piątek, 9 stycznia 2015

282. Pupuś, do nogi!, czyli jak przestałem się bać i pokochałem Voldka (Sylwestrowa Ustawka 1/3)

Szanowni Czytelnicy Obydwu Analizatorni!
Staropolskim dziś zwyczajem… zapraszamy na pierwszą odsłonę Tradycyjnej Sylwestrowej Ustawki NAKW-y oraz PLUS-a. Na tę okazję wybraliśmy dla Was bardzo durne opko rodem ze starego, dobrego Hogwartu. Tyle że Hogwart Hogwartem, ale wszystko jest zupełnie inaczej. Zdziwieni? Ależ skąd :)
Dowiecie się między innymi tego, jak ważny jest dobór papieru toaletowego oraz dieta warzywno-owocowa w szóstej klasie. Znajdziecie wskazówki, co robić, gdy wasz przyjaciel lub chłopak nagle zakumpluje się z najbardziej potężnym, znienawidzonym i wzbudzającym grozę czarnoksiężnikiem wszechczasów. Oraz co ten czarnoksiężnik robi w wannie i pod prysznicem.
Coś jeszcze? Ach tak: będą seksy. Beznadziejnie opisane oraz - oczywiście i jakżeby inaczej - będą to gejowskie seksy (ale jeszcze nie w tej części).
… a najgorsze w tym opku jest to, że jego aŁtorka jest przekonana, że jest ono strasznie dowcipne.
Uśmiejecie się po pachy normalnie! Jako i my się uśmialiśmy…


Ustawka Sylwestrowa, NAKWowo - PLUSowa
zaraz się zacznie, zaraz się zacznie.
Koty za płoty, kto nie ma ochoty,
już nie czekamy, już zaczynamy,
start, start, start!


Zębami zgrzytają: Kura, Jasza, Gaba, Dzidka, Pigmej, Kalevatar i Babatunde Wolaka.




Rozdział 1.


Ponure. Tak można było określić to miejsce. Nie było tam kwiatów, nie świeciło słońce. Ściany były pokryte czarną tapetą.
Nie stać nas na marmury. Nie stać nas nawet na czarny dąb. Oszczędzamy, żeby szybciej przejąć władzę nad światem!
I na czarnych tapetach nie widać brudu.
A przyklejono je czarnym klejem.


Wszyscy mężczyźni zgromadzeni w sali mieli kaptury.
Po prostu - stado hiphopowców.
Jołvada Kedavra!
Ale  sensie - same tylko kaptury? I gdzie właściwie je mieli: przyczepione do nosów, trzymali je w dłoniach, czy jak?
Na twarzy. W opku zawsze ma się kaptur na twarzy.


  • Jak tam wasze anioły? – Mężczyzna siedzący na podwyższeniu bawił się kieliszkiem wina.
I szpilką z czarną główką, na której tłoczyły się anioły.
Niestety ciągle wracał do liczenia ich.


  • Większość z nas – tu odpowiadający spojrzał na postać w fioletowym płaszczu. – Już zabiła wspomniane obiekty.
Kończąc tym samym swoją krótką przygodę z programowaniem.


  • A ty, mój drogi? Jak ci idzie eksperyment? – spojrzał na postać.
  • Bardzo dobrze. Jak dotychczas mam pełną kontrolę nad aniołem.
  • A co z młodzieżowymi hormonami? – zwątpił jeden z zebranych.
  • Mój drogi, porządne lanie i kary potrafią zdziałać cuda. Oczywiście, jak anioł będzie próbował przysporzyć kłopotów, sprowadzę go tutaj, opętamy go i zabijemy obu naraz.
Cenna porada dla rodziców nastolatków, które wkraczają właśnie w fazę buntu. Jak tylko odpysknie albo co gorsza wróci do domu z kolczykiem w nosie - natychmiast go porządnie zlej i zabierz mu laptopa na dwa miesiące!
A jak nie pomoże - opętaj i zabij.


Roześmiali się nieprzyjemnie. Zaczęli omawiać śmierć kolejnej wytypowanej osoby z protektorem.
Śmierć osoby z protektorem to dodatkowe utrudnienie.
I tak dobrze, że z protektorem, a nie np. osoby z protektoratem. Wyobrażacie sobie, jak trudno byłoby znaleźć kogoś takiego?
Z prorektorem jeszcze trudniej.
Gdy protektor podeszwy jest zbyt zjechany, to można wyświrgnąć takiego aniołka, że grabiami z chodnika zbierać nie warto.
***


Znudzony rozejrzał się po budynkach. Ta wioska mugoli była niewielka. Za to bogata.
Konie stały po stajniach, bydło po obórkach, nie mówiąc o świniakach w chlewach. Na Lipce napadli, czy co?


Jego śmierciożercy już wpadli do wszystkich budynków. Niedaleko niego siedział młody chłopak i obserwował pożar i zniszczenia. Podszedł do niego spokojnie.
  • Twoi ludzie sprawiają mi wielką frajdę, wiesz? – mugol nie zaszczycił go spojrzeniem.
  • Ach tak? – usiadł koło niego, wiedziony ciekawością.
  • Nienawidzę ich. Zamienili mi życie w piekło. Zasługują na śmierć. – spojrzał na wioskę z gniewem.
  • A co ci zrobili? – zachichotał.
Zapędzili do pomocy przy żniwach.


  • Cóż, obroniłem swoją kuzynkę przed pedofilem. Niemal mnie za to nie zlinczowali. Ten pedofil był kimś ważnym i wioska płaciła karę za atak na niego.
Co? Koleś zaatakował jakiegoś ważnego typa i cała wioska poniosła za to zbiorową odpowiedzialność? W jakim kraju, a przede wszystkim - w jakich czasach to się dzieje?
W sumie to pasuje do pierwszej z brzegu wojny gdziekolwiek i kiedykolwiek.
No ale to chyba w czasach pokoju, jedyną rozpierduchę robi Voldek.


Straciłem wszystko i zostałem bezdomnym. A draniowi się upiekło. – spojrzał na niego ciekawie. – Wyświadcz mi przysługę i zabij też tego drania.
  • Nie mam zwyczaju wyświadczać przysług. – Voldemort już miał go zabić.
  • Dupek. Tchórzysz przed zdobyciem nowego sojusznika? On lubi oglądać śmierć, mógłby typować ci ciekawsze ofiary.
Voldemort zamrugał. No tak, przeklęty Potter. Znów grzebie mu w umyśle. Ale pomysł był kuszący.
Taaak. Potter podpowiadający Voldkowi, jak skuteczniej mordować. R.I.P., kanonie.
Wygląda na to, że to także Wszechwiedzący Potter. Chyba że wywróżył to z kryształowej kuli.
A to Voldkowi już fantazji nie starcza, żeby samemu decydować, kogo ma ochotę zabić?
Minister Magii ostrzega: czarna magia może prowadzić do degeneracji wyobraźni.


  • Ale dla ciebie chyba zrobię wyjątek. – dokończył lekko.
  • To dobrze. Nienawidzę ludzi za to, co zrobili. A co mianowicie? Będzie fajna zabawa.
Uśmiechnął się. Chłopak był mniej więcej w wieku Pottera. Może uda mu się nauczyć go magii? Czuł potencjał. Sowa mogła go nie odnaleźć, ale jakie to ma znaczenie. Nawet jeśli to szlama, przyda mu się zabawka. Będzie wymyślał tortury dla wrogów i nieposłusznych sług.
Jedni malują, inni haftują, inni jeszcze torturują.
Wydawało mi się, że “szlama jako zabawka” w rozumieniu Voldka to raczej ktoś, kogo się torturuje, a nie, kto wymyśla tortury dla innych…
Tak jakby te dwie opcje się wykluczały.
Wymyślaj tortury, bo będę cię torturował!
Biedny Voldi, ewidentnie cierpi już na syndrom wypalenia.


Wkrótce podeszli śmierciożercy. Spojrzeli na chłopaka.
  • Zabrać go do kwatery. – Voldemort podniósł się. – Mam dla ciebie zajęcie.
  • Nie ma sprawy. Byle zapłata była krwawa i widowiskowa.
Wysadzanie wiaderek z czerniną.
Pełna kolekcja filmów Tarantino.
Albo


http://media.giphy.com/media/aCqPSxHc4XDWM/giphy.gif
http://media.giphy.com/media/aCqPSxHc4XDWM/giphy.gif


Obaj zachichotali. Bellatriks złapała go w pasie i przenieśli się do kwatery. Jedna z postaci obserwowała chłopaka niespokojnie.
Ale kto był tą postacią, zostanie tajemnicą.
Jakiś tam statysta.


***


Dumbledore przygryzł wargę.
  • Możesz to powtórzyć, Severusie? – zasugerował łagodnie.
  • Voldemort zabrał do kwatery mugola. Wyglądało na to, że zawarli jakąś umowę.
Dumbledore pokiwał głową. Tak, to dawało do myślenia. Voldek zawierający umowy z mugolami… prawdopodobnie nie był Voldkiem! Kto go zastąpił i co knuje uzurpator?


Snape napił się herbaty. I zagryzł ciasteczkiem. Odbywało się właśnie spotkanie Zakonu. Wszyscy byli zaskoczeni tym wydarzeniem.
Spotkania Zakonu były rzadkością, jakiej najstarsi czarodzieje nie pamiętali.
To brzmi raczej, jakby byli zaskoczeni, że Snape pije herbatę. W pełni to rozumiem, w końcu na co dzień pewnie poi się łzami swoich uczniów.


  • Co zrobił z tym nietypowym gościem? – Lupin podrapał się po nosie.
Takie rzeczy z nim zrobił, że słów brak. Wyobraź sobie - zrobił origami!


  • Dał mu domek ogrodnika i umieścił tam mugolski sprzęt, zaczarowany tak, by działał przy magii. – Severus potarł skronie. – Wszyscy byli zaskoczeni. On coś kombinuje.
  • Oby nie skończył kombinowania przed rozpoczęciem roku szkolnego. – Molly spojrzała na sufit.
Dumbledore przygryzł wargę. Snape napił się herbaty. Lupin podrapał się po nosie. Severus potarł skronie. Molly spojrzała na sufit. Potter poczochrał włosy. Łupież poleciał na sweter.
Po podłodze, wierny konwencji, przetoczył się suchy pustynny krzak.


Rozumieli jej niepokój. Na szczęście jej rodzina, oraz Harry Potter byli już w kwaterze głównej. A już jutro mieli jechać do szkoły. Wprawdzie szkoła miała się zacząć dopiero za półtora miesiąca, ale to było życzenie Pottera na urodziny. Chciał się uczyć podczas wakacji.
Coś knuje. Z całą pewnością! Gdyby to była Hermiona, uwierzyłabym w chęć uczenia się podczas wakacji, ale Harry?
I zgodnie z życzeniem Pottera cała kadra Hogwartu zostanie wezwana do pracy półtora miesiąca wcześniej? Bo z książek mógłby się jednak uczyć na miejscu...


Lupin zgodził się wrócić wraz z nim i pilnować go. Mężczyzna otrząsnął się z rozmyślań [jak zawsze z wielu], gdy członkowie Zakonu zaczęli się podnosić. Dumbledore machnął mu i został zbesztany za machanie na ludzi bez powodu. Albus poczekał, aż reszta wyjdzie i zagadnął.
  • Na pewno chcesz tego? – zapytał.
  • Albusie. Harry jest tutaj otoczony wspomnieniami o Syriuszu. Niby minął już rok, ale wciąż to go boli. Nawet ze mną mało co rozmawiał. Pomyśl co czuje po tym, jak w czerwcu niemal nie zginąłeś. Gdyby nie jego tarcza ochronna…
  • Wiem, zdaje sobie z tego sprawę. Do tego jego umiejętności w eliksirach są lepsze niż Severusa.
Wcale nie są, tylko do tej pory widać nie przyznał się, że korzystał z podpowiedzi Księcia Półkrwi.


Obaj spojrzeli na dłoń dyrektora. Teraz była już zdrowa. To Potter stworzył eliksir na tę klątwę. Snape zaciskał wargi, ale musiał dać mu Wybitny. Było to dosyć sporym zaskoczeniem dla całej szkoły, ale nie dla chłopaka. Ten wzruszył tylko ramionami.
Był zbyt dobry na tę szkołę. On to wiedział, my to wiemy, tylko do reszty bohaterów jeszcze to nie trafiło.


Do tego Severus zawdzięczał mu życie. To Potter zasugerował, że Voldemort mógł opętać Snape’a i to go oszczędziło od kary za próbę morderstwa. Jednocześnie uraziło Albusa, który zamierzał właśnie wówczas zginąć i tym samym zmusić Harry’ego do zabicia Voldemorta.
Takie ładne samobójstwo sobie przygotowałem, a ty wszystko zepsułeś! Foch!
Co kogo uratuje od śmierci, to ten strzela focha. No nie wiem, ja bym chyba z tego wyciągnęła jakieś wnioski.


Dyrektor westchnął i podniósł się. Poszli razem na drugie piętro. Harry kończył się pakować i spojrzał na nich z uśmiechem.
Na dyrektora, swoją osobę i swój majestat. Było trochę ciasno.


  • Pomyślałem, że będziesz chciał zabrać przyjaciół.
Ron zaraz poderwał się i rzucił do pakowania z radosnym Jupi.
Kim jest Jupi i czemu towarzyszy Ronowi?
Ktoś chyba wypełnił niszę po Parszywku.


Hermiona wstała niechętnie. Zauważyła, że Harry ostatnio ma napady humoru i chodząc po zamku, wybucha znienacka przeraźliwym śmiechem i opowiada czerstwe dowcipy Krwawemu Baronowi wcale nie uśmiechało się jej to. Dyrektor obrzucił ją karcącym spojrzeniem.
Jak śmiesz być niegrzeczna i nieposłuszna wobec Chłopca, Który Przeżył! Pamiętaj, że jesteś jego własnością przyjaciółką!
A znoszenie fochów i humorów jest twoim świętym obowiązkiem. Pamiętaj, on jest po przejściach!


Harry zaś obrzucił takim spojrzeniem jego.
Wszyscy obrzucali się spojrzeniami, aż zapomnieli, po co to komu.
Gdyby zamiast spojrzeń używali tortów, przynajmniej coś by się działo.


Wyszedł za dyrektorem.
  • Muszą? – zapytał ponuro.
Chciał się zawczasu odgrodzić od tego kanonicznego barachła, ale Albus rzucał mu kłody pod nogi, zawistny dziad.


  • Oczywiście. Przecież to twoi przyjaciele. Czuliby się pominięci. – dyrektor uśmiechnął się ciepło.
  • Szkoda, że nie pomyślał pan o tym pominięciu podczas poprzedniego miesiąca.
A co, cierpiał na księżycową chorobę i nikt mu nie pomógł?


Harry wrócił wściekły do pokoju. Jakby mało mu było marudzenia i kontroli.
Sam jest marudą jakich mało.


  • To chyba moja wina. – skruszony Lupin usiadł na łóżku i szepnął mu na ucho.
  • Tak? – Harry spojrzał uważnie.
  • Nie chciał się zgodzić, więc wspomniałem, że ty tu wariujesz bo masz złe wspomnienia. Chyba uznał, że potrzeba ci towarzystwa.
  • Dupek. – Harry uśmiechnął się do Lupina.
Najbardziej właśnie lubił jego i Hermionę. Wiedział, że ta wyczuła jego zły humor i nie chciała jechać. Za to ich kochał.
Hermiona nie chce, Harry nie chce, ale będzie tak, jak mówi Dumbel. Bo przecież nie jest tak, że to są wolni ludzie, a nie kukiełki, hm...


***


Harry położył się na łóżku. Niedawno się rozpakował. Ron już poleciał po Hermionę, by szli na kolację. Nienawidził regularnych pór posiłków. I nienawidził tego jedzenia.
I nienawidził świata jako takiego. Nienawidził również samego nienawidzenia, osiągając (nienawistnie) poziom turbometanienawiści i odblokowując achievement "the grand master of teenage angst".


Może im to smakowało, mu nie.
  • Harry, rusz się. – Ron zajrzał do środka. – Kolacja!
  • Nie chce mi się jeść! Idźcie sami. – Potter odwrócił się na bok.
  • Ależ Harry. Nic nie jadłeś na obiad!
  • Której części zdania nie chce mi się jeść nie zrozumiałeś?! Nie każdy myśli tylko o żarciu tak jak ty! Zostaw mnie w spokoju.
Przyzwyczajajcie się, tak już będzie - w tym opku Harry prezentuje nastoletni angst w całej krasie (przynajmniej dopóki ktoś nie wyleczy jego fochów per rectum).
Oni tam jedzą części zdania? Podmiot w galarecie, pieczeń z dopełnienia? Cóż, magia...


Rozdział 2.


Harry z ulgą zamknął drzwi. Kochana Hermiona. Uspokoiła kretyna. Inaczej dyrektor znów by się czepiał. I tak pewnie zastanawiają się, co kombinuje Tom. On czasem to widział, ale teraz nie chciało mu się zaglądać. Miał wspaniałe plany na ten miesiąc i znów mu je zepsuto.
Mam świetny pomysł! Powybijaj ich i upozoruj wypadek! Ty będziesz zadowolony, Riddle będzie zadowolony, twoi przyjaciele… cóż, już nigdy nie będą NIEzadowoleni.


Dumbledore wiedział, że Remus nie będzie go cały czas kontrolował. To dlatego zaprosił również te dwójkę. Tak więc zero szwendania się i wybryków. I to go złościło.
  • Ile razy jeszcze będą mnie podcinali?! – warknął.
Zawsze myślałam, że Hermiona i Ron radośnie uczestniczyli w szwendaniu się i wybrykach Harry’ego, ale widać po szóstym roku coś się zmieniło.
Odnoszę wrażenie, że w fanfikach potterowych szósty rok zawsze jest przełomem.
Ach, Harry jako mroczna gotycka paprotka, którą złośliwie podcina wredny Dumbel z nożycami!


Przecież miał swoje życie. A był niemal niewolnikiem. Od narodzin miał wyznaczoną rolę. Ale dyrektor umieścił go u krewnych i to go zniewoliło.
Ciotka Petunia nigdy mnie nie rozumiała! Nie pozwalała rozwinąć się mojej artystycznej duszy! - załkał.
Wujaszek też go podcinał. A Duduś miał tak zniewalające spojrzenie...


Potem trafił do Hogwartu, gdzie każdy oczekiwał od niego zbawienia świata. Był pewny, że to również robota dyrektora. A on głupi to robił.
W pierwszej klasie przyjął pokłon pasterzy, potem rozmnożył trochę chleba, uzdrowił paru chorych i przespacerował się w tę i z powrotem po jeziorze. Nabrał również zwyczaju wygłaszania kazań, szczególnie na wzgórzach i pagórkach.
No kto to widział, żeby biec na ratunek siostrze przyjaciela porwanej przez strasznego potwora. Tylko frajerzy tak robią.
Ale jakiego przyjaciela, proszę Cię, przecież Harry nie ma przyjaciół, tylko nasłanych przez dyra szpiegów.
Poza tym albo mi się wydaje, albo w wielu wypadkach jego ratowanie świata wynikało z dość beztroskiego pakowania się w kłopoty. Ale co ja tam wiem.


Jak zaczął się buntował w czwartej klasie, to wrócił ON. I całą piątą był prześladowany.
Ten ON?
http://2.p.mpcdn.net/1747/30251/1.jpg



Co za ludzie… tu też była wina dyrektora.
No w sumie fakt, kierownik odpowiada za wszystko, co dzieje się w jednostce.
Szkoda tylko, że prześladowało go głównie Ministerstwo i podległe mu media.
I śnieg przez niego padał.
I grzyby do pierogów podrożały...


Specjalnie unikał go i zostawił na pastwę czarodziejów. By wiedział, co go czeka jak się będzie buntował.
Ok, nie licząc Umbridge - co takiego złego zrobili mu pozostali czarodzieje?
Noo, Voldemort próbował wejść mu do głowy.
Wielu też kazało się uczyć.


A w poprzednim roku szkolnym bił go podczas prywatnych zajęć.
AAAAAAAAAAAAAA!!!
(ejno, zaraz - i dlatego Harry uzdrowił jego rękę? Żeby Dumbel mógł go mocniej bić??? To niech nie jojczy, tylko przyzna się, że to lubi!)
Nie no, pewnie też go zmusili. Albo wyprali mu mózg. Te klimaty.


Warknął bezgłośnie, po czym usiadł.
Wykonałam eksperyment. Bezgłośne warknięcie to po prostu powiedzenie szeptem “wrrr”.
Dobrze przynajmniej, że nie warknął ironicznie.


Złapał za pergamin i zestaw do pisania, po czym zszedł do pokoju wspólnego. Usiadł i zaczął pisać.


Życie jest do dupy. Tak samo jak papier toaletowy mella. Każdy każdego w dupę rypie i wygląda to jak naturalna symbioza. Ale co ma powiedzieć na to ten, kto nikogo nie rypie, a rypią wciąż jego? Dla przykładu ja? Nikt mi nie pomoże, nikt mnie nie uwolni.
No cóż. Jesteś w yaoicu, a dziś mamy dzień specjalny - Kura pogrzebała w kieszeni, wyciągnęła zmiętą kartkę i odczytała z namaszczeniem: “Multi-pairing centered around Potter”. Przywyknij, a najlepiej - polub.


Miałem nadzieje na fajne wakacje, a wepchali mi szpiegów, by siedzieli na odwłoku i pilnowali. Nic, tylko wziąć przykład z Emo Martynki i się wiecznie ciąć, AjĆ. Ale nie, czarodzieje nie wiedzą, co to emo Martynka.
On za to dostał ataku prekognicji i wie, choć Emo Martynka zacznie tworzyć dopiero za jakieś 12 lat, w obcym kraju, obcym języku i w medium niedostępnym czarodziejom.
Ciesz się, że Harry nie chodzi na zajęcia z języka polskiego i na historii nie uczy się o Mieszku I.
Harry wie tu najwyraźniej wszystko, więc ja bym nie przesądzała.


Swoją drogą, to strasznie głupie pisać jak PoKeMoN. Jak ona wypełni podanie o prace, jak pisze wiecznie ajć lub, że się tnie. Doświadczenie zawodowe? Tamowanie krwi. Ale, ale, nie miałem współczuć jej, tylko sobie. Albo i nie, mnie nie można współczuć. Tylko posmarować zad wazeliną i lecimy, jak każdy na tym świecie.
Jestem pełna podziwu. Normalnie hogwarcki Najder nam się tu ulungł.


Harry zaśmiał się i przeczytał jeszcze raz kartkę. Miał dosyć ponure poczucie humorku.
Dzieeee?
No fakt, ja na przykład jestem dość przygnębiona po przeczytaniu tego akapitu.
Ponure ono jest z punktu widzenia otoczenia.


Ale nikt o tym nie wiedział. Złożył kartkę i rzucił w płomienie. Te, zamiast spalić ją, stały się czarne i kartka zniknęła. Potter zamarł.
  • Ja to zawsze mam szczęście. – zamamrotał.
Nawet żywioł ognia jest przeciwko Harry’emu.
Musi jest nieczysty, skoro żywioły nie chcą go przyjąć.
A w sumie to o co mu chodzi? Wrzucił kartkę do ognia, kartka zniknęła. Co mu się nie podoba? Co innego, gdyby uparcie wylatywała z powrotem, nietknięta płomieniem.


Wkrótce do pokoju wróciła reszta. Usiedli na kanapie niedaleko niego. Hermiona zajęła się czytaniem i odrabianiem pracy wakacyjnej. Przez prawie godzinę nie zamienili ze sobą słowa. Ron już miał coś powiedzieć, gdy rozbłysły czarne płomienie
Przez godzinę w kominku paliło się na czarno?


i koperta wylądowała pod stopami Harry’ego. Ten podniósł ją i odwrócił. Nadawcy nie było, za to podpisane było „do papieru Mella”. Zaczął śmiać się jak wariat. Rozerwał kopertę i wyjął kartkę i plik naklejek.


Kotku.


Wbrew pozorom Mella to luksus. Ostatecznie zawsze idzie podcierać sobie dupę papierem Pupuś. Nie masz więc jeszcze tak źle. Szpiegów olej, jak są mądrzy, to ci dadzą spokój. Jak nie, to uduś lub upiecz na rożnie. Co do emo Martynki nie znam, to ci nie poradzę. Pisma tego też nie znam. Kto w ogóle wymyślił by tak pisać? Nie mów, że ona bo ją od razu zabiję. Chcesz, by ci lecieć na wazelinie? Kotku, nie znamy się aż tak dobrze, by się spoufalać.
A teraz na poważnie. Jakim cudem udało ci się mnie niemal nie utopić, tego nie zrozumiem. Siedziałem sobie w wannie, funkcja hydromasażu pieściła mi delikatnie ciało… a tu nagle z kominka wyleciała kartka i wbiła się narożnikiem prosto w nos.
Po raz kolejny skląłem projektanta, który uparł się, by umieścić kominek w łazience.
Spojler: i już wiemy, dlaczego Voldemort zredukował swój nos.
Łazienka ta była jednym z projektów wykonanych przez uczniów Bezdennie Głupiego Johnsona.
A może było odwrotnie? Może Voldemort trzymał wannę w salonie?


Na szczęście była dosyć wesoła. Opracowałem więc naklejki. Jak będziemy je stosować, to listy zawsze dotrą do nas. Tylko łap je uważnie, by nie podkradli.
Wydajesz się być… młody. Bardzo młody. Albo się uczysz, albo dopiero skończyłeś szkołę. Masz kłopoty sercowe? Zabij ukochaną. Dyrektor cię meczy? Podpal mu te fioletowe gacie. A tak w ogóle opisz mi siebie.
No wiesz, kolor oczu, włosów, wzrost i inne wymiary.
I co masz na sobie?
A w ogóle, dołącz focię, najlepiej nago.


Harry odwrócił kartkę, ale nic tam nie było. Nawet się nie podpisał. Dopiero po chwili Potter zareagował. Następne, co pamiętał, to fakt, że wije się na dywanie ze śmiechu.
Ale… dlaczego?... *rozgląda sie bezradnie*
Kartka była nasączona podtlenkiem azotu.


  • Harry, w porządku? – Hermiona wyrwała mu list. – Ojej.
  • Dokładnie. Ojej. To jest boskie! – Potter krztusił się i przez to zaczął kaszleć.
Ron klepał go po plecach. Potem zagonili go do łazienki, gdzie jeszcze bardziej zaczął się śmiać. Hermiona też zachichotała.
  • Znalazłeś nowego kolegę? – zapytała się cicho, jak Ron poszedł po jego przybory do kąpieli.
Nigdzie nie mógł znaleźć żółtej kaczki.
Za to zdziwił się trochę, kiedy znalazł tę:




  • On jest boski. – Harry oparł się o ściankę.
  • Uważaj, jak traktujesz Rona. On jest całym sercem przy dyrektorze. – ostrzegła.
  • Wiem. Dzięki za pomoc. – odparł.
Oho, Hermiona już wie, z której strony wiatr wieje.
To na pewno jest Hermiona? Ta sama, która zawsze krzyczała “nie używaj tej książki, nie wiesz, do kogo należała!” albo “nie stosuj tego zaklęcia, nie wiesz, jakie będą jego skutki”?


***


Harry ziewnął. Potarł oczy i spojrzał w bok. Ron jeszcze spał. Chłopak wstał i umknął pod prysznic. Umył się dokładnie, wciąż chichocząc na wspomnienie listu.
Ale czekajcie, on NAPRAWDĘ uznał to za takie obłąkańczo śmieszne? Ale naprawdę?...
Może to był metadowcip, w którym śmiech miała wzbudzać sama idea, że ktoś mógłby uznać coś podobnego za śmieszne…
Zamierzam w to uwierzyć, będę szczęśliwsza.


Wczoraj Ron męczył go ponad dwie godziny, zanim dał sobie spokój. Nie rozumiał go. To jego list, co go to obchodzi? Chyba, że naprawdę ma go szpiegować. I on się na to zgodził?! Co z niego za przyjaciel?! Za dwa tygodnie miał mieć urodziny, a ten mu to psuje.
Co za wstrętny psuj! Nie dostanie torciku!


Na szczęście miał nowego kolegę. Na pewno starszego, ale nie szkodziło. Póki nie dowie się, z kim pisze. Wówczas będzie źle. Ten słynny Harry Potter. Zacznie się marudzenie i tak dalej.
Z tego wynika, że Harry NIE WIE, z kim koresponduje, prawda? I spodziewa się, że ten drugi też nie ma pojęcia?
Nazywam się Wojtek i też mam 12 lat.
Nope. Zwłaszcza ten drugi nie miał jak się zorientować - te kawałki o ratowaniu świata, Dursleyach i dyrektorze były takie enigmatyczne...


  • Tak w ogóle, macie jakiś sposób na dostarczanie sobie listów? – Hermiona spojrzała na niego. – Mogą się łatwo zgubić. Wyobrażasz sobie minę dyrektora, jak dostanie taki list od ciebie?
  • O tak. Rozerwałoby mnie ze śmiechu. A na poważnie to mamy naklejki. Naklejamy je na kopertę i wtedy się nie gubią. – Harry zaśmiał się.
Poczto Polska, słyszysz?
Już daj spokój Poczcie Polskiej, od dawna nie gubi listów.
I naklejki też ma, “znaczki” się nazywają ;)


  • Wiesz, że to zaawansowana magia? – Hermiona obejrzała uważnie naklejki.
  • Wiem. Nawet wiem, kto pisze ze mną. Tego pisma nie idzie pomylić. – Harry zakleił kopertę z listem i nakleił naklejkę.
Nie bardzo rozumiem ten patent z “naklejkami”. Komunikacja magiczna działa od wieków bezbłędnie, czy to poprzez sowy, czy pogawędki przez palenisko, czy inne gadżety przenoszące informacje. Skąd w ogóle nagle pomysł, że listy mogą “łatwo się zgubić”, i w jaki sposób naklejka je przed tym chroni?
No ale to by trzeba jakoś logicznie wyjaśnić, a tak wystarczy… wyjąć naklejkę z dupy, wrzucić ją do opka i już.
Nie do końca, ostatecznie Harry wrzucił list do kominka na ślepo, bez podania adresu. Gdyby tak samo zrobił z kolejnym listem, ten pewnie trafiłby w inne losowe miejsce. Pozostaje pytanie, jak Voldemort określił, skąd go wysłano, no ale zaawansowana magia, niech będzie.
Nadal nie wiem, jak naklejka chroni listy przed “zgubieniem”.
Pewnie kominek sczytuje ukryty w niej kod kreskowy z adresem odbiorcy. ;)


Wrzucił ją w płomienie, które znów stały się czarne.
  • To z kim piszesz? – Hermiona wróciła do pracy domowej.
  • Z Voldemortem. – powiedział spokojnie.
No to rzeczywiście “starszy kolega”... Nawet sporo starszy. Niemniej, skoro Harry od samego początku poznał pismo, to skąd te rozważania akapit wcześniej?
Dyskusja z Voldemortem o papierze toaletowym. Japierdziu.
Spokojnie, Kal, bierz przykład z Hermiony, ona już wie, że doktor kazał przytakiwać.


Rozdział 3.


Voldemort nalał wody do miseczki Nagini.
I dosypał ziarenek.
A potem zmienił jej żwirek w kuwecie.
Wszystko wymieszał. Powstałą papkę nałożył na włosy, by były puszyste i lśniące.


Ponownie spojrzał na kominek. Od wczorajszego wieczora siedział niemal całą noc i czekał na to. Na list od nieznanego mu papieru Mella, jak go nazywał.
Czekając, wzdychał i rysował serduszka na zaparowanej szybie. Toaletowe motywy zawsze go rozrzewniały.


Ten list był miłym zakończeniem dnia. Najpierw zabijał, torturował i znęcał się nad ludźmi i sługami.
Sługi to nie ludzie?


A potem w kąpieli dostał w nos. I to dostał w nos dość ponurym listem.
Ach, więc ten “nos” w liście nie był próbą zmylenia czytelnika i ukrycia swej tożsamości...
Mówiłam, to żaden Voldek.
Oj no bo to jest Tom. Chyba nie sądzisz, że Harry poszedłby do łóżka z Voldemortem z ostatniego tomu?
Spojlerujesz! :P
Przprszm. Ty też :-P


images


uu9vDlhL.jpeg


Przez który niemal nie utopił się ze śmiechu.
Starcze zdziecinnienie atakuje znienacka…


Teraz usiadł i wziął ponownie do ręki list. Ktokolwiek go pisał, miał humor. Potem raptem podniósł się i ruszył do domku ogrodnika, gdzie zainstalował mugola.
Wersję 2015.0.
Powinien pamiętać o aktualizacjach, bo jeszcze mu się mugol zawiesi i nici z planu.


  • Hey. – powitał go, segregując kartki. – Masz listę dosyć wpływowych i bogatych mugoli.
  • Jeśli odgadniesz, dlaczego tam wszyscy ze wszystkimi to cię wypuszczę.




  • Dobrze. Mam dla ciebie małe zadanie. – pokazał mu kartkę.
Chłopak wziął list i przeczytał.
  • Niezła ironia. – zauważył.
Gdzieeeee?
Tam, gdzie sens tego opka.


  • Tak. Co to jest emo Martynka?
  • To.
Chłopak odpalił blog i Voldemort niemal nie zwymiotował.
Jakie toto wrażliwe, myślałby kto.


  • Myślałem, że mugole nie mogą bardziej zgłupieć.
Do Harry’ego nie dotarła, niestety, wiadomość, że emo-Martynka to fake…
Nigdy nie był szczególnie dobry z mugoloznawstwa.


Wyszedł do wtóru śmiechu chłopaka. Spojrzał na listę. Było kilka nazwisk bogatych kobiet i mężczyzn.
Których Voldemort kojarzył, gdyż regularnie śledził listy Forbesa.


Można się obłowić i pozabijać co nieco.
Obłowić? Czym?
Może liczy na biżuterię i futra w szafach milionerek? Dobry diament zawsze w cenie.


Zamknął drzwi od pokoju i niemal w tej samej chwili zaszumiał kominek. Spojrzał na czarne płomienie. Kiedy zgasły, rozejrzał się. Koperta leżała pod komodą. Podszedł i sięgnął po nią, sycząc, gdy ugryzł go pająk.
W kwaterze pana V. są pająki?!
Muszą być. Kto inny robiłby mroczne pajęczyny u powały?
We dworze pana V. są powały?!
Na twarzy pana V. jest nos. A w takim razie wszystko możliwe.


  • Nienawidzę robali. - Warknął.
Pająki to nie robale. Tomie Riddle, wróć do szkoły.
Standardowe pająki, nie będące akromantulami, nie są stworzeniami magicznymi, dlatego czarodzieje się o nich nie uczą.


Podszedł i spojrzał na kopertę. Rozerwał ją.


Hey, Pupuś.
Pupuś. Kurwa. Pupuś.
Pupuś, do nogi!
(czy Wy też widzicie to?)




Dobra, schowaj różdżkę, Tom.
I zapnij rozporek.


Przyznaje, jak tylko ta kartka zniknęła zamiast spłonąć, pomyślałem: znając moje palnięte szczęście, trafi prosto w twój zad.
Kaj rzyć, kaj nos, Potterku.


Niewiele się pomyliłem, dotarła do ciebie. Nawet taka korespondencja będzie lepsza. Tym bardziej, że jest coś, o czym chyba musimy porozmawiać. Chodzi mi o połączenie umysłów. Możesz mi wyjaśnić, jak mam to wyłączyć?
Nie udawaj niewiniątka. Ciebie to denerwuje, mnie też.
Siedzę teraz do końca wakacji w Hogwarcie. Do tego niestety nie sam. Dumbledore wsadził mi szpiega do kontroli. Wcześniej Ron był fajnym przyjacielem, ale teraz strasznie mnie pilnuje. Nie idzie się uwolnić. Przydałoby się poznać hasło do twojego konta na twitterze domu. Wiem, jest ponury i zimny, ale on tam nie wejdzie. Chociaż drops podałby mu hasło. Zabij dropsa, będę miał spokój. Kończę, bo słyszę dupka. Wstał i trzeba będzie zawlec się na to paskudne śniadanie.
Paskudne? Pewnie skrzaty wkurzyły się, że muszą pracować w wakacje przez jakiegoś jaśnie panicza, i podają wyłącznie przypaloną owsiankę.
Ten opkowy Harry Potter jest megapalantem.


Do usłyszenia, Motyl.
Motyl??? Durniejszej ksywki już nie mógł sobie wymyślić???
“Pupuś” zarezerwował dla LORDA VOLDEMORTA. Też widzicie, jak wygląda to zdanie? Też macie mindfucka?...
Ja już nic nie mam. Mózg odpełzł kilka stron wcześniej, teraz kuli się gdzieś w kącie i wypływa z niego coś zielonego.
Avada mentala?


Ps. Nie zabijaj dzisiaj nikogo, głowa mnie boli, więc miej to na uwadze. Fajny mugolak w twoim posiadaniu.
Nie bądź sknera, pożycz go na trochę, też chcę się zabawić!


Voldemort złożył kartkę na pół. Motyl? Dobrze, że nie podpisał się aniołek albo złoty chłopczyk.
Ojtam, naprawdę, niewielka różnica.
Z tego, co jest wyżej napisane, wynika, iż Voldi sarkastycznie “cieszy się”, że kartki nie podpisał (jakiś) aniołek ani (jakiś) złoty chłopczyk.
A może z Motylem chodzi o to?


http://img.photobucket.com/albums/v475/k155_me/ButterflyPic.jpg
[http://img.photobucket.com/albums/v475/k155_me/ButterflyPic.jpg]


Usiadł w fotelu i potarł palcami skronie. Taka mała bzdura, dwie kartki. A wykazała bardzo dużo. Po pierwsze nie znał Pottera. Świadomość, że chłopak już po jednym liście go rozszyfrował – a przecież zmienił pismo i styl i pisał lewą ręką przy pełni księżyca na rozstaju dróg – była jakoś niepokojąca. I miał rację. Coś było nie tak. Przecież blokował go i to połączenie. A mimo to chłopak wciąż szpera mu w mózgu. No i jego życie prywatne. Dlaczego mu się zwierzył? Może to również z powodu tego połączenia? Nie obawia się, bo to tak, jakby mówił to do samego siebie?
Na zajęciach z mugoloznawstwa powinni im kazać czytać “Doktora Jekylla i Mr Hyde’a”.


Voldemort nalał sobie wina do kieliszka i napił się. Jakby nie patrzeć, właśnie zrozumiał kawałek układanki. Potter w pierwszej klasie, gdy niemal go nie namówił, a potem niespodziewanie chłopak czegoś się wystraszył. Czwarta klasa, gdy uciekł… Piąta, gdy uparcie stał przy dyrektorze...
Pierwsza, szósta, trzecia, piąta,
ktoś mi wszystko dziś poplątał,
A do siódmej klasy tylu uczniów chodzi!
Gdyby zrobić jakieś czary,
gdyby był tu ze mną Harry,
Niech tu stanie, stanie mu!


I teraz też go wyleczył. Przecież nawet on i Severus nie umieli stworzyć leku na tę klątwę. Więc chłopak jest jakby w niewoli. Dyrektor ma na niego haka i ten nie potrafi uciec. Boi się.
I z tego strachu tworzy zaawansowane zaklęcia, jakich nie umieli stworzyć o wiele starsi i doświadczeńsi czarodzieje. Słyszeliście, korporacyjni spece od motywacji?
Może tą drugą ręką Dumbel mocniej bił?


Zabicie Albusa to najlepsza sprawa dla chłopaka. Zamrugał. Naraz wyjaśniła się kolejna zagadka. Zastanawiał się nad nią, jak tylko odkrył to połączenie z Potterem. Miał pewność, że chłopak został przez niego połączony w chwili ataku na niego i stworzeniu przesławnej blizny. Dlaczego więc nie powiedział dyrektorowi, że się odradza?
Zdaje się, że alternatywna historia sięgnęła tutaj dość daleko w przeszłość - przecież po odrodzeniu Voldemorta pod koniec czwartej klasy Potter opowiadał o tym każdemu, kto chciał i nie chciał, zarabiając przy tym na opinię paranoicznego wariata. A potem to nawet nie musiał opowiadać, skoro Voldek sam się ujawnił.
Ja tam nie wiem, pogubiłam się w zaimkach.


Miał przesłanki, że on go wyczuwa nawet Severus poświadczył mu, że Potter ma częste wizje o nim. Więc dlatego nie wydał go. Potter POZWOLIŁ mu się odrodzić. I teraz wiedział dlaczego. Żeby pokonać dyrektora i uwolnić go od niego.
A przy okazji zostać współodpowiedzialnym za śmierć dziesiątek mugoli i rozpętanie wojny. Cóż, nikt nie twierdził, że Potter jest bystrym chłopcem.
Może jest bystry, ale zwyczajnie nie daje faka?
Najważniejsze jest pokonanie Jednostki Specjalnej “Dyrektor”.


  • Panie Potter, pan jest za bardzo cwany. – powiedział.
  • A co, ja mam sobie brudzić ręce? Przecież każdy utożsamia mnie ze zbawcą świata. Wcale się o to nie prosiłem. To Albus rozgłosił takie bzdety.
Ostatnio trochę się zaniepokoiłem, bo przestał prosić mnie o rozmnażanie chleba, a za to przywlókł skądś dwie belki i kazał mi zmierzyć je wyciągniętymi rękami… O co mu chodzi, jak sądzisz?


  • Cóż, bywa. Zobaczy się, a teraz won z mojej głowy.
Usłyszał jeszcze chichot i napór znikł. Uśmiechnął się lekko. Co za uparty szpieg. Cofnij, żaden szpieg. Nigdy nie zdradził wszystkiego. Tylko zostały ujawnione te wizje, które zagrażały jego znajomym.
No widzisz, Voldek, tak łatwo spacyfikować Pottera: odchromol się tylko od jego krewnych i znajomych, a zobaczysz, że w obronie obcych ludzi nawet palcem nie kiwnie!


Wypił do końca wino i złapał za pergamin.


Potter.


Osobiście cię zabiję za tego Pupusia! Co do połączenia, nie wiem, jak je wyłączyć. Jak na razie nic nie skutkuje. Rona zabić, czy Dumbledore’a?
Najlepiej obu, roboty tyle samo, a przyjemność podwójna.
Z rozpędu utłucz jeszcze tego beznadziejnego kucharza, może Harry zje wtedy wreszcie coś porządnego.


Zresztą, nieważne. Nie ma sensu wiać do pokoju ślizgonów, dyrek poda mu hasło. Ciesz się wakacjami. Wkrótce wyjdziecie na Pokątną po książki. No i wioska, i błonia. Ciesz się życiem.
Nie spełniam próśb. Jeszcze dzisiaj dodatkowo będę zabijać. Rozumiesz, nie zdążyłem wyrobić normy i muszę to odpracować w weekend. Bynajmniej [tak, tak…] wyślą cię po leki. Dorzucam ci coś na urodziny. To zaczarowane magicznie MP3. Wprawdzie muzyka mroczna, ale jakoś to wytrzymasz. Lepsze klimaty metalu, niż szpieg. Zresztą, ludzie zakonu wieją od tego. Będziesz miał spokój.
Wszystko się zgadza, tylko zakony mu się pomyliły.


Tom.


Podpisał się swoim imieniem. Skoro chłopak ma szpiega, to lepiej nie męczyć go kłopotliwym listem. Chociaż i tak mogą podejrzewać go o to. Może powinien zmienić podpis? Ale nie, rozszyfrują magię i będą się pytali. Lepiej wysłać tak, jak jest teraz.
Skoro Harry ma szpiega, to trzeba wysłać mu list, w którym otwartym tekstem napisane jest o zabiciu Dumbla, z pewnością nikt nie znajdzie w nim nic podejrzanego. Brawo, Voldek, stara, dobra szkoła Stirlitza!


Rozdział 4.


Harry odwrócił się od okna w chwili, gdy Ron zszedł na dół.
  • Mogłeś powiedzieć, że już wstałeś.
  • Nie jestem twoim niewolnikiem, by ci się meldować. – Harry spojrzał na niego zimno.
Ron, daj sobie spokój. Jest tylu fajniejszych chłopaków w Hogwarcie, z którymi możesz się zaprzyjaźnić...


Potem ruszył w stronę wyjścia z pokoju. Hermiona zachichotała w duszy.
Trudno powiedzieć, z czego, ale doceńmy, że choć ktoś nie foszy się z samego rana.
Może włączył się jej wisielczy humor. Albo zaczyna tracić zmysły.


Ron ruszył za nim wściekle, powiewając, tupiąc i furkocząc, a ona zauważyła czarne płomienie. Szybko złapała kopertę, skrobnęła przeprosiny, że Harry wyszedł i odesłała kartkę, naklejając nalepkę.
Powiedzcie mi, że Hermiona nie uwierzyła w korespondencję z Voldkiem… Powiedzcie, że uznała to tyko za wygłupy Harry’ego…
*milczenie*


Po wykonaniu tego pobiegła za nimi. Akurat kłócili się piętro niżej.
  • To, że jesteś pieprzonym zbawicielem nie znaczy, że masz być chamem dla mnie! – Weasley był zdenerwowany.
  • A to, że jesteś szpiegiem liżącym dupę dyrektora nie znaczy, że ci powiem o każdej swojej myśli. – Harry wściekł się jeszcze bardziej.
  • Każdy się o ciebie martwi, a ty masz to w nosie! To niepokój, nie szpiegostwo!
  • Oczywiście! Nie potrzebowałem tu nikogo, ale was wepchnął. Tylko mi popsułeś szyki w planach na naukę.
Mugoloznawstwo na lewej flance, doborowe hufce Wróżbiarstwa na prawej, a środkiem chciałem puścić oddziały OPCM-u.


Będę musiał siedzieć w książkach zamiast ćwiczyć. Och, wielki mi przyjaciel!
Przypominam, że to był pomysł Albusa, nie Rona. A jeśli nie byłeś dość łaskawy, by wtajemniczyć kolegę w swoje chytre plany, to do siebie tylko miej pretensje, że ci je psuje.


Raczej wsadzający wszędzie wścibski nos, głupi rudzielec.
Hermiona jęknęła. Więc o to chodziło. Podejrzewała to od samego początku. Przeszkadzali koledze w nauce. Na pewno chciał się uczyć jak zwalczać czarną magię.
Hermiona wygląda mi na zakochaną w Harrym - taką miłością, co to wszystko zniesie, wszystko przetrzyma, wybaczy każdą bucerę i jeszcze uzna, że była urocza.
Znów, nie mógł oczywiście ćwiczyć w Kwaterze, pod okiem doświadczonych czarodziejów.
A weź, tam jeszcze ktoś mógłby mu pomóc w razie jakiegoś wypadku. Zupełnie bez sensu.
A tak miał dla siebie cały Hogwart, od piwnic po wieżę astronomiczną.


Ron prychnął i poszedł na dół. Zasiedli w Wielkiej Sali i nie odezwali się do siebie nawet słowem. Potter niemrawo ciapał widelcem to coś. On wolałby owoce, ale nie mógł tego dostać. Jak zawsze zresztą.
W jakimś zapomnianym zakątku mózgu błysnęła mu myśl, że może gdyby nie popisywał się chamstwem również przy Zgredku, ten, jak dawniej, z radością przyniósłby mu owoce i każdą przekąskę, jakiej “Harry Potter sir” by sobie życzył… ale szybko zgasła. Przecież to wszystko i tak spisek dyrektora!


Naprzeciwko niego siedział Ron i warczał na niego obraźliwe słowa.
  • Jak masz coś do mnie to powiedz mi to w twarz i spierdalaj! – wstał od stołu, odrzucając jedzenie na jego talerz.
A to "naprzeciwko" jest nie dość "w twarz"? Miał mu usiąść na kolanach?
Cóż, yaoi wielopairingowe zobowiązuje.
Dlaczego odrzucił jedzenie na talerz Rona? Czyżby Ron warcząc wypluwał nie tylko przekleństwa, ale i kawałki potrawy?


Remus spojrzał niepewnie na Pottera. Również zostawił posiłek i pobiegł za nim.
Uparcie czytam “zwrócił” i nic nie mogę na to poradzić.
Voldemort prawie zwrócił, do czemu by nie Remus?


Hermiona spojrzała na Rona, powiedziała mu, że jest dupkiem a nie przyjacielem i pobiegła za nimi.
Po chwili Wielka Sala spojrzała po sobie i pobiegła za całą trójką.
Irytek poczuł się w swoim żywiole.


Wtedy do Rona podszedł dyrektor. Usiadł naprzeciwko.
  • Coś się stało, Ron? Harry jest jakiś nerwowy. – zapytał niepewnie.
Och, bo to dobrostan Harry'ego jest najważniejszy w każdej sytuacji.
  • Ten cholerny dupek? Oczywiście, że się stało.
Ron zagłębił się w opowieść o tym, co się działo aż do tej pory. Albus zmarszczył brwi.


***


Dumbledore wzywa Harry’ego na “rozmowę” do swego gabinetu.


Zaczęło się. Pierwsze uderzenie, drugie, dziesiąte. Wkrótce stracił rachubę czasu i razów. Zasłonił się tylko pokrwawionymi rękoma. Drżał. Tak, tak wyglądała „dobroć” profesora Dumbledore’a. W końcu przestał cokolwiek czuć.
Jakie to jest… żałosne.


  • Wynoś się! Jeszcze raz się dowiem o nieposłuszeństwie, to nie będę nad sobą panował.


79ouo.jpg
[https://i.imgflip.com/79ouo.jpg]


Wybiegł pędem z gabinetu.
Pędem? A jeszcze przed chwilą był tak pobity, że “przestał cokolwiek czuć”.
No właśnie - nie czuje, że go boli, więc leci, krwawi, gubi zęby…
Jelita zostają za nim, bo zahaczyły o zbroję Pizdryka Bulwiastego?
A z tyłu radośnie drepce posiwiały, trzęsący się Tezeusz, który zgubił się tu wieeeeeele lat wcześniej.


Na korytarzu ukrył się w pierwszej lepszej klasie. Dotknął wybitego ramienia.
  • Dupek. – zamruczał.
Powlekł się do salonu. Hermiona nic nie powiedziała na widok ran. Posadziła go tylko na krześle, zdjęła ubranie i zaczęła opatrywać.
  • Nienawidzę go. – warknął Potter.
  • Harry, on nie wiedział. – cicho powiedziała Hermiona.
Kto nie wiedział, o czym? Dumbel, że nie wolno bić uczniów?
Może nie wiedział, że bije? Osobowość wieloraka?...
Albo myślał, że tak tylko macha ręką, a Potter się sam podstawia.


***


Harry spojrzał na nią gniewnie.
  • Nie, nie wiedział?! Zasrany szpieg poleciał na skargę i mnie pobito! Zobacz jak ja wyglądam?!
Noo, raczej nie wiedział, że Dyrektor bije uczniów. Bo, znów, nie raczyłeś go w to wtajemniczyć. Ja wiem, że to Hogwart, ale nie wszyscy tu czytają w myślach.
Aaaa, Ron nie wiedział. Paczciepaństwo, byłam pewna, że “nienawidzę go” odnosi się przede wszystkim do tego, kto go pobił.


Harry przeszedł do dormitorium. Hermiona obejrzała się na wejście i zobaczyła Rona. Ten wpatrywał się w szoku na jej splamione krwią ręce.
Krwią zarżniętej gramatyki.
“Wszystkie wonności Arabii nie zmyją krwi z tej białej ręki”


  • Zadowolony? – zasyczała, podchodząc do niego. – Cieszysz się, że Harry został pobity przez twoje plotki?
A już myśleliśmy, że przez Dumbledore’a…


  • Nie… kto?…
  • Nie twój interes. – warknęła. – Chyba miał rację. Nie zasługujesz na tytuł przyjaciela!
Pierwsze słyszę, żeby “przyjaciel” był tytułem, który się nadaje.


  • Przyjaciele nie lecą z donosami i nie skazują przyjaciół na cierpienie.
Nope, przyjaciele bez słowa znoszą randomowe napady wulgaryzmów, oszczerstw i agresji oh wait.
Dlatego właśnie na miano przyjaciela zasługuje Tom Riddle, który jeszcze nigdy nikogo nie skrzywdził oh wait...


Przywaliła mu w twarz zakrwawioną dłonią. Spakowała się i ruszyła do pokoju. Tam napisała krótką notatkę do Voldemorta i poczekała, aż Ron pójdzie spać. Wysłała ją i również położyła się.
Kura także poszła spać, a kiedy wstała rano, stwierdziła, że Hermiona pisząca karteczki do Voldemorta musiała być koszmarnym snem, niczym więcej.


Rozdział 5.


Lucjusz przezornie skulił się. Od tygodnia jego mistrz chodził wściekły. Na szczęście tym razem minął go bez słowa i zatrzasnął drzwi. Voldemort oparł się o nie. Przekręcił klucz w zamku.
Przez chwilę dyszał ciężko i wsłuchiwał się w przerażony łomot serca.
-Śmierciożercy… śmierciożercy wszędzie! - wychrypiał i otarł pot z czoła drżącą dłonią.
Powinien jeszcze osunąć się na podłogę i zapłakać.
I dramatycznie upuścić filiżankę.


Potem odepchnął się i ruszył do łazienki. Wszedł pod prysznic i obmył ciało.
  • Gdzie do cholery podział się Potter?! – warknął.
Spodziewał się go pod prysznicem?
Tak. Jako zatyczkę do odpływu.
Hm, jako zatyczka lepiej nie, to by się mogło skończyć w ten sposób.
Och, był bardzo rozczarowany, że nie czeka tam, zmysłowo rozsmarowując żel na ciele.
Ciele Snape'a, ofkors.


Skończył kąpiel i szybko wytarł się ręcznikiem. Potem założył jedwabną piżamę i rzucił się na łóżko.
KFI, Voldzio w jedwabnej piżamce… Pewnie zielonej, ze srebrnymi wyłogami?
Albo takiej:


y.jpg


(BTW literówka przy guglaniu: “Slutherin” to chyba efekt analizowania tego opka.)


Z urazą spojrzał na ostatnią kartkę. Zaschnięte plamy krwi doprowadzały go do szału.
Raziły jego wysublimowane poczucie estetyki.


ON teraz nie jest w stanie pisać. Nie wiem, kiedy się odezwie. Zależy jak rany się zgoją. Większość opatrzyłam, ale nie daje gwarancji, że szybko powrócicie do rozmów. Z wyrwanym językiem może być problem, tu Szkiele-Wzro nie zadziała. Nie odpisuj – nie wpędzaj go w jeszcze większe kłopoty. Odpisze jak będzie mógł.


Hermiona.


List ten – bardziej notkę – dostał osiem dni temu. Osiem długich dni temu.
I przez cały ten czas chce szukać*) Harry’ego pod prysznicem?
*) Braci Czechów prosimy o odrzucenie włochatych myśli i nieskromnych skojarzeń.
Szukać męża na zachodzie?
Tym bardziej, że wie, że Potter jest w Hogwarcie. Więc jeśli jego wrażliwe serduszko się martwi - czemu nie poleci na ratunek?


I mimo tego, że wmawiał sobie, iż nie obchodzi go to, coś jednak nie dawało mu spokoju. Potter nie kontaktował się z nim ani listownie, ani umysłem. I to go martwiło. Zaraz, martwiło?! Nie, po prostu niepokoiło. Cichy wróg, to groźny wróg. Obrócił się na brzuch i przypomniał sobie swoje rozważania. A jeśli nic nie planuje? Jeśli dyrektor go skrzywdził?
  • Spóźniłem się z zabiciem go? – warknął.
  • Nie sądzę. – Nagini wślizgnęła się na łóżko.
  • Gdzieś ty była przez pięć dni!
  • W Hogwarcie. Sprawdzałam, co się dzieje. Harry jest chory. Z tego co opowiadały sobie skrzaty, dyrektor pobił go „tym razem bardziej, niż zawsze”.
Och tak, a na wakacjach Durleyowie przypalają go pogrzebaczem.
No, w alternatywnym świecie ktoś musi bić Pottera, obowiązkowo i nie ma przeproś. Najwyraźniej tutaj Dursleyowie się zbuntowali, więc zadanie przejął Dumbel.
Wyobrażam sobie, jak na początku każdego opka bohaterowie ciągną słomki o to, kto tym razem będzie dręczył Harry'ego.


  • Więc to jest powód, dla którego chce się go pozbyć.
Voldemort wstał i założył szlafrok. Zszedł na dół i zrobił sobie kawę. Jak mógł być tak głupi, by zakładać, że oni żyją jak kochany ojciec i syn?! Przecież ojciec bije dziecko, jak coś mu nie pasuje.


watwatwat.jpg


Harry leży w śpiączce osiem dni, przez ten czas Voldemort szaleje z wściekłości - jakoby dlatego, że poprzez połączenie ich umysłów, jeśli jeden umrze, drugi też może. Wreszcie Snape robi eliksir uzdrawiający. Tymczasem Voldek wysyła do Hogwartu Bellatrix - ma zamieszkać w kwaterze Snape’a, ukrywać się pod peleryną-niewidką i pilnować Harry’ego.


Rozdział 6.


Harry wyszedł spod prysznica, nie zaszczyciwszy Rona ani jednym spojrzeniem.
E? ja rozumiem, że Dumbel kazał Ronowi śledzić Harry’ego, ale… pod prysznicem?! A w ubikacji też mu towarzyszy?!
W tej wersji świata czarodziejów najwyraźniej w dobrym tonie jest branie prysznica w duecie.


Ubrał się w świeże ubrania i zszedł do pokoju wspólnego. Złapał za pergamin.


Hey, kotku.


Chyba spanikowałeś. Inaczej Snape nie przyszedłby mnie leczyć. Dziękuję. Na razie mam zawroty głowy, to nie pogadamy w myślach. Nie wiem, co mi było. Severus mówił coś o zablokowaniu umysłu i utknięciu. Nie odzywam się do Rona. To on doniósł dyrektorowi i oberwałem. Hermiona mówiła mi, że cię uprzedziła. Dziękuję też za to, że się dostosowałeś. Gdyby znaleźli list… aż się trzęsę.
A tak w ogóle, co cię napadło? Niepokój o mnie, czy kłopoty z tą więzią? Chyba raczej to drugie.
No coś ty, to Imperatyw Yaoico… znaczy, tego, Prawdziwa Miłość.
Prawdziwy Imperatyw Yaoicowy, powiedzmy to wprost.


Kończę, bo jakaś sowa dobija się w okno.
I nie umie w gramatykę.
Motyl.


Szybko wysłał kartkę i wpuścił sowę. Zaraz za nią wleciało kilka innych. Wszystkie usiadły na jego fotelu. Uwolnił je od paczek i zamrugał. Żadna nie odleciała. Zaczął rozpakowywać paczki. Wszędzie było coś słodkiego i liściki od ślizgonów (zauważcie - wyłącznie  od Ślizgonów!) z pytaniem, jak się czuje.
Voldek zarządził ogólnoślizgońską akcję pisania liścików do chorego Harry’ego. Trochę się zdziwił, kiedy po kilku latach ogromna sowa śnieżna, ledwie dysząc z wysiłku, zrzuciła na jego biurko wielką pakę papierów. Na wierzchu był list następującej treści:




(na podstawie autentycznego łańcuszka - o historii “ciężko chorego chłopca” można przeczytać tu - warto, zwłaszcza historię jego mutacji. Łańcuszka, nie chłopca. I te cudowne nazwiska ludzi, którzy wysłali/nie wysłali go dalej! :D )


Odpisywał, że dochodzi do siebie i sowy odlatywały. Na końcu została sowa Malfoya. Wziął list. Na paczkę zerknął tylko przelotnie. Zawierała jakieś eliksiry.


Harry odpisuje Malfoyowi, umawiając się z nim na Pokątnej, gdy będą kupować książki.


Przywiązał kartkę do nóżki i odesłał ją.
W ramach modernizacji Hogwartu, sowy zostały zastąpione przez latające nóżki.


hermes-sandal.jpg


A teraz zagadka - kto do kogo mówi, kto kogo wita?


Potem zszedł na dół i od razu trafił na dyrektora.
  • Dzień dobry. – przywitał go.
  • Przenoszę się do innej szkoły, więc się goń. Tak rzekł Dumbledore do Harry’ego?
 – Potter minął go i ruszył do sali.
  • Chyba stroisz sobie żarty. – Albus groźnie zwęził oczy.
  • W dupie mam szkołę, gdzie mnie katują do śpiączki. Skoro umiałeś mnie niemal zabić, to sam sobie zbawiaj świat, dupku.
Przepraszam, ale skoro Albus jest takim zwiędłym chujkiem, jak nam go tu aŁtorka przedstawia, wymuszającym posłuch biciem, to CO powstrzymuje go w tej chwili przed tym, by potraktować Pottera jakimś naprawdę paskudnym zaklęciem?
Kuro, czy oczekujesz *gasp!* konsekwencji w budowaniu postaci?


Wyrwał mu się i wszedł do sali. Usiadł przy stole i zaczął jeść. Hermiona dosiadła się do niego.
  • Nerwusku, nie odchodź. – podała mu kopertę.
  • Nie mam zamiaru poddawać się znów jego kontroli. – warknął, otwierając list.
Chwilę potem zamrugał zaskoczony, zaczerwienił się i zachichotał.
Gdyby tylko Albus wiedział, że by obłaskawić Pottera, trzeba ledwie garści kloacznych żartów...


  • Dobra, zostaję. – powiedział jej.
Albus usłyszał to i odetchnął z ulgą. Ktokolwiek napisał, ułagodził chłopaka.
  • Same z nim kłopoty. – westchnął.
  • Nie trzeba było go bić. – Snape spoważniał. – Traktując go w ten sposób sprawisz, że w końcu ucieknie.
A odkryta właśnie Ameryka zamajaczyła na horyzoncie.


Opanuj się.
  • Nie ucieknie, za bardzo się boi. – pewnie powiedział Albus.
  • Teraz też niemal nie uciekł, bo się ciebie boi?


Harry wraz z Malfoyem przenoszą się na Pokątną, żeby kupić podręczniki.


  • Nie wiem, co chcę robić w życiu. Mam sporo pieniędzy po Syriuszu i rodzicach.
  • To może najpierw zajdziemy do Neo? To taki mag, który pomaga wybrać drogę edukacji. Masz swoje SUM-y?
Pokazał mu je i ruszyli na Nokturn.
Pokazał mu swoje standardowe umiejętności magiczne? Tak o, na Pokątnej?
Może akurat była pusta uliczka...


***


W sumie nie było tak źle. Neo okazał się facetem z dość sporym bicepsem.
Spory biceps daje +100 do kompetencji w wyborze drogi edukacji dla młodych czarodziejów.
Na pewno dzięki temu potrafi być bardziej przekonujący.


justin-bieber-adidas-neo-ubrania2.jpg


Długo przeglądał jego oceny. Potem dał mu ankietę. I kwadrans rozmawiali. W końcu wyprostował się.
  • Masz listę książek?
  • Draco ma. Mnie chcieli wsadzić na aurora, więc nawet nie dostałem jej do ręki.
Aurora?! Ucznia siódmego roku? “Wsadzić” na aurora?
A jak miał na imię ten auror?
A zaprosił go chociaż na kawę?
Albo do kina?


  • Aurora?! Broń się przed tym. Nie masz na to zadatków. Coś, co się robi z przymusu nie może dać satysfakcji.
Już ty się nie martw, jak nie ma zadatków, na pewno nie zostanie aurorem. Długo zresztą by nim nie pobył…
Aha, a ten po 15 minutach rozmowy powie mu, na co ma zadatki?


  • To co mam robić? – Harry wziął listę od kolegi i pokazał mu ją.
Nie wiem, czy czarodzieje mają stanowisko jakiegoś Wielkiego Arcydupka, ale jeśli nie, Harry powinien wypełnić tę niszę.


  • Wybierz te przedmioty. – wypisał mu podręczniki. – Masz czas do pięciu dni po otrzymaniu książek na zmianę podania. Zmień to dzisiaj.
Harry wziął spis i przejrzał. Uśmiechnął się lekko.
  • Możesz się postarać o stypendium. – mężczyzna napisał za niego podanie i wysłał. – Gotowe, dzisiaj wieczorem przyjdzie do ciebie komisja.
Dumbledore decyduje o czymś za niego - złooooo, zostawcie mnie w spokoju, nie mówcie mi, co mam robić! Jakiś obcy typek decyduje o czymś za niego - świetnie, to jest właśnie to, o czym całe życie marzyłem!
Ale na wuj mu to stypendium? Ma przecież dość pieniędzy.
Pieniędzy nigdy nie ma się za dużo.


Btw, cóż to za piękny świat, w którym komisja egzaminacyjna przychodzi do ucznia, w terminie, jaki JEMU pasuje…
A jak będzie nieprzygotowany, każe im przyjść w innym terminie ;)


---


Dyrektor obserwował chłopaka w ciszy. Obecnie pisał coś, otoczony komisją. Jego wcześniejsze dwie prace były oglądane. W końcu oderwał pióro od pergaminu. Siedem zwoi. Nieźle się rozpisał. Teraz siedział przy Hermionie i Malfoyu, i czekał na ocenę. Komisja naradzała się prawie dwie godziny.
Matko droga, krócej chyba trwają obrady przysięgłych w sądzie.


W końcu przewodniczący zawołał go przed stół nauczycieli.
  • Chłopcze, gdzieś ty chował swój talent?
  • Nie wiem. Nie sądziłem, że tego można się uczyć. – Harry zarumienił się.
  • Witamy wśród stypendystów. Już posłałem po magiczny sprzęt dla ciebie. Zamierzasz ciągnąć poprzednie przedmioty, które nie podpasują ci pod nowy plan?
Serio, ta komisja mu nawet plan ułożyła? Może jeszcze wyniosła brudne ciuchy do prania?
No co, boCHaterki opek dostają nawet plan zajęć na studiach ułożony osobiście przez dziekana tak, by nie kolidowały one z pracą rzeczniczki prasowej skoczków austriackich lub psychologa Lecha Poznań ;)


  • Nie. Nie będą mi potrzebne. – Potter niemal nie podskakiwał.
Niemal. Tak mu tylko trochę dziwnie drgały nogi, ale w sumie można to było wziąć za skurcze spowodowane brakiem magnezu.


Wkrótce dostał spory kufer pięciozamkowy. Zamierzał zanieść go do pokoju, jak komisja zatrzymała go.
AŁtorko, naucz Ty się może, że istnieją też takie spójniki jak “kiedy”...
“Ale” też nie byłoby od rzeczy. Tyle niewykorzystanych możliwości...


  • Ale, ale. Zgodnie z zasadą stypendium, zmieniasz miejsce zamieszkania. Twój pokój będzie znajdował się w jednym z od wieków przystosowanych pomieszczeń.
Harry obejrzał wszystkie pomieszczenia i wybrał jedno z nich.
  • Wolałbym, by nikt nie wiedział, gdzie mam ten pokój.
Jeszcze się tu zacznie złazić jakieś pospólstwo i domagać interakcji z majestatem.


  • Nikt się nie dowie. Posiada on bowiem własnego skrzata oraz cały sprzęt. – egzaminator odesłał sprzęt do pokoju. – Wejdzie tam tylko ten, kto ma ten medalik.
Harry założył medalik i uśmiechnął się.
Medalik!!! Ze Świętym Antonim zapewne, wskazującym, gdzie szukać pokoju :D
Gdyby miał szukać rozumu, potrzebny byłby medalik ze św. Judą Tadeuszem, patronem od spraw beznadziejnych.


  • A moje stare rzeczy? – zapytał niepewnie.
  • Wszystko zostaje właśnie przeniesione przez skrzata. Ani dyrektor szkoły, ani nauczyciele nie mają do ciebie dostępu.
Bezterminowe więzienie izolacyjne, bez prawa do odwiedzin i korespondencji. Brawo!
A, że tak spytam, czemu? I niby po co uczniowi przedmiotów artystycznych jest potrzebna taka izolacja? Żeby nic mu natchnienia nie zakłócało?
Żeby siedział na dupie i pisał, a nie: a to Hogsmeade, a to zajęcia, a to kremowe z kolegami.


  • A tu masz plan zajęć. Zajęcia odbywają się w Ministerstwie Magii, poza zaklęciami, które są tutaj. Kominek masz podłączony do sieci Fiuu. Hasło poda ci skrzat.
Nowy, Lepszy Harry będzie miał Nową, Lepszą Kwaterę (lepszą nawet niż słynny Pokój Prefektów) i zacznie Nowe, Lepsze Zajęcia z Nowymi, Lepszymi Nauczycielami. A wy zazdrośćcie, pupilki Dumbla, nigdy nie dostaniecie mugolskiego sprzętu zaczarowanego tak, żeby działał w Hogwarcie, będziecie wciąż musieli pisać tymi obciachowymi piórami na obciachowym pergaminie!


Pożegnali się z nim i wyszli. Harry zaraz napisał podanie o kontynuację zaklęć. Opiekunka przyjęła je niepewnie. Już nie mogli nic zrobić.
  • Myślałam, że chcesz zostać aurorem. – powiedziała smutno.
  • Chciałem, dopóki ktoś nie pobił mnie bez powodu. Niech teraz sam sobie radzi. Nie spełnię tego polecenia i aurorem nie zostanę.
To w końcu on sam chciał, czy to był wyłącznie wymysł Dumbledore'a? Ktoś nadąża?
Przecież “wsadzili go na aurora”. Ciekawe, czy się szarpał.
Auror bardzo wierzgał i próbował zrzucić Harry’ego, ale ten porządnie ścisnął go piętami.
Może wsadzili go na Aurorę? Bez skojarzeń, mam na myśli krążownik!
Sądząc po zachowaniu, raczej spuścili ze schodów odeskich.


– Chłopak pobiegł z Hermioną i Draco.
  • Uprzedzałem cię, że jak go zdenerwujesz, to się zbuntuje. – Snape wyszedł.
A foch jego wstrząśnie ziemią i zatrwoży narody!


***


Harry sięgnął po pergamin.


Pupuś!


Mam stypendium literackie! Zmieniłem przedmioty nauczania, niemal nie doprowadzając dyrektora do szału. Za to opłaciło się. Mam własny pokój i zaczarowany sprzęt mugolski. Własnego skrzata i do tego nikt nie wie, gdzie mieszkam! Super. Dzięki, że wysłałeś Draco, on mnie przekonał do spróbowania sił.


Motyl
Ech, ta fspułczesna młądzierz… Nijak toto nie potrafi sobie wyobrazić życia bez “mugolskiego sprzętu”, więc oczywiście niech się kanon idzie bujać z tymi wszystkimi ograniczeniami typu “mugolska technika nie działa w świecie magicznym”, wszystko da się zaczarować, żeby działało.
(Dobra, tu namieszała sama Rowling, bo rzeczywiście - skoro w magicznym świecie działają samochody i radio, czemu nie miałyby odtwarzacze i komputery?
Może te konkretne egzemplarze samochodowo-radiowe zostały przerobione, by działać w magicznym świecie, tak jak samochód pana Weasleya? Tylko - po co w opku? W końcu czarodzieje po to mają miotły, smoki i proszek Fiuuu, żeby nie musieć korzystać z wynalazków mugolskich!
Problemem jest rzeczywiście to, że młądzierz nie wyobraża sobie egzystencji bez komputera i komórki)


Nakleił naklejkę i wysłał kartkę. Po chwili poczuł uraz Toma na słowo Pupuś.
A było to jak cios w żołądek, od którego zwinął się cały, stracił oddech, zzieleniał i zwrócił śniadanie… Powiedzcie mi, że tak było!
Obawiam się, że niestety raczej łaskotanie. Nie chcesz wiedzieć, gdzie.


Przeszedł przez salonik do łazienki. Pokój… to było zdecydowanie złe określenie. To było mieszkanko. Własna kuchnia, łazienka, dwie sypialnie, pokoik skrzata, warsztat malarski, pracownia, salonik.
Zieeeeew.
Rozumiem, że wszystko w jednym pokoju? Czyli była to bardzo duża kawalerka?


Pomachał uprzejmie Melli. Miał całkiem uroczą skrzatkę. Wbił się pod prysznic i po szybkiej kąpieli rozłożył się spać. Rano zjadł śniadanie i zszedł do Wielkiej Sali.
Uuuu, dramatycznie zerwał z kanonem!


[Draco] Zamrugał, po czym obejrzał się. Harry również to zrobił. Przed nim wylądował koszyczek czarnych róż z liścikiem. Sowa usiadła na ramieniu Pottera. Chłopak powąchał kwiaty.
  • Są wspaniałe. – zauważył.
  • Do tego z naszego ogrodu. Ktoś ci się podlizuje?
  • Tom.
Voldek… wysłał… mu… różyczki… *zwisa na oparciu krzesła w pozie umierającego łabędzia*


– Harry zamrugał.
Sięgnął po kartkę.
Zauważyliście, jak często jest podkreślone, że boCHaterowie mrugają? Może w powietrzu jest dużo pyłu?
Równie często jest podkreślane, że myją się, kąpią, biorą prysznic… Faktycznie, musi być tam sporo kurzu.


Crucio, małpo!


A na poważnie, gratuluje ci stypendium. Jeśli wybrałeś pokój na trzecim piętrze o Haśle symfonia nieba, to masz pokój po mnie. Tam jest skrzatka, Mella, pasuje ci. (Wtem - prekognicja!) Przesyłam ci róże. Tak dla żartu i powkurzania Albusa. Literatura to dosyć wesoły przedmiot, masz go?


Tom.


Harry zakwiczał i spadł z krzesła.
OK, to ja poproszę o wskazanie mi zabawnych miejsc w tym liście. Paluszkiem, bo ja nie wiem.
Eeee… w ostatnim zdaniu jest słowo “wesoły”?
Zakwiczał z bólu, bo oberwał korespondencyjnym cruciatusem.
A wiecie, że ja się naprawdę aż skręcam z zażenowania, kiedy to czytam? Te niby “śmieszne” listy, i to, że Harry czytając je “zakwiczał i spadł z krzesła”?... :(
Nie chcę spoilerować, ale dalej będzie gorzej.


Rozdział 7.


Harry wyszedł z mugolskiej kwiaciarni. Kupił trzy czerwone różyczki. Kwiaciarka zrobiła mu przesłodzony bukiecik. Zanurzyła różyczki w lukrze i posypała całość cukrem pudrem. Podpięła też czerwone serduszka. Zapłacił drogo, ale miał pewność, że się spodoba. Cóż, [je]mu się podobał.
A mocą Imperatorskiego Dekretu jego gust jest gustem wszystkich.


Wrócił kominkiem do pokoju i Hermiona zaczęła się śmiać. Odwzajemnił uśmiech.
  • Udusi cię. – zauważyła.
  • Nieprawda. – włożył kwiaty do wazoniku.
Ja kwiaty wkładam do wazonikA. Ale w Hogwarcie jest pewnie inaczej.
To ta czarodziejska technika, ona wszystko zmienia, nawet odmianę.


Potem wziął pergamin i usiadł koło niej. Oparła głowę na jego ramieniu.
  • A tak w ogóle, Ron wyjechał. – zauważyła.
  • Tak? – zamarł przed pisaniem.
  • Tak. Nie wytrzymał oskarżeń. Odjechał do domu. To chyba dobrze.
  • Troszkę smutne. Wielkie trio się rozpadło. – zaśmiał się.
Oj tam, zmieniono je przecież na nowe, lepsze trio. Takie, w którym żaden z członków nie jest biedny.


Teraz już na spokojnie zanurzył pióro w kałamarzu.


Dzień dobry, Anno.


Tak wiem, pisze do ciebie, Tom. To Hermiona to wymyśliła, tłumacząc list innym.
I po konspirze. Chyba że szpiedzy Dumbla czytają tylko nagłówki?


Po prostu nazwała cię moją dziewczyną. Tak więc stałeś się transseksualny. Nic nie szkodzi. Zrób sobie zdjęcie w mini i staniku wypchanym watą. [Tak, to tu jest ten moment, kiedy masz zakwiczeć i spaść z krzesła.] W każdym razie, dziękuję za kwiaty. Bardzo mnie zaskoczyły. Rewanżuje się tym samym. Tylko zapamiętaj sobie, takie chwasty lubią dziewczynki. Bez zaklęć na mnie.
(...)
Masz ochotkę na spotkanie? Będę jutro na Pokątnej, po zestaw dodatkowych książek. O dwunastej w lodziarni Floriana Fortescue?


Harry.
Już nie “Motyl”?
Motyl się przepoczwarzył.
W poczwarę.


Harry rozmawia z Dumblem w gabinecie McGonagall.


  • Nie mamy o czym rozmawiać, profesorze. Szansę na dogadanie się stracił pan w chwili, gdy mnie uderzył.
McGonagall zassała powietrze.
Z głośnym “Ślurp!”.
Ale że całe z pomieszczenia? To tam już chyba nie powinno być żywych, gadających ludzi...


  • Co to znaczy uderzył?! – podniosła się wściekle.
  • Pan dyrektor nasłuchał się kłamstw Rona, który twierdził, że uczę się zaklęć czarnej magii i uderzył mnie gdy zaprzeczyłem. – wyjaśnił spokojnie chłopak.
  • Dlatego byłeś chory? Czekałeś aż ślad zniknie? – opiekunka dalej dyszała wściekle.
  • Wiem, poniosło mnie. Ale Harry nie daje się przeprosić. – Albus posmutniał.
Posyłam mu róże, czekoladki, karteczki ze słodkimi szczeniaczkami… i nic! - załkał.


  • Nic dziwnego. Uderzając go złamałeś jego świat, Albusie. To zrozumiałe, że po czymś takim poddał się i zmienił przedmioty, byle jak najdalej od walki i przemocy.
A któryż to “normalny” przedmiot wymagał od niego takiej bojowości? Chyba tylko Obrona przed Czarną Magią.
Aha, to po pobiciu zmienia się przedmioty, a nie szkołę?


Usiadła i spojrzała na Pottera.
  • Ale pomożesz pokonać Voldemorta?
  • Tak, to się nie zmieniło.
Mam nawet nowy, świetny plan - wykończę go durnymi liścikami i bukiecikami różyczek. Zabije się własnym facepalmem!


Ale chce jak najbardziej ograniczyć kontakty z Zakonem. Teraz im nie ufam. Lupin mi pomagał w nauce, ale został odesłany po kłamstwach Weasleya. A Ron grzebał w moich rzeczach! Szpiegował mnie, a ja miałem go za przyjaciela. W tej chwili nie ufam większości członków Zakonu.
  • To zrozumiałe. Ale… oni robią dla ciebie imprezę urodzinową. Znaczy Molly. I inne członki. Jutro wieczorem. – powiedziała niepewnie.
  • Przyjdę. – westchnął. – Nie ma sensu skreślać całej rodziny przez jednego dupka.
Och, łaskawco.


W Norze:


  • Zapomniałem, MAM STYPENDIUM! – ryknął.
Pokazał papier zaskoczonemu Arturowi. Ten usiadł i przeczytał dokument.
  • Literackie? To najważniejsze w całej Europie? – uśmiechnął się.
Tja, noblowskie od razu.


  • Tak, miałem trzy zadania. Napisać wiersz, narysować scenę pod melodię oraz napisać prolog opowiadania.
To jest ubieganie się o superprestiżowe stypendium czy udział w konkursie literackim klas IV-VI?
Może czarodzieje mają po prostu nieco inne standardy…?
A mnie to wygląda na coś w podobie chińskiego egzaminu urzędniczego.


  • Napisałem o tym, jak pewna uboga rodzina znajduje chłopca i opiekują się nim. RUDOWŁOSA rodzina, jak można podpowiedzieć. – zaśmiał się.
  • Och… my? – Molly postawiła im kawę.
  • Tak, opisałem nasze wakacje po prostu. – westchnął. – Do teraz wszystko było w porządku.
  • Harry? – Ginny wpadła. – Wiedziałam, że kłamał, że się zabezpiecza.


***


Rudowłosa rozglądała się ciekawie.
  • Czekamy na kogoś? – zapytała po tym, jak Harry po raz setny spojrzał na zegarek.
  • Obiecaj mi na więzy rodzinne, że nikomu nie wydasz.
  • Przysięgam na krew mamy, taty i wszystkich braci, poza Percy’m i Ronem.
  • To Voldemort rozkazał mnie wyleczyć. – wyszeptał. – Chodzi o więź między naszymi umysłami. Jeśli mi coś się dzieje, to samo dzieje się z nim.
No to Voldemort dostał ostre baty.
A to dziwne, jakoś wcześniej się nie skarżył.
Twardy jest. Nie tylko na ciele.
Jak Roman Bratny.


Dziewczyna spojrzał na niego w szoku.
  • A teraz najlepsze. On i ja zamierzamy zablokować tę więź.
Voldemort jednak nie jest masochistą.


Dlatego umówiliśmy się tutaj.
Oboje podskoczyli, ale nikogo nie było widać.
  • Zaklęcie niewidzialności, dzieci.
Krzesło odsunęło się i coś usiadło na nim. Harry zachichotał.
  • Pupuś, naprawdę przyszedłeś.
  • Chcesz pocałunek Cruciatusa?
Pac. Harry pomasował skroń.
  • Auć. Wyszedłeś z wprawy?
  • Dostałeś sakiewką w głowę. A te kwiatki były słodkie. Kim jest ta młoda dama?
  • Ginny. Moja prawie młodsza siostrzyczka. Mam do niej zaufanie.
Ach, znam ją… - rozpromienił się Voldek. - Prawie ją zabiłem pięć lat temu!
Ach, nostalgia, takie miłe wspomnienia...


  • Chodźmy stąd. Nie cierpię słońca i zaklęć niewidzialności.
Harry zapłacił za lody. Najpierw zaszyli się w pokoju w Dziurawym Kotle. Tam Voldemort zdjął zaklęcie i odłożył różdżkę.
  • Na znak, że was nie zaatakuje. – wzruszył ramionami i usiadł. – Twoja blizna.
  • No? Znalazłeś coś? – Harry oparł się o Ginny.
  • Nie. – Voldemort potarł palcami skroń. – Wciąż szukam, ale kręcimy się w kółko. Nie wiemy na jakiej zasadzie jest to połączenie.
  • Może jakieś badanie was obu? – rudowłosa bawiła się włosami Pottera.
To było dla niej najważniejsze. Furda tam, że obok niej zmaterializował się Voldemort.
Weś, pani, w tym opku najwyraźniej nikt się go nie boi i wszyscy traktują jak starego kumpla. Może trzeba było jednak pozostać przy wersji łysej i beznosej?
Proponuję wrzucić ich obu do Wielkiego Zderzacza Hadronów, świat skorzysta bez względu na to, co pokażą wyniki.


  • Też nad tym myślałem. Sprawdzam teraz różnych uzdrowicieli. Ale będzie potrzebna mi twoja zgoda. I to na piśmie, złożona dobrowolnie. In blanco.
  • Nie ma sprawy. A i mała prośba, dzisiaj…
  • Nie zabijać, bo masz urodziny i imprezę u przybranej rodziny. Słyszałem przez więź. Załatwione. Dzisiaj i tak zaplanowałem sporo spotkań.
Ale pamiętaj, dzisiaj mogę odpuścić, ale jutro i tak będę musiał to nadrobić!


  • Jakie książki zamówiłeś?
Rozmowa zeszła na sprawy szkolne i Ginny zachichotała.
-A Hagrid dalej u was uczy? Ech, pamiętam, jak wywinąłem mu ten numer z potworem z Komnaty Tajemnic, kupa śmiechu była!


Rozdział 8.


Harry był wściekły. Hedwiga została uwięziona, a jego list spalony. Zaklęcia otaczały zamek i nie mógł nawet powiadomić Toma. Ten czuł jego irytację. Ale nie pisał, bo to nie miało sensu. Jedyne, co im zostało, to dawne komunikacje kominkiem. Ale w nich urzędowe pisma się spalały.
Voldek i Harry prowadzili urzędową korespondencję?! Z pieczątkami, liczbą dziennika i tym wszystkim?


Wstał teraz z łóżka, przywitał skrzatkę i wziął prysznic. Wyszedł po zjedzeniu śniadania. Przez pół godziny włóczył się wściekły przy jeziorze, aż znalazła go Hermiona. Siłą posadziła go na trawie.
  • Co się stało? Kłopot z Anną? – usiadła naprzeciwko.
  • Pewna zgniła mumia zablokowała zamek.
Ekhm… Czyż ludzi nie mumifikuje się właśnie po to, żeby nie gnili?
Może ta została felernie zmumifikowana.
I właśnie dlatego zablokowała. Fetor był taki, że nikt nie mógł przedrzeć się przez ścianę smrodu.


Nie mam jak z nią rozmawiać. – Harry kopnął kamień i syknął.
Jednak Hermiona, jak zwykle, znajduje rozwiązanie:


  • Podłączymy Annę pod Internet. Jak Albus to zablokuje, zapłaci karę.


Wyobraziłem sobie Dumbledore’a biegającego po dachu i przecinającego kable sekatorem.


Anno.


Spotkajmy się dzisiaj w nocy o jedenastej we Wrzeszczącej Chacie. Jest problem.


Motyl.


Wysłał wiadomość, na odpowiedź długo nie musiał czekać.


Harry,


Domyślam się kłopotów. Nie odpisujesz, nie kontaktujesz się umysłem. Szpieg mi wszystko wyjaśnił – zaklęcia Albusa. On musi wiedzieć, jak blokować tę więź. Przyjdę. Mam nadzieję, że masz pomysł, bo ja nie mam żadnego.


Anna.


Ps. To imię jest głupie.


Eeee… czy ja przed chwilą nie czytałam “zaklęcia otaczały zamek i nie mógł nawet powiadomić Toma”?!
No i do cholery, obaj od początku trują dupę, że “trzeba zablokować tę więź”, a jak została zablokowana, to im się nagle odmieniło i jednak chcą się kontaktować?
Cóż, wiek nastoletni, okres buntu, hormony buzują, to czasem człowiek zmienia zdanie…
Oj, przecież musieli mieć jakiś pretekst do spotkań. Teraz nie mają.


Harry szuka agenta literackiego dla swojej nieukończonej jeszcze powieści. Oczywiście, pierwsza agentka do jakiej trafił jest nad wyraz zainteresowana.


  • Dlaczego ta tematyka? – zapytała niespodziewanie.
  • W sumie… temat jest mi dość bliski. Coś w rodzaju fascynacji aniołami. Moja mugolska rodzina wyganiała mnie do kościoła, by wyplenić magiczne zdolności. – spojrzał niepewnie.
Na drzwiach komórki rysowali mu dziwne znaki poświęconą kredą, ciotka Petunia gotowała zupy na wodzie z Lourdes i soliła wszystko poświęconą solą.


  • Powiem wprost. Jak usłyszałam, że to ty, byłam zdołowana. Pomyślałam, kolejna powieść o tym, jak fajne życie ma auror. Ale mus to mus. Zagłębiłam się w czytaniu, a tu… upadłe anioły, walka o przetrwanie, romans w tle i zero aurorów.
Bójcie się… Już wiecie, co Was czeka w drugiej części? Mwahahaaaaha!


***


Harry skończył rozmowę z Anną. Teraz miał dwie Anny – Toma i agentkę. Bardzo ubawiła ją anegdota, że nazwał kiedyś tym imieniem Voldemorta przy śmierciożercach. Anna nie bała się wymawiać tego imienia.
Czyli imienia “Anna”? Też się nie boję go wymawiać.
Dzielna kobieta.


Ogólnie, bardzo się polubili. Dała mu pełno wskazówek jak pisać i poprawić pracę.


Niestety, kiedy Harry wraca do Hogwartu, czeka go nieprzyjemna niespodzianka.


  • Dumbledore odrzucił twój wniosek o rezygnację. Masz mieć te wszystkie zajęcia. Nie wiedziałeś? – zachichotała.
  • Przecież nie będę mógł chodzić równocześnie w dwóch miejscach. – zaśmiał się. Najwyżej zmienię całkiem szkołę.
Harry pisze podanie o przeniesienie i zanosi je do McGonagall.


  • Dobrze. Zgłoszę to Radzie Nadzorczej szkoły. Poczekaj na odpowiedź pięć dni.
  • Poczekam. Ale to zaszło za daleko. Nie jestem jego niewolnikiem. Jak tak dalej pójdzie odejdę i guzik będzie mnie obchodziło, czy pokonacie Voldemorta.




Wstał i wyszedł. Minerva ruszyła wściekle do kominka, by podnieść wszystkim ciśnienie.
Co ma zamiar zrobić z tym kominkiem, wysadzić go w powietrze?


Bla bla bla, w kolejnym rozdziale Harry opisuje swoje nieszczęścia kolejnym słuchaczom - tym razem Radzie Nadzorczej Hogwartu, Rada Nadzorcza robi Dumblowi “niu niu niu, żeby mi to było przedostatni raz”, oraz wszyscy są pod głębokim wrażeniem tego, że Harry pisze powieść i odnoszą się z głębokim szacunkiem do młodego geniusza literackiego, gdyż “szkoła uznaje wyższość uczniów stypendialnych”.


Harry,


Skończyliśmy. Czekamy we Wrzeszczącej Chacie.


Hermiona.


Harry podszedł do skrzatki i zjadł obiad.
O nie. Zeżarł skrzatkę, okrutnik.


Potem przeszedł się spokojnie do przejścia i pobiegł do nich. Wszedł do salonu.
  • Co macie dla mnie? – usiadł między nimi? O, Narrator Niczego Nieświadomy!
  • Komunikator.
Wziął go do ręki i wysłuchał instrukcji.
Wziął do ręki GG? Jak mniemam, były to te mugolskie wynalazki działające w świecie magii.
Może to taki Star Trekowy?


20090704-1971_StarTrekTOSCommunicatorReplica.jpg


---


Voldemort spojrzał na zegarek. Już za minutę minie okres zaklęcia, które miało ich nastawić na odbiór komunikatora.
  • Nagini, a jeśli go skrzywdzi?
  • Co skrzywdzi? – wąż przestał pić wodę.
  • Ten komunikator. – westchnął, pokazując jej pudełko.
  • To sprawdź, marudzisz już dobre pięć minut. – Nagini zwinęła się i zasnęła.
Nawet ona go olewa… Skończyłeś się, Voldek.


Voldemort zamrugał, po czym spojrzał na zegarek. Miała rację. Włączył więc urządzenie i zamknął oczy. W ten sposób mógł widzieć co on robi.
Czy komunikatory nie działają z kamerą?
Nie, niekoniecznie.


Spodziewał się zobaczyć go jak sprawdza urządzenie. Ale nie, on sobie siedział w wannie. Urządzenie musiał włączyć już dawno temu
  • Potter!
Harry otworzył oczy. Rozejrzał się.
  • Co jest?
  • Dupku, miałeś nie włączać wcześniej komunikatora! – rozległ się ponownie ten głos.
  • A, to ty. – zachichotał. – Kąpię się.
  • Widzę. – usłyszał.
  • Zboczeniec.
Uhm, tak, specjalnie wleź do wanny na czas umówionej rozmowy, a potem wyzywaj tego, kto cię PRZYPADKOWO zobaczył od zboczeńców.


Jakby na przekór słowom przeciągnął się, odkrywając ciało spod piany.
  • No wiesz? – Voldemort lekko uśmiechnął się. – Jak już chcesz paradować, to idź na plaże nudystów.
  • Kilka plaż naraz? Byłoby ciężko.
  • Zazdrosny? – Harry uniósł nogę i umył ją zmysłowym ruchem.
Jednym? Chyba miał jakiś gigantyczny jęzor, jak kot-wielkolud.
Harry jako mistrz potrafi wylizać sobie to i owo jak Kot.


  • Hormony ci do łba szczeliły bardziej niż zazwyczaj?
I szczelinę zostawiły większą niż po strzale z glocka?


  • Nie, ale jak znikniesz, to będę mógł wstać z wanny.
Nie wnikajmy, dlaczego.


Rozdział 10.


Harry dowiaduje się, że cała rodzina Weasleyów, oprócz Ginny i bliźniaków, została “przekabacona przez dyrektora przeciwko niemu”. Dumbledore ma Plan: jeśli Harry poczuje się osamotniony, znów będzie mu posłuszny (nie bardzo rozumiem, dlaczego, ale niech mu będzie). Spod peleryny niewidki Potter przysłuchuje się zebraniu Zakonu, by wkroczyć w strategicznym momencie:


  • Albusie? – Tonks wstała.
  • Nie trzeba, Tonks. – Harry podszedł do kominka. – Skoro nie chcecie, bym was wspierał w walce, wasz problem.
Hohoo, myślał by kto, że Harry już tylu tych Śmierciożerców pozabijał, że mu się różdżka przegrzewa.


Tylko potem nie miejcie żalu, że was pozabija,
Jak ich pozabija, nie będą mieli żalu, bo będą martwi. Ale jak stwierdzono wcześniej, Harry nie był bystrym chłopcem.


skoro wolicie wierzyć zgredowi, który mnie pobił i jeszcze próbuje skłócić z każdym, na kim mi zależy.
No i, jak widać, udaje mu się to doskonale.


Oddał zegarek Weasleyom.
  • Byłaś dla mnie jak matka, a okazałaś się szmatą. Tylko w przeciwieństwie do was, ja nie umiem znienawidzić kogoś, kogo kochałem.
Wiedz o tym, szmato.


Wrócił do pokoju. Zaraz poczuł nacisk w głowie.
  • Ty to umiesz przywalić z grubej rury.
  • Tomuś, daj spokój. Pewnie będziesz szpiegował, jak będę pisał.
  • Oczywiście. Podpiszesz mi książkę, jak ją kupię?
  • Nie.
Roześmiali się i Harry zaczął pisać. Voldemort zawzięcie czytał i miało to swoją dobrą stronę. Wyłapywał literówki i bardziej rażące błędy.
Mieszkańcy Londynu nigdy się nie dowiedzieli, że ten deszcz meteorytów, który spadł nagle z bezchmurnego nieba, zabijając więcej ludzi niż naloty w czasie Bitwy o Anglię, był spowodowany tym, że Voldek po raz fafnasty znalazł w tekście “bynajmniej” w znaczeniu “przynajmniej”.


***


Harry przewrócił się na łóżku i zobaczył oczy. Poderwał się wystraszony.
  • To tylko ja. – Nagini wsunęła się na pościel. – Mam coś dla ciebie. Stoi przy kominku.
Harry wstał niepewnie i ruszył do salonu.
Nie bój się Harry, w twojej pościeli chowa się tylko wąż Voldemorta.


  • Dzień dobry, śpiochu… - Voldemort obrócił się i zamarł.
Nie, nie przewidziało mu się. Jego największy wróg stał w drzwiach w koszulce do połowy ud i niczym więcej na sobie. Pocierał zaspane oczy, a włosy sterczały jeszcze bardziej niż zazwyczaj.
  • Obudziliśmy? – zapytał miękko.
Mam wrażenie, że najbardziej kretyński moment tego opka jest właśnie tu - nazywanie w tej scenie Harry’ego “największym wrogiem”.
Antagonisto, wrogu mój oddany,
Obyś przypadkiem nie zapragnął zmiany,
Obyś Ty nagle ze mną się nie rozstał,
Bo dzięki Tobie... jestem... myślę... kocham...


  • Tak.
Harry usiadł w fotelu naprzeciwko kanapy. Voldemort i Nagini ulokowali się naprzeciwko. Potter ziewnął i przeciągnął się, ukazując ciałko od bioder w dół.
CIAŁKO, KUŹWA. CIAŁKO.
Podsumujmy - Potter w samym T-shircie siada sobie naprzeciwko Voldemorta, pokazując radośnie fiuta, i prowadzi luźną pogawędkę. Aha.


  • Potter, opanuj się. – Voldemort zamknął oczy.
  • Co? – chłopak spojrzał na niego.
Złapali za kawy i wspólnie napili się.
Dobrze, że za kawy złapali, a nie z rozpędu za coś innego.


  • Już mi lepiej. A co ty tu robisz?
  • Przywiozłem Rudolfusa i czekam na niego aż wróci. Bella jest z nim pod Wrzeszczącą Chatą. Zawołaj mnie, jakby coś się działo.
Voldemort wziął węża i opuścił pokój, ewidentnie dobierając się do laptopa.
A nie “opuścił pokój i wziął laptopa, ewidentnie dobierając się do węża”?


Harry i Hermiona biegną pod Wrzeszczącą Chatę. W tym samym miejscu Bellatriks spotyka się z mężem. Dumbledore dowiaduje się o śmierciożercach w Hogsmeade...


Nakazał wezwanie Zakonu. To mogło pomóc mu odzyskać kontrolę nad buntownikiem. Jeszcze nigdy nie uciekł mu na tak długo. Jak tak dalej pójdzie, straci nad nim kontrolę. A tego nie chciał, dosyć lubił dzieciaka.
I dlatego lał go, kiedy popadnie.


Kiedy przybyła reszta, ruszyli z odsieczą. Przenieśli się świstoklikiem i zobaczyli straszny widok. Na polance stała Bellatriks z mężem a niedaleko nich, za zwalonym pniem siedział Harry z Hermioną.
Cóż za przerażający widok!
To zależy od tego, co robili.


  • Stać! – Moody wycelował w nich różdżką.
Obejrzeli się. Na widok Zakonu zamrugali zaskoczeni. Za to Potter i Hermiona zeszli na dół.
  • Tom, rusz się, jest kłopot. – wyszeptał w myślach Harry.
  • Lecę.
Usłyszał odpowiedź i skupił się na problemie.
  • Co się dzieje? – zadał uprzejmie pytanie.
  • Nie widzisz, kto tu jest? – Moody wskazał na śmierciożerców.
  • Dwóch śmiercioli, którzy próbują się przespać i spłodzić potomka?
Ale tak na stojąco, w ubraniach i przy ludziach?!
Magia.


– Harry wzruszył ramionami. – Zajęli się sobą, to mnie to nie rusza. Voldemort zakazał mnie atakować.
JA jestem bezpieczny, to najważniejsze, cała reszta niech sobie sama radzi.


  • Uciekałeś przed nimi! – zawołał Ron.
  • Bo nie wiedziałem, co chcą. Teraz już wiem. – wzruszył ramionami.
  • Nie możemy chwilowo cię zabijać, bo Mistrz ma wobec ciebie inne plany. – Bella wzruszyła ramionami. – Skoro Dumbledore umie cię tylko torturować, to on ci da lepszą przyszłość.
Na polankach należy rozmawiać, bezustannie wzruszając ramionami.
W ten sposób strząsają z siebie wątpliwości.


  • Nie jestem zainteresowany.
Harry wrócił za pień. Moody wówczas zaatakował. Od dawna na to czekał. Musieli skonfundować chłopaka i nie wyczuwał zagrożenia. Rudolfus odepchnął Bellę i przyjął zaklęcie na siebie. Upadł martwy. Kobieta zamarła. Nie zauważyła przez to drugiego zaklęcia, ale ktoś złapał ją i aportował się. Harry rozbroił aurora.
  • Morderco! Co oni ci zrobili?! Nikogo nie atakowali! – był zniesmaczony.
Całe zajście było w zdecydowanie złym guście i mierziła go myśl, że będzie łączony z takim towarzyskim nietaktem.


  • To śmierciożercy! – Ron spojrzał na niego jak na wariata.
  • A wy to kto? Gdzie idea drugiej szansy?! Chcieli tylko być razem. To złe? Gdzie wiara w miłość?!
Dobra dobra, wiemy już, że sam marzysz o tym, żeby Voldek ci obciągnął!
On cierpi, bo takie dobre seksy się zmarnowały, ja go rozumiem!


Chłopak odwrócił się i wrócił do zamku. Voldemort zaś zabrał zwłoki z polany równie szybko, jak Bellę.
Pod jedną pachę to żywe, pod drugą to martwe i wio!
Tylko się nie pomyl, jak jedno będziesz upuszczał nad Hogsmeade!


Z Wielkiej Sali pozdrawia korespondencyjnie połączone grono Analizatorów Obojga Analizatorni,
a Maskotek przykleja znaczki i wrzuca listy do kominka… ups! to był prawdziwy kominek, nie magiczny!

41 komentarzy:

MałePrywatneZło pisze...

Ómarł mnie Harry jako mroczna, gotycka paprotka. Analiza świetna jak zawsze, tak dziko chichotałam, że ludzie na lekcji głupio się na mnie patrzyli.

Anonimowy pisze...

Bardzo przyjemna analiza. Potterowe opka rządzą! Oby więcej takich w nowym roku :D

Karmena

Mal pisze...

Witajcie w nowym roku! Na początek ciekawoska: widziałam w kilku designerskich magazynach pomysł wanny w pokoju/salonie, takiej ładnej, wypasionej, na nóżkach. Chociaż może to były po prostu łazienki większe niż moja sypialnia...? Either way, widać, że Voldek po prostu wyprzedza trendy, w każdej dziedzinie, z projektowaniem wnętrz łącznie.

A teraz jeżeli chodzi o treść właściwą...

Przede wszystkim chciałabym zapytać, czy to Wy coś pocięliście na początku, czy to opko naprawdę aż tak nie ma sensu? Do momentu spotkania Zakonu miałam problem z ustaleniem, kto, co i gdzie, w końcu się poddałam, ale do tej pory nie wiem, co wzmianka o niegrzecznych aniołach miała wspólnego z HP. No cóż.

Do tego zapis dialogów, mujeju.

I wiecie, co jest najgorsze? Styl jest znośny (a przynajmniej ma potencjał), ortografia dobra, rażących błędów gramatycznych też nie tak znowu dużo - gdyby autorka nie miała tak boleśnie gimnazjalnego poczucia humoru (pardon, "humorku") i wiedziała, czym jest logika, mogłaby pewnie napisać całkiem niezłe opowiadanie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że trochę dorośnie, dojrzeje i za kilka lat będzie to opko wspominać ze wstydem, bo niestety brak sensu rekompensuje tu wszystkie jego wątłe zalety.

Jest tyle rzeczy, na które chcę zwrócić uwagę, że zamiast się rozpisywać, użyję starej, dobrej formy - myślników:
- mam wrażenie, że mentalnie Potter ma w tym opku jakieś pięć do dziesięciu lat;
- Bellatrix ukrywająca się w Hogwarcie pod samym nosem Dumbla, na dodatek tylko po to, żeby mieć oko na Pottera to pomysł tak absurdalny, że nie mam siły tego komentować;
- nagła przyjaźń z Malfoyem - odhaczone;
- NEO???
- wszyscy dookoła zdają się wiedzieć o ciężkiej ręce Dumbla, ale każdy ma to głęboko gdzieś?
- osobny pokój, żeby umożliwić seksy jest? jest!
- właściwie to o co chodzi z tą komisją? Czy to Komisja ds. Zarządzania Lokalnymi Mary Sue i Gary Stu?
- czy róże z ogrodu Malfoyów mają jakieś numery seryjne, czy może Malfoyowie hodują jakąś osobliwą odmianę, pozwalającą Draco rozpoznać je bezbłędnie w każdym miejscu?
- (a tak w ogóle to co się stało z Draconem w dalszej części?)
- internet w Hogwarcie...
- DUMBEL PŁACĄCY KARY ZA UNIEMOŻLIWIANIE DOSTĘPU DO INTERNETU (pewnie po konsultacjach z Kim Dzong Unem, hehe)
- ooo, wzmianka o aniołach!
- czy w świecie czarodziejów są psychiatrzy? Mam wrażenie, że Harry z jego paranoją ("wszyscy dookoła mnie to szpiedzy!") po prostu przeżywa początki jakiegoś epizodu psychotycznego;
- czy ktoś (patrzę na Ciebie, Harry) jeszcze pamięta o Syriuszu i o tym, że to Bella go zabiła? Nie? Tak myślałam...

Uff...

Anonimowy pisze...

Boże świetne! Po prostu mistrzowski post ☺

Anonimowy pisze...

Mam ogromną prośbę: czy ktoś mi wytłumaczy podział na strony w tym opowiadaniu? Kto jest za Voldziem, kto przeciwko? I gdzie w tym wszystkim jest Potter? Jestem tak skołowana, że... nie rozumiem. No nijak, choćbym pół dnia głowę nad tym łamała. Pomoże ktoś?

Carly

Anonimowy pisze...

To jest prolog powieści Harry'ego! Zostaliśmy jego geniuszem olśnieni już na początku, a analiza gupia, bo nie docenia.
Opko obrzydliwe moim zdaniem. Nawet Czarna Walkiria tak mnie nie odstręczyła (!), jak ten dość spokojny początek. Boru, jak doszliście do kusych koszulek i nagich hmmm... półdupków, musiałam zrobić sobie przerwę.
Boli. Na publikowanie tekstów w internetach powinna być przyznawana jakaś koncesja czy cuś. Albo może by aŁtorki do kamieniołomów z warsztatami literackimi wysłać, coby się pisać nauczyły i do blogasków zniechęciły?
Analiza świetna - jak zawsze. Ale to opko jest wybitnie złe.
Wrzeszcząca na paprotkę Selien.

Anonimowy pisze...

Zaczęliście Nowy Rok naprawdę świetną analizą! Niech żyją ustawki!
To jest tak uroczo głupie,ze brak mi słów.Harry,Voldi, róże..!
Petunia gotowała zupy na wodzie z Lourdes i soliła wszystko poświęconą solą - kołkiem go,niestety,nie przebili?
Mój kolega ma ksywę Motyl...Jest bardzo fajny...
Wsadzenie na aurora było dobre.
Ale jak Harry nazwał panią Weasley szmatą,to już było ..smutne..

Chomik

O.O. pisze...

Opko dość obrzydliwe i zupełnie nielogiczne, ale analiza cudowna, jak zwykle :)
Piątkowy wieczór zrobił się dużo weselszy!

Anonimowy pisze...

Ale ten Motyl...on...tak z trąbką na wierzchu?! I nogi (włochate zapewne) myje zmysłowym ruchem?
Nie. Nie przeczytałam tego. Nie...przeczytałam. Nieeee!

Ayomikane pisze...

OMFG, OMFG Vergithia. Kocham Was tak bardzo.
To tak od razu wrednie zapytam - jest szansa na zanalizowanie kiedyś jej "Dziewictwa magii"? Kocham ten fick za jego głupotę i myślę, że jest warty jakiejś małej analizki :D
A to... To jest tak naszpikowane bzdurnymi, z dupy (albo z blogów...) wziętymi motywami, że aż boli. Dlaczego Jeconais albo Bobmin potrafili stworzyć historie pełne tego, co później stało się wtórkanonem, a jednocześnie sprawić, że dobrze się je czyta? Czy jeśli pisze się o LUBIANEJ przez siebie serii, to nie czuję się podświadomej potrzeby, by nie skrzywdzić i nie zepsuć ulubionych postaci...?
Wie ktoś, czy Vergithia w końcu wydała tę swoją planowaną książkę? Kiedy ostatni raz z nią rozmawiałam (Pięć lat temu...? Może później... Nie pamiętam, szczerze mówiąc) była w trakcie przygotowywania mapy do stworzonego świata.
Ja naprawdę lubię motyw Harry'ego jako tego złego i mhrrrocznego, który zabija razem z Voldemortem. Ja nawet ten paring lubię, jeden z baaaardzo nielicznych niekanonicznych (antykanonicznych?) w HP. I czytam nawet te najgłupsze historie, do teraz potrafię zacytować fragmenty HP i Czarnej Prawdy (która jest chyba jeszcze głupsza niż to. Serio.), ale akurat ten fick... Sprawia, że mam wrażenie takiego dziwnego swędzenia. Albo raczej chęć rozwalenia czegoś. Szczerze, doszłam do połowy analizy i mam dość, ale pewnie jak już dorwę coś do jedzenia to się zmuszę i przeczytam... Pewnie nawet mnie uśmiejecie, o Wspaniali Analizatorzy. Chwała Wam!
Tak, ten komentarz to tylko moje prywatne bóle i inne bolączki.

L.S. pisze...

Dziękuję Wam za tę analizę poprawiła mi humor po nieco ciężkich ostatnich trzech dniach. Osobiście uważam ją za jedną z najlepszych na obu blogach. Materiał źródłowy pierwsza klasa. Większość opek jest po prostu słaba, głupia, czasem niesmaczna i żałosna. To opko, oczywiście, również jest takie, ale PRZEDE WSZYSTKIM jest tak mocno absurdalne, że momentami miałam wrażenie, że to jakieś bardzo dobrze zakamuflowane prowo, albo ałtorka ćpała zbyt mocny towar. Niby gwałty na kanonie Pottera to nic nowego i ktoś może rzecz, że to opko niczym się nie wyróżnia, ale to jest jakiś zupełnie nowy level niekanoniczności.

Pierwsze co bije po oczach to ten nowatorski zapis dialogu, co jak co, ale chyba z kropkami się jeszcze nie spotkałam. Brawo dla ałtorki za kreatywność!

Harry Sue Buc to norma, więc nawet nie będę go komentować, chociaż mam wrażenie, że ten był wybitnie wkurzający nawet na tle swoich "kolegów po fachu", ale może już lekko przesadzam przez ogólny debilizm opka.

Pomysł na to, by Harry i Voldemort byli korespondencyjnymi przyjaciółmi sam w sobie był straszny, ale jego wykonanie jeszcze gorsze. Te ksywy! Harry nazywający Voldzia pupusiem i Voldek, zwracający się do Harry'ego "kotku", wysyłanie sobie nawzajem kwiatuszków! O bogowie wszelkich religii! Czytając każdy z tych listów czułam autentyczne zażenowanie. Te przezabawne teksty, np o emo Martynce itp... Strasznie mi się to kojarzyło z dzieckiem, które pierwszy raz usłyszało jakiś kawał i tak mu się spodobał, że podekscytowane opowiada wszystkim dorosłym, ale oni nie mają z czego się śmiać, bo znają ten kawał już od kilkudziesięciu lat i jest dla nich totalnym, żenującym sucharem, a jedyne z czego mogą się podśmiechiwać to z samego faktu, że to taki suchar... Mam nadzieję, że dobrze wyjaśniłam co mam na myśli. Z resztą podejrzewam, że większość miała właśnie takie odczucia.

Harry jest takim wybitnym speszyl niesamowitym uczniem, bo jest dobry z LITERATURY. LITERATURY. Matko, podkreślę to. W świecie magii najważniejsze jest by być dobrym z LITERATURY. Co tam jakieś bycie aurorem. Ochrona ludzi przed czarną magią i innymi niebezpieczeństwami to pikuś, powtarzam pikuś, w porównaniu do umiejętności napisania powieści o aniołach!

Pokój/mieszkanie Harry'ego to niby tylko Pokój Prefektów Wydanie Nowe Poprawione, ale nawet w nim jest coś bardzo absurdalnego. No bo zastanówmy się. Harry ma mieć większość przedmiotów w MM, a w Hogwarcie właściwie tylko zaklęcia (dziw, że z nich nie zrezygnował, po co mu zaklęcia skoro ma mugolskie sprzęty). No więc po co w ogóle mieszka w tym Hogwarcie? O.o Powiem szczerze, że moim zdaniem więcej sensu miałoby już zakupienie przez niego luksusowej willi z basenem. Serio. No tak, ale w willi nie byłoby pod ręką zuego Albusa czy Rona (do nich też potem wrócę), więc Harry nie miałby kolejnych pretekstów do bucery i angstu, rozumiem.

I w ogóle czy przy takim toku nauczania można go uznać jeszcze za ucznia Hogwartu? Bo moim zdaniem trochę nie bardzo...

Wracając do tych mugolskich sprzętów to ja sama sobie nie bardzo wyobrażam życie bez nich, szczerze mówiąc, ale, do cholery, to jest Hogwart. Mugolskie sprzęty w Hogwarcie odbierają mu urok, poza tym są zwyczajnie zbędne! Nawet zamek jest pokrzywdzonym bohaterem w tym opku! Ale poza tym śmieszne jest to, że w kanonie nikt nie wpadł na to, że żeby sprzęty elektroniczne mogły działać w pobliżu CZARÓW wystarczy je ZACZAROWAĆ. Cieniasy...

Albus oczywiście jest tym złym, bije biednego Harry'ego, który ani nigdzie tego nie zgłasza, ani nawet nie próbuje się bronić, bo... bo wtedy byłoby za mało dramatycznie! Tak!

L.S. pisze...

Harry był tak w pytę zajebisty z eliksirów, że Snape na widok jego umiejętności mógł tylko zapłakać w kąciku, prawda? Rozumiem, że Harry'ego zmusili do zrobienia eliksiru, który uleczy rekę Zuego Dyrektora, ale, do cholery, skoro miał takie niesamowite umiejętności to czemu nie przyrządził jakiejś trucizny i nie skłamał, że to lekarstwo? O.o Przecież wszyscy przy nim to cieniasy, więc nikt by się nie skapnął, że kłamie. No tak, co ja robię, sensu szukam... Sorry, późna pora jest i coś mi się w głowie pomieszało.

Swoją drogą Harry był w tym opku tak wybitnie wkurzający, że wcale nie było mi go żal, że został pobity. Zwykle nie toleruję przemocy, ale w tym przypadku jakbym była Dumbledore'em to też bym chyba już nie wytrzymała i go pobiła.

Żal mi jest za to Rona. Nie wiem co ałtoreczki się tak na niego uwzięły. No tak, ale Wielki Harry Sue nie może mieć rudego, biednego i mało mrocznego kumpla, więc Ron MUSI być tym wrednym zdrajcą, oczywiście. Chociaż, kurde... To opko jest tak napisane, że w sumie trudno się tutaj dopatrzyć jakiejś wielkiej winy Rona. To Harry potraktował przyjaciela jak śmiecia, z powodu jakichś swoich paranoi. Z resztą nawet jeśli Ron faktycznie go szpiegował i przeglądał mu rzeczy to WCIĄŻ jest w 100% niewinny i usprawiedliwiony... Tego Harry'ego naprawdę należy mieć pod kontrolą, skoro wystarczy go na 5 min zostawić samego i już zaczyna się układać z Voldkiem.

Oczywiście na miejsce Rona dostaliśmy Lepszą, Bogatszą i Nierudą wersję przyjaciela, czyli Malfoya. Niby nic dziwnego, bo to również standard, ale w tym opku ten Malfoy po prostu wyskoczył z dupy. Chyba, że coś ominęliście? Ale jeśli nie to po prostu nie rozumiem. Nie mamy nawet jednej wzmianki jak to się stało, że Harry i Malfoy zakopali topór wojenny. Poza tym po co się ograniczać do Malfoya, najwyraźniej Harry'ego kocha teraz cały Slytherin, bo tak.

Bella i Rudolfus tacy niewinni. Chcieli się tylko kochać, a zły Moody ZUPEŁNIE BEZ POWODU zabił Rudolfusa. Bo przecież to nie tak, że gościu sam wcześniej pewnie zabił o wiele więcej osób, nie wspominając już o np. torturach na Longbottomach. Skoro w tym konkretnym momencie nie zaaktakował pierwszy to był niewinny i już, a Moody to okrutny morderca, gorszy od samego Voldemorta! (A poza tym morderstwa popełniane przez Voldka, o któych tak od niechcenia sobie wspomina w listach, nie są niczym złym, bo... bo... bo Voldemort w tej wersji jest seksowny! O! Widzicie, znalazłam sensowny powód!)

Swoją drogą po wzmiance o Longbottomach pomyślałam, że to naprawdę wielkie szczęście dla Neville'a i innych kanonicznych kolegów i koleżanek Harry'ego, że nie pojawiają się w tym opku, przynajmniej na razie, bo jeszcze może się tak zdarzyć.

Chyba na tym skończę mój komentarz, bo i tak wyszedł dostatecznie długi, poza tym nie jestem tu od tego, by robić jeszcze jedną analizę. :D W każdym razie moja wewnętrzna masochistka niecierpliwie będzie wyczekiwać kolejnej części tego opka.

L.S. pisze...

PS "Zabicie Albusa to najlepsza sprawa dla chłopaka. Zamrugał. Naraz wyjaśniła się kolejna zagadka. Zastanawiał się nad nią, jak tylko odkrył to połączenie z Potterem. Miał pewność, że chłopak został przez niego połączony w chwili ataku na niego i stworzeniu przesławnej blizny. Dlaczego więc nie powiedział dyrektorowi, że się odradza?
Zdaje się, że alternatywna historia sięgnęła tutaj dość daleko w przeszłość - przecież po odrodzeniu Voldemorta pod koniec czwartej klasy Potter opowiadał o tym każdemu, kto chciał i nie chciał, zarabiając przy tym na opinię paranoicznego wariata. A potem to nawet nie musiał opowiadać, skoro Voldek sam się ujawnił."
Tu chyba chodziło o to, że Harry przez całą czwartą klasę wiedział, że Voldek się odradza, a nic nie powiedział, a nie, że nie zrobił tego już po odrodzeniu. Nie to, żeby było to jakoś bardzo zgodne z kanonem, albo żeby moje wyjaśnienie nadawało temu fragmentowi więcej sensu, ale tak tylko mówię.

"Potem raptem podniósł się i ruszył do domku ogrodnika, gdzie zainstalował mugola.
Wersję 2015.0.
Powinien pamiętać o aktualizacjach, bo jeszcze mu się mugol zawiesi i nici z planu."
Prawie płakłam ze śmiechu. X"D

"Potem założył jedwabną piżamę i rzucił się na łóżko."
Od razu zwizualizowałam sobie Voldemorta w takiej skąpej koszulce nocnej (dobra, jest napisane "piżama", ale nic nie poradzę na moją wyobraźnię) i sama nie wiem czy ta wizja była bardziej śmieszna czy straszna. O.o

"Wejdzie tam tylko ten, kto ma ten medalik."
Oh, jakże piękne byłoby, gdyby Harry nagle swój cenny medalik zgubił, jakże piękne...

"Literackie? To najważniejsze w całej Europie?"
No dobra, to jest tylko dodatkowy cytat do tego o czym już pisałam, ale po prostu no nie mogę. W Europie raczej panuje powszechna "beka z humana", a ałtorka wyskakuje z takim cytatem...

PPS Wow, musiałam komentarz w trzech częściach wysyłać. To opko naprawdę wyzwala emocje.

Anonimowy pisze...

Durstrąk i Bobatą - świetne.

Anonimowy pisze...

Niezatapialna Armado i Przyczajona Logiko podobno za tą ustawkę macie stanąć przed sądem, albo wszystko usunąć jak to Obrończynie Kanonu zrobiły. To prawda?!? Analiza cudna, ale "Grota Morfologów" tej samej aŁtorki przebija wszystko ;-)

S.

Serbianka pisze...

Boże. BOŻE. Dlaczego to opko jest tak koszmarnie głupie? Dzięki Wam jednak uśmiałam się nieźle (o drugiej w nocy, co to dla mojej rodziny...^^). Czekam na drugą część. Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję, że zanalizujecie więcej dzieł tej ałtorki, chociażby za ten bul dópy, którym się popisała. Poza tym opko naprawdę MOCNE.

Angel Rebels pisze...

Opko beznadziejne. Analiza cudowna. Teraz się zastanawiam co robił Voldemort śmierciożercą kiedy był wściekły przez ten tekst: Lucjusz przezornie skulił się. Od tygodnia jego mistrz chodził wściekły. Na szczęście tym razem minął go bez słowa i zatrzasnął drzwi. Drodzy analizatorzy dziękuję za tą analize poprawiła mi humor. Pozdrawiam.

Bumburus pisze...

Co robił Voldemort śmierciożercą?
Łapał go za fraki i wywijał nim nad głową.
MSPANC.

slaniex pisze...

Przepraszam, ale paradowanie w samej koszulce skojarzyło mi się z rysunkiem pana Owsianki - http://theoatmeal.com/pl/minor_differences4/shirt x)

Dzidka pisze...

L.S. dziękujemy za "dodatkową analizę opka" w komentarzach :) Bardzo mi się podoba.

Procella pisze...

Ha, też właśnie przyleciałam tego Oatmeala wrzucić :D

Anonimowy pisze...

"Lucjusz przezornie skulił się."

W pierwszej chwili przeczytałam: "Lucjusz przezornie skuł się" i z rozpaczą pomyślałam: "Dlaczego ja na to nie wpadłam i czytam tak na trzeźwo?".

Anonimowy pisze...

"Chodźmy stąd. Nie cierpię słońca i zaklęć niewidzialności."

No tak, w słońcu zaczynam migotać jak jakiś nie przymierzając wampir i cała niewidzialność się rypie.

Jedna rzecz mnie zastanawia przez cały czas. O ile dobrze zrozumiałam Harry i Voldemort mają pełną łączność telepatyczną. Próbują ją zerwać podobnie jak Edzio próbował zerwać z Bellą i ona, ta łączność cały czas istnieje.
NO TO PO CHOLERĘ IM TE LIŚCIKI, KOMINKI, NAKLEJKI??? Ile żenady z kwiczeniem i spadaniem z krzesła by odpadło...
Owszem mój mózg odmawia procesowania tego opka więc mogłam coś przeoczyć ale to po prostu bije rekordy bezsensu.

A w ogóle to naprawdę w miarę czytania rosło moje poczucie zażenowania i autentycznej przykrości. Jak można z Harrego zrobić takiego kosmicznego dupka i palanta do sześcianu??? Czy Tfurcy opka się wydaje, że taki Harry jest postacią sympatyczną albo budzącą szacunek czy wręcz postrach? Jaki tam nastoletni angst, to chamówa jakich mało...

Hanna

Anonimowy pisze...

Na pocieszenie dodam, że opko pisała zdecydowanie 13-latka z burzą hormonów i za 10 lat jak to przeczyta to spali się ze wstydu.

Anonimowy pisze...

Lubię to.

Koń Zrzęda

Anonimowy pisze...

Uwielbiam sylwestrowe ustawki. Zawsze są cudownym lekiem na poprawienie humoru, a ja przytłoczona studencką depresją (zaliczenie pogania zaliczenie) bardzo potrzebowałam dawki takiego absurdu połączonego z waszymi cudownymi komentarzami. Opko samo w sobie jest okropnie niespójne, ciężko się odnaleźć w tym wszystkim i zrozumieć o co chodzi. Plus ma jeden - świetnie oczyszcza umysł z wszelkich mrocznych, życiowych myśli. W końcu jak tu się użalać nad swoim nieszczęściem gdy widzi się take coś :DD Z niecierpliwością oczekuję kolejnej części i zapowiadanych seksów.

Alice

Tris Moszfajka pisze...

Chcecie się pośmiać? Poczytajcie komentarze na PLUSie...

szarosen pisze...

skąd wy bierzecie te opka ;_; borze to już jest totalna masakra ;_; to już nie tylko opko, to już jest po prostu zło ;_; naprawdę ałtorka osiagnęła rekord, udało jej się zamienić wszystkich bez wyjątku bohaterów w idiotów Q_Q to dzieuo krzywdzi mnie bardziej niż stado katujących dumbledorów. (motyl i anna, potter poeta, aurorzy gorszy niż śmierciożercy, czemuuu CZEMUUU).

zrozpaczona azu.

ps. czy istnieje jakiekolwiek opko, gdzie ron odgrywałby jakąś sensowną rolę poza... no właśnie...?

szarosen pisze...

*przeczytała komentarze*
@Mal, ja też od razu przypomniałam sobie zabicie Syriusza. Próbuję wyobrazić sobie miłe spotkanie Harrego z Bellatrix i jakoś nie mogę. Wybaczył jej "w imię miłości" czy jak??? A może po prostu Syriusz też był szpiegiem i szmatą. ;_;

Vespera Verril pisze...

Lubię analizy potterowych opek, choćby były nawet tak totalnie głupie jak to. Ale komentarze analizatorów sprawiają, że jest się z czego pośmiac.

Pozdrawiam, Vespera

Anonimowy pisze...

Och, Ron potrafi być też główną podporą Harrego albo główną osią opowieści, jest mnóstwo takich fanfików, tylko daleko im do analizowanych tu opek;-)))

BTW Armado i Plusie: analiza znakomita, jak ja lubię spojrzeć tu u Was na tę drugą stronę fandomu. Już dawno nauczyłam się omijać opka potterowe szerokim łukiem i trafiam tylko na świetne albo chociaż bardzo dobre opowiadania. Aż czasami brak mi takich tforuf;-)
Kłaniam się w pas:-)

Sakurako

Anonimowy pisze...

Jeśli tylko Wasze uczelnie mają tradycje albo Wy macie tradycje, wbijajcie na PLUSa i dołączcie do armii! The battle has begun!

Anonimowy pisze...

Analiza upojna, a liściki Harrego i Voldzia spaczyły mi psychikę. ;)
No i gównoburza na PLUSie naprawdę mega. :D
Niecierpliwie czekam na drugą część i na relacje czy dostaliście już pozew (jeśli tak przyślę wam do więzienia paczkę z adwokatem ;)).


A na koniec jeszcze ópojny bonus znaleziony w sieci:
"nigdy nie lubiłam polskiego (a już nie mówię o ocenie najwyżej 5 z tego przedmiotu, choć podobno dobrze piszę), wszystkie nauczycielki od tego przecież wspaniałego i pięknego języka są zadufane w sobie i wiedzą, jak jest najlepiej. Co najlepiej świadczy o tym, że w konkursie poetyckim (piasniu, nie mówieniu) dostałam wyróżnienie, jak i pani, która napisała wiersze moim koleżankom. Czyli... Jestem na takim samym poziomie jak pani? Taak, a żaden nauczyciel nie lubi uczniów, którzy wiedzą lepiej, a przekonałam się o tym w 3 przypadkach."
Jeszcze więcej pjenkna tutaj: http://zamknij-oczy-sparrow.blogspot.com/p/o-autorce.html

Anonimowy pisze...

Ja czekam najbardziej na zdjęcia tego artykułu który Akemi chce umieścić w jakimś poczytnym periodyku (jak przypuszczam chodzi o coś w rodzaju gazetki ściennej wydz. Dziennikarstwa Analnego jej Uczelni z Wielkimi Tradycjami). Bo chyba nie będzie taka wredna i wstawi chociaż foty?

---
AA

Anonimowy pisze...

Dzię bry, szuram nóżką.

Kiedy kolejny tom Fapai?

Anonimowy pisze...

Dziś, z braku kolejnego fapaja, chciałam przejrzeć inne dzieła. Czy w tym wypadku jestem w opku? http://voice-of-dissent.blogspot.com/

Na 100%, nie wiem, chyba nie polecam :D

Atra menowa pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

LUDZIE!!! Jeśli znalizujecie to cÓdo http://witolda.blogspot.com/ będę was wielbić i w stopy całować. Chyba, że już ktoś to zrobił. Błagam.

Anonimowy pisze...

Również dołączam się do prośby o wzięcie na warsztat opowiadania z linku powyżej. Często były tutaj analizowane blogi, pisane tak, że przypominały bardziej sms, stukany pod ławką niż blog(swoją drogą, ciekawe, że wiele osób, które usiłują tworzyć "opka" jednocześnie książkę w ręku miewa tylko chyba jak na podłogę upadnie z regału).
Zdarzają się jednak teksty takie jak autopsja powyżej czy zalinkowany nad moim komentarzem: na pierwszy rzut oka nic albo niewiele nie dolega. Gramatyka OK, ortografów nie ma,bądź są sporadycznie ale jednocześnie nie ma tu sensu ani logicznego wynikania za grosz. To mnie własnie najbardziej zadziwia- osoby, które robią wrażenie oczytanych nie potrafią zbudować opowiadania na poziomie struktury, wynikania wątków, wiarygodnego opisu uniwersum (nie wspomninając o papierowych postaciach- a może powinno być "cyfrowyc"? W końcu to papier nie jest...).
Ech, kiedyś to się do szuflady skrobało dla własnej przyjemności, a potem mozna było z perspektywy czasu odetchnąć z ulgą, że takich bzdur inne oko poza ałtorwskim nie oglądało.
Dziś, niestety, kiedy można założyć blog w 3 minuty albo wydać manuskrypt poprzez jeden z prężnie działających u nas delf-publishingów jesteśmy zalewani tandetą, w której dobrzy twórcy giną.

Anonimowy pisze...

Bohaterowie Hogwartu, Disney'a i Dream Worksa. To jest złe. Dowcipy żenujące, a sceny śmieszne są tragicznie opisane. Chcem do analizy rozdział z Percy J
Pomścijmy nasze ulubione bajki!
http://d-dw-h.blogspot.com