OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

czwartek, 12 września 2013

229. Straszny dwór, czyli Krótka instrukcja, jak nie wynajmować domu (2/2)

W poprzednim odcinku poznaliśmy dziesięcioro przyjaciół, którzy płynąc na fali gimbusiarskiej bezmyślności dobijają łopatą Amber, swoją szkolną koleżankę, która jakimś dziwnym przypadkiem wpadła pod koła busa, którym zwykle przemieszcza się zespół One Direction ze swoimi kochankami.
Konsekwencją tegoż jest objawienie się Mordercy z Telefonem, który zasypuje naszych boCHaterów smsami, zawierającymi straszliwe groźby. Oprócz tego kradnie trupy i porywa żywych. Generalnie - w najlepsze bawimy się w Dziesięciu Murzynków, choć aŁtorka nieco oszukuje w grze, bo gdy kończą jej się pionki, dokłada nowe.
Indżojcie!


Analizują: Babatunde, Jasza, Kura i Sineira.



"No cóż, nie macie swojej dziewczynki. Oj, już wiem dlaczego! No tak, przecież ja ją mam! Głuptasek ze mnie, że zapominam ciągle wszystkiego. Tak to już niestety jest. No, Perrie mi się już znudziła. Za niedługo ją dostaniecie. Aha, i podobał mi się wasz pomysł z upozorowaniem śmierci przez powieszenie. Może to wykorzystam? Zobaczycie w swoim czasie.
~Śmierć jest blisko, czeka na was.., XYZ"
- O nie...- Wszyscy byli wpatrzeni w ekrany swoich telefonów.



- Ale przynajmniej dobrze, że Perrie do nas wróci...- Victoria próbowała znaleźć nawet w takiej sytuacji jakąkolwiek krztę pozytywów.
Co z tego, że rozczłonkowana, ważne, że wróci. Dobrze jest!
Zachwyca mnie ten optymizm i dziecięca ufność w słowa mordercy i porywacza.
Polyanna byłaby dumna.


- Musimy coś  zrobić.- Co powiedział szybko Styles.
- Ale co?
Herbatkę?
- W końcu zobaczyć się z Pezz, odnaleźć kości Amber
Ale po co?
Żeby ugotować rosołek na kościach, dobry, leczniczy.


i znaleźć zwłoki Elli
Też - po co? Żeby ją powiesić i spalić?
No nie zabraniaj dzieciom odrobiny zabawy!


W dodatku trzeba przy tym zostać żywym, co nie będzie proste, bo teraz nas psychopata poluje na nowe ofiary.- Telefon zielonookiego (wrr) wydał dźwięk, oznajmiając tym samym, iż jest nowa wiadomość.
Ze sposobu  zapisu powyższego fragmentu wynika, że o znalezieniu kości i zwłok mówił telefon. Robi się naprawdę strasznie, przedmioty zaczynają mówić, groza chwyta za gardło.


Harry przełknął ślinę. Spojrzał na ekran. Zastrzeżony…
Zastrzeżony ekran - nowość na rynku telefonii komórkowej!


"O nie, mój drogi Haroldzie, nie jestem psychopatą. Ja po prostu chcę zemsty. Ale to, co powiedziałeś, uraziło mnie. Bardzo. A więc się szykuj. Możesz być następny.
~Miej oczy i uszy szeroko otwarte.
Ale zamknij usta, bo z szeroko otwartą paszczą głupio wyglądasz.
Czuwam... XYZ."
Czuwaj druhu! - machinalnie odpowiedział Harry.


- On... On...- Brytyjczyk nie mógł z siebie wydusić słowa. Te słowa w smsie go... Zszokowały?
Przepraszam, nie ogarniam. Który z nich był Brytyjczykiem?
Telefon zielonookiego, to przecież jasne.


Nie, to nie jest właściwe słowo... Hmmm... Zaskoczyły? Też nie... Był na nie przygotowany... Jak? Wiedział, że wcześniej, czy później je dostanie... Ale żeby tak wcześnie?
- Spokojnie, Harry, nie pozwolimy mu mu Cię skrzywdzić.- Vici położyła dłoń na jego ramieniu. W jego zielonych pojawiły się łzy.
Cud, panie! Płaczące dolary!


- Nikt Cię nie skrzywdzi. Nikt. Harry, rozumiesz? Nikt, masz przyjaciół, którzy są gotowi oddać za Ciebie życie.
O, kolejna do zabicia.
Hehe. Hehehehe. Na jego miejscu nie brałabym tych zapewnień zbyt serio...


Nie masz się o co martwić.- Mówiła do niego matczynym tonem, jakby on był małym dzieckiem i zgubił swoją zabawkę, a ona, jako jego mama, pocieszała go.
- A jak cię XYZ zastrzeli lub przejedzie czołgiem, to walniemy cię łopatką w głowę, zakopiemy, spalimy, powiesimy i upozorujemy wypadek (niczego nie pominęłam?), więc się nie martw!
- Bo naprawdę cię kochamy, rozumiesz?


- Rozumiem...- Wyszeptał Lokowaty.- Ale... Ale on zna każdy nasz ruch. Wie o nas wszystko, ciągle nas obserwuje. Wie, co mówimy, jak się poruszamy, potrafi przewidzieć nasz ruch, a my jego nie. Obserwuje nas, a my nie wiemy wciąż, gdzie jest. Skąd on niby wie, że nazwałem go psychopatą?! SKĄD?! VICI, PYTAM SIĘ SKĄD?!- Zamilkł.
W przeciwieństwie do was wie, że namierzanie komórki to żaden wyczyn. Podobnie jak zakup urządzeń podsłuchowych i innych tego typu gadżetów.
Nasi boCHaterowie najwyraźniej nigdy w życiu nie oglądali żadnego Bonda czy innego filmu szpiegowskiego.


- Nie wiem... Ale w końcu się dowiemy. Obiecuję wam to. Obiecuję to Tobie. Dowiemy się, kim jest i jak to wszystko robi. Ale nie teraz. Teraz musimy ochronić Ciebie i Lou, bo jak widać na niego też ma 'chrapkę'.
- A może jak narazie zamieszkamy razem?- Zaproponował Liam.
Świetny pomysł. W kupie łatwiej ich będzie wydusić.
Dopiero teraz? W standardowym opku o zespole wszyscy mieszkają razem już od samego początku!


Wszyscy się na niego popatrzyli.- No wiecie, dopóki to się nie skończy.
- Skąd weźmiemy kasę?
- Moja babcia założyła mi konto w banku po sprzedaży starego domu. Mam tam kilka tysięcy. Mogę zapłacić.- Powiedział Liam.
Schędożymy mojej babci domek mały!
domek mały!
domek mały!
Aż bankowcom ze zdziwienia wyjdą gały!
Jeszcze dziś, jeszcze dziś, jeszcze dziś!


I nic, że był to kapitał powierniczy!
powierniczy!
powierniczy!
Bo kupimy sobie za to willę w dziczy
Jeszcze dziś, jeszcze dziś, jeszcze dziś!



- Ja też mogę się dorzucić.- Wtrącił Harry. Potem każdy dodał coś od siebie.
Rozbijali świnki-skarbonki, aż dzwoniły pensiaki. Sporo uzbierali.


Patrzcie no, jak to się w dupach przewraca. Zamiast po prostu zamieszkać u tego, kto ma największe lokum, towarzystwo planuje zakup wspólnego mieszkania, może nawet domu.
Obawiam się, że kilka tysięcy na osiem osób to będzie trochę za mało nawet na wynajem w zakazanej dzielnicy. Zwłaszcza, że nie wiemy, co to za waluta, może dolary Zimbabwe?
A może nakfy?


- Ej, wiecie, że to nawet nie taki zły pomysł?- Powiedziała Eleanor. Teraz siedem dziesiątych pary oczu skierowały [skierowało] się na nią.
Jak widzę te jej problemy z liczebnikami, to przypominają mi się “Bajki dla potłuczonych” :D


-  No bo patrzcie, będziemy mieć siebie na oku, nic nam się razem nie powinno stać.
I mordercy wcale nie będzie łatwiej nas hurtem zagazować, otruć, podpalić lub wysadzić w powietrze.
Ale za to zepsuje się mu radochę, bo on akurat chce załatwiać po kolei i już.
Przecież może ich zarzynać po kolei.
To już trudniejsze, bo będą mieć siebie na oku… Wróć. Biorąc pod uwagę ich rozgarnięcie, to nie będzie trudniejsze. Zabójca mógłby zarżnąć każde z nich na oczach reszty i nie doczekać się innej reakcji niż “Co się stało?”
Będzie miał dużo radochy, słysząc jak omawiają sposoby pozbycia się kolejnych ciał.


Będzie dużo bezpieczniej. Co wy na to?
- Ja w to wchodzę.- Danielle była zachwycona tym pomysłem.
- No, ja też.- Niall dołączył do dziewczyn.
- No to skoro wy, to i ja.- Vici podniosła ręce w geście poddania się. Po niej do planu (rozłożonego na stole) podeszła cała reszta w postaci Lou, Hazzy oraz Zayna.
- No to mamy komplet.- Powiedział Malik.
- Ej, wy też uważacie, że stanowczo za dużo używamy słowa 'no'?- Zapytał Lou. - Nooooooooooo...


- Nooooooooooo...
Ale to już taka nasza tradycja.- Na te słowa wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Jak was dopadnie XYZ, zawsze możecie mówić “no pliz, no pliz, no pliz…”


Co prawda nikt inny by się nie śmiał, ale oni to oni. Ich nikt nie zrozumie.
Oczywiście, jakże by inaczej.
I choć wiedzą, że powinni być smutni, bo ich przyjaciółka została postrzelona [zastrzelona. Nie no, to się akurat zgadza, tam każdy jest postrzelony… delikatnie mówiąc], próbują się tym nie przejmować.
I kto tu tak naprawdę jest psychopatą?


Dlaczego? Bo ten horror może się skończyć dla któregoś z nich w każdej chwili, a więc chcą wszystkie chwile zapamiętać jako wesołe, radosne... Pełne przyjaciół…
Panie i panowie, tańczymy na wulkanie!
Bo gdy Titanic tonął,
to też orkiestra grała.
Bo gdy Titanic tonął,
to też był pełny szpan!
Wesołe lato
Lato z łopatą...


"Chwila, chwila, chwila! Dopiero, o zginęła nasza przyjaciółka, a my się śmiejemy. Coś jest nie tak..."- Victoria nadal kłóciła się sama ze sobą.
Ale nikt nie zwracał na to uwagi, póki nie zaczęła bić się po twarzy i szarpać za włosy.


- To są tylko i jedynie [oraz li i wyłącznie] drobnostki, co się czepiasz Boo Bear?
- Yeaaaaaaaaah! Znowu jestem wasz Misiek!- Tomlinson skakał radośnie. Dawno nie cieszyli się tak. Dawno w ogóle się nie cieszyli. Śmiech jest dla nich jak narkotyk, uzależnia, przez co później trudno bez niego żyć.
Ewidentnie nie tylko śmiech był tu zażywany. Podtlenek azotu, anyone?


Ale ich sytuacja była trudna, choć nadal jest.
Trochę jak kot Schrödingera, choć niezupełnie.


Nie ma panny Edwards, Ella została postrzelona, a Amanda [Amber!] nawiedza ich w nocy.
Choć na razie nawiedziła jedynie Mulata, ale to tylko na razie. Później znajdzie sobie inny cel, ale to później.
Narrator wszechwiedzący robi co może, chwilami nawet wieszczy.


Jak na razie wszyscy powinni się cieszyć chwilą, że maja siebie, i nie zapominać o tym. Tak dobrze im razem…
To jest ten moment, w którym analizatorowi opadają witki, a żaden przychodzący do głowy komentarz nie jest w stanie oddać ogromu zgrozy, jaka go ogarnia.
Na tym polega prawdziwy horror w tym opku. Pozwólcie, że wyrażę to tak
:



~*~


- Dobra, to zaczynamy.- Powiedział entuzjastycznie Malik, pocierając ręce.
- Co zaczynamy?
- O Matko, jaka Ty nie ogarnięta Eleanor jesteś. Szukamy domku na wynajem dla nas.
Mieszkanie w bloku, w którym ewentualnie sąsiedzi mogliby zobaczyć, że coś jest nie tak, za bardzo plebejskie. Koniecznie musi być domek oddalony od cywilizacji na odległość krzyku.
Jakie mieszkanie w bloku, toż na mocy Siódmego Prawa Opka każde z nich musi mieć własny pokój z łazienką.
I z garderobą. Nie zapominajmy o garderobie!


-  A może tej dwójce damy łączny pokój?- El wskazała na Victorię i Harry'ego. Od tygodnia nic się nie stało.
Wait, what?!? Minął już tydzień, a oni jeszcze NIC nie zrobili w tej sprawie?!? Może jeszcze się okaże, że od tygodnia stoją na chodniku koło parku?
Od tygodnia nic się nie stało i dlatego pozwalają im zamieszkać razem?


Nie było żadnego smsa, maila, nic. Tajemniczy prześladowca nie dał oznaki życia. A może poddał się? No i nadal nie wiadomo, co się dzieje z Perrie. Ello ciała też nie ma.
Ello – miejscowość i gmina we Włoszech, w regionie Lombardia, w prowincji Lecco. (Wikipedia)
Ok, rodzina martwej Elli siedzi w czarnej dziurze i nic nie wie, ale zniknięcie Perrie ktoś powinien zauważyć, nie sądzicie?
Taaa. Zauważył - i odetchnął z ulgą.


- Co ja?- Vici podniosła głowę. Jeszcze przed chwilą leżała na kolanach (S)Hazzy, wpatrując się w jego zielone tęczówki, a on w jej błękitne, duże oczy, bawiąc się przy okazji jej kasztanowymi włosami. Słodko razem wyglądali i potrafili cieszyć się nie z chwili, ale z chwilą.
Kurde, wiedziałam, wiedziałam, że w końcu mizianki staną się ważniejsze od horroru.


- A nic, nic...- Reszta wybuchnęła śmiechem, jedynie para 18-latków nie wiedziała, o co im chodzi.
I pomyśleć, że to są ludzie pełnoletni, mający pełnię praw obywatelskich. (No, na Wyspach nie mogą wprawdzie kupić alkoholu, ale głosować już tak.)
Ale którzy to “18-latkowie”? Już mi się wszystko miesza - imiona w wersji pełnej i zdrobniałej, nazwiska, ksywki, kolor oczu, włosy, pochodzenie, wiek… Problem synonimicznych określeń dla boCHaterów został walnięty łopatą w głowę i przejechany traktorem.
I zaorany.


- Ale ja nadal nie mogę zrozumieć, Dan, jak chciałaś powiesić Ellę, i upozorować samobójstwo, skoro była poszczelona
Raczej “poszczeleni” to wy tu jesteście. Ella została zastrzelona.
Zaszczelona pszez strzerbatego szczelca
W czcinach.
Dajcie sobie spokój z tymi szczegó… strzegó… detalami.


i policjanci na pewno znaleźli by kulę.- Zaczął Lokowaty.
- Ja też nie.- Uśmiechnęła się promiennie.
Jestem bezdennie głupia i bardzo się z tego cieszę! - dodała radośnie.
I taka poszczelona!


Mimo, iż wspomnienia jeszcze nie tak dawne z Ellą są bolesne, oni wszyscy nie chcą tego okazywać.
Ja też nie chcę okazywać swoich odczuć na temat powyższego, bo moja wypowiedź musiałaby się składać z bardzo brzydkich słów.
Czasami miewam chwile słabości i podejrzewam, że aŁtoreczka celowo robi z boChaterów popaprańców z IQ ameby. Na szczęście szybko mi przechodzi.


Wiedzą, że muszą byś silni. Nie mogą też zapomnieć o czuwaniu [zamierzają wystawiać warty?], ponieważ w każdej chwili ten KTOŚ znowu może się pojawić, co się równa z ponownym prześladowaniem i kolejnymi ofiarami…
Powiedzmy to sobie jasno: własnoręczne zamordowanie Amber i późniejsza śmierć Elli (której tylko przez przypadek nie musieli wieszać i spalać, bo COŚ zabrało trupa z krawężnika) - spłynęło po nich jak woda po kaczce.


- Dobra, ale nie wracajmy już do tego, jasne?- Liam przerwał.
Chrzanić zabójcę, chrzanić zaginione i martwe koleżanki, mamy tu ważniejsze sprawy na głowie.


[Towarzystwo przegląda ogłoszenia, znajduje odpowiedni domek i telefonicznie umawia się z właścicielem. Ciach!]


- I co?- Dopytywał się zniecierpliwiony Loczek.
- Jest do wynajęcia i powiedział, że go nam wynajmie. - odpowiedział Prostowłosek
- No to super!- Cieszyła się Vici.
- A kiedy?- Spytał Liam.
- Nawet jutro. A więc pakujcie się, jutro się na jakiś czas przeprowadzamy!
Bez zaliczki, bez oględzin lokalu, “na jakiś czas”... Na miejscu boCHaterów od razu bym coś podejrzewał.
Nagła przeprowadzka jest tak opkowa, że wcześniej, czy później - ale musi być!
Nawet nie będąc na ich miejscu, normalny człowiek by coś podejrzewał - karaluchy, uciążliwych sąsiadów, hałas... Mieszkanie to nie klapki Kubota.
A potem idzie taki nieogar na studia i przeżywa “horror”, kiedy trzeba znaleźć stancję.
Jest nadzieja, że ci tutaj nie dożyją studiów.


- A więc jest postanowione, że będziemy czcić naszą tymczasową przeprowadzkę, zajadając się tłustym jedzeniem, głównie hamburgerami, a to będziemy popijać pół litrową Colą.- Nikt nie mógł opanować śmiechu.
Siedzi w głowie taki pstryczek,
mały pstryczek-elektryczek,
jak tym pstryczkiem zrobisz “pstryk”,
to cię śmiech ogarnia w mig.
Śmierć wokoło...
Pstryk! - wesoło.
Pstryknąć potem drugi raz,
Koszmar znów ogarnia nas.
Pstryk! - i zgroza, horror, trupy,
Pstryk! - i radość, śmiech, wygłupy,
Pstryk! - o mamo, ja się boję!
Pstryk! - aż się przepalą zwoje,
Pstryk! - ostatni w oczach błysk,
Pstryk! - i cisza…
Rest in peace.



Chciałabym was przeprosić, że czasami zamiast imienia Amber daję imię Amanda, ale przedtem pisałam opowiadanie z właśnie tym imieniem i tak jakoś teraz, gdy piszę imię na literę "A", automatycznie wpisuję Amanda.
*bardzo znudzonym tonem* Nie przepraszaj. Popraw. Ile jeszcze razy mamy to powtarzać?
A pani Musierowicz kiedyś napisała książkę o dzielnej i pozbieranej Gabrysi i teraz, choć pisze o rozmazanej i mamejowatej Gabrieli, to też jakoś tak automatycznie wpisuje “dzielna”.


Obiecuję, że się poprawię :D
Taaa, jassssne.
Trzeba jednak przyznać, że od tej pory Amanda rzeczywiście się nie pojawia. Szkoda, że aŁtoreczkowe poprawki nie działają wstecz.


I jeszcze jedno - wiele osób pytało się mnie, czy ta dziewczyna z nagłówka coś znaczy. Przedtem mówiłam nie, ale teraz mówię tak, a więc się przygotujcie, że za niedługo się pojawi :D
Dobrych snów, Wika ;**
To się nazywa “czerpać inspirację z otoczenia”...


***
Yyyy...- W końcu wszyscy dojechali na miejsce.
Yyyy - i co?


Jednak wszystko, co ujrzeli... No,  to nie było to, na co liczyli. To nie było to, co nawet było na zdjęciu.
Z tego wielkiego zaskoczenia “nawet” przeskoczyło w losowo wybrane miejsce.


- Wszystko się zgadza. Tak, to ten dom, który wynajęliśmy.- Tomlinson sprawdził wszystko jeszcze raz, po czym zapieczętował słowami o, co przeczytał.
Zapieczętować - szczelnie i skutecznie - mógł ewentualnie woskiem. Tym z uszu.  
Mógł jeszcze przypieczętować pocałunkiem.
(Specjalne wyjaśnienie dla aŁtoreczek: zapieczętować = zamknąć, przypieczętować = potwierdzić.)


- Ale to nie wygląda jak ten domek...- Victoria co chwila patrzyła na zdjęcie z oferty, które wydrukowała, a dom stojący parę metrów przed nimi.- No i jeszcze tu stoi jakiś samochód...- Powiedziała, wskazując na czarne auto.- To Forda Maveric.
Chińska podróbka samochodu Ford Maverick.
“Forda” to jego samiczka.
Robią razem małe resoraki.


Ładne auto, nie należy do najtańszych, zapewne sprowadzane Szkocji (CO Szkocji? Dla Szkocji, ale nim pogardziła? Do Szkocji, ale dostawca się pomylił? Ze Szkocji, napędzane whisky?), rok produkcji... Około 2007-2008 roku.- Powiedziała. Wszyscy wytrzeszczyli na niego oczy.
Też byście wytrzeszczyli oczy, gdyby koleżanka znienacka zmieniła płeć.


- A Ty skąd to wiesz?- Wybełkotał Liam.
- Od samochodów specem nie jesteś...- Zaczął  Zayn.
- Ani od niczego innego - skończył Harry.
- Bo zaglądałam na ogłoszenia aut, bo mój ojciec chce sobie terenówkę kupić, właśnie Forda, i widziałam zdjęcie tego dokładnie na tle tego domu.
Ogłoszenia aut, aha, też zaglądam. Zygzak McQueen chciał ostatnio sprzedać jakieś niebieskie Porsche.
Tato szuka auta, córka je znajduje.


- Hahaha! No kto by pomyślał!- Danielle zatarła ręce.- A wracając do domu...
- Spójrzcie.- Przerwała jej Vici.- Zobaczcie na zdjęcie.- Pokazała im kartkę z widniejącym obrazkiem domu <klik>.- A teraz to coś.- Zabrała im z oczu kartkę, a im (opadły łuski z oczu) ukazał się brzydki, stary, obskurny dom <klik>.
Muhihihi, dali się nabrać na najstarszą sztuczkę świata w dziedzinie wynajmu nieruchomości…
Pfff, ten nowy też jest brzydki, poza tym nie liczy się wygląd, liczy się wnętrze!
To fakt, że w folderach reklamowych wszystkie budynki wyglądają na większe, nowocześniejsze i bardziej atrakcyjnie położone niż w rzeczywistości, ale aż taki numer by nie przeszedł.


- Trudno, ten dom jak na razie należy do nas, a więc zamieszkamy w nim.- Powiedział ostro Niall.
Nie, on nie należy do was. Wy go wynajmujecie, a więc nie zdziwcie się, jeśli za jakiś czas przyjdzie właściciel, żeby skontrolować, czy butelka do podlewania kwiatów, szt. 1, nadal znajduje się na wyposażeniu.
Nic nie poradzą, gdy do zamieszkania akurat tam zmusza ich Imperatyw Blogaskowy.


Znowu ton, przy którym było od razu wiadomo, że sprzeciw się nie opłaca.
Kto się sprzeciwi, ten oberwie łopatą.










Wypakowali walizki z auta i udali się w kierunku domu.
- Chwila, chwila, chwila. Słyszeliście to?- Malik zatrzymał się przed wejściem. Z domu dobiegały dziwne odgłosy. Jakby dziewczyny... I to nie jednej…
Mrawwww...
Yuri alert!
Myśleli, że wynajmują dom z garażem, a to był dom z haremem.


- Tak jakby zwykła rozmowa, słyszycie?
- Tak, macie rację...
- Ooo-oooo…
To brzmi raczej jak lista dialogowa z filmu z czerwonym kwadracikiem ;)
Bardzo niedobre dialogi. Ale za to w języku powszechnie zrozumiałym.


Wysokie machoniowe wrota (zamontował je polski majster nazwiskiem Machoń) otworzyły się, skrzypiąc przy tym bardzo głośno.
*jeszcze raz ogląda zalinkowany przez aŁtoreczkę obrazek* Wrota? Chyba od stodoły na zapleczu.
Przecież to są boChaterowie opka! Mogą przez roztargnienie wynająć ruderę, ale ZAWSZE z wrotami. Mahoniowymi, machoniowymi, czy nawet mosiężnymi, ale pewne standardy trzeba zachować.


Po raz kolejny dzisiaj Eleanor poczuła ciary, bo nie można tego nazwać ciarkami, na swoich plecach (bo nie można nazwać tego pleckami), a niechęć do mieszkania tutaj stał się jeszcze większy.
Był to naprawdę bardzo duży niechęć.
Niechęć olbrzymi, kuzyn turkucia podjadka.


- NIE MA MOWY, ABYM TUTAJ MIESZKAŁA!- Krzyknęła Candler. [Kto?]
- Uspokój się, Elka! Zapłaciliśmy za to i tutaj spędzimy najbliższy miesiąc!- Harry stanął po stronie Nialla. Vici spiorunowała go morderczym wzrokiem.
Zapłaciliście? Kiedy? Zayn zadzwonił, spytał o powierzchnię, a potem od razu pojechaliście na miejsce.
Nie czepiaj się, może zrobił przelew internetowy w czasie jazdy. Oesu, oesu, oni naprawdę zapłacili za wynajem PRZED obejrzeniem domu…
Cóż, w takim razie zasługują na wszystko, co tam zastali.
W kanonie opek nie ma czegoś takiego, jak rzeczywistość.


- AŻ MIESIĄC?!- Nie mogła wierzyć własnym uszom.
Tak, tych kilka tysięcy z konta założonego przez babcię i wasze groszaki wystarczyły tylko na miesiąc.


- Tak, no bo...- Boo Bear urwał. Jedynie patrzył się do przodu w bezruchu. W jego oczach zaczęło się malować przerażenie.


- NO BO...?! NO BO CO?!- Eleanor nie dawała za wygraną.
- A... A... A...- Nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
AAAAAAA mieszkanie tanio wynajmę.


[Ok, jak później doczytałam, Boo Bear to nie jest Niall tylko Louis. Z narracji jednak wynika, że to Niall tłumaczy się przed Eleanor! A zdjęcia już przerabiać nie będę *foch*]


- A to nie jest wymówka! No, proszę, powiedz, dlaczego spędzimy tutaj conajmniej miesiąc!
Boście głupi jak szpadel!


- A... A...- Nie mogło to mu przejść przez gardło.
Brum… brum… brum… wychodziło mu, ale nie przez gardło.


- Wysłów się wreszcie!- Wszyscy patrzyli, jak El wydziera się na biednego Tomlinsona. A on jedynie patrzył przed siebie i coś bełkotał, jakieś "A". Ale cóż, już wszyscy przyzwyczaili się, że Niall to żarłok, ostatnio bardzo odważny, a Lou... Hmmm... Lou to Lou, zawsze dziecinny, inny niż wszyscy. Ale za to był cudownym przyjacielem.
Znaczy, Louis uchodził między nimi za miłego, ale jednak przygłupa?
(tak tylko przypomnę, że to właśnie ten dziecinny, cudowny Louis pierwszy rzucił pomysł, by wywieźć do lasu i zakopać zwłoki Amber)
Bo dzieci miewają naprawdę straszne pomysły.


- AMBER!!!- Wykrzyczał, a w ich kierunku zaczęła się zbliżać Amber! Tak, ta sama, która kilka nocy temu odwiedziła Mulata, a jej kości nie znaleziono!
Odwiedziła Mulata, a jej kości nie znaleziono - brzmi tak, jakby Mulat ją pożarł razem z gnatami.
Niektórzy lubią, jak się jedzonko porządnie przeleży w ziemi.
Dziczyzna powinna odpowiednio skruszeć.


Ta sama! Szła do nich, a raczej unosiła się nad ziemią z rękami wyciągniętymi przed siebie. Ten widok był okropny.
Hm, proszę mi rozrysować, jak oni stali, skoro nikt oprócz Louisa nie zauważył wcześniej Amber?
Wygląda na to, że stali w szeregu naprzeciwko Louisa.


Jej kruczoczarne włosy bezwładnie opadały na jej białe jak cała reszta ramiona. Włosy miała przetłuszczone, na co szybko uwagę zwróciła Danielle, gdyż najważniejszy dla niej był wygląd (i hobbystycznie zajmowała się tanatokosmetyką), posklejane, zasłaniały twarz, a jej przekrwione oczy gapiły się na nich.
Po tym, jak przeleżała cały rok w stanie rozkładu, przetłuszczone włosy to doprawdy największy problem.
Te oczy, jak rozumiem, wisiały na nerwach wzrokowych i dlatego włosy ich nie zasłaniały.


Usta były blade, ledwo dostrzegane. Była w ciuchach tych, jakich ją pogrzebano.
I w dalszym ciągu buchał od niej odór niegramatyczności.


Nikt nie wierzył własnym oczom, ale to była ona. Ona i mamrotała pod nosem "Zniszczę was. Zabiję was. Już po was."
“Mam cię, zjem cię. Mam cię, zjem cię.” (z legendy podwórkowej)
“Idzie, idzie, zaraz zje” (z legendy afrykańskiej)
“Tup tup tup, mniam mniam mniam” (ze starej baśni jakuckiej)


Koszmar minoinego lata... Rozdział 10.
Minoi minoi minoi



- Aaaaa!- Louis obudził się z krzykiem w nocy.- A więc to był tylko sen.- Wyszeptał, dysząc ciężko. Ponownie się położył. Sięgnął ręką do tyłu, aby móc pociągnąć w swoją stronę kołdrę. Jednak trafił na coś... A raczej na KOGOŚ... Z przerażeniem na twarzy popatrzył przez ramię, co dotykał.
Gramatyka zdechła z przerażenia, którego poczuło.


- Śniłeś o mnie?- Odezwała się dziewczyna. Amber... Chciał krzyknąć lecz jego usta zatkała jej ręka. Dość realistyczna, zważając na to, iż Amber od roku nie żyła.
Wyglądało to tak:













Sine, nie ściemniaj, że realistyczna ręka nieżyjącej od roku osoby byłaby taka zdrowiutka i różowa…
Ojtam, nie chciało mi się szukać podgnitej. A jak ktoś to będzie czytał przy jedzeniu?
A teraz pomyślcie o tym… i wyobraźcie sobie taką rękę zatykającą Wam usta… Mwahahahahahahahaha!
*przełyka krakersika* Fi donc!


Lou zszedł do pozycji siedzącej, mocno wbijając się plecami w oparcie łóżka.
Próbuję sobie to rozrysować.
Zacznij od tego, że najpierw wisiał u sufitu. Potem pójdzie łatwiej.


- Och, mój Louisku, nie bój się. Jak nie będziesz się rzucał obiecuję, że nie zrobię Ci krzywdy.- Zciągnęła swoją rękę z jego twarzy.
To brzmi trochę tak, jakby ręka była oderwana od reszty ciała i Amber “zciągała” ją drugą ręką.
Ślimaczyła się tak trochę.


- Cz... Cz...- Nie mógł nic powiedzieć. Nic nie chciało mu przejść przez gardło, żadne słowo.- Czego chcesz? Co... Co ja Ci zro... Zrobiłem?- Jąkał się.
Cóż ci to ja uczyniłem, jakąż to zbrodnię?!
Oprócz płytkiego grobu w lesie?


- Och, a nie pamiętasz już, jak mnie rok temu zakopaliście?- Zrobiła smutne oczka.



Ja chce jedynie zemsty. Zemsty za moją śmierć... A mogłam jeszcze żyć... Mogłam tyle przeżyć... Miałam marzenia, ambicje, plany na przyszłość... Nawet wiedziałam, do jakiej szkoły pójdę dalej, jaki chcę mieć zawód... Wszystko miałam jak najbardziej zaplanowane... Co do sekundy...
Widocznie w planowaniu życia co do sekundy trochę się zagapiła.
Może zaplanowała, że specjalnie wejdzie pod koła i dostanie odszkodowanie, które pozwoli jej na kontynuowanie edukacji, a tu klops - przywalili jej łopatą i z planu nici.


Jej twarz znowu była bardzo blada, a więc się przez to wyróżniała (w tłumie innych twarzy, kłębiących się w łóżku Louisa). Z kieszeni coś wyciągnęła (ta twarz) (jak twarz, to chyba z kieszonki… zębowej), jednak Louis nie mógł dostrzec co. Zrozumiał dopiero wtedy, gdy to coś znalazło się przy jego szyi. Nóż. Ostry nóż.- Może się trochę pobawimy, co?- Spojrzała na Lou. W jego oczach widniało przerażenie.
Nigdy w życiu nie grał w noża, biedaczek.


Amber zjechała nożem na jego klatkę piersiową, po czym wbija narzędzie.
W narząd.
http://www.vontrompka.com/blog/wp-content/uploads/2010/12/narzady.jpg














Zaledwie na ok. 1-2 mm, ale to i tak bolało, a rana zaczęła krwawić. Zaczęła jechać niżej, przez co szkody, jakie powodowała, stawały się coraz większe.
A Lou siedział i nie reagował. Może lubił takie zabawy, nie wnikam, każdemu jego porno.
Może poprzedniego wieczoru zażył tyle środków rozweselających, że nic nie czuł, a obserwacja własnego rozcinanego ciała wydawała mu się wyjątkowo zabawnym zajęciem...


Dojechała do pępka. Klata Tomlinsona była połączona z przed chwilą wymienioną częścią ciała
To znaczy szyją.
Albo z pępkiem.
'kanałem', a raczej raną o głębokości 1-2 mm, a z niej sączyła się krew.
Najbardziej drętwy opis tortur, jaki w życiu czytałam.


Wszędzie było jej mnóstwo. Boo Bear zawył z bólu.
Dopiero teraz się zorientował, że powinno boleć, kiedy już panna zdążyła zrobić mu z klaty Kanał Białomorski.


Jednak pannę Colins tylko to podnieciło.
Przepraszam, czy to jest jakieś “Filthy Shits of Grey”? *wyciąga czerwony kwadracik*


- Kocham, jak ktoś cierpi. Szczególnie jak cierpi ktoś, kto sam mnie zabił. Wiesz, jakie to uczucie zabić kogoś? Ja wiem, i mogę Ci powiedzieć, że bardzo miłe. Czujesz się wtedy taki wolny...-
Ale z niej sobek i samolubna świnia. Wie, że to takie miłe uczucie, a ma Louisowi za złe, że też chciał mieć trochę przyjemności.


I nagle zniknęła. Tak po prostu, rozpłynęła się.
To było mocne. Upiór rżnący nożem brzuch i nagle fiuuu! Nikogo nie ma.
Tylko - brzdęk! - nóż upadł na ziemię.
Trochę mało konsekwentna ta zjawa. Louisa pocięła, a Zaynowi, który osobiście dał jej łopatą po głowie, tylko rozbiła butelkę (w dodatku pustą) o podłogę.
Eskalacja przemocy.


Zdezorientowany Louis rozejrzał się pytająco po pokoju.
Meblościanka z trudem powstrzymała wybuch śmiechu, fotel się załamał, a ściany nadstawiły uszu.”Nie no, Louis, to naprawdę było niezłe” - stwierdziło łóżko.


Ani śladu Amber. Niestety rana pozostała, a Lou stracił już dość sporo krwi.
Oj nie przesadzajmy, ma tylko rozciętą skórę, tętnice nieuszkodzone, nic mu nie będzie.
Nigdy nie wiadomo. Postacie opkowe bywają przecież nad wyraz delikatne, np. trafiają do szpitala na skutek niezjedzenia kolacji.


Szybko pobiegł do kuchni, wziął pierwszą lepszą ścierkę i próbował zatamować krwawienie, ale skutki były marne.
Gdyż albowiem po drodze flaki mu wypadły z rozciętego brzucha.
Fajnie by było, ale niestety, Amber cięła o wiele za płytko…
Żywię nadzieję, że gdzieś po drodze ręka się jej “omskła”.


Po wielu próbach udało mu się w końcu. Dał radę. Krew mu się nie lała, ale to, co to wywołało zostało.
Zaraz. Co wywołało i co zostało?!
Ścierka została. Tego dnia Lou zyskał przydomek “Ścierkobrzuchy”.


Sięgnął po telefon i spojrzał na wyświatlacz. Była 6:30, a dzień wtorek. A więc dopiero dzisiaj pojadą do tego domu! To był jedynie sen! Ucieszył się, a sam do siebie się uśmiechnął.
Rozcięty brzuch też się uśmiechnął, i to baaardzo szeroko.
Louis ucieszył się, bo tatuaże w tym sezonie już niemodne, teraz nosi się blizny.


Postanowił zadzwonić do swojego znajomego Sydneya. Jest on od niego starszy i ukończył uczelnię medyczną, a też mieszka w Londynie, niedaleko.
Co było niezwykłe, gdyż ludzie, którzy ukończyli szkoły medyczne, trzymali się zwykle jak najdalej od Londynu.


Po 30 minutach Tomlinson zjawił się przed drzwiami domu Sydneya Brazille. Kulturalnie zapukał,
czyli nie wywalił ich z kopa. Grzeczny chłopiec…
a drzwi po chwili otworzył gospodarz.
- Mogę wejść?- Zapytał głupio.
Gospodarz, który sam pyta, czy może wejść, faktycznie za mądry nie jest.


- No jasne, wchodź.- Syd odsunął się, otwierając szerzej drzwi i zapraszając do środka rannego, chociaż jeszcze nie wiedział o tym, iż jego gość jest poszkodowany.
Chyba na umyśle...
Narracja też robi głupie żarty.


- A teraz opowiedz, co Cię do mnie sprowadza. Dawno tu nie zawitałeś.- I nasz bohater powiedział Syndeyowi, że niby się skaleczył, gdy próbował zrobić sałatkę.
A nie mówiłam? Brazille, zacznij od zbadania głowy, twój kumpel musiał się w nią solidnie walnąć.
Sydney tylko wzruszył ramionami, bo mieszkał w dzielnicy opanowanej przez gangi i średnio raz dziennie miał pacjenta z taką wymówką.


Oglądnął dokładnie dziurę na przodzie swojego gościa
gdyby miał obejrzeć dziurę na tyle gościa, to byłoby niesmaczne
po czym zaprowadził go do piwnicy.
BINGO! Jest piwnica, jest zabawa!
Piwnica w zestawieniu z dziurą na przodzie gościa brzmi… hmmm,  podwójnie niepokojąco.
A z dziurą na tyle to już w ogóle.


Ten brzuszek twój każdego ranka
Przypomnę sobie będąc w biedzie
Byłeś światełkiem w mej piwnicy
Louisie z otworem na przedzie!


Tam znajdował się stół operacyjny. Normalni ludzie nie trzymaliby czegoś takiego w domu, ale Syd był inny.
Wiele lat później, po nuklearnej apokalipsie, stał się sławny jako Doktor Kostucha, dostawca mięsa na szaszłyki.


Jak dobrze, że miał szkołę lekarską ukończoną dyplomem, za sobą.
Szkoła lekarska stała za jego plecami i udzielała mu wsparcia duchowego. Była to wprawdzie bardzo mała szkoła, ale merdała dyplomem tak radośnie, że nie miał serca wymieniać jej na większą.


Już samo to, iż zadawał się z Tomlinsonem było dziwne. A poza tym był bogaty i mógł sobie pozwolić na drogie sprzęty, na które większość nie stać.
Anglicy są nieco ekscentryczni, więc takie małe dziwactwo jak wstawienie stołu operacyjnego do piwnicy nikogo nie dziwi. No, może poza tymi, którzy trafiają tam związani i zakneblowani.
Kluczowe jest tu stwierdzenie: normalni ludzie nie trzymaliby czegoś takiego w domu, ale Syd był inny.
Kto bogatermu zabroni?


Ale nie przeprowadził się, ponieważ nie chciał opuszczać przyjaciół.
Dobrze wiedział, że prędzej czy później któryś z tych matołków napyta sobie biedy i będzie musiał skorzystać z jego usług.


Podał mu środkiem dziury na przodzie nasenny syrop, a potem zaczął operację. Zaszył starannie szkodę wyrządzoną przez Amber.
A ścierkę zaszył w środku.
Musiał czymś zastąpić wątpia, które Lou tak beztrosko zgubił.
A ponieważ zostało mu jeszcze trochę nitki, więc żeby się nie zmarnowała, pozaszywał mu wszystkie inne otwory i obrębił uszy koronką.


~*~
- Stary, wszytko dobrze?- Sydney podał swojemu gościowi czarną kawę.
Na dziurę w brzuchu, kawa jest jak balsam.
Łatwo weszło, łatwo wyszło.


- Tak, chyba tak...- Odpiął guziki swojej koszuli, oczywiście (hę?) zielono-niebieskiej w kratę, po czym przejechał palcami po zaszytym miejscu.
- Boli Cię?- Zapytał z troska w głosie.
- Tak, ale tylko trochę, to chyba normalne.
- odpowiedział brzuch.
- odpowiedziała koszula
Mógłbyś mi podać godzinę?
- Jasne, jest...- Sydney spojrzał na zegarek.- 9:15.
- O matko! Dobra, ja się już muszę zbierać, bo się spóźnię! Wielkie dzięki, Syd, że mi pomogłeś. Kiedyś Ci się odwdzięczę!
Jakby ci kiedyś pacjent zszedł, to wiesz, do kogo dzwonić!


- Louis, zatrzymaj się tutaj!- Powiedział Niall, patrząc na mapę. Lou był zajęty zastanawianiem się, o co chodziło z jego snem. A może był to proroczy sen? I może wszystko się wydarzy…
A o rozciętym brzuchu zdążył już zapomnieć, taki był z niego twardziel.
Albo w tej czarnej kawie była końska dawka środków przeciwbólowych.


- Nie, chyba sobie żartujecie. Powiedźcie, że to nie tutaj będziemy mieszkać...- Victoria nie wierzyła własnym oczom.
- ...- Nikt inny się nie odezwał. Nie na to liczyli.
Zamurowało ich tak, że umilkli?


- Lou, jesteś pewien, że nie pomyliłeś adresu?- Eleanor wzdrygnęła się. Po jej plecach przebiegł niemiły.
…sąsiad?
…strasznie tupiąc!
Wszyscy wysiedli.
- Chwila, chwila... To to! O nie... Nie możemy tam wchodzić!- Dokładnie. To samo. A jednak...
Narrator dostał czkawki z wrażenia.


Sen Tomlinsona się sprawdził.  Stoją znowu kilka metrów przed tym domem, a rozmowa przebiega tak samo.
A czas narracji się zmienia jak w kalejdoskopie.
A w środku znów jakieś damskie głosy jęczą zachęcająco.


[Louis usiłuje powstrzymać towarzystwo przed wejściem do środka, ale XYZ czuwa! Dzwoni do niego, zabraniając opowiadać o śnie, gdyż inaczej “przerwie krąg” (cokolwiek to znaczy) i zapłaci za to. Po rozmowie Louis zachowuje się na tyle dziwnie, ze nawet nasze przytępawe towarzystwo zaczyna mieć jakieś podejrzenia.]


- Louis, dobrze się czujesz?- Panna Peazer spojrzała na niego, dokładnie lustrując od stóp do głów.
- Yyyy... Tak! To znaczy nie! Coś głowa mnie boli...- Złapał się za głowę, chcąc, aby to wyglądał jak najbardziej realistycznie, a towarzysze niczego się nie domyślili.
Powinien dodać “a-psik” i dwa razy kaszlnąć. Byłoby jeszcze wiarygodniej.
A to po prostu “kawa” była za mocna i Lou znalazł się na haju.


- No... Powiedzmy, że Ci wierzę. A teraz chodźcie. Weźcie swoje bagaże i idziemy powitać nasz nowy dom.- Wskazała głową na brzydki, obskurny budynek. I udali się w jego kierunku.
- Ej, wy też widzicie to auto? Czy ja mam jakieś przewidzenia?- Zapytał Harry.
- To Forda Maveric.
Tak, to jest ta sama Forda co wcześniej. Snuje się tu i ówdzie, bo ma rujkę.


Lou przeżywa déjà vu, a czytelnicy razem z nim - pod spodem powtórzony jest ten sam dialog o samochodzie, co w jego śnie. Ciach!
Pamiętaj, że déjà vu sygnalizuje uszkodzenie matrixa, zaraz wpadną agenci!


- Nieważne, no wchodźcie.- Liam otworzył wielkie, drewniane drzwi, które zaskrzypiały.
- Halo?! Jest to ktoś?!- Krzyknął Niall.
- Tak, to nawet zmarłego obudzisz.- Oburzył się Malik.
- Mówiliście coś?  - ziewnęła szeroko Amber.
- Do licha, spać nie dadzą! - dodała Ella.


- Cicho.- Uciszył go. Mulat jedynie spiorunował go wzrokiem, po czym go spuścił.
Tak na oczach wszystkich?


- Halo?- Zapytał ktoś nieśmiało.
- Jest tutaj ktoś?- Dodała druga osoba. Wszyscy się zaniepokoili. To nie były ich głosy. Ktoś był w tym domu... Schody zaskrzypiały. Jakaś osoba po nich schodziła. O ile to w ogóle była jakakolwiek osoba…
O ile to w ogóle były schody…
A to Kirgiz schodził z konia.


- Halo? Kto tu jest?- Odezwała się Victoria.
Ta najdzielniejsza, bo to ona jest mózgiem całej tej bandy.


Reszta jedynie stała nieruchomo, wpatrując się na (w) schody. W bezruchu. Bez słowa. Schody tylko skrzypiały, co wzbudzało dreszcze na ciele Danielle.
Co za niewychowane schody, nawet się nie przedstawią.


Skrzypiąc schodami, schodzą kolejne boChaterki opka, lokatorki tej rudery:


- Hej, jestem Abby. Abby Moore.- Dziewczyna w czerwonych włosach zeszła i podała dziewczynie, która się przed chwilą wygłupiła, rękę. Ona zaś ją uścisnęła.
Dziewczyna rękę czy ręka dziewczynę?


- A ja Victoria Paris.- Dodała.
O, jak miło cię poznać Victorio Paris!
Nie, dodanie nazwy hotelu do “Paris” nie robi z nikogo celebrytki, a trafić można w podstarzałą gwiazdkę filmów pornograficznych.


- Tori... Fajnie.- Uśmiechnęła się Abby.
- W zasadzie nikt jeszcze tak do mnie nie mówił...
- W końcu zawsze musi być ten pierwszy raz! - Na pierwszy rzut oka dziewczyna ubrana na czarno z krwisto-czerwonymi włosami wydawała mało sympatyczna, ale okazało się inaczej.
Zapamiętaj, droga Czytelniczko: czerwone włosy i czarne ubrania zrobią z Ciebie zołzę.
*szuka czarnej bluzki*


- No, a więc od dzisiaj jesteś Tori. A wracając, to może przedstawię Ci ją.- Pokazała głową na swoją towarzyszkę.- To…
- Sama mogę się przedstawić.- Rzuciła cierpko.- Jestem Camila Raid i zabijam owady na śmierć. - Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Oglądałam kiedyś taki serial, w którym występowało to nazwisko i teraz trochę śmiesznie mi się ono kojarzy…
My widzieliśmy reklamy ze środkiem owadobójczym i też nam się kojarzy.


- Zachichotała, ale po chwili przestała, bo dziewczyna spiorunowała ją wzrokiem.
Dziewczyna podała rękę dziewczynie, dziewczyna zachichotała, a dziewczyna spiorunowała ją wzrokiem. To ile tam tych dziewczyn w sumie było?
Nie wiem, ale na pewno żadna nie była informatykiem.


- A mówią, że to ja jestem nienormalny.- Wyszeptał Lou, tak cicho, że nikt go nie usłyszał.
Bał się, że dziewczyna skojarzy jego nazwisko z grupą wokalną Fred Tomlinson Singers, znaną z gościnnych występów w “Latającym cyrku Monty Pythona”, i też zacznie chichotać.


- No to co was do nas sprowadza?- Abbs potarła swoje dłonie, jedna o drugą.
No paczpan, a ja myślałem, że pocierała każdą z osobna.


- Nas? Przecież my to teraz wynajmujemy...- Zaczął niepewnie Liam.
- Powinniśmy was się raczej zapytać, co robicie w naszym domu...- Dorzucił Zayn.
- My też tutaj mieszkamy! I to od dwóch miesięcy!
- No to coś jest nie tak...- Rzekł Payne.
Właściciel, pisząc w ogłoszeniu “wynajmę umeblowany dom”, zapomniał dodać “z lokatorami”.
Może to tak jak z tymi “hotelami”, które oferują pokoje na godziny, ale w ogłoszeniach jakoś nigdy nie dodają, że cena pokoju obejmuje dodatkowe wyposażenie łóżka.


- No niech będzie. Możemy zamieszkać razem jeśli chcecie. Tylko z nami mieszkają jeszcze dwie dziewczyny...- Zaczęła.


Zaczyna robić się gęsto, jak w kurnej chacie. Ledwie pozbyto się dwóch dziewczyn, a już mają cztery kolejne. W takich warunkach XYZ nie nadąży z mordowaniem.
Ok, musiałam zajrzeć do zakładki “Bohaterowie”, żeby się w tym połapać. Nasza wesoła gromadka na miejscu zastaje cztery dziewczyny: Abby Moore, Dreę Hamilton, Rachel Bilson i Camilę Raid. Przy czym Rachel Bilson jest postacią autentyczną, aktorką, która “skończyła z karierą, gdyż miała dosyć paparazzich”. Aha.
Mam nadzieję, że XYZ szybko je wyeliminuje, bo już teraz ciężko się zorientować w tej liczbie postaci...


- To żaden problem!- Od razu powiedziała Dan.- Prawda chłopcy...?- Spojrzała na nich podejrzliwie, mierząc ich dokładnie wzrokiem.
Próbowali pokazać się z najlepszej strony:


Chyba baaardzo sobie nawzajem przypadli do gustu, bo nie chce mi się wierzyć, że wśród nich nie znalazła się ani jedna osoba zdolna do złapania za telefon, zadzwonienia do właściciela tego bur… bałaganu i obsobaczenia go od czubka głowy aż po pięty.
Widać nie tylko Borejkowie uwielbiają gnieździć się razem na kupie i co rano przytupywać nerwowo w kolejce do łazienki.


- Ajasponotonemysąwiś.- Wszyscy powiedzieli naraz to, co chcieli i wyszedł jedynie z tego taki połamaniec językowy.
I zaraz wszyscy dostali po twarzy od tajemniczego ducha, bo zupełnym przypadkiem wyszedł im ciężki bluzg w jednym z języków indiańskich.


Peazer westchnęła, po czym przewróciła teatralnie oczami.
“Z jakimi głupkami ja muszę przestawać, prawda?”
Jako ciekawostka - czego to człowiek w necie nie znajdzie… Szukając adekwatnego obrazka, trafiłam na jakieś forum i temat “Czy wywracanie na kogoś oczami jest grzechem”.


- Więc zaczęło to się rok temu...- I zaczęła opowiadać, nowi znajomi jedynie się na nią patrzyli. Nie wierzyli własnym uszom.- A więc teraz przeprowadzamy się tutaj, z nadzieją, że tutaj ukryjemy się przed problemami.
- Dzień dobry, ściga nas psychopatyczny morderca, czy możemy z wami zamieszkać?
- Jasne, będziemy uszczęśliwione!
- Tylko obiecajcie, że nas nie będziecie bić łopatami, dobrze? Bo od tego się strasznie fryzura psuje!


- Oczywiście, że możecie zostać z nami!- Powiedziała szybko Drea.
Yyyy… ktoś powinien wysłać ją na jakiś kurs asertywności, nie sądzicie?
Ciii, Drea od dawna marzyła o tym, by ktoś ją zakopał pod drzewem w lasku.


"Cóż za mało spotykane imię". Pomyślał Malik.
“Sam masz mało spotykane imię” - pomyślał Stirlitz.
Nie to, co Andrea, no nie?


- Dziękujemy wam. I to z całego serca!- Vici była ucieszona.
- BUM! BUM!- Było słychać coś na górze.
To serce Vici tak wali. Z wdzięczności.


- Słyszeliście to?- Zapytała zaniepokojona Tori.
- To pewnie tylko wiatr. Słyszymy to od wczoraj. Byłam tam, ale nagle wszystko ucichło. Słychać to tylko w dzień. Nie przejmujcie się tym, w końcu się przyzwyczaicie.- Zapewniła 32-latka. Trochę stara, jak uważała Danielle.
*Kura wzdycha ciężko i sięga po katalog trumien*
*Sine strzela focha i wraca do krypty*


- BUM! BUM!- Znowu rozległ się głośny dźwięk.
I want you in my room!


- Skoro tak mówisz...- Telefony wszystkich nagle zawibrowały lub zadzwoniły. Nawet Drei, Camilii, Rachel czy Abby. Z zaniepokojeniem wszyscy spojrzeli na wyświetlacze. Zastrzeżony.
Jak już ustaliliśmy, nie da się wysłać smsa tak, by numer był niewidoczny.
Da się wysłać anonimowo z bramki, może aŁtoreczka to ma na myśli?


"No, nowe osoby się dowiedziały o mnie, a więc mam więcej ofiar. Dzięki Ci, Victorio!
~Strzeżcie się, wy również, drogie Abby, Camillo, Dreo i Rachel. Wy również... XYZ."
- Mamy problem...- Louis jako jedyne coś z siebie wydusił. To były jedyne słowa...
Houston? Czy nas słyszycie?


I nie jest to jedyny problem. Klikam sobie na fotkę tej rudery i zastanawiam się, jak tam upchnąć kilkanaście osób. Wiem - zawsze można ułożyć warstwowo.
Albo w piwnicy.


Pierwszy poranek w nowym domu z nowymi współlokatorkami:


- Chcesz kawę?- Zapytała Victoria wchodzącą do kuchni, Abby. Wczoraj, po wieczornym smsie wszyscy poszli spać, ale nikomu nie udało się zasnąć szybko.
Abby i reszta z pokorą przyjęły swój los, zamiast wywalić towarzystwo na zbity pysk.
Miały w piwnicy małą fabryczkę amfetaminy, więc żadna z nich nawet nie pomyślała o skontaktowaniu się z organami ścigania.


No, prawie wszyscy, bo oczywiście Camila udała się do pokoju Stylesa. Było od początku wiadomo, że jej się podoba, nawet przez sam podgląda na to, jak na niego patrzyła.
Nie wiadomo, jak zrozumieć to zdanie. Zostawmy je tak, jak jest.
Faktycznie, lepiej je zostawić… *rozstawia wokół zdania elektrycznego pastucha*


Ale gdy zastała go w pokoju z Victorią, całujących się, wybiegła z łzami w oczach.
Camila doszła do wniosku, że skoro nad wszystkimi wisi widmo śmierci, to trzeba korzystać, póki czas. Niestety, Victoria też na to wpadła, a kto pierwszy, ten lepszy.


To było dziwne, ale nie przejęli się tym.
Nie takimi dziwnościami potrafili się nie przejmować, wprawę mieli.
Oczekiwali, że Camila do nich dołączy i skonfigurują ładny trójkącik.


Później (gdy już skończyła mizianki), Tori poszła do siebie.


Na dodatek na strychu przez całą noc się coś tłukło! A wiatru nie było.
A to Camila tłukła Tori. Łopatą.
Oj, po prostu mają tam koty. Albo kuny.
Albo kolejnych sublokatorów.


[Bla bla, dziewczyny robią sobie kawę i kanapki, komplementują ciuchy i kolor włosów oraz dzielą się mądrościami życiowymi. Ciach!]


- Dobra, Vici chodź, idziemy chłopaków obudzić.
- Z chęcią!- Krzyknęła, wstała i popędziła w kierunku schodów prowadzących na górę. Oczywiście pierwszą jej ofiarą padł Harry.


- No, Hazziątko, wstajemy... Nowy dzień już jest... Słonko wyszło…
Ranek! Ranek, malin dzbanek!
“Wyszło słonko na spacerek
zdjęło majtki i sweterek
teraz patrzcie miłe dzieci
czym słoneczko na was świeci.”
Hier kommt die Sonne… [uff, Element Ramsztajnowy odhaczony ;)]


- To stawało się już trochę nudne. W końcu zaczęła go budzić na wszelakie sposoby-słodko szeptała, mówiła, krzyczała, szarpała, skakała po nim (aż mu śledziona pękła), nawet zrzuciła go z łóżka, a on nadal nic. Jedynie słodko sobie pochrapywał.
Dopiero kiedy walnęła go łopatą w głowę, ziewnął nieśpiesznie i przetarł oczy.
Element Komiczny poczuł się niegodnie wykorzystywany i strzelił focha.


- Ej, ludzie, gdzie jest Camila?- Zapytała Rachel.
-  Nie wiem, pójdę po nią.- Zaproponowała Vici, wstała i poszła, a Styles udał się za nią.
- Puk, puk.- Rozległo się pukanie Tori o drzwi pokoju Blondynki.
Ekhm… Wygląda na to, że Harry pukał Victorią o drzwi.
Nie mówi się “pukać kimś”, tylko “pukać kogoś”.
http://fabrykamemow.pl/uimages/services/fabrykamemow/i18n/pl_PL/201302/1362051946_by_existenz_500.jpg?1362051946
















- Halo? Camila? Jesteś tam? Zejdziesz na śniadanie?- Nie przestawała pukać.
- Wchodzę.- Powiedziała po kilku minutach prób.- Cam...?- Nie dokończyła. Przeraziła się. Zaczęła krzyczeć. Po chwili przybiegła reszta.
- Co si...?- Zayn też nie dokończył swojego zdania. Co ujrzeli? To proste. Ujrzeli Camilę.
Jak zabić suspens? Właśnie tak. I dlatego mamy do czynienia z hołłołem.


Ale co ich zdziwiło, a jeszcze bardziej przeraziło w niej? To, że był martwa (i nieokreślona płciowo).
Jej martwe ciało zwisało powieszone na haku, który przecinał jej (martwą) szyję. Była obdarta ze skóry, krew rozlewała się wszędzie.
Poranne czynności cosik jej nie wyszły.
Jejku, jej. Ależ oni mają mocny sen, nie obudziła ich nawet wiertarka udarowa, kiedy ciemną nocą morderca montował hak!
Zawsze mógł to być hak od lampy, której demontaż jest mniej hałaśliwy. Albo tak rechotali, że zagłuszyli wiertarkę.


Jednak jej głowa była uniesiona do góry. Patrzyła się na nich tymi swoimi przerażającymi zielonymi oczami.
*wraca do zakładki “Bohaterowie”* Ej, to nie Camila, ona miała niebieskie oczy!


Jeszcze wczoraj żyła, a teraz... Teraz jest martwa.
Jakie to odkrywcze.


Tak samo jak Ella. No i nadal nie mają Perrie, a Malik powoli traci nadzieję (na wygraną w Lotto).
Papier szeleści o drewno, napięcia w tym hołłołku tyle, co w telenoweli.


Jej ciało było blade, wręcz białe, odziane było w białą, prostą sukienkę, teraz czerwoną, bo przesiąkniętą krwią (ale nadal białą, bo tak głosił podpis, który morderca przyczepił szpilką), włosy, które opadają na jej ramiona miała przefarbowane na czarno, choć do wczoraj była blondynką,
Jaki straszny jest ten morderca! Lata z farbką do włosów!
I z kolorowymi soczewkami! Mhroczny esteta.
Ciało było blade i białe, choć obdarte ze skóry, więc Camila była albo rybą, albo drobiem.


Ej, zobaczcie, Camila jest teraz czarnowłosa i zielonooka… Morderca stylizuje swoje ofiary na bohaterów książek?


a za jej plecami, na białej ścianie był napis. Napisany krwią. Jej krwią.
Brązową, choć jeszcze niedawno czerwoną.


"Strzeżcie się. Możecie być następni.
Amber."
Mam już dla was cały zestaw farb do włosów!
Strzyżenie, farbowanie tanio.


I to ich zdziwiło. To nie było XYZ tylko Amber. Ta Amber, którą zabili i cały czas sobie o tym przypominają... Ta Amber, która teraz zabiła ich koleżankę... Ta Amber, która może teraz czychać na życie każdego z nich…
Z pewnością na nich czyha, dlatego lepiej im będzie czmychnąć.


Na ich telefony przyszła wiadomość:
"Spokojnie, nie zapomniałem o was, a więc strzeżcie się, bo ja też czycham (i czyprostak). Jakieś pomysły, kim jestem?
~Wyczuwam śmierć... Waszą śmierć... XYZ."
Niuch, niuch, trupkiem śmierdzi.
~*~


- O nie...- Wyjąkał Louis. Z resztą zawsze, gdy coś jest nie tak, on to mówi.
Pozostali mówią w takich przypadkach “ale fajnie” albo “eeee tam”.


- Nie, możemy z nimi zostać! Nie możemy! A co jeśli nas też zabiją, a ja jestem jeszcze za młoda, żeby umierać!- Panikowała Rachel. Tori odwróciła głowę w jej stronę.









- Ogarnij się kobieto!- Krzyknęła Victoria.- Masz 32 lata, a więc powinnaś kłaść się do trumny bez gadania! nas uspokajać i mówić, że wszystko będzie dobrze, a nie my Ciebie!
Bo po przekroczeniu trzydziestki dostaje się z automatu nowego skilla: uspokajanie i mówienie, że wszystko będzie dobrze?


- Masz rację...- Zrobiła krok do tyłu. Uderzyła o coś. Odwróciła się.- Aaaaaaaa!- Zaczęła krzyczeć. O co uderzyła? Nie, tym razem to nie była kolejna ofiara. Uderzyła o ścianę. Co jest nie tak w ścianie, że zaczęła krzyczeć?
Nie wiem, nigdy jeszcze nie spotkałam krzyczącej ściany.
Na pewno była krzywo postawiona!


Napis. Kolejny napis, którego jeszcze przed chwilą nie było…
Ktoś zaktualizował status na wallu.


"Mam dosyć Ciebie i Twoich wrzasków, Rachel. Niby taka odważna gwiazdka, a już dzieci są od Ciebie normalniejsze. Powtarzam, mam dość. I żeby nie ryzykować, sama Cię uciszę. Już niedługo... Strzeż się, czycham. I sorry, ale gdy piszę po ścianach, nie podkreśla mi błędów.
~Kto to? Wasz największy koszmar: Amber i XYZ."
Wespół w zespół.


Vici podeszła bliżej, stanęła obok aktorki i uścisnęła ją mocno.
- Wszystko będzie dobrze.
O, Vici właśnie ukończyła trzydziesty rok życia.


Spokojnie, nie masz się czym martwić, jesteśmy z Tobą. Nic Ci się z nami nie stanie...- Próbowała ją uspokoić, jednak na marne.
Młoda jeszcze, nie ma wprawy.


Bilson cała się trzęsła. Nie mogła się opanować. Z resztą, kto by się jej dziwił? Właśnie przeczytała to, co przeczytała.
- Wy również się strzeżcie. Wasz koniec jest blisko...- Rozległ się czyiś głos po całym domu. Wszystko niosło się echem. Ponownie się zaniepokoili.
Zaniepokoili. Nie “przerazili”, “spanikowali”, czy coś w tym stylu.
Ponownie?!? To zdążyli się już uspokoić?!?
Brytyjska szkoła charakteru w najlepszym wydaniu. Tylko Bilson histeryzuje, bo to Amerykanka.


To nie były ich głosy. To nie oni to powiedzieli. To nie byli oni…
To były halucynacje z głodu.
Gadające zimnioki?


Na ich telefony przyszła wiadomość Znowu.
"Tak, to ja. Obserwuję was, a więc się strzeżcie. Skoro Perrie już nie mam potrzebuję nowej ofiary. A może nią być każdy z was. Ale spokojnie, nie macie się o co martwić, nie ma się co łudzić. Będziecie umierać długo i w męczarniach. To macie zapewnione.
~Nudzi mnie już ta cała 'zabawa' w kotka i myszkę. Czas, abym ponownie zapolował, YXZ."


- Musimy coś zrobić!- Powiedziała Victoria. Bo ona myśli, że to wszystko takie łatwe jest.
No a nie? Wystarczy zdjąć zwłoki z haka i zakopać w lesie. Tylko trzeba się pospieszyć, bo trup gotów zniknąć.
Facet się nudzi, a ci zamiast go jakoś rozerwać, to łażą z kąta w kąt.


- Ale co?!- Rachel nadal nie mogła się uspokoić. Ręce jej całe drżały, chodziła nerwowo po pokoju, miała mentlik (mentalny mętlik?) w głowie.- Co mamy począć?!
Entliczek, pętliczek, totalny mętliczek,
Na kogo wypadnie, na tego BĘC!


- Nie wiem... Ale coś wymyślimy...- Rozległ się dzwonek do drzwi. Nagle wszyscy ucichli, Bilson przystanęła. Nie spodziewali się gości. Niepewnie Harry zszedł na dół, a za nim jego dziewczyna - panna Paris. Otworzył drzwi, a przed nimi stała Ruda [Śląska] dziewczyna w okularach na nosie.
- Przepraszam, ale ja tutaj miałam wynajmować ten dom.- Zaczęła niepewnie, na co odezwała się Vici.
- Nie, to niemożliwe, ponieważ to my to wynajmujemy jeszcze z dzies... To znaczy z dziewięcioma osobami (i jednym trupkiem na haku), a więc to jest niemożliwe. Kim pani w ogóle jest?
- Nazywam się Violanta Blue, rok temu kończyłam szkołę, mam 19 lat. No i chce ten dom wynająć!
Ta rudera ma przedziwną moc przyciągania najemców. Pewnie przez te machoniowe wrota.
Albo ta Forda przed furtką wydziela jakieś podejrzane feromony.


- Dodała, akcentując ostatnie słowo.- Mam nawet ogłoszenie o tym!- Broniła się, otworzyła swoją torebkę i wyciągnęła z niej kolorową ulotkę. Miała rację.
Coś mi się zdaje, że właściciel przedtem wynajmował chałupę nielegalnym imigrantom, wiecie, po piętnastu w jednym pokoju itd.
Jeśli wszyscy wynajmujący są takimi imbecylami, to ja rzucam robotę. Kupię jakąś ruderę i będę ją wynajmować, a co!


- Niestety to już nieaktualne.- Wtrącił Hazza.
- Tylko ja zapłaciłam za to i się tutaj wprowadzę!- Rudowłosa stawiała na swoim.
Klient płaci i wymaga!


W tym samym momencie na telefon Victorii przyszła wiadomość.
"Przyjmijcie ją. Może wam się przydać. Wie więcej niż wam się zdaje. Pomoże wam, jeśli będzie chciała.
~Urozmajcenie zabawy zawsze jest ciekawsze, XYZ."
Urozmajcenie - upokorzenie majtkami o dużym rozmiarze. Może ci wszyscy ludzie przychodzą tu na poprawiny?


- Hazz, wpóść nową lokatorkę tego domu.- Powiedziała.
A Hazz do niej: “Wchudź”.
I będą pukać razem do rana.
Na strychu BUM! BUM!
A w piwnicy RYP! RYP!


- CO?!- Styles nie mógł uwierzyć własnym uszom.- Bo?!
- Masz, przeczytaj.- Pokazała mu komórkę. Odczytał wiadomość, po czym odsunął się od drzwi.- Zapraszamy. Ale zanim się zdecydujesz, musisz o czymś wiedzieć…
Bo widzisz, w jednej z sypialni wisi oskórowany trup, a  ściany są wysmarowane krwią. Ale jeśli ci to nie będzie przeszkadzać, to nie ma problemu.


~*~


Wiem, wiem, kolejny nowy bohater, ofiary nowej nie ma, ale ta Violanta (nie wiem czy takie imię istnieje, ale ok ;D)
Istnieje, do cholery. Wujek Gugiel też istnieje. I szlag mnie trafia za każdym razem, gdy widzę taki komentarz pod opkiem, ale przez wrodzoną delikatność nie powiem, co wtedy myślę.
będzie mi do czegoś, a raczej moim bohaterom potrzebna.
No shit!
Do kolekcji, rudej nieboszczki jeszcze nie mieli.


No, w każdym razie jeszcze zobaczycie.
Weź nie strasz.


Rozdział krótki, jak zwykle. To, co na początku piszę pochyłą czcionką, to to, co było w poprzednim rozdziale. Jeśli nie chcecie, to nie musicie tego drugi raz czytać.
Dzięki, w życiu byśmy się nie domyślili.


- Wy sobie ze mnie żartujecie, prawda?- Ruda dziewczyna gwałtownie wstała, odsuwając się kilka kroków do tyłu. Przed chwilą wspólnymi siłami została jej opowiedziana ich historia. Ale ona nie mogła w to uwierzyć.- To jest... To jest jak z horroru! Ale super!- Wszyscy wytrzeszczyli na nią swoje oczy.
Yay, trafiła im się osoba bardziej “poszczelona” niż oni wszyscy razem wzięci!


- Ty się tym jeszcze cieszysz?!- Wybuchnęła Eleanor.- Wiesz, jakie my piekło przeżywamy?! A Ty mówisz jeszcze, że to jest super?! Ty sobie kpisz!- Wrzeszczała na dziewczynę.
- O, nadużywasz zaimków! - ucieszyła się Łusia Pałys. - Mogę to zapisać w swoim notesiku i pokazać na kółku polonistycznym?


- Mogłabym zobaczyć ciało Camili?- Zapytała nieśmiało.
- Co, może też powiesz, że ono jest super, co?- Zakpiła Danielle.
A właściwie dlaczego nie? Nie każdego kręcą łopaty.
Natomiast wisielcem zawsze można pohuśtać.
A ze zdartej skóry można sobie uszyć płaszczyk.


- Ej, dziewczyny, dajcie spokój. Ją po prostu kręcą straszne filmy i dla niej to jest bardzo ciekawe, co my przeżywamy.- Przerwała Victoria.
- Obrońca się znalazł! Weź idź sobie, Victorio, jeśli chcesz nam cały czas rozkazywać! Nie możemy słowa powiedzieć, bo zawsze nas krytykujesz!- Powiedziała Dan.
Rozkazy? Krytyka?
Paczciepaństwo, drażliwe toto jak przeciętna aŁtoreczka, która uwagi na temat opka traktuje jako personalny atak na siebie, swoją rodzinę, narzeczonego, psa, kota i rybki.
[Aczkolwiek należy zaznaczyć, że aŁtorka tego akurat opka jest innego gatunku i zamiast strzelić focha, potraktowała analizę jako okazję do nauki. Rzadkie i cenne!]


[Dziewczyny kłócą się jeszcze przez chwilę, po czym Danielle ucieka do swojego pokoju i trzaska drzwiami aż ją słychać dwa piętra niżej.]


chodź, Violanta, pokażemy Ci ciało, skoro tak to Cię kręci.- Złapała dziewczynę za rękę i pociągnęła w stronę schodów. Reszta poszła za nią. Panna Paris pierwsza wpadła do pokoju, ale nie zobaczyła tego, czego się spodziewała. Nie zobaczyła ciała...- Yyyy... Ludzie, mamy problem…
Nie mamy nieboszczki, aby ją zakopać lub spalić. Pech.
I lodówka taka pusta...


- Gdzie jest ciało?!- Zapytała Drea.
- Nie wiem! Powinno tutaj być!- Zaczęła panikować Rachel. Znowu…
Nigdy niczego nie odkładacie na miejsce, a potem trzeba szukać!


[Oczywiście wszyscy dostają smsa z informacją, że to XYZ zabrał ciało. Następnie Victoria idzie na górę przeprosić Danielle, ale gdy tylko przekracza próg jej pokoju, dostaje w głowę czymś ciężkim…]


- To już tydzień! Tydzień jej nie ma! Co ja mam zrobić?!- Płakał Harry. Tak, płakał.
Nie może być!


Victoria została porwana. Danielle również.
I tradycyjnie przez tydzień stali w kółeczku i powtarzali: “Co się stało?”


*Dryń, dryń.* Nowa wiadomość.
"Strych, lewy róg, bliżej okna, szafa.
~XYZ."
- Co to oznacza?- Zapytał Niall.
Że kolesiowi kończy się kasa na długie esemesy.


- Nie wiem...- Odpowiedziała Drea.
Jak to kiedyś powiedział pewien hebraista - ręce opadają jak liście na wiosnę.


- Chwila... Na strychu jest stara szafa! Może to o to chodzi!- Powiedziała triumfalnie Rachel.
Yhy, ta jedna wspólna (choć słabiutka) iskra inteligencji przysiadła sobie właśnie na niej...


W końcu się do czegoś przydała.
Mówiłam, żeby jej nie wyrzucać, bo to całkiem dobra szafa, i proszę, miałam rację, w końcu się przydała!


Szybko pobiegli piętro wyżej, gdyż teraz znajdowali się  w pokoju Liama, na drugim piętrze, obmyślając plan, jak odnaleźć dziewczyny. Jak je odzyskać... Żywe…
Obmyślając plan, murwa w kadź, od tygodnia! Niech lepiej tyle nie myślą, bo myśliwymi zostaną.


Zatrzymali się kilka kroków przed szafą. A jednak. Stała tam.
A już myśleli, że będzie dyndać na haku.
Albo stepować - to by wyjaśniało wcześniej slyszane huki.


Popatrzyli po sobie. Na ich twarzach pojawił się niepokój... Zayn wysunął się do przodu, podchodząc do mebla i uchylając jego drzwiczki.
Szafa złowrogo łypnęła dziurą po sęku i zatrzeszczała urągliwie.


Nie spodziewali się, że to zobaczą. Zobaczyli Narnię? Perrie... Ręce miała całe pocięte (na plasterki!), nogi z resztą (tj. z pośladkami) też, z nosa lała się krew... Nie wiedzieli, czy żyła.
Jak nie żyła, to pewnie tętnica.


Stali nieruchomo, wpatrując się w nią. A raczej na to, co pozostawił na niej prześladowca...
Swój podpis?
Manifest artystyczny.


Perrie miała całe ręce pocięte. Na wewnętrznej stronie rąk miała linie, prawdopodobnie spowodowane żyletkę, i to co 2-3 cm.
Sprawdzili to od razu miarką krawiecką.
Linie spowodowane żyletką i obrażenia zrobione wypadkiem.


Musiała naprawdę cierpieć.
Niemożliwe!


Jej łydki miały dziury. Tak, dziury.
Praktyczne. Można przeciągnąć sznurek i przytroczyć delikwentkę np. do plecaka. To się nazywa bodypiercing i niektórym się podoba
.


Włosy miała przetłuszczone, rozpuszczone, ale nie zasłaniały jej twarzy.
Kolejna z przetłuszczonymi włosami. Co za upadek obyczajów, ci porywacze w ogóle już nie używają szamponu.
I te ofiary porywaczy, jakie one są niechlujne. Mogłaby się taka ogarnąć, doprawdy.
Ej, moja teoria ma potwierdzenie! Camila została ucharakteryzowana na Pottera, a Perrie na Snape’a!


Usta były sine, przygryzione. Oczy miała przekrwione. A jednak żyła. Oddychała. Można to było poznać po tym, że jej klatka piersiowa powoli, a nawet bardzo powoli opadała i się unosiła.
Eee tam, to pewnie wiatr nią poruszał.


Nawet nie chcecie myśleć, co Pezz przeżywała. Koszmar w realu…
Tak, kolejki do kas bywają masakrujące, zwłaszcza w piątek po południu.
I ten bałagan na półkach!


- Perrie!- Krzyknął Zayn. Był rozdarty.
Ona pocięta, on rozdarty, reszta miała nerwy w strzępach.
Nie zapominajmy o Louisie Kanałobrzuchym.


Z jednej strony cieszył się, że ją odnaleźli, szczególnie, że jest żywa, ale z drugiej strony cierpiał, gdyż ktoś wyrządził jej wielką krzywdę. W szczególności cielesną.
Ale duchową niewątpliwie też.


W trosce, by nasi Czytelnicy nie doznali uszczerbku na ciele i duchu, kończymy tu analizę. Zdradzę tylko, że aŁtorce znudziło się, nim połączone siły Amber i XYZ-ta wymordowały wszystkich. Wypijmy więc toast za ocalałych i obejrzyjmy przygody jakiegoś mordercy z hakiem…


Z obskurnego pokoiku w wynajmowanej ruderze pozdrawiają: Kura dobierająca farbę do włosów i kolor soczewek, Sineira bujająca się na wisielcu, Jasza z Fordą i Babatunde Wolaka z butlą gazu rozweselającego,
a Maskotek dorwał wiadro czerwonej farby i maże po ścianach.

15 komentarzy:

Anonimowy pisze...

"- A to nie jest wymówka! No, proszę, powiedz, dlaczego spędzimy tutaj conajmniej miesiąc!
Boście głupi jak szpadel!"

ŁOPATA!

Anonimowy pisze...

Kabaret Potem zawsze dobry, ale przy "tym" kabarecie, to nawet oni wymiękają...

Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

Anonimowy pisze...

Jakie to uroczo głupie!Bezmyślni bohaterowie,fabuła nie trzyma się kupy,akcja się ciagnie bez sensu...

Czuwaj druhu! - machinalnie odpowiedział Harry
Zaszczelona pszez strzerbatego szczelca
W czcinach - cudowne!
I mahoniowe drzwi!

Chomik

Anonimowy pisze...

No i jeszcze Louis z otworem na przedzie!

Chomik

Piafka pisze...

Kurooo!!! Wierszyk o pstryczku jest GENIALNY!!!

Musiałam przerwać czytanie, żeby o tym napisać. :D

Anonimowy pisze...

A tak bardzo chciałam się dowiedzieć kim jest XYZ!

Anonimowy pisze...

Wierszyk o pstryczku i przerażenie malujące się w oczach made my day ^^
A fragment o sprawdzaniu czy w domu nikogo nie ma mogę skomentować tylko w ten sposób: http://demotywatory.pl/3563393/Kocham-kiedy-w-horrorach-wolaja-HaloJest-tu-ktos
Ejżja

Anonimowy pisze...

"W jego zielonych pojawiły się łzy. (Cud, panie! Płaczące dolary!)",
"Znowu ton, przy którym było od razu wiadomo, że sprzeciw się nie opłaca. (Kto się sprzeciwi, ten oberwie łopatą.)"
"- Ale przynajmniej dobrze, że Perrie do nas wróci...- Victoria próbowała znaleźć nawet w takiej sytuacji jakąkolwiek krztę pozytywów. (Co z tego, że rozczłonkowana, ważne, że wróci. Dobrze jest!) (Zachwyca mnie ten optymizm i dziecięca ufność w słowa mordercy i porywacza.) (Polyanna byłaby dumna.)"

Te (i nie tylko) fragmenty mnie powaliły... Pomijam to że nie mogłam poczekać aż zamknę się w pokoju, tylko jak głupia czytałam w autobusie *facepalm* a spojrzenia innych ludzi kiedy rżałam idiotka na waszą analizę były bezcenne...

Pozdrowienia z pięknego przystanku na którym rżę jak głupia ze znajomej wywalającej się na moim rowerze przesyła
NN Suchar

Anonimowy pisze...

Kuro, chyba nie muszę mówić że wierszyk o pstryczku to cudo na skalę światową?

NN Suchar

Anonimowy pisze...

"Mieszkanie to nie klapki Kubota."

Świnta prawda. Ja aktualnie wynajmowane mieszkanie obejrzałam, ale nie przyszło mi do głowy, że jeszcze gdzieś we Wrocławiu może być problem z Internetem. I tak wkopałam się w jedyną możliwą umowę na bardzo drogi net, która uniemożliwia mi wyprowadzkę w ciągu roku.

Melomanka

Anonimowy pisze...

Nie wiem, czy ktoś zauważył, ale ta rudera ze zdjęcia to Willa Chimera - ta co jej właściciele gdzieś zniknęli. To głośna sprawa była, co jakiś czas wypływa. Jak się wpisze "Willa Chimera" do Google to wyskakuje właśnie ten obrazek z opka. Zupełnym przypadkiem opko stało się właśnie bardziej klimatyczne :D

@Melomanka
A możesz spróbować przepisania umowy na inną osobę? Ja tak zrobiłam.

Ag

Anonimowy pisze...

Louis jest torturowany, a ta go nazywa jakąś idiotyczną ksywką Boo Bear... Autorki chyba zbyt mocno wzięły sobie do serca rady, żeby nie powtarzać ciągle imion bohaterów i szukają dziwnych zamienników. Wyskakuje mi tu nagle z jakimś Irlandczykiem. Skąd ja mam wiedzieć, który jest Irlandczykiem? Który ma niebieskie oczy? I jakie łączą ich relacje? Tych opek nie da się czytać, jeśli nie jest się fanatykiem 1D :O Jestem ciekawa, czy analizatorzy zapoznali się z zespołem :D

Kapitan-chirurg pisze...

Jak to po co im kości Amber? Oczywiście po to, by je posolić, a potem spalić. Wtedy duch, teoretycznie, paszeł by won, bo nic by go już po "stronie żywych" nie trzymało (chyba, że jednak byłby związany z jakimś przedmiotem... no, z tym już gorzej, bo wtedy to coś też trzeba znaleźć i spalić). *znawca w trakcie seansu Supernatural*

Poza tym analiza zacna, a nawet przednia @@

Jack pisze...

Już nie mogłam się doczekać waszego powrotu :D
Analiza genialna, po prostu genialna xD
Opko mnie koszmarnie zmęczyło. Nazwa koszmar jest jak najbardziej trafiona i idealnie opisuje treść.
Za to wasze komentarze (z wierszykiem o pstryczku na czele - mistrzowskie!)

"Zapamiętaj, droga Czytelniczko: czerwone włosy i czarne ubrania zrobią z Ciebie zołzę."
Dziękuję wam! Teraz już w końcu rozumiem czemu wszyscy uważają mnie za zołzę :D Ileż to się można nauczyć o życiu czytając wasze analizy :)

"32-latka. Trochę stara, jak uważała Danielle.
*Kura wzdycha ciężko i sięga po katalog trumien*
*Sine strzela focha i wraca do krypty*"
Póki jeszcze jestem tylko emerytką i mogę się samodzielnie poruszać - śpieszę zamówić dla was piękny wieniec ;)
(Swoją drogą niedawno moja trzynastoletnia kuzynka raczyła mnie oświecić, że jestem już stara i nie rozumiem młodych - a mam jeszcze "-dzieścia" lat, więc chyba coś w tym musi być xD)

"Urozmajcenie - upokorzenie majtkami o dużym rozmiarze."
Próbowałam wyobrazić sobie bohaterów opka urozmajconych i okazało się to szkodliwe dla mojego zdrowia psychicznego :D

Zdecydowanie muszę się zrelaksować bujając na jakimś wisielcu.

Nie mogę się już doczekać kolejnej analizy.

Pozdrawiam całą załogę Armady ;)

Eśka pisze...

Dziękuję za dodanie do linków i sciskam cieplutko całą załogę!