OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

piątek, 18 lutego 2011

35. Pokaźna wimperga, czyli Mordercze buty


Macie ochotę na kolejną wycieczkę do głowy ałtorki, mili państwo?
Onet funduje, SuS zapewnia transport, Bużum i Bura oprowadzają! Dalej, dalej, zmieścimy się wszyscy! Pasy zapięte? Plastikowe woreczki, tak na wszelki wypadek, przygotowane? Odjaaazd!
 
Drodzy Czytelnicy! W momencie publikowania notki, całkowitym przypadkiem okazało się, że pierwsza część opka jest plagiatem. Oryginał dostępny TUTAJ. Część dalsza natomiast zawiera milion cytatów z Meyer i żadnego samodzielnego opisu...
 
 
Noc spowiła całą okolicę. Nieliczne latarnie, niczym gwiazdy wskazywały drogę pośród gęstej mgły. Tętno miasta umilkło.
I tak powstają Nekropolia.
 
Biegnąc widziałam, jak z moich ust wydobywa się para, która po chwili zamarza tworząc niezwykłą mozaikę.
Mnie osobiście zaniepokoiłoby to zamarzanie, pal licho mozaiki…
Para... Tak sobie myślę, że chodzi o to, że aŁtoreczce mózg paruje, a na dworze, cóż, na dworze musi być siarczysty mróz. Dobrze, że te mozaiki nie świecą jak miliony monet!
 
Muszę uciekać. Muszę gdzieś się schować- myślałam gorączkowo.
Najciemniej pod latarnią, mówią.
No proszę, gorączka- mózg paruje jak nic!
 
Biegłam na oślep, kierując się tylko intuicją. Po dłuższej chwili przystanęłam koło latarni wycieńczona długim dystansem jaki pokonałam.
Maraton Od Latarni Do Latarni. Bez brzydkich skojarzeń, proszę.
Ona się po prostu zasugerowała Twoją opinią. Myślę, że potrafi spoglądać w przyszłość i analizę przeczytała już z pół roku temu.
 
Czułam, jak moje serce uderza w zawrotnym tempie. Teraz jednak o tym nie myślałam. Całą uwagę skupiłam natomiast na cieniu, który znienacka pojawił się koło mnie.
Gęsta mgła. Ja tylko przypominam!
 
Z wielkim wysiłkiem uniosłam głowę. Stał za mną i mierzył do mnie z pistoletu. Padł głuchy strzał.
Ślepaki? To by wyjaśniało, dlaczego musiał podejść tak blisko.
Nie no, z tłumikiem chyba. Ciekawe czy ucieknie jak ją zabiją...
 
Uskoczyłam w ostatniej chwili, rozpaczliwie rzucając się do ucieczki. Czułam jak każdy z moich mięśni buntuje się przed dalszym biegiem. Mimo tego motywacja i cel jakie mną kierowały były silniejsze niż jakakolwiek inna przeszkoda.
Ten kierujący Cel… Taak, mógł być silny, skubaniec.
Albo miała kiepską kondycję, albo... nie wypiła Red Bulla?
 
 
Jakaż było moja ulga gdy zobaczyłam fasadę katedry. Miałam nadzieję, że wreszcie znalazłam azyl, jakieś bezpieczne miejsce. Biegłam ile sił w nogach starając się ukryć przed wzrokiem potencjalnego zabójcy.
Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że nawet niedoszłego… Ale co ja tam wiem.
 
Po chwili stałam już przed portalem zakończonym pokaźną wimpergą. Nieśmiało a zarazem zdecydowanie wkroczyłam do środka.
Jedna noga przytupywała w miejscu, zastanawiając się, co to u licha była wimperga, podczas gdy druga, z głośnym okrzykiem „ do diabła z wimpergą!” przekroczyła próg.
 
Ortodoksyjni katolicy zawsze dbali, by ich budowle odznaczała zarazem chęć i przywiązanie do tradycji jak i nowatorskie a czasem wręcz niekonwencjonalne sposoby ornamentyki.
Chęć, choćby nie wiem, jak bardzo, nomen omen, chciała, nie może odznaczać budowli. Poza tym, to nieładnie.
A btw- kwiik!
Ale to chęci ortodoksyjnych katolików! U nas wszystko można.
 
Wolno posuwałam się w stronię ołtarza. Racjonalizm kazał mi puścić się pędem naprzód i szybko schować.
Racjonalnie rzecz biorąc- zagrożenia nie było. Niezły panikarz z tego jej racjonalizmu.
Ja tam bym do przodu nie biegła. W zakrystii na pewno czeka na nią Buka. Chociaż za „fasadą katedry” stoi potencjalny morderca. Cóż począć, pani Goździkowa? Cóż począć?
 
Ja jednak dałam się ponieść urokowi chwili. Chwili która mogła być moją ostatnią.
Jakiś facet ze spluwą ściga ją, próbując zabić, nieudolnie, fakt, ale jednak, a ona podziwia wnętrze Kościoła. Artyści!...
 
Podziwiałam cudowne freski i witraże w których jakże wielu artystów znalazło ujście swoich emocji.
O, jakże!...
 
Czułam się zmęczona i zblazowana.
Tak, to zrozumiałe.
 
Klęknęłam, ale nie po to żeby się modlić raczej po to żeby odpocząć.
Od klęczenia bolą kolana. Proponowałabym leżenie krzyżem. Kręgosłup odpocznie...
 
Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi. Momentalnie podjęłam decyzję o ucieczce , ale mój oprawca był szybszy i po chwili już leżałam, czując przenikliwy ból. Wiedziałam jednak, że najgorsze ma dopiero nastąpić. Z trudem podniosłam powieki. Zobaczyłam ślady krwi na mojej białej koszuli.
Głupia, głupia, głupia. Wiadomo, że w białym każdy ją zobaczy, gdziekolwiek by się nie schowała!
Oj, jak wróci do domu to sobie wypierze.
 
Ciemiężyciel, który teraz przypominał raczej obłąkane, żądne krwi zwierze szedł ku mnie wolnym krokiem a donośny tupot jego stóp odbijał się echem.
A wtedy, na ulicy, podszedł do niej bezszelestnie… Konwencja nie śpi.
Hm, poza tym on ją przewrócił. Tak przynajmniej wynika z wcześniejszych zdań... Logika tez wzięła urlop? Skubana!
 
Był to dobrze zbudowany mężczyzna pokaźnego wzrostu. Jego wiek trudno mi było oszacować, ponieważ ciemny płaszcz stanowił dobry kamuflaż i zlewał się z otoczeniem
Ale dyskretnie uwydatniał jego muskulaturę. Brawa dla projektanta!
Tró płaszcz. Swoją drogą twarz też mu zakrywał?
 
- Dlaczego to robisz?- zapytałam nienaturalnie chłodnym głosem.
Uf, temperatura mózgu spadła do zera. Absolutnego na dodatek.
 
Napastnik jednak pewnym krokiem posuwał się naprzód w milczeniu. Wpadłam w popłoch odczuwałam jak emocje biorą górę nad racjonalnym myśleniem. Prym wiodły panika i histeria. Tętno mojego serca gwałtownie się zwiększyło.
Logika podpowiada, że szybciej się wtedy wykrwawi. Cierpliwości, poczekajmy…
Wątpię. To w końcu bohaterka opka.
 
 
Teraz było to co najmniej prestissimo.
... a nie mówiłam, artystka.
 
Nie byłam w stanie uciekać. Oparłam się na rękach, ale oprawca kopnął mnie tak mocno, że zwinęłam się z bólu. Powtórzył kilkakrotnie tę czynność, aż w końcu moje oczy zaczęły się zamykać. Ostatnim obrazem, który zapamiętałam jako człowiek była para męskich, czarnych butów, podchodzących do mnie, a potem była już tylko ciemność.
Chuck Noris to był, jak nic. Jeszcze do niej nie podszedł, a już zdążył ją skopać do nieprzytomności.
A nie, on ją skopał na boso, a potem zawołał swoje buty. To na pewno była para jakiś drogich i burżujskich, nie chciał ich krwią pobrudzić.
 
Sam fakt, że podniosłam powieki był dla mnie niezaprzeczalnym dowodem, że wróciłam do swojego ciała.
No cóż, niekoniecznie. Pamiętajmy o reinkarnacji...
Czy to coś podobnego do, no... wimpergi?
 
Jako nieustępliwa racjonalistka zawsze kierowałam się wyłącznie dowodami. Rozejrzałam się. Mrugnęłam kilkakrotnie, a oczy przyzwyczaiły się do kolorystyki, którą widziałam.
Biorąc pod uwagę, że najprawdopodobniej znalazła się w szpitalu, ową kolorystykę można streścić w słowach „biel z odrobiną bieli”.
Nie zapominajmy o czerwieni na koszulce. Wątpię, by po drodze wstąpiła do domu ją uprać. Przecież by schła kilka godzin!
W tym miejscu kończy się plagiat nr 1. BTW, oryginalna autorka opisała pomieszczenie, w którym znalazł się bohater (tak, to był mężczyzna) istotnie jako jarzące się wieloma kolorami.
 
Spojrzałam na sufit, na którym były szpitalne lampy. Widziałam jak na dłoni jarzące się pręciki ich żarówek.
Ałtorka wie, co to jest wimperga, ale o czymś takim jak powidok najwidoczniej nie słyszała.
Czepiasz się. Biedna, najprawdopodobniej nie jest człowiekiem, a Ty dalej swoje. Bezduszna, albo bezcielesna kobieto! (możesz sobie wybrać wersję, która bardziej Ci odpowiada)
 
W samej bieli jaskrawego światła dopatrzyłam się wszystkich kolorów tęczy, a na obrzeżach nawet widma ósmego koloru, dla którego nie miałam nazwy.
Oktaryna, pani droga. Gratuluję, jest pani magiem.
 
Poza łuną, w ciemnych deskach drewnianego sufitu, rozróżniłam wszystkie słoje i prążkowania. Poniżej w powietrzu unosiły się odrobiny kurzu – każda, niczym księżyc, o jasnej i ciemnej stronie. Niezliczone miniaturowe planety wirowały wokół siebie w niebieskim tańcu. Kurz był tak piękny, że zszokowana wciągnęłam głośno powietrze przez usta.
… co ona brała? Kto jej to sprzedał i gdzie go można znaleźć?
Roztocza. Też chcę je widzieć. Zwalczyłabym dziadostwa! Kurczę, Bużum, jutro idziemy do kościoła i spróbujesz mnie zabić, koniecznie w czarnych butach i płaszczu (co, gorąco jest? Oj, pomogłabyś koleżance!). A potem wrócę grzecznie do domu i się ich pozbędę. Jak Ci się podoba mój pomysł?
Dobry. A białą koszulę masz?
 
Ze świstem przemknęło przez moje gardło, a drobinki w pobliżu moich ust przyspieszyły. Poczułam się dziwnie – coś było nie tak. Zastanowiwszy się nad tym, uświadomiłam sobie, że wdech nie przyniósł ulgi. Nie potrzebowałam już tlenu. Świerzy jego napływ był teraz moim płucom zupełnie obojętny. Nie musiałam już oddychać, ale sprawiało mi to przyjemność.
Co cię niepokoi? Cytat z Johnny’ego Deppa : „Brak oddechu.”
 
Świeżego.
A szkoda. „Mała ty wiesz, dławi mnie tlen, a każdy dzień wymyka się...” Naprawdę szkoda.
 
 
Posmakować tych przeuroczych drobinek kurzu. Wykwintnego bukietu jedwabiu.
Kwiiik! O, błagam!
Hm, ciekawe. A ten kurz to smaży czy raczej gotuje?
 
Mieszanki powietrza zastałego i chłodniejszego wpadającego przez uchylone drzwi.
Zastałe powietrze? Aż do słownika zajrzałam... Najbardziej pasuje tu „o zdarzeniu, zjawisku: nastąpić w niespodziewanym, nieodpowiednim momencie”, bo skoro oddychać nie musi to powietrze wybrało sobie niezbyt odpowiedni moment na wpadanie z sąsiedzką wizytą!
 
Przede wszystkim jednak, mogłam się rozkoszować fantastyczną wonią, przywodzącą na myśl miód i nagrzane słońcem kwiaty bzu, która była najsilniejsza w pomieszczeniu, a zarazem biła od czegoś najbliższego mnie. Obserwujący mnie mężczyzna też zaczął oddychać, a jego oddech mieszał się z ową najcudowniejszą z woni, wydobywając z niej nowe pokłady piękna. Cóż się w niej jeszcze kryło prócz miodu, słońca i bzu? Cynamon, hiacynt, gruszka, woda morska, piekący się chleb, wanilia, wyprawiona skóra, jabłko, mech, lawenda, czekolada…
Skreśl słowo, które nie pasuje. Wyprawiona skóra?...
A może to amortencja była? Swoją drogą aŁtoreczka mogłaby zajrzeć do słownika- garbowana skóra!
 
Tyle porównań, ale żadne nie do końca trafione. W każdym razie coś kojarzącego się jak najlepiej.
WYPRAWIONA SKÓRA?!
Garbowana.
 
Ponownie otworzyłam oczy, a moim oczom ukazał się mężczyzna o mlecznym odcieniu skóry, który kontrastował z kasztanowo-czarnym kolorem włosów, które akurat w tym momencie były ułożone w harmonizujący nieład.
Całkiem btw- zazdroszczę bohaterce. Co otworzy oczy, pochyla się nad nią inny mężczyzna. Cyk, długowłosy gitarzysta, cyk, blondyn z bukietem kwiatów, cyk, Rodrigo Gonzalez… No co, no co?
Harmonizujący nieład? Hm, a to się czasem nie wyklucza? Poza tym B. - Rodrigo ok, ale blondyn? Fuj ;)
 
Duże, wyraziste oczy, okrążone wachlarzem grubych i długich rzęs spoglądały na nią bacznie, jakby chcąc przewiercić jej duszę na wylot.
W pewien upalny dzień para Wyrazistych Oczu spędzała w szpitalu. Zgodnie z najnowszymi trendami w ręku dzierżyła wachlarz z grubych i jakże długich rzęs. I niestety wszyscy lekarze i wszystkie pielęgniarki dały się nabrać na ten niewinny i dziewiczy wygląd. Nikt nie spodziewał się najgorszego- prawdziwej tożsamości Wyrazistych Oczu! Nikt też nie spojrzał za piękny wachlarz! A gdyby zajrzał, ukazała by mu się dorodna... wiertarka! I tym sposobem Wyraziste Oczy popełniły zbrodnię, najstraszliwszą z najstraszliwszych- przewierciły duszę! I jaki z tego morał? Nie wchodź po zmroku do lasu, bo Bob Budowniczy czyha!
 
Wysportowaną budową ciała przypominał mistrzowsko wyrzeźbiony posąg Adonisa. Uroku dodawał mu olśniewający uśmiech (składający się z bielszych niż śnieg zębów) i smukłe dłonie pianisty. Wysoki i przystojny, z twarzą, której mógłby pozazdrościć niejeden zawodowy model, a jego idealnie zarysowana męska, kwadratowa szczęka oraz smukły i prosty nos nadały mu jeszcze więcej uroku.
Jeszcze szczypta tego uroku i złamałoby mu kręgosłup. To co, dorzucamy coś jeszcze? *szatański chichot*
Świecenie skóry? *buahaha*
 
 
- Nareszcie… - powiedział – A już się bałem, że nie zdążyłem… - brzmienie jego głosu mogłabym opisać jako wręcz erotyczny baryton z aksamitnym tembrem
Trrrach!.. A nie mówiłam?
Co to? Edward czy ki diabeł? Chociaż skłaniam się ku Szatanowi, bo Edward filmowy... no po prostu na zawsze pozostanie mało atrakcyjnym Cedrikiem!
Chociaż o gustach się nie dyskutuje...
 
– Teraz mnie posłuchaj i przez najbliższe parę minut postaraj się nie przerywać, dobrze? – skinęłam powoli głową, wciąż będąc pod urokiem jego głosu, jednak jego słowa docierały do mnie bardzo wyraźnie – Nie jesteś już człowiekiem. – oznajmił dobitnie – Jesteś istotą lepszą, od tej ludzkiej marnoty. Jesteś wampirem. Zapamiętaj to i bądź z tego duma. – większość jego zdań była zbudowana pojedynczo, ale sądzę, że to miało tylko podkreślić ważność tych słów.
On jej mówi,że nie jest człowiekiem, a ona tu z gramatyką wyskakuje?
Skubana!
Nagła śmierć Panny Racjonalnej. A to tylko dlatego, że zobaczyła duże, wyraziste oczy! Zatrzepocze taki swoim długim wachlarzem i siup- cały racjonalizm na śmietnik!
 
Zaraz, zaraz… On powiedział wampirem? – Tak, powiedziałem, że jesteś wampirem. Wiąże się z tym wiele przywilejów i znacznie mniej reguł.
A mamusia nie mówiła „nie właź do cudzego umysłu”? Zwłaszcza z butami! Ech, te dzisiejsze wampiry...
Niewychowane, pani.
 
Najprawdopodobniej otrzymasz dar, który będziesz mogła wykorzystać jak tylko będziesz chciała. Pamiętaj, że jeżeli zabijesz wampira bez powodu, będziesz miała sprawę w sądzie wieczornym i będziesz sądzona według wampirzego prawa, które zawiera zaledwie kilka zasad. Wyrok wydaje Rada Nadzorcza.
Rada Nadzorcza, jak Bora kocham! A zatwierdza Prezes, za zgodą Zarządu?

Na swoje pierwsze polowania będziesz się wybierała ze mną, bo będę musiał nauczyć cię kilku sztuczek. Stwierdzisz też, jaka krew najbardziej ci smakuje.
Osobiście nie polecam rozsmakowywać się w 0Rh-, bo nieczęsto się zdarza.
Natomiast 0Rh+ nie jest zbyt smaczna.
 
Możesz spokojnie jeść ludzkie jedzenie, jednak jest ono rozpuszczane w jadzie, który krąży w twoim ciele.
O, to ja też tak mam! To się nazywa soki trawienne? Co prawda nigdzie nie krąży, no, ale...
 
Jak każdy wampir masz krew i ta krew jest bardzo cenna na ludzkim czarnym rynku. Działa jak narkotyk.
Znaczy, uzależnia? Wyobraźmy sobie takiego uzależnionego, który zrobi wszystko, żeby zdobyć trochę ' tego cudeńka' i niestraszne mu kły i inne takie... Macie to?
 
Jeżeli będzie w ogromnej potrzebie finansowej, to sprzedaj ze trzy fiolki, a będziesz ustawiona na najbliższe pół roku.
Kurczę, też tak chcę! Po co pracować po dwanaście godzin dziennie? Po co się wysilać? Trzy fiolki!
 
Nie możesz pobierać jednak więcej, niż jedną fiolkę miesięcznie, ponieważ może cię to zabić.
Ale trzy na pół roku utrzymania starcza, czyli jakby porobić małe zapasiki...
*zakłada okulary przeciwsłoneczne, bo razi ją blask symboli dolarów, które zapaliły się w oczach Burej*
 
Wielu z nas w ogóle tego nie robi…
Moglibyście mi w takim razie pomóc? Krew za krew! Nikt nie będzie głodny. Mam bardzo pożywną krew. Serio- serio.
 
 
A, i jeżeli będziesz chciała pobrać sobie krew, to musisz mieć specjalne igły. Najlepiej zgłoś się po nie do mnie. Wampir może zginąć od trzech rzeczy: od ognia, od porwania jego ciała na kawałki i od zbyt częstego pobierania krwi. Światło słoneczne, krzyże, woda święcona, srebro, drewniane kołki…
No tak, a te 'specjalne' igły to chyba aluminiowe...
 
To wszystko mity, wymyślone na naszą potrzebę. Jednak nie radzę ci się pokazywać na słońcu jako starszy wampir, później zrozumiesz dlaczego.
Będzie sparklesić jak szalona.
Biedactwo...
 
A… I widać nas na zdjęciach i w lustrach. Chyba wszystko… Jak coś mi się przypomni, to ci powiem. A teraz mi się przedstaw. – to nie była prośba
- Jestem Vi… Vida Shay Shadow dokładnie, i za dwa tygodnie skończę pieprzone dziewiętnaście lat. – powiedziałam i zauważyłam, że mój głos strasznie się zmienił. Nie był już taki wysoki i brzmiał cholernie seksownie.
Słówko 'pieprzone' dodaje tyle seksapilu...
Wiesz, dodawać pieprzu to jak dodawać pieprzyku, co z kolei równa się dodawać pikanterii. A jak jest pikanteria to i seksapil się znajdzie. Ech, te równania z niewiadomymi...
 
- Ja jestem Sky, mam ponad półtorej tysiąca lat. Moim darem jest teleportacja.
Jestem Bura, mam ponad osiemnaście lat. Moi darem jest przemieszczanie się na kilkucentymetrowych szpilkach.
Toż to prawie to samo!
 
Na razie tyle powinno Ci wystarczyć. – powiedział – A teraz chodź. Trzeba cię jakoś ubrać. Podejrzewam, że przez najbliższe kilka miesięcy będziesz się trzymać koło mnie, więc urządziłem ci pokój, a moja gosposia kupiła ci jakieś ubrania.
Niech zgadnę- przypadkowo wszystkie czarne i koronkowe?
I seksowne, z dozą pieprzu, tudzież pikanterii.
 
Zapomniałem ci powiedzieć, że od teraz twoje ludzkie lata się nie liczą. Można powiedzieć, że jesteś noworodkiem. Na start otrzymasz ode mnie kartę z dwoma milionami dolarów.
O, jak miło z pana strony, panie Sky. A na cholerę mi pan mówił o tym oddawaniu krwi?
Nie wiesz? Bohaterki bardzo szybko wydaja pieniądze. Można wręcz powiedzieć, że odwrotnie proporcjonalnie, co aŁtorki.
W przyszłym wcieleniu chcę być Mary Sue.
 
Jeżeli zabraknie ci czegoś, ktoś cię skrzywdzi, mam od razu o tym wiedzieć. Od tej chwili jestem twoim ojcem, bratem, opiekunem, mężem, obrońcą, przyjacielem, kochankiem...
Ja nie wiem, co na to wampirze prawo, ale u ludzi dwa pierwsze określenia plus ostatnie równa się paragraf...
O.o    To się nazywa zboczenie!
 
Zapamiętaj. Twojej rodzinie powiedzieliśmy, że spłonęłaś w pożarze, więc jak chcesz, to będziemy mogli pójść na twój pogrzeb. Zawsze mnie to bawiło. – stanęliśmy przed dwuskrzydłowymi hebanowymi drzwiami.
„Spłoniesz nim odpalę lont” ^^ A potem się dziwią, że wampiry błyszczą!
... czarnym humorem.
 
Sky pchnął je delikatnie, a moim oczom ukazał się przepiękny apartament… Bo pokój to na pewno nie był. Sypialnia, salon, łazienka, kuchnia… I wszystko takie ogromne…
Wielofunkcyjni są. A to już drugi przykład, proszę państwa.
 
- Dziękuję… - powiedziałam i skoczyłam na niego, nogami oplatając go w pasie, a ręce zarzucając na szyję. Chwycił mnie za pośladki tak, żebym nie spadła i wręcz zmusił do zejścia z niego
Ciągnął ją za te pośladki? Jak inaczej chciał zmusić do zejścia...
Szkoda, że nie mogła zejść z tego świata. Chociaż raz!
No, gwoli ścisłości byłby to już drugi. Przecież nie oddycha!
 
- Nie ma za co… - powiedział – A na takie rzeczy będzie jeszcze czas… - dodał ze szczerym uśmiechem na twarzy – A teraz przebierz się szybko, po wychodzimy…
Na jakie? Chwytanie się za pośladki? *idzie po czerwony kwadracik*
Szczery uśmiech? O, chłopie, naiwną sobie znalazłeś, myślisz?... A tak, faktycznie.
 
- A jak mam się ubrać? Jakoś elegancko, skromnie? – spytałam po chwili namysłu
- Kusicielsko… - odpowiedział Sky i usiadł w fotelu przy kominku
- To ja jeszcze prysznic wezmę… - ciemnowłosy przewrócił oczami, a ja zachichotałam i w wampirzym tempie się umyłam. Weszłam bezpośrednio do sypialni i zachwyciłam się garderobą. Nie ma co… Gosposia ma gust… W końcu wybrałam czarną sukienkę przed kolano, czarne rajstopy ze szlaczkiem z tyłu. Do tego czarne szpilki na i oczywiście czarne, krótkie futro z jakiegoś zwierzęcia.
Czerń, czerń, czerń! Zawsze modna, zawsze mroczna!
… rzekła Bużum w wampirzym tempie.
 
W momencie, w którym poczułam zapach futra, zrobiłam się głodna… Zrobiłam jeszcze szybki ciemny makijaż i przejechałam po ustach ostrą, czerwoną szminką. Chwyciłam małą torebkę i wolnym krokiem wyszłam z sypialni, kręcąc kusicielko biodrami.
- Może być? – spytałam Sky’a
- Te kusicielskie biodra wyrzuć. Nie są czarne!
 
- Wyglądasz pięknie… - szepnął mi wprost do ucha, nagle znajdując się za mną i obejmując mnie w talii.
Teleportacja, jednak nie taki głupi pomysł...
 
- Mogę mówić do ciebie kochanie? – spytałam bez namysłu - Oczywiście, kotku… - mruknął, a świat rozmazał mi się przed oczami. Po chwili staliśmy przed wejściem do jakiejś knajpki i Sky zdążył mi jeszcze szepnąć, że jakby coś, to się nie znamy…
- Mogę ci mówić 'kochanie'?- Ależ oczywiście, kiciu, ale jakby co, to się nie znamy... Nie wiadomo co, czyli romantyczność!
 
Nie powiedział nawet jak ma wyglądać to polowanie! Oczywiście znałam legendy, ale to nic w porównaniu z realnym światem… W końcu postanowiłam zdać się na instynkt.
Legenda o Polującym Wampirze. Dratewka się chowa!
 
Weszłam i przeleciałam wzrokiem po pomieszczeniu. Gdy szłam do barku, większość obecnych odwracała za mną głowy. Usiadłam na wysokim krześle, zakładając nogę na nogę tak, że ktoś z sokolim wzrokiem mógł zauważyć jaką mam bieliznę (w jatach ’60 nosiło się coś takiego ;p).
A teraz się już nie nosi?! Oj... ja chyba... pójdę się przebrać...
Ale jak to? Z nogą na nodze nie widać bielizny, wszystko jest ładnie zakryte! Chyba, że ma krzywe nogi, bardzo- bardzo krzywe nogi. Hm...
 
Po paru minutach barman postawił przede mną drinka i powiedział, że to od tego faceta w kącie. Mimowolnie zerknęłam w tamtą stronę i zobaczyłam swojego wroga z czasów podstawówki. Teraz podobno studiuje, ale jakoś nie chciało mi się w to wszystko uwierzyć.
- Cześć, to ja, Vida. Pamiętasz jak ciągnąłeś mnie za warkocz w podstawówce? Zgiń!
Zemsta nietoperza godna nastoletniej logiki aŁtorki.
 
 
Posłałam mu czarujący uśmiech, po czym wyszukałam mojego opiekuna w tłumie i posłałam mu pytające spojrzenie, a on skinął głową i powrócił do podrywania jakiejś małolaty. Mogłabym przysiąc, że zauważyłam jak
przejeżdża językiem po dwóch ostrych kłach…
Lubieżnie.
 
Spojrzałam jeszcze raz w kierunku mojej ofiary, uśmiechnęłam się uwodzicielsko i nie przerywając kontaktu wzrokowego, podeszłam do jego stolika i usiadłam obok. Objął mnie ramieniem, jakbym była jego własnością. Po tym, jak wypalił do końca cygaro, wyszliśmy z tego baru. Poprowadził mnie w jakiś zaułek i zaczął bezczelnie obmacywać. Po chwili przyparłam go do ściany, ale nadaj nie wiedziałam, jak mam się posilić. Odpowiedź nasunęła mi się sama. Zaczęłam składać pocałunki na jego szyi, jednocześnie wyobrażając sobie to, że mam kły. W pewnym momencie poczułam, że mam więcej w jamie ustnej, niż miałam.
Czasami lepiej napisać prosto z mostu, niż bawić się w takie literackie gierki bo może zabrzmieć nieco... dwuznacznie.
 
Uśmiechnęłam się tryumfalnie, po czym ugryzłam go delikatnie, na co on zaśmiał się. Przykryłam mu usta ręką, żeby nikt nie usłyszał krzyku.
Po czterech minutach leżał martwy, a ja odchodziłam w swoją stronę i już nie czułam pragnienia. Podobało mi się… Tylko muszę się jeszcze wielu rzeczy nauczyć, chociażby jak panować nad sobą, gdy poczuję krew.
Weszłam do baru i nawet się nie zastanawiając podeszłam do Sky’a, odepchnęłam od niego tamtą małolatę i wręcz rzuciłam się na niego. Zaczęłam go namiętnie całować, zarzucając mu ręce na szyję.
- Vida, którego słowa w zdaniu 'jakby co, to się nie znamy' nie zrozumiałaś?
 
 Jakimś cudem dotarliśmy do wyjścia z baru, a później do jakiegoś cienia, z którego ciemnowłosy przeniósł nas wprost do jakiejś sypialni. Dopiero później miałam się dowiedzieć, że należy do niego.
Elementarne, drogi Watsonie.
 
Nie przestając się całować, ściągaliśmy z ciebie wzajemnie ubrania, niektóre rwąc. Rzuciliśmy się na łóżko i przez dłuższą chwilę walczyliśmy o dominację. W końcu oboje zrezygnowaliśmy i niewiele myśląc zaczęliśmy się dziko i namiętnie kochać.
Skończyliśmy dopiero nad ranem, kiedy oboje padaliśmy z wycieńczenia.
Tak krótko? A myślałam, że Sky to typ maratończyka...
Widocznie ta walka o dominację ich tak wycieńczyła.
 
Jednak wystarczyło zaledwie pół godziny i znów byliśmy w pełni sił.
Biedak... Trzeba było sobie nimfomankę brać?
 
Położyłam głowę na jego klatce piersiowej tam, gdzie jest serce i gładziłam delikatnie jego tors
- Było wspaniale… - szepnęłam cicho
- Zgadzam się w stu procentach… - powiedział jeszcze ciszej, po czym oboje zamilkliśmy
- Zawsze tak robisz? – spytałam w końcu
- To znaczy jak? – spytał, nic nie rozumiejąc
Pamięć krótkotrwała- brak. Umie się za to teleportować. Coś za
coś.
 
- Przemieniasz kobietę w wampirzycę, opiekujesz się nią, przelatujesz, a później czekasz aż odejdzie? - spytałam, spoglądając mu w głęboko
W Głęboko prychnęło z pogardą i przeleciało na parapet.
Przecież on nie powiedział, że ma spadać. Kurczaki, przez nią się nawet nie posilił. To zła kobieta jest.
Nie powiedział, bo cierpliwy jest. Poczeka.
 
- Tak właściwie, to dopiero drugi raz jestem stwórcą… - wyjaśnił
Czyli bardziej tatuś niż kochanek. Ciekawe co by na to powiedział Ojciec Dyrektor, skoro już przy ojcu jesteśmy...
Paragraf!
 
– Za pierwszym razem stworzyłem wampirzycę z zamiarem, że zostanie towarzyszką mojego życia. I tak było przez prawie pięćset lat. Dobrze nam się żyło, ale później ktoś ją zabił.
Żyła, żyła i umarła. Piekna biografia, bestseller...
 
 Tylko dlatego, że nie chciała się z nim przespać. – westchnął ciężko – To był jeden z członków Rady, dlatego nie został ukarany. Cały czas staram się go wytropić, ale ciężko mi to idzie…
- Przykro mi… - powiedziałam, bo tylko na tyle było mnie stać w tej chwili – Kochanie… - zaczęłam ponownie, a on zamruczał pytająco – Gdzie my tak właściwie jesteśmy? – odwróciłam głowę tak, żeby spojrzeć mu w oczy.
- W mojej sypialni... – powiedział
- Tego się domyśliłam… - uśmiechnęłam się rozbrajająco – Chodzi mi raczej o kontynent, państwo i miasto…
O takie duperele, w takim momencie... Swoja drogą, spotyka swego znajomego z podstawówki, ale nadal ma wątpliwości co do kontynentu. Zastanawiające.
Hm, aportowali się przecież. Mnie bardziej zastanawia to, że znają się jeden, góra kilka dni, a już uprawiają seks, mówią do siebie per „kochanie”, „kotku”. Ech, te wampiry...
A tak. Ale zobacz, jakie to piękne: Miałeś kogoś przede mną? Ta, była taka jedna, ale umarła. Przykro mi, ale gdzie my właściwie jesteśmy?
 
- Europa, północno-wschodnia Szkocja… Nazwa miejscowości nie jest ważna, ponieważ zamek jest na obrzeżach małej wioski. – wyjaśnił
Nazwa miejscowości nie jest ważna, bo ałtorka i tak nigdy tam nie była.
 
- Zamek? – spytałam z niedowierzaniem
- Tak… Mam kilkanaście rozmieszczonych na całym świecie, ale ten uważam za swój dom… Tamte są jak letnie domki na Hawajach… - powiedział i zaczął delikatnie gładzić moje włosy.
Ładne porównanie, jak swojsko brzmiące w ustach starego wampira, który musi unikać słońca.
 
 Leżeliśmy tak długą chwilę, nie zmieniając pozycji. Dopiero teraz zauważyłam, że mogę trwać w jednej pozycji w ogóle się nie męcząc.
Dziwne... Ja już siedzę w jednej pozycji od kilkunastu minut. O nie! Nie, nie, nie, nie! Błagam, powiedzcie, że nie jestem wampirem! Ja nie chcę się sparklesić, ja nie chcę! Nie!
A ja jestem spokojna- trochę się jednak zmęczyłam.

Zmęczona Bużum, iskrząca Bura
oraz Gościnna Załoga Enterprise
pozdrawiają z mglistej Szkocji.



1 komentarz:

jasza pisze...

• Kolko


Wimperga (niem. Wimperg) – dekoracyjne, ażurowe wykończenie w kształcie wysokiego trójkąta, wieńczące szczyt portalu albo ostrołuk okna charakterystyczne w architekturze gotyckiej, stosowane w zdobnictwie neogotyckim.

Wykonany z kamienia lub cegły. Pole trójkąta rzeźbione ślepym lub ażurowym maswerkiem lub gładkie. Krawędzie zdobione motywami dekoracyjnymi w kształcie zwiniętego liścia, tak zwanymi czołgankami inaczej zwanymi żabkami. Zwieńczony kwiatonem albo krzyżem.

• Kolko


Wimperga (niem. Wimperg) – dekoracyjne, ażurowe wykończenie w kształcie wysokiego trójkąta, wieńczące szczyt portalu albo ostrołuk okna charakterystyczne w architekturze gotyckiej, stosowane w zdobnictwie neogotyckim.

Wykonany z kamienia lub cegły. Pole trójkąta rzeźbione ślepym lub ażurowym maswerkiem lub gładkie. Krawędzie zdobione motywami dekoracyjnymi w kształcie zwiniętego liścia, tak zwanymi czołgankami inaczej zwanymi żabkami. Zwieńczony kwiatonem albo krzyżem.

• Ludzik Lol


"Biegnąc widziałam, jak z moich ust wydobywa się para, która po chwili zamarza tworząc niezwykłą mozaikę."

Pozwolę sobie zauważyć, że pary wydobywającej się z ust nie widzimy. Charakterystyczna mgiełka to już skroplona woda, której małe krople unoszą się w powietrzu. Zasadniczo błąd ten mnie razi tak samo mocno jak "jurz" czy "ktury". Pozdrawiam;)

• jasza


>Mój oprawca był szybszy i po chwili już leżałam, czując przenikliwy ból.
[...]
Hm, poza tym on ją przewrócił. Tak przynajmniej wynika z wcześniejszych zdań...

@ mógł w nią czymś ciepnąć - na przykład włócznią.

• Dziewczyna Ministranta


Cóż, w drugiej części próbowała naśladować "trudne słownictwo" z pierwszej, ukradzionej, ale szło jej to opornie. Obie połowy gópie w cholerę.

• Insomnia


I oto gatunek aŁtorki, który irytuje mnie najbardziej. Taki gópio-mondry i w dodatku leniwy na tyle, że nie chce się własnego pomysłu wymyślić (no ale blogusia z opkiem musi mieć, więc ukradnie). Wrr, takie to od razu wieszać, topić lub palić na stosie.

• Sineira


Grrrrr...
Okropnie niestrawna kompilacja. Nawet moje ulubione True Blood musiała w to wplątać! BTW jakże lekko pochodzi bohaterka do kwestii utraty człowieczeństwa! Siup i po ptokach, od dziś zabijam? Głupia, głupia...

• kura z biura


Ja tam podziwiam ją (jego? W oryginalnym opku jest facet) za ten artystyczny zachwyt nad wimpregą, freskami i witrażami, za refleksje na temat stylu, w jakim budują ortodoksyjni katolicy, w momencie, gdy goni ją facet ze spluwą. I w ogóle za zdolność zauważenia czegokolwiek ze zdobień w kościele, w którym musiało być o tej porze ciemno jak w ślepej kiszce. Noc była, przypominam.

• Tinwerina Miriel


"nawet widma ósmego koloru, dla którego nie miałam nazwy" Łał, to wąpierze też widzą oktarynę?
"Dobrze nam się żyło, ale później ktoś ją zabił." Biedny Sky. Jak to mówią, dobrze żarło i zdechło. Się wzruszyłam :p

• Mrohny


Ohmaj. Sprzedawanie krwi podpatrzone w True Blood, jak mniemam. Ech, ałtoreczki...

• krzys


oczywiście chodziło o północno-wschodnią...

• krzys


od kiedy Szkocja jest w Europie środkowo-WSCHODNIEJ?!

• triss


Pomieszane z poplątanym - żywcem zerżnięta, przepisana słowo w słowo Szmeyer, bezczelny plagiat cudzego opowiadania, gdzieś tam jakieś zagubione wątki z Anne Rice i do tego typowo ałtoreczkowe urocze wstawki - zemsta na opkowym alter ego jakiegoś nielubianego kolegi z podstawówki, seksowna czerń i dokładne opisy procesu sztafirowania się. Subtelna erotyka też jest, ale daleko jej do marlenkowego kunsztu.

• jasza

• 2009-08-30
• 18:10:22
• 83.24.153.152
> W samej bieli jaskrawego światła dopatrzyłam się wszystkich kolorów tęczy, a na obrzeżach nawet widma ósmego koloru, dla którego nie miałam nazwy.

* Widzi podczerwień i ultrafiolet... cała reszta to objawy jaskry.