OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

sobota, 19 lutego 2011

101. Central Rock, czyli Klub Mało Używanych Gitarzystów




Drodzy Czytelnicy! Pamiętacie piekielny Ciechocinek i toaletę dla aniołów? Dziś gości u nas ponownie autorka przygód moskiewskiej demonolożki-wampirzycy. Tym razem jednak nie oczekujmy klimatów mistycznych. Dzisiaj poznamy burzliwe dzieje młodego gitarzysty rockowego o wdzięcznym imieniu Justin. Nie, nie TEN Justin. Przygotujmy się więc na ostre brzmienia, mocne wrażenia, sex & drugs & rockandroll! Yeah!

http://fioletowa-gitara.blog.onet.pl/

Analizują: Kura i Sierżant.

Na początku wita nas nagłówek z Guns N'Roses. Jeśli jednak spodziewasz się opka o Axlu czy Slashu - rozczarujesz się, Drogi Czytelniku. AŁtorka bowiem z miejsca wyjaśnia, że:
1) Opowiadanie jest fikcyjne i nie należy go wiązać z Guns N' Roses!
2) Nagłówek przedstawia ten zespół, ale i tak to o niczym nie świadczy!

Jest to o tyle ciekawe, że ta sama aŁtorka, jako oceniająca na innym blogu, komentuje niezgodność nagłówka z treścią opowiadania w taki na przykład sposób:
Nagłówek
Znajduje się on po lewej stronie. Przedstawia wesołą dziewczynę ubraną w jeansy i beżową bluzeczkę. Owe dziewczę szczerzy swoje piękne ząbki i zaprasza czytelnika aby przeczytał kawałek rozdziału. Nawet fajnie, ale skoro to jest przerażająca opowieść o wampirach i innych mrocznych stworach, to jaki sens ma roześmiana dziewoja? Nic nie kumam, ale jak to ktoś już kiedyś powiedział: "Artystów się nie zrozumie, oni sami siebie nie rozumieją...". :)
3/5
Ile punktów przyznałaby więc sama sobie nasza artystka?

Opko właściwe:

Będąc małym dzieckiem wierzyłem, że miłość i nienawiść to dwa różne uczucia. Żyjąc w świecie marzeń i zabawek, nie podejrzewałem, że kiedyś te dwa uczucia będą towarzyszyć mi przez całą moją młodość.
Co jednakowoż nadal nie zmienia faktu - to dwa różne uczucia. Co z tego, że występują w parze?

Historia mojego życia działa się w Nowym Jorku, najdzikszym i najbardziej szalonym mieście na świecie.
Tia, bo on Libanu nie widział! *wyciąga karabin i idzie ostrzeliwać sąsiadów*
*mamrocze pod nosem: Ciudad Juarez...*

Tylko tutaj można było podziwiać ludzi naprawdę wyzwolonych (którzy palili staniki?) tzw. ćpunów (a to raczej co innego palili),  jak również karierowiczów np. businessmanów. A do jakiej grupy zaliczałem się ja?
Wyzwolonych ćpających biznesmenów?

Byłem zwykłym dziesięcioletnim smykiem, kiedy to straciłem ojca w wypadku. Matka po jego śmierci załamała się i na moje barki spadła odpowiedzialność za opiekę nad młodszą kuzynką - Chloe.
Która to kuzynka rodziców żadnych nie miała, żadnych dziadków, ani nawet innych dalekich krewnych.
A opieka społeczna w ogóle nie odnotowała jej istnienia.
W ogóle, jak się przekonamy za chwilę, z tym kuzynostwem Chloe sprawa jest nad wyraz dziwna i podejrzana.

Byłem zwykłym gówniarzem, kiedy poznałem co znaczy życie - narkotyki, seks, alkohol i prawdziwa muzyka.
O! Będzie coś spod znaku "sex & drugs & rock n'roll & pedobear"! Mjodzio!

Nie stoczyłem się jednak na dno... Aczkolwiek mogłem lepiej pokierować swoim życiem.
Mówili na mnie Flash, mimo iż naprawdę nazywałem się Justin Furtanday. Dlaczego przezywali mnie: "ciało"?
No właśnie? Skoro "flash" znaczy "błysk"?
Może dlatego, że był lekko zimny, sztywny i świecił mu się nos?
Eno, to by go nazywali "Dead body" (choć kto wie, może po ałtoreczkowemu to by było np. "Deaf boy").

Może dlatego, że w późniejszym czasie wyrosłem na bardzo przystojnego i pociągającego chłopaka.
Czyli to była taka prorocza ksywka?
*mamrocze pod nosem: Dlaczego nikt mnie w dzieciństwie nie nazwał "Cycata blondyna"?*

A może dlatego, że to była ksywka zespołowa mojego ojca?
To powinien być Flash Junior.

Zaczynając jednak od początku musiałbym nieco objaśnić moją sytuację rodzinną.
Nieee, daruj sobie, zacznij od środka, możesz od końca nawet...

Mój ojciec był członkiem formacji rockowej, która nosiła nazwę: "Smoke detector", co w wolnym tłumaczeniu oznaczało: wykrywacz dymu.
W wolnym, rly? A w dosłownym to jak by było?
Dym detektor.

Jako, że grał na gitarze to musiał posiadać swój styl. Miał go! Był znany z obcisłych, skórzanych spodni, jeansowej kamizelki zakładanej bezpośrednio na gołe ciało, glanów a także wszelkich wisiorów, pieszczoch i długich, czarnych włosów.
Czyli w sumie standard. Bardziej oryginalny byłby, zakładając różową bluzkę z falbankami.
A ja, o naiwności, myślałam o charakterystycznym stylu gry...
Ojtam, ojtam. Dla rockmana liczy się głównie wygląd, muzykę można zawsze dograć z playbacku.

Nie mam pojęcia w jakich okolicznościach moja matka - Daniele - zapoznała ojca.
Gdyż miało to miejsce jeszcze przed moim urodzeniem.

Charlie - mój stary - był zbyt gwałtownym i agresywnym człowiekiem. Właśnie przez swój brak rozsądku stracił życie. A było to tak...
Sierżaaaant! Mam popcorn, przynieś coś do picia!
*biegnie z dzbanem wywaru z mandragory w garści*

- Daniele, dzisiaj mam występ stulecia!- czarnowłosy darł się od progu mieszkania
O ile dwupokojową norę można było nazwać mieszkaniem, o tyle dobrze dla domowników.
O ile początek tego zdania ma jakiś sens, o tyle konkluzji nie rozumiem.

Czysta kuchnia z czerwonymi meblami zapraszała do zjedzenia posiłku przy małym, mahoniowym stoliczku, z którego odchodziła okleina.
Mahoniowym. Naprawdę dochodzę do wniosku, że opko bez jakiegoś mahoniowego elementu jest nielegalne. Choć najczęściej to są drzwi.
Drzwi są na ogół mosiężne, nie kręć!

Łazienka, urządzona na styl retro, odstraszała pękniętą rurą a także żółtą wanną.
Żółte wanny są straszliwe i mordercze!
A poza tym coś mi się zdaje, że ona wcale nie była urządzona w stylu retro, tylko zwyczajnie stara.

Wszędobylski grzyb na ścianach, a także spróchniałe deski na podłodze, kojarzyły się z ulicznymi szynkami.
Ekhm. Sądziłam, że akcja toczy się w Nowym Jorku pod koniec XX wieku, a nie na Dzikim Zachodzie w połowie XIX?!

Pokój dzieci, urządzony z jednej trzeciej kuchni, mieścił w sobie dwa piętrowe łóżka a także małe biurko z lampką.
Dwa piętrowe? Znaczy, dzieci było czworo?

Salon wyróżniał się jedynie telewizorem a także kanapą, z której wychodziły sprężyny.
Tylko tym wyróżniał się na tle kuchni, tak? A więc była w nim również lodówka, kuchenka, szafki z talerzami i inne takie?

Gospodarze domu spali na rozkładanym łóżku, które rozstawiali zawsze na wieczór w salonie.
A myślałam, że rockmeni kładą się spać nad ranem...
Rozstawiali wieczorem, coby się rano nie męczyć ;)

- Jesteś pijany! Nie drzyj się bo dzieci pobudzisz!- kobieta warknęła na męża
- POBUDKA DZIECIAKI! WASZ OJCIEC DA JUTRO KONCERT ŻYCIA I ZAROBI KUPĘ FORSY!- mężczyzna nie dawał za wygraną i dalej się wydzierał
Eee... wasz ojciec? Przed chwilą była mowa, że Chloe jest tylko kuzynką Justina?
Ojciec duchowy, oczywiście.

- Mówię, żebyś się zamknął! Po co...- Daniele nie dokończyła gdyż otrzymała siarczysty policzek
- W domu ja rządzę i żadna dziwka nie będzie podważać mojego autorytetu przy dzieciach! JASNE?- Charlie krzyknął i zachwiał się
Już sobie wyobrażam pijanego faceta, który chwiejąc się tłucze żonę i z nienaganną dykcją prawi o podważaniu autorytetu.
I żżaaadna dzifffff... hep! ka nie bęzzzzzie potffffarzzzz... mojego... hep! au... autooo... rytuuu... Tak lepiej?

Mężczyzna zatoczył się i poleciał do tyłu - na szczęście na kanapę. Chwilę potem już chrapał niczym słoń.
Z pokoju dziecinnego (który wszak był również kuchnią) wyszła zaspana dziewczynka.
-Ciociu, co się stało... Wujek jest znowu uchlany?- brązowe oczęta  dziewczynki spoczęły na opuchniętej twarzy kobiety
Chloe stanowczo nie ma zamiaru przyznawać się do takiego ojca.

- Nic, nic kochanie... Wujek uderzył się w szafkę i upadł na kanapę... Wszystko jest dobrze!- Daniele otarła łzy i przytuliła dziecko- Idź już rybko spać, jutro trzeba wstać do szkoły.- kobieta uśmiechnęła się do brunetki i zaprowadziła ją do łóżeczka
Daniele okryła dziecko kołdrą i dała jej całusa w czółko.
Gdzie kołdra ma czółko? Wot, zagadka.

Obdarzyła jeszcze ciepłym spojrzeniem swojego syna - Justina - i wyszła z pokoju.
Usiłuję rozgryźć gdzie się toczy akcja, bo na razie wychodzi mi, że to mieszkanie ma przynajmniej trzy pokoje, a pewnie i basen.
A w basenie żółtą łódź podwodną.

Kobieta przeszła obok śpiącego męża na paluszkach i czym prędzej rozłożyła łóżko i sama położyła się spać. Długo nie mogła zasnąć, aż naszła ją myśl aby łyknąć whisky. Wiedziała, że Charlie trzyma ją w specjalnym pojemniku po płatkach śniadaniowych ukrytym za telewizorem.
Ale z niego spryciarz! Przecież płatki śniadaniowe za telewizorem to widok całkiem normalny, nikt się nie domyśli, że to taki cwany schowek.

Daniele jak pomyślała, tak zrobiła. Z tego "łyka" wyszły potężne cztery pociągnięcia. Gospodyni otarła usta i ponownie udała się pod kołdrę. Teraz sen przyszedł o wiele szybciej.
Ranek okazał się milszy niż zazwyczaj. Charlie nie krzyczał na nikogo, ani się nie burzył. Nucił cały czas jedną ze swoich piosenek i niemalże tańczył po kuchni.
Swą potężną siłą woli przezwyciężył kaca.

- Dzieciaki, wasz tata będzie sławny!- mężczyzna trąbił co chwilę
- Tato, a mogę pograć na twojej gitarze?- Justin zadał pytanie tańczącemu facetowi
- Oj synu... Żarty się ciebie dzisiaj trzymają! Ale to dobrze! Kiedyś wyrośniesz na takiego pokaźnego i utalentowanego mężczyznę jak ja!- Charlie potarmosił chłopca po gęstej, czarnej czuprynie
- O której ten koncert się odbywa?- Daniele odważyła się zadać pytanie mężowi
- O dwudziestej! Oczekuję, że będziecie tam razem ze mną!- mężczyzna zagwizdał przeciągle
- A gdzie?- kobieta dalej pytała
- No jak możesz nie wiedzieć gdzie?- mężczyzna zbliżył się do swojej żony i chwycił ją za podbródek- Oczywiście, że w CENTRAL ROCK!
Bo w Nowym Jorku wszystko jest Central. Central Rock, Central Park, Dworzec Centralny...

- Charlie gwałtownie pocałował kobietę, zbyt mocno i zbyt natarczywie, tak że kobieta poczuła ból na wargach
- Ale wiesz, że to bardzo daleko...- Daniele przełknęła ślinę
Zapadła niezręczna cisza. Dzieci skończyły jeść śniadanie i już zbierały się do szkoły. Charlie przyglądał się uważnie swojej żonie, cały czas uderzając chochlą w dłonie.
Z forhendu ją, czy z bekhendu...?
W czym on trzymał chochlę, że uderzał nią w obie dłonie? W zębach?

- Czyżbyś śmiała stwierdzić, że nie masz zamiaru towarzyszyć swojemu mężowi w jego największym dniu triumfu?- mężczyzna przeczesał swoje włosy ręką- Nawet nie chcę o tym słyszeć!- huknął na "do widzenia"
Azaliż, niewiasto, śmiesz suponować, iż?

Czarnowłosy rzucił chochlą o framugę drzwi. Jeszcze raz obdarzył swoją żonę bolącym pocałunkiem i wyszedł z domu.
- Ale ja nie mam pieniędzy na trzy bilety... Jak ja mam tam dojechać? To tak strasznie daleko...- kobieta szepnęła pod nosem i zaczęła płakać
Słynne nowojorskie metro akurat strajkuje, taksówkarze też... a znany rockman nie jest w stanie załatwić wejściówek nawet własnej rodzinie.
A od kiedy znani rockmeni mieszkają w ruderach?

Jej rozpacz trwałaby jeszcze bardzo długo, ale przecież za telewizorem stała whisky. Wystarczyło po nią sięgnąć, aby odnaleźć ukojenie.
Jeszcze tego wieczoru Daniele wraz z dwójką dzieci udała się na koncert. Faktycznie, Charlie nie kłamał.
Ludzki pan. Mógł ją oszukać, narazić na koszty przejazdu i w ogóle...

W Central Rock zebrała się już spora rzesza fanów SMOKE DETECTOR. Każdy z osobna nucił jakiś utwór tegoż zespołu.
Drogie dzieci, macie dowód, że piractwo jest złe! Przez to, że nielegalne ściągacie muzykę z internetu, gwiazdy rocka muszą mieszkać w ruderach! Wstydźcie się!

Daniele zastanawiał się, ile będzie kosztować wejście, ale przypomniała sobie, że jako żona gitarzysty ma wejście za friko.
- Coś za jedna?- ochroniarz obdarzył niechętnym spojrzeniem kobietę
- Żona Flasha...- odrzekła cicho
- Co??- paker zaśmiał się gardłowo- A ja jestem Mona Lisa! Spierdalaj, albo masz kasę, albo do domu!- mężczyzna postawił sprawę na ostrzu noża
- Ale ja naprawdę...- Daniele spanikowała, ale na szczęście dostrzegła w tłumie męża- CHARLIE! CHARLIE! FLASH! FLASH!- kobieta krzyczała gorączkowo
Gitarzysta rozpoznał głos żony i szybko podszedł do barierki.
- Co jest? Dlaczego nie wpuszczasz tej pani?- długowłosy zwrócił się do pakera
- To zwykła kurwa, nie ma kasy a na koncert się zachciało jej przyjść...- facet ledwo wypowiedział te słowa a otrzymał fangę w nos
- Nie waż się więcej mówić tak do mojej żony! TY KUPO GÓWNA!- Flash splunął na ochroniarza i chwycił żonę za ramię, ta trzymając się kurczowo ręki syna syknęła z bólu
Koncert życia, o którym rodzina gwiazdy dowiaduje się dzień wcześniej. Bilety do kupienia wyłącznie bezpośrednio przed koncertem. A mimo to - fanów na pęczki. Nie ogarniam.
Hm, robili się na takich tajemniczych, niedostępnych i ekskluzywnych?
Nie wierzę w aż taki underground.

Kobieta mimo wszystko poczuła się wyróżniona tym wyznaniem. Dobrze wiedziała, że Charlie ją kocha, ale okazuje to w bardzo gwałtowny i krzywdzący sposób.
- Kocham cię! - Prawy sierpowy. - Dlaczego nie rozumiesz, że ja cię kocham?! - Lewy prosty.

- To jesteśmy na miejscu! DZIECIAKI DOBRZE SIĘ TU ROZGLĄDAJCIE! KIEDYŚ SAME BĘDZIECIE TUTAJ WYSTĘPOWAĆ!- Flash uśmiechnął się niczym ćpun na tabletkach
Justin i Chloe mimowolnie roześmiali się i pokiwali głowami. Dla nich był to całkiem inny świat. Świat odrosłych... Świat muzyki... Zakazanego rocka!
BTW, pisać opko o muzyku rockowym i dać mu na imię Justin, to troszkę strzał w stopę, nie sądzicie?

Po skończonym koncercie rodzina udała się do domu, ale po drodze, jak to zawsze bywało, małżeństwo się pokłóciło.
- Czy ty zawsze musisz narobić mi takiego wstydu? Przyjść na koncert w różowej bluzce? W spodniach dzwonach? Jesteś normalna?- Charlie wydzierał się na ulicy, a echo niosło jego krzyki w głąb ulic
Tak, bo dla każdego gitarzysty najważniejsze są modne ciuchy żony.
Miejmy nadzieję, że perkusiści wykazują luźniejsze podejście do tej kwestii.

- Przecież nic takiego nie mówiłeś, kazałeś nam tam tylko być...- kobieta próbowała się bronić
Ty głupia kobieto! Skoro nic nie mówił o ciuchach, to pewnie miałaś przyjść nago!

- Ach! Więc ja was do tego zmusiłem?- w oczach czarnowłosego zalśniły ogniki furii- Miałaś się ubrać stosownie do sytuacji! Kupiłem wam spodnie, kamizelki, chusty i pieszczochy! Tak trudno było je ubrać?- mężczyzna ryknął na całe gardło i chwycił swoją żonę za włosy
Tak dbam o wasz styl, tak się staram! Chusty wam kupuję, a wy co? W dzwonach, jak jakie hipisy!

- Proszę cię, nie przy dzieciach! Nie na ulicy... Załatwimy to w domu! CHARLIE!- kobieta łykała łzy przez zaciśnięte gardło
- O nie! Ty podła suko! Zawsze coś spierdolisz! Nie nadajesz się do niczego, nawet do wychowywania dzieci...- Flash odrzucił opadające kosmyki swoich włosów z czoła- Zobacz na co wyrasta mój syn! Nosi koszulki z misiem?- Charlie prasnął śmiechem
Prasnął! O ziemię nim prasnął!

- A Chloe?- mężczyzna spojrzał się na wystraszoną twarzyczkę dziewczynki- Dziewczyna ładna, szczupła, wręcz idealna! A ty ubierasz ją w żółte sukienki z motylkami? Całkiem cię popierdoliło?
Co on, pedobear?
Przepraszam, a co miałaby nosić dziesięcioletnia, czy młodsza nawet, dziewczynka? Skóry, glany i pieszczochy?

Flash doprowadzony do szału chwycił wątłe ciało żony i rzucił nim o asfalt
Później Big SplashGorilla Slam, Spear, Jackhammer, a na końcu The Worm!

- TATO DOŚĆ!- Justin ze łzami w oczach osłonił swoim małym ciałkiem leżącą matkę na ulicy
- A ty czego się gówniarzu wtrącasz? Nie widzisz, że ojciec walczy o twoją dumę? Nie widzisz jak ty wyglądasz? Niczym gej!-
Azali wżdy?

Flash chwycił swoją głowę w dłonie i potrząsnął ją niczym szaleniec
Aż zagrzechotała niczym grzechotka.

Chłopiec jednak nie dał za wygraną i dalej stał nad matką.
Też bym się nie przejęła potrząsaniem głową.

Charlie widząc, że nic nie wskóra odwrócił się na pięcie i zatrzymawszy pierwszą lepszą taksówkę odjechał nią w siną dal.
Gdybyż prawdziwych damskich bokserów tak łatwo było spacyfikować...

Dzieci pomogły Daniele podnieść się z ziemi. Kobieta nie czuła kręgosłupa, nogi miała jak z waty, a głowa chciała jej eksplodować.
Widać to była jej pierwsza walka w TNA.

Kiedy dotarli do domu, Daniele położyła się od razu na rozklekotaną kanapę. Dzieci same zrobiły sobie kolację a mamie podały miętową herbatę. (...)
- Chloe, idź się ładnie myć, a ty kotku pozmywaj, dobrze?- matka zwróciła się do dzieci po czym otuliła się szczelniej kocem
Pociechy zrobiły to o co Daniele prosiła i półgodziny potem smacznie spały w swoich łóżeczkach.
Jakie to słodkie. Mogę im zaśpiewać kołysankę?

Kobieta w końcu mogła sięgnąć po alkohol... Wypiwszy dobrą szklankę, nalała sobie ponownie drugą. A potem przyszedł sen, taki spokojny i kojący.
Ile litrów miała tamta butelka? Pięć?
A do męża to ma pretensje.

Tej nocy mój ojciec już nigdy nie wrócił do domu.
Bo wrócił w południe?
Tej nocy już nigdy. A zatem ta noc trwała wiecznie?

Felerna taksówka zderzyła się na skrzyżowaniu z kierowcą BMW. Nie wiedziałem co o tym sądzić.
Spokojnie, aspirant Dariusz Cywiński wszystko ci
wyjaśni (6:40).

Matka dowiedziawszy się o tej strasznej prawdzie, płakała niczym nakręcona katarynka.
Generalnie, ałtorka ma bogate słownictwo i duży zasób różnych zwrotów... tylko ni cholery nie potrafi użyć ich w prawidłowym kontekście!

Po dwóch dniach odbył się pogrzeb Flasha. Tylu ludzi na cmentarzu to chyba nigdy na oczy nie widziałem. Miałem wrażenie jakby cały Nowy Jork zjawił się przy trumnie mojego starego.
Za co go tak kochają? Zastanawiałem się. Przecież on tylko umiał bić mamę, krzyczeć i udawać zadowolonego kiedy udało mu się wymyślić nową melodię na gitarze... Ale oni o tym nie wiedzieli. Oni widzieli w nim wielką gwiazdę, autorytet, króla gitar, seksownego gitarzystę...
Który mimo swojego gwiazdorstwa mieszkał w "przypominającej przydrożny szynk norze"...
Już wiem! On był taką charytatywną gwiazdą! ;)
Albo płacił takie alimenty ;)

Stojąc nad trumną zastanawiałem się co czułem do ojca. Czy była to miłość? A może nienawiść? A może coś innego? Wreszcie pojąłem, że odczuwałem w stosunku do tego człowieka odrobinę z każdego uczucia. Nie rozumiałem go, nigdy go tak naprawdę nie poznałem, ale mimo wszystko płynęła we mnie jego krew.
Khem, twoja matka tak twierdzi...
Ja tam też już nie wiem, czyja krew w kim tu płynie, skoro Chloe z kuzynki najwyraźniej przeistoczyła się w córkę. I to żeby chociaż nieślubną córkę Flasha, z poświęceniem wychowywaną przez jego żonę - ale nie, Daniele też jest określana matką OBOJGA.

Jego dziedzictwo jakim był talent do gitary również odziedziczyłem.
Stając się przez to dziedzicznym dziedzicem dziedzictwa i spadkobiercą spadku.

W późniejszym czasie zacząłem sam komponować, ale zanim stałem się znany, wiele zdążyło się wydarzyć.
No, tak zwykle bywa - chyba, że jesteś gwiazdką Disneya.

Pamiętam dzień, w którym poznałem mojego najlepszego przyjaciela - Toma. Od samego początku wydał mi się nietuzinkowy. Swoim zachowaniem wprawiał całe otoczenie w dobry nastrój, swoją pozytywną energią zmuszał ludzi do uśmiechu, dzięki niemu słońce mocniej grzało a ptaki głośniej śpiewały. Mój kumpel posiadał tylko jedną wadę, mianowicie bawił się uczuciami dziewcząt. Tom zdawał sobie sprawę, że jest przystojny i cholernie seksowny. Jego długie, blond włosy zawsze miał spięte w kitkę, ale kilka niesfornych kosmyków opadało mu na policzki. Jego niebieskie oczy magnetyzowały spojrzeniem, a wysportowana sylwetka zapraszała do wspólnej "zabawy".
Sądząc po tym entuzjastycznym opisie - niekoniecznie z dziewczętami ;)

Jak już wspomniałem, Tom był bardzo kontrowersyjny. Ubierał się zawsze niestosownie.
"Wy, Amerykanie. Zawsze ubrani nieodpowiednio do okazji" (Toht do Marion Ravenwood)

Znoszone jeansy, czarna, rozpięta koszula i liczne pieszczochy wraz z popularnymi glanami, dawały efekt niegrzecznego chłopca.
W nowojorskiej szkole publicznej nie takie typy się widuje, podejrzewam.

Żaden z nauczycieli w naszym liceum nie dawał sobie z nim rady. Wkrótce nikt się nie przejmował wybrykami blondyna. Tomowi było to na rękę, korzystał ile mógł i wspaniale się bawił.
No tak, świetna metoda na rozrabiacza - nie zwracać uwagi, nie reagować...
Właściwie to się sprawdza. W przypadku dzieci dwu-trzyletnich.

Jako, że należałem do jego towarzystwa to i o mnie zaczęto plotkować i wygadywać na mój temat niestworzone rzeczy.
Mając piętnaście lat, ktoś puścił famę, że zerżnąłem sąsiadkę.
Mając pięć lat, ojciec kupił mi trzykołowy rowerek.
Rozplotkowane te piętnastolatki jak cholera.

Czysty obłęd! Wrócę jednak do początku i powiem jak to się nasze drogi skrzyżowały.
Znaczy, Twoje i tej sąsiadki?
Chyba piętnastoletnich plotkarzy. Tak myślę. Chyba.

Liczne szkoły w Nowym Jorku biją się o uczniów i zachęcają do uczenia się właśnie w ich placówkach. Aby zdobyć nowy "narybek" podwyższają poziomy, budują różnego rodzaju baseny, korty tenisowe, a nawet tworzą specjalne kółka: taneczne, teatralne, plastyczne, literackie. Jednak jedna ze szkół, mieszcząca się blisko domu państwa Furtanday, przeszła samą siebie. Mianowicie, utworzyła zespół rockowy, schronisko, świetlicę dla ubogich dzieci z dzielnicy a także szkolną kawiarnię.
Full wypas, zwłaszcza to schronisko (dla bezdomnych? A izby wytrzeźwień nie mieli?).
Schronisko miało być chyba dla zwierząt. Nie ma niczego fajniejszego niż lekcja historii prowadzona przy akompaniamencie szczekania i warczenia biednych psów.

Któż by pomyślał, że w tak na pozór porządnej szkole kształcą się takie gagatki.
Jak wspominałam, jeśli to była szkoła publiczna... (a musiała być. Wątpliwe, by chlejącą i mieszkającą w norze wdowę po muzyku stać było na posłanie dzieci do prywatnych szkół).

- Kurwa mać! Cholerny Stiks!- Justin klął na placu przed szkołą
- Jejku, mówiłam, że nie masz robić ściąg! Prosiłam cię!- Chloe odburknęła zła na kuzyna

Hihihi... Ja rozumiem, że Justin ma być niegrzecznym chłopcem, a Chloe dobrą dziewczynką, ale sąsiedztwo kurwymaci i jejka za każdym razem rozbawia mnie do łez.
Rozumiem, że nauczyciel przyłapał bohatera na ściąganiu, tak? Za takie coś w USA w najlepszym wypadku grozi zawieszenie w prawach ucznia, jeśli nie usunięcie ze szkoły.

- Nie miałem czasu się uczyć, zespół potrzebował...- chłopak nie dokończył
- Tak, tak, tak!- dziewczyna prychnęła- Potrzebował zrobić próbę, akurat o drugiej w nocy, a że ja jestem ich wiernym psem to musiałem tam od razu polecieć.

Nie wiernym psem, tylko gitarzystą. Gitarzysta w zespole jest zwykle dość potrzebny, nie sądzisz?
Generalnie to zależy, ilu tych gitarzystów mają ;)

- kuzynka ciągnęła nieprzerwanie- To nic, że próba się nie odbyła, znalazła się natomiast inna rozrywka pod postacią trawy i piwa... A matma? Chuj z nią, czyż nie?- dziewczyna skończyła swój wywód podniesionym głosem
Jak ty się wyrażasz? Jejek! Jejek z nią!

- Zorganizuj sobie prawidłowo czas... W weekendy spotykaj się z zespołem, a w tygodniu ja będę cię uczyć z tej cholernej matmy... Co ty na to?- Chloe spytała z nadzieją w głosie
- No nie wiem... Kolesie mogą być zawiedzeni i wypierdolić mnie ze składu...- Justin zagryzł wargi
Nagle koło nich, przypadkowo przeszedł chłopak i usiadł na tym samym murku co oni. Wyjął ze swojego pokrowca gitarę i zaczął brzdękać...
- Musisz tutaj? Nie widzisz, że gadamy?- chłopak warknął na nieznajomego
- A właśnie, że muszę tutaj... Słyszałem waszą rozmowę... I powiem ci jedno: jak nie będziesz się pojawiać na próbach w tygodniu, to sam chętnie przejmę twoją pałeczkę!- blondyn zaśmiał się cynicznie

Do czego gitarzyście pałeczka, że tak zapytam? Do chińszczyzny?
(Tak tak, wiem, że jest takie wyrażenie, jak "przejąć po kimś pałeczkę". Jak już jednak zaznaczyłam, ałtorka ma wyjątkowy dar przekręcania i nietrafiania w kontekst.)


W Justinie zawrzała krew. Zerwał się z murku i podbiegł do "grajka". O mało co nie doszło do bojki, gdyby nie interwencja Chloe.
- Słuchaj blondasie! Nie podsłuchuje się czyiś rozmów, jasne? Jak chcesz startować do szkolnego zespołu to zrób to uczciwie!- brunetka trzęsła się ze złości
- Czyli na przykład, mam zaprosić cię na romantyczny spacer a potem namiętnie całować o wschodzie księżyca?- nieznajomy błysnął swoimi białymi zębami
Dziewczyna zaczerpnęła powietrza i kilka razy otworzyła i zamknęła buzię. Chloe była zdezorientowana, jeszcze żaden chłopak nie potraktował jej w taki sposób.
Jeszcze żaden nie zaproponował jej romantycznego spaceru. Wszyscy od razu ciągnęli do łóżka.

Natomiast Justin dobrze wiedział co robić. Chłopak spojrzał się morderczym wzrokiem na blondyna i uderzył go prosto w nos. Krew trysnęła z twarzy chłopaka i zachwiał się on do tyłu.
- Traktujesz przypadkowo poznaną dziewczynę, jak pierwszą lepszą dziwkę do łóżka? Gratuluję, że jesteś takim dupkiem!- czarnowłosy darł się na chłopaka- Postępuj sobie z każdą inną dziewoją [niewiastą czy białogłową] jak chcesz, ale od Chloe się odpierdol! Inaczej rozkwaszę ci ten durny ryj i będzie po sprawie!- Justin oblizał swoje wargi i chwyciwszy kuzynkę za ramię ruszył do głównej bramy szkoły
- Dzięki Just... Ten debil...- brązowooka nie wiedziała co powiedzieć
- Nie ma sprawy Chloe... Mów w razie czego jak cię jeszcze będzie zaczepiać. Z chęcią rozpierdolę go na kawałki!- chłopak potrząsnął swoimi włosami, które opadły na jego czoło

Zdziwiłabym się, gdyby jego włosy opadły na cudze czoło, albo cudze włosy na jego czoło.
Eno, to zależy od ułożenia bohaterów ;)

W późniejszym czasie zostaliśmy jednak przyjaciółmi, a to za sprawą zespołu, który jednak zatrudnił go jako drugiego gitarzystę. Z początku myślałem, że go rozszarpię na strzępy, ale pomału zacząłem się do niego przekonywać. Okazał się być naprawdę spoko gościem, tylko czasami troszkę wnerwiającym.
To może teraz, skoro już wiadomo, że kumplowałem się z takim wariatem, oraz, że grałem z nim w szkolnym zespole o nazwie: DETOX, powiem jak doszło do mojej pierwszej inicjacji seksualnej.
A potem opowiedz nam, jak doszło do twych kolejnych inicjacji, dobrze?

Wszystkich zawsze interesuje pożycie seksualnie innych ludzi.
A nieprawda. Znamy taką jedną Natalię, której to nie interesuje, nic a nic.
Mnie generalnie też niewiele obchodzi. Chyba, że chodzi o pożycie Beli.

Nie mogę pojąć dlaczego. Nie ma w tym nic  nadzwyczajnego. Ot zwykły akt...
Czym tu się podniecać, nie rozumiem, pffff...
Właśnie! Trzydzieści sekund i po sprawie.

Ja przeżyłem swój właśnie w salce, na której odbywały się próby DETOXU. Jedna dziewczyna z pierwszego rocznika okazywała mi nadzwyczajne względy
Z pierwszego rocznika? Biorąc pod uwagę strukturę amerykańskiego szkolnictwa, mogła mieć dwanaście do najwyżej czternastu lat. Za to się w Stanach do pierdla idzie.
Duch pedobeara naprawdę unosi się nad tym opkiem!

i chcąc czy nie chcąc, ze zwykłej ciekawości zawlokłem ją właśnie na tą salkę i na zwyczajnym materacu zrobiłem to co się robi w takich sytuacjach.
Wyskok, podskok, pompki, mostek,
skręty szyi, skręty kiszek,
podkurcz, rozluźnienie kostek,
wymach, skłony, stójka w zwisie.


Devisa - ta laska - miała - o ile dobrze pamiętam - różowe majteczki i staniczek, bardzo wydekoltowaną bluzeczkę, mini spódniczkę i czarne kozaczki.
Oraz waginkę, pochweczkę i cycuszki...

To wszystko samo przemawia za siebie.
Ejże! Czyżbyś, droga ałtoreczko, należała do tych, co twierdzą, że ofiary gwałtu "same chciały", bo miały na sobie skąpe ciuchy?

Nie posiadając żadnego doświadczenia, zdjąłem jej majtki.
A pod nimi ukazało się: Error 403. Forbidden: You don't have permission to access.

 Poczułem na nich wilgotną substancję, ale nie przejmując się tym zbytnio, rozpiąłem rozporek i chwyciwszy swojego penisa miałem zamiar wsadzić jej do dziurki. Nie było to wcale takie proste. Devisa miała zbyt suchą cipeczkę i trafiłem na opór.
Taż przed chwilą majtki miała wilgotne... mam rozumieć, że po prostu siadła w kałużę?
Albo przedawkowała Xennę.

W miarę upływu czasu i pieszczot, moja partnerka w końcu zaczęła robić się mokra i dalej to poszło już jak z płatka. Po skończonym seksie, który trwał może minutę, każdy z nas się ubrał.
KażdYYYYYYY!!! Devisa była chłopakiem! No to ja się wcale nie dziwię, że "wsadzenie" nie było takie proste...

Ja pocałowałem ją jeszcze na "do widzenia" i tyle było z naszej znajomości. Kilka razy mijałem ją jeszcze na szkolnym korytarzu, ale nawet nie obejrzała się na mnie.
Zaliczony i spławiony, muhihihi.
Po całych dwóch minutach "niebiańskich rozkoszy" trudno się dziwić...

Dla mnie była to komfortowa sytuacja, straciłem swoje dziewictwo i w dodatku nie musiałem dźwigać dodatkowego balastu, jakim mogła okazać się dziewczyna.
I mogłem rozejrzeć się za jakimś apetycznym kolegą.
Bo na dziewczynę raczej nie ma co liczyć, odkąd Devisa wyznała przyjaciółkom, jakim bohater jest krótkodystansowcem.

Najlepsze było jednak po dwóch tygodniach, kiedy to dowiedziałem się, że do stosunku jest potrzebna prezerwatywa. W przeciwnym wypadku może z tego wyjść dziecko.
Widać na sprawdzian z rozmnażania człowieka też zrobił ściągę.

Byłem przerażony, trzy miesiące przyglądałem się Devisie, czy aby przypadkiem nie przytyła. Gdy po pięciu miesiącach nic nie zauważyłem odetchnąłem z ulgą i obiecałem sobie, że nigdy nie puknę żadnej laski
Ślubował celibat, czy zmienia orientację?

bez gumy. Koniec kropka!
Eeee...

Co do seksu, to ja nie byłem takim wyczynowcem jakim był Tom. Mogłem policzyć na palcach u ręki ile dziewcząt nie oddało mu się jeszcze z naszej budy. Oczywiście na jednym z palców była Chloe.
Oczywiście. Bo siostra/kuzynka Mariana Słoja musi być czysta jak westalka.

- Idę jutro na podrywkę! Otworzyli nowy bar koło Central Rock, oczywiście dołączysz?- Tom klepnął kumpla serdecznie  po plecach
- Mam udawać, że wijące się laski na rurach z wiszącymi cyckami mnie podniecają?

No tak, rury obwieszone cyckami mogą sprawiać dość dziwne wrażenie.

Czarnowłosy westchnął i z wielkim ociąganiem opuścił szkolny murek i udał się w stronę domu. Tam zastał totalny sajgon. Mieszkanie nie wyglądało tak źle od czasu gdy mama była w szpitalu. Trafiła tam z powodu obrzęku głowy po ostatnim starciu z Flashem.
Znaczy, syn ją pobił? Bo Flash Senior, zdaje się, już ładne parę lat nie żyje?

- Mamo... Co ty ze sobą zrobiłaś?- Justin ukląkł przy mamie i przyjrzał się jej zapadniętym policzkom i widocznym bruzdom na czole
- A ja wcale tam nie byłam... Mów co chcesz... Gnój...- Daniele jęknęła przez sen
- Nadal dręczą cię koszmary z przeszłości?- chłopak wziął dłoń matki i przyłożył sobie ją do policzka- Ojca już nie ma... Nikt cię nie skrzywdzi...- Justin mimowolnie zaczął łkać
Ten widok zastała Chloe, która wróciła do domu. Z żałością przyglądała się scenie, która była tak przygnębiająca jak nic co do tej pory widziała. Widok pijanej cioci i płaczącego Justina przyprawił ją o ból w sercu. Nie wiedziała jak pomóc kuzynowi, a jeszcze bardziej nie wiedziała jak wyciągnąć Daniele z nałogu.

Czyżby wszystkie ośrodki leczenia uzależnień nagle zbankrutowały i zniknęły?

Moje życie składało się z samych przykrych zdarzeń. Oprócz matki, którą kochałem nad życie i Chloe, która była mi droższa niż rodzona siostra nie miałem nikogo, kto rozjaśniał moje życie jakimikolwiek iskierkami nadziei. No dobra, zaliczyć do tego można jeszcze mój zespół oraz TOMA, dzięki któremu otworzyłem się bardziej na ludzi.
Momentem przełomowym w moim życiu, było pojawienie się nowej uczennicy w szkole. Lucienne - tak brzmiało jej imię, była dziewczyną, na której widok każdego zapierało w piersi.
Dobrze, że w piersi, a nie w jelitach.

Nie chciałem jej krzywdy, myślałem, że skoro jest taka piękna to może mieć każdego chłopca z naszej budy. Nie wiedziałem, że ona kocha tylko jednego. Nie dopuszczałem myśli do siebie, że to nie byłem ja.
To ja, Narcyz się nazywam...

Potem przyszły łzy, ból i złamane serce - na własne życzenie.
Mam jedno marzenie... Chcę cofnąć czas i zmienić bieg wydarzeń, gdyż to co się stało nie powinno mieć nigdy miejsca...
Gdy miałem jakieś dziesięć lat, zawsze uważałem, że seks to coś gorszącego. No tak, ciekawe skąd tak mały chłopiec może coś na ten temat wiedzieć? Otóż, mając za ojca Flasha nie musiałem na "taką męską" rozmowę długo czekać. Gdybym wiedział, że inicjacja potrafi tak namieszać w życiu, to trzymałbym swojego kutasa głęboko w portkach, ale cóż...
Owszem, za pierwszym razem trafić na transwestytę - to musiała być trauma...
Trafić, to pół biedy. Ale w trakcie nie zauważyć nadprogramowego wacka - to dopiero dramat.

- Hej Justin... Słyszałem, że dawno nie brykałeś z dziewczyną?- czerwonowłosy mężczyzna usiadł obok chłopaka na murku
- Witaj Hank!- Justin uśmiechnął się serdecznie- A no tak, ale jakoś mi z tego powodu nie smutno!- czarnowłosy zaśmiał się sztucznie
- No bo wiesz, jak nie masz gdzie i z kim to ja mogę...- mężczyzna chrząknął znacząco

Czy mnie się dobrze zdaje, że Hank zgłasza się z propozycją koleżeńskiej samopomocy?
Cóż, na bezwulwiu i honor wulwa.

- Wiesz... Dzięki, ale naprawdę daję sobie radę.- chłopak mruknął
Moja prawa ręka jest zawsze przy mnie!

- W każdym razie, wiesz gdzie mnie szukać!- Hank poklepał czarnowłosego po ramieniu
- Dzięki stary, do zobaczenia wieczorem na próbie, tylko błagam... Nie pij znowu, bo będziesz charczeć!- Justin posłał swojemu koledze śmieszny grymas
- Hehe, postaram się!- czerwonowłosy rzucił w biegu i już go nie było
- Taaaa, bzykanie... Pffff...- chłopak zmarszczył brwi i zaczął obżerać jednego ze swoich paznokci
Pfff... Śmieszne ruchy niegodne filozo... znaczy tego, gitarzysty.

Nie wiadomo było, na co młody Furtanday tak czeka. Chłopak machał swoimi czarnymi trampkami w powietrzu, co chwilę obżerał kolejnego paznokcia i wiercił się niemiłosiernie na murku.
Owsiki, jak nic. Efekt obgryzania brudnych paznokci.

- No.... Co żeś znowu nawywijał?- Chloe huknęła głośno zachodząc swojego kuzyna od tyłu
- JEZUS!- chłopakowi o mało serce nie wyrwało się z piersi- Naprawdę chcesz mojej przedwczesnej śmierci?- Justin zeskoczył z murka i chwyciwszy dziewczynę podrzucił ją do góry niczym worek kartofli
Chloe zwisała teraz głową w dół i jęczała straszliwie.
- Dobra, już dobra! Obiecuję tak więcej nie robić!- kuzynka krzyczała wniebogłosy- Mój gitarzysto!- dodała milszym głosem
Mój sokole, mój przejrzysty
Gdzie ci tam do gitarzysty!


Ostatnie zdanie przekonało czarnowłosego, aby puścił dziewczynę. Justin zaśmiał się cynicznie i pokazał kuzynce język.
- Okey! To było głupie, już jestem poważna...- Chloe poprawiła swój sweter- Szuja...- dodała złośliwie

Obrzydliwa larwa i szczeżuja!
Szuja! Do najtępszych pierwotniaków rym!


[Justin zwierza się z problemów z wiecznie pijaną matką i planów rzucenia szkoły, by się nią opiekować]

Jednak ta sytuacja nigdy nie uległa zmianie - Daniele, pewnego ranka strzeliła sobie pistoletem w głowę. Czarnowłosy nigdy nie ukończył szkoły a widok zmasakrowanej głowy matki wywołał u niego nieodwracalne zmiany w psychice.

Znaczy, zrobiło mu się jeszcze gorzej?

Nigdy nie pozbierałem się po śmierci mamy. Nadal mam jej rozpryśnięty mózg
...w słoiku na półce?

przed swoimi oczami. To był straszny widok. Myślałem, że serce pęknie mi z bólu, ale ostatecznie zwymiotowałem...
Większy efekt mniejszym kosztem.

To zdarzenie sprawiło, że z grzecznego chłopca o anielskich marzeniach przeistoczyłem się w bawidamka pozbawionego sumienia.
Ach. Bawidamka. Znaczy, widok rozpryśniętego mózgu matki sprawił, że stałeś się wesołym podrywaczem? Interesujący przypadek, doktorze Freud... *oddala się w zamyśleniu*.

Chloe nie mogła sobie ze mną poradzić, ostatecznie zrezygnowała z jakichkolwiek prób sprowadzenia mnie na dobrą drogę. Nadal mieszkaliśmy razem w naszej "norze". Jako że uzyskałem pełnoletność, to ja byłem prawnym opiekunem Chloe. [Taaaa...] Jednak tak naprawdę to ona wykazywała się większą dojrzałością. To ona dbała o dom, o obiady, opłaty... To ona pracowała.
Gdzie, do biurwy nędzy, może pracować nieletnia, zarabiając przy tym tyle, by starczyło na utrzymanie domu? Coś czuję, że Chloe ma jakieś brudne sekrety...

A ja? Grałem w zespole i czasami gdy coś "skubnąłem" jakiemuś zdezorientowanemu turyście, to dawałem to Chloe. Moja kuzynka nigdy nie chciała wiedzieć skąd mam owy szmal.
Owy, jak kijowy...

Ona nie pytała, ja nie mówiłem.
I odwrotnie. Na wszelki wypadek wolałeś nie wnikać, jakim cudem stać ją na obiady i opłaty, prawda?

Żadne z nas nie wchodziło sobie w drogę, do czasu gdy pojawiła się ona - Lucienne.
Czyżby koleżanka Chloe z nowej pracy?

- Dlaczego nie dasz spokoju mojej nowej kumpeli?- Chloe wybuchnęła przy wspólnym posiłku
- O co ci chodzi? Laska sama pcha mi się pod mojego chu...
(Pod? Jakaś nowa pozycja?)- Justin nie dokończył, gdyż dziewczyna uderzyła otwartą dłonią w stół
- Przy stole chociaż powściągnij ten swój jęzor...- brunetka sapnęła- Lucienne smoli cholewki do kogoś innego, czy to tak trudno zauważyć?- kuzynka warknęła
No proszzzz. Podobno amerykańskie nastolatki żyją tylko współczesną popkulturą, a tu takie piękne, staroświeckie wyrażenia! Co prawda, powinno być "smali", nie "smoli", ale przystopujmy już z tym analizatorskim upierdlistwem...

- Ach tak.- Justin zaśmiał się cynicznie- Tom, czyż nie?- chłopak wyszczerzył zęby w perfidnym uśmiechu- Przecież oboje wiemy jak to się skończy... Wyruch...- czarnowłosy ugryzł się w język napotkawszy surowe spojrzenie kuzynki- Rozdziewiczy ją i będzie po sprawie... A ja? Chociaż z nią pochodzę, poznam i kto wie? Może wyjdzie z tego coś poważnego?- Justin zamyślił się
Od czasu przygody z Devisą, Justin boi się dziewic. Woli zostawiać tę najtrudniejszą część zadania kolegom.

- Taaaa, coś poważnego?-
Chloe uniosła brwi do góry- Kopniesz ją w dupę, tak samo jak Patrice, Marikę, Agnes, Monicę...- dziewczyna zaczęła wyliczać
a little bit of Monica in my life
a little bit of Erica by my side
a little bit of Rita is all I need
a little bit of Tina is what I see
a little bit of Sandra in the sun
a little bit of Mary all night long
a little bit of Jessica here I am
a little bit of you makes me your man



- Oj tam, zaraz kopnę...-
Justin przeżuł kęs swojego dania- Powiem kulturalnie, żeby sobie poszła!- dokończył śmiejąc się
Chloe jednak się nie zaśmiała. Spojrzała się uważnie na kuzyna i wycedziła przez zęby:
- Dotknij jej, bez jej zgody a ugotuję twoje jaja na twardo a twoją kiełbaską pożywią się świnie!
Co za marnotrawstwo pożywienia. A nie lepiej usmażyć jajecznicę na kiełbasce?

[Niestety Justin nie słucha ostrzeżeń kuzynki i dobiera się do koleżanki za pomocą pigułki gwałtu. Po tym incydencie Chloe się wyprowadza, a przyjaciele zrywają z nim kontakty - zostaje sam, dopóki nie odnajdują go koledzy ojca z zespołu. Dołącza do nich i zaczyna robić karierę]

Smoke detector zdobywał coraz to większą sławę.
Zespół, przez kilkanaście lat swego istnienia, grał po garażach, a sławę zaczął zdobywać dopiero, gdy dołączył do nich syn ich zmarłego gitarzysty, tak?
Nie. Oni na niego bardzo cierpliwie czekali.

W końcu dotarliśmy do Europy. Tak przepięknego i zróżnicowanego kontynentu nie widziałem nigdy w swoim życiu.
Bo w Hameryce to monotonnie jak cholera, od Atlantyku do Pacyfiku nic, tylko płaskie pola kukurydzy.

Cudownie zdobiona Francja z jakże bogatymi Włochami.
Francja zdobiona ornamentem hoteli na Lazurowym Wybrzeżu, gdzie wypoczywają wspomniani bogaci Włosi.

Niezwykle dzika i niedostępna Rumunia [bzdura i stereotyp!] oraz Polska... Kraj bardzo dziwny, pełen ludzi z najróżniejszym temperamentem.
Bardzo dziwne. Standardowo w jednym kraju występuje tylko jeden temperament. Jak pisał Boy:
Tak więc chytry jest Germanin,
Francuz - sprośny, Włoch - namiętny,
A zaś każdy krakowianin: goły i inteligentny.


Nie mogłem przyzwyczaić się do tak stresującego życia, jakie Polacy prowadzili w swoim państwie.
Ot, przyjechał z sielskiej, pasterskiej Hameryki, a tu nagle wyścig szczurów, korporacje i MacDonaldy!

Nasz zespół musiał czekać kilka dni, aby nasze bilety zostały wyprzedane.
Cie nie mogę... A zawsze sądziłam, że sprzedaż biletów zaczyna się na dłuuugo przed przyjazdem danego zespołu i planowaną datą koncertu?
Złudzenia. Taka Lady Gaga zwiedza kraj czekając, aż wyznaczą datę koncertu, rozpoczną przygotowania, znajdą miejsce na scenę i w ogóle. Nie wiedziałaś?

Dlaczego? Otóż, kochani "Polanie" [Polanie! a może Lechici (Lech! Lech! Kolejorz!)? Lachy?] wieczorami w tygodniu nie odpoczywali inaczej, jak tylko przed telewizorem. Co z tego, że przyjechał do tak małego kraju SD? Tak sławny i piekielnie "HOT" zespół... Przecież ważna jest praca, pieniądze i ... telewizor! No w sumie TV było czymś niezwykłym przy końcu XX wieku.
Dżizaskurwajapierdolę, ja rozumiem, że to niby mają być przemyślenia hamerykańskiego rockmana, ale na Bora zielonego! Może napisz jeszcze, że sąsiedzi z całego bloku schodzili się oglądać telewizję do tego jedynego szczęśliwca, co miał odbiornik?!

Dla mnie była to paranoja! Ale ostatecznie doczekaliśmy się naszego występu.
Czekali tak długo, aż im siwe brody wyrosły, ale wreszcie...

Warszawa przyjęła nas bardzo ciepło, niemalże jak byśmy byli członkami tej małej ojczyzny.
Przeraziła mnie tylko jedna rzecz. Mianowicie, zakochałem się...
W Syrence?

- Jak możesz twierdzić, że ta mała ci się podoba?- Twister zaśmiał się sarkastycznie i zapalił fajkę
- Czy to takie dziwne? Chcę w końcu się ustatkować...- czarnowłosy począł się tłumaczyć
- Hahaha! Ja pierdolę! USTATKOWAĆ?- Chester zachłysnął się czystą
- Nie mam prawa do szczęścia?- mężczyzna warknął na kolegów
- Ty znalazłeś już to szczęście, ty jesteś urodzony w złotym czepku! Chłopie, grasz w najlepszym zespole od czasów The Beatles! Kurwa, czego jeszcze chcesz? Złotego pisuaru? Czy może platynowej butelki z gorzałką?- Twister zachwiał się i upadł na posadzkę
Na szczęście wokalista nie uderzył się w głowę tylko lekko zdarł sobie łokieć.
Motyw zdartego łokcia zdaje się być charakterystyczny dla twórczości tej aŁtorki. W opku o moskiewskiej demonolożce też otarte kolana i łokcie były dla boCHaterki znacznie gorszym przeżyciem niż to, że chwilę wcześniej ją zgwałcono.

- Właśnie o tym mówię! Zespół jak się patrzy! Wszyscy na pozór "udają" tylko takich ćpunów, pijaków i seksoholików, ale jasna cholera tak jest w rzeczywistości!
Znaczy, że co, udają, że są ćpunami, a w rzeczywistości faktycznie nimi są? Proszę mi to rozrysować, bo nie rozumiem.
Oni udają, że udają ćpunów. Udają, że są, ale nie są, a jednak są. Jakoś tak.

Nie chcielibyście tego zmienić? Może warto być rockmanem bez tych nałogów?- Justin krzyknął i zaczął trząść rękoma w przypływie nagłej delirki
Jak to mówią, przyganiał kocioł garnkowi ;)

- Warto się kurwa napić! I nie pierdziel mi tutaj niczym jakaś terapeutka z AA. MY JESTEŚMY ROCKIEM A ROCK DO CZEGOŚ ZOBOWIĄZUJE!- Chester ryknął na gitarzystę
Pfff... Powiedz to, smarkaczu, takiemu Farinowi ;)
W ostateczności Havokowi, że o biednych, zapomnianych Minor Threat w ogóle nie wspomnę.

W Polsce, nasz zespół spędził dobre trzy tygodnie. To zadziwiające, że w tym czasie mogliśmy dać trzy koncerty (Kraków, Warszawa, Wrocław) i odpocząć.
Trzy tygodnie. W trzy tygodnie powinni obskoczyć dziesięć miast w pięciu krajach! No chyba, że za każdym razem plakaty rozlepiano dopiero w dniu ich przyjazdu, a oni cierpliwie czekali, aż bilety się sprzedadzą...

Nie byłem do końca pewny tego co ma się wydarzyć po naszym powrocie do Nowego Jorku.
A co, tryb jasnowidzenia się wyłączył? Zgroza.

Jak miałem żyć? Pić? Ćpać? Uprawiać seks w tanich hotelach? [nie no, dlaczego, chyba już stać cię na drogie?] Szczerze powiedziawszy zaczęło mnie to wszystko nudzić. Tak jak z początku zachwycałem się nowymi "niuniami", koksem i stałym dostępem do najdroższego alkoholu, tak teraz chciałem zasmakować trochę innego życia. Bałem się jednak, że jest na to za późno, żywiłem strach do moich zgubnych nałogów i w dodatku nie mogłem poradzić sobie z samotnością. Dlatego, mimo iż Chester (gitarzysta basowy), Twister (wokalista), Andy (perkusista), Rocky (gitara rytmiczna) byli pijakami, ćpunami, seksoholikami i najgorszymi bydlakami jakich znałem, to trzymałem się ich, bo nie wiedziałem kogo innego mogę pytać o drogę... Drogę mojego życia, która i tak przypominała już ścieżkę usłaną gruzem, błotem i śmieciami.
Przemyślenia wypalonego życiem dwudziestolatka, który, choć po raz pierwszy w życiu zaznaje sławy i dobrobytu, wie, że już przerżnął wszystkie swoje szanse...
Zawsze zdąży zostać mnichem.

- Dlaczego musisz już jutro wyjeżdżać?- Julia wspięła się na nagi tors Justina i wtuliła się w jego włosy na klacie. - Mój ty futrzaku.
- Twój angielski jest zabójczy...- gitarzysta zaśmiał się czule- Mamy 1993 rok, a ty nadal mylisz past simple z tym... No...- czarnowłosy zaczął się głowić- Nie ważne! Po prostu mylisz czasy!- Justin zaśmiał się powtórnie i przyciągnął kobietę do siebie
Jasne. Już widzę, jak muzyk z grupetką rano w łóżku rozmawiają o tajnikach gramatyki.
A o czym mają rozmawiać? O anatomopatologii?

- Dlaczego unikasz odpowiedzi?- dziewczyna spojrzała się na mężczyznę swoimi zielonymi oczami
- Ach, Julio, Julio, Julio...- członek SD ujął twarz swojej kochanki w dłonie i pocałował ją w nosek
Boru, mam wizualizację.

- A co ja mam ci powiedzieć? Że będzie dobrze, że tutaj wrócę? Albo, że cię zabiorę do Nowego Jorku?- Justin posmutniał
- Wiem, że jesteśmy z innych światów, ale...- rudowłosa próbowała polemizować
- Kotku, nie myśl o jutrze, bo jutro może nie nadejść! Nie płacz po moim wyjeździe, bo szkoda tak cennych łez.
Szkoda twoich łez, dziewczyno,
Wszystko ma swój kres, dziewczyno,
Żar miłości sczezł
l tylko płonie w szklankach wino.



Za to kochaj się ze mną ten ostatni raz, tak jakby miał się skończyć zaraz nasz świat...- Justin pocałował namiętnie dziewczynę i dotknął jej ramienia
Kochaj mnie namiętnie tak
Jakby świat się skończyć miał
...
(Julia, jak widać, musiała zrobić mu przyspieszony kurs złotych polskich przebojów)

Chwilę potem para kochanków tarzała się po łóżku niczym wariaci.
Wymachiwali ramionami, wyli i radośnie się ślinili?

Tych dwoje oddychało całą piersią (jedną, wspólną) i wdychało ostatnie zapachy swoich ciał. [bzzzzyt!] Wiedzieli, że ten seks, ten czas, ten pokój to ostatnia rzecz jaką zobaczą zanim się rozstaną... Wiedzieli, że już nigdy się nie spotkają... Mieli świadomość, że już nikogo tak nie pokochają... Byli pewni, że przeznaczenie z nich zakpiło... Nie mieli pojęcia, że ból potrafi przybrać tak monstrualne rozmiary... Nie chcieli w tym momencie czegokolwiek czuć... Chcieli dawać i brać... Chcieli być koło siebie... Ten ostatni, ten jedyny już raz.
Ach... ach... wzruszyłam... się... i... cholera... chyba... coś... mnie... oblazło... *drapie się intensywnie*

Długo jeszcze zastanawiałem się, po moim wyjeździe, czy dobrze zrobiłem rezygnując ze swojej miłości? Czy świadomie wybrałem drogę pijaństwa, seksu, narkotyków i koncertów, tylko po to aby udowodnić nieżyjącemu ojcu, że jestem od niego lepszy? A może chciałem spróbować takiego życia i wybaczyć Flash'owi, że był tak podłym tatusiem i niczego swojego synka nie nauczył.
Znaczy, zaczął żyć jak ojciec i powtarzać wszystkie jego błędy, by udowodnić, że jest od niego lepszy, tak?
Generalnie, zdążyłam już się przyzwyczaić, że nie rozumiem wniosków, jakie wyciąga bohater, ani przesłanek, jakie do nich doprowadzają.


Nie umiałem odpowiedzieć na to pytanie, ale po dwóch miesiącach uschniętego serca musiałem wrócić do Polski - do Julii. Wiedziałem, że to szaleństwo, że tak prawdziwy rockowiec nie postępuje.
Widać jesteś tylko tanią podróbką.

Koledzy z kapeli krzyczeli na mnie i wyzywali mnie od durniów, tchórzy i pantoflarzy. Lecz ja wiedziałem, że moje serce należy do niej...
I pojechałem...

Dokładnie 12 września 1993 roku przyleciałem do Polski. Chciałem rozpocząć tutaj życie z Julią, nawet jeśli oznaczyłoby to mękę jakim wydawał mi się język polski, tutejsze zwyczaje i ustrój.
Ekskjuze mła. Jaki ustrój? W 1993 mieliśmy już demokrację i kapitalizm, wolne wybory, wymienną walutę i pełne półki. Co Waćpanu nie pasi, khę?!


[Tak więc dwudziestoletni Justin przybywa do Warszawy i...]

Justin chwycił swoją ukochaną i udał się do jej sypialni. Tam dwójka kochanków ["Dwójka"? Znów trafił na faceta w przebraniu? Biedny Justin, toż to jakieś fatum!] rozpoczęła szaloną podróż po ocenianie namiętności.
W skali od 1 do 10 dostajecie... hmmm... no, powiedzmy, 6.

Justin wiedział jak zaspokoić kobietę. Mimo, iż w jego życiu było mało partnerek seksualnych, to jednak teraz kierował się instynktem prawdziwego romantyka.
Mało? W szalonym życiu rockowego gitarzysty? Ta Devisa naprawdę musiała mu krzywdę zrobić!

Teraz wiedział, że musi być mężczyzną i okazać swojej kobiecie dużo przyjemności.
Tak, uśmiechnij się ładnie, niech wie, że ci dobrze.
Bo wcześniej mógł czasami być kobietą. To takie przyjemne!

Czasy gdy byłem członkiem zespołu SD minęły. Kontakt z moimi kompanami się urwał i po niecałym miesiącu zacząłem myśleć jak przeciętny Polak, czyli: gdzie kupić tani chleb, jaki obiad przygotować, ile kilogramów prania zmieści się do pralki, czy papużki dostały ziarno, czy dzisiaj również zadowolę swoją Julię.
Uhm, bo przeciętny Amerykanin czy inny Francuz nie myśli o takich rzeczach, wcale a wcale.
Przeciętny Amerykanin myśli raczej, jaki kraj by tu napaść i zaprowadzić w nim demokrację.

Tak, byłem gosposią domową w naszym wspólnym życiu z Julią, ale jak moglem nią nie być skoro nic innego nie potrafiłem?
Nauczył się podpatrując Chloe, jeśli tylko przypadkiem był akurat w domu.

Gotowanie, sprzątanie oraz karmienie zwierząt wykonywałem z niezwykłą dokładnością. Było to codzienne celebrowanie mojego życia - normalnego życia. Umiałem tylko to, niczego więcej nie potrafiłem, rzecz jasna oprócz zapieprzania na gitarce. Lecz czas chwały rocka minął i nie zanosiło się aby miał powrócić.
Zapamiętajmy, w 1993  umarł rock. Cobain próbował jeszcze go reanimować, ale nie dał rady i dlatego strzelił sobie w łeb.

Julia pracowała w firmie kateringowej, przygotowywała menu dla nowożeńców, businessmanów a także fanatyków imprez. Julia nigdy nie wywyższała się swoją pozycją w karierze. Co z tego, że pracowała? Ja wykonywałem czynności domowe. No i co z tego? Jakoś nigdy mi to nie przeszkadzało...
Prawda? Tak miło, jak kobieta na ciebie zarabia - najpierw kuzynka, teraz ukochana.

Prawda! Rockowiec powinien zachowywać się jak maczo! Powinien dzierżyć w dłoni berło, to on powinien decydować o sprawach w domu... Kobieta powinna mu się podporządkować.
Guzik prawda! To co napisałem powyżej, to przesłania mojego ojca, nie moje!
Jak znam życie i polskie warunki, to pewnie mieszkali z teściową, więc o dzierżeniu berła i tak mógłby tylko sobie pomarzyć.

Nasza miłość była tak silna, że gdy dowiedziałem się o ciąży, byłem w siódmym niebie. Bo jak tutaj się nie cieszyć, gdy twoja ukochana mówi, że spodziewa się dziecka? TWOJEGO DZIECKA! Wiedziałem, że muszę się z nią ożenić, znaleźć pracę i większe mieszkanie...
No nareszcie! Halleluja i do przodu, przestanie gnić w domu i żerować na innych, jak jakaś pijawka.

- Kochanie...?- Julia usiadła na kolanach czarnowłosego
- Co myszko?- Justin dotknął nosa dziewczyny i uszczypnął go delikatnie
- Muszę ci coś oznajmić...- rudowłosa wzięła głębszy oddech
- Hm?- mężczyzna podrapał się po swoim zaroście
Nie goląc swojej brody wyglądał na starszego i tym samym bardziej seksownego dwudziestolatka.
Starszy dwudziestolatek, tak?
20 i 3/4

- Spodziewam się dziecka!- Julia pisnęła i zagryzła wargę w oczekiwaniu na odpowiedź

Zapadła niezręczna cisza, słychać było tylko dynamiczne uderzenia dwóch serc.
- JEZU! Czy to prawda?- Justin zawył z radości
- Tak - odpowiedział Jezus.

Zielonooka kiwnęła głową i przytuliła się do mężczyzny. Czarnowłosy roześmiał się pełen dumy i radości. Po chwili tańczył wraz ze swoją Julią po pokoju i gadał jak najęty: o imieniu dziecka, o ubrankach, o szkole rodzenia, o książkach dla młodych rodziców...
Hm, czy dwudziestolatek bez pracy i perspektyw nie powinien zareagować raczej lekką paniką i "O rany, co teraz zrobimy?". W najlepszym przypadku.

Dziewczyna jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa. Justin nie mógł dać rady upustowi swojej radości.
Fala zalała jego, Julię i sąsiadów piętro niżej.

Czarnooki co chwilę krzyczał z radości, to znowu całować do nieprzytomności swoją dziewczynę, a to znowu tańczył po pokoju niczym skończony, ostatni wariat.
Ma to po ojcu. Flash senior też się tak cieszył z koncertu. Ostatniego w swoim życiu. Hmmmm...

- Słońce ty moje! To najlepsze co mogłaś mi dać!- mężczyzna przytulił do swojej nagiej piersi Julię

- Cieszę się, że podzielasz mój entuzjazm... Jesteś moim życiem, moim oddechem... Dla ciebie i z tobą warto żyć!- zielonooka pocałowała mężczyznę i wspięła się na niego
Kukuczka, normalnie!
Może faktycznie jest się na co wspinać...? ;)


Parę miesięcy potem znalazłem pracę, była to wspaniała wiadomość, gdyż Jula nie mogła już pracować.
No to się nie spieszył z poszukiwaniami, przyjemniaczek.

Moja ukochana była już w czwartym miesiącu ciąży. Miała pokaźny brzuch i lekarze poinformowali nas, że będziemy mieć bliźniaki. Jezu, co to była za radość! Wracając jednak do mojej nowej pracy, to dostałem etat w sąsiednim sklepie. Miałem rozładowywać i pakować paczki na magazynie. Praca ciężka, ale dobrze płatna [buhihihihi], a przecież o to teraz chodziło, czyż nie?
Nasza radość nie trwała jednak zbyt długo...
Znając mój fart życiowy, musiałem coś spierdolić. I to na całej linii...
Nie dowiemy się niestety, co, bo kolejnego odcinka brak. Może to i lepiej...


Z Central Rock koło Central Parku pozdrawiają: Sierżant ćwicząca Gorilla Slam i Kura w chuście i dzwonach,
a Maskotka nie ma, bo poszedł na telewizję do sąsiadów.


8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję, że pojawi się jeszcze jakaś nowa analiza załogi z SuS:) Kuro, trzymam za Ciebie kciuki i życzę szczęścia na nowym blogu!;)

jasza pisze...

> Mam nadzieję, że pojawi się jeszcze jakaś nowa analiza

Najnowsza będzie już za kilka dni, w ustalonym tradycją terminie. I najnormalniej w świecie, kolejne będą się pokazywać tutaj co tydzień!

:D

Nic nie padło, nic nie "umarło na śmierć", analiza jest prawie gotowa i jak zawsze, we czwartek się ukaże.

Murazor pisze...

Przeprowadzka z USS SuS do Armady Waazona chwilę trwa, stąd w tym tygodniu analizy nie było. Ale - jak napisał Jasza - za tydzień będzie. Wszak: co ma wisieć nie utonie, a analizy mają wisieć w sieci! I już.

Dzidka pisze...

A nie tonąć w morzu bezsilności :)

Anonimowy pisze...

To jak to jest z Logiką? Czy to bardzo nielogiczne że aŁtoreczki ją powiesiły, a potem utopiły? :P

Gabrielle pisze...

· kura z biura
@Assapan: szkoda, że z naszej analizy wyłapałaś tylko "flasha". Inne uwagi owszem, są złośliwe, ale odnoszą się do wielu kwestii merytorycznych.
Co zaś do obrazu Polski w roku 1993, to nie wiem, skąd czerpałaś informacje, ale jest to obraz dość zafałszowany. Telewizor nie był już wtedy żadnym dobrem trudno dostępnym. Bardziej może komputer, choć też były już w bardzo wielu domach. A co do koncertów... pozwól, że się po prostu roześmieję. Nawet za komuny przyjeżdżały do Polski gwiazdy światowego formatu, co dopiero później!
· Assapan
Tak, zgadza się! Popełniłam błąd pisząc "Flash" a nawet nie sprawdzając znaczenia tego słowa... To straszne, dziękuję za zwrócenie na ten poważny występek uwagi.

Hmmmm, niektóre dialogi dopiero teraz wydały mi się zabawne ;).

Racja! Rok 1993 to demokracja, ale tak nie do końca jeszcze sprawna, tzn. nie wszyscy mogli sobie pozwolić na telewizory, koncerty dopiero stawały się popularne, a ludzie nadal bali się nawrotu komunizmu...

Resztę uważam z Waszej strony za zwykłą złośliwość, bo nic innego nie jest w Waszej krytyce budującego i nie da mi szansy na poprawę.

Dziękuję i zapraszam za jakiś czas do dalszej czytanki i "ocenianki" z waszej strony ;)
· Cyn
I bądź tu rockmanem - człowiek myśli, że jak zagra w sławnym zespole, to od razu wielka willa, wypasiony samochód, kupa kasy. Nie ma! Na koncerty autobusem, mieszkanie w bloku, tanie hotele. Idzie kryzys, trzeba oszczędzać!
· Rzepicha
SierżantSierżantSierżantSierżant!!!!!!!!!!111one Kwikaśna analiza, kwikaśne opko, miodzio :D
· Dita
Analiza genialna. A opcio - gniot jakich (nie)mało. Pozdrawiam i (nie)polecam:
http://historia-oliwii.blog4u.pl/
· Dzidka
Ojeny, nawet moja tolerancja ma swoje granice, co za gniot! Płacząca katarynka jedynie mnie uśmiechnęła, poza tym podziwiam Was, że dałście radę temu czemuś... A co do "ciała", to IMHO panna dowiedziała się pewnie, że "flEsh and blood" znaczy "ciało i krew", no i sobie, powiedzmy że, przetłumaczyła dosłownie.
Hasło: "lahee". Łahiii!
· Lu
Czy SuS analizuje też opka z for? http://www.napiszemy.fora.pl/ Najnowsze opko moderatora: http://www.napiszemy.fora.pl/opowiadanie,18/liga-sw-piotra,1383.html
Przykładowe zdania:
"Zapadnięte kości policzkowe, przygarbiona sylwetka oraz grube wały pod oczami były prawdziwym symbolem dominikanów i prawdziwych jego członków"
"-Ojcze- rozległ się cichy głos dochodzący od strony wyjścia do izby.
Po chwili w drzwiach stanął młodzieniec w stroju podobnym do tego, jaki nosił jego mężczyzna nazwany ojcem."
· Ewa
Ej, ja jeszcze w 1990 albo 91 chodziłam do sąsiadów na Kolargola :P

"Liczne szkoły w Nowym Jorku biją się o uczniów i zachęcają do uczenia się właśnie w ich placówkach. Aby zdobyć nowy "narybek" podwyższają poziomy, budują różnego rodzaju baseny, korty tenisowe, a nawet tworzą specjalne kółka: taneczne, teatralne, plastyczne, literackie."

Moje szkoły w małym polskim mieście to dopiero były prestiżowe - od razu organizowały kółka literackie czy teatralne, nie zawracając sobie głowy jakimiś tam basenami i kortami tenisowymi.
· SStefania
Lol, Flash. Goordoon Flaaash! (Chyba że chodzi o tego w czerwonym kostiumie z komiksów DC.)

"BTW, pisać opko o muzyku rockowym i dać mu na imię Justin, to troszkę strzał w stopę, nie sądzicie?"
No, to imię już w moim pokoleniu nie bardzo się z rockiem kojarzyło - wtedy to był 'Justin Timberlake, ten od Britney'.

"- JEZU! Czy to prawda?- Justin zawył z radości
- Tak - odpowiedział Jezus. "
To było przeboskie, ograne, ale boskie :D

Fajnie, że wreszcie Sierżant odzyskała chęć do analizowania, w duecie z Kurą naprawdę jest kwikaśnie :)

Gabrielle pisze...

· Insomnia
Wiecie, że jestem wielką fanką duetu Kura & Sierżant, prawda? Toteż wielką radość ta analiza mi sprawiła ^_^ Co zaś do opka... Chyba dawno nie było tak skretyniałego bohatera.
· szprota
Uch, rokendrolowcy tak rokendrolowi, że już bardziej się nie da.
Pyszności i kwik. MOAR SIERŻ!
· kura z biura
Cieszę się, że się Wam podobało :) Opko rzeczywiście jest wyjątkowe i można powiedzieć, że idzie całkowicie pod prąd nurtu opek o idolach. Co do "ustroju" w 1993 i takich cudów, jak będąca "nowością" telewizja - cóż, podejrzewam, że te czasy autorka zna tylko z opowieści rodziców i lata 90-te mogą jej się równo mieszać z 70-tymi na przykład. Choć wtedy też już telewizja nie była żadnym wielkim ajwaj, ja przynajmniej pamiętam telewizor w domu od najwcześniejszego dzieciństwa (oczywiście najpierw czarno-biały).
· zielona-ziuta
Nie ma lekko. Czy jest się rockmanem w USA czy polskim bezrobotnym.
Świetne opko i jeszcze lepsza analiza.
A to mnie umarło(ja niestety też miała wizualizację):

"- Ach, Julio, Julio, Julio...- członek SD ujął twarz swojej kochanki w dłonie i pocałował ją w nosek
Boru, mam wizualizację."
· Ktosza
W życiu się tak nie uśmiałam z przejmującego opisu przemocy w rodzinie :D
· sin
dobrze, że czytałam będąc sama w domu, bo po niektórych komentarzach śmiałam się tak, że pewnie znowu by pomyśleli, że jestem niespełna rozumu :D.
analiza boska. skądinąd to dość ciekawy wyjątek, bo zwykle opka przedstawiają raczej zmianę zwyczajnego nastolatka/nastolatki w super sławną gwiazdę muzyki niż z super sławnego rockmana w zwyczajnego ojca pracującego w warzywniaku.
· Pigmejka
No i nareszcie doczekaliśmy się analizy Sierżant!!! :D Pięknie wyszło, naprawdę zacnie pozamiatałyście, moje drogie.;) A co do blogaska... naprawdę nie wiem, w jakim świecie żyje aŁtorka, skoro znani muzycy według niej klepią biedę, a Polska wygląda tak a nie inaczej. O.O
· World Ruler
Czemu Ałtorka wprowadziła komunizm w 1993? Bo zgaduję, że to chciała zasugerować swoimi opisami.
Wzrusza mnie przesłanie, że amerykańskie bożyszcze rocka (ekhm) osiągnęło szczęście dopiero karmiąc papużki czy inne kanarki w polskim m2. Cudo. Powinniśmy reklamować takie wakacje jako atrakcję turystyczną dla gości zza oceanu.
Pozdrawiam.
· felietonla
Cudowna analiza! należy się wam solidna 5 z + :)
Ah te życie rockman'a...
Ale zero paparazzi, ani jednej wzmianki o nim w gazetach,tv...?Czyżby ałtorka zapomniała o tym?
No i te realia, dobrze płata praca w magazynie mwhahaha!
· lobo
·
Boru, niech mi ktoś wyjaśni, czemuś to aŁtoreczki tak się lubują w patologiach?
Analiza kwikaśna. Przy opisie polskiej mentalności aż mnie wykrzywiło.
· Laura Absinth
Szał! Analiza wzorcowa, opko klasyczne, zaopatrzone w mój ulubiony element obowiązkowy, jakim jest zastępowanie imienia przymiotnikami "zielonooka", "rudowłosa", "czarnooki", "blondyn", "czarnowłosy", "niebieskooki"... To lubię!
Wyświetlił mi się kod wtfqr i to jest dokładnie to, co pomyślałam, czytając niektóre fragmenty: "WTF?!qrwa!".
· jasza
Nie pozostaje nic innego jak zacytować aŁtorkę:

"Czytelnik musi wyszczerzać oczy" - w tym wypadku wyszczerza je ze zdumienia, że można takie kocopoły sadzić.

Ale dałyście radę przez to przebrnąć, za co Wam cześć i chwała!

Anonimowy pisze...

"Jak miałem żyć? Pić? Ćpać? Uprawiać seks w tanich hotelach? [nie no, dlaczego, chyba już stać cię na drogie?]"

10/10!

A pomysł opisania przemiany rockmana w szczęśliwego męża/ojca/magazyniera rzeczywiście nietypowy, ale już wyobrażenia autorki na temat życia i pracy tegoż rockmana całkiem typowo absurdalne.