OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

czwartek, 14 czerwca 2012

178. Bluzka porwana przez bojówki, czyli Co robi żółwik na parapeciku (1/2)

Bluzka porwana przez bojówki, czyli Co robi żółwik na parapeciku (1/2)
    

Witamy! W dzisiejszym odcinku pociągniemy Was za sobą w otchłań świata Kryminalnych. Będziemy tu mieć love, revenge, boundage and bad romance, a to wszystko w siermiężnym enturażu komendy policji lub, wręcz przeciwnie, mrocznych magazynów. Dowiemy się, jak sterroryzować doświadczoną policjantkę kawałkiem sznurka i zhakować komputer metodą piromańską. Indżoj!

http://kryminalne-historyjki2.blog.onet.pl/


Analizują: Szprota, Jasza i Sineira
Była godzina 10. Dorota Wiśniewska i Ryszard Grodzki siedzieli w kanciapie Basi, Adama i Marka. Do kompletu brakowało jedynie podkomisarz Storosz, która nie pojawiła się w pracy i nie dawała znaku życia.
-Polubiłam Basię, ale to, co dzisiaj zrobiła jest...nie powinna! Mogła zawiadomić któregoś z Was!-Wiśniewska siedziała przy biurku Basi.
- Okej - westchnął Marek. - Zwołamy pluton egzekucyjny. Który to już raz...
Ryszard powtarzał półgłosem “was, was, was”, ale za cholerę nie był w stanie powiedzieć tego wielką literą.
  
Inspektor spotkał się z zabójczym wzrokiem Doroty i Adama.   
Przepuścił wzrok w drzwiach i mruknął: -Przepraszam...
Wzrok wbił się w podłogę.
 
W czasie gdy przyjaciele zamrtwiali się o Basię, Storosz leżała na ziemi w magazynach na Młyńskiej.
No i paczpan, zamiast iść do roboty, wyleguje się babsko na ziemi. Skandal.
Wchodzę ci ja do magazynu, patrzę coś leży, takie brudne i lekko porwane. Podchodzę ci ja bliżej, a to storosz.

Bojówki były brudne, natomiast bluzka lekko porwana.
Wnioskujemy z tego, że Basia również została porwana. Jak sobie pomyślę, co można zrobić z ubraniem, stwierdzam, że mogło być gorzej.
Porwana przez brudne bojówki. Bojówkarze nienawidzili mydła.

Podkomisarz podniosła lekko głowę. Bardzo ją bolała. Usiadła. Przez małe okienko zobaczyła, że jest już nowy dzień...Przeszukała kiesznie. Idąc na zakupy miała przy sobie portfel, klucze, komórkę. Nie miała w nich nic.
Nawet gumy do żucia.
To akurat pozytywna okoliczność, może powali potencjalnych wrogów smoczym chuchem.

-Marek...-powiedziała cicho.
Do pomieszczenia, w którym siedziała Storosz wszedł Lachmański z kamerką w ręku.
-A teraz kochanie...-pogłaskał policjantkę po policzku-powiesz parę słów do kamerki!
Uśmiechnij się, jesteś w ukrytej kamerze!
Tylko nie zapomnij głucho jęczeć i brzękać kajdanami, bo dubli nie będzie!

Może Twój Marek natrafi na to nagarnie w internecie, lub inny policjant, skoro pracujesz w policji...-i nacisnął REC.
Policjanci w godzinach pracy serfują po necie. Całym...
I zgrywają go na dyskietki.

Basia schyliła głowę. Po jej twarzy ciekły łzy.
Gdyż wiedziała, że koledzy jak nie układają pasjansa, to rżną w kierki, bo mają blokadę na strony dla dorosłych.
Na tym jednym, jedynym kompie z dostępem do netu.

-No mów!-krzyknął Mariusz.
-Ratunku!-wrzasnęła przez łzy  Basia.
Lachmański wyłączył kamerę, podszedł do Basi i... mimo jej sprzeciwu namiętnie pocałował...
-Ciii...-i wyszedł ze sprzętem w dłoni.
Sprzęt swój wziął w garść i wyszedł.
Po chwili wrócił, wycierając ręce i dopinając rozporek. -Na czym to skończyliśmy? - zagaił.
Wstydliwy jakiś. Po wuja wychodził, nie mógł na miejscu?

Baśka wybuchneła płaczem.
Bo tak dobrze żarło i zdechło.

Maarek siedział na blacie oddzielającym kanciapę od korytarzu.
Majtał w powietrzu nogami, a w głębi korytarza czaił się Mroczny Dopełniacz.

Twarz miał ukrytą w dłoniach. Brodeckiemu i komisarzowi towrzyszyli Grodzki i  Wiśniewska.
Również zasłaniający twarze dłońmi, bowiem pchało ich takie nieprzeparte.
A blat trzeszczał.
Natomiast korytarz się odmieniał. Przez przypadki.

-Basia gdzie jesteś...-powtarzał cicho Marek-Jeśli by jej nic nie było, byłaby w domu lub chociaż zadzwoniła!-zeskoczył z blatu i rozpoczął spacerek po kanciapie.
Przypomnijmy, że jest 10.oo, czyli ma jakieś dwugodzinne spóźnienie, a oni już cali w nerwach?
Gdyby to o mnie chodziło, to ekspedycja ratunkowa żyłaby na pełnych obrotach 24/7.
WITAMY. TU ZAWODOWA EKSPEDYCJA RATUNKOWA JASZY. POTWIERDZAMY, ŻE ŻYJEMY NA PEŁNYCH OBROTACH 24/7.
Jesteś Śmierć?!

-Słuchajcie!-Zuzia dołączyła do pozostałych-Znalazam w internecie coś, co powinno Was zainteresować...
Dziewczyno, kwejka znają już absolutnie wszyscy, naprawdę...
Ona miała na myśli redtuba, osiołku...

Baśka się nie odezwała?
Odpowiedziała jej cisza. Ryszard ustąpił Ostrowskiej miejsce przy biurku. Zuza połączyła się z internetem i wystukała coś na klawiaturze.
-Ktoś przysłał to Jarkowi na gg...-powiedziała wciskając enter-Jakiś nieznajomy numer.
GG? A ja myślałam, że to opko dzieje się w XXI wieku...
Dlaczego pani grzebie panu w archiwum gadulca? Zboczenie zawodowe?
A gdzie ma grzebać Jarkowi w godzinach pracy?
W aktach!

Na ekarnie monitora pojawiły się trzy fotografie. Nagłowek strony nosił napis:Zabijam! Zemsta!
Iä! Iä! Cthulhu Fhtagn!
Zarazki! Na śmierć! Domestos!

Zuzia zjechala w dół. Na stronce były fotki denatek z Krótkiej oraz filmiki z ich udziałem.
"One już nie żyją"-taki napis pod tym widniał.
Zombie porno? Fuuu...
Boru, czym oni czas zabijają...

To co zobaczyli policjanci sprawiło, że czas zatrzymał się dla nich.
Czas spojrzał im przez ramię...
-"macie czas do 15! Jeśli mnie nie złapiecie-zginie!"
A kuku! Łapcie mnie! Nie, nie ogarniam motywu, jakim kieruje się porywacz.
Nosi w sobie głębokie, nieuświadomione poczucie winy i chce, żeby go złapano.

-tak był podpisany materił z...podkomisarz Storosz w roli głownej.
No, to dobrze się składa, że czas się dla nich zatrzymał.

Markowi zaszkliły się oczy.
-Włącz film...-odparła prokurator.
Zacierając rączki i upewniając się, że chusteczki są w pobliżu.

Tymczasem Mariusz z tyłu magazynu podpalał komputer i jakieś kabelki.
Po co? Przecież tylko śmierdzieć będzie paloną izolacją...
Może chce ją podtruć, płonące jakieś kabelki potrafią być toksyczne.

-K*** mać!-Marek trzasnął ręką w monitor
I się skończyło oglądanie czegokolwiek, po monitor poszedł w trypi... khem... gwiazdka.
Ja pierdziu, nigdy się nie przyzwyczaję do boChaterów wymawiających gwiazdki w wulgarnych słowach <3

-Gdzie jest Jarek?-spojrzał na Zuzię.
-W 13...
Brodecki wybiegł z kanciapy. Pognał do 13.
Mam przeczucie nadchodzącego nieszczęścia. Nie, żebym była przesądna...

-Numer gg, co ci przesłał link!-stanął przed Jarkiem.
Jarek ziewnął: A co, u ciebie nie widać? Przecież Zuzia swobodnie grzebie w moim GG.

Jarek pokiwał głową, otworzył archiwum i zapisał coś na karteczce.
Marek z małym papierkiem pognał do techników. Zostało im jeszcze 4 godziny i 33 minuty...
(nie mógł im wysłać tego numeru przez GG?)
Karteczka jest dramatyczniejsza...
I łatwiej ją zgubić.
I nikt nawet nie wpadł na to, żeby sprawdzić numer samodzielnie. Brawo.



*
Marek siedział przy swoim biurku. Twarz miał ukrytą w dłoniach.
Prawdę powiedziawszy, odrywał dłonie od twarzy tylko w czasie posiłków i mycia zębów. Trudno się z nim rozmawiało w tych dniach.
Jeszcze trochę i niezbędna będzie interwencja chirurgiczna.

Komisarz Zawada bawił się długopisem chodząc tam i z powrotem. Dorota i Ryszrad stali opraci o blat.
Zęby myci, praci gaci, a potem o blat opraci.
Ryszrad - z zadowoleniem rysze (rysać -w gwarze poznańskiej: robić rysy).

Zuzia próbowała się czegoś wiecej dowiedzieć o Lachamańskim o tej stronie internetowej.
-Ile jeszcze czasu?-zapytała Wiśniewska.
Adam spojrzał na zegarek:
-Równe cztery godziny! Co on z tym numerem tyle k*** robi?!
- Z tyloma wszetecznicami to nie jest jakiś szybki numerek!

Basia leżała na podłodze.
Dla odmiany.

Chociaż to trudno nazwać podłogą...Od wczoraj, od pory obiadowej nie miała w ustach żadnego jedzenia.
I z głodu powygryzała dziury w podłodze?
Aż do gołej ziemi.
Myszy stroszyły wąsiki z oburzeniem na ten nietakt.

Jakieś dwie godziny temu Mariusz przyniósł jej szklaneczkę wody...I tyle. Była głodna, brudna, zmęczona,chciało jej się pić.
Zaraz, zaraz... Basia S. jest podobno policjantką i nie dała rady obezwładnić porywacza? Spodobało jej się, czy jak?
Różnie bywa. Takie mariusze potrafią być jednak dużo większe od baś.
Baś, baś baranku, chodź na śniadanko
Mam tu dla ciebie małe pałowanko.

-Jak się czujesz?-Mariusz podszedł do niej i pogłaskał po policzku.
ODGRYŹ MU PALEC! ODGRYŹ MU PALEC!
Albo co innego! Albo co innego!

-Zostaw mnie...-powiedziała cicho Storosz.
-Kotku...
-Nie mów do mnie kotku...
Mówić “kotku” mogą do mnie tylko przyjaciele. Ale ja nie mam przyjaciół.

-W takim razie...-wyjął z kieszeni sznurek-Zwiążemy rączki i nóżki...-Storosz nie miała siły się bronić.
Fuszera, tego nie robi się byle sznureczkiem.
Chwileczkę, chcecie mi powiedzieć, że przedtem nie była związana, tylko tak sobie leżała, bo nic innego jej do głowy nie przychodziło?!?
Dokładnie tak, jak mówisz.
*kładzie się na ziemi i popada w stupor*
See? To nie jest takie trudne.

Lachamński związał jej ręce i nogi, a następnie....W magazynach rozległ się pisk...
A to piszczała bida, żerująca po pustych magazynach...
I mysz, której bida nadepnęła na ogon.

-Już!-do kanciapy wszedł technik, który próbował namierzyć komputer, z którego pisał Lachmański.
Czy nie prościej jest namierzyć Lachmańskiego, skoro znają jego nazwisko? Tak tylko pytam...

-I co?-Marek poderwał się z miejsca.
-Nic! Nie do namierzenia! Próbowałem na wszystkie możliwe sposoby, ale wychodzi na to, że taki komputer nie istnieje...
Never heard of smartphones, huh?
No co Ty, komputer to przeca takie duże pudło z monitorem.

-Jak to k*** nie istnieje?-Marek wziął go za "fraki".
Poprawił mu muszkę i szepnął: -Mmm, bowtie. Bowties are cool.
Technik chwycił go za “smokingi” i walnął go cylindrem (od Kamaza).

-Spokojnie!-Adam podszedł do niego i odsunął od technika.
-Musiał coś z nim zrobić po przesłaniu wiadomości.
Ach, już jasne dlaczego podpalał komputer! Żeby nie dało się namierzyć IP!
http://cdn.memegenerator.net/instances/400x/21909908.jpg

Ale może wnętrze, w którym są dziewczyny rozpoznają chłopcy z AT? Oni jeżdżą na różne akcje więc może byli tam kiedyś...
I w czasie akcji podziwiają dizajn wnętrz magazynów, szop i piwnic.
Zapamiętują ich znaki szczególne - zacieki, plamy, przebarwienia.
Potem robią w nich hipsterskie foty ślubne i koszą niezły hajs.

-Jesteś wielki!-Brodecki jak strzała wyleciał z kanciapy.

Mieli tylko 3 i pół godziny. Dorota i Adam wpatrywali się w zegarek niczym w jakieś cenne trofeum.
Zerwali go staruszeczce, drepczącej po mleko i bułki.
Nie byli świadomi tłumu puchatych berecików gromadzących się za oknem. Soon...

-Chłopaki mówią, że to stare magazyny na Młyńskiej!-podkomisarz wbiegł do pokoju.
-Są pewni?-Ryszard zerwał się z miejsca.
-Raczje tak! Jedziemy!-zarządził Marek.
Szef AT skrzyżował palce za plecami.
Przestał krzyżować, kiedy podwładny pokazał mu widoczną na zdjęciu tabliczkę z nazwą ulicy.
I z charakterystycznym zaciekiem w kształcie psa Pluto.

Adam zerwał się z krzesła i pobiegł za pędzącym jak torpeda kumplem.
Marek biegł ile sił w nogach. Tu chodziło o życie Basi...jego Basi...
I dlatego płynął skroś morskich fal na peryskopowej, aha.
I tak oto powstała pierwsza, ludzka torpeda superkawitacyjna.

Basia leżała na ziemi.
Raz na ziemi, raz na podłodze, co za niezdecydowana baba.
Przegryzła się przez posadzkę aż do calizny.

Nie miała już siły płakać ani krzyczeć. Miała zamknięte oczy. Usłyszała jadący samochód.
Mariusz też. Wbiegł go hali.
-To psy!-powiedział i "podniósł" Storosz.
Zrobił to jakoś tak niejednoznacznie, w cudzysłowie.
Bo tak naprawdę to zaczął ją ciągnąć za nogi. A berecik jej przybił gwoździkiem, żeby nie zgubiła.

Basia zahwiała się na nogach.
Z tej chwiejby aż zgubiła c od ceha.

-No chodź!-Mariusz przeciął jej sznurek na nogach i pociągnął w kierunku drzwi.
Cały czas mam wrażenie, że on z najwyższym okrucieństwem związał jej sznurówki.

Przed magazynami:
-Jesteśmy gotowi!-powiedział kierownik AT.
- Ale my jeszcze towaru nie przyjęlim! - odkrzyknął dowódca magazynierów.


*
-Marek!-Zawada zatrzymał Marka idącego z chłopakami z AT-Zdejmij to z głowy! Nie jesteś antyterrorystą! Kamizelka powinna ci wystaczyć.
Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele!

Podkomisarz zdjął z głowy kominiarkę, rzucił ją na maskę toyoty Adama i pobiegł za antyterrorystami.
Nie wiedział, że była to jedyna na świecie kominiarka kuloodporna.

Lachmański wyciągnął Basię na środek magazynu. Bez większych trudności usadził bezsilną Storosz na krześle.
A była bezsilna, bo...?
Bo miała już uwolnione nogi i nie chciało jej się wierzgnąć?

Pobiegł do kanciapki. Wrócił z niej z pistoletem.
Jak rozumiem - do tej pory terroryzował policjantkę wyłącznie groźnym spojrzeniem.
I kawałkiem sznurka.

-Masz siedzieć cicho, bo inaczej...-odblokował broń i przyożył do skorni podkomisarz.
Podkomisarz musiała być całkiem sztywna, bo to akrobacja jak w chińskim cyrku.
“Skornia” to jakaś nieprzyzwoita część ciała?
Niezbyt. To pozostałość po skorku, co w ucho wszedł.

Baśka przymknęła oczy...Głowa powoli jej opadała. Miała już dość...Chciała, żeby to wszystko się skończyło...
I w skornię ją coś kujło...

Żółwiki ustawiły się przy drzwiach wejściowych do magazynów.
A potem to już tylko myyyk! myyyk!
Tuptuptuptuptup!
http://static0.blip.pl/user_generated/update_pictures/2622421.jpg

Wśród nich był podkomisarz Brodecki. Adam został w samochodzie.
-Wchodzimy!-szef AT dał chłopakom znak.
Chłopaki mieli nieco zdumione miny, w końcu jeden z nich nieumiejętnie ukrył sztycę i wielki zakaz wjazdu za plecami.

Kilku żółwików wyważyło wielkie, drewniane drzwi, które robiły za drzwi wejściowe.
Podstępne, tak się zakamuflowały, że nikt ich nie podejrzewał o bycie drzwiami. Wszyscy myśleli, że tylko udają.

Brodecki wszedł do magazynów...Za nim 5 antyterrorystów.
-Cofnijcie się o krok!
Wyobraźmy sobie taki obrazek: do pomieszczenia wpada sześciu policjantów (z czego pięciu z grupy antyterrorystycznej, uzbrojonych po zęby), po czym na łagodną sugestię bandziora grzecznie się wycofują. I co jeszcze? Może na wszelki wypadek rzucają broń na ziemię, a sami się kładą z rękami na karkach?
Oczywiście. A nogi szeroko. Mrrrr...

A ty...-Mariusz wskazał głową na Marka-O 3!
Zapachniało ozonem...

Basia powoli otworzyła oczy. Gdy zobaczyła Marka i chłopaków z AT powróciła nadzieja...
Cześć chłopaki, fajnie, że wpadliście!

-Zostaw ją...-rzekł powoli Brodecki-Po co ty to robisz? Co ona ci zrobiła?-cofnął się o krok.
Sprowokowała, to przecież jasne. Wszystkie baby nic, tylko prowokują. Patrzysz na taką i od razu chce ci się mordować.

A teraz robi się mili-milusieńko, posłuchajcie:
3 chłopaków z AT obeszło dookoła budynek. Zobaczyli małe okienko. Jeden z nich wdrapał się na drabinkę umieszczoną pod oknem.
Właśnie pod okienkiem drabinka stała oparta o ściankę, jakby zapraszała do środeczka.
Mam drabinkę, mam malutką
Co ma cztery szczeble
Jak okaże się za krótka
To wlezę na meble.

Mimo, że był to mały otwór mógł doskonale zobaczyć, co robi Mariusz. Broń położył na parapeciku...
Starał się nie strącić wazonika z kwiatuszkiem i nie wystraszyć kotka.
Tylko serwetkę, co ją jeszcze babcia nieboszczka na szydełku wydziergała, nieco pogniótł.


-Po co to robisz?!-powtórzył Marek patrząc to raz na ukochaną, raz na Lachamńskiego.
Raz na mikry sznureczek, którym nadal była związana Basia. Lęgły mu się pod czaszką zazdrosne myśli.

-Wiesz gnojku...-Mariusz zrobił krok w przód-Kiedyś jakiś psychol porwał moją ukochaną...
Zrobił krok w tył, zakiwał się na boki, wyciął hołubca, strzelił palcami i wrócił do opowieści.

- ...to było 18 lat temu...Zrobił z nią to samo co ja z tamtymi dwiema i co próbowałem z tą d**. Nie mogłem dalej żyć...żyć z tą świadomością...to była zemsta...słodka...Renata była podobna do nich...
Spece od psychologii seryjnych morderców do dziś się głowią nad tym przypadkiem.

-Brodecki opuścił broń w mrugnął do żółwika [u]cztującego w oknie.
I wyglądającego jak skrzyżowanie Wojowniczego Żółwia Ninja z Panienką z Okienka.
Żółwik mu odmrugnął i żuł liść sałaty.

Baśka przymknęła oczy. Nie miała już siły- spadła z krzesła...Rozległ się strzał. To Michał-antyterrorysta z okna strzelił w nogę Lachamńskiego.
Nie dopełniając obowiązku wynikającego z par. 3 ust. 3 rozporządzenia
Rady Ministrów z dnia 19 lipca 2005 r. w sprawie szczegółowych warunków i sposobu postępowania przy użyciu broni palnej przez policjantów oraz zasad użycia broni palnej przez oddziały i pododdziały zwarte Policji. I beknie biedaczek za to, oj beknie.

Brodecki podbiegł do ukochanej. Sprawdził puls. Wziął Storosz delikatnie na ręce i wyniósł przed magazyny, gdzie były dwie karetki pogotowia. Sanitariusza jednej z nich nieśli na noszach Mariusza, natomiast sanitariusze z drugiej podbiegli do Brodeckiego...
Wychodzi na to, że sanitariusze działali szybciej od antyterrorystów.
Pewnie byli z łódzkiego pogotowia.

Adam siedział na krzesełkach przed izbą przyjęć. Brodecki chodził tam i z powrotem po korytarzu.
-Marek siadaj do cholery!
-Gdzie mam usiąść? Zająłeś mi wszystkie krzesełka!
- A Baśka zdążyła po drodze zeżreć podłogę!

Podkomisarz dalej chodził. Do chłopców podszedł Michał.
-Co z Lachamńskim?-zapytał Adam.
-Znowu zmienił litery w nazwisku. Jest nie do ujęcia...

-.Opatrzyli ranę. Lekarz powiedział, że można go zabrać, więc...-Michał zdawał relacje ze spotkania z lekarzem, lecz urwał, gdy otworzyły się drzwi sali. Na łóżku "wyjechała" śpiąca Basia.
Otaczały ją pilęgniarki.
Pilęgniarki - kwoki wysiadujące koła o promieniu = 1.

Marek z daleka obserwował ukochaną...Gdy lekarz wyszedł na korytarz podszedł do niego.
Korytarz odsunął się pod ścianę i uśmiechnął się niepewnie.

-Co z nią?-do Marka dołączył Adam.
Michał został w tyle.
-A pan jst kimś z rodziny?-zapytał podkomisarza doktor.
-Chłopak...pracujemy razem.
Zrozumiałam, że Adam jest chłopakiem Marka.
Nie liczcie więc chłopcy na informację o stanie zdrowia pacjentki.

-Komisarz Zawada, a to podkomisarz Brodecki...-Adam przedstawił siebie i przyjaciela.
-No cóż...pani Storosz jest wyczerpana. Nie jadła i piła od dłuższego czasu. Była bita...Ale będzie dobrze!
Wiadomo przecież, że jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije.
Dlatego nie trzeba jej także karmić i poić. Wszystko dla dobra wątroby.

Musi tylko zregenerować siły...Niestety, ale wydaje mi się, że będzie potrzebny psycholog...
Dlaczego niestety? Specjalista jak każdy inny.

-Po takich przeżyciach...-wtrącił Adam.
-To raz, a dwa...pani Basia...pani Basia została dzisiaj brutalnie...zgwałcona...
Tak, kurgwiazdka, takie rzeczy się mówi kolegom z pracy, gratulujemy lekarzowi taktu, wyczucia i kilku innych cennych przymiotów.

Adam pokręcił głową i spojrzał na Marka. Ten stał i patrzył w ścianę.
-Ten sk***! On...mogę ją zobaczyć?-zapytał Marek lekarza.
-Teraz śpi.
-Ale tylko na chwilkę! Proszę...
Doktor pokręcił głową(zaraźliwe czy jak?:P):
Dopisek odautorski w tym miejscu jest jak wisienka na torcie, rurociąg z kremem i zasmażka.
Tak, mnie też zemdliło.

-Nodobrze, ale tylko na chwilkę...sala 14. To samo piętro.
-Dziękuje!-odparł podkomisarz i uszył w stronę sali.
Szedł podkomisarz z krawcem i zaszyli się w ciemnościach.

-Muszę coś załatwić...zawieziesz mnie na komendę?-zapytał Zawadę.
-To nie jest dobry pomysł...-odparł komisarz.
-Adam ty mi tu nie pie*** co jest dobre, a co nie! Wieziesz czy nie?
Pytanie tylko, czy “coś”, czy “kogoś”.

marek wbiegł do gmachu komendy. Po drodze wpadł na Szczepana.
-Gdzie Lachamański?
-W pokoju przesłuchań...czeka na Wiśniewską ma go...
Z Wiśniewską będą grali w go?
Tak długo czekał, że zrezygnował i wrócił do domu.

Marek pobiegł do pokoju przesłuchań.
-Gdzie Marek?-zapytał Szczepana Michał.
-Poszedł do 8, tam gdzie jest Lachmań...-nie dokończył.
Panowie pognali do pokoju...
Też chcieli sobie poprzesłuchiwać.

Lachmański siedział przy stole, na przeciwko niego usadowiła się Dorota.
-Nazywam się...-prokurator, która dopiero co weszła chciała się przedstawić, ale nie było jej dane.
Nie było jej dane, bo nie poprosiła.
Nie znalazła, bo nie szukała.
Nie było jej otworzone, bo nie zakołatała.

Marek z hukiem otworzył drzwi pokoju.
-Ty sku***!-chwycił Mariusza za koszulę.
-Ałć!Nóżka...-Lachmański oberwał w policzek.
Nie wiem dlaczego, ale widzę to jakoś tak:
http://i.imgur.com/xuUan.jpg

-Marek spokojnie!-Dorota próbowała odciągnąć Brodeckiego od zabójcy.
-K*** Marek, co ty wyprawiasz?!-do pokoju wbiegł Adam i odciągnął przyjaciela od Mariusza.
-Przez Ciebie tyle wycierpiała...-rzucił na odchodne podkomisarz i opuścił pokój, a następnie komendę...
… i oby już na zawsze, bo do Policji to on się tak nadawał, jak świnia do baletu.
Mam nadzieję, że po opuszczeniu pokoju i komendy opuści również miasto, kraj i kontynent. Parapecik z wazonikiem na drogę, dzielny policjancie!

Z dobrze zakamuflowanego magazynu na stęchłe powietrze pozdrawiają:
Szprota rozkładająca się na podłodze, Sineira wisząca na drabince, Jasza ze sznureczkiem
oraz Maskotek w desperacji gryzący beton.


16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Coś mi się albo popieprzyło, albo w niektórych miejscach brak kolorków :) A sama analiza nawet fajna, choć jak dla mnie trudno będzie przebić pierdzącego Krakena ^^. Niezalogowana Dziewczyna Renesansu

kura z biura pisze...

Już poprawiłam, choć niestety, Szpro musi zostać przy tym oczopląśnym fiolecie, bo jak próbuję przerobić go na coś łagodniejszego, to cały kolor znika.

Anonimowy pisze...

Mało śmieszne,materiał wyjściowy za słaby :-(

Shady Eyes pisze...

Spece od psychologii seryjnych morderców do dziś się głowią nad tym przypadkiem.

Akurat wyjaśnienie tego przypadku jest bardzo proste. Lachmański sam chciał zabić swoją narzeczoną, ale ubiegł go inny morderca. Teraz zabija podobne do niej dziewczyny, żeby wyładować frustrację z tego powodu.

Anonimowy pisze...

To jest tak głupie,ze nawet Wasz dowcip nie ratuje sytuacji.
Krakena nic nie przebije.
Ale Chuck Norris fajny!

Chomik

Ther pisze...

Opko nie tak tragiczne, więc i mniej śmiesznie było... Ale wierszyk o drabince był uroczy:

"Mam drabinkę, mam malutką
Co ma cztery szczeble
Jak okaże się za krótka
To wlezę na meble."

:)

Anonimowy pisze...

o, a mnie tam się podobało !
i plus za 'WITAMY. TU ZAWODOWA EKSPEDYCJA RATUNKOWA JASZY. POTWIERDZAMY, ŻE ŻYJEMY NA PEŁNYCH OBROTACH 24/7.
Jesteś Śmierć?!' jako że Śmierć jest moim ukochanym bohaterem Świata Dysku <3.

Anonimowy pisze...

Strasznie słabe, no po prostu nie było z czego się śmiać a komentarze niemal na siłę...
No parapecik był dobry. I tyle...
Obstawiam że to wina materiału, dlatego czekam na zmianę źródła z optymizmem :D
Pozdrawiam ukochaną Armadę! :*

D.

Anonimowy pisze...

Widzę, że wszyscy mnie już ubiegli, ale analiza krótka i mało zabawna, choć zdarzają się lepsze momenty ( prywatny plusik za bowties are cool). no ale tak to bywa, ciężko będzie przez pewien czas przebić fenomenalną Alic.

Anonimowy pisze...

Tęsknie za analizami opowiadań o boys bandach :(

Dzidka pisze...

Szukamy opka o "bejsbondzie" (kopyrajt psiapsiuła), któe nadawałoby się do analizy :)

Babatunde Wolaka pisze...

Moje "komentarze Raszego" tym razem z opóźnieniem.

"Wnioskujemy z tego, że Basia również została porwana. Jak sobie pomyślę, co można zrobić z ubraniem, stwierdzam, że mogło być gorzej."
I tu fragment pewnego zeznania: "Oskarżony rżnął na mnie ubranie. Sukienki nie porżnął gdyż zdążyłam się rozebrać"

"Ryszrad - z zadowoleniem rysze (rysać -w gwarze poznańskiej: robić rysy)."
A ja myślałem, że ryszrad to koło do rysania, albo taki bardziej hardkorowy cyrkiel.

"Baś, baś baranku, chodź na śniadanko
Mam tu dla ciebie małe pałowanko."
Love it!

"Chwileczkę, chcecie mi powiedzieć, że przedtem nie była związana, tylko tak sobie leżała, bo nic innego jej do głowy nie przychodziło?!?"
No bo jak mogłaby gdziekolwiek iść w porwanej bluzce?

Policjanci powinni poważnie rozważyć wykorzystanie Baśki w charakterze cykliniarki.

Hasło: cherecop. "Drogi glino..."

Anonimowy pisze...

Analiza bardzo przyjemna, wierszyk o drabince przecudny. :) Boję się pomyśleć, dokąd poszedł podkomisarz po wyjściu z komendy...chociaż równie dobrze autorka mogła w ogóle o takowym wyjściu zapomnieć.

Mam pytanie: gdzie ewentualnie mogłabym podesłać link do opka, które według mnie zasługuje na analizę?

Tunnag

Anonimowy pisze...

Wklej tutaj :)

jasza

Anonimowy pisze...

Wklejam:

1. http://yo-ruego-por-el-amor.blog.onet.pl/

Opowiadanie o FC Barcelonie, zakończone. Można tutaj znaleźć wszystko, co najpiękniejsze: Mary Sue, zapominanie, co napisało się kilka rozdziałów wcześniej lub porzucanie wątków, "elementy komiczne" i oczywiście bardzo burzliwe wątki miłosne. Ze znalezieniem sensu i logiki jest momentami gorzej.

2. http://avengers-milosc-i-zemsta.blog.onet.pl/

Opowiadanie, które cały czas jest pisane, podesłane mi przez przyjaciółkę. Bohaterki to Maryśki pełną parą, jedyna kobieta z całej drużyny poza nimi jest oczywiście zła i nikt jej nie lubi,a wszyscy dorośli bohaterowie zachowują się jak nastolatkowie z szalejącymi hormonami. Moja przyjaciółka (i nie tylko ona) zwróciła im uwagę na błędy pod jedną z notek, że bohaterki to Marysie i sporo należy poprawić. Autorki w następnej notce (rozdział ósmy) postanowiły się chyba usprawiedliwić...

Tunnag

Anonimowy pisze...

A mnie się podoba. Wreszcie nie muszę się znać na Harrym Potterze, Piratach z Karaibów, jakichś mangach i fantasy, analiza zrozumiała dla każdego (nigdy nie widziałam ani jednego odcinka "Kryminalnych").

Ewa