czwartek, 4 grudnia 2014

279. Alicja Zrodzona z Chaosu, czyli cija elfik, cija! [2/2]



Witajcie!
To słodkie, niewinne opcio nieźle nas przeczołgało pod stępką Armadowego okrętu. Robi się nudnawo i nijako, nawet Luiza już nie ratuje sytuacji, postanowiliśmy zatem zakończyć analizę na odcinku drugim.
Przy okazji mamy prośbę-propozycję do Ałtorki - napisz może coś o Luizie, wzbudziła wśród Analizatorów i Czytelników wielką sympatię i całkiem nieźle ci wyszła! :)
Akcji tu mniej więcej tyle, co w książce telefonicznej, ale spróbujmy. Wykrzeszmy entuzjazm niczym iskry z podkówek butów przy krakowiaku, który tańczą elfy, polatajmy na pegazie, przestraszmy syrenę-blondi i… i… i to właściwie wszystko :-(
Chciałam powiedzieć, że w tym opku jest parę pozytywów. Jest bohaterka, która mimo całego swego marysuizmu daje się lubić, jest parę pomysłów, nad którymi można by popracować, są przejawy humoru autorki i jest wąż Luiza ;) Nie ma natomiast przemyślanego i spójnego planu, co z tym wszystkim zrobić. A także nie ma porządnej bety…
Tak czy inaczej - indżojcie!

Analizują: Dzidka, Kura i Jasza.

Otworzyłam leniwie oczy i zobaczyłam siedzącego pod ścianą Arona. Miał zamknięte oczy i słuchawki w uszach.
No tak, bogowie, elfy, magia, ale i tak nie ma to jak stara, dobra ziemska technika :)

No mimo tego że to miejsce wygląda jak wyciągnięte z jakiejś bajki w której akcja dzieje się w średniowieczu,
Bogowie greccy rozejrzeli się wokoło z nieco głupimi minami.
A tu dookoła księżniczki w wieżach, smoki, szklane góry, płonące rzeki i inne takie atrakcje.

to on wygląda jak by znalazł się tu zupełnie przypadkiem.
Ta siostra-beta chyba jeszcze nie dotarła na polskim do zasad używania znaków interpunkcyjnych, bo coś takiego jak przecinek dla niej nie istnieje. Podobnie zresztą, jak zasady pisowni łącznej i rozdzielnej - po prostu to, czego nie podkreśla Word, najwyraźniej jest dobre.

Pewnie byśmy tak jeszcze chwile postali gdyby nie głos pochodzący z okolic jeziorka.
Pochodzenie głosu określiła po akcencie.
Zwłaszcza, gdy głos pochodzi z Jeziorka koło Łomży.

-Ładna- stwierdził kobiecy głos.
Gwałtownie się odwróciłam i ujrzałam prawie nagą syrenę. Miała na sobie kolorowe bikini
i opierała się rękami o ziemię. Po chwili milczenia podciągnęła się i usiadła na ziemi. Jej rybi ogon zmienił się w szczupłe długie nogi.
I nie krzyczała z bólu?
Od czasów Disneya takie przemiany są bezbolesne.

No i w taki sposób stała przed nami syrena w bikini.
Olimp, czy inna magiczna kraina, nieważne, standardy przyzwoitości należy zachowywać i nie pokazywać się nago - nawet jeśli jesteś syreną.
Ale nogi to ma długie i oczywiście szczupłe.
Jak to syrena. Każda.



Syrena zaczyna całować się z Aronem, a bohaterka doznaje szoku, i wybiega z płaczem z jaskini.
W sumie skoro się tylko całują, to nie musiała zmieniać ogona w nogi ;-)
Oj, to tak na wszelki wypadek, gdyby sytuacja okazała się rozwojowa.
Aha. Albo na zachętę.

Zrywałam z chłopakami. I to nie raz, nie dwa. Czasami z powodu zdrady, z mojej lub chłopaka strony, czasami z braku miłości, a nawet z powodu nieudanego seksu. Jednak teraz... Boli jak nigdy. Poczułam jak loduje coś na ziemi.
Atak lodowych gigantów!


Odwróciłam głowę. Był to pegaz. Ten sam co wczoraj. Poszedł do mnie i ukląkł na ziemi miziając mnie jedwabnymi chrapami.
Już nie trzeba kłaniać się przed Dziwozwierzem, to on pokłoni się przed Marysujką.

Uśmiechnęłam się smutno przez łzy. Pogłaskałam konika i opowiedziałam mu o tym co mi Aron zrobił. Gdy doszłam do momentu z syreną w oczach pegaza pojawiła się złość i współczucie.
Złość to raczej była reakcja na nazywanie jego, pegaza, KONIKIEM.

Jednak niesamowite jest to jak zwierzęta potrafią pocieszyć i zrozumieć. Czasami nawet bardziej niż ludzie.

Nooooo.

grazynka.jpg



Nie wiem dlaczego, ale poczułam jakiś impuls w głowie, mówiący mi żebym wsiadła na pegaza.
-Chcesz żebym na ciebie siadła?- Konik ochoczo pokiwał głową. Gdy wskoczyłam jednym zwinnym ruchem, pegaz poleciał z zawrotną prędkością w bliżej nie określonym kierunku.
Leciał trochę bokiem, czasem tyłem, a najczęściej kręcił się w kółko.
Tak dla zmyły.

Nie ma co rozpaczać, czas ( i koń) leci dalej, pomyślałam z wisielczym humorem.
Nie wiem ile tak leciałam z tym zawrotnym tempem, może z godzinę, albo dwie.
I nie zamieniłaś się w sopelek lodu? A, może pod ubraniem byłaś obłożona prasą codzienną, jak Leszek Górecki.


Nagle poczułam jakby we mnie uderzyła jakaś pala tak jakby wiatru.
Wiatr z pałą? Pała z wichrem? Dzięcielina pała?

Po chwili zawrotnego lotu zobaczyłam wielkie, grube, rozłożyste drzewa a w nich tak jakby... domki? Tak, to na pewno domki.
Z całą pewnością:
f2a4ea25d8794d64284fe68460854624.jpg
Myślę, że to raczej taka bardziej swojska wersja Lothlorien.

Uznałam tak ponieważ widziałam jakiegoś elfa schodzącego z domku.
A skąd wiesz, czy nie schodził z zamku? Albo z budy?
Skoro schodził z domku [po rynnie], to prawdopodobnie był to elf-włamywacz.

Popatrzyłam jeszcze chwile na niego obok niego dziecko i elfkę. Przynajmniej mi się wydaje że to elfy. Miały spiczaste uszy i... no jakie istoty mieszkają na drzewach?
Driady?
Małpy?
Pająki.

Wszystkie elfy które nas zobaczyły pobiegły za nami. Wylądowaliśmy na jakimś okrągłym placu.
Podłoże było kamienne. Na jego brzegach były różnorakie stoiska.
Na brzegach tego podłoża.
Bo dalej były mokradła i bezdroża.
A pośród nich don Kaleson ścigający się z Krzyżakami.

Nagle spostrzegłam, że wokół mnie i konia zebrało się nie małe zbiorowisko.
Nie duże, nie małe, tak w sam raz.
Zaśpiewaj, Alicjo, jeszcze raz.

Wszyscy w odległości nie mniejszej niż trzy metry.
Ma w oczach laserowy dalmierz?

Złapałam za grzywę bo dodać sobie otuchy. Popatrzyłam na twarze elfów. Byli bardzo szczupli, a oczy najczęściej w odcieni brązu, choć zdarzało się że były elfy z niebieskimi.
No i? Nie rozumiem, dlaczego zwraca uwagę akurat na kolory oczu, całkiem zwyczajne i ludzkie, zamiast na te cechy, które odróżniają elfy od ludzi.

Ich twarze w tym momencie wyrażały zgrozę, niedowierzanie i jednocześnie szczęście. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego wywołaliśmy taką sensację.
Hmmm… pomyślmy. Może pierwszy raz widzieli konia ze skrzydłami?

No tak, przecież pegaz to zwierze podchodzące pod boga,
...czołgające się brzuchem po glebie aż wlezie Zeusowi między rozstawione nogi. Wtedy wstaje.
Ooooo kwiiii! To definicja na miarę słynnej “Ocean jest to duży zbiornik wody, w którym żyje pewna ilość zwierząt”!

czy jakoś tak, a sobie siedzę na nim trzymając jego grzywę. Zsiadłam z konia.
aby nieść pojęcie egalitaryzmu?

Po chwili krępującej (przynajmniej dla mnie) ciszy, w kręgu powstała wyrwa kształtująca się w drogę prowadzącą do czegoś co przypominało świątynie. Poszliśmy tam. W środku były marmurowe posągi podświetlane świeczkami,  zakładam że przedstawiały bogów.
Choć równie dobrze mogłoby to być np. muzeum elfrealizmu. ;)


Było również dziewięć krzeseł.
Pozostałe trzy zajumał Ostap Bender ;)

Na każdym siedział elf i pięknej szacie.
Próbuję stworzyć sobie ten obraz walki o krzesło między Mrocznym Miejscownikiem i Nieugiętym Celownikiem.

Podłoga była z piaskowca, a ściany z jakiegoś innego beżowego materiału.
Np. flaneli.

Do tego grona zaliczały się cztery kobiety. Czyli, albo wśród elfów były feministki, albo po prostu traktowali kobiety na równi z mężczyznami.  
I tu marzyłby mi się taki myk jak w “Tylko ty możesz uratować ludzkość” Pratchetta - bohaterka myśli, że traktowanie elfich kobiet na równi z mężczyznami jest zdobyczą elfich feministek, a tu okazuje się, że było odwrotnie, elfy żyły w matriarchacie i dopiero maskuliniści wywalczyli nieco praw dla mężczyzn ;) Bo w zasadzie dlaczego mamy zakładać, że obca, fantastyczna rasa żyje według naszych schematów?

Nagle wszystkie elfy wstały jak na zawołanie i ukłoniły się pegazowi.
Tam pegazowi, jej się pokłoniły!

W tamtym momencie nie wiem ile bym dała za szczotkę by móc poukładać to siano na głowie i coś czym mogłabym zniwelować te worki pod oczami które powstały od płaczu. Ewentualnie okulary przeciwsłoneczne.
Btw, zauważyliście, że oprócz ewentualnie opisów strojów, nie mieliśmy do tej pory ani słowa o tym, jak wygląda bohaterka? Po co opisy, skoro można założyć stronę ze zdjęciami!

Zaczęli o czymś dyskutować z przedstawicielem koniowatych stojącym obok mnie.
Nic nie rozumiałam, ale wiedziałam że w podobnym języku rozmawiał Aron.
Wyobraźnia podsuwa obrazek rżącego Arona.

Po pięciu minutach dyskusja zakończyła się i jedna z elfek powiedziała do mnie.
-Alicjo, Loren (pegaz) zdecydował że najlepiej będzie dla ciebie jeśli pobędziesz u nas jakiś czas. Oczywiście jeśli się zgodzisz. Nauczymy cię walki, języku [języka] elfów, bogów [fiufiu!], modlitw wzywających bogów i wielu innych rzeczy.
Budowania domków lęgowych na drzewach, jedzenia pałeczkami, jeżdżenia na łyżwach.
Poprawnego zapisu wypowiedzi...

Dzięki czemu będziesz mogła dokonać zemsty.- gdy to mówiła w jej niebieskich oczach pojawił się niebezpieczny błysk- Dowiedzieliśmy się że jesteś boginią o utraconej, bądź celowo usuniętej pamięci. Wyłoniłaś się z pustki wraz z Uranosem i Gają.- mówiła jakąś dziwną intonacją.
Phi, tylko tyle? Marysujka powinna być Stwórczynią pustki!

Nagle upadłam na ziemię i poczułam wielki ból, nie wiem gdzie, ale bardzo bolało. Mój umysł zaczęły zalewać różne sceny. Prawdopodobnie z mojego poprzedniego życia.
Para bogów wyłaniająca się z ciemności, upadek Uranosa i wiele innych dziejów.
Beczenie Amaltei, wymioty Kronosa.

Widziałam wszystko aż do momentu w którym Zeus pokonał Kronosa według mitologii. Zobaczyłam siebie patrzącą na walkę Kronosa i Zeusa. Poczułam ogromny smutek. Cierpienie wyrządzone przez wszystkich bogów mnie zmusiło do wypowiedzenia słów zaklęcia które miało mnie wysłać na Ziemię.
Znaczy, chodzi o cierpienie wyrządzone JEJ, czy o to, że JĄ zmusiło?

Widziałam jak umieram na Ziemi, i rodzę się na nowo w innym miejscu na tej samej planecie. Nawet moment w którym urodziłam się w znanej mi rodzinie, widziałam śmierć ojca i matki, dom dziecka i moją rodzinę zastępczą, śmierć ojca zastępczego, jak znalazłam Luizę, i jak się tu znalazłam.
Lubimy Luizę. Dlaczego oszczędziłaś opisu jak i kiedy ją poznałaś?

Otworzyłam oczy i zobaczyłam że jestem w jakimś pokoju. Na przeciwko stała ta sama elfka która uświadomiła mi kim jestem.
Grzebiąc nóżką ze wstydu za “na przeciwko”.

-Jak masz na imię?- czując że spodnie jeansów nie ocierają mi się o nogi spostrzegłam że jestem inaczej ubrana. Kto mnie przebrał?
Opisy są złe. Opisy gryzą. Rysunki są dobre i miłe

Poza tym, co to są “spodnie jeansów” i w ogóle skąd jej się te jeansy wzięły, skoro do magicznej krainy została porwana bezpośrednio z imprezy, na której była ubrana w “czerwoną sukienkę w której góra była obcisła do pasa, a duł był luźny”?

-Jestem córką Nemezis, me imię brzmi Naomi.
Córka greckiej bogini nosi hebrajskie imię? Tyz piknie.

Ja cię przebrałam- uśmiechnęła się niepewnie, ale zaraz spoważniała- Czy zdecydowałaś czy zostaniesz z nami?
-Zgadzam się.- odpowiedziałam bez wahania.
,,Serce łamie się tylko raz, potem to już są tylko zadrapania.''
A moja sąsiadka ma na imię Stefania.

-Zgoda.
~~~~~
Elfka uśmiechnęła się i usiadła na łóżku.
-Masz jakieś pytania?- zapytała.
-Zauważyłam że większość z was ma brązowe oczy. Dlaczego?
I żadne takie “kim jesteście? Skąd przybyliście? Dlaczego mieszkacie w domkach na drzewach?”, tylko z grubej rury “z kim się gzicie?”


-Brązowe oczy mają elfy którego matka i ojciec mają ''czystą krew'', oznacza to że elf ma matkę i ojca, którzy nie mają domieszki obcej krwi. Niebieskie oczy posiadają elfy które nie mają domieszki obcej krwi, na przykład, matka człowiek a ojciec elf.
Znaczy, elfy czystej krwi mają brązowe oczy, a niebieskie oczy mają elfy czystej krwi?
I na odwrót.

-Co to było za dziwne uczucie gdy wlatywałam do miasta?- zapytałam przypominając sobie dziwną falę przed miastem.
-Masze miasto chronią specjalne czary, które kryją nasze miasto.-odpowiedziała poważnie.
Może język elfów składa się z samych powtórzeń?
I ich firewall też.

-Chroni? A co wam może grozić?- zapytałam ze zdziwieniem.
-Wiele istot chce naszej śmierci.- wyjaśniła- U nas jest wiele składników do potrzebnych badań.
Komu?
Znaczy… elfy są takimi szczurami laboratoryjnymi w czyjejś pracowni?

Na przykład nasza krew wspomaga leczenie ran i poprawia krążenie
To lepiej byłoby założyć hodowlę.

Już miałam zapytać jak ja się tu znalazłam ale elfka mnie wyprzedziła.
-To przez pegaza. Przyniósł cię tu, po za tym... Jesteś czysto krwistym bogiem- odwróciła wzrok.
Dobra, dobra… wiem, że autorka buszuje po mitologii greckiej, ale tam było tyle kazirodztwa, cudzołóstwa, chowu wsobnego, że nie wiem, czym się podniecać.

-Kto tutaj rządzi?
Wójt.

-A co już do władzy ciągnie?- zaśmiałyśmy się- Elizabeth jest sędzią. Marcus jest arcymistrzem walki. Ja jestem arcymistrzynią w leczeniu i zielarstwie. Anna zajmuje się zwierzętami, oswajaniem ich i tak dalej.
I tak dalej, przerabianiem na futerka...

Amelia dba o świątynie. Adam zajmuje się budowaniem. Aleksander plonami i zbieraniem jedzenia. Gabriel rzemieślnictwem, a Erick zajmuje się zasobami naszego miasta.
Wprowadzanie nowych postaci - robisz to źle. Taka wyliczanka nie mówi czytelnikowi kompletnie nic i wylatuje z pamięci zaraz po przeczytaniu.


-Związki... em... no wie pani męsko- męsko [mięsko?] i tak dalej...- zapytałam niezręcznie.
-Czy są akceptowane? Tak. Jesteśmy dosyć asertywni wobec tych spraw.
Są asertywni, czyli mówią “tym sprawom” stanowcze nie?

Nie akceptujemy jedynie kazirodztwa.
No i…? Jaki to ma związek z sytuacją bohaterki i dlaczego w ogóle ona o to pyta? Czyżby zamierzała wejść w jakiś związek męsko-męski?
Rozumiem, że miała to być próba przybliżenia obyczajów obcej krainy, ale, podobnie jak w przypadku przedstawienia postaci - robisz to źle.
Można jakoś wzmiankować, jeśli już koniecznie trzeba, o obyczajach, ale przecież nie tak. To pytanie jest ni w pięć, ni w dziewięć - czy jadąc do innego, obcego kraju, o którym kompletnie nic nie wiesz, pierwsze o co byś pytała, to o gejów? Będąc heteroseksualną dziewczyną, zaznaczam.

-Jak się dostać na Olimp?
Będąc olimpijską boginią na rubieży...

Zmarszczyła brwi.
Od czasu afery podsłuchowej Syzyfa mają się na baczności.

-Po co chcesz się tam dostać?
-Chciałam się z kimś spotkać-odparłam tajemniczo.
I myślisz, że tak sobie o, tam wejdziesz, tłumacząc, że chcesz się z kimś spotkać, i że to wystarczy?

-Nauczysz się tego na samym końcu nauki. Ach! Zapomniałam ci powiedzieć że musisz zostać anonimowa. Nikt nie może wiedzieć że jesteś pochodzenia boskiego.
-Dlaczego?
-Uranos tworzy armię- szepnęła- Ma zamiar przejąć Olimp, ty mu możesz przeszkodzić, albo pomóc. Podejrzewamy że wśród nas jest zdrajca.
Cóż, w sytuacji, gdy nie wiemy, czy może mu przeszkodzić, czy pomóc, może trzeba by ją odizolować, a nie uczyć ją wszystkiego?... Tak tylko pytam.

Bogowie są nieśmiertelni tylko na Olimpie. Na Ziemi zostaje ci tylko długowieczność.
Ale co ma piernik do wiatraka? - łamało sobie głowę Dzidu.

Pokiwałam głową.
-No! Przejdźmy do tematu twoich lekcji. Na nie uczęszczasz z innymi.-uśmiechnęła triumfalnie.
I wręczyła rozkład lekcji. Szok i groza dla każdego gimnazjalisty, czytającego że we wtorek o 8.00 matematyka.

Ojoj, obawiam się że ten uśmiech dobrze dla mnie nie będzie znaczyć.
Napięcie zostaje rozładowane, gdyż WTEM:
Nagle do pokoju wpadł jakiś chłopak.
-Oskar! Po kiego grzyba ja cię uczyłam pukać skoro i tak tego nie robisz?!-krzyknęła.- ponieważ rok nauki się już zaczął, na razie mój syn Oscar będzie cię uczył.
Może oboje opanują trudną sztukę pukania w drzwi?
Ma mieć prywatne lekcje, ale nie z nauczycielem, tylko z jakimś chłopcem? Tjaaaaa. Wiemy, że Aron poszedł już w odstawkę, i do pokoju wpadł właśnie nowy TruLoff, ale nie można było jakoś inaczej tego wykombinować?

-Witam panią-przywitał się i ukłonił kurtuazyjnie, zaczęliśmy obydwoje śmiać.
Brak [się] jest taki rozkoszny!

-Witam miły i jakże kulturalny panie- powiedziałam z udawaną powagą i godnością w głosie, po czym ukłoniłam się jak prawdziwa dama z dworu.
-Mój kochany Oskarku- zaczęła jego matka przesłodzonym głosem z złośliwym uśmieszkiem na twarzy
W chwili, gdy zaczęło się mówić o nauce, elfka przestała być sympatyczna.
Nie dość, że to teściowa in spe, to jeszcze jakoś związana ze szkolnictwem.

- może oprowadzisz tą miłą damę po naszym pięknym mieście i gdzie będzie mieszkać?
A nie mieli się czasem uczyć?
Pierwsza lekcja: geografia.

-Oczywiście matko.- złapał mnie za rękę i pobiegliśmy ku wolności (czyt. drzwiach wyjściowych).
Ku drzwiom, jeśli już, ale tak, zrozumieliśmy, że chodzi o wyjście z domu, nie o obalenie reżimu Kim Dzong Una.
Ciekawe, czy w ekstazie zdążyli te drzwi otworzyć, czy jak w kreskówkach - zostawili dziurę w kształcie obu postaci.

Nagle oślepiło mnie bardzo jasne światło. Gdy moje oczy się już przyzwyczaiły do światła, zaczęło mi się wydawać że cofnęłam do średniowiecza.
Wieki średnie bowiem były takie światłe!
No weś. Mam uczulenie na określenie “mroki średniowiecza”! Wcale nie było takie ciemne!
A to fakt. Chociaż w ogólnym rozrachunku nie wypadło, ehem, za dobrze.

Drewniane chaty, kury, kuźnia. Wszytko nasycone nutką magii.
I nostalgii.
Do rzeczywistości przywrócił mnie głos chłopaka.
-Pięknie prawda?- zapytał z błyszczącymi oczami, potaknęłam
A to zaledwie podgrodzie! Jak zobaczysz zamek, to dopiero zobaczysz!

- Choć! Pokażę ci gdzie będziemy się uczyć!
Choć wcale do szkoły jej nie zaprowadził.

Nie zdążyłam nic powiedzieć bo złapał mnie za rękę i pociągnął w tłum. Po długim i mozolnym przepychaniu się przez różne dziwne zbiorowiska elfów
jedno zbiorowisko było trójkątne, inne okrągłe, a niekiedy stanowiły one iście gombrowiczowską kupę
usłyszałam celtycką muzykę. Jest bardzo przyjemna dla ucha i wesoła.

Pociągnęłam mojego towarzysza w stronę dźwięków. Weszliśmy na sam środek placu.
I tam się będą uczyć?
Tak. Stosunków międzykulturowych.

Spojrzałam na Oskara prosząco, a on w odpowiedzi skinął głową i mnie puścił. Cofnęłam się parę kroków i wplotłam w kółeczko tańczących dziewczyn. Po chwili tańca muzyka zmieniła się i zaczęliśmy tańczyć krakowiaka.
O kwi, kwi, po trzykroć kwi! Elfy tańczące krakowiaka… tego jeszcze nie było! Prawdziwe multi-kulti!
Nie, ale serio, podoba mi się ta wizja :D
Co robi elf? Cija!

Całemu mojemu szaleństwu przyglądał się Oskar, natomiast jemu przyglądało się całe stado żarłocznych dziewczyn.
Oooo-szywiście. Jak to w opku. Tylko że to chyba nie są puste plastiki, z przyczyn wiadomych.
Puste mithrilki?
Żarłoczne elfice. Jak miło!

Gdyby wzrok mógł zabijać, to on już by nie żył, pod wpływem morderczych spojrzeń płci męskiej.
Tak, tak, dwoje najpiękniejszych w całej wsi i wszyscy im TAK BARDZO ZAZDROSZCZĄ *ziew*

Zapadł zmrok [czyli minęło wiele godzin] i bardowie zaczęli grać spokojniejszą muzykę.
Zmęczeni byli.
Powolnym pełnym godności krokiem podszedł do mnie Oskar.
-Mogę prosić do tańca?- zapytał. Uśmiechnęłam się i powoli skinęłam głową. Ukłoniliśmy się sobie. Unieśliśmy rękę [jedną, wspólną] i przyłożyliśmy je do siebie. Zamieniliśmy się miejscami, nie odrywając rąk. Odsunęliśmy się od siebie i skinęliśmy głową. Po chwili podeszliśmy znów do siebie, on złapał mnie jedną ręką w tali, drugą uniósł, a ja mu położyłam rękę na ramieniu i przyłożyłam drugą do jego ręki.
Głowę do kiwania też mieli jedną?

Tańczyliśmy jak dwaj kochankowie którzy wiedzą że nie mogą być razem, a jednocześnie nie mogą bez siebie spędzić, ani jednej sekundy.
Dwaj? Yaoi alert!!!

Tak jak ja z Aronem, pomyślałam z bólem, z tą różnicą że on nie chce ze mną być.
Po chwili on odchylił mnie do tyłu, ja uniosłam jedną nogę, a on ustami musnął moja szyję.
Krakowiak? Polonez? Co to było?!
Tango? Nie, już wiem: tankralonez!
Z elementami menueta.

Ogłuszyły nas oklaski i wiwaty. Uśmiechnęliśmy się do siebie, złapaliśmy za ręce i wybiegliśmy.
Zatrzymaliśmy się dopiero w lesie. Na wstępie oczywiście jasssne roześmialiśmy się, tak że po chwili leżeliśmy na ziemi.
-Widziałeś te dziewczyny?- wysapałam- Wyglądały tak jakby miały cię rozebrać wzrokiem.
-Mrrr- Oskar zrobił palę brwiami.
Cococococococo?!
Nie wiem. Może wiatry puścił. Przedtem była “pala wiatru”, pamiętacie?

Roześmialiśmy się znowu.
-Albo tych facetów? Morderstwo z ich strony jest pewne.- powtórzyła się poprzednia czynność.
Robienie pały?

Nagle zapadło milczenie. Obydwoje oddaliśmy się swoim myślom. Z głębi mojego umysłu wyrwał mnie głos Oskara.
-Co się stało?- zapytał niepewnie- Jak się tu znalazłaś?
-Pegaz mnie przywiózł.- odparłam wzruszając ramionami, starając się tak to zrobić żeby nie wyczuł w tym fałszu.
-Nie kłam. Umiemy wyczuwać emocje.
No jak widać, nie :D

Po za tym on nie przywozi sobie ot tak ludzi do ukrytego miasta elfów.
Mary Sue detected. ERRRRORRRR ERRRRORRRR ERRRRORRRRRRR!

Westchnęłam z cierpieniem. Opowiedziałam mu całą historię.
-Moja matka mi opowiedziała wszystko o tobie. Wszystko. - dodał znaczącym tonem.
-Mam nadzieję że nie jesteś plotkarą [plotkarzem] Oskarku- powiedziałam przesłodzonym głosem.
-Tak sprawę stawiasz- chyba lekko przesadziłam, wstał chyba zły i poszedł do domu.
-Oj, no przepraszam.- wstałam i złapałam go za rękę.
… kiedy już dotarł do tego domu. Długoręka Alicja :D

Bohaterowie najpierw zaczynają się łaskotać, potem przytulać. Okazuje się, że elfy są bardzo gorącokrwiste i zwykła temperatura ich ciał to około 40 stopni. Potem Oskar wreszcie pokazuje jej, gdzie się będą uczyć - tj. idą do “domu szkolonych” ale tylko po to, żeby położyć się spać. Alicji nie chce się szukać swojego pokoju, więc kładzie się u chłopaka.



Oboje spędzają razem noc
ale niewinnie, tylko śpiąc obok siebie
a Wredna Elfka-Mamuśka została usunięta z narracji.

Otworzyłam leniwie jedno oko, ale od razu je zamknęłam. Nie, że jestem śpiochem, ale... Nie chciało mi się wstawać. Pewnie bym jeszcze pospała, gdyby nie to że poczułam że jestem mokra. Czekaj! Mokra?! Wstałam jak oparzona w łóżka. Cudnie, pomyślałam kwaśno. Od razu poszukałam sprawcy tego okrutnego czynu. Zobaczyłam chłopaka  bez bluzki.
*zgrzyta zębami* Za każdym razem, gdy czytam w opkach o bluzce, widzę oczami duszy Bernarda Żeromskiego na wywiadówce u Pieroga.

Bohaterka opieprza Oskara, który oblał ją wodą na przebudzenie  - a potem zajmuje się ważniejszymi sprawami.

-A udław się potworze- mruknęłam i poszłam się ubrać. Miałam do wyboru bluzkę sznurowaną nad biustem, krótkie spodenki, bluzkę na ramiączkach i taką z rękawami rozszerzanymi od łokcia, spódnica[ę] do ziemi, i długie spodnie. Wybrałam bluzkę sznurowaną nad piersiami i krótkie spodenki.
Marysujka przeniesiona do dowolnej tajemniczej krainy zawsze ma na podorędziu szafę pełną ciuchów, a dzięki wyższej magii krawieckiej te ciuchy zawsze na nią pasują.

Dopiero teraz rozejrzałam się po pokoju. Nie był on jakoś bogato ozdobiony. Fotel był z drewna, pokryty jakąś grubą tkaniną, łóżko było bez kołdry, wypchane najprawdopodobniej sianem, biurko z krzesłem pod oknem i dywan ze skóry jakiegoś żyjątka.
O, takiego na przykład:

blog_ub_4180601_5800624_tr_biedronka.jpg


W rogu wisiały jakieś ziółka. Ale najbardziej spodobał mi się obraz. Wisiał na pomarańczowej ścianie. Przedstawiał dziewczynkę, mniej więcej trzynastoletnią, na huśtawce. Była czysto krwistą elfką.
Co można było poznać po oczach - jednym niebieskim, drugim brązowym.
Borze najzieleńszy, jak.mnie.wkurwiają te rozważania o czystości krwi! Arystokraci, mać ich gamratka, przez parobka chędożona!

Miała długie blond włosy, ładnie delikatne rysy, a na obrazie była przedstawiona z lekkim uśmiechem. Huśtawka była zaczepiona na drzewie, nad równiutką zieloną trawą. Z tyłu, za drzewem był las w którym były nieprzeniknione ciemności. Obraz bardzo mi się spodobał. Był... lekki. Dawał człowiekowi swobodę ducha i spokój.
art-2410.jpg

Oglądanie tego arcydzieła przewało mi pukanie.
-Proszę- powiedziałam nadal wpatrując się w obraz.
-Julia.- powiedział krótko zimnym tonem [ten obraz???], widząc moje zdziwione spojrzenie, dodał- To jest Julia, moja siostra. Nie żyje. Zabili ją Obdarzeni.
Wciągnęłam z świstem powietrze. Co?! Obdarzeni?! Oni mieli być tymi dobrymi! Nie wolno im zabijać! Poczułam ogarniający mnie smutek i żal.
Że niby kto?
A to cwani Obdarzeni, nie tylko zabili elfikowi siostrę, ale jeszcze wycięli z tekstu wszystkie informacje na własny temat. Mary Sue zapewne wie o nich wszystko dzięki mocy boskiego poznania, ale skąd ma wiedzieć biedny czytelnik?
Ja tylko zadam nieśmiałe pytanie: czym obdarzeni?
Może nie “czym”, tylko “jak”, np. Hojnie Obdarzeni ;)

-Jak to się stało?- zapytałam głosem wyprutym z emocji.
-Podczas polowań, ona poszła złowić coś dla rodziny. No wiesz, chciała się popisać. A oni ją zabili.- odparł.- Chodź.- złapał mnie za rękę i pociągnął do wyjścia.
I już.
Wiem! Obdarzeni to najwyraźniej taka Służba Leśna o mocno rozszerzonych kompetencjach.
Banda pijanych gajowych, obchodzących Dzień Lasu.

Pewnie miał dość patrzenia na osobę która swoją śmiercią przysparza mu tyle bólu.
I dlatego miał na ścianie jej portret.

Szliśmy przez korytarze w kompletnej ciszy, oddani swoim rozmyślaniom. Aż w końcu dotarliśmy do wyjścia, a z tamtąd od razu do zbrojowni.
I to wszystko w domku na drzewie?
*****
A ortografia wzięła kuszę
I oddała duszę.

Było tam tysiące łuków, mieczy i innych tego typu rzeczy. Pomieszczenie było obszerne i przyciemnione. Szare ściany nie dodawały mu uroku.
-Podejdź do każdej broni i jeśli poczujesz jakieś wibracje, ciepło czy coś podobnego, to go weź.- poinstruował.
Czuję ciepło!



Przeszłam przez całą salę ale nigdzie nie poczułam nic.
Jak Harry Potter w sklepie Ollivandera.

Pokręciłam przecząco głową. Zamyślił się i pacnął ręką w czoło, z miną symbolizującą olśnienie godne filozofa.
Taka żaróweczka z napisem “Eureka” mu się zaświeciła, rozumiecie.

-No tak. Ty przecież boginią jesteś.- mruknął i poszedł szybko w stronę wyjścia. Jednak nie wyszedł tylko wyciągnął ręce w górę. Dopiero teraz zauważyłam że nad drzwiami była zawieszona broń.

Łuk, był ciemno szary i miał piękne czarne wzory [co widziała doskonale, kiedy tak wisiał parę metrów nad nią], kołczan z dwoma tuzinami strzał z lśniącymi grotami i czarnymi drzewcami, sztylet na którego uchwycie była odbita róża, dwa metrowe miecze na których klingach był napis, nie umiałam ich odczytać.
Mary Sue ma zdolności prekognicyjne - podobnie jak w przypadku nauczycielki z pierwszej części wiedziała, jaki ma głos, zanim ta się odezwała, tak tutaj jest w stanie dokładnie opisać wygląd broni, zanim ktokolwiek zdejmie ją ze ściany i umożliwi obejrzenie z bliska.

Był w innym nie znanym mi języku. Pokrowce na te miecze [to się nazywa “pochwa”, co ja poradzę], czarna skórzana zbroja bez hełmu. Wziął miecze z wielkim szacunkiem. Podszedł powoli.
-Jest legenda że dawno, dawno temu do naszego miasta wstąpiła bogini- zaczął ściszonym głosem, jakby chciał nadać owej opowieści zasłużone napięcie- Była ona bardzo smutna i piękna. Nikomu nie powiedziała dlaczego się smuciła. Oddała nam tą zbroję i broń i powiedziała ''kiedyś tu wrócę''. Weź tą broń.
TĘ broń. Oraz wracam do sprawy zapisu wypowiedzi: to też robisz źle. Myślniki oddziela się spacjami. Po “napięcie” powinna być kropka, i także spacja. Zmień betę.
Aaaahahahahahaha, oczywiście, zbroja po bogini. Legendarna broń, przechowywana z szacunkiem i czcią, można rzec - relikwia. Przypuszczam też, że obłożona jakimiś zaklęciami, sprawiającymi, że byle kto nie może się nią posługiwać.
Niech przypomnę: “nikt nie może wiedzieć, że jesteś pochodzenia boskiego!”.

Wzięłam delikatnie miecze [dwa nagie] nagle rozbłysło światło, zamknęłam oczy  przelatywały różne sceny. Jak oddaję zbroję elfom.

Jak błąkam się po mieście, niczym dusza która nie może zaznać spoczynku. Po chwili widzę jak odkładam z wielkim szacunkiem zbroję, rozglądam się z smutkiem w oczach po starannie zrobionych meblach, po ubraniach, w końcu mój wzrok przenosi się na ogień tlący się w kominku. Podnoszę rękę, ogień gaśnie, a w pokoju nastaje ciemność. Podchodzę do węża i głaszczę go z uczuciem. Proszę Luizę żeby powiedziała elfom że ja po nią wrócę.
O! No proszę, fani Luizy się ucieszą :)


Otwieram gwałtownie oczy. Dobra, gdzie ja jestem? A, no tak. W zbrojowni. Co robię? Leżę. (...)
Wstał i podał mi rękę aby pomóc mi wstać. Dobra stoję pomyślałam. Zachwiałam się lekko. Jeszcze parę prób i opanuje do perfekcji sztukę wstawania po nawrocie wspomnień po dotknięciu magicznych przedmiotów z przed... a tak właściwie to ile ten ekwipunek ma lat?
-Ile to na lat?- wskazałam głową zbroję leżącą na półce.
-Nie wiem.- wzruszył ramionami- Chyba tak z parę tysięcy lat.
Osłupiałam. Pa-rę-ty-się-cy? Ile ja miałam przez ten cas rodzin?! Może mam jakieś siostry, synów, może jestem babcią, prababcią.
Ej, a podobno miała wizję całego swego przeszłego życia od czasów Uranosa i Gai?

Po całym dniu treningu bohaterka wraca do swojego pokoju.

Nagle wpadłam na kogoś.
-Oj, przepraszam...- mruknęłam i spojrzałam na tą [tĘ] osobę. Muszę stanowczo przestać wpadać na ludzi.
Tak.

Była to blondynka. Bardzo ładna. Długie nogi. Duże piersi. Czyli to co lubią faceci, ale skądś ją kojarzyłam. Nagle dostałam policzek od prawdy.
Mogło być gorzej. Ona czasami w oczy kole.

To była ta syrena. Tak ta co... była z Aronem, dokończyłam z bolesnym ukuciem w sercu.
A to tylko kowadełko i młoteczek przesunęły jej się z ucha niżej, do serca, gdzie już czekał krasnoludek z miechem kowalskim.

-Może jednak nie przepraszam.- poprawiłam się złośliwie.
Widzicie? Jeśli bohaterka opka po potrąceniu upadnie, to już rodzi się przyjaźń na zawsze, a jeśli tylko się zachwieje, to znaczy, że zderzyła się ze szwarccharakterem.

-Patrz jak leziesz łajzo.- powiedziała jadowicie. Zlustrowała mnie wzrokiem, takim jakim rywalki na wybiegu modelek oceniają konkurentkę.
Prędzej na castingu, pokaz mody to nie konkurs.
Ale konkurencja w tym zawodzie jest ostra.

W jej oczach pojawił się złośliwy błysk.- Och! Kogo my tu mamy! Czy to nie jest przypadkiem ta naiwna dziewuszka co wybiegła z jaskini? Fajnie było co? Ale on jest mój. Tylko mój. Zgadnij co robiliśmy kiedy wybiegłaś z płaczem.- Uśmiechnęła się kpiąco.
Bogowie nie bogowie, magia nie magia, blondyńska natura jest wszędzie taka sama.

Zawrzał we mnie gniew. Co za...

Nagle moje ręce zapłonęły. Ba! Nie tylko ręce. Rzęsy, paznokcie, włosy, a moich oczach pojawiła się iskra furii. Skąd to wiem? Widziałam to w jej oczach. Przerażonych niebieskich oczach. Nie mogę ukryć, że mi się to podobało.
Wybuchnęła więc dzikim ogniem jeszcze raz.

Uśmiechnęłam się dziko. Blondynka o wątpliwej inteligencji [oszzywiśśście] odsunęła się wystraszona.
Bez względu na IQ wszyscy odsuwają się od czegoś, co nagle wybucha ogniem.

Wzięłam głęboki wdech i przestałam się palić, jednak nadal się uśmiechałam.
Płomiennie… znaczy, promiennie.

-Lepiej żebyś poszła- wywarczałam zza zaciśniętych zębów i po prostu poszłam do mojego głównego celu. Weszłam do pokoju rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.

Następnego ranka Alicja żąda od Oskara wyjaśnień, co tu robi ta syrena.

-Ta syrena ma specjalne pozwolenie. Jest córką przedstawiciela rasy. U nas może przebywać po jeden przedstawiciel każdej rasy, wraz z najbliższą rodziną. Pod warunkiem że ta rasa nie ma króla.
No dobra, ale dlaczego? Rozumiem, że poszczególne rasy wysyłają swych przedstawicieli jako ambasadorów do elfów, ale o co chodzi z tym królem? Sam jest ambasadorem? Zabrania swoim poddanym? A może elfy są tak demokratyczne, że nie tolerują u siebie osobników skażonych feudalizmem? Tyle zagadek.
Monarchie parlamentarne też mają przechlapane.
I rasowe króliki też.

Taki przedstawiciel jest wybierany przez pryzmat popularności, czasami pieniędzy, tego czy okoliczne wioski, rody, rodziny się zgodzą.- powiedział w zamyśleniu po czym dodał- Wiesz, ja bardzo lubię ten budynek. Może lepiej jeśli będziesz trzymać się z dala od Wiktorii?
E, ja mam lepszy pomysł - przygotujcie basen z pianą gaśniczą i niech panny raz na zawsze rozstrzygną to między sobą.

[Alicja spławia Oskara, ale ten nie poddaje się tak łatwo]

Po kilku minutach przyszedł, złapał mnie za rękę i po mimo moich usilnych prób zlania się z kanapą i udawania martwej, wyprowadził z przytulnego pokoju.
Czy ktoś jeszcze poza mną czyta uparcie “zlania się na kanapę”?
Ja.

Znowu znaleźliśmy się na krwistoczerwonym korytarzu. Pociągnął mnie przez labirynt korytarzy, który wydawało mi się że znam... Zatrzymaliśmy się przed jakimiś białymi drzwiami. Były bardzo ozdobnie zrobione. Na brzegach były wyryte ładne zdobienia, a na środku była przyczepiona tabliczka.
“Proszę pókadź jeśli kto nie hce po rady”


-''Natus Est In Chaos''- przeczytałam. Łacina. Uczyłam się łaciny..-Zrodzona w Chaosie.
Albo zrodzony.

Oskar otworzył drzwi. Zaparło mi dech w piersi. To był ten sam pokój co w wizji. Ten sam w którym rozmawiałam z moim wężem. Nic się nie zmieniło. Nagle coś mi się oplotło niczym pętla na szyi skazańca.
~Kim jesteś?-usłyszałam pytanie w mojej głowie. Jak ja dobrze znałam ten głos.
-Luiza!-wychrypiałam z irytacją mimo tego że cieszyłam się z tego że ona tu jest.
LU-I-ZA!  LU-I-ZA!  LU-I-ZA! My też się cieszymy.



~Nie, Luiza to ja.-odparł wąż żartobliwie, na co się roześmiałam. Wąż mnie puścił. Przytuliłam węża (no, bądź co bądź dosyć gruby był (bez obrazy))
Luiza jest nowym Kotem internetu.

Usłyszałam gdzieś za moimi plecami tłumiony chichot. Odwróciłam się.
-Oskarze poznaj mojego węża, od przeszło kilku tysiącleci- rzekłam udając iż to jest jakaś bardzo podniosła chwila. Zwróciłam się do gada -Luizko, to jest mój przyjaciel Oskar.- uśmiechnął się pewnie i dumnie- A zarazem największy prostak jakiego widziała nasza ziemia.- dodałam kąśliwie.
No ja przepraszam, ale dlaczego prostak?
Bo oblewa ją wodą o poranku. Też bym nie żywiła ciepłych uczuć.

~A właściwie, jak się tu znalazłaś? I co tu robisz?- zapytał się nas wąż. Zaczęło mi to przypominać konferencję na skype. Ona do nas mówi w głowie, a jej odpowiadamy ustnie.
-Może usiądźmy to długa historia.- wskazałam fotele.
Kot  Wąż zajął najwygodniejsze miejsce.   
''Mieszkanie'' było w kształcie krzyża. Jeden z odnogów zasłaniała trochę przeźroczysta biała tkanina. Zakładam iż tam jest sypialnia. Po przeciwnej stronie sypialni znajdowała się łazienka. Była on oddzielona brązową ścianą. Przy kolejnym odnogu była kuchnia.
Nie. To jest słowo w rodzaju żeńskim, a więc - ta odnoga, przy odnodze, jedną z odnóg.

Widać lubiłam gotować. Teraz też co prawda lubię, ale pewnie wcześniej umiałam lepiej gotować.
Eno… taka niby była z niej bogini, a przysługiwało jej tylko małe mieszkanko, z kuchenką, w której musiała SAMA gotować???
Przy takim wysypie bóstw to wiesz. Dewaluacja.
Poza tym… jeśli to po prostu jej mieszkanie, to czy “Zrodzona w Chaosie” jest jej nazwiskiem?

-Luizo, nie możesz przebywać z nami. Węże są u nas święte. To że ty będziesz za nami podążać wywoła za dużą sensację.
Ojtam, już ją zapamiętali jako latającą na innym świętym zwierzęciu - pegazie, co tam jedno więcej.

Możesz gdzieś nas tam mijać i tak dalej, ale nie możesz z nami być non-stop.- przerwał na moment.- A teraz chciałbym zabrać gdzieś Alicję.
-Znowu?- jęknęłam.
I tyle o Luizie.

boooo.gif~c200

Nie zważając na moje jęki, złapał mnie za rękę i pociągnął do wyjścia. Po kilku minutach chodzenia po labiryncie korytarzy wreszcie doszliśmy do jakiś białych drzwi bez klamki.
Starannie wytłumionych.

Równie pięknie ozdobionych co poprzednie jakie widzieliśmy. Oskar wyciągnął sztylet i narysował coś na drzwiach. Symbol namalowany/wyryty przez niego zniknął, jakby wsiąknięty przez drzwi,
Nie, od “wsiąknąć” nie da się utworzyć strony biernej.

nie pozostało po nim nawet rysy. Nic się nie stało. Elfiacy, nic się nie stało! Po chwili wyciągnął rękę i powiedział;
-Masz, ja tego nie mogę zrobić. Ty masz dostęp do wszystkich pokojów w ośrodku [wczasowym].- Wzięłam sztylet. ''είσοδος'' napisałam i o dziwo drzwi ustąpiły.
Powiedz “wejście” i wejdź ;)
Ciekawe, skąd ona wie, które drzwi otwierają się na hasła łacińskie, a które na greckie.
(dobra, nie było pytania - to Mary Sue, wie wszystko)
No i rzecz jasna Oskar tego nie potrafi, a ona - tak.
Pewno nie zna greckiego, tylko runy. W końcu to elf.


-Całkiem nieźle- stwierdził z uznaniem.
Ustąpił mi miejsca w drzwiach i ukłonił się teatralnie. Pokazałam mu język i sprzedałam sójkę w żebra. Jakoś niespecjalnie chciał ją kupić, ale jak ja sprzedaje to każdy coś dla siebie weźmie.
Ojoj, ty figlareczko, ty.

Pokój nie był jakiś specjalnie duży. Z dziesięć metrów kwadratowych miał. Tak na oko. Ściany były białe. Po jednej stronie były obrazy, a po drugiej ich nie było.
Ukradli!!!

Po za nimi pokój był pusty. Panował w nim dziwny smutek. Rozejrzałam się i podeszłam do pierwszego obrazu. Przedstawiał mnie w sukni koloru nieba po zmroku z przyszytymi kamieniami przypominającymi z świecące w blasku księżyca w perły.
Autorko, zdradzę Ci tajemnicę: Twoja beta w ogóle nie czyta tego, co piszesz. To nie pierwsze i nie ostatnie miejsce, w którym pozostały takie resztki po zmianie konstrukcji zdania.

Patrzyłam w naszą satelitę i stałam na pomoście nad jeziorem.
Tu akurat, odwrotnie niż przy “odnodze”, mamy słowo rodzaju męskiego, więc “w naszego satelitę”.

W jego tafli widziałam twarz jakiejś kobiety. Była smutna tak jak ja.
Łysa, ciemne okulary i świński ryjek plus jakieś parchy. Też byłabym smutna.

images


-Selene- wyjaśnił tajemnicę Oskar.- Często z nią rozmawiałaś o tym co działo się na Olimpie. Ona i Apollo jako jedyni pamiętali o twoim istnieniu.-no nie ukrywam że te słowa mnie zabolały. Ja zniknęłam, a o mnie nikt się nie martwił.
Dlaczego kojarzy mi się to?


Ba! Nie dość że nie martwił, to jeszcze nie pamiętał.-Nie mieszałaś się w sprawy Olimpu, zawsze stałaś na uboczu. Nie miałaś z nikim skandalicznego romansu, nie popełniałaś przestępstw, nie brylowałaś w towarzystwie.
No i co? Hestia też nie robiła tego wszystkiego, a pamiętają o niej.
Może przez to, że zachowała dziewictwo?

To nie powód żeby o mnie zapomnieć! Każdy zasługuje na pamięć po nim, pomyślałam oburzeniem.
Ja tam zwykle myślę mózgiem, ale ja nie jestem Mary Sue.

Przeszłam kawałek do następnego obrazu. Na nim znowu byłam ja, tylko tym razem stałam w moim pełnym uzbrojeniu, a za mną wzbijały się tumany kurzu. Policzki miałam lekko zaróżowione, włosy w nieładzie. Zupełnie jak bym dopiero co walczyła.
Hem.
No co? Sex ist eine Schlacht, Liebe ist Krieg!

Kolejne obrazy przedstawiają Alicję w towarzystwie Apolla i muz, Alicję na jakimś bankiecie - zapłakana klęczy na środku sali - oraz...

Ostatni obraz mnie lekko zdziwił. Na pierwszym planie były dwie postacie wyłaniające się z cienia. Mężczyzna był zabójczo przystojny. Czarna broda, szerokie barki, wąskie biodra. W oczach czaiły się diabelskie ogniki, a uśmiech miał uwodzicielski. Kobieta trochę o surowym wyrazie twarzy, ale równie piękna. Mimo tego że wyglądała na poważną cieszyła się.  Ja stałam uśmiechnięta i uzbrojona po zęby trochę zboku.
I znacząco rozchylała płaszcz, prezentując swe uzbrojenie.

Byłam szczęśliwa. To mnie najbardziej zaskoczyło.

-Ta para to Uranos i Gaja w momencie wyłonienia się z Chaosu.- wyjaśnił Oskar.- Obrazy wydzielają swoje emocje. Jeśli na tym obrazie jesteś szczęśliwa to obraz wydziela emocje wprowadzające cię w dobry nastrój. Ta zasada działa tylko jeśli obraz namalowany jest wspomnieniem. Nazywamy takie zjawisko ''obrazem z esencją''.
-Czyli... to wspomnienie? Moje?-zapytałam.
-Nie. To ktoś cię obserwował. Tylko to ostatnie jest twoje.- odparł.
Ale które, bo przed chwilą była mowa, że ten obraz jest ostatni?

-Tylko kto?- mruknęłam sama do siebie niczym w filmach detektywistycznych. Zaraz potem dodałam- Chodźmy stąd. Głowa mnie zaczyna boleć z tego kinetoskopu emocji.
Faktycznie, kinetoskop potrafił dostarczać niezapomnianych emocji, ale żeby XXI-wieczna dziewczyna aż tak to przeżywała?


***************
Żeby zrobić taki długi rozdział musiałam złączyć dwa rozdziały. :P
Niestety, jak to bywa w życiu, ilość nie przeszła w jakość.

Jeśli chcę pisać takie rozdziały, to muszę zacząć więcej pisać :P Jeszcze raz dziękuję za miłe komentarze :))

Dziś wstałam wcześniej od elfa. Ubrałam się w zwiewną białą sukienkę z wszytymi w nią czerwonymi cyrkoniami, opartą o ramię fotela.
Jeśli sukienka stała oparta o fotel, to chyba nie była taka zwiewna… (i bardzo możliwe, że wcale nie biała ;) ).

Była idealna. Zupełnie jakby ktoś szył ją na zamówienie. Sięgała mi przed kolano. Ciekawe skąd wiedzą jaki mam rozmiar.
Dopiero teraz cię to zastanowiło?

Poszłam się umyć.
Myłam się rzecz jasna w sukience. Po czym popsikałam dezodorantem materiał pod pachami.
No i co ja się dziwię, że sukienka stoi.

Zaczęłam zmierzać ku wyjściu gdy nagle przypomniałam sobie że jestem boso. Palnęłam się w czoło. Cała ja! Iść? Super pomysł, ale jeśli ktoś mnie zobaczy bez butów to będę miała mało przychylną opinię wśród elfów.
Ale dlaczego? Czyż elfy nie tańczyły boso na polanach?
Trza być w butach na weselu!

Weszłam na palcach do pokoju i zobaczyłam rzymskie sandałki wysadzane ładnymi krwistymi kamieniami. Gdy je założyłam poczułam taką jakby barierę.
Znaczy - były za ciasne?

Wreszcie wyszłam pokoju i rozejrzałam się po korytarzu. W oddali widać było służącą. Podbiegłam do niej. Ona na mnie spojrzała przerażonym wzrokiem i padła na kolana. Rozejrzałam się lekko zakłopotana. No cóż, nikt nigdy nie padał przede mną na kolana. Przynajmniej nie z takimi intencjami.
ODEJDŹ, MIAZMACIE.


Dziewczyna była bardzo młoda. Mogła mieć tak z dziesięć lat. Ładna owalna twarzyczka. Blondynka z brązowymi oczami. Miała na sobie szarą sukieneczkę do kostek. Kucnęłam.
-Wstań dziewczynko.- powiedziałam miękkim jak jedwab głosem. Lata śpiewania dały mi niewyobrażalne zdolności zmiany tonu i brzenia mojego głosu.
Raz brzała jak chrząszcz w trzcinie, innym razem jak brzeczka chrzęściła w kadzi.

- Jak Ci na imię?
-Amelia o Pani- odparła nie podnoszą[c] wzroku znad posadzki.
Irlandka?

-Popatrz na mnie- poprosiłam. Gdy to zrobiła zapytałam- Wiesz może gdzie jest Erick?- przypominając sobie że zarządza finansami.
A co, potrzebuje kieszonkowego?

-N-n-nie wiem-wyjąkała.
-Boisz się mnie Amelio?- zapytałam smutno, zaraz dodałam puszczając do niej oko-Nie mów do mnie Pani bo czuję się staro.
A jeszcze gdy mówisz wielką literą…

Aż tu wtem! pojawia się przystojny elf w średnim wieku. Jest podobny do Arona, więc Alicji robi się smutno.

-Erick.-przedstawił się.- Nie smutniej na myśl o nim. Poczuj złość. Bezgraniczną chęć zemsty. Tak, wyczuwam emocje.- idealnie odgadł moje spojrzenie.- To dosyć rzadki dar, ale przydatny. Zdaje się że coś ode mnie chciałaś?- zapytał gestem czy możemy się przejść.
Skinęłam głową.
-Chciałam zapytać czy mogłabym wziąść [wziąć] coś w rodzaju pożyczki?- zapytałam niepewnie.
-Alicjo, Ty nie musisz pytać. Całe nasze królestwo jest pod twoją władzą.
AAAAAAAAAAAAAAAA!!!
Peron odjeżdża coraz szybciej, jak widzę. Za dwa rozdziały dowiemy się, że boCHaterka weszła na Olimp, a Zeus na jej widok pospiesznie zeskoczył z tronu.
AŁtorko! Jak?! Wytłumacz proszę, JAK to się stało, że nagle całe elfie królestwo jest pod władzą Alicji? Wrzuciła im coś do studni i oni to wypili?


-Ale ja bym bardzo źle się czuła z tym że wtargnęłam do waszego miasta i tak bezkarnie opustoszyła wasz skarbiec.
Chwila, chciałaś wziąć jakąś pożyczkę, nie wygarniać wszystko ze skarbca!

Może bym mogła jaką pracę podjąć? U Aleksandra i u Anny?
Drodzy Czytelnicy, ja nie zapamiętałam, czym zajmują się Anna i Aleksander. A wy?

-W sumie to bardzo dobry pomysł.- powiedział po chwili zamyślenie- Mogłabyś sobie tym dobrą opinię wyrobić. Poszukaj Anny w okolicznej stajni a Aleksandra na polach.
Równocześnie?
W ogóle to jest już jakiś absurd, co ona jest, królowa Elżbieta, która w czasie wojny pracowała jako mechanik samochodowy?!
Po kij jej dobra opinia, skoro i tak jest boginią ;)

Mimo wysokich pozycji nadal pomagają ludności.-zatrzymaliśmy się.- Alicjo, nauczę cię kontrolować moc. Oskar będzie cię uczył walki. Dzisiaj pierwsze zajęcie magii odbędą się po obiedzie.- wyciągnął z kieszeni sakiewkę i mi dał- Masz, to powinno ci na dziś starczyć.
Oj, żebyś się nie zdziwił.

Podziękowałam mu i się rozeszliśmy, każdy w swoją stronę.

A w ogóle, czytając o tych sandałach, po których założeniu bohaterka poczuła coś dziwnego, a następnie pierwsza napotkana służąca, przerażona, padła przed nią na kolana, byłam przekonana, że to jakieś magiczne obuwie, dające jej jakąś moc? Przemieniające w kogoś innego? Sprawiające, że zaczęła wyglądać na boginię? A tu guzik, wątek w ogóle nie zostaje pociągnięty i w sumie to nie wiem, czy faktycznie coś było na rzeczy, tylko autorka nie umiała tego opisać, czy ja nadinterpretuję.


Perspektywa Arona:
Jupiiiii! Mamy “perspektywę”! To teraz czekam jeszcze tylko na “oczami” ;)

Okazuje się, że Aron rozpacza i tęskni po rozstaniu z Alicją, krótka chwila zapomnienia z syreną była efektem rzuconego na niego uroku. W poszukiwaniach pomagają mu Alec i Alan (czyżbyśmy znaleźli się w Akademii Pana Kleksa, że wszyscy mają imiona na A?), niestety, dziewczyna jakby rozpłynęła się w powietrzu.

- Przeklęte syreny! Że też musiałem akurat wtedy zapomnieć naszyjnika przeciw urokom tych wariatek.- warknąłem zrozpaczony.
Nagle w głowie zakwitła mi jedna myśl, a wraz z nią rozbłysł płomień nadziei. W końcu ona umiera ostatnia.
-Wiktoria powinna wiedzieć gdzie ona jest.- powiedziałem sam do siebie.- Idę do niej.
Tylko tym razem nie zapomnij naszyjnika...

Wstałem i skierowałem się ku wyjściu. Powstrzymały mnie silne ręce mojego przyjaciela.
-Nie ma mowy. Nigdzie dziś nie idziesz. Wyglądasz jakbyś nie spał co najmniej tydzień, nie jadł, nie pił a już na pewno się nie mył.
Chodzisz podminowany i wrzeszczysz na wszystko co się rusza. Najpierw pójdziesz się wykąpać, ogolić i umyjesz zęby. Potem coś zjesz, napijesz się czegoś pójdziesz ze mną na piwo i się wyśpisz. Wyglądasz jak wrak samego siebie. Po za tym, w takim stanie syreny nie dopuszczą cię do królowej nawet na odległość strzału z łuku.
Ejże! Syreny mają królową? To dlaczego przedstawiciel ich rasy mieszka u elfów???

Oraz pogubiłam się nieco: Wiktoria, ta blondynka, córka ambasadora, jest jednocześnie królową syren?
Co ty, sensu szukasz? Myślisz, że aŁtorka pamięta, co wyżej nawypisywała?
Poza tym Wiktoria jest na pewno jakimś wyjątkiem, bo… bo… bo tak.
A ja myślę, kto jest tak złachudrany, że najpierw musi się umyć i ogolić.
No przecież Aron, rozpaczający po utracie Alicji. Btw, to mi zaczyna niebezpiecznie przypominać opko piwniczne, w którym Krzysiek też upominał Ryśka, że nie może iść na spotkanie ze swą wielką miłością zaniedbany, brudny i nieogolony, musi się wpierw wykąpać… a czym to się skończyło, to już sami wiecie (a jak nie wiecie, to przeczytajcie) ;)


Perspektywa Alicji:

-Co masz zamiar zrobić Aronowi?- zapytał mnie [Oskar] nie spuszczają[c] wzroku z moich oczu. Odwzajemniłam spojrzenie i również go nie odwracałam go.
-Nie wiem.- wzruszyłam ramionami, momentalnie czując jak wszystkie mięśnie w moim ciele się napinają.
“Nogi mu z sempiterny wyrwać i dać się nimi pobawić? Zrobić mu z dupy trąbkę?”

-U nas jest pewien zwyczaj.-zaczął- Możesz wyzywać na pojedynek. Na śmierć i życie. Pod okiem Rady oczywiście.- uśmiechnął się łobuzersko.- Ale możesz go jeszcze bardziej zranić. Po ukończeniu treningu będziesz mogła stąd wyjechać. Pojadę z tobą do Obozu.
Tak zapytam: ten Obóz to jest to samo, co siedziba organizacji Czerwona Róża z pierwszej części, czy też o tamtym już nie pamiętamy, a nowe pomysły są takie fajne?

Tam go wyzwiesz pod okiem jego rodziców. Zaskoczysz go. Powiesz mu kim jesteś. Pokonasz go na oczach całego obozu i pary bogów.
Co za niezachwiana pewność!

Poza tym-przewał na moment.-Nie będziesz musiała go zabić. Nie pozwolą ci.
-Pojedziesz ze mną? Nie będziesz tęsknił za tym miejscem? Za matką, ojcem?- sposępniał do tego stopnia, że miałam nieodparte wrażenie że zaraz nad jego głową zbiorą się czarne chmury.
-Nic mnie tu nie trzyma po za matką.- wyznał.- Ojciec nie żyje, a ona oddała się w wir pracy. Kocham ją ale...-pokiwałam głową na znak że rozumiem.
Bo to zła elfica była.



Bohaterka zaczyna trening nie wiadomo czego, ale ląduje w swojej ziemskiej przeszłości.

-Tato!- krzyknęłam i tupnęłam nogą w dziecięcym oburzeniu, jak mała dziewczynka, którą w sumie byłam. Miałam dopiero dziesięć lat.-Oszukiwałeś!
(...)
Bawiliśmy się w chowanego i tata szukał. Doliczył do pięciu, chociaż miał do piętnastu. Dzięki wysiłkom moich rodziców w wieku ośmiu lat umiałam już liczyć do stu.
W wieku ośmiu lat umiała liczyć do stu!!! Geniuszka!!!
Ale nie było łatwo, rodzice włożyli sporo wysiłku, żeby ją nauczyć!

Mój ojciec był bardzo pięknym mężczyzną. Czarne włosy spięte w ciasny kok,
wysokie kości policzkowe, blade wąskie usta i  niebieskie i blada cera.
Niebieskie usta? Ciężka, wrodzona wada serca.

Szeroka szczęka i ramiona dodawały mu męskości. Można powiedzieć że byłam dokładną kopią mojego taty. Poza oczami i ustami które miałam po mamie.
Tobie też szeroka szczęka i ramiona dodawały męskości?
 

-Carl!- zawołała moja mama. Również była piękną kobietą. Wysoka i dostojna. Ognisto rude włosy okalały okrągłą twarzyczkę. Drony nosek i krwisto czerwone usta i zielone oczy.
Znaczy… jej usta, nos i oczy latały nad nią, zdalnie sterowane?
Ja mam dysonans poznawczy na myśl o wysokiej, dostojnej kobiecie z okrągłą twarzyczką.

Szczupła i drobna osóbka.- Musimy jechać!
Drobna wysoka kobieta.
No właśnie.

Rodzina wraca do domu, niestety - po drodze wstępują do banku, na który chwilę później napadają bandyci.
I taką rzekę łez wylewamy...

Zastrzelili ją. Nie miałam pojęcia co się stało. Wydawało mi się że mama śpi, lecz po łzach taty domyśliłam się że stało się coś bardzo złego.
Tak, tak, dziesięciolatka, która podczas napadu i strzelaniny myśli, że matka śpi. Tak.

Po chwili do mojej matki dołączył mój ojciec, a mnie okaleczono. Blizna na całe życie. Nie tylko na sercu.
I tak powstają Batmany.

I od tego momentu moje oczy już nigdy nie były takie same.
Nie widziałam piękna świata.
Żywych kolorów...
Moje oczy stały się czarne i choć o tym nie wiedziałam, z moją duszą stało się to samo.   

I z całym opkiem też.

Zostawiamy tutaj naszą bohaterkę, która przez kolejne rozdziały szkoli się i szkoli, szkoli, szkoli… oraz szkoli. A w przerwach trenuje.

Z czarnego, czarnego pokoju, w czarnym, czarnym domku wiszącym na czarnym, czarnym drzewie, w środku czarnego, czarnego lasu pozdrawiają: Kura czarnonóżka, Dzidka w czarnej krakusce z czarnymi piórami i Jasza w ataku czarnego humoru,
a Maskotek spędza urlop w kopalni węgla na Czarnym Lądzie, konkretnie w Czadzie.

(to jeszcze trochę czarnego luda z okazji Barbórki!)



15 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Jak was kocham tak poprawcie tego byka już we wstępie!!

Nie ma takiego słowa jak "wskrzeszmy"!
Jest "wskrześmy"!

Litości Armado ;)





che.

Anonimowy pisze...

P.S. Kurcze, jednak nie mogę was czytać o tej godzinie, bo już mi litery tańcują przed ekranem widocznie. Chylę czoła, nie ma byka.

WYKRZESZMY entuzjazm...

Po okulary chyba muszę pójść.


Proszę, nie bijcie ;)

che.

Anonimowy pisze...

Rzeczywiście, ciąg dalszy lekko nudnawy, ale wasze komentarze jak zwykle boskie.

Zdjęcie węża w galerii bohaterów mnie zupełnie rozbroiło, chcemy więcej Luizy! :D

Siberian tiger pisze...

Macie dobre wyczucie, "kiedy ze sceny zejść", bo fakt - akurat opko zaczynało być męcząco nudne. Ale w porę ucięliście i pozostało tylko pozytywne wrażenie po analizie.
Generalnie, to bardzo mało tej greckiej mitologii było, też gdzieś po drodze zaginęła. Poza tym mogło się przecież okazać, że ona to Rea albo nawet Gaja, a nie od razu tworzyć bóstwo (tak właściwie od niczego, bo co to za bogini (a postawiona w panteonie na samej górze!), która nie ma nawet sfery władania). No ale za to Luiza bardzo grecka (mogło się okazać, że to córka Hadesa albo Tartarosa, wtedy byłoby mniam - ale pewnie wtedy też odbierałaby blasku (cienia?) Mary Sue, co mogłoby się okazać na dłuższą metę kłopotliwe.

Anonimowy pisze...

#TeamLuiza

Anonimowy pisze...

Luiza górą! <3
Faktycznie, poprzednia część była lepsza.

Karmena

Anonimowy pisze...

W analizie najbardziej podobały mi się sąsiadka Stefania i rasowe króliki, a w samym opku tekst pod zdjęciami: "Jeśli kogoś pominęłam lub jeśli macie jakieś inne propozycje to piszcie ;)" Tak trudno spamiętać, jakich bohaterów się stworzyło :-P

Melomanka

Mela Bruxa pisze...

Może mi ktoś wyjaśnić jak syrena w wersji ogoniastej zakłada bikini? Górę sobie mogę wyobrazić, ale dół nie bardzo.

Anonimowy pisze...

"Drewniane chaty, kury, kuźnia. Wszytko nasycone nutką magii."
Oczyma duszy widzę te kury nasycone magią.

"łóżko było bez kołdry, wypchane najprawdopodobniej sianem"
A materaca nie było, taka magia.

Mal pisze...

@Mela Bruxa, no jak to po co? Żeby móc się w każdej chwili przemienić w kobietę! Kwestii "jak" już jednak nie wyjaśnię.

Btw, przy tych super sekretnych drzwiach od razu zwizualizowało mi się TO. ;)

Ejże! Syreny mają królową? To dlaczego przedstawiciel ich rasy mieszka u elfów??? Bo u elfów widocznie panował jednak matriarchat, więc nie mogli mieszkać u nich przedstawiciele ras rządzonych przez królów. Królowe są w porządku ;)

Oprócz Luizy moją sympatię wzbudził również tata bohaterki, ale to przez tę fryzurę, bo mam słabość do (najlepiej lekko androginicznych z wyglądu ;)) facetów z włosami upiętymi w kok. :d

van der M. pisze...

Mam wrażenie, że gdyby aŁtorka popracowała nad warsztatem i rozwinęła pomysł, opko mogłoby przeistoczyć się w opowiadanie... może będą z niej ludzie.
Pozdrawiam, Luiza :)

Vespera Verril pisze...

Fajne nawiązanie do don Kalesona, w ogóle pojawi sie jeszcze analiza krzyżackiego ksioopka? Cnciałabym, podobała mi się.

A w zalinkowanym Muzeum socrealizmu w Kozłówce byłam, polecam :)

Anonimowy pisze...

Przyjemne to opko. Naprawdę nie jest takie złe. Niektóre fragmenty narracji wskazują że gdyby au/Łtorka (To ci dylemat. Autorka czy AŁtorka?) popracowała co nieco, to to opko nie byłoby takie tragiczne. Swoją drogą, nie rozumiem zachwytów nad Luizą. Jest wężem. Tu się kończą zalety.

Anonimowy pisze...

A moim zdaniem w tej analizie czuć, że nie macie weny na narzekanie, bo opko nie jest takie głupie,więc nie ma co się nad nim znęcać. Jak zwykle usilnie namawiam na zniszczenie sagi o Dorze Wilk. Doszczętnie.

Astroni pisze...

Tak się fajnie zapowiadałało, że walka, że rzemieślnictwo (tak, mnie się nawet taka ogólna postać wyliczenia podobała - mało która nastolatka ma świadomość, że w takich wioskach są takie rzeczy), a tu znowu żarłoczne dziewczyny i latanie za chłopem, jak na tamtych "studiach". Jak to mówicie: bogini, nie bogini...

A ciągi pytaniowe faktycznie (kolor oczu - ochrona miasta - rząd - związki - droga do Olimpu) okropne, naprawdę paskudne, nikt by nie zadawał takich oderwanych od siebie pytań, chyba że, nie wiem, bełkocząc przez sen? Ponadto podobał mi się wiatr z pałą, wizja don Kalesona ścigającego się z Krzyżakami, rżącego Arona (zapewne ze śmiechu, jeśli to czytał), tankralonez, "robienie pały brwiami" (ja się tam na elfach nie znam...), stojąca sukienka, "z świecące w blasku księżyca w perły", zbokowe prezentowanie uzbrojenia i...
"Głowa mnie zaczyna boleć z tego kinetoskopu emocji."
Kalejdoskop miał być, KALEJDOSKOP <hahahahahhahaha>
A z kategorii niepowtarzalnych literówek i "zaniedbań" "bety" pierwsze miejsce niepodzielnie zajęły drony.

" No tak, przecież pegaz to zwierze podchodzące pod boga,
...czołgające się brzuchem po glebie aż wlezie Zeusowi między rozstawione nogi. Wtedy wstaje."
I głową prosto wwww... górę.

" Podłoga była z piaskowca, a ściany z jakiegoś innego beżowego materiału. Do tego grona zaliczały się cztery kobiety."
Do grona piaskowców..?

"W wieku ośmiu lat umiała liczyć do stu!!! Geniuszka!!!
Ale nie było łatwo, rodzice włożyli sporo wysiłku, żeby ją nauczyć!"
Skoro sam ojciec nie umiał do piętnastu policzyć, to wysiłki musiały być tytaniczne.

"Mogłabyś sobie tym dobrą opinię wyrobić."
Co oni z tymi dobrymi opiniami (dopiero co było o butach)? Zwłaszcza że panna właśnie dowiedziała się, że wszystkim tu rządzi, więc - właśnie - co ją obchodzi opinia?

"Cóż, w sytuacji, gdy nie wiemy, czy może mu przeszkodzić, czy pomóc, może trzeba by ją odizolować, a nie uczyć ją wszystkiego?... Tak tylko pytam."
Żeby się wyróżniała? Niiiii. Dobre robią - niech się zachowuje jak elf, to nie przyciągnie niczyjej uwagi.
No, nie licząc tej zbroi po bogini. I innych głupot.

Nie no, podobało mi się, wcale nie nudnawo :p

Do Anonimowego z 5 grudnia - łóżko wypchane magią X)