czwartek, 11 października 2018

360. Co jada Etna, czyli karnawał w sierpniu (365 dni 3/?)

Drodzy Czytelnicy!
Mam nadzieję, że wybaczycie nam ostre cięcia, jakich dokonaliśmy w tym odcinku (jakby co, zawsze można przeczytać oryginał, chłe, chłe). Wycięliśmy głównie opisy seksów – wcale nie dlatego, że tak pikantne, przeciwnie, że tak nudne. Tym razem Laura będzie brylować na parkiecie, Massimo okaże się spadkobiercą pewnego miliardera, a napięcie i akcja jak zwykle nie zaistnieją.
Indżojcie!

część 1
część 2

Analizują: Kura, Jasza, Vaherem, Babatunde Wolaka i Kazik.


Laura szykuje się do zapowiadanego wyjazdu; kiedy już jest gotowa, wparowuje do biblioteki i przerywa spotkanie Massima z jego consigliere (Massimo zabronił komukolwiek wchodzić! – Co, ja nie wejdę?). Consigliere jest zachwycony, że wreszcie poznał na żywo Panią ze snów Massima, a i nasz wielki “hurr durr nie znoszę nieposłuszeństwa” mafiozo jakoś tym razem nie protestuje.

Przed wyjściem na podjazd zatrzymałam się na chwilę. Przed oczami nadal miałam obraz martwego człowieka leżącego na kamiennych płytkach.
Zastanawia mnie jedno - co stało się z Anną? Z kochanką Massima, która już na zawsze zostanie “garnkiem do szparagów”?
Trafiła do kuchni.
Ale wróci – cóż to byłoby za opko bez złej i zazdrosnej Barbie?


(...)


Okazuje się, że Massimo dotrzymał słowa i zwrócił Laurze telefon i komputer.


Przycisnęłam na panelu guzik, który zamykał szybę między wnętrzem auta a przednimi siedzeniami.  Uradowana  włączyłam telefon  i odkryłam z przerażeniem  dziesiątki połączeń od mojej mamy i, o dziwo, nawet jedno z telefonu Martina. To dziwne i smutne dowiedzieć  się po ponad roku, jak bardzo ktoś mógł mieć mnie w dupie, pomyślałam.
Cóż, im bardziej w las, tym mniej się dziwię Martinowi. Gotowa jestem się założyć, że odetchnął z ulgą.


Wybrałam numer mamy. W słuchawce odezwał się przerażony głos:
–  Kochanie, do jasnej cholery, ja tu się  zamartwiam i umieram ze strachu – powiedziała mama, niemalże łkając.
– Mamuś, dzwoniłaś do mnie zaledwie wczoraj. Spokojnie, nic się nie dzieje.
To znaczy - mama wielokrotnie dzwoniła, ale córka nie odbierała. Nie ma powodu do zmartwień.
No, mnie te “dziesiątki połączeń” nasuwają skojarzenie, że mama Laury jest cokolwiek nadopiekuńcza – może w każde wakacje powtarza im się ten schemat, że matka wydzwania, a córka nie odbiera, bo jest np. na plaży i rzeczywiście nie ma się czym martwić.


Laura z jakiegoś powodu mówi matce, że już wróciła z Sycylii, ale musi tam pojechać jeszcze raz, bo...


(...)
Zacisnęłam oczy [w imadle], modląc się w duchu, by łyknęła haczyk.
–  W trakcie urlopu dostałam propozycję  pracy w jednym z najlepszych hoteli na wyspie.  – Mój głos zdradzał przesadne podekscytowanie.  – Zaoferowali mi roczny kontrakt, który
postano­wiłam przyjąć, dlatego aktualnie szykuję  się do wyjazdu. – Urwałam i czekałam na jej reakcję, ale w słuchawce panowała cisza.
– Przecież ty nie znasz nawet słowa po włosku – zagrzmiała.
– No i co z tego? Turyści też nie znają!


– Oj, proszę cię, a jakie to ma znaczenie, cały świat mówi po angielsku.
Sytuacja stawała się napięta i wiedziałam, że jeśli jeszcze przez chwilę porozmawiamy, to matka coś wyczuje. Aby zapobiec temu, rzuciłam krótko:
–  Za kilka dni do was przyjadę  i opowiem ci o wszystkim, a teraz mam całą  masę spraw do załatwienia przed wyjazdem.
AAAAAAaaaaaaAAAAAAaaaaaAAAAA!!!
Zwrócono jej telefon. Ma szansę kogoś zaalarmować. Massimo jej nie pilnuje, zadbała, żeby kierowca jej nie słyszał. I mimo to nie tylko grzecznie powtarza bajeczkę, ale i stara się, żeby matka właśnie NIE nabrała podejrzeń!!!
Żeby jeszcze ta scenka była poprowadzona tak, że Laura, owszem, myśli o zaalarmowaniu najbliższych, ale odrzuca tę myśl, bo np. obawia się podsłuchu w telefonie. Żeby! A tu nic, zero, null…


Pojawia się Massimo, Laura relacjonuje mu swoją rozmowę z matką, zaznaczając, że aby do reszty ją uspokoić, powinna za jakiś czas pojawić się w Polsce. Massimo stwierdza, że przewidział to i dlatego na końcu podróży zaplanował też Warszawę. Laura jest wdzięczna.


(...)
Massimo  wpatrywał  się we mnie,  po czym opierając  głowę o zagłówek siedzenia, westchnął.
–  Ja wcale nie jestem taki zły, jak ci się  wydaje. Nie chcę cię więzić ani szantażować nawet pokazywaniem fotografii najbliższych i tekstem, że wiesz gdzie mieszkają i co robią. Nie to wcale nie szantaż. Wcale.
ale powiedz sama, czy bez przymusu zostałabyś ze mną? – Jego oczy patrzyły na mnie pytająco.
NIE CHCEM, ALE MUSZEM!
Przymus jak przymus, ale te ciuchy!


Odwróciłam głowę  do szyby. Czy zostałabym?, powtarzałam w myślach. Oczywiście,  że nie.
No, chyba że te Prady i Loboutiny… No w sumie sama nie wiem…

(...)


Laura zaczyna odczuwać niepokój na myśl, że jadą na lotnisko, gdyż nienawidzi latania – jednak Massimo szybko odwraca jej uwagę, zaczynając się do niej dobierać.


Wolną  ręką złapał  mnie za szyję,  jakby wiedział, ile czasu  spędziłam na upinaniu włosów  i jak bardzo tego nie­nawidzę.  
Niech obmacuje ile chce, ale NIE ŚMIE ZNISZCZYĆ FRYZURY!!!
Nienawidzi zarówno latania jak i czesania się.


Po porannym spotkaniu z różowym miałam przynajmniej złudne wrażenie zaspokojenia i kontroli nad własną głową.
Ale czy Czarny nie będzie zazdrosny o Różowego?


(...)
A więc Massimo Laurę na wycieczkę wziął i na wycieczce tej jej bieluśką bluzkę zmiął. Ciach, lecimy dalej.


Nadal  patrzył,  kiedy poprawiałam  swój mocno pomięty  strój. Przygładziłam włosy i włożyłam okulary. Kiedy skończyłam, wyciągnął ze schowka czarną papierową torbę.
– Mam coś dla ciebie – powiedział i podał mi ją.
Ma ją założyć na głowę?


Złote eleganckie litery na torbie układały się w napis Patek Philippe. Wiedziałam, co to za firma, więc mogłam się  spodziewać, co dostałam. Miałam też świadomość, ile kosztuje zegarek tej marki.
– Massimo, ja... – Patrzyłam na niego badawczo. – Nie mogę przyjąć takiego prezentu.
A te ciuchy o wartości mieszkania to mogłaś?
Za poczochrane włosy należy ci się jak psu micha!


Czarny zaśmiał się i nałożył na nos cieniowane aviatory.
–  Mała,  to jeden  z tańszych podarunków,  jaki ode mnie dostaniesz. Massimowy księgowy z jakiegoś powodu poczuł się nagle słabo, wezwano karetkę.  Poza  tym nie zapominaj, że nie masz wyboru jeszcze przez kilkaset dni.
Jak sądzę, pod koniec roku będzie miała garba od noszenia tych prezentów.


Otwórz.
Wiedziałam,  że ta dyskusja  nic nie da, a stawianie  oporu może się skończyć źle, zwłaszcza  że nie miałam drogi ucieczki.
Patrzcie jak zhardziała! Rozmyśla czy stawić opór przy rozpakowaniu prezentu.


Wyciągnęłam czarne pudełko i otworzyłam  je. Zegarek był cudowny, z różowego złota, wysadzany drobnymi diamentami. Idealny.
– Przez ostatnie dni nie miałaś kontaktu ze światem. Wiem, że wiele ci zabrałem, ale teraz powoli będziesz wszystko odzyskiwać – powiedział, zapinając mi go na ręce. Kto wie, może jutro dostaniesz nawet szpanerski kalendarz w ramach powrotu do społeczeństwa.


ROZDZIAŁ 6


Laura boi się latać, więc na widok maleńkiego samolociku dostaje regularnego ataku paniki.


(...)
Massimo  obszedł samochód  i otworzył drzwi po  mojej stronie, podając  mi dłoń. Zachował się szarmancko, a w lnianym garniturze (skisły burak w lnianym worku, wszystko się zgadza) wyglądał zniewalająco. Kiedy  obie moje stopy znalazły się  na ziemi, dyskretnie złapał mnie  za pośladek i popchnął w stronę wejścia.
Mnie takie dyskretne łapanie za pośladek kojarzy się z podpitym wujkiem Januszem na weselu.
Zwłaszcza cudnie to wygląda w zestawieniu z “zachował się szarmancko” raptem zdanie wcześniej.


(...)
Po wyjściu na jasną płytę lotniska odebrał nas kolejny samochód i zawiózł pod schodki
małego  samolotu.  
I to był cios. Wszystkiego mogłaby się spodziewać, ale nie małego samolotu!


Kiedy  przed nimi  stanęłam, zrobiło  mi się niedobrze. Samolot  wydawał się mikroskopijny, jak  rurka ze skrzydłami. Miałam kłopot  z lataniem czarterowymi samolotami, które przy tym czymś, co stało przede mną, były jak Dawid przy Goliacie.
*niepewnie* Chyba odwrotnie…?
No gdybym jak robił korektę tego dzieła, to już bym szykował dla siebie sznur. I dla pewności połknął garść tabletek.


(...)
Bez  chwili  namysłu Czarny  wziął mnie na rę­ce  i mimo mojego błagalnego  wrzasku i wymachiwania rękami wcisnął  przez miniaturowe wejście do środka. Krzyknął  coś po włosku [“Decolliamo!”] do pilota stojącego na szczycie schodów, który usiłował  nas powitać, i drzwi samolotu zamknęły się.
A pilot został za nimi.


Byłam przerażona, a serce waliło mi tak, że nie słyszałam własnych myśli. W końcu moja szarpanina przyniosła efekt i Massimo postawił mnie.
Kiedy tylko moje stopy dotknęły podłogi, a on odsunął się ode mnie, wymierzyłam mu mocny policzek.
– Co ty sobie, kurwa, myślisz!
Facet na rękach ją nosi, a ta strzela focha. Oraz bossa mafijnego w twarz.
Za takie traktowanie to mu się należało strzelenie w mordę, i to z pistoletu.


Wypuść mnie, chcę wyjść! – wrzeszczałam przerażona, po czym rzuciłam się w stronę drzwi.
Elementem Komicznym jest fakt, że awiofobia nie przeszkodziła Laurze w robieniu kariery w  firmach turystyczno-hotelarskich.
Ale ona pracowała w hotelu w Warszawie, prawda? I tam mieszkała, tak? No to chyba mi nie powiesz, że dolatywała do pracy samolotem.


Kolejny raz złapał  mnie i rzucił na jasną  skó­rzaną kanapę, która wypełniała niemal cały jeden bok maszyny. Przywarł do mnie swoim ciałem tak, że nie miałam szans, by się ruszyć.
–  Do cholery,  Massimo! – Z moich  ust nadal wydobywały  się dzikie krzyki i przekleństwa.
Żeby mnie zakneblować, wsunął mi do gardła język, odpiął go i tam zostawił, tym razem jednak nie miałam ochoty na zabawę i gdy tylko zagłębił się we mnie, mocno go ugryzłam.
Odgryź mu język i będzie po kłopocie.
Mmm, oczami wyobraźni widzę tą piękną scenę. :3


Czarny odskoczył i i zamachnął się,  jakby chciał mnie uderzyć. Zamknęłam  oczy i skuliłam się, czekając na cios.  Kiedy ponownie je otworzyłam, zauważyłam, że energicznie rozpinał  pasek ze spodni. O, gacie mu opadną! co on chce zrobić?
Może chce, żeby go jeszcze i w co innego ugryzła?


(...)


Massimo wyciąga pasek ze spodni i...
Przerażona poderwałam się z miejsca.
Podszedł do mnie, mało się nie wywalając o spodnie zsunięte do kostek, złapał palcami za brodę i uniósł ją tak, żeby patrzeć mi w oczy.
– Wybierzesz sobie teraz karę, Lauro. Ostrzegałem cię, byś już tego nie robiła. Wyciągnij ręce. Linijką po łapach i sto razy do zeszytu “nie będę pyskować”.
Patrząc  wciąż na  jego twarz,  wykonałam polecenie.
Wydeklamowałam mu trzy razy Koncert Jankiela


Złapał  moje nadgarstki  i sprawnie skrępował  mi ręce paskiem. (...)
–  Za każdym razem, kiedy uderzasz mnie  w twarz, okazujesz mi absolutny brak szacunku,  znieważasz mnie, Lauro. Dlatego bardzo chcę,  byś zobaczyła, co czuję.
Pamiętaj – zawsze okazuj szacunek molestantowi!


Twoja kara będzie cielesna i gwarantuję  ci, że tak jak ja także nie będziesz mieć  na nią ochoty (och, jak on się poświęca, na pewno go to bardziej boli niż ją). Możesz wybrać między obciągnięciem mi a tym, żebym ja zrobił ci dobrze językiem.
Bo OCZYWIŚCIE kara musi być związana z seksem, nie ma innej opcji.
Gdyby jej kazał zmywać naczynia albo kosić trawnik przez następne dwa tygodnie, szkody mogłyby przewyższyć zyski.


Samolot  wystartował,  kiedy usłyszałam  te słowa. Gdy poczułam,  że się wznosimy, zemdlałam.
Cwaniara… Inni rzygają jak wulkany.


Kiedy  się ocknęłam,  leżałam na kanapie,  a moje ręce nadal były  skrępowane. Czarny
siedział  w fotelu z nogą  zarzuconą na kolano,  wbijając we mnie wzrok  i bawiąc się nóżką kieliszka z szampanem.
– No więc? – zapytał beznamiętnie. – Co wybierasz?
- Mickiewicz? - Laura odpowiedziała szeptem…


Otworzyłam szeroko oczy i usiadłam, wpa­trując się w niego.
– Ty żartujesz, prawda? – zapytałam głośno, przełykając ślinę.
–  A czy  wyglądam,  jakbym żartował?  Czy ty, kiedy kolejny  raz walisz mnie w twarz, traktujesz to jako żart? – Nachylił się do mnie. – Lauro, przed nami godzina podróży i w ciągu tej godziny odbędzie się  twoja kara.
Nożesz murwa w kadź, koleś… Pięć lat marzysz o swojej widzianej na progu śmierci Pani. Pięć lat hodujesz obsesję na jej punkcie i widzisz jej twarz w każdej kobiecie, z którą się pieprzysz. Spotykasz ją wreszcie, dowiadujesz się, że jest chora na serce. Traci przytomność w twojej obecności i… to jest jedyne, co masz jej do powiedzenia, kiedy się budzi?!


Bla, bla, Laura wybiera bramkę numer dwa – albo raczej nie wybiera, Massimo pozbawia ją nawet tej możliwości, a dlaczego, to zaraz zobaczymy. Potem dobiera się do niej na różne sposoby w samolocie, w samochodzie podczas jazdy do hotelu i w samym hotelu. Wycinamy to wszystko, bo nudne jest w cholerę – ktoś powinien powiedzieć autorce, że czasem mniej znaczy więcej, a prawie 5000 słów ciurkiem o seksie wywołuje ziew, a nie pożar zmysłów. Tradycyjnie, zostawimy tylko kwiatuszki.


(...)
–  Zaspokojenie  mnie nie będzie  dla ciebie żadną karą,  wiem, że masz na to ochotę  co najmniej od dzisiejszego poranka.  Ale jeśli ja zrobię to tobie, bez twojego  udziału i kontroli, będziemy kwita – dokończył i jednym ruchem zdarł ze mnie spodnie.
Ciekawa logika...


(...)
chwilę  później nasze języki delikatnie tańczyły, co sekundę  przyspieszając rytm.
Po minucie wirowały już jak skrzydła wiatraka w czasie huraganu.


(...)
–  Chcę, abyś  zaraz doszła, a później będę  dręczył cię kolejnymi orgazmami  – tak długo,
aż zaczniesz błagać, bym przestał, a ja nie przestanę, bo chcę cię ukarać, Lauro.
Jaki mrrrrrhok, aż się przeraziłam!
Nie no, fakt, to najlepsza kara za to, że strzeliła wielkiego mafioza w twarz.


(...)


Trzeszczałam zaciśniętymi mocno zębami i wiłam się, nabita na jego palce.
No i co, Czytelnicy? Potraficie trzeszczeć zębami?
Brzmi bardzo niekomfortowo. Brzmi jakby już niedługo Massimo miał umówić Laurę na wizytę u dentysty.


Massimo i Laura przesiadają się do samochodu, by dojechać do hotelu. W pewnym momencie Massimo każe kierowcy wysiąść...
Zostawili go na poboczu. Szofer zrobił swoje, szofer może iść pieszo.


(...)
–  Usiądź  z przodu na siedzeniu pasażera  – powiedział, świdrując mnie zimnym, czarnym
spojrzeniem. Wypowiedział te słowa, siedząc bez ruchu, co odrobinę zbiło mnie z tropu.
– Po co? – zapytałam skonsternowana.
Albo siadasz gdzie ci każę, albo będziesz biegła za samochodem…
Razem z szoferem.


Na twarzy Massima pojawiła się irytacja, a jego szczęki zaczęły się rytmicznie zaciskać. Raz, dwa, cza cza cza!
– Lauro, ostatni raz powiem: przesiądź się do przodu albo za chwilę ja cię przesadzę.
Geeez, człowieku, wyluzuj, bo ci żyłka pęknie.
Wyobrażam sobie Massima podobnie do Ala Pacino w “Człowieku z blizną”, tylko zawsze, ZAWSZE ostro wkurzonego.




Kolejny raz jego ton wzbudził we mnie agresję i przemożną chęć przeciwstawienia się mu
wyłącznie  z ciekawości,  by zobaczyć, co  stanie się później.
Nawet ją rozumiem… ale to trochę głupia strategia w towarzystwie człowieka, który w każdej chwili może uznać, że to jakaś pomyłka z tym podobieństwem do jego wymarzonej Pani – i ją zastrzelić.


(...)
Zanim  zorientowałam  się, co właśnie  zrobił, siedziałam  ze związanymi za siedzeniem rękami (ojej, kiedy, jak to się stało, ale jestem dzisiaj roztargniona!),  a Czarny  zajmował miejsce  kierowcy. (...)
–  Obiecałeś,  że nie zrobisz nic przeciwko mnie
a nawet “przeciwko mojej osobie”...
–  wszeptałam, opierając się  o zagłówek fotela.
Wszeptała mu to w ucho.


Palce Massima delikatnie drażniły moją  łechtaczkę, rozsmarowując po niej wilgoć, która pojawiła się, kiedy tylko mnie dotknął. Jak nie wyciśnięta przez współlokatora gąbka.
– Nie robię nic przeciwko tobie, chcę, żeby ręce przestały cię boleć.
Takie odwrócenie uwagi.
Obiecałem, że nie zrobię nic wbrew twojej woli, a jeśli ci się wydaję, że to robię, to masz rację – wydaje ci się!


(...)
Wielkie wejście do hotelu:
Massimo otworzył  drzwi i nie puszczając mnie, wysiadł  z auta, po czym ruszył w stronę wejścia  do hotelu, przy którym zaparkowaliśmy. Oplatałam  go nogami w pasie i czułam na sobie zaskoczone spojrzenia  pozostałych gości, kiedy mijał ich bez słowa z kamienną miną.
– Nie jestem sparaliżowana – powiedziałam, unosząc brwi i lekko kiwając głową. - Mam tylko niewielki problem z pochwicą.


–  Mam nadzieję, ale jest kilka dobrych powodów, dla których nie chcę  cię puścić, a co najmniej dwa.
Przeszliśmy  obok recepcji  i wsiedliśmy do  windy, w której oparł  mnie o ścianę. Nasze usta niemal zetknęły się ze sobą.
–  Pierwszy  jest taki,  że mój stojący  fiut za chwilę rozerwie  mi spodnie, a drugi, to że
twoje są  przesiąknięte wilgocią, a jedyne, co mogło przykryć  ten widok, to moje dłonie i twoje biodra.
Plan tak szczwany, że równie dobrze na biodrach Laury można było zawiesić tabliczkę “tu nie ma nic do oglądania”.
Tak szczwany, że tylko przyczepić mu ogon, a mógłby lisa udawać.  


Laura w pokoju hotelowym pije szampana (co najmniej trzy kieliszki) i ogląda telewizję, aż tu wtem! zjawia się przed nią nagi Massimo prosto spod prysznica.


(...)
Boże, nie musiał  robić nic, fizycznie nawet nie musiał  mnie dotykać, by rozpalić mnie do czerwoności (pirokineza!) i skupić  moje myśli  jedynie na sobie,  swoim fiucie i marzeniu  o tym, by mieć go w ustach. Ostatnie trzeźwe zakątki mojej psychiki mówiły mi jednak,  że jeśli dostanie to, czego chce, gra przestanie być interesująca, a ja nie poczuję się najlepiej, tak łatwo mu ulegając. Bo to, że  ten facet będzie mnie miał, było bardziej niż pewne, jedyną niewiadomą było, kiedy to się stanie.
Taka karma, nic nie poradzisz.
Mój  przewrotny  umysł w ramach  walki z pożądaniem  podesłał mi myśl o tym,  że ten boski mężczyzn masturbujący  się przede mną chce zabić moją rodzinę.  Momentalnie całe podniecenie odpłynęło, a zastąpiły je złość i nienawiść.
Nie na długo…
(trochę mnie osłabia to, że myśl o zagrożeniu dla rodziny została przywołana wyłącznie w ramach “walki z pożądaniem”, aby nie ulec za szybko, bo wtedy cała zabawa straci smak…)

(...)


Z jego  gardła wydobył  się głęboki ryk,  kiedy ruszył w moją  stronę.
https://cdn2.vectorstock.com/i/1000x1000/81/21/angry-bull-cartoon-vector-1268121.jpg


Massimo po raz kolejny krępuje Laurę, używając również rozpórki do nóg, a następnie zamawia sobie do pokoju prostytutkę i uprawia z nią seks oralny, każąc Laurze patrzeć na wszystko.


Otworzyłam szeroko oczy, a moje serce wybijało rytm jak oklaski po koncercie Beyoncé.
Znaczy że co, eksplodowało?
Ojej, ojej, to biedne, chore serce? I nie wykitowało natychmiast? A może uleczyła je czarodziejska różdżka Massima?


(...)
–  Więc co mam ci jeszcze powiedzieć? Splótł  ręce na piersiach. Nie wejdę w ciebie, jeśli  nie będziesz chciała, obiecałem ci to. Ciężko  mi idzie opanowanie się całkowicie, ale na tyle, by cię  nie zgwałcić, potrafię się opanować. Samokontrola: level “głodny pies z leżącą na podłodze kiełbasą”.
Jasne, bo gwałt jest dopiero wtedy, kiedy jest penetracja. Trzykrotne związanie (nie w ramach erotycznej zabawy tylko dla unieruchomienia i uniemożliwienia ucieczki - “Widzisz, Lauro, w tym momencie jesteś unieruchomiona na tyle skutecznie, że nie jesteś w stanie uciec ani stawiać  mi oporu. – Oblizał wewnętrzną część mojego uda. – Jednocześnie mam dostęp do absolutnie każdej części twojego ślicznego ciała”), seks oralny, masturbowanie się na jej oczach, petting, zupełnie niezawoalowane groźby (“Za chwilę zerżnę cię tak, że twój krzyk usłyszą na Sycylii”) i wreszcie oral z prostytutką, na który ona musi patrzeć pod groźbą kolejnej kary – wcale się nie liczą, wcale!

–  Obrócił  się i ruszył  przez pokój. –  Mimo że oboje świetnie zdajemy sobie sprawę,  że byłby to najlepszy seks w naszym życiu i po wszystkim prosiłabyś o jeszcze.
Grunt, to mieć niezachwianą wiarę w siebie.


Stałam jak wmurowana i nie byłam w stanie zaprzeczyć. Choć  bardzo nie chciałam tego przyznać, miał rację. Zabrakło mi kilku minut, by mu ulec. Massimo jednak chciał, żebym oddała się  mu z powodu uczucia, a nie zwierzęcej potrzeby. On pragnął mnie posiadać całą, a nie tylko wsadzić we mnie fiuta.
No tak, przecież on pragnie słodkiej i czułej miłości…
Jak Pavetta w serialu.
(...)  


Wstał  z miejsca  i pewnym krokiem  podszedł do mnie.  Chwycił mnie za ramiona i posadził na blacie obok umywalki.
– Wszystko, co tu widzisz, należy do mnie. – A to takie ciemne miejsce? – To już nie należy do mnie. I nie wolno mi cię tam dotykać. – Myślałam, że mafiozo może robić, co chce… – Złapał mnie za głowę i przekręcił twarzą w stronę lustra. Aż chrupnęło Laurze w karku. – Wszystko... co... widzisz – wycedził przez zaciśnięte zęby. –  I zabiję każdego, kto wyciągnie ręce po coś, co jest moje. – Odwrócił się i wyszedł z łazienki.
Moja reakcja za każdym razem, gdy Massimo próbuje być władczy i pokazać, co to nie on:




(...)


Laura szykuje się na przyjęcie.


Wybrałam sukienkę  i buty, po czym poszłam poprawić  makijaż na bardziej odpowiedni. Trzydzieści minut później, kiedy Domenico zapukał do drzwi, zapinałam kozaki.
–  O kurwa  –  powiedział,  zamykając nerwowo  drzwi. – On cię zabije,  a zaraz później mnie, jeśli tak wyjdziesz.
Zaśmiałam  się drwiąco  i stanęłam przed  lustrem. Cielista sukienka  na cieniutkich ra­miącz­kach wyglądała raczej jak halka niż kreacja. Od­sła­niała  całe plecy i bok piersi, zasadniczo niewiele zasłaniała, ale właśnie tak miało  być. Ponieważ sukienka była dość mocno zabudowana na piersiach, ogromny krzyż wysadzany czarnymi  krysz­tałami powiesiłam na plecach, by jeszcze bardziej zwracał uwagę na moją nagość. Ogromny krzyż to tu noszą na plecach analizatorzy podczas czytania tych dyrdymałów. Długie kozaki do połowy uda idealnie podkreślały  fakt, że sukienka ledwo zakrywała mi tyłek.
No cóż, ubrała się jak profesjonalistka.


Na  dworze  był upał,  ale na szczęście  Emilio Pucci, którego  buty miałam na nogach, przewidział,  że ponieważ gdyż albowiem są  kobiety  kochające  wysokie obuwie  cały rok, to ten  model jest przewiewny,  sznurowany na całej długości  i bez palców. Obsceniczne i niebotycznie  drogie.
1390 euro.
Chyba mowa o takich :


Myślę, że w tej stylizacji jak na zdjęciu wyglądają interesująco, natomiast w stylizacji, jaką wybrała Laura… no cóż.

–  Domenico,  a kto mi kupił  te wszystkie rzeczy?  Skoro zapłacił za to,  chyba miał świadomość, że kiedyś to włożę. Ładnie wyglądasz, więc rozumiem, że idziesz z nami?
Młody  Włoch stał,  trzymając się  za głowę obiema  rękami, a jego klatka  falowała pospiesznie w górę i w dół.


–  Idę  z tobą, bo Massimo musi jeszcze coś  załatwić. Wiesz, że będę miał kłopoty, kiedy on cię zobaczy w takim stroju?
Domenico, sam pakowałeś Laurze walizki na wyjazd, więc nie powinieneś mieć pretensji, że wkłada to, co dla niej wybrałeś!


(...)


Mamrotał  coś, idąc za mną, ale niestety nadal nie  posiadłam zdolności mówienia w jego języku.
Powinno być: moja osoba nie posiadła zdolności!


Kiedy wyszliśmy z windy do holu, cała obsługa recepcji zamarła w bezruchu.
Zastanawiali się, czyja głowa poleci za wpuszczenie panienki lekkiego prowadzenia do porządnego hotelu.


(...)


Zresztą  uważam, że wyglądam bardzo elegancko i seksownie.
A, jassne.
By podkreślić ten pierwszy przymiotnik, wsunęłam kwiecie w butonierkę. Butonierki to te dziury w ażurowych stringach, nie?


Młody Włoch wychylił  kolejną szklankę i dolał  sobie, rozsiadając się w fotelu. Wyglądał dziś  wyjątkowo modnie w jasnoszarych spodniach, butach w podobnym kolorze i białej koszuli z podwiniętymi  rękawami. Na jego nadgarstku błyszczał piękny złoty rolex i kilka bransoletek z drewna, złota i platyny.
To po to te podwinięte rękawy...
Nucił: Ona czuje we mnie piniądz, wystroiła się jak Bijąs...


– Seksownie to na pewno, ale elegancko? Szczerze wątpię, by Massimo docenił ten rodzaj elegancji.
E tam, przyzwyczaił się przy Annie.


ROZDZIAŁ 7


Nostro  idealnie  odzwierciedlał  to, jaki był Massimo.  
Massimo byłby zachwycony porównaniem do klubu go-go.
Przyjrzyjmy się, jak wyglądał:
Dwóch  wielkich  ochroniarzy strzegło  wejścia, do którego szło  się po purpurowym dywanie.  Po zejściu schodami oczom ukazywało  się eleganckie i mroczne miejsce. Boksy  oddzielały od siebie wielkie zasłony z ciężkiego, ciemnego materiału. Hebanowe ściany i blask świec sprawiały, że było tu zmysłowo, erotycznie i bardzo pociągająco.
Było takie opko, w którym aŁtorka rozpływała się nad elegancją miejsca - też była tam czerń i czerwień. Na podłodze były panele.
Tu przynajmniej nie występuje mrocznie zmysłowa elegancja w wersji oszczędnościowej, czyli czarne tapety.


Na dwóch platformach stały niemal nagie kobiety z maskami na twarzach, które wiły się w rytm muzyki Massive Attack. Długi czarny bar obity pikowaną  skórą
Taki, ale dużo większy:


obsługiwały wyłącznie kobiety ubrane w bardzo obcisłe body i wysokie szpilki. Na obydwu nadgarstkach nosiły skórzane opaski imitujące więzy. Tak, z całą pewnością dało się odczuć Massima w tym miejscu.
Elegancka kobieta zawsze potrafi dobrać strój do okazji. Skoro knajpa wygląda jak burdel, to ubranie Laury jest całkowicie na miejscu.


W knajpie ma się odbyć spotkanie… ze współpracownikami Massima? Z konkurencją? Bór jeden wie, autorki to nie obchodzi, więc nie dostajemy żadnych wyjaśnień. Laura po włosku nie rozumie, więc jako jedyna rozrywka zostaje jej chlanie.
Wow, co za zaskoczenie.


(...)
– Co ty masz na sobie, do cholery? – warknął, łapiąc mnie za łokieć.
– Kilka twoich tysięcy euro – odszczeknęłam się, wyrywając rękę.
Ten tekst zagotował  go jak wodę w czajniku, niemal widziałam, jak z uszu leci mu para.

Wtedy  jeden z mężczyzn  krzyknął coś do niego,  a on odpowiedział, nie odrywając  oczu ode mnie.
Usiadłam przy stole i sięgnęłam po kolejny kieliszek szampana. Skoro mam robić za słup, przynajmniej będę nawalonym słupem.
Weźcie mi wyjaśnijcie, po kij od jakiej mietły on ją tam ze sobą wziął.
Może dlatego, że taką to strach samą w domu zostawić.


Alkohol  wchodził mi  dziś wyjątkowo  dobrze. Znudzona  obserwowałam pozostałe pomieszczenia i wsłuchiwałam się w dźwięk słów wypowiadanych przez Czarnego. Kiedy mówił po  włosku, był naprawdę zmysłowy.
Mówił co prawda o tym, że tę kurwę Alfreda należy umieścić na dnie Cieśniny Mesyńskiej, ale na szczęście Laura nic nie rozumiała.


Wtedy  z zamyślenia  wyrwał mnie Domenico,  który podniósł kopułę srebrnej  tacy. Popatrzyłam na jej zawartość  i aż ścisnęło mnie w dołku – kokaina.  Narkotyk podzielony na kilkadziesiąt zgrabnych  kresek pokrywał całą paterę, która w moim rodzinnym domu przeznaczona byłaby raczej do podawania pieczonego indyka.
A ja zamawiam jednego gifa z Michelle Pfeiffer, wykładającej Tony’emu Montanie podstawy tego biznesu:




Laura opuszcza zgromadzenie i idzie do baru, gdzie chleje dalej.


(...)
Tak  spędziłam  godzinę, a może  więcej – kiedy uznałam,  że jestem już dobrze nawalona,  ruszyłam z powrotem do narkomanów,  których zostawiłam w loży.
Wiecie co, czuję się dziwnie. Z jednej strony, autorka w postaci Laury prezentuje nam typową pustą dziunię, dla której liczy się tylko kasa, seks, modne ciuchy i alkohol. Z drugiej – na okładce zapowiadanej kolejnej części umieściła własną twarz. Chyba trudno o wyraźniejszą wskazówkę, czyim portretem jest Laura…


Laura wraca do loży i [kicha z całej siły w sam środek tacy] co się okazuje? Panowie zamówili sobie prostytutki do towarzystwa. Dziewczyny wiją się i tańczą przed klientami, ona przecież nie będzie gorsza!


(...) Massimo siedział po­środku,  ale przy jego kolanie nie zauważyłam  żadnej rozochoconej kobiety. Czy był to przypadek, czy celowe działanie, cieszyłam się, że jest sam, bo wypity alkohol mógłby popchnąć mnie do agresji. Mógłby i powinien, ale niestety mój chory, pijany umysł  najpierw zobaczył rurę do tańca. O dziwo, drążek był wolny.
Boję się, co będzie dalej.
Sama przed chwilą stwierdziła, że chce być słupem, więc niech zatańczy sama na sobie.


(...)
Podeszłam  do stołu i patrząc  prosto w oczy Massimowi,  powoli zdjęłam krzyż zwi­sający  na moich plecach. Ucałowałam go i po­łożyłam  przed nim na stole. Przynajmniej Jezusa w to nie mieszajcie. Wokół  mnie rozbrzmiało Running  Up That Hill  Placebo, co było jak zaproszenie.
Piosenka o tym, że mężczyzna i kobieta powinni się zamienić rolami, żeby lepiej się nawzajem zrozumieć? Okej...


Zdawałam sobie sprawę,  że nie mogę zrobić wszystkiego,  co bym chciała, z uwagi na długość  sukienki i obecność jego gości.
Ależ nie krępuj się, goście będą zachwyceni.


Ale wiedziałam,  że w momencie, w którym  dotknę rury, i tak trafi  go szlag.
Nie dziwię się. Hydraulik amator to zUo.


Kiedy  złapałam  metal w rękę  i obróciłam się,  by zbadać jego reakcję,  stał, a wszyscy mężczyźni wokół  zignorowali ado­rujące ich kobiety  i patrzyli razem z nim.
Ona udowodni, że jest lepsza od zawodowych prostytutek. W dodatku, jak sądzę, w tej chwili zdobyła ich dozgonną sympatię i przyjaźń.


Mam  cię!,  po­myślałam  i zaczęłam swoje gimnastyczne popisy. Po kilkunastu sekundach zorientowałam się,  że mimo paru lat przerwy w ćwiczeniach wszystko pamiętam, a ruchy nadal nie sprawiają  mi kłopotu.
Najwyraźniej z tańcem na rurze jest tak samo jak z jazdą na rowerze – nie zapomina się.


Taniec  był dla  mnie czymś  całkowie naturalnym,  co znałam i trenowałam  od dziecka. I czy był to  pole dance, towarzyski, czy la­ty­noamerykański, za każdym razem dawał mi identyczne ukojenie, improwizował narrator zaskoczony nie wspominaną dotąd pasją Laury.
Dałam  się ponieść;  alkohol, muzyka,  klimat miejsca, w którym  się znajdowałam, i cała sytuacja  bardzo mnie zmieniały.
Z niewinnej i skromnej dziewczynki w wyuzdaną lwicę… oh wait.  


Po  zdecydowanie  zbyt długiej chwili  spojrzałam w kierunku, gdzie ostatnio stał  Czarny. Teraz to miejsce było puste, za to wlepiały się  we mnie spojrzenia wszystkich mężczyzn, łącznie z rozpartym na kanapie Do­menikiem. Obróciłam się  raz jeszcze i zamarłam. Dzikie, zimne, zwierzęce spojrzenie topiło mnie; stał kilkanaście centymetrów ode mnie.
Skubaniec skrada się lepiej niż Batman. I jeszcze ma wzrok Supermana. Ideał.


Owinęłam nogę wokół niego i wplotłam palce w jego włosy, opierając go o drążek.
– Ciekawy dobór muzyczny jak na klub.
– Bo jak sama zauważyłaś, to klub, a nie dyskoteka.
Nie rozumiem tej wymiany zdań.
Dialog jak w polskim filmie, jedna kwestia nie wynika z drugiej.


Zrobiłam  obrót i oparłam  pośladki o jego krocze,  delikatnie nimi poruszając.  Massimo chwycił mnie za szyję i przycisnął moją głowę do swojego ramienia.
– Będziesz moja, gwarantuję ci to, a wtedy będę brał cię, jak chcę i kiedy chcę.
W aucie. W kinie w Lublinie. On the back seat of my cadillac.


Zaśmiałam się  zalotnie hi-hi-ojej i zsunęłam się  z podestu. Skierowałam się  w stronę stołu, a wtedy jeden  z siedzących mężczyzn podniósł  się i złapał mój nadgarstek, pociągając  mnie do siebie. Straciłam równowagę i runęłam  wprost na kanapę.
Runęła, ale bardzo zalotnie.


Facet  uniósł mi  sukienkę i złapał  za nagi pośladek, uderzając  w niego kilka razy i wykrzykując  coś po włosku.
W takiej chwili mu się zachciało arie śpiewać?


Chciałam  się podnieść, żeby  walnąć go w łeb butelką,  ale nie byłam w stanie się  ruszyć.
Powtórzyła swoje figlarne hi-hi-hi...


W pewnym  momencie poczułam,  jak ktoś przeciąga  mnie za barki po miękkim  materiale, i gdy podniosłam głowę, zobaczyłam Domenica. Odwróciłam się  i dostrzegłam, że Massimo trzyma za gardło mężczyznę, który jeszcze chwilę temu mnie obmacywał. W dłoni miał  pis­tolet, z którego mierzył do mojego adoratora(!).  Wyrwałam  się Włochowi (Któremu? tam całe towarzystwo to Włosi),  który  usiłował  wywlec mnie  z boksu, i podbiegłam  do Czarnego.
– Nie wiedział, kim jestem – powiedziałam, gładząc go po włosach.
Przebacz mu, przebacz.
A ja zrobiłam wszystko, żeby się nie domyślił, że jestem kimś innym niż te panie, które was wcześniej zabawiały!


Massimo wrzasnął coś i Domenico znowu mnie złapał, ale tym razem na tyle mocno, bym mu się  nie wyrwała.
Ma być obecna przy egzekucji?


Don Massimo odwrócił  głowę do mężczyzny stojącego obok kanapy i po chwili  wszystkie kobiety z piskiem zniknęły  z pomieszczenia. PUF!


Kiedy  już zostaliśmy  sami, ściągnął człowieka  trzymanego za szyję na kolana  i wycelował pistolet w jego głowę.  Ten widok spowodował, że moje serce ruszyło do  galopu. Przed oczami ujrzałam scenę z podjazdu, która wciąż  była dla mnie koszmarem nie do opisania. Odwróciłam się  przodem do Domenica i wtuliłam głowę w jego barki.
–  On nie  może go tu  zabić – powiedziałam  pewna, że w miejscu publicznym  tego nie zrobi.
Zwróćcie uwagę: “nie może go TU zabić”.
Spokojnie. Przywiezie go do domu i ubije na podjeździe. Normalka. Tak jest za każdym razem, gdy Massimo idzie na balangę.

– Owszem, może – odparł spokojnie młody Włoch, tuląc mnie do siebie. – I zrobi to.
Krew odpłynęła z mojej twarzy, a w uszach pojawił się znienawidzony dźwięk.
Moje nogi zrobiły  się jak z waty i powoli  zaczęłam się osuwać po torsie  Domenica. Przytrzymał mnie i krzyknął  coś, a potem poczułam, jak mnie podnosi i gdzieś  niesie. Później muzyka umilkła, a ja opadłam na miękkie poduszki.
–  Lubisz  efektowne  wyjścia – odezwał  się, wciskając mi tabletkę  pod język. – No już, Lauro, spokojnie.
Tak! Należy podawać ululanej w siwy dym nieprzytomnej pacjentce tabletki na serce!


Pod pierwszą analizą była dyskusja o lekach dla omdlewających. Padły wówczas dwie nazwy: captopril i opkoidyna.
Captopril to prawdziwy lek, który ma metryczkę o dozowaniu i działaniu na łokieć długą. Pozostaje opkoidyna, którą można podawać każdemu i zawsze.


Moje  serce wracało  do normalnego rytmu,  kiedy drzwi pomieszczenia  z hukiem się otworzyły i wpadł przez nie Massimo z pistoletem upchniętym za pasek.
Widzicie, jak działa opkoidyna? Po przebudzeniu półtrupek wyraźnie widzi wszystko - nawet broń za paskiem.
Może miał z przodu *żywi cichą nadzieję, że kiedyś w ten sposób Massimo odstrzeli sobie jaja*.


Ukląkł przede mną na podłodze i z prze­ra­żeniem wpatrywał się we mnie.
– Zabiłeś go? – zpytałam niemal szeptem, modląc się w duchu, by zaprzeczył.
I od razu można mówić!


– Nie.
Odetchnęłam z ulgą i przekręciłam się na plecy.
–  Przestrzeliłem  mu tylko łapska,  którymi ośmielił się  ciebie dotknąć – rzucił,  wstając z kolan i podając broń mojemu opiekunowi.
Podsumujmy: jak to mogło wyglądać z punktu widzenia gości Massima? Z jakiegoś powodu zabrał ze sobą na biznesowe rozmowy prostytutkę, a kiedy jeden z gości próbował potraktować ją tak samo jak pozostałe panienki, nie wiedzieć czemu wściekł się i postrzelił go.
No, jak po czymś takim Massimo będzie jeszcze miał szacun na dzielni, to możecie mnie nazywać królową angielską.
Żeby to jeszcze był ktoś z jego ekipy, która na samą myśl o wściekłym Massimo musi zmienić pampersa… ale nie, to ktoś z tej drugiej. A on przestrzelił mu ręce. Wow, to proszenie się o wojnę.


–  Chcę  wrócić  do hotelu,  mogę? – zapytałam,  usiłując wstać, ale pomieszanie  leków na serce i alkoholu sprawiło,  że pomieszczenie zaczęło wirować, a ja zachwiałam się  i opadłam na poduszki.


Po powrocie do hotelu Laura wypija jeszcze dwie szklaneczki whisky, dobre to na serce, rzecz jasna kompletnie urżnięta domaga się, żeby Massimo ją przeleciał, ale ten nie reaguje na propozycję – na noc tylko ponownie przypina jej ręce do wezgłowia łóżka i zostawia samą. (Może w głębi duszy ma nadzieję, że zacznie rzygać i się udusi). Rano znajduje ją i uwalnia Domenico. Laura ma kaca, niewiele pamięta z poprzedniego wieczoru. Domenico informuje ją, że Massimo wyjechał w interesach i przez trzy dni go nie będzie.
I tylko skuł jej ręce? A gdzie pas cnoty!?


(...)


Kiedy  drugiego dnia jedliśmy lunch w za­chwy­cającej restauracji z widokiem na Schody Hisz­pań­skie, zapytałam go:
Małe czepialstwo: w okolicy Schodów Hiszpańskich widziałem tylko małą i bardzo zatłoczoną pizzerie. Koniec czepialstwa.
–  Czy  on kiedyś  pozwoli mi pracować?  Ja nie umiem nic nie  robić i tylko czekać na niego.
W takim razie do jakiej pracy się nadaje? Zawodowej czekaczki?


Młody Włoch długo milczał, po czym powiedział:
–  Nie mogę  wypowiadać  się na temat don Massima, tego, co  chce, robi lub myśli. Nie pytaj mnie,  Lauro, proszę, o takie rzeczy. Musisz  pamiętać, kim on jest. Im mniej pytań,  tym lepiej dla ciebie. To jest autorki, która musiałaby między wklepywaniem nazw marek zrobić jakiś risercz.
Powiało mrrrhokiem!


Po trzech dniach Laura zostaje zawieziona na luksusowy jacht Massima.

(...)
–  Witamy  w Porto di Fiumicino, pani  Lauro. Jestem Fabio i zaprowadzę  panią na łódź. Zapraszam. – Skinął ręką, wskazując mi kierunek.
Kiedy po kilku krokach zatrzymaliśmy się, by wejść  na pokład, zadarłam głowę w górę i wrosłam w ziemię. Moim oczom ukazał  się Tytan. Większość łodzi w porcie była śnieżnobiała, ta natomiast miała zimny, ciemnostalowy kolor i przyciemniane szyby.
Ale zauważyła go dopiero wchodząc na pokład.


–  Jacht  ma dziewięćdziesiąt  metrów. Posiada dwanaście  kajut dla gości, jacuzzi,  salę kinową, spa, salę do ćwiczeń i oczywiście ogromny basen oraz lądowisko dla helikoptera.
I manetkę gazu w kokpicie.


– Skromny – oceniłam z lekko otwartymi ustami.
Ha! Massimo odkupił jacht od Kulczyków!


Kiedy  weszłam  na pierwszy  z sześciu pokładów,  moim oczom ukazał się  imponujący salon, tylko częścio­wo  zadaszony. Urządzony był elegancko i bardzo  sterylnie. Niemal wszystkie meble były białe,  dodatki stalowe, a całość dopełniała szklana podłoga.  
Jeśli była przejrzysta, to mogli sobie podglądać obsługę maszynowni, albo ładownię.
Jeśli nieprzejrzysta, to strasznie śliska, zwłaszcza gdy coś się rozleje, a pokład się kiwa. Więc po co taki bajer?
Nie wiem, opis jest wzorowany na jachcie Kulczyka, więc trzeba by zapytać jego konstruktorów…
Po to, by komponowała się z szybami niebieskimi od telewizorów.


Dalej  była jadalnia, schody i w części dziobowej jacuzzi. Na stołach stały w wazonach białe róże, ale moją uwagę  przykuł jeden stół, na którego blacie brakowało kwiatów. Zamiast nich była ogromna waza z lodem i zanurzonymi butelkami moët rose.
Nawet nie trzeba było ustawiać kartoników z napisem “zarezerwowane”.


Zanim  skończyłam  oglądać ten  poziom, Fabio  pojawił się przy  mnie z napełnionym kieliszkiem w dłoni. Czy im wszystkim się  wydaje, że ja jestem alkoholiczką, a jedyny sposób spędzania czasu, jaki znam i praktykuję, to picie?
Najwyraźniej.


–  Co chciałaby pani robić, zanim wypłyniemy? Zwiedzić  łódź? Opalać się, a może podać lunch?
– Chciałabym zostać sama, jeśli mogę. – Od­łożyłam torebkę i ruszyłam w stronę dziobu. Fabio  skinął głową i zniknął. Stałam i patrzyłam na morze. Wypiłam jeden kieliszek, później drugi i kolejny,  aż butelka zrobiła się pusta. Kac trawiący moje ciało zelżał, ponieważ znowu byłam pijana.
Kac? Musiała w takim razie łoić nieustannie przez cały czas pobytu w Rzymie, bo przecież tamten po imprezie przez trzy dni zdążyłby jej przejść?
I dziwi się, że uważają ją za alkoholiczkę…


Tytan  wypłynął  z portu.
Czy tylko mi ta nazwa sugeruje, że Massimo nie ma zbyt dużej wyobraźni?
Szkoda, że nie nazwał jachtu “Benvenuto”.


Kiedy  ląd znikał  na horyzoncie,  myślałam o tym, jak  bardzo chciałabym nigdy nie przyjechać  na Sycylię. Nie spotkać Massima i nie być jego wybawieniem.
Wybawieniem, doprawdy. Lauro, twój poziom megalomanii wywala skalę.


Dalej mogłabym spokojnie  żyć w swoim normalnym świecie, a nie siedzieć  zamknięta w złotej klatce.
No jasne, tylko skąd byś wtedy wzięła suknie od Roberta Cavalli i zegarki Patek Philippe?


– Co ty, do cholery, masz na sobie! – usłyszałam znajomy akcent. – Wyglądasz jak…
Odwróciłam  się i niemalże  wpadłam na Massima,  który wyrósł przede mną  jak tego wieczoru, kiedy widziałam  go po raz pierwszy. Byłam już porządnie  wstawiona, dlatego zakręciłam się tylko i padłam na kanapę.
O, znów kanapa. Widocznie na całym obszarze występowania Laury, obsługa ustawia butelki z alkoholem oraz kanapy. Nic więcej nie jest jej potrzebne.


–  Wyglądam,  jak chcę, i nic  ci do tego – wybełkotałam.  
–  Zostawiłeś  mnie bez słowa i traktujesz  jak kukiełkę, którą bawisz się,  gdy masz na to ocho­tę. Dziś kukiełka  ma ochotę bawić się solo. – Po­der­wałam  się nieudolnie z kanapy, złapałam kolejną butelkę  szampana i ruszyłam chwiejnym krokiem w stronę rufy.  Buty na koturnach nie ułatwiały mi chodzenia i miałam świadomość, jak żałośnie wyglądam, dlatego z frustracją ściągnęłam je z nóg.
Czarny  ruszył za  mną, wykrzykując  coś, ale jego głos  nie przebijał się przez  szum alkoholu w mojej głowie. Nie znałam statku, ale chcąc uciec, zbiegłam po schodach i... to było ostatnie, co pamiętam.
Czy ona wpadła do dziury w podłodze, do której wrzuca się dłużników po zaparkowaniu jachtu nad stadem rekinów?
Gorzej. Wpadła w lukę w inwencji aŁtorki.
Jeszcze gorzej. Wpadła w otchłań jej wyobrażeń o jachtach.


Laura pije: straciliśmy rachubę.


ROZDZIAŁ 8


–  Oddychaj  – syszałam  głos jak z pudełka.  – Lauro, oddychaj, słyszysz  mnie? – Głos stawał się coraz wyraźniejszy.
Poczułam,  jak żołądek  podchodzi mi do  gardła, zaczęłam wymiotować,  krztusząc się
czymś słonym.
Nie pisz tego komentarza Vahu, nie pisz...


– Dzięki ci, Boże! Mała, słyszysz mnie? – zapytał Massimo, gładząc mnie po włosach.
Z trudem  otworzyłam  oczy, nade mną  zobaczyłam Czarnego  ociekającego wodą. Był ubrany,  brakowało mu jedynie butów.
Ojej, ojej, uratował ją! Jakie to romantyczne!


(...)


– Co się stało? – zapytałam cicho ochrypłym głosem.
–  Spadłaś  z pomostu. Dzięki Bogu,  że nie płynęliśmy szybciej, a ty upadłaś  na bok.
Odepchnęłaś się łokciem od dna i dogoniłaś nas krytą żabką.
Zastanawiam sie, jak to zrobiła – pokłady na jachtach pasażerskich są zwykle solidnie zabezpieczone barierkami.
Ale ona chyba nie wypadła za burtę? Bo to by było bez...


Co nie zmienia faktu, że prawie utonęłaś.
Acha.


(...)
Bla, bla, kolejne mizianki – w wannie, w jacuzzi… W każdym razie Massimo chyba przypomniał sobie bajkę o żurawiu i czapli, bo teraz Laura chce, a on nie.


Chwyciłam  za pasek szlafroka,  pociągnęłam go i pozwoliłam,  by zsunął się ze mnie. Massimo  z zaciekawieniem patrzył, rytmicznie  zaciskając szczęki.
On chyba po prostu cały czas żuje gumę.
Albo się zirytował, że ona tak ciuchy rzuca na podłogę.


Powoli  ruszyłam  w jego stronę i wślizgnęłam się do wody; usiadłam naprzeciwko. Patrzyłam na niego, kiedy popijał  kolejny łyk; był strasznie pociągający, kiedy stawał się po­wściągliwy.
Bo kiedy był niepowściągliwy, to stawał się tak bardzo niepociągający
.
Pochyliłam się  i przysunęłam do niego tak,  że usiadłam na jego kolanach, przywierając mocno ciałem do niego.
Opowiedz nam jeszcze trochę o tym, jak to cię więzi, szantażuje, i tylko ze strachu nie uciekasz...


Bez pozwolenia wsunęłam mu ręce we włosy, jęknął i odchylił głowę do tyłu, zamykając oczy. Chłonęłam ten widok przez chwilę, po czym złapałam zębami jego dolną wargę. I ugryzłam. Poczułam,  jak twardnieje  pode mną. Ten impuls  mimowolnie wyzwolił delikatny  ruch moich bioder. Ssałam i gryzłam powoli jego wargi, aż  w pewnym momencie wsunęłam język do jego ust. Czarny opuścił ręce i mocno złapał mnie za pośladki, przyciskając do siebie.
– Tęskniłam za tobą – wyszeptałam, odry­wając od niego usta.
Na dźwięk tych słów odsunął mnie od siebie i przeszył badawczym wzrokiem.
–  Czy  tak okazujesz  tęsknotę, mała?  Bo jeśli zamierzasz  w ten sposób wyrazić wdzięczność  za uratowanie życia, wybrałaś sposób  najgorszy z możliwych. Nie zrobię tego z tobą, póki nie będziesz pewna, że chcesz.
I to ja zadecyduję, że właśnie teraz naprawdę chcesz!


Laura na te słowa strzela focha i reaguje ucieczką – jednak krążąc po jachcie trafia akurat do sypialni Massima.
Przeznaczenie! A ja głupi miałem nadzieję, że jak ucieczka, to Laura znów wyląduje za burtą...


–  Wiesz,  że tym razem, jeśli zaczniemy, nie będę  umiał przestać? – zapytał poważnym
tonem. – Jeśli przekroczymy pewną granicę, zerżnę cię, czy będziesz tego chciała, czy nie.
I tyle w kwestii “póki nie będziesz pewna, że chcesz”.
Ty tego chcesz, ona tego chce, zróbcie to w końcu do cholery!


https://pa1.narvii.com/5792/3a5dd43df48714d8eca0c4661d37d24aa76cd514_hq.gif


W jego ustach brzmiało to jak obietnica, która tylko mnie rozpalała.
Nie rozpalajcie się już tak bardzo, bo któreś ulegnie samozapłonowi.
– A więc zerżnij – powiedziałam, siadając przed nim na skraju łóżka.
Wymamrotał  coś po włosku [“Mozzarella, pizza, pasta - guardare non mi basta!”] przez zaciśnięte zęby i stanął  kilka centymetrów ode mnie. Resztki  światła pozostające w pokoju pozwalały mi widzieć  jego buzującą jak zupa w garnku erekcję.


Iiiii… grzmijcie trąby, ryczcie działa! Massimo, WCHUDŹ!


– Wydaje mi się, że jesteś gotowa.
Wydaje ci się? Kiedy zacząłeś dopuszczać taką możliwość? Chyba nie przy “a więc zerżnij”, co?
Te słowa sprawiły, że po plecach przebiegł mi dreszcz. Oczekiwanie, niepewność, strach i pożądanie mieszały mi się ze sobą. Massimo  zaczął powoli wchodzić we mnie, czułam każdy centymetr jego grubego członka.
Jego  ramiona  oplatały mnie  z siłą, która zadawała  ból. Kiedy wszedł cały,  zastygł w bezruchu, po czym  wysunął go i ponownie natarł,  jeszcze mocniej. Jęknęłam, a podniecenie i przyjemność  mieszały się z bólem. Jego biodra przyspieszały, a oddech  gonił ich tempo.
Aż się zadyszał.


(...)
Wreszcie w tym pornoopku możemy zawiesić Czerwony Kwadrat.

Wsadził  obie ręce pode mnie i mocno przytulił, jego penis wsuwał  się i wychodził coraz mocniej i szybciej, aż poczułam, jak zaczynam się  kurczyć w środku.
Odrzuciłam głowę  do tyłu i pozwoliłam, żeby orgazm zawładnął moim ciałem.
I żebym nie musiała udawać.
(...)


Kolejne  pchnięcie  i następne,  słyszałam, jak dzwoni  mi w uszach; to było zbyt  wiele. Z przeraźliwym wrzaskiem  doszłam po raz drugi,
Zaczęła wyć! Krzyczeć i ryczeć, ale tylko wilki mogły zrozumieć jej mowę! Ptaki wzbiły się z pobliskich drzew, uciekając w popłochu, gryzonie, gady i płazy oddalały się w pośpiechu z niebezpiecznej polany. Tylko nocni drapieżcy, których pobudziła, rysie, lisy, dzikie koty, sowy i wilki odpowiadały jej głosowi, czując zew!
A. Ziemiański, Achaja.


a moje spocone ciało bezwładnie opadło na materac.


Czarny zwolnił, był  niemalże leniwy w ruchu, który wykonywał. Chwycił  moje ręce za nadgarstki i podniósł je. Opierał się  na kolanach i obserwował moje falujące piersi; był
zadowolony, triumfował.
– Skończ na mój brzuch, chcę to zobaczyć – powiedziałam wycieńczona.
Massimo uśmiechnął się i mocniej zacisnął dłoń na moich nadgarstkach.
– Nie – odpowiedział i nadał swojemu ciału szaleńczy pęd.


http://watchnews.com.mx/wp-content/uploads/2017/05/el-hombre-sin-dolor-watch-and-think-runner.gif


Po chwili poczułam, jak wlewa się  we mnie ciepłą falą. Zamarłam. Dobrze wiedział,  że nie stosuję antykoncepcji. Dochodził długo i intensywnie,  walcząc z moim ciałem, które za wszelką cenę chciałam uchronić  od jego słodkiej za­wartości. Kiedy skończył, opadł na mnie spocony i gorący.
KURWA, KURWA, KURWA MAĆ.
Wiecie, że praktyka zdejmowania prezerwatywy w trakcie stosunku bez wiedzy partnerki ma swoją nazwę – stealthing – i jest również przez kobiety uważana za gwałt? (Przez kobiety, bo przez dowcipnych panów za świetny kawał…) Tu co prawda od początku nie było mowy o gumce, ale poza tym moim zdaniem, sytuacja w niczym się nie różni; Laura nie zgadzała się na pełny stosunek.
Ale oczywiście brzydkie słowo na “g” nie padnie ani teraz, ani potem.


Próbowałam  zebrać myśli,  w głowie liczyłam  dni cyklu, dobrze wiedząc,  że wybrał najgorszy z możliwych.  
Bo cóż to by było za opko bez ciąży!


Chciałam  wyrwać się  spod niego, ale  jego ciężar nie pozwalał  mi się ruszyć.
–  Massimo, co ty do cholery wyprawisz? –  zapytałam wściekła. – Przecież dobrze wiesz, że nie stosuję tabletek.
Zaśmiał się i wsparł na łokciach. Patrzył na mnie, kiedy rzucałam się wściekła pod nim.
Ojej, jak ona się zabawnie wścieka!


– Tabletek może i nie, trudno im ufać. Masz implant antykoncepcyjny, zobacz.
Dotknął  palcami wewnętrznej strony mojej lewej ręki na wysokości bicepsa. Pod skórą była mała rurka. Puścił moje ręce, a ja z przerażeniem odkryłam, że nie kłamie.
–  Już  pierwszego dnia, kiedy spałaś, kazałem ci go wszczepić, nie chciałem ryzykować. Będzie  działał przez trzy lata, ale oczywiście po roku możesz go usunąć – powiedział z uśmiechem na twarzy.
Wiecie co, opadło mi wszystko, chodzę i szukam jakiegoś adekwatnego komentarza, który nie składałby się z samych bluzgów… Dobry Pan Massimo chlubił się tym, że nie przeleciał śpiącej Laury, choć miał na to wielką ochotę, ale jak widać wszelkie inne rozporządzanie się jej ciałem uważał za całkowicie akceptowalne.  
Lauro, obejrzyj się dokładnie w lustrze, kto wie, czy nie masz na tyłku wytatuowanego znaku własności i numeru inwentarza…
Upewnij się też, czy masz obie nerki. I czy w darowanym zegarku nie ma bomby eksplodującej, gdy za daleko uciekniesz od pana i władcy.
Mnie jako komentarz przychodzi tylko to:




A teraz, wzorem Laury, państwo wybaczą, ale muszę się napić.


A swoją drogą… kiedy Laura po raz pierwszy obudziła się w rezydencji, nie miała na ciele żadnych opatrunków ani żadnych śladów, nawet po tych kroplówkach, jakie rzekomo miała podawane. A tu nagle myk! ma implant w ramieniu. Chirurdzy z całego świata zabijają się o sekret operacji bez szwów i blizn!
Ani chybi filipiński znachor.
Implant przyczepiany jak tatuaż z gumy do żucia.


(...)


–  Kiedy pierwszy raz zobaczyłem twoją twarz  nie pragnąłem Cię, byłem przerażony wizją,  która mnie spotkała. Ale z czasem, gdy portrety były już wszędzie, zacząłem dostrzegać każdy szczegół twojej duszy. Jesteś tak podobna do mnie, Lauro – mówił i delikatnie całował moje usta.
A wszystko to wywnioskował jedynie z portretów robionych na jego zamówienie…


Leżałam, patrząc na niego, i czułam, jak opuszcza mnie złość. Uwielbiałam, kiedy był  ze mną szczery, czułam, ile go to kosztuje, i doceniałam to.
Zgwałcił, to zgwałcił, ale tak ładnie mówi!


Jego biodra zaczęły delikatnie falować, a ja poczułam, jak na powrót twardnieje we mnie.
Całował moją twarz i kontynuował.
–  Pierwszej nocy patrzyłem na ciebie, aż  zrobiło się jasno. Czułem twój zapach, ciepło
twojego  ciała, byłaś  żywa, istniałaś  i leżałaś obok. Cały  dzień [noc?] nie  byłem  w stanie  odejść od ciebie, irracjonalnie bałem się, że wrócę, a ciebie nie będzie.


Jego  ton stawał  się smutny i przepraszający,  jakby chciał, żebym wiedziała,  że fakt, iż trzyma mnie na siłę,  nie przynosi mu chwały.
A teraz go pociesz, że on tego wcale nie chciał.


 Ale  prawda  była taka,  że gdyby nie  strach, uciekłabym przy pierwszej okazji.
Wierzymy; widzieliśmy przecież, jak alarmujesz matkę, że coś jest nie w porządku.
Jak nic by uciekła, ale pod warunkiem, że w ciuchach wartych tyle, co mieszkanie w Warszawie. No ale z drugiej strony - obiecał dać jej bardzo dużo cennych prezentów, więc…  


Jego biodra powoli przyspieszały, ramiona zaciskały się wokół mnie, czułam, jak jego ciało robi się gorące i mokre.
O rany, topi się! Za chwilę zostanie z niego bezkształtny, dymiący blob!


Nie  chciałam  już słuchać  tego, co mówił,  bo przypominało mi  to, że wszystko, co  się dzieje, nie jest do końca tym, czego chciałam. Zaczęłam myśleć  o tym, jak bezwzględny potrafi być, jak bardzo brutalny i okrutny. Nigdy tego nie doświadczyłam, ani troszeczkę, to wiązanie w samolocie itd. to były tylko miłe mizianki, ale widziałam i wiedziałam, do czego jest zdolny.
Myśli kłębiące  się w mojej głowie sprawiły, że poczułam, jak na powrót narasta we mnie złość. Jego falujące ciało drażniło mnie, denerwowało i powodowało, że furia się kumulowała.
No wchodzisz pan, czy wychodzisz, bo mnie to już wkurwiać zaczyna!


(...)
– Lauro, co się dzieje? – zapytał, badawczo spoglądając na mnie.
– Nie chcesz wiedzieć i zejdź ze mnie, do cholery!
Szarpnęłam  się, chcąc wstać,  ale on nawet nie drgnął.  Jego oczy były lodowate; wiedziałam, że mam do teraz do czynienia z donem, a walka z nim zupełnie nie ma sensu.
– Chcę cię dosiąść – powiedziałam z za­ciś­niętymi zębami, łapiąc go za pośladki.
No, musiała znaleźć jakieś wiarygodne wytłumaczenie.


Bla bla, tym razem Laura wiąże Massima i ujeżdża go, nawet uderzając w twarz, a on jej na to pozwala, gdyż albowiem…


–  Wiedziałem,  że coś cię wkurzyło,  coś we mnie albo to, co  powiedziałem, więc postanowiłem,  że pozwolę ci się wyładować. Byłem  pewny, że nie zrobisz mi krzywdy, bo tęskniłaś za mną –  powiedział i podniósł się razem ze mną z łóżka.
Ojej, ojej, COŚ cię wkurzyło, a ja tak zupełnie nie wiem i nie potrafię się domyślić, co! Pewnie jakieś babskie fochy, bo przecież z mojego punktu widzenia wszystko jest w najlepszym porządku!


– Będzie nam razem dobrze, Lauro, zobaczysz – odpowiedział, całując mnie w czoło.
Jak wiechciowi w zadku.


ROZDZIAŁ 9
Kiedy otworzyłam oczy, do pokoju przez zamknięte rolety wpadało delikatne światło, a ja leżałam zupełnie sama w ogromnym, prze­siąkniętym zapachem seksu łóżku. Na myśl o ostatniej nocy zrobiło mi się  gorąco. Nie wiedziałam, czy to była dobra decyzja, czy powinnam była, ale stało się, i moje rozważania nie miały już zupełnie znaczenia.


Fakt  był taki,  że brakowało  mi Massima przez  ostatnie dni, a to,  co zrobił, ratując mi
życie,  dobitnie  pokazało, jak  ważna dla niego  jestem. Nareszcie ktoś  traktował mnie tak, jak chciałam, jak księżniczkę, jak coś najcenniejszego i najważniejszego.
Tak, w tej bajce on jest smokiem u stóp szklanej góry.


Leżałam, zastanawiając się, dlaczego  wczoraj wpadłam w szał, i doszłam do  wniosku, że jedyne, co irytuje mnie w naszej sytuacji, to fakt, że grozi mojej rodzinie. Próbowałam tłumaczyć sobie jego postępowanie tym, że gdyby  nie trzymał mnie w szachu, na pewno uciekłabym, nie dając nam szansy, by lepiej się poznać.
https://media.giphy.com/media/QajHhLKW3VRcs/giphy.gif
Noż w mordę, dlaczego ktoś nie może w końcu napisać bestsellera o ludziach, którzy się normalnie poznają i ich relacja, z seksami włącznie, się normalnie rozwija!


Kolejny raz byłam skołowana. Potrząsnęłam głową, odganiając myśli zbyt ciężkie na tę porę dnia.
Tak, tak...


(...)


W pokoju na stole stała taca z jedzeniem, a obok dzbanek z herbatą, kakao, mleko i moët rose.
To ostatnie jest najważniejsze. Ani mleczko z kożuszkiem, kakao z pianką ani parówki z chrzanem, prawda?!
Obawiam się, że na sam widok takiego zestawu zrobiłoby mi się niedobrze.


– Ciekawe śniadanie – oceniłam, nalewa­jąc sobie kakao. – Myślę, że szampan to jest coś, co każdego ranka powinno być w moim menu.
Ranka, południa i wieczora.


–  To,  że lubisz szampana, wiem na pewno. A to,  że lubisz którąś z pozostałych rzeczy, przeczuwam.
A kawa? Jeśli miałaby akurat ochotę na kawę?
Nie, Massimo tego nie przewidział, więc nie ma takiej opcji, hurr durr.


Popatrzyłam na niego pytająco, a on oparł się o szybę w kajucie i lekko się skrzywił.
–  Kiedy  moi ludzie  pakowali twoje  rzeczy w domu w Warszawie,  w zlewie stały dwie szklanki:  w jednej była resztka kakao, w drugiej  prawie niepita herbata z mlekiem.
Nie posprzątali przed wyjazdem? Flejki jedne.


Nie  sadzę, aby męż­czyzna pił  jedno albo drugie, ale kto wie.  – Wzruszył ramionami. –
Lubię kakao. Pewnie zaraz odpadną mi jaja, ojej.
 Ważne,  że jeden z tych  napojów lubisz. Poza  tym w Rzymie po przebudzeniu  też je piłaś, więc nietrudno było zgadnąć – powiedział, podchodząc do coolera z szampanem.

– Ty, jak sądzę, będziesz pił od rana? – zapytałam, popijając ze swojej szklanki.
Massimo wziął kubełek z butelką i przestawił go z wielkiego stołu na podłogę.
– Nie, ja robię sobie miejsce – oznajmił, od­suwając na bok serwis z herbatą i mlekiem. – Myślałem, że dam radę, ale kiedy paradujesz przede mną nago, to ciężko mi się skupić, więc za chwilę położę cię na stole i delikatnie, aczkolwiek stanowczo posiądę.
Między kubkami z herbatką i kakao.
(...)


Wyszłam  na pokład  ubrana jedynie  w okulary przewsłoneczne  i cudowne białe bikini Victoria’s Secret. Na rufie leżał sprzęt do nurkowania, a chłopak, który go rozkładał, zupełnie nie wyglądał  jak Włoch. Miał jasne złote włosy i rysy świadczące o tym, że zapewne pochodził ze Wschodu.
Zdarza się :)
https://honey4pooh.files.wordpress.com/2015/02/file.jpg


Szczupłą  twarz rozświetlały duże niebieskie oczy i promienny uśmiech. Massimo stał po drugiej stronie pokładu i rozmawiał  z Fabiem, mocno gestykulując. Wolałam nie podchodzić
do  nich,  więc ruszyłam  w stronę nurka.  Schodząc po schodach,  potknęłam się i omal nie wpadłam do wody.
– Cholera jasna, zabiję się kiedyś – wymamrotałam po polsku.
Powiedzcie mi, że to zdanie było strzelbą Czechowa tej książki.
CHCIAŁBYŚ.


Na  te słowa  twarz młodego  mężczyzny rozpromieniła  się, wyciągnął do mnie dłoń i powiedział piękną polszczyzną:
– Jestem Marek, ale tu wszyscy mówią  do mnie Marko. Nawet nie wie pani, jak miło jest usłyszeć kilka słów po polsku.
Dziwne, pracując jako instruktor nurkowania powinien mieć stały kontakt z turystami, zwłaszcza z Polakami – w końcu zawsze lepiej uczyć się u kogoś, kto zna twój język, nie?


(...)


Massimo nie może płynąć z nimi, bo w ostatniej chwili zostaje gdzieś wezwany w interesach; odlatuje helikopterem, na odchodnym zapowiadając, że zabije Marka jeśli ten tknie Laurę. Ale wyprawy nie odwołuje.


A teraz na odmianę coś pasjonującego!


– Na co dzień uczysz ludzi nurkować? – zapytałam, kiedy płynęliśmy.
Marek zaśmiał się i zwolnił tak, żebyśmy nie musieli przekrzykiwać wiatru.
–  Nie,  już nie.  Miałem dużo  szczęścia i trafiłem  w niszę na rynku. Teraz  jestem właścicielem podwodnego imperium – zaśmiał się wesoło. –  Wyobrażasz sobie, Polak we Włoszech ma największą firmę ze  sprzętem do nurkowania i wszystkimi usługami, które się z tym wiążą.


– To co w takim razie robisz tu ze mną? – zapytałam rozbawiona.
–  Już  ci mówiłem,  przeznaczenie i złamana  noga.
Marek nawiązuje do fragmentu dialogu, który wycięliśmy – że instruktor, który miał z nimi płynąć, dzień wcześniej złamał nogę. Wychodzi na to, że “właściciel podwodnego imperium” i “największej firmy we Włoszech”, jak mu zabraknie człowieka, musi sam go zastępować…  


Widać  tak miało  być! – krzyknął i podkręcił obroty, a motorówka z impetem ruszyła do przodu.
Słońce robiło się już pomarańczowe, kiedy Marko pakował sprzęt.
TAK. Nic nie wycięliśmy z tego kawałka, słowo honoru. Tak właśnie wygląda cały opis nurkowania.
Emocjonujące.


(...)
Kiedy  dopłynęliśmy,  zaczęło się ściemniać.  Na pokładzie Tytana dostrzegłam  Fabia, który pomógł mi wyjść z motorówki. Pożegnałam się z Markiem i ruszyłam w stronę schodów.
–  Fryzjer  i makijażystka  czekają w salonie  przy jacuzzi. Czy podać  coś do jedzenia? – usłyszałam głos z za pleców.
– Fryzjer? A po co? – zapytałam zdziwiona.
Siurpryza!


–  Udajecie  się państwo  na bankiet. W Wenecji  trwa właśnie Międzynarodowy  Festiwal
Filmowy a don Massimo ma pakiet większościowy jednej z wytwórni.  
Festiwal odbywa się w tak wielkiej tajemnicy, że nikt o tym wcześniej słowa nie pisnął.
A zresztą - nie uprzedzajmy wypadków…
Bo pewnie to jest festiwal filmów porno, odbywający się z mniejszym rozgłosem niż ten słynny, od Złotych Lwów. Podobnie jak w Cannes. To by też wyjaśniało zaangażowanie Massima w tę branżę.


(...)
Pokręciłam  głową, zastanawiając  się, czy kiedykolwiek będzie tak, że poznam wcześniej własne plany, nie mówiąc już  o decydowaniu o nich. Ruszyłam na górę.
Absolutnie nie ma mowy, twoje plany na wieczór to najściślej strzeżona tajemnica mafii.


Poli i Luigi byli przykładem stuprocentowych gejów. Cudowni, wspaniali i fantastyczni,  najlepsi przyjaciele kobiety i bardziej kobiecy od połowy z nas.
Czy istnieje choć jeden stereotyp, którego autorka nam oszczędzi?


W godzinę  uporali się z gniazdem  na mojej głowie i łuską  na twarzy. Kiedy skończyli,  poszłam do swojej kajuty przygotować  coś do ubrania. Weszłam do sypialni,  a na wieszaku obok łazienki wisiała jedna z sukien  Roberta Cavalliego, którą wybrałam w Taorminie. A na  niej karteczka z napisem „w tej”. Już znałam odpowiedź na pytanie, w czym dzisiaj wieczorem wystąpię. Była cudowna i bardzo  odważna. Zrobiona z czarnego prześwitującego materiału podobnego do siatki, ze wstawkami, które wyglądały jak suwaki lub sznurowanie. Długie rękawy  wysmuklały ręce, od których uwagę wszystkich i tak odwróci brak materiału na plecach. Sukienka bowiem miała tylko wąskie połączenie tuż nad łopatkami i zaczynała się ponownie na skraju pośladków.
Przypuszczam, że chodzi o tę suknię, ale nie jestem pewna co do pleców.
https://www.redcarpet-fashionawards.com/wp-content/uploads/2014/05/Gong-Li-Roberto-Cavalli.jpg
(hm, suknia z 2014? Taka niemodna?)
(Książka czekała na wydanie 4 lata, autorce nie chciało się Laury przebierać :P)


– Nie mogę włożyć majtek – zauważyłam z wykrzywioną miną, stając przed lustrem.
Nie sądzę, aby Laura uważała to za problem.


Roberto Cavalli przewidział  to i sukienka w newralgicznych miejscach nie prześwitywała zupełnie,  jednak nie zmieniało to faktu, że lu­biłam mieć na sobie choćby  najskromniejsze stringi.
I dlatego kupiła sobie taką sukienkę, do której ich włożyć nie można.
(...)


Laura w towarzystwie Domenica podpływa motorówką do przystani, gdzie już czeka na nich Massimo.


Podniosłam wzrok, na pomoście stał mój olśniewający porywacz. Ubrany w dwurzędowy czarny  smoking wyglądał jak narysowany.
Fakt, że Massimo z całą jego hurr durr mhroczną mafiozością mocno trąci kartonem.

(...)
Kto  nas zobaczył  i dlaczego musimy  iść?, pomyślałam, biorąc  do ręki cudowną, koronkową maskę przypominającą okulary.
Jak Sycylia, to mafia, jak Wenecja, to maski. To przecież elementarne.
Szkoda, że będąc w Rzymie, nie wbili się na audiencję.
To nic, że Festiwal trwa na przełomie sierpnia i września, a karnawał wenecki to dziesięć dni przed Środą Popielcową. Na cześć Massimo i Laury zorganizowali dla nich Karnawał w środku roku.


Massimo  odwrócił się  w moją stronę,  zawiązał mi ją na  oczach i zamruczał, ocierając nosem o jej bok. – Koronka i ty... Uwielbiam – wyszeptał, delikatnie mnie całując.
Zanim zdążył  oderwać wargi od moich ust, blask fleszy rozświetlił  noc. Ogarnęła mnie panika.
On  powoli  odsunął się  i zwrócił w stronę  fotografów, mocno obejmując  mnie w pasie. Nie uśmiechał się, tylko spokojnie czekał, aż skończą. Tłum paparazzich krzyczał coś po włosku [“Avanti popolo, alla riscossa, bandiera rossa, bandiera rossa!”],  a ja  próbowałam  wyglądać najbardziej  godnie, jak to było tylko  możliwe, stojąc na miękkich nogach.
Taaaa, chrzanić tych wszystkich filmowych nudziarzy! Don Massimo ma nową laskę!
Problem w tym, że to Laska w Masce.


Czarny  machnął do  nich, jakby dawał  sygnał, że już dość,  i ruszyliśmy po dywanie w stronę  wejścia. Przeszliśmy przez hol i dotarliśmy  do sali balowej wspartej na monumentalnych kolumnach. Na okrągłych stołach stały świece i białe kwiaty. Większość  gości była w maskach, co bardzo mi odpowiadało, bo dzięki swojej czułam chociaż resztki anonimowości.
No ba, przecież była najbardziej znaną osobą na tym festiwalu i gdyby nie maska, to… (Po kątach słychać było szepty: Kim jest ten stary, chudy facecik w okularach koło wybranki samego Don Massima?)


Usiedliśmy  przy stole,  przy którym ewidentnie  brakowało już tylko nas.  
Najważniejsi goście przychodzą na końcu.


Po  chwili pojawili się kelnerzy, serwując przystawki, a później kolejne dania.

ROZDZIAŁ 10
Bankiet  był nieprawdopodobnie  nudny; organizowałam setki  takich setki
Rozumiecie? Setki bankietów porównywalnych z przyjęciem festiwalowym,  więc  jedyną  moją rozrywką  było wytykanie w myślach błędów obsługi.
– Sztućce krzywo! – Laura kręciła noskiem. – A ta serwetka nie dość śnieżnobiała! No co za łamagi obsługują ten festiwal, czy naprawdę JA muszę wszystkiego ich uczyć?
Cud, że podali widelce!
Ale jeszcze trzeba nauczyć tych Włochów nimi jeść!


Massimo toczył  rozmowy z mężczyznami siedzącymi przy naszym stole, co jakiś czas dyskretnie głaszcząc moje udo.
– Muszę przejść do sali obok – powiedział, zwracając się do mnie. Niestety, nie powinnaś uczestniczyć  w tej rozmowie (czyli to będzie egzekucja, nie rozmowa), co prawda i tak nic nie zrozumiesz, ale nie będę ryzykować, że znów się narąbiesz i zatańczysz na rurze, dlatego  zostawię cię  pod opieką Domenica.  – Pocałował mnie w czoło i ruszył w stronę drzwi, a za nim reszta mężczyzn siedzących przy naszym stoliku.
Rozumiem, że to wszystko byli filmowcy. Szli omówić projekt nowej produkcji Massima: “Ja i mój Benvenuto”.


Mój asystent pojawił się błyskawicznie i zajął krzesło po Czarnym.
–  Kobieta  w czerwonej  sukience wygląda  jak futrzana kula  – oznajmił i oboje wybuchliśmy śmiechem na widok starszej pani w stroju, który przypominał  bombkę. Gdyby nie te modowe ciekawostki, pewnie umarłbym tu z nudów – dodał.
Wiedziałam,  co czuje, dlatego  byłam zachwycona jego  towarzystwem.
I tyle, dosłownie tyle jest o tym, co widziała na bankiecie MFF. Kurnać, żeby choć ze dwa słowa, że spotkała jakiegoś znanego reżysera, czy aktora, ale nie – najważniejsza jest ona i jej misiaczek. Co za pusta, nudna, zapatrzona we własny pępek dziuńka.


Laura i Domenico idą tańczyć, aż tu wtem! spotykają Marka. A orkiestra akurat zaczyna grać tango…  

(...)
– Uwielbiam tango – powiedziałam, wymownie patrząc w stronę Domenica.
–  Lauro, przez ostatni kwadrans deptałem ci po tych niebotycznie drogich szpilkach, a ty jeszcze nie masz dość?
Skrzywiłam się, przyznając mu rację.
–  Osiem lat trenowałem taniec towarzyski, więc jeśli nie boisz się, będę  zaszczycony – powiedział Marek, wyciągając do mnie dłoń.
Wooohooo, czyżby nadciągała konkurencja dla Massima?


– Jeden kawałek – rzuciłam w stronę młodego Włocha i ruszyliśmy na parkiet.
Marko mocno złapał  mnie w ramiona i po chwili niemal wszystkie pary zniknęły, dając nam  przestrzeń do tanecznych popisów.
Wiedziały, że Mary Sue nie należy wchodzić w drogę.


Świetnie  prowadził,  był pewny swoich  ruchów, doskonale czuł muzykę i perfekcyjnie znał kroki. Myślę, że każda z obserwujących nas osób była przekonana,  iż tańczymy razem od lat.
W połowie  utworu parkiet  zupełnie opustoszał,  a my wirowaliśmy razem, dając popis  nabytych w dzieciństwie umiejętności. Kiedy muzyka zamilkła, na  sali rozległy się gromkie brawa.
Pfffffff…


Oboje  elegancko  pokłoniliśmy  się publice i obróciliśmy w stronę, gdzie zostawiliśmy Domenica.




Jednak zamiast niego dostrzegłam Czarnego, który stał w otoczeniu  kilku mężczyzn. Kiedy podeszliśmy do nich, z uznaniem pokiwali  głowami – wszyscy z wyjątkiem Massima. Na jego twarzy malowała się furia, a oczy płonęły mu ogniem.
Gdyby  ten wzrok  mógł zabijać,  zostałaby ze mnie  kupka popiołu, nie mówiąc  już o moim towarzyszu. Podeszłam  i ucałowałam go w policzek, a Marek  zdjął moją dłoń ze swojego ramienia i podał Czarnemu.
Masz, zgubiłeś coś.


– Don Massimo – powiedział i skinął głową.
Stali,  patrząc na  siebie, a atmosfera  zgęstniała tak, że ciężko  było oddychać. Nie puszczając mojej dłoni, Czarny odwrócił się do swoich towarzyszy i rzucił kilka słów po włosku [“Vorrei una tintura bionda!”].  Wszyscy zaczęli się śmiać.
–  Wiedziałeś, kim jest?  – zapytałam, bo zdawałam sobie sprawę,  że nawet jeśli usłyszy, i tak nie zrozumie ani słowa.
I z pewnością będzie bardzo zadowolony z faktu, że rozmawiasz z przystojnym facetem w języku, którego on nie rozumie.
(Pssst, Lauro, a może poprosiłabyś go o przekazanie jakiejś informacji…? Może nawet zrobiłaś to, kiedy nurkowaliście, sami przez cały dzień? Eeee… nie?)


–  Oczywiście.  Mieszkam we Włoszech  już kilkanaście lat. –  Marek porozumiewawczo mrugnął.
– I mimo to zatańczyłeś ze mną?
–  No przecież  mnie nie zabije,  a przynajmniej nie tu  – roześmiał się.
A, jak gdzie indziej, to spoko.


– Poza  tym z rozmaitych  powodów nie może  tego zrobić, więc mam  nadzieję, że nie był to  nasz ostatni taniec. Ucałował  moją wolną dłoń i zniknął między  stolikami.
Ale jak to? Wszechwładny don Massimo czegoś nie może?


Massimo  odprowadził  go wzrokiem, po czym zwrócił się do mnie.
–  Pięknie tańczysz. To wyjaśnia, skąd u ciebie w innych sytuacjach taka doskonała praca bioder.
–  Nudziłam  się, a Domenico  jest słabym tancerzem  – opowiedziałam, przepraszająco wzru­szając ramionami. Na sali rozbrzmiało rytmiczne paso doble.
Khę, to jest bal, czy turniej tańca towarzyskiego? Paso doble jest raczej mało popularne jako taniec użytkowy.


–  Ja ci  pokażę, jak  się tańczy –  powiedział, zdejmując  górę od smokingu
“Góra od smokingu” to nieco więcej niż tylko marynara.


Marynarki od smokingu się nie zdejmuje, a dwurzędowej – nawet nie rozpina!


Chwycił  mnie za rękę  i pewnym ruchem  wkroczył na parkiet.  Pozostali tańczący nie zdążyli wrócić  po moim ostatnim występie, więc gdy tylko zobaczyli, że zjawiam się  z kolejnym partnerem, zrobili nam miejsce. Massimo skinął głową do orkiestry, by zaczęli jeszcze raz.
No ba, przecież on tu rządzi. Jak wszędzie i jak wszystkim.


Byłam  już na  tyle pijana  i pewna swych  umiejętności, że  odsunęłam się od niego i pod­ciągnęłam  kawałek sukienki, odsłaniając nogę. Boże,  co mnie podkusiło, by nie włożyć majtek?, pomyślałam.  Muzycy wybili pierwsze takty, a pozycja, z jakiej zaczął  Czarny, świadczyła o tym, że nie robił tego po raz pierwszy.  Taniec był dziki i namiętny, idealnie pasował do Massima i jego władczej natury.
https://i.pinimg.com/originals/4b/c1/14/4bc114e342644b772edbbf9bb2b0bc85.jpg


Osobiście obstawiam coś takiego:


Tym razem nie był to tylko taniec, to była moja kara i nagroda  zarazem, zapowiedź tego, co stanie się, kiedy wyjdziemy z bankietu,  i obietnica kryjącej się w niej niespodzianki. Byłam oczarowana, chciałam, żeby muzyka się  nie kończyła, a nasza plątanina ciał trwała wiecznie.
Oni tańczą, czy trenują zapasy?

Finał  oczywiście  musiał być spektakularny  i nietuzinkowy, a ja modliłam  się, by moja noga nie powędrowała  zbyt wysoko, odsłaniając za dużo.
To się nie módl, tylko uważaj, jak nią machasz.


(...)


Bez  pożegnania  z pozostałymi  gośćmi prawie wybiegliśmy  z sali.
Uczestnicy bankietu pilnie obserwowali, czy ktoś jest na sali, czy nie. Nieobecność komentowali długo i soczyście.
Już wiemy, po co rozdawano maski.


Ciągnął  mnie przez hotelowe korytarze bez słowa, mocno zaciskając dłoń na moim nadgarstku.
– Piękny pokaz – usłyszałam damski głos.
Massimo  stanął jak  wmurowany w ziemię.  Spokojnie odwrócił się,  pociągając mnie za sobą.
W połowie  holu stała  olśniewająca blondynka  ubrana w krótką złotą sukienkę.  Jej nogi
kończyły  się na wysokości  mojego pierwszego żebra,  miała piękne sztuczne piersi [no OCZYWIŚCIE, że tak. Wszechświat by implodował, gdyby antagonistka miała naturalne.] i anielską twarz. Powoli podeszła do nas i pocałowała Czarnego.
https://media.giphy.com/media/Fb8hyDItLHk52/giphy.gif


– A więc znalazłeś ją – powiedziała, nie odrywając ode mnie wzroku.
Jej akcent wskazywał  na to, że była Angielką (zapamiętajmy!!!), a wygląd,  że była modelką  wyjętą prosto z pokazu Victoria’s Secret.
Blondynki wyjęte prosto z pokazu Victoria’s Secret wyglądają tak:


– Laura – powiedziałam pewnie, wyciągając dłoń w jej stronę.
Chwyciła ją i przez chwilę milczała, a na jej twarzy malował się ironiczny uśmiech.
–  Anna,  pierwsza  i prawdziwa  miłość Massima  – odparła, wciąż  trzymając mnie w uścisku.
Jest! Wróciła!
Szparagi się same nie ugotują!
Pierwsza? Huh.


Anna wrzeszczy coś po włosku, Massimo gasi ją jakimś zdaniem, Laura nic nie rozumie; w końcu zostawiają Annę na korytarzu i idą do pokoju.


(...)


Całował  mocno i łapczywie,  z każdą chwilą zachłanniej wnikając w moje usta. Po sytuacji, która miała miejsce na dole, nie miałam ochoty na to, co robił, więc stałam, nie reagując. Po chwili, kiedy poczuł, że coś jest nie tak, zatrzymał swój szaleńczy pęd podniecenia (w pokoju rozległ się pisk, zgrzyt i zaśmierdziało paloną gumą) i zapalił światło.
Uwielbiam to jak Massimo się migdali, Laura się dąsa, a nasz boss dopiero po bardzo długiej chwili dostrzega, że coś jest nie tak.

Stanęłam  prosto, splatając  ręce na piersiach.  Massimo westchnął i przegarnął  dłońmi
czarne włosy.
–  Chryste,  Lauro – powiedział, siadając w wielkim fotelu, który stał  za nim. Ona jest... prze­szłością.
Nie tak znowu dawną, góra sprzed tygodnia, no ale...


Milczałam przez chwilę, a on badawczo obserwował moją reakcję.
–  Zdaję  sobie sprawę,  że nie jestem pierwszą  kobietą w twoim życiu. To  raczej pewne i naturalne – zaczęłam spokojnym tonem.  – I nie zamierzam wnikać w twoją przeszłość ani cię oceniać.  Ale interesuje mnie, co takiego powiedziała, że postanowiłeś  do niej wrócić i przede wszystkim, dlaczego jest taka wściekła?
Czarny milczał, wpatrując się we mnie gniewnymi oczami.


– Anna jest dość świeżą sprawą – rzucił.
– Jak świeżą? – nie dawałam za wygraną.
– Jeszcze nie śmierdzi.


– Zostawiłem ją w dniu, kiedy wylądowałaś na Sycylii.
No tak, to by wiele tłumaczyło, pomyślałam.
–  Nie  oszukiwałem  jej, twoje portrety  wisiały w domu od lat,  ale nikt prócz mnie tak naprawdę  nie wierzył, że kiedykolwiek cię znajdę.  A już najmniej ona. Tego dnia, kiedy cię zobaczyłem, nakazałem, by odeszła.
Łał, łał, “nakazałem by odeszła”, normalnie jak jakiś sułtan nałożnicy.


– Patrzył na mnie, czekając na reakcję. – Chcesz jeszcze coś wiedzieć?
Stałam tam, wpatrując się w niego, i zastanawiałam się, co czuję. Zazdrość to słabość, a ja
przez  lata nauczyłam  się eliminować nie­dos­konałości  ze swojego charakteru i teraz jestem absolutnie doskonała, to nie przechwałki, to stwierdzenie faktu,  poza  tym nie czułam się zagrożona, bo nie zależało mi na Massimie. Ale czy na pewno?
Ale z drugiej strony… Widziałam w Rzymie cudną suknię od Diora i jak sobie pomyślałam, że to Anna mogłaby ją dostać...


– Lauro, powiedz coś – wysyczał przez zęby.
–  Jestem zmęczona  – powiedziałam, opadając na drugi fotel. (...)
Wstał  z fotela i ruszył  w stronę drzwi, łapiąc za klamkę. Odwrócił  się, popatrzył i rzucił beznamiętnie:
– Powiedziała, że cię zabije, żeby zabrać mi coś najważniejszego, tak jak ja zabrałem jej.
– Słucham! – wrzasnęłam rozwścieczona. – I ty teraz chcesz tak po prostu wyjść po tym, co mi powiedziałeś? – Ruszyłam w jego stronę.
A ja teraz mam tu sama siedzieć i się bać!


–  Ty cholerny  egoisto... – Urwałam,  kiedy zobaczyłam, jak wiesza  na klamce zawieszkę „nie przeszkadzać”  i zamyka drzwi. Stałam tam z bezradnie opuszczonymi  rękami, gapiąc się na niego.


–  Taniec  z tobą dziś  – zaczął, podchodząc  do mnie – był najbardziej  elektryzującą grą wstępną, jaką  przeżyłem. Nie zmienia to jednak  faktu, że miałem ochotę zabić tego  Polaczka, kiedy widziałem, jak spoufala się z tobą, mimo iż wie, kim jestem.
Massimo, jaki ty jesteś prosty i nudny. Zabić tego, zabić tamtego. Zero oryginalności. Bądź bardziej kreatywny, skoro masz być taki mhroczny!


– Podobno tego akurat nie możesz zrobić – rzuciłam zaczepnie.
– Niestety, masz rację, a szkoda – powiedział, podchodząc do mnie.
Spoiler: od tej chwili Marek znika z fabuły. Jego pojawienie się i zachowanie wobec Laury ma dokładnie zero konsekwencji dla akcji, więc pytam – po jaką cholerę w ogóle wprowadzono tę postać i jej wątek?


(Mamy teorię, że to po prostu jakiś znajomy autorki, który zażyczył sobie cameo w jej wiekopomnym dziele).


Objął mnie potężnymi ramionami i mocno przytulił. Nigdy tego nie robił, więc zaskoczona nie wiedziałam, co  zrobić z rękami. Oparłam twarz o jego klatkę piersiową i poczułam, jak wali mu serce. Głośno westchnął,  osuwając się na kolana. Tkwił tak z czołem opartym o złączenie moich piersi, więc powoli wsunęłam dłoń  w jego włosy i zaczęłam go głaskać po głowie. Był bezbronny, wycieńczony i całkowie zależny ode mnie.
A cóż go tak wykończyło, cóż? To namiętne paso doble? Oj, słaba kondycja...


–  Kocham cię  – wyszeptał.  – Nie umiem z tym walczyć. Kochałem cię  długo przed tym, zanim się pojawiłaś, śniłem  o tobie, widziałem i czułem, jaka jesteś. Wszystko  okazało się prawdą – powiedział, łapiąc mnie rękami za biodra.
W głowie szumiał mi alkohol, a przerażenie mieszało się ze spokojem. Wzięłam w dłonie twarz Czarnego i podniosłam jego brodę, tak aby zajrzeć  mu w oczy. Uniósł je i posłał mi spojrzenie pełne miłości, zaufania i pokory.
Ojej, to on tak umie? Myślałam, że ma tylko dwa tryby: “zwierzęce pożądanie” i “lodowata wściekłość”.


(...)
– Kochaj się ze mną – powiedział, kładąc mnie na miękkiej podłodze.
Na  te słowa  aż stanęło  mi serce.
Wykitowała, koniec opka, alleluja!


Zupełnie  zdezorientowana  patrzyłam na niego  przymru­żonymi oczami.
– To może być mały problem – powiedziałam, układając się między jego ramionami.
Czarny  wisiał nade mną, wsparty na  łokciach, jego ciało lekko przywierało do mojego,  idealnie je pokrywając, a oczy pytająco wpatrywały sie w moje.
–  Bo widzisz  – zaczęłam lekko  zawstydzona – ja się  nigdy nie kochałam. Zawsze  się pieprzyłam, lubię to. Żaden facet nie nauczył  mnie, jak się kochać, więc może być problem, a ty będziesz  rozczarowany – skończyłam i zażenowana własnym wyznaniem odwróciłam  głowę w bok.
–  Ej,  mała –  powiedział,  odwracając moją  twarz do siebie –  Jesteś taka delikatna, wcześniej tego nie widziałem. Nie bój się, to będzie dla ciebie pierwszy raz, tak samo jak i dla mnie.
Wzruszyłam się, patrzcie, jaką rzekę wypłakuję!
Nie ty jedna.


Nie wstawaj, mówię poważnie.
No nie, a sądziłam, że robisz sobie heheszki.


– Powiedz zwyczajnie, proszę – zasugerowałam, przekręcając się na brzuch. – Wystarczy poprosić, nie zawsze trzeba kazać.
Massimo stał przez chwilę i z wpółprzymkniętymi oczami obserwował moją twarz. W jego spojrzeniu nie było lodu, który ustąpił miejsca pożądaniu i namiętności.
– Proszę, zostań tu, gdzie jesteś – wydusił ze śmiechem.
Dobry piesek, nauczyłeś się prosić, masz tu ciasteczko!


(...)


Leżeliśmy,  rozmawiając,  aż zrobiło się  jasno. Opowiadał mi  o tym, jak to jest dorastać w rodzinie  mafijnej i jak wyglądali jego wujkowie. O tym,  jak piękna jest Etna w trakcie eksplozji i co lubi jeść.
Nieostrożnych turystów!


Kiedy wschodziło słońce, zamówiliśmy  śniadanie i nie wychodząc spod kołdry, pa­trzy­liśmy, jak budzi się kolejny dzień.
– Lauro, który jest dziś? – zapytał, siadając naprzeciwko.
Zmarszczyłam brwi i przez chwilę patrzyłam na niego, zastanawiając się, o co pyta.
– Nie rozumiem – powiedziałam, owijając się kołdrą. – Wydaje mi się, że środa.
–  Który  dzień? –  zapytał ponownie,  a mnie olśniło i zrozumiałam,  czego dotyczy jego pytanie. Próbowałam  po cichu policzyć, ale po ostatnich wydarzeniach  nie miało to dla mnie zna­czenia.
Przecież będziemy żyć długo i szczęśliwie!


(...)


– Chcesz, żebym cię wypuścił? – przypatrywał mi się w napięciu. – Wiele teraz ryzykuję, ale  nie umiem cieszyć się tym, że jesteś obok, wiedząc, że cię unieszczęśliwiam. Zatem  jeśli chcesz odejść, jeszcze dziś możesz znaleźć się w Warszawie.
Bez niczego, nawet bez swoich rzeczy, które wciąż są w mojej willi.


Patrzyłam  na niego z niedowierzaniem,  a w mo­ich oczach zalśniła radość.  Kiedy na mojej twarzy pojawił się szeroki  uśmiech, on zamienił się w lód i przeszywając  mnie beznamiętnym spojrzeniem, powiedział:
– Domenico odwiezie cię na lotnisko, naj­bliższy samolot jest o jedenastej trzydzieści.
I nic na pożegnanie? Żadnych prezentów, platynowej karty, nawet platynowego naszyjnika?
W tych trampkach od Isabel Marant tu przyszłaś i w tych się wynoś!

Siedziałam  szczęśliwa i przerażona  zarazem, patrząc na morze.  Mogę wracać, powtarzałam po cichu.  Usłyszałam, jak drzwi apartamentu zamykają  się. Owinięta w kołdrę pobiegłam do pokoju.  Massima nigdzie nie było, wyjrzałam na korytarz,  ale i tam nikogo nie znalazłam. Weszłam z powrotem  do środka i osunęłam się po ścianie. Przed oczami jak  film przebiegły mi wydarzenia ostatniej nocy, to, jak kochał  się ze mną, wszystkie rozmowy, wygłupy. Do oczu napłynęły mi łzy – poczułam, jakbym coś straciła.
Moje serce bolało i prawie nie biło. Czy to możliwe, że się w nim zakochałam?
Nie, po prostu stałaś się zombie. To dobrze, zjesz trochę mózgów, może zmądrzejesz.


Laura ponownie traci przytomność, kiedy znajduje ją Domenico, ta domaga się, żeby natychmiast wrócić na jacht Massima.


Nie czekałam, aż  zacumujemy, tylko prze­skoczyłam na pokład. Biegłam po wszystkich poziomach, otwierając kolejne drzwi, ale nigdzie go nie było. Zrezygnowana i zapłakana opadłam na kanapę  w otwartym salonie. Fale płaczu zalewały mi oczy, a gula rosnąca w gardle nie pozwalała od­dychać.
– Godzinę temu helikopter zabrał go na lotniska – powiedział Domenico, siadając obok. – Ma teraz dużo pracy, na której musi się skupić.
No wiesz, tu kogoś zastrzelić, tam przejąć wagon kokainy, tu przyszykować dla kogoś betonowe buty…


– Czy wie, że tu jestem? – zapytałam.
–  Nie sądzę, jego komórka została w pokoju, więc nie mogłem do niego zadzwonić.
Massimo ostatnio był taki roztargniony, że zapominał o zabraniu telefonu.  
W biznesie przecież zupełnie mu niepotrzebny.
To wielki boss załatwia wszystko sam? Bez żadnej obstawy? Czy ta obstawa też była na tyle roztargniona, że nie wzięła swoich komóreczek?


(…)


– Chcę wracać – powiedziałam, podnosząc się z kanapy.
– Do Polski?
– Nie, na Sycylię, zaczekam, aż wróci, mogę?
Musimy uwierzyć, że z całą pewnością by uciekła, gdyby nie tych kilka drobiazgów, które obiecał jej dać do końca roku.  

(...)
Przespałam  prawie całą  podróż, nafaszero­wana  środkami uspokajającymi.  Kiedy wreszcie wsiadłam do  SUV-a na lotnisku w Katanii,  poczułam, jakbym wróciła do domu.
Autostrada  biegła wzdłuż  zbocza Etny, a ja  przed oczami miałam  tylko radosnego Massima, który zawinięty w kołdrę opowiadał mi historie z dzieciństwa.
Rety, jak jej mało trzeba, trochę seksu i trochę rzewnych opowieści, i już zakochana po uszy.
– I wtedy ojciec wyciągnął spluwę i zastrzeliła wujka Alfonsa. To była nasza najlepsza wigilia. Wszyscy się śmiali. I papa powiedział, że mogę sobie zatrzymać prezenty, które miały być dla wujka.


Gdy podjechaliśmy na podjazd, z zaskoczeniem odkryłam,  że wyglądał zupełnie inaczej. Kostka z bordowej została  wymieniona na grafitową, rosły inne krzewy, kwiaty, prawie  nie poznałam wejścia do posiadłości.
Zniknęły niewielkie pagórki, uprzątnięto rozkopaną glebę.


Zaskoczona  patrzyłam, upew­nia­jąc  się, że jesteśmy w dobrym miejscu.
–  Don  Massimo  kazał w trakcie  waszego wyjazdu wszystko  tu zmienić – powiedział Domenico, wysiadając z samochodu.
No, jak podjazd przebudowany, to już nic nie będzie jej przypominać, że Massimo zabija ludzi. Można w spokoju pogrążyć się w marzeniach o idealnym życiu przy jego boku.


Przeszłam  przez korytarz  i dotarłam do swojej  sypialni. Wślizgnęłam się  do łóżka i zasnęłam.
Kolejne  dni były  identyczne.  Niektóre spędzałam  w łóżku, czasem wychodziłam i siedziałam  na plaży. Domenico usiłował wmuszać we mnie  jedzenie, ale bezskutecznie, nie dałam rady nic  przełknąć. Snułam się po domu, szukając choć najmniejszego  śladu obecności Czarnego.
A kiedy wciąż go nie było, wyłam i drapałam drzwi.


(...)
Oglądałam polską telewizję, którą Massimo kazał zamontować w mojej sypialni.
Jak można mniemać, montuje się różne telewizje w różnych pomieszczeniach.
W efekcie miała w  dużym pokoju telewizję angielską, a w kuchni telewizję francuską, natomiast amerykańskiej nie oglądała, bo była w pokoju na piętrze.
Jeśli chciała mieć polską telewizję, to prościej byłoby przez internet. Ale ok, może na wszelki wypadek jednak nie chciał jej dawać swobodnego dostępu do internetu…
Czasem próbowałam słuchać włoskiej, lecz mimo sporego wysiłku nadal nie rozumiałam z niej ani słowa.
A co – sądziła, że od samego oglądania nagle ją oświeci?
Zwłaszcza, jak zrobi głośniej.


Jakby tego było mało, na czołówkach wszystkich włoskich plotkarskich gazet i portali pojawiło się zdjęcie z bankietu, na którym Czarny całuje mnie na pomoście.
Ojej, jakie to opkowe!
Telewizji włoskiej nie rozumie, ale po portalach włoskich  łazi? Nie zamontowali jej polskiego internetu?


Niemal każdy nagłówek brzmiał: „Kim jest tajemnicza wybranka sycylijskiego potentata?”. A także obszerny opis moich tanecznych umiejętności.
O, a to już rozumiała?


Po kilku dniach takiego snucia się Laura dochodzi do wniosku, że jednak czas wracać do domu.


W internecie znalazłam przytulną kawalerkę z dala od centrum Warszawy i wynajęłam ją. Nie miałam pomysłu co dalej i nie obchodziło mnie to, chciałam tylko, by przestało boleć.
O, czyli jednak miała dostęp do internetu… Co za zaufanie ze strony Massima!


Jednak, kiedy już jest spakowana i gotowa do wyjazdu, wtem!


Leżałam  i gapiłam  się w telewizor,  skacząc po kanałach.  Włączyłam informacje i ruszyłam do łazienki.
„W Neapolu zastrzelono szefa sycylijskiej rodziny mafijnej. Młody Włoch uznawany był za  jednego z najniebezpieczniejszych...” – na te słowa wypadłam z łazienki jak oparzona.  
Khę… Massimo był tak znany, że tę wiadomość podano nawet w polskiej telewizji? Czy może Laura nagle otrzymała dar języków?


Na ekranie  przewijały się  urywki zdjęć z miejsca  zdarzenia, na których widać  było dwa worki na ciała i czarnego SUV-a w tle. Poczułam pieczenie w mostku, które nie pozwalało mi oddychać, i ukłucie,  jakby ktoś wsadził mi nóż w serce. Próbowałam krzyknąć, ale z mojego gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. Nieprzytomna padłam na dywan.
Laura już tyle razy traciła przytomność, że już nikogo to nie rusza, autorko. Musisz znaleźć sobie nowy ulubiony opkowy chwyt.


Z Festiwalu Filmowego w Wenecji pozdrawiają Analizatorzy w maskach, tańcząc tango w kółeczku,

a Maskotek rozbija się po morzu luksusowym jachtem.

20 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Człowiek z blizną jako Massimo... Idę po kubeł do womitów. Nie to, żeby ksiopko nie było dostatecznie rzygogenne i żeby Massimo nie był obleśny sam z siebie.

Ela TBG

Anonimowy pisze...

Laura to lambadziara. Książka dla lambadziar. Lambadziarze wystarczą drogie prezenty i już ma kisiel w gaciach. Przy Klątwie można się było chociaż pośmiać. Tu tylko można płakać.

Anonimowy pisze...

Zanalizujecie kontynuację tego dzieła? Oby tak, bo coś czuję że będzie tam dużo lolcontentu. :D

Anonimowy pisze...

Słońce robiło się już pomarańczowe, kiedy Marko pakował sprzęt.
A potem była wielka bitwa i Voldemort....

Wszystko mi opadło przy tym czymś...I te seksy i opisy strojów i plaster antykoncepcyjny...Rany..Bohaterka jest rozpaczliwie bezmózga,akcja żadna,bohater tandetny.

Chomik

Aris Carmen Light pisze...

Nie wierzę, że ktoś to czyta na poważnie, już 90% opowiadań erotycznych w internetach jest lepsze. Nic tylko bohaterka się przebiera, podlicza ile kasy nosi właśnie na sobie, mdleje i opisuje, kto się w co ubrał i jak wyglądał. No i ta scena z krzyżem, Jeżu xD

Gayaruthiel pisze...

Pomijajac oczywiscie obrzydliwosc sceny z implantem antykoncepcyjnym, nie wierze, ze nie zauwazyla, ze cos ma na rece. I mean, mieszkam w miejscu, gdzie bywaja kleszcze, maja one bardzo rozne rozmiary, no i nie ma bata, zeby nie zauwazyc, ze cos co czasem ma mniej niz milimetr ci sie wczepilo w skore, zwlaszcza gdy bierzesz prysznic. Jak nie oczyma, to sie wyczuwa nierownosc pod palcami. Mam uwierzyc, ze caly ten czas bohaterka sie nie myla?

Anonimowy pisze...

O, fajnie, jednak donek Masiu poszedł do piachu. Pewnie wypił w tym Neapolu kakao / herbatę z mlekiem, na skutek czego Benventuo zwiądł i odpadł i nasz wielki mafiozo, nie móc tego znieść, palnął sobie w łeb. Teraz jeszcze niech ta dziunia powiesi się z rozpaczy na pasku od Prady i będę całkiem usatysfakcjonowana lekturą.

Quay

Anonimowy pisze...

Przecież główna bohaterka jest wiecznie nabzdryngolona, zakończenie powinno być takie, że to wszystko to były tylko jej majaki, a ona ten rok spędziła w jakimś szpitalu na odwyku.

Serio, to jest tak beznadziejnie głupie, tylko wasze komentarze sprawiają, że człowiek ma odrobinę zabawy. Ałtorka i fani jej ksioopka powinni w ramach zadośćuczynienia zasadzić po drzewku. Nie dziwię się, że ta cudowna opowieść musiała czekać 4 lata na wydanie, dziwię się, że została w ogóle wydana. To jest jedna z najgłupszych historii jakie czytałam, a przecież analizowaliście naprawdę wiele żenujących potworków.

Anonimowy pisze...

Przy całej szkodliwości tego ksiopka mam z nim (i z jemu podobnymi) jeszcze taki mały, przyziemny problem. Mianowicie, nie jest tajemnicą, że bohaterki tych tworów to self-inserty autorek, co do zasady - maksymalnie wyidealizowane i stawiane w sytuacjach, o których najprawdopodobniej marzą sobie autorki. Nie mogę więc zrozumieć tej fascynacji omdleniami, bo to nie jest w najmniejszym stopniu romantyczne, a zwłaszcza w takiej częstotliwości jak tutaj (moglibyście prowadzić statystyki omdleń, jak na początku w przypadku picia Laury). To ciągłe noszenie na rękach też wywołuje u mnie jakieś nieprzyjemne odczucia. Autorka z lubością opisuje, jak jej self-insert ciągle mdleje i musi być przenoszony na rękach z miejsca na miejsce, to ciągłe podkreślanie jej słabości jest dla mnie aż nieprzyjemne. Może to ja jestem dziwna, ale nie widzę nic romantycznego w tym, że trulof ciągle musiałby mnie nosić na rękach.

miriamcia668 pisze...

Przyczyna fascynacji omdleniami jest bardzo prosta. AŁtorka w jakimś wywiadzie stwierdziła otwarcie, że kazała Laurze zemdleć, kiedy nie miała pomysłu, jak rozwiązać jakąś sytuację fabularną.

Mia Theory pisze...

ona mdleje tak często, że zamiast licznika alkoholu, powinniście zrobić licznik omdleń :P

Anonimowy pisze...

Kto to w ogóle wydał? Bohaterka tępa dziunia a bohater oblech. Dla innych ideał a dla mnie burak i oblech. Jak można nie uważać za obleśne te ciągłe teksty że on ma władzę i jak to on jej nie zerżnie i jak jej będzie dobrze. Fuj
Zresztą gdyby Bohaterka była normalna to byłoby bardziej ochydne. Jej prezenciki przesłaniają prawdziwy obraz sytuacji w jakiej się znajduje i jej pana i władcy

Anonimowy pisze...

Autorka po prostu opisuje swoje fantazje seksualne. Jedne marzą o seksie na łączce w letni wieczór,drugie lubią być karcone i dostawać klapsy a inne chcą być niewolnicami mafiozów i dostawać prezenty.
Ech,po co sobie szczempić ryja? Możemy komentować,krytykować a i tak ludzie będą to czytać. Seks dobrze się sprzedaje.

Shadow Memory pisze...

Dlaczego Marko musiał zniknąć -_- był jedną postacią, która na chwilę ożywiła to opko... Meh

Anonimowy pisze...

Tak bardzo zalatuje Greyem. Hehe. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy analizy. :)

Anonimowy pisze...

Tylko, że tu te seksy są opisane marnie. Serio nie wiem który kupuje takie powieści.

Eva

Anonimowy pisze...

Bardzo kiepsko napisana książka, ale gorsze jest to że poza tym jest szkodliwa. Nie ma co się czarować sięgną też po nią nastolatki i dowiedzą się np. że kiedy gwałci ktoś przystojny i bogaty to nie gwałt :/

Ostatnio zaczęłam czytać heksagon o wiedźmie Jadowskiej. Może zanalizujecie? Powieść jest nudna, mamy ogrom bohaterów, którzy pojawiają się jednorazowo i robią za tło. A główna bohaterka jest super seksowną wiedźmą i policjantką. Do jakiejś 40 strony zastanawiałam się, czy jest to mary-sue. Aż wyczytałam, że jej magiczne imię brzmi nie inaczej jak "Jado". Tu chyba nawet autorka nie stara sie ukryć, ze utożsamia się z wykreowaną postacią.

Eva

Vaherem pisze...

Evo, swego czasu całą heksalogię przeczytałem i przeanalizowałem na Lubimyczytać, łap link do "Złodzieja dusz": http://lubimyczytac.pl/ksiazka/182755/zlodziej-dusz/opinia/20322673#opinia20322673

Anonimowy pisze...

Dziękuję, chętnie przeczytam ;)

Eva

Anonimowy pisze...

Dobra,Dobra...miejscami było śmiesznie,częściej żenująco i niesmacznie. Kiedy koniec?
Czekam na dzieła typu "Dziewczyna Wilkołaka",opka Marlenki Milenki,fanfiki historyczne z PKiN w 1944,epikę ktora rozsadzi mi mózg,rozbije duszę,wyrwie serce i spuści wpierdol mojemu zmysłowi estetyki.
To co teraz prezentujecie to pikuś. No ok,jeszcze Glątwa i Pan Marcel trzymali poziom (he,he)
Tęsknie za hardcorem,za ałtor Kasią....
Nawet beznadzieję można spartolić.