piątek, 18 lutego 2011

46. Kaspar Hauser w spódnicy, czyli Uważaj na nimfy błotne


Można najwyżej głęboko westchnąć. I do tego jeszcze pokręcić głową z niedowierzaniem.
Dotychczasowe opka o miłości do bliźniaczych Braci K. miały klasyczną budowę: po wykonaniu porannych czynności i zejściu na dół na śniadanie, hoże dziewczę dowiadywało się, że ma się spakować, bo za 10 minut rodzina wyprowadza się do Niemiec. Oczywiście do Loitsche, oczywiście spotykało tam jednego czy drugiego brata K., oczywiście on pała uczuciem do sąsiadki. Pała i pała, aż opko kończyło się z prozaicznego powodu - samozanudzenia się aŁtorki własną twórczością.
Tu jest inaczej. Tu aŁtorka wczuwa się w duszę Toma Kaulitza i z jego perspektywy snuje swą dziewczęcą opowieść o wielkiej miłości.
Awangardowe rozwiązanie? 

Tjaaa... przecież gdyby nie ono, to załoga USS SuS nie miałaby aż takiej uciechy, prawda?

 
Przyszedłem na świat w pobliskim szpitalu dokładnie 1 września 1989 roku.
Pierwszy września właśnie zyskał nowe znaczenie. Bardzo... mrohne.
 
Moja mama dała mi na imię Tom. To nie jest żaden skrót od Thoms. Jestem Tom, po prostu Tom.
Mam brata bliźniaka Billa, od którego jestem starszy o 10 minut, choć to niewielka różnica czuje się inaczej.
Dziesięć minut, a czuję się tak staro.
 
Dała nam tak krótko na imię, bo pewnie była w szoku, że przyszło na świat dwóch chłopców a nie jeden jak było przypuszczane.
Przepraszam, ale czy w "tamtych czasach" nikt nie słyszał o badaniach prenatalnych?
Słyszeli, słyszeli, ale sądzili, że to cielę z dwiema głowami. I w sumie niewiele się pomylili.
 
Wychowywałem się w małej wiosce Loitsche.
Mieszkaliśmy w małym domu, otoczonym pięknym ogrodem, o który pielęgnowała sie moja mama.
Mama pielęgnowała się o ogród. W pełni naturalne kosmetyki.
I czochrała się plecami o sztachety...
 
Mój tato pracował w firmie wysyłkowej wiec dość zarabiał na nasze utrzymanie.
Kiedyś listonosze mieli piękne życie...
 
Moja mama nie pracowała. Zajmowała sie domem.
Uwielbiałem jej pomagać w kuchni, na przykład pozmywać czy piec ciasta. Nawet kiedyś myślałem, że zostanę kucharzem, ale zmieniło się to, gdy spaliłem naleśniki.
Jeśli miałby tak gotować jak śpiewa, to może był to Palec Borski?

Mój brat zawsze odstawał od reszty, inni uważali, że był inny.
Był zawsze,kiedy go potrzebowałem. Nawet gdy zmagał sie z własnymi problemami, tysiąc razy przerastającymi moje..
Między innymi ze zmianą płci.

Gdy ja grałem w piłkę z kolegami Bill wolał zostać w pokoju przy pisaniu.
Był również inny ze względu na wygląd. Miał mangową fryzurę,
I pomyśleć, że wcale nie chodzi tu o owoc mango.
Nigdy nie pojmę, dlaczego większość włosów wystylizowanych na jeża i grzywka wyprostowana żelazkiem noszą miano "mangowej fryzury".
 
postawioną na żelu,
fryzurę na ogół ma się na głowie, ale z Billem naprawdę nic nie wiadomo.

malował oczy czarnymi cieniami i takie tam.
Dla mnie zawsze był moim bratem, kim ważnym w moim życiu. Niezwykle ważnym - i nikim więcej.
Krążące plotki o naszym związku są grubo przesadzone, baaardzo przesadzone


I miał ładny głos. Uwielbiałem kiedy na święta, śpiewał solo kolędy. On twierdził, że ja śpiewam równie dobrze, ale w te słowa akurat nie chciałem uwierzyć.
Lecz teraz moje życie różni się od poprzedniego.
W poprzednim życiu byłem Napoleonem.
Cóż z tego, jeśli każdy ma swoje Waterloo.

Wraz z Billem posiadamy zespół o nazwie "Tokio Hotel", który odnosi sukcesy na całym świecie.
Bitelsi z zazdrości poumierali.
A Rammstein się stoczył.
 
Mój brat niedługo zostanie ojcem dziecka - prawdopodobnie dziewczynki. Na pewno zostanę jej wujkiem, ja jako wuj Tom?
Zbuduj chatę, facet! Chatę wuja Toma, to się przekonasz...
Kiedyś w moim życiu pojawiła się Lena, stało się to kilka miesięcy temu, ale nie ma jej teraz przy mnie, niestety. Jest jedną z dziewczyn, które chyba bawią się moimi uczuciami. Nie widziałem jej już z miesiąc, musiała wrócić do chorej matki.
Bezwładnie odliczam dni do jej powrotu.
Nieznacznie przebierając sparaliżowanymi palcami.
 
Minął miesiąc. Cały długi, potworny, przerażający miesiąc cierpienia, tęsknoty i pomieszania wszelkich możliwych odczuć co do mojej eks dziewczyny lub nadal dziewczyny Leny.
- "Leno dlaczego odeszłaś?" - Pytałem samego siebie.
- "Idiota" - Syknęła druga część mnie.
- "DOSYĆ TEGO!" - Skarciłem się w myślach.
A ja głupia myślałam, że Lena chciała pomóc chorej matce.
Monolog wewnętrzny na trzy głosy. Tego najstarsi psychiatrzy nie pamiętają.
 
Jednak to było może po tygodniu, w te kolejne dni wiele ciekawych rzeczy się wydarzyło.
Tom poznał Milenę...
Znowu Tom, znowu Lena.
 
[Obaj są zagonieni do sprzątania domu]
- Ale czemu my? - Spytałem, tłumiąc ziewanie.
- Bo to wy zorganizowaliście tą imprezę, na której Gustav o mało nie utopił się w naszej wannie, Georg wyleciał przez okno, a wszystkie dywany musieliśmy wywalić na śmietnik, bo były orzygane i... - Chciała kontynuować, ale postanowiłem jej przerwać.
Już wiem dlaczego chcę być celebrytką - nie musiałabym zwijać dywanów przed każdą imprezą.
No nie? Nazajutrz wywalasz wszystkie na śmietnik i można robić kolejną imprezę z kolorowym ptactwem...
 
Nagle zadzwonił dzwonek w kaczuszki do drzwi.
Nie ogarniam - dzwonek miał wyrysowany drób, czy tylko kwakał żałośnie?
W chwili naciśnięcia dzwonka stado małych kaczuszek wybiega ze sprytnie zamaskowanej skrytki koło drzwi i oznajmia, że gość w dom!
Środowiskiem naturalnym dla kaczki jest brytfanna! W towarzystwie jabłka i majeranku! 
 
- Mam na imię Angela, proszę. - Powiedziała wręczając mi zieloną kopertę, na której wypisane było moje imię.
Wyciągnąłem malutki kawałek różowej i pachnącej papeterii
Słitaśny gryps od szantażysty
 
na której było napisane:
Park.
Ławka - zielona naprzeciw jeziora.
Dziś.
Godzina 18:10.
Bądź sam.
Przynieś okup.
Studolarówki. W zużytych banknotach
W różowej walizce.
 
Dlaczego chciała, żebym był tam sam? Przecież mój brat niczemu nie zaszkodzi, szczególnie on, chociaż postanowiłem zatrzymać to w tajemnicy.
Na romantyczne schadzki lub przekazanie okupu najlepiej zabierać brata. Będzie trzymał kamerę, albo gonił porywacza.
W ostateczności można kimś takim jak brat wystraszyć terrorystę na śmierć.
Z chodząc na dół naszedł mnie dziwny przebłysk.
W tym domu straszą Przebłyski  (rodzaj świetlistej ektoplazmy) chodzące po schodach!
 
[Toma nagle naszła chęć kupna motocykla. Pobiegł więc z bratem do sklepiku za rogiem]
Dokładnie pół godziny później stanąłem przed salonem motoryzacyjnym, wiedziałem czego chce. Po raz pierwszy od dłuższego czasu. Bez chwili dłuższego zastanowienia otworzyłem drzwi i jedyne co mi się rzuciło w oczy była - może jakaś setka wypucowanych olśniewających motorów. Każdy z nich gotowy do tego, by na nie wsiąść i pojechać w siną dal.
Jakaś setka motorów w jednym miejscu? To był salon motoryzacyjny, czy hala wystawowa Targów Poznańskich?

- Tom, długo jeszcze? - Zapytał czarny. - Chyba już z godzinę tu jesteśmy!
Kupno motocykla (jednego ze stu prezentowanych) nie zabiera więcej niż dziesięć minut. Szast-prast i po wszystkim.
 
- Po co ja cię zabierałem? Marudzisz tylko. - Odpowiedziałem spokojnie, przyglądając się mojemu faworytowi, który był najnowszym modelem o czerwonym odcieniu.
Najnowszym modelem czego? Harley? Yamaha? Kawasaki?
Zakładasz, że aŁtorka zna się na markach motocykli. Najważniejsze, że model był najnowszy, i że czerwony.

Usiadłem zmęczony na kanapie w salonie z puszką coli w ręce. Moment później nie byłem już na niej sam...
Na puszce coli zmieści się cała kompania, a co!
W dodatku Kompania Braci.

Ciągle po myśli chodziło mi niedoszłe spotkanie. 
Niedoszłe, czyli to, które nie doszło do skutku. Dlatego też nie wiem dlaczego chodzi i dlaczego "po myśli", jak po deptaku.
Dlatego właśnie cikita widniała na mojej twarzy.
Czy cikita to rodzaj egzemy?

ciemne oczy [Billa] powędrowały w stronę drzwi, w których stopniowo pojawiała się sylwetka "odnowionej" Grace.
Tam ektoplazma straszy nie tylko na schodach, pojawia się również w drzwiach, jako stopniowo materializująca się sylwetka.
Sylwetka po gruntownej renowacji.

- Bill! - Zawołała cienkim tonem głosu.
Nad  "cienkim tonie głosu" nie mam siły się rozwodzić, ale mam wrażenie, że to też jej odnowili.

Dokładnie 40 minut potem siedziałem na świeżo-zielonej ławce, która znajdowała się naprzeciwko niewielkiego jeziora, gdzie dostrzegłem parę nastolatków na łodzi
Gdzie występują Kał-lice? Nad jeziorem. To już któreś opko ze stojącą wodą w tle...

Usłyszałem plusk wody ze strony jeziora... 
czy spodziewał się plusku wody od strony lasu?

- Co za baran pływa o takiej godzinie... Jakiś potwór z głębin pewnie, może chociaż jakaś seksowna świtezianka?
Niemieccy popkulturyści do omdlenia zaczytują się w Mickiewiczu.

Nagle ujrzałem sylwetkę dziewczyny, która wyszła z jeziora. Miała ona blond włosy i była ona w długawej i mokrej sukience, która dodawała jej seksu. Inaczej mówiąc wszystko miała na swoim miejscu.
Ręce wyrastały jej z barków, a nogi z bioder - jakie szczęście, że nie na odwrót.
"Znalazłem idealną kobietę! Ma blond włosy i szeroką miednicę".
 
[Tom jakby nigdy nic opowiada pierwszy raz widzianej nimfie błotnej  o swoim życiu]
Opowiedziawszy jej moją historię dotyczącą Leny spuściłem lekko głowę, by nie dostrzegła mojego skrępowania.

- A wiesz... - Odezwała się po dłuższej chwili milczenia. - Kiedyś zjadłam czekoladę. Mimo, że byłam na diecie. Ponoć głupota nie boli, ale mnie rozbolał brzuch, a podobnie jest ze związkami.
Zawodowymi?
Tjaaa. Niezależnymi, samorządnymi i samofinansującymi się.
Ale czy Ty, Sierżant pojmujesz związek między bólem brzucha po zjedzeniu czekolady, a całą tą sceną, bo ja nie...
W ogóle nie jestem w stanie pojąć związku czekolady z bólem brzucha. Ile ona jej zjadła? Trzy tony?
 
- Boli ich brzuch po czekoladzie? - Wypaliłem bez zastanowienia, dopiero po momencie doszedł do mnie tego sens.
- A może ona stwierdziła, że jak odejdzie to ból przejdzie? - Zapytała, choć dla mnie brzmiało to jak twierdzenie, ach Świtezianki.
- Tylko szkoda, że nie wiem dlaczego...
Chora matka, halooo!
Córka też niezdrowa i bredzi.

- A chciałbyś, żeby wróciła? Kochasz ją? - Znów zadawała serię pytań, tak jak w trakcie rozmowy.
- Chciałbym, tak kocham. - Odpowiedziałem, czy ja rozmawiam z psychologiem?
Nie, z zupełnie obcą babą, która wylazła z jeziora. Pani Jeziora przyniosła chociaż miecz w prezencie.
Ta była tylko Miss Mokrego Giezłeczka a Lichej Tkaneczki.
***
Proszę, niech ktoś mi wytłumaczy w kilku prostych słowach - po jaką zarazę ona w kiecce pływała w parkowym stawie?
 
Gdy nad nami pierwsze gwiazdy bawiły się w berka,
To jakaś kosmiczna katastrofa, koniec Wszechświata, zderzanie się galaktyk.
 
Ona wsłuchiwała się w ciszę i zerkała do góry, jakby w poszukiwaniu odpowiedzi. Gwiazdy mrugały do niej, jakby chciały dodać od siebie coś do milczenia, które pięknie i odważnie płynęło przez panujący mrok.
To jest takie rhomantyczne zdanie, tak piękne, że spuśćmy na nie zasłonę milczenia.

- A no, musiałam sprawdzić czy pojechałbyś zabawić się z obcą laską i w ogóle. - Powiedziała z uśmiechem. - Ale spokojnie, plemniki tobie nie powymierają.
Ta, jassne. Siedzi obok Tomcia jego wielka, przeogromna miłość, a on co? Nie poznał! Tru loweryzm schodzi na psy.
Półtora miesiąca to wieczność. Jak oni rozpoznają się po wakacjach???
Wcale.
Dialog wrześniowy:
- Cześć! Marcin jestem. Czy ja z tobą przypadkiem nie spałem w czerwcu?
- Nie, ja wtedy byłam z tym... no... chyba z Adamem.
 
I właśnie w ten sposób spędziłem pierwsze chwile,gdy Lena do mnie wróciła,i gdy moje życie (oczywiście jeszcze wtedy o tym nie wiedziałem) zaczeło się diamentralnie zmieniać ..
I pobłyskiwało to-to jak diamenty. Jak diamentry nawet
 
Zrobiło się już troszke chłodno,a ona była w samej przemoczonej sukience i mokrych włosach wiec dałem jej moją długą,ciepła bluze,  
Nie mogłem pozwolić,by się przeziebiła na śmierć.
Nie wiadomo dlaczego permanentnie czytam "przebiła na śmierć". Śliczna perspektywa!
 
Nie chciałem jej po raz drugi stracić.
Przeziębienie może być śmiertelne, a co! Nawet bardziej niż jazda na motorze bez odpowiedniego odzienia ochronnego.
 
-Grace jest w ciąży ? -Lena była zdziwiona.
-Skad znasz Grace? - Bill chyba nie poznał Leny.
-Nie poznajesz mnie? -Lena zatrzpotała zawadiacko rzesami.
Niech no mi jaka zatrzpota! [zatrze i-Poda?]
 
-To Lena,matole - odpowiedziałem.
-Kurcze,nie poznałem - jego twarz od razu się rozpromieniła.Zanim się obejrzałem już oboje lądowali na podłodze pod ciężarem mojego brata,bo ten w geście radości rzucił się na nią.
Jak wilczur, panie! Jak wilczur!
 
Już chciałem ich rozdzielić,gdy z góry zbiegła Grace,i zobaczyszwy Lene i Billa w obięciach,chyba postanowiła rzucić się na swojego wybranka serca,w geście rozpaczenia,że ją zdadza,lecz potkneła się o skrawe dywanu i legła jak długa tuż przed tych dwojgiem.Jednak zachaczyła [charcząc?] brodą w plecy mojej dziewczynie,dzieki czemu Lena lekko sykneła z bólu i pod naporem głowy Grace,całkowicie przez przypadek (a ja uważam,że celowo..dobrze tak mlodszemu Kaulitzowi!) wbiła mu biodro w rozkrok, przez co zawył z bólu:
-Ooo! Moje jajeczka!!
Element Komiczny w śmiertelnej dawce.
 
Automatycznie Grace wstała,za nią Lena,która z lekkim rozbawieniem spojrzała na Czarnego,który próbował wszelkimi sposobami mimiki twarzy wyrazić jakie katorgie teraz przeżywa.
Wiemy, że to powinny być [katorgi], ale [kategorie] bardziej nam się podobają.
No tak, kogo obejdzie, że ciężarna przewróciła się na sam brzuch. Ważne, że deBilla bolą jądra.
Ja mimiką pleców wyrażam osłupienie.
 
Oczywiście cały czas,trzymał się za rozkrok.
Tyle w tym sensu, co w zdaniu "trzymał się za szpagat".
 
-Moim zdaniem,ty tam nie masz tego co powinieneś mieć,tylko jakaś rozciapkaną mamałyge -stwierdziła.
Bill wytrzeszczył na nią oczy.
-Za miękko tam masz - dodała podsumowując.
Bo prawdziwi mężczyźni mają jaja w skorupkach.
Bo tylko prawdziwi mężczyźni gotują jajka na twardo przez osiem minut. Reszta, to cieniasy.
 
Nie miało tak wyjsc .. jak zwykle to ja,koncowke zrabałąm ;/
Nie da się ukryć.
 
Starannie opatulony w biały recznik na biodrach wyszłem z łaznienki.
Mógł wyjść na rękach, ale nie, chciał być hardkorem i wyszedł na biodrach.
Awangardowe. Może nada się na krok defiladowy? Wyobrażasz sobie Kompanię Honorową w ten sposób witającą dostojnego gościa?
Wyobraziłam sobie! Będę miała koszmary.
 
Przeszłem calutki korytarz i weszłem do swojej sypialni.
Wyszłem, przeszłem i weszłem.
Wyszłem, poszłem, wzięłem i doszłem.
Ale i tak cud, że nie [wejszłem]
 
Tam,na łóżu czekała już na mnie Lena.
Tam, na dole, siedzi takich dwóch, którzy tylko czekają na takich jak ty!
 
Wygladała niezwykle seksownie w mojej długiej,białej koszuli.
Tom K. sypia w nocnej koszuli i w szlafmycy!
 
Zawsze umiała mnie zaskakiwać,jednak przez te 1,5 miesiaca gdy jej nie było,troszke zapomniałem jak to jest.
I w ogóle zapomniałem, jak wygląda. Pamiętajcie - on jej nie rozpoznał w parku!
 
Światło padające na moją twarz sprawiło,że po chwili otworzyłem powieki.Lekko zamrugałem,przyzwyczajając moje oczy do świata.
Do królestwa świata tego.
 
Zdzwiłem się,bo w pokoju nadal panował pół-mrok.
Gdy się kładł, był w-pełni-mrok.
Ja bym się zdziwiła, gdyby w pokoju panował ćwierć-mrok.
 
Wyskoczyłem z łóżka i spojrzałem na kortarz przez szparke w drzwiach.
Tam,byli wszyscy.No,oprócz mojej mamy,czyli : Lena,Bill i Grace
Po co zasiąść w jakimś wygodnym miejscu, po co zbierać się w pokoju. Najlepiej plotkuje się na korytarzu!
 
-.. moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć jak najszybciej - usłyszałem głos Grace.
-Wcale nie.On chyba nie jest jeszcze do tego przygotowany .. - przerwał jej Bill,patrząc na brzuch Leny z uśmiechem na twarzy.
Czytelnik już po kilku zdaniach nie tylko, że się domyśla, ale wie, że Lena jest w ciąży.
Tę zabawę w ciuciubabkę aŁtorka każe nam ciągnąć przez 23 odcinki. Ale skoro karze, to karze.  ;)
 
-Masz racje,on się raczej do takiej roli nie nadaje.Wiesz co,zacznij go przyzwyczajać - odparła Grace.
-Tak bedzie chyba najlepiej - zawturował jej Bill.
-Jak? Mam mu kupić śpioszki XXXL i kazać mu w nich paradować?
I smoczek w rozmiarze XXXL i pieluchy wielkie jak namiot.
 
Cały czas chciałem wiedzieć o co kucze kaman?
Trzeba być ogromnym kretynem, żeby się nie zorientować, o co "kaman".
Spodziewałaś się czegoś lepszego po Kał-licu?
Spodziewałam się, że IQ ma jednak nieco wyższe niż widelec.

-Nie o to mi chodziło - odparłem wyrywając mu kartke papieru z ręki.Zobaczyłem zgrabne pismo mojej mamy:
-Co tam pisze? - mruknełem,wiedząc,że Bill mi wszystko powie.
*na skraju załamania nerwowego* Jest napisane, młotku!
 
-Mama chce byśmy pomalowali płot
-Przeczytaj - powiedziała Grace podając Billowi pyszne śniadanko.
Napisze wam treść listu:
Hej słońca,wróce dzisiaj dopiero wieczorem.
W spiżarce jest kilka puszek brązowej farby - pomalujcie płot.
Myślałam, że w spiżarce przechowuje się raczej jedzenie... Ach ci Niemcy!
Dlatego mama zaznacza, że mają płot malować, a nie wyjadać łyżką.
 
Wiem,że nie bedziecie mieć dzisiaj nic do roboty - a chwila na świerzym powietrzu dobrze wam zrobi,poza tym sądze,że nie bedziecie się przy tym nudzic,a troszke mi pomożycie ..
Ach ci niemieccy celebryci. Po każdej imprezie wyrzucają dywany, ale płot malują własnoręcznie. Urocze.
 
Całuje,mama Simone.
Nie wiem, czego mama Simone może chcieć od Kał-liców. Simone nie może sama płotu pomalować?
 
-Ze jak?! - krzyknełem jeszcze raz.
-Przestań,przynajmniej nie będzimy się nudzić - odwróciłem głowe i zobaczyłem w wejsciu do kuchni opartą o framuge drzwi Lene.
Inteligentni ludzie się nie nudzą...
Zawsze mogą wziąć się za analizę, no nie?
 
-Ze jak?! - po raz kolejny mnie poniosło.
-Ty nie możesz - Bill spojrzał na Lene,a po chwili dodał:
-Ty też - uśmiechnał się do Grace,która usiadła obok niego.
Ta farba była na bazie ołowiu, czy co?
Na izotopach uranu.
 
Jedyne co przychodziło do głowy to "Co z tą Polską?!".
Jednak to nie pasowało do sytuacji.W końcu byłem w Niemczech,a to zdanie wytrzasnełem przypadkiem z polskiej telewizji gdy mieliśmy raz koncert w Warszawie..
Po powrocie do hotelu rozkoszowali się polska publicystyką
Mogli oglądać Dodę, a oni co? Tomka Lisa wolą. Zboczeńcy.
 
-Rozumiem,że Grace nie może,bo jest w ciąży,ale czemu Lena nie .. ? -
Uuuuu. Matołku!
Jego dolna żuchwa obniżyła się o pare centymetrów
Górna żuchwa natomiast skoczyła w bok.
 
ukazując piękne białe ząbki,teraz przyodziane niepołknietymi resztami jedzenia.
Wygladało to naprawde .. załośnie.
Raczej pawiogennie.
 
-Bo Lena jest przeziębiona - uśmiechneła się do mnie przekonywująco i wyciągneła z kieszeni paczke chusteczek,które rzuciła mojej dziewczynie.
Czy ja o czymś nie wiem?
Nie wiesz Tomcio, nie wiesz i do końca się już nie domyślisz.
 
Po godzinie  wpatrywania się tępo w telewizor doszłem do wniosku,że przydałoby się coś ze sobą zrobić.
Chociażby zmienić moje bokserki,bo zapewne za chwile wpadną tutaj z niezapowiedzianą wizytą panowie G.G* i zaczną się nabijać ..
Cały czas mam w pamięci Milenkę/Marlenkę, gdzie nikt się nigdy nie mył i nie zmieniał bielizny.
 
To nie moja wina,że właśnie dzisiaj miałem na sobie bokserki w kolorze wciekłej czerwieni,a do tego przyozdobione były sercuszkami ?
Nie,to przecież mamusia mi kupiła,wiec niech się nie czepiają,bo sami lepszych nie mają.
Aha, czyli już wiemy, że Tomcio ma w zwyczaju paradować po domu w samych bokserkach. Nie, ja się nie śmieję, dziwniejsze rzeczy widywałam.
W tym opciu nawet teść publicznie paraduje w bokserkach (przyciasnych).
 
Chyba,że przez ten miesiąc rozłaki stałem się mniej sexy w co szczerze wątpie!
Po chwili milczenia jaka nastąpiła,którą wypełniłem po brzegi myśleniem nad tym,co Lena chce mi tak usilnie pzekazać telepatycznie jakoś do mojego mózgu nic nie dotarło.
No cóż, w próżni tak się dzieje.
 
Chyba powinniśmy umieć się tak porozumiewać,prawda?
Powinieneś ją rozpoznać po niecałych dwóch miesiącach rozłąki, a że nie rozpoznałeś to się łączności telepatycznej nie spodziewaj.
 
W końcu się kochamy .. to znaczy ja ją kocham.Co do tego czy ona mnie to nie wiem,bo nigdy nie powiedziała mi tego wprost w przeciwieństwie do mnie.Ja jej mówiłem to nawet .. kilka razy ;).
Widać, że autorka jest dziewczynką. I że raczej nie miała wielu chłopaków.
 
Top rzy niej zmieniłem się na z macho,sexy bitch na rozgotowaną kluche.
Bo ona takich woli.
*fałszuje* Jestem mały miś, własność lali tej, co palec ssie kiedy zasypia...
 
Już otworzyła usta,by coś mi powiedzieć,lecz w tym samym momencie zadzwonił drzwonek do drzwi.
Zielonooka jak oparzona odskoczyła odemnie i ruszyła w strone korytarza by otworzyć drzwi.
Lekko podenerwowny cała sytuacją pobiegłem za nią.
Okazało się jednak,że to zwykły listonosz.
eeetam. Nie miał zielonych czułko-macek zamiast uszu.
 
Nic niezwykłego - przynajmniej tak myślałem na początku.
Otóż  Lena dostała list co mnie bardzo zdzwiło. 
Bo listonosze przeważnie roznoszą żółty ser i małe sarenki...
 
-Od kogo kochanie ? -spytałem gdy spojrzała na koperte otwierając ją powoli.
Jednak ona nic nie odpowiedziała.Koperta była różowa,pachnąca. Ciemnowłosa wyciągneła kartke i rozłożyła ją.Zobaczyłem drobne,lekko pochylone pismo.
List miłosny od kochanki? Kto inny używa różowej i pachnącej papeterii?
 
-Wpadniemy na pięterko? -chrząknełem uśmniechając się szlamowsko.
Nawet w pamiętniku Kał-lica muszą pojawić się wątki potterowskie!
 
-Nie za bardzo.Jedziemy do mojego ojca - odpowiedziała uradowana na co kompletnie mnie zgieło.
Przypomnijmy: "Koperta była różowa, pachnąca". Oczywiście, właśnie takie listy wysyłają ojcowie do córek.
Nie dziwię się, że go zgięło.
 
Jak to .. do jego ojca?!
Ha! Wydało się! Tomcio woli chłopców!
 
-Jak to do ojca?
-No wiesz,to człowiek,który mnie zpłodził,potem troszke podchował,zwiedził ze mną pół świata ma lekką nadwage i fają włysą glace
Fają w łysą glacę. I kilofem w plecy!
 
a to,że jakieś pół roku zwiałam z domu go kompletnie nie przejeło.
-Zwiałaś z domu? - spytałem lekko pzygłupowato.
Doskonale pamietam jak szwedała się w mojej okolicy i przygarnełem ją do siebie.Tak to wszystko się zaczeło ..
Miała zmierzwioną sierść, zapadnięte boki i pchły jak sztylety.
 
Wzamian dostałem ściśle wymierzonego liścia gdzieś na tył głowy oczywiście z siła,jaką Lena włożyła mby mnie walnąć.
-Mamusiu umieram .. - zaskrzeczałem kuląc się.
Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy,
orły, sokoły, herosy!?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
gdzie te chłopy!? - Jeeeee!

 
Chciałem ją wziąść na litość,a co! Przeciesz wszytkie na to lecą..
Jednak nie Lena.Ona zawsze była inna.
Między innymi miała członka.

Napociłem się nieźle znosząc z sypialni do naszego deepa jej wszystkie torby.
Bezdenny dół z mlaskaniem połykał kufry, walizy i torby.

Wziełem wszystkie torby z bagażnika natomiast Lena poszła kupić bilety.
Wraz z nią poprzepychałem się przez całe lotnisko i wszystkie te sprawdzające rengeny
Ciekawe, co taki ren-gen wykrywa? Gen renifera, czy złoto Renu? 
 
by po 20 minutach usiąśc już w środku latającej maszyny.
Bilet kupiony w kasie, na 20 minut przed odlotem. To się nazywa fantazja!
Może jej się samolot z pociągiem pomylił?
W dodatku z podmiejskim żółtkiem, bo na ekspresy lepiej kupować w przedsprzedaży.
 
Lena już otworzyła usta,gdy przerwał nam komunikat sutardessy
Miała, jak widać, sutki w dessusach.

Słońce świeciło wysoko na niebie,i zaczelem żałować,że nie założyłem jakieś bardziej przewiewnej bluzki.
Taka z "dekoldem" mogła się przydać.

-To tu? -spytałem spogladając w głąb uliczki,która zlewała się z horyzontem.
-Hmm .. szukaj numeru 1345.
Nie dziwi mnie, że bohaterka ma problemy ze znalezieniem domu rodzinnego. To, że Tomcio nie poznał swojej wielkiej miłości mimo, że siedziała obok niego na ławce wyczerpało moje zapasy zdziwienia.

Tu jest ponad 1300 domków!
A ja mam szukać tego jednego plus ciągnąc ze sobą te wszsytkie torby.
Taksówkarz zostawił ich w szczerym polu?
Kto by pomyślał, że moja ulica, najdłuższa w całym Libanie, liczy sobie tylko marne 250 numerów?
A tu co najmniej o 1100 domów więcej!

czemu jak cie spotkałem myślałem,że jesteś sierotą?Bo nic nie wspominałaś,że masz rodzine ..
-Moja mama nie żyje.Ojca nie lubie,często się z nim kłuce .. kiedyś uciekłam od niego.On nawet nie zauważył,bo szczerze byłam mu kołem u wozu.
A teraz ma wóz bez koła.

-Zawadzałaś mu..?
-Tak,zawadzałam.Napisał do mnie pewnie dlatego,że jakimś sposobem dowiedział się,że jestem dziewczyną tego słynnego Toma Kaulitza.Jednym słowem leci na twoją kase.
-Ah - mruknełem i nic wiecej nie mówiąc ruszyłem za moją ukochaną,która szukała ów domku.
Jaki trzeba mieć poziom matołectwa, żeby nie odmieniać zaimków?!
A jaką trzeba mieć sklerozę, żeby jechać z taką radością do ojca, który generalnie ma cię gdzieś?

Kwadranns potem byliśmy na miejscu.
Ulica z "ponad 1300 domkami", a oni to przeszli w kwadrans?
Szli z szybkością wampira...
 
po chwili drzwi się uchyliły,a ja zamiast przystoinego mezczyzny zobaczyłem jakąs 20-letnią dziewczyne zawiniętą tylko w biała pościel.
Zaraz-zaraz! W pościel? Zawinięta w kołdrę, z poduszką na głowie?
Sama poszewka by chyba wystarczyła...

Ojciec Leny wprowadził nas na taras każac się rozgościć.Lena była lekko skwaszona,a ja czułem się nieporządany.
Ojcowi [ojcu, matołku - OJCU!] Leny wogle nie przeszkadzał fakt,że był w samych,nieco przyciasnych bokserkach bo usiadł naprzeciwko nas jak zwykle głupkowato się uśmiechając:
-Wiec jesteście razem? - spytał.
Kochanka owinięta w pościel, teściu w przyciasnych bokserkach, zięć w bluzce. Nie trzeba się niczym odurzać, same opka pozwalają mieć wizje.
 
od aŁtorki:
Jakoś notki do tyłka podcierania się nadaje,wiem.
Święte słowa, pani droga, święte słowa!
 
Od przyjazdu do jej ojca czuje sie jakbym grał w jakimś filmie sensacyjnym tylko w zwolnionym tempie.
Raczej w brazylijskiej telenoweli.

Jest trzecia w nocy.Jakoś nie moge zasnąć ..
Przeciez to jest jak taksańska masakra piłą mechaniczną!
Tu byłem - Thomas Hewitt
- taki napis, wyrzezany piłą, widniał na drzwiach wygódki.
 
Lena już pokłuciła się ze swoim ojcem.I to nie raz ..
Z determinacją kłuciła się przez [u].
 
Może napisze Ci,mój pamiętniczku kilka podstawowych tematów jakże wrzących afer:
Gdy Lena mnie pocałowała jej ojciec zwórcił nam uwage,że ..UWAGA! - cytuje : jak możecie się przymilać w miejscach publicznych?!
Na co Lena odparła,że to był tylko pocałunek,a ten dom byłby miejscem niepublicznym gdyby ta 20-letnia laska w przescieradle już skończyłą swoją prace ..
Ojej, jaka ona błyskotliwa! Miszczyni ciętej riposty.
 
Gdy owa "pani" malowała paznokcie u nóg w salonie
Nogi w salonie, ręce w kuchni?
Widocznie coś ją rozwlekło po okolicy.
Kurcze, Thomas faktycznie tam był!
 
(tym razem była tylko w mięciutkim różowym ręcznicznu nieco króciutkim xD ) moja dziewczyna powiedziała jej,żę ma nie demoralizować mnie (bo właśnie się na nią patrzyłem jakby coś ten gest znaczył! ),założyć stringi które prawdopodobnie by jej więcej zasłaniały niż ten ręcznik (to słowa mojej kochanej Lenki ) i wywalila ją za drzwi.
Przypomnijmy, że Lena z gachem są tylko gośćmi, więc nic im do tego, kto mieszka w domu, do którego przyjechali. A wywalanie gospodarzy, jest czymś nie do ogarnięcia rozumem.
 
Oczywiście ojciec o tym nic nie wiedział.
Jakie było zdziwko jak on powiedział Lenie,że to była jego narzyczona.
Jak łatwo ich zdziwić! Kim może być kobieta, mieszkająca i czująca się swobodnie w domu samotnego mężczyzny? Nagle szok! To narzeczona!
 
Ja wybuchłem [wybuchnąłem] śmiechem i też mi się dostało za to,że rże jak nie powiem co (ojciec Leny użył tutaj brzydkiego słowa xp.)
Słowo "koń" jest bardzo brzydkim słowem. I strasznie wulgarnym.
Fuj! Jaszu! To czytają dzieci!
 
Jej ojciec przyszedł o północy zalany,wiec się mu dostało.
Ustawia staruszka do pionu, mocą swej kultury osobistej i nieodpartego wdzięku.
 
Wogle [radzę w google sprawdzić jak się to pisze] jej ojciec dał nam osobne pokoje, bo gdy spojrzał na moją ukochaną blondyneczke mruknął pod nosem:
"Jak moglaś wpaść z takim pajacem?"
Zaczyna mi się ten gość podobać!
 
I doszedł do wniosku,że drugi raz nie może się to stać.
Nie jestem tego pewna, ale wydaje mi się, że nie można zajść w ciąże będąc już w ciąży.
Opkowe ciąże jedna za drugą - "na zakładkę"?
 
Nadal nie wiem o co chodzi.. ;/.
Redakcja też nie wie.
 
Od czasu gdy Grace jest w ciązy (a to już połowa 5 miesiąca - jak ten czas szybko leci .. ) jestem 100% przekonany o mocy męskości mojego młodszego brata.
Przed wygłoszeniem tego typu kwestii upewniłabym się, czy dziecko przypadkiem nie będzie podobne do listonosza.
 
W każdym razie moja ukochana Lenka zabrała mnie do .. fryzjera.
-Eee .. tylko mi nie mów,że chcesz bym sciął swoje dredziki?
A ja nie przeżyłbym gdyby ktoś lub coś pozbawiło mnie mojego największego atutu,który znajdował się w moim jakże seksowym rozkroku ;).
TAM też ma dredy?
 
-Okey,właź - otowrzyłem jej drzwi jak prawdziwy dżentelmen.
Anienie! Prawdziwy dżentelmen poza "Okey właź", jeszcze celnym kopniakiem wpycha swą Lady do środka.
 
Gdy moja dziewczyna właśnie zastanawiała się nad zrobieniem pazurków,lub wogle obieciem włosów na całkiem krótko tzw.niesymetrycznie z drzwi
Fryzura z drzwi? Czyli jakby ktoś framugą przyciął?
 
[Do fryzjera wchodzi fanka Kał-lica, rzuca mu się na szyję i zaczyna się awantura, przy której koniec świata jest Krainą Łagodności]
 
Zagrodziłem jej drogę swoim własnym [jakze seksownym ;D] torsem.
Sam podnieca się własnym odbiciem w lustrze.
 
-Jak możesz mieć kochankę i nic mi o tym nie powiedzieć?! - krzykneła,a ja ponownie dostałem z liścia.
Hmm... Definicja kochanki zakłada, że oficjalna partnerka nic o niej nie wie.
 
-Przecież jakbym miał to bym cię do niej nie zaprowadzał - dostałem po raz kolejny z liścia,tylko że w drugi policzek.
Lena stosuje tu starą, ewangeliczną prawdę.
 
Nim zdążyłem zaaregować Lena przybrała mine .. kurcze,jak to napisac[?] .. 'myslacej osoby'
Zmarszczyła czoło, wytrzeszczyła oczy i wystawiła koniuszek języka.
I popierdywała z wysiłku.
 
i przywaliła mi jeszcze raz w ten sam policzek.
Samo robienie min "myślącej osoby" nie pomaga, gdy nie ma się nic między uszami.
 
Jak ja uwielbiam te myślenie istot płci żeńskiej.
Ono jest do dupci,nie da się połapać..
Gdyby ktokolwiek wygłosił taki tekst w mojej obecności - zabiłabym!
Tak, to jest tekst do zamordowania, ale jak wspaniale oddaje głębię "miłosnych wyznań" i uczuć, lęgnących się w wyobraźni aŁtoreczek!
Będę szczera: wkuropatwia mnie niemiłosiernie postawa dzisiejszych nastolatek. Zero szacunku do siebie! To żałosne.
 
-Masz ochotę na kąpiel w basenie?- spytała.
Ja pokiwałem tylko twierdząco głową.
Po 15 minutach pół wody z basenu było poza nim, a nam było całkiem przyjemnie ;].
Czyżby taplali się w nadmuchiwanym baseniku dla dzieci?
 
Około godziny pierwszej w nocy w pokoju obok dziewczyna włączyła muzykę.
Jakiś ostry heavy-metal na cały głos.
Etam, od razu heavy metal... Pewnie Dżonasów puściła. 
 
Poczułem wibracje pod poduszką i wyciągnąłem spod niej swój telefon.
Pisało [Monstrum siedziało i pisało?] ‘Wiadomość od Ukochanej Rozczochranej’ jak nazwałem Lenę:
Przyjdz do mojego pokoju, to będzie wojna  ;].
Zapowiadało się całkiem nieźle.
A mogła po prostu wyjechać...
Wyjazd wymagałby odrobiny rozsądku, a nie zapominajmy, że ona potrafi tylko "robić miny osoby myślącej".
 
Od razu wybiegłem z pokoju wpadając do pokoju obok jak burza tuż przed (imię ojca).
I syna.
I generalnie imię wszystkiego.
Ament.
 
-Nie mów do mnie takim tonem! – tym razem krzyknął (imię ojca).
AŁtorko! Lepiej było wygenerować z otchłani swojej weny jakieś imię - Helmut, czy chociażby Heliodor, niż chrzanić w taki sposób.
 
-Bo co?! – czułem, że ich ‘rozmowa’ schodzi na zły, gniewny i krzyczący ton.
Do tej pory tylko dowcipnie się prztykali.
 
-Bo jestem twoim ojcem.
-Czyżby? Jesteś tylko dawcą nasienia, ale to nie ty mnie wychowałeś i opiekowałeś się mną jak robią zazwyczaj ojcowie.
W takim razie kto się nią opiekował przez pierwsze piętnaście lat jej życia?
Wilki i inne zwierzęta w lesie...
 
-Nie wychowałem cię, bo uciekłaś!
-Przez 15 lat byłam z tobą, potem z Tomem. A ty nawet nie raczyłeś mnie poszukać ..!
-Wcześniej uciekałaś z domu kilka razy i po kilku dniach wracałaś. Myślałem, że tym razem będzie tak samo!
Ale za to jak już uciekła, to od razu do Loitsche, wprost do rąk własnych Kał-lica.
Mutteru, Paputku! Uciekam z domu! Jakbyście mnie szukali - będę w Hamburgu, w łóżku Beli.
 
-Szanuje cię Leno.
-Gówno mnie to..
Jednak na jej ojca to chyba nie działo jak na mnie.
-Tom on mnie obraził, powiedz coś – ona tylko wzkazała na mnie palcem, a potem swojego pięknego środkowego przesunęła na (imię ojca).
Z całą pewnością nie wychowywała się wśród ludzi. Wśród dzikich zwierząt też nie.
Wychowało ją Bravo i Fotka.pl.
 
-Panie (imię) wyrzekam się ciebie. Przyjechałam tutaj, bo myślałam, że mnie przeprosisz, że się przekonam, że się zminiłeś i chcesz by żyliśmy razem. Byśmy byli szczęśliwi. Jednak się myliłam .. – powiedziała to na jednym wdechu,
Na wdechu? Ona ma przedziwne umiejętności.
 
a ja poczułem uczucie w sercu.
Do tej pory "uczucie czuł" w lewej nerce.
Raczej w obu jądrach.
Ciii, dzieci czytają! Chyba, że chodzi Ci o jądra ciemności...
 
Kilka dni później byliśmy już u mnie w domu.Tzn. w domu mojej mamy.
Jak się zaraz okaże, matka wolała wyprowadzić się do Berlina, niż mieszkać w takim skłocie.
 
Dziewczynie zachciało się porządków [i to całkowitych!] w moim pokoju dlatego właśnie teraz segregowała moje Playboy'e.
-Mogę to wyrzucić? - spytała wzkazując na jeden egzemplarz z podartą okładką.
-Nie - mruknełem zaglądając w głąb szafy.Potrzebowałem jakieś bluzki.
I falbaniastej spódnicy, żeby odtańczyć to: Ole!
 
-Zmęczyłem się - stwierdziłem i usiadłem na szarym betonie.Cały skatepark był oblany betonem.Po jednej stronie krzaczki,po drugiej autostrada.
W dzień śmigali tu nastolatkowie a w noc jakieś upite menele.
Urocze miejsce - na zadupiu, między autostradą, a ugorami. I jeszcze okupowane przez meneli.

Wiedzialem,że Lena umie jeździć na rolkach - ale w życiu nie przypuszczałem,że tak jeździ na desce.
Mary Sue miałaby rozwalić sobie facjatę o beton? Never!
 
-Coś się zmieniło,Tom.Za parę miesiący moja,a właściwie nasze życie będzie wyglądać nieco inaczej.Już teraz szykuje siędo tej roli,którą zgotował mnie los,wiec już nigdy nie bdę taka jak kiedyś.
Ja poproszę jeszcze trochę tego sosu-patosu. Działa odświeżająco.
 
To coś jest ściśle związane z tobą od początku do końca,jednak nie wiem jak zaareagujesz,wiec na razie ci nie powiem o co chodzi.
-Wiec kiedy się dowiem?
-Już niedługo - uśiehcneła się i lekko musnela moje usta.
Jesteś kretynem Tom.
Ale ona też jest niezła, trzeba przyznać...
 
W tym samym momencie oboje poczyliśmy na swojej skórze słone krople deszczu.
Ruszyliśmy do domu ..
Słony deszcz. Mam nadzieję, że nie złoty.
Na nich nawet stężony kwas solny to za mało!
 
[nazajutrz, przy śniadaniu]
-Jak miło,że jesteś - Lena uśmiechneła się do mnie kwaśno,rzucając mi pod nos gazetę.
-Otwórz na stronei trzeciej.
Zrobiłem,co mówiła.Od razu rzucila mi się w oczy fotografia,na której byłem ja i ona.Któryś z paparazzi musiał nas wyśledzić podczas gdy wczoraj byliśmy w skateparku.
Obok był tekst:
 
Tom Kaulitz bije rekordy w zdobywaniu dziewczyn! Chodzą plotki,że na początku jego kariery przespał się z ponad 26 panienkami,
Nie no, Casanova to on nie jest...
Od kiedy oni grają? Od 2005 roku? Dwadzieścia sześć "lasek" w cztery lata? Kieeeepsko!
 
lecz on sam utwierdza wszystkich w przekonaniu,że ich nie liczył.
Bo do dziś nie potrafi liczyć. Jak raz doliczył się do ośmiu, to pan od matematyki popłakał się z rozczulenia.
 
Wczoraj nasi reporterzy przyłapali go,gdy w pobliskim skateparku całował się z niejaką Leną Helfmann. 
Widać było,że świetnie się bawią w swoim towarzystwie.
Czy to możliwe,że Tom się wreście zakochał..?
Czy to jedna z wielu dziewczyn,którą pewnie już zaciągnął do łóżka?
Naszym zdaniem Tom niewiele się zmienił [chociaż w tym miesiącu lekko przycichł w sprawach damsko-męskich] wiec Lena będzie jego kolejną zabawką..
Z całego serca współczujemy tej dziewczynie .. '
To Niemcy mają papierowego Pudelka?
Niemcy mają wszystko, mają nawet disco (uwaga!) polo.
 
Szczerze mówiąc,doszłem [doszedłem] do wniosku,że Lena bardziej  przejeła się sobą niż mną.
-Zadzwoń do nich - Lena wybiegła na chwile z kuchni,by wrócić do niej z telefonem w ręce.Spojrzałem na nią.
Jej czekoladowe tęczówki błyszczały jeszcze bardziej niż zazwyczai.
W innym fragmencie opka ona oczy ma zielone, a czasami niebieskie.
Kobieta zmienną jest!
 
[Lena rozmawia z redaktorem naczelnym (hehehe!) gazety]
-Jestem Lena Helfmann,nie wiem czy pan pamieta,ale panska gazeta zamieściła artykuł,który mnie jak i Toma Kaulitza obraził,wiec prosze o wyprostowanie w nastepnym wydaniu tych paru zdań - oznajmiła,czekajac na odpowiedz.
Prostowanie zdań przy pomocy prostownicy i suwnicy.
 
-Słuchaj facet,albo zamiescicie sprostowanie i przeprosiny,albo przyjde do pana redakcji,wejde do pana szanownego biura i wywale z budynku,ciągnąc jajami do przodu,jasne?!
Jakaż z niej okropna, Mhoczna Mścicielka. Mhoczna i sthaszna jak puszka gulaszu angielskiego.
Ej, taka puszka potrafi być straszna! Może ześmierdnąć i eksplodować.
 
Później się wybraliśmy na miasto dla mały upominek dla mojej mamy.Miała dzisiaj imieniny i wieczorem mieliśmy do niej wpaść.
Pomińmy fakt, że Niemcy nie obchodzą imienin lecz urodziny, ale Magdeburg leży kilkaset kilometrów od Berlina, więc "wpadanie do mamy" nie wchodzi w rachubę.
 
Tzn. nie do niej,a do mieszkania Gordona - jej męża,a naszego ojczyma.Od kiedy Lena się do nas wprowadziła, mama uznała że lepiej będzie jak zamieszkamy wrazem i się wyprowadziła wraz z Gordonem do malutkiego mieszkania gdzieś na obżerzach Berlina.
Wolała kawalerkę w wielkiej płycie Berlina Wschodniego, niż mieć z nimi wszystkimi do czynienia.
Jakoś się jej nie dziwię.

Czułem, od dłuższego czasu, że coś jest nie tak .. że powiniennem o czymś wiedzieć.
Coś przeczuwałem .. ale nie wiedziałam co ..
Działo się coś takiego, że nawet matka ucieka z tego cyrku.
Wyszedłem z domu. Na gł. ulicy w Loistche były była tylko jedna latarnia, tuż przy wjeździe do tej wioski.
Jedyna latarnia u wylotu głównej ulicy rozświetla mroki zagubionej wioseczki.
Bieszczadzkie wioski, w porównaniu z Loitsche, oświetlone są jak Las Vegas! 

Nawet nie spostrzegłem jak daleko doszedłem. Byłem już kilka kilometrów za rodzinną wioską, gdzieś w polach. Słyszałem w oddali szum rzeki. Rozejrzałem się, jednak nigdzie nikogo nie było. Był środek nocy, a ja siedziałem gdzieś w polu pszenicy.
A dookoła szumiało żyto i nać kartoflana.
A to wszystko modyfikowane genetycznie!
Kał-lice to też mutanty.
 
Nie wziełem [wziąłem] ze sobą telefonu.
Niedaleko ujrzałem małą chatkę, w której paliło się światło. A to znaczyło, że ktoś tam musi być. Ruszyłem w tamtą stronę.
Światełko w odludnej chatce. Chatce na kurzej stopce. A w środku Baba Jaga i rozpalony piec.
 
Byłem spóźniony już 10 minut do baru, gdzie umówiłem się z Georgiem i Gustavem. Namawiałem Lenę by poszła ze mną, jednak ona kategorycznie powiedziała „nie”.
Więc postanowiłem pójść sam, ponieważ dziś był ważny wieczór. Finał ligi siatkówki mężczyzn. Prawda była taka, że sport mnie mało interesował. Najważniejsze było to, że dziś rozdawali piwo za darmo. A Georg załatwił mi darmową wejściówkę.
Chciałem skorzystać, i to cholernie.
Niemieccy celebryci są naprawdę biedni! Tak się podniecać na myśl o darmowym piwie i darmowej wejściówce?
Nie zapominajmy, że to są proste, wiejskie chłopaki, co latarnie uliczne podziwiają dopiero jak pojadą do miasta.
 
Doszedłem do chatki i zauważyłem że znam to miejsce. Jak byłem mały uwielbiałem się tu bawić.
Tak, bo mali chłopcy zawsze zapuszczają się daleko od domu.
 
To miejsce było opuszczone .. więc nie miałem pojęcia, dlaczego pali się tam światło. Przeszedł mnie strach, jednak ciekawość zwyciężyła.
Zwabił mnie zapach pierników, z których był zbudowany ten domek.
Czekoladowe drzwi wyglądały tak apetycznie.

Troszkę się rozpisałam. Ale nie mogłabym podzielić tego na dwa – wtedy nie dałoby takiego efektu, na jaki liczyłam. Podobało się? ;]
Nie.
 
Wszedłem po cichu do domu. Nikogo nie było. Cisza i pustka tego pomieszczenia zaprzeczała świeczce,
Sprzeciw, proszę Sądu! Sprzeciw!
A swoją drogą nie wiem, jak cisza może zaprzeczać świeczce.
 
[świeczce], która świeciła się w kuchni. Poździerane meble, i zakurzony stół. Widać było, że już nawet dzieci tu się nie bawią.
Jednak rozejrzałem się bardziej szczegółowo. Z kuchni przeszedłem do salonu [Salon w chatce? Rozkoszne!] do którego drzwi od ogrodu były otwarte, a właściwie wyrwane z nawiasów.
{[(Drzwi)]} z nawiasami, to wynalazek jak się patrzy. Czy mamy poczekać na "drzwi" w cudzysłowie?
 
Ogródek też nie był typowy. Właściwie to była tylko drewniana konstrukcja, i mały pomost, który stykał się z potoczkiem płynącym tuż obok. Jednak nie był on pusty. Ktoś na nim siedział.
Za dobrze nie widziałem w ciemności, jednak rozpoznałem tą sylwetkę i długie, przefarbowane na rudawy brąz włosy. To była Lena.
Po ćmoku, po wielkiemu ćmoku on rozpoznaje kolor włosów. Mutant, jak nic...
 
Odsunęła się ode mnie parę kroków i odwiązała wstążkę, dzięki czemu satynowy szlafrok zsunął jej się z ramion. Stała tak przede mną, naga i cudownie piękna.
Od razu przeszła mi ochota na wyjście z domu. Podbiegłem do mojej ukochanej i wziełem ją w ramiona. Już po chwili poczułem jej zimny kolczyk na moim podniebieniu 
"Zimny kolczyk"? Jeśli Lena ma kolczyk na języku, to trzyma go w paszczy, więc jest ciepły i ośliniony. Albo lata po wsi z wywalonym ozorem. Albo... albo Tom zeżarł jej ucho...
 
Zielonoooka zawsze była silna, dynamiczna, niezniszczalna.
I kolor oczu zmieniała co akapit.
 
Dziś, po raz pierwszy płakała. Przy mnie. Była teraz taka krucha, delikatna. Dziś, można było ją zdeptać .. dziwnie czułem się wiedząc, że Lena też ma takie słabsze dni.
Bo jeszcze nigdy jej takiej nie widziałem ..
Nigdy nie widziałam Kosmity, ale nie zakładam od razu, że nie istnieją.

-Tom,boje się .. – mrukneła,a jedna samotna łza stoczyła jej się po policzku.
-Nie bój się, jestem przy Tobie.
*fałszuje* Nie boję się gdy ciemno jest, Tomcio za rękę prowadzi mnie...
 
Wpadłem na wspaniały pomysł, by zabrać Lenę na Majorkę, jednak ona była zajęta i nie chciała mnie słuchać..
A tymczasem, na Majorce, w Domu z Wielkimi Oknami czai się Karolina.
 
[Do kuchni włamuje się dwóch smarkaczy z sąsiedztwa i kradną dżem, natomiast Tom drży o własną skórę]
Nie mogłem uwierzyć, że jacyś ludzie mnie kradną w biały dzień,
Facet, ciebie nikt nie ukradnie, nawet po ciemku, przez pomyłkę i z roztargnienia. 
 
a dziewczyny nic nie podejrzewając puściły sobie jakieś niemieckie, znienawidzone przez mnie disco-polo na cały regulator.
Niemieckie disco-polo?
Deutsche-disco brzmi tak głupio!
 
**
I wiem, że końcówka miała być inna – lepsza.
A kuku... bardzo by to pomogło.
 
Nucąca nerwowo Sierżant, oniemiały ze zdumienia Jasza i gryzący korzonki Maskotek
pozdrawiają z punktu obserwacyjnego w zaroślach między autostradą a kartofliskiem.


3 komentarze:

jasza pisze...

• Francuski piesek


nie wiedziałam co wybrać...

• Maraneth


Słodki Jozafacie, jakie to opko jest masakrycznie nudne. Ale Wasza analiza wymiata :).

• Morfina


Analiza kwikaśna, jak zwykle.
Zapamiętać! Nie pić nic przy czytaniu, grozi zabiciem przez brata pedanta, który dopiero co całe biurko idealnie wyczyścił. A tak swoją drogą, to jestem waszą następną stałą czytelniczką. Czekam na następną analizę ;)

• kura z biura

Nie no, Mirveka, "poszłem" jest poprawne??? Od kiedy???
Internetowy słownik PWN tej formy w ogóle nie wymienia. Papierowy - no dobra, mam wersję sprzed paru lat, ale obiecuję, że sprawdzę w najnowszej. I owszem, nie wierzę, że ta forma jest poprawna, absolutnie nie.
A co do form słowa "pójść":
http://so.pwn.pl/lista.php?co=poszed%B3em

• Mirveka


Właściwie to już jest poprawny. Przynajmniej według Korpusu Języka Polskiego.
To tak samo jak z tym "poszłem" i "poszedłem". Oba zwroty są poprawne, ale nikt nie che w to wierzyć, nawet jak tak piszą w słownikach.


• ten, co tu pisze


E, tam. Wy się nie czepiajcie tego, że "coś tam pisze", bo ten piękny zwrot jest już niedaleki uznania go poprawnym na zasadzie uzusu. :-]

• Sineira

Kwik, kwik, kwik:D
Piękna analiza nudnego jak flaki z olejem opcia.

• Znudzona Pszczoła

"[Do kuchni włamuje się dwóch smarkaczy z sąsiedztwa i kradną dżem, natomiast Tom drży o własną skórę]

Nie mogłem uwierzyć, że jacyś ludzie mnie kradną w biały dzień,

Facet, ciebie nikt nie ukradnie, nawet po ciemku, przez pomyłkę i z roztargnienia."
Rozłożyło mnie.
No piękna analiza po prostu. A blogasek przewidywalny, że aż miło.
Zaczynam też podejrzewać, że ałtorki naprawdę korzystają z poradnika "jak napisać wypasiony blogasek"

• jasza


@ Lord Kierownik

> Średnio się czyta niebieski na niebieskim

To chyba jakiś problem z przeglądarką, bo tło tekstu jest czarne, a "mój" niebieski jest bardzo rozjaśniony.

jasza pisze...

An-Nah


A szkoda, opko o Rammsteinie akurat by się na Halloween nadawało...

• lord kierownik

Średnio się czyta niebieski na niebieskim

• kura z biura


Opko o Rammsteinie jest straszne! Tak w formie, jak i w treści. Brniemy przez nie powolutku, więc o ile szlag nas nie trafi w którymś momencie, to pewnie się pojawi. Ale ono naprawdę wymaga dużej odporności.

• Ktosza


Ależ ostatnio często analizy się pojawiają :) I dobrze.

A opko o fankach Rammsteina zostanie przez was zanalizowane?

• kura z biura


Kocham te ałtoreczkowe zbiegi okoliczności.
Facet się zgubił, nie wie gdzie jest, zobaczył światła w oknach jakiegoś całkiem obcego domu, wchodzi... a tam Lena!

"Top rzy niej zmieniłem się na z macho,sexy bitch na rozgotowaną kluche."
On był bitch? Znaczy, płci żeńskiej był? I jednocześnie macho? Faktycznie, mutanty... Może rozmnażał się przez podział i dlatego tak trudno było mu się tej ciąży domyślić.

"Nim zdążyłem zaaregować Lena przybrała mine .. kurcze,jak to napisac[?] .. 'myslacej osoby'

Zmarszczyła czoło, wytrzeszczyła oczy i wystawiła koniuszek języka.

I popierdywała z wysiłku. "

To mnie rozwaliło...


• Rzepicha


Zrobiło się już troszke chłodno,a ona była w samej przemoczonej sukience i mokrych włosach wiec dałem jej moją długą,ciepła bluze,
Nie mogłem pozwolić,by się przeziebiła na śmierć.
Nie wiadomo dlaczego permanentnie czytam "przebiła na śmierć". Śliczna perspektywa!

Też przeczytałam "przebiła"!

-Jak to do ojca?
-No wiesz,to człowiek,który mnie zpłodził,potem troszke podchował,zwiedził ze mną pół świata ma lekką nadwage i fają włysą glace
Fają w łysą glacę. I kilofem w plecy!

A tutaj właśnie zaczęłam się krztusić ze śmiechu i musiałam przerwać czytanie analizy na kilka minut, aby moje funkcje życoiwe powróciły do normy.

A tak przy okazji, czytałam kiedyś, że jest jedno plemię afrykańskie mówiące na wdechu!

Ale nie mówcie brzydko na R+, ja ich lubię :(

Analiza jak zwykle wspaniała, skutecznie powstrzymała mnie od powtarzania matematyki na próbną maturę, cudo ogołem!

*macha transparentem: "KOCHAM SIERŻANT"*

jasza pisze...

madziaro

to znowu ja, żeby tylko napisać - jaka szkoda, że nie działają tutaj te wszystkie kody, no trudno

• madziaro

Cóż za cudne opowiadanie, wzruszyłam się do łez... no dobra, może nie wzruszyłam, ale do łez na pewno ;)

Do tego to zdanie:
[i]oboje lądowali na podłodze pod ciężarem mojego brata,bo ten w geście radości rzucił się na nią. [/i]
musiałam przeczytać 3 razy, zanim doczytałam, że tam nie ma "w gacie z radości", ot włączyła mi się chyba ałtoreczkowa wyobraźnia.

[i]prosze o wyprostowanie w nastepnym wydaniu tych paru zdań[/i] - ot, kursywą im się napisało, faktycznie nie najlepiej to w gazecie wygląda.

Co do nie odmieniania "ów" - odkąd przeczytałam na jakiejś stronie, że ktoś szedł z "ów dziewczyną" nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć.

Analiza jak zwykle cudna.

• kura z biura


A propos niepoznawania ukochanej: było sobie takie opko (analizowane na Inkwizytorni), w którym Tom porwał dziewczynę, uwięził ją, widywał ją codziennie (i nie tylko widywał), po czym nie poznał jej, gdy tylko przefarbowała włosy na blond.
Tą samą logiką kierują się chyba ci wszyscy goście Drzyzgi, którzy zakładają idiotyczne peruki i sądzą, że sąsiedzi ich nie rozpoznają.
A propos tego, co może ciężarna dziewczyna: było sobie takie opko, w którym bohaterka na kilka godzin przed porodem grała w twistera...

• Dzidka

A Bravo Girl od lat powtarza do zachrypnięcia: "Faceci nie myślą tak jak my. Oni są zupełnie inni. Faceci nie myślą tak jak my. Oni są zupełnie inni." AŁtoreczka ma braki nawet w lekturze swojej ukochanej gazety?...
Idę czytać dalej.

• Marta

Mateczko w niebiesiach...
Po pierwsze, zabił mnie rozkrok.
Po drugie, zaskoczyła mnie wiedza autoreczki, na temat niemieckiej muzyki! Niemcy rzeczywiscie mają coś w rodzaju disco-polo. Nie wiem jak to się nazywa, ale kiedy usłyszałam fragment, stwierdziłam, że nasze wytwory, to wrecz arcydzieła;)
I kolejna rzecz - Rammstein niestety się stoczył. To straszne. Serduszko mnie boli, bo to moja ukochana kapela...a teraz..Till zaczął śpiewać i coś jest nie tak ;]
Niemniej, ja również kwiczałam, machając raciczkami.
Dziękuję Wam za rozrywkę;]

• Zielona Żaba


A swoją drogą, to zauważcie, że ciężarnej dziewczynie nie wolno było malować płotu, ale na deskorolce to zasuwała :)

A początkowe obawy Toma najwyraźniej były uzasadnione, skoro jego dziewczyna pojechała opiekować się chorą matką, która nie żyje.

Pozdrawiam :)
• Maruk


O Gott im Himmel, meine Güte und süßes Vermögen _._ opadłam na fotel i kwiczałam, kwiczałam...
Nawet wywrócona na lewą stronę narracja nic nie zmienia, to samo dno, co zazwyczaj
Analiza mistrzowska, interpretacja kaczuszkowego dzwonka [o dżyzas] jeszcze do jutra będzie mi dreptać po głowie
Ave.

• Kamyq


W niemy zachwyt wpędzają mnie wszem i wobec pojawiające się "pojednycze samotne łzy". Ja nie wiem, albo te opka pisze jedna osoba, albo aŁtoreczki to serio jakieś mutanty z dodatkowym chromosomem "samotnej łzy", który wyzwala się przy pisaniu...
A analiza, jak zawsze - do zakwiku ;)