sobota, 19 lutego 2011

62. Zakochane Kundle, czyli skoki w bok Switzerland Team

 
Najmilsi,
oto przed Wami mrożąca pianę na ustach historia ze skoczni rodem. Jako że właśnie kończą się Zimowe Igrzyska Olimpijskie, postanowiłyśmy uhorrendować je naszym własnym, mocnym akcentem. BoCHaterką opka jest Marta, świeżo upieczona rzeczniczka prasowa szwajcarskiej drużyny skoczków narciarskich. A skoro szwajcarskiej, to domyślacie się już pewnie, że aŁtorka kompletnego idiotę postanowiła zrobić z Simona Ammanna. Zobligowani surowym poleceniem służbowym Sierżant, niniejszym staramy się go zrehabilitować przynajmniej w Waszych oczach. Indżoj!
Analizują Kura, Dzidka i Gabrielle.
 
Na początek ałtorka subtelnie daje do zrozumienia, ze w świecie blogów jest prawdziwą celebrytką, przedstawiając...
 
Wywiad ze mną xD - czyli w kilku słowach o mnie!
Nie jest to rozdział a wywiad ze mną. Doczekałam się takiego wydarzenia. Franciz moja koleżanka (z gg), zapragneła dowiedziec  sie omnie więcej i prosiłą by to opublikować. Więc  publikuje. Jak wam się podoba pomysł?
Nie podoba nam się! "Sie omnie więcej i prosiłą"! A fe! *wzdryga się z obrzydzenia*
 
Napisz coś o sobie:
Na imię mam Marta. Bardzo interesuję się skokami i pewnie gdybym mogła to bym skakała, ale w pobliżu mnie skocznia była, ale jakieś 60 lat tamu i to K15 czyli istny mamut. Zostajemi tylko oglądanie skoków w telewizi.
Punkt konstrukcyjny skoczni mamuciej jest na wysokości 185 m
Zostajemi w telewizi - to po fińsku?
 
Komu kibicujesz?
To chyba jasne. Simonowi, ale nie tylko lubie Morgiego, Stocha, Schmita i ogólnie polaków.
Ogólnie denerwuje mnie zapominanie o wielkich literach.
A o przecinkach? Ogólnie też. Ogólnie, Morgi i Schmitt są Polakami?
Hania jest dobrą polką. Jasiek jest dobrym oberkiem.
 
Masz inne pasje?
Oczywiście mam:to bez watpienia piłka nożna, dziennikarstwo, aktorstwo i blogowanie. Zbieram tez stare szwajacrskie pocztóki (takie z przedz 50, 100 lat i więcej). No trochę dużo tego jest.
 A jaka jestes  w szkole? Czy łączysz jakoś realny świat z blogowaniem?
O nie, nie. Tylko jedna osoba wie, ze pisze opowiadania. Jest to moja kumpela Natalia. W szkole jestem zupełnie inna. Co prawda emanuje ode mnie opsesja do skoków,
 "emanuje ode mnie opsesja do skoków"! Jakież cudne zdanie! Już cię lubię!
Są na to jakieś antyperspiranty?
 
ale to co innego. Na blogu jestem Lady Krisha, a w realu nikt o takiej osobie nie słyszał, jest tylko świrnieta Marta.
No tak. Słyszeliśmy o Panu Krishnie, słyszeliśmy też o różnych Krysiach, ale o Lady Krishy - nie.
 
Czy sceny z twjego realnego zycia pojawiają sie w tym opowiadaniu?
Tak, moje siostry
Siostry to piękne sceny!
 
Czy mas zajkies przesłanie, które przenosisz tym opowiadaniem?
Tak, prawdziwa miłość jest tylko jedna.
Zajkies kojarzy mi się z ZAIKSem, a deklarowane przesłanie nijak się ma do treści opka.
Boru, Gabuchna, też mi się ten ZAiKS majaczył!
O przesłaniu nie wspomnę.
A mnie z zającem. Wielkanocnym. Tak, opko jeszcze się nie zaczęło, a ja już bredzę...
 
 
Pierwszy rozdział to taki troszkę wstęp, więc nudny. Ale ja mam już przygotoweane w zanadrzu rozdziały na pięć odcinków w góre i gwarantuje ciekawy ciąg dalszy :).
Nie strasz...
 
 
ROZDIAŁ I [nu wot, rozdiawał, rozdiawał i rozdiał!]
 
Był środek dnia, na te studia leciała już we wrześniu. Chciała pozałatwiać jeszcze jakieś sprawy i zaklimatyzować się. Ze znajomością języka nie było problemu (znała polski, angielski, niemiecki), ze zakwaterowaniem też nie. Po prostu bała się zmiany, nowych ludzi. Uśmiechała się przed nią jedynie perspektywa, że jedzie do kraju Simona Ammanna. Był to przecież jej ulubiony skoczek narciarski.
Geografia według aŁtoreczek: Niemcy = Bill Kaulitz, Szwajcaria = Simon Ammann, Stany Zjednoczone = bracia Jonas, Kanada = Justin Bieber. Wyjazd do któregokolwiek z wymienionych krajów skutkuje natychmiastowym spotkaniem idola.
Żeby tylko spotkaniem.
 
-Proszę zapiąć pasy! Podchodzimy do lądowania! – z zamyślenia wzbudził ją automatyczny głos. Zapięła metalową klamkę. Uff.
Klamkę? *wyobraża sobie pas bezpieczeństwa z klamką, a może nawet i kluczem*
Po powyższym wyobrażam sobie raczej betonowe buciki.
 
Z lotniska, taksówką pojechała do swojego nowego lokum. Nie mogła nazwać tego miejsca domem. Nie było w nim tego rodzinnego ciepła.
Och jej, zaraz się wzruszę. Trzeba było zabrać mamusię, braciszka i pluszowego misia!
I garnek z kaszą, owinięty gazetami.
 
Lecz część jej serca cieszyła się, że pozna nowych ludzi, będzie miała przed sobą nowe perspektywy.
Konkretnie, cieszyła się lewa komora. Prawa miała wątpliwości, a przedsionki szlochały rzewnie. 
Krew przelewała się beznamiętnie, wszystkie emocje miała w... tego... trombocytach.
 
W końcu dojechała na miejsce.
-Hy, ładne miejsce, te Schindellegi.
Te Schindellegi, tych Schindellegów...
Coś jak Bronowice. Albo Atomice. Hej, wysoko ci u nas technika stanęła, wysoko!...
 
Dom okazał się jednak bardzo przytulny i miły.
Ciepło barw biło jasnym blaskiem.
Może się czepiam, ale naprawdę nie mogę zrozumieć tego zdania.
 
Widać, że poprzedni właściciele dbali o to miejsce. Nawet zostawili gdzie nie gdzie zasłony i meble [Gdzie? Nie gdzie, tylko tam!]. Resztę mebli i rzeczy niezbędnych przywiózł jej wujek, od 3 lat mieszkający w Szwajcarii.
Bogata z domu widać panna, skoro stać ją, żeby od razu cały dom wynająć.
Studia w Szwajcarii też chyba słono kosztują. 
 
Około godziny 16, Marta postanowiła, zrobić sobie wycieczkę krajoznawczą. Mimo zmęczenia szła dzielnie drogą prowadząca do centrum tej uroczej, turystycznej miejscowości.
Nagle zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu: wujek (Szwajcaria). Odebrała.
A wujek to taka sierotka bezimienna? Określona tylko przez kraj zamieszkania?
Każdy w spisie telefonów w komórce zaznacza to, co dlań istotne.
Wujek Szwajcaria kasa :)
"Wujek Szwajcaria = kasa"?
 
-Tak słucham co się stało wujku?
-Chciałem załatwić ci ten uniwersytet. – zaczął wujek Arek [a jednak ma imię. Uff!]– nigdzie w Twojej okolicy nie ma, wolnych miejsc na dziennikarstwo.
Tja, bo w "okolicy" co wioska to uniwerek, a na każdym wydział dziennikarstwa...
Też mają, tak jak my, Wyższe Szkoły Szybkiego Robienia Dyplomu z Niczego?
(A tak serio - jeśli chodzi o studia, to najbliżej ma do Zurychu. Ale widać wynajęcie stancji w mieście jest mniej kól & romantik niż domu w miejscowości 30 km odległej)
 
Dodatkowo ty chcesz zacząć z czwartym rokiem, a oni na ten rok mają największy nawał.
-Czyli – chwiał jej się głos, - czyli, przyjechałam tu na darmo?
Podobno ona jest dorosła. Podobno ona studiuje. I nie ma pojęcia, że takie sprawy, jak przeniesienie na inny uniwersytet, to się załatwia osobiście, oficjalną drogą, i na dość długo przed planowanym wyjazdem?
To się nazywa realizm aŁtoreczkowy :)
Tja. Gumiana czasoprzestrzeń i te sprawy ;)
 
-Nie, poszukasz jakiejś pracy i wszystko się ułoży – wujek ja zwykle optymistycznie kadził, - uszy do góry. Ok. to papa ja lecę!
Cóż, polskie panie do sprzątania są cenione w całej Europie.
 
Nie chciała iść dalej, mimo to nogi niosły ją  same.
Czepiała się rozpaczliwie drzew i latarni, lecz nogi uparcie wyrywały się do przodu.
- Traci tylko czas - mruknęła lewa stopa do prawej.
 
Tyle pięknych widoków do zobaczenia… Miała też załatwić sobie prace. Nie może przecież żyć z utrzymania wujka. Jednak wraca do domu. Chaotycznie zaczęła oglądać oferty w Internecie. Nagle coś ją zaciekawiło:
,,Kadra: Switzerland Team, szuka młodej (23-17), reprezentacyjnej dziewczyny na stanowisko rzecznika prasowego kadry. Wymagania: studia dziennikarskie (rozpoczęte lub zakończone), poprawna dykcja. Praca dobrze płatna. Wszystkich chętnych zapraszamy…..”.
No i mamy Pierwszy Kontakt Czoła z Biurkiem. Uhm, już widzę jakąkolwiek instytucję, szukającą na rzecznika młodej dziumdzi bez żadnego doświadczenia. Tja.
Świetnie sformułowane ogłoszenie, nie? I w Internecie? Takie rzeczy to raczej na drodze konkursów się rozstrzyga. No i to "23-17", jeśli już, to odwrotnie chyba?
A i jeszcze jedno: kadra Switzerland Team?! Jaka kadra, czego? W ogłoszeniu nie podali?
Tru loverów.
Wujek Gugiel mówi, że "Switzerland Team" to frakcja, która chce zostać neutralna w sporze; w nawiązaniu do neutralności Szwajcarii w czasie wojny.
 
Raz kozie śmierć, zapisała się na rozmowę próbną, przecież skoki to jej pasja. Musza ją przyjąć.
Muszą! A jak nie, to z kałacha ich!
Ale tam, z jakiego kałacha? Tupnie nóżką i focha strzeli. To wystarczy, żeby wbić ich w wyrzuty sumienia aż do śmierci. Będą nosić czarne kombinezony...
 
Wstała o 7.00 na 10.15 miała umówioną rozmowę. W brzuchu miała motylki jak przed spotkaniem  chłopakiem.  Chciała coś zjeść, ale nie mogła nic przełknąć. Nie wiedziała w co się ubrać i jak umalować. O godzinie 9.00, była jednak gotowa. Buty na lekkim obcasie, szerokie czarne spodnie i satynowa bluzka ładnie komponowały się z delikatnym makijażem.
Budynek Teamu [jakiego Teamu?! Piłkarskiego? Bankowego? Nieruchomości?! Może Swiss Drinking Team?] wyglądał bardzo nowocześnie. Weszła do środka, od razu zobaczyła pewną przysadzistą panią stojącą w recepcji.
-Dzień dobry!
-A może i dobry! – babka rzuciła z krzywym uśmiechem – pewnie przyszłaś do pracy dziecko. Wiele już tu takich wymalowanych lalek przychodziło i wracało  z niezadowoleniem. Ale próbuj dziecko próbuj.
Ałtoreczka naoglądała sie chyba Brzydul i innych takich.
Raczej innych takich.
Już widzę tak zachowującą się wobec petentów recepcjonistkę w rzeczywistości, w profesjonalnej, poważnej firmie!
 
Pokuj numer 2.
Pokuj, pokuj, to sie może dokujesz.
 
 
Rozdział II
Weszła do pokoju.
 
"Jak mała Jasia wyobraża sobie rozmowę kwalifikacyjną"_MODE_ON
 
Za biurkiem siedział  Martin Kundle i ktoś z zarządu.
 
Martin KTO?!
Jak podaje Internet za Wujkiem Guglem, trener Szwajcarów nazywa się KUNZLE.
"Prawie" robi wielką różnicę?
Cóż, za parę akapitów będziemy mieć wielki show pt. "Zakochane Kundle".
 
-Dzień dobry Pani.
-Dzień dobry, panie trenerze. – starałam się by wszystko wyglądało naturalnie. Ale niestety ręce trzęsły mi się jak szalone, pot wstąpił na czoło, a głos drżał.
I w ten sposób zdyskwalifikowała się na samym wstępie. Już widzę, jak odpowiada na trudne pytania dziennikarzy...
Pytania dziennikarzy w dużej mierze będą pewnie zahaczać o to, kto z kadry jest jej chłopakiem, więc da sobie radę.
 
-Widzę, że się denerwujesz. Nie potrzebnie. – trener reprezentacji powiedział to tak przyjaźnie, że humor od razu mi się polepszył. – A więc z tych dokumentów wynika, że studiujesz dziennikarstwo, masz dwadzieścia trzy lata… No ładnie, ładnie.
-Teraz na rok przerwałam studia.
-Z jakiego powodu – odezwał się w końcu facet z zarządu.
-Przeprowadziłam się z Polski  do Szwajcarii i zabrakło miejsc na dziennikarstwo w tym roku.
Tak to jest, jak się załatwia różne sprawy od dupy strony, za przeproszeniem.
 
-Acha. A jakie znasz języki? – dalej mówił już trener Martin Kundle.
-Niemiecki, angielski i polski. Dogadam się z Słowakami, Litwinami, Czechami, Rosjanami i Ukraińcami. Te języki są bardzo podobne do polskiego. – teraz nabrałam już większej pewności i mówiłam pewny i zdecydowanym głosem.
Zwłaszcza litewski jest tak podobny do polskiego, że hoho. "Rukyta żuvys ir alus" brzmi niemal identycznie jak "ryba wędzona i piwo", prawda?
Oczywiście. I wszyscy wiedzą, że "kałakutas" to indyk.
Hihi, wyobrażam sobie bohaterkę, zwierzającą się znajomym Czechom ze swych planów życiowych: "Szukam męża na zachodzie", czyli po ichniemu "Pieprzę mężczyznę w ustępie".
 
-Sadze, że nadajesz się na to stanowisko. Jest tylko jeden problem.
-Jaki panie trenerze?
-Jesteś tak ładna, że jak chłopacy cię zobaczą, to padną z wrażenia i nie będą skakać!
Aha, znaczy trener szykuje sobie wytłumaczenie na wypadek braku sukcesów kadry? Mwahahahaha!
W Polsce za to wytłumaczeniem jest: sędzia kalosz!
A poza tym: za wysoki/za niski rozbieg, wiatr... Ewentualnie zbyt rytmiczne oklaski tłumu, wywołujące halny znad Indochin ;P
I zanik Pustyni Błędowskiej.
 
"Jak mała Jasia wyobraża sobie rozmowę kwalifikacyjną"_MODE_OFF
 
 Na te słowa wybuchneliśmy śmiechem.
-Dziękuje panie trenerze. – uśmiechnęłam się promiennie.
-Nie mów do mnie per ,,pan” bo czuje się staro.
-To jak mam mówić? – zapytałam mrugając okiem.
-Martin.
-Dobrze Martin. – znowu się uśmiechnęłam.
Mów mu "wuju"!
 
-A teraz poczekaj tu na mnie. Idę powiedzieć Auren, naszej recepionistce, że już mam kandydatkę. I wydrukować umowę.
Ma KANDYDATKĘ, czy już wybrał?
Dalszy etap rozmowy kwalifikacyjnej nastąpi wieczorem w przytulnym mieszkanku.
*siedzi w kątku, wycina czerwone kwadraciki. Tak na wszelki wypadek*
 
W tym miesiącu będziesz musiała jeszcze pogadać z gazetami i posiedzieć na naszej stronie.
Łatwizna. Mogę być rzeczniczką. Obie te rzeczy wykonuję codziennie. Co prawda siedząc na stronie gadam raczej z książkami niz z gazetami.
 
 
Gdy Martin wyszedł długo nie mogła dojść do siebie. Do mojej świadomości nie dochodziła myśl, że spełniło się moje marzenie. Pracuje z Switzerland Team. Nagle ktoś przerwał jej spokojne rozmyślania.
Z tego szoku, bohaterka "wyszła z siebie i stanęła obok". I mamy narrację trzecioosobową.
Przyzwyczajaj się lepiej. To dopiero początek!
 
Bez pukania wszedł do gabinetu.
-Sorry, ale myślałem, że to trener. Kim jesteś? I Co tu robisz? Na pewno nie jesteś żoną trenera. Jego siostra też nie. Hm?!
Kurczę, co on taki nerwowy?! Wszedł do pokoju trenera i zobaczył obcą dziewczynę. To aż takie straszne i przerażające? Dlaczego tak panikuje?
Do tego stopnia boi się kobiet? Boru, to trzeba leczyć!
 
 – Simon Ammann walił pytania jak z procy,  a ona nie mogła uwierzyć, że przed nim stoi. – Powiesz coś? Czym mam dalej zgadywać?
-Jestem waszą nową rzeczniczka prasową. Marta Śliwińska.
-Witam serdecznie – ucałował wyciągniętą dłoń. – Simo…
O, to w Szwajcarii też znają ten zwyczaj? Myślałam, że na Zachodzie dawno zanikł?
 
-Hello! Ja cię znam! Simon Ammann skoczek narciarski. Dwu krotny mistrz olimpijski, mistrz świata idt, idp…
I Dalej Tak, I Podobnie Tym...
Komora maszyny losującej jest pusta. Następuje zwolnienie blokady. Losujemy literki.
 
-A można wiedzieć  skąd masz takie szczegółowe dane o mnie? – pytał i naprawdę wyglądał jakby nie wiedział.
Przecież moje sukcesy olimpijskie to była najściślej strzeżona tajemnica państwowa!
 
-Bo wszyscy cię znają! Hello jesteś SŁAWNY. W Polsce nie przeszedł byś przez ulicę, żeby ktoś cię nie rozpoznał
Za to w rodzimej Szwajcarii przemyka całkiem incognito.
Ciekawe, bo ja nie mam pojęcia, jak wygląda Simon Ammann.
Chudy taki.
Jak oni wszyscy...
Andrzej?...
 
-Jesteś z Polski? – spytał uroczo Simi.
W tej właśnie chwili do gabinetu wszedł Martin  z Andreasem. 
-O widzę, że już zdążyłeś poznać naszą nową panią rzecznik. Jeszcze tylko ty Andi.
-Marta Śliwińska- wyciągnęłam dłoń.
-Andreas…
-Andi o na cię zna. – Ammann powiedział te słowa jakby nie mógł pojąć, że ktoś kto nigdy wcześniej ich nie widział, może tak doskonale ich znać.
Sierotka jedna, pod kloszem trzymana. Ammann Show, normalnie. 
 
Podpisałam umowę i wyszłam. Przy wyjściu z budynku dogonił mnie Simon.
-Nie mam już treningów. Dasz się namówić na kawę? – spytał z wielką radością.
-No nie wiem.
-Mistrzowi olimpijskiemu się nie odmawia! – powiedział całkiem poważnie, grożąc mi przy tym palcem.
-No dobra, - zgodziłam się – ale pamiętaj rzeczniczce prasowej nie grozi się palcem! Polskie dziewczyny mają wielki temperament!
Pogroź takiej palcem, a ci go odgryzie!
Polska dziewczyna w odwecie wyciągnie cały arsenał.
 
 
-No dobra już będę grzeczny, bo mnie jeszcze obsmarujesz w jakiejś gazecie i te piękne polskie fanki nie będą mnie tak kochały jak teraz.
Tja. O ile się orientuję, to rzecznik ma dbać o DOBRY wizerunek tych, których reprezentuje. Chyba, że coś się zmieniło od czasów, gdy studiowałam?
 
Wybuchli śmiechem. Dobrze im się rozmawiało, ale było coś co ich różniło. Simon mimo, że znali się bardzo krótko liczył, że coś tego będzie ona natomiast myślała tylko o przyjaźni. Chociaż kusił ją fakt, że Ammann jest wyjątkowo przystojny…
Och już nie kryguj się tak słonko, nie kryguj... I tak wiadomo, czym się to skończy!
Boru, po kilkunastu minutach rozmowy on liczy na coś więcej, a ona myśli o przyjaźni...
 
Poszli do jakiejś miłe kawiarenki. Ammann zamówił po kawie i wielkim ciastku.
-Możesz tyle jeść? – spytałam – trener cię nie ochrzani?
-Oczywiście, że nie mogę. Tym bardziej, że to takie kaloryczne, ale chyba mnie nie wydasz.
Jeśli Simon Amman zacznie słabo skakać, wiadomo będzie, że to przez randki.
Przez wielkie ciastka.
Och, on ma już plan, jak skutecznie spalić te kalorie ;)
 
 
Szli w milczeniu. On myślał jaka ona urocza,
"On zimny, on zimny, ona gorąąąca!"
 
 ona o nowej pracy.
Ha, widzisz? Odwrotnie!
Wyrzekała się żaba błota!
 
Na razie nie interesował jej związek nawet z nim [bardzo wymowne to "na razie"]. Po za tym wiedziała, że jeśli za bardzo się zaangażuje może stracić prace, kutej nawet nie zaczęła
Kuj pracę, póki gorąca!
 
 
Następnego dnia miała stawić się w pracy o 9.00. Wstała już 0 4.35. Nie mogła spać. Myślała o pierwszym dniu pracy i o Simonie. Stop! Przecież nie może się zakochać!
A ja, niebożątko, zastanawiałam się, jakim cudem Bella z Edziem zakochali się tak od razu. A tu masz!
No ale ona ma zamiar bronić się rękami i nogami przed tym smutnym przeznaczeniem.
 
W pracy było świetnie. Mili ludzie i dobra atmosfera. Jednak pod koniec dnia zdarzyło się coś o czym Marta chciała by zapomnieć. Właśnie zbierała się do wyjścia. Nałożyła kurtkę i chwilę pogadał z Auren. Nagle przypomniało jej się, że zostawiła torebkę w swoim nowym gabinecie. Przeszła długim korytarzem i nagle zobaczyła, że drzwi od gabinetu trenera są otwarte a w środku Simi z Martinem zacięcie o czymś dyskutują. Wiedziała, że nikt jej nie widzi.
-Nie zaszkodzi jak trochę posłucham. – pomyślała.
Ha! I zaraz zobaczymy, jak wścibstwo zostaje przykładnie ukarane!
Zobacz wszelako, jak ona to subtelnie ujęła. "Trochę posłucham".
 
 
-Nie zła laska z tej naszej rzecznik. – powiedział Martin Simonowi.
-Żeby Ci tylko nie przyszło do łba jej podrywać! – Simon był zły. – jesteś dla niej za stary.
-Simon, jak to ona mówi ,Hello!’, ja jestem w Twoim wieku. A nawet jeśli ciut starszy to ona pewnie woli doświadczonych.
-Tak a ze mną poszła na kawę! – kłócili się jak małe dzieci.
-I tak będzie moja!
Głębia tej rozmowy dwóch dorosłych mężczyzn mnie powaliła. Trwale.
Myślałby kto, że pierwszy raz w życiu zobaczyli dziewczynę i z wrażenia wściku jąder dostali.
 
Nie słuchała, nie mogła. Słowa raniły ją jak noże. Im prędzej zapomni tym lepiej.
*wyciąga z szuflady młotek* Mogę spowodować krótkotrwałą amnezję, mogę?
Dajesz.
  
Późnym wieczorem zadzwonił do niej Andi. Odebrała. Miała nadzieje, że on nie jest zamieszany w ta sprawę.
No bo wszyscy nagle oszaleli na jej punkcie. Nic ino lubczyku się opili?
Spisek jąder.
 
-Cześć – powiedziała z wyraźnym smutkiem w głosie.
-Hejjo! Coś się stało? Słoneczko nie płacz. – Andi mówił do niej jakby znali się wieki,. – Ktoś Ci coś zrobił?
Opowiedziała mu całą historie.
-A to do dupki. Że trener to rozumiem, on zawsze był podrywaczem, ale Simon? Simon Ammann, on nigdy zranił dziewczyny. Zawsze to one raniły go.
Biedny Simi. Na następne urodziny dostaniesz porządny nóż fiński, żebyś się mógł odegrać.
 
W tych sprawach jest bardzo delikatny. Może z nim porozmawiać?
-Nie, nie. A tak w ogóle to po co dzwoniłeś? Ty pewnie do mnie ze sprawą, a ja cię swoimi sprawami zadręczam.
-A nic ważnego. Mogę do ciebie mówić Słoneczko?
-Oczywiście. To bardzo miłe.
-A więc może bym do Ciebie wpadł Słoneczko. Mam świetny film. Po drodze kupie jakiś popcorn i sobie obejrzymy.
-Ok.
-No to za pół godziny będę.
Kadra chodzi na kawę i ciastka, je popcorn. Jakie to aŁtoreczkowe.
A bohaterka jest tempa jak szczała i subtelniejszych zabiegów podrywczych w ogóle nie zauważa.
  
W pośpiechu pozbierała rzeczy ze stołu w salonie. Rozebrała szlafrok [na śrubki i zębatki]  i nałożyła jeansy o raz białą tunikę.
O raz, o dwa, o ba di, o ba da...
 
Czekała na Andiego.
-O pięknie wyglądasz słoneczko. – Adni miał na ustach wielkiego banana.
Świntuch, jeść nie potrafi.
 
Film, który przyniósł Andi miał być przerażającym horrorem, a okazał się świetna komedią, więc uśmiali się nieźle.
Ee... Klątwa Doliny Węży?
Anakonda!
Zmierzch?
 
I w końcu Marta była pewna, że tym razem to przyjaźń. Cieszyła się, że znalazła przyjaciela i że Andiemu to odpowiadało.
Policzmy: jeden dzień znajomości, jedna rozmowa telefoniczna, jeden wspólnie obejrzany film. A kiedyś to się mówiło, że trzeba zjeść razem beczkę soli...
 
 
-Jesteś zupełnie inny niż Simon.
-Mam nadzieje że nie gorszy Słoneczko.
-Oczywiście, że nie. Jesteś sto razy lepszy, jesteś moim przyjacielem. – uśmiechnęłam się do niego.
-Tak, na pewno wolisz Simona. On chce być Twoim chłopakiem, jest mistrzem olimpijskim.
Hierarchia musi być. Mistrz ma prawo do najładniejszych dziewczyn. I do dziewic.
Prawo pierwszej nocy Smoka Wawelskiego.
  
[następnego dnia w pracy]
-Dzień dobry – trener był bardzo zadowolony, - Dziś konferencja prasowa. Przygotuj się. Tu masz kilka zestawów pytań, na pewno coś wykorzystają. Musimy mieć dobre riposty i jakieś zaskakujące odpowiedzi. Na cześć pytań skoczkowie odpowiedzą sami, ale czasem zainterweniujesz.
Tja. Konferencja "z marszu", prowadzona przez rzeczniczkę bez żadnego doświadczenia, ale mimo wszystko trener jest przekonany, że wszystko będzie działać jak w szwajcarskim zegarku.
W końcu są Szwajcarami.
  .
W drodze na to konferencje w głowie Simona kotłowały się różne myśli.
-Przecież oni nie mogą być razem. Nie szła by ze mną na kawę.
W szwajcarskiej obyczajowości ludowej pójście na kawę równoznaczne jest z podpisaniem aktu ślubu.
 
Nie komenrujecie. Ale ja jestem miłosierna next:
O miłosierna next, będziemy komenrować! Jak tylko dowiemy się, co właściwie mamy robić.
Może komenderować?
Baczność!
    
Konferencja była, długa, długa i nudna. Były głównie pytania o formę, o nowego trenera itp….,itd…
A pani rzecznik odpowiadała na wszystko "ja, gut, naturliś", uśmiechając się olśniewająco.
 
Ale na końcu jeden sprytny dziennikarz zapytał:
-A jak stosunki z nową panią Rzecznik. Taka ładna dziewczyna w kadrze. Nie bijecie się o nią?
-Czy któryś z panów jest chłopakiem pan Rzecznik?
-Z kadrą Szwajcarii łączą mnie tylko stosunki przyjacielskie. – Zakończyłam konferencje.
No i patrz, Dzidka, miałaś rację!
Nie było tak trudno się domyślić :)
          
Po konferencji Adni podszedł do mnie:
-Świetnie poradziłaś sobie z tymi sępami - uśmiechnął się do mnie, a jego zęby błyszczały białym blaskiem.
Rano, przed porannymi czynnościami, błyszczały brudnożółtym blaskiem.
Ale na szczęście używał Blend a Med White.
  
-Naprawdę świetnie – dołączył Simi – szkoda tylko, że kłamałaś.
-O co ci chodzi? – zapytałam.
-Nie udawaj, że nie wiesz! – Simon prawi krzyczał – „och słoneczko, pamiętaj o sobocie, tata tata” – przedrzeźniał mnie i Andiego. Tylko szkoda, że mówił całkiem poważnie. Był zły.
-Wiesz co Andreas! Myślałam, że jesteś moim przyjacielem. Myliłem się co do Ciebie. –wyszedł.
Jak mogłeś sprzątnąć mi sprzed nosa jedyną dziewczynę, która nie uciekała z wrzaskiem na mój widok?!
 
Dziś Sobota. Spotkanie z Andim i z Krestin.
Nie ma takiego imienia. Jest Kerstin albo Kjersti.
Etam. W opkach jest wszystko.
 
Mam nadzieję, że jest miła. Umówiliśmy się, że spotkamy się u niego. Od rana się szykowałam. Nałożyłam białe biodrówki i czerwoną ą bluzkę.
Bluzka była "ą, ę".
Polskaaaa biało-czerwoni! Tylko kolejność jej się pokićkała.
 
 
Po drodze kupiłam też jakieś ciacha, żeby nie przychodzić z pustymi rękami. Drzwi otworzył mi Andi:
-O witaj słoneczko!
-Hm jakie słoneczko? – Krestin zakrztusiła się herbatą.
-To właśnie moja przyjaciółka Marta Swislka, Siwilska czy jakoś tak.
A to mój przyjaciel, Andreas... Kutel? Kytel? Kojtel?
A właściwie, to kim ty jesteś?
 
Nagle zadzwonił telefon Andiego.
-To Simon – szepnął [telefon] – odebrać? – spytał mnie.
-Jak chcesz, to odbierz. – odpowiedziałam obojętnie.
A o to przebieg rozmowy:
-Andi, przepraszam Cię! Już wiem o co chodzi.
To bystry jesteś, Simi, bo ja nie mam pojęcia. Ni cholery.
 
Chciałem zadzwonić tez do Marty, ale wiem, że ona mnie nie wysłucha. Twój brat mi wszystko powiedział. Przeproś Martę ode mnie. Mam nadzieję, że nie będziecie się gniewać,
W tym momencie, Andiemu wysiadła bateria.
Co uratowało Simiego przed palnięciem jakiegoś głupstwa w rodzaju "I powiedz jej, że ją kocham".
  
Resztę wieczoru mimo wolnie cały cza myślała o Simonie. Zaskakujące było to, że on robił dokładnie to samo. Myślał o niej. Czy mu wybaczy?
Co za doskonała synchronizacja.
Szwajcarska.
 
 Niedziela upłynęła spokojnie. Telefonowała do Andiego, gadał z Natalą. Czuła się jak w domu. Było jej prawie dobrze. Jednak jedna myśl nie dawała jej spokoju. On. Czy to prawda co mówił Andi? Czy on chcę z nią chodzić? Czy naprawdę był zazdrosny? Tego nie wiedziała. Ale za wszelką cenę chciała się dowiedzieć o co chodzi temu drobnemu, dowcipnemu skoczkowi.
To proste: wszyscy inni mieli prikaz pilnować go, żeby trzymał dietę - i tylko ona o tym nie wiedziała...
 
W poniedziałek dostała już ubrania od sponsorów i na dobre zakilamatyzowała się w pracy.
I choćbyś się kosturem oganiał, skojarzeń nie odpędzisz...
 
Przez cały dzień unikała jednak Simona. On ułatwiał jej to bo też bał się spotkania. Był pewien, ze będzie zła.
Tja *drapie się w głowę*. Generalnie, to ja kocham te młodszonastolatkowe wyobrażenia o życiu dorosłych.
 
Choć jej złość powoli mijała wolała wmawiać sobie, nienawiść.
Nienawiść jest taka mhroczna i rhomantyczna. Plus 15 do lansu.
Interpunkcja jej szaleje od tego zaślepienia.
 
Pod koniec dnia do gabinetu poprosił ją Martin.
-Tak panie trenerze? Już jestem. O co chodzi?
-Za pytam w Prost: Czy coś zaszło między Tobą a Simonem?
W Prost udzielą panu tej informacji.
Diagnozuję u autorki nadaktywność kciuka na spacji.
 
-Ale o co panu chodzi? – spytałam.
-Czy się pokłóciliście? – wyjaśnił – On chodzi jakiś struty, nieobecny, zły no w ogóle bez kija nie podchodź. Ty też dzisiaj nie w sosie. O co chodzi?
-Szczerze to sama nie wiem. Ja nic takiego nie zrobiłam, a on się uczepił. Zaprzyjaźniłam się z Andim, a on jest chyba zazdrosny.
-No dobra, czyli to nie Twoja wina. Nie jest lajtowo, bo tak łatwo mu nie przejdzie. No nic jeszcze długo minie zanim będzie gites.
Nosz kurczę na grillu! Oto kolejna ałtoreczka, która radośnie i z pasją robi ze swego idola konkursowego kretyna. Jakby mi tak świeżo poznany facet strzelił na dzień dobry takiego focha, chyba bym go śmiechem na miejscu zabiła.
 
No nic jeszcze długo minie zanim będzie gites. – nie wiedziałam, że trener zna takie słowa. Z resztą przecież to też człowiek.
Joł, joł, a bez reszty kto?
 
-Mamy szanse zostać przyjaciółmi? – zapytał [Ammann] tak uroczo, że doszczętnie zmiękczył moje serce. Nigdy bym po sobie nie spodziewała takich ludzkich odruchów.
-No niech Ci będzie.
-Dziękuje  - spontanicznie rzucił mi się na szyje. –Bardzo dziękuje.
Boru najzieleńszy, ile on ma lat? Pięć?
Tsy latka, tsy i pół, sięga brodą ponad stół.
Klnę się na Bora, że i worek, i fartuszek z muchomorkiem pasują do kontekstu...
 
Szła do domu. Świat wydawał jej się piękny. Przyroda bardzo powoli układała się do snu. I nikt nie zauważył jak zaczął  się sezon zimowy.
Zaraz, którego to dziś mamy? - ocknął się trener pewnego grudniowego poranka. - Eee... czy myśmy przypadkiem nie mieli jechać na jakieś zawody?
 
Wyjazdy, wyjazdy, wyjazdy. Przed pierwszym konkursem Marta bardzo się stresowała. Nie raz był na zawodach  w Zakopanym, ale to zupełnie co innego.
Teraz, pierwszy raz w życiu, będzie w ZakopanEm.
Chyba, że był na zawodach w zakopywanym - takie zawody, która drużyna szybciej zakopie kolegę.
 
 
Teraz już nie będzie mogła spokojnie oglądać skoków, czy piszczeć przy skoku Ammanna :D. To było zupełnie co innego. 
Teraz będzie niespokojnie oglądać skoki całej ekipy.
Teraz będzie musiała pilnować ich, żeby nie szlajali się gdzie nie trzeba i nie dali sfotografować, a kto wie, może i jakiś mandat przyjdzie jej zapłacić?
 
Z pakowaniem nie miała problemu. Wrzuciła ciuchy od sponsorów, jeansy, tunikę i jakoś kieckę w razie jakiejś imprezy. Do tego buty, kosmetyki czyli wszytko to co potrzebne.
Te "ciuchy od sponsorów" intrygują mnie coraz bardziej. Rozumiem, że chodzi o jakieś koszulki z logo, czy coś? Hm, idealny strój dla rzecznika prasowego, osoby, jakby nie patrzeć, oficjalnej.
 
W samolocie siedział z Andim chociaż Simon bardzo zabiegał o to by siedziała z nim, ale trener powiedział, że go mieć na widoku i usiadł z trenerem. Na początku troszkę rozmawiała z Andim, a potem oboje poszli spać, więc obydwoje obudzili się już w Kuusamo. Pierwszego dnia miała być drużynówka, ale były złe warunki,  a po za tym i tak Szwajcarzy nie mieli brać udziału. Jednak drugi konkurs.. Mmmm tu były emocje. Wygrał Simon Ammann po skoku  na 131 i na 126,5m. Po konkursie podszedł do Marty i powiedział:
-To dla ciebie. – chciała mu odpowiedzieć, ale szybko odszedł.
Rzucił jej puchar do stóp, jak pan Longinus trzy łby tatarskie, jak Emrod rękawiczkę, i odszedł w dumnym milczeniu.
Od emocji przy opisie konkursu aż kipi z monitora. Zupełnie jak w tych opkach o Harrym Potterze, kwitujących intrygę zdaniem "A potem odbyła się bitwa i po kwadransie Lord Voldemort został pokonany."
 
 Ona na początku myślała, że się przesłyszała, ale po chwili zrozumiała znaczenie jego słów… Nie może z nim być.
Ekhm? *Z tępą miną gapi się w ekran, usiłując dociec związku między jednym a drugim*
 
 Andi nie wypadł najlepiej, ale ogólnie kadra była szczęśliwa z powodu zwycięstwa Ammanna. No i już mogliśmy się pąkować [czy masz na myśli rozmnażanie przez pączkowanie?] kolejny wyjazd Trondheim. Przed i podczas lotu unikałam Simona jak ognia. On chyba to zauważył i powiedział:
-Jeśli cię wtedy uraziłem to przepraszam – i znowu z prędkością wiatru zwiał.
Eee... Ofiarował jej swoje zwycięstwo, jak rycerz damie trofeum z turnieju, a ona obrażona?!
*Gapi się z jeszcze tępszą miną i dochodzi do wniosku, że NIGDY nie zrozumie meandrów aŁtoreczkowej myśli*
Zwiało go, bo silnie duło na skoczni.
Obrażona, bo pucharu w zębach na klęczkach nie przyniósł dysząc "dla ciebie to, o pani!".
 
Ale w hotelu znowu było problemy. Trener na zbiórce mówił:
-Okazało się, że mieli jakoś awarie i zabrakło jednego pokoju. Losowaliśmy i wypadło, że Marta będzie miała pokój z Simonem, ponieważ właśnie to oni, zostali wylosowani. Odpowiada?
Czy naprawdę?... Czy naprawdę?... Czy naprawdę one nie mogą choć raz wymyślić czegoś innego?!
Cóż, gdyby to był Hogwart, mogliby mieć jeszcze założone zaklęcie wiążące...
AŁtoreczki spod znaku HP i na to nie wpadają...
Znaczy co, dopisujemy trenera do Grupy Trzymającej Becikowe?
 
-Musi… - powiedziałam.
-A mnie bardzo odpowiada – Simon powiedział entuzjastycznie.
Podskakując przy tym i wykrzykując "To już jutro! To już jutro!"
 
Chłopaki trenowali na siłowni. Nie będę im przeszkadzać, lepiej będzie jak położę się w hotelu. Nie zauważyłam nawet jak szybko zasnęłam i już budził mnie Simon.
-Królewno wstawaj! Ja tu ciężko trenuje, a ty sobie śpisz? Jak tak można?
-No weź, jeszcze trochę. – Broniłam się rękami i nogami byle tylko nie wstać. Simon zaczął mnie gilgotać.
-Aj, no weź- nie mogłam wytrzymać, ze śmiechu. Tarzaliśmy się po łóżku aż w końcu znaleźliśmy się w dość dwuznacznej pozycji.
Dopiero teraz? A tarzanie się to pies?
Tarzali się bardzo jednoznacznie.
 
-Ychym. Nie przeszkadzam państwu? – trener stał w drzwiach zły jak sto pięćdziesiąt. – Obydwojgu wpisze upomnienia.
Dawać mi tu dzienniczki, a jutro chcę zobaczyć podpis rodziców!
Czy trener może upomnieć rzecznika drużyny? A swoją drogą... Sam miał na nią ochotę, potem umieścił ją w pokoju rywala, a teraz jest zazdrosny. Czy ja już pisałam, że nigdy nie zrozumiem meandrów aŁtoreczkowej myśli?
 
Tobie Simon za ucieczkę z treningu, a Tobie za współudział.
Dostarczyła mu klucz do krat, sprytnie zapieczony w tradycyjnych szwajcarskich owsianych ciasteczkach.
 
 – Dobra zbieramy manatki jutro wyjazd do Elgenbergu.
Po czym z trudem złapał dech.
 
Tym razem w samolocie siedziałam z Simonem i zdobiłam to trenerowi na złość.
Na litość Bora, CO ona mu zdobiła? O_o
TO!
 
On odpłacił mi się już na miejscu.
-Do Elgenbergu rezerwacje robiliśmy już wcześniej więc mamy jedno miejsce za mało. Znowu zrobiliśmy losowanie i wypadło na Martę i Jose.
-Tak świetnie, będę spać z 55 letnim fizjoterapeuto drużyny – pomyślałam i rzuciłam się na łóżko.
Cóż, Josemu też się coś od życia należy.
Mała orgia dla polepszenia nastroju?
Wszystkie europejskie hotele uległy tej samej, tajemniczej awarii?
Przerobili hotele na uniwersytety.  
 
W pierwszym konkursie wygrał nie kto inny jak Simon. Znowu strasznie się cieszył i przynajmniej nie ogłaszał swoich uczuć, aż tak wylewnie. Chociaż ze sto razy ściskał mnie i przytulał teraz nie robiło to już na mnie takiego wrażenia.
Ponieważ ściskał ją i przytulał nad wyraz powściągliwie. Żadnej wylewności.
Jak Herr Flick Helgę.
 
Wieczorem zakradłam się do jego pokoju. Leżał na łóżku i oglądał telewizje.
Zastanawiam się, czy wybrać opcję "trener, pilnujący cnoty Ammanna, tym razem zaspał", czy raczej "trener zacierał łapki, licząc na becikowe".
 
zajęliśmy się oglądaniem filmu, aż w końcu Simon spytał;
-Mogę się do ciebie przytulić?
-Jeśli chcesz. – odpowiedziałam bardzo nieśmiało.
-Marta musze ci coś powiedzieć.
-Ja tobie też. – chociaż bałam się uznałam, że nie mogę dusić w sobie więcej tego uczucia.
-Kocham Cię – powiedzieliśmy jednocześne
Gubisz rytm! - syknęła wściekła Marta. - Spóźniłeś się o pół sekundy! Jeszcze raz!
 
Zaczęliśmy się namiętnie całować. Ręce Simona powędrowały do mojej bluzki.
-Simi, może poczekajmy jeszcze trochę.  Kocham cię, ale nie chce zrobić niczego za szybko.
-Dla ciebie poczekam ile tylko chcesz.
Chciałem tylko sprawdzić, co to za materiał. A ty od razu wyobrażasz sobie Bór wie co.
 
Rano, chłopcy nie mieli ciężkich treningów. Dziś drugi konkurs i nie mogę się przemęczać.
Tak, odpocznij sobie, przecież po konkursie trzeba będzie odpowiednio uhonorować zwycięzcę!
 
W drużynie prawie wszyscy się cieszyli i ogólnie humor był dobry. Prawie wszyscy ponieważ trener w kółko miał jakieś wąty. To że jego kubek stoi dwa milimetry dalej i że na pewno ktoś go przestawił, a ponadto zrobił to umyślnie. I takie tam bzdety.
Kolejny pięciolatek...
 
Najszęśliwsi byli jednak Simon  i Marta. Radość która z nich biła była tak wielka, że Andi zaczął coś podejrzewać:
-To że Simi się cieszy to rozumiem, wygrał przecież konkurs, ale Marta?
Marta nie ma najmniejszych powodów do radości, przecież nic nie wygrała!
A dobry skoczek cieszy sie tylko i wyłącznie wtedy, gdy wygrywa konkursy.
 
Ty Simon, a może coś było? Ten teges. No wiesz w nocy.
Owszem, odkryłem nowy, skuteczny sposób na spalanie kalorii!
Trochę podobny do robienia pompek na treningu, ale jakby przyjemniejszy.
 
Wszyscy wybuchli śmiechem.
Jeszcze jedno "wybuchli śmiechem" to ja coś wybuchnę.
 
W konkursie Simi był piąty, ale dobry humor nie opuszczał nikogo. Wieczorem znowu odwiedziłam Simona.
-Cześć kochanie. Muszę cię pocałować. Nie robiłem tego całe.. – w tym momencie spojrzał na zegarek – 34 minuty.
-Może jeszcze policzysz sekundy? – spytałam.
-Czekaj już liczę.
-Żartowałam!
-Co?
-Jajeczko – powiedziałam po polsku.
Och, w założeniu to się miało bardzo dowcipnie rymować, prawda? No to nie wyszło...
- Was? - Ei! - Faktycznie nie wyszło. Powinna była powiedzieć "kapusta i kwas", o!
 
-Koniec głupot miałem cię pocałować. – zaczęliśmy się całować. Bardzo ,ale to bardzo namiętnie. W tym samym monecie bez pukania wszedł trener.
Znaczy, trener nie pukał Moneta, wchodząc? Gaaaaaabs! Gdzie masz te kwadraciki?
Nie dam, nie mam czasu wycinać. Monet poczuł się wywołany do tablicy, wstał z grobu i domaga się wyjaśnień.
 
-Simon upomnienie słowne, Marta pisemne! To jest praca! Po pracy możesz się z nim miździać ile chcesz, ale ja w pracy tego nie toleruje! To, ze tu pracujesz i że masz dobre kontakty ze skoczkami nie znaczy, że możesz robić co chcesz. Jeszcze jeden taki wybryk i zostaniesz zwol…
Przepraszam panie trenerze, ale ostatnio w prasie ukazały się takie brzydkie insynuacje, że Simon w ogóle nie umie się całować, więc sam pan rozumie, że muszę go trochę podszkolić. W trosce o dobry wizerunek naszej kadry.
 
-Zemdlała Widzisz co zrobiłeś. Że jej się nie podobasz, nie znaczy, że możesz robić co chcesz. – Simon krzyczał, tak głośno, że przyszedł Andi.
-A wy zamiast zadzwonić po karetkę to się kłócicie. Dzwonić szybko. – Andi zaczął ja cucić.
-Słoneczko, Słoneczko proszę obudź się. Już jedzie karetka. Zajmą Tobą, wszystko będzie dobrze. Słoneczko!
Ekhm, i taką uwiędłą leliję przyjęli do pracy na stanowisko wymagające jednak sporej odporności na stres?
 
 
-gdzie ja jestem? – to były mojej pierwsze słowa po przebudzeniu.
-W Prywatnej Klinice w Elgenbergu. Jacyś skoczkowie tu panią przywieźli. Sami pojechali na jakieś zawody czy coś… -
Nieprzytomną władowali do autokaru, wypchnęli przed kliniką i pojechali dalej.
Mam nadzieję, że nie zostawili jej na schodach.
Na krawężniku!
 
Gruba baba  tłumaczyła mi że zemdlałam, a przyczyna był stres, zmęczenie i za duża liczba wrażeń. Zaczęłam  sobie przypominać wszystko od przyjazdu d Szwajcarii to rozmowy z trenerem i znowu urwał mi się film.
Dwa słowa krytyki i trauma na całe życie. Jakie to aŁtoreczkowe.  
 
-Tak, teraz już pamiętam. Zemdlałam. – Powiedziałam gdy się obudziłam. – Chcę porozmawiać z lekarzem. Co mi dokładnie dolega, kiedy będę mogła wyjść i pójść do pracy?
-A więc tak. Jest pani po prostu bardzo męczona
Przez bandę zakochanych w niej TróLofferuff.
 
, zestresowana itp. W szpitalu poleży pani 3 dni, ale przydałby się jakiś wyjazd do sanatorium, albo na co najmniej 2 tygodniowy urlop. Z tego co wiem to jest pani Rzeczniczką Prasową naszych skoczków. Jest to męcząca praca. Duo wyjazdów, stres na konferencjach itp. Więc z praca musi się pani co rozstać na jakieś 2 miesiące.
-Ale skończy się sezon, a po sezonie nie ma co wracać!
Po sezonie wszyscy zapominają o kadrze, nikogo nie interesują ich treningi, przygotowania do kolejnego sezonu, ani tym podobne bzdety. Rzecznik nie ma co robić.
 
-Zdrowie jest ważniejsze.
-Ale chyba nie mam jakiegoś sądowego nakazu?
-No nie?
-To wracam do pracy!
-Nie radzę, a po za tym powiem pani znajomym skoczkom, żeby się panią zaleli.
Nie wiem, co jej będą robić, ale na taką groźbę uciekłabym szybciorkiem w panice.
Zaczekaj na mnie!
Też nie chcesz, żeby się tobą zaleli?
O Boru! Skojarzyło mi się z wódką-żmijówką
Upojna Mary Sue...
 
A ten odcinek to praktycznie jeden wielki dialog. Ale nastepne (objecuje) będą coraz lepsze!
Objection!
Sustained!
 
Gdy rano obudzi mnie Simon wcisnął mi w rękę Joaś gazetę i krzyknął:
-Trener nas zabiję!
Nie trzeba było kraść gazety Joasiom!
 
-Masz – wręczył mi jakiś brukowiec na którego okładce było nasze zdjęcie i tytuł: SIMON AMMANN WRESZCIE ZAKOCHANY.
-Ok. kurcze. Trener nas zabije!
-Ale kto to mógł zrobić? – spytał praktycznie Simon.
-Wtedy jak mnie pocałowałeś, pod skocznią jak wróciłam, ze szpitala każdy mógł zrobić zdjęcie. Ale to nawet nie ważne, co powiemy trenerowi?
Ja proponuję: "To nie pana sprawa".
 
– nie mieliśmy czasu na wyjaśnienia w tej samej chwili jak zwykle bez pukania wpadł trener tyle, że nie sam bo z Andim.
-Co to ma być? – spytał spokojnie Martin bo bał się o Martę.
Uhm, już raz mu prawie zeszła na zawał po jednym ochrzanie...
 
-Gazeta – Simon odpowiedział głupkowato.
-Ale czemu wy jesteście na pierwszej stronie? Czemu się całujecie? I kto zrobił te zdjęcie?
-Szczerze? – spytałam. – Tego nawet my nie wiemy.
Fotoreporterzy? Paparazzi? Wróżka Zębuszka? Chiński satelita szpiegowski?
Agent Tomek?
 
zadzwonił mój telefon. Patrzę na wyświetlacz: Tata. 
-Halo?! – odebrałam.
-Cześć córeczko.
-Cześć tatusiu. – zawsze tak gadamy :D.
Mujeju, mujeju, ale oni fajnie gadają! Jak żadna inna córka z ojcem!
 
-Co u ciebie.
-Wszystko dobrze.
-Widziałem twoje zdjęcia z tym skoczkiem i uważam, że postąpią nie właściwie, nie ostrożnie i źle.
Prorok, czy cuś?
 
-Wiem tato, mogliśmy bardziej uważać. Ale dziennikarze są wszędzie.
-Ale nie o to mi chodzi! Po co wiążesz się z tym skoczkiem? Jak mu się znudzisz to cię rzuci i mocno cię zrani! – tata trochę krzyczał.
-Ale o taki nie jest!  - powiedział płacząc.
Nieoczekiwana zamiana ról, tatuś się rozpłakał i broni Ammanna?!
 
Oto ról zamiana nieoczekiwana,
Tatuś się rozpłakał i broni Ammanna,
Danaż moja, dana, danaż moja, dana,
Hu-ha!
 
Ona myślała o słowach taty. Czy naprawdę Simon rzuci ją gdy tylko się znudzi. On taki nie jest. Z resztą. Ona po nic prawie nic nie wiedziała. Znała go od września. Może i miała o nim wiedzę, z mediów, ale te tylko teoria. Co z tego,  że przed kamerami zawsze jest taki miły. Może jest zupełnie inny? Może gorszy? Setki pytań krążyły jej po głowie.
Łup, łup, trzask. Biurko jeszcze się trzyma?
Po pierwsze, za kształtowanie jego wizerunku w mediach odpowiada nie kto inny, tylko ONA.
Po drugie, pracuje z nimi cztery miesiące  - i co, przez ten czas nie zdążyła ich poznać, wcale a wcale?
 
Wszedł Simon.
-Przepraszam, że ci przeszkadzam ale musimy już wyjeżdżać. Gdzie masz bagaże?
-Tu w rogu.
Ciekawe zjawisko: chudzieńki skoczek targający czyjeś torby.
 
W samolocie:
-To powiesz mi wreszcie co się stało? 
Opowiedziałam mu całą historie życia, która była bardzo zawiła a przedstawiała się tak:
On się tylko chciał dowiedzieć, dlaczego płakała... Nie podejrzewał, że zginie, zalany niekontrolowanym słowotokiem!
 
 
Pewnej nocy na świat przyszła (dwa miesiące za wcześnie) mała dziewczynka. Rodzice nazwali ją Marta, mimo że rodzeństwo (2 sztuki siostry i 2 sztuki brata)[ten brat miał naprawdę niezłe sztuki!] chcieli nazwać ją Dylan.
Dylan Śliwińska. Napawam się.
 
A więc Marta rosła i rosła, i było całkiem spokojnie, aż ukończą 16 wiosen. Trzy miesiące po jej urodzinach do jej domu przyjechali pewni ludzie. Mama przedstawiła ich jako znajomych, ale Marta trochę się zdziwiła bo pierwszy raz ich widziała.
Marta miała rację! Też dziwiłam się na widok znajomych moich rodziców, których poznałam dopiero mając szesnaście lat! A wyobrażacie sobie ten atak paniki, szału i agresji, kiedy rodzice przedstawili mi swoich znajomych w trzy miesiące po moich dwudziestych piątych urodzinach?!
 
Mieli 2 lata starszego syna, który nazywał się Darek. Rodzice Marty, traktowali go bardzo uprzejmie prawie jak syna. W końcu mama Marty zaproponowała, aby udali się do jej pokoju, bo tam spokojnie porozmawiają.
Idźcie, idźcie, już wam pościeliłam... I zepsułam światło...
 
Marta, źle czuła się w jego towarzystwie była jakaś drętwa. Powiedziała, żeby usiadł na łóżku, on poprosił, żeby usiadła koło niego. Objął ją, ona dzieła rękę z jego ramienia. Powiedział, żeby się wyluzowała, ona odsunęła się od niego. Podszedł do niej, chciała krzyknąć, zasłonił jej usta ręką, zaczął całować. Na szczęścia udało jej się oswobodzić. Potem gdy pojechali, próbowała opowiedzieć o tym rodzicom, nie wierzyli jej.
Boooruuuu! Napalony nastolatek maca rówieśniczkę w jej pokoju. Straszne! Zbrodnia! Gwałt!
Widać, że aŁtoreczka jeszcze tego nie przerabiała na własnej skórze.
Co to będzie, gdy ktoś się do niej rzeczywiście dobierze?
 
Powiedzieli, że na pewno jej się zdawało i że on by tego nie zrobił. Jednak sytuacja się powtarzała.
Tu aŁtoreczka naczytała się o pedofilach w postaci wujka albo sąsiada. Tyle że to nie ta bajka.
 
Gdy Marta skończyła 18 lat rodzice, zaczęli mówić coś o ślubie, o szkole gastronomicznej. Po prostu zaczęli układać jej życie. Lecz Marcie co raz bardziej nie odpowiadało, że nie może robić tego co lubi i że musi się z nim spotykać. Zmieniła profil swojej klasy na dziennikarski,
Z jakiego? Zreasumujmy, Marta kończy 18 lat i rodzice mówią o szkole gastronomicznej. A ona zmienia profil klasy na dziennikarski. *leci do beczki z lodowatą wodą, ostudzić mózg*
W tym wieku to się aby nie zdaje matury? 
Ja bym chciała zobaczyć tych rodziców, którzy w XXI wieku chcą osiemnastolatkę wydać za mąż. Może jeszcze liczyli, ile narzeczony ma morgów?
I krów! Nie zapominaj o krowach!
 
zaczęła pisać w lokalnej gazecie. I nawet udawało jej się. Jej rubryka ‘Sport’ była jedną z najchętniej czytanych. Ale rodzice ciągle chcieli by wyszła za Darka i studiowała gastronomie.
Ee... to się studiuje?!
Wujek Gugiel mówi, że jest takie coś jak turystyka i gastronomia albo hotelarstwo i gastronomia. Nie ma gastronomii samotnej jak pustelnik na słupie.
 
Postawiła się, po maturze bez wiedzy rodziców zapisała się na studia i przyjęli ją. Z opłatami nie było problemu, bo miała prace w gazecie.  Po trzecim roku studiów wujek (zawsze miała z nim dobre kontakty )zaproponował by studia dokończyła w Szwajcarii.
I jak wiemy, wyszła z tego kupa.
 
-I dalszą historie już znasz. – zakończyłam moją opowieść.
-Ale drań, z tego Darka. Jak pojedziesz ze mną do Polski to go uduszę. – powiedział Simon [szybko licząc w pamięci, ile razy on sam dobierał się do koleżanek w ich sypialniach]
-Skąd wiesz, że Cię wezmę. Może jakaś napalona fanka mi cię odbije?
-No co ty Słoneczko! Zawsze będę Cię kochał!
Jedno nie wyklucza drugiego, ale co ja tam wiem o życiu.
 
Następne zawody to Pragellatto. [Fanka skoków, która nie zna pisowni miejscowości, w których rzecz się odbywa] Ale, na razie nie to krążyło jej w głowie. Gazeta… Zdjęcie... Na pewno jest coś jeszcze. Odpaliła laptopa. No tak. Serwisy plotkarskie, fora, portale.. Wszędzie SA ich zdjęcia. Weszła na ‘PIERWSZE I NAJEPLSZE POLSKIE FORUM O SIMONIE AMMANNIE’. Tak tu tez jest. Założyli o niej specjalne forum oto wpisy:
Nie o tobie, sirotko, tylko o Ammannie. Chyba, że tak już się spoiliście w jedność?
 
‘Hm już jej nienawidzę, dobrze że to Polka’,
Nienawiść do Polek przychodzi łatwiej?
Większa szansa, że spotka ją gdzieś na ulicy i da w łeb.
 
 
Wyłączyła laptopa. Poszła się przejść. Szła uliczkami tej włoskiej miejscowości. Rozmarzyła się… Przypomniał jej się..
-Ups, przepraszam – powiedział po angielski.
-To ja przepraszam - o boże! Przede mną stoi Tomas Morgenstern! – Nic się panu nie stało? – mówiłam już po niemiecku.
-Nie. Pani jest tą dziewczyną Simona?
-Hm, tak to ja.
-No on zawsze miał szczęście do ładnych lasek. Nie co to ja. Chociaż mnie i Simona wiele łączy. Obydwoje zdobyliśmy Mistrza Olimpijskiego.
To jest szczyt w paśmie Gór Olimpijskich?
Obydwoje? Morgi jest kobietą, Morgi jest kobietą, sialalalala! I wiele ich łączy, hmm...
 
Chociaż on dwa razy, a ja raz, no ale nie zawsze można być najlepszym.
-Czy wszyscy skoczkowie to takie gaduły? – powiedziałam ironicznie.
Sześć zdań i gaduła?
Jeszcze nie poznała Ahonena, ten to jak zacznie trajkotać...
Cierpi na niedomykalność ust.
-O przepraszam. W kadrze tez w kółko mi to mówią. Ale ja tak już mam, jak zacznę to nie mogę  najgorsze jest to że potrafię gadać od rzeczy  .
Świetnie do siebie pasujecie.
 
-Zauważyłam.. Pan tak w ogóle potrafi robić coś innego niż gadać?
Jakie są w ogóle pana kompetencje do zajmowania miejsca w kadrze?
 
 
-Nie jestem pan tylko Tomas! Tak potrafię skakać, znaczy w tam tym sezonie szło mi to lepiej, ale nadal potrafię.
-Tak, ciekawe – powiedziałam i teatralnie ziewnęłam.
Och, już się zdążyłam stęsknić za Marysiną pogardą dla Wielkich Tego Świata!
Ja wiem, że generalnie sportowcy zawodowi to nie są intelektualiści, ale żeby do tego stopnia byli półgłówkami?
 
-Hm, a może byśmy poszli do kawiarni. Bo tak stoimy na środku chodnika.
-Ok. – poszliśmy do małej kawiarenki obok. Tomas znał ja wcześniej bo wiedział, że mówią tu po niemiecku. Zamówiliśmy kawę i nagle do tej właśnie kawiarenki wpadł Simon:
A tyle miał innych do wyboru, to musiał do tej właśnie!
  
-No tak na chwile Cię zostawiam,  a ty już się szwendasz po mieście i to z tym gaduło. No ładnie, ładnie! Słoneczko myślałem, że coś ci się stało! – Simi wyglądał uroczo.
-Kochanie, gadasz jak trener. A ten gaduła jest bardzo miły.
-Ha, widzisz jestem M I Ł Y ! – Morgi powiedział to tak jakby właśnie wygrał milion w lotka.
Czymże jest milion wobec jednego łaskawego słowa Marysi Zuzi?
 
Pogadaliśmy jeszcze chwile i razem wróciliśmy do hotelu. Na pożegnanie Morgi wcisnął mi karteczkę z numer i napisem: ZADZWOŃ JEŚLI CHCESZ.
-Co tam masz?- spytał w windzie Simon. Morgi miał pokój na parterze.
-Nie nic, jakiś śmieć.
Pokój na parterze? W motelu sie zatrzymali?
  
Myślał o niej.
-W prawdzie niby chodzi z Ammannnem, ale jak ją dobrze zaczaruję to jest moja.
A takie zrobiła wrażenie, że aż literki rozmnożyły się przez pączkowanie.
Stańmy w prawdzie i wyznajmy nasze winy...
 
A Martę dręczył inny problem. Zadzwonić czy nie zadzwonić? Zadzwoniła:
-Cześć! – zaczęłam.
-Cześć. Już myślałem, że nie zadzwonisz. Tak sobie pomyślałem, czy dasz się zaprosić do mnie do pokoju. Będzie Gregor.
Trójkącik? 
[ech, znów mamy tu zjawisko znane z opka o Farinie: to co dla młodszej nastolatki brzmi całkiem niewinnie, nabiera całkiem innego znaczenia jeśli pamiętamy, że bohaterowie są dorośli...]
 
-No nie wiem…
-No proszę, obejrzymy film na dvd. – Tomas bardzo nalegał, za bardzo, ale było w tym takie coś, że Marta nie potrafiła odmówić.
-Dobra, nie wiem czy dobrze robie, ale przyjdę.
-Świetnie o 18 u mnie w pokoju. Zobaczysz będzie fajnie.
*śpiewa podskakując*
Jest impreza i to mocna Jest impreza i to mocna Jest impreza całonocna, ale wiem, że lubisz tak
 
No tak. Należało by się przebrać. Zmieniła tylko spodnie od sponsorów na jeansy i wcisnęła sweter ‘Switzerland Ski Team’ i już była gotowa. Przeciągnęła jeszcze usta błyszczykiem I już miała wychodzić gdy do jej pokoju wszedł Simon. 
-Wybierasz się gdzieś?
-Hm tak. Idę do Tomasa. Zaprosił mnie, bo chciał pogadać I ma jakiś film do obejrzenia. Nie bój się nie będziemy sami. Zaprosił też Schliwenzauera.
Schlierenzauer nie mógł przyjść?
Przysłał dublera.
Śliwenzauera? Kwaśną śliwkę? :)
  
Stanęła przed drzwiami Tomasa i delikatnie zapukała. Otworzył jej Morgi.
 -Wchodź. Nie mogliśmy się doczekać kiedy przyjedziesz.
W środku był już Gregor. Na stole stał popcorn i dwa filmy DVD.
[chłopcy puszczają komedię romantyczną i zaczynają uprzejmy small talk "skąd pochodzisz', "jak ci się tu podoba" itp.]
 
nawet nie zauważyłam jak przegadaliśmy 3 godziny,  film już dawno się skończył, a my nie zwróciliśmy na niego uwagi.
-Ok., sorry ale ja już musze lecieć w końcu jest 21.
Drogi czytelniku, jeśli nie masz jeszcze 18 lat i marzysz o osiągnięciu dorosłości, to mówię Ci: nie ma się do czego spieszyć! Tak właśnie wyglądają te osławione szalone imprezy dwudziestoparolatków!
 
Szłam po cichu do swojego pokoju, który dzieliłam z Simonem (ZNOWU!).
Te awarie.
Tym razem to był pająk w kącie. Każdy pretekst dobry.
 
 -Spytam wprost: Zdradzasz mnie? – zamurowało ją. Nie mogła uwierzyć, że spytał ją o to. Stała chwilę bez ruchu, aż w końcu on powiedział: - Wiedziałem. Tylko nie wiem w czym on jest lepszy ode mnie? – wybiegła.
On potrafi zrobić popcorn, a ty nie!
 
Z początku nie wiedziała gdzie iść, aż w końcu przypomniała sobie, że Tomas ma wolne łóżko.
Gdyż pójście do recepcji i zapytanie o wolne pokoje przerastało jej możliwości intelektualne.
 
 
Zbiegła na parter. Zapukała i usłyszała:
-Proszę. – weszła Morgi sprzątał jeszcze po imprezie.
Która to impreza polegała na oglądaniu filmu przy misce popcornu. Chyba, że pluli nim w siebie?
Może wrzucali też mentosy do butelek Coca Coli?
Powiedziała, ze złami w oczach:
Złooooo!
To ja już wolę kurwiki.
 
-Mogę się  u ciebie przekimać. Tylko proszę nie zdawaj pytań.
-Oczywiście – odpowiedział Tomas, dla niego to świetna okazja.
Eee... Rzecznik prasowy Szwajcarów śpi z Austriakami? Misja szpiegowska Maty Hari?
Jakiś program integracyjny może mają.
 
Niemiała piżamy, dął jej swoją koszulkę i zaopiekował.
Zaopiekował się, dmąc w oniemiałą piżamę?
Jakbyś była piżamą, w którą dmie Morgenstern, nie oniemiałabyś?
 
Gdy rano otworzyła oczy nie wiedziała gdzie jest.
No no, ależ ją skołował!
 
Dopiero po chwili przypomniała sobie całą sytuacje.
-O cześć królewno? Jak się spało? – spytał Tomas.
-Cześć, dzięki świetnie. Wiesz co, przebieram się i lecę do siebie. Rozumiesz i tak będą gadać, że spałam u ciebie. – ubrałam się i poszłam na górę. Simon miał trening więc nie musiałam z nim rozmawiać.
No jasne. Najlepiej trwać w obrażonym milczeniu.
 
Poszłam do trenera spytać się czy ma dla mnie jakieś zadanie. Na szczęście nie miał.
Tja, bo rzecznikowi prasowemu zakres obowiązków wyznacza trener.
 
Wszyscy pytali by się pewnie o mój związek z Simonem. Związek, którego nie ma.
Parmenides! "To, co jest, jest. To, czego nie ma, nie ma."
  
Ćwiczył, ale myślami był gdzieś daleko. Myślał co oni teraz robili. Czy dziewczyna, która kocha nad życie zdradziła by go i to z kumplem. Czy była, aż tak łatwa, że poszła z nim do łóżka? To niemożliwe. A jednak nie umiała, zaprzeczyć.
Skomentowałabym jakoś te wędrujące przecinki, ale uznam miłosiernie, że to z nadmiaru emocji...
 
-Chłopie co z tobą? – Andi zapytał zaniepokojony – obserwuje cię od 5 minut. Stoisz i nie ćwiczysz. Stało się coś?
-Nie nic. Nic ważnego, tylko to że Marta mnie zdradza….
-Co?
Zdradza, nie słyszysz? Taki drobiazg.
Niewarty wzmianki. 
 
Andi po treningu zadzwonił i umówił się z Martą w kawiarni.
-Podejrzewasz, że już wiesz o co mi chodzi?
Podejrzewam, że nie wiem.
 
-Wiem. Chcesz mi zadać to pytanie: Czy zdradzam Simona? Od razu odpowiem. Nie, nie zdradzam go.
Oficjalne oświadczenie w tej sprawie przesłałam już wszystkim zainteresowanym mediom.
  
O trzynastej rozpoczął się konkurs. Życzyła Simonowi by zajął ostatnie miejsce, by smutkiem zapłacił za to co jej zrobił. Niestety wygrał… choć tak naprawdę się bardzo cieszyła to nie umiała to okazać. Wołała udawać nienawiść, kochała go.
Im bardziej Kubuś szukał Prosiaczka... Oj, im bardziej szukam tu logiki, tym bardziej jej nie znajduję.
 
Wygrał. Choć zarzekał się, że nie chce mieć z nią nic wspólnego to kochał ją całym sercem nie mógł zrozumieć dlaczego go tak skrzywdziła.
Ja bym się chciała tylko dowiedzieć, skąd aŁtorki czerpią wzory do opisywania związków międzyludzkich. Bo to już przerosło nawet brazylijskie telenowele:
 
-I walcz o nią chłopie! Bo może być za późno! – tyle zdołała usłyszeć z ich rozmowy za nim zapukała i weszła. Andi przywitał się z nią i poszedł. Simon leżał na łóżku i nie odzywał się.
-Gratuluje zwycięstwa – powiedziała oschle. Nie odpowiedział. Dopiero po chwili wyszeptał:
-Przepraszam…
-W dupie mam twoje przepraszam!
-Marta, ja cię po prostu bardzo kocham!
-Ale mi nie ufasz!
-Ale będę!
-Nie, nie będziesz miał okazji. Teraz ja ci nie ufam.
-Marta…
Wyszła. Nie będzie słuchała. Jeszcze przypomni sobie jak bardzo go kocha. No właśnie kocha go.. Zależy jej na nim. A może powinna przyjąć przeprosiny i udawać, że wszystko dobrze?
Nie, po co. Przecież z fochem tak bardzo jej do twarzy!
   
Po południu zaczepiają trener.
A idźcie wy, trenerze i nie zaczepiajcie dziewczyn!
 
-Masz tu materiały, jutro konferencja prasowa.
-Ok., a na jaki temat.
-Na temat twój i Simona…
Matko borska różnoraka, czy skoczkowie organizują konferencje wyłącznie dla tabloidów? I jakie kurna materiały?!
Szkoleniowe ;) 
 
-Ale jak to? Przecież to nasza prywatna sprawa!
-Naważyliście sobie tego piwa to teraz je wypijcie!
Naważyliście przez Ż od ważyć?
Trzy kilo piwa proszę!
 
 
Wzięłam materiały i poszłam do Simona.
-Co robimy? – zapytałam po przedstawieniu sytuacji.
-Normalnie będziemy udawać, że jesteśmy parą.
-Ale co im powiemy no wiesz o tym pocałunku.
Sądzisz, że będą się interesować techniką?
 
 -Powiemy prawdę jak było. Tyle, że ja już troszkę zapomniałem, przypomnisz mi?
Nie wiem co się stało. Uległam jego urokowi, podeszłam do niego popchnęłam go na łóżko zaczęłam namiętnie całować. Obydwoje byliśmy jak w transie… Nawet nie zauważyłam kiedy nasze ubrania wylądowały na podłodze. Zrobiliśmy to i powiem wam, że nie żałuje. Rzucenie ubrań na podłogę, to doprawdy radykalne posunięcie!
 To było jak odlot w kosmos z ukochanym. Zjadła nas rządza i pragnie miłości.
Najpierw ich zjadła, a teraz pragnie miłości. Ta Rządza. No tak, nażarła się, to chce popić ;)
  
 
Na konferencji prasowej byliśmy pełnie szczęście i otwarcie mówiliśmy o sobie. Dziennikarze nie bali się zadawać pytań. Pojawiło się nawet pytanie o seks, ale Simon inteligentnie i ich spławił.
Tylko nie ta małpa z czerwonym kwadratem!
Jak już spławię Moneta, to pójdę po wielką czerwoną płachtę.
 
I tak mijał nam czas. Każdy dzień upajał nas miłością. Aż przed dzień pierwszego konkursu TCS dostałam list od jakiejś napalonej, polskiej fanki Ammanna: 
”Zostaw mojego Simona. Jest mój i zawsze kiedy jest w Zakopanym się spotykamy. Jeśli zobaczę jeszcze jedno wasze zdjęcie, albo taką przesłodzoną konferencje to pofatyguję się do ciebie i uduszę!”
Kupić ci bilet? 
*sprawdza połączenia autobusowe i kolejowe*
Stawiam jej apartament hotelowy. Byle szybciej!!!
   
TCS dla Ammanna był dość przygnębiający. Mimo, że przed kamerami robił dobra minę to w rzeczywistości był zły, że nie wygrał i to pozwalało mu dalej ukrywać kłamstwo. Czuł się okropnie. Ta dziewczyna w Polsce na pewno nie odpuści, ale co tu zrobić z Martą? Ona przecież nie przeżyje tej zdrady. Co prawda z tamta dziewczyną poznał się już 2 lata temu, ale nawet 2 tygodnie temu dzwonili do siebie.
A wcześniej oglądanie filmu uznał za zdradę.
Podwójna moralność?
   
-Marta, dobrze się czujesz? – spytał Andi.
-Wiesz boli mnie brzuch, musze wyjść. – poszła do łazienki i zwymiotowała. Naszły ją najgorsze myśli. Przecież wtedy z Simonem, nie zabezpieczyli się…
Do kanonu trzeba dorzucić brak antykoncepcji.
Bo jak nie wiemy, czym ożywić akcję, to trzeba zaciążyć bohaterkę!
 
Nie czekała kupiła test i nikomu o tym nie mówiąc sprawdziła. Ręce trzęsły się jej jak oszalałe, miała problemy z otwarciem pudełka. Na szczęście wynik był negatywny. Nie wiedziała co mogła by zrobić gdyby było odwrotnie. Nie była gotowa na bycie matką. Simon tym bardziej na bycie ojcem. Tja, oni to w ogóle nie są przystosowani do życia, ani jedno, ani drugie.
  
[Ammann spotyka się z fanką z Polski]
Czekała na niego w klubie.
-Cześć kotku. – powiedziała gdy usiadł przy barze. Ostatnimi laty nie kryli się przed resztą ekipy, ale teraz wszystko było inaczej. Była Marta. Trener i Andi popatrzyli na niego wyczekująco. Tak musiał zakończyć sprawę. Poprosił ją na bok.
-Musimy zakończyć to wszystko. Mam dziewczynę, kocham ją i nie zostawię jej dla ciebie. – Justyna, bo tak miała na imię pokiwała tylko głową.
-Ale chociaż się pożegnajmy. – zrobiła uroczą minę. Wahał się, ale w to w końcu jeden raz…
-Ok., ale musze jakoś wykiwać załogę. Wyjdź na dwór zmienimy klub, wkręcę im, że musze iść do domu.
Długo będzie szedł.
 
Wkręt, że źle się czuje trener przyjął dość łatwo i mogli zmienić klub. Poszli do modnego klubu na Krupówkach i nieźle się bawili.
Zatańcowali zbójnickiego ze striptizerkami! 
 
Marta poszła spać o dwudziestej czwartej, gdyż czekała na Simona, który wrócił lekko zalany, ale na szczęście jeszcze kontaktował .
-Jak się bawiłeś? – nie odpowiedział, spał.
Wrócił, śpiąc? Lunatyk?
 
Miała złe przeczucia. Coś musiało się stać…
Złamie jej się paznokieć? To się trzeba lepiej odżywiać.
  
Chociaż humor Simona nieco się poprawił (stało się tak po tym wypadzie do klubu), Och, czyżbyśmy mieli tu do czynienia z Pikantną Aluzją?  to nastroje innych, jak na złość, zaczęły się psuć. Marta co raz częściej czuła się słabo. Aż pewnego dnia na adres hotelowy przyszła do niej niewielka paczka.
-Co to może być? Niczego się nie spodziewam…
-Hm, nie wiem, może po tej konferencji masz jakiś fanów?
Przed konferencją nie miał żadnych. Literalnie żadnych.
 
Otworzyła w środku były zdjęcia i podpis:
‘Już wierzysz?”
Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
 
Zemdlała, a jej udach spłynęła krew… Zdawało jej się, że jest w ciemnym pomieszczeniu, bez świata, bez okien i nagle usłyszała płacz dziecka.  Zrozumiała co się stało i obudziła w białej szpitalnej sali.
-Co się stało?
-Przykro mi ale.. – stary, posiwiały lekarz praktycznie miał łzy w oczach – poroniłaś.
Ekhem, przepraszam, CO poroniła, skoro parę akapitów wcześniej wyszło jej, że jednak nie jest w ciąży? Ałtorka ma atak galopującej sklerozy, czy chce nam subtelnie dać do zrozumienia, że testom nie można wierzyć?
Pregnancy test failure :) Error 404 Baby not found.
 
Tępy ból przeszedł jej ciało. Nie mogła płakać, była jak sparaliżowana.
-Mam nadzieję, że pan nikomu nie powiedział? – mówiła drżącym głosem
-Nie było nikogo z rodziny, nie miałem prawa, ale teraz muszę poinformować ojca dziecka.
-Nie, tylko nie to…
-Takie jest prawo.
Tajemnica lekarska z rozpaczy poszła skakać z mamuciej skoczni na zbity regulamin.
  
Cały czas myślała czemu ucierpiało dziecko… Czemu za zdradę Simona odpowiadało dziecko o którym nawet nie wadziła, nie mogła przytulić.
Willi spokojny, nie wadził nikumu, Uwe rozrabiał, kajby we hasioku.
  
Po tygodniu wyszła, ze szpitala. Niestety musiała jechać do Szwajcarii gdzie przy miejscowym sztabie złożyła rezygnacje, zabrała swoje rzeczy, podziękowała wujowi i wyjechała do Polski.
 
I my także dziękujemy wujowi i wyjeżdżamy jak najdalej od skoczni, skoczków i histeryzujących rzeczniczek prasowych.
 
Kura w locie, Dzidka lądująca telemarkiem, wpatrująca się w mamucią skocznię Gabrielle oraz Maskotek Igrzysk Olimpijskich
pozdrawiają z Atomic Dolnych pod Zurichem.

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

• Brainanna

Hahahahaha!
Dawno nie śmiałam się tak, jak przy czytaniu tej analizy. Wręcz dusiłam się ze śmiechu.

AŁtoreczka mnie przeraża. Biedne, biedne dziecko.

Baby not found! Hahahaha! I jeszcze Morgi, dmący w oniemiała piżamę... :D

Genialne.

Pozdrawiam.

• missjoanne


Opko po prostu beznadziejne, czy one wogóle są świadome tego, co piszą? Ogromny szacunek dla analizatorów, przecież żeby cokolwiek napisać, to najpierw musicie przeczytać tre idiotyzmy w całości. Ja próbowałam przebrnąć przez pare opek, ale zwyczajnie nie dawałam rady, po prostu oczy wychodziły mi na wierzch od bzdur, które były tam powypisywane. Powiem więcej, raz kompletnie rozwalił mnie blogasek, którego nie widziałam na oczy i znam tylko ze streszczenia. Stężenie głupot było ogromne. A wy pomimo wszystko dajecie radę. Oby tak dalej ;)

• Tajemniczy Wielbiciel


A, dobra. Wróciłam i doczytałam o co loto. Jeden absurd mniej

• Tajemniczy Wielbiciel


Ja pierniczę! Co za padaka!

Nie zrozumiałam sceny w klinice. Jak to "jacyś skoczkowie", "jakieś zawody"?

Engelberg to raczej nieduża miejscowość, podejrzewam że zawody pucharu świata to ogromne wydarzenie, a sami skoczkowie to supergwiazdy, Ammannne :> zwłaszcza.

No i jeszcze, po 3 raptem zawodach (chyba że coś przeoczyłam) już zbliża się koniec sezonu?

• Etsuko

Zanalizujcie to: http://forever-or-never.mylog.pl/
xd

Anonimowy pisze...

Pani Minister


"Emocje w trombocytach"! Hahaha, przednie! UWAGA, Minister Zdrowia ostrzega: czytanie analizy powoduje ataki śmiechu, których następstwem są eksplozje trombocytów!

• Lien Smoczyca

Czytałam różne bzdury, ale opka o skoczkach narciarskich jeszcze nie widziałam, na Smoka Zębatego i różowego Bożka Impotencji!

• Mirveka


Ja wiem dlaczego rodzice chcieli posłać Martę do gastronomika - żeby dziewczyna przed ślubem nauczyła się w końcu gotować.

Opko straszne, dorośli faceci zachowujący się jak nastoletnie panny i zazdrośni o oglądanie filmów.

• Croyance


Kuro, no wlasnie nie posadzalam Cie o bycie nastolatka, ale takie zasialas we mnie male podejrzenie :-) Nie trzymalo mi sie to qpy wcale, i troche sie zdziwilam, ale widze, ze to nieporozumienie.

Bardzo mnie interesuje, co sadzi na temat tej analizy ałtorka opka (widzialam na jej stronie jakies nowe historie, cos o mezczyznach jak swinie etc., wiec nadal tworzy). Moze sie odezwie?

• Mrohny


Ałtoreczki lubią skoki... w bok ;) niezła analiza, opko przegenialneee :D

• tesska


Jakby w Polsce "Zmierzchu" nie wydali... :D

A co do porównania z Anią - nie zgadzam się. One pokazywały swoje potworki bardziej doświadczonym i choć z bólem serca, to cięły bezlitośnie te rzeczy, które im samym wydawały się "najpiękniejsze". I tak nauczyły się pisać.

AŁtoreczki nie uznają krytyki, a już tym bardziej nie szukają jej na własną rękę...

No i czym innym jest pisać i pokazywać kilku koleżankom, a czym innym - wrzucać do Internetu. Wybaczcie, jeśli mnie pamięć myli, ale Ania tych swoich wczesnych tworów chyba nie próbowała po gazetach upychać, tylko pisała da wprawy?

• Anka aka Eowyn

Lobo, ja Anię z Zielonego Wzgórza czytałam akurat, jak byłam w okresie "kupowania wszystkiego co modne" czyli jak miałam jakieś 11 lat. A teraz klub pisarski będzie mi się z klubem aŁtoreczkowym kojarzył. Ale szkoda, że aŁtoreczki współczesne nie mają takiej Maryli, która by im przypominała, żeby się za coś pożyteczniejszego wzięły (czy jak to tam było). Kuro ja myślę, że w Internecie jest tyle śmiecia właśnie dlatego, że nigdzie indziej tego nie przyjmują i takie domorosłe pisarki odreagowują właśnie czytając komcie na blogasskach. W Polsce wydawcy są chyba jednak mądrzejsi niż w USA (czyt. Zmierzch).

• kura z biura


Lobo, ależ to jest dokładnie to! Znaczy, mam na myśli Anię z Zielonego Wzgórza. Wydaje mi się, że każda nastolatka o jako-tako rozwiniętej wyobraźni tworzy takie historie i jest to całkiem normalne i niewinne, po prostu pewien etap w rozwoju. Problem tkwi w dostępie do publikacji. W erze przedinternetowej jeśli chciałaś mieć coś "wydane", nawet w szkolnej gazetce - to musiało przejść weryfikację. Czytał to ktoś starszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony i wydawał opinię. W ilu powieściach mamy opisane to bolesne rozczarowanie , gdy pierwsze twory pióra, wychuchane i doskonałe, wysłane do redakcji, wracały z mniej lub bardziej uprzejmym listem, że niestety, to się do niczego nie nadaje! Teraz tego procesu weryfikacji nie ma, można wrzucić na bloga dowolny bełkot, nie troszcząc się nawet o poprawność ortograficzną. Nie ma więc tego naturalnego procesu selekcji, nie ma zastanawiania się nad własnym tekstem - bo po co, skoro zawsze znajdą się bezkrytyczni czytelnicy, którzy pochwalą i będą czekać na ciąg dalszy?

Anonimowy pisze...

• kura z biura


Lobo, ależ to jest dokładnie to! Znaczy, mam na myśli Anię z Zielonego Wzgórza. Wydaje mi się, że każda nastolatka o jako-tako rozwiniętej wyobraźni tworzy takie historie i jest to całkiem normalne i niewinne, po prostu pewien etap w rozwoju. Problem tkwi w dostępie do publikacji. W erze przedinternetowej jeśli chciałaś mieć coś "wydane", nawet w szkolnej gazetce - to musiało przejść weryfikację. Czytał to ktoś starszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony i wydawał opinię. W ilu powieściach mamy opisane to bolesne rozczarowanie , gdy pierwsze twory pióra, wychuchane i doskonałe, wysłane do redakcji, wracały z mniej lub bardziej uprzejmym listem, że niestety, to się do niczego nie nadaje! Teraz tego procesu weryfikacji nie ma, można wrzucić na bloga dowolny bełkot, nie troszcząc się nawet o poprawność ortograficzną. Nie ma więc tego naturalnego procesu selekcji, nie ma zastanawiania się nad własnym tekstem - bo po co, skoro zawsze znajdą się bezkrytyczni czytelnicy, którzy pochwalą i będą czekać na ciąg dalszy?

• lobo


Przy okazji dyskusji nad tym, skąd się biorą aŁtoreczki... (uwaga! to co teraz napiszę dla niektórych będzie podpadało pod bluźnierstwo!) Pamiętacie ten moment z "Ani z Zielonego Wzgórza", gdy założyła z przyjaciółkami klub pisarski i jakie dziwne tworki-potworki im tam powstawały? Może gdyby miała internet... eee, lepiej nie dokończę zdania, bo jeszcze mnie zlinczują.
Analiza kwikaśna. To wszystko byłoby nawet do przyjęcia, gdyby bohaterami byli zwyczajni nastolatkowie. A aŁtoreczka zostanie zmuszona do zweryfikowania poglądów (prawie mam wizje, jak dziewoja wbiega do dziekanatu w pierwszym tygodniu i zwraca się do już mitychnej postaci Pani z Dziekanatu "Niech mi pani załatwi..."), oj nie pożyje ona długo i szczęśliwie.
Pozdrawiam
Lobo
PS kod: aywvo. Nie wiem, co to jest, ale oddaje mój stan ducha w trakcie lektury. Aywvo!

• kura z biura


Croyance, ja stwierdziłam tylko, że jak miałam 17, to próbowałam pisać opko ;) Od tego czasu już, uhm... "trochę" minęło.

Anonimowy pisze...

Croyance


Gratulacje dla wszystkich analizatorow. Swietna robota! Opko jest wyjatkowo niedorzeczne, takiego steku idiotyzmow nie czytalam chyba nigdy, a czytam analizy - SUS, i innych - od dawna.

(Kuro, czy Ty masz naprawde 17 lat ..?)

• gabrielle


Inspiracją do Error 404 był komentarz Dzidki.

Tak sobie myślę, że aŁtoreczkom przydałby się porządny restart całego systemu. Zdarza mi się podsłuchać towarzystwo wracające ze szkoły i staram się tłuc tego po łbach. Hitem jest dialog:
- podeszłam do niej i powiedziałam, że jej chłopak dobrze całuje. Rozpłakała się i u ciekła.
- całowałaś się z nim? jak było?
- nie całowałam. chciałam ją tylko wkurzyć.

• Laura Absinth


@kura: No bo ja właśnie nie wiem, skąd one się biorą!
U mnie gimnazjum połowa ludzi zajmowała się piciem albo ćpaniem, reszta nauką, więc nie było czasu na opka. Marzenia o graniu uwydatniały się w godzinach spędzonych nad gitarami/werblami/grzebieniami/harmonijkami i czym popadło, a nie nad klawiaturą i zdjęciem Kaulitzów. Nie mówię, że nie byliśmy głupi, ale, do cholery, nie aż tak!

Ja fanowskie opko pisałam w 6 podstawówki, pieczołowicie sprawdzając składnię, gramatykę i literówki. Po 1 rozdziale stwierdziłam, że to bez sensu. Za drugie, wraz z młodszą kumpelą, zabrałam się w wakacje przed moją 2 klasą gimnazjum. Nie było w nim ani schodzenia na dół na śniadanie, ani Mary Sue, ani żadnych gwiazdeczek, ani gwałtów, więc widać da się nagryzmolić opko bez tych elementów, mając nie całe 14 lat. 2 rozdziały nawet trafiły na bloga, co sprawiło, że przeanalizowałyśmy je dogłębnie i stwierdziłyśmy, że do Whartona nam bardzo daleko, więc lepiej nie piszmy już więcej nic. To był koniec zainteresowania opkami.

A tak w ogóle... Ja mam 17 lat. I nie wiem, może ja jestem jakaś jednostka wybitna, ale takiego wyobrażenia o relacjach międzyludzkich i życiu dorosłych ludzi oraz ich pracy to nie miałam nawet w przedszkolu.
Dlatego ciężko mi uwierzyć, że ktoś mając 16 czy 17 lat może pisać twór rodzaju tej zmory czy opka o Farinie, gdzie banda starych chopów zachowuje się jak oszołomy, zespoły nie jeżdżą w trasy, wyznania miłosne padają po tygodniu znajomości, a przypadkowe ciąże są codziennością.

• kura z biura


@Laura Absinth: ale przecież ałtoreczki nie spadają z nieba, ani na grządce nie wyrastają, tylko są tu gdzieś wśród nas!
Zresztą... przypomniało mi się, jak to mając lat 17 próbowałam napisać opko, którego bohaterem był facet 26-letni. Mniej więcej po połowie rozdziału dałam sobie spokój, bo stwierdziłam, że nie mam pojęcia, jak on ma mieszkać, pracować, czego słuchać, co czytać, co myśleć... Ale pewnie gdybym pisała to dalej, byłoby tak samo durne, jak to powyżej.


• Laura Absinth


@bestia zUa: Cieszę się, że mogłam sprawić radość :D

A co do gimnazjalistów... Nie spotkałam żadnego aż tak ograniczonego jak aŁtoreczki. Naprawdę.

• tesska


Och, zaszkodziło mi to opko ;p

To poniżej to byłam oczywiście ja - tesska. Z "fuj, fuj" literówką.

Anonimowy pisze...

• tessla


Też mnie martwi, co będzie, jak aŁtorki zaczną głosować w wyborach... Do władzy dojdzie Partia Córek Voldzia.

Analiza urzekła mnie jak rzadko która - może dlatego, że zamiast milionów żywiołów, żywiołaków i innych magicznych cudów na kiju, zamiast wokalistach z bajki, dostałam tu takie "prawdziwe" życie - studia, praca, molestujący szef... I boli przefiltrowanie tego przez aŁtoreczkowy umysł.

• Raven


Kto tu jest do cholery gwiazdą - skoczki, czy rzeczniczka prasowa? Co to w ogóle za burdel? Który rzecznik na poziomie spotykając innego skoczka (co w jego pracy jest na porządku dziennym) zachowuje się jak histeryczna fanka?
Przeczytam to na raty bo nie wyrobię. Gdyby nie Wy, nie przebrnęłabym przez tę część, którą przeczytałam.

• Dzidka


Dziękuję za miłe słowa, jednak dla porządku wyjaśniam, że "Error 404 - Baby Not Found" to komentarz Gabrielle.
Niemniej jednak, bardzo się cieszę, że podoba się Tobie to, co robię. Inaczej jakiż sens miałoby robienie tego :)

• bestia zUa


"Error 404 Baby not found" zdecydowanie pozamiatało. Ogólnie Dzidka jest moim guru, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju trafne i wesołe analizy. Uwielbiam je w Twoim wykonaniu, naprawdę.
Jeszcze odnośnie komentarzy czytelników: "(...) i Ammannne (jakiś muzułmański prorok?)" - popłakałam się ze śmiechu, serio.
Aktualna analiza to coś cudownego po prostu. Najlepsza ze wszystkich - zgadzam się, że z notki na notkę podwyższacie poprzeczkę. Jeszcze chwila i będziemy tu mieli Mamucią Skocznię, czy coś - nie wiem, znam się na skokach tak samo jak autoreczka tego opka, czyli null, zero totalne.

I tak się niekiedy zastanawiam, mijając niemalże codziennie wracających ze szkoły gimnazjalistów (bo większość autoreczek radosnych twórczości z analiz ekipy SUS jest właśnie w tymże przedziale wiekowym, tak?), ilu z nich po głowie chodzą właśnie takie pomysły? Ilu z nich tak sobie wyobraża życie, relacje damsko-męskie, dorosłość? Boru, przecież jeszcze chwilka, a oni będą pełnoletni! Będą mogli głosować w wyborach, dostaną dowody osobiste oraz kupę przywilejów mając jednocześnie takie oto niedojrzałe siano w głowie! Czeka nas zagłada. Już opanowali Internet!
Może przesadzam, ale zdołowałam się. Naprawdę.

Jeszcze raz gratki za "Error 404 Baby not found".

• Kivi


Zagubiona w świecie Ammann Show poszukuję tego dziecka z erroru 404... (a imię jego czterdzieści-i-zero-cztery?).

Jeśli jest możliwość, chciałabym się dowiedzieć, co kochana aŁtoreczka paliła za stuff, że wymyśliła tak kosmiczne sytuacje ("chodź do nas do pokoju, poczytamy komiksy i będziemy się bić poduszkami, łiii! Tylko cicho, bo się trener obudzi...").
Bo sama bym chętnie taki zapaliła, słodki basie, to musi być odlot.

Pozdrawiam ciepło bardzo niezmordowanych Analizatorów i wytrwałych Czytelników ;)

• raku


Analizę czytałam cztery godziny z przerwami na inne strony internetowe - mój mózg musiał odpocząć. To opko jest okropne, jednakże analizatorki wykonały świetną robotę. Ode mnie macie pierwsze miejsce w turnieju Czterech Skoczni. ;)

Anonimowy pisze...

jasza


Pamiętacie "Czy leci z nami pilot"? Tam też każdy popełniał samobójstwo, gdy słuchał wyznań bohatera.
Można było pomyśleć, że Simon podobnie jak tamta staruszka - powiesi się na półce bagażowej i będzie dyndać nogami w powietrzu...
No bo czegóż tu nie mamy? Jest i wielodzietna rodzina, i córka najmłodsza, w dodatku wcześniak, podsuwana w celach zbereźnych synowi znajomych, i zmuszanie jej do małżeństwa...
Jakby tego było mało - wysyłanie osiemnastolatki do szkoły gastronomicznej.
Nie ma co sobie robić kpinek, bo może ona dopiero w tym wieku ukończyła podstawówkę?

*ociera samotną łzę rozczulając się nad losem Marty - Dylana*
• Ome


Aaa, słów mi brak! Ale coś postaram się wydusić.

Analiza równie genialna, jak opko... ekhm, powiedzmy delikatnie, do potężnych czterech liter. Co to jest za mania, że młodziutkie autorki/aŁtorki tak namiętnie wybierają na swoich bohaterów ludzi dorosłych, o których psychice, sposobie życia, pracy, zachowaniach, relacjach międzyludzkich etc. wiedzą mniej, niż ja o logarytmach (logarytm to jest coś, cholera wie, co)?

Studia i praca w wykonaniu aŁotrki - bezcenne. Po co głupi studenci męczą się z podaniami, egzaminami etc., skoro wystarczy wuj, który "załatwi ten uniwersytet"?

Uwielbiam macanki rodem z połowy gimnazjum i seks, w którym nie ma mowy o antykoncepcji - chyba słowa "prezerwatywa/tabletka antykoncepcyjna" są zdaniem aŁtorki potwornie wulgarne.

Uwielbiam dorosłych, których praca polega na głupawych kłótniach rodem z późnej podstawówki, a obowiązki zawodowe sprowadzają się do zaliczenia wszystkiego, co jest płci przeciwnej i nie zwieje przed bohaterką/bohaterem na drzewo.

Uwielbiam pokoje, których liczba jest zawsze o jeden mniejsza niż liczba osób potrzebujących noclegu; rozmowy z serii "Emanuelo Franczesko Kaczorro, kochasz mnie bardziej czy mniej niż Luisa Fernanda Gonzaleza, do którego w zeszłym roku uśmiechnęłaś się, gdy cię przepuścił w drzwiach, ty dziwko, zdradzasz mnie, mogę cię pocałować?"; interpunkcję, stylistykę, składnię i fleksję, które na dzień dobry dostają kwasem po zasadach poprawnej polszczyzny; aŁtorki, które mają o sobie wyobrażenie przerastające Mount Everest.

Wreszcie - uwielbiam Was. Tu na szczęście szczerze, bez ironii i zawsze wiernie :)

A tak na marginesie - z analizy na analizę podwyższacie poprzeczkę i pokazujecie coraz straszniejsze (po)twory, chyba niedługo zacznę Was czytać z tabletkami uspokajającymi pod ręką ;)

• jimenes


Dawno się tak nie ukwikałam:) O, santa simplicitas!!! Biedna będzie dziewczynka, kiedy życie zacznie weryfikować jej poglądy;)

• koza


" Error 404 Baby not found. " to mnie powstrzymało od sepuku.
Czy Wy (analizatorzy)nie macie skutków ubocznych po czytaniu tych bredni? Ja w połowie analizy miałam odruch wymiotny.

Anonimowy pisze...

Laura Absinth


Nie wiem, co powiedzieć. Te plugawe wymiociny aŁtoreczkowej wyobraźni rozłożyły na łopatki wszystkie dotychczasowe opka. Lepkie palce Marlenko-Milenki, wszystkie nadopiekuńcze fanki różnych zespołów, gwałcone w lasach w centrach miast, wampiry z wyższej żerdzi, córki Voldzia należące do SS, zamordowana interpunkcja, zgwałcona gramatyka i ukrzyżowana ortografia są NICZYM w porównaniu z groteską tego opka.
Po pierwsze - jeśli aŁtoreczka tak wyobraża sobie relacje międzyludzkie, to się zdziwi.
Po drugie - jeśli aŁtoreczka tak wyobraża sobie studia i pracę, to też się zdziwi.
Po trzecie - szybkość akcji w "Modzie na sukces" jest wyścigiem ślimaków w porównaniu z tym opkiem.
Po czwarte - ja kurwa nie ogarniam tego... romansu?
Po piąte, szóste, dziesiąte i setne - naprawdę brak mi słów! Jeszcze ten opierdol od ojca... I zalewający skoczkowie (betonem?), i Ammannne (jakiś muzułmański prorok?), i dziennikarze, którzy interesują się tylko tym, kto z ekipy posuwa panią rzecznik, i te wszystkie słoneczka, księżniczki, głupawe dialogi, wirtualna ciąża, a w końcu macanie w pokoju, które zniszczyło aŁtoreczce życie - ocipiałam.

Garnek z kaszą, owinięty gazetami, będzie dla mnie od dzisiaj synonimem rodzinnego ciepła.

• Tinwerina Miriel


Matko i córko elektryczna! Gdyby za głupotę dawali medale olimpijskie, dziewczę na bank, nomen omen, szwajcar, zdobyłoby złoto.

"Zaopiekował się, dmąc w oniemiałą piżamę?
Jakbyś była piżamą, w którą dmie Morgenstern, nie oniemiałabyś?" - Ómarło mnie. Borski komentarz, naprawdę borski.

• badylla


kod: wuiau (fonetycznie: wiał)

będzie krótko i na temat:
ratunku!

• KlaŁn Szyderca


Chciałbym zauważyć, że wbrew insynuacjom analizatorów szwajcarska kadra nie je popcornu tylko go ogląda. Przecie jest napisane jak wół: "kupię popcorn i sobie obejrzymy". No. A poza tym tylko kawa, ciastka i bułka z bananem.

• Rzepicha


Pierwszy raz tak się zmagam z analizą, serio. To opko jest durneee... Nawet nie ma sensu wyliczać wszystkich nonsensów, bo sensu tam nie uświadczysz - WSZYSTKO, od wyjazdu zagranicę na studia bez studiów, poprzez to ogłoszenie, rozmowę kwalifikacyjną ("Nie ma pani doświadczenia i nie umiem wymówić pani nazwiska? Super! Oto umowa!") i dziennikarzy pytających o stosunki rzecznika z kadrą. Ja pierdzielę, Kamińskiego nie pytali, czy sypia z Kaczyńską cy też z panem Prezydentem! *odchodzi, gniewnie mrucząc pod nosem*

• jasza


Stężenie bzdur jest tak wielkie, że zagraża zdrowiu analizatorów!
Mimo to analiza cudna, a mój podziw tym większy, że tekst był niełatwy do ogarnięcia.


Pigmejka

Aaaa to było zUUUee! XD Popłakałam się ze śmiechu! ;D Nie wiedzieć czemu najbardziej rozbawiło mnie:

Niemiała piżamy, dął jej swoją koszulkę i zaopiekował.
Zaopiekował się, dmąc w oniemiałą piżamę?
Jakbyś była piżamą, w którą dmie Morgenstern, nie oniemiałabyś?

Cudo! :D Cała analiza prześwietna, a opko zabija naiwnością... Cóż, już Dwight Macdonald pisał o infantylizacji dorosłych, ale żeby aż tak...? ;)