czwartek, 6 lutego 2014

249. Połączyła ich skarpetka, czyli Paw o dziewięciu ogonach (½)



Drodzy Czytelnicy! Wiem, że czekacie na finał serialu pod tytułem “Bezdomna”, jednak ekipa pracująca nad tym dziełem, w trosce o swe zdrowie psychiczne, postanowiła trochę odpocząć. Dziś mamy więc dla Was zupełnie co innego, a mianowicie opko, hmmm… zoologiczne. W pewnym sensie. Opko zwie się  “Ren’ai-no osuneko”, czyli zauroczony (kierowany miłością) kocur. Bójmy się, albowiem sam tytuł zdradza, że będzie źle.
Ciekawostka przyrodnicza: to właśnie opko zostało polecone znajomej jako wzór do naśladowania, jeśli chodzi o opisywanie scen seksu. I w ten właśnie sposób trafiło w łapki analizatorów…


Uczciwie ostrzegamy, że po przeczytaniu tego opcia będziecie mogli zrobić tak:



http://www.glol.pl/pictures/54/picture_5490.gif


Analizują: Sineira, Babatunde Wolaka i Kura.
Hejka!!!


Witam wszystkich zainteresowanych moim nowym blogiem. Dziś oficjalna premiera
„ Ren’ai-no osuneko ”. Myślę, że wszyscy zdążyli zauważyć jak bardzo lubuję się w fantasy. Z tym blogiem będzie tak samo. Fikcja… czysta fikcja w ogóle nie związana z oryginalnym Naruto (który sam jest fikcją, tak na marginesie). Jedyne co się będzie zgadzać to imiona bohaterów. YUPI!!!
W takim razie jaki sens ma zachowanie oryginalnych imion? Idź na całość, zrób z Itachiego Irka, z Sasuke - Staszka, z Naruto - Norberta. Aaaa, że wtedy nikt tego nie przeczyta? No cóż…
Irka, Staszka i Norberta trudniej sobie wyobrazić miotających dookoła losowymi wyrażeniami po japońsku.


Więc nie zatrzymuję was dłużej i zapraszam do czytania… CHUU!!!  >_<
Afroamerykański sposób wymawiania “you”, czy to tylko Pokemon w natarciu?


Dedykuję tego bloga Siedemnastce, która naprowadziła mnie na utworzenie bloga o Sasu/Naru.
Arigato  
Wujek Gugiel tylko prychnął i pokazał grubo ponad milion wyników.


Rozdział 1 – „ Zauroczony osuneko ”


- Itachi gdzie jest moja skarpetka?! – rozległ się donośny głos czarno-włosego (czyli w połowie czarnego, w połowie owłosionego) Kocurka o onyksowych oczach. Czarny ogon poruszał się ze złością okazując niezadowolenie właściciela.
Furry alert! *zasłania się poduszką*
Nie ogarniam tej kuwety (no pun intended). Jest tyle futrzastych animców, z których można było wybierać ogoniastych bohaterów, ale nieee, to by było zbyt proste, aŁtoreczka musiała koniecznie doczepiać kocie uszka gościom, którzy ich nie mają. Po co?
Bo z kocimi uszkami wszyscy wyglądają uroczo.
Żeby tak chociaż raz boCHaterowie nabawili się uszu oślich albo przynajmniej zajęczych… Chociaż w dalszej części opka zajęczą z pewnością i tak.


Mokre włosy przylegały do twarzy o jasnej karnacji, a zazwyczaj nastroszone włosy z tyłu głowy spokojnie spoczywały na karku.
Wycierając swoje mokre ciało przechylił lekko (mokry) łebek i energicznie potrząsając (mokrą) głową zaczął osuszać (mokre) włosy.
- Na co ci skarpetka Sasuke? – zdziwił się długowłosy mężczyzna stojący u podnóża schodów. Jego uszy poruszały się zaintrygowane, a ogon leniwie falował na prawo i lewo.
Żeby sobie ją naciągnąć na (mokry) ogon, geniuszu.


Sasuke wyszedł z pokoju i stanął u szczytu schodów.
- Co to za głupie pytanie? – odpowiedział pytaniem – Na co ci skarpetka Sasuke? – zaczął przedrzeźniać brata chłopak.
Starannie przedrzeźniał, nawet o zgubieniu przecinka pamiętał!


- Hm… – padło tylko z ust starszego z braci.
- Tylko mi tu nie „ hm ”! – zdenerwował się Sasuke zakładając granatową koszulkę z emblematem Klanu Uchiha na plecach.
- Zbyt szybko tracisz cierpliwość ototo (braciszek) – na ustach Itachi`ego pojawił się drwiący uśmieszek.
- Urusai (zamknij się)! – krzyknął młody kocur machając ogonem ze złością.
O wtrącaniu japońskich słówek napisano już w internetach tyle, że nawet do najbardziej zatwardziałej wannabe otaku powinno już dotrzeć. Jednak nie dociera. Wzdech.


- Złość piękności szkodzi – zadrwił starszy neko (kot) – chyba nie chcesz, aby na tej ślicznej, małej buźce pojawiły się zmarszczki, prawda?
- Urusai! Urusai!! Urusai!!! –krzyczał donośnie Sasuke zbiegając szybko ze schodów, nie zwracając uwagi na opadające spodnie.
Ale się o nie nie potknął, bo był prawdziwym ninja i spodnie były mu niestraszne.
A Itachi i tak nie urusał.
Mnie to się kojarzy z Uruk-hai.


Chwycił brata za kołnierz i stając na palcach zrównał się z nim wysokością.
*przypomina sobie, że te postacie NIE mają nic wspólnego z oryginałem i przestaje dociekać, kiedy to się właściwie dzieje*


- Sasuke-kun – zaczął drażniąco Itachi – chyba nie chcesz zemną zadzierać?
Bo inaczej zemnę ci koszulę!


Sasuke przełknął nerwowo ślinę i zwalniając nieco uchwyt na koszuli brata powiedział.
- N-nie – zadrżał mu lekko głos.
- Aiso-no-ii koneko (grzeczny kotek) –pogłaskał młodego Kocurka po wilgotnych jeszcze włosach.
- Grrr! – warknął ostrzegawczo Sasuke.
- A tak … nie lubisz jak się cię głaszcze po głowie [wolisz po ogonku][ej, to miało być SasuNaru, nie ItaSasu!] [tu jest WszystkuWszystku] –uśmiechnął się Itachi – ale… ja tak bardzo lubię cię denerwować Sasu-chan.
- Itachi! – Sasuke wyrwał się z ramion brata. Robiąc krok do tyłu potknął się o nogawkę swoich spodni.
Szlag, jednak nie był prawdziwym ninja.
Co najwyżej “nyndza”.
Bida z nyndzą.


Z głośnym hukiem wylądował na ziemi –Więc, gdzie jest moja skarpetka? – nie dawał za wygraną osuneko (kocur) udając,że nic się nie stało.
I ignorując ból połamanego ogona.


Wstał z podłogi podciągając spodnie do góry i zapinając je szybko.
*niezdrowe zainteresowanie mode on*
A gdzie on upakował ogon w tych spodniach?
*niezdrowe zainteresowanie mode off*
[pssst… tam gdzieś dalej będzie Naruto upychający w spodniach dziewięć ogonów…]


Itachi westchnął zrezygnowany.Odwrócił się i wyszedł do ogrodu siadając ponownie na wiklinowym fotelu [innymi słowy usiadł, po czym wyszedł do ogrodu z fotelem przyklejonym do zadka?], obok którego stał okrągły stolik zastawiony sokiem pomarańczowym (w kostkach) i półmiskiem pełnym owoców i słodyczy.
- Następnym razem – Itachi spojrzał na brata, a na jego usta wypłynął mały uśmieszek – zapnij rozporek zanim wyjdziesz z pokoju.
Bo inaczej ci się ogon zaplącze między nogi i będzie kraksa.


Rozsuwając szerzej drzwi prowadzące na taras, Sasuke wyszedł do ogrodu. Schodząc powoli z tarasu już miał wydrzeć się na brata, ale jego uwagę przyciągnęło poruszenie w sąsiednim ogrodzie.
- Itachi… – zaczął neko podchodząc do płotu – … w tym domu nikt nie mieszka… – spojrzał na sąsiedni dom, który wielkością dorównywał posiadłości Uchiha. Dom był otoczony pięknym ogrodem urządzonym tradycyjnie w stylu japońskim, zupełnie jak ich. Przez środek ogrodu prowadziła dróżka wysadzana małymi, czarno-białymi kamieniami, która prowadziła do drzwi wejściowych domu.
“Wysadzana” to może być np. wuwuzela diamentami. Ścieżka może być wyłożona kamieniami albo wysypana kamyczkami.
Ewentualnie wysadzona dynamitem. ;)


Całość sprawiała naprawdę piękny, zapraszający widok. – … prawda? – dodał po dłuższej chwili ciszy.
Sprawiać mogła co najwyżej wrażenie. Widok przedstawiała, jak już.


Długowłosy podniósł wzrok z nad (znad) książki spoglądając z ciekawością na brata.
- Hai (tak)… do czego zmierzasz? –zapytał.
Przez furtkę sąsiedniego ogrodu ponownie przeszło kilka osób niosąc pudła i meble. Kolejna osoba, która weszła szczególnie przyciągała jego uwagę.
“Jego”, czyli Itachiego?


A zwłaszcza istota ściśle przylegająca do jego ciała.
Pijawka?
Też Itachiego.


Sasuke uważnie lustrował blond- włosego mężczyznę (i nie, nie można było napisać “jasnowłosego” albo po prostu “blondyna”, trzeba było koniecznie użyć tego opkoizmu!) , który z ogromną czułością przytulał małego kitsune (po prostu lisa, do cholery!) do siebie.
Wysoki, około 190 cm wzrostu, pięknie umięśnione ciało.
Goły był?
Zaraz będzie.


Blond włosy dłuższe przy twarzy, krótsze z tyłu głowy, a przy tym każdy stał w inną stronę.


Szafirowe oczy, blado różowe (bladoróżowe!) usta, intrygujący uśmiech, a co najważniejsze roześmiane oczy. Mężczyzna ubrany był w czarną koszulkę oraz czarne dżinsy, które przyjemnie przylegały do ciała.
A jednak nie był goły. Czarne dżinsy, nawet obcisłe, średnio się nadają do podkreślania muskulatury. Może to były legginsy z lycry z “dżinsowym” nadrukiem. *odgania wizję sprzed oczu*


Na ramiona miał założony biały płaszcz z czarno-czerwonymi płomieniami przy jego brzegach.  „Przystojny – pomyślał czarno-włosy neko (kot)– jak diabli!” Ponownie jego uwagę przyciągnął chikai kitsune (mały lis) (a wcale nie, bo “mały lis” to chiisai kitsune”, a “chikai” to “blisko położony”) (nie bój nic, już wkrótce zostanie położony blisko kogoś), który mocniej wtulił się w mężczyznę, zwiększając swój uchwyt małych rączek na jego szyi oraz długich, zgrabnych nóg skrzyżowanych w pasie starszego„ ciekawe jak by to było – zastanawiał się Sasuke opierając ciężar swojego ciała na płocie – gdyby te seksowne nogi były zawinięte wokół mnie?”
Myślę, że powinnam ostrzec czytelników: niektórzy bohaterowie, choć wiekowo to raczej nastolatki, w opisach przedstawiani są jak dzieci (ciągłe zdrobnienia, ciągłe podkreślanie ich delikatności itd.), co nie przeszkadza im radośnie się seksić, a aŁtorce opisywać tego z dużą ilością szczegółów. Robi to momentami dość obrzydliwe wrażenie…
Na mnie wystarczająco obrzydliwe wrażenie robią te zwierzątka z rączkami. Jak dojdę do zoopedoseksów, to chyba będę musiała wziąć coś na uspokojenie.
Ciesz się, że aŁtorka jeszcze nekro nie dołożyła.
Eee tam, na nekro jestem uodporniona. W moim wieku… ;)


Sasuke szybko odskoczył od płotu jak oparzony, zszokowany własnymi myślami. „ Whooaa! Skąd to się wzięło –zaczął pocierać nerwowo czoło czując zbliżający się ból głowy – … skąd te myśli… przecież nawet go nie znam. Cholera! Nawet nie widziałem jego twarzy!”
Chuć się rzuca na mUSK. Niektórych nawet osiedlowy spożywczak potrafi podniecić. Te ogórki, te pomidorki, te zbereźne ostrygi!
A potem wychodzi się ze spożywczaka i widzi znak “Nierówna droga”, i wtedy już wystarczy jedna iskra, żeby rozpętać orgię.


Itachi rozbawiony zachowaniem brata uważnie go obserwował, zastanawiając się skąd wzięły się takie mocne emocje odbijające się na jego, zazwyczaj bez uczuciowej, twarzy.
To proste, jego “bez uczuciowa” twarz stała się lustrem (zastanawiałam się dłuższy czas, z czym mi się kojarzy to “bez uczuciowa” i już wiem: z Milenką, która chciała “bez litościwie żucić” Toma).


Jedno było pewne, po głowie jego ototo (braciszka) chodziły sprośne myśli.
Na nogach miały kaloszki i robiły głośne “tuptuptup”. A czasami nawet “chlup”.


Sasuke ponownie podszedł do płotu, zwiększając zainteresowanie Itachi`ego.
Sasuke, podejdź no do płota...


„ Trzeba to wybadać ” z tą myślą wstał i bezszelestnie stanął obok brata.
- Ototo co sprawiło, że zapomniałeś o skarpetce? – zapytał sarkastycznie Itachi.
Przeczytałam “oto to, co sprawiło” - mózg automatycznie zmienił tekst w coś, co miało sens.
Mam rozumieć, że on tak cały czas popyla z jedną nogą bosą?
Nie jest powiedziane, że ta skarpetka to na nogę.


Sasuke wystraszony podskoczył do góry wywołując uśmiech zadowolenia na twarzy brata. Odwrócił się z chęcią mordu w oczach.
- Urusai (zamknij się) Itachi! –syknął Sasuke.
- Naru-chan enzeru (aniołku)… zbudź się – usłyszeli głos mężczyzny. Blondyn głaskał delikatnie z czułością główkę malca.
Odstąp, Miazmacie, bo to się robi niesmaczne ponad wszelką miarę.


Itachi i Sasuke odwrócili głowy równocześnie słysząc czysty głos obcego, który aktualnie siedział na fotelu ogrodowym z małym liskiem na kolanach. Malec zwinięty w kłębek i przykryty dziewięcioma ogonami nadal spał spokojnie.
- Dziewięć…? – zdziwił się Sasuke – … ale … to znaczy, że ta włochata kulka – wskazał na nadal śpiącego lisa w ramionach blondyna – …jest…jest…
- Purr… purrr… – zaczął mruczeć chikai kitsune (mały lis)na pieszczotę blondyna.
Japoński lisek wydaje anglojęzyczne purr. I oto wreszcie wiadomo, jak robi lis! (Swoją drogą jak się to widzi napisane, to się kojarzy ze zgoła innym dźwiękiem, drugim końcem wydawanym…)
Nawet japońskich zwierzoludzi dopadła mania anglicyzmów.


Ręka starszego wolno i drażniąco drapała liska za uszami, który ochoczo wysunął łebek w stronę pieszczoty.
Na szyk zdania natomiast się wypiął.


- A to ci niespodzianka – powiedział Itachi uważnie obserwując dwie osoby w sąsiednim ogrodzie – wygląda na to, że mamy nowych sąsiadów…
- Minato!!! – rozległ się donośny głos z domu sąsiadów –Naru-chan!!!
- Hahaue… (mama, rodzicielka) – odezwał się zaspany głosik z kolan blondyna.
Łomatko, dlaczego tak formalnie? AŁtoreczka zwraca się do mamy per “dostojna pani matko”?
Inspektor Muldgaard, mówiący “ta dama to wasza mać” był zabawny, ale użyta przez niego forma miała swoje uzasadnienie, o to tutaj to przykra wpadka. Mały Japończyk, wyrwany ze snu i rozkosznie nieprzytomny, powinien raczej użyć formy “okaasan”, “haha” lub… “mama”.


Rozbudzony malec, siadając zaczął przecierać małą piąstką zaspane oczka.
Ten opis wygląda, jakby dotyczył niemowlaka.
Przyzwyczajaj się...


Blondyn uśmiechnął się głaszcząc rozwichrzoną czuprynę liska, spojrzał w kierunku domu i z uśmiechem zawołał.
- Kyuubi! Chodź szybko …!- z domu wybiegł wysoki (ok. 185 cm wzrostu) czerwono-włosy mężczyzna o czerwonych oczach.
Potknął się o nadmiar zbędnych kropek, wyrżnął nosem o niepotrzebną spację i z ulgą oparł się o wykrzyknik.


Na ustach igrał delikatny uśmieszek, ukazując piękne białe kły, a spod rozwianych czerwonych włosów wystawały żółte z pomarańczowymi końcówkami lisie uszy.
A na uszach siedziała Składnia i jęczała cicho (do rana).


Piękne,żółto-pomarańczowe ogony kołysały się wokół jego zgrabnego ciała. Mężczyzna ubrany był w obcisłe, niebieskie dżinsy (z odpowiednimi dziurami na te ogony, jak mniemam) oraz w białą koszulę z rozpiętymi trzema guzikami, ukazując długą, smukłą szyję. Blondyn siedzący na foteli [tej foteli], ścisnął liska w mocnym uścisku swoich ramion – … Aiu kawaii!!! (taki słodki)
- Meww!!! – miauknął kitsune duszony w objęciach mężczyzny –otochan! (tatusiu) Du… dusisz mnie….
Mew mu się zachciewa, głodny jest, ale byle wróbelka szamać nie będzie.
Dżizas, niech oni przestaną się tak miętolić, bo naprawdę nie wiem, co o tym myśleć...


- Awww – zawołał czerwono-włosy porywając Naru-chan w swoje ramiona – ….
Ja pierniczę, zaraz mnie szlaczek czerwono-niebieski trafi. Jak wywiezie się kota za granicę, to nagle zacznie “mówić” po ichniemu? Co złego jest w polskich onomatopejach???
Japończycy lubią szpanować angielskim prawie tak samo, jak polscy fani mangi - japońskim.
Dzięki czemu czytanie tablic informacyjnych w Japonii dostarcza wiele radości.


Naru-chan…syneczku … – energicznie zaczął pocierać policzkiem o policzek małego blondynka, który liczył sobie zaledwie 153 cm wzrostu – cherabu  watashi no (aniołeczku mój)… tylko mój … mały syneczek – blondynek zaczął wiercić się i śmiać na zabiegi ojca.
W wieku, w którym mają już 153 cm wzrostu, chłopcy bardzo nie lubią być nazywani “aniołeczkami” i “małymi syneczkami”.
Przytulania i miziania przez rodziców też nie lubią. Btw, jakim cudem on się zwinął w kłębek na kolanach ojca?


Chwycił małymi łapkami za policzki rudzielca i z uśmiechem na pyszczku próbował wyswobodzić się.
Cały czas widzę szopa pracza, jak Bora kocham!


Sasuke i Itachi stali oniemiali jak tylko ich oczom ukazała się twarzyczka chikai kitsune (małego liska). Wielkie, lazurowe oczy śmiały się radośnie,uszy poruszały się energicznie, jak również jego ogony.
Miał ogony na twarzy? To urocze, prawie jak Cthulhu.
Wyglądał raczej jak ten pan:



Małe, drobne ciałko wiło się w uścisku ojca chcąc się wyswobodzić z jego miażdżącego objęcia. Mały miauczał cały czas próbując się uwolnić, co tylko pogorszyło jego sytuację.
Tak. Małe kotki, liski, szczeniaczki są słodkie. Rysunki w stylu chibi też są słodkie. Ale do cholery jasnej, przekładanie tego na zachowanie ludzi nie działa!
Ale to nie są ludzie. To są mangoludki. W imię zdrowia psychicznego przyjmijmy, że tak jest.


Rudzielec zachłannie zaczął całować małego po całym pyszczku, oczach, brwiach,czole, nosku, uszkach, policzkach, ustach, a nawet brodzie i szyi. Pełne,zmysłowe, czerwone usteczka małego kitsune, ułożyły się w łagodnym uśmiechu ukazując małe kły malca. Jego różowy język przejechał po usteczkach zwilżając je zmysłowo.
Tu był komentarz napisany w pierwszym odruchu. Usunęłam go, bo składał się głownie z wulgaryzmów. Chciałabym jakoś kulturalnie wyrazić ogrom obrzydzenia, jakie ogarnia mnie na widok zestawienia maluszka pieszczonego przez kochającego ojca ze zmysłowym (sic!) oblizywaniem usteczek, ale chyba mnie to przerasta. Ten fragment wygląda, jakby go napisał podstarzały, obleśny pedofil.
Żeby tylko ten...


Sasuke przełknął nerwowo ślinę czując jak robi mu się gorąco. Jego wzrok spoczął na odsłoniętym brzuszku liska, który się ukazał przy podnoszeniu rączek do twarzy ojca.
Jeszcze nigdy w swoim szesnastoletnim życiu nikt… naprawdę nikt nie wywarł na Sasuke takiego wrażenia.
Szesnastoletnim. Boru Szumiący, dzięki za tę odrobinę łaski. Postaram się pamiętać, że Sasuke - a więc i Naruto - ma lat szesnaście, nie sześć. Będę to sobie powtarzać jak mantrę, żeby nie zwariować. Swoją drogą te 153 cm wzrostu, które aŁtoreczka dała Naruto, to za mało jak na szesnastolatka, nawet Japończyka. Internety twierdzą, że w tym wieku Naruto miał 166 cm wzrostu.
No więc wyobraźcie sobie szesnastolatka obćmoktywanego jak niemowlę przez kochającego tatusia - i jego prawdopodobną reakcję…
Byłby to obfity paw. Być może z dziewięcioma ogonami.
Zaraz aŁtoreczka się fochnie, że nie rozumiemy różnic kulturowych.


Obserwując kitsune, Sasuke miał w głowie tylko jedno słowo „ Kirei (śliczny).”
- Watashi no (mój) …- szepnął niezdając sobie sprawy, że wypowiedział te słowa na głos – … będzie mój…
Sasuke zmienił płeć! (Ta forma jest używana przez dziewczyny.)
Heh, ale się dokształcam przy okazji tej analizy! ;)


Itachi uśmiechnął się szczerym uśmiechem sięgającym wprost z jego serca.
Śmiały mu się oba przedsionki i obydwie komory.


Był szczęśliwy, że jego ototo znalazł w końcu kogoś na kim mu zależy, ale nie zamierzał mu tego ułatwiać.Odrobina zazdrości dobrze zrobi na wyniosłe ego Sasuke.
To, że masz cholerną ochotę schrupać ciasteczko, wcale nie oznacza, że ci na ciasteczku zależy.  
***
Minato obserwując swoją małą rodzinkę uśmiechnął się szczęśliwy. Nie żałował przeprowadzki, a raczej ucieczki z ich poprzedniego miejsca zamieszkania. Jego najważniejszym zadaniem była ochrona ukochanej rodziny, a dopiero potem liczyła się cała reszta. Spojrzenie szafirowych oczu spoczęło na ściskającym, ich kochanego Naru-chan, mężu. Kyuubi. Jego ukochany Kyuubi, był w stanie zrobić dla niego wszystko i wiedział, że on zrobi to samo. Piętnaście lat temu, kiedy dowiedział się, że Kyuubi jest dziewięcio-ogonowym lisem, a do tego że jest w ciąży … przeżył szok.
*Sine krztusi się krakersikiem...*
Bór jeden wi czemu, w tym opku zarówno bycie wieloogoniastym zwierzęciem, jak i męskie ciąże są na porządku dziennym.
*... gugla sobie, kto to Minato i patrzy na Kurę z wyrzutem* Mogłaś ostrzec, przecież wiesz, że nie znam kanonu!
Tych, którzy znają kanon, uprasza się o nierzucanie różnymi przedmiotami w komputery, a tym, którzy nie znają, wyjaśniam, że w oryginale Kyuubi był demonem, który zabił oboje rodziców Naruto, a jego moc została zapieczętowana w chłopaku zaraz po narodzinach.


Ale mimo tego wiedział, że nie opuści ukochanej osoby inie ważne, czy jest lisem czy nie.
Wolałby kota, ale jak się nie ma, co się lubi...
Ludzie żenią się z psami, kozami i poduszkami, więc czemu by nie z lisem?


Kochał go całym sercem, duszą i ciałem. W końcu łączenie się ludzi z innymi istotami to nie było coś nowego, a wręcz przeciwnie, stało się bardziej naturalne, natomiast prawdziwą rzadkością stały się związki człowieka z człowiekiem.
A to… on jest człowiekiem? Naprawdę? I nie ma ogona, futra, lisich czy kocich uszu? Aaaaaa, odmieniec, kryć się!!!


Tylko w przypadku Kyuubi`ego różnica polegała na jego mocy. Wszyscy wiedzieli, że lisy są święte i nie wolno się do nich zbliżać, a jednak.
Tfu, bezbożniku!
No ale to święty lis jemu zrobił dziecko, nie on świętemu lisowi, więc wszystko w porządku.
Nie, to Kyuubi, lis, urodził Naruto.
Ale Kyuubi jest tytułowany mężem, a Naruto mówi "mama" do Minato!
To wszystko przez dżęder.


Tego dnia wracał z męczącej misji i jedyne o czym marzył to była kąpiel. Przecierając się [regionalizm? czy ktoś tu nie odróżnia “ć” od “dź”?][nie, on po prostu przechodził, ocierając się o każde napotkane drzewo i zostawiając na nim swoje feromony] przez mroczny las, który był schronieniem wszystkich świętych zwierząt, usłyszał szum wody. Wiedziony odgłosem wody zbliżał się do niej coraz bardziej, a im bliżej jej był to spokojny szum wody zmieniał się w głośny odgłos (i hałaśliwy hałas) wodospadu. Po dotarciu na miejsce stanął jak zaklęty.
Ten odgłos stanął, czy co tam komu stanęło, bo się pogubiłam?


Przed jego oczami (jego oczom) ukazał się najpiękniejszy krajobraz jaki miał kiedykolwiek oglądać. Schodząc do brzegu stanął przy nim podziwiając w ciszy i spokoju piękno tego miejsca.
Stanął schodząc, czyli dostojnie polewitował w stronę brzegu.


Małe jeziorko otaczało wodospad obrośnięty dziką roślinnością, a księżyc nadawał tajemniczego blasku sprawiając, że miało się wrażenie iż jest się w gokuraku (raju).
I zrozumiał naraz, że coś tu nie gra, bo przez te kilka zdań dzień zmienił się w noc.
To było takie magiczne, romantyczne speshul miejsce, w którym, niezależnie od pory doby, świecił wyłącznie księżyc.


Cichy śpiew przyciągnął jego uwagę. Odwrócił się napotykając spojrzenie najpiękniejszych czerwonych oczu jakie miał kiedykolwiek możliwość oglądać. Nieziemska istota stała naga pod wodospadem.
Schodził w stronę jeziorka, a tu nagle musi się obracać, by spojrzeć na istotę stojącą w wodzie. Z tego wniosek, że schodził tyłem. Cud prawdziwy, że się nie potknął o własne pięty!


Jego ciało zanurzone do pasa w jeziorze, połyskiwało w świetle księżyca, a kropelki wody spływające po nagim ciele przyciągały jego uwagę.
Podmiot zapętlony.
Nie no, gapił się na kropelki, które po nim spływały, chichocząc przy tym cicho.


Tajemnicza istota zaczęła się do niego zbliżać, powoli wychodząc z wody.Nie mógł oderwać od niego oczu, stał jak zahipnotyzowany. Będąc od niego zaledwie o krok, zauważył że ma on czerwone włosy, lisie uszy oraz dziewięć ogonów.
Minato ma jakąś dziwną wadę wzroku, skoro z daleka widział kolor oczy istoty, a kolor jej włosów zauważył dopiero teraz.
Dziewięciu ogonów też wcześniej nie zauważył. Dziewięciu! Musiały to być bardzo mizerne ogonki, gdzie tam Kyuubiemu do takiego na przykład Lisa Witalisa:
Gdy Witalis kroczył drogą
Wpierw widziano jego ogon,
Co jak ruda chmura zwisał,
A dopiero potem - lisa.
(J. Brzechwa, Szelmostwa lisa Witalisa)
Mimo to, jak trochę wyżej pisze aŁtorka, dopiero później, kiedy Kyuubi był już w ciąży, Minato skojarzył fakty i zorientował się, że istota o lisich uszach i dziewięciu ogonach jest dziewięcioogonowym lisem.


Ale w tej chwili to było nie ważne.
Gdyż albowiem czerwone włosy, lisie uszy i dziewięć ogonów nie były w stanie przesłonić pełni chwały owej istoty, a pełnia ta też była czerwona. Dobrze przynajmniej, że tylko jedna.
...skąd wiesz? :P


Czerwono-włosy położył na jego ramieniu smukłą dłoń w zapraszającym geście. Minato wiedział o co mu chodzi. Unosząc swoją dłoń, położył ją na dłoni spoczywającej na jego ramieniu i chwytając ją delikatnie uniósł do ust, składając na niej czuły pocałunek. Uśmiech jaki zagościł na zmysłowych ustach istoty sprawił, że wszelkie jego wątpliwości ulotniły się z wiatrem.
W takiej chwili wiatry? No wiesz? Za grosz wyczucia!
No co, jacuzzi sobie robią.


Chwycił czerwono-włosego w ramiona i delikatnie unosząc go przeniósł pod pobliskie drzewo. Ułożył go ostrożnie na miękkim mchu (i ogonach), a sam szybko usunął z siebie ubranie (wywabiaczem ubrań) i położył się na nim delikatnie (na tym ubraniu), starając się nie zrobić mu krzywdy. Czerwono-włosy uśmiechnął się do niego czule i kładąc rękę na jego karku przyciągnął jego spragnione usta do pocałunku. Minato czuł się jak w niebie.
Ta piękna istota oddała mu się dobrowolnie nie oczekując nic w zamian.
Do tej pory Minato miał do czynienia tylko z istotami negocjowalnego afektu, więc trochę się zdziwił.
I zaczął podejrzewać podstęp… co jednak wcale go nie powstrzymało.


Do dziś pamięta to gorące, ciasne wnętrze (autobus?), które tak chętnie go przyjęło w siebie. Spocone, gorące ciała ciasno do siebie przylegające (zdecydowanie autobus!), wokół nich nieziemski krajobraz dopełniający doskonałości chwili.
I mrówki gryzące w jaja.
Nieziemski krajobraz…?




Na następny dzień obudził się w jakieś obcej jaskini.
Pewnie w tej, w której Sakura porosła kalafiorami.


Sądząc, że to wszystko to był tylko piękny sen, zapomniał o tym zajściu. Jednak nie na długo. Miesiąc po powrocie do domu, pewnej ciepłej nocy zastał u siebie w salonie niespodziewanego gościa. Była to ta sama nieziemska istota ze snu. Od tej chwili radość w jego ponurym życiu powróciła w postaci Kyuubi`ego i ich syneczka znajdującego się w jego brzuchu.
Taaa, gdzieś pomiędzy okrężnicą a żołądkiem.
Mówiłam, że podstęp...


W niedługim czasie od pojawienia się lisa w jego życiu, Minato i Kyuubi pobrali się. Kyuubi stał się mężem Minato przyjmując jego nazwisko, Namikaze. Po miesiącu w ich życiu pojawił się mały blond-włosy kitsune, Naruto.
Znaczy, ciąża przebiegła po lisiemu. Tak sobie myślę… w zasadzie, można by się spodziewać, że mieszaniec lisio-ludzki będzie rozwijać się szybciej niż zwykłe dziecko, skoro młode lisy samodzielność uzyskują po 3-4, a dojrzałość płciową - po 9-10 miesiącach życia. Tymczasem biologia zrobiła psikusa i dzieciak jest ewidentnie opóźniony w rozwoju, nawet według ludzkich standardów, a co dopiero lisich.


Chikai kitsune (mały lisek) wniósł w ich życie wiele radości i szczęścia.
A w nasze życie - wiele wścieku, bo ileż razy można powtarzać czytelnikowi, że “Chikai kitsune” znaczy “mały lisek”. Zwłaszcza, że - jak wykazała Sine - nie znaczy.
I zwłaszcza, że w tym kontekście kitsune nie powinno być tłumaczone, bo używane jest w odniesieniu do istoty magicznej.


Ich mała, śliczna iskierka,
Oeeesuuu…


Ich mała, śliczna iskierka, dla jego dobra musieli uciekać ze świętego lasu.
A teraz znaleźli się tutaj w Konohagakure na życzenie Sarutobiego. Spojrzał na swojego pięknego męża, wstał z fotela i podszedł do ściskających się Naru-chan i Kyuubi`ego.
- Mój Naru-chan…. Mój…mój!!!! – powtarzał Kyuubi przyciskając Naruto mocno do siebie. Był tak pochłonięty molestowaniem synka,
O. kurwa.
Kuro, spokojnie. To słowo oznacza przecież naprzykrzanie. Znaczy… Mam nadzieję, że aŁtoreczka miała na myśli znaczenie słownikowe.


że nawet nie zauważył jak Minato podszedł do nich. Dopiero kiedy uniósł jego brodę, Kyuubi zauważył Minato tuż przy nim. Widząc spojrzenie pełne miłości, rudzielec uśmiechnął się i zwalniając nieco uchwyt na Naruto złożył delikatny pocałunek na wyczekujących ustach męża. Minato pogłębiając pocałunek jedną ręką objął Kyuubi`ego w pasie, a drugą przyciągnął do siebie Naruto.
Ogród zaczęła zalewać fala gęstego, różowego lukru.
***
Sasuke nerwowo przestąpił z nogi na nogę obserwując szczęśliwą rodzinę, jego ogon w napięciu poruszał się okazując swoje zniecierpliwienie, a uszy drgały w napięciu.
A jego drugi ogon…
...też drgał w napięciu.


Itachi przenosił spojrzenie z brata na nowych sąsiadów powiększając swój uśmiech.
- Czego się szczerzysz baka! – syknął wściekły Sasuke.
- Netamashii? (zazdrosny) – zadrwił Itachi ruchem głowy wskazując na sąsiadów.
- Troszkę… – szepnął cicho Sasuke, zaskakując tym swojego brata.
- Masz mnie Sasu… – pocieszył go Itachi – …. Czy ja ci nie wystarczam jako rodzina?
Ita, nie zadawaj głupich pytań.


- Nie! – zaprzeczył szybko Sasuke słysząc ból w głosie brata– Nie Itachi… – chwycił brata za rękę – … jesteś dla mnie wszystkim… matką,ojcem, bratem. Nic tego nigdy nie zmieni aniki (starszy brat).
Itachi, jaki ty tępy jesteś… matką, ojcem, bratem, ale kochankiem już nie, prawda? (przynajmniej to nam zostało oszczędzone, uff…)


- Wiem – szepnął cicho Itachi kładąc uspokajająco rękę na głowie szesnastolatka.
Słysząc niezadowolone miauknięcie dochodzące z sąsiedniego ogrodu spojrzeli ponownie na sąsiadów.


Nie. My nie popatrzymy na sąsiadów, gdyż ci nadal zajęci są molestowaniem swojego synka.
W ogóle jesteśmy dobrze wychowani i wiemy, że gapienie się na innych ludzi w tak bezczelny sposób jest niedopuszczalne. I dlatego wytniemy kolejny opis miziania. Wcale a wcale nie dlatego, że nas zaraz trafi szlag. I nie dlatego, że od tych opisów zbiera nam się na pawia o dziewięciu ogonach.
- Witajcie – odezwał się głos przy bramce – widzę, że bezpiecznie dotarliście na miejsce.
Minato i Kyuubi odwrócili się słysząc powitanie Sarutobi`ego. Wypuszczając nieco zdezorientowanego Naruto z ramion, Kyuubi podszedł do Hokage razem ze swoim mężem.
Widzisz, Sine, Minato też jest mężem.
Ależ ja nie zaprzeczam, że jest, to w sumie logiczne, że obaj są mężami. Ja tylko chciałam wiedzieć, którego z mężów dziecko nazywało mamą.


- Kawał czasu Sandaime – przywitał się Minato ściskając Hokage w przyjacielskim uścisku – pozwól, że przedstawię ci moją rodzinę –przyciągnął do siebie Kyuubi`ego.
- Mój ukochany mąż, Kyuubi. – powiedział z dumą w głosie.
- To dla mnie zaszczyt Kyuubi-sama – Sarutobi skłonił się lekko wyciągając dłoń w stronę rudzielca. Kyuubi przywitał się z nim chwytając oferowaną dłoń w mocnym uścisku.
- Wystarczy Kyuubi – uśmiechnął się rudzielec z wdzięcznością.
Kyuubi gada sam do siebie? Bo przecież ani Minato, ani Sarutobiego nie można nazwać “rudzielcem”.
Nienie, Kyuubi mówi do Sarutobiego, że nie ma do niego mówić “panie Kyuubi”, tylko po prostu “Kyuubi”. Boru, aŁtoreczka ma wyjątkowy talent do zapętlania kto, co i do kogo.
No widzisz, ja zrozumiałam, że tak ściskał jego dłoń, aż ktoś zwrócił mu uwagę, że już wystarczy.


- I nasza śliczna iskierka…. – Minato obejrzał się szukając liska – … Naruto… A gdzie on się podział?
        Wszyscy zaczęli rozglądać się za szkrabem (szesnastoletnim!!!)  i znaleźli go przy płocie oddzielającym ich od sąsiadów. Naruto stał radośnie się śmiejąc do dwóch czarno-włosych (Czarnowłosych! Boru, ileż można…) chłopców.
Jak głupi do sera.


Podchodząc do niego usłyszeli radosny świergot liska.
Naruto wyglądał tak:

Nie, po prostu Naruto siedział na Twitterze.


- Kim jesteście? – niewinne oczka spoglądał na nich intensywnie – ja jestem Naruto.
Blondynek uważnie śledził każdy ruch czarnego ogona, który radośnie i energicznie poruszał się w prawo i lewo, a czarne uszy drgały lekko.
Dżizaslisekjachromolę, gdzie te uszy? Na ogonie?!?


- Jestem Itachi – odezwał się starszy z chłopców kładąc rękę na głowie szesnastolatka – a to jest mój ototo Sasuke.
- Pusshi:! (kiciuś)! – zakwilił radośnie Naruto łapiąc energiczny, czarny ogon w swoje łapki tuląc do niego swój policzek.
A może wśród przodków Naruto był jakiś hobbit? Skoro te uzyskiwały pełnoletniość po trzydziestce, a za naprawdę dojrzałe uważane były dopiero koło pięćdziesiątki, to piętnastolatek mógł być takim właśnie rozkosznym szkrabem...
Przy takim bigosie genetycznym wszystko jest możliwe.


Sasuke zaczerwienił się mocno, a Itachi uśmiechnął się na zawstydzenie brata, a może to było coś innego. Tak, na pewno coś innego.
Wiedząc jak Sasuke jest zawsze napalony, był pewny że po jego głowie chodzą sprośne myśli dotyczące pewnego, małego liska.
Trudno mu się dziwić. Żeby tak bezceremonialnie miziać obcego faceta po ogonie?


- Ach… Itachi – odezwał się Sarutobi z uśmiechem na twarzy –widzę, że poznaliście już waszych nowych sąsiadów.
- Hai – długowłosy skłonił się w stronę starszych – jestem Itachi Uchiha, a to mój brat, Sasuke Uchiha. Cieszę się, że w końcu mamy sąsiadów…
- Hahaue! Hahaue!!!(mama,rodzicielka) Pusshi:!Pusshi:!!! (kiciuś) – krzyczał dziecinnie (szesnastoletni) Naruto nadal tuląc do policzka czarny ogon Sasuke, sprawiając że na policzki czarno-włosego wypłynął jeszcze większy rumieniec. Dorośli tylko się zaśmiali odchodząc powoli w stronę domu.
Nawet jeśli przyjąć, że Naruto jest opóźniony w rozwoju, to jego rodzice na pewno nie mają po kolei w głowach. Ej, wasze dziecko właśnie ciągnie obcego chłopaka/kota za ogon!


I jak wam się podobał pierwszy rozdział?
WCALE.


Rozdział 2 – „Hatsu-no kissu ” (pierwszy pocałunek)
Żeby tylko pocałunek...
Hejka!!!
Uczciwie ostrzegam, że w tym rozdziale pojawiają sie sceny erotyczne, więc jeśli ktoś nie chce niech nie czyta. Jest to historia o osuneko, a wszyscy wiedzą, że koty są zawsze napalone (że co?!?) i tak też nasz Sasuke. Dzisiaj jest jego szczęśliwy dzień…>_<
A oto nowy rozdziałek… CHUU!!!
I teraz, po przeczytaniu jednego rozdziału, już wiemy z autopsji, że owo “CHUU!!!” to po prostu odgłos zwracania.
Albo to oznacza, że opko jest bardzo jowe.
~~***~~
Chikai kitsune (mały lisek) (aŁtoreczko, WEŚ…) siedział na wiklinowym fotelu w ogrodzie Uchiha popijając spokojnie sok pomarańczowy, machał radośnie długimi, lekko rozchylonymi nogami, które kusiły Sasuke do skoczenia na niego i …
… i pomizianiu go po gruczole (zwanym ślicznie fiołkiem), wydzielającym gęstą ciecz o nieprzyjemnym zapachu.


- Sasuke … – odezwał się Itachi pochylając się nad swoim ototo, tak aby Naruto ich nie słyszał – … przestań ślinić się na jego widok i idź zrobić coś z tym wybrzuszeniem w spodniach.
Sasuke spojrzeniem powędrował w kierunku ręki aniki, (starszego brata) która wskazywała na jego krocze.
Zajęło mu dobrą chwilę skojarzenie, o jakim konkretnie wybrzuszeniu Itaś mówi, bez pokazania palcem by się nie domyślił.
Oj, no wiesz, myślał, że mu się dżinsy zgruchmoniły na łonie.
Wysoki Sejmie! Nie po raz pierwszy staje mi...


Czarnowłosy osuneko z szokiem wymalowanym na twarzy [a co, jednak pierwszy raz?] ,szybko wybiegł z ogrodu mocno trzaskając drzwiami tarasowymi.
- Ano ichi agari? (co się stało) –zapytał zdziwiony Naruto patrząc nadal na zamknięte drzwi tarasowe – Do:shite pusshi:
O shit, oni też śpiewają “Pussy”?


(dlaczego kiciuś) wybiegł tak nagle?
Bo musiał sobie natychmiast ulżyć.
I dlatego się mówi “biegać jak kot z pęcherzem”.


Itachi uśmiechnął się kpiąco na wspomnienie wybiegającego ototo „ o tak – pomyślał Itachi – będę miał wspaniałą zabawę przez tych malców. A więc… – spojrzał na małego kitsune, który lekko przechylił główkę w pytającym geście. Niedostając żadnej odpowiedzi od starszego koneko (kotka), sięgnął rączką po miodowe ciasteczko, które tak ładnie prosiło się aby je zjeść – … czas zacząć swatanie kochanego braciszka. ”
Jeżeli ktoś w jednym zdaniu mówi o “malcach” i “swataniu braciszka”, to jest:
a) chory
b) obrzydliwy
c) uroczy, słodki i w ogóle kawaii.
Jeżeli na powyższe pytanie udzieliłaś/łeś odpowiedzi “c”, weź solidny rozpęd i walnij głową o ścianę.
I oczywiście Itachiemu nie przyjdzie do głowy, że chociaż jego brat jest napalony na małego liska, to lisek może mieć w tej kwestii zupełnie inne zdanie?
(nieno, nie przyjdzie, bo jesteśmy w jaoju, a lisek jest kwintesencją ukesia)


- Poszedł szukać skarpetki – Itachi uśmiechnął się na minę malca mówiącą ‘co on bredzi’.
- Joak two szkarfetki? – zapytał z pełną buzią.
- Naruto-kun z pełną buźką się nie mówi – upomniał go czarnowłosy, uśmiechając się na mocny rumieniec na jego policzkach.
A gościom nie robi się tego typu uwag.


- Pszefraszam… – Naruto przyłożył drobną rączkę szybko do buzi, chcąc powstrzymać się przed kolejną gafą.
„ Naprawdę kawaii, chikai kitsune (słodki, mały lisek) ” – pomyślał Itachi. Położył rękę na główce malca, mierzwiąc jego złote włosy.
- Przepraszam … – odezwał się Naruto podnosząc główkę – … demo(ale) kiedy widzę coś słodkiego to szybko się zapominam… i … wtedy mówię z pełną buzią.
Litości. No naprawdę, powiedzcie, ile lat na podstawie powyższego fragmentu dalibyście Naruto? Pięć? Mniej?
Mniej. Stanowczo mniej.


- Nic nie szkodzi Naruto – uspokajająco powiedział Itachi,widząc zdenerwowanie na twarzy liska.
- Ano… – zaczął lisek kładąc rączki na kolanach, nerwowo je zaciskając. Czarnowłosy neko zabrał rękę z jego głowy spoglądając na niego z ciekawością – … ano … po co Sasuke skarpetka?
Jakby ci to powiedzieć, mały… Popatrz w dół, masz tam takie coś z wypustkami… Nie, niżej popatrz! Tak, to z pięcioma, umiesz liczyć do pięciu? No więc to się nazywa stopa. Tak, każda noga zakończona jest jedną stopą, dobrze, że zwróciłeś uwagę. No więc skarpetka to taki pokrowiec na tę stopę, rozumiesz? Co to pokrowiec? No jakby ci to wytłumaczyć...


        Itachi uśmiechnął się „ nie sądziłem, że tak szybko uda mi się ich zeswatać. Naruto aż sam się prosi aby go połączyć z Sasuke.”  
Taaa. Związać na wieki skarpetką. Miejmy przynajmniej nadzieję, że czystą.
Niestety, Sasuke użył jej, by sobie ulżyć, więc może być nieco lepka.


Naruto wystraszył się uśmieszku Itachi`ego, tak że jak tylko ponownie się odezwał poczuł ulgę.
- Od rana szuka drugiej skarpetki, którą zgubił, a raczej gdzieś wsadził i nie wie gdzie. – zakpił Itachi, a w duchu pogratulował sobie genialnego pomysły schowania jej pod łóżkiem Sasuke, ale o tym nie musi wiedzieć.
Prosiłeś tak rzewnie: dajcie mi skarpetkę, dajcie. Zamiotow łaził na bałyku po kątach, szukając tych skarpetek, i własnymi różowymi rączkami w pierścionkach podawał ci to świństwo. Dopiero wtedy się uspokoiłeś i calutką dobę trzymałeś to paskudztwo w garści, nie dałeś go sobie wyrwać. Ręczę, że i teraz leży gdzieś u ciebie pod kołdrą.
(Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara)
*surowo* Baba, natychmiast przestań! Dostojewski w grobie się przewraca, że wykorzystujesz go jako komentarz do pornoopka…
I dobrze mu tak, temu frustratu!


- A czy mógłbym iść pomóż mu szukać? – zapytał niewinnie lisek.
Podobno konstrukcja z trybem rozkazującym czasownika "pomóc" w  funkcji bezokolicznika to regionalizm. Podobno.
Przeszedł mnie zimny dreszcz, bo w moich stronach tak się mówi.


„ O nie – jęknął w duchu kitsune – znowu to robi, ten uśmiech sprawia, że mam ochotę uciec stąd jak najszybciej ”
Ja też. Ale nie przez ten uśmiech.


- Oczywiście Naruto-kun – Itachi wstał gestem ręki zapraszając Naruto do środka – chodź wskażę ci gdzie masz iść…
        Naruto podniósł się ze stołka podążając za długowłosym neko. Itachi zatrzymał się przy drzwiach przepuszczając kitsune przodem.
- Arigato… – szepnął cicho zawstydzony Naruto czerwieniąc się delikatnie.
        Wchodząc do środka rozejrzał się po wnętrzu, które było urządzone bardzo elegancko, ale coś brakowało.
Gramatyki.


Owszem, wnętrze jest urządzone z wyczuciem i klasą, ale brak ciepła. Marmurowa posadzka i schody, perski dywan na środku salonu, perski chodnik na schodach, wielkie lustro ze złotą ramą wiszące na ścianie przy schodach, a pod nim dębowa komoda, na której poustawiane było parę zdjęć.
Zaiste, oto japońska rezydencja jak się patrzy.
Japersolę.
Już się nie będę znęcać i pytać o źródło pochodzenia marmurów oraz perskich dywanów w tej japońskiej  rezydencji, w końcu skoro to nie jest kanoniczny Naruto, to i czasy bliżej nieokreślone.
Zresztą nawet w kanonicznym Naruto miejscem akcji nie jest Japonia, tylko fantastyczny świat japoniopodobny, więc niech ta bedzie.


Obrazy rodu Uchiha spokojnie wiszące na ścianie, popiersia jaki(ch)ś ludzi ustawione w różnych miejscach.
Ludzi? Nie kotów? Zaskoczonam.
Popiersie z definicji nie ma ogona, więc uznali, że nie ma sensu robić.


Pięknie, ale pusto. Przystanęli u podnóża schodów, które rozdzielały się na prawo i lewo.
I jedne wiodły pod górę, drugie w dół, a trzecie donikąd - ot, tak na pokaz.


- Wyjdziesz lewą stroną schodów, jest to część mieszkalna Sasuke – wyjaśnił szybko Itachi – moja jest po prawej stronie.
Tej, w KonohaGakure faktycznie stały takie pałace łódzkich fabrykantów, czy to tylko wyobrażenia aŁtoreczki o miłości na bogato?
*gugla zawzięcie* A kij wie. Coś, co jest nazywane ukrytą wioską i wygląda przy tym na całkiem spore miasto, pomieści i pałac biskupi.


- Idź … – uśmiechnął się Itachi – … jestem pewny, że Sasuke będzie zadowolony z twojej pomocy.
Z okrutnym uśmiechem na twarzy Itachi wyszedł ponownie do ogrodu, zostawiając za sobą skołowanego złotowłosego kitsune.
Zapachniało streczycielstwem.
***
- Cholerny aniki … – mruczałem cicho pod nosem zamykając drzwi tarasowe, a raczej trzaskając nimi – … jak mógł powiedzieć, że się ślinię na widok tego słodkiego, seksownego, ponętnego, małego ukesia, jakim w stu procentach jest Naru-chan… – rozmarzyłem się.
Chyba mamy do czynienia z boChaterem świadomym tego, że żyje w opku, w dodatku najwyraźniej zadowolonym z tego faktu.


- A niech to … – przetarłem wierzchem ręki ślinę spływającą po brodzie (chusteczkę byś wziął, flejtuchu!) – … Itachi miał racje (nie jedną rację, lecz dwie) mówiąc, że się ślinię na jego widok. Ale jak tu nie myśleć o Naru-chan w ten sposób, kiedy siedzi na fotelu z rozszerzonymi nogami i tylko czeka aby umieścić się między nimi i…
Swoją drogą, jak widzę w tym opku formę “Naru-chan”, mam ochotę umieścić łącznik gdzie indziej…
Ja byłbym skłonny twierdzić, że w łącznik w ogóle jest tu zbyteczny.


Westchnąłem zrezygnowany wchodząc powoli po schodach, aby za bardzo nie zrobić sobie krzywdy, każdym nowym krokiem.
Ałtoreczko droga, penis nie jest ze szkła, nie pęknie nawet przy najbardziej energicznym marszu.
Sasu łza się kręci w oku
Bo go bardzo boli w kroku
Z każdym krokiem krok uszkadza
Choć ostrożnym krokiem chadza
I choć coraz wolniej kroczy
Łzy mu zalewają oczy.


- Cholerne schody… – wkurzałem się co raz bardziej czując jak każde uniesienie nogi powoduje lekkie otarcie spodni o mojego nabrzmiałego penisa – … brakuje mi jeszcze tylko tego, aby mieć suchy orgazm w drodze do swojego pokoju!
To zdejmuj spodnie na czas chodzenia po schodach, chłopie.
Pod spód także nic nie wdziewaj, od razu się lepiej miewaj.
Wiedzą dobrze wszystkie srajtki
Że pod spodnie trzeba majtki
Włożyć, aby bez uszkodzeń
Przetrwać chwile nagłych wzwodzeń.


Ale właściwie dlaczego suchy, wystrzelał się już wcześniej?
Ma zamknięte zawory na nasieniowodach.


Krzyknąłem wściekły, całą drogę do pokoju przeklinając brata i schody, które usilnie mi przeszkadzały w dotarciu na miejsce.
Powiedzmy sobie wprost - w dojściu.
W dojściu to mu właśnie pomagały.
Nie mógł dotrzeć, bo bał się otrzeć.


Kiedy nareszcie wszedłem do pokoju, byłem tak z frustrowany, że nawet nie zauważyłem że nie zamknąłem drzwi. Obszedłem łóżko dookoła, które stało koło okna balkonowego i zatrzymałem się przy jego boku.
Przy boku tego dookoła.
Dookół też był “z frustrowany”. Frustrowana leżała gdzieś przed Irytowany, zaś po Irytowany człowiek docierał do celu i już był w Kurwiony.


- Idealnie – szepnąłem wyglądając przez balkon – cieszę się,że mam widok na ogród, w ten sposób będę miał cały czas ślicznego Naru-chan przed oczami kiedy będę się masturbował. Po prostu idealnie.
Ciekawe, jaki procent nastolatków, przystępując do tej czynności, nazywa ją tak oficjalnie i po medycznemu.
Może aŁtorka uznała, że kot, który wali konia, to już zbytni zoologiczny zamęt.
Mógłby jeszcze męczyć węża, czochrać bobra, zgniatać orangutana…
I doić morświna.
O trzepaniu kapucyna nie wspomnimy, bo to już podpada pod obrazę uczuć religijnych.
A bicie Niemca po kasku byłoby bardzo niepoprawne politycznie.


Sięgnąłem po koc rozkładając go na ziemi przed oknem, rozpiąłem spodnie ściągając je razem z bielizną i usiadłem marząc o tym aby Naru-chan był tu, przy mnie. Ale niestety jest to nie możliwe.
Jak widać, do ceremonii masturbacji należy się przygotować prawie tak, jak do ceremonii herbacianej. Co innego, gdyby chodziło o zwykłe polerowanie berła.
Seppuku, tylko na odwrót. Niech jeszcze najpierw haiku napisze.
Na szczęście kaishaku (sekundant) jest już w drodze.


Kiedy poczułem jak zimne powietrze styka się z moją obolałą męskością jęknąłem przeciągle.
Kącik porad Radia Erewań: czy można zakładać dwie prezerwatywy jednocześnie? Tylko wtedy, gdy jest zimno.


Usiadłem na ziemi opierając się plecami o łóżko. Czasami zastanawiam się po co mi takie wielkie łóżko, spokojnie mogło by się tu zmieścić pięć osób. Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że lubię mieć dużo wolnej przestrzeni wokół siebie. I to samo się tyczy łóżka.
Ono też lubi mieć dużo przestrzeni.
I harcuje Sasuke ze swym koniem po całym łóżku niczym Kozak po stepie...


[Sasuke celebruje się manualnie, fantazjując o Naruto]


- Tak… ku… rwa…. Tak Naru… mocniej…. – krzyczę w rozkoszy w ogóle nie zwracając uwagi na otoczenie, w mojej głowie jest tylko jedno ‘ pieprzyć ciasne gardło Naruto’
Cóż, grunt to mieć jakieś cele w życiu.


– … ssij mocniej … o tak – jęczę nie przerwanie czując,że przez moje ciało przejdzie za chwilę najwspanialszy orgazm jaki dotychczas przeżyłem – … właśnie tak Naru…chan…
Wielokropki wskazują, że jednak jęczał przerywanie.
To był szyfr. Nadawał Morsem do rana.
To był odgłos łokcia obijającego się o kaloryfer.
***
    Naruto zbliżając się do celu przystanął wsłuchując się w dochodzące skądś odgłosy.
„ Dziwne, co to może być – zastanawiał się strapiony kitsune– skąd to dochodzi? (I kto tak dochodzi?)” Wiedziony ciekawością poszedł w kierunku odgłosów.Przystanął przy uchylonych drzwiach, rozejrzał się jeszcze po korytarzu, był pewny. Stał przy drzwiach do pokoju Sasuke.
Poznał to po skarpetce na klamce.


- Achhh – usłyszał nagle Naruto, wiedziony ciekawością wszedł do środka. Jego wzrok momentalnie zatrzymał się czarnowłosej głowie opartej o łóżko.
„ Czy Sasu jest chory – zastanawiał się naiwnie kitsune zmniejszając odległość miedzy nimi – a może zrobił sobie krzywdę? ”
Jasne, kurde, szesnastoletni chłopak nie orientuje się od pierwszego kopa, że kolega ostrzy ołówek. Jeżu Kolczasty, aŁtoreczko, naprawdę uważasz, że robienie z boChatera debila jest fajne?
Cóż, według dziewiętnastowiecznego pojęcia Sasuke istotnie robi sobie krzywdę i będzie przez to chory.


- Naru… chan … arghh! – słysząc swoje imię z ust neko, zatrzymał się zdezorientowany nie wiedząc czy ma pomóc osuneko (kocurkowi), czy może iść po Itackie`ego.
Itackiego? Odyseusz tam był?
Nie wiem, czy Odyseusz, ale widzę ślady działalności Kirke.


- … szybciej – zaczął nagle błagać czarnowłosy – … tak …tak… arghh!
        Naruto obszedł łóżko stając przy jego rogu jak skamieniały. Obserwując jak Sasuke z mocno zaciśniętą ręką na swoim penisie pociera się co raz szybciej, Naruto poczuł, że robi mu się gorąco.
Widzę to jakoś tak, że Sasuke trzyma się za przyrodzenie i czochra się plecami o łóżko, przy czy za każdym razem (co raz) robi to szybciej, produkując przy tym tyle ciepła, że aż Naruto je poczuł.
Nowa metoda czyszczenia pościeli na sucho.


Po raz pierwszy w życiu widział coś takiego, ręka Sasuke zamykała się na główce jego penisa, a za chwilę lekko rozchylała pochłaniając cały członek.
Czy to na pewno był Sasuke, a nie gęboręki Deidara?
Może gęboręczność jest zaraźliwa.
Wolę się nie zastanawiać, jaką drogą.


To było takie gorące, namiętne. Nieświadomie ręka Naruto powędrowała do jego krocza, zaczął ją delikatnie poruszać rozchylając lekko usta i łapiąc łakomie powietrze, którego zaczęło mu brakować.
Bo całe zużył na wachlowanie krocza.


- Achh … – jęknął cichutko zamykając oczy, które stały siętakie ciężkie.
Adin… dwa… tri…twoje powieki stają się ciężkie… zasypiasz...


Sasuke uniósł szybko głowę jak tylko zarejestrował ruch kątem oka w swoim pokoju.
A kiedy doszedł do tego cichy jęk, rozwarł szeroko oczy. Jego fantazja, jego kuszący Naru-chan tu był i pocierał się przez spodnie z zamkniętymi oczami.
Spodnie, jak widać, miały nie tylko dziury na dziewięć ogonów, ale jeszcze w dodatku oczy.
A kąty oczu poruszały się po pokoju.


Podniósł się na kolana, wyciągnął rękę i łapiąc Naruto za wolną dłoń przyciągnął go do siebie. Kitsune wylądował na kolanach zadowolonego neko.
Und kleine prosiątko po polu gelaufen.
Apli papli blite blau.


Przestraszony Naruto zaczął się wyrywać z mocnego uchwytu osuneko, ale bezskutecznie.
- Gomen nasai… (wybacz proszę) –zakwilił kitsune – … ja … nie chciałem pod…podglądać… ale kiedy usłyszałem …swoje imię… to… to … mmhfm.
        Osuneko uciszył roztrzęsionego liska gwałtownym pocałunkiem. Naruto rozszerzył oczy ze zdziwienia. Sasuke go całował. Był całowany przez Sasuke.
On i Sasuke całowali się. Strona czynna, bierna i zwrotna.


A co gorsza zaczynało mu się to podobać. Czując gorący język kare-no koneko (jego kotka) (któryś z nich miał jeszcze kotka?)(obaj mieli te, no… giętkie kocury) na swojej górnej wardze, zadrżał rozkosznie wywołując na ustach Sasuke lubieżny uśmieszek. Sasuke nadal muskając delikatnie usta kitsune, dłońmi zaczął pieścić swoje małe stworzonko.
Stworzonko do tego czasu powinno było już urosnąć…
Widocznie Sasuke był lekko zestresowany. Każdemu się może zdarzyć.
Tarł tę marchewkę, tarł, aż starł całkiem i została tylko dupka.


Naruto jęknął rozchylając lekko usta, a no to tylko czekał czarnowłosy. Zanurzył język w tych upragnionych ustach. Powoli wręcz leniwie zaczął pieścić wilgotne wnętrze ust liska. Gorący język Sasuke drażnij podniebienie kitsune [dalej, dalej, języku Sasuke!], owinął się wokół języka Naruto i zaczął go delikatnie ssać, aby nie wystraszyć małego.
AŁtorka, pisząc “małego”,  ma zapewne na myśli języczek podniebienny. Na pewno nie małego chłopca. Nienienie. *udaje, że sama w to wierzy*
Albo innego “małego” - jak go wystraszyć, to robi się jeszcze mniejszy.


Naruto jęknął w usta Sasuke, rozluźniając się w jego  ramionach, zarzucił ręce na kark kocurka całkowicie się mu oddając.
Temu karku. Karkowi.


Pewne dłonie neko powoli zaczęły rozpinać zamek w spodniach Naru-chan, który nawet nie zauważył zbyt pochłonięty swoim pierwszym pocałunkiem. W ramionach Sasuke czuł się bezpiecznie, nabierając odwagi nieśmiało oddał pocałunek. Spiął się lekko jak poczuł zimne powietrze owiewające jego pośladki i nabrzmiałą męskość.
Te, drzwi zamknij, bo przeciąg.
Przeziębicie sobie nerki.
I nie wiadomo kto podgląda.


- Sa… suke … – dyszał ciężko Naruto po długim pocałunku,spojrzał swoimi pięknymi lazurowymi oczami, które miały teraz odcień szafiru w onyksowe tęczówki zamglone żądzą – … co…
- Hurtownia jubilerska! - odparował Sasuke i wydłubał mu oczy.
Jego onyksowe tęczówki miały zaś tymczasem odcień bazaltowego obsydianu.


- Ciii… Naru-chan – czarnooki przyłożył palec do napuchniętych ust kitsune – … nie bój się nie zrobię ci krzywdy.
A zawiane nerki to niby nie krzywda?
No i z manipulacją przy napuchniętych ustach też lepiej ostrożnie.


Na potwierdzenie swoich słów przejechał ogonem po zarumienionym policzku liska. Naruto ufnie potarł policzkiem o policzek neko, a swoimi ogonami zaczął pieścić ręce i uda kocurka, który zaczął mruczeć z zadowolenia.
To jest lis, nie małpiatka. Bez przesady z tą kontrolą nad ogonami.


Nie mogąc dłużej wytrzymać chwycił malca za pośladki i posadził go na sobie okrakiem.
- Eeppp! – zakwilił kitsune, który był teraz zwrócony twarzą do Sasuke, uśmiechnął się nieśmiało. Jego wzrok powędrował do blado różowych ust, które były równie mocno napuchnięte jak jego.
I obaj wyglądali jak ofiary chirurgii plastycznej.



Swoją drogą co aŁtoreczki mają z tymi napuchniętymi ustami? Naprawdę myślą, że od całowania wargi zamieniają się w baloniki?
Może wydaje im się, że od jakichkolwiek czynności o charakterze erotycznym dana część ciała się powiększa.
No to przerąbane mają ci, którzy lubią giglanie w stopy.


Przerwał pocałunek na chwilę ściągając z liska pomarańczową koszulkę. Oniemiały w ciszy podziwiał piękne ciało kitsune. Delikatne, zaokrąglone ramiona, drobna klatka piersiowa z różowymi sutkami, stwardniałymi od podniecenia, dumnie uniesiona męskość, która prosiła się o uwagę.
Ta męskość też była dotąd ukryta pod koszulką.
To była dość długa koszulka. Może nocna?
Z koronką wokół kostek.


Tak, Naruto jest pięknością, na którą już nigdy nikt nie spojrzy w ten sposób co on.
Brzmi to tak, jakby Sasuke planował morderstwo, ćwiartowanie i zalanie zwłok betonem, i to natychmiast po zakończeniu czynności o charakterze seksualnym.
Morderstwo może nie, ale jakieś małe okaleczonko, zeszpecenie twarzy lub ciała...
Cóż, kultura Japonii i krajów pokrewnych.


Pochylił się nad stwardniałym sutkiem i przejechał po nim językiem. Naruto sapnął zaskoczony, a już w następnej chwili czuł jak Sasuke bierze go w usta i zaczyna ssać i przygryzać. Drugi sutek był pieszczony ręką, która go lekko przyszczypywała i okręcała.
To był dłuuuugi sutek.
I zakręcony jak świński ogonek.


- Arghh… Sasu… ke … achh… – jęczał lisek wijąc się na kolanach kocura – … Sasu… och to… to… jest takie … przy… przyjemne – wydyszał ciężko Naruto.
Sasuke widząc jak lisek popiskuje i jęczy z rozkoszy wpadł na diabelski pomysł.Chwycił małego za pośladki unosząc go wyżej na swoich kolanach, ich członki stykały się teraz ze sobą.
Zaraz nastąpi wybitnie chujowa lekcja fechtunku.
Ćwiczą do turnieju… (uwaga, czerwony kwadracik!)


- O tak…! – krzyknął Naruto zaczynając pocierać się o Sasuke, w tym momencie ogon neko zawędrował do ust kitsune.
- Arghmmhfm… – wydobył się stłumiony jęk z ust liska, który czując obcy obiekt w swoich ustach instynktownie zaczął go ssać, obficie zwilżając śliną.
Nosz kurwa, faktycznie niemowlak ciamkający smoczka… Dajcie jakieś wiaderko albo co…
Ssać takie futrzaste coś? A fuuuu!
Różne są fetysze, dlaczego by nie mamlanie futra.
W zębach potem zostaje.


- O ku…r…wa… jęknął Sasuke opadając na ziemię z małym kitsune na swoich biodrach, który co raz szybciej poruszał się na nim.
        Wyciągnął swój ogon z opuchniętych ust chikai kitsune (małego liska). Zwilżony ogon delikatnie przyłożył na plecy malca. Naruto jęknął czując jak mokry ogon neko powoli zjeżdża po jego plecach co raz niżej, aż w końcu dochodzi do jędrnych pośladków. Drażniąc małe wejście liska
Znaczy: norkę?
Trzeba to zapisać. Przyda się, jak kiedyś wpadnie nam do głów zrobić analizatorską krzyżówkę.


Sasuke chwycił ich członki razem w ręce i zaczął je szybko pocierać.
… kawałkiem filcu.  Na podłodze miał już przygotowane strzępki papieru. W sama porę przypomniało mu się, że miał do odrobienia pracę domową z elektrostatyki.
Swoją drogą, wygodna rzecz, ten ogon; tyle rzeczy można robić naraz… Choć jeszcze lepsze byłyby macki.
Ta nisza jest już zajęta:



Naruto nie mogąc już dłużej wytrzymać w tej pozycji, położył się na neko dysząc w jego rozchylone usta,
Miejmy nadzieję, że zęby i gardło miał zdrowe, a także nie jadł na obiad niczego z czosnkiem.


wystawiając pośladki wysoko do góry i dając Sasuke idealny dostęp do jego rozkosznej dziurki.
        Powoli osuneko zaczął zagłębiać swój ogon w Naruto.
Ciekawe, czy Sasu-kotek myje się gąbką i mydłem, zamiast po kociemu wylizywać futerko.


- Argghhh! Sasu… ke… och … kami-sama (Boże)… nie …mogę…- lisek energicznie pocierał burzą złotych loków o tors Sasuke [mówiąc prosto: czochrał się], który chwycił wolną ręką szyję liska i przyciągnął go do wygłodniałego pocałunku.
Tors przyciągnął ręką szyję do pocałunku.
*otwiera atlas anatomiczny i szuka wygłodniałego pocałunku*


- Sa… Sasu…arghh! – wyrwał się lisek z pocałunku krzycząc coraz głośniej.
Hmmm, to mi wygląda na coś w rodzaju otworu gębowego u rozgwiazdy. Czy wokół wygłodniałego pocałunku znajduje się pięć płytek gębowych?
Widzę Sarlacca.


Czubek ogona Sasuke drażnił nadal otworek kitsune, kręcąc dodatkowo nieco ogonem wprowadzając malca w euforię.
Czubek ogona kręcił ogonem, ogon kręcił Sasuke, który wirował z coraz większą prędkością…
I już wiemy, skąd Achaja miała żyro.


- Naru… chan… – jęczał Sasuke zwiększając i przyśpieszając uścisk na ich członkach – … kurwa Naru…!!! – krzyczał Sasuke zbliżając się do orgazmu. Ponownie przyciągając Naruto do siebie wgryzł się w jego ramię.
- Aww! Sasu… chan….Sasu… Sasuke!!! – czując zęby w ramieniu, Naruto nie mógł się powstrzymać i ugryzł neko, zagłębiając swoje małe kły w obojczyku. Oboje szczytowali równocześnie zlizując sączącą się krew po śladach po zębach.
Czy to opko bierze udział w jakimś konkursie na wepchnięcie jak największej ilości perwersji w jeden tekst?
W ogóle w konkursie na wepchnięcie jak największej ilości jednych rzeczy w inne rzeczy.


Naruto zmęczony opadł bezwładnie na ciało Sasuke z błogim uśmiechem na ustach. Czuł jak sperma skleja ich ciała  bardziej do siebie (bo byli cali od!), ale mu to nie przeszkadzało. Oparł brodę na jego torsie z uśmiechem na niego spoglądając. Sasuke odwzajemnił uśmiech przytulając kitsune mocno do siebie.
Co kropelka sklei, sklei…


- Watashi-no… itsuka watashi-no Naru-chan(mój …tylko mój Naru-chan) – uśmiech Naruto powiększył się jeszcze bardziej, pochylił się nad swoim śladem jaki pozostawił na Sasuke. Pocałował go czule.
Ten ślad pocałował?
Ten ślad go pocałował.


- Watashi-no Sasu-chan, itsuka watashi-no …(mój Sasu-chan, tylko mój) Sasu-chan?
- Hai? – neko podniósł głowę czekając na słowa swojego małego liska.
- C…czy mógłbyś … – kitsune przełknął nerwowo ślinę rumieniąc się mocno – … wy… wyjąć swój ogon?
- Huh? Ogon? – nagle dotarło do Sasuke o co chodzi Naru-chan– Gomen (przepraszam) Naru-chan całkiem o nim zapomniałem – zaśmiał się neko wyciągając swój ogon z Naruto, który zakwilił cicho.
Tak intensywnie tryniał, że stracił czucie.
Pomyśl, co się będzie działo, gdy role się odwrócą i Naruto użyje dziewięciu (!) ogonów.
Wystarczy na solidną tentaklosesję i jeszcze powinno parę zostać w rezerwie.
Pytanie tylko, czy Sasuke to przeżyje… (jednak, o ile orientuję się w prawach jaojów - ten, któremu raz włożono, nigdy sam nie wkłada).


- Zauważyłem… – zakpił kitsune – ciężko było nie zauważyć…eeppp! – pisnął lisek kiedy poczuł jak Sasu-chan obraca się, tak że Naruto leżał teraz pod nim.
- Leż tu przez chwilkę – powiedział osuneko wybiegając szybko do łazienki.
Umyć ogon?
I skoczyć na moment do kuwety.


- Sasu… – szepnął nieco zdezorientowany Naruto, obrócił główkę spoglądając pod łóżko i …
- Ooo… skarpetka Sasuke… ha ha ha – zachichotał Naruto –tyle dobrego stało się dzięki tej skarpetce. Jestem w nowym miejscu i nie znam tu nikogo, a mimo to znalazłem swojego partnera, a raczej to on złapał mnie na skarpetkę.
Boooruuu, jakie to rhhomantyczne!!! *ociera samotną łzę*
Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby Sasuke miał drugą parę. Nici z seksów!
Itaś powiedziałby: Idź na górę, bo tak. Wystarczyłoby.


        Chłopcy zeszli z piętra i sprawdzając jeszcze w lustrze czy dobrze wyglądają, przeszli do ogrodu. Zastali tam Itachi`ego czytającego w ciszy. Na ich widok uśmiechnął się i zaprosił do stołu, na którym był lekki podwieczorek. Chłopcy z uśmiechem usiedli do stołu wygłodnieli po tak dużym zużyciu energii.
A po podwieczorku ogłosili zaręczyny, bo połączyła ich miłość od pierwszego włożenia.


Z pałacu biskupiego w Ukrytej Wiosce Analizatorów pozdrawiają: Kura w pasiastych skarpetkach, na każdej nodze inna, Babatunde konstruujący pułapkę do odłowu lisów oraz Sineira z wygłodniałym pocałunkiem,
a Maskotek przed lustrem przymierza parę kocich uszek.

73 komentarze:

Anonimowy pisze...

... a już myślałam, że jeśli o yaoi chodzi to nic mnie nie zaskoczy. Sama czytam sporo opek, więc wiem, jakie one są złe ,ale żeby aż tak... (Wybaczcie te wielokropki, to tylko szok). Zastanawia mnie tylko, ile lat ma Naruto, a także aŁtorka tego dzieła.
A analiza cudowna, śmiałam się tak, że aż co chwilę się krztusiłam.
Sin

Anonimowy pisze...

Co się właśnie stało? Jak...co...Jestem w szoku, wybaczcie! To było obrzydliwie, miałam wrażenie, że to jest tekst pedofilski. Może aŁtorka to jednak aŁtor? W dodatku taki "Mam na imię Wojtek i też mam 13 lat"? Naruto zachowuje się jak sześciolatek. Może niech aŁtorka urządzi orgię wszystkich boCHaterów? Bo do tego to zmierza. Trauma. Analiza przednia!

Anonimowy pisze...

Arrghhh... Au. Nie. Przepraszam. Wszystko czego nienawidzę w wizjach jajoistek - w jednym tekście. To boli. Jak bardzo odchylonym od normy trzeba być, aby płodzić takie rzeczy nie dostrzegając, że to już zabrnęło za daleko...? ;_;
Nie czytam drugiej części, nie wytrzymam. Czuję że jeszcze troszkę tego tworu i w moim mózgu zajdą nieodwracalne zmiany.
Analizatorzy to jednak mają twardą psychikę.

~Meredith.

Anonimowy pisze...

Wytrzymałam jakąś 1/5. Te perypetie ze starpetką to na poziomie opowiadania dla trzylatków, naprawdę… W ogóle tak wygląda tekst, jak się próbuje mangę/anime przedstawić słownie, stąd te wszystkie dziwne zachowania i onomatopeje. Wyobrażam to sobie jak SD-ki i wiem, o co chodzi, ale tak się po prostu nie pisze.

Chciałam jeszcze powiedzieć, że "ototo" wołamy, jak coś pokazujemy, a nie pamiętamy, jak to się nazywa. Młodszy brat to "otouto" i ta jedna literka JEST istotna.

Ag

Nefariel pisze...

Ciekawi mnie, czy nastoletni gówniarz drący się na starszego brata "zamknij ryj, zamknij ryj, zamknij ryj!" wydawałby im się równie uroczy, co Sasuke ze swoim "urusai".
Itachi faktycznie nie ma zbyt wiele wspólnego z oryginałem - jest po prostu OBLEŚNY. Cały ten fik jest chory i obleśny. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby spłodzić coś takiego.

Sineira pisze...

@Meredith: Nasza psychika też ma ograniczoną wytrzymałość, dlatego analiza tworzona była długo i w bólach. W drugiej części będzie o wiele mniej obleśności, najgorsze kawałki zostaną powycinane i skupiamy się na innych bzdurach, których aŁtoreczka dostarczyła hojną ręką.

Frikey Slender pisze...

"Und kleine prosiątko po polu gelaufen." - Babatunde, you made my day ;)

Kurwa mać. Tylko tyle jestem w stanie powiedzieć po przeczytaniu tego opka. Gdybym nie czytała tego na szkolnym komputerze to pewnie wyrzuciłabym go przez okno i sama się "bez litościwie żuciła" na róże kolczaste.
Szacun, że przez to przebrnęliście.

blinkowa

Anonimowy pisze...

Ludzie żenią się z psami, kozami i poduszkami, więc czemu by nie z lisem?

Mój plan poślubienia podkładki pod mysz z Supernatural od razu stał się mniej abstrakcyjny...


Tylko w przypadku Kyuubi`ego różnica polegała na jego mocy. Wszyscy wiedzieli, że lisy są święte i nie wolno się do nich zbliżać, a jednak.
Tfu, bezbożniku!
No ale to święty lis jemu zrobił dziecko, nie on świętemu lisowi, więc wszystko w porządku.
Nie, to Kyuubi, lis, urodził Naruto.
Ale Kyuubi jest tytułowany mężem, a Naruto mówi "mama" do Minato!
To wszystko przez dżęder.

To.Było.Cudowne.
Kompletnie nie rozumiem o co chodzi,ale dobrze mi z tym.Dobrze,że moje pokolenie nie miało takich bajek...

Chomik

Anonimowy pisze...

W życiu natrafiłam na wiele złych opek(yaoi też się znalazły), ale to bije wszelkie granice złego smaku. Dobrnęłam do połowy, dalej nie zdzierżyłam. Zbyt obrzydliwe.
Pomijając to, analiza jak zwykle świetna.

Anonimowy pisze...

To opko boli bardziej niż niezdana sesja. Z różnymi tForami narutowymi miałam już styczność, ale to pobiło wszelkie rekordy. Zwłaszcza hasło "Połączyła nas skarpetka". Wzbudziło we mnie chęć na poszczucie aŁtoreczki Cthulhu lub innym Latającym Potworem Spaghetti.
Ejżja

hasło: octanRec description. Faktycznie, te opisy są chemiczno-toksyczne.

mrija pisze...

Boli mnie mózg. A wizja penisoidalnego ogona przyprawia o zwrot kolacji sprzed miesiąca. Niektóre ałtoreczki powinny mieć dożywotni zakaz pisania w internetach.
Przeogromne wyrazy szacunku za uczynienie tego... czegoś... śmiesznym. Jesteście genialni.
...ale oddajcie już Bezdomną...

Anonimowy pisze...

Nic nie rozumiem już od pierwszych zdań :-(

Melomanka

Anonimowy pisze...

O mój Borze szumiący na wysokościach, już po pierwszych paru zdaniach wiem, że to opcio da mi mnóstwo okazji do kwikania.
Boru, te podteksty gdy rodzeństwo ze sobą rozmawia *leci po wiaderko*.
Te scenki "zachłannego" mizianka z tatuśkiem ;A; ! *przysuwa wiaderko bliżej*

Tak. Małe kotki, liski, szczeniaczki są słodkie. Rysunki w stylu chibi też są słodkie. Ale do cholery jasnej, przekładanie tego na zachowanie ludzi nie działa!

A już tym bardziej przerabianie tego na yaoi *wzdraga się* .

Był szczęśliwy, że jego ototo znalazł w końcu kogoś na kim mu zależy, ale nie zamierzał mu tego ułatwiać.Odrobina zazdrości dobrze zrobi na wyniosłe ego Sasuke.

Ten tylko go zobaczył jak się mizia z tatą (bleee) i już miłość po grób i fokle. A ta zazdrość Itachiego brzmi jakby... no nie wiem... Będą później trójkąty między Sasuke, Ithachim i Naruto?
Lisy w ciąży, zabójcy rodziny jako ta rodzina, mama jest tatą, tata jest mamą i do tego mąż jest mamą, co się dzieje, ja nie chcę, zabierzcie mnie stąd!
Samce zachodzące w ciąże, 16-latkowie zachowujący się jak małe dzieci... To musi być jakiś podgatunek asari :D .

koty są zawsze napalone

ŁATDAFAK?! Może... może Naruto ma cieczkę albo coś ╥口╥ ?!

Przez całą analizę nie kwikałam tylko wyłam. A teraz przepraszam, idę na terapię po tym... czymś.

MaiCroft

rafal_ost pisze...

No tak, od czego by tu zacząć...

Szanowni Analizatorzy, od czego by tu zacząć? Czytywałem Was od dawna, mam za sobą Marlenkę i braci Kaulitz w Krakowie; ostatnio trochę odpuściłem, bo dobór tematów mnie nie rajcował (ale cały czas cenię sobie Waszą pracę).
Moja lepsza połowa namówiła mnie do przeczytania tego wynalazku na zasadzie "chodź, jesteś japonistą, to się pośmiejesz". No to się pośmiałem. Aż mi głowa raz za razem waliła w biurko :D

Zastanawiam się, czy mam się tu pałować własną gloryjką emgieera filologii japońskiej i podpowiadać każdą nieścisłość językową, którą aŁtoreczka myśląc, że zna japoński, wrzuciła do tekstu. Ale zgodzimy się wszyscy, że to chyba nie ma sensu. Ograniczę się do tych co smakowitszych (i nie, to nie jest na zasadzie "ja umiem, a Wy nie"; po prostu potraktujcie to jako ciekawostki).
Hej hoł, lec goł:
1) osuneko - forma gramatycznie poprawna, ale b. rzadko używana. Japończycy w 99% nie rozdzielają płci zwierząt i nie mają na to słów odrębnych leksykalnie (jak np. pies/suka, koń/klacz). Przedrostek osu/mesu (samiec/samica; czasem po prostu skracany do o/me) jest używany tylko w języku naukowym, coś jak polski "samiec kota". Google Translator: aŁtoreczka - 1:0.
2)"aiso no ii" jako "grzeczny" - Jezusicku! Gdzie ja ostatnio takie coś słyszałem? Chyba w ambasadzie... "Aiso" to ogólnie "socjalność", "grzeczność", "kurtuazyjność" w tym najbardziej napuszonym i białokołnierzykowym aspekcie. "Ii" to "dobry", a więc całe wyrażenie może znaczyć "kulturalny", "dobrze wychowany"... choć nie, jest takie słowo "kindersztuba", a więc: "posiadający kindersztubę". Taki jest kaliber tych słów :)
3)hahaue - słownik mówi, że używano tego przed 1868 rokiem i to w sytuacjach oficjalnych. Punkt dla analizatorów za zauważenie. Naruto jako historia pseudosamurajska mogłoby to jeszcze obronić, ale skoro sama aŁtoreczka twierdzi, że jej wytwory nie mają z tą mangą/anime nic wspólnego poza imionami bohaterów, sama sobie wykopała dołek i pociągnęła cyngiel.

(komentarz za długi - cdn)

rafal_ost pisze...

4)aniki - oł jeee. Tak mówią do siebie gangsterzy yakuzy (a przynajmniej mówili). 90% Japończyków będzie się to kojarzyło właśnie tak. Formalnie znaczy to "starszy brat", ale np. kto w Polsce myśli dziś o oryginalnym znaczeniu słowa "ziomek"?
5)"enzeru" jako "anioł"? Boli. Anglicyzacja japońskiego jest zjawiskiem potwornym i niestety, ale takie coś występuje. Choć ściślej - zauważają to słowniki. Tak samo "pusshi" jako "kotek". Żesoproszem? W ciągu 6 lat "kariery" (a raczej rzeźbienia w g...) wykładowcy i tłumacza nie miałem do czynienia z czymś podobnym. Ogólnie rzecz biorąc, anioł to przede wszystkim "tenshi" (choć to akurat pojęcie wtórne, Japończycy zapożyczyli terminologię chrześcijańską najpierw z portugalskiego, a potem ponownie z niemieckiego/angielskiego). Kotek (tak jak mówią dzieci) to "nyan-chan" (czyli "małe miau").
6)"ano ichiagari" jako "co się stało"? Nie na tej planecie. Nie jestem nawet w stanie wymyślić sobie znaczenia tej frazy. "Co się stało" to "doo shita no desu ka" (albo wariacje tego; jako "oo" zaznaczam długie "o", które aŁtoreczka albo ignoruje - jak i inne długie sylaby- albo podejrzawszy gdzieś system IPA, zaznacza dwukropkiem za samogłoską - ale coś mi mówi, że sama na to nie wpadła)
7)(cytat) Watashi-no Sasu-chan, itsuka watashi-no …(mój Sasu-chan, tylko mój) - wuja prawda. "Itsuka" to "kiedyś", a to zmienia nam sens diametralnie ;) Przy okazji delikatnie oberwie się analizatorom za sianie fałszywych pogłosek - "watashi" jest zaimkiem 1 osoby, ale neutralnym, w żadnym razie nie żeńskim. Byłaby piątka z gramatyki, będzie 4+ ;)

Nad resztą się nie będę pastwił. Pedofilie, kazirodztwo i wtrącanie losowo wybranych japońskich słów w polski tekst. Zabić to żywym ogniem. Idę sobie kupić kilka piw i poczytać o outsourcingu, bo jutro rano mam rozmowę o pracę w poważnej firmie. To mi rozjaśni umysł.

A, i szkoda, że nie lubicie furry. Ale patrząc na takie coś sam bym znielubił (a siedzę w fandomie od lat i gwarantuję, że ma on niejedno imię, a takie abominacje też są tępione ;) ).

rafal_ost pisze...

A, i żeby położyć wisienkę na tort - Itachi to też "zwierzęce" imię, i znaczy dokładnie "łasica". Ale to już raczej na zasadzie pośmiania się :)

Anonimowy pisze...

Kotek to "małe miau"? Przestaję się dziwić kuzynowi, dla którego kolęda "Oj Maluśki" to "ta o cielątku" ("małe mu") ;)

Anonimowy pisze...

rafal_ost: tak mi się właśnie wydawało - że "watashi" jest zaimkiem neutralnym. Używanie zaimków typowo męskich, jak "boke" podobno trąci trochę maczo, a trochę młodymi chłopcami.

Przy okazji jeszcze jedno "kami-sama (Boże)". Z tego, co wiem, Japończycy nie mają naszego odpowiednika wykrzyknienia "o, Boże" w sensie wezwania jakiejś istoty boskiej. Po prostu nie ma zwyczaju, żeby tak mówić. Może to dlatego, że w większości są shintoistami/buddystami?

No i patrzcie, jak ładnie udało mi się skupić na technicznych aspektach zagadnienia i nie powiedzieć ani słowa o obrzydliwych pedofilskich fluidach, które wylewają się z tego opka rwącymi rzekami, jak brudna piana z kolektora ściekowego.

Anonimowy pisze...

Wstawianie tłumaczeń tych japońskich zwrotów w nawiasach, wszędzie, niezależnie od kontekstu, wygląda nieprawdopodobnie absurdalnie. Od razu skojarzyło mi się z łacińskimi nazwami gatunków podawanymi w tekstach przyrodniczych: "I wtedy seme pocałował w miękkie, różowe usta swojego ukochanego kotka (łac. felis domesticus)".

Sineira pisze...

@rafal_ost: Dziękujemy pięknie za wykład i prosimy więcej, lubimy się uczyć! Co do watashi-no, posypuję głowę popiołem, nie sprawdziłam informacji wziętej z Urban Dictionary, a najwyraźniej ktoś tam popierdzielił watashi z atashi. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że to opko zniszczyło mi mUSK.

Ajró pisze...

Za czasów podstawówki czytałam mnóstwo blogów, więc podpowiem w pewnej kwestii:
Siedemnastka(Sasame) z dedykacji to aŁtorka tego bloga:
http://www.drugaszansasasuke.blog.onet.pl/
Polecam się zapoznać zwłaszcza z pierwszymi rozdziałami - stawiam 0,5 l każdemu, kto zrozumie, o co chodzi z Minato :D

Anonimowy pisze...

Jako osoba zaznajomiona z kanonem, ba zakochana w nim po uszy, ledwo powstrzymałam się przed wyrzuceniem komputera przez okno.
To, co aŁtoreczka zrobiła z tak epickimi postaciami jak Itachi i Minato jest straszne. A jej obrzydliwa wizja SasuNaru jest po prostu obrazą dla tego pairingu... Czy jest jakiś sposób odłączenia jej internetu?

Fan

Babatunde Wolaka pisze...

@rafal_ost: Potwierdzam słowa Sine, komentarze japonisty są bardzo ciekawe i pouczające i chętnie widziałbym ich więcej. Warto zauważyć, że jako "anioł" występuje tu nie tylko "enzeru", ale też "cherabu" - kolejne zapożyczenie?

@Anonimowy z 20:21: Oczywiście, a Maryla Rodowicz śpiewała piosenkę o krowach ("Mówiły mu") :)

@Anonimowy z 20:41: "I wtedy seme pocałował w miękkie, różowe usta swojego ukochanego kotka (łac. felis domesticus)"
To mi przypomina, jak w pierwszym przekładzie "Kojiki" na język angielski (1882 r.) trafiały się nazwy łacińskie, kiedy tłumacz nie znał angielskich: "...if there is the disorder of the cut Hydropyrum latifolium, let there be disorder..."

rafal_ost pisze...

@Anonimowy: "Małe miau" to moja licentia poetica; jak większość wie, końcówka "-chan", używana do stopnia wyrzygu w rozmaitych popularnych anime, oznacza po prostu zdrobnienie (jeśli więc np. powiedzielibyśmy Anna-chan, byłaby to Ania, Teresa-chan to Tereska itd.); "nyan" z kolei to "miau" (jest też alternatywna wersja "nyaa"). Językowi japońskiemu brakuje czasowników dźwiękonaśladowczych (miauczeć, rżeć, beczeć, ćwierkać, skrzypieć, szeleścić), ma za to paranoidalną dla nas liczbę onomatopei (grube kilka setek) i właśnie za ich pomocą załatwia się np. dźwięki wydawane przez zwierzęta - szczekać to "robić hau", miauczeć to "robić miau" itd. Co to ma do rzeczy? Kotek to nyan-chan, piesek to wan-chan ("wanwan" to "hau hau"). Połączmy onomatopeję (dokładniej - reduplikowany symbolizm dźwiękonaśladowczy :D ) z sufiksem zdrabniającym i mamy coś, co jest nieprzekładalne dosłownie :)

Co do "Kamisama" - "kami" to nie tylko Bóg chrześcijański, ale również bóstwa shinto. Natomiast istotnie, nie ma zwyczaju wzywania sił wyższych (ani pań obyczajów lekkich ;)) kiedy coś nam nie pójdzie, jest niejapońska. Oni to załatwiają inaczej ;)

Babatunde Wolaka pisze...

"Kamisama" kojarzy mi się głównie z mangą "Aa Megamisama!" (w wersji angielskiej - "Oh My Goddess!"

rafal_ost pisze...

@Sineira: bardzo chętnie, jeśli tylko będę wiedział, co mam mówić/wyjaśniać, a nie spamował Was wszystkim, co wiem. Pytajcię a wyjaśnię, chętnie polecam się też na przyszłość jako konsultant przy pseudojapońskich wymysłach gimnazjalistów - choć coś mi mówi, że jeszcze tego pożałuję :D

@Babatunde: Tu dotykamy istotnego problemu tłumaczy z języków (i kultur) od nas odległych. Nie będę tutaj pisał o tłumaczeniach Kojiki, bo cały artykuł mi wyjdzie - ale całość sprowadza się do jednego: jak, do cholery, przełożyć coś, czego u nas nie ma (szczególnie, kiedy mamy XIX wiek i nie ma Internetu, a więc nikt nie wie, co to właściwie jest to Hydropyrum...). Chamberlain odwalił kawał roboty, ale jego tłumaczenie miało wszystkie wady dzieł tamtego okresu. Zresztą każde tłumaczenie jest obarczone poglądem na świat tłumacza. Nawet polskie Kotańskiego (nb. jedno z odważniejszych, ale to temat na kolejny artykuł) jest miejscami odjechane w kosmos. Mówię to jako człowiek, który śp. prof. Kotańskiego jeszcze poznał :)

rafal_ost pisze...

@Babatunde #2: A to jest przykład bardzo dobrego tłumaczenia. "Aa, Megamisama!" jest w oryginale grą słów ("aa" - pominę;)) "kamisama" i "megami" - "bogini". Anglicy przełożyli to, jak przełożyli, w Polsce o mało co mielibyśmy bardzo dobre, moim zdaniem "Rany Boskie(j)!" (w takim zapisie), ale wydawcy zdecydowali się na angielską wersję. Szkoda.

rafal_ost pisze...

A w ogóle, tu mamy przykład tego, o czym pisałem wcześniej: "me" - prefiks żeński i "kami" (udźwięcznione do "-gami") = "bogini". "-sama" z kolei to przykład przyrostka wywyższającego, który jest dziś bardzo rzadki i przetrwały tylko w stałych, skostniałych wyrażeniach (a niegdyś dodawany do imion, jak dziś -san)

rafal_ost pisze...

I muszę jeszcze raz zaspamować, bo dopiero teraz zauważyłem - moje słowniki nie mówią nic o słowie "cherabu". Jestem w stanie się domyślić źródłosłowu (worek węgla by się nie domyślił), ale jestem ciekaw, skąd aŁtorka go wzięła. Sama raczej nie wymyśliła, może występuje w jakichś słownikach religioznawczych (ale i tutaj obstawiałbym raczej formę "kerabu" z możliwymi przedłużeniami samogłosek, bo w transkrypcji japońskiej "ch" czytamy jako "ć", a to już zanadto odbiega od oryginału fonetycznie - na ile kojarzę porównywalne zapożyczenia; ponadto "ch" w angielskim "cherub" jest fonetycznie bliższe głosce "k", stąd moje przewidywania)。
A skoro już spamuję, to po całości - gdzieś tam pojawia się wyjątkowo obleśna, kazirodcza scena ojciec/syn. Paliłbym jak kosmiczni marines gniazda Obcych ;) ale nie w tym rzecz. Pojawiają się tam jeszcze kolejne kalafiory, ale przypomniał mi się tylko jeden:

[blablabla]– energicznie zaczął pocierać policzkiem o policzek małego blondynka, który liczył sobie zaledwie 153 cm wzrostu – cherabu watashi no (aniołeczku mój) - zła kolejność. Jeśli już w ogóle, to "watashi no cherabu"(jeśli już uznajemy zasadność tego słowa, o którym pisałem wyżej). ""Watashi no" znaczy owszem tyle, co "mój" ("watashi"="ja" + "no" - partykuła dzierżawcza), ale nie wolno tego zamieniać miejscami. Japoński nie ma tak luźnej składni, jak polski i zamiana "mój aniołeczku" => "aniołeczku mój" nie działa tak samo.


Rany, czyżbym właśnie opisał wszystkie błędy i nieścisłości w czyimś opku? Nie wierzę...

Anonimowy pisze...

http://moje-opowiadanie-kwiatkowski.blogujaca.pl/


Bardzo polecam. Niezwykle upojne, na pewno nie jest to prowokacja, autorka aktywnie działa w internecie i jest dumna z opowiadania. W tym opku jest wszystko, a, każdy cytat lepszy od kolejnego :).

Analiza jak zwykle wybitna, choć opko wyjątkowo niestrawne. Czekam na Bezdomną :>

Anonimowy pisze...

Komentarze japonisty bardzo smaczne i pouczające. Megusta-sama :)

Anonimowy pisze...

Też zauważyłam te nieścisłości w japońskich wstawkach (np. z tym przestawionym szykiem zdania), ale ekspertem nie jestem, wolałam się nie wychylać :D .

"ano ichiagari" jako "co się stało"? Nie na tej planecie. Nie jestem nawet w stanie wymyślić sobie znaczenia tej frazy.

I tu się zaczynam zastanawiać, skąd aŁtoreczka bierze te frazy skoro nawet doświadczony japonista nie jest w stanie wymyślić co znaczą? Zasłyszała w jakimś anime i napisała tak jak słyszy? Tak czy siak, mnie też się podobały te komentarze :D .

MaiCroft

Babatunde Wolaka pisze...

Dopiero gdy rafal_ost zwrócił uwagę na "cherabu watashi no", dotarła do mnie z całą mocą absurdalność tej inwersji i uderzyła w moją atamę niczym kanabō. (Wpadam w żargon. To chyba zaraźliwe...)

Anonimowy pisze...

@rafal_ost wpadaj częściej, bardzo interesujące komentarze ^^
Uwielbiam merytoryczne wypowiedzi, a niestety moja (jak i podejrzewam sporej rzeszy osób) na temat języka japońskiego pochodzi głównie z komiksów/filmów animowanych i oczywiście jest to pojęcie o temacie co najmniej wyjątkowo mierne (zwłaszcza że te tłumaczenia to też różne).
Szczęśliwie rozsądny człowiek zdaje sobie z tego sprawę i nie wtrąca japońszczyzny gdzie popadnie, w przeciwieństwie do różnych ałtoreczek i inszych otaku ('otaku' to tez zabawne zjawisko, biorąc pod uwagę negatywny wydźwięk tego określenia w Japonii i fakt, że nasze rodzime mangozjeby same się tak określają... Cóż, chyba wpasowują się w definicje 'otaku' tyle że wcale nie tak, jakby tego chciały, huehue.)

~Meredith

Anonimowy pisze...

Z tymi napuchniętymi ustami to może być efekt kiepskich tłumaczeń wujka Google, bo co rusz w angielskojęzycznych fanfikach są "swollen lips" ;)

Kilka lat temu, będąc już osobą dorosłą i studiującą, wróciłam do mangi i chcąc nie chcąc dowiedziałam się, co to jest yaoi - wpadłam w sidła niektóre prace nawet lubię, ale ten fanfic jest przerażający, gdyby nie Wasze komentarze, od których dosłownie płakałam ze śmiechu, to nie przeczytałabym nawet początku.
Wydaje mi się, że autorka, młoda i niedoświadczona, chciała zrobić to "cute" i "kawaii", stąd te dziecinne określenia i zdrobnienia, które normalnych dorosłych przyprawiają o dreszcze ze zgrozy, bo nie widzi się nastolatków, ale małe dziecko z obleśnym zboczeńcem. Widziałam niesmaczne mangi czy rysunki, gdzie strona bierna wygląda jak dziecko/młodziutki nastolatek, możliwe, że autorka wzorowała się na takich... dziełach.

Borówka pisze...

Całe szczęście, że przed napisaniem komentarza czytam zawsze wypowiedzi pozostałych czytelników. Dzięki temu mój mózg niemal zapomniał, czego przed chwilą doświadczył i dlaczego tu jestem.

Opko jest obrzydliwe do granic możliwości z bardzo wielu przyczyn. Aż mi się marzy powrót "Bezdomnej", a to już bardzo zły objaw, bo ona wzbudza we mnie podobne odczucia.

Mimo wszystko analiza była zabawna, naprawdę jestem pełna podziwu dla Waszej wytrwałości, Szanowni Analizatorzy.

Lenn pisze...

TO ma być odskocznia od Michalak? TO?! Mnie tam już chyba Michalakowa robi lepiej na psychikę niż to opko...

Ciekawi mnie bardzo, kto, gdzie i komu polecił toto jako wzór udanego opisywania seksu... ale okej, nie będę aż tak wrednie dociekliwa.

Pedo furry z kazirodztwem w tle było straszne. Straszne. Chyba nigdy nie pojmę, co może być rozkosznego, a tym bardziej erotycznego w przedstawianiu nastoletnich chłopców jak malutkich dzieci albo w dorabianiu im ogonów, które będą sobie wtykać w części ciała... nieprzeznaczone do wtykania ogonów, no.

To, jak aŁtoreczka kaleczy rzekomy język japoński, wypala mi oczy, mózg, i boli, boli, BOLI. Żeby jeszcze leciała tym, co słyszy w anime, ale czasami musiała chyba lecieć jakimś lipnym translatorem, ewentualnie zrzynać z innych opek i coś przekręcić po drodze. Bardzo żałuję, że @rafal_ost nie potrafi wykombinować, skąd wzięło się "ano ichi agari", bo teraz sama siedzę i rozkminiam tę zagadkę. Te znaczenia tych słów, które przychodzą mi do głowy, nijak nie układają się w "co się stało". Nijak.

Btw!
"Kotek to nyan-chan, piesek to wan-chan ("wanwan" to "hau hau"). Połączmy onomatopeję (dokładniej - reduplikowany symbolizm dźwiękonaśladowczy :D ) z sufiksem zdrabniającym i mamy coś, co jest nieprzekładalne dosłownie :)"
Jak nieprzekładalne: o szczekusiu, mruczku czy mućce nie słyszał? ;D

A z komentarzy Analizatorów najbardziej zabił mnie ten:
"Do dziś pamięta to gorące, ciasne wnętrze (autobus?), które tak chętnie go przyjęło w siebie. Spocone, gorące ciała ciasno do siebie przylegające (zdecydowanie autobus!), wokół nich nieziemski krajobraz dopełniający doskonałości chwili."

Oraz wywód Kury na temat przeznaczenia skarpety jako pokrowca na stopę. XD

Anonimowy pisze...

Dajcie mi karabin.

Anonimowy pisze...

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć: oto jest jedno z najobrzydliwszych opek, jakie tu widziałem. Prawdopodobnie nie jest na pierwszym miejscu, ten "chonor" przypada opku o napalonych Kaulitzach (chyba - nie czytałem tamtej analizy, bo po kilku akapitach zrobiło mi się niedobrze), ale jest blisko.

Chociaż... dziwne wydaje mi się, że cały ten fragment o wkładaniu, lizaniu itp. jest uznawany przez czytelników za obrzydliwy tylko dlatego, że bohaterowie są nieletni. A gdyby przed opisem autorka wstawiła np. zdanie "Minęło so (dziesięć) lat, Sasu-chan i Naru-sama podrośli i zrobili się pełnoletnimi mężczyznami", to nagle zmieniłoby się to w przepiękny opis miłości?

Anonimowy pisze...

Jeszcze parę takich gówniar jak ałtorka tego opka i okaże się, że skłonności pedofilskie przestały być domeną mężczyzn. Jezu, kogoś naprawdę podniecają dzieci z dziewięcioma ogonami?!
Oddajcie Bezdomną Kingę. Jej unurzana w gównie kurtka to znacznie lepszy fetysz.

rafal_ost pisze...

@Babatunde: atama to boli i medamy się gotują jak się to czyta ;)

@Lenn: fakt, o mruczku zapomniałem. Szczekusia nie słyszałem, jak żyję, a mućka gdzieś mi wylewitowała z głowy (bo ja to dziecko asfaltu i bruku jestem ;) )


Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa i postaram się wpadać częściej :)

rafal_ost pisze...

Chyba mam trop dotyczący tego nieszczęsnego "ichiagari"... tak naprawdę "co się stało" tyczy się późniejszego fragmentu pseudojapońszczyzny ("do shite pusshii", powinno być "doo shita, pusshii? - jeśli już używamy tego ohydnego, zanglicyzowanego słowa na kota), a to pierwsze... Hm. Metodą odwróconych skojarzeń i próby wejścia w skórę aŁtoreczki wnioskuję, że to może być zniekształcone "ano, icchatta..." czyli "o, poszedł sobie..." . Bardziej pasuje do opisywanego fragmentu akcji. Może aŁtorka podejrzała to w jakimś odcinku Naruto albo innego anime, gdzie podobna sytuacja zaszła, część usłyszała, a część zmyśliła? Sam pamiętam, jak za początków mojego zainteresowania Japonią spisywałem ze słuchu teksty piosenek, dostawanych na kasetach od Japończyków, poznanych przez pen-friend-club (klub miłośników pisania listów... było takie coś). Po kilku latach studiów, kiedy w Polsce był już jako tako dostępny internet, człowiek sprawdzał, co usłyszał, i łapał się za głowę... misheard lyrics w najlepszym wydaniu :)

Anonimowy pisze...

@ Anon z 12:32: Dlaczego niby skłonnosci pedofilskie mają być domena tylko mężczyzn? o_O

@Anon z 12:30: Nie, wtedy byłaby to źle opisana scena erotyczna, ale w źle napisanych scenach erotycznych samych w sobie nie ma nic moralnie złego, co najwyżej mogą się nie podobać. Nie uważam seksu analnego i oralnego jako obrzydliwe same w sobie, ot, elementy ludzkiego życia seksualnego. Natomiast przedstawianie jednego partera dość jednoznacznie jako dziecka (nieważne czy wiekowo czy mentalnie) brzmi jak gloryfikacja pedofilii co daje opisowi +1000 do obrzydliwości i sprawia że publikacja go na internetach staje się moralnie dwuznaczna, łagodnie mowiąc, nie uważasz?
O milości bym tu nie mówil tak czy inaczej, bo się jakoś nie dopatrzyłem w tym opku. Ale opka pornograficzne też są potrzebne, byleby, na boga, nie była to dziecięca pornografia.

Wgle to mam wrażenie że autor/ka opowiadania ma skłonności pedofilskie a ten komentarz o tym że Sasuke ma 16 lat to tak po to, żeby onet jej/mu nie zdjąl blogasia. Chociaż z drugiej strony - tam nie ma mowy o tym, żeby Naruto miał te szesnaście, kanon jest i tak tak zryty że równie dobrze może być tak że w tym akurat uniwersum Sasuke jest od Naruto 11 lat starszy x.x

Członki które stają się podczas erekcji tak nabrzmiałe i obolałe że aż trudno iśc po schodach trochę mnie kwikły. Czy im się wydaje że penis nie strzepany grozi eksplozją czy co? Gdyby częśc wiadoma naprawde stawala się aż taka obolała podczas ekscytacji, że aż Sasuke jęczy z bólu jak zdejmuje spodnie to seks byłby tylko dla prawdziwych hardkorów :D Z drugiej strony oni do wkładania mają ogony....xD

Fetysz ciasnych wnętrz jest creepy w zestawieniu ze słitaśnością reszty opka. Za to komentarz o autobusie rozwala na łopatki XDDDD

Ilekroć w tekście pojawia się to nieszczęsne "chikai kitsune (mały lisek)" to przypominają mi się "Wakacje Mikolajka", gdzie Mikolajek oposując kolegę z kolonii, Mamerta, dodaje za każdym razem "(ale z niego glupek!)". Tylko że tam to był zabieg zamierzony a tu raczej nie.

Wczoraj się świetnie bawilem przy tej analizie, ale dzisiaj juz mam trochę niesmak. Chyba jest to pierwsze opo z Armady które autentycznie wydaje mi się szkodliwe.

Anonimowy pisze...

To opko było straszne, ale lubię analizy strasznych opek, bo wtedy Wasze komentarze są śmieszniejsze. Nie wiem co ćpała ałtoreczka, ale powinna zmniejszyć dawkę. Chociaż przyznam szczerze... Ze wszystkich rzeczy z tego opka najbardziej nie wkurwiała mnie pedozoofilia i inne obrzydliwości (chociaż oczywiście to też), tylko ten wysyp japońskich słówek z polskimi tłumaczeniami w nawiasie. Serio, czy ałtorka myśli, że każdy jest tak głupi, że trzeba mu milion razy tłumaczyć co oznaczają dane słowa? (Chociaż... Jak ktoś czyta takie opko to może faktycznie jest tak głupi.) To było strasznie męczące. Pomijając fakt, że samo zastępowanie polskich słówek japońskimi jest wybitnie głupie, to skoro już tak robiła to mogła chociaż ominąć te tłumaczenia.

Babatunde Wolaka pisze...

@Anonimowy z 13:34: w dalszej części tekstu jest mowa o tym, że Naruto ma 16 lat bez czterech miesięcy.

@rafal_ost: Czyli w dodatku jest to japońszczyzna w stylu "drajwuję karę po stricie" (jak by to należało powiedzieć - "Watashi wa sutorīto de kā o doraibu"?)

rafal_ost pisze...

@Babatunde: niestety tak jest. Nawet nie wiesz, jak blisko jesteś prawdy. Niedawno w poważnym, uniwersyteckim podręczniku gramatyki natknąłem się na bardzo podobne zdanie: "haiuee de kaa o doraibingu shimasu" (nie chce mi się klepać poprawnych przedłużeń, pardon). I to nie w sekcji o zapożyczeniach, tylko o funkcjach partykuł...
Moi studenci zwątpili w sens życia. Ja też :D

India Javani pisze...

Jam bardziej indolog, niż japonista, ale to opko zryło mi nie tylko mUSK, ale i złączki między półkulami. Mam tylko jedno pytanie: łaj???

Anonimowy pisze...

Analiza jak zwykle świetna, ale samo opko... to było chore i obrzydliwe. Naprawdę, dawno nie czytałam czegoś równie ohydnego. Podziwiam za wytrwałość i odwagę, mnie to "dzieło" jeszcze długo będzie prześladować po nocach. :/

Anonimowy pisze...

@rafal_ost - apropo "watashi" jako formy żeńskiej:
Ostatnio przeglądałam książkę o slangu mniejszości seksualnych w Japonii i pojawiła się tam informacja, że dawno temu 'watashi' było uważane za formę bardziej kobiecą i nawet dochodziło w szkołach do prześladowania chłopców używających właśnie tego zaimka bo byli uważani za zbyt zniewieściałych.
Może analizatorzy (nieświadomie) mieli odrobinkę racji, ale nie spotkałam się z tą informacją nigdzie wcześniej i nie mogę na 100% potwierdzić ;)

Anonimowy pisze...

Pojawiło się kilka komentarzy o gówniarach piszących ficzki, naiwności i młodości ałtoreczki, tak więc tego, no... Jeśli wierzyć temu co napisała o sobie na blogu, to dziewoja ma lat 27. Taaa...

Krakatoa

Ethlenn pisze...

Skoro @rafal_ost skomentował, nie będę się powtarzać, powiem tylko: gdyby to ałtorpodobne coś było u mnie w grupie z lektoratu japońskiego, oblałabym jak nic. Bez zmrużenia me (oka).
To było poniżej poziomu "dżizas-nie-mogę-chcę-umrzeć-dzisiaj".

mrija pisze...

Ciekawam, czemu ałtoreczka tego... czegoś (bo nazwanie opkiem obrazi Marlenkę/Milenkę i piwnicę Rammsteina) opisując zenitalną fazę seksów wepchła w usta Sasuke jakże swojską kurew, zamist zaszpanować odpowienim trendy - prawilnym - i - och - jak - mrocznym japońszczyzmem... Google translator też ma swoje granice jak mniemam.

Lenn pisze...

@rafal_ost
Podziwiam giętkość Twojego umysłu, która pozwoliła Ci przejść od "(ano) ichi agari" do "icchatta...". Naprawdę PODZIWIAM, sama w życiu bym na to nie wpadła. Chyba masz rację również co do tego, że aŁtoreczka mogła stworzyć ten zwrot ze słuchu - niewykluczone, że po zabawie w głuchy telefon, tzn. spisała go z błędem od kogoś, kto spisał go z błędem od kogoś, kto spisywał ze słuchu.

@Anonimowy z 12:30
"Chociaż... dziwne wydaje mi się, że cały ten fragment o wkładaniu, lizaniu itp. jest uznawany przez czytelników za obrzydliwy tylko dlatego, że bohaterowie są nieletni. A gdyby przed opisem autorka wstawiła np. zdanie "Minęło so (dziesięć) lat, Sasu-chan i Naru-sama podrośli i zrobili się pełnoletnimi mężczyznami", to nagle zmieniłoby się to w przepiękny opis miłości?"
W moim odczuciu o pedo-obrzydliwości przesądza nie tyle podany wiek bohaterów, ile sposób, w jaki aŁtorka przedstawia rzekomo szesnastoletniego Naturo: jako kilkuletniego, rozkosznego brzdąca, który z seksem nie powinien mieć NIC wspólnego.
Gdyby Naturo zachowywał się zgodnie ze swoim wiekiem albo jak dorosły, scena skarpetkowych seksów byłaby dla mnie przede wszystkim durna i źle napisana, a nie od razu obrzydliwa.

Anonimowy pisze...

@ Krakatoa: wiesz, może autorka jest jak Naruto w opku....późno dojrzewa...xD

Anonimowy pisze...

Jezderkusie, jakie to głupie było. I jakieś takie hentajowe (to przez te mackopodobne ogony, fuj fuj). Jeśli ałtorka naprawdę ma 27 lat, to przypuszczam, że nie do końca wszystkie klepki jej właściwie przylegają. Styl pisania, prowadzenia akcji wskazuje na góra 12-13 lat.

Babatunde Wolaka pisze...

Z tego wszystkiego nabieram ochoty napisać opko yaoi z akcją w Afryce Wschodniej, z mnóstwem losowych wyrażeń i zwrotów w suahili.

Anonimowy pisze...

Najlepiej niech to będzie jajojec o zakazanym związku Masaja z Pigmejem (no, to już bardziej Afryka Środkowa, ale co tam - w wyobraźni wszystko się mieści).

Babatunde Wolaka pisze...

Albo jeszcze lepiej - jeszcze bardziej zakazany związek Masaja z niemieckim kolonistą, żeby można było wpleść parę "Hände hoch!" i "Verfluchte Schweine!" pomiędzy suahili.

Anonimowy pisze...

@Babatunde Wolaka czytałabym!
btw całkiem możliwe że ałtorka ma 27 lat. Niestety, takie rzeczy nie są domeną jedynie 13latek. O dziwo, większość takich yaoi-tworów (w odróżnieniu od yaoi które wciąż niezbyt ambitne, ale przedstawiają sobą pewien poziom)jest skutkiem pisaniny dziewuch w przedziale wiekowym 16-22 i w górę. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji.
Podzielę się z wami moja traumą. Ostatnio odkryłam że dziewczyna z mojego roku (19 albo 20 lat) jest zagorzałą fanką 1D. I dobra, niech sobie będzie, niech ma nawet te bransoletki i inne takie, nie wnikam... Ale dowiedziałam się że ficki owszem, jak najbardziej... I co ja mam o tym myśleć. Pragnę nadmienić że nasz kierunek to jest jednak historia sztuki! Myślałby kto że ludzie którzy się na to wybierają (pomijając tych z przypadku i na przesiedzenie) powinni mieć minimalny zmysł estetyczny! Do tej pory nie uważałam się za naiwną ale po tym to zwątpiłam.
Więc nie, 27-letnia zoopedoyaoistka-grafomanka-otakuska już mnie nie szokuje. Oddajcie mi moje złudzenia ;__;
~Meredith

Anonimowy pisze...

Ha ha ha, no faktycznie niezłe by to było. Rzecz jasna, na początku Niemiec okazuje Masajowi jawną pogardę, uważając się za istotę wyższą (musi być to niebieskooki blondyn, typowy Aryjczyk). Ale pewnego dnia podczas polowania Masaj zasłania go własnym ciałem przed atakiem rozjuszonego nosorożca. Wzbudzi to w naszym Aryjczyku bardzo pozytywne uczucia względem swojego wybawcy, a potem to już akcja rusza z kopyta.

Babatunde Wolaka pisze...

Ale później bohaterowie zostają brutalnie rozłączeni, ponieważ Niemiec musi wracać do rodzinnego majątku pod Szczecinem i poślubić pannę, która - jak to kobiety w jaoju - zupełnie go nie rozumie i wszystkiego się czepia. Lecz w końcu młody junkier rozpoznaje swego wybrańca w jednym z afrykańskich parobków przysłanych mu z Hamburga... etc.

Likorys pisze...

O matko, jak ja się nie mogę doczekać, aż dojdziecie do gwałtu i seksu z ogonami i seksu dwóch par jednocześnie. Taak, czytywało się takie cuda, jak się jeszcze nie wiedziało co się czyta...

Co do babskiego "watashi" - to tak, sporo portali mówi, że to kobiece określenie, ale nie raczy napisać, że dawniej.

Sama z "hahaue" spotkałam się parę razy, ale tam to służyło pokazaniu szanownej mamusi, że ma się ją w życi i widzi jedynie jako tą "rodzicielkę" i nic ponad to.

To "ichiagari" brzmiało mi dziwnie znajomo, ale jedyne na co wpadłam, to pomylenie z maiagari, że niby Sasuke gdzieś wywiało? Patrząc po ilości przejęzyczę - chikai, enzeru zamiast chiisai i enjeru - to chyba w miarę prawdopodobne...
Chociaż, jak teraz kojarzę "agari" ze "wstawaniem" - choć nie mam pojęcia skąd - to może chodziło "czemu Sasuke wstał" albo coś takiego?

Ot, kolejna milenijna zagadka. ;p

Anonimowy pisze...

Wtedy to nasz Aryjczyk dochodzi do wniosku, że życie we współczesnym, cywilizowanym świecie to nie dla niego. Zrywa zaręczyny, cały majątek przepisuje na cele charytatywne i wraca ze swoim ukochanym do Afryki, by tam, na bezkresnej, dzikiej sawannie, pod palącym słońcem odkrywać w pełni smak prawdziwej miłości.

Oczywiście, aby opkowej tradycji stało się zadość, opko, a zwłaszcza tzw. momenty trzeba pisać w sposób bardzo niezdarny, wręcz marlenkowaty/milenkowaty. Mile widziane wszelkiego typu orty, literówki oraz powrót Litwina Wyjołgi, który gościnnie wystąpił w analizie nr 25.

Babatunde Wolaka pisze...

Ale i na dzikiej sawannie nie czeka ich wyłącznie idylla i jęczenie do rana, bo oto już za baobabem czai się zUy (biseksualny i z obciachową brodą) Portugalczyk, który nabrał ochoty na jednego z bohaterów i postanawia go uprowadzić do swojej piwnicy w Mozambiku...

Orty i literówki są niezupełnie w moim stylu (koszę bardziej pod Mniszkowatą), ale z pewnością można by się spodziewać innego charakterystycznego elementu języka marlenkowego - mnóstwa regionalizmów (nie tylko poznańskich), wypełniających luki między suahili a niemieckim.

Anonimowy pisze...

Moje yaoistyczno-japonistyczne serce pęka. To jest tak złe, że już nawet pośmiać się z tego nie można :< I nie jestem w stanie stwierdzić z jakiego słownika korzystała autorka pisząc niektóre rzeczy. Chyba mnie to przerasta.
PS: Chyba wiem co znaczy to "CHUU" i radzę odsunąć się od monitora bo może coś wyskoczyć. Na przykład coś takiego: http://static.tumblr.com/2c9d42631500e3b4ef123b4a639119a5/azsuhsh/AzBmrk1v7/tumblr_static_tumblr_lz471obtu91qb93d1o1_r1_500.gif

Anonimowy pisze...

Zabiwszy mnie. Czytanie analiz z dwiema śpiącymi współlokatorkami zawsze było doświadczeniem ekstremalnym (spróbujcie wyć ze śmiechu nie wydając żadnego odgłosu), ale to mnie już przerosło. Tylu kwików, jęków rozpaczy i prychnięć dawno nie wyrzuciłam z siebie jednej nocy.
A wchodzenie na dodane do komentarzy linki grozi zawaleniem sesji sobie i innym :) Turniej kuśkowy zagościł wśród mego rocznika, odciągając go skutecznie od ceramiki i narzędzi krzemiennych :D

Akurat pisze...

Ja już wolę Bezdomną...
To było bolesne.

tuptaczek pisze...

"syneczka znajdującego się w jego brzuchu.
Taaa, gdzieś pomiędzy okrężnicą a żołądkiem." - A może Kyuubi jako istota magiczna (no fkońcu to jest fikcja na podstawie fikcji, można wypisaywać co się chce!) jest obojnakiem i posiada również macicę? Nawet jeśli nie było tego w tekście, to należało się domyśleć :P
"Był tak pochłonięty molestowaniem synka," - o bojciu, całe szczęście, że herbata jeszcze za gorąca do picia! Przecież oplułabym sobie monitor!
Ej, ale w ogóle jak Minato i Kyuubi się całują? Bo ten lisi potwór to ma chyba też taki lisi pysk, czyż nie? To tak trochę mało wygodne chyba, z takimi kłami i tak dalej...
Tak sobie myślę, że skoro "Hahaue(mama,rodzicielka)" to Naruto na pewno mówi tak to tego lisa potwora, bo to przecież on go urodził.
I coś mi się wydaje, że jednak Naruto wcale nie ma tu szesnastu lat :( bo przecież coś tam Minato myślał, że się przeprowadzili zaraz jak się urodził. Ale chyba rzeczywiście lepiej będzie uznać, że ma jednak te szesnaście...
Rozdział drugi jest, uch żenująco-obrzydliwy, może później doczytam. :(

Anonimowy pisze...

Nawiązując do ostatnich wydarzeń - nie zdziwiłabym się ani trochę gdyby tego jaojca znaleziono w celi Trynkiewicza ._.)

Twór spaczonego umysłu. Jakkolwiek analiza mnie rozbawiła i uratowała mój mózg przed natychmiastową ewaporacją. W tym przypadku nie było to łatwe ;)

Sue Mary Sue

Anonimowy pisze...

@ tuptaczek - moim zdaniem, oni mają ludzkie postacie, więc i twarze też, tak że z całowaniem problemów ni ma. To, co mają ze zwierząt, to uszy, ogony i kły. Aha, no i ciąże (wyłącznie męskie) trwające tyle co u zwierząt (no dobra, przyznaję, poczytałam dalsze rozdziały tego dzieła, w ramach skłonności do literackiego masochizmu :D)Ale oczywiście, mogę się mylić, bo tory wyobraźni ałtoreczki są tak pokrętne, że często nie sposób za nimi nadążyć.

Yorika pisze...

A ja większość opka miałam wrażenie, że te fragmenty, w których chłopcy są opisani jak dzieci jest wzięty jakby z innego tworu, traktującego właśnie o dzieciach.

Anonimowy pisze...

Furry i kocie uszy/ogon to dwa różne fetysze. W tym momencie analiza przestała mnie interesować skoro nawet ANALIZATORZY nie dbają o research. Dziękuję, wychodzę.

Anonimowy pisze...

Aż mnie fascynuje jakie życie seksualne ma autorka?
Chyba niezbyt ekscytujące.

Ola