czwartek, 1 grudnia 2016

323. Zimny kocioł, czyli nie masz niewiast w naszej chacie (Mistrz, cz. 2/?)

Drodzy Czytelnicy!
W przepięknych okolicznościach przyrody zostawiliśmy obściskujących się Sonię i Raula w chwili, gdy nadbiegł Paweł z tabletem i przerwał im chwilę rozkoszy.
Gdyby nie to, doszłoby do scen gorszących pomiędzy naszymi uroczymi, uczciwymi i pięknymi bohaterami, a tak mamy pornosa między postaciami drugorzędnymi.
Gorsząco źle napisanego, bo wyobraźcie sobie - pornosa nudnego.
Chyba dzięki takim utworom jak ten, pochodzi określenie “spać z kimś”, bo jako żywo - jeśli opisane “seksy” do czegoś mogą podniecić, to tylko do drzemki.
Tak, są jeszcze tajne knowania, tajne działania mafii, tajne szyfry, utajnione sejfy i bardzo tajny serwer.
I zdradzę Wam tajemnicę - podróżujcie tylko samolotami pełnymi pasażerów. Tych nikt nie sprawdza.


Analizują: Jasza, Królowa Matka, Kura i Dzidka

Mężczyzna wciągnął ze świstem powietrze, dziewczyna zamrugała jak wyrwana z sennego marzenia.
-    Raul! Mam dla ciebie pilną wiadomość! - Paweł szedł ku nim szybkim krokiem, niemal biegł. Nawet jeśli widział, co przed chwilą między tą dwójką się wydarzyło, nie zważał na to. Nie zważał na nic, tylko wetknął Raulowi do rąk tablet i rzucił:
-    Patrz.
Raul osłonił ekran od słońca dłonią i obaj pochylili się nad niewielkim obrazem.
Co ja pacze?!
Sonia stała obok, pogrążona we własnych myślach i miotana tak sprzecznymi uczuciami, że chciało jej się płakać.
A na bok wszystkie konszachty gangsterów, złoczyńców którzy ją pobili, postrzelili, porwali, ale niestety - nie zniewolili…

Waligórski na każdą okazję:

Jedzie Tatar na tarpanie, wiedzie pannę na arkanie,
a ta panna ciężko ranna, a on wiedzie ją w niewolę.
[...]
Gdy Tatarzyn brał ją siłą, polskie wojsko ją odbiło.
Już, sieroto, ze swą cnotą, będziesz wiecznie żyć, niestety.

Już, sieroto, ze swą cnotą, będziesz wiecznie żyć, niestety.
Już, sieroto, ze swą cnotą, będziesz wiecznie żyć!

Nie znał Waligórski naszej AłtorKasi, oj, nie...


Gdy Raul parę minut temu ujął ją za ramiona, poczuła jak potężna siła, dotąd uśpiona, bierze ją w posiadanie.
<z nadzieją> Szczerą chęć, żeby tak naprawdę, od serca dać mu w mordę?

Jak budzą się zmysły i uczucia, o których istnieniu nie miała dotąd pojęcia: wszechogarniające pragnienie oddania się temu mężczyźnie. Bez względu na miejsce i czas, bez względu na przeszłość i to, co jej zrobił. Należała do niego i pragnęła, by on należał do niej. I poczuła, że zrobi wszystko, wszystko!, by tak się stało. Jeżeli będzie musiała go uwieść - zrobi to. Jeżeli będzie musiała wywołać jego zazdrość - zrobi to. Jeżeli będzie musiała zaryzykować życiem - zrobi to. Dla niego. Dla Raula.
Kocha go. Bezgranicznie. On jest taki piękny! Czuły, dobry i ma willę na cyplu omiatanym falami morza.
Ja bym to ujęła tak: “Kocha go. Bezgranicznie. On jest taki piękny! I ma willę na cyplu omiatanym falami morza”.
I zmysły wypełzają mu na usta, a nozdrza wachlują prędkim tempem.


Przeniosła spojrzenie z błękitnego nieba na mężczyznę, gotowa wyznać mu, nawet teraz, przy Pawle, wszystkie te uczucia, gdy… wyraz twarzy Raula przeraził ją. Co takiego zobaczył na ekranie tabletu, że aż zacisnął szczęki? Dlaczego pobladł? Co się, do cholery, stało?!
-    Soniu! - Spojrzał na dziewczynę, a w jego oczach nie było nawet cienia czułości.
No, nie! Porwał i postrzelił ją zaledwie tydzień temu, a już patrzy na nią bez cienia czułości? Jacy ci mężczyźni są zmienni!
- Mówiłaś, że mieszkasz sama.

Przytaknęła, niepewna do czego zmierza.
-    Wynajmuję małe mieszkanie w starej kamienicy na Pradze. Nie mam przyjaciół ani znajomych. Ani nikogo innego - zapewniła zaniepokojona wyrazem jego oczu.
- Nie stać mnie nawet na bilet, muszę do domu wracać taksówką, przecież tyle razy już ci mówiłam...
Raul milczał przez chwilę, a potem krzyknął z furią:
-    W co ty ze mną grasz?!
Cofnęła się, przerażona tym wybuchem.
-    Kto cię podstawił?! Dla kogo pracujesz?! Ile ci zapłacili, byś mnie wystawiła, co?!
-    Ja nie… nie… - Cofała się przed napierającym mężczyzną, próbując odepchnąć go rękoma. - Mnie nikt… ! Proszę, uwierz mi! Ja…
-    Raul, opanuj się! - dobiegł ich głos Pawła.
Raul stanął w pół kroku, próbując uspokoić oddech i zapanować nad wszechogarniającym gniewem i rozczarowaniem. Zdrada tej, której chwilę wcześniej chciał zaufać, zabolała jak żadna przedtem.
Zdradziła go, ladacznica niewierna, jeszcze go nie znała, a już zdradziła!!!
Nie wierz nigdy kobiecie, jak mówił poeta!

-    Ty nie? - zapytał już spokojnie, podstawiając dziewczynie pod nos tablet, a w nim krótki film i zbliżenie na cały ekran.
Uniosła brwi.
-    Kto to jest? - zapytała z nieudawanym zdziwieniem.
Zdjęcie przedstawiało ją, Sonię, w objęciach mężczyzny. Zrobiono je parę dni przed wydarzeniami w tunelu.
Co oczywiście jest dowodem na to, że Sonia knuje przeciwko Raulowi. Powiedzieć, że Raul cierpi na kompleks Otella, to tylko początek diagnozy jego zaburzeń.

Film natomiast był z dnia dzisiejszego, pokazywał tego samego mężczyznę, jak wygląda ukradkiem zza firanki…
-    Kto to jest? - powtórzyła, przenosząc wzrok na Raula.
-    Ty mi to powiedz - wycedził, odwrócił się na pięcie i odszedł z rękami wciśniętymi w kieszenie.
Podczas gdy tablet nonszalancko niósł w zębach.

-    Paweł, co się dzieje? Ja nic nie rozumiem! - Spojrzała błagalnie na lekarza, ale ten był równie poruszony co Raul.
Obaj byli do głębi wstrząśnięci faktem, że Sonia może mieć jakiegoś faceta! Ale jak to, przecież kobieta, na której spoczęło oko Raula, nie ma prawa do innego związku nawet w najdalszej przeszłości!


Chwycił dziewczynę za ramię i z krótkim: - Idziemy! - pociągnął ją za sobą. (...)
Raul idący parę kroków przed nimi zatrzymał się nagle.
-    Daj ten tablet - rzucił do Pawła przez zaciśnięte zęby. Chwilę studiował uważnie i film, i zdjęcie…

d3cd59fb3d4ad5b71d4927e1dbb11404.jpg
https://pl.pinterest.com/jlynnas/elvis-photoshopfake/
- Film jest autentyczny, co do tego nie mam wątpliwości. Ale zdjęcie… Kto je robił?
-    Ten, co obserwuje mieszkanie - odpowiedział ostrożnie lekarz, spoglądając na Sonię. Czy rzeczywiście powinni to omawiać przy niej?
Przecież i tak chcecie ją odstrzelić…


-    Obserwuje od czasu wpadki w tunelu - zgodził się Raul. - Zdjęcie zrobiono wcześniej.
Próba chronologii:
  1. Na jakiś czas przed “przygodą w tunelu” zrobiono zdjęcie Sonii z jakimś mężczyzną. Kim on jest, w jakim wieku i jak wygląda - nie wiadomo nawet Narratorowi Wszechwiedzącemu.
  2. Od czasu wpadki w tunelu ktoś zrobił kocioł w mieszkaniu dziewczyny i nie zauważył, że jej nie ma od tygodnia? Gratulujemy spostrzegawczości.
  3. Skąd Paweł wie, że mieszkanie jest pod obserwacją? To znaczy - że ktoś z aparatem czyha, aż firanka się poruszy? [Nie z aparatem. Z kamerą.Co jest jeszcze zabawniejsze, bo wygląda na to, że ktoś od tygodnia kręci Film O Nieruchomej Firance W Oknie. Murowany kandydat do głównej nagrody dla filmów akcji.]  I też przez tydzień nie ogarnęli, że coś nie gra?
  4. I na koniec - kto obserwuje mieszkanie z zewnątrz, skoro obaj są przerażeni faktem, że ktoś to robi?!  

No, nie, ja zrozumiałam, że mieszkanie Soni obserwują ludzie Raula, a w środku zaczajają się zbrodzienie, polujący na naszego trólovera. Na zdjęciu - na pewno pięknie zmontowanym - jest Sonia i ten facet z mieszkania, co oczywiście ma być dowodem, że Sonia knuje i spiskuje, i chce zdradzić Raula jak ta ostatnia szmata.

Chcę wiedzieć, kto jest jego autorem [to wyklucza jednak ludzi Raula - wyklucza ich oficjalne działania, Raul zaś chyba - bo czyż możemy być czegoś pewni w Michalakversum - podejrzewa, że za zrobieniem i podrzuceniem mu zdjęcia stoją jego ludzie robiący mu, że tak to ujmę, koło pióra] i jakim cudem podrzucił je na nasz serwer.
Wysłał internetem!
Kto, do cholery, oprócz nas dwóch zna hasła?!
Ale po co hasło, żeby wysłać zdjęcie na serwer?
Chyba, że ten serwer to coś w typie kasy pancernej, zamykanej na szyfr, kłódkę i skobel, i ktoś włożył do środka fotografię (na papierze) i film (na taśmie).
Ejże, czyżby Bardzo Tajny Spiskowiec próbujący wrobić Sonię, właśnie zamontował nad swą głową wielką, czerwoną i świecącą strzałkę?


Uspokoił się tak nagle, jak wpadł w gniew.
-    Sprawdź to - powiedział do Pawła swoim zwykłym, chłodnym tonem. - Ja przygotuję akcję w Warszawie. Do czasu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości nasza księżniczka - tu rzucił Soni mordercze spojrzenie - pozostanie w swojej wieży. Ruszaj! - warknął, popychając dziewczynę przed sobą.
Potulnie poszła przodem, ocierając wierzchem dłoni łzy.
I cichutko pochlipując z żałości.

-    Paweł - usłyszała jeszcze za plecami, nim zatrzasnęły się za nią drzwi pokoju - wezwij Vincenta. Jego poślę do Polski. [“Poślę go do Polski”. Polska składnia trudna składnia. Chyba, że ma legion ludzi mówiących po polsku i tylko jego może wysłać.]
Stali we dwóch w niedużym salonie na najwyższym piętrze - było to królestwo Raula i nikt, oprócz najbardziej zaufanych współpracowników, nie miał do niego dostępu. Paweł bez wątpienia do nich należał.
Tak sobie myślę… Willa, oprócz tego, że jest prywatnym domem Raula i Vincenta, jest też główną kwaterą i centrum tych ich mafijnych biznesów. I Vincuś ot, tak zapowiada, że przywiezie znajomą, a Raul się zgadza? A co jeśli Andżelika zobaczy lub usłyszy coś, czego nie powinna? No, chyba że te hibiskusy rosną tak bujnie, bo użyźnia je ileś poprzednich podrywek Vincenta…
Gdy się ma dom w dobrym turystycznie miejscu, to każdy krewny i znajomy uważa, że zawsze można wpaść z wizytą z osobą towarzyszącą.
A potem znika... <mroczne mwahahahaha>
I ogrodnik jest dumny ze swoich klombów.
Klasyczna sytuacja typu “Win-win”!

Przy innych Raul mógł się na niego wściekać, a on zwracał się doń „szefie”, ale tutaj byli przyjaciółmi na śmierć i życie.
Paweł nalał do dwóch szklaneczek starą dobrą whisky, usiedli w wygodnych fotelach przy oknach wychodzących na morze i Raul rzucił na stół tablet z trefnym filmem.
Spoookooojnie. Ani to nie jest Ojciec chrzestny, ani Paweł nie jest Tomem Hagenem, a Raul to nie don Corleone... *oddycha w torebkę*

-    Co o tym myślisz? - zapytał.
W jego głosie nie było ani odrobiny wcześniejszych emocji. Wściekłość czy rozczarowanie zostawiał dla innych. Przy lekarzu był całkowicie sobą: wytrawnym, zimnym graczem.
Nie powinno aby być odwrotnie? Nie, żeby koniecznie wściekłość i rozczarowanie, ale emocje - dla bliskich, wytrawny gracz - na zewnątrz?
Bo tylko lamerzy i frajerzy prezentują światu maskę zimnego gracza, a otwierają się przed najbliższymi przyjaciółmi; Raul jest bossem, który wie, jak to się powinno naprawdę robić!

Paweł w odpowiedzi na jego pytanie wzruszył ramionami.
-    Prawdopodobnie fotomontaż. I z tym fotomontażem, co się go da zauważyć już od drugiego rzutu oka leciałem jak nieprzytomny przez pół wyspy, aby zaburzyć Idealny Moment. Ktoś nas wkręca. I nas, i ją. - Nie musiał dodawać, że ma na myśli Sonię. Ale na szczęście dodał, bez tego byśmy się tu wszyscy kompletnie pogubili.- W mieszkaniu jest kocioł…
Tylko zupka w kotle wystygła przez ten tydzień.

- urwał na chwilę, pociągnął łyk bursztynowego płynu. - Zdajesz sobie sprawę, że gdyby Artur się nie sypnął swą nadgorliwością, wpadłbyś w zasadzkę?
Ba, a może tajemniczemu mocodawcy Artura chodziło o to właśnie – żeby zabrali Sonię do samego centrum dowodzenia?

Raul kiwnął głową. Miał tego pełną świadomość. Tylko głupocie tamtego zawdzięczał wolność, a pewnie i życie. Ostrożnie, bo ostrożnie, ale poszedłby do mieszkania dziewczyny - z odpowiednią obstawą rzecz jasna - a wtedy… Kto wie, co dla niego przewidziano… Zamiast tego zlecił obserwację kamienicy [jak to zlecił? Przecież przed chwilą nie miał pojęcia, kto obserwuje mieszkanie, kto jest autorem zdjęcia i kto je podrzucił?] i dało to efekty: któryś z tych, co czekali w środku, nie wytrzymał bezczynności i odcięcia od świata, podszedł do okna i wyjrzał na ulicę. Trwało to parę sekund, ale wystarczyło.
Zaraz… mamy pustą kawalerkę, a w niej “kocioł” i w związku z tym wstrząsające zdjęcia, że od tygodnia jest kocioł w pustym mieszkaniu. Suspens jakich mało.
Może złapali przynajmniej właściciela kawalerki, który przyszedł po czynsz?
I spasowali mu betonowe buty. Wisła tam płynie.
Poza tym, jeśli oni tam siedzą od tygodnia i nic się nie dzieje, to chyba oczywiste, że podstęp się nie udał i należy zdjąć pułapkę?
No co ty, przytulnie, spokojnie, bezpiecznie, płacą im… sama bym chętnie pouczestniczyła, jeszcze bym się wyspała przy okazji.


-    To było do przewidzenia - mówił dalej Paweł. - Wiedzieliśmy, że wcześniej czy później ktoś będzie próbował cię zdjąć z rynku.
A zdejmowanie cię z rynku za pomocą kotła w domu dziewczyny, o istnieniu której jeszcze tydzień temu nie miałeś pojęcia, to prawdziwy majstersztyk!

No właśnie, moim zdaniem cała intryga pt. “Założymy pułapkę w mieszkaniu Soni i złapiemy Raula, kiedy przyjdzie sprawdzić, kim była kurierka” wysypuje się na jednym: Raul był świadomy niebezpieczeństwa, więc poszedłby tam zachowując środki ostrożności, z obstawą, może nawet wysłałby kogoś innego.

Moim zdaniem jest zupełnie bez sensu, bo - nawet zakładając, że Raul rzeczywiście ma jakiś powód, by sprawdzać mieszkanie Soni - jakim cudem o tym mieszkaniu i w ogóle o Soni wiedzą ci Tajemniczy Złowrodzy Od Zdejmowania? Przecież ona w miejscu samobójstwa kuriera znalazła się naprawdę przez przypadek, jest nikim, a tu - sruuu! I na drugi dzień w jej kawalerce zainstalowany podgląd z podsłuchem i filmowaniem. Jasne..
Ależ, ależ. Nie zapominaj, że ktoś podrzucił jej próbkę Złotego Pyłu pod okładkę notesu, zapewne wtedy, kiedy po zajęciach nie mogła znaleźć plecaka, a zatem cała sytuacja mogła być zaaranżowana (co nie zmienia jej bezsensu – jeśli wszystko zmierzało do tego, by w ściśle określonym momencie Sonia znalazła się w tym samym punkcie, co kurier, to należało jeszcze przewidzieć, że weźmie taksówkę, choć nie miała na co dzień takiego zwyczaju, i podstawić kierowcę, któremu wóz się “zepsuje” w odpowiednim momencie, a następnie, że zejdzie do podziemi, choć mogła nadłożyć drogi i pójść górą. Tyle zawracania głowy i tak łatwo wszystko mogło się sypnąć!).
Przyznam, że mi się zdawało, że woreczek ze Złotym Pyłem znaleziony w notesie Soni to ściema Wrednego Artura, ale nie wykluczam, że nie nadazylam za błyskotliwym intelektem Ałtorkasi.

Jesteś za mocny. Kłujesz w oczy bogactwem i obrotnością, a już status łącznika między Południem a Wschodem to mistrzostwo świata.
Nie przesadzajmy.  Hans Kloss nie takie rzeczy robił.
Ale nie był ani w połowie tak piękny!

(...)
-    Nie podoba mi się, że za dużo gadasz przy tej dziewczynie.
-    Przy Soni?
           -   Nie. Przy tej drugiej, której tu zupełnie nie ma.
Paweł przytaknął.
-    Rozumiem - tablet, chciałeś usłyszeć, co ma do powiedzenia, po to ci go zresztą na plażę przyniosłem, ale już szczegóły operacji… to, że wysyłasz do Warszawy Vincenta…
Gdyż Sonia, jak na łączniczkę, kurierkę i generalnie sierocą matę hari przystało, powinna zaraz złapać za telefon i zadzwonić do Polski.
“Panie władzo, mam dla was informacje z samego serca mafii! Ściśle tajne! Vincent leci do Polski! Niezupełnie wiem, dokąd i kiedy [bo słowo “Warszawa” przy Soni nie padło, przyp.moje], ale teraz, gdy już wszystko wiecie, bez trudu rozbijecie tę klikę w proch i pył!”.
Telefon jej zabrali, więc zostaje co najwyżej wysyłanie sygnałów dymnych.
Oraz specjalne mruganie. Nie zapominajmy, że kurier miał ją rozpoznać po woreczku foliowym noszonym pod okładką notesika w plecaku.

-    Prowokuję ją - odrzekł krótko Raul. - Albo jest niewinna i rzeczywiście ktoś się nią posłużył, albo jest genialną aktorką. Jedno z dwojga. A nawet najlepsza aktorka musi się kiedyś sypnąć.
Ja tak tylko po cichutku przypomnę, że przesłuchiwali ją z użyciem narkotyku oraz amytalu sodu. Jeśli wówczas nic nie wygadała, to chyba jej aktorstwo musi sięgać najgłębszych warstw podświadomości…
Prawdziwa aktorka z powołania, istna polska Meryl Streep!


To było dobre wytłumaczenie i Paweł przyjąłby je do wiadomości, gdyby nie jedno ale…
-    Na tej plaży, nim wam przerwałem, wyglądaliście na zakochanych. I to mocno.
Raul parsknął śmiechem.
-    Rzeczywiście?
-    Owszem - odparł Paweł całkowicie poważnie.
-    Zapomniałeś, że ja nie potrafię kochać…
Boże. Ten tu też.
Drogie Czytelniczki! Czy już pęka Wam serce?
Mnie pęka! Ten Raul, jest taki mhrrroczny. Taką ma w sobie tę, no, głębię. Jest takim zuym, zuym chłopcem, bo nie zaznał Prawdziwej Miłości, która by go uratowała i zatrzymała nad brzegiem przepaści. Jakież to przejmujące. <nerwowo przegląda kieszenie w poszukiwaniu chusteczki>
CKNUK, wersja 2.0, mhroczna.


-    To tylko tobie się tak wydaje, przyjacielu.
Raul ważył przez chwilę słowa Pawła, patrząc nań zmrużonymi oczami, a potem rzucił:
-    Uwiedziesz ją.
Świat pełen jest kłamstw i okrucieństwa podstępnych kochanków.

Paweł zakrztusił się whisky.
-    Słucham?
-    Uwiedziesz Sonię. Rozkochasz ją w sobie. Po pierwsze: przytrzyma ją to w VillaRosie, bo nadal jej w głowie ucieczki, po drugie: w łóżku nie ma tajemnic.
Świnto prawda! Ja mam na przykład całkowity zakaz czytania w łóżku “Tajemniczego ogrodu” i oglądania “Tajemnicy Brokeback Mountain”!
Zanotuj też gdzieś koniecznie, aby nie sięgnąć także po “Tajemniczego opiekuna”, że o “Tajemnicy zielonej pieczęci” nie wspomnę.

-    To sam ją sobie uwodź! Jesteś w tym lepszy! -wybuchnął Paweł. - Masz każdą kobietę na jedno skinienie! Wystarczy, że na którąś spojrzysz i jest twoja. Sonię już masz w garści, więc zaciśnij tę garść, a mnie w to nie mieszaj!



(...)
Paweł z powrotem zagłębił się w fotelu, milcząc wściekle.

Czyżby Raul miał rację? Sonia rzeczywiście była pełną uroku młodą kobietą. Przez tydzień zajmował się nią, gdy była nieprzytomna, (i już wiemy, kto zmieniał te pampersy) słuchał jej majaczeń o rodzicach, o domu, o… Raulu.
Zaraz, zaraz, ale jeśli przesłuchiwana dziewczyna złapana w tunelu, gdy wracała do domu - nieprzytomna, naćpana narkotykami i inną chemią, w malignie woła imię szefa mafii, to chyba nie jest za dobrze?

Teraz zaś, w błękitnej sukience w białe groszki, którą osobiście dla niej kupił, wyglądała zachwycająco. Zwłaszcza dla mężczyzny, który spędzał w VillaRosie - miejscu bez kobiet - więcej czasu niż inni.
Mamy nową odsłonę z życia międzynarodowych mafiosów. Żyją w celibacie, jak mnisi z Athos.
Mają męską ekipę sprzątającą i gotującą. Dżender, pochwalam!
Żadnej nie mają, sprzątają sami, Raul co rano zapitala po chałupie z miotełką do kurzu, a tylko na większe przyjęcia wynajmują do pomocy panią Martę z sąsiedniego miasteczka.
Raczej pana Nikosa, skoro VillaRosa jest miejscem bez kobiet.

Czyżby więc przyjaciel dojrzał to, do czego Paweł przed samym sobą się nie przyznawał: zachwyt młodą piękną kobietą?
On, Paweł, musi zdusić to uczucie w zarodku! Nim wymknie się spod kontroli i narobi kłopotów i jemu, i Raulowi! Tego jeszcze brakowało, by obaj zakochali się w tej samej dziewczynie…
I nowa by się z tego zrobiła zawiłość:
Tu serce, tam powinność! Tu zemsta, tam miłość!
(Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz)



-    Sam ją sobie uwodź. Na mnie nie licz - mruknął.
Obaj tak ją kochają, że nie chcą jej krzywdzić swoją  miłością. I tak szanują, że nie ma mowy o odebraniu dziewiczego wianuszka.
No przecież to typowe dla mafiozogangsterów, takich strasznych, że strach!
Najbezpieczniejsze miejsce dla subtelnej dziewicy - dziupla mafii z wyłącznie męską załogą.

- Dlaczego puszczasz do Polski Vincenta? To zbyt ważna sprawa, by powierzać ją twojemu bratu…
-    Mam parę powodów - odparł wymijająco Raul.
Gdy dwóch nie może zdobyć się na romans z Sonią, wtedy trzeci skorzysta. A tego przecież nie chce ani Raul, ani Paweł.

  • Raz jeszcze cię proszę: zajmij się Sonią. Przytrzymaj ją tutaj, nim wpadnie na ogrodzenie pod napięciem.

-    Nie jest głupia.
Nie jest głupia, tylko mentalną pizdą porosła [cop. by PLUS]
Nie wpadnie.
Bo ona tego ogrodzenia nie znajdzie, nawet gdyby świeciło.

Dlaczego właściwie jej nie wypuścisz? Sprawdź ją, znajdź zdrajcę i jeśli ona rzeczywiście jest czysta, zawieź na lotnisko albo wsadź w nasz samolot, wciśnij do ręki rekompensatę za straty moralne i niech wraca do dawnego życia, póki za wiele o naszym nie wie. Z każdym dniem jest jednak coraz bardziej w ten biznes zamieszana i niedługo na taki gest będzie za późno.
Trzeba się będzie z nią żenić.


Raul wysłuchał przyjaciela w zamyśleniu.
-    J u ż jest za późno
No raczej! Gangster podobno światowej klasy wypuszczający na wolność świadka, który go widział, gościł w jego tajnej bazie i ma być odstawiony do domu prywatnymi liniami, służącymi także do przerzucania kontrabandy - tak głupi nie są chyba nawet boCHaterowie Michalag!
Są. Przecież proponuje to Paweł, też boCHater tego dzieua.
Fakt. Wyparłam.

- odpowiedział wreszcie. - Widziałeś zdjęcie nowej miłości mojego brata? - zmienił raptownie temat. Paweł kiwnął głową. - Niezła jest. Dopilnuj, by Vini przywiózł ją tutaj, nim wyjedzie do Warszawy.
-    Ty masz na nią chęć?! Na Andżelikę Herman? O niej mówimy?!
-    O niej - uciął krótko Raul.
Ohoho, Andżelika musi być szeroko znana – kiedy Vincent zapowiadał, że “przywiezie znajomą”, nie wymienił żadnego nazwiska. Czyżbyśmy nie wiedzieli czegoś o karierze naszej boCHaterki?
Ja tam myślę, że wiemy już wszystko.
Zdjęcie? Ale jakie zdjęcie mają? Wicek im przesłał selfika jak fika?
Na Fejsa wrzucił. Zmieniając jednocześnie status na “w związku”.
Albo położył na serwerze.

- Sprawdź, czy mój brat zorganizował nowe połączenie lotnicze między Gdańskiem a Antalyą.
Z mocnym alibi.
Najlepszym alibi komunikacji są opóźnienia. Zawsze można się wyprzeć, że “nas przecież przy tym nie było”.

Ten kanał niedługo będzie nam potrzebny.
-    Co tym razem? Prochy?
-    Broń.
Paweł gwizdnął przez zęby.
-    Z kim? Z Turkami?
Raul pokręcił głową.
-    Z Okręgiem Kaliningradzkim.
-    Tym razem ruska mafia?
-    Dokładnie.
Dlatego uruchamiają linię lotniczą z Turcją, aby szmuglować broń z Kaliningradu do Gdańska?  
Okrężną drogą przecież, na pewno w ramach tego alibi, jak ty się nic na gangsterce wysokiej klasy nie wyznajesz!

W milczeniu dopili whisky.
A ja w milczeniu rozważam ich tajne plany.
Najbliższe dni i tygodnie zapowiadały się arcyciekawie…
Tja… Paweł znów przybiegnie na plażę z tabletem, bo w googlu znajdzie wiadomość, że z Kaliningradu do Gdańska to około 170 kilometrów i po drodze można jeszcze zwiedzić Frombork, Elbląg i Pruszcz Gdański.
A lecąc przez Turcję nadłoży się co prawda te głupie trzy tysiące kilometrów, ale można zobaczyć jeszcze Pragę, Wiedeń i Budapeszt.

Już mieli się ruszać każdy do swoich zajęć, gdy Raul wrócił do tematu dziewczyny.
-    Zajmiesz się Sonią?
-    Pieprz się - odwarknął.
-    Tym razem to jest rozkaz, przyjacielu, nie prośba.
I w ogóle pamiętaj, kto cię zatrudnia, przyjacielu, i nie spoufalaj się za bardzo.


(...)
-    Gdy nasza księżniczka wystarczająco wynudzi się pod kluczem, zabierzesz ją na wycieczkę jachtem. Ha!!! A MÓWIŁAM! Jest jacht! Zbrodzień bez jachtu nie jest dość zbrodniczy! Tylko wy dwoje, rozgrzana plaża, zachód słońca, romantyczna kolacja… - Raul uniósł kącik ust w uśmiechu. - Sonia będzie zachwycona.
- Zrób jej tę przyjemność, nie bądź taki.

Lekarz spojrzał na niego autentycznie zdumiony.
-    Ty rzeczywiście wpychasz ją w moje ramiona!
-    J a k najbardziej - odparł spokojnie Raul.
A gdy tamten, kręcąc głową, wyszedł, już mniej spokojnie cisnął szklaneczką o ścianę, rozbijając szkło w drobny mak.
Widzicie, jak on cierpi?!
Nie wiem, jak zniosę dalszą lekturę mając tego świadomość.

****
Andżelika nie mogła usiedzieć w miejscu. Vini zabierał ją na kilka dni do VillaRosy! Już jej, Andżeliki, głowa w tym, by wizyta potrwała dłużej. Dotąd, aż wypełni zadanie.
O co dokładnie chodziło tajemniczemu zleceniodawcy, nie miała pojęcia.
Wot, kolejny fachowiec! Daje zadanie laluni, która ma najwyraźniej i doświadczenie, i mentalność galerianki, nie daje za to żadnych danych (przecież na Raula Andżelika wpadła czystym przypadkiem, gdyby nie wspomniana mentalność, która kazała jej zaliczyć Vincusia, zaraz, natychmiast, w listopadowy dzień pod gołym niebem, może by do dziś się miotała po Warszawie, tak bardzo była pozbawiona podstawowych informacji o celu swych działań), żadnych dojść, nic kompletnie, poza informacją, że Raul jest bystry, bardzo bystry oraz zdjęciem, na którym widać, że jest piękny, bardzo piękny. No i czekiem na sumę, za którą można kupić sporo kosmetyków.. Doprawdy, ta misja jest po prostu skazana na sukces!

Na pewno nie chodziło li tylko o wyhaczenie Raula, to byłoby zbyt proste. Zleceniodawca nie życzył sobie także jego śmierci.
Co byłoby jeszcze prostsze, bo do załatwienia przez snajpera ze sporej odległości, ale…

-    Andżelika nie była morderczynią.
Czujecie mroczność narracji, prawda? To miał być thriller i tego się trzymajmy. A nie, Proszę Państwa, za brzuchy ze śmiechu, bo nieładnie jest śmiać się z nieudolności.

Ona lubiła jedynie - lub aż, zależy jak na to patrzeć - seks.
I dlatego została zatrudniona do wypełnienia zadania wymagającego inteligencji i bystrości umysłu.
Ksenia Onatopp też lubiła.
Seks w każdej postaci: klasyczny, oralny, analny… Byle męsko-damski i bez zboczeń. Nastoletni chłopcy odpadali.
Skoro ona ma dwadzieścia lat, to seks z dziewiętnastolatkiem nie jest zboczeniem.

Zwierzęta też.
Nastoletni chłopcy postawieni ot, tak w jednym szeregu ze zwierzętami?

Może kiedyś spróbuje z jakąś apetyczną kobitką, ale to kiedyś. Do tego trzeba pewnie dojrzeć. Na razie rajcowały Andżelikę duże twarde fiuty. Ot co!
Ojtam, duże, twarde dildo i da radę!
Andżelika nawet nie wie, co to jest, wszak lubi co prawda seks oralny, ale figle z Vincentem w gabinecie zachwyciły ją, gdyż, cytuję “nigdy nie spotkała faceta, który tak potrafił zaspokoić kobietę”, taka z niej doświadczona istota. A ty byś chciała, żeby wiedziała, co to dildo i może jeszcze te wszystkie inne bedeesemy.
Ostatnio to się nawet zdziwiła, że ta szminka z kosmetyczki, zamiast malować jej usta, tylko tak dziwnie wibruje i brzęczy.

Teraz siedziała w holu Avia Co., na Cyprze, dokąd przyleciała przed godziną, ściskając w dłoni rączkę jednej z walizek, i czekała na Vincenta.
A co ona się tak miota? Była już przecież na Cyprze, najwyraźniej wróciła do Warszawy, teraz przyleciała znowu…
IMO to biuro, w którym spotkała Vincusia, było w Warszawie.  Wprawdzie stoi “Andżelika weszła do cypryjskiego biura Avia Co”, ale aŁtorka z wrodzonym sobie wdziękiem i brakiem umiejętności używania poprawnie języka polskiego zapewne miała na myśli siedzibę cypryjskiej firmy w naszej stolicy.

Mijani [nie, ona ich nie mijała, bo siedziała. To oni przechodzili obok niej, czyli mijający ją]  mężczyźni popatrywali na piękną apetyczną dziewczynę z mieszaniną smutku i pożądania. Smutku, bo nie dla psa kiełbasa [ależ wręcz przeciwnie, ta kiełbaska jest dla każdego psa w zasięgu wzroku, byle był wystarczająco przystojny i z wystarczająco grubym portfelem. Ależ. Wystarczająco przepiękny wystarczy, przecież Andżelika wgryzała się w Vincusia nie mając pojęcia, czy nie jest to aby pozbawiony grosza przy duszy wielbiciel konnej jazdy, któremu pozwala pojeździć godzinkę po parku kuzyn pracujący jako stajenny], a pożądania - wiadomo dlaczego. Gdy któryś gapił się zbyt nachalnie, ona albo oblizywała lubieżnie wargi, oczywiście pomalowane na wściekle czerwony kolor, albo wypinała do przodu zgrabne, jędrne piersi, tak że sterczące sutki niemal przebijały cienki materiał - nie miała oczywiście stanika, albo ulubionym zwyczajem zakładała nogę na nogę, nie mając oczywiście majtek.
OCZYWIŚCIE.
Słuchajcie, może ona po prostu nie posiada bielizny? Żadnej? I dlatego chwyta się każdego zlecenia, byle na nią zarobić?
A gdy zarobi, to wreszcie zaszaleje i kupi sobie wielkie, ciepłe majtasy!

Facet wpadał zwykle na popielniczkę, słup czy kolegę z pracy i miała natręta z głowy.
Elemencie Komiczny, nie bij głową w ścianę, już po wszystkim.

Dziś liczył się tylko Vini. Jutro ustąpi miejsca bratu. Koniec. Kropka. Andżelika była monogamistką.
Proszę, powiedzcie, że to komentarz któregoś z nas, tylko kolor nie chwycił? *zatacza się ze śmiechu na widok ekstraordynaryjnej definicji monogamii*

Pojedyncze wyskoki typu zrobienie loda dziekanowi wydziału, żeby zdać na drugi rok, się przecież nie liczyły! Zresztą mineta się nie liczy. Tak jak palcem, zdaniem słodkiego, kochanego Vincenta, też się nie liczy.

<łagodnie> Ałtorkasiu. Przypominam. Tablica korkowa. Na tablicy karteczka, na karteczce: “Andżelika - ponętna, bystra, inteligentna. Z dobrego domu, dobre wychowanie, doskonale wykształcona”. Rzut okiem na tę notkę co jakiś czas i już nigdy nie napiszesz o doskonale wychowanej i świetnie wykształconej, inteligentnej panience z dobrego domu robiącej minetę dziekanowi w zamian za zaliczenie.

No wreeeszcie!
Wreeeeszcie pojawia się Vini i po pocałunku z obowiązkowym badaniem migdałków, wsiadają do “kabrioletu koloru krwi lub ust Andżeliki, jak kto woli”.


Andżelika przez kilka kilometrów siedziała spokojnie,
jak na nią, to bardzo długo.
rozkoszując się widokami za oknem (kabrioletu?), ale w pewnym momencie poczuła, że szybka jazda, świetny wóz, a przede wszystkim zabójczo przystojny kierowca, działają na nią jak najlepszy afrodyzjak. Oparła, jak gdyby nigdy nic, dłoń na gałce skrzyni biegów i… zaczęła ją pieścić.
Z braku czegoś lepszego…
(to mi przypomina dowcip o śladach szminki na joysticku)

Vincent uniósł brwi, posłał dziewczynie pytające spojrzenie, a w następnej chwili błysnął zębami w uśmiechu.
-    Ją możesz zaspokoić [dźwignia biegów spojrzała na niego z wdzięcznością], do mnie się nie dobieraj -powiedział takim tonem, że znaczyło to dokładnie coś przeciwnego.
I nie ssij hamulca ręcznego! On tego nie lubi.
-    Dlaczego? - zapytała niewinnie, a dłoń z gałki spełzła na udo mężczyzny.
-    Prowadzę.
-    Mi to nie przeszkadza - zaśmiała się, po czym położyła mu głowę na kolanach i po chwili z rozporka wyskakiwał na wolność gotowy do zabawy członek.
-    Jezu , dziewczyno! - Vini sapnął w proteście.
-    Prowadź, prowadź, nie przeszkadzaj sobie - odrzekła, patrząc w górę na jego piękne ręce, zaciśnięte na kierownicy tak silnie, aż pobielały knykcie i ni to wściekłą, ni zachęcającą minę. A potem… potem… wzięła go jednym głębokim haustem.
ŚLURP!!!


Samochód zatańczył na drodze. Szybkość, niebezpieczeństwo i gorące wargi - to była niesamowita mieszanka.



Vini doszedł w kilka sekund. Dosłownie przesunęła językiem w górę i w dół, a on już szczytował.
Wicek miał być takim niezrównanym kochankiem, a tu zonk.

-    Kurrrwa! - wydusił, wyrównując jazdę, bo niemal zahaczyli o pobocze i… roześmiał się.
Andżelika, zadowolona jak syty kot, który się napił śmietanki, NO JAK BOGA KOCHAM, NIE PRZY JEDZENIU, że zacytuję klasyka! zapięła mężczyźnie pieczołowicie rozporek, zapięła guzik, poklepała gestem pani, która chwali pieska, wypukłość w spodniach, po czym usiadła, lekko rozchylając nogi.
-    Pozwolisz? - zapytała uprzejmie, ujmując jego dłoń.


Pokręcił tylko głową, nadal szczerząc śnieżnobiałe zęby w uśmiechu. Bez dalszych ceregieli wcisnęła sobie jego rękę między uda, nakierowując palec wskazujący na pulsującą, nabrzmiałą łechtaczkę.
Ok, Vini jedną ręką trzyma kierownicę, drugą zaspokaja Andżelikę, a biegi czym zmienia? Członkiem?
Siłą woli.

Wystarczyło parę ruchów tego palca, kilka mijanych w obłędnym tempie samochodów, twarze kierowców, patrzących na nią, zabawiającą się ręką Viniego [taaa, a przy tym obłędnym tempie na pewno doskonale to widzieli], i… szarpnęła lędźwiami w przód, nadziewając się na śliską dłoń, odgięła głowę do tyłu i krzyknęła na całe gardło, czując, jak orgazm przeszywa ją od czubków palców po cebulki włosów.
AŁtorka powinna uściślić, że od czubków palców STÓP.
Ale dzięki temu opisała orgazm od dłoni po włosy pod pachami.

Vini poczekał, aż Andżelika opadnie na siedzenie, pogłaskał ją po mokrym wzgórku i cofnął rękę.
I zaczął się zastanawiać, czym do cholery wywabić plamy na tapicerce.

-    Vincencie de Luca, powiem ci jedno… - odezwała się niskim, jeszcze nabrzmiałym rozkoszą głosem, gdy mogła go już z siebie wydobyć. - Jesteś mistrzem. Pieprzonym mistrzem świata w pieprzeniu.
A skąd. Przecież palcem się nie liczy, ze trzy razy już o tym było!
Hmmm, czyżby tego dotyczył tytuł “Mistrz”?
Poza tym jestem nieco zaskoczona, że Andżelikę, którą kręcą jedynie grube, twarde fiuty, tak łatwo zaspokoić – palcem.
Może miał paluchy jak kiść bananów?

-    I vice versa, kochanie, vice versa. - Sięgnął po dłoń dziewczyny i ucałował ją. - Nie wiem, jak to się stało, bo nie zauważyłem mijanych kilometrów, ale jesteśmy na miejscu.


Rzeczywiście. Samochód wjechał w boczną drogę, po której obu stronach rosły strzeliste palmy (a sosny gdzie? Wycięli?), i zatrzymał się przed szeroką bramą, od której w obie strony biegł wysoki mur, otynkowany na biało. Kamera, zainstalowana na jego szczycie, skierowała czujne oko na samochód, po czym ciężkie stalowe wrota zaczęły się powoli i majestatycznie otwierać.
Wjechali do środka. Podskoczyli na progu z ukrytymi kolcami, minęli pas ziemi pozbawiony roślinności, potem drugie ogrodzenie z metalowej siatki zwieńczone drutem kolczastym,


Barbedwire3.jpg
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Barbedwire3.jpg

wreszcie budkę strzelniczą wartownika, który zasalutował Vincentowi, omiatając Andżelikę obojętnym spojrzeniem.
-    Rany, to jakaś pieprzona twierdza - wyszeptała z mieszaniną podziwu i niepokoju.
- Kiedyś byli tu na stażu chłopcy z NRD i uporządkowali okolicę.


Jeżeli chcieliby ją tu zatrzymać na siłę… Na szczęście przyjechała do tego miejsca chętnie i bez przymusu i miała nadzieję zostać tu jak najdłużej, bo już widziała, że VillaRosa jest małym, prywatnym rajem na Ziemi.
Zawsze tak sobie właśnie wyobrażała raj - słońce, palmy łamane przez sosny, szum morskich fal, drut kolczasty dookoła tego wszystkiego i uzbrojeni strażnicy pętający się to tu, to ówdzie.
Historia pełna jest opowieści o dziewczynach, które pojechały dokądś chętnie i bez przymusu, ale wrócić dobrowolnie to już nie mogły, panno Andżeliko.

Jechali wolno szeroką aleją, przez ni to park, ni las piniowych sosen wydzielających upajającą woń żywicy. Sosny w pewnym momencie rozstąpiły się i oczom zachwyconej dziewczyny ukazał się ogród jak z bajki, tonący w różnokolorowym kwieciu hibiskusa, ciemnozielonych listkach benjamina, różach pnących się po pergolach tu miała gwałtowny atak skojarzeń na słowo “pergola” i intensywnie fioletowych bugenwillach, ale to nie było wszystko… Gdy zza drzew wyłonił się dom, Andżelika jęknęła z zachwytu.

Biała kilkupoziomowa willa wznosząca się na klifie przypominała statek, który lada chwila ma wypłynąć w morze. Zbudowano ją w stylu nowoczesnym, lecz jednocześnie prostym i klasycznym. Ogromne okna wychodzące na cztery strony świata wpuszczały do środka potoki słonecznego światła. Tutaj, na Cyprze, zwykle zasłaniano szyby w dzień żaluzjami czy ciężkimi storami. Pan VillaRosy lubił widać słońce, żaluzje zastępując sprawnie działającą klimatyzacją.


-    Chodź, chodź… - Vini ponaglił gapiącą się na dom z otwartymi ustami dziewczynę. - W środku jest jeszcze lepiej. Czego jak czego, ale gustu memu bratu nie brakuje.
Jaka szkoda, że nie wiedział o tym tajemniczy pan Robert, zatrudniając Andżelikę!


Rzeczywiście, w środku dom prezentował się jeszcze wspanialej: lśniący marmur na podłogach, białe dywany, kremowe obicia mebli, a wszędzie szkło, światło i mnóstwo zieleni… taaak, VillaRosa była przepiękna.
Za jedyne 28.000.000 euro jest willa na Cyprze do wzięcia:


Tak, myślę, że coś takiego mogła mieć aŁtorkasia przed oczami duszy, pisząc to dzieuo.

Andżelika stąpała po miękkich dywanach i rozglądała się dookoła z niemądrą miną. Jej rodzice, owszem, byli bogaci, ale nie aż tak! Stanęła przy tarasie, z którego roztaczał się widok na basen, ogród i morze zapierający dech w piersiach, i pomyślała, że tego domu nic nie przebije. Myliła się jednak.
Gdy po schodach prowadzących do salonu zszedł Raul de Luca, po prostu oniemiała.
On przebił dom!
Czym?
<ostrzegawczo> Nie pytaj, jeśli nie jesteś stuprocentowo pewna, że chcesz otrzymać odpowiedź… jedyną możliwą w tym dziele.

Zdjęcie nawet w części nie oddawało urody tego mężczyzny. Nie był po prostu przystojny - przystojnych to ona miała na pęczki - był ucieleśnieniem męskiego piękna.
Uosobieniem klasy samej w sobie. Księciem z bajki, o jakim marzy każda dziewczyna. Przy Raulu Vini wydawał się… pospolity.
Dziewczyna po raz pierwszy pojęła znaczenie słowa charme i poczuła je głęboko w podbrzuszu.
Tak. Tam się właśnie odczuwa znaczenie słowa charme. Jaki i, bądźmy szczerzy, każdego innego.
Orwell w “Roku 1984” wymyślił termin “kiszkoczucie”; dla bohaterek Michalak przydałaby się jego odmiana – cipkoczucie.  

Nie było to zwykłe pożądanie, o nie. Jak to odróżniła? Andżelika przepadła z kretesem! Zakochała się w Raulu de Luca, ot co!
Serce jako symbol miłości jest stanowczo przereklamowane.
Moja droga, “już Nepomucka” napisała kiedyś, że nawet serce, gdy się je rysuje, ma kształt dupy.

On zatrzymał się, mierząc nowo przybyłą uważnym spojrzeniem czarnych oczu, uniósł do ust bezwładną dłoń dziewczyny

man_kissing_woman_handLandscape--767x575.jpg
https://www.fabulousgeeks.com/slide/man-kissing-womans-hand/

I to jest szarm! Nie schylać się, lecz ciągnąć w górę rękę kobiety do pocałowania!
Co za szczęście, że Andżelika tym razem zaspokajała się ręką Vincusia, nie własną!

i przedstawił się tak seksownym głosem, że niemal odleciała.

- Andżelika - szepnęła bez tchu. - Andżelika Herman.
-    Miło mi ciebie poznać. Czuj się jak u siebie w domu. Vincent zaprowadzi cię do twojego pokoju. Tam możesz się odświeżyć przed kolacją.
Tu spojrzał wymownie na poplamioną sokami sukienkę i delikatnie zmarszczył nos, kiedy dotarł do niego zapaszek.

Kiwnęła tylko głową, bo słowa nie przechodziły jej przez gardło, ściśnięte tak boleśnie, jak tam poniżej co innego.
Żołądek?
Zwieracze.


Pragnęła tego mężczyzny jak nigdy nikogo wcześniej! Gdyby mogła, zerwałaby zeń tę błękitną koszulę, zsunęła lniane spodnie, przewróciłaby go na sofę, nadziała się na jego męskość i ujeżdżała dotąd, aż by umarła z rozkoszy. Tak po prostu.
Oczywiście nie uszło to uwagi ani Raula, ani jego brata.
Andżelika myślała o tym tak intensywnie, że wizja ujeżdżanego Raula wyświetliła się na ścianie pokoju.
Określenie “Andżelika myślała” uznałabym jednak za nadużycie.
Prawie słychać terkot projektora.

Ten pierwszy uśmiechnął się zdawkowo, skinął Vincentowi głową i zniknął w kuchni.
Gdzie niezwłocznie zabrał się za szykowanie kolacji.
Istny człowiek renesansu.
Pewnie też sam pierze i prasuje. Nie mówiąc o sprzątaniu domu.

Ten drugi zaś… Poczuł, jak wzbiera w nim wściekła zazdrość. Jak furia, skierowana do brata, musi znaleźć ujście. Pociągnął dziewczynę za sobą.
-    Przestań się ślinić, jak suka w rui! - warknął, wpychając ją do jednej z sypialni.
Ślinić? Wydawało mi się, że cieczka na czym innym polega…
Bo się nie znasz. AłtorKasia jest weterynarzem z wykształcenia, to wie!

-    Ale ja… - jęknęła żałośnie.
Nie czekał, aż zbierze myśli i dokończy, co ona…
Jednym ruchem zdarł z niej sukienkę, aż guziczki rozsypały się po całym pokoju, obrócił ją tyłem do siebie, pchnął brutalnie na łóżko, aż padła twarzą w materac, a potem wbił się w rozpalone wnętrze tak silnie, że dziewczyna krzyknęła z zaskoczenia.
-    Zamknij się! - warknął.
Umilkła posłusznie.
Zaczął uderzać tak, jakby chciał przeorać ją na wylot. Tak, jakby próbował przebić jej serce.
Andżelika musi stanowić prawdziwą ciekawostkę anatomiczną.

Była gotowa i śliska, ale nie na myśl o nim, Vincencie, a o jego bracie, więc suwał raz po raz, uderzając jądrami o jej płeć, jakby chciał wybić jej Raula z głowy.
Tak, zdecydowanie ciekawostka anatomiczna.
Chryste Panie, czy ta kobieta naprawdę nie zna innego słowa, niż tylko to nieszczęsne “suwać”?


Jednym ramieniem zagarnął z całych sił lędźwie dziewczyny, drugą ręką ścisnął pierś, aż krzyknęła po raz drugi i uderzał, raz, drugi, trzeci, dziesiąty, dotąd, aż oboje w tym samym momencie wystrzelili w kosmos, przez parę uderzeń serca lewitowali wśród gwiazd, pojękując z rozkoszy, a potem runęli w przepaść.
A to po prostu łóżko się pod nimi zarwało.


Andżelika padła bez sił na mokry od potu i soków materac.
Strasznie mokre to opko. Gdzie moje kalosze, bo reumatyzmu dostanę!

Vincent wysunął się z niej, położył na plecach i długą chwilę oddychał chrapliwie, zaciskając powieki.
Wreszcie wsparł się na łokciu, uniósł głowę dziewczyny za włosy, zmusił, by spojrzała mu w oczy i powiedział niskim głosem przesyconym śmiertelną groźbą:
-    Nie waż się myśleć o moim bracie, póki ja tu jestem.
-    Dobrze, Vini, nie będę - szepnęła, czując że byłby ją gotów zabić, gdyby jednak pomyślała.
To nie jest śmieszne. Naprawdę, zawsze słychać gdy ona myśli.

Przyciągnął jej usta do swoich i ugryzł boleśnie.
-    Wierz mi, w tych sprawach Raul nie sięga mi do pięt czy raczej do fiuta.
-    Wierzę, Vini - odparła potulnie.
Spojrzenie mężczyzny złagodniało. Już nie gryzł, a całował słone od łez wargi dziewczyny.
-    Za parę dni wyjeżdżam i możesz robić co chcesz, (Ale że jak to? Wyjeżdża i ją zostawia w VillaRosie? Dlaczego?) ale do tego czasu nie waż się nawet na niego spojrzeć (potem już ci wolno, co z oczu to z serca!).
-    Nie spojrzę.

Strzelił ją w nagi pośladek, zostawiając czerwony odcisk dłoni, po czym wstał, wciągnął spodnie, zarzucił na ramiona koszulę i wyszedł.
Dziewczyna długie chwile leżała bez ruchu z twarzą wtuloną w kołdrę, zastanawiając się, czy to był gwałt, czy nie. Czy jednak gwałcona przeżywa kosmiczne orgazmy?
Tak, stosunek bez jej zgody był gwałtem, niezależnie, czy przeżyła orgazm, czy nie.
I tak, zdarza się, że gwałcone przeżywają orgazmy.

Wreszcie otarła oczy, podniosła sukienkę i zwlokła się z łóżka, obolała wewnątrz i… nadal niezaspokojona. Ten, który mógł to uczynić, był na razie nieosiągalny.
Jej to by nie pomógł nawet kondom samojeb.

-    Raul, masz jakąś błyskotkę na zbyciu? - Vincent dołączył do brata siedzącego na tarasie. Ten oderwał wzrok od ekranu laptopa, niezadowolony, że się mu przerywa pracę.
Jak się bierze robotę do domu, to wszyscy przeszkadzają.

-    Potraktowałem moją panią nieco brutalnie i chciałbym ją przebłagać, bo mnie do łóżka nie wpuści - wyjaśnił Vini swobodnym tonem.
-    Co według ciebie znaczy „nieco brutalnie”? -Raul zadał to pytanie głosem tak zimnym, jak zimne były w tym momencie jego oczy. - Zgwałciłeś ją? Tutaj? Pod moim dachem? Nie mogłeś jej chociaż wyprowadzić na wydmy?

-    „Nieco brutalnie” znaczy dokładnie to: przesadziłem z namiętnością. Tylko tyle - odrzekł Vini. Widział, że brat jest coraz bardziej wściekły - święty Raul i te jego zasady! - i cieszyło go to. Lubił wkurzać Raula.
-    Gdzie ona teraz jest? Chcę, żeby Paweł ją zbadał. Natychmiast!
– Tu jestem, tu jestem! – natychmiast zgłosił się Paweł.


-    Zwariowałeś? - Viniego zaniepokoił ten wybuch. - Nic jej nie jest, na Boga! Przecież nie skrzywdziłbym kobiety! Co z tobą? Nie wierzysz mi?!
-    Zbliża się dzień, do którego przygotowywałem się ładnych parę lat, a ty ryzykujesz oskarżeniem o gwałt i wizytą glin? - Raul powiedział to na pozór spokojnie. Na pozór.
Uhm, a kto miałby ich zawiadomić, Duch Święty? Już widzę, jak pozwalają Andżelice wyjść, czy zadzwonić, by wezwać policję.
Nie mówiąc już o tym, że pewnie policja z całej najbliższej okolicy siedzi u Raula w kieszeni...

-    A przetrzymywanie porwanej ci nie przeszkadza? - Vincent, zamiast się bronić, zaatakował. - Tak w ogóle gdzie ona jest? Żyje jeszcze czy zdążyłeś ją najpierw zerżnąć, a potem kropnąć?
Raul poderwał się, doskoczył do brata i chwycił go za koszulę na piersiach.
Bujne piersi brata zafalowały we wzburzeniu.


(...)

-    Przepraszam. Nie przeszkadzam? - padło naraz i Andżelika, bo to ona była [no nie mów!], wyjrzała niepewnie na taras. Widząc obu mężczyzn gotowych do walki, cofnęła się w popłochu.
-    Widzisz, łajzo? Moja dziewczyna jest cała i zdrowa. Pokaż swoją - wysyczał Vincent i odepchnął brata tak silnie, że ten musiał go puścić. - Chodź, kochanie - Vini zwrócił się do Andżeliki. - Zaraz usiądziemy do kolacji. Musisz być głodna. Seks zaostrza apetyt, co?
Nie powiem, żeby Vincent ułatwiał Andżelice udawanie nieśmiałej a cnotliwej  dzieweczki.

Ostentacyjnie zagarnął dziewczynę ramieniem, patrząc na Raula, ale ten nie dał się powtórnie sprowokować. Nagle daleki i obojętny, podszedł do interkomu.
-    Paweł, zejdź na kolację. Zabierz po drodze Sonię. Zje dzisiaj z nami.
Sonia? Co za Sonia? - zaniepokoiła się Andżelika. Niepotrzebne jej nowe komplikacje w osobie konkurentki! W następnej chwili westchnęła w duchu. Zlecenie, z pozoru proste, stawało się coraz bardziej skomplikowane.
Bo się “konkurentka” pojawiła? Droga Andżeliko, posiadanie nawet stada konkurentek to twój najmniejszy problem, wierzaj mi.
Tymczasem Sonia od dwóch dni siedzi w swoim apartamencie odmawiając wyjścia, a Paweł dostarcza jej posiłki i książki. Ciekawe, w jakim języku mają biblioteczkę…

Na obiad przyniósł nie tylko tacę pełną smakołyków, ale i torbę wypełnioną ciuszkami.
Na obiad?

Ekspedientka w butiku przejęła się historią ubogiej krewnej i wyposażyła cioteczną siostrę uroczego cudzoziemca od stóp do głów w parę kompletów sukienek, szortów, bluzeczek, sandałków, adidasów i oczywiście bielizny.
I cudownym zrządzeniem losu wszystko w idealnym rozmiarze.
Zwróćmy uwagę na to, że była tam też oczywiście bielizna.

Zapłacił kartą Visa Platinium, nie patrząc na wysokość rachunku. Uwielbiała takich klientów i chciała mu dać to odczuć, w jakiż, ach, w jakiż sposób, ginę z ciekawości? ale podziękował uprzejmie, wziął torby do ręki i tyle go widziała.

Za to Sonia mogła teraz oglądać zakupy, ale… nie otworzyła drzwi.
-    Nie wyjdę, dopóki mnie stąd nie wypuścisz! Logiczne przecież. -Walnęła pięścią z drugiej strony. - Rozumiesz?!
-    Rozumiem, rozumiem, mała wiedźmo - mruknął. - Pogadam z Raulem…
-    Każ mu się wypchać i zamarynować, ja chcę stąd wyjść!
-    Przekażę twoje pozdrowienia.
Znów coś łomotnęło.
To łomotnęły pięści czytelników Joanny Chmielewskiej, widzących ten bezczelny plagiat.

Tłumiąc śmiech, wycofał się pospiesznie, ale kodu wprowadzić nie zapomniał.
Dziś miał wreszcie dla więźnia dobre wiadomości.
-    Ubierz się ładnie, uczesz, umaluj, umyj buzię i rączki. Mamy gości. Raul zaprasza cię na kolację - powiedział do drzwi, bo Sonia go oczywiście nie wpuściła.
-    Nie skorzystam z zaproszenia! - krzyknęła.

-    Jak sobie chcesz. Następna taka okazja za tydzień.
Momentalnie wyskoczyła z sypialni.
-    Daj mi pięć minut. Będę gotowa - rzekła bez tchu, łapiąc po drodze do łazienki jakiś ciuch.

(...)
-    Chodź, zaprezentuję cię towarzystwu. - Wyciągnął do niej rękę. Bez wahania podała swoją.
W jadalni przy elegancko zastawionym stole siedzieli Vincent, Raul i nieznajoma dziewczyna. Vincent na widok Soni gwizdnął z uznaniem, co bardzo nie spodobało się nieznajomej (Sonia była wniebowzięta) - ta wydęła błyszczące od pomadki czerwone usta i obcięła Sonię od stóp do głów niezbyt przyjaznym spojrzeniem.
Subtelna Dziewica vs. Pusta Barbie, bitchfight!

Jednak Sonia nie patrzyła ani na jedno, ani na drugie, dla niej liczył się tylko Raul. On zaś odłożył powoli widelec, wstał, odsunął krzesło tuż przy swoim i czekał, aż dziewczyna usiądzie po jego prawej stronie. Gdy siadała, dziękując uśmiechem, musnął dłonią - niechcący albo celowo - jej nagie ramię, a Sonia… aż wstrzymała oddech. Dotyk mężczyzny odczuła jak przeskok iskry, która - maleńka, ale poruszająca -spłynęła od czubka głowy aż do stóp, by w powrotnej drodze uderzyć tam.
W kolano? To musiało boleć.


Uniosła na mężczyznę zdumione spojrzenie: czy on też to poczuł?
Raul uśmiechnął się tylko.
-    Jedzcie, częstujcie się - rzekł. - Ja zaraz wracam.
Mafiosi-samosi obywają się bez lokaja, który podaje potrawy, nalewa wino i zmienia talerze?

-    Masz więc na imię Sonia? - zapytała dziewczyna w karminowej sukience odsłaniającej tak wiele, że mogłaby jej spokojnie nie nosić.  Paweł przed chwilą dokonał prezentacji i tamta, zamiast zająć się kolacją, wbijała w Sonię spojrzenie zielonych oczu. Ona zaś niezbyt pewnie czuła się pod ich ostrzałem. - Skąd Raul cię wytrzasnął? Z ruskiego burdelu?

Słusznego wyboru dokonał Tajemniczy Pracodawca Andżeliki, brawo on! Dziewczyna z niebywałą klasą odgrywa rolę subtelnej dziewicy, niezłomnie dążąc do zrealizowania zadania i przekonania Raula, że jest godna miłości!  

Paweł zakrztusił się kawałkiem wędzonej ryby. Vincent zgromił towarzyszkę wzrokiem, ona jednak czekała na reakcję zaatakowanej.
Sonia uniosła brwi.
-    Nie pamiętasz mnie? - odpowiedziała pytaniem. - Przyjmowałyśmy klientów w tym samym pokoju.
Aaaa! Dowcip! Dowcip słowny, doprawdy!
Już drugi dowcip! Czuję się naprawdę rozpieszczana przez Ałtoressę!

(...)

-    Podaj lewą rękę - poprosił, po czym wyjął z podłużnego pudełka barwy nocnego nieba… bransoletkę. Błysnęła w świetle kryształowych lamp złotem i błękitem. Objął nią nadgarstek dziewczyny i dopiął maleńką zapinkę, a potem ujął dłoń Soni i przyjrzał się bransoletce z zadowoleniem. - Pasuje idealnie. Do sukienki, do koloru twoich oczu i do twej urody.
Raul robi wszystko, żeby ułatwić Pawłowi zadanie, które sam mu zlecił.

Usiadł obok i powrócił do kolacji.
Sonia zaś… przyglądała się bransoletce, nie wiedząc, co powiedzieć. Jakich użyć słów.
-    Dziękuję - wykrztusiła wreszcie.
Skinął głową.
Obracała bransoletkę na nadgarstku, z rosnącym zachwytem, podziwiając mieniące się kamienie.
-    Domyślam się, że jest… cenna? To nie tombak i szkiełka?
A nawet jeśli tak, to co? Przypomnijmy, że kilkanaście miesięcy temu Sonia bobrowała po śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia, a spała tam, gdzie padła. Teraz ma fochy i pożąda drogocennej biżuterii.

Parsknął śmiechem.
-    Nie, Soniu, to czternastokaratowe złoto i błękitne diamenty.
Zło­to czter­na­sto­ka­ra­to­we za­wie­ra w jed­nym gra­mie 0,585 gra­ma czy­ste­go zło­ta, a po­zo­sta­łe 0,415 gra­ma to in­ne me­ta­le. Obrącz­ki wy­ko­na­ne ze zło­ta w tej pró­bie ofe­ro­wa­ne są w przy­stęp­nych ce­nach. http://e-wesele.pl/ciekawostki-i-porady/606-b42e29bf7872fdc

Prawdopodobnie kupiłabyś za nią małe mieszkanko. Może nie w stolicy, ale na peryferiach na pewno.
Pokaż jej jeszcze paragon, ty stuprocentowy dżentelmenie.
Albo odcięty palec jubilera.

-    Ja … nie mogę jej przyjąć. - Z żalem odwróciła nadgarstek i zaczęła manipulować przy zapince, co jedną ręką nie było łatwe. Nakrył ją swoją dłonią i przytrzymał, a dziewczyna znów poczuła płomień mknący od tej dłoni do jej serca. I nie tylko serca.
<domyślnie> Jeszcze, będę strzelać, tam?

-    To prezent. Za wszystko, czego doświadczyłaś z mojej ręki. Zatrzymaj ją, jeśli potrafisz wybaczyć, jeśli nie, oddasz ubogim, gdy opuścisz to miejsce.
-    A opuszczę?! - Aż podskoczyła na krześle, co natychmiast zwróciło uwagę Andżeliki. Czyżby tę małą przetrzymywali tu dla zabawy? Takich prezentów - jeśli to rzeczywiście było złoto i diamenty, a nie tania podróbka - nie daje się każdemu z gości, który zaszczycił swą obecnością VillaRosę, bo ona, Andżelika, na przykład nic nie dostała…
-    Oczywiście, że tak - odparł spokojnie Raul, ale twarz, dotąd pogodna, spochmurniała, ton ochłódł  o kilka stopni.
Sonia zrozumiała nieme ostrzeżenie i opuściła wzrok na pusty talerz. Raul swobodnym gestem nałożył jej wędliny i sałatkę.
Przez jakiś czas dręczyło mnie pytanie, po jakiemu rozmawiają ci cypryjscy Francuzi o portugalskich nazwiskach ze swoimi polskimi dzieweczkami, ale już przestało.
To co się tu dzieje, to przecież typowa polska kolacja z sałatką jarzynową, wędlinami, wędzoną rybą i plasterkami żółtego sera.

Z mięsnym jeżem!

Pewnie jeszcze w bardzo eleganckim aneksie kuchennym, otwartym na salon:

-    Jedz. Musisz nabierać sił po wypadku.
Rzeczywiście dziewczyna nadal miała na ramieniu bandaż.
Nosi bandaż, to znaczy że jest słaba.

Podczas kolacji Paweł opowiada – niby Andżelice, ale tak naprawdę mówiąc do Soni – o tym, jak zabezpieczona jest willa (ogrodzenie pod napięciem, mur, strażnicy itd.). Następnie Vincent proponuje ciekawsze rozrywki.


-    Idziemy popływać? - Nie czekając na odpowiedź, wstał i pociągnął Andżelikę za sobą.
-    Nie mam kostiumu - szepnęła, oglądając się na Raula.
Serio, wybiera się na Cypr i nie bierze kostiumu kąpielowego? Chyba że to taka zagrywka pod Raula...


-    Co za problem - roześmiał się Vini, zaciskając tylko silniej palce na jej nadgarstku.
Wyszli w noc, rozjaśnianą księżycem w pełni i lampami solarnymi stojącymi po obu stronach alejki.
I było tak pięknie, tak romantycznie.


Sonia patrzyła za nimi z mieszaniną zażenowania - ona nigdy nie pozwoliłaby sobie na taką… dwuznaczność - ale i zazdrości: Andżelika nie dostała wspaniałej, drogiej bransoletki, w drodze nie towarzyszył jej najpiękniejszy mężczyzna pod słońcem, nie, on został tutaj, z Sonią, w jadalni, podtykając dziewczynie co smakowitsze kąski,

belle-et-le-clochard-spaghetti-bolo.jpg
http://www.parisfaitsoncinema.com/autour-du-cinema/gastronomie/spaghetti-boulettes-la-belle-et-le-clochard.html

ale… Andżelika była wolna. Mogła stąd odejść, kiedy tylko zapragnie, zaś Sonia zostanie tutaj, z bransoletką na ręku, dopóki Raul jej nie wypuści.
Czegoś jeszcze pozazdrościła Andżelice Sonia w momencie, gdy z plaży dobiegł tłumiony krzyk. I nie było to wołanie o pomoc…
Andżelika, oparta obiema rękami o murek, poddawała się uderzeniom potężnego prącia.
Znowu słyszę Krystynę Czubówną…
Czy TO właśnie usłyszała Sonia? Te uderzenia?
(potężnego? Przecież już ustaliliśmy, że ta szafa posiada mały kluczyk.)

Darujemy sobie dalszy opis, c’nie?
No pewnie, wiadomo, zwierzęca żądza, soki, bierz mnie, mocniej, jedno silne pchnięcie, te rzeczy, zieeew.
Zapomniałaś o “Jezuuu, Vini!”

-    Paweł, idź i ucisz ich! - Raul cisnął na stół serwetkę. - To nie burdel, do cholery! Pierwszy krok do namiętnego związku Andżeliki i Raula uczyniony!

Z plaży dobiegł właśnie kolejny krzyk.
Sonia wbiła wzrok w talerz, spłoniona po cebulki włosów.
Lekarz już się podnosił, gdy Raul zatrzymał go gestem dłoni.
-    Poczekaj, sam to zrobię.
Wstał, odrzucając w tył krzesło, podszedł do kredensu, sięgnął na najwyższą półkę i… spomiędzy talerzyków deserowych i kubków wyciągnął sztucer.

Powinien wyciągnąć go z szuflady ze sztućcami.

Sonia wciągnęła powietrze, Paweł pokręcił głową, zaś Raul wypadł na taras, przyłożył broń do ramienia, spojrzał w lunetę, mierząc uważnie, i wypalił.
Ciekawe, w co tym razem trafił ten amator strzelania, skoro tak uważnie mierzył?
W sam łeb – wojewody.

Strzał przeciął ciszę nocy niczym potężny grom. Bo też i sztucer miał potężny kaliber.
No, ba. Wszak należał do Raula. Wszystko, co należy do Raula, ma potężny kaliber.

Andżelika, omdlała po ostatnim orgazmie - tym razem udawanym - wrzasnęła i oprzytomniała w jednej chwili.
Orgazm udawany, ale omdlała naprawdę. Aha :D

-    Co jest…?! Co się dzieje?!
- Raul strzela, ty udajesz, a ja kule noszę!

- Rozglądała się w panice, obciągając sukienkę i ocierając koszulą Viniego wnętrze ud, nie wiedząc, czy uciekać, a jeśli tak, to dokąd.
-    Spokojnie. To mój popieprzony brat daje wyraz swemu niezadowoleniu. Albo zazdrości.
I cały misterny plan Tajemniczego Pracodawcy Andżeliki poszedł – dosłownie! – w pizdu. Co więcej, sam Vincent swego czasu uznał, że Andżelika musi udawać niewinną dziewicę, żeby brat nie wyrzucił jej z domu – a teraz co?

(...)
Weszli do jadalni
przepraszam, ale muszę spytać - czy Vincent wszedł do jadalni przyodziany w tę koszulę, którą Andżelika parę minut temu ocierała wnętrze ud z tych, no, soków?
Nie miał innej, a zresztą - do uroczystej kolacji mężczyzna powinien mieć wykrochmaloną  koszulę.
<słabiutko> Aha. Niby to wiedziałam, ale mój umysł wzbraniał się ile sił przed tą wizją)
w momencie, gdy tamtych troje solidarnie sprzątało ze stołu.

Proszę - multimilioner, a sprząta ze stołu. Pewnie jeszcze zmywa.
Może go to uspokaja. Mnie uspokaja zmywanie naczyń, a wszak moje dni nie obfitują w taki szał emocyj, jak dni Raula.

Andżelika zostaje odesłana do swojego pokoju (a dodam, że Raul zwraca się do niej raczej obcesowo: “Panna Rozpalona może tu zostać do twojego powrotu, o ile oczywiście ma na to ochotę”, “Możesz robić, co ci się żywnie podoba - odpowiedział. - Bylebyś nie przekraczała granic przyzwoitości. Potrafisz to?”, wspominam o tym, bo jestem ciekawa, jak AłtorKasia wyobraża sobie wobec powyższego rozwój sytuacji w temacie: “Rozkochujemy w sobie i zdobywamy zaufanie Szefa Mafii”), a Vincent proponuje Soni spacer po plaży.


Powietrze pachniało słoną wodą i kwiatami kwitnącymi po zmroku. Śpiewały cykady. Była przecudna gorąca noc…
Jest listopad, że tak przypomnę. Nawet na Cyprze w listopadzie noce nie są już gorące. Cykady też śpiewają raczej w lecie...


-    Odpowiesz szczerze na dwa pytania? - odezwał się Vincent cichym głosem. Widać on też poddał się urokowi chwili.

Sonia spojrzała nań i skinęła głową bez przekonania.
-    Rzeczywiście byłaś świadkiem spotkania z kurierem?
To chyba nie było już dla nikogo tajemnicą. Mogła przytaknąć.
-    I rzeczywiście jesteś dziewicą?

Logiczne. Jedno wynika z drugiego, wszak kurierzy mafii współpracują wyłącznie z dziewicami, jak Vincent może zadawać tak naiwne pytania, zupełnie jakby się nie znał albo co.
Wiesz, to dla podniesienia poziomu bezpieczeństwa. Żeby kurier nie mógł jej wręczyć paczuszki do ukrycia… gdzieś. Zawsze to trochę trudniej niż w wypadku takiej Andżeliki.


Aż stanęła, zmieszana i oburzona. Czy wiedzą już o tym wszyscy w VillaRosie?! A może wszyscy na Cyprze?!
Powiedzmy otwarcie: Raul już kazał ustawić budkę z biletami i liczy na niezły dochód z pokazywania polskiej dziewicy znalezionej na ulicy.

Czy chociaż tego Raul nie mógł zatrzymać dla siebie?! Czy Pawła nie obowiązuje tajemnica lekarska?!
Czy Paweł w badaniach zapuścił się aż tak głęboko?
Owszem, jak pamiętasz, musiał ją zbadać, bo podczas swego tygodnia śpiączki krwawiła z pochwy.


Vincent zaśmiał się cicho. Strzelał trochę na oślep, ale trafił w dziesiątkę.
Jednym kocim ruchem znalazł się przed dziewczyną i brał ją w objęcia. Zesztywniała z zaskoczenia.
-    Spokojnie - wymruczał, odgarniając jej włosy za płatek ucha. - Poradzimy coś na to.
Pochylił się i musnął usta dziewczyny swoimi wargami. Z początku lekko, pytająco, potem coraz natarczywiej. Rozchylił zęby językiem i… ona cofnęła głowę, próbując go odepchnąć.
-    Proszę mnie puścić! Puść mnie!
Zaśmiał się tylko, unieruchamiając głowę dziewczyny jedną ręką, drugą krępując złączone z tyłu nadgarstki.
-    Puść mnie, bo zacznę krzyczeć! A Raul potrafi odróżnić, czy krzyczę z bólu, czy…
Na dźwięk tego imienia Vincent cofnął się, unosząc ręce w geście poddania.
-    Sorry, musiałem spróbować - rzekł z rozbrajającą szczerością. - Już taki jestem, że rajcują mnie piękne dziewczyny. Obiecuję trzymać ręce przy sobie.

Vincent rzeczywiście trzyma ręce przy sobie; z rozmowy z nim Sonia dowiaduje się, że jedynym miejscem posiadłości, gdzie nie ma zamontowanych kamer jest klif. To podsuwa jej pomysł: proponuje Vincentowi popływanie nago w zatoczce i korzystając z pierwszej okazji, ucieka. Raul oczywiście niemal natychmiast się orientuje (bo obserwuje brata i Sonię na monitorach), wysyła ludzi na poszukiwania i sam biegnie, gdyż:

Bał się, że nie zdąży, że któryś dopadnie jej pierwszy, że ona stanie na klifie i mając do wyboru wolność [chyba niewolę???] albo śmierć, wybierze to drugie. A wiedział, wiedział to na sto procent!, że jeżeli ktokolwiek może powstrzymać Sonię przed skokiem w przepaść, to tylko on, Raul.
 


Potrzebował liny i paru ludzi do pomocy. Ktoś zawróci do terenówki i przyniesie linę szybciej byłoby podjechać tu terenówką na miejsce, a nie biec ze zwojem liny, nim jednak tutaj dotrą… Co, na Boga, ma robić?!
Zejść do niej - odpowiedział sam sobie.
Zerwał z ramion koszulę - wprawdzie chroniłaby ciało przed ostrymi krawędziami skał (z czego ona była, z kevlaru?), ale biały materiał świetnie znaczył miejsce, w którym mają ich szukać
A poza tym Boska Klata Raula domagała się swojego udziału w opku!

- i bez dłuższego namysłu zaczął schodzić w dół.
Schodzić w górę byłoby mu nieco trudniej.
<z oburzeniem> Raulowi? Trudniej?! Raul, gdyby chciał, mógłby schodzić w dół, w górę, i jeszcze na prawo i na lewo, zapamiętaj to sobie!

Ostatecznie znajduje ją wiszącą na rękach (na tej biednej, postrzelonej ręce!) na urwisku i w ostatniej chwili ratuje przed upadkiem.
I nie wiadomo, czy ona chciała przepłynąć wpław z Cypru do Syrii, czy skoczyła sobie “bo tak”.



(...)
****
Andżelika wiedziała, że w domu zaczęła się jakaś chryja, ale nie zamierzała się ujawniać. Stała cichutko przy uchylonych na parę centymetrów drzwiach i śledziła rozwój wydarzeń.

Zwiała ta ruska cizia? Super! Ona, Andżela, ma swoje zadanie, do którego nie należy pomoc w łapaniu uciekinierki - przeciwnie, ta ucieczka mogła wszystko ułatwić.
Dziś rano, nim pobiegła na spotkanie z Vinim, który przywiózł Andżelikę tutaj, do VillaRosy, miała wizytę… tajemniczego zleceniodawcy. To znaczy nie jego we własnej osobie, a facia, który ją w zastępstwie szefa przyjmował - Roberta jakiegoś tam.
Robert jakiś tam też poleciał za nimi na Cypr?
W kupie raźniej.

Na dobry początek obciągnęła mu laskę, a potem wysłuchała z uwagą, czego właściwie zleceniodawca od Andżeliki chce.
Otóż chciał niebieskiej koperty, bezpiecznie ukrytej w sejfie Raula. Dokładnie: w sejfie, który mieścił się w niedostępnej dla byle kogo sypialni Raula, ale Andżelika nie była przecież byle kim! Miała… potencjał.
Mogła stać się najlepszym odkurzaczem na rynku!

Pierwsze spotkanie z panem VillaRosy wypadło tak sobie: ten głupi Vini zmusił ją do publicznego seksu - nie to, żeby Andżelika nie lubiła, ale Raul miał chyba coś przeciwko temu, bo mało nie poodstrzelał im gołych tyłków. Na przyszłość należy się wystrzegać takich odlotów, a teraz trzeba Raula jakoś do siebie przekonać. Oswoić, zachęcić, zrobić lobotomię… Gdyby jeszcze z horyzontu zniknęła ta mała głupia Sonia, szanse Andżeliki wzrosłyby niepomiernie.
Stojąc za drzwiami swojej sypialni, rozważała, czy nie przyłączyć się jednak do pogoni, a przy nadarzającej się okazji nie zepchnąć rywalki ze skał, ale przypomniała sobie, że ona, Andżelika, nie jest przecież morderczynią!
Ona tylko lubi seks – dopowiedziała automatycznie pamięć i Andżelika zaczęła się zastanawiać, czy to już ten moment, żeby spróbować, jak to jest z jakąś apetyczną kobitką.

Teraz, w tym momencie, z - chwilowego - braku apetycznej kobitki w pobliżu, mogła uczynić jedno: wykorzystać chwilę, w której dom był pusty, całkiem i zupełnie pusty, bo w pogoń ruszył każdy kto żyw - miała powodzenie ruska dziwka, oj miała - i… rozejrzeć się po rezydencji, a może nawet pomyszkować po sypialni pana domu.


Gdy tylko mężczyźni wybiegli na poszukiwania, Andżelika ruszyła zwiedzać VillaRosę.
I kwadrans później wiedziała jedno: do apartamentu Raula, zajmującego całe drugie piętro można dostać się z powietrza - tu przydałby się śmigłowiec -    albo… z sypialni słodkiej dziurki, czyli Sonieczki. A dokładniej z jej tarasu, nad którym znajdował się taras Raula.
Drzwi do pokoju Soni były uchylone i Andżelika bez chwili wahania weszła do środka. Rozejrzała się po jasnym, przytulnym pokoju, pomyszkowała w szafie, znajdując tam nieliczną, ale markową odzież i bieliznę (na ten widok coś w Andżelice załkało z zazdrości) -  ma smarkula gust albo sponsor go ma - i żachnęła się w duchu, że ona, Andżelika ma niedużą sypialnię, którą będzie pewnie dzielić z Vinim, a Sonia, ta ofiara losu, ma apartament z salonem, gabinetem, sypialnią i łazienką. Gdzie tu sprawiedliwość? Trzeba czym prędzej wygryźć tę ofiarę losu i zająć jej miejsce…
Oto żeńska odmiana Tadka Marszaka, negatywnego boChatera Nie oddam dzieci. Obdarzonego takim charakterem, zachowaniem i przemyśleniami, że czytelnik nie może mieć cienia wątpliwości, że jest bohaterem negatywnym.
Pozostaje nam się tylko cieszyć, że - w przeciwieństwie do Marszaka - nie nosi sweterków w serek i nie czesze rzadkich włosków “na pożyczkę”.

Przeszukując sypialnię dziewczyny, znalazła jeszcze coś ciekawego: ozdobny sznur wiążący kotary, z którego dałoby się związać genialną linkę, po której to lince… powolutku, po cichutku Andżelika wespnie się na taras Raula i - ta-dam! - znajdzie się w jego sypialni.
Kodu do sejfu nie zna - zleceniodawca również nie - ale spróbuję zgadnąć.
Ma przecież do wyboru tylko parę milionów kombinacji, musi się udać!
Pamiętaj, że mamy do czynienia z Bardzo Bystrą i Inteligentną BoCHaterką.


Jeśli się nie uda, musi wkraść się w łaski Raula na tyle, by zaczął sypiać z nią, Andżelą, i kiedyś on jej zaufa, podając kod, albo ona podejrzy Raula, gdy będzie otwierał sejf i zapamięta ten bezcenny szyfr. Proste!
Jest plan!
Tak.
*chowa zgryźliwy komentarz na temat wywalania wszystkiego wprost, bo przecież po co zostawić jakiekolwiek pomysły Andżeli domyślności czytelniczki*


Teraz jednak musiała, po prostu musiała zajrzeć piętro wyżej! Grubą, ozdobną linę obciążyła mosiężną figurką i przerzuciła przez poręcz powyżej. Była wysportowana, więc zwinnie zaczęła się wspinać.

738a2717755de65350ebd2953c0669df.jpg
http://fuckyeahcircus.tumblr.com/image/57344571405

I ta mosiężna figurka ją utrzymała? To był chyba jakiś pięciometrowy posąg Buddy.

Po chwili miała głowę na wysokości posadzki tarasu, wychyliła się ostrożnie i rozejrzała w poszukiwaniu kamer, ale… wyglądało na to, że taras nie jest strzeżony. Chwyciła się rękami poręczy, podciągnęła jeszcze trochę, przerzuciła nogę przez barierkę i - ta-dam! - stała u progu królestwa Raula de Luci.
I co było w tym takiego trudnego?
To nie jest pytanie retoryczne, bo za chwilę dostajemy odpowiedź:

Ano to, o czym Andżelika nie miała pojęcia a czytelnicy nawet nie podejrzewali i dlatego Ałtorka im to łagodnie i uprzejmie wyjaśniła - taras jednak był monitorowany i to skuteczniej niż reszta domu.
Na litość borską, przecież trzeba być idiotką do siedemnastej potęgi, by założyć, że mieszkanie takiego supermafioza nie jest w żaden sposób monitorowane!
Ćććśśś… udawaj, że Cię to zdziwiło.

Niewidoczne dla oka promienie podczerwieni tworzyły szczelną kurtynę,
Przyniosę sobie popcorn i poczekam na rozwój wypadków.
Widziałabym w tym momencie Andżelikę jakoś tak:


Kot by zwariował ze szczęścia.
a sygnał o jej naruszeniu natychmiast został wysłany w dwa miejsca: do wartowni, gdzie odebrał go Artur, i… wprost na ekran komórki Raula.
Podczerwień. Kurtyna z podczerwieni. I trochę sosu bbq.
„Goryl” zaalarmowany sygnałem z tarasu włączył skaner podczerwieni i natychmiast rozpoznał intruza. Zaklął, zerwał się na równe nogi i podbiegł do interkomu.
W sypialni Raula mały ekran tuż przy drzwiach rozjaśnił się i pisnął. Andżelika, majstrująca przy sejfie, zamarła bez ruchu.
Spojrzała przez ramię. Na ekranie widniała twarz ochroniarza, chwilę później rozległ się jego wściekły, przytłumiony głos:
-    Mam nadzieję, że mnie widzisz i słyszysz, głupia kurwo. Masz stamtąd natychmiast spierdalać! Słyszysz?! Raul wie, że ktoś wszedł przez taras i zaraz tam będzie. Wypierdalaj. I to szybko!!
Ciekawe dlaczego ją ostrzega, zamiast polecieć tam i złapać ją na gorącym uczynku?
Może ma nadzieję na gratyfikację?

Andżelika uniosła brwi. A ten cieć co ma niby do tego, gdzie ona chodzi?
Nie, ochroniarze, strażnicy i “goryle” nie są od tego, by cokolwiek chronić. Niii, zatrudnia się ich w zupełnie innym celu.

Raul, owszem, mógłby mieć coś przeciwko, to jego dom, ale ochroniarz? A może… może to człowiek zleceniodawcy? Uciekać czy nie?
Cypryjskie powietrze dobrze robi Andżelice, jej bystrość z każdą sekundą wzrasta.


Odpowiedź dostała w następnej chwili.
-    Co, Panno Rozpalona, robisz w mojej sypialni?
Poderwała się na równe nogi.
Raul stał może metr od niej.

Był półnagi od pasa w górę, skórę miał wilgotną od potu i morskiej mgły, przedramię otarte do krwi. I był piękny, po prostu piękny!
Andżelika poczuła między nogami, jak bardzo…
Umówmy się: Andżelika wszystko odczuwa wyłącznie tam.

Odrzuciła w tył wspaniałe włosy, uśmiechnęła się na wpół figlarnie, na wpół wyzywająco i rzekła:
- Szukam złota i klejnotów - po czym wyciągnęła rękę ku jego lędźwiom.
Raul nie cofnął się, o nie.
O, nie! On nie był z takich, co się cofają przed chętnymi panienkami!


Zacisnął palce na nadgarstku dziewczyny i przytrzymał. Uwolniła dłoń. Wcale nie zdeprymowana rozejrzała się po pokoju, jakby przyszła pozwiedzać i zaczęła z udanym namysłem:
-    Chętnie uwiłabym tutaj gniazdko. Na początek moglibyśmy zabawić się w lekarza, a potem… Któż to wie?
Usiadła na szerokim, miękkim łóżku, patrząc mężczyźnie w oczy, po czym wyciągnęła się rozkosznie. Biały krótki szlafroczek odsłonił długie, szczupłe uda dziewczyny i nie tylko uda.
Jak to leciało? Ten, którego obrano za cel, natychmiast przejrzy zbyt jawną prowokację?
Mam rozumieć, że wspinała się po zmyślnie splecionym sznurze w tym białym, krótkim szlafroczku, zapewne bez bielizny (wszak ciągle na nią nie zarobiła) pod spodem?

Raul przyglądał się jej z namysłem, ale ten namysł nie miał nic wspólnego z rozważaniem: wziąć ją czy nie. Przeciwnie, zastanawiał się, czy wyrzucić Andżelikę z posiadłości natychmiast, czy zatrzymać i przesłuchać… Jej obecność w tym pokoju była nieprzypadkowa. I nie chodziło tu o „złoto i klejnoty”
Mistrz dedukcji!

- w sejfie zamknięte było coś cenniejszego niż kilka sztabek i ładna bransoletka. Ktoś zadał sobie niemało trudu, by wprowadzić do VillaRosy kolejnego szpiega i Raul chciałby wiedzieć, kim ów ktoś był, ale… zbliżał się dzień największego przerzutu w dziejach narko-biznesu.
Więc dał sobie spokój z łapaniem szpiegów przeszukujących jego pokój.
Takich szpiegów? Daj spokój. Na miejscu Raula też bym sobie nie zawracała głowy pilnowaniem Andżeliki, przeciwnie, posadziłabym ją przed sejfem i pozwoliła kręcić pokrętełkami. Ona miałaby zajęcie na następnych parę tysięcy lat, a ja - święty spokój i dużo czasu, żeby się zająć swoimi sprawami.

Było do przewidzenia, że wszyscy, którzy liczą się w branży, będą próbowali przejąć transport Złotego Pyłu. A żeby to uczynić, musieli poznać zawartość sejfu.
W tej sytuacji Raul powinien zmienić willę w pensjonat i poprzystawiać drabiny do okien.


To, co zostało zdeponowane w niebieskiej kopercie…
Dobra, zaspoileruję: w kopercie znajdują się współrzędne miejsca, w którym ma się odbyć transakcja i Raul jest jedyną osobą, która ma te dane; w odpowiednej chwili ujawni je kontrahentom. Na razie wygląda sensownie… ale za jakiś czas dowiemy się, jak wyglądało ustalanie miejsca spotkania ;)

Powrócił spojrzeniem do rozciągniętej na łóżku dziewczyny, która powoli, niczym małż muszlę, rozchyliła nogi i zaczęła gładzić zachęcająco wilgotny wzgórek.
-    Wynoś się stąd. Nie jestem zainteresowany - rzekł zimno. - Ostrzegam: jeszcze raz przestąpisz próg tego pokoju i cię odstrzelę.

(...)
Mimowolnie uśmiechnął się. Skąd Vincent wytrzasnął tę dziewczynę? Pasowali do siebie idealnie: oboje bez zasad, oboje bezczelni i lekkomyślni. Vini potrafił jednak nad sobą zapanować i przynajmniej robotę wykonywał bez zarzutu. Nowe połączenie lotnicze i cala otoczka, która miała odwrócić uwagę - i tak skorumpowanych służb - od tego, co właściwie jest przewożone, to był majstersztyk.
Dodajmy, utworzony w dosłownie kilka dni.
Prowizorka, ale jaka skuteczna!

Może Raul za ostro brata potraktował?
Podszedł do panelu sterowania, wyłączył wciąż sygnalizujący włamanie alarm i - zamykając za sobą dokładnie drzwi - zszedł dwa piętra niżej, gdzie Vini właśnie szykował się do wyjazdu.
-    Vincent, usiądź, porozmawiajmy - zatrzymał brata.
Ten wzruszył ramionami i wyciągnął się na fotelu.
-    Wkurzyłeś mnie. Kilkakrotnie dzisiejszego wieczoru… - zaczął Raul powoli, bo przyznanie się do błędu przychodziło mu z trudem.
Mój wzrok chyba już się psuje na starość, bo żadnego przyznania się do błędu tu nie widzę – wręcz przeciwnie.


-    Dałeś mi to odczuć - odparował Vini.
-    Bo ty dałeś mi powody! - krzyknął Raul. - Poczekaj… - dodał zaraz, bo Vincent wstał, uważając rozmowę za skończoną. - Nie chcę, żeby spotkała cię przykra niespodzianka tam, w Warszawie.
- Tu masz naładowaną kartę miejską, możesz przez miesiąc jeździć zbiorkomem bez ograniczeń.

Owszem, jesteś wnerwiający, ale jesteś też moim bratem i…- Tu się zaciął. Nigdy nie powiedział Vincentowi, że go kocha. Jeśli ten liczył, że usłyszy to właśnie teraz, to rozczarował się po raz kolejny.
We wpatrzonych w Raula, rozjaśnionych nadzieją oczach szczeniaczka ukazały się łzy rozczarowania.

- W mieszkaniu Soni jest zasadzka, w którą miałem wpaść ja, to już wiesz. Zabierasz ze sobą Artura, bo to on na sto procent za tym stoi.
Jak widzimy, Logika trzyma się kupy. Kurczowo.

-    A jeżeli nie on?
-    To go odstrzelą. I ciebie też, bo z nim będziesz, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów.
Bo nie jest zamieszany. To wystarczy.
-    Rozumiem, że jeśli Artur ją zorganizował, to wróci żywy i cały i kropniesz go ty?
Raul nie musiał odpowiadać.
No i dobrze, bo byłoby jeszcze mroczniej.

-    Słuchaj, po co mieliby zastawiać na ciebie pułapkę?
Jesteś przecież niewinnym, dobrym facetem.

- pytał dalej Vini. - Tylko ty znasz kody, jesteś bezcenny dla obu stron. Komu zależałoby na twojej śmierci?
Każdemu, kto chce przejąć jego wpływy w handlu bronią i narkotykami.

-    Na śmierci nikomu, z trupa nie wydobędzie się informacji. Z żyjącego - owszem.
-    Przecież nie zdradzisz kodów nawet na torturach!

Raul uniósł kącik ust w uśmiechu. Vini był jeszcze taki młody i tak niewiele - oprócz urozmaiconego seksu - przeżył…
Taki niewinny, uroczy młodszy braciszek, który absolutnie nie pomaga starszemu prowadzić interesów, żyjąc wyłącznie z hojnego kieszonkowego.

-    Istnieją, bracie, takie metody tortur, na których wyśpiewasz wszystko, nawet to, czego nie wiesz. Oczywiście ten, który chce zdobyć niebieską kopertę, nie może mnie uprowadzić ot tak, sprzed nosa obu kontrahentów,  jestem więc w miarę bezpieczny do dnia przerzutu, ale…
...może cię ktoś porwać przed dniem przerzutu, aby mieć czas na wydobycie kodu. - Podpowiedziała Logika, która wyszła z krzaków, gdzie tarmosiła się z Sensem.
Wyobrażam sobie jakiegoś pomagiera mafijnego, który przedstawia swojemu szefowi genialny plan: porwiemy Raula po dniu przerzutu, kiedy niczego nie będzie się już spodziewał!

może temu komuś nie zależy na sfinalizowaniu transakcji między dwiema największymi rodzinami?
A on sam samotny, bez rodziny...
-    Dlaczego mi to mówisz? - Głos Vincenta był zimny, niemal odpychający.
-    Bo komuś muszę przekazać szyfr na wypadek, gdybym jednak wpadł w ręce konkurencji. A komu mogę zaufać jak nie bratu?
A próbowałeś opchnąć to na Allegro?
Nie opłaca się. E-bay lepszy.

Vini milczał długo, mierząc Raula podejrzliwym spojrzeniem. W firmie zajmował stanowisko ważne, ale nie kluczowe - to Paweł był prawą ręką szefa i każdy liczył się tylko z nim - teraz Raul chce powierzyć najpilniej strzeżoną tajemnicę właśnie jemu, Vincentowi…
O, Andżelika będzie miała ułatwione zadanie!

Raul wstał, podszedł do brata i położył mu ręce na ramionach.
-    To jak, Vini, mogę ci zaufać?
-    Przecież wiesz, że tak - odparł cicho.
-    Jedź więc do Warszawy, dopilnuj, by Artur się sypnął albo sam wydobądź informacje od tych, którzy zastawili pułapkę.
Jeśli będzie działać tak chytrze jak brat (porwanie i przesłuchiwanie studentki wracającej z zajęć), to wystrzela połowę mieszkańców Stolicy, tylko dlatego, że nie są w nic zamieszani.

Możesz nie przebierać w środkach. Uważaj na siebie i wracaj szczęśliwie. - Uścisnął go lekko. - Pamiętaj: z dnia na dzień będzie coraz goręcej…

-    Jasne - odrzekł nonszalancko Vini. - Co do nowego połączenia: w najbliższą środę masz do dyspozycji samolot z napalonymi na totalne last minute turystami. Sprzedaliśmy im wycieczkę marzeń po absurdalnie niskiej cenie i zysku z niej mieć nie będziesz, za to samolot jest pełen i nie zwróci niczyjej uwagi.
Niewątpliwie absolutnie niczyjej uwagi nie zwróci otwarcie nowego biura podróży z absurdalnie tanimi, ale za to regularnymi wycieczkami wyłącznie na jednej trasie; prowadzonego przez faceta, który mieszka w otoczonej murem, drutem kolczastym i pilnowanej przez dziesiątki strażników twierdzy.
Wsiadajcie tylko do samolotów pełnych ludzi, nikt Was nie sprawdzi.

Raul i Vini rozmawiają jeszcze chwilę o Soni, Raul oznajmia, że dziewczyna nic dla niego nie znaczy i braciszek może ją sobie brać, jeśli tylko ona zechce; przysłuchujący się Paweł podsumowuje sceptycznie “Umiesz przekonująco łgać i Viniego może przekonałeś, ale nie mnie”.

Dochodziła czwarta nad ranem. Dla niego, Raula, praca na pełnych obrotach po kilkanaście godzin na dobę nie była niczym nowym, ale dziewczyna powinna być wyczerpana po przeżyciach tego wieczoru i pewnie była. Mimo to czekała na niego, wpatrzona w rozjaśniane wczesną jutrznią morze.
Z dala dobiegały echa chóralnego śpiewu mnichów, a fale rozjaśniał blask chwały anielskiej.
(jutrznia = nabożeństwo)
A to Artur z Wickiem śpiewali kanon na cztery głosy.
W końcu życie w zamkniętej niby klasztor i pozbawionej kobiet budowli na wyspie zobowiązuje.

Przysiadł na brzegu łóżka, patrząc na jej delikatny profil.
Gdyż jak wiadomo od dawna, Sonia jest tak subtelna i delikatna, że trzeba o tym wspominać co chwila, bo nikt się nie domyśli, że jest delikatna i subtelna.

Vini miał rację: wzięło go. Paweł też miał rację: umiał przekonująco kłamać. I będzie łgał do końca. Wszystkim. Jej także.
Odwróciła ku niemu twarz. Spodziewał się słów wdzięczności za ocalenie życia i już przygotował odpowiedź, ale… Sonia zaskoczyła go pytaniem:
-    Po co to zrobiłeś? Po co ratowałeś mi życie, skoro i tak nie opuszczę tego domu żywa?
-    Dlaczego tak uważasz? - odparł, kryjąc zaskoczenie pod maską spokoju i opanowania.
-    Nie wiem, dlaczego mnie tu przetrzymujesz, ale gdybyś miał mnie wypuścić, zrobiłbyś to już parę dni temu.
– Chciałem, ale Imperatyw Narracyjny mi nie pozwolił! – wyznał Raul ze skruchą.

Doskonale wiesz, że jestem nikim ważnym w tej twojej… działalności i nie będziesz miał ze mnie żadnego pożytku, a jednak więzisz mnie w tej złotej klatce. Po co? I dlaczego ratowałeś mi życie, skoro wcześniej czy później…
-    Utonęłabyś - przerwał jej. - To trudna śmierć. Zasługujesz na łagodniejszą. Gdy będę chciał cię zabić, zrobię to tak, byś nie czuła, że umierasz.
Och, doprawdy, jest Zły i Mroczny!

http://vignette4.wikia.nocookie.net/atomowki/images/f/f5/Mojo-jojo-powerpuff-girls.jpg/revision/latest?cb=20110411155321&path-prefix=pl

Wraził jej te słowa prosto w serce. Zabił ją nimi.
No i powinna już nie żyć.
Któryś raz.

Chwilę patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, po czym zachłystując się szlochem, wydusiła:
-    Wtedy, na skale, myślałam… myślałam… że coś dla ciebie znaczę, że mnie choć trochę… że…
-    Myliłaś się.
Wstał i wyszedł.
Po prostu wyszedł.

Tak. Sądzę, że to jest odpowiedni moment na jeden z obrazków z mojej przebogatej kolekcji.

Jesus Facepalm.jpg

Minął bez słowa czekającego po drugiej stronie drzwi Pawła. Ten, słysząc dobiegający ze środka płacz, szarpnął go za ramię.
-    Coś ty jej zrobił, do cholery?!
Raul spojrzał na zatrzymującą go dłoń takim wzrokiem, że ta opadła bezwładnie.
-    Właściwie nic. Powiedziałem tylko, że gdy będę chciał ją zabić, zrobię to szybko i bezboleśnie. Niekoniecznie chcę patrzeć, jak spada w przepaść i tonie.
-    Żartujesz czy… ? To powiedziałeś dziewczynie, po którą godzinę temu w tę przepaść skoczyłeś?! Ale z ciebie kawał bydlaka… - Paweł z niedowierzaniem pokręcił głową.
Handel narkotykami i bronią, zabójstwa, wymuszenia, przekręty, co tam jeszcze taki supermafiozo robi – spoko luzik, Raul, jesteś wporzo. Powiedzenie złego słowa Soni – ty bydlaku, jak mogłeś!

Wiedział, że Raul musi być twardy i bezwzględny, ale nigdy nie był okrutny bez powodu! To właśnie wykrzyczał w następnej chwili.
Ze łzami w oczach. Zaciskając pięści i tupiąc nogami.

-    Idź do niej. - Raul przerwał lekarzowi, nic sobie z jego oburzenia nie robiąc. - Przypominam, że otrzymałeś polecenie służbowe: masz Sonię w sobie rozkochać - dodał zimno.
Taka szara mysz poleci w ramiona każdemu.
Paweł cofnął się, jakby dostał w twarz.
-    Myślałem, że… że nie jest ci obojętna! Że…
-    Ty również? Widać nie do końca panuję nad uczuciami. Mniejsza o to. Idź do Soni. Uspokój ją, utul. Teraz masz dobrą okazję, by u niej zapunktować.
Minął Pawła i już znikał na schodach, gdy zatrzymały go słowa:
-    Wiesz co, Raul? Jesteś mistrzem. Pieprzonym mistrzem manipulacji. I cynizmu.
Ojej. Jesteśmy wczonśnienci. I zmieszani.


Raul wędrując po domu zagląda jeszcze do Andżeliki, ta oczywiście czeka silna, rozwarta i gotowa, i…
Dopadła go w następnej chwili. Zdarła z ramion koszulę, przylgnąwszy do jego torsu całym ciałem.
Ale tak całym-całym, razem z nogami? Nie sądziłam, że jest między nimi aż taka różnica wzrostu.


Zarzuciła ręce na szyję, wpiła się ustami w usta mężczyzny i całowała długą chwilę, a on… on na to pozwalał.
Pozwalał, by wsunęła mu między wargi język, rozchylając nim zaciśnięte zęby. By zanurkowała dłonią do spodni, sięgając po męskość nabrzmiałą od kilku długich chwil, od momentu, gdy przysiadł na łóżku Soni.
Oczywiście. W Michalakversum żadna interakcja bohaterów, którzy mają się ku sobie, nawet najbardziej niewinna rozmowa, nie obejdzie się bez nabrzmiewającej męskości i wilgotniejącej szparki.



Prrrroszę Państwa, nasza zawodniczka atakuje! Przed nią już tylko guzik od rozporka na pozycji samotnego obrońcy! Już go minęła! Już otwiera usta! Iiii…. tak niewiele brakowało!


Bez słowa dopiął rozporek. Zapiął guzik spodni. Bez słowa naciągnął na ramiona koszulę. Bez słowa zapiął guziki. Wyszedł, zamykając za sobą drzwi również bez słowa.

I nie zatrzymał się - zupełnie jak parę minut wcześniej - słysząc stłumiony szloch kolejnej skrzywdzonej przez siebie kobiety.


Raul wraca do pokoju (wrróć – “surowo, po męsku urządzonego gabinetu”) i najpierw ogląda się dokładnie nago w lustrze, a potem rozmyśla nad przebiegiem swej kariery.


Na swoją reputację - twardego gangstera z zasadami - pracował dziesięć lat. Tyle czasu zajęło Raulowi zdobycie zaufania największych mafijnych rodzin w Rosji i w Ameryce Południowej.

Za kilka dni ta praca zbierze owoce: głowy mafii kaliningradzkiej, reprezentującej Rosję (dlaczego właściwie kaliningradzkiej? Moskwa przestała się liczyć?) i kolumbijskiego kartelu, spotkają się w miejscu, którego współrzędnych nie znał nawet Raul - leżały bezpiecznie zdeponowane w sejfie Villa-Rosy, w niebieskiej kopercie, tak pożądanej przez jego wrogów…
Znaczy, że ponad Raulem był jeszcze jakiś większy boss, który ustalił miejsce spotkania i z jakichś powodów przekazał te informacje Raulowi? Im więcej osób wie o jakiejś tajemnicy, tym większe prawdopodobieństwo, że ona wycieknie…
I ten największy boss zdradził mu, że koperta jest niebieska.
Oczywiście, dla zmylenia przeciwnika okaże się, że jest różowa i wszyscy będą skonsternowani.

Tego dnia z Południa zostanie przerzucony do Rosji, a potem do Europy kilkudziesięciotonowy ładunek narkotyku, jakiego na rynku jeszcze nie było: Złotego Pyłu.
A mówił, że będzie handlować bronią, ot kłamczuszek!

I który, biorąc pod uwagę właściwości - silną halucynogenność, niesamowicie pobudzającą erotycznie, niemal zerową wykrywalność i uzależnienie od pierwszej działki - miał szansę zawojować świat.
Aha, czyli Sonia już jest uzależniona. Fajne uzależnienie, bezobjawowe takie.
Może to ślinienie się na widok Raula to właśnie objaw?
Z pewnością oni ten Złoty Pył robią u siebie w piwnicy, bo wszyscy jacyś monotematyczni.
Musi się w atmosferze unosić, jak azbest, pewnie dlatego Andżelika się tak zachowuje, Złoty Pył podkręcił jej naturalne skłonności do poziomu, przy którym powinno się hospitalizować.

Jeszcze tylko kilkanaście dni… Bossowie mafii podadzą sobie ręce, jeden dostanie walizkę pieniędzy, dokładnie jak na filmach gangsterskich, drugi dopilnuje, by dwa kontenery Złotego Pyłu zostały przeniesione z ładowni do ładowni, obaj podziękują Raulowi za pośrednictwo, bo gdyby nie on do współpracy by nie doszło, na jego konto wpłyną przeprane w kilku bankach pieniądze i… będzie wolny.
Tak właśnie postanowił: to ostatnia „akcja” w jego życiu. Tego dnia, gdy wszystko szczęśliwie dobiegnie końca, Raul wycofa się z biznesu, zaszyje w swojej VillaRosie i znajdzie sobie towarzyszkę życia, z którą założy normalną, kochającą się rodzinę.
Całe nasze doświadczenie filmowo-książkowe mówi, że gdy ktoś zapowiada “to już ostatni raz, a potem się wycofuję i będę żył spokojnie” – to się nie może dobrze skończyć...
Gdyż na nową drogę życia dostanie ślicznego, puszystego pieska, który zamieni jego życie w piekło.

Z gromadą dzieci biegających po plaży i ogrodzie… Zobaczył je oczami wyobraźni i przez napiętą twarz mężczyzny przemknął uśmiech. Synek i córeczka. Synek i córeczka w charakterze gromady dzieci. Mój Raulu, jak ty nic o życiu nie wiesz. Oboje jasnowłosi i niebieskoocy.

02fcf9ca0cfecce4b79f2317c4ba2406.jpg
https://pl.pinterest.com/pin/419819996490436918/

No ale doceńcie, że ma to wrażliwe serduszko, skryte pod powłoką twardego bandziora!

Oboje podobni kropla w kroplę do… RoseMarie.
Nawet syn.
RoseMarie… Wspomnienie pierwszej miłości zabolało…
To dlatego zabrał Sonię z Warszawy, choć powinien albo ją wypuścić, albo zabić. Ale… pragnął ją mieć blisko, przy sobie. Od pierwszej chwili, od pierwszego wejrzenia. Nie chciał jej stracić. Nie zniósłby tego, bo delikatna jak niezapominajka Sonia była tak podobna, tak bardzo podobna do RoseMarie…
Aaach, Zły Chłopiec jest zły, bo ma Traumę!
Kanon, moja droga, kanon. Kanon musi zostać zachowany, zwłaszcza, gdy brakuje wyobraźni, by się mu sprzeciwić.

No i teraz cała sytuacja ze Złotym Pyłem ma sens – dzięki temu delikatna jak niezapominajka Sonia, tak bardzo podobna do jego pierwszej miłości, już na zawsze z nim będzie i nigdy nie odejdzie!

Sonia obudziła się wcześnie, mniej więcej w tym czasie, gdy Raul zasnął. Przez te kilka godzin snu męczyły ją koszmary o bezdennej głębi i wzburzonym morzu, na przemian z… marzeniami o Raulu. Dosyć… niegrzecznymi marzeniami. Prawdę mówiąc - erotycznymi. W których Raul ją… a potem ona jego…
A potem ten tego… a potem była zmiana i szpak dziobał bociana…

(...)
Mamy duchowe rozterki naszej boChaterki:
- Masz wybić sobie tego mordercę z głowy, słyszysz?! Od początku nie zostawił ci żadnych złudzeń, od pierwszej chwili, gdy dorwał cię w tunelu! To on do ciebie strzelał, pamiętasz? A ty, jak idiotka, roisz sobie, że… Idiotka, skończona, naiwna kretynka!

Jedynym dobrym człowiekiem, który nie zrobiłby ci krzywdy, jest Paweł, idź, spróbuj go znaleźć i zrób wszystko, by zdobyć jego sympatię i zaufanie. W decydującym momencie może chociaż on się za tobą, głupia kobieto, ujmie…
Nie słyszałaś, dziecino, o metodzie “dobrego i złego policjanta”...

Sonia próbuje wymknąć się z domu, ale natyka się na Pawła.
No i tak marzenia się spełniły.

-    Mam dla ciebie dobre wieści - ponownie zatrzymał ją głos Pawła. - Możesz swobodnie poruszać się po całej posiadłości. Tylko bez wygłupów. Ogrodzenie jest pod napięciem, gdybyś myślała o tej drodze ucieczki, brzeg morza patrolowany, klify pilnie strzeżone…
Już to mówiłeś. Poprzedniego wieczora, przy kolacji.
Powtórki są kluczem do sukcesu w nauczaniu, każdy nauczyciel ci to powie.

Sonia zamiast się ucieszyć, wybuchnęła gniewem:
-    Jestem, do cholery, aż tak cenna?!
-    Ty? Nie - przerwał jej spokojnie. - Towar, który przyjdzie dziś wieczorem - owszem.
Oniemiała. Bo co niby mogła odpowiedzieć? Zapytać, co to za towar i czy odpalą jej działkę?
Ale ciekawość w niej rośnie.
Czy to nie Paweł ostatnio strofował Raula, że za dużo mówi przy Soni?
I że jest bydlakiem, który rani jej uczucia?

Sonia, spacerując po posiadłości, spotyka szefa ochrony, Stanleya.

-    Piękny dzień na przechadzkę. Jak ramię? Goi się? - Wskazał na ranę po kuli.
Sonia poklepała plaster i odrzekła:
-    Goi. Dziękuję.
Ciekawe, po jakiemu rozmawiają. A może są po prostu w standardowym filmie sensacyjnym, gdzie wszyscy, niezależnie od pochodzenia i miejsca akcji, mówią po angielsku?


(...)
-    Słyszałam, że wieczorem spodziewacie się dostawy towaru - rzuciła niewinnie i zapragnęła palnąć się w usta. I po życzliwej rozmowie… Oczy mężczyzny natychmiast stały się czujne, z twarzy zniknął cień uśmiechu. Co tu jest grane? To prowokacja? Raul go sprawdza?
Oczywiście, sprawdza twoją dyskrecję i lojalność, matołku!

-    Taaak - odparł powoli. - Posterunki są wzmocnione. Proszę przekazać Raulowi, że nie przewiduję problemów.
I widzicie - obyło się bez scen okrutnych tortur. Strażnicy sami z siebie opowiadają o najściślej strzeżonych tajemnicach.

(...)
Wspomnienie ubiegłej nocy zabolało. „Gdy będę chciał cię zabić…”. Ale przecież nie chce i może nie zechce! Po co miałby ją, Sonię, zabijać? W jakim celu? Z jakiego powodu? Mogą tu przecież mieszkać oboje, jak… jak rodzina, siostra i brat (Cersei i Jaime?), do dnia, w którym on stwierdzi, że Sonia już mu w niczym nie zagraża i ją wypuści na wolność.
A ona z wdzięczności otuli go swoją miłością i w końcu namówi, żeby zmienił pracę i przestał się narażać, bo ona jest w ciąży, i on się zgodzi, i będą żyć długo i szczęśliwie, otoczeni wianuszkiem uroczych dzieci. I będą mieć golden retrievera.

Wtedy ona wróci do… Czy rzeczywiście ostatnie półtora roku spędziła w brzydkiej, małej kawalerce w ohydnej kamienicy, mając za sąsiadów najgorsze męty warszawskiej Pragi? Czy nie lepiej żyć tu, mając za sąsiadów gangsterów i pozbawionych sumienia morderców? I czy rzeczywiście, po wspaniałościach VillaRosy, chce do tamtego życia wrócić?
Nieno, pewnie, lepiej żyć w klatce z groźbą śmierci wiszącą wciąż nad głową – ważne, że klatka jest złota.
Jakie znowu “półtora roku”, skoro miesiąc wcześniej przyjechała do Warszawy na studia?

-    Chcesz czy nie, jesteś uczciwą kobietą i na pewno nie dołączysz do gangsterów handlujących Bóg wie czym - odpowiedziała sobie stanowczo i ruszyła ku plaży.
Tylko że swój zgrabny nosek już teraz wciska nie tam, gdzie trzeba.

Raul rozkazuje Pawłowi poszukać Soni i przyprowadzić ją z powrotem.
W kuchni, którą chciał minąć, Raul szykował dla siebie spóźnione śniadanie, a towarzyszyła mu… Andżelika.
Wspólnie robili kanapki.
Do kanapki trzeba trzeciego!
Dobra, może dojadali resztki sałatki z kolacji.

Ona też miała w pamięci wydarzenia ostatniej nocy. Także to, jak Raul ją potraktował. Jak najpierw rozpalił- no, ona sama się rozpaliła, ale która byłaby obojętna wobec uroku tego faceta? - a potem odepchnął i wyszedł bez słowa usprawiedliwienia. A przecież stanął mu! I stał do końca, Andżelika to widziała! Miała jego fiuta w ręku! Niemal w ustach! Jaki więc Raul miał z nią problem?
Wiesz, może nie lubi jak go obce kobiety znienacka łapią za fiuta?

Oczywiście wprost o to nie zapyta, bo też on na takie pytanie nie odpowie, może ślubował czystość? - tu zachichotała do siebie - musi jednak wybadać sytuację, nim dobierze się do pana VillaRosy po raz drugi i skuteczny. Pal sześć zlecenie! Andżelika sama z siebie zapragnęła zdobyć tego mężczyznę, bo po prostu… po prostu musiała go mieć.
I powiesić jego… głowę nad kominkiem jako trofeum.

Nim wyszła ze swej sypialni, poświęciła godzinę na przygotowania.
Skoro nie rajcuje Raula obcisła sukienka, goła cipka pod nią i piersi niemal na wierzchu, trzeba spróbować czegoś innego. Na taką ewentualność Andżela była również przygotowana: z przepastnej walizki wyciągnęła uroczą, dziewczęcą sukienkę w kolorze pistacji, niby skromną, ale pięknie podkreślającą kształty dziewczyny, podkreślającą zieleń jej oczu i wspaniałą tycjanowską miedź włosów, które związała w grzeczny koński ogon. Jeszcze dopracowany do perfekcji makijaż, który przeistoczył wczorajszego wampa w dziewiczą niewinność i… była gotowa na drugą odsłonę polowania.
Ubierając się cieszyła się w duchu, że Raul nie ma pamięci do twarzy, w związku z czym nie skojarzy tej drącej się na wydmach ordynarnej  napalonej panienki z dekoltem do pępka i bez bielizny pod kiecką z uroczą, subtelna dzieweczką, za którą się przebrała.

Wsunęła stopy w pasujące do sukienki sandałki, wyszła z pokoju i ruszyła na poszukiwania swojego celu.
Znalazła Raula w kuchni. Właśnie wstawiał kawę w ekspresie.
-    Dzień dobry - rzuciła od progu miłym, dziewczęcym głosem. Nie odwrócił się, ale odpowiedział na powitanie. - Zrobisz i dla mnie?
Sięgnął po drugi kubek.

(...)
-    Jesteś głodna? - zapytał, odwracając się wreszcie ku dziewczynie.
„O tak! - chciała zawołać. - Chętnie cię skonsumuję tutaj, w tej kuchni. Wolisz na podłodze, na kuchennym blacie czy na stole?


-    Mogę zrobić kanapki - odparła zamiast tego.
Wiecie co? Skojarzyły mi się te wszystkie opka o Tokio Hotel i innych gwiazdeczkach, w których bohaterowie przybywają do wypasionego hotelu… i robią tam sobie tosty z szynką i serem zapiekane w mikrofali.
I słusznie ci się skojarzyło, przecież to jest to samo - AłtorKasia napisała “wielka, wypasiona willa”, ale w głowie ma trzypokojowy, biały domek bez łap (he, he), tak jak ałtoreczki piszą o pięciogwiazdkowych hotelach, ale opisują schroniska młodzieżowe, bo tylko tak daleko sięga ich doświadczenie życiowe.

Machnął ręką, zostawiając całe pomieszczenie do jej dyspozycji i chciał przejść do jadalni, ale zastąpiła mu drogę. Zatrzymał się krok od dziewczyny i podniósł kubek z kawą do ust, chcąc ukryć za tym gestem zmieszanie.
Owszem, mógł udawać obojętność, ale przecież był stuprocentowym facetem i czy chciał, czy nie, działała na niego.
Już rozumiem, czemu do Villa Rosy nie wpuszczają kobiet – najwyraźniej Raul tak reaguje na każdą.


Szczególnie dziś, śliczna i delikatna, pachnąca subtelnymi perfumami, w tej jasnozielonej dziewczęcej sukience, patrząc mu prosto w twarz niezwykłymi oczami barwy listka brzozy.
-    Dlaczego taki jesteś? - zapytała cicho.
-    Jaki? - zapytał wbrew sobie.
Powinien minąć dziewczynę bez słowa i zniknąć w swoim pokoju, gdzie miałby święty spokój aż do wieczora.
-    Taki nieczuły.


Uniosła dłoń i położyła ją na piersi mężczyzny, czując pod ręką bicie jego serca.
-    Jestem bardzo czuły - odparł, wiedząc, że powinien strącić tę dłoń i po prostu wyjść - ale…
-    Ale dla Soni, nie dla mnie - dokończyła.
I kupiłeś jej drogą bransoletkę, a ja NADAL NIE MAM MAJTEK!!!


Ku jej zdziwieniu zaśmiał się krótko.
-    Nie zgadłaś. Dla Soni tym bardziej nie.
Dla Pawła???

-    Może więc…? - Nie dokończyła. Jedną rękę nadal trzymając na jego piersi, drugą uniosła do ust mężczyzny, dotykając ich pytająco opuszką palca.
W tym momencie w drzwiach stanął Paweł. I aż cofnął się pół kroku, widząc Raula i Andżelikę w tej bądź co bądź jednoznacznej sytuacji.
– Jak mogłeś!!! – wykrzyczał ze łzami w oczach i uciekł.

-    Przepraszam - wymamrotał i chciał odejść, ale zatrzymał go głos Raula, znów opanowany i zimny.
-    Wejdź. My właśnie kończymy.
Z kończynami.


Raul minął Andżelikę i podał Pawłowi kubek z kawą, który cały czas trzymał w ręku, po czym zniknął na schodach.
Dziewczyna westchnęła ciężko i odwróciła się ku lekarzowi ze wściekłą miną.
-    Jesteś strażnikiem jego cnoty czy co?!
-    Raul sam potrafi zadbać o swoją cnotę.
-    To po co się między nas wpieprzasz?!
-    Bo tu mieszkam?
Mieszkam tu. Rozumiesz? Mieszkam. Z Raulem. W tej willi pozbawionej kobiet. Dotarło?

- Uniósł brew, nadal spokojny, choć coraz więcej go ten spokój kosztował. Nie lubił Andżeliki i zaczynała go wkurzać jej obecność w tym domu. Wkurzało go także to, że Raul zabawiał się kosztem jego, Pawła, i Soni.
Kim był ten drugi Paweł?

- Jeśli masz chęć się migdalić z Vincentem czy z Raulem, bo już nie nadążam, rób to nieco dyskretniej, a nie jak tania dziwka pod latarnią.
Andżelika zachłysnęła się oburzeniem.
Wcale nie jestem taka tania! Jestem elegancką kobietą, a że nie stać mnie na bieliznę, to wszyscy od razu huzia na mnie!

W następnej chwili zamierzyła się, chcąc spoliczkować mężczyznę, ale ten chwycił ją za nadgarstek, jakby chwytał żmiję.
-    Uważaj, bo oddam - syknął, rąbnął kubkiem o stół tak, że kawa chlapnęła na wszystkie strony, odepchnął dziewczynę i wyszedł.
Andżelika rozejrzała się bezradnie po kuchni. Co za popieprzone towarzystwo! I co ona ma zrobić z resztą dnia?
Wytrzyj tę plamę po kawie.

W kawalerce na warszawskiej Pradze założyliśmy kocioł.
I z niej pozdrawiamy Was cichutko: Jasza ze sztucerem, Królowa Matka ciesząca się z fuchy, w czasie której nic nie musi robić poza drzemaniem w fotelu, Dzidka ważąca posąg Buddy, Kura szykująca mięsnego jeża na eleganckie przyjęcie

i Maskotek, który odsuwa firankę.

34 komentarze:

Anonimowy pisze...

"On, Paweł, musi zdusić to uczucie w zarodku!"

Oto i jest: on, mój ulubiony zabieg stylistyczny jej, AutorKasi.

Melo

Anonimowy pisze...

O, i jeszcze "jej, Andżeliki"!

Anonimowy pisze...

Oraz "ją, Sonię".

Anonimowy pisze...

Ta superseksowna Andżelika, co to ciągle pomyka w krótkich spódniczkach i bez majtek... Taki pomysł na postać pasowałby mi do mężczyzny, który nie wie, po co kobietom wkładki higieniczne. No i w jaki sposób ten jej brak majtek powodował, że wszyscy faceci się za nią oglądali, aż wpadali na słupy? Odstawiała na krześle rytmiczny taniec pod tytułem Sharon Stone?

Melo

robótki z myszką pisze...

No nie mogę, czy naprawdę ktoś czyta te dzieua na poważnie?????

Anonimowy pisze...

Spłakałam się. To się powinno publikować dopiero po Waszej edycji.

Anonimowy pisze...

Mam problem ze sceną seksu oralnego w samochodzie, bo nijak nie umiem sobie tego wyobrazić. To jest w ogóle fizycznie wykonalne, żeby tak z siedzenia pasażera prowadzącemu facetowi, w jadącym pojeździe? I co, tak leżała z brzuchem na gałce zmiany biegów? To jak on te biegi zmieniał w trakcie? Niezła gimnastyka.
Poza tym AłtorKasia widzę w formie, jeśli chodzi o obrzydliwie wulgarne opisy seksu i narządów płciowych. Lepiej niż na niejednym blogasku. I te orgazmy po trzech sekundach, bosz.
Analiza za to 10/10 :)

April Black

Aadrianka pisze...

Porządną scenę erotyczną strasznie trudno jest napisać, chyba że się włada piórem na poziomie Reymonta, de Laclosa (czy raczej Boya-Żeleńskiego, bo "Niebezpieczne związki" czytałam w jego przekładzie, lub przynajmniej Sapkowskiego - scena otwierająca "Narrenturm" to majstersztyk. Z tym, że Ałtorkasia nie potrafi napisać ani sceny erotycznej, ani thrillera, ani kryminału, ani nawet romansu. Ba, i z powieścią obyczajową sobie nie radzi...

Różowy Czołg vel Halszek pisze...

Chciałabym się podzielić pewną anegdotką. Otóż przód zakończeniem roku szkolnego w moim liceum pozwolono mi obejrzeć książki przeznaczone na nagrody dla uczniów ze świadectwem z paskiem. Nie były to jakieś albumy itp. tylko raczej książki "przyjemnościowe". A wśród nich wyżej analizowany twór. Nie, nie pomyliłam się, to był "Mistrz" Katarzyny Michalak. Zgłosiłam bibliotekarze, że "no wie pani, no raczej się to nie nadaje..." . I otworzyłam książkę akurat na scenie samochodowej. W odpowiedzi usłyszałam chichocik...
Rozumiem, że szkoła kupowała te książki z katalogu, żeby było jak najtaniej, ale chyba są jakieś granice.

Anonimowy pisze...

Psst, poprawcie odnośnik we wstępie, bo przekierowuje do strony głównej zamiast do poprzedniej części analizy. ;)

Anonimowy pisze...

Zielone oczy, tycjanowskie włosy, nieee z nikim mi się to nie kojarzy.
Ugh jakie to jest obrzydliwe. Współczuję wam, że musicie to czytać, a jednocześnie dziękuję, że to robicie :D

Malazańska Piechota Morska

Gin pisze...

Co tu się, to nawet ja nie.

Co.


I tak cały czas. Nie ogarniam tych super-tajnych intryg - Andżelika, mająca udawać niewinną, uprawia dzikie seksy w miejscach publicznych? Sonia, która jest niewinna, ale pyta ochroniarzy o dostawę towarów? Raul, który pilnie strzeże tajemnic, ale rozdaje kody do sejfu?

Ech, tylko dwie osoby mają hasło na serwer... I Raulik nie wyczuwa, że coś tu jest bardzo nie bardzo?

"Mieszkam tu. Rozumiesz? Mieszkam. Z Raulem. W tej willi pozbawionej kobiet. Dotarło?" - a to Sonia nie jest tylko zasłoną dymną?

Pozdrawiam,
Gin.

Anonimowy pisze...

Chciałabym napisać coś konstruktywnego, ale po TYM... Serio, czy dla Kejt wszyscy faceci to tylko permanentnie napalone narośle na penisach? Czy wszystkie kobiety można według niej, Kejt M., podzielić na subtelne jak rewolucja październikowa nimfomanki i wieczne dziewice? A może Królowa Matka ma rację i te potworki to wytwór eksperymentu społecznego, mającego sprawdzić jak długo potrwa znieważenie całego społeczeństwa (w ogóle i w podziale na grupy)? Ja już nic nie wiem, prócz tego, że nie powinnam czytać tego na trzeźwo.
Treść oryginału jest tak durna, obrzydliwa, niespójna i nielogiczna że mam ochotę wyć. O fakcie, że "erotyk" powinien być chyba bardziej działający na wyobraźnię i ciekawszy niż skład Vanisha po serbsku.
Pozdrawiam i składam wyrazy uznania za Waszą odporność psychiczną

Ejżja

Anonimowy pisze...

Moim zdaniem jest zupełnie bez sensu, bo - nawet zakładając, że Raul rzeczywiście ma jakiś powód, by sprawdzać mieszkanie Soni -No właśnie, po cholerę miałby tam chodzić?
“Tajemniczego opiekuna”, że o “Tajemnicy zielonej pieczęci” nie wspomnę.- i "Tajemnicy Abigel"!
w malignie woła imię szefa mafii, to chyba nie jest za dobrze? -tu w ogóle nie jest za dobrze.
Dosłownie przesunęła językiem w górę i w dół, a on już szczytował.- Nie macie pojęcią, jak ja marzyłam,zeby wpadli do rowu!
uderzając jądrami o jej płeć -śliczne....
zrobię to tak, byś nie czuła, że umierasz.-jakie to mroczne !!!!aż mnie zamroczyło1Jaki on męski i silny!
Ale z ciebie kawał bydlaka… -a to jest powszechny sposób zwracania się do szefa w mafii?

Nie,ja nie umiem tego komentować,ja się rozpływam w bezradnosci jak łzy w deszcz uczy jakos tak..

Chomik

Ela TBG pisze...

"Spokojnie. Ani to nie jest "Ojciec chrzestny"(...)" Ja naprawdę rozumiem, że tego filmu nie idzie nawet porównywać do szmiry Michalak, ale faktem jest, że nierealne stereotypy dotyczące mafiosów zwłaszcza amerykańskiej cosa nostry (honor, szacunek dla kobiet, miłość do rodziny, oszczędzanie dzieci w porachunkach) wzięły się z "Ojca...". Według mnie, z całym szacunkiem do sympatyków tego dzieła, jest ono dla mafii tym, co Przeminęło z wiatrem dla amerykańskiego południa. Wybiela daną grupę społeczną, pokazuje jedynie życie najwyższych warstw i nie daje głosu drugiej stronie- w obu wypadkach są to Ci StHaszni Jankesi. Z "Przeminęło..." nie dowiesz się o wykorzystywaniu seksualnym niewolnic, z "Ojca..." o tym, że w latach pięćdziesiątych i czterdziestych jak najbardziej były w cosa nostrze przypadki dzieciobójstw. Ten film mitologizuje grupę przestępczą, czego ni cholery nie rozumiem, ale ok, to tylko ja. Po prostu nie lubię stronniczych dzieł i popierania organizacji przestępczych, nierówności społecznych, rasizmu, nietolerancji (te trzy ostatnie odnoszę raczej do GWTW) i tym podobnych spraw.

Anonimowy pisze...

Czyta się to jak jakiś bardzo dziwny i bardzo zły erotyczny fanfik 'Całego zdania nieboszczyka'. Czy w kolejnej części ktoś zostanie zamknięty w kazamatach?

Anonimowy pisze...

Tak,ałtorka! I zabierzmy jej ołówki!

Chomik

Anonimowy pisze...

Już chciałam zapytać, gdzie wyście ten koszmar wygrzebali, a potem przypomniałam sobie, że to zostało wydane. Drukiem. Ktoś to uznał za książkę. Jakim cudem ? Pomijam fakt nieporadności językowej Ałtorkasi, pomijam bezdennie głupią intrygę na poziomie kina klasy B, która u przeciętnego wielbiciela powieści gangsterskiej wywoła politowanie. Ale te puste postaci ? Bez życia, bez charakteru, bredzące jak ofiary lobotomii ? One są tak niewiarygodne, tak rozpaczliwie papierowe, ani odrobinę nie prawdopodobne, że ich źałosne przemyślenia mogą tylko śmieszyć. Te postaci są martwe literacko, coś takiego może stworzyć 13 - latka, ale dorosła kobieta ? Jak można tak bardzo nic nie wiedzieć o ludziach, ich charakterach, motywacjach, traumach i udawać, że się jest pisarką... to jest absolutne literackie dno, muł, i wodorosty. Mam tylko nadzieję, że dobrze się bawicie przy analizie, bo inaczej - drżałabym o was :)
M.

tuptaczek pisze...

Nie ma to jak mieszkać w pojedynkę w kawalerce w Warszawie i jeszcze narzekać, że brzydka... :| Takiej to nikt nie dogodzi.

Sha pisze...

Tego dzieua nie uratowałby nawet nagły zwrot akcji w postaci slasha Raul/Paweł.
Pewnie dlatego, że nie dałoby się utworzyć stosownej nazwy pairingu.
Raweł? Paul?
Czekam na propozycje!

Prezydent Internetu Q pisze...

Mówcie co chcecie, ale w porównaniu z innych bohaterami Ałtorkasi... ja nawet Rałla lubię. Gdzie mu tam do tego typka z Ferrinu, co zgwałcił córkę swojej ukochanej, czy skrajnie zaniedbującego dzieci gostka z "Nie oddam dzieci"! Pomyślałby ktoś, że oho, mafia, to dopiero Michalag poleci patolą, ale nie, Rałlek przypomina mi egzaltowanego licealistę po pierwszym zerwaniu, który od tej pory ma serce jak głaz i "już nie potrafi kochać", bo Magda z 2c dała mu kosza. Niby mafia taaaka groźna, a mafiozi wymyślają "intrygi" rodem z podstawówki, typu "jak zaczniesz z nią chodzić, to na pewno ci wyjawi wielki sekret", lol. Michalag pewnie nie chodziło tu o odczucia "jakie to durne a nieszkodliwe", ale akurat takie mam przy tej postaci.

Mal pisze...

To tak bardzo nie ma sensu, że nawet nie umiem skomentować, ale muszę powiedzieć, że od momentu przywołania CKNUKa zamiast Raula wyobrażałam sobie Pyziaka.

Anonimowy pisze...

Raul "półnagi od pasa w górę" zwizualizował mi się ubrany w pół koszuli. Lewe pół na przykład.

E'

Glon pisze...

Mujborze, dawno nie miałam takiej ochoty wydłubać sobie oczu.
I NEED SOME EYE BLEACH OVER HERE, DAMMIT XD Jak kiedyś spotkam ałtorkasię, to nie omieszkam jej podziękować za raka mózgu i szkody moralne.
Analiza wyśmienita, życzę sił na dalsze czytanie tForu ^^

Ela TBG pisze...

Rauleł!

Anonimowy pisze...

Nie znam się na życiu mafijnym, ale tak mi się wydaje, że Wincenty w normalnej mafii zostałby odsunięty od wszelkich funkcji powyżej pomocnika ogrodnika, nawet jeśli to brat capo da tutti capi. Brat szefa, lecący na całego za każdą spódniczką i jeszcze ledwo poznana spódniczkę przyprowadzający do głównej siedziby mafii byłby idealnym celem i policji, i konkurencji. No nic, tylko podstawić mu tzw. dupę i w dwa dni wchodzimy do budynku.
Przecież nie od parady mafiozi to tzw. twardziele, których ani nie łatwo przekupić, ani uwieść.
A Wincenty ledwo poznaną dupę sprowadza do głównej siedziby, nie pilnuje jej w rezultacie czego ona zakrada się do sypialni/gabinetu c.d.t.c i jeszcze do tego - tu gwóźdź programu - nikt jej za to z miejsca łba nie ustrzeli, tylko łazi sobie po posiadłości i na bezczela uwodzi samego c.d.t.c.
Ale ja nie z mafii, ja się nie znam, może u nich tak jest, że można przyprowadzić sobie do bazy każdego z ulicy?
A przede wszystkim razi mnie obrzydliwy wątek Soni i Rałła. AłtorKasia zgadza się ze słowami niektórych, że kobieta tak naprawdę lubi być brana siłą i tylko udaje, że nie lubi. Nie chodzi akurat tu o gwałt seksualny, ale o przemoc ogólnie. Sonia zostaje porwana, upokorzona, postrzelona, uwięziona - ale tak naprawdę to nie ma za dużo przeciwko temu, bo Raułł jest pikny i dał drogą biżuterię, markowe ciuchy i luksusowy apartament. A jakby był brzydki i biedny i uwięził w obskurnej kawalerce o chlebie i wodzie to byłby zły, a tak jest dobry?
I ten motyw 'dobrego gangstera', no bardzo proszę... Po prostu dalsza część mitu 'po slubie się odmieni'.
Nie, morderstwa, gangsterka, handel narkotykami i bronią to są zajęcie naprawdę złe i nie mają nic wspólnego z byciem dobrym, choćby było się nie wiem jak pięknym i skrzywdzonym przez byłą czy los.
Jak AłtorKasia tak bardzo chce zbudować postać 'prawdziwego menszczyzny' to niech wybierze sobie drwala, rolnika, kierowcę, budowlańca itp., którzy uczciwie i w znoju pracują świątek piątek i niedziela, w burzy, śnieżycy i upale.
Ale po co się wysilać, jak można napisać o pięknym mafiozie, który co prawda porywa, diluje, handluje bronią i robi hugo wie co jeszcze - ale tak naprawdę to muchy by nie skrzywdził...
Ohłeity, fajspalmy i rzygi. W mega ilościach.
Nie, Pani Kasiu, nie chciałybyśmy być porwane i uwięzione ani przez brzydkiegoo, ani piknego, ani biednego, ani bogatego. I niezaleznie jakby wyglądał i ile miał na koncie nasz porywacz - to nie chciałybyśmy ani z nim być, ani żeby nas wygrzmocił, ani obciagać mu fiuta, ani dostawać od niego upominków. No takie nieczułe jesteśmy, co robić.
JA WOGÓLE NIE OGARNIAM TEJ KUWETY - CZUĆ JAKIEKOLWIEK LEPSZE UCZUCIE DO PORYWACZA I BANDYTY BO ŁADNY? Z tym powinno się iść do lekarza a nie pisać o tym powieści, ze tak powiem ironicznie, erotyczne.
PS. Erotyzm u AłtorKasi = co ostatnio leci na RedTube: opisać krótko i dosłownie, używając dziesięciu wyrazów i myląc pośladki z wargami sromowymi.

Guineapigs

Prezydent Internetu Q pisze...

Do przedmówczyni - ja akurat tych gangsterów się nie czepiam, bo to ewidentnie taka durnowata fantazja o chłopcu zyum i pinknym. Faceci też mają swoje wersje tego, z róznymi wojowniczymi Xenami i innymi podobnymi :) Obie wersje tej fantazji są durne i oderwane od rzeczywistości i o ile nie udają one logicznej literatury, to niech se będą.

Anonimowy pisze...

Jakiś czas temu na FB weszłam na fanpage Michalak. W pierwszym poście od góry padła prośba do czytelników o podanie, gdzie pierwszy raz zetkneli się z jej twórczością. Bez wahania wkleiłem linka do jednej części waszej analizy Bezdomnej. Po 10min zostalam zablokowana. muahaha xd

Dzidka pisze...

Anonimie powyżej, pamiętam to :D Nawet screen tego komentarza jest gdzieś na profilu Armady na Fejsie :)

Anonimowy pisze...

Borze zielony, jakie to dzieuo jest okropne (i obrzydliwe). Co wątek, to głupszy od poprzedniego. Skąd Michalak bierze te wszystkie idiotyczne pomysły? I jakim cudem to coś ma aż tak pozytywny odbiór (choćby na lubimyczytać)?

Donna Kichote pisze...

kwiklam z zachwytu widzac u was nowa odslone Michalakwersum i jak zwykle nie zawodzicie. jak ja nienawidze tej jej, Michalak, maniery, jak to cholerstwo psuje i tak nieudolnie zlozony rytm zdania!

Donna Kichote pisze...

kocham ten komentarz.

Sha pisze...

Brzmi jak piesel skrzyzowany z ratlerkiem, lubie to XD

Anonimowy pisze...

Ja też nie rozumiem tej obsesji 'bez majtek'. Przecież majtki nosi się nie tylko dla kaprysu i ozdoby, ale głównie ze względów higienicznych. Czy ja dobrze zrozumiałam z tego opka (a i tak mało z niego, tego opka - jak chyba większość z nas - rozumiem), że Jandżelika wybrała się w podróż samolotem w supermini i bez majtek? I tak odstawiona siadała na publicznych, ogólnodostępnych dla ludzi z całego świata - o różnej kulturze higienicznej, różnych nawykach (np. plucie na krzesło, niewycieranie rozlanego napoju, przyklejanie zużytej gumy do żucia, wchodzenie butami itd) i najrozmaitszego stanu zdrowia - siedziskach (samolot, poczekalnie, restauracje itp.)? /A swoją drogą, to ostatnie wyszło mi tak pokręcone jak chińskie osiem, ale i tak sens i logika jego, tego zdania, są chyba łatwiejsze w odbiorze niż sens i logika analizowanej powieści/.
Jej, Jandżeliki, ginekolog i dermatolog muszą mieć pełne ręce roboty i niezłą sumkę na koncie tylko dzięki niej, Jandżelice. Bo rozumiem, że ona, Jandżelika, to tak zawsze bez tych majtek i w supermini.
Wycieranie gołym tyłkiem krzeseł w poczekalni dworcowej w - powiedzmy - Jaśle (przepraszam jaślan, ziomów moich) jest obrzydliwe, ale wycieranie gołym tyłkiem krzeseł na lotnisku jest erotyczne. No tak, tak też można rozumować. I nawet powieść o tym napisać, dlaczego nie? Papier jest wszak cierpliwy, prawda.

I - teraz przepraszam bardzo i uprzedzam, że piszę tylko dla ludzi o tak mocnych nerwach, że zdołali osobiście przeczytać do końca jakąś powieść K.M. - wydaje mi się, że owe 'soki' z jej, Jandżeliki, 'kobiecości' to nie żaden naturalny śluz a po prostu dobrze zaawansowana grzybica albo i co gorszego - a to się leczy (i temu zapobiega, m.in. noszeniem i zmienianiem majtek), a nie podtyka każdemu napotkanemu przystojniakowi.
Alem się rozpisała, ho ho ho! Ale naprawdę już nie wiem, co w tej powieści głupsze: czy wątek brata mafioza, przyprowadzającego do bazy głównej niemal każdego z ulicy, czy wątek uwodzicielki bogaczy wycierającej gołą dupą poczekalnie dworcowe, czy może wątek 'szlachetnego gangstera', który co prawda porwie, zabije, sprzeda narkotyk albo broń - ale gwałtu na pięknej dziewicy nie zniesie /co innego gwałt na zaniedbanej matce trojga dzieci - bo ani pikna ani dziewica, co tam sobie łeb zawracać głupotą, jeden suw w tę czy w tę takiej nie robi, przywykła wszak/.
TRAGEDIA. TRAGEDIA. PO TRZYKROĆ A NAWET STOKROĆ TRAGEDIA.

'AAAAAAA OHŁAJTY, FAJSPALMY I RZYGI w ilościach dowolnych tanio sprzedam'.

Guineapigs
.