sobota, 19 lutego 2011

77. Traktat o grafomanii, czyli Biegunka słów przy obstrukcji treści (1/2)



Mamy dziś pomiot mniszkównowato-trędowaty. A w nim szalone frazeologie, sieroce synonimy nie przystające generalnie do niczego, logikę konającą na galopujące suchoty oraz dzikie akrobacje językowe, przy których ruski cyrk to oaza umiarkowania i powściągliwości.

Od siebie dodam tyle, że, na bora, Trędowata przynajmniej miała jakąś akcję! I wiadomo było, o co w niej chodzi. Piękna nauczycielka, szlachetny ordynat, trudna miłość, mezalians etc. A tu? Konia - zrzędę temu, kto powie, o czym jest to opko!
Takie mało kanoniczne. Ani Billa z Tomem, ani bzykanka, ani w ogóle niczego. Po prostu klucha.
Tak, Dzidka ma rację. Tu akcja jest zen. A nawet nirwana. Czyli usiądźcie wygodnie, zacznijcie mruczeć mantry i wczujcie się w nieśpieszny tok narracji.
OMMMM... OMMMM...
Oprócz atrofii fabuły, mamy tu także TRAKTATY, które są... jakby to powiedzieć? No, są... i już.

Analizują: Jasza, Dzidka i Gabrielle
 
http://soar-above-the-sky.blog.onet.pl/
 
TRAKTAT O WYCHODKU:
Niejednokrotnie poznałeś smak łez, porażki, cierpienia i zapomnienia, nie raz utonąłeś w istnym oceanie zawiści, a jedyna deska ratunku znajdowała się daleko za mgłą
Jak sławojka w ogrodzie o poranku, kiedy to mgła się snuje i ścieżki nie widać.
Zwłaszcza, gdy zapomniałeś papieru toaletowego.
 
będąc tym samym nieosiągalną dla Twych rąk.
Swoją drogą, ta sedesowa deska ratunku dryfująca w oceanie zawiści, poza zasięgiem rąk, przypomina mi gadżet do nauki pływania na basenie osiedlowym.
 
 Doszukiwałeś się wyjścia z sytuacji, która doprowadziłaby każdego człowieka do rozpaczy, choć od razu wiedziałeś, jak trudno będzie je odnaleźć.
Takie zdania przyprawiają mnie o czarną rozpacz i to na samym początku opka. Na szczęście, jak mawiają górale: „wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija”, więc nie tracimy nadziei. Będzie wyjście.
Ktoś przyniesie papier.
Wyjście, wyjście... a nawet wychodek...
 
 Życie jest właśnie takie - ciężkie, bolesne [jak hemoroidy] i pełne przeżyć,
- długie, szare i do... do jednorazowego użytku.
 
o których jedni zapominają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, natomiast drudzy zachowują zadrę na sercu przez bardzo długi czas. Nie do wiary, jak błahe sprawy potrafią nas złamać.
 Czyż nie zostaliśmy stworzeni po to, by uczyć wszystkich dookoła pokory i męstwa, które ułatwiłoby nam wędrówkę przez każdy, nieprzetarty jeszcze szlak?
Zaraz, zaraz. Ałtorka żywi przekonanie, że uczyć pokory należy wszystkich dookoła, aby samemu mieć wygodnie?
 
 
TRAKTAT O HYDROLOGII:
Tymczasem zachowujemy się jak dzieci, każde niepowodzenie od razu pieczętujemy tysiącem słonych kropel wylewających się ciurkiem z naszych oczu,
Ciurek!
Ciurek łez w traktacie bez mała filozoficznym. Chwila przerwy...
Prawie jak ten chyłek, którym biegnie kotek. Albo ciemek, po któremu potykamy się o owego kotka.
 
Człowiek czasu nie może cofnąć, nie umie zmienić biegu wydarzeń tak samo, jak biegu rzeki.
Mylne mniemanie, ponieważ bieg rzeki można zmieniać. Jest z tym nieco kłopotu, ale nie jest to niemożliwe.
 
Ta pędzi wciąż swym wytyczonym tempem, zachowując dogłębne brzmienie każdej z fal, jest głucha na nasze prośby, by choć raz popłynęła inaczej.
Powiedz to tym z Sandomierza, dziecko...
Pomijając urodę „dogłębnego brzmienia fal”, to tempo nurtu bywa zmienne. I to jak!

 Jesteśmy żałośni i bezbronni, ignorujemy to, że los daje nam raz po raz mocniejsze, bardziej odczuwalne na skórze kopniaki zamiast rzucić się z odsieczą w oznace zemsty.
Ten los ma się na nas jeszcze bardziej rzucić? Z zemstą w oczach i pianą na pysku?
Los już nie może czytać tych głupot to się troszku zdenerwował.
 
TRAKTAT O STRUSIU:
Czy sądzisz, że chowanie głowy w piasek i skrywanie się przez atakiem wroga może sprawić, by Twe życie stało się piękniejsze?
To zależy od preferencji oraz upodobań. Przy chowaniu głowy w piasek, trzeba wysoko wypiąć tyłek.
 
Naiwność nie zna granic, w takim razie. Od wieków słabeusze mają wyraźnie gorsze życie niż ci, którzy jednak z uniesioną głową walczyli o swe dobro.
Konkurs dla Czytelników. O co chodzi w powyższych dwóch zdaniach?
 
TRAKTAT O ZBROI:
W średniowieczu roiło się od mężnych rycerzy, którzy silili się i wylewali siódme poty
Zwłaszcza pod zbroją, kaftanem, giezłem i warstwami innej odzieży – pocić musieli się straszliwie. Można podejrzewać, że Grunwald wygraliśmy tylko dlatego, że Krzyżacy stali pod wiatr, a lipiec był upalny tego roku…
 
aby w końcu dotknąć własnego skrawka nieba, tak różniącego się od naszej przyziemnej rzeczywistości.
Przyziemna rzeczywistość contra skrawek własnego nieba. Nie ogarniam.
 
Lśniąca, odbijająca promienie słoneczne zbroja ochraniała ich przed atakiem nieprzyjaciela,
Zwłaszcza przed pogryzieniem. Wtedy zatrzaskiwało się draniowi przyłbicę i można było z niego szydzić. Przynajmniej przez jakąś chwilę.
Zbroja odbijająca promienie słoneczne... Z takim geszeftem podbilibyśmy całą Europę!
 
odwlekała klęskę jak najdłużej, a często w ogóle do niej nie dopuszczała.
Czasami dawała poczucie zwycięstwa moralnego.
Zaraz, bo się pogubiłam. Zbroja odwlekała klęskę?!...
Tak, odwlekała na bok. Krótko trzymając klęskę za ryja i kopiąc po piszczelach, ciągnęła ją w krzaki na uboczu...
 
W czymże jesteśmy gorsi od naszych średniowiecznych przodków? W tym, że naszych barwnych strojów nie maskuje twarde jak stal okrycie, a w dłoniach nie spoczywa miecz?
I tym, że nie potrafimy zjeść całego pieczonego wieprza i zakąsić marynowanym żubrem?
Ani ściąć trzech głów jednym Zerwikapturem?
 
TRAKTAT O DZIECIĘCTWIE:
Wszystko zaczyna się rozjaśniać jak świat, gdy płonąca kula zjawia się na niebie o poranku, wspominając ciemną, bezczynną noc.
Kto wspominając? I dlaczego noc była bezczynna?
Kula wspominając. Tak mi wychodzi. Noc była bezczynna, bo kula nie płonęła. Dziękuję za uwagę.
 
Brakuje Ci bowiem dziecięcej wyobraźni, poczucia humoru [nie narzekam na brak ani jednego, ani drugiego] i tego, co każdy z nas ma i co drzemie na samym dnie każdego z serc. Nadzieja. Przyznaj, że rzadko wierzysz w to, iż cokolwiek uda się podreperować.
Mój rower na strychu stoi już ze dwadzieścia lat. Nie mam zamiaru go podreperowywać. Mam nadzieję, że kupię nowy.
 
 Zawistnie kręcisz głową, pokazując wszystkim własne rozgniewanie, jednak tak naprawdę chciałbyś znów poczuć się jak kilkuletni maluch.
Znów przejść przez traumę przedszkola? Nigdy! Never! Nikagda!
Znowu pani Irenka i zupa mleczna z kożuchem? Oooo nie! Nie po to zbuntowałam się po ośmiu dniach przedszkola, żeby teraz znowu!...
Mnie to na szczęście ominęło. Niech żyje "zerówka"!
 
 Obłędna wiara owego dziecka [w co?] wydaje nam się głupotą, która nie jednego doprowadza do szaleństwa i wprowadza w ślepą uliczkę,
Tak, tak – wiem, o czym myślisz.
 
lecz w życiu każdego z nas zjawia się moment, gdy właśnie ta słodka nieświadomość odgrywa ogromnie ważną rolę, może najważniejszą na deskach teatru, w którym gramy wszyscy.
Ke?
W porównaniu z torturami, jakich dokonywano setki lat temu, nasze problemy to pryszcz.
Setki? Naprawdę setki lat temu ostatni raz kogokolwiek torturowano? Potrzebna jest dziecinna naiwność, aby tak sądzić.
Wystarczy włączyć radio i posłuchać tak zwanej współczesnej muzyki.
 
Jeśli jednak nie radzisz sobie z jedną, drobną porażką, to z pewnością nie dałbyś rady z wysadzanym kolcami krzesłem czy szubienicą.
Genialne jest to w swojej prostocie umysłu i w dobroci serca.
 
 To straszne, bo pomimo szczerych chęci los często powstrzymuje nas przed wzniesieniem się wzwyż, nieogarnięta siła przytrzymuje nas przy glebie i jednocześnie obdziera skrzydła ze wszystkich, śnieżnobiałych piór.
Kolejna dawka bełkotu, nasuwająca na myśl wyłącznie skubanie gęsi.
A to nie chodzi przypadkiem o grawitację?
Też. Ale gęsina smaczniejsza jest od przyziemnej grawitacji.
 
TRAKTAT O WYPIEKU:
Wola walki, wiara w czyny to jeszcze nie wszystko. Wśród każdej z tych jednostek musi być jeszcze jeden składnik, który po dodaniu do reszty stworzy nad wyraz zgraną całość. A jednak nie wszystko jest czynione wedle zamieszczonej etykietki z przepisem na wypiek. Większość gospodyń domowych dodaje ukradkiem coś od siebie, by przysmak miał w sobie cząstkę ich charakterów i osobistych upodobań. Jeśli więc zabierzesz się za naprawianie popełnionych niegdyś błędów i korekcję każdego, krzywo postawionego kroku, pamiętaj o składnikach - o tych, które zostały tu dziś przedstawione i o swym własnym specjale, który nada wszystkiemu jeszcze lepszy, niepowtarzalny smaczek.
Ja do większości dań dodaję czosnek i chilli. Choć nie wiem, co to ma wspólnego zarówno z naprawianiem popełnionych niegdyś błędów, jak i krzywo postawionych kroków.
*wraca z inwentaryzacji szafki z przyprawami* Gałka muszkatołowa się kończy.
 
KONIEC TRAKTATÓW.
Teraz będzie samo mięsko, czyli akcja:
AKCJA? Buehehehehehe!
 
Brunetka przemierzała strudzenie
To, że istnieje przysłówek „niestrudzenie” nie znaczy jednak, że forma „strudzenie” z automatu jest poprawna. Z wysiłkiem, ostatkiem sił, ciężko - byłoby lepiej.
 
 włoskie uliczki znane jej z lat dzieciństwa.
Podobno akcja ma toczyć się we Włoszech, ale jak się później okaże, są to raczej Włochy pod Warszawą.
 
Wspominała z zaszklonymi oczyma dni, które są jedynie w jej pamięci, a rozczulenie skrywały wielkie, przyciemniane okulary.
Nie wiem, czy okulary mogą skrywać "rozczulenie". Okulary mogą zasłaniać oczy, w których jako "zwierciadłach duszy" można odczytać wzruszenie.
Słońce spływające z nieba anielsko
Takie łagodne sru-łubudu na miarę kosmicznej katastrofy.
Zwłaszcza, jeśli nie użyjesz kremu z filtrem.
Anielski orszak... A nie, to nie ta impreza.
 
sprawiało, że nawet najsilniej strapionemu człowiekowi zachciewało się żyć na nowo.
Zwłaszcza sercowcom, cierpiącym zwykle z powodu upału.
 
Tak było również w przypadku Fabioli, która jednak nie zatopiła się w tej dostępnej dla jej rąk [jak tamta deska sedesowa we mgle na oceanie!] beztrosce maksymalnie
"zatopić się maksymalnie w beztrosce dostępnej dla rąk". Ludzie, tego trzeba się uczyć na pamięć, żeby mieć czym epatować nietrzeźwych znajomych!
Pod warunkiem własnej nietrzeźwości.
Oczywiście, inaczej będzie to niewiarygodne.
 
jej świadomość wciąż znajdowała się gdzieś indziej, w drugim wymiarze rzeczywistości.
Rzeczywistość generalnie ma trzy wymiary. Powiedzmy, że tu świadomość ukryła się w głębi...
Moim zdaniem poleciała w górę, w miejsca niedostępne narratorowi. Stąd ten bełkot.
 
 Z jednej strony prawda ma swoje jedno jedyne oblicze, które głosi, że jest to najszczersza ze znanych nam wartości. Z drugiej jednak jej istota może ukazywać nam się pod różnymi postaciami, bywa, że widujemy ją podwójnie czy nawet potrójnie w jednym momencie.
Jeśli widzimy coś podwójnie lub potrójnie, to tym momencie należy odstawić środki odurzające. Nawet te lekkie i prawnie dozwolone.
Dla niej tą właśnie prawdą był teraz fakt, iż jej serce przestało być spójną całością kilka lat temu i choć dni minęło wiele, to nie znalazła nikogo, kto mógłby połatać to, co zostało przedarte.
Miała krwiobieg otwarty, czyli była jak stawonóg? Coś jak mucha, pchła lub pluskwa?
A może nie raz mijała tę osobę, jednak nie potrafiła tego dostrzec i przyjąć z otwartymi ramionami każdej dłoni gotowej, by wesprzeć ją i pociągnąć ku górze, gdy ta nie raz spadała?
Przyjąć z otwartymi ramionami każdą z dłoni, pociągającą ją ku górze, gdy sama (ta dłoń) nie raz (wielokrotnie?) spadała.Ranyjulek! Mujeju, mój Borze Szumiący! Jak to zrobić? Jak to zrobić nie będąc ośmiornicą, ani zaawansowanym w swym jogiństwie joginem? I jeszcze jedno - kto komu rączki poucinał i wyrzucił przez okno?
 
Ludzie patrzyli na Fabs ze zdziwieniem i czystą ciekawością rozkoszowali swe oczy.
Rozkoszowali oczy ciekawością. Niby każde słowo z osobna ma tu sens. Razem ni cholery.
 
Nie często widuje się we Włoszech kogoś, kto w tak piękną pogodę ubiera się co najmniej jesiennie.
To znaczy jak? W czarny płaszcz z futerkiem, kalosze i pelerynę?
Pokazywali ją sobie, dyskretnie stukając się w czoło.
 
Modelka [dlaczego to nie może być sprzedawczyni agrafek, nauczycielka historii, instruktorka jazdy konnej?] ignorowała jednak każde, krzywe spojrzenie, do których i tak dochodziło rzadko, gdyż swą nieprzeciętną urodą i wrodzoną delikatnością mogła odepchnąć każdy atak, nawet nie otwierając ust.
Urodą obezwładniała, wzrokiem zabijała, oddechem truła.
Lukrecja Borgia?
Taka mimoza znaczy się. Która w realnym świecie nie przeżyłaby w tym biznesie.
 
Zwiewnym krokiem zbliżyła się do domu ze ścianami pomalowanymi z zewnątrz na szkliście jasny kolor
Czy ona szła, człapiąc „strudzenie” i z wysiłkiem, czy raczej zwiewnie? Bo pojęcia te się wykluczają...
I co to do licha jest "szkliście jasny kolor"???
Szklane domy?
 
i uśmiechnęła się, a jej oddech stał się spokojniejszy, pomimo, że serce właśnie teraz zaczęło walić jak młot.
Fizjologię też ma na opak ustawioną.
Pewnie jeszcze oddycha dwutlenkiem węgla.
Co prowadzi do prostej konkluzji, że w nocy gdy śpi, dyszy jak miech kowalski.
 
Zaczaiła się, jak przed laty, gdy rodzice wypakowywali w święta prezenty z nadzieją, że dzieci wciąż uwierzą w bajeczkę o świętym Mikołaju. Podeszła do drzwi kuchennych i wciąż milczała jak mysz pod miotłą, aby tylko się nie zdradzić.
A teraz mamy długi i nużący opis miłości rodziców Fabioli. Nie kochali się za młodu, ale z czasem jakoś się dogadali. Ojciec wyciąga palcami oliwki z sałatki, matka grozi, że da po łapach. I zagłodzi.
 
Mężczyzna podszedł do swej żony i objął ją w pasie lekko, po czym zaczął szeptać do uszu, jak bardzo ją kocha.
A ona spokojnie mieszała w garze.
Do obu uszu jednocześnie. Gdyż miał wyjątkowo szerokie usta. Bo to, że miał dwie głowy – odrzucamy w przedbiegach.
W oku Fabi znów zakręciła się łza, jednak po raz kolejny nie wypuściła jej na zewnątrz.
Jak bąka. Trzeba nad tym panować, zwłaszcza w towarzystwie.
 
-  Skąd ta niespodziewana wizyta? Wieki cię tu nie było! - dodał jej tata.
- Wiem i przepraszam.
Że przyjechałam. Wybaczcie!
 
Sami wiecie, że musiałam poukładać sobie parę spraw w głowie. [Trochę długo jej to zajęło.]  Ale to nieistotne, najważniejsze, że teraz jestem - modelka uśmiechnęła się promiennie. [i nie zawracajcie mi już głowy pytaniami]
 
- Na długo przyjechałaś? - zapytała gospodyni domu.
Zerkając wymownie na kalendarz.
 
- Prawdopodobnie już na stałe - odrzekła Fabiola - Pomogę wam z obiadem, a potem porozmawiamy o wszystkim, dobrze?
Oto świat bez telefonów, bez poczty, a koń pod kurierem wziął i zdechł. O esemesach, mailach, komunikatorach też nie słyszeli. Dlatego nie było jak zawiadomić rodziny o powrocie.
Zresztą można mieć pewność, że rzucenie nowojorskiej kariery i zaszycie się na italskiej prowincji miało przebieg typowo opkoidalny - zeszła na śniadanie, spakowała torbę i pobiegła na lotnisko kupić bilet na samolot.
 
Znów w powietrzu unosił się nie tylko zapach domowych potraw, ale też bliskość, której tak bardzo brakowało Fabioli przez te okrągłe, bolesne pięć lat.
Tak, bliskość po pięciu latach nieobecności odczuwa się wszystkimi zmysłami.
 
Na tarasie znajdował się drewniany stół z przystawionymi obok krzesłami. Na dźwięk maleńkiego dzwoneczka wszyscy zaczęli zbiegać się i dosiadać, na ostatni ogień poszła jednak Fabiola.
Na dźwięk dzwonka do stołu zbiega się nie rodzina, ale raczej hmmm... grupa wczasowiczów?
 
[...]na ostatni ogień poszła jednak Fabiola.
Zrobili z niej steki.
 
- Marco, nałóż sobie jeszcze sałatki - proponowała Gloria z troską.
Przyjrzyjcie się, Czytelnicy temu fragmentowi:
 
- Brr... - mruknął tylko chłopak i pałaszował dalej mięso, którego kolejne kawałki nadziewał na połyskujący widelec. Z pewnością nie był on roślinożercą, od najmłodszych lat chętniej zabierał się za spożywanie mięsnych potraw, aczkolwiek nie ograniczał się w ani jednej, ani w drugiej dziedzinie. Można powiedzieć, że był wszechstronny.
Piękny, no nie? Ileż tu jest wszystkiego, a nawet jeszcze trochę więcej też.
Istny człowiek renesansu. Jego ulubionym łakociem jest baleron.
 
  - A kuku! - obwieściła swój powrót Fabiola,
 - A - cha! Chóralnie odpowiedzieli zgromadzeni.
 *Pada ze śmiechu* "A kuku" po pięcioletniej nieobecności!
 
a końca rodzinnego powitania nie było widać. Wszyscy wyraźnie stęsknili się za jedyną modelką w rodzinie, każdy odczuł jej nieobecność na własnej skórze, tym mocniejsza była ich radość, gdy znów mogli ją ujrzeć.
Jedyna modelka w rodzinie to zaszczyt, który trudno przecenić. Zwłaszcza gdy przez pięć lat mają się nawzajem w nosie.  
 
Bo była jedyną modelką w rodzinie, więc odczuwali to na własnej skórze.
Nie tęskniliby, gdyby nie była modelką?
 
Przy stole byli wszyscy, rodzice Fabioli i Marco wraz z tą właśnie dwójką, Manuel, mąż Fiorelli oraz nieznajoma, tajemnicza kobieta, która od samego początku siedziała na krześle z zamyśloną miną.
Jak by nie liczyć, z tego opisu wychodzi mi od pięciu do ośmiu sztuk. Ewentualnie tajemniczy "wszyscy" PLUS od pięciu do ośmiu sztuk.
 
- Jak zwykle przepyszny obiad, kochanie - pochwalił specjalność żony Jose.
Jose i Manuel byli przybyszami z obcej planety zwanej Reino de España,
Gloria fuknęła tylko groźnie [nie ma to jak osadzić męża, żeby cicho siedział, a zupa z muchomorów nie była po to, żeby ją chwalić], po czym uśmiechnęła się do jedynej córki przymilnie.
- Może dolać ci zupy, Fabi? - zapytała opiekuńczo.
Gloria nie jest zdaje się tak całkiem pewna swoich umiejętności kulinarnych. Sałatkę podaje z troską, o dolanie zupy pyta opiekuńczo... Korzysta z książki kucharskiej "Tysiąc sposobów na dania z muchomora"?
 
Ciemnowłosa wzdrygnęła się.
Łoj, nieee! Tylko nie znów ta zupa!
 
- Nie, dziękuję, dwie miski wystarczą mi w zupełności - odpowiedziała i spojrzała na brata porozumiewawczo
Na hasło "zupa w misce" mam natychmiastowe skojarzenia.
A z drugiej strony – brat wyjadł całe mięso, więc reszta rodziny cedzi zupkę?
 
- Mądrala - syknęła Fabiola i połaskotała go po plecach, po czym udała się na piętro, zostawiając pozostałych w ich własnym towarzystwie. Na górze ściągnęła ubrania i rzeczywiście jej skóra od razu odżyła, gdy chłodne powietrze musnęło jej delikatnie. Czarne spodnie i koszulę [te przepocone po wielu godzinach podróży i mozolnej drodze do domu w upale] szybko wpakowała z powrotem do walizki, zamieniając je na zwiewną, lekką sukienkę w kolorze malin. W uszy szybko wetknęła duże kolczyki ze szczerego srebra
Szczere srebro, nie jakiś chłam z blaszki, kupiony na odpuście!
 
a włosy przeczesała grzebieniem
Mogła poczochrać się widelcem...
 
- Wreszcie wyglądam jak człowiek - powiedziała sama do siebie i z uśmiechem opuściła pomieszczenie.
Do tej pory wyglądała jak nieludź.
Jak toperz. Albo dźwiedź.
 
Na zewnątrz usiadła jak zwykle na drewnianych stopniach oddzielających zielony, lekko ususzony przez ciepło bijące dookoła trawnik od drzwi wejściowych.
Dlaczego ciepło od drzwi wejściowych biło trawnik dookoła? To niehumanitarnie tak...
 
Powietrze ocierało się o ciało brunetki 
Ocierało się i dyszało z rozkoszy.
 
Powietrze ocierało się [...] niczym najbardziej aksamitny szal, jaki udało jej się kiedykolwiek wygrzebać podczas wyprzedaży w londyńskim butiku.  Podróżowanie i zakupy... To było dla niej coś, można powiedzieć, że taka mała pasja. Lecz w miejscu, w którym dorastała, również mogła czuć się niesamowicie, a nawet lepiej, niż w najlepszym sklepie na świecie.
 Zachwycająca jest moc punktu odniesienia. Albo w życiu jest tak fajnie jak w sklepie, albo nie.
 [Marzy o firmowym sklepie fabryki Lindta. Wzdech.]
 
Wszędzie roiło się od niezwykłych wspomnień, które ogarniały całą ją i sprawiały, że czuła się lekka jak piórko. Wciąż jednak brakło czegoś, co ostatecznie wzniosłoby ją do góry, czegoś, co pozwoliłoby na lot bez problemów i zahamowań. Boże, jak trudne jest życie i jak niewyobrażalnie dużo myśli kotłowało się w jej głowie równocześnie!
- Nie skradaj się już tak - powiedziała niespodziewanie, gdy za swymi plecami usłyszała cichutkie kroki. Działo się tak nie pierwszy raz, stąd nawet bez patrzenia wiedziała, kto jest sprawcą całego zdarzenia rodem z kryminału.
Horror, terror i Herhor oraz thriller na dokładkę! Jeżu Borowy! Podejść do kogoś po cichu... krew we mnie zastygła ze suspensu.
 
- Fabs! - rzekł radośnie Franco i przyciągnął brunetkę mocno do swej piersi
No chyba, że nie do czyjejś.
 
- Wieki minęły, odkąd ostatnio się widzieliśmy!
- To prawda. Z tego, co widzę, to również sporo się pozmieniało... - szepnęła i spojrzała niechętnie na Manuela i tą nieznajomą
[i „tą nieznajomą” wyfroterowała podłogę], siedzących na ławce stojącej nieopodal.
- Poznali się jakiś czas temu - zaczął opowiadać Franco - Właściwie nie wiem nawet, jak do tego doszło.
Trudno wręcz to sobie wyobrazić. Na co dzień oboje siedzą w szklanych, sterylnych pomieszczeniach, do których wchodzi jedynie pielęgniarka.
Bo są obiektami doświadczeń laboratoryjnych i mimo zainstalowanej aparatury, coś umknęło badaczom.
Są jak ośmiornice i uciekli z akwarium?
Trzymając się czule za wszystkie osiem rąk?
Tupiąc czułkami o linoleum.
 
Potem zaczęli spotykać się częściej, aż w końcu zakochali się w sobie, tak przynajmniej twierdzą.
- Co miało znaczyć to zachwianie? - spytała, gdy ton przyjaciela wydał jej się dziwny.
- Przyznaj, czy oni wyglądają ci na udany związek? Taki, w którym jest ta chemia [może nie reakcje chemiczne, lecz stosunki fizyczne doszły do głosu?] i który po brzegi wypełniony jest ich wzajemnością?
Związek wypełniony wzajemnością, musiałby być jakimś roztworem nasyconym.
 
Bo mi nie.
"Bo mi nie". Patrzę, czytam, słucham tej frazy i napawam się jej brzmieniem.
 
- Wiem dlaczego. Ciągle masz w głowie Flower. Ich ślub, wspólne marzenia i plany... Nikt nie zdoła tego zastąpić, żadna paniusia znaleziona przypadkowo. 
 W rowie pod krzaczkiem o nią się potknął.
 
 - Nie bądź wredna. Ta paniusia nazywa się Kate, nie jest z Włoch, ale podobno z okolic
Skoro "z okolic", to jak nic - akcja dzieje się we Włochach, więc okoliczne miejscowości to np. Pruszków albo Ursus.
 
 Właściwie niewiele o niej wiem, ale zdążyłem ją poznać i zapewniam, że nie jest pustą lalą lecącą jedynie na kasę.
Niewiele o niej wiem, ale ją poznałem. W sensie biblijnym. Leci nie tylko na kasę.
Jest gigantomanką.
 
Ona ma rozum, jest przesympatyczna. Jak ją poznasz, to sama się przekonasz.
- Nie mam zamiaru jej poznawać - odparła Fabiola, choć wiedziała, jaką podłością się teraz wykazuje.
Ciulećka źlobiła "Foch!" Nie mam ziamialu jej poźnawać! - ksiknęła i poplawiła wstąziećki na walkocikach.
Nie zgadniecie skąd te fochy i o co właściwie jej chodzi! Otóż było tak: po pięciu latach od śmierci żony, wdowiec związał się z inną kobietą. Straszne, no nie? Dla utrudnienia należy dodać, że ona nie jest zazdrosna o Manuela, bo on nigdy nie był jej kochankiem, ani przyjacielem, ani kolegą - lecz mężem przyjaciółki. I bydlak jeden, po pięciu latach próbuje zdjąć kiry i ułożyć sobie życie na nowo. A teraz, Drodzy Państwo, następuje dramatyczny opis przeżyć duchowych bohaterki, na wieść o jego nikczemności...
 
- Chyba będziesz musiała...
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała podejrzliwie.
- To ty niczego nie widzisz? - spytał, znając odpowiedź.
Pytia, cy cuś?
Pytia nie pyta, bo pyta nie błądzi.
Pyta? :D
 
Instynktownie i dyskretnie pogłaskał się po brzuchu wyraźnie gestykulując, wnet wszystko stało się jasne.
Kilkuletni syn kuzyna głaszcząc się po brzuchu sygnalizował, że dobrze sobie podjadł. Ten też ma podobny system znaków.
I podobnież szympansica Washoe. Ale dlaczego on się pogłaskał instynktownie?
Może miał rozwinięty instynkt macierzyński?
 
Jaśniejsze nawet niż słońce. Dziewczyna wstała nagle i skryła twarz w dłoniach, szukając w myślach odpowiedzi na trapiące ją teraz pytania.
Struł się? Ma niestrawność? Puści ptactwo? Muchomorki mamusi?
To tylko przychodziło jej na myśl, bo przecież mężczyźni nie głaszczą się instynktownie po brzuchach, sygnalizując tym samym zajście w ciążę.
 
Chwilę później zbliżyła się do drzwi i chwyciła klamkę spektakularnie.
Dotykając drugą dłonią czoła, stając w rozkroku, odchylając głowę w tył i mrużąc oczy. 
Opkoza słownikowa, jak nic. Powinna jeszcze przekroczyć próg semantycznie.
 
Jeden jedyny raz odwróciła się jednak i spojrzała na swego przyjaciela.
- Dlaczego? - spytała tylko i odeszła.
Suspens mocno dramatyczny!
Przesłoniła dłonią oczy i zamarła na chwilę. Potem zamknęła (spektakularnie) drzwi za sobą.
 
 Na piętrze padła na łóżko, które było umieszczone tuż przy dużym oknie.
Osunęła się. OSUNĘŁA. Heroiny nie padają.
 
A duże okno umieszczone było w ścianie, która była tuż przy łóżku, a w niej było okno.
Ściany niezmiennie pomalowane były na ciepły, liliowy kolor, nie zmieniła się nawet pościel od ostatniej wizyty.
Przez pięć lat!!!
Ciepły liliowy kolor!
I czego chcesz? Chłodnej czerwieni zabrakło.
 
Przez szyby dostrzegła, jak Franco oddala się stopniowo, i tylko czasem zerka w kierunku okna dziewczyny. Ta od razu skrywała się, a ten machał i kręcił głową jak opętany.
Rockandrollowiec przed zegarem z kukułką?
mniej więcej tak to wyglądało
 
Rozumiał ją, przynajmniej starał się, choć nie było to takie łatwe, jak zaparzenie herbaty.
Bo zrozumienie drugiego człowieka to jak szczurek liptona przez trzy minuty parzony.
 
Na ławce wciąż siedziała Kate wraz z Manuelem, a pomiędzy nimi była ta obojętność, która skreślała piękno ich związku na samym starcie.
I zostawmy ich tak. To w sumie lepsze niż miecz nagi.
 
przynajmniej w oczach panny Vieri.
I w moich też...
Z tego miejsca pragnę odnotować, że przynajmniej nie użyto tu "bynajmniej".
 
Starałam się, by rozdział ten był jako tako udany, w miarę długi [mimo wszystko ilość nie przeszła w jakość...] ponieważ nie wiem, kiedy coś tu się pojawi. Cieszmy się, ze ta jakość nie przejdzie w ilość... Myślę jednak, że szybko, ponieważ moja wena tutaj brnie cały czas do przodu [strudzenie], z czego możecie być zadowolone. Nie. Ja jakoś nie. Dziękuję za to, że przyjęłyście prolog tak spokojnie i przychylnie. Mną jednak ciepało. Choć odcinek ten nie był idealny [no, nie był!], zapewne znajdziecie w nim parę błędów [Tak. Parę. I natychmiast zaczęły rozmnażać się jak dzikie], to jednak ja jestem szczęśliwa, że wyszedł mi taki, a nie inny [jak mało do szczęścia potrzeba...]. Podoba mi się ta wersja. Masz więc monopol...

 
 
Ciemnowłosa kobieta leżała bezwładnie na łóżku, co kilka minut pociągając nosem z powodu licznie wylewanych tego wieczoru łez. 
Wylewała je oczami i wciągała nosem. Stworzyła tym samym obieg zamknięty.
 
- Lepiej śnić o złym, niż widzieć je na jawie - rzekł męski głos zjawiający się nieoczekiwanie w sypialni brunetki.
Wrzasnęła przeraźliwie na widok pojawiającego się męskiego głosu. No dobra, ja bym wrzasnęła.
 
Ta poznała jego właściciela niemalże bez wysiłku, nie zrobiła więc nic, co różniłoby się od jej wcześniejszych gestów.
Nadal ślurpała nosem i charkała, wylewając łzy.
 
Wciąż drżała, wciąż trzęsła się w lęku o własne życie, nieustannie szukała odpowiedzi na ciężkie do zgryzienia pytania, zalewając się jednocześnie łzami. Franco patrzył na dziewczynę w milczeniu, stojąc wciąż w okolicy drzwi.
Stąd jednak mam najbliżej do pontonu stryjka - pomyślał krzepiąco.
 
- Lepiej umierać, niż żyć w stałej rozsypce - szepnęła stanowczo, a chłopak natychmiastowo podbiegł i złapał ją za rękę. Niebieskooka wyszarpała się, choć mimo wszystko nie poczuła ulgi.
Po czym, tak jak obiecała,  rozsypała się na drobne kawałki.
*poszła po zmiotkę*
 
Myślę, że znacznie lepiej wyszłabym, gdybym pewnego dnia po prostu odeszła, tak, jak to zrobiła Fiorella.
[Fiorella zmarła, to tak dla wiadomości Czytelników].
Wzrusza mnie to wymienne stosowanie co chwila Fiorelli i Flower.
Oni wszyscy są na "F". F jak Fajansiarze.
I Fafkulce.
 
- Zrobisz to - powiedział Franco ze spokojem - Ja zrobię to razem z tobą, ale jeszcze nie teraz.
- Przestań zachowywać się jak chodząca encyklopedia!
Taki romantyczny razgawor o wspólnej śmierci, ale co do tego ma encyklopedia?
 
- Wyobraź sobie, że ja upadłam pięć lat temu i do tej pory nie wstałam - mruknęła Fabiola z oburzeniem i nałożyła spektakularnie poduszkę na swą głowę, w oznace, iż paplanina przyjaciela nudzi ją niezmiernie.
I tak leży, leży, leży spektakularnie nakładając poduszkę na głowę.
I możemy zanucić razem z Kubą:
"Przewróciło się niech leży, cały luksus polega na tym
że nie muszę go podnosić, będę się potykał czasem
będę się czasem potykał, ale nie muszę sprzątać."
 
W jego głowie rozsiał się jej cichy szloch, na który próbował odpowiedzieć.
Siała baba mak
nie wiedziała jak.
Dziadek wiedział,
nie powiedział
a to było tak!
JUHUUUUU!
 
Nie stój tak, siadaj - dodała, a Franco błyskawicznie zjawił się we wskazanym przez nią miejscu. Dłońmi muskał czule skrawki pościeli, by następnie móc je zatopić w rękach towarzyszki.
To znaczy co właściwie robił? Gładził poduszkę, a następnie wpychał ją w ręce Fabioli?
 
- Dobranoc, w takim razie - powiedział i już zbierał się anielsko do złożenia na jej czółku słodkiego niczym czekolada pocałunku. Ta powstrzymała go jednak.
- Nie zasnę bez kołysanki - rzekła, zamknęła oczy i ponownie rozkoszowała się ciepłym głosem przyjaciela. *poszła szukać smoczka, pewnie się przyda*
Wyobrażam sobie, co za chwilę się stanie. Obcy mężczyzna w pokoju córki. W pokoju jedynej córeczki Ojca Rodziny. W domu Ojca Włoskiej Rodziny.
 
Nadszedł ten moment, gdy rzeczywistość przestała odgrywać rolę. Na pierwszym planie ich życiowej sceny pojawił się bowiem sen, lśniący blaskiem tysięcy gwiazd zgromadzonych tej nocy na niebie. Unosił duszę ciemnowłosej, unosił także Franco, który w śpiewie odnajdywał swe własne miejsce, mógł czuć się najspokojniej, dokładnie, jakby właśnie wtapiał się w uprzejmość swej pościeli.
Przypomniało mi się, że muszę zrobić pranie. Moja pościel za chwilę zacznie być dla mnie bardzo nieuprzejma i żadna piosnka nie pomoże.
 
 A jednak on spędził godziny na odśpiewywaniu promiennej kołysanki.
Godziny?! Co on, Mahabharatę śpiewał?
 
- To dla ciebie, Flower - zakończył i odszedł na paluszkach, by samemu usnąć jak niemowlę, unikając jednak głośnych protestów, wrzasków czy płaczu.
Niemowlę ex definitione zaprogramowane jest na generowanie głośnych protestów, wrzasków czy płaczu. To nie jemu zależy na unikaniu tychże ;P
Zauważ, że uniknął jednak brudzenia pieluszek.
 
Zbudził ją dotyk słonecznych promieni, które wdarły się bez pytania do jej pokoju poprzez odsłonięte okna. Pojawiający się poranek przyniósł dziewczynie najpierw zastanowienie, potem rozwagę, na końcu zaś coś, czego brakowało jej jeszcze niedawno - uśmiech.
- Proszszsz bardzo, zastanowienie, rozwaga, i uśmiech! -poranek stawiał paczki na stole. - I fakturka.
 
Podniosła się i wyjrzała za okno, podziwiając wszystkie uroki otaczającego jej dom świata, następnie jak na skrzydłach udała się do łazienki, w której momentalnie obmyła twarz zimną, wręcz lodowatą wodą i spojrzała na swe lustrzane odbicie. Po drugiej stronie zwierciadła widniała udręczona twarz kobiety, która jednej nocy zdołała odnaleźć i odzyskać to, co niegdyś odebrano jej z brutalną siłą. Kobieta ta przeżyła wiele, nie raz czuła radość, by potem dotknąć dna, a następnie by odbić się od niego z prędkością światła. Uczucia, jakie możemy poznać w niemal każdym dniu, który przyjdzie nam przeżyć, są przeróżne i uczą nas tego, jak można to swoje życie w pełni ukoronować, byśmy w wieku, który niesie za sobą oczekiwanie odpłynięcia i wzniesienia się magicznym sposobem ponad chmury, mogli wspominać to, czegośmy dokonali.
Próbuję wyobrazić sobie sytuację: ryczę zrozpaczona na ławce, a ktoś mi wali powyższą mówkę. Od razu przeszłaby mi chęć do płaczu. Wszystko, tylko nie przemówienia. Ciekawe, czy aŁtoreczka na co dzień też ma takie słowotoki.
Jeśli ma, to chyba już wiem, dlaczego tyle czasu spędza pisząc tę logoreę. (Czy logoreę można pisać? Uznajmy to za przenośnię.) Brak alternatywy, wszyscy wieją od niej jak sztandar.
 
 Brunetka okryła swe ciało jasnym materiałem, który w pełnej odsłonie był jej letnią sukienką.
Co?
Co co. Jasne jak drut. Gabrielle codziennie rano przesuwa cienkie plastikowe ostrza przez duże ilości białka i keratyny, w pełnej odsłonie będące jej włosami.
 
Stopy odziała w czerwone pantofelki, a włosy zaczesała do góry jak nastolatka. Była podekscytowana, choć nie umiała powiedzieć, dlaczego tak jest. Po prostu. Jakby lada chwila miała się odbyć jej pierwsza w życiu randka, nawet policzki rumieniły się jak nigdy. Jak zwykle unikała chwil, które mogłyby zdemaskować jej stres i panikę rozsadzającą cały mózg, podczas kiedy zbliżał się pierwszy kontakt z włoskim, budzącym wspomnienia światem. Kamienna twarz rekompensowała zdruzgotane ręce czy drżące niczym galareta oczęta.
Te, bo ciałko szkliste ci wypłynie!
I jak ona się ubrała, mając zdruzgotane ręce?...
Rekompensowała sobie kamienną twarzą. Nie wiem. Może bieliznę podciągała zębami?
 
Modelka zeszła po schodach, dostrzegając, iż na parterze nie ma nikogo z jej rodziny, dosłownie ani żywej duszy. Nawet Manuel czy Kate nie wychylali się zza żadnej półki czy regału.
Jak duchy, czyli liczyła na działanie muchomorków?
 
Niespodziewanie w głowie Fabioli rozsiał się dziwny dźwięk, którego nie mogła tu oczekiwać. Usłyszała bowiem klaskanie, gwizdy i wykrzykiwania, a wszystko to dochodziło z jednego z pokoi, do którego prowadziły uchylone drzwiczki. Dziewczyna zawahała się chwilę, po czym jednak pchnęła wrota delikatnie
Nie da się ukryć - ta też wypiła Tajemniczą Substancję, po której świat robi się niejednoznaczny. Najpierw były drzwiczki, które nagle zamieniły się we wrota. A za tymi wrotami siedziały na grzybkach-halunkach gadające ślimaki.
I gąsienica paląca nargile.
 
swymi zagubionymi, błękitnymi oczyma usiłowała odnaleźć przyczynę nachodzących jej głowę głosów.
Jeśli powiem, że na słyszenie głosów są tabletki, to czy to nie będzie aby oklepany tekst?
Oczami szukać przyczyny głosów, tjaaa...
Normalnie to nic nadzwyczajnego :D
Ustalmy najpierw, czym jest "norma".
 
Tęczówki błędnie rozproszyły się po każdej z czterech, dostępnych dla siebie ścian, jednak po chwili udało im się zlokalizować to, czego oczekiwała ich właścicielka.
Mam wizję wysyłanych na misję zwiadowczą tęczówek: kolory maskujące, przepaska, nóż przypięty do kostki. Tęczówki robią zwiad na szafie i pod stołem, po czym wracają i stojąc na baczność z dumnie wypiętymi komórkami barwnikowymi meldują: Melduję powrót z misji zwiadowczej po okolicy! Znaleziono zastępy kurzu. Zalecana bitwa przy użyciu przeważających sił Mopa i Ścierki.
Zwizualizowałam sobie właśnie kostkę tęczówki. Jaka śliczna, niu niu niu.
Taka wielka jak pokój, sześcienna tęczówka. Matka osiągnęła mistrzostwo w przyrządzaniu muchomorków.
 
Mimo to ona nie uśmiechnęła się ani razu, wręcz przeciwnie. Zobaczyła ciemność, a serce znów zabiło mocniej.
Też nie lubię sprzątać.
Widzę ciemność! Ciemność widzę!
 
A jeżeli chcecie wiedzieć, co było dalej, odpowiedź znajdziecie w przyszłym tygodniu. Dowiecie się wtedy również wielu innych, nie mniej ciekawych rzeczy. Nie odchodźcie od odbiorników!
 
 
Dzidka znad kotła z zupą muchomorową, Gabrielle piekąca bułki ze sporyszu, Jasza robiący nalewkę z cykuty i Maskotek z miską sałatki z szaleju,
pozdrawiają z przyjęcia u Padrino.
 
 


17 komentarzy:

Anonimowy pisze...

• Demon z Otchłani


Ja, wyżej podpisany, Demon z Otchłani czuję się zobowiązany do zapewnienia, iż twór zwany Lucyferką nie jest w żadnym stopniu powiązany z naszą piekielną działalnością. Pan Lucyfer także utrzymuje, że z w/w nie jest spokrewniony.

Z wyrazami szacunku dla analizatorów.
Bez wyrazów szacunku dla autorki.

Demon z Otchłani.

• kura z biura


@Lucyferka:
>A co do ostatniej sprawy, to ja NIE pisalam jako Alianna.

Lucyferko, nie wiem, czy zauważyłaś, że przy każdym opublikowanym komentarzu na blog.pl pokazuje się numer IP komputera, z którego komentarz ten został wysłany. Tak się ciekawie składa, że Twoje i Alianny mają ten sam IP, co oznacza, że pisane były z tego samego komputera. Dowód:


* alianna
*
* 2010-05-26
* 15:51:18
* 85.227.208.77

ZAMKNIJ RYJ CIPKO I MNIE NIE ANALIZÓJ!!!! TAM TRÓDNO ZROZUMIEC JEDNO ZDANIE?????!!!!! SZLAMA!!!!

* Lucyferka
*
* 2010-05-26
* 15:48:54
* 85.227.208.77

??? *mysli* Ach, tak! Chodzilo o analize! Analizuj jak chcesz, wszystkie chwyty dozwolone. Ale chce obejrzec analize Alianny... To kto bedzie mnie analizowac?


Ten sam, nieprawdaż? A zatem albo pisała jedna osoba, albo - jeśli wierzyć, że Alianna to nie Ty - to mam wizję dwóch koleżanek przepychających się przed klawiaturą "Teraz ja im napiszę! Teraz ja!".

• Shovera


O Matko.
Przeczytanie wszystkich analiz zajęło mi trochę czasu, przy jednej z nich rozbiłam szklankę, ale warto było. Gratuluję poczucia humoru i talentu do wyszukiwania takich "dzieł", czekam z niecierpliwością na kolejną analizę!

• Sierżant


@fanka:
Na SuS nie analizujemy prowokacji.

• fanka

Znalazłam wam boską ałtoreczkę bill-i-kelly.blog.onet.pl :) Analiza boska!!!

• Lucyferka


Kuro z biura!
Dziekuje za przeczytanie i skomentowanie mojego bloga, oraz za szczera krytyke. Racja, wiele rzeczy sie nie zgadza z kanonem, ale tak mialo byc. Chociaz marysuistyczne to nie mialo wyjsc, i mam nadzieje, ze nie wyszlo za bardzo...
A co do ostatniej sprawy, to ja NIE pisalam jako Alianna. Po pierwsze, Mroczna Dusza to nie jest mój blog a po drugie ja, nawet, jesli pisze DUZYMI literami, ZAWSZE, ale to zawsze trzymam sie gramatyki i ortografii na ile moge.

Pozdrowienia i czekam niecierpliwie na nastepna analize!

PS.: Dziekuje tez 'N za przeczytanie i zwrócenie uwagi.

Anonimowy pisze...

Sierżant



Hasz, nie wiem, gdzie widzisz jakąkolwiek nagonkę na autorkę opowiadania, czyli Deluxe. Mój komentarz, jedyna bezpośrednia odpowiedź, która pochodził od Załogi SuS, miał na celu wyłącznie wyjaśnienie pewnych kwestii, które autorka poruszyła. Nie widzę w tym żadnej nagonki, ani nic złego.
Również żaden komentarz pochodzący od Załogi zostawiony na blogu autorki nie zawierał w sobie nawet krzty nagonki, a jedynie zdziwienie i zaskoczenie z powodu znikających powiadomień o analizie.

• Hasz


Aha, jeszcze jedna rzecz, gwoli wyjaśnienia. Ja jej wypowiedź (konkretnie PS) rozumiem tak:

"Mam nadzieję, że przestaniecie mi już suszyć głowę i spokojnie wrócicie do swoich zajęć, jako i ja wracam"

a nie "Wara od mojego opka, analizujcie inne!"

Kasowanie komentarzy to już osobna sprawa - też nie pochwalam, ale nie w tym rzecz.
Po prostu trochę zaskoczyła mnie wymiana zdań poniżej.


• Hasz


Analiza kfikaśna, cudowna, borska, oby więcej takich natchnionych dzieł(bo takie po obróbce są najlepsze) - generalnie, w kwestii technicznej bez zarzutu.
Ale.
Nie do końca rozumiem, czego oczekujecie od tej dziewczyny na linii autor/publika - no dobrze, wiem, też lubię popatrzeć, jak ktoś się miota. Ale. Skoro dziewczyna nie ma zamiaru strzelać bulwersami (wybaczcie, akurat w jej komentarzu jakiegoś wielkiego bulwersa nie widzę) - to skąd ta radosna nagonka i kazania? Że woli tradycyjną formę krytyki (ej, teraz to Was proszę o dystans - toż stoi, że nie pasuje jej "żarcikowa" forma krytyki, nie krytyka sama w sobie)? Jej święte prawo.
Nie ma ochoty komentować? Także jej prawo. Nigdzie nie zostało powiedziane, że autor musi na krytykę koniecznie odpowiadać - zwłaszcza, jeśli krytyka słuszna. Po co się wykłócać, skoro krytyk najwyraźniej ma rację?


Że Jeż robi wiochę - to fakt. Ale myślę, że potem Waćpaństwo się trochę zapędziło.

• Altair Black



Witam załogę SuS!
Przyznam, że te "natchnione" blogi, ukazujące "głębię ludzkiej duszy oraz jego niezbadaną naturę" są jeszcze gorsze od blogasków. Tam przynajmniej wiadomo, czego się można spodziewać.
Przeczytałam większość analiz - wyjąwszy tylko te z W11, bo nie wytrzymałam psychicznie. I muszę pogratulować świetnych analiz wszystkim. Choć osobiście stęskniłam się za analizami Sierżant do spółki z Saperem.
Strudzenie szukałam konstruktywnego wyrażenia swego podziwu dla analizatorów, jednakże... [tu należy wpisać maksymalnie dużo kropek, w myśl opek] jednakże... Patrzcie na to: "[...]Nie szukają [klienci] potraw wyszukanych czy egzotycznych, ale wolą dania konwencjonalne, jak embriony ptaków nielotów, mielone organy w powłoce jelit, plastry ciała świń czy bulwy bylin przypalane w zwierzęcym tłuszczu; w ich gwarze określa się je jako jajka, kiełbasę, bekon i frytki. [...]" Tak napisał Terry Pratchett w Morcie. I myślę, że aŁtorka chciała mu dorównać, opisują sukienkę w pełnej odsłonie ["Brunetka okryła swe ciało jasnym materiałem, który w pełnej odsłonie był jej letnią sukienką.

Co?

Co co. Jasne jak drut. Gabrielle codziennie rano przesuwa cienkie plastikowe ostrza przez duże ilości białka i keratyny, w pełnej odsłonie będące jej włosami. "]

I przypomniało mi się, że nie zdążyłam złożyć Wam życzeń z okazji setki... Więc życzę Wam teraz przynajmniej następnych dwóch setek analiz i blogasków do analiz :D

Altair Black

Anonimowy pisze...

Monaco


Ojejku, jejku!
Jacy Wy nieczuli jesteście! AŁtorka usiłowała udowodnić, że człowiekiem rządzą dzikie namiętności. Tak dzikie, że Wy, szanowni analizatorzy, nie jesteście w stanie sobie tego wyobrazić. To opowiadanie uczy nas, że człowiek codziennie rano, przy krojeniu pomidorów na kanapkę, jest targany wewnętrznymi emocjami, tym silniejszymi, im bardziej rozwinięty u niego jest przypadek EMO. I takie dzikie namiętności winne targać nami przy nawet najdrobniejszych przypadkach. Bo po kilkudziesięciu latach, siedząc na fotelu bujanym w starych papuciach na nogach będziemy żałowali, że naszą młodość przeżyliśmy tak beztrosko, nie przeżywając wszystkiego tak dogłębnie, jak powinniśmy, aby udowodnić, że różnimy się od małpy! Dzikimi namiętnościami się różnimy, o!

*Przepraszam za błąd powtórzeniowy na końcu.

Stęskniłam się za zbulwersowanymi aŁtoreczkami. Mam nadzieję, że więcej ich tutaj będzie wpadać. A ja od razu wiedziałam, że Jeż i Bananina to ta sama osoba - styl pisania dokładnie ten sam i niepokojąco zblizony do stylu aŁtoreczki. Ale jak Jeż Bananina, obojga imion, zaczął się burzyć, że dlaczego niby nie wolno mieć dwóch nicków... Padłam. Post napisany tuż pod poprzednim, ewidentnie po to, aby stworzyć sztuczne poparcie dla własnych teorii... a potem oburzeni, że ktoś z grona szanownych analizatorów nie dał się na to nabrać. Wydawało mi się, że w dobie komputeryzacji każde dziecko wie, że moderator/ administrator danego forum/bloga/strony internetowej ma dostęp do IP i może je sprawdzać i porównywać, ale jak widać tylko mi się wydawało. Kłania się również lenistwo wyżej wspomnianego, bo obecnie zmienić IP jest diabelnie łatwo. A tak to trzeba się tłumaczyć i burzyć, że dlaczego niby nie wolno mieć dwóch nicków naraz. Za chwilę wpiszę tutaj następny post jako Maroko i będę święcie oburzona, że ktoś ośmielił się to odkryć.

A co do analizy - przeborska. Ciurek i struś rozwaliły mnie doszczętnie. Uwielbiam Wasze analizy i jest mi okropnie ciężko, że do następnej jeszcze parę dni muszę poczekać.

Weźcie no pogońcie Sierżant do analizowania. Zawsze lubiłam szczególnie jej analizy, a ostatnio minimalną porcję jej ciętego humoru mam tylko w komentarzach pod analizami, a i to nie zawsze.

Pozdrawiam serdecznie!

Anonimowy pisze...

Naajt

Ok! To ja się zgłaszam. Myślę, iż, że, ponieważ... hmm... Autorce chodziło o ukazanie głębi ludzkich przeżyć na tle nic tak naprawdę nie znaczącej historii, która powstała tylko i wyłącznie dlatego, że autorka sama zasypiała pisząc swoje pseudo-filozoficzne wywody, więc postanowiła dowalić tło.
Wszelkie postaci i zdarzenia, tak prawdziwe jak i fikcyjne są zupełnie przypadkowe.

• gabrielle


@Naajt
Nie mam pojęcia, o co chodzi w tym opku. Tu potrzebny jest wydział ds. beznadziejnych. Może jakaś podkomórka SuS.

• Naajt

Ale ja byłam ciekawa, co było dalej! Tzn, o co wgl w tym całym opku chodzi?

• Dzidka


@ Naajt
Nie chciałaś, uwierz mi, nie chcialaś :D
Jasza skopiował spore kawałki do drugiej części analizy, totaż jeszcze będzie co czytać, za kilka dni :)

• Naajt

Łaaa jaka szkoda! Bloga niet! A tak chciałam spróbować poczytać to opko!

Anonimowy pisze...

Berek

@Kuro - a propos drobiostwa lub dróbstwa. Moja przyjaciółka, kiedy zrezygnowała z uprawiania zawodu prawnika i zajęła się domem i dziatwą, jęła twierdzić, że para się "kurestwem domowym".
Może to rozwiązałoby jakoś drobiowy problem?

• Berek

Kod: awrhk, znakomicie oddaje to, co czuję czytając takie dzieła...

Ómarł mnie ostatecznie obieg zamknięty. klawiatura usiana okruszkami kruchych ciasteczek (ale jej to i tak nic już nie zaszkodzi).

Bełkot zaiste rekordowy. A już zwłaszcza kwieciste opisy śpiewanej godzinami kołysanki.

Czy dobrze zrozumiałam, że aŁtorka poczuła się urażona i zlikwidowała publiczny dostęp do swego dzieła? Ale macie to w archiwach i czeluściach, macie? Będzie dalszy ciąg?

• Chelsea


mnie zabił "Ciurek!" już na początku. A potem było już tylko lepiej :D
Do czasu, aż nie dojechałam do komentarzy OPA (Obrońców Praw Ałtoreczek).


• gabrielle


Od kiedy występują w opkach?

• Ec


Od kiedy rodowite Włoszki mają błękitne oczy?

• sin


Analiza fajowska, jak zwykle, ale komentarze jeszcze lepsze. Najbardziej podobało mi się stwierdzenie autorki, że nie chce widzieć waszych komentarzy koło komentarzy jej internetowych frendszip forever :****. Jak myślicie to autorka nasłała Bananinę i innych swoich wielbicieli na was czy sami ruszyli do boju?

• Ewa


"Autorki wyrażają zgodę na analizę?"

A czy Henryk Sienkiewicz wyraził zgodę na to, żeby Jaś Kowalski analizował jego powieść w zeszycie i czytał swoje wypracowanie głośno przy całej klasie?

"Wstawiam się za to za wszystkimi, którzy zostali tu skrytykowani bez swojej zgody."

Ojejej. Następnym razem zanim skrytykuję teksty piosenek Gosi Andrzejewicz, skontaktuję się z jej menadżerem i spytam, czy Gosia wyraża zgodę na nabijanie się ze słów "Nieśmiałego chłopaka".

Anonimowy pisze...

Croyance


'Naiwność nie zna granic, w takim razie. Od wieków słabeusze mają wyraźnie gorsze życie niż ci, którzy jednak z uniesioną głową walczyli o swe dobro.'

Autorce wytlumaczona zostala teoria ewolucji. Gdzie moja nagroda? :-)

• Kivi


Odpuściwszy komentowawszy takiegoż mnogości opini, czując się poniekąd niezadowoliwszy.
Toteż skomentuję.
A co.
Gwałtowny, ale szczery bardzo ryk uwielbienia w stronę kochanej załogi USS SUS. (Jasza, ten struś... otworzyło mi to oczy). Ale naprawdę zawsze po przeczytanej analizie mam taką cichutką nadzieję, że rozgożeje ogień na pochodniach aŁtoreczek... I że je z niezmienną klasą i wdziękiem zgasicie. Poślinionym palcem.
A potem ząbki myć i lulu! ;]
Pozdrawiam ciepło (adekwatnie do pogody).

• gabrielle


*wymachuje kagankiem oświaty*

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
art. 29 ust. 1
Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych
utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym
wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.

*odstawiła kaganek i runęła spać*

Anonimowy pisze...

m


Lubię czytać SuS, ale raczej nie komentuję - teraz muszę. Ludziska, Włochy i Ursus to dzielnice Warszawy, a nie podwarszawskie miejscowości. Mmoże to nie jest ważne, ale proszę ja Was poprawcie to.

A analiza kwikaśna :) ale bywało lepiej. Ale może to wina tego nudnawego opka.

• Suin


Osobiście rozbroiło mnie stwierdzenie "Wstawiam się za to za wszystkimi, którzy zostali tu skrytykowani bez swojej zgody". Brakuje aby np. krytycy filmowi pisali do producentów i reżyserów prosząc ich o pozwolenie wyrażenia swojej opinii na temat filmu lub jakiegokolwiek materiału z który mieli styczność.

• Sineira


Analiza udana, tekst Jaszy o strusiu bardzo miodny:D Sam materiał potForny. Pseudopoetycki bełkot, przenośnie i epitety z sufitu wzięte, sens zgubiony wśród pustosłowia. Ale cóż, to taki etap, kiedy wydaje się, że im bardziej pokręcony tekst, tym piękniejszy. Niektórzy z tego wyrastają, na szczęście. A komentarze pod analizą bardzo przewidywalne - znowu obrończynie mieszające analizatorów z fekaliami... Zieeew.

• Sierżant


Deluxe, pierwszą podstawową i niezmienną zasadą SuS jest nie wyśmiewanie się z autorek, a jedynie z ich tworów. Dlatego twierdzenie, że nam się nie podobasz, ma tyle wspólnego z prawdą, co ja z honduraską baletnicą. Czepiamy się Twojego opowiadania, nie Ciebie. Jeśli nie potrafisz odróżnić siebie od swojego opowiadania, to najwyższy czas się lekko zdystansować do swojej "twórczości".

Piszesz, że oswoiłaś się z krytyką. Jak to się ma do skasowania/zmiany adresu bloga? To doskonały przykład odporności na krytykę, nieprawdaż?

Co do kasowania komentarzy: widzisz, my nie kasujemy niepochlebnych komentarzy, nawet, jeśli sąsiadują z komentarzami napisanymi przez osoby, z którymi się przyjaźnimy. Skasowanie komentarza zawierającego powiadomienie o analizie wygląda na tchórzostwo. Skoro Twoje opowiadanie jest takie dobre, to dlaczego nie pozwolisz swoim czytelniczkom zajrzeć do nas?

Możesz napisać nawet i trzydzieści komentarzy, a za tydzień i tak się ukaże druga część analizy Twojego opowiadania, przykro mi.

Anonimowy pisze...

Ise


@Deluxe
"Generalnie nic do Was nie mam i rozumiem to, że moje opowiadanie, a także ja sama, może nie spodobać się niektórym ludziom. Z krytyką już się spotykałam i nie mam Wam jej za złe, co nie powinno dziwić. Ale skoro nie komentowałam owej analizy, nie mogliście zrozumieć, że nie mam na to ochoty?

P.S. Oczekuję, że po przeczytaniu tego komentarza, dacie mi święty spokój i zajmiecie się analizowaniem innych opowiadań, jeśli koniecznie musicie to robić."

Generalnie jeśli coś umieszczasz w Internecie (czy w jakiś inny sposób publikujesz) to nie możesz nagle zabraniać krytyki. To tak jakby autor jakiejś wydanej powieści wyrywał czytelnikowi książkę "Nie, nie możesz już tego komentować!". Wcześniej coś tam przebąkując o tym, że rozumie i zgadza się na krytykę.

• Deluxe.



Generalnie nic do Was nie mam i rozumiem to, że moje opowiadanie, a także ja sama, może nie spodobać się niektórym ludziom. Z krytyką już się spotykałam i nie mam Wam jej za złe, co nie powinno dziwić. Ale skoro nie komentowałam owej analizy, nie mogliście zrozumieć, że nie mam na to ochoty? Musieliście suszyć mi głowę u mnie? To jakiś nonsens. Nie wiem, czego autorzy analizy oczekują ode mnie i od tej odpowiedzi. Może podziękowania za szczere słowa? Tak, no to dziękuję za opinię. Wydały mi się one niedorzeczne, może dlatego, iż okraszone były od góry do dołu żarcikami i tak dalej. A co do usuwanych komentarzy u mnie, cóż, wydaje mi sie normalne to, iż obok wspaniałych opinii moich wiernych czytelniczek, których nie było za dużo, ale z którymi się przyjaźnię, nie chciałam widzieć komentarzy od Was. Nie ze strachu przed krytyką, lecz po prostu.

Powodzenia dalej! :)

P.S. Oczekuję, że po przeczytaniu tego komentarza, dacie mi święty spokój i zajmiecie się analizowaniem innych opowiadań, jeśli koniecznie musicie to robić.

• die_Kreatur



Wiem! Ja nie mogę zrozumieć z definicji, co Jeż vel Bananina chciała nam przekazać, bo ja przecież głupią* gimnazjalistką jestem!

*Według wywodów Jeża/Bananiny analizy czytają tylko głupie gimniazjalistki, a ja SuS czytam regularnie.

Anonimowy pisze...

Ome


Analiza wspaniała - sam tekst opka nudny jak flaki z olejem albo właśnie Coelho. Chociaż nie, od Coelho zdecydowanie gorszy. Taka druga czy trzecia Poetessa z bożej łaski.

Drogie Osoby Oburzone: po pierwsze, co to za śmieszny wymysł "pytania o możliwość skrytykowania"? Jakoś żadnemu krytykowi nigdy nie przychodziło do głowy pytać, czy autor/autorka pozwoli się łaskawie skrytykować. Komiczny pomysł, doprawdy.
Po drugie - autorka tego analizowanego tworu "ma talent"? No dobra, każdy rozumie pod tym słowem co innego, ja talentu w słowotoku pseudofilozoficznym, pozbawionym fabuły i prawdopodobieństwa psychologicznego, o realiach już nie wspominając - ja w tym talentu nie widzę. Grafomanię widzę, o, to zdecydowanie.
Po trzecie - ludziska kochane, trochę logiki: wystawiasz tekst do publicznego oglądu - nieważne, czy w Internecie, czy w druku, czy koleżance pokazujesz zapisany zeszyt - czyli musisz się liczyć z uwagami, tak pozytywnymi, jak i negatywnymi. Jeżeli większość uwag jest negatywna (i zarazem merytoryczna) - to autor/autorka ma problem, nad którym powinien/powinna pomyśleć.
Po czwarte, tak gwoli podsumowania - umiejętność radzenia sobie z krytyką to sztuka, którą się zdobywa latami. Dotyczy to także krytyki cudzego tekstu, który nam się akurat podoba. Czego nabycia niżej oburzonym serdecznie życzę.

• die_Kreatur

@Jeż/Bananina:
Twoje komentarze śmierdzą mi jakoś hipokryzją. No i wytłumacz mi, czemu tak pogardzasz akurat gimnazjalistami, ok? Ja chodzę do gimnazjum, do klasy bodajże drugiej, i za cholerę nie mogę pojąć Twojego toku myślowego. (Zresztą toku myślowego ałtorki też nie.)
Poza tym jestem Ci bardzo wdzięczna, że podzieliłaś się z nami swoją wiedzą i zapoznałaś z anatomią rodzynka.

@Kura:
Nie damy wiary Jeżowi, bo jesteśmy grupą tak przekonaną o własnej racji, że zamykamy się na prawdę.

Komentarz napisany. Wracam do skręcania się ze śmiechu.

• mikan


Zadziwiające, że wpadające tu oburzone fanki/aŁtorki tak bronią prawa do własnego zdania. Jednocześnie odbierając to prawo innym. Zupełny brak logiki i sensu. I NIGDY ale to NIGDY nie przytoczą sensownych argumentów ZA, potrafią tylko najeżdżać i obrażać.

O ile pamiętam to chyba ja znalazłam to opko *rozgląda się z dumą*

Dziękuję za analizę. Przy Pytii-pycie zasmarkałam klawiaturę.
:D
Później musiałam tłumić chichot bo rodzina już spała. Ćwiczenia przepony -bezcenne.:)

Anonimowy pisze...

Murazor



Dzidko, byłem w Twoim wymarzonym sklepie - jest on w Zurychu na rogu Bahnhofstrasse i Paradeplatz. Wspaniałości! Aczkolwiek ceny mogą zabić.

• gabrielle



Kuro! Dzięki! Do stóp padam.

Szare komórki rozruszane (nie mylić z rozjuszone) poranną kawą wytworzyły myśl: a zdarzyło się aŁtoreczkom pisać recenzje książek na lekcjach języka polskiego? Analizy postępowania bohatera jakiegoś dzieła wielkiego? Nigdy nie pisały, co sądzą o Judymie czy innej Siłaczce razem z Jagienką? Miały na to zgodę Sienkiewiczów wszystkich razem ze Słowackim i Norwidem? W końcu skoro wykorzystuje się czyjś tekst, należy mieć zgodę autora, prawda?

• KlaŁn Szyderca


To było "soory vietu".

• lobo


Akurat między tym opkiem a "Zmierzchem" doszukac się można wielu podobieństw. Taka sama aborcja akcji i pseudoobyczajowy bełkot mrocznej Mary Sue, robiącej problemy z niczego.
Uwielbiam, kiedy pojawiają się u was trolle w komentarzach. Pamiętacie Pisaka z jego "sory vitu"? Klasyka.
PS wpisz kod: lacey. Prawie jak Lackey. Mercedes. Ale nawet jej trylogia o Vanleyu była bardziej strawna od tego.

• Dzidka


O! Co ja widzę! Bulwers!
A wyobraźcie sobie, jak się "dziewczyna, która ma talent" zbiesi, jak się zorientuje, że jest druga część analizy!

Anonimowy pisze...

Mała Ygrek


Kurczę. Poczułam się przez szanownego Jeża obrażona. Szkołę już skończyłam, "Zmierzchu" i wszystkich innych gniotów nie lubię, a nie czuję się jakoś mniej inteligentna widząc, że inni podzielają moje zdanie w kwestii tego typu opowiadań.

Analiza bardzo dobra, chociaż komentarze pod nią wydały mi się jeszcze lepsze. Filozoficzne, nieprowadzące do niczego rozmyślania autorki rozłożyły mnie na łopatki. Może i tok myślenia ma dobry, ale zarówno dobór słów, jak i logika, czy raczej jej brak, nie pozwalają nawet go dostrzec.

Pozdrawiam

Mała

• Che


Nie ma to jak przybrać dwa nicki (robienie sztucznego tłumu zwolenników autorki?), a potem powiedziawszy "nie będę się tłumaczyć" zwiać :)
Opko straszne, ilość pseudofilozoficznego bełkotu mnie przygniotła. Mam nadzieję, że autorce kiedyś to przejdzie.

• Tajemniczy Wielbiciel


*tę podstawówkę

• Tajemniczy Wielbiciel


Mnie śmieszy, choć rozumiem, że taka rozrywka nie każdemu może odpowiadać. Wtedy po prostu trzeba poszukać sobie innej, bardziej wysublimowanej. Pisząc taki komentarz niestety raczej szkodzisz aŁtorce. Nie dość, że na podstawie samych jej wypocin wysnuwamy wnioski raczej niepokojące, to całości idealnie dopełniają jej "adwokaci". Analiza w żaden sposób nie narusza prawa, ałtorka musi się liczyć z ewentualnym wykorzystaniem treści bloga, który jest ogólnodostępny. A Ty, Jeżu, tak dawno tę skończyłaś?

• kura z biura


Nieee, nikogo nie wkurzamy, czego dowodem są Twoje komentarze, łagodne niczym zefirek o poranku. *mroczny chichot*
A tak nawiasem mówiąc, przyznaję się bez bicia, że ostatniego zdania Jeżowego komentarza ni czorta nie rozumiem. Pomoże ktoś?

Anonimowy pisze...

Sierżant


No i mamy poważnego bulwersa w wykonaniu panny "Nie Jestem Wierną Fanką"/Jeża/Bananiny.
Jak już jesteśmy w temacie nicków, to może wyjaśnij mi, po co go zmieniłaś, jeśli nie żeby robić sztuczny tłum?
Słońce, własne zdanie wyrażać możesz, na zdrowie. Ale obrażanie innych jest fe i nie gra z netykietą. Poza tym my też mamy prawo wtrącać nasze trzy grosze (fakt, że coś Ci śmierdzi pod nosem nie jest naszą winą, jeszcze nie wymyślono przesyłania zapachów przez internet, raczej wynika z kiepskiej wentylacji Twojego pokoju, niestety). Jeśli rozśmieszamy wyłącznie małolaty, to i tak nasze serca się radują, a cel bloga, czyli również rozśmieszanie, jest spełniony.
Ps. Moja droga, pisanie "kale" zamiast "gównie" nie sprawi, że będziesz wyglądała na mądrzejszą. Przykro mi.

• Owca


Trzeba jednak przyznać, że do - za przeproszeniem - pieprzenia głupot też trzeba mieć talent. Bo ja za nic nie wpadłabym na "odbijającą słońce zbroję, chroniącą przed nieprzyjacielem". Chyba że to po prostu o okulary przeciwsłoneczne chodzi, bo przy takim upale słońce faktycznie można uznać za wroga ;]
A w ogóle to co to za bum na filozofowanie? Czyżby aŁtoreczki "dorosły" i dorwały Coelha? Zawsze wiedziałam, że z czytania tego pana nie może wyniknąć nic dobrego.
@Nel - imo samo wstawienie "dzieła" do Internetu daje prawo do jego zanalizowania. W końcu jeśli ktoś publikuje, to musi się liczyć z krytyką, prawda? Nie po to się wrzuca na blogi i fora? Aaa... no tak. Nie po to. Przecież ałtorka chciała nas tylko walnąć w potylicę swoim geniuszem... No i jej się udało, bo czuję się ogłuszona...
Nie, wcale nie jestem złośliwa ;]
A analiza miodna, jak zresztą zwykle ;)
Dotąd milcząca, teraz lekko zniesmaczona, Owca.

• Jeż/Bananina


• Ale co, nie można mieć dwóch nicków? Sierżant, nie zgrywaj najmądrzejszej istoty na świecie, wiem, co to IP. Zapewne będziecie przypominać o tym IP w każdej kolejnej odpowiedzi, a nie to jest najważniejsze, tak? A to, że krytykujecie bez zgody innych ludzi, co nie jest w porządku. I nie, nie jestem wierną fanką. Mówię to po raz ostatni. Chociaż po co ja się w ogóle tłumaczę? Wasza ekipa na pewno ma już ułożony ciekawszy scenariusz wydarzeń, zapewne lepszy niż ten mój, prawdziwy.

Adios!

Jeż

Krowy doić, a nie zaśmiecać Internet! Koniec tematu. Uważam tego bloga za szajs, ale nic nie poradzę na to, że mam inne wyczucie smaku, niż autorzy. A wyrażanie swojej opinii odnośnie 'notki' jest chyba dozwolone i nie musi się zawsze ktoś z Waszej załogi wpieprzać w wypowiedź i wtrącać swoje trzy, cuchnące grosze. Tak naprawdę nikogo nie wkurzacie, a rozśmieszacie tylko małolaty bez ciekawszych zajęć do roboty, zakochane w Zmierzchu czy w innym kale. Jeśli to sobie postawiliście za cel, brawo, dopięliście swego!

Miłej nocy, Jeż.

Anonimowy pisze...

kura z biura


Ja tam się swego drobiostwa (dróbstwa?) nie wstydzę. Czego i Tobie życzę, dwojga nicków Jeżu/Bananino.

• Sierżant


Jeżu, Jeżu, zrobić Ci herbatki z melisy?
Nie jesteś wierną fanką? To dlaczegóż to pojawiłaś się razem ze Szczerą? Bananiny nie wymienię, bo jesteście jedną i tą samą sobą (IP nie kłamie). Szkoda tylko, że musisz przybierać inne nicki, żeby wyrażać się dosadniej. Brak Ci odwagi cywilnej, słońce?
Ja, tu obecna Sierżant mam w zwyczaju mówić głośno, co mi się nie podoba, niezależnie, czy robię to w internecie, czy "na żywo". I nie muszę posuwać się do obierania innych nicków.

• Jeż


Brawo!
Kolejna, genialna wypowiedź nastroszonego... drobiu? Współczuję.

• kura z biura


Biedactwo. Masz chusteczkę, wytrzyj nosek i nie płacz już, dobrze?


• Jeż


Wierną Fanką nie jestem, nie znam bloga. Wstawiam się za to za wszystkimi, którzy zostali tu skrytykowani bez swojej zgody. A Wam współczuję braku wyczucia i klasy.

Kura z biura:

Wulgarniejsze komentarze? Dobra, weź. Płakać się chce, czytając dowody tego, że masz mniej w głowie, niż rodzynek (rodzynek nie ma głowy, trza się postarać, aby być jeszcze głupszym).


• Jeż


Do Nel:

Wątpię. Sądząc zwłaszcza po tym, że krytyka jest bardzo surowa i nie znam idioty, który dobrowolnie wydałby się 'lwom' na pożarcie.

• kura z biura


A to swoją drogą ciekawe jest, że im bardziej wzniosły i poetycki bełkot na analizowanym blogu, tym wulgarniejsze komentarze Wiernych Fanek pod analizą. Pamiętacie pierwszą "Mniszkówną" i jej "sikam na Kurę"? No właśnie. Można by się pokusić o wyprowadzenie jakiegoś wzoru nawet...

Anonimowy pisze...

Jeż


O tak, śmieszne :) [IRONIA, jeśli szanowni właściciele bloga wiedzą, co to w ogóle jest].

A tak nawiasem, to może weźcie się do roboty, a nie stroicie sobie żarty? Bo śmieszy to tylko puste debilki, które zapewne dopiero podstawówkę skończyły. łatwo kogoś obrażać przez monitor, ale ciekawe, czy tacy bylibyście hop do przodu w realu. O tak, na pewno! ;) Chuj Wam w kakaowe oko.

• Nel


Autorki wyrażają zgodę na analizę?

• kura z biura


O matko borsko. Spłakałam się jak bóbr, a nawet buber.
*wraca z inwentaryzacji szafki z przyprawami* Gałka muszkatołowa się kończy. --> Gabrielle, wielbię Cię za to! A potem było już tylko lepiej :D
A co do talentu - cóż. Umiejętność zebrania do kupy jak największej liczby pretensjonalnie brzmiących słów i tworzenia z nich zdań o wątpliwej konstrukcji oraz całkiem zamazanym sensie, jeszcze talentem nie jest.
No chyba, że chodzi o talent do robienia czytelnikom wody z mózgu. A to co innego.

• Bananina


Śmiem wnioskować po Waszym (zwrot grzecznościowy musi być, nawet, jeżeli osoba, do której się zwracam, jest zwykłą kanalią) mniemaniu o sobie, że część z Was jest dorosła. Mimo to nie można się tego domyślić, czytając Wasze wypowiedzi, które są sprzeczne z celem bloga. Krytykujecie, a zapewne przeczytaliście jedynie dwa, trzy odcinki. Nudzi Wam się w świecie dorosłych? Bawicie się w dzieci? Proponuję zgłosić się do specjalisty, bo dostrzegam tu wyraźne zboczenia! Z poważaniem, Bananina!

• Ktosza


Konstrukcja zdań i powtórzenia użyte w poprzednim komentarzu sugerują nachalnie, że Szczera.=aŁtorka tego dzieła. Albo ktoś z jej szkoły pisania. A cholernie dużo takich ostatnio! Dosyć mam już tych Mniszkówien 2.0, wolę proste opka o notkach długości połowy strony w Wordzie niż ten pseudopoetycki bełkot bez treści.

Anonimowy pisze...

Szczera.


Hym... Śmieszy mnie, ta krytyka. Wytykacie błędy dziewczynie, która posiada talent, kiedy sami nie potraficie stworzyć konstruktywnej krytyki! Może najpierw zastanówcie się nad tym, co sami prezentujecie, a później wytykajcie błędy innym. I na przyszłość polecam, abyście zajęli się komentowaniem opowiadań na poziomie waszej krytyki. Pozdrawiam :)


• lobo


@Jasza
Pan żeś o tym giezle pisał, a nie aŁorka. Więc prostuję - giezło to częśc garderoby damskiej. Panowie cosik innego zakładali. Takie galodki wiązane na przedzie.
Co ja bym dała za chłodny powiew, duszę się z tego gorąca.
Analiza do przeczytania w częsciach, bo nie mogę przebrnąc przez ten bełkot. Tylko dzięki komentarzom daje się to czytac. Gratuluję wytrwałosci analizatorom. Gdzie wy takie badziewia znajdujecie?

• Anka aka Eowyn


No i nie dobrnęłam do końca. Rozkładam na raty, taka ilość bełkotu w jednym opku jest zabójcza.

• Rzepicha


Muszę to sobie wziąć na dwie raty. Co za bełkot...

A komentarze są jak chłodny powiew wiatru w ten parny dzień :D

• jasza


@lobo:

Giezłeczko tylko a licha tkaneczka, wdziewane pod zbroję jest zaledwie wstępem do nieokiełznanej wyobraźni aŁtorki. W jej mniemaniu mogło być spojone z krynoliną i żabotem pod folgami i przyłbicą... Generalnie.

• KlaŁn Szyderca


Kod sqtaw - prawie jak squaw. :]

Traktaty bombowe, po takiej porcji bełkotu zawsze klaŁnowi lepiej. A przypisy analizatorów do ÓW traktatów - bezcenne.

A tu coś do wzięcia pod rozwagę - rzadka mixtura patosu i bzdurek: http://czas-canis-lupus.blog.onet.pl/

• lobo


Sprostowanie: giezło to kuszula spodnia kobieca. Rycerze jej nie nosili.

Shiro Ji pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Shiro Ji pisze...

Biorę udział w konkursie!
"Czy sądzisz, że chowanie głowy w piasek i skrywanie się przez atakiem wroga może sprawić, by Twe życie stało się piękniejsze?
Naiwność nie zna granic, w takim razie. Od wieków słabeusze mają wyraźnie gorsze życie niż ci, którzy jednak z uniesioną głową walczyli o swe dobro."
Sens: jeśli uważasz, że skrywanie się polepszy ci życie, to wskazuje to (uważanie tak) na to, że naiwność nie zna granic, ponieważ słabeusze (ci, którzy tak uważają) mają gorsze życie, niż ci, którzy się nie skrywają!