czwartek, 13 marca 2014

253. Hopsa Kamil, hopsa na Piramidzie Cheopsa, czyli zadyszka od wielokropków (2/2)


Kochani czytelnicy pci obojga! Pewnie jesteście ciekawi dalszych losów Ewy, Kamila oraz całej naszej utalentowanej kadry skoczków i skoczkiń? Wuala! Dzisiaj powłóczymy się trochę po świecie, od Zębu po Kair, będziemy także świadkami spontanicznych reakcji zawodników na przegraną, zobaczymy, jak wygląda obóz szkoleniowy, co zastąpiło kropki i przecinki oraz jak zachowują się na co dzień dorośli mężczyźni. Mamy tylko nadzieję, że ci z Was, którzy darzą sympatią skoczków, po lekturze poniższego nie zmienią zdania…
Enjoy and jump!


Analizują: Babatunde Wolaka, Dzidka i Kura.





****************************************************************************
Nadszedł czas na ostatnie w tym sezonie zawody, ale wyjątkowo nie w Planicy, ale w Kusamo. Miały tam rywalizować również panie co pobudziło nadzieje Kamila na rozmowe z Ewą, gdyż nie odpisała mu na ostatniego smsa. Po przyjeździe do hotelu, Kruszek (skrzat domowy reprezentacji Polski?) rozlokował swoich podopiecznych w pokojach i razem ze swoim pomocnikiem udał sie na krótką naradę.  Z racji tego że Piotrka nie było Stoch trafił do pokoju razem z 19 letnikami [reprezentacja dorabia na boku jak może] Krzysztofem Biegunem, który został powołany do kadry na miejsce Żyły. Był to debiut młodego zawodnika. Pierwszy raz mógł się zmierzyć z najlepszymi.
Po popołudniowej odprawie z trenerem, Kamil udał się na spacer. Długo błądził ulicami Kussamo, a w końcu sam nie wiedział jak dotarł pod skocznie.
Ja też nie wiem, jak mu się udało znaleźć jakąś skocznię w Kussamo albo Kusamo, zamiast w Kuusamo (gdzie nie powinien mieć szczególnych problemów, przecież to nie jest duża miejscowość).


[Kamil podczas spaceru spotyka Ewę… z kilkuletnią córeczką. Ewa w końcu, po długich namowach, decyduje się opowiedzieć mu całą historię.]


Kamil i Ewa weszli do małej przytulnej kawiarni, usiedli przy jednym ze stolików i zamówili herbatę owocową. Biela nic nie mówiła, tylko patrzyła smutnym wzrokiem w okno.
-Ewa…
-Nie nic nie mów tylko słuchaj!- poprosiła znacznie bardziej zdecydowanym głosem.- Nie wiem czy dobrze robię, ale to już zaszło za daleko, wiem ze narobiłam Ci nadziei i nie mam prawa zostawić Cię tak bez wyjasnień- przerwała i popatrzyła na Stocha wielkimi, zeszklonymi oczyma-… 4 lata temu, kiedy zaczęłam taką poważniejszą zabawę ze skokami i trafiłam do kadry juniorek, spotkałam masarzyste biathlonistek… Damiana… spodobał mi się…
Bo miał dużo nadprogramowych liter.


zaczęlismy spędzać ze sobą dużo czasu, na zgrupowaniach wieczorami do mnie przychodził…- pojedyńcza łza spłynęła jej po policku (potem druga, po stargardzku) - i…i …  jak świętowaliśmy moje pierwsze punkty w pucharze kontynentalnym upił mnie… i rano obudziłam się… naga w łożku… nie wiem co się działo…
No pewnie, kochanek musiał się okazać szują i tym zUym, który wykorzystał pijaną kobietę. Że też one nigdy nie napiszą, że po prostu boCHaterka spędziła noc z chłopakiem, który jej się spodobał, mimo że wcale nie miała zamiaru kontynuować znajomości. Albo nawet że miała, ale zmieniła zdanie, bo post coitum jednak na dłuższą metę nie zaiskrzyło.
Niestety, Imperatyw Opkowy nakazuje, żeby boCHaterka czekała na tróloffa w dziewiczym wianeczku, a jeśli tegoż brak, to albo jest wredną puszczalską dziwką, albo właśnie ofiarą gwałtu bądź podstępnego uwiedzenia.
No ale jakże to tak: spodobał się, skopulował i poszedł, i eto wsio? A gdzie miejsce na jakiś konflikt? I kto w takim razie miałby być Tym Złym?
Poczekaj, poczekaj, jeszcze kawał opka przed nami!


-Nie musisz kończyć…- szepnął Stoch i przytulił blondynkę.
-Nieee ja chce skończyć…no więc… zniknął… nie mogłam się do neigo dodzwonić… kilka tygodniu później… źle się czułam… i zrobiłam test… potem szok… nie wiedziałm co powiedzieć rodzicom… trenerowi… jak się już dowiedzieli to oczywiście pretensje, pytania…nie powiedział kto jest ojcem…
Kto nie powiedział, narrator wszechwiedzący?
Gada dziewczyna dość nieskładnie, nic dziwnego w takiej sytuacji.


nikt nie wiedział…- łzy płynęły jej po policzki – …nie szukałam go… mała rosła, szybko wróciłam do skakania,a nią zajmowała się mama…i własnie rok temu, kiedy sie poznaliśmy moje dwu i pól letnie dziecko wróciło z przedszkola i powiedziało mojej mamie że tatuś je odwiedził… rozumiesz TATUŚ!… nie wiem skad się doweidział… jak ją znalazł…
No raczej znaleźć nie było trudno, skoro całe życie mieszkają w jednym miejscu…
W dodatku pewnie mieli wspólnych znajomych w branży.


ale to rozpoczęło koszmar…bez mojej wiedzy zatrudnił się w kadrze jako nasz masarzysta… szantarzował mnie,
Rzeźnik i szatniarz w jednym.
Wiesza połcie palt na hakach.


że jeżeli nie będziemy razem, jeżeli nie pozwolę mu zajmować się małą to jej coś zrobi… i zrujnuje moją karierę…
Ka co?!
Karierę. Tę taką straszną rzecz, którą feministki każą robić kobietom, zamiast siedzenia w domu i niańczenia kolejnych dzieciątek.


ja wiem że on jest do tego zdolny…powiedział też że jak Tyy sie o tym dowiesz… to nigdy już nie siądziesz na belce…bo…bo nie będziesz w stanie bo spotkaniu z nim…
Na horyzoncie zamajaczyło widmo yaoi.


Kamil przepraszam… tak bardzo Cię przepraszam, że Cię w to wciągnęłam… proszę nie próbuj się ze mną kontaktować dla własnego dobra…- skończyła i wybiegła.
Od czytania tych wszystkich wielokropków dostałam zadyszki.
W ogóle jest to maniera, która doprowadza mnie do szewskiej pasji - wielokropki zamiast przecinków i kropek. Czasami od czytania wpisów na forach oczy bolą, zwłaszcza że ludzie nie ograniczają się do trzech kropek w jednym wielokropku…..
A tam dalej… jest jeszcze gorzej… wszyscy tak mówią!


Stoch rzucił na stolik 20 zł banknot i wybiegł za kobietą.
A fińska kelnerka wybiegła za nim, wrzeszcząc: Co mi tu za papierek rzuciłeś!


-Ewa!- krzyknął i chwycił ją za rekę – On nie może Ci grozić, daj sobie pomóc… uwolnimy się od niego, będzie dobrze obiecuje!
-Nie obiecuj rzeczy, któych nie dasz rady spełnić…
-Ewa! Dam radę! Proszę Cię daj mi szanse…
Biela nie odpowiedziała i odeszła w stronę hotelu…
**************************************************
Sytuacja przed ostatnim konkursem była niezwykle napięta, gdyż jeszcze nigdy nie było tak nie jasnej sytuacji w klasyfikacji generalnej:
pierwszy; Thomas Morgenstern miał 81 punktów przewagi nad drugim Gregrem Schlierenzauerem, który z kolei wyprzedzał trzeciego: Andersa Bardala o 10 punktów. Czwarty niemiec; Fraitag tracił do podium jedynie 3 punkty, piąty nasz Kamil przegrywał z norwegiem o 43 punkty. Ostatni konkurs mógł zmienić praktycznei całe podium. Wszystko mogło się stać.
Wszystko się może zdaaaarzyyyyć...



Kamil wiedział że stoi przed ogromną szansą, nauczył się oddzielać sprawy prywatne od skoczni więc psychicznie był dobrze przygotowany do zawodów, po za tym chciał wypaś jak najlepiej żeby pokazać Damianowi, ze jest jednak coś wart i może odbić mu Ewę.
Bo Ewa jest trofeum dla najlepszego skoczka?
Dla najbardziej wypasionego.


[Bla bla bla, opis konkursu, w którym po pierwszej serii niespodziewanie prowadzi Krzysztof Biegun, Schlierenzauer jest drugi, a Morgenstern trzeci.]


Bez zbędnych przerw zaczęła sie druga seria. Kibice z niecierpliwością wyczekiwali wystepu trzech ostatnich skoczków. I własnie na belce usiadł Morgenstern, skoczek wyszedł z progu bez problemów i wydawało się, że tym skokiem przypieczętuje swoje zwycięstwo w klasyfikacji generalnej, jednak nagle dostał silny powiei wiatru, który zmusił go do lądowania na 124 metrze, które zakończyło się upadkiem. Pointner z niedowierzeniem patrzył jak jego najlepszy do tej chwli zawodnik bezwładnie turlał się w dól skoczni. Błyskawicznie podbiegli do niego ratownicy i przetransportowali go do stojącej nieopodal karetki. Trybuny wypełniała cisza. Gregor wiedział, że ma szanse pokonać swojego kolegę, który w tych okolicznościach nie dostanie juz żadnych punktów i zdobyć drugą kryształową kulę w karierze.
No, nie. Morgenstern przeszedł do drugiej serii, więc jakieś punkty dostanie. Upadek nie oznacza dyskwalifikacji. Gdyby np. uplasował się ostatecznie na minimum 13. miejscu, jego pozycja byłaby niezagrożona, nawet gdyby Schlierenzauer wygrał.


Chciał jak najlepiej wykorzystac tą szanse, ale wiedział że warunki się pogorszyły i nie bedzie to proste. Musiał postawić wszystko vabank [i zagrać na jedną kartę] – tylko pierwsze miejsce go interesowało, żadne inne nie wchodziło w grę. Usiadł na belce i nerwowo poprawił gogle. Pointner machnął flagą i skoczek ruszył. Leciał, leciał iudało się [u mnie w domu, jak strona nie chce się załadować, to mówimy, że się judła jak jodłujący Żyd! a nawet Dagome Iudex!]… wylądował na 141 metrze!
Kibice oszaleli, wszystko wsakzywało na to, że ten młody, utalentowany, austryjak odebrał swojemu starszemu rodakowi [nadprogramowy przecinek i wetknął go sobie w tyłek] pierwsze miejsce, jednak na górze skoczni został jeszcze jeden skoczek; Krzysztof Biegun, którego chyba nikt nie podejrzewał o pokrzyrzowanie planów wielkiego Schlieriego.  
Na szczęście rywalizowali w skokach, a nie w dyktandzie.


Polak usiadł na belce, ale po chwili musiał z niej zejść. Nastpaiła dłuższa przerwa spowodowana nagłymi, silnymi porywami wiatru. Trener Kruczek nerwowo obserwował pogodowe parametry i informował przez radio swojego zawodnika o sytuacji. Nagle do gniazda trenerskeigo wpadł rozentuzjowany Kamil.
-Trenerze, Morgi złamał nogę! To nie wygląda dobrze.
A ten z czego się cieszy??? Myślałam, że się lubią…


-Tak myślałem, ten upadek wyglądał poważnie… moze wycofiemy Krzysia…
- Może co zrobimy? - spytał osłupiały Stoch.
Wycofiemy, bo jeszcze sobie cały kombinezon potardże.


[Stoch przez radio motywuje Bieguna, mówiąc, że tylko od niego zależy, czy Morgenstern utrzyma pierwsze miejsce w Pucharze]


Wiatr na chwilę się uspokoił, ale zanim Krzysztof zdołał usiaść na belce, rozchulał się na nowo.
Przez “ch”, bo to był cholernie ostry wiatr.


-Nerwowe oczekiwanie na poprawę wiatru proszę państwa, ależ emocje, jeszcze nic nie jest przesądzone. Wszystko w rękach naszego młodego zawodnika. Zaraz któryś z austryjaków będzie mu bardzo wdziękczny, ale czy Morgenstern czy Schlierenzauer…? Przedchwila widzieliśmy [przedchwil to coś jak przedskoczek?] [Jaroslav Předchvil, reprezentant Czech] że trener naszej reprezentacji i lider Kamil Stoch kontakotwali się z gniazda z Biegunem. Czyżby rozważali rezygnacje… warunki nie ciekawe, chodziaż jeszcze przed chwilą Gregorowi udało się odleciec bardzo daleko!- krzyczał polski komentator.
Silny wiatr mocno zniekształcał jego słowa.


Nareszcie na belce pojawil się polak. Warunki ustabilizowały się i trener mógł go wypuścić. Skoczek mocno odepchnał się od belki, uzyskał wyjątkową dobrą prędkość i wybił się w odpowiednik momencie.
-138 metrów proszę Państwa, piękny telemark!!! Polak spisał się znakomicie, ale kto będzie pierwszy on czy Schlierii!?- krzyczał spiker.
Biegun zatrzymałs ie przy reklemie milki i odpiął narty,
Gdyby zatrzymał się przy reklemie Kinder Bueno, pewnie by go zdyskwalifikowali.


wszyscy skierowali wzrok w stronę tabliy z wynikami… PIERWSZY!!! WYGRAŁ!!! Nagle na skoczni w Kuusamo zaponował wielki hałas spowodowany przez polskich i austrjackich kibiców.
Jestem ciekawa, czy choć raz napisze to słowo poprawnie.


Koledzy z kadry i trenerzy szybko znaleźli się przy zwycięscy i nagodzili go [do roboty] wilkimi brawami.
Wyli z radości.
A potem siedli na ziemi i dostali wilka.


Zdenerwowany Gregor Schlierenzauer nie mógł uwierzyć w to co się stało, Puchar Świata był przez chwilę w jego rękach i taki młokos, niewaidomo z kąd mu go wyrwał…
Bo to Polak, a wiadomo, że jak Polak, to złodziej. Wyrwał, uciekł i przetopił.


rzucil nartami w śnieg, nakrzyczał na jakieś fanki i uciekłd o domku skoczków trzesakjac mocno drzwiami.
Skoczkowie się ostatnio zrobili strasznie nerwowi, ciągle rzucają nartami. Z tym, że Schlierenzauer, w odróżnieniu od Stocha w pierwszej części analizy, przynajmniej nie zaczął płakać.


Trener Pointner podszedł do młodego polaka i serdecznie mu poglatulował. Był rozerwany między dwoma swoimi podopiecznymi;
Nie powinien był motywować zawodników za pomocą glanatu.
Glanem ich, glanem!


jednego powienien pocieszyć z drugim powinien się cieszyć…
Tylko jedna sylaba różnicy, po co się od razu rozrywać.


Kilkanaście minut po zakńczeniu konkursu rozpoczęła się ceremonia dekoarcji ale tylko zwycięsców konkursu, gdyż z dekoracją pierwszych zawodników w klasyfiacji generalnej [to coś śmierdzącego?] [klasyfiacja, czyli ranking najbardziej syfnych skoków] Pucharu Świata trzeba było poczekać, aż kontuzjowany Morgenstern, który nie wiedziął jak potoczyły sie zawody wróci ze szpitala.
Na podium został wywołany trzeci; Kamil Stoch ( który uzyskął równiez 3 miejsce w klasyfikacji generalnej), skoczek uśmiechnięty pomachał do kibiców, nastepnie kibice mu odmachali


spikaer wywołał Gregora Schlierenzauera jedka austryjak nie pojawił się, zamiast niego na podium stanął trenrt Pointner,
W jakim to jest języku?...
Ta mynga literówek kojarzy mi się z Milenką.
To samo skojarzenie…
No cóż, władza i popularność podniecają, może to właśnie przytrafiło się aŁtoreczce podczas opisywania tej sceny. Lewą ręką ciężko się klepie w klawiaturę.


który przeprosił za podopiecznego i wyjaśnił, że jest on chwilowo niedysponowany. Jako ostatni na pudło wskoczył Krzysztof Biegun, dla którego było to pierwsze zwycięstwo w karierze.
Po dwóch godzinach ze szpitala został przywieziony wielki wygrany cyklu Pucharu Świata z nogą w gipsie.
Niniejszym “Puchar Świata z nogą w gipsie” dołącza do kolekcji Najdziwniejszych Trofeów Analizatorskich. Będzie stał na półce obok “płyt z otwartym browarem w ręku”.
Nadawałby się też na nagrodę w “wielkim konkursie Cthulhu z haczykiem”.


Był on święcie przekonany że to Schliri został zywcięscą jednaka trener szybko wyprowadizł go z błedu i opowiedział ze szczególami co się działo przez ostatnie godziny po konkursie.
W szpitalu bardzo się pilnowali, by nie zdradzić się ani słowem.
Telewizorów też tam nie mieli. Spokój najwyższym dobrem pacjenta.
Mieli, ale przestarzałe, na marki, a Morgenstern miał tylko euro.


Ździwiony i bardzo szczęśliwy Morgi postanowił podziękowac Polaką,
AAAAAA!!! MOJE OCZY!!!! PĘKŁY MI OCZY!!!!!!!!
Polaka - bukiet kwiatów polnych wręczanych przy podziękowaniach.


kiedy wyszedlz  domku skoczków wpadła na Gregora, skoczek jednak zmierzył go chłodnym wzrokiem i bez słowa zniknął za rogiem.
Morgi w żeńskiej postaci nie był w jego typie.


Thoms pokustykał dalej. Nie musiał jednak odchodzić za daleko gdyż po chwili otoczyła go grupa biało czerwonych wypytując  zdrowie i gratulując.
Musi się dobrze czuć, skoro chodzi ze świeżo złamaną nogą.
Niech się przekwalifikuje na biegi narciarskie.
Nareszcze nadszedł moment dekoracji najlepszych skoczków w sezonie. Naburmuszony Schlierenzauer bez słowa wszedł na drugie miejsce podium i posłał stojącemu obok stochowi lodowate spojrzenie, Morgenstern z pomocą Pointnera i Loitzla wgramolił się na najwyższy stopień pudła. Podał rękę Kamilowi i następnie Gregorowi jednak ten nie odwzajemni gestu i obrócił sie tyłem do kolegi i do kamery.
A na plecach miał napis: całujcie mnie wszyscy w dupę!


Pointner ze zrezygnowaniem pokiwał głową i oddalił sie do swojej ekipy.
Trenerzy w tym opku to w ogóle takie zrezygnowane ciaptusie.
Po dekoracji na skoczni rozpoczela ie wielka impreza. Kamil i Krzysztof rozdawali kibicom autografy kiedy niepodziewanie podeszłą do nich Ewa i serdecznie pogratulowała finałowego występu. Nagle podbiegł od nich nadal zdenerwowany Schlierenzauer i popchnał lekko Bieguna:
-I co! I co mi powiesz?! Ty młokosie… ! TY TY!!! Co myślisz teraz że jak raz wygrałeś to coś znaczy oj nie ja Ci powiem JESTEŚ NIKIM!
Portal żenada.pl uruchomił właśnie nowe serwery.
Chyba jednak już lepiej by było, gdyby płakał.


-Zostaw go!- krzyknął Kamil w obornie przyjaciela
Sytuacja rzeczywiście coraz bardziej pasowała do obory.


-Bo co? Mam się Ciebie bać?! Ze mna sie tak prosto nei wygrywa porzałujecie tego! (Nobody fucks with the Schlieri!)- krzyknął austyjak i popchnął Stocha, a ten wylądował w pobliskiej zaspie, jednak szybko się pozbierał i oddał napastnikowi ze zdwojoną siłą.
-Kamil niee!- krzyknął Ewa
Ze strachu i żenady straciwszy tożsamość płciową.
Temu opku powinien przyjrzeć się ksiądz Oko.


-Czyście powariowali! – krzyknął Kruczek i razem z Pointnerm podbiegli do Stocha, Bieguna i Schlierenzauera między którymi wywiązała się już porządna bijatyka, na oczach całego świata.
Ta, jasne. AŁtorko, WEŹ. To jest sport, takie rzeczy się zdarzają, a sportowców uczy się, jak sobie z nimi radzić. Czy Koen Verveij pobił Zbigniewa Bródkę? No właśnie.
Nie pobił. Bo nie mógł go dogonić.


[Zawodnicy i trenerzy idą do namiotu, gdzie próbują wyjaśnić sytuację]


-Thomas połamany, a Gregor sprowokował bójkę na oczach milionów kibiców! Wszyscy to nakręcili, na pewno już cały internet o tym huczy!- dodał Pointner.
-Ewa dziękujemy Ci bardzo, ale idź już stąd, proszę… musimy to sami jakoś załatwić.- poprosił Łukasz- Ty Andreas też.- dodał i Kofler z Bielą posłusznie wyszli z namiotu tyłem zeby ominąć dziennikarzy.
Sądzę, że idąc tyłem właśnie będą mieli trudności, by ich ominąć.
Liczyli na to, że dziennikarze nie rozpoznają ich potylic.
Wyszli tyłkiem… znaczy, chyłkiem.


- Co z nimi robimy?- zapytał Alexa.
-Gregor powiem Ci tylko jedno. Zawiodłeś mnie, zawiodłeś nas wszystkich; kibiców, kolegów z kadry… po raz kolejny pokazałeś, ze psychicznie nie dorosłeś do takich zwycięstw, ale teraz nie będę Cię już bronił, nie mam już sił…- powiedział trener i wyszedł by  przemyśleć dalsze losy swojej kadry.
Musiał podjąć decyzję, czy zaorać ich już teraz, czy wstrzymać się jeszcze do końca sezonu.
To jest właśnie koniec sezonu, może orać.


Zdenerwowany Kruczek zmierzył wzrokiem wrogo do siebie nastawionych zawodników i usiadł na jednym z krzeseł między nimi.
-Trenerze… przepraszam… powinienem coś zrobić, rozdzielić ich… a nie dołączyć się do nich… to moja wina… jak bym nie wygrał tego konkursu…
Na wszelki wypadek odtąd będę przegrywać wszystko, co się da!
Wieczorem w hotelu panowała nerwowa atmosfera. Po krótkim oświadczeniu trenera Kruczka media wcale nie ucichły, wręcz przeciwnie w internecie można było znaleźć dużo artykułów na tan temat i co chwilę dochodziły kolejne; o nagłówkach typu ; „Sensacyjne zwycięstwo Bieguna i upadek Morgensterna w cieniu bójki czołowych zawodników PŚ”, ” Stoch w obronie kolegi”, „Głowa nie wytrzymała. Schlierenzauer wyskoczył z pięściami”, ‚Niesforny podopieczny Pointnera” czy ” Schlierenzauer prowoderem bójki”.
Gregor zaszył się w hotelowym pokoju i nikogo do niego nie wpuszczał, nawet psychologa reprezentacji, który bezskutecznie starał się dotrzeć do urażonego zawodnika.
Po co w ogóle reprezentacje trzymają tych swoich psychologów, skoro i tak ci nie mają nic do gadania…
Po to, żeby od czasu do czasu jakaś Mary Sue złapała fuchę.
No i obsługują laptopa podczas puszczania znudzonym skoczkom filmów akcji:

P2090442.jpg

Stoch z kolei szybko pozbierał się po tym wydarzeniu, jedynie martwiło go to, że nie miał kontaktu z Ewą, a chciał jej podziękować za pomoc. Długo rozmawiał z Biegunem, który dużo gorzej zniósł to zamieszanie. Obwiniał się za to że na oczach całego świata uczestniczył w bójce, która była tak naprawdę przez niego i do tego jeszcze wciągnął w nią boguducha winnego Kamila.
Kamil był wprawdzie winny, ale jego boguduch całkiem dobrze się bawił.


Wydarzenie to nie zadobrze [tylko Zadnieprze] zniósł też Pointner, który ku zaskoczeniu wszystkich ogłosił, że zdecydował się zakończyć przygodę z austryjacką kadrą.
Zanim i jego ktoś pobije.


Thomas Morgenstern był bardzo zaskoczony i zawiedziony postawą młodszego kolegi z reprezentacji. Po kolacji podszedł do Polaków, jeszcze raz im podziękował i przeprosił. Bez wątpienia wszyscy byli w szoku i nie umieli sobie do końca poradzić z niespodzianym zachowaniem młodego tryrolczyka.
- Nazywał się Niespodziany, Gregor Niespodziany - powiedziało Dzidu tonem elegijnym.


Po długiej naradzie Związek Narciarski uznał że za niesportowe zachowanie Gregor zostanie ukaranym zakazem startów w LGP, a cała trójka musiała zapłacić odszkodowanie…
Komu?
W tym czasie Ewa Biela siedziała w swoim pokoju hotelowym i układała puzzle z małą Mają.

 


Całe to pokonkursowe zamieszanie dało jej wiele do myślenia. Chciała jakoś zakończyć sytuacje z Damianem, ale nie wiedziała jeszcze jak.
Zabij go.
A potem przerób na kiełbasy. Niech ma za swoje, masarzysta jeden.


Po ostatnich zawodach wszsycy zawodnicy rozjechali się do swoich domów. Mieli nareszcie czas dla rodziny i przyjaciół, gdyż najbliższy wyjazd do Włoch zapanowany był doperio [to takie włoskie miasto?] na połowe kwietnia. Kamil spędził kilka dni z rodzicami i siostrą Natalią, za kórymi tak tęsknił przez cały czas. Niestety najstarsza siostra Ania miała przyjechać z Cypru, na którym mieszkała dopiero na Wielkanoc.
Chyba od Wielkanocy.



Któregoś popołudnia postatnowił odwiedzić Krzysia Bieguna. Młody zawodnik wpadł w sidła wścipskich dziennikarzy,
Wow.
A nie mówiłem, że Milenka?


którzy od chwili pamiętnej bójki nie dawali mu spokoju i rozpisywali się na najróżniejsze tematy związane z nim,a on nie mógł sobie z tym poradzić.
Dziennikarze mają to do siebie, że często piszą o ludziach. Zawodnik reprezentacji narodowej raczej powinien zdawać sobie z tego sprawę.


Chodził ciągle smutny, nie chciał wychodzić z domu. Stoch czuł się za niego odpowiedzialny i za wszelką cenę chciał mu pomóc. Umówił się z Piotrkiem Żyłą, że w drodze powrotnej od Bieguna zajrzy do niego do Wisły ( gdyż urodziła mu się niedawno córeczka; Karolinka, której Kamil miał być chrzestnym) i zostanie u niego na noc. Wizyta u Piotrka byłą tez doskonałym pretekstem żeby odwiedzić Ewę, która mieszkała niedaleko sympatycznego skoczka.
Po obiedzie Kamil zabrał najpotrzebniejsze rzeczy, wsiadł do samochodu i pojechał w stronę Gilowic.
Brzmi to tak, jakby jechał “w stronę” jakiegoś sporego miasta, a nie niewielkiej wioski pomiędzy górami. Niechby napisała “pojechał w stronę Żywca”...


Po niecałych trzech godzinach był na miejscu.
Starym maluchem jechał? Z Zębu (czy też z Zakopanego) do Gilowic jest 95 kilometrów.


Drzwi otworzyła mu pani Dorota; matka Krzysia. Zaprosiła gościa do środka i pokierowała do pokoju syna.  Skoczek leżał na łóżku ze słuchawkami w uszach, nawet nie zaóważył, że ktoś wszedł.
Miał słuchawki, więc nic nie widział.


-Haloo ziemia do Krzysztofa!!!- krzyknął Stoch i zepchnął go na podłogę.
-Kamil! Czy ty się dobrze czujesz?!- wrzasnął przestraszony i ździwioiny dziewiętnastolatek.
Strasznie długo kiblują w tym gimnazjum.


-Och no co za przywitanie.
-Ej no… cieszę się że przyjechałeś!
-No już myślałem, że nie potrzebnie tłukłem się tyle czasu do tej dziury.
-Dziury, dziury ja Ci zam dziurę… Ząb to niby metropolia?- zakpił
A dziura w zębie to już w ogóle ho, ho, ho!


-Ha ha ha bardzo śmieszne…- odpowiedział.
Do pokoju weszła pani Dorota z ciepłą, owocową herbatką i pysznym ciastem niedawno wyciagniętym z piekarnika. Chłopcy podziękowali i zabrali sie za smakołyki.
-Krzysiu, co jest? Wiem, że rzadko wychodzisz, masz zły humor…
-Nie proszę dajmy temu spokój.
-Nie! Przyjechałem tu żeby Ci pomóc. Jesteś wspaniałym człowiekiem, masz wielki talent… nie możesz tego zmarnować.
-Nie, to nie prawda… jedyne co umie to wpakować wszystkich w kłopoty, zepsuć im życie… Gregor, Ty… a talentu nie mam… to zwykły zbieg okoliczności.
Z takim nastawieniem psychicznym to on faktycznie sukcesu nie odniesie. Przydałby się jakiś psycholog, czy coś… *chichocze złośliwie, bo wie, co będzie dalej*


-Młody co ty pleciesz! Nie skąplikowałeś nikomu kąpieli życia to Gregorowi coś odwaliło w jego pustym łbie. Nie powinieneś się tym przejmować… to wielki sportowiec, ale słaby psychicznie,
a ty nie jesteś słaby i masz talent, nikt bez powodu nie wygrywa zawodów Pucharu Świata…zapamiętaj to!
-Jestem słaby… Kamil spójrzmy prawdzie w oczy…pierwszy zakręt w mojej karierze, a ja nie potrafię sobie z nim poradzić do tego wszystkie gazety o mnie tak piszą… nie mogę już na to patrzeć, nie mogę tego czytać.
-To nie czytaj! Cenie dziennikarzy, wiem że to nieodłączny element naszego życia, ale niektrórzy posuwają się za daleko i żywia się nasyzmi upakami,
Na litość boską, czym się żywią?! Buddyjskimi ascetami?!
(Nieno, muszę.
Historii uczyłyśmy- się razem, przeważnie z moich notatek, i raz mnie Halina zaniepokoiła poważnie. Siedziała nad zeszytem bez ruchu chyba z pół godziny, wpatrując się w jedno miejsce wzrokiem beznadziejnym. Łypałam na nią okiem delikatnie, nabrałam obaw (...)
Na szczęście odezwała się Halina.
- Słuchaj - powiedziała jakoś rozpaczliwie i w przygnębieniu. - Co to jest upafuga?
Zaskoczyła mnie. Pomyślałam, że coś jej się stało.
- Co?
- Upafuga. Tu masz tak napisane…
Chwyciłam zeszyt. Bazgroły tam były rzeczywiście słabo czytelne.
- ”Wycofują się”! - jęknęłam. - Jaka znów upafuga? Ten gzygzoł to jest „się”!
- Cholera - powiedziała z irytacją Halina. - Godzinę siedzę i myślę, co to może być upafuga i
już się zaczęłam obawiać, że to coś ze mną niedobrze. Do tego stopnia nie znać historii…!
[Joanna Chmielewska, “Autobiografia”, tom 2])



ale pamiętaj prawdziwi kibice są z nami zawsze bez względu na wszytsko i napewno nei wierzą w każde słowo w tych gazetach…


[Podniesiony na duchu Biegun zgadza się pójść z Kamilem do Piotrka Żyły]


Ok. 17 przyjaciele byli już pod domem Żyłów. Drzwi otworzył im rozentuzjazmowany skoczek.
-Ale jaja! Krzychu, nie spodziewałem się Ciebie!- krzyknął
-Widzisz Kamil… nie powinienem z Tobą jechać…- mruknął Biegun.
-Nie chrzań młody, ale fajnie was widzieć! Żono przygotuj dodatkowy materac mamy jeszcze jednego gościa!- krzyknął i wprowadził gości do salonu, w którym bawił się mały Kuba.
A żona, naturalnie, cała szczęśliwa. Sam przygotuj, obiboku!


[Bla bla, rodzinna sielanka, ciach]
-Kamilu Kamilu proszę oddać mi córkę, gdyż najwyższa pora kłaść się spać!- obwieściła Justyna i podeszła do Stocha, który od kilkudziesięciu minut trzymał w objęciach usmiechajacą się Karolinkę.
Ta, jasne. Już to widzę. Obcy facet od kilkudziesięciu minut trzyma na ręku oseska, a on tylko się uśmiecha. Może go upuszczono przy porodzie?...


I zaczyna się urabianie Kamila...
– A tobie Kamil to nawet pasują dzieci, tak się świetnie dogadujesz z Kubą, z wyczuciem opiekujesz się Karolinką, najwyższy czas na swoje. Rozejrzyj się tyle panienek by Cię chciało, nie ma na co czekać.- usmiechnęła się [Justyna] i ruszyła w kierunku schodów.
Bo wiesz, ZEGAR BIOLOGICZNY TYKA!


Kamil momentalnie posmutniał, a przed jego oczyma pojawiła się Ewa i Maja…
-Właśnie stary, jak tam Ewka, kiedy się doczekam ślubu, co? – zapytał Żyła i nalał przyjacielowi piwa.
-Ach… szczerze to czuję się źle i głupio… jak nigdy… tak bym chciał żeby to się jakoś ułożyło… żeby dała mi szansę… tylko ten cały Damian…- mruknął i pojedyńcza łza zakręciła mu się w oku.
Jessst! Samotna łza - tym razem w wykonaniu męskim!
Testosteronu pełna.


-Narzekasz jak stara baba! Życie jest za krótkie zeby sie wszystkim przejmować. Zabieraj dupę i leć z nią  w końcu pogadać… o chyba właśnie przechodzi koło bramki.- odpowiedział i spojrzał do okna – Jak się pospieszysz to ją złapiesz!- dodał
A jak się nie pospieszysz, to zawróci i przejdzie jeszcze raz… i jeszcze… w sumie już od godziny tak spaceruje w tę i z powrotem.



Kamil szedł za piękną blondynką. Chciał ją zatrzymać, przytulić
Chcę cię przeprosić, przytulić,
wyciągam ręce, to cofam…


ale coś go hamowało. Dziewczyna zatrzymała się na łące pod lasem tak że miałą świetny widok na zachodzace słońce. Stoch przyglądała się jak robi zdjęcia. Ewa nigdzie nie chodziłą bez aparatu, fotografowanie to była jej druga wielka pasja zaraz po skokach, bez wątpienia była artystyczną duszą, w wolnych chwilach lubiła też rysować… najbardziej ludzi… i tylko ze zdjęć, które sama zrobiła, taką miała zasadę. Wszyscy z jej otoczenia cenili ją za to, że potrafi godzić ze sobą tyle rzeczy i nigdy nie narzeka.
Ohoho, widzę tu chlust alter ego aŁtorki ;)
E, mnie się wydaje, że alter ego objawi nam się później, w postaci kuzynki Kamila.
Chlust hobbystyczny zresztą jednorazowy, bo potem o fotograficznej pasji Ewy już aŁtorka milczy.


-Kamil?- spytała Biela i powoli podeszła do zamyślonego skoczka, który nawet nie zaóważył, że kobieta przestałą robić zdjecia i go zobaczyła.
-Eeee… nie chciałem Ci przeszkadzać…- szepnął i posłał blondynce ciepły uśmiech.
Tak szedłem za tobą, żeby z daleka popatrzeć.
Tak sobie przechodziłem z tragarzami.


-Co tu robisz?
-Przyjechałem do Piotrka i postanowiłem się z Tobą spotkać… tęskniłem…
-Kamil nie komplikuj…
-Ewa dużo o tym myślałem i musimy coś zrobić, nie pozwolę Ci tak żyć… chodźmy na policje powiedz wszystko o Damianie…
-Kamil… to nie jest takie proste… przecież on mi nie da żyć jak się dowie, zrobi Ci coś, Mai coś zrobi… ja nie mogę… Kamil…- szepnąła i pojedyńcze łzy spłynęły jej po policzku.
-Posłuchaj mnie…- zaczął i popatrzył jej prosto w oczy- Jeżeli chodziaż trochcę
Chodziarze nie truchcą.
Jeżeli chodziarz truchci, to się go dysk-chwali-fik-akacjuje.


Ci na mnie zależy, jeżeli zależy Ci na szczęściu Twojej córeczki to idź na policję, skończ z nim… obiecuję nie dam wam zrobic krzywdy…
-Niee… nie mogę.- odpowiedziała blondynka i popatrzyła w stronę słónca, które już prawie zaszłoz a horyzont.
-Skoro tak, to wracam do domu… nic tu po mnie…- mruknął skoczek i ruszył w kierunku posiadłości Żyłów.
Posiadłości, chłe chłe chłe.
Zyla Manor.

home10.jpg
[http://i214.photobucket.com/albums/cc164/uchihaleader/Mansion/home10.jpg]


Kamil i Ewa decydują się pójść na komisariat i złożyć bardzo nieortograficzne zeznania. Ewa ponoć dostaje ochronę (yhy, już to widzę w małej miejscowości) - chyba w postaci Anioła Stróża, bo jest ona całkiem niewidoczna...


Nastepnego dnia po obiedzie Kamil i Krzysztof musieli wracać do domów. Stoch chciał porzegnać sie z Ewą, jednak ku jego zaskoczneiu nie było jej w domu i rodzice nie wiedzieli gdzie poszła, nie odbierałą też telefonu. Zmartwiony skoczek wsiadł do samochodu i ruszył w stronę Gilowic.
Młodszy kolega przeyglał mu się z zaciekawieniem, aż w końcu zdecydował się przerwać dziwna ciszę.
Nie tylko cisza była dziwna, więc Krzysiek yglał i yglał.


-Kamil przepraszam, że pytam… ale o co tu chodzi… ta dziewczyna… Ewa…
-Nie przepraszaj, to zrozumiałe, że pytasz… miałem Ci zapewnić ciekawy, wesoły dzień, a w rezultacie pojeździliśmy po komisariatach i byłeś świadkiem kilku dziwnych scen…
A po jaką cholerę właściwie wlókł na komisariat Bieguna, który nie miał nic wspólnego ze sprawą? Potrzebował, żeby ktoś potrzymał go za rękę?


przepraszam… to nie miało tak wyglądać… nie poweinien Ciebie mieszać w moje problemy…
-Ej przecież mi pomogłeś, też nie chciałem zębyś sie mną zajmował, zebyś marnował czas i energię, a jednak nie posłuchałeś i jestem Ci za to bardzo wdzięczny…teraz ty daj sobie pomóc… mogę coś dla Ciebie zrobić?- zapytał
-Ewa… poprostu wiele rzeczy stałoi [czyli: stale łoi] dalej stoi nam na drodzę i jedną z tych przeszkód, chyba największą udało nam się wczoraj pokonać… przyjamniej (przy jamniku?) taka mam nadzieję, ale mam jakieś obawy… nie wiem czy to jest możliwe, zeby nam się ułożyło…- westchnął i zmianił bieg.
-Komu jak komu ale tobie musi się udać, zasługujesz na to! No już głowa do góry i z optymizmem patrzymy w przyszłość!- odparał Biegun i właćzył radio.
W której na drzewach zamiast liści będą wisieć masaRZyści! Para para para para!
Co on zrobił z tym radiem? I kto za to zapłaci?


Reszta drogi minęła im w lepszych nastrojach. Żartowali, snuli plany na przyszły sen,
Wspólny? No no no...


aż ich oczom ukazał się znajomy obraz pod Żywieckiej wsi.


Mimo próśb Krzysia i jego ojca Kamil nie został na herbatkę, chciał byś juz w swoim domu, w swoim pokoju, w swoim łóżku i po porstu zasnąć. Nie wiedział jaka czeka na niego niespodzianka.
W tym łóżku? Pewnie jakaś fanka!
Końska głowa od Schlierenzauera.
………………………………………….
Ewa siedziała w swoim pokoju. Niedawno wróciła z rozmowy z trenerem. Miała nadzieję, że spotka jeszcze Kamila, jednak od rodziców dowiedziała się, że wyjechał już godzinę temu. Zrezygnowana usiadła na łóżku i zamknąła oczy… tak abrdzo się bała, ale czuła się też taka szczęśliwa, ze odwazyła się sprzeciwić masarzyście, że zrobiła pierwszy krok ku nowemu życiu. Nagle zadzonił jej telefon, cała zadrżała, gdy zobaczyła na wyświetlaczu napis: Damian. Po kliku sygnałach odebrała:
-Ty suko! Myslisz że wygrałaś, myślisz że z tym chłoptasiem dacie radę mi zaszkodzić! Mylisz się! Policja nic mi nie zrobi!
-Damian…- szepnęła
-Masz przerąbane! Słuszysz!!! Już więcej nie zobaczysz swojego chłoptasia na skoczni! Po moim trupie! A Majka będzie mieszkała ze mną! Nie pozwole, żeby ktoś taki jak ty wychowywał moje dziecko!- wrzsnął i rozłaćzył się, a zdruzgotana Ewa osunęła się po ścianie. W jej głowie klębiło się tysiące myśli… wiedziała do czego Damian był zdolny, wiedziała, że z nim nie ma żartów… zaczęła żałować swojej wcześniejszej decyzji..
Swoją drogą, jak szybko Damian awansował z niechcianego eksa na szantażystę i przestępcę…
Ktoś musiał być zUy i akurat na niego padło.



**********************************
Stoch w pogodnym nastroju podjechał pod rodzinny dom. Ewa napisała mu SMSa że wszystkow  porządku i że tęski i to go trochę uspokoiło. Wyszedł z samochodu i udał sie w kierunku drzwi wejściowych. Już od progu dało się wyczuć jaka niecodzienną atmosferę,
Przyprowadzono jaka na udój i już w sieni buchał aromatem swej sierści.


z pokoju dochodził jakiś radosny gwar i głosy kilku osób. Powoli podszedłd o drzwi i lekko je popochnął.
-Kamil!!!- krzyknęła brunetka średniego wzrostu i rzuciła mu się na szyje.
-Ola!- odparł skoczek
To zabrzmiało tak, jakby ją pozdrawiał po hiszpańsku.


i odwzajemnił uścisk dziewczyny, która okazała się jego ulubioną, ukochaną kuzynką, z którą dogadywał się najlepiej na świecie. Nikt nie wiedział tyle o nim, nie znał tylu jego sekretów co ona. Potrafiła go wyciągnąć z każdego dołka, miała w sobie tyle siły i radości, że niesposub było się smucić w jej towarzystwie.
Jak atmosfera siadała, to robił kuzynce dyktando i znów było z czego się pośmiać.



-Olek jak ja się cieszę! Na długo przyjechałaś?
-Na weekend. Niestety matura za dwa miesiące muszę wracać do szkoły od poniedziałku.- wyjasniła i rozsiadął się na łóżku skoczka.
-Szkoda , myślałem że jak już zechciałaś odwiedzić starego kuzyna to dotrzymas zmu trochę dłużej towarzystwa…
-Oh mój stary kuzynie, po maturze spędze z Tobą tyle czasu, ze będziesz mnie miał już dość!- oświadczyła i obdarzyła skoczka promiennym uśmiechem.
-Tak?- spytał zaciekawiony
-No dowiesz się w sowim czasie..- szepnęła i usiadła bliżej niego
Huhuhu!


- A teraz mów co u Ciebie?
Stoch chciał powiedzieć, że dobrze, wspaniale, udany sezon, zgrana drużyna, ale wiedział, że jej nie da rady okłamać.
Chujowo, powiem ci, i tyle. Zająłem zaledwie trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, Krzysiek Biegun wygrał tylko jeden konkurs, a w ogóle to trener ciągle się nas czepia o jakieś spóźnienia. Ale poczekaj, opowiem ci coś weselszego...


Uśmiechnął się delikatnie i opowiedział cała historię Ewy. Ku jego zaskocznieu Oli ani na chwilę uśmiech nie zszedł z twarzy. Widząc jego ździwione spojrzenie wyjaśniła:
-Wiesz dwie rzeczy: po pierwsze zawsze moze być gorzej, np. on mógł ją bardziej kontrolować, radykalniej zareaogować na wasze spotkanie, a jednak uciekł sie tylko do gróźb, których i tak pewno nie spełni, Ewa też mogła nie zgodzić się robić cokolwiek w tej sprawie, a jednak poszła z Toba na policję… mimo strachu… jak by nie patrzeć to dla Ciebie… i to jest druga sprawa: to jest piękne… to jest miłość… z tego co ty mówiłeś i jak mówiłeś od razu widać, że wiażesz z nią plany na przyszłosć i wszystko dla niej zrobisz, a ona wcle nie inaczej… Kamilku miej siłe! Zobaczysz, że przezywiciężycie ten kryzys.- powiedziała i przytuliła kuzyna.
Tylko się nie przezywajcie!
(W ogóle, zachwyca mnie ta Kuzyneczka Wszystkowiedząca)


- A teraz co powiesz na sapcerek?
Sapcer - szybki spacer, na którym sapie się z wysiłku.
Albo spacer po sapersku, przez pole minowe.


-Ech, dopiero wróciłem, chciałem odpocząć…
-Bez narzekania! Już proszę kurteczka, butki i idziemy, raz, raz!
Stoch nie majac wyjścia posłusznie ruszył za kuzynką w stronę drzwi. Nagle zadzwonił jego telefon, Ewa, odebrał. Po krótkiej rozmowie stanął jak wryty :
-Olka on jej groził!- krzyknął i wykręcił numer na policje.
Heh, widzę tę kawalkadę z wyjącymi syrenami i błyskajacymi światłami, zajeżdżającą przed dom Ewy...
Policje musiałyby przyjechać z całego powiatu.


Kamil siedział na kanapie w swoim pokoju trzymając roztrzęsioną Ewę w objęciach, nie mógł uwierzyć, że mają już Damiana z głowy.
Deus ex machina wykopał go z opka.


Liczyła się dla niego tylko drobna blondynka i jej córeczka, która spała, niczego nie świadoma na jego łóżku:
-Zrobiłam wam ciepłej herbaty.- szepnęła Ola i weszła do pokoju kuzyna z trzema dużymi kubkami wypełnionymi gorącą, owocową cieczą.- Jak tam Ewa?- zapytała i skierowała wzrok na Biele.
Czy to Stoch jest jakimś maniakiem owocowej (błe!) herbaty, czy aŁtorka?
Wychodzi na to, że aŁtorka, bo wcześniej herbatę owocową pili również Żyła z Biegunem.
A na samym początku Ewa z Kamilem w kawiarni, masz rację.


-Ola to było dla nas wszystkich ciężkie popołudnie. Ewa zostaje na noc, zaraz jakoś wszystkich rozlokujemy…
-Kamilll…- jęknęła blondynka- Dziękuję, dziękuję, że dzięki Tobie ten koszmar się skończył…
-Cii nie mów nic… jesteś zmęczona, napij się herbaty, a potem połóż się koło małej.- odpowiedział i wskazał ręką na łóżku
Kobieta zgodnie z prośbą gospodarza,
Moim zdaniem to było polecenie, ale co ja tam wiem.


zajęła miejsce koło Mai i mocno ja przytuliła.
-Kamil ale nie zostawisz mnie… proszę…
-Oczywiście, będę tu do rana.- szepnął i posłał jej ciepły uśmiech.
Pół godziny później Biela zasnęła. Stoch usiadł na jednym z foteli i przyglądała się niespokojnie oddychającej blondynce, na pewno miała jakiś zły sen.
Albo zawalone zatoki.


-Kamil, opowiedz mi w końcu co się tam stało.- poprosiła Ola i usiadła przed kuzynem
-Zaraz po tym telefonie na policję, pojechałem do Wisły. Kiedy dotarłem na miejsce pod jej domem już był patrol, ale Damian też tam był… niestety jej rodzice wyjechali gdzieś do znajomych i dziewczyny były same…No a on stał na balkonie z Majką, miał coś ostrego w ręce…

 cd2431c3d7f0a83b1b6bd00fc9b6edb8.jpg
[http://www.ostrakuchnia.pl/components/com_virtuemart/shop_image/product/cd2431c3d7f0a83b1b6bd00fc9b6edb8.jpg]


Ewka starała się odebrać mu dziecko, a on chciał chyba skoczyć… – przerwał bo blondynka niespokojnie się poruszyła…- ale policja chciała go powstrzymać… negocjacje poszły na nic… wybiegłem tam, mimo że chcieli mnie zatrzymać, podszedłem go od tyłu i chciałem wyrwać mu małą, wtedy wywiązała się bójka…- powiedział i wskazał na liczne rany na prawej ręce…- mała uciekła do Ewki i wtedy jakiś policjant strzelił…
Tak sobie strzelił, bo mu się nudziło.
Sto gramów sobie strzelił.


potem wiesz… policja, zamieszanie, szok… wynegocjowałem z komisarzem, że w poniedziałek, przyjedziemy złożyć zeznania i zabrałem je tutaj…- zakończył swoją opowieść
Szybko!!! Do nart dołączmy kompletny strój Supermana!!!
Yyy, czy ja dobrze rozumiem, że Damian został zastrzelony?
Chyba faktycznie. Tak coś jakby Kamil napomknął zdawkowo…
Masarzyn zrobił swoje, masarzyn może odejść.


-Mój bohater.- oceniła Ola i przytuliła kuzyna- Zajmiemy się Ewą… zobaczysz zaraz o tym wszystkim zapomni… już moja w tym głowa…


-Olek jak dobrze, że akurat teraz przyjechałaś.- szepnął Stoch i pocałował kuzynkę w czoło.
CO MY BYŚMY BEZ CIEBIE ZROBILI!!!


[A rano…]
-Idź z ciocią Olą na dół i zróbcie mamusi śniadanko… niech jeszcze trochę pośpi.- szepnął i przeczesał palcami jej zmierzwione włosy.
-A ti?- zapytała
- A ti ti ti!


-Ja tu posiedzę, poczekam aż mamusia się obudzi, dobrze?
Dziewczynka z niezbyt zadowoloną minką podeszła do kuzynki Stocha i razem z nią wyszła z pokoju. Kilkadziesiąt minut później dało się usłyszeć wesołe głosy dobiegające z kuchni
Schodziły na śniadanie kilkadziesiąt minut?...
W górach to nie jest niemożliwe.


i śmiech mamy Kamila; Krystyny, która bardzo ucieszyła się z wizyty małego gościa w domu, w którym tak brakowało jej dziecięcego śmiechu.
I tupotu małych itd.
Syn się coś nie spieszył do wypełniania ramion.


-Ewa jeszcze śpi?- spytała Ola, wchodząc do pokoju z talerzem kanapek. – Twoja mama zakochała się w małej, poszły razem po zakupy.- dodała uśmiechnięta.
-O świetnie, mała potrzebuje jakiś rozrywek… pewno nie wie co się wczoraj dokładnie działo, ale jest przestraszona.
-Dokładnie, zajmiemy się nią i o niczym nie będzie pamiętać!
I łypnęła znacząco w stronę barku.



[Bla bla bla, wycinamy rodzinną sielankę… Okazuje się, że kadra ma pewne konkretne plany na lato]


-Dobra gadajcie co z tym Egiptem? O co chodzi?- spytała Ola
-Jedziemy końcem maja do Egiptu na obóz przygotowawczy, cała kadra faceci i my.
Będziemy skakać z Piramidy Cheopsa.
Już wiadomo, co się stało z nosem Sfinksa - utrącił go jakiś skoczek.


I nikt z organizatorów nie miała żadnych zastrzeżeń do naszego pomysłu żeby Cię tam zabrać.- wyjaśniła zadowolona Ewa.
No, tak naprawdę jeden trochę sarkał. Ale drugi uświadomił mu, że są w opku.


-Właśnie! Będziesz nas wspierać psychicznie jak po całym dniu wycisku nie damy rady sięgnąć po kolację!- wypalił Stoch i dostał od kuzynki po głowie.
-Powiedz co zamierzasz robić po maturze?- spytała Ewa
-Jak to co? Psychologia… psychologia sportowa! – oświadczyła dumnie – Będę wyciągać z dołków takich kretynków, którzy ciągle chcą wygrywać jak mój kuzyn!
Aaaaaaaaa!!! Renia powraca!!! Kryj się, kto może!!!
Od tego miejsca Ewa zostaje zdegradowana do roli statystki, a światło jupiterów kieruje się właśnie na Olę.



Nadszedł długo wyczekiwany dzień wyjazdu na obóz do Egiptu.


Przed nami wyrafinowany Element Komiczny. A raczej dość długi Fragment Komiczny.


O godzinie 17 cała ekipa damska i męska i oba sztaby szkoleniowe spotkali się w hali przylotów lotniska Kraków- Balice. Podczas gdy wszyscy rozsiedli się wygodnie na stojących przy ścianie fotelach trener Kruczek przemierzał hale tam i z powrotem, dzwoniąc do jedynego ze swoich podopiecznych, który jeszcze się nie pojawił, do Piotrka.
-Tu Piter Wiewiór Żylasty nie mogę teraz odebrać, jak masz jakaś wiadomość to ją zostaw, jak nie to się wypchaj! he he he- usłyszał automatyczną sekretarkę i nacisnął czerwoną słuchawkę.
He he he.
Nie lubię Żyły, a przez to opko nie lubię go jeszcze bardziej.
Oj Dzidu, nie obwiniaj go za wymysły aŁtorki…
Dobrze, pozostawię level nielubienia sprzed opka.


-Do cholery czy wy wiecie co się z nim dzieje? Zaraz odprawa?!- krzyknął i zmierzył wzrokiem swoją kadrę
-Co trener taki spięty, jeszcze się trenerowi zmarszczki zrobią!- zażartował Janek Ziobro, ale szybko pożałował swoich słów, gdyż trener obiecał mu karny trening zaraz po przybyciu do hotelu.
Dziesięć okrążeń wokół basenu. A jak skończy, to jeszcze pięćdziesiąt przysiadów.


-O trenerze chyba o wilku mowa!- krzyknął Miętus i wskazał palcem za plecy Kruczka. Łukasz odwrócił się na pięcie pełen najgorszych przeczuć i zobaczył brakującego zawodnika, którego goniła jakaś starsza pani z parasolką, którą prawdopodobnie chciał go uderzyć.
Kto, kogo, czym?! Żyła chciał przyłożyć trenerowi?
Biorąc pod uwagę, jak oni się tu zachowują, wcale bym się nie zdziwił.


Ludzie zaczęli się zatrzymywać i przyglądać komicznej sytuacji, a staruszka nie dawała za wygraną.
Stali i się przyglądali, zamiast łapać potencjalnego złodzieja/agresywną starszą panią albo próbować wyjaśnić, o co tak naprawdę chodzi. Bardzo obywatelska postawa. I realistyczna, niestety.


-Złodziej! Złodziej! – krzyczała
-Ratujcie ona jest jakaś chora psychicznie! Aaaa- piszczał Żyła i schował się za trenerem, który nie do końca wiedział co się w okół niego dzieje.
Podejrzewam, że trener już jakiś czas wcześniej zaczął brać środki zmieniające świadomość, aby zachować relatywnie jako taką równowagę psychiczną.
Albo wyhodował sobie otoczkę jak tata Borejko, do którego, jak się zamyślił,  tylko z rzadka docierały jakieś odgłosy z zewnętrznego świata.


-Spokojnie, spokojnie droga pani, zaraz wszystko wyjaśnimy.- zaproponował i uśmiechnął się do staruszki
-Niczego nie będziemy wyjaśniać! To złodziej i bandyta! [I pijak, bo każdy pijak to złodziej!] - krzyczała jak oszalała.- Pan jesteś jego ojcem?
Widać to rodzinne podobieństwo, nie?


-Uchowaj Boże.- odrzekł Kruczek i w duchu podziękował, że tak nie jest i że ze swoimi dziećmi nie ma większych problemów.- Jestem jego trenerem.- wyjaśnił
-Trenerem, trenerem ciekawe co ten młokos trenuje!- wrzasnęła kobieta
To mi przypomina moją ciocię-babcię, która twierdziła, że sport to sprawka diabła, bo jeden chłopak z sąsiedztwa zaczął trenować i wkrótce później przyłapała go, jak kradł drewno z podwórka.


-Droga pani, spokojnie proszę tak nie krzyczeć, wszyscy na nas patrzą.- poprosił spokojnie Kruczek
-I dobrze niech patrzą, niech patrzą bo jest na co! Pański podopieczny chciał mi ukraść torbę, a kiedy chciałam mu ją wyrwać to się na mnie rzucił!- wyjaśniła w końcu a trener nie wiedział czy dobrze słyszy.
-To nieprawda! To nieporozumienie!- krzyknął Piotrek i widząc, że staruszka znów podnosi swój parasol schował się za Kamilem, który tak jak reszta kadry i inni ludzie obserwujący to zdarzenie nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
-Żądam żeby wezwać policję! Nie zostawię tak tego to rozbój w biały dzień!
-Spokojnie, po co zaraz policja, może niech Piotrek opowie swoją wersje wydarzeń.- zaproponowała dotąd milcząca Ola.
Policja to swoją drogą, ale ochrona lotniska powinna JUŻ zainterweniować.


[Wersja Piotra wygląda tak, że on i staruszka mieli identyczne torby i kiedy chciał zabrać swoją, został zaatakowany przez “wiedźmę”, jak ją uprzejmie określa.]


-Dobra chłopcy idźcie już, ja to jakoś załatwię.- powiedział trener półszeptem tak żeby nie drażnić dodatkowo nadpobudliwej kobiety.
-Ale trenerze moja torba!- krzyknął Żyła
-Wykończę się z wami, daje słowo wykończę się!
-My się zajmiemy tą torbą.- oświadczyła, krótko Ola i pociągnęła Wódkę
Z gwinta.
Ojno, nie śmiej się z człowieka, nie jego wina, że tak się nazywa.
Ja się nie śmieję z tego, że się tak nazywa, ja się nabijam z tego, jak to aŁtorce wyszło. Coś jak “na boisko wbiegł Piecyk, ale chyba dobrze się nie rozgrzał” :)


w kierunku pracownika obsługi.
-Zaraz! Gdzie on idzie! Złodziej złodziej!- krzyknęła znowu kobieta widząc oddalającego się Wiewióra.
-Spokojnie, niech pani się nie denerwuje… w pani wieku…- wymsknęło się trenerowi, który teraz sam dostał parasolem po głowie, na szczęście żaden z jego podopiecznych tego nie widział.
Ałtorko, zrobiłaś już z Kruczka łajzę, nie rób jeszcze z niego buca, PLIZ.


-Nie ma się co dziwić, że ma pan takich podopiecznych, jak sam pan nie jest lepszy! Od kogo oni mają brać przykład!- wrzasnęła
***
Godzinę później siedzieli już w samolocie. Oczywiście nie obyło się bez kłótni kto z kim będzie siedział.
Jak to w autokarze na szkolnej wycieczce, nieprawdaż.


Zmęczony i zdenerwowany trener Kruczek  rozsiadł się wygodnie i wyjrzał przez okno
-Trenerze jak trener spławił tą czarownice?!- spytał Żyła i posłał do swojego selekcjonera wielki uśmiech.
-Jeszcze jedno słowo na ten temat i przyrzekam, że wrócisz do domu pierwszym samolotem!- odpowiedział trener i przypomniał sobie, że musi nanieść ostatnie poprawki na plan treningów na obozie . Wstał i chciał ściągnąć z półki nad głową torbę z całą dokumentacją, jedna z przerażeniem odkrył, że jej tam nie ma.  Szybko zaczął przeszukiwać wszystkie półki jednak po torbie nie było śladu.
-Niech to szlag!- przeklnął pod nosem i usiadł na swoim fotelu.
- Co jest?- spytał zdziwiony asystent; Robert Mateja.
-Nie mamy całej dokumentacji! Nic! Wszystko zostało w Polsce… pewno zostawiłem na lotnisku jak próbowałem udobruchać tą straszną kobietę.- wyjaśnił
I przy odprawie jakoś tak wcale nie zorientował się, że czegoś mu brakuje?



-Spokojnie, jak tylko wylądujemy zadzwonimy na lotnisko, na pewno ktoś to znalazł i szybko nam odeśle.- zaproponował Mateja- Albo nie, od razu zadzwonię.- dodał i ruszył w stronę tabliczki z napisem: „TELEFON POKŁADOWY”.
Służący jak wiadomo do tego, żeby pasażer mógł sobie pogawędzić z ziemią.
Oczywiście. Jak ten dziennikarz w “Szklanej pułapce 2”.


W tylnej części samochodu Kamil, Ewa, Ola i Krzysiek ze śmiechem wspominali zajście na lotnisku.
Takie było śmieszne, że aż im się samolot w samochód zmienił.


-Mała dalej chcesz pracować ze sportowcami?- zapytał rozbawiony Stoch
-Pewnie, chyba nie wszyscy są takimi oszołomami jak wy.- odpowiedziała
-Oj maleńka nie znasz naszego sportowego społeczeństwa, oj nie znasz!- dodał Kamil i pomierzwił kuzynce włosy.
Dalsza część podróży minęła we względnym spokoju, nie licząc tego, że Ziobro poczuł nagle nieodpartą chęć żeby coś zaśpiewać i razem z Żyłą zaczęli tak głośno wrzeszczeć słowa jakieś nikomu nie znanej piosenki, że jeden z pasażerów poprosił o interwencje stewardese, a Maciek rzucił w Wiewióra gazetą.
Następnego dnia Pudel aż pękał w szwach od zdjęć i nagrań zrobionych przez współpasażerów.
Przynajmniej żaden z nich nie naurynował w czasie lotu do popielniczki, jak swego czasu Izzy Stradlin.
Wyobraziłam sobie chłopców po wylądowaniu wyprowadzanych w kajdankach… Z wrzaskiem “Ratunku, biją mnie Egipcjanie!”. Cóż za piękny widok…


Potem Miętus udał się do toalety i zepsuł zamek tak, że przez 40 minut wyciągał go stamtąd mechanik pokładowy, któremu pomagał jakiś znający się na fachu podróżnik.
Od lat do samolotów pasażerskich nie zabiera się mechaników pokładowych. Wyjątkiem jest chyba tylko Tu-154. A poza tym mechanik pokładowy podczas lotu nie jest od naprawiania zamków w kiblach.


-Wiesz, jak Piotrek nas opuścił po tym jak Kuba uciekł z domu i jak ja byłem w nie najlepszej kondycji psychicznej nie było tu tak wesoło, aż to teraz…- powiedział szczęśliwy Stoch i pocałował Ewkę w policzek – To będzie ciekawy sezon.- dodał i dostał w głowę butem Piotrka, który mocował się z Dawidem na przednim siedzeniu.
-Żylasty nie żyjesz!- krzyknął Kamil.
Przeczytałam cały opis podróży raz, drugi, trzeci, wyobraziłam sobie takie zachowanie kadry w samolocie, i to na trzeźwo…
Dzidu, podziwiam Twoje opanowanie, mnie tu się cisną pod palce same słowa powszechnie uznawane za pięcioliterowe.




***
Po paru godzinach nareszcie dotarli do hotelu. Kruczek rozlokował ich w pokojach co oczywiście było pretekstem do kolejnego zamieszania, gdyż dalej obrażony Kot nie mógł przyjąć do wiadomości, że ma mieszkać razem z Żyłą, a Kubacki wykłócał się, że za żadne skarby nie będzie w pokoju z Miętusem i to jeszcze w pokoju najdalej oddalonym do części korytarza, którą zajmowały dziewczyny.
Przepraszam, panowie, wy tam przyjechaliście, bo?...
Ach prawda, zapomniałam. Zgrupowanie w Egipcie, przecież to na kilometr pachnie ściemą.
Najwyraźniej działacze doszli do wniosku, że z obecnej reprezentacji nic już nie będzie i najwyższa pora kształtować nowe pokolenie skoczków, od kołyski.


Jedynie Kamil był zadowolony, że ma mieszkać z Krzysiem Biegunem i nie brał udziału w tym cyrku. Zrezygnowany trener stanął na środku korytarza i patrzył na swoją kadrę błagalnym wzrokiem.
-Ja się nimi zajmę.- poinformowała Ola i poklepała Kruczka po ramieniu.
Zostaw to fachowcowi, frajerze.


– Chłopcy cisza!- krzyknęła i skoczkowie stanęli koło niej.- Co wy na to żeby zrobić tak; Piotrek z Jankiem ten pokój, Krzysiu ze Stefanem tamten, a Dawid z Maćkiem ten.- zaproponowała i lekko się uśmiechnęła.
-Czemu oni ten, a ja tamten, tam jest mały balkon!- krzyknął Żyła
-Ale tam są za to dwa dodatkowe okna ty ćwoku!- odpowiedział Miętus
Błagam, niech ktoś to celnie skomentuje…
Cel, pal!
Odłamkowym ognia!


-Alee…- zaczął Piotrek, lecz Ola go uciszyła.
-To niech Piotrek z Jankiem idą tam, a Krzysiek ze Stefanem tam. Może być?- spytała i z zaskoczeniem zauważyła, że skoczkowie twierdząco kiwają głowami.- Świetnie.- zakończyła i ruszyła w kierunku pokoju, który dzieliła z Ewą i Karoliną.
Mistrzyni perswazji normalnie.


***
Po obiedzie trener Wrona zabrał swoje podopieczne na plaże, gdzie krótko opowiedział im jak będą wyglądały następne dwa tygodnie gdyż był to ich pierwszy taki wyjazd, a trener Kruczek zaprosił skoczków na tradycyjną już konferencję, która zawsze otwierała każdy wyjazd.  Ola co prawda chciał towarzyszyć dziewczyną,
Dobra, sami sobie wstawcie jakiś komentarz o zmianie płci i tym nieszczęsnym -ą, ja już nie mam siły.


ale Kamil Wódka poprosił żeby też została. Punkt o 15 wszyscy zjawili się we wskazanej sali.
-Dobrze możemy zaczynać.- ogłosił trener, kiedy upewnił się że wszyscy jego podopieczni już są.
-Eeee no nie zupełnie…- przerwał Kubacki – Chyba zjadłem coś nie świeżego…przepraszam na chwilkę.- dodał i zniknął za drzwiami trzymając się za brzuch.
-O nie jeszcze tylko jakiegoś zatrucia jeszcze brakuje.- mruknął trener i podniósł ręce do góry, kiedy Miętus również wybiegł z sali.
Po dwudziestu minutach chłopcy wrócili, ale teraz z kolei Piotrek Żyła poczuł nagłą potrzebę napicia się czegoś zimnego, gdyż jak twierdził, zaschło mu w gardle i nie może się skupić i ulotnił się w kierunku baru.
Ałtorko, proszę, przestań już opisywać swoich kolegów z klasy na wycieczce, przyjmij do wiadomości, że skoczkowie to dorośli ludzie, w dodatku od małego wdrażani do dyscypliny i pracy nad sobą, a jeśli któryś z nich tego nie ogarnia, to długo w kadrze miejsca nie zagrzewa. Gdzie dziś jest Mateusz Rutkowski?


Kruczek starał się nie denerwować, usiadł wygodnie na jednym z krzeseł i kiedy uśmiechnięty Żyła z butelką wody stanął w drzwiach w końcu zaczął swój wykład:
-Jak wiecie następne dwa tygodnie spędzimy w tym uroczym miejscu, ale nie będziemy leniuchować. Zbliża się sezon olimpijski i musimy się do niego bardzo dobrze przygotować, co zaczniemy już od dzisiaj.  Ponieważ w wyniku zamieszania jakie miało miejsce na lotnisku, zostawiłem tam całą dokumentacje to nie mogę wam podać planów treningowych przez co dzisiaj będzie luźniejszy dzień.
Każda wymówka jest dobra, żeby boCHaterowie nie musieli pracować.


-Ho ho ho trener czegoś zapomniał!- krzyknął Piotrek – A zawsze trener mówił…- nie skończył bo Kruczek zgromił go wzrokiem.
-Podziękujcie swojemu koledze, bo dobrze wiadomo że to jego wina, a jak wasze karty gdzie zaginęły to będziecie musieli na nowo przejść wszystkie testy i badania.- wtrącił Mateja, a wszyscy skoczkowie popatrzyli ze złością na winowajce.
Cała dokumentacja istnieje bowiem tylko na papierze, w jednej kopii. Nie ma opcji, żeby ktoś z Polski przysłał ją mailem.

małpa.jpg

Trener też wszystko miał w torbie, nie w żadnym komputerze; nosił tę torbę, nosił, skoliozy się dorobił… a laptopa nie.


-Dobrze cisza już, tak jak mówiłem nie mamy planów… tak że dzisiaj spędzimy popołudnie trochę inaczej.
-Imprezka!- krzyknął Kubacki.
-O nie nie! W żadnym wypadku! Dzisiaj oddaję was w ręce Oli!- trener oznajmił dumnie i ruchem ręki zaprosił zdziwioną brunetkę na środek. Kamil uśmiechnął się pod nosem i mrugnął do osłupiałej kuzynki.
-Ola, nie patrz tak na nas.- poprosił Wódka – Twój kuzyn powiedział, że zamierzasz zostać psychologiem sportowym i chcemy sprawdzić czy masz predyspozycje do tego niewdzięcznego zawodu.- wyjaśnił – Taki kurs dobrze Ci zrobi.- dodał uśmiechnięty.
*wybucha płaczem i ucieka z analizy*


*wraca* Tak sobie właśnie pomyśłałam, że w zasadzie to szkoda, że wątek Oli jako superpsychologa in spe nie został bardziej rozwinięty. Maturzystka, co  jest lepsza od całej kadry trenerskiej, bo tylko potrafi pogodzić i uspokoić skoczków. I to jest tak cudownie głupie i marysujcze. Ale niestety, głównym wątkiem tutaj jest ta cała miłość, beznadziejnie zresztą zapodana. Między Kamilem a Ewą jest tyle miłosnego napięcia, co między mną a trzykrotką, którą mam w doniczce.



Dziewczyna stała na środku sali i patrzyła swoimi wielkim, czekoladowymi oczami na trenerów. Miała ochotę udusić kuzyna, a jednocześnie podziękować mu za taką niespodziankę.
-A co ja bym miała robić?- zapytała w końcu.
-Kamil Ci zaraz wszystko wyjaśni, a wy chłopcy możecie na razie iść, za pól godziny widzimy się tutaj wszyscy.- powiedział Kruczek i wyszedł razem ze skoczkami i resztą sztabu. W sali została Ola i Kamil.
-No dobrze. Myśleliśmy, że na początek ogarniesz karty, ale że niestety zostały w Polsce to puki ich nam nie odeślą musimy sobie radzić inaczej. – zaczął psycholog i podał kuzynce Stocha białą teczkę Macierewicza. – Proszę, to są testy i pytania do wywiadów. Teraz pojedynczo każdy przyjdzie do Ciebie, zadasz im te parę pytań, wypełnią test, a potem wspólnie nad tym usiądziemy i zobaczymy jak się ma ich psychika. Musimy ocenić jak oni sami siebie oceniają.- wyjaśnił. – Zapoznaj się z tym, a jak przyjdą możesz zacząć.- zakończył i ruszył w kierunku wyjścia – Aaa recepcjonistka powiedziała, że gabinet 214 będzie wolny, możesz tam z nimi iść.- dodał i rzucił jej klucz.
*parsk* Gabinet będzie wolny! A jakby nie był? Ałtorce nie przychodzi do głowy, że pomieszczenia konferencyjne w hotelu to się rezerwuje?


Dziewczyna przejrzała pozostawione jej materiały i czekała na skoczków, którzy o dziwo zjawili się o wyznaczonej porze bez żadnych niepodziewanych komplikacji.
O-czy-wiś-cie!
Imperatyw Opkowy wywlókł ich za włosy z pokojów, warcząc: Z trenerem róbcie sobie co chcecie, ale SZACUN DLA MERYSUJKI!!!



Szybko wyjaśniła im co będą robić i ustawiła ich w kolejce alfabetycznie żeby rozwiązać powstałe kłótnie.
Już ich trochę poznaliśmy… przypuszczalnie potrafią się pokłócić i o to, czy “B” jest przed, czy po “S”.



Tak więc pierwszy wszedł Krzysiu Biegun. Skoczek usiadł na przeciwko przyszłej pani psycholog i przyglądał się jej badawczo.
-Masz bardzo ładne oczy…- szepnął. Ola nieco się speszyła, ale posłała chłopakowi ciepły uśmiech.
-Dziękuję, ale nie spotkaliśmy się tutaj, żeby rozmawiać o moich oczach. Muszę Ci zadać kilka pytań.- oświadczyła i sięgnęła po kartkę.- Dobrze więc, na początek mi powiedz mi czy jesteś zadowolony ze sowich dotychczasowych osiągnięć?
-Szczerze… – brunetka pokiwała twierdząco głową.- Nie jestem.- odparł obojętnym tonem.
- Za mało hukają po nocy, nie przykładają się do wieszczenia nieszczęść, za mało ludzi umiera. Poza tym nie wyszły ponad to, co powiedziałem. Tak naprawdę nie mają żadnych osiągnięć. Nawet kapitan Sowa przegrał ze współczesną popkulturą! - rozkręcał się Krzysio. Ola patrzyła na niego z przerażeniem, postanawiając jednak złożyć papiery na budownictwo lądowe.


Ola zanotowała coś i zadała kolejne pytanie:
-A uważasz, że jesteś w stanie poprawić swoje wyniki i regularnie punktować w przyszłym sezonie?
-Tak! Zdecydowanie tak!… ale nie zapytasz czemu nie jestem z siebie zadowolony skoro przecież wygrałem już konkurs Pucharu Świata, przywiozłem złoto z uniwersjady…?- zapytał
-Celem wywiadu nie jest zagłębianie się w wasze historie, tylko krótkie odpowiedzi: tak lub nie.- wyjaśniła i przeszła do kolejnego pytania.
Podczas rozmowy z merysujką należy przybrać wygląd lichy i durnowaty, i w żadnym przypadku nie przechwalać się swymi osiągnięciami!
“Zapytam go, czy przestał już skakać na dopingu” zachichotała szatańsko w myślach.


Nadeszła kolej na Kamil. Wszedł do pomieszczenia i posłał kuzynce promienny uśmiech.
-Jak tam, nie zamęczyli Cię jeszcze?- spytał i zajął wskazane miejsce.
-Nie spoko jakoś daje radę, ale coś czuję, że będziemy musieli co poniektórym podnieść szybko samoocenę, zobaczymy czy tobie też.- odpowiedziała i zaczęła zadawać kuzynowi pytania.
-Dobrze a teraz powiedz, czy jesteś w stanie… czy jest to w ogóle możliwe, że sięgniesz po złoty medal w Soczi?- spytała na koniec
-Wątpisz we mnie!- odparł zadziornie – To jedyna rzecz po , którą Adam nie sięgnął,
… bo nie był w Soczi.


obiecałem mu kiedyś, że ja tego dokonam,
albo przerzucę się na kombinację norweską. – zażartował.- Ok uważam, że stać mnie na to, że mogę wygrać.
-Życzę Ci tego, bo z całym szacunkiem, ale jakoś nie widzę Cię biegającego na nartach. – odparła zadowolona.
-Eeee jak to mnie nie widzisz, a kto Cię uczył na górce za domem babci?!
-Ahahaha mówisz o tym jak spadłeś w zaspę, złamałeś nartę, rękę i porysowałeś samochód pana Franciszka kijkiem?- zaśmiała się
-Osz ty małpo!- krzyknął Stoch i uśmiechnął się przypominając sobie jak mając kilka lat zabrał swoją kuzynkę na narty i kiedy chciał jej pokazać jakie to proste stracił równowagę, przewrócił się łamiąc przy tym jedną z nart, potem przekoziołkował kawałek dalej, uderzył ręką o jakąś gałąź i złamał swoją górną kończynę, a potem kijek, który mu wypadł uderzył w samochód pana Franciszka, weterynarza, który akurat przyjechał obejrzeć jedną z owiec dziadka.
Jeszcze potem Kamil powinien opowiedzieć kolegom, jak to wpadł w zaspę, przewrócił się, złamał nartę, potem rękę, a potem zrobił rysę kijkiem na lakierze samochodu. Pana Franciszka.


-Hola hola co to za śmiechy tu ludzie czekają i się nudzą!- krzyknął Żyła, który nagle bez pukania wszedł do gabinetu.
-Wiewiór, ktoś Cię tu prosił?- spytał Kamil
-Ty ty narciarz pierwsza klasa nie odzywaj się.
-Zatłukę obiecuję, zatłukę.
-Chłopcy spokój.- Ola przerwała tą przyjacielską wymianę zdań- Kamil podpisz jeszcze tutaj i możecie zawołać Janka.
Z Ziobrem [Ziobrą] poszło równie sprawnie jak z Miętusem i przyszła kolej na Żyłę.
-Usiądź już!- krzyknęła Ola, kiedy zawodnik po raz setny sprawdzał czy nikt ich nie podsłuchuje.- Powiedz mi na początek… albo nie zaczniemy od końca.
No to nie zaczynajcie, ktoś wam każe?


Jak myślisz kto jest najlepszy w kadrze?
-Ja!- odpowiedział pewnie. Dziewczyna nie wiedziała czy on żartuje jak to ma zawsze w zwyczaju, czy rzeczywiście tak uważa i ponowiła pytanie, ale usłyszała znowu taka samą odpowiedź.
-Jesteś z siebie zadowolony?- padło kolejne pytanie
-Tak!
-Wierzysz, że staniesz na podium w Soczi?
-Tak!
-Chcesz coś jeszcze poprawić w sowich skokach?
-Nie!
“Było wśród nas dwóch wodzów, Skacząca Sowa — i ja. Kiedy dziś przymykam oczy, dobrze widzę polanę pod Skałą Milczącego Wojownika, na której zbieramy się przed wyprawą, słyszę głosy naszej narady, widzę twarze moich wojowników lśniące czerwoną, żółtą i czarną farbą.”
[Stanisław Supłatowicz - “Ziemia Słonych Skał]



Zdziwiona dziewczyna zapisała wszystko pod nazwiskiem blondyna i dała mu krótką ankietę.
-To tyle?- spytał zawiedziony- Myślałem, że tu dłużej posiedzimy słoneczko…
-Ee słoneczko to masz na niebie i jak się pospieszysz, to możesz z nim posiedzieć, jeszcze przez jakieś dwie godziny aż do zachodu.- odpowiedziała rozbawiona i wyszła ze skoczkiem z gabinetu zamykając drzwi na klucz.
Chłopcy gdzieś znikli, a Ola we wspaniałym humorze poszła szukać Kamila Wódki. Znalazła psychologa w jadalni, kłócił się z kimś przez telefon. Dziewczyna szybko się wycofała, ale mężczyzna zobaczył ją i zawołał do środka.
-Znaleźli nasze dokumenty, ale jakaś upiorna kobieta z lotniska nie chce nam ich odesłać.




Prawdopodobnie Tajner będzie musiał po to jechać.
LOL, LOL, LOL.


- wyjaśnił krótko i poprosił Olę, żeby usiadła.
Szybko uporali się z wywiadami i wspólnie doszli do wniosku, że Maćka trzeba jakoś podbudować, Piotrka dla odmiany sprowadzić na ziemię, a Krzyśkowi Biegunowi pokazać, że jest w stanie wiele osiągnąć. Bez wątpienia czekało ich dużo pracy.
Jasssne. Zaraz zobaczymy, co w świecie opek oznacza “dużo pracy”.


***
Trzy dni później nareszcie dotarła do nich przesyłka, zawierająca pozostawione na lotnisku dokumenty. Prezes Tajner był lekko mówiąc niezadowolony, że musiał się fatygować do Krakowa w tak błahej sprawie. Łukasz z ulgą rozdał zawodnikom wszystkie plany i wytyczne i mogli zacząć właściwy cykl przygotowawczy.
*pada z hukiem na zadek* cztery dni obijania się i bumelanctwa, bo nie mieli dokumentacji! AŁtorko!

1bde1749341ddda240ee26ea1ddc6b00.jpg
Telefony i maile nie istnieją, a Kruczek ma pamięć jak rzeszoto i zero doświadczenia trenerskiego, bez rozpiski na karteczce ani rusz.
A mógł im przynajmniej kazać biegać wokół Sfinksa...
Nie załatwił sobie roamingu, a środki odgradzające od okrutnej rzeczywistości pozostawiły mu dziury w pamięci.


A teraz trzymajcie kapelusze, czepeczki i kaszkiety, albowiem porywa nas Jeszcze Większy Element Komiczny.


-Zostaw to kretynie wszystko rozwalisz?!- krzyczał Piotrek
A żeby brzmiało to głośniej i dobitniej, krzyczał Comic Sansem.


-To ty rozwalisz ! Więcej trzeba było wziąć! – wrzasnął Janek
-Trener nas zabije! Odłóż to na miejsce!- dołączył się Miętus
-No właśnie wzięliśmy to żeby nas nie zabił!- wyjaśnił Piotrek
-Kretyni słychać was na cały hotel, jeszcze czwartej nawet nie ma wszystkich pobudzicie!- mruknął niewyspany Biegun, który właśnie stanął w drzwiach swojego pokoju. – Co wy wyprawiacie?!
-No bo trener był wczoraj na nas trochę zły…-zaczął Miętus.
-Trochę?! Trochę to mało powiedziane chciał was wyrzucić z hotelu!- przypomniał Biegun – Trzeba było rzucać jajkami po całej kuchni.
-My niczym nie rzucaliśmy… zresztą nie ważne… zrobiliśmy mu śniadanie na przeprosiny.- wyjaśnił dumnie Janek
Ekskjuze mła, GDZIE jest obsługa w tym hotelu, KTO ich wpuścił do kuchni, dlaczego rezydent jeszcze nie interweniuje?!
I czy w tym hotelu w ogóle jest jeszcze ktoś oprócz nich?


-Śniadanie w środku nocy?! Was kompletnie porąbało?- włączył się do rozmowy ziewający Stoch.
-Przepraszam Cię bardzo jest czwarta, a trener powiedział, że wstanie o wpół do szóstej bo musi iść rano coś tam zarezerwować, gdzieś tam więc kanapeczki, owoce i inne frykaski będą na niego czekać pod drzwiami.
-Czy ktoś mi morze powiedzieć co tu się dzieję?- spytała Ewa, która nagle do nich podeszła – Słychać was wszędzie!- dodała z wyrzutem.
To nie my, to morze tak szumi.


-Wyobraź sobie kochanie, że po wczorajszej akcji chcą udobruchać trenera i zrobili mu śniadanie w środku nocy!- wyjaśnił Stoch.
Ewa zmierzyła ich zdziwionym wzrokiem i westchnęła cicho – Przestańcie hałasować! – poprosiła i wróciła do sypialni.
-No połóż, że to przy tych drzwiach!- rozkazał Żyła i posłał Jankowi wymowne spojrzenie [wzmocnione dodatkowym przecinkiem]
-Ale tu czy tu, bo nie wiem gdzie lepiej… no żeby nasz Łukaszek to zobaczył, a nie wszedł w to…- zastanawiał się Ziobro pokazując stopą kilka miejsc na podłodze.
-No tu! Albo nie lepiej tu!- krzyknął Miętus, a Janek zrobił krok we skazanym kierunku, zahaczył jednak o nogę  Piotrka i runął jak długi robiąc przy tym dużo hałasu spotęgowanego dźwiękiem tłukących się talerzy i spadającej po schodach metalowej tacy.
Jeżuuuu… Jak wezmę, jak zawołam Tilla z miotaczem ognia...


-No to macie przerąbane…- szepnął Stoch i zniknął razem z lokatorem za drzwiami ich pokoju. Piotrek zdawał sobie z tego sprawę, złożył ręce w błagalnym geście i spojrzał na kolegów oczekując, że jakoś szybko wszystko posprzątają i znikną z korytarza zanim trener ich pozabija. Jednak było za późno… stał przed nimi nie tylko cały czerwony ze złości Kruczek, ale też reszta sztabu i kilkunastu innych gości hotelu.
Aha, inni goście jednak byli. Ciekawe, czy też musieli sami sobie robić śniadanie?


-Trenerze…- zaczął Pioterek zanim Łukasz wydusił z siebie jakiekolwiek słowo - Nowe życie na śniadanie Pozwól że Cię nim nakarmię
Szczęściem nie bój się nakruszyć Wypełnijmy nim poduszki…- zaczął śpiewać, a raczej wyć pierwszą lepszą piosenkę jaka skojarzyła mu się z zaistniałą sytuacją.
-Co ty chrzanisz?- zapytał trochę rozbawiony, a trochę zdenerwowany Mateja.
-Bo my… no tego chcieliśmy trenerom przynieść śniadanie do łóżka…- zaczął Miętus.
Mój zepsuty mózgu, PRZESTAŃ.


-Dosyć tego! Mało wam było wczoraj! Czy ja naprawdę na każdym kroku muszę się za was wstydzić…- westchnął trener i popatrzył przepraszająco na zgromadzonych na korytarzy niezadowolonych i niewyspanych turystów. – Widzimy się za dwadzieścia minut w jadalni! Zrobię wam taki trening, że raz na zawsze odechce się wam głupich kawałów. – ogłosił
-Ale…- zaczął Piotrek i głośno przełknął śliną.
-Ale najpierw tu posprzątacie!- dokończył za niego Kruczek i poprosił wszystkich żeby się rozeszli po czym sam zniknął za drzwiami swojego pokoju.
Zamknął się w pokoju i zaczął pisać podanie o przyjęcie na pierwszy rok pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej, bo uznał, że brakuje mu kompetencji do pracy z tą zgrają.


***
Kamil wstało o 8 i razem z Krzysiem ruszyli do jadalni. Rozbawieni zauważyli przez okno, że Janek, Piotrek i Miętus nadal biegali do koła hotelu, a trener stał z boku ze stoperem.
-O widzę, że wasi koledzy ładnie narozrabiali w nocy!- zaśmiała się Ola, która właśnie podeszła do nich.- Ewka mi opowiadała.- dodała
-Taa… tak zdenerwowanego Łukasze jeszcze nie widziałem. – podsumował Kamil i w trójkę ruszyli na dół.
Doprowadzanie trenera do pasji jest podstawowym i zaszczytnym obowiązkiem opkowego sportowca.


***
Po obiedzie kadry Kruczka i Wrony razem z całym sztabem szkoleniowym wybrali się na obiecaną podróż statkiem i narty wodne na zakończenia pobytu.
Ale się natrenowali…
Co chcesz, trudności obiektywne. Najpierw zgubili rozpiskę, a potem nigdzie w okolicy nie było pochyłego jeziora.



Ku zaskoczeniu Łukasza jego podopieczni bardzo się zmobilizowali i nie sprowokowali żadnej wymagającej Jego interwencji sytuacji, więc spokojnie razem z nimi mógł poszaleć w wodzie.
No, gdyby sprowokowali Jego interwencję… Wybieracie czterdziestodniowy deszcz, czy może krótszy, ale za to z ognia i siarki?
Wystarczy zamiana herbaty owocowej w krew.
Ja proszę o deszcz żab. Ale żab olbrzymich.



Wieczorem wynajęli tylko dla siebie jedną z hotelowych sal i zorganizowali imprezę pożegnalną.
Wiem. Oni po prostu ćwiczą mocną głowę, na wypadek, gdyby na nią upadli przy lądowaniu.
Dwie godziny później Ola siedziała na jednym z leżaków i czuła, że nie ma siły wstać, a co dopiero dojść do pokoju. Stanowczo za dużo alkoholu i zabawy. Mimo tego postanowiła spróbował i podniosła się z siedzenia, żeby zaraz s powrotem na nie upaść.
-Chodź, pomogę Ci .- szepnął Maciek, który niespodziewanie pojawił się koło brunetki. Podał jej rękę, chwycił mocno i pomału ruszyli do hotelu. Na ich piętrze dało się słyszeć odgłosy imprezy, która jak by nie było przeniosła się właśnie tam. Kamil z Ewą zajmowali się sobą w pokoju Stocha, Piotrek tańczył na czyimś balkonie, a Janek Ziobro spał pod drzwiami trenera i chrapał na cały budynek.
Następnego dnia zdjęcia z demolki hotelu pojawiły się już nie na Pudelku, ale w prasie ogólnopolskiej, a Kaczyński obwinił Tuska za rozwiązłość kadrowiczów. Melexów hotel nie posiadał.


Kot prowadził Olę w kierunku jej sypialni jednak ku jego zdziwieniu oprócz Karoliny była tam jeszcze Wiktoria, Iza Krzysiu, Miętus i Dawid.
Iza Krzysiu - zawodnik obupłciowy, występujący wyłącznie w konkursach mieszanych.


Wycofał się, wziął na pół przytomną dziewczynę na ręce i zaniósł do swojego pokoju, który był na szczęście pusty. Delikatnie położył ją na łóżku i przykrył kołdrą, a sam zajął miejsca w drugim łóżku i wpatrując się w jej czerwone policzki zasnął.



***
Ola obudziła się z wielkim bólem głowy. Przetarła oczy rękoma i z przerażaniem zauważyła, że nie jest u siebie… co więcej na łóżku obok  ktoś leżał… był to osobnik płci przeciwnej i miał ubrane tylko bokserki…
Ale za to bardzo porządnie ubrane, w płaszcz, szalik i kapelusz.


to był Maciek! Za nic nie mogła sobie przypomnieć skąd się tam wzięła.
-O księżniczka się obudziła.- szepnął Kot i posłał jej ciepły uśmiech.
-Co ja… ty co tu się działo… skąd ja… o matko nic nie pamiętam!- westchnęła i opadła na poduszki.
-Zabalowałaś troszkę wczoraj i chyba być nie chciała spędzić nocy przy basenie.
-Ale czemu tu, nie u ciebie?- spytała zdezorientowana.
-No wiesz twoje koleżanki i nasi koledzy postanowili się u Ciebie zabawić no i nie było tam warunków, żeby Cię zostawić.- wytłumaczył
-Aha… dziękuję…
-E no będziesz się musiała bardzo postarać…- szepnął i podszedł do niej pokazując palcem na policzek. Dziewczyna westchnęła cicho i pocałowała chłopaka w policzek, a ten stracił równowagę i upadł na nią.
Jak na skoczka to kiepskie ma to poczucie równowagi.
On tak specjalnie, przecież bez upadku nie ma tróloffu.



-Nie widziałeś Olki, bo Ewa ją sz…- powiedział Kamil, który nagle wpadł do pokoju bez pukania i zamarł w bezruchu widząc jego kuzynkę, a na niej leżącego Kota.
Co w tym dziwnego? Koty często leżą na ludziach.


Rozdział powstał tak naprawdę w nocy na zabawie sylwestrowej więc z góry przepraszam, że nie wyszedł taki jaki powinien być.
Można było z dzień poczekać z jego pisaniem...


[Kamil robi wielką aferę Olce i Maćkowi, wszyscy się kłócą, obrażają, wszczynają bójki… Darujemy sobie, prawda?]



Około 17 wszyscy opuścili swoje pokoje i udali się do wynajętego busa, który czekał na nich pod hotelem. Ku zaskoczeniu kadrowiczów na zbiórce nie było tylko… trenera Kruczka.
Sytuacja była niecodzienna, trener był bardzo punktualnym człowiekiem i to zawsze on musiał czekać na swoich podopiecznych nigdy inaczej.
Nigdy nie zdarzyło się też, żeby to ONI przyszli na czas?


Kamil wszedł do hotelu i skierował się do recepcji.
-Przepraszam bardzo, czy nasz trener; pan Kruczek opuszczał hotel?- zapytał kobietę w średnim wieku, która najwidoczniej miał tam dyżur.
-Synu czy ty myślisz, że ja tu zapisuję kto wchodzi, a kto wychodzi?!- odburknęła – Co to za trener, że wam się zgubił?- dodała lodowatym  tonem i wróciła do poprzedniego zajęcia.
Co to za hotel, gdzie tak traktują gości?!
Schronisko PTTK w Zadupiejewie Większym.
Egipska recepcjonistka wszelkie rozmowy z mężczyznami, w dodatku kafirami i to jeszcze najwyraźniej nieźle napranymi, traktowała jako zło konieczne i ograniczała do niezbędnego minimum.


[Trener odnajduje się… zamknięty na klucz w pokoju Żyły. Kiedy wychodzi, robi awanturę]


-Spokojnie, wyjaśnijmy sytuację… – poprosiła Ola – Niech trener powie jak się znalazł w tym pokoju.
-No przecież zniosłem swoje bagaże na dół i znalazłem na schodach Piotrka identyfikator to poszedłem mu go oddać. No i otworzył mi Janek i powiedział, ze Piotrek jest w łazience no to wszedłem do pokoju i chciałem na niego poczekać i w tedy chyba wyszedł, ale tak cicho, że nawet nie usłyszałem i zamknął za sobą drzwi.- wyjaśnił krótko
A w pokoju nie było telefonu, z którego mógłbym zadzwonić do recepcji. A poza tym mają tam takie drzwi, których nie można otworzyć od wewnątrz…


-Pieter baranie nie slyszałeś jak gadałem z Łukaszem w drzwiach?- spytał Ziobro, który zaczął łączyć fakty
-Jak miałem słyszeć jak woda mi głośno leciała!- wyjaśnił Piotrek – Po za tym se muzyczki słuchałem na tym nowym MP3… naprawdę nie wiedziałam, że tam wszedłeś…- dodał
-Może wypadało sprawdzić?- Łukasz spytał już spokojnie
Opanowanie: level over 9000.


[Tymczasem bus odjeżdża, bo “kierowca za długo czekał, a tutaj mają takie zasady”. Na samolot już nie zdążą, następny jest za 5 dni, a do hotelu wrócić nie mogą, bo wszystkie miejsca są już zajęte.]


***
Piętnaście minut później Kruczek z niewyraźną miną wrócił do drużyny.
-Nie mam dobrych wieści…dzwoniłem w kilka miejsc i wszystkie hotele zajęte… prezes obiecał, że spróbuje nam coś wykombinować, ale to może trochę potrwać…
-To chodźmy na plażę!- zaproponował Żyła.
Co będziemy marnować czas.


-Na plaże, na plaże a co zrobimy z bagażami geniuszu?- zapytał ironicznie Kruczek
-No jak co? Zanieśmy je do hotelu! No no chodźmy na plaże, będzie świetnie… no chodźmy, chodźmy…- poprosił Żyła
-O nie, nie radził bym iść do hotelu… chyba nie jesteśmy tam mile widziani…- odparł Stoch i przypomniał sobie nie miłą panią z recepcji.
“Nie miła” pani z recepcji. Dla gości. W hotelu w Egipcie. Aha.
(jak tak czytam to o pani z recepcji, pokojach bez telefonu i zamykanych na klucz, nie na kartę, to mam wrażenie, że ałtorka była w Egipcie, ale trafiła na coś takiego.)


-Super, naprawdę świetnie…- mruknął Maciek i usiadł kawałek dalej na krawężniku.
-Idźcie na tą plaże ja tu zostanę z tymi bagażami.- zaproponowała Ola
-O nie, samą Cię tu nie zostawimy!- sprzeciwił się Mateja, a Kamil pokiwał głową zgadzając się z nim.
-Ja też zostaję.- mruknął Maciek – Nie chce brać udziału w tym cyrku.- dodał
Cyrku polegającym na pójściu na plażę. Ooooo-k.
Wiesz, w ich przypadku...


-Dobrze no to Ola z Maćkiem popilnują bagaży, a my pójdziemy na tą TĘ!!! plaże bo was tu zaraz rozniesie.- podsumował trener spoglądając na Piotrka, który skakał i śpiewał na drugim końcu parkingu.
Zastanawiam się, co by powiedział Piotr Żyła czytając opko, w którym jest przedstawiony jako kompletny debil, dorosły facet z umysłem czterolatka, ADHD i rozmaitymi innymi przykrymi dla otoczenia przypadłościami. Ałtorka pewnie chciała napisać postać wesołego luzaka, a to, co jej wyszło, nadaje się do pokazywania w klatce za pieniądze.
Albo lepiej nie, bo jeszcze opluje.


[Ola z Maćkiem zostają przy bagażach…]


– A powiesz mi co miał znaczyć ten pocałunek?- zapytał.
-Maciek…wiesz, że to nie jest takie proste… ja nie wiem… to był taki impuls… Kamil i to wszystko…- zaczęła nieskładnie tłumaczyć.
To wina Kamila!!!
Poza tym, przepraszam, jaki impuls? “Podszedł do niej pokazując palcem na policzek. Dziewczyna westchnęła cicho i pocałowała chłopaka w policzek”


[Tymczasem Kruczkowi udało się dodzwonić]


Apoloniusz odebrał po kilku sygnałach:
-Załatwiłem wam samolot na jutro na 11.- wyjaśnił krótko
-Jutro?! Ale co mamy robić przez całą noc?
-Nie mam pojęcia, w waszej okoli są jeszcze trzy hotele, ale nigdzie nie ma miejsca. Najbliższy jest 300 km dalej…
-Świetnie… chyba nie chcesz powiedzieć, że mamy spać na ulicy?!- spytał czerwony ze złości Kruczek
-No trzeba było nie spóźniać się na samolot.- odparł spokojnie prezes- Wasz problem, ja zrobiłem co mogłem.
Zabijcie się.
A PZN to nie ma ekipy, załatwiającej różne takie między innymi w sytuacjach kryzysowych? Wszystko musi robić trener osobiście?


-A jak ta sprawa jakoś przedostanie się do mediów, napiszą, że PZNowi szkoda pieniędzy na nocleg dla kadry skoczków to zrobi się nie ciekawie…- zaznaczył
-Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie. Przepraszam, ale muszę już kończyć, Zdzwonimy się jutro. Miłej nocy.- zakończył prezes
Łukasz nie wierzył w to co usłyszał.
Ja też nie.


-Na pewno nie ma nigdzie miejsca? Jak są jakieś finansowe problemy to się przecież złożymy…
-Kamil nic, wszystko zajęte w promieniu 300 km… już nawet myślałem żeby może poszukać u ludzi noclegu, ale to jest ryzykowne, a po drugie kto nas tu zna… jak byśmy byli w Austrii, Norwegii czy Włoszech tak jak to było pierwsze w planie to nie było by takiego problemu…nie wiem na prawdę nie wiem…
Znaczy w Austrii, Norwegii lub Włoszech mogliby zaryzykować nocleg u ludzi, bo tam ich znają, czy co?


***
Zaczęło się ściemniać, Ola i Maciek nie mogli dodzwonić się do nikogo z drużyny i zaczęli się denerwować. Mimo sprzeciwów ze strony Kota, brunetka postanowiła pójść na plaże i poszukać zaginionych kadrowiczów. Kiedy doszła do miejsca gdzie zazwyczaj spędzali wolne popołudnia było już prawie całkiem ciemno. Szła wzdłuż brzegu obserwując coraz silniejsze fale, które docierały w głąb lądu niszcząc zamek z piasku, który Piotrek i Janek ulepili dzień wcześniej,
ZABIERZCIE MNIE Z TEGO PRZEDSZKOLA!!!
Nie jest tak źle, skoro jednak zdołali go ulepić, a nie niszczyli sobie nawzajem.


jednak nigdzie nie było śladu żadnego z Polaków.
Hurra!!! Utopili się!!!
***
Maciek został sam „w towarzystwie” kilkunastu walizek i torem należących do jego kolegów. Ola długo nie wracała podobnie jak całą reszta. Niewiele myśląc Kot poprosił jakiegoś siedzącego na pobliskiej ławce chłopaka żeby popilnował bagaży i ruszył w stronę, w która udała się kuzynka Kamila.
ROOOOOOOOOOOOOOOOOOOTFL!!!
Abdul z zadowoleniem zamknął drzwi sklepiku Ibrahima i przeliczył otrzymaną dolę.




[W końcu po długim błądzeniu w tę i z powrotem, Ola spotyka zaginionych kadrowiczów]


-Nie mam żadnego pomysłu co z wami zrobić do rana…- szepnął Kruczek
-Ale ja mam!- wypaliła Ola – Jak szłam was szukać minęłam takie pole namiotowe myślę, że dało by się tam wynająć kilka namiotów na ta jedną noc, warto zapytać.
Khę, khę, idea pola namiotowego polega na tym, że przyjeżdża się z WŁASNYMI namiotami. Ewentualnie wynajmuje domek. A w ogóle… pole namiotowe w Egipcie?
Pola namiotowe w Egipcie w zasadzie nie istnieją i wożenie namiotu dla kilku lokalizacji naprawdę mija się z celem, zwłaszcza że jest mnóstwo tanich hoteli. Niech nie zmyli nas często stosowany przedrostek „camp” na Synaju i wśród oaz Pustyni Zachodniej – nie są to pola namiotowe, tylko niewielkie, najczęściej drewniane chatki do wynajęcia. “
Może doszła aż do Gizy i pomyślała, że piramidy to takie duże namioty.
Solidne takie, całoroczne.


Tak też się stało, kadrowicze pod przewodnictwem Roberta Matei dotarli do namiotów i ku uldze wszystkich okazało się, że są wolne miejsca; trzy czteromiejscowe namioty.
No paczciepaństwo, co za szczęśliwy przypadek :D
Porządne namioty, ceglane, marki Mastaba. Co prawda w jednym jest już lokator, i to chyba jakiś chory, bo cały w bandażach, ale przynajmniej się nie awanturuje.


[Tymczasem, jak słusznie domyślała się Dzidu, bagaże zostały skradzione]


-To jest jakiś żart!- zaczął trener- Tyle razy powtarzałem: OD PO WIE DZIAL NOŚĆ ! Czy to tak wiele dla MĘŻCZYZN w waszym wieku?! Tego trzeba gonić po lesie…- kontynuował nie zważając na protestującego Żyłę- Ten zaś zostawił wszystko bez żadnego nadzoru… nie przepraszam zostawił bagaże pod okiem jakiegoś przypadkowego osobnika! Nie no tak się bawić nie będziemy! To jest żałosne, to jest straszne! Wiecie co się stanie jak to dotrze do gazet! Już widzę te nagłówki: „Kompromitacja: najpierw skoczkowie spóźnili się na samolot, bo jeden z nich zamknął trenera w pokoju, potem PZN nie był w stanie zorganizować im noclegu na kolejną noc, aż w końcu ich okradziono bo nieodpowiedzialny zawodnik, co więcej syn byłego fizjoterapeuty zespołu, szanowanego eksperta zostawił bagaże bez opieki i poszedł szukać reszty!”
Za długie, nie przyciągnie uwagi czytelników.


A może inaczej, może to wszystko wina trenera bo za bardzo ufa swoim zawodnikom i łudzi się, że zostało im chodziarz trochę oleju w głowie!
Jedno jej trzeba przyznać: w tym pisaniu “chodziarz” zamiast “chociaż” jest MORDERCZO konsekwentna.
Bo to jest chodziarz długodystansowy.


- krzyknął i oczy wszystkich skierowały się na nadchodzących Olę i Macieja.
-Kocur nie żyjesz! Moje MP3 zaginęło przez Ciebie!- wrzasnął Żyła i rzucił się w kierunku bruneta, którego kuzynka Stocha zasłoniła w porę własnym ciałem.
Własną piersią go obroniła!


-Dość!- zatrzymał go Kruczek – Z Tobą Maciek porozmawiam sobie później, teraz macie się wszyscy uspokoić bo bójki i podbite oczy to ostatnie czego nam teraz trzeba. Porozmawiamy z tym policjantem jak raczy się zjawić i pójdziemy pod te namioty, żeby chodziarz trochę się przespać.
Chodziarz się przespać, a trener w łeb sobie wydymić, bo już więcej nie znieść.


Miałem na szczęście przy sobie portfel więc jakoś zapłacimy za tą noc.
Zgromadzeni tylko kiwnęli twierdząco głową.
Wszyscy jedną, bo im się akurat głowa mumii napatoczyła.


***
Po kilkudziesięciu minutach pod hotel podjechał patrol policji. Oczywiście jak by problemów było mało, żaden z funkcjonariuszy nie umiał mówić w znanych skoczkom językach
Oczywiście, bo do turystów specjalnie wysyłają takich, co to ni be ni me w żadnym europejskim języku.
AŁtorka chyba nie zdaje sobie sprawy, że w Egipcie mają nawet odrębną policję turystyczną, więc cudzoziemcami z hotelu nie zajmowałby się byle krawężnik.


i po kolejnych kilkunastu minutach spędzonych na bezskutecznych i komicznie wyglądających próbach dogadania się polaków z egipcjanami wezwano tłumacza.
Trzeba było wziąć panią z recepcji, ze Stochem dogadywała się całkiem swobodnie.


Dzięki niemu już bez problemów policjanci zebrali zeznania, przesłuchali wszystkich i zabrali się za zbieranie dowodów prosząc Kruczka żeby zgłosił się rano na komisariat.
Wszyscy źli, zdenerwowani i zmęczeni udali się na pole namiotowe. Tam znów wybuchło zamieszanie gdyż oczywiście miejsc było za mało.
NIECH ICH KTOŚ POZABIJA I WRESZCIE BĘDZIE SPOKÓJ.


[Wreszcie, po różnych perypetiach, skoczkowie wracają do domu.]


-Kamil nie będę psychologiem!- oświadczyła brunetka,
Alleluja!!!


a jej kuzyn gwałtownie zahamował by po chwili zjechać na pobocze.
-Co?! Jak? Czemu? Przecież tak dobrze Ci szło…- szepnął zdziwiony przypominając sobie jak wszyscy ją zachwalali
-Wcale nie… zraniłam i Maćka i Krzyśka… wiem jakie by były tego konsekwencje gdybyś w porę mnie nie sprowadził na ziemię, i gdyby to było w czasie jakiś zawodów…- wyjaśniła
(...)
-Przeczytaj to.- poprosiła i podała mu telefon. Była to wiadomość od Dawida:
„Odkąd Cię poznałem nie mogę przestać o Tobie myśleć… wiem, że na pewno przy Maćku nie mam za dużych szans, ale zapamiętaj jedno: Nigdy Cię nie zapomnę i nie przestanę walczyć ♥”
Zdaje się, że tylko Kruczek ocalał.


Stoch przeczytał wiadomość kilkukrotnie i nie wierzył w to co widział… zdawał sobie sprawę, że jego kuzynka jest wyjątkowa, ale nie pojmował jak mogła namieszać wszystkim w głowie…
Cóż. Jeszcze nie spotkałeś prawdziwej merysujki.


***
Ola z Mają szły spokojnymi uliczkami Wisły, dziewczyny była tam tak na prawdę drugi raz, więc nie za dobrze znała okolice. Córeczka Ewy prowadziła ją jednak zdecydowanie przed siebie cały czas coś radośnie piszcząc. Po chwili były już pod skocznią im. Adama Małysza. Ola uśmiechnęła się pod nosem patrząc jak mała dziewczynka stojąca u jej boku pokazuję rękoma na wielki obiekt i cieszy się co najmniej jak by dostała nową zabawkę… to dziecko pokochało skoki tak jak jego mama i prawdopodobny przyszły ojciec.
To ostatnie zdanie brzmi niewypowiedzianie głupio :D
Mnie to się skojarzyło z Terminatorem - John Connor wysyłający w przeszłość Kyle’a Reese, żeby chronił Sarę.


[Ola z Mają spacerowały, spacerowały, aż zapadł zmrok i się zgubiły]


Nagle usłyszała jakieś głosy… śmiechy i gwizdy…
-No laluni co tu robisz o tak późnej porze?- spytał jakiś mężczyzna i niebezpiecznie zbliżył się do Oli, czym wywołał wielki płacz Mai. Brunetka przytuliła ją mocno i cofnęła się o kilka kroków.
-No nie tak szybko niunia. – dodał ktoś następny i przyciągną ją do siebie.
Dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko… Ola zaczęła krzyczeć i wyrywać się, a jakiś mężczyzna mocno uderzył ją w brzuch. Upadła uderzając ręką o krawężnik. Inny napastnik zaczął ją kopać. Słyszała tylko przeraźliwy szum przerywany śmiechem mężczyzn i płaczem Mai, którą jeden z nich trzymał koło płotu… dziewczyna chciała ją ratować… przytulić, jednak gdy tylko próbowała się ruszyć dostawał kolejny cios.  Zaczęła tracić nadzieję… nagle ktoś do nich podbiegł… trzy osoby, jeden wyrwała córeczkę Ewy i mocno odepchnął mężczyzną, który ją trzymał, a pozostali zajęli się oprawcami Oli. Po chwili po napastnikach nie było śladu, a przy brunetce klęczał nie kto inny jak; Krzysztof Biegun.
Odhacza: opkowa napaść udaremniona przez Truloffa… jest.


***
Kamil całował Ewę … tak im było dobrze razem… cieszyli się sobą, cieszyli się chwilą nie liczyli czasu, nie zwrócili nawet uwagi na to, że za oknem jest zupełnie ciemno, a Ola z Mają prawdopodobnie jeszcze nie wróciły.
-Nie mogę.- szepnął skoczek i zsunę z siebie rozgrzane ciało blondynki, która ewidentnie miała ochotę pozbawić go ostatniej części garderoby i zrobić to na co sam miał nie małe chęci.
-Co?- spytała zdziwiona
-Wybacz mi, ale nie mogę, zostałem wychowany w takiej wierze i w takich zasadach, że po prostu nie mogę, nie chcę Cię krzywdzić…- wyjaśnił i spuścił głowę…
A rozebrałem cię prawie do naga tak dla treningu, żeby po ślubie poszło mi szybciej.
No ba, trening czyni mistrza.


Zdezorientowana blondynka przyglądała mu się z niedowierzaniem, zaimponował jej tym wyznaniem, nabrała do niego jeszcze większego szacunku, bo który młody mężczyzna umiałby się pohamować w takim momencie.
Uhm, i oczywiście nie ma takiej opcji, że ona by CHCIAŁA?


Nie myśląc wiele złożyła na jego ustach kolejny gorący pocałunek, który niestety przerwał dźwięk jego telefonu dobiegający gdzieś z podłogi…
***
Krzysiek z Piotrkiem pojechali za karetką do szpitala i od razu zadzwonili do Kamila, który obiecał, że razem z Ewą będą jak najszybciej się da.
Po badaniach okazało się, że Ola ma tylko liczne siniaki i otarcia, no i złamaną rękę,  na szczęście nie doznała, żadnych poważnych obrażeń.
Pffff tam, złamana ręka, do wesela się zagoi.


I na tym opko szczęśliwie się kończy. Uff.


Z belki startowej na szczycie piramidy pozdrawiają: Kura rzucająca nartami, Dzidka-chodziarz na sapcerku oraz Babatunde Wolaka z filiżanką krwawej herbaty owocowej,
a Maskotek wyczuł koniunkturę i stawia pola namiotowe w Egipcie, z namiotami do wynajęcia. Kamiennymi.



14 komentarzy:

Korodzik pisze...

Ten cały Chodziarz Trochcę to chyba jakiś kuzyn spadochroniarza Kolonasa Waazona.

“płyt z otwartym browarem w ręku”.
Ale to raczej chodziło o "filmy dla dorosłych z tanim browarem w dłoni".

"Że też one nigdy nie napiszą, że po prostu boCHaterka spędziła noc z chłopakiem, który jej się spodobał, mimo że wcale nie miała zamiaru kontynuować znajomości.
No nie wiem, mnie wychowano w przekonaniu, że życie seksualne zaczyna się raczej z kimś, kogo się kocha, więc to zdanie wydaje mi się cyniczne jakieś.

Anonimowy pisze...

Nie pobił. Bo nie mógł go dogonić.
Buddyjskimi ascetami?!
- Za mało hukają po nocy - oj ,nie mogę!
Dobre!
Bardzo fajnie się czytało,lepiej niż I część.
Nie jest tak źle, skoro jednak zdołali go ulepić, a nie niszczyli sobie nawzajem - no,właśnie, chłopcy na wycieczce klasowej.

Chomik


Anonimowy pisze...

O. To jest clou: czemu to opko nie jest o kolegach szkolnych na wycieczce. Byłoby bardziej wiarygodne (choć tak samo głupie).

Dzidko - czytałaś wszystko to, co ja: "Nie było smutniejszej historii na świecie", "Ziemia Słonych Skał". Ciekawe co jeszcze :).

Tezet74.

Borówka pisze...

Świetna analiza, dużo bardziej mnie rozbawiła od części pierwszej. Opko rzeczywiście wygląda jak opis wycieczki szkolnej gimnazjalistów :P

Pozdrawiam, życzę pięknego dnia i czekam niecierpliwie na analizę Prawdziwej Książki :)



Lenn pisze...

Z racji wykształcenia najbardziej rozczuliły mnie fragmenty pt. "Jak mały Jasiu/ mała Kasia wyobraża sobie pracę psychologa sportowego". :) Kwiatki takie jak: profesjonalny psycholog kadry zlecający przeprowadzenie wywiadów ze skoczkami pierwszej z brzegu maturzystce, sam opis celu tych wywiadów (no... badamy coś... jakoś...), przygotowania, sposób prowadzenia (pytania zamknięte, od razu z grubej rury) etc.

W drugiej kolejności urzekło mnie wyrywanie sobie trofeum i bójka na oczach kamer, a w trzeciej - stuprocentowo trafne porównanie wyjazdu szkoleniowego do szkolnej wycieczki. Chyba podstawówkowo-gimnazjalnej, bo już ze swoich wyjazdów w liceum pamiętam dojrzalszych facetów, więcej samodyscypliny i ogarnięcia.

W sumie to opko było tak bolesne, że nie dziwię się, że analizatorzy musieli zrobić sobie przerwę.

sarita pisze...

To znaczy tak ... no słów mi zabrakło. Ale może po kolei.

Co do zachowania ludzi na obozach sportowych to ze wstydem, ale muszę przyznać, że zachowania rodem z wycieczki szkolnej czasami rzeczywiście mają miejsce. Taka głupawka dopada w sumie najczęściej po najcięższych jednostkach treningowych. Nie polega ona oczywiście na zamykaniu trenerów w pokojach czy demolowaniu hoteli, ale zachowania, które można uznać za niekoniecznie adekwatne do wieku się zdarzają. Inna kwestia, że z opisanym tu podejściem do zajęć, kariery tych zawodników skończyłyby się zanim w ogóle zdążyłyby się rozpocząć.

Ja jednak o czym innym, bo jedna rzecz naprawdę mną wstrząsnęła bardziej niż zupełnie nietrafiona konstrukcja zawodników, trenerów czy obozu. Chodzi tu o reakcję zawodników podczas ostatnich zawodów w sezonie. Ja naprawdę rozumiem, że autorka w swoim życiu nie odwiedziła jeszcze takich miejsc jak sala treningowa, a sport oglądała wyłącznie w telewizji. Domyślam się też, jak bardzo zdziwiłaby się, gdyby usłyszała, że sportowcy całkowicie szczerze życzą sobie wzajemnie ... powodzenia. Zgadza się, porażka, szczególnie ta minimalna, złości i boli, ale tak samo zwycięstwo odniesione na skutek upadku, kontuzji czy dyskwalifikacji rywala nie daje pełnej satysfakcji. Sport uprawiałam 12 lat bez oszałamiających sukcesów, ale przez ten czas nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby życzyć komuś upadku. Pamiętam też sytuację, jak dziewczyna, której w ostatniej chwili odebrałam trzecie miejsce w zawodach jako pierwsza podeszła z gratulacjami. Po prostu naturalny odruch. Przepraszam, musiałam! A analizy gratuluję!

Anonimowy pisze...

Nie wiem, jak wam się udało.
Ja nie byłam w stanie skończyć czytać :(

Anonimowy pisze...

"Nagle do gniazda trenerskeigo wpadł rozentuzjowany Kamil.
-Trenerze, Morgi złamał nogę! To nie wygląda dobrze."

Robienie ze swojego idola gnidy, to zupełnie jak w opkach o Kaulitzach...

"Cenie dziennikarzy, wiem że to nieodłączny element naszego życia"

Jaki naturalny język w tym dialogu... Jak w reklamie, w której Krysia radzi Halince "Wypróbuj nowy lek X, działa do 24 godzin, jest sprzedawany bez recepty, teraz dostępny w nowym, ekonomicznym opakowaniu!"

"krzyczała jak oszalała.- Pan jesteś jego ojcem?"

- Tak, spłodziłem go w czwartej klasie podstawówki.

{Właśnie odkryłam, że nie tylko Kamil, ale i Piotrek jest moim rówieśnikiem, ekhem, trochę się zdziwiłam.)


Też uważam, że herbata owocowa jest błe :-)

Melomanka

Anonimowy pisze...

I jeszcze jedno:

"No przecież zniosłem swoje bagaże na dół i znalazłem na schodach Piotrka identyfikator to poszedłem mu go oddać. No i otworzył mi Janek i powiedział, ze Piotrek jest w łazience no to wszedłem do pokoju i chciałem na niego poczekać"

Jeżu, nawet w największym chaosie, kiedy wiatr wypacza wyniki, sędziowie są w decyzjach o przerywaniu i wznawianiu konkursu chwiejni jak chorągiewki na skoczni, nikt nie wie, o co chodzi, a Poitner ekspresyjnie strzela fochy, Łukasz Kruczek wypowiada się spokojnie, ładnie i składnie. A nie: "No to wziąłem i zobaczyłem to poszedłem"...

Dla niezorientowanych w skokach: artykuł o trenerze, który nie potrafi sprowadzi zawodników punktualnie na żaden trening, skorzystać z telefonu ani otworzyć drzwi: http://www.skijumping.pl/news.php?pokaz_news=16223

Melomanka

Anonimowy pisze...

Namioty marki Mastaba rozbroiły mnie całkowicie :).
A z innej beczki: skąd u ałtoreczek ta upiorna sklonność do robienia z bohaterek "damsels in distress", bezbronnych owieczek, którym truloff na białym koniu musi pędzić na ratunek? Trochę mi się to kłóci z wizerunkiem Mary Sue.

lulu

Anonimowy pisze...

Korodzik: "mnie wychowano w przekonaniu, że życie seksualne zaczyna się raczej z kimś, kogo się kocha, więc to zdanie wydaje mi się cyniczne jakieś."

A mnie - w przekonaniu, że nie zaczyna się wcale, ewentualnie dziesięć lat po ślubie, jak już się bardzo musi (trochę przesadzam, ale wiadomo, o co chodzi). Dlatego wolę propagować inna zasadę: życie seksualne dobrze jest zaczynać z kimś, komu się ufa i kogo się przynajmniej lubi. Miłości bym do tego nie mieszała, zwłaszcza w realiach, gdzie połowa ludzi zaczyna współżyć w wieku 17-19 lat, a kilkadziesiąt procent jeszcze wcześniej.

Anonimowy pisze...

Uwielbiam pierwsze siedem sezonów serialu "Jak poznałem waszą matkę", ale wku**ia mnie niesamowicie postać Barneya, który zaciąga kobiety do łóżka okłamując je na tysiąc sposobów, robi im zdjęcia i nagrywa je kamerą, a potem opowiada to wszystko i pokazuje dokumentacje przyjaciółkom i przyjaciołom, którzy niby go potępiają, ale słuchają tego z wypiekami na twarzy i mają bekę z tych kobiet.

Może gdyby kobietom nie wpajano, że do łóżka można pójść tylko z zakochanymi mężczyznami planującymi z nimi przyszłość, nie byłyby cynicznie wykorzystywane przez ludzi takich jak Barney?

Melomanka

Nadwrażliwa. pisze...

Ło Boru! Dlaczego? Dlaczego? Gregor wyszedł na jednego, wielkiego buca, jak to możliwe? Dobra, właśnie zobaczyłam jak tego dokonać, ale i tak nie mieści mi się to w głowie. Zgroza.

Biedni ci skoczkowie. Hormony nimi sterują, to dlatego tak ostentacyjnie rzucają nartami. Albo kolor nie ten, co trzeba...

Smutno mi, że nawet ze skoków można uczynić coś takiego.

Ile kosztują namioty Maskotka? Brzmią zachęcająco ^^

Straw Cherry pisze...

W końcu mi się dostanie o mojej anglistki za wybuchy śmiechu na lekcji...
Och, ach, jaka ta Olcia, kuzynka cudowna! Wszyscy stracili dla niej głowę, to pewnie przez jej psychlogiczne umiejętności. Jeszcze niech Schlierenzauer się w niej zakocha i pobije resztę z zadrości. A na ślubnym kobiercu stanie tyłem do księdza, a co!
Właściwie dla tej kadry to potrzebny byłby nie psycholog, a superniania z karnym jeżykiem.
Cudne opko, przeurocze. Skoczkowie tacy dojrzali, Damian taki groźny, mała Maja taka słodka, a Stoch i Ewa to już w ogóle wielka miłość <3
P.S. Gdzie można rezerwować namiot-mastabę? Chętnie bym przenocowała :D