OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

sobota, 19 lutego 2011

89. Bazyliszek na placek rozjechany, czyli Cytat na każdą okazję (2/2)



Drodzy Czytelnicy! Oto znów spotykamy się w dominatorium zamieszkanym przez córki wszystkich Wielkich Mrocznych świata Rowling. W dzisiejszym odcinku obejrzymy mrożącą krew w żyłach scenę ożywiania bazyliszka, liźniemy nieco filozofii i poezji, a także dowiemy się, jakie skutki uboczne mogą mieć intensywne wyrzuty sumienia. Indżoj!

Analiza dedykowana panu R.W.O. - bo on lubi czytać nas, a my lubimy czytać jego.

Analizują: Szprota, Kura i Jasza.

http://panna-lestrange.blog.onet.pl/

- O cześć Draco! - Krzyknęła tak głośno że napewno słyszała ją połowa szkoły
Druga połowa szkoły musiała grać w "głuchy telefon" i wychodziły z tego takie Elementy Komiczne, że mujeju!

- Siema Diana - mruknął
- Czegoś taki przybity? - Zapytała Panna Lestrange
- A bo moi "kochani " rodzice wymyślili sobie, że moja żoną będzie pewna pusta debilka - wyżalił się.
Już mu żonę wybierają? Daliby przynajmniej chłopakowi szkołę skończyć!

- Parkinson?
- Nie
- Alzheimer?
- Nie pamiętam...

- Eee... Brown no ta blond laska z Gryffindoru?
- Nie
- Zimno, zimno...
- Hmm... Może przyjaciółka Parkinson ta pusta blondyna z ciemnymi oczami?
- Nie.
- Nie wiem poddaje się - powiedziała smutnie Diana.
Żadna inna blondynka już jej nie przychodziła na myśl, a przecież tylko one z definicji są "puste"...

- To ci powiem moją żoną ma zostać nie, jaka Vivien Riddle - powiedział i zrobił zdegustowaną minę.
Nie. Jaka?

- Ej nie żartuj takiej żony nie życzyłabym nawet największemu wrogowi - powiedziała z uśmiechem Diana.
Taka bida, co komnaty nie potrafi otworzyć, a jeszcze zamiast tasiemca ma w sobie bazyliszka.
Jaszu, zapomniałeś o najgorszym. Ona jest BLONDYNKĄ.
Ale za to jakiego teścia dostaje się w pakiecie!
I brak teściowej!
I do tego szwadron szwagierek. Żyć, nie umierać.

- Nie żartuje - powiedział poważnie Draco.
- Mój ty biedny! – Dziewczyna przytuliła kuzyna.
- Dzięki za pocieszenie – mruknął.
- Zawsze do usług. Gdybyś potrzebował jeszcze trochę pociechy, czekam w dominatorium.


Diana pożegnała się z chłopakiem i ruszyła pod Pokój Życzeń, przy którym miała się spotkać z Vivien Riddle.
- Dłużej się nie dało? - Zapytała Vivien zamiast powitania
- Dałoby się, ale wiesz... te przedwczesne wytryski...

- Chodź ożywimy bazyliszka i otworzymy to cholerstwo i będzie spokój - powiedziała Diana
- Racja Lestrange - i ruszyły w stronę łazienki Jęczącej Marty
Racja. Jak ożywicie bazyliszka, to będzie taki spokój, że ho ho. Śmiertelny wręcz.


- Dobra Riddle otwieraj ta komnatę - zarządziła Lestrange
-  A jak ? - Zapytała Vivien
- Mowa wężów - odpowiedziała Diana
- Też fakt - powiedziała Riddle - Tylko ja jej nie znam - wyżaliła się
Tatuś zaniedbał podstawy edukacji dzieciątka?
Był wszak typowym tatusiem w wiecznej delegacji.

- I co ja z tobą mam przecież to ty jesteś dziedzicem, ale masz szczęście rodzina mojej matki też wywodzi się od Slytherina zaraz ja otworze to cholerstwo - uśmiechnęła się z ironią Diana - Otwórz się - powiedziała w języku wężów, z jej ust wydobył się syk
To jakoś inaczej niż zwykle?
Swoją drogą, ałtorce należy się szacun za tak oryginalny zabieg, jak uczynienie z córki Voldka tępego i nierozgarniętego tła dla Głównej Bohaterki. Jak wiadomo jednak, dwie Mary Sue nie mogą koegzystować w jednym opku.
Ale nie zapominajmy, że jest to dziewięć tysięcy siedemset osiemdziesiąta trzecia córka Voldemorta. Z czasem jego geny stawały się coraz słabsze i bardziej zdegenerowane, kolejne córki były coraz bardziej ciućmowate, aż w końcu pojawiły się beznadziejne gapy, wyłupujące sobie oczy różdżką, spadające z mioteł i potykające się o własną szatę.


Komnata Tajemnic zaczęła się otwierać, oczom Riddle i Lestrange ukazała się wielka "ślizgawka", którą miały zjechać w dół wprost do Komnaty.
 - Eee.. To, co robimy? - Zapytała inteligentnie Riddle.
- Czy ty jesteś taka tępa czy tylko udajesz? - Uśmiechnęła się ironicznie Diana.
- Udaję. Uwielbiam irytować takie zarozumiałe pannice jak Ty.

- Eee... Diana nie zgrywaj tylko powiedz, co dalej robimy! - Krzyknęła Vivien.
- O jaka nowość a od kiedy my po imieniu? - Kolejna ironia w wykonaniu Diany.
Aplauz na stojąco, zwłaszcza za zrozumienie znaczenia słowa "ironia".

 - Dobra idziemy tym korytarzem.
- Ale tam jest ciemno!
- Szybka jesteś - kolejna ironia ze strony czarnowłosej - A po co mamy różdżki a ty głowę ? - uśmiechnęła się Diana.
- A no też fakt różdżka - i uderzyła się teatralnie ręką w głowę.
Dając tym samym odpowiedź, po co ją ma.

- Ty no na serio szybka jesteś! - No i kolejna ironia.
No i przy kolejnej dawce ironii zacznę przypalać papierosem.

Ślizgonki szły w ciszy i nasłuchiwały się w cisze, w której słychać było jedynie dudnienie kropli wody o posadzkę
Szpro czytała opko i wpatrywała się w opko, w którym słychać było jedynie dudnienie nonsensu.

- Aaaaa co to?! -  Wykrzyknęła szatynka.
" Strach to właśnie to, czego tu nie trzeba, a znajduje się w każdym zakamarku tej komnaty "
Nie stras, strachu, nie stras, bo cie tu nie trzeba.
Obejdź lasy, góry, komnaty i mury, zawróć sie do nieba.

Diana zachowała spokój i podeszła bliżej tego czegoś.
- Sądząc po rozmiarach to skóra naszego kochanego syczącego przyjaciela.
- Że kogo?- Zapytała inteligentnie Riddle.
- Cholera ciężko kapujesz to skóra bazyliszka!
Zaraz, zaraz - tego bazyliszka przejechał walec drogowy?
*Szpro zaczyna się bawić zapalniczką*

- To..to jest takie wielkie? - Zapytała przerażona Riddle.
Tak. I się porusza, jak potrzymasz w dłoni.

Vivien i Diana w pewnej chwili stanęły przy okrągłych drzwiach na których były narysowane węże.
- I co teraz? - zapytała Viv.
- Matko! Ja nie wytrzymam zaraz ją jebnę! - Krzyknęłam a mój glos rozniósł się po całej komnacie
No, nareszcie yuri. Tylko po co tak krzyczeć? Żeby narrator znów sobie poszedł?
A co, ma się gapić?
Może by się czegoś nauczył?

 - Trzeba otworzyć te jakby drzwi językiem wężów - wyjaśniła Diana.
Nie próbujcie tego w zimie. Język przymarznie.
Trzeba lizać węże w drzwiach? Wyobraźnia z lekka mi szaleje...
*z lekko obłąkanym uśmiechem nuci "Die Banane"*

- Otwórz się - z jej ust wydobył się jedynie syk.
Drzwi otworzyły się a Ślizgonki stanęły w Wielkiej Legendarnej Komnacie Tajemnic.
- Hmm.. Nawet ujdzie myślałam, że Slytherina na więcej stać - zacmokała Diana, rozglądając się po komnacie.
Nie było pluszowych kotar ani kryształowych żyrandoli. Szarych, oczywiście.
Od kurzu.

Komnata Tajemnic była wielkim pomieszczeniem.
Ściany wokonane były z szarych skał, a posadzka z tego samego koloru kamienia. Na ścianach wyryte były węże. W centrum komanty znajdował się wielki pomnik zacnego Salazara Slytherin'a.
Zaiste, zacny ci on był i spolegliwy.
Godny i sprawiedliwy, słuszny i zbawienny.

Nagle oczom Lestrange ukazało się ciało Bazyliszka leżało przy jednym z posagów.
Pozostałym po jednej z bazyliszych żon. Już wiemy, skąd te legendarne smocze skarby!

- Hmm... To teraz zaklęcie - Panna Lestrange zatrzymała się przed bazyliszkiem i
zaczęła szeptać regułki zaklęć, wymachujący przy tym różdżką.
Po chwili wąż zaczął się wić.
No proszzzz. I po co Voldziu tyle kombinował z krwią jednorożca, Kamieniem Filozoficznym i horkruksami, skoro dwie smarkule mają moc wskrzeszania umarłych?
No wiesz, postęp, technika... Młode pokolenie szybciej się uczy.

- Visus* - szepneła pośpiesznie zaklęcie najpierw w stronę Vivien, a później na sobie.
 
Po chwili Ślizgonki znajdowały się już w łazience Jęczącej Marty. Zostawiły ostrzeżenie dla szlam i skierowały sowje kroki w stronę dominatorium.
Sowy pohukiwały w bezsilnym proteście. Nigdy nie lubiły tych zabaw w dominację.
Miały traumę po Hagridzie.

" Komnata Tajemnic została ponownie otwarta strzeżcie się wrogowie dziedzica ..."

- Udało nam się nadzwyczaj dobrze - uśmiechnęła się Lestrange.
Poszło jak z płatka. A biedny Harry musiał wyczyniać jakieś sztuki z mieczem...
Bo on nie ożywiał, a zabijał, a to widać bardziej skomplikowane.

Visus - po łacinie wzrok. Użyłam jako zaklęcia, dzieki któremu bazyliszek nie spetryfikuje Diany i Vivien.
Super-hiper-duper niekanoniczne moce i zaklęcia - są. Czekam na magię bezkijową.
Zaklęcie ZVisus jest przeciwieństwem Petrificus Profallus.
~~*~~


Tygodnie mijały w zastraszający tępie.
Zastraszająco tępo to jest jednakowoż naszo boChaterko...

Ledwo sie obejżałam a był już czternasty lutego.

A pfff... Walentynki? Dostałam ich trochę ale postanowiłam otworzyć tylko kilka.
A pfff... bazyliszek? Siedział cały ten czas grzecznie w komnacie, czy też przyprawił sobie różowe skrzydełka i zabawiał się w amorka?
Naszeptywał miłośnie w rurach do Harry'ego.

* * *


Postanowiła wziąć długą kapiel. Gdy ściągłam ubrania [cisłam je na ziemię i wdepłam do wanny] i woda zaczęła obmywać moje napięte ciało usłyszałam głos Malfoy'a.
Napięte ciało? Czy ona ma jakieś skurcze?
Gdybyś ciągle dumał nad Ciętymi Ripostami, też byś chodził pokurczony i zakwaszony.
To narracja musi mieć zakwasy od skakania w te i we wte.

- Diana dyrektor chce cię widzieć.
Spojrzenie dziewczyny rzucało gromy na prawo i lewo.
Z silnym zamachem rzęs i łopotem brwi.
Jak śmie, dyrektor jakiś, przerywać jej kąpiel!

A teraz śmierciożerka spieszy się do dyrektora:

 Obwinęła swoje ciało ręcznikiem przeklinając pod nosem wszystko, co istnieje. Nie miała nawet chwili spokoju ciągle tylko ktoś musiał mieć do niej interes.
Taki Dumbledore nie potrafił podjąć żadnej decyzji bez zapytania Diany o zdanie.

Włosy związała w wysokiego kucyka, ubrała czarną bluzkę na długi rękaw i tego samego koloru spodnie.
Spodnie też ubrała na rękaw? Musiała w tym wyglądać nieco hm... dziwacznie.
Z rękami usztywnionymi w nogawkach i rzucając spojrzenia spode łba. Pewnie jeszcze mamrotała "móóóózg, móóózghhh".
Łypiąc mrocznie na boki przez dziurki od rozporka.

Zeszła do pokoju wspólnego.
- Dłużej się nie dało? – Warknęła Vivien, gdy Lestrange przekroczyła tylko próg Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
- Dałoby się, ale... - zaczęła Diana.
- Masz - Vivien z ciężkim westchnieniem wręczyła jej najnowszy numer Cosmopolitan. - Tu piszą, jak opóźnić i w ogóle...



" Pocałunek jest jak kawałek czekolady na jednym trudno zaprzestać "
Cytat z Dupy Wzięty - jest...
Kawałek czekolady z dupy wzięty jest jak tramwaj pełen pawianów.

Oczywiście Vivien musiała potknąć się na schodach i z głośnym trzaskiem uderzyć czteroma literami w posadzkę.
Choć się zapierała ręcami i nogiema, to jednak walnęła czteroma literoma.

- Nie dość, że niedołężna to jeszcze ślepa – skomentowała Diana.
- Nie dość, że chamska, to jeszcze chamska - skomentowała Szpro.

Draco jako jedyny zlitował się nad Vivien i pomógł jej wstać.
Lestrange otworzyła drzwi gabinetu dyrektora nie bawiąc się w uprzejmości typu pukanie.
Nie, żeby ktokolwiek się tego po niej spodziewał, prawda?
Dość, że nie wywaliła drzwi z kopa.

- Wezwałem was gdyż prefekci wyjechali na konkurs i przez kilkanaście dni musicie ich zastąpić. Także jako opiekuni  na konkurs wyjechało kilku nauczycieli, więc przez najbliższy czas pokoje wspólne Ślizgonów z Gryfonów i Krukonów z Puchonami będą łączone.
Starych nie ma, chata wolna
oj, będzie bal!


- Że co? - Zapytali się chórem obecni.
- Że becikowe... - odpowiedzieli sobie unisono.

- Profesorze pan chce abyśmy się pozabijali przecież Malfoy Lestrange i ich Kółko Różańcowe będzie wyżywać się na szlamach - powiedziała filozoficznie Granger.
- Kółko Różańcowe ? - wykrztusiła Diana
Co to za papistyczny wymysł?!
Ciągłe powtarzanie paciorka o Slytherinie nasuwało oczywiste skojarzenia.

- Spokój - krzyknął Dumbledore - Tak, więc będziecie czwórkami patrolować korytarze.
Kiedy się wypełniły dni
Ciężkimi szlabanami,
Prosto do łoża czwórkami szli
Ślizgoni z Gryfonami.


" Nienawiść jest początkiem miłości czyż na pewno?”
W opkach - na sto procent.


*** Kilka minut później w gabinecie dyrektora***

- Dziękuje dyrektorze, że Diana z nami patroluje korytarze – powiedział Potter.
- Nie ma, za co Harry jeszcze nie za późno na to by ją uratować – oznajmił dyrektor
Mujeju, znacie jakiś sposób, by oduczyć ją chamstwa i bezczelności? Życzę powodzenia!
Znają. Bazyliszka.

***
- Cholera jasna szlaban! - wykrzyknęła Lestrange i wzięła chłopaka za rękę ciągnąc
w stronę gabinetu Naczelnego Nietoperza Hogwartu.
Biegli ile sił w nogach, Diana nawet nie pukając wparowała do gabinetu wcześniej wspomnianego Nietoperza.
Wyżej wzmiankowany obsobaczył wcześniej wspomnianą, używszy niejednokrotnie nadmienionej ironii.

- Oj jaka kultura PUKA się Lestrange i Zabini! - powitał ich Nietoperz.
- Oj, jaka kultura, tak oznajmiać wszystkim, że my... tego...
Poprawiam. Powinno być: Zabiniego.

- Aha - odpowiedziała .
- Dobra dzisiaj będziecie mieć szlaban z... - nie dokończył bo następnych dwóch uczniów wparowało do gabinetu, a byli to Potter i Weasley
- Potter Weasley minus 20 punktów dla Gryfonów PUKA się ! - krzyknął Snape
- Więc - zaczął ale dalej mu brutalnie przeszkodzono
Biedny Snape. Można zrozumieć coitus interruptus raz na jakiś czas, ale tak co chwilę?

- Nie zaczyna się zdania od "Więc" - uśmiechnęła się ironicznie Diana
Nie jestem snaperką, nie lubię nawet tego pana. Ale zapowiadam uroczyście, że jak ta mała idiotka jeszcze raz się tak do niego odezwie, zasadzę jej centralnie takiego kopa w rzyć, że rozplaska swą arystokratyczną buźkę o przeciwległą ścianę, howgh!
Żarty się skończyły! - stwierdziła Szprota i z zapalonym papierosem zbliżyła się do BoChaterki.

- Lestrange będziesz czyścić starą klasę od eliksirów z Potter'em a - oznajmił z
jadowitym uśmieszkiem
- Czego z nim?  - zapytała zła Lestrange
- Nie czego, a co. Klasę. Starą. Od eliksirów. Będziesz czyścić.
- Chyba Twoją starą! - odburknęła Diana, we własnym przekonaniu - ironicznie.

- Bo z Zabini’m byś się cały czas całowała, chyba że wolisz z Weasley'em - zapytał
- Nie wole z Potter'em - odpowiedziałam
Weasley ma kiepską technikę.
Nigdy nie potrafił zapanować nad skomleniem po wgryzieniu się w dolną wargę.

- No a Weasley z Zabini'm sprzątać łazienki w CAŁYM Hogwarcie – zaakcentował słowo "Całym"
I żadnych macanek po kątach, jasne?
Może chociaż randomowe lodziki?

- To bierzcie się do pracy a i jeszcze proszę o wasze różdżki - uśmiechnął się ironicznie Snape, na co Diana prychnęła, ale zostawiła to bez komentarza
Przydział ciętych ripost na ten miesiąc się skończył.
Całe szczęście!

Obecni oddali różdżki w ciszy [od.aut. Żałoba jakaś czy co? ; p ]
Ta, odeszli wujek Sens i ciotka Logika.

[Opis szlabanu pomijamy. Generalnie, nic się nie dzieje, posprzątali i wsio.]

***

Gdy znaleźli się w Wielkiej Sali usiedli przy stole domu Węża, a o chwili wleciały sowy, jedna z nich podleciała do Diany, gdy otworzyła list bardzo się zdziwiła.
Oczy sowy ze zdziwienia zrobiły się jeszcze większe.

Droga Diano!

Cieszymy się z ojcem, że udało ci się wykonać zadanie
Czarny Pan jest bardzo zadowolony.
Mamy dla ciebie informacje będziesz miała
rodzeństwo.                      

                                  Matka i Ojciec

Sowa serdecznie uścisnęła dłoń Diany i zapytała: "wolisz mieć siostrzyczkę, czy braciszka?"
Cokolwiek, byle nie BLOND!
W nagrodę za wykonanie zadania, Czarny Pan dał im godzinkę tylko dla siebie?
Tylko podejrzane jest, dlaczego właśnie Voldemort jest taki zadowolony.



[Tu następuje opis kolejnej lekcji Eliksirów. Tym razem uczniowie mają uwarzyć Eliksir Prawdy i zażyć go. Jak się domyślacie, owocuje to zalewem Elementów Komicznych, którymi doprawdy nie warto sobie zawracać głowy.]
 

- Proszę o ciszę - po jakimś czasie dyrektor zaczął przemowę - Ze względu na ponowne  otwarcie Komnaty Tajemnic postanowiłem z gronem nauczycielskim - tutaj wskazał na  nauczycieli [bo inaczej uczniowie nie domyśliliby się, o kim mowa] - że ze względu na  niebezpieczeństwo które grozi wam stworzyć 2 Pokoje Wspólne, Ślizgoni i Gryfoni będą mieli  Pokój Wspólny na 1 piętrze nieopodal łazienki prefektów - Dom Węża i Lwa zawył z oburzenia [to już mają wspólny dom?] [wyjącą chatkę!], a dyrektor nienaruszony tą reakcją  [znaczy, nie urwało mu głowy?] kontynuował - a Krukoni i Puchoni na 3 piętrze niedaleko  kuchni, Prefekci mają patrole, które ustalono na zebraniu no i tyle Smacznego - na  półmiskach pojawiły się przeróżne potrawy
Aha. Aha. Znaczy, Voldek też uczestniczy w tajnych planach Dumbla, by sparować tylu uczniów, ilu się tylko da?
Inwestuje w mięsko armatnie. Tfu, różdżkowe.

[Uczniowie udają się do nowych pokojów wspólnych, zostają przydzieleni do nowych dormi... tfu, dominatoriów i postanawiają uczcić to... zgadnijcie, czym? Oczywiście, grą w butelkę!]



Poczekaliśmy do 20 aż Welasey i Potter pójdą na patrol i wparowałyśmy do dominatorium chłopców, oczywiście w piżamach
Czarnych, lateksowych.
I żeby miały sucze kozaczki do pół uda... - rozmarzyła się Szpro.

- Zapowiada się na imprezę piżmową - powitał nas Arthur
- Żebyś wiedział - uśmiechnęłyśmy się z Vanessą
Ta zmysłowa, zwierzęca woń w powietrzu nie dała się pomylić z niczym innym.

- A gdzie Vivien ? - zapytał Nott
- Łeb ją boli i ma dojść za chwile - oznajmiła Vanessa
A na razie leży i myśli o Estonii.

Gra toczyła się dalej było kilka pytań i wyzwań, które dotyczyły najczęściej Alkoholu [ od. aut. wyzwania dotyczyły alkoholu !] , tak więc około 3 w nocy wszyscy byli zalani ...
Od czyt. - to czego dotyczyły te wyzwania, bo nie zrozumiałam?
Pisowni słowa "alkohol".



Połowa już spała w przeróżnych miejscach, Diana aktualnie całowała się z Diabłem, pocałunki stawały się coraz namiętniejsze, usta Blaisa zaczęły całować szyje dziewczyny, ona nie pozostawała dłużna wplotła palce w włosy chłopaka, jedna ręka Blaisa znajdowała się pod bluzką dziewczyny i gładziła jej brzuch a druga zaczęła powoli odpinać guziki bluzki, gdy bluzka dziewczyny wylądowała na podłodze Diana odskoczyła od chłopaka
Jak na sprężynce. Bing-bang!

- Blaise dla mnie to za szybko - oznajmiła szeptem
Powinieneś po każdym guziku robić kwadrans przerwy. Czytałam taki artykuł w Cosmo...

- Spokojnie kochanie poczekam - uśmiechnął się w stronę niebieskookiej i zasnęli wtuleni w siebie na jednym z łóżek znajdujących się w dominatorium ...
Na jednym z licznych, wygodnych łóżek, dyskretnie oświetlonych różowymi nocnymi lampkami, ukołysani delikatnie sączącą się melodią...


                                              ***

- Harry czego nie ma Lestrange ? - zapytał Ron
- A bo ja wiem... Wacka?
- Kindersztuby?

" Mania prześladowcza, Ludzie, rzucając bliźniemu kłady pod nogi, dodają: to nie kłady, to tylko twoja bujna wyobraźnia... "
                                                     Karol Irzykowski
Dobra, wiemy, że ałtorka ma manię wstawiania wszędzie Cytatów z Dupy Wziętych, ale co tu robią quady?
Uzasadniają płaskiego bazyliszka w Komnacie Tajemnic.


***

Następny ranek sobota wyjście Walentynkowe do Hogsmeade
Eeeee? Taż Walentynki w tym opku już były co najmniej dwa dni wcześniej!
Walentynkowy wieczorek jest z piątku na wtorek.


- Piękne - powiedziałam z uśmiechem, Blais zaprowadził mnie na polanę,
na której była usłana dróżka z płatków róż [takiej specjalnej, zimowej odmiany] na końcu dróżki znajdował się koc [ na nim było jedzonko ; p ]
- Kochanie masz ochotę na piknik ? - zaśmiał się Diabeł
- Oczywiście, że tak – odpowiedziałam z uśmiechem
Piknik na kocyku, w środku lutego, oł je!
Mieli przenośne igloo i kocyk z izolacją NRC.
 
Usiedliśmy na kocu przytuleni do sobie, co kilka minut całowaliśmy się i pałaszowaliśmy
jedzonko ...
Kanapeczki z szyneczką i pączusie z toficzkiem...
Budyń z soczkiem, kakao z pianką i ptyś.

- Było pyszne - zaśmiałam się i pocałowałam delikatnie Diabła, po chwili pocałunek stał się namiętniejszy jego język wypowiedział wojnę mojemu ...
Pluł śliną, strzelał resztkami jedzonka...
Atakował dziąsełka i dziureczki po plombkach.

- Pomocy ! - usłyszeliśmy z oddali jakiś głos odrazu wstaliśmy z koca i pobiegliśmy w stronę głosu, który jeszcze co jakiś czas wołał o pomoc, gdy dotarliśmy na miejsce zauważyliśmy jakąś dziewczynę, w której stronę poleciało zaklęcie Crucio rzucone przed Alecto Carrow
Rzucający miał zeza, najwyraźniej.
Widocznie wpatrywał się w lazurowe tęczówki.

- Drętwota ! - krzyknęłam w stronę Carrow
- Sectusempra - krzyknął w moją stronę Charlie Weasley, w ostatniej chwili udało mi się uciec od zaklęcia
- Crucio - rzuciłam w stronę Rudzielca
- Drętwota - odpowiedział na atak, po chwili koło mnie zjawiła się Bella
Zaraz. Rozpiszmy to sobie.
Śmierciożerczyni Carrow atakuje Cruciatusem jakąś dziewczynę. Diana rzuca Drętwotę na Carrow, najwyraźniej w obronie tej dziewczyny. Tymczasem Charlie, członek Zakonu Feniksa, atakuje Dianę, uczennicę (wątpię, by wiedział o jej śmierciożerstwie), która w dodatku przed chwilą mu pomogła? Widzi ktoś w tym choć ździebko sensu?

Nie, ale doceniam stężenie absurdu.
Mordobicie jak w góralskiej knajpie - byle w ryja dać każdemu, kto się pod rękę nawinie.

- Kochanie zabij zdrajcę krwi - szepnęła, byłam prowadzona jakby przez Czarną Magię nawet nie wiem, kiedy wypowiedziałam te dwa słowa w stronę Weasley'a tak łatwo powiedzieć Avada Kedavra a później żałować
Powiedzieć łatwo. Samo powiedzenie nic nie daje. Rowling wyraźnie zaznaczyła, że użycie Avady wymaga potężnej mocy magicznej i wielkiej siły nienawiści. Tymczasem w opkach roi się od nastoletnich śmierciożerców na okresie próbnym, rzucających Niewybaczalnymi na prawo i lewo...
To dobrze świadczy o sile nastoletniego buntu.
 
" [...] kiedy dobrze zna się śmierć, ma się większą odpowiedzialność za życie. Każda, najmniejsza nawet szansa życia staje się bardzo ważna. "
                   Hanna Krall
A kiedy się nie umie napisać nic mądrego od siebie, to trzeba walnąć jakimś cytatem, wtedy jest piknie, wzniośle, patetycznie*, a czytelnicy ocierają łzy wzruszenia.

* w znaczeniu angielskim.

Ty podła ałtoreczko! Przez Ciebie zdefekowałam marmurem!
Ja zwomitowałam spiżem.
 
- Brawo kochanie - uśmiechnęła się Bellatrix - Wycofujemy się do zobaczenia - gdy popatrzyłam na matkę zauważyłam wybrzuszenie było doskonale widać że jest w ciąży a ona jeszcze walczyła ach...
Ach, och i labamba. Te hormony.

Pochyliłam się nad ciałem Weasley'a poczułam ukłucie żalu w sercu, zabiłam, zabiłam człowieka na moich policzkach pojawiły się kryształowe łzy znaczące drogę po mojej twarzy...
Ostre krawędzie kryształu znaczyły ją krwawymi szramami.
Usmarkany, krwawy upiór. Tak. To jest stan, do którego boChaterka dąży nieustannie.
 
 
Jak zauważyliście, aŁtorka krasi swoje opko aforyzmami. Sadzi je bez umiaru i wyboru - raz zaczerpnie coś z Żeromskiego, raz z Coelho, z Kierkegaarda (hehe, z Kierkegaarda!) i Riedla, byle było "głębokie". Ogromna część została wywalona, zostawiamy tylko kilka rodzynków, żeby Czytelnicy mieli pojęcie jak o nich dbamy, oszczędzając im podobnej lektury...


" Śmierć jest przecinkiem w zdaniu twego życia. "
Ej, chyba nie przecinkiem, ale kropką.
Jeśli jest równie swawolny, co przecinki u ałtorki, grozi nam hekatomba.
Siódma Trąba, pomór i bomba.


- Diana, słyszysz mnie ? - pytałem zdenerwowany, odpowiadała mi cisza, niewiele myśląc wziąłem ją na ręce i pobiegłem w stronę Hogwartu, po drodze widziałem wiele trupów zarówno członków Zakonu Feniksa jak i Śmierciożerców a także uczniów...
Znaczy, eeee... rozegrała się jakaś bitwa, tak? A oni prawie wszystko przegapili, obściskując się na kocyku? Zaprawdę, godna to inicjacja młodych Śmierciożerców!
Trudzili się nad nowym pokoleniem Śmierciożerców. W tych okolicznościach to uzasadnione.

[Dalej mamy scenkę w Skrzydle Szpitalnym. Jak się zapewne domyślacie, ważniejsze od ratowania rannych, umierających innych uczniów, jest ocucenie z omdlenia panny Lestrange.]

" Sen jest kuzynem śmierci "
 A obiad jest szwagrem sznurowania butów.
 
" Życie to teatr... "
 A biegunka to multipleks...

nie ma miłości jest Władza i Potęga, od dziecka im to wmówiono oni i tak wiedzą swoje bo jak inaczej nazwać to uczucie pomiędzy Dianą i Blaisem ?
Przyjaźń ? Nie napewno nie
Pożądanie ? Możliwe...
Czyli mogą ryćkać się na okrągło, ale pogadać nie mają o czym.
Kopulacja to jeszcze nie powód do przyjaźni.

" Ona i On Niebo i Grom "
 My i wy, owsiki i pchły...

A może jednak to miłość ?

" Czym jest słońce dla ziemi, tym miłość dla duszy "
Czym jest rower dla ryby, tym pisuar dla portfela...

***


Kilka godzin wcześniej Hogsmeade:
Hogsmeade co? Nie cierpię urwanych zdań!
Hogsmeade dwukropek. Dalej można dołożyć pe albo nawias. Albo iksde.


- To teraz do Trzech mioteł - oznajmił Wybraniec, gdy wychodzili ze sklepu Zonka obładowani torbami i z uśmiechem, ostatnim tego dnia
Zapas się skończył.

Trzask tak dobrze im znany, który było słychać jak ktoś się teleportuje, wiele zakapturzonych postaci
Znowu dresiarze zrobili wjazd na kwadrat...

- Śmierciożercy - szepnęła ledwo dosłyszalnie Grangerówna

" Po co mi to wszystko?
Hotele, szpan, rywale, a potem
strach, że runie, no runie to wszystko.
I znowu zostanę sam.  "
        Ryszard Riedel

Na uj z pętelką mi to wszystko?
Opka, ałtorki, analizy, a potem
Strach, że mózg mi zlasuje to wszystko
I odejdę z obłędnym chichotem.
            Kura z Biura

Na wulwę z loczkiem mi to wszystko?
BoChaterki, orty, i cały ten nabój
A potem strach, że zwisnę ałtoreczce z pyska
w stanie kompletnego rozkładu...
Szpro



Minuty zamieniające się w godziny, płacz umierających, krzyki bólu, cierpienie, szaleńcze śmiechu
Czyli opis tego, co dzieje się z analizatorami.
Ja przyznaję się tylko do szaleńcze śmiechu.

Diana poczuła ukłucie żalu w okolicy serca, tak miała serce, które skrywała pod maską obojętności i szyderstwa, które zaczęło szybciej bić gdy pokochała Blais'a ...
Szybciej Bijące Szyderstwo. Taki wyższy stopień Ciętej Riposty.
O, W Mordę Bijące Szyderstwo!
Nie je, nie pije, a szydzi i bije.

***


Wieczór, zachód słońca, przepiękne zjawisko panna Lestrange siedzi na parapecie skrzydła szpitalnego i patrzy w dal pustym wzrokiem,
Piękna była ta pustka w jej wzroku. Taka bezdenna.
Przybliżała pojęcie nieskończoności.


jej maska obojętności i szyderstwa upadła
*patrzy na okruchy kryształowych łez* Szkoda trochę tych paneli. W obi były po 7 zł za metr.

na jej bladej twarzy widać emocje, które zawsze udawało jej się ukryć pod maską obojętności ...
Harry udaje, że śpi, ale patrzy na dziewczynę siedzącą na parapecie okna, w jej pięknych lazurowych oczach widzi smutek, jej maska obojętności upadła ...
Tak, upadła i stłukła się, a jej trzask obudził Pottera. Wiemy, nie trzeba nam dwa razy powtarzać!
Oj tam oj tam. Utrwali się nam przynajmniej.

Cisza, w ciszy słychać ich nierówne oddechy, chłopak zbliża twarz do twarzy dziewczyny ich usta spotykają się w pocałunku, lekkim trwającym zaledwie kilkanaście sekund
Mujeju, to już dementorzy są lepsi w całowaniu...
I można dzięki nim zrozumieć frazę "ssanie w dołku".
 

Diana tej nocy nie mogła zasnąć to za dużo jak na nią życie za dużo od niej wymaga, kto by pomyślał Diana Lestrange płacze ?
A jednak, życie potrafi złamać nawet najmocniejszego człowieka ...
Taak, pocałunki Pottera miażdżą.
Arbuzy.


Od pierwszego zabójstwa Diany minął tydzień, marzec przywitał uczniów Hogwartu kapryśną pogodą raz pada śnieg, raz deszcz, a czasem świeci słońce ...
Z tej okazji luty został skrócony do 21 dni? Przypomnijmy, Diana zabiła Charliego w Walentynki.
Nadchodzący rok wieszczyły różne znaki na niebie i ziemi. Psy piły wodę ogonami, dżdżownice wciągały krety pod ziemię, a luty trwał trzy tygodnie, po 10 dni każdy.


[Diana cierpi z powodu wyrzutów sumienia, co się objawia między innymi wzrostem jej zwykłej bezczelności...]
[jeszcze większym? laboga...]
 

- Panno Lestrange jakie jest zastosowanie bezoaru ? - powiedział z wrednym uśmiechem
Snape, gdyż zauważył, że Diana nie uważał na lekcji
O, zmiana płci. Co te wyrzuty sumienia robią z człowiekiem...
Jeśli od wyrzutów sumienia ma mi wyrosnąć penis, przysięgam, że nigdy niczego nie będę żałować!

- A skąd ja mam to do cholery wiedzieć ? - wypaliła Lestrange ze złością
- Z podręcznika, panienko. To jest to coś z zadrukowanymi stronami, bez fotografii celebrytów i bez gratisów pod postacią błyszczyka.

- Szlaban - syknął i oddalił się w stronę Potter'a aby go podręczyć
- I osiągnął pan swoje tak ? Myśli pan, że ja się przejmuje jakimiś pojebanymi szlabanami mam dość wszystkiego - pozbierała swoje rzeczy i wyszła z klasy trzaskając drzwiami
A Snape tak został, z opadłymi rękami i miną wychędożonego jeża.
Jak można jej pomóc? Poza natychmiastowym odstrzałem?

[Diana zatem cierpi po swym pierwszym zabójstwie. Wystarczyły jednak dwa słowa pocieszenia od Malfoya oraz zjedzenie czterech czekoladowych batoników, by humor poprawił jej się na tyle, aby była zdolna do kolejnego, całkowicie zbędnego Elementu Komicznego, czyli wywołania bitwy na żarcie w Wielkiej Sali]


A teraz uwaga uwaga! Jesteśmy świadkami powstania niesamowicie wyrafinowanego, chytrego i podstępnego planu przeciągnięcia panny Lestrange na stronę Dobra!

- Dyrektorze, ale jak możemy ją przeciągnąć na naszą stronę ? - zapytał Potter, który nie wyglądał lepiej od reszty uczniów z ubraniem popapranym przez jedzenie
- Trzeba podać panu Zabini’emu Amortencję... - oznajmił dyrektor wyrywając się tym samym z zamyślenia
Tak, ja też sobie przerywam swoje zadumy wygłaszaniem absurdalnych pomysłów. A potem ludzie się śmieją i jest fajnie.

- A nie ma innego wyjścia z tej sytuacji ? - zapytał Wybraniec z lekkim uśmiechem
- Niestety Harry, tylko to mi przyszło na myśl, Blaise ma na nią zły wpływ zapewne na początku panna Lestrange będzie przygnębiona, ale wtedy ty, Hermiona i Ron wkroczycie do akcji, zaprzyjaźnicie się z nią i dacie jej poczucie prawdziwej przyjaźni - powiedział dyrektor Hogwartu, tonem, który wskazywał jasno na to, że to już jest postanowione
Nie bierze pod uwagę tej możliwości, że panna Lestrange weźmie i obrazi się na amen, tupnie nóżką i pójdzie do dominatorium Lorda Voldemorta.
Zabierając ich ze sobą.
Bo Voldemort od dawna marzył o intensywnym podominowaniu nad Harrym Potterem.

- A jak podamy Zabini’emu amortencję ? - zapytał Harry
- Zgredek zakradnie się rano do waszego dominatorium i doda do wody znadującej się na szafce Blaisa amortencję, gdyż jak mi dobrze wiadomo pan Zabini wczoraj pił Ognistą z Draco
Próbuję wyobrazić sobie dyrektora szkoły z internatem, który z troską pochyla się nad schlanymi na umór uczniami i kombinuje, jak ulżyć im w kacu-ludojadzie.

***

[Diana idzie patrolować korytarze wraz z Gryfonami i przy tej okazji ma małą scysję z Ronem. Wciąż nieświadomym zresztą, kto zabił jego brata.]

Po chwili Diana wyciągała różdżkę i skierowała na Rona, zawładnęła nią furia, rudy zaczął się cofać po chwili natrafił na zimną ścianę oparł się o nią różdżka Lestrange boleśnie przyciskana przez właścicielkę wbijała mu się w gardło.
Ała, ała! - jęczała różdżka.

- Nikt nie będzie mi rozkazywał - powiedziała przez zęby - Rozumiesz ? - syknęła
To ja tu jestem dominą!

- I co się gapicie idziemy patrolować ten pojebany korytarz czy nie ? - warknęła
Korytarz wodził oczami po suficie i zaśmiewał się do siebie.

- Jasne chodźmy - powiedział Potter, którego twarz była blada, śmiało można było go porównać do trupa
Śmiało, porównujcie!
Leżysz zabity i jam też zabity,
Ty strzałą śmierci, ja - strzałą miłości,
Ty krwie, ja nie mam w sobie rumianości,
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty.
(J. A. Morsztyn)


Przez resztę patrolu nikt nie odezwał się słowem, co bardzo pasowało Dianie, gdy wybiła godzina kończąca szlaban z ulgą na twarz
Zaczęła się godzina szlabanu z ulgą na nogi.
W imieniu włosów żądam kwadransa szlabanu z ulgą!

 ruszyli w stronę Pokoju Wspólnego, bez słowa każdy z czwórki prefektów ruszył do
swojego dominatorium.
Gdzie przez resztę wieczoru z radością dominował nad pierwszorocznymi.


 ***

- Na Merlina ona chciała mnie zabić - jęknął Ron, gdy tylko przekroczyli próg dominorium chłopców
Dziewczyny mają dominatoria, a chłopcy dominoria.
W sumie można by wymyślić jeszcze kilka ciekawych nazw... Co powiecie na dominetoria?
Niektórym przydałyby się dofasolmitoria.
Żeby cienko śpiewali.

***

Chyba mnie trochę poniosło, ale niech zdrajca krwi, nie myśli, że dam mu się
obrażać - myślała Lestrange
Wzięła szybki prysznic, ubrała bieliznę i koszulkę nocną by po chwili oddać się w ramiona Boga snów Morfeusza
I oddała mu się, chrapiąc i pogwizdując z rozkoszy rozlewającej się po jej napiętym ciele.
Chrapanie wstrząsało budynkiem w posadach, strącało żyrandole i bezpowrotnie niszczyło portrety.
I parapety.

" Każdy stan ma swoich zdrajców. "
S. Kierkegaard
Kierkegaard... tjaaa, już wyobrażamy sobie aŁtoreczkę, która wie kim był ten koleś, co takie zajefajne kawałki pisał.
A to nie jest prawdziwe nazwisko Kupichy?

Na lekcji z Hagridem...

- Więc ... - zaczął
- Nie zaczyna się zdania, od „ więc " - syknęłam
I nie stawia się spacji po otwierającym cudzysłowie ani przed wielokropkiem, nie stawia się również przecinka przed "od", a na końcu zdania przydałaby się kropka, Panno Mądralińska!
Jak na ilość syczących zgłosek, syczenie też nie ma tu za wiele do roboty.



*** Ranek dominatorium chłopców ***

- Kurw* ale mam kaca -  jęknął Diabeł
Moralnego... dodał w myślach, z niepokojem patrząc na walające się dookoła gadżety.
Przypływ paniki wzbudziły zwłaszcza obierki od ogórków na jego klacie.

- Chyba przesadziliśmy z Ognistą - powiedział Smok i jednym łykiem opróżnił połowę butelki z wodą
Zostawmy Smoka wawelskiego takiego, jakiego znamy i kochamy - miłośnika dziewic na ostro, ognistych przypraw, wiślanej wody i przystojnych szewczyków.


- Daj trochę wody - syknął Blaise łapiąc się za głowę
- Na szafce masz całą butelkę - odpowiedział Smok
Zanurzając łeb w jeziorze i chłepcząc lodowatą wodę z przerębla.
I puszczając dym tędy i owędy.

- A skąd się ona tu wzięła - zapytał sam siebie - Ale to nie ważne - wypił ciecz znajdującą się w butelce, po chwili poczuł dziwne uczucie,
połączone z krępującym bulgotaniem w kiszkach
i złowieszczym pomrukiem w trzewiach (Ellen Ripley też tak zaczynała),

akurat do ich dominatorium bez pukania wpadła Angelina Rosier
Wpadła bez pukania? Kolejny przypadek partenogenezy? No, no...

Ślizgonka, zakochana bez opamiętania w Diable, Blaise poczuł chęć pocałowania dziewczyny*, zakochał się w niej bez pamięci, po chwili już całował blondynkę, która z tego faktu była niezmiernie zadowolona
Skubana, wyczuła moment! Pewnie Dumbel jej podszepnął. A swoją drogą, gdyby się nie zjawiła... *ma wizję Zabiniego wpijającego się namiętnie w usta Malfoya*

- Ey ! - krzyknął Smok - Przecież ty chodzisz z Dianą - warknął
- Ale kocham Angelinę - powiedział i zatopił się w kolejnym pocałunku z blondynką
Jedno drugiemu nie przeszkadza.
*Szpro chwyta się oczek siatki i porykuje raźno* Andżela! Andżela!

* - działanie amortencji: eliksir miłości, Zabini jako pierwszą osobę płci przeciwnej,
zauważył Angelinę i zakochał się w niej ( eliksir działa 24 h )
Słodki Dracuś nie był wystarczająco zniewieściały?

** - O planie przeciągnięcia Diany na stronę dobra wie cały zakon, dowiedzieli się na ostatnim spotkaniu tego stowarzyszenie, czego nie opisywałam, bo za bardzo nie ma znaczenia
Pewnie. Obrady Zakonu są nudne i paluszki nie mają się od czego lepić.
Poza tym susz konferencyjny jest tuczący.


Dalej następuje wiele, naprawdę wiele stron poświęconych rozterkom miłosnym Diany, Zabiniego i Pottera, przy których flaki z olejem wydają się ostre jak gulasz segedyński... Pojawiaja się też nowe postaci, jacyś przyrodni bracia, jakaś nowa nauczycielka, jakiś syn (!!!) Voldka. Ogólnie, chaos się wzmaga i generalnie przestaliśmy się orientować, o so cho. Zakończmy zatem analizę fragmentem oryginalnej, ałtoreczkowej Poezyi!
(Szpro bierze gitarę...)

Dama,
Mroczna Dama,
była
Mroczną Damą...
A nie jakąś szlamą.
Brzdęk, brzdęk, ołje.

Z zachowania i wyglądu,
jej czarne włosy falowały.
Lecz w świetle światopoglądu
garściami wypadały.

Brzdęk, brzdęk, ołje.

Oczy błyszczały niebezpiecznie
zwiastowały wybuch, a
wargi drgały niebezpiecznie.
A "niebezpiecznie"
Rymuje też się z "wiecznie"
Lecz o tym nie trzeba wiedzieć koniecznie.

Brzdęk, brzdęk, ołje.

Była tylko zwykłą nastolatką,
zwykłym dzieckiem,
które zostało śmierciożercą.
Kryształowe łzy się w oczach wiercą!

Nikt się jej nie pytał
co czuje. Kazał jej zabijać z zimną krwią
Czikitdałn, łoczałt, zią!

niewinnych ludzi.
Których ta pieśń nudzi...
Brzdęk, brzdęk, ołje.

Miała na twarzy maskę,
pod różowym, mrocznym kaskiem

skrywającą ludzkie uczucia
oraz antyblond knucia

pod maską obojętności.
Oj, chyba mam mdłości!

Miała serce, kochała, czuła
na codzień bezuczuciowa.
A Mista Lova Lova!

Ślizgonka była człowiekiem,
który został skierowany na złą drogę.
Łomójboru, nie mogę!
Brzdęk, brzdęk, ołje.
Brzdęk, brzdęk, ołje.



I tym radosnym akcentem kończymy przybliżanie Czytelnikom powikłanych losów Diany Lestrange.
Obcałowujący się nawzajem - Kura na quadzie, Szprota z dymiącym papierosem oraz Jasza z butelką pełną wody, jak również zaginiona Sierżant wraz ze spłonionym Maskotkiem
pozdrawiają sprzed kominka w Komnacie Tajemnic, turlając się z chichotem na skórze bazyliszka.
Machamy do Was, pokazując Mroczne Znaki.
 
Ahoj!


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

• sin


"Lestrange otworzyła drzwi gabinetu dyrektora nie bawiąc się w uprzejmości typu pukanie."
Taaa i śpiewała do tego: "Z Buta wjeżdżam, jednym strzałem wyłamuje zamek..."
http://www.youtube.com/watch?v=SkZr3ePAP_M

AŁtorka najwyraźniej zamiast czcić Boga czci Alkohol bo również pisze jego nazwę z dużej litery :p

• sarcasticsally


"Włosy związała w wysokiego kucyka, ubrała czarną bluzkę na długi rękaw i tego samego koloru spodnie.
Spodnie też ubrała na rękaw? Musiała w tym wyglądać nieco hm... dziwacznie.
Z rękami usztywnionymi w nogawkach i rzucając spojrzenia spode łba. Pewnie jeszcze mamrotała "móóóózg, móóózghhh".
Łypiąc mrocznie na boki przez dziurki od rozporka."

*kwiiiik*
Umarłam i powstałam, żeby was straszyć. Będzie mnie to prześladować. Dzięki : D

• Laura Absinth


O mamusiu! Jak mnie tu dawno nie byłoooooo!!!
Za analizę zaraz się zabiorę, ale najpierw muszę się ponapawać nową zielenią tła i samym faktem, że wreszcie tu wpadłam.

• szprota



@ Ent: serdeczne dzięki za miłe słowa - moje ego jest syte jad i lubi komcie mrowie a mrowie :)

• Gillian


A przeczytawszy "To dobrze świadczy o sile nastoletniego buntu" ze śmiechu dostałam czkawki. Genialne!

• Gillian


"- Siema Diana - mruknął"
Draco mówiący "siema"... Ja pierd*le.

• Sineira



Ukwiczałam się nieziemsko, analiza naprawdę przednia a wierszyk bezkonkurencyjny!

• SStefania

Analiza była cudowna. Uwielbiam takie bezsensowne, absurdalne hasła jak "Czym jest rower dla ryby, tym pisuar dla portfela...", możliwe, że dlatego, bo sama nie potrafię tak swobodnie i bez sensu, za to z dobrym efektem, kojarzyć słów.
I bardzo mi się podoba rozjaśnienie koloru Jaszy, teraz bez problemu rozróżniam, kto co dopisał. Choć większość facetów chyba nadal miałabym problem.
A wierszyk na koniec mistrzowski. Przeważnie różne rzeczy w trakcie analizy różnych ludzi śmieszą najbardziej, ale tutaj, bezapelacyjnie, zostawiliście najlepsze na deser, co, jak widzę po innych komentarzach, jest nie tylko moją opinią. Cudowne to było.

• clarisse


*kwiczy ze śmiechu i nie może przestać* no nie mogę! ostatni fragment absolutnie bezkonkurencyjny. "Łomójboru, nie mogę!" jest zdecydowanie najlepszym komentarzem;D Pozdrawiam serdecznie, clarisse;)

• Klaudia


Dawno już nie czytałam tak kwikaśnej analizy. Wracają stare dobre czasy!

• Chelsea


Jejciu jejciu jejciu
Umarliście mnie jak Rajd.
Na śmierć.
Kwik kwik kwik!

Kod do wpisania: ifkse
Prawie jak fikse, czyli to co zrobiła ze mnie ta analiza
lub iksde, tak jako komentarz.

• Pigmejka


Łomójborunajzieleńszyyy... Jakie to było ciężkie! ^^ Z początku kopiowałam fragmenty, które mnie najbardziej rozkwiczały, ale jak się po jakimś czasie okazało, że musiałabym skopiować pół analizy, to zrezygnowałam... ;) Chichotałam radośnie prawie przez cały czas, ale wierszyk końcowy tak mną wstrząsnął, że od radosnego rechotu przeszłam wreszcie do radosnego rzężenia. :D

A ta wizja:

"Włosy związała w wysokiego kucyka, ubrała czarną bluzkę na długi rękaw i tego samego koloru spodnie.
Spodnie też ubrała na rękaw? Musiała w tym wyglądać nieco hm... dziwacznie.
Z rękami usztywnionymi w nogawkach i rzucając spojrzenia spode łba. Pewnie jeszcze mamrotała "móóóózg, móóózghhh".
Łypiąc mrocznie na boki przez dziurki od rozporka."
... Ta wizja będzie mi towarzyszyć cały wieczór! ^^

Loff loff dla Was!!!

• ent


mój borze!
Umarliście mnie na śmierć i chyba pękła mi przepona. Nie dam rady przestać się śmiać! :))))
Szprota, ogólne szapoba i głęboki dyg - you've made my day!

• KlaŁn Szyderca


" Ona i On Niebo i Grom "

Słowa jak Grom, Głowa ...

Big Daddy pisze...

"Super-hiper-duper niekanoniczne moce i zaklęcia - są." - I tu się muszę przyczepić, bo w książkach jak najbardziej dało się tworzyć własne zaklęcia.