czwartek, 21 stycznia 2016

306. Król Miękka Pipa i bezczelny niewolnik, czyli budujcie wyższy mur, rymarze! (Arena 2/2)




Drodzy Czytelnicy!
Witamy w kolejnej części opowiadania “Arena”. Tym razem analiza będzie dość długa, gdyż postanowiliśmy za jednym zamachem rozprawić się z resztą tego dzieUa i przejść do jakiejś przyjemniejszej tematyki.
Trzeba przyznać, że aŁtor miał oryginalny pomysł na głównego bohatera. Pisarze zazwyczaj starają się wyposażyć swoich protagonistów - nawet jeśli piszą o przestępcach i draniach - w jakieś minimum pozytywnych cech, aby czytelnik mógł choć trochę z nimi sympatyzować. AŁtor postanowił nie iść tą drogą – i stworzył jedną z najbardziej obrzydliwych postaci, o jakich kiedykolwiek czytałam. Nawet biorąc poprawkę na to, że nie można wymagać za wiele od osobnika, który od dziecka wychowywał się w brutalnym świecie gladiatorów – Nataniel i tak pozostaje ohydnym małym gnojkiem. Żebyż jeszcze był fascynującym skurwysynem jak postacie Tarantino! Niestety, do końca jest płaski jak kartka papieru i drewniany jak ludowy świątek.
A ja się w tym miejscu pożegnam.
Zaczynając tę analizę nie znałam innych tekstów Dariusza Tychona. Nie wiedziałam, kim jest, co w życiu robi, jaki ma stosunek do otoczenia. Nie interesowało mnie to. Staram się zawsze analizować tekst w sposób obiektywny, sine ira et studio.
Ponieważ jednak autor dokonał bardzo ekspresyjnej autoprezentacji, dowiedziałam się o nim rzeczy, które uniemożliwiają mi dalszą pracę nad jego tekstem. Nie jestem w stanie obiektywnie komentować tekstu wiedząc, że autor uważa bicie własnego dziecka po twarzy za coś, czym można i należy się chwalić publicznie. Nie mogę mieć pewności, że obrzydzenie, jakie budzi we mnie tzw. domowa dyscyplina, nie będzie rzutowało na mój odbiór opowiadania. Nie mogę zapewnić Was, drodzy czytelnicy, że stosunek autora do kobiet nie odbije się na moim stosunku do "Areny", zwłaszcza w świetle tego, co będziecie mieli okazję przeczytać w drugiej części analizy.
Nie mogę się podjąć czegoś, czego nie jestem w stanie wykonać obiektywnie, solidnie i bez bluzgów, w związku z czym chwilowo znikam. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
Za to opeczkiem zajmę się ja. Na swoim blogu omawiałam już różne wypryski “samcuff alfa” spod znaku “baby są gupie bo tak”, wypociny autora tego opka nie są pod tym względem specjalnie oryginalne. W sumie najbardziej fascynujące jest, jak temat bicia i upokarzania kobiet (oraz męskiej supremacji) pojawia się w praktycznie KAŻDYM opeńku pana Tychona. Niestety, w życiu obowiązuje zasada - jeśli musisz ciągle powtarzać wszystkim, że masz władzę nad czymkolwiek, to oznacza, że wcale jej nie masz. I z tą sentencją zaczynamy omawiać resztę Arenki.


Pierwsza część analizy jest tutaj.


Ponieważ to opko było naprawdę twardym orzechem do zgryzienia, aby jakoś przetrwać, wrzucaliśmy w różne miejsca analizy focie ładnych panów i pań. Mam nadzieję, że Wam też pomogą :)


Indżojcie!

Analizują: Kura, Jasza, Babatunde Wolaka i Q.


Pamiętamy, że Garido określany był jako potężny i despotyczny, a także okrutny i mściwy? Zobaczmy więc, jak odnajdzie się w tej sytuacji.


Rozdział 6
Jak  nietrudno  się  domyślić  ostatnia  walka  okazała  się zwycięską dla Nataniela. Nawet wyszedł z niej naprawdę ogromną ręką, bez większych ran.
Hellboy???


Ta naprawdę ogromna ręka to efekt obrzęku limfatycznego?
Tak walił wszystkich po pysku, że mu aż spuchła.


Właściwie to ta bitwa na arenie przeszła do historii Aldain i dwóch sąsiednich wysp, gdyż trwała dokładnie trzy i pół minuty.
I nie zasługiwała nawet na trzy i pół zdania opisu.
I tak powstała nowa jednostka czasu - jeden nataniel.


Nataniel uśmiechnął się czując po raz pierwszy od tak dawna delikatny wiatr wolności na swojej twarzy. Nakazał dwójce swoich  strażników,  którzy  wcześniej  mieli  go  pilnować,  a  teraz powinni go słuchać
Dlaczego? Jeszcze nie był wolnym człowiekiem i pełnoprawnym obywatelem, to miało nastąpić dopiero w chwili ślubu! Wygranie pięciuset walk było jedynie warunkiem postawionym przez możnych, po spełnieniu którego mógł się ubiegać o rękę panny!
Przy czym nie wiemy, czy w dowolnej chwili nie podniosą mu limitu o kolejną setkę.
Ja na miejscu arystokracji bym już kilka lat wcześniej powydawała córki za jakichś miłych książąt Zasiedmiogórogrodu.


zwabić Aurorę do rozbitego namiotu, rozbitego nieopodal areny, na zielonej trawce rozbitego.
Strażnicy niewolnika - gladiatora mają zwabić królewską córkę do namiotu za cyrkiem. Jasne.
To nie strażnicy, to boty.


Nieco zwlekali z wykonaniem tego rozkazu, ale w końcu zabrali się do roboty (ochoczo nucąc wesołą melodyjkę) w obawie, że mogliby go rozzłościć, a on jako  przyszły  następca  ich  nawet  zabić.  
On ich nie zabić, ale król za taki figiel z jedynaczką z pewnością ich wywałaszyć.
Jaki następca? Król w tym państwie podobno jest elekcyjny.
A kto wie, czy Natanielowi nie przyjdzie ochota stanąć do wyborów. Plecy w postaci królewskich koligacji dałyby mu spore szanse, tym bardziej, że reszta arystokratów w tym opku jest jeszcze bardziej tekturowa niż kumple Kalesantego.


Domyślali  się  już  iż  to właśnie Aurorę – córkę Garida wybrał na swą żonę.
Ej, ej, ej, cokolwiek sobie nie postanowił Nataniel, to jednak ciągle Garido rządzi na tej wyspie i prędzej on skróci strażników o głowę za porwanie córki!
(przynajmniej tak mi się wydaje… Tak będzie, prawda? Prawda?)
Niestety, plotarmor Nataniela zahacza o sąsiednie uniwersum i aż powoduje ból głowy u lokalnej Mary Sue zakochanej w całym One Direction.


Natan obmył się z cudzej krwi i przebrał, następnie stanął przed radą możnych i słuchał od Herberta [od Herberta? A po jakiemu to?] jak to Eryka pragnie być już mężatką.
Aha. Znaczy, minęło osiem lat, panny dorosły, ale ojcowie twardo przeganiali wszelkich konkurentów - “Nie, panie hrabio, nie mogę oddać panu córki za żonę, jest obiecana pewnemu gladiatorowi-niewolnikowi!”.


Puścił to mimo uszu i wysłuchał Zachariasza chcącego przekazać mu jedną ze swoich córek, tłumacząc, że z takiej żony będzie naprawdę zadowolony.
Rozumiałbym, gdyby wielmoża wciskał córkę jakiemuś potentatowi, aby skorzystać na małżeństwie. Ale dlaczego by mu miało tak zależeć na powinowactwie z jakimś zwykłym rzeźnikiem z areny? Choćby i najlepszy, marne ma jednak perspektywy na przyszłość.
Czy w opeczku w ogóle znają pojęcie mezaliansu?


–  Rado  możnych,  wy  wszyscy  razem  i  każdy  z  osobna,  nie zrozumcie mnie źle – przemówił. – Nie przeczę piękności Eryki, ani zaradności życiowej twoim córką Zachariaszu.
Zaradność córką - osiąganie wyższego poziomu życia za pomocą odpowiedniego wykorzystania potomstwa płci żeńskiej.
Nie przeczę, że Eryka jest piękna;  że córki Zachariasze są zaradne. Natomiast protestuję przeciwko gwałtom na deklinacji, gdyż nie każda akrobacja gramatyczna jest poprawna, a końcówka narzędnika liczby pojedynczej [ą] - widziałem się z twoją córką nie jest tym samym, co [-om] celownika liczby mnogiej powiedziałem twoim córkom.


O to chodzi iż ja już wybrałem żonę dla siebie. Upatrzyłem ją dawno temu, przepadałem w jej oczach, niemal od pierwszego wejrzenia i to nie dla wolności, a dla niej postawiłem owe [owo] żądanie i skłoniłem Garida do tej umowy.
Yyy… naprawdę? No to doskonale się z tym kamuflował, nie zauważyłam w poprzedniej części ani jednej cieplejszej myśli, jaką poświęcił Aurorze, ani odrobiny zachwytu nad jej urodą, czy czegokolwiek, po czym zwykle poznaje się zakochanie. Ba, zwykłego pożądania też nie zauważyłam. Wydaje się, że jedyny powód, dla którego on chciałby dostać akurat Aurorę, to zemsta za tamtą niesprawiedliwą chłostę - ale nie, przecież już całe lata wcześniej zapowiedział, że “dokądkolwiek by nie uciekła, i tak będzie jego”.
Chłop ma obsesję, wszystko jedno, jaką ideologię sobie dorobi.
Natomiast widzimy, jak bardzo niewolnikowi w głowie się poprzewracało. Stawia żądania władcy i do czegokolwiek go zmusza.
Łamanie kołem za 3… 2... 1...


Was, ani waszych rodzin ona nigdy nie dotyczyła. Byliście tylko mym zabezpieczeniem  na  to [tego]  iż  władca  dotrzyma  danego  słowa.  
Znaczy, byli jego zakładnikami? Ale w jakim sensie?
Mówienie o jakimkolwiek sensie jest tu pewną przesadą.
Nie mam zaprawdę pojęcia, o co temu niewolnikowi chodzi. W takim społeczeństwie cała arystokracja powinna murem stać za Garidem, ponieważ tu porządek społeczny polega na tym, że hołota dupy cicho i nie wychylać się. Nikt więc nie powinien pozwalać na takie incydenty.


Nie musisz  szykować  Aurory,  Garidzie.  Sam  już  sobie  ją przywłaszczyłem.  –  Uśmiechnął  się  cynicznie  w  stronę  swego oprawcy, ale i pana jednocześnie. Odwrócił się na piecie i skierował do drzwi.
Barbarzyńca! Tak podeptać Pietę! Może jeszcze tę Michała Anioła?
On się po prostu tak z pietyzmem odwrócił.


Garido ze zdenerwowania uderzył obiema pięściami w blat stołu przy którym siedziała cała trzynastka i wrzasnął:
– Nie zgadzam się! – Był naprawdę nie na żarty...
Rozsierdzony? Wściekły?
Dym mu uszami leciał?


...przerażony.
Aha.
Normalny stan ducha każdego ojca, któremu jakiś pętak nędznej proweniencji porywa córkę i jeszcze mówi, gdzie ma jego, jego córkę i co ludzie powiedzą.


A  Nataniel  wręcz  przeciwnie,  był  istną  oazą  stoicyzmu.
Osiągnął szczęście poprzez surową dyscyplinę moralną.


Zawrócił, i wcisnął się między dwóch możnych. Teraz znajdował się dokładnie naprzeciw Garida.
–  Podważysz  prawdziwość  swego  własnego  słowa? Zaniechasz  honoru?  Oddasz  tron? (Wut???)  Jesteś  władcą  bo  wszyscy  tu obecni ciebie na niego wybrali.
Aha, monarchia elekcyjna. W takim razie niech Nataniel nie będzie taki pewny, że zostanie następcą.
Garido, gdyby był władcą jak się patrzy, kazałby katu tak sponiewierać chłystka, że wióry by leciały.
Wszyscy obecni - czyli arystokracja. Mam dziwne wrażenie, że tacy to by poparli profilaktyczne łamanie kołem, tak na wszelki wypadek.


Jeśli twe słowo będzie warte mniej niż płatek stokrotki na wietrze, szybko utracisz swą pozycje.
Sratatata. Jeśli pokaże wszystkim, że byle niewolnik może go wodzić za nos, utraci ją jeszcze szybciej.
Garido utraci pozycję, natomiast Nataniel ma tak na oko komplet zębów, oczu, uszu, kończyn, a także jeden nos, przyrodzenie i sporo skóry do utracenia. Mam wrażenie, że ktoś tu jest na przegranej pozycji. Nie, nie ta osoba, o której myślał autor.


– Gdzie jest moja córka!? – wrzeszczał Garido.
–  W bezpiecznym miejscu. Czy po tym, gdy ja już ją posiądę oddasz ją innemu? Taką splamioną, przez twoje pochopne decyzje i przystawanie na propozycje zwykłego pojmanego i wtrąconego do niewoli wojownika?
I on jeszcze stoi o własnych siłach?!


– On ma racje – rzucił ojciec Eryki.
Wiele racji, a co jedna, to lepsza.
A jedna z nich była żelazną racją.


–  Wiem, że mam, gdybym nie miał to bym milczał. – Natan odwrócił się na pięcie i skierował do wyjścia. Garido opadł załamany na krzesło i hamował swoje łzy. (a cudzych nie)
Ten okrutny, mściwy i despotyczny władca, że tak przypomnę. Który na samym początku opka nie miał skrupułów, żeby - na przykład - wrzucić pięcioletnie dziecko do klatki z groźnym psem. Kiedyż zdążyła się z niego zrobić taka miękka pipa?
Cóż. Plotarmor.
Ktoś tu chyba z zasady lubi doprowadzać innych do płaczu.


Niemal natychmiast wstał i wybiegł za Natanem.
- Zaczekaj! Nie odchodź, nie zostawiaj mnie samego!
–  Czekaj!  Zrobię wszystko, co zechcesz! –  krzyczał.  –  Zwrócę  ci  wolność,  tobie  i  Isabel. Będziecie mogli być razem.
– Nie. Ja już wybrałem – uparł się.
I tupnął nóżką.
– Na co ci moja córka. Nawet za tobą nie przepada. W dodatku ani ona ładna, ani gospodarna…


–  Nie  musi  mnie  lubić,  ważne  by  szanowała.  Strach  jest idealnym narzędziem do wzbudzania szacunku.
Nie, mój drogi, strach nie ma nic wspólnego z szacunkiem. Ale ok, osobnik wychowany tak jak on, może tak uważać…


– Nie możesz być aż tak podły. – Mężczyzna miał łzy w oczach.
–  Nie  mogę? –  zakpił wprost.  – Oj, Garido,  panie  mój. Jam zawsze cię miał za inteligentnego człowieka, który włada tyle lat przez swój spryt i przemyślane decyzje.
Nie. On włada dlatego, że jest królem. Nawet elekcyjni rządzą dlatego, że zostali wybrani na króla.
Gdzie ten spryt? Garido jest mniej więcej tak samo sprytny, co przeciętna owca. Martwa, bo żywa może ugryźć.
Albo podeptać.


Jak mogłeś nie przewidzieć mojego ruchu,  skoro ty jesteś tutaj  królem,  na dodatek nie  masz syna.
Przecież  to  było  oczywiste  iż  twoja  córka  będzie najapetyczniejszym  kąskiem  ze  wszystkich  córek  możnych.  – Zaśmiał się
Natanielowi nikt nie dał rady wytłumaczyć, że księżniczki są gwarancją traktatów międzynarodowych.
Co gorsza, wygląda na to, że Garido też niespecjalnie ten fakt ogarnia.


– Jeśli ją tkniesz nie tak jak powinieneś, to nakażę cię ściąć! –zagroził.
Nie mogłeś tak, chłopie,  od razu, kiedy tylko twój niewolnik wystąpił z taką propozycją?!


– A jak nie powinien tykać własnej żony mąż? Jeśli urządzisz na mnie nagonkę z powodu zasłużonej chłosty, niezagrażającej jej życiu  ani  zdrowiu  i  zechcesz  tym  sposobem  rozwiązać  nasze małżeństwo  czeka  cię  bunt  ze  strony  innych,  gdyż  nagle  żony znacznie  gorzej  przez  swych  mężów  traktowane  zażądają rozwiązania także ich małżeństw. Co wtedy uczynisz, panie?
Żekurwaco?! On tak od razu, z miejsca, zapowiada ojcu, że będzie chłostał jego córkę?!
Gdyby władca odznaczał się silniejszym charakterem, Nataniel miałby w tym momencie murowaną Nagrodę Darwina.


Garido wymierzył Natanielowi policzek. Nie umiał znieść jego bezczelnego wyrazu twarzy i tego cynicznego uśmieszku.
– Jako pełnoprawny obywatel mógłbym cię teraz pozwać.
–  Jeszcze nim nie jesteś. Do ceremonii zaślubin  jeszcze nie doszło.
Właśnie! Właśnie! Właśnie!!! Nataniel wciaż jeszcze jest niewolnikiem!!!
O akcie wyzwolenia też jest cicho. Mówiąc inaczej - N. jest tylko zbuntowanym niewolnikiem, nikim więcej.


Zza krzaka wyłoniło się widmo Spartakusa i smutno pokiwało głową.


– Ceremonia to tylko formalność. Za datę ślubu uważa się datę rozpoczęcia współżycia małżeńskiego – przypomniał.
Znowu ci się Natanielu popierdzieliło. To zawarcie małżeństwa pozwala rozpocząć współżycie.
Ależ Jaszu, jesteśmy w alternatywnej rzeczywistości, tu wszystko jest na odwrót: psy dupą szczekają, jeden ranny i osłabiony gladiator zwycięża pięciu zdrowych i wypoczętych, niewolnicy poślubiają królewskie córki, a małżeństwo zaczyna się od seksów.


– Skąd to wszystko wiesz?
– Czytałem wasz kodeks.
Jednym okiem. Coś tam widział, a potem myślenie o seksie odebrało mu umiejętność czytania ze zrozumieniem.
Jest to niewątpliwie ciekawe rozwiązanie. Czy w takim razie na przykład pan współżyjący z setką swych niewolnic też czyni je tym samym wszystkie wolnymi kobietami i prawowitymi małżonkami? Ich dzieci - dziedzicami majątku? A może mają jakiś sposób rozróżniania, które współżycie dwóch osób niepołączonych żadną ceremonią jest małżeńskie, a które nie?
Last but not least, jeśli współżycie czyni małżeństwo, to Nataniel już ma żonę - Isabel. Ale może praktykują tu poligamię… (choć do tej pory nic na ten temat nie słyszeliśmy).
A jeśli dwóch facetów sypia z jedną kobietą? To musi być poliandria.


– Czytałeś?
–  Teraz wiem dlaczego nie nauczyłeś mnie czytać, dlaczego karami chciałeś wyplenić ze mnie samodzielne myślenie i własną wolę. Głupimi znacznie łatwiej sterować.
Po czym westchnął ciężko, bo uświadomił sobie, że raz zdobytej umiejętności czytania nie wytłucze ze swej żony nawet najsroższym laniem.


– Odwrócił się w kierunku drzwi,  a  potem  zerknął  na  Garida  i  dodał  –  Zwrócę  tobie  [ci] córkę jeszcze dziś. W takiej sytuacji cenne byłyby dla niej rady matki, ale skoro jej nie posiada nie odbiorę jej możliwości rozmowy z ojcem przed wielkim dniem, a właściwie wielką nocą.
Tym samym przyznał się, że “wielkiej nocy” jeszcze nie było, ergo - nie są małżonkami, a on nie jest wolnym obywatelem. Oj głupiś, Natanielku, głupi, ale na twoje szczęście - władca jest jeszcze głupszy.
gdy na tronie siedzi ****  (rym do “ustrój”)


Garido się załamał. Oparł łokciem o ścianę, a dłonią przykrył swoje czoło. Szukał jakiegokolwiek rozwiązania, choćby jedynego z możliwych. Czuł się przegrany. Nie mógł nic zrobić.
Był bowiem despotą bardzo łagodnym i zwyczajna likwidacja sprawcy jego kłopotów, choćby i w kiblu, sprzeciwiała się jego systemowi wartości.
Jak sam go określiłeś - niespodziewanie miękki tyran.
Przyznaję, likwidacja Nataniela mogłaby napotkać pewne trudności techniczne - skoro nawet ranny i osłabiony radził sobie z o wiele liczniejszymi przeciwnikami. Ale władca tak sprytny, jak ponoć jest Garido, z pewnością coś by wymyślił…
Wystarczyłaby trucizna. Nasz ględziator często chodził cały poraniony, nic prostszego niż wpuścić mu coś prosto do krwiobiegu.
Myślę, że szesnaście ton kamienia, spuszczonych z jakiejś wieży prosto na łeb, też stanowiłoby argument, z którym trudno dyskutować.
To zbyt niepewne, mógłby zdążyć odskoczyć. Chyba żeby akurat był czymś zajęty. Celny strzał z katapulty w wygódkę?


Ja w ogóle nie rozumiem tej sytuacji. Czym ten król jest  tak skrępowany? Boi się, że Unia Wyspiarska nałoży na nich sankcje? Że parlament go odwoła za złamanie konstytucji? Owszem, mamy jakieś wątłe wyjaśnienie, że musi dotrzymać słowa, bo jest człowiekiem honoru, ale… po pierwsze, to kłóci się z jego poprzednim postępowaniem (porywanie dzieci z odległych wiosek itd.), a po drugie - z wszystkim, co wiemy o despotycznych władcach od czasów starożytnych aż do teraz.
Co prawda mamy też trop, że po tych wszystkich, wygranych wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu walkach, ludzie zaczęli uważać Nataniela za herosa i półboga - pewnie woleli mu się nie narażać. Aczkolwiek taka argumentacja nie pada z żadnej ze stron.
Nawet z takiej sytuacji można wyjść i to całkiem prosto:
  1. Standardowe łamanie kołem, a prostaczkom się powie, że bohater zmarł na gangrenę. Arystokracja powinna stać za królem i tak, więc problemu nie ma.
  2. Sprawdzić, czy przypadkiem w ciągu ostatnich pięciu lat nie było jakiejś powodzi, przymrozków przed zbiorami, dwugłowych cieląt itp. Wymyślić jakieś Straszne Bluźnierstwo, którego niby dopuścił się Nataniel - każde feudalne społeczeństwo powinno mieć coś takiego. Zwalić kiepskie zbiory/klęskę naturalną na niewolnika-kretyna. Połamać kołem.
  3. Jak tylko Aurora wróci do ojca, wysłać ją statkiem w ciul daleko i niech kretyn sobie szuka.
Nataniel niewątpliwie był pod opieką potężnego bóstwa o dwóch imionach: Bo Tak.


Nataniel  stanął  w  drzwiach  namiotu  (był to bowiem namiot z drewna lecz podmurowany) i  podszedł  do przelęknionej  i  przywiązanej  do  drewnianego  pala  Aurory.  Teraz wydawał jej się jeszcze większy niż zazwyczaj, ale wcześniej się go nie bała, ponieważ to ona była na wygranej pozycji.
Uśmiechnął się delikatnie i pewnym siebie tonem wyjaśnił:
– Czy nadal uważasz iż przegrałem? – zapytał.
–  Rozwiąż mnie! Co ja tu robię!? Rozwiąż mnie! – krzyczała naprzemiennie.
Naprzemiennie to ona sobie mogła tupać, raz lewą, raz prawą nóżką.


–  Nie tak brzmiało pytane – warknął. Chwycił ją brutalne za policzki i zmusił by na niego spojrzała. – Pewnie nie pamiętasz, ale ja tobie przypomnę, pani. Wilgotna piwnica i „nie zadzieraj ze mną”. Jutrzejszego dnia, to ty będziesz zmuszona mówić mi na pan, pani – specjalnie  podkreślił  ostatnie  słowo  i  przybliżył  swoje  delikatnie rozchylone  wargi  do  jej  ust.  Ledwie  je  dotykał,  prawie nienamacalnie. Poczuła dreszcz strachu i podniecenia [wuuuuut???!!!], a on w tym czasie trwał niemal bez ruchu i niepostrzeżenie rozwiązał jej dłonie, które miała skrępowane z tyłu pleców.
Tak z ciekawości, jakby to było, mieć ręce skrępowane z przodu pleców?
Myślę, że to ciekawe rozwiązanie wymagające nieco skórowania.


– Jesteś wolna, do jutra, do samego południa. Ciesz się, bo to ostatnie godziny twej wolności Auroro.
Dziewczyna  rozmasowała  za  plecami  obolałe  dłonie,  a następnie jedną z nich wymierzyła Natanowi policzek.
– Mój ojciec się nigdy na to nie zgodzi! – wykrzyczała.
– Twój ojciec już się zgodził, pani i to lata temu – rzucił do jej pleców zanim opuściła rozbity [na kawałki] namiot.
Trudno nie być rozbitym, mając świadomość udziału w takim opku.


– Co mamy robić? – dopytywali strażnicy.
Pakować się i chodu! Choćby wpław przez ocean!
–  Jak to co? Dostarczyć wino do każdego domu na wyspie.
- A jakieś fundusze na to wino? - Jeden ze strażników wyciągnął rękę.
- A to wino coś kosztuje?  - zdumiał się Nataniel, który całe życie był na utrzymaniu państwa.


Niech  wszyscy  wiedzą,  że  córka  Garida  jutro,  wraz  z  nadejściem dwunastej  w  południ  zyska  męża  i  straci  swą  niezależność. Zapewniam  cię,  iż  niemal  wszyscy  się  z  tego  ucieszą.  
Bo niezależność młodych panien strasznie kłuła w oczy praworządnych obywateli wyspy. Baba powinna znać swoje miejsce - a jeśli siedzi w salonie, to znaczy, że ma za długi łańcuch.


Nie  jestem jedynym, któremu zdążyła w swym krótkim życiu zaleźć za skórę.
Och, niewątpliwie, zalazła całemu państwu i wszystkim obywatelom.
Coś mi się wydaje, że to nie było szczególnie duże państwo. Właściwie miasto-państwo, i to takie dosyć niewielkie.


– Sięgnął po miecz pozostawiony na jednej ze skrzyń znajdujących się  w tym zakurzonym pomieszczeniu, wsunął go do pochwy i wyszedł pooddychać świeżym powietrze i napawać się wolnością.
Od jak dawna stoi ten rozbity namiot, że wszędzie leży kurz?


Aurora przekroczyła próg pałacu i zapytała załamanego ojca co to wszystko ma znaczyć i czy to dzieje się naprawdę.
– Usiądź – polecił jej wskazując miejsce na jednym z leżaków.
Leżaki?! Rozumiem, że to wyspa, a pałac królewski ma tarasy wychodzące na morze, ale le-ża-ki?!
Obok pewnie leżały piłki plażowe, a w oddali przechadzali się jegomoście pokrzykujący: “Gotowana kukredza!”


–  Nie mam zamiaru! – krzyknęła. – Oddaj mu wszystko co masz (czyli rękę królewny, królestwo i szkatułę. Natanielowi też o nic więcej nie chodzi.)  ja nie mogę za niego wyjść! On mnie zabije zanim jutro słońce zajdzie.  –  Poczuła  łzy  w  swoich  oczach.  Usiadła  na  innym  niż wskazane przez ojca miejsce i załkała.
Widzicie, jaka nieposłuszna, ojciec wskazuje jej miejsce, a ona siada gdzie indziej!


– Dałem mu obietnice…
– To ją rozwiąż! Jesteś chyba królem, tak!?
Nie. Ja jestem Garido mentalną pizdą porosły*) - cop. by PLUS.
– Tak, ale nie mogę, a on nie może cię zabić.
Ale dlaczego nie?
Nikt mu nie nadał takiego prawa [za to ja zrzekłem się prawa do rządzenia, a ciebie Aurorko dałem w jego ręce], chyba, że…
– Chyba, że co? Że będzie mym mężem!?


Ale rozmawiają o prawie do czego? Czy o prawie do zamordowania żony?
Tym dziwniejsza jest dalsza część dialogu:


–  Chyba,  że  będzie  miał  dziesięciu  świadków  jako niepowtarzalny (jedyny i ekskluzywny) dowód twoje zdrady, [kto jest takim idiotą, żeby zdradzać na oczach dziesięciu świadków?!] albo, gdy nie będziesz…
– Gdy nie będę…? Dokończ?
– Gdy nie będziesz się z nim…
– Gdy nie będę się z nim pokładała, tak? O to ci chodzi, ojcze? – Była naprawdę wściekła, a każde słowo, które cisnęła ze swoich ust zdawało się ranić jego dusze i serce.
Zamordować będzie ją mógł, gdy będzie dziesięciu świadków na to, że odmawia współżycia? Tego, że go zdradza? Zawsze ma wlec za sobą ogon kibiców?


–  To będzie twój mąż, ma prawo do ciebie, a ty obowiązek zaspokajania jego potrzeb.
–  A  co  z  moimi  potrzebami?  Może  nie  czuje  potrzeby wychodzenia za mąż.
– W wieku jesteś odpowiednim.
No raczej. Właściwie powinna już uchodzić za starą pannę. W dodatku, ponieważ była jedyną córką władcy, jej małżeństwo z odpowiednim kandydatem miało strategiczne znaczenie dla całego państwa, więc tym bardziej nie rozumiem, czemu ojciec trzymał ją tyle lat przy sobie.


–  Masz  coś  zrobić.  To  ma  się  nie  wydarzyć.  Inaczej  cię znienawidzę, tato – syknęła, zalała się łzami i uciekła do swojego pokoju.


Wtedy Garido przypomniał sobie o Isabel, która tak właściwie formalnie wcale nie należy do Nataniela, a nadal do niego.
A co, Nataniel nie gzi się z Isabel? Król był pierwszy? W związku z czym Isabel jest żoną króla? Tyle pytań, tak mało sensu.
No dobra, zakładam po prostu, że niewolnik nie mógł zawrzeć ważnego małżeństwa z niewolnicą, choćby się z nią gził do upadłego (a z osobą wolną najwyraźniej mógł…)
Dla mnie to chyba idealne rozwiązanie, jeśli ktoś chce mieć epidemię gwałtów na wysoko urodzonych kobietach.


Wiedział iż nie może jej zabić [bo…?], ale wpadł na o wiele bardziej genialny pomysł.
Jeśli na bardziej genialny, to znaczy, że wcześniej jakiś po prostu genialny już miał.
Najlepszym wyjściem byłaby inhumacja Nataniela, ale Garido się uparł, żeby nie.
Domniemywam, że genialnym pomysłem było zabicie Isabel, ale w jaki sposób to w ogóle miało rozwiązać sytuację, to ni cholery nie wiem.
To opko. W opkach sensu niet.


Nakazał strażnikom sprowadzić blondynkę przed swoje oblicze, a potem przedstawił jej swój plan działania.
–  Biegnij do tego swojego kochaneczka i przekaż  mu jakże dobre wieści, moja przyszła żono – wyszeptał wprost do jej ucha na pożegnanie,  a  potem  odwinął  jej  włosy  ze  swojego  nadgarstka  i wypchnął ją poza drzwi pałacu.
Znaczy, że co, bo nie rozumiem. Jednocześnie obiecuje jej małżeństwo oraz ciągnie za włosy i wywala za drzwi?
Mam wrażenie, że wcześniej był widok na kominek, wzburzony ocean i latarnię morską.


Rozdział 7
Isabel spędziła kolejną noc z Natanielem. Tego razu robili to chyba na każdy z możliwych sposobów, ale wraz z nadejściem dnia odpłynęła rozkosz, a po ostrych pchnięciach jego sporą męskością pozostał już tylko ból czerwieniejących otarć i dyskomfort podczas wstawania  i  chodzenia.  
A więc i ona jest jego żoną, bo już są po pochędóżce.
Ba, jest jego żoną od ośmiu lat!
Widać też prócz sensu w opku nie znają też lubrykantu.


Natan  właśnie okalał swoje  ciało [napawajmy się - okalał swoje ciało!]  jedną  z droższych szat i z delikatnym uśmiechem na twarzy powiedział:
– Tu nasze drogi choć nadal będą się przecinać, tak naprawdę się  rozłączają.  Zostaniemy  dwiema  prostymi,  równoległymi.  
O, geometrii też go nauczyła.


Isabel protestuje przeciw pomysłowi wydania jej za Garida, za co obrywa po twarzy.


Uśmiechnął się cynicznie i zapytał:
–  A bo  on  pierwszy, przed  którym  rozchylać będziesz nogi mimo niechęci. Do mnie też czułaś niechęć na początku. Płakałaś za każdym razem gdy w ciebie wchodziłem. Nawykłaś. Tym razem też nawykniesz.  Jesteś tylko  kobietą, a  wy  jesteście  od  dawania  nam swego ciała. Nic więcej nie macie do zaoferowania.
I wcale nie nauczyłaś mnie czytać i pisać, umiałem to już dawno, zanim trafiłem na tę wyspę!
W sumie to mogła być niezła powieść feministyczna (czy nawet wręcz femiszowinistyczna), bo chyba głównym przesłaniem tego opka jest, że faceci nie nadają się nawet do zarządzania własną dupą, a jak dasz im decydować o losie żon, córek i państw, to wychodzi tragedia na kółkach...


Isabel nie umiała znieść jego słów. Bolały. Nie chciała dać tego po  sobie  poznać,  więc  ból  przemieniła  w  gniew  i  wymierzyła Natanowi policzek tak silny jak jeszcze nikomu w życiu. Mężczyzna oddał jej trzykrotnie słabiej, ale i tak odczuła to uderzenie dziesięć razy mocniej niż on.
To jakieś zadanie matematyczne dla miejscowych gimnazjalistów?


Nie była odporna na ból.
Pochylił się do niej i ścierając opuszkiem kciuka krew z kąciku jej ust powiedział:
–  Jeśli  Garido  skrzywdzi  ciebie  w  sposób  jaki  [jakiego] sam  nie umiałbym tolerować bez większego powodu, to odbije się na jego córce tym samym.
Ale że jego tolerancja na krzywdę kobiet jest bardzo szeroka, więc Aurorze nic nie grozi… oh wait.


Będziesz bezpieczna i bogata, a po jego śmierci wyspa  będzie  nasza.
Chyba że rada możnych wybierze na króla kogoś innego.
Utworzymy zgrabny trójkącik z Aurorą, polubisz ją, zobaczysz...


Nataniel odwiedza możnych i przedstawia im swój genialny plan na rozwój wyspy. W skrócie: należy porwać jak najwięcej małych chłopców i wyszkolić ich na niezwyciężonych gladiatorów, żeby mieszkańcy innych wysp też przyjeżdżali oglądać walki, to wszyscy na tym zarobią.
(a to do tej pory tego nie robili? Przecież nieraz padały wzmianki o zawodnikach z innych wysp, nikt nie przyjeżdżał im kibicować?)
Może przyjezdnych kibiców wyłapywano zaraz po zejściu z pokładu i zaganiano do szkoły gladiatorów?


–  Uczynię z małych chłopców prawdziwych gladiatorów, a z pięknych kobiet zawsze dostępne i pokorne nałożnice jako nagroda dla nich lub nas wszystkich.
I zmienimy nazwę kraju na Bunga-bunga i zasłyniemy na arenie międzynarodowej z wyjątkowych wszetecznic.
Chyba na rozwój państwa lepiej wpłynie zwyczajne łupiestwo. Porywanie ludzi jest mało opłacalne - zamorska władza może się nieźle wkurzyć, że ktoś im wieśniaków zabiera, a z gladiatorów raczej dużo kasy nie wycisną mimo wszystko.
A jeszcze utrzymać tych wszystkich brańców, dość wąsko przecież wyspecjalizowanych…
Na hasło “nałożnice” rada możnych momentalnie przeszła w tryb myślenia tą drugą główką - a druga główka oczywiście uznała pomysł za doskonały.


To jednak musi mieć miejsce w swym czasie, (naj)pierw ślub. – Uśmiechnął się ciepło.
Garido tego dnia był wściekły jak osa, zwłaszcza, gdy wszyscy w  około  mu  gratulowali  iż  córka  wychodzi  za  człowieka,  który rozsławił wyspę i zarobił dla niej więcej niż wszyscy inni przez całe życie.
Znaczy, wyspa nie miała żadnych bogactw naturalnych ani rozwiniętego rzemiosła, nic nie produkowała, niczym nie handlowała, żyła tylko z walk gladiatorów?
Państwo potiomkinowskie. Ani gospodarki, ani polityki zagranicznej (a i wewnętrzną niespecjalnie widać), tylko sektor rozrywkowy.


Starsi z rady możnych mówili jakie to Nataniel ma doskonałe pomysły na przyszłość, i większość z nich zagłosowała za tym by stał się nie tylko pełnoprawnym obywatelem, ale także czternastym członkiem rady możnych. Nataniel przyjął to wyróżnienie spokojnie, ale w głębi duszy z dumą.
Robię dla was PKB i co mi zrobicie?


Nadeszła godzina jedenasta, gdy udał się do pałacu Garida.
–  Panie,  już  czas  –  powiedział  do  niego.  –  Czy  Aurora  jest gotowa?
– Tak – odpowiedział zasmucony i zmartwiony mężczyzna. – Auroro – przywołał ją do siebie.
Dziewczyna skryła się za ojcem i tylko zerkała na Natana.
– Do mnie – polecił wskazując niewiaście [niewieście!] miejsce przed sobą. Wyczekiwał dłuższą chwilę, ale nie zobaczył efektu. – Jeśli teraz nie podejdziesz, przyjdziesz tu i tak, tyle, że na kolanach – zapowiedział i po raz kolejny powtórzył hasło „do mnie” i wskazał palcem miejsce, w którym pragnąłby ją widzieć.
Do nogi!
...i to wszystko na oczach ojca-króla, nie, ja naprawdę nie mam słów…


Cały  jego  gniew  malujący  się  na  twarzy  bynajmniej  nie zachęcił  Aurory  do  przestąpienia  choćby  małego  kroczku  w  jego kierunku.  Natomiast  on  już  wykonał  pewny  i  duży  krok  po  nią. Garido chcąc uniknąć wzbudzania gniewu w przyszłym mężu córki (bo co? Co by mu zrobił?!), szarpnął ją mocno za nadgarstek i zmusił by uklękła.


–  Właśnie,  widzę  wreszcie  się  rozumiemy  –  odparł zadowolony  z  przebiegu  sprawy.  –  Daje  ci  pięć  minut,  panie  na zrobienie  z  własną  latoroślą  należytego  porządku,  dopóki  ona należy do ciebie. Ja mogę okazać się być mniej łaskawy. Zaczekam na zewnątrz. – Wyszedł i pozostawił Garida z buntowniczo nastawioną Aurorą samego.
– Musisz go prowokować!? Samej sobie przez to szkodzisz! – wydarł się i chwycił za ramie. Siłą zmusił ją do powstania.
Ja tak tylko przypomnę, że Garido “posiadał tylko dwie słabości – zwycięstwo mimo wszystko i swoją jedyną piękną córkę – Aurorę”. I teraz jedyne, co jest w stanie zrobić dla tej swojej ukochanej córki, to doradzać jej, żeby nie prowokowała męża?!
Była jego słabością, gdyż słabo mu wychodziło wszystko, co w związku z nią robił.
Jakby nie patrzeć, bycie pipą wołową to niezła słabość.


–  To wszystko przez ciebie! Nienawidzę cię!
Jasne. Tatusia nienawidzi, Nataniela się boi.
– krzyknęła na całe gardło, tupnęła kilkakrotnie nóżkami i wyszła przez ogromne, dwuskrzydłowe drzwi.
I wiedząc od starej niani, że “choćby bił, choćby pił, lepszy mąż niż ojciec wąż”.
Stanęła u boku Natana.
“Katuj, tratuj, ja przebaczę wszystko ci jak bratu!”
– Widzę iż zmieniłaś postawę, pani. Jeszcze jesteś moją panią, ale już nie długo.
– Mogę nie podpisać…
–  Jeśli nie twój podpis zagości na umowie małżeńskiej nas wiążącej,  to  zagości  tam  podpis  twego  ojca,  ale  uprzedzam  iż narobisz tym wstydu przede wszystkim jemu, w drugiej kolejności zaś  mnie,  a  ja  nie  zamierzam  tego  tolerować  i  zapewniam,  że  w takim przypadku bez kary się nie obejdzie.
Połamię ci ręce, rozumiesz?
– Nachylił się do niej, chwycił brutalnie za nadgarstek i założył rękę na jej plecy. – Chcesz zaczynać nasze małżeństwo porządnym laniem? – wyszeptał. – Nie? – dopytywał.
Sine uprzedzała na samym początku, ja teraz ostrzegę jeszcze raz. To opko cuchnie potężnie, cuchnie tak zwaną domową dyscypliną - systemem, w którym zakłada się, że kobieta zawsze jest słabsza i gorsza od mężczyzny, nigdy nie ma prawa do własnego zdania, a także, że należy ją wychowywać za pomocą kar, najczęściej fizycznych. Jest to najbardziej obrzydliwe i gówniane dorabianie ideologii do zwykłej przemocy domowej i postaramy się oszczędzić Wam jak najwięcej opisów tej abominacji.
Dodajmy do tego, że całość ewidentnie pachnie jakąś wyjątkowo obrzydliwą fantazją, bo nijak nie pasuje ani do realiów, ani do postaci. Znaczy, nie sama przemoc wobec kobiety, a otoczka tego wszystkiego. To nie opisy przemocy, jaką mógłby stosować (nawet brutalny i pozbawiony empatii) gladiator, tylko żywcem przepisane z jakiegoś bloga o Domowym Sprawianiu Łomotu ulewki jakiegoś współczesnego przemocowca.


Z zaciętą miną niezadowolenia pokręciła przecząco.
–  Też tak właśnie myślałem. Idziemy – polecił wskazując na konia, którego specjalnie na tą okazje przygotował. – Pani przodem, księżniczko. – Jego ton i słowa, które do niej kierował były miłe, uprzejme  i  jak  najbardziej  na  miejscu,  ale  oczy  i  postawa wskazywały na niewerbalną groźbę typu „no teraz to ja ci pokaże”.
Wiadomość  o  pierwszym  człowieku,  który  zwyciężył  taką ilość walk na arenie
Wygrał taką liczbę walk. Albo zwyciężył w tylu walkach.


rozeszła się w mgnieniu oka, a plotka o tym iż sam król oddał mu rękę swej własnej córki wprawiała mieszkańców w  nastroje  dyskusyjne  i  wątpliwości  wpędzające  ich  w niedowierzanie.  
I zamęt grubymi nićmi szyty. Nie wspominając już o tych wszystkich niewolnikach, którzy zaczęli spoglądać pożądliwie na córki swych panów, a ponieważ małżeństwo w tym kraiku zaczynało się od seksów…


Z  tego  powodu  Nataniel  zaplanował  ślub  na głównym  rynku,  gdzie  oboje  –  Aurora  i  on,  publicznie  podpisali zawartą między sobą umowę. Król przybił ją pieczęcią i dał każdemu z  nich  po  jednej,  dla  archiwum zachowując  oryginał.  
Ej, zaraz, ale czy zgodnie z kodeksem oni nie powinni publicznie odbyć stosunku, a nie podpisywać jakieś papiery?


Nataniel  na oczach  mieszkańców  szarpnął  Aurorę  do  siebie  i  pocałował wsuwając swój język do jej jeszcze dziewiczych ust. Pewnie gdyby jej  mocno  nie  trzymał  za  ramiona,  to  zaraz  przerwała  by  tą  jej zdaniem  intymną  pieszczotę.  Ludzie  zabili  brawo,  


a  Nataniel podprowadził Aurorę pod samego konia.
Tak a propos intymnych pieszczot.


Dziewczyna odwróciła się jeszcze szukając wzrokiem ojca, jakby miał byś jej jedyną i ostatnią deską ratunku, ale on nic nie zrobił.
Nataniel zirytowany tak długim oczekiwaniem uprzedził:
–  Albo wsiądziesz nie sprawiając problemu, albo spętam cię sznurem niczym niewolnicę i będę ciągnął za sobą jakbyś była mym kolejnym trofeum.
Rzuciła mu nieprzychylne, pełne dezaprobaty spojrzenie, ale bez słowa protestu chwyciła się siodła i wsiadła na konia. Nataniel usiadł za nią chwycił za lejce i nakazał zwierzęciu zmierzać przed siebie. Wyczuł jednak niestabilność dziewczyny, która siedziała po dziewczęcemu, czyli bokiem. Objął ją więc jedną dłonią w pasie i przytrzymał by czasami się nie zsunęła i nie spadła.
To oni jadą na jednym koniu? Spodziewałabym się, że królewska córka będzie korzystać z karety czy lektyki, ostatecznie będzie mieć własnego wierzchowca. Tatuś chyba chce się pozbyć córki z domu najmniejszym kosztem, skoro nie zapewnił jej nawet przyzwoitego transportu. O weselisku też jakoś nie słychać...

Rozdział 8
Zachariasz pociesza Garida, że nie jest tak źle.


– Twa córka ma męża, który może wiele osiągnąć, a i już ma tyle  osiągnięć,  że  niejeden  mu  zazdrości.  Zapalił  w  młodych chłopcach  ducha  walki,  chce  stworzyć  imperium,  mieć  własne wojsko.
– Na co mu wojsko, przecież jesteśmy pokojową wyspą?
I nie znają powiedzenia “Jeśli pragniesz pokoju, szykuj się do wojny”?
Chyba głównym powodem, dla którego nikt jeszcze nie podbił tych kretynów jest to, że później musiałby się z nimi użerać.


Nataniel  w  tym  czasie  zajmował  się  wprowadzaniem  swej żony – Aurory w pewien element życia małżeńskiego. W tym celu usiadł na jednym z krzeseł, łokcie wsparł na jego podłokietnikach i swym starym zwyczajem splótł palce dłoni, oraz kręcił kciukami.
W ten sposób przygotowywał ją do bardzo ważnego elementu życia małżeńskiego, jakim jest gra w “papier, nożyce, kamień” w długie zimowe wieczory.


(...)
Nigdy  nie  należał  do delikatnych kochanków i nie obchodził się łagodnie z kobietami, z Aurorą  także  nie  zamierzał.  Łóżko  było  wysokie,  więc  szybko chwycił  ją  za  ramiona  i  odwrócił  tyłem  do  siebie  w akompaniamencie  jej  pisku  pełnego  przerażenia.  Zatkał  jej  usta jedną dłonią, a drugą splótł jej nadgarstki na plecach. Bez żadnego uprzedzenia,  ani  poprzedzającego  pocałunku  wbił  się  w  jej dziewicze wejście jednym mocnym pchnięciem. Ugryzła go w dłoń, którą  pragną  zagłuszyć  jej  krzyki.  W  efekcie  zarobiła  potężnego klapsa i została pouczona:
– Nie rób tak więcej.
Słysząc te słowa rozpłakała się jeszcze bardziej, a jego dłoń ponownie  wylądowała  na  jej  ustach.  Nie  lubił  słuchać  kobiecego zawodzenia i ich użalania się nad swym losem.
I nigdy nie przyszło mu do głowy, że nie słyszałby tego, gdyby nie był brutalny.
Obawiam się, że akurat temu bohaterowi ogólnie mało co przychodzi do głowy.
A powinno. Najlepiej strzała.


Poruszył się jeszcze kilkanaście razy w jej ciasnym wnętrzu, po czym wytrysnął, a jego sperma zmieszana z jej dziewiczą krwią wyciekła i zaczęła toczyć się po  udach  i  łyskach.
Jeszcze znęcania się nad zwierzętami w tym opku brakowało. Biedne łyski, piór po czymś takim nie doczyszczą.
Common_Coots.jpg


Wysunął  się  z  niej,  sięgnął  do  miski  z  wodą przygotowanej  tuż  obok.  Umył,  następnie  wytarł.  Podniósł  ją zawodzącą  w  niezwykle  brutalny  sposób  
- W moooordę jeża! W mooooordę! W ryyyyj! Na gacie biskuuuupa!  - zawodziła brutalnie Aurora.


bo  za  włosy  i  wskazał dwoma palcami parawan. Nic nie odpowiedziała, ani nie przestąpiła jednego małego kroku. Miała ochotę zwinąć się choćby na podłodze, naciągnąć na siebie jakieś prześcieradło by stać się niewidoczną i wyć. Nataniel zirytowany rzucił nią na łóżko, założył jedną z letnich, przewiewnych szat i udał się do drugiego pokoju. Przywołał niańkę – Soledad, która się nim opiekowała od małego.
– Zajmij się nią – nakazał. – I doprowadź do porządku – dodał wychodząc na  zewnątrz by po raz kolejny  pooddychać wolnością przez nozdrza.
Aurora  nie  miała  ochoty  na  to  by  ktokolwiek  oglądał  ją  w takim stanie, a tym bardziej na to by ktoś jej mówił co ma robić w chwili, gdy właśnie ubolewała nad swym losem i przyszłym życiem. Nie miała jednak innego wyjścia, bo sama Soledad ją upominała, że swym buntem i protestem jedynie zirytuje pana.
Bunt i protest, serio? Płacz zgwałconej kobiety jest buntem i protestem? Nawet ty, Soledad, niewolnica przez całe życie, nie masz odrobiny współczucia?


Zgodziła się więc samodzielnie obmyć i przywdziać jedną z szat, które wcześniej dla niej  przygotował.  Kiedy  wrócił  leżała  już  na  łóżku,  na  boku,  z kolanami  podkulonymi  po  samą  brodę.  Zdawała  się  zapłakać głośniej w chwili, gdy położył się obok niej na łóżku. Niezmiernie irytowało  go  jej  zawodzenie.  Zwłaszcza,  że  jego  zdaniem  było całkowicie  bezpodstawne.
Natanielkowi życzymy z całego serca, żeby spotkał kiedyś w jakimś ciemnym zakątku za areną Tilla, który zrobi mu Bück Dich. A kiedy już skończy, chętnie posłuchamy, co odpowie na całkowicie bezpodstawne pretensje Nataniela.
 
Mam dla Nataniela prosty przekaz:


there-will-be-only-7-planets-left-after-i-destroy-uranus-sloth.jpg


Chwycił  za  fragment  krótkiego  pasa, który zakupił u cieśli [tego, który dorabiał jako rymarz, pamiętamy]. Zazwyczaj podobny pas, choć nieco dłuższy przytrzymywał jego miecz, który nawykł nosić przy pasie.
Pas przytrzymywał miecz noszony przy pasie, a pochwa kryła miecz noszony w pochwie, wszystko się zgadza.


Uklęknął na łóżku, chwycił ją za ramie i okręcił tak by było jemu wygodnie. Aurora ponownie wydała z siebie krzyk protestu, ale na nic jej się to zdało. Oberwała cztery naprawdę silne uderzenia w uda i pośladki, z czego każdy pozostawił po sobie solidny siniec.
– Za co? – zapytała po przez rzewne łzy.
– Za żywota – odpowiedział bez słowa skrupułów. [Ale że co?] Położył się na  łóżku  i  odłożył  pas  z  powrotem  na  miejsce.  Szarpnął  Aurorę ponownie, tak by położyła głowę na poduszkach. Okrył ich oboje kocem i starał się zasnąć. – Będziesz zmuszona nauczyć się mnie słuchać i nie przeciwstawiać – dodał z zamkniętymi już oczami.
A ty goń, goń, goń swego pawia…


Dobra, chyba czas na pierwszą pomoc…


Rozdział 9
Czas  płynął  nieubłaganie,  a  postępowanie  Nataniela względem  żony  niewiele  się  zmieniło.  Rano,  zaraz  po  śniadaniu ćwiczył,  w  południe  zajmował  się  sprawami  wyspy  wraz  z  radą możnych, a wieczorem, podczas kolacji niemal nie odzywał się do niej ani słowa, tak samo było w nocy. Stać go było tylko na to by ją posiąść, bez uczuć i zbędnych ceregieli. Oraz wpierdolić za byle co. Albo nawet i bez byle czego. Tak, to “bez byle czego” to się nazywa “lanie prewencyjne”.


(...)
Nataniel  w  ten  czas  miał  wiele  na  głowie.  Dopilnowywał rozbudowy areny na tyle by móc na nią wpuścić dzikie i wygłodniałe zwierzęta, nie zagrażając przy tym publiczności. Stwierdził też, że na wyspie powinno się wznieść mury obronne.
–  Po cóż to, Natanielu? – dopytywał Garido. Reszta możnych także miała ku temu [co do tego] wątpliwości.
–  Teraz  jesteśmy  bogaci,  będziemy  tworzyć  imperium niezwykle możne i potężne.
Siłą woli chyba, bo o budowie floty nikt jakoś nie myśli.
Zajmą się górnictwem i będą rozbudowywać państwo w głąb.
Gdy otoczą wyspę murem, to nie będą musieli budować portów. Nie będą mieć portów, to i flota będzie zbędna. Porwane dzieci będą wrzucać górą, z katapult.
Mają fascynujące podejście do bogactwa, swoją drogą, skoro jeden człowiek może im napędzić gospodarkę samym swoim istnieniem. Może Nataniel ma coś wspólnego z Tywinem Lannisterem i zdarza mu się defekować złotem? Co prawda w opku głównie zdarzało się mu defekować skrajnym kretynizmem, no ale musi mieć jakąś zaletę, dzięki której jeszcze go ludzie znoszą...


Na takich jak my się napada, takich jak my stara się zabić by samemu zagarnąć to cośmy zyskali.
Ale co zyskali? Oprócz bezdennego matołka w roli królewskiego zięcia?


Taki jest świat, biednych nikt nie okradnie, bo i z czego miałby ich grabić?
- a gdy otoczymy wyspę murem, nikt nie zobaczy że u nas tylko Burdel Narodowy, kilka aren i autarkia.
– zapytał retorycznie, uniósł puchar do góry i uśmiechnął się w stronę teścia.  Ten  odpowiedział  mu  tym  samym  i  nie  tracąc  czujności zgodził się na mury obronne.
– Natanielu – zaczął ojciec Eryki.
– Tak, Edmundzie?
- Mam na imię Herbert! - zaprotestował ojciec Eryki, ale zamilkł, kiedy Nataniel pogroził mu pasem.
– Mój syn chciałby wraz z tobą szkolić ludzi do walki.
– Twój syn potrafi walczyć? – zapytał z lekką kpiną Nataniel.
– Tak i chciałby udoskonalić ten kunszt.
–  Ja  mógłbym…  –  zaczął  Tristan,  który  tak  samo  jak dotychczas był prawą ręką władcy. Szczerze nienawidził Natana za to co osiągnął, i że tak bardzo jest szanowany i doceniany w chwili, gdy  on  poświęcił  dla  tej  wyspy  niemal  całe  życie  i  jego  nic  nie doceniał.
Nikt nie szanuje prawej ręki króla, seems soooo legit.
(No cóż, może król był leworęczny i prawica służyła mu jedynie do podcierania zadka?)
Król był pipą, a prawa ręka pipy może być uznawana najwyżej za anatomiczne kuriozum.


Natan wskazał Tristanowi uniesioną dłonią by zamilknął.
–  Chętnie  udoskonalę  styl  walki  twego  syna,  Edmundzie. Przyślij go do mnie czym prędzej. Przyda mi się giermek, a być może nawet i przyjaciel.
Tristan z zaciśniętymi zębami spojrzał na Nataniela, i gdyby wzrok mógł zabijać, ten już dawno leżałby martwy. Niestety Tristan nie posiadał takich magicznych zdolności i musiał zdać się na swój spryt, pieniądze, oraz siłę własnych rąk.
Gdzie byłeś, Tristanie, przez ostatnie dziesięć lat?


Tego  wieczora  Aurora  postanowiła  postarać  się  uwieść własnego męża i zaraz, gdy Natan położył się do łóżka i znalazł się tuż nad nią zapytała się czy może poczekać.
–  Poczekać? – powtórzył po niej. – Chyba nie zamierzasz mi odmówić, Auroro?
–  Nie śmiałabym, panie. Pragnęłabym tylko byś był inny… – Położyła dłoń na jego ramieniu i potarła kciukiem pewien pulsujący punkt na szyi.
Nataniel się wystraszył jakby chciała go co najmniej udusić. Chwycił więc ją za nadgarstek, strącił jej dłoń ze swojego ciała i usiał obok. Poruszył nerwowo szczęką na boki.
No i wszystko jasne, Nataniel boi się kobiet i dlatego wymusza posłuszeństwo przemocą. No cóż, różne żałosne słabizny i cienkie bolki zawsze pętały się po tym świecie, ale po kij od jakiej mietły pisać o nich opowiadania?


(...)
– Czy mogę cię dotknąć? – zapytała.
Przytaknął ruchem głowy i poczuł ciepło jej dłoni na swojej klatce  piersiowej,  następnie  na  muskularnym  ramieniu.  Powoli posuwała się w dół, aż do dłoni nieustannie patrząc mu przy tym w twarz i chłód jego spojrzenia. Gdy dotarła do środkowego palca i objęła go czterema swoimi delikatnie po nim sunąc w dół i w górę wyczytał zmieszanie ze spojrzenia swego męża.
No ja się nie dziwię, skoro żona mu się nagle zmieniła w faceta.
“Środkowego palca”... serio? XD
(...)


Rozdział 10


Nataniel spotyka się w lesie z Isabel i wręcza jej truciznę, którą ma aplikować Garidowi - na początek w niewielkich dawkach, żeby nikt nie nabrał podejrzeń. Następnie udaje się na radę możnych, przedstawić kolejny ze swych pomysłów.


–  Trzeba mi Charonów – powiedział na zebraniu. – Dużą ich ilość…
- Liczbę! - warknęła groźnie Kura.


–  Charon  to  przewoźnik  zmarłych,  według  greckich  mitów, ale…
W tym innym uniwersum słyszeli kiedyś o greckich mitach. Cóż, Grecy zawsze daleko się zapuszczali, czemuż by nie do alternatywnej rzeczywistości?
Mam dziwne wrażenie, że to królestwo to jakiś Radom, który nie dość, że ogłosił separację, to jeszcze uznał, że od dziś będzie wyspą.


– Nie przerywaj – pouczył Garido Zachariasza.
– On mnie nie przerwał – wtrącił Nataniel. – Nadal jestem cały i w jednym kawałku, sami zobaczcie!
- Widzimy, żałujemy.


Ale uprzedzając pytanie jakie bez wątpienia masz w zamiarze mnie zadać, panie, to Charonii [Charonowie!]  potrzebni  mi  będą  do  tego  aby dostarczyć  przyszłych gladiatorów na naszą wyspę.
Ja bym w sumie zrozumiała, czemu on tak niegramatycznie mówi, gdyby był barbarzyńcą dopiero co przybyłym na wyspę. Ale nie, mieszkał tam przecież od dzieciństwa, a wychowywał się nie w koszarach gladiatorów, a na samym królewskim dworze!


Areny są postawione, chciałbym móc zacząć  igrzyska.  
Jak można zrozumieć, już wybudowano areny, ale jeszcze nie mają ludzi, którzy będą walczyć. A szkolenie, jak wiemy, trwa kilka lat.
No wiesz, zanim wyszkolą gladiatorów, arena będzie już się nadawać do generalnego remontu, więc zatrudnienie dla miejscowych rzemieślników (rymarzy zapewne, bo cieśle są zajęci wyrabianiem batów) gwarantowane i gospodarka się kręci!
Zajmowali się tym ci sami ludzie, którzy chcieli urządzić igrzyska w Krakowie.


Można  by  też  zostawić  najsilniejszych,  nadać  im pełne obywatelstwo i wykształcić ich w nagrodę za zasługi.
Natanielu, rozumiemy, że władza rzuciła ci się na mózg, ale planujesz wszystko od drugiej strony. Będą polować na dzieci, zabijać co słabsze, reszcie dadzą obywatelstwo  i wykształcenie.


– Nie chcę tu więcej pełnoprawnych niewolników! – wrzasnął Garido.
Jeden mi wystarczy!
***
Swoja drogą… czy nie jest aby tak, że pełnoprawny niewolnik to ten, który nie ma żadnych praw?


–  Tacy niewolnicy, panie. – Nataniel wsparł pięści na blacie i wstał. – Byliby dobrą siłą i zasilili nasze militaria.
Miał pewnie na myśli armię, bo przecież nie kolekcję dzid.  Z drugiej strony - wojsko złożone z niewolników? Nie, to nie wróży zbyt dobrze.
Sułtan turecki byłby innego zdania. Ale gdzie tam Natanielowi do janczarów...


Garido stanowczo powiedział nie, ale rada możnych zaczęła szeptać.
– Sami widzieliście, że gdy człowiek ma o co walczyć, gdy ma dobry cel, to tak jakby był głodny, a przed nim było długie morze.
Zapowiada się ciekawie. No i co dalej? Bierze wędkę i łowi ryby? I czy kształt morza ma tu jakieś znaczenie?
On jest w stanie je przepłynąć (na głodno, wpław? - wątpię) i ja wam to udowodniłem.
Wiemy, że Natanielowi już dawno urwało od sensu, ale zawsze jest w stanie nas zaskoczyć kolejną “mundrością”.


Pomyślcie o tych igrzyskach i wstępie na najbardziej emocjonujące widowiska. Wyspa zyska setki milionów na nowe inwestycje.
Od kogo? Od Unii Trójwyspowej?  
I za te setki milionów (czego?) będzie budować kolejne areny, na które będzie porywać następnych ględziatorów, i tak dalej, i tak dalej, aż terytorium wyspy będzie całe od aren. A tymczasem gospodrakę już do reszty szlag trafi.
Ekonomia: robisz to źle.


Być może zadłuży sąsiednie wyspy by je przejąć,
Synek, ty wytłumacz może, jak zadłużyć obce państwo?
To jest Gary Stu, on wszystko umi.


a z wygranymi [w pokera czy w ruletkę?] gladiatorami, którzy staną się naszymi wojskowymi mamy zagwarantowane, że nikt nam się nie sprzeciwi.
Natanielu - to jest wyspa… Nawet nie będzie dokąd uciekać, gdy uzbrojeni niewolnicy się zirytują.
I do tego jeszcze mur dookoła wyspy...


–  Nie chcę tu żadnych wojen! Aldain była zawsze pokojową wyspą.
–  Po co mieć trochę jeśli można mieć wszystko!? – zapytał krzykiem Nataniel.
– Póki co to ja jestem władcą! – Garido także wstał.
– Ale rada możnych może zarządzić głosowanie, czyż nie?
Wydawać by się mogło, że głosowanie głosowaniem, ale król powinien mieć ostatnie słowo. Najwyraźniej jednak nie.


Mężczyźnie zaczęli mierzyć się nienawistnym spojrzeniem.
Jeden mężczyzień i drugi mężczyzień.


– Spokojnie – starał się ich opanować Edmund. Edmund Herbert? – Myślę, że jak na  ten  czas  możemy  się  zgodzić  na  sprowadzenie  nowych gladiatorów na wyspę i ich treningi. Co z nimi potem zależy od tego jak  będą  walczyć.  Czy  takie  rozwiązanie  cię  satysfakcjonuje, Natanielu?
–  Byleby  najmniej,  [AAAAAAA!!! Czy on właśnie próbował w elegancki sposób powiedzieć “bynajmniej”?] ale  w  obecnej  chwili  nie  mogę  od  was żądać  niczego  więcej.  Myślę  iż  twój  syn  okaże  się  dobrym wojownikiem i pomoże mi trenować te jeszcze dzieci.
– Dzieci? – zdziwił się Garido.
Starość przyćmiła mu pamięć, więc udawał przygłupa.


–  Starsi,  poddani  treningowi  nigdy  nie  dojdą  do  takiej perfekcji  we  władaniu  bronią  i  walce  do  jakiej  można  zmusić dziecko. Gdy ono dorasta staje się niemal niezwyciężone. To kwestia lat ciężkiej pracy nad samym sobą i żądza krwi czyni z nas zwierzęta do zabijania, a nie dobrze przygotowani do swojej pracy trenerzy – wyjaśnił.  
- Aaaaaha! - Król pokiwał głową ze zrozumieniem, po czym ryknął: - Wywalić natychmiast tych wszystkich darmozjadów! Do roboty w polu!


Nataniel wraca do domu i próbuje być miły dla żony - wręcza jej w prezencie cenną zapinkę, w związku z czym ta czuje się zobowiązana odwdzięczyć się seksem.


Rozdział 11
Nataniel  siedział  na  łóżku,  a  na  nim  siedziała  jego  żona. Oddawali się właśnie chwili ekstazy. Niespodziewane Natan usłyszał ruch za swoimi plecami. Odrzucił kobietę w bok i chwycił za sztylet od otwierania pieczęci będący nieopodal.
Natanielu… jakby ci to uświadomić... Wiele, wiele tysięcy lat później, w odległej galaktyce, na planecie Ziemia ludzkość wymyśli papierowe koperty, które otwiera się małym, delikatnym nożykiem.
E, tu bym się nie czepiała, pieczęcie z wosku czy laku na listach faktycznie podważało się sztylecikiem. A nóż do otwierania kopert potrafi być całkiem solidny...


Zauważył w lustrach, że napastników jest więcej niż jeden,
Luster było wiele, odbić było w nieskończoność, a Nataniel liczył jak troll - do jednego i dużo.


i że mają złe zamiary, bo [robili groźne miny i zgrzytali zębami] kto inny włamywałby się do obcego domu, gdyby nie chciał skrzywdzić ludzi się  w  nim  znajdujących,  albo  ich  nie  okraść.  
Nie wiem… Święty Mikołaj?


Pchnął  sztyletem  w samą  krtań  przeciwnika,  kolejnemu  wbił  ten  sam  sztylet  w  oko rzucając nim z dużej odległości, a trzeciego popchnął aż do łaźni, a następnie  kopnął w klatkę piersiową i tym sposobem wrzucił do wody.
Albo musiał mieć kopnięcie jak wielbłąd, albo łaźnia sąsiadowała z sypialnią.


Miecz temu napastnikowi wypadł z rąk, ale wcześniej zranił Nataniela  w  łydkę,  na  szczęście  na  tyle  powierzchownie  by  nie przeciąć ścięgna.
– Podaj mi ubranie – polecił żonie, która była w tak znacznym szoku iż bała się ruszyć z łóżka. – Szybciej! – warknął. W końcu zebrała się w sobie,  narzuciła na swe nagie ciało jedną  z  sukni  i  wzięła  szatę  męża.  Zanim  jednak  wyszła  z pomieszczenia rzuciła okiem na zmasakrowaną dwójkę mężczyzn ociekających krwią i plamiącą drewnianą podłogę jej sypialni. Było jej niedobrze na sam widok, bo pomimo, że oglądała walki na arenie, to one nie odbywały się u niej w domu i nie plamiły jej ścian ani mebli.
Pierón z tym, że ludzie giną, grunt, żeby mieszkania nie zabrudzili!


W  końcu  podała  Natanowi  ubranie,  a  ten  zaciągnął  je  na siebie [ke?] i ciągle patrzył wyczekująco na mężczyznę, który wynurzył się z wody.
–  Jesteś  obywatelem  Aldain  –  zauważył.  –  Wojskowym  – dodał.
Jakim, na litość, wojskowym? Przecież nie mieli wojska, to była pokojowa wyspa i wszyscy bardzo się dziwili, dlaczego Nataniel chce szkolić jakichś wojowników.
To było Wojsko Bardzo Zakonspirowane. Względnie Ludzie Króla.


Potem chwycił za miecz przeciwnika i przyłożył mu ostrze do samego gardła. – Wyjdź powoli z wody.
Swoją drogą, to wygląda, jakby wrzucił go do jakiegoś basenu. W poprzedniej scenie (tam, gdzie Nataniel próbował być miły), Aurora też się kąpała - ale w balii.
Gwoli ścisłości, raczej w bali, i była to bardzo duża bala.


Mężczyzna  to  uczynił,  a  Natan  rozkazał  mu  odwrócić  się tyłem  i  z  przyłożonym  do  pleców  ostrzem  podprowadził  go  pod samą  ścianę.  Chwycił  za  materiał  zawieszony  na  drewnianym wieszaku i obwiązał dłonie mężczyzny w nadgarstkach. Odwrócił go przodem do siebie i zaprowadził do ciemnej piwnicy.
Znaczy co, gostek schodził do tej piwnicy - tyłem?


– Co z nim zrobisz? – dopytywała Aurora.
–  Zobaczysz.  –  Pchnął  mężczyznę  tak  mocno,  że  stracił równowagę i upadł na ziemie.
Newton zapłakał, gdy to zobaczył.


Wymierzył my kilka mocnych kopnięć w  żebra,  by  jakiś  czas  mieć  spokój.  
I żeby wyrobić limit na najbliższe trzy dni.


Przewiesił  linę  przez  hak umiejscowiony na suficie, odwiązał dłonie mężczyzny i przywiązał je ponownie, tym razem liną. Naciągnął ją i szarpnął na tyle mocno, że  włamywacz  stanął  na  nogi.  Przywiązał  koniec  liny  do  kółka wbitego w ścianę.
– Dlaczego mamy lochy? – zapytała Aurora.
Bo chcemy mieć małe warchlaczki!


Nataniel torturuje schwytanego skrytobójcę, próbując dowiedzieć się, kto go nasłał. Aurora też dostaje lanie pasem za to, że nieproszona pojawiła się w piwnicy. Darujemy sobie.


...albo nie, kawałek jednak zostawię, bo cuś mję tu zastanowiło. Wybaczcie. Wiaderka gotowe?


Mężczyzna  wskazał  dłonią  na pasek leżący  na  stoliku  tuż  przy  łóżku,  a  następnie  dwoma  palcami przywołał  kobietę,  wskazując  jej  miejsce  przed  sobą.  Pokręciła szybko głową na boki.
–  Nie zrozumiałaś czego od ciebie oczekuje? – zapytał. – W takim razie powtórzę. Weź pasek i podejdź.
Ponownie pokręciła głową na boki. Nataniel podszedł do niej szybkim krokiem i wymierzył szybki policzek, znacznie mocniejszy niż  ostatni  jaki  od  niego  otrzymała.  Potem  powrócił  na  swoje poprzednie miejsce i ponownie wydał polecenie:
– Podaj mi pasek.
Z początku się skuliła, ale wiedziała, że jeśli nie uczyni tak jak mąż od niej wymaga, to po raz kolejny oberwie, a on nie ustąpi i nadal będzie oczekiwał wykonania polecenia. W końcu chwyciła za krótki pasek, który nawet nie zauważyła kiedy dorobił się rękojeści i na  drżących  nogach  podeszła  przed  oblicze  męża.  Jego  mina  ani trochę nie złagodniała. Przejął od niej narzędzie i szybko chwycił za ramie by odwrócić bokiem do siebie. Przymierzył się do pierwszego uderzenia  i  przeciągnął  pasem  po  pośladkach  trzy  razy,  szybko  i porządnie.  Usiłowała  się  odsunąć  jak  najdalej,  by  narzędzie  nie mogło jej dosięgnąć.
– Stań prosto – polecił. – I wróć na miejsce – dodał, ale sam ją szarpnął by stanęła tam gdzie poprzednio. Ponownie się od niego szybciutko  odsunęła  i  odwróciła  tak  by  nie  mógł  jej  uderzyć  w pośladki. – Stań jak należy, powiedziałem!
–  Nie – odparła szybko. – Natan, proszę – dodała  cichutko pociągając nosem.
– Staniesz tak jak tego od ciebie wymagam, czy nie? – zapytał po przez zaciśnięte ze wściekłości zęby.
–  Proszę  –  wyszeptała  niemal  błagalnie.  W  efekcie  jej  mąż tylko przełożył pasek z prawej do lewej dłoni, a prawą się zamierzył.
Skuliła  się  na  podłodze  byleby  nie  poczuć  na  opuchniętym  od poprzedniego  uderzenia  policzku  kolejnego  ciosu  zadanego  jego twardą i dużą dłonią.
– Wstań i wróć na miejsce. Szybko!
W końcu wiedząc, iż nic nie może poradzić by jej mąż zmienił zdanie podniosła się z podłogi i ponownie stanęła lewym bokiem do niego.
Przekładając pasek z lewej dłoni do prawej zapytał:
–  Jak  śmiesz  mi  się  przeciwstawiać?  –  Przymierzył  się  do uderzenia.  –  Jakim  prawem  się  pytam?  No  jakim!?  –  krzyknął  i przyłożył tak mocno, że aż ją odrzuciło do przodu, ale nie zważając na to złapał za drugie jej ramie i przycisnął całą do swojego tułowia.
Zamierzył się kolejny raz i przyrżną trzy szybkie tak jak na samym początku.  Odczekał chwilę i  nie zważając  na jej  szloch  ponownie przyłożył  pasek  do  lekko  okrytych  pośladków.  W  końcu  jednak zrezygnował i rzucił nią na łóżko. – Zapamiętaj aby się mnie więcej nie sprzeciwiać.
No więc zastanawiam się: gdzie on się tego nauczył? Widać wyraźnie, że Natan nie bije żony “po prostu”, w złości; nie, on stosuje jakiś cały chory rytuał służący jej upokorzeniu i złamaniu. Wiemy, że sam od dzieciństwa był poddawany okrutnemu treningowi, ale chyba jednak nie takiemu, bo nie wychowywano go na sługę, bezwzględnie posłusznego i ślepo wypełniającego rozkazy, lecz na gladiatora, który miał walczyć i zwyciężać - a zatem należało wzmacniać, a nie łamać jego ducha. Jadał też posiłki z królewską rodziną, sam król odnosił się do niego przyjaźnie, nie traktowano go więc jak godnego pogardy dzikusa, a wręcz przeciwnie, jak kogoś zasługującego na szacunek.
Zrozumiałabym, gdyby był po prostu człowiekiem gwałtownym i nieokrzesanym. Tak jak wspominałam - nie ma co się za wiele spodziewać, a już raczej nie rycerskości wobec kobiet, po kolesiu wychowywanym od małego wśród gladiatorów - ale powyższa scena to jest po prostu egzekucja na zimno...
No cóż, musimy chyba przyjąć, że po prostu był obrzydliwym, małym, sadystycznym gnojkiem od samego początku, co starannie ukrywał, póki miał do czynienia z potężniejszymi od siebie, ale ze słabszymi - mógł sobie pofolgować.
W ogóle zauważyliście, że o ile “dominacja” Nataniela nad słabszymi i od niego uzależnionymi wydaje się opisana aż rzygliwie realistycznie (okej, nie pasuje do postaci, ale sama sytuacja przedstawiona jest wiarygodnie), to kawałki z “dominacją” nad królem (czyli osobą wyżej postawioną) są wręcz absurdalnie głupie i polegają głównie na robieniu z Garida skończonego idioty? Wnioski wyciągnijcie sami.


A swoją drogą zauważcie, że walki Nataniela z równymi mu przeciwnikami są opisywane bardzo zdawkowo albo wcale, zaś torturowanie żony - drobiazgowo i ze wszystkimi szczegółami...


Dobra, czas przepłukać oczy po tej ohiździe.


Rano  udał  się  zobaczyć  swoich  pierwszych,  małych gladiatorów. Jego zdaniem byli piękni, wszyscy młodzi i silni. Już po budowie ich ciał i szerokich jak na dziecięce ramiona wiedział iż się sprawdzą i będą naprawdę dobrymi wojownikami. Aby wzbudzić w nich wolę walki zastosował tą samą metodę, którą dwadzieścia pięć lat temu zastosowano na nim. Wrzucali każdego z chłopców kolejno do klatki z dzikim zwierzęciem. Czasami był to pies, innymi razy wilk, a jeszcze innymi wygłodniały sęp, orzeł lub jastrząb chcący przeciwnikowi wydłubać oczy.
Tych, którzy zostali okaleczeni, lecz przeżyli, sprzedawano niejakiemu Faginowi i wszyscy byli zadowoleni. Tylko mieszkańcy miasta dziwili się, skąd nagle wzięło się tam tylu młodocianych żebraków i kieszonkowców.


Potem głodem zmuszono ich do walk między sobą. Natan ustanowił to następująco – pierw od trzech do pięciu  dni  żaden  z  chłopców  nie  dostaje  pożywienia,  a  potem nagradza  się  posiłkiem  tylko  wygranego.  
Wygranym był ten, który zdołał wyczołgać się z klatki.
W dzieciach wola walki wzrastała z każdym dniem głodówki.  Jasssne.
Bogowie, Nataniel jest równie dobry w marnowaniu zasobów ludzkich jak polski rząd w marnowaniu środków z budżetu...


Walki  odbywały  się  na pięści i sam wkraczał między bijących się chłopców tak by żaden nie umarł.  
Gdyż na sercu leżało mu dobro podopiecznych.


Po  miesiącu  polecił  podnieść  poprzeczkę  i  trzymać  dzieci cały  dzień  w  klatkach  na  słońcu,  bez  picia.  Uznał,  że  pragnienie będzie  znacznie  lepszym  sposobem  zagrzania  ich  do  jeszcze brutalniejszej walki.
Sam przechadzał się między klatkami w swym gustownym, skórzanym czarnym płaszczu, uderzając z lekka pejczem o lśniące cholewy oficerek, a przed słońcem chroniła go czapka z trupią czaszką. Zaś w barakach koło areny jego kumpel Josef przeprowadzał na dzieciach eksperymenty medyczne.


Przepraszam, idę się upić w czarnoziem, bo tego opka na trzeźwo NIE ZNIESĘ.


Uwaga, tu będzie przypowieść.
Pewnego razu byłam w zoo. Podchodząc do klatki z małpami, zauważyłam, iż pewien szlachetny przedstawiciel naczelnych zachowywał się w sposób, który ewidentnie doprowadziłby panią poseł od spółkujących osłów do zawału - a mianowicie jedną ręką namiętnie gmerał przy przyrodzeniu, drugą przy tym wykorzystując do rzucania kupą w innych członków stada. Wtedy, widząc to, pomyślałam, że ten procent w DNA ma jednak spore znaczenie, teraz jednak wydaje mi się, że po prostu przypadkiem poznałam Nataniela :)


To jest odpowiednia chwila, żeby popatrzeć na pięknego mężczyznę z pięknym kotem.


Nataniel wciąż więził w piwnicy mężczyznę, który włamał się do jego domu. Nie zrezygnował też ze strażników, a Aurorze polecił podróżować  tylko  w  asyście  wybranych  przez  niego  ochroniarzy.
Minęły prawe dwa miesiące, (a potem lewe trzy tygodnie,) a Natan ponownie wyjął włamywacza z klatki,  (trzymając go jak kota za kark) przywiązał  na  linie  do  sufitu  i  znowu  usiłował  z  niego wyciągnąć cenne informacje. W tym samym czasie Charonii – jak sam  ich  określił  Nataniel [niegramatycznie, ale czegóż wymagać od wojownika] przewozili  na  wyspę  kolejne  porwane dzieci. Żaden z przewoźników nie mógł przewidzieć, że pod pokład wdarła się kobieta – piękna i młoda Anna.
No, raczej trudno przewidzieć coś, co już się stało.
Związek tego zdarzenia z przesłuchaniem włamywacza trochę mi umyka, ale przecież jakiś musiał być, skoro czytamy o nim w tym samym akapicie.


Dziewczyna ukryła się w jednej  ze  skrzyń  z  zamiarem  odnalezienia  półtora  miesiąca wcześniej porwanego brata. Wtedy widziała jego porwanie, ale nikt jej  nie  wierzył  iż  za  morzem  jest  jakieś  życie.  Sądzili,  że  troje chłopców [z których co najmniej jeden był dziewczynką] zgubiło się w lesie i zjadła ich dzika zwierzyna. Anna więc przychodziła  co  dnia  w  to  samo  miejsce  i  kryła  się  za  dużym kamienie,  a  gdy  Charonii  ukryli  swoją  dużą  łódź  w  krzakach  i gąszczu brzóz, a sami ruszyli na łapankę ona wślizgnęła się pod ich pokład i znalazła bezpieczną kryjówkę.
Wychodzi na to, że oni przez ten ocean faktycznie przeprawiali się łódkami, bo ukryć statek w krzakach trochę trudno.


Rozdział 12
Anna  z  przerażeniem  w  oczach  przyglądała  się  dzieciom ściśniętym w małych klatkach. Byli skuleni i płakali, za co raz po raz jeden z przewoźników wymierzał im solidnego kopniaka nie patrząc na to gdzie trafi.
Na ogół trafiał stopą  kraty i przeklinał, aż uszy więdły.
Nie rzadko trafiał w głowę czy nawet w twarz. Anna niemal od razu poczuła odrazę do tych mężczyzn.
Dziwne, dziwne...


Zauważyła ciężki, drewniany  kij  leżący  nieopodal  i  zaatakowała  jednego  z  nich uderzając  solidny  cios  w  głowę,  a  gdy  drugi  się  na  nią  rzucił zwyczajnie okręciła kij w dłoni tak by trafić w jego krocze.
Ładnie to tak się znęcać nad ciosami?


Odłożyła narzędzie i zwojem liny znalezionej obok zaczęła ich obezwładniać, oraz  kneblować.
Kneblowała też za pomocą liny? Niezwykłe talenty mają ludzie w tamtych stronach.


Miała  w  planach  wyjść  na  pokład,  zepchnąć  do morza mężczyznę stojącego na pokładzie. Nie przewidziała jednak, że  obok  pierwszego  podpokładu  znajduje  się  drugi,  z  tuzinem mężczyzn przy wiosłach dzięki którym wprawiali łódź w ruch.
Nie zauważyła tego też, kiedy chowała się na łodzi, wot, siurpryza!
To tylko taka ściema, że przy wiosłach, naprawdę obsługiwali reaktor jądrowy.


A zatem łódka, którą dało się ukryć w krzakach, miała jeden podpokład dla niewolników, drugi dla wioślarzy, zapewne też jakieś ładownie na wodę i prowiant… Chyba wyprodukowano ją w tym samym miejscu, co TARDIS.


Anna zostaje schwytana i uwięziona. Tymczasem na wyspie Isabel poszła na całość i podała truciznę nie tylko Garidowi, ale i kilku członkom rady możnych, co popsuło nieco szyki Nataniela, bo planował pozbyć się ich w inny sposób.
Garido już tak bardzo chciał wymeldować się z opka, że było mu zaprawdę wszystko jedno.


Pozostali  z  rady  możnych  przyszli  odwiedzić  chorego  i przynieśli złe wiadomości iż nie jest on jedynym chorym.
- Hej, Garido nie jęcz tak i przestań się nad sobą użalać! Takich jak ty jest jeszcze paru, wiesz?


Wszyscy szybko  powiązali  fakty (warknęli: “związać truciciela!”) i  Nataniel  w  ostatniej  chwili  podrzucił woreczek z jeszcze łyżeczką ziół trujących do jednego z pokojów należących  do  służby.  
Widzę to. Grupa ludzi zajęta walką o władzę spotyka się przy łożu kolejnego chorego, rozmawiają o grasującym trucicielu i WTEM! Nataniel się zrywa, biegnie krętymi korytarzami do pałacowego skrzydła w którym mieszka służba. Nie zwraca na siebie uwagi. Nawet przez chwilę.
W końcu na niewolników mało kto zwraca uwagę, nawet byłych.


Pod  materac  łóżka  jednej  z  niewolnic służących  panu  w  codziennych obowiązkach  takich  jak  kąpiele, masaże i podawanie do stołu.
Codziennym obowiązkiem króla było podawanie do stołu? Mówiłam, cholernie egalitarne to królestwo :D


Potem powrócił do salonu i zasiał na jednym z krzeseł.
Owies, owies!


Uśmiechnął się ciepło do wszystkich, wysłuchał słów Isabel mówiących o zaplanowanym otruciu możnych.
Znaczy w sensie, że co - przyznała się do winy?!


– A to by się zgadzało, gdyż ostatnio ktoś napadł na mnie i na mą żonę w naszej własnej sypialni – odparł jak gdyby nigdy nic. – Od prawie dwóch miesięcy usiłuje wyciągnąć z jednego z włamywaczy, któż to taki, ale milczy jak zaklęty. – Nie bez powodu Natan rzucił spojrzeniem  na  Tristana,  a  potem  powrócił  do  picia  herbaty.  
I nawet mu ręka nie zadrżała.


– Straże, przeszukać pokoje służby! – nakazał.
Isabel spojrzała na niego zaskoczona. Już w głowie domyśliła się jaki plan ułożył Natan.
Po chwili domyśliła się w trzustce.


Teraz jednak nie mogła go powstrzymać bo  rzuciłaby  tym  samym  podejrzenia  na  samą  siebie.  Strażnicy ruszyli,  a  Nataniel  rozpoczął  dyskusje  dotyczącą  ich  synów  i wnuków.
Synów i wnuków tych strażników? A po co?
Nie wiem, ale jak Nataniel się tobą interesuje, to nie wróży nic dobrego.


–  To  chłopcy,  kiedyś  będą  mężczyznami,  powinni  umieć obronić  własne  kobiety  i  dzieci.  Mężczyzna  jest  od  chronienia rodziny  –  tłumaczył  byleby  ich  przekonać  do  swoich  racji.  
Medal z ziemniaka dla tego pana!
potatohero1.jpg


Wydaje mi się, że to dobre miejsce na ładne obrazki. Gdzieś autor przejawiał ból dupy, iż geje be (zapewne dlatego, że trudno ustalić, który miałby którego tłuc), wobec czego, na wypadek, gdyby doszedł do tego fragmentu analizy…
Znaczy, to ma być taki odstraszacz na aŁtora, czy jak? Co Ty, z pewnością tu nie dotrze…


Macie ładnych szpiegów:


tumblr_nucs364bc51r0uzjbo1_1280.jpg


I coś dla fanów Gwiezdnych Wojen:


tumblr_o1anrb4tyi1qggkzoo7_500.png


Dziękuję, możemy przejść do reszty opka.


(...)
Raga starszych zaczęła dopominać się o potomka,
Raga. A więc oprócz mitów greckich mają tam również indyjską muzykę klasyczną, i to w dodatku jakże natarczywą.


w końcu Nataniel jako następca tronu miał ich zdaniem obowiązek spłodzić syna.
Garido nie dopełnił tego obowiązku i proszę, jak się porobiło.


Mężczyzna uważał podobnie i całkowicie w tym ich popierał. Właściwie  to  sam  nie  rozumiał  dlaczego  jeszcze  Aurora  nie  jest brzemienną. Zaplanował to zmienić i niemal każdego dnia próbować stworzyć  małego  księcia. Jednak  bezskuteczne  okazały  się  jego starania.
Saint-Exupéry to z niego nie był.


Nataniel idzie skontrolować transport nowoprzybyłych niewolników. Oprócz chłopców w klatkach znajduje także Annę (która gryzie go w palec niemal do kości, gdy próbuje ją pomacać). Dla postrachu każe na ich oczach zachłostać niemalże na śmierć niejaką Tamarę, służącą, która została oskarżona o próbę otrucia Garida i możnych.


–  Każdy  kto  mnie  nie  posłucha,  skończy  tak  samo!  – zapowiedział głośnym tyknięciem,
Aaaa, wszystko jasne, Nataniel jest zegarem! Pamiętacie tę zagadkę? “Nie je, nie pije, a chodzi i bije”.


potem odłożył bat, umył dłonie i wyszedł z szopy. Polecił strażnikom odwiązać Tamarę i wcisnąć do tej samej klatki, w której znajduje się gryząca piękność. Sam udał się do domu by Soledad zszyła jego coraz mocniej krwawiący palec.
–  Któż  ci  to  zrobił?  –  dopytywała  czterdziestodwuletnia kobieta.
Zapytał z offu narrator “Dlaczego ja?”.


–  Kobieta  o  twarzy  i  oczach  anioła,  ale  i  niezwykle demonicznej duszy – odpowiedział po przez lekki uśmiech na samo przypomnienie sobie blasku jej wystraszonych, dużych i zielonych oczu.
Gdyby nie były wystraszone, zapomniałby o nich jeszcze w tej samej chwili. Od razu widać, co go najbardziej kręci.


Rozdział 13


Za namową Tristana, Aurora dostarcza więźniowi sztylet, aby sam się zabił. Nataniel oczywiście domyśla się, że to ona i wiemy, jaki byłby ciąg dalszy, gdyby nie wstawiennictwo Garida (który tymczasem wyzdrowiał), więc kończy się na spoliczkowaniu, potrząsaniu i wrzaskach.


Wyszedł  z  domu  niezwykle  wściekły.  Udał  się  na  miejsce treningu chłopców i każdemu kolejno wręczał nóż. Mieli nim rzucać i trafiać w oddalony cel, będący pieńkiem. Ostrze noża miało się wbić jak najbliżej środka. Temu [tego!], któremu się to nie udawało uraczał [właściwą formą byłoby “raczył”, ale to i tak bez sensu] silnym policzkiem, albo kilkoma uderzeniami kija po nagich łydkach z taką siłą, że te niemal cięły je do krwi.
Ach, Natanielu, jaki ty jesteś odważny i bojowy, kiedy chodzi o słabszych od ciebie i tych, co nie mogą ci oddać! Jakież to Męskie, Bardzo Męskie!
q3iCWqE.gif
http://i.imgur.com/q3iCWqE.gif


Uwaga, przypowieść druga. Jeśli nie lubisz wrażeń mocno anatomicznych, pomiń.


Będąc na studiach uczęszczałam na zajęcia z preparacji zwierząt. Brzmi to całkiem fajnie, w rzeczywistości jednak polegało na długich godzinach dokładnego skórowania oraz babrania się w formalinie. W każdym razie, w końcu trzeba było takiemu martwemu zwierzakowi usunąć mózg, oczywiście bez naruszania czaszki. Robiło się to tak, że wtykało się wielką strzykawkę z wrzątkiem, po zaaplikowaniu którego mózg wypływał spienioną falą.
Mam wrażenie, że to właśnie dzieje się z moim mózgiem przy czytaniu tego opka i zaprawdę, to nie jest miłe uczucie.


Ten, który trafił w nagrodę mógł  udać  się  na  kolacje,  a  następnie  na  spoczynek.  Ta  zabawa trwała do skutku, aż ostatni z chłopców pomimo iż ledwo stał na nogach z wycieczenia w końcu wbił nóż w pieniek.
–  Trzeba  było  tak  od  razu.  Jutro  powtórzymy  ćwiczenie  – zapowiedział i wyszedł.
Wrócił  do  domu.  Miał  ochotę  na  mokre,  wilgotne  i  ciasne wnętrze kobiety.
Zestawienie tych dwóch zdań brzmi tak, jakby Nataniel wolał mieszkać w kobiecie, a musiał w domu.
Pochodzenie Nataniela: po ojcu - zegar, po matce - rzęsistek pochwowy.


Jednak po przez wydarzenia minionego dnia nie umiał  być  dla  żony  delikatny.  Pomimo  tego  nie  protestowała  i oddawała mu się bez słowa sprzeciwu. Wiedziała co by było, gdyby teraz usiłowała go odtrącić. Bała się tego, dlatego była wyjątkowo jak na nią posłuszna.
Niech to opko się skończy zanim wyrzygam jelita…


Rozdział 14
Nataniel  udał  się  po  nowych  gladiatorów  do  szopy.  Wyjął pierwszych  trzech  z  brzegu  chłopców i  niespodziewanie  oberwał kamieniem w ramie.
Znaczy się, oprawionym takim.
Pierścionkiem? Słyszałam, że duże pierścienie nieźle sprawdzają się w roli kastetu.


Zerknął znacząco na klatkę, w której siedziała Anna.
– Ty chyba nie wiesz z kim zadzierasz – przemówił do niej.
– Wiem! Z okrutnikiem! Takich jak ty powinno się zabijać!
Po jakiemu oni rozmawiają? Anna pochodzi z rodzinnego kraju Nataniela (ba, jak się na sam koniec okaże, z tej samej wioski, co on), zaś wiemy, że nasz boCHater zapomniał całkiem swego ojczystego języka poza dalekim echem słów “kocham cię, syneczku”. Ona sama też raczej jeszcze nie miała czasu nauczyć się języka wyspiarzy.


Nataniel dwóch chłopców wypuścił do strażników, a jednego zostawił sobie. Chwycił chłopca za włosy, twierdząc przy okazji, że są  trochę  za  długie (i takie niemęskie) i  podprowadził  go  pod  klatkę  z  kobietami. Wymierzył siarczysty raz otwartą dłonią w jego plecy.
– Obraź mnie jeszcze raz, a on, albo inny dzieciak oberwie.
Ciebie nie uderzę, bo już wiem, że potrafisz gryźć. Bezbronne dziecko to co innego.
Jak on sobie radził z innymi gladiatorami? Przecież wypuszczenie go na arenę z podirytowaną owcą skończyłoby się pogromem ze strony owcy...


Natan patrzył głęboko w oczy kobiety, a chłopiec wykorzystał tę chwilę nieuwagi mężczyzny i wyjął sztylet zza jego paska, uraczył go pchnięciem w brzuch. Mężczyzna stał jednak tak odwrócony iż ostrze wyszło zaraz obok naruszając tylko mięsień. Zgiął się w pół z bólu, ale pomimo tego jednym uderzeniem w twarz chłopca sprawił, że ten upadł na ziemie i wypuścił sztylet z dłoni. Z czaszki dziecka popłynęła krew. Anna krzyknęła przerażona, a Nataniel przyklęknął przy nim. Wcześniej nie zdawał sobie sprawy iż uderzył tak mocno i nie mógł przewidzieć, że chłopiec uderzy głową o kamień. Starał się zatrzymać krwawienie dłońmi.
– Zimno mi – wyszeptał ledwie słyszalnie. Nie miał więcej niż sześć lat.
Nataniel zdjął swoją pelerynę z pleców i okrył nią chłopca.
–  Wezwijcie pomoc! – wrzasnął do strażników, ale zanim ci wrócili z choćby zielarką było już za późno. Chłopiec skonał na jego rękach i nie mógł zrobić już dla niego nic więcej jak tylko zamknąć mu oczy.
Na subtelność go naszło.


Wrócił do domu. Cały drżał na ciele pomimo, że na dworze nie było chłodu, nie było nawet wiatru. Pochylił się nad misą z wodą i chciał zanurzyć w niej zakrwawione dłonie. Umoczył palce, a cała przejrzystość  zmąciła  się  ze  szkarłatną  czerwienią.  Jedna  z  łez wystąpiła na jego policzek i stoczyła się po brodzie. Wpadła do tej samej miski.
Jeszcze samotnej łzy w tym wszystkim brakowało.


–  Co się stało? – Zapytała Aurora stojąc nieopodal, za jego plecami.  –  Natan,  co  się stało?  –  powtórzyła  pytanie,  gdyż  zdała sobie  sprawę  z  tego,  że  jej  mąż  jest  cały rozdygotany.  Nie spodziewała się więc niczego innego jak tylko złych wieści.
Z trudem ukrywała pełne nadziei podekscytowanie.


Nataniel odwrócił się w jej kierunku. Podszedł bliżej ze łzami w  oczach  i  tylko  pokazał  jeszcze  wciąż  zakrwawione  dłonie.
Zapłakał  jawnie  i  padł  przed  nią  na  kolana.  Przytulił  się  do  jej brzucha i zaczął szlochać jakby sam był małym dzieckiem. Aurora nie wiedziała jak ma się w takiej sytuacji zachować. Instynktownie zbliżyła  swoją  dłoń  do  jego  włosów  i  pogłaskała.  Nie zadawała żadnych pytań, choć tak bardzo pragnęła wiedzieć co się stało.
Y, dobra. Nataniel przeżył szok, bo zabił dziecko i miał jego krew na rękach, tak? A te wszystkie inne, które na przykład wrzucał do klatek z dzikimi zwierzętami, to już spoko luzik, ich krew jego rąk nie plamiła?!
Wmawiał sobie, że przynajmniej dokarmia zwierzęta.


A teraz czas na Audrey:


Anna uwalnia siebie i chłopców, i uciekają, próbując dostać się do łodzi. Nataniel i strażnicy wyruszają w pościg, zaś Aurora udaje się na dwór ojca.


Rozdział 15
Anna i chłopcy  biegli ile sił w  nogach, dzieląc  się na małe grupki,  ale  z  wyspy  nie  było  innej  drogi  ucieczki  niż  ta  drogą morską,  a  oni  przecież  nie  mieli  łodzi.  Na  dodatek  wzniesione, drewniane  mury  obronne  i  wartownicy  ustawieni  przy  bramach skutecznie umożliwiały dostanie się na jeden z pokładów.
To oni te mury zbudowali wokół całej wyspy, a nie tylko jej stolicy? Oryginalne…
Dużo więcej oprócz stolicy raczej tam nie było.
Na pewno był jakiś las. No i areny, nie zapominajmy o arenach!


To wtedy Tristan pojął, że wyspa równie dobrze może stać się więzieniem dla jej mieszkańców.
A co tam, do cholery, robi Tristan?


Już śpieszył się by poinformować o tym Garida, ale mężczyzna  przejęty  wieściami  od  córki  nawet  go  nie  słuchał.
Zwyczajnie przeszył go na wskroś ostrzem miecza.
Zwyczajnie, Pisak nie miał żadnego dalszego pomysłu na tę postać.


Natanielowi udaje się schwytać Annę i związaną prowadzi za sobą do domu. Chłopców natomiast nie odnalazł.
Plany Nataniela rozchodzą się we wszystkie strony niczym mrówki wypuszczone na stół.


Zasiadł na konia [a następnie wsiadł na tron] i pociągnął ją ze sobą, aż do domu, w którym nie zastał swej żony.
Nataniel  postanowił  więc  uwiązać  dziewczynę  do drewnianego  filara  podtrzymującego  zadaszenie  i  wyruszyć  na poszukiwanie Aurory. Obawiał się o jej życie i zdrowie. Sądził też, że mógł ją porwać Tristan i w zamian za jej wolność zażyczyć sobie by on opuścił wyspę. Wtedy, gdyby przyłożył jego żonie nóż do gardła on  musiałby  się  poddać,  w  końcu  miał  obowiązek  ją  chronić  i zapewniać jej bezpieczeństwo.
Eeee… yyy… eee… tak. Niewątpliwie tak.


Aurora zjawia się cała i zdrowa, dostaje wciry za wyjście bez pytania i bez ochrony, aczkolwiek Nataniel nie jest w stanie okazać jej pełni swej troski, bo...


Nataniel  chciał  chwycić  po  [po] pas,  ale  nie  znalazł  go  na  jego pierwotnym  miejscu.  
Cieśle przestawili mu pasek!


Rzucił  żonie  pytające,  a  zarazem  pełne dezaprobaty spojrzenie.
–  Spaliłam  go  i  nie  dam  się  więcej  bić  –  rzekła  niezwykle pewnie, jakby coś w jednej chwili zatamowało cały jej strach przed nim. Jednak zaraz potem uciekła na drugą stronę łóżka i prosiła by jej nic nie robił, oraz przepraszała, poprzez rzewne łzy.
Odezwała się w niej natura, a Nataniel nie wiedział co z rękami zrobić.


Chwila odpoczynku dla oczu i mózgów:


Rozdział 16
Nataniel zrobił coś czego nikt się po nim by nie spodziewał, włącznie z nim samym. Obszedł łóżko i zbliżył się wolnym krokiem do  małżonki.  Chwycił  za  jej  ręce  by  przed  nim  nie  uciekała, pociągnął  do  siebie  i  wziął  w  ramiona.  Głaskając  po  włosach szeptem mówił:
– Martwiłem się o ciebie. – To była jego chwila czułości, którą za moment przerwał ostrym tonem głosząc: – Masz tak więcej nie robić.
- Nie będę tolerował przenoszenia pasa z jego pierwotnego miejsca!


Natan  wyszedł  za  zasłonę  i  chwycił  za  krzesło,  na  którym siedziała Anna. Zatargał dziewczynę do piwnicy i rozpalając świece zastanawiał się na głos co by tu z nią dalej uczynić.


–  Niegdyś uciekinierów karano chłostą stóp, albo nawet ich odcięciem.
– To już lepiej mnie zabij! – krzyknęła jak zwykle zbuntowana i bez krzty pokory.
– Zabiłem w życiu wielu ludzi, być może za liczną ich ilość, ale nigdy nie zabiłem kobiety.
– Zamordowałeś dziecko na mych oczach!
– Nie naumyślnie!
– Twoje dłonie są splamione krwią!
–  Twoje tak samo, niewiasto – rzekł rzeczowo, bez krzyku.
Anna wbiła w niego pytające spojrzenie, więc wyjaśnił, że gdyby się mu nie buntowała, to ten chłopiec nie straciłby życia.
To wszystko wasza wina, baby, przecież muchy bym nie skrzywdził, gdybyście wy mnie ciągle nie prowokowały!
– A spierdalaj – mruknął wujek Staszek, mistrz ciętej riposty, albowiem każdy inny komentarz do wypowiedzi Nataniela był po prostu niestosowny.


Nataniel  wyszedł,  powrócił  do  żony  i  z  miejsca  chciał  się zabrać za płodzenie potomka.
Już wiemy. Jest klinicznym sadystą, którego podniecają tortury. Inaczej nie stanie na wysokości zadania.


Przed tym jednak musiał rozwikłać jeszcze jedną sprawę.
– Kto kazał tobie [ci] spalić pas? – zapytał.
Aurora się wystraszyła i cofnęła o kilka kroków.
–  Jeżeli  mam  cię  nie  ukarać,  chcę  abyś  to  ty  mnie  o  to poprosiła, a jutro sama pójdziesz do cieśli i nabędziesz drugi pas. Wyraziłem się jasno?
To nie była jednorazowa pomyłka. Nie ma już żadnych wątpliwości: rzemieślnik od wyrabiania pasów nazywa się cieśla. W takim razie widocznie szyciem butów zajmuje się zdun.
Eee… więcej obrazków? A z czego to, z czego? :>


tumblr_n4owybEuqi1r5j00to1_1280.png
O, właśnie miałam postulować o jakiegoś Riario z jakimś Leosiem… Dzięki, Q! :)


Strażnicy znajdują chłopców, którzy ukryli się w piwnicy domu pewnego wdowca.


Wdowca i jego synów nakazał zabić, a dziewczynę batem nauczyć jakie na wyspie panują  zasady.  Chłopcom  natomiast  tylko  udzielił  reprymendy  i porady, że mężczyznom nie wypada słuchać kobiety.
Bo od słuchania kobiety fiutki gniją i odpadają, zapamiętajcie to!
Przecież Nataniel fiutka nie ma. Było powiedziane, że syna próbował spłodzić środkowym palcem, więc w sumie nie dziwi brak efektów.


Następnie ich nakarmił, lepiej odział i stwierdził:
– Będziecie mymi ulubieńcami.
Budzibudzibu!
Na wieczór Nataniel udał się do Anny. Klękała [klęczała] na podłodze i łkała. Jej kostka była przykuta do łańcucha. Przykucnął przy niej i delikatnie zsunął ramiączko jej szaty. Wzdrygnęła się.
–  Ciii  –  wyszeptał.  –  Jeśli  będziesz  grzeczna,  to  nic  ci  nie zrobię. – Przyjrzał się dokładnie kilku raną i zaschniętej krwi.
Rany mają oczy!!!


Nataniel opatruje Annie rany, potem składa jej propozycję nie do odrzucenia - albo zostanie jego służącą, albo nagrodą dla żołnierzy. Jakiś czas później, kiedy dowiaduje się, że Anna umie czytać i pisać (znów pytanie - po jakiemu?), powierza jej zadanie uczenia chłopców-gladiatorów.
Będzie prowadzić freblówkę!


Rozdział 17
Mijały  kolejne  lata,  a  Anna  choć  już  odnalazła  brata  nie zaplanowała dotychczas planu ucieczki. Natan jej nie ufał na tyle by wskazać jak dostać się na łodzie.
Port był najtajniejszym i najpilniej strzeżonym miejscem na tej wyspie.
Portu nie było. Był tylko mur dookoła wyspy.


(...) następnego dnia na wyspę sprowadzono kolejne dzieci. Była przerażona ich ilością [liczbą…] i skalą tego przedsięwzięcia. Jednak najbardziej bolał ją fakt, że teraz to  Rafael  zajmował  się  ich  treningami,  bo  Natan  poświęcił  się całkowicie  grupce  starszych.  
Nie dość, że sadysta, to jeszcze efebofil.


Zaczynała  mieć  wątpliwości,  czy mężczyzna jest oby na pewno taki zły na jakiego pozoruje siebie samego.
Pyszna ta fraza, zaiste.


Wszakże  za  jego  sprawą  przez  te  wszystkie  lata  zmarło tylko jedno dziecko, a za sprawą Rafaela umarło tuzin.
Dobry pan, zabił tylko jedno! A że to on wymyślił system, przez który dzieci giną…


Dziewczyna szybko  pozbyła  się  tych  wątpliwości,  gdy  na  małych  arenach zaczynały być odbywane walki. Walki małych, niemających więcej niż dziewięć lat gladiatorów.
Mieli też małe arenki dla małych chłopców. Na widownię wpuszczano dzieci do 13 lat.


Z początku były to tylko walki na pięści, albo  drewniane  miecze.  W  końcu  rada  starszych  zażądała brutalniejszego widowiska, a Nataniel choć nie poparł ich decyzji, to także się jej nie przeciwstawił.
Najpierw zdziwiłam się trochę, bo sądziłam, że Nataniel miał zamiar zrobić z nich w pełni wyszkolonych, doskonałych gladiatorów, a nie pozwolić, by się wytłukli przed ukończeniem dziesiątego roku życia - ale potem zrozumiałam! Nataniel wie, że jeśli któryś z chłopaków osiągnie dorosłość, może tak samo jak on sięgnąć po władzę i jeszcze, nie dajcie bogowie, jego samego zaciukać, więc to oczywiste, że nie może do tego dopuścić.
A swoją drogą, rozumiem, że po zakończeniu przez Nataniela kariery na całej wyspie już w ogóle zrezygnowano z walk dorosłych wojowników?
Wszystkich dorosłych gladiatorów Nataniel wykończył, więc nie było komu walczyć.


Wtedy Anna zaczęła żywić do niego jeszcze większa odrazę niż zazwyczaj. W  Aldain  teraz  niemal  co  dnia  jakieś  dziecko  zostawało mocno albo śmiertelnie okaleczone, a następny w kolejce do walki miał być jej brat. Wtedy dziewięcioletni Oskar oznajmił iż wie jak wydostać się z wyspy. Podsłuchał możnych iż wyspa ma podziemia w domu samego Garida, a te prowadzą bezpośrednio na plaże, z nich zaś już nieopodal jest prywatna łódź władcy.
Władca powinien zawsze być przygotowany na wypadek rewolucji!


Anna prosi o pomoc Isabel - planują uciec łodzią Garida, która jednak może pomieścić tylko trzydzieści osób, więc muszą wybrać tylko niektóre z dzieci. Niestety, wszyscy zostają schwytani podczas przekradania się przez podziemia, a Rafael, pomagier Natana, chce zabić starsze dzieci (w tym brata Anny), młodsze natomiast skazać na chłostę. Anna obiecuje Natanowi, że zrobi dla niego wszystko, jeśli ocali dzieci. Ten każe jej wybrać jedno - Anna wskazuje pięcioletniego chłopca imieniem Martin. Okazuje się, że Nataniel, który wciąż nie doczekał się dzieci z Aurorą, teraz właśnie wpadł na pomysł, żeby adoptować sobie syna. Aurora nie jest zachwycona, ale nie ma nic do gadania.


Natan był wściekły, ale nie z powodu zachowania Aurory, czy ucieczki Anny i chłopców. Zwyczajnie cały plan zaczynał wymykać mu się spod kontroli, bo gdy w końcu pozbył się Tristana, to teraz Rafael wchodził  mu w drogę  i  zamiast  wypełniać  jego  polecenia,  to  słuchał  się  Garida. Wiedział iż najprościej byłoby wyeliminować teścia, ale nie chciał tego czynić.
To po co była intryga z truciem teścia?
Zmienił zdanie...


Chciał by władca widział jak rządy na jego wyspie się zmieniają, a możni i ich rodziny giną w bestialski sposób na arenie zabijane przez gladiatorów, których sami w tym celu wytresowali.
Wiecie, gdyby Natan nie był takim obślizgłym dupkiem, to nawet czytałabym taką historię...
W fachowej literaturze nazywa się to “rozszerzone samobójstwo”, ale Nataniel jeszcze o tym nie wie.
Czas na kotki:


Teraz jednak sam nie mógł wzbudzać podejrzeć sabotażu.
Nie podglądaj sabotażu, bo sabotaż będzie się wstydził! Zwłaszcza wzbudzony!


Anna za karę zostaje przywiązana do drzewa, zakneblowana i pozostawiona na noc w lesie. To tak w ramach “niewzbudzania podejrzeń sabotażu”, rozumicie, bo oczywiście jeśli Natan potraktuje łaskawie ładną, młodą niewolnicę, to wszyscy uznają to za baaaardzo podejrzane. Tak.


Rozdział 18


Nataniel wymyka się z domu, żeby dotrzymać Annie towarzystwa. Rozwiązuje ją, karmi, okrywa własnym płaszczem i zapewnia, że choć obiecała mu wszystko za uratowanie dzieci, to teraz nie zrobi nic wbrew jej woli. Chyba go ktoś podmienił…


–  Gdyby pan był mym mężem, albo kiedyś mój mąż postąpił tak jak teraz pan urządziłabym mu karczemną awanturę.
– Na szczęście w Aldain rządy w domach sprawują mężczyźni i żony nie mają aż takiej wolności słowa jak w twym kraju, Anno.
–  Nie  powiedziałam  iż  u  nas  to  mężczyźni  nie  sprawują rządów. U was jednak opiera się to na strachu.
– A u was? – zapytał i zmarszczył czoło jednocześnie mrużąc oczy. Zawsze tak czynił, gdy był czymś naprawdę zaciekawiony.
–  A u nas kobiety słuchają swych mężów z racji szacunku, który oni sami zdobyli, a nie takiego wymuszonego siłą i terrorem.
Natan rozważał to przez chwilę, po czym stwierdził: “Nie, to jakieś nowomodne wymysły, niezgodne z naszą tradycją!”


–  Aurora  nigdy  nie  okazywałaby  mi  należytego  respektu, gdyby się mnie nie lękała i nie bała tego co nieś może z sobą jego brak.
Powiedział ten, który zna  Balladę o dwóch koniach:
Z tej balladki smakowitej
Niech popłynie morał w świat:
Gdy mieć pragnie autorytet
Bandzior, co ma w ręku bat.


Kto się stawia, ten ma z tego
Mimo wszystko jakiś zysk,
A kto słucha i ulega,
Ten najpierwszy bierze w pysk...


– Skąd wiesz, panie, skoro nigdy nie spróbowałeś?
–  Skąd  wiesz,  że  nie  próbowałem,  Anno?  –  odpowiedział pytaniem  na  pytanie.  
Anna nie wie, ale my wiemy!


–  Znam  Aurorę  dłużej  niż  ty,  dlatego  teraz jestem przy tobie, a nie przy niej.
Królewna już mu obrzydła?
Bywa...


Doceń to i nie zadręczaj mnie niewygodnymi  pytaniami,  które  jak  najbardziej  teraz  nie  są  na miejscu.
Bo w ryj!


–  Przepraszam  –  szepnęła  szybko  i  spuściła  z  niego  swój wzrok. Wsunął dwa palce pod jej podbródek i ponownie uniósł jej głowę do góry. Spojrzał głęboko w oczy i zaczął sunąć dłonią po jej szyi, a następnie dekolcie.
– Nie bój się – szepnął nakrywając jej nagą pierś swą dłonią.
– Chcesz…
–  Tylko  jeśli  mnie nie odtrącisz. Wybór  pozostawiam tobie Anno.


Niespełna  dwudziestoletnia  dziewczyna  założyła  ręce  na szyje mężczyzny (wszystkie trzy) i delikatnie, z początku niepewnie przyłożyła swoje usta do jego twardych, niemal skamieniałych warg. Rozchylił je tylko na minimetr (!) i pozwolił jej zapanować nad tą pieszczotą. Nie chciał jej  przestraszyć  nachalnością  i  zbyt  brutalną  jak  na  tak  młodą dziewczynę namiętnością. W końcu jednak nie dał rady nad sobą dłużej panować i nakrył jej ciało swoim. Nie wystraszyła się. Zaczęła rozsupływać  wiązania  jego  szaty  i  ściągać  mu  ją  przez  głowę. Przejechała opuszkami palców po jego plecach, wyczuła zgrubienia blizn  pozostałych  po  okrutnej  i  bestialskiej  chłoście.  Zerknęła pytająco w jego oczy, jakby ze współczuciem skrytym we własnych źrenicach, ale nie zdążyła zadać pytania na głos, gdyż mężczyzna wessał się delikatnie w jeden z jej sutków. Przeszedł ją dreszcz, a ukucia jego brody choć z początku nieprzyjemnie łaskotały stały się tym do czego z czasem nawykła i  zaczynała wyczekiwać tego typu pieszczot.
Znaczy, stałym elementem ich gry wstępnej stało się smyranie brodą?
Żeby jeszcze smyranie, ale to było wręcz kucie!


– Chyba nie umiem być delikatny – uprzedził zbliżając usta do jej szyi i sunąć językiem po najgłębszych zakamarkach ucha.
Woskowinka, mniam, mniam!


W końcu rozchyliła bez ponagleń swoje  uda i poczuła jego twardą  i  dużą  męskość  w  swym  wnętrzu.  Chciała  krzyknąć,  ale Nataniel zapobiegawczo zasłonił jej usta. Nie chciał by hałasowała, bo to mógłby ktoś usłyszeć nawet z oddali. Strażnicy byli bardzo czujni. Sam ich tak wyszkolił.
No i co by mu zrobili? Był przecież jednym z możnych tej wyspy, zięciem króla, jeśli przyszła mu fantazja przelecieć niewolnicę, któż mógłby mu zabronić?


Poruszył się ponownie, a Anna poczuła taki ból, że zacisnęła ząbki na jego dłoni tuż obok małego palca.
Znów go ugryzła. Ząbkami...
Potem  zerknęła  przerażona  na  jego  minę,  ale  on  się  tylko uśmiechnął i oznajmił:
– Kolejny raz mnie ugryzłaś.
Powrócił do obcałowywania jej szyi i piersi, choć najbardziej i najczęściej splatał ich języki z sobą, jednocześnie poruszając się w niej.
Ciepło, ciepło…


Rozdział 19


(...)
Chłopiec stał się ulubieńcem Nataniela i to do tego stopnia, że ten uczył go nie tylko walczyć, ale i jeździć konno, nosił na barana i pozwalał  wskakiwać  w  swoje  objęcia  z  podwyższenia  skalnego.
Aurora także nawykła już do myśli, że nie będzie miała swych dzieci, skoro  przez  tyle  czasu  bogowie  im  ich  nie  ofiarowali.  Zaczęła rozpuszczać małego Martina na każdy z możliwych sposobów, od zakupienia  chłopcu  konia  na  biegunach,  po  prawdziwy  miecz  u kowala dokładnie dopasowany do jego wzrostu i wagi.
Jestem zaskoczona, sądziłam, że wyrobem mieczy na tej wyspie zajmują się szewcy.


Teraz gdy wracała z chłopcem z miasta wypytywała go kim będzie gdy dorośnie.
–  Będę silny jak ojciec – odpowiedział i zaraz gdy dostrzegł Nataniela w oddali rozmawiającego z Garidem rzucił się do biegu krzycząc: – Tata!
Chłopiec pragnął wpaść w objęcia ojca, jednak nie dostrzegł pędzących na arenę wozów zaprzęgniętych do koni.
Na całym świecie zaprzęgano zwierzęta pociągowe do wozów, ale tu na wyspie opracowano nowy, rewolucyjny system - to wozy ciągnęły za sobą zwierzęta!


– Martin! – wrzasnęła Aurora i ruszyła za chłopcem. Malec  był  jednak  szybszy  od  przybranej  matki.  Nataniel  w ostatniej  chwili  chwycił  chłopca  pod  bok  i  przebiegł  z  nim  poza zasięg kopyt. Poczuł jak serce bije mu ze strachu w klatce piersiowej tak mocno, jakby pragnęło z niej wyskoczyć. Nie znał wcześniej tego uczucia.  Pomimo  tego  jednak  chwycił  chłopca  za  ramionka  tak mocno iż z pewnością narobił mu siniaków i potrząsnął energicznie wrzeszcząc,  że  ma  tak  więcej  nie  robić.  Słowa  jednak  do  uszu chłopca nie docierały, był zbyt wystraszony. Natan odwrócił dziecko bokiem do siebie i wymierzył mu trzy szybkie w pupę, następnie puścił rękę chłopca, a ten wyrwał się jak oparzony i od razu wtulił w Aurorę. Natan natomiast jakby nigdy nic powrócił do rozmowy z Garidem, rzucając do żony tylko aby przestała przytulać syna, gdyż w  jego  mniemaniu  otrzymał  to  na  co  zasłużył.  Aurora  nie  miała innego wyjścia jak tylko usłuchać męża.
Ałtorze. Wiemy już doskonale, że Natan jest bydlakiem i tępym chamidłem, naprawdę, nie musisz nam o tym już więcej przypominać! Wiemy!


Przerwa na droida!
http://disneyexaminer.com/wp-content/uploads/2015/12/star-wars-the-force-awakens-review-disneyexaminer-poe-dameron-bb8.jpg


Tymczasem okazuje się, że Anna też jest w ciąży i obawia się o przyszłe losy swego dziecka.


–  Dziecko  niewolnicy  będzie  skazane  na  życie  gladiatora, prawda? Zaczniecie go tresować już od kołyski czyż nie!?
– Zamilcz! – padło ostre polecenie. – To też będzie me dziecko i nie dam go skrzywdzić.
–  Widzę jak traktujesz już jedno dziecko, które uważasz za swe. Karząc je swą ciężką ręką za nawet najmniejsze uchybienie i przypadkowe nieposłuszeństwo.
–  W  moim  mniemaniu  nie  ma  czegoś  takiego  jak „przypadkowe  nieposłuszeństwo”.  Jest  tylko  jawny  sprzeciw.
Oczywiście. I dziecko, które przebiegło przez ulicę, żeby rzucić się w jego objęcia, tak potwornie (i celowo!) podważa jego autorytet, że zasługuje tylko na lanie.


Aurora dowiaduje się, że mąż będzie miał dziecko z inną i robi awanturę.


– Puść mnie! Puszczaj! Brzydzę się ciebie!
Nataniel nie zamierzał torować takich słów.
W związku z tym utorował drogę stadu pawi.  


Ponieważ Aurora brzydzi się Natana, ten dochodzi do wniosku, że najlepszym sposobem ukarania jej będzie gwałt. Ciach!
*Kura wyrzuca wycięty fragment, po czym starannie dezynfekuje ręce, oczy i mózg*
Próbowałam to jakoś skomentować, ale w sumie - po co? To mówi samo za siebie.

Rozdział 20
Jak  nietrudno  się  domyślić  Aurora  poskarżyła  się  ojcu  na zachowanie  swego  męża.  Pominęła  jego  brutalność  w  relacjach intymnych. Oznajmiła tylko iż jej mąż dopuścił się zdrady.
– Mężczyźni zdradzają, nawyknij – odpowiedział jej Garido. – Rozumiem twój ból, ale naszej natury nie zmienisz – dodał chcąc ją nieco uspokoić.
Dzięki, tato, jestem już całkiem spokojna, pocieszyłeś mnie jak nikt!


–  Przymykałam  oczy  na  jego  wszystkie  zdrady  z  niejedną kobietą, ale tę małą dziwkę on darzy jakimś uczuciem. Sprawił, że stała się brzemienną, podczas, gdy mnie nie potrafił tego ofiarować.
Aurora więc zaczęła rozpaczać, a Garido zagroził Natanielowi wydaleniem  z  rady  możnych.  W  Aldain  mężczyzna  miał  prawo zdradzać, ale dzieci mógł mieć tylko z żoną.
O, to interesujące. A jak to wyglądało w praktyce? Znali antykoncepcję? Poddawali aborcji wszystkie nie-żony, które zaszły w ciążę? A może, jak w przypadku żon Jakuba, dziecko niewolnicy było automatycznie uznawane za dziecko jej pani?
Według ichniego kodeksu (zapomnijmy na razie, że pojawia się on i znika tylko wtedy, kiedy dla akcji opka jest to wygodne), małżeństwo u nich zaczyna się w chwili stosunku, a więc każda kobieta, z którą delikwent się prześpi, staje się żoną. To na czym w takim razie polegają zdrady...? Yaoi alert!
Baba, rozwiązałeś problem - faktycznie, zdrada może być, ale dzieci z tego nie będzie!


Podejmując więc ryzyko dopuścił do siebie myśl iż może zostać skazanym na mieszczaństwo.
Mieszczaństwo to pikuś, strach pomyśleć, co by było, gdyby skazali go na drobnomieszczaństwo!


Garido obiecuje, że nie wyda Nataniela przed radą możnych, ale pod warunkiem, że dziecko Anny zostanie zabite. Nataniel się zgadza i odbiera je matce zaraz po porodzie, ale z pomocą swej dawnej piastunki, Soledad, udaje mu się ukryć synka. Aurora żąda jednak, by dodatkowo wychłostać Annę - ma to zrobić sam Nataniel.


Nataniel stanął  więc  naprzeciw przytwierdzonej  dłońmi do zwisających z sufitu łańcuchów Anny. Jeden ze strażników rozpoczął już biczowanie jej pleców, a Natan wiedział iż nie może okazywać litości i wzbudzać żadnych podejrzeń. Potrzebował uśpić czujność Garida.
Mujeju, czyżby Garido, znany jako Królewska Pipa, nagle zrobił się groźny?
Już zapomnieliśmy, że on jest królem, a ten chłystek… no chłystkiem.


(...)
Nakazał więc zdjąć ją z podwieszeń i wyszedł z szopy oddając bat w ręce jednego ze strażników. Nie mógł dłużej patrzeć na jej cierpienie.
Łojojoj, biedny misiaczek, zaraz się zapłaczę na śmierć ze współczucia.


Loki też współczuje:
tumblr_m6jxiwVBtI1rxt1sbo1_500.gif


Rozdział 21


Anna, przekonana o śmierci dziecka, popada w apatię, odmawia jedzenia i picia.


Mężczyzna  bardzo  chciał  jej  powiedzieć,  że  chłopiec,  którego urodziła  żyje,  ale  bał  się  jej  reakcji,  tego,  że  może  zepsuć  jego idealnie dopracowany plan, który zbliżał się wielkimi krokami.
Durnyś, Natanielu. Przeciwnie - wiedząc, że dziecko żyje, byłaby bardziej skłonna do współpracy!


Nataniel miał w planach zamknąć możnych i najbogatszych na arenie w miejscu publiczności, a ich synów wystawić do walk z jego już nie tak małymi gladiatorami.
Ciekawe, ilu ich jeszcze pozostało. Dziesięciu? Trzech?


To widowisko miało się odbyć za dwa  tygodnie,  ale  nie  doszło  do  niego,  bo  Aurora  jednym, nieodpowiednim posunięciem znacznie przyspieszyła sprawę.


“Nieodpowiednim posunięciem” jest to, że Aurora chce się pozbyć Anny na dobre, napuszczając na nią małego Martina, któremu daje “ostro zakończony drucik” aby wbił go w serce kobiety.


Tłumaczył  sam  sobie,  że  to  jak  zabicie królika. Tyle, że on nigdy tak naprawdę nie widział, jak mężczyźni zabijali króliki bo odwracał wzrok lub zamykał oczy. Tata był zawsze potem na niego zły, mówił, że żaden mężczyzna z niego nie będzie.
No więc właśnie. To jest taki kawałek, do którego z pewnością bym się przyczepiła w jakimś opku dziejącym się współcześnie albo gdyby bohater był kimś innym, ale trudno wymagać od gladiatora, żeby miał inne poglądy na prawdziwą męskość, co nie? Tymczasem straszliwa mizoginia Natana nie wydaje się być koniecznym elementem światopoglądu gladiatora, a raczej jego prywatną i osobistą bucerą.


Zamach nie udaje się jednak, Nataniel bór wie skąd natychmiast dowiaduje się o wszystkim, najpierw tłucze syna na kwaśne jabłko, a potem, kiedy dowiaduje się, że to był rozkaz Aurory, również ją. Następnie decyduje się wywołać rozruchy, posłać swych gladiatorów do walki z mieszkańcami miasta i uciekać razem z Anną na łodzie. Nie mam pojęcia, dlaczego działania Aurory przyspieszyły tu cokolwiek, w końcu była to jedna z miliona awantur z rękoczynami w ich domu, nie miała nic wspólnego z przygotowywaną zemstą, nie doprowadziła do ujawnienia żadnych tajnych planów… Cóż, może po prostu Nataniel poczuł, że dłużej już nie wytrzyma?


Marco (brat Anny) dostaje zadanie - ma wziąć ze sobą Aurorę i małego Martina i wywieźć ich do portu pod pretekstem, że mały chce obejrzeć statki. Na miejscu ma wsadzić chłopaka na łódź (gdzie już czeka Anna), zaś Aurorę zabić. Tego ostatniego rozkazu Marco nie wykonuje, zostawiając kobietę jedynie związaną i zakneblowaną gdzieś w porcie.


Starsi gladiatorzy zaczęli pilnować bramy i zabijać każdego kto chciał im przeszkodzić w ucieczce, a Natan i kilkoro innych w tym czasie chwycili za pochodnie i rozpoczęli podpalanie suchego zboża (a nie lepiej słomy?)  i  drewnianych  aren,  w  których  już  byli  uwięzieni  dzieci możnych.
A one tam skąd? Przecież wielkie widowisko miało się odbyć za dwa tygodnie dopiero.
Bite, pozbawiane wody i jedzenia przygotowywały się do walk. I tak oto przekonanie, że bycie gladiatorem wymaga wieloletnich treningów poszło się wypasać, a okres ćwiczeń skrócono do niezbędnego minimum.


Nataniel patrzył na ogień z uwielbieniem, jakby ten widok go oczyszczał i uspokajał zarazem.
Natanielowi  udało  przedrzeć  się  przez  oszalały,  tratujący siebie nawzajem tłum. Kilka kobiet, mężczyzn, a nawet dzieci ściął mieczem  byleby  zdążyć  dobiec  po  swojego  syna  zanim  ogień  na dobre się rozprzestrzeni i zawładnie całą wyspą.
Rozumiem, że cała wyspa była gęsto zabudowana?
Tu arena, tam arena...


Dotarł do chaty, w której ukrywała się Soledad. Kobieta przekazała mu dziecię na ręce, pogładziła  po  policzku  jak  wtedy,  gdy  był  chłopce  i  wróciła  się jeszcze po cieplejsze okrycie dla maluszka, gdy Rafael strzelił z łuku.
Celem  było  niemowlę,  ale  mężczyzna  nigdy  nie  był  celnym strzelcem.  Natan  na  moment  porzucił  chłopca  i  ściął  Rafaelowi głowę.
Miał taki długi miecz, czy Rafael chybił z odległości metra?


Kiedy chciał wziąć syna z powrotem na ręce zobaczył go w łapach Garida.
Rafael strzela, z metra pudłuje, Nataniel rzuca dzieckiem, łapie je w powietrzu król, który teleportował się Bór wie skąd, a wszystko to dzieje się w chatce niewolnicy.


– Klęknij – zażądał siwy już mężczyzna.
A informacja o tym, że już zdążył posiwieć, jest nam w tym momencie tak niezbędnie potrzebna...


Natan bez chwili zastanowienia padł na kolana. Garido wyjął miecz i  chciał  go wbić w serce  mężczyzny,  ale ten odepchnął  od siebie ostrze, choć w ten sposób przekłuł sobie dłoń na wylot. Z pomocą przyszła mu Isabel i zanim Garido skrzywdził chłopca, ta ogłuszyła go uderzeniem w tył głowy przy pomocy ciężkiego pręta.
Swoją drogą to niesamowite, jak w tym totalnym chaosie, podczas walk, pożaru itd., wtem! wszyscy spotkali się w tym samym miejscu.
Cóż, wyspa nie była szczególnie duża, łatwo było niespodziewanie wpaść na kogoś znajomego.


Chłopiec upadł na twardą ziemie i zapłakał, ale żył i to był powód do radości. Straże Garida zaczęły zataczać kręgi.
A im co odbiło, tańcować tu teraz będą?
Albo jak Indianie wokół dyliżansu. Bez tej sceny western się nie liczy.


–  Weź chłopca i biegnij lochami! – nakazał Natan kobiecie, a sam stanął do walki z trzydziestką mężczyzn.
Fajnie, tyle że w celu “pobiegnięcia lochami” musiałaby wrócić do pałacu Garida w płonącym mieście; tam znajdowało się wejście do podziemi.
Każda chatka miała lochy. To fundamentalne.


Isabel  dostała  się  na  statek  i  przekazała  małego  jak  się okazało Victora na dłonie Anny,
- Ło materdyjo! - Kura z podziwem plasnęła w ręce. - No paczciepaństwo, leci tak z tym dzieciakiem, leci, aż tu wtem! okazuje się, że to Victor!


mówiąc, że Natan walczy, i że nie ma na co czekać.
Ma przeciwko sobie trzydziestu, chwilę mu to zajmie.
Marco pomimo protestów siostry odkotwiczył łódź i nakazał  gladiatorom  wprawić  ją  w  ruch,  a  sam  wyskoczył  by zawrócić do płonącego Aldain i pomóc Natanielowi stoczyć jedyna słuszną walkę w jego życiu.
Anna po przez łzy, wciąż tuląc dziecko do siebie krzyczała:
– Nie! Marco, wracaj!
Kobieta już miała pozostawić syna na statku, a samej rzucić się  na  ratunek  bratu,  ale  Isabel  ja  przed  tym  powstrzymała, tłumacząc, że chłopiec przede wszystkim potrzebuje matki, a dwaj mężczyźni, którzy naprawdę ją kochali  poszli na pewną śmierć z myślą, że ona i ten maluszek będą mieli spokojne życie.
–  Nie  pozwól  by  ich  poświęcenie  poszło  na  marne  – zakończyła swoją przemowę i rozejrzała się dookoła. Gęste opary dymu były widoczne nawet z tak daleka, pomimo, że cała wyspa wydawała się być już wielkości kciuka, a z każdej strony otaczała ich głęboka woda.
Faktycznie mają na tych łodziach napęd odrzutowy...


Epilog
Anna wraz z Isabel i dziećmi dotarła do wyspy. Jej rodzina i przyjaciele z zeszłych lat oczom nie umieli zawierzyć. Padły pytania „co się stało?” i „gdzie jest Marco?”, ale nie umiała na nie dokonać jednoznacznej odpowiedzi.
Dlatego dokonała rozbioru logicznego i wyszedł jej jeden wielki bullshit.


Chciała wierzyć, że ojcu jej dziecka i jej bratu  się  udał,  że  teraz  są  w  drodze  i  że  dotrą  omijając  burze  i wichry. Większość dzieci nie pochodziła z tej wyspy, a w tych którzy  byli  stąd  ciężko  było  odnaleźć  tamtejsze  radosne  dziecię,  bez zmartwień  i  pełne  beztroskich  pomysłów  na  zabawę  niemal każdego dnia. To już byli wojownicy, mali ale gladiatorzy i tak jak Nataniel nie chwalili się swoją uczuciowością, a skrzętne ją chowali pod swymi szatami, z mieczami przywiązanymi przy boku.
No tak, chodzenie z uczuciowością na wierzchu jest raczej niemile widziane nawet w prymitywnych społeczeństwach.


Nataniel teraz był na jednej z łodzi, wraz kilkudziesięcioma rannymi i tylko z kilkoma zdolnymi do wiosłowania. Marco starał się tamować  jego  krwawienie  z  barku  i  brzucha,  czynił  to  swoimi szatami, ale to zdawało się na nic. Mężczyzna był coraz słabszy i jak przez mgłę wspominał wydarzenia sprzed kilku godzin.
Garido miał go na muszce, mierzył do niego z łuku zabranego jednemu z poległych gladiatorów.
Łuk z muszką. Aha.


Wystrzelił, ale Aurora uwolniła się i rzuciła na pomoc.
Bór jeden wie, co jej odwaliło w ostatnim momencie...


Osłoniła męża własnym ciałem, przez co ostrze strzały  przeszło  ją  na  wylot,  a  w  niego  wbiło  się  tylko powierzchownie.  Czy  uczyniła  tak  z  miłości,  czy  tylko  z przyzwyczajenia?
Z przyzwyczajenia, oczywiście - tak przywykła, że zawsze za wszystko obrywa, że już jej było wszystko jedno, czy to bat męża, czy strzała ojca.


Natan nie wiedział, ale pozostawił zostawić z tym Garida  samego,  przy  życiu,  by  rozpaczał  iż  to  on  sam  zabił  swą jedyną córkę. Umierała stosunkowo długo, a Nataniel był w stanie złożyć ostatni delikatny pocałunek na jej ustach i wyszeptać:
– Dziękuje, kochanie.
- Pierdol się, bucu - wyszeptała słabnącym głosem.


Marco  spalił  wszystkie  łodzie,  oprócz  dwóch,  na  które załadowali się mali gladiatorzy i kilka niewolnic, którym udało się opuścić  miasto.  Jedna  taka  służyła  Natanowi  pomocą  już  na pokładzie.  Zszywała  jego  ranę  z  pomocą  kawałka  naostrzonego pręta odkażonego winem i własnych włosów.
Wino, jak rozumiem, miało co najmniej 70% alkoholu, bo dopiero takie stężenie odkaża? A włosy też odkaziła? A skąd w ogóle wiedziała, że trzeba?
Stąd, skąd i wojownicy Garida wiedzieli o istnieniu genów.


Na łodzi nie było do dyspozycji niczego innego.
W końcu łódź dobiła do brzegów wyspy.
Tak tylko mimochodem przypomnę, że ta wyspa znajdowała się kilka tysięcy kilometrów od Aldain. Ciekawe, ile czasu zajęło im pokonanie tej odległości, skoro mieli tylko kilku sprawnych wioślarzy.
Do wioseł zaprzęgnięto niewolnice i małych gladiatorów, a resztę załatwił silnik odrzutowy do spółki z reaktorem.


Marco i jeszcze jeden chłopak pomogli Natanielowi dostać się na plaże. Anna już inaczej ubrana, w mniej skąpą szatę wyszła mu na przywitanie.
Nie żebyśmy w ogóle wiedzieli, w co się ubierała przedtem i czy te szaty były skąpe, czy nie. O czymkolwiek fantazjował Pisak, zostało to w jego głowie.


Mężczyzna z braku sił padł przed nią na kolana, a kilku mieszkańców zatoczyło koło.
I podeszło do lądowania.


Pewna kobieta zerknęła na przedramię Nataniela i rozpoznała w  nim  chłopca  zaginionego  sprzed  trzydziestu  lat.  Wtedy  był czteroletnim,  ciemnowłosym  dzieckiem.  Niezwykle  niesfornym, przez co poparzył sobie w charakterystyczny sposób rękę o ognisko, a  ślady  po  oparzeniu  przypominały  dużego  kleksa,  a  nawet niektórym  kojarzyły  się  ze  skrzydłami  motyla.  
Aha. O ile pamiętam z poprzedniej części, Nataniel został porwany (jako pięciolatek!) bezpośrednio po tym, jak się poparzył, zanim jeszcze matka zdążyła wrócić z bandażem, aby go opatrzyć. Ergo, nikt w wiosce nie wiedział, jak wyglądała jego blizna, zresztą nawet jeśli, to przez trzydzieści lat i tak mogła zmienić kształt.
Zaraz po poparzeniu ktoś mu błyskawicznie zrobił fotkę, żeby wrzucić na fejsa relację na gorąco.


Anna  nie  mogła widzieć tego oparzenia wcześniej, gdyż mężczyzna od nadgarstka niemal  aż  do  łokcia  nosił  ochraniacze,  mające  na  celu  bronić  go przed ostrzem ciosów i cięciami miecza lub sztyletu.
“Ostrze ciosów”? Chodzi o taką metalową nakładkę, którą słoniom bojowym zakłada się na tak zwane kły?


–  Synku – szepnęła siwa kobieta klękając przy dorosłym już mężczyźnie.
– A więc stąd pochodzę – wywnioskował słabnącym głosem. – A więc umrę w domu.
–  Nie  umrzesz! –  krzyknęła Anna.  – Nie możesz umrzeć.  – Strzeliła mu w twarz by się ocucił. [by go ocucić]
Z jakiejś rusznicy, mam nadzieję.
(bo gdyby chodziło o spoliczkowanie, to “strzeliła go w twarz”)


W ogóle, nie wiem, czy zauważyliście ;) ale walenie się nawzajem po ryjach wydaje się tutaj najpopularniejszym sposobem komunikacji międzyludzkiej. No cóż, wiadomo, że słowa są źródłem nieporozumień...


Z pomocą zjawiła się starsza zielarka, słynna na całą wioskę ze  swych  ziół  i  wywarów  pomagających  niemal  na  wszystko.
Chłopcy  przenieśli  Nataniela  do  jednej  z  chat  postawionych  na stelażu z drewna i owiniętych złączoną szyciami skórą zwierząt.
Przez te wszystkie lata sztuka budowlana się rozwinęła, bo chatki - jak pamiętamy, drewniane lub materiałowe - zaczęto stawiać na stelażu i owijać skórami (zamiast od razu budować je ze skóry). Trochę to dziwnie musiało wyglądać, ale z pewnością było praktyczne.


–  Byłaś mu pisana – usłyszała Anna od siwej kobiety. – Twa matka  już  jako  jeszcze  dziecko,  gdy  zobaczyła  go  w  kołysce powiedziała „dla mnie jest za młody, ale gdy będę miała córkę, to wydam go za niego za mąż”.
Gdy będę miała córkę płci męskiej, oczywiście.


Jej słowa się dopełniły, choć bez jej udziału.
Wniosek: uważać, co się mówi, bo nigdy nie wiadomo, czy gdzieś w pobliżu nie przelatuje akurat zła wróżka.


Bla bla bla, Natan przez jakiś czas leży nieprzytomny, ale w końcu się budzi.
Smuteczeg :<


–  Nie możesz chodzić! – krzyknęła Anna w chwile znajdując się przy nim. – Musisz wrócić do łóżka…
–  Ciii. – Jego szept przeszedł w gwizd oznaczający, że w środku się zagotował. Pogładził kobietę po policzku. – Gdzie Martin i Victor? – zapytał.
– Wracaj do łóżka, przyprowadzę ich…
– Zostanę tutaj. Żadna kobieta nie będzie mi mówiła co mam robić, nawet tak piękna jak ty.
Booorzeeee… *wywraca oczami*
Nie mów mi, kobieto, co mam robić, na złość tobie będę łaził, aż mi się rany pootwierają i zdechnę! Jakie to gówniarskie...
Wydawać by się mogło, że na koniec coś wreszcie dotrze do tego tępego łba, że uświadomi sobie, ile zawdzięcza kobietom - jedna nauczyła go czytać i pisać, dzięki czemu nie błaźnił się przed możnymi, druga opiekowała się nim i leczyła jego rany, trzecia ocaliła mu życie, choć traktował ją gorzej niż psa, czwarta wreszcie doprowadziła do rodzinnej wyspy łódź z dziećmi - ale nie, Nataniel jak przez całe życie był tępym, niereformowalnym bucem, tak i został nim na wieki wieków amen.


– Musnął ją wargami o  policzek i dostrzegł iż ma niewielki zarost.
- Tak, Natanielu - Anna skromnie spuściła oczęta. - Ukrywałem to do tej pory, ale naprawdę nazywam się Anzelmo. Nie dziw się, że zaszedłem w ciążę i urodziłem ci dziecko, gdyż pochodzę z Yaoilandu, a tam nie takie rzeczy są możliwe!


– Goliłam cię. I dobrze, że tego nie widziałeś. Zdenerwowałbyś się, bo zanim doszłam do mistrza w tej czynności, to zacięłam cię tyle razy, że nawet się nie przyznam.
Bo nie chcę dostać lania.


(...)


– Dziękuje. – Musnął ją we włosy, a potem w samą skroń. Dwa tygodnie później odbył się ich ślub, a rok po tym wydarzeniu na świat przyszła ich córka, o wdzięcznym imieniu: Natalia, na część swego  ojca.  
Akurat Natalia z Natanem ma tyle wspólnego, co komisja skrutacyjna ze skrótem, to są imiona z dwóch różnych języków. Z drugiej strony - została nazwana “na część swego ojca”, pierón wi, co to znaczy...
Ach, cóż za słodka, rodzinna sielanka. Tylko nie zdziw się, Anno, jeśli za jakiś czas Natan zacznie prać twoją córkę za co popadnie, synów wsadzi do klatki bez wody i jedzenia, a jeśli zechcesz się sprzeciwić, to spuści ci taki wpierdol, że się tydzień nie pozbierasz.
A ja tam kibicuję Annie, jak nie ona, to może jej krewne będą miały więcej charakteru i nareszcie urządzą Natanowi kocówę.
Chętnie się przyłączę!


Natan  zajął  się  polowaniem  i  tworzeniem  murów obronnych z mieszkańcami.
Zamurowywał mieszkańców w środku, broniąc ich przed ryzykiem, że mogliby przypadkiem pójść, gdzie nie trzeba.


Pokazał im też jak efektowniej uprawiać pola  
Gdyż, jak to wojownik, w chwilach wolnych od machania mieczem bardzo interesował się agrokulturą.
Na arenach poza sezonem sadzono kartofle. W sezonie zresztą też, w czasie walk grządki zapewniały dodatkową przeszkodę dla gladiatorów.


i  że  można  tworzyć  zagrody  ze  zwierzętami,  w  ten  sposób nigdy nie zabraknie im pożywienia.
E? Wprowadził im rewolucję neolityczną?
Cuś w tem guście. Co ciekawe, to społeczeństwo, które stosowało jakieś prymitywne sposoby uprawy roli i nie znało hodowli zwierząt, jednocześnie było na tyle rozwinięte, żeby znać pismo! (Anna przecież umiała czytać i pisać.)


Wszystko to wyniósł z Aldain. Wyniósł też stamtąd blizny i niezbyt przyjemne wspomnienia, które prześladowały  go  nie  raz  i  powodowały  takie,  a  nie  inne zachowania, także w stosunku do Anny i dzieci, ale kobieta nauczyła się z tym żyć… nauczyła się rozumieć i starała się nauczyć męża kochać tłumacząc, że tylko miłością zawsze wszystko zwycięży.
I taka jest różnica między dobrą a złą kobietą: zła buntuje się przeciwko biciu, a dobra rozumie, że to wszystko wyłącznie z miłości i troski o nią!


Ciąg dalszy nastąpi…
OBY NIE!!!


Tym razem Analizatorzy nie pozdrawiają, bo leżą na ziemi nawaleni jak szpadle i próbują jak najszybciej zapomnieć o tej ohydzie.
Dajcie heruiny, bo wódka nie wystarczy...
Maskotek też gdzieś się zaszył…


****
PS. Krótka prywata charytatywna: jeśli ktoś bardzo lubiłby złe komiksy, na aukcji WOŚP dostępny jest egzemplarz Czarnej Walkirii, komiksu na podstawie fanficzka z TEJ oraz TEJ analizy, recenzowanego także TUTAJ. Komiks jest radośnie zły, jakby ktoś poczuł w sobie poryw masochizmu, można licytować.

361 komentarzy:

1 – 200 z 361   Nowsze›   Najnowsze»
Anonimowy pisze...

Warto było co 2 minuty odświeżać NAKWę - mogę napisać "pierwszy" w komentarzu i brać się od razu za świeżutką analizę :3

Gall Anonim

Anonimowy pisze...

Drodzy Analizatorzy, pędzę czytać, ale mówi się "twardy orzech do zgryzienia", nie "ciężki". :)

Anonimowy pisze...

Zawsze czekałam na wasze analizy z radością, ale znając poglądy autora "Areny"... Cóż, wykonaliście wspaniałą pracę nad ohydnym dzieUem

Feanaro

Anonimowy pisze...

Rany,jakie to jest obrzydliwe, bezsensowne i ogólnie chore.Dziwię się,że ktoś to napisał i opublikował.Nawet z Waszymi komentarzami to nie jest zabawne.Fuj.

Chomik

Bezpieczeństwo UŚ pisze...

Czy główny bohater spotkał na swojej drodze jakąkolwiek słabszą osobę, której nie uderzył?

Anonimowy pisze...

Do analizatorów: odwaliliście kawał świetnej roboty! Dziękuję wam za to.
O opku: jest obrzydliwe. Natan to wyjątkowo paskudny dupek, którego mam ochotę
bardzo boleśnie torturować, a potem bardzo powoli zabić.
O autorze: Wstrętny człowiek.

Anonimowy pisze...

Co ja czytam, co ja pacze? Serio, to opko jest straszne. Główna postać jest tak wstrętna, że jedyne czego można mu życzyć do okrutnej i powolnej śmierci. To całe bicie słabszych ... Nawet nie wiecie jak bardzo mnie to bulwersuje. Jak bardzo... Dobra dość! Jestem po prostu mega wkurzona. Po prostu przemoc fizyczna i psychiczna mnie bulwersuje. A tu w tym opku jest ona ukazana w wyjątkowo obleśny sposób. Ten cały Natan to typowy paker. Podskakuje do słabszych od siebie, ale jak spotka kogoś silniejszego(czy to psychicznie czy fizycznie) to okazuje się że nasz hełos to miękka pipka. Tak. Miękka pipa. ŻAŁOSNY kretyn, który jest nic nie wart.
Wiecie co? Dawno... Naprawdę dawno nie widziałam tak ŹLE i karykaturalnie opisanej postaci. Gdyby on był jeszcze inteligentny. Gdyby miał choć TROCHĘ dobrych cech. Ale nie! Autor bardzo wytrwale trwał przy tym, aby z Nataniela zrobić obrzydliwą postać, której nie da się lubić.

Nie chcę hejtować autora, ale sami wspomnieliście o dd. A dla mnie każdy, kto używa przemocy i tłumaczy "to z miłości", "to dla twojego dobra" z automatu jest nic nie wartym śmieciem.

Karo Luna pisze...

Myślałam, że zostawię to sobie na jutro, ale nie mogłam się powstrzymać; tak mnie ciekawość żarła, że chyba bym nie zasnęła.
Gratuluję Wam, dziękuję i współczuję. Wyobrażam sobie, że takimi tekstami torturuje się grzeszników w najgłębszych kręgach piekielnych. To jest złe i szkodliwe pod każdym względem, jak mało co. Ohyda. I też mnie zastanowiło, że autor nie rozpisywał się z taką pasją o walkach, jak o radosnym napierdalaniu i gwałceniu żony, którą rzekomo bohater miał chronić. Wstrętny, parszywy gnój. Zarówno twórca tej abominacji jak i jego alter-ego. I tylko prawdziwej żonie współczuć, a jeszcze bardziej synowi, bo w końcu sam takiego "ojca" sobie nie wybrał.

Anonimowy pisze...

To jest po prostu obrzydliwe.

Anonimowy pisze...

Tej abominacji jeszcze długo nie zapomnę. Niestety. Jestem autentycznie przerażona faktem, że ktokolwiek może uznawać przemoc za jedyny słuszny sposób wyrażania uczuć czy komunikacji w ogóle. I że osobnik taki pisze dziurawe jak durszlak opko tylko po to, żeby się tymi poglądami podzielić. Arghhh!!! A tyle się mówi, tłumaczy dzieciom że bicie, zwłaszcza słabszych, jest złe...

Pytanie do śmiałków, którzy wciąż mogą myśleć:czy mnie się zdaje, czy przytoczone sceny "pożycia" WszechBuca i Aurory to zwyczajnie sprawozdanie z początku wątku Daenerys i Drogo z I sezonu GoT?

FallenLeaves

Anonimowy pisze...

O ile po przeczytaniu pierwszej części (i zanim dowiedziałam się o tej fascynacji autora dd) uznałam, że opko ma jakieś tam szanse, jeśli tylko je rzetelnie poprawić, to po dzisiejszej lekturze stwierdzam, że za wypisywanie takich koszmarów należy się solidny kop. Żeby jeszcze ten nieszczęsny Nataniel, jak już wspominali inni, miał jakieś ludzkie odruchy, np. przeciwników na arenie pokonywałby małym palcem, ale w żonie widziałby cały świat - tu można by bardzo fajnie pokazać, że mimo złego traktowania, bicia, przemocy nie jest żadnym potworem, a wręcz przeciwnie. Albo że np. na początku związku obawiał się okazywać dobre uczucia, ale miłość pomogła mu się przełamać. Jednym słowem, jest wiele różnych możliwości poprowadzenia tej postaci. Noalenie - trzeba było pojechać totalną bucerą, agresją i zrobić z gościa jakiegoś troglodytę (choć mam wrażenie, że troglodyci mieli w sobie o wiele więcej wrażliwości i empatii). Osobiście mam wyjątkową alergię na znęcanie się nad słabszymi, tak ludźmi jak i zwierzętami, i nie ma znaczenia, że tutaj to tylko fikcja. Gdyby jeszcze postawa boCHatera została jakoś ostro potępiona, czy to przez narratora, czy przez inne postaci!A tu nic z tego. Bardzo niedobre było opko to.

Smok Miluś

Anonimowy pisze...

Chcę wam podziękować i pogratulować. Wiele opek przeczytałam z waszymi komentarzami. Już od kilku lat czytam was (podczytuję także forum MM) i wiele strzelałam tu facepalmów. Ale dopiero dziś zrozumiałam, jak bardzo się dla nas poświęcacie.

Nie wiem już, czy jest sens się pastwić nad tym tworem i nad jego autorem. Strasznie mnie to opko zmęczyło, jestem dosłownie wycieńczona, dobrze, że obrazki z pięknymi ludźmi i uroczymi kociakami pojawiały się jako przerywniki i dawały wytchnienie zgnębionemu umysłowi (i spuchniętym oczom).

Na temat DD wypowiadałam się w komentarzach pod poprzednią analizą. O ile w poprzedniej analizie osobiste preferencje autora były widoczne, tutaj już jest już jazda bez trzymanki, autor obnażył się totalnie - co nie jest niespodzianką, bo swoją chorą fascynację przemocą i obrzydliwe opisy par DD umieszcza w internecie już od paru lat i tylko dziwię się, że są ludzie, którym się to podoba.
Macie rację zwracając uwagę na to, że opisy walk z mężczyznami są POMINIĘTE, zaś opisów pastwienia się nad kobietami jest tutaj bez liku. Wszystkie są drobne, piękne, płaczliwe, głupie, wystraszone, uległe, tupią nóżkami i nie nadają się do niczego prócz brutalnego gwałtu. Opis upokarzającego rytuału z przyniesieniem pasa kwituję kolejnym facepalmem, o, jakbym chciała, żeby autor znalazł się w zasięgu mojej ręki... Chyba to uwielbienie przemocy mi się udziela! I od razu mam ochotę opisać tortury, jakie bym wystosowała na jego osobie.

Kolejna ciekawa rzecz, to stwierdzenie, że wszyscy mężczyźni zdradzają (gdybym była mężczyzną, poczułabym się urażona i obrażona). I jeszcze kolejna ciekawa sprawa! - żonę to lał na prawo i lewo, ale kochanicy to współczuł :)) Jak już była jego żoną, to biedaczka miała się pewnie jeszcze gorzej. Piękna taka miłość, nie ma co! O biciu dzieci już dziś nie wspomnę, tak tylko marzę, że synowie wyrastają na silnych mężczyzn i starszego, słabszego już Natana powalają na ziemię jednym palcem przy próbie dyscyplinowania... I tak, wolę uprzedzić: przemoc jest okropna, bicie słabszych, małych, starszych jest dla mnie niedopuszczalne i okrutne. Ale Natan (alter ego autora?) to wyjątkowy przypadek.

No, ale... miało być krótko. Jeszcze raz wielki szacun dla ekipy, w tym i dla Sineiry, która zdecydowała się nie pastwić nad autorem i jego przekonaniami.

I mogę powiedzieć, że dzięki wam - i tylko dzięki wam! - to opowiadanie da się przeczytać i nawet serdecznie uśmiać ;') ("Pierdol się, bucu", szkoda, że to nie oryginalny tekst!).

Anonimowy pisze...

Świetna analiza, a przerywniki po prostu ratują życie! Samo opko, podobnie jak jego autor, budzi głęboką odrazę. Co do sformułowania "za żywota", przypomniało mi utwór Liroya "Ciemna strona", w którym pojawia się ono nawet w identycznym kontekście — przemocy domowej (ojciec znęca się nad dzieckiem i "mówi, że to za żywota"). Jak rozumiem, to taki slangowy zwrot oznaczający, że ktoś obrywa za nic, po prostu za to, że żyje i się napatoczył.

Yau

Anonimowy pisze...

Analiza miodna. Natomiast ja w sprawie formalnej:

"Znowu ci się Natanielu popierdzieliło. To zawarcie małżeństwa pozwala rozpocząć współżycie.
Ależ Jaszu, jesteśmy w alternatywnej rzeczywistości, tu wszystko jest na odwrót: psy dupą szczekają, jeden ranny i osłabiony gladiator zwycięża pięciu zdrowych i wypoczętych, niewolnicy poślubiają królewskie córki, a małżeństwo zaczyna się od seksów."
<=== W całkiem sporej liczbie społeczeństw małżeństwo było stanem faktycznym: wystarczy przytoczyć np. klasyczne prawo rzymskie (... acz tu małżeństwa zdecydowanie nie byłoby...), część małżeńśtw hinduskich (gandharva, rakszasa...), etc.

Wydaje mi się, że opko jest dość głupie bez importowania 'sakramentalnego' rozumienia małżeństwa rodem z rozwiniętego chrześcijaństwa.

Anonimowy pisze...

Jakby małżeństwo było stanem faktycznym, to Nataniel byłby mężem tej swojej służącej z którą ciągle współżył. W końcu żyli jak mąż i żona. Małżeństwo, by ustało wtedy, kiedy odesłałby ją z domu. Zachęcano go żeby wziął ją za żonę, więc to nie było to. Pisak pisał tak, że trzeba się domyślać o co mu chodzi, a i tak można to rozumieć na wiele sposobów. Były też społeczeństwa w których mężczyzna przyłapany na seksie z niezamężną kobietą, albo tylko o taki seks oskarżony, musiał ją poślubić, albo sporo zapłacić. Rodzina kobiety, by go zabiła jakby tego nie zrobił. Bywało, że nawet jeśli ją zgwałcił, to zmuszano jego i zgwałconą kobietę do ślubu. Mogło chodzić tutaj też o coś takiego.

Barneyek pisze...

Przy poprzedniej części myślałam, że mózg mnie boli. Myliłam się. Zabolał dopiero teraz, zaprawdę.
Przesyłam Wam wirtualnego litra na zapicie tej ohydy :)

Anonimowy pisze...

Mój mózg... Gdzie mój mózg? .
Straszne. Po prostu straszne opko. Złe. Wstrętne. Za to Wasza analiza- jedna z najlepszych, jakie tu czytałam. I za nią dziękuję, bo gdyby nie Wasze genialne teksty i przerywniki obrazkowe, nie dałabym rady przez ten tfur przebrnąć. Nawet nie chcę wiedzieć, co siedziało w głowie autora, kiedy to pisał. A właściwie się domyślam, skoro jego poglądy na temat przemocy są nam znane.

Mimo wszystko- dobrze, że to już koniec. Czuję ulgę.


kotka_drapotka

Canaris pisze...

Ale kupa badziewia...
Autor to zwykły koniobijca teoretyk wylewający frustrację który nie ma nic wspólnego z trendem/aspektem/stylem w bdsm jakim jest DD. Całość solidnie podlana sosem z typowych opko-debilizmow, nielogiczności, braku konsekwencji w tworzeniu świata itp. W sumie naziopko to to nie jest ale tez czytać ciężko.

Autorowi polecam obejrzeć Spartacusa ( tego z HBO ) żeby poznać jak wyglądała relacja gladiator/niewolnik - wladca/właściciel, jak można realistycznie pokazac szlacheckie damy moczące majtki na widok "brutala i dzikusa" itp.

Anonimowy pisze...

Najlepszą częścią tej analizy są zdjęcia ^.^

Anonimowy pisze...

Obrazek z "Men from U.N.C.L.E" uratował mi życie <3

Ja tylko o jednym chciałam powiedzieć, na co nikt nie zwrócił uwagi. Rozumiem, że na tej wyspie za mądrzy to oni nie są, ale fakt, że Aurora jest bez przerwy bita i gwałcona może tłumaczyć, czemu nie może zajść w ciążę. Co prawda buc leje ją chyba głównie po udach tudzież twarzy, ale moim zdaniem jakieś poronienie i inne uszkodzenie jednak miejsce miało. No ale to niewygodna dla buca prawda, więc się Pisak o niej nie zająknął.

Po drugie – drewniane mury dokoła wyspy. Chcę zobaczyć, jak wrogowie nocą podpływają do wyspy, podpalają te umocnienia i patrzą, jak cała wyspa się fajczy.

W ogóle końcówka nie ma sensu. Nie żeby cokolwiek innego miało.

Ag

Anonimowy pisze...

Rany boskie, co trzeba mieć w głowie, jakie przejścia za sobą, żeby tak nienawidzić kobiet? Jakie środowisko tworzy w człowieku przekonanie, że ma się prawo traktować drugiego człowieka jak upośledzone pomiotło służące wyłącznie do poniżania?

Szczerze, miałam cichą nadzieję, że opko zakończy się, gdy Aurora poderżnie śpiącemu Natanielowi gardło.

Anonimowy pisze...

U tego autora? Nieprawdopodobne.
(chociaż JA miałam nadzieję, że Anna stanie na czele antynatanielowej rebelii i wspólnie z Aurorą zrobią mu z dupska jesień średniowiecza...)

Też Anna

Anonimowy pisze...

Kiedy doszłam do fragmentu, w którym bodajże Kura mówi o tym, jak Nataniel spotyka w Tilla i ten robi mu Buck Dich, to zapragnęłam gorąco, żeby dokładnie to spotkało aŁtora tego żałosnego pseudotForu. Serio, żeby TAKIE dziadostwo napisać, żeby wymyślić tak durnego, żałosnego fiutka, jakim jest Nataniel to naprawdę trzeba być (delikatnie, cholera jasna, mówiąc) niespełna rozumu. Mam wrażenie, że aŁtor lał po nogach z radości, opisując fragmenty z gwałceniem kobiety i upokarzaniem jej. Wybaczcie mi mój ton, wybaczcie, że wypisuję takie rzeczy, że tak się o aŁtorze wyrażam, ale od czasu naziopka na żadnego aŁtora/żadną aŁtoreczkę nie byłam tak wściekła.
Gratuluję Analizatorom wytrwałości i nerwów - nie dałabym sobie rady z takim śmierdzącym ścierwem, jakim jest ten ohydny tFór, gdyby nie Wy. Powinno się Wam płacić za męczenie się z takimi, pardon my french, gównami. Dobrze jest Waszą stronę czytać i wiedzieć, że nie jest się jedyną osobą, którą takie dziadostwa przyprawiają o mdłości.
AŁtora mam ochotę zaszlachtować za takie kompletne niemyślenie nad tym, co tworzy, za to, że istnieje, cholera jasna...
Analizatorom ślę życzenia jak najszybszego otrząśnięcia się po tym paskudnym dziele wyjądkowo podłej jakości, mam nadzieję, że następne cuś, co będzie przez Was analizowane, nie będzie już dla Was (i dla czytelników) tak potężnie wnerwiające. Jestem pełna podziwu dla Waszej pracy ;)
A, i jeszcze jedno - nie wiem, moż nie czytałam dokładnie, może ja głupnę, albo jestem tak wściekła, że ślepnę, ale czy w komentarzach nie wypowiedział się żaden facet? Żadnego mężczyzny nie gryzie to, jak ta żałosna mientka fajka traktuje kobiety? Żaden mężczyzna tu nie jest zniesmaczony tym, co aŁtor powypisywał, nawet mimo tego, że jest to tylko cholerna fikcja?
Może ja przewrażliwiona jestem, ale to mnie wyjątkowo ubodło.
Wybaczcie, jeśli uraziłam kogoś swą wypowiedzią, nie miałam takiego zamiaru, naprawdę, ale w sytuacji, kiedy oburzenie przemocą wobec kobiet wyrażają jedynie kobiety, jestem podminowana.

Pozdrawiam Analizatorów raz jeszcze i raz jeszcze przepraszam za swój ton.
Wierna Czytelniczka

Ryszard Rwie Serce pisze...

Pierwsza część przy tej analizie to betka.
Początkowo dziwiłem się Sine, że zrezygnowała, ale z każdym zdaniem tego utwierdzałem się w przekonaniu, że ewakuacja to jedyne rozsądne wyjście.

Jak przedmówca, miałem nadzieję, że Aurora zamorduje śpiącego Nataniela przy pierwszej nadarzającej się okazji, nie stało się tak tylko dzięki Świntemu Imperatywowi, czy też wstawiennictwu bóstwa Bo Tak (przepiękne, swoją drogą). Zresztą, prawdopodobieństwo już dawno się stąd wyniosło, czego ja oczekuję.

Propsy za uwypuklenie, jakim fiutkiem był Nataniel, kiedy lał słabszych, a jedyną bronią przeciw silniejszym było wstawiennictwo Bo Tak i w konsekwencji ich nagłe zidiocenie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że bardzo mocno przez te fragmenty przebijają czyjeś kompleksy...

Ujemnie poprawna polszczyzna była chyba jedyną uciechą w tym tekście.

A teraz, państwo wybaczą, idę se haftnąć.

Anonimowy pisze...

Ten heros jest beznadziejny. W ogóle wszystkie te postacie są takie nijakie ( z wyjątkiem Natana, który jest obrzydliwy). A wiecie co? Gdyby ktoś umiejący pisać wziął się za ten temat to wyszło, by coś fajnego. Ja np. zrobiłabym akcje w stylu: Natan lubi Aurorę od początku. Z czasem się w niej zakochuje. I to dla niej walczy, dla niej- dla Aurory. Bo to z nią wiążę swoją przyszłość.

I wiecie co? To jest materiał na świetną opowieść w klimacie mnóstwa intryg i zbrodni, które to rożni bohaterowie uskuteczniają, aby dorwać się do władzy czy osiągnąć jakieś inne cele.

Brzmi lepiej, prawda?
DADADAA. Oczywiście w mojej opowieści Natan nadal byłby brutalem, ale tylko na arenie. Dla Aurory byłby delikatny. Bałby się ją skrzywdzić. Co prawda czasem miałby napady gniewu i różnych lęków, ale dzięki Aurorze nauczyłby się jak je pokonać. Bo miałby kogoś kto go kocha, kogoś kto jest promyczkiem nadziei. Czystym i dobrym. Jak można skrzywdzić kogoś takiego?
Prawda, że tego "mojego" Natana da się lubić? No, ale autor uparcie robił z tej postaci zwyrodnialca, buca i gnoja. Więc nie dziwię się, że tak was ta postać irytuje. Mnie osobiście wkurza, że autor z bicia żony zrobił jakiś rytuał. Co rozdział to bicie. Samo bicie też uważam za wyjątkowo podły i wstrętny motyw. Oby autor nie trafił nigdy moją znajomą...

Bumburus pisze...

@przedpiścy
Być może nie jestem najodpowiedniejszą osobą do tego, ale powtarzam apel analizatorów spod poprzedniej analizy: aŁtora zostawić w spokoju (a mówię to jako niegdysiejsza "odbiorczyni" przemocy domowej).

Anonimowy pisze...

@Bumburus Przyznasz, że ciężko "zostawić w spokoju" autora, który otwarcie przyznał się do stosowania przemocy domowej i wszystkie opowiadania, które zamieszcza w sieci, są na to samo kopyto...

Anonimowy pisze...

Anonimie z 12:35
Twój pomysł jest może lepszy dla samego odbioru Natana, ale czy to pomysł dobry... eech. Zmienilibyśmy tylko szkodliwe i nie dające się nawet do użycia jako rozpałka w piecu na przewidywalne i nudne ;)

Anonimowy pisze...

Natan, który byłby brutalem nawet w stosunku do Aurory byłby OK, gdyby nie aspirował do Gary Stu i miał rozsądnego narratora. Bo w opku Natan zna się na wszystkim, chociaż stało jak wół, że ledwo się pisać i czytać nauczył, bo z wielkiej łaski pozwalał babie się uczyć. A tu proszę, architekt, farmer, prawnik, no wszystko, panie. Tylko paski cieśli kazał robić ;) Mogło tak być, że Aurory nienawidził i chciał się na niej mścić, dopiero poznanie Anny i jej uczucie zmieniło go na lepsze. No, ale tak nie było, nawet na sam szczęśliwy koniec opka buc Natan mówi, że żadna kobieta nie będzie mu mówiła, co ma robić.

Jestem zdania, że z pewnymi poprawkami mogłoby to być opko ciężkie do czytania, krwawe, ale fajnie napisane (gdyby pisała to normalna osoba z dobrym warsztatem/stylem) i skłaniające do refleksji. Tutaj jest to pisanina dla samej radości pisania i ulżenia swoim dzikim fantazjom.

Anonimowy pisze...

Anonim 13:32, nie koniecznie na nudne. Wystarczy dobry pomysł na intrygi
i ciekawe postacie. Przecież nie powiedziałam, że to ma być fabuła nudna
i przewidywalna. Oczywiście trzeba CAŁE opko przebudować. Pozmieniać postacie i nawet cała historie samego Natana. I wtedy moje rozwiązanie miało by sens.

Ale oczywiście w obecnej formie opko jest ujowe i nic mu nie
pomoże. Sama zmiana CHARAKTERU postaci na taki jak napisałam NIE WYSTARCZY.

Anonim od pomysłu na opcio

Anonimowy pisze...

Naprawdę, musicie mieć stalowe nerwy, aby analizować takie opka :p
Gdyby główny bohater był lepszy (nie mam tu na myśli faceta kochającego kotki i ratującego innych z opresji) i logika wstała z kolan, dałoby się podciągnąć opowiadanie na średnie. Jednak myślę, że ,,zrobić gruntowny remont" opka, to byłoby dobre.
Natan jest postacią okropną. Miałam taką cichą nadzieję, że umrze na końcu... ALE NIE! Kończy jak królewna Disneya: odnajduje rodzinę i żyje długo i szczęśliwie.
Pozdrawiam Analizatorów, Olisz.

Kurnikof pisze...

Od dawna żadna książka mnie nie zbulwersowała, a czytałam w życiu naprawdę mocne rzeczy. I nie chodzi nawet o to, że są mocne sceny. Jeśli mają one sens i są dobrze napisane niech będą. Ale tutaj w zasadzie wszystko sprowadza się do usprawiedliwiania przemocy wobec kobiet i dzieci. Niestety, taki jest wydźwięk tego opka. A szkoda, bo sam pomysł nie jest zły, dałoby się z tego stworzyć dobre opowiadanie. Wydaje mi się, że tutaj mamy przypadek Mary Sue, zaś autor chciał po prostu ziścić swoje chore fantazje.

Anonimowy pisze...

@Anonim od pomysłu: Gruntowna przebudowa opka musiałaby zakładać, że nie będzie ono li i wyłącznie pretekstem do opisywania przemocy domowej. Czyli, na dobrą sprawę, trzeba by stworzyć nie wersję 2.0 ale "na motywach...". Pracy od cholery i ciut ciut, takoż nerwów i talentu, a efekt niepewny. Ale jeśli ktoś czuje się na siłach to niech próbuje.

FallenLeaves

Anonimowy pisze...

Na blogu autora w notce o analizie zostało wspomniane, że że Arenę pisał w wieku 13 lat. To jest dramat. Pomijam wątek przemocy domowej, bo zwyczajnie nie mam siły. Jako osoba mająca styczność z takim środowiskiem jestem zszokowana, że ktoś usprawiedliwia bicie dzieci- i nie ważne, że dziecko to nastolatek. Tylko czekać, aż pewnego dnia odda tatusiowi w papę .
Co do analizy, to przebrnęłam z trudem, mimo Waszych celnych i zabawnych komentarzy. Opisy traktowania żony wkurzyły mnie jak w żadnej innej analizie- wolę już bzdury spod znaku Sakura i Tokio Hotel czy zidiocenie Pottera, ale nie to.
Pozdrawiam, Hime.

Nefariel pisze...

Kurczę, to opko zabiło mi ćwieka.
Z jednej strony - jest napisane wyjątkowo infantylnym, dziecinnym językiem, a scena gwałtu przypomina żywcem wyjętą z hentaja, i to jednego z tych słabiej zrobionych. Z drugiej... Rany, te mechanizmy przemocy są przerażające. Na początku rozbawił mnie Nataniel nagle padający na kolana przed katowaną żoną, ale potem wydało mi się to jakieś znajome... och tak, podobne sztuczki stosował ten skurwysyn z "Łagodnej" Dostojewskiego. Tylko jakoś nie sądzę, żeby chałotr to czytał, więc pewnie zna podobne podstępy z autopsji.
Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się, że chałtor to gówniarz w wieku późnonastoletnim, który wszelkie przejawy patoli kopiuje od swoich rodziców. Wprawdzie na początku uwierzyłam, że ma żonę i nastoletniego syna, ale ta dziewiczo opisana scena "seksu" kazała mi zwątpić, czy jego doświadczenia erotyczne wykraczają poza "złaź ze mnie frajerze, już lepiej bym sobie zrobiła tamponem".
Swoją drogą - to mi przypomina płody Johna Ringo. Tylko że tam były gwałcące wieloryby i ogólnie całość stanowiła takie literackie Boku no Pico, które teoretycznie powinno brzydzić i oburzać, a praktycznie jest za głupie nawet na to. W sumie tego Johna Ringo to on mógł czytać, i dorzucić sobie do tego blogaski o DD.

Anonimowy pisze...

Nefariel, podobno Pisak pisał to opowiadanie w wieku trzynastu lat, a teraz po latach wrzucił do sieci. Ale jaka jest prawda, tego się nie dowiemy.

Anonimowy pisze...

Niby napisał to jako nastolatek...Ok. Ale bardziej mnie przeraża, że pomimo upływu czasu autor ani trochę nie zmienił swoich obleśnych poglądów.

Anonimowy pisze...

Opko jest obleśne, Pisak nieźle zryty, a że pisał to w wieku lat 13 - wierzę.

"wsuwając swój język do jej jeszcze dziewiczych ust. Pewnie gdyby jej mocno nie trzymał za ramiona, to zaraz przerwała by tą jej zdaniem intymną pieszczotę"
Czy dobrze rozumiem, że w tym uniwersum wpychanie komuś języka do gardła ogólnie rzecz biorąc nie jest czynnością intymną?

"sperma zmieszana z jej dziewiczą krwią wyciekła i zaczęła toczyć się po udach i łyskach"
Faktycznie szkoda łysek, tym bardziej że wydzieliny ciał Aurory i Nataniela mają najwyraźniej konsystencję kamieni, skoro nie płyną, lecz się toczą.

"wręczał nóż. Mieli nim rzucać i trafiać w oddalony cel, będący pieńkiem"

Przykładów męczarni, jaką jest dla Pisaka operowanie językiem polskim, znalazłam w tym opku wiele, ale ten spodobał mi się najbardziej.

Anonimowy pisze...

Prawdę mówiąc, bardzo trudno czytać to dzieło, nie odnosząc się do postaci autora, gdyż autor sam przyznaje się do stosowania przemocy domowej, nazwanej DD ...twierdzi, że napisał to jako nastolatek...a skąd u nastolatka takie przekonania ? Nieumiejętność pisania można przypisać dziecku, ale tak wyraźnie manifestowanie strasznych poglądów, stylu życia ? Nie wiem. Postać Nataniela jest obrzydliwa, ale nawet w bajkach bywają postaci obrzydliwe, złe, okrutne. I z reguły źle kończą. Tu natomiast zachowanie bohatera jest uznawane za prawidłowe, normalne...gdyby autor nie mówił o swoich poglądach, zapewne ten pisarski koszmarek zostałby szybko zapomniany, bo jest przeciętny. Nijaki. Byłby. Gdyby nie autor i jego filozofia.
Magda

Nemezis pisze...

Szlag mnie trafiał jak to czytałam, więc stwierdziłam, że dalszej lektury nie zdzierżę. Żeby przetrwać drugą połowę analizy, napisałam tego oto fanfica. Akcja dzieje się około rozdziału 12, dokładniej sprawdzać nie zamierzam.
Indżojcie.

Aurora leżała na aksamitnym łóżku i płakała. Nie był to jakiś dystyngowany płacz, a kryształowe łzy nie płynęły jej samotnie z oczu, o nie. Aurora wyła w poduszkę, krztusząc się raz po raz własnymi łzami, i zastanawiała się, czym sobie na to wszystko zasłużyła. Czy jedna chłosta niewolnika wystarczyła, by ten chciał się na niej w ten sposób zemścić? Jakaś część jej chciała w to wierzyć- że jej cierpienie ma sens, że gdy spłaci swój dług, Nataniel przestanie ją tak traktować. Ale w głębi duszy wiedziała, że nic, co mogła kiedykolwiek zrobić, nie usprawiedliwiało tego zachowania. Aurora płakała, bo wiedziała, że utknęła na zawsze z kimś, kto traktował ją jak przedmiot. Gorzej niż przedmiot. I nadal nie mogła uwierzyć, że jej kochany tata na to pozwolił. Ile razy jej powtarzał, że co innego żona, własność męża, a co innego córka, którą się kocha? Ile razy zapewniał, że jest jego oczkiem w głowie? Ile razy mówił, że jako córka króla nigdy nie dozna takiego traktowania?
Ale jak widać ani najwyższa władza, ani miłość rodzicielska, nie znaczyły nic w obliczu sławy herosa Nataniela- gladiatora, który w trzy i pół minuty był w stanie pokonać najlepszych wojowników jej państwa. Aurora wiedziała, że prędzej czy później zakochani w nim arystokraci wybiorą go na następnego króla i wtedy każda kobieta - nie tylko ona, nie tylko nałożnice - będzie tak traktowana. Gwałcona. Bita. Poniżana.
I nie będzie można z tym nic zrobić.
Zacisnęła dłonie na pościeli, przypominając sobie, jak ta kreatura, którą zwała mężem, opowiadała jej o treningu małych chłopców. A więc nie tylko kobiety, nie tylko dziewczynki, ale każde dziecko...
Nataniel był szalony i chciał zniszczyć wszystko i wszystkich.
Aurora wstała i otarła łzy z twarzy, wiedząc, że skoro nikt nie zamierzał z tym nic zrobić, to ona się tym zajmie. Wiedziała, że niezależnie od tego, co zrobi, prędzej czy później Nataniel wymyśli powód, by ją uderzyć. Wiedziała, że to nigdy się nie skończy.
Korzystając z okazji, że mąż doglądał teraz treningu gladiatorów, a strażnicy jak zwykle byli niekompetentni (żona nie była przecież na tyle ważna, by jej uważnie strzec), zeszła do piwnicy, gdzie przetrzymywany był skrytobójca. Strach przed nakryciem tłumiony był przez jakąś szaloną ekscytację, iskierkę nadziei, która, raz zapalona, wywołała pożar w jej sercu. Było to przyjemne uczucie. [1]

Nemezis pisze...

[2]- Mam dla ciebie zadanie - rzekła, podchodząc na tyle blisko do ucha więźnia, by mieć pewność, że nikt jej nie podsłucha.
Mężczyzna uchylił opuchniętą powiekę i spojrzał się na nią spojrzeniem mętnych oczu. Nadzieja jakby przygasła w Aurorze, jakby zobaczyła, że nie jest to już spojrzenie kogoś gotowego zabić.
Rozumiała to. Sama też straciła wiarę w sens życia pod wpływem tortur męża.
- Uwolnię cię - wyszeptała. - a ty zbierzesz drużynę i zaatakujecie mojego męża, gdy ja odwrócę jego uwagę.
Wiedziała, że było to mało prawdopodobne, ale musiała spróbować. Ostatecznie, co jej pozostało?
Mężczyzna splunął krwią na podłogę.
- A kto mi zapłaci? - wychrypiał. - Twój mąż? Twój kochanek? Twój ojciec?
- Ja sama. Mam swój majątek, jestem przecież córką króla.
Na obwisłych i popękanych wargach więźnia zakwitł uśmiech.
- Nie masz nic - powiedział. - Jesteś tylko kobietą.
Aurora odwróciła się na pięcie, czując, że to wszystko jest zbyt złe, zbyt okrutne, by być prawdziwe. Wbiegła po schodach i, czując pulsującą w żyłach adrenalinę, wpadła do sypialni. Sięgnęła po nożyk do otwierania kopert, ten sam, którym Nataniel obezwładnił napastników, a w jej głowie zaczął kształtować się plan.

Tej nocy, gdy Nataniel po raz kolejny w nią wtargnął, wywołując niesamowity ból i upokorzenie, sięgnęła po nożyk ukryty pod kołdrą i wbiła mu go w szyję. Gladiator, który pokonał legendarną ilość przeciwników, nie spodziewał się jakiegokolwiek sprzeciwu ze strony żony. Stęknął tylko, próbując złapać powietrze, i opadł na nią. W jego oczach czaiło się długo wyczekiwane przez Aurorę przerażenie.
- To za gwałt - wyszeptała. - To za bicie. - Wbiła nóż ponownie. - To za poniżenie.
Wstała, zsuwając z siebie jego ciało, i poszła obmyć się w bali z jego krwi. Gdy wróciła, zaczęła krzyczeć, a gdy straż przybiegła, rzuciła się na ciało męża z lamentem, udając, że, jak każda inna kobieta, uległa czarowi tyrana.

W piwnicy znaleziono tylko rozwiązane liny, które niegdyś krępowały więźnia.
Dowody były jednoznaczne.
Nikt nawet przez chwilę nie podejrzewał, że słaba i bezmyślna kobieta mogła się dopuścić morderstwa.

Aurora wiedziała jednak, że problemem był nie tylko Nataniel. Namówiła więc ojca do nadania praw wyborczych kobietom, a ten, zachwycony powrotem córki do domu, zgodził się na wszystko. Arystokraci trochę kręcili nosem, ale Aurora zdążyła ich przekonać, że ponieważ kobieta nie posiada własnego rozumu, to będzie głosować tak, jak nakaże jej mąż.

Sześć lat później, po śmierci ojca, została wybrana na nowego króla. Króla, nie królową- władczynię, a nie tylko żonę władcy.

Pierwszy jej edykt zakazywał przemocy domowej.

Dwadzieścia lat później, gdy była w sile wieku, jej państwo stało się słynne na całym znanym jej świecie, jako kraina miodem i mlekiem płynąca. Gospodarka nie polegała tylko na walkach gladiatorów, dyscyplina na przemocy, a prestiż nie zależał od płci.
Po raz pierwszy Aurora mogła odetchnąć z ulgą, wiedząc, że blizny po uderzeniach pasem nie miały teraz znaczenia.

Anonimowy pisze...

Nemezis, dziękuję Ci! Dziękuje dziękuje! Sama chciałam napisać opko, w którym to ten potwór- Nataniel umiera. Chociaż w moich myślach jego śmierć byłą długaaaaaa i bolesna, to i tak doceniam twojego ficka. Jest świetny. Może podeślij go autorowi!

Anonimowy pisze...

O tak. opko Nemezis trzeba podesłać autorowi.

Marq Mortis pisze...

...
Widział ktoś mój mózg? Taki nieduży, różowy, bardzo mocno pofałdowany? Bo w połowie czytania tego stwierdził, że ma dość, dostał nóżek i zwiał.

Czytając to... Coś (tak, to powinna być adekwatna nazwa) miałam ochotę wydrapać sobie oczy, żeby już nie wiedzieć, co tam pisze. Ale! Postanowiłam być dzielną masochistką, bo skoro Armadzie się udało, to i mi się uda! I udało. Mea culpa, bo szczerze żałuję.

Wiecie, dla mnie postacie żeńskie w tym czymś to była czysta żenada; ale to może dla tego, że jedyne postacie żeńskie, jakie toleruję, to takie, które potrafią skopać komuś dupę jeśli trzeba. Ale czy to znaczy, że traktują swoich panów pasami, kijami czy choćby nawet pięściami? Nie.

Mam ochotę wpuścić Nataniela do jednego pomieszczenia z moją Natalie na adrenalinie. Zobaczymy, co by wtedy powiedział; mam poniekąd ochotę napisać do tego opko, ale wszystko i tak sprowadziłoby się do tego, że zostałby ów dekiel rozczłonkowany; od stóp począwszy. Długo i boleśnie, bo ona tak lubi; bo tak sobie kurwiszon zasłużył, albo i gorzej.

Albo wiecie co? Napisze to. Zaraz, jak skończę poprawiać rozdział. Napiszę to i zobaczymy, kto wygra; niedorobiony na umyśle gladiator czy owoc stuleci kontrolowanej selekcji genów mającej na celu stworzenie idealnej maszyny do zabijania.

Oczekujcie (albo i nie) durnego ficleta; zaś Armadzie ukłon, i to taki do ziemi, bo im się należy.

Anonimowy pisze...

Nemezis na prezydenta ;D Miód na moje oczy! O tak, to jest to, co powinno się wydarzyć! AŁtor jest tak przekonany, że baby som gópie i że "poza wilgotnym kroczem nie mają nic więcej do zaoferowania", że pewnie nawet nie pomyślał, że kobieta byłaby do tego zdolna, byle się uwolnić od takiego tyrana!!

Anonimowy pisze...

Wyślijmy to opko Nemezis autorowi!!!!!!!!!!!

Anonimowy pisze...

Miałam podobny problem co Sine. Na poczatku staralam sie to czytac bez zadnej napinki-ot po prostu jako jeszcze jedno glupiutkie i nieszkodliwe opko .... ale sie po prostu nie dało. Smutne ze niektorzy ludzie mają podobne poglądy na przemoc. Czytałam w komentarzach, że ałtor miał podobno 13 lat gdy to pisał, ale nie chce mi się w to wierzyć. Mam brata w podobnym wieku i na myśl, że jakiś jego rówieśnik miałby stworzyć coś takiego robi mi się słabo.
Mimo wszystko analiza mi się podobała, ale mam nadzieję, że za 2 tygodnie dacie dla równowagi coś mniej ryjącego banię ;).
Tymianek

Anonimowy pisze...

Autor będzie mi płacił za terapię na jaką muszę teraz chodzić po przeczytaniu tego GÓWNA jakim jest Arena

Nefariel pisze...

*Bije Nemezis entuzjastyczne brawo*

"Mam ochotę wpuścić Nataniela do jednego pomieszczenia z moją Natalie na adrenalinie. Zobaczymy, co by wtedy powiedział"
Podpisuję się wszystkimi kończynami. (Moja najbardziej bijąca ludzi mary sue też ma na imię Natalia).

Przyłączam się do próśb o coś lżejszego za dwa tygodnie. Najlepiej jakąś koniec końców dającą się lubić gówniarę, taką Dianę z Dominatorium czy inną Vanessę, żeby złośliwości analizatorów przypominały bardziej klepanie po główce niż rozjeżdżanie kombajnem. Albo durne, ale nieszkodliwe yaoi w stylu Zilidyi (swoją drogą, jak ostatnio wracałam do jej opek, to odniosłam wrażenie, że Sitriel to w sumie taka Zil minus pojechana kreatywność, znośny warsztat i ogólnie cały urok).

Anonimowy pisze...

A ja przerwę na chwilę hejt na pisaka (choć oczywiście słuszny) by podziękować za duże ilości Oscara Isaaca ;) (i Kylux!) NAKW-a spełnia marzenia!

Ari

Spleśniała Skarpeta pisze...

To opko było okropne ;-; Jedno ze straszniejszych, jakie dane mi było przeczytać. Nazi opko to przy tym kaszka z mleczkiem. Nie będę pisała, co konkretnie mnie w nim przeraziło, bo byłoby to tylko powtarzanie argumentów przedpiśców, jak to ktoś wcześniej ładnie nazwał. Rozbawił mnie komentarz o bóstwie Bo Tak i fragment o przyjacielu Josefa M (choć z drugiej strony naziści, mimo zbrodni popełnianych w pracy, byli z reguły troskliwymi mężami i ojcami, w przeciwieństwie do Nataniela). Obrazki zdecydowanie umiliły mi lekturę- szczególnie Kylux, bo czego jak czego, ale tego shipu to się na NAKW-ie nie spodziewałam ;)
P.S. pozdrawiam Cheldźa, bo na pewno przeczyta wszystkie komentarze, w tym i mój >:D

Prezydent Internetu Q pisze...

Uwielbiam Kyluxa XD

Spleśniała Skarpeta pisze...

Yay! A ja myślałam, że to taki totalnie bezsensowny slash dla slashu i było mi wstyd, że to shipuję. Ale dzięki NAKW-ie widzę, że nie ma w tym nic dziwnego i złego xD

Nefariel pisze...

(Wszyscy kochają Kyluxa, kocham i ja).

Anonimowy pisze...

> W tym innym uniwersum słyszeli kiedyś o greckich mitach.

No skoro słyszeli o stoicyzmie (którego ten wypierd niewolnik był ponoć ostoją), to mogli słyszeć i o greckich mitach, co nie? :)

Pozdro
Quay

Aadrianka pisze...

Tak mi się jakoś skojarzyło:

https://www.youtube.com/watch?v=J3twwafch4g

Marq Mortis pisze...

@Nefariel; moja Nat też jest poniekąd Mary Sue... Albo i całkiem, ale cóż. One jest moją Transformersową OCką i siedzi sobie z tymi złymi robotami.
A Megatronowi sie nudzi, więc się pofatygował i przywlekł jej Nataniela. A o to, jak wyglądało spotkanie (gościnnie występują Megatron i Soundwave, bo kocham tych debili);

- Powtórz. To.
Po pomieszczeniu zupełnie nagle rozległ się bardzo nieprzyjemny i bardzo nieludzki syk. Aż trudno było uwierzyć, że tak okropny dźwięk mógłby wydrzeć się z gardła tej niedużej, chuderlawej dziewczyny o niemal czarnych, spiętych w wysoki kucyk włosach.
Zaczęło się od tego, że Megatron stwierdził, że potrzebny jej worek treningowy. Taki możliwie jak najbardziej irytujący, żeby wybuchła jak najszybciej; i oczywiście dopiął swego, bo stojący przed Natalie mężczyzna doprowadził dziewczynę do białej furii wypowiedziawszy tylko jedno zdanie; co jak dotąd nie udało się jeszcze nikomu. Doprawdy, niezwykły był okaz z tego całego Nataniela, czy jakkolwiek się ów mężczyzna nie zwał.
- Co ty możesz mi w ogóle zrobić? – parsknął mężczyzna, krzyżując ręce na piersi. – Jesteś tylko kobietą. Ktoś powinien cię zdyscyplinować; grubym, skórzanym pasem.
Megatron aż usłyszał gruchnięcie kości, kiedy dziewczyna nagle przekrzywiła głowę w drugą stronę. Wiedział, że pęknie.
Skoczyła na Nataniela bez żadnego ostrzeżenia, bez przygotowania, pokonując dystans między nimi paroma susami i kopiąc go w podbródek, tym samym wytracając z równowagi. Kolejny kopniak, tym razem w brzuch, jeszcze mocniejszy sprawił, że Nataniel upadł na kolana; a to wszystko trwało tylko parę sekund. Natalie złapała skulonego mężczyznę za podbródek i podciągnęła do góry z siłą, jakiej nigdy by się nie spodziewał, po czym popchnęła na ziemię, stając obok jego głowy.
Jej uśmiech był bardzo, bardzo milutki; i bardzo niepokojący.
Natalie podniosła nogę i natychmiast ją opuściła, z ogromną wręcz siłą, celując piętą w bark mężczyzny, krusząc kość i rwąc jego skórę podeszwą buta.
- Sadystyczna mała cholera – parsknął Megatron, kręcąc głową.
~ Następnym razem znajdź lepiej wytresowany worek treningowy ~ syknął Soundwave zza kokpitu, a jego głos, jak zwykle, został zdeformowany przez noszoną maskę. ~Kto posprząta ten bałagan?
- Potem będziemy myśleć o sprzątaniu; poza tym, ten sobie na to wyjątkowo zasłużył – parsknął Megatron, znów spoglądając na Natalie, całkowicie zaabsorbowaną łamaniem Natanielowi ręki.

Bezpieczeństwo UŚ pisze...

Och, to powyżej jest cudowne :D :D :D

Anonimowy pisze...

Marq Mortis, twoje opko boskie. Dodać jeszcze wyrywanie flaków i będzie
bosko. Moje serce się raduje, kiedy czytam jak Nataniel dostaje wpierdol.

Anonimowy pisze...

thu tam miało być *Dodać jeszcze wyrywanie flaków i będzie
jeszcze bardziej bosko.

Anonimowy pisze...

Skoro już jesteśmy przy fantazjach, to Nataniel zasługuje nawet to żeby uciąć mu penisa i wsadzić do gardła żeby się nim udławił. Taki dumny z tego, że jest facetem i co ma między nogami to niech się tym udławi. A jeśli nie mają tam jeszcze chirurgów to i w dupsko można wepchnąć głęboko, a potem puścić Nataniela wolno. Ciekawe czy dałby radę sam wyciągnąć. Za gwałty, za tortury i za gadanie głupot.

Anonimowy pisze...

Anonimku z 23:39 jestem za! Niech chujek zobaczy jak to jest.
Do zestawu możemy dodać łamanie kołem a potem urocze siedzenie na koźle hiszpańskim( tortura taka- sprawdźcie sobie). Ewentualnie mamy jeszcze dla Nataniela wbijanie na pal, rozerwanie przez konie, zaszycie w koniu. proponuję też wsadzenie rozgrzanego pręta w dupsko, a kuśkę zmiażdżyć w imadle. Następnie powyrywać ręce i nogi. Tak. Mogę wymieniać i wymieniać a w moich myślach ten skurwiel cierpi najróżniejsze katusze. I tak. Cieszy mnie to.

Clover pisze...

Hmmm, tego tworu pisarskiego bronić absolutnie nie zamierzam, bo i nie ma czego, ale jedna rzecz w pewnym stopniu mnie zastanawia. Oczywiście, poza nawias wyrzucam w tym momencie osobę i przekonania autora i zgodnie z zaleceniami Barthes'a pominę jego domniemane (albo i nie) intencję i skupię się wyłącznie na treści.

Owszem, Nataniel to postać, której nie da się lubić i w pełni zgadzam się z przytoczonymi powyżej argumentami, a przynajmniej z większością z nich. Tyle tylko, czy aby na pewno nasz ukochany gladiator był jedyną osobą wzbudzającą jednoznaczną niechęć? W pierwszej części analizy poznajemy nieco bliżej osobowość Aurory, która - delikatnie mówiąc - raczej także nie pretendowałaby do miana mistrzyni empatii. Z niezbyt wprawnych opisów (ale ten zarzut akurat odnosi się w równym stopniu do każdej postaci) wyłania się obraz osoby, której satysfakcję sprawiało oglądanie cierpienia innych, znajdujących się niżej od niej w hierarchii społecznej obywateli. Scena, w której Aurora zabiera katu bat i sama zaczyna okładać nim fałszywie oskarżonego przez nią samą Nataniela (nota bene zachowanie królewny w tej scenie nie doczekało się potępienia ze strony komentujących), bo "nie wystarczyło jej słuchanie jego dochodzących z piwnicy krzyków" niewiele różni się od tych, w których to gladiator występował w charakterze oprawcy. Odwróciły się jedynie role, bo później to Nataniel, według panującego na wyspie prawa, znalazł się wyżej w hierarchii społecznej i to on miał nieme przyzwolenie na znęcanie się nad Aurorą. Relacje Nataniela i Aurory oczywiście miały w sobie oznaki wszystkich możliwych znamion patologii, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obu stronom przyświecał tu ten sam cel; aby wykorzystując wszystkie dostępne środki i metody jak najbardziej upokorzyć drugą osobę.

Anonimowy pisze...

Samej nie dane było go wtedy chłostać, ale nie umniejsza to jej winy. Ja jej aż tak nie potępiam pewnie przez to, że mało w tym opowiadaniu postaci krystalicznie czystych. Głównie dzieci. Ojciec Aurory kazał wrzucić dziecko do klatki z dzikim zwierzęciem, kazał porywać ludzi, by czynić z nich niewolników. Wszyscy w państwie oglądali walki na śmierć i życie. Nathaniel powtórzył wszystkie złe czyny innych, a jeszcze do tego dołożył swoje własne. Ponadto miał okropny charakter, był wszechwiedzący, gardził kobietami do samego końca. Bił Aurorę, a obłudnie gadał, że jego obowiązkiem jest chronienie żony, kobiet. Koniec końców, to żona uratowała jego życie. Mógłby uszanować ten fakt, że to kobieta ocaliła mężczyznę. Że ocaliła jego. Ale nie. Nawet na sam koniec dalej pieprzy te swoje głupoty, że on kobiety nie będzie się słuchał, pomimo, że kobieta dobrze mu radzi.

Korodzik pisze...

Zgadzam się z resztą. Też miałem uczucie wielkiego zawodu, kiedy Nataniel nie zginął marnie w lochu albo z ręki żony, tylko przeżył wszystkich innych i jeszcze zrobił się z niego Prometej za pięć dwunasta.

Ale to zwróciło moją uwagę:
Pokazał im też jak efektowniej uprawiać pola
Do tej pory bowiem mieszkańcy uprawiali zboże w sposób nudny i nie cieszący oka, ale Nataniel pokazał im, na czym polega prawdziwie czadowe rolnictwo.

Nefariel pisze...

@Marq Mortis - przepiękne. To łamanie ręki na końcu mnie zwłaszcza kupiło. <3

Podbieram pomysł i też piszę:

Był piękny słoneczny dzień, a w piękne słoneczne dni Wielka Księżna miała dobry humor i stawała się bardzo szczodra. Tym razem, wyraźnie rozbawiona, poleciła Nataszy Iwanownie, żeby zeszła do ładowni i trochę sobie poćwiczyła, bo zgarnęli z wybrzeża rzadkiej urody dziwoląga.
Tak więc Natasza zeszła. Otworzyła jedne z drewnianych drzwiczek - te, w które coś mocno waliło i zza których bardzo chciało się wydostać.
Natan wypadł na wąski korytarz, z rozpędu zarył szczęką o blaszaną ścianę. Obrócił się - i zamarł.
Natan mógł gardzić kobietami. Mógł ich nie doceniać. Mógł nimi pomiatać.
Ale kobiety, które poznał do tej pory, nie były rosyjskimi spadochroniarzami. Chociaż chłop był z niego na schwał, Nataszy Iwanownie nie dorastał nawet do ramienia.
Natasza uśmiechnęła się szeroko, od ucha do ucha, szczerząc rekinie zębiska. Pieszczotliwie przejechała palcami po ostrzu półmetrowej świętej maczety, chcąc odpowiednio nacieszyć się strachem Natana. Ale nie uderzyła.
Nie uderzyła, bo zaczęło dziać się coś dziwnego. Stojący przed nią mężczyzna zaczął kurczyć się pod jej spojrzeniem. Natasza przechyliła głowę, z nieomalże dziecięcą ciekawością wpatrując się w to dziwo - w życiu nie widziała nic podobnego, a widziała przecież bardzo wiele. Na początku pomyślała, że po prostu skulił się i zwinął ze strachu, ale nie. Natan się zmniejszał. Nie minęło pół minuty, a zrobił się niższy od dwunastoletniego syna Wielkiej Księżnej. Był już wielkości średniego psa... wielkości kaczki... jabłka... orzecha... Aż w końcu zniknął prawie całkiem, stając się małą kropeczką nie większą od muszego gówna.
Natasza zmarszczyła brwi. Zdziwienie ustąpiło natychmiast - poczuła zawód. Miała taką straszną ochotę przerobić kogoś na tatar! Cóż, zdarza się. Popluła na palce i starła z podłogi ostatnie ślady Natana, a potem smętnie ruszyła na pokład.
Będzie musiała poprosić Wielką Księżną o jakiś trwalszy pokarm dla swojej maczety.

Marq Mortis pisze...

A ja mam drugą część tego, do której napisanie mnie zainspirowaliście, o!

UWAGA; dość graficzne opisy tortur, bo moja Nat się nie pierdoli.

Kiedy Megatron nieco ponad godzinę później wrócił do pomieszczenia, Nataniel, o dziwo, jeszcze żył; choć już niedługo. Soundwave nadal siedział przy kokpicie niewzruszony, monitorując wszystko na statku jak zwykle, nie ruszając się ze swojego stanowiska ani na krok. Megatron postawił obok niego kostkę z energonem i sam podszedł do Natalie, obecnie zaabsorbowanej w dźganie uda mężczyzny grubą metalową igłą. Kto jej to w ogóle dał?
Nataniel prezentował sobą obraz doprawdy groteskowy; miał połamane ręce, rozszarpaną krtań i jelita wywleczone na wierzch. Wszystko, oczywiście, zrobione bardzo precyzyjnie, pomijając najważniejsze punkty, żeby konał jak najdłużej.
- Czemu rozszarpałaś mu gardło? – zapytał Megatron, siadając niedaleko, wpatrując się zaciekawiony w scenę.
- Bo jak mu ucięłam kutasa i wsadziłam w dupę to zaczął tak wyć, że nawet Wave kazał mi go zamknąć, no to go zamknęłam – wzruszyła ramionami jakby nigdy nic, wbijając igłę w udo Nataniela po raz kolejny, po czym syknęła, krzyżując ręce na piersi. – Ojej, przebiłam mu tętnicę – westchnęła zasmucona, patrząc jak krew rozlewa się po metalowej podłodze.
- Czyli koniec zabawy? – zapytał Megatron, obracając półpełną już, energonową kostkę w dłoniach, po czym wstał z westchnięciem.
- Śnieżka! Śnieżynko, chodź do pańci! – zawołała Natalie, i niemal natychmiast po czarnej podłodze znikąd pojawił się duży, biały pająk. – Masz, jedzonko – powiedziała dziewczyna, biorąc pająka na ręce a następnie kładąc na umierającym Natanielu.
Megatron tylko pokręcił głową, śmiejąc się cicho.

Nefariel pisze...

"Kto jej to w ogóle dał?"
Tak.

Anonimowy pisze...

Takich facetów powinno się kastrować, a urżnięte genitalia wepchnąć im głęboko w gardła (z tego, co widziałam, Anonim z 22 stycznia z 23:39 miał ten sam pomysł), razem z wyrwanym im wcześniej językiem i wyłupanymi oczami. Potem uchetać rączki, wrazić w odbyt rozżarzony pręt i wypruć flaki. A to, co zostanie, można by jeszcze nasadzić na pal albo rozerwać końmi, co kto woli.

A za fanficki do tej abominacji ślicznie dziękuję. Są przecudowne ^^

Anonimowy pisze...

No i oczywiście wielkie podziękowania dla Analizatorów. Podziwiam ich za przebrnięcie przez to...COŚ.

Nemezis pisze...

Och, jak miło się to wszystko czyta <3 Dołączam do spisu tortur jeszcze taką jedną, o której słyszałam, chyba była w jakimś serialu, ale ręki nie dam sobie za to uciąć. Korzenie ma u wikingów, a chodzi w niej o to, by upodobnić ofiarę do aniołka. Wyobraźcie sobie naszego kochanego Nataniela z żebrami wywleczonymi przez plecy na wierzch, tak, by stworzyły skrzydła <3 Ból podobno niemiłosierny <3 Ja bym dodała jeszcze mój ulubiony motyw, czyli powieszenie kogoś na jego własnych jelitach <3 I już można powiesić na choince!

Co do wcześniejszych komentarzy, że Aurora też była suką, a na nią brak hejtu- w tym opku nie ma ŻADNEJ postaci pozytywnej. Gdybyśmy mieli do czynienia z tworem, gdzie tylko np. Aurora lub jej ojciec byli takimi potworami, to zebraliby oni niemiłosierną ilość hejtu. Ale w porównaniu do Nataniela, który dodatkowo miał być postacią pozytywną i jest głównym bohaterem, sadystyczne zapędy królewny są niczym. Więc nie bronię Aurory, nawet w moim ficu. Niestety po prostu Nataniel pobił Voldemorta i Saurona w jednym, ot co. There are villains we cannot hate, Nataniel is not one of them.

Anonimowy pisze...

Nefariel i Marq Mortis, wasze ficki są cudowne. Wreszcie ten obleśny buc dostał za swoje. Korci mnie, żeby podesłać to autorowi. Niech zobaczy jak
słabe są kobiety.. :3

Anonimowy pisze...

Mh, Moja Inez też chętnie by się zajęła Natanielem. Jak by ją zobaczył
po przemianie to by się zesrał i zeszczał ze strachu.
Taki dzielny.

Anonimowy pisze...

Opko jest doprowadzającym do wymiotów, wypalającym oczy i mózg gównem. Analizatorzy odwalili kawał dobrej roboty. W trzynastoletniość autora nie uwierzę nigdy i za nic, zbyt dobrze ujęte przemocowe mechanizmy.
Sama - zwłaszcza jako była ofiara długoletniej przemocy domowej - miałam ochotę rozszarpać bohatera na strzępy, a teksty Marq Mortis dały mi ogromną satysfakcję. Ale.
Z drugiej strony jakoś mi niekomfortowo z tym, że Pisak tą abominacją zdołał wywołać w nas tak ogromne pokłady fantazyjnego okrucieństwa. Zastanawiam się, czy to w jakimś sensie nie jest triumf spirali agresji. Oczywiście, przestrzeń rzeczywista to coś zupełnie innego, niż znęcanie się literacko nad literackim konstruktem - jestem pacyfistyczną i puchatą miłośniczką graficznych opisów tortur, więc ostatnia rzucę kamieniem - ale jakoś nigdy nie potrafię się z tym do końca pogodzić. Wot, ambiwalencja i niespokojna refleksja.

Miętówka

Nemezis pisze...

A tak wgl to dołączam moją bohaterkę do panteonu silnych babek, który dokopały Natanielowi [uwaga, walają się flaki]. Poznajcie Cindy! (zapraszam na mojego bloga tales-by-g.blogspot.com *chamska reklama*)

Młoda kobieta z burzą niesfornych, czarnych loków, stała właśnie przed o głowę od niej wyższym barczystym mężczyzną, który wpatrywał się w nią lekceważąco. Czuła jak cały ten, budowany przez lata, stoicki spokój wyparowuje z niej w ciągu jednej chwili.
- Kobieta? - spytał z autentycznym zdziwieniem mężczyzna. - Żądam godnego przeciwnika. Nie żeby ktokolwiek z was wytrzymał chociaż minutę walki ze mną... - Powiódł wzrokiem po pozostałych dwóch osobach stojących w pokoju.
Cindy zagryzła wargę, starając się zignorować fakt, że jej ogniście czerwona szminka prawdopodobnie znalazła się właśnie na zębach.
- Skąd wyście wytrzasnęli tę abominację? - spytała, siląc się na spokojny ton. - Wygląda, jakby się urwał z "300".
Edward wzruszył ramionami.
- Dia znalazła go na ulicy i chciała mu pomóc. Przynajmniej dopóki nie zaczął jej wyzywać od... nałożnic. - Blondyn uśmiechnął się, a na jego twarzy pojawiły się urocze dołeczki. - Pomyśleliśmy, że przyda mu się spotkanie z tobą.
Kobieta pokiwała powoli głową, po czym sięgnęła do swoich stóp i ostrożnie zdjęła buty. Przyjrzała się czarnym szpilkom i przez chwilę zastanawiała się, czy efektowne oduczenie tego szowinisty jego poglądów jest warte poświęcenia butów. Miała do nich pewien sentyment, bo tym obcasem oberwała już niejedna osoba... Po tej akcji nie będą się już nadawały do użytku.
- Dajcie mi pas, a pokażę jej, gdzie jej miej...
Nataniel nie zdążył dokończyć zdania, bo Cindy zamachnęła się na niego wolną ręką. Zablokował cios dłonią, ale ona właśnie na to czekała. Wymierzyła w niego szpilką. Zdążył tylko obrócić głowę, a czarny obcas wbił mu się w oko. Mężczyzna zawył niczym zranione zwierzę i pociągnął za but. Cindy odskoczyła i patrzyła, jak razem z obcasem z mdlącym cmoknięciem z oczodołu wysuwa się gałka oczna ociekająca krwią. Kobieta wykorzystała jego zdezorientowanie i kopnęła go w splot słoneczny, a gdy ten skulił się by złapać oddech, wymierzyła mu cios kolanem w podbródek.
- Jak śmiesz! - Zachrypiał, wypluwając krew. - Jak śmiesz podnosić rękę na swojego pana!
Zamachnął się dłonią, ale Cindy była zwinniejsza- pochyliła się i chwyciła za obcas. Nawet nie pofatygowała się by zdjąć z niego dyndającą smętnie gałkę oczną. Nataniel rzucił się do przodu, próbując ją złapać, ale szatynka wbiła mu szpilkę w krocze. Mężczyzna zawył, a kobieta wyciągnęła z kieszeni dżinsów scyzoryk. Zazwyczaj wolała większe ostrza, ale to musiało wystarczyć. Pochyliła się, i jedną ręką wykręcając bark gladiatora, drugą wyłupiła mu pozostałe oko. Oślepiony, rzucał się na wszystkie strony, próbując ją uderzyć, ale Cindy była profesjonalistką- wyszkoloną nie po to, by karmić własne ego na arenie, ale by likwidować niebezpieczeństwo. Edward rzucił jej pistolet, a ona strzeliła Natanielowi w oba kolana. Padł na podłogę, zakrywając twarz, z której płynęły strużki posoki, próbując nadal jej grozić. Dziewczyna pochyliła się nad nim i wbiła mu scyzoryk w brzuch. Zamachnął się, ale uskoczyła, wsadzając rękę aż po nadgarstek w jego trzewia. W tej chwili mężczyzna był już tak zaślepiony bólem, że nie był w stanie nawet się poruszyć. Cindy metodycznie powiększała ranę i po chwili natrafiła na jelita, które zaczęła wyrywać, nie zważając na fontanny krwi strzelające z brzucha jej ofiary. Po chwili Nataniel leżał tylko, drgając w przedśmiertnym tańcu, w kałuży własnych ekskrementów i resztek rozdeptanych organów, gdy szatynka, za pomocą noża podanego jej przez Edwarda, obcinała mu penisa, którego wkrótce wepchnęła mu do gardła.
Po pół godziny z Nataniela zostały tylko zmasakrowane zwłoki.
- Posprzątajcie to - rzuciła Cindy do reszty, zapalając papierosa. - I następnym razem przynieście mi coś wartego uwagi.

Marq Mortis pisze...

Jak już jesteśmy przy torturach, to ja naprawdę popieram wspominane przez autorów łamanie kołem. Klasyki są zawsze świetne <3

Anonimowy pisze...

Nemezis to było... oczyszczające i takie... PIĘKNE! Uwielbiam te opisy tortur <3

Nemezis pisze...

Miętówko- myślę, że każdy z nas ma w sobie pokłady "mhroczności". I lepiej, żebyśmy je wykorzystali pisząc fanficki o silnych bohaterkach, dających zasłużony wycisk tej abominacji, niż w prawdziwym życiu znęcając się nad innymi :) Tak przynajmniej poprawiamy swój warsztat twórczy i ani nam, ani pisakowi nie dzieje się realna krzywda.

Bumburus pisze...

@Miętówka: Wiesz, że w sumie mam podobnie? Zwłaszcza że żaden z fików nie przewiduje "happy endu" w postaci poprawy.
(btw, Nataniel musiałby być chyba Anteuszem,a nawet bardziej,żeby dla kolejnej masakrującej cokolwiek zostało do pastwienia się nad)

Nefariel pisze...

Witamy Cindy i z niecierpliwością czekamy na pojawienie się anonimkowej Inez. <3

W sumie jednak coś jest w tym, o czym mówi Miętówka. Chociaż pisanie i czytanie o ockach miażdżących Nataniela to chyba jednak bardziej zabawa niż prawdziwa agresja.

Nefariel pisze...

Anonimek z 22 stycznia 2016 13:44 proponował poprawę dla Nataniela, Bumburusie. C:

Marq Mortis pisze...

Czytanie tego, co wy piszecie naprawdę poprawia mi humor <3
Znaczy, ja osobiście stronię od przemocy w prawdziwym życiu, tak bardzo jak się da, ale w moich łopkach się aż od niej roi, więc widzę tu jakąś analogię? Żeby nie doszło do rękoczynów, dochodzi do klawiaturoczynów, jeśli to w ogóle ma jakikolwiek sens >.>

Ja też czekam na to, co przygotować by mogła dla nas Inez! :D
(Jestę Złą Osobą)

Bumburus pisze...

Owszem, proponował, ale jedynie w formie streszczenia :). Dlatego napisałam "żaden z fików". Poza tym uwaga jak najbardziej słuszna - nie chciało mi się przewijać, żeby sprawdzić.

Nefariel pisze...

Myślę, że może chodzić o to, że odkupienie dla kogoś takiego jak Nataniel (w końcu zgwałcił drugiego człowieka, wielokrotnie i z premedytacją) jest niemożliwe, i żeby wykombinować dla niego jakiś happy end trzeba by go przebudować od początku, a to jest materiał na osobnego blogaska, nie na miniaturkę długości trzech akapitów.
Ale też chodził mi po głowie pomysł, według którego Natan jest po prostu pospolitym brutalem, niemającym pojęcia o dobrym traktowaniu kobiet i ludzi w ogólności, i zmienia się najpierw pod wpływem śmierci Aurory, a potem znajomości z Anną. Epizody bycia branym pod pantofel mile widziane.

Bumburus pisze...

W opku wszystko jest możliwe :D.
Pisz, Nef, pisz!

Nefariel pisze...

Gdybym miała wenę na pisanie własnego opka, prac na uczelnię, fanfików do swoich fandomów, fanfików do fandomów moich znajomych i do kilku fandomów, których nie lubię, pewnie bym się za to zabrała. ;)

Bumburus pisze...

Fiu, fiu, niezłe obłożenie.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kto inny podchwyci Twój pomysł.

Anonimowy pisze...

Nef. Jestem tym anonimkiem od zmiany Natanielowego charakteru. I wiesz co?
też miałam w planach śmierć Aurory. I to dopiero po tym zdarzeniu Natan stałby się trochę innym człowiekiem. :) A sama Aurora byłaby potem postacią występującą w snach Natana.

Nefariel pisze...

A to pisaj. To akurat będzie fanfik dobry do pokazania aŁtorowi, bo mało napastliwy.

Marq Mortis pisze...

A ja tam powiem to, co powiedziałam pod poprzednią analizą; Nataniel zachowuje się jak zdziczałe zwierzę i jest absolutnie nieprzystosowany do życia w jakimkolwiek społeczeństwie, co najwyżej w klatce; a już na pewno nie można dopuścić, żeby taki psychopata, i to dziki psychopata (jak to brzmi) chodził gdziekolwiek publicznie.

Anonimowy pisze...

NARESZCIE!!! Udało mi się przeczytać to cholerstwo! To było obrzydliwe. I jeszcze to litowanie się nad Natanem, fuj. Oczywiście chłosta, która go spotkała była "okrutna i bestialska", a to, że katował i pastwił się nad żoną i dziećmi - zwykła rzecz, powinni do tego przywyknąć, mężczyźni tak mają. Porównanie do Auschwitz bardzo trafne.
Jakoś nie dziwię się, że według ałtora (zwykle nie używam tego określenia, ale tutaj nie mogę napisać "autor") "geje są fuj". To przecież takie niemęskie, bo prawdziwy mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę (najlepiej pracą fizyczną), mieć kupę mięśni, zero mózgu, bić żonę i inne słabsze od siebie osoby.
Jeszcze bym zrozumiała, gdyby to opko tylko opisywało ten chory światopogląd, ale w tych sadystycznych opisach wręcz czuć obrzydliwą przyjemność z dominacji mężczyzny i wszyscy, ale to wszyscy (na końcu nawet Aurora) zgadzają siè z Natanielem i uważają, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
I jeszcze ta próba wybielenia postaci Nataniela! Bo to tak naprawdę taki "misiaczek" i nie chciał robić nic złego, to inni go zmuszali! Obrzydliwe!
Zwykle próbuję nie myśleć źle o twórcach takich opek, ale w tym wypadku nie mogę! Całkowicie zgadzam się z Sineirą.
Gdyby nie to że jestem na mocnych lekach, chyba nie przetrwałabym tej analizy. Ładne obrazki ładnych ludzi (i kota, i droida) też pomogły. A opowiadanie w komentarzach świetne. Przepraszam, bo pewnie narobiłam masę błędów z tych nerwów... Serdecznie pozdrawiam Analizatorów, podziwiam, że przez to przeszliście.

Anonimowy pisze...

Uwielbiam te opisy tutaj, gdzie Nataniel jest torturowany.

Anonimowy pisze...

http://i.wp.pl/a/f/jpeg/27040/pilatortur_omena_publiczna.jpeg Coś dla Nataniela.

RazzyOxer pisze...

Wszyscy mają fiki, mam i ja! Trochę Pisak ze mnie, no ale cóż poradzić, staram się jak mogę... Moje dwie córki, Draga i Vaddy. (W tym fragmencie akurat bardziej błyszczy Vaddy, ale cóż, tak wyszło ;) )

Zapadał zmierzch. Draga nie była do końca przekonana, czy wędrowanie o tej porze bez Hogthera i Mak'ela było dobrym pomysłem, ale Vaddy uparła się, że w parach zdwoją ich szanse na szybkie odnalezienie wędrowca. A jeśli chcieli wrócić wszyscy bez szwanku, Draga musiała z nią iść – Vaddy jedynie wobec niej okazywała jakieś szczątki cierpliwości, a nie chcieli stracić jej kruchego zaufania. W końcu względów księżniczek zamorskich królestw nie znajduje się ot tak, pod kamieniem.
- Vaddy, nie jestem pewna, czy rozdzielanie się w tych okolicznościach jest... - zaryzykowała Draga, idąc razem z Vadielle traktem i coraz bardziej oddalając się od miasta.
- Jest – ucięła tamta. - Chyba nie powiesz mi, że boisz się jakiejś bandy wyspiarskich dzikusów.
Draga pomyślała, że bez ich dwóch towarzyszy, dwóch głosów rozsądku w ich grupie, boi się raczej o tych najeźdźców. Chociaż nie była do końca przekonana, że słowo „najeźdźca” jest tu odpowiednie. Sama raczej optowała za mianem „bandy głupców”, bo nikt o zdrowym umyśle, nie władając żadną odmianą Mocy, nie najeżdża na kraj, w którym nawet parolatki są w stanie rzucić jakieś zaklęcie.
Światła miasta zdążyły zgasnąć w oddali za ich plecami, więc żeby nie podążać po omacku, Vaddy mruknęła coś pod nosem, a nad jej głową pojawiło się parę tańczących płomyków, rozjaśniających drogę wokół nich. Właśnie wtedy zza zakrętu wyłonił się wysoki, barczysty mężczyzna, odziany w skórzane ochraniacze, kamizelę i spodnie, idący w przeciwnym do nich kierunku. Na odsłoniętych częściach jego ciała widać było blizny, osobliwie wyglądające w świetle magicznych ogni.
- Cóż za prezent powitalny... - mruknął i przystanął, przyglądając się im wzrokiem, w którym mieszała się pogarda i głód.
- Czy to jest...? - zapytała Draga, patrząc na mężczyznę jak na ciekawy okaz zoologiczny.
- Tak sądzę – odparła Vaddy. - Zawróć i wracaj na swoją wyspę, prosty człowieku, póki mam dobry hu...
- Zamilcz, dziecko – przerwał jej. - Widzę, że zanim się dobiorę do twojej towarzyszki, muszę was obie zdyscyplinować moim pasem.
Draga zadrżała. Ze złości, że ktoś śmie ją traktować jak przedmiot. Z odrazy, że ktoś może mieć taki spaczony światopogląd. I z przypływu adrenaliny, bo ani ona, ani Vaddy nie zostawią czegoś takiego bez konsekwencji.
- Dziecko...? - zapytała zimno wysoka na trzy stopy i drobnej budowy Vaddy. Magia dodatkowo podkreśliła jej słowa, gdyż wokół niej ziemia pokryła się szronem. - Zadaję sobie pytanie, czemu ty jeszcze stoisz o własnych siłach.
Z gardła Nataniela wydobył się głośny rechot.
- Przedni dowcip! Co mi może zrobić ktoś taki, jak ty?
- Zdziwisz się – odparła krótko Draga.
Przywołała w umyśle obraz oka z rozszerzoną źrenicą i, natchnąwszy go Mocą, popchnęłą go w kierunku mężczyzny, rzucając na niego klątwę nadwrażliwości - chciała, żeby czuł wszystko to, co go czeka, ze zdwojoną siłą. W tym samym czasie usłyszała metaliczny odgłos i wiedziała, że mężczyzna nie wyjdzie z tego żywy.
Obok niej Vaddy stała na lekko rozchylonych nogach, z niezwykle cienkimi, ostrymi i lekko zakrwawionymi metalowymi skrzydłami wyrastającymi dumnie z górnej partii pleców. Jedna jej ręka płonęła jasnym ogniem, druga pokryta była szronem.
- Nie żyjesz – rzuciła i runęła w stronę mężczyzny.
Nataniel próbował wyprowadzić cios, lecz zanim zdążył się zamachnąć, jego mięśnie zwiotczały za sprawą kolejnej klątwy Dragi. Vaddy już przy nim wykonała piruet, a jej giętkie skrzydła przeszły przez kostki Natana jak przez masło. Gdy tylko runął na ziemię, przypaliła mu jeden kikut, drugi zaś przymroziła, żeby tylko za prędko się nie wykrwawił. Usiadła na nim okrakiem, po czym przyłożyła rozgrzaną już do czerwoności dłoń do jego brzucha, topiąc mu skórę w celu dostania się do wnętrzności.

RazzyOxer pisze...

ciąg dalszy:

Powietrze przeszył nieziemski krzyk mężczyzny, który najprawdopodobniej nie czuł w swoim życiu niczego podobnego.
- Uciszyć go? - zapytała Draga, co jakiś czas upewniając się za pomocą błogosławieństw, że zachowa przytomność.
- Dzięki, poradzę sobie – odparła Vaddy.
Sięgnęła mrożącą ręką za siebie i chwyciła Natana za przyrodzenie. W parę chwil było zamrożone na kość, więc bez większego problemu odłamała mu je i wepchnęła do gardła, korzystając z jego szeroko otwartych w krzyku ust.
- Zawsze ciekawiła mnie anatomia dupków – mruknęła pod nosem Vaddy, przebierając ostygłą już ręką w narządach Natana, nie zważając na spazmy targające jego ciałem.

Anonimowy pisze...

Uuu, popieram :>

Anonimowy pisze...

RazzyOxer - Cudowne. Uwielbiam.

Angel Rebels pisze...

To opko jest obrzydliwe, paskudne i nie rozumiem jak ktoś mógł coś takiego napisać. Bez waszych komentarzy i zdjęć nie przeczytałabym tego.

Anonimowy pisze...

Wasze opka są boskie. Sama też napisałam coś, ale wstydzę się to tu umieszczać, więc
streszczę wam : Najpierw Inez w człowieczej formie łamie Natanowi nos, a po potem wybija wszystkie zęby. A w drugiej formie, obdziera Natana ze skóry zaraz potem przypala żywą tkankę swoimi łapskami (umie je rozpalić- piekielnym łogniem). Zaraz potem łamie i wyrywa mu obie ręce. Potem zatyka mu usta i szepcze mu do ucha: - Zamknij się i nie dramatyzuj. Obiecuję ci, że i tak będzie gorzej.Natan nie słucha i znowu zaczyna wyć i robi pod siebie. Wtedy moja postać wyrywa mu język. Po chwili Inez ponownie rozżarza swoją dłoń i chwyta nią "bochatera" za penisa i urywa mu go jednym szepnięciem, a następnie odrzuca go gdzieś w kąt. Teraz następuje wsadzania pazurów między żebra. Miękka pipka leje po nogach. Co irytuje Inez, więc wyłupuje mu oczy, swoimi ostrymi, jak brzytwa pazurami. Zaraz po tym pipek mdleje. A Inez się wkurza więc odrywa mu nos, i rozcina brzuch, żeby zaraz potem wyciągnąć jelitka naszego herosa i powiesić go za nie na haku. Nataniel spada i wtedy Inez wsadza mu jego penisa do gardła. Nataniel krztusi się i wydaje z siebie ostatnie rzeżące jak traktor tchnienie. A moja postać chwyta go za głowę obiema dłońmi i miażdży ją siłą uścisku. I co wtedy? Inez podpala resztę Nataniela i koniec!

Karo Luna pisze...

Me gusta.

Sineira pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Sineira pisze...

Skoro zrobił się tutaj festiwal fanfików (a raczej antyfanfików), to i ja się dołączę z miniaturką. Bez tortur... fizycznych.

Nataniel wyobrażał sobie różne rzeczy.
Za każdym razem, gdy zbliżała się do niego, Wyobrażał sobie, że przekłada ją przez kolano i tłucze pasem. Że policzkuje ją, popycha na łóżko i gwałci. Że smaga ją batem do krwi.
Przez pierwsze kilka dni złorzeczył, wyzywał ją od kurew. Krzyczał, że ma się wynosić. Pluł.
Potem przestał, bo najzwyczajniej w świecie zachrypł i zgłodniał.
A ona nie zwracała uwagi na jego bunt.
Od tego dnia, gdy strzelił w twarz jej syna i nazwał go zniewieściałym śmieciem, a potem pokazał mu, jak prawdziwy mężczyzna skacze do wody z wysokiej skały, w ogóle nie zwracała uwagi na jego wrzaski.
Cierpliwie karmiła go przy pomocy drewnianej łyżki, obmywała go i starannie okrywała kocem jego sparaliżowane ciało.
A potem pluła mu w twarz i wychodziła z szałasu.
Codziennie.
Aż zdechł.

Anonimowy pisze...

Bądźcie czujni. Pewna osoba próbowała zniszczyć dobre imię Deneve. Tak obstawiam, ale nie wiadomo do końca o co naprawdę jej chodziło. Ta osoba wybrała taki sam nick i ustawiła taki sam avatar, a potem plagiatowała teksty innych. Podszywała się również pod Leleth. Może podszywać się również pod was. Jak nie teraz, to za jakiś czas. Jej podszywanie się było raczej nieumiejętne, bo wszędzie pisała, że ma na imię Joanna, oraz, że studiuje medycynę, ale byli tacy, których zmyliła.

Anonimowy pisze...

Ledwo przez to przebrnąłem. Fick był pod wieloma względami okropny: nieporadny językowo, nudny, głupi, naiwny i nie broni się na jakimkolwiek polu, nawet jeśli pominąć tego, pożal się Swarogu, bohatera. Nataniel to faktycznie ścierwo nie z tej ziemi i prawdopodobnie wyidealizowany self-insert autora (zresztą czego spodziewać się po wyznawcy tzw. "domowej dyscypliny"?), który w jego oczach jest zapewne uosobieniem męskości, a w moich jej totalną karykaturą, istną parodią - podłym, prymitywnym gnojem, który nie ujmuje absolutnie niczym. Nie mam tu absolutnie pretensji do ludzi, którzy snują fantazje na temat tortur, bo takich osobników w zdrowym społeczeństwie powinno się poddawać odstrzałowi niczym wściekłe psy.

Mamy się nie czepiać autorów, ale nie mogę siedzieć cicho w tym przypadku. Ten człowiek w pełni zasługuje na pogardę i napiętnowanie, bo sam bez mrugnięcia okiem (nie ma nawet dość skrupułów, by się z tym kryć!) przyznał, że stosuje przemoc i poniżanie innych ("domowa dyscyplina" to dla mnie ta sama liga co "pozytywna pedofilia" i każdy zdrowy na umyśle człowiek przyzna mi rację). Widać bardzo go to kręci, skoro przekuł swoje mokre fantazje o przemocy oraz gwałtach w tego potworka. Rzygać mi się chce na myśl, że tacy ludzie chodzą po tej planecie.
Zatem wal się, autorze. Nie wierzę w karmę, ale i tak liczę, że pewnego dnia dosięgnie cię zasłużona kara.

Anonimowy pisze...

Jako osoba ciągle pamiętająca swoje trzynastoletnie lata, absolutnie nie uwierzę, że ałtor napisał to, kiedy był jeszcze dzieckiem. Mógł mieć wtedy jakiś pomysł na walki gladiatorskie, a po latach odnaleźć pierwowzór i urozmaicić o napierdalanie żony, bo nawet gdyby wychowywał się w takiej patologii, to na pewno nie stworzyłby postaci pozytywnej, bijącej swoje dziecko. To całe powoływanie się na wiek 13 lat wygląda jak marna próba usprawiedliwienia żałosnego stylu i kulejącej gramatyki.
Poza tym załóżmy, że naprawdę pisał to trzynastolatek. Musiałby być mimo wszystko ponadprzeciętnie uzdolniony (czego obecnie nie widać u pisaka) i nawet jeśli nie miałby pierwszej inicjacji seksualnej za sobą, to musiałby mieć dużą wiedzę, jak na nastolatka, w tym zakresie, bo może wtedy rzeczywiście się o tym już myśli i fantazjuje, ale tak naprawdę nie wiadomo, co do czego.
Wybaczcie, że się tak rozpisałam i za parę nieprzystojnych słów, ale jestem człowiekiem zirytowana i zniesmaczona tym koszmarem, oraz insynuacjami, że jakiekolwiek dziecko byłoby stać na popełnienie czegoś tak złego, na kilometr bijącego mizoginią i przemocą ukazaną w pozytywnym świetle.
A teraz oddalam się stąd i udaję się na terapię.

Babatunde Wolaka pisze...

@Anonim powyżej
"Jako osoba ciągle pamiętająca swoje trzynastoletnie lata, absolutnie nie uwierzę, że ałtor napisał to, kiedy był jeszcze dzieckiem. Mógł mieć wtedy jakiś pomysł na walki gladiatorskie, a po latach odnaleźć pierwowzór i urozmaicić o napierdalanie żony..."
Przypuszczam, że tak właśnie było. Pod poprzednią częścią jeden z komentatorów przytoczył wypowiedź aŁtora, z której wynikało, że napisał w wieku trzynastu lat, a opublikował stosunkowo niedawno, "przepisując", co może oznaczać edycję.

Bumburus pisze...

Ja w wieku 13-14 lat fantazjopkowałam o więzieniu w lochach, torturach (rozdrapywanie ran paznokciami, pojenie wodą z solą i zostawianie na słońcu itd.) oraz żądaniu od kobiety, aby się oddała oprawcy w zamian za życie i wolność ukochanego - to ostatnie chyba wszyscy miłośnicy opery domyślają się, skąd mi się wzięło... Jednak byłam zdecydowanie bardziej w tym wszystkim naiwna i oględna - chyba nie tylko jako dziewczynka :).

KOTOKO pisze...

Zażenowanie komentarzami cudnie przedłuża zażenowanie opkiem :D

1. "A moja ksienszniczka wampirów i sajanów to by tego Nataniela pobiła bo jest najsilniejsza OVER 9000!!!11"
2. "Sama bym tego Nataniela pobiła, ponieważ wzbudza we mnie takie same uczucia jak nieposłuszne kobiety w nim!!111"
3. "Autor sam się zaczął wyzywać i powiedział, że każdy kto choćby wie o istnieniu Armady źle pachnie, a to nieprawda, ja pachnę ładnie a to on się nie myje!!111"
4. "Przemoc jest zła, więc będę z nią walczyć pisząc komentarze w internecie o tym, że nie wolno bić dzieci, proszę jak bardzo zwalczyłam przemoc!!111"

Analiza cudna, bardzo się cieszę, że zwerbowaliście Q, czytałam akurat w trakcie napadu migreny, więc zdjęcie tego faceta z papierochem trochę mną wzdrygnęło, ale poza tą drobną niedogodnością to świetny pomysł, żeby poprawiać doznania estetycznymi osobami i zwierzakami! Szanuję Sine, że uczciwie się wycofała, jak dorosnę to też chcę potrafić się tak dojrzale zachować.

A samo opko skojarzyło mi się trochę z Hateful Eight Tarantino, gdzie też w głównych rolach były koszmarne potwory, których zupełnie mi nie było żal gdy obrywali, a jedyne miłe i dobre osoby pojawiły się na tak krótko, że nie zdążyły stać się pełnoprawnymi postaciami. Tyle, że tam wszystko było tak dobrze skonstruowane, że przyjemnie się patrzyło, jak jeden potwór w ludzkiej skórze krzywdził drugiego, zabawne to po prostu było. Tutaj nie ma nic zabawnego ani rozrywkowego, poziom językowy pisaka wygląda, jakby był dopiero uczącym się polskiego imigrantem (chociaż się nie łudzę, wiem, że to native speakerzy zawsze najgorzej sobie z polskim czy angielskim radzą), konstrukcja świata czy plan fabuły leżą, no po prostu jedynym pozytywem jest uciecha z samej analizy.

Bardzo dziękuję, Kochana Armado, że się tak dla nas poświęcacie!

Anonimowy pisze...

KOTOKO, : " A ja napiszę jacy wy jesteście głupi!!1one one. A JA taka mądra. Jestem ponad te wasze zabawy one one!!!! BO jestę taka dojrzała hahaha, huehue. A wy jesteście żenujący huehuhe"

>.> żenada.

Anonimowy pisze...

KOTOKO - Wizualizacja tego jak Nataniel dostaje wpierdol ma służyć w moim przypadku tylko i wyłącznie przyjemności. To sposób radzenia sobie z negatywnymi emocjami.

"Przemoc jest zła, więc będę z nią walczyć pisząc komentarze w internecie o tym, że nie wolno bić dzieci, proszę jak bardzo zwalczyłam przemoc!!111"
Walka z wszelkiego rodzaju nieprawidłowościami, niesprawiedliwością zaczyna się od słów. Bez słów nie byłoby kolejnych kroków. Pierwszym feministkom też mogłabyś mówić, że po co ta cała ich gadanina i narzekanie skoro i tak nie mają szans nic zmienić. Działania wielu organizacji, polityków też zaczynają się, albo nawet ograniczają się tylko do słów potępienia. Chcesz żebyśmy zwalczyły do końca coś z czym nie do końca poradzili sobie nawet wielcy politycy? Bywa, że potępianie pewnych zachowań przynosi skutki. Jak w społeczeństwie nie ma na coś zgody, to w końcu za duchem zmian w mentalności ludzi mogą podążyć też zmiany prawne. Osoby dotknięte ostracyzmem społecznym mogą zmienić swoje zachowanie. Im więcej osób potępia przemoc domową tym lepiej. Nawet jeśli tylko potępiają i nie robią nic więcej.

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z anonimami 15:59 i 16:00

Anonimowy pisze...

KOTOKO - W takim razie w ogóle nie mówmy o przemocy. Nie piętnujmy jej. Udajmy, że NIC SIĘ nie dzieje!

Nefariel pisze...

Dajcie spokój, KOTOKO ewidentnie próbuje nas prowokować, nie karmcie jej.

Anonimowy pisze...

Hm, Nef ma racje. Lepiej nie karmić trolla.

Karo Luna pisze...

Oj, dziewczyna chciała tylko pokazac, że jest taka inna, no.

Anonimowy pisze...

No taka inna i w ogóle!1111

Golondrina pisze...

Sorry, ale jeden "fick" o znęcaniu się nad Natanielem mógł być zabawny. Drugi i trzeci też. Ale nie pięćdziesiąty i każdy kolejny. Trochę rozumiem podejście Kotoko właśnie. Spoko, odreagowaliśmy sobie koszmarne opko pod każdym względem, niektórzy przedstawili bardziej prawdopodobne reakcje bohaterów i dokopali gladiatorowi. Ale czy n-ty opis tortur bohatera coś poprawia? Czujecie się lepsi, bo dokopaliście temu złemu? To jest jakiś pociąg, na który trzeba zdążyć - wrzucić kolejne tortury, bo komentarz bez tego się nie liczy? Albo czy się tworzy kolejne kółko wzajemnej adoracji, bo ktoś nie może Wam wytknąć dość dziwnego podejścia do agresji w literaturze? Trochę się można opanować, Nataniel wciąż jest tylko fikcją literacką, a nie wrednym nazistą, który uciekł do Argentyny przed sprawiedliwością i teraz trzeba go wywlec przed sąd.

Anonimowy pisze...

Ten cały pisak to męskie alter ego pani Michalak.

Karo Luna pisze...

Mogła jednak zwrócic uwagę w podobny sposób co Ty, Golondrina, a nie przedstawiając autorów tych opek jako kompletnych przygłupów.

Anonimowy pisze...

Golondrina, dokopanie temu gnojkowi pozwala co poniektórym ( w tym mi) poradzić sobie ze złym emocjami, które wywołało to opko. A jak wiemy w okpu są opisywane obrzydliwe tortury. A sam Nataniel NADAL jest postacią fikcyjną, prawda? Nikomu nie robimy krzywdy. A wypowiedź tej, której bronisz można odebrać właśnie tak "Jestem od was lepsza, jestem inna i w ogóle, och, och"
Dokopywanie Natanielowi samo zdechnie śmiercią naturalną, więc w czym problem?

Anonimowy pisze...

Rzeczywiście, występuje pewne podobieństwo...ale chyba jednak bardzo niewielkie - Khal Drogo był o niebo delikatniejszy od Nataniela. Nie rozpoczął pożycia z Daenerys wbrew jej woli i nie starał się jej przy tym jak najbardziej upokorzyć, nie gardził nią; nie traktował jej przedmiotowo, tylko jak kogoś, kto ma prawo do przeżywania emocji, do uczuć.

Andrzej Kowalski pisze...

Załogę NAKWy szczerze podziwiam, bo ja nie miałbym dość samozaparcia, by babrać się w tym, wybaczcie mój klatchiański, dole kloacznym, zwanym - zapewne w wyniku jakiegoś nieporozumienia - opowiadaniem. Pomimo znacznych skrótów i cięć, oraz dodanym soczystym, acz rzeczowym komentarzom, tego czegoś nie da się czytać na trzeźwo.
W to, że ta ohyda została stworzona przez trzynastolatka - absolutnie nie wierzę. Żaden trzynastolatek nie ma tak pokrzywionego umysłu.
Do końca dobrnąłem tylko dlatego, że wyobrażałem sobie, co takiego zrobiłaby z Natanielem moja Pustułka. Oczyma wyobraźni widziałem, jak wstaje Wilk i mówi: "A teraz utnę mu ...", na co Pustułka odpowiada: "Zostaw, mnie rozeźlił bardziej i bardziej trzeba mi ... do ucięcia"

Anonimowy pisze...

Anonimku z 18:55 chyba kawałek komentarza Ci ucięło.

Anonimowy pisze...

"Sorry, ale jeden "fick" o znęcaniu się nad Natanielem mógł być zabawny. Drugi i trzeci też. Ale nie pięćdziesiąty i każdy kolejny."

Może dla ciebie. Mi się takie "ficki" jeszcze długo nie znudzą.

"To jest jakiś pociąg, na który trzeba zdążyć - wrzucić kolejne tortury, bo komentarz bez tego się nie liczy?"

Ale o co chodzi? Kto chce przyłącza się, a kto nie chce ten nie przyłącza się. Spokojnie. To żadna presja. Możesz pisać po swojemu. To, że część komentujących znakomicie bawi się między sobą, to nie znaczy, że osoby nie potrafiące się tak bawić są jakieś najgorsze. Chcę zaznaczyć, że to nie my wyśmiewałyśmy osoby piszące "zwykłe" komentarze, ale odwrotnie. Nikt nie domagał się, by każdy teraz opisywał tylko tortury i nic innego.

Anonimowy pisze...

Zgadza się ucięło mi kawałek komentarza. Argh, tam miało być "Nikomu nie robimy krzywdy. A wypowiedź tej, której bronisz można odebrać właśnie tak jakbyśmy robili komuś kuku. Plus wypowiedź tej dziewczyny odbieram dodatkowo jako : "Jestem od was lepsza, jestem inna i w ogóle, och, och"
Dokopywanie Natanielowi samo zdechnie śmiercią naturalną, więc w czym problem?

Anonimowy pisze...

Tru. Gdyby KOTOKO nie zachowywała się jak "Jaka ja jestem dojrzała, a wy plebs" to nikt by jej nie zaatakował. Bo my w przeciwieństwie do niej nie
obrażamy ludzi, którzy piszą normalne komentarze (nie zawierające tortur). A to, że świetnie się bawimy opisując tortury to chyba nic złego? Po prostu część komentujących znakomicie bawi się między sobą. A jeśli komuś taka interakcja nie podoba to przecież nie musi się w nią włączać, prawda?

Limited Edition pisze...

Ech. Przeczytałam analizę, przeczytałam komentarze i nie mam nic do dodania. Czyste ZUO.
Pozdrawiam wszystkich wytrwałych.
Limited

Golondrina pisze...

"A to, że świetnie się bawimy opisując tortury to chyba nic złego? Po prostu część komentujących znakomicie bawi się między sobą. A jeśli komuś taka interakcja nie podoba to przecież nie musi się w nią włączać, prawda?"
Czyli opisy tortur stosowane przez Nataniela są be, chociaż może autor też "znakomicie się bawi"? I nikt Was przecież też nie zmuszał, by włączać się w interakcje z tym konkretnym opkiem? Nie sądzicie, że zalatuje to podwójną moralnością?

Anonimowy pisze...

Podpisuję się pod powyższą wypowiedzią wszystkimi kończynami.

Anonimowy pisze...

Golondrina, Autor znakomicie się bawi bo popiera dd. Masz racje on się może przy tym podniecać. I to jest straszne. My natomiast wyładowujemy złe emocje spowodowane tymże opkiem. I nie torturujemy bogu ducha winną postać, która nic nie zrobiła. Tylko gnoja, gnidę i chujka. Widzisz różnice? jeśli powiesz "Nie zwyciężajcie zła złem" to ja powiem : A czy do takiego troglodyty trafi coś innego niż przemoc? Wątpię. Ktoś nawet proponował zmianę charakteru Natana i zaraz potem dodał, że to i tak nie pomoże, bo trzeba by napisać całe opko od nowa... więc chyba teraz rozumiesz skąd się wzięły te tortury. Pewnie mogą Ci cię nie podobać. Masz do tego prawo.

Anonimowy pisze...

Anonim z 19:34 ma racje!

Anonimowy pisze...

Od siebie dodam, że to co opisujemy to swego rodzaju karma. Skoro
Natan robił złe rzeczy to spotkało go, to co go spotkało. A nie tak jak w opciu - happy end.

Golondrina pisze...

Ale ja doskonalę rozumiem, skąd się wzięły te tortury. Tylko że to już wygląda jak literacki lincz. "Nie, nie, ja umiem dokopać lepiej, to opiszę!" I nie, do autora o takich poglądach nie trafi jakaś analiza, artykuł, czy Wasze komentarze, że dyscyplina domowa jest złem. To jest ugruntowany pogląd, który mógłby być zmieniony przez jakieś realne doświadczenie. Jeśli uważacie, że po przeczytaniu Waszych komentarzy z opisem tortur Nataniela, coś w autorze się zmieni, to chyba jesteście naiwni. Tak jakby Hitler miałby się zastanawiać nad swoją ideologią po lekturze jakiegoś krytycznego artykułu na temat tejże.

Scio me nescire.~Anika6 pisze...

Poza tym w tych fickach zazwyczaj sprawa ma się tak, że bohaterka ledwie co spotka Nataniela, usłyszy jedne tekst "Oh jak ja bym przyłożył tej kobiecie pasem" i zaraz przechodzi do wyrafinowanych tortur. I nie, nie ma nigdzie powiedziane, że bohaterka wie cokolwiek o czynach Natana, więc wygląda to dokładnie tak samo, jak jego zemsta na Aurorze za biczowanie.

Scio me nescire.~Anika6 pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

To ciesze się, że się rozumiemy. I serio, to nie jest kwestia "To jeszcze ja mu dokopie" to jest bardziej " Zdenerwował mnie, napiszę coś co dobrze zobrazuje moją postawę.". A co do opinii autora. Nie wiem jak inni, ale ja doskonale wiem, że poglądów pisaka nie zmienię. Bo są one zbyt mocno zakorzenione, ale przynajmniej mogę napisać, że nie popieram dd, że większość z nas to piętnuje i uważa za coś obrzydliwego- że dd jest społecznie nie akceptowane. A nuż ktoś chcący stosować dd zajrzy na Armadę ( np. czytelnicy autora) i zobaczą, że taka dyscyplina jest przez wszystkich tu potępiana. Kto wie może ten ktoś zmieni postrzeganie dd i opek autora? A im więcej świadomych czytelników tym lepiej. Może oni jakoś wpłyną na tego człowieka. Może wreszcie pan D zrozumie, że wciskanie dd w każdym opku nie jest kluczem do sukcesy? Tak sobie tylko gdybam.

Scio me nescire.~Anika6 pisze...

I dodam jeszcze, że nie potępiam zupełnie powstawania takich ficków, bo ten Nef jest świetny :)

Anonimowy pisze...

*kluczem do sukcesu. Pff, wybaczcie.

Anonimowy pisze...

Golondrina - Zły przykład. Bo zobacz jak Hitler skończył. Również dzięki temu, że inni uważali, że jest zagrożeniem, a że to co robi jest okrutne, nieludzkie itd. Wielu Niemców na niego głosowało, wielu popierało go do końca, ale pomimo poparcia wśród swoich został pokonany przez tych ludzi, którzy się z nim nie zgadzali.

Ja piszę dla siebie. Żeby odreagować złe emocje na fikcyjnej postaci. Lepsze to niż bycie niezadowoloną i męczenie domowników swoimi żalami. Autor "Areny" nawet nie musi zaglądać w komentarze. Twierdził, że przeczytał tylko początek analizy i że więcej się tutaj nie pojawi. Wspomniał też, że nasze komentarze będzie kasować ze swoich stron.

Anonimowy pisze...

No niestety oneshoty muszą byś krótkie. Ja w swoim dodałam, że moja
postać przeczytała w myślach Nataniela to co robił swojej żonie.
Ale rozumiem innych. Po prostu musiały opko skrócić. Żeby opisać wszystko łądniusi to potrzebny byłby oddzielny bloguś.

Anonimowy pisze...

Autor "Areny" nie zagląda w komentarze, ale jego czytelnicy tak.

Golondrina pisze...

Anonimowy z 19.56
Co pokonanie Hitlera ma do tego? Zmienił swoją ideologię pomimo krytyki? Nie. Autor zmieni po przeczytaniu komentarzy? Nie, bo jak sama napisałaś, zapowiedział, że więcej tu nie będzie zaglądać. Opisy tych tortur mają być odreagowaniem? Super, szkoda, że większość z nich skupia się tylko na samym znęcaniu się. W czym Wasze "ficki" odreagowujące obrzydliwe opko jest lepsze od, być może, odreagowaniu jakiegoś doświadczenia autora (bo może go baba skrytykowała)? Krytykujecie agresję na innych, zwłaszcza na samych od siebie, po czym serwujecie czytelnikom fantazję o worku treningowym dla Waszych ukochanych postaci.

Goma pisze...

W kwestii potępiania autora opka i Nataniela - w pełni popieram oburzenie i rozumiem skąd się wzięło (mną też zatrzęsło jak czytałam analizę) i rozumiem też, że po czymś takim chce się dać upust negatywnym emocjom. Nie można przecież przemilczeć takiej sprawy jakby nic złego się nie działo.
Ale to, jak lawinowo posypały się agresywne komentarze i równie pełne przemocy alternatywne zakończenia opka trochę mnie przeraziło. Bo nawet jeśli to w słusznej sprawie to każdy rodzaj agresji szybko wymyka się spod kontroli. Całe szczęście, że jesteśmy w internecie.

A opko jest naprawdę straszne. I poza całym systemem zastraszania i przemocy, który wydaje się zbyt wyrachowany jak na trzynastolatka, to jeszcze ten język... Wymierzanie "trzech szybkich" - brr... toż tak mówi ktoś, dla kogo przemoc jest na porządku dziennym.

Anonimowy pisze...

Golondrina - baba skrytykowała autora i dlatego napisał, że jego alter ego GWAŁCI I Bije żone? Jeśli tak to gratuluję. Twój argument nie ma sensu. Serio. Jest różnica między torturowaniem fikcyjnej postaci ( ewidentnie złej) a niech zli ludzie wiedzą co ich może czekać. A opisywaniem niczym nie uzasadnionej AGRESJI względem kobiet. Sorry, ale twój ostatni komentarz jest chybiony.

Anonimowy pisze...

No tak na przemoc najlepiej odpowiedzieć dialogiem. Genialny pomysł.

Anonimowy pisze...

"o kurde! jakaś baba mnie wkurzyła- to napiszę jak ją gwałcę i biję hue hue, jak super"

Golondrina pisze...

Spoko, tylko chyba Wasze argumenty wciąż nie usprawiedliwiają "odreagowania" tekstu i takimi samymi głupimi argumentami może tłumaczyć się autor. I chociaż potępiacie przemoc, jakoś nie da się tego przeczytać w Waszych fickach. Wręcz ma się wrażenie, że sprawia Wam to taką samą przyjemność jak pisanie opka autorowi. Tylko zmiana strony kopanej ma sprawiać, że Wasz tekst jest sprawiedliwy.

Anonimowy pisze...

"Co pokonanie Hitlera ma do tego? Zmienił swoją ideologię pomimo krytyki? Nie. Autor zmieni po przeczytaniu komentarzy? Nie, bo jak sama napisałaś, zapowiedział, że więcej tu nie będzie zaglądać."

Jakbyśmy tego nie pisały, to autor też nie zmieniłby poglądów, więc jakie ma znaczenie, że nie zmieni poglądów po tych opisach?

Hitler nie zmienił poglądów, ale krytyka i tak wpłynęła na jego życie. Kto wie, czy kiedyś państwo nie zechce się bliżej przyjrzeć ludziom takim jak autor. Tym bardziej, że coraz więcej jest imigrantów wśród których występuje podobny problem. Nie mówię, że wśród wszystkich. Ale jak już ludzie będą się oburzać, co zresztą już się dzieje i wymuszać żeby kierować pewne programy do muzułmanek i muzułmanów, jak będą mówić o tym w telewizji, to kobiety ze związków DD będą mogły posłuchać jak bardzo jest to o nich. Pójść na policję mogą już teraz, ale podjęcie takiej decyzji nie jest takie proste. Ta ideologia nie ma racji bytu i powinna zostać zniszczona, tak jak ideologia mówiąca o tym, że niewolnictwo jest dobre.

Ale dobra. Nawet lubię hasła typu "zło dobrem zwyciężaj", czy nawet "nie oddawaj, pokaż, że jesteś ponad to nadstawiając drugi policzek". Niestety krew nie woda. Spójrz na Amerykanów, zobacz jakie szczytne hasła głoszą, a potem zobacz jak postępują, kiedy postanawiają podjąć z kimś walkę. To oni mnie oszukali już dawno temu. Mówili, że można wygrywać dobrem, a jak przyszło co do czego, to okazało się gówno prawdą. Tam to jest dopiero obłuda. Tutaj torturuje się tylko nieistniejącą postać. Równie dobrze mogłabyś mi zarzucać, że jak gram w gry, w których zabija się ludzi mieczem, gdzie strzela się do nich, gdzie się kradnie itd. i się przy tym świetnie bawię, to już nie mogę krytykować tego opowiadania.

Anonimowy pisze...

Ok. Każdy ma prawo do swojej opinii, jednak czasem trzeba spojrzeć przez pryzmat wszystkich dostępnych informacji, a nie tylko mówić "Potępiacie przemoc w opku, a same opisujecie tortury- podwójna moralność". Tak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale jeśli zastanowisz się nad tym głębiej to zrozumiesz, że kierowały nami silne emocje. Ta okropna złość, która w nas buzowała. Czy to nie jest tak, że to faceci zwykle biją żony? Że usprawiedliwiają to miłością? Albo "bo tak"? Czy to nie kobiety są uważane za słabsze? Czy to nie kobiety były tłamszone? Chyba tak. I teraz zastanów się co my- większość czytelniczek czuła, kiedy czytała o tym, że mąż gwałci i bije żonę. Co czułyśmy, kiedy dowiedziałyśmy się, że autor popiera dd. Do cholery- to była złość, zirytowanie, wkurw na maxa. Tyle walczyłyśmy o równouprawnienie tyle musiałyśmy przecierpieć, a okazuje się, że są faceci, którzy stosują dd. Mało tego. Piszą opka, w których kobiety są jedynie słabymi pomiotłami- do bicia i gwałcenia. Teraz rozumiesz?

Golondrina pisze...

Sorry, ale dalej do mnie to nie trafia. "Nam kiedyś dokopano, teraz znalazł się jeden facet, więc się powyżywamy". To nie lepiej zgłosić opko gdzie należy, by znikło z internetu i nikt nie miał do tego dostępu, tylko usprawiedliwiać się słusznym buntem?

Anonimowy pisze...

Jeśli to do ciebie nie trafia ...
Możemy zgłosić, ale co to da? Autor powie, że to fikcja literacka i
tyle. Takie opko nie powinno nigdy powstać... i to tu jest problem.
A powstało, bo ktoś ma takie, a nie inne poglądy.

Anonimowy pisze...

Golondrino, Autor we wszystkich swoich opkach przedstawia kobiety jako pomiotła.
Czy wiesz, że są osoby, które czytają te jego wypociny? Może lepiej, żeby zobaczyły, że
na takie coś co serwuje autor nie ma przyzwolenia.

Anonimowy pisze...

Anonimku z 21:53 nie tyle "nie ma przyzwolenia" co nie jest akceptowane.
Bo jak widać internet jest cierpliwy tak jak papier- przyjmie wszystko,

Golondrina pisze...

Czyli zamiast zrobić coś konkretnego, lepiej siedzieć cicho na dupie.
Dziękuję, dobranoc.

Anonimowy pisze...

Właśnie nie siedzimy cicho na dupie.
Ale niestety myślimy racjonalnie. Rozumem, że twoim zdaniem najlepiej
postraszyć" zgłaszam to do onetu" I internecie nie takie gówna już widziałam.
Zgłaszałam i co? Nic. Właściciele serwera się wykpiwali.

Anonimowy pisze...

Można walczyć czynem. Można walczyć i słowem. Każdy ma swój oręż. Jeśli chcesz
to spróbuj zgłosić to opko. Sukcesów nie wróżę, ale no...

Nefariel pisze...

"To nie lepiej zgłosić opko gdzie należy, by znikło z internetu i nikt nie miał do tego dostępu, tylko usprawiedliwiać się słusznym buntem?"
"Usprawiedliwiać się"? Przecież tu nie ma czego usprawiedliwiać, bo nikt nie zrobił nic złego. Mam nadzieję, że pojawi się więcej takich ficzków, jeśli ich pisanie ma pomóc kobietom (i chyba nie tylko?) uporać się ze swoimi traumatycznymi wspomnieniami, które ten buc na nowo wyzwolił.
"Tylko zmiana strony kopanej ma sprawiać, że Wasz tekst jest sprawiedliwy."
Wszystko mi opadło. "Nie jesteście w niczym lepsze od aŁtora, bić kogoś za gwałt to tak samo jak bić za to że ma cycki!1111"

Moim zdaniem anonimek z 24 stycznia 2016 21:36 idealnie podsumował sprawę.
@ Scio me nescire.~Anika6
Cieszę się, że podobał Ci się mój fik.

Anonimowy pisze...

Pamiętajcie drogie koleżanki, na drugi raz jak was ktoś udeży
to należy mu wytłumaczyć, że źle postąpił, a na pewno nie zrobi tego nigdy więcej.
Oczywiście.

A tak w ogóle to jestem za tym, aby stworzyć osobny blogasek
na opisy tortur na Natanielu. Tak będzie lepiej, bo wtedy biedne
istotki nie będą widziały tych bestialskich tortur na puci puci Natanielku.
Ależ my złe jesteśmy oj.

Nemezis pisze...

Guys, chill D: Jak ktoś chce pisać ficki, niech pisze, jak ktoś chce pochwalić się swoją bohaterką, niech chwali, jak ktoś chce zlinczować postać (postać, nie autora!), niech linczuje. Nikomu nie dzieje się krzywda. Niech ficzkowi zaakceptują, że nie-ficzkowym się ten sposób odreagowania emocji nie podoba, a nie-ficzkowi, że ficzkowym to pomaga i bawi :)

Anonimowy pisze...

Scio me nescire.~Anika6 pisze:
"Poza tym w tych fickach zazwyczaj sprawa ma się tak, że bohaterka ledwie co spotka Nataniela, usłyszy jedne tekst "Oh jak ja bym przyłożył tej kobiecie pasem" i zaraz przechodzi do wyrafinowanych tortur. I nie, nie ma nigdzie powiedziane, że bohaterka wie cokolwiek o czynach Natana"

Moim zdaniem, to szukanie symetrii tam, gdzie jej wcale nie ma. Opko o Natanielu miało stanowić samodzielną całość (autor nigdzie nie napisał, że to tylko symbol, odreagowanie traumy, że chodzi mu o cokolwiek innego niż o prymitywne napawanie się władzą). Z kolei te makabryczne scenki tutaj to zabawa czytelników w komentarzach zamieszczonych _pod tekstem właściwym_. Nie potrzeba im szerszego kontekstu, bo on już jest - zapewnia go zanalizowany tekst. Dlatego nie szkodzi, że bohaterki tych scenek nie wiedzą o wszystkich obrzydliwych zachowaniach Nataniela - wystarczy, że czytelnicy je znają. W tym wszystkim nie chodzi o opowiedzenie dobrej historii, tylko o odreagowanie, satysfakcję z popatrzenia, jak zwyrodnialca, który przez ileś stron pastwił się nad kim tylko chciał, spotyka zasłużona kara. Podejrzewam, że nikt z autorów nie będzie ich potem zamieszczał na innych stronach i prezentował ich jako samodzielnych utworów, bo są zbyt świadomi tego, co robią.

A skoro już pojawił się Hitler - pamiętacie "Bękarty wojny"? Całkiem podobna sytuacja: Tarantino powiedział wprost, że ten film to "fantazja zemsty", a Elia Roth dodał, że czuł się, jakby oglądał na ekranie swoje najskrytsze pragnienia.

Anonimowy pisze...

Nemezis, ale wiesz, że my jesteśmy straszne. Jak my możemy tak- znęcać się nad
kochanym Natanielem? To się nie godzi! To jest okropne! To jest przemoc! Jesteśmy chore.
O,tak zdecydowanie.

Nefariel pisze...

Ale dobra, argument, że nasze bohaterki nie znają przewin Nataniela, w sumie ma jakiś sens.


- Anno!
Pani Towarzyszka Leila Cereteli podkasała zawadzające szarawary i przebiegła błotnistą drogą do przepełnionego lazaretu. Zwykle samą swą obecnością niosła pocieszenie rannym i cierpiącym, ale tym razem nie miała czasu pochylić się nad ich losem. Po zbutwiałych schodach popędziła na piętro i przypadła do leżącej na sienniku dziewczyny.
- Anno. - Przesunęła dłonią po jej posiniaczonej twarzy. - Już dobrze, maleńka. Zaraz się tym zajmiemy.
Anna objęła ją dygoczącymi ramionami, wtuliła twarz w jej pierś. Przyjęła czuły pocałunek w czoło. Przyjęła też garść okruchów białej tabletki, które natychmiast połknęła.
- Pani Towarzyszko!
Leila obróciła głowę, wciąż tuląc do siebie Annę. U szczytu schodów stała na baczność szeregowa Loretta Bader, z tłuściutką dłonią uniesioną w ochoczym, entuzjastycznym salucie.
- Pani Towarzyszko! - zawołała tak cicho, jak tylko pozwoliły jej emocje. - Melduję, że został ujęty!
Pani Towarzyszka przysiadła na piętach, uśmiechając się szeroko. Annie jej uśmiech mógł wydać się słodki i kojący, ale Loretta znała ją za długo, żeby się na to nabrać. Wiedziała, że poleje się krew.
- Zaopiekuj się Anną, Lottie - padło polecenie, przepełnione dokładnie tym samym podszytym łagodnością nienawistnym jadem. Ale kiedy Leila przemówiła do Anny, jej głos był już prawie normalny: - Zaraz do ciebie wrócę, maleńka. Zaraz wrócę. Może tak być?
*
Żołnierze zamknęli go tylko w piwnicy. Nie musieli go nawet wiązać. Kiedy Leila zeszła po schodkach i stanęła przed nim, pewnie w ogóle nie wziął jej za oficera. Była wprawdzie silna i muskularna, ale w półmroku, ubrana w luźne, codzienne spodnie i koszulę, prędzej wydałaby mu się korpulentna niż potężna.
Nie zaatakował jej. Splunął tylko ze wstrętem.
- Pieprzone lewactwo. - Skrzywił się okropnie. - Skoro już chcieli mnie do czegoś przekonać, przysyłając mi dziewkę, mogły się chociaż postarać o ładniejszą...
Skrzywił się jeszcze paskudniej, patrząc wymownie na szeroką bliznę przecinającą garb wielkiego gruzińskiego nosa Pani Towarzyszki. Pani Towarzyszka uśmiechnęła się tylko delikatnie, jakby z rozmarzeniem.
- Widzisz, Natanielu - powiedziała, wyciągając z kabury rewolwer i napinając kurek leniwym głaskiem. - Mówią, że obecność kobiet wprowadza łagodniejszą atmosferę.
Kiedy przystawiła go Natanielowi do skroni, nie widziała ani przerażonego mężczyzny, ani piwnicy, ani nawet własnej broni. Nienawiść przesłoniła jej oczy żółtą, złociście skrzącą mgłą.
Kiedy huknął strzał, mgła ustąpiła. Leila stała jeszcze przez moment nad martwym Natanielem, wpatrując się w spływającą po ścianie czerwień - jej ulubiony kolor! - spokojnym spojrzeniem miodowych oczu, odziedziczonych po ojcu.
Żeby zachować uczciwość - po jednym z trzech ojców.

Scio me nescire.~Anika6 pisze...

Anonimowy z 22:44
Z jednej strony faktycznie nie potrzebny jest szerszy kontekst, z drugiej ficzki dzieją się już w innych uniwersach. No nie wiem, jakoś dla mnie taka sytuacja jest na niekorzyść dla postaci. To nadal jest sytuacja, w której postać katuje inną za jedną, chamską odzywkę. My wiemy, że torturowanie Nataniela można jakoś tam sobie usprawiedliwiać, ale postać tego NIE WIE, przez co jest odbierana jako psychopatkę reagującą przemocą na byle co. Tekst typu "O, co mi tam przyniosłeś" jeszcze bardziej podkreśla, że bohaterka pierwszy raz widzi Nataniela na oczy. Nawet gdybym miała kiedyś napisać ficzka, w którym nastąpiłaby konfrontacja mojej postaci z jakimś znanym zbrodniarzem, to napisałabym, że słyszała o jego czynach albo chociaż jest ich świadkiem.
Imho taki stan niewiedzy bohaterki wraz z jej brutalnymi czynami daje obraz sadystki. Widać po prostu dysproporcję.
Więc nie chodzi mi o sam fakt pisania takich ficków, bo sama nie jestem lepsza-swego czasu wpisywałam nielubianych przeze mnie ludzi wraz z barwnymi opisami śmierci do repliki Death Note'a. Po prostu brak mi jakiegoś kontekstu.
Aha, rozumiem że opko mogło wywołać emocje, bo mną też nieźle telepało podczas czytania, ale może nie warto od razu wyładowywać ich na współkomentujących, którzy raczą wyrazić odmienne zdanie? I ma tu na myśli nie tylko szereg Anonimków, ale również Kotoko, której wypowiedź ociekała pogardą.

Scio me nescire.~Anika6 pisze...

O właśnie to miałam na myśli. Takie opowiadanie, jak to powyżej bardziej do mnie przemawia i w tym wypadku prędzej jestem w stanie odczuć jakąś równowagę. Moim zdaniem skupia się na tym, na czym powinno.

Anonimowy pisze...

Em, Każdy ma swoje sposoby na odreagowanie- jeden będzie krzyczał, drugi pójdzie w coś przypierdoli, a trzeci napisze opko. Argumenty w stylu "przemoc zwalczacie przemocą" są zupełnie niepotrzebne i chybione. Nikt nie cierpi, a my możemy rozładować złe emocje. Nie widzę w tym nic złego.


Clover pisze...

Hmmm, mnie akurat te alternatywne zakończenia w sumie ani ziębią ani grzeją, choć warsztatowo są na znacznie wyższym poziomie niż tekst właściwy. Tylko trochę boję się, żebyśmy w tej skądinąd uzasadnionej fali nienawiści nie zapętlili się za bardzo. Piszę o tym dlatego, że wśród setek głosów krytyki zabrakło mi choćby jednego, który zauważyłby, że nieuzasadniona przemoc fizyczna i/lub psychiczna powinna być bezwzględnie piętnowana bez względu na płeć/wiek/rasę i jakiekolwiek inne czynniki. Owszem, jest to być może "oczywista oczywistość", ale w ostatnich latach zauważam, że akceptacja społeczna tego typu scen (odnoszę się tutaj do szeroko rozumianej sztuki z wyłączeniem pseudoliteratury) jest większa, gdy osobą torturowaną jest mężczyzna, a stosunkowo największa, gdy owe tortury odbywają się wyłącznie w męskim gronie.

Jak już wspomniałam w jednym z wcześniejszych postów, Nataniel to wyjątkowo obrzydliwa kreatura, która jak najbardziej zasłużyła na marny koniec. I to wszystko jedno z czyjej ręki, bo jakoś nie zauważyłam, żeby nasz bohater do mężczyzn (niezależnie, czy były jego własne dzieci, chłopcy "szkoleni" na wojowników, inni gladiatorzy czy sam król) odnosił się z większym, choć na dobra sprawę lepszym słowem byłoby jakimkolwiek, szacunkiem.

Anonimowy pisze...

Scio me nescire.~Anika6, zgodzę się z tobą, że te krótkie ficzki są głównie opisem tortur. Ale podejrzewam (poprawcie mnie jeśli się mylę), że o to chodziło. Pewnie lepiej by było, gdyby dziewczyny opisały, że ich postacie słyszały Natanielu i polowały na niego, czy coś takiego. Jednak wydaje mi się, że dziewczyny po prostu chciały dać upust swoim emocjom, dlatego napisały tak, a nie inaczej. Ja jak już wcześniej wspomniałam dałam motyw czytania w myślach. Ot moja postać wyczytała, co Nataniel sądzi o kobietach i co robił swojej żonie.

Myślę, że te ficzki można zabrać gdzieś w jednym miejscu i cieszyć nimi oko. Bo jak
widać tutaj niektórym się nie podobają.

Anonimowy pisze...

Moim zdaniem Nataniel może spokojnie wpaść w łapy nawet kogoś jeszcze gorszego niż on sam. Patrząc na to jak w opowiadaniu pogrywał z królem, mogłaby to nawet być jakaś władczyni. Nataniel myśli, że łatwo wykiwa babę, rzuca swoje szowinistyczne teksty, myśli, że będzie doradzał tak jak dawnemu królowi, a niespodzianka, bo władczyni reaguje na zasadzie "Obraziłeś mnie żałosny psie. Nie mogę tego zignorować, bo stracę posłuch u moich poddanych. Jestem osobą słowną, a już dawno temu zapowiadałam, jak będę karać wszelkie przejawy nieposłuszeństwa wobec mnie. Przygotujemy cudowne widowisko, które będzie przestrogą dla każdego chcącego iść w twoje ślady". Bo czy to tylko zemsta musi dosięgnąć takiego idiotę? Były czasy, gdy za zbrodnię obrazy majestatu karano bardzo bolesną śmiercią. Wystarczyły obraźliwe wypowiedzi, czy żartowanie sobie z władcy.

Anonimowy pisze...

Ok, to ja też dorzucę coś od siebie:

Serio myślicie, że te tortury zrobiłyby na nim wrażenie? No może by się smutno chłopinie zrobiło, że to baba, ale błagam...
Już sto razy bardziej trafia do mnie fick, który zakończył się prostym pluciem. Bo Nataniel zasługuje na upokorzenie, a nie śmierć ot tak sobie.
No i tortury psychiczne mogą być stosowane przez wszystkich, a nie tylko napakowane bohaterki. Bo wychodzi na to, że biedne, słabe kobiety muszą tworzyć zabójcze Mary Sue, bo inaczej się nie da. A da się bez siły fizycznej jak najbardziej.

I tylko jedna uwaga co do opka: zauważył ktoś, że nikt Nataniela specjalnie nie słuchał? Chłopcy bali się o życie, a i tak któryś próbował przebić go nożem. Aurora po latach znęcania robi po swojemu (daje drucik synowi). Anna próbuje uciec z bratem itd. itp. W każdym razie to tak jakby nawet autor opka podświadomie wiedział, że posłuszeństwo wymuszane strachem nie jest skuteczne.

XYZ

Anonimowy pisze...

– Za co? – zapytał Nataniel.

– Za żywota. – odpowiedziała.

Anonimowy pisze...

"Serio myślicie, że te tortury zrobiłyby na nim wrażenie?"

Na pewno bardzo nie chciałby stracić genitaliów. Bo tutaj jest też świadomość, że nawet jeśli przeżyje, to zwykły seks nie będzie już dla niego. Sam ogromny ból na każdym robi wrażenie. Opowiadanie z pluciem było świetne. Nie mówię, że nie. W nim Nataniel sam się nieźle załatwił chcąc pokazać jaki jest męski i to było całkiem fajne.

Anonimowy pisze...

XYZ, Analogia jest prosta Nataniel to przypakowany Gary Sue- biją go Mary Sue (niekoniecznie przypakowane)
Nataniel bił i brutalnie gwałcił swoją żonę- nasze postacie biły go i upokarzały ( urwanie fujary- to na pewno go ubodło najbardziej)
Plus Nataniel wywołał bardzo ostre reakcje stad brutalne tortury- nasze odreagowanie.
I tak, uważam że nasz Garuś odczuwał ból. Tak tortury robiły na nom wrażenie. Na każdym robią, no chyba, że jest robotem, albo nie odczuwa bólu. Czy Nataniel spełnia któryś z tych warunków? Nie.

Ale fajnie, że wspominasz o torturach psychicznych. Bo popełniłam ficzek, w którym
moja szalona pank doktor ( mała filigranowa kobietka) dostaje nowy obiekt do badań. Zapewne
domyślasz sie czym a raczej kim ten obiekt jest, prawda? :)


Ina

Anonimowy pisze...

Ja tam rozumiem, że ludzie chcieli sobie odreagować to szkodliwe opko, choć osobiście nie miałam takiej potrzeby. Dlatego, że Nataniel jest postacią bezbarwną, płaską i źle skonstruowaną. O wiele bardziej wkurzają mnie pełnokrwiste buce (książkowy Michael Corleone-normalnie udusiłabym gołymi rękami;))albo mające jakiś minimalny zarys osobowości (Edek Cullen).

Ela TBG

Anonimowy pisze...

Sineiro - to jest to! Właśnie to. Nakarmiła, obmyła, przykryła. Splunęła i wyszła. Tak się robi idealną zemstę.
Silna bohaterka to nie tylko taka, która umie skopać komuś sempiternę i dźwiga trzycyfrowe wartości w martwym ciągu. Silna bohaterka może mieć białe, słabe rączki, którymi wyszywa łabędzie na adamaszku. Silna bohaterka może się bać i brzydzić przemocy i krzywić się na przekleństwa, a mimo to być babą z żelaza. Vide Melania z Przeminęło z wiatrem.
Miło pomyśleć, co by się Natanielowi urwało/obcięło/wyłamało. Bardzo miło. A jeszcze milej zobaczyć go bezradnym, słabym, zależnym od innych - i traktowanym po ludzku, kiedy już nie może nikogo skrzywdzić. Hell yeah.

Shiraishi

Anonimowy pisze...

Pewnie. Tylko, że wtedy chciałyśmy odreagować. Dzisiaj może skończę
opko o mojej panie doktor i jej nowym obiekcie badań :D

Ina

Anonimowy pisze...

Hej Inuś! Mam dla Ciebie nowy temat- Natan porywa Aurorę w ślad za nim rusza królewska armia. Po dwóch dniach znajdują dziada i sprowadzają go spowrotem. A król dostaje szalu, kiedy dowiaduje się co Nataniel zrobił Aurorzę. A potem... Wiadomo. Łamanie kołem i takie sprawy. Bo to jest król, a nie miękka pipa.

Anonimowy pisze...

Strasznie wolny morderca z ekstremalnie nieefektywną bronią. Dajcie mu namiar na Nataniela.

Anonimowy pisze...

Ludzie! Dajcie mi marychuaniny, bo muszę ją sobie w żyłę wszczyknąć!
Pisakowi dziękuję za doprowadzenie mnie na skraj rozpaczy.

Marq Mortis pisze...

A ja będę głupia, i dodam od siebie coś jeszcze, tylko tym razem; coś zupełnie nowego, choć nadal to samo. (Wiem, nie ma sensu to maślane masło.) Co dodam? Nadal wendettę tylko, że tym razem nie wymierzy jej Natanielowi pani – ale inny pan. Nie zapominajmy o tym, że wiele postaci męskich (choć na pewno nie w Arenie) też jest pozytywnych!
(W moim przypadku często i gęsto bardziej pozytywnych od głównej protagonistki.)
(Yusuf to szkolny kolega i dobry przyjaciel mojej Natalie; I postać od niej o niebo milsza.)

Yusuf, choć żył na tym świecie tylko osiemnaście lat, zdążył już spotkać się z ogromną ilością anomalii; wielkie roboty, rekreacyjny podróże w kosmos, przyjaciółka okazująca się być genetycznie zmodyfikowanym super-zabójcą. A teraz dość prymitywny, choć przerzedzony w załodze statek, zupełnie jakby go ktoś wywlekł z filmu ‘300’. Typowe poniedziałkowe popołudnie.
Nie uznał ich za (zbyt duże) zagrożenie; tak, zgłosił anomalię do bazy i tak, upewnił się, że wszystkie pistolety ma w zasięgu ręki i może je wyciągnąć i użyć w mniej niż pięć sekund. A potem siadł na kamieniu między krzakami, wgryzł się w jabłko i obserwował, jak zwykle.
Dopóki ze statku na brzeg nie wyszła para; kobieta i mężczyzna. Rozmawiali dość spokojnie, po czym kobieta powiedział coś, co widocznie nie spodobało się mężczyźnie… A ten ją po prostu uderzył. Mocno.
To się już Yusufowi nie spodobało. Westchnął, wyrzucając ogryzek, podniósł się na równe nogi i wymaszerował zza zarośli, sprawdzając, czy przybysze aby na pewno nie mają w pobliżu nic, co mogłoby strzelać. Kiedy był już całkiem pewny, krzyknął;
- Co ty jej robisz?! – co sprawiło, że mężczyzna zamarł, zaskoczony, a potem spojrzał na Yusufa.
- To, co powinienem – odparł mężczyzna, jakby to, co robił było absolutnie normalne.
- Czyli? – zapytał Yusuf, mrużąc szare oczy, instynktownie sięgając ręką po pistolet. Czuł, że to nie mogło się skończyć dobrze; nienawidził przemocy.
- Dyscyplinuję żonę – odparł mężczyzna, a Yusuf poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy, a potem wraca falą gorąca; zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, co się dzieje, rozległ się odgłos wystrzału, a mężczyzna padł na ziemię, kurczowo trzymając się za kolano i wyjąc z bólu. Kilku jego kolegów rzuciło mu się na ratunek, ale każdy z nich padł w bezpiecznej odległości od Yusufa; każdy z dziurą między oczami. Chłopak spojrzał na wijącego się mężczyznę z pogardą.
- Imię – wysyczał, zaciskając dłoń na pistolecie.
- Na… Nataniel – wycharczał mężczyzna, próbując odpełznąć od chłopaka. Yusuf tylko pokiwał głową i spojrzał na przerażona kobietę.
- Chcesz go wykończyć, czy mogę ja? – zapytał, a kobieta (Anna, jak się potem dowiedział) pokiwała głową i niepewnie podeszła do niego. Powoli i spokojnie poinstruował ją, jak powinna się posłużyć pistoletem, po czym pomógł jej wycelować w głowę struchlałego ze strachu mężczyzny; choć spust już nacisnęła sama, wiotczejąc w ramionach chłopaka z ulgi.
Ten tylko wzruszył ramionami, pomagając jej ustać; Yusuf nie tolerował psychopatów. Nie takich, którzy twierdzili, że najgorsza patologia, przemoc wobec bliskich, jest czymś normalnym.
W sumie on też zabijał; ale jednym celnym strzałem w głowę. Nie czerpał radości z męczenia winnych, tylko z pomagania ofiarom.

Anonimowy pisze...

Marq Mortis, super ficzek. Ja chyba założę sobie konto, żeby
sobie z wami gadać na luzie :D


Ina

Anonimowy pisze...

Podsumujmy. Gość napisał przepełnione przemocą opko, którego główny bohater jest tak przerysowany, że trąci Garym Stu. W odpowiedzi powstają inne opka przepełnione przemocą, których główne bohaterki są tak przerysowane, że trącą Mary Sue. To pierwsze rzekomo promuje przemoc. To drugie ma być reakcją na rzekome promowanie przemocy. Emocjonalne robienie sobie dobrze tym pierwszym jest be. Emocjonalne robienie sobie dobrze tym drugim jest cacy.

Jeszcze te komentarze w klimacie: "Nie podoba ci się piętnowanie przemocy w taki sposób, w jaki to robimy? Żenada! Jesteś za przemocą! *kamienowanko*". Nieustanne potwierdzanie swojego stanowiska, swojej przynależności do grupy "piętnującej przemoc", nieustanne usprawiedliwianie przyjętych metod "piętnowania" za pomocą wypaczonej logiki. Z której strony by nie spojrzeć, mechanizm linczu w pełnej krasie.

Rozumiem, że są ferie i że pewnie z tego powodu siedzi tu więcej młodszych osób, które nie do końca potrafią ogarnąć się emocjonalnie, ale... serio, takie rzeczy na Armadzie?

Wierszba

Inatemi pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Inatemi pisze...

A kto mówi, że robienie sobie dobrze tym drugim jest cacy. Czy my mówimy "tak bij innych rób to w imię zasad?" Nope. Podejrzewam, że w życiu prywatnym nikt z nas nie napieprza swojej drugiej połówki. Nie poniża jej psychicznie czy fizycznie. Nie opisujemy przemocy jako coś cacuśnego. Serio. A Wyciąganie komuś wieku jest takie super. No naprawdę. Ja nie jestem nastolatką, a uważam, że czasem dobrze napisać sobie mocnego ficzka.

Anonimowy pisze...

Po pierwszej części analizy byłam wstrząśnięta. Opkiem, autorem i tym jak bardzo jeden człowiek może pogardzać drugim.
Po drugiej części też jestem wstrząśnięta. I jest mi smutno.
Pierwszy fic był w porządku, ładnie pokazuje jak słabo skonstruowany był główny bohater i cały świat przedstawiony. Mimo, że nieco naiwny, wywołał na mojej twarzy uśmiech. Bo jest przewrotny i całkiem nieźle odtruwa.
Drugi fic to początek jednego wielkiego shitstormu. Od tego momentu coś niebezpiecznie przekręca mi się w żołądku przy czytaniu większości komentarzy. Przy wyszukanych opisach tortur zaczyna mnie mdlić. Wyłączyłam kartę i starałam się nie myśleć o komentujących jak o bandzie pawianów, które najbardziej cieszą się kiedy mogą rzucić w kogoś swoimi odchodami.
A później robię drugie podejście i zmuszam się do przeczytania całości. I jest mi źle i smutno i jestem zniesmaczona. Jasne – każdy ma prawo odreagować. Pozbyć się zbędnych emocji, wytłumić negatywne uczucia, każdy na swój sposób. Nie pochwalam tego, ale jeśli mu to pomaga to jasne – niech pisze sobie szczegółowe opisy poniżających tortur, co kto lubi.
Tylko, że Wy robicie z tego kult. Zamiast się wyciszać – nakręcacie się coraz bardziej. Mam wrażenie, że im więcej piszecie tym bardziej z waszych wypowiedzi wychodzi ta jedyna rzecz której szczerze się brzydzę – nienawiść. Ludzie których szanowałam za chłodną argumentację stali się prymitywni, agresywni i pełni nienawiści.
I dlatego jest mi smutno.
Nut

Nefariel pisze...

"Tylko, że Wy robicie z tego kult"
Myślę, że właśnie na tym polega całe niezrozumienie sytuacji. To nie jest "kult". To jest "fandom". Przynajmniej dla mnie (ale z drugiej strony ja nie opisuję tortur, więc może w ogóle nie o mnie mówisz?). Mechanizm działania jest bardzo podobny, ale wymiar zgoła inny.

Inatemi pisze...

Nut, nienawiść to za mocne słowo. Co najwyżej odraza. Ja swojego opka nie opublikowałam. Wiesz dlaczego? Bo nie należę do osób wrażliwych i cykajacych się mocnych mocnych opisów.

W jednym przyznam Ci racje ta fala hejtu trwa trochę za długo. Ja napisałam jedno opcio i tyle, dlatego myślałam, że to bicie Nataniela samo umrze śmiercią naturalną. Ale jak widać nie umiera. Sama zastanawiałam się czy teraz ten hejt ma sens. Ale po tym jak ktoś poprosił mnie o napisanie kolejnego opka uznałam, że kurde dość. Wszystkie złe emocje związane z Natanem już opadły, więc trzeba jasno sobie powiedzieć: koniec z tym całym bajzlem.

Inatemi pisze...

A i chciałam dodać, że ten hejt na Nataniela przypomina mi fandomowe nienawidzenie
jakiejś postaci. Czy tylko ja mam takie wrażenie, że mechanizm jest niemalże identyczny?

Anonimowy pisze...

Kult czy fandom, nazwa nie jest ważna. To wszystko po prostu zbyt przypomina konkurs „Kto zna bardziej wymyślne tortury”. Jeśli chcecie, konkurujcie, proszę. Tylko nie wmawiajcie sobie, że dzięki temu zmieniacie świat na lepsze.
Nut

Nefariel pisze...

Kto wmawia, że zmieniamy świat na lepsze?
A nazwa jest bardzo ważna, bo zawiera w sobie przede wszystkim poziom dystansu do sprawy. To rozrywka, nie misja. Oczyszczająca i kontrowersyjna, ale nadal rozrywka.

"A i chciałam dodać, że ten hejt na Nataniela przypomina mi fandomowe nienawidzenie
jakiejś postaci. Czy tylko ja mam takie wrażenie, że mechanizm jest niemalże identyczny?"
Jak na moje to jest ten sam mechanizm.

Inatemi pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

@ Inatemi - nie to miałam na myśli. Dziewczyny otwarcie przyznają, że torturowanie bohatera opka sprawia im emocjonalną przyjemność, po ich wypowiedziach widać, że się nakręcają - wymyślają coraz to nowe tortury, prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych scenariuszy. To właśnie jest to "emocjonalne robienie sobie dobrze przemocą", o którym pisałam.

Innymi słowy, nie odnoszę się nie do samej przemocy w opkach dziewczyn, ale do okoliczności ich powstania. Nie oceniam samego motywu przemocy. To autorki opek wydają się ten motyw wartościować na zasadzie: autor wsadził przemoc do opka i prawdopodobnie się tym jarał - źle, my wsadzamy do opek przemoc na podobnym poziomie i się tym jaramy - dobrze.

Przed chwilą gdzieś w komentarzach mignęło mi: "słuszna fala nienawiści" i przyznam szczerze, że nóż mi się w kieszeni otworzył. Nienawiść nie może być wymówką, a tym bardziej nie może być usprawiedliwieniem dla czegokolwiek.

Na zasadzie: nienawidzisz? Masz do tego prawo, nie jest to może najzdrowsza emocja, ale jak najbardziej ludzka. Nienawidzisz jakiejś fikcyjnej postaci? Meh, dla mnie strata energii, no ale kto ci zabroni. Nakręcasz się swoją nienawiścią i jednocześnie próbujesz ją usprawiedliwiać twierdzeniem, że "przecież masz słuszność"? Stop, tak się nie robi. Nie dorabiaj ideologii do swojej nienawiści, bo nie ma czegoś takiego, jak "słuszna nienawiść".

Wiek wyciągnęłam, bo poziom niektórych wpisów przywodzi mi na myśl poziom "młodych, gniewnych, bojowych", jakich pełno w internetach. To jedynie moje odczucia po lekturze niektórych komentarzy, zwykła obserwacja, nic więcej. Chyba każdy przecież przechodził przez ten etap.

Wierszba

Anonimowy pisze...

Nefariel - Rozumiem, że tutaj tak do tego podeszłaś, bo pasuje, ale z drugiej strony wielka szkoda. Bo wiem, że jakbyś chciała, to byś dała nieźle popalić Natanielowi. Jedno z twoich dawnych opowiadań szczególnie utkwiło mi w pamięci. Akcja toczyła się w szkole. Chyba był tam Nagato i Tobi. Do dzisiaj pamiętam jak mnie przeraziło, a czytałam je dawno i nawet do niego nie wracałam. Może przesadzam, ale piszę tylko o moich odczuciach. Na takiego świra, jak z tamtego opowiadania mógłby natrafić Nataniel. Albo nawet na Hannibala z pewnego opowiadania pisanego po angielsku przez studenta medycyny. Bo Hannibal z tego opowiadania jest jeszcze bardziej okrutny niż Hannibal opisany w książce. Dla Nataniela wszystko co najgorsze.

Inatemi pisze...

No czyli podobnie jak w fandomach: rozrywką jest pisanie opek o postaciach, których
się w fandomie nie lubi. Przy czym fandomowe nienawidzenie jest często na zasadzie "rzucę gównem w jakąś postać, bo tak" albo "nienawidzę tej postaci, bo ma zielone włosy. Wrr, jak ja nienawidzę zielonych włosów!"

W przypadku Natana hejt ma przynajmniej jakieś sensowne źródło.

Anonimowy pisze...

"To właśnie jest to "emocjonalne robienie sobie dobrze przemocą", o którym pisałam."

Dobrze przemocą mogę sobie robić oglądając np. film taki jak "Kill Bill". A pisanie czegoś dla odreagowania jest jak... Weźmy za przykład Adele. Chłopak ją rzucił i przez to zaczęła tworzyć pod wpływem złych emocji. Pomagało. To jest coś w tym stylu.

Nefariel pisze...

Anonimku z 25 stycznia 2016 22:18: już pominąwszy jakość tamtego tekstu (robił bardzo dużo krzywdy wszystkim możliwym naukom przyrodniczym)... Jeśli rzeczywiście nadal pamiętasz, jak Cię przeraził, to pewnie wiesz, dlaczego nie piszę tu gore. Nie chciałabym, żeby przez przypadek przeczytał to ktoś, kto sobie tego nie życzy.

Inatemi pisze...

Wierszbo, wszystko zależy od podejścia do sprawy. Moim zdaniem wywalenie złych emocji jest ok. Dziewczyny potrzebowały odreagować, więc napisały opka. Nie wiemy jaki cel przyświecał autorowi, kiedy pisał ten tfór. Wiemy natomiast, co chciały uzyskać autorki opek o torturowaniu Nataniela. Chciały zwyczajnie dać upust emocjom i tyle. Jakoś nie zauważyłam, żeby, któraś z dziewczyn oprócz opek rzucała dodatkowe komentarze, w których to jak mówisz "jara się dokopywaniem" Ba! Śmiem twierdzić, że najbardziej w dokopywanie bawią się anonimy, bo są anonimowe właśnie. Czyli nikt im nie udowodni, że "to właśnie ty pisałeś!" I serio nikt z nas nie mówi (no może oprócz anonimowych anonimków), że nasza rozrywka miała jakiś głębszy sens. Że niby chcemy zbawiać świat? No coś ty. Przecież to jest strasznie głupie.

A co do nienawiści- nie odczuwam takich uczuć. Napisałam jedno opko o Natanielu i tyle.
Na każde silne uczucie trzeba sobie zasłużyć, a Nataniel... cóż, jest kreaturą, ale na
jakąś szczególną uwagę nie zasługuje.

Anonimowy pisze...

@Inatemi - może jeszcze raz podkreślę, o co mi chodziło. Odreagowywanie opka z przemocą i przerysowanym bohaterem za pomocą pisania kolejnych opek z przemocą na podobnym lub wyższym poziomie i przerysowanymi bohaterkami. Powiem szczerze, że na miejscu autora miałabym chyba niezły ubaw: w komentarzach ludzie najpierw potępiają poziom i charakter przemocy w opku, po czym... w ramach odreagowania pojawiają się opka z torturami, od których co wrażliwszym osobom skręca się żołądek.

Czy naprawdę nikt nie dostrzega w tym pewnej ironii? Może nawet odrobinkę niepokojącej ironii?

Co do hejtu. Czy będą to zielone włosy, czy niechęć do tego, że główny bohater bije kobiety, hejt pozostanie hejtem - festiwalem nienawiści, którego celem jest dostarczenie uciechy stronie hejtującej. A tutaj w niektórych komentarzach widać wyraźnie chęć usprawiedliwienia: "bo autor popiera DD", "bo kobiety cierpiące w takich związkach może kiedyś to przeczytają", "bo chcemy wyrazić swój sprzeciw, stop przemocy wobec kobiet!" itd.

Nie, to tak nie działa. Jeśli już chcecie hejtować, to przynajmniej uczciwie to przyznajcie. Nie dorabiajcie do tego ideologii i nie zasłaniajcie się szczytnymi celami, bo to już jest zwyczajna hipokryzja. Nie mówię, że to przebija akurat w Twoich wpisach, Inatemi, ale są komentarze, w których to widać dość jednoznacznie, choć są to głównie komentarze anonimowe. Do tych, jak się domyślam, odnosiła się Nut.

Wierszba

Inatemi pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Inatemi pisze...

Wierszbo, tak działa mechanizm hejtu. Nic nic na to nie poradzisz. Pewne akcje rodzą określone reakcje. Tutaj: brutalny bohater- brutalne tortury tego bohatera. Ja po lekturze tego opka poczułam się... jakbym dostała ścierą w twarz, więc ścierą oddałam. Czasami tylko tak można sobie poradzić. Czasami przyjemność sprawia opisywanie, czy patrzenie jak postać, której nie lubimy cierpi. Czy to dobrze? Nie wiem. Na pewno ludzkie.Tobie może się to nie podobać, bo takie opisy to dla ciebie strata czasu albo głupota, albo coś jeszcze innego. Nam takie opka pomogły. I szczerze mówiąc myślę, że większością z nas powodowała chęć hm... ukazania sprawiedliwego zakończenia. Nie mówię, że jest to och i ach, ale to rozrywka. Tak samo jak oglądanie krwawych filmów czy granie w gry, w których trup ściele się gęsto.

Stop przemocy... w jakimś sensie może, a może nie. Wkraczamy na grząski grunt jakim jest pogląd na wymierzanie samosądów itp. Nie będę wchodzić na ten temat.
A co do usprawiedliwień: "bo może cierpiące w takich związkach[...]" jak sama zauważyłaś to anonimki podrzucają takie argumenty, a nie my (autorki opek, czy opisów).

Anonimowy pisze...

"A tutaj w niektórych komentarzach widać wyraźnie chęć usprawiedliwienia: "bo autor popiera DD", "bo kobiety cierpiące w takich związkach może kiedyś to przeczytają", "bo chcemy wyrazić swój sprzeciw, stop przemocy wobec kobiet!" itd.

Nie, to tak nie działa. Jeśli już chcecie hejtować, to przynajmniej uczciwie to przyznajcie. Nie dorabiajcie do tego ideologii i nie zasłaniajcie się szczytnymi celami, bo to już jest zwyczajna hipokryzja."


A właśnie, że będę się tym usprawiedliwiać. Bardzo mocno potępiam różnych bohaterów, np. postać Hannibala, ale nie widzę potrzeby, by go tak linczować w wyobraźni, w opowiadaniach. A dlaczego? Bo kanibalizm, oraz morderstwa są czymś co jest absolutnie nieakceptowalne w prawdziwym świecie. Morderstw nigdy się nie wyeliminuje do końca, wiadomo, że nie każdego mordercę dosięgnie sprawiedliwość, ale wiadomo, że zawsze morderstwa będą ścigane, że zawsze będą karane. Za to z władzą mężczyzny nad kobietą jest inaczej. Ciągle są kraje w których kobiety nawet wg prawa mają niższą pozycję niż mężczyźni. Kraje gdzie kobiety nie mogą wyjść z domu bez zgody męża. Jak widzę, że ktoś próbuje szerzyć coś podobnego w Europie, to mnie to bardzo denerwuje.

«Najstarsze ‹Starsze   1 – 200 z 361   Nowsze› Najnowsze»