piątek, 16 stycznia 2015

283. Dieta owocowa nie zawsze jest zdrowa, czyli Harry zmangowaciały (Sylwestrowa Ustawka 2/3)

Szanowni Czytelnicy,
przed wami kolejna porcja DZIKICH BREDNI wypoconych przez aŁtorkę, uznawanych przez nią za świetne opowiadanie…
W tym odcinku dowiemy się, co się stanie, jeśli zaczniemy jeść dużo owoców i warzyw, skąd się biorą anioły oraz po czym poznać anioła upadłego (hint: nie po tym, że leży). Ze względu na obfitość materiału, podzieliliśmy tę część Ustawki na pół (no co? Zgodnie z tradycją dzielenia na pół ostatnich odcinków!). Indżojcie!


Analizują: Pigmejka, Kalevatar, Dzidka, Kura, Babatunde Wolaka, Jasza i Gabs.


Ron kaja się i przeprasza Harry’ego, zapewnia go, że zawsze był po jego stronie tylko za bardzo ufał Zakonowi, a na przeprosiny… kupuje mu coś do żarcia.
Przed Państwem megapasjonująca rozmowa.


Pociągnął go do wieży. Na stoliku leżało kilka rodzajów owoców. Harry rozjaśnił się i od razu na nie rzucił. Hermiona usiadła i oboje wzięli sobie po jabłku.
  • Pomyślałem, że potrzebujesz coś na wzmocnienie apetytu. Wcześniej mało jadłeś i zwaliłem to na chorobę. Trzeba ci witamin. – Ron odgryzł kawałek jabłka.
  • Nie. Po prostu odkąd minęła połowa szóstej klasy zmienił mi się smak. Wolę jeść owoce, niż poprzednie jedzenie.
  • Stałeś się elfem? Trzeba będzie zamawiać owoce? – Hermiona i Ron roześmiali się.
W tej samej chwili dziura pod portretem odsłoniła się i zamarli. Do środka wszedł Dumbledore i obrzucił ich zaskoczonym spojrzeniem.
  • Skąd tu tyle owoców? – zamrugał.
Serio, owoce są w Hogwarcie tak nietypowym widokiem? Uczniowie są przed nimi pilnie strzeżeni aż do wakacji?
Widocznie w Hogwarcie obowiązuje dieta “optymalna” prof. Kwaśniewskiego. Słonina über alles!


  • Nie wie profesor? Voldemort zgwałcił Motylka i ten jest z nim w ciąży. Harry musi teraz jeść wiele owoców i warzyw. – Ron machnął niedbale ręką.
Oczywiście, gwałt i mpreg jest pierwszą rzeczą, jaka przeciętnemu nastolatkowi przyjdzie do głowy w rozmowie z dyrektorem szkoły.
To nie jest przeciętny nastolatek. To jest Ron, on ma w opku obowiązek głupio się zachowywać.
Voldemort taki zły - zabija mugoli, gwałci cytrynki i bielinki…
Trupia główka taka.


Dyrektora zamurowało.
  • A na poważnie, wyszukałem w książce, że u bardzo uzdolnionych magicznie czarodziejów jest niedobór witamin i od szesnastego roku życia powinni mieć diety owocowo-warzywne. Inaczej są bardzo impulsywni i nerwowi. Jakby się pan chociaż troszkę zatroszczył o motylka, uniknęlibyśmy tych niepotrzebnych awantur. Ale nie, pan potrafi tylko bić. – Ron pogroził mu palcem.
*miejsce na konstruktywny komentarz*
Niu niu niu, zły dyrektor, nie dostanie jabłuszka.
I w ogóle jak oni szybko podchwycili tego “Motylka”, jakby jakieś zaklęcie poprzepalało im żenometry.


Albus usiadł. Przywołał kilka książeczek i zaczął je studiować. Ron mrugnął Potterowi [do Pottera!], a ten zachichotał.
  • Dobrze, że mam tam skrzatkę i poprosiłem ją o to, by stosowała dietę owocową. – Harry ugryzł pieczone jabłko.
  • Na szczęście, bo teraz mniej warczysz.
Coś jak tu:

A więc od jedzenia mięsa człowiek zachowuje się jak drapieżnik, a od owoców - jak roślinożerca? Znam taką teorię...


  • Masz rację! – odezwał się Albus. – Nie doczytałem. Tu pisze [JEST NAPISANE!!!] , że sześć miesięcy przed siedemnastymi urodzinami trzeba wprowadzać dietę roślinną, a potem całkowity brak mięsa.
Albus Dumbledore, wielki czarodziej i dyrektor Hogwartu, mający pod swą opieką dziesiątki nabuzowanych nastolatków, nie doczytał, że “u bardzo uzdolnionych magicznie czarodziejów jest niedobór witamin i od szesnastego roku życia powinni mieć diety owocowo-warzywne”. Nie doczytał.
No paczciepaństwo i przez lata swojego uczenia i dyrektorowania (ile to będzie, 50-60 lat?!) znosił cierpliwie burze hormonalne uczniów i nie wpadł na to, że można im w tak prosty sposób zaradzić!
Już mniejsza o drobiazg, że konieczność uzupełnienia “niedoboru witamin” nie wymaga wcale wyeliminowania z jedzenia mięsa. AŁtorce wszystko się miesza.
Nie wspominając o tym, że jest grupa witamin czerpana właśnie głównie z mięsa. No i co to w ogóle jest "sześć miesięcy przed siedemnastymi urodzinami"? Pokażcie mi organizm, który rozwija się z taką dokładnością. Pewnie jeszcze zarówno u dziewcząt, jak i u chłopców?
Może mają czerpać te witaminy z magii.
A w ogóle to brzmi, jakby uczniowie przez cały czas pobytu w Hogwarcie jedli wyłącznie mięso, żadnych warzyw - a przecież mieli ich sporo, choćby dynię pod różnymi postaciami.


Dyrektor podrapał się po głowie.
  • Więc dlatego przeszedłeś na stypendium. By mieć własnego skrzata i odżywiać prawidłowo?
Teraz już wiem, dlaczego ludzie starają się o stypendia :D
Ja się tak nie bawię! Miałam stypendium w szkole, miałam na studiach i nigdy nie miałam skrzata, który dbałby o moje odżywianie! Kto zajumał mojego skrzata, oddawać mi go zaraz!!!
Ale przecież w Hogwarcie serwowano owoce. Rowling wspomina choćby o truskawkach podczas Uczty Powitalnej. Chyba że Harry ma tak straszne pretensje o to, że nie pojawiały się mu one bezpośrednio na talerzu.
No i naprawdę, pomysł, że taki duży chłopak potrzebuje własnego służącego, żeby dbać o jego dietę, jest dość niesmaczny.


  • I teraz za późno, by to zmienić. – zawyrokował Ron. – Harry, mogę się uczyć z tobą od Lupina? Bo nie wiem czy wiesz, ale jest tu. Przyjechał do ciebie wbrew zakazowi.
Uznał, że narrator i tak nie stworzy mu życia prywatnego, więc w sumie urlop mu niepotrzebny.
Po prostu wszyscy tak strasznie, tak samobójczo lgną do naszego Wspaniałego Motylka!
Lecą do tego Motylka jak ćmy do ognia.


  • Super! – Harry podskoczył.
  • Zanim się tam udasz, muszę z tobą coś omówić. Bardzo proszę cię, byś poszedł ze mną. - powiedział Nie Wiadomo Kto, najczęściej wypowiadająca się postać w tym opku.
Harry miał już zaprotestować, ale Ron szturchnął go i mu mrugnął. Podniósł się więc i wyszedł z nim. Zanim dotarli do gabinetu, już był ponury. Spróbował skontaktować się z Tomem. Ten jednak nie odezwał się. Pewnie miał zebranie. Zagryzł szczękę (czyją?!)
Co zrobił?! :D
Świńskie uszy mu się skończyły, to dobra i szczęka.


i pozwolił się wprowadzić. Usiadł oburzony naprzeciwko biurka.
  • Dlaczego nie powiedziałeś mi o kłopotach z wyżywieniem? – Albus starał się być cierpliwy.
W Hogwarcie panuje głód?! Gdzie byli rodzice?!


  • Po co? Żebyś znów mnie katował?
Aha, czyli Harry obrywał od dyrektora nie tylko za jakieś “przewinienia”, ale także, gdy ośmielił się po prostu otworzyć usta?
Dumbledore taki zły, że aż kompletnie papierowy.


Nie ufam tym, co udają przyjaciół, a atakują mnie gdy nikt nie widzi.
  • Gdybyś nie był butny, nie uderzyłbym cię. Poza tym, źle zrozumiałem Rona i wystraszyłem się. I za to przepraszam. – dyrektor spojrzał na niego smutno.
  • To już na mnie nie działa. – Harry uciekł spojrzeniem. – Za często podnosiłeś na mnie rękę. Teraz mam fajne przedmioty i sprawiają mi przyjemność. Wieczorami się uczę i nie mam przed tym oporów.
Co te jabłka robią z ludźmi.
Straszne rzeczy robią.




A swoją drogą, jakoś mi to umknęło przy pierwszej części, ale jeśli Harry ma te swoje Nowe, Lepsze Zajęcia w Ministerstwie Magii, to mieszkanie w Hogwarcie w tej sytuacji jest bez sensu i cholernie niewygodne! Podróż “zwykłym” transportem zabiera kilka godzin, przemieszczanie się przez kominek jest nieprzyjemne i może być niebezpieczne… Nie prościej byłoby wynająć mu jakiś pokój na Pokątnej? (tak, wiem, że musi być stale na miejscu, żeby pyskować Dumblowi)


  • Rozumiem. Ale niestety proszę o okazywanie szacunku. Inni uczniowie to zobaczą i będą z nimi kłopoty.
Znaczy, kłopoty będą, jak zobaczą to okazywanie szacunku?
Całkiem możliwe, że w tym opku szacunek wyraża się radosnym seksem pod prysznicem, więc byłoby to dość krępujące.
Zobaczą, spodoba im się i też będą tak chcieli. #pottertrendsetter


  • Dobrze. A teraz idę, mam spotkanie z Anną. Tą, której mi nie zablokowałeś.
  • Wiem, że ta druga Anna to Voldemort. Nie oszukasz mnie w tym. Tu nie będzie litości, zero kontaktów z nim.
Szlaban na Gadu-Gadu!
Serio, to brzmi, jakby srogi ojciec zabraniał synowi kontaktu z tym kolegą, co ma na niego zły wpływ - tymczasem heloł, mówimy o najgroźniejszym czarnoksiężniku wszechczasów i wielokrotnym mordercy!
(który pozwala mówić na siebie Pupuś…)
Dziwne, że Dumbledore w ogóle nie próbuje dociec, skąd u Harry'ego chęć kontaktu z mordercą swoich rodziców.
Dziwniejsze, że sam Harry nie poświęcił ani pół myśli swoim zamordowanym rodzicom...
O, i oto jedna z przyczyn popularności “Harry’ego Pottera” wśród aŁtorek: nie trzeba się pozbywać rodziców, już Voldemort to załatwił.


Harry wyszedł zniesmaczony. Wrócił do swego pokoju i wysłał sowę przyjaciołom, że musi popracować.
Sowy w tym alternatywnym Hogwarcie mają naprawdę ciężkie życie, uczniowie wysyłają je do siebie z każdą pierdołą. Czas, by ktoś opracował jakiś magiczny komunikator do sms-ów!
Szybka Magiczna Sowa.


Usiadł do laptopa i zaczął stukać. W pewnej chwili pojawiła się skrzatka i poprosił ją, by poszła po nich. Po chwili już byli.
Oczywiście, bo przecież nie mają żadnych własnych spraw i zajęć.


  • Oj, chyba cię zdenerwował. – Hermiona zachichotała.
  • Stwierdził, że Anna to Voldemort. – zaśmiał się.
Roześmiali się. Ron z zainteresowaniem słuchał Hermiony, jak wyjaśniała mu zasady na przedmiotach Pottera.
Potterowska wersja testu Bechdel mogłaby składać się z dwóch pytań:
  1. czy pozostali bohaterowie spotykają się czasem bez obecności Pottera?
  2. czy zdarza im się rozmawiać na tematy niezwiązane z Harrym?

Rozdział 13.


Huk sprawił, że Potter podniósł niepewnie głowę. To nie był jego pokój. Spał w dawnym dormitorium. Po chwili portret odleciał na bok i do jego obecnego lokum wpadła wysoka szatynka.
Jakim cudem będąc w dormitorium widzi portret, który wisi piętro niżej, w pokoju wspólnym?
Widzi przez ściany.


  • Auć? – potarł głowę i zobaczył zakrzepłą krew na ręce.
  • Co ty sobie zrobiłeś?! – Anna spuściła z tonu i opuścił ją bojowy nastrój.
  • Rozbił sobie głowę, jak niechcący włączył muzykę przy pisaniu. – Hermiona podała jego laptopa.
Headbangował do tej mrocznej muzy, którą podesłał mu Voldek?
Może włączał muzykę głową?
Pewnie, przecież ręce miał zajęte pisaniem. Ani sekunda geniuszu nie mogła się zmarnować!


Okazuje się, że Anna przyleciała w te pędy do Hogwartu, bo… Harry zawsze wysyłał jej pliki z kolejnymi rozdziałami w soboty o ósmej rano, a dziś miał KWADRANS SPÓŹNIENIA!!!111oneoneone!!!
I świat wstrzymał oddech.


Harry przewrócił oczami. Potem przeszedł do łazienki i wziął prysznic. Wyszedł spod niego i stanął nagi przy szafce. Zaczął się wycierać, gdy drzwi otworzyły się i wkroczyła Anna.
Anna wlazła mu do łazienki, czy on tak sobie lata nago po mieszkaniu, nie zważając, że akurat ma gościa?
Przynajmniej cylinder by założył na wszelki wypadek.
Na co?
Jest wiele możliwości.


  • Mam nieścisłość w danych…
Spojrzała przed siebie i zamrugała. Zlustrowała uważnie go od czubka głowy do palców u stopy [tylko jednej?]. Harry zaczerwienił się.
  • Jaki efekt wizytacji? – spróbował zażartować.
  • Słodziutki jesteś. - Podeszła bliżej i wzięła jego ręcznik.
Zaczęła wycierać mu włosy. Harry usiadł na stołku i poddał się temu dotykowi. To było dosyć miłe. Nie miał kto mu tak robić w dzieciństwie, więc teraz skorzystał i nadrobił okazję. Zamrugał dopiero wówczas, jak Anna pogłaskała jego ramiona palcami.
  • Hm? – podniósł głowę i spojrzał na nią.
  • Wyglądasz, jakby ktoś po raz pierwszy wycierał ci włosy. – zauważyła, rzucając mu szlafrok.
A to się wtedy  jakoś specjalnie wygląda?
Może chodzi o włosy łonowe…?


  • Tak. Ciotka nie dbała o mnie i sam sobie radziłem z tym. To było miłe.
*wywraca oczami* Chłopcze, bez jaj, pięcioletnie dzieci już same się kąpią i wycierają, a ty masz siedemnaście!
Tak, bo ma tych włosów tyyle, że potrzebuje dwóch pomocników i ręcznika wielkości trenu sukni księżnej Diany.


Założył szlafrok i ruszył za nią do swej sypialni. Anna usiadła na łóżku i rozejrzała się.
  • Skromnie, ale przytulnie u ciebie. – zauważyła.
  • Naprawdę? – spojrzał na bogato – według niego – urządzony pokój.
Albowiem całe życie spędził w jaskini i nie znał koncepcji bogactwa.


  • Inni mają od groma bibelotów na półkach, tony kurzu, no i szczycą się bogactwem. Ty masz skromne mieszkanko.
Eno, jeśli ktoś “szczyci się bogactwem”, to raczej nie ma tony kurzu w mieszkaniu, bo - surprajz, surprajz! - stać go na sprzątaczkę.
Poza tym bibeloty równie dobrze mogą się kojarzyć z półeczkami u starej ciotki, zastawionymi figurkami radosnych kociąt i amorków - takie bogactwo, że hoho.


Harry usiadł przy niej na łóżku. Rozchylone poły szlafroka przyciągnęły jej uwagę. Zerknęła na skórę chłopaka. Była bardzo jasna, i delikatna – jak już zdążyła zauważyć. Harry na pewno był prawiczkiem – widziała to z postawy ciała.
ŻE CO?!
Stał mu, ale jakoś tak niepewnie.
Z pewną taką nieśmiałością.
Zdradzało go lekkie wygięcie lewej pięty i kąt ułożenia łokci.
Może po prostu nie rozkraczył się ostentacyjnie z okrzykiem "Do różdżki, kobieto!".


  • Miałeś już dziewczynę? – rozwaliła się na łóżku i zaczęła go obserwować.
A był to widok tak fascynujący, że wyciągnęła lornetkę i chrupki.


  • W sumie, chyba nie. Podobała mi się jedna dziewczyna. Do szóstej klasy. Potem druga, ale na pocałunkach się skończyło. Ja miałem walkę  z Voldemortem o pas federacji WTF, ona standardowe umiejętności magiczne i nie było czasu. – oparł się o kolumienkę łóżka.
W poniedziałek - w poniedziałek ja nie mogę, bo się z Voldkiem biję.
A we wtorek ty masz SUMy, a ja ledwo żyję.
Znowu w środę śmierciożerców wzywam na ustawkę,
W czwartek, piątek ty się uczysz, z zaklęć masz poprawkę.
A w sobotę chciałbym bardzo, lecz odsypiam tydzień,
Jak tak dalej pójdzie, to nam nic z tego nie wyjdzie.


Ale za to niedziela, ale za to niedziela
Niedziela będzie dla nas!


  • Czyli z bara-bara nici? – zaśmiała się z niego.
Po chwili wyła już totalnie.
Ja też chyba zaraz zacznę...


Harry zrobił bowiem tak przerażoną minę, że aż nie umiała się powstrzymać. Chłopak spojrzał na nią w panice. Jak ma ją uspokoić?! Zatkaj jej czymś usta… W końcu poddał się i zadziałał instynktem. Pochylił się i pocałował ją.
Tak, to całkiem instynktowna reakcja, ja całuję rozbawionych ludzi nagminnie.
Ja też, chodzę w tym celu na kabarety, żeby mieć w czym wybierać.


Ta przywarła do niego lekko, odwzajemniając pieszczotę. W końcu zabrakło im powietrza. Wyprostowali się, dysząc.
Nie jestem pewna, czy nie pomylili pocałunku z zasysem na glonojada...


  • Moja wina, podrażniłam cię. Wybacz.
Ta lekka alergia i wysypka to też moja sprawka.


  • Nie. Spokojnie. Ja cię tylko chciałem uciszyć, byś się nie śmiała.
Spojrzeli na siebie i roześmiali się.
  • Ciołek z ciebie, nie wykorzystałeś okazji.
Harry drgnął i spojrzał na drzwi.
  • Voldemort?! Jak ty tu wlazłeś?!
  • Znam hasło, też miałem stypendium i akurat ten pokój. – Voldemort westchnął teatralnie.
Mujborze, znał doskonały sposób, jak samemu przeniknąć i przerzucić swoich ludzi do Hogwartu - i nie wykorzystał tego wcześniej?!
Stypendium literackie dla czarodziei w latach czterdziestych?!
Stypendium literackie dla Voldemorta?!
Skąd wiecie, czy literackie, może miał matematyczne. Albo sportowe.


  • Ale wybrałeś. – Anna spojrzała na Pottera, ale ten się uśmiechał.
Zaskoczyło to ją. Naprawdę się nie boi?
Jak można się bać faceta, którego nazywa się Pupkiem...


  • Zapomniałbym. Co ze mnie za gospodarz?!
  • Hę? – Voldemort spojrzał na niego jak na normalnego inaczej.
  • Anno, to jest Pupuś, Pupek, do nogi! to moja agentka, Anna.
I po przeczytaniu tego zdania fani aŁtorki nadal twierdzą, że to jest świetne opko.
Myślę, że spadają z krzesła, kwicząc, za każdym razem, gdy Harry nazwie Voldka Pupusiem, więc wiesz - opko, które dostarcza tyle radości, musi być świetne.


Anna wypytuje, dlaczego Harry i Voldemort nie walczą ze sobą.


  • Nie da rady. Trafia mnie zaklęciem i sam nim obrywa. To przez tę [to] połączenie. Dopóki go nie zniwelujemy, to nie możemy się zabić. – Harry rozłożył ramiona.
Roześmiała się. Więc muszą być dla siebie na razie mili.
Nie, wcale nie muszą. A już z pewnością nie muszą pisać do siebie liścików.


Ale robią potyczki, by nie zaniepokoić opinii publicznej.
Takie ustawki - dziś ty mnie, jutro ja ciebie… Trochę szkoda, że dla opinii publicznej trzeba było poświęcić Syriusza, no ale trudno, gdzie drwa się rąbie, tam wióry lecą.
Ach, więc to dlatego Harry przy każdej okazji szantażuje Zakon, że im nie pomoże z Voldemortem. Ale wychodzi na to, że by się go pozbyć, potrzeba tylko zabić Pottera… a co konkretnie powstrzymuje przed tym opkowego Dumbla?
Zwłaszcza, że Harry biernie, apatycznie daje się mu grzmocić z byle powodu (bez chichotów mi tutaj, o biciu mówię!), co by szkodziło przyłożyć mu mocniej, w krtań na przykład?


Spojrzała znów na Voldemorta i pogrążyli się w rozmowie o książce. Harry uciekł do salonu, pracować nad nią. Nie umiał tego wytrzymać.
Czego?
Tego, że gadali o książce, a nie o nim.
Albo że już mu nikt niczego nie masuje.


***
I jak w marnym pornolu, rozmowa błyskawicznie przechodzi w...
No fakt, Voldek wkroczył tu w narrację jak ten stereotypowy hydraulik.


Potter zamknął laptopa i postanowił zanieść im herbaty. Zalał torebki ciepłą wodą (ja bym zalała wrzątkiem) (dobrze robi, wrzątkiem nie wolno! Inna rzecz, że dotyczy to porządnych mieszanek, a nie torebkowych...) i wziął w ręce tacę. Podszedł do pokoju, otworzył drzwi biodrem i wkroczył tam. Zamrugał, stając w miejscu. Potem się zdenerwował.
  • Ja na tym łóżku śpię! – wrzasnął.
  • No i? – Voldemort zapiął rozporek.
Zauważcie, że niegejowskich seksów aŁtorka nawet nie chce/nie umie opisać.
Drogie dzieci, bierzcie przykład z Voldemorta! On wie, że Imperatyw Imperatywem, a córki same się nie spłodzą! Najpierw obowiązek, potem przyjemność!
Naprawdę pornol. Wyobrażam sobie ten dialog:
  • Harry’ego pewnie długo nie będzie…
  • O, a pokazać ci, co jeszcze jest długie?
I wio.


  • Sprzątnij resztki tego flaka! – postawił na stoliku herbatę.
Ale dlaczego resztki? Voldi ma taki wytrysk, że rozdziera kondom na strzępy?
Kto wie, może i nawet mu kuśkę urwało, stąd flak.
Może grasuje tam Morderczy Kondom!


http://www.joergbuttgereit.com/typo3temp/pics/e3862e085b.jpg
http://www.joergbuttgereit.com/typo3temp/pics/e3862e085b.jpg
Anna poprawiła bluzkę a Voldemort potulnie wyczyścił magią łóżko.
  • Jaki posłuszny. – Anna szybko wypiła herbatę i zaczęła szykować się do wyjścia.
  • Lepiej nie pyskować, bo mi zasłoni prace nad powieścią, jak ostatnio.
A nie móc się zapoznać z płodami jego geniuszu, to dopiero byłaby tragedia! I największa kara, jaką nasz przyszły noblista mógłby wymierzyć profanom, niedoceniającym jego twórczości.
Przestanie pisać im na złość i co wtedy.
Ukryje swoje opowiadania, tak że będą dostępne tylko użytkownikom zarejestrowanym na forum jego fanclubu.


Dumbledore znów robi Harry’emu awanturę, ten ucieka, śmierciożercy porywają go z lasu i przenoszą do kwatery Voldemorta. Okazuje się, że jest tam już jego agentka, bo przecież najważniejsze jest, żeby Harry dalej pisał. Harry poznaje też Toshiro - tego mugola, który został zabrany przez Voldemorta i mieszka w domku ogrodnika na terenie jego posiadłości. Kingsley Shacklebolt, który obserwuje Pottera przez magiczną lunetę, widząc jego zachowanie (np., że siedzi Voldkowi na kolanach) dochodzi do wniosku, że ten jest pod działaniem Imperiusa.  
Niestety nie znał klątwy Ałtoreczkusa, stokroć groźniejszej.


Dumbledore odetchnął. Najważniejsze, by nie wydało się największe kłamstwo. Koniecznie musiał odzyskać chłopaka. Na pewno nie był pod żadnym zaklęciem. To jego durna natura trzymała go w jednym miejscu. Spojrzał na kłócących się ludzi.
  • Kłótnie odłóżmy na bok.
Uspokoili się.
  • Harry miał ostatnio ciężkie dni. Oberwało się to nam wszystkim, pokornie znoszącym fochy i foszki, ale już niemal kryzys się zażegnał. A teraz, w tym najważniejszym momencie…
  • Kryzys to był, dlatego, iż go uderzyłeś! – wtrącił Lupin.
  • A co ty byś zrobił, jakby twój rozmówca nagle zmienił kolor oczu na czerwony, zaczął syczeć mową wężów i atakował cię Avadą? – zasugerował łagodnie.
Wytrzeszczyli oczy.
  • Spróbowałabym “Expelliarmus”? - zasugerowała nieśmiało Tonks.
Albo “Drętwoty”. Albo czegokolwiek innego…?
Avadą jak Avadą, ale co, jeżeli rozmówca nagle zaatakuje świeżymi owocami?


  • Podejrzewam, że to była część planu wroga. Żeby Harry przestał mi ufać, zbuntował się i odszedł. Tu nie całkiem mu się udało. – dyrektor zamyślił się. – Ale to nie jest ważne. Teraz zarządzam przygotowanie do walki, póki Severus osłania Harry’ego.
Poderwali się i złapali za płaszcze. Nie zamierzali zostawić go bez opieki.


Rozdział 15.


Harry wziął zamach i przywalił Voldemortowi w nos z pięści.
W jaki nos?!
W teoretyczny.


  • Ała! Za co?!
  • Nie podglądaj mnie jak pracuje. To mnie stresuje. – odwrócił się do pracy.
A to nie powinno tak działać, że Harry sam poczuje to uderzenie? Ach, przepraszam, przecież ta więź działa tylko wtedy, gdy jest wygodnie.
I tylko w tę stronę, w którą jest wygodnie.
Albo tylko wtedy, kiedy jest przyjemnie. (Właśnie sobie uświadomiłam konsekwencje takiej więzi podczas seksu…)
Trochę jak w Oglafie (oczywiście +18).


Voldemort usiadł na sofie, koło Severusa, który z uśmieszkiem mieszał eliksir.
  • Nie drażnij go, czasem jest nieprzewidywalny.
  • Zauważyłem. Nie będą ci marudzić, że tu siedzisz?
  • Nie. – Severus zmarszczył czoło. – W zasadzie był zadowolony, że tu jestem.
  • Co ten stary zgred kombinuje? – Voldemort spojrzał na plecy chłopaka.
Harry, ty zgredzie, natychmiast przestań kombinować!


  • On może sobie przenosić laptopa? – Severus również tam spojrzał.
  • Tak, przecież to zrobił. Skrzat mu przeniósł.
Czy oni dziwią się temu, że laptop jest - o zgrozo - przenośny?
Ale jak widać Potter nawet taką czynnością nie skala swoich leniwych łapek.


Znów przygryzł wargę. Co się szykuje? I czy bezpiecznie będzie na terenie kwatery? Miał tu dwie osoby, które raczej nie będą w stanie się bronić. Severus będzie musiał udawać ich wroga. Harry nie będzie w stanie walczyć z Zakonem. Toshiro… on wcale nie zna się na walce.
Ach, to czułe serce Voldemorta, drżące z obawy o bezbronnych! Jedyna opcja, jaka mu pozostała w razie napaści, to dokonać w proteście samospalenia.


Wstał i podszedł do Pottera.
  • Harry, idę porozmawiać z Toshiro. Nie wychodź z tego pokoju, póki nie wrócę, dobrze.
  • Okej. I tak się meczę z jednym motywem.
Natomiast reszta postaci męczy się z jednym Motylem.


Voldemort odszedł od niego. Bella zrozumiała spojrzenie, jakie jej posłał i stanęła na straży. Severus spiął się. Chyba nie spodziewają się ataku na tę kwaterę? Jest tak dobrze strzeżona…
Tak świetnie, że Shacklebolt widzi wszystko, co robicie. Doprawdy, doskonale.


---


Toshiro odszedł od drzwi i podszedł do skrzynki w rogu pokoju. Otworzył ją i zaczął składać broń w całość. Dawno już odzyskał skradziony kostium i broń.
Kostium… pirata?




Nie, nie znał się na magii, ale potrafił dopiec wrogowi.
Nie znał się na magii, zapamiętajmy.
Będzie ich ranił ostrzem swego dowcipu. No ale, ma japońskie nazwisko, więc na pewno ma w zapasie jakieś ninja fikoły i inne wodotryski.


Obroni Pottera. Zaczął się przebierać. Potem przypasał broń i wymknął się na dach. Przyczaił się przy kominie i obserwował otoczenie. Wkrótce dostrzegł grupę aportującą się na polanie. Zacisnął wargi. Za chwilę zacznie się przednia zabawa.


***


Kingsley wskazał palcem.
  • To ten dom. W domku ogrodnika mieszka (...) ten mugol, o którym mówił Severus. – Kingsley westchnął.
  • Po co on go trzyma? – Molly zaniepokoiła się. – Jeśli to wojownik?
Albo, co gorsza, kapłan? Albo bard? Wtedy będą musieli wystawić własnego barda i walka zacznie wyglądać tak:


fz0PoAb.gif


  • Zobaczymy. Lupin, Tonks, Hagrid. Wy wkradniecie się do domu i zabierzecie stamtąd Harry’ego. Reszta odwraca ich uwagę.
Zatańczcie “Jezioro łabędzie”. Albo coś.
Albo tak jak w Królu Lwie:
http://24.media.tumblr.com/tumblr_ltmbdlCroA1qm6oc3o1_500.gif


Jakiś starzec właśnie pogłośnił głos i pociszył ciszę wyzwał Voldemorta do walki.
A odpowiednia scena z "Troi" wizualizuje się sama.


tumblr_lnhly8RCol1qi7cxr.gif


***


Harry zamarł. To był głos dyrektora.
  • Potter, odeślij laptop do swego pokoju.
Za chwilę zaczniemy szturm, a twoja bezcenna powieść nie może zostać uszkodzona!
Moment, mówisz, że oni nie walczą o to, kto pierwszy ją przeczyta?
Przegrany będzie musiał przeczytać ją na głos. Nie mając słuchaczy.


Voldemort wraz z resztą śmierciożerców zszedł na dół. Stanął naprzeciwko Albusa.
  • Włamujesz się na prywatną posiadłość. – wycedził.
  • A ty porywasz moich uczniów. – dyrektor zerknął na dom i las.
Dom i las to też uczniowie Dumbledore’a?
Konkretniej korniki i robaczki.
Może Voldi zaklął ludzi w rośliny? Nawet u Mickiewicza był taki motyw...


  • Pupek!
Voldemort skrzywił się i odwrócił do ganka. Do garnka?
  • Potter, oskalpuję cię, jak mnie nazwiesz tak jeszcze raz!
  • Dobrze, kwiatku! – Harry zbiegł na dół.
Eeeee, wiecie co.... To już nawet żenujące nie jest. Żeby w tym był choć cień, cień sensu, to pupusiowanie i kwiatkowanie...


Za Potterem huknęło coś, trafiając w róg budynku. Harry pisnął, a Voldemort odruchowo osłonił go sobą.
Tak, ci piszczący siedemnastolatkowie, prawdziwa plaga naszych czasów. To pewnie coś w wodzie.
Hel, wszędzie hel.
Może Harry jest gumową kaczuszką?


  • Severus! Sprawdź to!
  • Mówiłeś, że nie zaatakujesz mnie, póki nie przyjdą wyniki badań tego połączenia!
A kto je badał, że tak z ciekawości zapytam? CSI Hogsmeade?
Główny Urząd Statystyczny.


  • To nie my, chłopcze. Nie oddalaj się ode mnie.
Harry drżał wyraźnie.
Harry’emu chyba jednak zaszkodziła ta zmiana diety… a może ten nowo odkryty talent literacki… ale najpewniej jednak atmosfera opka, bo nigdy jeszcze nie widzieliśmy, żeby piszczał, chował się za kimś i drżał w obliczu niebezpieczeństwa.
Mówiłem, dieta roślinna wzbudziła w nim nawyki gryzonia.


Po chwili rozległ się drugi huk i cały róg domu rozsypał się.
Dumbel ostrzeliwuje ich z moździerza?


Przed nimi wylądował Hagrid, osłaniający Lupina.
Przed którymi nimi, tak konkretnie?
Przed Lupinami.


Harry podbiegł do nich.
  • Hagrid, Remus?! Co się dzieje?
  • Harry cofnij się! On jest potwornie silny!
Remus wstał i zasłonił go sobą. Po chwili za rogu wyszedł…
  • Toshiro. – Harry wyjrzał za Remusa.
  • Witaj, słońce. Voldemort, ta trójka przekradała się do budynku.
  • Trójka? – Harry spojrzał na niego i potem na to coś, co wskazywał. – Tonks! Toshiro, to moi przyjaciele!
Och, jeszcze pamięta, że byli jego przyjaciółmi? Ciekawe, jak długo.


Harry zamrugał. Wyglądało na to, że dopiero teraz zauważył resztę Zakonu.
  • Co tu się dzieje? – rozejrzał się spanikowany.
  • Postanowili nas zaatakować. – Toshiro zachichotał. – Teraz popatrzą, jak zabijam Albuska.


Rzucił się naprzód, ale Hagrid rzucił się za nim.
  • Nie pozwolę ci na to.
Toshiro w biegu wydobył wachlarz i rozwinął go. Pięć symboli na nim zalśniło na czerwono. Chłopak obrócił się i zamachnął nim. Powstała tak silna fala powietrza, że podniosła Hagrida w górę, przebiła przez taras, ścianę do wnętrza budynku i przez dach.
Toshiro nie znał się na magii, po prostu tak mocno machał!
Wiedziałam, że tu się będą działy jakieś ninja abrakadabry. *wolno uderza głową w ścianę* Po prostu wiedziałam.
Taki potencjał imienia nie mógłby się zmarnować!


Pół olbrzym zatrzymał się dopiero na kominie. Harry spojrzał w szoku.
  • O rany. Ale wachlarz. Też chce taki. – jęknął. – Pupuś, kup mi!
Nie, żeby zainteresował się choć przez nanosekundę, czy jego przyjacielowi Hagridowi nic się nie stało…
Ale za to zgrabnie wskoczył w rolę utrzymanka.


  • Ciekawe skąd ci go kupie. –
Z tego sklepu na Pokątnej, gdzie sprzedają gramatykę na wagę i składnię na pęczki.


Na wszelki wypadek odesłał chłopaka do domu.
Harry ostro sprzeciwiał się Severusowi i Belli, którzy siłą zawlekli go do domu. To obudziło ducha walki w Zakonie. Wszyscy ruszyli do walki.
Nie dziwne, prawda? Widzą, że dwoje śmierciożerców wlecze gdzieś opierającego się i wrzeszczącego Pottera. Przecież nikomu nie przyszłoby do głowy, ze chciał tylko zostać i się pogapić.
Ach, czyli cała ta z dawna zapowiadana epicka rozpiździawka odbędzie się offscreen? Cóż za niebywała niespodzianka.


***


Harry kulił się na stryszku. Co chwilę domem wstrząsały zaklęcia. Severus czuwał przy oknie i zdawał relację.
  • Ojej. – odezwał się w pewnej chwili.
Kurka wodna, terefere!
A to psikus!
Psiakostka!


Harry jednak wiedział, co się dzieje. Voldemort przegrywał walkę z Albusem. Tylko on mógłby go uratować swoją mocą. Ale tak bardzo się bał... Co się z nim stanie, jak to się wyda? Bella krzyknęła i wyjęła różdżkę, gdy Voldemort upadł. Z ust członków Zakonu wyrwał się okrzyk zwycięstwa. Nie mógł tego znieść…
Wczujcie się w to. Smakujcie tę scenę. Potter, który rusza na ratunek, bo nie może znieść, że Dumbledore pokonał Voldka!


Poderwał się i rzucił do okna. W biegu ujawnił się, ku szokowi Belli i Severusa…
Coming out w pełnym biegu!
Nawet szafa ledwo za nim nadążała.
---


Albus z triumfem w oczach zamachnął się różdżką. Voldemort rozbrojony, unieruchomiony… Idealna okazja do zabicia dupka.
Czemu nie hultaja? Bęcwała!


Już wypowiadał zaklęcie uśmiercające, gdy ktoś pojawił się przed Voldemortem. Wokół postaci zawirowały ciemne skrzydła i rozłożyły się, odbijając na boki zaklęcie. Zamarli. Voldemort w szoku wpatrywał się w anioła, który go bronił.
O, po piętnastu rozdziałach aŁtorce przypomniało się, że miała pisać coś o aniołach.
O rany, i po co? Ktoś mi powie, po wuja jeszcze mieszać w to anioły?
Ty się ciesz, że nie ma jednorożców i wilkołaków.


  • Potter, zejdź mi z drogi! – Albus bezbłędnie wiedział, kto to jest.
  • Nie.
Chłopak podniósł głowę. Zdjął okulary i odrzucił na bok.
Kwi, nie wiem, ale anioł w okularach mnie potężnie śmieszy :D Może i Dumbel nie mógł zachować powagi?
Właśnie dlatego Harry zdjął.


198e30cb12af5e7320df09483758.JPG


A pod okularami były… Drugie okulary!


Nie potrzebował już ich. Widział doskonale. Zakon zamarł w szoku. Wielu szeptało między sobą na jego widok.
“To cud!” - “Nie, to te nowe soczewki”. - “Ale w okularach było mu ładniej!” - “Coś ty, przecież od lat miał te same wieśniackie oprawki”. - “Nie wieśniackie tylko hipsterskie, głupolu”.


Harry wzniósł się z rękami w górze. Potem wypuścił z nich strumień magii.
Ok, kiedy aŁtoreczki się nauczą, że magia w potterolandzie nie działa jak mana w grach video, nie można mierzyć jej poziomu ani używać "w stanie czystym", jak czakry w "Naruto"?


Zakon w ostatniej chwili się deportował. Ziemia tam, gdzie stali, popękała na dwa metry w głąb ziemi.
Oraz na piętnaście centymetrów wszerz ziemi.
W ten sposób potwierdziła się teoria dziadka Jacka Poszepszyńskiego, że Ziemia jest dziurą w ziemi.


Ale nawet to nie było szokiem. Szokowała postać młodego anioła, który unosił się w powietrzu.
Machając ludziom kuśką przed twarzami.
I łopocząc skrzydłami oraz jajkami.


Jego długie włosy osłaniały nagą sylwetkę. Spoglądał w niebo, a po policzkach spływały łzy. Już nie miał odwrotu. Wydało się, czym naprawdę jest. Nawet nie zerkał na dół. I tak wiedział, że są  w szoku.
Nie musiał, narrator i tak mu powiedział.


Rozdział 16.


Hermiona syknęła.
  • Ron, nadepnąłeś na mnie.


  • Przepraszam. Tu jest mało miejsca i…
Nie dokończył, gdyż drzwi się otworzyły. Jednak między członkami zakonu nie było Harry’ego. Ale też nie widzieli Tonks.
Okazuje się, że Tonks zginęła w walce. Dumbledore wyjaśnia, co się stało z Harrym i dlaczego nagle przemienił się w anioła.


  • Niemal każdy człowiek ma swojego anioła stróża. – zaczął – Voldemort nie jest wyjątkiem. Ponieważ on był potężny, to anioł stróż nie mógł narodzić się jak brat czy siostra. Musiał pochodzić z obcej rodziny. Mniej więcej w ciągu pierwszych dwóch lat po narodzinach, prawowity właściciel anioła, zabija jego całą rodzinę, zabiera go do siebie i anioł podejmuje swoje obowiązki.
Coooo? Jakaś mocno alternatywna teologia nam się tu tworzy. Ale mniejsza z teologią - znaczy, zamordowanie całej rodziny ma być takim sposobem na zapewnienie sobie lojalności anioła? I “właściciel” sypia spokojnie, nie obawiając się zemsty?
No i zaraz… W przypadku mniej potężnych aniołem stróżem może być krewny, czy to znaczy, że “właściciel” zabija całą SWOJĄ rodzinę?!
I chyba lagi nastąpiły gdzieś na łączu, bo Harry jest od swojego podopiecznego w cholerę młodszy, jak niby miał go strzec przez ten czas? I gdzie są aniołowie pozostałych bohaterów?


  • Co?! Harry jest jego aniołem stróżem?! – Remus oklapł.
  • Był, Remusie. – dyrektor westchnął. – Jak tylko Voldemort zaczął polować na Potterów, otoczyłem chłopaka klątwą. Miała odbić zaklęcie skierowane w Lily i Jamesa na Voldemorta i zakłócić rytuał. Nie przewidziałem tylko, że oboje nie będą mieli przy sobie różdżek. Stąd ich śmierć, zniszczenie Voldemorta i blizna.
Gówno prawda. Skoro klątwa otaczająca Harry’ego miała odbić Avadę skierowaną w jego rodziców, to jakie znaczenie miało, czy w danej chwili mieli przy sobie różdżki?
Może to było coś w rodzaju zaklęcia na PIN, i różdzki pełniły funkcję kodu?
Z tej przemowy wynika, że zniszczenie Voldemorta było niechcianym skutkiem ubocznym...


  • A co miała zrobić ta klątwa? – Minerva zacisnęła usta.
Noo… odbić zaklęcie? Przecież właśnie o tym powiedział.


  • Zniszczyć moc anioła stróża w Harrym. Ale nie zrobiła tego.
A nie zrobiła tego, bo Lily i James nie mieli różdżek, gdy Voldemort zaatakował, tak? A Dumbel nie był w stanie przewidzieć, że ten może zaatakować np. w nocy, gdy będą spać, i odpowiednio zmodyfikować klątwę?
Nie, bo jest taki niedobry i na pewno sobie to wszystko zaplanował.


Dlatego właśnie wysłałem go do mugolskich krewnych. I wyjaśniłem Petunii, co się stanie, jak powróci Voldemort. Dlatego była surowa dla chłopaka. By zaufał nam, a nie jemu.
Bardzo dobry plan, tylko ma jeden słaby punkt: w tej sytuacji Harry może zaufać każdemu, kto okaże mu odrobinę życzliwości, czy to będzie Dumbel, czy Voldek, czy sąsiad-pedofil.
I Petunia bez problemu przyjęła śpiewkę, że jej siostrzeniec jest aniołem stróżem w stadium larwalnym. Rrrright.
Bo wychowywanie go samego w odpowiednim duchu go przerastało? Lepszym rozwiązaniem było skazywanie dzieciaka na 11 lat męczarni?
Kiedy aŁtorki próbują ożenić kanon ze swoimi wymysłami, zwykle wychodzi takie ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra.


I wszystko szło dobrze, aż do ostatniego roku. – Albus wstał. – Nie wiem, co poszło nie tak. Harry ostro się zbuntował. I dzisiaj doszło do najgorszego. Ujawnił się Voldemortowi.(...)
  • Myślisz, że on się zorientuje? – Molly westchnęła.
Nie no, te skrzydła były całkowicie delikatną i niewinną wskazówką.


  • Nie wątpię. To oznacza, że Harry będzie go bronił, nawet wbrew sobie. Moce anioła przejęły nad nim kontrolę. Obawiam się, że musimy go zabić.
Wiecie co, to ostatecznie ma jakiś sens. Harry w tym opku zachowuje się tak bardzo jak nie-Harry, że naprawdę jestem skłonna przyjąć, że coś go opętało. Z tym, że niekoniecznie nazywałabym to coś aniołem.
A nie mogą się po prostu skupić na zabiciu Voldemorta?
***


Toshiro podszedł bliżej, jak tylko posłał wiadomość Annie. Ta zjawiła się po chwili.
  • Co się…
Zobaczyła, że każdy patrzy w górę i też spojrzała. Oczy jej się rozszerzyły na widok ciemnych skrzydeł.
  • Upadły anioł… prawdziwy… och…
Jak upadły? Widzisz, że wisi, kobieto.


  • To Potter. – Toshiro zerknął na nią.
  • Co?! Harry… och… dlatego piszę taką książkę. Czyim jest aniołem?
Patronem irytujących nastolatków i rzeczy zgubionych w tramwajach.
I niespełnionych pisarzy.


  • Pupka. Znaczy, chyba jego… w każdym razie ocalił go i wtedy się ujawnił.
  • Zabierzcie go lepiej do domu. Na pewno jest wyczerpany. Ujawnienie się jest ciężkie. Poszukam, co wiem o aniołach.


Postaram się tutaj przybliżyć angelologiczne koncepcje aŁtorki, na tyle, na ile byłam w stanie je zrozumieć. Otóż, jak wyjaśniał Dumbel, niemal każdy człowiek ma anioła stróża, którego pozyskuje, mordując jego rodzinę. Zamordowaliście kogoś, Drodzy Czytelnicy? Ja też nie, więc trzeba założyć, że należymy do tego nikłego procentu, który aniołów nie posiada. Albo że wszystko przed nami - w końcu, kiedy urodził się Harry, Voldek miał już coś ponad 50 lat. Anioł ma misję - chronić swego podopiecznego. Jeśli ją wypełnia, jego skrzydła są białe. Jeśli ktoś mu to uniemożliwi, anioł staje się upadłym aniołem, skrzydła robią się czarne i zaczynają gnić, i w końcu anioł umiera. Jednocześnie anioł jest jakimś rodzajem obcego, który opętuje ciało człowieka i można go z tego ciała wygonić, a w jaki sposób, o tym przekonacie się później.
A co, jeżeli anioł nie wypełni misji, bo chroniony ma wielkie szczęście? Nigdy nie wejdzie pod samochód, nie spadnie na niego dachówka, w szkole ma zawsze same szóstki? ;)


Kobieta zniknęła. Wciąż nie mogła uwierzyć, że miała za podopiecznego taką istotkę.
Aniołek to taka kruszyna, aniołek istotka niewielka…
Może to był Upadły Amorek? Upadłe putto?


Tymczasem Voldemort wzleciał w górę i zatrzymał się przed chłopakiem.
Na latającym dywanie, bez wątpienia.
A nie na odrzutowych butach?
Mógł też mieć jetpack.
Biorąc pod uwagę, że to yaoi, w grę mógł również wchodzić skok o własnej tyczce.


  • Chodź do kwatery. Jest strasznie zniszczona, ale musimy najpierw odpocząć, zanim ją naprawimy.
Harry spojrzał na niego niepewnie. Nie, nie miał zamiaru go zabijać. Bynajmniej na razie.
Za to przynajmniej jak najbardziej.


Uniósł dłonie i opuścił się na dach. Ledwo jego bose stópki STÓPKI!!!!!!! dotknęły dachówek, wszystkie zniszczenia się naprawiły.
Angel_statue_in_Ptuj.jpg


  • Też chce takiego aniołka. – westchnął Severus.
Nic prostszego, znajdź sobie jakiegoś dzieciaka i wymorduj jego rodzinę…
Albo odziedzicz stary dom po dalekim krewnym.


Harry siedzi w domu Voldemorta na strychu i nie chce zejść. Aż tu wtem! pojawia się Hermiona z radosną wieścią, że zna sposób, by go uratować “z losu upadłego anioła” (od klątwy popieprzonej gramatyki najwyraźniej nie ma ratunku). Ja mam tylko jedno pytanie: kto do cholery pozwala jej tak swobodnie przemieszczać się pomiędzy Kwaterą Główną Zakonu a kryjówką Voldka?!
Imperatyw.


Hermiona uważnie obejrzała skrzydła.
  • Tu piszą, że dopóki skrzydła anioła nie staną się zniszczone, można go ratować. – otworzyła książkę. – Skrzydła uważane są za zniszczone, jak wydzielają odór zgnilizny, gubią pióra i wycieka z nich smolista, czarna substancja.
  • No… jeszcze tak źle to ze mną nie jest. – Harry dotknął sprężystego piórka. – Tylko zmieniły barwę na średnią czerń.
  • Spokojnie. Średnia czerń to pierwszy stopień z ratowania zaawansowanego. – Toshiro usiadł na sofie.
A spłowiały róż to trója z plusem z wuefu.
Ale te stopnie czerni podają sobie w RGB, czy w CMYKu?
Średnia czerń. Czerń. Średnia.
Oj no wiesz, jak ta bluzka, której nie prałaś w Perwollu.


Hermiona spojrzała na niego. Nie wyglądał na czarodzieja, ale też nie był zwykłym mugolem.
  • Ty miałeś anioła stróża, prawda? – spytała wprost.
  • Tak. I to ją zabili. Udawała moją kuzynkę. Przed śmiercią podarowała mi swoją moc, umieszczając ją w wachlarzu. – Toshiro spojrzał na Pottera. – Sądziłem, że była silna, ale ona kontrolowała tylko wiatry. Ty kontrolujesz wszystko.
I twoją matkę też.
O, Harry - Wałdca Dziewięciu Żywiołów? A że kontroluje wszystko… najmniejsze zdziwienie świata.
Espumisan też kontroluje wiatry, a nie jest aniołem.


  • Wydaje mi się, że musimy dokonać zmiany pięciu żywiołów, by nadeszło zbawienie.
  • Pięciu żywiołów? – Voldemort zamrugał.
Pięciu! Nie dziesięciu…


  • To rytuał ratunkowy. [Przeczytałam “randkowy”.] Dosyć skomplikowany. – Hermiona czytała o nim wcześniej, więc otworzyła odpowiednią stronę. – Anioł przejmuje ratunek jednego z żywiołów. Drugi – współpracujący z nim żywioł – przejmuje opiekun. Pozostałe trzy wyznaczone osoby. Najlepiej podpasujące rodzajowo. Podczas rytuału zmienia się ich wygląd.
Dostają też 500 exp i nowe skille.


Anioł zaś nie może już powrócić do dawnej formy. Jego skrzydła staną się szare.
  • Mam łazić ze skrzydłami? – Harry skrzywił się.
  • Nie, są techniki anielskie. Nauczysz się je chować. – Toshiro machnął ręką. – Daj jej skończyć.
  • Problemem jest czas po rytuale. Przez pierwszy miesiąc anioł i opiekun sypiają razem i nie powinni się rozdzielać na dłużej niż godzinę.
Hehe. Hehehehehe. He.
A już miałam cień nadziei, że skoro aŁtoreczka wymyśla te idiotyzmy z aniołem, to wymyśli też jakiś odrobinę oryginalniejszy sposób, w jaki doprowadzi swych boCHaterów do kopulacji. Skoro już musi.
To przecież logiczne, że trzeba sypiać ze swoim aniołem. Kto się nami tak troskliwie zajmie, jeśli nie on.
Skrzydła lepsze niż puchowa kołdra!


  • Więc muszę się przemienić? – Voldi westchnął.
  • Nie musisz. Ale wówczas Harry umrze w wieku dwudziestu lat. Ale nie przejmuj się tym, naprawdę, wcale nie musisz! – Toshiro spojrzał na nich. – Myślę, że to by była strata. Kto by pisał takie ciekawe… - Tu przerwał i zastanowił się przez chwilę. - Albo wiesz co? Właściwie, jak tak przeglądam internet, to takich opek jest na pęczki, więc jeden Pisak więcej, jeden mniej...
Ej, ale to jest przecież dla Voldiego idealne rozwiązanie - musi poczekać jeszcze 3 lata i Harry padnie sam z siebie, bez niczyjej interwencji, więc Tom nie oberwie rykoszetem spowodowanym tą "więzią". A do tego czasu będzie miał darmowego & fanatycznie oddanego bodyguarda; sukces na wszystkich polach.


Hermiona wyjaśnia:


– Rytuał się dokonuje podczas zaćmienia jakieś tam gwiazdy. Najbliższe będzie za dwa tygodnie. – zajrzała do książki.
Jakiejś tam gwiazdy, wszystko jedno której, więc czemu nie jutro? Z pewnością jakaś gwiazda w galaktyce akurat ma zaćmienie.
Może to nazwa własna. Jakaśtam Gwiazda. Brzmi dumnie.


– Musisz znaleźć dwie osoby.
  • Chyba trzy. – Harry spojrzał na nią.
  • Nie. To musi być czysta krew, pół krwi i szlama.
Po wuj te kombinacje z czystością krwi, skoro anioły najwyraźniej są stworzeniami z zupełnie innego ekosystemu i kwestia magicznego czy niemagicznego pochodzenia w ich przypadku nie jest istotna?
Śmierciożerka zatruła dyskurs i wszystkim się wydaje, że czystość krwi ma jakieś znaczenie.


Do rytuału zostają wybrani Hermiona, Severus i Bellatrix.
A Harry zostaje odesłany do swego pokoju z nakazem, by siedział tam na dupie, nie wyłaził i pisał! Pisał! Pisał!


Od AŁtorki:
Teraz tak. Wiele osób pyta, dlaczego Tom jest spokojny. Proste. Chodzi o więź z aniołem. Jest mu to na rękę, bo może go pilnować i nie obawiać się o to, że chłopak umrze w wypadku a to pociągnęłoby też jego śmierć.
No właśnie. Harry jako anioł stróż nie przedstawia sobą żadnej wartości, skoro każde zaklęcie czy każdy cios, przed jakim osłoni Voldemorta, i tak rykoszetem w niego trafi! W tej sytuacji to Voldek powinien go ochraniać.


Rozdział 17.


Harry popijał sok pomarańczowy i spoglądał w tekst. To był już siedemnasty rozdział z zaplanowanych czterdziestu pięciu. I właśnie go skończył.
Tu siedemnasty i tam siedemnasty… Pszypadeg? Nie sondzę!


Zapisał pracę, zamknął plik i westchnął. Nudził się niemiłosiernie.
Z nudów Potter zaczyna się wygłupiać (lata po domu, udaje, że strzela…), darujemy sobie.
Pukał do losowych pokoi i pytał siedzących w nich ludzi, czy nie chcą ulepić bałwana.


Hermiona wyjaśnia, w jaki sposób dokonają rytuału przemiany. Generalnie, polega to na tym, że na pergaminie trzeba narysować siebie w tej nowej, ulepszonej wersji, potem skrapia się pergamin krwią, bla bla bla. Wszyscy uczestnicy ufnie powierzają Potterowi zaprojektowanie swojego nowego wyglądu. Sam rytuał jest długi i skomplikowany, a kiedy wreszcie się kończy, wszyscy zapadają w sen.


Rozdział 18.


Harry otworzył oczy. Leżał w swoim pokoju. Niedaleko niego spała oparta na stole Anna. Podniósł się do siadu i przeciągnął. Zerknął w lustro i wrzasnął. Wypadł z łóżka i zaczął wdzięczyć się do swojego odbicia.
Przeginał się w kibici, trzepotał rzęsami, robił dziubki i strzelał sobie masę słitfoci.
Nie tylko ciało mu się zmieniło.


Harry odwrócił się i Annę zamurowało. Harry miał teraz smoliście czarne włosy, znacznie dłuższe niż zazwyczaj.
A wcześniej były zielone?
Obstawiam, że chodzi o coś takiego:


http://i8.photobucket.com/albums/a43/Pipsdixiechick/other%20stuff%202/tumblr_m59eq3T2Xn1qj7hvgo1_500.gif
And then


https://31.media.tumblr.com/08cf37b510d975d122545dcd5d92108b/tumblr_mlpq8jMBcD1qe8a0fo1_r1_500.gif


Do tego były malowniczo postrzępione.
Trudno było znaleźć jedną całą końcówkę, fryzjerzy na jego widok oblekali się kirem.


Blizny nie było, tak samo jak okularów. Jego oczy teraz były większe i ładniejszego kształtu.
Takie na ⅔ twarzy, 100% shojo style.
A okulary miał wcześniej przyrośnięte do twarzy?
Najwyraźniej, skoro pozostały na niej już po tym, jak zdjął je w czasie walki i uznał, że już nie potrzebuje.


Odcień zieleni był intensywniejszy.
Operacje plastyczne, soczewki i fryzjer za jednym zamachem.


Stał tam zupełnie nago, z szarosrebrnymi skrzydłami.
Hm, zgaduję zatem, że i coś innego było potężniejsze, nie tylko włosy.


  • Wyglądam uroczo. – zawyrokował.
I jestem większy, taaak, znacznie większy! - dodał z radością.
Certyfikat uke miał wytatuowany na plecach, choć i tak nikt nie miał wątpliwości.
Na tyłku!


  • Tak. Poczytaj o maskowaniu skrzydeł i bierz się do pracy.
Anna przeniosła się kominkiem a Harry przeszedł do łazienki. Zazwyczaj olewał kąpiele w wannie, ale dzisiaj sobie na nią pozwolił. Pławiąc się w pianie chichotał.
Strącając skrzydłami z półek żele, balsamy i słoje wazeliny.


Co prawda musiał się przenieść na cały miesiąc do Voldemorta. Pakowanie się pozostawił łaskawie Melli. Po kąpieli ubrał fioletową koszulkę, opinającą mu tors. Na nogi wdział rybaczki i sandałki.
Jedno i drugie - damskie.
A niech wdziewa i damskie, ale po co te zdrobnienia?
Ómarłam. Po prostu ómarłam. Facet w fioletowej koszulce opinającej tors, rybaczkach i sandałach - stereotypowy gej z dowcipów rysunkowych. Jeszcze powinien śpiewać “Y.M.C.A”.
Znów pozwolę sobie zarzucić klasykiem - oto, skąd Potter brał wzorce:




***


Voldemort odkręcił wodę i stanął pod prysznicem. Cholerny Potter. Nie mógł zrobić mu innego ciała?! Odgarnął włosy z oczu i westchnął. Teraz nie zmieni wyglądu. Był wysokim szatynem, o granatowych oczach i ciału [ciele] sportowca.
Oooczywiście.
… Bo napisanie opka, niechby i slashu, o zwykłym, wysportowanym granatowookim szatynie i zielonookim pisarzu byłoby poniżej godności aŁtorki?...
A kto by chciał to czytać?


Musnął mięśnie z lekką odrazą.
To by sugerowało, że Harry wybrał mu ciało raczej zapaśnika niż biegacza długodystansowego.
Albo kolarza i teraz łydki Voldiego ledwie mieszczą się pod tym prysznicem.
Wolałby mieć posturę dżokeja?


Ale z drugiej strony… Miało to i plus. Mógł zabijać bez wahania. Nikt go nie pozna, w każdym razie nie od razu.
Przedtem i tak nikt go nie poznawał, przez ten nos.


Złapał za żel i umył się. Umył także głowę. Musiał kupić szampon.
Normalne zmartwienia kogoś, za kogo wszystkie obowiązki domowe wykonują skrzaty.


  • Kochanie, jestem już. – usłyszał z pokoju.
  • No nie. Zapomniałem, że to coś ma tu mieszkać przez trzydzieści dni. (...)
Spłukał włosy i wyszedł spod prysznica. Założył szlafrok i wrócił do pokoju. Usiadł w fotelu.
  • Czemu takie ciało?! – zaprotestował.
  • Bo jestem ładny i muszę mieć ładnego podopiecznego.
Ale priorytety to on ma zachwycające.
Jakie opko, takie priorytety.


  • Harry rozkokosił się na łóżku. – Ale miękkie.
  • Masz kłopot z próżnością.
  • Nie narzekaj, jeszcze nie widziałeś tamtej trójki. My się budzimy siedem godzin przed Bellą, dziewięć przed Severusem i dwanaście przed Hermioną. – Harry obrócił się na brzuch i przymknął oczy. – A im zaprojektowałem także ubranie…
Czy to oznacza, że one nie będą mogły tego ubrania zdjąć, zmienić na żadne inne?!
Bez zgody pana i władcy, w żadnym razie.


Po chwili ziewnął i zasnął. Voldemort obserwował go w milczeniu. Wciąż było to szokiem. Miał anioła stróża. Chciał go nawet zabić. Teraz będą razem mieszkali przez miesiąc. Uśmiechnął się przebiegle. Miał dodatkowe zabezpieczenie od śmierci. Podniósł się, przebrał w szatę i położył koło Pottera. Chciał się tylko zdrzemnąć. Obudził go ryk wściekłości. Podniósł niepewnie głowę i wsadził nos w skrzydło. Odsunął je ręką i zdębiał. Potter spał na nim, posapując mu w szyję.
  • Ej, rusz się! – warknął, szturchając go.
Hm, skoro Potter śpi, to czyj ryk wściekłości go obudził? Jego własny?
Obawiam się, że mój, zobaczyłam, ile jeszcze tekstu przede mną.


  • Mmmm? – chłopak podniósł powiekę i rozejrzał się.
Po chwili usiadł na nim okrakiem i ziewnął.
  • Która godzina? – zapytał, przymykając oczy.
  • Wieczór. – Voldemort westchnął. – Złaź.
Harry dopiero teraz zobaczył, w jakiej pozycji siedzi. Zachichotał, celowo pokręcił się z pięć minut na biodrach Voldemorta, po czym zwiał, jak tylko wyczuł nacisk erekcji.
Pięć minut?!
(Brak wyczucia czasu to niestety nie tylko aŁtoreczkowy grzech; nieraz w książkach czytamy np. “John milczał przez minutę”. Gdyby w rozmowie ze mną ktoś milczał przez minutę, spróbowałabym się dowiedzieć, dlaczego się nie odzywa, obraził się czy nie usłyszał, co mówię?)
Hint: 5 minut to dość czasu, żeby odśpiewać "Naszą klasę" Kaczmarskiego albo ugotować jajko na półtwardo.
Toć właśnie coś tam się zrobiło półtwarde, wszystko się zgadza.
Ale tylko pół-, bo czarna magia ma swoje skutki uboczne.
Ja natomiast miałam wizję Harry’ego kręcącego się na biodrach Voldka i śpiewającego przy tym “Naszą Klasę”.
“Harry w opku, w porno-klubie, pisze: dobrze mi tu płacą za to, co i tak wszak lubię”


Voldemort rzucił za nim Avadę, ale bardziej na postrach.
Zabiję cię, ale tak tylko trochę?
Ostrzegawczy strzał w kostkę.


Potem odłożył różdżkę i wsunął dłoń pod szatę. Klnąc chłopaka najgorszymi słowami, szybko poruszał dłonią.
  • Nie łatwiej zaklęciem uspokoić erekcję? – Harry oparł się o drzwi.
Wycierał sobie właśnie włosy po szybkim prysznicu.
  • Nie, za dużo zaklęć. – warknął na niego.
  • Ojej. Chyba potrzeba ci pomocy.
Harry odrzucił ręcznik na podłogę i podszedł zmysłowym ruchem do łóżka.
Jednym?
Zmysłowo przysunął na brzuchu, ślizgiem po mokrej podłodze.


Usiadł przy Voldemorcie i wyjął mu członka na wierzch. Ten wytrzeszczył oczy.
TEN CZŁONEK?!


tumblr_inline_nfsos9tlQK1rnf9nt.gif


Potem rozchylił usta, jak poczuł ruchy dłoni nastolatka na erekcji. Zarumienił się a Potter zaśmiał. Voldemort zacisnął usta i uciekł spojrzeniem.
Voldemort pensjonarka. Widzę go teraz w stosowym fartuszku, z kokardami we włosach.
Voldemort jako gothic lolita to jest to.


Czuł, jak się podnieca. I bardzo mu się to spodobało. Wkrótce ruchy bardzo przyspieszyły. I mężczyzna doszedł, ochlapując ich obu nasieniem.
Trochę dostało się też operatorowi, dźwiękowcom i Krzyśkowi z cateringu.


Dyszał, odchylając głowę do tyłu i obserwując sufit.
O, pająk!
I odmalować by trzeba...
Ktoś tu się naoglądał kiepskiego porno.


A teraz zobaczmy, jak Harry przemienił pozostałych bohaterów:


Przy schodach stał młody mężczyzna i obserwował ich. Długie, granatowe włosy opadały mu zadbanymi falami na ramiona. Większość kobiet śliniła się na jego widok.
Skrzaty nie nadążały z wycieraniem podłogi.
Śmierciożercy jeden po drugim przegrywali walkę z grawitacją, zęby latały w powietrzu.
Te kobiety, które się nie śliniły, wzdychały w tym czasie do Hermiony.


  • Widzę, że nie tylko nam się dostało. – Mężczyzna zaśmiał się.
Voldemort naraz zamarł.
  • Severus? – spytał niepewnie.
  • Tak. Bella i Hermiona też nieźle wyglądają. Ale im zrobił jeszcze ubranka. Severus wskazał kciukiem za siebie i Pupuś zerknął na trzy kobiety, dokładnie się im przyglądając. Annę poznał od razu. Obok niego siedziała nastolatka. Ubranko miała niczym typowy, mugolski mundurek.
To znaczy - jaki?


Ale temu delikatnemu wizerunkowi przeczyła katana, którą się bawiła.
Ziew, ziew, ziew, znowu ograny chwyt, czyli mangowe zestawienie niewinności mundurka i brutalności broni. Jakie to ograne, jakie to nudne, jakie to wtórne. Czy jest tu, w tym opku, choć jedna rzecz, której aŁtorka nie zerżnęła od innych?
Nie wiem, ale mam wrażenie, że oni wszyscy przeszli tę przemianę po to, by wyglądać bardziej mangowo.
Snape, przykładowo, ma granatowe włosy. Cóż, przynajmniej jeszcze nie wtrącają zwrotów po japońsku.
Mówiłam, że dostaną nowe skille?
Ciekawi mnie, czy ona tę katanę będzie mogła wypuszczać z dłoni, czy może ma przyrośniętą.


Natomiast Bella miała ładne włosy. Ciemne, nie ułożone w różną stronę, gładkie. Ogólnie wyglądała seksownie. A strój? Tu był rozbawiony. Tylko Harry mógł dać jej tak krótką bluzkę, że widać połowę cycków i do tego skórzaną kurtkę. Zachichotał i usiadł między nimi.
Między cyckami?
A co, złe miejsce?
W sumie… Jeśli Bella zrobiona jest “na mangowo” to może cyc mieć taki, że nie tylko Harry, ale i pułk wojska się zmieści.
W dodatku najwyraźniej nosi bluzkę na kurtce.


Lupin postanawia dowiedzieć się, co się dzieje z Harrym, w tym celu nawiązuje kontakt z Anną.


Złapała go za kołnierz i przeniosła się z nim do domu Voldemorta.
  • Harry, masz bardzo zaniepokojonego twoim losem gościa. – zawołała go i deportowała się.
Harry obejrzał się za siebie i zobaczył niepewnego Remusa. Zamarł, po czym jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. Poderwał się z krzesła, przeskoczył nad sofą i wpadł w ramiona Remusa. Ten objął aniołka. Z zaskoczeniem zauważył, że skrzydła, dawnej czarne, teraz są szare. Powoli przesunął dłonią po piórkach a Harry zajęczał i zaczął łasić się do niego.
Do przyjaciela swoich rodziców.


Awkward-Unique.gif


O, znowu skrzydła jako strefa erogenna? Wyczuwam inspirację “Lamirem”.
Ja pierdziu, to jak on reaguje na wietrzną pogodę?
Wyobraziłam sobie, ale nie będę tego opisywać.
Ej no, wiecie, jaka to byłaby oszczędność na wibratorach?!
Zamiast wibratora wystarczyłby wentylator. A tak w ogóle to czytając te “anielskie” fragmenty, nie odniosłem wrażenia, żeby te skrzydła miały służyć Harry’emu, nie wiem, do latania czy czegoś w tym guście; raczej są tylko dla szpanu i blingu.


  • Remusik! Jak ja się cieszę, że nic ci nie jest.
  • Nie martw się. Bardziej martwisz mnie ty.
Harry spoważniał i poprowadził go do sofy. Usadził koło Severusa i sam usiadł na kolanach Voldemorta, który spokojnie pił kawę.
Voldemort zawył, kiedy gorąca kawa wychlupnęła mu prosto na krocze.


Remus zastanowił się chwilkę, jak zareaguje Voldemort, na widok jego anioła na kolanach obcego mężczyzny. Potem jednak przestało go to obchodzić.
  • Zmieniłeś kolor skrzydeł. – zauważył cicho. – Ładniej ci w bielszych.
A to jest, kurnać, najważniejsze, w jakim kolorze mu ładniej.
A nie, że Voldemort, że kolana i że co tu się w ogóle odpierdala.


  • To dzięki Voldemortowi. Uratował mi życie. – Harry napił się kawy z jego filiżanki.
Potem podsunął książkę Remusowi i ten przeczytał o rytuale. Teraz zrozumiał, że ten mężczyzna, na którego kolanach siedzi Harry, to odmieniony Voldemort. Rozejrzał się po pomieszczeniu i zobaczył jeszcze dwie dorosłe osoby i nastolatkę.
  • Dobra, Bella na pewno chciała przejść to, co jej mistrz, Hermiona chciała pomóc ci ale on? – wskazał na Severusa.
  • To smarkerus. Znaczy profesor Snape. – Harry przeciągnął się a Voldemort zaborczo go objął.
Snape zgrzytnął zębami i pomyślał, że ten gówniarz zrobił się dziesięć razy bardziej bezczelny niż kiedyś, ale niestety! choć zmienił stronę, nadal jest pupilkiem potężnego czarodzieja.
Smarkacz wie, jak się ustawić. Tyłkiem do kogo, uściślijmy.


  • Aha. Fajnie. – westchnął. – Dumbledore wmawia Zakonowi, że po ujawnieniu się anioł zabił twoją duszę. Dlatego planują twoją śmierć. Minerva odeszła. Młodzi zrezygnowali…
  • Wiem, wspierają mnie. Ale o pomyśle dupka nie wiedziałem.
  • Dlaczego nam to mówisz? – Voldemort objął aniołka, bawiąc się jego skrzydłami.
Teraz już “aniołka”! Państwo pozwolą, że zgodnie z jaojową tradycją napiszę wreszcie coś po japońsku: Shimatta baka ni!
Bawiąc się skrzydłami? Przed chwilą widzieliśmy, jak Harry reaguje na taką zabawę ;)


  • Nie mówię tego tobie, tylko motylkowi. [Fffffffuuuuu, Lupin, ty też?!] To syn mego przyjaciela. – zaperzył się Remus. - Którego, że tak przypomnę, sam, osobiście zabiłeś.
Niestety, u rozmówców nastąpił akurat gwałtowny atak głuchoty.


Harry zaśmiał się i poczęstował go ciastkami. Lupin wziął sobie jedno.
  • Będziesz mi mówił, co [czego] mam unikać, by przeżyć? – chłopak schował skrzydełka.
  • Oczywiście. To nasza mała umowa, dobrze?
  • Okej. Chodź się pobawić.
Harry pociągnął go na dwór. Zabierając po drodze łopatki i grabki.
Jednak będą lepić tego bałwana!


Harry od czasu przemiany w anioła wyraźnie cofnął się w rozwoju - dalsze dwa rozdziały zawierają jego wygłupy na poziomie pięciolatka połączone z rozwalaniem wszystkiego wokół. Darujemy sobie. W końcu, kiedy Harry zajęty jest rozpierdzielaniem ogrodu Voldemorta... ktoś go porywa!


I takim cliffhangerem kończymy dzisiejszą relację z alternatywnego Hogwartu. Do zobaczenia za tydzień!


Z głównego holu Uczelni z Tradycjami pozdrawia grono Analizatorów (całkiem do siebie niepodobnych),
a Maskotek, nucąc pod nosem “Naszą Klasę”, gotuje jajka na półtwardo.


A na koniec…
Po przeczytaniu nadętych, namaszczonych i tym samym okropnie śmiesznych wypowiedzi Akemi oraz pozostałych obÓrzonych fanów tego fanfika pod poprzednią częścią analizy na Przyczajonej Logice, chcielibyśmy - w podziękowaniu za dostarczenie nam mnóstwa uciechy - zadedykować im poniższego gifa:


1113_72d9.gif
http://3.bp.blogspot.com/-3XBNI5XV0ME/VAGjyV2vN_I/AAAAAAAABxI/kbMb2z8gnPQ/s1600/1113_72d9.gif

40 komentarzy:

Whitelodge pisze...

Ten (po)twór jest tak słaby, że aż boli mnie głowa. Ale analiza przednia! Z niecierpliwością czekam na gównoburzę na PLUSIE.

Anonimowy pisze...

Jestem po kilku pierwszych zdaniach i już mam ochotę krzyczeć NIEEEE, na myśl o Ronie jako kolejnym przekabaconym na stronę Potterbuca. Takiego losu mu nie życzyłam, już lepiej być Podłym Zdrajcą.

Anonimowy pisze...

No piękne! i zajumanie skrzata i kabarety i CSI Hogsmeade!
Stypendum Voldemorta i anioły lekko mnie ogłuszyły.
Gif ubawił mnie serdecznie.
Dziękuję za fajną zabawę.

(Co do zabójcy rodziców,nie wymagamy chyba myślenia i prawdopodobieństwa psychologicznego? W kanonie 11 -letni Harry rozumiał,kto zabił mu mamę i tatę).

Chomik

Anonimowy pisze...

Hej, tam w raju to wcale nie musiało być jabłko!
Ale odniesienia do chrześcijaństwa dla niektórych są TAAAKIE śmieszne... (ziew i niesmak)

Anonimowy pisze...

Świetna analiza! Ależ to opko jest głupie... Trudno uwierzyć, że któs pisał na poważnie o Pupusiu i Motylku =D
Super, że to zanalizowaliście!

Karmena

kura z biura pisze...

>Hej, tam w raju to wcale nie musiało być jabłko!

Pewnie, że nie musiało. Niemniej, tradycyjnie (hje hje) uważa się, że to właśnie ono. Tak samo, jak tradycyjnie uważa się, że królów było trzech i nazywali się Kacper, Melchior i Baltazar. Jak można tak nie znać tradycji... (ziew i niesmak)

Anonimowy pisze...

Ćwierć pretekstu, żeby władować średniośmieszne odniesienie do chrześcijaństwa - zaliczone.
Oburz, bo ktoś na to zwrócił uwagę - zaliczony.

kura z biura pisze...

Człowieku, wyluzuj, taki kij w zadku to musi być strasznie męcząca sprawa. Dziwię się przy okazji, że oburzenie wzbudził żarcik o jabłku, a angelologiczne pomysły aŁtorki przeszły gładko.

Anonimowy pisze...

Nienienie - to jest ten poziom ironii którego nasze biedne szare komórki nie ogarniają.
Inaczej nie jestem w stanie zrozumieć tego, że ktoś mógł to pisać serio. Pięć lat temu, poza tym.
Któregoś razu w ręce wpadło mi moje opko sprzed roku. Prawie zjechałam na zawał. A aŁtorka pisała to szmat czasu temu i twierdzi, że to jest świetne, miodzio i ogólnie Nobel jak nic.
A analiza cudowna, jak zwykle! Przy espumisanie kwikałam tak bardzo, że aż kota przeraziłam. Rewelacyjne komentarze i trafne spostrzeżenia - choć pewnie Mafia Ałtorkowa wmówi nam wszystkim, że było zupełnie na odwrót.
Selien

Anonimowy pisze...

Opcio tak beznadziejnie słabe, że nawet z analizą nie mogę przebrnąć :/

Mal pisze...

Spróbował skontaktować się z Tomem. Ten jednak nie odezwał się. Pewnie miał zebranie.
Ta. Zebranie zarządu, rwa mać, ustalał ze Śmierciożercami budżet na następny rok i omawiał przyszłe akcje działu PR.

Teraz mam fajne przedmioty i sprawiają mi przyjemność.
Boru, w pierwszej chwili pomyślałam, że Harry mówi o jakichś zabawkach erotycznych. Co te opka robią z ludźmi... :D

Zaczęła wycierać mu włosy. Harry usiadł na stołku i poddał się temu dotykowi. To było dosyć miłe. Nie miał kto mu tak robić w dzieciństwie, więc teraz skorzystał i nadrobił okazję. Zamrugał dopiero wówczas, jak Anna pogłaskała jego ramiona palcami.
WRÓĆ. Coś mi musiało umknąć w poprzedniej części, bo w pierwszej chwili uznałam, że to była taka Anna ex machina, ale ile ona ma lat? Ile Harry ma lat? I pytanie bonusowe do każdego czytelnia: ktoś, z kim nie utrzymujesz intymnych kontaktów, po prysznicu zabiera Ci ręcznik i zaczyna wycierać Ci włosy, co robisz? (Jeżeli odpowiedzią nie jest jakaś wariacja "wut?", ewentualnie "każę mu/jej przestać", służę kontaktami do kilku dobrych psychologów i psychoterapeutów.)

Eno, jeśli ktoś “szczyci się bogactwem”, to raczej nie ma tony kurzu w mieszkaniu, bo - surprajz, surprajz! - stać go na sprzątaczkę - albo skrzata :D Przy tekście "na pewno był prawiczkiem" śmiechłam gromko. Chociaż któryś artykuł na Cracked.com przedstawiał kiedyś teorię, że niektóre kobiety chodzą nieco inaczej, jeżeli przeżywają orgazmy waginalne (dla ciekawych: niestety nie pamiętam szczegółów); może w świecie czarodziejów istnieją podobne zależności? :D

Zakon w ostatniej chwili się deportował.
Cały Zakon.
No i - ja wiem, że "deportować się" to (chyba?) poprawna wersja w przypadku potterverse, ale nadal kojarzy mi się głównie z nielegalnymi imigrantami...

Hermiona rzucająca słowem "szlama", jak gdyby było to takie zwyczajne określenie... Ech.

Ale moim ulubionym fragmentem jest:
Wyglądam uroczo. – zawyrokował.
KWIIIK.

Do tego "aniołek", "skrzydełka", ja pierdzielę. W ogóle całe to opko przyprawiło mnie o ból głowy. Czegoś głupszego już dawno nie czytałam i cofam wszystko, co w komentarzu pod poprzednią analizą napisałam na temat potencjału tej autorki. Niech ktoś jej zabierze internet, proszę. Dawno już tak szczerze nie podziwiałam analizatorów za przebrnięcie przez analizowany twór, słowo daję.

Ale gify z Lokim naprawiają (niemal) wszystko ;)

Mal pisze...

W poprzednim komentarzu miało być "czytelnika", ofc.

Nie rozumiem też oburzenia Anonima. Tradycyjnie uważa się, że cała ta afera w Raju rozegrała się przez jedno jabłko, więc żarcik sytuacyjny jak najbardziej na miejscu. Podobnie jak Kura życzę pozbycia się kija z tyłka ;)

Anonimowy pisze...

Oj bo wy nic nie rozumiecie. Jak się nie ma do czego przyczepić, to się przyczepi i do głupiego jabłka. Ale oburz musi być, bo inaczej byłoby za fajnie. Co to ma znaczyć, że analiza się podoba? >:( Nie ma tak dobrze. Jabłko głupie i już, o!

L.S. pisze...

Chciałam znów napisać długi komentarz, jak tydzień temu, ale zdałam sobie sprawę, że moja wypowiedź składa się głównie z narzekania na głupotę, więc skasowałam ją w połowie pisania. Żenada i absurd w tej części jest już po prostu na takim poziomie, że nawet nie da się jej jakoś ładnie podsumować.

Nie wiem jak można pisać coś takiego na poważnie. Jednak mimo wszystko najgorszym elementem jest tutaj ta próba wyjaśnienia jak funkcjonują anioły. Prawie każdy ma swojego anioła stróża, ale jakoś tak dziwnie się składa, że akurat w towarzystwie Harry'ego nikt swojego nie ma, nikt nic o tym nie wie i w ogóle zero. Po prostu piękne.

A Voldek i Harry byli (tradycyjnie) cali od!

Anonimowy pisze...

"Niemal każdy człowiek ma swojego anioła stróża. – zaczął – Voldemort nie jest wyjątkiem. Ponieważ on był potężny, to anioł stróż nie mógł narodzić się jak brat czy siostra. Musiał pochodzić z obcej rodziny. Mniej więcej w ciągu pierwszych dwóch lat po narodzinach, prawowity właściciel anioła, zabija jego całą rodzinę, zabiera go do siebie i anioł podejmuje swoje obowiązki."

UWAGA! Postaram się wyjaśnić jak zrozumiałam ten fragment. Od razu wyjaśniam: nie bronię opka, jest Głupie przez wielkie G, słabe i żałosne, ale wydaje mi się, że ten fragment został niezrozumiany.

Otóż jak na mój gust to ałtorka miała taką wizję, że "prawie każdy człowiek" rodzi się razem ze swoim aniołem stróżem. No wiecie, tak jak w takiej bardziej TRADYCYJNEJ (:D) babcinej wizji aniołów. Wiecie, np. moja babcia zawsze mi opowiadała, że nade mną czuwa anioł, że jak się do niego pomodlę to mi pomoże, no i właśnie myślę, że o coś takiego chodziło. (Zauważcie, że w tekście jest, że anioł się rodzi JAK brat czy siostra, a nie, np. JAKO brat czy siostra.) Jednak w jej wizji bardzo potężni czarodzieje z jakiegoś niewyjaśnionego powodu nie rodzą się z aniołami stróżami, tylko te anioły rodzą się w innych rodzinach, jak Harry. I TYLKO w takim przypadku "właściciel" anioła musi wybić mu rodzinę.

NIE ZMIENIA TO JEDNAK FAKTU, ŻE TA WIZJA JEST NIESAMOWICIE GŁUPIA I NIELOGICZNA I NIE TRZYMA SIĘ KUPY W ŻADNYM MIEJSCU.

Anonimowy pisze...

Prawie każdy wymordował czyjąś rodzinę zostawiając jedną soobę zebyz robić z niej swojego niewolnika ze skrzydłami (ok. wiem że chrześcijańskie anioły w przeciwieństwie do ludzi nie mają wolnej woli ale wypełniają za to wolę kogoś kogo w tym całym bełkocie zabrakło czyli Istoty Wyższej której są posłańcami).

To ma sens.

--
AA

Anonimowy pisze...

Aononimie z 19:43 twoje wnioskowanie jest prawidłowe w tym sensie iż wyjaśnia w jaki sposób ludność Ziemi nie wyginęła jeszcze przy takim sposobie rozdawania aniołów ale nie wynika wcale z tego co napisała autoreczka. Ponieważ pisze ona cytuję "nie mógł narodzić się jak brat lub siostra" - co sugeruje raczej że normalni, niepotęzni ludzie muszą wybić całą SWOJĄ rodzinę poza bratem/siostrą która wtedy zostaje aniołem.

O tym, że anioły nie maja genitaliów więc słabo nadają się do sechsu (poza ew. oralnym) już ktoś chyba wspomniał?

---
AA

Mela Bruxa pisze...

Tak sobie myślę, że Espumisan to by było całkiem dobre imię dla Anioła Kontrolującego Wiatry.

Sara pisze...

Nie ważne z jakiej strony się patrzy na wizję aniołów, jak się ją interpretuje...i tak nie ma sensu.

Anonimowy pisze...

I bardzo pasuje do smrodku mangowego unoszącego się nad tym opkiem: Espumi-san.

Ten Zenon pisze...

Hej, niemal wszyscy teologowie (oprócz oszołomów z Pasu Biblijnego ofc) interpretują pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju jako poemat, mający sens czysto metaforyczny! (co oznacza, że wszystkie zawarte w nim elementy są związane z określoną symboliką i teraz kłótnie o to, czy to było jabłko, czy kiwi nie mają sensu - w naszej kulturze, opartej w duzej mierze na biblijnym zestawie skojarzeń, to jabłko jest symbolem grzechu)
Ale niektórzy we wszystkim znajdą drwinę z religii - co, nawiasem mówiąc jest w tym przypadku niezmiernie głupie, bo to tak, jakby powiedzieć, że opowiadający dowcip o trzech kobietach płynących na wyspę drzwi sobie z morza... (ziew i niesmak)

Ten Zenon pisze...

Chyba jednak mogą - kiedyś przecież niezła afera, bo "położyli się" z ludzkimi córkami i spłodzili pokolenie gigantów :D

Anonimowy pisze...

Ta cała bzdura z Dumbledorem, który NIE DOCZYTAŁ o wymaganiach dietetycznych przez kilkadziesiąt lat dyrektorowania... a pani Pomfrey, było nie było pielęgniarka zajmująca się ZAWODOWO zdrowiem uzdolnionych magicznie dzieciaków też najwyraźniej pozostawała w nieświadomości, lekarze ze szpitala św. Munga gdzie z pewnością lądowali co zdolniejsi po jakichś niekontrolowanych ekscesach zaklęciowych - ci lekarze nawet nie pomyśleli, żeby skonsultować z Dumbledorem coś tak podstawowego jak sposób odżywiania tychże dzieciaków.
Załamuje mnie w tego typu opkach przedstawianie dorosłych jako kompletnych idiotów. Lupin pozwalający Harremu się do siebie czulić to kolejny przykład, przekraczający granicę niesmaku. Ja rozumiem, że dla ałtoreczek koncepcja inteligencji i dojrzałości jest odległa o lata świetlne i stąd są to elementy nieobecne u wszystkich postaci w czambuł, ale to po prostu przykre jest, no.

Hanna

Yorika pisze...

Wybrałam te fragmenty, przy których kwiknęłam najglośniej:

(i)– Sądziłem, że była silna, ale ona kontrolowała tylko wiatry. (/i)

Oż!To dlatego czasem mi sie wypsnie, nie jestem anielicą!

(i)Dyszał, odchylając głowę do tyłu i obserwując sufit.
O, pająk!
I odmalować by trzeba...,(/i)
Kwiiiiiiiiiiiiiiiiiik!!! I jutro na obiad zrobić wątróbkę, czy bigos?

(i)Tylko Harry mógł dać jej tak krótką bluzkę, że widać połowę cycków i do tego skórzaną kurtkę. Zachichotał i usiadł między nimi.
Między cyckami?
A co, złe miejsce?(/i)
Za-Je-Bia-Szcze!

(i)Harry spoważniał i poprowadził go do sofy. Usadził koło Severusa i sam usiadł na kolanach Voldemorta, który spokojnie pił kawę.
Voldemort zawył, kiedy gorąca kawa wychlupnęła mu prosto na krocze. (/i)

Ja zawyłam w obliczu wizji Harry'ego potulnie siadającego na kolanach Voldemorta.

(i)Zmieniłeś kolor skrzydeł. – zauważył cicho. – Ładniej ci w bielszych.
To dzięki Voldemortowi. Uratował mi życie. – Harry napił się kawy z jego filiżanki. (/i)
I dopełnił tym samym wizji samego siebie jako potulnej pipki karnie siorbiącej z podsuniętego spodeczka.

Uroczyście przysięgam, że ostatniej części analizy tego Potter-opka nie przeczytam na trzeźwo. Nie da się.

Anonimowy pisze...

A mnie z kolei aportacja nie pasuje. No po prostu nie, "aport!", tak?
Poza tym najpierw nie zrozumiałam, o co chodzi z tym fragmentem "Mniej więcej w ciągu pierwszych dwóch lat po narodzinach, prawowity właściciel anioła, zabija jego całą rodzinę, zabiera go do siebie i anioł podejmuje swoje obowiązki." i sądziłam, że to przyszły właściciel ma w wieku dwóch lat wymordować rodzinę przyszłego anioła.

Anonimowy pisze...

Możliwe, że to wina interpunkcji alternatywnej...

MałePrywatneZło pisze...

To jest tak niedorzeczne, że nie wierzę, że ktoś to pisał na serio, albo chociaż pół-serio.
To jest takie opko Frankeinstein - zszyte z różnych, losowych części.
Dla mnie tajemnicą jest to, że ludzie czytają to z własnej woli i chwalą jeszcze! ;__;

Degausser pisze...

Spodziewałam się wszystkiego po gifach, ale żeby Markipliera?! :D I jeszcze w takim momencie... Nie mogę.

kittu pisze...

Analiza cudowna, usmialam sie poteznie. Nie wyjasniono, czy Hagrid przezyl wyslanie w kosmos :( Dumbel chyba planowal go zabic, bo jak mozna zabrac niewyksztalconego pololbrzyma bez rozdzki na misje w celu pokonania Pupka:(

Anonimowy pisze...

Czy tylko mi wydaje się, że pomysł "aniołów" jest zbyt dobry na to opko? W sensie że na jego podstawie mogłoby powstać fajne opowiadanie (oczywiście nie w pottero-yaoikowym świecie). Poza tym ta część wygląda jakby autorka szukała czegoś co sprawi, że jej opko będzie jeszcze bardziej bez sensu, znalazła przyjemny motyw z potencjałem i zdeprawowała tak żeby pasował do tego tforu (rysowanie swoich lepszych wersji i inne bzdety).

PS: Jedyna słuszny sposób na przetrwanie tego opka (naprawdę pomaga) https://www.youtube.com/watch?v=0O3SOxM6QV4

Angel Rebels pisze...

Boru to jest coraz bardziej bezsensowne,żałosne i głupie.

Anonimowy pisze...

To opko wygląda na bardzo zaawansowany trolling. Anioły, mangowe przerysowywanie postaci, Pupuś, picie SOCZKU pomarańczowego… To wygląda, jakby miało być takie złe, jakby się wręcz celowo odwoływało do najgorszych "klasyków" gatunku.

Jeśli to jest trolling, to… aż się boję myśleć, co w takim wypadku.

Przeróbka It's OK to be gay" mnie umarła. Piękne.

Ag

Vespera Verril pisze...

Co to za nowa moda robić z Pottera anioła? Sensu w tym tyle co w łyżwach dla węża. Naprawdę nie wyobrażam sobie co wydarzy się w dalszej części tego opka, mogę tylko nieśmiało przypuszczć, że będzie to równie beznadziejne jak do tej pory.
Zazdroszczę analizatorom cierpliwości do takich bzdur.
Pozdrawiam, Vespera

Babatunde Wolaka pisze...

Nie, to nie będzie równie beznadziejne. Będzie jeszcze gorsze :D

Anonimowy pisze...

Naprawdę nie rozumiem jak taki potworek może mieć jakichkolwiek fanów. Sam pomysł romansu Harry'ego z Voldemortem jest kretyński, ale ok, nie takie slashe się już w życiu widziało.
Ale... emo Martynka, papier toaletowy, Dumbledore-sadysta, ninja-fikoły, anioły, mangowe transformacje, Hermiona z kataną, leczenie anielego zupadlenia seksami? CZO JA CZYTAM? Czy autorka była trzeźwa???

Wiecie co? Chyba oszalałam, bo zaczęłam doceniać "Lamira". Może i z kanonem jest na bakier, ale tam autorka przynajmniej odrobinkę przemyślała te angelologiczne chuje-muje żeby jakoś to pogodzić...

-anonim m

Anonimowy pisze...

Analiza super:)
Ten mugol z wachlarzem mi strasznie pachnie Fushigi Yuugi... Pupusie i motylki kretyńskie. Na początku myślałam ze ałtorka pisze parodię ale to chyba na poważnie. O zgrozo.
Czekam na dalsze części:)
Pozdrawiam

Astroni pisze...

Rany, ale głupota... Harry nie może zabić Voldemorta? = Może się w nim zakochać i/lub bzykać ile wlezie. Rany, ale psychoza. A do tego ta wizja połączonego więzią-mordem zdobywanego-ratowniczo bzykajnego anioła stróża! Bez komentarza!

Dyskusja o okularach (“To cud!” - “Nie, to te nowe soczewki!”) bezcenna :)

"Nawet nie zerkał na dół. I tak wiedział, że są w szoku."
Zerkanie nic by mu nie dało, skoro się deportowali chyba, nie?

"Sądziłem, że była silna, ale ona kontrolowała tylko wiatry.
Espumisan też kontroluje wiatry, a nie jest aniołem."
Właśnie takie znaczenie słowa wiatry było pierwszym, o którym pomyślałam. Wciąż mi wesoło c:

Ale te przemiany, żeby tylko i wyłącznie z myślą o mangowym seksie... Czytałam tu o przeróżnych rzeczach, ale niczego jeszcze nie uznałam za tak skrajnie obrzydliwe. OBRZYDLIWE.

Anonimowy pisze...

Ja tam nie rozumiem po co pisać FANFIKA, a potem zmieniać charakter WSZYSTKICH postaci, wygląd niektórych, jebać kanon po całości i ogólnie... no po co. Już by ałtorka stworzyła własny świat, a nie fanfika i byłoby może trochę bardziej logiczne.

Siberian tiger pisze...

Ja chylę czoła. Muszę przyznać, że w konkursie na najbardziej niedorzeczny sposób na zaciągnięcie bohaterów do łóżka aŁtorka mogłaby bez wstydu zawalczyć o pierwsze miejsce.
Po części się Harry'emu nie dziwię, że on tak nie ufał tym swoim "przyjaciołom" - wymyślili, że jak się nie bzyknie z Voldkiem, to umrze w wieku 20 lat. [Pytanie - a co, jeśli anioł ujawni się już w wieku 21 lat? Czy wtedy przechytrzył maszynę losującą?] Voldek dobrze to wykombinował i musiał na pewno zaangażować w to niezłe siły, żeby przekonać wszystkich, od Lupina, przez Snape'a po Hermionę, aby kombinowali, jak tu nadziać Harry'ego na Voldka.
Tak nawiasem - może i można by ciekawie to opko poprowadzić, że Harry taki osaczony, robi to, co mu każą, bo nie widzi innego wyjścia, ale nieśmiało zauważa niedorzeczność tych pomysłów/działań.

Anonimowy pisze...

Nawet nie lubię mangi, ale szczerze współczuję fanom gatunku. Bo jaką im takie opka i Ałtorki robią reklamę... Znam kilka osób zainteresowanych japońskimi komiksami i to (uwaga!) normalni ludzie, a nie wtrącające co chwilę losowe, japońskie słówka yaoistki, przerabiające bohaterów popularnej serii książek by wyglądali bardziej kjut mangowo.
Już nie wspominając o miłośnikach Pottera, bo do tych należę i opko... boli.