czwartek, 6 grudnia 2012

202. Bachory Żenady, czyli Matołki wszystkich Domów - łączcie się!

W ubiegłym tygodniu poznaliśmy Hermionę, która dowiaduje się, że jest siostrą Ginny  (dotychczas Weasley) i że one obie są córkami Toma M. Riddle.
Nie robi to na niej większego wrażenia, tak samo jak informacja, że Dumbledore jest seryjnym mordercą, zabijającym niewiniątka. Najważniejsze dla Hermiony jest to, że po przeprowadzce do rezydencji  Voldemorta, dostaje od odnalezionego po latach PRAWDZIWEGO tatusia apartament z garderobą wypchaną ciuchami.
Coś w charakterze nowej Hermiony Wam nie pasuje, Drodzy Czytelnicy? Zastanawiacie się, gdzie podziała się ta inteligentna, trochę zarozumiała, lecz bardzo sympatyczna dziewczyna?  
Mamy smutną wiadomość: poprzednio była opisana tylko jako bezmyślna i naiwna istotka, lecz teraz będziecie mieć do czynienia wulgarną mietłą, której bucera oraz ordynarne słownictwo mogą niemile zdziwić nawet żuli z najciemniejszego zaułka.
A nieszczęsny Voldemort przyznał się do ojcostwa.
Żal nam go. Naprawdę.


Analizują: Kura, Sineira, Dzidka i Jasza.

http://siostryriddle.blogspot.com/

Pierwszy września. Tak! Wreszcie wracam do Hogwartu, mojego drugiego domu.
A że w międzyczasie wszystko stanęło na głowie, a dyrektor, któremu tak ufałam, okazał się  zbrodniarzem, to... ojtam, ojtam.

W przedziale prefektów nic się nie działo ciekawego, obowiązki te same co w tamtym roku, jednak doszedł nam jeden przywilej, prefekci szóstego roku mają własne kwatery w wieży  prefektów.
Przez całe wakacje zamek był jakiś taki niespokojny, ściany trzęsły się czasami, nocami płaczliwie skrzypiały schody... a to po prostu wyrzynała mu się nowa wieża.
*wyobraża sobie zamek z gryzaczkiem w bramie i dostaje głupawki*

[W pociągu bliźniacy Weasley żartują sobie z Hermiony i z tego, że zakochała się w Davidzie Lestrange. David jedzie do Hogwartu pierwszy raz, przedtem “matka uczyła go w domu” (ciekawe kiedy, jak siedziała w Azkabanie)]

Tiara przydzieliła go do Ślizgonów, byłam trochę zawiedziona, chociaż i  tak wiedziałam że on tam trafi. Jednak zdziwiła mnie piosenka tego starego kapelusza.Jeśli ktoś potrafi czytać między wierszami, to by wychodziło że przyjaciel jest wrogiem, a wróg przyjacielem. Trochę to bezsensu no ale cóż, zawsze mogłam źle zinterpretować.
No, po tym wszystkim, czego byłaś świadkiem, to tak, na pewno źle zinterpretowałaś.
Co trochę bezsensu? Zeżarło komuś z talerza?

Kiedy obejrzałam mój pokój położyłam się spać z nudów
Znów tylko apartamenty, baldachimy, garderoby i kilkuhektarowa łazienka.

przecież jutro lekcje. Kwatery prefektów są nawet fajne miałam salon, sypialnię i łazienkę. To lepsze niż spanie w dormitorium z Lavender i Parvati.
Pewnie. Nie dość, że plebs, to jeszcze gryfoński.
                                                                          *

Pierwsze miałam dwie godziny eliksirów. Za jakie grzechy ?
Pychę i chciwość. Głupota nie jest zaliczana do grzechów, a szkoda.

Jednak nie było aż tak źle,  o dziwo nikt nie wysadził kociołka. Kiedy miałam już wychodzić z klasy  Snape mi kazał zostać. Chcąc,  nie chcąc musiałam się wrócić do jego biurka.  Kazał mi przyjść razem z Rudą o 17.00 do jego gabinetu. Po jaką cholerę ?
A bo ja wiem, może jakiś miły trójkącik...

Perspektywa Ginny
Na litość borską! AŁtorko, spytaj polonistki, jak inaczej można to ująć!
Po co polonistka, komentatorzy wiedzą lepiej:
no poprostu sweet;p
Tylko wiesz być podpisywała kto ma główną role znaczy o tak: perspektywa Hermiony perspektywa Ginny rozumiesz ??
Lub normalnie Ginny albo Hermiona
~Ruda<3;*(nieżle wkurzona), 2012-05-03 21:13

Szłyśmy  razem z Mioną  do Gabinetu Snapa.
Snap w Hogwarcie, no ładnie.

On na nas czekał. Kazał nam iść za sobą. Szliśmy w głąb lochów.
- Severusie - tak, jako córka Voldemorta byłam z nim na Ty - gdzie Ty nas prowadzisz ?
Na manowce buahaha! *tu mroczny śmiech*

- Zaraz się przekonacie minęliśmy zakręt - już jesteśmy. To jest pokój wspólny Slytherinu. Wy jesteście potomkiniami Salazara Slytherina i Córkami Czarnego Pana, dlatego macie prawo, przebywać w pokoju wspólnym ślizgonów, kiedy tylko wam się podoba.
Też mi przywilej. Ciemno, zimno, wilgotno, zielonkawe oświetlenie...
Przecież idą się tam pomiziać ze swoimi chłopakami, na wilgoć i oświetlenie raczej nie zwrócą uwagi.
Ale na starość narzekać będą na korzonki.

Nie potrzebujecie hasła, wystarczy że powiecie że jesteście dziedziczkami Slytherina. Spróbujcie.
- Żartujesz ?! - zapytała Miona
- Nie, dobra a teraz właźcie bo nie mam wiele czasu
- Jestem dziedziczką Slitherina -
- Że kogo? - zaskrzypiały drzwi. - Popracuj nad dykcją, panienko, i dopiero tu wróć.
Przeczytałam “jestem dziedziczką Stalina” i zrobiło mi się dziwnie.
Oj dziewczyny... Przecież ona powiedziała “Jestem dziedziczką z Tallina!” A zatem nie Mionka, tylko Estonka, no!

przejście, natychmiast się otworzyło.
Jego dostojność Przecinek Z Dupy Wzięty dumnie przekroczył próg.

Weszłyśmy, nagle zrobiło cicho.
- Spadać do Griffindoru - powiedziała Parkinson, ale kiedy zobaczyła Seva momentalnie zamilkła.
- Panny Hermiona i Ginevra Riddle, jak zapewne wiecie są córkami Czarnego Pana i dziedziczkami Slitherina. Dlatego, mimo że są w Gryffindorze, mają prawo przebywać w waszym pokoju wspólnym. - no to Sev walnął mowę, po chwili wyszedł.
Taaaa. Wywieście jeszcze tę informację na tablicy i ogłoście w “Proroku Codziennym”.

Miona, chciała znaleźć Davida, pomogłam jej (schował się pod fotelem, skubany), a potem skierowałam się do Dracona. Zauważyłam że ku jego niezadowoleniu przywala się do niego Mopsica Parkinson.  Niby to śmiesznie wyglądało.
Masz rację - niby. Rzygać mi się chce na widok kolejnej, do bólu wtórnej, scenki z “mopsicą Parkinson”. To jeden z najbardziej żałosnych elementów wtórokanonu,  zazwyczaj będący dla boChaterki pretekstem do popisania się chamstwem, bucerą i znajomością Bardzo Brzydkich Wyrazów.

- Pansy odwal się ode mnie i zrozum że Cię nie kocham ! - mówił zbulwersowany Dracon do ślizgonki
-  Ale Dracusiu... - zaczęła, ale nie dałam jej skończyć nie pozwolę by jakaś inna laska przystawiała się do  mojego chłopaka.
No, jeszcze go porysuje albo naderwie mu okładkę.

- Nie słyszysz Parkinson ? On Cię nie chce, zostaw MOJEGO chłopaka w spokoju.
- Dracuśś, jest mój suko !
Draco jest suką w rodzaju męskim? Sukiem? - Nie ogarniam...
Jest “suko”, hm, to chyba nieodmienne...
To po japońsku?

- teraz to już przegięła,  podeszłam do niej przystawiając jej różdżkę do gardła
Dracuś rozwalił się na fotelu, wydął wargi, poprawił złoty sygnet i gruby kajdan i z zadowoleniem obserwował walczące samice. Chyba im kupię białe kozaczki - pomyślał - i zafunduję długie, szpiczaste tipsy. Wtedy walki będą bardziej efektowne.
Założę Fundację na Rzecz Kupna Pięciuset Opakowań Kisielu i wtedy się zobaczy...

- Coś, Ty powiedziała szmato ? Mam Cię potraktować jakąś klątwą? - zapytałam lodowatym głosem.
Niby nazywa ją szmatą, ale respekt ma, z wielkiej litery do niej się zwraca!

... - nic nie powiedziała
- Co zabrakło języka w gębie ? Masz się od niego odpierdolić, rozumiemy się ? - już się odwróciłam z zamiarem odejścia kiedy  ona się odezwała
- A co Ty mi możesz zrobić jebana suko ? No co ? Polecisz na skargę do ojca ? Założę się że porządnego zaklęcia czarno magicznego nie potrafisz rzucić. I Ty  śmiesz się nazywać córką naszego Pana?
Fascynuje mnie język uczennic renomowanej Szkoły Magii i Czarodziejstwa.
Prawda? Taki wysublimowany...

Żałosna jesteś - no teraz to już nie wytrzymałam
- Torturis* - fioletowy promień  z mojej różdżki poleciał prosto do celu. W Parkinson. Byłam wściekła, nie pozwolę się obrażać jakiejś ślizgońskej szmacie.
Biczfajt, czyli pukanie w dno od spodu.
I wstęp do pukania... eeee, nieważne.

- Ginny nie warto - to David, razem z Mioną do mnie podeszli - zostaw ją - posłuchałam, cofnęłam zaklęcie. Draco postawił ją na nogi i powiedziała z jadem w głosie:
Draco z wrażenia zmienił płeć?

- A teraz ładnie przeprosisz przy wszystkich Panienkę Riddle
- Nigdy, nie przeproszę tej miernej imitacji czarownicy - warknęła
- Jesteś pewna ? - zapytał David - mamy jeszcze tyle zaklęć...
-... i eliksirów - dodała Miona wyciągając fiolkę z ertrageniserum, z kieszeni szaty.
-... i narzędzi... - dodał Till, wyjmując skórzany pejcz zza lateksowych majtek.

- Właśnie, mamy jeszcze Crucio, tormente, widzę że dziedziczka Czarnego Pana ma ertrageniserum, możemy jeszcze pomyśleć nad innym równie ciekawymi klątwami.
Przed chwilą wyjaśniałaś, że ertrageniserum to eliksir. Zdecyduj się. Z takim brakiem panowania nad tym, co robisz i mówisz, za chwilę wysadzisz Hogwart w powietrze.

To jak przeprosisz, czy pozwolisz nam na Tobie wypróbować kilka zaklęć ?
- Wybacz pani  - wyjąkała
- Niech Ci będzie mopsie,- a po chwili powiedziałam - crucio - wiła się pod moim zaklęciem dobre pięć minut zanim je cofnęłam - a to niech Cię nauczy że ze mną się nie zadziera.
I od tego trzeba było zacząć, zamiast tracić czas na kiepskie przedstawienie z dużą ilością bluzgów.
Coś ty, to rytuał wojenny i nie można pominąć żadnego z jego elementów!

                                                                            *

Siedziałam  z Ginny  w moim dormitorium. Naśmiewałyśmy się z mopsicy Parkinson i tego jak ją Ruda załatwiła, kiedy wpadli do nas Harry i Ron.
Tak tylko przypomnę, że chłopcy nie mogli odwiedzać dziewcząt w ich pokojach.

 - Nie możemy już ufać Dumbledore'owi - zaczął Ron
 - Podsłuchaliśmy rozmowę dyrektora i Nietoperza  i usłyszeliśmy że.....
Międzyrzecki Rejon Umocniony będzie remontowany!!!
*blednie z przerażenia* Nooooo!!!

Torturis*  - zaklęcie torturujące
Tak, wiemy *wzdycha* Wersja legalna Cruciatusa. Już o tym pisałaś.

- Harry poczekaj, niech one wejdą do naszych umysłów i same zobaczą - zaproponował Ron, - wiem że umiecie.
- Ok, to ja do Harrego a Ty do Rona - powiedziałam
- Ok
Chwilę później Ron bardzo się zdziwił, gdy Ginny z triumfalnym uśmiechem szepnęła: “WIEM, co robisz pod prysznicem!”. W naiwności swojej nie przypuszczał, że rozejrzy się po jego umyśle nieco szerzej...

   Harry z Ronem stali na korytarzu. Za rogiem byli Snape i Dumbledore. Rozmawiali.
  - ... Albusie to że dostałeś pozwolenie na wybaczalne to nie znaczy że możesz rzucać Imperiusa na pierwszego lepszego ucznia. Cerevey jest głupim dzieciakiem. Co będzie jak odkryje że zlikwidował Notta. Myślałeś nad konsekwencjami ?! I co ja powiem Czarnemu Panu ?!!! - Snape kipiał ze złości.
Znaczy, Dumbel dostał zbyt szerokie uprawnienia i rozrabia, a Snape musi się za niego tłumaczyć przed przełożonym?
Voldzio pogrozi paluszkiem i powie tonem zmartwionej matki: Severusku, dlaczego nie pilnowałeś Albusika?
Ale dostał pozwolenie tylko na zaklęcia wybaczalne, to znaczy na dyrdymałki.

- Severusie uspokój się, wymyślisz coś, zresztą zawsze można upozorować wypadek
- No tak bo po co mówić prawdę nie ?!! Lepiej okłamywać cały świat !!!! Wmawiać kłamstwa tak samo jak w przypadku Potterów !
Nooo... to takie dość logiczne w momencie, kiedy chcesz ukryć swoje zbrodnie, nie?

- To w tej chwili nieistotne, po za tym trzeba likwidować śmierciożerców
- Młody Nott nim nie był.
W takim razie Voldka gówno będzie obchodziło, żyje, czy zginął.
Ewentualnie wkurzy się, że Dumbel pozbawił go przyjemności i sprzątnął smarkacza przed nim.

Jesteś dyrektorem Albusie i masz obowiązek ich ochraniać ! Nie masz żadnego prawa zabijać uczniów i co gorsza zmuszać innych by zabijali jeden drugiego ! Pottera też chcesz wysłać na śmierć ?!
-  Widzę że się nim przejmujesz co ? On jest dzieckiem śmierciożerców i musi zginąć, wiesz że ma czarną magię we krwi. Trzeba się Go pozbyć zanim on się dowie.
Tej, pięć lat na to miałeś, teraz się obudziłeś?
Jakie pięć? A musiał czekać, aż Harry pójdzie do szkoły?

A skoro jest na stracenie to może zabrać ze Sobą także i Voldemorta.
W dodatku jest Bogiem, co wnoszę z wielkich liter usianych gdzie popadnie.

- Zrobisz wszystko by wygrać tą wojnę ! Każdego poświęcisz  ! Jeszcze raz usuniesz jakiegoś ucznia a Potter dowie się wszystkiego ! Całej prawdy. I wtedy zobaczymy czy nadal będzie złotym dzieckiem Gryffindoru.
...czy też zabierze swoje zabawki i pójdzie do ślizgońskiej piaskownicy. Na litość bora, owszem, Dumbel faworyzował Gryfonów, ale sprowadzać wszystko do rywalizacji między domami...

- Przysięga Severusie. Pamiętasz ?
- Pieprzyć przysięgę ! Hemionę i Ginny Riddle też zamierzasz usunąć co ?
Taaa, pieprzyć przysięgę, której złamanie cię zabije. Wow, ale z Severuska twardziel.
Poświęci swe życie dla Prawdy i Dobra. Jakie to wzruszające. Chlip.

- Tak, są jego córkami, trzeba zwalczyć zło,nie możemy dopuścić by kontynuowały to co zaczął Tom. - odparł spokojnie.
- Ja Cię ostrzegam Albusie ! Potter może dowiedzieć się w każdej chwili !...
A wtedy jak weźmie i spuści ci wpierdol!!!
Napluje ci na kapcie i strzeli takiego megafocha, że aż ci się broda skręci!

- Cholera jasna - zaklęła Ginny - musimy uważać - skoro Dropsocholik na nas poluje
Gdyby “dropsoholik” naprawdę na was polował, w magicznej szkole, w której obowiązują bardzo specyficzne reguły, nad którą praktycznie nikt z zewnątrz nie sprawuje kontroli, gdzie hoduje się niebezpieczne zwierzęta i rośliny, gdzie na lekcjach używa się silnych trucizn, gdzie wreszcie różne wypadki zdarzają się codziennie, a niektóre mają skutki śmiertelne (Jęcząca Marta!) - to jak myślicie, dotrwalibyście do szóstego roku, czy już dawno byłaby z was kupka popiołu w najciemniejszym zakątku lochu?

- Wygląda na to że Zakon wcale nie jest lepszy od śmierciożerców - powiedział Harry - wiecie, ja już dawno myślałem czy nie lepiej  przyłączyć się do Voldemorta. Skoro o nie chce mnie zabić.
To cała reszta mnie nie obchodzi, niech sobie poza tym zabija, kogo chce.
Oj Harry, co się będziesz rozdrabniać, wybierz większe zło. Wybierz Cthulhu!

A teraz mam kolejny dowód że może u nich naprawdę było by nam lepiej.
- Ej, Rudaaa, a dostanę garderobę z zestawem wypasionych ciuchów?

- Też tak myślę - powiedziała Ruda - poza tym Zakon jest gorszy. Miona mówiłaś im o ertrageniserum ?
- Nie wiem, jeśli nie no  to słuchajcie. To jest  eliksir który powoduje ból gorszy od cruciatrusa i zakon używa tego bardzo często, nawet śmierciożercy nie tykają tej substancji.
NAWET śmierciożercy. Czyli wiemy, że to nie jest grupa dobrych wróżek, a mimo to im ufamy. No dopszszsz... A reszta czarodziejskiego świata? Też same skórkowańce?
Reszta to ciemna masa poruszana falami radiowymi.

Jedynym problemem jest poczęstowanie kogoś tym eliksirem, reszta to już z górki...

- O kurde, no to nieźle  - wtrącił  Harry  -     
- Dobra decydujmy - zarządził Ron - Dumbledore czy Voldemort  ?
Rzuć monetą!
I w ten sposób podejmuje się najważniejsze decyzje w życiu.

- Voldemort - wszyscy się zgodziliśmy
- Czy ja mam jakieś halucynacje - usłyszeliśmy głos od drzwi  - Potter i Weasley zmądrzeli ?
- Draco, David - powiedziałam  - co wy tu robicie ?
- Właśnie przechodziliśmy i przypadkiem  usłyszeliśmy jak rozmawiacie.
Niedoścignieni mistrzowie konspiracji. Zaraz zrobią sobie koszulki z napisem “loFFciam Voldzia” i dadzą ogłoszenie w prasie.
Całkiem jak Kloss, który chodził w mundurze do konspiracyjnych lokali.
Oni są lepsi od Stirlitza, Klossa i agenta Tomka razem wziętych. Bo: a) do pokojów dziewcząt chłopcy nie mieli wstępu, b) a już z całą pewnością nie uczniowie z innych domów c) chyba, że potrafią latać, bo sypialnia Hermiony przecież była w wieży, ale wtedy d) nie “przechodziliśmy”, ale “przelatywaliśmy” obok.
Jaszu, no coś ty, pamiętać, co się wcześniej napisało? To poniżej godności aŁtorki (i, niestety, niektórych autorek też).

Wy dwaj naprawdę zmieniacie strony ?
- Tak - odpowiedział Harry
- Proponuje zakopać broń - zaproponował Ron - Co Ty na to Malfoy ? - nie dowierzałam Ron chce się pogodzić z Malfoy'em ? I to z własnej woli. Świat wariuje.
Kilka aŁtoreczek to jeszcze nie świat.

[Hermiona przenosi się siecią Fiuu do dworu Riddle’ów]

Od razu skierowałam się do gabinetu ojca. Zapukałam, nie czekając na pozwolenie weszłam.
- Nie pozwoliłem wejść - usłyszałam syczący, jadowity głos ojca
- Rozumiem ojcze, że mam Sobie iść ?
O, chyba mamy zwyciężczynię konkursu na najbardziej z dupy wziętą wielką literę.

- Nie Hermiono, zostań. Co Cię do mnie sprowadza ?
- Chciałam Cię tylko poinformować że Złota Trójca Hogwartu na razie nieoficjalnie odłączyła się od starego Dropsa by służyć ciemnej stronie w szeregach śmierciożerców. Chcemy do Ciecie dołączyć.
Dołączmy do Wielkiego Ciecia! On ma najlepsze miotły!
Wielki powrót Lorda Voldemopa:


- CO ?! Jak Ci się udało tak szybko przekonać Pottera do mnie?
Zwyczajnie, gdzie Voldek nie może, tam babę pośle.

- Po prostu mamy niezbite dowody by nie ufać Dumbledore'owi. (...) Sam zobacz - zniosłam bariery i wpuściłam go do swojego umysłu, pokazując to co zobaczyłam w głowie Harry'ego.
Voldemort uśmiechnął się pod brakiem nosa. “Z tym eliksirem wielosokowym to był genialny pomysł!”.


Rozdział IX

Perspektywa Harry'ego

Siedziałem z Diabłem i Smokiem w pokoju wspólnym Slytherinu, chłopaki zdradzili mi i Ronowi hasło, więc mogliśmy do nich przychodzić kiedy chcemy.
Eeee, myślałam, że okażecie się dziedzicami Diabła Boruty i Smoka Wawelskiego...
A tu - potomstwo szewczyka Skuby i owieczki.
Cześć, jestem Beeeeeenek!

Na początku ślizgoni byli nie zbyt zadowoleni że przychodzimy do nich kiedy tylko nam się podoba, ale Draco interweniował, jemu nikt ze Slytherinu się nie stawia. Nagle zobaczyłem że z dormitorium dziewczyn wyszła czarnowłosa piękność. Wysoka, o bladej cerze i ciemnych oczach i włosach. Miała tylko nieco zbyt długie zęby, ale co tam... Nigdy nie zwracałem na nią uwagi, do czasu. Kilka dni temu, szedłem za nią korytarzem, potknęła się wpadła prosto na mnie. Od tego czasu nie mogę przestać o niej myśleć, nigdy nie zapomnę jej spojrzenia.
Pamiętaj, dziewczyno: choćbyś była skończoną pięknością, facet cię nie zauważy, dopóki na niego nie wpadniesz. Dla wzmocnienia efektu  należy wpaść na delikwenta walcem albo ciężarówką.

Nawet nie wiem jak się nazywa...Nagle mnie olśniło! Jaki ze mnie głupiec, Malfoy na pewno ją zna.
- Draco, co to za dziewczyna ? - zapytałem wskazując na nią głową
- Która ? Ta w ciemnych włosach ?
- Nom
- To Chewbacja, młodsza siostra Chewbaccy.

- Wpadła ci w oko Potter ? To jest Łucja Snape, z piątego roku
I nigdy wcześniej jej nie zauważyłeś, Harry?

- Córka Nietoperza ?- zdziwiłem się
- Tak
A kim jest szanowna mamusia? Petunia Evans?

http://www.vintagechannel.com/images/icons_fully_converter/devil%20bat%27s%20daughter%20icon.jpg

Nie, to niemożliwe żeby córka Snape'a była taka ładna. Jakim cudem ?
Tej, Harry, a ty to niby po kim masz oczy, hę?

Cóż, przynajmniej już wiem kim ona jest. Patrzyłem się na nią przez parę dłuższych chwil, nagle ona odwróciła głowę i spojrzała na mnie, uśmiechnęła się. Odwzajemniłem gest. Zaparło mi wdech w piersiach.
A wydech w jelicie.

Perspektywa Hermiony

[Sorki, wycięłam większość dialogu na temat “dawno-chciałem-ci-to-wyznać-ale-nie-miałem-śmiałości” oraz “ja-też-dawno-chciałam-ale-bałam-się-odrzucenia”. Zostaje tylko Dręczące Niesłychanie Zasadnicze Pytanie:]

Muszę Ci zadać pytanie.  Hermiono, zostaniesz się moją dziewczyną ?
Bo jeśli nie, to ostanie mi się jeno sznur...
I złoty róg odpadnie.
oczywiście - odpadnie się.
Nie, jemu odpadnie.
Opadnie.

- Znasz odpowiedź wiesz, że tak- uśmiechnęłam się szczerze
- Nie zaszkodzi się upewnić - odwzajemnił gest.
Jaki gest? Ona sobie usta rozciągnęła w uśmiechu rękami?
                              
Perspektywa Harry'ego

Byłem przy regale z książkami o quiditchu. Szukałem czegoś ciekawego. Nagle do tego samego działu weszła czarnowłosa piękność. Tak, to ona. Łucja. Też czegoś szukała. Ukradkiem ją obserwowałem. Wybrała jakieś grube tomisko, zapewne ciężkie, z najwyższej półki. Musiała stanąć na palcach by móc dosięgnąć księgę.
W tym przypadku czasownik łączy się z dopełniaczem. Dosięgnąć kogo? czego? - księgi.

Nagle zobaczyłem że dziewczyna traci równowagę, a książka spada z półki. Byłem niezbyt daleko, więc błyskawicznie się przy niej znalazłem. Stanąłem za nią tak by ona się o mnie oparła, a nie przewróciła. Mogłem złapać książkę lecącą prosto na jej głowę.
Mogłem, ale tego nie zrobiłem. Uznałem, że solidne walnięcie w łeb pomoże mej wybrance zapamiętać to wydarzenie.

Kiedy ona mnie dotknęła, poczułem dziwny, ale przyjemny dreszcz przychodzący przez moje ciało.
Łucja miała paralizator, ale baterie były słabe.

- Dziękuję Harry - posłała mi czarujący uśmiech.
- Nie ma za co - powiedziałem oddając jej książkę, przy okazji zerkając na tytuł. Już wiedziałem (na) jaką książkę wsiąść.
Była to magiczna encyklopedia, na grzbiecie której galopował Miki Mol.

Rozdział X

Perspektywa Ginny
  
- W Hogwarcie na twoim roku jest pewna krukonka. Jest nią Luna Lovegood. Posiada ona moc, która bardzo by nam się przydała. Twoim zadaniem jest przeciągnąć ją na naszą stronę, tylko tak by Dropsocholik nie wiedział. Dasz radę ?
- Tak ojcze - przecież to proste. - Jeśli mogę zapytać, co to za moc, którą ma Luna ?
- Jednym ruchem ręki potrafi wytworzyć ogromną tarczę, i może ochraniać nią inne osoby.
Jak bladolica Bella za Zmierzchu.

Gdyby była po stronie Dumbledore'a to mielibyśmy problem. Plusem jest ze stary Drops nie wie o jej mocy, ale to tylko kwestia czasu. Ona musi być z nami. Rozumiesz ?
- Tak. To wszystko?
- Tak. Możesz wracać do szkoły Ginny. A, i wezwij do mnie Hermionę.
I co, one się tak teleportują w tę i z powrotem, tak? Bariery ochronne Hogwartu ustąpiły przed Podwójną Mocą Wszechzajebistości?

Perspektywa Hermiony
                                                   
Kolacja w Wielkiej Sali trwała w najlepsze. W drzwiach ukazała się rudowłosa dziewczyna. Moja siostra.
BTW czy w całym tym tekście mamy choć słowo na temat, jak w szkole zachowują się wobec swojej już-nie-siostry inni Weasleyowie?
W pociągu do Hogwartu nazywają ją “naszą kochaną Już-Nie-Siostrą” i generalnie odnoszą się do niej tak samo jak przedtem.

Zapewne szukała nas, bo przez chwilę stała. Potem ruszyła w kierunku stołu Slytherinu, gdzie siedziała cała nasza paczka.
I nikt z nauczycieli, ani uczniów nie zwrócił uwagi, że Gryfonki przesiadły się do Ślizgonów? Śmiałby im ktoś zwrócić uwagę!
Jasne, rzuciłyby wtedy zaklęcie Curvopedus i by im wszystkim nóżki powykręcało.

Niedawno ku uciesze Harry'ego wstąpiła do niej Łucja Snape, również popierała Lorda Voldemorta i razem z nami miała wstąpić do jego szeregów. Jakiś czas temu przestaliśmy siadać przy swoich stołach, teraz siadamy wszyscy razem przy jednym. Akurat teraz padło na Ślizgonów. Na początku dla większości uczniów było to szokiem, ale chyba się przyzwyczaili, bo nikt już nie zwracał na nas uwagi.
A nauczyciele schodzili im z drogi, stąpając na paluszkach i starannie odwracali wzrok, gdy towarzystwu zebrało się na wygłupy.

- Jest bardzo podobne do zadania twojej siostry. Na piątym  roku w Slytherinie jest Nicole Black...
- Black ?
- Tak jest ona zaginioną córką Regulusa Blacka, i siostrą bliźniaczką Luny Lovegood


Ciekawe, dlaczego Voldek nie powiedział Ginny, że Luna jest córką Regulusa?
Najwyraźniej aŁtorce nie przyszło do głowy, że siostry bliźniaczki mają tych samych rodziców (biedny pan Lovegood).
Zaginiona córka Blacka niespodziewanie odnajduje się w brzuchu pani Lovegood. Czy jest jeszcze coś, co mnie zaskoczy?

nie wiele osób o tym wie, a na pewno żadna z nich o tym nie wie.
O Jeżu, jakie klasycznie piękne jest powyższe zdanie...
Z tym, że Nicole nosi nazwisko Black, a nie Lovegood. Z pewnością urodziła się z wizytówką na szyi. Nie dziwię się, że ojciec Luny trochę zbzikował.
Nieno, wychodzi na to, że państwo Lovegood adoptowali Lunę... ale dlaczego tylko ją?
Bo dwie byłoby trudno wykarmić? Nie zapominajmy, że Nicole jest “zaginioną córką Blacka”, czyli to raczej Blackówna, tylko przez pomyłkę urodzona przez matkę Luny. Hmmm...
Cholera, masz rację, niby zaginiona córka, a wie doskonale, że to Blackowie byli jej rodzicami... *łapie się za głowę, w której kręci się coraz bardziej i bardziej*

Black ma takie same zdolności jak Luna [czyli też buduje wielkie tarcze...
antyrakietowe], więc sama widzisz że nie możemy pozwolić by Dumbledore omamił ją swoimi kłamstwami. On wie o jej mocy. Dlatego...
- ...Nie mogę dopuścić by przeszła do Zakonu. Coś jeszcze?
Pół kilo ziemniaków i dwie marchewki.

- Tak kiedy twoja siostra wykona swoje zadanie Ty uświadomisz je, że są siostrami i kto jest ich ojcem. To by było na tyle. Możesz wracać.
- Żegnaj ojcze- odparłam beznamiętnie
A właściwie skąd ten chłód, przecież z Voldzia dobry tatuś?
Przejrzała garderobę i stwierdziła, że ciuchy są z poprzedniego sezonu.

                                                    ***
Dni mijały, a ja wciąż głowiłam się jak wykonać to zadanie. Przecież nie pójdę do niej i nie powiem jej "Słuchaj Nicole, masz potężną moc, jesteś bliźniaczką Lovegood i musisz przyłączyć się do śmierciożerców." Nie walnę jej tak tego prosto z mostu,
Dlaczego nie? Tobie mniej więcej tak właśnie walnięto.
Dni mijały, a ona wciąż nie wykonała zadania? A Voldek czeka cierpliwie i nie reaguje, co najwyżej czasem mruknie pod brakiem nosa “Nu, nu, nu...”

jakby nie mogła nadarzyć się jakaś odpowiednia okazja... nagle poczułam coś ciężkiego w kieszeni. To zaczarowany sykl. Działał on na zasadzie galeonu z GD. Tylko, że sykl był przeznaczony dla naszej paczki, przesyłaliśmy sobie nim ważne informacje.
Plagiatorzy!
Jak to, sykl? Voldek obniżył córci kieszonkowe?
Wersja oszczędnościowa, dla młodzieży.

Tym razem napis głosił
Siódme piętro obok Pokoju Życzeń.Teraz. GR.
Zastanawiałam się czego ona chce. Byłam na szóstym piętrze więc do Ginny dotarłam bez problemu. A tam, zobaczyłam moją siostrę siedzącą w kącie korytarza, ale nie była sama, obok niej siedziała zapłakana …
Nie zgadniecie, kto tam siedział, prawda? No powiedzcie, że nie!

Rozdział XI

... Nicole Black. Musiało coś się stać. Inaczej by nie płakała. Pytanie tylko co się stało.
Prostownica się zepsuła, tips odpadł, bluSka na naramkach się pogniotła.
Rurki wyszły z mody!

- Co się stało ?
- Nic - powiedziała przez łzy
- Nicole, możesz nam zaufać, naprawdę - powiedziała łagodnie Ginny
- Nie ufam gryfonom, - warknęła przez łzy - więc sorry, ale pójdę - chciała wstać, lecz ją powstrzymałam
- Jesteś w Slyterinie tak? - spytałam, a ona skinęła głową, i nie ufasz gryfonom, a córką Czarnego Pana?
Córką jeszcze nie próbowałam, jak się ufa za pomocą córki?
Przydusza się ją kolanem, wtedy robi takie “uff-uff”.

- To wy jesteście ... - nie każdy jeszcze kojarzył to nazwisko z Lordem Voldemortem.
Nie? Słabo się staracie, naprawdę słabo.

- Co się stało że płakałaś? - teraz już przestała
- Dostałam rano list, że śmierciożercy zabili moją matkę.
- Przykro mi.
- Ale, ja wiem, że to nie oni, moja matka nie zdradziła, Czarny Pan nie mógł kazać zabić ją bez powodu.
...nie?
Z tego całego dialogu wynika z tego, że najważniejsze w fakcie zabicia matki jest to, że niesłusznie obwiniono o to Śmierciożerców?


[http://imageshack.us/photo/my-images/716/babyzalamka.jpg/]
[i najnowszy obrazek jak znalazł...] [uznajmy, że to fotka Tilla w niemowlęctwie :D a rysunek ze smokiem to Till w przebraniu karnawałowym, tak? :D]


Wiem, że to te szlamy i mieszańce z Zakonu.
Ghrrrrr...
Wiem, można by tłumaczyć, że to mówi córka śmierciożerców, wychowana w takich poglądach od dzieciństwa, ale niestety, “pozytywni” bohaterowie tego opka prezentują identyczny rasizm!
Czy Zakon Feniksa to organizacja jawna I-Wcale-Nie-Zakonspirowana? Coś jak harcerstwo, albo kółko teatralne, że wszyscy o nim wiedzą?

To Dumbledore. Polował na nią tak samo jak na Potterów. Kiedyś mówiła, że będzie chciał się jej pozbyć chyba, że przyłączyła by się do Zakonu Feniksa.
Tak, bo Dumblowi na nikim nie zależało tak, jak na śmierciożercach. Mieć takiego w swoich szeregach, to dopiero wypas!
Przytrze się nosa dyrektorowi Durmstrangu.

- powiedziała - Zemszczę się - wtedy wstała wyciągając różdżkę i skierowała się do wyjścia
Powybija im wszystkim zęby i strasznie nakrzyczy.

[Ginny sprowadza Lunę]
- Świetnie - powiedziała.- Może zaczniemy od tego czy się znacie ?
- Tak - odpowiedziały równocześnie
- Spoko to dobrze, mamy dla was dwie wiadomości. (Dobra i złą?) Ostrzegam mogą być to szokiem. Nie pogniewacie się jeśli walne prosto z mostu? - zapytała Hermiona
- Nie - powiedziały również równocześnie
Gdyż albowiem bliźniacy wszystko robią równocześnie, nie ma innej opcji.

- Więc, jesteście siostrami bliźniaczkami i macie potężną moc wytwarzania tarczy.
… hamulcowych.

- Ja o mocy wiem - powiedziała Luna - ale...- zaczęła lecz nie dane było jej skończyć
- Ja też wiem
… powiedziała tarcza.

- ...kim są nasi rodzice ?
- Byli nimi Regulus i Natasha Black, nie żyją. Zostali zamordowani przez Dumbledora.
Dowody? Dowody? Azaliż raczysz objawić jakieś dowody?

Najgorsze jest to, że Regulus sam wypił truciznę w jaskini i został pożarty przez inferiusy, ale co tam...
Jaszu, jakiś Ty naiwny, przecież to oczywiste, że to Dumbel podsunął mu truciznę i napuścił inferiusy!

- Ja to wiem, i się zemszczę - odparła Nicole.
- Pomogę ci siostro, powinnyśmy trzymać się razem.
- No Luna, czy ja dobrze słysze ? Jesteś przeciw Dropsowi ?
- Z twoim słuchem wszystko w porządku Ginny, dobrze słyszysz.
Luna nawet nie okazała zdziwienia.
Akurat Lunie to się nie dziwię, z jej upodobaniem do teorii spiskowych byłaby w stanie uwierzyć we wszystko.

 Perspektywa Hermiony

- Wykonałyśmy zadanie ojcze - poinformowałam go, kiedy znalazłyśmy się w jego gabinecie.
- To dobrze, następne zadanie dostaniecie po inicjacji. Rozumiem, że obie są po mojej stronie?
- Tak, i chcą zemszcić się na Dropsie.
Chcą się zeszmacić na Dropsie???

- Doskonale. Wracajcie.
Jak im to wszystko łatwo przychodzi, jedno zdanie “Dumbel jest be!” i wszyscy natychmiast przyłączają się do Voldiego. Żadnych wątpliwości, żadnych pytań, żadnych protestów, żadnej próby obrony Dumbledore’a... Ba - nawet żadnego poinformowania dyrektora, że coś przeciwko niemu dzieje się w szkole!
Wszyscy już dawno przeczuwali, że z tego Dumbla to podejrzany typ...

Rozdział XII

Siedzieliśmy prawie całą paczkę w dormitorium Dracon'a.
Siedzieli u Dracon’a
Popijali z flakon’a
Radzili, jak zniszczyć Zakon’a
I jedli plasterki bekon’a.

Prawie, bo nie było z nami Ginny i Łucji, musiały siedzieć na zaklęciach. Piątoklasiści niestety nie mieli tyle wolnego czasu co my, klasy szóste. Rozmawialiśmy o różnych bzdetach. Nagle Ron wpadł na genialny pomysł.
- Wiecie co ? Tak Sobie pomyślałem że skoro Blaise i Draco mają ksywki to może reszta też niech Sobie wymyśli. W końcu jesteśmy jedną paką nie ? Co Wy na to ?
Oeeesuuu, przelała się czara żenady... *idzie po ścierę*
Czekam jeszcze, aż będą grać w butelkę.
I bawić się w słoneczko.

- Spoko pomysł - potwierdziłam - i wiecie to może nam się przydać jak np. będziemy wykonywać jakieś ważne zadanie, a nie będziemy mogli mówić po imieniu, a po ksywkach trudniej odkryć tożsamość.
Atak błyskotliwości. Bystra jak woda w klozecie.

To co myślimy ?
Trzy-czte-ry!

- Taa, - przez kilka minut trwała cisza, gorączkowo myślałam nad przezwiskiem dla mnie i...
- Wymyśliłam dla Siebie Gangster lub Gangsta - widząc pytające spojrzenia reszty dodałam - w mugolskiej podstawówce tak na mnie mówiono.
Gangsta Mionka!!!



Ostatecznie wymyślają sobie: dla Harry’ego - Czarny, dla Rona - Rudy, dla Ginny - Ostra, dla Davida - Chińczyk, a dla Łucji - Chuda. *frenetyczne oklaski*

- Zajefajnesuperbiste nie ?
Nie.

- Taa -  i na to stwierdzenie wszyscy się zaśmialiśmy. Akurat kiedy większość z nas przestała się śmiać moja siostra odpisała Draconowi.
Przysłała sms-sowę?

                                                                    ***

  Był dość wczesny w miarę ciepły wieczór jak na tę porę roku. Za oknem dopiero zaczynało się ściemniać, więc wiele [wielu!] uczniów siedziało nadal na szkolnych błoniach. Ale nie ja. Znajdowałam się w swoim dormitorium, w wieży prefektów.
To może przy okazji wyjaśnimy aŁtoreczkom, że słowo “dormitorium” nie jest synonimem sypialni. Otóż dormitorium to sypialnia zbiorowa. Mamy rozumieć, że Hermiona urządziła w wieży prefektów coś w rodzaju schroniska PTSM?
Hę, no wiesz, może ta nowa Mionka - Czarna Panna faktycznie potrzebuje sypialni zbiorowej...

Mimo że był to wieczór piątkowy, a więc będą dwa dni wolnego od zajęć, pochylałam się nad książką. Chociaż to wcale nie było dziwne zawsze lubiłam się uczyć, lubiłam wiedzieć, nie bez powodu inni nazywali mnie kujonką albo Panną-Wiem-To-Wszystko.  W tej chwili przypomniałam Sobie (Tylko nam nie pęknij z tego poczucia Swojej ważności!) notatki z ostatniej zajęć transmutacji. A zaczęliśmy transmutację ludzką, więc był to bez wątpliwie (czyli pozbawiony wnętrzności) trudny temat i lepiej się tego wcześniej wykuć a nie na ostatnią chwilę jak to robią Harry z Ronem. Przynajmniem ja tak uważałam.
Na Trygława i Swaroga, nie napisała “bynajmniej”, idę się uchlać z radości!
W kontekście paru następnych scenek to, że Mionka się UCZY i to akurat transmutacji, wydaje się co najmniej dziwne... ale nie uprzedzajmy faktów.
Ja się zastanawiam, jak można “się WYKUĆ” transmutacji. Pewnie tak jak angielskiego.

Puk, puk
Usłyszałam, ale byłam tak pogrążona w nauce że nawet nie zwróciłam uwagi na stukot.
Puk, puk, puk
Odgłos się nasilił nie pozwalając mi skupić się na notatkach z transmutacji. Chcąc nie chcąc podniosłam głowę i spojrzałam w stronę okna, skąd dochodził ten upierdliwy dźwięk.
Hermiona słyszy stukanie, patrzy za okno, a tam zbieg okoliczności.
Albo przechodzi ludzkie pojęcie.

Na parapecie okna siedziała ciemna sowa, rozpoznałam w niej puchacza mego ojca.  
Czym się różni sowa od zwłaszczy? Sowa lubi siadać na oknie, a zwłaszcza na parapecie.

Podeszłam tam i odwiązałam list od nużki sowy. Biedaczka była bardzo znużona. Ciekawe co odemnie chce ? - myślałam. Szybko rozerwałam kopertę i zaczęłam czytać treść listu.
 Hermiono,
Inicjacja. Jutro o 23. 00  w sali spotkań we dworze. Przypomnij Sobie niewybaczalne. A Komu Innemu powiedz, by zapomniał o Expelliarmusie!
                                                                         Ojciec

Oczywiście, jak zwykle powalająco długa treść.
Co chcesz, musiał się zmieścić w 160 znakach.
Spodziewała się poematu epickiego w trzynastu księgach?
Nie, tylko tej trzynastej :D
To przecież była wiadomość eseme-sowa.

Zaraz potem wyszłam, uprzednio zabezpieczając zaklęciem drzwi do moich kwater.
Wszystkich czterystu, rozsianych po całej kuli ziemskiej.

Tak jak się spodziewałam reszta mojej paki siedziała na hogwardzkich  błoniach, a nie poprawka wracali do zamku. Poczekałam na nich przy Sali wejściowej.
To się nazywa hol (ang. hall) lub antyszambr, a jak jest malutkie, to antrejka.
Albo fłaje [foyer].
Fłantrejka.

- Chodźcie do mnie - mruknęłam kiedy znaleźli się blisko mnie, wtedy ruszyliśmy w stronę  wieży dla prefektów.

[Okazuje się, że część towarzystwa ma problem, bo nigdy nie rzucali Niewybaczalnych]

- No to chodźcie - powiedział Dracon - poćwiczycie
- Ale gdzie ? - zapytałam
- Do Malfoy Manor. U nas zawsze w lochach są jacyś mugole lub czarodzieje do zabaw.
Do zabaw, kuFFa. Piwnica, kuFFa. Jak w pamiętnym opku o Rammsteinie.


- Musimy najpierw iść do Snapa, żeby się przenieść
- Tak, ale nie ma sensu byśmy  szli całą grupą, no chyba że każde  was chce przećwiczy - więc ustaliliśmy że pójdę ja, Smok, Czarny, Rudy i Chińczyk. Dlaczego ja to widzę tak?

http://content9.flixster.com/question/66/41/67/6641679_std.jpg
                                                             ***

- Dobrze Ron- pochwaliłam Go, kiedy wreszcie po wielu niezliczonych próbach udało rzucić mu się poprawnie Cruciatrusa
Do tej pory udawało mu się tylko łaskotać więźniów pod pachami.

- teraz weźmy się za avadę kedavrę.
- D-dobra - wyjąkał Ron - próbuję - wcelował różdżkę w owego mugola, którego wcześniej torturował  - avada kedavra - z jego różdżki wyleciał zielony promień, jednak zaklęcie było zbyt słabe by zabić.
Co ja czytam, do jasnej cholery?!? Ron, który torturuje jakiegoś człowieka ot tak, żeby potrenować, bez cienia wątpliwości, bez żadnej refleksji? Czyś Ty się, droga aŁtoreczko, szaleju objadła? Jeszcze mogłam zrozumieć, że córki Voldemorta na to poszły, ale Ron???
Czy ja dobrze kojarzę, że niewybaczalne działają tylko wtedy, kiedy się chce, naprawdę i bez żadnych wątpliwości, żeby zadziałały, czy to wtórokanon mi namieszał?
Owszem. Bellatriks do Harry’ego w Ministerstwie Magii:
“Jeszcze nigdy przedtem nie użyłeś Zaklęcia Niewybaczalnego, tak? Musisz chcieć go użyć, Potter! Musisz naprawdę chcieć zadać ból... cieszyć się z tego... słuszny gniew nie sprawi mi bólu na długo...”

- Jeszcze raz - wiele razy powtarzałam te słowa, aż w końcu obaj nauczyli się poprawnie rzucać niewybaczalne.
… i Harry?!?

Mam nadzieje że jutro nie zawalą. Kiedy ja pokazywałam chłopaką (OM!!! aj gad!!!)
Chłopaka - paka do chłosty. Ale jak się tym pokazuje?

co potrafię do lochu wpadła Narcyza. Dziwne że tak późno usłyszała te przeraźliwe wrzaski.
- Co tu się dzieje - celowała w nas różdżką - kto tu jest ?
Skończ natychmiast tę imprezę, bo sąsiedzi już dzwonili po policję!

- Matko, to tylko ja z przyjaciółmi, - powiedział Smok, dopiero informując ją o naszej obecności w ich domu, a zdaje mi się że nie miał takiego zamiaru - musieliśmy nauczyć niektórych jak rzucić poprawne niewybaczalne.  Wiesz że jutro mamy inicjację.
Poza szkołą przecież nie wolno nawet patronusa wywołać, a tu taki wypas! Moim zdaniem zachowują się jak dzieci, które dobrały się do piwa w lodówce rodziców...

- To ja was zostawiam. Uczcie się dalej. - po czym wyszła, a my dalej rzucaliśmy niewybaczalne.
I dalej kręciliśmy butelką.
                                                            ***

Leżałam już u Siebie w dormitorium, ale za cholerę nie mogłam zasnąć. Do mojej głowy napływały różne myśli.
Myślicie, że były to myśli w rodzaju “co ja robię, jak mogę mordować niewinnych ludzi”?  
To się grubo mylicie.

Tyle się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku miesięcy.  Przeciesz (i zaciesz) tak niedawno byłam uważana za szlamę.
Pól biedy, drogie dziecko. Byłaś też uważana za inteligentną i sympatyczną osobę, ale to se ne vrati, pane Havranek.
Te, arystokratka, a spytaj tatusia, po kim macie nazwisko...

Byłam Granger, nienawidzącą Ślizgonów, Voldemorta i ślepo ufałam Dumbledore'owi.
A teraz na odwrót, z naciskiem na “ślepo”.

A już jutro o tej porze będę w szeregach Czarnego Pana, mojego ojca.  Uśmiechnęłam się do swoich myśli, zdając Sobie sprawę jak bardzo odmieniło się moje życie. Po krótkiej chwili wreszcie udałam się w utęsknione objęcia Morfeusza.
Za co?! - jęknął z rozpaczą Morfeusz.

Rozdział XIII

 
Perspektywa Harry'ego

- Więc Potter, zastanawiasz się pewnie po co Cię wzywałem, nieprawdaż ?
- Tak, panie
Harry Potter mówiący do Voldemorta “Panie”. Nie, nie, nie, nie, nie *płacze*

- Chce porozmawiać. Zastanawiam się co Cię skłoniło do przyłączenia się do mnie.
- Przejrzałem na oczy panie, dowiedziałem że jasna strona wcale nie jest lepsza niż ciemna i nikt mnie nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a poza tym ciemna strona ma ciasteczka, a Dumbledore jest tylko starym głupcem i kłamcą. No i podobno jestem dzieckiem śmierciożerców, to też trochę przeważyło.
Harry, a ja słyszałam, że jesteś dzieckiem centaurów, idź mieszkać do Zakazanego Lasu.

- Tak to prawda jesteś, a Lily i James byli jednymi z najlepszych Oni i reszta Huńcwotów.
Byli jednymi z najlepszych Oni.
Straszyli ludzi w dalekiej Japonii.
Wraz z HuŃcwotami - zgrają łapŚerdaków
Wrócili żeby mordować rodaków.

Sądzę że Ty też za niedługo będziesz im dorównywał. Sam się przekonałem jakim jesteś potężnym czarodziejem.  
- Co ? Remus jest śmierciożercą ?
- Tak, Black również
- Ale Syriusz ? Przecież on nie...
- Żyje.
- A znak ? Nie widziałem u nich
Harry puścił mimo uszÓW wstrząsającą informację o tym, że Syriusz żyje. Kij z Syriuszem, znaki są bardziej interesujące.
Kur... dybanek, czy wszystkie przeklęte bachory w tym opku są wyprane z uczuć?
Nie, po prostu aŁtorka nie umie pisać.
Ależ są. Okazywanie uczuć to słabość, a przecież młodzi śmierciożercy nie mogą sobie na nią pozwolić.

- Severus wynalazł pewne zaklęcie, dzięki niemu można znak zamaskować. Jeszcze jakieś pytania Potter ?
- Tak panie, jedno, wiem że nie zabiłeś mi rodziców, chcę wiedzieć kto...
- Dumbleore [ore ore, szabadabada amore]. Widziałem to. Zabił ich, potem chciał Ciebie, ale zaklęcie nie zadziałało i odbiło się we mnie [tak strasznie wtedy mi się bekło, że do dziś pamiętam], dlatego zniknąłem na kilka lat. A ten stary dureń ogłosił światu że jesteś wybrańcem i zmyślił tą całą przepowiednie.
- Rozumiem panie
- Możesz wracać Potter, pamiętaj o jutrzejszej inicjacji
*słabym głosem* Dobra, niech ktoś mi to rozrysuje... Na miejscu zbrodni obecni byli Dumbel i Voldek. Dumbel miotnął Avadę, która odbiła się i trafiła w Boru ducha winnego Voldka (który sobie akurat tamtędy przechodził i wpadł z wizytą, nieprawdaż). Dlaczego w takim razie Dumbel:
- nie dokończył dzieła i nie ukatrupił Harry’ego na miejscu, jeśli nie magią, to konwencjonalnie;
- tylko zabrał go i oddał na wychowanie Dursleyom;
- przez te wszystkie lata nie wykorzystał żadnej innej okazji (najlepszą miał w drugiej klasie, wystarczyło nie wysyłać feniksa do Komnaty Tajemnic!);
- a przede wszystkim: dlaczego nie działa na niego magiczna ochrona z matczynej miłości???
Albo nie. Zastąpmy te pytania jednym, zasadniczym:
DLACZEGO, DO JASNEJ CHOLERY, HARRY JEST TAKIM KRETYNEM I WIERZY W TE WSZYSTKIE BZDURY???
Bo aŁtorka, zupełnie jak boCHaterka, działa w systemie zerojedynkowym? I zasiadając do pisania, wyłącza myślenie?
Albo dlatego, że jedno z praw blogasków brzmi: kiedy Zły coś mówi, jest to bezwzględnie prawda; Źli nie kalają swych ust kłamstwem.

Perspektywa Hermiony

- Harry Potterze, czy przyrzekasz wiernie mi służyć, a nawet poświęcić własne życie dla mnie ? Czy przyrzekasz że będziesz razem z nami dążył do oczyszczenia czarodziejskiego świata z mugoli i szlam ?  Czy przyrzekasz że wykonasz każdy mój rozkaz ?
- Przyrzekam panie
http://i.imgur.com/p8JlS.gif

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!


- takie coś usłyszało prawie każde z nas. Jednak ja i Ginny zostałyśmy naznaczone bez przysięgi. Ojciec wiedział że my nie zdradzimy.
Ciekawe, na jakiej podstawie.
Ja tam na jego miejscu nie byłabym taka pewna, zważywszy na to, jak lojalne wobec Dumbledore’a były “w poprzednim życiu” i jak łatwo go porzuciły.
Gdyby dowiedziały się, że są córkami Filcha, to zaczęłyby zamiatać podłogi i oliwić zawiasy.
Przynajmniej byłby z nich jakiś pożytek.

Kiedy wszyscy przyjęliśmy znaki, mieliśmy pokazać co potrafimy. David miał rację, sprawdzali czy się nadajemy.
Voldi, posłuchaj: to się robi PRZEDTEM.
W tym jest jakiś przewrotny sens... Jak się nie będą nadawać, to się ich zabije i podrzuci gdziebądź jako kolejne niewinne ofiary złego Dumbla.
...
Ech, próbowałam... Ale to się nadal nie trzyma kupy.

Każde z nas musiało trochę torturować, a potem zabić. Standard.
Nudy. Na szczęście Voldek pomyślał o tym, by urozmaicić trochę rytuał. Kucharz już czekał...



Jednak ojciec chciał mnie sprawdzić. Kiedy była moja kolej, a ojciec machnął różdżką przede mną pojawił się George Granger, mój przyszywany ojciec. Wiedziałam co muszę zrobić, mimo że tego nie chciałam. Musiałam zabić człowieka który mnie wychował, człowieka którego kochałam i ...który mnie okłamał. Tak okłamał, przecież nie powiedział mi, że nie jestem jego córką.
Nie krępuj się, mamusię też zabij, w końcu, gdyby Voldek jej nie zmusił, też nie powiedziałaby ci ani słowa! I oddała twoją siostrę obcym!
Wszystkich zabij, co się będziesz rozdrabniać, w końcu te świnie podłe nie dały ci garderób pełnych ciuchów.

Nie chciałam tego ale musiałam. W końcu jestem córką Lorda Voldemorta, najpotężniejszego czarownika wszech czasów.
Szlachectwo zobowiązuje.
Pomyśleć, że ona wcale nie jest zmuszona do tego morderstwa! Nikt jej nie szantażuje, niczym jej nie grozi. Tylko woda sodowa jej uderzyła, bo bezinteresownego okrucieństwa jednakże się nie dziedziczy.

Kiedy do niego podeszłam usłyszałam jego błagalne szepty.
Voldka?!

- Hermionko, córciu, nie zrobisz tego, nie jesteś taka.
- Nie Hermionkuj mi tu - warknęłam

- Boże co oni z Tobą zrobili - szeptał, a ja się szyderczo zaśmiałam
Panie Granger, obawiam się, że wymienili jej mózg na ścinki z zagrzybionych pięt.

- Ja zawsze taka byłam, oni pomogli mi odkryć prawdziwą siebie.
Taką “prawdziwą siebie” lepiej jednak byłoby przykryć... na przykład sześcioma stopami ziemi.

A teraz crucio ! - kilka razy rzuciłam te [TO] zaklęcie, i nie tylko te, znam wiele zaklęć torturujących. Zakończyłam zielonym promieniem avady.  
A wkurwometr tyka... cztery... trzy... dwa... jeden...


No dobra... ale Ginny też jest jego córką, czemu nie kazał jej zabić Weasleyów?           

Obawiam się, że nie jest córką Voldemorta, ona jest córką Irytka.
I Jęczącej Marty.

Wróciliśmy już do zamku kiedy usłyszałam jak Harry rozmawia z Severusem, zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie
- Profesorze.
- Tak Potter ?
- Czarny Pan wspominał o jakimś zaklęciu które pozwala
Pozwala co? Ugotować serdelki bez wychodzenia do sklepu?

- Ach tak,mój wynalazek. Podejdźcie tu i odsłońcie znaki. - zrobiliśmy co kazał. Zaczął szeptać jakieś inkantacje, nasze znaki na chwilę zajarzyły się kolorem avady, a potem znów zaczerniały.
- Tylko śmierciożercy zobaczą Mroczny Znak, więc spokojnie możecie nosić krótkie rękawy.
Ech... Gdyby przyjęcie Mrocznego Znaku wiązało się z dożywotnim zakazem noszenia bluSek na naramkach, może Mionka by się choć chwilę zastanowiła, a tak... Poza tym Snape, który w ogóle zwraca uwagę na takie kwestie?!
Pewnie w tym opku Snape nosi garnitur od Gabbany, a włosy ma jak agent Tomek.


Rozdział XIV


Uczniowie dowiadują się, że profesor McGonagall nie żyje. Okazuje się, że to też sprawka naszych przyjemniaczków - zadanie wyeliminowania profesorki dostali Ron, Zabini i siostry Black. Jak tego dokonali - ani słowa, znacznie ważniejszą informacją jest to, że teraz Ron chodzi z Luną, a Zabini z Nicole.
Btw, jedyną konsekwencją śmierci nauczycielki jest to, że przez tydzień - dwa nie ma transmutacji. Żadnego alarmu, żadnych poszukiwań zabójcy, żadnego poczucia zagrożenia. Cały świat wzruszył ramionami.

                                                 ***
- Oszalałeś ?! Jak mamy to niby zrobić ! - krzyczałam na ojca. Tak dobrze przeczytaliście, wrzeszczałam na samego Lorda Voldemorta.
Dziękujemy, Narratorze Pierwszoosobowy!

- Hermiono uspokój się - powiedział spokojnym lecz zimnym głosem.
- Mam się uspokoić ? To trzeba było mnie nie wkurwiać tym pojebanym zadaniem! - wiedziałam że przesadziłam, jednak nie mogłam zapanować nad słowami.
Stul pysk, gówniaro!
O! *z uprzejmym, acz zimnym zainteresowaniem* A jakież to zadanie okazało się tak okropne, że Mionka protestuje? Co jest gorsze od zamordowania człowieka, którego przez tyle lat uważała za ojca?
Ma chodzić na lekcje w tweedowej spódnicy do kostek i w bluzeczce z kołnierzykiem.
I może jeszcze... całkiem... bez makijażu?! *drży ze zgrozy*

- Crucio - promień wylatujący z różdżki ojca ugodził we mnie,  poczułam niewyobrażalny ból i upadłam na podłogę. Nie wiedziałam ile trwało zaklęcie, straciłam poczucie czasu, modliłam się by tylko się skończyło. Całe ciało mnie piekło, czułam jak moje mięśnie rozrywają się na strzępy. Ale nie krzyczałam, nie dam ojcu tej satysfakcji.
Taaa, jassssne.
Dlaczego mi wcale jej nie żal?

Nagle ból ustąpił, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Mnie się nie pyskuje. Macie wykonać to zadanie. Przekaż instrukcje reszcie, a teraz wracaj do Hogwartu.

Ałtorka najwyraźniej nie miała pomysłu na to straszliwe zadanie, więc przez kolejne półtora rozdziału zajęła się wyłącznie perypetiami uczuciowymi boCHaterów. W skrócie: Hermiona i Ginny nakrywają Malfoya na całowaniu się z Pansy Parkinson. David obrywa Sectumsemprą od jakiejś koleżanki Pansy, po czym zapada w śpiączkę na tydzień, a Hermiona łka przy jego łóżku. Luna opierdziela Malfoya, że zdradził Ginny, ten się zarzeka, że Parkinson rzuciła się na niego i sama całowała. Na koniec David budzi się ze śpiączki, wszyscy się godzą i można przystąpić do wyjawiania Straszliwych Planów Voldka. Hermiona zbiera towarzystwo razem i już-już ma powiedzieć im o zadaniu, gdy wtem! wzywa ją ojciec...
                                                                      *

- O co chodzi ojcze ? - zapytałam trochę na niego zła, jakby nie mógł mnie wezwać w innym momencie.
Nie narzekaj, mógł cię wezwać rano, zanim zrobiłaś makijaż!

- Powiedziałaś reszcie o zadaniu ?
- Właśnie miałam to zrobić, ale mnie wezwałeś - odpowiedziałam cynicznie
Nie myl cynizmu z chamstwem, to zupełnie różne pojęcia.
- To nawet lepiej że tego nie zrobiłaś. Cofam to polecenie, gdyż umknął mi mały szczegół, bez którego Dumbledor'a nie pokonamy - powiedział nie zwracając zbytnio uwagi na mój ton
Aha. Znaczy, jednak nie wymyśliła tego zadania...

Tymczasem Voldi wzywa do siebie Pottera i wypytuje, co też Dumbledore o nim wie.

- Horkruksy. Wie o nich.
- CO ?!
- Jeszcze mi wszystkiego nie wyjawił, ale podejrzewam że wie o wiele więcej. Odkrył że Twoimi horkruksami są potężne przedmioty magiczne, wie o medalionie Slytherina, i teraz go szuka, również wie o czarze Huperpaff [!!!] i Nagini.
Super-duper huper-sznuper
Hufflepuff ma fajny kuper!
*rozpaczliwie* Jesteś pewna, że aŁtoreczce chodziło o Hufflepuff? Może to tylko tak podobnie brzmi?...
Huperpaff brzmi jak nazwa pokątnej fabryczki lichych fajerwerków.

                                                                   *

McGonagall wraca jako duch i nadal prowadzi lekcje transmutacji.
AŁtoreczka oczywiście nie wyjaśnia, dlaczego nauczycielka nie wskazuje, kto ją zamordował.
Może ją zaszli znienacka od tyłu...

A teraz mocno trzymajcie pięści w kieszeniach...

- Pani profesor ?
- Tak panie Malfoy ? - zapytała nauczycielka przerywając swój nudny wykład na temat czegoś tam.
- Riddle ma pomalowane paznokcie na czarno, a sam słyszałem jak pani mówiła że to nie przystoi uczennicom Gryffindoru. - co on kombinuje kablując na mnie, bo rzeczywiście, to co on powiedział było prawdą.
- Panno Riddle, co ja mówiłam na ten temat - a co mnie to obchodzi stara babo, myślałam - nie chcę więcej czegoś takiego widzieć
- Ależ pani profesor to jakaś schiza już jest - powiedział David - ona ma już szesnaście lat i ma prawo malować paznokcie tak jak chce
Nic tak nie dobitnie nie zdradza totalnej niedojrzałości jak powoływanie się na “prawo do czegoś” w wykonaniu niepełnoletnich, pozostających  na garnuszku rodziców.

- No chyba cię szatan opętał Lestrange - odpowiedziała surowo nauczycielka
- Wie pani co ? Gdyby nie to że jest pani czarownicą to śmiało mogłaby pani wstąpić do mugolskiego klasztoru. Naprawdę pani by się tam świetnie nadawała. No i nikt by się nie zastanawiał czemu pani umarła jako stara panna.
A to Dawidek tak doskonale orientuje się w zwyczajach mugoli? Pewnie Bellatrix, ucząc go w domu, kładła szczególny nacisk na mugoloznawstwo...

- Minus 10 punktów Lestrange
- Ale ja tylko stwierdzam fakty - odpowiedział chłopak - Chociaż w naszym świecie - kontynuował - zostając się nauczycielem na dłużej niż kilka lat  trzeba zrzec się małżeństwa, teraz już wiem czemu została pani nauczycielką. - powiedział z uśmiechem.
Zrzec to się można praw, np. majątkowych, małżeństwa można się wyrzec.


- Lestrange ! - krzyknęła Mcgonagall - czy ty coś sugerujesz ? - po tych słowach klasa zaczęła się śmiać.
- Czy pani jest naprawdę tak głupia na jaką pani wygląda ? - zapytał Smok ze znudzeniem w głosie. Gdy wypowiedział te słowa w klasie natychmiast zapanowała cisza, każdy czekał na dalszy rozwój tej wymiany zdań. - Kolega chciał tylko uświadomić prawdziwy powód dlaczego obrała pani ścieżkę kariery jaką jest nauczycielstwo. Jeśli pani nie zrozumiała to już wyjaśniam. To jest dziecinnie proste do zrozumienia. Została pani nauczycielką dlatego że żaden mężczyzna o zdrowych zmysłach na panią nie spojrzał, i ja się tu wcale nie dziwie. - zakończył swoją wypowiedź spokojnym głosem.
Bo wartość kobiety rozpoznaje się po tym, czy złapała męża? Spieprzaj, parszywy szowinisto.

- Otóż to pani profesor - dodał David - Dracon ma całkowitą rację, to właśnie chciałem pani przekazać. - obaj znów rozśmieszyli klasę
- Malfoy ! Lestrange ! Szlaban przez miesiąc z panem Filchem i minus sto punktów dla Slytherinu za obrazę nauczyciela ! A teraz za drzwi won ! - krzyczała nauczycielka. Gdy gryfoni usłyszeli że slizgoni stracili sto punktów w klasie zapanował jeszcze większy hałas. Ale większość ślizgonów nawet się tym nie przejęła gdyż gratulowali chłopakom wspaniałego wyczynu jakim jest doprowadzenie do szału profesor Mcgonagall.
AŁtorko. Spójrz mi w oczy i powiedz szczerze: czy naprawdę jesteś w stanie wyobrazić sobie klasę w podobny sposób zachowującą się na lekcji profesor McGonagall (patrz mi na usta: NA LEKCJI PROFESOR MCGONAGALL!) i samą profesor tak reagującą na te szczeniackie, gówniarskie impertynencje? Profesor McGonagall, której nie wyprowadziła z równowagi nawet Dolores Umbridge, choć niewiele brakowało? Nauczycielki z wieloletnim doświadczeniem, która zbuntowaną smarkaterię mogłaby wciągnąć nosem? Której zimna krew wielokrotnie ocaliła skórę hogwarckim dzieciakom? Która miała w małym paluszku zaklęcia, o jakich dzieciaczki w życiu nie słyszały? Która już na pierwszej lekcji nadaje uczniom jasnym komunikat: szanuję was, ale jesteście tylko uczniami i jako tacy nie doskakujecie nawet najgorszemu nauczycielowi do pięt?
I, tak, to, co przedstawiasz tutaj jako błyskotliwe, rozśmieszające klasę wypowiedzi Malfoya i Lestrange’a, to są impertynenckie, gówniarskie, żałosne popisy, które bawić mogą jedynie niedorosłe dzieciaki.
Dzidu, osobiście podejrzewam, że to opis jakiejś prawdziwej lekcji z gimnazjum aŁtorki. Też tak sądzę. Niemniej: gdyby bohaterką tej żenady aŁtorka uczyniła na przykład Sybillę Trelawney, byłoby to jeszcze w miarę wiarygodne (czy muszę przypominać, że w kanonie uczniowie nie zachowywali się tak nawet wobec niej, choć nie czuli za grosz szacunku?), no ale właśnie - McGonagall? Ona uciszyłaby ich jednym spojrzeniem, nawet jako duch!
Jestem tak zniesmaczona, że nie chce mi się komentować. Krótko i brutalnie: trzeba mieć gówno zamiast mózgu, żeby podobne zachowanie uważać za zabawne. BTW żaden kanoniczny uczeń Hogwartu nie zniżyłby się do takiego rynsztokowego poziomu.
Dodatkowy kopniak w dupsko należy się za ohydny seksizm. Jeżeli dziewczyna przyklaskuje podobnym wypowiedziom, to nie wróżę jej najlepiej.

Takich scenek w opowiadaniu będzie jeszcze kilka, pomijamy je, a komentarz niech wygłosi Till:


[David opowiada, że gdy leżał nieprzytomny, miał wizję na temat Kryształu Ciemności. Hermiona pędzi do ojca, by dowiedzieć się czegoś więcej.]

- Niedługo przed moim upadkiem ja, Severus, Lucjusz, James, i Bellatriks stworzyliśmy Kryształ o niezwykle potężnej mocy, tak wielkiej że zabiłby Dumbledore'a. Pomogły nam w tym Nimfy Ciemności, mają w sobie ogromne pokłady czarnej magii dzięki temu Kryształ był tak potężny. Dumbledore go nam wykradł i podzielił na sześć części, chciał go zniszczyć, ale moc Nimf na to nie pozwoliła i z tego co wiem to te części są gdzieś w ich królestwie.
Geeeez... dziewczyno, weź, wymyśl coś własnego; sześć części kryształu jak sześć horkruksów...
Taaa, a Srebrny Kryształ podzielony został na Siedem Tęczowych Kryształów. i był łzą Czarodziejki z Księżyca.  
A Kryształ Ciemności był smarkiem Voldka?
*wyobraża sobie dzielenie smarka na sześć części* *łyżeczką, Dzidu, łyżeczką*
A Nimfa Ciemności wygląda TAK.

                                                         ***
Towarzystwo ogląda w myślodsiewni wizję Davida:
Wylądowaliśmy gdzieś, no w takim miejscu, że nie wiem nawet jak to określić, wszędzie panowała biel.
Szpitalna łazienka?
Prosektorium?
Jakucja?

Niedaleko nas znajdowały się trzy postacie, David i Potter'owie. (...)
- Yyy ... no dobrze. Co ja tu właściwie robię ? Umarłem ?
- Nie. Jesteś tu, bo musimy ci coś przekazać, zanim żyjący zrobią to za późno - powiedział Potter
A wcześniej niczego nie przekazywaliśmy, bo nam się nie chciało.

- Kilkanaście lat temu - zaczęła Lily - Czarny Pan i czworo innych potężnych magów stworzyło Kryształ Ciemności. Jest to niezwykle potężny przedmiot magiczny, dzięki któremu mieliśmy zniszczyć Dubmledore'a, nawet jego horkruks nie uchronił by go przed śmiercią. Tylko, że on jakimś cudem dowiedział się o istnieniu Kryształu. Wykradł go nam i podzielił na sześć części.
A zaraz potem Wolkański Ruch Izolacjonistyczny wykradł jedną z części Kamienia z Gol. Pech chciał, trochę się im te części pomieszały.

- Tak - potwierdził James.- A, my przekażemy ci wskazówki dotyczące osób, które mają odnaleźć części kryształu.
- Dwie części mają zdobyć Dwie Córki Potężnego Czarnego Maga - powiedziała Lily
- Kolejną Córka Sarkazmu - dodał James
Następną Ciotka Ironii, a jeszcze jedną Wnuczka Kpiny.
A Kuzynka Zgryźliwości poprowadzi je wszystkie Drogą Bezdennej Głupoty.
Szwagier Sarkazmu napisze poradnik:  “Jak zostać bucem w weekend”.
A w ogóle oni wszyscy to jakieś Bachory Żenady.

- Następną Ten, który wreszcie poznał smak miłości dzięki Córce Czarnego Maga
Rozprawiczony przez Voldemorciankę.

- Pierworodny pierwszych zwolenników Czarnego Pana
- Oraz Ty - zakończyła Lily
Co za dyskryminacja, nie został nazwany żadną mroczną ksywką...

- Ale, to nie wszystko. W Hogwarcie jest ktoś kto wam pomoże przejść przez te zadania. Poszukujcie Mrocznej Osoby - powiedziała Lily
Filch! Filch!
Pani Norris!!!
Skrzat-kominiarczyk!!!

- Rozumiem, że to my mamy ten Kryształ odnaleźć tak ? - spytała Ginny
- Tak
- Zajebiście - mruknął Draco pod nosem -. Po prostu świetnie. I jeszcze mamy jakiejś Mrocznej Osoby szukać, o której nic nie wiemy oprócz tego, że jest mroczna. Po prostu zajebiście, zawsze marzyłem o takim zadaniu - mówił Draco z odpowiednią dawką sarkazmu w głosie.
Idź, zamknij się w łazience i płacz, i niech cię Jęcząca Marta pociesza. A potem wróć do Voldka i poproś o coś bardziej odpowiedzialnego, na przykład rozkaz zabicia dyrektora...
(w ogóle, to nie macie wrażenia, że on traktuje to zadanie jak nudną pracę domową?)
Bo on jest Synem Narzekania i Bratem Smęcenia. W przyszłości zostanie również Ojcem Gderania i Dziadkiem Kwękaczem.
Prawdziwym Polakiem?

                                                                            *

Wróciliśmy już do reszty, która została się u Smoka. Opowiedzieliśmy Diabłowi i Rudemu wszystko o tym cholernym Krysztale, i zapadła kilku minutowa cisza.
W ciszy słychać było burczenie w brzuszkach mózgojadów umierających z głodu.

- Opowiadaliśmy wam z Draco jak znowu wyprowadziliśmy McGonagall z równowagi na szlabanie ? - wszyscy pokręcili głowami.
I tak mniej więcej wygląda hierarchia ważności wśród młodych fanów Voldka ;)

Zabini i Malfoy chwalą się swymi żałosnymi wyczynami. Ciach!

- Ale, to jeszcze nic - zaśmiał się Malfoy.- Za jakąś godzinę przyszedł do nas Snape z informacją, że dostał na nas skargę. I pogratulował nam tego wspaniałego wyczynu jakim jest wyprowadzenie McGonagall z równowagi i dodał za każdego z nas 20 punktów dla naszego wspaniałego domu.
Taaaa. JUŻ TO WIDZĘ. Nawet w normalnej szkole takie rzeczy się nie zdarzają (nauczyciele doskonale zdają sobie sprawę z tego, że trzeba trzymać wspólny front), a co dopiero w Hogwarcie!
Snape podpuszczał ich celowo. Wiedział, że takie zera nie będą dla niego stanowić w przyszłości żadnej konkurencji na rynku pracy, a zamiatacze ulic oraz czyściciele wychodków też są potrzebni społeczeństwu.

Rozdział XVIII

Perspektywa "Informatora"

- Profesorze Dumbledore - rzekłem wchodząc do gabinetu.- Mam informacje.
- Informacje ? Jakie? - zdziwił się
- Może na początek powiem że jestem śmierciożercą
Tu szczelniej zapiął prochowiec, postawił kołnierz i nasunął kapelusz głęboko na czoło.

- dyrektor wytrzeszczył na mnie oczy.
- Ale wstąpiłem tam przez tych, których nazywałem przyjaciółmi, i tego żałuje.
Gdyż ponieważ? Nie lubimy tłoku?

Oni chcą pana zniszczyć,wiedzą o Krysztale Ciemności. Będą go szukać. - poinformowałem.- Dzisiaj nam to powiedzieli.
- Co???! Kto? - wykrzyknął Dumbledore
- Młodzi śmierciożercy, Riddle
Sam jesteś “młody śmierciożerca”, pajacu.
Może czuje się staro?

- Co jeszcze wiesz ?
- Tu w Hogwarcie jest ktoś kto ich poprowadzi przez zadanie do Kryształu, ale nie wiem kto oni też nie. Mają sami to odkryć.
- Dobrze, że mi to powiedziałeś chłopcze. To wszystko czy jeszcze coś ?
- To wszystko profesorze
- Informuj mnie na bieżąco
- Oczywiście - powiedziawszy to wstałem i wyszedłem zadowolony z Siebie. Tak Hermionę i Ginny darzyłem niechęcią odkąd się dowiedziały o swoim pochodzeniu, Harry przystał do Ślizgonów, a tej dziewuchy nigdy nie kochałem, zasługują na śmierć, niech idą na stracenie - pomyślałem z wrednym uśmieszkiem
Niewielki konkurs dla Czytelników:
- Kto poleciał z jęzorem do dyrektora?    
                                                     
Perspektywa Hermiony
 
Byliśmy w Pokoju Wspólnym Slytherinu, zresztą coraz częściej tam bywałam, David siedział na kanapie, a ja leżałam obok z głową na jego kolanach, gładził ręką moje włosy.
Dobrze, że napisałaś, że ręką, bo jeszcze ktoś by pomyślał, że czym innym.

[Hermiona opowiada Davidowi, jak to w czwartej klasie Moody zamienił Malfoya w tchórzofretkę. Znamy, więc wycinamy.]

Perspektywa Informatora

-  Muszę iść do dyrektora - oświadczył nagle jedyny, którego uważałem za przyjaciela z tej całej naszej paczki
Konspiratorzy, psia ich nóżka.

- Po jaką cholerą ? - zapytałem udając zdziwienie
- Przestań udawać  - warknął - Wiem, że ty też ich zdradziłeś, naszych rzekomych przyjaciół i Czarnego Pana. Mam dość tego wszystkiego, zanim przyszedł ten cały Lestrange i zanim przyłączyła się reszta tej gryfońskiej zgrai to było normalnie.
Twój kumpel też jest “gryfońską zgrają”, młotku.

A, teraz co jest ? - mówił wciąż przyjaciel.- To oni te debile dostają wszystkie najlepsze zadania, a my jesteśmy na drugim planie.
Ha! A przez chwilę miałam nadzieję, że przeszli na stronę dyrektora, bo zreflektowali się
i nie chcieli już dłużej torturować i zabijać... Naiwna Kura.

Perspektywa Hermiony

Mroczna osoba, mroczna osoba, mroczna osoba (niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce), powtarzałam sobie te słowa, ale nikt mi nie przychodził do głowy, no oprócz Snape'a, ale on też był jednym z tych, którzy Kryształ stworzyli. Więc kto to może być ? Chyba jakiś uczeń, ale kim on jest ? Która klasa ? Dom ? Tyle pytań, a odpowiedzi żadnej. Nic nie wiemy. Mroczna osoba ? To może być każdy.
Obstawiam profesor Trelawney, wróżącą z fusów po czarnej kawie.
                       
Perspektywa informatora

- Powiedziałem Dumbledorowi wszystko co wiem - powiedział zadowolony z siebie, gdy wrócił z gabinetu. - i po drodze wpadłem na genialny pomysł
- Skoro i tak nie jesteśmy już z nimi to czemu by nie narobić im kilku przypałów ?
Podłożyć skórkę od banana, wysmarować klamkę kupą, nasypać soli do herbaty? To by było akurat na ich poziomie.
Taaaa. Tu morderstwa i tortury na przypadkowych ludziach, a tu - “przypały”. W sumie to nawet zabawne... tylko że nie.


- Tylko wiesz tak w granicach rozsądku by nas z tej swojej pożal się Merlinie z paczki nie wywalili przynajmniej na razie- ostrzegł Zabini
Ha! No i zagadka rozwiązana, a przynajmniej pół zagadki.

- Nie bój się o nic - uspokoiłem Blaise'a - jak się mi poszczęści to może i Lestrange z nią zerwie, przecież to palant. Hermiono Riddle i cała reszto debili, strzeżcie się bo macie nieźle przejebane -
Ale intryga! Można obawiać się najgorszego. Voldemort jak przejrzy na oczy, kim są jego zwolennicy, to popełni samobójstwo, Dumbledore umrze ze śmiechu, a Snape rzuci to wszystko w diabły i otworzy na plaży smażalnię ryb.


mruknąłem, a mój przyjaciel wybuchnął śmiechem.
- Współczuję im - powiedział gdy już się opanował
Nie będę palcem pokazywać, kto tu pisał, że Hermiona i Ginny doskonale czytają w myślach...

[Następują obiecane “przypały”  - podczas kolacji w Wielkiej Sali Ron znienacka całuje Hermionę, by doprowadzić do jej zerwania z Davidem (i własnego z Luną, przy okazji). Tymczasem Hermiona dokonuje odkrycia...]                                                        

Rozdział XIX

- Więc twierdzisz że tą Mroczną osobą jest profesor Anastasia Blackley ? - zapytał mnie mnie po raz któryś Dracon.
Droga Ałtorko! Jeśli już wprowadzasz nową postać, która ma odegrać ważną rolę w Twoim opowiadaniu, to rób to z łaski swojej nieco wcześniej, a nie tak sru! i nagle dowiadujemy się, że w Hogwarcie uczy Arwena...

- Tak i przestań się w końcu dopytywać. Pomyślcie - ciągnęłam dalej - ona doskonale pasuje. Zna się na czarnej magii, nawet lepiej od Snape'a, a cały jej wygląd i w ogóle ona jest mroczna.
Chodzi w czarnych wełnianych pończochach, ma brudne paznokcie i w dodatku je czerninę.
I wungiel na przeczyszczenie.

- No może... - wtrąciła Ginny - chociaż nie jestem pewna
- Możemy to sprawdzić - powiedziałam
- Ale jak ? - dopytywał się Harry
- Och czy wy nic nie czytacie ? - zdenerwowałam się - Gdybyście czasem zajrzeli do jakiś książek to byście wiedzieli że [omujborze! Kanoniczne zdanie w ustach Mionki! Co prawda z błędami, ale i tak należy się cieszyć!] każda Nimfa Ciemności ma na prawym przedramieniu znak, czarną kroplę. Podobno w tym jest cała ich magia ciemności.
A jak się wytnie, to magia przepada?
Magiczna kurzajka?

- Dobra ale jak to mamy sprawdzić ? - zapytał David
- Właśnie - dodała Łucja - bo chyba nie pójdziesz i nie zapytasz " Przepraszam czy ma może pani czarną kroplę na prawej ręce ?" - zakpiła dziewczyna
Zaproście ją na basen!

- A czemu nie, byśmy od razu wiedzieli czy to ona czy nie ? - zapytałam
- Nie zrobisz tego - powiedział Harry
- Nie ? - zapytałam - To patrz ! - a po chwili byłam już na korytarzu i zmierzałam do gabinetu nauczycielki OPCMu nie wiem co mną kierowało, ale zrobiłam to. Zapytałam ją.
- Dziecko drogie - profesor Blackley zmieszała się wyraźnie - nie powinnaś być taka wścibska, ale skoro już spytałaś... To więzienny tatuaż. Oznacza, że płakałam za wolnością.

- TO ONA ! - krzyknęłam gdy później wróciłam do reszty - Miałam rację.
Poszła, zapytała, a nauczycielka powiedziała “ależ już, w tej chwileczce, drogie dziecko, pokażę ci moje prawe przedramię”.
A lewą ręką pokażę ci... no, mniejsza z tym.
                                          ***
[Kolejne żenujące popisy na lekcji transmutacji litościwie wycinamy.]

Ginny zostaje wywołana z lekcji przez prof. Blackley - ma udać się po pierwszą część Kryształu Ciemności, teraz, zaraz, natychmiast. Trafia do krainy Mrocznych Nimf i dowiaduje się, że aby zdobyć Kryształ, będzie musiała wykazać się odpornością psychiczną.

Wtedy drzwi się otworzyły na oścież, a ja powoli przez nie przeszłam. Zaczęłam opadać i pojawiłam się w nicości.
Vetinari też miał takie drzwi wyjściowe dla upierdliwych gości.
Rozejrzałam się, byłam tam sama.
Nicość ma swoje prawa.
Po chwili namysłu usiadłam, bo po co miałam stać skoro mogę równie dobrze siedzieć.
Żeby jakoś usiąść w nicości, to rzeczywiście trzeba się zastanowić.

Gdy wykonałam tę czynność, zaczęło się. Przede mną pojawił się obraz:
Aaaa, usiadła na pilocie?

Ujrzałam siebie, leżałam na łóżku, byłam zrozpaczona. To było zaraz po tym jak dostałam list od ojca, w którym dowiedziałam się prawdy o sobie. Wtedy było to dla mnie straszne,  myślałam że, bycie córką Lorda Voldemorta będzie dużo gorsze. Poza tym, kochałam moją przyszywaną rodzinę, ale, mnie okłamali.
Co takiego? Kim w takim razie było to bezmyślne cielę, które w pierwszej części analizy “trochę się zdziwiło” czytając beznamiętnie list od prawdziwego tatusia, po czym spakowało manele i pooooszło?
Kochała, ale ją okłamali, więc przestała kochać. Ma w głowie takie pstryczek - elektryczek, którym przełącza się z trybu “love” na tryb “hate”, nie angażując przy tym mózgu.

Przez piętnaście lat byłam zupełnie kimś innym. Jednak teraz nie byłam o to zła, teraz wiedziałam że, moja prawdziwa matka oddała mnie Weasley'om by mnie chronić.
No jak to, nie strzelisz focha, że jak już miała komuś oddawać, to mogła wybrać bogatszą rodzinę? Zdumiewające.
Przecież mogłaby sierotkę oddać Malfoyom, prawda?
Popłakaliby się ze szczęścia, że mogą tak usłużyć swemu Panu.
Miałaby sypialnię z baldachimem, garderobę i skrzata na posługi.

Wspomnienie rozmazało się, ukazało się kolejne. Znów zobaczyłam siebie, tym razem celującą różdżka w jakiegoś niewinnego mugola. Wtedy pierwszy raz zabiłam. Nie chciałam tego robić, nie lubię tortur i zabijania, mimo że jestem śmierciożerczynią, ale wolę to niż ślepo wierzyć w kłamstwa Dumbledore'a.
Kompletnie zmasakrowany system wartości. Oraz znowu kłania się zerojedynkowość - albo wiara w kłamstwa, albo zabijanie i torturowanie? I nic pomiędzy?

Udało się, wspomnienie zniknęło, za to znów pojawiło się kolejne. Ale to nie było jedno wspomnienie, tylko urywki kilku. Na każdym był moment, gdy w ciągu tych pięciu lat życia w kłamstwie Dracon Malfoy mnie wyzywał i upokarzał na prawie każdym kroku. A potem zobaczyłam nasz pierwszy pocałunek. W mojej głowie usłyszałam cichy głosiki: Po tym co Ci robił przez te lata?
- Tak - powiedziałam cichym, ale pewnym głosem - kocham go a on mnie.
Bo kto się lubi, ten się czubi.
Męczennica Miłości!

Ostatecznie Ginny zdobywa Kryształ i wraca bezpiecznie. Nie koniec to jednak Straszliwych Intryg...

Ja, Harry, Blaise, Dracon i Łucja siedzieliśmy na jednym z obszernych parapetów przy oknach na korytarzu.  Wszyscy wesoło rozmawialiśmy na różne tematy.
Na przykład: kogo tym razem Voldek wskaże do eliminacji?

- Dracon, Hermiono - powiedział nagle Harry - zobaczcie - rzekł, wskazując coś kilkanaście metrów przed sobą. Aż zaniemówiłam. Nie wierzyłam własnym oczom. Ujrzałam że David, mój Davidcałuje moja SIOSTRĘ ! Moje oczy momentalnie zaszkliły się łzami. To musi byc jakiś głópi sen.
A może nawet gÓpi.

Jak to możliwe by dwoje najbliższych mi ludzi mnie tak zraniło. Juz wstałam, zauważyłam że Dracon zrobił to samo, może tez miał zamiar wykrzyczeć jak bardzo zranili mnie i jego.
Tylko się nie zapłacz na śmierć, panno Zabiłam-Swojego-Przybranego-Ojca-i-Wcale-Mnie-To-Nie-Ruszyło Riddle.

Drodzy Czytelnicy! Zmęczyło nas to opko przeokrutnie, dlatego też tutaj kończymy, choć akcja toczy się dalej i obfituje w przemoc i podstępy. Ron chce zabić Ginny (ale ostatecznie zamiast niej morduje Zabiniego), Dumbledore wpada na genialny pomysł, by uczniowie pozmieniali domy, więc cała paczka ląduje w Slytherinie, zakochane pary zrywają i znów się schodzą... Starczy tego dobr... złego, naprawdę starczy. Nawet Till ma dosyć.


Z otchłani nicości pozdrawiają: Kura bawiąca się od niechcenia miotaczem ognia, Dzidka z gryzaczkiem w bramie, Sineira z pstryczkiem-elektryczkiem i Jasza z sową esemesową,

a Maskotek z tego wszystkiego oszalał, przeszedł na stronę Dartha Vadera  i szydzi z Obi-Wana Kenobiego.

19 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Opko wtórkanoniczne do bólu: Dumbledore jako wróg publiczny nr 1, w dodatku głupi, każdy bohater prędzej czy później trafi do Slytherinu, uczniowie Hogwartu czas spędzają na romansach, schodzeniu na śniadanie, strojeniu się i gówniarskich wygłupach. Zaginieni Potomkowie odnalezieni, nazwy własne poprzekręcane, rysy charakterystyczne postaci rozmyte do czysta. Sens,Logika i Fabuła popełniły zbiorowe samobójstwo na grobie Kanonu.

Nubia pisze...

"- To ja was zostawiam. Uczcie się dalej. - po czym wyszła, a my dalej rzucaliśmy niewybaczalne."

Powinniście byli dodać "Zrobię wam kanapeczki." ;)

Raven pisze...

Achhhh, te mhroczne intrygi nastoletnich śmierciożerców.

W sumie jak by się tak na spokojnie przyjrzeć całej akcji, to aŁtorka miała naprawdę całkiem niezły pomysł na bohaterów, którzy poprzez wszechobecne kłamstwa i intrygi przechodzą na ciemną stronę Mocy, a potem sami nie wiedzą, co się dzieje. Ja mówię (piszę właściwie) poważnie. Sęk w tym, iż dziewczę nie potrafiło tego opisać. Niemniej jednak sam pomysł był naprawdę dobry. Przy odrobinie ambicji można by stworzyć iście mrożącą krew w żyłach scenę, gdy Hermiona targana sprzecznymi uczuciami decyduje się w końcu na zabicie przybranego ojca... albo Ginny nagle porywają wyrzuty sumienia, gdy widzi projekcję swych niecnych czynów... Me gusta, że tak powiem. Gdyby nie moja awersja do łamania kanonu, zapewne zabrałabym się za pisanie czegoś w ten deseń ;)

Pozdrawiam.

Babatunde Wolaka pisze...

Bucera w tym dziełku osiągnęła takie stężenie, że nawet Nazi-Opko mnie tak nie trzepło; a ja nie jestem szczególnie przywiązany do kanonu HP. Nad boCHaterkami należałoby się troskliwie pochylić. Z obcęgami i lutownicą.

"- Dracuśś, jest mój suko !
Draco jest suką w rodzaju męskim? Sukiem? - Nie ogarniam...
Jest “suko”, hm, to chyba nieodmienne...
To po japońsku?"
"Suk" to po arabsku bazar, a "-o" może być sufiksem dzierżawczym... Wróć, to i tak nie będzie miało sensu. Na razie ze zdania wynika, że BoCHaterka informuje Dracuśsia, że jej suko, czymkolwiek by był, jest. Filozofia, panie.

"- Ok, to ja do Harrego a Ty do Rona - powiedziałam
- Ok"
I one w nich wszedły, a potem razem jęczeli do rana.

"Chcemy do Ciecie dołączyć.
Dołączmy do Wielkiego Ciecia! On ma najlepsze miotły!"
To mnie urzekło, Gangsta Mionka spowodowała zaciesz, ale to Snape jako właściciel smażalni mnie ómarł. No i oczywiście Sine z wierszem o Dracon'ie (sic!) rządzi.

"nie wiele osób o tym wie, a na pewno żadna z nich o tym nie wie.
O Jeżu, jakie klasycznie piękne jest powyższe zdanie..."
Prawie jak zdanie popełnione niegdyś przez ojca mego: "Nie spodziewam się innej odpowiedzi niż ta, której się spodziewam."

"i reszta Huńcwotów."
Czytam: "Hunćwoków".

Zaś "Huperpaff" - biedny Hufflepuff, nie dość, że uchodzi za najbardziej lamerski z domów, to jeszcze ma najtrudniejszą nazwę.

A w ogóle ten cały wtórokanon prosi się o dekonstrukcję.

Hasło: vaintalk. Szkoda gadania...

Devis pisze...

Ja... nie wiem co powiedzieć. Wcale się nie dziwię, że się zmęczyliście czytając te bzdury.
To jest... nie serio, nie wiem jak to nazwać.

Ale wiem jedno! Czemu Ron jest zawsze traktowany jak piąte koło u wozu? Ten najgłupszy i najgorszy? Bo co, bo był rudy xD? Ale poważnie, zastanawiam się nad tym i nie mogę nic wymyślić.

Katarzyna Oraczewska pisze...

Devis, może pni traktują Rona w myśl tekstu "Nie dość, że żydowska morda, jeszcze ruda"?

Anonimowy pisze...

Dziekuję ałtorce za umożliwienie mi (mentalne) przeniesienie się z powrotem w czasy gimnazjum. Poczułam się sporo lat młodsza!

Piafka pisze...

Widzę, że Armada w szczytowej formie :). Aż się zapowietrzyłam ze śmiechu. Jaszu, ego te pro "Curvopedus" colo! :D

Shishuu pisze...

Dumbleore[ore ore, szabadabada amore]
UMIERAM!

Więcej hp proszę~

Goma pisze...

Analizy potterowe w Waszym wykonaniu są świetne. Poprzednia część bardziej mi się podobała, ale i tu trafiło się sporo genialnych komentarzy, z siadaniem na pilocie na czele.
A Ałtorkę za takie głupoty o McGonagall powinno się powiesić za naramki.

Olaboga pisze...

O mamo, to było tak złe, że nawet dla Waszych komentarzy nie dałam rady przebrnąć przez ten koszmar.
Wam musi ktoś za to płacić. Nikt za darmo by tego koszmaru nie przeczytał. ;)

Anonimowy pisze...

Głupota,niestety,w pewnym momencie przestaje być zabawna.Schodzenie na śniadanie i "bluski naramkach" są fajne,ale to tutaj, już nie.
Tak przy okazji:scena zabicia ojca jako inicjacja trąci Goodkindem i cyklem o prawach magii.

Chomik

Dziewczyna z gitarą pisze...

Podziwiam was, że chciało się wam to jeszcze analizować, toż to im dalej toczy się fabuła tym opko się głupsze robi. No i te gimbazowe teksty w stronę McGonagall, normalnie nóż się w kieszeni otwiera no i Harry składający przysięgę... Nieee tego powinni zabronić. Gdyby nie wasze jak zawsze celne komentarze to nawet bym tego trzymetrowym drągiem przez ścierkę nie tknęła.
Jeszcze raz podziwiam was i dziękuję za podjęcie się tej analizy.
Milka

Anonimowy pisze...

Córka ONRu. I tyle w temacie aŁtoreczki.
Nefariel

Anonimowy pisze...

To było tak złe, że robiłam aż 3 przerwy. Jedynie chęć przeczytania Waszych celnych komentarzy pozwoliła mi dobrnąć do końca. Czegoś tak okropnego od czasów nazi-opka jeszcze nie było... Pozdrawiam Was cieplutko załogo i wracajcie szybko do zdrowia psychicznego po tym koszmarku!

hasło: edeur - prawie jak odor. To dużo mówi o tym opku.

die_Kreatur pisze...

Za sceny z McGonagall mam ochotę przywalić ałtorce cruciatusem. Tym legalnym.
Analiza wyborna.

die_Kreatur

Anonimowy pisze...

"Pieprzyć przysięgę ! Hemionę i Ginny Riddle też zamierzasz usunąć co ?"

Czy ktoś poza mną odruchowo zakrztusił się śliną po przeczytaniu "Pieprzyć przysięgę ! Hemionę i Ginny Riddle też"?

A za scenę szykanowania McGonagall mam ochotę bić i mordować. Autorko - przepisz teraz sto razy: nikt nie ma prawa oceniać życiowych wyborów kobiety i wartościować jej na podstawie stanu cywilnego. Uczniowie obrażający w ten sposób nauczycielkę nie są dowcipni, zabawni, ani zbuntowani. Są prymitywami, którzy bez żadnego powodu wyrządzają przykrość starszej pani, w dodatku odwołując się do najpodlejszych, najbardziej obrzydliwych sterotypów (kobieta bez faceta jest nic nie warta i każdy smark ze szkolnej ławy może po niej jeździć jak po łysej kobyle). I właściwie dlaczego ci mali neandertale zakładają, że żaden mężczyzna nie był zainteresowany Minervą McGonagall? A może było odwrotnie: żaden z kandydatów nie okazał się w jej typie? :D

Nożownik7 (Wspaniały XD) pisze...

Tak właściwie, to wiadomo, że. McGonnagal miała męża. Tak było na. Pottermore! XD

Anonimowy pisze...

"Głupota nie jest zaliczana do grzechów, a szkoda"
Nieno, głupim się rodzi, nie zostaje. Krzywego nosa czy brzydkich znamion też nie zalicza się do grzechów. Chyba, że to skrót myślowy i chodzi o ignorancję?

"- Dracuśś, jest mój suko !
Draco jest suką w rodzaju męskim? Sukiem? - Nie ogarniam...
Jest “suko”, hm, to chyba nieodmienne...
To po japońsku?"
Nie, miało być "mojo suko". Pansy pochodziła z Lubawy i w chwilach wzburzenia wpadała w gwarę.

"Najgorsze jest to, że Regulus sam wypił truciznę w jaskini i został pożarty przez inferiusy, ale co tam..."
Z tego, co pamiętam, inferiusy nie zżerały ludzi, tylko topiły ich w jeziorze, czyniąc ich kolejnymi strażnikami horkruksa...

"Tak, i chcą zemszcić się na Dropsie.
Chcą się zeszmacić na Dropsie???"
Chcą się zemszyć, czyli porosnąć mchem. Albo mszycami.

"Profesor McGonagall, której nie wyprowadziła z równowagi nawet Dolores Umbridge, choć niewiele brakowało?"
Ależ Umbridge zdołała wyprowadzić ją z równowagi!
"-Kiedy Potter będzie gotowy do pracy, może już będziemy mieli nowego ministra magii! - krzyknęła profesor McGonagall. (..) Gdy [Harry] oddalał się korytarzem, przez cały czas słyszał krzyki obu pań." ("Harry Potter i Zakon Feniksa", rozdział "Porady zawodowe").

Plot twist z "informatorem" zachwycił mnie swą oryginalnością tudzież mistrzowskim stopniowaniem napięcia. Co do fragmentu z pyskowaniem McGonagall - wolę się nie wypowiadać, bo obiecałam sobie, że przestanę przeklinać.

Analiza jak zawsze na poziomie, idę dalej grzebać w Waszym archiwum :>