czwartek, 25 maja 2017

333. Będąc starą hybrydą na rubieży, czyli Soboń i Gomora (Dziewczyna wilkołaka 3/4)

Drodzy Czytelnicy!
Zapraszamy na kolejną część przygód Milenki w krainie wilkołaków. Tym razem będzie strasznie, groźnie i krwawo, lecz wcale nie mniej głupio. Odwiedzimy wilkołaczy matecznik, dowiemy się, po czym rozpoznać bóstwo i ile razy można tracić dziewictwo.
Dowiemy się również, że gwałt jest zawsze winą prowokującej kobiety, a znajomość Tomasza i Mileny nieuchronnie ewoluować będzie w stronę typowego związku przemocowego z obsesyjnie zazdrosnym stalkerem (choć to będzie najbardziej wyraźne w czwartej części), więc jeżeli takie tematy Was triggerują, lepiej odpuścić.

P.S. W następnym odcinku zrobimy sobie odpoczynek od Milenki i zajmiemy czymś miłym, przyjemnym i bez żadnych seksów (oraz z fandomu jeszcze niewidzianego na Armadzie) :)

P.S.2 Mamy półszatanka! :D

Analizują: Jasza, Vaherem, Kura i Babatunde Wolaka

Rozmyślania Tomasza c.d.:
Kiedy zabiłem ojca, hybrydy uznały mnie za swojego wybawcę. Zostałem ich królem. Traktowałem je inaczej. Swoim gestem ojcobójstwa stałem się ich panem i opiekunem.
Znaczy - alfonsem.
Ja, Tomcio Piastun.

Oczekiwali [oczekiwały - te hybrydy] ode mnie mojej obecności w ich życiu, nadzoru. Czekają na mnie, a jak nie ma mnie kilka dni, to przychodzą pod dom albo snują się po lasach.
I co? Zwodzą wędrowców na manowce? Śpiewają na skale i topią żeglarzy?
Przybyły hybrydy pod okienko,
przybyły hybrydy pod okienko,
stukają, pukają: wpuść nas prędko!

Próbowałem je nauczyć żyć po ludzku, ale genetyka zrobiła swoje.
Zrobiła co mogła i bezradnie rozłożyła ręce.
I uczyła ich destrukcyjnych dla więzi społecznych zachowań.

Jedne są w miarę rozumne, nazywam je półbogami.
Nie umieją mówić, ale rozumieją, co się do nich mówi.
Hoho, i od razu półbogowie. Strach pomyśleć jak Tomasz każe im się tytułować. Bo raczej nie alfons i nie piastun. Bóg Imperator Sobonia?
Jeśli takie stworzenia nazywamy półbogami, to idę stawiać ołtarz mojemu kotu.  

Inne są jak dzikie zwierzęta -uciekają w głąb tuneli, polują i atakują Nigdy nie uprawiałem seksu z tymi istotami, ponieważ jednak jako mężczyzna miałem swoje potrzeby zacząłem chodzić na dziwki Hybrydy rozmnażały się też same, z różnym skutkiem - genetyka to kapryśna pani, trudna do zrozumienia..
To jest jedno zdanie, ale pochędożone jak hybryda.
*sprawdza w oryginale* Tak, to nie jest błąd w konwersji, tam nie ma kropek.
To, co działo się w sztolniach, można określić jako “Soboń i Gomora”.

Martwiła mnie moja fascynacja Mileną. Była inna niż reszta kobiet. Miała w sobie coś nieziemskiego. Była, jakaś nierealna, strasznie zmysłowa, erotyczna. Odbierałem ją wszystkimi zmysłami. Może dlatego, że była artystką... Ta fascynacja.
Niestety, artystyczna dusza jest u Mileny tak samo bezobjawowa jak wszystko inne.
Poza wonią, którą musiała snuć za sobą jak Iryda tęczę.
Tomciu, jesteś pod szkodliwym wpływem imperatywu narracyjnego. Uciekaj.

Miała w oczach taką moc, że nawet uczciwy, wierny, żonaty facet miał ochotę na skok w bok, że poszedłby za nią do piekła, jeśli tam oddałaby się mu.
MUUUU! Tak ryczy krowa na pastwisku.
Albo: Jeśli tam by mu się oddała (akcentujemy chęć do oddania się). Albo: Jeśli oddałaby mu się tam (w piekle).
Oczywiście, to nie może być tak, że tylko nasz nieszczęsny wilczek zabujał się na śmierć, każdy inny facet też musi się ślinić do Milenki. Ale co w niej jest takiego specjalnego, że wszyscy na nią lecą? Oprócz tego, że jest główną bohaterką?

Przy mnie była w piekle wilkołactwa [jako chiński ochotnik]. Nawet moja mroczna część odbierała ją inaczej, dlatego przeżyła.
Ta mroczna część przeżyła?
(...)

Rozmyślania Mileny:
"Nie mogę zasnąć. Nie dlatego,że żal mi drugi raz utraconego dziewictwa.
E tam. Drugie koty za płoty.

W sumie to był chyba głupi pomysł z ta błonką?
Tak. Był głupi.
Zastanawiam się czy to przemyślenia Milenki, czy notatka autorki na marginesie, która trafiła do druku.  

Natury się nie oszuka. Jak ktoś lubi seks, jak ja, nie powinien się powstrzymywać. Ile jest małżeństw, które kochają się raz na pół roku?
Sens i Logika uciekli w krzaki, aby tam oddać się rozmyślaniom.

Czy tak powinno być?
Myślę o Tomku. Tak, został moim pierwszym mężczyzną od trzech miesięcy
Myśli to seksoholiczka po kuracji.

i przypadkowym złodziejem mojej cnoty. Moja wina, nie jego.
Zacznę wychylać kielona za każdym razem gdy Milenka wspomni swą nieszczęśnie utraconą drugą cnotę. Inaczej nie wytrzymam do końca tej analizy.
W ten sposób tym bardziej nie wytrzymasz…

Moja wina, nie jego.
A teraz rzucę mięsem! *spogląda na dzisiejszy obiad i raczej nie*.

Dłonie mam wilgotne od wyobraźni. Powiedzmy to jasno - miała wilgotną wyobraźnię. Uwiera mnie rozpalone ciało. Nadal jestem tą Mileną, która go chce. Zmęczenie prowadzi grę wstępną ze snem.

Zaraz będą spółkować. Zmęczenie ze snem. Ciiii!

Tylko żeby nie poszli w krzaki, bo tam już jest sens z logiką.

Nie czas na pacierz, kiedy myślę o Tomku...i jego przestrzeni - przestrzeni łowcy, amatora czerwonych kapturków. Zły, uwodzicielki wilk. Babcia mówiła: <Nie wierz mężczyznom napotkanym w lesie, ich odbicie w księżycu jest zgubne>.
Czyja babcia? Przecież Milena swojej nie znała, bo ta zmarła przy porodzie!
Klozetowa. Względnie jakaś zielarka, zawsze się znajdzie, kiedy jest potrzebna.
No, bredzi tak, że faktycznie jakieś ziółka musiały być w użyciu.
A jeśli księżyc zrobiony jest z sera?

Nie musiałam czekać do pełni. Tomasz w sumie wyszedł do mnie z lasu, dotknął mojej ręki i zobaczyłam odbicie mojej duszy w jego dłoniach.
Aż tak mu się pociły?

Miał moją duszę od samego początku. Teraz walczył o moje ciało. Trudna walka, dla mnie, bo moje ciało było po jego stronie. Zdradziło mnie.
No to chyba odwrotnie, co? Ciało miał od początku, a dusza stawiała opór.
Zapomniała o tych numerkach, bo tak szybkie były.

Mama mówiła: <Nie bierz słodyczy od obcych facetów, nigdy nie wsiadaj do auta z nieznajomymi>.
Hint: jako cudzysłowu w cudzysłowie używa się podwójnego znaku << >>, a autokorekta w Wordzie sama to grzecznie zmienia na « » . Myśli bohaterów można też zaznaczyć innym sposobem, np. kursywą, wtedy nie będzie trzeba kombinować z cudzysłowami.

Mama mówiła:
Mama, czy ta Renate, która ją wychowywała?

Co prawda wsiadłam z nim do auta, ale słodyczy nie dostałam.
Bo nie jadł ananasów.

Przyjaciółka radziła: <Choćby nie wiem, jak facet był przystojny, jak nie iskrzy, to już nie zaiskrzy, ale jak iskrzy, to bierz byka za rogi>. Chyba wilkołaka za ogon. Ja mówię - magia... i myślę o nim aż do orgazmu.
No i tak sobie myśli, myśli…
I garściami sypie mądrości wielkiej miary.
Jak nie wiekopomne słowa babci, to matki, i jakby mało było, to jeszcze cytuje przyjaciółkę.
(...)
Choć seks z nim nie był do końca seksem. Grzech było to nazywać takim pospolitym, zwykłym słowem, jakim jest seks. Myśleć o zwykłym stosunku z takim facetem, jak Tomasz, to jakby myśleć o zmywaniu, sprzątaniu czy innej czynności.
No co, ludzie mają różne fetysze.

To nie mógł być zwykły czasownik [!!!], bo to nie miał być zwykły seks.
Jeśli według aŁtorki [seks] jest czasownikiem, to już wszystko jasne. Dziękuję.
Idę się wyśmiać.
Gramatyka była już martwiejsza niż tamten jeleń w mieszkaniu.
Nie mówi się “martwiejsza” tylko “bardziej umarta”.

To wcale nie musiałby być nawet seks, tylko coś nieziemskiego, magicznego, może nawet zboczonego czy wyuzdanego.
Konkurs: jakim RZECZOWNIKIEM określimy seks z Tomaszem?
Ja proponuję: wilkorżnięcie.
Penetracja astralna.

... ale mimo wszystko dochodzi do wniosku, że powinna odejść.

Rano Tomasza nie było. Na stole tylko kartka: "Jeśli rano mnie nie będzie, to pewnie się przemieniłem. Spakuj się i wyjedź z Głuszycy". Odpisałam mu krótko: "Dobrze".
Po czym przyleciał gołąb pocztowy i zaniósł jej odpowiedź do adresata :D
Stary witz o małżeństwie, które ze sobą nie rozmawia.
Mąż napisał na kartce: “obudź mnie o szóstej.”
W południe znalazł napis: “wstawaj, już szósta”

Milena, nie wiem po co, wraca do domu Tomasza, Marcina i Andrzeja w Zimnej Wodzie. Marcin proponuje jej, żeby została, odpoczęła i coś zjadła, ale ostatecznie decydują się pójść do pizzerii w Głuszycy.


I wszystko byłoby fajnie, ale w pizzerii, do której pojechaliśmy, siedział Tomasz z dwoma dziwkami.
Męskimi?
Nic mnie tak nie irytuje, jak zła odmiana [dwie].
A mnie nic tak nie irytuje, jak osoba nazywająca się polonistką, która...
Może tam jest literówka i miało być “dwoma dzikami”. Jelonki w lasach już się skończyły i musiał się przerzucić…
Teraz widzę Tomasza tak – dzięki, Vahu :D

http://www.telegraphindia.com/1161024/images/24obelix1(1).jpg


Wiedziałam, że kłamał pisząc o przemianie. Był chyba pijany. Jak mnie zobaczył, to zaczął zachowywać się wulgarnie wobec tych kobiet. Na pokaz, aby mnie zranić, jednej wsunął rękę za dekolt, a drugiej - pod spódnicę.
Mogło być gorzej. Mógł im kazać karmić się wzajemnie pizzą, tak by celowo brudziły nią swoje dekolty. Na szczęście pizza nie kręciła Tomasza tak jak kanapki.

Żałosna próba zwrócenia na siebie uwagi. Szkoda mi było tych dziewczyn, nie wiedziały, że Tomasz pewnie rozszarpie je w ekstazie.
Też się dziwię, że w okolicy nie krążyły na ten temat żadne plotki.
Pewnie wszystkie zwłoki z cichym plimp! znikały, gdy przestawały być narracyjnie niezbędne. Tak też było z jeleniem.

Na widok Tomasza Marcin proponuje Milenie, żeby wyszli, pojechali do Wałbrzycha i tam poszli do jakiegoś klubu.

- Nie wiem, czy mam ochotę przebywać w zatłoczonym, zadymionym miejscu kultury masowej.
Miejscu kultury masowej… Milena pewnie w dzieciństwie zamiast “chodzę do szkoły” mówiła “uczęszczam do placówki oświatowej”.

- Jak chcesz, Milena... Możemy też kupić coś na stacji i przejeździć po okolicy…
Jako alternatywa dla “zadymionego miejsca kultury masowej” w Wałbrzychu, zakupy na stacji są poza konkurencją.
Weźcie na wynos. Nie rezygnujcie z pizzy z powodu tego durnia. Tak się nie godzi.

Chwilę po tym, jak Marcin poszedł oddać menu, Tomasz podszedł do mojego stolika. Stanął tak, abym nie mogła uciec. Zasłonił przejście swoim ciałem. Miał te swoje dzikie oczy, a o blat stolika zaciskał dłonie ze sporymi pazurami, aż pozostał ślad. Żyły na dłoniach pulsowały mu.
Może to jest jakiś regionalizm, z tym umieszczaniem zaimków na końcu zdania?

(...)
-Pamiętaj, jak będziesz się z nim pieprzyć i będziesz krwawić, to i tak ja byłem pierwszy... i w ogóle z kimkolwiek będziesz się kiedykolwiek pieprzyć, nikt mi odbierze tytułu pierwszego. Jesteś moja Milena, na zawsze...niezależnie od odległości i związku z kimś innym - widziałam prawdę wyznania w jego oczach.
Jemu się chyba faktycznie wydaje, że utrata dziewictwa = ślub.

(...)
Kiedy chcieliśmy wyjść, Marcin niepotrzebnie pociągnął mnie za rękę. Tomasz rzucił się na niego. Jego siła przerażała. Rzucił bratem na drugi koniec lokalu.
A wszyscy ludzie w lokalu pomyśleli “meh, nic ciekawego”. Choć nie, pewnie wszyscy mieszkańcy pochowali się w domach, gdy tylko rozeszła się wieść, że Tomuś jest w mieście.

Czterech kelnerów musiało go odciągać. Syczał, warczał, krzyczał, rzucał się.
Potem splątali go obrusami, a karetka odwiozła do kliniki Strawinskiego…
Hmm, może ja się nie znam, ale po co w pizzerii w małym mieście aż czterech kelnerów?
Właśnie po to. Wiedzieli, że ten klient jest awanturujący się.

Uciekłam na zewnątrz, bałam się. Już raz poznałam tę mroczną osobowość. Z lokalu dochodziły straszne odgłosy rumoru, krzyków, przerażenia. I nagle ta straszna cisza. Kiedy się odwróciłam, w drzwiach stał Tomasz w poszarpanym i pokrwawionym ubraniu. Nie chciałam wiedzieć, co zrobił Marcinowi, ale nie chciałam, aby zrobił mi to samo. Był z pozoru normalny, ale ja wiedziałam, że wystarczy chwila. Zaczęłam biec.
Ach tak… Najpierw stoi i patrzy kto przeżył, potem daje dyla.

Nie znałam terenu. Uciekłam do, jakiejś otwartej bramy, a stamtąd na podwórze. Biegłam ulicą, wpadłam do jakiegoś baru.
Trzeba było rzucić szminką w którąś uliczkę i samej pobiec w przeciwnym kierunku.
Było tak kilku mężczyzn. Podeszłam do nich. Powiedziałam, że potrzebuję pomocy, że ktoś mnie goni i zrobi mi krzywdę. Tomasz wszedł za mną. Tamci go otoczyli.
No tak, poprzednim razem kilku facetów świetnie sobie z Tomaszem poradziło. Świetny pomysł. A nie, czekaj...


Pobiegłam jakimś korytarzem. Miałam nadzieję, że na zaplecze, że będzie jakieś wyjście od tyłu. Niestety, znalazłam tylko toalety. Znów słyszałam krzyki. Zamknęłam toaletę na zamek. Nie było nic do przystawienia. Cofałam się aż pod ścianę z umywalkami. Stąd nie ma wyjścia. Tomasz bez problemu wyważył drzwi.
Ach, te nieuprzejme drzwi w publicznych przybytkach. Powinny same grzecznie wyjść.


Podszedł do mnie. Przyciągnął do siebie.
- Milena - zwrócił się do mnie Widzisz, co mi robisz swoim zachowaniem? Nie czuję się zbyt dobrze...On mnie rozsadza od środka, chce wyjść.
Dlaczego widzę tu tańczącego aliena z Kosmicznych Jaj?



Poszukaj Marcina i powiedz mu to.. niech cię zabierze stąd...Nie chcę ci zrobić krzywdy, mimo że doprowadzasz mnie do takiego stanu, zdradzając mnie z bratem...Uciekaj...
Widzisz, głupia, do czego mnie doprowadziłaś?

Usiadł pod ścianą. Oddychał głęboko. Oczy miał już zwierzęce. Zaczął zrywać z siebie resztki ubrania.
W toalecie damskiej, męskiej, czy unisex?

Stałam i patrzyłam, jak zwija się na podłodze z bólu.
I tak stała, zamiast nie wiem, uciec?
Takie widowisko, jak zwilkołaczanie się w knajpianej toalecie nie jest zbyt częste.

Cały drżał, zaciskał dłonie i usta. Żyły na jego rękach strasznie pulsowały. Miałam wrażenie, że zaraz pękną.
Aż się prosi, żeby wyjść z łazienki, podnieść stłuczoną butelkę, wrócić i podciąć panu wilkołakowi żyły, gdy tak widowiskowo i bezbronnie się przemienia.
Jego ciało jakby zaczęło się deformować, rozciągać, rosnąć. Zagęściło się owłosieniem.

Wyszły mu szpiczaste uszy. Najgorsze była obserwowanie wydłużającej się szczęki, ogromnej szczęki, obdarzonej wielkimi, ostrymi kłami. Wszystko krwawiło na skutek ingerencji drugiej jego natury - w ciało. Palce mu krwawiły za sprawą wyżynających [wyrzynających] się pazurów. Cały czas warczał i wył. Stałam między umywalkami.
W sumie można by całkiem słusznie założyć, że nie rusza się, bo jest odrętwiała ze strachu i szoku – jednak aŁtorka opisuje to tak beznamiętnie, że w ogóle nie jestem w stanie uwierzyć w jakiekolwiek odczucia Mileny. Ot, po prostu stoi i się gapi bezmyślnie.
Nie bezmyślnie. Ona robi risercz do książki o wilkołakach, stąd ta opanowana i zimna postawa.

Podobnie, jak w kamienicy, pobił wszystkie światła. Chyba go denerwowały. Widziałam tylko zarys jego włochatej postaci i te złe, błyszczące oczy. Zmieniony wstał i wyszedł.
...nie dofinansował.
Byłam zdziwiona, że mnie tak zostawił [no jak tak mógł, w środku randki!], jednak on miał swój plan.

A Milenka stoi i czeka na rozwój wypadków.

Wrócił za chwilę i przywlókł ze sobą faceta, którego prosiłam o pomoc. Miał oderwaną rękę i rozszarpane pół twarzy. Krwawił. Tomasz rzucił mi go pod nogi. Kiedy się schyliłam, żeby jakoś mu pomóc, rzucił się na niego i odgryzł mu drugą rękę.
Złośliwy chujek z tego Tomaszka.
Nie odgryza się ręki, która cię… eee tam, nieważne...

Podłoga wyglądała, jak purpurowy dywan. Wtuliłam się w ścianę, odwróciłam tyłem i zasłoniłam twarz rękami. Nie chciałam na to patrzeć, jak wbija w niego swoje szpony i kły. Było mi bardzo przykro [ojej], że wciągnęłam w to niewinnych ludzi, ale potrzebowałam, żeby ktoś mi pomógł.
A mi jest bardzo trudno uwierzyć, że jest ci przykro, po tym, jak wykorzystałaś ich z zimną krwią.
Milenka w ogóle jest królową empatii. O innych dziewczynach też tylko pomyślała, że zostaną rozszarpane.

Przemieniony Tomasz najpierw mnie obwąchał. Nie wiem, ile po kąpieli miałam na sobie jego zapachu.
Zdanie jest kunsztowne nad wyraz. Nie wiadomo, czy ona się kąpała, czy nie, śmierdzi mokrym psem czy nie.

Wstrzymałam oddech.
Aha. Cuchnie. Jednak.

Czułam mokry, zakrwawiony pysk tuż przy swojej głowie. Złapał mnie za włosy i odwrócił twarzą do siebie. Wyciągnęłam ręce przed siebie i zanurzyłam je w bujnej sierści. Wydał z siebie odgłos zadowolenia. Jak każde zwierzę musiał lubić mizianie.
A mizi mizi, ti ti ti, wilkołaczku! Dobry piesek, przyniósł pańci prezent, zasługuje na głaski!
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/62/fe/42/62fe420a7bc4ca89c4f6377cb6b17fcd--fail-a-wolf.jpg


Niech każdy z Was zagwiżdże melodyjkę typu “pościelówa”, gdyż oto - striptiiis!
Powoli rozpięłam zamek od sukienki. Obserwował mnie. Położyłam ją do umywalki, bo podłoga szkliła się szkarłatem. Wziął ją w łapy i zanurzył w nią zakrwawiony pysk. Rozpięłam stanik, zdjęłam buty, zsunęłam rajstopy majtki i też włożyłam do umywalki. Byłam naga. Moje stopy ślizgały się we krwi.
Ale nie zważamy na to. Szoł musi trwać!
Ba dibu-dibu-da...

Wilkołak dotykał mnie całą, moją delikatną skórę.
Kręcąc się lubieżnie wokół rury kanalizacyjnej, kątem oka przejrzała się w lustrze.

Delektował się mną. Wiedziałam, że lubił mnie nago. Rozsunął mi uda wielką łapą i wepchnął tam pysk. Kręciły go moje zapachy.
Koneser subtelnych aromatów.

Może też niedokładnie zmyłam krew. Wrócił tam, gdzie skończył w lesie. Czułam jego ostre zęby na skórze i mnóstwo śliny. Jego język ześlizgiwał się po moim kroczu .Kiedy chciał wejść we mnie językiem, odepchnęłam go i krzyknęłam. Tam wszystko mnie jeszcze bolało. Położył łapę na moich ustach, zasłoniła prawie całą moją twarz. Jego palce sięgały, aż za moje ucho. Czułam, jak pazury uwierają mnie w szyję. Bardzo ostre pazury. Wrócił do ugniatania mojego łona i brzucha. Zaczynało być mi nawet przyjemnie. Zaczęłam robić się wilgotna.
Aha. Podnieca się od ugniatania przez wielką, ciężką łapę z ostrymi pazurami.
Rozdeptanie przez dinozaura byłoby pewnie ostatnim orgazmem w jej życiu.
Nie podsuwaj autorce pomysłów, bo jej kolejna książka może wyglądać tak:

51f%2BcNHRVOL._SY346_.jpg
https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/51f%2BcNHRVOL._SY346_.jpg

On też to czuł. Moje ręce mimowolnie pieściły jego futro na karku. Czułam mocniej, ale ograniczałam się do delikatnego mruczenia. Bałam się, a jednocześnie pragnęłam go. Wytarł łapę z moimi intymnymi zapachami w swoje futro. Natarł je mną. Nerwy prędko napełniły mój pęcherz. Kiedy tak mnie ugniatał, w końcu nie wytrzymałam i uwolniłam spory zapas moczu.
217871_v1.jpg
http://s3.crackedcdn.com/phpimages/article/8/7/1/217871_v1.jpg

Tak, właśnie takie mamy miny.

Bałam się jego reakcji. Uderzył łapą w ścianę, aż posypały się kafelki. Zawarczał. Przywarł do mnie, prawie mnie dusząc i zmusił do przyjęcia owocu jego przyjemności w postaci wytrysku.
“Owoc jego przyjemności”. Tego nie wymyśliła nawet Mątwa jęta szałem.

Moje nogi były całe w wilkołaczej spermie, ale on jeszcze nie skończył. Lał i lał, jak ze szlaucha. Teraz nacierał mnie sobą. Wysmarował całą moją waginę swoim nasieniem., do tego stopnia, że jego palce ześlizgujące się po łechtaczce [zakończone wielkimi, ostrymi pazurami, przypomnijmy] wywołały we mnie stan przedorgazmowy Nie chciałam tego, ale on nie chciał przestać.
-Tomasz...Przestań! ...Tak nie można...To zboczone! ...Jesteś teraz zwierzęciem...Nie mogę mieć z tobą orgazmu…
Tylko rób tak żeby nie było orgazmu
Tylko rób tak żeby nie było orgazmu


- on tylko obserwował moje zachowanie - O Boże...Tak! Tak! Tak! Nie przerywaj...Zmieniłam zdanie... - wiem, gadałam głupoty [tak], ale tak mocno czułam. Do diabła z etyką i moralnością. żaden facet tak mi nie dogodził, jak ta bestia.
I niech to będzie podsumowanie całego opka.

(...)

Tymczasem Tomasz Wilkołak rozciął sobie dłoń szponem.
Mam nadzieję, że gdy sika, to podnosi nogę, bo inaczej brzuch rozorze sobie szponami.

Miejsce pulsujące świeżą, wilkołaczą krwią, przyłożył do ust. Po wargach, brodzie i dekolcie, brzuchu, nogach spływały strużki jego krwi.

-Nie, ja nie chcę smakować twojej krwi - próbowałam odepchnąć jego łapę, ale on koniecznie chciał mnie zmusić to jej przyjęcia. Chciał, abym poczuła go w ten sposób. Krew, jak krew. Nic ciekawego. Nie smakowała inaczej niż moja, ale musiała być inna, bo on teraz był zwierzęciem. Musiałam ją łykać, bo bym się udusiła. Była, jak mocne wino, uderzyła mi do głowy, do nosa, do oczu, wypełnia mnie, jak mężczyzna kobietę, albo wilk wilczycę...jak wilkołak kobietę.
Dobra, dobra… Nie zapominajmy, że ona stoi po kostki we krwi i flakach rozszarpanego faceta z baru.
Ojtam, Jaszu, przejmujesz się jakimś randomem, kiedy tu dzikie namiętności szaleją.

-Tomasz - wyszeptałam - nie rób tak, proszę, nie mieszaj naszych krwi, bo ja nie wiem, jak to jest tak naprawdę, czy można w ten sposób zarazić się wilkołactwem?
Już prędzej czeka ją straszliwa biegunka...

Tak jest na filmach, ale może to nie prawda.
Myli ci się z wampiryzmem. Likantropii można było się nabawić w taki sposób:
  1. Zjeść ludzkie mięso lub podać je bogom w ofierze, po czym zostać przez nich przeklętym (starożytna Grecja). W wersji średniowiecznej przeklinający był świętym, i wilkiem zostawało się na określony czas, np. 7 lat… przy czym można było zachować rozum i zdolność mowy, czego świadkiem miał być Jan bez Ziemi, do którego w czasie wyprawy do Irlandi podszedł olbrzymi wilk i wyjaśnił mu, że jest katolikiem.
  2. Twoja żona mogła mieć ochotę na mięso tego jednego konkretnego jelenia i oświadczała, że dopóki go nie złapiesz, ona nic nie zje. Szczęśliwym trafem miała przy sobie pierścień, którego klejnot po dotknięciu rozebranego człowieka zamieniał go w wilka. Na podobnej zasadzie działały ścięte ze specjalnych krzewów gałązki itp.
  3. Przemiany miały powodować zmienne fazy księżyca.
  4. Mogłeś być  w “czepku urodzonym”, co oznaczało, że miałeś predyspozycje magiczne i mogłeś przemieniać się w wilka przy pomocy czarów (Ruś).
  5. Dałeś się namówić podejrzanemu gościowi do posmarowania specjalną maścią. Ups, koleś okazywał się złośliwym czarnoksiężnikiem, a ty pozostałeś wilkołakiem do końca swych dni.
F) Wypić wodę z kałuży przez która przebiegł wilkołak
G) albo po prostu zostać pogryzionym przez wilka (lub wilkołaka, różnie mówią).
Wilkołak to po prostu człowiek zmieniający się w olbrzymiego wilka. Wilkołak jako humanoid pokryty sierścią i posiadajacy wilczy pysk to wymysł późniejszych czasów.
H) I, OCZYWIŚCIE, poprzez zawarcie paktu z diabłem.

Więc nigdy nie słyszałem o przemianie spowodowanej zmieszaniem swej krwi z krwią wilkołaka. Nawet w żadnym filmie nie słyszałem o czymś takim. Widać autorka sobie to wymyśliła, bo mieszanie krwi jest cool.
Przez chwilę myślałam sobie, że może te wilkołaki-mutanty z Riese zarażają też jakoś inaczej niż tradycyjne i wtedy ten myk z krwią byłby usprawiedliwiony, ale potem przypomniało mi się, że przecież Milena odwołuje się do obejrzanych filmów, czyli wizerunku wilkołaka w popkulturze.
A zatem nie masz się czego obawiać, Milenko, póki Tomasz cię nie ugryzie.

Co do zarażania poprzez wymianę krwi - może wykończyć to tałatajstwo jakimś choróbskiem - wzw typu B, albo choćby febrą?

Nie chcę cierpieć podczas przemiany, tak jak ty.

Jeśli chcesz mnie zdobyć, zatrzymać, to nie tędy droga. Naprawdę chcesz mnie oglądać taką brzydką podczas seksu?
Bo, to jest, kuźwa, najważniejsze. Nie, że stanę się potworem mordującym ludzi, nie, BĘDĘ BRZYDKAAAAAA!!!


Nie możesz mi tego zrobić. Przecież pozwoliłeś mi odejść z drewnianego domku i podobno nie chcesz zrobić mi krzywdy. Kłamałeś? Robisz mi ją teraz, łącząc naszą krew w jedność.
Jak Indianie w wyobraźni Maya.

Tomasz nawet będąc wilkiem, miał w głowie tylko jedno - seks. Znów poczęstował moje uda i brzuch porcją świeżej spermy.
Smacznego, brzuszku!
Powiem wam, że nie zazdroszczę osobie, która odpowiada za sprzątanie w tym barze.

Potem nasycony seksualnie odwrócił się, zostawiając mnie oszołomioną i zajął się syceniem głodu - mężczyzną z wyrwanymi rękami. Teraz to z miłą chęcią wspominałam rozbebeszonego jelenia.
Zjadłoby się dziczyzny, co?

Zwymiotowałam. Nie mogłam patrzeć, jak zjada człowieka.
Krew, wnętrzności, mocz, sperma i wymioty. Chyba zbyt wiele jak na jedną sprzątaczkę, robiącą  porządki na zapleczu.
E tam, przyzwyczajona jest, ma wprawę.

Zrzuciłam do umywalki krew, jego krew, którą wmusił we mnie przed chwilą. Spojrzałam w lustro. Oczy miałam zabarwione na czerwono. Wszystko było czerwone.
Ludzie z niebieskimi oczami widzą wszystko w błękicie.

Czerwień odbijała się od lustra, od mojego ciała, podłogi. Tylko jego futro było czarne. Dopiero teraz zauważyłam, że również widzę na czerwono.
Jak terminator. Milenka zaraz pobiegnie szukać Sary Connor.

Przeraziłam się. Na wielu horrorach wilkołaki widziały na czerwono. Prawda to, czy przypadek? Miałam też ubrudzoną krwią twarz. Przemyłam ją wodą. Ciągle stałam przed lustrem i patrzyłam na siebie, czy się już zmieniam.
Mogę zrozumieć narcyzm, ale nie w tak ostrej postaci.

Tomasz otarł się o moje nogi prawie mnie przewracając. Domagał się uwagi. Obróciłam się. Rzucił mi pod nogi, jakąś część ciała rozszarpanego faceta.
-O nie, mój drogi, bez takich prezentów, już wolałabym ten pierścionek zaręczynowy... - o rany, ja to powiedziałam na głos?
W całym wszechświecie nie ma tylu facepalmów, żeby wyrazić to, co teraz czuję.


Obyś akurat tego nie pamiętał... i dodałam - nie patrz tak na mnie, nie lubię mięsa, a surowego, to już w ogóle, a o ludzkim nie chcę słyszeć. On warknął na mnie i pożywiał się dalej. Dziwne, że nie zmuszał mnie do tego, jak do jedzenia jelenia.
Nabiera manier.
Następnym razem poda jej ludzinę elegancko przyrządzoną i na porcelanowym talerzu.


Wtedy coś usłyszałam, w jednej z kabin. On też. Zaczął węszyć. Wyrwał drzwi do toalety po prawej stronie. W środku siedziała przerażona dziewczyna. Zaczęła krzyczeć, kiedy go zobaczyła. Próbowałam stanąć w jej obronie, ale popchnął mnie boleśnie na ścianę. Krzyczałam do niej, aby zachowała spokój, bo krzyk tylko go wkurza i wzbudza agresję.
Dlatego krzyczałam.

Wyciągnął ją brutalnie za ramię i rzucił nią na lustra. Posypało się szkło. Jednym odpryskiem dostałam w łydkę, drugim w ramię. Zdarł z niej sukienkę, zostawiając głębokie ślady pazurów. Kolor czerwony stawał się jeszcze bardziej czerwony.
Zrobiło się tak czerwono, że nawet komuniści czuliby się tu nieswojo.
Krótko mówiąc - wszystko czerwone.

Cała toaleta krwawiła.
Z tych ran po wyrwanych drzwiach, oderwanych kafelkach i stłuczonych lustrach.

Dziewczyna wyła wniebogłosy. Każde rozcięcie zostawiało malarski, czerwony podpis na białych kafelkach i suficie. To tam coś jeszcze nie jest uwalone? Było w tym coś artystycznego i pięknego. Taaak, bardzo to artystyczne, gdy nie jesteś na miejscu ofiary.

Taki morderczy wzór nie do podrobienia, jak linie papilarne. Ona próbowała się odwrócić i uciekać. Za karę uderzył ją w twarz pazurami, a potem głową o podłogę.
Swoją?

Przyglądałam się beznamiętnie tej makabrze.
Nas ten opis też nie rusza, tyle w nim emocji, co w kamieniu przydrożnym.

Do czasu, kiedy zaczął gnieść jej piersi. Ona cierpiała, umierała, a we mnie obudziła się zazdrość. Nienormalne prawda?
Raczej durne. Dziewczyna jest gwałcona i mordowana, a bohaterka jest zazdrosna. Ugh.


-Jeśli teraz ją zerżniesz, koniec z nami! Nie żartuję! Mam dość twoich zdrad!
Mówi to Milenka w toalecie zalanej krwią rozszarpanego mężczyzny, a zdradą nazywa to, że jej gach zaraz będzie gwałcił kolejną ofiarę.
Drogie dzieci, teraz widzicie, jak straszny jest seksoholizm. Nie uprawiajcie seksu, bo Wam też się tak zrobi!

Słyszysz? Nigdy nie pozwolę ci się przelecieć!
Odstawię cię od stołu i łoża!

Ucieknę ci na koniec świata albo zabiję się i będę mieć święty spokój!
Zabiję się i będziesz wtedy żałował, że byłeś dla mnie taki niedobry!

Odwrócił się do mnie, ale pewnie dlatego, że krzyczałam, a nie z powodu tego, co krzyczałam.
No raczej. W ogóle zastanawiam się, co ona chciała osiągnąć tą przemową.
Typowa awanturka o to, że facet lata za spódniczkami.

Wrócił do dziewczyny. Zasłonił jej usta łapą i przydusił do posadzki swoim ogromnym ciałem. Był między jej nogami. Widziałam przerażenie w jej oczach. Czy wiedziała, że zginie? Czy może łudziła się jeszcze, że na gwałcie się skończy, że to zły sen? Kiedy zakładałam sukienkę i chowałam bieliznę do torebki, był już w niej, poruszał się miarowo.
Wkoło jatka, krew, flaki, a ta sobie spokojnie pakuje bieliznę do torebki...
Za to strzeliła focha jak się patrzy.

Ciało dziewczyny falowało, czy z bólu czy z przyjemności, nigdy się nie dowiem... czy wilkołak to lepszy kochanek niż facet.
...i zastanawia się nad najważniejszym problemem Wszechświata.

Z pomiędzy [spomiędzy] jej ud wypływała świeża krew.
Co mogła zobaczyć, bo cielsko wilkołaka nagle stało się przezroczyste.

Przypomniałam sobie niedawną utratę dziewictwa, też miałam wtedy czerwone uda.
Vahu, polewaj!
Nie ma sensu polewać do kieliszków, idę po szklanki. Tobie, Kuro, mam rozumieć, że lać czysty spirytus?
No chyba nie częstowałbyś damy wódką!
Dodaję słój małosolnych.

Wyszłam.
Obrażona. Z toalety w knajpce, gdzie we krwi można pływać krytą żabką. Aha.
Powinna jeszcze trzasnąć drzwiami.

Trudno było mi zrozumieć swoje myśli, myśli osoby, która widzi czyjąś tak okrutną śmierć. Normalny człowiek by pomógł. Człowiek. Może ja już nim nie byłam?
Tu akurat uważam, że normalny człowiek starałby się wiać jak najprędzej; natomiast mało prawdopodobne, by podniecał się tym widokiem i jeszcze czuł się zazdrosny.

Obijałam się jak ćma w ciemnym korytarzu. Aby wyjść musiałam przejść przez zdemolowany lokal. Ciągle jeszcze słyszałam krzyki tej dziewczyny. Nic nie mogłam zrobić. W lokalu jatka. Pobite lampy. Szłam na czworakach. Nie, nie przemieniłam się. Tak było po prostu wygodniej.
W razie czego nie tylko nogi, ale i ręce sobie poranię o zbite szkło.

Kiedy wyszłam na zewnątrz, usłyszałam swoje imię.
-Milena - to był Marcin - Milena, co ci się stało, co on ci zrobił? - pytał, widząc mnie pokrwawioną, w sukience na lewą stronę, w jednym bucie na nodze, drugim w ręku.
Zdążyła się ubrać.
I schować bieliznę do torebki. Pełen luz i opanowanie.

-Zabierz mnie stąd...albo nie, zabij mnie, bo teraz jestem taką samą bestią, jak on...
W dodatku on zgwałcił jakąś obcą dziewczynę, buuu, nie mnie, buuu!

-Milena, co ty mówisz? Co tam się stało? - dopytywał się przerażony.
-Moja krew... jego krew... jedna krew... jedno przekleństwo...
Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!

-Zgwałcił cię? - zapytał Marcin z niedowierzaniem.
On? Mój brat? On nigdy nie gwałci!

-Nie...Zrobił mi coś gorszego... - wyznałam.
-Milena, co może być gorszego od gwałtu?
-Zarażenie wilkołactwem wbrew woli...Zrobił to...zgwałcił moją krew...spuścił się do niej swoją!
Jakby nie mógł po staremu – w spodnie.

Marcin spojrzał na mnie i za mnie. Z tyłu dochodziło warczenie. Zasłonił mnie swoim ciałem. Odepchnęłam go jednak. Teraz to nie miało znaczenia. Należałam do Tomasza. Wybawiłaby mnie tylko srebrna kula, jeśli to naprawdę działa.
Właściwie działa wszystko, co zostanie wbite odpowiednio głęboko w serce. Od osinowego kołka po widelec.

Tomasz podszedł do mnie. Ustawił się bokiem. Zrozumiałam. Chciał, abym weszła na jego grzbiet. Najpierw siadłam na nim okrakiem, potem położyłam się i zacisnęłam mocno dłonie na futrze. Poczułam się, jak rudowłosa modelka z obrazu Podkowińskiego, tylko, że ona była na koniu, a ja na wilkołaku.

Gonił gdzieś przez las. Czułam zapach grzybni [z chujnią] i ściółki.

Mało co widziałam. Był zmierzch. Drzewa, jak gapie, oglądały się za nami. Tylko kamienie były niewzruszone. Soboń oddychał sztolniami.


Tomasz zawozi Milenę do domku w lesie, tam oboje grzecznie idą spać, no i właściwie tyle tej historii.

Po tej historii Tomasz stał się wobec mnie oschły i powściągliwy. Ja też nie zabiegałam o jego zainteresowanie. Marcin też o nic nie pytał, a ja bałam się zapytać, czy będę teraz się zmieniać? Bałam się sytuacji emocjonalnych, stresowych. Siedziałam w swoim pokoju w Zimnej Wodzie i pisałam książkę.
Zaraz… nie mówcie mi, że ona zamieszkala tam u nich?!
“Drogi pamiętniczku, kolejny nudny dzień za mną. Dziś Tomasz zabił tylko trzy osoby i to w niezbyt artystyczny sposób…”

Nadrabiałam stracony czas. Było mi przykro, że tyle go straciłam na ten dziwny romans. Nie ruszyłam też nic w temacie znalezienia brata. Motocyklista nie żył, nie miałam kogo zapytać o historię miasteczka, czasy wojny.
Był absolutnie jedyną osobą, która cokolwiek o tym wiedziała.
A może któryś z braci? Nie? To ok, pewnie i tak nic nie wiedzą.

Poszło mi gorzej niż fatalnie. Próbowałam wykorzystać zdobyte na własnej skórze doświadczenie i opisać to wszystko w książce, ale pewne rzeczy zbyt mnie bolały.
Te południowe rzeczy?

Bałam się płakać, cierpieć, wzruszać. Leciałam na lekach uspokajających. Po paru dniach wegetacji w świecie laptopa, Marcin przyszedł do mnie.
Ja się dziwię, że nie przyszła policja… W Głuszycy jest komisariat, zresztą do takiej jatki z pewnością ściągnęliby śledczych z Wałbrzycha. Musieli być jacyś świadkowie, którzy zauważyli Tomasza, Marcina i Milenę w pobliżu baru. A zabity motocyklista? A rozbebeszony jeleń?
-Milena, tak nie można. Musisz się oderwać. Chcesz, załatwię ci zwiedzanie kompleksów.
Pomyśl, jakie fajne kompleksy! Nie chcesz?

-Jeszcze nie czas. Nie chcę stąd wychodzić. Nie czuję się bezpieczna...
Powiedzieć, że ona niezrozumiale bredzi o niebezpieczeństwie w miejscu, gdzie dopada ją gwałciciel, ale nie chce zwiać z tego miejsca, to przerasta wszelkie komentarze.
Zostaje jedno:
- A siedź!
(...)
-Milena może zrobimy jakąś imprezę w domu? Zaprosimy turystów z kempingu? Może poznasz kogoś?
Ta, a w połowie rozmowy przybiegnie Tomasz i oderwie temu komuś głowę.
W takim razie lepsze byłoby zaproszenie ich na grilla.

Może ktoś powie ci coś ciekawego? Turyści, którzy tu trafiają, mają sporo informacji. To nie są laicy jadący nad morze szukać muszelek.
-Czemu nie, ale przemawia przeze mnie raczej chęć zemsty na Tomku, niż faktyczna chęć szukania nowych znajomości czy informacji. To silniejsze ode mnie. Chcę, aby cierpiał.
Mało jej, że strzeliła focha i obiecała, że nici z seksu? Co ona jeszcze chce mu zrobić? Zapchlić go?

-Milena, zrobisz, jak uznasz. To wasza gra. Chcesz żeby cierpiał, bo on wtedy cię pragnie. Budzisz w nim bestię, ale ty lubisz go, kiedy jest przemieniony.
-Ja dziękuję za takie pragnienie... Tak, wolę go, jak jest przemieniony...Wiem, to chore, ale on wtedy naprawdę mnie lubi.
Przynosi mi prezenty - to martwego jelenia, to martwego faceta.
Czasem podaje łapę… czyjąś odgryzioną rękę, zamiast zaręczynowego pierścionka...

Nie chce mnie mieć, ale chce mieć przy sobie. Mijam fakt [z piskiem opon], że to są trudne, krwawe spotkania. Ojtam ojtam, taki drobny szczegół. Najlepiej mi samej. Boję się, że w grupie zrobię komuś krzywdę. Samej siebie teraz się boję. Codziennie oglądam się, czy coś się zmieniłam.
-To nie działa tak, że codziennie coś ci się pojawia. Jednego dnia ogon, drugiego uszy. To przychodzi raz, a porządnie. Przemiana jest jak gwałciciel, nie odpuści ci za nic na świecie.
Czy ja wiem, gwałciciel odpuści, jak mu się wbije np. nóż w bebechy.
(...)

Milena postanawia wybrać się do sztolni nr 2.

Tego dnia było jakoś tajemniczo, pogoda elektryczna, ciepły wiatr, rozmowy drzew, śpiew strumieni i letnie, leniwe popołudnie. Szłam po śladach słońca. Szlak był nieważny, prowadziła mnie intuicja. Zbliżyłam się do natury, zdejmując buty.
Następnym krokiem będzie kwestionowanie szczepień.

(...)
Czułam zapach wnętrza ziemi. Dotykałam runa. Szukałam siebie, swoich śladów. Moje włosy chłonęły historię tego szybu.



Pod rękami czułam przeszłość, chciałam ją odkopać.
I tak oto miała powstać jedyna na świecie kopalnia przeszłości.

Ziemia była trudna, drapałam ją, biłam.
Tak to się kończy jak człowiekowi nie chce się wziąć szpadla.

Nie chciała mnie dopuścić do prawdy. Płakałam. Przeklinałam to miejsce. Czułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek. A miało być tak blisko. A było tak daleko - rozwiązanie mojej przeszłości.
Ach, to. Myślałem, że złoty pociąg.

Znów mi nabrzmiały dziąsła. Piekły ręce, bolały paznokcie.
Jakaś awitaminoza. Podejrzewam brak witaminy C. Rada jest prosta - zjedz porcję kiszonej kapusty, to ci ulży.

Czułam zapach krwi. Czy to moja? Całe ciało drżało, Było, jak nie moje. Wiłam się w tej dziwnej ekstazie.
Paliło mnie ubranie. Zdjęłam je nieziemskim wysiłkiem i schowałam pod jakimiś kamieniami.
Niestety, nie zdążyła się zaopatrzyć w sklepie dla Hulków.

Czułam ogromny, wewnętrzny napór. Coś gniotło moje ciało, wyginało, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Mój wzrok stał się wrażliwszy. Reagował na ruch [bo normalny ludzki wzrok to wcale] i ciepło. Coś jakby negatyw skrzyżowany z podczerwienią.
Hybrydy, hybrydy wszędzie.

Rozrywało mnie. Czułam w ustach smak krwi. Moja szczęka, jakby ją ktoś ciągnął do przodu. Skóra strasznie się napinała, wręcz pękała na mnie. Byłam przerażona. Całe ciało mnie bolało.
Czytelnicy, odpowiedzcie poważnie - żal Wam jej?

(...)
Byłam bezsilna. Doczołgałam się do szczeliny i przecisnęłam do środka. Chłód trochę ukoił mój ból. Na dworze zmierzchało. Domyślałam się, co się stało. Obawiałam się tego i czekałam na to. Przemiana .Moja pierwsza w życiu. Do tej pory moja likantropia nigdy tak daleko to nie postępowała. Jednak, czy było to możliwe, żeby Tomasz doładował ją do wyższego stopnia?
Zapgrejdowała, jak w pokemonach.

Czy można się zarazić wilkołactwem jeszcze bardziej? I jak ja mam teraz funkcjonować?
Zapytaj Anguę.

Byłam gorsza niż słoń w fabryce porcelany.
Nie w fabryce, ale w składzie i dlaczego “gorsza” od słonia?
Bo nie miała trąby.

Nie wiedziałam, jak się poruszać?
Nas nie pytaj.

Na czworakach, czy na dwóch nogach? To nie takie proste, kiedy przestajesz znać i panować nad swoim ciałem. Ono nie wiedziało, kim jest - wilkiem czy człowiekiem. Byłam głodna. Wyszłam na zewnątrz, poszukałam jakiejś trawy, kwiatów, ziół, ale nie trawiłam tego, żołądek zwracał. Domagał się mięsa.
Cóż, w ludzkim menu trawa czy kwiaty też zajmują niezbyt istotne miejsce.
Miała nadzieję, że zamieniła się w krowę.

Woda ze strumyka jakoś się przyjęła. Byle do rana, wtedy powinnam wrócić do swojego normalnego ciała. Tak miał Tomasz. W tunelu coś się zaczęło dziać. Jakieś odgłosy. Strach mnie paraliżował, ale przecież byłam teraz wilkołakiem. Nawet pachniałam inaczej...to znaczy, jak zwierzę...śmierdziałam, dokładniej mówiąc, mokrym psem.
Czy będąc wilkołakiem nie powinna uznawać swego zapachu za normalny?

Kilkudniowe nieogolone nogi przy moim obecnym stopniu owłosienia było [były] niczym. Nie byłam jednak rudym wilkiem, ale ciemnym, bo taki był mój kolor naturalny.
Więc zaraz zaczęłam się zastanawiać, czy istnieją jakieś farby do sierści.

Coś się zbliżało. Moje zmysły wariowały, dokładniej - nos.
Ech, ty, mistrzyni słowa… Już raz był zmysł - zapach, teraz zmysł - nos…

Kilka dziwnych istot minęło mnie przy wyjściu ze sztolni. Wyczołgały się na zewnątrz. Możliwe, że wyniki eksperymentów nadal tu żyły i rozmnażały się. Nie zwróciły na mnie uwagi, bo teraz byłam taka, jak oni.
Jak [one], te istoty, te hybrydy.


Weszłam do środka tunelu. Szłam za intensywnością zapachów. Straciłam rachubę czasu. Nie wiem, ile razy skręciłam, jaką długość tuneli przeszłam. Kiedy idzie się za własnym nosem, wszystkie ludzkie miary przestają się liczyć. Doszłam do wielkiej, oświetlonej sali.
Tak się zastanawiam, po co oświetlenie istotom, których wzrok reaguje na podczerwień.

Były w niej ogromne, kryształowe żyrandole
No nie, do Wieliczki doszła.
I co, tutaj światło nie wkurzało Tomasza?


i marmurowe podłogi, w skałach wyrzeźbione postacie z twarzami psów, wilków, jaszczurek, kotów.
No no, myślałby kto, że te hybrydy to jakieś prymitywne stwory, co nie umieją mówić ani żyć po ludzku, umiejętność zrozumienia, co się do nich mówi, wynosi je już do rzędu półbogów, a tu proszę – rzemiosło, sztuka, luksusy…


To było, jak podziemny zamek. Faktycznie wyglądał, jak ten z moich snów i dobrze dobrałam mu nazwę - Czarny Zamek. Kolor ścian był ciemny. Nie wierzyłam własnym oczom, to było niemożliwe. Podziemne miasto istniało i miało swoich mieszkańców.
Tylko uważaj na takiego małego, chudego, co mówi zagadkami.  

Było to też smutne - skrzyżowane na siłę gatunki.
I tu aż by się prosiło o jakichś opis tych dziwnych stworzeń zamieszkujących podziemia, ale przecież po co.

(...)
Wszędzie mnie swędziało. Nawet nie próbowałam się drapać. Na filmach wilkołaki są szybkie, chodzą i biegają na tylnych łapach, a ja miałam problem z chodzeniem na czterech. Symetria ciała zmieniła mi się. No i ogon jeszcze był, jak tyczka u cyrkowca, która pomaga utrzymać równowagę, jeśli się wie, jak ją trzymać. Ja nie wiedziałam. Ogon u zwierząt ukazuje emocje, mój plątał mi się między nogami, wywijał, jak mu się podobało.
To nie pies macha ogonem, to ogon macha psem!
Ogon zyskał samoświadomość, zrozumiał do kogo jest przytwierdzony i próbuje uciec.

Ale obciach. Bałam się, że ktoś mnie zdemaskuje. Oni się na pewno wszyscy się znają, ja wyglądałam i na pewno pachniałam inaczej. Zauważyłam, że mimo tego, iż jestem zwierzęciem, mogę myśleć normalnie. Co ciekawe, niektórzy mieszkańcy Czarnego Zamku chodzili nago i wyglądali zupełnie jak ludzie, ale, jak się obserwowało można było zaważyć, że przemieniali się w lot w zwierzęta, a za chwilę w ludzi. Tomasz też chodził nago w drewnianym domku. To było dla niego naturalne
Ale przy pierwszym spotkaniu z wilkołakiem, w poprzedniej analizie, miał spodnie. Być może Tomasz-wilkołak nie potrafi powstrzymać się od mordowania ludzi, ale pamięta, by założyć spodnie przy okazji wyjścia na miasto.


Nie miałam pojęcia, jak wrócić do sobie [a wracaj siebie, wracaj], no i byłabym wtedy naga. Wstydziłabym się. To już w ogóle byłaby klapa, gdybym teraz na powrót stała się Mileną. Nie wiem, co by mi mogli zrobić, gdyby odkryli, że jestem tu obca.
(...)

Zaczepił mnie wysoki wilkołak, stał na dwóch łapach. Na swoich czterech łapach czułam się przy nim taka malutka [pi-pi-pi…] Ciekawą rzeczą było to, że mówił do mnie w myślach i ja mogłam mu tak odpowiedzieć. Zorientował się, że coś ze mną nie tak. Poprosiłam, aby mnie nie wydał, bo ja sama nie wiem, co się stało, że jestem tu pierwszy raz i że to moja pierwsza przemiana.
Boi się, co zrobią, jak odkryją, że jest tu obca, więc przyznaje się do tego pierwszemu napotkanemu wilkołakowi.

Poprosiłam, aby mnie wyprowadził na zewnątrz. Zaprosił mnie do swojego pokoju, twierdząc, że tu będę bezpieczna.
A poza tym ma piękną kolekcję znaczków i starych płyt.  

Nagle zmienił się w człowieka. Powiedział, że to łatwe. Głupio było mi patrzeć na nagiego, obcego mężczyznę, który był naprawdę pociągający - szatyn, włosy do ramion, wysoki, hojnie obdarzony.
Ej no, sama przyznała, że głupio było patrzeć.
Aaaa, to już wiem, czemu od razu poczuła do niego zaufanie.

Reagował na mnie, ale nie przejmował się tym, albo dobrze udawał. Jak mógł na mnie reagować?
No nie wiem. Obojętność zawsze jest lepsza niż tarzanie się po podłodze ze śmiechu.

Przecież teraz byłam taka brzydka, owłosiona, śmierdząca, bez kobiecych atrybutów, oprócz waginy schowanej gdzieś w głębokim futrze jak piersi.
No przecież na Mary Sue musi lecieć wszystko, co ma w sobie pierwiastek męski; nawet kwiaty na łące prężą pręciki na jej widok.

Dał mi coś do wypicia. Powiedział, że pomoże mi to się zrelaksować i wrócić do kobiecej postaci. Bo to na tym polega - na emocjach. Kiedy masz to w genach, musisz uważać na spontaniczność relacji [chyba reakcji?] - gniew, złość, wściekłość, podniecenie, orgazm, bezradność, bezsilność, płacz, cierpienie. Kiedy już dojdzie do przemiany, najlepiej się zrelaksować -mogą być środki nasenne chemiczne, narkotyki, alkohol, seks, sen, masaż, wszystko, co nas rozluźnia. Pavulon? Mężczyzna przedstawił się jako Adam.
Ach, ten Adam!
Zaraz zaproponuje niezawodny środek na rozluźnienie i wyciszenie emocji ;)

Mówił do mnie, opowiadał o swoich doświadczeniach z przemianą, o podziemnym świecie. Powoli czułam, jak skóra przestaje być napięta, jak wraca mi normalny wzrok, jak cofają się kły i owłosienie. Cała drżałam, było mi cholernie zimno i bolało mnie całe ciało. To normalne, ponieważ kości i mięśnie wracają na swoje miejsce.

To na zasadzie gojenia się. Zasypiałam, napój mnie ściął. Czy to było ghb? Nie wiem. W półśnie pamiętam, że Adam dopytywał się o moje życie osobiste - kim jestem, co tu robię, czy jestem sama. Pewnie chciał się zorientować, czy będzie mógł liczyć na podziękowanie, jeśli mnie wyprowadzi.
Nic za darmo na tym świecie!

Kiedy się obudziłam, byłam ubrana w moją sukienkę. Adam znalazł ją pod kamieniami przy wejściu do sztolni, gdzie ją wcześniej zostawiłam. Najważniejsze, że byłam już sobą. Podobno spałam tu dwie noce i trzy dni.
Zastanawiam się, gdzie pracuje Milena, że tak sobie bez problemu znika na wiele dni.

To normalne na początku po przemianie. Organizm musi się przestawić. Adam powiedział wprost, że chciałby się ze mną kochać, że nie wykorzystał sytuacji, jak spałam (oprócz tego, że ją ubierał – a co sobie przy tym pomacał, to jego), bo chciałby wiedzieć, co sprawia mi przyjemność, jak reaguję.
Opowiedziałam, że tak, że podoba mi się jako mężczyzna (był naprawdę nieziemsko przystojny, ale wilkołaki mają ten swój seksapil), ale nie zgodzę na seks pod ziemią, w takich warunkach.
Ale jakich warunkach? Przecież nie siedzą w jakiejś prymitywnej ziemiance, tylko w Czarnym Zamku, wśród przepychu i luksusów!

Dałam mu swoją wizytówkę. Umówiliśmy się na telefon. Tomasz mnie już nie chciał, bo przecież dostał, czego chciał - rozdziewiczył mnie, był tym pierwszym.
Nie przesadzaj i nie zapominaj o kuracji odwykowej z seksoholizmu…

Chciałam się na nim zemścić i oczywiście poczuć się znów atrakcyjną i pożądaną. Ja dobrze wiedziałam, że on nie medytuje, tylko ciągle chodzi na dziwki. Nie potrafi przestać, wytrzeźwieć. Ja też miałam prawo mieć życie erotyczne.

Teraz, kiedy nie byłam już dziewicą z odzysku, a normalną kobietą [bo dziewictwo jest nienormalne], mogłam się znów kochać i przeżywać pełne orgazmy.
A co było przed kuracją?

Jednak kiedy Adam dowiedział się, gdzie mieszkam, a raczej z kim mieszkam, zbladł i wycofał się z propozycji, którą sam złożył. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi, co do tego ma Tomasz, bo wyglądało na to, że Adam się go boi i nie chce z nim zadzierać.
No pomyśl Milenko. Rozruszaj mózg. O co może chodzić? Adam jest wilkołakiem. Tomasz jest wilkołakiem. Można śmiało założyć, że znają się choćby ze słyszenia. Tomasz jest wielkim, szalonym wilkołakiem-mordercą. Jak dla mnie to wystarczy, by się typa bać.
I jeszcze coś: z narracji Tomka wiemy, że Adam to jego syn. Milena zwraca uwagę na ich seksapil jako wspólną cechę, ale nie zauważa ich podobieństwa fizycznego? Bo w tych pobieżnych opisach są do siebie całkiem podobni…

Cóż zostały mi albo różowe kuleczki dopochwowe z wypustkami, albo mogłam poderwać kogoś w klubie disco, ewentualnie rozebrać się i przejść przez las koło sztolni numer 2. Może jakiś wilkołak będzie łaskawy mnie zgwałcić? Tak, brakowało mi faceta. Nie, nie faceta. Seksu. Seksoholizm zaczynał znów mną rządzić.
Jakaś do dupy była ta terapia.

Milena wraca do domu Tomasza by zabrać swoje rzeczy, wynajmuje kolejny pokój w Głuszycy (najwyraźniej wieść o martwym jeleniu nie rozniosła się w żaden sposób), po czym postanawia wybrać się na dyskotekę.
To ludzie się tam nie boją chodzić po nocach na dyskotekę? Zrozumieją swój błąd, gdy Tomasz wpadnie tam w pogoni za Mileną.

Ubrałam się tajemniczo, ale wyzywająco.
Na dyskotekę, a nie operetkowy bal maskowy, na którym Pan nie rozpoznaje Pani, bo założyła nowe rękawiczki?

Mała czarna, wysokie obcasy, głęboki dekolt i czerwona szminka.
Czy ktoś mi wytłumaczy, co w tym tajemniczego?
Tajemnicze i niezbadane są głębie jej dekoltu.

Poszłam na dyskotekę, zapominając o tym, że jestem teraz wilkołakiem i seks ze mną dla przypadkowego faceta mógł być ostatnim w jego życiu.
No, jeśli ty mu nie urwiesz głowy, to zrobi to Tomasz.
Przypadkowy seks z przypadkowym facetem na dyskotece. Pewnie w toalecie.

No właśnie...a jak kochają się wilkołaki? W sensie, że czy mogą mieć pełne stosunki, bo to ten sam gatunek, a nie jak wilk z człowiekiem? Czyli, czy mogłabym teraz do woli pieprzyć się z Tomkiem i nie martwić o konsekwencje?
Hmmmm… ciekawe, jakie choroby weneryczne mogą przenosić wilkołaki?
Nie mówiąc już o powiciu kilku szczeniąt, pozostaje komunikat: baza wirusów została zaktualizowana.

Na dyskotece spotkałam prostytutkę Ankę z parkingu. Nawet się ucieszyłam na jej widok.
Jakaś znajoma twarz.

Była z jakimś facetem, ale mimo to, dołączyłam do nich.
Facet też się ucieszył z promocji – dwie w cenie jednej.

Jak miło, w tłumie wypatrzyłam Adama, ale nie poszłam się przywitać. Nie miałam ochoty spać [?] z nim, bo on też był wilkołakiem i znał Tomka. Po dwóch drinkach poczułam się boginią dyskoteki. Stały element wieczoru - zabawa w karaoke. No to poszłam. Gdy weszłam na scenę, do kolekcji znajomych w tym lokalu mogłam jeszcze dopisać Tomasza.
On jej chyba zamontował jakiegoś GPS-a, który to już raz absolutnym przypadkiem zjawia się tam, gdzie i ona?


Chciałam uciec, ale pomyślałam, że do odważnych świat należy. Bałam się tylko dwóch rzeczy, że z emocji znów się przemienię i czy wytrzymam ten widok - Tomasz i z trzema ździrami.
Każda kobieta, która kręci z Tomaszem, z definicji jest zdzirą, oprócz ciebie, Milenko, nasz ty wyjątkowy płateczku śniegu.

Dziąsła poszły mi od razu..
Dokąd?
Fpizdu. I tak powstała vagina dentata.

Musiałam zatem się zrelaksować, żeby tu nie paść i nie przemienić się. Skupiłam się więc na muzyce. Śpiewałam kiedyś w zespole. Wczułam się i nie patrzyłam na widownię. Nie bałam się dotykać ani robić odważnych gestów czy póz. Byłam wulgarna i wyuzdana. Chciałam, żeby Tomkowi siedziało się bardzo niewygodnie, żeby go bolał z podniecenia.
Ah, więc ryzykujesz życiem wszystkich bawiących się na dyskotece osób, żeby Tomusia uwierały spodnie i poczuł się zazdrosny? Milenka nawet nie pomyślała, że może się on przemienić i wymordować… no, z kilkadziesiąt osób, choć już dwa razy była świadkiem popełnianych przez wilkołaka zbrodni. Masz ty rozum i godność człowieka, Milenko?
Mówiłam, że ma pamięć jak muszka owocówka.


Piosenka Bon Jovi "You give love a bad name" pasowała idealnie.
Lubiłem ten utwór…
Przetrwał Mandarynę, przetrwa i “Dziewczynę wilkołaka”.

Kiedy zaczęłam śpiewać, miałam już fanów w pierwszym rzędzie - kilku facetów w skórach. Jest taki moment, kiedy muzyka się wycisza i Bon Jovi śpiewa "You give love a bad name", wtedy złożyłam dłonie w pistolet i "wystrzeliłam" w stronę Tomasza. Chyba się nie spodziewał. Ja też nie poznawałam siebie. Cóż za poufałość. W czasie piosenki bardzo pewna siebie i wręcz bezczelna przeszłam się z mikrofonem po sali. Jednemu facetowi w skórze zarzuciłam nogę na biodro i kilka razy otarłam się o jego męskość,
Wyrok śmierci numer jeden...

Adama poklepałam po kroku,
Wyrok śmierci numer dwa…

a na koniec (nie wierzę, że to zrobiłam!) wsunęłam język do ust jeden ze zdzir, które były z Tomkiem.
Wyrok śmierci numer trzy, a to wszystko w niecałe pięć minut. Milena ma lepszy przerób niż niejeden stalinowski sędzia.


Chyba się jej podobało, bo odwzajemniła wymianę śliny.
I tak sobie popluły jedna na drugą.

Potem głęboki wdech, przeszłam obok niego, jakby był powietrzem, ale miałam wrażenie, że słyszę swoje imię. Weszłam na stół. Przeszłam się po nim (a kieckę zadarła?) i wróciłam na scenę na koniec piosenki. Miałam zaśpiewać coś jeszcze, ale tu wymiękłam. Przemiana posuwała się do przodu. Musiałam się ewakuować.

Adam odwozi Milenę do domu i doradza jej, żeby się przespała, to objawy likantropii znikną. A kiedy Milena się budzi...

Siedział na fotelu i mnie obserwował. Pocierał się po członku. Pewnie rozebrał mnie już z tysiąc razy i zgwałcił w wyobraźni drugie tyle. Kiedy zobaczył, że się podnoszę, zaproponował szklankę wody.
Zamiast!

Potem posunął się dalej. Zaproponował, że pomasuje moje stopy i miało to wyraźnie wydźwięk erotyczny. Chyba sprawdzał mnie, czy pamiętam o zobowiązaniu za pomoc w tunelu. Pamiętałam. Teraz chciałam zobaczyć, jak to jest kochać się facetem, który potrafi się zmienić w wilkołaka.
Bo wcześniej nie miałam okazji tego doświadczyć.

Czy będzie to seks przez ubranie, czy bez.
Widzicie? Oni tak specjalnie uprawiali seks tekstylny.
Wygląda na to, że w amerykańskich filmach grają same wilkołaki. I w “Och, Karol 2” też.

Adam czekał cierpliwie na mój ruch. Wsunęłam mu rękę pod koszulę. Westchnął. Rzucił się na mnie. Wbił się w moje usta.
Nie z pocałunkiem mi się to kojarzy...

Odsłonił dekolt i zakola piersi.
Jej piersi łysiały?!

Jego dłonie szczypały moje sutki. Ściskał mnie brutalnie, jakby nigdy wcześniej nie widział kobiety, nie był z nią w sytuacji intymnej. Był jeszcze bardziej agresywny niż Tomasz tylko, że on sprawiał mi przyjemność, a Adam - ból.

Wpił się nie ustami. Ssał i gryzł moje sutki. Musiałam go delikatnie odsunąć niżej na brzuch, bo chyba by mi je odgryzł. Jego ręce powędrowały pod moją sukienkę. Od tej namiętności spadliśmy na podłogę. Miał problem z moimi majtkami.
Nie trzeba było nakładać reform po babci!

Wbił mi palce w uda. Na chwilę je zatrzymał. Jego oczy błyszczały. Był, jak wygłodzone zwierzę dobierające się do zdobyczy. Złapał rękami [dobrze, że nie nogami] moje biodra i uniósł je do swoich ust. Wiercił we mnie swoim [a nie cudzym] językiem.
Tak, drodzy czytelnicy, to jest właśnie rozwiązanie tajemnicy sąsiadów używających wiertarek o dziwnych porach dnia.

Udawałam, że jest mi dobrze. Chciałam, żeby skończył. Wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Spuścił się w spodnie.
...serio?
To u nich rodzinne.
Z ojca na syna nasączają spodnie spermą.
Ciekawe – piorą je potem, czy od razu kupują nowe?

Czułam zapach nasienia. Musiałam być bardzo głośna, bo nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi.
No i nie zgadniecie...
To Tomasz pukał.

I chwała mu za to. Nie miałam pomysłu, jak pozbyć się Adama.
A tak – może się wilczki pozagryzają i będzie spokój.

Tomasz odsyła Milenę do łazienki, żeby przygotowała mu kąpiel, a sam odbywa poważną rozmowę z Adamem.

Poszłam do łazienki. Odkręciłam wodę. Jej szum zagłuszał rozmowę. Poprawiłam makijaż.
-Czy Milena zajęła się twoim problemem? W ogóle powiedziałeś jej, że jesteś prawiczkiem?
Czy Tomek mógłbym skończyć z tym zafiksowaniem na punkcie prawiczków i bycia czyimś pierwszym? Tak? Dziękuję.
Czy aŁtorka mogłaby skończyć z tym zafiksowaniem? Milena – dziewica z odzysku,  Marcin – impotent podglądacz, Adam – prawiczek i tylko Tomasz chędoży za wszystkich.
Ma ciężką rolę.
Wiem! On jest po prostu tym trzecim bratem, który wędrując po świecie znalazł Kondom Samojeb i teraz korzysta.

-Nie, ale to nie zbrodnia być prawiczkiem. Nie chcę być traktowany ulgowo. Jestem dorosły.
-Ile razy chciałem cię zabrać ze sobą na dziwki. Miałbyś to z głowy. Przynosisz tylko wstyd rodzinie.
Chyba pierwszy raz widzę jak rodzic uważa, że NIECHODZENIE na dziwki przynosi wstyd rodzinie.

Ile ty masz lat? Sprzęt ci odpadnie, bo go nie używasz. Czemu akurat ona?
-Zakochałem się w niej. Dla mnie nie ma seksu bez miłości - powiedział odważnie Adam.
Zapamiętajmy - mówi to wilkołak w sztolni chowany do wilkołaka powiatowego gwałciciela.

-Zakochałeś? Skąd wiesz, że to miłość, jeśli nie znasz seksu. To idzie razem w parze.
Najpierw seks, potem miłość! Nie ma inaczej.

Facet musi umieć zadowolić kobietę. Po twoich spodniach widzę, że nie spisałeś się.
A kto jak nie ty, Tomaszku, uprawiał seks tekstylny?

Słyszałem pod drzwiami, jak Milena udawała. Wiem, jak brzmi jej cudny głos, kiedy ja się z nią pieprzę. Ona potrzebuje mężczyzny, a nie chłopca do nauki Kamasutry. Jest wymagająca i doświadczona. Potrzebuje dobrego pieprzenia z finałem w środku, a nie w spodniach.
I kto to mówi.
Tomek wyładowuje swoje frustracje na synu. Piękna scena.

-Jak to udawała...myślałem, że jest jej dobrze...Skąd wiesz to wszystko o jej życiu seksualnym? Spałeś z nią? - pytał zszokowany Adam.
-Tak, kilka razy. Zawsze dochodziła do wniosku, że chyba jednak lepiej się rozstać. Mam tych dziwek za kasę. O potąd! Tu machnął dłonią na wysokości grzywki. I dodał - Po kokardę!
Milena fascynuje mnie erotycznie każdego dnia mocniej. Nie mam jej dość. Jest wyjątkowa. Pragnę jej.
-Świnia bez kultury. Pobawisz się nią i zostawisz. Wykorzystasz, rozkochasz. Będzie cierpieć, bo ty chcesz karmić swoje ego przez fiuta.
Czy Wy też widzicie fiuta zanurzonego w miseczce z jakimś pokarmem i chłepczącego łapczywie?
Tak.

(...)
Tomasz uważał, że Adam to jego pomyłka życiowa. Powinien był zabrać pod ziemię jego siostrę, a swoją córkę.
No nie domyślilibyśmy się, że siostra Adama może być córką Tomasza!
Adama za to wypuścić na świat, niechby z tobołkiem na kiju penetrował siedzibę Liczyrzepy.

Adam był kiepskim synem, nieudacznikiem, romantykiem, prawiczkiem. To był wstyd dla Tomasza, zmarnowana krew i sperma.
No tak, Tomeczek nigdy nie marnuje spermy. Nigdy.

I do tego jeszcze teraz twierdzi, że zakochał się w Milenie. Cóż gust miał dobry, ale dzielna z Mielna była jego. Prędzej go zabije niż pozwoli mu zbliżyć się do niej. Milena na pewno nie będzie już chciała go widzieć, nie spisał się. Ona lubi dojrzałych, niegrzecznych mężczyzn, jak on. Nadal chciał, aby została jego żoną. Wariował na jej punkcie, ale nie wiedział, jak jej to dobrze okazać.
Może znowu zeżryj kogoś na jej oczach, ją to kręci.
Adama najlepiej. Dwie sprawy załatwione za jednym zamachem.

Bla bla, Milena i Tomasz kąpią się razem i odbywają długą rozmowę na temat małżeństwa (on chce, ona nie). Przy okazji Tomuś uprawia mały szantażyk moralny, twierdząc, że po wyjściu z dyskoteki próbował popełnić samobójstwo, uderzając samochodem w drzewo – no ale jakoś przeżył. A potem przechodzą do kwestii najważniejszej...

Usiedliśmy na łóżku. Powiedział, że chce mieć tę pewność, że na pewno będzie tym pierwszym i że możliwe, że nie rozdziewiczył mnie do końca palcami, dlatego pomyślał, że neutralnie (!!!) będzie, jak sprawdzi to ogórkiem, na który ze względów higienicznych założy prezerwatywę.



Opis rozdziewiczania ogórkiem pominiemy… no, może poza drobnym fragmentem.

Wtedy wyciągnął ze mnie ten zielony ogórek i chyba przez chwilę pomyślał, że może wejdzie we mnie na moment wybuchu, ale kiedy tylko zbliżył główkę do otworu wytrysk staranował wejście do mojej groty i dobił się [czyż nie dobija się wytrysków?] od dna pochwy.
Walnął Tomasza w jaja, odbił się rykoszetem w stronę sufitu, stłukł żyrandol, a potem wyleciał przez okno i pognał siać zniszczenie na mieście.


Następnie Milena proponuje Tomaszowi, żeby jednak wszedł w nią normalnie, by poczuć na sobie jej krew i mieć pewność, że faktycznie ją rozdziewiczył. Potem mimo wszystko go spławia – Tomasz pozornie godzi się i wychodzi, ale chwilę później wraca i gwałci ją, doprowadzając do przemiany; sam również się przemienia.
Milena postanawia wyjechać, obaj (Tomasz i Adam) śledzą ją na stacji, następnie przyjeżdżają za nią do Wałbrzycha… Wreszcie jakimś cudem udaje jej się umknąć obu i wrócić do swego mieszkania.

Z podejrzanej dyskoteki pozdrawiają: Kura, zmysłowo i lubieżnie śpiewająca “Laichzeit”, Jasza “cały od” krwi, Vaherem dogorywający pod stołem, Babatunde Wolaka sprzątający knajpę


oraz Maskotek tańczący na stole.

55 komentarzy:

Anonimowy pisze...

To był chyba pierwszy raz jak czytałam analizę na przemian wybuchając śmiechem i fejspalmując. Obrzydliwstwo.

Anonimowy pisze...

Boru, to się robi coraz gorsze. Mocz, krew, gwaUty, furry, psychopatyczny trulover, socjopatystyczna Mary Sue, incest... A ja myślałem, że po pedo-fiku o Naruto nie będzie nic gorszego, najwyraźniej nie doceniłem ludzkości. Cieszę się z przerwy od tego... czegoś... wszystkim potrzebny jest odpoczynek od tej ohydy.

Anonimowy pisze...

Przybyły hybrydy pod okienko
Cudne!
Czytelnicy, odpowiedzcie poważnie - żal Wam jej?
NIE.
Jakaś do dupy była ta terapia.
Jak wszystko w tym opku.

To jest koszmarne,obrzydliwe i głupie!

Chomik


Lepus Istlich pisze...

"Następnym razem poda jej ludzinę elegancko przyrządzoną i na porcelanowym talerzu."
Flambirowaną.

Anonimowy pisze...

Pardon my French, ale to wszystko, co dotąd przeczytałem każe mi sądzić, że ałtorka jest zwyczajnie jebnięta.

Kuba Grom pisze...

Nie zmogłem... To jest nie dość że obrzydliwe to jeszcze nudne.

Nerwy wypełniły jej pęcherz? Sikała mózgiem?

Samara Adrianna Felcenloben pisze...

''Oczy miałam zabarwione na czerwono. Wszystko było czerwone.''
Idąc tm tropem, powinnam widzieć wszystko na szaro.
''nigdy się nie dowiem... czy wilkołak to lepszy kochanek niż facet.''
Ja pier... < Pierwszy headdesk>

''Czytelnicy, odpowiedzcie poważnie - żal Wam jej?''
Niee!

''To nie pies macha ogonem, to ogon macha psem!''
Jaszo, dziękuję za salwę śmiechu w tym obrzydzeniu.

''Czy to było ghb?''
Co to jest ghb?Ktoś mnie oświeci?

''Będzie cierpieć, bo ty chcesz karmić swoje ego przez fiuta.''
''Czy Wy też widzicie fiuta zanurzonego w miseczce z jakimś pokarmem i chłepczącego łapczywie?''
Ja widzę ego używającego tego męskiego organu jak słomki. Zresztą, nie ważne.

''Powiedział, że chce mieć tę pewność, że na pewno będzie tym pierwszym i że możliwe, że nie rozdziewiczył mnie do końca palcami, dlatego pomyślał, że neutralnie (!!!) będzie, jak sprawdzi to ogórkiem, na który ze względów higienicznych założy prezerwatywę.''

Anonimowy pisze...

@Samara Adrianna Felcenloben:
"Co to jest ghb?Ktoś mnie oświeci?"
Najprawdopodobniej chodziło o substancję wykorzystywaną jako pigułka gwałtu.

Anonimowy pisze...

To by wiele tłumaczyło- mając te, nie pamiętam, z 20 czy 30 lat na karku, juz dawno wysikała cały mózg i takie są efekty xD

Ela TBG pisze...

To jest tak ohydne, i przez wzgląd na incest, i na kulturę gwałtu, i na obsesję na punkcie płynów ustrojowych (co akurat pachnie oryginalną Milenką). Dobrze, że zamierzacie od tego tForu odpocząć.

Rhan Boleyn pisze...

Chyba nawet ałtorKasia Michalak nie byłaby zdolna do spłodzenia podobnego dzieua.
Podziwiam że przebrnęliście przez trzy części, ja od czwartej się powstrzymam.

5yriu5z pisze...

Czemu ja to przeczytałem...

Aadrianka pisze...

Znamienne, że poetessa ani na swoim profilu FB, ani na blogu (polecam jedno i drugie, spora dawka lolcontentu) ani słówkiem nie zająkuje się, że spłodziła analizowane wyżej DzieUo. Może ktoś jej przetłumaczył, że to nadmiar obciachu, nawet jak na artystkę tego formatu?

kura z biura pisze...

Och, znowu pojawiła się w sieci? Jakiś czas temu znikła zupełnie. Super, będę mogła ją zawiadomić o analizie :)

Donna Kichote pisze...

chryste panie jakie to moralnie i fizjologicznie obrzydliwe. na poziomie autorkasi. ktos taki uczy dzieci?

Ethlenn pisze...

Przy fragmencie "Swoim gestem ojcobójstwa stałem się ich panem i opiekunem." zaczęłam się zastanawiać czy czytać dalej, ale wrodzony masochizm przeważył i przeczytałam. Składnia została zmieniona w wilkołaka i wyje do księżyca na pustyni, zresztą razem z siostrą gramatyką.
Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że za takie pomysły to bym zastosowała na Ałtorce lobotomię. Widelcem. Nawet nie wiem jak ją określić - głupia? Nie, głupie są 12-latki rajcujące się incestem Kałliców. Upośledzona? Nie, obrażę Bogu ducha winne osoby. Manipulantka? Nie, do tego trzeba wiedzieć, że tworzy się shit i grać dalej. Ałtorka jest szkodliwa dla społeczeństwa tak jak pani Pawlikowska (obie zresztą mają własne zasady interpunkcji).
Jest idiotką chyba.
E.

Zakapturzona pisze...

Gdzieś tak od 1/3 analizy czytałam tylko wasze komentarze. Mój mózg nie zniósłby więcej.
Podziwiam was, serio.

Anonimowy pisze...

Dlaczego, ach, dlaczego?! Dlaczego to parszywe paskudztwo musiało nawiązywać do mojego ukochanego ,,You give love a bad name''? ;---; Moje serce zostało zranione bezpowrotnie...
To chyba jeden z najgorszych tforuf w historii analizatorni. Macie mój szacunek i podziw za przedzieranie się przez to. Analiza, jak zwykle, kwikaśna. <3 Ludzina podana na porcelanie mnie powaliła. XD

Teri Narmolaya pisze...

Ha, w końcu wyrzygałam sobie nerkę!
Ale tak na poważnie - złe seksy znosiłam w każdym odcinku, od Achai po Michalag. I z incestwami nie było najgorzej, "Grę o Tron" przetrwałam, a tłumaczenie miałam kulawe i niewdzięczne (mam wizję Jasia Fasoli w różowiutkiej baletowej spódniczce), ale naprawdę, kazirodcza zoofilia... Serio, aŁtorko?
Serio, na wszystkie święte bory?!
Kuru, Vahu, Jaszo, Babatunde - jesteście wspaniali. Armada jest wspaniała. Ale na półszatanka to jednak mogliście wybrać coś mniej... po prostu mniej.
Kocham - wielbię - pozdrawiam
Teri

tuptaczek pisze...

cała czas zapominam o tym napisać: na telefonie blog strasznie się krzaczy. Literki wychodzą poza ekran. Jak się wybierze wersję na komputer to jes trochę lepiej bo można przesuwać, ale i tak czasem coś znikie totalnie w przestrzeń :(
męczy mnie to już od czasów wokulskiego, czy da się coś zaradzić? :(

Anonimowy pisze...

Dziwne, u mnie na telefonie wszystko normalnie się wyświetla. Jaka przeglądarka?
// Vlad

Anonimowy pisze...

Doceniam, że parafrazujecie inne dzieła literackie w swoich komentarzach.
Można sobie przypomnieć wartościowe teksty czytając to coś, co mam na ekranie. :)

Anonimowy pisze...

Opko o wilkołakach przekracza literackie dno i głęboko wbija się w szlam Na początku myślałam, że Milena to niezbyt rozgarnięta seksoholiczka po terapii. Wolę głupią gąskę niż socjopatkę. Zresztą, autorka udowodniła, że potrafi być równie sympatyczna, jak główna bohaterka: https://www.wykop.pl/wpis/20777845/kiedy-piszesz-szczere-recenzje-http-nietylkogry-pl/
Całe szczęście, książka nie trafiła do żadnego większego wydawnictwa i nie zrobiono z niej jakiegoś hitu w stylu polska odpowiedź na "50 twarzy Greya", w przeciwnym wypadku, chyba bym się załamała.

Anonimowy pisze...

Tfur paskudny i obrzydliwy, ale Dzielna z Mielna zrobiła mi dzień <3

Kaylen pisze...

Dam sobie rękę odciąć (i podać Milence na pozłacanym talerzu by zjadła), że jeśli Adam i Tomek dowiedzą się, że Milenka jest ich rodziną, to zarówno ona jak i oni zareagują ze zwykłym "meh"

Mitrydates Ruski pisze...

"No przecież na Mary Sue musi lecieć wszystko, co ma w sobie pierwiastek męski; nawet kwiaty na łące prężą słupki na jej widok."
Kuro, kocham cię za tę botaniczną wizję <3 ale ja z jedną uwagą, słupki, przecie, to pierwiastek żeński w sobie mają jak te, tfu, zdziry Tomasza i one to sobie mogły, co najwyżej, uwiędnąć na widok zajebistości Merysójki. Natomiast pręciki pewno się tak prężą, że aż im pyłek na płatki opada wzorem Tomaszów, Adamów i ich spodni.
Droga Armado, zaczynam się o siebie martwić, nie zrobiło mi się szkoda Milenki podczas przemiany, czy też zmieniam się w pornołaka? Brak empatii - pierwszy zwiastun? ;_;

Anonimowy pisze...

Nawet nie mogłam się śmiać z zażenowania... Poza tym kwiaty z pierwiastkiem męskości prężyłyby pręciki, słupki mogą prężyć kwiaty o pierwiastku żeńskim :)

kura z biura pisze...

Borze, pręciki. Myślałam o pręcikach, napisałam "słupki", gupia Kura ;)

Anonimowy pisze...

To opko działa bardziej antykoncepcyjnie niż dzieła Michalak. Nie myślałam, że ktoś jest w stanie opisać seks w bardziej obrzydliwy sposób niż AłtorKasia. Podziwiam Was, że jesteście w stanie to czytać.
Micha

Rekishi pisze...

Dzieuo wybitne wypaliło mi oczy.

turbulencje pisze...

Hej, ja również potwierdzam, że na telefonie blog wyświetla się normalnie, przynajmniej na Firefoxie.

Co do opka.... to chyba czysty masochizm mnie skłonił żeby przeczytać te wszystkie 3 części bo przyjemny on do czytania to nie jest.

Gratuluję wytrzymałości! :)

turbulencje pisze...

*zapuszcza wersję koncertową Laichzeit i próbuje sobie wyobrazić jak Kura zmysłowo i lubieżnie ją śpiewa*

Sophie Karen pisze...

U mnie np nie da się czytać na Operze, bo połowy tekstu nie widać, ale już na Chrome wszystko widać normalnie :)

Anonimowy pisze...

Za każdym razem, jak pojawia się tutaj analiza jakiejś chujowej "książki", wydaje mi się niemożliwe, żeby coś było napisane jeszcze chujowiej, i za każdym razem się mylę. Ale tym razem mam 100% pewności, że to jest największe parujące kuspsko, jakie istnieje. Wątpię, by jakaś kolejna analiza rewidowała tę ocenę.


>Czytelnicy, odpowiedzcie poważnie - żal Wam jej?

Żal mi, że tak szybko jej te cierpienia minęły. Nienawidzę piczy i życzę jej długiej i bolesnej śmierci.

Komentarze rewelacja.

Quay

Anonimowy pisze...

Likantropię wywołuje m.in. seks, a pomaga na nią m.in. seks... super, odtąd zaczynam leczyć nadwagę słodyczami!

Małgorzata Nawrot pisze...

To jest tak obrzydliwe i durne, że niedobrze się robi. Czy jest na sali psychiatra? Bo chyba tylko on może pomóc Milence. Fuj.

Anonimowy pisze...

"żeby to było twoje dzieło, a nie w połowie ogórka".

To już oficjalne. Muszla pełna waniliowych lodów z hukiem zdetronizowana. Powiadomcie Kejt.

Shinra pisze...

Piłsudski mówił: "Z traktatami, moi panowie, jest tak samo, jak z kwiatami i dziewictwem. To trwa tyle, ile trwa." O opkach ałtorek można powiedzieć tak: "Z przyzwoitością i postaciami dobrze wykreowanemi jest tak samo, jak z feniksem i smokiem. Są nadzwyczaj rzadkie." *stara się zachować stylistykę przedwojenną*
"To nie mógł być zwykły czasownik [!!!], bo to nie miał być zwykły seks."
Moja Luba, przeczytawszy to, skwitowała: "Ciesz się, że to nie strona czynna, tylko bierna".
Jezus Maria...*na wieść o kłopotach z researchem walnął znakiem w ścianę niczym Shizuo z Durarary* Serio? Serio nie może znaleźć NIC na temat okresu wojny i Riese w Polsce?! Walki skończyły się wprawdzie w '45, ale nie wierzę, że w kraju "Kolumbów" i "Stawki" google zakneblowało się skarpetką, a biblioteki zostały zamknięte specjalnie na czas pobytu Milenki!
"Było tak kilku mężczyzn. Podeszłam do nich. Powiedziałam, że potrzebuję pomocy, że ktoś mnie goni i zrobi mi krzywdę. Tomasz wszedł za mną. Tamci go otoczyli."
Gdyby nie nowoczesny setting, nieśmiało liczyłbym na gestapo. Albo chociaż na jakiś oddział Wehrmachtu, który w końcu się wkurzył dziwnymi sytuacjami w okolicach Riese i postanowił to uporządkować, jak Fuhrer przykazał.
"Tego dnia było jakoś tajemniczo, pogoda elektryczna"
Czy mam przez to rozumieć, że tego dnia była burza? @_@ *skołowany*
"Rozrywało mnie. Czułam w ustach smak krwi. Moja szczęka, jakby ją ktoś ciągnął do przodu. Skóra strasznie się napinała, wręcz pękała na mnie. Byłam przerażona. Całe ciało mnie bolało"
Odpowiem na to pytanie szczerze - czytając to, mantrowałem w duchu "no rozerwijże się wreszcie!".
"Tymczasem Tomasz Wilkołak rozciął sobie dłoń szponem"
A potem podszedł do Milenki Langerak i zaproponował jej opcję bara-bara...
"Ogon u zwierząt ukazuje emocje, mój plątał mi się między nogami, wywijał, jak mu się podobało."
Panie Ogon, uciekaj pan, taż ałtoreczka pana dorwała! - zaciągnął z wileńska Shinra.
Jak to czytam, to dziwię się, że mieszkańcy nie wściekali się na Tomeczka jak Zagłoba na Kmicica w "Potopie":
"Bodaj go końmi szarpano, warchoła, piekielnika! Bodaj mu haremu u Tatarów pilnować przyszło!"

Kot Książkowy pisze...

Za każdym razem kiedy analizujecie jakieś ksioopko, nie wierzę w to, że to zostało wydane. Niestety ostatnio byłam na targach książki i widziałam "Wszystkie odcienie czerni" ałtorstwa pani Felicjańskiej i "Dziewczynę Wilkołaka". Moja wiara w ludzkość poszła do emokącika i wyje do księżyca.

Anonimowy pisze...

Ahem...,Irlandii. Chyba, że chodzi o jakąś inną.

WinchesterBear pisze...

Boże, nie mam na to słów XD Nudne, głupie i obrzydliwe... Gdyby nie wasze komentarze nie dałoby się tego czytać.
(I jeszcze mój biedny Wałbrzych mi idą zanieczyszczać... :"( A już miałam nadzieję, że będą się trzymać od niego z daleka xd)
Pozdrawiam serdecznie i czekam na zakończenie przygód Milenki!

Anonimowy pisze...

Zaintrygowałaś mnie. Możesz zdradzić, na ile pani Bill wyceniła swoje aHcydzieło? I kto je sprzedawał? Ona we własnej osobie?
Pozdrawiam - Rebel

tuptaczek pisze...

Vlad - Opera mini. W sumie nie przyszło mi do głowy, że to może być wina przeglądarki :/

Kage pisze...

Nie, nie dam rady. Myślałam, że po pedofilskim opowiadaniu o pawiu o dziewięciu ogonach już NIC mnie nie pokona. Myliłam się. Dałam radę przebrnąć przez pierwszą część, drugą na raty, potem tylko komentarze. Przy trzeciej poddalam się, przeczytałam tylko wyrywkowo. Nie dam rady przebrnąć przez czwartą część, więc szacun dla analizatorek.
Idę robić sobie śmiertelne wywary, tylko to mi zostało. :(

tuptaczek pisze...

borze jakie to było obrzydliwie ochydne! I żeby chociaż pomiędzy ochydą było coś z czego można się pośmiać albo nie wiem, fabuła jakaś... ale nie. tylko ochyda przeplatana ochydą ;_____;
sto razy bardziej wolałabym wziąć wszystkie książki Ałtorkasi i przeczytać ciurkiem, a potem jeszcze 50 twarzy Greya, niż to! :((((

Anonimowy pisze...

Przy tym ksioopku nie wyrabiam psychicznie. Obrzydliwy, chory, żenujący tfur, nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać :')

Schiraz pisze...

Przebrnęłam przez wszystkie części i czekam na ostatnią. Zastanawiam się czasem jak ja takie rzeczy wytrzymuję :P Wam, drodzy czytacze, serdecznie współczuję i dziękuję, bo nie muszę tego całego czytać sama.

Anonimowy pisze...

do Aadrianki:
Zastanawiałam się nad tym i doszłam do wniosku, że to najpewniej pieniądze pomogły pani Bill zmądrzeć.

Jakby nie patrzeć, aby wydać samodzielnie książkę, musiała trochę pieniędzy wysupłać z portfela. Nawet zakładając, że jej małżonek zrobił redakcję/korektę za darmo a z panią Małoszczyk mogła też się ewentualnie dogadać, że np. za projekt okładki zapłaci egzemplarzem książki/kawą/ciastem; to jednak drukarnia raczej nie zachowała się jak instytucja charytatywna i zażądała zapłaty.

Pomyślmy, jako pracownik biurowy kokosów nie zarobi, na poezji też ciężko zbić majątek, przynajmniej w Polsce - wziąwszy pod uwagę statystyki mówiące o zanikającym czytelnictwie wśród Polaków. Zatem dla niej kwota, jaką musiała zapłacić drukarni mogła być naprawdę znacząca.

Autorka zainwestowała swoje oszczędności wierząc zapewne w genialność tekstu, spodziewając się zachwytów czytelników, nagród, kolejnych dodruków i zbicia na tym majątku większego niż tej autorki od Greya.

I tuż po wydaniu książki jeszcze w to wierzyła, o czym świadczyć może nerwowa reakcja na recenzję portalu nietylkogry.pl (ktoś powyżej już rzucił linkiem "kiedy piszesz szczere recenzje"). W sieci znalazłam też informację z 25 listopada ub. r., że I. M. Bill pracuje nad drugą częścią powieści.

Dla mnie sprawa stałą się jasna - autorka wierzyła w siebie i powieść tak mocno, że zainwestowała własne pieniądze (tym więcej, im większy nakład), spodziewając się krociowych zysków - i kolejnych po opublikowaniu kontynuacji. A okazało się, że reakcje na jej twórczość są chłodne, krytykowano i okładkę i opracowanie/redakcję tekstu, a merytoryczna wartość książki zasługuje jedynie na znanego mema, w którym widz wydłubuje sobie oczy mikserem.

Autorka przemyślała sprawę, zastanowiła się, co mogłaby sobie kupić, gdyby nie utopiła pieniędzy w druk książki (a prędko ich nie odzyska, nawet zakładając, że sprzedaje kilka egz. na wieczorkach poetyckich - zajmie jej to parę lat). I wycofała się na o wiele bezpieczniejsze dla niej pozycje - w końcu za wiersze aż tak krytykowana nie była.
I tylko trochę egoistycznie żałuję, że shitstormu to już raczej nie doczekam

Rebel

Anonimowy pisze...

I jak? Izabela już wie?

kura z biura pisze...

Zostawiłam jej komcia, więc powinna.

Anonimowy pisze...

Ktoś na górze wspomniał coś o profilu fejsbukowym pani Bill - pod jakim adresem szukać? ;)
Ps. Analiza złoto, ale przy opku wymiękłam i fragmenty musiałam pominąć. Nie popiszę się oryginalnością, ale pełna zgoda, umarła królowa Kejt, niech żyje królowa Bill.
Sempi

Alice Murphy pisze...

"Czytelnicy, odpowiedzcie poważnie - żal Wam jej?"
Ani trochę, Jaszu. Ani troszeczkę. :D

A co do ksioopka... nie wierzę, że ktoś naprawdę to wydał. Przecież to jest okropne. I przyznam szczerze, że naprawdę coraz bardziej tęsknię za naszą Milenką od Kałliców. *żeby ochłonąć od tego badziewa sięga po "Hannibala", ale przypomina sobie Hannigramy na Przyczajonej Logice i nie tylko*
*zawija się w kocyk i kwili w kątku*
Za co? Jak można tak profanować literaturę? Przy tym tfforze nawet "50 twarzy Grey'a to dobra książka!

Anonimowy pisze...

Za każdym razem widzę: "po pedofilku Naruto" xD

Anonimowy pisze...

Tak z ciekawości, słownik nie podkreśla ci "ochyda", czy to jakiś celowy zabieg?

Anonimowy pisze...

Jesteście cudni. Przeczytałam 3 części na raz (chyba czas na wizytę u psychiatry:). Komentarze super, chichrałam się cały czas. życzę siły aby 4 część ukazała się jak najszybciej