czwartek, 8 listopada 2018

362. Jaśniejąca Magdi Sue, czyli tajemnica czerwonego mundurka (1/?)

Drodzy Czytelnicy!
Dawno, dawno temu w odległej Galaktyce żyła sobie mała, słodka dziewczynka. Wszyscy ją kochali, a najbardziej jej starszy braciszek, gdyż nie miała mamusi i tatusia. Babci też nie. Braciszek któregoś dnia podarował jej śliczny, czerwony mundurek, a dziewczynce tak się on spodobał, że nie chciała nosić nic innego, dlatego nazwano ją Czerwonym Mundurkiem.
A więc usiądźcie wygodnie, bo bajka będzie długa…


Analizują: Kura, Vaherem i Kazik



Mija rok od wydarzeń przedstawionych w "Przebudzeniu Mocy". Luke Skywalker oraz jego młoda padawanka, Rey, powracają do bazy Ruchu Oporu. W tym samym czasie nad galaktykę nadciąga nowe, nieznane zagrożenie... Ruch Oporu oraz Najwyższy Porządek zmuszeni są połączyć siły, aby stawić mu czoła...


Rozdział 1


Powiał lodowaty wiatr. Coś... Istota od wieków uśpiona pod warstwami lodu oraz śniegu, przebudziła się...
Poczułeś to?, spytał Najwyższy Dowódca Snoke.
Poczułaś to?, spytał Luke Skywalker.
To był niezły wiatr, skoro czuć go było w całej galaktyce.
***
(...)
[Tu dostajemy streszczenie wszystkich wydarzeń z Przebudzenia Mocy. Ciach.]


Aż trudno uwierzyć, że wszystko to wydarzyło się ledwie rok temu.
To tutaj aż rok zajęło Rey przekonanie Skywalkera, żeby ruszył tyłek?


Leia westchnęła, odsuwając się od brata, aby móc spojrzeć mu w twarz.
- Cieszę się, że wróciłeś - powiedziała.
Jej brat uśmiechnął się niepewnie.
- Przepraszam, że was opuściłem - odparł. - Obiecuję, że już nigdy tak nie postąpię…
No, chyba że znów coś koncertowo spierdolę.


(...)
Jednakże, nie było im dane zbyt długo cieszyć się powitaniem. W pewnej chwili, z jednego z budynków bazy Ruchu Oporu wybiegła ubrana na czerwono postać, zmierzając prosto w ich stronę. Gdy zbliżyła się do nich na tyle, aby można było rozróżnić jej rysy, okazało się, że to młoda dziewczyna o długich, brązowych włosach, mniej więcej w wieku Rey.
- Pani generał! - zawołała, podbiegając do Leii i natychmiast stając na baczność.
Luke w zdumieniu patrzył na jej dziwny ubiór, składający się z krwistoczerwonych spodni, tego samego koloru marynarki oraz wysokich, czarnych butów. Strój ten bardzo przypominał krojem mundury admirałów z czasów Imperium.
Zdobycz wojenna, cosplay czy ki czort?


- Pani generał...
Głos dziewczyny drżał nieco; widać było, iż jest niezwykle podekscytowana. Najwyraźniej miała do powiedzenia coś bardzo ważnego, jednak nie bardzo umiała to wyartykułować. Mistrz Jedi zmarszczył brwi, próbując wysondować ją w Mocy. Kogoś mu przypomniała, jednak nie mógł skojarzyć, kogo. Ten czerwony, admiralski mundur... Te lodowate, błękitne oczy... Nawet długie, brązowe włosy, gładko zaczesane na ramiona z przedziałkiem po środku...
Zerknął na Rey, swą młodą uczennicę, jednak ona zdawała się nie dostrzegać niczego niezwykłego w nowo przybyłej. To zrozumiałe, pomyślał. Rey musi się jeszcze wiele nauczyć. On jednak wyczuwał, iż dziewczyna, która najwyraźniej miała jakąś bardzo ważną informację dla jego siostry, była wręcz niezwykle silna Mocą.


Luke nie czuł tak silnej, jasnej obecności nawet przy Yodzie.
Ups, za szybko wstawiłem tego gifa. Nawet przy Yodzie. Ciekawe, jaki dziewczyna ma poziom midichlorianów.
Jak za niski, to zawsze może sięgnąć po wspomagacz…
http://cartoonwarsblog.blogspot.com/2008/04/32-nalewka.html?showComment=1208750340000


Ale... Moc dziewczyny była jakby ukryta. Uśpiona. Przytłumiona inną aurą. Choć stała tuż obok niego, miał wrażenie, jakby znajdowała się bardzo daleko stąd, niemal na drugim krańcu galaktyki. Dziwne. Ona nawet nie zdawała sobie sprawy, jak ogromną siłę posiada.
Standardowy Problem Córki Voldemorta: jak wytłumaczyć, że w świecie, w którym władanie Mocą/zdolności czarodziejskie/inne niezwykłe właściwości wykrywa się zwykle dość wcześnie, ktoś dożył dorosłego wieku nie mając pojęcia, że je posiada i skutecznie ukrywając je przed całym światem. Ok, Luke był przez lata nieobecny, ale przecież na miejscu była Leia, też wrażliwa na Moc – i nic?


Skywalker stwierdził, że musi później porozmawiać o niej z Leią. Może udałoby mu się sprawić, że dziewczyna dostrzeże, jakim talentem została obdarzona.
- Pani generał, przepraszam, że przeszkadzam. - rzekła w końcu dziewczyna, łapiąc oddech. Jej policzki były zaczerwienione od biegu. - Ale otrzymaliśmy właśnie niezwykle pilną holotransmisję...
Leia zmarszczyła brwi. Co może być aż tak ważne, że nie może nawet spokojnie przywitać się z bratem? Baza Starkiller została zniszczona, a Najwyższy Porządek póki co nie pozbierał się jeszcze po ciosie, jaki przed rokiem otrzymał od Ruchu Oporu.
Echhh, pisane przed TLJ… *wzdycha*
Co takiego zbierał Najwyższy Porządek, że zajęło mu to rok? Każdy dryfujący w kosmosie kawałek Bazy Starkiller?


Westchnęła ze znużeniem.
- Czy nie może zająć się tym admirał Ackbar? - spytała z rezygnacją w głosie.
Dziewczyna wyglądała na nieco zbitą z tropu. Zerknęła niepewnie na Luke'a i stojącego za nim ogromnego Wookieego, który przechylił głowę z zaciekawieniem, gdy ich spojrzenia spotkały się. Pobladła wyraźnie i cofnęła się, jakby w obawie, że ogromna istota rzuci się na nią bez ostrzeżenia.
- Przykro mi, pani generał - odparła. - Transmisja adresowana jest bezpośrednio do pani. A pochodzi od samego Dowódcy Snoke'a…
HALO, to może trzeba było tak od razu, co?


Leia zachwiała się na nogach, zaraz jednak spojrzała gniewnie na dziewczynę.
- Dlaczego nie powiedziałaś tego wcześniej?! - warknęła.
- A-ale... - wyjąkała wystraszona młoda kobieta.
- Nieważne - rzuciła generał Organa.
Jak nieważne? To tak jakby do Churchila dzwonił Hitler, a sekretarka powiedziałaby tylko, że jest pilny telefon...


- Luke, nie wiem, o co tutaj chodzi - zwróciła się do brata - jednak, jeśli ta transmisja rzeczywiście pochodzi od samego Snoke'a, pewnie ty również chciałbyś ją zobaczyć, prawda?
Mężczyzna skinął głową.
- Czego on może od ciebie chcieć? - spytał po chwili.
Wystawić rachunek za Bazę Starkiller? Pewnie ciągle jeszcze spłacają kredyt…


Leia nie miała pojęcia. Może mało było mu tego, że kazał jej synowi zabić Hana, i teraz pragnął jeszcze na żywo zaprezentować jej egzekucję Bena? Choć kobieta zdawała sobie sprawę, kim stał się jej syn, tego chyba by nie przeżyła, a nic innego nie przychodziło jej do głowy.
- Nie mam pojęcia - mruknęła.- Przekonajmy się...
Ruszyła w stronę budynków bazy, nawet nie zaszczycając spojrzeniem dziewczyny, która przyniosła jej tak ważną wiadomość.
Och, jaka ta Leia zła! Okropna!
Luke ruszył za nią. Chewie oraz Rey również. Dziewczyna w czerwonym mundurze zawahała się. Nie wiedziała, czy ma prawo dołączyć do nich, czy może lepiej trzymać się z daleka... W końcu Rey przystanęła, spostrzegając, iż tamta została nieco w tyle. Na jej usta wypłynął lekki uśmiech.
- No chodź - rzuciła.
Rey, Rey, Rey… wiesz jak bardzo cię uwielbiam. Ale w tym przypadku popełniłaś wielki błąd.


Druga dziewczyna uśmiechnęła się do niej radośnie, i przyspieszyła kroku, aby móc się z nią zrównać. Złapały się za rączki i podskakując wesoło w drodze do bazu ustalały wzór bransoletki przyjaźni. Dwa razy nie trzeba jej było tego powtarzać.


Rozdział 2


[Snoke wzywa Huxa i Kylo Rena i oznajmia im, że muszą zawrzeć sojusz z Ruchem Oporu, ponieważ tylko dzięki pomocy Luke'a Skywalkera i Rey będą mogli pokonać jakąś niezwykle groźną istotę.]


Rozdział 3


Leia aż usiadła z wrażenia na prostym, składanym krześle, które w ostatniej chwili podsunęła jej Rey. Wszyscy członkowie Ruchu Oporu obecni w pomieszczeniu, szeroko otwartymi oczami wpatrywali się w holoprojektor, który dosłownie przed sekundą zgasł, kiedy wiadomość dobiegła końca. Część ludzi oraz istot innych ras, które w miarę doszły do siebie, zaczęła po chwili niespokojnie szeptać między sobą. Admirał Ackbar położył płetwiastą dłoń na ramieniu generał Organy.
- Leio... To może być pułapka... - ostrzegł.
Przepraszam, ale muszę:


No tak, któż inny mógłby wygłosić to zdanie?


Kobieta tylko pokręciła głową. Sama ledwo była w stanie uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Snoke, dowódca samozwańczego Najwyższego Porządku, proponował im... Pokój. Co prawda, nie uważała, jak Ackbar, że to pułapka, jednak i jej coś tutaj nie pasowało.
Och, jaka pułapka, Ackbar przesadza, przecież Snoke nie mógłby tak po prostu MNIE okłamać! – myślała.
Pamiętam, że po “Przebudzeniu Mocy” całkiem popularna była teoria, że Leia=Snoke. W takim wypadku faktycznie nie mógłby jej okłamać…


Nie wierzyła, aby Snoke po prostu wystraszył się Ruchu Oporu i uznał swą porażkę. Zwłaszcza po tym, jak za pomocą bazy Starkiller zniszczył pięć planet należących do Nowej Republiki, wraz z Senatem Galaktycznym, co spowodowało niemały chaos. Na szczęście jednak udało się wyłonić nowy rząd, który powoli starał się okiełznać kryzys powstały po tej tragedii.
Leia spojrzała na stojącego nieopodal brata.
- Luke, przepraszam, że cię w to wciągam, ale co ty o tym myślisz?
Mężczyzna zmarszczył brwi. Choć jego przybycie wywołało nie mniejszy szok niż wiadomość od Snoke'a, powoli przyzwyczajano się do myśli, iż on, ostatni Jedi w galaktyce, powrócił i znalazł się wśród nich.
Czy naprawdę tak szokujące było, że brat Lei znowu do nich dołącza? Serio można to porównywać z propozycją sojuszu od najgorszego wroga?


- Myślę, że przynajmniej tym razem, Snoke mówił szczerze. - odparł.
Po jego słowach przez salę przetoczył się pomruk zdumienia. Leia zamrugała.
- Luke...
- Posłuchaj - przerwał jej brat - jest coś, o czym chciałbym ci powiedzieć. Czy moglibyśmy porozmawiać gdzieś na osobności?
- Oczywiście - odrzekła. - Przejdźmy do mojej prywatnej kwatery.
Spojrzała przelotnie na dziewczynę w czerwonym mundurze.
- Magdi, zajmij się Rey - rzuciła.
Tak jakoś mam mocny typ, jak ma na imię autorka tego opka ;)
Słusznie podejrzewasz :) Tak tylko wspomnę, że oprócz podobieństwa imion, wszystkie bohaterki jej opek mają ten sam wygląd: długie, brązowe włosy i niebieskie oczy.


- A wy - zwróciła się do pozostałych istot zgromadzonych wokół holoprojektora - wracajcie do swoich zajęć! Ja muszę poważnie porozmawiać z moim bratem.
Skinęła na Luke'a i razem z nim opuściła pomieszczenie. Wąskim korytarzem bazy powiodła go do swej osobistej kwatery. Jedyna wygoda, jaką zapewniało jej bycie generałem – mogła odbyć poważną rozmowę z bratem tylko w cztery oczy. Bez świadków, jak chciał Luke.
Inni mieszkańcy bazy nie wpadli na pomysł, że można wyjść na zewnątrz, stanąć na płycie lotniska z dala od innych ludzi i spokojnie pogadać. Byli zbyt zajęci zazdroszczeniem Lei.


- Co się stało? - spytała, kiedy wreszcie tam dotarli.
Skywalker dyskretnie rozejrzał się po ciasnym pokoju. Łóżko polowe, do tego niewielki stolik oraz osobisty terminal i datapad – to stanowiło jedyne umeblowanie kwatery Leii. Luke poczuł nagle ogarniający go smutek. Jego siostra nie zasłużyła na taki los. Była księżniczką, a teraz, nie oszukujmy się, kobietą w podeszłym już wieku. Powinna niańczyć wnuki w bezpiecznym domu na jakieś spokojnej planecie, a nie walczyć wciąż o lepszą przyszłość. Nie miała jednak zbyt wielkiego wyboru. Jej syn odszedł. A dla Ruchu Oporu była wprost bezcenna. Nikt nie byłby w stanie jej zastąpić.
Leia poczuła nagle ogarniający ją smutek. Jej brat nie zasłużył na taki los. Był mistrzem jedi, a teraz, nie oszukujmy się, mężczyzną w podeszłym już wieku. Powinien niańczyć padawanów w bezpiecznej akademii ja jakieś spokojnej planecie, a nie walczyć wciąż o lepszą przyszłość. Nie miał jednak zbyt wielkiego wyboru. Spieprzył sprawę z jej synem. A dla Ruchu Oporu był wprost bezcenny. Nikt nie byłby w stanie go zastąpić.


- Leio, wydaje mi się, iż wiem, dlaczego Snoke zwrócił się do ciebie z propozycją rozejmu. Przynajmniej chwilowego.
Kobieta zamrugała kilkakrotnie, zdumiona.
- Jak to...? - wyjąkała.
Jej brat na moment spuścił wzrok, jakby chciał poukładać myśli i wyjaśnić jej to tak prosto, jak to tylko było możliwe.
- Kiedy uczyłem Rey na Ahch-To - zaczął - oboje wyczuliśmy nagle bardzo silną obecność Ciemnej Strony Mocy. Jak gdyby coś niespodziewanie przebudziło się ze snu. Nie jestem w stanie powiedzieć ci, co to było, ponieważ sam tego nie wiem, ale wydaje mi się, że Snoke i Ben... - Zawahał się, a Leia boleśnie zacisnęła usta na dźwięk imienia swego syna. - Przepraszam, Leio... - mruknął. - Snoke i jego zakon rycerzy Ren zapewne również to poczuli - dokończył. - Nad naszą galaktyką zbierają się ciemne chmury. To, co przybywa, stanowi również zagrożenie dla Snoke'a. Stąd jego prośba o pokój, który potrwa zapewne tylko chwilę, dopóki nie pokonamy tego nowego dla nas niebezpieczeństwa…
Luke, ty to zawsze byłeś optymistą. “Pokój, który potrwa zapewne tylko chwilę”. Hurr durr, wielkie zło nadciąga, ciemność nad galaktyką, ale pokonanie go to kwestia chwili. Ehe.
E no, ja to rozumiem w ten sposób, że Luke tylko zwraca uwagę na nietrwałość tego sojuszu, zawiązanego wyłącznie dla pokonania silniejszego wroga.
Tak, ale jednak rozwala mnie ta pewność, że zwyciężą.


- Więc Snoke po prostu chce ciebie.
- I Rey.
Leia skinęła głową. Milczała przez chwilę.
- Nie - odrzekła w końcu. - Nigdy nie zgodzę się na sojusz z tym potworem!
- Leio, nie masz wyboru...
- Luke! On na pewno spróbuje zabić ciebie i Rey!
Mistrz Jedi uśmiechnął się lekko.
- Wiem - odparł. - I możesz być pewna, że będziemy na to przygotowani.
Generał wciąż jednak miała wątpliwości.
- A jeśli to rzeczywiście pułapka? - spytała. - Jeśli Snoke po prostu chce zwabić cię do siebie i wyeliminować?
- Wątpię. - Skywalker pokręcił głową. - Myślę, że on doskonale zdaje sobie sprawę, iż w tym nadchodzącym konflikcie stoi na straconej pozycji. Potrzebuje nas! - Luke westchnął, po czym kontynuował: - I niestety, my również potrzebujemy jego. Jego wojsk, jego statków. Chociaż Snoke zaprasza cię do swej siedziby w towarzystwie kogo tylko zechcesz, nie musisz lecieć. Sam mogę udać się tam w twoim imieniu.
- Nie! - zaoponowała natychmiast Leia. - Polecę. Pokażę mu, że nie jesteśmy tchórzami!
Czasem lepiej być tchórzem, niż trupem.
Że też Snoke wcześniej nie wpadł na to, by wysłać wiadomość w stylu “zalożę się że jak wyzwe Leie na pojedynek w mojej komnacie to nie przyjdzie bo jest śmierdzoncym CYKOREM XD”.


Luke i Leia ustalają skład delegacji do Snoke’a: on, ona, Rey i ktoś jeszcze...


(...)
- Jest jeszcze coś, o czym chciałbym z tobą pomówić - odparł Luke. - Ta dziewczyna w czerwonym imperialnym mundurze... - zaczął.
O ile dobrze kojarzę, to czerwony mundur w Imperium oznaczał kogoś z wywiadu. Bo jak wiadomo, wywiadowca musi się z daleka wyróżniać. Jak biedny musi być Ruch Oporu, skoro jego członkowie tyle lat po upadku Imperium chodzą w ich ciuszkach?
Czekaj, czekaj, z tym mundurem jest związana jeszcze lepsza historia, ale nie uprzedzajmy wypadków :)
Och.


- Jest pozbawiony dystynkcji, więc przymknęłam na to oko... - Siostra weszła mu w słowo.
Spoko, niech sobie łazi w mundurze sił wroga, co mnie to w sumie obchodzi.
Benowi pewnie pozwalała bawić się w cosplay Vadera, bo to tylko dziecko i co złego może się stać.


- Nie o to chodzi. - Mężczyzna pokręcił głową. - Chciałem tylko spytać, kim ona jest?
Generał Organa wzruszyła ramionami.
- Nikim ważnym - odrzekła. - To siostra jednego z naszych techników. A oprócz tego, chodząca katastrofa.
Tym razem to Luke zmarszczył brwi.
- Co masz na myśli? - spytał.
Kobieta westchnęła ciężko.
- Bałabym się dać jej do ręki broń. Nawet zwykły patyk. Magdi jest wręcz niezwykle niezdarna. W dodatku, naiwna jak dziecko!
I dlatego przydzieliłaś ją do nadzorowania połączeń przychodzących do liderki RO?
- Coś dzisiaj spokojnie, Magdi, nikt nie dzwonił?
- No dzwonił, dzwonił… Jakiś Snake. A może Snape? Nie, chyba Shake.
- No i co ten szejk chciał?
- A właśnie, wymienić zakładników! Podawał godzinę i numer planety, ale akurat zaczynała się moja przerwa, to kazałam mu zadzwonić później i się rozłączyłam...
Och, jest taka niezdarna, taka clumsy, potyka się o własne nogi, a jej krew pachnie zniewalająco… a nie, sorry, nie ta bajka.


- Więc dlaczego przyjęłaś ją do Ruchu Oporu?
- Przez wzgląd na jej brata. To genialny chłopak. Potrafi złożyć droida dosłownie z niczego.
MacGyver, ty tutaj? :D


Kiedy do nas dołączył, chciał, żeby siostra zawsze była obok niego. Uważał, że będzie bezpieczniejsza, jeśli będzie mógł ją mieć zawsze na oku. W pracy, w sypialni, w kibelku… Za nic nie chciał się z nią rozstawać. A dlaczego właściwie o nią pytasz?
Mistrz Jedi uśmiechnął się lekko.
- Chyba za bardzo za nią nie przepadasz, prawda?
Leia skrzywiła się.
- Szkoda mi jej, bo do niczego się nie nadaje.
- A nie czułaś nigdy w jej obecności czegoś dziwnego, nietypowego...? - pytał dalej Skywalker.
Kobieta zmarszczyła brwi i zastanowiła się chwilę, nim odpowiedziała.
- Tak, ilekroć do mnie z czymś przychodzi, dostaję migreny.
- Przy niej nie - rzekła. - Ale przy jej bracie... - Oczy generał Organy nagle rozszerzyły się. - Myślisz, że oni mogą być wrażliwi na Moc? - spytała ze zdumieniem.
Jak to jest z tym wyczuwaniem Mocy u osób obdarzonych wrażliwością? Leia miała mniejsze skille niż Luke, nigdy się nie szkoliła, ale czy rzeczywiście mogłaby tak totalnie zignorować Moc bijącą od Magdi i Jacena?
Hmm. Użytkownik mocy może ukryć swoją obecność przebywając w miejscu gdzie wydarzyło się coś złego, co spaczyło okolice ciemną stroną mocy albo przebywa tylu ludzi, że nawet silny użytkownik staję się nie do zidentyfikowania. Ale baza RO takim miejscem raczej nie jest. No i przy codziennej styczności Leia powinna coś wyczuć, chyba że ktoś świadomie maskował swoją obecność w mocy, ale taką umiejętność posiadali tylko najpotężniejsi użytkownicy mocy: Darth Plagueis, Darth Sidious, Yoda, Obi-wan i Kreia.
Ależ jak śmiesz wątpić, że Magdi i jej brat należą do tych najpotężniejszych!


Jej brat wzruszył ramionami.
- Ona na pewno. Leio, ta dziewczyna jest niewiarygodnie silna, ale wygląda na to, że nie zdaje sobie z tego sprawy. Coś, lub ktoś, blokuje ją...
To… Imperator Narracyjny!
Jezu, ale to było suche, przepraszam.


Chciałbym z nią porozmawiać i przekonać ją, aby dołączyła do mnie. Może uda mi się pomóc jej odkryć Moc, jaka w niej drzemie. - Pokręcił głową. - Moja ucieczka była błędem. Galaktyka potrzebuje Jedi.
Leia wyglądała na prawdziwie zdumioną.
- Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że Magdi... - Zamrugała. - Przepraszam, ale nie jestem w stanie traktować poważnie bohaterki z takim imieniem Luke, nigdy nawet nie zadałam sobie trudu, aby przynajmniej spróbować sprawdzić, czy nie ma obok mnie kogoś wrażliwego na Moc... - Spuściła wzrok.
Taaaak, Imperator Narracyjny.


(...)
Skywalker skinął głową. Opuścili kwaterę Leii i wrócili do centrum łączności, a po drodze siostra opowiedziała mu historię dziewczyny i jej starszego brata, który miał na imię Jacen. Kobieta wyjaśniła mu, iż oboje pochodzą najprawdopodobniej z Coruscant, a przynajmniej tam znalazła ich para pilotów, którzy często przewozili części zamienne lub różnego rodzaju kontrabandę dla Ruchu Oporu. Pilotami tymi byli pochodzący z Korelii Max Nargis oraz jego żona, Tiiel – córka byłej senator z Hosnian Prime.
Czy była senator z Hosnian Prime jest określana “byłą”, bo zrezygnowała ze stanowiska, czy dlatego, że nie żyje?
Biorąc pod uwagę, że sam Hosnian Prime jest “byłą planetą”...


Działo się to piętnaście lat temu. Max, wówczas dwudziestoczteroletni, początkujący przemytnik, robił interesy na niższych poziomach Coruscant, i złapał małego kieszonkowca, który próbował go okraść.
Hihi, widzę tu pewien wzorzec – panie z wyższych sfer w Galaktyce najwyraźniej lubią przemytników.


Wściekł się, co zrozumiałe, jednak Tiiel zrobiło się żal dzieciaka. Nie miał rodziców, nikt się nim nie opiekował, nie miał nikogo... Oprócz młodszej o cztery lata siostry. Kiedy opuszczali Coruscant, zabrali ich więc ze sobą. Jacen miał wtedy dziesięć lat, jego siostra sześć. Od tamtej pory zawsze towarzyszyli Maxowi i jego żonie. Może nie było to najszczęśliwsze dzieciństwo, jednak na pewno lepsze od tego, które czekałoby ich na dolnych poziomach byłej stolicy Imperium.
Dziwne było to, że Jacen nigdy nie chciał mówić o ich rodzicach. Magdi prawdopodobnie w ogóle ich nie pamiętała. Prawdziwymi rodzicami stali się dla nich właśnie Max i Tiiel, którzy zaopiekowali się nimi i wychowali ich najlepiej, jak umieli, choć sami byli przecież jeszcze bardzo młodzi. A jedyną pamiątką po biologicznych rodzicach Magdi i Jacena był czerwony mundur, który nosiła dziewczyna.
Znaczy ci rodzice mieli jeden wspólny mundur? Hmm. Plus, czy ona ciągle biegała w tym mundurze? Przed dołączeniem do RO też?
Tak, wyobraź sobie – codziennie, bez prania, przez co najmniej parę lat…


Choć i tutaj brakowało właściwie stuprocentowej pewności. Nie wiadomo, do kogo należał ten mundur, pozbawiony wszelkich dystynkcji, które mogłyby identyfikować jego pierwotnego właściciela. Lub właścicielkę. Pewne jest tylko to, że Jacen pilnował tego munduru również mocno jak Magdi, aby jego siostra mogła go nosić, gdy wreszcie do niego dorośnie.
Dziwne w takim razie, że zdecydował się dołączyć akurat do Ruchu Oporu; mam wrażenie, że w Najwyższym Porządku ten mundur byłby bardziej na miejscu.
Albo w sumie nie, w końcu NP to regularne wojsko, nikt by się tam nie zgodził na noszenie jakichś przypadkowych imperialnych mundurów, bo to pamiątka rodzinna. Nie to, co w partyzanckiej bandzie Lei ;)


Zresztą whatever, i tak wszyscy wiemy, że to po prostu odpowiednik zielonej strzałki z podpisem “Mary Sue” nad głową Magdi.


Dlaczego jednak było to dla niego tak ważne? Nigdy nie mówił. Nawet Maxowi, ani Tiiel.
A oni nie pytali. Podczas swych podróży na pewnej planecie spotkali liczny i rozgałęziony klan Boreyko i nauczyli się od nich bezwzględnej dyskrecji.


- Czy któryś z imperialnych admirałów nie nosił przypadkiem czerwonego munduru? - spytał Luke. - To mogłaby być wskazówka co do tego, kim są, lub byli ich rodzice…
Żaden. Po pierwsze, czerwony mundur jak już wspomniałem był zastrzeżony dla wywiadu i jego szefowa, Ysanna Isard, mogłaby się obrazić, że jakiś admirał podkrada jej kolor ciuchów. Po drugie, wielcy admirałowie w swoich całkowicie białych mundurach mogliby się obrazić, że ktoś we flocie próbuje być jeszcze bardziej specjalnym płatkiem śniegu niż oni.


(...) Leia skinęła bratu głową i podeszła do admirała Ackbara, z prośbą, aby natychmiast zwołał nadzwyczajne zebranie dowództwa Ruchu Oporu. Muszą bowiem omówić, co odpowiedzą Snoke'owi. Luke natomiast rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając wzrokiem swej uczennicy oraz Magdi. Na szczęście czerwony mundur wyraźnie odróżniał się na tle innych ubrań rebeliantów, i mistrz Jedi dostrzegł ją niemal natychmiast.
Swoją drogą, jestem przekonana, że Magdi w swoim czerwonym imperialnym mundurze była obiektem mnóstwa żartów i miała co najmniej kilka przezwisk.
A może ten kolor to manifestacja jej poglądów politycznych? Monarchistka Leia nawet nie zauważy, kiedy zostanie zdetronizowana przez lud roboczy!


Rozmawiała z Rey, a towarzyszył im młody mężczyzna średniego wzrostu o ciemnych, kręconych włosach. Miał na sobie pomarańczowy kombinezon pilota, a w dłoni trzymał kask. Jego ciemne włosy pozlepiane były od potu. Wyglądał, jakby dopiero co wyskoczył z kabiny X-winga.
Albo spod prysznica. Poe nigdy nie ściąga kombinezonu, by zawsze być gotowym do jak najszybszego wskoczenia do swojego X-winga.


Skywalker podszedł do nich.
- Mistrzu! - Rey uśmiechnęła się szeroko, dostrzegając go. - To Poe Dameron! - Niemal natychmiast przedstawiła mu młodego pilota. - To dzięki niemu znaleźliśmy mapę prowadzącą na Ahch-To.
Ciemnowłosy mężczyzna uśmiechnął się skromnie.
- Ale to dzięki tobie i Finnowi dotarł tutaj mój droid - odparł. - A to przecież w jego pamięci ukryty był brakujący fragment mapy.
Spojrzał na Skywalkera i zawstydził się lekko.
Ahahahaha. Poe i zawstydzenie się? Fanfiku, przekraczasz granice!
Wiesz, opkowy Poe to taki całkiem odrębny byt…


Nie wiedział, czy ma podać mu rękę, zasalutować, czy stanąć na baczność. Nigdy jeszcze nie spotkał Jedi! Wreszcie więc zdecydował się na wojskowy salut.
- Mistrzu Skywalker... To... To dla mnie prawdziwy zaszczyt...
Ku jego zaskoczeniu, Luke Skywalker uśmiechnął się ciepło i uścisnął jego dłoń.
- Miło mi cię poznać, Poe Dameronie. Podobno jesteś najlepszym pilotem Ruchu Oporu.
Twoja sława dotarła nawet na to zadupie zadupi, gdzie siedziałem przez całe lata bez kontaktu ze światem!


Starszy mężczyzna zerknął porozumiewawczo na Rey, która wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
Znaczy że co, Rey mu o tym powiedziała? Ale przecież w “Przebudzeniu Mocy” w ogóle nie mieli okazji się poznać.
Mieli się przywitać na koniec filmu, ale scena wyleciała (dlatego Poe przedstawia się Rey na końcu Last Jedi). Sama scena znalazła się chyba jednak w książkowej adaptacji Przebudzenia Mocy.
*wzdech* No i teraz pytanie, co jest bardziej kanoniczne…
To akurat bardzo proste: już dawno temu trafiłem na poradę, żeby samemu sobie wybrać co jest kanoniczne z kanonu, a resztę radośnie olać (co jako fan kotorów robię z old republic). Headcanon przed kanonem!


Młody pilot natomiast skrzywił się lekko.
- Taaak... Już to gdzieś kiedyś słyszałem... - mruknął.
A tak w ogóle, to np. komiksowy Poe jest pod tym względem jeszcze gorszy niż opkowy – nie przepuści żadnej okazji, by przypomnieć, że jest najlepszym pilotem w Ruchu Oporu i prycha z oburzeniem, kiedy ktoś go określi tylko “jednym z najlepszych”. (Nie czepiam się opka, tylko informuję).


Rey chwyciła go za rękę.
- Mistrzu, jeśli nie masz nic przeciwko, chciałabym zobaczyć, jak miewa się nasz przyjaciel, Finn... - zwróciła się do Skywalkera.
Mężczyzna skinął głową.
- Oczywiście, Rey, idź - odparł. - I tak w ogóle to sobie idź w cholerę , bo mamy tu nową główną bohaterkę.
Jego uczennica uśmiechnęła się i po chwili zniknęła wraz z młodym pilotem. Luke pozostał sam w towarzystwie Magdi, która miała bardzo nieszczęśliwą minę i wyglądała, jakby natychmiast pragnęła zapaść się pod ziemię.
- Nie bój się. - Skywalker zachichotał. - Chyba nie wyglądam aż tak strasznie?
Mówi to koleś, który potrafi uśmiechnąć się w ten sposób:
https://i.gifer.com/18UR.gif


A chichocze tak.


Zarumieniła się mocno i spuściła wzrok.
- N-nie... - wyjąkała.
- Masz na imię Magdi, prawda? - spytał mistrz Jedi.
Skinęła głową.
- A więc, Magdi, czy bardzo przeraziłoby cię, gdybym spytał, czy nie zechciałabyś dołączyć do nowego Zakonu Jedi? - zapytał ni z tego, ni z owego. - Dopiero zaczynamy, więc nie mamy zbyt wielu członków, no i na razie spotykamy się w wynajętej klasie w pobliskiej szkole, ale liczy się zapał! Pierwsza zbiórka jutro o siedemnastej, trzeba mieć zgodę opiekunów.
To nie było zbyt subtelne, Luke. Nie macie wrażenia, że powinien najpierw lepiej ją poznać i zdecydować, czy nadaje się na Jedi? Potencjał to jedno, charakter to drugie… No, ale może to właśnie jest powód, dla którego Luke nie ma zbyt dużych osiągnięć w kształceniu Jedi.


Luke namawia, Magdi początkowo jest przekonana, że to żart, ale potem stwierdza, że i tak nic z tego nie będzie, bo jej brat się nie zgodzi. O wilku mowa…


(...)


- Magdi? Co tu się dzieje?
Dziewczyna pobladła wyraźnie, a Luke odwrócił się, stając twarzą w twarz z młodym, wysokim mężczyzną o orzechowych oczach oraz ciemnych, brązowych włosach, ubranym w ciemnozielony kombinezon technika, ze śladami po różnego rodzaju plamach. - Od godziny czekam już w gotowym stroju, jedzie tu ten Chajzer z tym całym Vizirem czy nie?!
- Nic, Jacen - odparła szybko Magdi, podchodząc do niego z bardzo szerokim, bardzo sztucznym uśmiechem na ustach. - Nic wartego uwagi... Tylko rozmawiałam z mistrzem Skywalkerem...
- Właśnie widzę - parsknął chłopak, marszcząc brwi i obrzucając starszego mężczyznę niechętnym spojrzeniem. - Czego pan chce od mojej siostry? - rzucił wyzywająco.
Luke poczuł się nagle, jakby ktoś zdzielił go obuchem w głowę. Od tego chłopaka również emanowała Moc... Jaśniał w niej wprost jak supernowa. I to on ukrywał obecność swojej siostry w Mocy. On blokował kontakt dziewczyny z tą niezwykłą siłą.
Nie wiem jak to robił. Być może w starym kanonie było to możliwe (wiecie, natrzaskano tam tyle treści, że można coś takiego założyć), ale sam nigdy się z tym nie spotkałem. No i jak ukrywał? Samą swoją obecnością? Bo jeśli tak, to Luke powinien go wyczuć z daleka. A jeśli jakąś specjalną techniką, to gdzie się jej nauczył? I dlaczego mimo wszystko Lue wyczuł potencjał Magdi?
Magdi regularnie dostawała szczepionkę na midichloriany. Cholerstwo łatwo się mutuje.


A poza tym... Cóż, wyglądał jak nieco młodsza i dużo wyższa kopia Corrana Horna. Mężczyzna wprost nie mógł w to uwierzyć. Przecież Horn nie miał dzieci. Gdyby je miał, na pewno pragnąłby, aby również uczyły się w Akademii Jedi. A wtedy zapewne podzieliłyby los innych padawanów, oraz samego Corrana, którzy zginęli od miecza świetlnego Bena. Mistrz Jedi zmarszczył brwi. A może jego dawny przyjaciel wyczuwał, że z Benem mogą być jakieś problemy i celowo ukrył gdzieś dzieci? A może po prostu sam nie wiedział o ich istnieniu?
A może to spisek i chłopak jest klonem hodowanym na diecie z dużą zawartością wapnia?


Możliwości było mnóstwo, jednak nie czas był je teraz roztrząsać. Równie dobrze mogło się bowiem okazać, iż Jacen nie jest synem Corrana, a po prostu nieco go przypomina, i tyle.
- Spokojnie, Jacenie - odparł. - Pytałem jedynie twą siostrę, czy nie zechciałaby zostać moją padawanką.
- C-co...? - wyjąkał młodzieniec.
Po chwili jego twarz zaczerwieniła się z wściekłości, jak zauważył bystrze mistrz Jedi. Chwycił siostrę za ramię i szarpnął ją mocno w swoją stronę.
- Nie ma mowy! - zawołał. - Nie pozwolę, abyście nakładli jej bzdur do głowy! Widziałem ten wasz nowy program nauczania, pięć godzin filozofii tygodniowo i tylko dwie machania mieczem?!
Luke wyciągnął przed siebie obie dłonie w uspokajającym geście.
I pchnął zasrańca mocą!


- Ależ spokojnie, chłopcze - powiedział. - Ty również możesz do mnie dołączyć, jeśli zechcesz. Czuję, że też jesteś niezwykle silny.
Ech, jakby samo posiadanie potencjału na bycie jedi to za mało, każdy bohater musi być niezwykle silny. Żeby było śmieszniej, tyczy się to też bohaterów stworzonych przez autorów książek ze starego kanonu. Każdy z nich chciał, żeby stworzony przez nich bohater był najlepszejszy.


Jacen prychnął.
- Nie, dziękuję! - syknął. - Jestem technikiem, i nie zamierzam zostać jakimś fanatycznym rycerzykiem!
Well, prestiż bycia Jedi wśród członków Ruchu Oporu chyba mocno spadł.


Magdi pobladła. Niepewnie dotknęła ramienia brata.
- Jacen, nie mów tak... - poprosiła. - Galaktyka wiele zawdzięcza Jedi…
- Co niby?! - fuknął na nią. - Kolejne wojny! A ja nie pozwolę, żebyś stała się tego częścią! - Odwrócił się znów do Luke'a. - Niech pan trzyma się z dala od mojej siostry!
Ahahaha, co za hipokryta. Kolejne wojny? Dziecko, jesteś technikiem w szeregach Ruchu Oporu, a twoja siostra służy przy głównodowodzącej. Jesteście w samym środku kolejnej wojny!
No fakt, wybrał sobie najlepsze miejsce i czas na demonstracje pacyfizmu.


- Jacen... - wyjąkała Magdi, a brat odwrócił głowę i obrzucił ją wściekłym spojrzeniem.
Skuliła się, jakby bała się, że ją uderzy. W oczach miała łzy. Wyglądała, jakby za chwilę miała się rozpłakać.
Czyżby nadopiekuńczy braciszek-tyran był odpowiedzialny za słabe skille społeczne Magdy Magdi?
Obserwujący scenkę Luke intensywnie rozmyślał, jakby tu podrobić testy psychologiczne padawanki i przepchać do pierwszej klasy.


W tym samym momencie wrócili Rey oraz Poe, szczęśliwi, że ich przyjaciel, zbiegły szturmowiec, czuje się coraz lepiej i szybko wraca do zdrowia.
Przypomnijmy: w opku minął rok od wydarzeń w “Przebudzeniu Mocy”! Finn musiał być chyba posiekany na plasterki…
Zapadł w śpiączkę opkową. Straszna choroba.


Gdy jednak Rey spostrzegła napiętą minę swego mistrza, uśmiech natychmiast znikł z jej twarzy.
- Mistrzu... Coś się stało? - spytała.
Jej wzrok spoczął na moment na bladej twarzy Magdi oraz na wykrzywionej grymasem wściekłości twarzy młodego mężczyzny, który ściskał jej ramię. Dłoń Rey powędrowała do pasa, przy którym nosiła swój miecz świetlny.
Czyżby Rey już chciała się rzucić w obronie poznanej pięć minut temu przyjaciółki?
Już, już biegnie!


A właściwie miecz świetlny, który niegdyś należał do Anakina Skywalkera, potem do Luke'a, a teraz do niej, gdyż mistrz Jedi postanowił go jej podarować. Skywalker położył delikatnie dłoń na jej ramieniu, aby powstrzymać ją przed nierozważnym ruchem.
- Wszystko dobrze, Rey - powiedział. - Tylko rozmawiamy...
Młody, ciemnowłosy mężczyzna również zerknął na nią i zmarszczył brwi.
- Widzę, że masz już jedną uczennicę, mistrzu! - syknął. - Więc nie potrzebujesz Magdi!
Zawsze dwóch ich jest, mistrz i uczeń. Nie mniej, nie więcej. Ups, chyba pomyliłeś sekty, Jacen.


(...)
Jacen szarpnął siostrę za ramię i pociągnął ją w stronę wyjścia, jednak odwrócił się jeszcze na moment i spojrzał na Poe.
- Naprawiłem hipernapęd w twoim X-wingu, Dameron, jak prosiłeś - rzucił.
Tak po nazwisku? No nie zdziwiłbym się, gdyby przy następnym pociągnięciu wajchy od hipernapędu x-wing Poego zamienił się w kulę ognia.


Poe skinął mu głową.
- Dzięki, kolego - odparł.
Młody mężczyzna odwrócił się i z powrotem ruszył do wyjścia, wlekąc za sobą Magdi, która jednak próbowała mu się nieco opierać. Widząc to, Rey zareagowała niemal natychmiast.
- Hej! Tak nie można! - zawołała, ruszając za nimi. - Puść ją!
Jacen zamarł. Magdi wyrwała ramię z jego uścisku. Rey stanęła pomiędzy nimi. W centrum łączności zapadła śmiertelna cisza. Oczy wszystkich zwróciły się na nich.
A jak wcześniej Jacen fukał na Luke’a i każdą prawie wypowiedź kończył wykrzyknikiem, to nikogo to nie interesowało?


- Nie wiem, coś ty za jeden, ale Magdi najwyraźniej nie ma ochoty z tobą iść! - syknęła była zbieraczka złomu z Jakku. Oczami duszy widzę jak autorka męczy się szukając synonimu i w końcu wpada na “byłą zbieraczkę złomu z Jakku”.  - Więc zostaw ją w spokoju!
- Jestem jej bratem! W mojej kulturze daje mi to pełnię władzy nad nią!  - odwarknął Jacen z planety Incel. - A to nie twoja sprawa! Idziemy! - rzucił w stronę siostry.
- Ale... Jacen... - wyjąkała dziewczyna drżącym głosem.
Rey odwróciła się do niej i spostrzegła, iż po policzkach Magdi płyną łzy.
- Bez dyskusji! - ciągnął jej brat. - Obiecałem naszym rodzicom, że zajmę się tobą i zamierzam tej obietnicy dotrzymać!
Magdi skrzywiła się.
- Nic nie obchodziliśmy naszych rodziców! - zawołała z goryczą. - Zostawili nas! To Max i Tiiel zajęli się nami! Nikogo innego nie obchodziliśmy!
Jejku, drama rodzinna? *przynosi popcorn i paczkę chusteczek*


Teraz dziewczyna łkała już otwarcie, nie zwracając uwagi na nikogo. Na widok jej łez, wyraz twarzy Jacena wyraźnie złagodniał.
- Magdi - zaczął miękko.
Siostra jednak nie słuchała go. Ocierając łzy z policzków, minęła Rey oraz jego i wybiegła na zewnątrz. W tamtej chwili pragnęła znaleźć się jak najdalej od wszystkich...  
I tak biegła i biegła, aż zawstydziła Forresta Gumpa i dobiegła na Sycylię, gdzie zderzyła się z biegnącą z naprzeciwka Laurą Biel.  


Rozdział 4


Jakiś czas później Luke znajduje Magdi, która zaczyna się użalać nad sobą.


(...)
- Sama znalazłam się tutaj tylko dlatego, że Jacen tak chciał. I... mnie tutaj nikt nie potrzebuje. Jestem tylko jego małą, głupią siostrą, która niczego nie potrafi!
- Wiem, że twój brat martwi się o ciebie - powiedział delikatnie Skywalker. - Jednak nie możesz pozwolić, aby wiecznie sterował twoim życiem. Jesteś dorosła. Masz prawo sama o sobie decydować.
- Ale Jacen…
Och, Luke przestań. Małe pchnięcie mocą i na Jacena spadnie myśliwiec, problem rozwiązany. Tak, bardzo lubię fanowską teorię o tym, że to Obi-wan spalił wujka Owena i ciotkę Beru, żeby młody Skywalker w końcu ruszył się z domu.


(...)
- Wiem, że to dla ciebie trudne. - Mistrz Jedi ujął jej dłoń i uścisnął lekko. - Jednak nie sądzę, aby nasze spotkanie było wyłącznie dziełem przypadku. To zrządzenie Mocy, Magdi. Dołącz do mnie i Rey. Obiecuję, że w każdej chwili będziesz mogła opuścić Zakon Jedi, jeśli takie będzie twoje życzenie.
Jak dla mnie, to Luke w tej chwili brzmi jak guru jakiejś podejrzanej sekty…


Dziewczyna mocno zacisnęła usta. Wahała się. Sama nie wiedziała, co ma myśleć o propozycji mistrza Skywalkera. Ona? Wrażliwa na Moc? Kto by pomyślał! Mogłaby przysiąc, że to uczulenie to od orzeszków. A co na to Jacen? Jeśli zgodzi się wstąpić do nowego Zakonu Jedi, który tworzył Skywalker, będą musieli się rozstać. Na jak długo? Czy będzie w stanie go opuścić? Przecież zawsze byli razem... A gdyby spróbowała zostać Jedi i zawiodła? Jak wtedy spojrzy w oczy bratu i samemu mistrzowi?
Niepewnie zerknęła na budynki bazy, widoczne w oddali, między drzewami. Póki co, panował tam spokój. Żadnych biegów, krzyków, żadnego poganiania... W placówce Ruchu Oporu był to wręcz dziwny, niecodzienny widok. Nagle spostrzegła jedną, samotną sylwetkę w zielonym kombinezonie, która mignęła jej między drzewami. Jacen. Z karabinem snajperskim. Zamrugała szybko. Jeśli zdecyduje się dołączyć do Luke'a, to tylko teraz. W obecności brata zabraknie jej do tego odwagi. Przeniosła wzrok z powrotem na mistrza Jedi.
- Dobrze - powiedziała szybko. - Chcę zostać Jedi. Chcę dołączyć do Zakonu.
Luke uśmiechnął się. Prawie radośnie.
- Cieszę się, że podjęłaś właśnie taką decyzję, Magdi.
W momencie, gdy wypowiadał te słowa, brat dziewczyny wyłonił się spomiędzy drzew.
Zakład, że towarzyszyła temu ta sama mroczna  muzyka, co przy pierwszym pojawieniu się Kylo Rena?


Zatrzymał się jednak na granicy lasu, jakby... Nie chciał przeszkadzać w ich rozmowie. Skywalker wyczuwał jego złość oraz smutek. Złość – na niego, na Jedi, i na całą galaktykę, ponieważ odebrała mu już tak wiele, a teraz próbuje jeszcze odebrać mu siostrę. Smutek – ponieważ Jacen czuł, co zdecydowała Magdi. Wybrała Jedi. Zostawi go. Odejdzie. Młodzieniec traktował to jak osobisty afront. Zrobiłby dla niej wszystko. A to, co do tej pory czynił, było wyłącznie dla jej dobra. Dlaczego nie potrafiła tego zrozumieć?!
Luke odwrócił się, a po chwili wstał.
- Pewnie będziesz chciała teraz porozmawiać z bratem - mruknął. - Zostawię was.
I spieprzył! Typowy Jedi!


Delikatnie uścisnął jej ramię, po czym odwrócił się i odszedł w stronę budynków bazy. Jacen posłał mu kolejne spojrzenie pełne wrogości, a następnie podszedł do siostry. Magdi wstała.
- Jacen...
- A więc to tak - rzucił chłopak, uśmiechając się gorzko. - Odejdziesz. Z nim. Z tym...
- Przestań! - przerwała mu. - Nie mów tego.
- Czego?
- Tego, co chcesz powiedzieć! - syknęła, krzyżując ramiona na piersi. - To opowiadanie jest PG-13, więc licz się ze słowami!
Odwróciła wzrok, licząc na to, że starszy brat nie zauważy łez, które napływały jej do oczu. Jacen westchnął ciężko, po czym otoczył ją ramionami i przycisnął do siebie mocno.
- Jesteś moją małą siostrzyczką... - wyszeptał, a Magdi ze zdumieniem zdała sobie sprawę, że jego głos drży nieco. - Jak mam pozwolić ci odejść?
Kolo, zaczynasz robić się creepy.


- Jacen, twoja mała siostrzyczka dorosła. Jest już starsza, niż ci się wydaje - odparła cicho, ujmując jego twarz w dłonie.
Uśmiechnęła się przez łzy. Chłopak czułym gestem otarł z jej policzków słone krople.
- Magdi, nie rób tego... - poprosił. - Ze mną jesteś bezpieczna…
Baza RO i bezpieczeństwo? Po Last Jedi to stwierdzenie jest jeszcze bardziej zabawne.
Ale on nie mówi “w bazie” tylko “ze mną”. Coś w tym jest – skoro potrafi blokować moc Magdi, jaśniejącą jak supernowa, to widocznie sam posiada jeszcze większą… tylko dlaczego w takim razie nie użyje jej teraz na Luke’u? Zapomnij o mojej siostrze… Tu nie ma nikogo władającego Mocą…
Ale był na tyle głupi, by zaciągnąć się do Ruchu Oporu, gdzie a) grozi im inne niebezpieczeństwo niż to, że ktoś wyczuje ich potencjał b) to jedno z nielicznych miejsc, gdzie ktoś może wykryć ich wrażliwość na moc!
Fakt. Ich przybrany ojciec jest przemytnikiem; nikt by się nie zdziwił, gdyby Jacen kontynuował rodzinną tradycję.


- Z mistrzem Skywalkerem również będę - odrzekła łagodnie.
Nie wiem dlaczego, ale nie mogę przestać czytać tej wypowiedzi głosem mistrza Yody.


- Ale to nie to samo! Nie będę cię widział! A ciebie nie można spuścić z oczu nawet na pięć minut, bo zaraz narobisz jakichś głupot! Poza tym, on jest Jedi, i ma już tę swoją drugą uczennicę, Rey... - Pokręcił głową. - Na razie jest tutaj, ale co będzie, kiedy postanowi odejść? I zabierze cię, nie wiadomo jak daleko stąd? Co, jeśli już nigdy cię nie zobaczę...?
Magdi zarzuciła ramiona na szyję brata i przylgnęła do niego ciasno.
- Jesteśmy rodzeństwem, Jacen! - powiedziała z mocą. - I choćby nie wiadomo co się działo, czy nie wiadomo gdzie musiałabym się udać, potem zawsze cię odnajdę!
Przytulił ją mocno.
- Obiecujesz?
- Obiecuję…


W bazie pojawia się Max Nargis, przybrany ojciec Jacena i Magdi, z ładunkiem części zamiennych do X-wingów. Jego żona, Tiiel, zginęła na Hosnian. On sam po jej śmierci zniknął na kilka miesięcy i nikt nie wiedział, co się z nim działo. Odnotowujemy to dla pamięci, może to będzie miało jakieś znaczenie dla fabuły, a może nie ;)


(...)
Rozmyślania dziewczyny przerwał nagle Jacen, który, skończywszy właśnie rozmawiać ze swym przyjacielem technikiem, odwrócił się w jej stronę.
- Masz ochotę pomóc nam przy rozładunku „Meriduna", siostrzyczko? - spytał.
Wzruszyła ramionami.
- Jasne, czemu nie?
Uśmiechnęła się do niego, ale ktoś nagle położył dłoń na jej ramieniu.
- Przykro mi, kolego, ale twoja siostra ma już zajęcie - powiedział Poe Dameron, puszczając oko do zdumionej dziewczyny.
- To znaczy? - zdziwił się Jacen. - Chcesz zabrać Magdi na randkę?
- Tak, zaliczyłem już wszystkie pilotki i teraz przechodzę do personelu pomocniczego, a co?


- Jacen! - zawołała jego siostra, rumieniąc się.
Poe roześmiał się szczerze, co sprawiło, że dziewczyna zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
- Nienawidzę was - mruknęła.
- Dobrze, dobrze - zachichotał Dameron. - Mistrz Skywalker chce, żebyś rozpoczęła swój pierwszy trening Jedi. - Młody mężczyzna położył dłonie na jej ramionach. - Gratuluję, Magdi.
A Poe awansował z pilota na woźnego-posłańca mistrza Skywalkera?


Zawstydzona, spuściła wzrok.
- Dzięki... - wydukała.
Pilot puścił ją, wciąż jednak uśmiechał się szeroko.
- Znajdziesz mistrza i Rey w kwaterze generał Organy. A ja pomogę wam z ładunkiem od Nargisa - zwrócił się do Jacena i jego towarzysza.
Brat Magdi westchnął ciężko.
- No to ruchy, Dameron! - parsknął. - Nie mamy całego dnia!
Oni chyba się nie lubią.


- Taa jest, sir! - Poe poklepał Jacena po plecach i wystrzelił z budynku jeszcze przed nim.
Czy główną cechą tego opkowego Poego jest uśmiechanie się i klepanie wszystkich po pleckach?


Magdi rozpoczyna trening Jedi.


(...) Z bijącym sercem czekała na instrukcje mistrza, gotowa wykonać, najlepiej jak tylko potrafi, każde jego polecenie. Na samo słowo „trening" przychodziły jej do głowy same wyczerpujące fizycznie ćwiczenia, jednak, ku jej zaskoczeniu, Skywalker zaczął od zaprezentowania jej kilku technik medytacji. Jako Jedi powinna zawsze zachować czysty i otwarty umysł, jak również być spokojną, ale jednocześnie czujną. Wykonywała właśnie jedno z takich ćwiczeń medytacyjnych, gdy drzwi nagle rozsunęły się, i do kwatery wkroczyła generał Organa. Uniosła brwi na widok mistrza i jego dwóch uczennic, siedzących na podłodze ze skrzyżowanymi nogami, jednak nie skomentowała tego w żaden sposób.
To brzmi jakby była zdziwiona, że siedzą na podłodze po turecku.
Obstawiam, że raczej Luke “pożyczył” sobie kwaterę do medytacji bez wspomnienia właścicielce.


- Czeka nas jutro dłuższy lot. Poe zabierze nas w okolicę układu Hosnian - oznajmiła. - Uznaliśmy to za w miarę neutralny teren. Tam przechwyci nas gwiezdny niszczyciel Najwyższego Porządku i przekonamy się, co takiego Snoke ma nam naprawdę do powiedzenia. - Zmarszczyła brwi. - Luke, mam nadzieję, że nie mylisz się, i nie jest to żadna pułapka. Inaczej... Już po nas…
Jej, oni naprawdę chcą to zrobić. W sumie… to dlaczego nie mogą debatować przez holonet? Albo zażądać by Snoke przybył zwykłym promem?


Rozdział 5


[Delegacja Ruchu Oporu leci w stronę pozostałości po układzie Hosnian, gdzie ma ich przejąć statek Najwyższego Porządku. Na pokładzie znajduje się też Magdi. Poe Dameron próbuje ją podrywać, ale przepędza go Leia.]


Rozdział 6


Kylo Ren, stojąc ramię w ramię z generałem Huxem w hangarze ogromnego gwiezdnego niszczyciela – „Sprawiedliwego" – czekał, aż opadnie rampa niewielkiego wahadłowca, mającego lata swej świetności już dawno za sobą, i wreszcie pojawią się goście Najwyższego Dowódcy Snoke'a. Młodego mężczyznę zdumiewał fakt, iż generał Organa przyleciała czymś takim. Wahadłowiec wyglądał bowiem, jakby za chwilę dosłownie miał się rozpaść, a połatany był w tylu miejscach, że ciężko byłoby je zliczyć. Cóż, trudno ukryć, iż po Leii Organie spodziewałby się czegoś bardziej...
Książęcego.
https://www.wiatrak.nl/sites/default/files/pictures/zlota-kareta-holenderskiego-krola-1.jpg


W sumie jakby wypiąć konie i doczepić silniki od ścigacza, to by się mogło nawet przyjąć!
https://66.media.tumblr.com/022eee3f350439580b1922e96100f576/tumblr_pdczhyGvda1rjabiuo1_500.jpg


Kylo czuł, że jego matka jest na pokładzie. Wyczuwał jej zdenerwowanie. Przygotował sobie dziesięć różnych usprawiedliwień zależnych od tego, jak bardzo była na niego zła. W Mocy wyczuwał również obecność Luke'a Skywalkera oraz tej przeklętej dziewczyny z Jakku, ale też... Kogoś jeszcze. Kogoś, kto być może przewyższał Mocą nawet Skywalkera.
I Yodę. I Snoke’a. I Revana. I Nihilusa. I Obi-wana. I Dartha Vadera. Razem wziętych. Na imię jej było Magdi-sue.
I nigdy, ale to nigdy wcześniej nikt nie był w stanie jej wyczuć, gdyż blokował ją brat, potężny Jacen-stu.  


(...) Przypatrzył się więc delegacji Ruchu Oporu, która pewnym krokiem, dumnie zmierzała w ich kierunku. Bez trudu rozpoznał Leię Organę oraz Luke'a Skywalkera, choć nie widział ich od tylu lat. Szli na przedzie. Za nimi podążała Rey oraz młody mężczyzna, Poe Dameron, którego Kylo kiedyś schwytał, a któremu pomógł potem w ucieczce jeden ze szturmowców, który zdezerterował, FN-2187.
Miło to ze strony Rena, że zniżył się do zapamiętania numeru jakiejś tam płotki.


Za nimi natomiast...
Ren omal nie zachłysnął się powietrzem. Jej obecność uderzała go coraz gwałtowniej, im bardziej zbliżała się do niego i Huxa. Dziewczyna w czerwonym mundurze.
Jej, serio? Nie mogła się przebrać? Jeśli ona ciągle chodzi w tym mundurze, to musi on sprawiać gorsze wrażenie niż wahadłowiec Lei.


Nie znał jej. Pierwszy raz widział ją na oczy. Ale ona wprost jaśniała. Jak supernowa.
Była super saiyaninem?


Opromieniała wszystko swą obecnością. I to jej widok tak zdziwił generała. Dlaczego? Mężczyzna nie był w stanie stwierdzić. Na pierwszy rzut oka wyglądała bowiem całkiem normalnie. Nawet przeciętnie. Miała ciemne, brązowe włosy,
Jak każda ważniejsza kobieta w Gwiezdnych Wojnach. Dawno, dawno temu w odległej galaktyce wyginęły blondynki. To nie jest czepiania się opka, tylko taka ogólna uwaga co do uniwersum.


które teraz rozpuszczone, sięgały jej do ramion oraz duże, błękitne oczy, jednak nie była wyjątkową pięknością. Jej twarz należała do tych, które zapomina się natychmiast, gdy przestanie się na nie patrzeć.
Jeśli tę cechę odziedziczyła po rodzicach, to oznacza, że któreś z nich idealnie nadawało się do wywiadu!


Jednak Kylo nie mógł przestać na nią patrzeć. Wszystko przez Moc, jaką miała w sobie. Przyciągała go niemal jak magnes. Ale ona zdawała się nie zwracać na niego uwagi, całkowicie pochłonięta obserwacją otoczenia, w którym się znalazła. Ciekawiło ją wszystko. Statki, sprzęty, roboty, ludzie... To, co dla niego i Huxa było na porządku dziennym.
To brzmi, jakby Magdi wyrwała się z jakiejś zapadłej wioski, a nie bazy Ruchu Oporu, gdzie też przecież były statki, sprzęty, roboty i ludzie.
Ale tu wszystko jest takie nowe, lśniące i w ogóle!


- Ren, ta dziewczyna... - syknął cicho rudowłosy generał, lecz nagle zamilkł, gdyż delegacja właśnie stanęła tuż przed nimi.
Dziewczyna w czerwonym mundurze obrzuciła Rena zdumionym, ale jednocześnie zaciekawionym spojrzeniem, potem przeniosła wzrok na Huxa, i...
Uśmiechnęła się. Do nich obu. Jako jedyna. Był to co prawda delikatny i niepewny uśmiech, ale jednak.
O, to ziomki odpowiedzialne za rozwalenie Hosnian Prime i kilku innych planet, śmierć mojej przybranej mamy, śmierć wielu towarzyszy z Ruchu Oporu i zagładę całej floty republiki. Ale uśmiechnę się, bo wyglądają na takich słodziaków!
Jeden jest rudy, lubię rudych, a drugi ma takie ładne oczy!


- Generale Hux. - Leia Organa skinęła głową młodemu mężczyźnie, z całych sił starając się nie patrzeć na Rena.
Hux odwzajemnił jej gest, jednak nie odezwał się ani słowem. I nawet nie zamierzał. Najwyższy Dowódca Snoke bowiem bardzo jasno określił, kto ma prowadzić rozmowy z Ruchem Oporu. I w żadnym razie nie był to on. Dziś po prostu asystował Renowi.
Zaraz, to Snoke odzywa się pierwszy, bo potrzebuje pomocy Ruchu Oporu i chce negocjować z jego dowódcą, generał Organą, ale sam nawet nie fatyguje się by osobiście prowadzić negocjacje? Trochę afront.
Snoke jest już starszym panem, bolą go stawy, nie wyciągajmy go ze statku na taką pogodę, jak nie jest to konieczne.


- Generał Organa. Luke Skywalker... - Ren zwrócił się bezpośrednio do nich, jakby pozostałej trójki nawet tam nie było. - Najwyższy Dowódca oczekuje na was.
O. “Snoke bowiem bardzo jasno określił, kto ma prowadzić rozmowy z Ruchem Oporu”, a tu się okazuje, że Kylo ma ich tylko zaprowadzić?


Kylo wyczuł rozżarzoną do białości wściekłość swej matki, która jeszcze narastała, w miarę jak wypowiadał swe słowa. Kiedy skończył, wyprostował się dumnie i spojrzał na nią wyzywająco, choć kobieta i tak nie mogła dostrzec jego oczu przez metalową maskę, która całkowicie zakrywała jego twarz. Mimo to, niewysoka kobieta doskoczyła do niego, zanim Luke lub ktokolwiek inny zdołał ją powstrzymać.
- Nigdy więcej nie waż się tak do mnie mówić! - wrzasnęła. - Dla ciebie nie jestem generałem! Jestem twoją matką! I tak masz się do mnie zwracać!
Tak zachowuje się Leia Organa zajmująca się polityką jeszcze w czasach gdy była nastolatką. Na pewno, drogie opko, na pewno.


Hux odsunął się nieco, zaskoczony, widząc tę drobną, niepozorną kobietę w takiej furii. Cóż, pomyślał, z generał Organą rzeczywiście nie ma żartów. Gdyby on miał taką matkę, pewnie też prędzej, czy później uciekłby z domu… “Hehehe. A, chwila, przecież jestem zrobionym na boku nieślubnym oficera i kucharki, matki nigdy nie poznałem, ojciec znęcał się nade mną, a z jego żoną nie miałem właściwie żadnej relacji. Czy bycie zagarniętym do woja liczy się jako ucieczka?”, rozmyślał.
Leia zamachnęła się, jakby zamierzała uderzyć syna w twarz, jednak jej ręka opadła zaraz,
No i dobrze, jakby trzasnęła w ten czorny hełm, to by pewnie sobie połamała kości.


a w oczach generał zabłysły łzy.
- Och, Ben... - powiedziała drżącym głosem. - Coś ty najlepszego zrobił? Co ty tutaj robisz? Wracaj do domu... Do przyjaciół! Do mnie! I do ojca. A nie, do ojca nie.
Leia, co ty najlepszego robisz? Wracaj do siebie, ogarnij się…
Być może w czasie lotu zbyt entuzjastycznie uzupełniała poziom midichlorianów?


Kylo na pozór zdawał się być zupełnie niewzruszony wybuchem, bądź co bądź, jego własnej matki, jednak w głębi duszy wrzał. Jak ona śmie?! Jak ma czelność mówić mu o domu?! O przyjaciołach?! Gdzie niby miałby być jego dom, według niej?! Kiedy był dzieckiem, nie przejmowała się nim. Wciąż latała z planety na planetę z misjami dyplomatycznymi, lub aby przekonywać kolejne rządy, iż resztki Imperium wciąż stanowią dla nich zagrożenie, i należy je konsekwentnie zwalczać. A jak nie spotkanie u ambasadora, to kosmetyczka! Sadzała go przed telewizorem i całe popołudnia spędzała na naradach wojennych! Beztrosko odesłała go do wuja, aby on zajął się jego wychowaniem. A gdzie była, kiedy jej potrzebował?! Gdzie była, gdy z krzykiem budził się w nocy z kolejnego koszmaru, i jedyne, czego pragnął, to poczuć, jak tuli go w swych ramionach?! Poczuć się bezpiecznie... Nie było jej. Nigdy jej nie było. Nie zasługiwała na miano matki.
- Nie jesteś moją matką! - syknął. - Właściwie nigdy nie byłaś. A mój dom jest tutaj.
Znając Imperium/Najwyższy Porządek, to hangar wypełniony jest stojącymi na baczność szturmowcami. Podziwiam, że nikt nie zaczął się śmiać.
Miał ciężkie dzieciństwo i tak smutno patrzy tymi czarnymi oczami. Nie może być zły!


Luke położył dłoń na ramieniu siostry, choć wiedział, iż niewiele to da. Leię przepełniał tak ogromny smutek, iż nic nie było w stanie go ukoić.
- Nie będziemy tracić czasu na zbędne dyskusje! - ciągnął tymczasem Ren. - Wy troje - wskazał na Luke'a, Leię oraz Rey - pójdziecie ze mną. Najwyższy Dowódca chce was widzieć. Generale! - Odwrócił się do swego towarzysza w nienagannym, czarnym mundurze i rzekł: - Proszę przypilnować pozostałej dwójki. Nie życzę sobie tutaj żadnych awantur!
Hux mocno zacisnął szczęki.
- Oczywiśśśśśśśście - syknął. - Wedle rozkazu.
Ty parszywy, śmierdzący, Sitho-podobny draniu..., pomyślał wściekle. Jak Ren śmiał wydawać mu rozkazy?! „Sprawiedliwy" był jego okrętem! On był tutaj generałem! On dowodził! A Ren stanowczo pozwalał sobie na zbyt wiele! Chwilowo jednak ambitny, młody generał musiał przełknąć urazę i udawać, że nic się nie stało. Przecież mieli gości.
No gdzież tak się kłócić przy gościach, co ludzie powiedzą!
Hux odwrócił się ze sztucznym uśmiechem do Lei. - Ależ nie, nie ściągajcie butów! Och, no dobrze, FN-3210, przynieś no jakieś kapcie! Kawy, herbaty?


Obserwował przez chwilę Rena, oddalającego się wraz z Luke'm Skywalkerem, a następnie przeniósł wzrok na dziewczynę w czerwonym mundurze oraz towarzyszącego jej młodego mężczyznę. Hux kojarzył go. Wiedział, że nazywa się Poe Dameron i jest pilotem X-winga w jednej z eskadr Ruchu Oporu. Był kiedyś ich jeńcem, jednak udało mu się zbiec, wykradając jeden z myśliwców TIE. Generał z niechęcią musiał przyznać, iż podziwia jego pomysłowość, oraz odwagę. Wykraść TIE prosto z hangaru gwiezdnego niszczyciela, pełnego wrogich żołnierzy? Nie każdy by się na to poważył.
To raczej kwestia braku sensownej alternatywy, niż odwagi.
Generał wpatrywał się w Damerona, aż ten to zauważył i puścił mu oczko. Huxowi mocniej zabiło serce.


Hux obrzucił go krótkim spojrzeniem, aby po chwili przenieść wzrok na dziewczynę. Cóż, skoro już musi niańczyć tę przeklętą dwójkę, to przynajmniej popatrzy sobie na ładną buźkę. Która, jak się okazało, w tej chwili wcale nie wydawała się tak ładna, z rozdziawionymi ustami i szeroko otwartymi oczami. Młodemu mężczyźnie przemknęło przez myśl, że dziewczyna ma w tej chwili najgłupszą minę, jaką kiedykolwiek widział. I było to nawet całkiem zabawne.
- Coś nie tak, panienko? - spytał. - Jakiś problem, lala?
Zamrugała.
- Kto to był? - wydukała. - Kto to powiedział?!
Poe odwrócił się i popatrzył na nią zdumiony. Domyślił się, że miała na myśli tę wysoką, ubraną na czarno i zakapturzoną postać. Tego potwora.
- Magdi, no co ty? - parsknął. - Nie słyszałaś nigdy o Kylo Renie? Zabójcy Jedi?
- Słyszałam, ale...
- Tak, to był on - mruknął Hux. - Słynny Kylo Ren.
- On jest synem generał Organy? - Magdi wciąż nie mogła wyjść ze zdumienia.
No kuźwa, nie powiecie mi, że ona tego nie wiedziała. Na pewno cała baza o tym nie raz plotkowała.
Bo ja wiem…? Kylo Ren ukrywał swoją prawdziwą tożsamość, a Leia też się raczej nie chwaliła.
W każdym razie, spoko temat do poplotkowania z wrogiem. Przypomnijcie mi, po co Magdi jest na tym spotkaniu?


Dameron skinął głową.
- I Hana Solo - dodał cicho.
- Szczęśliwe rodzinne spotkanie - rzucił rudowłosy generał, uśmiechając się kwaśno.
Dziewczyna wciąż nie wyglądała na przekonaną. Jakby z trudem była w stanie przetrawić te informacje.
- Ale... Jak? - wyjąkała.
Poe znów obrzucił ją spojrzeniem. Uniósł do góry prawą brew.
- Magdi... - Pokręcił głową z politowaniem. - Naprawdę? - spytał z niedowierzaniem. Po chwili uśmiechnął się lekko. - Mam ci to narysować? A może wolisz praktyczną demonstrację? - Zachichotał.
Reszta towarzystwa zaśmiała się z grzeczności, po czym nastała niezręczna cisza i każdy zaczął się gapić w swój kubek z kawą, szukając szybko jakiegoś tematu. Hux odchrząknął. - No, Magdi, to jak tam w tym twoim nowym zakonie? Dużo wam zadają?


Dziewczyna pacnęła go otwartą dłonią w tył głowy, a następnie spłoniła się i zaczęła nerwowo zakładać włosy za uszy, podczas gdy Dameron wciąż chichotał.
- I z tego biorą się dzieci. No chyba, że wola mocy, midichloriany, leniwy scenariusz i hyc, masz dzieciaka z niczego.


Hux natomiast westchnął ciężko. Ren, ty draniu..., pomyślał z rezygnacją. Dlaczego ty mi to robisz?!
Nie myślałem, że to napiszę, ale jak patrzę na bohaterów tego opka, to zaczynam utożsamiać się z Huxem.


Rozdział 7


Kylo Ren, dumnie wyprostowany, stał po prawej stronie tronu swego mistrza i pana, Najwyższego Dowódcy Snoke'a. Z wyższością spoglądał na stojących na wprost, jednak nieco niżej, Luke'a Skywalkera, Rey oraz własną matkę. Udało się zwabić tutaj całą trójkę i gdyby tylko Najwyższy Dowódca wyraził na to zgodę, mogliby pozbyć się ich raz na zawsze, ponieważ nawet dwójka Jedi oraz generał Ruchu Oporu, nie są w stanie obronić się przed całą załogą gwiezdnego niszczyciela.
- Amazing. Every word of what you just said was wrong. - stwierdził Luke, rozchylając poły swojego płaszcza i ukazując zszokowanemu otoczeniu termodetonatory zwisające niczym warkocze czosnku. Najwyższy Porządek był tak pewny siebie, że nikt  nawet nie przeszukał członków Ruchu Oporu, tak bardzo zaprawionego w prowadzeniu walki partyzanckiej.


W ten sposób Ruch Oporu, ta zdradziecka organizacja, zostałby zdławiony raz na zawsze, bo jak mógłby sobie poradzić bez swej głównej organizatorki, Leii Organy? Ale Dowódca Snoke miał co do nich inne plany, których Kylo nie śmiał kwestionować.
Dziękujemy ci, Imperatorze Narracyjny, że strzeżesz dowódców Ruchu Oporu przed skutkami ich własnej głupoty.


Choć wiedział, iż powinien skupić się na tym, co właśnie rozgrywa się na jego oczach, nie potrafił. Ciągle czuł na sobie wzrok Rey, której dłoń bezustannie spoczywała na rękojeści miecza świetlnego (w geście dobrej woli Snoke postanowił bowiem nie odbierać im broni)
Tylko na galeryjkach wokół sali tronowej ustawił tak ze dwa bataliony szturmowców z wycelowanymi w gości blasterami.  


(...)
Luke Skywalker natomiast, uśmiechając się łagodnie, przysłuchiwał się rozmowie swej siostry z Najwyższym Dowódcą.
No, no, całkiem sobie dobrze radzi, kto by pomyślał… Ale jakby co, to ja tu jestem i czuwam, gotowy przejąć stery, kiedy to się zrobi dla niej za trudne!


Kylo zamknął się więc w Mocy, wyczuwając przelotne zaskoczenie Snoke'a, którego ten jednak nie okazał nawet najdrobniejszym gestem, i skupił się na obecności tej drugiej dziewczyny, która pozostała z Huxem. W momencie, gdy ujrzał ją po raz pierwszy, Rey straciła dla niego wszelką wartość. Ta zbieraczka złomu nie dorastała tamtej nawet do pięt.
Ta zbieraczka złomu spuściła ci niezły łomot przed rokiem, szmaciarzu. #teamRey
Niestety, Rey, przykro mi, ale…



W obecności drugiej dziewczyny, tak jasnej, kojącej i kusząco naiwnej było coś, co przyciągało go niczym magnes. Była bowiem niczym czysta karta, czekająca, aż ktoś ją zapisze.
W przeciwieństwie do steranej życiem i zgorzkniałej Rey.
Akurat. Kylo nie wie jak zagadać do Rey, bo dobrze pamięta jak skończyło się ich ostatnie spotkanie:


Ren delikatnie spróbował wysondować jej umysł, aby dowiedzieć się o niej czegoś więcej, jednak napotkał niespodziewany opór. Poruszył się niespokojnie, wywołując tym samym zaniepokojone zmarszczenie brwi u Rey, która zerknęła szybko na swego mistrza. Młody mężczyzna zignorował ją, ponownie próbując dosięgnąć umysłu dziewczyny, tym razem mniej delikatnie. I ponownie, nie powiodło mu się. Nie tylko napotkał opór, ale został też gwałtownie odepchnięty, co odczuł niemal jak fizyczny cios, który omal nie zrzucił go z nóg.
Kylo Ren zrzucony z nóg (jednym cięciem miecza świetlnego):
O, teraz jeszcze bardziej przypomina dziadka.


Z trudem zdołał utrzymać równowagę, i postanowił odciąć się w Mocy również od dziewczyny. Była jeszcze niewytrenowana. Potrzebowała mistrza. Czuł to. Nie byłaby w stanie mu się przeciwstawić. Chyba, że robiła to instynktownie. W to jednak wątpił. Miał wrażenie, że dziewczyna nawet nie poczuła, iż próbował dotknąć jej w Mocy.
Nawet okiem nie mrugnęła, nie to, co ta śmieciara z Jakku!
https://thumbs.gfycat.com/CreamyImpureImago-size_restricted.gif


Sądził, że to ktoś inny odepchnął go od niej. Jednak ani Luke Skywalker, ani Rey, którzy byli zbyt słabi i w ogóle ciency jak dupa węża, nie byliby do tego zdolni. A skoro to nie oni, to kto...?
Jacen! Którego tam nie ma…
W kącie sali siedział technik i dłubał jak popadnie przy klimatyzacji, uważnie przysłuchując się rozmowie. Strażnikom nikt nie powiedział, że przyjdzie ktoś od naprawy, ale jak koleś się upierał, że po niego dzwoniono, to nie będą się kłócić.


Rozdział 8


Generał Hux, w asyście pilota Ruchu Oporu oraz Magdi, dziewczyny w czerwonym mundurze, stał na mostku „Sprawiedliwego", od czasu do czasu czując na plecach zaciekawione spojrzenia podwładnych.
A on co, wziął ich na wycieczkę? Pokazuje im każde ważniejsze pomieszczenia na statku? I pewnie jeszcze pozwala strzelać foteczki?
Panie generale, mogę selfika z tym najnowszym modelem torpedy?


Starał się jednak nie zwracać na nie uwagi. Nieco dalej, w każdej chwili gotowa do walki, stała kapitan Phasma, czujnie obserwując dwójkę przybyłych. Generał wątpił jednak, aby w tym wypadku jej obecność była aż tak konieczna. Dziewczyna nie miała żadnej broni, a Dameron, nawet jeśli trzymał gdzieś ukryty blaster lub wibronóż, raczej nie zaryzykowałby wszczynania walki na okręcie. Byłaby to misja samobójcza. Sam jeden, ilu szturmowców lub oficerów mógłby unieszkodliwić?
W Akademii Wojskowej Hux akurat wagarował, gdy mówiono o ładunkach wybuchowych, walce partyzanckiej i terrorystach.


Niewielu. Najwyżej kilku, nim wreszcie to jego dosięgnąłby zabójczy strzał. Hux specjalnie zabrał ich oboje na mostek - aby na własne oczy mogli przekonać się o wielkości i potędze Najwyższego Porządku. Po porażce w bazie Starkiller, nie popełnią już bowiem kolejnych błędów. Nigdy.
Dameron rozglądał się uważnie po mostku, starając się zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół, licząc na to, że wiedza ta kiedyś może mu się przydać.
To tyle w kwestii “więcej nie popełnimy żadnego błędu”.


Magdi natomiast, pełna zachwytu, stała przed przednim iluminatorem, wpatrując się w znajdującą się nieopodal pełną kolorów mgławicę – pozostałość po gwieździe, która wybuchła miliony lat temu, wyrzucając we wszystkie strony tony pyłu oraz cząsteczek. Musiał być to doprawdy piękny spektakl. I jakże zabójczy.
Może i matka Magdi była szpiegiem Imperium, ale córka raczej nie osiągnie sukcesów w tej dziedzinie.


Magdi nagle ma wrażenie, jakby za jej plecami stanął Kylo Ren, ale kiedy się odwraca, nikogo tam nie ma.  


- Piękny widok, prawda? - odezwał się niespodziewanie generał Hux, wciąż stojąc przy jej boku.
Przytaknęła. Jasnowłosy mężczyzna milczał chwilę, nim odezwał się po raz kolejny. Tym razem zupełnie zmienił temat.
- Ładna dziś mamy pogodę w kosmosie, prawda?
- Skąd masz ten mundur? - zapytał.
Zdumiała ją z trudem skrywana ciekawość w jego głosie. Dlaczego wszyscy pytają o ten mundur? Co jest w nim aż tak nadzwyczajnego?
Jest, kurnać, czerwonym mundurem imperialnych szpiegów, trochę dziwne ubranko dla rebeliantki, nie sądzisz?


Wzruszyła ramionami.
- Wiem tylko, że należał do mojej mamy, nic więcej - odparła.
Hux zamrugał, jeszcze bardziej zdumiony niż ona.
- Kim była twoja matka? - spytał ostrożnie.
Magdi skrzywiła się.
- Nie wiem, generale - odrzekła. - Nie pamiętam jej.
Ze smutkiem spuściła wzrok. Młody mężczyzna niepewnie podał jej ramię.
- Pozwól więc, iż coś ci pokażę - zaoferował.
Nie była pewna, czego może się spodziewać, jednak, wciąż mając oczy szeroko otwarte ze zdumienia, skinęła głową i przyjęła podane jej ramię. Opuścili mostek z Poe i kapitan Phasmą ciągle depczącymi im po piętach (no bo jakże to tak bez przyzwoitki), i po krótkim marszu korytarzami gwiezdnego niszczyciela, znaleźli się w ogromnym pomieszczeniu, pełnym monitorów, holoprojektorów, oraz kart danych.
- Co to za miejsce? - spytała Magdi, puszczając ramię generała i podchodząc do jednego z terminali.
- To niewielka część naszego archiwum - odparł Hux z niemałą dumą w głosie.
- Sir, nie jestem pewna - zaczęła nagle Phasma, jednak generał zgromił ją wzrokiem i dowódca szturmowców zamilkła natychmiast.
Cofam to, co napisałam wcześniej. Jeśli Magdi samą swą obecnością skłania przeciwnika do pokazywania swych archiwów, to może być dla wywiadu bezcenna!


Hux podszedł do Magdi i włączył terminal.
- Moja droga - powiedział delikatnie. - Masz na sobie mundur najważniejszej kobiety w Imperium Palpatine'a…
A podobno był pozbawiony wszelkich oznak i nieidentyfikowalny…?


Dziewczyna pobladła, czując się, jakby ziemia nagle osunęła się jej spod stóp.
- To znaczy? - spytała.
Poczuła, że Poe stanął obok niej, z drugiej strony. Generał Najwyższego Porządku natomiast uśmiechnął się lekko i na moment podszedł do szafek zawierających datakarty. Przez krótką chwilę szukał czegoś, a kiedy znów do nich wrócił, trzymał w dłoni niewielką kartę danych, którą następnie wsunął w urządzenie. Ekran pojaśniał, wyświetlając podstawowe dane, a tuż przed nimi wyświetlił się hologram popiersia ciemnowłosej kobiety.
- Ysanna Isard - przeczytała drżącym głosem Magdi, a następnie przeniosła wzrok na hologram.
Poe uczynił dokładnie to samo. Isard, Isard... Coś mówiło mu to nazwisko... Myślał gorączkowo. Różne strzępki informacji zaczęły nakładać się na siebie, i nagle...
Tak! Przypomniał sobie wszystko!
Ysanna Isard. Znana również jako Iceheart.
Tu dostajemy streszczenie historii Isard oraz Corrana Horna, swego czasu więzionego przez nią na jej niszczycielu. Khę, pamiętamy, że Jacen, brat Magdi, wygląda jak jego młodsza (i wyższa) wersja?
W tym więzieniu Corran musiał cierpieć okropne, okropne katusze!


Była jedyną kobietą w pierwszym Imperium Galaktycznym, która otrzymała stopień admirała.
Eee, nie? Wszędzie widzę tylko, że była Dyrektorem Wywiadu. Pierwszą i jedyną kobietą admirał w Imperium była Daala. Albo autorce się pomyliło, albo wywaliła ją ze swej wersji historii :P
Biedna Daala, nie dość, że w kanonie dyskryminowana ze względu na płeć, to nawet w opku padła ofiarą zjawiska Matyldy.


Niektórzy podejrzewali, iż to dlatego, że była kochanką samego Palpatine'a.
Bo OCZYWIŚCIE nie mogła zasłużyć na to swym talentem i kompetencjami. A czyim kochankiem był Thrawn?


(...)
Wszystkie te informacje można było znaleźć również w jej aktach, w których posiadaniu był Najwyższy Porządek. Magdi czytała wszystko zachłannie, a im więcej się dowiadywała, tym bardziej jej twarz pochmurniała. Kiedy skończyła czytać, spojrzała zimno na Huxa.
- Dlaczego pan mi to pokazał? - spytała.
- Ponieważ nosisz jej mundur, już mówiłem - odparł mężczyzna z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- To jeszcze nic nie znaczy! - odparła, kręcąc głową. - Ktoś mógł go znaleźć na martwej Isard i ukraść, a potem sprzedać lub podarować moim rodzicom!
- Mundur jest nietknięty - zaoponował generał. - Ktoś dbał o niego.
Po tych wszystkich latach, kiedy Magdi nosiła go jako codzienne ubranie? Z czego zrobiono tę tkaninę?
Stara imperialna jakość!


A to oznacza, że Ysanna wcale nie zginęła w bitwie z Eskadrą Łotrów, jak ktoś zapisał w jej aktach. Gdyby wtedy zginęła, po mundurze nie pozostałby nawet ślad.
To co najwyżej oznacza, że mogła mieć kilka mundurów jako dyrektor wywiadu. O ile to na pewno jej. Matka Magdi mogła pracować w pralni, do której Isard zanosiła swoje mundury.
Długo będziecie się jeszcze wymądrzać czy dacie Huxowi w spokoju rekrutować naiwniaka?


A tymczasem ty masz go na sobie – ponad dwadzieścia lat później. Może to sama Isard umieściła w archiwum informację o swojej śmierci, aby móc się ukryć?
No proszę, i cały misterny plan poszedł fpisss…


Poe zauważa podobieństwo Magdi do Ysanny; sama Magdi próbuje sobie przypomnieć cokolwiek o matce, ale nie może – “jakby ktoś wyrwał jej wspomnienia z głowy”; z dzieciństwa pamięta jedynie brata. Niezręczną sytuację przerywa Phasma.


- Sir - odezwała się. - Rozmowy dobiegły końca. Pilot oraz dziewczyna mają stawić się w hangarze.
Tak właściwie, to po kij od jakiej mietły Luke nalegał, żeby Magdi z nimi poleciała? Chyba tylko po to, żeby zwrócić uwagę Kylo Rena na jej moc jaśniejącą jak supernowa. Uczciwy Jedi zawsze pokazuje przeciwnikowi swoje karty i nigdy nie trzyma asa w rękawie, c’nie?
Cicho, to pewnie była wola mocy!


Generał skinął głową.
- Oczywiście. Czy można...? - Ponownie zaoferował Magdi swe ramię.
Dziewczyna mocno zacisnęła usta, jednak po chwili wsunęła dłoń pod ramię mężczyzny. Przecież niegrzecznie byłoby odmówić. Ruszyli do wyjścia. Poe oraz Phasma podążali zaraz za nimi.
Oni też szli pod rękę?
Musiało to fajnie wyglądać ;)
https://66.media.tumblr.com/0cbf9b014dada5272214bfa1aa4d4947/tumblr_p16rs5ZNdL1rertyro1_400.gif


Rozdział 9


[Hux okazuje Magdi względy, Kylo Ren się wścieka. Następnie przedstawiciele Ruchu Oporu odlatują.]


Rozdział 10


[Leia opieprza Magdi za kontakty z Huxem, Magdi płacze, Poe ją pociesza. ]


Magdi, trzymając głowę nisko opuszczoną, stała sztywno przed obliczem generał Organy, która patrzyła na nią groźnie. Ledwo zdążyli wejść w nadprzestrzeń, kobieta zażyczyła sobie, aby ona oraz Poe natychmiast stawili się w jej kajucie. Dziewczyna nie miała wyboru. Dameron jeszcze mógłby się jakoś wyłgać, tłumacząc się tym, że jest w końcu ich pilotem, ale dzielnie postanowił towarzyszyć Magdi, pozostawiając stery w rękach Rey, która była niemal tak dobrym pilotem, jak on.
Ale w nadprzestrzeni pilot nie bardzo ma co robić. Może najwyżej wygodnie rozsiąść się w fotelu i gapić przez okno.


W ciasnej kajucie, oprócz ich trójki, przebywał również Luke Skywalker, który nie mniej niż jego siostra, ciekaw był, co też wydarzyło się między dziewczyną a Huxem.
- Co to miało znaczyć?! - zwróciła się Leia do Magdi władczym tonem. - Co ty sobie wyobrażasz, dziewczyno?! Hux to morderca!
W oczach Magdi zabłysły łzy. Już miała ochotę odpowiedzieć, iż jej młody generał nie wyrządził żadnej krzywdy, ale w porę powstrzymała się.
*tu wstawcie moją wcześniejszą litanię o zbrodniach Najwyższego Porządku*
Plus, to Hux dowodził Bazą Starkiller.
Oj, jak Ty nic nie rozumiesz. Ale dla Magdi był miły!


Gdyby miała czelność w taki sposób odezwać się do pani generał, ta najpewniej po prostu wypchnęłaby ją przez otwartą śluzę powietrzną, prosto w zimne objęcia kosmosu.
A wraz z Magdi wyssałoby wszystkich innych.
Leia da sobie radę ;)


Milczała więc, mocno zacisnąwszy usta.
Poe poruszył się niespokojnie.
- Pani generał, jeśli można - zaczął.
- Nie teraz, Poe - przerwała mu starsza kobieta, dużo łagodniejszym tonem. - Najpierw chcę wiedzieć, co Magdi ma nam do powiedzenia.
Skywalker zmarszczył brwi, jednak nie odezwał się. Cóż, wyglądało na to, że jego siostra ma słabość do tego młodego pilota.
- Mówże, dziewczyno! - zażądała Leia. - Zamierzasz do nich dołączyć?! Zdradzić wszystko, w co wierzymy?! W co wierzy twój brat?! Zastanów się!
Wuuuuuut. Mam wrażenie, że Leia będzie Albusem “Dropsem” Dumbledorem tego opka.
Did you put your name in the Sith Goblet of Force?!


Słysząc jej słowa, Magdi nagle ukryła twarz w dłoniach i rozszlochała się. Poe opiekuńczo otoczył ją ramionami i przycisnął do swej piersi.
Leia poczerwieniała na twarzy z zazdrości.


- Ciii... Spokojnie - wyszeptał, delikatnie gładząc ją dłonią po włosach. - Magdi, już dobrze... - mówił czule, jak gdyby starał się zastąpić jej nieobecnego brata. - Nie płacz, zaraz włączymy bajeczkę. Chcesz, żeby włączyć bajeczkę? Tak? No, to wujek Luke już szuka na jułtube, a my dmuchamy nosek.
Próbowała go odepchnąć, ale kiedy zorientowała się, że to na nic, że Dameron i tak nie wypuści jej z ramion, poddała się, i załkała jeszcze bardziej rozdzierająco, opierając policzek na jego piersi. Czy z rekrutami w Oporze jest tak słabo, że na sekretarkę głównodowodzącej wyznaczono sześcioletnią dziewczynkę? Nogi ugięły się pod nią. Zaczęła bezsilnie osuwać się na podłogę, a on razem z nią. Wciąż płakała, a Poe kołysał ją w ramionach niczym małe dziecko, aby nieco ją uspokoić.
A Luke siedział i się na to wszystko gapił jak ostatnia pała?
Przez te wszystkie samotne lata na Ahch-to najbardziej brakowało mu słynnych na całą Galaktykę telenowel z Canto Bait; teraz nadrabiał zaległości.


Generał Organa przyglądała im się, zupełnie zdezorientowana. Po chwili przeniosła wzrok na swego brata, patrząc na niego błagalnie. Bez strachu brała udział w bitwach i stawiała czoła najgroźniejszym siepaczom Imperium, a potem Najwyższego Porządku, ale przeraził ją widok płaczącej dziewczyny.
Nigdy tego nie widziała, przez całe swe życie. Żadna rebeliantka nie opłakiwała ukochanego, który zginął, nikt nie miał krewnych na Hosnian…


Luke podszedł więc do Poe i Magdi, i przyklęknął obok.
- Spokojnie - szepnął, wykonując przy tym ledwo dostrzegalny gest dłonią tuż przy włosach dziewczyny. Chciał wysłać jej falę uspokojenia w Mocy, jednak natrafił na opór. Tak jakby Magdi wzniosła wokół siebie mur, przez który nic nie było w stanie się przedostać. Skywalker zmarszczył brwi. Nie mogła tak robić. Nie mogła ukrywać się. Nie przed tymi, którzy chcieli dla niej jak najlepiej. - Magdi, powiedz nam, co się stało... To generał Hux powiedział ci coś, prawda...? Czego od ciebie chciał? - pytał delikatnie.
Ale ona milczała uparcie. Poe zerknął na nią niepewnie, a następnie przeniósł wzrok na twarz mistrza Jedi.
- Jeśli można - zaczął znów. Jedną ręką sięgnął do kieszeni swej kurtki, z której wyciągnął po chwili tę samą datakartę, którą dostał od Huxa.
Dostał? Wycięliśmy ten kawałek, ale było tam tylko, że Hux chciał dać kartę Magdi, a ona odmówiła. Chwilę później Phasma oznajmiła, że rozmowy się skończyły i mają wracać.
Zwędził. Pewnie ma resztę kieszeni wypchane po brzegi innymi datakartami.


- Generał rozpoznał mundur Magdi - powiedział, podając Luke'owi kartę z danymi. - Należał do Ysanny Isard. Tutaj są jej dane. Oraz wzór kodu DNA. Jeśli Magdi się zgodzi, można łatwo sprawdzić, czy są ze sobą spokrewnione.
- Nie! - wrzasnęła natychmiast dziewczyna. - Nigdy! Nie mam nic wspólnego z tą kobietą! Isard nie była moją matką!
Poe zamilkł, aby nie wpędzać dziewczyny w jeszcze większą rozpacz, natomiast Luke wymienił z siostrą zdumione spojrzenia. Co jak co, ale takiego obrotu zdarzeń żadne z nich się nie spodziewało...
No ej, to i tak nie przebija tego, że rodzeństwo było dziećmi Dartha Vadera i Padme Amidali.
A zbrodnie Isard nie przewyższają zniszczenia całego układu planetarnego; a jednak do Huxa Magdi się uśmiechała.

Rozdział 11
[Jacen czeka na powrót delegacji. Po wylądowaniu Leia stwierdza, że muszą porozmawiać.]


Rozdział 12


[Magdi rozmawia z Lukiem Skywalkerem, rozpaczając z powodu tego, czego dowiedziała się o swej matce.]


- A co powie twój brat, jeśli go o to zapytam?
- Nie wiem - odparła dziewczyna, kręcąc głową, ale jednocześnie do jej uszu dobiegł głos Jacena.
- Powie, że to prawda - mówił chłopak.
Jego siostra uniosła głowę. Jacen stał na wprost niej, oparty o ścianę, z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Wpatrywał się w podłogę z zaciętą miną, jakby zamierzał policzyć wszystkie znajdujące się w niej atomy. Magdi zgarbiła się.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? - spytała ponuro.
Ciemnowłosy młodzieniec pokręcił głową.
- Po co? - odrzekł. - Magdi, jaki ma sens grzebanie się w przeszłości? Nasza matka była, kim była i nic już tego nie zmieni, ale wiedziałem, jak ty zareagujesz, kiedy dowiesz się prawdy o niej. - Popatrzył na twarz siostry, czerwoną i zapuchniętą od długotrwałego płaczu.
Och, tak, i dlatego starannie przechowałeś dla niej przez te wszystkie lata mundur matki, a potem skłoniłeś ją, by go nosiła, świątek, piątek czy niedziela.


- Gdybym tylko wiedział, że jakiś idiota spróbuje ci zaimponować, pokazując ci akta Isard, nigdy nie pozwoliłbym ci lecieć!
Hmmm, ciekawe, czy ktoś by odkrył podobieństwo i rwał się do pokazywania jakichkolwiek akt, gdyby Magdi zjawiła się tam w zwykłym cywilnym ubraniu…
A przecież wystarczyło “wyposażyć” Magdi w pasemko białych włosów jakie miała Isard. Hux mógłby to skojarzyć, ukradkiem pobrać próbkę do badania i potwierdzić pokrewieństwo. Ale nie, przecież każda bohaterka tej autorki musi wyglądać tak samo...


Dziewczyna nagle zerwała się na równe nogi, mocno zaciskając dłonie w pięści.
- Jacen, przestań! - zawołała. - Ja też mam prawo wiedzieć, kim byli nasi rodzice, i co się z nimi stało! Dlaczego jesteś taki?! Dlaczego ukrywasz przede mną prawdę?!
Jej brat mocno zacisnął usta.
- Robiłem to wszystko, aby cię chronić! W galaktyce nie brakuje ludzi, którzy zabiliby nas tylko dlatego, że naszą matką była Isard, a ojcem...
Chłopak zawahał się i nagle zamilkł.
- Kto był naszym ojcem, Jacen?! - wrzasnęła Magdi. - No kto?! Mówisz, że chciałeś mnie chronić, a dałeś mi mundur naszej matki! Wiem, że nie jesteś głupi, musiałeś zdawać sobie sprawę z tego, że prędzej czy później, ktoś go rozpozna!
Ten niezręczny moment, w którym nawet autorka zdaje sobie sprawę z głupot, jakie nawypisywała, chcąc uczynić swą bohaterkę bardziej wyjątkową…

Młodzieniec spuścił wzrok. Nie miał odwagi spojrzeć siostrze w oczy. Wcześniej rozmawiał z generał Organą, i zrozumiał, że źle zrobił, nie mówiąc Magdi o ich matce. Ale myślał, że w ten sposób postępuje właściwie, chroni ją! Jednak to dziewczyna miała rację. Jak mógł myśleć, że nikt nie rozpozna munduru Isard, nawet pozbawionego dystynkcji? W końcu, był to jedyny czerwony mundur admiralski w całym Imperium Galaktycznym.
Taaaa, jedyny, unikalny, wyjątkowy płateczek (czerwonego) śniegu, którego nikt, ale to nikt wcześniej nie rozpoznał.
Kuźwa. Ysanne Isard nie była admirałem, a dyrektorem wywiadu. Dwa, mundur admirała wyglądał tak:


I mogę się mylić, ale rangę oznaczają te kolorowe prostokąciki na piersi - u dyrektor Isard wyglądały tak jak te u admirała Pietta na zdjęciu powyżej, lecz miały odwrócone kolory:


Mundur Magdi jest pozbawiony oznaczeń, więc nie mam pojęcia skąd ta pewność, że to akurat TEN mundur.
Hm, według tej karty dyrektorzy wywiadu nosili identyczne oznaki jak admirałowie, z tą samą liczbą prostokątów i tym samym układem kolorów. Jednak autor tego zestawienia w swoich źródłach nie uwzględnia komiksów.
Poza tym, jak widać na przykład na tym rysunku, mundury armii Imperium zasadniczo nie różniły się krojem, jedynie kolorem (pomiędzy formacjami) i właśnie dystynkcjami. Czerwony mundur pozbawiony dystynkcji mógł należeć do oficera wywiadu dowolnej rangi, nie ma sposobu by udowodnić, że akurat do pani dyrektor.


Krótkie śledztwo dowiodło, że na różnych przedstawieniach Isard kolory prostokącików lubią zamieniać się miejscami ;)


Tymczasem jednak Luke chciał porozmawiać z nimi, a w szczególności z dziewczyną, o czymś jeszcze.
(...)
- Snoke chciał widzieć się z moją siostrą, ponieważ podobnie jak ja oraz Rey wyczuł nadciągające nad naszą galaktykę nowe zagrożenie - wyjaśnił. - I doskonale zdaje sobie sprawę, że sam nie da rady mu się przeciwstawić. Dlatego potrzebuje nas. A my potrzebujemy jego. Na pewien czas więc nasz konflikt odchodzi w niepamięć. Staniemy się sojusznikami i będziemy musieli współpracować.
Proponuję na początek przeprowadzić parę ćwiczeń integracyjnych, bo może być cienko. Ugotujcie wspólnie zupę rybną albo coś...


- To niemożliwe! - wykrzyknął Jacen.
Magdi otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.
To oznacza, że będzie częściej spotykała tego miłego, rudego generała!


- Kto może być aż tak niebezpieczny, że zagraża zarówno nam, jak i Najwyższemu Porządkowi? - spytała.
Tego niestety Luke wciąż nie był pewien.
- Istota, która przesiąknięta jest Ciemną Stroną Mocy - odrzekł. - Istota, która jest wręcz jej wcieleniem. Kiedy dotrze do naszej galaktyki, nie będzie miała litości dla nikogo, ani dla niczego. Zetrze wszystko na proch.




Dziewczyna pobladła. Wyglądała na przerażoną.
- To okropne... Co możemy zrobić? - spytała nieco drżącym głosem.
- Połączymy siły i stawimy jej czoła. Nie poddamy się bez walki!
Mistrz Jedi sięgnął do pasa, i z jednej z wielu niewielkich kieszonek wyjął coś, co Magdi w pierwszej chwili wzięła za bryłkę złota.
- To kryształ kyber - wyjaśnił, wyciągając go w stronę dziewczyny. - Użyjesz go do budowy swojego miecza świetlnego. Pokażę ci, jak to zrobić.
Luke, przemyśl to dobrze… Chcesz wyposażyć w miecz świetlny dziewczynę, która jest chodzącą katastrofą, tak niezdarną, że strach jej dać do ręki nawet patyk?
Już wkrótce w bazie Ruchu Oporu:



Luke oznajmia, że potrzebuje każdego, kto włada Mocą, Jacena również. Chłopak próbuje ugrać coś dla siebie...


- Dobrze! - Skinął głową. - Dobrze, ja polecę z panem, gdziekolwiek się pan wybiera, ale Magdi niech zostanie tutaj! Ona nigdy nie brała udziału w żadnej bitwie!
- To nie będzie zwykła bitwa, Jacenie - odpowiedział Luke Skywalker. - To nie będzie nic, z czym do tej pory miał okazję zmierzyć się ktokolwiek z nas.
- Mistrzu, dam sobie radę! - zapewniła gorąco dziewczyna, rzucając bratu ostrzegawcze spojrzenie.
Co prawda mam zerowe doświadczenie w walce, potykam się o własne nogi i psuję, czego tylko się dotknę, ale kto jak nie ja!


Skywalker położył dłoń na policzku Magdi i spojrzał głęboko w jej błękitne oczy.
- Wiem - powiedział łagodnie. - I choć przyszłość jest w ciągłym ruchu, czuję, że będzie to próba, z której wyjdziemy obronną ręką. Jeśli ty z nami, któż przeciwko nam? Przykro mi, że mamy tak mało czasu, ale musimy wyruszyć, gdy tylko zbudujesz swój własny miecz. Dowódca Snoke oddał nam do dyspozycji swój niszczyciel gwiezdny o nazwie „Sprawiedliwy", wraz z załogą.
Razem z Huxem? Snoke, ty wredny trollu. XD


Musimy jednak do niego dotrzeć. Potrzebujemy pilota. Najlepiej z własnym statkiem.
(...)
Jacen proponuje Maxa Nargisa.


- Mistrzu Skywalker - zwrócił się po chwili do Luke'a - skoro ustaliłeś już z moją siostrą, że poleci razem z tobą, to... Ja również dołączę do wyprawy. Nie znam się na Mocy (hue, hue, hue, a my ci wierzymy), ale chyba przyda wam się ktoś, kto potrafi czasem coś naprawić, prawda?
Mistrz Jedi uśmiechnął się.
- Oczywiście, Jacenie - zgodził się. - Twoja pomoc będzie wprost nieoceniona.
Chłopak skinął głową. Poleci z nimi, a dzięki temu będzie mógł mieć oko na siostrę.
Tak, jak do tej pory.
Spadaj, control freaku.


Z bazy Ruchu Oporu pozdrawiają generał Kura, Mistrz Vaherem i Jaśniejąca Mocą Kazik,

a Maskotek włożył, co tylko miał najbardziej jaskrawego, i poleciał szpiegować.