czwartek, 9 czerwca 2011

127. Rozpaćkane wampiry, czyli Lanie wody na potęgę (1/2)

Tym razem, Drodzy Czytelnicy, nie maltretujemy gumochłona, nie kopiemy szczeniaczka i nie wyśmiewamy bezdennej głupoty. Tym razem analiza zawiera wyjątkowo dużą dawkę Elementu Edukacyjnego. Dlaczego? Bo aŁtoreczka ma potencjał. Poważnie mówię. Mimo że warsztat jest dziurawy niczym ser szwajcarski, a research zdycha z powodu zaniedbania [a gramatyka leży i kwiczy, a literówki mnożą się jak oszalałe], dziewczyna ma przebłyski. Ma pomysł, od czasu do czasu udaje się jej napisać dobrą, prawdziwą scenę, próbuje zbudować jakiś sensowny świat. Być może za kilka lat napisze coś naprawdę dobrego, czego życzę jej z całego serca. Na razie jednak jest to tylko opko, zaczynające się (jakże by inaczej) od opisu bohaterów, który sam w sobie przyprawił mnie o zgrzytanie zębów, a Kurę o opad rąk. Indżoj!

http://wampiry-z-wody.blog.onet.pl/

Analizują: Sineira, Kura, Jasza i Purpurat

Bohaterowie

Mittchel Bloom.

16-latka, nie zrozumiana przez większość uczniów liceum Bradley'a.  
Kolejna nastka, której nikt nie rozumie. Zieeew!

Choć długo nie chodzi do tej szkoły. Życie nastolatki zaczyna się niszczyć, gdy dziewczyna utopiła się.
No fakt, utopienie się wpływa na życie bardzo destruktywnie.
A to dopiero początek...
Nie mówiąc o skórze zniszczonej długim moczeniem.
Nocnym w dodatku!
Dobra, ustalmy fakty. Jakby chodziła długo, to sytuacja bycia nie(z)rozumianym byłaby normalniejsza?

W nocy przy pełni księżyca została zmieniona w wampira. Był to skutek złego pochowania ofiary, co jest konieczne.
Zły pogrzeb - boli całe nieżycie.
A zły dotyk prowadzi na Łazienkowską... Jak można źle pochować ofiarę? Nie zasypali jej całkiem?
Nie przebili kołkiem, nie ucięli głowy, to wstała i straszy!

Jednak przez chwilowe zakrycie księżyca przez chmury dziewczyna zostaję zmutowana. Jej oczy stają się błękitne, a cała skóra zostaję popękana.
Taki z niej wampir, jak z mysiej pipki kapeć. Toż to zombie jak z obrazka!
Nie dość, że zombie, to jeszcze jakby się z Diuny urwała...

Wystraszona dziewczyna wraca do domu. Jest ona sierotą zamieszkującą z nianią z którą mieszkała przez całe życie. Zabija opiekunkę i boi się wychodzić z domu. Pomaga jej najlepsza przyjaciółka, Samantha.
Przyjaciółka pomaga jej w zabiciu niani? Dom jest sierotą? Gramatyka i składnia gryzą?
Samantha pomaga jej utrzymywać odpowiedni poziom lęku przed wyjściem z domu?
Jezu... Skąd ona mieszka, że tak do nas rozmawia?

Samantha Kills.
Kogo zabija Samantha?
Dobra ksywka dla bohaterki opowieści o wąpierzach.
Jako wąpierz powinna raczej nosić nazwisko Sucks.

Najlepsza przyjaciółka zmutowanej wampirzycy. Dziewczyna sama jest wampirem. Mając dwa lata zamienił ją jej własny ojciec, który był bliski śmierci przez wrogi klan wilkołaków.
Przeczytajmy to jeszcze raz, powolutku: jej ojciec, kiedy miał dwa lata (sic!), zmienił swoją córkę (sic!) w wampira.
[mantruje] … język jest strukturą alogiczną, język...

Samantha zostaję porwana przez wilkołaków, a tam znajduję miłość swojego nędznego, wampirzego życia, Craiga'a. Mittchel poszukuję ją w gronie przyjaciół, natomiast brunetka żyję sobie w lesie z ekipą wilkołaków, ktorym powoli zaczyna ufać.
[charczy] Wampiry... nie... koegzystują... z... wilkołakami!!!!
Oj wiesz, Wolfeo i Wampiretta, te klimaty.
Dobrze, że nie przez piesków. Albo ich właścicielów. Ale logika tej kohabitacji... kopulacji... konkubinatu? powala.

Craig Ossford.

Wilkołak. Ma on dwadzieścia sześć lat, jednak wygląd mu się nie zmienia. Jest on tajemniczy. (Ten wygląd?) Został brutalnie zamieniony w wilkołaka.
Wygląd zamieniony w wilkołaka. Tego jeszcze nie grali.
I to brutalnie. Czyżby tradycyjna orgia przymiotników, przysłówków i rzeczowników? Każdy z każdym?

Pewnego mrocznego dnia, szedł z dziewczyną z kina, a banda wilkołaków, najpierw zagryzło dziewczynę, a potem zaczęnto bawić się chłopakiem i jego uczuciami dając mu wyrwane części ciała dziewczyny i wyśmiewając go.
Banda zagryzło. Gramatyka zdechło. Ortografia też zaczęNto (wtf?) zdychać. Sens się powiesiła.
Boszsz... Ta dzisiejsza młodzież... Za moich czasów inaczej bawiono się uczuciami.

Później zamienili go czując jego królewską krew. Wszystko dlatego, że ojciec Craig'a był królewskim wilkołakiem.
Królewski podczaszy, królewski błazen, królewski wilkołak.
Był od tego, że w trakcie królewskich polowań naganiał zwierzynę na strzał.
Na królewski strzał.
Popijając wodę królewską.

Evangelina Cazent.

Dziewczyna jest wierzącą osobą.
Nie dziwne, z takim imieniem...

Zabójczynią wampirów z którą najpierw przyjaźni się Mittchel. To ona pomaga znaleźć Samanthę, a potem zdradza dziewczyny. Jest ona najbardziej wrednym stworzeniem. W porównaniu do niej wampiry nie są złe tylko przytulne i miłe.
Tak to bywa z nami, wierzącymi, mwahahahaha! *idzie szykować bojowe kropidło*
Uważaj, gdzie tym machasz, wredne stworzenie. Poza tym skąd masz kropidło? Od księdza Tymka?

Evangelina jest zdecydowaną kobietą. Na jej oczach powieszoną jej matkę, zrobiły to wampiry.
Niezwykle zgrabnie zestawione zdania. Wynika z tego, że wampiry wykonywały rozkaz Evangeliny.
Ojtam, ojtam. Zdecydowana jest i nieprzytulna, przecież czytałaś... A z tym wieszaniem na jej oczach - może na powiekach? Kojarzę gościa, co tak ciężary podnosił. Z tym, że wieszał je nie tylko na powiekach, jeśli wiecie, o co mi chodzi.

Obiecała sobie, że wybiję każdego wampira w promieniu jej zasięgu póki jeszcze stąpa po ziemi.
Bo jak go wybije, to już nie będzie stąpał, tylko leeeciaaaał... aż spadnie.
… i tak to Evangelina ruszyła na patrol po perymetrze...

Catrine Cazent.

Siostra Evangeliny. Jest ona dobrym jej wcieleniem. Gdy umarla jej matka, złe wampiry zamieniły ją w jedną z nich.
Czyli zrobiły jej dziecko. Tej Evangelinie. Podmiot lata tam, gdzie chce.
Uno momento. Machnijmy ręką na logikę. Znaczy, po zamianie w złego wampira, Catrine została jej dobrym wcieleniem? Znaczy, jest wewnętrznie sprzeczna i nie istnieje?

Wampirzyca została porzucona przez siostrę, ponieważ ta nienawidziła wampirów z całego serca. Ukryła się z dobrymi wampirami, którzy dołączyli później do  patrolu szukającego razem z Mittchel, Samanthę. Jest ona osobą miłą, jednak jej wygląd odstrasza.
Jezu... Dobre wampiry, złe wampiry, będące dobrą wersją nie-wampirów, wilkołaki, mutanty i fremeńskie zombie... Litości.

Whilliam von Pesternont.
Uparcie czytam “von Pasternak”.
Why, ałtoreczko, why? Dlaczego tak straszliwie przekręcasz bohaterom imiona?
Wiluś z Zarazopotrzebia?

Jeden z najstarszych wampirów zamieszkujących planetę ziemie. Mężczyzna jest zimny, trudno z nim sie dogadać.
Jak to z nieboszczykiem, do tego nieświeżym.

On steruję wojownikami, wampirami w dobrym królestwie wampirów.
To brzmi jakby grał w planszówkę.
Zimny Władca Kukiełek... MHRRRROK.
W wersji “Master of Puppets” brzmi to jakby deczko lepiej ;)
Majster od Tapet!

Chcą oni pokonać złe królestwo. Dolącza do nich Mittchel z Evangeliną, Castalą i Milesem. Whilliam nie bardzo ufa zmutowanej wampirzycy i ucieka od jej pomysłów na najazd wilkołaków.
Matko Borska, czy w tym opku jest chociaż jedno zdanie, którego sens da się pojąć bez trzykrotnego przeczytania?!?
Nie. Dziękuję. [dyga]

Mittchel chcę najechać wilkołaki z którymi dobre wampiry mają pakt pokojowy, ponieważ tam porwano Samanthę.
Znaczy: porwanie Samanthy stało się przyczyną zawarcia paktu pokojowego?
Odetchnęli...

Jednak Whilliam nie zgadza się na to by dla niej rozlewać krew,
Pewnie. Tyle dobrego żarcia na zmarnowanie.
Nie bawi się gość jedzeniem. Szacun.

decyduję się zaatakować złe wampiry.
Kto podjął tę decyzję? Whilliam, który nie chciał rozlewu krwi, czy Whilliam, desperacko pragnący wyrzynania wampirów?
Ona. Znaczy, chyba aŁtoreczka. Tak to przynajmniej wygląda.

Castala de Carsols.

Wampirzyca, dobrego pochodzenia. Ma 376 lat. Została zamieniona w wieku 14 lat przez swoją rodzinę, która robi kolejne pokolenie wampirów.
Są wielopokoleniowe rodziny stolarzy, są rodziny szewców czy cukierników. Nie, ci znaleźli sobie ciekawsze zajęcie. Robią wampiry.
Castala! Myjemy te dziecka, cy robimy nowe?
Pracowita ta rodzina. Ale wiecie co, ja sobie zacząłem wyobrażać taką wieeelką królową wypluwającą z siebie seryjnie wampirze jajeczka. Blee.

Jest ona dobrym wampirem, jednak mimo tego uwielbia różne sposoby okrutnego zabijania i stosuję ję na swoich ofiarach.
A... aha. A jej dobroć polega na...?
Nooo... Jest dobra w zabijaniu.
Myje ząbki? Kłania się cioci?
Dobry wampir to martwy wampir (?)...

Wymyśla nowe pomysły.
Wymyślanie starych pomysłów wyszło z mody.
“To Pimkie jest i Mózg, Mózg, MÓZG!”

W lesie dołącza do Mittchel. Jest ona wystraszona jej wyglądem, ponieważ ona sama szczyci się wielką urodą.
Konia z rzędem temu, kto zrozumie powyższe zdanie BEZ kontekstu. Bo z tego, co tu napisała AŁtoreczka, wynika jasno, że Mittchel była wielkiej urody a Castala straszyła wyglądem..
A ja dałem radę! A ja dałem radę! Bo ona jest ładna, a ona, ta druga, nie, i ona się jej przestraszyła!

Mimo wyglądu Mittchel, zostaję jej przyjaciółką z którą razem podróżuję w poszukiwaniu Samanthy.
Miło nam, moja droga, pisz może jednak o swoich bohaterach, nie o sobie, co?


Miles von Biergen.

Okrutny wampir, jeden z najstarszych. Mimo tego nie dołącza do Królestwa Dobrych Wampirów.
Aha. Znaczy, okrucieństwo (ewentualnie starość) jest cechą z automatu kwalifikującą danego wampira do królestwa Dobrych. Ok, zapamiętane.

Dziala na własną rękę. Ma ona 1785 lat.
Ta ręka, tak? A reszta ciała?
Odpadła?
Wiesz... Po tylu latach? Każdy by chciał się wybić na samodzielność...
Aaaa! To stąd wzięła się samobieżna Rączka z Rodziny Addamsów!

Zna się dobrze na wszystkim ,jest bardzo szybki i potrafi czytać w myślach innych wampirów. Dołącza go podróżujących Castali i Mittchel. Jest on ich umysłem, daje wiele porad na temat niebezpiczenych wampirów.
Wampirów bez piczy?
Z piczą. Przeca widzisz, że nie - bezpicznych.
Wyobrażam sobie co się dzieje, jak te wampiry z piczą dostają menstruacji...
Uhm, to chyba tylko w świecie Meyer.
Wampir z piczą to wagina dentata.
Z tą menstruacją to takie wampirze perpetuum mobile, nie?

Nikt nie zna jego pochodzenia, wszystko jest objętę tajemnicą najstarszych.
Poproście Macierewicza, na pewno coś na niego znajdzie.

Haven von den Carben Issabele
Wot, zagadka: Haven jest jej imieniem, czy też, tak z japońska, nazwisko idzie pierwsze?
Nie wiem, mnie się to kojarzy z portem węglowym.
Iza Koksiara z Nabrzeża ;)
Czy ktoś może mi wyjaśnić tę pasikowskopodobną manię dziwnych imion i nazwisk? Jeszcze do tego w dziwnych pisowniach?

Jedna z najstarszym wampirzyc. Ma ona wiele zdolności, w tym dar przekonywania, czy krwawienia z róznych częściach ciała dla pożywienia w trudnych chwilach kiedy jest na głodzie.
Też mam taki dar. Pod warunkiem, że coś ostrego znajdzie się pod ręką.
Perpetuum mobile w wersji wampirzej.
W sumie dobrze, że nie ludzkiej...
...no, i się kwestia menstruacji wyjaśniła...

Jednak ma ona ograniczony limit (i maślane masło) swojej mocy. Jest w Królestwie Dobrych Wampirów. Była żona Miles'a, którego spotyka w królestwie.
A ten tam skąd? Toż parę linijek wyżej było, że jednak tam NIE dołączył.
On nie dołączył, tylko żona. No wiesz, tak trochę jak biznesmen, co nie ma żadnego majątku, bo wszystko należy do połowicy.
Nie dołączył, ale może czasem wpada?

Jest ona samolubna i zimna jak większość wampirów.
Rozstała się z mężem, to i sama musi się lubić, bo co jej zostało?
Słuchajcie, a jak już przy tym jesteśmy - jak się ma rigor mortis do potencji wampirów?
W sumie, grunt, żeby pal był sztywny, a z jakiej przyczyny... ;)
Sztywny Pal Azji, taki zespół kiedyś był.
Wiem :D

Carlos von Canbent.
Za każdym razem czytam “camembert”.

Nikt go nigdy nie widział. Jest on smugą światła. Zakochuję się w nim Mittchel, a raczej w jego głosie, w jego słowach. Dziewczyna ma nadzieję, że chłopak kiedyś ukarze swoją twarz.
Podbite oczy i złamany nos są takie seksowne!
Co mu ta biedna twarz zawiniła, że chce ją ukarać?
Sam sobie da w świetliste ryło.
“Świaaatłooo - nosisz je w sobie...”

Mittchel uważa się za brzydką, dlatego woli chłopaka, który to zaakceptuję. A on taki jest. Mimo że jest tylko latajacą smugą jasnego i ciepłego światła, darzy dziewczynę ogromnym uczuciem.
Usiłuję sobie wyobrazić potomstwo zmutowanego zombie i smugi światła. Słabo mi to idzie.
Mieliśmy już taką, co zaszła w ciążę z ektoplazmą, więc w sumie... Może to będą sparklące zombiaki?
Tylko Edward umie sparklać...  Ale z trupa i elektryczności/światła to taki Wall-E by wyszedł.
A nie potwór Frankensteina?

Brandon Smith.

Najbardziej popularny chłopak w liceum Bradleya. Każda dziewczyna za nim szaleję, w tym Mittchel. Jednak on ma miły charakter, woli jakieś konkretne, inteligentne dziewczyny. Jest on sportowcem, gra w piłkę nożną, w szkolnej drużynie. Przez co jest jeszcze bardziej popularny i uwielbiany przez uczennice.
I nie jest wampirem?! Nie wierzę. Co on robi w tym opku?!
Jest gwiazdką Disney Channel, musiał się tu znaleźć.
*gugla* Łomatko, czarny trólawer, gdzie to zapisać?!
Co chcesz? Czarni grają w golfa, biali rapują - takie czasy.

Josephin Rose.

Jedna z uczennic liceum. Była prawą ręką Mittchel przed jej śmiercią.
Ta ręka obumarła?
Najwyraźniej zasypiając, nie trzymała rączek na kołderce, więc za karę jej uschły.

To ona i Racheal były na miejscu wypadku. Dziewczyny nikomu nic nie powiedziały bojąc się komplikacji, wyjaśniały to nauczycielom jako chorobę lub coś takiego. Dziewczyna nie jest zbyt bystra, ani też mądra.
No, to widać. Zataić w szkole śmierć koleżanki jako “chorobę czy coś takiego”  i liczyć, że się nie wyda? Nie, to naprawdę jest głupota.
Przeca pisze, że bystra nie jest...

Myśli (jeśli jej się to raz zdarzy) tylko o wyglądzie i swoich butach.
No. Sam widzisz, że kwestia śmierci koleżanki jest dla niej zbyt skomplikowana.
Dobra, plastik jest. Neeext!

Racheal Bonde.

Racheal pochodzi z Francji, chociaż ne przyznaję się do tego kraju. (Pourquoi?!) W innym wcieleniu była dziewczyną Craig'a, wilkołaka. Jednak została zabita przez innych wilkołaków. Nic nie pamięta z tamtego życia, jednak w obecności chłopaka czuję jakby stał przed nią Bóg. Jest wredna i nie zbyt inteligenta, jak jej najlepsza przyjaciółka, Josephin.
To już mamy dwie głupie.
Crabbe i Goyle, wersja żeńska.
Taaa... “Bo widząc twarz twoją, jakbym twarz Boga zobaczył, a ocaliłeś mnie.” (Gen. 33,10) i “Nie możesz  ujrzeć mojego oblicza, bo nie może mnie człowiek zobaczyć i pozostać przy życiu.” (Ex. 33, 20)


Sophie Wolf.

Jeden z Królestwa Złych Wampirów. Dziewczyna ma niepowtarzalne moce.
E tam, zaraz niepowtarzalne. Standardowa Opkowa Zmiana Płci.
Yeah.

Została ona jak Mittchel zmutowana na drapieżnika, jednak jej długość życia nie jest zagrożona. Stworzyli ją  Złe wampiry dla obrony swojego królestwa.
Wampiry tworzące wilkołaki. Ojcze Kainie, daj mi cierpliwość, ale zrób to szybko...
Eno, ona ma tylko nazwisko Wolf. Przyjmijmy, że “drapieżnik” może też oznaczać wampira.
Od kiedy w wampira się MUTUJE?
Od czasów Czarnobyla?
Uno momento. Jak można zagrozić długości życia żywego trupa? I jak można coś zmutować NA coś? Scotty, pick me up!

Dziewczyna nie zna uczuć. Potrafi lewitować, zamieniać w posąg przy pomocy oczu [znaczy - rzuca nimi?] o latać na swoich czarnych skrzydłach. Jedyne co nie znosi to dobrych wampirów i wilkołaków.
Na ich widok dostaje wysypki.
I skrzydła jej linieją.
Znosi za to wszystko inne. Po kieszeniach.
I potem upycha w szafce...

Elżbieta Batory
Te aŁtoreczki nie mają za grosz szacunku! Za grosz! [ładuje kuszę i idzie szukać aŁtoreczki]

Hrabina Węgier. Została skazana na śmierć w roku 1611.
1614, jeśli chodzi o ścisłość:/

Zamurowano jej ciało (ale bez duszy) i zostawiono tylko mały otwór gdzie podawano jej jedzenie. Umarła w męczarniach, jednak później tajemniczy przywódca Złych Wampirów znalazł ją i zamienił w wampira.
Po śmierci. Ech, szkoda słów po prostu.

Kobieta była zla już za życia. Kiedy to torturowała służki. Wysysała z nich krew, a później kompała się w niej.
Eee... uprzednio zwróciwszy?
Wysysała i wypluwała, tak jak jad z rany. Jej ślina zawierała widać antykoagulanty, podobnie jak ślina nietoperzy z podrodziny (nomen omen) wampirowatych.

Zamordowała za życia 65 służek. Jedną zjadła żywcem na surowo.
No to takie logiczne w sumie, nie?
Kwestia gustu. Dr Lecter znalazł na to sposób...

Podbudzały jej agresję wyroki wykonywane na zamku.
Ciekawe, KTO je wydawał, koniuszy może? Albo pokojowa?

Jednego ze złodzieji zaszyli w rozdartym brzuchu konia, a 45 chłopom, któzy sprzeciwiali się prawu obcinano uszy i nos. Przez to stala się agresywna.
Bo przedtem była łagodna jak aniołek.
90 chłopskich uszu i 45 nosów daje prawie +200 do agresji.
+ 180, punkt za każdą dziurkę.

Jest królową Złego Królestwa Wampirów.
Skoro królestwo jest złe, to czas zacząć reformy.
Zaczną od samorządowej.
I systemu krwiodawstwa.

                                                          ***
Bohaterowie moją jeszcze ulegnąć zmianie, gdy ktoś wpadnie mi na myśl. Na razie jest tak jak widać.
Tja. Na razie mamy całe stado postaci o dziwacznie poprzekręcanych imionach i z dupy wziętych umiejętnościach, a najważniejszym elementem charakterystyki jest to, kto z kim chodzi. Zapewne nie doczekamy się wyjaśnień, na jakiej zasadzie jedni zostali zakwalifikowani do dobrych, a inni do złych, skoro wszystkie wampiry są tak samo “zimne, wredne i okrutne”. Ba! jak znam życie, nie doczekamy się pojawienia w opku połowy tej licznej gromadki...
Mamy też kupę spoilerów, jak to zwykle u aŁtoreczek bywa. Po przeczytaniu tej, pożal się Borze, charakterystyki postaci, moglibyśmy już właściwie nie czytać samego opka. Ale poniesiemy ten trud, niechaj nam to Liściasty policzy!
Zaczynam tęsknić za Rammsteinową piwnicą. Zamknęłabym tam ich wszystkich i niech się pozagryzają.
Och, pobudzasz moją agresję.

Pierwsza notka już nie długo.
“...nie długa, nie krótka, lecz w sam raz!...”

Ciemnowłosa krokiem modelki w dużych szpilkach szła przez zatłoczone korytarze.
Znaczy, potykając się i szurając - tak się chodzi w za dużych butach!

Każdy chłopak czując niebiańskim zapach jej prefum odrazu [prefumy odraza!][to jest “ten odraz”...] wiedział na kogo przyciagnąć wzrok.
Pre-fumy od razu, czyli wstępny foch na dzień dobry.
Co zrobić ze wzrokiem?
Przyciągnąć. Za sobą. W woreczku.

Uśmiech z jej twarzy nie schodził. Nagle podeszła do niej jej najlepsza przyjaciółka, którą znała od dzieciństwa.
-Nara lamusko- rzuciła tylko w jej stronę.
Chyba wczoraj jechałam tramwajem z tą aŁtoreczką. Dziewoja, która wybuchła śmiechem na widok szyldu “Skarby z lamusa” i zaczęła go komentować, zdradzając przy tym kompletną nieznajomość nie tylko tego słowa, ale i wielu innych, przyprawiła mnie o soczysty fejspalm.
Jak pięknie ją skomplementowała. Od cuchnących stęchlizną schowków na starocie... To jak nic zadziałały słynne prefumy odraza.
Dobra, załóżmy, że te opka oddają ich codzienną polszczyznę. Czy AŻ TYLE się zmieniło od moich czasów?
A dawno zmarłeś?
Jeżeli to, co mam, można nazwać życiem - chyba jeszcze mi się nie udało. :>

-Mittchel... Chciałam tylko z tobą porozmawiać. Tak poważnie- powiedziała dziewczyna spoglądając na przyjaciółkę.
-A niby po co ktoś z taką popularnością jak ja ma rozmawiać z taką kujonką?- spojrzała na nią kątem oka spoglądając na Brandona,
Znaczy, robiąc zeza rozbieżnego?
“A teraz pozwolę wam się pławić w mej chwale” - król Julian.

który nie tylko był przystojny, a do tego grał w piłkę nożną w szkolnej drużyny.
No tak, to mu dodaje +śriliard do atrakcyjności.
Lekko licząc.

[Mittchel próbuje poderwać Brandona, na zasadzie “ja jestem najbardziej popularną dziewczyną, ty najbardziej popularnym chłopakiem, skumulujmy naszą popularność”, ten jednak spławia ją, twierdząc, że jego dziewczyną jest Samantha. Następnie Mitchell i jej dwie koleżanki przydybują Samanthę nad rzeczką opodal krzaczka i robią jej aferę o rzekome umawianie się z Brandonem]

-A no i w ogólę przyznasz się do tego, że chodzisz z Brandonem?- odezwała się blondynka.
-Ja... Nawet jakby to co wam do tego? Od kiedy interesujecie się mną?- spojrzała na nie Samantha.
-Od kiedy z nim chodzisz- powiedziała Mittchel kątem oka na dziewczynę.
Gadające powieki, tego jeszcze nie grali...
Nie, choć “zielone spojówki” były już blisko.

Potem podeszła do niej i złapała mocno za włosy klękając przy niej [gdyż była wzrostu średniego Zwerga ogrodowego] i szepcząc do jej ucha [my jesteśmy krasnoludki, hopsasa!]:
-On jest mój, zapamiętaj to sobie dobrze.
Biczfajt! Dawajcie kisiel!
Ja idę po popkorn...
Przyniesiesz słone orzeszki?

Ta nie odezwała się, nawet nie jęknęła, choć dziewczyna mocno pociagnęła za jej włosy. Uśmiechnęła się tylko pod nosem.
-No co tak się uśmiechasz co?!- wkurzyła się brunetka ciagnąc za jej gladkie i ładne włosy. Zawsze jej ich zazdrościła. Ona była taka.. piękna. Cała, w każdym calu. Wszędzie była idealna, w tym właśnie wkurzała Mittchel.
Nie wnikajmy, w jakich to okolicznościach poznaje się KAŻDY CAL koleżanki...
Ekhm... Nie wnikajmy, fakt. Ale że opko kręci się wokół wf-u, mniej czy bardziej...

Blondynki stojące w oddali krzyczały:
-Zostaw ją! Wiesz, że nie warto brudzić sobie rąk!
Chórem krzyczały, idealnie zgrane, jak na tło boChaterki przystało.
Przypomina się tłum z Ewangelii Mateuszowej... “Nie wolno nam zabijać” i te rzeczy...

-Nie zostawię tak tego...-odpowiedziała im wyciągając scyzoryk brata z kieszeni kurtki i przystawiając do szyi dziewczyny. Blondynki wystraszyły się.
-No weź... Chodź idziemy!- krzyknęła jedna spoglądając na Mittchel, która miała błysk zabijania w oczach.
Ciskała z oczu mordercze promienie śmierci.
A przecież to Samantha Kills.
She kills with her eyes.

Sam to wyczuła, lecz tylko się uśmiechała, choć w głębi duszy wiedziała, że dziewczyna zaraz popełni największy błąd w swoim życiu. Gdy Mittchel przycisnęła nóż to tętnicy dziewczyny, ta szybko złapała ją za rękę.
Tętnica z rękami. Tak, wiem, czepiam się. Ale nie niech ten narrator tak nie skacze jak wesz na nitce! Skoro bawimy się w narrację z bohaterem prowadzącym, to wypadałoby nie zmieniać tego bohatera co linijkę.

-Nawet nie próbuj-odezwała się Samantha.
-Zostaw mnie!- wyrwała się w tym samym czasie potykając się o duży kamień i wpadając do wody.
O, o tym właśnie mówię. Samanta się wyrwała i wpadła do wody? Na litość, tak trudno się skupić na opisywaniu sytuacji w sposób konsekwentny?
   
-Mittchel!- krzyknęła brunetka spoglądajac na topiacą się dziewczynę. Zapewne uratowałaby ją, ale... Spojrzała kątem oka na dwie przerażone blondynki wpatrzone w topiącą się koleżankę.
Widok dwóch blondynek całkiem ją zastopował. ]
Jak to tak ratować, kiedy ludzie patrzą? A jeśli będzie musiała zrobić usta-usta?

A raczej przepustkę do popularności, ponieważ Samantha wątpiła, że dziewczyny naprawdę się przyjaźnią. Sam nie była zwyczajną dziewczyną, miała nadprzyrodzone zdolności. Była wampirem. Chociaż nie lubiła o tym tak mówić. Wolała żyć w cieniu.
A nawet po zmierzchu...
W słonecznym cieniu na miękkim kamieniu...
“Żaróweczka nic ci nie zrobi. Słoneczko - co innego.”

A teraz byłą rozdarta. Jak ukaże swoje moce to i tak zignie, a poza tym zginąwszystkie wampiry, wilkołaki, czarownice i ludzkość. Wszystko co na tej ziemi stąpa. Nawet najmniejszy karaluch.
Ojapitolę, boCHaterka ma wbudowaną bombę wodorową?
A ona jak ta sosna... Boszsz...
Rozszczepialna?
Ciekawe, jaki ma okres połowicznego rozpadu.

Z drugiej strony to jej najlepsza przyjaciółka. I momo tego to wie, że Mittchel nadal ją kocha w glębi serca.
A co tam robi Momo?

Gdy Samantha decyduję się jej pomóc jej nogi zastygają, a umysł każe nic nie robić. Chcę się ruszyć, lecz coś w środku ją powstrzymuję. Słyszy swoje sumienie mówiące 'Wszystko będzie dobrze, nie martw się  o nią'. Chciała w to tak bardzo wierzyc, ale miała za tem większą chęć by ją uratować.
Rozumiem, że laska nie chce zdradzać swoich mocy, ale ratowanie kogoś, kto się topi, wymaga tylko wyciągnięcia z wody, do cholery! W pływaniu nie ma nic nadprzyrodzonego.
A skąd wiesz, może to crossover z “H2O - wystarczy kropla” i natychmiast po wejściu do wody Samancie wyrośnie syreni ogon?
Aaaa, to dlatego ten rozczochrany Romeo ze Zmierzchu wyglądał tak, jakby unikał wody?

W płucach Mittchel nie było już miejsca na powietrze. Dziewczyna czuła jak się dusi.
Znaczy, całe były wypełnione wodą? JUŻ się udusiła.
Nieeee, to trwa. Teraz powinna dostać drgawek agonalnych, a potem przywalić głową w dno. Ale nie uprzedzajmy faktów, jak mawiał mistrz Wołoszański...

Jak powoli zamyka oczy... umiera. Zwłoki martwej dziewczyny wolno płyną po rzecę. Aż giną z oczu dziewczyny. Z jej oczu lecą łzy.
Rozdwojenie jaźni, jak Chaos kocham.

Gdy odwróciła się by spojrzeć na towarzyszki jej przyjaciółki, ich już nie było. Zbyt byly wystraszone. Nie rozumiały śmierci, tego co kiedyś przechodziła Samantha, ale ona wiedziała. Wiedziała, że jeszcze spotka swoją przyjaciółkę. Nie ważne gdzie, w jakim wcieleniu, ale ją zobaczy.
Usiadła na kamieniu na którym wcześniej siedziała.
Usiadła siedząc.
Usiadła, ale tak bardziej.

-Jak mogłam na to pozwolić- szepnęła cicho sama do siebie.
-Dobrze zrobiłaś- usłyszała męski głos za sobą.  Odwróciła się i zauważyła chłopaka o bladej cerze.
“Jeden z najstarszych wampirów”, jak to wyżej aŁtoreczka napisała. “Mężczyzna jest zimny” - to jej własne słowa. Więc co tam robi jakiś smarkaty obszczymurek?

Charakterystycznej dla wampira czystego pochodzenia.
Te z pochodzeniem nieczystym miały cerę zielonkawą w bordowe ciapki.

-Whilliam..-szepnęła dziewczyna spoglądając na niego kątem oka-Ja.. Tak bardzo chciałam...
-Wiem, ale dobrze, że tego nie zrobiłaś. W księdze Drakuli piszę (taaa, trzymam tę księgę i właśnie w niej piszę), że nie możemy tego zrobić. Nie chcesz chyba go rozgniewać, hmm?- spojrzał na nią nie pokazując żadnych uczuć.
-Nie chcę, ale to moja najlepsza przyjaciółka-wytarła łzy próbując nie patrzeć w jego oczy.
-Była. Jesteś takim niedoświadczonym wampirem. Jeszcze nie oduczyłaś się, że nie wolno okazywać uczuć? Zostaniesz za to srogo ukarana, kochanie- uśmiechnął się spoglądając na znajome usta dziewczyny. Nie raz kilkaset lat składał na nich pocałunki.
Czymże jest przy takim pocałunku jakiś nędzny rekord świata wynoszący 30 godzin 59 minut i 27 sekund!
Nie no, ostatnie zdanie to wisienka na szczycie tego tortu. Znaczy, tej scenki.

-Ukarana?- spojrzała na niego odwracając się na pięcie. [A główka to jej przeciwbieżnie o 180 st. chodzi? Egzorcysta 2 i ¼ normalnie.]
-Nigdy nie zobaczysz swojej dawnej przyjaciółki, Mittchel- uśmiechał się wciąż wypowiadając imię dziewczyny [a echo, z przyzwyczajenia “...urwa, urwa, wa...”].
-Ale dlaczego-o?!
-Byłaś nie posłuszna.
-Taaak, Whilliamie, byłam baaardzo niegrzeczna, UKARZ MNIE!
W którym momencie? Przecież właśnie dlatego Mittchel się utopiła, że Sam nie zrobiła nic!

Sprowadzę na nią blask księżyca, a ta stanie się wampirem, jednak przerwę po chwili, a jej zostaną tylko dwa miesiące życia. Po za tym zostanie zmutowanym wampirem, z uczuciami i tą całą resztą- rzucił chcąc mówić bardzo dumnie.
Nie wiem, czym ona będzie, ale z całą pewnością nie wampirem.
*rozgląda się bezradnie* Rozumiem, że nie ma sensu pytać, po kij od mietły im taki niedowąpierz, w dodatku z dwumiesięcznym terminem ważności?
Czy ja wiem? To jak robota na umowę o dzieło - ni pies, ni wydra, ale zawsze się przyda.

-Ale... Nie masz prawa o tym decydować. Drakula ma ostatnie zdanie- wyszeptała.
-Wierzysz, że on istnieję?- prychnął.
-A ty nie?
-Innę wampiry wymyśliły tę totalną brednię, po to by kogoś się słuchano.
Mistrz konsekwencji. Najpierw się powołuje na zapisy księgi Drakuli, by chwilę potem beztrosko stwierdzić, że to ściema.

Musieli mieć wodza i wybrano mnie- uśmiechnął się.  Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to, że jej koleżance zostaną dwa miesiące życie, a potem nigdy nie odrodzi się w żadnym wcieleniu.
-Pójdę już... Ktoś przecież musi ją zmienić jeszcze tej nocy...- uśmiechnął się szeroko wypowiadając ostatnie trzy słowa. Jeszcze tej nocy...
A co za różnica, czy tej, czy innej, trup jest trupem, nie da się z niego zrobić wampira.
A bo ja wiem? Już Meyer pokazała, jak można majstrować przy tym micie, aŁtoreczka po prostu idzie o krok dalej.

Wieczór nie ubłagalnie (jak???) nadchodził. Najgorsza noc w życiu Samanthy. Szła ona wzdłuż wody. Wcześniej próbowała jeszcze dogonić Whilliama, lecz był zbyt szybki jak na jej zdolności.
Uganianie się za wampirami po lesie grozi co najwyżej zadyszką.
Albo wilkiem.
Oraz różyczką.
Albo syfilisem - amarylisem.

Wiedzieła, że gdy Whilliam naprowadzi światało księżyca na ciało jej przyjaciółki, ona zmieni się w wampira. Nie dość, że jest to bolesne, to gdy ona za dwa miesiące umrze, już nigdy nie odrodzi się w innym wcieleniu.
Jeżeli światło księżyca zamienia człowieka w wampira, to wszyscy jesteśmy wampirami, tralala.
A to światło księżyca można gdzieś naprowadzić, jak reflektor?
Może jakimś systemem luster?
To jak polowanie z lupą na mrówki...

                                                       ***
Mężczyzna przykucnął przy ciele zmarłej dziewczyny z lekkim uśmiechem na twarzy. [Always look on the bright side of death!] Spojrzał na jej przymkniętę lekko oczy i odsłonił grzywkę, która przeszkadzałą mu w patrzeniu na nią. Była jego zdaniem ładna, bardzo [ta grzywka?]. Lecz... Dla niego uczucia nie były ważne. Odczekał jeszcze chwilę czekajac jak księżyc pojawi się na niebie. Gdy wyszedł ze swojej powłoki. Wywędrował na niebo.
To Księżyc ma jakąś powłokę? Znaczy, jak znika to wcale nie jest tak, że go zasłania cień Ziemi, tylko po prostu włazi w futerał?
Pod kołderkę, z co ładniejszymi gwiazdkami ;)
Chwila. Była ładna, ale co to ma do uczuć?
Bo ładne stworzonka wywołują ciepłe uczucia. Foczki, króliczki, lolitki...

Whilliam  przegryzł lekko swoją dłoń, a z niej zaczęła lecieć strużka krwi, którą wylał do wody w której leżała nieżyjąca dziewczyna.
Okoliczne pijawki oszalały ze szczęścia.
Bez dwu zdań dobry rocznik.

Blask pięknego księżyca spłynął na wodę pomieszaną z krwią. Zaczęła ona lekko świecić. Do żył Mittchel (oraz do otworów gębowych pijawek) wlało się nowę DNA.
A... aha. Czas zrewidować podstawy biologii.
Biologicznie rzecz biorąc, to faktycznie sięga DNA...

Jej oczy zmieniły kolor, z skóra zaczęła robić się biała, jakby miała na sobie biały puder. Nagle Whilliam odciągnął księżyc,
Ruszył Księżyc, wstrzymał Ziemię, wampirze zrodziło go plemię!

a skóra dziewczyny zmieniła się. Powyrastały jej krwiste żyły, wychodzące jakby z jej ciała.
A jakby skąd indziej miały jej wychodzić, z duszy?
To nie żyły, to zmutowane pijawki ją oblazły.

Mittchel zaczęła perfekcyjnie oddychać, a jej serce ponownie zaczęło bić.
Słyszałam o oddychaniu brzusznym, środkowym,  szczytowym, o świadomym oddychaniu, ale o perfekcyjnym nie słyszałam. [Udaje się do Wujka Gugiela po naukę.]
Już wiem! PRANAJAMA lub inaczej DOSKONAŁE ODDYCHANIE JOGISTYCZNE lub ODDYCHANIE FALOWE. Wąpierze uprawiają jogę!
Czekaj, Bhagavadgita (4,29) mówi o pranayamie jako o zatrzymaniu oddechu, coś tu nie gra.

Otworzyła oczy. Whilliama już nie było. Był taki szybki, jednak został w ukryciu zobacząc [sobacząc] [jak d*pa zza krzaka] co dziewczyna zrobi. Ta wstała ledwo utrzymując się na nogach. Słabo brała oddech, lecz próbowała oddychać.
Ano, faktycznie piszą, że nauka pranajamy zabiera jakiś miesiąc z haczykiem.
Albo i całe życie. Ale to zależy od systemu.

Odkalsznęła. Wtedy dopiero wróciły jej wspomnienia i zaczęła myśleć.
Odplunęła, usuwając flegmę zalegającą na mózgu?
Obrzęk mózgu, te rzeczy. Albo inne ropne zapalenie. NIE! Już wiem! Ona ma zwój brzuszny! MEGAPLUSKWIAK! No i wiemy, co z tą mutacją. Wyrosły jej żwaczki, czułki, oczy na szypułkach, szczękoczułki, nogogłaszczki i płucotchawki...

Złapała się za głowę upadając na kolana. Ten ból był tak ogromny [myślenie boli. Minister Zdrowia i Opieki Społecznej ostrzega]. Tak cierpiała. Krzyknęła upadając na zimię. Jej skóra była zimna, nie czuła swojego pulsu, lecz serce idealnie jej biło.
Hmmm, tak jakby ciężko oddzielić jedno od drugiego, chyba że do akcji wkroczył Mola Ram..
Serce oderwane od aorty? Jedyne wyjście.
Azteckie fanaberie...

Upadła w błoto. Zaczęła się czołgać, prbóując uciec od bólu, który przeszywał ją na pół [Duszę jej co łez nie mieści, pełną smutku i boleści, dla win naszych przeszył miecz]. Tak nie wyobrażalny ból. Przymknęła oczy, a z nich zaczęła lecieć cienkim strużkiem (oraz szeroką strumienią) krew, która wpadła w wodę [z niezłym pluskiem] farbując ją na bardziej czerwony kolor.
Mojżesz zawstydził wampiry. Cały Nil na krew przerobił. Ale by mieli wyżerkę...

-Sam...-szepnęła- Uratuj mnie... Proszę...
Nim zamknęła oczy zobaczyła kobiecą sylwetkę stojącą nad nią, a potem tylko zwykłą, nie przyjemną ciemność.
W odróżnieniu od ciemności przyjemnej. Gdyby wytykać każde nieprawidłowe użycie partukuły “nie” w tym tekście, zasnęlibyśmy z nudów.

Już nic nie odbierała, już nic nie słyszała.
Gdyż antenka jej się popsuła.
Albo zasięg uciekł. Za krzaki z Whilliamem.

Była taka jak wtedy. Sztywna i zimna.
Bo ona złą kobietą była. Sztywną i zimną.
Sztywność i oziębłość to kiepskie połączenie, jak sądzę.

Nie rozumiała nic, nie miała czasu na zrozumienie, nie miała. [“po dłuższym procesie tentegowania w głowie...” - król Julian] Miała tylko pewność, że kocha Samanthę z calego serca i w głębi duszy, której zapewne już nie mia, chcę do niej wrócić...
O, to miłe, że w jakimś opku zamiast trV loFFera pojawia się trV loFFerka.
Co jest kuszącego w homoerotyzmie, że aŁtoreczki tak go lubią?
Poanalizujesz jeszcze trochę, to sam przesiąkniesz Miazmatem ;)

Do pokoju wleciały ciepłe promienie słoneczne. To właśnie okazywało świt.
-Au...-jęknęła brunetka gdy Samantha przyłożyła do jej ran bandaż. Poranne ciepło mile podrażniło jej członkowane czułki. Przetarła odnóżami żwaczki, wstrząsnęła lekko skrzydełkami. Obeschły przez noc. Żeby dodać sobie animuszu zaczęła delikatnie otwierać i przymykać swoje chitynowe pokrywy. Wszystko działało perfekcyjnie.
A co im tam słońce. Zawstydziły je swoim sparkleniem.
Jak dotąd nic, absolutnie nic nie przemawia za tym, że te cosie, które aŁtoreczka wyprodukowała, mogłyby być wampirami.
Wleciały na skrzydłach wiatru...

-Musisz to wytrzymać. Spokojnie, jużwszystko dobrze. O, gotowe- uśmiechnęła się lekko nie pokazujac po sobie niezadowolenia. Bo taka sprawa, że odzyska przyjaciółkę tylko na dwa miesiące [jak na owada i tak niezły wynik...] nie wchodziła w jej grę. W jej własną grę, gdzie gra na swoich zasadach.
Rychło w czas ten bunt.

-Gdzie ja jestem?- zapytała spoglądając na znajomą twarz. Sam jej dotyk sprawiał, że dziewczynę nachodziły dziwne dreszcze choć były one takie na swój sposób ciepłe.
Muahahaha, czyżby uboczny objaw tego, pożal się boru, wampiryzmu?
Ojtam ojtam, przecież się kochają.
Nie liczy się nawet stan skupienia (vide ten koleś z gazu fotonowego powyżej), tylko uczucie, tak?

-U mnie w domu. Znalazłam cię nad rzeką-odpowiedziała spuszczając głowę i namaczając ścierkę w misce pełnej zimnej wody.
Dalej nie rozumiem. Dlaczego ona owadzicę-topielicę okładała mokrymi ścierkami?
Spoko, zaraz wyciągnie Pronto i będzie jej wecować i polerować pancerzyk.

Nie wiedząc jak to wytłumaczyć dziewczynie, zaczęła przecierać z zdenerwowaniem szmatkę w dłoniach.
Jedna dziura... Druga dziura... Po szmatce.
Nic tak nie odpręża jak ręczna przepierka!
Wiedźmin w chwilach stresu rżnął kozikiem kołeczki...
No, tutaj to by było ciut... niestosowne?

-Co ja robiłam nad rzeką? I dlaczego wszystko tak bardzo mnie boli?- zadawała pytania otwierajac szeroko oczy by dokładnie spojrzeź na Samanthę. Ta tylko wzruszyła ramionami.
-Mittchel, wiesz... Muszę ci wszystko powiedzieć od początku. Od roku 1478. -
O roku ów! Kto ciebie widział w naszym kraju!
Ciebie zwą piwowarzy rokiem urodzaju
A popi rokiem wojny...
O w mordę, to będzie długie opko...

szepnęła uciszajac głos.
-1478 roku?- zdziwiła się dziewczyna próbując podepszeć (ałć!) się na łokciach, jednak niew udawało jej się to, więc pomogła jej Samantha.
Zwróćcie uwagę, że boChaterka jest sporo starsza od Erzsébet Báthory (zmarłej - przypomnijmy - w 1614r.), pełniącej funkcję królowej. Normalny, kanoniczny wampir nabiera mocy z wiekiem. Nie wspomnę już o doświadczeniu... Samantha powinna być cholernie potężną istotą, prawda?
Nie jest. Nawet ten Whilliam wypomina jej niedoświadczenie. Może całe nieżycie trzymano ją w komórce na miotły?

-Tamtego dnia urodziłam się- przelknęła głośno ślinę.
Choć podejrzewam, że data 1478 jest zupełnie przypadkowa, to niejaką radochę sprawia mi domyślanie się, którą ze sławnych osób urodzonych w tym roku mogła być nasza Samantha. Zwłaszcza jeśli “urodziłam się” potraktujemy jako “urodziłam się jako wampir, czyli dla świata - umarłam” ;)
Dziersław z Rytwian?

Było dla niej trudno opowiadając jej o wszystkim co dotychczas przeżyła. Tyle niezapomnianych przygód, tyle podróży. Znanych osobistości.
Aha. I mając ponad pięćset lat, nadal chodziła do liceum... Ten Zmierzch naprawdę się aŁtorkom na mózgi rzuca.
Może mało kumata jakaś.

-C-co?!- zdziwiła się dziewczyna. Jej serce zaczęło szybciej bić, a oddech stawał się nie równy.
-Ja jestem wampirem. Nieśmiertelną istotą, jak już pewnie wiesz- westchnęła czując zdziwienie Mittchel- Kilka set lat temu mój ojciec zmienił mnie w czystej krwii wampira dobrej rasy.
Wampir dobrej rasy powinien jeździć na wystawy, a nie się po szkołach szlajać!
Kilka set temu aŁtorce przyszedł do głowy pomysł napisania tego opka. Powinna była poczekać z realizacją, aż przetrzeźwieje.

Wiesz mi, nie każdy wampir jest zły.
Nie, nie wiem ci.
Krakowiaczek ci ja!
Owadzi wampirek
Raźno się uwija!

Uwijaj się, raźno bież,
I żwaczkami ognia krzesz!

-Nie potrafię dzielić między dobrymi, a złymi wampirami. Nie wierzę, a nie w te, ani w te [ani wewte]- wzruszyła ramionami myśląc, że Samantha nabiera ją na coś [na przykład na widelec]. Bo dowiedzieć się o istnieniu wampirów to bardzo niesamowite i niewyobrażalne uczucie.
Nie wątpię.

-Musisz uwierzyć, teraz kiedy stałaś się... -urwała nie widząc jak dziewczyna to przyjmię.
-Czym się stałam?
-Wampirem- zacisnęła usta spuszczając wzrok w miekki dywan swojego domu, który był urządzony samymi [rosyjski superlativ?] antykami jakie można sobie wymyślić.
Dywan Urządzony Antykami był dalekim krewnym Parchatego Dywanu w Peru, ale - co oczywiste - nie przyznawał się do tego.
Nie dziw się. Jak można przyznawać się do parchatych krewnych z Najciemniejszego Zakątka Peru?
Antyki natomiast się wymyśla.

-Ccc... Jak to sie stało?- zapytała próbując być bardziej poważna.
-Jeden z najstarszych wampirów o kiladziesiąt lat ode mnie starszy, zamienił cię naprowadzajac na ciebie blask księżyca.
W przypadku kilkusetletniej wampirzycy różnica kilkudziesięciu lat nie powinna odgrywać żadnej roli, jeśli chodzi o moc. Dlaczego w takim razie ta dziamdzia rozciapciana nie była w stanie dogonić Whilliama w lesie?
Biegała w szpilkach?
Akceptowana społecznie różnica wieku to ½ + 8 lat, zdaje się. W ich przypadku to chyba jakieś 258 lat (wiek młodszego partnera). A ja się martwiłem, jak miałem dziewczynę 2 lata starszą...
A co jest złego w dziewczynie o dwa lata starszej?

Jednak przerwał w ostatnim etapie przemiany przez co wyrządził ci tyle bólu.
Coitus interruptus cavaderis cum cadavere in rigore mortis intracoituale.

Mittchel poczula wlaśnie wielkie ukucie w udzie.
Kujno jo, loboga! I to jesce w nogie!
W łudo!

Nie tylko tam, ale i wszędzie.

Jej ciało zmieniało się. Tymbardziej szczęki.
Szczęki. Też mi co. Żwaczki.
Tymbardzia szczęka, to szczęka z Tymbarku?

Czuła jakby ktoś wyrywał jej zęby obcęgami.
A może ma aparat kłująco-ssący? Cholera, sam nie wiem...
Weyland z "Gobelinu z Wampirem" miał takie coś pod językiem.

Ten ból był nie do zniesienia.
-Kiedy ból ustanie?- zwróciła się do niej. [dobra. laska ma opuchnięty dziób, jaki by on nie był. Może trochę realizmu? Coś jak “a chiedy den ból uftanie?”]
-Za kilka dni, góra tydzień. Ale spokojnie wszystko będzie dobrze- zapewniła z szerokim uśmiechem.
Powinna się zatrudnić w polskiej służbie zdrowia, jest tak samo pomocna.

Nie chciała wydobyć z siebe smutku.
Bo nie robi się wypluwek publicznie. Nawet sowy robią to dyskretnie i po ciemku. Wpływa na celność, ale o to mniejsza, dopóki nie oberwiesz wypluwką.

-Mówiłaś coś o blasku księżyca. Czy tak właśnie zmienia się ludzi w wampiry?- zapytała.
-Nie. To bardziej bolesny sposób. Ogólnie zmienia się poprzez ugryzienie.
Nie, tak też nie. Próbuj dalej.
Nic nie chcę mówić, ale tytuł tego opka to “Wampiry z wody”, a zatem w świecie aŁtoreczki przemiana następuje zapewne wskutek utopienia. I tak mniej więcej było w przypadku Mittchel. Mniej więcej.
Wampiry z wody, a wilkołaki na parze? I co jeszcze, elfy w sosie własnym?
Elfy znacznie lepsze są z rusztu.
Ale są łykowate. W końcu wiek robi swoje.

Jak to widziałaś już w wielu (złych) filmach.
-Tak, jest ich tak pełno. Ale zawsze przedstawiono wampiry jako zło- powiedziała Mittchel chcąc załapać całą tą sytuację i zadawać tyle pytań ile tylko się da. Nie chcę żyć w tej całej tajemnicy.
-Nie zawsze- sprzeciwiła się Samantha.
-Spójrz na Drakulę, to już samo zło...
WUJEK Samo Zło.
Naprawdę? Ktoś tu ma poważne braki, jeśli idzie o filmy o Drakuli...

-Drakule nie istnieję. Nigdy nie istniał- powiedziała spuszczając głowę- Wczoraj dowiedziałam się, że starsi wampiry wymyślili (wymyśliŁY, do jasnej anielki!) tę całą legendę.
I łopowied’ieli ło tym dla jinnych, młodszych... Nie chcę się czepiać, ale wampiry są raczej - nawet gramatycznie - nieżywotne, na mój gust. Nawet na Podl’ias’iu.
Wład Palownik zwany też Drakulą, zmarł w grudniu 1476 r., czyli boChaterka miała spore szanse znać go osobiście lub spotkać osoby, które go znały! Ale nieee, po co aŁtoreczka miałaby cokolwiek sprawdzać, przecież to takie męczące!

-Ale po co?
-Chcą straszyć młodsze wampiry ich władzą.
Okazywały męstwo i władzę.
Czkały i poprawiały pluderki, wystawiając sobie (publicznie), że wrogie hordy podchodzą pod Trembowlę...

Chcą oni decydować za Dobre Królestwo Wampirów.
-A jest złe królestwo?
-Świat dzieli się na cztery lemiona.
Ok, wiem, że to tylko literówka, ale nie mogę się pozbyć skojarzenia z “wymionami”.
Ty też?

Dobre Królestwo Wampirów, Złe Królestwo Wampirów, Wataha Wilkołaków i Plemie Ludzi.
Taaa, jedziemy toposem. Seelie Sidhe (ci dobrzy) i Unseelie Sidhe (ci źli). A wilkołaki i ludzie się nie dzielą, to taka szara, homogeniczna masa.
A ja wciąż nie wiem, według jakich kryteriów aŁtorka podzieliła wampiry akurat na Dobre i Złe, a nie np. Północne i Południowe, Czerwone i Niebieskie, czy jakoś tak.

-Wilkołaki? One też istnieją?- przeraziła się Mittchel nie wiedząc o co chodzi z tymi całymi plemionami.
- Ludzie? To oni istnieją? - przeraziły się zaczajone pod oknem wilkołaki.

-Później wszystko ci opowiem, a teraz śpij. Jesteś bardzo zmęczona. (I martwa.) (E tam, martwa, przecież oddycha i serce jej bije) Za kilka dni wszystko ci opowiem, obiecuję- powiedziała z uśmiechem na ustach.

Minęło kilka dni. Jesienne liście zaczęły opadać. Mieniły się różnymi kolorami jesieni. Żółty, pomarańczowy, czerwony, a nawet brązowy. Wszystko wydawało się takie piękne. Ale jest i inna rzeczywistość. Rzeczywistość Królestwa Złych Wampirów gdzie każdy szuka żądzy krwii.
Gdyż albowiem wampir musi szukać żądzy krwi, bo jeśli jej nie szuka, to jej nigdy nie poczuje.
Z tego wynika, że krew to używka, nie pokarm, bo głód używki trzeba wywołać.

Sale w tym królestwie nie były pięknę jak sale w dobrym królestwie. Były one mocno czarne, mogłoby się zatopić w tym kolorze.
A w wampirzych sypialniach stały trumny z różową wyściółką... ;)
Mocno czarne, bo wyprane w Perwollu...

W tym innym odcieniu czarnego, który budził za życia każdego zmarłego człowieka.
[Czyta raz. Czyta drugi raz. Poddaje się.]
[delektuje się wizją koloru budzącego przez zamknięte powieki.]

-Panie.- uklęknęła brunetka przez dwoma tronami. Na jednym siedziała blondynka z białą cerą i głową dumnie uniesioną do góry. Jakby chciała dotknąć sufitu.
Głową? Tak niski sufit, czy tak długa szyja?
Nie macie wrażenia, że to brzmi, jakby “uklęknąć” znaczyło tyle, co “powiedzieć”? A reszta to jak biblia królowej Zofii - “ostała się wdową po dwoma synoma”...

Po jej prawicy siedział mężczyzna z czarnym kapturem na głowie. Zakrywał on jego twarz, przez co wydawał się bardzo tajemniczy i zły.
Mężczyzna zakrywał twarz kaptura, przez co tenże kaptur wydawał się tajemniczy i zły?
Czarne kaptury
Są złe z natury,
A najbardziej tajemniczy
bywa kaptur z mysiej piczy.

-Co się stało?- zapytał.
-Powstał nowy wampir- odpowiedziała Sophie.
-No i co z tego? Kolejny bezużyteczny wampirek ,który będzie chciał zabrać mi tron lub dołączy do Królestwa Dobrych Wampirów i razem z nimi będzie chciał nas zniszczyć. Nuda.-ziewnął zasłaniając ręką usta.
Znaczy, nowopowstałe wampiry mają w zakres obowiązków wpisane próby obalenia władcy, czy tak?
Gorzej niż lemingi.
Kultura korporacyjna, jak nic.

-Ten wampir został zmutowany i obdarzony niesamowitymi zdolnościami. To on dostał dar zabijania patrząc tylko na czyjąś twarz.
Od dzisiaj będę częściej patrzeć ludziom na twarze. Może tez dostanę dar zabijania?
Zmutowana bazyliszko-wampirzyca. Nawiasem mówiąc, dar też kompletnie z dupy wzięty - czy cokolwiek przy przemianie Mittchel wskazywało na jej nowe, mordercze zdolności? Samantha też jakoś nie padła trupem - a przecież Mittchel “spoglądała na znajomą twarz”.
Hmmm... Skoro to przerośnięty pluskwiak, to ma oczy złożone, może nawet na szypułkach. Broń masowego rażenia jak w dziób strzelił.

Może cię zniszczyć, panie.- odpowiedziała dziewczyna spogladając żółtawymi oczami na mężczyznę.
-C-co?! Jak śmiesz tak łżeć?! (łgać, trąbko) - zdenerwował się wstając. Choć czytał w myślach dziewczyny i wiedział, że to prawda, nie mógł  to wszystko uwierzyć- Skąd o tym wiesz?
-Widziałam całe zdarzenie. Próbowałam zaatakować, lecz obok ciała nowonarodzonego stała Samantha Kills. Jedna z dobrych wampirów-odpowiedziała spokojnie nie patrząc na złość jej pana.
Na złość pana Samanthy. Złe i niepotrzebne zaimki są złe i niepotrzebne.

-Samantha Kills? Hm... Skądś ja kojarzę- szepnął.
-To ona kiedyś zaatakowała nasze królestwo.
-Lecz poległa- szybko dokończył za nią.
- No właśnie, jakby to powiedzieć, Panie... tak nie do końca.
Przeszła zieloną granice i zaczęła żgać ziemię patykiem.
Władca przeraził się. Jeśli trafiła na Słowację, mogła zagrozić dochodom Królestwa z tytułu akcyzy...


-Ale tak maleńko brakowało, a Królestwo Złych Wampirów przestałoby istnieć- oświadczyła to co sobie przypomniała z Wielkiej Wojny Pomiędzy Królestwami Wampirów.
A nie była to mała wojeneczka między Samanthą a KZW?
“Oświadczyła to co sobie przypomniała” - szukam sensu, ma ktoś trochę?

-Nie wiadomo po jakiej stronie jest nowonarodzony?
-Nie. Możemy jeszcze przeciagnąć ją do nas.
Wyobrażam sobie okrucieństwo tego porodu i miotanie noworodkiem na lewo i prawo.
I ciąganie za pępowinę.
Rzut łożyskiem do celu...
I piercing ciemiączek.
Jesteście małe, wstrętne, makabryczne potwory, pfuj!
Zawsze do usług!
Ależ proszsz.

-Ją? A więc nowonarodzony zmutowany wampir to kobieta?
-Ma na imię Mittchel Bloom.
Szkoda, że to drugie jest nazwiskiem.
Mocno zmutowany, w takim razie...
Albo niezdecydowany. I tak się waha, jak ten baca przed poprawinami...

[Szef rozkazuje Sophie skontaktować się z Milesem von Biergenem i zlecić mu przeciągnięcie Mittchel na stonę zUa.]
W tym momencie Sineira kolejny raz ziewa przepotężnie, po czym oświadcza, że ma dosyć i wraca do krypty. Pozostali analizatorzy postanawiają tymczasem skontaktować się Bladem, żeby zrobił porządek z całym tym wampiropodobnym towarzystwem.

Z małej chatki gdzieś pod lasem pozdrawiają:
Sineira w kapturze, przeterminowana Kura, Jasza znudzony pożyciem po życiu, Purpurat polujący z lupą na wielkie pluskwiaki oraz Maskotek bulgoczący z DNA strumienia.

53 komentarze:

Dzidka pisze...

*soczysty facepalm*
Więc to jest to straszliwe opko! Dojechałam mniej więcej do połowy i zamarłam, bo się ciężko zastanawiam: "skąd na zatłoczonych korytarzach wzięła się RZEKA?"

Captcha: regeolo. Regeloować toto ze szkoły!

Murazor pisze...

> Sine:

"To Księżyc ma jakąś powłokę? Znaczy, jak znika to wcale nie jest tak, że go zasłania cień Ziemi, tylko po prostu włazi w futerał?"

Sine, proszę, powiedz, że wrażenie sugestii, jakoby fazy Księżyca były powodowane przez jego wchodzenie w cień Ziemi wyszło Ci tu tylko przez przypadek i że chodziło jedynie o zaćmienia...

Sineira pisze...

Oczywiście, że o zaćmienie, gdzie ja mówiłam cokolwiek o fazach???

Murazor pisze...

Wprost nie mówiłaś, ale pierwsze skojarzenie czytelnika szło w tamtą stronę, nawet moje, choć przecież wiem na czym całe zjawisko polega. A że wiele osób uważa, że "to ziemia cieniuje", to uznałem, że lepiej o wyjaśnienie zadbać.

Sineira pisze...

Nie dziw się, rysunki w podręcznikach są na tyle uproszczone, że wprowadzają w błąd. Chociaż ja akurat miałam nietypowo - zastanawiałam się, jakim cudem zaćmienie nie zachodzi przy każdej pełni;)

Anonimowy pisze...

"A dawno zmarłeś?" i "Azteckie fanaberie..." - poległo mnie to :)) Mistrzowskie teksty :D
Zresztą tu takich niemało. A co sobie będę żałować - poczytam egejn, bo to było strasznie fajne :)

mikan pisze...

To jest gorsze niż Opko Specjalnej Troski! Matkoborsko, szacunek Załogo!

Anonimowy pisze...

Pinki i Mózg. Pimkie to sieć sklepów odzieżowych;)

Dzidka pisze...

BTW szacun dla Kury za Wolfea i Wampirettę -dawno tak nie ryczałam w miejscu publicznym :D

Arek pisze...

Przeczytałem niemal wszystkie analizy. Dostarczyły mi mnóstwo śmiechu, szanuję i podziwiam pracę analizatorów. Jednak kilka razy było się do czego przyczepić również w samej analizie, tym razem to zrobię.

***
Co jest kuszącego w homoerotyzmie, że aŁtoreczki tak go lubią?
Poanalizujesz jeszcze trochę, to sam przesiąkniesz Miazmatem ;)
***

Czyżby w oczach Kury pociąg do homoerotyzmu = miazmat? To bardzo krzywdzące.
(i dość dziwne, biorąc pod uwagę, że nigdzie wcześniej nie zauważyłem homofobii, a linijkę nad zacytowanym tekstem Sineira pochwala decyzję autorki opka)

Anonimowy pisze...

Dżizas! AŁ!toreczka wprawiła mnie w osłupienie, ale brawa dla Załogi - po trzecim zdaniu opka zacząłem szukać gwoździa i sznurka a Oni przetrwali niemal do końca (... swojego lub jej)

kura z biura pisze...

Arek - Miazmat to jest Miazmat. To jest ten stan zrycia mózgu, kiedy Wszystko Się Kojarzy (niekoniecznie homoerotycznie). :)

Anonimowy pisze...

Swoją drogą synopsis "Momo" nadaje się do osobnej analizy... :D
A ja tymczasowo polecam "Momo et Sinro" ;)

Robicie wielką pracę! Kapelusz wam do stóp!... :D

Sineira pisze...

Arku, nikt z nas nie ma nic przeciwko hooerotyzmowi jako takiemu, natomiast wykorzystywanie go jako elementu dekoracji przez nieletnie aŁtoreczki to zupełnie inna para kaloszy.

Anonimowy pisze...

Recenzja cuuudna!- ja się uśmiałem, ale ekipie współczuję - czytanie takiego opka to orka na upiorze albo orka na aŁtorze - niepotrzebne skreślić.

Mrunia pisze...

Ciekawy ten model przyjaźni między Mitchell i Samanthą - jedna traktuje swoją przyjaciółkę jak ostatnia szmatę i chce pobić, bo jest bezpodstawnie zazdrosna o chłopaka, druga pozwala przyjaciółce spokojnie się utopić i nawet nie rusza rzyci, żeby jej pomóc. Hm, widocznie moja definicja przyjaźni jest przestarzała.

Anonimowy pisze...

Skarby z lamusa? Hm, czyżby Sineira jeździła dwójką/dziewiątką/dziesiątką? Moja stała trasa :D

Analiza borska!

atha pisze...

Kwikwikwi!!! Analiza genialna, te wampiry są jeszcze lepsze, niż tfu-ry fantasy. Będziecie kontynuować?

Hasło: skneste. Kojarzy mi się z seksem. Przesiąknęłam miazmatem...

Anonimowy pisze...

Witam.
Jestem aŁtoreczką, jak mniemam.
W sumie nie mam nic temu przeciwko, ale tak przekręcacie moje opowiadanie, że szkoda patrzeć. Przeczytałam do połowy i już mi się nawet nie chce. To nie jest w połowie moje opowiadanie!
Zapraszam na mojego bloga i porównajcie czy jest podobne.
www.wampiry-z-wody.blog.onet.pl

Sineira pisze...

Kochanie, zadaj sobie trud i dowiedz się, na czym polega analiza. Tak, ponad połowa to nie Twój tekst. To nasze komentarze, zaznaczone na kolorowo, zauważyłaś?
Możesz z nich wyciągnąć wnioski - z korzyścią dla siebie. Możesz też walnąć focha, tupnąć nogą i stwierdzić, że chcesz pozostać aŁtoreczką, bo nauczenie się czegokolwiek Cię nie bawi.

Anonimowy pisze...

Nie chodzi mi o wasze analizy, ale jakim cudem najpierw jest rozmowa w szkole, a potem już akcja nad wodą?
Mittchel

Anonimowy pisze...

Carissima, po prostu dokonano tu skrótów redakcyjnych. Przykro mi, ale jakbyśmy brali to opko tak poważnie, jak Ty, to popełnilibyśmy chyba zbiorowe samobójstwo marchewką z obiadu (ja na pewno, za resztę nie ręczę, może wolą pietruszkę). A co do ostatniej notki na Twoim blogu - jeśli już coś publikujesz, to bierz za to odpowiedzialność. Dostałaś informację zwrotną pt: "Miewasz przebłyski, bierz się do roboty, jeśli chcesz ich mieć więcej albo odpuść sobie publikowanie, net jest już dość zapchany".

Z inkwizytorskim pozdrowieniem,
Purpurowy

Anonimowy pisze...

Urażona aŁtoreczka - jest! :D A żeby było ciekawiej... urażona nie analizą samą w sobie, ale tym, że analizatorzy nie poświecili wystarczającej ilości uwagi temu tekstU. :D Nie no, przeborsko. Analiza mnie uśmiała, opko mnie umarło... Świetnie! W ogóle się pochwalę, że już w czwartek wcześnie dość zapolowałam na analizę, zaliczyłam kilka rąbnięć czołem o biurko, ataków nagłego chichotu i tym podobnych, ale ostatecznie - pozyskałam ją! :D. A no i model przyjaźni faktycznie bardzo interesujący.
Pozdrawiam załogę i dziękuję z całego serca za to, że jesteście. To wspaniale móc się co czwartek zrelaksować dzięki czyjejś, tak świetnej robocie :)

Aartz

Anonimowy pisze...

Ale macie pecha... To niezgodne z prawem.
''Prawo autorskie zabrania dokonywania bez zgody autora skrótów, przeróbek, przekładów itp., strzeże przed plagiatem.''
Żądam usunięcia, jeśli sprawy nie załatwimy na spokojnie mogę ją równie dobrze zgłosić administracji Onetu.
Mittchel

SStefania pisze...

Ahahaha, klasyczna aŁtoreczka powołująca się na Prawo Autorskie, a niemająca nawet krzty pojęcia o Prawie Cytatu - jest.
Droga Załogo, gratuluję, już bardziej kanonicznie być nie mogło!

Dzidka pisze...

Droga aŁtorko, masz do odrobienia dwie lekscje:
1. Wspomniane wyżej Prawo Cytatu - mnóstwo o tym jest w sieci,
2. Co to jest Onet i jak się ma do tego bloga (podpowiedź: nijak, a dlaczego, to już musisz sama na to wpaść)

A poza tym jesteś fenomenalnie śmieszna z tym swoim zadęciem - zupełnie jak wszystkie twoje poprzedniczki, które też żądały usunięcia i "straszyły Onetem" :)

Anonimowy pisze...

Droga Mittchel, zastanów się przez chwilę: co Ci da zgłoszenie sprawy do Onetu, jeśli zgłaszany przez Ciebie blog, RZEKOMO łamiący prawo autorskie, jest zarejestrowany na Blogspocie? Zgadzam się z przedmówczynią, bardziej kanonicznie być nie mogło:)

Magrat pisze...

Powiem, że analiza przegenialna :D
A co do panny autorki to cóż, pokazując swoją twórczość w internecie musi się liczyć z krytyką. Więc lepiej przełknij swoją dumę, kochanie i na przyszłość postaraj się pisać lepiej ;)

Dzidka pisze...

Tym bardziej, że Analizatorzy uznali, że ma dziewczyna możliwości, żeby się rozwinąć w niezłą pisarkę. A to jest OGROMNY komplement.

Captcha: weaperma. Mokra sperma?...

Szprota pisze...

Słaby troll jest słaby.

Anonimowy pisze...

Może ja nie chcę analizy nie pomyśleliście?
Nie obchodzą mnie moje poprzedniczki, ale jest strona, która tym się zajmuję i to na pewno zgłoszę, bo to jest naruszenie mojej pracy.
Mittchel.

kura z biura pisze...

Ależ wręcz przeciwnie, Twoja praca została doceniona. Wers po wersie, z bezlitosną miłością. A za tydzień zapraszamy na ciąg dalszy!

Anonimowy pisze...

Bo my to po prostu ziejemy chrześcijańską miłością bliźniego, sesese.
Ad Mittchel - obawiam się, że Twoje chęci są tu najmniej ważne. Pomijając to, że trochę mnie rozczarowałaś - przez moment pisałaś z sensem, a teraz to "naruszenie pracy", ech...
A poza tym, to jestem za tym, żebyś zgłosiła. Wszędzie. Gdzie się da. Albo zrobi się chryja i będzie się z czego pośmiać, albo rozpoznają Ci kryptoparanoję pieniaczą i zamkną w domku bez dostępu do netu. Jak by nie było - czysty zysk.

Pozdrawiam serdecznie,
Purpurowy

Sineira pisze...

Mittchel, rozczarowałaś mnie. Bardzo mnie rozczarowałaś. Pochwaliłam, że masz potencjał, a tymczasem Twoja reakcja dowodzi, że cierpisz na taką samą awersję do myślenia, jak każda przeciętna aŁtoreczka. Szkoda.
Nie strzelaj fochów i nie tup nóżką, tylko weź się do pracy, udoskonalaj swój warsztat, szukaj informacji, wyciągaj wnioski z krytyki - inaczej nigdy nie będziesz pisać naprawdę dobrze.
Publikując swój tekst narażasz się na krytykę. Przyjmij to z godnością albo wracaj do piaskownicy.

Anonimowy pisze...

Prosiłam was o analizę?
Mittchel.

jasza pisze...

Autorka wylała swoją frustrację u siebie pod opkiem, gdzie teraz łagodnie tłumaczymy jej na czym polega jej błąd z miotaniem się od ściany do ściany.

Wkleję tu, na wieczną rzeczy pamiątkę:


****
A co do Twojej zgody czy niezgody na analizowanie opowiadania:

W tej samej chwili, kiedy umieściłaś opowiadanie w sieci, wyraziłaś zgodę na to, aby przez każdego użytkownika internetu było czytane, komentowane, oceniane i analizowane. Bez jakichkolwiek ograniczeń.

Pamiętaj, że zawsze naciśnięcie klawisza "wyślij" jest równoznaczne z podjęciem przez Ciebie decyzji o opublikowaniu pracy. Czyli że od tego momentu tekst staje się PUBLICZNIE dostępny.
Publicznie, czyli dotyczy to też analizatorów, którzy za swoje zadanie mają analizowanie wszelkich tekstów (a zwłaszcza literackich) umieszczanych w sieci.
Tym samym (czyli jednym klikiem w "wyślij") dałaś nam swoją zgodę na staranne przyjrzenie się Twojej twórczości.
Co zrobiliśmy.

***
hasło: imatopw "I MA TO Pierw Wiedzieć"

kura z biura pisze...

Nic nie chcę mówić, ale aŁtorka założyła własną analizatornię, gdzie udowadnia, ze NIC nie zrozumiała z tego, osochozi... Indżojcie!

http://dora-poznaje-swiat.blog.onet.pl/

Anonimowy pisze...

Przeczytałam. Melduję, że za sprawą sposobu pisania aŁtoreczki nie zrozumiałam nic a nic, ale i tak było fajnie. Chcę ciągu dalszego.
@Mittchel: szkoda. Pochwalili? Pochwalili. Mogłabyś zamiast siętak nie rzucać wyciągnąć wnioski, bo analiza to świetna okazja do nauki.

PS. Dotychczas marzyłam o randze pokaźnej wimpergi. Przez to opko chcę rangi "Camembert von Pasternak". Zrobicie taką? Proooszę! *robi oczy kota ze Shreka*

die_Kreatur

kura z biura pisze...

Za jakiś czas zaktualizuję listę rang i Camembert von Pasternak z pewnością się na niej znajdzie!

A tak przy okazji... Kreaturko, a jak przeżyłaś ramsztajnową analizę? ;>

Anonimowy pisze...

Nie lubię blogspota. Zjadł mi komcia.

@Kuru: Dobrze przeżyłam. Myślałam, że będzie gorzej, a tu, paczpan, nie. Śmieszyło nawet bardziej niż zwykła (akurat, zwykła! U was wszystkie analizy są niepowtarzalne, wyśmienite i wgl!*) analiza. Zdobyta niegdyś perfekcyjna znajomość kanonu gdzieś pod czaszką siedzi, więc łatwiej mi było napawać się absurdalnością akcji.

*Nie, nie podlizuję się, ja tak naprawdę myślę.

Odpowiedzialność za wszystkie błędy składniowe, jakie dzisiaj i jutro i dalej w tym tygodniu popełnię zrzucam niniejszym na to lasujące mózg opko. Języka polska trudna być.

Anonimowy pisze...

Jakby coś to powyżej byłam ja, die_Kreatur.

jasza pisze...

Pytanie: skąd, ach skąd znamy ten tekst?


> Pozwolenia do zanalizowania nie musieliście, ale do skopiowania już tak. Nadal żądam usunięcia, jeśli sprawy nie załatwimy na spokojnie mogę ją równie dobrze zgłosić administracji Onetu. Powiedziałam, nie życzę sobie analizowania, kopiowania, zachęcania do obejrzenia mojego bloga i wy musicie to uszanować.

''Prawo autorskie zabrania dokonywania bez zgody autora skrótów, przeróbek, przekładów itp., strzeże przed plagiatem.''

Radziłabym następnym razem być lepiej poinformowanym, a dopiero skakać do kogoś. Proszę o usunięcie stąd mojej pracy.

Autorka bloga szara-kamienica.blog.onet.pl

*****
To komć z analizatorni aŁtorki opka (ona naprawdę ma swoją analizatornię, ojej!) opracowanego przez nas na NAKWie.

http://dora-poznaje-swiat.blog.onet.pl/

KlaŁn Szyderca pisze...

A nie analizuje aby na onej analizatorni samej siebie?

Anonimowy pisze...

Gdyby ona się sama poanalizowała, to może ta jej tfurczość przez duże "tfu" miałaby szanse trzymać się kupy. Niemniej, biorąc pod uwagę jej impregnację na wszelkie uwagi / informacje / sugestie, to gdyby dziewczynka skoczyła ze swojego ego na IQ, toby z niej ino czerwona plama w krajobrazie została. No, ale to tylko moje prywatne zdanie.

P.

Anonimowy pisze...

Mittchel, dziecko drogie "jak mniemam" bardzo w życiu swym krótkim zgrzeszyłaś - bo dobry Bóg jak chce pokarać to rozum odbiera... A do Armady mam pytanie - czy nadal myślicie, że AŁtoreczka ma potencjał a nie tylko monstrualne EEEEGO?

Anonimowy pisze...

O potencjale pisała tylko Sineira, jak dla mnie to potencjał to ona może i ma, ale w porywach elektrostatyczny, jak się jej włoski naelektryzują...

Anonimowy pisze...

To nie jest mój blog, a jak nie wiecie to ni komentujcie od razu.
Mittchel.

Anonimowy pisze...

Hejjjjjj!!
Zapro na MoJeGo supcio bloga!!
www.notatnik-gwiazdy.blog.onet.pl

Sineira pisze...

Hej, hej, towarzystwo, spokojnie! Dziewczyna jest młodziutka, skrytykowaliśmy jej ukochane dziecko, można zrozumieć, że ją to wkurzyło. Umiejętność przyjmowania krytyki przychodzi z wiekiem, a i to nie zawsze. Przypominam, że celem istnienia analizatorni nie jest glanowanie dla samego glanowania.

Dzidka pisze...

Taż przecież nikt tych jej histeryj nie traktuje poważnie. Raczej z rozbawieniem :-)

Anonimowy pisze...

Sineiro - jak Ałtorka ma żal za analizę, ale próbuje się poprawić to ok, ale jak strzela focha i tupie nóżką to trzeba jej wytłumoczyć, że to nie tak i że powinna popracować nad sobą a nie tylko nad blogaskiem.

Sineira pisze...

Działam sine ira i z miłością;)

Adwokat pisze...

Aj, jakie to było piękne! Opko na szczęście mnie nie zabiło, a analiza była cudowna! Już dawno nie zrobiliście mi tak dobrze :D.
Przez Sine prawie zeszłam na zakwik i dziękuję za to bardzo! Pana Purpurata nie kojarzę, choć pewnie pojawił się już wcześniej, tak czy siak: bardzo mi się podobało i pozdrawiam serdecznie całe Grono Analizatorskie ;).