OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

czwartek, 26 września 2013

231. Księżniczka w Nowym Jorku, czyli Hej bystra woda, bystra wodzicka! (cz.1)




Witajcie!
Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda żywiołak? Taki stworzony z wody, ognia, powietrza lub ziemi? Odpowiedź znajdziecie w tym opku.
Poznamy dziś przygody pewnej Wodzianki, która zostaje wysłana z ryzykowną rekreacyjną prokreacyjną misją na Ziemię; zapobiegliwy tatuś podprowadza jej trólowera pod sam nos i przekupuje luksusami, żeby tylko się nie zniechęciła.
To znaczy nieeee, nabrałam Was, to będzie oczywiście mhroczne fantasy o walce żywiołów!
Indżojcie!


Analizują: Kura, Babatunde Wolaka i Jasza.
Gościnnie szpilę wbija Ness Sackville-Baggins.






Bohaterowie:

Juliette de'la Peazer
korzenie: francuskie,brazylijskie, koreańskie
Jakiś elf też się pewnie znajdzie, one lubią apostr’ofy w przy’padk’o’wych mi’ejscach.
I jak to zwykle bywa w opku, z tych korzeni nic nie wynika.


(nawiasem mówiąc i nazwisko, i “trójkorzenność” wskazują na inspirację postacią Danielle Peazer)


żywioł: woda
wróg żywiołu: ogień albo pompa.
*nuci* Feuer und Wasser kommt nicht zusammen...


zadanie które musi wykonać przed ukończeniem 18. roku
życia: 50 kropli cierpienia ognia
Tyle mi zostało, co mi nakapało...


cel: Adam Jonson
Znaczy, ma go zabić, czy się z nim ochajtać, czy co?


kara za niewykonanie zadania: stracenie żywiołu,
Straci wodę. Pomijając już wizję podawania jej środków moczopędnych, po prostu chcą ją zasuszyć.
stanie się zwykłym człowiekiem,
Tylko trochę suchym:


posada w żywiole: córka przedstawiciela żywiołu
na pół etatu


"Trzeba być podobnym, aby się zrozumieć, i innym, aby sie pokochać" ~Eliza Orzechowska Khę. ORZESZKOWA. Ale…
I co zrobić, skoro nawet Wujek Gugiel podstępnie wprowadza w błąd?


Adam Jonson
pól Anglik, pół Włoch
Żywiołowo pluje angielską flegmą.
żywioł: ogień
wróg żywiołu: woda, ziemia, kamień, nożyczki, gaśnica piankowa.
zadanie które musi wykonać przed ukończeniem
20 roku życia/cel: zniszczyć córkę przedstawiciela wroga
A jeśli przedstawiciel wroga ma syna?


kara za niewykonanie zadania: cierpienie, ból, śmierć i halucynacje z niedożywienia.
Masz odpowiedź.
posada w żywiole: wnuk wielkiego mistrza ognia
Ciekawe, ile mu płacą na tej posadzie.
Dostaje deputat w cukierkach Werther’s Original.


"Możesz kogoś ranić dwa razy bardziej niż on ciebie, ale to nie znaczy że nie poczujesz się bardziej zraniony" ~AV
“Ucz się dziecię pilnie, jak Mickiewicz w Wilnie, a dojdziesz do celu, tak jak doszło wielu” ~Paulo Coelho


Josh Radox
żywioł: brak
wróg:brak
zadanie: wykonane
cel: ochrona osób wykonujących zadania w żywiole
posada: uczeń
"Z drabiny ambicji szybko się spada gdy stoi bez oparcia"~Anonim
“Trzymaj się pędzla, gdy ci będą drabinę zabierać” ~Kura


Harry Styles
żywioł: ziemia
wróg: brak
Wszyscy go kochają.
zadanie: trzy krople szczęścia wody,
To opko o alkoholikach, czy co?


cel:ochrona osób wykonujących zadania
posada: uczeń do ochrony żywiołów
W krainie żywiołów też oszczędzają na ochronie?


"Statek w porcie jest bezpieczny, ale nie po to buduje się statki" ~AGMH
Akademia Główna Mechaniki Holowniczej.



Niall Horan
żywioł: powietrze
Tak zwane “zepsute powietrze”. Zabija oddechem. Nie mówmy, co się dzieje, gdy ma wzdęcia.
wróg: ziemia
zadanie: trzy krople złości wody,trzy krople złości ognia
Khę, kolejna osoba, która za zadanie ma jakieś krople. Ale co ma z nimi zrobić, wypić? Nakapać wrogowi do oka?
Wydoić?


cel: Juliette de'la Peazer
kara za niewykonanie zadania: stracenie możliwości ochrony
Pff, jakby miał mnie chronić jakiś uczeń, to chyba wolałabym chronić się sama.


posada: zwykły mieszkaniec żywiołu
Ej, dobrze mają w tych żywiołach, pensja za to, że jest się zwykłym mieszkańcem, ja też tak chcę!
Eee tam, może to tylko takie stawki, jak dla statystów.


kierunek (studiów?): ochrona osób wykonujących zadania w żywiole
"Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą"~Augustyn [święty Augustyn!]
Dopóki nie trafisz do opka, jesteś nikim ~ Kolonas Waazon


Niestety(?) ani Harry, ani Niall nie doczekali się na swój występ w opku.


Alex Fox
żywioł: woda
wróg: ogień
zadanie: zwolniony od zadania
Przyniósł zaświadczenie od rodziców.


cel: ochrona córki przedstawiciela żywiołu


kara: śmierć
Za co ta kara? Za nieodrobione zadanie?
Za żywota, że tak powiem. Swoją drogą, czym się różni “zadanie” od “celu”?


posada w żywiole: syn przyjaciela przedstawiciela żywiołu
przyjaciel Juliette
i szwagier Antka kobity siostry rodzonego syna.


"Na zawsze to krócej niż ci się wydaje" ~Anonim
Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija ~ stare  jakuckie przysłowie.



Eleanor Fox
żywioł: woda
wróg: ogień
zadanie: zwolniony od zadania
W takim razie ona też może sobie bimbać na wszelkie zadania. Zwolniona, usprawiedliwiona..


cel: ochrona córki przedstawiciela żywiołu
                                                         kara: cierpienie
posada w żywiole:córka przyjaciela przedstawiciela żywiołu
Nepotyzm w żywiołach się szerzy.


przyjaciółka Juliette
Przyjaciółka za pensję? Pffff.
Płatna przyjaźń.


"Pierwsza zasada: Nie przywiązuj się do rzeczy,miejsc i ludzi" ~CS
Druga zasada: zawiązuj troczki od gaci. ~ Kolonas Waazon



Jasmine Evans
żywioł:ogień
wróg żywiołu: woda i azbest
Dziękujemy, Kapitanie Oczywistość!


zadanie: trzy krople prawdziwego szczęścia syna wielkiego mistrza
Przepraszam… ja naprawdę próbowałam nie mieć skojarzeń, ale NIEDASIĘ!


cel: ochrona, pomoc Adamowi
W produkcji “kropli szczęścia”?
Praca inseminatora z pewnością jest ciężka i niewdzięczna.
Ale za to może sobie popatrzeć spod byka.


kara: wieczne spadanie w przepaść
Przepaść Moebiusa.


posada w żywiole: córka doradcy wielkiego mistrza
"Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym"~Bogdan Olewicz
Trzeba wiedzieć, kiedy opko pisać w kajecie do szuflady ~ Kolonas Waazon


Flora Sevani
żywioł: brak (stworzona z doskonałości)
E? Czyżby to ona miała być główną marysujką tego opka, nie Juliette? Jestem zaskoczona.


zadanie: posłuszeństwo stworzycielowi
cel: zagłada uczuć
Metoda: lobotomia.


kara: nikt jej nie zna, ale jest ona bardzo ciężka
Panna Flora na darmo ćwiczy sumo i nie robi kariery.  


"W pogoni za niczym"~AV
“...czyli poszukując sensu w opkach”~Kura


Victoria Lovely
żywioł: _______ (rubrykę wypełnia dziekanat)
zwykły człowiek, śmiertelnik ,
córka słynnego producenta,
(przepraszam - producenta CZEGO?) Lakierów do paznokci.


jednocześnie miliardera,
najbardziej zasłynął z oszustw,
Jego lakiery perłowe w ogóle nie miały połysku!


"Zawsze znajdzie się jakiś debil który ci zaufa"~AV
Każda potwora znajdzie swego amatora ~ Triceratops do diplodoka.


Charakterystyka Victorii daje w sumie standardowy obraz Tej Wrednej.



Melanie Court
prawdziwe imię i nazwisko: Juliette de'la Peazer
To trochę wygląda, jakby ktoś tu posadził spoiler.




Prolog WODA

Czyżby delikatna sugestia, że prolog, zgodnie z blogaskową tradycją, będzie się składał głównie z lania wody?
Żeby tylko prolog...


-Ja Juliette de'la Peazer przysięgam że będę godnie reprezentowała swój żywioł, zaakceptuję i przyjmę bez utraty godności moje zadanie oraz wyznaczony cel.
Przysięgam, że korona mi z głowy nie spadnie.
A jak przyjmę cel, to nie dam ciała.


Jako córka przedstawiciela żywiołu nie ośmieszę go [ojca?] i nie naruszę żadnej z zasad jakie obowiązują w tym żywiole.
Na przykład prawa Archimedesa.


Jestem zapoznana i wychowana zgodnie z zasadami, będę je rozprzestrzeniać i strzec. Dzisiaj są moje szesnaste urodziny więc zgodnie z ustalonym prawem w wieku siedemnastu lat muszę (zejść na śniadanie) opuścić moją krainę i wypełnić dane mi zadanie.


Najstarszy mistrz wody zapozna mnie dzisiaj z moim zadaniem, karą, oraz pomoże lub wyznaczy ze mną cel. Przysięgam że zrobię wszystko co w mojej mocy, która ze względu na moje korzenie przekracza normę więc łatwiej będzie mi bronić mego symbolu oraz niszczyć wroga.
Ciekawe, co konkretnie daje jej tę moc - Francja, Brazylia, czy Korea.
Stawiam na Brazylię: Amazonka i takie tam. W lasach deszczowych jest wiele korzeni.


Znam historię naszego rodu i rozumiem naszą nienawiśc do ognia.
Dziadkowie wygotowani do sucha - cześć ich pamięci!
I bulgocze w mych żyłach krew Rozalki z Piekarnika!


Przysięgam że będę zaprzyjaźniona z innymi żywiołami nie zapominając jednak o nienawiści do ognia i tak jak one w potrzebie będę starała im się pomóc. Docenię moich obrońców, doradców którzy będą mnie wspierać podczas mojej pierwszej podróży na Ziemię. Wykorzystam dany mi rok na przygotowania do misji.
To wszystko razem, to jest tekst przysięgi? Rzeczywiście jesteśmy w żywiole wody… a raczej wodolejstwa.
Btw, czy pomniejsza marysujka mówi na przykład “Przysięgam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, która niestety jest niezbyt wielka, więc sorry, jeśli mi nie wyjdzie…”?



-Spocznij! -krzyknął dyrektor, odetchnęłam z ulgą i skierowałam się w stronę pokoju gdzie mam być zapoznana z moim zadaniem.
Cała ceremonia ma wiele wspólnego ze wszelkimi ślubowaniami w czasie apelu na szkolnym boisku.


Ehhh... przysięgę już powiedziałam. Podobno dawniej było to jeszcze bardziej dokładniejsze, lecz teraz to skrócili ale i tak jest dokładne.
Wypadło kilka drobiazgów, ale mimo to tekst ślubowania jest odpowiednio nadęty i niegramatyczny.
Zastosowano tu chyba dość szeroką definicję dokładności. A nawet jeszcze bardziej szerszą.


-Namaste!
Brzmi to tak tajemniczo i dostojnie, że hinduscy pucybuci aż niemieją z zachwytu.


-powiedziałam wchodząc do zamkowej komnaty do której nie miałam wcześniej wstępu, złożyłam ręce i pokłoniłam się w stronę mistrza.
-Namaste -odpowiedział i tak samo jak ja złożył ręce i pokłonił mi się
Jest to bardzo bardzo oficjalne przywitanie w każdym żywiole i wyraża wielki szacunek. -Juliette, zdajesz sobie sprawę że ze względu na ojca masz ciężką misję i wiele [wielu] dobrych ludzi którzy będą pilnować każdy twój krok urywa sobie od orzeczenia oraz odmiany, bo tak ciężka jest ta misja.



Podejdź bliżej. -powiedział a ja podeszłam pod wielką mapę Ziemi.
-Kula pokazała nam że twój cel jest tutaj.
Mapa zwinęła się w kulę i zaczęła udawać globus.


-powiedział wskazując punkt na mapie.
-Nowy Jork. -powiedziałam.
-Tak, Juliette, Nowy Jork. Na swe zadanie masz rok czasu, od ukończenia siedemnastego roku życia aż po zachód słońca w dzień twoich osiemnastych urodzin. Zadanie które musisz wykonać to przynieść 50 kropli cierpienia... cierpienia ognia.
Przynieść! Wreszcie wiemy, co mają zrobić z tymi kroplami.
Przypomina mi się bajka o wioskowym głupku, który miał nosić wodę w sicie.


To jest bardzo trudne zadanie, jestem pewny że wiesz iż z cierpienia fizycznego nie ma żadnej kropli,
Twardzi są, nawet łzy nie uronią.
Zapałką go, zapałką! Albo może wystarczy nakarmić ostrym chili, żeby było cierpienie ognia? © Ness


musisz mu zadać to ciepirenie
Ja cierpię dolę...
Chyba że chodzi o to, że powinna w niego ciepnąć jakąś Renią.
Albo piranią.
I wysłać w Pireneje.


lub posłużyć się ludźmi,
Ludź jako narzędzie tak jak śrubokręt, albo nie bójmy się tego słowa - młotek.


dostaniesz bralsoletkę [do bralsowania] która sama będzie zbierała te krople jeśli one tylko się pojawią.
Pytanie, gdzie założyć bransoletkę w tym przypadku... Może lepszy byłby pampers? © Ness




Masz także wyznaczoną osobę a mianowicie jego... -powiedział a na ścianie pokazał się brązowooki brunet..
- to Adam Jonson oczywiście ogień, jest wnukiem wielkiego mistrza, co tylko utrudni zadanie, w ich żywiole misja rozpoczyna sie w wieku 18 lat i mają na to czas dwóch lat, chłopak ma swoje osiemnaste urodziny miesiąc przed tobą więc możliwe jest to iż twoja misja jest bardzo podobna do jego.
...powiedział mistrz na jednym oddechu i dostał czkawki.


-Czyli że ma mieć 50 kropel cierpienia wody? -zapytałam
Nie wiem, jak Wam, ale mnie się to kojarzy z problemami urologicznymi.


-Nie, wątpię w to, znam ich mistrza, jest bardzo ale to bardzo ostry, wiem że ty będziesz jego celem,  może cię zranić, zabić, porwać. Nie wiem tego. Ale to jest tylko ostrzeżenie. Jeśli nie wykonasz zadania grozi ci kara stracenia żywiołu [cała woda nagle cię opuści, górą i dołem naraz...], zostaniesz zwykłym człowiekiem [który ma w sobie ¾ wody], dla ciebie będzie to straszne, będziesz sama, po raz pierwszy w nowym miejscu, nie znasz Ziemi ich życie jest inne od naszego.
Chodzą po lądzie, wylegują się w słońcu, gotują strawę na ogniu.


To nie jest lekka kara, ale uwierz są gorsze, na twoje zadanie powinna być gorsza kara
Próbuję ogarnąć system edukacyjny panujący w tym gimnazjum dla wód. Szkoli się je tylko po to, aby (za przeproszeniem) ulać na egzaminie końcowym?
Może to jakieś społeczeństwo masochistów.



lecz pamiętaj ojciec cię kocha, może ci tego nie wybaczyć ale chcę dla ciebie jak najlepiej.
Pomijając już ogólne urwanie od sensu w tym zdaniu - czyżby mistrz właśnie półgębkiem przyznał się do ojcostwa?


Zanim wyjdziesz moją ostatnią wskazówką będzie to iż wrogiem ognia jest także ziemia. Wykorzystaj to.
Gdy dojdzie co do czego, to wiesz - sypnij mu piaskiem w oczy.


- powiedział , odwrocił się i wyszedł, teraz ja powinnam tu czekać na kogoś kto wyprowadzi mnie z tej komnaty.
Bo sama nie umie znaleźć drzwi?


__________________
Oto pojawił się prolog numer jeden
pojawi się prolog numer dwa
i ogłaszam że rozdziały nie będę tak osobno pisane,
tylko takie dwa prologi :)
To jak budowa dzidy. Prolog przedprologijny.
Przedproloże prologu.



Szczerze to nie liczyłam że poważnie potraktuję tego bloga.
Ja też nie mam na to szczególnej nadziei.


I nie myślałam tak podczas rozbienia zwiastuny ktory zrobiłam
w ciągu 20 minut, i wciąż mnie on przeraża.
Rozbienie zwiastuny brzmi tak przerażająco, że strach wiedzieć, co się za tym kryje.
Brzmi jak neopogański happening artystyczny Stacha z Warty.


I kożystając [ghrrr!!!] z okazji postanowiłam zmienić
mój dawny nick a mianowicie "Nisia"
Bo był zbyt słodki?
Raczej zbyt dziecinny.
Dobry dla kogoś, kto kocha Kucyponki, a nie dla autorki mrocznego opowiadania o walce żywiołów.


na "Acoustic_Version" -ten nick też
szybko wymyśliłam. Według mnie jest on głupi czyli
w sam raz dla mnie.
Co za niskie mniemanie o sobie… I dlaczego niby głupi?


W menu macie bohaterów, moje blogi, kontakt i zwiastun.
Wiem, że “menu” ma dziś inne znaczenie niż “karta dań”, no ale wybierzmy sobie coś do zjedzenia.


No to chyba na tyle.
Prolog powinien być raczej na przodzie.



Prolog OGIEŃ

-Ja Adam Jonson, wychowany na zasadach ognia które są; prawdziwe- czyli nikt ani nic nie może im zaprzeczyć, jedyne, wieczne - czyli były są i będą czkały czały czas, niezmienne-czyli nikt ani nic nie może ich zmienić.
To brzmi jak fragment notatek z wykładu z historii filozofii.


Przysięgam iż będę godnie reprezentował żywioł, będę dumny i nie ukryję żywiołu.
Będę występował w cyrku jako plwacz ogniem. Czasem będę odstawiał sztuczki drugą stroną.
Albo wyślę CV do Rammsteina, żeby przyjęli mnie na konserwatora zabawek Tilla.
(Reszta ślubowania to ctrl+c/ctrl+v z poprzedniego fragmentu, a więc tniemy)


-Spocznij!-krzyknął dyrektor i wszyscy rozeszli się we własnym kierunku.
Absolutnie nikt nie rozszedł się w cudzym.
Kierunek ten sam, ale zwrot inny.
-Adamie! Adamie! Wszędzie cię szukałam. -usłyszałem głos mojej matki biegnącej w moą stronę.
Znaczy: biegła tam, gdzie pasą się wielkie, wymarłe strusie?


Musisz iśc teraz do wielkiego mistrza.
Na dywanik i to zaraz!


-Tak, wiem mamo -powiedziałem i skierowałem się w stronę gabinetu dziadka. Wkurza mnie ten fakt że on jest moim dziadkiem! Niektórzy mi tego zazdroszczą. Ale wolałbym być zwykłym mieszkańcem żywiolu niż kimś tak strasznie ważnym i znanym.
Cierpisz na Syndrom Harry’ego Pottera, któremu kłaniali się wszyscy, tym bardziej, że był Pieszczoszkiem i Ulubieńcem dyrektora Hogwartu.


Nie mogę zrobić nic zlego [a tak bym chciał], i muszę mówić oficjalnym tonem 24 godziny na dobę [nawet przez sen!], do tego te wszystkie przysięgi, ślubowania i akademię [apele, capstrzyki, gazetki i jeszcze kącik pamięci], a w dodatku o mojej misji będą wszyscy wiedzieć, i wszyscy będą o niej gadać, a jak jej nie wypełnię to będzie już normalnie koniec z moją reputacją,
Mam wrażenie, że nie jest to tajna misja, ani nawet anonimowy test kompetencyjny.


A w dodatku koniec ze mną bo przez posadę mojego dziadka [dziadzio musi udowodnić, że nie ma dla gnojka litości] nie będę mial kary typu zgolenie włosów tylko po prostu śmierć lub coś takiego.
Jakie kary, odmienne od śmierci, mieszczą się w zakresie “lub coś takiego”?
Takie tam dyrdymały.
Utrata reputacji czyli śmierć cywilna.
-Witaj dziadku. -powiedziałem otwierając drzwi.
-Namaste! -odpowiedział składając ręce i pochylając się. Kurde... zapomniałem, ehh... mowi się trudno.
Dziadzio tknięty jest demencją?


-Nameste! -odpowiedziałem już poprawnie.
Namaste, czy nameste?
“Nameste” to chyba po czesku. Albo to znany bloger.
Po czesku to “náměstí” (na przykład Václavské náměstí)


-Adamie. Wiem że jesteś inteligentnym młodzieńcem  i rozumiem że jesteś przygotowany na wielkie zadanie i karę która może być za surowa.
Znaczy niedogotowana? W ogóle oni cały czas trują o karach, a gdzie jakaś nagroda lub coś takiego?
Stosują metody babci Yarpena Zigrina, która twierdziła, ze bicie jest karą, a nagrodą - niebicie.
-Tak, rozumiem. -odpowiedziałem
Więc przejdźmy do szczegółów. Podejdź bliżej. -powiedział a ja podszedłem pod wielką mapę Ziemi. -Kula szpiegula pokazała nam że twój cel jest tutaj. -powiedział wskazując punkt na mapie.
-Nowy Jork. -powiedziałem.
Wszyscy ciągną do Wielkiego Jabłka jak ćmy do ognia. Jak to ujął Spiderman zaatakowany przez dwóch superzbirów - “O rany! Czy w Nowym Jorku nie ma już normalnych ludzi?”


1. Adam ma pokój nr 260

-Pamiętaj masz nie używać swoich mocy w obecności człowieka, wiesz dobrze że nikt się nie może dowiedzieć. A nie chcesz żeby niewinny człowiek musiał zginąć.
-Oczywiście ojcze.
-I wiedz że cię kocham i nie pozwolę ci cierpieć, nie traktuj tej misji jako wyzwanie tylko jako zaszczyt.
Jedno drugiego nie wyklucza.


Masz tutaj klucze od apartamentu, będziesz mieszkała blisko swego celu.
Czy Wam też się wydaje, że to całe gadanie o zadaniu, zniszczeniu, cierpieniu, to tylko takie mydlenie oczu, a naprawdę chodzi o stare, dobre becikowe?
Ogień i woda razem dają parę.



Pomachałam tacie i wskoczyłam do wielkiej bańki z powietrzem która z podmuchem wiatru wywiozła mnie w górę. Po chwili znalazłam się na Ziemii, bańka nie pękła (pod naciskiem nadprogramowej litery,) lecz niosła mnie dalej, obok mnie było dżo ludzi [to właśnie była Korea ze swoją dżucze], lecz w bańce byłam niewidzialna równo z chmurami bańka pękła [chmury też pękły, rozerwały się zasłony i śmierdziało deuterem], szybko rozłożyłam moje skrzydła (tak, jestem w żywiole wody, ale jestem także wróżką, mogę latać oraz pływać i robić podkopy)
Ok, co prawda wzmianka o podkopach jest niekanoniczna, ale zainspirowało mnie:


Rozumiem dlaczego mówili że tutaj jest źle, dziwne powietrze, od którego już mnie zaczęło boleć gardło, większość kolorów to szary, ludzie wszędzie się śpieszą, wszyscy są ponurzy, i nie doceniają faktu iż mają kogoś kto pomaga im żyć. Nawet ciężko mi latać, muszę używać do tego więcej siły niż w żywiole [przypomnijmy - wody], moje lekko pomarańczowe <skrzydła> przybrały teraz szaro pomarańczowy kolor, ehhh....
Smog tam panuje straszny.


i tak nie wiem dlaczego one nie są błękitne, tak jak skrzydła wszystkich osób w żywiole, niektórzy mają także białe skrzydła.
...bo jesteś Mary Sue i musisz się wyróżniać, no żeby takie oczywistości trzeba było ci tłumaczyć!


Babcia opowiadała mi że to jest kwestia przeznaczenia, przeznaczenie wie jaki jest nasz los i wie kogo zapragnie serce, skrzydła nie pochodzą od samej osoby tylko są od drugiej połówki, to co jest ich duszą jest naszymi skrzydłami.
Dziękujemy, babciu, za spojler… nie żebyśmy sami się nie domyślali, kto będzie trólofem, noale.


Wspominając dawne czasy nie zauważyłam że jestem już bardzo blisko ziemi.
Kolonas zna te problemy ze spadochronami, no cóż…


Na moje nieszczęście zobaczyło mnie jakieś dziecko, przestraszona wykorzystałam moją kolejną moc, a mianowicie niewidzilność, zanim dziewczynka pokazała mnie mamie zdążyłam zniknąć, mam nadzieję że mistrzowie się o tym nie dowiedzą, nie chcę być przyczyną śmierci tego dziecka.
No ładnie, puszczają w świat smarkulę, która przez własną głupotę będzie teraz zagrożeniem dla siebie i innych?
Lekko zapachniało problemami Harry’ego Pottera, wypuszczającego Patronusa.
Tak, ale mugolom, którzy widzieli działanie czarów, groziło co najwyżej zmodyfikowanie pamięci.


Minusem tej mocy jest to iż będę  niewidzialna do wybicia północy, i także to że nie jestem calkiem niewidzialna, jeśli ktoś spojży
[g] nie zawsze wymienia się na [ż]
przed siebie tak że skieruje wzrok w moje oczy zobaczy mnie. Taka tam mała ciekawiostka.
Kompletnie bez znaczenia dla akcji, ale przecież taki fajny pomysł nie może się zmarnować, c’nie?


No to teraz mam 11 godzin na unikanie ludzkiego wzroku, a następnie moge spokojnie pojawić sie w moim nowym mieszkaniu bez obaw że ktoś się wystraszy drzwi które same się otwierają. Tam zaraz przestraszy, powie się, że przeciąg i tyle.
Albo kot skoczył na klamkę, a potem się rozmyślił.


[...]
Nie, moja droga, ten znak to nie jest odpowiednik “cięcia” w filmie, a oznaczenie, że opuszczono fragment cytowanego tekstu. Nie służy więc do zaznaczania, że upłynął jakiś czas ani, że zmieniło się miejsce akcji!


00:02
No w końcu jestem widzialna, pochodziłam trochę po plaży, parę razy weszłam do wody, bo muszę mieć do niej dostęp przynajmniej co 10 godzin, ale to jest minimum.
I nikt nie przestraszył się pojawiających się znikąd śladów na piasku.
Jeżeli plażowała po zmroku, śladów mógł po prostu nikt nie zobaczyć.


Najlepiej jeślibym miała kontakt z wodą co 3 godziny. No cóż.
Ale z braku plaży może być łazienka?


Weszłam do wielkiego wieżowca. W holu (jeśli moge to tak nazwać-od.aut.) (nie, nazywanie holu holem karane jest odcięciem od internetu na 24 godziny, a za dopiski autorskie i kropki w niewłaściwych miejscach karę przedłuża się do 48) znajdowała się duża skórzana kanapa oraz dwa fotele w tym samym fasonie, obok kanapy był szklany kwadratowy stolik. W rogach i przy wielkich szklanych oknach znajdowały się eukaliptusy [mam nadzieję, że takie doniczkowe, bo zwykłe, dochodzące do kilkudziesięciu metrów wysokości to jakoś nie teges], po lewej stronie znajdowała się recepcja, która pomimoo tak później pory była czynna.
Przyjmij na wiarę, że hotelowe recepcje pracują przez całą dobę.
To chyba nie hotel, tylko apartamentowiec… Ale co do recepcji, zgoda.


Na wprost znajdowały się ogromne schody. Na suficie ogromny złoty oczywiście, że złoty! żyrandol. Wyżej dwa piętra balkonów z pozłacaną balustradą.
Też ogromną i lśniącą.
Ale… Balkony wewnątrz budynku? Do teatru trafiła?


Wystrój był pół nowoczesny pół bajkowy, to wszystko się tak pięknie komponowało.
I wyglądało jak mieszkanie Igora z Petersburga.


Z lewej strony były wielkie drzwi prowadzące do <restauracji>., na środku była marmurowa fontanna. Uśmiechnęłam się widząc luksusy które mnie otaczają. Wsiadłam do szklanej windy i wybrałam numer 17.
Nie wiadomo po jakie licho, skoro jej pokój jest na drugim piętrze. Chyba, że chce zejść piętnaście pięter w dół. I to tylko dla zachowania kondycji.
Zapewne ma to jakiś tajemniczy związek z tym, że skończyła siedemnaście lat… i musi schodzić na śniadanie z siedemnastego piętra?


Ponieważ drzwi były przeźroczyste, mogłam oglądać wystrój piętr, odkryłam że niektóre piętra wyglądają podobnie, a niektóre bardzo się różnią.
Pewnie po to, żeby mieszkańcy, wracając nocą po pijaku, nie mylili się jak Rewiński w “Zmiennikach”.


Usłyszałam cichy dźwięk oznajmyjący że [o, znaj, myjący, że częste mycie skraca życie] znajduję sie na wybranym przeze mnie piętrze, przede mną był długi korytarz z oświetlonymi krawędziami [czym?], po bokach znajdowały się drzwi z podświetlonymi numerkami, na jdnych było wygrawerowane nazwisko na innych nie.
Tak na drzwiach, bezpośrednio, nie na jakiejś tabliczce, czy cuś?
Chyba na tych podświetlonych numerkach.


szłam przed siebie szukając numerku 270.
Nie chcę straszyć, ale masz dużo do szukania.


Wyjęłam klucze i otworzyłam pokój. Wielki salon, na srodku kremowa kanapa, a przed nią telewizor, i ogromne szklane drzwi prowadzące na balkon.
Ten pozłacany balkon z widokiem na hol?


<Kuchnia> z wyspą, zupełnie odbiegała stylem od salonu, salon był subtelny i delikatny, kuchnia była nowoczesna.
Co naszą żywiołaczkę niezmiernie ucieszyło, że będzie miała gdzie lepić pierożki.
Raczej zalewać wrzątkiem zupkę chińską.
Cóż, jest to pewne praktyczne zastosowanie dla żywiołu wody.


<Sypialnia> oraz garderoba w której były już ubrania przygotowane dla mnie,
Szczyt marzeń każdej boCHaterki opka - dostać szafę wypakowaną po brzegi ciuchami.


z sypialni można było także przejść do łazienki która najbardziej mnie interesowała.
Żywioł zobowiązuje.


Nie mam pojęcia co żywioł dla mnie wybrał, jedynym plusem pozycji mojego ojca jest to że mieszkam w jednym z najlepszych apartamentów, i żyję w tak ogromnych luksusach o jakich się większości ludzi nie śniło, najlepsze jest to że za pobyt w tym miejscu nie zapłace ani grosza.
No ba. Zdziwilibyśmy się bardzo, gdyby było inaczej.



Poszłam ponownie do salonu i usiadłam na kanapie. Na stoliku położona była butelka wina
Położona…? Chyba że aŁtorka ma na myśli jakiś fajny stojaczek… tfu, leżaczek, jak na przykład ten:


W apartamencie panuje taki luksus, że nawet butelka buja się w hamaku.



oraz kartka z kopertą. Wzięłam do ręki kartkę biorąc się za przeczytanie wiadomości.
No paczciepaństwo, a już myślałam, że wzięła ją, żeby namoczyć w winie i zjeść.


-Julietto, mam nadzieję że ci się podoba, kazałem najlepszym ludziom poszukać apartamentu dla ciebie.
Co nie jest równoznaczne z tym, że szukali najlepszego apartamentu.


Co jaiś czas możesz dostawać takie listy ode mnie. To jest ten pierwszy.
Następny będzie drugi. Potem trzeci. Później możesz nazywać je po prostu “kolejny”.


W kopercie masz pieniądze, które na pewno będą ci potrzebne. Bo wiesz że nie musisz płacić tylko za mieszkanie.
Dziwna składnia jest dziwna.


W parkingu podziemnym pod numerem G4 stoi tówj [ojcu też nie podkreślało błędów] samochód do którego klucze znajdują się także w kopercie, mam nadzieję że błękitny   <Volkswagen Beetle> ci odpowiada.
A jeśli nie? Jeśli strzeli focha i zatupie nóżkami? Tatuś-żywiołak pokornie sypnie kasą i wyśle swych najlepszych ludzi na poszukiwanie wymarzonego modelu?


Nie będziesz chodziła do szkoły [hurrra, hurrra!], ale będziesz musiała pracować.
A toś mnie załatwił...


Wszystkie dokumenty sa jak się domyślasz w kopercie.
Fałszywe prawo jazdy i świadectwo ukończenia szkoły...


Będziesz pracowała jako sekretaraka [czyli tajemnica skorupiaka] najlepszego adwokata w Nowym Jorku.
I nikt cię nie zapyta o kwalifikacje! Jesteś Wodą! Pamiętaj!
Będzie stała w kącie kancelarii, w takim dystrybutorze z plastykową butlą. Szkoda, że nie jest żywiołem Piwa.


Pracujesz w poniedziałki, środy i piątki od 8:30 do 22:00.
Prawie czternaście godzin?
E tam, założysz się, że co chwila będzie dostawać wolne?
Nie, nie przyjmuję zakładu, bo wiadomo, że szefowie są tylko po to, aby dawać wolne.


Myślę że praca także ci odpowiada.
Zaraz założy związek zawodowy, oflaguje biurko i ogłosi strajk głodowy od 9.15 do 12.35
Raczej przerwę na lunch.
Lunch od 12.35 do 14.50.


Pamiętaj że Adam ma pokój nr260.
Jak to jej nachalnie przypomina. Muszą tam chyba siedzieć na samym dnie niżu demograficznego...


No i oczywiście nie zapominaj o tym że są ludzie którzy będa ci pomgać w misji i pilnować żebyś nie wpadła w tarapaty.
A idźcie z taką misją, podczas której wszyscy ją prowadzą za rączkę, pilnują, żeby się nie potknęła, fundują wypasione apartamenty i jeszcze podprowadzają ofiarę pod sam nos. Może dla odmiany odrobinka survivalu?
Hm… Pewnie dlatego czeka ją surowa kara, jeśli nie poradzi sobie z tak prostym zadaniem.


Wraz z lampką wina już chwiejnym krokiem powędrowałam w stronę sypialni.Nigdy nie miałam mocnej głowy. W butelce została połowa zawartości trunku, a ja jestem juz lekko wstawiona.
Nie martw się, wstawić się połową butelki wina - to takie raczej normalne, nie trzeba do tego szczególnie słabej głowy.
No, chyba że żywiołaki mają większą odporność na alkohol, w sumie niewiele wiemy o ich fizjologii ;)


Ehhh... położyłam kieliszek na szafce nocnej
Nie zważając na to, że skapujące resztki wina zaplamiły parchaty peruwiański dywan.
Cóż, w stanie wstawienia może się zdarzyć.


i nie wchodząc do łazienki ściągnęłam z siebie ubranie. Nie mając już na nic siły położyłam się do łózka. [...]
E-e, a obowiązek moczenia się co trzy godziny to poszedł się tarmosić?
Kontakt z wodą zrealizowała za pomocą wina.



Obudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Próbowałam go zignorować lecz niestety nikt się nie poddał.
Nikt. Ani ja, ani on, po prostu - nikt.
Im głośniej dzwonek dzwonił, tym bardziej go ignorowałam.


Związałam szlafrok i skierowałam się w stronę drzwi. Otworzyłam je, a w nich ukazał się mężczyzna w białej koszuli i białej muszce.
Spodni za to nie miał.



W rękach trzymał złotą tacę z dwoma [DWIEMA!] filiżankami [po co ta druga? Wprosić się chciał na herbatkę?], oraz dzbankiem, i kartką." Dzień dobry. Kazano mi panią obudzić o 6:30, ponieważ nie zgłosiła się pani wczoraj w recepcji prosze zgłosić się [bo jak nie, to wyciągniemy konsekwencje] dzisiaj musimy ustalić terminy sprzątania"
Niemowa?
Straszy czerwonym odkurzaczem i kartką.


-powiedział
A więc jednak gada?


robiąc firmowy uśmiech [z plasteliny], zabrałam od niego tacę i podziękowałam. Ehhh...
przesunęłam butelkę z winem na bok i położyłam na stoliku tackę. Nalałam do filiżanki herbaty, i wzięłam do ręki kartkę. "Dzień dobry skarbie, domyślam się że spałabyś do godziny 11, a dzisiaj jest poniedziałek i musisz iśc do pracy, nie zaponij papierów, miłej herbaty"
Znaczy, że to faktycznie miała być herbatka z kelnerem, inaczej życzyłby jej raczej “smacznego”.


przeczytałam wiadomość, oczywiście od ojca, przestraszyłam się lekko informacją że muszę isć dzisiaj do pracy i nie dopijając herbaty poszłam się przebrać.


Wzięłam szybki prysznic (tak, tak mam jacuzzi i prysznic)
Bo w eleganckim apartamentowcu należało się raczej spodziewać wiadra i miednicy.


i ubrałam wcześniej przygotowaną <sukienkę>. Zrobiłam lekki makijaż i rozpuściłam włosy.
Tej sukience, po tym, jak już ją ubrała.



Kancelaria szefa znajduje się Blisko CentralParku. Zaparkowałam blisko budynku w którym znajduje się kancelaria [i WCALE nie krążyłam przez godzinę w poszukiwaniu wolnego miejsca]. Weszlam do środka i przywitała mnie jedna z moich jak się domyślam koleżanek.
-Dzień Dobry. -powedziałam
-Dzien dobry. -opdowiedziała dziewczyna wyglądajaca na ok.19 lat.
-Jest może pan Mathiews?
-Imię i nazwisko. -powiedziała patrząc na mnie i lekko się uśmiechając. Widać że tez jest nowa.
A może to android, wymawiający tylko takie zdania, jakie jej zaprogramowali?
W takim razie właściciel powinien oddać ją do serwisu z zastrzeżeniem, że moduł uprzejmości trochę nawala.


-Juliette de'la Peazer. -powiedziałam, Megan, jak pisało na plakietce chwyciła za telefon wymawiając moje imie i nazwisko.
Najwyraźniej nic więcej nie mieściło się jej w pamięci.
Nawiasem mówiąc, sekretarkę “najlepszego adwokata w Nowym Jorku” wyobrażam sobie raczej jako kompetentną panią w średnim wieku, niż nastoletnią dziuńkę świeżo po szkole… ale ok, może do ich zadań będzie należało tylko parzenie kawy.


Odłożyła aparat i skierowała mnie w stronę potężnych dębowych drzwi. Zapukałam dwa razy wchodząc do pomieszczenia [i nie czekając na żadne “Proszę”].


Przede mną siedział mężczyzna na ok. 40 lat.
Na około czterdziestu latach siedział? A wygodnie mu było?
Na około czterdzieści lat został posadzony.


Pokazał ręką że mam usiąść i zabrał ode mnie papiery. [...] Spotkanie nie trwało długo. Dzisiaj były tylko "sprawy organizacyjne". Teraz mogę zająć się spełnianiem misji, albo odpoczynkiem.
Bo tak strasznie zmęczyłam się przyjazdem do pracy i rozmową z szefem.
Rozumiem, że nikt nie zainteresował się jej kompetencjami, więc nie zamęczali jej odpowiadaniem na listy klientów adwokata, żadnym grzebaniem w aktach i innymi takimi rzeczami, które są na porządku dziennym w kancelarii adwokackiej.
Szkoła, szkoła. Pierwsze lekcje zawsze są “organizacyjne”.




Z uwag odaŁtorskich:


Odniosłam wrażenie że trochę przesadziłam z tym
luksusem, no ale pomyślałam żywioł na to stać.
To córka przedstawiciela wody.
A woda to bogactwo - naturalne.


Juliet miała jeździć Porshe,
Czemu nie CHondą?


ale ten pomysł został mi rozradzony.
Rozrzedzony? Rozradowany?
Wyczuwam rusycyzm.



Po niedługim spotkaniu z szefem dziewczę wraca do siebie, a tu WTEM!

2.Będziesz jeszcze cierpieć.

Weszłam do mieszkania i chwilę później usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się chłopak opierający się o framugę drzwi.
- Dobrze jest, trzyma pion. Pani pokwituje.


Bez zaproszenia wszedł do środka i rozłożył się na kanapie.
Apartament natychmiast wypełnił odór rozkładu.


Wyciągnął z kieszeni papierosa i zapalił go. Zdezorientowana zamknęłam drzwi i poszłam w stronę owego "gościa" jeśli mogę go tak nazwać.
Nie, nie nazywaj go tak!



Wyrwałam mu papierosa, zgasiłam w rękach (używając trochę wody) -Aha, i tutaj się nie pali. -powiedziałam. On wyciągnął drugiego papierosa i bez użycia zapalniczki go zapalił.
-No to mamy problem, bo ja jestem ogniem. -powiedział i zmienił pozycję siedzenia.
Siedzenie przesunęło mu się na twarz. Papierosy są do dupy zakwilił.


-Nie udawaj że nie wiesz o co chodzi. Wodo. -powiedział dmuchając mi dymem prosto w twarz.
Wejście tak bucowate, że to musi być Trólower.


Zakaszlałam parę razy, a on podał mi wodę stojącą na komodzie.
...wazonik z kwiatami?



-Mie musisz się fatygować, bo to jest jasne że ja wygram, no wiesz XY, silniejsza płeć, mam nadzieję że coś z ciebie zostaje.
Jasne, facet. Powiedz jeszcze, że umiesz wnieść szafę na ósme piętro.
No ba. Co dzień rano, dla zachowania kondycji, śmiga sobie z szafą w tę i wewtę.


Rozumiesz śmierć w ostateczności. Normalnie jestem nawet miłym chłopakiem, ale wiesz dla ciebie nie mogę, a tą wodę to musiałem ci podać... no wiesz udusiłabyś się i misja skończyłaby się za szybko. A mi się tu bardzo podoba. Jak się domyślam ty także nie masz powodów do narzekania.
On też ma pokój z wanną i prysznicem?!
Dla niego - raczej pokój z kominkiem.


No przepraszam. -powedział i chwycił się za usta robiąc minę myśliciela. Ale wyszła mu małpa:


-masz jeden. Mnie. -powiedział pokazując na siebie. -Jak widać taatuś kogoś rozpieszcza. -powiedział znowu chwytając moją głowę i lekko ją kręcąc.
Ukręcił jej łebek i po sprawie.


Tym razem naprawdę mnie zdenerwował. Dałam ręce do tyłu i zrobiłam w nich wielką kulę wody, następnie rzuciłam nią z całej siły w chłopaka. Siła była tak wielka że Adam zatrzymal się dopiero przy ścianie.Cała woda spłynęła na podłogę.  Zaczął głęboko oddychać i stał się cały blady, jego czy także wyblakły, tak jakby zaraz miał umrzeć.
Taka mała ciekawostka jeśli oczy nie mają już kolorowej tęczówki to znaczy że osoba do której one należą nie żyje.
Co tam sprawdzanie pulsu czy oddechu - spójrz mu w oczy. Nawiasem mówiąc, to zdanie brzmi tak, jakby chodziło o oczy wydłubane i zamknięte w słoiku...



Ehh... Niech pozna moja litość.
Mieszkamy wszak na jednym piętrze!


Muszę jakoś wypełnić zadanie  Skierowałam dłoń w strone chłopaka, a wszystkie krople które po nim delikatnie ściekały utworzyły małą kulkę lewitującą obok mojej ręki. Z dużą szybkością pchnęłam kulę pod jego twarz, która natychmiastowa przybliżyla się do ściany, by uniknąc kontaktu z żywiołem.
No i nici ze zbierania kropli cierpienia ognia, czy jak tam w tej przysiędze było.
Hm, skoro bezpośredni kontakt z wodą jest dla niego tak niebezpieczny, to facet musi zabijać aurą...


Zaśmiałam się lekko widząc strach w oczach chłopaka, i skierowałam kulkę z wodą do wazonu, gdzie bezpiecznie ją opuściłam.
A kwiatki się zdetonowały od tego wszystkiego.


-Oj, widzę że muszę być bardziej czujny, bo jak widać foczka, zna parę sztuczek. Nie bój się... tygrys też coś potrafi. Zaprezentować?
Niech skoczy przez płonącą obręcz.


-Tak, poproszę. -powiedziałam, a on jedym ruchem ręki sprawił że obok nas pojaiła się wielka bańka.
Na mleko. I pojaiła się, czyli zniosła dużo jaj.
Mogła się jeszcze po-jaoić...


-Panie przodem. -powiedział, wyciągając przed siebe rękę pokazując abym weszła do tego... czegoś.
-Co ty planujesz? -zapytałam.
-Zaprawentować moje umiejętności w malym pojedynku,
I ciebie zdeprawować w bańce z jajami!
E, chyba nie będzie taka głupia, żeby tam wleźć?


chodź, nic nie ryzykujesz, no może życie. Hehe. Hehehehe. Taki żarcik, rozumiesz? Ten pojedynek nie jest dość bezpieczny.
A od kiedy to pojedynki są bezpieczne?


Wiesz, powalczymy trochę, a kiedy któres z nas powie stop, albo straci siły, to wtedy oznacza wygraną, chociaż ja bym na twoim miejscu na nią nie liczył.
-Nie licze na twoją wygraną, -powiedziałam wchodząc do bańki.
A jednak jest… *facepalm*


-A po kiego ta bańka? zaptałam.
- A po kiegoś grzyba. - Odpł.



-No wiesz. Masz takie urocze mieszkanko. Szkoda by było gdyby, ktoś ci je spalił.
Raczej się cwaniak zabezpiecza przed włączeniem alarmu pożarowego i zraszaczy ;)


Aha, i naprawdę nie chcę cię  TERAZ zabić.
Jasne, lepiej dać przeciwniczce czas na przygotowanie.


I rozumiem że ty mnie też.
No, ja bym go spytała w tym momencie, czy zna bajkę o Łodzi...


Wiec nie traktuj tego jako pojedynek na śmierć i życie. -powiedział akcentując słowo "teraz".Otoczył mnie ogniem który cały czas się powiększał, jedyne co mogłam zrobić to go oczywiście zgasić. Nie wiem skąd we mnie taka wielka moc. Nigdy nie mogłam stworzyć nawet  najmniejszej kropli wody. A co dopiero wielkiego strumienia.
A kto dopiero co lekką ręką gasił papierosy i rzucał w kolegę kulą wody?


-Pf... i co panno, za nisko sobie poprzeczkę postawiłeś?
I płeć przy okazji zmieniłeś...


Mógłbym teraz rzucić na ciebie kulę ognia i już bym wygrał, ręce masz zajęte gaszeniem ognia. -powiedział patrząc się jak nieudolnie próbuję zgasić to co jest wokół mnie.
Mógłbym, ale wolę ględzić. Korzystam, dopóki mogę, bo potem wrócę do swoich i znowu będę musiał mówić oficjalnym tonem przez całą dobę.
Ględzi tak, że chyba chce ją zanudzić na  śmierć.


Zrobiłam wielką kule, a następnie  nią zakręciłam robiąc wir wodny, okrążył on Adama, który dosłownie parę sekund temu był tak pewny siebie.
-No i co? Nie zajmiesz się wyparowywaniem wody?-zapytałam.
A może od razu ugotujecie sobie rosołek?


-Ty się lepiej zajmij gaszeniem, albo się poddaj. Bo ogień się rozchodzi. -ok, ma zajęte ręce na potrzymywaniu kręgu ognia wokół mnie, i jak widać nie użyje tego ognia na wodę która jest także wokół niego.
To teraz czekamy, które się pierwsze zmęczy...


Tylko że w tym problem że jemu ta woda nic nie robi, bo go nie dotyka, a mi ten ogień tak,
O, jaka ładna fraza! Gdy się ją szybko powtarza, to brzmi prawie jak po japońsku: a mi ten ogień tak; a mi ten ogień tak; a mi ten ogień tak.


strasznie tu gorąco.
Ugh. Musze coś zrobić. Ale nie mogę się poddać. Ehh.. co mi szkodzi.
Poddam się, a potem powiem, że to tak na niby!


Opuściłam dłoń zabierajc kulę z woda zpowrotem do siebie. Adam widząc że przymierzam się do ataku, także opuścił swoją dłoń, i tak samo jak ja zrobił kulę lecz z ognia. Jak się domyślacie rzuciłam w niego tą kulą, on niestety oddał tym samym.
Jak na opis walki żywiołów, to ten tekst jest bardzo drętwy.


Nasze kule spotkały się tworząc swoją własnę wojnę. Zasada jest prosta. Kto będzie bardziej skoncentrowany ten wygra.
Milenka miała jeszcze prostszą zasadę: “ten kto wygra poprostu wygra...(zachowano pisownię oryginału)


Niestety mimo wielkiego oporu, jaki wkładałam w moją broń,
Znaczy, montowała w tej kuli oporniki?


kula z ogniem powoli się do mnie zbliżała.



-Wiesz co? -powiedział, a ja się tylko na niego popatrzyłam. -dobra jesteś. Ale to nie znaczy że jesteś ode mnie lepsza.  Spójz na to. To moja kula zbliża się do ciebie twoja słabnie, moja się powiększa.
Może to nie była woda, ale benzyna?


Nie łudź się w tych rzeczach sa ważne trzy rzeczy, siła, skupienie oraz wiedza. Oczywiście jestem silniejszy. A wiesz czemu w naszym żywiole idzie się na misję od 18 lat? Bo mamy więcej czasu na naukę.
Dlaczego woda uczy się krócej? Bo jest bystra.



Np. takich zaklęć. Domyślam się że to co teraz robisz jest dla ciebie nowością.Dla mnie też.
Ups! Zorientował się, że wygadał za dużo...


Ale wiesz... mialem czas aby poznać to co może się stac.
...i spróbował naprawić błąd.


I oboje zostaliśmy obdarzeni właśnie takim czymś jak kierowaniem żywiołu.
Nieużywana, całkiem świeża Moc pojawia się nagle ku zdumieniu samych zainteresowanych.
A teraz proszę mi odpowiedzieć, czym zajmowały się żywiołaki w swoich szkołach, skoro panowanie nad żywiołem powinno być umiejętnością elementarną?


No nie jestem znowu taki zły, powiem ci coś co ci się może przydać. Tego nie będziesz miała zawsze, więc może być tak że pojawi się jakiś przystojny, seksowny i bezczelny chłopak [hmmm… czy kogoś ci to nie przypomina? - dodał, odrzucając w tył włosy] i tak jak teraz będziesz chciała w niego rzucić wodą, a tu nic się nie dzieje.
Na tę okoliczność polecamy nosić ze sobą poręczne plastikowe wiaderko.
Wodę można też transportować w lateksowych pojemnikach, które w razie pojawienia się przystojnego, seksownego i bezczelnego chłopaka mogą mieć jeszcze inne zastosowanie.
Podobno wchodzi dziesięć litrów, w połowie jedenastego pojemnik pęka z hukiem (źródło: J. Chmielewska, Autobiografia)


Wiesz to się pojawi tylko wtedy kiedy będzie nam to wyjątkowo potrzebne,
Dżizas, facet, ty walczysz, czy piszesz instrukcję obsługi?
Umiejętność “kierowania żywiołem wody” jest przydatne, gdy trafia się moczem do odpowiedniego naczynia - powiedział skrzat, stojąc nad bańką z mlekiem ;)


jak widać teraz jest nam to potrzebne, chociaż nie wiem po co.
AŁtorka też nie wie. Więc ględzi, byle dalej.


No ale cóż, ktoś kto sprawuje władze nad wszystkimi żywiołami stwierdził że przyda się nam taka "walka zapoznawcza".
Taki odpowiednik psiego obwąchiwania pod ogonem.


Nie będziesz żyła tak jak myślałaś, z zewnątrz masz luksus, ale zrobię wszystko aby w środku był bałagan resztki pizzy i brudne skarpetki, twoja dusza będzie rozerwana, a oczy będa krwawiły, taka jest moja misje i planuję ją wypełnić.
Wpierw jej uszy zwiędną, a szczęka wywichnie się od ziewania.
Krople cierpienia, to smuga śliny spływającej z kącika ust.



-powiedział a kula z ogniem była coraz bliżej, nie miałam już sił, ale nie mogłam się poddać, co to to nie, to uraziłoby moją godność.
A to się uniosła honorem!
Z krzesła.


Hmm... musze coś wymyślić, muszę, muszę...
-Ał! -krzyknęłam i zaczęłam głęboko oddychać, przykucnęłam i zrobiłam dziwną minę... no wiecie, taką przerażającą.


Jak widac złapalam na to Adama, gdyż opuścił ogień i podszedł do mnie.
Wspaniałomyślnie rezygnując ze zdobywania kropli cierpienia, choć niewykonanie zadania miało się dla niego skończyć śmiercią “albo czymś takim”.


Dotknął mojego ramienia. Co sprawiło że ciepło wydobywające się z niego przeszło przez całe moje ciało. W sumie, to myślałam że jak się dotkniemy to będzie straszny ból, a przyznam że jest to nawet przyjemne.
Przy pierwszym razie najważniejsza jest technika.


[Wycinamy długie akapity przekomarzanek na temat, kto jest lepszy i kto pierwszy powie “Poddaję się”. Przy okazji bohaterka celnie puentuje swojego przeciwnika: “Bardzo lubisz gadać. Właściwie to mało kiedy siedzisz cicho”. Nic dodać, nic ująć. W każdym razie, w końcu znudziło jej się to ględzenie i…]



-Liczę do trzech, i albo sie tutaj nie ma, albo twoje nogi z których możesz zrobić użytek, będa pokryte wodorem oraz tlenem.
Ale tak osobno? A jak wybuchnie?


Raz... Dwa... ... ... Dwa i pół... Dwa i trzy czwarte!
Dwa i siedem ósmych! I trzynaście czternastych! I siedemnaście dwudziestych piątych! No, pójdziesz wreszcie, czy nie, ile mam liczyć?!


Chcę się przebrać i iść spać
Ta niewinna sugestia, że zdejmie odzież i wskoczy pod kołdrę. Może być pewna, że od tego Ogień uroni krople cierpienia.
Masz rok na dręczenie mnie! Daj spokoj pierwszego dnia!
Może chce załatwić sprawę szybko, wrócić do siebie i mieć święty spokój?


Właściwie to myślałam że będzie gorszy. Teraz jest bardziej złośliwy... Ale tak mile złośliwy. Mógłby, Robić ze mną co chce.
Męcz mnie, dręcz mnie ręcznie, mmmm...


Taka jest niestety prawda. Tylko udaję silną. Ale on tego nie robi. W końcu jak sam mówił na początku, teraz się z tobą podroczę, później będziesz cierpieć.
A ty mu tak wierzysz na słowo...


-No to do jutra, i dobrano... nieważne. -powiedział wychodząc.


____________________________________
Wiecie co? Ja miałam już tu nic nie pisać!
Wiem że zaczyanam zawalać, ale to nie moja wina!
A czyja?


Z wypasionego apartamentu w Nowym Jorku pozdrawiają: Kura z butelką czerwonego wina, Babatunde na pozłacanym balkonie i Jasza z dwiema filiżankami herbaty,

a Maskotek pluska się w jacuzzi, wyśpiewując szanty.

14 komentarzy:

Anonimowy pisze...


http://i39.tinypic.com/2edzh46.jpg

To tak jeszcze do poprzedniej analizy. Wyrafinowane kobiety są wszędzie!
Tymczasem biegnę czytać nową analizę!

Anonimowy pisze...

Butelka czerwonego wina dla osoby która wskaże mi miejsce pochówku zamordowanych w tym opku Sensu i Logiki. Pochwalne haiku dla tego, kto wyjaśni o czym to jest, bo pogubiłam się już w przedprolożu prologu.

A tak zupełnie z innej beczki, to mam wrażenie że tekst " Raz... Dwa... ... ... Dwa i pół... Dwa i trzy czwarte!" zasponsorowała ekranizacja "Więźnia Azkabanu"(przyczajony Harry, ukryty Potter?)

Ejżja

Kazik pisze...

@ Ejżja
Ałtorka sama nie wie, o czym właściwie pisze, więc będzie trudno, ale spróbuję:
Żywiołaki mają określone zadanie do wykonania, za których niewypełnienie grozi kara. Jest żywiołaczka wody i żywiołak ognia, i oni mają zdobyć łzy tej drugiej osoby, a żeby te łzy można było zdobyć, to trzeba dręczyć ofiarę psychicznie, pewnikiem uwieść i złamać serce, o. Poza tym ona jest prawniczką na krzywy ryj i musi się moczyć minimum co dziesięć godzin, o czym ałtorka nie będzie już nigdy pamiętać.
Czy coś.

Mam nadzieję, że pomogłam, czekam na haiku.

" -Nie udawaj że nie wiesz o co chodzi. Wodo. -powiedział dmuchając mi dymem prosto w twarz.
/Wejście tak bucowate, że to musi być Trólower./"
Dziękuję, dziękuję pięknie za ten tekst! Esencja esencji!

Bardzo cieszę się z nowego załoganta, który spisuje się nad wyraz dobrze, a jego komentarze cieszą i bawią. Miłego rejsu!

Z wyrazami szacunku
Kazik

Dzidka pisze...

"Raz, dwa, dwa i połowa, liczę od nowa!" to mój braciak już trzydzieści parę lat temu mawiał :)Analiza miodna, siedzę w kafejcę i rżę nietaktownie jak młoda kobyła. To znacy rżę jak młoda kobyła, nie nietaktownie jak młoda kobyła!

Anonimowy pisze...

@Kazik :
Dzięki za streszczenie :)
A oto całkowicie aliterackie haiku

Patrzy Kolonas
Wielki Kazik treść opka
Tu objawił nam!

Ejżja

Anonimowy pisze...

Zwiastun tego blogaska sprawił mi ból. Nie dość, że wykorzystała moje ukochane "Bring Me To Life", to jeszcze włożyła słowa Dominika z "Sali samobójców" w usta Joe Jonasa. Idę płakać w kątku.

Hasło: olingsNo. Mówi samo za siebie.

Blinketka

Skipper pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

i szwagier Antka kobity siostry rodzonego syna.
neopogański happening artystyczny Stacha z Warty.
czterdziestu latach siedział? A wygodnie mu było?I Kolonas!

Fajne!
Ałtoreczki to też żywioł.

Chomik

Anonimowy pisze...

Ależ to było bzdurne. Styl wypowiedzi tych postaci... Jezu... tak ciężko cokolwiek zrozumieć.
" Spójz na to. To moja kula zbliża się do ciebie twoja słabnie, moja się powiększa. "
Automatycznie przeczytałam tę wypowiedź głosem kolesia z reklamy Old Spice.
- Spójrz jeszcze raz. Siedzę na koniu.

A~

Borówka pisze...

Ach, te dynamiczne i wciągające opisy starcia ognia z wodą...
Czekam niecierpliwie na drugą część :)

Anonimowy pisze...

"A od kiedy to pojedynki są bezpieczne?"
Może na LARPach są. Pojedynki na atestowaną broń. Z karimaty.

Anonimowy pisze...

Hehehe! Strasznie bzdurne i naiwne. Niestety tez bardzo przykre - sam pomysł ma potencjał by mógł się przerodzić w pełną akcji i wzruszeń szmirę. Wiecie, taką do przeczytania na raz i zapomnienia. Niestety mamy tutaj do czynienia z drewnianymi bohaterami, dialogami i zawiązaniem akcji (oraz romansu...). Co to za misja, w której wszystkie żywioły znają nawzajem swoje posunięcia, i prowadzą swoich, ekhm, reprezentantów za rączkę. Przecież byłoby dużo ciekawiej, gdyby takiego żywiołaka zesłać gdziekolwiek na Ziemię i dać rok na odnalezienie i pokonanie przeciwnika, dodatkowo nie zapewniając mu gładkiego startu. Bo rozumiem, że ta misja nie ma na celu stricte zabicia/unieszkodliwienia przeciwnika, tylko raczej jest to swego rodzaju 'test' na prawowitego członka klanu, amiright? Czyli z samego założenia tej misji powinna wynikać stuprocentowa samodzielność. Bo gdyby to miało służyć li i jedynie zabiciu/likwidacji celu to wysłaliby raczej swojego najlepszego asasyna, a nie uczniaka, świeżo po szkoleniu (i to jeszcze takim, po którym młody nic nie potrafi...)
Dziękuję, ubawiłam się, ale też i zasmuciłam widząc, jak bardzo niektórzy potrafią pogrzebać nawet fajną koncepcję.
Trzymajcie się ciepło
Aartz

Anonimowy pisze...

O rany. Żywiołaczka z milionem mocy, którą troskliwy tatuś prowadzi za rączkę przez superważną misję, co krok wysyłając liściki oraz organizując pracę, budzenie i herbatkę. To nawet szkolenia zwykłych ludzkich komandosów, bez żadnych supermocy są bardziej wymagające (na przykład zostawia się klienta w nocy w środku lasu, w więziennym pasiaku, mówiąc, że za dwa dni ma się zameldować z powrotem).

A do tego chamski buc, który pali w pokoju bez pozwolenia i jeszcze dmucha dymem w twarz określany jest jako "mile złośliwy". Krrrrwi! (ostatecznie może być czerwone wino)

Anonimowy pisze...

"Jako córka przedstawiciela żywiołu nie ośmieszę go [ojca?] i nie naruszę żadnej z zasad jakie obowiązują w tym żywiole.
Na przykład prawa Archimedesa."
Albo prawa powszechnego ciążenia c:

Jestem w trakcie czytania analizy, ale zapowiada się ciekawie c:

Pozdrawia übercharged ze strefy niezalogowanych

PS.: Hasło insinuate sssrae. Ktoś insynuuje coś o Voldku?