OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

piątek, 18 lutego 2011

2. Opko w opku i Histeria, czyli wujcio Jasza się rozkręca


Specjalnie dla Kury, która próbowała nam wmówić, że blogasek jest wyłącznie radosny i beztroski, że nie ma w nim scen mhocznych, przesiąkniętych rozpaczą i nicością. 
A tu voila: cmentarz, świeża mogiłka, nagrobek, upiór dzienny, te klimaty posępne a straszne...
Perełka. A nawet Czarna Perła, biorąc pod uwagę tragizm makijażu.

Żeby nie było wątpliwości: to nadal Histeria Zmutowanej Miłości, znana szerzej jako Opko Klaudii. Tak, nas też to przeraża.

Słowem wstępu:
Dziś aby nie było nudno opublikuje dwa opowiadania jednoczęściowe tak abyście się nie zanudzili.
Czekamy, czekamy, bo okropnie się nudzimy.

Kochani w roli męszczyzny występuje najczęściej Bill Kaaulitz.
Aaaaaa!
Męszczyzna to ktoś, kto w mękach szcza.

Ale gdy nie jest podane imię faceta śmiało możecie wybrazić sobie to ze słoim ukochanym hotelowiczem. W roli dziewczyny same najlepiej sie wcielajcie. Ruszcie swoją wyobraźnią jak by to moglo być na prawdę... 
Śmiało sobie wyobrażam hotelowicza ze słojem.
Bo jeśli ma problemy ze szczaniem, to w każdej chwili musi mieć przy sobie pojemne naczynko, prawda?
Kuwetkę ze żwirkiem brylującym.

Przechodzimy do treści opka:

Opowiadanie jednoczęściowe- I
-dlaczego?! Dlaczego ty?!- męszczyzna krzyczał przez łzy uderzając w nagrobek ukochanej
Uderzał młotkiem, czy głową? Zresztą narzędzie nie jest istotne, liczy się efekt. A łomot roznoszący się po cmentarzu to niezły efekt specjalny.
Ale pazurów o nagrobek nie ostrzył, prawda? Jakiś neptek i wymoczek.

-dlaczego my? skoro już wszystko się układało, dlaczego odeszłaś?!- kleczał przed grobem i niemugł się pogodzić ze stratą ukochanej
Ona też się ułożyła. Na płask.
Mmmmm moja ulubiona pozycja, nam się też dobrze układa.
Spadaj!

Smutne łzy spływały po jego głatkim policzku niosąc ze sobą czarną rozpacz makijażu.
Łzy niosły czarną rozpacz makijażu! Bo to rozpaczliwy makijaż był, zaiste.
Ja zaraz wpadnę w żółtą wesołość sarkazmu

Zwiewny wiatr rozwiewał jego czarne włosy, a dusza nie mogła przesteć plakać.
A zawiesiste gluty zwieszały się jego czarnego nosa. Przesteń! Przesteń!

Nagle uslyszał ciepły i jakrze dziecięcy głos swej córeczki.
-tatusiu!- krzyknęła w podskokach kierując się w stronę załamanego ojca. Ten zaś szybko otarł oczy, wstanał i pełem miłości wzioł swoją córeczkę na ręce.
Krzyknęła w podskokach, zaśpiewała w pełzaniu, zagwizdała w kroczeniu. I jak tu się dziwić, że ojciec był załamany.

-tatusiu bo ja nazbierałam mamusi kwiatuszków, myślisz, że jej się spodobają?- spytała go jak by pokładała w nim całe swe zaufanie
Czy ty jakby pokładasz we mnie całe swoje zaufanie?
Nie. Co do ciebie wolę stosować jakby zasadę ograniczonego zaufania.

-napewno tak, są bardzo ładne- powiedział tuląc dziecko do siebie
-a myślisz, że mamusia nas widzi?- wypytywała ojca nadal niczym skarbnice wiedzy
-napewno nas widzi i sie uśmiecha, pamiętaj, że mamusia zawsze się nami będzie opiekować i teraz patrzy na nas z nieba- wyjaśnił ojciec zaciskając swe pięści z bólu
-mamusiu kocham cię- uśmiechnęła się mała patrząc na nagrobek
Nagrobek rozpromienił się w szerokim uśmiechu.
Disney’em lecisz.

On już nie mógł, tak strasznie chciał dać małej matkę, lecz nie potrafił.
Impotent? W tym wieku i już nie może? Tak oto zaczynają się zajęcia z psychopatologii życia seksualnego.

Karzda kobieta nie była warta zastąpić miejsca tej jedynej co odeszła. Truł się myślami, wykańczał psychicznie.
Nie rozumiem, gdyż bynajmniej każde tu słowo zastąpić nie jest warte innego. Na marginesie - arszenik jednak jest skuteczniejszy od najbardziej toksycznych myśli.

Nie spał po nocach, bo łózko było takie puste,
Po prostu -niezaspokojone napięcie ciepało nim po ścianach.

nie jadł bo niemiał z kim się dzielić. Kochal swom córeczkę ponad wszystko jednak ona nie zastąpi mu kobiety z którą ją stworzył.
No, chyba że trochę podrośnie...

Dziewczynka połorzyła kwiatki w rogu nagrobka, ojciec zapalił znicz i pomodlili się chwile. Potem poszli w strone wyjścia.
-tatusiu nóżki mnie bolą- zajęczała cicho
-chodź moje słońce- podniusł ją ociec wysko i połaskotał po brzuszku
Jeśli obie ręce miał zajęte, to czym ją łaskotał, chyba stopą. Strasznie rozciągliwy facet...

-jak ja cię połaskocze...- zaśmiała się dziweczynka
Łaskocząc tate z jego kórtki wypadło zdjęcie mamy.
Zdjęcie mamy robiło mu gili-gili, to ja się nie dziwię, że próbował zdemolować nagrobek. W dodatku giglało tak, że wypadł z kurtki.
Słuchaj, jak łaskocze zdjęcie martwej kobiety, to z wrażenia można z butów wyskoczyć, nie tylko z kurtki!

-zawsze ją nosisz przy sobie- przykucła mała istotka
Ja też idę przykuc.
Tylko się nie przykuj! A, do michy idziesz. No to jasne, przykujesz się, jak nic...

-tak- odpowiedział podnosząc zdjecie i biorąc ją z powrotem na ręce
-była strasznie piękna- powiedziała ściskając zdjęcie
-jestes strasznie do niej podobna- odparł
(na stronie: ) - Obie są straszne.

Dziewczynka wtulilą się w ramie ojca i powoli zasnęła. Byli już przy samochodzie. Ojciec posadził dziecko na tylnim siedzeniu i zapioł ją dokładnie pasami. Wsiadł za kieronicę i ze strache włorzył kluczyk od stacyjki.
W co włożył? W co?
Zadajesz niedyskretne pytania, kocie. Ważne, że jednak włożył ze strachem.

Gdy go przekręcił wszystko zaczeło się od nowa. Ona znów tam siedziała. W tej samej sukience i z tym samym promiennym uśmiechem. Cieszyła się, że jedą na wakacje. Do ich ukochanego tajnego domu w górach. Grała ta sama piosenka w radiu, a słońce niemal oślepiało z radością.
Upiór w aucie! Aaaaa!
Do tego oślepianie z radością. Małe, proste przyjemności.
Z tym duchem to jak z samochodem-pułapką, koleś zapala silnik i nagle – pierdut! Tu tak samo: wkładasz kluczyk i metafizyka się zagęszcza, zmarli się ukazują, oczy wypływają, skóra złazi.
A ty liniejesz!

Nagle nie wytrzymał. Przerwał horror wyobraźni i zjechał na pobocze.
-dlaczego to ty wtedy musiałaś zginąć, a nie ja! Dlaczego nie w moją strone uderzyło to auto!
Jak się wymusza pierwszeństwo na skrzyżowaniu, to już tak jest.
Taka karma.

Jak można wychowywać dziecko bez matki. Tymbardziej jak ona zgineła przezemnie. Kto mi dał prawo jazdy, że potrafiłem ją zabić.
Nie zwalaj na instruktora bałwanie! Trza było się uczyć, a nie kupować fałszywkę od Ruskich.
Ten, co mu dawał prawo jazdy, to niezły mistrzu był. Inaczej Kał-Lic nie potrafiłby zabić, ręka by mu drgnęła, albo noga. No wiesz...

Przeciesz ja tak strasznie niechciałem. To miał być mały wypad, a nie śmierć na miejscu!!
To miał być mały wypadeczek, a patrz pan co się porobiło!

- krzyczał, a w jego myślach wciąż był ten sam pisk opon, krzyk i ten ogromny deszcz na środku ulicy gdy kleczał przed nią i błagał aby nieumierała... i te ostatnie słowa, że go kocha i aby zajoł się ich dzieckiem. To tak strasznie bolało. Całe wspomnienia przerwała mała dziewczynka.
-tatusiu to nie twoja wina!!!- wykrzyczała mała istotka, rzuciając się ojcu na szyję.
Przecież to dziecko było przymocowane pasami do siedzenia! Przegryzła się na druga stronę?
A my rzucamy się sobie w ramiona, ciesząc się, że u nas jak pada, to pada, a nie tylko na środku ulicy.


Opowiadanie jednoczęściowe- II
 
Siedzimy na opuszczonych torach.
A po opuszczonych torach toczy się samotna lokomotywa.

Sami, a nad nami miliony gwiazd.
Dokładnie: i sześć planet. Jeden księżyc. Piętnaście satelitów szpiegowskich, cztery meteorologiczne.
Minąłeś się z powołaniem.
Hę?
Powinieneś być księgowym...

Nie miałam siły aby iść dalej. Ty nie masz już pieniedzy aby coś kupić do jedzenia. Niemamy nic oprucz siebie i pewnie umrzemy niedługo, ale byle by razem.
Mogą się przecież nawzajem zjadać, pod warunkiem, że zaczną od stóp.

-przepraszam, że cię nakłoniłem na ucieczke- wyszeptujesz z bólem
-dziękuje, że mnie zabrałeś- stawiam ci przeciwność
Przeciwność stoi, ale trochę się chwieje na boki.

-wiesz nawet kiedy będziemy musieli umrzeć tak bardzo bym chciał abyśmy byli obok siebie- mówisz tak delikatnie
Szczyt delikatności, nie ma co!

-ciekawe co by się stało gdyby nie znalibyśmy siebie- zastanawiam sie głośno
Podwójny aoryst zawsze robi wrażenie!

-pewnie nie przeżyłbym tyle cudwnych chwil z tobą- przytulasz mnie mocniej gdyż jest ci zimno
I zimno i cimno, Jasza – przytul mnie!
Ciemności się boisz? Dzielnym tygrysem wszak jesteś!
Ale nie we wtorki.
No dobra, tylko nie łaź po klawiaturze.

-dziwnie by wtedy było- stwierdzam kładąc głowe na twym ramieniu
-ciekawe kto by mnie bronił w szkole, hehe- wymruczałeś z uśmiechem
Baba go broniła???
 

-i kto by mi dawał sciągać na lekcjach- uśmiechnęłam się
Majtki?

-wiesz my jesteśmy całkiem na opak ty mnie bronisz ja ciebie ucze. Ale chyba my się nie rozpadniemy jak ci normalni- stwierdzasz
Nie. Normalni po śmierci zwyczajnie sobie gniją, rozkładają się powolutku, a z nimi to rzeczywiście – będzie inaczej. Walerian! Nie rozkładaj mi się tu!!!

-bo my jesteśmy nienormalni- odpowiadam z uśmiechem
-i to jest właśnie piękne- mówisz powarznie
Oj, tak, tak...

-jak myślisz ile jest gwiazd na niebie?- pytam bez sensu
Rzeczywiście, bez sensu. Przecież wiadomo: 174 589 423 i sześć planet. Jeden księżyc. Piętnaście satelitów szpiegowskich, cztery meteorologiczne.

-dlaczego o to pytasz?
-bo chce zabić rozmową glud i zimno- odpowiedam skrycie
Zabić gluda można tylko skrycie, to podstępna bestyja jest

-jest ich tak wiele, że najedlibyśmy się do syta i ogrzeli pozostałych ciepłem- zasypiasz z uśmiechem na twarzy
Wiem, że już nic więcej nigdy nie powiesz, ale czuje, że gdy ja zasnę również zamilknę.
Piękna obietnica.
Śpij dziecino w ciemnym grobie
Niech się Kał-Lic przyśni tobie

Wtulam się w ciebie, zamykam oczy i pragne obudzić się obok ciebie w niebie. Gdziekolwiek nas potem wrzucą. Byle by razem, nawet przez piekło...
Nożeszszsz, to w końcu gdzie? W piekle, czy w niebie? Zdecyduj się niewiasto!
 

Opowiadanie jednoczęściowe- III
 
To było pięć lat temu, ten sam park, ta sama woda i ten sam most.
Anienienie! Woda jest zawsze inna, co dawno temu stwierdził pewien Heraklit z Efezu.
To może być staw ze stojącą wodą.
*fałszuje* Stań, powiedz: nie jestem sam... *co jest*

No dobrze może nie tak samo tu wszystko wyglądało. Drzewa jakby stały się wyższe, potok troche się skurczył, a na naszym mostku odpadają kolejne odłamki drewna.
A widzisz! Potok! Moje na wierzchu!
Hmmmm... ale mostek bardzo zmurszały.
I ona się nie boi, że plumknie?
Ona Dzielną Kobietą jest.
Chyba, że tak.

Obiecałeś, że jak tylko wrócisz to spotkamy się tu i oświadczysz mi się. Minęło pięć lat. Ja nadal tu przychodze karzdzego tego dnia roku o tej samej porze. Wiesz nasz synek ma już pięć lat. Tak słodko biega w te i spowrotem jak by nie mógł się na coś doczekać.
Ma ADHD?

Ja też piąty raz z kolei przychodze tu z nadzieją, że nareszcie wrucisz. Modle się abyś nie zapomniał o nas. Może chodź raz kariera ustąpi na chwile i znajdziesz dla mnie chodźby kilka miniut. Nigdy nie widziałes swego dziecka, pewnie nawet niewiesz o jego istnieniu. Miałeś wrucić po dwuch miesiącach. Niema cię pięć lat. Gdybyś ty tylko umiał slyszeć me myśli.
Samotna łza spływa nam po policzku.

-mamusiu mogę iść po coś do picia bo strasznie mi ciepło- spytał zdyszany chłopczyk
-oczywiście- odparłam wręczając mu pieniądze- ale wracaj szybko i uwarzaj- dodałam
-dobrze- popędził w pośpiechu
Oj, pędziło go, pędziło. Też tak miałem po makrelce, pamiętasz?
Nie przypominaj. Sprzątania było jak nigdy dotąd!

Nagle poczułam jak ktoś opiera się o belkę mostu.
O belkę? O przęsło? Ten mostek był rzeczywiście bardzo lichy.

Spoglądam i ten męszczyzna mi kogoś zaczyna przypominać. Ten sam smutek na twarzy, te same ciemne oczy. Ale taki inny... jakby zniszczony, bez życia i radości. Przez głowe przemyka mi myśl czy to nareszcie ty? Ale nie, nigdy nie byłeś taki wysoki...
Schudł i sczerniał ale dziwnie urósł. Na deszczu go trzymali, że tak wybujał?
Na balkonie. Ja ci też urosnę, jak będziesz mnie represjonować
 

niespodziewanie odwraca twarz w moją stronę. Oczy przepełniają się niepewnością.
A myślałby kto, że przepełniają się samotną łzą.

-Ina to ty?- pytasz, a moje serce przez chwile przestaje bić
-bill?- pytam niepewnie
-Ina!- krzyczysz i przytulasz mnie tak strasznie mocno- przepraszam, tak bardzo mi wstyd... To wszystko poszło inaczej. Chciałem przyjechać, ale nie miałem kiedy. Myślałem, że po pięciu latach już tu nie przyjdziesz. Tak bardzo przepraszam...
W blogasku właściwym, bohaterowie pokonują największe odległości bez jakiegokolwiek trudu, a tu pięć lat trzeba było, żeby dokołatać się na ten spróchniały mostek.

-czułam się jak byś o mnie kompletnie zapomniał, co czytałam gazete to się mnie wypierałeś, mówiłeś, że jeszcze nigdy nie kochałeś. Co mogłam sobie pomyśleć?- mówiłam przez goszkie łzy
Goszkie łzy leciały jak goszek. Przepraszam – groszek.

-mamusiu?- zapytał mój mały synek, ktory wygladał niczym kopia ojca
Miał siano na głowie sterczące na wszystkie strony, ufarbowane na czarnego borsuka, oczy wymalowane czarnym tuszem i usta zamalowane purpurową szminką, do tego trupio blady i w opadających gaciach...

-tak kochanie- podeszłam do dziecka, które nie odrywało spojżenia od swego taty
A gdy odrywał, to dało się słyszeć smoktanie jak przy przepychaniu rur tzw. „przyssawką”

-co to za pan?- spytał niepewnie
nie wiedziałam co mam powiezieć.
Nie chcesz tego wiedzieć, nie chcesz!

-Ina chcesz mi coś powiedzieć?- spytał czarny
Nadal milczałam. Obydwoje patrzyli na mnie dziwnie.
-ile masz lat?- spytał chłopca
-pięć- powiedział pokazując na dłoni
-skarbie idż mi jeszcze po coś do picia, bardzo cię prosze- odezwałam się do dziecka
Przekładając na ludzki: „Spadaj gnojku”!

-ok- odparł odbiegając
-Ina musisz mi coś w końcu powiedzieć, on ma pięć lat i wygląda jak ja- powiedział przepełniony emocjami
Jakoż też samotnymi łzami, niepewnością i radością.

-to co miałam ci zniszczyć zycie i pwiedzieć wiesz skarbie mamy dziecko, ja nie chce cię obciążać obowiąskami nie musisz się czuć za niego odpowiedzialny. Przeciesz mogłam usunąć ciążę, mogłam go zabić! Wszyscy mi to doradzali i ciągle powtarzali "jesteś młoda i ładna do tego zdolna.
W domu nie masz zbytnio luksusów więc jak połączysz prace, dziecko i jeszcze studia, problemu trzeba się pozbyć" A ja nie potrafiłam zabić własnego dziecka. Ja go kocham i potrafiłam się poświęcić i zostawić studia- nie mogłam powstrzymywać łez
-ja niewiedziałem, o niczym nie miałem pojęcia. A teraz wróciłem i chce być za was dwoje odpowiedzialnym i opiekochać się wami i chce żebyś została moją żoną- uklęknął i wyjął pierscionek
Miał go, miał!

-bill dopiero wruciłeś...
-i przeciesz ci to obiecałem, wiele złamałem obietnic bo jestem draniem, ale tego pytania nie cofne wyjdziesz za mne?
Wrócił, ale się nie cofa. Cóż za konsekwencja!

Uklękłam przed nim, uściskałam go mocno i wyszeptałam do ucha
-oczywiście, że tak
-MAMO!!Jak mogłaś? Dlaczego mi nie powiedziałaś, że ten pan to...- chłopczyk podsluchiwał całom rozmowę
Wredny szczyl. Nie da starym chwili spokoju. Materiał na Długie Ucho, jak nic.
I nie kupił nic do picia?!

-kochanie posłuchaj, nie mamy wina.
Więc skocz do sklepiku, może być piwo.

Ja mialem wrócić dawno temu, ale teraz jestem i właśnie się dowiaduje, że mam synka- wyszeptał czarny i poprostu się rozpłakał
-nie plącz tato- wyszeptał przytulając ojca
Tato plątał się coraz bardziej. Najpierw w zeznaniach, potem nóżki mu się poplątały, potem zwalił się pod mostem i tak został.
Ciiii...
 

Opowiadanie jednoczęściowe- IV
 
Stoje nad starym jeziorem niby taka sama, a całkiem inna.
Jak PZPR po IX Zjeździe. Ta sama, lecz nie taka sama. Reformy były w międzyczasie.
Ty to pamiętasz?
Spadaj! Na balkon won!

Z pleców wyrosły mi czarne skrzydła, w dłoniach trzymam różaniec.
Do tego ma garb, pokaźną łysinę i wytrzeszcz.

Jestem jakaś blada, a ubranie mam ciemne. Wciąż jednak obciążąją mnie mosiężne łańcuchy, które jakby wrastają w skórę łokci.
Zaraz – łańcuchy na skórze łokci? I dlaczego mosiężne? Żelazne nie łaska?

Chciała bym odfrunąć lecz one mnie obciążają. Zastanawiam się czy to już jest piekło. Pokuta za to, że cię zdradziłam. Wciąż boje się legendy, że ten, który mnie zobaczy tego będę własnością.
Uaaaa! Ja ciebie nie chcę widzieć! Aaaaaaa!
A ja bym poprosił. Będzie otwierać puszki z żarciem i czyścić kuwetkę.

Słysze tupot stup.
Stupa pierwotnie pełniła funkcję kopca sepulkralnego (mogilnego). Pierwsze indyjskie stupy przybierały formę półkulistej czaszy na podstawie o planie kwadratu lub koła. Późniejsze stupy w Azji południowo–wschodniej przybrały kształt dzwonowaty a następnie bardziej się różnicowały.
To Wikipedia, żeby wiadomo było, co tuptało...

Dwoje ludzi biegnie po drewnianym pomoście. Ona płynąca w bląd kręconych włosach w białej sukience i z tym promiennym uśmiechem trzyma mocno jego opaloną dłoń. On znów w prostych dżinsowych spodniach i niechlujnie zapiętej koszuli biegnie z nią. Ona przedziera się przezemnie niczym przez mgłe on zatrzymuje się i patrzy na mnie z przerażeniem.
Ona płynie w „bląd kręconych włosach” on w prostych dżinsowych spodniach.

-widzisz mnie?- pytam
-tak?- odpowiada
Nie odpowiada się pytaniem na pytanie!

dziewczyna krzyczy za nim lecz on jej nie słucha.
-dlaczego nie mogę przestać na ciebie patrzeć, jesteś dziwna... taka inna. Te łańcuchy i skrzydła.
Łysina i garb...

Czy ja oszalałem?- pytal z obłędem w cienych oczach
-nie, nie oszalałeś. Widzisz tylko potępionego aniołą, którego nigdzie niechcą.
-dlaczego tylko ja ciebie widzę?- wypytywał nadal
-bo gdybym nie umarła pewnie bylibyśmy swoimi połówkami
-jesteś taka piękna- wyszeptywał w ścisłej niejasności
Sam nie chciał się do tego przyznać, że podniecają go monstra.

-już na zawsze będziemy razem- uśmiechnęłam się
-na zawsze- odparł przytulając mnie
 Hodując jednocześnie zgrabne kły, pazury, łuszcząc się i łysiejąc.
 

Wzruszające. Jesteśmy wzruszeni jak wojskowy siennik.

Ogaszamy wszem i wobec radosną nowinę: zatrudniliśmy Jasze na pełny etat! Walerian niestety działa jako wolontariusz, bo polskie prawo nie przewiduje możliwości zatrudnienia futerkowca. Dyskryminacja, prawda?

Wzruszony Jasza i liniejący Walerian,
Pozdrawiają z Cmentarzyska Słoni.


4 komentarze:

tigger pisze...

Śliczna analiza! Nareszcie mam pretekst, żeby zacząć czytać je od początku. ;)

tigger pisze...

Mam jeszcze parę uwag:
Na początku Opowiadania jednoczęściowego- III ostał się komentarz Sierżant, o ile się nie mylę, na czerwono.
I o tych stupach - w oryginalnej analizie tekst opka był pomarańczowy i tylko w tym miejscu kolorek został, co może być niezrozumiałe dla czytelników. Proponuję zmienić na biało, jak resztę ;)

Mam nadzieję, że się przydałam, a komentarz może iść do skasowania.

Pozdrawiam! :P

Anonimowy pisze...

• zielona

• 2008-11-02
• 21:47:37
• 83.5.186.159
Oj, blog chyba nie lubi trójkątnych nawiasów. W poprzednim wpisie zabrakło histerycznego kwika, po cytacie :D
• zielona

• 2008-11-02
• 21:46:32
• 83.5.186.159
"Disney’em lecisz."
• Bura

• 2008-10-30
• 17:14:23
• 89.239.120.185
Wybaczcie mi takie karygodne zaniedbanie
Takie szycie.

Będę pisała fragmentarycznie, bo rymy gramatyczne (czy-jak-im-tam- było) leżą i kwiczą.

Gratuluję nowego agenta! Sto lat, sto lat!

Czy ja już mówiłam, że lubię Wasze analizy? Całej trójki? I, coby dyskryminacji nie było, Waleriana także!
No to jak nie, to mówię teraz: "koFFam WaS XD" (jakby kto pytał, czuję się dobrze)

"kochanie posłuchaj, nie mamy wina.
Więc skocz do sklepiku, może być piwo."
Absolutnie najlepsiejsze zdanie. Od dzisiaj to będzie moje motto ^^

A poza tym to krótkie opowiadanie numer III jest moim faworytem na prezydenta

Wybaczcie tę chaotyczność, ale właśnie niedawno odziedziłam swego bloga.
Całkiem pomarańczowa Bura
• Monaco

• 2008-10-30
• 15:02:02
• 85.221.178.112
Czyli efekt został osiągnięty... ;)
• Sineira

• 2008-10-29
• 20:49:16
• 79.184.208.158
Ja Was pozabijam! Przez Was tekst o samotnej łzie doprowadza mnie do kwiku niezależnie od kontekstu.
• Sierżant

• 2008-10-29
• 18:23:54
• 79.184.114.94
Ojej, czyżbym miała fana? Fankę?

Samotna łza spływa po mym licu. Jak miło! *wpada w samozachwyt*
• Monaco
• monaco04@gmail.com
• 2008-10-29
• 17:43:49
• 85.221.178.112
Gratuluję i oby tak dalej. Ale i tak Sierżant jest najlepsza ;)
• Amelia (Demonternia)
• akane_tetsu@hotmail.com
• 2008-10-28
• 23:36:14
• 78.151.64.207
TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK! Jako pierwsza mogę pogratulować Jaszy! ^^
*gratuluje*

A w związku z tym co... szablonik zmienicie, adres zmodyfikujecie? ;>
No co! Jaszy się coś od rzyci... eee... życia należy, prawda?! :D

No dobra, już siedzę cicho! ^^"
Acha, jeszcze jedno - *przygarnia tora* - nazwę go Tor... fajne imię, prawda? :]

Raz jeszcze gratuluję i pozdrawiam liniejącego Waleriana ^^

j.

Ruda pisze...

Wymiatacie... zostaję waszą fanką. Ludzie dziwnie na mnie patrzą jak parskam do kompa :P. Na dodatek spowodowaliście u mnie podniesienie już i tak wysokiego poziomu złośliwości w wypowiedziach. Boję się cokolwiek czytać bo zaczęły mi się włączać analizy :P