piątek, 18 lutego 2011

20. Kryształowa Różyczka, czyli norki karmione tuńczykiem (1/2)



Dziś opuszczamy słoneczne Miami i wracamy do starego, dobrego Hogwartu, zapoznać się z kolejną mhroczną, zbuntowaną, wredną (a jakże!) córką Ciekawe, Czy Zgadniecie, Kogo. Indżoj!

Analizowały: Kura i Sineira.
Nazywam się Crystal Rose Emily Potter. Matka Lily, Ojciec James. Mój brat Harry jest chłopcemk, który przeżył. Nawet dobrze się dogadujemy. Choć wszystko się zmieni

Nazywam się Kóra. Matka Natura, Ojciec Natürlich. Jestem alter ego Kury. Kura jest Analizatorką, Która Nie Przeżyła Kontaktu z Tym Opkiem.

Kryształowa Różyczka, buchachacha! Niech zgadnę... Kolejna wieloimienna córcia Voldzia? Owoc gwałtu zapewne?
 
Był 2 sierpnia. Lily Potter wyszła właśnie ze swoim nowo narodzonym synkiem z domu.
Następna aŁtoreczka, która nie wie, co oznacza słowo "połóg".
Skąd ma wiedzieć? Daję jej jakieś 13 lat. I oby się nie dowiedziała za prędko!

musiała iść po zakupy. Była najszczęśliwszą osoba na świecie. Miała kochanego męża Jamesa i malutkiego synka Harry'ego. Przed sklepem spotkała Jamese:
- Cześć kochanie- krzykną z daleka- Trzeba było zostać w domu. Miałem zamiar coś kupić.
Pół litra?

- Spokojnie i tak musiałam się przewietrzyć- ale może weźmiesz Harrego i wrócicie do domu? Ja zaraz dojdę- odpowiedziała
Jak Meg Ryan nad sałatką?
 

Harry z Jamesem odwrócili się i poszli w kierunku domu. 
Chodzący noworodek, orzeszku arachidowy... Harry był niesamowity już od samego początku. 

Lily poczekała aż znikną z pola widzenia i tak że sie odwróciła.
Lily poczekała tak, że się odwróciła. Chyba poanalizuję tak, że (pardon!) zwrócę.

Już miała zamiar iść ale z nikąd obok niej teleportowali się śmierciorzercy.
Śmierciorzercy - ci, którzy rżą na widok śmierci. Czyli konie jeźdźców Apokalipsy.
Mieszkańcy mrocznej krainy Nikąd.

Nie wzięła nawet różdżki. Smierciorzercy rzucili na nią Dretwote i zapadła ciemność.
A myślałam, że od Drętwoty to się drętwieje, a nie ślepnie.
Bo fotony też zdrętwiały.

Obudziła się kilka godzin później. Leżała na wielkim łożu. Coś jej nie pasowało. Skoro jest u Lorda Voldemorta czemu leży w takiej pięknej komnacie?
A czemu nie? Kto powiedział, że Voldi ma w baraku mieszkać?
To, że jest u Voldzia, było jasne na pierwszy rzut oka - na czarnej kołdrze były wyhaftowane czarne monogramy oraz czarne (dla odmiany) węże.

Drzwi się otworzyły i staną w nich On.
-Wiedze, że się obudziłaś, nareszcie. Zapewne zastanawiasz się, czemu Cię wezwałem- Mówił
- Wezwałeś? Nie jestem jednym z Twoich śmierciorzerców. To było porwanie-przerwała mu. Była zdziwiona, czemu ją tak traktuje
Spodziewała się zaproszenia na czerpanym papierze, limuzyny i czerwonego dywanu.

-Jak zwał tak zwał. Jesteś mi bardzo potrzebna. Imperio!
poczuła przyjemna pustkę. Wogóle nie widziała co się dzieje. Było jej przyjemnie. Nawet bardzo.
Voldi zawsze wiedział, jak zadowolić kobietę.

Później znowu straciła przytomność.
Z rozkoszy. Te wężowe ruchy Voldzia...

 
Tym razem obudziła się w białej sali, w św. Mungu. Obok niej stała uzdrowicielka.
- O już się Pani obudziła?- powiedziała uśmiechniętą- Mąż się ucieszy.
-Co się stało?- zdobyła się na odwagę by zapytać
-Jak Pani wie porwali Panią śmierciorzercy- Lily kiwnęła głową- Ministerstwo każe każdą osobę przetrzymać w szpitalu, lecz Pani nie była torturowana ani wykorzystywana w żaden sposób.
Nie używano pani jako wieszaka na kapelusze i nie froterowano panią podłogi.

Porwali Panią, moim skromnym zdaniem, po to by pokazać że potrafią
Tia. Zawód magicznego ginekologa najwyraźniej nie był wówczas zbyt popularny.
 
9 miesięcy później
 
-Dasz rade Lily- mówił James- Urodziłaś Harry'ego to urodzisz mu siostrzyczkę. Kocham Cię.
- Wynocha- krzykneła zła Lily podczas porodu- Niech on wyjdzie bo miotane go jaką klątwa i też cię kocham.
"I też cię kocham" należy do Niewybaczalnych?
Ewidentnie. Karane dożywociem w takich małych, złotych kajdankach.

Urodziła się piękna dziewczynka, jeszcze nie wybranki imienia, miała piękne duże brazowe oczy"to po mojej mamie" skomentował to James, piękne małe czarne włoski.
Ciekawe, co by powiedział, jakby się urodziła łysa i z czerwonymi oczami.

I cała była śliczna.
Ti ti ti, bobasku, ciu ciu!
 
Lily została sama z dzieckiem. James musiał iść na imprezę. Lily nie miała nic przeciwko. Był w końcu Ojcem 2 dzieci.
Aha, to już wiemy, na czym polegają tak zwane obowiązki ojcowskie.
Muszę zakomunikować Szanownemu, że jako ojciec tylko jednego dziecka nie musi chodzić na imprezy. Na pewno się ucieszy.

Miał swoja córeczkę, którą będzie mógł rozpieszczać. Gdy tak myślała do sali wszedł człowiek w czarnej pelerynie, z kapturem na twarzy.
Tak się spieszył, że pelerynę założył tyłem do przodu.
Dziwił się tylko, co go tak z tyłu podwiewa.

Nie patrząc na Lily podszedł do dziecka.
- Kim jesteś?- zapytała- Po co przyszedłeś?
-Przyszedłem zobaczyć moją córkę. Kim jestem? Nie poznajesz mnie? To ja Lord Voldemort- i zaśmiał się zimno
...jak Prawdziwemu Czarnemu Charakterowi przystało.

Chociaż takiej odpowiedzi się nie spodziewała, nie Bała się go, powiedziała:
-Cicho bądź, dopiero zasnęła- wstała z lóżka i podeszła do niego- idź stąd bo kogoś zawołam w tedy wylądujesz w Azkabanie tam gdzie Twoje miejsce. I o czym ty mówisz? To córka Jamesa, Jamesa i moja. Nie oddam Ci jej!
Nie bała się, ale przemawiała do Voldzia z takim szacunkiem, że wielkie litery wręcz wisiały w powietrzu.
Idź stąd, bo kogoś zawołam... na taką groźbę Voldi powinien wiać z podkulonym ogonem.

-Jaka ty jesteś naiwna. Myślisz, że po co Cię porwałem? Dla zabawy? Nie. Musze mieć potomka. Nie będę żyć wiecznie. A ona nada się idealnie.
A co, z horkruksami się nie udało?
Fakt, córka idealnie nadaje się na potomka.

-O, czym ty mówisz?- Zapytała, na prawdę ten gość zaczynał ją przerażać
A na kłamstwo?

- Twoim lekarzem był śmierciorzerca. Cały czas donosił mi, co się dzieje z moim dzieckiem- spojrzał na nią zimnymi oczami- Nikomu ani słowa. Masz ja dobrze wychować.
Aha i nazwij ją, Crystal Rose Emili Potter.
Córka Tego-Którego-Imienia-Nie-Ma-Potrzeby-Wymawiać nie może być przecież jakąś zwykłą Jane.

Gdy nadejdzie czas pozna swojego Ojca. I masz zrobić, co mówię. Jak by się zachował Twój ukochany James gdyby się dowiedział ze go zdradziłaś? Pewnie nie byłby zadowolony. Rozzłościłby się i pewnie zostawił. A tego właśnie chcemy uniknąć. Przynajmniej na razie.
Voldek - zwolennik trwałości małżeństwa i w ogóle wartości rodzinnych.
Redefinicja zdrady. Ciekawa rzecz, dość popularna wśród ałtoreczek. Czyżby były zwolenniczkami poglądu, że każda zgwałcona "sama chciała"?

-Jesteś podły- krzyknęła po cichu płacząc- Ona nigdy nie będzie taka jak ty. Zobacz! Nie boje się Ciebie. Możesz mnie teraz zabić.
-Mogę. Ale nie chce- powiedział Czarny Pan- Musisz ją wychować. Ja nie mam na to czasu.
Zarobiony jestem.
W końcu ktoś musi knuć w celu podbicia świata, nie?

Zanim Cię wybrałem moi ludzie przestudiowali całe Twoje drzewo genealogiczne. Moja córka nie jest zwykłym człowiekiem. Będzie magiem któregoś z żywiołów.
A jakże! I czym jeszcze? Półelfem, ćwierćsmokiem i ósemkowampirem?
Ja tam jestem ciekawa tego drzewa. Pewnie się okaże, że Lily była potomkinią Merlina i wszystkich czworga założycieli Hogwartu naraz.

I w tym czasie Lily przypomniała sobie bajki, które opowiadała jej w dzieciństwie, babcia. O małych dziewczynkach z wielką mocą. Uwielbiała te opowiadania. A babcia znała ich bardzo dużo.
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żyła sobie mała dziewczynka, a zwali ją Mary Sue...

#11 Lat póżniej #

-Kochanie- krzyczy mama z dołu- choć szybko. Harry już czeka.
Z dołu! Z dołu! Ha! Bedzie schodzenie na śniadanie! <cieszy się i klaszcze>
A teraz uwaga: Harry jest "chłopcem, który przeżył", tak? CO przeżył? Skoro najwyraźniej Voldi zadowolił się igraszkami z jego matką, nie było żadnej Avady i tak dalej?
Aaaaha, przeżył 11 lat z taką siostrą. Szacun.

-Idę-odkrzyknęłam. Tak na prawdę nie zamierzałam jeszcze wychodzić z łazienki.
Jasne, z pewnością robiła "letki makijarz".
Łazienka - naturalne środowisko Mary Sue.

Mama chyba sie wkurzyła bo po 15 minutach przyszła do łazienki.
-Otwieraj drzwi. Czas wychodzić. Zaraz spóźnię się do pracy, a trzeba Was odstawić do Weasly'ów.
W końcu wyszłam. Miałam na sobie brazowe bojówki, czarną koszulke na krótki rękaw, czarne buty i czarna peleryne.
Opis stroju jest. Koszulka NA krótki rękaw jest. Czarna peleryna też. Od tego nadmiaru oryginalności robi mi się niedobrze!

Swoje czarne włosy rozpóściłam, zrobiłam bardzo lekki makijaż.
A nie mówiłam?
Był tak lekki, że sam się odrywał od twarzy i spa... znaczy tego, unosił w powietrzu.

Wyglądałam wspaniale.
No oczywiście, jakże by inaczej, w końcu Marysia zawsze wygląda bossssko.
Ale powiedzieć to trzeba, jeszcze ktoś by nie zauważył.

-No nareszcie-powiedziała- Mam nadzieje że nie masz mi za złe że Twoje pierwsze zakupy na Pokątnej zrobisz z Molly?
-Pytasz o to po raz setny- odpowiedziałam- poradzę sobie. Wszystko kupie sama, wiec powiedz Pani Weasly żeby dała mi wolną rękę i pozwoliła chodzić po Pokątnej z bliźniakami.
- Ty jesteś mi potrzebna tylko do jednego: dawaj kasę!

-Dobrze, dobrze. Szkoda że nie ma Waszego ojca- powiedział już na dole, do mnie i do Harry'ego- była bym spokojniejsza.
Czarodziej, który potrafi dowolnie zmieniać wygląd nazywa się metamorfomagiem. A czarodziejka, która potrafi błyskawicznie zmieniać płeć?

-Spoko mamo- zaczął Harry- przecież Voldemort mnie nie zaatakuje.
-Ty się go jeszcze boisz?-zapytałam z drwina głosie- Pffi... Gdybym chciała mogłabym być dużo poteżniejsz.
Borze liściasty, jak ja kocham te małolaty z przerośniętym ego. 
Znasz to powiedzenie o samobójczym skoku z EGO na IQ?
Oo, w jej przypadku śmierć na miejscu.

Chociasz trochę szkoda że znowu znikną, mogłabym się od niego czegoś nauczyć
Kto zniknie? Ostatnie szare komórki?
Znowu, zauważ. Już raz jej zniknęły. To wiele wyjaśnia.

-Dobrze koniec dyskusji- ucięła mama- złapcie mnie za ręce. Teleportujemy się.
Poczułam szarpniecie w okolicy pępka. Teleportowaliśmy sie do Nory. Nie lubię tego miejsca. Jest tu okropnie biednie i gdyby nie bliźniacy na pewno było by drętwo.
Bo jak biednie, to drętwo, to przecież oczywiste. Tylko bogaci są kul i dżezi.
Bohaterka ma nosa, przewiduje, że Fred i George zostaną kiedyś dobrze prosperującymi przedsiębiorcami.

Od razu poszłam się z nimi przywitać. Nie przepadam za Hermioną Granger. Uważa że zjadła wszystkie rozumy.
<ziewa> Jakie te aŁtoreczki są przewidywalne... I rozkoszne w swej niechęci do mądrzejszych od siebie.

-Hej-krzyknęłam- co u was? Długo się nie widzieliśmy.
-Cześć Crystal...-powiedział Fred
-...widziałaś nasz nowy produkt?-zapytał, a widzą ze krece przecząco głową powiedział- Choć poznasz coś czego jeszcze nikt nie widział.
Choć poznasz, to nie rozpoznasz.

Poszłam za nimi. Weszliśmy do ich pokoju, ja położyłam sie na łóżku.
Bracia W. znani byli z tego, że lubią ładne samochody i szybkie dziewczyny.

Mama zawsze mówi że jestem za mało wstydliwa. Robie co mi się podoba i nikogo nie pytamo zdanie, czy pozwolenie.
Na przykład rozbiera się na środku ulicy. A co, nie wolno?

Chłopaki odwrócili się do mnie. Przyzwyczaili się do mojej obecności, ponieważ mimo że dopiero dziś kupie sobie różdżkę to już umiem czarować. Chociaż nikt o tym nie wie.
Powyższy ciąg przyczynowo - skutkowy jest dla mnie niepojęty. Ktoś mi wytłumaczy?
Ja wytłumaczę: łaziła za nimi i smędziła, że umie czarować, ale poproszona o demonstrację, szybko uciekała. Tolerowali ją, bo co mieli zrobić.

Wstałam żeby lepiej zobaczyć.
-Prezentujemy Ci.. -zaczął George
-Uszy Dalekiego Zasięgu-dopowiedział Fred
-Jak na razie to prototyp
-Ale pracujemy nad nim
Przyjrzałam się im. Wzięłam do ręki i dokładnie obejrzałam.
Kto się ze mną założy, że zaraz wytknie braki i zaproponuje usprawnienia?
Kto w ogóle pamięta, że bracia wynaleźli Uszy jakieś cztery lata później?

-Musicie nad nimi sporo popracować-zaczęłam- jak na  razie nic nie słychać, prawda?
Ci pokiwali głowami.
-Dlatego że nie ma słuchawek albo czegoś takiego. Wszystko słychać co mówią na dole. Tylko jest tu za głośno słychać wiatr, wode i tak dalej. A mówią po cichu.I musicie coś zrobić żeby było słychać przez drzwi Nieprzenikalne.
<Ziewa przeraźliwie> Już nawet nie chce mi się pisać "a nie mówiłam".
To w końcu słychać, czy nie słychać, bo się już zgubiłam?

-Wy, tam na górze- krzyknęła Pani Weasly-idziemy. Musimy się pospieszyć w Esach i Floresach na pewno wielkie kolejki
Jekneliśmy zgodnie. Już wcześniej zadecydowaliśmy że się jakoś wymkniemy. Najpierw po różdzke dla mnie a po tam na Norktun. 
Norktun. Miejsce, gdzie karmi się norki tuńczykiem?

Chłopaki mieli tam jakiegoś kumpla, który im sprzedawał coś do wynalazków.
Diwajsy, dynksy i wichajstry.
MacGyver założył własny biznes?

Zeszliśmy na dół. Każdy wzioł garść proszku Fiuu i znikneliśmy w płomieniach.
Chciałabym umieć jakoś dowcipnie skomentować słowo "wzioł", ale nie potrafię. To mnie przerasta.
To była aluzja, Sine. Po ziołowym proszku ma się niezły odlot.

Pojawiliśmy się w Dziurawym Kotle, jak zwykle był tu ruch. Już tu wcześniej byłam, wychodziłam z domu niby po to by się przejść po niedalekim lesie, a w rzeczywistości leciałam na Pokątną albo Nokturm. 
Nokturm. Kolejna nieznana lokacja. Tym razem Wieża na Czubku Bomu. Hał oridżinal.
Hał haj.

Na ulicy Śmiertelnego Norktumu czułam się jakbym miła władze.
Trzecie podejście, również nieudane. Tym razem mamy... hmm... kolegiatę dla norek?

Gdy byli już wszyscy, Pani Weasly powiedział:
-Crystal, Fred i Georg możecie iść. Lily wyraziła zgode żebyś z nimi chodziła-zwróciła się do mnie-
Za moich czasów "chodziło się" z chłopakiem. Ale żeby z dwoma naraz?
Islam na odwyrtkę.

Przypilnuj ich, by nie zrobili jakiejś głupoty. Kupie wam wszystko.
Różowego cadillaca też?

Musicie skoczyć tylko po różdżke. A nie chcecie wziąść Ginny, Harry'ego, Rona i Hermiony.
Domyślny rodzic, wie, że nie chcą.

Chłopaki pierwszy raz nie wiedzili co powiedzieć, wię wkroczyłam do akcji
-Nie- powiedziłam - Mamy coś do załatwienia i musimu być sami.
Musimu to jakiś rodzaj Mzimu?
Różyczka delikatnie daje mamuśce Weasley do zrozumienia, że dzieci teraz szybko dojrzewają...

-Jak chcecie, tylko uważajcie
Taaa... a potem będzie "jak to się stało, przecież uważaliśmy!".

Reszta spojżała na nas krzywo.
Spojrzała spojrzeniem jeża.

Weszłam do sklepu z różdżkami, chłopaki poszli  na lody.
-Dzień Dobry-powiedziałam.
-Ooo, Pani Potter. Ty sama? Gdzie masz rodziców, brata?
-Rodzice w pracy, a brata zostawiłam w Kotle-
Dusi się z cebulką, jak wrócę, będzie w sam raz.

W tym czasie Sprzedawca wrócił z różdzką
-Prosze spróbować tę- powiedział, nie pasowała do mnie.
Miała taki niemodny kolor.

Przyniósł nastepna i następną. Gdy podał mi 13 powiedział:
-Można spróbować, ta różdżka jest bardzo potężna.Jest wyjątkowa. Mam ją już 13 pokolenie, może dla Pani się nada.
Trzynasta różdżka w trzynastym pokoleniu... To musi oznaczać coś strasznego. Najprawdopodobniej, że Ollivander jest strasznie stary.

Wziełam ją do ręki i poczułam ciepło na karku. Wszystkie przedmioty zaczeły wirować, a ja poczułam w sobie ogień.
Bo to nie była różdżka. To była... (nieletni, zamknąć oczy!!!) Różdżka!

Zapłaciłąm za różdżkę i wyszłam.
-Co tak długo, już mieliśmy po Ciebie iść- powiedział Georg
I dlaczego masz takie rumieńce?

-Spoko, nie mógł znaleść dobrej dla mnie różdżki. Ta jest 13 , którą mi podał. Dobra. Idziemy ?
I poszliśmy do baru pod Kłem na Norktunie, tam gdzie chłopaki mieli spotkanie.
To już jest nudne. W całym opku ANI RAZU nie pojawia się prawidłowa nazwa.

Weszłam  i zobaczyłam wiele znajomych osób, w tym tak że Pana Lucjusz Malfoy;a wraz z synem.
Pana Lucjusz, nowa bohaterka, dwojga imion Malfoy.

-Dobra- powiedziałąm -załatwiajcie to co macie załatwiać, a ja ide pogadać ze znajomymi.
-Masz tu znajomych?- zapytali
-Oczywiście. Patrz- zostawiłam ich i poszłam w kierunku stołu Malfoy'ów. Kilkanaście razy odpowiadałam na "Cześć", "Dzień Dobry", "Witam".
Zrobił się straszny tłok i ścisk, kiedy tak wszyscy naraz próbowali dopchać się do mnie, paść na kolana, ucałować mą dłoń, albo przynajmniej wziąć autograf.

Gdy doszłam powiedziałam
-Dzień Dobry, tak myślałąm że tu pana zastane.
Niezły tekst na zakończenie. Muszę zapamiętać i zastosować.

Ma pan to o co prosiłam przy sobie?
-O witaj Crystal!- był bardzo zdziwiony- co ty tu robisz i do tego sama? Przecież Ci mówiłem że to dostarcze. A tu nie jest dla Ciebie bezpiecznie.
-Spokojnie, prosze pana- powiedziałąm szybko- tu jestem bardziej bezpieczna niż na Pokątnej. Znam tu bardzo dużo osób, bardzo wpływowych.
Jak na Mary Sue przystało.
Jedenastoletnia celebrytka, znana z tego, że jest znana. 

No chyba że Pan zamierza mnie zabić.
Lucjusz tylko zachichotał.

Usmiechnełam się i usiadłam. To co powidziałm był prawda. Byłam tu bardzo bezpieczna.
-Przyszłam tu z nimi- wskazałam na bliźniaków- To był jedyny sposób alby się tu dostać.
No nie żartuj, nie umiesz jeszcze się teleportować? Kiepsko, jak na pełnoetatową Mary Sue!
Szaty wyszły z mody, teraz czas na alby.

-Dobrze. Poznałaś już mojego syna? Crystal to Draco. Draco to Crystal Potter
Para doppelgangerów ze sprzężeniem zwrotnym.

-Słyszałam o tobie. Mój brat Cie nie cierpi. Przez cały miesiąc gadał jaki ty jesteś okropny. I ty też za nim chyba nie przepadasz, co?
-Napijesz się czegos Crystal? Przyniose Ci piwa kremowego.
-Nie naprawde nie trzeba.
Pij, pij, będziesz łatwiejsza.

Ale pan Malfoy już był przy barze. Najpierw wzioł coś do reki jakis flakonik. a potem poprosił o piwo.
Lucjusz robi za kelnera. No tak, dla Marysi wszystko.
Ładnie by mu było w fartuszku.

-Proszę- podał mi piwo kremowe- a to dobrze schowaj- teraz dał mi ten tajemniczy flakonik- jakby ktoś się pytał nie wiesz skąd go masz.
-Oczywiście, dziękuje.
Schowałam eliksir, który był śmiertelna trucizną a potrzebowałam go po to by sprawdzić czy umiem zrobić antidotum, do torby po czym się uśmiechnęłam. 
Tia... I ona zarzuca Hermionie, że wszystkie rozumy pozjadała? Jedenastoletnia smarkula, wprawiająca się w tworzeniu antidotów na śmiertelne trucizny? Mam nadzieję, że wypróbuje to na sobie.
 
Jeden przecinek w dobrym miejscu, jeden w złym, pozostałych brak. Interpunkcja w tym opku od początku leży i kwiczy, ale uśmiechanie się do torby to już przesada.

 
Spojrzałam w stronę bliźniaków już podawali sobie ręce, znak że czas iść.
Kiedy bliźniacy podają sobie ręce, czas znikać. To aluzja polityczna?

Wyszliśmy na ulice i zaczęliśmy kierować się w stronę Pokątnej. Po drodze zobaczyłam  jeszcze kilka znajomych osób.  W końcu  znalieźliśmy sie na Pokątnej.
Po drodze zużyłam co najmniej tuzin gęsich piór - ach, ci łowcy autografów!

-To co teraz robimy?- zapytałam
-Chodźmy do mamy, pewnie się już martwi.
No wiec poszliśmy, i znowu zobaczyłam kilka znajomych osob. Szliśmy i szliśmy. 
Mila za milą, godzina za godziną, aż obeszli kulę ziemską i wrócili do punktu wyjścia.

panią Weasly spotkaliśmy w drodze do Dziurawego Kotła
-O, jesteście. A już sie zaczynałam martwić. Co tak długo?
W końcu to 40 tys. km z lekkim hakiem, trochę nam zajęło.

-Interesy pani Weasly-powiedziałam- musieliśmy coś załatwić.
-Interesy?-zapytał cicho Harry- mam nadzieje że nie wylądowałaś znowu na Norktumie?
-Nadziej możesz mieć braciszku, ja Ci i tak nie powiem.
Nadziej ojcem głupich.

-A jak Twoja różdżka? - wtrąciła Ginny
-Jest 13 spośród których mi dawał Ollivander, i wyciągnęłam ją.
Ollivander jej coś dawał w kręgu ułożonym z trzynastu różdżek. Bardzo ezoterycznie.
I co ja poradzę na to, że znowu mam skojarzenia.

Weszliśmy do Kotła. A Pani Weasly spytała mnie i Harry'ego:
- Zjecie z nami kolacje czy wracacie do domu? Wasza matka będzie w domu o 12 w nocy.
-Ja wracam-powiedziałam szybko- ale spokojnie Harry możesz iść na tę kolacje. Nic mi nie będzie
-Pewna jesteś?-zapytał, ale mam troskliwego braciszka
-Tak, przecież nikt mnie nie zaatakuje.
Nikt by się nie ośmielił, nieprawdaż?
Najwyżej ten miły pan, co częstuje dzieci cukierkami.

-To ja zabiorę się z Wami-powiedział Harry
-A ja wrócę do domu.-powiedziałam uśmiechnięta
-Możemy pogadać?-zapytał Harry i nie czekając na odpowiedź pociągną mnie dalej-Rose..
-Crystal-przerwałam mu szybko-dlaczego nie używacie tegi imienia?
Bo jest takie... pretensjonalne?

-No dobra Crystal... w każdym razie idź do DOMU a nie na Norktum.
-Coś się tak uwzioł? Powiedziałam że chcem iść do domu to ide do DOMU. I idź już czekają na ciebie.
A może "kcem"?
Chcem, choć nie muszem.

-W domu będę o 10.
Znikł w kominku. Zostałam sama. Podeszłam do baru i zamówiłam kolacje na wynos. Przecież sama sobie gotować nie będę.
Nie to, żebym nie umiała, jak śmiecie mnie podejrzewać, że czegoś nie umiem! Po prostu, eee... komuś takiemu, jak ja, zwyczajnie nie wypada.

Szybko podali mi zamówione danie. Podeszłam do kominka i krzyknełam:
-Dolina Godryka 1.
I pojawiłam się w domu. Poszłam do jadalini i zjadłam to co mi dali w Kotle.
Jadalinia - jadowity taśmociąg.

Jutro do Hogwartu. Pamiętam że Harry w tamtym roku, z resztą w tym tak samo, nie mógł sie doczekać kiedy się tam znajdzie i strasznie się denerwował. Ja przyjmuje to na luzie i mam cich nadzieje że trafie do Slytherinu
Ponieważ do Slytherinu trafiają obowiązkowo wszystkie córki Voldka, dyrekcja była zmuszona postawić dodatkowe łóżka w korytarzach. 

Harry jak powiedział, był w domu równo  o 10. Ja czytałam jaką Czarnomagiczną ksiązke, którą znalazłam na strychu. Nasi rodzice pochowali wszystkie takie poto by nas do nich nie iagneło. Ja wszystkie znalazłam i zaczełam się uczyć. Czarna magia mnie fastynowała i byłam w niej naprawdę dobra.
Stara prawda - jeżeli chcesz, żeby dziecko zainteresowało się książką, schowaj ją. W tym przypadku, nie wiem dlaczego, do książek przyfastrygowano jagnię. Zapewne po to, by łatwiej było je znaleźć.
Khem... skąd u bogobojnych Potterów czarnomagiczne książki, pytam? Voldek podrzucił w trosce o edukację córeczki?

-Co ty czytasz?-krzyknoł na mnie Harry. On nigdy nie lubiał Czarnej Magii. Ja uważam że się jej po prostu boi. Jak wiekszość ludzi.
A ja nie lubiAM takich błędów. 
A nawet nie lubiejesz.

-Ksiązke, kretynie. Po to nosisz okulary żeby widzieć.- odpowiedziałam.
-To że ksiażke widze, ale co to za ksiązka?- podszedł do mnie i ukucnoł z łatwościa przeczytał tytuł-"Czarna Magia- Klątwy Cierpienia". Skąd ty ją wziełaś?- nie dał mi odpowiedziac- No tak ze strychu. Wyprzeż sie tego?
Młody był, to z łatwościa kucOł. Musiał pomóc siostrze w wyprzęganiu.

-Nie- i wróciłam do czytania, nie miałam ochoty się z nim kłócić. Choć zaczynał mnie wkurzać.
-Nie i ty mówisz o tym tak spokojnie? Rodzice specjalnie je pochowali żebyśmy ich nie czytali. Dlaczego łamiesz wszystkie zasady? zachowujesz się jak mała rozpieszczona dziewczynka-teraz już krzyczał, a nikt nie może na mnie krzyczeć.
Kwintesencja.
Niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego właściwie z każdym zdaniem odczuwam coraz silniejszą potrzebę skopania bohaterce tyłka?

Zrobiło mi sie gorąco, odłozyłam ksiązke i wstałam.
-Przestan na mnie krzyczeć. Jesteś nikim. Boisz czytać się książek.
Też bym się bała. Za cholerę nie wiem, na czym polega czytanie się książek, ale to na pewno szkodzi na mózg.
Jeśli miała na myśli to, co baca i Stasiek, to nie tylko na mózg, ale i na wątrobę.

I nie umiesz tak...- machnełam reką. Wszystkie meble zaczeły się palić. Choć ogień tylko na nich stał a nie je spalał i tak wyglądało to okropnie.
Cudowne moce, magia bezróżdżkowa i tanie efekciarstwo - zaliczone.
Ognisty Krzak mode on.
"Behold the Metatron!"

-Przestań. Kim ty jesteś? czym jesteś?- Harry zaczoł panikować
Nie miał gaśnicy i nie oglądał "Dogmy". 

-Kimś ważnym.
Mam Złotą Kartę Wstępu do najmodniejszych klubów w mieście!

Odwróciłam sie i poszłam do mojego pokoju. Przy schodach stanełam i nie patrząc na niego powiedziałam:
-Niczego nie widziałeś.
I poszłam do mojego pokoku. Byłam zadowolona w końcu pokazałam co potrafie. Wiem że moj brat nikomu nic nie powie. Za bardzo boi sie zemsty.
Och, jakie to zUe, jakie mhroczne! Co zrobi, napluje mu do herbaty?

Czy Lilka przyzna się do romansu? Czy mrocznej Różyczce ktoś wreszcie skopie tyłek? Odpowiedzi już za tydzień!
Duszona z cebulką Kura, pełna skojarzeń Sineira i zazdrosny Maskotek
pozdrawiają z fermy norek.


1 komentarz:

jasza pisze...

• Fantasmagoria.
A! I to odwołanie się do "Dogmy" było akurat dobrze wpasowane ;)
W sumie to lubię ten film a Alana po raz pierwszy widziałam w niewrednej roli

• Fantasmagoria.

O.O
O matko...
Kochane aŁtoreczki jak zwykle poprawiają humor...
I jak powiedział Einstein: "Dwie rzeczy są nieskończone. Wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej to nie jestem pewien..." ^^
Od razu mnie się taka jedna dziewczyna poznana na necie przypomniała, aż szkoda, że jej bloga już nie ma, bo byłoby się wtedy naprawdę z czego pośmiać .
Jednakże znalazłam ją na necie i tak, ale raczej jako opis postaci na stronie akademii...

Cytując to, co powiedziała o sobie:"Kiedyś w pradawnych mych czasach byłam czarownicą (córką Toma Marvolo Riddle'a i Ariany Dumbledore), potem agentką kunoichi, później aniołem księstwa a na końcu jestem shinigami! xDD

Moją pierwszą miłością był Toushiro Hitsugaya ^^''

Tak wiem głupie x3

Ale to była miłość z wzajemnością x3

Niestety w moim opowiadaniu Toushiro ginie na Soukyoku ponieważ przekazał mi nielegalnie moc x-X"

Ale i tak jestem legalnym shinigami x3 "

O ludzie... Nikt z nią nie potrafi wytrzymać, poważnie mówię... Ja po 3 rozmowach z nią skapitulowałam... [URL=http://shinigami-academy.blog.onet.pl/Oooohaaayo-xDD,2,ID396798617,DA2009-12-24,n] A tutaj można znaleźć cały jej wpis na blogu, który się ostał... [/URL]

• daszkass


Nie no, rozbrajające xD Chociaż i tak najlepsze było odwołanie się do Dogmy xP No coś pięknego xD
Czekam na więcej^^

• Superkotek


@Ise: Może zatrzymała się w rozwoju?

• Ise


Analiza borska, jak zwykle! ;)

@Superkotek: Obawiam się, że to nie jest faza przejściowa. Znam 25-letnią dziewczynę piszącą od ładnych paru lat. Każda jej główna bohaterka była Mary Sue...

• Superkotek


Litości! Norki, tuńczyk, kolegiata... :D

A co do manii/obsesji Mary Sue - myślę że to taka faza rozwojowa. Po prostu trzeba odchorować swoje.

• Dextromethoprhani

Czy Meg nie szczytowała nad jakimś ciastkiem? ;)
Opka o córkach Voldiego już nie są takie trendi teraz powinno być...opko o...
już wiem! Zaginionej córce Syriusza!

• jasza


> miała piękne duże brazowe oczy "to po mojej mamie" skomentował to James, piękne małe czarne włoski.

* a włosy to po pudlu Voldemorta?

• rotten stalk

Stary, dobry Potter. *wzruszenie*
Duszony Harry na cebulce musi być pyszny. Ja bym dodała jeszcze koncentrat pomidorowy.
No i mój faworyt - kolegiata dla norek.

• jasza

kolegiata dla norek

"""
to niehumanitarne wobec czytelnika, bo o mało nie zadławiłem się kawą.

• Krzysiek

Widać jak na dłoni, że autoreczka ma straszne kompleksy.

• absyntowa

Katastrofa!
Podczas czytania można było odhaczać po kolei wszystkie opkowe grzechy ałtoreczek.
Jestem ciekawa [i nieco przerażona], czy te dziewuchy naprawdę się tak zachowują [skądś w końcu muszą czerpać, khem, inspiracje], czy to ich marzenia? Nawet nie wiem, co gorsze.

• Insomnia

Bosko ^^
To opko może służyć wszelkim niezorientowanym za przykład wzorcowej Mary Sue.