sobota, 19 lutego 2011

54. Boże Narodzenie Harry'ego Pottera, czyli jajeczko na każdą okazję


*E! Popraw mi czapkę! Już? A broda się nie odkleja? No to zaczy... czekaj! Skrzydełka ci się przekrzywiły! No dobra, teraz ok. Ho-ho... khem.*

Ho - ho - hoooo!
Drodzy Czytelnicy! Ponieważ byliście grzeczni cały rok, święty Mikołaj [-Jaki Mikołaj! Gwiazdor! - Cicho bądź!] przyniesie Wam dziś - co? Nową analizę, rzecz jasna. Aniołku, sięgnij no do wora, co my tu mamy? Co to za dziwne stworzenie z blizną, tatuażami, eee zaraz... skrzydłami? I innymi śladami grzebania w kodzie DNA? Ach tak, to znów Harry Potter!
Bez obaw, drodzy Czytelnicy, tym razem oszczędzimy Wam opisów kolejnych szkoleń, pętli czasowych, supermocy i skomplikowanych pokrewieństw. Dziś, w Specjalnym Odcinku Świątecznym przedstawiamy Kevi... tfu, Harry'ego Z Gośćmi W Domu. Indżoj!

Analizują: Kura i Sierżant.

[Harry czeka na przyjaciół, których zaprosił na Wigilię]

Pierwsi zjawili się Lupin i Tonks
 -Cześć Harry!- Krzyknęła Aurorka- A my się chyba nie znamy…- zwróciła się do Pat i Igora
 -Tak, to są moi przyjaciele: Patricia White i Igor Botvinov
Mmm... botwinka!

 -Miło was poznać- uśmiechnął się Lupin- To ,na kogo jeszcze czekamy?
Czy ja już mówiłam, że kocham autokorektę Worda? Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą przecinki.

 -Na cztery osoby- wyjaśnił Harry rozglądając się na wszystkie strony- O! Już są- powiedział machając w stronę trzech zakapturzonych postaci
Szły raz drogą trzy kaczuszki, grzecznie, że aż miło: pierwsza biała, druga czarna, a trzeciej nie było.

- Pozwólcie, że wam przedstawię: to Arven (brat bliźniak Arweny) , Laukaz, Silvan i Snapea już znacie
Nie, Snapei też nie znam, kto to taki?
Trzy zakapturzone postacie, ale przedstawia cztery. Snapea się któremuś pod szatą schowała?

- mężczyźni zrzucili kaptury. Lupin nie wyglądał na zachwyconego na widok nietoperza, jednak bez wahania uścisnął jego wyciągniętą rękę.
Khem, chyba skrzydło. 
Futrzastą łapkę z pazurami?

 -Skoro wszyscy się już znamy, to może już chodźmy, Nicole będzie się denerwować- powiedział Snape i mrugnął do Harryego
Umarłam. Mrugający Snape, jak do tej pory, występował tylko w wyjątkowo nieporadnych yaoicach. Takich, w których aŁtorki nałogowo robią z bohaterów słodkie misiaczki o żelkowym mózgu.
Skąd wiesz, co się będzie działo w nocy? *mrohny chichot*

 -Nicole to narzeczona profesora- uśmiechnął się Potter do reszty- Ale to nie zmienia faktu, że robi się zimno.
Gdyby była żoną, momentalnie nastałby żar tropików.

To jak? Lecimy Świstoklikiem?- Bardziej stwierdził niż zapytał Harry i wyciągnął z kieszeni gazetę mieniącą się lekkim, niebieskim światłem. Wszyscy zgromadzili się wokół niej i chłopak zaczął odliczanie- Jeden…dwa…trzy!- Cała dziewiątka poczuła szarpnięcie w okolicy pępka i już po chwili stali pośród ośnieżonego lasu.
 -To jest właśnie mój domek- powiedział z dumą Potter wskazując na budynek za ich plecami. Nikt, oprócz Snapea i Harryego nie widział go jeszcze.
Tłumaczyłam kiedyś jednej znajomej, gdzie na klawiaturze komputera znajduje się apostrof. Ta zrobiła wielkie oczy: myślałam, że to przecinek! Ałtorka chyba ma tak samo...

Wszyscy byli pod wielkim wrażeniem majestatycznego budynku z czarnego kamienia.
Kwatera przy Grimmauld Place wydawała się przy tym schowkiem na miotły.

 -Rozumiem, że wam się podoba, ale może wejdźmy do środka- uśmiechnął się właściciel. W korytarzu czekała już na nich Amelia vel. Nicole. -Nareszcie jesteście- uśmiechnęła się. Po wypiciu eliksiru wielosokowego miała krótkie, czarne, wystrzępione, sterczące włosy, bladą cerę (to się akurat nie zmieniło) i piękne, duże niebieskie oczy
Przyrządzając eliksir wielosokowy zawsze pamiętajcie, żeby wrzucić doń włos osoby wystarczająco atrakcyjnej!

 -Jestem Nicole Gravesend. Mam nadzieję, że się polubimy- uśmiechnęła się ciepło
Tu wyjaśnienie dla czytelników: Amelia/Nicole jest zaginioną ciotką Harry'ego, która ukrywa się pod zmienioną postacią. Oczywiście myli się ten, kto sądziłby, że kryje się np. przed gniewem Voldemorta. Nie, Harry ma gorszego wroga...

 -No dobrze, ale może najpierw skrzaty zaniosą wasze bagaże do sypialni, oprowadzę was po domu, a potem porozmawiamy w salonie?- Zaproponował Potter. Wszyscy chętnie przystali na jego propozycję i jak na zawołanie w korytarzu pojawiła się dziesiątka skrzatów, kłaniających się nisko.
 -No to zaczynamy zwiedzanie. Znajdujemy się w holu, który sam urządziłem- zaczął Harry tonem przewodnika turystycznego, co wywołało uśmiech na twarzach gości.
- A tu po prawej widzimy łazienkę, w której zwykle wykonuję poranne czynności. Zwróćcie uwagę na gustowne połączenie czarnego marmuru z dwudziestoczterokaratowym złotem...

Zwiedzanie przebiegło w miłej atmosferze, a zakończone zostało w Sali do pojedynków.
Pierwotnie miała być to sala do tańca, lecz Harry miał taką traumę po Balu Bożonarodzeniowym...

   Następnego dnia wszyscy byli w doskonałych humorach. Przy śniadaniu zgodnie ustalili, że rano jadą na Pokątną po prezenty, a później udadzą się na zwiedzanie posiadłości Harryego, który sam będzie miał okazję zrobić to po raz pierwszy.
Znaczy, kupował w ciemno? Oby w takim razie nie miał takich niespodzianek, jak bohater "Nie ma róży bez ognia"!

Potter pokazał wszystkim miejsce, gdzie znajdował się (jednostronny) portal i udał się do swojego pokoju, żeby przygotować się do podróży. Ubrał tym razem czarne spodnie, białą koszulę i czarną pelerynę z piękną spinką w kształcie feniksa.
Potter, którego do tej pory obchodziło głównie to, by ubranie nie było pięć numerów za duże, stał się jak widać elegantem i dandysem.

   Najpierw postanowił kupić prezenty kobietom, dlatego udał się do sklepu z biżuterią „Niezwykłe ozdoby dla niezwykłych wiedźm”. Znalazł tam imponującą kolekcję różnorodnej biżuterii. Kupił tam: piękny pierścień z białego złota z ametystem dla Tonks,
Harry, ty chyba naprawdę chcesz podpaść Lupinowi...

broszkę w kształcie czarnej róży dla Amelii,
Czym się różni kształt czarnej róży, od dajmy na to kształtu róży białej?

amulet odbijający słabsze zaklęcia dla Hermiony,
Na ten odbijający silniejsze szkoda mu było kasy.

kolczyki z czarnego kryształu w kształcie pająków dla Pat i piękny naszyjnik z szafirami dla Ginny.
W przyszłym roku dopiszę się ukradkiem do listy znajomych Harry'ego.

   Później udał się do sklepu goblinów „Broń niekoniecznie biała”, gdzie zakupił piękny srebrny sztylet z rękojeścią w kształcie smoka dla Igora i pięknie rzeźbiony łuk dla Arvena.
Który był święcie przekonany, że przerost formy nad treścią jest jak najbardziej kul.
Właśnie przybyła świeża dostawa od hurtownika z Mrocznej Puszczy.


Zostali mu jeszcze tylko Weasleyowie, Hagrid, Laukaz, Silvan i Lupin, ale dla niego prezent musiał zrobić sam.
Udał się więc do sklepu z pasmanterią po druty nr 5 i włóczkę w odcieniu "Księżyc w nowiu".

   Najpierw udał się do banku, ponieważ jego fundusze powoli się kończyły. Kiedy wyszedł z nowym ładunkiem złota, doznał nagłego olśnienia i szybkim krokiem w kierunku „Magicznej Menażerii”. Gdy tylko wszedł do środka od razu ujrzał w środku małą, białą kotkę z niesamowicie zielonymi oczami.
A ponieważ jest to kolejne opko, w którym Harry obraca się w towarzystwie elfów, wampirów, nekromantów i innego magicznego pomiotu, zachodzę w głowę, komu postanowił sprezentować słodką kicię.
Sataniście!

 -W czym mogę pomóc?- Usłyszał cichy i lekko drżący głos sprzedawczyni. Nic dziwnego, dla normalnego czarodzieja wyglądał w najlepszym wypadku jak jakiś recydywista
Do znanej wszystkim blizny dodał zapewne kilka seksownych tatuaży.
I złamany w kilkunastu miejscach nos.
I ogolony łeb, grube karczycho...

 -Poproszę tą [tę!] kotkę i czy ma pani jaja pegazów?
Ekhm... Zważywszy, że pegaz jest skrzydlatym koniem, to...
... wykluwa się z jaj. Przecież ma skrzydła. Logiczne, co nie?
Ty jesteś pewna, że chodzi o takie... eee... w skorupkach?

 -Z tym drugim będzie mały problem
No właśnie.

- powiedziała podając mu klatkę z kotką- Musi pan udać się na ulicę Śmiertelnego Nokturnu- dodała szeptem inkasując pieniądze
Tam pracuje taki znajomy weterynarz, który... no wie pan.

 -Dziękuje pani bardzo- pożegnał się Harry uprzejmie. Zanim poszedł za radą miłej kobiety odwiedził jeszcze sklep z markowym sprzętem do Quidditcha, gdzie kupił kilka gadżetów bramkarza dla Rona. Musiał znaleźć jeszcze coś dla Silvana, Hagrid [szwedzkiej kuzynki znanego nam gajowego Hogwartu], Laukaza i Snapea, ale miał już pomysły.
   Dla Snapea nabył zapas najrzadszych składników eliksirów, które same się uzupełniały,
Snapeo, jak widać, był średnio rozgarnięty, skoro sam na to wcześniej nie wpadł...

dla Hagrid- jajo pegaza,
Dobre ponoć na potencję.

dla Silvana- magiczny, czarny diament, dzięki któremu można było szybciej wyczuć zagrożenia, a dla Laukaza- fiolkę ludzkiej krwi, która nigdy się nie kończyła.
Ach, gdzie te czasy, gdy dzielni śmiałkowie wyprawiali się na krańce świata, by zdobyć taki czy inny magiczny artefakt! Teraz wystarczy pójść do hipermarketu... znaczy, tfu, na Pokątną.

[Na Nokturnie Harry znajduje również rannego sokoła, którego leczy i oswaja, nazywając Taranisem]

   Przez następne kilka dni Harry bardzo dużo czasu spędzał w swoim laboratorium. Miał zamiar dać Lupinowi na gwiazdkę magicznie powiększoną fiolkę eliksiru tojadowego, która nigdy by się nie skończyła. Niestety, eliksir ten był wyjątkowo skomplikowany, ale po dwóch dniach ( i kilku niegroźnych wybuchach) udało mu się go przygotować.
Na szczęście formuła wyjątkowo skomplikowanego eliksiru nie zawierała żadnych dodatkowych obostrzeń typu "warzyć w trzeci czwartek po pierwszej wiosennej pełni księżyca".
Jedynie: zalać wrzątkiem, zamieszać.

Uśmiechnął się na obraz miny Snapea, który mówił kiedyś, że tylko dziesięciu czarodziei na świecie potrafiło przygotować ten wywar.
A mówił to z zawiścią, gdyż sam do tego grona nie należał.

   Atmosfera w domu Harryego była wspaniała. W dzień Bożego Narodzenia, właściciel obudził się i dostrzegł w nogach łóżka stosik prezentów. Od Hermiony dostał książkę „Czarna magia dla białych czarodziei”,
Hermiona, ty mała rasistko!

od Rona plakat z najsłynniejszymi szukającymi świata,
Toś się chłopcze nie popisał. Harry wydał tyle kasy na gadżety dla ciebie, a ty tylko plakat?
Nie liczy się cena, a intencje.

od Ginny piękny amulet w kształcie węża i gryfa obok litery H.
Zasugerowała się naszyjnikiem, jaki jej brat dostał od Lavender?

Została mu już tylko jedna, lekko ciepła paczka. Gdy ją otworzył na łóżko wypadło…jajo. Wziął dołączona do niego karteczkę i przeczytał
 Drogi Harry!
Życzę ci wesołych świąt. Jestem na świętach i Olimpii [Hagrid! Ty zbereźniku!] i tak właśnie zdobyłem to jajo od pewnego faceta, który…, ale to nieważne [No fakt. Wolelibyśmy nie wiedzieć, w jaki sposób zdobył jajo od faceta, będąc jednocześnie na Olimpii. Trójkącik?]. Ważne jest to, że to jest jajo feniksa. Wykluje się za jakieś 10 godzin [dokładnie 9 godzin, 56 minut i 33... 32.... 31 sekund] Opiekuj się nim. Albo nią [czyżby feniks nazywał się Bill?].
Pozdrowienia od Hagrida
Jajo za jajo. Aczkolwiek sądzę, że Hagrid miał ze swego większy pożytek.

   Ubrawszy się w swoją ulubioną, czarną szatę i wysłał wszystkie prezenty dla jego domowników wysłał pod wielką choinkę, stojącą w salonie, odłożył jajko w bezpieczne miejsce i, zabrawszy ze sobą Taranisa udał się do jadalni.
Rozszalawszy się imiesłowy w tym zdaniu i pognębiły składnię.

 -Dzień dobry wszystkim!- Przywitał się.
   Dzisiejszy dzień był bardzo miły. Popołudniu wszyscy siedzieli w salonie. Harry, Silvan, Arven i Laukaz grali w pokera (wszyscy mięli szczelnie pozamykane umysły),
Uch, wyobrażam sobie to mięcie umysłów... Ugniatanie z odgłosem przypominającym wyrabiane ciasto drożdżowe...

Igor rozmawiał z nietoperzem,
Popiskiwali na przemian w wysokich częstotliwościach.

Pat z Amelią, a Tonks siedziała Lupinowi na kolanach i coś tam sobie szeptali.
*Rozgląda się* A gdzie zniknęła Snapea? Znów komuś buszuje pod peleryną?

Przy okazji: kotek chyba faktycznie dostał się jakiemuś sataniście, bo nie ma o nim więcej ani pół słowa.

Sielankę przerwał dzwonek do drzwi. Harry poderwał się ze swojego miejsca, wyciągając różdżkę.
Silvan zrobił to samo i ubezpieczał chłopaka od tyłu. Co prawda niemożliwym było, żeby jakiś Śmierciożerca dowiedział się, gdzie znajduje się dom Pottera, ale ostrożności nigdy za wiele.
Uhm, tak. A gdyby któryś Śmierciożerca odkrył już tę pilnie strzeżoną tajemnicę, z całą pewnością poszedłby i zadzwonił do frontowych drzwi.
Kultura musi być!

Otworzył drzwi i przystawił zakapturzonej postaci różdżkę do gardła
 -Kim jesteś?- Warknął dość nieprzyjemnie
 -To tak się u ciebie wita gości?- Odezwał się wesoły głos i postać ściągnęła kaptur. W drzwiach stał Dombledore uśmiechając się ciepło.
Ostrożność się opłaciła: zdemaskowali podstęp Voldka podszywającego się pod dyrektora! Co za szczęście, że Czarny Pan zawsze miał problemy z ortografią!

 -To pan- mruknął Harry siląc się na uśmiech. Żałował, że powstrzymał się od rzucenia jakiejś klątwy- Proszę wejść- zaprosił staruszka do środka.
Niewychowana ta młodzież, miejsca nie ustępuje, klątwami w staruszków rzuca...

 Silvan bezszelestnie wycofał się do salonu ostrzec innych.
Tonks! Złaź natychmiast z kolan Lupina! Severus, schowaj Ognistą!

 -Witam wszystkich- powiedział staruszek uśmiechając się ciepło. Jednak z jego zachowania wyczytać można było, że coś go niepokoi
 -Czym [czemu!] zawdzięczam tą [tę!] wizytę, profesorze?- Zapytał Harry nie owijając w bawełnę. Nie miał ochoty na pogawędkę ze Starym Trzmielem przy herbatce
Wolałby pogadać przy mocniejszych trunkach.

 -Właściwie to chciałem wam tylko złożyć życzenia, ale tak przy okazji, to chyba dobrze się stało, że tu wpadłem. Czy nie masz mi nic do powiedzenia?- Zapytał patrząc chłopakowi w oczy. Potter myślał, ale nic nie przyszło mu na myśl
W sumie, nic innego się nie spodziewałam...

 -Nie, o niczym chyba nie zapomniałem panu powiedzieć. A coś się stało?- Zapytał Harry niewinnym głosem. Postanowił się trochę pobawić
 -Nie udawaj głupiego, Harry. Przecież doskonale wiesz, o czym mówię. Chodzi o twoje oczy!- lekko zniecierpliwił się dyrektor
 -A coś z nimi nie tak?
 -Są czarne! Jesteś Barathoronem! Dlaczego mi nie powiedziałeś?- Zezłościł się dyrektor.
Oczi cziornyje, oczi grustnyje, oczi strasnyje i priekrasnyje! *smętnie brzdąka na bałałajce*

Harry też był już zły i jeszcze wyraźniej można było wyczuć aurę mocy, jaka od niego bije.
 -Musiałem to przeoczyć- powiedział spokojnie uśmiechając się złośliwie- Pan chyba też o czymś zapomniał
 -Ja? A niby, o czym?
 -Mówi panu coś nazwisko Amelia Letal?- Dyrektor lekko się zmieszał, ale nie dał tego po sobie poznać
Mówi i to sporo - zwłaszcza o upodobaniu ałtorki do mhrooooku.

Drażni mnie niesamowicie przedstawianie Dumbledore'a jako cierpiącego na demencję frajera. Autorki notorycznie robią z niego kretyna i dziwaka, zupełnie zapominając jakim jest geniuszem. A dlaczego? Bo nie jest odpowiednio "seksowny" i nie da się go połączyć w rhomantyczną parę ani z Hermioną, ani nawet z Harrym, a co za tym idzie musi pełnić rolę etatowego półmózga, który nie ma pojęcia, co się wokół niego dzieje! Wrr!
Oraz etatowego Złego Knujca i Manipulatora, który tylko patrzy, jakby tu oszukać, omamić, a kto wie, może i wydu... ekhm, w inny sposób wykorzystać Harry'ego.

 -Owszem, to twoja ciotka. Zginęła pięć lat temu, przecież ci powiedziałem
 -To dziwne. Bo tak się składa, że jest dzisiaj z nami- Potter machnął różdżką i odczarował Amelię (do zmiany jej wyglądu używał transmutacji).
Ekhm, a nie eliksiru wielosokowego przypadkiem? (Dlaczego one NIGDY nie pamiętają, co napisały w poprzednim rozdziale...)
Bo mają w czaszkach wyłącznie zatęchłe powietrze?
No i mamy wyjaśnienie, przed kim ukrywała się Amelia.

Kobieta uśmiechnęła się złośliwie i spojrzała na złego dyrektora
Zły Dumbledore! Zły Dumbledore! Pan się będzie gniewał!

 -To jeszcze nie wszystkie niespodzianki, jakie panu zgotowałem. Severus, Igor, Pat i Silvan to również Barathoroni, a Silvan należy do ochrony Hogwartu.
O czym oczywiście Dyrektor nie ma zielonego pojęcia. Przecież cały czas spędza zamknięty w swym gabinecie drżąc ze strachu przed Voldemortem.
Co prawda zauważył tego nowego, barczystego ochroniarza, lecz pomyślał, że to Severus wreszcie zdecydował się na coming out.

I co pan na to powie?- Potter był teraz bardzo zadowolony. Udało mu się doprowadzić dyrektora do złości.
A mnie do bladej furii!!!
Mnie też. Szlag dziki mnie trafia, gdy po raz kolejny trafiam na Dumbledore'a przedstawionego jako główny wróg Harry'ego, przy którym nawet Voldek blednie i odsuwa się głęboko w cień. Nie ma już nawet co przypominać, że Harry do końca był lojalny wobec dyrektora, bo przy tylu gwałtach na kanonie jeden więcej, jeden mniej...

 -Nie spodziewałem się tego po tobie, Harry. Zawiodłem się na tobie…- chłopak słysząc to nie wytrzymał. Nic go nie obchodziło, że jego zaklęcie maskujące przestaje działać i bije od niego wprost niewyobrażalną moc [i okropny fetor], że szyby zaczynają lekko się trząść, a jego goście patrzą na niego ze strachem. Miał to gdzieś.[Czyli tam, gdzie nie pasują tik-taki]
 -Ja pana zawiodłem?- Wysyczał wkładając w te słowa tyle wrogości, ile był w stanie- Ja? A kto okłamywał mnie przez całe życie? Kto zmusił do życia w domu, w którym traktowano mnie jak popychadło? Kto zabronił mojej własnej ciotce skontaktować się ze mną?
Harry, nie ten adres! Zgłaszaj pretensje do głupiej Rowling, która nie miała pojęcia, że masz ciotkę, pochodzisz od elfów, umiesz przemieniać się w testrala i mógłbyś pół Hogwartu obdzielić swą mocą.

 - Kto traktował mnie jak złote jajko? Kto przyjął mnie do Zakonu, nie przydzielając żadnego zadania, tylko po to, żebym poczuł się wyróżniony? Może ja?
Uhm, tak. Wyobrażam sobie ten foch, gdyby go NIE traktował jak złote jajko lub NIE przyjął do Zakonu.

- W tym momencie poczuł straszny ból. To Silvan chciał, żeby się uspokoił, więc rzucił na niego zaklęcie torturujące: na ból psychiczny, najlepszy jest ten fizyczny.
Łał. To było głębokie.
Łatwiej byłoby walnąć się młotkiem w łeb! Mogę mu pomóc, nieodpłatnie.

 -Masz rację, Harry- powiedział dyrektor smutnym głosem- Nie powinienem był robić wielu rzeczy. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze mi zaufasz- powiedział i wyszedł, a Potter ukrył swoje skrzydła i również opuścił swój dom.
Ojej, Dumbledore zapomniał paść na kolana i błagać świętego Pottera o przebaczenie! Cóż za niedopatrzenie. Powinien go po stopach całować!

   Czarny testral szybował nad ciemnym lasem. Uspokajał się. Ta rozmowa była mu potrzebna. Musiał to z siebie wyrzucić. Po godzinie postanowił wrócić.
 -Gdzie ty się podziewałeś? Zaczynałam się niepokoić- powiedziała Amelia, gdy tylko wszedł do salonu.
 -Musiałem się uspokoić. Przepraszam- powiedział i uśmiechnął się przepraszająco. Było mu lepiej. Czuł taką lekkość.
Activia regularis wreszcie zadziałała. Z siłą wodospadu.

 -To zaczynamy kolację?- Zapytał, jednym ruchem różdżki zmieniając szatę
Harry, jak widać, jest zwolennikiem XVII-wiecznego modelu higieny: na spocone ciało nakładamy po prostu świeżą szatę. Mycie szkodzi.


Harry właśnie rozmawiał z Silvanem, Laukaz z Arvenem, Igor z Pat, Lupin z Tonks, a Snape z Amelią, kiedy w pokoju rozległy się dwa krzyki
Ałtorka najwyraźniej ma jakąś obsesję parzystości, zauważyliście? Ciekawe, jak sobie radzi z samotnymi łzami.

 -TAK!!!- Wszyscy obrócili się w stronę dwóch par: Amelii i Snapea oraz Lupina i Tonks. Kobiety wisiały- to było najtrafniejsze określenie- na swoich partnerach i całowały ich.
Tak! Tak! Och! Kochanie! Teraz! Yeeeeeaaaah!

 -A, co "tak"?- Zainteresował się elf
 -Bo on…-zaczęła Amelia, ale rozpromieniona Tonks się wtrąciła
 -I on…- wskazała na czerwonego Lupina
 -ONI SIĘ OŚWIADCZYLI!- Krzyknęła Pat patrząc na ręce obu pań, na których widniały dwa takie same pierścionki z białymi kamieniami. Teraz zaczęły się gratulacje, Snape i Lupin rozpromienieni pili szampana (wyczarowanego przez gospodarza) z resztą, a dziewczyny szlochały w swoich ramionach. Ten wieczór, a raczej noc zapowiadała się na bardzo długą, ponieważ takie coś trzeba oblać.
Synchroniczne oświadczyny. Szczyt rhomantyzmu. Ślub pewnie też wezmą wspólny.
No ba. Wiesz, jaka to oszczędność na organizacji wesela?

Jedynie na Arvena, Laukaza i Harryego alkohol nie działał, ponieważ we wszystkich trzech płynęła krew albo wampirów albo elfów. Impreza skończyła się około trzeciej w nocy...
Biedni. Przez te krzyżówki genetyczne nawet uchlać się porządnie nie mogą.
Och, Snape z pewnością jest w stanie uwarzyć im coś zastępczego.

  Potter wszedł zmęczony do swojej sypialni.Musiał najpierw, z pomocą Arvena i Laukaza, odprowadzić pozostałych domownikówdo ich pokoi, bo mięli „nieznaczne” problemy z utrzymaniem pionowej postawy. Zechciał runąć na swoje łóżko, ale w ostatniej chwili zauważył coś szarego naczarnej pościeli.
No tak. W jakiej bowiem pościeli mógłby sypiać najpotężniejszy, najmhroczniejszy ze współczesnych czarodziejów?
Poza tym, na czarnym brudu nie widać...
Ale białe plamy świecące w ultrafiolecie aż nazbyt rzucają się w oczy.
Myślisz, że CSI będzie go sprawdzać?

Okazało się, że to był mały feniks. Jeszcze nieopierzony,wyglądał dość mizernie. Harry wziął go na ręce i zaczął patrzeć na niego,rozmyślając, jakie imię mu nadać. Taranis siedział na jego ramieniu i zciekawością przyglądał się nowemu lokatorowi.
   -I jak ja mam go nazwać?- Zapytał chłopaksokoła. Tan tylko spojrzał na niego, lecz nie mógł mu udzielić żadnejkonkretnej odpowiedzi- Już wiem! Ignis*!- Pisklę popatrzyło na niego ufnie inieznacznie skinęło główką, na znak, że się zgadza. Potter wyczarował drugążerdź, taką, jaką miał Taranis i wyczerpany walnął się na łóżko.
Wśród skorupek. Jak wygodnie!
I wśród resztek białka, które posklejało wszystko ze wszystkim, a zwłaszcza słowa w tekście.

   Harry obudził się następnego dnia w pełniwypoczęty, choć położył się koło czwartej. Kiedy przypomniał sobie wczorajszązabawę, uśmiechnął się mimowolnie. Zegarek wskazywał 7:12. Jego ptaki smaczniespały, tylko Hedwiga jeszcze nie wróciła z nocnych łowów.
   -„Pewnie wszyscy jeszcze śpią. Zrobię immały prezencik”- pomyślał, szybko odbębnił poranną toaletę i zaszył się w swoimlaboratorium, na które rzucił pętlę czasu. Przez kilka godzin warzył błękitnyeliksir. Gdy skończył rozlał go do siedmiu fiolek i, niwelując wcześniejzaklęcie, ruszył w kierunku jadalni.
Biedna Hermiona mordowała się ze zmieniaczem czasu, a wystarczyło rzucić zaklęcie...
Bo Hermiona gópia jezd, nie to co OmniPottens Harry.

   O dziwo przy wielkim stole siedzieli jużwszyscy domownicy, z tym, że tylko Laukaz i Arven wyglądali normalnie. Resztasiedziała z głowami opartymi o blat stołu.
   -Cześć wszystkim!- Powiedział wesoło
   -Jezu! Ciszej! Nie drzyj się tak!- JęknąłIgor, a zdrowa trójka zachichotała
   -Mama dla was prezent- powiedział Harry,machnął różdżką i przed nimi pojawiło się siedem fiolek niebieskiego eliksiru.
No proszę, łyczek za mamusię!

   -Co to?- Zapytała dość nieprzytomnie Tonks
   -A, to nic, tylko eliksir na…ból głowy-powiedział obojętnie Harry i usiadł obok Snapea. Wszyscy jak na komendę rzucilisię na wywar i po chwili wszyscy odzyskali dobry humor
Antykaczusia!
Antykaczusia o pięciokrotnie większej mocy zwalczania kaca. Tylko dziś, tylko teraz, jeśli zamówisz w sklepie Mango, dostaniesz dodatkowo wanienkę ze złotą rybką!

   -Potter, 50 punktów dla Gryffindoru zauratowanie swojego Mistrza Eliksirów- powiedział Snape i wszyscy wybuchliśmiechem. Kilka godzin później wszyscy siedzieli w salonie, gdy Lupin zapytał
   -A tak właściwie to jak nazywa się twójdomek?- Zapytał gospodarza
   -Hm, tak właściwie to jeszcze nad tym niemyślałem. Macie jakieś pomysły?- Wszyscy pogrążyli się w milczeniu [ciężkim, pełnym wysiłku milczeniu], któreniespodziewanie przerwał Silvan
   -Mam pomysł! Potter Adium!
Innymi słowy - Dom Zielonej Kaczuszki.

29 grudnia Harry otrzymał list od Rona
 
Drogi Harry!
Jak ci minęły święta? Mam nadzieję, że podobał ci sięprezent, bo te gadżety są super! Mama zaprasza cię i twoich gości na jutrzejszyobiad. Będzie masa ludzi. Mam nadzieję, że przyjedziecie. Pozdrowienia
Ron
PS: Odpisz szybko, bo Ginny zniesie jajko.

Harry wrzucił list do magicznego deszyfratora i po chwili odczytał wynik:
Jeśli faktycznie serio myślisz o potomku, to przylatuj, bo Ginny właśnie ma owulację.
Będzie masa ludzi, czyli innymi słowy zainstalowałem kamerkę.
 
   Harry uśmiechnął się ciepło i ruszył naobiad. Miał nadzieję spotkać tam wszystkich i się nie pomylił się.
   -Mam dla was propozycję- Zaczął mówić tuż podeserze- Pani Weasley zaprosiła nas wszystkich jutro na obiad. Co wy na to?
   -A nie będziemy sprawiać kłopotu?- ZapytałaPat
   -Myślę, że wszystko będzie ok. To ja?-Uśmiechnął się Harry
Nie, to Rumpelstilskin!

 
   Następnego dnia wszyscy byli w znakomitychhumorach. Nikt już nie maskował oczu, bo jechali do członków Zakonu, którzy napewno zostali powiadomieni o ich „inności”. Harry bał się jedynie reakcji jegoprzyjaciół. A w szczególności Ginny.
- Wolałam zielone! - szlochała histerycznie dziewczyna. - Natychmiast wróć do dawnego koloru!

Po dwunastej ubrał się w czarne bojówki,czarną koszulę w srebrne paski i czarną pelerynę ze srebrną spinką w kształciewęża pod szyją. Dokładnie za dziesięć pierwsza zszedł do korytarza, w którymstało już dziewięć podobnie ubranych postaci.
Mundurki, jak w porządnym gimnazjum.

Lupin i Tonks po kilku dniachpodchwycili ich styl, a kobieta zmieniła nawet kolor włosów na czarny zczerwonymi pasemkami.
Uznała, że srebrne ją postarzają.

[W domu Weasleyów]

Cała młodzież udała się w milczeniu dopokoju Rona. Wszyscy już zauważyli zmianę w wyglądzie przyjaciela. Kiedy drzwisię zamknęły od razu Ron się odezwał
   -Stary! Co ci się stało?
   -Spokojnie. Jestem Barathoronem- powiedziałi uważnie obserwował ich reakcje. Na Weasleyach nie zrobiło to wrażenia, tylkoHermiona patrzyła na niego dziwnie.
   -Bara, co?- Zapytała Ginny
Riki tiki tak!

   -Barathoronem- odpowiedziała za HarryegoHermiona- Zapomniany lud potężnych magów władających czarną magią, ale będącychpo stronie dobra- Dopiero teraz ta informacja dotarła do rodzeństwa.
Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne!
Czarna magia w służbie dobra, czyli cel uświęca środki. Machiavelli byłby dumny.

Ale oczy to niewszystko- chłopak zdjął koszulę (,ponieważ, nie była ona zaczarowana) i pokazałim swój tatuaż
   -Ale czaderski!- Podniecił się Ron. WtedyHarry odwrócił się do nich przodem i ściągnął zaklęcie maskujące.
A wtedy ujawniła się pełnia wstrząsającej urody potomka wampirów, elfów, jednorożców, willi i krasnoludów. Oraz czarne skrzydła po wujku Kondorze Andyjskim.

   -Wow- Tylko tyle zdołała wyksztusić Ginny.Hermiona i Ron stali z szeroko otwartymi oczami i lekko rozchylonymi oczami
To w końcu szeroko, czy lekko, zdecyduj się Waćpanna!

- Dotwarzy ci w nich- otrząsnęła się w końcu rudowłosa, podeszła do niego icmoknęła go w policzek- A teraz się ubierz, tylko ja mam prawo cię tak oglądać-puściła do niego oczko i wszyscy się roześmieli.
Ginny i takie aluzje? Wyrobiła się dziewczyna, no no...

[Na dalszy ciąg imprezy, towarzystwo jednak wraca do Harry'ego]
Z pomocą Harryego, Igora i Pat pakowanie trwało niecałe trzyminuty. Chłopak wysłał wszystkie rzeczy do Potter Adium i zszedł na dół.Pożegnanie trwało około dziesięciu minut. W końcu cała trzynastka wyszła nazewnątrz.
   -Ja biorę Ginny, Amelia Hermionę, a SeverusaRona, ok.?- Zarządził Harry,
Severus na tę chwilę stał się Sevcią. Co mu się będzie okazja marnować.

a reszta skinęła głową [jedną wspólną dla wszystkich]. Potter objął Ginny w taliii deportował się...
...do Kanady, bo wiza mu wygasła.

   -To jest właśnie Potter Adium- powiedział zdumą.
Ja zwykle mówię ustami, no ale przecież Potter to mutant.

   -Długo jeszcze będziemy tak stać? Zimno sięrobi- zrzędził nietoperz.
Batmana też zaprosił?

Reszta skwitowała to uśmiechem i ruszyła w kierunkumrocznego budynku. Harry oprowadził nowych gości po domu. Cała trójka zdawałasię nie być zachwycona mrocznym wystrojem domu, ale ich sypialnie (ulokowane wPokoju Życzeń) były ciepłe i przytulne.
No proszę, nawet Pokój Życzeń miał i to w ulepszonej wersji. Architekt musiał naprawdę dysponować nieograniczonym budżetem.

Kiedy weszli do pokoju gospodarza, najego ramię sfrunęły dwa ptaki: piękny feniks i mroczny sokół.
Konkurs dla Młodych Twórców: umieść w tekście jak najwięcej razy słowo "mroczne". Dla zwycięzcy (m)roczny zapas Peruwiańskiego Proszku Natychmiastowej Ciemności.

   -To twoje?! Jakie one piękne!- Zachwyciłasię Ginny
   -Tak, to jest Ignis i Taranis- powiedziałdumnie chłopak. Feniks bardzo szybko rósł, przypominał teraz Fawkesa.
   -Skąd wytrzasnąłeś takie imiona?- PowiedziałRon
No właśnie. Trzeba było je nazwać Ciapek i Pikuś.

   -Zaraz wam pokażę- powiedział tajemniczo ipoprowadził ich do ogólnodostępnej biblioteki. Hermiona prawie zemdlała, gdyzobaczyła olbrzymi księgozbiór.
Przy nim biblioteka w Hogwarcie wyglądała jak nędzna, osiedlowa biblioteczka.
Niestety, przy bliższych oględzinach okazało się, że spora część zbiorów to drewniane atrapy.


   Czas mijał bardzo miło. Wreszcie Harry byłszczęśliwy, spędzając każdą wolną chwilę z Ginny. Dużo walczyli, bo okazało sięto cudowną rozrywką.
Walka jak walka, ale te późniejsze pojednania...

W sylwestra mieli urządzić sobie niezapomnianą imprezę.Arven i Laukaz zadbali o napoje, Tonks, Lupin, Amelia i Snape o jedzenie(skrzaty dostały wolne), Ron, Hermiona, Pat i Igor o muzykę, a Silvan, Harry iGinny o dekoracje. Dokładnie o 19:00 wszyscy zeszli do Sali do pojedynków(gdzie miała się odbyć impreza), która wyglądała jak ogród oświetlonyniezliczoną liczbą świeczek i zaczarowanym sufitem, który wyglądał jakrozgwieżdżone niebo.
Pokój Życzeń, sufit w gwiazdy... znaczy, mamy Hogwart bis?

Kobiety miały na sobie piękne suknie, a mężczyźni wodświętne szaty.
Wodoodporne?

   Zabawa się rozkręcała, kiedy około 22:00 wsali buchnął płomień, z którego wynurzyło się złote pióro i kawałek pergaminu.Zaniepokojony Harry chwycił je w locie i z niepokojem odczytał wiadomość:
 
Drodzy przyjaciele!
   Śmierciożercymają zamiar urządzić sobie zabawę sylwestrową w małym miasteczku Stoke-on-Trentw środkowej Anglii. Mam nadzieję, że mogę liczyć na waszą pomoc. Wszystko masię zacząć dokładnie o 24:00.
Albus Dumbledore
- Suuuuper! Będzie imprezka! - ucieszył się Harry. - Śmierciożercy zawsze mają najlepszy alkohol!
- I panienki... - rozmarzył się Snape. - Takie mroczne, gotyckie, no wiesz...
- I puszczają świetne fajerwerki - dodał Ron. - Zwłaszcza podoba mi się to... jak to było... aha, Morsmordre!

   Niewyszkoleni wyglądali na przerażonych.
   -Igor, Pat, powiadomcie Cienie, reszta niechsię przebierze. Ron, Hermiona i Ginny zostają- ogłosił Harry i wszyscy zmieniliszaty na czarne, a niektórzy na czarne ze srebrnym testralem.
A nie na czarne ze srebrnym, złamanym krzyżem? 
A niektórzy na czarne z czerwonymi chmurkami.


   -Więc dobrze. Pozostało nam tylko czekać- powiedział dyrektor i wszyscy pogrążyli się w milczeniu.
Zapadli w katatoniczny bezruch i będą w nim trwać, póki ałtorka nie przypomni sobie, że mają coś do roboty.

Około 23:25 wszyscy wstali, niektórzy zarzucili kaptury i wyszli na zewnątrz, skąd deportowali się do Stoke-on-Trent.
   Miasteczko wydawało się tętnić życiem. Czarodzieje zabezpieczyli je zaklęciami tak, że wszyscy mugole pogrążyli się w kamiennym śnie.
Wyobrażam sobie te rozmowy następnego ranka:
- Jak tam twój Sylwester?
- Cholera, nic nie pamiętam, film mi się urwał kompletnie...

Zostali oni również zabezpieczeni polem antyzaklęciowym. Za dziesięć dwunasta pojawiło się bractwo. Harry, Igor i Pat patrzyli jak Arven i Silvan podchodzą do nich (jako jedyni ubrani w czarne szaty ze srebrnym testralem). Cienie wiedzieli, że trójka młodych będzie walczyć pod sztandarem Zakonu Feniksa, żeby się nie ujawnić. Dokładnie o północy przed nimi pojawiła się około pięćdziesiątka Śmierciożerców z Voldemortem na czele.
Punktualność jest grzecznością Czarnych Charakterów.

   -No proszę, proszę- odezwał się ten zimnym, przepełnionym kpiną głosem,- Jakie miłe powitanie. Chcieliście się przyłączyć do naszej zabawy?
Niestety, wpuszczamy tylko w krawatach. Gość w krawacie jest mniej awanturujący się.

   -Nie. Mamy zamiar was powstrzymać- powiedział Dumbledore i w powietrzu zaczęły latać różne zaklęcie. Mimo, iż śmierciojady miały nieliczną przewagę liczebną, z pomocą Bractwa biała strona bez trudu ich pokonywała. Gdy na polu walki zostało tylko kilku sługusów gada, ten postanowił włączyć się do walki. Wtedy Harry wyszedł na środek kręgu, utworzonego przez bractwo i Zakon Feniksa i odrzucił kaptur, ukazując ironiczny uśmiech na twarzy. Silvan widząc, co się święci, otoczył dwójkę czarodziei polem antyzaklęciowym i antydeportacyjnym
   -O, słynny Harry Potter- zakpił Voldemort- Wybraniec, tak cię teraz nazywają?
   -Podobno- odpowiedział chłopak całkowicie spokojnym głosem- A ty, Tom? Przyszedłeś się zabawić?- Zakpił
   -Nie waż się tak do mnie mówić, szczeniaku!
   -Bo? Co mi zrobisz? Zbijesz mnie?- Zapytał bezczelnie i wytworzył szybko tarczę, która wchłonęła zaklęcie torturujące. Teraz dopiero zaczęła się walka. W powietrzu latały najprzeróżniejsze, bardzo potężne zaklęcia.
Z daleka wyglądało to akurat jak noworoczne fajerwerki.

Siły były bardzo wyrównane, z tą różnicą, że Voldemort używał jedynie czarnej magii [Harry natomiast miał do dyspozycji wszystkie kolory, włącznie z ulubionym odcieniem różu]. Po dziesięciu minutach z różdżki Gada wylatywały tylko zielone płomienie. Harry był lekko zirytowany tą walką, więc postanowił ją zakończyć.
A przeciwnik nie miał w tej kwestii nic do gadania.

Wysłał w kierunku wężowatego mężczyzny cztery potężne zaklęcia barathorońskie, w tym trzy uśmiercające [czwarte natomiast było superskutecznym zaklęciem na porost włosów]. Ten, choć bardzo się starał, nie zdołał odbić ich wszystkich. Wszyscy obecni na polu walki wstrzymali oddechy, kiedy zobaczyli jak Czarny Pan pada na ziemię [cały obrośnięty futrem].
Silvan był tak zaskoczony, że zwolnił zaklęcia, co wykorzystał jeden ze Śmierciożerców i deportował się z ciałem Voldemorta
Innymi słowy: to jeszcze nie koniec! Mwahahaha!

   -Nie cieszcie się tak- mruknął Harry, widząc, że Zakon chce mu już pogratulować- On żyje, stracił tylko ciało- dodał mściwie
And all over again.
Znów będzie zabijał jednorożce, szukał kamienia filozoficznego i zamieniał puchary w świstokliki?


[Potter i reszta świętują zwycięstwo]
   Wszyscy byli w znakomitych nastrojach, więc co chwila słychać było wybuchy śmiechu. Po deserach Harry wstał i podniósł kieliszek wina ( Ron, Hermiona i Ginny, którzy byli młodsi dostali sok dyniowy)
Ginny - owszem, ale zarówno Ron, jak i Hermiona, byli starsi od Harry'ego.

   -Moi drodzy goście. Nigdy nie zapomnę tych świąt, które były najpiękniejsze w moim życiu. Dziękuję wam za to, że zechcieliście mi towarzyszyć, wasze zdrowie- uniósł kieliszek do ust i upił z niego łyk.
   -A jak wracamy?- Zapytał Ron. Harry chwilę się zawahał, ale po kilku sekundach odpowiedział
   -Myślę, że istnieje mała możliwość, żeby śmierciojady zaatakowały pociąg, są bardzo osłabieni, dlatego myślę, że Zakon powinien towarzyszyć uczniom w czasie podróży. Jedziemy więc pociągiem, a Amelia, Arven i Silvan, jeśli tylko chcą, mogą pozostać w tym domu tak długo, jak mają ochotę.
Do domu Harry'ego prowadziła bowiem ściśle tajna bocznica Hogwarckiego Ekspresu.

 
   -Więc wszystko ustalone? Świetnie. Pozwólcie, że udam się do siebie, jestem bardzo zmęczone- powiedziała Amelia i ziewnęła teatralnie, wysyłając znaczące spojrzenie swojemu narzeczonemu. Zauważył to Harry i tylko się uśmiechnął i wysłał telepatyczną wiadomość Snapeowi, który niczego nie zauważył
   -„Myślę, że ty również jesteś bardzo zmęczony, więc może dotrzymasz jej towarzystwa?”-
No ba. Przecież Snape to taka niekumata łajza, że nie zrozumiałby, nawet gdyby go za włosy do łóżka zatargać.

Severus wyraźnie był wstrząśnięty tym, jak Harry przesyła mu wiadomość, jednocześnie wydając się całkowicie zajęty swoim talerzem
   -To…może…Ja również położę się wcześniej…no, bo…muszę mieć siłę, żeby dręczyć uczniów- wyjaśnił kulawo nietoperz i wyszedł z pokoju. Wszyscy oprócz trójki niewtajemniczonych nastolatków zachichotali.
Przeczytawszy fafnaście fanfików ze Snape'em w roli kochanka, dochodzę do stanowczego wniosku, że miłość mu bardzo poważnie szkodzi, niestety.


Odprowadziwszy więc Snape'a do sypialni, zostawiamy naszych bohaterów, a Wam, drodzy Czytelnicy życzymy wesołych Świąt, szampańskiego Sylwestra, a w Nowym Roku - mnóstwo radości z czytania kolejnych analiz!

Gwiazdorząca Kura, rozanielona Sierżant i renifer zwany Maskotkiem
pogryzając pierniczki i nucąc kolędy pozdrawiają spod wielkiej, rozłożystej, zielonej i pachnącej, zaczarowanej choinki.
 
P.S. Następny odcinek za mniej więcej dwa tygodnie.



5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

• Moony

Czytam te Wasze analizy i czasem to już nie wyrabiam ze śmiechu. Normalnie rozpacz ogarnia, że te dziewczynki takie rzeczy publikują xD Nie wiem, czy przyjmujecie propozycje, ale znalazłam pewnego pseudodramatycznego bloga, z którego ja osobiście nie mogę przestać się nabijać. http://turn--right.blog.onet.pl/


• zaraza

Jak ja nie cierpię robienia z Albusa idioty! No, ale co ja tam wiem, w końcu jak można lubić postać, która nie jest mHroczna?

Analiza boska, radośnie kwiczałam do monitora, więc rodzinka obawia się o stan mojego zdrowia psychicznego (po raz kolejny..). Opko kól i słit, bo były zakupy, Potter superhiroł i krejzolskie rasy.
PS. A ja nadal martwię się o kota...

• lobo


Pfff wasze analizy mają tyle konserwantów, że ześmierdnięcie im nie grozi. A nawet jeśli to jest popyt na stuletnie jaja, prawda?:P

• Sierżant


Lobo, nie masz zbyt dużych wymagań? Raz na tydzień to akurat w sam raz. Nie za często, więc wszyscy zdążą zauważyć, że wisi nowa analiza, a i nie za rzadko, więc się nie przeterminuje i nie ześmierdnie.
"wpisz ten kod: pifko"

• maigre-rai

Aha, już rozumiem. Nie wiedziałam, na jakich zasadach to przebiega, więc zapytałam. Dziękuję za odpowiedź.
PS. Szczerze mówiąc, nie zajmowałam się jeszcze ani razu takim analizowaniem. I tak tylko pytałam. No nie, znowu zaczynam się tłumaczyć, więc już kończę. :)

Anonimowy pisze...

lobo

Skoro was tak dużo to czemu analizy są tak rzadko, hę?;P

• Sierżant

Ujmę to tak: Załoga SuS liczyć będzie niedługo siedem osób, a to dość dużo, prawda? Poza tym to zawsze Załoga wyłapywała osoby, które chciałaby widzieć w swoich szeregach, nie odwrotnie. Ale nigdy nie wykluczaliśmy możliwości analiz gościnnych, więc jeśli masz na dysku jakąś naprawdę dobrą analizę, możesz ją wysłać na dev61@o2.pl, jeśli będzie według nas odpowiednio śmieszna i spełni wszystkie inne kryteria, to ją kiedyś opublikujemy :)

• maigre-rai

Aha... tak tylko pytałam. ;] A tak na poważnie jest to w ogóle możliwe? Bo wątpię, żeby było mnie stać na pierwsze wino, a z drugim znowu może być kłopot ze znalezieniem go.
Pozdrawiam,
maigre-rai

• Sierżant


Ojnienienie! Co do wina, to załoga preferuje Komandosa, Spermą Szatana też nie pogardzi *nuci nieco nieprzytomnie Samen im Darm*. Może być też ewentualnie Patyk, ale zdaje się być trudno dostępny w niektórych regionach Polski.

Rzyciorys prosimy przygotować w kolorze. Po co komu czarna dupa?

Hapi Nju Ir!

• lobo


Rzyciorys...? Znaczy się, za przeproszeniem, dupe ma narysować?

• KlaŁn Szyderca


W odpowiedzi na postawione poniżej pytanie informuję, ze aby dołączyć do grona analizatorów należy dostarczyć na pokład USS SuS podanie i rzyciorys (w trzech egzemplarzach), a także wnieść opłatę manipulacyjną w postaci starego dobrego wina (preferowane: Sandeman Vintage rocznik 1963).

• maigre-rai

Super-hiper-ekstra, zupełnie jak moce Harry'ego Pottera. ;) A dokładniej - dawno się tak nie uśmiałam. Jak Wy to robicie? Cieszę się, że trafiłam na Waszą stronę, pewnie będę zaglądać regularnie.
Życzę szampańskiego Sylwestra i super-hiper-ekstra Nowego Roku. :)
Aha, i tak, chciałabym zapytać, jakie warunki trzeba spełniać, by dołączyć do Waszego grona? Wiem, dopiero pierwszy raz tu jestem, ale od razu stwierdziłam, że takie analizowanie tekstów jest miłym urozmaiceniem, więc czemu by się nie zapytać? ;)

Anonimowy pisze...

lobo


Spóźniony prezent bożonarodzeniowy:
http://badstories.blog.onet.pl/

Samo i przypadkiem wpadło mi w ręce. Jeśli chcecie mrocznie zacząć nowy rok, nie ma to jak mała wampirza analiza blogoska pełnego kwiatków typu "zblirzał".

• Ithildin

Zaczynam tęsknić za opkami, w których bohaterką była Mary Sue... Teraz coraz częściej główna postać jest Hiper Mary Sue, otoczona armią trochę gorszych, aczkolwiek nadal będących MS, ludzi. Dziękuję wam, dzięki tej analizie jako przetrwałam kilka godzin spędzonych przy stole na słuchaniu o chorobach i serialach produkcji Telewizji Polskiej;)
Tak poza tym, wraz z przyjaciółką postanowiłyśmy spróbować swoich sił w analizowaniu i byłybyśmy bardzo wdzięczne za kilka rad od starszych i bardziej doświadczonych kolegów. Nasze wypociny znajdują się pod adresem http://krytyka-shiro.blogspot.com . Poczułam się teraz trochę jak spamer, ale mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. Pozdrowienia dla całej ekipy SuS:)

• jasza


Jak widomo, na Nokturnie robili różne złe rzeczy, ale że tam również wywałaszali pegazy, to strach myśleć.
Opko wpędzałoby w depresję, gdyby nie Wasze komentarze.

• Święty Mikołaj^^

Yoo. ;>
Świetne, no świetne! ;)

• Yawari

Wesołych, ciepłych, pachnących barszczem świąt Bożego Narodzenia.
Życzę grupie analizatorskiej, aby DzieUa, mimo swej denności, notorycznego gwałcenia Kanonu, stylistyki, ortografii, i co najczęstsze, interpunkcji, trzymały jakiś poziom i niewymagały pomocy słownika Polsko - Po|

• Murazor

Zielona kaczuszka mnie rozwaliła! Zresztą w ogóle analiza była, no, z jajem. Aż szkoda, że następna będzie dopiero za dwa tygodnie. Mam nadzieję, że będzie warta oczekiwania.

PS: kod grzob.

• Postrzałka.

Dzięki za odpowiedź. Kurczę, jak ja bym chciała być w waszym gronie. No ale cóż, nie nadaję się. I to nie tylko przez wiek. A, to znalazłam jeszcze jedno pytanie. Czy widujecie siebie na codzień, czy znacie siebie tylko z internetu?

• bestiaZua

A ja jestem ciekawa, jak zanalizowalibyście jeden dowolny rozdział "Harry'ego Pottera" autorstwa Rowling, nie żadnej tam Autoreczki. Bo tak to sobie wymarzyłam na święta i z okazji zbliżającego się nowego roku.
Prooooooooooszę...! :(

• lobo


Również wesołych chrześcijańskich świąt analizatorom, szczęśliwej chanuki i radosnego ogólnoludzkiego nowego roku.
Analiza słitaśna. A opis prezentów aż mnie zabolał, stos książek spod choinki został przyćmiony przez jajo jednorożca. Też by mi się przydało ;P
Wiem, że macie skłonności sadystyczne, ale wyrażajcie jej na aŁtorkach, a nie biednych czytelnikach - dwa tygodnie?! Jak ja podniose się bez was po traumie świątecznej, no jak? Litości!

• Insomnia

I zapomniałam się podpisać - nic to! I tak miałam dodać jeszcze: wesołych świąt! :)

Anonimowy pisze...

• Insomnia

Przy fragmencie z kupowaniem prezentów chichotałam jak głupia. O matuleńko, to była świetna analiza, prawdziwie świąteczna (nawet, jeśli idzie o kolorystykę ;) Naprawdę nie rozumiem, po o aŁtorki tak strasznie mutują tego Harry'ego. To był naprawdę dobrze skonstruowany bohater. Nie łatwiej już wprowadzić kogoś zupełnie nowego posiadającego wszystkie te zwariowane moce i geny niż zaprzeczać słowom Rowling na każdym kroku?

• illy


kwiczę i płaczę, choć nie wiem, czy powinnam.
*jak to za dwa tygodnie?! nie dam wam ciasteczek za to. ;(*
• Mimetka


Mnie po prostu nie mieści się to w moim ograniczonym mózgu.
Ja rozumiem, że Potter już sam w sobie był wyjątkowy ba nawet wybrany, ale dokładanie mu kolejnych hybryd po prostu mnie przerasta.
aUtroeczki chyba nie rozumieją pojęcia ,,nie daj się ponieść wyobraźni''
A powinno się im to krok po kroku, punkt po punkcie i z schematem obrazkowym wyjaśniać.

• Texas Midnight Radio


Zakochany Snape i półgłówkowaty Dumbledore. Ja tu pewien paradoks wyczuwam.
Wesołych świąt wam życzę! A aŁtoreczkom słowników pod choinką.

• ariah

Pierwsza!

Nie no... na musk mi się rzuca. ^^
Analiza świetna *podziwia*. Ómarłam jakieś 3 razy.

P.S. Co do zakochanego Snape'a alias nietoperza, też uważam, że miłość mu szkodzi. W opku niejakiej Triniti, nauczyciel zakochuje się w Hermi i ma z nią nawet scenę erotyczną, w której ona zakochuje się w jego [niedorozwiniętym/prawidłowo-wklęsłym/wychudzonym] torsie! *wzdryga się*

:)

• szalonamarchewa


Przysięgam, aŁtorki gwałcą kanon okrutnie.....To aż boli! Ale analiza genialna!
Snape jako zakochany mięczak? zUy i mHroczny 'Trzmiel'? Borze...

Wesołych!:):):)

• gabrielle


Dumbledore jako ignorant. Snape jako mięczak. GDZIE CI MĘŻCZYŹNI??

Wesołych!

Fujimoto pisze...

Antykaczusia rządzi.