czwartek, 24 marca 2011

116. Porwanie w Zamordystanie, czyli Imperium Nieudaczników


Czy wiecie, drodzy Czytelnicy, co to jest analizatorski hardkor?

Może opowiadanie, w którym boChater biegnie sprintem w zbroi płytowej wymachując przy tym dwuręcznym mieczem i strzelając krótkimi seriami z kuszy?
Może słitaśne opko o Kałlicu i Merysujce, której kruczoczarna zajebistość wylewa się wszystkimi różowozłocistymi porami brzoskwiowej cery?
Może twór egzaltowanej Mniszkowatej labilnie eksplorującej miazmatyczne konotacje posybilnego abluowania ekskrementów hippicznych z arterii metropolii?
[Jeżu. Ja to zrozumiałam. Źle ze mną...] [Bo to ma sens!]

Nie, powiadamy wam, po trzykroć, nie. Hardkor pojawia się wtedy, gdy analizator siedzi nad tekstem a dusza jego i umysł kwilą żałośnie: “Ludzie kochani, tego nawet obśmiać się nie da”. Tu macie przykład takiego właśnie opowiadania. Daliśmy mu radę, ale chyba tylko dlatego, że dzielnie wspieraliśmy się wzajemnie w trakcie analizy. Może ratowało nas i to, że Kura ma ogromne analizatorskie doświadczenie [oj no, Murazorze, już mnie tak nie głaskaj przy ludziach ;)], a Murazor, będąc duchem, nie może zostać dobity nawet przez najstraszliwszego gniota.

Czytajcie zatem i indżojcie!


http://puklerz.pl/lista_user_art,id783.htm

Imperium

Prolog.
W XXI wieku dwa największe państwa.
Dwa największe państwa co?
(Orzeczenia nie są tró.)

Dwie największe potęgi zwarły się w zimnej wojnie. Wojnie na przekaz medialny, komputery…
Wojna na przekaz medialny... to kampania wyborcza była, znaczy?
Wyobraziłem sobie plastyczne oprawienie przeciwnika w monitor wyświetlający propagandowe hasła.

pod koniec wieku doszło do wielkiego wybuchu na słońcu. W skutek czego zniszczeniu uległy wszystkie satelity i został uszkodzony teleskop Hawla
Panie Vaclavie, pan ma swój teleskop i się nie chwali?
Następnie nadjechał buldożer i popsuł scenografię.

i między narodowa stacja kosmiczna. Zniszczono promy i komputery.
Promy zatopiono, a komputery...

Świat pogrążył się w chaosie na jakiś czas… pewien człowiek zaczął dochodzić do władzy.
Pomogli mu w tym ludzie z innej cywilizacji. Pochodzili z innej galaktyki. Byli eksperymentem naukowym zapoczątkowanym w XXI wieku. Tajnym eksperymentem umiejscowionym w pasie Oriona.
Gratuluję tempa eksperymentu - w kilka? kilkanaście? kilkadziesiąt lat stworzyć całą cywilizację?
Zwłaszcza że w rejonie pasa Oriona nie ma żadnej bliskiej galaktyki.

Stamtąd tylko odpowiedziano na wezwanie na dane ze stacji kosmicznej.
Dobrze, że stacja podała dane, bo inaczej nie wiedzieliby, gdzie szukać.

Przybyły tu dwie siostry obdarzone mocą i ich brat
Siostry Mocne i brat Iniemamocny.

Wylądowali i odnaleźli człowieka żądnego władzy i potrafiącego zorganizować wojsko, a zarazem sprawiedliwego i uczciwego.
Pytanie, jak go odnaleźli. Zrobili casting? Dali ogłoszenie do gazet w dziale “praca”?
Jak by tego nie zrobili - niezbyt im wyszło, co zobaczymy dalej.

Dwie siostry postanowiły go wesprzeć, a ten to wykorzystał… stał się wielkim człowiekiem.
Wykorzystał dwie siostry naraz. Trafiło mu się, szczęściarzowi.

Najpierw wybudował na wyspie państwo miasto, podarował innym technologię dzięki której, albo pokojowo, albo zbrojnie podbijał nie śpiesznie świat. Aż dokonał niemożliwego.
Podarował innym technologię, dzięki której podbił świat - po to, by odbili go z powrotem?
To dlatego dokonał niemożliwego.

Całym światem włada imperator to ten człowiek.
Ten o! (pokazuje palcem) Nie pomylcie z tamtym po lewej!

Nie jest władcą, aż tak okrutnym jak się wszystkim wydaje.
Z wyjątkiem chyba jedynego Czyngis-Chana władcy starali się wyglądać raczej na łagodniejszych niż byli w istocie.
Jego PR-owcy wzięli sobie za motto “Niech nienawidzą, byle się bali”.

Jest sprawiedliwy, ale trudno u niego o łaskę.
Czemu “ale”? Można sobie łatwo wyobrazić sprawiedliwego, który nigdy nie okazuje łaski.
Powszechne jest mylenie pojęć “sprawiedliwy” i “dobry”.

Ustanawia nowy porządek świata, nowe zwyczaje i religie.
Novus ordo seclorum... Od dawna podejrzewałem, że wszystkiemu winni masoni.
Dyskryminujesz cyklistów.
Gdzie tam. Ja jestem cyklistą.
(Nie zadam tego pytania, nie zadam tego pytania...)

Ogłaszając swe prawa spotkał się z oporem ze strony mieszkańców różnych ustanowionych przez niego stref. Knowania przeciwko władcy kończą się jednak zanim zaczną dzięki jego żonie.
A dzięki wytępieniu buntowniczych przecinków nie wiemy, czy to małżonka knuje, czy odwrotnie - odkrywa spiski.

Małżonka imperatora miewa wizje, lecz umiera przy porodzie syna.
Zaś ulubiony lis imperatora miał ładną kitę, ale ją odwalił.

Imperator jednak opiekę nad dzieckiem powierza jej siostrze, Ariel, która teraz go wspiera jak tylko potrafi.
Czy tylko mię się zdaje, że Ariel to imię męskie?
Zależy. Syrenka Disneya niewątpliwie była dziewczęciem.
Ale Amerykańcy nawet z Hilarego zrobią kobietę...

Książę jak go nazywają w wieku 20 lat stał się okrutniejszy od swego ojca. Jest wielkim kobieciarzem, ale i świetnym politykiem.
Znów to “ale”. Czyżby, zdaniem aŁtorki, te dwie opcje się wykluczały? Ileż historycznych przykładów pokazuje, że nie!
A i współcześnie przykłady się znajdą.
Bunga bunga.

Żadna kobieta nie poszła z nim jednak do łóżka z własnej woli.
A podobno władza to najsilniejszy afrodyzjak?

Traktuje je jako zabawki, żywe lalki lub zwierzynę łowną. Odmowę traktuje jak zdradę władcy i każe [karać] śmiercią.
BTW, aŁtorka jest zadziwiająco konsekwentna w myleniu “karać” i “kazać”.

Po swej matce też odziedziczył dar, potrafi korzystać z mocy i nie jest w tym sam. Jego ulubionymi i zaufanymi są przyrodni bracia. Bliźniacy urodzili się w tym samym czasie co on. Ich matką była siostra żony imperatora Ariel.
- Jestem byłym współlokatorem kuzyna siostrzeńca brata twojego ojca! (Lord Hełmofon do Lone Starra.)

Ona też miała moc, którą przekazała dzieciom. Dwie siostry miały brata, który popadł w niełaskę imperatora, został wysłany do Azji najdzikszego sektora imperium.
Brata nie dało się wykorzystać i nie mógł nic urodzić ;)
Wykorzystać to się dało, ale nie urodził. :(
Może to i lepiej, starczy tych plączących się po Imperium dzieciaków z Mocą.

Książę zaspokajał swoje potrzeby dzięki mężczyznom w czarnych garniturach.
To na co mu jeszcze były kobiety?
Dla podtrzymania dynastii!
To to się teraz “dynastia” nazywa?

Zdobywali dla niego nie tylko zabawki [misie, kaczusie, samochodziki], ale i wykonywali trudne zadania. Przewodził im Markus, dzielnie wspierany przez swego brata Dariusa, kontrolującego armię.
Ok, podsumujmy: mamy braci Dariusa i Markusa, z których jeden jest wodzem armii, a drugi szefem brygady Men in Black oraz Księcia... zaraz. Jak właściwie Książę ma na imię? Ałtorka zapomniała o tak istotnym szczególe?

Środek imperium, mieścił się na wyspie tam wybudowano pałac i siedzibę imperatora. Stamtąd rządzono światem, tam trafiały ofiary i prezenty dla imperatora i księcia.
Murazorze! Jaką wyspę obstawiasz? Ja Grenlandię :)
Może Qeqertarsuaq?

Było to ponure miejsce dla innych mieszkańców stref. Było ich kilka Europa została podzielona na cztery strefy: północną, południową, wschodnią i zachodnią.
Imperatorowi nie w głowie tworzenie bardziej wyszukanych nazw.

Ameryka nazwana została rozwiniętą strefą. A Afryka wydobywczą strefą.
A Antarktyda zimną strefą. Obwołajcie mnie imperatorem! Koronę już mam.
Azja - Strefą Ryżu, a Ameryka Południowa - Strefą Koki.

Wszystkie były zależne od siebie. Rządzili nimi premierzy i namiestnicy mający swych ambasadorów w stolicy imperium.
Po tym wstępie czuję się, jakbym wysiadł z żyroskopowej wirówki przeznaczonej do testowania kandydatów na kosmonautów.

Rozdział 1
Wszystko zaczyna się w zjednoczonym landzie Adiver. Ewa, Gabriela, Dorota i Patrycja cztery młode studentki poznały się w teatrze na castingu do musicale. Od tamtej pory zostały przyjaciółkami.
Urodziły się w tym świecie i znają go tylko takim.
Jak rozumiem, historii w Imperium się nie naucza?
Ależ skąd, to przedmiot zakazany i jego zgłębianie jest myślozbrodnią.

Nadeszły wakacje postanowiły je razem spędzić. Wybrały naturę z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Wynajęły w tym celu sobie gospodarstwo agroturystyczne nad jeziorem, był to domek letniskowy u miłej staruszki i jej wnuka.
Jakie to słodkie, że w futurystycznym Imperium wciąż kwitnie agroturystyka.
W takim świecie może nawet bardziej kwitnąć.

I uwaga, Ałtoreczkowa Skleroza atakuje.
-jest tu pięknie- zachwyciła się Ewa była to blondynka o długich lekko falujących włosach i niebieskich oczach.
-tak- zgodziła się zielonooka o kasztanowych, długich włosach, Doris.
-szybciej mam chęć popływać- poganiała dziewczyny szatynka z włosami do ramion i zielonych oczach błyszczących z zachwytu, Gabriela.
Zaś Patrycja miała włosy koloru niewidocznego.

Weszły do domku i rozejrzały się, torby zostawiły w korytarzu.
Co te torby zostawiły w korytarzu?

Były tam trzy pokoje sypialne, mała kuchnia połączona z jadalnią i skromna łazienka z wanną i sedesem.
Mijają stulecia, imperia powstają i upadają, obce cywilizacje dzielą się z ludzkością swymi osiągnięciami - a technika sanitarna jak stanęła na poziomie XX wieku, tak stoi.
Ale czy można sobie wyobrazić coś lepszego od wanny i muszli klozetowej?

Ewa wybrała sobie pokój z widokiem na jezioro, Gabi pokój na pola pełne młodego zboża, a Doris na las.
A Patrycja została zamknięta w komórce pod schodami.

Rozpakowały się i przebrały w stroje kąpielowe nakładając na nie zwiewne sukienki.
Z okna domu ktoś obserwował bawiące się w wodzie dziewczyny, wybrał numer.
-mam trzy co się spodobają… [i czwartą, co z pewnością nie.] ile możecie dać mi za trzy?
-po tysiaku za jedną.- odezwał się głos w słuchawce.
-Trochę mało nie uważasz?
-nie widziałem ich więcej nie mogę dać bez oględzin towaru. Jak wyglądają?
-jedna blondynka długie nogi, ma czym oddychać. Bardzo ładniutka buźka. Druga kasztanowe włosy długie wymiarowa…
Iluwymiarowa?
5D

cóż więcej mogę powiedzieć. Trzecia ma świetne ciało czarne włosy.
A czwarta jakaś taka nijaka. Dodam ją gratis.

-zadzwoń kiedy mamy po nie przyjechać.
-wywabię je na dyskotekę za trzy dni z niej będzie łatwo je zgarnąć…
-więc za trzy dni.- rozłączył się. wyjrzał ponownie przez okno obserwując dziewczyny.

Następnego dnia dziewczyny wybrały się na zakupy na których świetnie się bawiły zwłaszcza, że spotkały Pati z Maxem, który jednak zapatrzył się w Ewę.
Who the fuck is Max?!
Mad Max. Albo ta czwarta, nijaka.

Rozmawiali przez chwilę do momentu spotkania natrętnej kobiety, która czepiła się Doris.
-no nie daj mi spokój…!
-ale wysłuchaj mnie dziecko. To kwestia życia, lub śmierci. Tyczy się ciebie i bliskich ci osób. Czarne chmury…[taki serial, pamiętasz?] - zaczęła kiedy Doris zdecydowała się w końcu ją wysłuchać.-… jak tam będziesz to spotkasz śmierć. [Znaczy, na planie filmowym zarąbią ją szablą?] Jak pojedziesz do domu to zginie twa rodzina. Możesz tylko zostać i pójść za zieloną kopertą. Pamiętaj wybierz zieloną kopertę.- popatrzyła nienawistnie na dziewczynę.
Przepowiednia jak przepowiednia, ale czemu spojrzała nienawistnie?
Generalnie ałtoreczki mają problem z użyciem przymiotników wyrażających emocje - i pakują wszędzie gdzie się da różne takie “szyderczo”, “nienawistnie”, “ironicznie”, nawet jeśli pasuje to do sytuacji jak pięść do oka.

-Oki. Skończyła pani? Zielone koperty- zaśmiała się- są tylko własnością uniwersytetu Imperialnego, a ja się tam nie dostałam. Już mnie o tym powiadomili.
I dobrze. Mary Sue nie potrzebuje studiów.

Wracamy?- zaproponowała Doris.
-Oki możemy wracać, ale jutro ja i Max zabieramy was z tej waszej głuszy na dyskotekę poszaleć.
-Będziemy Wanem.- powiedział Max.
Obim Kenobim?

-no to cześć- pożegnali się wymieniając całuski w policzki. Po powrocie gospodyni wręczyła Doris dwie koperty. Jedna była zielona, druga brązowa.
Jedna od Kury, druga ode mnie - po prostu.
Ale to moja była ta dobra! Muhihihihi!

Zdziwiona wpatrywała się w listy bojąc się ich dotknąć.
Obawiała się wąglika?

[Dziewczyny dokazują na plaży, a tymczasem...]

Doris w tym czasie przeczytała oba listy. Jeden mówił o pomyłce komputera i że to ona, a nie Patryk Skalski dostała się na wydział historyczny uniwersytetu imperialnego.
Taa, komputer się pomylił. Jak się ktoś walnie w palec przy wbijaniu gwoździa, to też powinien stwierdzić, że “młotek się pomylił”.

A drugi jeszcze bardziej ją zdziwił. Dostała główną rolę w musicale.
[Kto, co - mjuzikal; w kim, w czym - w mjuzikale.]

-i co ja mam teraz zrobić…? Ta babka nic nie mówiła o brązowej kopercie… a jak się myliła? A co jeśli się nie myliła?- rozmyślała Dorota, zastanawiając się nad faktami i tym co mówiła kobieta.
To ja już wiem, czemu w instrukcji obsługi Hajlige Handgrenade stało jak byk: “Nie będziesz liczył ani do czterech, ani do dwóch, chyba że w trakcie liczenia do trzech. Pięć też jest wykluczone.”

-DORIS kolacja!- usłyszała wołanie Ewy.
-już idę!- odkrzyknęła odkładając oba listy na książkę, którą czytała.
-no co tam takiego dostałaś?!- spytała Gabi nalewając herbatę do kubka w misie.
Dlaczego kubek stał w misie? Aż tak jej się ręce trzęsły przy nalewaniu?

-dwie wiadomości. O ile pamiętam…- stwierdziła Ewa stawiając kanapki.
-no tak. Powiem. Z uniwerku przysłali mi bilet i przeprosiny. A z teatru dostałam główną rolę.- powiedziała biorąc kanapkę i patrząc na nieme koleżanki.
- A wy dostałyście angaż do pantomimy - dodała na pocieszenie.

[Doris rozważa tajemniczą przepowiednię]

-czym ja się martwię? Śmierć, studia czy sława?
To nie można być sławnym PO studiach?
Śmierć? Czym ja się martwię?

No tak. Ojciec zaryzykował by, on nie wierzy w bajki typu przepowiednie i horoskopy. On uważa, że jestem odważna. Nauczył mnie pokonywać strach i trudności. A mama by dobrze się bawić do końca.
Z tego wynika, że oboje rodzice doradziliby jej musical, tak? Bo ja się gubię w tych rozmyślaniach.

No tak mama…- uśmiechnęła się smutno i potarła nos- mama piękna i wesoła dusza towarzystwa… cóż wybór…- jej rozmyślania przerwało wtargnięcie Patrycji.
-o nie. Tylko nie mów, że idziesz w spodniach. Zaraz ci coś znajdę…- powiedziała blondynka o długich kręconych włosach i brązowych oczach.
No nie. Doris tu sprawy egzystencjalne rozważa, a ta o ciuchach.
Ale przynajmniej dowiedzieliśmy się czegoś o wyglądzie Patrycji. Przyda się w dalszej części opka.

[Dziewczyny jadą na dyskotekę w towarzystwie paru przystojniaków]

-jest okay!- powiedział blondas szczerząc zęby w uśmiechu- najładniejsze laski z całej strefy wschodniej.
-podrywacz- podsumowała Ewa.- paski czy kwiatki?- spytała blondasa ciągnąc za kolczyk w uchu.
Swoim czy jego?
Dobrze, że aŁtorka zaznaczyła “w uchu”. Nie chciałabym pomyśleć, że Ewa wyszarpuje kolczyk z języka.
Żeby tylko...

-e… paski…?
-Gabi jest twój.- stwierdziła Ewa puszczając ucho chłopaka.
Jednak jego. A ten Gabi to co za jeden i czy spodoba sie blondasowi, zakładając, że ten woli chłopców?
Gabryś. Nawiedził Imperium, bo w Królestwie mu się znudziło.

Odjazd czerwonego Wana obserwował ktoś jeszcze… wybrał numer pod który dzwonił poprzednio.
-będą cztery. Są z dwoma blondynami, czerwonym Wanem na północnych numerach. Jedna jest ubrana w zieloną sukienkę w kwiatki. Druga w kolorowe paski, trzecia ma niebieską górę i skórzaną mini. Czwarta na biało. Właśnie odjechali. Będą tam za godzinę. Kiedy kasa?
Ok, jak rozumiem, Ci Źli planują porwać dziewczyny z dyskoteki. Mam pytanie: w jaki sposób koperta z listem z Uniwersytetu miałaby ochronić boCHaterkę przed tym losem?
Nie wybrała zielonej koperty, więc nie dowiemy się, jak.
Mnie przyszło do głowy, że jak w czasie wojny - jeśli ktoś miał dobrą kennkartę, nie jechał na roboty.
Zielone papiery pozwalają się wymigać od wielu przykrości.

-cztery tysiące jak zostanie zrealizowane zlecenie, lepiej by były warte zachodu.- odpowiedział głos w słuchawce.- odezwiemy się. mamy twe namiary.
-muszę wam zaufać tak? Jak mnie wykiwacie, napiszę skargę do Markusa waszego szefa…
Markus ich szefa bardzo się tym przejmie.

W siedzibie pojawił się siejąc popłoch wysoki brunet o krótkich sięgających za ucho włosach i brązowych prawie czarnych oczach. Surowo patrząc na rozmawiającego.
-…spoko chłopie. Dostaniesz. Książę nagradza…
-za co książę go nagrodzi?- spytał brunet sondując spojrzeniem rozmówcę.
-panie… on doniósł, że ma na zbyciu cztery panienki dla księcia… ale pewnie są takie same jak polecił nam ostatnio.- machnął ręką.- mamy tylko te dwie chłopcy mają się dziś nimi zająć.
-hm… muszę się temu przyjrzeć sam. Gdzie będą i kiedy?
-no są tam nasi ludzie. To dyskoteka w landzie Adiver.
Jeden land - jedna dyskoteka.
Ein Land!
Ein Führer!!
Ein Disko!!!

W tym czasie czerwony Wan wjechał na parking przed dyskoteką. Wysiadły z niego cztery atrakcyjne dziewczyny i dwóch chłopaków. Nie zwrócili uwagi na dwóch mężczyzn ubranych na czarno stojących z papierosem przy jednym z czarnych dżipów.
Stali przy dżipie i ciągnęli na przemian po szlugu z jednego peta.

-o są dzieweczki.-
powiedział do słuchaweczki
Którą wsadził do teczki,
wyjmując zaś z niej chusteczki.

Dwie godziny później przed czarnymi samochodami na środku zatrzymuje się srebrne sportowe auto. Wysiadł z niego brunet w szarym garniturze i czerwonej koszuli. Poprawił krawat i niedbale przeczesał ręką włosy. Do mężczyzny podeszła ochrona dyskoteki.
-tu nie wolno parkować- powiedział jeden z ochroniarzy.
-to go przepakuj- rzucił w niego kluczykami i poszedł w kierunku wejścia.
-ej koleś. Nie jestem parkingowym!- warknął i ruszył w stronę bruneta.
-ej poczekaj- podbiegł do wkurzonego ochroniarza jeden z czarnych.- to sam lord Markus, brat przyrodni księcia. Lepiej z nim nie dyskutuj. Daj prze parkuję.
Daj ać prze parkuję, a ty poczywaj.

Zabije cię nim byś do niego podszedł- powiedział blady facet w czerni.
-co?! a po co on tu?
-pewnie nas sprawdza. Mamy tu zlecenie. Lepiej byśmy mu nie podpadli…- dodał wystraszony biorąc klucze od samochodu.
Mój gadzie, kiepsko musi być z dziewczynami w tym Imperium, skoro porwanie czterech “zabaweczek” z jakiejś wiejskiej dyskoteki w prowincjonalnym landzie osobiście nadzoruje Drugi Po Księciu.
Nie pierwszy to znak, że źle się dzieje, i nie ostatni...

- Idź i lepiej powiedz by go wpuścili bez pytania. Bo i tak wejdzie…
Choćby razem z drzwiami.

Kiedy brunet zbliżał się do stolika nie zatrzymywany przez nikogo, akurat cała czwórka wchodziła na parkiet.
Tracę rachubę... Ich tam przecie było więcej niż czworo!

-które to?- spytał chudego z długim nosem bladego łysola.
-te panie.- dyskretnie wskazał cztery tańczące dziewczyny i dwie blondynki.
Blondynki to nie dziewczynki?

Powiódł wzrokiem po dziewczynach oceniając ich walory i przydatność dłużej przyglądał się rudej i leciutko się uśmiechnął.
-hm tę rudą chcę mieć żywcem i nie wybrakowaną. Co do innych no to jeszcze ta szatynka i tamta druga przy tamtym stoliku.
-to bliźniaczki panie…
-mi to nie przeszkadza. Te ciemne mają być całe, a zwłaszcza rudzielec.
Blondynki mogą być w kawałkach, mamy zamówienie na... - sprawdził listę - dwie nerki, płuco i wątrobę.
I znajomy perukarz zamawiał blond włosy.

Zajmę się nim osobiście.

Nim dyskoteka dobiegła końca podcięte bliźniaczki wyniesiono do czarnych samochodów. Co do pozostałych przygotowano pułapki.
-o chyba widzę już dobrze. Spójrz- dyskretnie wskazała Doris chudego mężczyznę Ewie
Już? To przedtem widziała źle? Być może, ale mowy o tym nie było...

.- to chyba ta śmierć która miała mnie spotkać.
-e tam pewnie pracuje w jakimś domu pogrzebowym.- zaśmiała się Ewa patrząc na wskazanego, który najwyraźniej obserwował jej koleżankę.
O! chyba wyłapałem kolejną cechę stylu opkowego: nadużywanie słów takich jak “czarnowłosy”, “wskazany”, “kopiący”, “zaniedbany” itp. w charakterze samodzielnych określeń postaci.

-a więc tak wygląda żywa śmierć? Unikaj kolesia- szepnęła Pati.
Przepraszam, ile właściwie jest bohaterek, ile “zabaweczek” zamierzają porywacze przesłać księciu, bo się gubię, do cholery! W kolejnych akapitach liczba dziewczyn waha się od trzech do sześciu, ja nie wiem, narrator też się upił i widzi podwójnie, czy co?!
Wszyscy popili.

- idę się czegoś napić, a wy?
-jasne – stwierdziła Doris wchodząc do toalety.
Wielki Wódz Apaczów, Winnetou, jechał kiedyś żelaznym koniem do Białego Ojca w Waszyngtonie. Gdy zachciało mu się pić, wysłał po wodę młodego Apacza, który mu towarzyszył w tej podróży. Indianin po chwili wrócił i rzekł: “Wodzu, nie mogłem przynieść ci wody, bo jakaś blada twarz siedzi na źródełku!”

Po wyjściu z której natknęła się na łysego chudzielca.
-mogę ci postawić drinka?- zaproponował.
-jestem tu z towarzystwem i nie piję alkoholu.- odpowiedziała mijając go i podchodząc do Maxa.- on mnie zaczepia- wskazała ręką gościa.
-ej. Co chcesz od mojej laski?!- spytał Max podchodząc do mężczyzny i patrząc na niego z groźną miną.
-ja? Zaproponowałem jedynemu rudzielcowi na tej Sali drinka. Nie wiedziałem, że jest zajęta…- wzruszył ramionami i odszedł.
-widzisz? Po co go było się bać?- objął dziewczynę i poszli do stolika.
Łysol też podszedł do swego stolika.
-nie wyszło, panie ona nie pije alkoholu.- powiedział siadając.
Kwik! Dupa, nie porywacz.
Z miastaście, a dupaście.
Dupam?!
Nie, nie Ty. Ón.
Taa. Siły specjalne Imperium porażają swą skutecznością.

-cieszy mnie to. Takie są najlepsze do tresury.- uśmiechnął się leciutko Markus
A co, po alkoholu aportują zygzakiem?

- wychodzimy. Blondynki już poszły trzeba się nimi zająć- uśmiechnął się wstając i wychodząc z dyskoteki. Do ochroniarza powiedział- nie jesteś taki głupi na jakiego wyglądasz. Masz- podał wizytówkę.- zgłoś się pod ten adres. Z mą rekomendacją przyjmą cię do armii, ale zadzwoń pod ten numer kiedy odjedzie ten czerwony samochód.- pokazał konkretne auto.- to ci się opłaci.
You’re in the army now!
Oooh, you’re in the army now.
Jeśli zadzwonisz pod ten numer w ciągu pół godziny, dostaniesz gratis komplet onuc, saperkę i manierkę, prawie nowe!

-nie ma sprawy szefie. Właściciel tego auta powinien zarobić w zęby za to co mi nagadał.
Ałtoreczkowa Skleroza skutkuje Analizatorskim Stuporem: nijak nie widzę związku tego dialogu z wcześniejszym, przed dyskoteką. Pamiętamy? Ochroniarz wkurzył się na tegoż samego “szefa”, z którym teraz gada, że parkuje tu, gdzie nie wolno.
My pamiętamy, gorzej z aŁtorką.

Zadzwonię nawet za friko. Armia czemu nie- uśmiechnął się porozumiewawczo do bruneta.
Nieźle: armia do której się można dostać jedynie z protekcji.
To ma sens, zważywszy na... ale nie uprzedzajmy faktów.

Ten też odwzajemnił uśmiech i wsiadł do swego sportowego samochodu. Wyjechał jako pierwszy a za nim pozostali. Zajechał wraz z innymi dwoma do chłopaka, wręczając mu trzy tysiące. Wyjaśnił, że za czwartą zapłacą jak przeżyje spotkanie z księciem.
“Braciszku drogi, załatw ją, szkoda mi tysiaka.”

Chłopak wskazał najlepsze miejsce na pułapkę i zadowolony wrócił do siebie. A ci przygotowali się do zatrzymania samochodu z dziewczynami.
Zadowolona Doris, że chudzielec gdzieś zniknął po zwróceniu mu uwagi przez Maxa.
Takie konstrukcje tu często nie przez przypadek...

Bawiła się w najlepsze. O godzinie czwartej nad ranem opuścili dyskotekę. Zmęczone zaczynały ziewać, kiedy wjechali w leśną drogę. Nagle na krzyżówce na ostrych, oślepiających światłach zajechał im drogę inny samochód. Kiedy Max próbował wycofać z drugiej strony zajechał tak samo oświetlony samochód. Pozostała trzecia ewentualność, ale pole manewru było niewielkie.
Na krzyżówce powinny pozostać jeszcze dwie ewentualności.
Może to krzyżówka imperialna, wybrakowana jak wszystko inne...

Do samochodu podeszli uzbrojeni mężczyźni. Doris widząc co się dzieje, krzyknęła i zaczęła uciekać w przeciwną stronę razem z Gabi.
Przeciwną do czego, skoro tam były dwa samochody z dwóch stron?
Przeciwną do... do... do wszystkiego!

Rozległy się strzały i krzyki Pati.
Pati ostrzeliwała się dzielnie, wrzeszcząc przy tym ile wlezie.

Gabi zaczepiła się o korzeń i upadła popychając Doris w objęcia bruneta.
-mógłby pan nam pomóc?!- poprosiła- tam… tam… napad…
-yhm- powiedział zakładając obręcze na ręce i szyję zaskoczonej rudej.
Zdolny prawie jak gangster John O’Bronch, który potrafił jednym ruchem wyciągnąć swoje trzy nabite rewolwery.

-ej nich mi ktoś pomoże.- jęknęła podnosząc się Gabi.
-już idę- powiedział Markus, aktywując jednocześnie kajdanki.- poczekaj tu na mnie. zaraz wracam z koleżanką.- podszedł do Gabi i założył jej to samo. Następnie zszedł [na zawał? na śniadanie?] prowadząc dwie dziewczyny.
-pozwoliliście im uciec.- zaznaczył puszczając dziewczynami w mężczyzn.- macie ich pilnować.- przepłaciliśmy.- kopnął umierającą blondynkę.- dobij ją.-
Aha! Teraz już wiemy, czemu ta czwarta nie potrzebowała opisu!
Zaraz. Zabito Pati, tak? Gabi i Doris właśnie zostały schwytane... Gdzie jest czwarta, Ewa? W dodatku według opisu na początku, to Ewa była blondynką...
Pati chyba przeżyła, jak zdaje się wynikać z dalszego ciągu. Ale, kto tam wie, w tym imperium nawet śmierć nie działa jak powinna.

odwrócił się i poszedł do samochodu i jako pierwszy odjechał. Za nim pojechali pozostali. W ostatnim samochodzie znalazły się wrzucone do bagażnika Doris i Gabi. Doris główkowała jak stąd się wydostać, a Gabi wyła.
Bo niby Mery Su nigdy nie traci zimnej krwi, ale...
No wiesz, jak się marysuizm rozdziela między trzy bohaterki, to któraś może dostać za mało.

-przestań- warknęła Doris kopnęła z obu nóg w zamek.
-nie kop tak. Usłyszą nas…- jęknęła przez łzy.
… ale jest guupia jak but! Powinna zachęcać Gabi do wycia jak najgłośniej, żeby zagłuszała próby wydostania się!

-a jak mamy stąd uciec.- kopnęła kolejny raz i na wyboju zamek puścił.
Eee... Specjalna imperialna furgonetka do przewozu więźniów, tak?

Wyjrzała widząc asfalt szepnęła do koleżanki.- skaczemy.
-e co?! odbiło ci?! Oni szybko jadą- pokręciła głową zapłakana.
-jak to?! Mam może poprosić by się zatrzymali?! Skacz! Od tego może zależeć nasze życie! Słyszysz?! Zrobią z nas zabawki! To faceci księcia. Skacz!- szeptała.
-nie ma mowy nie wyskoczę.- spanikowała widząc przez szczelinę asfalt.
-ja skaczę, ale jak chcesz to cię wypchnę…
-nie chcę. Boję się- jęknęła Gabi.
Przez ten czas porywacze zdążyliby się zatrzymać i zamknąć bagażnik z powrotem. Ale - jak już wspomnieliśmy - to dupy, nie porywacze.

-ale jak ja ucieknę… ech- machnęła rękoma wytaczając się z pędzącego samochodu. Padając na kajdanki, puściły zapięcia.
1) Oj, wy wredne imiesłowy, nie umiejąc was użyć!
2) Ciekawe, co by jej puściło, gdyby upadła na zadek?
3) Jeśli upadła “na kajdanki” to spodziewałbym się co najmniej ciężkich złamań rąk.
4) Kajdanki są widać tak samo kiepsko wykonane, jak cała reszta imperialnego sprzętu.

Kolano bolało gdyż otarła je sobie o asfalt tak samo jak i łokcie.
Buhahaha! Przy wyskoczeniu z jadącego szybko samochodu na asfalt - otarła!
Ojtam ojtam. Przymruż oko, tak samo, jak przy oglądaniu filmów z gatunku “zabili go i uciekł”.

Mimo to podniosła się i zaczęła biec w kierunku lasu.
-Dex co tak dzwoni?!- spytał kierowca
- Dzwon.
- Zygmunta?

- zamknąłeś dobrze klapę?!
-e tak, ale na tamtym wyboju mogła odskoczyć, bo co?!- spytał i popatrzył na kolegę.
“Głupi i głupszy?”
Stan imperialnych dróg też poraża :D

Kiedy zwolnił.
-Dex czemu ja słyszę wycie tylko jednej?
- Bo druga od początku nie wyła, palancie.

-a bo ja wiem?! Może tamta uderzyła się w głowę i zemdlała, a bo co?
-musimy sprawdzić która…- zatrzymał samochód. Obeszli go i otworzyli klapę. W środku była tylko jedna zapłakana szatyna.
AŁtorka koryguje rażącą niesprawiedliwość języka polskiego, że “blondyna” nie ma swojego odpowiednika o brązowych włosach. Czekam jeszcze na “brunetę”.

- gdzie ona jest?!-
W bagażniku.

krzyknął na dziewczynę.
-ooona wyskoczyła, proszę pana….
-kiedy?!
-nnna zakręcie…
-cofaj. A ja pobiegnę- krzyknął Dex i pobiegł. Kierowca zaczął jechać do tyłu i [przejechał go.] wezwał kumpli.
-ucieczka.- powiedział przez łącze.
-która do cholery?!- usłyszał głos Markusa.
-ruda panie…
-zaraz tam będę.- zawrócił samochód i kilka minut później dogonił cofających na zakręcie.
To chyba nie było trudne. Zwłaszcza że zatrzymali się przed tym znakiem:


[Zakaz cofania]

- stój idioto!- krzyknął.
I słuszne były słowa jego.

Kiedy dwa samochody się zatrzymały podszedł do nich zasapany Dex.
-panie wbiegła w las… jest tam ciemno- ciężko oddychał.
Ciemno, coś trzeszczy, rzepy kłują w tyłek, a za drzewami czają się potwory cienkie jak wąż od prysznica ;)

-idioci- burknął pod nosem potarł ręce.
No, kurde, próbuję potrzeć ręce pod nosem i to wcale nie jest takie proste!
[93% czytelników w tym momencie próbuje potrzeć ręce pod nosem]
A idź, Murazorze, zwizualizowałam sobie takie małe łapki nad górną wargą...

- sama zaraz tu wróci.
-jak?!- wyrwało się kierowcy.
-poczekamy.- powiedział brunet opierając się o swój samochód- czy ja muszę za was wszystko robić?!
Jeśli to mają być siły specjalne najbliższych krewnych Cysorza, to nie wiem, jakim cudem to imperium w ogóle dycha.

Doris biegła widząc, że ktoś ją goni wbiegła w gęsty las. Kucnęła w kępce jałowca, a mężczyzna przebiegł obok. Pobiegła w drugą stronę. Zaczęła wspinać się pod górkę, lecz nie mogła pokonać tego wzniesienia. Zaczynało brakować jej powietrza pośliznęła się i zjechała w dół. Rozrywając bluzkę.
Poka cycky! - mruknęła Kura znudzonym głosem.

-cholera- syknęła- to przez to- dotknęła obręczy na szyi. Ponowiła próbę pokonania górki, ale bez owocnie.- Muszę wracać…- powoli cofała się powrotem za każdym razem gdy zmieniała kierunek brakowało jej tchu. Zziajana  wyszła z lasu naprzeciwko stojących samochodów, wkurzona podeszła do uśmiechającego się bruneta.
-a nie mówiłem? Zachciało ci się na siusiu? A może chciałaś uciec?
-to twoja sprawka!- krzyknęła wkurzona.
Na wspinanie się brakowało jej tchu, a na krzyki to ma?!
Odzipnęła.

[Doris daje słowo, że więcej nie ucieknie, niemniej po drodze próbuje jeszcze wykorzystać stary podstęp z pójściem do toalety]

Skinęła tylko głową, gdy się zatrzymał z samochodu wysiadła tylko ona. Popatrzyła zdziwiona, a ten pomachał by poszła. Kiedy weszła większość ludzi patrzyła na nią. Podeszła do baru i spytała.
-toaleta?
-pierwsze drzwi na prawo.- dziewczynie barman podał jeszcze bandaż i wodę utlenioną.- przyda ci się to panienko.
-dziękuję panu.- wzięła i poszła do łazienki. W toalecie przemyła rany na kolanie i łokciach naklejając opatrunki doprowadziła się do jakiegoś porządku. Zdziwiło ją, ze żaden za nią nie poszedł, westchnęła i wyszła. Przy barze jeden z kierowców.
A pod stołem drugi.

-mogę cię zabrać panienko nie musisz z nimi jechać.- uśmiechnął się patrząc na jej biust, nagle poczuła się bezpiecznie przy tamtych.
Taaa. Lepsze zło znane?

-nie dziękuję. Mam już transport.- odpowiedziała wychodząc. Podeszła i wsiadła do samochodu, który od razu ruszył.- nie baliście się, że ucieknę? Z którymś z tych kierowców?
-nie. A ty była byś w stanie wziąć na sumienie ich śmierć? Zginęli by z twego powodu.- powiedział spokojnie prowadząc samochód.
- Prędzej ci twoi spece sami by się powystrzelali. Tych kierowców to się przynajmniej bałam.

Zmęczona i obolała zaczynała już drzemać, kiedy zobaczyła, że wjeżdżają na lotnisko.
-nie ma mowy! Ja nie lecę! Nigdy nigdzie nie lecę!- zaczęła panikować na widok zbliżającego się samolotu.- ja nie… mogę… mam chorobę lataniową… [kwik!] mam awersję jeśli chodzi o samoloty…  [kwiiik!] lepiej mnie zabij tu na miejscu, bo tam nie wsiądę… nie ma mowy.
Ratunku, Niemcy mnie biją!

- patrzyła wystraszona na zatrzymujący się samochód.
-o polecisz.
-ale ja rzygam, na sam widok samolotu…
-to rzygaj- podał torebkę-
Och, ilu Merysujkom przydałby się taki facet...

mam takich więcej. Na pewno wystarczy. Zaprowadź ją do środka.
Jednak dziewczyna się opierała. W końcu mężczyzna przerzucił ją przez ramię i zieloną wniósł na pokład i przypiął do siedzenia, kładąc obok stertę torebek. Markus poczekał na brakujące dziewczyny, które usadzono pojedynczo i odleciał pozostawiając odpowiednie rozkazy.
Wydawałoby się dziwne, że tak wysoki dygnitarz zajmuje się takimi banalnymi czynnościami. Ale: jaki pan - taki kram. Obawiam się że sam Cysorz musiał osobiście reperować swój prysznic, jak z niego ciekło, bo wpuszczenie do łazienki imperialnych fachowców groziło kataklizmem.

Doris przerażona patrzyła jak wprowadzają Gabi i sadzają po drugiej stronie. Zapłakana nawet nie zauważyła koleżanki. Ruda przez część drogi wymiotowała, a drugą część przespała.
Ta płakała, ta rzygała,
Ta zaś całą drogę spała,
Tak się podróż odbywała.

Rozdział drugi
Lotnisko w Letis, centrum całego imperium. Na wracającego brata czeka z doborowym oddziałem, elitą całej armii Darius.
Zaufaniem do brata nie grzeszy.
Kurde, kobieta naprawdę musi być w Imperium rzadkim dobrem, skoro z taką pompą je witają. To już się nie dziwię, że Drugi Po Księciu osobiście brał udział w porwaniu.

Jest wysokim dobrze zbudowanym brunetem o ciemno brązowych oczach i bliźnie na lewym policzku. Co sprawiło, że był postrzegany za bardziej groźniejszego niż jego brat. Darius lubił dobrych żołnierzy i karał ich niechętnie, ale surowo.
Tja, sadyści mają ciekawe sposoby okazywania sympatii.
Hmm, Kuro, a tak z innej beczki: może chcesz zobaczyć, jaką mam przytulną piwnicę?...
Interesująca propozycja, Murazorze... Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, bym zabrała trochę swych ulubionych zabawek?

Za nie wykonanie jego rozkazu, jego brata, księcia, czy imperatora groziła jedna kara. Śmierć. Jednak Darius lubił nagradzać swych żołnierzy, dając im odrzuty zabawek jakie były dostarczane księciu.
Zepsute traktorki, samochodziki bez kół i miśki z rozprutymi brzuchami.

Samolot Markusa wylądował i otwarto drzwi w których ukazał się brunet. Uśmiechnął się na widok brata zszedł szybko po schodach, przywitał się ściskając go.
(...)
-no, no. Dawno takich nie było. Książę pewnie podaruje ci którąś z tych za tą.
-bo ja wiem. Wszystkie są atrakcyjne- uśmiechnął się widząc układane obok siebie bliźniaczki i Gabi.- a ty kiedy wyjeżdżasz?- spytał Markus.
Khem. Czy jedna z tych bliźniaczek nie była już aby dobitą nieboszczką?
A cholera wie. Ałtorka to zapomina o swych bohaterkach, to sobie znienacka o nich przypomina... Ja się pogubiłam, po raz kolejny.

-za dwa dni. Wybrałem już jednostki towarzyszące tej wizycie.- poklepał braciszka po ramieniu. Wsiadając do transportera, którym pojechali do pałacu.
Zastanawiając się nad konstruktywizujacym komentarzem.
Ona. Tak. Lubi. Rwać. Te. Zdania. Na. Strzępki.

Był to wielki gmach z obszernym dziedzińcem ustawiony okazale na wzniesieniu. Był tak samo wysoki nad ziemią jak i pod.
I miał długie schody w górę i jeszcze dłuższe w dół.
I trzecie donikąd, na pokaz.

Do jednej z wież podjechał transporter eskortowany przez żołnierzy Dariusa. Służba wyniosła z transportera jego zawartość do jednej z sal. Tam dziewczyny zostały obudzone.
-masz ich pilnować. przygotować dla księcia. Ta- pokazał na Doris, jedyną której nie zdjęto obręczy z szyi.- nie może spać, ale pewnie spróbuje uciec. Dlatego umieść je w dwudziestym sektorze. A jakby sprawiała kłopoty to mnie wezwij.
A ta druga nie może uciec, ale na pewno spróbuje spać. Dlatego umieść je w sektorze ryżowym. A jakby co, to ja nic.
A dlaczego nie może spać? Książę lubi zmęczone i z sińcami pod oczyma?
Oszczędza na makijażu.

Miłej kąpieli zabaweczki.- uśmiechnął się złowieszczo i wyszedł. Pozostawiając dziewczyny ze strażniczką.
-no moje panny. ściągać łaszki te już wam nie będą do niczego potrzebne. No pośpieszcie się. pod prysznic.- ponaglała wysoka potężna kobieta.
-a jak się nie rozbiorę?!- spytała Pati popierana przez bliźniaczki.
-to cię zmuszę.
-ale ja tak nie potrafię przy wszystkich!- jęknęła Pati.
-rozbieraj się- podeszła do blondynki. Szarpnięciem porwała ubranie na broniącej się dziewczynie. Pozostawiając ją gołą.
Wnerwiając analizatora coraz bardziej.

- której jeszcze pomóc?! I dokładnie się wyszorować.
- Mnie pomóc wyszorować plecy!
- Nie ma sprawy! - powiedziała strażniczka, wyciągając drucianą szczotkę ;)

- dodała kiedy inne ustąpiły widząc co spotkało jedną z nich.
-ale tamci się patrzą.- jęknęła jedna z bliźniaczek.
-no sprawdzą czy zrobiłyście to co trzeba. I ogolą was. Książę woli gładkie.
Kobiety z brodą mu się przejadły.

- uśmiechnęła się złośliwie zacierając ręce. Cała kąpiel i golenie było nie miłym uczuciem. A ponieważ niektóre sprawiały kłopot zostały ukarane pozbawieniem posiłku. Doris niechętnie patrzyła na kobietę, a jeszcze mniej podobał się jej ciuszek w jaki były ubrane wszystkie i brak bielizny. O którą się kłóciła Gabi i bliźniaczki.
O którą? O bieliznę, o strażniczkę, o szmatkę?

Również zamknięcie w wyściełanej z jednym oknem Sali nie przypadło żadnej do gustu.
Co za bezguście, ten czerwony plusz, pfff! - mamrotały pod nosem. - I tylko jedno okno, kto to widział!

Naburmuszone rozsiadły się pod ścianami.
-Doris co robisz?!- spytała Pati patrząc jak koleżanka wychyla się przez okno i robi się sina na twarzy.
- Sinieję.

Przy pomocy Gabi wciągnęła ją powrotem i wyjrzała.- czyś ty zdurniała?! Przecież boisz się wysokości!- popatrzyła na ciężko oddychającą koleżankę.
-już w porządku.- powiedziała Doris nieco zachrypnięta.- jestem zmęczona. A Nie wiem co wymyślą jutro. Muszę się przespać.
-nie rób tego!- krzyknął ktoś z ciemnego kąta.
-tak?! A bo czemu?!- stanęła w obronie przyjaciółki Pati.
- A bo tak, no bo co w końcu, kurczę blade!

-mogą cię ukarać… my to tylko zabawki- powiedziała ciężarna dziewczyna.- te które są nieposłuszne woli księcia w najgorszym wypadku wysyłane są na polowanie, a w najlepszym giną od razu.
-Oki to przekonam się rano czy mnie zabiją.
Hm, podchodzi do tego tak lekko, jakby była co najmniej Kobietą-Kotem z ośmioma życiami w zapasie.

-ale tylko jej zabronił ten brunet.- wtrąciła jedna z bliźniaczek.-my możemy spać…
-bbbrunet?! To lepiej nie śpij. Markus jest najgorszy… on zabija wzrokiem…- skuliła się wracając do swego kąta.
To tam tylko jednego bruneta mają? Może resztę dla rozróżnienia golą na łyso?
Albo farbują na różowo.

-e tam- machnęła ręką Doris. Na oczach wszystkich zamykając oczy i początkowo udając, że śpi usnęła. Obok zasnęły przytulone do siebie Pati i Gabi. Nie rozmawiały o nocnych wydarzeniach i Ewie pozostawionej w lesie z zabitymi chłopakami.
Nie są Mary Sue. Nie umieją rozmawiać przez sen.
Ok. W lesie zabito blondynkę - Ewę. Ale jakich znowu chłopaków, na liściość borską?!
No na przykład tego z kolczykiem - więcej się nie pojawił. AŁtorka zapomniała o nim... na śmierć!

Następnego dnia zostały obudzone przez ciężarną.
-Wstawajcie lepiej zaraz tu przyjdą po was na śniadanie.-
Przyjdą? A nie zejdą?

-no i odpoczęłam, a z pełnym brzuchem mogę patrzeć i czekać na swój los- powiedziała przeciągając się Doris.
Tej to niewiele do szczęścia potrzeba.

Poprawiała właśnie ubranie kiedy do pokoju weszła strażniczka.
-Tędy- ponagliła wszystkie dziewczyny przechodzące przez drzwi- tu jecie, to co jest na talerzu, żeby wam do głowy nie przyszło zjeść kilimek albo lichtarz, i tylko te którym pozwolę.   Na razie jecie wszystkie- gdy dziewczyny zaczęły sięgać po jedzenie. Doris wzięła do ręki też bułeczkę, którą wybiła jej z ręki strażniczka.- ty nie możesz.
- a to czemu jestem głodna i chce mi się pić.- popatrzyła wyzywająco na strażniczkę.
-Bo pewnie spałaś, a ci nie pozwolono na to.- odparła tamta grożąc ponownie kijkiem Doris.
-Oki spałam. Ale to pani miała mnie pilnować. To panią trzeba pozbawić jedzenia-
Nie będę odpowiadać za cudzą niekompetencję!

powiedziała spokojnie patrząc na kobietę i biorąc kubek z piciem, upiła na oczach strażniczki z kubka. Co rozdrażniło bardziej kobietę. Zamachnęła się kijkiem by wybić i kubek, lecz ta odskoczyła.
Strażniczka jest równą ciamajdą, co reszta imperialnego personelu.

-Zaraz poczujesz zabaweczko…- krzyknęła robiąc kolejny zamach na dziewczynę. Ta złapała ją za nadgarstek przewracając kobietę na stół, który pod wpływem upadku pękł i rozpadł się.
Element komiczny - sugerujący, że strażniczka była nielichej postury. Ale co to wobec boChaterki!
Albo też stół był kiepskiej jakości - jak wszystko w Imperium.

dziewczyna  zaatakowała, wymierzając serię ciosów. Rozcinając wargę strażniczce i łamiąc jej rękę.
-Już mi nie pomachasz tym patykiem, szmato. Nie pozwolę mnie bić i karać za twoje niedbalstwo.
A inne strażniczki stały i patrzyły z rozdziawionymi japami.

-wezwijcie lorda Markusa. Kazał go powiadomić kiedy ta ruda zacznie sprawiać kłopoty.
Kto kazał komu?...

- wysapała kobieta do innej strażniczki.- a ty mi pomóż Joan.
- Eee, w czym mogę pomóc - zapytała tamta starając się przybrać inteligenty wyraz twarzy.

-Już pani kapitan…- wybiegła i widząc posługaczkę- masz zaraz pobiec do pokoi lorda Markusa i go powiadomić o problemie z rudą zabawką….- wydała polecenie i się odwróciła by wrócić do Sali.- pośpiesz się to pilne.
To się lord Markus ucieszy, jak wpadnie doń znienacka posługaczka od szmaty i mopa!
Przy okazji: zauważyliście, Czytelnicy, że Word poprawia słowo “sali”, by zaczynało się od dużej litery?
Serio, to wina autokorekty? A ja myślałam, że maniera zapożyczona z Harry’ego Pottera, gdzie też nazwy pomieszczeń pisało się wielką literą.

Dziewczyna pobiegła poprzez korytarz i schodami dobiegła do windy. W holu stał Marku i wydawał polecenia jakiemuś mężczyźnie ubranemu na czarno. Następnie mijając ją wszedł do windy i pojechał na parter.
-No nie, oberwę…- wbiegła do drugiej windy i pojechała na dół za nim.
A on jej zrobił kawał i pojechał do... piwnicy!
To mijanie się windą to miał być Element Komiczny, tak?

Kiedy wysiadała wpadła na niego. Przerażona popatrzyła na groźną minę i spuściła głowę dukając- w…panie… prze.. pra... szam…ale…
-Czy ty mnie śledzisz [kwiik!] jeśli tak….- popatrzył ponuro sondując myśli posługaczki- więc… no odpowiadaj.
Po co? Przecież już wysondował jej myśli, powinien wszystko wiedzieć.

-Panie. Błagam ja nie… no … kazała mi strażniczka przyjść po pana mają kłopoty z zabawką…
-To niech ją ukarzą pejczem, w czym problem. Umieją go przecież używać…- powiedział wkurzony na strażniczki, że bez potrzeby go wzywają.- nie mam teraz czasu…
-Ale, wybacz ona mówiła, że pan kazał się wezwać. Ta zabawka jest ruda…i co mam im powiedzieć.- przerażona patrzyła na ponurego lorda.
-Jesteś pewna, że ruda- złapał ją za gardło i podniósł w powietrze.
Maja dużą rotację personelu w tym pałacu.

Dziewczyna nie mogąc nic powiedzieć  kiwała tylko głową.- ech to tamto poczeka…- rzucił dziewczyną o ścianę. Odwrócił się i poszedł w kierunku wierzy zabawek nie zwracając więcej uwagi na posłanniczkę.
Kto nie wierzy, że na wieży siedzi Jerzy pośród jeży - groźnych zwierzy - niech tam bieży!

Po dotarciu do Sali z zabawkami otworzył drzwi i wszedł do środka. Zobaczył kapitan leżącą pod połamanym stołem i wykręcające ręce dwie inne strażniczki dla rudej.
Wejść i zobaczyć wykręcające ręce dla rudej... Makabra.
Ruda okazała się androidem, a że uszkodziła się nieco w bójce, strażniczki w popłochu szukały dla niej części zamiennych.

Robiąc szpagat uwolniła się od nich, podcinając im nogi.
Wiesz co, Kuro? Z tego opka wyszłaby niezła komedia slapstikowa! Brakuje jeszcze tylko “tortem w mordę”.
Ta. Mogę im podrzucić nieco skórek od bananów.

-Jesteś niegrzeczna.- powiedział pocierając ręce. Dziewczynie zaczęło brakować tchu co wykorzystały dwie strażniczki wiążąc ją.- co tu się dzieje?- zapytał kapitan nie luzując nacisku obroży na szyi rudej.
Kapitan? Lord Markus, Drugi Po Księciu, miał tak niską rangę?
Tu chyba miało chodzić o to, że [lord Markus] zapytał [panią] kapitan... A wyszło - jak wyszło.
Nie powiem, żeby aŁtoreczka ułatwiała czytelnikom podążanie za meandrami swej myśli...

[Doris tłumaczy, że owszem, była nieposłuszna, ale strażniczka jej nie dopilnowała, więc to wina strażniczki, o!]

-Czy to prawda- spytał sondując jednocześnie umysł dziewczyny-pytałem o coś panią?- dodał rozkazującym głosem.- wiesz co ci grozi za ignorowanie moich poleceń. PRAWDA.
-Tak- odparła bojąc się teraz spojrzeć na mężczyznę.
-Zawołaj gwardzistów i kata.- wskazał na jasnowłosą strażniczkę.
- Niestety: kat się sam przez pomyłkę powiesił, panie!

- a ty wstań. Skoro nie umiesz być grzeczna i jesteś szczera. Zajmę się tobą osobiście.- potarł ręce zmuszając dziewczynę by wstała i poszła za nim- radzę ci się nie oddalać ode mnie bardziej niż na dwa trzy kroki.- dodał wychodząc z pomieszczenia razem z dziewczyną.
-Oki.- odpowiedziała idąc za nim. Przez całą drogę mijali jakieś korytarze, windy, duże i mniejsze sale. Aż doszli do podziemnych pomieszczeń.
Jest piwnica! *Kura uśmiecha się szeroko*

-Tu teraz będziesz. Tam jest picie i toaleta [w obiegu zamkniętym], masz za szczerość u mnie plusa. Jak wrócę popracujemy nad twoim posłuszeństwem. A nie ma tu światła…- powiedział wychodząc i zamykając za sobą drzwi. Doris zdziwiło, że nie zamknął jej na klucz jak tam na górze. Ale i tak nie wiedziała jak dotrzeć do drzwi usiadła na sienniku.
No, jakże to? Nie widziała, gdzie zamknęły się drzwi, a gdzie jest siennik, to widziała?
Siennik miała wprost pod tyłkiem, najwidoczniej. Rrrrwa mać, co za sirota, a macać wzdłuż ścian, by znaleźć drzwi, to nie łaska?
Zresztą przed momentem przez te drzwi weszła, przed chwilą były otwarte. I co, nie trafi z powrotem? Nawet po ciemku?

-no tak, ciekawe kiedy on przyjdzie i co wtedy będzie- zastanowiła się głośno.
Więc na wszelki wypadek poczekam spokojnie, nie będę uciekać.

Za to w wierzy zapędzone koleżanki i reszta dziewczyn. Dyskutowały co strażniczki zrobią z Doris.
-Ciekawe co teraz będzie z Doris?
“Rosła groza. `Niewątpliwie rośnie groza’ - przemknęło Konopce przez myśl.” (Domagalik)
Ałtorce chyba ktoś narzucił. Jakiś limit słów w jednym zdaniu. Bo stawia te kropki. Całkiem bez sensu.

-Oni ją pobiją. Chyba, że wezwały lorda Markusa…- odpowiedziała ciężarna.
-A co ty tak się go boisz?- wypaliła blondynka
-No bo ja… on mnie szkolił…on jest okropny i straszny…jak ktoś go nie posłucha i nie zrobi tego co karze…- popłakała się kuląc jednocześnie w swoim koncie.
Na Fejsbuku.

- na moich oczach obdarł ze skóry dziewczynę, która go okłamała. A ty nie bała byś się na moim miejscu?- pociągnęła nosem.
-jak to obdarł ze skóry?!- zdziwiła się jedna z bliźniaczek.
-no… normalnie. Najpierw wstrzykiwał im coś. One pęczniały i skóra odpadała po nacięciu nożem… one wiszczały z bólu…
Wieszczyły? Cóż, niewykluczone, choć niejaka
Volga znała przyjemniejsze sposoby na popadnięcie w trans prorocki.

to było okropne i śmierdziało.
Kwiik! Skleiło mi się z Volgą...
O matko… CO Ci się skleiło z Volgą?!

Później odpadało im ciało i wypadły jelita… to było ohydne. One żyły i gniły. Umarły po dwudziestu godzinach. Ja musiałam patrzeć. Ja… po nocach mi to się śni.
Ałtorka najwyraźniej nie wie, czym dokładnie jest “obdarcie ze skóry”, więc serwuje nam powyższą makabreskę.
Oj no, obdarł je ze wszystkiego. Tak im kolejne warstwy zdzierał, aż do kości. Jak w cebuli.

-czemu ciebie nie zabili?- wypaliła Gabi zmartwiona i przerażona opowieścią dziewczyny.-bo powiedziałam prawdę… książę pozwolił mi żyć tylko dla tego, że zostałam zgwałcona pod jego dachem i pod jego nieobecność. i… i lorda Markusa.
Aha. Daj się zgwałcić, to przeżyjesz?

Tamte dwanaście dziewczyn, przestraszyło się strażników i powiedziało ich wersję. Ja… było mi wszystko jedno. Powiedziałam co się stało, a książę mi uwierzył. Na miejscu widziałam jak zabił wzrokiem tego co mi to zrobił. I… i te dziewczyny wszystkie…
To w końcu zabił wzrokiem, czy obdarł ze skóry?

-jak to wzrokiem?!- spytała blondynka.
-normalnie powietrze zaczęło wirować jak na niego spojrzał ten padł martwy.
Normalnie.
Pewnie, że normalnie. Vader też tak umiał.

W centralnej części pałacu na jednej ze złotych ławek siedział wysoki blondyn o szerokich barach słuchał raportu zdanego przez Markusa. w pewnym momencie przerwał.
-Markus, a więc siedem? I ta wyjątkowa?
Jak widać liczba dziewczyn waha się od trzech do siedmiu, a w porywach ośmiu!
Tam była jakaś ciężarna, może urodziła w międzyczasie...?

-niestety sześć i ta o której ci mówiłem. Muszę ją nauczyć grzeczności, bo uczciwości nie muszę. (...)
-cieszy mnie to, ale martwię się o ojca. Nie najlepiej się czuje, ten konował co tam dynda powiedział, że umiera.
Rządy w nieudacznym imperium bywają szkodliwe dla zdrowia. Zaraz, zaraz! Czy umiera Cysorz, czy konował? W tym opku wszystko jest tak pokręcone, jak nie przymierzając w filmie Top Secret.
Konował dynda. Jeśli za szyję, to prawdopodobnie umiera. Ale zaraz, przecież mówi! Może dynda tylko podwieszony za ręce? W sumie, też szkodliwe dla zdrowia...

A dobrze wiesz jakie wizje miała moja i twoja matka.- wstał i poszedł do swej komnaty kopiąc po drodze przechodzącego akurat służącego. (...)
Służący co rano ciągnęli losy, który ma dzisiaj kręcić się w pobliżu księcia i zbierać kopniaki. Majordomus planował co prawda wprowadzić specjalne stanowisko “chłopca do kopania”, ale jakoś chętnych nie było.

Rozdział trzeci
Znudzona czekaniem rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności i idąc na czworaka odkryła toaletę.
“Podniósł ręce, a potem je opuscił. Podniósł i opuścił. Podniósł i jakiś chłopak z pensjonatu Albatros powiedział, że nasz pensjonat jest brzydki.” (Wakacje Mikołajka)
Idąc na czworaka, wyrżnęła głową o muszlę?

[Markus wraca i przygotowuje pannę do sesji w apartamentach Księcia.]
te panie cię przygotują. Jaki zapach lubisz?
-y… ja?- zdziwiła się zdejmując ubranie- Nie wiem…- odparła- jest mi wszystko jedno…
-dobrze. Użyjcie wszystkich trzech, albo mi powiesz co wolisz. Różę, konwalię, fiołek…
-no bez… wolę bez… bzy są takie ładne- odpowiedziała.
Aniołek, fiołek, róża, bez?
Konwalia, balia, wściekły pies.

-mam panie- wyjęła małą brązową buteleczkę- w połączeniu z lotosem…
-natrzyj ją tym i rozpuść włosy.- stał i patrzył jak dwie służące kończą zakładać suknie uszytą z czarnego wyszywanego złotem na wpół przezroczystego materiału spinanego złotym zapięciem na biodrach.- pamiętaj życie nie tylko twej koleżanki zależy od ciebie. Dwa lub trzy kroki.- zaznaczył [teren] i dziewczyna poszła za nim. Nie szła jeszcze tędy droga prowadziła wysłanymi czerwonymi dywanami.
Dywany zostały zapewne wysłane z Peru.
Markusie i Doris, nie idźcie tą drogą!

Doris czuła na sobie liczne spojrzenia mijanych ludzi. Niepokój nimi wywołany zmusił by trzymała się bardzo blisko mężczyzny, aż weszli do jednej z dużych sal.
Skoro bardziej się boi spojrzeń niż znanego sadysty, to znaczy, że ma być tró lov!

Przez duże drzwi. Wyczuła dziwny niepokój i z lękiem czyniła kolejne kroki.
Też bym chciał wyczuwać dziwny niepokój przez drzwi.

Słysząc.
-Lordzie masz je obedrzeć ze skóry. Żadna nie chce wykąpać się ze mną.- powiedział książę podniesionym i rozgniewanym głosem.
No nie, no nie... Mając świadomość możliwości skończenia tak marnie, żadna nie chciała? Żadna???
*Olśniło ją* Toż to syn kosmitki! Może mamusia była z tej samej rasy, co Jabba Hutt?

-nie rób tego panie.- wyszeptała, ale jej głos dotarł do rozgniewanego.
-zabaweczka mnie o coś prosi?- podszedł do odsłoniętej przez Markusa dziewczyny.- chcesz zająć ich miejsce?
-jeśli pozwolisz mi na to panie.- powiedziała stojąc ze spuszczoną głową.
- Okej, lordzie, obedrzyj ją ze skóry.

-zastanówmy się… chcesz je zastąpić… nie. Nie wiesz nawet w czym.- ujął jej podbródek w rękę i podniósł jej głowę by popatrzyła mu w oczy.- spójrz mi w oczy i powiedz.
Doris popatrzyła na pochylającego się mężczyznę. Uświadamiając sobie, że stoi przed nią jej wymarzony ideał. Zapatrzyła się w wielkie szare oczy i mimowolnie uśmiechnęła się.
Oż w mordę. Faktycznie tró lov. *zalicza headdesk*
*Headdeskuje synchronicznie*

-dla ciebie zrobię wszystko i błagam nie dręcz ich…- a w jej oczach pojawiły się zielone ogniki.
Ogniki koloru Avady.

-zobaczymy- odparł łagodniej- wykąpiesz się ze mną?
-z przyjemnością- powiedziała zapatrzona lekko się rumieniąc.
-Zdejm lordzie obróżkę. Włożę swoją.
O, książę też lubi paradować w obróżce? A kaganiec ma?

Później- utrzymywał kontakt wzrokowy z dziewczyną.- w nagrodę możesz wziąć sobie jedną z tamtych. A reszta na polowanie.- objął dziewczynę ramieniem- a my tam- wskazał kryształowe drzwi.
Mieliśmy już drzwi hebanowe i mosiężne, ale kryształowe - chyba po raz pierwszy!
Nie trzaskać drzwiami!

- ładny zapach.
-nnaprawdę…?
-jeszcze ładniej byłoby bez tego.- Odpiął suknię zsuwając ją z dziewczyny.- proszę. Kąpiel gotowa- wepchnął ją do wody, co nieco ją to ostudziło.
Książę lubił zimne kąpiele, dla zdrowotności. Może dlatego żadna panna z nim nie chciała?

Doris uświadomiła sobie, że jest z facetem, napalonym facetem i ma zero doświadczenia.
Ona ostudzona, za to on napalony. Będzie wymiana ciepła.
I doświadczeń.

-oooojej…- jęknęła, gdy ten do niej podpłyną- mmmuszę coś powiedzieć…
-jeśli się rozmyśliłaś to jest za późno.- dotknął jej piersi.
-nnnie to… ale ja… nigdy tego nie robiłam…- poczuła jego usta na karku i rękę zbierającą włosy.
-nie przeszkadza mi to.- usłyszała przy uchu.
-no jestem dziewicą… wstyd się przyznać… w tym wieku…
W zaawansowanym wieku lat... eee... siedemnastu? No wstyd, wstyd jak nie wiem.
No, jeszcze rok czy dwa i pozostałaby dziewicą do śmierci. To by był dopiero wstyd! Chyba że jakiś gerontofil by się trafił...

-możemy coś na to zaradzić. Spójrz mi w oczy.-
W Ferdydurke gwałcili się przez uszy, tu będzie przez oczy?
Smatri w mai głaza! Adin... dwa... tri...

odwrócił dziewczynę do siebie i zmusił by popatrzyła.- jestem zaborczy, ty moja zabaweczka będziesz zawsze mi wiernie służyć i sprawiać przyjemność.- założył jej złotą obrożę, całując- a teraz pozbawimy cię tego problemu i po sprawie.
Po zniknięciu za drzwiami Doris i Aleksandra, Markus podszedł do Gabi.
Ej! Co jest!? W takim momencie zmiana sceny?
Co za rozczarowanie! *chichocze złośliwie*

-hm którą z was tu wybrać? Na którą to będzie pasować…?- złapał za włosy Gabi- podarowano ci życie. Na jak długo? Docenisz poświęcenie koleżanki- zapiął obrożę- ty będziesz moja. Na wypadek, gdyby tamta zaczęła sprawiać kłopoty.- otworzył duże drzwi- ej ty. Ta do mojej komnaty. A wy dwaj lepiej pilnujcie by nikt księciu nie przeszkadzał do rana. A wy za mną- klepną Pati po tyłku.
Wszystkie mają ją klepnąć?
Dał sygnał do zabawy w salonowca.

(...) Weźmiecie udział w polowaniu. Jako łowna zwierzyna. Za tą bramą jest las, a w lesie świątynia i to wasz cel jeśli chcecie żyć, bo ci  co na was polują mogą was oszczędzić lub zabić. Jako trofea należycie do tego, kto was złapie. A mnie nic do tego. Polowanie potrwa do zachodu słońca. Te które nie znajdą świątyni, lub nie zginą z ręki łowców zostaną wykończone po nocy przez oddział wojskowy otaczający kordonem teraz las.
Stawiam pięć do jednego że połowa tego oddziału powystrzela się sama, zanim jeszcze otoczy las.
A druga połowa lasu nie znajdzie.
O raju! To opcio tak mi mózgownicę zryło, że przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, czego nie znajdzie druga połowa lasu...

No do lasu zwierzaki.- pogonił je za bramę zabierając ubrania.- nie są wam potrzebne. Dzikie zwierzęta nie noszą ubrań.
-no nie- jęknęła Pati biegnąc przez las goła z bliźniaczkami.- świątynia tylko gdzie?! A tu jest tak ciemno, że nawet nie będę wiedziała kiedy zapadnie noc.
Czy to nie ten sam magiczny, pochłaniający światło las, po którym wędowali kiedyś Tomode i Idoco? Poziom niedojdowatości bohaterów świadczy o tym, ze to może być ten sam świat. Tyle że parę wieków późniejszy, więc i safandulstwo mieszkańców osiągnęło wyższy poziom zaawansowania.
No, las przez te wieki wyewoluował - tam blokował tylko światło księżyca, w dzień było normalnie jasno; tu nie sposób odróżnić nocy od dnia.

Ała [Pugaczowa] - jęknęła uderzona gałązką w nagie ciało.
-czego wrzeszczysz?!- krzyknęła jedna z bliźniaczek nagle przyśpieszając.
-poczekaj- jęknęła jej siostra biegnąca za Pati.
-Ała- jęknęła Pati przewracając się przez wystający korzeń. Podcinając nogi szatynce.
-Ann- jęknęła tylko bliźniaczka tracąc z oczu siostrę i słysząc huk wystrzału.
“Raz ożyła. Raz drugi ożyć jeszcze może.” (Leśmian)
Lepiej nie...

-cicho- szepnęła Pati ciągnąc szatynkę w pobliskie krzaki. Zatkała ręką jej usta słysząc parskanie konia i zbliżające się kroki do miejsca gdzie padły strzały.
Kroki się zbliżały tam, gdzie padły strzały
Koniki parskały, panny się chowały,
A myśliwskie rogi wciąż grały i grały,
Biednej Kurze z orbit wychodziły gały…


-ech… dzięki.- wyszeptała bliźniaczka ocierając brudną ręką zapłakaną twarz.
-nie ma za co.- burknęła również zapłakana.- też się boję, umierać. Wolę by mnie ktoś złapał i bym była w jego typie. Facet to nie kulka…
-cicho- jęknęła- jak możesz tak mówić…? Ja… jeszcze nie byłam z facetem…
A z kulką była?

mam siedemnaście lat.- usiadła zmęczona na miękkim mchu.
I właśnie uświadomiła sobie, że już nie może legalnie schodzić na śniadanie.

-o sorry.- objęła ją ramieniem próbowała pocieszyć dziewczynę.- wiesz oni są czasem fajni… Jak są napaleni. To lepsze…
Tamta pokręciła głową i nagle obie krzyknęły czując jak coś gryzie i łazi po ich pośladkach.
-o nie! Mrówki!- zaczęły biec przed siebie obmiatając tyłki.
Zacny Element Komiczny wykorzystany swego czasu nawet przez Mickiewicza.
Element Komiczny w biegu potykał się o własną siwą brodę.

[Ostatecznie obie dziewczyny zostają złapane na lasso przez jednego z “myśliwych” - ale natychmiast pojawia się ktoś, kto rości sobie prawa do zdobyczy]

-obie są moje- warknął blondas zsiadając z konia i podchodząc związał najpierw szatynkę i sięgnął po blondynkę.
-nie! Ja pierwszy ją upolowałem.- warknął mrużąc oczy w kierunku  blondyna. Pati popatrzyła na obu mężczyzn mażąc [mazakami] by się pozabijali.
- Halo, czy to sklep żelazny?
- Tak, słucham?
- Macie u siebie na składzie dziesięciocentymetrowe gwoździe?
- Tak, mamy.
- To się pozabijajcie! Hahahaha!

-moje lasso obie zatrzymało.- upierał się blondyn.
-nie! Wiesz kim jestem?! O widzę, że wiesz.- odpowiedział widząc kiwnięcie Darius.
-lordem, generałem…
-to wiesz co mogę ci zrobić jeśli będziesz się upierał przy swoim.- mówił głosem przywykłym do wydawania rozkazów i zachowaniem, które zmusza do posłuszeństwa.
“- Czy wy wiecie, kim ja jestem?
- Pan jest Członkiem. [...]
- Czy wy wiecie, kogo ja znam?
- Pan zna Wrońca. [...]
- Czy wy wiecie, co ja z wami zrobię?” (Dukaj)

-wiem. Niech ona powie, kto ją pierwszy dopadł.- upierał się blondyn.
-mnie strzała jeśli kogoś to obchodzi…- wtrąciła Pati osuwając się na ziemię zemdlona.
-jest moja. Bo to moja strzała.
Strzała jest państwowa i każda upolowana nią ofiara przechodzi automatycznie na własność Skarbu Imperium.

A ciebie mogę rozszarpać i pozbawić cię tej drugiej i każdy mi uwierzy, jak powiem, że to był niedźwiedź. choć ostatniego zabiłem w ubiegłym roku.-
Lord, generał, zamordysta. Całym ryłem.
Idź na całość, powiedz, że to był dinozaur!
Pożarł go dinożarł.

popatrzył na leżącą dziewczynę.- bierz i spadaj pókim dobry. Lubię blondi i nie pozwolę sobie zabrać tego zwierzaka.
Blondas popatrzył na wysokiego i szerokiego w barach bruneta z blizną na policzku. Przez chwilę oceniał swe z nim szanse.
I rozważał implikacje stwierdzenia “lubię blondie”.
W kontekście żałosnego niedoboru kobiet w Imperium.

Jednak zrezygnował sądząc, że tamta się wykrwawiła przerzucił przez siodło zapłakaną szatynkę i odjechał nacinając skórę na jej pośladku. Brunet natomiast złamał strzałę od strony grotu i wyciągnął bełta.
Zdrówko!
Gul, gul, gul! Mocne! Z kierej to meliny?
Z ty na rogu, u stary Kopciuchowy.

Dziewczyna jęknęła odzyskując przytomność.
-boże… mamciu boli… jak diabli… chcesz mnie zabić czy pieprzyć?!- krzyknęła patrząc swymi brązowymi oczyma na pochylonego i uciskającego ranę mężczyznę.
-wszystko w swoim czasie piękna.
Kurde. Trafiła na nekrofila?!

-trele morele. [ojejku, a nawet terefere! I cmoknij mnie w pompkę!] Chrzanisz… do cholery… masz czym to zatkać?!
Wietrzę tu jakowąś straszliwą perwersję.

Jeju ściągaj pasek i daj mi go. Kiedyś byłam pielęgniarką w wielkich aspiracjach mej rodzinki.
Pielęgniarki w szpitalach czy w przychodniach widziałem, ale w aspiracjach?

Trzeba nie uciskać tylko założyć opaskę. No daj ten pasek. Faceci…- burknęła niezadowolona siadając i sięgając jego spodni odpięła klamrę.- pozbierasz później.- powiedziała na widok wypadającej broni.
Ghrrrr! Zamiast wykorzystać sytuację, złapać ten pistolet, blaster, czy co tam miał...

- ale musisz to zacisnąć ty. Ja nie mam siły.- opadła na mech.
Ten leciutko się uśmiechnął ścisnął mocno nogę aż ta jęknęła.
-zadowolona?
Przy tak mocno zaciśniętej opasce uciskowej bez amputacji się nie obejdzie.
On tak złośliwie. Był przekonany, że odpina mu pasek w całkiem innym celu.

-yhm… zszyjesz to czy to tak zostanie?! Cholera co się tak gapisz?! Baby nie widziałeś?! Nie jestem cukierkowa blondynka. Miałam trzech starszych braci.
*bierze latarkę i szkło powiększające, i idzie szukać związku między jednym a drugim*

Jak ci na imię było nim skończyłaś jako zwierzyna?
-e… numer pięć jako zabawka. Do kurwy nędzy… pomożesz mi to włożyć?
-owszem. Więc jak? I nie oto pytałem.- usiadł podpierając dziewczynę włożył jej plecami na przód płaszcz.
-ja… Pati… no Patrycja… Pati mówili mi przyjaciele i bracia… bo co?!
Hmm. Zastępcza Mary Sue pod nieobecność Doris?

-a więc Pati zaraz cię podniosę. I wpadną po nas chłopcy helikopterem.
Niestety wpadli tylko analizatorzy z Armady Waazona.
I tylko jeden był chłopcem.

(...)
wyjął telefon naciskając czerwony guziczek wezwał transport.- Pati- powtórzył.
-co takiego?- zamknęła oczy- odpowiesz na pytanie?
-może.
-czy ta kanalia Lord Markus to twój brat…? Bliźniak?- westchnęła słysząc nadlatujący helikopter.
-tak, bo co?
-a… to sorry za takie rodzeństwo… ty jesteś milszy… on by mnie dobił… więc jestem twoja i się z tego cieszę…- zemdlała.
Powiedziała, co wiedziała i czym prędzej odleciała.

-Pati, Pati, Pati- powtórzył kładąc na siedzeniu i siadając obok.
A on co, musi powtórzyć trzy razy, żeby mu się utrwaliło? Dwusylabowe słowo?
Sam się poddawał hipnozie.

-ładna sztuka szefie…- powiedział pilot.- tylko czy się wyliże?
-wyliże, wyliże. To twarda sztuka. Hm Pati…
-o co chodzi?- spytał pilot patrząc na Dariusa głaszczącego blondynkę po policzku.
Eee... Pilot też był Pati?

-o nią. I startuj. Mam to co chciałem. Moją Pati.
Ałtorce zaczyna brakować pomysłów, więc paruje (parzy?), kogo może.
Jego Pati. Ach, jakie to słodkie. *Kura się wzruszyła, otarła samotną, kryształową łzę i wykonała Standardowego Analizatorskiego Facepalma*
Chlip, chlip...

Pilot wystartował zabierając do bazy lorda generała z jego Pati. Darius pozostawił pod opieką lekarza dziewczynę zaznaczając, że to jego „Pati” i jeśli coś jej zrobią, a on się dowie to zabije.
Lekarz stwierdził, że bezpieczniej nie robić zupełnie nic.

-lepiej delikatnie. Przynieście tę Pati generała. Jest wściekły i lepiej mu nie podpaść…- powiedział lekarz.- o tu leży. Delikatnie mówiłem.- kiedy dziewczyna syknęła przenoszona na nosze.
-oj tam…- powiedział jeden z sanitariuszy.
-gdyby to chodziło o twoją skórę inaczej byś gadał.- powiedział lekarz kładąc kroplówkę na nogi Pati.
Same konowały dookoła. Nie odróżniają kompresu od kroplówki.
Powinni zadyndać. Na rurce od kroplówki.
To szkodliwe dla zdrowia...

-ładniutka…- stwierdził jeden z sanitariuszy.
-ale nie dla ciebie.- stwierdził lekarz.
-oj jak się znudzi to pewnie odda ją jak inne.
-nie liczył bym na to. Mówi na nią Pati. A inne to inne. Nie mają imion. Ostrzegam to Pati generała, przednim będziecie się tłumaczyć.
A tylnym będziecie się przekładać.

- stwierdził lekarz. Pati zdziwiona milczała całą drogę do budynku otynkowanego na szaro. Wnieśli ją do środka. Stwierdziła, że Lampi się na nią całe stado facetów.
Kto to jest Lampi?
Lampka, zwany też Luciem.

Więc podciągnęła wyżej koc jakim była przykryta.
-boże gdzie ja jestem…? Dokąd mnie niosą?- pomyślała- Aj…- syknęła, gdy uderzyli noszami o ścianę.
-ej wy!- usłyszała znajomy głos. Sanitariusze zatrzymali się.- co tam niesiecie?- podszedł i odkrył koc.- a to ty.- przykrył- ostrożnie. Jeśli jeszcze raz jęknie wybierzecie się na spacerek po dwunastej nocy. Bez broni.
No i...? Zdarzało mi się wracać z imprez grubo po dwunastej. Bez broni.

-ale generale…- jęknął sanitariusz.
-słucham?
-to tylko zwierzak…
-czyżby? Jest moja i to Pati.
Znaczy, oswojony zwierzak. Ma imię. Obróżkę też ma.

A teraz zanieść mi ją raz dwa.- odwrócił się mierząc surowo wzrokiem żołnierzy patrzących na scenkę.- od dziś… jest nowy rozkaz. Nikomu nie wolno skrzywdzić, robić propozycji i dotykać mojej Pati. To grozi śmiercią. Bez prawa do tłumaczenia. Macie obowiązek pilnować jej każdy przed każdym.
Rozumiecie, pieski ogrodnika?

A szczególnie przed tym nowym w pałacu.
Tym, no, Lampim?

Zrozumiano?! przekazać dalej. Za godzinę wszyscy w koszarach mają to wiedzieć.
Znaczy, przedtem całe koszary mogły macać aktualną “zabaweczkę” szefa? Co za demokracja.
(no i teraz wiemy, dlaczego do armii można było dostać się tylko z protekcji!)
No tak, to pewnie taka armia, której nie wysyła się tam, gdzie “może być niebezpiecznie”.

-tak jest lordzie generale!- odpowiedzieli jednogłośnie.
-no. I pamiętajcie. Ta blondi to Pati.
Zapamiętaliśmy, do jasnej cholery, zapamiętaliśmy na wieki wieków amen! To, że ałtorka ma sklerozę i musi przypominać imię boCHaterki co dwa zdania nie znaczy, że czytelnicy też mają.

Kwatera Dariusa składała się z dużego gabinetu pełnego komputerów, map holograficznych z zaznaczonymi nie tylko rzekami, ale i ścieżkami, oraz mapami miast.
Mapy z zaznaczonymi mapami i tak dalej w nieskończoność.

Z gabinetu drugie drzwi prowadziły do sypialni i pomieszczenia z zabawkami.
Generał lubił dopieszczać swe wewnętrzne dziecko.
Nie nowość wśród szwarccharakterów...

A także kwatery adiutanta, połączone jedną jadalnią.
Adiutant miał wszelakie wygody!

Dziewczynę wniesiono do sypialni bruneta na specjalne polecenie adiutanta.
-generale. Jest już tam gdzie chciałeś. Resztę zapamiętałem. Szesnastka umie zmieniać opatrunki… więc czy…- skłonił się przed brunetem.
-będzie twoja po moim powrocie. Ale zanim wrócę zadbasz o Pati.
-ma się rozumieć.- uśmiechnął się błękitnooki chłopak prężąc się przed Dariusem.
- Już ja o nią zadbam, szefie!

Brunet wszedł do swojej sypialni popatrzył na leżącą dziewczynę w jego łóżku.
-pasujesz… do tego miejsca.
Twoja różowa cera doskonale komponuje się z obiciami mebli, a blond włosy ze złoceniami klamek.
A kształt twoich nóżek z fortepianem.

Jestem wymagający. Masz wyzdrowieć do mego powrotu i nie próbować uciekać. Mogę być sympatyczny i mogę okazać się gorszą kanalią od mego brata.- usiadł na krawędzi łóżka.
-ja kumam. Mam tu siedzieć i czekać na twój powrót… chętna zwarta i gotowa. Nafaszerowana witaminkami i świńskimi myślami, erotycznymi tych tam byczków… których trzymasz w tym chlewiku.
Chyba w obórce, to raz. A dwa... oni przekazywali jej swe myśli, by utrzymywać ją w stanie ciągłej gotowości? Interesujące.

Nie ma sprawy… na długo? A zresztą. Jak cię nie będzie pewnie będą chcieli mnie przelecieć na swoich ptaszkach…- patrzyła mu prosto w oczy, widząc lekki uśmiech na ponurej i groźnej twarzy mężczyzny.
Uśmiechał się na myśl, jak mało jego Pati wie o facetach. NA ptaszkach, tak.

Przekonamy się jak całujesz- pochylił się i zaczął ją całować.
-i jak?- spytała Pati.
-nawet, nawet. Nie jesteś nieśmiała i nie płaczesz. Akceptujesz to co masz. To gra?- spytał powoli przesuwając palec po jej ustach.
-nie tylko. Ja płaczę, bo tęsknię do tego co było. Ale potrafię się dostosować do tego co mnie spotyka. A ty jesteś przystojny, nieźle całujesz, zapewniasz mi bezpieczeństwo i ładnie pachniesz.
I czegóż więcej jej potrzeba?
Właśnie.

Nie cierpię śmierdzących facetów… rozumiem swoje położenie i stwierdzam, że bóg mnie kocha i mam fart.[Matko śfinto, powinny być jakieś granice lizusostwa i włazidupstwa!] - usiadła.- mam teraz więcej niż miałam… ty tego nie zrozumiesz- spuściła głowę.- i nie gram. Umiem śpiewać.
Czyli umuzykalniona połowicznie.
Za to głupia całościowo. Przecież on jej nie pytał o grę w sensie muzyki!

Kilka kilometrów dalej na piętrze wierzy zamknięta razem z innymi i skulona Gabi rozpaczała, martwiąc się o przyjaciółki i zadręczając się możliwą ich śmiercią.
A jeszcze dalej pewien analizator wierzył w możliwe dotrwanie do końca tego tekstu. Tfu! Udziela mi się!
Dasz radę Murazorze, jeszcze tylko parę akapitów! Dasz radę!

(...) Rano przekonała się, że Markus nie żartował. Wszedł do pokoju i przy pomocy obroży przywołał wszystkie swoje zabawki.
A ja na to hasło wciąż widzę TEN OBRAZEK.

-myślałaś, że nie będę wiedział- podszedł do jednej z dziewczyn.- wiesz co czeka niegrzeczne zabawki.
Karny jeżyk?

Dziewczyna płakała i błagała by tego nie robił. Popatrzył na Gabi.
-podejdź.- skinął na szatynkę.- wiesz co ona złego zrobiła?
Gabi pokręciła głową podchodząc. Markus objął ją ramieniem i szepnął do ucha.
-była gadatliwa i mnie swego pana obgadywała. Ty tego nie zrobisz prawda?- potarł ręce, a tamta dziewczyna zaczęła krwawić z nosa, ust, uszu i oczu.- ty jesteś nowa i kochasz swą koleżankę, tę z lasu.
Ja cierpię dolę... To jakby nie była nowa, to by nie kochała?!
Może stare modele nie miały wbudowanego tego obwodu.

Czy tę z komnat księcia?
-ooobie… pppanie… ttto moje przyjaciółki…- zaczęła się jąkać.
-jeśli chcesz. Możesz też pójść do lasu, ale ich tam nie znajdziesz.
O, perfidny! Tu straszy biedną Gabi, a zapewne już wie, że Doris i Pati są poza jego zasięgiem.

Jedyny plan jaki masz, twój wielki cel. Sprawiać mi przyjemność i unikać kłopotów, bo inaczej sprawię, że to co teraz widzisz będziesz oglądać codziennie i ty wybierzesz jedną z nich.
-nnie… panie… nnnie każ mnie tak…[ukarać] nic nie zrobiłam… bbędę posłuszna…
-to wiem.- dodał stojąc obok niej.- ale patrz.
Rad nie rad Gabi musiała patrzeć na konanie dziewczyny.
Zmiennopłciowość opkowa dotarła i tutaj i dotknęła Gabi.

Po jej śmierci weszła służka razem z jednym ze służących.
-sprzątnij to ścierwo.- pokazał trupa i kałużę krwi.- A wy macie iść jeść.
Smacznego! Na obiad będą krwiste befsztyki.
W małej chatce gdzieś pod lasem
Babka gulasz robi czasem.
Nie przychodźcie tu...

[Tymczasem znikąd pojawia się matka Markusa i wygłasza przepowiednię]

-o tak. Tam wiele się zdarzy i uważaj na partnerki Aleksandra. Jedna go nazwie imperatorem, a druga okłamie. Życie jednej będzie zagrożone, pilnuj jej. Jest ważna dla Aleksandra. Ona będzie mieć wizję, ta druga udawać. Pamiętaj synu. Ta prawdziwa ma zostać żoną imperatora. To samo powiedziałam i Aleksandrowi i Dariusowi. Dariusowi podoba się ta Pati, a on jej. Przyszła żona imperatora wybierze ci żonę.
A myślałby kto, że taka wizja dotyczyć będzie losów Imperium, bitew, zagrożeń... a nie tego, z kim się chłopcy pożenią.
Po takiej dawce zawikłanych przepowiedni wypada nam się tylko cieszyć, że opko na tym się urywa.


Z rozpadającego się pałacu. Pozdrawiają was udręczeni analizatorzy: Kura o włosach koloru niewidocznego, Murazor w zepsutej obroży i Maskotek z uszkodzonym blasterem.

18 komentarzy:

jasza pisze...

>Małżonka imperatora miewa wizje, lecz umiera przy porodzie syna.
*Zaś ulubiony lis imperatora miał ładną kitę, ale ją odwalił.

Dzięki! Tak, tego było mi brak. Dobrej, krwistej analizy całkiem durnowatego opka.

CarmenGold pisze...

Na Bora! Toż to jest ewidentna projekcja czyichś fantazji erotycznych... I to takich z serii "niezła akcja". A Imperium żywcem wzięte z GW. Kogoś tu chyba kręcą astmatycy w błyszczących hełmach. xD

No i po raz kolejny z przyjemnością stwierdzam, że duet Kura&Murazor jest THE BEST.

Anna pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Aż żal, że służby w Kraju Rad nie miały podobnej skuteczności...

Anonimowy pisze...

Ja przepraszam, ale czy Wielmożny Imperator zajmował się czymś poza przemienianiem swojego pałacu w - pardon my French - burdel? Bo jeśli nie, to jego rządy były jeszcze prostsze i przyjemniejsze od tych z opowiadania NJN...


Maryboo

Kelpy pisze...

Może imperium jest, za przeproszeniem, szwabskie, to by tłumaczyło brak atrakcyjnych samic. Te ładne to jakieś słowiańskie pozostałości. Powinni je w rezerwatach trzymać.

Kura i Murazor rzondzom.

SStefania pisze...

Hoho, opko zniknęło ze strony. Albo cała strona w ogóle, w każdym razie lol.
W przypadku takiej twórczości zastanawia mnie jedno: PO CO TO. Co ałtoreczka chciała przekazać, o czym opowiedzieć? Bo ani psychologii ani przygód tu nie widzę, li tylko fantazje erotyczne, ale nudne, bo wszyscy mają tylko kolory włosów i oczu, jedna ma cycki, a dwóch facetów barki. Nawet plastycznie sobie tego wyobrazić nie można, nic interesującego.

Gratuluję Sz. Analizatorom cierpliwości, gdybym czytała ten tekst bez Waszych, przynoszących ulgę i radość komentarzy, zapewne przerwałabym jeszcze przed połową.

Dobry stuff te oryginalne opka, wincyj!

Anonimowy pisze...

Gratuluję analizatorom, kawał dobrej, solidnej roboty. Świetny duet. Kłaniam się w pas! Uśmiałam się, zaliczyłam kila faceblatów, kilka szerokich rozwarć szczęki i histerycznych kwiknięć. Taak. Tego właśnie potrzebowałam, zdecydowanie! A w ogóle - Musicie nowego blastera dla Maskotka zdobyć, bo ten co go ma to chyba jakaś podróbka z Imperium aŁtoreczki. :P Pozdrawiam
Aartz

maruko pisze...

Opowiadanie przypomniało mi recenzję pewnego anime i to hasło: "stworzone przez bandę fetyszystów dla jeszcze większej bandy fetyszystów". Było to wrażenie ogólne. Za to w szczegółach nic się tu nie zgadza - nie byłam w stanie określić który zuy samiec przywłaszczył sobie którą boCHaterkę, ani nawet ile ich właściwie jest. Dodam tylko, że kiedy już dotarłam do reakcji panienek na "właścicieli", słowo "labrador" jakoś nie chciało się ode mnie odczepić.
Podziwiam, gratuluję i pozdrawiam ~~

Anonimowy pisze...

opko dno :( bez analizy bym nie dotrwała

mam dla was coś ciekawego
http://burdel-w-hogwarcie.blog.onet.pl/

Murazor pisze...

Ten "burdel-w-hogwarcie" to typowy fik-prowokacja. Poza naszym zainteresowaniem.

atha pisze...

O matulu, gdyby nie komentarze, wymiękłabym przed końcem wstępu. Takie opka powinno sie oznaczać "klasa Z- za głupie nawet na analizę".

rafal_ost pisze...

"Kategoria Z, czyli stan krytyczny... nietypowy przypadek - debil klasyczny", jak to kiedyś wieszczyli mądrzy ludzie. Niebezpiecznie przypomina mi wypracowania moich studentów (stosowanie imiesłowów, mylenie podmiotów i ogólny chaos). Boję się...

NinaX pisze...

Ómarłam przysięgam! xD

Trafiłam tu przypadkiem, ale zostanę na dłużej.

Analizujcie nam ana zdrowie!

Pigmejka pisze...

To ja zapomniałam skomciać tej analizy? ZUOOO...
Cóż, nadrabiam czym prędzej zaległości: zgadzam się z przedmówcami, to opko to nie tylko dno, ale jeszcze co najmniej dziesięć metrów mułu. Koszmar - ale jak pięknie z nim walczyliście! Podziwiam. :)

Hasło: "mecri" - merci za tak piękną analizę! ;)

Goma pisze...

Literackie wstawki były cudowne, ale tak naprawdę, to wszystko było świetne, co tu dużo mówić :)

Achika pisze...

"A drugi jeszcze bardziej ją zdziwił. Dostała główną rolę w musicale.
[Kto, co - mjuzikal; w kim, w czym - w mjuzikale.]"

E tam. Musikał - i od razu odmiana się zgadza. :-)

Anonimowy pisze...

Wyborna analiza. Duet Kura i Murazor działa świetnie.