czwartek, 19 kwietnia 2012

171. Pohukujący kuskus z Archipelagu, czyli za dużo grzybów w tym barszczu! (1/2)

Dzisiaj przed Wami Lirael, siostra Abhorsena. Spieszę jednak z wyjaśnieniem, że miłośnicy  cyklu “Stare Królestwo” nie mają się czego obawiać, bowiem aŁtoreczka może i miała w ręku książkę, ale ograniczyła się do najwyżej do pobieżnego przerzucenia kilku stron, po czym wróciła do oglądania anime, a ciekawy i spójny świat, stworzony przez Gartha Nixa, pozostawiła nietkniętym. No, prawie nietkniętym. Gdyby było inaczej, być może nie powstałby aż taki gniot.
Miłej lektury!

Analizują: Sineira, Dzidka, Kura i Gabrielle.

http://leniwaleni.blog.onet.pl/

dowiedz się...
co zdarzyło się im...
Nie zdziw się...
O, znalazłam rym...

Leni Waleni
zwykła siedemnatoletnia dziewczyna mieszkająca na przedmieściach Moskwy,
Zwykła. Zapamiętajmy to słowo, choć charakterystyka Leni przyda nam się dopiero w drugiej części analizy!

interesuje się magią i zdolnościami paranormalnymi, gdy odkrywa,że w domu von Mobb Deepów (Tych hamerykańskich raperów?) dzieje się coś dziwnego wkracza do akcjii w ten sposób zostaje jej kolejną bohaterką,ale to już nie długo :P
Wkroczyła do akcji z takim impetem, że wszystkie przecinki wymiotło.

Inrewald
Brat Lirael.
Abhorsen rodu Blackrosental. Samotnik, choc czasem lubi damskie towarzystwo
Kiedyś ród nosił nazwisko Schwarz-Rosenthal, ale wszyscy dookoła mieli problemy z wymową. Poza tym musiał to być niezwykle ważny ród, skoro miał własnego Abhorsena.
Abhorsen kojarzy mi się z takim sługą, który pomaga wsiąść na konia :D
Sługa Aushorsen stoi z drugiej strony konia i łapie niewprawionego jeźdźca?

Atemone
Atemone, przyjaciółka Lirael i Inrewalda, kochanka Kay'a.
Siewczyni zbędnych apostrofów.

Kay
Mag. Przyjaciel od dziecka Inrewalda. Kocha Atemone. Jest porywczy, romantyczny i namiętny :P
Poniżej fota przypadkowego emo, bo kto by się tam silił na opisywanie bohaterów.
Zrozumiałam, że Inrewald miał dziecko, i ten Kay to jest przyjaciel “od” tego dziecka.

Lirael
Siostra Inrewalda. Ukochana Deftonesa . Ma ukrytą moc o której istnieniu dopiero się przekona.
Ale wszystkich pięciu??? Faktycznie ma dziewczyna moc.
Po jednym na każdy dzień. W weekend odpoczywa.

Deftones
W swoim świecie był dowódcą buntowników. Jest Aniołem. Kocha Lireal mówi jej,że jest jej mężem …
Ej, a dostanę aniołka o imieniu Rammstein? *puppy eyes*
Dostaniesz. Po naciśnięciu na brzuszek będzie mówił “Heirate Mich”;>
A czy ja dostanę aniołka w niebieskim mundurku, ze skośnymi brewkami i spiczastymi uszkami?
Może być w czerwonym?
O matko!!!

Azazel
Azazel, młodszy brat Deftonesa. Przejmuje kontrole nad buntownikami i dalej prowadzi dzieło zniszczenia... Jednak szybko go to nudzi i wraca pod skrydełka brata ...
A na obrazku Dante z Devil May Cry.
Skrydełko - pudełko ze skrytką.

blog ten bedzie opowadaiem z gatunku fantasty,
Fantastko jedna.

jesli sie komus cos niespodoba to prosze bardzo o komentarz co jest zle , ale jesli uwarzacie ze cos jest fajne rownierz prosze o komentarz....
O Święta Ortografio, módl się za nami.
Ja tak lubię patrzeć, jak one same nadstawiają łebki pod topór...

prawda ODC1

Mała dziewczynka spała w swoim łóżeczku, nagle koło niej pojawił się meżczyzna ubrany w długi płaszcz zarywający prawie całą jego postać.
Płaszcz mrugał zalotnie oczkiem w stronę jego stóp, muskał pieszczotliwie łydki, podszczypywał zadek i czule gładził ramiona.
Głowa postaci wrzasnęła i uciekła na drzewo - nie cierpiała takiego nachalnego rwania.

- Obudż się mała czas na nas - powiedział Inrewald
- Kim jesteś i co tu robisz?- zapytała Lirael
-Jestem od dziś twoim opiekunem, twój czas już nadszedł. Ubierz się ciepło i chodż ze mną-odpowiedział na jej pytanie
Zabrzmiało to mocno złowróżbnie.

  Dziewczyna nie odpowiedziała nic. Ubrała się szybciutko i spakowała trochę swoich rzeczy. Nie wiedziała jeszcze jak bardzo zmieni się jej życie.
Jasne. Budzę się w nocy, obok mojego łóżka stoi obcy facet, a ja zamiast narobić wrzasku, grzecznie wykonuję jego polecenia.
Gdyby wisiał nad Tobą Imperatyw Opkowy, zapewne tak by było.

  Inrewald urzywają tajemniczego zaklecia przeniósł siebie i Lirael do innego świata. Tam gdzie rządzi zło, kóre rzeba pokonywać na karzdym kroku.
Zapamiętajcie to, oczywiście bez tych wstrząsających byków. Zapamiętajcie, że to groźny świat.
Świat pełen kur i żab, i byków
Więc naucz się sztuki uników,
Uważaj, gdy się “że” myli z “rze”,
Ole, ole, ole!

-Dokąd idziemy?- zapytała Lirael
- Do mojego zamku- odparł cicho Inrewald
-Zamku?- Lirael była zaskoczona
- Zamku? - zdziwiła się Sine - Dom Abhorsenów miał co prawda wieżę i był otoczony murem, ale żeby zaraz nazywać go “zamkiem”?

- Tak zamku. Tu życie wyglada inaczej i będziesz musiała się do tego przyzwyczaić- mruknął
Tutaj nie obowiązuje kanon, a opko ma niewiele wspólnego z książkami i będziesz musiała się do tego przyzwyczaić.
Zamek jest jednokondygnacyjny i nie ważne, jak będziesz się upierać, nie ma jak schodzić na śniadanie?

-Ale po co ja tu jestem?- dopytywała sie dziewczynka
- Wyjasinię ci wszystko jak dojdzimy na miejsce.


Juz tylko kawałek drogi. - zakończył rozmowę Inrewald.

Zamek było widać już z daleka. Stał na wzgórzu i okalała go płynąca rzeka, która stanowiła bariere przed nieproszonymi gośćmi.
O, nieśmiała resztka kanonu podniosła łepek. Bidulka, źle wygląda....
O, znamy to! Zamek był otoczony wodą i nie można było do niego wejść. Z lądem łączył zamek tylko most który w razie napadu był wciągany, i wtedy najeźdźcy mieli utrudnione działanie. Woda była naturalną obroną i bardzo skuteczną ponieważ nikt nie chciał utopić się w jej nurcie”

Przy bramie mężczyznę przywitał pies Svalbard. Bardzo duży  bardzo czarny prawie zlewał się z nocą.
Był też bardzo rozczłonkowany, jak to zwykle z archipelagami bywa.

 W zamku powitała gościa i pana młoda kobieta służąca Kazumi. Podała herbatę i ciastka dla Lirael oraz nieznany dziewczynie napój dla Inrewalda i oczywiście kość dla Svalba.
Dlaczego kobieta służąca jakiejś Japonce wita członków rodu Blackrosental?
Kość podała na talerzyku Rosenthala.

-No to teraz mogę ci wyjaśnić dlaczego tu jesteś- mężczyzna zwrócił się do Lirael
-Słucham- powiedziała dzewczyna
-Jest pewna bardzo stara legenda, która mówi, że nasz, mój świat może uratować tylko jedna osoba. Córka wielkiej bogini Nefretete i boga Liraa. Ty własnie jesteś tym dziecki...
Żona egipskiego faraona, celtycki bóg morza, Japonka, Abhorsen i norweska prowincja w Arktyce - stanowczo za dużo grzybów w tym barszczu. Jeszcze tylko wampirów brakuje.
Ej, bo wykraczesz!

-Nie rozumiem przeceż jestem sierotą!- krzyknęła Lirael
Drogie dziecko, nawet sierotek nie znajduje się w kapuście.

-Wychowałas się w sierocińcu to pawda ale twoimi rodzicami są Nefretete i Lir.
Albo Amymone i Posejdon. A może Kushiinada i Susanoo? Skadi i Njord? Nieee, to byli  Fiona i Shrek!
Sine, popełniasz błąd, przecież widzisz, że rodzice marysujki nie mogą pochodzić z tej samej mitologii!
Jakoś uczepiła się mnie wizja bogini Kali i smerfa Marudy.

-Ale to nie prawda!-krzyczała Lirael
-Prawda moje drogie dziecko.- odparł spokojnie Inrewald
-Moi rodzice zginęłi jak miałam roczek w wypadku!

Ja wówczas roczek miałam w wypadku,
więc głupio nie chrzań mi tutaj, dziadku.
Gdy mi w wypadku miną trzy latka,
uwierzę może, kim była matka!
(i czy siedziała z tyłu)

- Tak to był wypadek ale nie taki o jakim myślisz- odparł
-No to kim ja jestem co?-mała była zadziorna, tego się nie spodziewał
-Moją siostrą...
-Co?????????????????????????????-krzyknęła Lirael
Szereg pytajników ma zapewne obrazować modulowane wycie z podwójnym efektem Dopplera.

odc2 "W 2 lata póżniej"
Kiedy Lirael pogodziła się z myślą, że nie jest tym kim niby była, zaczęła wreszcie słuchać Inrewalda. Brat pomagał jej oswoić się z otoczeniem i różnymi dziwnymi dla dziewczyny sprawami.
- To  co walczymy? - zapytał Inrewald
-No dobrze. Ale nie chcę miec forów!- odrzekła dziewczyna
-Taaa chciałabys je mieć! - warknął znudzony
i tak walczyli ze sobą na miecze i sztylety.
Wymachiwanie bronią białą w ramach oswajania z otoczeniem wydaje się być nieco ekscentrycznym pomysłem. Nie lepiej zacząć od odrobiny geografii i historii?
Może to taki świat. Nauczyciele, zamiast wbijać uczniom wiedzę do głów, wycinają ją sztyletami na tyłkach.

Lirael sprawiało to przyjemność, ale wiedziała, że od jej umiejętnośći może zależec jej życie. Ale nie tylko walkę ćwiczyli. Dużo czasu spędzali nad książkami. Inrewald pomagał siostrze zrozumieć historię ich świata a także pokazywał jak czytac mapy, odczytywać znaki z gwiazd i jak rzucać zaklęcia.
 Inrewald jako Abhorsen maił też swoje zajęcia, więc Lirael często zostawała  w zamku sama.
Inrewald przyozdabiał swoje zajęcia gałązkami i kwieciem?
Nie, Abhorsenowie stanowczo nie zdobili swych zajęć kwiatami. Nawiasem mówiąc, wypadałoby w tym miejscu uświadomić Czytelnikom, kim jest Abhorsen i jaką funkcję pełni, jednak aŁtoreczka ma to w głębokim poważaniu.

Wtedy bawiła sie ze swoją sową Kuskus w ogrodzie. Czytała ksiażki lub też zwiedzała zamek.
Jej brat tymczasem znikał coraz częściej.Lirael nie podobało się, że brat nic jej nie wyjaśniając znika na długi czas, lecz nic nie mówiła.
    Tak minął rok i drugi. Ateraz zaczyna się trzeci rok obecności Lirael w krainie Magii i Czarów.
BoChaterka była najwyraźniej wyjątkową mameją, wypraną z ciekawości i niezdolną do podjęcia żadnej inicjatywy. Inaczej nie sposób wyjaśnić faktu, że nie próbowała nawet wychylić nosa poza mury.
Albo zamek był tak cholernie duży.

Co przyniesie przyszłość? Czy czas to pokaże? Gdzie znika Inrewald? Skad się wziął Kuskus?
Nie liczcie, że poznacie odpowiedź na to ostatnie pytanie.
Kuskus bierze się z pszenicy.

odc3 " Amarylis"
[Lirael ma sen, w którym widzi śmierć dziewczyny imieniem Amarylis]

-Jakby ci to powedzieć... ech Amarylis była naszą sistrą...
-Co?- wykrzyknęła Lirael
- To ile nas jeszcze jest? Cały legion?
Amarylis była sistrą. Ty będziesz harfą.
Najwyraźniej Amarylis, Lirael i Inrewald to dzieci Lorda Voldemorta, wersja Opko 1.0.

-Nie przerywaj mi! Ta scena, którą zobaczyłaś we snie zdazyła się napwdę 26 miesięcy temu w tym zamku...To Amarylis miała byc Panią Czasu, ale kiedy umarła ty zajęłaś jej miejsce..
-Eeeee czy j jeszcze o czymś nie wiem? - zapytała zmieszana
Kim, do cholery, jest Pani Czasu oraz dlaczego Inrewald przez trzy (TRZY!!!) lata (TRZY LATA!!!) nie raczył przekazać siostrze podstawowych informacji?
Bo mu się dopiero teraz przypomniało.
Do tej pory zbyt był zajęty majeniem zajęć, przycinaniem kaktusików i zaszczepianiem dziczków na jabłonkach.
Niech ktoś kupi mu notes. Zapisze sobie, biedaczysko, co ma do przekazania.

-Nie wiem, ale mogę cię zapewnić, że wielu rzeczy się jescze dowiesz- odpowiedzial siostrze.
W tym tempie może nie zdążyć przez emeryturą.
Dlatego podwyższono wiek emerytalny. To krecia robota polskich abhorsenów ;)

Następneg dia rano Inewald znowu zniknął zostawiając Lirael z jej myślami. Dziewczyna martwiła nieobecność brata, lecz interesowała ją także śmierć siostry...
Co zrobi Lirael?
Nic. Dalej będzie się bezproduktywnie snuć, nie przejawiając nawet cienia zainteresowania otaczającym światem. Po śmierci zostanie Białą Damą i znajdzie fuchę w dowolnym zamku. To się nazywa “myślenie perspektywiczne”.

odc4

-Witaj kochanie- przywitała go wampirzyca
Wykrakałam, cholera. Wampiry w każdej gminie!

-Widze, ze nadal na mnie czekalas-odpowiedzial Inrewald
-Dawno cie nie bylo.Ale coz to za mina?- zapytala Loisel
-Ech Lirael widziala we snie jak Sqoitael morduje Amarylis -powiedzial smutno
Scoia'tael? A co robią Wiewiórki w Starym Królestwie?
To samo, co Odyn w Śródziemiu...

-Hmmmm to rzeczywiscie nie za dobrze. Powiedziales jej jak to sie stalo? - pytala wampirzyca
-Nie i na razie tego nie zrobie- odpowiedzial na jej pytanie
-Moze to i lepiej. Co sie odwlecze to nie uciecze- usmiechnela sie Loisel
A jak dobrze pójdzie, to coś ją wreszcie zeżre i będziemy mieli spokój.
                   & nbsp;

-Kochasz mnie?-zapytal Inrewald
-Przeciez wiesz,ze kocham- odparla Loisel
-To dobrze-usmiechnal sie do niej i rzucil poduszka
Wojna na poduszki trwala dobre pare minut. Potem oboje legli na lozku i zaczeli sie calowac. Do konca dnia juz z niego nie wyszli...
Drodzy Czytelnicy! Jeżeli zajrzeliście do podanego gdzieś wyżej linka, to wiecie, jak bardzo absurdalne i nie na miejscu jest robienie pary kochanków z wampirzycy oraz faceta zajmującego się pilnowaniem, by zmarli nie szwędali się po okolicy.
Jedyne, co ich może łączyć, to blada karnacja.
Nie ma sensu komentować absurdalnego pomysłu bitwy na poduszki, prawda?
Nooo... jest to pomysł z tego samego gatunku co śmierciożercy jako banda fajnych kolesi, urządzających najlepsze imprezki na dzielni.

                  ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[...]
-Gdzie byles?- dopytywala sie wsciekla Lirael
-Wykonywalem swoja prace! A tak poza tym to sie puka!-odpowiedzial spokojnie Inrewald
- Wykonywałem swoją pracę! A tak poza tym to się pukałem!
Sam się?
Odejdź stąd i wychędóż się sam!

-Klamiesz!-mala byla wsciekla nie na zarty
-Nie bede ci sie tlumaczyl ze swoich spraw- teraz Inrewald sie zdenerwowal
- Nie po to cię ściągałem do innego świata i nie po to wciskałem ci jakieś kity o boskim pochodzeniu, by teraz ci cokolwiek tłumaczyć.
Może liczy na to, że boskie pochodzenie da jej też boską wszechwiedzę...?

-Jestes moim bratem! A jak by ci sie cos stalo?- krzyczala Lirael
-Ale jak widzisz nic mi nie jest, wiec wyjdz!-krzyknal na nia
Co on taki nerwowy? Odkrył ślady szminki na koszuli, czy co?

-Chce wrocic do domu!
-Do jakiego domu przeciez w nim jestes!
-Nie, nie jestem!- wybiegla ze lzami w oczach Lirael
"-Nie tak mialo byc"- pomyslal Inrewald
Nie tak miało być, ale aŁtoreczka za cholerę nie miała pomysłu na sensowne zawiązanie intrygi, a poza tym nie chciało jej się opisywać świata przedstawionego, więc skazała boChaterkę na areszt domowy i głupiego brata, będącego Abhorsenem tylko z nazwy.
A przepraszam, drogi Inrewaldzie, JAK miało być? Czego spodziewałeś się, sprowadzając dziewczynę z obcego świata i nie udzielając jej prawie żadnych informacji, aż do teraz?
Jak to czego? Boska moc miała spłynąć na nią natentychmiast, spowodować rozpier... tego... wzsystkich złych duchów i nastanie czasów mlekiem i miodem płynących. Tymczasem dziewczę wzięło i się zdenerwowało.

odc 5a "Klątwa"

Inrewald biegł za siostra. Lirael biegła co sił naprzód byle dalej od zamku i od niego. Nie wiedziała dokąd ale chciała uciec od niego, od tego wszystkiego. Wolała żyć w sierocińcu niz tu. inrewald biegł za nią, dziwiąc się że mała jest taka szybka.
Hmm, a tak właściwie to ile boChaterka ma lat? Sześć?

lirael poraz kolejny się potknęła. Miała zdarte kolana i dłonie a mimo to biegła dalej.
-Stój!-usłyszała nie znany głos
-Kim jesteś?- zapytała niepewnie
-Loisel, jestem przyjaciółką twojego brata- odpowiedziała wampirzyca
"Witam cię, mój prześliczny Czerwony Kapturku,
Nie bój się moich ząbków i moich pazurków.
Oczernili mnie ludzie przed tobą,
A ja jestem niewinną osobą.”

-Jestem lirael-odpowiedziała
-Wiem.
-Dzięki za pomoc skarbie!- Lirael usłyszała za sobą dobrze znany głos
-Zawsze do usług- odrzekła Loisel
-ale....-Lirael była zaskoczona
-Co ale? Wracamy do zamku bez rzadnego ale- Inrewald był zmęczony
Nic dziwnego, po dwóch dobach barłożenia trudno nie być wykończonym
A jeszcze musiał lecieć i łapać gówniarę, żeby pod samochód nie wpadła.
Pod konia ;)
Pod wóz z Jagną wywożoną na gnoju.

"Para" odprowadziła zmęczoną i przestraszoną Lirael do zamku.Tymczasem słońce zaczynało już świecić więc Loisel postanowiła zostać w zamku na cały dzień.
Z tego wynika, że Lirael hasała po lesie w środku nocy.  Doprawdy, brat otacza ją niezwykle czułą opieką, nie ma co.

Lirael tymczasem położyła się na obszernym łożu z baldachimem w swoim pokoju i prawie natychmiast zasnęła. Gdy Inrewald wszedł do jej sypialni i zastał ją śpiącą dziwne ciepło ogarnęło jego serce i umysł. Cieszył się, że ma ją znowu przy sobie.
Jakoś wcześniej nie tęsknił, kiedy sam znikał na całe doby.
Walka na poduszki zbyt go absorbowała.

Ucałował ją w czoło i wyszedł z pokoju. Loisel tymczasem buszowała w szafkach i szufladach Inrewalda. Chciała znależć księgę z zakloęciami i antyklątwami lecz nic nie znalazła. Więc usiadła w fotelu i czekała na kochanka.
Mamy z tego rozumieć, że kochanka, do której Inrewald biegał codziennie, zaniedbując obowiązki Abhorsena, nigdy dotąd nie była w jego domu?
Ukrywał ją przed rodziną.

-I co z małą? -zapytała udając zainteresowanie
-Spi.- odparł ziewając Inrewald
-Może ty też powinieneś się położyc- zasugerowała Loisel
-A ty?-zapytał
-Ja sobie posiedzę i poczytam, nie przejmuj się mną tylko dbaj o siebie- wampirzyca starała się być przekonująca
AŁtoreczko, jak już wprowadzasz stwora z innej bajki, to niech ten stwór będzie sobą. Szanujący się wampir podczas dnia zapada w letarg, a nie siedzi i czyta.
Może dorwała laboratoryjny manual? Tam są opisane sposoby przygotowywania próbek krwi. Coś jak podczytywanie książki kucharskiej, żeby zaspokoić uczucie głodu :)

- Dobrze, ale jakbyś czegoś potrzebowała to mnie obudż- Inrewald był coraz bardziej śpiący
-Dobrze no idż poradzę sobie- odrzekła niewinnie
A on jej uwierzył. Na tysiąc igieł Jeża Jak Byk, co za pacan.
Ptyś od Balbinki się pojawił? “Idż Balbyna, ja czę obudżę.”

Kiedy Inrewald wyszedł Loisel zaczęła przetrząsać coraz to nowe szafy. Musiała znależć tą księge a wiedziała, że Inrewald jej nawet nie da tej księgi. Od tego czy ją znajdzie czy nie zależy jej życie i moc, która systematyczne traciła.
Dopiero co spijali sobie słodycz z dzióbków i zapewniali o wielkiej miłości. Dwulicowy brzydal z tego Inrewalda.

Wampirzyca musiała ją zdobyć za wszelką cenę. Potrzebowała silnego zaklęcia, które usunie z niej klątwe nałożoną za dawniejsze grzechy. Mija właśnie setna rocznic nałożenia jej pzrez potężnego czarownika Yerbę.
Nazywał się Yerba. Yerba Mate. Znany był z umiejętności wróżenia z herbacianych fusów.
Pomagała mu wróżka Bombilla.

Właśnie po stu latach Loisel miała się stać na powrót złą wiedżmą o dźwięcznym imieniu Pu-Erh. Inrewald o tym nie wiedział, nikt o tym nie wiedział ponieważ gdyby Loisel komokolwiek o tym powiedziała już dawno by nieżyła.
Technicznie rzecz biorąc, jako wampirzyca już nie żyje, więc żaden problem.

-Mam!- Loisel była zadowolona z siebie.
-Nareszcie!- cieszyła się
   Otóż Inrewald nie ukrył ksiegi aż tak dobrze. Loisel wrtowała kartki i wreszcie trafiła na tę, która jest jej najbardziej potrzebna i wyrwała ją.
Za niszczenie książek należy jej się solidny osinowy kołek.

Tymczasem w pokoju obok budziła się Lirael, która nieświadomie czuła, że stanie się coś złego.
Natomiast Inrewald spał spokojnie śniąc o swej pięnej siostrze....
*facepalm*
Dobra, dla własnego zdrowia psychicznego zakładam, że aŁtorka nie ma na myśli tego, co myślę, że ma na myśli...

Co zrobi Loisel? Co przeczuwała Lirael? Czemu Inrewald śnił o siostrze?
Dlaczego aŁtorka nie odpowiedziała sobie na te pytania ZANIM zaczęła pisać?

5b"Klątwa- księga zaklęć"

obudzona Lirael wstała z łóżka i przechadzała się po pokoju, miała złe przeczucia. Inrewald też się obudził. Było już popołudnie. Loisel tymczasem siedziała w fotelu z miną niewiniątka, jednak wiedziała co musi zrobić, aby dalej żyć. Zegar na ścianie wybił 16-stą.
Teraz rozumiem, dlaczego oni śpią w dzień. Wybijanie 24-tej nawet umarłego postawiłoby na nogi.

          Lirael i Inrewald spotkali się na korytarzu. Inrewald nie mógł oderwać oczu od siostry, ale starał się to ukryć przed nią.
Głupio by mu było przyznać, że przez ostatnie trzy lata jakoś nie zdążył zauważyć, jak siostra właściwie wygląda.
AŁtoreczka subtelnie przygotowuje nas na mały incest?

Idąc razem nie zamienili ze sobą ani słowa. Milcząc weszli do salonu gdzie czekała Loisel.
-Co słychać ciekawego?-zapytał mężczyzna
-Hmmmm to zależy o co pytasz- odparła zadziornie wampirzyca
-Robi się ciemno, myślę że powinnaś już iść- głos brata Lirael był zimny i spokojny
-Skoro tak sądzisz. A więc do zobaczenia- wampirzyca pożegnała się i wyszła
Milordzie, skąd ten nagły chłód? Ledwie kilka godzin temu było słodkie miziu - miziu, a tu nagle się chłopu odwidziało. Ach ci nekromanci, zimne z nich sukinsyny.
Kto z kim przestaje, takim się staje ;)
Babsko czekało na niego tyle godzin (no - w każdym razie on myślał, że siedzi i czeka), a on co? Kazał jej się wynosić. Chamidło.

Lirael była zaskoczona, że Loisel jest taka posłuszna jej bratu.
Inre tymczasem błądził myślami gdzie indziej. Zastanawiał się jaka przyszłość czeka jego i siostrę. Pragnął  coraz bardziej stabilnośći i miłości, której Loisel mu nie zapewniała. Kochał ją na swój sposub lecz ciągle myślał o Lirael...
*rozpaczliwie reanimuje swoje zdrowie psychiczne*
Nie warto Sine, nie warto. Akcja szybkim krokiem zmierza ku łożnicy, niestety.
Związek z własną siostrą zapewni mu stabilność, że hoho.

[Bla bla, kolacja, ciach.]

       Loisel dodawała do wywaru coraz to nowe składniki, jednak  wciąż jej brakowało tego najważniejszego: Krwi Lirael. Musiała mieć jej aż 6 kropli. I miała plan jak je zdobyć...
Wyssać. Przynajmniej tak to robią NORMALNE wampiry.
                   & nbsp;                 ~~~~~~~~~~
      Inrewald całą noc spędził przy swoich księgach. Niepokoiły go złe przeczucia. Lirael spała spokojnie. Kiedy brat do niej zaglądał uśmiechała się przez sen. Tymczasem on odkrył, że brakuje mu jednej strony z mrocznej księgi zaklęć. Wiedział a właściwie czuł gdzie ją znajdzie.
       Kiedy wychodził z zamku wampirzyca dopiero do niego wchodziła. Szła podziemnym przejściem wychodzącym w lochach wieży północnej.
Wygląda na to, że znała zamek lepiej niż gospodarz. Dlaczego więc nie zakradła się tam wcześniej i nie dobrała się do magicznych ksiąg już dawno temu?

Jej celem była sypialnia siostry Abhorsena i coraz szybciej do tego celu zmierzała.
Pokonywała zakręty z piskiem opon... tfu, podeszew.
To nie było żadne podziemne przejście, tylko parking pod centrum handlowym!

Wchodząc do jej pokoju rzuciła na nią zaklęcie nieprzerwanego snu dzieki, któremu (nie, ten przecinek nie jest w dobrym miejscu) dziewczyna będzie spała przez 12 godzin. Loisel była coraz bliżej swego celu.
Wyniosła Lirael  z jej mieszkania i udała się z nią w nieznanym kierunku...
Znaczy, pognała gdzie ją oczy poniosły?
Ze śpiącą laską na plecach?
Za nogę trzymała i po schodach wlokła.
A główka robiła tap.... tap... tap...

Inrewald był wściekły sam na siebie, że zostawił siostre samą.
-Jeszcze mi za to zapłacisz Loisel, przysięgam! - krzyczał z rozpaczy. Wiedział, ze to ona porwała jego  siostrę...
Patrzcie i podziwiajcie, chłopina ma przebłysk. Ale spokojnie, zaraz mu przejdzie....

odc6"Mroczna przyszłość cz.1"

Loisel wraz ze związaną Lirael wróciła do swojego zamku. Już tak nie wiele dzieliło ją od zwycięstwa nad śmiercią tylko 3 godziny. Równo o 12 w południe musiała zebrać6 kropli krwie Lirael i dodać je do wywaru.
Całe szczęście, że przepis nie wymagał bardziej wyszukanych składników, jak na przykład krew menstruacyjna dziewicy zebrana podczas nowiu księżyca.

W zamku Inrewalda panował chaos. Wszędzie poozrzucane księgi i potłuczone wazony oraz talerze, a jego sypialania wyglądała jakby przez nią przeszło tornado. Inrewald był wściekły, że zostawił siostrę samą.
W związku z czym, zamiast natychmiast rzucić się w pogoń, zajął się demolowaniem chałupy.
Nabierał rozpędu.

Był też zrozpaczony i nie wiedział co ma dalej robić, aby ją odzyskać. Postanowił więc, że uda się po rade do wyroczni.
A  czas mijał już tylko 2 i pół godziny...
Na szczęście wyrocznia była bliziutko, o rzut beretem, zaraz za kioskiem z prasą.
No i wziął rower.
Ścieżki rowerowe tam mają? Może ktoś powinien promować transport zrównoważony? Część trasy na miotle, część na rowerze.

Loisel była zadowolona z siebie. Z przyjemnością odliczała minuty. Bała sie jednak co powie Inrewald gdy się o wszystkim dowie.
Nie mogła się wręcz pogodzić z myślą, że mógłby być nieco niezadowolony.
Kochanie, zabiłam twoją siostrę, nie gniewasz się, prawda?
Spokojnie, włożę tylko płaszcz, polecę do równoległego świata i załatwię sobie nową.

Tymczasem on dotarł do wyroczni czasów.
- O wielka Kyevistar , najmądzrzejszai najpotężniejsza. Przybywam tu, aby dostać rade. Jeśliś łaskawa udziel mi jej bezzwłocznie, gdyż sprawa ma jest pilna- mówił Inrewald
Chwilowo wszystkie linie są zajęte, proszę czekać na zgłoszenie konsultanta  - odpowiedziała (po ukraińsku) wyrocznia.
Jest jakiś abonament na odpowiedzi wyroczni? Darmowe minuty z wyrocznią? Trzy werdykty w cenie jednego plus możliwość zabicia smoka i dziewica za żonę gratis? Wróć, to nie ta bajka.

-Inrewaldzie synu Lira i Nefretete musisz sam uratować siostrę przed tym co się z nią stanie.
I rusz wreszcie swe cztery litery, albowiem nikt tego za ciebie uczynić nie zechce. A przy okazji rusz również mózgiem, gdyż zdawać by się mogło, że cierpisz na jego zanik! - zagrzmiała wyrocznia, zniesmaczona zachowaniem tej nędznej imitacji Abhorsena.

Grozi jej wielkie niebezpieczeństwo Z pięknej kobiety może stać się [paskudnym] demonem zdolnym do wszystkiego-odpowiedziała wyrcznia
Podoba mi się słowo “wyrcznia”.
Wyrcznia wieszczy leżąc na wyrze.
I cznia to.

-Więc co mam zrobić?- dopytywał się mężczyzna
-Musisz udać się do zamku wampirzycy Loisel, bo tam jest więźiona twoja siostra. Lecz śpiesz się bo mało masz czasu! - rzekła Kyevistar i zamilkła.
Tak to się kończy, gdy zapominasz o naładowaniu baterii.
Na litość Borską, aŁtorko, wiedział to już w poprzednim rozdziale i to bez pomocy wyroczni. Skleroza opkowa, czy robisz z czytelników debili?

Inrewald wyszedł z komnaty i ruszył do zamku Loisel.
Zostało jakieś 45 minut...
On się tak spieszy z jej ratowaniem, że nie zdziwię się, jak po drodze skoczy jeszcze do Biedronki po fajki i colę.
Mąka mi się skończyła. Niech mi też pieczarki kupi.
Znaczy, zamek Loisel był w odległości mniej więcej pół godziny na piechotę? Ciasno trochę w tej krainie.

Loisel już szykowała igłę i naczynko do krwi.
3,2,1...na zegarze wybiła 12. Wampirzyca upuściła z Lirael 6 kropli krwi. Kiedy wlała je do garnka to wywar zabulgotał z głośnym sykiem.
-Teraz musze to wypic- powiedziała do siebie
Ma taką sklerozę, że musi sama sobie udzielać instrukcji?

-Twoje zdrowie maleńka!- powiedziała z sarkazmem
To akurat NIE BYŁ sarkazm.

W chwili gdy Loisel piła ostatnie krople wwaru do zamku wtargnął Inrewald.
Z butelką po coli w ręku.
Wwar - coś jakby wywar, ale bardziej skondensowany.

Loisel szybko wypowiedziała zaklęcie. Poczuła, że ma moc większą niż dotychczas. Tymczasem w komnacie obok budziła się Lirael...
...która miała spać bite dwanaście godzin, ale aŁtoreczka o tym zapomniała.
Loisel kupiła zaklęcie na przecenie, z kończącym się terminem ważności.

         Obudzona Lirael nie wiedziała gdzie jest ani co tam robi.
-Nigdzie nie pójdziesz- krzyczał Inrewald
-Bo co?- pytała wampirzyca
-Bo cię zabiję!- wrzeszczał wściekły
-hhahahha chyba żartujesz- śmiała się dalej
-Zapamiętasz tę lekcję- rzekł Inre i wyciągnął dzwonek zniewolenia, który zadzwonił raz, lecz ku jgo zaskoczeniu nic się nie stało.
Saraneth aż zwinął serce w trąbkę, a jego srebrna powierzchnia poczerwieniała ze wstydu. Jego obecny posiadacz miał przerażające luki w wykształceniu.

-I co myślałeś, że mnie tym pokonasz?- śmiała się Loisel
-Phi to dopiero początek -odrzekł zaniepokojony
Nagle się zorientował, że do zabijania zasadniczo lepiej nadawałby się miecz. Głupia sprawa, wcześniej jakoś o tym nie pomyślał.

-Dla ciebie to koniec- powiedziała i rzuciła w niego kulą z zaklęciem.
- Pikachu, wybieram cię!

Kiedy kula dosięgła mężczyznę ten zgiął się wpół i poleciał na przeciwległą ścianę tracąc po drodze przytomność. W tym czasie Loisel uciekła z zamku.
A właściwie dlaczego? Skoro zyskała moc, pozwalającą rozpykać przeciwnika jednym zaklęciem, mogła go przecież spokojnie dobić i zakopać pod agrestem, zamiast opuszczać własną twierdzę. W końcu taka twierdza piechotą nie chodzi.
W tym opku jej twierdza to pewnie coś takiego jak miasto Stratos ze Star Treka z napędem i lata za nią i nad nią.

Lirael szła korytarzem w stronę z której słychać było głosy. Weszła do pokoju i zobaczyła leżącego na podłodze brata.
-Inre braciszku co ci jest?-pytała Lirael połykając łzy
- Nic. Tak sobie leżę. Zmęczyłem się, to się położyłem.

[Lirael i osłabiony Inre wloką się na piechotę do domu. Ciach.]   

odc7 Mroczna przyszłość cz2

KIedy więc Liral i Inrewald wreszcie dotarli do zamku chory Inre ledwo trzymał się na nogach. Jego siostra wraz ze służącą zaniosły go do jego sypialni. Czas działał na ich nie korzyśc. Żadna z kobiet nie wedziała co zrobić a Inrewald,który wiedział by jak sobie pomóc leżał nieprzytomny.
Patrząc na jego dotychczasowe dokonania, może to i lepiej.

Lirael zaczęła przeszukiwać ksigi brata, jednak było ich bardzo dużo a jego stan wydawał si być  coraz gorszy.
Skoro przeszukiwała Krajowy System Informacji Geograficznej, to nic dziwnego, że nie znalazła tam żadnych metod leczenia poszkodowanych nieudaczników.

Kazumi coraz to zminiała kompresy na czole pana, lecz to nie pomagało gorączka nadal rosła. Lirael postanowiła zrobić wywar z aloesu, brat kiedyś jej pokazywał, że to jest dobry środek na rany i skaleczenia ale i na wzmocnienie organizmu.
Kwiiik! No to już po chłopie. Aloes ma silne działanie przeczyszczające:D
Ale za to niech tylko spróbuje kichnąć!
Eno, może będzie zewnętrznie stosować. Moja babcia też hodowała aloes i uważała go za cudowne lekarstwo na wszystko.

Kazumi pomagała dziewczynie. W tymczasie nikt się Inrewadlem nie zajmował...
I tylko dzięki temu przeżył.
A to w całym zamku była tylko jedna służąca? To już nawet panie Dashwood (Rozważna i romantyczna) za niezbędne minimum dla niezbyt zamożnej rodziny uważały lokaja, pokojową i kucharkę.
*z przedniojęzykowym zębowym [ł]* Nikt nie zajmowaL się InrewadLem, co byL pomiędzy mLotem a kowadLem.

W zamku panowała gorąca atmosfera, być może dlatego nikt nie zauważył pojawienia się gośćia....
W zamku trwała hot imprezka i choć gospodarz zdychał w kącie, nikt sobie z tego nic nie robił.
I'm coming up so you better get this party started

Kay najzwyczajniej w świecie przyleciał na swoim jaguarze.
Też się zastanawiacie, jakim znowu jaguarze? To przestańcie. Nie dowiemy się, czy chodzi o kota, czy o latający samochód, bo aŁtoreczka najzwyczajniej w świecie nam tego nie wyjaśni. Jaguar zrobił swoje, jaguar może odejść.

Siadł w fotelu naprzeciw łoża Inrewalda i czekał na pojawienie się kogoś z domowników.
Nie kiwnąwszy palcem, by pomóc choremu...? Tak się tylko upewniam.

Lirael, która pierwsza weszła  do pokoju była bardzo wystraszona widząc chłopaka. Taca, którą niosła tylko cudem nie wypadła z jej rąk...
-Kim jesteś i co tu robisz?-zapytała wystrszona
-Jestem Kay, to przeze mnie twój brat teraz leży chory...
- A ja jestem Gerda! - odezwał się zamek.

-Co? Przecież to Loisel rzuciła jakas kulą w niego!- Lirael prawie krzyczała
-Tak ale gdyby nie ja Loisel nie musiałaby rzucać rzadną kulą bo już by jej tu nie było.- mówił spokojnie przybysz
Fakt, nie da się rzucać kulą, której nie ma.

-Czyli pewnie wiesz jak mu pomóc?-zapytała z nadzieją w głosie
-Owszem potrafie mu pomóc. Ale coś za coś- odrzekł Kay
-Co masz na myśli?- brunetka już się uspokoiła
Pomyślała: dupa nie szklanka, czy jakoś tak.

-Ja go uzdrowie a ty w ciągu misiąca zabijesz Loisel. Co ty na to? -zapytał czarownik
Napis “czarownik” unosił się nad jego głową. Dla mało kumatych była jeszcze duża, czerwona strzałka z napisem “to ten tutaj”.

-Ale ja nie wiem czy potrafie ją zabić!-
Dla mało kumatych na sercu Loisel narysujemy kółeczko ze strzałką “tu celować”.

-Potrafisz musisz tylko chcieć. To co zgadzasz się?- zapytał
-Tak...
Nie znam cię, widzę cię pierwszy raz w życiu, mieszkam w świecie, gdzie rozmaite złe i mroczne stwory są codziennością, ale dooobra, zrobię co chcesz.
I uwierzę na słowo, standard.

Wchodząca w tym momencie Kazumi wypuściła z rąk miskę z zimna wodą. Kay sie zaśmiał a służka uciekała w popłochu.
-Czemu ona tak zareagowała na twój widok?-zapytała  nieśmiało Lirael
-To długa historia, ale powiem krótko znam ją lepiej niż ty.
- Ach, teraz już rozumiem. Znasz ją bardziej... eee... dogłębnie?

A teraz wyjdź z komnaty zawołam cię jak już będzie po wszystkim- rozkazał
-Dobrze...-powiedziała i wyszła
Na korytarzu pacnęła się w czoło, aż zadudniło. Cofnęła się i wetknęła głowę do komnaty:
- Ej, gościu, ale nie zamorduj mi brata, dobra? - powiedziała w stronę Kaya.
- Spoko młoda, nie cykaj. - odpowiedział czarownik, machając uspokajająco ręką. Jedną, bo tę drugą, w której trzymał wielki rytualny sztylet, ukrył za plecami.

Minuty wlokły się w nieskończoność. Lirael chodziła wkoło stołu... tymczasem Inrewald był już zdrów i rozmawiał z przyjacielem o Lirael.
-Piękna jest- mówił Kay
-tak to prawda a jaka humorzasta! Dnia byś z nią nie wytrzymał- śmiał się Inrewald
Też bym była humorzasta, gdybym mieszkała z idiotą, który zamiast dać siostrze znać, że już mu nic nie jest, pozwala się jej zamartwiać, a sam pieprzy o dupie Maryni.
*cichutko* I pieprzy de wampirzycy...

-MOże sam się o tym przekonam co?-pytał
-Dla mnie możesz nawet tu zamieszkać!-cieszył się Inrewald
W kupie cieplej.
I czynsz niższy.

-Z przyjemnością! Tylko mi powiedz jedno?-prosił
-Co?- zapytał zdrowy już Inrewald Tak, wiemy, że jest już zdrowy, wyżej o tym pisałaś.
-Ona ma kogoś?
-Kay jesteś bezczelny ! To moja siostra! A ma mnie!- odpowiedział
Idź precz, miazmacie.
Brat nie brat, byle sprzęt miał (in immortal words of Sine;) ).

-A gdzie wdzięczność? Ja ci życie ratuje a ty co?
A ty nie chcesz oddać nawet cnoty twojej siostry?

       Głośny śmiech zaskoczył Lirael gdy wchodziła do sypialni brata (już zdrowego).
-Kay z nami zostanie jakiś czas więc poproś Kazumi żeby przygotowała pokuj- mówił do niej brat
Pokuj - pomieszczenie wykute w skale. Ewentualnie komórka zajmowana wcześniej przez kujona.

-Eeee alety przecież przed chwilą eee...
-No ale już nic mi niejest jak widac no to sie rusz!
Matko, co za buc. Jeżeli aŁtorka chciała stworzyć boChatera wybitnie antypatycznego, to się jej udało.

I w ten sposób zamek zyskał na jakiś czas nowego mieszkańca. Hę co będzie dalej?
Wykują jeszcze kilka pomieszczeń i założą schronisko młodzieżowe, a co.

odc8 "Niespodziewana wizyta"
-Te piękna chodź tutaj na chwile- wołał Kay
-Tak panie- odpowidziała służąca Kazumi i podeszła do fotela, na którym siedział chłopak
-I nie mów do mnie panie. Proszę mów do mnie normalnie, wkońcu kiedyś było inaczej- mówił jak zwykle spokojnie
-Dobrze, słucham cie namiętnie czego chcesz ode mnie- pytała Kazumi
Podryw jak na zabawie w remizie, riposta rodem ze szkolnego korytarza. Pasują do siebie.

-Ciebie słońce!- powiedział i zwinnym ruchem rąk posadził służke sobie na kolanach
-A jak ktoś nas zobaczy? -broniła się blondynka
To weźmiesz tysiąc koron i pójdziesz za swego finanzwacha.
Czekajcie, Kazumi jest blondynką? Bardzo to japońskie...
Z Tokio. W Tokio wszystkie babki poniżej pięćdziesiątki (no, na oko, bo u nich trudno wiek rozpoznać) farbują się na blond. Z wyjątkiem tych, co się farbują na rudo.

-E tam, mnie to nie obchodzi- rzekł i ją pocałował.
Miłośnik doggingu?

    A ona oddała mu swój pocałunek równie namiętnie. Całej scenie przyglądał się Inrewald zza kotary przedzielającej pokój. Lecz po chwili odszedł znudzony obserwacją [tylko się całują, pfff!] w boczny korytarz prowadzący do ogrodu. Mężczyzna uśmiechał sie do siebie.
Ucieszył się, że będzie miał co oglądać w długie, zimowe wieczory.

Tymczasem Lirael siedziała w sadku (na zadku), który znajdowała się w centralnej części ogrodu.Swój fotel ustawiła pod rozłożystą jabłonią. Siedząc i odpoczywając po przejściach ostatniego dnia czytała książkę pt. "Czarna magia na codzień"
Pod fotelem leżała niedokończona broszurka p.t. “Weekendowy kurs składania krwawych ofiar”,  natomiast “Wypruwanie flaków dla opornych” oraz “Krótki wstęp do Nekromacji” poniewierały się gdzieś z boku.
W leżącym na trawie laptopie otwarta była strona “Zdrowa matura” ze stosownymi informacjami.

-Co robisz siostrzyczko?- zapytałskradający się za drzewami Inrewald
-Och, ale mnie przestraszyłeś! Czytam- odparła i pokazała mu okładkę książki
-A ty co tu robisz? Nie zajmujesz się swoim przyjacielem?- zapytała go siostra
*parska*

-Hmm on zajmuje się czymś innym..-uśmiechnął się mężczyzna
-A cóż to za uśmiech panie Blackrosental?- było to pytanie z nutą sarkazmu i zdziwienia
-Ajj za dużo byś chciała wiedzieć moja droga- odrzekł tajemniczo Inrewald.
Tymczasem guślarze Wolnych Magów niszczyli jeden Kamień Kodeksu po drugim, a świat systematycznie chylił się ku upadkowi, ale komu by to przeszkadzało?

    W czasie kiedy rodzeństwo rozmawiało, a Kay zajęty był Kazumi w wieży południowej pojawił sięanioł, który powoli zmieniał sie w człowieka.
Skrzydła mu odpadły i penis wyrósł.
*szeptem do anioła* Następnym razem spróbuj w człowieka płci żeńskiej, cycki są fajniejsze!

Był to Angelus anioł stróż Inrewalda.
Biedaczek, bezimienny. Może choć numer mu nadali?
...a może to Angelus Anioł, kuzyn Stanisława? I nie żaden stróż, tylko gospodarz!

Zwykle nie pojawiał sie bez powodu. Przybył bo miał ważną wiadomość dla swojego podopiecznego.
-"Przyjdź natychmiast do wieży południowej"- brzmiała wiadomość telepatycznie wysłana do Inrewalda.
To nie mógł całej wiadomości przekazać telepatycznie?

    W ogrodzie:
-Jajć zaczyna boleć mnie głowa, pójde i się położe- powiedział Inrewald
Zrozumiałam, że zaczynają go boleć głowa i jajca.
Główka.

- No dobrze rozmowe dokończymy później-odparła Lirael
    W pokoju gościnnym:
-Szybko, ubieraj się. Czuje w kościach, że Angelus przybył- mówił Kay
-No już, już. Idź lepiej sam-pocałowała go na pożegnanie
Pomijając idiotyczne “w ogrodzie” i “w pokoju gościnnym” wygląda na to, że kochany braciszek wtajemniczał w swoje sprawy wszystkich OPRÓCZ własnej siostry. Byłoby to zrozumiałe w przypadku nastolatka, ale Inrewald jest podobno dorosły?

-Lece- cmoknął ją w polik (a ona go w palik) i poszedł do wieży gdzie czekał już Angelus.
Który, nota bene, też był z innej bajki.
I wcale nie wzywał Kaya, więc po co ten się tam pcha?

    W wieży:
-Miło mi was obu widzeić- rzekł anioł
-Nam też, ale mów o co chodzi- odparł Kay
Streszczaj się i spadaj.
Bo mi tam laska stygnie.

-Sprawa dotyczy Inrewalda, otóż odkryłem coś dziwnego...
-Co?-krzyknął chłopak
- Może zaczne od początku: 11 kwietnia 1488 roku urodził sie Inrewald Blackrosental, syn Nefretete i Lira jakby się zdawało. Jednak po sprawdzeniu okoliczniści i dowodów wykryłem, że to nie ty jesteś tym dzieckiem...
-Ale...-zaczął niepewnie Inrewald
Ale, do cholery, żeby zostać Abhorsenem trzeba było... Ech, co ja robię, szukam zgodności z kanonem? Chyba zwariowałam.

-cicho nie przerywaj mi. Słuchaj dalej noworodek urodził się martwy, ale żeby nie było sensacji dzieci podmieniono. Powinieneś nazywać się Evan Romoeren. Jednak twoja matka oddała cię swej pani na wychowanie byś miał lepsze życie.
ZIEEEEW

Wszyscy myśleli, że to ty jesteś pierworodnym synem Lira, a dziecko służki zmarło.
W takim razie z Kyevistar była taka wyrocznia jak z koziej dupy fagot, skoro zwracała się do niego  “Inrewaldzie, synu Lira i Nefretete”.
Ale za to Inrewald będzie mógł legalnie bzyknąć Lirael. Co tam przy tym logika.
A te różne jego moce, czary, teleportacje, śmacje? Może jednak był synem przynajmniej Lira?

-Ale to nie możliwe..-mówił zdenerwowany
-Owszem możliwe i do tego prawdziwe. W tamtych czasach takie rzeczy się zdarzały często- Tłumaczył Angelus
-Czyli Lirael nie jest moją siostrą?-zapytał
-Nie- odpowiedział anioł
A tak w ogóle to ona jest prawowitą właścicielką tego zamku. Więc pakuj manatki i spadaj.
Ale tego, prawo zasiedzenia... - jąkał się Inrewald.

-To dobrze- Inrewald nie wiedział czy śmiać się czy płakać. Miał mieszane uczucia
-Nie martw sie- mówił Kay- teraz przynajmniej już nie musisz ukrywać sojego uczucia do niej.
Super! - wrzasnął Inrewald i pobiegł do zamku, ugotować miskę soi przyprawionej afrodyzjakiem.

-Właśnie Lirael. Jak ja jej to powiem.....
Normalnie, paszczą.
“Nie jesteś moją siostrą, bzyknijmy się!”

                   & nbsp;       ``````'''''''''''''''''''''''''````````
-Jak to?- pytała ciemnowłosa dziewczyna [to, że ciemnowłosa, ma zapewne istotne znaczenie dla przebiegu rozmowy?]
-No normalnie, nie jesteśmy rodzeństwem- po raz 5 mówił Inrewald
-Ale przecież...-urwała zdenerwowana
… to się totalnie kupy nie trzyma - dokończyła w myślach, ale nie powiedziała tego na głos, bo zamek był bardzo atrakcyjną nieruchomością.
W sumie, jeśli chodzi o rodzinne tajemnice, to i tak Inrewald ma więcej szczęścia od Luke’a Skywalkera.

-Nie ma żadnego ale. Takie są fakty. Ja sam nie moge w to uwierzyć.-
-Niestety to co mówi Inre jest prawdą- wtrącił sie do rozmowy Kay
A ten skąd wie? Asystował przy porodzie?
To on podmienił niemowlaki!

-Och skończmy ten temat, bo i tak już nic nie rozumiem- żaliła sie Lirael
Kazumi podawała trójce podwieczorek, a Kay uśmiechał się do niej słodko.
Żarcie podali, co się będą zastanawiać nad skomplikowanymi koneksjami.
A tak bajdełejem, ktoś mi wyjaśni, skąd Lirael znalazła się w tamtym innym świecie, w którym przeżyła lat kilkanaście, zanim Inrewald ją zabrał? Nie? Tak tylko sprawdzam...

Angelus po wypowiedzeniu sobie tylko znanego zaklęcia ulotnił sie w swoją stronę.
Chichocząc i zacierając łapki na myśl o prowizji od znajomego adwokata zajmującego się prawem spadkowym.
Poleciał napić się z księdzem Tymkiem.

                    ```````````''''''''''''''''''''''''''''''``````````
-Pamiętasz o obietnicy?- pytał Kay
-Tak- odpowiedziała ciemnowłosa........
I na dowód, że pamięta, sypnęła garścią nadprogramowych kropek.
To był śrut. Chciała ubić wampirzycę śrutem.

odc9 "Strach-Obietnica"
      Dziewczyna całą noc myślała o zadaniu,które na nią czeka. Miała jeszcze dużo czasu na jego wykonanie więc się nie przejmowała zbytnio.
O, to całkiem jak niektórzy maturzyści.

Gdy tak leżała w łożu przez otwarte okno do sypialni wleciała Kuskus. Do jej nóżki przywiązany był liścik.
Wyjec? Nie, to liścik od Kaya, który prosi o spotkanie.

Lirael szybko go odwiązała i zaczęła czytać:
"Droga Lirael, wiem,że nie mam żadnych szans na twą miłość. Jednak czuję,że bylibyśmy ładną parą.
Mój nadworny portrecista mi to powiedział.
Miłość to przeżytek, ale polansujmy się trochę razem.

Rozumiem, iż możesz mieć obawy przed związkiem ze mną ponieważ mnie nie znasz i do tego masz wobec mnie zobowiązanie, lecz chciałbym abyś zgodziła się być ze mną chociaż na próbę.
Jak potomstwo będzie nieudane, to je rzucimy wilkom i rozstaniemy się bez żalu.

Zgódź się a nie pożałujesz swojej decyzji.                    & nbsp;                  &n bsp;                  &nb sp;       
Całuje Kay.                    & nbsp;                  &n bsp;                  &nb sp;                  &nbs p;   
p.s.spotkajmy się o zachodzie słońca pod kwitnącą wisnią".
Twarz Lirael malowało zaskoczenie.
Zaskoczenie trzymało gruby pędzel, ociekający olejną, i cieszyło się jak głupie.
Tak ją z zaskoczenia po tej buźce chlast!

Myślała, że to Kazumi jest obiektem pożądania Kaya. Była bardzo zdziwiona i nie mogła uwierzyć w treść listu.
Och, obiektów pożądania można przecież mieć na kopy, pożądanie to w końcu tylko apetyt...

Tymczasem w komnacie obok paliło się światło. Wyglądało na to ,iż nikt z mieszkańców zamku nie śpi pomimo późnej pory. Inrewald czytał księgę zaklęć. Nie mógł zasnąć więc postanowił zająć się czymś pożytecznym.
Nareszcie! Już myślałam, że do końca opka będzie się snuł bez sensu.
Wylazł na wieżę i zaczął wrzeszczeć: - Ludzie! Dlaczego wy jeszcze nie śpicie?!
*z nadzieją* Umył gary?

Siedział w fotelu przed kominkiem i choć jego wzrok przesuwał się po linijkach tekstu to jego myśli błądziły bezwładnie.
Moja radość była przedwczesna.
Moja też.

    Kazumi leżąc na tapczanie w swoim pokoju wspominała dawne czasy, keidy była młoda i głupia i kiedy poznała pewnego bogatego chłopca...
...i spytała go, czy ma kartę stałego klienta ;)

   Niebieskowłosy również nie spał. Ciekaw był czy Lirael odpowie na jego list i czy będzie chciała się z nim spotkać. Miał wobec niej pewien plan...
Też się zorientował, że zamek jest wart kupę grosza.
Dach nie przecieka, piwnice na chodzie, w lochach nie ma smoka. Brać, nie zastanawiać się.

W innym zamku niecałe 2 kilometry na wschód też paliło się światło.
Niecałe dwa kilometry? Toż to rzut beretem, niemal mogą sobie w okna zaglądać!

Loisel sprzątała swoje komnaty. Myślała, że zabiła Inrewalda, więc nie ma się czego obnawiać i wróciła do [obstarzania] swojego "domu".
Sprzątała? W sensie - wyrzucała gacie i skarpetki byłego kochanka?
Sama w zamku sprząta, pewnie też sama gotuje i szambo wywozi?
A może to jest taki bardzo mały zamek jak w “Czterech weselach” -  tylko z jednym pokojem? ;)

[...]
       Wieczorem:
-Jestem już!-szepneła brunetka
-Widze-chłopak wstał z kamienia,na którym siedział czekając na nią
-Z twojego listu wynika...
-Że cie kocham, ale nie martw się tak nie jest-przerwał jej Kay
Kwiiik! Ma chłopak wdzięk słonia w składzie porcelany.

-To po co to pisałeś?-dziewczyna nie tego sie spodziewała
-Żeby cie tu zwabić. [ups, cholera, wygadałem się. Ale nie powiem ci, że pułapka jest tam na prawo!] Może przejdźmy sie kawałek. Tylko do jeziora Snu. Obiecuję,że ci nic nie zrobię-mówił spokojnie
-Dobrze,ale i tak rządam wyjaśnień -szła za nim.
Żąda wyjaśnień ustawionych w równym rządku, by wszystko było w porządku.
Rząd podał się do dymisji.

Pare obserwował z ukrycia Inrewald. Miał przeczucie, że tej nocy coś sie zmieni w jego życiu i nie tylko jego. Poszedł w dość dużej odległość\ci za Lirael i Kayem.
Poza tym, jak już się zdążyliśmy przekonać, podglądanie było jego hobby.

-I jesteśmy na miejscu-powiedzxiał Kay
-Ale właściwie dlaczego tutaj?-zapytała
-Bo widzisz, hmm obróć się w lewo.Widzisz ten zamek?-sam też sie obrócił
-Tak..
-W nim jest teraz Loisel-mówił powoli
-A więc co mam zrobić? -głos Lirael drżał
- Pójść tam i zgodnie z obietnicą ją zabić-szept Kaya zamienił sie w diabelski chichot
Mwachacha, ależ misterna intryga... Oh, wait. Po co te podchody, bo nie ogarniam? Nie mógł jej tego powiedzieć normalnie, na przykład po śniadaniu?
Bo... *myśli intensywnie*, bo... Wiem! Bo zamek chroniony jest zaklęciem i dostrzec go może tylko zwiedziona na manowce dziewica, wieczorową porą, gdy okręci się wokół siebie i spojrzy przez lewe ramię! *ociera pot z czoła*

Inrewald, który słyszał ich rozmowę nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciel jest zdolny do takich rzeczy. Dziewczyna chwile sie wachała (wąchała się, żeby sprawdzić, czy wampirzyca jej nie poczuje z daleka) po czym weszła na ścieżkę prowadzącą do zamku wampirzycy. Niezauważyła jednak, że ktoś ją śledzi....
Poszła zabić wampirzycę, ot tak, z marszu. Chyba sandałem...
Podczas kolacji złapała sos czosnkowy.
A od czego ma torebkę i szpilki?

odc10-
Kiedy Lirael weszła wkońcu do zamku zaskoczyłą ją ciemność jaka w nim panowała.Brunetka nadal nie zdawała sobie sprawy, że Inrewald idzie za nią. Chłopak znał ten zamek lepiej niż ona więc wiedział gdzie się schować przed jej wzrokiem.
Mógł sobie darować, panna jest tak niewyspana, że nie zauważyłaby nawet stada słoni.

Tymczasem łoisel (łosie?), która ciągle nie wiedziała o wizycie Blackrosentalów siedziała przed kominkiem i oglądała wielką mapę.
-Cicho!-Inrewald zasłonił dziewczynie usta dłonią wielką łapą.
-Co ty tu robisz?-zapytała zaskoczona dziewczyna
-Pomogę ci-przesunął ją w lewo, nakrył serwetką i postawił na niej wazonik i pokazał korytarz, który otworzył sie po nacisnięciu kamienia onyxu.
Bo zwykły onyks przez “ks” był za mało trV.

-Ale ja ją miałam zabić sama!-broniła sie brunetka wchodząc do tunelu
-Tak,ale Kay nie musi wiedzieć,że ci pomogłem.A poza tym chcę sam ją zabić!-chłopakowi zaświeciły się oczy ze złości
-Czyli zemsta na całego?!-to było raczej stwierdzenie niż pytanie.
I tak się na siebie wydzierali, skradając się cicho i podstępnie.

Po wyjściu z korytarza ich oczom ukazał sie duży pokój, w którym siedziała na fotelu Loisel, zaskoczona ich widokiem.
Od dłuższej chwili słyszała jakieś głosy. Oczywiście była święcie przekonana, że to myszy kłócą się o okruchy sera.

-Hmmm a co to za wizyta w środku nocy hę?-jak zwykle zadzironie zapytała wampirzyca
Ironia z zadu wzięta.

-A jak myślsz? Próbowałaś mnie zabić więc nie myśl,że ci to ujdzie płazem-zaśmiał się chłopak
-Haahahahhahhahah myślisz,że mnie pokonasz?Śmieszny jesteś-Loisel wstała z fotela i stanęła na środku pokoju.
I tak się przerzucali celnymi ripostami, że aż fotel podziurawili.

LIrael stanęła za Inrewaldem, ktory trząsł sie ze złości.Loisel natomiast przyjęła pozę obronną i jednoczesnie przygotowywała się do ataku, który jednak nadal nie następował.
Inrewald, widzę, stosuje taktykę króla Jagiełły - niech sobie wróg postoi aż się zmęczy...

-I po co ci to?I tak zaraz umrzesz- Inrewald był pewien zwyciestwa. Miał swoją tajną broń dzięki której zyskiwał dużą przewagę nad wampirzycą
A tę tajną broń wziął ze sobą, kiedy wychodził śledzić domniemaną schadzkę swojej już-nie-siostry. Tak, to się trzyma kupy.
Może, ehem, ma ją zawsze przy sobie, tak... anatomicznie?...
Użył potężnego artefaktu zwanego Posępną Emanacją Niezwyciężonych Insygniów Smoka.

[Wycinamy żałosne słowne przepychanki, zapewne wszyscy je znacie ze szkolnych korytarzy.]

odc11 "Zwycięstwo-strach ma wielkie oczy"
          Trójka wyszła w milczeniu na dziedziniec. Żadne z nich nie wiedziało jaki bedzie wynik pojedynku, lecz każde myślało,że to ono wygra.
Przecież, kurnać, pojedynek ma być jeden na jeden!!!
Taka myląca nazwa ten po-jedynek, nie?

Inrewald nie bał się śmierci był na nią przygotowany.
Przecież, kurnać, przed chwilą był pewien zwycięstwa!

Przez lata slużby jako Abhorsen widział wielu zmarłych, ktorym pomagał.
Oraz jeszcze więcej takich, którym wręcz przeciwnie. Chyba że mamy na myśli “pomagał odejść raz na zawsze”.

Teraz nadszedł czas żeby oni pomogli jemu. Loisel była pewna,że jej nowa moc zapewni jej zwycięstwo. Lirael natomiast była obrażona na Inrewalda,gdyż pozbawił ją właśnie możliwości wywiązania się z obietnicy. Zastanawiała się co zrobi Kay gdy się dowie,iż to nie ona zabiła wampirzyce.
Zażąda spłaty długu w innej formie. Mwachachacha!
To spisek! Uknuli go obaj z Inrewaldem!

         Tymczasem w zamku Blackrosentalów paliło się światło w jednej z sypialni dla gości.To Kay nie mógł spać. Był zbyt podekscytowany tym co ma się zdarzyć tej nocy. Myśli i obawy ogarnęły jego duszę, ponieważ nigdzie nie mógł znaleźć Inrewalda...
… a szukał go pilnie pod kołdrą i poduszką, za szafką i pod naczyniem nocnym. I bardzo był zdziwiony, że go nie ma.
Ha! Przejrzałam jego plan! Chciał wyprawić Lirael z domu, by w spokoju dobrać się do jej brata!

-Na 3! raz, dwa, TRZY-krzyknęła Lirael
   Loisel miotnęła kulą ognia w chłopaka, któy jednak zdążył się uchylić w pore.
*zaniepokojona* Ja przepraszam, czy teraz będzie opis całego pojedynku?...

Abhorsen stosując swoje umiejętnośi zadzwonił dzwonkami, na dźwięk,których [z nieba sypnął grad przecinków, trafiając gdzie popadnie] zmarli otoczyli wystraszoną Loisel,ktora próbowała zniszczyć ich kulami ognia.
A zmarłych, jak mniemam, przyniósł w kieszeni.
Zmarli, jak psy Pawłowa, reagowali na dzwonek, ot i wsio.

Jednak jej się to nie udawało gdyż nawet jeśli kula trafiła zmarłego ten i tak po chwili wstawał.
Gdyż albowiem nasączony był środkami ogniochronnymi?
I wyglądał TAK.

Na dźwięk kolejnego dzwonaka nogi Loisel pochłonęła ziemia tak,iż wampirzyca nie mogła się ruszyć.
Nie, droga aŁtoreczko, dzwonki Abhorsenów nie mogły służyć jako koparki. Serio, serio.

Wtedy Inrewald wypowiedział zaklęcie i znikąd pojawiła sie ogromna kula światła, ktora ogarnęła postać Loisel tak,iż ta nie miała żadnej sznsy na przeżycie. To nie można było tak od razu?! Zmarli ruszyli w podróż w zaświaty. Po wampirzycy pozostał tylko popiół.
Wiecie co? Jednak wolę stare, dobre kołki. Metoda Inrewalda nie wzbudza zaufania.

-I co ty na to piękna- zpytał zmęczony Inrewald
-Jestem pod wrażeniem twoich umiejętności- uśmiechnęła sie
-Wracajmy do domu- odparł i wziął dziewczyne za ręke
I tym oto epickim opisem pojedynku między Abhorsenem z krowim dzwonkiem oraz wampirzycą z zupełnie innej bajki kończy się pierwsza część przygów (Dobre przejęzyczonko. Mnie też mdli, jak to czytam.) naszych boChaterów. AŁtoreczka nie ustaje jednak w tFUrczych wysiłkach i zapowiada nową serię.

Ze ścieżki rowerowej przy chałupce Blackrosentalów pozdrawiają: Dzidka z kłami w pierzu (z poduszki), Sineira z dzwonkiem (z łososia), Kura - pracownica Biura Obsługi Wyroczni (ukraińskiej) i Gabrielle podziwiająca swój świeżo kupiony zamek (bez Białej Damy)

zaś Maskotek cieszy się, że nigdy nie miał żadnej siostry.

14 komentarzy:

jajebszon pisze...

dżizas, ma ałtorka jednak talent- nie dość, że brak akcji, to jeszcze ujemne napięcie

Maladie pisze...

Jesteście niewyżyci - o której to wrzucacie?

(konstruktywny komentarz później ;) )

Babatunde Wolaka pisze...

Imiona w tym opku to istny odlot. AŁtoreczka chyba dobierała je, guglając metodą "ślepego gwałciciela" - na chybił trafił. Nawet norweski skoczek narciarski się załapał. Zaś "Azazel, brat Deftonesa" brzmi prawie jak "Zorro syn Tupaka". Jeszcze tylko brakuje złego czarnoksiężnika Bilbo i p. Kazimierza Dolnego.

Co do adresu blogaska, trudno zaprzeczyć, że podział "Leni Waleni" nasuwa się automatycznie.

A ten cały pies Svalbard to chyba szpic rodem z Bergen.

Abhorsen i Aushorsen - aj indżojdyt!

Anonimowy pisze...

Dobre!
Ten Spock był okropny !Wstydźcie się!
Yerba i Kuskus rzondzom!
O Święta Ortografio!
Bogini Kali i smerf Maruda.
Dlatego podwyższono wiek emerytalny. To krecia robota polskich abhorsenów ;)
- Ej, gościu, ale nie zamorduj mi brata, dobra?
“Wypruwanie flaków dla opornych"
Zaskoczenie trzymało gruby pędzel..
Piękne teksty!
Tak mi przyszło do łebka:A czytaliście jakieś fanfiki do Sagi o Ludziach Lodu?
Chomik

Anonimowy pisze...

Skoro do tego opowiadania zaplątał się Spock, wampiry i parę innych elementów nie z tej bajki, to może ta tajemnicza "Pani Czasu" okażę się córką Doctora i wskoczy do Tardis? Opowiadanie jest tak koszmarnie pozbawione akcji, że chyba już wolę tffory, gdzie bohaterka nagle wyprowadza się do Loitsche, zaraz potem tajemniczo giną jej rodzice, a następnie okazuje się być wampirem i aniołem jednocześnie. Przynajmniej coś się dzieje! A za Abhorsen i Aushorsen należy wam się medal!
Sin

Anonimowy pisze...

*okaże, mój boru -.-
Sin

Dziewczyna Renesansu pisze...

Proszę pań, zrobiły mi panie dzień. Szczególnie Sineira. Kwiczałam jak głupek, aż mi kot uciekł :)
Najlepszy fragment? Ja wiem...
"-Dla ciebie to koniec- powiedziała i rzuciła w niego kulą z zaklęciem.
- Pikachu, wybieram cię!"

Chyba to, ale było, było parę innych perełek. Mam ochotę świętować, bo, szczerze powiedziawszy, jeszcze kilka analiz temu bałam się, że się wypalacie. Nic bardziej mylnego, bo potem było lepiej i lepiej, a dzisiejsza analiza - cut mjut i malina ;)
Czekam z niecierpliwością na kolejną część.

Padam Wam do stóp!
(Wcześniej podpisywałam się Bellatriks)

Nolofinwë pisze...

Może mi umknęło, ale jakim gatunkiem stworzenia był tajemniczy Kuskus? Wizualizuję go sobie jako żółtą miskę w kaszubskie zajobce, oczywiście pełną kuskusu (bo w takiej misce zawsze sobie ów specjał przyrządzam).
Kiedy doszło do wampirów zaliczyłam permanentnego facepama i nie przerywałam do końca czytania. Podziwiam was niesamowicie.

Anonimowy pisze...

"Wtedy bawiła sie ze swoją sową Kuskus w ogrodzie."

Sową był(a).

Babatunde Wolaka pisze...

Ja sobie od razu zwizualizowałem takiego kuskusa: http://en.wikipedia.org/wiki/Cuscus

Niby oczy ma spore, prowadzi nocny tryb życia, ale trochę jednak się od sowy różni.

"Sam jesteś sowa - pomyślał kuskus"

Bumburus pisze...

Fajny ten kuskus...

Anonimowy pisze...

Hasło:"Wampiry w każdej gminie!" mnie rozwaliło;-) A potem pomyslałam,ze to brzmi jak "kobiety na traktory" etc. i zwizualizowała mi się niechcący wizja zmiksowania PRLu ze Zmierzchem i...umarłam ze śmiechu. To by był dopiero pokraczny bękart!

Anonimowy pisze...

Uważam komentarz:"-Jestem Kay, to przeze mnie twój brat teraz leży chory...
- A ja jestem Gerda! - odezwał się zamek." za oficjalny HIT SEZONU! :-)

Anonimowy pisze...

Umiliłyście mi niedzielę w sposób przegenialny :) Dziękuję serdecznie, jesteście wspaniałe.