piątek, 1 marca 2013

213. Taniec z szablami, czyli Naftaliną we wroga!


Dziś będziecie, Drodzy Czytelnicy, świadkami bitwy na miecze, sztylety i kulki naftaliny. W roli głównej - skrytobójczyni w szacie obszytej brązową nicią, wynajęta przez Gildię Złodziei do zamordowania kupca handlującego czymś po nocach. Handlował parchatymi dywanami, czy raczej żywym towarem, tego nie wiadomo. W każdym razie - większość opka to rozpierducha z mocnymi elementami nieprawdopodobieństwa. Czyli jak Pisak wyobraża sobie, że jest Sapkowskim i Pratchettem w jednej osobie. Indżojcie!


Analizują: Jasza, Purpurat i Kura.

http://opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=71111

Pędzili galopem na swych czarnych jak noc koniach, co i róż spoglądając się za siebie.  
Konie były czarne, a róż się za jeźdźcami ścielił. Jeden miał żółtaczkę, drugi czerwonkę, trzeci był zielony na twarzy, czwarty miał gorączkę i emitował w podczerwieni.  
Za koniem koń, za milą mila,
I oka rzut w kolorze lila...

Pościg był coraz bliżej i nie było szans, by im uciec. Nie, kiedy ścigano ich na magicznie  zaczarowanych wierzchowcach.
Bo były też wierzchowce zaczarowane niemagicznie, lecz biurokratycznie. Z wielką pieczatką u dołu.
Zaczarowanie normalne. To dużo tłumaczy.

Podążało za nimi dwunastu żołnierzy, eskorta wysoko postawionego kupca, Eliasza,
Jeśli kupiec, to koniecznie Eliasz. W każdym Universum.
Może nie “koniecznie”, ale zwykle. Ciekawe, co zajumali, swoją drogą - funt mięsa?

który dokonał tej nocy żywota na oczach setki ludzi, podziwiających jego najnowsze egzotyczne towary.
Gdyż kupiec Eliasz nie miał kramiku na rynku, który zwijał o zmierzchu. Jak nic, otwarł galerię handlową, czynną całą dobę.

Zadanie było proste. Zabić. Nieważne jakim sposobem i w jakim miejscu. Mężczyzna miał być martwy nim nastanie poranek i tak się stało.
Oh, well, I stand corrected.

Nagroda była duża.

Wystarczyło teraz tylko uciec ludziom, którzy ich ścigali i wrócić do największego miasta portowego w tych okolicach, do Astargu.
A potem zamustrować się na pierwszą-lepszą fregatę, zresztą na cokolwiek co tam akurat stoi w porcie, ojej.
Małe miki.

Swoje miejsce znajdowały tu wszelkiej maści plugawe śmieci i typy spod ciemnej gwiazdy.
Gdyż w takim miejscu nikt nie będzie szukał mordercy, naprawdę.
No gdzie? Taż to w dziób można dostać...

To tutaj można było nająć najlepszych skrytobójców, nieustannie rywalizujących o zajęcie najwyższej pozycji i o miano najlepszego w swym fachu.
Coś tu nie gra. Czy przypadkiem najlepszy skrytobójca to nie właśnie ten, o którym nikt nic nie wie?
Ale widocznie panna chce zostać celebrytką. Cały ten zgiełk - heroldowie odczytujący na rynkach obwieszczenia władcy, legendy rodzące się w karczmach, w końcu rola główna w czasie egzekucji. Kariera sama się nie zrobi!

Chociaż było tu dużo przestępców, panował względny spokój. I to nie dlatego, że władze miasta potrafiły uporać się z problemem. Tak naprawdę paradoksalnie władze miasta, nie miały praktycznie żadnej władzy. Były tylko zwykłymi marionetkami. Kukiełkami, które tańczyły tak jak im zagrano, albo tak jak pociągnięto za sznurki.
Questa città, signori, è cosa nostra. Ricordate.

To zwykli figuranci opłacani przez wszelkie gildie kupieckie, rzemieślników, magów, czy nawet przez gildie złodziei, aby ustanawiane prawo było na ich korzyść.
O grrrówno, znaczy - jesteśmy w Polsce, czyli nigdzie?


Jednak tak naprawdę to ci ostatni mieli największy wpływ na wychodzące dekrety i przepisy, i to oni rządzili danymi dzielnicami miasta ustanawiając prawa, których każdy typ spod ciemnej gwiazdy musiał przestrzegać. Wzbudzali strach wśród mieszkańców, którzy unikali dzielnicy portowej jak tylko mogli.
Ale... Którzy to ostatni? Bo ja się pogubiłem. :(

W tym miejscu było najwięcej spelun, burdeli, czy karczm, gdzie po uiszczeniu odpowiedniej opłaty można było się dowiedzieć naprawdę wiele ciekawych rzeczy od karczmarzy.
- Nie, tej baraniny to pan nie zechce. Kaszaneczka za to jest - palce lizać!
- Ale mielonych pan nie bierz. Nigdy nie wiadomo, co tam wrzucą.

Jeśli wiedziało się gdzie szukać, można było dostać się do głównych siedzib pięciu największych gildii złodziei w mieście.
Pięć gildii  złodziejskich w jednym mieście?! Czytało się Pratchetta, ale nic nie zrozumiało z idei Vetinariego.
Ciekawe, czy mieli taki swój UOKiK.

Właśnie w jednej z takich otrzymała zadanie zabicia kupca. Nie interesowało ją to, dlaczego ma zginąć.
Złodzieje. Zabójstwo. Mhm, jasne. A druga gildia robiła w cateringu.
Trzecia w ogrodnictwie, a reszta prowadziła freblówki.

Liczyło się tylko to, kto ma zginąć, gdzie jest i ile dostanie za tą robotę. Jednak z tego co usłyszała kupiec ten postawił się gildii Jednorękiego, który przybrał taki przydomek dawno temu, kiedy służył w armii króla, gdzie w jednej z bit[e]w stracił rękę.
Zapewne to “przybranie” przydomka wyglądało jakoś tak:
- Noż lakudra wasza mać, od dzisiaj nie jestem Ciućmok tylko Jednoręki, pojęli?!

Nikt nie wie jak tak naprawdę się nazywa. Honoruje tylko tytuł Jednoręki. Każdy kto zwróci się do niego w inny sposób musi liczyć się z konsekwencjami.
Poklepywanie po ramieniu i okrzyk “Cześć, ziom!” stało się źle widziane. Każdy więc szedł mu na rękę.
No, bo inaczej na człowieku łapę położy, a wtedy to niech ręka Boska broni...

Nie było to dla niej jednak istotne, tak samo jak fakt, że kupiec musiał zginąć bo nie chciał płacić za ochronę swych towarów wystawianych na miejscowym targu.
Hm. W takim razie rzeczywiście Eliasz miał stragan. Czynny całą dobę. Sprzedawał artykuły pierwszej potrzeby, po które każdy przyleci w środku nocy.
Może prowadził fast food? Albo monopolowy? Skąd wiesz...
Tak mi przyszło do głowy - może po prostu prowadził burdel, a towar nocą sam się wystawiał?

Zadanie wykonała bezbłędnie. Nawet pościg nie wynikał z faktu, że dała się przyłapać na morderstwie.
Nieno skądże. Krzyknęła: “no co, chłopaki, gonimy się?!” i ruszyli w długą, aby odetchnąć świeżym, nocnym powietrzem i rozruszać konie.

Ach, jak przyjemnie tak w pościg ruszyć raz,
Gdy wieje lekki wietrzyk - to za mordercą w gaz!
Ach, jak przyjemnie tak konno mknąć przez noc,
Choć nie wie nikt, po kiego, to miło poczuć moc.

Co to, to nie. Chciała zając najwyższe miejsce w rankingu skrytobójców.
Mają jakieś dodatkowe punkty za okrzyk: “a i w dupę mnie całujcie”?!
Nie, tu nie “Götz”.
Skrytobójcy co tydzień ogłaszali swoje rankingi. Ci z pierwszej dziesiątki nie musieli przechodzić kwalifikacji przed zadaniami.

Chciała zakpić z innych ludzi. Pokazać im, że nikt nie może czuć się bezpiecznie, kiedy
ona jest w pobliżu. Żadni ludzie i żadne miejsce, nie daje dość bezpieczeństwa, by móc rozsiąść się wygodnie i uważać, że ma się problem z głowy. Dlatego zabiła tego grubasa na oczach innych, w momencie kiedy zachwalał swój egzotyczny towar.
Prowadził kebab. Ja wam mówię...

Sprawiał jej przyjemność widok ludzi, którzy oniemieli ze zdziwienia, kiedy zobaczyli jak ona wyłania się z cieni za plecami swego celu. Nim ktokolwiek zdążył zareagować [na] wyciągnięty sztylet, który błysnął w świetle księżyca, przeciął ze świstem powietrze, by podciąć gardło ofiary.
Mamy tu do czynienia z widowiskiem “Światło i Dźwięk”. Ale że na miarę wyobraźni Pisaka, no cóż...

Krew trysła obficie i głupi kupiec, niechcący płacić za ochronę swych towarów złapał się za zranione miejsce, nie chcąc dopuścić, by opuściło go życie, które tak umiłował.
Lol noob... Cięcie w szyję, od przodu, z wolnej ręki i jeszcze z długim zamachem (bo jak świsnęło, to musiało chwilę przez powietrze przechodzić)? Pomijam, że laska musiała po tym wyglądać, jakby właśnie zarzynała świnię albo była wampirem-hobbistą, już nawet pomijam, że to kompletna amatorka, bo nie daje pewności, że ofiara wykorkuje (do PT. aŁtoreczek: znajdźcie sobie chociaż książeczki Paladin Press, są na torrentach). Na dodatek - sztylet z założenia jest bronią kolną, nie sieczną, bo po prostu kształt ostrza to wymusza. Ale, zostawiając to na boku - na litość Boską, jak to się ma do tego rzekomego niewykrycia?


Usłyszała uderzenie jakiegoś przedmiotu o ziemie, ale nie interesowało ją to. Przez chwile pomyślała, że głupio było handlować w nocy, jak to jest w zwyczaju tego miasta.
Sensu za grosz, ale jaka sceneria i okazja do zaprezentowania przenikliwości boChaterki...

Miał szanse pożyć dłużej. Jednak wyparła tą śmieszną dla niej myśl z głowy, gdyż wiedziała, że ma tylko chwilę, nim ludzie i eskorta martwego kupca ockną się z tego co przed chwilą widzieli i ruszą za nią w pościg.
Stealth kill - you’re doing it soooo wrong.

Wycofała się więc do swego królestwa, do mroku, który dawał jej schronienie i szybko ruszyła w kierunku wyjścia z miasta, gdzie czekał na nią jej kompan wraz z końmi.
A bramy mieściny nie były zamknięte na noc.
Och, dyskretnie rozpirzyli bramy taranem. Luzik.

Przekradała się od cienia do cienia, szybko i zdecydowanie, nie wydając przy tym żadnego dźwięku.
Miała filcowe bamboszki, a espumisan też zrobił swoje.

Po kilku chwilach wspięła się na dach starej chatki
Który się pod nią nie załamał, bo blachodachówka mocna jest!

i stanęła w świetle, jakie rzucał na nią księżyc.
Podniosła pysk w górę i zawyła - “Przybywajcie!”
Nie kuś, bo jeszcze “Zmierzch” z tego wyjdzie.

W prawej ręce trzymała sztylet, który ociekał jeszcze krwią. Miała zaciągniętą na siebie czarną pelerynę, obszywaną po bokach brązową nicią.
I ta brązowa nić była świetnie widziana w blasku księżyca. I powodowała dreszcze u patrzących. Ojej.
Taaaak, zachlapana krwią, z narzędziem w grabce... Zaiste, była “specjalna”.

Kaptur drgał nieznacznie pod wpływem lekkich podmuchów wiatru. Stała tam przez chwilę, aż ją zauważono.
Skrytobójca wołający “a-kuku” jest ponad moje nerwy.
Iiii. Tutaj każde zdanie powinno się kończyć *ba dum tssss*, nie ma co się nerwować. Meliski?
Ha, wiem, kto był pierwowzorem tej postaci!

Kiedy wynajęci przez martwego kupca ochroniarze
Wynajem post mortem. Słodkie.
Mam pewne wątpliwości również co do ochroniarzy, ale nie uprzedzajmy faktów.

ruszyli za nią ta zeskoczyła z dachu i wykonała fikołek po ziemi, by zamortyzować upadek.
Wiiiiii...! Przepraszszm.

Poderwała się szybko na nogi i rzuciła biegiem przed siebie. Odwróciła głowę na chwilę za siebie, by zobaczyć, czy jest ścigana i kiedy utwierdziła się w przekonaniu, że tak istotnie jest, uśmiechnęła się i biegła dalej.
I tak tylko od niechcenia pokazała im wała. W blasku księżyca.

Po drodze nikt jej nie zatrzymał, ale nie obawiała się tego. Małe miasto w którym teraz przebywała nie było zbyt dobrze chronione przez żołnierzy. Nawet brama stała otworem dla każdego potencjalnego kupca, złodzieja czy mordercy.
To po jaką cholerę otaczano miasto murami i bramami? Dla ozdoby?
- Kochaniutki, tutaj walniemy bramę, rozumiesz, będzie boska, no po prostu nie będziesz mógł od niej oczu oderwać.

Do miasta mógł wejść każdy kto chciał i kiedy chciał .
To samo tyczyło się wyjścia.
No shit. Bramy były przepuszczalne w obie strony?
I nikt nie pobierał żadnych opłat za przywilej wejścia do miasta? Frajerzy.

Nie zdziwiła się więc, kiedy zobaczyła, że jej kompan stoi przy bramie i czeka na nią, zupełnie sam, bez żadnej straży. Kiedy zobaczył, że jest ścigana wsiadł na konia i czekał. Po chwili dołączyła do niego i wskoczyła na swego wierzchowca, i ruszyli.
Z piskiem podków.

Mężczyzna powitał ją gorzką miną i pytaniem.
- Co ty wyrabiasz?
- Zdobywam renomę – odparła z uśmiechem kobieta.
Mam plus sto do fajności, no nie?
Yeeeeehaw!

- Dając się wykryć?
Tak. Wyskoczę nagle zza krzaka i zrobię im brlingu-briling palcami na wargach. A potem jeszcze “a kuku!”

- Nie zrozumiesz. Jesteś zwykłym kuglarzem, który zamiast zdolności czarowania, posiada w swym zanadrzu magiczne sztuczki.
Odsunął nieco połę płaszcza, pokazując jej znacząco zanadrze. “Ok, to faktycznie... magiczne” pomyślała, nieco onieśmielona.


- Nie zapominaj, że potrafię też walczyć – odparł mężczyzna. – I to całkiem dobrze.
- Dlatego pozwoliłam na to, byś mi towarzyszył.
- Nie miałaś wyboru. Takie było polecenie Jednorękiego.
- Istotnie.
*ba dum tsss*
Widzisz? Zawsze pasuje.

Teraz, kiedy pomyślała o tym co miało miejsce jakiś czas temu zaśmiała się tylko, a jej towarzysz spojrzał na nią z wymownym pytaniem na twarzy.
- To idiotka jakaś?

Kobieta (wyjęła z tobołka ser) zaśmiała się jeszcze bardziej i odpowiedziała na nie zadane pytanie.
- Przeca widać!

- Zabawmy się. Mam ochotę na walkę.
- Eeee, myślałem, że przebierzesz się za seksowną pielęgniarkę...

- O czym ty mówisz?
- Pora dać się dogonić i zmierzyć z przeciwnikiem. I tak, by nas dogonił nim dotarlibyśmy do Astargu.
Znaczy, jak nas złapią, robimy dobrą minę do złej gry i udajemy, że tak miało być. Manewr znany w historii jako “wycofywanie się na z góry upatrzone pozycje”.

- Nie było by problemu, gdybyś nie postanowiła się ujawnić.
- To wszystko dla zabawy.
- Jesteś szalona, mówię ci!
- I piekielnie skuteczna. Nie zapominaj o tym.
Wiecie co? Ona mi przypomina Siriusa, usiłującego skrytobójczo zamordować piekarza...

Kobieta zatrzymała konia i zeskoczyła na ziemię. Towarzyszący jej mężczyzna nie mający innego wyjścia, uczynił to samo.
A nie miał innego wyjścia, bo...? Byli skuci magicznym łańcuchem? Obiecał umierającej matce, że będzie się nią opiekował?

Zatrzymał się w miejscu, jednak nie zamierzał zsiadać z wierzchowca, tylko przyglądał się w zdziwieniu swej towarzyszce.
- Pilnuj koni. Ja się nimi zajmę. Odjedź na bezpieczną odległość.
- Gdyż będę pizgać na ślepo.

- Chyba żartujesz. Chcesz się z nimi zmierzyć w tak otwartym terenie? Mają przewagę.
- Niekoniecznie.
Kobieta wyciągnęła z kieszeni metalowe kulki, co wystarczyło by mężczyzna pojął co za chwilę się stanie. Patrzył jak kobieta wychodzi naprzeciw pogoni, która zbliżała się w ogromnym tępię.
I zaraz będzie ich tępić. Kulkami z kieszeni. Jasssne.
Będzie w nich naftaliną rzucać? Jakie opko, taka broń chemiczna...

Nie czekając dłużej odjechał dalej, a kobieta upuściła na ziemie wyciągnięte przez siebie przedmioty i wyciągnęła sztylety do miotania.
To nie jest uczciwa walk, pomyślała i zaśmiała się, wiedząc, że ci którzy ją ścigają nie mają bladego pojęcia o kunszcie walki.
Chłopi z kłonicami też nie mają, a jak się kupą zbiorą, to i rycerza ukatrupią.

Potrafią tylko młócić bez żadnej finezji swymi mieczami. Dlatego też zginą, wbrew temu co im podpowiada zdrowy rozsądek. Czekała aż się zbliżą dostatecznie blisko, by móc zacząć miotać sztyletami.
Rozumiem, że dla pościgu żadnej broni miotającej nie przewidziano?
Miotali przekleństwami.

Widziała, a nawet i słyszała brzęk wyciąganej stali z pochew. Jeźdźcy zbliżali się, a gdy byli w odległości kilku metrów od niej, w ich kierunku pomknęły dwa pierwsze sztylety.
Samobieżnie.

Potem kolejne dwa.
Każdy trafił celu, zrzucając jeźdźców z koni.
Liczmy. Cztery sztylety, czterech jeźdźców...

Jednak tylko dwa sztylety dosięgły śmiertelnych miejsc. Pozostałe dwa zadały bolesne rany, wyłączając rannych z walki.
Fabuła z należytą powagą odciągnęła ich na bok.

Kobieta w tym momencie nadepnęła z całej siły na metalowe kulki, które uwolniły przezroczysty gaz drażniący nozdrza, nie czyniąc żadnych szkód oprócz tego, że nie pozwalał się skupić na walce.
Ciekawe. Hel, czy jednak gaz rozweselający?
Ekstrakt z onuc kompanii po trzymiesięcznych manewrach.

Konie mające bardziej wyczulony węch od ludzi, zareagowały w sposób jaki skrytobójczyni oczekiwała. Każdy z nich stanął dęba, a z niektórych pospadali mężczyźni, inni gorączkowo próbowali utrzymać się na grzbietach swych zwierząt.

Kobieta będąca przyzwyczajona do tegoż gazu, nie odczuła nić oprócz satysfakcji.
Natomiast jej koń, który już niejedno wąchał, spokojnie zaczął skubać trawę w rowie.
Bo fizjologia jest dla mięczaków. Mary Sue FTW!

Wyjęła kolejne sztylety i cisnęła je przed siebie.
Nie zważając, że napastnicy tymczasem ją okrążyli...

Obydwa (to już sześć) dobyły celu [zza pazuchy], zrzucając martwe ciała z koni na ziemie.
Znaczy, te ciała wpierw były martwe, nim dosięgły je sztylety, tak? Wysłali za nią zombie?

Pozostało sześciu przeciwników. Dwóch na koniu i czterech pieszych, którzy zaczęli ją otaczać.
Dwu na jednym? Ciekawe.
Templariusze!

Konni ją wyminęli i ruszyli w kierunku jej towarzysza. Wyciągnęła ostatni sztylet (siódmy) i cisnęła w ich kierunku. Sztylet wbił się w szyję jeźdźcy [czyżby “jeźdźcy” w rodzaju żeńskim?] , który/a zawył/a z bólu i spadł/a  na ziemię. Zastygając w bezruchu.
W locie, pół metra nad ziemią.

Następnie wyciągnęła swoje dwa sztylet wysadzane diamentami (razem - dziewięć), które [których] używała do morderstw lub walk, jeśli do niej doszło.
Bo do tej pory, to tylko takie giglanko było, a nie walka, ani morderstwa.
Taaa, bo narzędzie powinno być możliwie słabo rozpoznawalne, rozumiecie. :D

Spostrzegła wymalowaną ignorancje na twarzy swych przeciwników, którzy ją otoczyli.
Ignorancja wypacykowała się, jakby do Manieczek jechała.

Wiedziała, że to jej ułatwi zadanie. Nie czekała, aż zostanie zaatakowana. Nieważne z kim walczyła lub kogo szła zamordować. Nigdy nie lekceważyła wroga.
Taki karp wigilijny może znienacka trzepnąć płetwą. Niczego nie można przewidzieć.
Szermierz natchniony, jako żywo. “Nawet, jak stajesz przed trzyletnim dzieckiem uzbrojonym w grzechotkę, musisz dać z siebie wszystko”.

Miała świadomość, że jeśli to ona rzuci się pierwsza do ataku zyska zapewne element pewnego zaskoczenia, a w przypadku tych wrogów, których oceniała na słabych szermierzy, mogło spowodować, że trafi śmiertelnie jednego z nich. Tak też uczyniła.
Zreasumujmy: kilku ochroniarzy jest wybijanych jeden za drugim. O jakim więc zaskoczeniu mówimy?
Teraz ja?!

Skoczyła nie na tego, który stał naprzeciw niej, tylko na tego, który był z boku. W przełomie kilkunastu sekund padły dwa ciała.
Przełomy sekund, “Przełomy Missouri”... Ech, łza się w oku kręci.
Kilkanaście sekund.

Mężczyzna niespodziewający się ataku, nie zdążył postawić zastawy, kiedy dopadła go kobieta, tnąc na odlew, tworząc na jego szyi czerwoną linię.
“Na odlew” tnie się po skosie. Co do sztyletu jako broni siecznej - patrz wyżej.
Tak. Ona rzeczywiście walczy z zombiakami. Martwy mózg myśli na tyle wolno, że faktycznie koleś mógł jeszcze do tej pory nie skojarzyć, co się dzieje.

W momencie, kiedy on łapał się za ranę, skrytobójca przekręcił się na pięcie i skoczyła (ta pięta?) w stronę mężczyzny, który (aż zdumiał się na widok tej kuglarskiej sztuczki) był przedtem naprzeciw jej.
Naprzeciw jej czego, cycków?

Wykonała taki sam manewr jak przed chwilą i kolejne ciało padło trupem.
Nie to, żeby ciało było trupem samo z siebie. Gdzie tam.
Jak długi leży trup u mych stóp.

Nie spodziewała się że pójdzie jej tak gładko z wyeliminowaniem dwóch przeciwników.
A ci dwaj byli jacyś specjalni, różni od tamtych siedmiu wyeliminowanych wcześniej?

A kiedy sobie gratulowała sprawności, trzeci z mężczyzn zablokował jej cios, w momencie, kiedy próbowała po raz trzeci tego samego manewru.
Ach, ci są inteligentniejsi, łapią już za trzecim powtórzeniem!

Instynktownie wiedziała, że element zaskoczenia minął, że wrogowie są gotowi do walki, co nie zmieniało faktu, że nadal nie stanowili oni dla niej istotnego zagrożenia.
Drogi Pisaku! Jeśli chcesz, by czytelnik był choć trochę zainteresowany losem Twojej bohaterki, nie rób z niej takiej wszystkoumiejącej maszyny do zabijania, bo co to za przyjemność czytać o kimś, kto jest w stanie posiekać wszystkich na plasterki, drugą ręką dłubiąc w nosie?

W tym samym momencie najęty przez Jednorękiego mężczyzna mający towarzyszyć skrytobójczyni w jej misji, ścierał się ze swoim przeciwnikiem, który okazał się dobrym szermierzem.
Aaaa, rozumiem, jedyny dobry szermierz w tej zgrai stwierdził, że na babę wystarczą kumple - ofermy.
Ale za to wysłani kupą. Bo kupy nic nie ruszy.

Jeden z koni już dawno odbiegł na kilkadziesiąt metrów, by się zatrzymać i skubać trawę.
Korzystał z każdej chwili, by nieco odpocząć.
Koń kopytem kręcił kółka na czole.

Konni, na przemian uderzali w siebie mieczami
Chyba się płazowali, skoro najwyraźniej nie robiło im to krzywdy.

próbując uzyskać przewagę [nad kim, na Bora?], ale ich umiejętności były zbliżone i jedyne co uzyskali (obaj) to upadek z konia, kiedy ochroniarz martwego kupca ciął z nad swego ramienia próbując wbić się w głowę, swemu wrogowi.
Może niech spróbuje od drugiej strony, łatwiej mu będzie... *załamuje się i jęczy*
Wbije mu się w głowę i będzie głupoty gadać.

Jednakże ten zablokował swym mieczem i rozpoczęła się przepychania.
Chłopcom znudziła się szermierka i zaczęli klasyczne zapasy?
Przepychanka. Jak w dyskotece. “A co ty mi tu z ręcami!”

ochroniarz martwego kupca ciął z nad swego ramienia próbując wbić się w głowę, swemu wrogowi.
I rozwalił go ortograficznie. A potem jeszcze interpunkcyjnie. I wiedział, że jest mocny.

Człowiek Jednorękiego zaczynał tracić przewagę, kiedy swoją lewą rękę zacisnął w pięść i wymierzył cios prosto w twarz.
Zachwiał się, stracił równowagę, a wraz z nią i przewagę.

Jednak jego ręka została przechwycona i w momencie, kiedy człowiek kupca ją pociągnął, drugi z mężczyzna stracił równowagę i spadł z konia pociągając za sobą pierwszego.
Drugi, pierwszy, potem drugi i obaj. Wypiździli się na glebę.

Miecze upadły obok,
i wdały się w towarzyską pogawędkę na temat zalet różnego rodzaju pochew.

a towarzysz kobiety zaczął okładać po twarzy przeciwnika.
Z liścia go, z liścia!

Nie zauważył, kiedy ten wyciągnął mały sztylet zza pasa i pchnął go w jego stronę.
Masz, bierz!
Jak barman szklanki po ladzie.

Ciosu tego nie dało się zablokować, ani w porę uniknąć. Wszystko działo się zbyt szybko.
Nie tak prędko baśń się baje,
jak się prędko rzecz ta staje.
Ta baśń baje się wyjątkowo powoli...

Kobieta niezrażona tym, że jej cios został odbity wykonała lewostronny piruet wokół mężczyzny znajdując się za nim.
Nie, pisaku. Piruet robi się wokół własnej osi, czyli w najlepszym razie odwróciła się do wroga plecami.

Nim ten zdążył zareagować (i złapać w locie odeśmianą dupę) ta złapała go ręką za bark i poderżnęła drugą gardło, w tym samym momencie wyrzucając prawą nogę do tyłu kopiąc drugiego
zachodzącego ją z tyłu przeciwnika prosto w pierś.
 



Ten poleciał do tyłu, ale nie przewrócił się. W momencie, kiedy jego kompan padał martwy (chyba zdziwienie go zamoŁdowało), ten wykonał obrót mieczem wokół dłoni, co nie sprawiło żadnego wrażenia na morderczyni, która postanowiła zakończyć walkę.
Będzie mi się tutaj popisywał! Ja kręcę lepsze piruety!

Cisnęła sztyletem w stronę celu i jakież było jej zdziwienie, kiedy sztylet został odtrącony na bok.
Honorem się uniósł chyba.

Mężczyzna paskudnie się zaśmiał i ruszył do ataku. Starli się w serii szybkich ciosów. Kobieta była zwinniejsza i to ona uzyskiwała przewagę, jednak nie mogła zbliżyć się na tyle blisko, by zadać cios kończący walkę. Uniemożliwiał jej to miecz, który będąc przedłużeniem ramienia skutecznie trzymał ją na odległość, ale nie trwało to długo.
Nie wiem, rzuć w niego kulką naftaliny, czy cuś...
Albo chuchnij.

Kobieta nie miała tu godnego rywala i wiedziała o tym doskonale.
Mogła go zabić jednym pierdnięciem, ale walczyła, gdyż doktor zalecił jej więcej ruchu na  świeżym powietrzu.

Zamierzała zakończyć tą walkę i tak też uczyniła. Przeszła do defensywy, cały czas się broniąc, czekając aż przeciwnik zostawi lukę, którą wykorzysta. Choć ten był silniejszy, a każde uderzenie odczuwała na ręce która się uginała, pod wpływem uderzenia i tak ten nie mógł uzyskać przewagi.
Gdyż albowiem laska była niezniszczalnym, nieznającym zmęczenia cyborgiem, bo Pisak tak napisał i już.

W końcu kiedy ten próbował ciąć na odlew, od lewej strony, do prawej, kobieta zaatakowała. Odchyliła się do tyłu, a potem w przeciwnym kierunku do ataku.
Jasne. Była jak Wańka-wstańka. Najpierw zrobiła mostek i zaraz jednym zwinnym napięciem mięśni runęła do przodu.

W momencie, kiedy miecz ją wyminął wystrzeliła ręką do przodu, by wbić sztylet głęboko w gardło, aż po samą rękojeść. Krew pojawiła się natychmiast.
A woda trochę później.

Mężczyzna zachwiał się, a potem opuścił miecz i wypuścił z ręki. Upadł na kolana i po chwili przewrócił się na plecy. Walka była skończona, ale w oddali jej towarzysz ciągle walczył. Nie obchodził ją jednak wynik tego starcia.
Wyjęła listek gumy balonowej i zaczęła spokojnie żuć. Strzelając nią raz po raz.

Żadna z walczących stron nie miała dla niej żadnego znaczenia. Wolała jednak, by wygrał jej towarzysz.
To jak oglądanie meczu polskich piłkarzy nożnych. Znaczenia to nie ma żadnego, ale z przyzwyczajenia człowiek kibicuje swoim.

Nie dlatego, że obchodziło ją jego życie, lecz nie miała ochoty na kolejną walkę.
Przepisowe 45 minut porannej gimnastyki zaliczone.

Postanowiła jednak, że zostawi walczących samych sobie. Sama natomiast zaczęła zbierać swe sztylety i wycierać je o szaty martwych.
I wyglądała jak dziewczę niewinne, zbierające z łąki kwiatki, stokrotki i bławatki.

Konie były w pobliżu i nie wydawały się zbytnio zwracać uwagi na to co się tu działo.
Był czas przywyknąć.

Cios, który miał pozbawić człowieka Jednorękiego życia chybił i to paskudnie. W momencie, kiedy na twarzy ochroniarza wylądowała pięść, ten w bólu poruszył ręką i ta przeszła obok mężczyzny, który zauważył sztylet.
A obok przeszło ludzkie pojęcie, którego nikt nie zauważył.

Szybkim ruchem wyrwał go z ręki wroga i sam obrócił go w kierunku serca przeciwnika. Ten nie mógł nic zrobić. Nie zdążył zareagować, kiedy sztylet wbił się w serce, pozbawiając go jakichkolwiek sił. Ostrze wycisnęło z ciała powietrze,
To nie ostrze, tylko jakaś zgniatarka.

wraz z życiem, które uszło z dość wyraźnym stęknięciem.
Nie stękajmy, bo życie z nas ujdzie!
Mogło być gorzej, mógł dać głos drugą stroną.

Towarzysz kobiety, patrzył w oczy konającego, które stawały się coraz bardziej puste i uświadomił sobie, że nie lubi Izabel, to mało powiedziane.
Zabił człowieka i uświadomił sobie, że może wreszcie starczy mu odwagi, by rozwieść się z tą jędzą?

Nienawidził jej. Lecz bał się i to bardzo. Była nieprzewidywalna, okrutna i piekielnie skuteczna (i nieco głupawa, ale to tak między nami). Była poza jego zasięgiem. Tak więc wolał przemilczeć swoją nienawiść do niej i wstać, by dosiąść swego konia i zbliżyć się do niej.

- Zadowolona? – spytał mężczyzna, gdy tylko podjechał na koniu.
Rzucił tekst jak z taniego pornosa.

- I to cholernie. Moja renoma niewątpliwie wzrośnie w przeciągu kilku najbliższych dni.
Osiągnę wyższy level i będę mieć fajniejsze itemki!
I wszyscy będą mówić o tej znanej skrytobójczyni.


Już niedługo to ja będę postrachem Wyspy Mgieł
A nie jakiś tam Błękitny  Ziutek, o którym wszyscy gadają.

– wytarła ostatni sztylet, po czym go schowała i zagwizdała na swego wiernego wierzchowca, Czarnego, który od razu ruszył w jej kierunku. – Ruszamy do miasta. Nic tu po nas.
Wtedy dopiero uświadomiła sobie, że dla renomy lepiej byłoby, gdyby zostawiła któregoś z przeciwników żywego, by mógł wrócić i opowiedzieć. A tak wszystko pójdzie na konto jakichś anonimowych zbójów.
Tam nie ma anonimowych morderców. Ważna jest renoma. Mam wrażenie, że ci skrytobójcy mają jakieś legitymacje z pieczątkami.
Mają książeczkę skrytobójcy, do której zbierają pieczątki za każdego trupa, a potem dostają odznaki - Złotą, Srebrną i Brązową.


- Po raz pierwszy dzisiejszej nocy, zgadzam się z tobą.
Kobieta zaśmiała się, po czym wsiadła na swego wierzchowca i spojrzała w oczy mężczyzny.
- Nawet cię lubię.
Zadrżał przed tą groźbą.

Ponownie się zaśmiała po czym ruszyła w stronę miasta portowego, zostawiając maga z tyłu. Ten obejrzał się na ciała martwych, po czym ściągnął lejce (od czego koń stanął dęba, bo nie wiedział o co chodzi) i ruszył w pogoni za kobietą. Cieszył się w duchu, że ta noc dobiega końca.
Będą następne. A ona go lubi...

PS Opowiadanie pisane bardzo dawno temu, więc może momentami razić w oczy Zresztą, jeśli to czytacie to... gratuluje wytrwałości.
Dziękujemy. Dostaniemy ciasteczka?
I krople do oczu? Bo masz rację Pisaku - są one niezbędne.

Z pola zroszonego krwią poległych pozdrawiają kruki, wrony i Analizatorzy, szarpiący opko na sztuki, niechaj nagie świecą kości,
a Maskotek w portowej tawernie przechwala się swymi wyczynami, zbierając punkty renomy.

19 komentarzy:

Winky pisze...

Irek!!! To ten od "Warszawy 2048", który sam sobie walnął recenzję tak pochwalną, że aż zasłużył sobie na zaszczytne miejsce w moim eseju o pisarzach-narcyzach! Bierę się do czytania. :D

Anonimowy pisze...

Bosh, co to było? Do dzisiaj żyłam w przekonaniu, że Merysójki produkują tylko aŁtoreczki, a tu masz - Pisak...
Zgroza z pieczątką.

Poza tym znalazłam kfiatka, który chyba umknął analizatorom:
"Mężczyzna niespodziewający się ataku, nie zdążył postawić zastawy"
Zastawa nie postawiona, a goście na obiad czekają...

Nadira

Sileana pisze...

Winky pokaż esej!

A analiza miodna, bo samo opko spowodowałoby u mnie potężny ból głowy od walenia, ale na szczęście czytałam w łóżku, więc najtwardsza rzeczą była poduszka.

A poinformujecie Pisaka o analizie?

Anonimowy pisze...

Czytałam Sapkowskiego i
Pratchetta.Widzę DUZĄ różnicę.
Mamy tu do czynienia z widowiskiem “Światło i Dźwięk”. Ale że na miarę wyobraźni Pisaka, no cóż...
Jakie opko, taka broń chemiczna...
Fabuła z należytą powagą odciągnęła ich na bok.

To były najlepsze teksty!

Chomik

Falco pisze...

Od ściągnięcia wodzy, tfu, lejców, to ten koń powinien tyłem polecieć. Nie mogę się pozbyć sprzed oczu obrazu, jak mag zapierdziela tyłem na koniu...
Dobre było, dobre :D

Anonimowy pisze...

"Widziała, a nawet i słyszała brzęk wyciąganej stali z pochew."
Ten rzekomy "brzęk", towarzyszący wyciąganiu miecza z pochwy, obecny zawsze, w filmie, w grach, w książkach... Skąd to się bierze? Co o co ma "brzęknąć" przy WYSUWANIU miecza z pochwy (skórzanej przecież zazwyczaj)? Jak już coś, to ewentualnie "zaszeleści"...
Nie mam dość samozaparcia, by krok po kroku punktować wszystkie absurdy tej sceny walki, dlatego ograniczę się do jednego - wdawanie się w walkę z tak przeważającymi siłami wroga to ani nie heroizm, ani nie odwaga, ani nawet brawura. To kretynizm lub wyrafinowana próba samobójcza.
Insza inszość, że ci ochroniarze martwego kupca nie zaczęli po prostu zwiewać, gdy okazało się, że skrytobójczyni ma umiejętności iście nadludzkie. Sytuacja jakby żywcem przeniesiona z gry komputerowej, gdzie przeciwnicy z zasady nie grają o własną skórę, tylko jak automaty dają się wyrzynać graczowi.
No i ta nieszczęsna renoma u skrytobójców. SKRYTObójców. Powiedzmy, że za taką munchausenadę bohaterka nie powinna zyskać ani "punkcika" renomy.
Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

Anonimowy pisze...

Hehehehehehehe, nie. Pisak stworzył Mary Sue? I na dodatek zabiła mężcyzn?! ... Wow. Wielkie, cholerne, WOW.

Anonimowy pisze...

Na stronce widnieje informacja, że opko zainspirowane postacią Artemisa Entreri. OMG, z której strony ta idiotka przypomina Artemisa? O_o

Anonimowy pisze...

"Skrytobójcy co tydzień ogłaszali swoje rankingi. Ci z pierwszej dziesiątki nie musieli przechodzić kwalifikacji przed zadaniami."

Marysójce marzył się po prostu żółty plastron.

Melomanka

Joanna pisze...

"Widziała, a nawet i słyszała brzęk wyciąganej stali z pochew"
Synestetka, ani chybi.

Rajuśku, jakie to jest durne... Czy w opku jest przewidziana jakaś akcja?

mysza pisze...

O Jeżu, gdzie to można przeczytać?

Procella pisze...

Winky pokaż esej![2]

Anonimowy pisze...

"wyciągnięty sztylet, który błysnął w świetle księżyca, przeciął ze świstem powietrze"

ja pierdole

Natalia SStefania Borucka pisze...

Oj tam, że niby pisaki nie tworzą merysujek. Sapkowski przecież już dawno stworzył Ciri, Mary-Sue jak sie patrzy. There, I said it.

Anonimowy pisze...

"Liczyło się tylko to, kto ma zginąć, gdzie jest i ile dostanie za tą robotę."
Urocze. Z budowy zdania wynika, iż chodzi o to, ile ten, co ma zginąć, dostanie za robotę, polegającą, zapewne, na własnym zginięciu?
Wyczuwam jakiś ukryty kant w tym dealu. ;)

"Nawet pościg nie wynikał z faktu, że dała się przyłapać na morderstwie."
Ścigający zapewne chcieli się dowiedzieć, czy ten czaderski świszczący sztylet to z Liroja, czy z Kastoramy. Bo w osiedlowej Biedronce takich nie było.

"Kobieta zatrzymała konia i zeskoczyła na ziemię. Towarzyszący jej mężczyzna nie mający innego wyjścia, uczynił to samo."
> A nie miał innego wyjścia, bo...? Byli skuci magicznym łańcuchem? Obiecał umierającej matce, że będzie się nią opiekował?

Jednoręki przecież mu kazał jej towarzyszyć. Ciekawe, czy do wychodka też z nią chodził?

MSPANC ;)
Pozdrawiam, Irytek. Analiza śliczna jak zwykle.

Anonimowy pisze...

Zapraszam na bloga: http://silly-kids-in-action.blogspot.com/ (MEGA ŚMIESZNY, MOŻNA SIĘ NIEŹLE UŚMIAC).

Co do analizy to świetna! ::)

kura z biura pisze...

Idź już sobie z tym spamem, chyba z piąty raz podrzucasz ten blog, jak nie nam, to PLUS-owi. Uprzejmie donoszę, że go nie zanalizuję, choćby nawet zasługiwał. Nachalność reklamy mnie zniechęciła.

Anonimowy pisze...

Zazwyczaj wam tu nie komentuje, ale to byla jedna z lepszych analiz ever i odczarowala mi poniedzialek :D

Gayaruthiel

Anonimowy pisze...

"- Kochaniutki, tutaj walniemy bramę, rozumiesz, będzie boska, no po prostu nie będziesz mógł od niej oczu oderwać."
Jakie śliczne ^.^

Ashera