czwartek, 22 maja 2014

262. Z kluczami nasadowymi w świat, czyli Romanova się odkręca


Drodzy Czytelnicy! Dziś poznamy merysujkę o dziwnej przypadłości - gdzie nie stanie, tam się przykręca, w związku z czym wciąż musi się odśrubowywać, sama albo z czyjąś pomocą. Nasza boCHaterka pochodzi z najuboższej wioski w Rosji, leżącej jednak nie dalej niż godzinę drogi od międzynarodowego lotniska i obfitującej w nastrojowe kawiarenki. Poza tym dowiemy się też, że na Zachodzie wszystko jest lepsze, większe i bardziej błyszczące… Indżojcie!

Analizują: Sineira, Kura, Jasza, Babatunde Wolaka i Prezydent Internetu Q.



 -Nadia, wstawaj, przyszedł do ciebie jakiś list - otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylającą się nade mną Katie, moją nianie i prawnego opiekuna.
I to jest powód, żeby człowieka budzić?!?
“Prawnego opiekuna”. Nadia od samego rana jest oficjalna jak prawdziwa potomkini Romanowów.
Albo boCHaterka tak długo się wyleguje, albo to listonosz, jak wyszedł na rejon, to wpadł w burzę śnieżną i dopiero rano udało mu się znaleźć właściwy adres..

 -Jaki list? - zaskoczona usiadłam na łóżku i wzięłam do ręki kopertę, którą podała mi Katia. Byłam zdziwiona tym, gdyż nigdy dotąd nikt do mnie nie pisał, poza tym nie było takiej osoby, która miałaby to robić. Od 12 lat mieszkałam z nianią na Północy Rosji, w jednej z najuboższych wsi. Oprócz niej nie miałam nikogo.
Uboga wieś gdzieś na Syberii, zapamiętajmy.
“Północ Rosji” to cholernie szerokie pojęcie. A może to Karelia?
Albo Kamczatka.
Kamczatka to Daleki Wschód, Syberia to Syberia, Ural to Ural - więc jeśli używa sformułowania “Północ Rosji”, to pewnie jest gdzieś znad Morza Białego.
Masz rację, gdyby to było pisane z perspektywy Amerykanki, to fakt, dla nich cała Rosja to daleka Północ i białe niedźwiedzie na ulicach, ale to przecież mówi prawie-że-Rosjanka.

Przyjrzalam sie kopercie, na samej górze przy znaczku pocztowym widniał skrót S.H.I.E.L.D, jednak z niczym mi sie nie skojarzyl. Na dole napisany był adres mojego domu (Uboga Wieś, trzeci dom po lewej) oraz moje imię i nazwisko. Rozerwałam papier i wyjęłam zawartość.

Droga Nadio Romanova,

Z wielką przyjemnością mamy zaszczyt zaprosić Panią do Nowego Jorku na spotkanie stowarzyszenia S.H.I.E.L.D, które odbędzie sie 14 kwietnia 2013 roku.
Sprawdzone. To była sobota.
Agenci mieli godziny do nadrobienia.
Nadgodziny w sytuacji zagrożenia świata są płatne potrójnie.

Do listu dołączony jest bilet na lot samolotem, na Lotnisku w Nowym Jorku bedzie czekać na Panią samochód.
Na którymś z trzech: JFK, La Guardia, albo Newark.
Na tym, na którym wysiądzie, to przecież logiczne.
Może mają ją za krewną Lokiego Prezesa, co się z Donarem umawiał orientacyjnie gdzieś pomiędzy dwoma przecznicami?

Do zobaczenia na miejscu,
Phil Coulson.
PS. Radzę zabrać szatę wyjściową, sowę i kartę Gringott Express.
PS.2. Gdyby ktoś zapytał o paszport i wizę, proszę zrobić Wielkie Oczy Jelonka Bambi. Zawsze działa.

Przez chwile czułam się, jakbym nie zrozumiała nic z tego, co właśnie przeczytałam. Tak, wiadomość była w języku angielskim, ale nie miałam z nim problemu. W domu od najmłodszych lat rozmawialiśmy angielszczyzną, jedynie poza domem mówiłam po rosyjsku.
A nazwisko Romanov nosiliśmy dla niepoznaki.

Nawet teraz z Katią nie mówiłyśmy w narodowym języku, wolałam angielski, bardzo kojarzył mi się z rodzicami. Miałam sześć lat gdy zmarli.
Coś mi się widzi, że angielszczyzna Nadii brzmi jak coś w rodzaju “Zakrojtie windowuszki, a to czildreniata zasykujut” (Teresa Hołówka “Delicje ciotki Dee”). Mam kuzynkę, która wyjechała do Stanów w wieku ośmiu lat i choć ma tam na miejscu całą mówiącą po polsku rodzinę, to sama mówi tak sobie, brakuje jej słów i gramatyka się miesza. Nadia ma do konwersacji tylko Katię, która być może w szkole uczyła się angielskiego, ale szczerze wątpię, żeby w tej “najuboższej wiosce na Północy” miała możliwość rozwijania języka.

Mama umarła na raka piersi, zaś tata dokładnie w tym samym roku zginął w wypadku samochodowym.
Jak to Romanow - wykrwawił się.

Nie pamiętam zbyt wiele, za mała byłam, jednak moja siostra pamiętałaby więcej. Po odejściu rodziców zostałam pod jej opieką, wtedy też skończyła 18 lat. Natasha była wspaniałą osoba, zawsze troszczyła się o mnie, wspierała i kochała. Jednak i ją straciłam, rok później zniknęła i już więcej jej nie zobaczyłam. Po dwóch tygodniach od jej zniknięcia policja [dla niepoznaki zwana milicją] powiadomiła nas o jej śmierci. Katia została moją prawną opiekunką i tak do dziś mieszkałyśmy i żyłyśmy razem.
A rodzice Nadii najwyraźniej byli azylantami politycznymi, którzy uciekli do Związku Radzieckiego przed prześladowaniami na tym zgniłym Zachodzie, zrzekli się obywatelstwa i zerwali wszystkie kontakty z macierzystym krajem, skoro o sierotkę nie upomniała się żadna ambasada.
Mieli większe problemy. Rozumiesz - mutanci, szpiedzy, Iron Man znowu po pijaku wpadł na Statuę Wolności...

Kochałam ją, może jak matkę, może tak, jak kochałam Tashe, sama nie umiem nazwać tego uczucia. Ona zaś kochała mnie jak córkę, której nigdy nie miała i nie mogła mieć. W wieku 24 lat dowiedziała się, ze jest bezpłodna i przez to nie wyszła za mąż.
Dlaczego? Nawet w Rosji istnieje adopcja.
Kto by tam brał taką nieużyteczną, jałową babę, fuj.

Dzięki pracy jako moja niania zyskała to o czym marzyła - rodzinę.
Gdyby się zatrudniła w sierocińcu, miałaby większą.

Katia była 45-letnia blondynką.
Ale że jak, że tak na zawsze czterdziestopięcioletnią?
Radzieccy biolodzy lubili se czasem poeksperymentować.

Jej twarz była cała w piegach, które kontrastowały z dużymi zielonymi oczami.
Gdyż były małe i brązowe, LOGICZNE.
W sumie, kolorem kontrastowym dla zielonego jest czerwony, a to by wskazywało, że te twory dumnie zwane piegami, to zwykłe pryszcze...

Jeszcze raz przeczytałam wiadomość, jednak nie potrafiłam skojarzyć faktów. Skąd jakiś S.H.I.E.L.D wzięło mój adres, skąd wiedziało, gdzie mieszkam, jak mam na imię?
Wygrzebało dane z międzynarodowej bazy sierotek, którym można wyciąć nerkę i nikt nie będzie po nich płakał.
Ałtorka im powiedziała. A tak na serio - wcale nie nieprawdopodobne, jeśli maryśka jest siostrą Natashy Romanov AKA Czarnej Wdowy… wystarczyło zapytać.
No i należy założyć, że przez te wszystkie lata Natasha dyskretnie interesowała się siostrą, skoro wie, że nigdzie się nie przeprowadziła.

Może to jakaś pomyłka, na pewno jest jeszcze jakaś Nadia Romanova w tym domu. Spojrzałam na bilet, tylko jeden, co oznaczało, że Katia zostanie tu sama. Lot miał się odbyć 13 kwietnia o 22:00, czyli miałam tam lecieć przez cała noc.
Dobra, wszystko fajnie - ale skąd? Z Moskwy, Omska, Magadanu?
Spod domu. Coulson przyjedzie do niej Lolą.

tumblr_mmpq1vCIwX1qe3p9bo2_500.gif

Nie za bardzo mi to pasowało, jednak nie mogłam z tego zrezygnować, (dlaczego???) (bo to jedyna okazja, aby zostać bohaterką opka! później będzie już za stara) wyglądało to na dość poważna sprawę, oczywiście byłam też ciekawa kto sobie nagle o mnie przypomniał.
  -Co się stało? - zapytała Katia, zaciagając końcówki wyrazów z wyraźnym rosyjskim akcentem.
Takim samym, jaki miała Nadia. No sorry, nie uwierzę, że po latach przebywania pośród samych Rosjan dziewczyna nie nabrała akcentu.
Nawet gdyby mieszkała od dziecka w USA i tak by miała rosyjski akcent. Pierwsza zasada Rosjan w USA - zawsze mówią z akcentem, bo inaczej by nie było widać, że są Rosjanami…
Mnie bardziej ciekawi, jakim cudem dziewczyna, która mieszka z rzeczoną Katią całe życie, w ogóle zauważa ten akcent.

- Co jest w tym liście?
-Mam lecieć do Nowego Jorku - odparłam wpatrujac sie w przestrzeń. Nadal analizowalam to, co było zawarte na kartce.
Taaa, miała naprawdę straaaasznie dużo informacji do analizowania.
No wiesz, list zawiera trudne słowa. Sądzisz, że Nadia zetknęła się wcześniej na przykład ze słowem “stowarzyszenie”?
W oryginale SHIELD to akronim od Strategic Homeland Intervention, Enforcement, and Logistics Division. Już widzę, jak dziewczyna ucząca się angielskiego od jednej mówiącej w tym języku Rosjanki, zna słowo “enforcement”.

Katia usiadła obok mnie na łóżku i wzięła ode mnie list. Gdy go przeczytała przyjrzała się biletowi.
-Co to jest te [to!] stowarzyszenie? - znowu zapytała, tym razem równie zdziwiona jak ja.
S.H.I.E.L.D. - Stowarzyszenie Homeopatów i Energoterapeutów Leczących Depresję. Może być?
Serio chyba Katia tak sobie mówi po angielsku, skoro tłumaczy “division” na “stowarzyszenie”. Ewentualnie autorka jeszcze mogła się posiłkować polskim skrótem TARCZA, ale to z kolei ma rozwinięcie “Taktyczna Agencja Reagowania w Czasie Zagrożenia Atakiem”, więc też nie pasuje...

-Szczerze to nie mam pojęcia, pierwszy raz w życiu widzę tę nazwę. Wychodzi na to, że 13 kwietnia będę musiała tam wylecieć.
Aha. Dostaję list od nie wiadomo kogo = BĘDĘ MUSIAŁA polecieć. To ja się przestaję dziwić, że ludzie nabierają się na pieniądze po krewnych w Ameryce i nigeryjskie przekręty.
No… jak nie poleci, to się nie dowie, nie? Sherlock chciał łykać truciznę tylko po to, aby sprawdzić, czy dobrze obstawił, przy tym polecenie cholera wie gdzie i do kogo wcale nie jest takie głupie…
Dusza rosyjska. Ważna Instytucja każe się stawić - to trzeba.

-13? Dzisiaj jest 13 kwietnia.
-Dziś?
To było niemożliwe. W jeden dzień miałam wszystko załatwić i wylecieć po prostu do USA. To nawet nie był jeden dzień, niecałe 12 godzin.
No to zbieraj się galopkiem!
W niecałe dwanaście godzin ma się dostać na lotnisko z bliżej nieokreślonego zadupia. Niech zgadnę, poleci na miotle?

-Niestety. Zadzwoń może do Leny? - powiedziała Katia zauważając moje zamyślenie.
Zrobiłam tak jak mi poleciła. Lena była moją jedyną przyjaciółką i jedyną osobą, która rozmawiała ze mną w szkole.
A ojciec Leny był szefem lokalnej mafii specjalizującej się w podrabianiu dokumentów i machnięcie w godzinę paszportu i wizy do Stanów to był dla niego pryszcz.
Albo też i sama Lena była współpracownicą FSB, której przykazano mieć na oku tę podejrzaną dziewczynę o zagranicznych powiązaniach. Nadia wiedziała o tym, więc od razu wykorzystała drogę na skróty do władz.
Czujecie tę atmosferę pośpiechu? Ja też nie.

Szczerze bardzo się różniłyśmy, miałyśmy inne poglądy, inne marzenia, inne zainteresowania czy nawet inne ideały. Z wyglądu byłyśmy całkowitymi przeciwieństwami, ona była grubszą brunetką o krótkich włosach, a ja chudym rudzielcem [względnie rudym chudzielcem]. Umówiłam się z nią na mieście, o ile można to nazwać miastem, tuż przed południem.
A do miasta z tej swojej najuboższej wioski pojechała… rowerem? Sąsiad ją podwiózł? Poszła na piechotę? Czy może miała szczęście i akurat zdążyła na jeżdżący raz dziennie autobus?
Pojechała wierzchem, na grzbiecie swego wiernego renifera.
Miała znajomego teleportera.

Założyłam na siebie czarny t-shirt  i  ciemnozielone spodnie, włosy splotłam w koka [z cukierem  - we włosy wplotła torta] i wyszłam na dwór, zabierając ze sobą bluzę i parasolkę. Było dość zimno i znów zaczynało padać.
Taka pogoda jest na północnej Syberii w kwietniu. Tiszert i parasolka wystarczą na wszystko.
BoChaterka mieszka tam od małego, przywykła.
Jak zacznie padać niedźwiedziami, to ewentualnie można się przejąć.
Ojtam. Tylko trzeba wrócić do domu, jak będzie tak z -40 stopni, aby zamknąć okno.

Gdy szłam w stronę parku
Tja… parki też mają. Na tej Syberii.
No co, wydzielili kawałek tajgi, postawili w środku pomnik Lenina i jest park.

zastanawiałam się co powiem Lenie. Miała   m lecieć do Nowego Jorku i nie wiedziałam kiedy wrócę i czy w ogóle wrócę.
Wobec czego, zamiast pakować się do wyjazdu, wolałam pójść na ploteczki.

Bardzo byłam ciekawa o co chodzi w tej całej sprawie, wciąż uważałam, że to była pomyłka.
Jednak uznałam, że muszę wyjaśnić ją w Nowym Jorku.
No wiesz, bilet dali za friko, grzech nie skorzystać.

[Nadia opowiada przyjaciółce o liście i wyjeździe]

-Nie wiem, kiedy wrócę, nie wiem nic.
Hmmm… pojutrze? Zapraszają cię tylko na jedno konkretne spotkanie jednego konkretnego dnia, nikt nie wspominał o dłuższym pobycie.

Ale zamiast złościć się i wydzierać w miejscu  publicznym, może wykorzystamy nasze ostatnie godziny i pójdziemy do kawiarni?
Tym razem ona złapała głęboki wdech.
-Masz rację, chodźmy.
Wstałyśmy i skierowałyśmy się do najbliższej kawiarenki, w której potrafiłyśmy siedzieć godzinami.          
To była mała, przytulna kawiarenka w ubogiej sybirskiej wioseczce, tuż przy kole polarnym. Z głośników snuł się jazz.
E tam z głośników. Jazzmani, uciekający ze stałego miejsca zamieszkania przed służbą wojskową, grali na żywo.
I zauważ, że nie jedyna. W wiosce było więcej kawiarenek niż domów.
Miejscową specjalnością była latte z mleka renifera.
Sojowa.
Z majora Konstantina Stiepanowicza Sojowa.

[plotu, plotu, przyjaciółki siedzą w kawiarence aż do 18-tej. Btw, nie powinny być przypadkiem w szkole?]

-No już, muszę się jeszcze spakować. Ale nie zajmie mi to więcej niż kwadrans.
Nadchodziła już 21:00, byłam spakowana, ubrana i gotowa do wyjścia. Przed domem czekał na mnie samochód, do najbliższego lotniska miałam niecałą godzinę drogi, więc musiałam już wyjeżdżać.
Ach, te mnogie lotniska na Syberii, z każdej dziury do nich jest nie więcej niż godzinę. I każde ma loty do Nowego Jorku - bez przesiadki.
Bo to pewnie tajne lotnisko tajnych służb.
Odlot jest o 22, więc powinnaś już siedzieć na lotnisku po odprawie!
Pfff, jaka tam odprawa, dla jaśnie panienki dywan już rozwinęli, na rękach ją zaniosą.
Nie śmiejcie się, ja też mam godzinę do lotniska! Mieszkając w Krakowie.

Samochód podwiózł mnie pod lotnisko i razem z Katią i Leną wysiadłam. Wziąwszy mój bagaż podążyłam w kierunku wejścia. Gdy znalazłam się wewnątrz budynku, zerknęłam jeszcze raz na bilet. Miałam lecieć samolotem odlatującym już za 15 minut.
Z głośników tymczasem leciało: “Pani Nadia Romanowa proszona jest o pilne zgłoszenie się do bramki nr…”
Jakiej znowu bramki? To “lotnisko” składa się najpewniej z nędznego baraku i cysterny z paliwem.
I brzózek dookoła.

-Będziemy tęsknić - mocno przytuliła mnie Lena. - Nie zapomnij o mnie, pisz codziennie, co się dzieje i jak tam jest. [Rozumiesz, raporty służbowe się same nie napiszą.] Kocham cię. - puściła mnie i spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
-Ja nie będę cię już ściskać, na dziś wystarczy - zaśmiała się Katia. - Kochanie, odzywaj się i w miarę możliwości wracaj do domu. - ucałowała mnie w czoło.
 W głośnikach lotniska usłyszałam komunikat o wkrótce odlatującym samolocie do Nowego Jorku.
W tym miejscu był długi wykład o tym, kto i skąd lata bezpośrednio do NY (Aerofłot z Szeremietiewa w Moskwie), ale Q zwróciła mi uwagę, że w marvelowskim uniwersum należałoby się raczej spodziewać, że S.H.I.E.L.D. wynajęła samolot specjalnie dla Nadii. W końcu, kto bogatemu zabroni, zwłaszcza gdy w grę wchodzi Merysujka ;)
W dodatku Romanowa.
A ja jakoś nie mogę się uwolnić od wizji poobijanego kukuruźnika. stojącego na błotnisto - trawiastym polu.

Jeszcze raz zerknęłam w stronę moich najbliższych, złapałam za walizkę i poszłam w stronę pasa startowego.
Wzgardliwie omijając kontrolę dokumentów, bramki bezpieczeństwa i wszelkie takie nieistotne pierdoły - któż śmiałby zatrzymać Mary Sue, którą wzywa Przygoda!
Władze uznały, że skoro tak bardzo się wyrywa na ten cały Zachód, to niech już zjeżdża jak najszybciej. Ale gdyby chciała wrócić, to wtedy oczywiście przypomną sobie o kontroli dokumentów.
Trzeba jej było przed odlotem puścić instruktażowo film “Terminal”...

Wsiadłam do samolotu i znalazłam swoje miejsce. Gdy usiadłam na fotelu, zerknęłam przez okno. Znów padał deszcz.
___________________________________

-Prosimy o zapięcie pasów, przygotowujemy się do lądowania. - usłyszałam komunikat z głośników samolotu. Zastanawiałam się, która to musiała być godzina i ile leciałam. Według instrukcji zapięłam pasy. Po chwili poczułam wstrząsy, zerknęłam przez okno. Było popołudnie, tak mi się przynajmniej zdawało patrząc na bezchmurne niebo.
Hm. Jeśli wyleciała z Rosji o 22 czasu moskiewskiego (nasza 20.00), a lot trwał 10 i pół godziny, to kiedy wylądowała (8.30 rano czasu moskiewskiego) w Nowym Jorku było dopiero po północy!
Ale słoneczko mimo to wyszło, aby panience poświecić.
W Stanach wszystko mają lepsze i większe, więc Księżyc wygląda u nich tak, jak na barbarzyńskiej północy Słońce.
Słońce wzeszło na zachodzie i zaszło na wchodzie...

Gdy usłyszałam komunikat, że można już kierować się w stronę wyjścia, spakowałam moje rzeczy z powrotem do plecaka [w który magicznie zmieniła się moja walizka] i wyszłam na zewnątrz. Pogoda była przepiękna, słońce mimo ze rażące, ocieplało powietrze, którym oddychałam.
Gdyż najchłodniej właśnie wtedy, gdy jest rażące słońce.
Kiedy słońce razi brakiem profesjonalizmu, wówczas jest chłodno.
W sumie, w czasie mrozu może porazić nieźle, jak się światło od śniegu odbije. Może o to chodziło Marysi?

Wokół mnie znajdowała się duża grupa ludzi, przede mną stał wielki budynek lotniska, do którego musiałam iść.
Na JFK nie znają czegoś takiego jak lotniskowe busy, zasuwa się piechotą przez płytę jak w Świdniku czy Modlinie.

bb439b8f0de089ed4fc0ecc24e2d0144.jpg
Tak wygląda lotnisko JFK w Nowym Jorku.
Akurat można sobie zrobić spacerek dla zdrowotności.
Nie sądzicie, że to lotnisko przypomina kota z trójkątną czapka z antenką na głowie? Tak się tylko pytam.

Bałam się trochę tego, że nie odnajdę się w bałaganie wielkiego miasta, pełnego szmerów, hałasu, korków, ślepców biegnących gdzieś przed siebie, poganianych przez jadowite tryfidy, biznesmenów, Lokiego Prezesa i bogaczy.
Najgorsze w Nowym Jorku są te przerażające szmery.
Zwłaszcza te w sercu.

Gdy znalazłam się w środku budowli, poszłam do stoiska, aby odebrać moje rzeczy.
-Przykro nam, pani walizka właśnie została odebrana. - powiedziała kobieta, podnosząc się i podając mi karteczkę. - Osoba, która to zrobiła, kazała to przekazać.
Na JFK najwyraźniej nie znają też “karuzeli”, z której odbiera się bagaże…
I wydają bagaże przypadkowym osobom. Nie mamy pani walizki i co nam pani zrobi?
Trudno o lepszy dowód upadku cywilizacji zachodniej.
Lotnisko w kształcie kota z trójkątną czapką z antenką jak dla mnie bardzo brzmi jak upadek cywilizacji.

Zerknęłam na kartkę.

Czekamy na panią w limuzynie pod budynkiem, wszystkie pani bagaże są już z nami.
P.Coulson

Zmarszczyłam czoło. Po co ta cała ceremonia, liściki i cała ta wycieczka do Ameryki?
Teraz się zastanawiasz?
A dlaczego kogut chodzi z kurą?

Jednak mimo sumienia, które podpowiadało i podawało kilka wersji tej dziwnej sytuacji, wyszłam na zawnatrz i rozejrzałam się po parkingu za limuzyna. Oczywiście nieopodal od wejścia stała, czarna i oczekująca na mnie.
A za nią cały rządek następnych, do wynajęcia za kilkadziesiąt dolarów ;)
Była to czarna wołga-limuzyna, szepcząca kratką chłodnicy “pójdź do mnie, pójdź!”
Tylko co do tego wszystkiego miało sumienie?

Gdy podeszłam do samochodu, nie wiedziałam co zrobić, ani jak się zachować.
Na początek zrób miłą minę i powiedz grzecznie “dzień dobry”.

Nagle przednia szyba uchyliła się
Takie rzeczy tylko w Stanach. Nie próbujcie tego robić ze swoimi samochodami, bo Wam wlatujące muchy zęby powybijają.

i usłyszałam już jest, a po tych słowach otworzyły się drzwiczki. Przede mną stanął mężczyzna w czarnym garniturze, z łysiejącą głową, jednak wyglądał na trzydziestkę.
Czas akcji opka to dwa lata po Avengersach. Coulson żyje - ok, też zawsze byłam zdania, że Fury ściemniał z tą śmiercią i jakoś go odratowali. [To akurat kanon. Coulson występuje w Agents of SHIELD, którego akcja dzieje się po Avengersach. I tak, żyje.] Ale jeśli ten człowiek ma trzydziestkę… to musiał prowadzić bardzo wyniszczający tryb życia.
Stres, rozumiesz. Stres i odpowiedzialność.

-Witam panią, pani Romanova.
Taka młoda i już zamężna? W dodatku (co za pech!) z krewnym ojca.
Nie no, pewnie zwrócił się do niej per “Ms.”. A zresztą, w Polsce też już “panna” wychodzi z obiegu, na moich studiach wszystkie kobiety były “paniami”, a trudno było znaleźć mężatkę przed licencjatem...

- odezwał się mężczyzna, podając mi rękę. - Jestem Agent Coulson, jestem tu, aby dostarczyć panią panu Fury'emu.
- Do rąk własnych. - I obleśnie się przy tym uśmiechnął.
Po czym podał boChaterce szeroką atłasową wstążkę i dodał:
- Proszę się owinąć i zawiązać na kokardkę.
Podał też spirytus i garść wacików:
- I otrzeć miejsce na plecach przy prawej nerce.

Więcej informacji uzyska pani, jak dojedziemy na miejsce.
I żeby nie zadawała dalszych pytań, sprawnie ją zakneblował.
To kolejne opko, w którym chloroform rozwiązałby wszystkie problemy.

Agent otworzył przede mną drzwi limuzyny i wsiadłam do środka. Tuż za mną wsiadł Coulson i gdy ruszyliśmy, odezwał się.
-Może masz ochotę na coś do picia? - wskazał ręka na stoliczek stojący tuż obok jego fotela. - Przebyłaś długą drogę.
Pokręciłam jedynie głową, nie chciałam się za bardzo odzywać. Byłam trochę przerażona, nie wiedziałam, dokąd jadę i co się ze mną stanie.
Przez myśl przelatywały jej legendy o czarnej wołdze i budzeniu się w wannie z lodem...
Bez nerki?
Ale za to z rakietą tenisową w ręku.

Po prawie 10 minutach wyjrzałam za przyciemnione okno, zobaczyłam wielki budynek [jeden jedyny pośród całego mnóstwa niskich domków], na którego czubku widniała nazwa "Stark". Nigdy nie słyszałam takiej nazwy, może to jakaś firma albo nazwisko. Samochód zatrzymał się przed samym wejściem.
Zawsze mnie zdumiewało, jakim cudem boChaterowie dostrzegają takie rzeczy z wnętrza samochodu. Wystawiają głowy przez szyberdach?
Mnie bardziej zaskakuje, że bohaterka tego uniwersum nie kojarzy Starka…
Rosja ma własnych gierojów, po co im zagraniczni.

Gdy wyszliśmy, Coulson wpisał szybko jakiś kod i pchnął drzwi. Puścił mnie przed siebie. Moim oczom ukazało się pięknie ozdobione wnętrze, wspaniale umeblowane z dużą windą po środku.
Winda jako mebel, aha. Robiła za szafę ubraniową.

- Witam pana, panie Coulson - podskoczyłam przestraszona, gdy usłyszałam dziwny głos, jakby robota.
-Co to takiego? - odezwałam się po raz pierwszy.
-Jarvis, prywatny komputer pana Starka, to jego dom. - wytłumaczył agent i weszliśmy do windy.
W ogóle, wielkie jest zblazowanie tego dziewczęcia, wychowanego w wioseczce na zadupiu wszystkiego. Pierwszy w życiu lot samolotem, ogromne lotnisko, tłum ludzi, obce miasto, obcy język… wszystko przyjmuje bez odrobiny zdziwienia, dopiero Jarvis ją zaskakuje.
Samolotu, lotniska, ludzi i miasta się spodziewała. Jarvisa nie.

Dojechaliśmy na 8 piętro, gdy otworzyła się bramka, znaleźliśmy się na krótkim korytarzu. Drzwi na jego końcu otworzyły się i zobaczyłam mężczyznę, o ciemnej karnacji, z dziwnym płaszczem na sobie (kąpielowym?) i przepaską na oku.

arthur-and-the-strange-mantle.jpg

-Witamy cię, jestem Nick Fury i dowodzę S.H.I.E.L.D, zapraszamy do środka, oczekiwaliśmy twojego przyjazdu. - wskazał na pomieszczenie, z którego właśnie wyszedł.
Pokój był pełen nowoczesnych komputerów i innych maszyn.
Najwięcej było maszyn do szycia. Środek pokoju zajmowała Maszyna, Która Robi PING!, a pod ścianami stało kilka maszyn rolniczych i mała lokomobila.
Przy lodówce stał Hal 9000 i złowrogo świecił diodą.

Przy ogromnym oknie z widokiem na Nowy Jork, siedzieli na dużej sofie mężczyźni i dwie kobiety, jedna blondynka, a druga z rudymi włosami. Jeden z mężczyzn wstał i podszedłszy do mnie, złapał za moja dłoń i ją uścisnął.
-Jak się panience podoba moja willa? -zapytał, spoglądając na mnie swoimi ciemnymi oczami.
Tak, mi również miło jest pana poznać, panie Burak. Jak rozumiem, nazwanie TEGO “willą” ma być subtelnym dowcipem?

-To pana? - odważyłam się zapytać.
-Tak jak na zewnątrz jest napisane, jestem Tony Stark, milioner i playboy, witam cię w moich skromnych progach.
Tabliczka na drzwiach pokoju głosiła: “Tu mieszka playboy i milioner. Jeśli nie polecisz na mój urok, to może przynajmniej na pieniądze”.
Bessęsu, facetowi z takimi ślipiami nie są potrzebne pieniądze do wyrywania lasek…

tumblr_n24w7pAdyp1tuwhuuo1_500.gif

- uśmiechnął się do mnie i machnął ręką do osób za nim. - To jest Clint, Banner, Rogers, Thor, Natasha i moja najukochańsza Pepper - wypowiadając jej imię, puścił jej oczko [a ono plasnęło o ziemię] i przyciągnął do siebie.
Na szczęście nerw wzrokowy był na tyle długi, że mógł okiem grać w jo-jo.

Spojrzałam na wszystkich i poczułam się dziwnie. Wszyscy oni mieli co najmniej po 30 lat (zgrzybiali starcy!!!), a ja jedynie 18.
Spróbuj się postarzyć makijażem.
No, Thor miał bardzo “co najmniej” trzydzieści lat...

Dopiero po chwili zauważyłam, że coś mi się nie zgadza. Kobieta stojąca po lewej stronie Starka z włosami równie rudymi jak moje kogoś mi przypominała. Nie, to nie mogło być prawdziwe, to musiało być jakieś nieporozumienie.
-Natasha? - wyszeptałam wpatrując się w nią. Zerknęłam na wszystkich, byli mocno zdziwieni i jakby przestraszeni. Chyba wiedzieli, o co chodzi.
Wiedzieli, ale nie ostrzegli panny wcześniej, bo nie chcieli się pozbawić rozrywki. Obstawiali, jak zareaguje, a nagroda za prawidłowe odgadnięcie wynosiła aż dwa dolary. I możliwość potrzymania młotka Thora.

-Nadia.. - wypowiedziała moje imię.
Poczułam, jak po policzkach spływają mi gorące łzy, odkręciłam się i wybiegłam na korytarz.
Doprawdy, poziom dowcipów mają tam nieziemski. Żeby tak gościa cichcem do podłogi przykręcać?
Bo jak nie przykręcają, to ucieka.

Nie, to nie prawda, ona nie żyje, to mi się śni. A co jeśli... jeśli ona mnie oszukała?
Oszukała że żyje, czy oszukała, że jest martwa?
Oszukała, że jest jej siostrą.
To byłoby zbyt proste.
Wiecie, to Marvel. Spodziewałabym się co najmniej półtora złego klona i zombie wersję z alternatywnej rzeczywistości...

Nie mogłam ogarnąć tej sytuacji, miałam bałagan w głowie, plączące się myśli sprawiały mi ból, a najbardziej jedna. Ona mnie okłamała.
Zaraz, zaraz… rozmawiała z trupem, który wmawiał jej że żyje?
Właśnie czytam książkę o medycynie sądowej, więc… Może lepiej daruję sobie komentarz. ;)

Osunęłam się na ścianie i przykryłam oczy rękoma.
Usłyszałam, jak ktoś do mnie podchodzi.
A tupał jak słoń.

-Nadia, wejdź do środka. - usłyszałam głos Tony'ego, a po chwili poczułam jego ręce na moich ramionach. Pomógł mi wstać i zaprowadził do pokoju. Ponownie się po nim rozejrzałam, lecz zostałam jedynie ja i Tony. - Widzę, że poszło łatwiej, niż sobie wszyscy wyobrażaliśmy.
No, nie zemdlała, to już coś. Całe szczęście, że nie choruje na serce, prawda? (BTW uważam, że twórcy wszelakich “ukrytych kamer” powinni być rozstrzeliwani bez procesu.) (a ci, co dzwonią z radia do ludzi i wkręcają ich w durne rozmowy, wysyłani na galery)(A twórcy tego durnego programu, gdzie na ludzi wyskakiwały znienacka laski z gołymi cyckami… lepiej nie dokończę.)

Spojrzałam na niego, gdy usiedliśmy na sofie.
-O co tu chodzi, czemu widzę moją zmarłą siostrę, co mi podaliście? [Rękę.] - zaczęłam panikować. - co wy mi zrobiliście? - znów zaczęłam płakać i odsunęłam się od Starka.
Wstałam i zaczęłam biec do drzwi.
Ona jest jak Kot. Wchodzi, wychodzi, wchodzi i znów chce wyjść.

Musiałam jak najszybciej wydostać się z tego budynku, obudzić z tego koszmaru.
A myślałby kto, że powinna się ucieszyć.
Siostra w dzieciństwie wrzucała jej gąsienice za kołnierz.  

W ostatniej chwili mężczyzna złapał mnie za nadgarstek i znów posadził na sofie.
-Spokojnie, oddychaj. - wyszeptał. - Nic ci nie zrobiliśmy, nic nie podaliśmy, po prostu nadszedł czas na odkrycie prawdy. Musisz porozmawiać z Natashą.
-Nie, nie chcę jej widzieć. Rozumiesz? Okłamała mnie! - krzyknęłam.
Dziecko, jesteś kretynką. Fakt, że twoi gospodarze rozegrali to w najgłupszy możliwy sposób, wcale cię nie usprawiedliwia.

Zwrócił moją twarz to swojej.
-To chyba ty nie zrozumiałaś, musisz z nią porozmawiać. I nie okłamała, tylko chroniła od realnego świata. Pozwól jej wszystko wyjaśnić.
Wstałam z fotela, a Tony od razu złapał mnie za rękę.
-Spokojnie, muszę się trochę przejść. - machnęłam dłonią, żeby puścił uścisk. - Popatrzę przez okno? - zdenerwowana wyrwałam rękę.
Stark popatrzył bezradnie na wyrwana kończynę, po czym usiadł i zaczął się wykrwawiać.

-Tylko przez nie nie wyskocz. - odpowiedziałam mu jedynie spojrzeniem.
- Nawet o tym nie myślałem. - Stark wyjęczał to resztką sił.
Dwa razy ta sama sztuczka się nie uda.

Podeszłam do szyby i wyjrzałam przez nie na zewnątrz. Widok ukazywał jedynie wieżowce, samochody jeżdżące na dole, wiele reklam i biznesmenów przy biurkach.
Biurka stały na ulicy. Tak bardzo Monty Python.
W Ameryce jest kryzys, biznesmenów nie stać na wynajem pomieszczeń biurowych i muszą urzędować na ulicy.

Odkręciłam się do Starka i spojrzałam na niego.
- Ty draniu! Znów mnie przykręciłeś do podłogi, bogaty playboyu!
Taki tik nerwowy Starka. Denerwuje się, to bierze śrubokręt i przykręca różne rzeczy. Tak naprawdę Iron Man powstał ze strachu przed pierwszą sesją.

Miał zmarszczone czoło, oczekiwał na moją reakcje, na to, co powiem.
-Okej, chcę ją zobaczyć. - odezwałam się po 10 minutach, nie mogłam już dłużej milczeć.
Straż, wprowadzić Romanovą! Jej Wysokość zgodziła się wysłuchać konfesji zbrodniarki.

W drzwiach od drugiego pomieszczenia ukazała się Natasha u boku Clinta, najwidoczniej podsłuchiwali. Stała wpatrzona we mnie ze łzami, ja również poczułam pieczenie w oczach. Powoli podeszła do mnie i wierzchem dłoni pogłaskała mój policzek.
-Wciąż jesteś taka sama, - odezwała się po długiej ciszy. - te same oczy, nawet ten sam głos. To samo niedojrzałe zachowanie. Nie masz zielonego pojęcia, jak bardzo cię kocham.
Odwróciłam wzrok. Czułam, że kłamie z każdym słowem, ale w głębi duszy chciałam jej wierzyć.

-Czemu tu jestem? - powiedziałam z pretensją w głosie. - Czemu mnie tu ściągnęłaś? Przecież pogodziłam się z twoją śmiercią, z tym, że jestem sama. Czemu sprawiasz mi ból, rozrywasz sklepione rany?
Jesteś zła, żywa siostro!
Umrzyj!

Łza spłynęła po jej policzku.
Samotna, kryształowa, lśniąca w świetle jarzeniówek jak gwiazda.

-Wiem, że źle postąpiłam, ale to było jedyne wyjście, aby cię ochronić. Zrobiłam to samo, co dla nas zrobili rodzice.
-Jak to rodzice? - miałam uczucie, że się przesłyszałam. - Powiedz mi, o co tu chodzi? Co to za paranoja?
To rodzice też żyją?
Zakopać sześć stóp pod ziemią to dla takich za mało.
Wiecie, ja w kontekście uniwersum rozumiem, że można się wściec, że ZNOWU ktoś zmartwychwstaje. W Marvelu nie można kogoś porządnie ukatrupić, bo go wskrzesi Szatan, tajemna mistyczna moc z kosmosu albo przynajmniej reboot serii. To staje się nudne.

Spuściła wzrok.
-Masz rację, należą ci się wyjaśnienia. - wskazała ręką fotel. - Usiądźmy.
Usiadłam na dużej sofie, a Natasha dostawiła sobie fotel, tak, że siedziałyśmy na przeciwko siebie.
-To długa historia. - zaczęła. - Ty znasz naszych rodziców jako Anton i Olga Romanov,
Ciekawostka przyrodnicza: oryginalna komiksowa Czarna Wdowa nosiła otczestwo “Alianovna”, więc jej ojciec to… Alan? Alien? ;)
Może Alain, tak z francuska? Bo skoro Goethe to po rosyjsku “Giote”...

ale tak naprawdę byli to Andrew i Olivia Romanoff, ona była Brytyjką, a on Amerykaninem.
I postanowił wrócić do kraju przodków.
Zachowując jednak nazwisko ostatniej dynastii carów.
Tylko pisownię sobie dostosował do nowocześniejszej transkrypcji.

Również pracowali w S.H.I.E.L.D, to było u nas rodzinne.
Jak picie Sagi.
I pieprzyk na lewym pośladku.
Ale dziedziczy się po mieczu czy po kądzieli?
Po T.A.R.C.Z.Y.

Jednak gdy ja byłam młoda, wiedziałam, kim są i co robią, ale ciebie chcieli chronić, bo było coraz gorzej. Zaczęli walczyć z potworami nie z tego świata i zginęli podczas jednej z takich bitew.
Po wstępie, jaki zrobiła Natasza, mam niejakiego problemy z uwierzeniem w ich śmierć.
I to wszystko w ostatnich latach ZSRR?
Tak, walczyli z Cthuleninem ;)
Może w tym celu wrócili do Swierdłowska, jak na Romanowych przystało?
Swoją drogą, jeśli akcja opka toczy się w teraźniejszości, to Natasza urodziła się jeszcze w ZSRR, ale Nadia już w Rosji. Tak tylko zaznaczam.

Gdy skończyłam 18 lat i ja zostałam tu wezwana i musiałam przejąć ich miejsce. Odeszłam, musiałam skłamać, wykreować moją śmierć, by dotrzymać słowa rodzicom.
Sfingowała swoją śmierć, ale dla niepoznaki nadal używała nazwiska Romanov, logiczne.
Czepiasz się. Bond ciągle używa nazwiska Bond, pomimo że każdy spotkany przez niego przestępca pozdrawia go po nazwisku...
“Wykreować” to jednak nie to samo co “sfingować”. Może ona jest zombie?

Wszystko, co zrobiliśmy, to z miłości do ciebie. - zamilkła na moment. - Bardzo trudno było mi się z tobą rozstać, jesteś moją siostrą, zajmowałam się tobą, jesteś dla mnie bliska, jak nikt inny. Rozumiem cię, czemu teraz mnie nienawidzisz. - spuściła głowę i zamilkła.
A ja nie rozumiem. Odnalezienie na końcu świata żywej, zdrowej siostry, ostatniej z całej rodziny, powinno wywołać szczęście pomieszane z niedowierzaniem, a nie foszek.
No weś, okłamać merysujkę-carewnę, za to powinny polecieć głowy!

Patrzyłam na nią przez chwilę, w tym momencie wróciły do mnie wszystkie wspomnienia, wszystkie radosne i smutne chwile właśnie spędzone z nią.
-Nie nienawidzę cię. - tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.
Bardzo to wzruszające, ale jakoś nadal nie wiemy, co praca dla S.H.I.E.L.D. ma wspólnego z porzuceniem małego dziecka gdzieś na rosyjskim zadupiu.
No jak to, co - zarówno matka, jak i siostra były wrednymi feministkami, które poświęciły dziecko dla kariery!
Ja za to nie wiem, czemu SHIELD miałby potrzebować naszej Mary. Ani bystre to, ani nie przejawia do tej pory żadnych ciekawych mocy.
W sumie… moc przeniknięcia do Stanów bez wizy i paszportu uznałabym za ciekawą, ale nie wiem, czy szczególnie przydatną akurat w tych okolicznościach.

* * *
-Tutaj będziesz dziś spać. - odparła Tasha, gdy usiadłyśmy razem na łóżku. Tony specjalnie dla mnie wypożyczył ten pokój. - Jutro już pójdziesz spać do mnie.
Wypożyczył pokój, ale niestety,  jutro musi go odnieść do wypożyczalni.

Kiwnęłam głową. Była nadal napięta sytuacja, ale wszystko zmierzało ku dobremu. Gdy Natasha wyszła z pokoju, przebrałam się i położyłam do łóżka. Oczywiście (dlaczego “oczywiście”?) pokój był duży, pełen obrazów i nawet Jarvis powiedział mi dobranoc. Nagle coś stuknęło, jakby ktoś wszedł do pokoju, jednak drzwi były zamknięte.
Duchy!!!
Jezus?
ŚMIERĆ?
Stark znowu się upił i nie trafił do łóżka.

-Tasha? - szepnęłam trochę przestraszona.
Usłyszałam śmiech.
-Nie, po prostu mów mi Loki.
Loki. Prezes Loki.
_______________________________________________

Z cienia wyłonił się mężczyzna. Miał kruczoczarne włosy do szyi [od góry, czy od dołu?], zaczesane żelem do tyłu. Ubrany był w czarny płaszcz pod którym widniała biała koszula z wywiązanym czarnym krawatem.
Krawat wywiązał się ze swoich obowiązków.

Na nogach miał czarne wąskie materiałowe spodnie i eleganckie buty.
Ze wszystkich nadprzyrodzonych mocy, które mają merysujki, najbardziej zachwyca mnie widzenie po ciemku takich szczegółów, jak kolor oczu, włosów (i czy były nażelowane, czy nie), jakość materiału z jakiego uszyto spodnie, krój butów i wzorek na krawacie.
A teraz ćwiczenia z wyobraźni: w środku nocy ktoś obcy włazi Wam do pokoju, staje nad łóżkiem, a Wy zauważacie, że jego skarpetki nie pasują kolorystycznie do garnituru…
W stresie zwraca się nieraz uwagę na różne dziwne szczegóły.
Hannibal Lecter zwracał uwagę na otarcia znajdujące się pod ubraniami, może to jakaś krewna?

Jego zielone oczy wpatrywały się we mnie, przez co bardzo się zestresowałam.
Bo w tym samym czasie jego szare oczy cały czas wpatrywały się w sufit, jego niebieskie oczy grały na organkach, a jego fioletowe oczy miały wszystko gdzieś.
A Thor miał oczy błękitne… *niewinnie spogląda w sufit*
A Fury wściekły, bo ma tylko jedno.

-Budynek jest zamknięty, jak się tu.. - przerwałam. - jak się pan tu dostał?
Znów się zaśmiał, kręcąc głową ukazał swoje proste białe zęby.
… ukryte za uszami.

-Pan? Jestem Loki z Asgardu, - mówiąc to złapał mnie za dłoń i ucałował jej wierzch. - Mów mi po imieniu, Nadio - z zaskoczenia wyrwałam rękę z jego uścisku.
-Skąd wiesz, jak mam na imię?
- Znam wiele merysujek takich jak ty i każda ma na imię Nadia...

Usiadł na rogu mojego łóżka, a ja automatycznie przylgnęłam do zimnej ściany.
-Od długiego czasu wciąż o tobie mówią, trudno było się ciebie tutaj nie spodziewać. - ponownie się zaśmiał. -Wiem o tobie więcej, niż sobie wyobrażasz.
Stalker…

Następna zagadka, której nie mogłam rozwikłać.
-Loki, mógłbyś…
- Nie, nie mogę...
-Shhhh... - przerwał mi i położył palec na moich wargach. - Ktoś tu idzie - szepnął.
Normalna, zdrowa na umyśle kobieta w tym momencie by wrzasnęła, ale mamy do czynienia z boChaterką opka, więc...

Na chwilę trzymając palec na moich ustach patrzył mi w oczy. Zerknęłam w bok na drzwi i rzeczywiście usłyszałam pukanie.
-Śpisz? - zapytał Tony.
- Tak, śpię!

Odwróciłam się w stronę Loki'ego, lecz jego już tam nie było, jakby rozpłynął się w powietrzu.
Został z niego tylko szalik i zabłąkany apostrof.

-Nadia? - ponaglił Stark.
- Mówiłam chyba wyraźnie, że śpię!
- To czemu nie chrapiesz?

-Nie, nie śpię. Możesz wejść. - odpowiedziałam zerkając na miejsce, w którym kilka sekund wcześniej siedział czarnowłosy mężczyzna.
- Przepraszam, że pytam, bo wiem, że właściwie jest środek nocy, chociaż nie, pewnie jest tuż przed świtem, ale skoro jednak nie śpisz, to przecież mogę cię zapytać… powiedz mi… ojej,  dlaczego jesteś taka zła?

-Chciałbym się tylko spytać co chcesz rano na śniadanie.
- Zejść!

Zaśmiałam się w duchu.
-A co, chcesz mi śniadanie do łóżka przynieść?
-Takie rzeczy tylko dla panny Potts - zrobił poważną minę.
Minę tę boChaterka widziała przez ścianę, albowiem jej supermoce właśnie się przebudziły.

-Tak, tak. - zerknęłam na cień pokrywający drugą połowę pokoju. - Ale tak serio, po co przyszedłeś?
Po co facet, który przedstawia się jako playboy, przychodzi w środku nocy do sypialni młodej dziewczyny? Ani chybi pograć w szachy!
Znaczki oglądać.

-Tak po prostu, widzisz, martwię się. - tym razem naprawdę spoważniał. - Trochę się przestraszyłem twoją reakcją, gdy zobaczyłaś Tashe.
A czego się, kurza nać, spodziewałeś?

Nie chciałam wracać do tamtego momentu i tak już miałam dość emocji jak na jeden dzień.
-Tony, jestem śpiąca. Mogę już iść spać?
Kiwnął głową i wstał. Szepnął dobranoc i opuścił pokój.
Do którego wcale nie wchodził, ale to nieistotny strze… stże… detal.
Powiedziała do Starka “możesz wejść”, a w rezultacie wyobraziła sobie, że istotnie to uczynił, bo jakże ktoś mógłby nie posłuchać Mary Sue...

Ponownie spojrzałam na ciemność w rogu pokoju. Zanim zasnęłam, myślałam o Lokim. Kim był ten człowiek? Co to jest Asgard? Z tymi pytaniami w głowie zasnęłam.
Bo tajemniczy mężczyźni, pojawiający się w sypialni i znikający jak duchy, są czymś tak trywialnym, że nie ma co sobie tym zbyt długo zaprzątać głowy.
Przecież powszechnie wiadomo, że FSB jest wszędzie.
Myślenie o siostrze nie wchodziło w rachubę.

***
-To ty? - wskazałam na zdjęcie na ekranie nowoczesnego komputera. - A czy taka... zbroja jest ciężka?
-A może wolisz ją sama zobaczyć? - zaproponował Stark.
- A może chcesz pomacać?

Stałam właśnie z nim w jego warsztacie i wpatrywałam się na [w] obrazek jego zbroi Iron Mana. Było około 9:00, Pepper jeszcze spała, a ja nie mogąc już dłużej wytrzymać samej z myślami, musiałam zejść do Tony'ego. Gdy zeszłam na dół, Stark stał przy kuchni i robił jajecznicę.
Budynek jest w cholerę wysoki, prywatne apartamenty Starka też są cholernie wysoko, ale pokoje dla gości mimo wszystko muszą być wyżej, żeby można było zgodnie z tradycją ZEJŚĆ na śniadanie :)
(A poza tym, Stark chyba się teleportował, przecież przed chwilą byli razem w warsztacie.)

Miło było zacząć dzień w ten sposób. Za parę godzin miała się zebrać cała załoga S.H.I.E.L.D. i po co mnie tu ściągnęli.
“Po co mnie tu ściągnęli” to nazwa służb pomocniczych. Trochę przydługawa, ale utrwalona tradycją.
Miły, leniwy poranek z mnóstwem czasu na spokojne śniadanie, podczas gdy świat... ok, nie spoileruję.

Mimo, że znałam Starka jedynie nie całe [tylko pół] 24 godziny, to lubiłam spędzać czas w jego towarzystwie. Często mówił jakiś żart lub po prostu pocieszał.
-Oto moje cudeńko - powiedział, gdy otworzyła się skrytka ze zbroją. - Co o tym myślisz?
To był żart czy pocieszanie?
Pocieszanie, że cudeńko, żart, że bohaterka myśli.

-To jest niesamowite. - szepnęłam z zachwytu. Podeszłam i dotknęłam metalowej ręki kostiumu. Cały Iron Man był w kolorze czerwono-żółtym, jego smukła postać idealnie pasowała do sylwetki Starka. Zadziwiające było to, że on to zakładał na siebie, latał czy strzelał.
I nie miał przy tym poczucia obciachu. Chociaż w porównaniu z niektórymi superbohaterami i tak wyglądał normalnie.
Myślę, że tej zbroi by się przydało trochę spandeksu.

-Jakim cudem on powstał? - zapytałam Tony'ego, odsuwając się od zbroi.
Skrytka zamknęła się.
[Tony opowiada historię o powstaniu zbroi - ciach!]

- Dopiero tam w jaskini, w której mnie przetrzymywano zrozumiałem, jak żywot ludzki jest ważny i kruchy. W tamtym momencie znalazłem sens w życiu. Takie sytuacje dużo uczą.

00036280.jpg

Wzięłam dzbanek z wodą i nalałam sobie do szklanki.
Budzenie supermocy, część druga: nalewanie dzbanka do szklanki.
Chcę taką supermoc. W pakiecie z polewaniem wody głową.

-Ja teraz jestem w kompletnej rozterce. - upiłam trochę napoju. - od najmłodszych lat wmawiano mi, że rodzice zginęli w inny sposób, a tutaj dowiaduję się, że tak naprawdę ich nie znałam.
Bo gdyby ich poznała, to zginęliby inaczej?
Spaliliby się ze wstydu.

- Spojrzałam na naczynie. - To samo z moją siostrą.
Też ma dziobek i ucho?

Nagle wszystko stało się takie niejasne.

-Poradzisz sobie, jesteś silna. - uśmiechnął się do mnie, pierwszy raz od wczoraj zobaczyłam jego szczery uśmiech. - Widzisz, często jest tak, że żyjemy w niewiedzy. Tak jak ja, przez pół życia myślałem, że to co tworzę, jest dobre. A może w ogóle mnie to nie interesowało, ważne były pieniądze, tak zostałem wychowany. Jeden moment w życiu, a już zmienia się twój światopogląd. - Spoważniał. - Wiem, że to dziwne, że tak szybko ci się zwierzam, ale szczerze nie spotkałem jeszcze nikogo, z kim mógłbym porozmawiać na ten temat.
Oczywiście. Całe życie czekał na Mary Sue.

-A Pepper? - zdziwiło mnie jego wyznanie.
Mruknął.
-Ona to odrębny temat. Nie chcę jej tego wszystkiego opowiadać, wiem, że bałaby się o mnie i stresowała niepotrzebnie, a i tak dużo przeszliśmy. - spojrzał na swoje splecione dłonie, zrozumiałam, że na ten temat nie ma chęci rozmawiać.
Dotarło do niego, że rozmawia z praktycznie obcą osobą i że nie jest ona barmanem.
Natomiast Pepper jest na tyle naiwna, że wszędzie mu towarzyszy, ale o nic nie pyta.
Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

-Będzie dobrze. - pocieszyłam go i położyłam dłoń na jego rękach.
Spojrzał mi w oczy z zadziwiającym zainteresowaniem. W zakłopotaniu spuściłam wzrok.
-Powinnaś iść na górę i przygotować się, niedługo będziemy musieli wyjeżdżać.
No tak, wciąż miałam na sobie piżamę.
W króliczki.
Na kostium superbohaterski jak znalazł.
Tylko nie zapomnij: majtki NA rajstopki, nie odwrotnie!

-To te spotkanie nie odbędzie się tutaj?
Pokręcił głową.
-Jasne, że nie. Tego typu spotkania zawsze są w specjalnie przygotowanym do tego budynku.
Poza tym kuchnia jest jednak trochę za mała.
I cała willa górująca nad Nowym Jorkiem też.
Tony woli nie ryzykować, odkąd raz na takim zebraniu Thor pokłócił się z Bannerem. Remont trwał pół roku.
Kawałki toalety nadal krążą po orbicie okołoziemskiej.

Wstałam od stolika i skierowałam się do szklanych drzwi, a potem na górę do pokoju na 5 piętrze. Pomieszczenia mieszkalne znajdowały się od 4 do 8 piętra.
Tymczasem budynek odwrócił się i stanął na głowie, a kuchniosalon Starka, z którego roztaczał się taki piękny widok na cały Manhattan, wbił się piętnaście pięter pod ziemię.

Pomiędzy nimi można było się poruszać schodami lub windą. Wnętrza były naprawdę duże, pełne drogich mebli, ściany ozdobione pięknymi obrazami i duże okno, zajmujące całą powierzchnię jednej ze ścian.
Jedno duże okno na pięć pięter. Trochę ciemno tam mieli.
Ale za to mają tajemniczo i bardziej nastrojowo.

Gdy weszłam do pokoju rozejrzałam się po nim. W rogu stała moja torba, którą zabrałam ze sobą z Rosji.
Torba-mutant; w chwili wyjazdu była walizką, w samolocie przeistoczyła się w plecak...
I tak wszyscy wiemy, że naprawdę była to bardzo ważna kasetka.

Za dużo w niej nie było: trzy pary spodni, kilka bluzek czy koszuli, bielizna i dodatkowa para butów.
Stara tradycja Romanowych: uciekać z jedną walizką i liczyć, że jakoś to będzie.

Założyłam czarne obcisłe spodnie, czarna bluzka na ramiączka i niebieska koszula w kratkę.
Uczesałam włosy w koka i założyłam kolczyki w kształcie krzyżyków. Przysiadłam na moment na łóżko.
Podrapałam się w głowa i stwierdziłam “Chyba mi coś urwało od gramatyka”.

Znów powróciły myśli na temat Lokiego, kim był ten człowiek i jak się tu dostał? Miał coś w sobie bardzo intrygującego. Mimo, że wydawał się groźny, chciałam go zobaczyć jeszcze raz, zamienić z nim choćby jedno zdanie. Asgard. Co to słowo oznaczało?
Hej, jest rok 2013, możesz na początek sprawdzić w Wikipedii!

Powinnam zapytać się o to Tony'ego, ale postanowiłam zachować w tajemnicy to, że ktoś w nocy wkradł się do mojego pokoju.
*facepalm*
BoChaterko, dzwonił twój Rozsądek. Powiedział, że on to chromoli i wyjeżdża na Hawaje.

Miałam nadzieję, że to nie był ostatni raz, kiedy widziałam się z Lokim.
Wkradanie się w nocy do pokoju jest taaakie fajne, chcę jeszcze!

Schodami poszłam do kuchni, skąd dochodziły zapachy jajecznicy. Wnętrze było przepiękne, zaprojektowane przez samych domowników.
Wiem o tym, bo sam Narrator Wszechwiedzący mnie oświecił.
Po prostu na wszystkim zostawili wyrzezane kozikiem autografy.

Cała kuchnia była osadzona na podwyższeniu w samym centrum salonu.
Bezdennie Głupi Johnson wcale nie maczał palców w tym projekcie. Wcale.
To tak zwana wyspa, rozwiązanie, na którym BGJ zarobił fortunę.
Kolejny jego projekt przewidywał oblanie wyspy wodą.
W ten sposób uzyska się kuchnię w centrum łazienki w centrum salonu.

Szafki pobudowane były z drewna z granitowym blatem.
Drewno z granitowym blatem - specjalny, supertwardy gatunek, używany głównie w budownictwie.

Tony'ego i Pepper zastałam siedzących przy drewnianym barku na wysokich stołkach.
I to tyle, jeśli idzie o opis “przepięknego” wnętrza. Moja wyobraźnia odmówiła współpracy, przytłoczona nadmiarem szczegółów.
Po co Ci szczegóły, skoro masz film.
Granitowe blaty i kuchnia na środku salonu to mało?

Tony siedział oparty na łokciach i wpatrywał się w Pepper kończącą jeść śniadanie. Gdy panna Potts odstawiła talerz, jej towarzysz wstał i odniósł go do zmywarki.
-Jestem gotowa. - oboje zwrócili twarze w moją stronę, jakby byli zaskoczeni moją obecnością. Podeszłam do barku w drugiej strony, wzięłam szklankę i nalałam sobie soku pomarańczowego.
Bo w opkach inne soki nie istnieją.
Jak to się rządzi w cudzej kuchni, nawet nie zapyta, czy może.

-Okej - powiedziała kobieta, podnosząc się. - Tony - zwróciła się do swojego ukochanego. - idź odpal samochód i poczekaj na nas na dole.
Był grudniowy, polski poranek. Ludzie odpalali samochody, żeby kopciły pod oknami sąsiadów, a sami wracali dopić kawę. W końcu grzanie silnika to święta rzecz! A to, że już dawno zamieniło się Malucha na coś nowszego, nie miało żadnego znaczenia.

Gdy Stark wyszedł, panna Potts usiadła na sofie i poklepała miejsce obok siebie.
-Zauważyłam, że Tony bardzo cię polubił. - oznajmiła, gdy usiadłam. - Pierwszy raz widzę, żeby nie przedrzeźniał i zachowywał się normalnie.
Nie bił łopatką po głowie, nie rozsypywał klocków i nie pokazywał siusiaka.
Zbroję pokazywał, to prawie to samo.
A czy widziałaś już młotek Thora?

To specyficzna osoba, ma bardzo trudny charakter i jest wpatrziny w siebie, ale jego wczorajsze zachowanie mnie zaskoczyło. - uśmiechnęła się. - Dlatego też mam dla ciebie propozycję. Może chciałabyś przyjeżdżać do nas na weekendy?
Czy to znaczy, że oni nie mieszkają razem, w tym wieżowcu-willi?
Nie, bo tam po nocach plącze się jakiś facet z kilkoma parami oczu.
I zjada lokatorów?
Nie są One Direction, więc nie obowiązuje ich nakaz mieszkania oraz robienia wszystkiego razem.

Zamilkła oczekując mojej reakcji.
Nie ukrywam zdziwienia.

-Czyli na dłużej tu zostanę?
-A co, śpieszy ci się do Rosji?
A macie latte z mleka renifera? Jak nie, to wracam.
Z sojmleka.

Raczej przez następne, co najmniej, 2 miesiące będziesz mieszkać u Natashy. - spojrzała na swój zegarek na nadgarstku. - Odpowiesz mi później, musimy już wyjeżdżać.
Gadka-szmatka, a mnie się spieszy.

Wstałyśmy z fotela i weszłyśmy do windy. Stark czekał już na nas pod samym budynkiem w srebrnym Ferrari. Pepper usiadła z przodu, a ja z tyłu.
Jechaliśmy około 20 minut, minęliśmy miasto i wyjechaliśmy na pustkowie.
Przez Radomsko jedzie się dłużej. A i pustkowia nie są tam tak puste, jak te wokół Nowego Jorku.

Z oddali widziałam jakby kopułę (która w rzeczywistości była attyką), gdy się zbliżaliśmy budynek przypominał statek podwodny, takie przynajmniej miałam skojarzenie (ale tak naprawdę przypominał dzbanek na śmietankę). Zatrzymaliśmy się pod bramą i wyszliśmy z samochodu. Stark poprowadził nas przez furtkę [lekko skrzypiącą] aż do wejścia do budynku. Drzwi same się otworzyły, a tuż za nimi stał Coulson.
-Witam was, państwo Stark i ciebie, Nadio. - uśmiechnął się.
Weszliśmy do środka. Przed nami widniał długi korytarz prowadzący do pomieszczenia pełnego komputerów.
Zebranie miało się odbyć w serwerowni.

Przy okrągłym stole siedzieli Steve, Clint, moja siostra, Thor i Bruce.
Na czołach mieli nalepki z imionami.

Skupili się na czymś, co leżało na blacie, mieli poważne miny.
Każdy miałby:

lenin_mazz.jpg

-Zapraszamy cię, usiądź. - zza ściany za stołem wyłonił się Nick Fury, podszedł do krzesła najbliżej mnie i wysunął je, abym mogła usiąść. Zrobiłam to, o co poprosił. Cała piątka nagle ucichła i spojrzeli na mnie.
Zapadła cisza pełna rispektu i szacunu.

Stark razem z Pepper usiedli tuż obok. - Obiecaliśmy ci, że weźmiesz udział w dzisiejszym zebraniu. Natasho, oddaję ci głos.

Siostra wstała.

-Obejrzyj najpierw to. - podsunęła do mnie ekranik, coś podobnego do tabletu, jednak cieńsze i przezroczyste.
SCI w Nowym Jorku właśnie pozbywało się swoich gadżetów, więc kupili za pół ceny.
A skąd wiedziała, jak… ok, pewnie widziała reklamy.

Nagle wyświetlił się obraz. Zobaczyłam Big Bena. - Nie wiemy, skąd się wzięły te stworzenia [Big Beny? Słynni z tego, że wybijają godziny co do nogi], ale wiemy, że wchłaniają się w ludzkie ciało. - na materiale pojawili się ludzie, jednak nie normalni, ale niebiescy z czerwonymi oczami.
Zakatarzone smerfy?
Jotunowie. I kto jak kto, ale Avengersi powinni doskonale wiedzieć, co to za stworzenia i skąd się wzięły.

Byli więksi, potężniejsi od zwykłego człowieka.
Wobec czego, kiedy się wchłaniali, człowiek tak ładnie wybuchał.

Byli w Londynie okrążeni armią brytyjską.
Znaczy - doszło do zajęcia Londynu przez dziwoludki, a teraz trwa oblężenie miasta przez wojsko angielskie. Czyli jest ciekawiej niż w czasie bitwy stalingradzkiej, a media wciąż milczą?
Nie milczą, po prostu w Stark Tower oglądali głównie MTV.
I tylko przypadkiem przełączyli na kanał z wiadomościami.
Niebiescy, walczą z Anglikami? William Wallace!
Z czerwonymi oczami, bo skacowany.

- Nie można ich zabić zwykłą bronią, jedynie ogniem. - spojrzała na mnie.
Ojtam ojtam. Miotacze ognia w tej czy innej postaci znano już w czasach starożytnych, a w formie współczesnej na polu walki użyli ich Niemcy w 1915 roku - można je więc uznać za zwykłą broń.
Nie mówiąc o bombach zapalających. I o napalmie o świcie.
Przestańcie, jeszcze się merysujka poczuje niepotrzebna.

Wciąż oglądałam materiał, który leciał od początku.
-Nadio, czy nigdy nie miałaś wrażenia, że natura reaguje na twoje samopoczucie? - zapytał Fury.
-Nie rozumiem pytania.
No wiesz, mówi się, że natura wzywa, gdy ktoś chce skoczyć do kibelka.

Natasha westchnęła.
-Pamiętasz, jak za każdym razem, gdy byłaś smutna padał deszcz? Zawsze wtedy wychodziłyśmy na dwór bez parasolki, albo przesiadywałam z tobą w pokoju przy oknie. Pamiętasz, gdy byłaś wesoła zawsze grzało słońce.
A może na odwrót - humor jej się poprawiał, gdy świeciło słońce i przestawało padać?

Wiem, że w to nie uwierzysz, ale w połowie nie jesteś ziemianką.
W połowie nie jesteś ziemianką, a w połowie - lepianką.
Dawno temu Imperator Wszechrosji zapomniał się z przedstawicielką ludu… W rezultacie Nadia była przynajmniej w części włościanką.

-Co ma pogoda do mojego pochodzenia? - wstałam z krzesła, jednak Stark złapał mnie za ramiona i ponownie posadził.
Przysięgam, że przeczytałam “złapał mnie za ucho”!

-Muszę potwierdzić te słowa - odezwał się Thor. - Pochodzę z Asgardu, jednej z krain wrzechświata.
We wrzechświecie trzeba głośno wrzeszczeć, żeby ktoś cię usłyszał...

Są jeszcze Midgard, czyli ziemia, Jotunheim, czyli lodowa kraina olbrzymów [właśnie!], Svartalfheim kraina karłów, Niflheim, kraina zmarłych, Muspelheim, kraina gigantów ognia oraz inne, których jeszcze nie odkryłem. - miałam wrażenie, że nie rozumiem nic z tego, co mówi.
Ktoś tu ma poważne luki w wykształceniu. Romanova, książek się nie czytało?
Czytało się, ale Pratchetta, i teraz bezskutecznie usiłowało się znaleźć gdzieś w tym wszystkim miejsce dla A’Tuina.

- Długo nad tym rozważałem z moim ojcem, Odynem i doszliśmy do wniosku, że to na sto procent prawda. W połowie jesteś gigantką ognia.
Ale tylko w połowie. Drugie pół to karlica wody.
Czy w dzisiejszych czasach nadal się mówi “ale z ciebie gigantka”?
Nie wiem, u mnie mówiło się “agentka”. Też w sumie pasuje.
W sumie sądząc z opisu, to do gigantów niepodobna, ale w sumie Loki też nie...

Oczywiście jesteś rodzoną siostrą Natashy, żaden z rodziców nie był gigantem [ani rodzic A, ani rodzic B], jednak możliwe, że mieli to w genach i u ciebie się to pojawiło.
Możliwe również, że gigantem był listonosz.
Thor kombinuje jak koń pod górę, byle tylko nie obrazić merysujki przypuszczeniem, że jej matka po prostu zapomniała się z jakimś ognistym młodzieńcem.
Z tytanem.

Attack-on-Titan-face.png

Jestem również pewien, że za tymi zbrodniami w Londynie stoi Laufey, król Jotunheimu. A według legend, jakie opowiadała mi matka, tylko gigant może powstrzymać i zabić olbrzyma.
Phi! A takiemu Dawidowi wystarczyła proca.
Dawid był gigantem ducha.

_________________________________

Padał deszcz. Siedziałam na schodach przed budynkiem stowarzyszenia S.H.I.E.L.D i wpatrywałam się w zachmurzone niebo. Byłam tuż po rozmowie z członkami stowarzyszenia, którzy próbowali mi wmówić, że jestem gigantem ognia, cokolwiek to znaczyło. Nie wierząc w to wybiegłam i tak oto znalazłam się tutaj.
A że byłam smutna, więc padało. Gdybym była zła, to byłaby burza. Gdybym kichnęła...

Co, jeśli to co oni mówią jest prawdą? Ale to przecież niedorzeczne, nie istnieją żadne krainy we wszechświecie, takie bajki mogą rodzice opowiadać swoim dzieciom, ale ja już nie byłam dzieckiem.
Metrykalnie nie…

Jednak pewna myśl nie dawała mi spokoju, a mianowicie pewna scena z mojego dzieciństwa.

Będąc na podwórku w naszej rosyjskiej dzielnicy [ok, aŁtorka już w pierwszym rozdziale zapomniała, że to miała być uboga wioska…ale rosyjska dzielnica czego? Los Angeles, oczywiście.] stałam na przeciwko starego sklepu chemicznego, który odkąd pamiętam był pusty. Często przesiadywałam z koleżankami przy nim i grałyśmy w klasy.
Za moich czasów w klasy nie grało się na siedząco. Ta dzisiejsza młodzież!
Bawiły się w walkę klas. Jedna reprezentowała klasę po-siadającą, a druga próbowała wyrwać jej środki produkcji.

Jednak tamtego dnia sklepik na moich oczach stanął w płomieniach. Czułam się jakby zahipnotyzowana, wpatrzona w ogień, straciłam kontakt ze świtem. Za to nawiązałam kontakt ze zmierzchem. Słyszałam jedynie krzyki ludzi i odgłos syren strażackich. Matki zabierały swoje dzieci z obawy, że budynek wybuchnie.
Pusty sklep może wybuchnąć jedynie perlistym śmiechem.
Jaszu, oglądasz zdecydowanie za mało filmów sensacyjnych. Wszystko może wybuchnąć, nawet pusty drewniany barak.
I woda. I rekiny. W wodzie.

Nagle poczułam, jakby żar ognia pobierał energię ze mnie, zaczęłam słabnąć i nogi ugięły się pode mną. W tym momencie ktoś wziął mnie na ręce. "Wszystko będzie dobrze, zabiorę cię do domu, musisz odpocząć." powiedziała moja siostra.
Siostrzyczka poczekała, aż Nadia sfajczy pół dzielnicy i dopiero wtedy…
Bo to była brzydka dzielnica.

Wpatrzona w dal wciąż powtarzałam sobie w głowie tę sytuację.
- Już ci lepiej? - zlękłam się Tony'ego, który przykucnął obok mnie. - Może kiedyś uda mi się przywyknąć do twoich reakcji na różne wiadomości. - zaśmiał się.
W sumie żaden problem, reakcja zawsze ta sama. Na przyszłość trzeba ją po prostu przywiązywać do krzesła, zanim się jej cokolwiek powie.

Zerknęłam na niego.
- To jakaś paranoja. - zaczęłam bawić się palcami.
Wyjęła je z kieszeni i turlała nimi od niechcenia po chodniku.
Aaa, to dlatego bawiący się oczami Loki przypadł jej do gustu.

Tony złapał mnie za ręce.
- Zostaw wreszcie te kikuty w spokoju i posłuchaj!

- Wiem, niestety. - uśmiechnął się do mnie. - Ale poradzisz sobie, masz mnie, swoją siostrę i resztę poprzebieranych dziwolągów. Ale cicho, żeby nie usłyszeli. - zachichotał.
- Dzięki Tony, to bardzo miłe. - odwzajemniłam uśmiech. - Ja tam nic nie mam do ich kostiumów, są całkiem... Sexy.
Kochana, nie widziałaś jeszcze Hulka…
I jego fioletowych gatek.

Wyszczerzył oczy.
Okazując tym samym swoje niespotykane moce.

- Mnie jakoś nie pociągają, ale każdy ma inny gust. - powiedział z powagą w oczach. - Chociaż ja wyglądam w swoim nieziemsko.
Nie sposób się nie zgodzić.

Zaśmiałam się.
- O czym myślałaś, zanim tu przyszedłem?
Znów spojrzałam przed siebie w dal.
- Pewną scenę z przeszłości, nic szczególnego. - zamilkłam. - Po prostu głupie wspomnienia.
- Spójrz na mnie. - dłonią odkręcił moją twarz do swojej.
Powinno być: OD swojej (już się zdążyła przyśrubować do najbogatszego ciacha, cwaniutka!)

- Masz do tego wszystkiego dziwne podejście.
Wiem, że to trudne, dziwne... dowiedzieć się, że jest się kimś w połowie z innego świata. - powiedział to bardzo powoli. - Ale zobaczysz, wszystko się ułoży.
Sześć stóp pod ziemią, za­lane cementem.

Oparłam głowę o jego ramię. Pachniał jakimiś bardzo intensywnymi męskimi perfumami, razem ze mną wpatrywał się w jakiś punkt na horyzoncie. Zapadła całkowita cisza, ale nie przeszkadzało nam to. Dziwne, że przy Tony'm czułam się, jakbym znała go od zawsze, jakbyśmy wiedzieli o sobie wszystko i już nie pierwszy raz mieli taką sytuację.
Cóż, dla Tony’ego z pewnością przytulanki z młodą, ładną dziewczyną to nie pierwszyzna.

Ciszę przerwał hałas dochodzący z wnętrza budynku. Szybko wstaliśmy i weszliśmy do środka.
-Jestem pewien, że to wszystko twoja sprawka! - krzyknął Thor donośnym głosem do czarnowłosego mężczyzny, którego przyciskał ramieniem do ściany. Cała reszta stała tuż za nimi.
Skończyły im się punkty ruchu.

- Po raz kolejny ci mówię, nic nie zrobiłem. - odpowiedział spokojnie mężczyzna. - To, że kiedyś narozrabiałem, nie znaczy, że i tym razem jestem winny.
Chłopak był ubrany w zielony płaszcz, włosy miał "przylizane" i był bardzo blady.
Odmłodniał w mgnieniu oka, skubany. Chyba że mowa o kimś trzecim.

Podeszłam bliżej, zatrzymałam się tuż przy mojej siostrze. Zerknęłam na mężczyznę, który w tym samym momencie spojrzał na mnie. Deja vu, jakbym już kiedyś widziała te przenikliwe, zielone oczy.
BoChaterka ma pamięć krótką jak życie jętki.
Wtedy, w nocy, patrzyła na jego krawat, spodnie i buty, oczu nie zaszczyciła dostatecznie długim spojrzeniem.
Oczy już wyrobiły swoją obecność w opkach.

- Do cholery jasnej, Loki. Skup się! - po raz kolejny blondyn krzyknął i przycisnął mocniej więźnia do ściany. - Co wiesz o Laufey'u?
- Nooo, wiecie, był moim ojcem, ale właściwie to nie znałem go za bardzo. Może zapytajcie Odyna? O ile nie śpi.

Loki, to imię w tym momencie powtarzało się echem w mojej głowie. To on dzień wcześniej wkradł się do mojego pokoju i rozpuścił się w powietrzu.
Dobrze, że nie rozwiał się w wodzie, musiałabyś wycierać podłogę.

- Bracie, jak już mówiłem, zabiłem Laufey'a własnymi rękami, więc nie mam z tym nic wspólnego. - złapał dłonią za ramię Thora, z lekkością odepchnął je i uwolnił się z uścisku. - A jak ty myślisz, młoda damo, można mnie o coś oskarżać?
Można, na przykład o nachodzenie młodych dam w środku nocy.
Nie, skąd, przecież te (zielone) oczy nie mogą kłamać.

Dopiero po kilku sekundach zrozumiałam, że to pytanie było skierowane do mnie. Loki podszedł do mnie bliżej, jednak na jego drodze stanęła Tasha.
- Nie zbliżaj się do niej!

Mężczyzna rozłożył ręce.

- Ależ ja nie chcę jej zrobić krzywdy, o co wy mnie posądzacie. - zaśmiał się. - Chcę się jedynie przywitać.
- Wychylił się i mijając tułów siostry, złapał moją dłoń.
To Loki miał jakąś siostrę, w dodatku składającą się z samego tułowia?
Nie wiem, mam wizję rozczłonkowanego kadłubka leżącego na ziemi.
W każdym razie - kadłub nogi nie podstawi.

Natasha odsunęła się, stanęła tuż obok i objęła mnie. Loki ucałował wierzch mojej dłoni. - Jestem Loki, z Asgardu. - wymówił te słowa w ten sam mroczny sposób jak dzień wcześniej.
To znaczy jak? Głębokim barytonem, marszcząc przy tym brwi i łopocząc peleryną?

- Loki, skończ te gierki. - ponaglił go Steve.
Czarnowłosy mężczyzna odwrócił się do niego i zaśmiał się.

- W nic nie gram. Czy ja coś źle zrobiłem, że macie do mnie takie wrogie nastawienie? - powiedział z sarkazmem w głowie oraz ironią w stopach. - Jedynie chcę się spytać Nadii, czy ona mogłaby mnie o coś posądzić.

Rozejrzałam się po wszystkich i zatrzymując się na Lokim, powiedziałam stanowczo:
- Uważam, że tak. Wyglądasz na kogoś dwulicowego.
Poznała to po żelu na włosach. Powszechnie wiadomo, że mężczyzna, który ma kłaki przylizane jakimś mazidłem, jest z automatu podejrzany.

Mężczyzna nie wyraził skruchy, jedynie przekręcił o kilka stopni głowę w bok.
91066_zdziwiona_sowa_liscie.jpg

Przez moment wpatrywał się we mnie.
- Miło było u was gościć, jednak obowiązki wzywają. - poklepał brata po ramieniu i wyszedł.
Nastała cisza.
W tej ciszy słychać było tylko trzask złamanego karku serca kokorcia Lokiego.

Wszyscy patrzyli gdzieś w nicość zamyśleni.
Rozważali głębię słów Nadii.

Odkręciłam się (bo ktoś mnie znowu przyśrubował) i wyszłam na zewnątrz.

Nagle ktoś złapał mnie za twarz i zakrył usta.
Znów poczuła śrubę w głowie.

- Nie krzycz. - powiedział Loki. - Mam do ciebie jedną małą sprawę. Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy. Proszę cię jedynie, abyś wyszła dziś, po północy, na dach domu twojej siostry. - puścił mnie, ale gdy się odkręciłam, jego już nie było.
Na przyszłość muszę odkręcać się szybciej! - pomyślała i postanowiła kupić wiertarko-wkrętarkę.

***

- Kim jest Loki? - zapytałam Natashe. Byliśmy razem z Clintem w drodze do domu. Ich mieszkanie mieściło się po drugiej stronie Nowego Jorku, a jadąc w korkach mieliśmy przed sobą nie całą godzinę jazdy.
He he he he.

Siedziałam na tylnym siedzeniu.
- To młodszy brat Thora. W sumie jest adoptowany. - odpowiedziała. - Jest naszym wrogiem, dwa lata temu zaatakował Nowy Jork, jest okropnym człowiekiem.
Okropny to może i jest, ale człowiekiem, to raczej nie. Btw, nie powinien przypadkiem właśnie siedzieć w lochach Asgardu?

- Jesteśmy pewni na 99%, że maczał i w tym palce - dodał Barton.
- I jeden procent, że maczał coś innego.
Zerknęłam przez okno i zaczęłam analizować to, o co właśnie usłyszałam. Ciekawiło mnie to, czemu przyszedł do mnie w nocy, jaki miał cel. Może chciał mnie zabić? A może...
A może ten jeden procent.

Nie przychodziło mi nic innego do głowy. Po co też kazał mi wyjść dziś na dach.
Może marzy o wybudowaniu latarni morskiej i w tym celu chce wykorzystać gigantkę ognia?
Grilla mu się zachciało, i tyle.

O co mu chodzi? Zaczynałam mieć złe przeczucie, traciłam poczucie bezpieczeństwa.

- Nieźle mu dziś wypaliłaś i miałaś rację. - zaśmiał się Barton.
Och, ty nasza Mistrzyni Ciętej Riposty, co my byśmy bez ciebie zrobili, do tej pory Loki samym spojrzeniem każdemu odbierał mowę.

Jednak ja nie byłam pewna, czy mogłabym się z tym zgodzić. Skoro mówi, że zabił Laufey'a, to nie mógł z nim współpracować, przecież go zabił. Był mordercą.
Przede wszystkim, jeśli trzymamy się kanonu filmowego, to Laufey zginął na kilka lat przed akcją opka i z tym atakiem nie mógł mieć nic wspólnego, o czym Thor powinien doskonale wiedzieć, nie jest przecież AŻ TAK tępy.


Miałam mętlik w głowie. Chcąc zapomnieć o tym złapałam za telefon i wykręciłam numer do Katii.
W Stanach europejskie komórki, zwłaszcza starszego typu, mogą nie działać. Ale stawiam dolary przeciw łupinom orzechów, że Nadii to nie dotyczy…

- Halo? - usłyszałam jej zachrypły głos. (no właśnie)
Bardzo możliwe, że wyrwała ją właśnie z głębokiego snu :)
Albo na zasadzie: dziecka nie ma, chata wolna! Katia urządza jedną balangę po drugiej.

- Nie masz zielonego pojęcia, jak się cieszę, że cię słyszę.
- Stęskniłam się za tobą. Opowiadaj, wszystko okej?
Zerknęłam na Nadię, która spoglądała na mnie przez lusterko wewnętrzne.
Znaczy, sama na siebie spojrzała?
To akurat bardzo prawdopodobne, skoro w grę wchodzi lusterko.

- Wszystko w jak najlepszym porządku. - skłamałam.
- Cieszę się, a wiadomo już, kiedy wrócisz?
- Jeszcze nie. Ale jak tylko dowiem się, od razu cię poinformuję.
- Ah, kochanie. Właśnie przyszła do mnie moja stara znajoma, muszę kończyć.
“Stara znajoma” mrugnęła porozumiewawczo spod kołdry i uśmiechnęła się pod wąsem.

Napisz przed spaniem. Kocham cię. - i odłożyła słuchawkę.
I tyle, jeśli chodzi o rozmowę wiernej niani z podopieczną, którą kochała jak córkę.
Co z oczu, to i z serca.

Mimo, że rozmowa trwała krótko, bardzo ucieszyłam się z tego, że mogłam usłyszeć moją kochaną opiekunkę.
- Jak się miewa Katia? - zapytała Tasha.
- Wszystko w porządku. Nie chciałam nic jej o tobie mówić, zdenerwowałaby się.
Zaśmiała się.
- Wątpię, ona o wszystkim wie. - powiedziała półgłosem.
Wiedziała, nie powiedziała! No, na miejscu Nadii teraz to bym się naprawdę wkurzyła. Żegnaj, Nowy Jorku…
tumblr_inline_mop2zgBvxU1qz4rgp.gif


I tu, niestety, aŁtorce urwało od weny, wobec czego nie dowiemy się, jak wyglądała walka gigantki ognia z lodowymi olbrzymami...

Z najwyższej willi w Nowym Jorku pozdrawiają:
Jasza podziwiający wyspę kuchenną w środku zalanego salonu, Sineira podróżująca bez biletu, wizy i bagażu, Kura z wiertarko-wkrętarką, Prezydent Internetu ze szklanką sojowej latte i Babatunde Wolaka nasłuchujący szmerów w sercu Manhattanu,
oraz Maskotek - Miś z najciemniejszego zakątka północnej Rosji.

29 komentarzy:

Nefariel pisze...

Uwaga, rosjootaku w natarciu.

Ludzie, ja Was błagam. W języku polskim nie istnieje coś takiego jak "Natasha Romanov". Natasza Romanow (chociaż to "Romanow" też mnie boli, to rozumiem, że kobieta mieszkająca w USA nie musi używać formy "Romanowa").
Poza tym rozczulają mnie te wszystkie Nadie, Leny i Katie, które tak łatwo przenieść na zachodni grunt. Przecież boChaterka nie może nazywać się Jewgenia.

"Gdy szłam w stronę parku
Tja… parki też mają. Na tej Syberii."
A czemu nie? Bardziej czepiłabym się małej miejscowości niż Syberii, Google Maps twierdzi,że taki na przykład Krasnojarsk prezentuje się całkiem zielono.

"Drzwi na jego końcu otworzyły się i zobaczyłam mężczyznę, o ciemnej karnacji, z dziwnym płaszczem na sobie (kąpielowym?) i przepaską na oku."
Nie, czarnym w czerwone chmurki. ;)
(BTW, stwierdzenie, że Murzyn ma "ciemną karnację" uważam za uroczy eufemizm. Ale może to dziecko przez tyle czasu życia na zadupiu nie pojęło, że istnieją ludzie inni niż biali i żółci).

"jak na Romanowych przystało?"
Proszę, powiedzcie, że to "Romanowych" miało z zamierzenia być śmieszne. :O

"Ale to przecież niedorzeczne, nie istnieją żadne krainy we wszechświecie, takie bajki mogą rodzice opowiadać swoim dzieciom, ale ja już nie byłam dzieckiem."
Za porównanie czegoś tak złożonego i wielowarstwowego jak JAKAKOLWIEK mitologia do bajek, które można opowiadać dzieciom, tej pannie należy się klepanie pyszczka.

Opko dosyć nijakie, boChaterka wkurzająca, ale analiza mnie uśmiechnęła. :)

Enes pisze...

Nie zdzierżyłam całości. Podziwiam was.

Anonimowy pisze...

A skąd ta dziwna forma wołacza "Nadio"? Nie powinno być raczej "Nadiu"? No i: Nadia to zdrobnienie od imienia "Nadieżda", jakoś sobie nie wyobrażam, żeby oficjalne pismo zaczynało się od czegoś w rodzaju "Droga Kasiu Kowalska"...

Alva

Anonimowy pisze...

Do Alvy:

http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9310

Anonimowy pisze...

Do listu dołączony jest bilet na lot samolotem, na Lotnisku w Nowym Jorku bedzie czekać na Panią samochód.
Na którymś z trzech: JFK, La Guardia, albo Newark.
Na tym, na którym wysiądzie, to przecież logiczne.
Może mają ją za krewną Lokiego Prezesa, co się z Donarem umawiał orientacyjnie gdzieś pomiędzy dwoma przecznicami?

Chyba skoro już kupili jej bilet, to na konkretne lotnisko, a nie bilet z przypadkowego miasta na północy Rosji do Nowego Jorku i kropka. Stąd wydaje mi się, że ta informacja nie jest tu wybitnie konieczna (pomijając cały wielki WTF odnośnie całej tej historii...).

Dawno się tak nie uśmiałam przy analizy, łezki poleciały ^^. Szkoda, że nie będzie więcej, chociaż dawno nie spotkałam się z czymś bardziej niedorzecznym (no dobrze, Jiro był świetny, ale Jiro to w ogóle osobna kategoria zajebistości) niż ta wiecznie zaśrubowana bohaterka i zgwałcony kanon marvelowski (ach, Tony, "where are you now, where are you noooow?..."). Przy każdym odwołaniu do Lokiego Prezesa wybuchałam śmiechem, budząc domowników. Pozdrowienia ;).

Anonimowy pisze...

Jesteście w świetnej formie.
"Chciałbym się tylko spytać co chcesz rano na śniadanie.
- Zejść!"
Dawno nikt mnie tak nie rozbawił komentarzem zawierającym tylko jedno słowo.
Ale z tymi parkami na Syberii to faktycznie racji nie macie: mają tam i Landszaftnyj Park, i park wodny, a dla bohaterki Marvela znajdzie się i Yeti Park.

Anonimowy pisze...

Bardzo fajna analiza! Ucieszne opko!
Znaczki oglądać -ma w pokoju najnowsze numery "Przekroju"("Co mi zrobisz,jak mnie złapiesz"
BoChaterko, dzwonił twój Rozsądek. Powiedział, że on to chromoli i wyjeżdża na Hawaje -
Bawiły się w walkę klas. Jedna reprezentowała klasę po-siadającą, a druga próbowała wyrwać jej środki produkcji-doobre!
Pamiętasz, jak za każdym razem, gdy byłaś smutna padał deszcz? -to było w "Facetach w czerni 2"

Chomik

Gayaruthiel pisze...

Jesli to oni jej kupili bilet lotniczy, to przeciez wiedza, na ktorym lotnisku wyladuje, czepiacie sie niepotrzebnie :) Przeciez kierowcy dostaja numer lotu i wystaja przy wyjsciu z sali odbioru bagazu z kartkami z nazwiskami. Wize w zasadzie tez mogli jej sami wczesniej zorganizowac i zalaczyc do biletu.

"Nadia ma do konwersacji tylko Katię, która być może w szkole uczyła się angielskiego" - Autorka pisze o narodowym jezyku, wiec rozumiem to tak, ze Katia to tak naprawde Kate z angielskiej wzi, jezyka ojczystego nie musiala sie uczyc w szkole.

http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_airports_in_Russia Tu jest lista rosyjskich lotnisk, przy wiekszosci daje sie znalezc malutka wioske godzine drogi od.

Gdyby to SHIELD wynajela caly samolot dla jednej Nadii, to ta chyba nie potrzebowalaby biletu...?

Uchylona przednia szyba za to byla fantastyczna <3

murhaaja pisze...

"- co chcesz na śniadanie?
- Zejść!"

przypomniało mi kawał o żołnierzu, który ma chodzić w spodniach :D

"- Co ma merysójka na śniadanie?
- Merysójka ma na śniadanie schodzić"

analiza miodna :D

klawiatura_zablokowana pisze...

Zwykle jak nie znam kanonu, to mnie analiza mniej śmieszy, ale po lekturze słynnego opowiadania o Prezesie Lokim kilka razy zdrowo parskałam śmiechem :)

Pragnę zauważyć z komentatorskiej uczciwości, że autorka jednak czyniła pewne wysiłki, by wyjaśnić nieprawdopodobieństwa w historii: a to bohaterka mówi po angielsku, bo rozmawiała z nianią, a to wysyłają jej bilet pocztą (a mogłaby jak wiele bohaterek po prostu wstać z kanapy i iść na samolot jak na PKS). O Rosji, NY i wielu innych rzeczach ewidentnie nie ma pojęcia, ale się stara.

Anonimowy pisze...

1. Pomijając kwestię ujemnej inteligencji bo(c)haterki, opko ma nawet kwarek sensu. Gdyby tylko było to inaczej napisane...
2. Komentarze Q zrobiły mi dzień :D Rzadko się zdarza, żebym rechotała do monitora XD
3. Czy tylko ja chciałabym zobaczyć jak Thor z Bannerem zrównują wieżę Starka z ziemią? ^^"
4. A ten, kto wstawił tę sowę dostanie ode mnie order złotego ziemniaka^^" Wciąż mam przed oczyma wizję Lokiego próbującego przekręcić tak głowę XD

Nefariel pisze...

Do Alvy - zdaje się, że "Nadia" to zdrobnienie funkcjonujące jako odmienne imię, tak jak "Natasza".
Hje, wyobraźcie sobie Mary Sue mającą w imieniu tak prozaiczną literkę jak "ż". Niech będzie Nadia, "Nadieżdzie" wystarczającą krzywdę robi angielska transkrypcja, aŁtorki nie muszą.

Anonimowy pisze...

Człowiek się całe życie uczy (a głupim umiera). Głowy to bym nie dała, ale upierałabym się do zachrypniętej śmierci, że powinno być "Nadiu".
Nadia funkcjonuje jako samodzielne imię, owszem, ale w Polsce, w Rosji jakoś się z tym nie spotkałam.

Analizę przeczytałam jeszcze raz, na spokojnie, i poczułam straszliwą chęć zapoznania się z kanonem (no, nie znam Avengersów, to nie przestępstwo chyba?)

Alva

Yumi -sama pisze...

Właściwie całą moją uwagę przejęło to odkręcanie się Mary Sue. Naprawdę spotykam się z tym pierwszy raz, muszę to kiedyś wypróbować!

Ewa V pisze...

Całkowity brak wiedzy odnośnie funkcjonowania lotniska. Ałtorka mogła na ten temat poczytać w internetach, przed zabraniem się za pisanie tego opka.

Astroni pisze...

Najpierw t-shirt na Syberii, spacerek po lotnisku (też zauważyłam kota z antenką!) czy biurka na ulicach, a potem...

"- Spojrzałam na naczynie. - To samo z moją siostrą.
Też ma dziobek i ucho?

Nagle wszystko stało się takie niejasne."

Nagle odkrywasz, że siostra ma dziobek i ucho - i wszystko staje się niejasne.

"Na kostium superbohaterski jak znalazł.
Tylko nie zapomnij: majtki NA rajstopki, nie odwrotnie!"
:3

"Big Beny? Słynni z tego, że wybijają godziny co do nogi"
Big Beny, wredne bestie!

I listonosz gigant!

I nieśmiertelne schodzenie na śniadanie! Jak to ujęła murhaaja:
"- Co ma merysójka na śniadanie?
- Merysójka ma na śniadanie schodzić"
Super

Dość czepialska była ta analiza, w wielu przypadkach oszczędziłabym autorce przytyków, ale jak już się trafiało... Warto było, było wesoło :)

psoras pisze...

Jako kogoś, kto ma za sobą wycieczkę do Stanów, najbardziej rozbawił mnie pozio.poziom wiedzy aŁtorki na temat funkcjonowania transportu lotniczego i wielkości Nowego Jorku. Z jednego końca miasta na drugi w godzinę w korkach, hjeeee :D
I taka ciekawostka odnośnie amerykańskich aeroportów - oni tam faktycznie nie znają wynalazku autobusu lotniskowego. Ale to dlatego, bo każdy samolot staje przy rękawie ;)

Anonimowy pisze...

"Na przyszłość trzeba ją po prostu przywiązywać do krzesła, zanim się jej cokolwiek powie." - a Wy myślicie że dlaczego ciągle ją przykręcali? (-;
[Yagh]

Anonimowy pisze...

"I nie okłamała, tylko chroniła od realnego świata."

Tak, bo realny świat to tylko pościgi, strzelanki i karate w wielkim mieście, nie jakieś tam rąbanie drewna i noszenie wody w ubogiej wsi na Syberii. Marysia pewnie żyła tam sobie jak w puchu.

"Stark popatrzył bezradnie na wyrwana kończynę, po czym usiadł i zaczął się wykrwawiać."

Ja się nie wykrwawiam, ja tylko rotfluję.

"wieżowce, samochody jeżdżące na dole, wiele reklam i biznesmenów przy biurkach.
Biurka stały na ulicy. Tak bardzo Monty Python."

Jeśli wieżowce stały blisko siebie, to z jednego można było pewnie zobaczyć ludzi przy biurkach w oknach sąsiedniego. Ale autorka faktycznie sformułowała to strasznie głupio.

"Tak naprawdę Iron Man powstał ze strachu przed pierwszą sesją."

Obejrzałaby/czytałabym!

"Ale dziedziczy się po mieczu czy po kądzieli?
Po T.A.R.C.Z.Y."

+ milion punktów

"Znam wiele merysujek takich jak ty i każda ma na imię Nadia"

I teraz już wiemy, jak bohaterka dostrzegła zielone oczy w nocy. A Loki dawno nie widział takiej lampy.

" -Chciałbym się tylko spytać co chcesz rano na śniadanie.
- Zejść!
Zaśmiałam się w duchu."

+ drugi milion + internet. Zabiło mnie. Horacy, umieram!
I boCHAterka chyba też docenia, skoro się śmieje. Ale, na rany, budzić człowieka w środku nocy, żeby spytać, co chce na śniadanie, to tylko trochę lepsze niż budzić go, żeby wziął swoje proszki nasenne.

“Po co mnie tu ściągnęli” to nazwa służb pomocniczych. Trochę przydługawa, ale utrwalona tradycją."

I tak krótsza niż rozwinięcie skrótu SHIELD, którym Coulson przez całego pierwszego Iron Mana napierniczał w pełnej długości. Ale gdyby istniały takie służby, to niech kij strzeli Avengersów i innych Young Justiców - to u nich służyłabym za samą nazwę.

" Tony - zwróciła się do swojego ukochanego. - idź odpal samochód i poczekaj na nas na dole.
Był grudniowy, polski poranek. Ludzie odpalali samochody, żeby kopciły pod oknami sąsiadów,"

"Tir lubi rano przeczytać gazetkę", podobno mawiali kiedyś kierowcy, rozpalając w zimie z rana ognisko pod star(ki)em.

"Wyszczerzył oczy."

O... słodki Cthulhu... prawda w końcu się wydała... to nie jest żaden Tony Stark... to Koryntczyk! Nadia, mimo całej mojej antypatii, takiego losu nie życzę nawet tobie. Zrób to, co potrafisz najlepiej - odkręć się i zwiewaj. Serio, wiej. Ratuj życie o_O

Anonimowy pisze...

Wzięłam dzbanek z wodą i nalałam sobie do szklanki.
Budzenie supermocy, część druga: nalewanie dzbanka do szklanki.

O, może to nieślubna córka Discorda. On też tak potrafił: nalewał sobie mleko do szklanki, po czym szklankę wypijał, mleko zostawiał :>

Dzidka pisze...

Moim zadaniem - jak najbardziej "Nadiu". Ale "Romanowych".

Nefariel pisze...

"Romanowych" to chyba jakiś archaizm (ponad dwa razy więcej wyników w google dla "Romanowów", ponadto "Romanowów" pojawia się w artykułach, "Romanowych" głównie w tytułach filmów itp). Moim zdaniem "Romanowych" brzmi źle i kojarzy się z zupełnie innym nazwiskiem albo wręcz z przymiotnikiem.

Co do Nadii i wołacza - obie formy są poprawne.
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=12839

Anonimowy pisze...

Forma "Romanowych" to przede wszystkim niczym nieuzasadniony rusycyzm.

Po rosyjsku forma liczby mnogiej od "Romanow" brzmi Романовы ("Romanowy"), wygląda jak przymiotnik i tak się odmienia Романовыx, Романовым ("Romanowych, Romanowym, itd."). Po polsku "Romanow" odmienia się jak rzeczownik twardotematowy, liczba mnoga od niego to "Romanowowie" (a nie Romanowy), więc odmienia się też jak rzeczownik "Romanowów, Romanowom, itd."

Zerknijcie tutaj.

kura z biura pisze...

Zetknęłam się z formą "Romanowych" i na moje ucho wydawała się jakaś stosowniejsza, ale fakt, w Polsce stosujemy odmianę rzeczownikową, więc poprawiłam. Właściwie, to w ogóle mam tendencję do odmieniania rosyjskich nazw po rosyjsku, np. jak słyszę "w Miednoje" to zawsze mam ochotę poprawić "w Miednom".

Anonimowy pisze...

W książkach historycznych widywałam tylko "Romanowów", "Romanowych"... po polsku chyba nigdy. Polski wzór odmiany akurat tutaj wydaje mi się sensowny, chociaż wszystko się we mnie buntuje np. na sugestię, żeby zamiast Anna Puszkina, Anny Puszkiny, Anną Puszkiną odmieniać Anna Puszkin, Anny Puszkin, Anną Puszkin.

Kuba Grom pisze...

Kolejna świetna analiza. Zastanawia mnie tylko ten komiks o króliczkach - królica z kokardką jest tą z tyłu? To się król zdziwił...

Kruk pisze...

; ___ ;
Mój ukochany fandom tak brutalnie mordowany...
Nie jestem w stanie tego przeczytać ):
Wymiekam przy Fury'm, który jest miły i Świętym Tonym Pocieszycielu.

Ale co do Agenta Coulsona,
nasz poczciwy starszy agent skończył w tym roku 50 lat :P Więc jak najbardziej nie tyle CO a raczej PO czterdziesce.

Jakby mi przyszło wymieniać co jest bardzo nie tak w tym fiku to chyba by mnie szlag trafił...

Podziwiam w takim razie wytrwałość!

Anonimowy pisze...

"Nieźle mu dziś wypaliłaś i miałaś rację. - zaśmiał się Barton."

Robi karierę jak Dyzma:
"Tarkowski głupstwo, sałatki szkoda"

Ola

tey pisze...

Przyznaję, iż nie doczytałam do końca. Opko nie jest zbyt ciekawe, nie jest też bardzo śmieszne/żenujące, by można porechotać. Nudnawe takie i przeciętne, z typowymi błędami. Toteż widzę, że nie bardzo macie się nad czym poznęcać. Te przytyki to niektóre takie wysilone, bez jaj... nie ma to jak genialna analiza tworów Musierowicz. Tam to była masa zabawy z czytania. Gratuluję dobrej roboty.:)

"Serio chyba Katia tak sobie mówi po angielsku, skoro tłumaczy “division” na “stowarzyszenie”

Przecież w zacytowanym liście napisano "stowarzyszenie SHIELD". Katia po prostu umie uważnie czytać, w przeciwieństwie do analizatorów. ;) Poza tym chyba nigdzie nie było rozwinięcia skrótu, więc nie mogła wiedzieć, że chodzi o "division".

"A do miasta z tej swojej najuboższej wioski pojechała… rowerem? Sąsiad ją podwiózł? Poszła na piechotę? Czy może miała szczęście i akurat zdążyła na jeżdżący raz dziennie autobus?"

Śmiejecie się z Amerykanów i "białych niedźwiedzi na ulicach Rosji", a sami powielacie ten sam stereotyp. Wydaje Wam się, że ludzie w Rosji nie mają samochodów? To niekoniecznie musi być zaraz nowiutki lexus, ale jakiś zajechany rzęch, beemwica albo polo - czemu nie?

"Widok ukazywał jedynie wieżowce, samochody jeżdżące na dole, wiele reklam i biznesmenów przy biurkach.
Biurka stały na ulicy. "

Niekoniecznie. Mogła widzieć wnętrza biur w sąsiednich budynkach. Ja z mojego balkonu też widzę np. włączony telewizor u kogoś w bloku naprzeciwko. :) Po prostu troszkę niezręcznie opisane, ale nie jest to jeszcze tragedia.

"oryginalna komiksowa Czarna Wdowa nosiła otczestwo “Alianovna”, więc jej ojciec to… Alan? Alien? ;)"
Alian, wnioskując z nazwiska.

"pokoje dla gości mimo wszystko muszą być wyżej, żeby można było zgodnie z tradycją ZEJŚĆ na śniadanie :)"

Tak, to schodzenie na śniadanie jest istną plagą. Nie wiem, co wszyscy pisacy z tym mają. Podejrzewam, że większość nastoletnich autorów mieszka jednak w blokach. Czy przeciętny mieszkaniec M3 ma możliwość "zejścia na śniadanie"? Więc skąd ten nawyk opkowy? Tajemnica Wszechświata.

"Szafki pobudowane były"

Pobudowane. :D Serio ktoś tak mówi? Pewnie ten ktoś używa też słowa "ubogacać". :P