSZczyznOM. Boru, rzygać mi się chce.
Roztropnie będzie już teraz przygotować sobie na przyszłość duże wiadro.


Zawrócił na piętach i ruszył dalej w mrok, po przez ogród, następnie wyszedł poza niego i udał się na plaże (wszystkie trzy, które były w okolicy). Zdjął sandały i bosymi stopami wszedł do wody. Lubił czuć delikatne fale obijające się o jego łydki niemal tak samo jak nocne spacery po urodziwym ogrodzie.
Dziwak jakiś. Normalny człowiek nie lubi, jak mu się nocne spacery obijają o łydki.


Rozdział 2
Przed wejściem na Arenę zawrzało od dyskusji młodych dam – córek możnych. Wszystko za winą Eryki, gdyż ta napomniała (napomknęła!) o obietnicy  jaką  rada  możnych  złożyła  jednemu  z  niewolników, stworzonych po to by walczyć i zwyciężać, nigdy nie przegrywać.


Wszystkie  panie  były  tym  faktem  poruszone  i  ukrywały  się  za filarem by zobaczyć słynnego Nataniela. Wejście na Arenę było dla nich  zamknięte,  były  stanowczo  za  młode  by  uczestniczyć  w  tak brutalnych rozgrywkach, a ojcowie i matki nie wtajemniczali ich w wydarzenia z ringu.
Na posiedzeniu komitetu Międzywyspowego Systemu Klasyfikacji Gier ustalono, że walki gladiatorów są nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia, chyba że osoby te są gladiatorami.


– Ale jak to możliwe by pozwolili mu powziąć za żonę, którąś z nas? – pytała jedna.
Niemożliwe, złociutka, niemożliwe. Powziąć można decyzję, a za żonę się kogoś pojmuje.
Niezależnie od niezręczności stylistycznych, też się zastanawiam, jak to możliwe.


Aurora na to wzruszyła ramionami i odpowiedziała:
– To nie możliwe by wygrał pół tysiąca walk, nie ma się czym martwić. Poza tym mój ojciec w życiu nie oddałby mnie pod pieczę takiego brutal.
On nie być brutal, on być Tarzan, ty być Jane.


–  Nikomu  przed  nim  nie  udało  się  wygrać  dwustu siedemdziesięciu  walk  –  napomniała  Eryka.  –  To  jego  trzy  setna rozgrywka.
Trzydzieści przegrał, czy matematyka szaleje na równi z czasem (i spacjami)?
Rozumiem, że pobił dotychczasowy rekord wyspy czy tam kolonii, a potem jeszcze wygrał trzydzieści. Ale na czym tu polega napomnienie?


Aurora  zupełnie  się  tym  nie  zmartwiła.  Zauważyła  jak  jej ojciec prowadzi nagiego do pasa mężczyznę. Wskazała koleżankom iż  to  właśnie  jest  Nataniel,  najlepszy  wojownik  jakiego  Aldain kiedykolwiek posiadło.
A teraz to one zamierzały go posiąść.


Jasnowłosa  Eryka  aż cała rozpromieniła się na  jego widok.
Zaczynała sobie wyobrażać jak to by było dotykać jego twardego ciała  swoimi  delikatnymi  dłońmi.  Od  tych  myśli  przybyło  jej wypieków na twarzy za co przyjaciółki ją wyśmiały.
Aurora  wybiegła  ojcu  naprzeciw  i  musnęła  go  w  policzek.
Spojrzała na Natana. Skłonił się jej i powiedział:
– Witam, pani.
– Witam, witam – odburknęła. Potem ponownie spojrzała na ojca,  uśmiechnęła  się  tak  jak  zwykle,  gdy  czegoś  od  niego oczekiwała. – Ja chcę zobaczyć tę walkę.
–  Wszystkie  chcemy,  panie  Garido,  prosimy  –  zgłosiła  się reszta dziewcząt.
To brzmi prawie jak “panie Fredziu”. Nie ma to jak odpowiednie zwracanie się do monarchy.


Nataniel  spojrzał  na  nie  z  wyższością.  Przyznał  sam  przed sobą, że oprócz urodziwych twarzy i mokrego krocza nie mają mu niczego  do  zaoferowania.  
Tak się skupił na (pogardliwym, oczywiście!) myśleniu o kroczach, że o wolności i prawach obywatelskich zupełnie zapomniał.


Pomimo  tego  jednak  się  skłonił  w  ich kierunku i przywitał. Eryka była zachwycona mieczem, który miał przy boku.
Przynajmniej taka była oficjalna wersja, którą dzieliła się z koleżankami.


Zastanawiała się ile też takie żelastwo może ważyć i jak silny musi być mężczyzna, który idzie z takim obciążeniem jakby w ogóle go nie dostrzegał.
Jeśli to miecz gladiatorski, to kilogram do półtora. Niejedna damska torebka waży więcej ;)


Wszystkie pragnęły zobaczyć jak włada tym mieczem, ale Garido stanowczo odmówił.
–  Nie, ja się nie zgadzam! – krzyknęła Aurora i pobiegła by zablokować  im  wejście  przez  bramę.  –  Ojcze,  albo  zobaczę  ten pojedynek, albo nie przejdziecie i twój niewolnik nie będzie walczył.
A więc na Arenę prowadziło tylko jedno wejście, z którego korzystali i widzowie, i gladiatorzy, i obsługa? Tego, kto zaprojektował, należałoby posmarować miodem i powiesić za jaja nad mrowiskiem.
- No pasarán! - wrzasnęła Aurora i ku uciesze gapiów rzuciła się na ziemię w pozie Rejtana.


Nataniel przewrócił oczami, po czym zaśmiał się pod nosem i spojrzał na Garida. Niewerbalnie oczekiwał od mężczyzny by coś zrobił.  
A ja werbalnie oczekuję od bohaterów, żeby ich zachowania wreszcie zaczęły mieć sens.


Panny nadal blokują wejście, aż wreszcie interweniują ich ojcowie; jedynie Aurora dostaje pozwolenie, by obejrzeć walkę.


Nataniel wszedł pewnie i spojrzał na publiczność.
– Jeszcze mniej niż połowa – powtarzał sam sobie i chwycił za miecz, gdy jakiś czarnoskóry mężczyzna wybiegł wprost na niego. Odskoczył u poderżnął mu gardło.
Takie odskakujące “u” jest strasznie niebezpieczne!


Czarnoskóry  chłopak  wykrwawiał  się  na  środku  areny pokrytej  plażowym  piaskiem,  a  Nataniel  zdawał  się  bez  cienia zmęczenia i mordęgi radzić sobie z dwoma kolejnymi. Jednak gdy przyszedł czwarty, równie dobry jak on, to nawet Natan wylądował na ziemi. Przeturlał się i ledwie uciekł od ostrza, które przeciwnik chciał mu wbić w oko. Podciął jego nogi, rozbroił i nadepnął stopą na gardziel. Spojrzał w przerażone oczy dwudziestojednolatka.
Wiek swojego przeciwnika również poznał za pomocą niezwykle czułego słuchu.


Ta ich niebieska barwa błagała go by darował mu życie, bo przecież już wygrał,  
...gdyby miał brązowe, oznaczałoby to “dobij mnie”?


ale  krzyki publiczności  zachęciły skutecznie Nataniela  do tego  by  urządził  widowisko.  Wymierzył  kopniak  piętą  w  nos przeciwnika wbijając mu go aż do czaszki. Krew trysnęła niczym z fontanny,  ale  Natan  nie  zamierzał  skracać  niczyjego  cierpienia. Schował miecz do pochwy i rozpoczął kopanie po żebrach i czaszce, następnie nachylił się i uderzył kilkakrotnie pięścią w twarz z taką siłą że z facjaty mężczyzny pozostała tylko krwawa miazga. Podniósł dłonie  do  góry  w  geście  zwycięstwa  i  warknął.  Niemal  wszyscy wstali i zabili mu brawo.
A on w odpowiedzi zabił im ćwieka.
A potem poszedł zakopać martwe brawo.


Skłonił się i opuścił ring.


Po  tym  zwycięstwie  prawie  niezraniony  Natan  otrzymał nagrodę od rady możnych. Były to trzy kochanki, które sam miał sobie  wybrać.  Miały  być  jego  pomocą  w  domu  dostawionym  do pałacu Garida.
Wyobrażam sobie taką przybudówkę na zapleczu...


–  Wiesz co z nimi zrobić, chłopcze? – dopytywał żartobliwie władca, podczas gdy oboje przechadzali się przed tuzinem piękności i podziwiali je od gry po sam dół.
Każda piękność, zamiast korony miss, na głowie miała przyczepioną jakąś grę - dla zaznaczenia, że służą nie tylko rozrywce cielesnej, ale również intelektualnej.


Ulubienicą Nataniela zostaje blondynka imieniem Isabel.


Nataniel uniósł kąciki swoich ust ku górze, ale uczynił to tylko na krótki moment. Uważał, że uśmiech mężczyźnie nie przystoi, no chyba, że jest oznaką cynizmu i  ironii.  Każdy inny  natomiast był tylko i wyłącznie oznaką słabości.
Nawet kiedy zwyciężał na arenie, robił minę skwaszoną i ponurą; niech nikt nie myśli, że cieszy się ze zwycięstwa, czy cuś.

Pomimo tego Isabel zauważyła ten pobłażliwy wyraz jego twarzy i rozchyliła delikatnie swoje wargi oraz  uda.  Usiadła  na  nim  okrakiem,  a  on  splótł  palce  ich  dłoni. Rozpoczęli jeden ze swych doskonale wyuczonych tańców.
Tak zwaną sambę na kiju.


Rozdział 3


Isabel okazuje się wykształconą kobietą - zna trzy języki, historię i filozofię. Uczy Nataniela czytać i pisać, ten nie jest szczególnie zainteresowany, ale rozumie, że to dla jego dobra.


Rozdział 4
Dwudziestopięcioletni  Nataniel  usiadł  na  jednym  z  białych, drewnianych  krzeseł  umiejscowionych  w  ogrodzie,  naokoło owalnego stołu. Łokcie wsparł na podłokietnikach, a palce swoich dłoni  splótł.  Trwonił  czas  na  obracanie  kciukami  i  starał  się pohamować  mimikę  własnej  twarzy  wskazującą  na  to,  że  nadal odczuwa ból w okolicy żeber i brzucha.
Ból żeber objawiał się drganiem lewej powieki, brzucha - lekkim opadnięciem dolnej wargi, a kiedy na przykład bolały go nogi - łopotał językiem jak zdyszany pies.


Poprosił Isabel o doniesienie koszyka z owocami, uwielbiał owoce.
– Długo będziesz jeszcze trzymał tę dziwkę? – zapytał Garido bezo grudek.
A bezo grudki nic nie odpowiedziały, gdyż właśnie były zjadane. Widelczykiem.


–  Nie jestem pewien, zapewne do czasu aż mnie nie znuży – odpowiedział tak jak zwykle spokojnie, ważąc każde słowo.
–  Nie znużyła cię, chłopcze… właściwie już mężczyzno przez siedem lat…
– Osiem – wtrącił Natan.
– Osiem lat, to szmat czasu. Może chciałbyś ją poślubić. Oboje wtedy odzyskalibyście wolność. O ile oczywiście wygrasz. – Garido skinął na służącą by napełniła puchary winem.
Nataniel  udał  jakby  się  zastanawiał,  ale  szybko  zmarszczył nos i pokręcił nieznacznie głową na boki.
–  Wtedy nadal tylko ja bym był wolny, a nie ona. Ona dalej byłaby pod moją pieczą, tak jest do tej pory. Po co więc mieć jedną, jeśli można mieć dwie, w tym jedną wysoko urodzoną i dysponować jej majątkiem.
– Całkiem dobrze kombinujesz.
Serio, zdumiewa mnie entuzjastyczne podejście zarówno władcy, jak i jego dostojników do tego, że niewolnik chce sobie wziąć za żonę którąś z ich córek, w dodatku teraz, kiedy jawnie przyznaje, że chodzi mu głównie o posag.


– Dziękuje za komplement, panie.
–  Przed  tobą  cztery  walki.  Może  wybrałeś  już  wybrankę? Eryka bez ustanku robi do ciebie maślane oczy.
Wybrana wybranka robi oczy z masła maślanego.


–  Eryka, to ta, którą spotkaliśmy na plaży? – Zmrużył oczy, gdyż naprawdę nie pamiętał, która z dziewcząt nosiła takie imię.
–  Nie, Natanielu. Eryka, to ta z ogrodów. Spacerowała z tobą zeszłego ranka.
–  Wczorajszego. Ta gadatliwa. Chyba nie chciałbym tak dużo mówiącej żony. – Natychmiast chwycił po puchar i wykonał kilka pośpiesznych łyków.
Chciał chwycić po prostu puchar, ale przez te zawirowania czasowe, kiedy sięgnął - już było po pucharze.
A łyki wykonał nożykiem z kory drzewa.
Uplótł z łyka.


– A córki Zachariasza?
– Panie, ich jest aż pięć. Ja nie mogłem spamiętać jednej Eryki, którą widziałem wczorajszego ranka, a pan mi każe przywoływać na myśl te wszystkie pięć niewiast?
– Tylko trzy. Dwie najmłodsze są jeszcze stanowczo za młode do zamążpójścia. Zachodzę jednak w myśl jak ty chcesz wybrać tą [tę!] jedyną, skoro nawet ich nie poznałeś.
Duch pana Oracabessy polatuje nad tym opkiem… i zachodzę w głowę, dlaczego za pisanie biorą się ludzie, którym tak strasznie nie po drodze jest z językiem polskim!


–  To proste, mój panie. Dzień przed ostatnią walką spotkam się  ze  wszystkimi  tymi  niewiastami,  na  dniu  wyspy.  Wtedy  będę mógł  spokojnie  oszacować  urodę,  inteligencje  i  łatwość  w małżeńskim współżyciu każdej z nich. Wybrać tą, która zaimponuje mi  charakterem,  nie  ujmując  przy  tym  samej  sobie  wdzięku  i kobiecej delikatności.
I tak oto Garido wraz z Natanielem wynaleźli reality show “Kto poślubi mojego niewolnika”.


– A co z łatwością we współżyciu?
– Każdą kobietę da się wychować. To pańskie słowa. W końcu to niewiasty w zamian za dobre słowo, opiekę i utrzymanie, mają odwdzięczać się swym mężom nie tylko w łożu, ale w wykonywaniu codziennych obowiązków. Mają być pokorne i uległe. Możliwie jak najmniej dyskutować, gdy ich pan sobie tego nie życzy.
I have baaaaad feelings about this...


–  Zamierzasz  stoczyć  wszystkie  cztery  bitwy  w  przeciągu trzech miesięcy? To naprawdę trudne boje, nie wiem czy zdążysz wyleczyć rany. Nawet dziś ledwie trzymałeś się na nogach.
–  Choćbym  upadł  i  szedł  na  kolanach,  nie  zrezygnuje  z możliwości  zaistnienia.  
Fejm, fejm przede wszystkim!


Zwycięstwo  w  rocznice  dnia,  w  którym powstała  wyspa,  w  dniu,  w  którym  nadano  jej  imię.  
Znaczy, dnia, w którym co? Wyłoniła się z oceanu? Bogowie ją stworzyli? Ludzie usypali?
Wszystkie z powyższych, skoro to miały być rocznice.


Za  każdym razem,  gdy  będę  widział  ten  festyn,  będę  się  czuł,  jakby  był zorganizowany właśnie na moją część.
Na cześć tej jego najważniejszej części.


Poza tym ta pierwsza noc z żoną  w  chwili,  gdy  na  rynku  jeszcze  śpiewają  i  tańczą,  to  chyba bezcenne.
Bo ja wiem…? Niektórzy wolą ciszę, a nie wrzaski pijanych przechodniów.


– Wcześniej nie zauważyłem byś był taki ckliwy, Natanielu.
–  Nie będę sam, panie, zaczynam się przyzwyczajać iż będę musiał nabyć nieco wrażliwości, by nie straszyć na każdym kroku swej wybranki.
– Chęć wyjścia jej naprzeciw akurat się chwali.
–  Wiem,  panie,  ale  na  wszelką  ewentualność  udam  się  do cieśli po jakiś delikatny bat.
Do cieśli?! Czy on tę swoją nieszczęsną żonę zamierza tłuc dechą, belką albo jakimś równie delikatnym narzędziem?!
Cieśla dorabia na boku jako rymarz.


Nataniel, wracając, spotyka Aurorę i wdaje w krótką pogawędkę, ta jednak czuje się urażona, że odezwał się do niej zbyt śmiało, a ponieważ “po ojcu odziedziczyła mściwość i brak litości”, wzywa strażników i każe im pojmać i wychłostać Nataniela - pod pretekstem, że ją spoliczkował.


Rozdział 5
Nataniel wisiał na lnie zaplecionej wokół nadgarstek [i bawełniu zawiązanym wokół kostków]. Ledwie dotykał podłoża bosymi stopami. Z całych sił starał się wytrzymać całość tej niezasłużonej kary bez łez w oczach i na prostych nogach.
No tak, z łzami na nogach to trochę niezbyt heroicznie.


–  Byleby nie upaść – powtarzał sam sobie, podczas gdy kat chlastał  jego  plecy  we  wszystkie  strony.  –  Byleby  nie  klęknąć  – dodawał pomimo półprzytomności.
No, w sytuacji kiedy wisi, ledwie dotykając stopami ziemi, to klęknąć byłoby mu jednak dość trudno.


Nigdy  nie  pozwolono  mu  stracić  jej  całkiem.  Ilekroć  tylko przymykał oczy zimna woda z wiadra lądowała na jego twarzy.
Garido  w  tym  czasie  starał  się  przekonać  Aurorę,  iż  tak brutalny  widok  nie  jest  przeznaczony  dla  dam  w  jej  wieku.
Aurora ma dwadzieścia trzy lata. Oni tam chyba naprawdę późno dojrzewają…


Dziewczyna  jednak  się  uparła,  argumentując,  że  przecież  walkę widziała (jedną, osiem lat temu), a ta też do łagodnych nie należała.
– On mnie obraził, chce widzieć jak cierpi – nalegała, bo same krzyki dobiegające z podziemi jej nie wystarczały.
– Dobrze – przystał Garido i wskazał swojej księżniczce drogę.
Zeszli stromymi, nierównomiernie wyłożonymi schodami do wilgotnej  piwnicy.  
Jest piwnica, jest zabawa. Tylko co się stało tym schodom?


Aurora  szła  pewnie.  W  taki  sam  sposób przestąpiła  przez  próg.  Uśmiechnęła  się  z  wyższością  widząc przegranie  malujące  się  na  twarzy  Natana.  Podeszła  bliżej  i powiedziała do kata:
– Daj mi bat, chcę spróbować.
Garido wkroczył między kata, a córkę, chcąc ją powstrzymać, ale  Nataniel  wtedy  przemówił  słabym,  ledwie  słyszalnym  i zachrypłym głosem:
– Pozwól jej panie.
– Nie i dosyć na dziś! – warknął wyrywając bat z dłoni rosłego mężczyzny. – On ma walczyć, przez was nie będzie wstanie.
- Ależ tato, ja tylko chciałam mu dodać zajebistości! Nigdy nie słyszałeś, że sponiewierany bohater ma plus 100…?


– Będę – zapewnił.
–  Właśnie  o  to  chodzi,  że  nie  będziesz!  –  Garido  złapał Nataniela za włosy i szarpnięciem zmusił by na niego spojrzał. – Nigdy więcej nie podniesiesz ręki na moją córkę.
– Nie podniosłem – wysyczał zbolałym głosem.
Garido  spojrzał  na  Aurorę.  Ta  lekko  się  zmieszała,  ale trzymała swojej wersji wydarzeń.
–  Sugerujesz,  że  moja  córka  kłamie?  –  zapytał  Garido  i zamachnął  się  na  odlew  wymierzając  swojemu  najlepszemu wojownikowi siarczysty policzek.
Natan językiem starł krew ze spierzchniętych ust i zmusił do cynicznego uśmiechu.
Tę krew zmusił.


– Pamiętaj, kobieta prawdy nie powie, chyba że przypadkiem skłamie – wypowiedział przerywanie i niezwykle powoli. Walczył sam z sobą by nie zamknąć powiek i nie utracić przytomności. – To chyba pańskie słowa, panie – przypomniał.
Garido  zamierzył  się  po  raz  kolejny,  ale  tak  naprawdę  nie chciał  Natana  zabijać.  
A co, dysponował mocą Śmiertelnego Strzału z Liścia?


Dlatego  opuścił  dłoń  i  nakazał  katowi zakończyć,  a  sam  odwrócił  się  na  piętach  i  skierował  w  stronę wyjścia.  Zawołał  Aurorę  by  szła  z  nim,  ale  ta  jeszcze  stanęła
naprzeciw Natana. Chwyciła go za brodę i policzki, zmusiła by na nią spojrzał.
–  Przegrałeś  –  wyszeptała.  Zamierzyła  się.  Jeden  cios  jej delikatnej dłoni na tyle już wymierzonych dla niego nic nie znaczył pod względem fizycznym. Znacznie bardziej bolała go męska duma iż przyłożyła mu kobieta.
Łojojoj, biedniusi.
*Miejsce na tradycyjny żart o honorze*


– To się jeszcze okaże – przemówił ledwie słyszalnie.
Aurora nachyliła się i wyszeptała mu wprost do ucha:
– Zapamiętaj aby ze mną nie zadzierać bo zginiesz.
Zamrugał  do  niej  znacząco,  dając  do  zrozumienia  by przystawiła ucho do jego ust.
– Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo, ale szkoda byłoby zabijać taką piękność. Co najwyżej mógłbym obić, albo wykorzystać na setki innych sposobów, pani – zaakcentował ostatnie słowo, gdyż to właśnie ono doprowadziło go do obecnej, nie nazbyt komfortowej sytuacji.
Aurora tak bardzo się zdenerwowała, że tym razem uderzyła mężczyznę  z  półpięści.  
Już pal sześć to “pół-”, ale skąd się wzięła moda na bicie “z pięści”, zamiast po prostu “pięścią”?
Bo przyłożyć z półpięści to prawie jak kopnąć z półobrotu.


Nataniel jeszcze dobrze nie wylizał się z ran, a już...
Myślał o kolejnej walce, chciał mieć to już jak najszybciej za sobą i móc dokonać wyboru, a przede wszystkim zobaczyć minę Garida, gdy już pojmie i posiądzie Aurorę jako prawowity mąż.
“Natanielu, jaka jest ostatnia rzecz, którą chciałbyś zobaczyć przed śmiercią?”


Natan nie zważał na protesty innych, ani na ich rady. Jeszcze całkiem  nie  odzyskał  sił  i  zdrowia,  a  już  poprosił  Garida  o ustawienie kolejnej walki. Wyszedł na arenę jeszcze tego samego dnia,  ledwie  widząc  przez  zamglone  z  osłabienia  i  bólu  oczy.
I niezachwianie wierząc w moc osłaniającego go Imperatywu Narracyjnego.
Skoro walka ustawiona, to wszystko jasne.


Wiedział,  że  nie  da  rady  walczyć  i  urządzać  widowiska. Skoncentrował się więc na celu. Rzucił niewielkim sierpem wbijając go  w  samą  krtań  pierwszego  z  przeciwników.  
Bo ileż można rzucać młotem.


Ledwie  wkroczyło dwóch  następnych,  a  on  zakręcił  się  wokoło  i  ściął  ich  głowy mieczami,  a  dwóch  kolejnych  po  prostu  na  te  miecze  nadział. Ostatniemu wymierzył silny cios w samą brodę, a potem nos wcisnął mu w czaszkę kolejnym uderzeniem pięści, która była twarda jakby nie należała do człowieka, a została wykonana z kamienia. Upadł, ale
zanim policzono do dziesięciu wstał i podniósł rękę do góry.
Rzeź jak sto pięćdziesiąt, wszystkie chwyty dozwolone, a tu nagle liczenie do dziesięciu jak w boksie.


Zszedł z areny o własnych siłach, ale uczynił to jak najprędzej, by nie zrobić samemu sobie wstydu kolejnym upadkiem.
– Niebywałe, był taki słaby – rzekł Garido jakby sam do siebie.
–  Już myślałem, że go stracimy – przyznał jeden z możnych siedzący obok władcy. – Ta która zostanie jego żoną zyska sławę. Oddalone wyspy zaczną się z nami liczyć. On jest jak nie człowiek, jak pół bóg… jak heros.
Zaraz, to skąd właściwie pochodzili przeciwnicy Nataniela? Wychodzi na to, że z zagranicy, bo w przeciwnym wypadku kogo by interesowała jakaś wewnętrzna rozrywka wyspy Aldain.


Kolejne  dwie  walki  były  jeszcze  trudniejsze,  zwłaszcza,  że występowały jedna po drugiej, zaraz na kolejny dzień. Jak nietrudno się domyślić Nataniel mimo porozbijanych do krwi pięści i wycięciu przez miecz przeciwnika fragmentu skóry na ramieniu i głębokiej ranie w łydce dobrnął do zwycięstwa.
Mać Gramatyka została ubita na śmierć.


–  Pozostała ostatnia walka – napomniał Garido. – To już za tydzień. Nie chcesz jej przełożyć i nacieszyć się życiem. - rzekł tonem nad wyraz sugestywnym.


–  Wiesz,  że  umrę?  –  zapyta  Natan  korzystając  z  ciepłej, relaksującej  obolałe  mięśnie (i powodującej szybsze wykrwawienie)  kąpieli.  Następnie  w  planach  miał masaż (też świetna rzecz na otwarte rany).
–  To pięciu najlepszych z sąsiednich wysp. Nie masz szans, chłopcze.
– Póki jest nadzieja, póki tli się jej mały płomień można nawet procą i kamieniami pokonać dziesięciu uzbrojonych od stóp po same uszy mężczyzn – wyznał pewny siebie. – Proszę pamiętać, że choć naginamy nasze życia i życia innych, to bogowie władają losem, a los bywa zdradliwy.
Zastęp skrybów w pobliżu pilnie notował te złote myśli.


– Dlaczego nie chcesz poczekać. Możesz walczyć nawet za półroku, przygotować się do tej walki odpowiednio. Po co się aż tak śpieszysz, Natanielu.
– Chciałbym posiąść żonę pókim młody. Za pół roku będę już rok  starszy  (ach, te zakrzywienia czasoprzestrzeni!) –  uśmiechnął  się  cynicznie  i  wyszedł  z  wody  nie zważając na swoją nagość.
Isabel  ruszyła  do  niego  z ręcznikami. Jeden owinęła  wokół jego bioder, a drugim go wytarła. Wskazała mu leżankę i poczekała aż się położy. Następnie natarła jego ciało oliwką i rozpoczęła masaż starając  się nie urażać pociętych od bata i podrażnionych miejsc.
Natan  nakazał  jej  zaprzestać  być  taką  ostrożną  i  masować porządnie. Na oczach Garida ona musnęła go w ucho, a on okręcił się na plecy i pomimo ich bólu rozchylił wargi z uśmiechem (oczywiście cynicznym, bo innego nie uznawał) na ustach, a mężczyźnie wskazał drzwi.
Król zrobił swoje, król może odejść.


Czy Nataniel wygra swą ostatnią walkę? Jak Garido zareaguje, kiedy się dowie, że chodziło mu o Aurorę? To wszystko już w następnym odcinku!


Z areny wysypanej plażowym piaskiem pozdrawiają Analizatorzy toczący krwawy bój ze stadem byków,
a Maskotek bawi się mieczem gladiatorskim… ajj, i po paluszkach!

250 komentarzy:

1 – 200 z 250   Nowsze›   Najnowsze»
Anonimowy pisze...

Soledad? Czyżby pisak nie był jednak taki głupi i nawiązywał do "Stu lat samotności"-Cien años de soledad?

Feanaro

Justyna K Lambert pisze...

Mi się to na początku z "Pompejami" skojarzyło. Analiza świetna, mimo rażących niekiedy błędów, to opowiadanie samo w sobie też dość fajne.

Dariusz Tychon pisze...

Szczerze mnie takie analizy nie bawią, jak dla mnie to dziecinada, by wyśmiewać cudzy utwór. Nie obrażam się jednak, mam dystans, super, że dostarczyłem wam zabawy i myślę, że każdy się uczy na błędach, bo nikt nie jest idealny.
Analizy nie czytałem całej, tylko początek, bo choć nie mam nic do krytyki, to gdy jest prześmiewcza to dla mnie brak szacunku do cudzej twórczości (w tym wypadku mojej, ale oczywiście nie tylko mnie tak analizowaliście).
"Czyżby pisak nie był jednak taki głupi..." - Anonimie... zero kultury. Ja mogę być głupi, ale ty pozostaniesz bezczelnym chamem.
To ostatni raz, gdy odwiedzam takie miejsce jak wasz blog, bo tak jak mówię, jestem im przeciwny i każdy komentarz z waszej strony, na moim blogu, będzie od razu usuwany, bo nie toleruję chamstwa i wyśmiewania.
Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Oburz ałtora taki piękny <3 Analiza jest boska. Dawno tak się
nie uśmiałam. A Maryla jako zwierze estradowe skojarzyło mi się
z Czasem zagłady tak bardzo(wtajemniczeni wiedzą o co chodzi), że aż
kwikłam.

Anonimowy pisze...

O,uległe kobiety mu się marzą! Temu Pisaku.Jak w dowcipie "Sf piętro wyżej".
Analiza fajna,chociaż spodziewałam się potterowskiego opka.I geny i Seneka i Ględziator Wam się udały.
Natchnienia na Nowy Rok!

Chomik

Anonimowy pisze...

Analiza jest boska!
Kocham was analizatorzy. A wiecie co?
Ałttor analizowanego opka napisał pełen bólu dupy
pościk http://dariusz-tychon.blogspot.com/2016/01/przesmiewcze-analizowanie-blogow.html zerknjcie sobie.

Anonimowy pisze...

Roznica miedzy kalendarzem julianskim a gregorianskim wynosi od 1900 roku 13 dni :)

Babatunde Wolaka pisze...

Ale akcja powieści, o której mowa ("Mason i Dixon"), toczyła się w XVIII wieku.

zaciekawiony pisze...

"Aurora jednak była jeszcze za mała by myśleć o małżeństwie. Miła zaledwie trzy lata." - źle zrozumiałyście. Ona od urodzenia była małą jędzą i dopiero od trzech lat była miła.

Siberian tiger pisze...

„Wcisnął dłonie do kieszeni szaty i z uśmiechem pełnym grozy powiedział sam do siebie:
– Uciekaj Auroro, uciekaj. Ciekaw jestem dokąd uciekniesz? Dokądkolwiek byś nie uciekła i tak będziesz moja.”
„A twoje zdanie, droga Auroro, obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg, albowiem jestem praFdziFym mENSZczyznOM. Boru, rzygać mi się chce.”
„Roztropnie będzie już teraz przygotować sobie na przyszłość duże wiadro.”
Ale... biorąc pod uwagę, że świat jest stylizowany na (kulejącą) starożytność, to rozumiałbym zastrzeżenie, że coś takiego wypowiada niewolnik o córce władcy, ale nie, że mężczyzna o kobiecie. Zwłaszcza że wcześniej były informacje (też kulawe), że np. prawo dziedziczenia itp. przysługuje mężczyznom (tak rozumiem to, że „córki były im niepotrzebne” i płacz nad tym, że możny nie miał syna). Choć fakt, że taki maksymalny patriarchat raczej jest właściwy średniowieczu niż starożytności, o dziwo (choć to też zależy, o którym starożytnym państwie mówimy). Generalnie, jeśli ten niewolnik-gladiator jest wzorowany na starożytny Rzym, to chyba trochę za bardzo jak człowiek jest traktowany przez pozostałych. Aczkolwiek sam komentarz do tego cytatu mocno trąci współczesną mentalnością.

Abstrahując od powyższego, zdecydowanie rozsądniej byłoby, gdyby poprosił o wolność po tych wygranych walkach i wtedy sam mógłby decydować o ślubie.

„– Już myślałem, że go stracimy – przyznał jeden z możnych siedzący obok władcy. – Ta która zostanie jego żoną zyska sławę. Oddalone wyspy zaczną się z nami liczyć.”
To trochę smutne, że nikt się z władcą teraz nie liczy i musi się uciekać do takiego podstępu z niewolnikiem.

W ogóle to trochę zabawne, że władca tak lubi z niewolnikiem plotkować „a która ci się spodobała? no powiedz, powiedz!”

„Nataniel spojrzał na nie z wyższością. Przyznał sam przed sobą, że oprócz urodziwych twarzy i mokrego krocza nie mają mu niczego do zaoferowania.”
„Tak się skupił na (pogardliwym, oczywiście!) myśleniu o kroczach, że o wolności i prawach obywatelskich zupełnie zapomniał.”
To mogłoby być realne, gdyby faktycznie był niewolnikiem i miał świadomość, że wolność nie jest w jego zasięgu, to chociaż sobie cudzego krocza poużywa.

Generalnie to brak warsztatu i researchu zabiły to opko totalnie. Ale dałoby się to jakoś naciągnąć – o tym chłopcu mogła mówić przepowiednia, mógł faktycznie być półbogiem. Później władca tak się do chłopca przywiązał, gdy widział jego zwycięstwa, to postanowił go uwolnić, ale wiadomo, że więzi poddaństwa i „wdzięczności” pozostały. A potem on bierze za żonę córkę władcy jako wolny człowiek po to, żeby w czasie ślubu zachlastać wszystkich odpowiedzialnych za jego porwanie w dzieciństwie.

„Czy Nataniel wygra swą ostatnią walkę?” Autor sam zaspoilerował: „jak nietrudno się domyślić Nataniel (...) dobrnął do zwycięstwa”, co każe wnioskować, że w przypadku ostatniej walki będzie tak samo:(
Pozdrawiam i Szczęśliwego Nowego Roku!
Shiren.

Tiganza pisze...

"a gdzie kompot?" - no dziękuję pięknie, ryknęłam jak durna w pracy i tłumacz tu ludziom, że to niby z powodu maila od klienta..... ;>

Anonimowy pisze...

Pomysł na opowiadanie może i nie jest najgorszy, ale wykonanie leży i kwiczy. Nie wiem, ile lat ma autor, ale składnia, ortografia itp. wskazuje na wczesne gimnazjum. Nie rozumiem, jak można wpuszczać do sieci opowiadanie zawierające takie kurioza jak "bezo grudek" (jakem stara, z takim czymś się jeszcze nie spotkałam). To już zakrawa na brak szacunku do potencjalnych czytelników. Moim zdaniem, autor, zamiast wyrażać święte oburzenie i pisać natchnione posty o hejterach, powinien wziąć sobie uwagi do serca, przemyśleć sprawę i, co tu dużo gadać, napisać swoje dzieło od nowa. Zdaję sobie sprawę, że czytanie krytycznych komentarzy na temat swojego utworu nie jest najprzyjemniejsze, ale słodzenie typu "Och, jakie cudowne opowiadanie, idealne, wspaniałe, nic nie trzeba zmieniać" jest o wiele gorsze, bo utwierdza autora w przekonaniu, że jest doskonały i niczego nie musi ulepszać w swoim warsztacie, a wszyscy przecież widzimy, że tak nie jest. Jak wspomniałam na początku, opowiadanie ma potencjał, ale jego obecna forma jest, niestety, kiepska.

Pozdrawiam

Smok Miluś

Anonimowy pisze...

Więcej sensu by miało, jakby nie chodziło o króla, tylko o właściciela gladiatorów z jakichś powodów (np. polegnięcia całej reszty niewolników, długów zaciągniętych na ich kupno itp) zależnego finansowo od swego najlepszego zawodnika.

Anonimowy pisze...

To zaskakujące, że mimo tylu błędów gramatycznych, logicznych, składniowych itd, zapis całości nie kuleje jakoś dramatycznie. Mam na myśli chciażby sam fakt używania półpauzy w dialogach ( trudno ocenić czy to półpauza po skopiowaniu na bloga). Odnoszę wrażenie, że ktoś próbował betować autorowi ten tekst. Rzecz jest koszmarna, ale tak bywa z twórczością młodych pisaczy. Nie rozumiem tylko dlaczego wybrałyście akurat to opko do analizy, jest mnóstwo gorszych i śmieszniejszych. No, ale spokojnie... może Armada dopiero się rozgrzewa i zostawia najlepsze na potem, taką Michalak chociażby. Nie tylko pani Kasia wyda niebawem drugą część "Mistrza", czyli "Zemstę", ale też możemy się spodziewać wyczekiwanej powieści wojennej :) Będzie wesoło. Na napisanie całego drugiego tomu "Miasta Walecznych", AłktorKasia dała sobie czas do czerwca... hmm... Speedwriting, anybody? Rozumiem, że zasada "niech odleży chociaż miesiąc" niektórych nie dotyczy :D

Leleth pisze...

"ale tak bywa z twórczością młodych pisaczy" - Jeśli wierzyć temu, co autor pisze w komciach, jest już żonaty, więc gimnazjum musiał skończyć jakiś czas temu.

Anonimowy pisze...

Szczęśliwego Nowego Roku Armado!
Muszę przyznać, że o ile poprzednia analiza trochę mi się dłużyła, to przy tej ubawiłam się setnie.
"A gdzie kompot?" <3<3
"a Maskotek bawi się mieczem gladiatorskim… ajj, i po paluszkach!"
oj, moje biedactwo ...
"– Przegrałeś – wyszeptała. Zamierzyła się. Jeden cios jej delikatnej dłoni na tyle już wymierzonych dla niego nic nie znaczył pod względem fizycznym. Znacznie bardziej bolała go męska duma iż przyłożyła mu kobieta.
Łojojoj, biedniusi.
*Miejsce na tradycyjny żart o honorze*"
A tego nie łapię. Czy jakaś życzliwa duszyczka mogłaby mi wytłumaczyć dowcip?

Tymianek



Karo Luna pisze...

Drogi Panie, że tak pozwolę sobie zacytować Ciebie samego: potraktuj to z przymrużeniem oka. ;-) I nie bulwersuj się tak. Ty sobie zakpiłeś z czytelników, a czytelnicy zakpili z Ciebie - po prostu życie.

Karo Luna pisze...

"To ostatni raz, gdy odwiedzam takie miejsce jak wasz blog..."

Armada już się chyba nie pozbiera po takiej stracie.

Anonimowy pisze...

Analiza taka piękna;_; oburz ałtora taki cudowny.
Czego chcieć więcej?

Tymianku tu masz ten honor http://oglaf.com/honor/

Anonimowy pisze...

Anonimowy z 19:47- dzięki :)
Tymianek

Anonimowy pisze...

Ej ja mam propozycje napiszcie coś swojego, swoją powieść czy też opowiadanie. Jesteście tak świetnymi i cudownymi polonistami, że z chęcią was przeczytam. No nie dajcie się prosić:) Chyba, że to za trudne?
Pozdrawiam :*

Prześliczna Waltornistka pisze...

Zieeew, ciągle te same argumenty...

kura z biura pisze...

Ja napisałam, nawet niejedno :P Zapraszam :)
http://notatki-na-marginesie.blogspot.com/

Nemezis pisze...

Wyjątkowo się nie śmiałam, bo nawet tak cudnie zanalizowane opko boli- nie chcę obrażać autora, ale mam nadzieję, że specjalnie kreuje Nataniela, króla i (najwyraźniej) wszystkich mężczyzn na bohaterów negatywnych.
Ja wiem, że świat fantasy i w dawnych czasach faktycznie tak traktowano kobiety, ale główna żeńska postać jako Scary Sue? Główny bohater, z którym mam sympatyzować, traktujący wszystkie kobiety jak przedmioty?
Nieładnie. Jak już mówiłam, mam nadzieję, że to celowy zabieg.
Inaczej trudno mi opko traktować inaczej niż "jak autor wyobraża sobie raj facetów i definicję męskości- pranie wszystkich po mordzie, wygrywanie, i tysiąc nałożnic bez cienia własnego zdania"

Sorry, musiałam wylać swój angst xD

Analiza cudna jak zawsze tho :)

Dakini pisze...

Ten cały buchający mizoginizm byłby do zaakceptowania w bohaterze, który by się rozwijał - np. pod wpływem Aurory wyrastał ze swoich lekko (no dobra, solidnie) żałosnych poglądów na temat Prawdziwych Menszczyzn i kobiet, mających do zaoferowania jedynie "mokre krocze". Transformacja pod wpływem miłości to klisza, jasne, ale pozwala nam sympatyzować nawet z wrednym bohaterem. Nie wiem (i nie mam ochoty sprawdzać) jak rozwinie się ta historia, ale biorąc pod uwagę, że z Aurory niezłe ziółko (cóż za eufemizm...), pewnie będzie patologicznie, czyli tak, jak Analizatorzy i Czytelnicy 'lubią' najbardziej ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Kompot, Śmiertelny Strzał z Liścia i Ględziator najlepsze :D Może i nie Ustawka, ale na pewno na ustawkowym poziomie!

Anonimowy pisze...

Nemezis i Dakini, pozbądźcie się złudzeń: http://dd-patryk-i-majka.blog.onet.pl/
Nataniela wykreował ktoś, kto z upodobaniem nurza się w tematyce tzw. domowej dyscypliny.

Anonimowy pisze...

"domowej dyscypliny"? Ech, szkoda gadać. Taki facet nigdy nie
znajdzie sobie kobiety. No, z takim podejściem to nie wróżę
mu sukcesów. Gdyby jednak sobie kogoś znalazł ... to powinniśmy
współczuć jego partnerce.

Anonimowy pisze...

HAHAH. Tak on sobie kogoś znajdzie, mhm.
No chyba, że wierzysz w cuda.

kura z biura pisze...

Ej, ej, bez pojazdów po prywatnym życiu, pliz.

Paprotka pisze...

Hmm,autor popełnił kolejne przemyślenie na swoim blogu i coś niefajnego jest na rzeczy z tą dyscypliną:
"Wyśmiewanie innych, kpienie z czyjeś pracy, szukanie poklasku w hejtowaniu, to typowe zachowania w internecie i nie tylko, ale nie musimy brać udziału w zabawie, która nas nie bawi, a obrzydza, bo mnie wyśmiewanie innych w szyderczy, złośliwy i wredny sposób obrzydza, i to do tego stopnia, że jak mój własny syn kiedyś drwił z innych, nabijał się i hejtował biedniejszą, słabszą z jakiegoś przedmiotu, czy po prostu źle kolorystycznie ubraną osobę ze swojej szkoły, to gdy ja się o tym dowiedziałem, to także nie usiadłem z nim do stołu, ani do dyskusji. Powiedziałem wtedy co myślę i wyprosiłem, wcześniej dając w twarz, bo zabawianie się cudzym kosztem w wyśmiewanie kogokolwiek, tego co robi bądź zrobił. uważam za brak kultury, obycia i wychowania."
Także ten. Syna. W twarz.

Anonimowy pisze...

Hm. Ten pan chyba lubi ten motyw dawania w twarz.
No ale tego. Niech ałtor zrozumie, że skoro umieszcza swoją
pisanine w internetach, to może przyjść jeden złośliwiec
i zacznie się z owego dziełka nabijać. Tak działają internety.
Tak działają ludzie. No przykro mi, że muszę uświadamiać faceta, który
ponoć jest dorosły...

Anonimowy pisze...

Heheheszky.
http://inkwizytornia.blogspot.com/2016/01/przesmiewcze-analizowanie-blogow-czyli.html

Anonimowy pisze...

O losie, autor chyba serio nie mam do siebie dystansu.
Proszę mi pokazać, gdzie(w którym momencie) analizatorzy
są chamscy. Serio. Czekam.

Anonimowy pisze...

THU *"autor nie ma do siebie dystansu"
Wybaczcie mi ten błąd.

Anonimowy pisze...

Poczytałam trochę o tym DD, wcześniej nie słyszałam o niczym takim. Obrzydliwe. Gdyby ktokolwiek (a zwłaszcza mój partner) podniósłby na mnie rękę w celu "zdyscyplinowania mnie", chyba bym go miała na sumieniu...

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z tobą anonimku z 23:53. Gdyby ktokolwiek podniósł na
mnie rękę to byłaby to ostatnia rzecz jaką zrobił w życiu.
Serio.

Anonimowy pisze...

Tja. Autor oczywiście nie opublikował mojego
pytania o to w którym momencie jego zdaniem
analizatorzy są chamscy.
Czemu postawa autora mnie nie dziwi...
Niby dorosły człowiek, a zachowuje się jak
urażona nastolatka.

Shun Camui pisze...

Za to nie ma nic przeciwko temu, że jakaś jego koleżanka chce uczyć, jak dyskutować na poziomie, cisnąc innym od taboretów. Na wszelki wypadek zablokował szałta, żeby nikt jej nie mógł napisać, co sądzi jej zabójczej "logice".

Shun Camui pisze...

*o jej

Anonimowy pisze...

Lol. Typowo autoreczkowe zagranie.
W tym przypadku maść na ból dupy nie pomorze.
Tu potrzeba hurtowych ilości maści na
ból dupy. A i tak nie ma pewności czy to
pomoże.

Anonimowy pisze...

o dzias, jakiego orta wanlęłam. "W tym przypadku
maść na ból dupy nie pomoże"
Późno już plus te cyrki jakie wyprawia autor...
no rozumiecie, nie?

Anonimowy pisze...

Anonimku z 0:14, luzik. Rozumiemy.

Anonimowy pisze...

Szałt zablokowany, bo autor jest
taki dojrzały i w ogóle. Ojeje.
Nie.

Anonimowy pisze...

Ech, a porównajmy zachowanie tego pana z zachowaniem poprzedniego zanalizowanego autora, tego od yaycowego odrobinkę pseudo-średniowiecza, który przyjął analizę z godnością i uśmiechem, a jeśli polemizował z pewnymi uwagami, to merytorycznie i w miłej atmosferze... ech.

A.

Anonimowy pisze...

*literówka, tfu, yayoicowego! Chociaż nadal nie jestem pewna, jak to odmieniać. -_-

A.

PS Wierzą mi na słowo, że nie jestem botem, czuję się dumnie. ;D

Anonimowy pisze...

A, masz rację. No, ale żeby porozmawiać w miłej
atmosferze to trzeba mieć poczucie humoru i dystans do siebie.
A tego autor nie ma i wątpię, że będzie mieć.

Anonimowy pisze...

Wiecie co bawi mnie najbardziej? To, że autor próbuje
udawać "wcale się nie przejąłem waszą analizą". I co ciekawe
ta jego linia obrony na "analizatorzy są chamscy" jasno pokazuje, jak
bardzo zabolało go, że ktoś wytknął mu wszystkie kretynizmy w opciu.
Gdyby naprawdę się nie przejął i miał do siebie dystans to, by
napisał coś ala autor z poprzedniej analizy. Fajnie, kulturalnie i na
luzie. Tak. Tamten autor miał do siebie dystans. Ba! On nawet dziękował za wytknięcie błędów. Ale i tak wszyscy wiemy jaka jest prawda. Analizatorzy to
wredne chamskie stworzenia, które lubią upokarzać świetnych i cenionych autorów. TAQ

Anonimowy pisze...

Mieć dla czegoś szacunek- uznawać tego wartość. Jeśli tekst wart nie jest funta kłaków, to nie ma co spodziewać się dlań szacunku.

Anonimowy pisze...

Przepraszam co? Szacunek? Dla tego czegoś? I autora, który
wyzywa analizatorów od chamideł? To chyba jakaś kpina.
Jeśli autor żąda szacunku, to niech najpierw sam okazuje go
innym.

Anonimowy pisze...

Za takie "dzieło", jakim uraczył nas pan D. należy się areszt i wybatożenie rzepą, a nie szacunek. Sorry, Winnetou.

Anonimowy pisze...

Szanować można osobę, nie przedmiot. W odniesieniu do analizy kryterium szacunku w ogóle nie ma zastosowania, bo analiza dotyczy tekstu, nie osoby autora. Nawet jak się pamięta jakieś wybitne kretynizmy z jakiegoś opka, to o osobie, która te kretynizmy napisała, w ogóle się nie myśli. Do tej pory niechlubnym wyjątkiem była Milenko-Marlenka, ale pan Dariusz robi wszystko, by do niej dołączyć. On nie pozwoli się wyrzucić z pamięci czytelnikom. Sam, osobiście, skierował wszystkie reflektory na siebie i urządził przedstawienie, które długo pozostanie w naszej pamięci.
Mam wrażenie, że ta analiza nie powinna być kontynuowana, bo byłoby to za duże wyróżnienie dla tego pana. Pewnych rzeczy nie należy tykać, żeby się nie pobrudzić.

Lobo Bathory pisze...

To opko stanowi najbardziej obleśny plagiat z Conana, jaki wydał z siebie polski Internet. Fuj. Nawet z komentarzami nie nadaje się do czytania. Podziwiam wytrwałość analizatorów i pozdrawiam,
Lobo

Anonimowy pisze...

Jak z niego fan bicia kobiet i dzieci, to go pewnie jeszcze bardziej boli, że z jego pisfujarstwa cisną dwie kobiety (pamiętam o Babatunde).

Anonimowy pisze...

Analiza świetna,nie wiem dlaczego ale "filozoficzne" wypowiedzi głównego bohatera kojarzą mi się z Gladiatorem...

Anonimowy pisze...

Autor tego dzieła powinien zapierdalać na galerze.

Anonimowy pisze...

@Anonimowy z 13:48
W którym miejscu p. Dariusz wspomina o swoich preferencjach politycznych?

AnnDroid pisze...

Ględziator chyba wejdzie do mojego codziennego słownika <3

Nic w tym opku się nie broni - pomysły, logika, nowatorskie konstrukcje frazeologiczne, rzygliwe wstawki damsko-męskie... jednym słowem, z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek!

Anonimowy pisze...

W świetle tego co przeczytałam w komentarzach o autorze opka, to prędzej on jest chamski i niekulturalny niż ten anonim, który w ironiczny sposób sugerował, że pisak zna sto lat samotności albo liznął nieco hiszpańskiego.

Ela TBG

Anonimowy pisze...

Za mało materiału porównawczego... (i nie, ja nie jestem TYM Anonimem).

Anonimowy pisze...

Jeśli chodzi o starożytność, to sądzę, że sytuacja kobiet w starożytnej Grecji była gorsza, niż w średniowieczu. Mimo wszystko znalazły się w wiekach średnich rządzące kobiety (Jadwiga, cesarzowa Teofano, Blanka Kastylijska), był jakiś klasztor, gdzie mniszki mogły przepisywać teksty i w ogóle, a porzucania nowo narodzonych dziewczynek nie akceptowano. Choć niewątpliwie lepszą pozycję miały kobiety starożytne w Egipcie i u Celtów.

Feanaro

Anonimowy pisze...

Więc autor nie jest gimnazjalistą? Serio? To dorosły człowiek? Nie wierzę w to... Jak można przejść przez okres adolescencji wyłącznie na płaszczyźnie fizycznej i ominąć jakikolwiek rozwój emocjonalny? Gdzie jest dojrzałość tego pana? Wciąż mam nadzieję, że to po prostu młodociany pisacz, który pozuje na starszą osobę, bo jego błędy wskazują raczej na poziom językowy trzynastolatka... No i ta reakcja na krytykę - jak u dziecka! Tak się nie zachowują ludzie poważnie myślący o swoim kunszcie pisarskim.

Anonimowy pisze...

"Anonimowy pisze...

@Anonimowy z 13:48
W którym miejscu p. Dariusz wspomina o swoich preferencjach politycznych?

9 stycznia 2016 17:27 "

Polityką się nie interesuję, od kiedy istnieje partia FUJ? I co robi?

Anonimowy pisze...

GDZIE pan Dariusz ujawnia swoje preferencje polityczne?

kura z biura pisze...

Drodzy komentujący, jeszcze raz proszę o powstrzymanie się od rozważań na temat osoby autora, jego poglądów politycznych, życia prywatnego itp.

(a swoją drogą, ja na przykład wyrażenie "pisfujarstwo" - bo chyba o nie chodzi - zrozumiałam jako "pisarstwo fuj" i taka chyba była intencja)

Anonimowy pisze...

Anonimowy Anonimowy pisze...

GDZIE pan Dariusz ujawnia swoje preferencje polityczne?

9 stycznia 2016 21:02

P. Dariuszu (lol) już wszyscy wiedzą, że pisać nie umiesz, ale co, czytać też nie?

Anonimowy pisze...

Pudło, nie jestem p. Dariuszem, chociaż i tak mi pewnie nie uwierzysz, ale to twój problem, nie mój.
@kura z biura: to dlaczego nie "pisarstwo fuj" albo "fujpisarstwo"?

Anonimowy pisze...

Byłoby przejrzyściej.A moje pytanie nie dotyczyło preferencji politycznych pana Dariusza, tylko podstaw do twierdzenia, że ma je takie, a nie inne... Preferencje polityczne pana Dariusza mi wiszą i powiewają, mówiąc kolokwialnie.

Anonimowy pisze...

Anonimku czytanie ze zrozumieniem tako trudno, tak?
No widać, że dla ciebie tak. Ale mniejsza o to FUJ - Fatalnie ułomne
jełopy. Ale dobra już nie będę, bo Kura prosiła, żebyśmy byli grzeczniejści.
Jednak nie mogę nie powiedzieć, dlaczego tak reagujemy: otóż to sam autor
spowodował takie, a nie inne reakcje. Gdyby przyjął krytykę na klatę i zachował się np. tak jak autor z poprzedniej analizy, to wszyscy byli by mile zdziwieni. Ale niestety pan D zachował się jak typowa nastolatka, która nie umie przyjmować krytyki.Do tego obraża analizatorów(nazywając ich chamami). Mnie właśnie to najbardziej wkurza. No jak można napisać coś takiego? Może autor nie rozumie czym owa analiza jest? Wszak wiadomo, że człowiek nie lubi rzeczy, których nie rozumie. Może do zrozumienia intencji potrzeba dojrzałości umysłowej. A widocznie niektórzy dorastają jedynie fizycznie, zaś mentalnie zatrzymali się na poziomie trzynastu lat. Przykre to i smutne, no ale co zrobisz? Nic nie zrobisz.

Anonimowy pisze...

Anonimku z 21:48 zrobiłeś mi dzień z tym FUJ.

Anonimowy pisze...

Oj, kręcisz. Ale niech ci będzie.
I po co to całe tłumaczenie z powodu jednego pytania, które dotyczyło zupełnie czegoś innego? Ale nie przedłużam dyskusji, która faktycznie żadnego sensu nie ma.

Anonimowy pisze...

Anonim z 21:48 ma całkowitą racje. Atakujemy ałtora, dlatego
że nazwał analizatorów chamami. I nas ( czyli czytelników Armady) hejterami.

Anonimowy pisze...

Nie znam twórczości pana autora, pewnie podobnie, jak państwo analizatorzy, więc moja opinia będzie obiektywna tak, że bardziej obiektywna być nie może :)
Sporo rzeczy, które zostały poddane analizie, rzuca się w oczy nawet bez dodanych komentarzy, więc to pierwsza uwaga do pana D - nad wyraz wyraźne i liczne błędy odrzucają. Już przymknijmy oko na kulawą gramatykę, składnię czy interpunkcję - wiem, że to najważniejsze elementy, by móc w spokoju coś przeczytać, ale to naprawdę nie one sprawiły, że miałam ochotę podciąć sobie żyły. Największym wstydem, a więc i porażką autora jest to, że to on sam zaplątał się w odmętach swojego opowiadania i to nie on, a zupełnie obcy mu ludzie, starali się to wszystko uporządkować. W tej części opowiadania panuje taki chaos, taki burdel i nieporozumienie, że sama nie wiedziałam, co jest prawdą, a co nie. Autor w tak małym fragmencie mylił pojęcia, fakty, do tego stworzył postać władcy, który według jego definicji powinien być despotyczny, a on kumplował się z niewolnikiem! No ludzie kochani! Nie mam zamiaru pisać o reszcie gaf, bo zrobili to przede mną inni, lepsi w tym fachu i czapki z głów.
A Pan autor, naprawdę nie wiem, czego się czepia. Nie ma tu ani grama tzw. hejtu, bo to bardzo merytoryczna analiza, która pokazała, czego nie powinien robić ŻADEN pisarz-amator. Co innego, jakby krytyka była bezpodstawna - wtedy każdy z nas napisałby, że analizatorzy tylko hejtują, bo nie mieli się do czego przyczepić. Prawda jest jednak inna, bo mieli się do czego przyczepić i za każdym razem to racjonalnie uzasadniali. Na dodatek, przejrzałam poprzednie komentarze i sądzę, że zdecydowana większość z Was ma podobne zdanie na ten temat. Przede wszystkim widzę tu ograniczoną wyobraźnię w tworzeniu fabuły, a jest to przecież dopiero początek.
I na koniec jeszcze jedno - pan autor twierdził, że nie będzie sprawdzał tekstu kilkanaście razy przed jego publikacją, bo błędy, które chciał wyłapać, już wcześniej wyłapał, a reszty nie byłby w stanie dostrzec. Tu ma rację, ale nie dodał, że do błędów zaliczają się także pomyłki merytoryczne, a takich jest tutaj pełno, więc jak mógł ich w ogóle nie dostrzec?! Jeśli tak wygląda każde jego opowiadanie, to poważnie zastanowiłabym się nad zmianą hobby lub przerwaniem publikowania i dzielenia się tym z innymi. Jeśli trafiają na tego bloga nastolatki, które dopiero się uczą pisać, to czego się u niego nauczą? Że przecinki nie są ważne, że szyk zdania może być byle jaki, że można najpierw coś potwierdzać, żeby za chwilę temu całkowicie zaprzeczyć... Aż mi szkoda młodzieży:(
Pozdrawiam, Magdalena

Anonimowy pisze...

Pan D może podać ręke Akemi z uczelni z
tradycjami. Ten sam poziom i tak samo cudowny oburz.

Anonimowy pisze...

Ja myślę, że autor nie rozumie formy analizy. Po prostu wydaje mu się, że
analizatorzy się z niego wyśmiawają. A prawda jest prosta- wyśmiawają, ale
opko autora. Do samego pana D nie mamy ( i zapewne analizatorzy też) nic nie mamy.
Więc najpierw może trzeba panu D wyjaśnić czym są analizy na Armadzie.

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z wami wszystkimi. Od siebie dodam jeszcze, że analizatornie pomagają.
Analizatorzy w śmieszny i przystępny sposób pokazują, jak nie pisać. Dzięki temu
ja wiem jakich rzeczy unikać.

Anonimowy pisze...

uwaga do pana D: analizatorzy wyśmiewają głupoty z opka, a nie pana.

Bez odbioru.

Anonimowy pisze...

Wolę literaturę, w której występują miary, które znam, niż takie, które muszę przeliczać, więc mnie akurat te litry, metry i hektary podobają.
Kratka

Anonimowy pisze...

Próbowałem kilka razy bardzo grzecznie wyjaśnić panu Dariuszowi, na czym polega analiza i jak należy do niej podchodzić. Ani jednego mojego komentarza nie przepuścił, tak więc z wielką przykrością zmuszony jestem podejrzewać, że publikuje jedynie komentarze klakierów.

Anonimowy pisze...

Anonimku z 00:48 pan D zachowuje się jak typowa ałtoreczka, więc
nie ma co się dziwić, że komentarze są moderowane. Oczywiście przechodzą
tylko te, które chwalą autora.

Lunatyczka pisze...

Droga Armado, jak lubię i cenię Wasze analizy, tak czasem zupełnie nie dziwię się autorom opek, kiedy widzę komentarze niektórych czytelników. Mam wrażenie, że część z nich postrzega analizy jako okazję do zglanowania gupka z wyżyn własnej świadomości wszechrzeczy i tylko czeka na gównoburze, oburze i inne atrakcje, jakie oferuje nie opko, a jego autor. A jak jeszcze ten autor przyjdzie i powie, że analiza mu się nie podoba - a przecież jak może się nie podobać - to wtedy ooooo, hulaj dusza, aŁtor nie umie przyjmować krytyki, paczcie, paczcie, jak się wścieka, wieści z frontu, moderacja komentarzy, ach, to takie pjenkne!

I to oczywiście wina aŁtora, że piszemy o nim źle, bo nas prowokuje, tak. A poza tym nosi mini i zachowuje się jak szmata. Ludzie, serio, ogarnijcie się.

Można konstruktywnie krytykować tekst, można konstruktywnie krytykować zachowanie, ale można przy tym nie wsiadać na osobę, naprawdę. Tu się analizuje złe opka, a to, co ich autorzy robią po godzinach, zupełnie nie powinno nikogo obchodzić, bo nie zmienia faktu, że popełniono złe opko. Wywlekanie innych blogów tego samego autora tudzież jego poglądów i pikantnych szczegółów dotyczących życia prywatnego oraz sugerowanie zatrzymania w rozwoju i innych ciekawych rzeczy jest tak niskie, że bije rekord nurkowania głębinowego.

A opko jest obleśne i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że to efekt świadomej kreacji. A autor i fakty go dotyczące zwisają mi kalafiorem, bo tu, że tak znowu delikatnie przypomnę, choć wszyscy ciągle to powtarzają, ocenia się TEKSTY bez utożsamiania z autorami.

Anonimowy pisze...

Tak to wina autora, bo uwaga: to on nazwał nas i analizatorów
chamidłami.

Czasem warto przeczytać całą dyskusje.
Bez odbioru.

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z Lunatyczką.

Anonimowy pisze...

Dokładnie. To autor zaczął nas wyzywać od hejterów i takich tam. To co się działo potem to odpowiedź na jego obelgi. No, wybaczcie, ale można napisać "Analiza mi się nie podoba, bo coś tam (opisane kulturalnie). Można? Można. Ale autor wybrał drogę na "Wyzwę ich od hejterów i ludzi bez życia". To niby jest ok? No nie sondzem. Autor zaczął wyzywanie. Każdy kto ogarnia internety, ten wie czy się takie akcje kończą.

Anonimowy pisze...

*czym

Anonimowy pisze...

A ja się zgadzam z anonimem z 8:14

Lunatyczka pisze...

Ale wiecie, że nie trzeba reagować wyzwiskami na wyzwiska? Bo to wtedy, tak jakby, czyni nas chamidłami i hejterami.

I tak, czytałam całą dyskusję. Zaczęła się od "czyżby aŁtor nie był taki głupi?".

Lunatyczka pisze...

Autor zaczął wyzywanie. Każdy kto ogarnia internety, ten wie czy się takie akcje kończą.

Tak, you came to the wrong neighborhood, madafaka! :D

Anonimowy pisze...

A potem autor napisał miłego pościka.
No dokładnie. Internety nie wybaczają. Internety na atak odpowiadają
atakiem. A wystarczyło kulturalnie napiać, że "Nie lubię takich analiz".
Tyle. Ale nie...

Anonimowy pisze...

Internety to nie ludzie. To som wilcy!

Mal pisze...

@Lunatyczka: przyznaję, że też nie przepadam za tego rodzaju shitstormami, ale reakcji czytelników się nie dziwię - obok tego, co Pisak odwala w związku z tą analizą trudno przejść obojętnie. Niemniej jednak ciężko mieć pełen obraz sytuacji, jeżeli nie śledziło się jej od samego początku i to na obu blogach - NAKWie i blogasku Pisaka - bo Pisak nie dość, że jedną oburzoną notkę usunął i walnął drugą, to jeszcze pod obiema kasował niewygodne komentarze (to znaczy - najpierw kasował, potem po prostu wprowadził moderację). Zaręczam, że "niewygodne" nie oznacza w tym wypadku "obraźliwe", no ale efekt końcowy jest taki, że można mieć wrażenie pewnej nierówności reakcji.

No, a poza tym myślę, że ciężko nie jechać po kimś, kto na analizę reaguje anegdotką (to już w tej drugiej notce), że jak jego syn kogoś wyśmiewał, to zamiast porozmawiać, Pisak po prostu dał mu w twarz. Tym bardziej, że dla mnie miało to trochę taki podtekst, że "wyśmiewających" analizatorów trzeba było w podobny sposób wychowywać, to może teraz nie dręczyliby biednych opkopisaczy w internetach...

@Kratka a propos systemu metrycznego: jasne, to jest dla nas - czytelników wygodniejsze, ale zwróć uwagę, że metry i cała reszta to arbitralne jednostki miary - nie ma tak naprawdę żadnych podstaw, żeby akurat taka, a nie inna odległość była nazywana "metrem". Oczywiście ten system jest w naszej kulturze na tyle zakorzeniony, że my przyjmujemy go za coś naturalnego, ale w realiach fantastycznych, kreowanych na quasi-starożytność czy quasi-średniowiecze jest kompletnie pozbawiony sensu, bo takiemu na przykład niewyedukowanemu średniowiecznemu chłopu łatwiej mierzyć odległości w łokciach, a wagę w kamieniach, niż za pomocą jakichś abstrakcyjnych pojęć. Dodatkowo popularność systemu metrycznego na świecie jest wynikiem konkretnych procesów historycznych/politycznych w naszym świecie, więc co miałoby uzasadniać jego stosowanie w uniwersach mających raczej niewiele wspólnego z naszą rzeczywistością?

Anonimowy pisze...

Mal, wyjęłaś mi to z ust. Było tak jak napisałaś: najpierw autor
przyszedł tutaj i walnął pełną wyrzytów notkę. Zaraz potem obsmarował
analizatorów i nas na blogu. Kiedy ktoś chciał skonemtować jego wpis, to jakiś
dziwnym trafem żeden komentarz nie przeszedł. Zaraz potem autor wprowadził
moderacje komentarzy. Wtedy staraliśmy się napisać coś na szałcie, ale
odezwała się obrończyni autora i nazwała jedną z nas- taboretem i uznała, że
musimy się nauczyć dyskutować ...tja. Co było poźniej? Kolejna nocia na blogu autora.
Tak samo butthurtowa jak poprzednia, ale tym razem dodał, że sam swojemu synowi przyłożył, kiedy ten się z kogoś wyśmiewał. I tak. Ja też odebrałam to tak jakby ator chciał nas( i analizatorów) walnąć w twarz. A dlaczego? Bo jego zdaniem jesteśmy hejterami. I kto tu kogo atakuje? Serio. To co odstawił autor aż się prosiło o mega szhitstorm. To co się
działo na Armadzie to jeszcze nic. Przypomnijcie sobie opko z ostatniej sylwestrowej
ustwaki. Tam też był mega flejm.

Lunatyczka pisze...

No dobra, wiem, że facet odwala cyrk, kasuje komcie, wyzywa od chamów i chciałby bić po mordzie, ale dalej nie rozumiem, po co się zniżać do tego poziomu i odpowiadać tym samym? Dla mnie taka osoba po prostu nie jest partnerem do dyskusji. Nie lepiej olać gościa, zamiast się rzucać w rewanżu i dostarczać mu tym samym takich ślicznych argumentów na poparcie tezy "Jesteście chamy i hejtery"?

Anonimowy pisze...

Lunatyczko, gdyby świat byłby idealny to pewnie byśmy gościa olali.
Ale niestety ludzie jego pokroju brak reakcji uznają za "haha, wygrałem z tymi hejterami.
Powiem Ci, że sama lata temu próbowałam merytorycznie dyskutować z taką osobą. I co?
No nie da się. Naprawdę nie da się. I wcale się nie dziwie dlaczego sporo czytelników i czytelniczek Armady się wkurzyło. Autor jest tym typem, który nas irytuje. Typowy urażony "co to nie ja, wyżej sram niż dupę(tak ę) mam". Pewnie pojazdy w stylu "On nigdy sobie baby nie znajdzie" są niskie, ale reszta niestety jest trafiona. Niektóre to czyste fakty.

Astroni pisze...

Opko miało być Ustawką, lecz ta niestety nie wyszła :(
Oooooo... Ubolewam nad niepowodzeniem. Choć mnie osobiście sprawa różnicy nie robi ;)

Ale wcześniej Pisak stwierdził, że była “piękna”.
Wyłapywanie kwiatków z wiekiem bohaterów zawsze tak bardzo na miejscu <3

Bo dzieciak, który dopiero co płakał z bólu i potrzebował pomocy, nie ma nic lepszego do roboty niż na przekór wszystkim chować się po lesie.
Nie nie. Tutaj było OK - było to jak najbardziej nielogiczne, tymczasem teraz właśnie to powinna zrobić, bo dzieciaka porwali do lasu.

A gdzie kompot?
O jaaaa, Wy też to znacie!

Rada możnych już nie ma w tym kraju poważniejszych problemów?
Nie no, jeśli elita jest bardzo wąska (co może pośrednio sugerować reakcja władcy na groźbę utraty jednego gladiatora), to przekazanie jednej panny wysokiego rodu byle komu może robić różnicę.

– A zadziwiaj. Jesteśmy ludźmi honoru, poza tym żony i córki to utrapienie mężczyzn, chętnie się choć jednej swojej pozbędą.
Eee..? <wraca i czyta jeszcze raz> Eeeeeeeee..?

– Zgadzam się – powiedział. – Zostały mi czterysta dwadzieścia dwie walki. Wygram je – zapewnił.
Tak w ogóle to... Pięćset walk, tak? I kto to będzie liczył? Sam zainteresowany? Czy polegamy na uczciwości tej tam rady? ;) Ja tylko jako wielbicielka historii matematyki przypomnę, że umiejętność liczenia (i odejmowania! w pamięci!!!) to nie zawsze była powszechna umiejętność. Ba! Obstawiam nawet, że taki gladiator w takiej przeszłości jak tutaj nawet niekoniecznie musiał zdawać sobie sprawę, ile to te pół tysiąca jest. Naprawdę.
(Zresztą, skoro kawałek wyżej sam Pisak nie zdawał sobie sprawy...)

– Nikomu przed nim nie udało się wygrać dwustu siedemdziesięciu walk – napomniała Eryka. – To jego trzy setna rozgrywka.
Oooo... To, zgodnie z poprzednimi wyliczeniami, ile musiało minąć lat? Z 8? Chyba trochę nas ominęło :)

Nawet kiedy zwyciężał na arenie, robił minę skwaszoną i ponurą; niech nikt nie myśli, że cieszy się ze zwycięstwa, czy cuś.
No było, że Podniósł dłonie do góry w geście zwycięstwa i warknął. Ja nie widzę, żeby podczas takiego Rarr! pasowało się uśmiechać.

– Wiem, panie, ale na wszelką ewentualność udam się do cieśli po jakiś delikatny bat.
Do cieśli?!

Baseball bat?

Ale wiecie, że z tego byłby dobry film, a la Gladiator rzecz jasna ;) Obiecujący, acz pozbawiony wolności wojownik dostaje okazję wymuszenia na władcy, że po pięciuset wygranych walkach dostanie rękę któregoś z możnych (z niespodzianką, że od początku chodzi o córkę tego drugiego oczywiście, heee). Jakie za tym by intrygi szły, jakie podłe oszustwa i inne cwaniactwa!

I poczytałabym tego Pynchona.

Do komentarzy:
Ooooo, Pisak obrażony. A szkoda, bo potencjał jednak większy niż mniejszy.

"ale tak bywa z twórczością młodych pisaczy" - Jeśli wierzyć temu, co autor pisze w komciach, jest już żonaty, więc gimnazjum musiał skończyć jakiś czas temu.
O Boże.

Autor tego dzieła powinien zapierdalać na galerze.
Oho, chyba przybywa tu fanów (niezrównanego) NRGeeka ^^

Ah, i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Anonimowy pisze...

Pisak popiera straszne rzeczy. Nie można milczeć! Nie można być obojętnym! Popiera kary fizyczne dla kobiet jeśli te się niewłaściwie zachowują! Zaznaczam, że nie chodzi tutaj o BDSM. Nie chodzi o karanie by ludziom było przyjemnie, ale o kary wychowawcze. Jak widać takie podejście nie jest tylko problemem afrykańskich mężczyzn, ale też Polaków. Oto czego uczy niejaki Samir. Niby jak kobieta kłamie, to można ją bić.



"Można to dostrzec w takich drobnych gestach jak otulenie własną bluzą, kurtką, czy też marynarką podczas spaceru, gdy nagle zrobiło się chłodniej. Wtedy można też się napotkać z pierwszym buntem kobiety pt. „nie potrzebuje twojej kurtki, nie jest mi zimno”. Facet, któremu nie zależy, albo który jest bardziej chłopcem niż mężczyzną teraz ustąpi, bo nie chce wdawać się w kłótliwą polemikę z dziewczyną, która mu się podoba. Jednak ten, który w DD potrafi się odnaleźć głośno wypowiedziałby swoje zdanie na ten temat i przekonał kobietę do tego by nie marzła na własne żądanie, z własnej głupiej dumy, czy też kaprysu. Jak by to zrobił? To zależy indywidualnie od mężczyzny. Moim zdaniem najlepiej w tym momencie wyrazić swoją troskę, ale także to, że będzie się czasami decydować za kobietę, dla jej dobra, np. „Kochanie, gdybym uznał, że to nie potrzebne, to bym tego nie uczynił. Ja nie chcę byś marzła, więc się z tym pogódź i bez marudzenia, proszę” i tutaj kładzie swoje odzienie na ramionach kobiety."



"Pewnego dnia może nadejść ten pierwszy powód do klapsa, ale nie jest powiedziane, że musi on nadejść. Ja np. stawiam na rozmowę, a lanie jest ostatecznością, kiedy wszystkie inne metody już zawiodły. Wyjątkami, chyba jedynymi, są kłamstwo i narażenie zdrowia lub życia. O wszystkim innym można porozmawiać, nie podawać kobiecie na tacy gotowych wyjaśnień i oskarżeń, ona powinna sama do tego dojść, sama wyciągnąć wnioski, szczerze przeprosić. Wtedy moim zdaniem lanie jest zbędne, jeśli takie przewinienie zdarzyło się po raz pierwszy. Kobieta to inteligentna istota, rozumie, nie trzeba jej bić by drugi raz nie popełniła tego samego błędu. Są jednak mężczyźni co uważają inaczej niż ja."

Abe pisze...

Opko urocze! Ja tu widzę raczej wpływy Spartacusa, zwłaszcza prequelu. No ale. Zaglądam w komentarze i mi słabo. Dyscyplina? Domowa? Myślę: a, BDSM. Ale nie. Nie wiem, czy to dobrze, bo przynajmniej złej sławy BDSM nie zrobi, czy raczej niedobrze, bo to znaczy, że nie, że "nie zrozumiał", ale właśnie... wydaje mu się, że zrozumiał? To straszne, nie sądziłam, że istnieją dorośli ludzie, którzy przemocy domowej dorabiają ideologię, myślałam, że to się kończy na kwejku, gdzieś w okolicach gimnazjum... No nic. Autora powinno się zaprosić na randkę z kobietą, która trenuje krav magę - albo zgoła zaprosić na jeden (więcej nie, żeby się przypadkiem nie nauczył!) trening kravki i sparować z kobietą, która już trochę trenuje. Bo może on coś zrobi źle i trzeba go będzie, wiece, ZDYSCYPLINOWAĆ.
MATKO.

Anonimowy pisze...

Dyscyplina domowa nie ma nic wspólnego z BDSM. Dyscyplina Domowa to dorabianie teorii do świadomego niszczenia drugiego człowieka, do znęcania się psychicznego i fizycznego.

Anonimowy pisze...

Kusi mnie żeby zgłosić to, że bił synka po twarzy. Niech go skontrolują we własnym domu, a dopiero będzie się rzucał.

Anonimowy pisze...

Tu Feanaro. Przyznaję, moja wypowiedź zabrzmiała obraźliwie i lepiej było napisać "czyżby pisak znał sto lat samotności "Nie zmienia to faktu że autorowi opko nie wyszło i że on sam nie wygląda na kogoś kto byłby za równouprawnieniem.

Popo pisze...

"@Kratka a propos systemu metrycznego: jasne, to jest dla nas - czytelników wygodniejsze, ale zwróć uwagę, że metry i cała reszta to arbitralne jednostki miary - nie ma tak naprawdę żadnych podstaw, żeby akurat taka, a nie inna odległość była nazywana "metrem". Oczywiście ten system jest w naszej kulturze na tyle zakorzeniony, że my przyjmujemy go za coś naturalnego, ale w realiach fantastycznych, kreowanych na quasi-starożytność czy quasi-średniowiecze jest kompletnie pozbawiony sensu, bo takiemu na przykład niewyedukowanemu średniowiecznemu chłopu łatwiej mierzyć odległości w łokciach, a wagę w kamieniach, niż za pomocą jakichś abstrakcyjnych pojęć. Dodatkowo popularność systemu metrycznego na świecie jest wynikiem konkretnych procesów historycznych/politycznych w naszym świecie, więc co miałoby uzasadniać jego stosowanie w uniwersach mających raczej niewiele wspólnego z naszą rzeczywistością?"

No tak, Mal, masz rację, ale zgadzam się z Kratką. To nadmierne czepialstwo. Oczywiście, miło by było wymyślać swoje systemy metryczne albo używać średniowiecznych/starożytnych, ale ja to uznaję jako takie... przełożenie na nasz, zwykłe uproszczenie, skrót myślowy. W książce mogłabym się czepiać, ale przy czymś, gdzie kuleje wszystko inne, nawet się cieszę, że poszedł na łatwiznę. Przynajmniej przy czytaniu mogę wyłączyć mózg.

Nessa pisze...

Zastanawiałam się, czy włączać się w dyskusję, ale niech będzie, że tak. Może zacznę od tego, że jeśli ktoś ma problem z tym, jakiego porównania użyłam, może napisać o tym bezpośrednio do mnie, zamiast nazywać mnie obrończynią autora, bo tak nie jest i w życiu nie będzie. Jak ktoś wziął to osobiście, przepraszam, ale – niestety – są komentujący i osoby... mniej uprzejme, a moja uwaga była tylko i wyłącznie do osób, dla których taka analiza to tylko i wyłącznie okazja do tego, żeby świetnie zabawić się kosztem innych, a i tacy byli wtedy na blogu.
Nie będę wnikała w słuszność albo niesłuszność uwag w analizie, bo czytałam ją jedynie pobieżnie, na pierwszy rzut oka widać, że błędy w "Arenie" są, zresztą jak i leżąca logika. Nad formą też można by dyskutować, niemniej liczy się efekt – bo analiza sama w sobie jest sensowna. Problem w tym, że nie wszyscy ludzie rozumieją cel tego bloga, takie mam wrażenie. Jedyni prowadzą ocenialnie, inni po prostu recenzują – cudownie, święte prawo czytających i komentujących. Problem w tym, że jeśli jeśli niektórzy (nie wszyscy, żeby nie było wątpliwości!) przy okazji znajdują w tym możliwość wyśmiania się z człowieka, niezależnie od tego jaki by nie był, to coś zdecydowanie jest nie tak. Sama tylko i wyłącznie tego nie toleruję – i tylko i wyłącznie takich osób dotyczyła moja uwaga na szałcie.
Przejrzałam dyskusję od początku i owszem, jest czego się czepiać. Czego zabrakło? Dystansu do siebie? Bardzo możliwe. Jakby się chciało, to by i do porozumienia doszło. Ogólnie z komentarzy, które widziałam, na palcach można by policzyć takie, które byłyby nie na miejscu. Ogólnie załamałam się na obu wersjach samego posta, bo obieranie taktyki już samo w sobie wydało mi się niepotrzebne. O modernizacji komentarzy i blokowaniu boxa nie wspomnę, bo część wypowiedzi aż prosiła o dłuższą dyskusję. Ogólnie to zachodzi na cyrk, który wcale nie musiałby się wywiązać, gdyby pojawiło się odpowiednie rozróżnienie między uwagami do tekstu, a wypowiedziami paru faktycznych hejterów...

Nessa

baba_potwór pisze...

Podważam twierdzenie, jakoby ten osobnik był dorosły. Jest co najwyżej pełnoletni (a i to wątpliwe).

Anonimowy pisze...

"Ostatnio zarzucono mi, że krytykuje twórczość innych i wytykam im błędy podczas gdy sam je popełniam. Otóż to nie do końca jest tak, że ja stawiam sobie za zadanie znalezienie w czyjeś twórczości błędu i niezgodności z treścią. Ja po prostu dzielę się swoją wiedzą, więc gdy widzę błąd, to zazwyczaj piszę o nim w komentarzu, ale nie po to by tego autora obrazić i zniechęcić, a by podzielić się z nim moją wiedzą, którą zapewne zyskałem dzięki temu, że i mnie kiedyś ktoś podobny błąd wytknął. Dlatego drodzy autorzy – nabierzcie dystansu, to że ktoś napisze wam, że nie z czasownikami piszemy oddzielnie nie znaczy, że w ten sposób dokonuje zamachu na waszą osobę i na waszą twórczość."

http://dariusz-tychon.blogspot.com/2015/04/komentarze-krytyka-i-obraza-majestatu.html

Nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka

Anonimowy pisze...

Tak się zastanawiam... Może pisak czerpie inspiracje od Michaela Corleone albo jego szwagra? I ogólnie sycylijskich "chłopców ".

Feanaro

Anonimowy pisze...

Do Anonimowy 17:32

Wiedziałam, że prędzej czy później ktoś zwróci na to uwagę. Krytykował też pewną autorkę, że niewłaściwie opisywała przemoc domową. Przy jego podejściu do tematu jest to śmieszne. To co ludzie wychowani w europejskiej kulturze zwykle nazywają przemocą domową, on nazywa dyscypliną domową i dorabia do tego dziwną ideologię.

Fragment jego analizy.
"Opowiadanie też bardzo schematycznie, wręcz banalnie traktuje temat przemocy domowej. Guy bije żonę jak oszalały i nawet wyrzuca niemal nagą kobietę na klatkę schodową, niby za karę. Być może jakiś narwany alkoholik, pod wpływem upojenia, czy inny wariat by się tak zachował, ale Guy jest prawnikiem i ja osobiście po prawniku spodziewałbym się więcej pomyślunku i stosowania przemocy z większą klasą."

Anonimowy pisze...

http://dariusz-tychon.blogspot.com/2015/12/co-zrobic-gdy-twoj-sasiad-bije-zone.html

Udawał, że robi reklamę po to żeby tylko krytykować. Jeśli chodzi o krytyczne analizy, to wcale nie jest taki niewinny na jakiego pozuje. Sama autorka opowiadania dziwiła się po co ją poleca w taki sposób.

Anonimowy pisze...

Jeszcze nigdy nie widziałem większego hipokryty.

''Dlatego drodzy autorzy – nabierzcie dystansu, to że ktoś napisze wam, że nie z czasownikami piszemy oddzielnie nie znaczy, że w ten sposób dokonuje zamachu na waszą osobę i na waszą twórczość."

Co za wstrętny gość.Gdy ludzie wytykają mu błędy to od razu ''HEJTERZY!CHAMY!!'' a gdy on komuś wytyka błędy to ''No ej,ale ja was przecież nie obrażam,chcę tylko podzielić się z wami swoją wiedzą''.

A te bicie dziecka w twarz jest po prostu żałosne.Jednak wątpię żeby miał syna,a nawet jeśli ,to cóż...chłopiec siedzi prawdopodobnie już w domu dziecka.Tak to się kończy traktowanie dziecka jak worka kartofli...

Anonimowy pisze...

"Arena to taka bajka dla dorosłych i zdaje sobie sprawę, że jest w niej sporo nieścisłości, ale opublikowałem ją tutaj w okresie świątecznym, właśnie dla zabawy czytelników i by im pokazać jak bardzo mój styl się zmienił."

" Tak więc drogi PanieAki, krytykuj pan i wytykaj błędy do doli, bo być może kiedyś zechcę poprawić to opowiadanie, rozpisać je, uczynić z niego powieść i wtedy pańskie rady okażą się być niezwykle przydatne. A nawet jeśli nie będę poprawiał „Areny”, to zawsze mogę czerpać naukę z pańskich komentarzy i wykorzystywać te cenne rady do moich pozostałych opowiadań."

"Na koniec powiem, że ja tam nie wiem jak inni, ale ja z pewnością mam dystans zarówno do siebie, jak i do swojej twórczości i nie obrażam się za to, że ktoś wypunktuje mi błędy, czy doczepi się niemal każdego zdania."

http://dariusz-tychon.blogspot.com/2015/08/nie-bojmy-sie-i-miejmy-dystans.html

Jeszcze lepsze :D

/Shiron

PanAki pisze...

Ktoś wołał?

Marq Mortis pisze...

Myślisz sobie - 'Pisak dorosły, dojrzały ponoć, zrozumie o co chodzi', a tu jednak wyskakuje taki 'suprajs madafaka' i nie, bo Pisak okazuje się być dzieciakiem pokroju 'nie podoba się to spadaj', oczekującym tylko dupolizania i wiecznych pochwał. Nie na tym świat polega, i powinien to wiedzieć właśnie ten dorosły Pisak, a nie durna małolata z mlekiem pod nosem, tj. ja.

(Aż też miałam ochotę kiedyś podsunąć wam moje łopko, ale stwierdziłam, że ze mnie jest jednak głupi tchórz i tego nie zrobię. Ale teraz to już w sumie sama nie wiem, meh.)

Marq Mortis pisze...

Poza tym, ta idea 'dyscypliny domowej'? Boże drogi, mój kochany to by jednak naprawdę wolał nie. Przypomina mi to poniekąd ksiunrzkołopka AutorKasi, gdzie indykatorem dobrego męża.ojca było to, że bił. Już wtedy odsuwałam się od monitora z twarzą wykrzywioną przez sporą dawkę obrzydzania, zaaplikowaną przez ów fragmenty, a tu?
A tu, przyznam się z ręką na sercu, że pomijałam te 'męskie' fragmenty łopka które, dla wiadomości Pisaka, wcale nie są męskie. Tak, wiem, głupia baba jestem, co ja o facetach wiem? A dużo. I w odróżnieniu od Pisaka wiem, co to prawdziwy facet.
Prawdziwy facet jest silny, ale też miły i delikatny. Szanuje żonę; ani nie jest jej przesadnie uległy, ani, tym bardziej, nie próbuje jej kontrolować. Prawdziwy facet lubi futrzaste zwierzaki.

Tak więc, ten. Rozpisałam się, ale ja jestem gadatliwy/pisotliwy ludź i lubię innym ględzić nad głowami. A powinnam się uczyć, więc tym bardziej.

Anonimowy pisze...

"po prawniku spodziewałbym się stosowania przemocy z większą klasą" - SERIO? Przemoc zawsze jest bez klasy.
Też czytałam tę recenzję, która na początku sztucznie zachęcała, po czym autor przeszedł do "swojego zdania" czyli zniechęcił. Jaki tego sens, ja nie wiem.
A dla zainteresowanych, pan Dariusz bardzo lubi motyw "dyscyplinowania" kobiet, co widać również w innych opowiadaniach.

Sineira pisze...

Kochani, po pierwsze przypominam, że analizujemy opowiadania, a nie prywatne poglądy autorów. Proszę, powstrzymajcie się od wycieczek osobistych!
Po drugie: podpisujcie się!

Oscar Readmore pisze...

Bardziej optymistycznie: autor ma darmową reklamę bloga.
Odnosząc się do listu otwartego na blogu to zastanawiam się, czy przykład z dzieckiem nie jest wyłącznie pustym przykładem, bo sądząc po opowiadaniu autor mało wie o dzieciach.

I tak w ogóle, załogo niezatapialnej, pierwszą analizą jaką tutaj przeczytałem było "Not Alone" i od tamtego czasu trzymam się bloga. Wasz humor, spostrzeżenia, uwagi po części pomogły mi stworzyć żartobliwe opko o pisaniu. Nie chciałem spamować, ale skoro mnie natchnęłyście to się pochwalę http://forum.vampirciowo.pl/viewtopic.php?f=9&t=964
I mam nadzieję, że to będzie jakiś miły akcent w tym... burzliwym temacie.

kura z biura pisze...

Niestety, w następnej części analizy pełno będzie tego dyscyplinowania. Przygotujcie sobie wanny, bo wiaderka mogą nie wystarczyć. Serio, Nataniel jest jedną z najobrzydliwszych postaci, o jakich kiedykolwiek czytałam i nawet biorąc poprawkę na to, że przez całe życie był wychowywany na brutalnego gladiatora - to i tak w głowie się nie mieści, jak można zrobić z bohatera takie tępe chamidło i jeszcze być z tego dumnym, a sam tekst uważać za uroczą "bajkę dla dorosłych".

Anonimowy pisze...

Sineiro, trochę ciężko nie komentować ałtora, kiedy takie rzeczy sam opowiada. A tutaj, bo przecież nie da się tego zrobić u niego, jeśli nie przepuszcza żadnych komentarzy, poza tymi, które go wspierają.
Pomijając obrzydliwości w opku, to osoba ałtora nie mniej jest obrzydliwa i na krytykę też zasługuje. Jego fochy w sprawie opka są śmieszne i żałosne, ale poglądy na wychowanie, tak dzieci, jak kobiet, są po prostu straszne. Zasługują na piętnowanie.


Podpisuję się: R2D2

Gin pisze...

Nataniel jest złą, bardzo złą postacią. Rzekłabym nawet, iż irytującą i mimo wszystko źle przemyślaną psychologicznie. Boję się tego, co będzie później... Już mnie ciarki przechodzą.

Cała NAKWa odwala kawał dobrej roboty, bo naprawdę, naprawdę można coś wynieść z tych komentarzy.

A właśnie. Trafiłam na naprawdę obrzydliwą miniaturkę... Szczerze, to miałam odczucia podobne do Kałliców podczas II wś. Mam nadzieję, że wrzucicie to na ząb, bo przydałoby się tej miniaturce mocne batorzenie ćwiekami.
http://tomione-kamana.blogspot.com/2015/08/miniaturka-wyrok-smierci.html
Co ja przeczytałam, naprawdę...

Anonimowy pisze...

Popieram. Poglądy autora gorsze niż u mafii sycylijskiej w kwestii kobiet i dzieci. Chyba tylko Korwin-Mikke jest bardziej drastyczny.

Feanaro

Marq Mortis pisze...

Sam autor stwierdził, że postaci Nataniela nie polubimy...
Ale ja powiem, że bardzo przecenił swoją postać. Nie tyle nie polubimy, co zapałamy doń czystą niechęcią i obrzydzeniem, bo jak tu w ogóle tolerować takie niecywilizowane, nieprzystosowane do życia zwierzę?
Niby nadaje się do walk na arenie, ale do niczego innego; a tym bardziej do myślenia.

Anonimowy pisze...

"Bezo grudek" XD
/tuptuś

Anonimowy pisze...

Wielki autor Areny tak szeroko wypowiada się na temat kultury osobistej, a sam powiela chamskie stereotypy. Np. recenzja sprzed kilku minut i to zdanie: " Było po prostu jak dla mnie za idealnie, za spokojnie i za normalnie. Nie oszukujmy się, Polacy nie słyną z kultury, ciągłych uśmiechów i grzecznych dzieciaczków, a na wakacjach i to tych nadmorskich, to już szczególnie zdarzają się przypadki niegrzecznych gówniarzy sypiących piaskiem, pijana młodzież, zataczający się mężczyźni, wytapetowane jak dziwki kobiety." - Pytanie jak tapetują się dziwki? Mają jakąś specjalną firmę podkładu i cienia do powiek i tylko one z nich korzystają? "True Match Dziwka?". Szufladkowanie kobiet z mocnym makijażem jako dziwki to naprawdę wysokie obeznanie, kultura, szacunek...
Zolpix

Sineira pisze...

Gin, Marq, zgadzam się, to postać zła i kiepsko skonstruowana. Marq określa go jako "niecywilizowane, nieprzystosowane do życia zwierzę" - i tak jest, a przecież Nataniel nie jest trzymany w izolacji, wręcz przeciwnie, posiłki jada w towarzystwie swego pana i jego rodziny, toczy filozoficzne dysputy z Garidem i porusza się swobodnie po posiadłości władcy. A może autor chciał stworzyć psychopatę, tylko mu niezbyt wyszło?

Lobo Bathory twierdzi, że to ohydny plagiat Conana, a ja twierdzę, że Conan został bardzo mocno obrażony tym porównaniem. Cymmeryjczyk nigdy nie zachowywał się jak nędzny gnojek i przenigdy nie znęcał się nad słabszymi. Ale nie spojlerujmy...

Anonimowy pisze...

"Bezo grudek" a może without small garden? Tak bardziej tró po
hangielsku.

Anonimowy pisze...

"To tak jak z trójkątami - wiele par szuka kogoś do seksu grupowego, a jak dla mnie to obrzydliwe i czegoś takiego sobie nawet nie umiem wyobrazić." Porównanie analiz do seksu grupowego takie piękne.

Anonimowy pisze...

Ja nie wiem co on takiego obrzydliwego widzi w tej analizie. Obrzydliwa to jest treść opka.

Anonimowy pisze...

Popieram zanalizowanie linkowanego przez Gin opowiadanka (http://tomione-kamana.blogspot.com/2015/08/miniaturka-wyrok-smierci.html). Obrzydliwe, niesmaczne, ohydne.

Anonimowy pisze...

Też jestem za. Jak zaczynałam czytać opko o Hermionie myślałam, że nie będzie tak strasznie jak było. Prześladowania mugoli można porównywać sobie do prześladowania Żydów. Nic do tego nie mam. Na przenoszenie różnych postaci między światami, krajami, w czasie, też przymykam oko. Ale za dużo jest tam głupich pomysłów. Najbardziej dobijający był atak narkopleksji Toma i Hermiona rozmyślająca o tym jaki jej śpiący oprawca jest piękny. Ręce opadają. Jak można taką głupotę wciskać ludziom. Może i całus mógłby być. Niechby nawet Hermiona stchórzyła i próbowała jakiś zalotów myśląc, że może uda jej się uratować życie. I niechby się to nie udało. Nie byłoby przyjemnie o tym czytać, ale wtedy nawet byłoby mi jej żal. A tak jak jest, to nawet nie bardzo rozumiem o co tam chodziło.

p

Anonimowy pisze...

O tak, popieram, dawno nie czytałam tak złego opka, jak tamto o Tomie Riddle'u.

Anonimowy pisze...

Ach! Armado kochana! Jak ja tęskniłam za takimi analizami! Tekst prosty, głupkowaty i mordujący po kolei cały słownik, gramatykę,ortografię,sens itd. Ryczałam ze śmiechu co chwilę jak głupia. Co do tej polewy na ciastku,Pisakowi chyba chodziło o bułkę z masłem. Tak mi się wydaje.


Krówka

Anonimowy pisze...

Co do opka o T. Riddle'u - zanalizujcie! Okropna, obrzydliwa rzecz.
T.

Pyrite pisze...

Wiecie co? Tak czytam trochę wynurzeń p. Dariusza, tę dyskusję i z tego wszystkiego wyłania mi się obraz, w którego świetle (Borze szumiący, co za farmazon, ale nvmd) słowo "kobieta" zaczyta brzmieć pogardliwie i ma więcej wspólnego z przedmiotem niż osobą zasługującą na szacunek, jak wszystkie istoty. Coś jest straszliwie NIE TAK.
Cała ta dyscyplina domowa, jak to się mówi w internetach, dała mi raka.

Anonimowy pisze...

Pyrite - Mam podobnie. Mnie to wręcz boli psychicznie. Nienawidzę przedmiotowego traktowania kobiet. Bardzo nienawidzę. Coś czuję, że jeszcze co najmniej kilka dni będę chodzić wkurzona. Teraz, kiedy znam pewne prywatne poglądy autora, kolejną część analizy będzie mi się czytać inaczej niż pierwszą część. O dziwo pociesza mnie, że jego spokój też jest zaburzony po przeczytaniu analizy. Nawet nie chcę się z tego cieszyć, ale śmieję się w głos, kiedy gościu skarży się u siebie, że tutaj go przezywają od pisaka.

A.

Gin pisze...

Może i porównywanie prześladowań mugoli do prześladowania Żydów ma trochę sensu i jest kilka podobieństw, ale...

Porównywanie Voldemorta do Adolfa Hitlera nie bardzo. Całkiem inny typ psychologiczny, jednak inne motywy i inne... hm... "tło życiowe". A w tej miniaturce jest tak wiele źle przedstawionych sytuacji, tak nielogicznych zachowań... Naprawdę, "podaj nazwiska" "okay, kolejno:...". Nie. Nie. Nie. Nie.
To naprawdę godzi w historię. I nieco w godność ludzką. O ile sformułowanie "nieco" nie jest przesadą w ugrzecznieniu wypowiedzi.
Czytałam jeszcze komentarze i szczerze mówiąc... Załamałam się.

Anonimowy pisze...

Tak się zastanawiam... Niby ta wyspa taka patriarchalna, a król rozpieszcza córkę (pisak napisał o tym wyraźnie) i nie żeni się drugi raz, by doczekać się syna. Już nawet nieszczęsna "Achaja" była w tym względzie bardziej konsekwentna, pomijając oczywiście zagmatwane kwestie związane z dziedziczeniem i zasiadaniem w radzie.

Feanaro

Anonimowy pisze...

Gin – święta racja! Voldemort i jego poglądy przywodzą na myśl Hitlera, więc w gruncie rzeczy dałoby się to dobrze przedstawić w tych realiach (aczkolwiek byłoby to dość łopatologiczne). Ale w tym opku… Borze Wszechlistny, psychika leży, logika też, fabuły w gruncie rzeczy nie ma, Hermiona zachowuje się jak osoba z rozdwojeniem jaźni (albo, ewentualnie, czymś jak syndrom sztokholmski); świat przedstawiony jest słabo, a na dodatek opowiadanie jest, jak dla mnie, obrzydliwe. To coś równie okropnego, co naziopko.

El

Anonimowy pisze...

Przeczytałam wypowiedź pana Dariusza na temat analiz, i w oczy rzuciło mi się to zdanie:
"(...) opowiadanie Arena napisałem mając trzynaście lat, a opublikowałem je rok czy dwa lata temu, w okresie świątecznym, na szybcika przepisując między przygotowaniami, jedzeniem, zabawom z dziećmi, spacerami i innymi takimi. "
Czyli jednak osoby twierdzące, że autor to niewyżyty gimnazjalista miały rację!
Przeraża mnie jednak, że jego poglądy wydają się być teraz jeszcze gorsze...
~Anononon

Lepus Istlich pisze...

Coś mi śmierdzi w tym tłumaczeniu. Ciężko mi uwierzyć, że trzynastolatek miałby aż taką wiedzę na temat łamania psychiki i patologicznej nienawiści do kobiet wykraczającej poza "a baby to som gópie i obgadójom". To opko przesiąknięte jest chorą nienawiścią, pseudoideologią najgorszego sortu, czymś tak wynaturzonym i podłym, że włosy stają dęba podczas lektury. Od tego bije po prostu zło.

Anonimowy pisze...

Mhm, napisałam ładny i grzeczny komć pod postem autora.
Wyjaśniłam, dlaczego tak się zdenerwowaliśmy. I zgadnijcie co.
Oczywiście nie przeszła...

Anette

Barneyek pisze...

Omamo. Co za porzyg. Mózg mnie boli. Ale robota analizatorska jak zawsze wysokopoziomowa. Wszystkiego naj w nowym roku :)

Anonimowy pisze...

Ja też napisałem komentarz u tego pana. Też nie przeszedł, wiadomo z jakiego powodu - nie jestem fanem jego twórczości, więc nie "zasługuję", by mój komentarz się tam pojawił. Ekskluzja w czystej postaci. Domyślam się, że nie przechodzą komentarze, które trafiają w samo sedno i obnażają pewne braki wiedzy autora, co w rezultacie go przeraża i woli udać, że takich komentarzy w ogóle nie było.
Trzynaście lat? To jest przerażające, że mówi o tym tak spokojnie. Dziecko w tym wieku, mające tak niezdrowo rozwinięty pogląd na świat... Ale okej, nie mówmy już o nim samym, bo to opowiadanie jest godne pogardy, a nie autor.
Feliks

Mal pisze...

"Ale okej, nie mówmy już o nim samym, bo to opowiadanie jest godne pogardy, a nie autor."

Autor też, tylko nie z powodu napisania kiepskiego opka, a za siedzenie w tej całej "domowej dyscyplinie". Co najwyżej komentarze pod analizą nie są miejscem, żeby takie opinie wyrażać (dlatego przepraszam Analizatorów za ten komentarz, ale naprawdę nie mogłam się powstrzymać).

Anonimowy pisze...

Przykro mi, ale nie mogę siedzieć cicho. Autor jest wyjątkowo paskudnym osobnikiem, którego nie mogę dażyć szacunkiem. Poglądy pana D na temat kobiet dzieci oraz dyscypliny domowej są po prostu obrzydliwe. Życzę temu panu, żeby trafił na kobietę taką jak ja- czyli trenującą boks. Niech spróbuje mnie "zdyscyplinować", a ja panu pokażę gdzie jest jego miejsce. Przepraszam, poniosło mnie. Ale nie mogę patrzeć na tegie durne poglądy. Serio. A fakt, że autor napisał to opko kiedy miał lat naście jeszcze jakoś zrozumiem. Ale to, że od tamtego czasu nie zmienił poglądów, jest przerażające. Naprawdę. Strasznie przerażające. Niby z wiekiem człowiek staje się mądrzejszy. Jak widać są również przypadki beznadziejne.

PS. Przepraszam was analizatorzy, że pisze to tutaj. Ale z tego co czytałam
wynika, że pisak moderuje komentarze. Oczywistym jest to, że mój by nie przeszedł, więc wasz blog jest jedynym miejcem, gdzie mogę wyrazić swoje oburzenie. Jeszcze raz przepraszam i serdecznie pozdrawiam analizatorów i
czytelników Armady.

Acier

Ayako Sakurana pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Cóż, ja też przepraszam, ale w tym konkretnym przypadku naprawdę ciężko oddzielić autora od opka, bo są tu prezentowane zasady i poglądy, jakie sam autor wyznaje! Dyscyplina domowa! Musiałam wygooglać to sobie i cały wieczór trzęsło mną ze złości. W głowie mi się to nie mieści. Noc przespałam, emocje wystygły, ale odraza i niesmak pozostały. Dorosły człowiek powinien mieć jednak trochę rozumu i dystansu, a już najpewniej nie powinien promować (i bronić) takich zachowań. Islam pełną gębą! Tresura, poniżanie, znęcanie się fizyczne, "wychowywanie" dorosłej kobiety przemocą, życie pod dyktando partnera, no zgroza. Ja też bardzo żałuję, że autor nie natrafił na kobietę, która zmieszałaby go z błotem i pięścią nauczyła go rozumu - bo jak sam uważa, inaczej nauczać nie można!

Poważnie, dopóki nie przeczytałam o samym autorze, byłam przekonana, że to twór wyjątkowo obrażonego na kobiety trzynastolatka, ale nie spodziewałam się, że autor będzie dorosły i, jak sam twierdzi, żonaty i dzieciaty, i NADAL wyznawał podobne zasady. Przecież to jest chore, takie dysfunkcje powinno się leczyć, bo to stwarza zagrożenie dla osób trzecich, takich jak rodzina autora. Najlepsze, że on utrzymuje, że to jest normalne! I się jeszcze chwali tym w internecie i broni swych racji...

Nawiasem mówiąc, wypowiedzi autora opka i bloga czytałam na innym blogu poświęconym DD i zastanawia mnie, jak te wypowiedzi diametralnie się różnią od stylu opka. Serio dorosły facet wrzuciłby taki szmelc to internetu i nie spojrzał nawet na to, co pisze? Pal licho fabułę, no ale te byki... Gdybym miała opublikować to, co napisałam kilkanaście lat temu jako trzynastolatka, to bym to chyba wolała napisać od nowa. A najpewniej publikację w ogóle bym sobie darowała ;)

~Kasia

Anonimowy pisze...

A mnie to wszystko, łącznie z poglądami autora i "Domową Dyscypliną" przywodzi na myśl polski odpowiednik tzw. Goreans. Akurat niedawno powstał o nich temat na kiwi farms... i ... mój boru.

Anonimowy pisze...

Poglądy autora są obrzydliwe. Pewnie dobrze czułby się z Carlem Rizzim albo panami z Daesh. Przekonania podobne. Wolę nie wiedzieć, co przechodzi rodzina aŁtora. Wiem, że nie powinnam komentować z taką prywatą, ale przekonania pisaka są tak wypaczone i wręcz oburzające, że nie umiem inaczej.

Feanaro

Anonimowy pisze...

Aye, nie denerwuj się. Takiego kretyna jak ten pisak to byś jednym ciosem znokautowała, wiec spoksik.

Anonimowy pisze...

"Za pół roku będę już rok starszy"

XDDD CO?
wyję

Anonimowy pisze...

To ja z kolei powiem, że to opko reprezentuje część moich fetyszy. Lubię gwałty, dominację (nie że sadomaso z zasadami, bardziej mindbreaking) i takie tam. Oczywiście fikcyjne - do tego stopnia, że tylko i wyłącznie rysunkowe. W prawdziwym życiu jestem 100% tak bardzo waniliowa, że nawet nigdy nie próbowałam anala, ale moje porno lubię mocne (nie powiem może że hardkorowe, bo na przykład już w gore nie gustuję).
Więc w zupełnym oderwaniu od oburzu na osobę autora, powiem o tym opku, że jest do dupy, bo reprezentuje to, co lubię, ale w tak beznadziejny sposób, że nie czuję zupełnie nic. Nie podnieca, nie interesuje, nie przyciąga.
A idź mi pan z takim porno.

Anonimowy pisze...

Lolz, bo tu się nie ma czym podniecić. Co najwyżej można bełtnąć. Zaprawdę powiem wam- To złe opko jest.

Leszek Półtorak pisze...

A gdyby był większy, szybszy, sprawniejszy, wytrenowany - to też? Jakos nie widzę tej buńczucznej postawy na żywo.

Anonimowy pisze...

Też. Wyobraż sobie, że są silne kobiety, które potrafią przywalić.
Coś jeszcze?

Anonimowy pisze...

Yup, i się nie boją jakiś fajansiarzy.

Anonimowy pisze...

Szybszy, silniejszy i wytrenowany? Ok. No i co z tego? To znaczy, że mam nie oddać komuś kto mnie uderzył? Lol. Przykro mi, ale jeśli ktoś podniesie na mnie rękę to dostanie w ryj. A że jestem silna no to ... cóż. Jego sprawa.
Anette vel Aye

Anonimowy pisze...

A i jeszcze chcę dodać, że rodzice( a w szczególności tata) wpoili mi, że
nie po to mnie wychowują, żebym była workiem treningowym dla jakiegoś fajfusa. I jeśli taki mnie uderzy to mam oddać.

Anonimowy pisze...

Uła. Aye, czil.

Anonimowy pisze...

Kto normalny publikuje opowiadanie, które powstało jak miał 13 lat i od tego czasu nawet go nie przejrzał i nie poprawił? I po co niby to robi? To co uznamy za bardzo dobre u 13 letniego autora będzie śmieszne u autora mającego lat 30. Poza wszystkim argument "piszę dla siebie, piszę bo lubię i nie chce mi się czytać dwa razy tego co napisałem, żeby robić korektę" jest inwalidą. Bo piszesz może i dla własnej przyjemności, ale publikujesz to, otrzymujesz komentarze od czytelników. Piszesz Autorze o tym, że analizatorzy nie okazali Ci szacunku. A jaki Ty masz szacunek dla swoich czytelników? Nawet5 Ci się nie chce poprawić dla nich tekstu.

Anonimowy pisze...

No, ale po co poprawiać opko? Potraktujemy czytelnika jak debila, który nie wymaga za dużo. A potem ból dupy i bluzganie jako okaże się, że czytelnicy nie są małpami, które wpierdalają byle kit.

Ethlenn pisze...

Opko beznadziejne, Analizatorzy nie poprawili wszystkich błędów pewnie przez a)litość, b)paraliżującą obojętność wobec pokracznej gramatyki.
Autor zabił jedno z piękniejszych imion męskich jakie istnieją, tworząc postać, którą można tylko wyrzucić na śmieci. Żaden autor nie powinien być dumny ze stworzenia postac, której "nikt nie będzie lubił", to nie jest żadno osiągnięcie. Znacznie trudniej jest stworzyć wiarygodną postać, mającą zarówno pozytywne i negatywne cechy. Ale postaci pozytywne nie są cool, więc nie mogą być interesujące. Otóż mogą, ten cały pożal-się-psi-boże gladiaror mógłby być naprawdę fajną, skomplikowaną osobą, łagodną dla kobiet i bezwzględną dla przeciwników. Ale to wymagałoby talentu.

Wnerwiona całym tym okropieństwem które przeczytała E.

Anonimowy pisze...

To opko to syf.

Anonimowy pisze...

Pytanie: czy jeśli ktoś jest zwolennikiem tzw. dyscypliny domowej wobec własnej rodziny i otwarcie pisze, że to stosuje, to czy to nie jest przyznanie się do przestępstwa? Przemoc domowa podpada pod paragraf. Czy świadkowie takiego przyznawania się nie mają aby obowiązku zgłosić takiego przemocowca?

Anonimowy pisze...

Tak. Należałoby to zgłosić. Ale to nie ma sensu, bo żonka
powie, że spoko, luzik - to nie przemoc. To ona jest złą żoną, dlatego jest "dyscyplinowana". Straszne, ale prawdziwe.

Anonimowy pisze...

Bo ona złą żoną była. A to w koncu kobieta głupie to-to takie
nie umie o siebie zadbać, więc trzeba ją zdyscyplinować.

Anonimowy pisze...

Leszek Półtorak: "A gdyby był większy, szybszy, sprawniejszy, wytrenowany - to też? Jakos nie widzę tej buńczucznej postawy na żywo."

To mało, człowieku, widziałeś.

Kiedyś, jako chuda i mało wysportowana czternastolatka, trzasnęłam na odlew własnego ojca, który po pijanemu znów zamierzał się na mnie ręką. Był tak zszokowany tym, że potulna ofiara nagle przestała być potulna, że drugi raz już nie spróbował i w ogóle nie uderzył mnie więcej.

Anonimowy pisze...

A ja się martwię o jego syna. Nie wiadomo do końca nawet ile lat ma ten syn, a dostaje po twarzy od ojca. Podobno nastoletni, ale to może nie być prawda. Zresztą 11 lat to też nastolatek.

Jenkins pisze...

Po raz kolejny odwaliliście kawał świetnej roboty. A pozatym to nie ma to jak kanon relacji pan - niewolnik.

Anonimowy pisze...

Wtrącę się: kobiety są dużo silniejsze niż wam (facetom) się wydaje. Zwykle nie używamy siły, bo od dziecka jestesmy uczone, że przemoc to zło. A my mamy być słodkie, wyrozumiałe i delikatne jak lilie. No gówno prawda. To jest ogromny błąd. Kobieta musi wiedzieć, że ma prawo się bronić. Że ma prawo użyć przemocy jeśli tego wymaga sytuacja. Tak powinno być. I nie. Nie jest to agresywna postawa. To jest słuszna postawa. Jeśli ktoś mnie uderzył to mu oddaje. Proste nie skomplikowane. Ale większość kobiet tego nie robi. Bo nie tak je wychowano. Bo przemoc to zło, bo coś tam. Gówno prawda. Na przemoc trzeba odpowiadać przemocą. Tylko tak można pokazać bezmózgiemu kretynowi, że nie będzie się workiem treningowym.

Anonimowy pisze...

Oczywiście! Popieram.

Feanaro

Anonimowy pisze...

Popieram obronę własną, ale uważam, że przede wszystkim to państwo powinno chronić obywatelki i obywateli. Zaczynając od nauczania co właściwe (w końcu rodziny są różne, a ludzie migrują nawet między bardzo różnymi kulturowo krajami), a kończąc na odizolowywaniu pewnych ludzi od społeczeństwa. Nawet popieram zamykanie na zawsze jeśli na poprawę zachowania się nie zanosi, a czyny jakich się dopuści dany człowiek są bardzo poważne. Również po to płaci się podatki, by państwo chroniło ludzi. Tu nie chodzi nawet o to kto jest słaby, a kto jest silny. Nawet mistrzowie sztuk walki nie powinni być przymuszani, by się samemu bronić, czy żeby się samemu mścić. Zemsta własna, czy zemsta rodowa tworzy błędne koło.

Anonimowy pisze...

Zajmowanie się tematyką dd to bilet na onkologię i wszystkim próbującym tutaj autoroei tłumaczyć dlaczego proponuję nie marnować klawiatury. Osoba którą podnieca zło i przemoc jest po prostu psychopatą, ma osobowość dyssocjalną i ex definitione nie trafią do niej logiczne argumenty. Próbujecie rozmawiać o empatii z kimś kto nie zna tego uczucia, to jak gadanie ze ślepym o kolorach. I tak hejtuję osobę autora który przedstawia swoje psychiczne poglądy publicznie więc nie widzę powodu dla którego nie miałby być publicznie napiętnowany. Zamiatanie tskich spraw pod dywan to przyzwolenie na przemoc.

Anonimowy pisze...

Ałtor i na inne rzeczy ma równie urocze poglądy:
"Jakby twój syn powiedział ci, że jest gejem, co byś zrobił? Akceptujesz to, czy uznajesz, że nie masz syna?

Myślę, że nie wychowałbym żadnego z moich synów na pedała, a jakby się tak stało, to uznałbym to za moją prywatną porażkę wychowawczą i poddał się kastracji. Nie toleruje gejostwa, jest to dla mnie tak samo chore jak pedofilia, żądza duszenia i mordowania i inne takie - ja to porównuje i uważam, że geje to chorzy ludzi, tak samo chorzy jak inni zwyrodnialcy".
Kastrację popieram, ale co do reszty, to idę sobie pobełtać.

Anonimowy pisze...

Cóż... Podczas czytania tego tekstu częściej fundowałam sobie bolesne facepalmy niż turlałam się ze śmiechu po podłodze, przede wszystkim ze względu na specyfikę analizowanego tekstu. Ale kiedy z przyzwyczajenia zerknęłam na komentarze...

Przywykłam do tego, że komentarze na Armadzie w większości trzymają jakiś poziom, jednak w tym przypadku zniesmaczyły mnie bardziej niż samo opko. Szczególnie te dotyczące przemocy, bo odnoszę wrażenie, że autorzy co niektórych wypowiedzi opierają swoją wiedzę na temat przemocy domowej wyłącznie na tym, co wyczytali w internetach i teraz jedynie szukają pretekstu do dalszego mieszania ałtora z błotem. Chciałam w sumie napisać coś więcej w tym temacie, ale kiedy zobaczyłam komentarz Anonima używającego określeń "psychopata" i "osobowość dyssocjalna" ostatecznie stwierdziłam, że jednak szkoda mojego czasu i klawiatury.

Generalnie zgadzam się z Lunatyczką - niektóre zamieszczone tutaj komentarze biją rekord nurkowania głębinowego. Notka ałtora nie usprawiedliwia tego rodzaju reakcji, zresztą co niektórzy chyba nawet nie przeczytali jej ze zrozumieniem. Wstyd.

Wierszba

Anonimowy pisze...

Wstyd? A czego tu się wstydzić? Że piętnujemy godne pożałowania poglądy? Tak powinno się robić. To autor ma chore i wręcz staszliwe podejście do kobiet i dzieci. Stosowanie dd uważam za obrzydlistwo nawyższej kategorii. I serio. Zanim ktoś się wypowie, to radzę przeczytać CAŁĄ dyskusje. Oraz PIERWSZĄ notkę o nas, w której to autor nazwał nas chamami. A dlaczego? A dlatego, że mamy inne zdanie niż autor. Urocze, prawda? Więc skoro on uważa nas za chamów tylko dlatego, że lubimy analizy. To ja mam prawo uważać go za durnego ujka, który nie szanuje kobiet. A to dlatego, że stosuje wobec swoje rodziny dd.

Lol. Właśnie przeczytałam co autor myśli o gejach. Nosz prostytutka jego mać.Jak można mieć tak chore poglądy?

Anonimowy pisze...

No tak, bo dziecko można wychować na geja. Przecież orientacja to nie coś z czym się człowiek rodzi, a to jak go rodzice wychowują. Czy pan autor uderzył się czymś ciężkim w głowę?

Anonimowy pisze...

@ Anonim powyżej - tak, to wstyd piętnować nawet najbardziej absurdalne i szkodliwe poglądy w taki sposób, w jaki się to tutaj odbywa. To, że oplujesz człowieka za wszelką cenę i za pomocą dowolnych środków w tzw. "słusznej sprawie" może i sprawi, że przez moment poczujesz się kimś lepszym, fajniejszym i mądrzejszym... ale na pewno nie sprawi, że opluwany człowiek cokolwiek sobie przemyśli, no i po takim doświadczeniu raczej nie będzie otwarty na jakiekolwiek dyskusje w tym temacie w przyszłości.

Jednym słowem, jedynym pożytkiem płynącym z takiego "piętnowania" jest podbudowanie własnego ego. Chyba nie muszę pisać, w jaki sposób to o Tobie świadczy.

Wierszba

Anonimowy pisze...

Nie masz racji. Ja nie muszę podbudowywać swojego ego. Nie temu służą moje komentarze. A wiesz czemu służą? Temu aby pokazać innym, że zachowanie autora jest złe. Że są ludzie, którzy piętnują dd. Co w tym złego? Mamy prawo mieć inne zdanie, czyż nie? Skoro tak. To mówię, co mi się nie podoba. Niech inni też wiedzą, że więszkość osób uważa dd za obrzydlistwo. Może to skłoni ludzi, którzy stosują dd do przemyśleń? Chociaż jeśli mówimy o betonie... to fakt. Nic nic i nikt nie wpłynie na jego poglądy. Beton jest zbyt głupi, zbyt zacietrzewiony, żeby zrozumieć o co nam chodzi. Bo po co się zasnanowić nad tym co mówią inni? Lepiej nazwać ich chamami. Ech. Co parszywy dzień. Muszę tłumaczyć tak elementarne kwestie. No w głowie mi się nie mieści jak w ogóle ktoś mógł pomyśleć, że my krytykując autora podbodowujemy sobie mentalne penisy. Nie piętnujemy czegoś dobrego. Piętnujemy PRZEMOC. Jeśli uważasz, że piętnowanie złych zachować to dodawanie sobie +10 do ego, to nie mam więcej pytań. W takim wypadku szkoda wdawać się w dyskusję i tracić cenny czas.

Anonimowy pisze...

O czym w dyskutujecie? Przecież to oczywiste, że złe zachowania należy piętnować!
Nie wolno się odwracać plecami i znawać "W dupie to mam to nie moja sprawa" Właśnie taka znieczulica utwierdza katów, że to co robią jest słuszne. Słuszne, dlatego że nikt nie powie, że tak nie można. Że to złe. Milczenie jest najgorszym co można zrobić. Gratuluję podejścia.

Anonimowy pisze...

*uznawać

Anonimowy pisze...

@ Anonim powyżej - "Beton jest (...) zbyt zacietrzewiony, żeby zrozumieć o co nam chodzi". Tak, z tym zdaniem mogę się zgodzić. Resztę pominę litościwym milczeniem. Dalsza dyskusja rzeczywiście nie ma najmniejszego sensu.

Wierszba

Anonimowy pisze...

Tak bo według ciebie najlepiej milczeć, kiedy widzisz, że komuś może dziać się krzywda.
Ech. Nie mam słów. Znaj mą łaskę(!) odpuszczę, bo produkowanie się przed kimś takim mija się z celem.

Anonimowy pisze...

Tak całą twoją ostatnią wypowiedź, Wierszbo należy przemilczeć. Z litości pominę też inne twoje komentarze. A co do anonimka wyżej: jak widzisz nie warto piętnować złe zachowania.
Najlepiej odwrócić głowię i uznać, że nic złego się nie dzieje.

Bez odbioru.

Anonimowy pisze...

"Osoba którą podnieca zło i przemoc jest po prostu psychopatą"
Niekoniecznie. Psychopaci to maleńki podzbiór takich osób. Nawet zakładając, że nie bierze się pod uwagę ludzi tylko fantazjujących sobie. Można być empatycznym, można odczuwać silne lęki, można odczuwać mocne poczucie winy, a jednocześnie biegać na ustawki i pod wpływem adrenaliny, tłumu bić kogo popadnie, kopać leżących, torturować wrogów. Jak traktować ludzi okrutnych dla swojej rodziny, ale dobrych dla obcych, albo dobrych, empatycznych i kochających dla swojej rodziny, a dla obcych bardzo brutalnych?

Anonimowy pisze...

*Wyłania się za rogu* Przepraszam czy mogę zabrać chwilkę? Ok. Słuchajcie: ja uważam , że owszem niektóre komantarze o autorze są straszne. Wyzywanie go od psychopatów i tym podobnych jest niskie i głupie. Ale to , że wspominamy jak chamsko się zachował jest normalne. Niestety autor jest tym typem, który swoim zachowaniem prowokuje nas do takich reakcji. I ile wyzywanie go uważam za paskudne , to komentarze o piętnowaniu przemocy są jak najbardziej na miejscu. Nie wiem co się z wami stało , że tak na siebie naskakujecie, ale smutno mi kiedy to widzę. Ja rozumiem odmienne zdanie , ale czy musicie od razu skakać sobie do gardeł? Zawsze wydawało mi się, że kto jak kto , ale czytelnicy Armady są kulturalni i potrafią dyskutować na poziomie. Apeluje do was- skończmy te bezsesnowne kłótnie. Jesteśmy tu po to aby czytać analizy , aby je komentować , a nie po to żeby atakować innych. Wiem , że autor zasłużył na krytykę , ale nie zniżajmy się do jego poziomu. Komentarze w stylu : to debil, psychopata... Są paskudne. I tak samo paskudne jest to , że wy czyli czytelnicy na siebie warczycie. To jest przykre. I jeszcze raz proszę was o zaprzestanie takiego tonu.

Aliza

Anonimowy pisze...

Psychopata potrafi uderzyć, a potem żałować. Jeśli ktoś nie wie nic na ten temat, to niech się nie wypowiada.

Anonimowy pisze...

DD jest idealne dla osób z problemami. Przecież to świetny związek dla osób urodzonych do danych ról: sadysta-masochista, kat-ofiara. Najważniejsze, to polać całe to g*wno miodem, typu: robię to dlatego, że cię kocham i się o ciebie troszczę - i proszę, to nie jest przemoc, a dyscyplinowanie :))

To jest poważny problem, bo dorosła kobieta NIE POWINNA być z facetem, który będzie ją WYCHOWYWAŁ. Ten etap ma już za sobą, a robotę wykonali rodzice. Związek to partnerstwo, kobieta jest na równi z mężczyzną, oboje mają się szanować i wspierać, a nie pleść dyrdymały o dominacji i kobiecie podlegającej mężowi. Wiele jest rodzin, gdzie mąż jest głową rodziny i ostatnie zdanie należy do niego, a kobieta siedzi cicho w kuchni, ale do cholery jasnej, nikt jej nie leje po tyłku, jeśli sparzy się zupą albo przeziębi! Czytaliście w ogóle te postulaty DD? Czym i kiedy można bić partnerkę? To jest CHORE. I jeśli autor tak żyje, w poczuciu, że może swoją żonę/partnerkę bić, bo jej zdrowie i życie leży w jego rękach, jest CHORY. To jest totalne ubezwłasnowolnienie i może pisać brednie, że jest super i OK. To jest związek dwóch dysfunkcyjnych jednostek, na dodatek mogą mieć dzieci i wychowywać je w tej przemiłej atmosferze DD. To ja już wolę dwóch kochających się facetów albo parę lesbijek, TO jest o niebo normalniejsze niż przemoc!

Uważam, że jeśli autor nie kryje się ze swoimi upodobaniami, a wręcz od lat wypisuje o nich w internecie, musi się liczyć z tym, że ktoś go z tego rozliczy. I tak ma szczęście, że policja nie puka do jego drzwi, tylko wylewamy pomyje na jego osobę wirtualnie.

Anonimowy pisze...

Oczywiście podbudowujemy sobie ego. Tak samo jak analizatorzy, kiedy wytykają ałtoreczką błędy :/

Anonimowy pisze...

Anonimku z 13:24 przestań tak mówić! Podbudowujesz sobie ego!

Anonimowy pisze...

Argument z tym dodawaniem sobie +10 do ego jest żałosny.

Anonimowy pisze...

Ja nigdy w życiu nie ośmieliłabym się stawiać diagnozy co do stanu psychicznego autora, ale nie mogę udawać obojętnej, kiedy jego podejście do kobiet jest jakie jest. Nie mogę też być obojętna wobec czynu bezprawnego jakiego dokonał wobec swojego syna. Mało tego nie chcę, by Polska zmierzała obyczajowo w kierunku jakiegoś biednego afrykańskiego kraju. Ziarnko do ziarnka... Autor szerzy swoją ideologię, to naraża się na starcie z ludźmi o odmiennych poglądach.

Anonimowy pisze...

Ach, pardon, zapomniałam, że piętnując przemoc podbudowuję moje ego :))

Niech żyje DD! Pójdę teraz postać 2 godziny w kącie, a potem przyniosę mężowi kapcie w zębach, żeby mnie nie zdyscyplinował kablem po tyłku.

Nie mogę się doczekać drugiej części analizy. Z tego, co czytałam, ma być jeszcze "lepiej" niż w tej części.

Anonimowy pisze...

Tak ma być. Dobra żona to wytrenowana żona. Ja też idę przynieść swojemu mężowi w zębach kapcie i gazetę. A jak obleję sie zupą to kochany meżuś mnie będzie bił. Ale tak trzeba, bo ja głupia jestem. NIECH ŻYJE DD!

Anonimowy pisze...

"Psychopata potrafi uderzyć, a potem żałować. Jeśli ktoś nie wie nic na ten temat, to niech się nie wypowiada."

To właśnie brak poczucia winy jest szczególnie ważny przy diagnostyce. Żal psychopaty nie jest takim prawdziwym żalem, ale głównie odgrywanym. Jeśli z okazania żalu płyną jakieś korzyści, to psychopata przeprasza, ale nie znaczy to, że czuje się winny. Przeprasza, bo to pomaga w manipulacji.

Anonimowy pisze...

Tylko uważajcie, żebyście się krzywo na waszych meżów nie spojrzały, bo jeszcze za "złe spojrzenie" zostaniecie "skarcone". Ale co ja mówię. Przecież dd to nic złego. Prawda?

Anonimowy pisze...

On cię bije, bo DBA o ciebie i nie chce, żebyś narażała swoje życie i zdrowie ;) Przecież my, baby, takie już głupie jesteśmy, że trzeba nas uczyć pasem, bo inaczej jak przez siną pupę, się nie nauczymy...

DD to samo dobro! Dzięki niemu kobiety chodzą jak w zegarku i żadnej nie przyjdzie do głowy spóźnić się z obiadem, złamać nogę albo wypić o dwa kieliszki za dużo ;)

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z anionimem z 13:38. Psychopaci są świetnymi manipulatorami. Jeśli uznają, że przepraszając coś ugrają to będą udawać skruszonych. A w rzeczywistości nie czują żadnej skruchy. Po prostu udają, że czyją się winni.

Anonimowy pisze...

Racja. Przecież on o mnie dba. A że ja głupia jestem i niezdarna to trzeba mnie
nauczyć dyscypliny. Najlepiej pasem. Albo np. zamknąc mnie w ciemnym pokoju na godzinę. To na pewno spowoduje, że będę chodzić jak w zegarku. I będę posłuszna jak piesek. Żona dobra. Dobra żona. Zaraz papcie panu i włascy w zębach przyniesie.

Anonimowy pisze...

Oj wy gupie feministki. Przecież wasi meżowie o was DBAJĄ. Kobiety trzeba trasować. Przecież to-to za głupie jest, żeby mogło podejmować samo DECYZJE. Małż i władca wie lepiej. Prawda? W końcu to mężczyzna!

Anonimowy pisze...

To słowo "dyscyplina" mnie tu naprawdę przeraża, niesamowite, że ludzie dodają do tego jeszcze "chrześcijańska dyscyplina domowa". Jezus nigdy nikogo nie skrzywdził, nie rzucił kamieniem, choć sam był bez skazy. Jak można tłuc ludzi i wierzyć, że to dobre? To jest przerażające, że gdzieś są kobiety, dla których to codzienność i każdy przejaw samowolki, która się nie spodoba panu i władcy, kończy się laniem.

To całe DD trąci islamskimi wpływami, gdzie kobieta jest gorzej postrzegana od psa. Tutaj też nikt nie karze psa "na zaś", natomiast lanie prewencyjne kobiet? - jak najbardziej, no przecież idiotki trzeba karać.

Anonimowy pisze...

A mnie przeraża, że są ludzie, ktrzórzy uważają, że piętnowanie DD to podbijanie sobie ego.
Serio? To dopiero jest żałosne.

Anonimowy pisze...

Którzy* ech. Aż się zdenerowowałam.

«Najstarsze ‹Starsze   1 – 200 z 250   Nowsze› Najnowsze»