czwartek, 15 września 2011

141. Strażniczka popielnej kurtyny, czyli szkoła z gumobetonu

Szanowni nasi Czytelnicy! Na dzisiaj przygotowaliśmy dla Was kolejne opowiadanie z forum Nowej Fantastyki. Jest ono niedokończone. Ba! Istnieje tylko jego pierwszy rozdział. I to jest ta dobra wiadomość. Teraz będzie już tylko gorzej. Ponieważ jednak z punktu widzenia analizy im gorzej tym lepiej, zapraszamy Was do indżojenia!

Analizują: Murazor, Sineira, Gabrielle i Kura



mariku - rozdział 1
Dodał: lxxxxw  2011-03-31  22:30

http://www.fantastyka.pl/4,4037.html



Rozdział 1
Otworzył oczy i spojrzał przed siebie.
Żeby tak choć raz spojrzał za siebie...
No wybacz, Moody nie pożycza swego magicznego oka byle komu!

Kontem oka przeleciało koło niego coś co było mignięciem i nieznacznym cieniem.
Oko miało konto w jakimś podejrzanym banku. Jak nic, ciemne interesy robiło.
W dodatku przeleciało mu kontem!
I stanęło na kant.
Bezczelnie go kantowało.

Odkrył kołdrę i usiadł na łóżku, czół się fatalnie.
I czoło go bolało.
No, jakby ci przed chwilą coś przeleciało przez oko (na wylot jak rozumiem), też byś się czuła!

Kolejna noc źle przespana, nie czół się fatalnie, czół się beznadziejnie zmęczony.
Czyli sam nie wiedział, jak właściwie się czuł.
Czoło go bolało, sama mówiłaś.
Czół bul.
I brak nadzieJi.

Wstał i zrobił kilka kroków po spodnie i resztę ubioru. Kiedy już się ubrał wszedł do kuchni i nastawił czajnik z wodą na kawę. Kolejny raz kontem oka zauważył mignięcie uciekającego cienia w kąciku spojrzenia.
Mignięcie cienia w kąciku spojrzenia
Konto się nagle w kącik zamienia
Kącikiem oka na konto zerka
A na tym koncie nic, tylko zerka.

– Wiem że tu jestem. Zapominasz że cię wyczuwam – powiedział jak by do siebie.
– Wiem, że mnie wyczuwasz. [Specjalnie tydzień się nie myłam] I wiem, że mnie zauważyłeś.
Hm. Moc u naszego bohatera silna jest.

Co ci się śniło tym razem – usłyszał szept, jak by ktoś mówił koło jego ucha.
To szeptała zbłąkana spacja, która wskakiwała tam i ówdzie, jakby od niechcenia.
“- Zabiję cię! Zabiję! - wrzeszczał Wrzask.
- Zatrzymaj się. Nie idź dalej - szeptał Szept.”
(Leśmian)

– Nie pamiętam za wiele tego. Znowu był ten czarny gość, czy ktoś, nie wiem.
Czy to był gość,
czy inny ktoś,
może na złość,
po prostu coś?
Mam już go dość,
złamał mi oś,
lecz dam mu w kość,
Bo to był łoś.
*Rapować na melodię Chuck the Duck*

A później gdzieś chodziłem, kogoś szukałem. Jakieś dziwne miasto, puste, bez ludzi i takie uliczki. A, no i rynek też był, niby koło niby kwadrat.
Jakieś coś. Kiedy się nie wie, co właściwie się chce opisać, pisanie to istna kwadratura koła.
Takie coś z takim czymś, bez takiego czegoś.
Dynks.
Wihajster.
Wie heisst er?
Er heisst Kwadrat. Kwadrat Apologeta

I ta cholerna cisza, nawet odgłosów nie było, tylko cisza. A później pojawili się ludzie, jak by tacy dziwni, nieobecni i szarzy. I ja łaziłem koło nich i nic… obudziłem się.
– A jak się czujesz?
A nie “czójesz”?

– Cholernie zmęczony, najlepiej bym się jeszcze przespał. A tu zaraz będzie trzeba będzie do roboty się szykować.
Gwizdek czajnika, zaczynał swoją kanonadę pisku.
Miedzy kanonadą a piskiem jest dobre kilka oktaw...
I od cholery herców.

Zakręcił dopływ gazu i zalał czarne, zmielone ziarna kawy, nie słodził.
Ten gwizdek nie słodził.
Dbał o linię.
W odróżnieniu od jednego takiego, co symultanicznie słodził i prał.

– Od tej pracy ci się miesza, może zrobisz sobie jakiś odpoczynek – ten dziwny szept, niby daleko, niby blisko.
– A za co będę jadł, pił i żył ?
Zawsze można próbować fotosyntezy, albo czerpać energię z kosmosu.

– Ale dzisiaj sobota, Kamerinie.
Przestał mieszać kawę łyżeczką, zatrzymując się na chwilę. Spojrzał na wiszący na lodówce kalendarz, miała rację, jak zawsze.
Kawa, łyżeczka czy lodówka?
Sobota.

Która, jak powszechnie wiadomo, leży koło Piątku.

Spojrzał na dopiero co zrobioną kawę i zastanawiał się, czy nie położyć się jeszcze. Ale stwierdził, że może lepiej będzie jak skupi się na sprawie porwań, które zaczęły tropić pobliską Policję.
Gwizdek odwala ostrzał artyleryjski, kawa ma rację, porwania śledzą policję. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z eksperymentem literackim.
Ja zgadzam się z kawą.
Idziesz na łatwiznę, zgadzając się z tym, kto ma rację!

– Chyba masz rację, muszę zdecydowanie odpocząć od tego wszystkiego – powiedział raczej do siebie, niż do szepczącej towarzyszki.
Szyszka do szyszki rzekła: “Towarzyszko,
Czy raz upadłszy jestem jeszcze szyszką?”
Odrzekła srogo szyszka szyszce: “Szyszki
kiedy upadną, szybko zjedzą liszki.

Pokój nie był za duży, więc łóżko na jednej ścianie, małe biurko i masa ksiąg, kartek, pergaminów i różnych zapisków na drugiej pomniejszył objętość pokoju jeszcze bardziej.
A tym razem kto pomniejszył? Pergamin czy zapisek?
Pokój, bo to jedyny podmiot rodzaju męskiego w tym zdaniu.

Usiadł na łóżku i łyknął czarnego płynu z kubka. Ciepło przetoczyło się przez jego przełyk i dalej do żołądka.
Nie pozostało tam długo, zdążając ku dwunastnicy.

Sprawę, którą się zainteresował prowadził durny policjant dopiero co zaczynający swoją karierę w Policji. Nie mógł liczyć na jego pomoc, jak to było kiedyś za czasów Marka.
Bo durniom nie należy pomagać, zwłaszcza jeśli szalony podmiot hasa po zdaniu. Matko Borska, chyba mi się udziela...
Ja zaś dociekam, o jakiego Marka chodzi, bo przedtem o żadnym mowy nie było. Stawiam na Marka Aureliusza.

To co udało mu się ustalić, to to, że nie ginęły tylko dzieci, ale też dorośli. Sprawa była o tyle dziwna, że to nie działo się w wielkim mieście, ale nie wielkiej mieścinie.
Mieściny z natury swej nie są wielkie. Przeciwnie, zazwyczaj bywają niewielkie.
“Morderstwa w Midsomer” , “Cztery kobiety i pogrzeb”, “Blue Velvet”, powieści Agathy Christie... małe miasteczka i spokojne wioski mogą być niezłą wylęgarnią zbrodni!
Codziennych zbrodni krwawy smak
Nie tylko Paryż zna
I w naszej wsi, już będzie z rok
Piękny mieliśmy mord .
(Zespół Reprezentacyjny)

Jedne ciała znajdywano, inne nie – nic nie trzymało się kupy. Kamerin upił kolejny łyk kawy i wrócił do przemyśleń. Każde z ciał miało inne obrażenia i znajdywano w różnych miejscach.
Ooozyrysie!.. CO znajdywano?! Ciała? Obrażenia?
A te ciała, których nie znajdowano, co miały?

Zaczynał podejrzewać, że to robota miejscowych, ale z drugiej strony miejscowi byli zbyt zabobonni aby coś takiego robić.
Zaiste, lud ciemny i zabobonny nigdy, ale to absolutnie przenigdy nie kala rąk swych zbrodniami, no skądże!
Zabobonni są bardziej systematyczni po prostu.

Ludzie w takich miejscach nie byli zbyt obyci z cywilizacją, ale nie byli głupi i wierzyli w boga i chodzili do kościoła. Ksiądz nie wiele mu pomógł, jego cieszyło to, że ma za to pieniądze, a interes się kręci. Widział takich wielu, zero powołania tylko jedno w głowie – pieniądze.
Zawsze mi się wydawało, że żywe owieczki przynoszą większy zysk, niż martwe.
Zależy, jak na to spojrzeć. Ile teraz kosztuje odprawienie pogrzebu?
Ile by nie było - to zysk jednorazowy.
“Nie zabijaj - martwy człowiek niczego od ciebie nie kupi.” (Eddings)

Spojrzał przez okno swojego pokoju, na chmury pełzające leniwie po niebie. Czego się tu czepić?
Tej chmurki po lewej, proponuję.
Czep się tramwaja!

To wszystko trochę nie trzyma się kupy. A może ty coś wiesz, czego ja nie wiem – zastanawiał się. Otrzymał odpowiedź: Poszukaj innej sprawy. Ta sprawa cię zniszczy. Kemerinie, odjedźmy stąd, proszę – powiedział głos w jego głowie. Myślisz że to coś większego niż do tej pory? – nie dawał za wygraną. Zdecydowanie… – w tym samym czasie, w innym miejscu.
Jeszcze się dobrze nie zaczęło a już się gubię. Ale zdaje się, że Pisak zgubił się jeszcze wcześniej.
Przecież sam przyznaje, że to wszystko nie trzyma się kupy.

Kamila była już spóźnione
Prawie jak z Tłumacza Googla: “Hermione posadziło się obok.”

i to dobre 10 min. a w szkole 10 min, to czasami wieczność.
Nawet jedna mina wystarczy, by przenieść się do wieczności.

Przekroczyła wejście do budynku i skręciła od razu w prawo.
Czy tylko mnie zwizualizowała się tu olbrzymka?

Woźnej nie było w portierni, więc się ucieszyła – nie będzie ją zatrzymać i zadawać głupich pytań. Przyspieszyła kroku, przechodząc przez korytarz, oświetlony promieniami słońca, które wpadały do środka przez okna na całej długości korytarza. Musiała się spieszyć, może jeszcze zdąży przed nauczycielem – choć mocno w to wątpiła. Kolejny zakręt, tym razem w głąb budynku szkoły. Po obu stronach znajdowały się drzwi do klas, z których zazwyczaj dochodziły szmery i odgłosy przemówień nauczycieli.
To jakaś szkoła retoryki?

Na samym końcu korytarza znajdywało się dwoje okien i schody na wyższe piętro, jak i obraz patrona szkoły.
Proszę sprecyzować, Panie Pisak, czy to był PORTRET patrona, czy obraz namalowany PRZEZ niego?
Może patron był malarzem i to był jego autoportret.
Ja zrozumiałam, że schody prowadzą na obraz patrona szkoły.
Na obraz i podobieństwo.
Może przez obraz przechodziło się na to wyższe piętro - jak w Hogwarcie przez portret Grubej Damy.

Zwolniła, kroki na korytarzu mogły wzbudzić zainteresowanie nauczycieli w klasach, a tego nie chciała. Stąpała lekko i delikatnie, jej baleriny z gumową podeszwą bardzo dobrze się do tego nadawały. Dobrze, że nie ubrała czegoś na twardym obcasie, czy szpilek – bo było by po niej.
Nie ubrała szpilek. Jeżu... Ile razy mamy powtarzać, że ubrać można albo SIĘ, albo choinkę?
Obawiam się, że ten błąd niedługo przestanie być błędem - zbyt jest popularny...
Eno, gumowa podeszwa robi takie “mlask mlask”, może mniej donośne niż stukot szpilek, ale też słyszalne.

Dyrektorka szkoły dodała do statusu szkoły opis stroju i obecnie wszystkie dziewczyny i chłopaki musieli się ubierać tak jak to zostało napisane.
Dyrektorka dodała opis do statusu, bo w szkole była prymasem.
Do statusu na fejsZbuku.
Ale przynajmniej “zostało napisane”  a nie “pisało”, doceńcie to!
Doceniamy.

Zatrzymała się nagle w połowie korytarza [ta dyrektorka ze statusem], i tak już nie zdąży przed nauczycielem. Coś ją zaciekawiło – cisza, nagle zrobiło się strasznie cicho. Kamila stała i nie wiedziała dlaczego się zatrzymała, ale najgorsza była ta cisza, to nie było normalne. Jej czarna spódniczka nad kolano lekko pofalowała, jak by poruszył ją lekki wietrzyk.
Straszne przeciągi. Przewieje ją i zapalenie pęcherza gotowe.
Nic nie wieje, przeca Pisak napisał, że gdyby spódniczką poruszył wietrzyk, to miałaby pofalowane nadkolanie. Or whatever.

Odczuła ten powiew na swoich nogach, choć okrywały je czarne rajstopy – to nie był zwykły wiaterek i od kiedy to w budynku przy zamkniętych oknach zawiewa?
Od kiedy okna się wypaczyły ze starości.

Zdjęła torbę z ramienia i położyła ją delikatnie na ziemi, powoli prostując się i rozglądając przed sobą.
Rozglądać to się można dookoła siebie. Przed sobą można coś widzieć. No, chyba że się wyjdzie z ciała, odwalając wędrówkę astralną, ale tego Pisak raczej nie miał na myśli.
Aczkolwiek, sądząc po dalszym rozwoju akcji, nie możemy być pewni, czy nie miał.

Podniosła rękę i nakreśliła w powietrzu znak, jak by malowała na czym, ale w tym przypadku było to powietrze. Kiedy skończyła, lekko pchnęła to co nakreśliła, a całość lekko zabłysła jak by została oznaczona złotą cieniutką nicią i uleciała w stronę dalszego korytarza.
Co to było? Yrden? Heliotrop? Bo chyba nie Igni, prawda?
Upiór dzienny.

Kamila nadal stała, a jej spódniczka coraz bardziej falowała, to mogło oznaczać tylko jedno – coś się zbliża.
Po chwili wyglądała TAK. No, prawie...
Łopot spódnicy - to dowodzi, że jakiś potwór tu nadchodzi!

Zamknął dziennik i odłożył go na odpowiednie miejsce.
I tu czytelnik przez chwilę trwa w osłupieniu, zastanawiając się, czy z Kamili w łopoczącej spódniczce nie zrobił się nagle Kamil z dziennikiem w ręku... Tak to jest, kiedy nie oddzieli się w żaden sposób fragmentów dotyczących różnych bohaterów!

Zrobił kilka kroków i usiadł na krześle, przed jednym z biurek w pokoju nauczycielskim. W jednej chwili poczuł dziwne ukłucie w głowę, kolejny raz które czół od ponad roku, kiedy się tu zatrudnił.
Jeśli coś czuł od ponad pół roku, czyli czuł to ciągle, to nie mógł tego poczuć kolejny raz.
Kójło go w czółko!

W pokoju nie było żadnego innego nauczyciela, więc mógł sprawdzić to co go alarmowało. Odpiął połę garnituru i z bocznej kieszeni wyciągnął patyk, który w miejscu gdzie go chwycił miał wyprofilowane zagłębienia.
Fujarkę?
Flet prosty!
Pałkę służbową typu TONFA.

Wstał powoli i spojrzał przez okna w pokoju, aby sprawdzić czy ktoś może go nie obserwuje.
A jakby go obserwował, to co?
Dekonspiracja!

Pokój znajdował się na parterze, więc każdy kto chodził koło szkoły mógł do niego zajrzeć. Podszedł do drzwi i otworzył je najdelikatniej jak potrafił, zaglądając czy kogoś nie ma na korytarzach.
A pani woźna na niego: “A kuku!”
I ŁUP go mopem. W obliczu takiej siły to ani różdżka, ani tonfa nie pomogą.

Choć był nauczycielem, chodzenie z patykiem w ręce raczej nie było niczym normalnym, a już na pewno nie w tej szkole.
To patyk był, czy dwumetrowa laga?
On z Dziwnym Patykiem, ona wysyła Znaki... ani chybi to Szkoła Wiedźmiństwa i Czarostwa HungVat!
On z Dziwnym Patykiem, ona wysyła Znaki... ani chybi randka w ciemno.

Tutaj każdy objaw inności był wyśmiewany i karcony.
W związku z czym, wszyscy wyglądali tak:


Zamknął drzwi pokoju nauczycielskiego i szybkim krokiem skierował się w stronę prawego skrzydła. Coś mu mówiło, że tam ma się udać, aby odkryć tajemnicę tego co przekracza mury szkoły.
Następny słyszy głosy? Czy po prostu Pisak nie znalazł lepszego wyjaśnienia?
Imperatyw opkowy mu mówił, ale tego nie wypada napisać.

Drzwi do klas mijały dość szybko [a peron odjeżdżał coraz dalej], nie potrafił jednak określić, czy chodzi o nauczyciela, kogoś obcego czy może o ucznia, który się spóźnił.
Nabawi się chłop nerwicy.

Za zakrętem znajdował się krótki odcinek korytarza i kolejny, gdzie mieścił się obraz patrona szkoły jak i schody na wyższe piętro.
Tak, już to wiemy.
Chociaż w dalszym ciągu nie wiemy, czy patron był malarzem.

Skręcił i zauważył coś co nie mogło być tutaj, a jednak było. Momentalnie się zatrzymał i wpatrywał się w postać, której nie zobaczyli by inni. Poruszała się bezszelestnie, a jej czarna postura migotała i zmieniała się,
Nie, nie, nie. Postura odnosi się do rozmiaru i nie może być określana jako “czarna”.
Może to taki nowatorski system miar i wag. Rozumiesz, czarne jest większe od żółtego, ale lżejsze od różowego.
To performance. Postać jest jednocześnie twórcą i tworzywem.

jak by otaczało ją coś co załamywało światło w kilki miejscach jednocześnie.
Buka obwiesiła się pryzmatami.
I nimi klika.

Zbliżała się do miejsca, gdzie miała wybór, podążać korytarzem lub przemieścić się na wyższe piętro. Lecz postać zatrzymała się, obracając się jednocześnie plecami do obrazu, który wisiał na ścianie.
Patron szkoły spojrzał na nią z autoportretu złym wzrokiem i pokazał środkowy palec.

Postać postąpiła do przodu, więc wyczuł, że nadal się przemieszcza…
Ja nie mogę, ależ ma gość wyczucie!
Ej no, jest takie schorzenie, że się widzi dźwięki i czuje smak koloru, jak się to nazywa?
Synestezja. 
O, właśnie o to mi chodziło. Tylko nie wiem, czy Pisakowi też.

…wpatrywała się w czarne coś przed nią. Miała na sobie niby płaszcz z założonym kapturem. Emanowało dziwną, straszną energią, nie podobało jej się to. Z pod kaptura słyszała wydobywający się świst nabierane i wypuszczanego powietrza,
Zaraz, zaraz, to przecież ona miała ten kaptur, a nie ono!
Znowu przelecieliśmy głowami naprzód przez linię zmiany narratora!

ale brzmiało to tak jak by to robiło milion ludzi naraz.
Z grubsza przypominało Lorda Vadera skrzyżowanego z Imperatorem Palpatine. Albo panią (uwaga, 18+).

Postać poruszała się w jej kierunku, co coraz bardziej ją przerażało. Podniosła rękę i nakreśliła znak w powietrzu, który pchnęła w stronę postaci. Postać w tym samym momencie pachnęła ręką i uniosła głowę, zatrzymując.
Analizator w tym momencie opuścił głowę i pachnął nią o biurko.
Znaczy - postać zaatakowała wonią spod pachy?!
Nie doceniasz onomatopei.
Ale “pach! pach!” to się robi rewolwerem a nie ręką!

Spoglądało na nią coś, co nie było człowiekiem w tym świecie.
Za to w tamtym świecie nie było szaloną wiewiórką.

Żółte przekrwione oczy, które patrzyły tak jak by patrzyło na nią milion ludzi, emanowały dziwną energią zła. Miała wyraz jak by ktoś pod kapturem się uśmiechał szyderczo, choć teraz jak by błagały o wybaczenie.
“Nazywam się milijon, bo za milijony kocham i cierpię katusze!”

Wyraz oczu zmieniał się przy każdym mgnieniu myśli i światła. Szybko nakreśliła kolejny znak i pchnęła go w postać, która uniosła rękę. Huknęło, a w całym korytarzu pojawiła się stróżka opadającej ściany popiołu.
Czyli strażniczka popielnej kurtyny. Ewentualnie pani sprzątająca po kominiarzu.
To ta woźna od “A kuku”.
A pomijając już kwestię tego jakże popularnego błędu, to i tak jest różnica pomiędzy “strużką popiołu” a “ścianą popiołu”. Spora różnica, powiedziałabym.
Dla Pisaka nie liczy się gabaryt, liczy się wnętrze.

W tym samym momencie Kamila nakreśliła znak dwiema rekami i pchnęła je w stronę demona. Wiedziała już kim jest, popiół i zapach siarki, demon.
A ja myślałam, że wulkanolog.
Mógłby być też smok.
Albo zapach mojego sosu pomidorowego do makaronu, do którego uparcie dodaję pieprzu cayenne w ilościach nadmiernych.

Postać nadal trzymała podniesioną rękę przed sobą, ale to jej nie pomogło. Uderzenie zaklęć poderwało postać i rzuciło do tyłu uderzając z ogromną siłą na ścianę a której wisiał obraz. Postać lekko drgnęła i zaczęła się podnosić.
Obraz rozpad[ł] się, wyrwany siłą uderzenia czarnego kogoś, wpatrywał się jak by ktoś go unieruchomił.
Paczciepaństwo, a mnie się wydawało, że obrazy są z natury swej nieruchome i nie wpatrują się w widza.

Kto mógł dysponować taką siłą, taką energią. Zauważył, że przybysz robi kółko palcami w powietrzu,
Na wysokości czoła.

raz, dwa, trzy – chwycił się za uszy,
raz, dwa - chwycił za ucha,
raz dwa czy cztery - za coś chwycił, do cholery

w których piszczało od eksplozji, która odbiła się echem w po całej szkole. Oderwał dłoń w której trzymał patyk, od ucha  i pachnął nim [uchem!] – nastała cisza, zbawienna cisza.
No i znowu... Formy “pachnął” dla 3 osoby rodzaju męskiego w czasie przeszłym używano w XVII i XVIII wieku, teraz się pisze “pachniał”... ale chyba nie o to chodziło Pisakowi. Literówka to też nie jest, bo “m” i “p” nie sąsiadują na klawiaturze, zresztą ten wyraz się jeszcze pojawi.. Pacnął? Pchnął? Jakieś pomysły, proszę koleżeństwa?
No, zrobił takie “pach”!
Takie “pach, pach”? Coś jak “bang, bang”?
Bang bang
He shot me down, bang bang
I hit the ground, bang bang
That awful sound, bang bang
My baby shot me down 



Ale jak przez mgłę usłyszał przerażający krzyk człowieka,
We mgle akurat głos niesie się lepiej.

jak by go próbowano rozerwać. Wycelował w czarną postać, która zaczynała kolejny raz kreślić palcami kółka, raz, dwa – momentalnie wycelował i wyrecytował w myślach zaklęcie.
Z niewerbalnej - szóstka, bezróżdżkową musisz jeszcze poćwiczyć!

Postać momentalnie obróciła się w jego stronę, ale był wolny.
Jego momentalność była mniej momentalna.

Zaklęcie odrzuciło przybysza pod okna, powodując wgłębienie w ścianie. Nie poruszał się, ale to nie oznaczało, że to koniec. Krzyki zamieniły się w łkanie i płaszcz, co nie zwiastowały nic dobrego.
Płaszcz męski i nieużywany, ten z szafy Kaulitza z SS.

Kamila leżała na ziemi, jej biała koszulka była potargana w wielu [seksownych] miejscach, które powoli ale sukcesywnie zabarwiały ją na kolor czerwony.
Miejsca ją zabarwiały. Aha.
Białe zabarwiały się na czerwono. Ależ to było patriotyczne!

Łzy spływało po policzkach, rozmazując tusz do rzęs i pozostawiając czarny obrazy w miejscu gdzie przed chwilą spływała lawina łez.
Lawina, bo to były kryształowe łzy.
Ta lawina zmiotła też rozróżnienie między rodzajami: męskim, żeńskim i nijakim.

Rajstopy były potargane w wielu miejscach i zaczęły się pruć, dając groteskowy obraz jej nienaruszonej spódniczki.
Rajstopy się nie prują, tylko puszczają oczka. I robią to w jednym kierunku, więc nijakiego obrazu z tego nie będzie, ino pionowe kreski, o.
Dlaczego rajstopy miały dawać obraz spódniczki, dociekać nie będziemy.

Spróbowała się podnieść i kolejny raz załkała, a łzy pociekły jej po policzkach. Czuła ból na cały ciele, jak by ktoś je poszatkował,
Poszatkowane ciało to już nie jest całe ciało. Chyba, że ona czuła ból we wszystkich kawałkach.
Jak dżdżownica.

kolejny raz spróbowała i mimo bólu miała się podnieść. Kontem oka zauważyła, że postać odskoczyła do tylu i uderzyła o beton pod oknami, robiąc przy okazji dość duże wgłębienie w betonie.
Wgłębienie w betonie? Takie rzeczy tylko na filmach animowanych.
Plastyczny, elastyczny, gumobeton praktyczny!
No co chcesz, używa się go do ścian dźwiękochłonnych, w szkole jak znalazł.

Kiedy wstała, postać momentalnie podniosła się i doskoczyła do czegoś lub kogoś, kto był za rogiem. Szybkim ruchem nakreśliła znak w powietrzu i wypowiedziała zaklęcie. W ostatniej chwili pchnęła zaklęcie przed siebie.
I bądź, czytelniku mądry, kogo dotyczą dwa ostatnie zdania?
Woźnej z mopem.

Postać właśnie szybowała w stronę innego przeciwnika, kiedy coś nią szarpnęło i rzuciło na schody. Zbierając w sobie ostatnie resztki energii, wypowiedziała zaklęcie i machnęła ręką. Przerażenie jakie zobaczyła w żółtych oczach sprawiło jej wiele satysfakcji, ale też napełniło grożą.
Na mój gust to ta postać sama ze sobą walczy, sama się przeraża i sobie grozi. Jak u Mickiewicza w Odzie do Młodości.
Albo jak pierwszy z brzegu kot.

Postać momentalnie buchnęła płomieniem i fuknęła [jak kot] pozostawiając po sobie kłęby opadającej sadzy. Upadła na kolana [sadza], a ból zaczął dochodzić do resztek jej komórek [poskakał pomiędzy chromosomami i przerzucił się na mitochondria]. Rany krwawiły coraz bardziej, ale nie miała sił aby wołać, krzyczeć, błagać o pomoc.
Czyli chaos narracyjny trwa w najlepsze.
“... z własnego popiołu i żaru stworzyłem tego upiora, i zaprawdę, nie nawiedził on mnie z zaświatów!”

Leżał na ziemi z rozpostartymi rekami na boki, jak Jezus przed ukrzyżowaniem. Poruszył się momentalnie i chwycił za patyk, celując w miejsce gdzie przed chwilą jeszcze widział demona.
Ciekawe, czy Pisak celowo używa słowa “patyk”, czy po prostu nie mógł sobie przypomnieć, jak się pisze “różdżka”?
Nie wiem, ale z całej możliwej grupy synonimów wybrał najbardziej irytujący.
No nie wiem, “drążek” byłby jeszcze gorszy;>

Dyszał ciężko, nie zauważył jak demon wstaje i kreśli okręgi palcem. Zaklęcie powaliło go na ziemię i ułożyło, wedle uznania rzucającego.
Tajemne przemieszczenie. Zaklęcie. Koszt rzucenia: 3. Działanie: weź jedną dowolnie wybraną kartę przeciwnika i ułóż ją w innym miejscu wedle swojego uznania.”
Zrobił z niego martwą naturę?
Chaos Confetti, normalnie.
Ewentualnie Puzzle Punk.

Poczuł tylko jak postać uniosła się w powietrzu w ostatecznym ataku na jego duszę, ale coś w niego uderzyło. A później potężne zaklęcie zniszczyło.
I czytelników do reszty ogłupiło.

Ale to już było nie ważne, teraz trzeba było ratować osobę, która walczyła z demonem. Wyskoczył z za roku [skrył się za miesiącem] i oniemiał z przerażenia. W korytarzu unosiła się niby mgła [i falowała nibynóżkami], a na ziemi leżała dziewczyna, ubrana w mundurek szkolny lub to co z niego pozostało. Kałuża krwi powiększała się i zaczęła malować posadzkę w coraz większym stopniu, a biała wcześniej bluzka była już cała czerwona.
Kojarzę stworzenie składające się li tylko z krwi (u Dukaja), ale ono raczej nie miało zdolności malarskich.
Oj no, boCHaterka nam się malowniczo rozbryznęła i już.
*robi listę zakupów* Szlauch, detergenty, sprawdzić w googlach, czym się dobrze zmywa krew z podłogi.
A to zależy, z czego ta posadzka. Najgorszy jest stary parkiet, bez cyklinowania krwi nie usuniesz.

Zreflektował się i ruszył w stronę uczennicy, które spojrzała na niego, kiedy do niej podszedł. Podniósł patyk i wypowiedział trzy zaklęcia naraz, po czym pachnął patykiem na ciało uczennicy.
Jak widać, nie był to flet ani fujarka, ale rozpylacz wody fryzjerskiej.
Wypowiadanie trzech zaklęć naraz to jakiś recytatorski odpowiednik śpiewu alikwotowego?

Krew lekko stężała i znikła.
Z dziewczyny pozostała wysuszona mumia.

Ubranie dziewczyny zaczęło lekko falować…
Kolejny demon się zbliża?

Kamila poczuła jakby dostała zastrzyk silnego środka przeciwbólowego i zamknęła oczy. Później usłyszała jak ktoś biegnie, a jego każdy krok rozbrzmiewa echem po całej szkole. Po chwili ktoś nad nią się schyla i podnosi, [zbereźnik!] oraz głosy:
– Co to było Belertorze? – znajomy głos
O w mordeczkę, jakie imiona mają nauczyciele w tych naszych polskich szkołach!

– Demon, na tyle silny aby przebić się przez zaklęcia ochronne – głos nauczyciela
– Demon, tutaj w szkole? – przerażenie
Konstrukcja niniejszego dialogu - porażka.
Reakcja na czytanie opka - załamanie.

– Niestety.
– A ona. Co z nią i co ona tu robi – zobaczyła migające drzwi do klas
– Walczyła z demonem.
– Ona – stukanie obcasów i zapach…
- On - szuranie papuci i woń...
- Ona: “Pacanie, chcesz dostać po łapach?”
- On: “Całuje, madame, twoją dłoń.”

– Obroniła mnie, choć zapewne nie wiedząc o tym – weszli do jakiegoś pomieszczenia.
– Może jest ich więcej. Ostatnio porwania są częstsze. – położoną ją na czymś twardym. Obróciła głowę w bok i zobaczyła czarne rajstopy i spódnicę lekko nad kolano, staroświeckie czółenka utwierdziły ją w przekonaniu kim jest ta kobieta, która rozmawia z nauczycielem.
Te szafiarki. Nawet wykrwawione i na wpół martwe nie przestają oceniać ludzi po ciuchach.


Usłyszała puknięcie wyjmowanego korka z butelki. Po chwili, ktoś siłą wlał jej coś do gardła. Zakrztusiła się, słysząc:
– Połknij, jeśli chcesz jeszcze chodzić po tym świecie – połknęła.
Mijały sekundy, a może godziny, albo lata. Żarówka nad nią przygasła i rozbłysła.
Łał! To był dobry stuff, w tej butelce!

Podniosła głowę i spojrzała na dwie postacie siedzące w cieniu, które rozmawiały szeptem. Usiadła na tym, na czym ją położono – dwa zsunięte niskie stoliki. W cienia wyszła dyrektorka szkoły, a zaraz za nią nauczyciel matematyki.
– Wiesz co to było, to czarne? – zapytała
Mały Czarny Pożeracz Asfaltu.

– Demon. Ostatnio wiele ich w wiosce. – odparła Kamila spoglądając na swoje baleriny.
– Wiele? Ty ich widzisz?
– Od ukończenia 5 lat.
Kobieta obejrzała się na mężczyznę, a później uśmiechnęła się do niej.
– A kto nauczył się czarować i to do tego mentalnie?
I bezróżdżkowo na dodatek!

– Odkryłam księgi mojej mamy w domu, a babcia kiedy się o tym dowiedziała, zaczęła mnie uczyć i tłumaczyć wszystko. A wy to kto i na co wam te patyki w ręce?
– Nie ma co tu ściemniać, prawda. Ale za dużo by trzeba było tłumaczyć, abyś zrozumiała. Powiem ci tylko, że jesteśmy po dobrej stronie, ale nie jesteśmy aniołami.
Pojęcie “dobrej strony” jest względne, baaaardzo względne. Zwłaszcza w ustach kogoś, kto poczuwa się do odwalania czarnej roboty za anioły.
– Super – odpowiedziała Kamila od niechcenia – anioły i demony. Pomyleńcy i popaprańcy, zgraja świrów jak ja, która potrafi czarować. Po prostu super…
Uwielbiam zapach płonącego stosu o poranku.

…słońce zaczynało się znosić.
Powoli wychodziło z ataku depresji.
Raczej awersji do samego siebie.
A ja uważam, że było jednocześnie kurą i jajkiem.

Przy trzech oknach [naraz?!] pojawiła się postać w czarnym kapturze, opleciona czernią, jak by przy każdym upadającym promyku słońca, był on zabijany.
Kto był zabijany przy upadającym promyku słońca oraz dlaczego ów promyk upadł był - tego nam Pisak nie wyjaśnia.
Promyki upadają, gdy słońce linieje.

Koło czarnej postaci pojawiła się inna postać, emanująca bielą i dziwnym blaskiem.
– Ludzie to dziwne stwory. Deklarują wiarę, ale jej nie okazują. Czytają biblię, ale jej nie rozumieją i interpretują według własnego uznania, a pismo to pismo trzeba je rozumieć tak jak napisane.
Jr 25, 27-28
" 27 Powiesz im: To mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: Pijcie i upijajcie się; wymiotujcie i padajcie, nie mogąc powstać wobec miecza, który poślę między was. 28 Jeżeli zaś się zdarzy, że nie będą chcieli wziąć kubka z twej ręki, by pić, powiesz im: To mówi Pan Zastępów: Musicie wypić! "
Idę się napić. To opko jest niestrawne na trzeźwo.
Idź, skoro Pan ci nakazał!

– Nie nam to oceniać. Co on tu robi?
Odpowiedziała mu cisza.
– Wiesz, że my możemy tylko kusić i nakłonić ich do pewnych decyzji. Ich myślenie same ich niszczy i sprawia, że robią to czego nie chcą lub nie potrafili by nigdy wcześniej czegoś zrobić. Tacy są ludzie…
Mam rozumieć, że ponura czarna postać, szlajająca się po szkolnych korytarzach, kusiła i nakłaniała? Chyba, kurczę, do wymiany okien na plastikowe...

– Ale co on tu robi?
– A nie widać? Niesie zbawienie i chwałę.
– Jakie zbawienie, kogo?
– Nikogo…
Kto, kogo, komu i o sso tu chozzzi? Nawet Pisak zagubił się we własnym bełkocie.
“Czas już zanieść umarłą do domu - bez domu.
A poniesiem ją komu? Już chyba nikomu”
(Leśmian)

Koło okna rozległo się łupnięcie a ściana lekko się wygięła.
Gumobeton: reaktywacja.
A może to szkoła w idealnym świecie Liberty Direct?
“A dlaczego tu nie ma okien? A dlaczego tu nie ma klamek?"

Czarna postać wysunęła kościste paluchy i zaczęła nimi gestykulować. Białe skrzydła, mieniące się na wszystkie kolory blasku i światła rozpostarły się na boki. Czarne paluchu wsunęły się na powrót do środka płaszcza z czerni, mieniącego się teraz różnymi odcieniami czernią w czerni. Tym razem czarne nadpalone i zniszczone skrzydła rozpostarły się na boki, mieniąc się czernią i emanując smutkiem i upadkiem (i czernią).
I tak sobie machali skrzydełkami w cudacznej imitacji tańca godowego, zastanawiając się, co właściwie robią i po jaką cholerę się tu znaleźli.

Usłyszeli dziewczęcy krzyk, po czym rozległ się huk. Czarna postać lekko się poruszyła:
– Głupcy. Demona nie można zabić, można go tylko odesłać, a on w tej samej chwili pojawi się gdzieś indziej na tym padole – po czym znikła, tak samo jak się pojawiła.
Ojtam, ojtam, mniejsza o metodę, ważne żeby się go skutecznie pozbyć.

Biała postać stała spoglądając przez okna na korytarz szkolny.
– Zapomniałeś dodać, że tacy jak oni zawsze się pojawią, aby takiego czy innego demona odesłać. To ich przekleństwo, nigdy nie zaznają spokoju. Jedyny paradoks tego jest w tym, że choć walczą z nimi i tak pójdą do piekła. – ostatnie słowa zabrzmiały niczym echo, bo białej postaci już nie było.
A pójdą do piekła, gdyż...?
“Albowiem tam była ich ojczyzna i stamtąd byli przyszli!”


Opowiadanie nie doczekało się ciągu dalszego, więc - na szczęście - nie dowiemy się, czemu oni pójdą do piekła. Nie zdobędziemy też wiedzy, co to wszystko miało wspólnego ze słyszącym głosy policjantem. I dobrze. Mogłoby to uszkodzić naszą, i tak już nadwątloną, psychikę.

Spod obrazu patrona Armady pozdrawiają Kura w falującej spódnicy,  Murazor obwieszony pryzmatami, Sineira dosypująca granulat gumowy do betonu, Gabrielle wymachująca miotłą oraz Maskotek pojawiający się w pięciu oknach naraz *).


*) W celu uzyskania Maskotka pojawiającego się w pięciu oknach naraz, prosimy kliknąć na link “Maskotek” (po prawej u góry) prawym przyciskiem, wybrać “otwórz w nowym oknie” i powtórzyć to jeszcze cztery dodatkowe razy.

17 komentarzy:

'N. pisze...

Dlaczego to biedne dziecko poszło do szkoły w sobotę?! Pal sześc demony, janioły, patyki - ale szkoła w sobotę? Jakieś to niewiarygodne!

Anonimowy pisze...

Odpowiadając na post wyżej(który mnie rozbawił niemniej niż niektóre fragmenty analizy): nei wiem jak teraz,ale kiedy JA chodziłam do szkoły mieliśmy niektóre soboty zajęcia- przez jakiś czas regularnie a potem dlatego że trzeba było "odrobić" jakieś wolne. Oczywiście wszyscy(a nauczyciele chyba najbardziej) tego nienawidzili.

Anonimowy pisze...

Bossssskie to było :)Żal, że nie ma więcej. Urokliwe to opko niezmiernie,
a komentarze wyborne. O przestraszliwy Cthulhu, dzięki ci za czwartki!

Anonimowy pisze...

A kiedy ja do niej chodziłam nawet jeśli jakieś zajęcia były na sobotę wyznaczane to i tak nikt na nie nie przychodził :). I tak nie zdarzało się to częściej niż dwa razy do roku.
Chyba przegapiliście ciekawy fragment : "łóżko na jednej ścianie" facet to człowiek pająk musiał być skoro łózko na ścianie powiesił.
Pisak chyba bardzo nie chce by ktoś zrozumiał jego dzieło, dlatego tak wszystko miesza. Kawa mająca racje i gumbeton mnie umarły. Analiza miodna i w pełni wynagradza obsuw na Plusie.

Koyomi

Tinwerina Miriel pisze...

Akurat to, że dziewczę jest w szkole w sobotę, to jedna z sensowniejszych rzeczy w tym opku. Ogólnie, mam wrażenie, że pisak sam się zgubił w gąszczu narracji jak ciotka w Czechach. :D A analiza, rzecz jasna, cudna!

Anonimowy pisze...

'We mgle akurat głos niesie się lepiej.;

A nie, nie, tu zaprotestuje. Udalo mi sie kiedys zgubic w gestej mgle w gorach i odpalic osobisty alarm, ktory mnie malo lba nie urwal, a moj stojacy 10 metrow ode mnie maz go nie slyszal. Mgla potrafi przytlumic dzwieki (nie wiem, czy zawsze, i czy kazda), ale tamta robila tak szu szu szuuuu i jak krzyczalam, to piec metrow dalej nie bylo mnie slychac.

Croyance

haslo: conesse
Opko dla koneserow :-D

Murazor pisze...

Sama mgła nie ma prawa szumieć. Jeśli coś szumiało to, wiatr lub woda w pobliżu, a przez to że we mgle (i w ogóle w wilgotnym powietrzu) głos niesie się lepiej, można było go usłyszeć z dalsza.

Jeśli w pobliżu płynął strumień (którego we mgle nie było widać), to czy z nią czy bez niej mógłby spokojnie zagłuszać nawoływania.

Za to wszelkiego typu alarmy działają na dość wysokiej częstotliwości. W otwartym terenie wystarczy niewielka przesłona, czy właśnie inne dźwięki o niższych częstotliwościach żeby taki dźwięk stłumić bądź "zamaskować".

Pigmejka pisze...

O Jeżu Jak Byku, jakie dziwności się w tym opku dzieją! :O Jeszcze trochę, a sama bym się tak zaplątała w krzaczorach narracji, że bym do wiosny z nich nie wyszła.

A analiza śliczna i smakowita jak torcik czekoladowy, mlask. ;>

Anonimowy pisze...

w tym przypadku oktawy i herce to dwa rozne sposoby wyrazania tego samego: roznicy w czestotliwosci ("wysokosci") dzwieku. fail.

Murazor pisze...

O'rly?

Sineira pisze...

(ironia mode on)No paczpan, sami byśmy na to nie wpadli... (ironia mode off)

Anonimowy pisze...

patyki mnie zniszczyły. Analiza miodna. Szczerze powiedziawszy, gdyby Pisak dłużej zastanawiał sie nad sensem tego, co pisze i popracował nad opisami, mogło by coś z tego wyjść. Są szanse, że kiedyś napisze coś, co będzie się dało ze spokojem przeczytac. W każdym razie za tą analizę Wam dziękuje. Cherry

Anonimowy pisze...

Łatwiej kijek pocienkować niż go później pogrubasić!

Bezsensowny komentarz do najgłupszego opka w NAKW (a kto by temu zaprzeczał, tego pozywam na walkę konną lub pieszą).

Tezet74

Anonimowy pisze...

Myślę, że ten gumowy beton to całkiem niezły pomysł, w takiej Japonii na przykład. Może byłby odporny na wstrząsy?
Analiza świetna, opko głupie straszliwie.
Dżem Malinowy

Anonimowy pisze...

Gumobetonu używa się raczej do budowy nawierzchni dróg, przy czym mają one mniejszą trwałość, są za to droższe. Do budownictwa mieszkaniowego się to-to nie nadaje.

Anonimowy pisze...

Podniosła rękę i nakreśliła w powietrzu znak, jak by malowała na czym, ale w tym przypadku było to powietrze. Kiedy skończyła, lekko pchnęła to co nakreśliła, a całość lekko zabłysła jak by została oznaczona złotą cieniutką nicią i uleciała w stronę dalszego korytarza.

Sanderson i jego "Elantris" kłania się w pas, tam też znaki kreślono. Woźna groźna, wyskakująca i krzycząca "A kuku" opluła mi ekran :(
Pozdrawiam

Korodzik pisze...

"Kto mógł dysponować taką siłą, taką energią. Zauważył, że przybysz robi kółko palcami w powietrzu, raz, dwa, trzy – chwycił się za uszy,"
Ja zrozumiałem, że to obraz, tj. patron z obrazu zauważył i chwycił...

Scena walki robi antypiorunujące wrażenie. Bohaterka i jej przeciwnik stoją jak kołki naprzeciwko siebie, od czasu do czasu bohaterka nakreśla znak w powietrzu i pcha go dłonią i nic więcej się nie dzieje. Trochę jak w jakimś RPG turowym, gdzie wojownicy stoją nieruchomo i grzecznie wykonują ataki po kolei.

Ogólnie to analiza trochę nudna i w wielu miejscach analizatorzy wyraźnie czepiali się na wyrost, ale pod koniec już się robi zabawniej.