OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

sobota, 19 lutego 2011

90. Wizje opętanej sierotki, czyli Do serca przytul psa!



Do serca przytul psa
weź na kolana kota,
weź lupę, popatrz - pchła...
daj spokój, pchła to też istota.
(Piosenka z kabaretu Elita, autorzy Jerzy Skoczylas, Jan Kaczmarek)


Opko, które dziś Państwu prezentujemy, jest tekstem wyjątkowym pod każdym względem. Jest tak przepojone miłością do bliźniego, że nie powstydziłaby się go ani Florence Nightingale, ani Matka Teresa, gdyby oczywiście miały możliwość i czas na pisanie opek. Poziom horroru mógłby wzbudzić kompleksy u Freddiego Kruegera, a pokręcona fabuła - zawiść Lyncha.

Natomiast oderwanie fabuły od jakichkolwiek realiów, u Czytelników może wywołać efekty uboczne w postaci wytrzeszczu, wyszczerzu, oczopląsu i splątania. Tak więc zawczasu proszę - wyłączcie obwody logiczne, nie doszukujcie się sensu, nie bijcie się z myślami typu:
“ o co tu właściwie do licha chodzi?” - bo to Wam może jedynie zaszkodzić.
Paczka chusteczek może się przydać.
Usiądźcie wygodnie i dajcie się ponieść lekturze...
http://polter.blog.onet.pl/

Na tym blogu postanowiłam pisać opowiadanie o zaniedbanym dziecku i miasteczku, w którym mieszkało... Z resztą nie będę zdradzać co się dalej będzie działo. Zapraszam do czytania i komentowania, życzę miłej lektury!

Ona... Siedziała w kącie. Płakała. Myślała tylko o tym.
O tym, że płacze?
Że siedzi, że płacze. Cud, że jej się zwoje nie przegrzewały z tego myślenia.

Nie miała rodzeństwa, a jej rodzice porzucili ją.
Porzucili prototyp w ciemnym lesie, bo im nie wyszedł i nie odważyli się ponownie próbować.
***
Swoją drogą, mamy tu nowatorskie rozwiązanie odwiecznego problemu aŁtoreczkowego, czyli jak pozbyć się rodziców, żeby nie zawadzali w opku. Do tej pory, tradycja nakazywała ich uśmiercić (najlepiej w wypadku lotniczym), wysłać na koniec świata do lepiej płatnej pracy, w ostateczności rozwieść i jakoś wypchnąć z domu. Tutaj, rodzice widząc co się święci, porzucili dziecko w lesie, licząc że resztę załatwią wilki . Niestety, córka okazała się nad podziw żywotna .

W końcu została sama. Bez nikogo. Bez niczyjej pomocy, wsparcia. Kiedy miała 7 lat żywiła się odpadami, które znalazła na dworze.
Grzebała w  śmietnikach, zimą wyjadała ziarno z karmików dla ptaków. Do dziś tak jej zostało, że wisi głową w dół przy jedzeniu słoniny.

Nie miała nic. Ludzie omijali ją [szerokim łukiem] i nie pozwali bawić się z nią swoim dzieciom.
A teraz, Drodzy Czytelnicy, zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie od lat niemyte monstrum, w łachach znalezionych na śmietniku, lekko zawszone, lekko zapchlone i z niewielką egzemą.
Idealna towarzyszka zabaw Waszych dzieci, nieprawdaż?

Ona nie miała nikogo. Żyła sama w biedzie.
Miała za to bogate życie wewnętrzne.
Tasiemiec co piątek umawiał się na pokera z motylicą; owsiki utworzyły drużynę piłkarską.

Któregoś dnia kiedy miała już 10 lat, ujrzała chłopaka, który wydawał jej się dość w porządku.
Był równie skołtuniony i chudy jak ona , miał podkrążone oczy i trupiobladą twarz. W dodatku nosił podarte szmaty, pospinane tu i ówdzie agrafkami.

Nie mówiła nic, bo i tak myślała, że zaaraguje tak jak wszyscy z resztą ludzie, którzy ją omijają.
A sio, a sio, a pudzies!

Lecz on podszedł do dziewczynki. Była przestraszona, ale czuła też jakąś nadzieje.
- Dziewczynko, chcesz na pączka?
- A jak to jest “na pączka”?

Chłopak zapytał jej się jak ma na imię i gdzie są jej rodzice.
Nie odpowiedziała, ale było widać w jej oczach błyszczące iskierki przez które czarnowłosemu zbierało się na płacz.
Zaskomlała cichutko i położyła uszy gładko po sobie.

Zabrał ją na spacer.
Jak można się domyślać, dziecko wychowywane na ulicy o niczym więcej tak nie marzy jak o spacerowaniu.

Powiedział jej, że postara się jej pomóc i żeby była spokojna. Nie pozwoli żeby coś jej się kiedykolwiek stało. W pewnym momencie dziewczynka stanęła. On zauważył to i cofnął się do niej. Spytał o co chodzi i czy coś nie tak. Ona nie mówiła nic, ale pokazała coś co było dla niego pięknym gestem, który okazywał podziękowanie i coś w stylu rodzinnej miłości.
Wyprostowany środkowy palec.

Podbiegła do szesnastolatka i przytuliła go.
A wszy z łachów tylko myk! myk! myk! na drugą stronę...

Obaj zaczęli płakać.
Obaj, znaczy ta dziewczynka była w istocie chłopcem...

Czuli się jak rodzina chociaż znali się zaledwie od paru minut.
Wymiana robactwa jako “braterstwo krwi”. Podoba mi się ten pomysł!

On od razu zaprowadził ją do swojego domu. Oprowadził ją po nim i urządził jej na strychu mały, skromny pokoik.
Mniej więcej tak wygląda przygarnięcie bezdomnego psa - na początek - w kącie rzucony stary koc i miska z karmą. Weterynarz i odrobaczywianie - jutro.

Znajdowały się tam najbardziej potrzebne rzeczy. Szafka, w której mogła przechowywać ubrania, których jeszcze nie miała. Chodziła w starych szmatach. W pokoju znajdowała się jeszcze nocna lampka, parę książek
Czyżby porzucone dziecko, które wyrywa psom odpadki, było czytate i pisate?

i łóżko pościelone śliczną, ale skromną pościelą.
Czyli bez falbanek.

Kiedy chłopak pokazał jej swój pokój dziewczynka od razu położyła się spać.
Położyła się w jego łóżku, nakryła się jego kocem, wypiła mleko z jego kubeczka, a nazajutrz zrobiła letki makijarz jego kosmetykami...

Kiedy zasnęła, czarnowłosy pocałował ją w czoło i wyszeptał te oto słowa: "Nigdy Cię nie zostawię. Kocham Cię jak rodzinę. Od teraz wszystko się zmieni w Twoim życiu. Będzie pięknie. To prawda. Nigdy bym Cię nie okłamał. A teraz śpij już..."
Będzie pięknie. Jeśli rodzice nie chcą kupić mi żółwia, to będę sobie miał dziewczynkę ze śmietnika.


Po paru godzinach, kiedy chłopak już zasnął, usłyszał krzyk dochodzący ze strychu, na którym spała dziewczynka. Jak zajrzał do pokoju, ujrzał ją w kącie. Płakała. Była przerażona, chociaż nie miała do tego powodu.
Nie no, skąd. Całe jej życie było usłane mlekiem i miodem i płynęło różami.

- Co Ci jest? - zapytał podchodząc do niej powoli.
Dziewczynka nie odpowiadała. Czarnowłosy klęknął koło niej.
- Co Ci się stało? Powiedz mi proszę! Coś Cię boli, a może coś Ci się śniło?
Zapłakana kiwnęła głową z odpowiedzią "tak"
- W prawo, w lewo czy prosto? - Tak!

- Opowiesz mi o tym śnie? - spytał chwytając ją za rękę.
- Tak... - Odpowiedziała z niepewnością. - Tam była moja mama. Nasz dom cały w ogniu i tata stojący z wielkim baniakiem z paliwem.
Tatuś z benzyną w baniaku też powinien stać w ogniu, i to jakim!

Była murowana ściana, a której była twarz.
Od dawna uważam, że murale to zUo.

Taka straszna! Mama wzięła mnie na ręce i uciekłyśmy, chyba do lasu. Mama tam została
Przybijcie piątkę! Zabawa w chowanego zakończyła się sukcesem.

a ja szłam jak najszybciej mogłam i wyszłam z lasu. Na końcu widziałam jak cały las się pali. I od tamtej pory nie widziałam mamusi. A jak wychodziłam z lasu widziałam tablicę z nazwą "Polter"- powiedziała dziesięciolatka ze łzami w oczach.
W cichym miasteczku o nazwie Łomot
Mieszkał drwal z córką i piękną żoną.
Zmagał się jednak z problemem takiem,
Że był potwornym piromaniakiem.
Razu jednego wziął kanisterek
Mrucząc “A szlag niech trafi Polterek!”
Sfajczył pół miasta i hektar sadów.
Morał: obserwuj swoich sąsiadów!

Chłopak nic nie odpowiedział, ale zamiast tego przytulił ją i zasnął do rana w kącie.
No i mamy przykład na to, że wystarczy znajdę umyć i (prawdopodobnie) nakarmić, aby uruchomiła się podświadomość bez żadnej hipnozy. Od tej chwili dziecko jasnowidzi, transuje i prorokuje.
*

Następnego dnia czarnowłosy wstał i starał się nie obudzić dziewczynki. Poszedł na ogród i wpatrywał się w niebo. Nagle usłyszał wołanie dziewczynki powiedziała na Niego Bill. Podbiegł do niej.
- Skąd wiesz jak mam na imię? - spytał się ze zdziwieniem.
- Ja... Nie wiem. Po prostu wiem. - odpowiedziała z pewnością.
Wiesz, w tym śmietniku, w którym mieszkałam, walały się kawałki różnych kolorowych gazet...
Ale mamy “Niego” z wielkiej litery. Ubóstwienie.
Mimo tego, że jakiś żul obsikał fotki w gazecie. Miłość jest ślepa.

Chłopak przytaknął i usiadł. Wpatrywał się w ziemię i zaniemówił. Tak bardzo zastanawiało go to jak ta dziewczynka mogła wiedzieć jak mam na imię.
Uła, moce boCHaterki sięgają poza świat przedstawiony?!
Teraz tylko nieśmiało dają o sobie znać, ale za chwilę się zacznie!

- Więc skoro już wiesz jak ja mam na imię to może powiesz jak Ciebie zwą? - spytał Bill.
- Mnie nie zwą... Ja nie mam imienia. - odpowiedziała " bez nadziei"
-To powiedz, jak na ciebie wołają?
- Sp***laj, brudasie!

Czarnowłosemu zachciało się płakać, ale powstrzymał się.
Zacisnął zęby, paznokcie wbił w dłonie, a w duszy mu kołatało: “i po cholerę mi to było?”.

- Jeżeli nie masz imienia to ja muszę Cię jakoś nazwać. Może będziesz... Kate? - zapytał sam siebie.
A jego mroczniejsze JA odpowiedziało: “może lepiej Nabuchodonozor?”

- Dziękuje Ci! Bill! Dałeś mi imię, którego nigdy nie zapomnę!
Gdyby imię miało więcej niż cztery głoski, ona by nie zapamiętała.

Ty dałeś mi imię! Nawet nie wiesz jaka ja jestem szczęśliwa!
Rodzice nie uważali za konieczne jakoś ją nazwać.
Pamiętajmy, że została sierotą w wieku około siedmiu lat, do tego czasu wystarczało, że na nią gwizdali...
Czytałam, że w pewnej chińskiej rodzinie z początków XX wieku córki nazywano po prostu “Pierwsza dziewczyna”, “Druga dziewczyna” itd.
W sumie to “Katy” i “ej, ty!” brzmi podobnie?...

Nie mogłam słuchać, jak niektórzy [ale tylko niektórzy!] ludzie wołali swoje dzieci po imieniu, a mnie nikt nie wołał. Jedynie odsuwali się ode mnie.
No, nie dziwię się. Musiała roztaczać wokół siebie niezłą... khem... aurę.

To było przykre. Ale ty! Mój naj większy przyjaciel, "ożywiłeś moje życie"! To jest piękne, że mogę liczyć na Ciebie w każdej chwili. - powiedziała z zachwytem do szesnastolatka.
Jak na zaniedbane dziecko śmietnikowe, które z początku porozumiewało się jedynie gestami, szalenie kwieciście się wyraża. To może być wpływ tych podartych tabloidów.

- Dziękuje Ci bardzo za taką piękną wypowiedź nigdy tego nie zapomnę. A teraz bardzo Cię proszę, zostaw mnie tylko na chwilkę. - powiedział do Katy.
Nie chciał, żeby ten mały pchlarz widział, jak z rozpaczy wali łbem o mur...

- Dobrze, ja przyjdę za parę minut! - odpowiedziała i pocałowała go w policzek.
- "Ona naprawdę potrzebuje rodzinnej miłości. Dam jej jej najwięcej.
Jej jej. Jejku jej.

Będę się starał dawać Katy dużo rodzinnej miłości. Może wtedy zapomni o przeszłości...?" - pomyślał. Łzy spływały mu po całej twarzy, nawet nie wiedział dlaczego.
W kącie Katy smacznie chrupała świeżo wykopaną z czyjegoś ogródka cebulę.

Po paru minutach Katy przyszła do chłopaka, usiadła mu na kolana i spytała.
- Dlaczego płaczesz Bill?
- Bo masz kościsty tyłek.

- Nie, ja tylko tak... Patrze na słońce i łzy mi lecą. To tak już jest. - odpowiedział zdezorientowany.
- Ja nie płaczę, Stasiu, tylko mi się oczy pocą!

- Aha. To co teraz robimy? Możesz mi coś przeczytać? - spytała dziewczynka.
- No pewnie. Przeczytam Ci o...
Po zaledwie paru stronach przeczytanej książki Katy zasnęła, chociaż była dosyć wczesna godzina.
Ciekawe to musiało być że hej, skoro padła z nudów.
Ciekawe, CO to było. Może to ?
Myślisz, że chciał ją utuczyć, jak czarownica Jasia i Małgosię?
*

Po paru dniach, kiedy Katy i Bill zaprzyjaźniali się coraz bardziej, pewnego wieczoru, kiedy dziewczynka oglądała telewizor,
najpierw z przodu, potem z tyłu, bo nigdy nie widziała takiego pudełka, w którym skrzaty skaczą jak żywe.

Bill pojechał do Polteru rodzinnego miasteczka Katy. Przemierzał ciemne ulice, na których nie było widać żywej duszy.
Dla wzmocnienia mrocznego nastroju wyjechał o zmierzchu, żeby nic nie zobaczyć, a w dodatku dostać jeszcze po zębach w ciemnym zaułku.
Się wybrał, idiota.

Zatrzymał się przed domem, który wyglądał mniej więcej tak samo jak opisywała go dziesięciolatka.
Dom ten był całkiem zniszczony i widać było ślady po ogniu. Kiedy wszedł do środka, zobaczył parę obrazów przedstawiających między innymi Jezusa i Maryję. Obrazy te były odwrócone.
Malowidłem do ściany?
Nie chcę się czepiać, ale to podobno spory pożar był, więc wiszenie obrazów w pogorzelisku rozpatruję wyłącznie w kategoriach cudu.
Zgadza się. Opko, powoli i majestatycznie jak krążownik, dryfuje właśnie coraz głębiej w sferę nadprzyrodzoną.

Nie było zbyt dużo widać ze względu na porę dnia i brak elektryczności, więc Bill pojechał do domu i postanowił wrócić tam następnego dnia.
No mówiłam.
Widać on z tych, co lubią jeździć wtę i wewtę bez celu.

Kiedy Katy jeszcze spała, o siódmej rano Bill wyjechał do Poltera. Więcej niż wczoraj nie zobaczył, ale gdy wszedł  do piwnicy ogarnęło go uczucie zimna, które nie było do wyjaśnienia.
Jak to w piwnicy. Tam zwykle jest chłodniej.

Było to uczucie, przez które chłopak zapominał o wszystkim i wszystko było mu obojętne.
Z tego zimna wszystko zaczęło mu wisieć.

Znalazł tam pewien list, w którym napisane było do Tamary..."...Kochanie... Bardzo Cię przepraszam za wszystko co zrobiłam Ci kiedyś. Wiem, że było to dla Ciebie tragedią i domyślam, że nie wybaczysz mi tego dokońca życia, ale ja......,,,,---------,,,,  łza,,,.......____]]]][][[][][][]][[[]//?
E? Szto eto takoje? Strumień kwadratowych łez?
Wyobrażasz sobie z jakim łoskotem musiały toczyć się po policzkach?

Nie kochałam Cię nigdy i nawet nie miałam ochoty z Tobą przebywać. A to, że Ci tego nie powiedziałam to chyba nie jest dla Ciebie nowiną... Wiesz? zostawiłam Cię, bo chciałam. Byłaś nie do zniesienia. Gorszej córki nie mogłam sobie "wymarzyć"!"
Ale “Kochanie” na początku listu to jest.
No, cóż... miłość macierzyńska ma swoje reguły. Kochana córeczko, tak Cię nienawidzę, że musiałam Cię oddać do sierocińca, nie miej mi tego za złe, ale rzygałam na twój widok. Całuję, mamunia.

- Te słowa napisane były od połowy napisane krwią.
Rozumiem, że trzeba było skończyć list mhrocznym akcentem, no ale jednak jego treść nie wyjaśnia po co nadawczyni wytaczała sobie krew z żył, skoro pisała do córki, której żywiołowo nienawidzi.


Kiedy chłopak je przeczytał, płakał jak dziecko. Było to dla niego tak smutne, że nie dało się opisać. Czytał to tak jak myślałby, że słowa kierowane są do Niego, chociaż domyślił się, że są one pisane przez matkę mamy Katy do mamy Katy.
Dla ułatwienia dodam - list napisała babcia do mamy Katy.
Widocznie w tej rodzinie tradycja porzucania córek przechodzi z pokolenia na pokolenie.

*Kiedy wrócił do domu, był zupełnie inny niż zwykle. Zawsze spędzał dużo czasu z Katy, a teraz godzinami mógł poświęcić czas na malowanie. Na płótnach ukazywały się rzeczy takie jak zabici ludzie i dom w płomieniach, które on sam powiększał wlewając benzynę.
Swoją drogą, zbliżanie się do płonącego domu z kanistrem benzyny to brawura ponura.
Zwłaszcza, że on sam mógłby od tego zajarać się jak choinka pijanego sąsiada - natomiast jeśli dom już płonie, to dodatkowe podlanie pożaru benzynką naprawdę niewiele zmienia. W temperaturze pożaru czysta benzyna od razu wyparuje :)
Zabierając podżegacza ze sobą w nieznane...

Były także małe dzieci wykorzystywane do ciężkich prac,
Zaganiane były do odrabiania lekcji, sprzątania pokoju, wyprowadzania psa i czyszczenia klatki z papugą.

ale na każdym z obrazów znajdował się ogień. Jego było praktycznie jak więcej.
Bo ogień “jest jak więcej praktyczny”? Tyle mi wyszło z egzegezy ostatniego zdania.

Na końcu dnia, zawsze malował sam ogień i wieszał go u siebie na ścianie.
A potem rozpalał w kominku...

Parę dnie później, jego obrazy przekształcały się w coś tragicznego.
W coś takiego może?

Była tam postać Jezusa, który miał wyraz twarzy przegranego.
Słynna “ twarz pokerzysty” gdy ma się jedną trójkę.

Obok zawsze rysował tą samą postać diabła, albo złych ludzi krzywdzących Jezusa.
Mających w ręce strita w kolorze albo karetę.
No i kańczug niepotrzebny.
Ani cała reszta sprzętu ciężkiego i nieporęcznego.

Nie mógł przestać, z Jego obraz stawały się coraz bardziej złe, aż w końcu przekroczył granice i robił wszystko przeciwko Bogu.
I tak oto Bill został religijnym artystą-szatanistą.

To było straszne w oczach Katy.
Za to marszandzi i właściciele galerii te malowanki wyrywali sobie z rąk.
Nareszcie pojawił się godny następca Dudy-Gracza.

Pomyślała, że znowu ktoś ją zostawił i to w podobny sposób.
Bill zaczął krzywdzić Katy i wyzywać ją od najgorszych.
We łbie mu się poprzewracało od sukcesu.

Kiedy dziewczynka miała już 16 lat wyprowadziła się od Billa
Dopiero po sześciu latach. Co znaczy przyzwyczajenie!

i zaczęła mieszkać w hotelu jednogwiazdkowym.
Nawet najmarniejsze hotele wzbraniają się przed zameldowaniem nieletniej, samotnej pannicy.

Było tak koszmarnie. Jedzenie było jak resztki z poprzedniego miesiąca, sufity przeciekały, a co gorsze, Katy przypominała się przeszłość.
Jak na kogoś, kto w dzieciństwie mieszkał na ulicy i wygarniał resztki z rynsztoków, to musiała sobie jakoś radzić z cieknącym dachem i czuć się tutaj jak w swoim śmietniku.

Nadal nie przyjaźniła się z nikim. A kiedy pomyślała choć na sekundę o Billu, przechodziły ją ciarki. Czuła do Niego nienawiść.
Ale nadal myślała o nim z wielkiej litery.

Po paru dniach, Katy zapoznała się trochę bardziej pokojem w hotelu.
Rozpoznała wreszcie gdzie łóżko, gdzie stolik. Pokoje hotelowe są takie rozległe, że trzeba kilku dni na ogarnięcie przestrzeni.

Nie wiedziała jednak, że ma on swoją historię. Kiedy zaprzyjaźniła się z pewną Jessiką, mieszkającą obok niej, pytała o ten jej pokój. "Czy coś tam się stało? Jaką historię ma mój pokój?" - lecz Jessika nie chciała rozmawiać z nią na ten temat.
Zaraz tam historię. Od czasu do czasu zjawia się jakaś para i wynajmuje go na kilka godzin.

Katy zapytała się kierownika hotelu, czy w jej pokoju 483 nie działo się nic niepokojącego. Odpowiedział jej, że zginęły tam 34 osoby.
Ot tak, po prostu. Co się ktoś zamelduje to nagle fik! I gość jest zimny trup.

Zastanawiałam się, skąd to się bierze, że w co drugim opku związanym z TH pokój hotelowy ma numer 483. Zagadka okazała się trywialna: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zimmer_483

Spytała dlaczego pokój nie jest zamknięty. Kierownik odpowiedział "Dlatego, że nie znamy przyczyn zgonów. Jeżeli były to powody dotyczące tego pokoju, zamknęlibyśmy go. Lecz nie wiemy co tak na prawdę spowodowało, że aż tyle ludzi zamieszkujących ten pokój umarło..."
Pierwsza zmarła Logika, zaraz po niej Zdrowy Rozsądek i po chwili ich bliski krewny - Sens.
Chyba, że śmiertelność w innych pokojach jest równie wysoka i na nikim marne kilkadziesiąt trupów nie robi wrażenia.

Następuje gwałtowne zlanie się jaźni. Metafizyką kopci tak strasznie, że linoleum się marszczy, a mniejsze sprzęty zaczynają unosić się w powietrzu.

*Dziewczyna usiadła w głębokim, poszarpanym fotelu i zastanawiała się co teraz robi Bill. Nawet chciała do Niego pojechać. Chociaż bała się bardzo. Pomyślała, że zrobi to kiedy indziej.

*Tym czasem Bill oglądał TV. Nagle nie wiadomo z jakiego powodu, pomyślał o Katy. Za chwilę otrząsnął się i poszedł do kuchni przyrządzić sobie coś do jedzenia.
Proste. Pomyślał o Katy, bo zachciało mu się jeść. Zwykle to ona przynosiła mu kanapki w zębach.

Parę minut później, wyrwał się z domu, ponieważ coś ciągnęło go do Polteru.

I od tej chwili zaczyna się zawijanie czasoprzestrzeni w niezły precel.

*Dziewczyna wcale nie była przestraszona legendą o domu. Była spokojna jak nigdy wcześniej.
Trzydzieści cztery przypadki nagłych zgonów. Banał.

Po paru minutach położyła się na łóżku i zasnęła. Obudziła się o 24:00. Nie wiadomo z jakiego powodu poczuła się trochę nieswojo. Nagle zobaczyła przed sobą papiery położone jeden na drugim było ich mniej więcej 39.
Policzyła je jednym rzutem zaspanych oczu, jak Rain Man rozsypane wykałaczki.

Katy pomyślała, że przeczyta je jak tylko odsłoni zasłony.
Bo zasłoniła zasłony gazetami, gdyż takie paskudne były.

Oniemiała, kiedy zobaczyła, że okna są zamurowane. Jej pierwszą myślą było to, że mogła śnić. Zbytnio ją to nie obchodziło. Z ciekawości zobaczyła co było na tych kartkach. Kiedy przeczytała zaledwie trzy, wiedziała, że coś tu jest nie tak. Na białych kartkach napisane było czarnym piórem
Tjaaa... pewnie dla podkręcenia nastroju było to pióro kruka. Czarne, uhuuu, uhuuu i do tego maczane w czarnej krwi! Uhuuu...

Przypomina mi się dziecięce straszydełko: w czarnym, czarnym lesie stał czarny, czarny dom, a w tym czarnym, czarnym domu, na czarnym, czarnym stoliku leżał czarny, czarny list...
Hihi, a mnie się przypomina czarna, czarna łazienka Tilla... :D

Na białych kartkach napisane było czarnym piórem:
"Michael Lorning - zmarł na - NIEWYJAŚNIONE"
"Diana Lorning - zmarła na - NIEWYJAŚNIONE"
"Nick Lorning - zmarł na - NIEWYJAŚNIONE"

NIEWYJAŚNIONE to jakaś nowa zaraza, zabijająca wszystkich krewnych po mieczu?
Diana Lorning uśmiechnęła się pod wąsem.

- Przypomniało jej się, że kierownik hotelu wspomniał, że zmarły tutaj 34 osoby, a przyczyna
zgonu nie była wyjaśniona. Katy przeraziła się. Pomyślała, że jej cała rodzina mogła tam zginąć.
Autorka kręci. Ponoć Katy nie znała nawet swojego imienia, a co dopiero nazwiska, więc Lorning nie powinno się jej z niczym kojarzyć. W dodatku ojciec podpalił dom, a matka zginęła w lesie, po czym pojechali do hotelu aby umrzeć sobie w niewyjaśnionych okolicznościach, biorąc jeszcze jakiś krewnych po drodze.
Boru, czego Ty wymagasz? Wzmianka o imieniu była na samym początku opka, sądzisz, że pamięć ałtorki jest w stanie sięgnąć tyle rozdziałów wstecz?

W pewnym momencie dziewczyna obudziła się, lecz pamiętała wszystko co było zapisane na kartkach leżących koło niej w śnie. Spojrzała na zegarek i była rzeczywiście 24:00. Natychmiast chciała iść do kierownika hotelu,
Każdy kierownik hotelu o północy siedzi w swoim kantorku i z nudów bębni palcami o blat stołu czekając, aż jaki gość przybiegnie i zacznie bredzić o upiorach i niepokojących snach.

ale kiedy przekroczyła choć jednym krokiem pokój poczuła zimny dreszcz.
Bez zastanowienia pobiegła zupełnie w inną stronę.
Miała potężny wybór - w lewo lub w prawo.

Dziewczyna ruszyła w stronę Polteru. Kiedy stanęła w bramie do rodzinnej działki ujrzała Billa. Coś ją do Niego ciągnęło. On jej nie widział, ale ona podchodziła do Niego coraz bliżej. On ją zauważył, a ona się odsunęła. On spojrzał na nią i przysunął się. Ona zrobiła to samo. Obije czuli to samo. Oboje wiedzieli co ich spotkało. Oboje w jednej chwili otrząsnęli się
o, właśnie TAK
i pomyśleli o tym. Tak jak na początku. Teraz również chodziło o zaniedbanie. Nie siebie na wzajem tylko o zaniedbanie czystego sumienia. Wiedzieli o co im chodzi.
Kuro, wiesz o co tu chodzi? Bo ja nie...

Wspólne bicie serc... oboje... wyboje...
Ja nie wiem, o co chodzi i wiedzieć się boję.
Gdy załkają klarnety i zagrzmią oboje
Osnują nas Poezji bladawe powoje...



Czytali to ze swoich oczu... Nie potrzebowali słów, żeby wyrazić co tak na prawdę do siebie czują.

Nawet krótkim spojrzeniem dziewczyny, Bill mógł określić, czy Katy chciała do nie go wrócić.
Podstępny Narzędnik tylko krótko spojrzał i to mu wystarczyło.
Do nie go? To do kogo?

Okazało się, że chce wracać. Nawet nie wymeldowała się z hotelu. Po prostu wróciła do Billa.

*Ale teraz pozostaje jedno pytanie. Czy stanie się coś z Katy, po tym jak zamieszkiwała ten pokój? Dlaczego się nie wymeldowała? Jakie to może przynieść skutki?
Będzie miała do zapłacenia zajebiście wysoki rachunek.

C.D.N
Cudowna Dolina Niedopowiedzeń

Katy siedziała na łóżku u czarnowłosego i rozmyślała...- O czym myślisz? - spytał chłopak.- Czegoś mi brakuje. Myślałam, że to już wszystko, ale jednak coś pominęłam, o czymś zapomniałam...
O skarpetach?

Tylko nie mogę sobie przypomnieć co to było. - odpowiedziała zamyślona.- Na pewno sobie przypomnisz, a teraz zapomnij o przeszłości.
Pamiętaj, że masz zapomnieć, i zapomnij, że pamiętasz, bo niczego sobie nie przypomnisz.

To było, nic nie zostało. Jest dobrze. - zapewniał Bill.- Jak chcesz, ale ja tego nie zos... Wiem! Wiem co to jest! Ja pamiętam mój sen.! Pamiętam go. To... Tam... Tam było coś napisane.
-  Tam, tam...! Ja muszę jechać do tego hotelu.!
Pozostawiłam w nim swój tam-tam i teraz nie mogę skontaktować się z rodziną.


zaniepokojona pojechała do pokoju, który wcześniej zamieszkiwała.
I wszystko dalej leżało na miejscu, tak jak zostawiła. I ten sam sen o trzydziestu dziewięciu kartkach nadal tłukł się po pokoju od ściany do ściany.

- Zaczekaj! O co chodzi?! - krzyknął i pobiegł za nią. Katy weszła do hotelu i bez słowa poszła na górę do pokoju 483. Kiedy weszła do niego, zrobiło jej się zimno i poczuła się nieswojo. W pewnym momencie momentalnie zatrzasnęły się drzwi. Kiedy zajrzała przez dziurkę, zobaczyła, że za drzwiami znajduje się mur. W pokoju zrobiło się ciemno.
Bo dziurka od klucza była jedynym źródłem światła.
Skoro okna były zamurowane... ;-)

Dziewczyna usiadła pod jedną ze ścian, a przed jej oczami pokazywały się wszystki najgorsze rzeczy wycięte z jej życia. Trzymała się za głowę. Krzyczała, mówiła od rzeczy. Nagle wszystko ucichło. Na zegarze pokazała się godzina, o której jak pisało na kartkach umierała jej rodzina.
Dytko pisało?

Katy zorientowała się, że tak samo było z datą.
Data też umierała.

Ona nie czuła się źle, ale zauważyła, że czas bardzo szybko jej mijał. Dziewczyna była całkiem spokojna. W pewnym momencie ujrzała w lustrze starszą kobietę chcącą uderzyć ją w głowę.
To typowa Agresywna Staruszka z Autobusu.

Nagle obudziła się z rękami opartymi o stół i opuszczoną głową u Billa.
Jeżeli stół znajdował się w innym pomieszczeniu niż Bill, to kiepsko to widzę.
Oto Katy w całej swej rozciągłości, ciągnąca się przez piętra, przedpokoje i pokoje.

Przez parę sekund została w bezruchu, potem rozbudziła się i zaparzając kawę myślała kiedy ostatnio kładła się spać. Nie przypomniało jej się nic, więc pomyślała, że to był sen. Zawołała Billa, ale nie odpowiadał. Zastała go w gościnnym pokoju, zrywającego tapety z dziwnym wyrazem twarzy.
Tapety nie ukrywały zdziwienia, wyraz ich twarzy nie pozostawiał cienia wątpliwości, co sobie myślą o Billu.
Jedna z nich nawet zmarszczyła się z niezadowoleniem.

Można było z niej wyczytać niechęć i nienawiść do życia.
- Co ty robisz?! wykrzyknęła ciemnowłosa momentalnie opuszczając na ziemię kawę.
- Ja muszę. - odpowiedział rozkojarzony chłopak.
- Wreszcie zdecydowałem się na remont.

Katy zauważyła, że jego oczy po woli cofały się do tyłu.
W końcu przebiły się przez czaszkę i na nerwie wzrokowym zwisały mu nad karkiem, z uwagą obserwując to, co miał za plecami.

Przestraszyła się,
Nie ma sprawy, każdy by się wystraszył.
Trzydzieści cztery trupy zniosła bez mrugnięcia, lecz każdy ma swą granicę odporności.

a on po chwili podszedł do niej i bez słowa zaczął całować. Katy stała pod ścianą, a on trzymał ją i nie chciał puścić. Dziewczynie podobało się to, ale wiedziała, że z nim jest coś nie tak.
Łypiące znad uszu oczy na szypułkach mogą zdekoncentrować każdego.

Wyrwała się mu, a ostatnie co usłyszała to było zdanie wypowiedziane z zimnych ust Billa. "Humanoid to tylko nazwa, którą człowiek wymyślił, ale on nie zawsze może być bez serca."
Czy jej sie przypadkiem nie pomylił humanoid z androidem? Bo humanoidami są także Wolkanie i Klingoni, a jakoś braku układu krążenia u nich nie zaobserwowałam...
Jeśli już komuś, to nie jej, lecz Billowi, gdy wybierał tytuł płyty ;)

C.D.N.
Centrum Dowodzenia Niziołkami.

Kiedy czarnowłosy wyszedł z pokoju, Katy stała w bezruchu wpatrując się w zniszczoną ścianę. W pewnym momencie poczuła silny ból głowy,
Czyli staruszka jednak pizgła ją parasolką i doprawiła torebką.

po czym znalazła się ponownie w pokoju 483.
Nie nudzi jej się?
Ale że jak, teleportowała się?

Była zaskoczona, ale zbytnio nie bała się tak przebywać.Ujrzała na oknie znaną jej osobę, nie wiedziała dokładnie kto to jest, nie znała imienia ani nazwiska osoby.
Wyobraźcie sobie tę sytuację: podrzędny hotel, pokój na czwartym piętrze i nagle gęba za szybą. A ta tylko “jest zaskoczona”. Kurde, ona musi mieć nerwy jak liny cumownicze.

Kojarzyła ją tylko z widzenia. Podeszła bliżej,
żeby popukać w szybę, tak jak stuka się palcem w szkło akwarium, bo rybka się nie rusza.

a tajemnicza zjawa powiedziała jej "Jakim byłam, jesteś ty. Jakim jestem, będziesz ty".
Skotłowała przy tym rodzaj gramatyczny, ale nie wymagajmy zbyt wiele od zjawy za oknem.

Dziewczyna przestraszyła się tego dosyć mocno i przeszły po niej ciarki. Miała pojęcie, że to jest osoba nieżywa.
Gdyż wyłącznie osoby nieżywe mają tendencję do łażenia po parapetach i wygłaszania aforyzmów.
Może zauważyła te odpadające kawałki i rój much.

Kiedy odeszła od okna,ona zniknęła.
Po prostu spadła z czwartego piętra. Lajf is brutal...

Katy w pewnym momencie znalazła się w kuchni. Przeżyła tak zwane deja vu...
Już kiedyś była w kuchni. Niesamowite.

Następnie zaparzyła herbatę. Zawołała chłopaka, żeby razem ją wypili. On nie odpowiadał. Zastała go w sypialni wybijającego szybę.
Jak remont, to remont. Idziemy na całość!

"Kiedys już coś podobnego było..." - pomyślała.- Ale zaras! Bill! Przestań! Co ty wyrabiasz?! - krzyknęła ze złością i zdziwieniem.
- Wybijam szybę, nie widzisz?

- Jakim byłem, jesteś ty. Jakim jestem, będziesz ty...
Traktując to dosłownie: “jakim byłem wymalowanym pajacem, taki ty teraz jesteś. I niedługo będziesz jak ja łaził po parapetach, stukał w okna i patetycznie bredził”.

Tak, a czy wspominałęm, że "Humanoid" może być również bez serca, duszy i ludzikiego rozumu?
Ach, te ludziki.
Bez serc, bez ducha, to humanoidy
cierpiące strasznie na hemoroidy,
taplające się bez czucia w egzystencji zupie
gdy cały ból istnienia zamyka się w kupie.


No, teraz wiesz wszystko.Zapamiętaj sobie to na tą Twoją ostatnią godzinę... - odpowiedział bez tonu w głosie i z pustką.
Skoro mówił bez tonu w głosie, to znaczy że tylko ruszał paszczą jak ryba.

- Co?! Ale ja nie wie...m o c.. Ci chodz... - oznajmiła powoli zciszonym i spokojnym głosem.
Spójrzcie na ten kalambur i zapamiętajcie go, bo w nim jest MOC!
Skywalker, pożycz miecza...
Nic z tego. Uwiązł po rękojeść.


Kiedy otworzyła oczy, leżała w parku i zauważyła tam małą  dziewczynkę, która wyglądała jak bardzo znana jej osoba. Dziewczynka ta nosiła zniszczone ubrania i smutną minę.
Miny przeciwpiechotne są nie tylko bardzo smutne, one nawet miewają depresję.
Co gorsze, gwałtownie wybuchają, gdy poczują się dotknięte.

Katy zobaczyła czarnowłosego chłopaka przechodzącego obok małej. W pewnym momencie skojażył jej się on z Billem. Była jakby w przeszłości. Tym razem chłopak nie pomógł jej. Szedł i nawet na nia nie spojżał. Był wpatrzony w siebie.
Solennie sobie obiecał, że drugi raz nie popełni podobnej głupoty.

* Katy szła za małą dziewczynką. Okazało się, że ona doprowadziła ją do Polteru. W pewnym momencie, po długim spacerze, obie znalazły sie Przed bramą do domu Ciemnowłosej.

Bill budzi sie w hotelowym pokoju 483. Mówi do siebie [ od rzeczy] z zamkniętymi oczami i podniesionymi rękoma.
A ten skąd tam się wziął?
Tunel czasoprzestrzenny go wypluł.

Zaczyna krzyczeć, a Jego błyszczące, brązowe oczy powoli otwierają się i widzi przed soba bramę z napisem "Polter".  Po chwili zauważył przed sobą Katy.
Gdzie się podziała Katy?
Stała się nam bramą.

Jego soczewki ujrzały również małą dziewczynkę, bardzo podobną do Jego bliskiej znajomej.
Natomiast siatkówka rejestrowała obraz niewielkiej drewutni.

Chwilę potem zorientował się, że to jest ośmioletnia Katy. Pobiegł za nimi i zatrzymał się przed domem dziewczyny. Odważnie wszedł do środka.
Zaraz, zaraz! To ta nieszczęsna sierotka, odziana w łachmany i grzebiąca w śmietnikach, ma swój dom?
No wiesz - Home is where your heart is . Jeśli dobrze czuła się w śmietniku... Niektóre są takie zamykane na kluczyk.

Skradał się za nimi, aż przed Jego oczami ukazała się pozytywka, z której jak podejrzewał, wydobyłały się ułamki sekund rozmowy Billa z Katy, z dzieciństwa.
Jakby to powiedzieć... Pozytywka to nie dyktafon, żeby można rejestrować rozmowy. To takie ustrojstwo z kolczastym bębnem i metalowym grzebieniem.

Otrząsnął się i podszedł przodem do ściany, obrócił się, usiadł pod "Śnieżką" koloru czarnego spalonego popiołu
To była tak zwana Bardzo Ciemna, Śnieżna Biel.
Czarny śnieg
Sypie się z czarnych chmur.
Nic nie poradzę.
Od kiedy nie ma Cię tu.
Czarny śnieg klei mi się do ust
I nie przestanie,
Dopóki nie ma Cię tu.
(Papa Dance)

i chwycił się za głowę.
Strzelił facepalma.

Czuł jakby był tam razem z Katy. Z małą Katy. Z Katy, która niewinna i bezbronna uwiezyła takiemu humanoidowi z lodowatym sercem, które dnia spotkania, cudem zrobiło się cieplejsze.
To miał w końcu to serce czy go nie miał?!
Może miał odłączane, jak przenośny dysk.

- Nie powinienem Cię ratować, przepraszam, nie przewidziałem tego co się stanie.
Przekładając na ludzki: “lepiej byłoby, gdybyś zdechła na śmietniku, ale kto mógł przewidzieć, że jesteś nienormalna”

Źle zrobiłem, Katy odejdź, obydwie odejdźcie, zostawcie mnie samego. Chcę tu zostać tak długo, aż moje metalowe żarówy i lodowate serce w końcu się rozbiją i będą takie jakby nigdy ich nie było.
Metalowe żarówki? Rumianek nie daje takich wizji.


Jasza balansujący na parapecie i stukający w okno na czwartym piętrze, Kura z sercem na kabelku, Dzidka, również będąca, jakby nie było, humanoidem oraz nasz podręczny Poltergeist Maskotek, piszący wyłącznie czarnym piórem
pozdrawiają z Hotelu Niewyjaśnionych Zgonów.


9 komentarzy:

Gabrielle pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Gabrielle pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Gabrielle pisze...

· Anka aka Eowyn
Nie będę cztać całej komentarzowej dyskusji. Droga Uke, sama BYŁAM aŁtorką (tak, nie wstydzę się tego określenia, bo do ówczesnej mnie w 100% pasowało). Nigdy co prawda nie publikowałam nigdzie swoich koszmarków (i chwała Boru za to), ale uważałam je za dzieła wybitne, które po wydaniu zostaną bestsellerami. Już, już miałam to to zacząć publikować na blogu właśnie, gdy z niebios zstąpiły mi analizatornie, a zwłaszcza SuS. Boru, gdyby nie analizy, wolę nie myśleć, jaką aŁtorką byłabym teraz. Czyli reasumując, analizy mogą pomóc w niepsuciu sobie opinii w internecie na przykład. Weź się nad ty, droga Uke zastanów.


A analiza jak zwykle świetna.
· Szapi
hahahahaha uwielbiam was po prostu, poprawiłyście mi humor
· Peszek
Kocham SuS :D PRzekwikaśna analiza.

Zainspirowane między innymi wami też spróbowałyśmy analizować, zanalizowani.blogspot.pl. Czas się podzielić, gdyż zdecydowanie leżycie u genezy tego pomysłu.
· Ome
Dzięki, Kuro, skorzystam z polecenia :)
· kura z biura
No proszę, najciekawsze rzeczy dzieją się, jak mnie nie ma. Bu.
Ome, zacznij słuchać, polecam. Ja zaczęłam właśnie dzięki temu opku (nawet z głupich opek bywa pożytek!) i cholernie mi się podobają!
· Ome
Jaszo, racja! Czy mogę liczyć, że Walerian pożyczy mi swoją czarną, czarną, mroczną i czarną pastę, która czyni z kota czarnego, czarnego tygrysa? :)
Coś czuję, że określenie "olśniewający uśmiech" nabierze po tym zabiegu zupełnie nowego... odcienia.
· jasza
@Ome:

Nikt nie pomyślał o czarnej, czarnej paście do zębów.
· Sierżant
>Nie jest to zbyt miłe, znaczy afera, więc dlatego zacytowałem "be careful...".
Dlaczegóż uważasz, że afery nie są miłe? Osobiście je uwielbiam.

>Czy tak miło jest z kimś się kłócić? Tego chciałaś?
Generalnie - tak. Co prawda wolałabym spierać się z kimś, kto nie udaje, a wierzy w to, co pisze, ale jak widać - nie można mieć wszystkiego.
· uke
1. Po co - z nudów. Kiedyś zanalizowaliście mi bloga, wkurzyłem się, ale potem poszedłem po rozum do głowy. Odczuwam w stosunku do was wielką sympatię, ale jednocześnie śmiać mi się chce z waszego - miejscami - zadufania. Nie miejcie mi tego za złe.

2. "Czyli co? Proszę, rozwiń myśl, bo teraz nie wiem, czy powinnam się popłakać, że "wkurzona aŁtoreczka" okazała się prowokacją, czy mam przestać liczyć na wizytę trolla, boś nas tak przegadał, że nam w pięty poszło?"
Nie. Tak bardzo chciałaś mieć aferę w komentarzach, że spróbowałem ją zrobić. Nie jest to zbyt miłe, znaczy afera, więc dlatego zacytowałem "be careful...". Czy tak miło jest z kimś się kłócić? Tego chciałaś? (pomijając moje przyznanie się, ale to przez Jaszę, który uświadomił mi błąd mojego życia, fukc! A wcale was nie przegadałem - nie miałem zamiaru, za wysokie progi na moje nogi :P

Tyle. Ostatni mój wpis. Nie przejmujcie się mną i wybaczcie głupiemu.
u.
· Sierżant
>Sierżant, chciałem Ci tylko pokazać, tego, "be careful what you wish for" ;-)

Czyli co? Proszę, rozwiń myśl, bo teraz nie wiem, czy powinnam się popłakać, że "wkurzona aŁtoreczka" okazała się prowokacją, czy mam przestać liczyć na wizytę trolla, boś nas tak przegadał, że nam w pięty poszło?

A tak całkiem przy okazji, wyjaśnij mi słońce, najlepiej łopatologicznie i żołnierskimi słowami: po co?
· Rzepicha von Mjensen
A kod świetny. Mój jest banalny: wulvx. Chlip.

Oj, jest genialny ten kod, zaprawdę! ;)

Gabrielle pisze...

· Ome
Szproto, dziękuję, a może przy okazji SUS machnąłby mi remont pokoju? *ładnie prosi*
Żeby nie było zbytnio offtopowo - drodzy SUS-owcy, jakże ja się cieszę, że za tydzień poczytam znów o czarnych łazienkach, o sprzedawaniu i kupowaniu... ruchomości oraz o smaganiu się czule pejczykami po zadkach.
Przez to wszystko chyba zacznę słuchać analizowanego zespołu ;)
A kod świetny. Mój jest banalny: wulvx. Chlip.
· uke
Sierżant, chciałem Ci tylko pokazać, tego, "be careful what you wish for" ;-)
· szprota
Ome, łazienka jak w banku :)

PS kodem było słowo "kuywo". Nic dodać nic ująć.
· uke
Siet, no faktycznie... A ja zawsze w dopełniaczu... No Kuźwa!

*Też jestem zniesmaczony. Sobą. Idę posypać łeb popiołem*
· jasza
Ale nie da się je nauczyć choćby skakania przez obręcz, a co dopiero poprawności językowej."

"Je" nauczyć?

Tak właśnie, [je].

Tak właśnie wygląda prawidłowa forma biernika w deklinacji zaimka wskazującego rodzaju żeńskiego, liczby mnogiej.
· Sierżant
Powiem krótko:
Uke, jestem zniesmaczona.
· Ome
" * uke
*
* 2010-09-10
* 20:44:07
* 83.28.34.113

No dobra :-) Już przestaję, nawet, kurna, udawać nie umiem. To było specjalnie dla Sierżant i całej reszty SuS-owej załogi. Pozdrowienia z południowo-wschodniej Polski :-)"


E... mówiąc szczerze, ja się nie ubawiłam. To między innymi przez takie "podpuchy" nie chce mi się często wtrącać w dyskusję, a jak się wtrącę, to się okazuje, że cała moja produkcja na darmo.

SUS-ie, czarną łazienkę raz poproszę, w ramach szkód moralnych.
· uke
Hm. Możliwe - przed polonistą się ukłonię, ale moja intuicja wyje! Jest to gdzieś w sieci, bo jestem jak niewierny Tomasz?
· Dzidka
@uke
"Ale nie da się je nauczyć choćby skakania przez obręcz, a co dopiero poprawności językowej."
"Je" nauczyć?"

Tu oczywiście masz stuprocentową rację, jak widzisz, i koledze Jaszy czasem omsknie się paluszek z klawiatury :)
Tylko widzisz, my się przyznajemy do ewidentnych błędów, przyglądamy się im i obiecujemy poprawę. To jest miarą dorosłości ;-) Jeśli aŁtoreczka natomiast na widok naszej krytyki zaczyna krzyczeć, bluzgać, kasować komentarze czy nawet kasować bloga - to jak tu ją traktować jako dorosłą osobę, za którą zapewne się uważa?
Czy naprawdę sądzisz, że odpowiedź:
- Jak ci się nie podoba, to wypier*alaj! Może robię błędy, ale ważne jest to, że ludziom się podoba to, co piszę!
zasługuje na jakąkolwiek reakcję inną niż politowanie?
Przecież ta dziewczynka za kilka(naście) lat pójdzie na studia i do pracy. I co - wyobrażasz ją sobie, jak stoi przez dziekanem i wrzeszczy:
- To co z tego, że w mojej prezentacji są błędy ortograficzne! Przecież ważne jest to, że interesująco przedstawiłam problem przeludnienia w afrykańskich krajach Sahary!
Albo:
- Panie prezesie, co z tego, że napisała "ktury to kontrachent zahowóje się jak hój"- przecież istotne jest to, że on już jutro dostanie moje pismo i będzie wiedział, że ten kontrahent to faktycznie jest ch*j!

Chciałbyś mieć taką studentkę/pracownicę? Naprawdę by ci to nie przeszkadzało?...
· uke
No dobra :-) Już przestaję, nawet, kurna, udawać nie umiem. To było specjalnie dla Sierżant i całej reszty SuS-owej załogi. Pozdrowienia z południowo-wschodniej Polski :-)
· Raven
A ja nie jestem zadowolona, jak ktoś gwałci zasady ortografii.

Gabrielle pisze...

· Ome
Nie, to nie jest pesymizm ani tym bardziej nie zgorzkniałość, to realizm; za dużo blogów widziałam, komentowałam i ze zbyt wielu wynosiłam owe bluzgi, bym nie zdawała sobie sprawy z proporcji. Oczywiście, że są osoby, które na uwagi negatywne umieją reagować w sposób konstruktywny - ale, niestety, mało ich, szczególnie wśród osób nastoletnich.

Oj, Uke, Uke, Ty się bawisz w detektywa? ;) Nie, mój realizm (który nadmierni optymiści lubią zwać zgorzknieniem, a ze mnie po prostu sceptyk, co Sekstusa wielbi) nie przyczynił się do mojego eksbelferstwa, które w sumie wcale "eks" nie jest, tylko teraz ze szkoły przeszło na uczelnię. I wiesz - zawału można dostać, gdy studenci filologii o ortografii i interpunkcji mają takie pojęcie, jak ja o całkach (czyli: jest, ale co to jest, to już diabli wiedzą).

Dołączam się do tego, co pisze Raven: gdzie tu są bluzgi? Jasne, widywałam analizatornie bluzgające, ale to były analizatornie na poziomie chlewa; SUS (i PLUS) nie bluzgają i nie p0rzypominam sobie, by jechały po autorach; wyśmiewają się z błędów - i, co warto podkreślić mocno, bardzo mocno, nie chodzi tu o drobne błędy etc., bo literówka każdemu się może trafić; bogowie, nawet ort, no po prostu bywa. Ale analizatornie na swój cel biorą coś diametralnie innego: teksty ociekające błędami wszelkiej maści, o maksymalnym stężeniu idiotyzmów etc. Trudno nie wychodzić z siebie, gdy się widzi np. bohaterów pod trzydziestkę, którzy zachowują się jak piętnastolatki (czyli jak autorki) albo takie bzdury psychologiczne, merytoryczne czy fabularne, że zaczyna się gryźć własną klawiaturę.

(Co do traktowania - jasne, że w żaden sposób Ci tego nie udowodnię, ale specjalnie mi nie zależy; powiem tylko, że moje klasy za mną przepadały, do dziś się z paroma osobami prywatnie spotykam, chociaż po pierwszym dyktandzie nie zostawiłam suchej nitki na ich znajomości polszczyzny.)

Jeszcze jedna rzecz - mnie analizy za serce chwytają, bo sama piszę. I to dla mnie taka forma memento: sprawdzaj zawsze swój tekst na wszystkie strony, żebyś nie zaczęła produkować czegoś, nad czym Szprota, Kura, Jasza z Kocuerm lub reszta SUS-owców (prywata: pozdrawiam Was!) płakałaby ze śmiechu.
W ramach bonusu: tu, na tej analizatorni, trafiały się zanalizowane autorki, które - wcześniej lub później - stwierdzały: ta analiza pokazała mi moje błędy, bo dotąd mi wszyscy kadzili - i teraz to nawet sama się śmieję z głupot, które pisałam.
I za tę postawę te autorki szczerze szanuję.
Kończę, bo SUS odprawi nade mną egzorcyzmy (w czarnej łazience i z tą nieszczęsną kaczuszką), żebym nie zagadała ludzi na amen.
· szprota
Pewnie nie, ale dlaczego miałoby to nas martwić?
Że się zacytuję: "Autorka w tym kontekście oznacza narratorkę. I przykro mi, ale jeśli nie potrafi ona zapamiętać, co napisała na początku opowiadania, to dlaczego mielibyśmy jej tego nie wytknąć? Ze współczucia? A co z czytelnikami, którzy nie są przez nią szanowani na tyle, by zechciało jej się sprawdzić, co popełniła kilka linijek wcześniej?"
· uke
Faktycznie! Przepraszam, może trochę zbyt poważnie to ująłem. Może nie są to bluzgi, ale z pewnością "Ałtorka" nie cuje się zadowolona z takiego jej "obracania" w tę i we w tę.
· Raven
@uke: Ekhem... Komentarz dodany przez uke, dnia 10-09-2010, godzina 20:20, sekund 26.
A nie, szprota mnie ubiegła. Dzień Szprociego Ubiegania? :)
Masz podobną przypadłość, co autorka zanalizowanego opka - nie pamiętasz, co pisałeś przed chwilą.
· szprota
"Dlatego się, hm, "burzę", bo owe ałtorki są przez was odzierane z godności. Takie bluzgi powodują jeszcze więcej narastających problemów."
Te bluzgi. Nie bardzo wiem, co przez nie rozumiesz. Liczę na wyjaśnienie.
PS tak, mam zwierzęta i tak, traktuję je lepiej niż ałtoreczki - są w końcu na naszej planecie o wiele dłużej :)

Gabrielle pisze...

· uke
;-) Jaszo (dobrze odmieniam) - cóż to ma być?

"A my aŁtoreczki traktujemy gorzej niż zwierzęta.

Ale nie da się je nauczyć choćby skakania przez obręcz, a co dopiero poprawności językowej."

"Je" nauczyć?
· uke
No masz, następna nadintepretuje i wciska mi to,c zego nie powidziałem! Jakie znów bluzgi?
· Raven
Uke, naucz się dostrzegać różnicę między bluzgiem a krytyką. Czy ktoś nazwał autorkę opowiadania debilką czy leśną grzybiarką? To są bluzgi.
· uke
Hej - ale to mocno negatywne podejście. Tymbardziej że jesteś jak piszesz eksbelfrem - czy ta zgorzkniałość sprawiła, że przed nazwą zawodu pojawiło się "eks"? Wiele poradników metodycznych rzecze, że złością, karami, złośliwością nie da się wiele zdziałać. Dlatego się, hm, "burzę", bo owe ałtorki są przez was odzierane z godności. Takie bluzgi powodują jeszcze więcej narastających problemów. Macie zwierzęta? Na zwierzęta się nie krzyczy, nie bije się ich, można co najwyżej uciekać się do sposobów sprytnych, jakichś repelentów itd. A Ałtorka ma być gorsza niż zwierzę - nie chcę wiedzieć, jak traktujecie swoje dzieci/wychowanków (rodzone dzieci i uczniów w szkole).
· Ome
Uke, mam propozycję: zrób to, co tak szumnie doradzasz. I wtedy zobaczysz.
Bo widzisz, ja już mam za sobą zwracanie uwagi, wskazywanie błędów etc., łagodne i mniej łagodne. Po tym, jak zostałam wiele razy zbluzgana i usłyszałam od aŁtorek (tak! To "Ł" należy im się całkowicie!), pod adresem swoim i cudzym, że nie życzą sobie negatywnych uwag/nie interesują ich błędy i nie będą ich poprawiały/jak mi się nie podoba, to mam spadać na bambus (wersja łagodna), a nie czepiać się, że "który" to się przez "u: nie pisze - po tym wszystkim widzę, że na wiele osób jedynym sposobem jest analiza.
Spójrz jeszcze na wiele regulaminów i/lub notek wstępnych na blogach: tam jest wyraźnie powiedziane, że komentarze negatywne będą kasowane. Bo wolno tylko wielbić.
A ja się tak nie bawię.

I to Ci mówię także jako eksbelfer, któremu uczniowie często marudzili: "tylko niech mi pani nie podkreśla błędów w zeszycie". Bo najwygodniej zamykać oczy na swoje błędy.

Tak, rozśmieszył mnie Twój komentarz. Rozśmieszył również dlatego, że wyobraziłam sobie, jak wybierasz się na jeden z analizowanych blogów, zwracasz uprzejmie uwagę, po czym, otrzymawszy swoją porcję aŁtorskich bluzgów, wychodzisz z danego blogu z niesmakiem jak stąd do Madagaskaru.

A co do "nadinterpretacji" - nie, ja nie nadinterpretuję. To było ironiczne wskazanie, do czego można się posunąć przy tym zawziętym nastawieniu na "nie" wobec analiz.

Nie mówiąc już o tym, że - by sięgnąć choćby do niedalekiej przeszłości - liczne kabarety wyśmiewały się z polityków, z tego, do czego oni doprowadzają etc. I to się zwie sztuką.
Ja zwę sztuką również analizę - taką jak na SUS-ie.
· szprota
A dlaczego nie? Analizy służą także i rozśmieszeniu czytelników.
Autorka w tym kontekście oznacza narratorkę. I przykro mi, ale jeśli nie potrafi ona zapamiętać, co napisała na początku opowiadania, to dlaczego mielibyśmy jej tego nie wytknąć? Ze współczucia? A co z czytelnikami, którzy nie są przez nią szanowani na tyle, by zechciało jej się sprawdzić, co popełniła kilka linijek wcześniej?
· szprota
A rzeczeni autorzy publikując swoją twórczość w internecie godzą się na to, że pojawi się ktoś, kto ich twórczość skrytykuje, wytknie nielogiczności i wskaże błędy.
No - a jak nie ma za co pochwalić, to i pochwał nie ma.

Gabrielle pisze...

· uke
"Autorka kręci. Ponoć Katy nie znała nawet swojego imienia, a co dopiero nazwiska, więc Lorning nie powinno się jej z niczym kojarzyć. W dodatku ojciec podpalił dom, a matka zginęła w lesie, po czym pojechali do hotelu aby umrzeć sobie w niewyjaśnionych okolicznościach, biorąc jeszcze jakiś krewnych po drodze.
Boru, czego Ty wymagasz? Wzmianka o imieniu była na samym początku opka, sądzisz, że pamięć ałtorki jest w stanie sięgnąć tyle rozdziałów wstecz?"

To z pewnością jest wyśmiewanie się z opowiadania, jasne. "Pamięć ałtorki...", "Autorka kręci..." - takich wzmianek jest na kopy, we wszystkich analizach! Weźcie mnie nie rozśmieszajcie.
· Dzidka
*Wzdycha i powtarza ze znudzeniem po raz 189273645739-ty*: nie wyśmiewamy się z autorów, wyśmiewamy się z opowiadań przez nich tworzonych. Naprawdę, chyba będziemy musieli jakiś statut tutaj machnąć, albo co.
· Uke
"I nie wolno niczego i nikogo krytykować, no bo co w końcu, kurczę blade! (Jak to mawiał Mikołajek.)"

>> Nie powiedzialem że nie wolno, ale że trzeba się przed krytykowaniem trochę zastanowić! Teraz wiem że będziecie wyśmiewać się ze mnie ale ja mam współczucie dla ludzi a wy nie. Oczywiście że krytyka pomaga ale tylko dobra kry tyka ponieważ jak jest taka jak wasza to nic nie pomaga autorowi. Naprawdę wiem coś o tym i zawsze trzeba choć jedno zdanie pochwalić a najlepiej wymieszać pochwały z ostrą krytyką.

"Na stos z tymi, co krytykują! Podrzeć słowniki ortograficzne, odebrać nauczycielom prawo do poprawiania czerwonym długopisem prac klasowych, zabronić egzaminatorom oblewania tych, którzy źle odpowiadają!"

>> To jest nadinterpretacja. Chyba widziz różnicę miedzy wyśmiewaniem kogoś a zwróceniem mu uwagi w stylu: "O, tu masz błąd, popraw". Wszystkie analizatornie mnie denerwują bo jest to robienie sobie jaj z maluczkich. Nie macie w życiu co robić? Płacą wam za to? Tak, wiem, satysfakcja :P

"Przepraszam, ale popłakałam się ze śmiechu, czytając komentarz poniżej i jakoś nie mogłam się powstrzymać. Za karę SUS może mi przemalować łazienkę na czarno jak u Tilla, jeśli taki będzie wyrok zacnych analizatorów ;)"

>> Ach więc cię rozśmieszyłem! Dobre - idź więc dalej wyśmiewać czyjeś błędy może i u mnie coś znajdziesz w takim razie

(To było do wszystkich)
· szprota
W czarnej łazience, w czarnej wannie, pod czarną pianą leżała Ome, a jej żółciutka gumowa kaczuszka piszczała "kuchnia w moździerz, jak ja tu nie pasuję!".

Zamierzchłe epoki są fajne, ale i tę przyjmę. Takie to Uke pocieszne, może jeszcze coś napisze?
· Ome
Czarna woda... tylko jeśli mydło, ręcznik i krem do rąk też będą czarne!
W końcu jak być mHrocznym, to na całego.

A tam, pisanie z sensem. Co Ty, Szproto droga i zacna, z jakiejś zamierzchłej epoki jesteś?
To podajmy sobie ręce ;)

· szprota
Ome, woda w kranach też ma być czarna? ;)
Swoją drogą moja też mieć marzenia i nie cierpieć, jak się ich rujnuje - np. marzenia o tym, by ludzie pisali z sensem...

· Ome
I nie wolno niczego i nikogo krytykować, no bo co w końcu, kurczę blade! (Jak to mawiał Mikołajek.) Na stos z tymi, co krytykują! Podrzeć słowniki ortograficzne, odebrać nauczycielom prawo do poprawiania czerwonym długopisem prac klasowych, zabronić egzaminatorom oblewania tych, którzy źle odpowiadają! A prezydentów powinniśmy mieć tylu, ilu kandydatów się zgłosiło, bo inaczej tym odrzuconym zrujnujemy marzenia!

Przepraszam, ale popłakałam się ze śmiechu, czytając komentarz poniżej i jakoś nie mogłam się powstrzymać. Za karę SUS może mi przemalować łazienkę na czarno jak u Tilla, jeśli taki będzie wyrok zacnych analizatorów ;)

· uke
Hej, to wcale nie było śmieszne! Nie bądźcie już tacy zabawni na siłę bo nie ma się z czego śiać! Pomyślcie lepiej nad tym ż by samemu coś napisaća nie wyśmiewać kogoś innego. Ktoś inny może mieć własne marzenia i nie cierpieć jak ktoś mu ich rujnuje!

Gabrielle pisze...

· SStefania
"Czytałam, że w pewnej chińskiej rodzinie z początków XX wieku córki nazywano po prostu “Pierwsza dziewczyna”, “Druga dziewczyna” itd." - w Azji nadal się to praktykuje, np. japońskie imię 'Ichirou', czyli 'pierwszy syn' jest bardzo popularne. A nie czytałaś może przypadkiem o dworze Ludwika XV, który miał same córki i im nadawano ksywki (poza imionami) 'pani pierwsza', 'pani druga' i tak dalej? Jest to związane z dość popularną anegdotą, więc wiadome.

"- Dlaczego płaczesz Bill?
- Bo masz kościsty tyłek." - dziękuję, ten lol był mi potrzebny.

Yyy, Bill - malarz? Ale dlaczego nie pozwoli mu pozostać muzykiem, skoro już brata (i chyba resztę rodziny też) odebrała?...

"Bill zaczął krzywdzić Katy i wyzywać ją od najgorszych. " - jesteś NAJGORSZA!

" Hihi, a mnie się przypomina czarna, czarna łazienka Tilla... :D"
KJEDY TSZECIA CZEŃŚĆ?!

"Jego soczewki ujrzały również małą dziewczynkę, bardzo podobną do Jego bliskiej znajomej. " - ej no, ale oryginalność, wreszcie ktoś nie patrzy tęczówkami! Chyba, że miała na myśli soczewki kontaktowe, lol.

Tytułem czepiania się: nie podpisaliście się na początku, kto jakim kolorem komentuje, a na stronie z komentarzami nie działa link do 'maskotka'.
· Insomnia
Nic nie rozumiem. Kompletnie. Ale dzięki ostrzeżeniu zamieszczonemu na początku, zdążyłam się na to przygotować. Bardzo dziękuję.
A analiza zacna :)
· Raven
To jest trudniejsze do ogarnięcia, niż plan zajęć na studiach... Na trzeźwo się nie da...
· Pigmejka
Łiiii, zlot mi się przypomniał!!! ^^
Strumień kwadratowych łez i choinka pijanego sąsiada oraz humanoidy z hemoroidami rządzą. Depresyjne miny rządzą jeszcze bardziej. Ech, wszystkie Wasze teksty są cudne! :D
· szprota
Zepsuły mnie urażone, wybuchające miny Jaszy. Good job.

PS kodem było słowo "szene". Nie wiem, co o tym myśleć.
· Ithildin
Ha, wszyscy zauważyli to podobieństwo do Pokoju 1408. Tylko prędzej do filmu na podstawie opowiadania niż samego opowiadania...
Swoją drogą też się stęskniłam za analizami TH. Fajnie, że w końcu jakaś była:)
· Kamyq
Podpisuję się pod komentarzem Ome, też zauważyłam tfu!inspirację "Room 1408". Za to analiza kwikaśna! ^^ W pewnym momencie olałam opko i czytałam tylko wasze komentarze. A przy gałkach ocznych na szypułkach niefortunnie napiłam się herbaty, i zaplułam klawiaturę.
· Ome
Świetna analiza, świetna! Uśmiałam się niemal do łez.
Przy okazji - ten aŁtoreczkowy motyw pokoju zalatuje mi mocno plagiatem "1408" Kinga... Tylko, rzecz jasna, aŁtoreczce do Kinga jest jak mrówce do słonia.
Oj, potrzebowałam dzisiaj takiej dawki śmiechu, a wierszyki są cudne.
· Demon z Otchłani
Ale... to już koniec? Nikt nie wyjaśni zagadki? Ja nadal nie wiem o co chodzi! Zgubiłem się w jakemś tunelu czasoprzestrzennym czy czymś podobnym.
Na Ciemność, to opko źle robi na mózg, ale muszę przyznać, że mi się taka psychodela podoba. *Patrzy z niesmakiem na swoje opowiadanie* Ja tak nie umiem... =(

Pozdrawiam.
· Serpentine
Uwielbiam was i czytam w pracy co czwartek. Pozdrawiam wszystkich analizatorów!
· Picara
Dziwne, ale tęskniłam za analizami o tokiohotelowcach :( Apage!

Anonimowy pisze...

"A teraz, Drodzy Czytelnicy, zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie od lat niemyte monstrum, w łachach znalezionych na śmietniku, lekko zawszone, lekko zapchlone i z niewielką egzemą.
Idealna towarzyszka zabaw Waszych dzieci, nieprawdaż"
Mówicie o małej dziewczynce???