piątek, 5 stycznia 2018

345. Puchata Phasma i rozbawiona Rebelia, czyli ja nie chciałem nic złego, mamusiu! (2/2)


Drodzy Czytelnicy!

W poprzednim odcinku poznaliśmy Rose, słodkie blond dziewczę z Kobiecego Oddziału Szturmowców na Starkillerze. Rose została przydzielona do osobistej ochrony Kylo Rena i podbiła jego mroczne serce swym niewinnym wdziękiem. W tej części natomiast dowiemy się, że Najwyższy Porządek jest całkiem milusi i puchaty (oprócz Huxa, Hux jest niezmiennie wredny), a za to Ruch Oporu – przezabawny, że boki zrywać. Spotkamy też pewną damę z odpieluszkowym zapaleniem mózgu, oraz jedną Złą Bicz, bo co by to było za opko bez Biczy.
Indżojcie!


P.S. A osoby, które po pierwszej części widziały w tym opku potencjał, niech porzucą wszelką nadzieję…


Analizują: Kura, Vaherem i Babatunde Wolaka.

Chapter 7

Zdążę dojść na stanowisko, czyli sektor 47, pełen krat i mostów i spojrzeć na mojego załamanego towarzysza.
Towarzysz od tych kilku godzin, odkąd go opuściła, szlochał i nie mógł się uspokoić.


Potem wszędzie rozlega się alarm.


- Zostać na stanowisku. Likwidować wszystkich wrogów - powtarza w kółko mechaniczny głos.
Jestem zestresowana. Wróg w bazie Starkiller? Niby jakim cudem? Jak ktoś mógł przedrzeć się przez...osłony. A może tego kogoś sami przywieźliśmy?
To ta dziewczyna. Ta, którą Ben przyniósł. Ta do której przed chwilą pobiegł. Nagle komunikator trzeszczy przy moim pasku i w rękach sąsiada.
- W bazie znajdują się cztery niechciane osoby. Jedna dziewczyna, dwóch mężczyzn, w tym zdrajca-FN2187 oraz Wookie. Chrońcie nasze dobro bez zastanowienia - głos jest zimny i władczy. Do kogo należy?
“Nasze dobro”, usłyszeli szturmowcy i wszyscy pognali do łazienek, sprawdzić czy intruzi nie zajumali papieru toaletowego. To by wyjaśniało, dlaczego bohaterom tak łatwo poszła infiltracja bazy Starkiller.


Na szczęście, w naszym sektorze jest chwilowo spokojnie. Do czasu, aż słyszę ze coś gaśnie, wyłącza się.
Nagle do środka wpadają strzały z blasterów.
Bez pukania, chamy jedne.


Uderzają w nas. Ktoś musiał wyłączyć osłony, naszą najlepszą tarczę.
Droga autorko, blaster to pistolet. Skoro te strzały wpadły do środka z powodu wyłączenia osłon, to znaczy, że atakują was myśliwce ruchu oporu. X-wing jest wyposażony w cztery działka laserowe i wyrzutnię torped protonowych. Więc na pewno nie powinnaś pisać o strzałach z blastera. Chyba że Poe Dameron podniósł owiewkę swojego myśliwca, wystawił na zewnątrz łapę ze spluwą i zaczął strzelać.
Albo nasza szturmówka tak kiepsko orientuje się w rodzajach broni.
Strzela, znaczy blaster, po co wchodzić w detale.


A ja jestem teraz w najbardziej obstrzeliwanym miejscu.
Postanawiam uciec, nie obchodzi mnie to, że czekają mnie przyszłe konsekwencje.
No nie mogę, rozwala mnie, jaka ona jest prędka do spierdalania z miejsc wszelkiego zagrożenia :)
Córka Rincewinda!
Rose musi pochodzić z planety Camelot.


Szybko odwracam się, ale słyszę czyjś głos.
- Nie tak prędko.
Patrzę na właściciela głosu. To mój sąsiad. W zgięciu łokcia trzyma biały hełm. Ma długie,brązowe włosy i zimne szare oczy.
To Ash. Moja stara przyjaciółka.
O, jednak ma coś szarego!


- Ashley? Co tu robisz i...czemu ze mną nie rozmawiałaś? - pytam i również ściągam hełm.
- Mam rozmawiać z dziewczyną, która wskakuje do łóżka Kylo Renowi? Nie, dziękuje - prycha.-Poza tym miałam nie dopuścić do twojej ponownej dezercji, więc zostaniesz tutaj.
- Ash, to nie tak. Kto ci powiedział takie głupstwa o mnie?
- Jak to kto? Generał Hux. Powiedziałam nam wszystkim, jaka jesteś. Podobno się cieszyłaś, że nas opuszczasz - syczy dziewczyna i opuszcza głowę.- A wcześniej myślałam, ze coś dla ciebie znaczę.
- I ty mu wierzyłaś? - tym razem to ja prycham - Nie wskakiwałam nikomu do łóżka. Hux was okłamał.
- Niby czemu miałby kłamać? - pyta chłodno Ash i mierzy mnie okropnym spojrzeniem. Jest zupełnie inna niż ją zapamiętałam.
- Bo mnie nienawidzi - szepcę.- Nie powiem ci dlaczego, bo sama tego nie wiem. Uwierz w to co mówię, proszę i nie gniewaj się.Wybaczysz mi?
Spoko. Sterczą w “najbardziej ostrzeliwanym miejscu”, strzały z blasterów/działek/czegokolwiek tylko świszczą im wokół uszu, ale są pewne priorytety! Najpierw musimy poukładać nasze sprawy prywatne!


Na twarzy Ash coś się rozjaśnia. Patrzy na mnie tak jak dawniej. Otwiera usta, żeby coś powiedzieć i robi krok w moją stronę.
-Rose, mimo tego, że...
Nie dowiaduję się, co chciała powiedzieć, bo pocisk trafia ją prosto w tył głowy, a krew rozbryzguje się wszędzie. Dziewczyna otwiera szeroko oczy i upada. Jej ciałem wstrząsają ostatnie konwulsje.
I dlatego, drodzy czytelnicy, nie zdejmuje się hełmu w czasie pracy.


Do moich oczu napływają łzy. Jestem pełna niedowierzania, czuję się tak, jakby ktoś uderzył mnie w głowę czymś ciężkim.Padam na kolana obok przyjaciółki.
- Ash, proszę, wytrzymaj. Będzie dobrze - nie otrzymuję odpowiedzi. Krew jest wszędzie, wypływa z jej głowy i skapuje daleko w przepaść przez metalowe kraty. Nie mogę niczego zrobić. Tylko ratować siebie.
- Żegnaj, Ashley - mówię przez łzy i zrzucam jej ciało w przepaść. Kiedyś, gdy jeszcze wszystko było normalne, przyrzekłyśmy sobie, ze zrobimy to, jeśli jedna z nas zginie. Tylko tyle mogłam dla niej zrobić.
To… dość nietypowa obietnica.
A co, gdyby zginęła na płaskim?


Nie mam czasu na rozmyślania, bo nade mną słyszę kolejne huki.
Zabójca Ashley może się na mnie czaić.
Tak, Poe zaparkował x-winga tuż za rogiem.


Mogę zginąć w każdej chwili. Z nerwów zaczynam się pocić. Instynkt nakazuje mi uciekać do najbliższej wnęki. I to właśnie robię. Biegnę najszybciej jak potrafię i zbliżam do siebie moje ramiona (a nie cudze), żeby zmieścić się w wąskim korytarzyku. Mimo huków i eksplozji słyszę bicie mojego serca.
Tak to się robi, jak człowiek naczyta się za dużo opek w lengłydżu albo w kiepskich tłumaczeniach. Wtedy “chrząka, przeczyszczając gardło”, a wszystkie części ciała określa zaimkami dzierżawczymi.


Nie potrafię jednak długo czekać w ukryciu, zwłaszcza gdy zapalają się czerwone światła. niepewnie wychylam się z ukrycia i widzę, że na moście stoją dwie osoby. Rozglądam się dalej i widzę stojących przy samym wyjściu dziewczynę i chłopaka oraz Wookiego czekającego z kuszą na jednym z pięter.
Skubana, wie, gdzie patrzeć! (I nie strzeli, bo…?)


Przygadam się sytuacji na moście. Mężczyzna, w którym rozpoznaję Hana Solo rozmawia z Kylo...Benem. Nie słyszę ich słów, ale ojciec chyba próbuje przekonać do siebie syna.
A może każe mu po prostu zostawić te śmieszne ciuchy i natychmiast wracać do domu, bo inaczej szlaban na komputer. I konsolę. Na dwa miesiące.


W myślach kibicuję mu. Niech wróci do domu z Benem, tam będzie bezpieczny. On po prostu nie pasuje do tego miejsca, mimo ze bardzo mu na tym zależy.
Kto, Han?


Gdy mam już nadzieję, ze wszystko się zmieni, ze może wyjdę z ukrycia i polecę razem z nimi, Ren włącza miecz świetlny i przebija nim ojca. Solo spada w przepaść, tak samo jak Ash kilka minut temu.
Bardzo wygodnie mają rozlokowane te przepaści. No, ale w to jestem w stanie uwierzyć, w końcu to gwiezdne wojny. Nawet Imperator miał wielki szyb w swojej sali tronowej.
A na Starkillerze faktycznie był taki wąziutki mostek bez żadnych poręczy nad wielopiętrową przepaścią. Zawsze byłam zdania, że te statki musiał im projektować Bezdennie (nomen omen) Głupi Johnson.


Wookie ryczy przeraźliwie i strzela w stronę Kylo. I trafia.
Tym razem nikt mnie nie zatrzymuje. Uciekam jak najdalej od tego koszmaru.
Ktoś bardzo ci bliski obrywa, a ty trzymając w łapach broń… uciekasz. Spoko.




Nawet nie myślę o tym, co właśnie się stało. W moich żyłach płynie tylko i wyłącznie adrenalina.


***
Kluczę przez korytarze. Wszędzie otacza mnie pulsujące, czerwone światło.
Ash nie żyje.
Han Solo nie żyje.
I Ben pewnie też.
Ben...na myśl o tym, ze widziałam go ostatni raz, nie wytrzymuję. Staję przy zsypie na śmieci, opieram się o ścianę.Wydobywa się ze mnie długo tłumiony szloch. Łzy lecą z moich oczu jak szalone, po chwili moja twarz jest cała mokra i opuchnięta. Nie potrafię przyjąć do wiadomości tego co się stało. Dopiero co ujawniliśmy się przed sobą. A teraz wszystko legło w gruzach.
Nie będzie pocałunków nad kubkiem kawy w kantynie Starkillera, nie będzie romantycznych wieczorów na odległych planetach, w blasku płonących wiosek...


Nagle słyszę jakiś dziwny odgłos. Ocieram łzy i podnoszę blaster. Dźwięk dochodzi z zsypu na śmieci. Zaglądam do niego przez szklone drzwi.
Aha. Zsypy na śmieci na Starkillerze mają oszklone drzwi, żeby wszyscy mogli podziwiać, co do nich trafiło.
Po tym, jak wierchuszka Rebelii uciekła przez zsyp z Gwiazdy Śmierci, lepiej było nie ryzykować.


- Ach. Niech ktoś mi pomoże. Ratunku. Pomocy - słyszę robotyczny i chłodny damski głos. Jego właścicielka musi być przerażona, ale przez regulator brzmi, jakby mówiła o pogodzie. Dostrzegam chromowaną zbroję.
To kapitan Phasma.
Ta kobieta była dla mnie najbardziej bezbarwna ze "świętej trójcy". Huxa zawsze darzyłam głęboką nienawiścią. Ben...cóż, nawet gdy był dla mnie tylko mrocznym dowódcą, wzbudzał moją ciekawość. Natomiast, Phasma...zawsze była taka neutralna. Przypominała bardziej robota niż człowieka. W tej chwili nie myślę o tym. Muszę ja uratować, tak mi nakazuje sumienie.
Mówiłam, że ona się urwała z dubbingowanej wersji.
(Kwestię Finna “Because it’s the right thing to do” przetłumaczono tam właśnie jako “Bo tak mi nakazuje sumienie”.)
O matko. To przypomina mi lektora z “Zemsty Sithów”, który wkłada w usta Darth Sidiousa “Przyszła kryska na matyska”.


Otwieram klapę do zsypu (to nie drzwi?) i zeskakuję na obrzydliwe śmieci. Przechodzę przez nie, starając się ignorować smród. Niestety, nie mam hełmu, zgubiłam go w sektorze 47. Po chwili udaje mi się dobrnąć do Phasmy.
- Och.Wspaniale.Pomoc do mnie przyszła - mówi sztywno kobieta gdy podaję jej rękę i pomagam wstać. Zdaje się, ze kapitan utknęła tutaj i nie miała szans wyjść samodzielnie.
Mimo tego, że są tam oszklone drzwi, które można wytłuc?


Powoli brniemy przez odpadki. Otwieram klapę i podciągam się do góry. Potem nachylam się i podaję rękę Phasmie.
- Dziękuję - mówi.-Nie mogę wytrzymać w tym hełmie. Jest mi tak gorąco - dodaje i ściąga chromowane nakrycie.
Mogłaby być moją starszą siostrą. Ma jasne włosy, niebieskie oczy i zaróżowioną skórę, w tej chwili całą mokrą od potu.
- Wszystko dobrze? - pytam.
- Tak - odpowiada. Ma miły i kojący głos. I w ogóle brzmi jak Superniania.- Nie chcę nic mówić, ale wypadałoby uciekać - dodaje i uśmiecha się pod nosem.-Jak masz na imię? Tak, wiem że nazywacie się jakoś.
- Rose. Jestem Rose - mówię i uśmiecham się.
- Mów mi po imieniu. Dziwnie by było mi traktować swojego dłużnika jak podwładnego.
Odwrotnie, to Phasma jest jej dłużnikiem.


- Okej, Phasma.
Dlaczego wszyscy każą mi do siebie mówić po imieniu? Może jeszcze generał mnie o to poprosi? Wyobrażam sobie, jak bezwzględny mężczyzna każe mi nazywać siebie po nazwisku i chce mi się śmiać. Za naszymi plecami słychać huk dobiegający z miejsca, z którego niedawno uciekłam.
-Lepiej się zwijajmy - mówi Phasma i biegniemy w stronę mostka.
***
(...)
Phasma i Rose, wraz z niewielką grupą szturmowców, uciekają statkiem z wybuchającego Starkillera.


- General i dowódca prawdopodobnie z nimi uciekli, ale nie mamy z nimi żadnej łączności. Możemy liczyć tylko na przypadek. Na szczęście, statek Rena jest ogromny. Pewnie polecieli nim razem.
Te słowa na chwilę pomagają ukoić mój ból. Uśmiecham się do kapitan.
-Miejmy taką nadzieję.-chwilę się waham, jednak udaje mi się odważyć.-Wiesz, zawsze wydawałaś mi się taka sztywna i bezuczuciowa. A jednak jesteś zupełnie inna.
Milusia i puchata, jak wszyscy w Najwyższym Porządku – jedna, wielka, kochająca się rodzina, gnębiona tylko przez złego Huxa.


-A ja nigdy nie myślałam, że mogę zaprzyjaźnić się ze szturmowcem.-uśmiecha się Phasma i lekko ściska moją dłoń. - Jesteś z KOS, prawda?
- Tak.
- Oj, masz przerąbane - syczy z przerażeniem.
- Dlaczego? - unoszę ze zdziwieniem brwi.
- Jakby ci to powiedzieć...jesteście czubami. W ogóle nie miałyście być szturmowcami. Wasz oddział był najbardziej odizolowanym ze wszystkich. Nie wiecie niczego o świecie i zostawałyście wysyłane na najprostsze misje, takie, żeby żadna nie zginęła.
- Ale po co? - wykrztuszam.
- Jak myślisz, do czego może przydać się dwadzieścia ładnych dziewczyn w bazie zapełnionej mężczyznami, którzy porzucili swoje rodziny?
Tylko dwadzieścia? Na te tysiące mężczyzn?
Poza tym, gdyby to istotnie miał być oddział burdelowy, to dlaczego ich, khem… nie przygotowują do zawodu? Po co całe to kombinowanie z udawaniem żołnierzy, misjami itd?
Żeby lepiej zdawały sobie sprawę, co musi znosić szturmowiec, że raz na jakiś czas potrzebuje “rozrywki”.


Otwieram szeroko oczy. Nie wiedziałam.
No właśnie, też jestem ciekawa, kiedy zamierzali im powiedzieć.
“Drogie dziewczyny, mam dla was dwie wiadomości. Po pierwsze, świętego Mikołaja nie ma, a po drugie, zostałyście wyznaczone na prostytutki dla żołnierzy. Proszę natychmiast przystąpić do wypełniania obowiązków służbowych.”


- Czyli ja byłam do dyspozycji Kylo?
- Tak i nie. Wiesz, to był wymysł Huxa, żeby pilnowała go akurat dziewczyna. Ren na początku narobił zamieszania, że go pilnujesz i domagał się przeniesienia. Trochę dziwne, wcześniej, gdy ktoś mu się nie podobał, to po prostu go zabijał.
Dopóki Hux nie urządził mu wielkiej awantury z wrzaskami i pluciem, kiedy doliczył się, że więcej żołnierzy ginie przez fochy Kylusia niż w atakach Ruchu Oporu.


- Zaprzyjaźniliśmy się - mruczę. - A dzisiaj nawet się całowaliśmy.
- Romans z przełożonym? - kapitan śmieje się pod nosem. - No nieźle. W sumie, pasujesz do niego.
Masz tak samo zakuty łeb.


Tak między nami, wcześniej próbował poderwać jakieś dziewczyny, ale potem dostał zakaz od głównodowodzącego, bo traciliśmy żeńską część załogi. Wiesz, wracały z randek martwe wołając “móóózg, móóozg”, wstrząśnięte, ewentualnie pokiereszowane. A ty jesteś cała, z tego co widzę.
Uśmiecham się do niej.
No taaak, wprawdzie Kylo zarzyna albo przynajmniej silnie traumatyzuje swoje kochanki, ale bez przesady, przecież jakąś jedną wadę może chłopak mieć!


Mimo tego, ze dopiero co się poznałyśmy wiemy, ze to początek wielkiej przyjaźni.




Ja uratowałam kapitan, a ona w zamian za to potraktowała mnie jak równa sobie. Przez chwilę siedzimy w milczeniu, jednak Phasma je przerywa.
- Chyba powinnaś iść spać. Ten dzień był dla ciebie wyjątkowo wyczerpujący.
Przyznaję jej rację. Pomyśleć ze to dzisiaj zostałam przyłapana przez Huxa, postrzelona i pocałowana.
I wszystko na P, co za Przypadek!


I widziałam śmierć tylu osób. Nie wiem jak to wszystko wytrzymałam.
Dzień jak co dzień w bazie.


- Zaprowadzę cię do kwatery - mówi ciepło kapitan i odprowadza mnie do całkiem ładnego i dużego pokoju.
- Dobranoc - mówi i zostawia mnie samą.
Zdejmuję zbroję i kładę się na łóżko. Tak jak się domyślałam, zasypiam praktycznie od razu.
Beeeeen! Chrrrr…
Narkolepsja opkowa dotarła nawet do odległej galaktyki.


Rano budzą mnie radosne okrzyki:
- Mamy łączność! Za chwilę nasz statek wyląduje w środku Finalizera!
Uprzejmie poczekali z tym, aż boCHaterka się wyśpi.


Chapter 8

(...)
- Od kiedy ONA jest kimś ważniejszym od szturmowca? - od kilku minut jesteśmy na nowym statku. Generał nie może przyjąć do wiadomości, ze zostałam awansowana. W sumie mam gdzieś jego pieklenie. Najbardziej martwi mnie to, ze nigdzie nie widzę Bena.
Trzeba go było nie zostawiać.


- Odkąd uratowała mi życie - odpowiada spokojnie i robotycznie Phasma. Ma na sobie swój hełm, więc nie słychać jej prawdziwego głosu.
- Nie wyraziłem na to zgody! Kylo również nie wyraził zgody! - wrzeszczy Hux, jednak przegrywa walkę.
- Jest moim zastępcą na moim statku. Jeśli znajdowałaby się na twoim, mógłbyś ją przydzielić do dowolnego zadania. Ale teraz jest u mnie - mówi Phasma
Tak, autorka ma bardzo fajne wyobrażenie o wojsku. Hux i Phasma zabawią się pewnie teraz w takiego ping ponga i Rose będzie na przemian awansowana i degradowana, w zależności od tego, na czyim statku się znajdzie.
Hm, jeżeli mniejszy statek Phasmy wylądował na tym wielkim Huxa, to właściwie czyja hierarchia obowiązuje?


.- Właśnie, gdzie jest Ren?
- Zaraz powinien wyjść ze szpitala. Szczerze mówiąc, wygląda jak gówno. - odpowiada Hux.-Ach, przepraszam. Zapomniałem że mówię o twoim chłoptasiu - generał uśmiecha się do mnie jadowicie.-Ciekawe czy nadal będzie dla ciebie taki piękny.
Nie obchodzą mnie wredne uwagi rudzielca. Ben żyje. To jest najważniejsze.
- No to gdzie jest?-pyta ponownie Phasma.
Właściwie po co Phasma o to pyta? Przecież służyła na Finalizerze, powinna też być zaznajomiona z układem pomieszczeń w niszczycielu gwiezdnym, najbardziej standardowym okręcie Najwyższego Porządku, a Hux przecież powiedział, że zaraz wyjdzie ze Szpitala.


Hux wywraca oczami.
- W najbliższym korytarzu, w pierwszym pokoju.
Poznacie go po śladach cięć na drzwiach.


Nie widzę twarzy przyjaciółki, ale chyba mruga do mnie porozumiewawczo.
- Dobra, możesz już sobie iść  - wyganiam Huxa
- Nie będziesz mi rozkazywać, szmato. Jesteśmy na moim statku  - odpowiada zaciekle mężczyzna, ale wycofuje się.- Zebranie zacznie się za godzinę. Wybierzcie sobie jakieś pokoje i tak długo tu nie zabawicie.
Gdy tylko generał się wycofuje, spoglądam na Phasmę.
- To..ja chyba pójdę.
- Doskonale cię rozumiem. - odpowiada kobieta. - No idź, pewnie oboje nie możecie wytrzymać.
Posyłam Phasmie przelotny uśmiech i idę w stronę pokoju Bena.
***
Hux nie przesadzał. Ren wygląda okropnie. Ma podkrążone oczy i bliznę na pól twarzy.
Ta blizna jeszcze ujdzie, ale te podkrążone oczy! Nie mogę na to patrzeć!


To jednak nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Mógłby stracić cała twarz, nawet wtedy bym go kochała.
Na pewno. Cóż, dobrze że Rey nie spuściła mu łomotu na Mustafar.


Znajduję go siedzącego w pustym pokoju. Na mój widok cały się rozpromienia. Ja również się uśmiecham. Chcę coś powiedzieć, jednak zostaję przygwożdżona do ściany. W sumie, ostatnio często zostaję przygwożdżona do ściany. Może taki jest mój los.


- Nawet nie wiesz jak się bałem - mówi Ben, a potem wreszcie daje się pocałować.
- Też się bałam - odpowiadam cicho
- Byłem pewny ze nie żyjesz. Że wyleciałaś w powietrze.I wszystko stało się takie...głupie i niepotrzebne. Rozwaliłem pół szpitala - szepce prosto w moją twarz, niesforne kosmyki jego wspaniałych włosów łoskoczą moje czoło.
ŁUP! ŁUP! ŁUP!


- Ze mną jest wszystko dobrze. Ale z tobą...-przejeżdżam palcem po jego bliźnie.-Widzę, ze coś się stało.
- Po tym jak...zabiłem go...Próbowałem dopaść tą dziewuchę i zdrajcę w lesie. Na początku wszystko szło tak łatwo i sprawnie. Zdrajcę pokonałem prawie od razu. I wcale nie przypalił mi ramienia! Ale dziewczyna...byłem ranny i rozemocjonowany. Pokonała mnie. I pewnie zabiłaby mnie, gdyby nie to, ze planeta zaczęła się rozpadać. I teraz wyglądam tak jak wyglądam. Jeszcze gorzej niż wcześniej.
- A co z postrzeleniem? - pytam.
Podnosi do góry materiał i pokazuje mi zszyty bok. Uśmiecham się blado i podciągam lekko swoją bluzę.
- Patrz, też mam bliznę na boku. Nie jesteś sam!
- Oboje jesteśmy zepsuci - prycha ze smutkiem.
Odwraca się i przejeżdża ręką po włosach. Po chwili jednak spogląda na mnie. Wygląda jakby walczyłam sam ze sobą (i z gramatyką). Po chwili chwyta moją twarz w swoje dłonie.
- Ale to chyba nie ma dla nas znaczenia, prawda? - pyta i desperacko przyciska swoje usta do moich. W końcu nie targają nami emocje i nie przeszkadzają nam uciekające dziewczyny.


W końcu mogę dać się ponieść. Zaplatam ręce na jego szyi, a on chwyta mnie w talii.
Nagle słyszymy za sobą pogwizdywania. Szybko odrywamy się od siebie. Znów.
- Urocze z was gołąbeczki - krzywi się Hux.- Ale za chwilę się zbieramy. Laleczka też ma przyjść.
- "Laleczka" ma imię - odpowiadam wrogo.
Czy ten idiota zawsze musi nam przerywać? Najchętniej bym go udusiła. myślę ze Ben też by to zrobił. Wiem, ze w sumie mógłby to zrobić bez problemu. Jest wyższy i silniejszy od generała. No i jest czuły na Moc. Ale nie wiedzieć czemu, Ren boi się go.
Wie, że jeśli tylko tknie Huxa, to przyjdzie Imperatyw Narracyjny i spuści mu łomot.


Potrafi zdobyć się tylko na złośliwości.
- Często na nas wpadasz. To przypadek, czy może znowu powróciły twoje zwyczaje napalonego podglądacza? - Ben śmieje się ironicznie, a ja mu wtóruję.
Hux czerwieni się, ale po chwili na jego twarzy pojawia się obleśny uśmiech.
- Ciekawe czy nadal będziecie tacy zabawni i uroczy po zebraniu - mówi tajemniczo i odchodzi.
Ach, cóż to za cwany plan wykiełkował w głowie Huxa?
Podniesie im cele sprzedażowe na najbliższy kwartał o 250%.


Patrzę na Bena.
- To chyba wypada pójść na to zebranie?-pytam
- Ech...tak - jęczy chłopak i zakłada na twarz maskę. Potem kiwa do mnie głową i kierujemy się w stronę sali obrad.
Może i zabił ojca, ale przynajmniej dba o BHP w pracy.
***
- Jak wiecie, wczoraj nasz wspaniały Najwyższy Porządek padł ofiarą ataku Ruchu Oporu. Jednak my nadal żyjemy. I musimy to pokazać. Proponuję eksterminację jednej z planet. Może...Jakku? Zdaje się, ze wiele plugawców jest przywiązanych do tego zadupia. Możemy na tym skorzystać, utraciliśmy większość szturmowców, porwiemy ludność i włączymy ja w nasze szeregi - nienawidzę sposobu, w jaki przemawia Hux.
Jakku? Ta gówniana planeta, która nikogo nie obchodzi i której ludność (według wookiepedii) nie liczy sobie nawet 25 tysięcy? Świetny plan, generale.


Gdy słyszę jego głos przypomina mi się, co jadałam na śniadanie tydzień temu.
- Pomysłem Snoke'a jest rozdzielenie naszej floty, żebyśmy nigdy nie zginęli w tym samym momencie. Dlatego za chwilę na tym statku zostanie tylko Kylo Ren. Ja polecę swoim, a Phasma-swoim. Każdy z nas weźmie podobną liczbę żołnierzy.
To u Phasmy będzie trochę ciasno.


A co do wybrania ważniejszych osób...-pokazuje ręką mnie i parę innych osób stojących obok mnie - Może pobawimy się w wybieranie, jak w grach zespołowych?
Czy oni chcą grać z buntownikami w dwa ognie?
Kylo i Phasma patrzą na siebie, a potem na mnie, jednak nic nie mówią. Ben wymownie puka się w hełm. Chyba oboje chcieliby, żebym była w ich flocie.
- Kto zaczyna? - pyta Phasma.
- Zazwyczaj gra się w kosci - mówi Hux.-Ale...mamy tu użytkownika mocy, który mógłby wpłynąć na wynik - patrzy na Bena.- Dlatego zagramy w "papier, kamień, nożyce"
Proponuję “papier, kamień, miecz świetlny”. Miecz świetlny obcina przeciwnikom ręce.


- Ostatnio grałem w to dwadzieścia lat temu. Nie bądź dzieciakiem. Ogólnie, wybieranie też jest szczeniackie - jęczy Kylo, ale po chwili kiwa głową.
Jaka to jest mameja. Weź go trzaśnij mocą czy cuś. Bądź trochę jak dziadzio Vader.


Dziwnie jest patrzeć na trzy najpoważniejsze osoby w nowym porządku grające w dziecinną grę, jednak z uwagę przypatruję się ich zaciśniętym pięścią.
Pięścią! Ona patrzy pięścią! A oczami pewnie boksuje...


Przekaz live z bazy ruchu oporu, gdy dowiedzieli się jacy debile dowodzą w Najwyższym Porządku:




- Raz, dwa trzy-  mówi Ben i wyciąga dłoń ułożoną w kształt nożyc. Tak samo jak Phasma. Nad nimi góruje jeden kamień.
- Chyba ja zaczynam - mówi zadowolony Hux.- W takim razie...Rose.
Przez chwilę nie mogę się ruszyć, ani powiedzieć niczego. A gdy już jestem gotowa do protestowania, widzę, ze Ren prawie niezauważalne kręci głową.
A potem Kylo robi gest dłonią i mówi:
– Niech Rose leci z tobą, Ren.
– Niech Rose leci z tobą, Ren - odpowiada Hux jak echo.


***
- Nie mogłem nic zrobić.
Zuuupełnie nic.


Ben stoi w moim pokoju i patrzy jak się pakuję. Po części pomaga mi, posługując się Mocą.
- Gdybym zaprotestował, Hux powiedziałby o tym Snoke'owi. A tego byśmy nie chcieli. Uwierz mi.
- Wierzę ci - mówię cicho - Ale nadal nie mogę w to uwierzyć. Znowu się rozdzielamy. Dlaczego on wybrał akurat mnie?
- Bo nas nienawidzi. Proste. Chociaż...no nie wiem, wyczuwam coś jeszcze, ale nie jestem pewien...
- Długo mam jeszcze czekać, laleczko? - słyszę okropny głos zza ściany.
To nie Hux. Prawdziwy Hux leży związany w swojej kajucie, a ten pajac który się pod niego podszywa to opkowy Draco Malfoy.
Bo nawet nie Bill Weasley.  


- Już idę - wołam poirytowana.-będę tęsknić.-mówię do Bena
- Ja też - mówi chłopak i styka nasze czoła.-Weź to - pokazuje na małe urządzenie, które trzyma w dłoni.
- Co to?-pytam zdziwiona
-Holocom. Potrafi tylko przekazywać obraz i dźwięk pomiędzy nami. Będziemy mogli się dzięki temu kontaktować. Ech, ciągle zapominam, że KOS nic nie wie o świecie…
O świecie jak o świecie, ale chyba orientują się w podstawowych sposobach przekazywania informacji w uniwersum SW?


(...)
***
O dziwo, Hux nie mówi mi niczego złośliwego, jedynie pokazuje mi pokój.
-Od dziś mieszkasz tutaj. Rano czeka cię zebranie. Radzę się nie spóźniać - mówi zdawkowo i zatrzaskuje drwi.
Zmieniają się bazy, statki, przełożeni, sytuacja w galaktyce, ale plan dnia szturmówki pozostaje bez zmian. Zebranie musi być. Tak właściwie to kim ona teraz jest? Niby dostała awans, ale na czym on polega? Dostała jakichś ludzi do dowodzenia? Czy po prostu ma siedzieć na zebraniach?


Patrzę na łóżko. Leży na nim dziwna, duża paczka. Jest do niej dołączony liścik.
"Droga Rose
Zapowiadało się, że przeżyjemy piękną przyjaźń, jednak Hux postanowił wszystko zniszczyć. Przecież wszyscy wiemy, że przyjaźń na odległość jest niemożliwa. W dowód wdzięczności przekazuję ci tą [tę!] zbroję. Ta stara jest strasznie nijaka. Nie błyszczy się i w ogóle. Nie mogę się doczekać, aż znowu się zobaczymy
Phasma"
Do oczu napływają mi łzy wzruszenia. Kochana Phasma. Postanawiam otworzyć paczkę.
W środku znajduje się strój szturmowca. Jest jednak wykonany w negatywie. To co normalnie jest białe, tutaj ma czary kolor i na odwrót. Do tego dołączyła biały strój pod spód.
Specjalna zbroja do bohaterki odhaczona! Ale cholera, Phasmo, następnym razem weź się postaraj i dodaj jakąś cool pelerynę, która będzie majestatycznie łopotać na wietrze.
W ten sposób Rose zapoczątkowała elitarną jednostkę Shadow Trooperów.
Albo autorka nawiązuje do “Kosmicznych jaj”.
http://www.imfdb.org/images/thumb/b/bb/Spaceballs_1.jpg/600px-Spaceballs_1.jpg


Czuję, że jutro Hux może się nieźle zdziwić.


Chapter 9

Niestety, rano jestem pierwsza na zebraniu. No, prawie. W pomieszczeniu siedzi również obiekt mojego głębokiego i nierozerwalnego uczucia, jakim jest nienawiść. Generał Hux.
- Ładnie wyglądasz - mówi zgryźliwie, spoglądając na moją nową zbroję.
Wygląda jak pancerz szturmowca, ale jest jego negatywem. Jest jednak dużo wygodniejsza od poprzedniego stroju. I ma przewiewny hełm, z którego dzisiaj zrezygnowałam.
- Nie można tego powiedzieć o tobie - odcinam się.
Oho, mamy tu kandydata do tytułu docinki roku.


Generał ma zamiar coś powiedzieć lub mnie zabić. Trudno powiedzieć. Otwiera ze wściekłością usta, gdy do pomieszczenia wchodzi kilku mężczyzn.
- Wszyscy już są? - pyta Hux.- Doskonale. Jak wiecie, cały Najwyższy Porządek rozdzielił się na trzy statki, dla naszego bezpieczeństwa.
Pfffaaahahahaha. Cały. Najwyższy. Porządek. Trzy. Statki.
To jest po prostu historia alternatywna, lustrzane odbicie kanonu, maleńki Najwyższy Porządek rozpaczliwie broni się przed zmiażdżeniem przez potężny Ruch Oporu...


Przez to rozbicie wiele ważnych osób nie wie, na jakim stanowisku jest teraz. Dlatego, teraz ustanowię wszystko jeszcze raz.
Zwolniono blokadę maszyny losującej, rozpoczynamy losowanie stanowisk…


Mężczyźni są poruszeni. Jeden z nich, niski i szczurkowaty, zabiera nieśmiało głos.
- Generale...niektórzy z nas mieli te same stanowiska...a tutaj...tak nie może być.Prawie wszyscy zostaną zdegradowani.
- Och, takie jest życie - mówi okrutnie Hux.-Akurat dotyczy to właśnie ciebie. Zostaniesz sierżantem i będziesz pilnował szturmowców, żeby nie wariowali. Ostatnio mamy z nimi urwanie głowy. Jeden się buntuje, a drugi....- patrzy na mnie przelotnie.- Wybija się.
Słucham, jak rudy idiota przydziela wszystkim zadania. Po chwili wszyscy są obsadzeni, oprócz mnie.
- Rose zostanie moim zastępcą i zostanie trochę dłużej po spotkaniu - mówi uśmiechnięty Hux.- Możecie już iść.
To się nazywa błyskawiczna kariera. Ale, droga autorka, mała porada. Następnym razem zrób z Rose adiutanta Huxa. Będzie pretekst do tego, by mogli być sami, a jednocześnie jej awans nie wypadnie tak komicznie.
O, awans Rose to właśnie bardzo cwane posunięcie Huxa – najlepszy sposób, żeby wszyscy pozostali, przed chwilą zdegradowani oficerowie, znienawidzili ją z całego serca.
Tak, ale jednocześnie podkopuje to ich morale, bo Hux wychodzi na dziwaka, który awansuje na swojego zastępcę dziewczynę z “elitarnego” KOSu. Chyba, że szepnął im na ucho, że to tylko tak dla jaj.
A tam, dziwaka. Każdy facet pokiwa głową ze zrozumieniem “Aha, jego też dopadło” ;)


Niezadowoleni mężczyźni wychodzą i zostajemy sami.
- Podoba ci się nowa funkcja? - pyta uprzejmie. - Będziesz głównie pomagać mi z brudną robotą. Raporty i reszta, mam z tym urwanie głowy. Będziemy dużo razem przebywać. Ale chyba lubisz moje towarzystwo, prawda?
- Niezupełnie - odpowiadam zdawkowo.
- Bardzo szkoda - mówi rudzielec i zbliża się do mnie. Odruchowo się cofam, ale za mną jest tylko panel.- Zależy mi na twoim szczęściu.
- Co masz na myśli?-pytam drżącym głosem. Jego ręce są niebezpiecznie blisko.
- Nie zauważyłaś, idiotko? Jest między nami coś wyjątkowego. Ja chcę ciebie, a ty- mnie. Chociaż nigdy się do tego nie przyznasz.
Nie wytrzymuję i uderzam go w tą durną, pyszałkowatą twarz.
- Niby dlaczego miałabym chcieć? - syczę.
Zszokowany Hux masuje swój policzek, jednak po chwili uśmiecha się wrednie.
- Och, będziesz chciała. Ponieważ od tego zależy życie twojego chłoptasia i przyjaciółeczki.
- W jaki sposób? Rzucisz w nich swoim błyszczykiem? - prycham.
Generał podchodzi do mnie i chwyta mnie mocno za brodę. Odwraca moją głowę w stronę jednego z ekranów.
- Spójrz. Zanim się rozdzieliliśmy, udało mi się zawirusować systemy w statkach twoich dwóch przyjaciół. I teraz mogę zrobić z nimi wszystko. Wysadzić w powietrze. Włączyć hipernapęd bez konkretnego celu. Mogę ich zniszczyć - puszcza mój podbródek.- Ale nie zrobię tego, bo powstrzyma mnie przed tym moja wspaniała dziewczyna. Ale...spróbuj chociaż krzywo na mnie spojrzeć, to twoi przyjaciele pożegnają się z życiem. Powiedz cokolwiek, to zaraz pójdę na mostek i wydam odpowiednie rozkazy.
*Tu wstawcie mój tekst o tym, że Hux jest najbardziej skrzywdzoną postacią przez to opko*. Hux ma tylko jedną miłość, Najwyższy Porządek. Koniec i kropka.


- Dlaczego to robisz? - pytam rozgoryczona.
-Wiesz, kiedyś ja i Kylo byliśmy przyjaciółmi. Ale potem zauważyłem, ze jemu zawsze wszystko się udaje. Wzbudza większy strach wśród podwładnych. Jest rycerzem Ren. Jest czuły na Moc. I w dodatku jest strasznym dupkiem. A do tego jest nieczystej krwi, jego ojciec był mugolem.
I ten Kylo, któremu wszystko się udawało i wzbudzał taki postrach, nagle, nie wiedzieć czemu, kompletnie stracił jaja i daje poniewierać sobą Huxowi jak jakąś starą ścierką.


Gdyby nie jego sentymenty, nadal siedzielibyśmy w wygodnej bazie Starkiller. Ale gdy już przestaliśmy się przyjaźnić, postanowiłem, ze odbiorę mu to, co mogę. I teraz odbieram mu ciebie. Jak na razie idzie mi łatwo. Poza tym...fajna jesteś, może niekoniecznie z twarzy, ale reszta...
- Zazdrościsz mu? - uśmiecham się ironicznie.
Jak można niszczyć komuś życie z tak dziecinnych pobudek? On jest jeszcze większym idiotą, niż myślałam.
- Coś ci nie pasuje? - pyta słodko i zaczyna wychodzić z pomieszczenia.- Zaraz Phasma i Kylo się nieźle zdziwią.
Totalnie widzę jak Hux wysadza ⅔ sił Najwyższego Porządku, bo nie potrafi utrzymać ptaka w spodniach. Snoke też by się pewnie ucieszył.


- Nie! - krzyczę.- Wszystko w porządku.
- Wspaniale się składa - mówi generał i chwyta mnie za ramiona.
Gdy przyciska swoje usta do moich, nienawidzę go jeszcze bardziej niż zwykle.
Po chwili, która zdaje się trwać wieczność, Hux puszcza mnie i uśmiecha się szeroko. Odruchowo wycieram kącik ust.
- Cieszę się, że odpowiada ci nasza umowa. Możesz już iść.
Jak najszybciej opuszczam pomieszczenie i kieruje się do swojego pokoju. Obrzydzenie wypełnia mój żołądek i boje się, że zaraz zwymiotuję.
Zabiję go. Jeszcze nie wiem jak, ale zrobię to.
***
Rose rozmawia z Kylo Renem przez holocom.


-Nawet nie wiesz jak już tęsknię - wzdycha.-A jeszcze tyle mamy do roboty. Te dwa tygodnie mają być spokojne, bo musimy się przegrupować i ogarnąć, ale potem wracamy i zaczynamy inwazję na Jakku.
A Republika przez ten czas nic nie zrobi, tylko będzie się trząść ze strachu przed trzema stateczkami.


Możliwe, ze zrobimy na niej kwaterę główną. Chociaż, szczerze mówiąc, nienawidzę piasku.
- Nienawidzisz piasku? - po raz pierwszy uśmiecham się szczerze.- Niby dlaczego?
- Nie mam pojęcia, widocznie muszę to mieć w genach. - odpowiada Ben i pokazuje w uśmiechu wszystkie, niekoniecznie równe zęby.
Mój dziadek nie lubił, a ja muszę być taki jak on.


- Zobaczymy się na Jakku?-pytam z nadzieją w głosie. Może wytrzymam jakoś te dwa tygodnie, a na planecie powiem o wszystkim Phasmie i Renowi.
Oblicze bruneta pochmurnieje.
- Ech...nie. Zbyt bardzo grozi nam atak, żebyśmy wszyscy mogli przebywać w jednym miejscu
Naprawdę doceniam to AU. Tylko wiecie, lubię kibicować słabszym, teraz będę musiała przerzucić się na Najwyższy Porządek…


(...)


Chapter 10

O dziwo, tydzień mija wyjątkowo znośnie. Większość czasu spędzam na mostku i w biurze Huxa. Pomagam mu w papierkowej robocie - na szczęście, cały czas dookoła kręci się pełno osób i nie zostajemy sami nawet na chwilę. A Huxowi jakoś nigdy do tej pory nie przyszło na myśl odwiedzić mnie w mojej kwaterze. Cały czas nie mogę zapomnieć jego okropnych słów i pocałunku, którego zdecydowanie nie chciałam. Generał cały czas zajmuje się pracą - ten człowiek może i jest najbardziej parszywym dupkiem jakiego znam, ale trzeba przyznać, jest pracowity. Cały czas pochyla się nad swoimi raportami, albo prostuje dumnie na mostku i wydaje polecenia.
Skłon i wyprost, skłon i wyprost… fitness biurowy dla pracoholików.


(...)
W końcu nadchodzi dzień, którego obawiałam się od jakiegoś czasu - nadchodzi zebranie.
Czuję się okropnie. Na samą myśl o zebraniu kołacze mi serce, a moje czoło zrasza zimny pot. Boję się tego, co przyniesie.
Dlaczego widzę tu oczekiwanie na powrót mamy z zebrania w szkole?


Przez moment myślę, że nie dam rady. Nie pójdę na nie. Jednak myśl o Kylo i Phasmie dodaje mi siły. Z ciężkim sercem wkładam zbroję i wychodzę z pokoju.
Eskortuje mnie Szturmowiec czekający pod moimi drzwiami. Zabawne. Jeszcze niedawno to ja pilnowałam osobistości. Żołnierz przedstawia mi się jako Adam. Mówi mi, ze jestem najsympatyczniejsza z zarządu. Ciekawe,zasiadam w nim od tygodnia i już jestem traktowana jako pełnoprawny członek.
Biuro, zarząd… to jest wojsko czy korpo?


W pomieszczeniu siedzi juz Hux i reszta Rady. Na mój widok kilku z nich się uśmiecha.
- Dobrze - mówi dziwnie zadowolony generał. - Po męskich pogadankach możemy zająć się ważną sprawą. Nasz oddział nie spotka się z kapitan i dowódcą na Jakku. Byłoby to zbyt ryzykowne. Zostaniemy tutaj i będziemy kontrolować sytuacje z góry. Tylko w najgorszym wypadku wylądujemy na planecie.
Mężczyźni ślepo przytakują generałowi.
- I to już wszystko. Możecie iść.
XD I potrzebował zebrania, żeby im to przekazać?


O dziwo, nikt nie jest zdziwiony tym, ze zebranie tak krótko trwało. Podejrzane. Wszyscy zaczynają opuszczać pomieszczenie.
Postanawiam zaryzykować i kieruję się do wyjścia razem z resztą. Gdy już myślę, ze mi się uda, słyszę chłodny głos.
- Ty zostajesz.
Hahaha! It’s a trap!


Odwracam się w stronę Huxa.
- Dlaczego mi to robisz? - pytam wściekle.
- Dobrze wiesz dlaczego - uśmiecha się leniwie Hux i mierzy mnie spojrzeniem.- Zdejmij tę zbroję. Nie przyda ci się. Ubranie raczej też nie.


- Proszę, nie - szepcę, a z moich oczu zaczynają płynąć łzy.
- Oczywiście, możesz teraz wrócić do siebie. Ale będzie to kosztować. To jak?
Powoli zdejmuję zbroję.
- Szybciej, kruszyno, nie mamy zbyt wiele czasu.
Patrzę na niego ze łzami w oczach i wykonuję polecenie.
- Bardzo szybko się uczysz - mruczy generał i rozpina swój mundur. Później przygładza go i składa w równą kostkę.
I to wszystko w tej sali konferencyjnej, czy gdzie tam mają zebrania?
Tak. Hux nie pomyślał, że w każdej chwili może nadejść połączenie od Snoke’a. A jeśli wiedzieliście początek Last Jedi, to wiecie że ten pan nie lubi zbyt długo czekać aż ktoś odbierze…


Zamykam oczy gdy popycha mnie na ścianę i przywiera do mnie. Myślę tylko o tym, że kiedyś chwycę go za tą bladą szyję i przytrzymam ją tak długo, aż wycisnę z niej całe życie.
Nie! Nie, nie, nie!  Dlaczego każdy twór w którego analizie uczestniczę musi mieć gwałty!? Za jaką cholerę mnie to spotyka?
Taki los analizatora…
Myślę, że można to nazwać… Klątwą Przeznaczenia! *ba dum tsss*


***
Szturmowiec, który mnie odprowadza nie jest już Adamem. Przekonuję się o tym, gdy wpycha mnie do najbliższego korytarzyka i zdejmuje maskę.
Shai zawsze była najładniejsza z nas.
Adam się przepoczwarzył?


Miała piękne, długie i jasne włosy. Wszystkie dziewczyny w oddziale miały włosy skrócone do ramion, jednak ona nigdy ich nie ścinała.
Dlatego musiała nosić specjalny rodzaj hełmu.


Czasem było jej z nimi niewygodnie,ale wszystkie zazdrościłyśmy jej grzywy. Miała promienną cerę i fiołkowe oczy. I była najniższa i najszczuplejsza.
Tak przynajmniej ją zapamiętałam.
Teraz patrzy na mnie chuda, krótkowłosa dziewczyna z poszarzałą skórą. Dziwne jak można zmienić się w ciągu paru miesięcy.
- Shai? - pytam zdziwiona
- Pięknie wyglądam, prawda? -śmieje się cierpko. -Nie czas na wyjaśnienia dlaczego tak się stało. Jestem jedyną dziewczyną ze starego oddziału, która przeżyła.
- A co z resztą?
- Wyleciały w powietrze razem z bazą. Tak jak setki tysięcy innych szturmowców. Zostało nas mało. Bardzo mało - na twarzy przyjaciółki maluje się ból. - Ale nie o tym chcę rozmawiać. Hux cię oszukał.
-Jak to?-pytam. Jestem w szoku.
- Stałam przy drzwiach w trakcie ich zebrania, zanim ty przyszłaś. On mówił tym facetom, ze wcisnął ci, ze zawirusował systemy Phasmy i Kylo Rena. I że teraz robisz to, co on chce.
A potem kazał im schować się w tej salce obok, z weneckim lustrem.


To prawda?
- Tak, to prawda-odpowiadam i wydaję z siebie westchnienie pełne ulgi i żalu. Po chwili pojawia się we mnie nadzieja. - Umiesz pilotować? - pytam.
- Ja nie, ale Adam umie - odrzeka Shai.
- To powiedz Adamowi, żeby poszedł z tobą do hali za dziesięć minut.
Po kilkunastu minutach siedzę razem z Shai i Adamem (który okazuje się mieć opaloną cerę i jasnobrązowe włosy) w niewielkim myśliwcu.
Na przepustkach Adam zawsze chodził do solarium.


-Mamy zezwolenie na start? - pyta Shai. Jest chyba przerażona sytuacją.
- Nie zapominaj, ze jestem tutaj zastępcą generała. Mogę zrobić prawie wszystko.
- To doskonale - Adam uśmiecha się i startuje.
Nikt nas nie zatrzymuje. Przed nam otwiera się otwarta przestrzeń.
Gdy odlatujemy, czuję się...wolna. Gdy wyobrażam sobie minę Huxa, mam ochotę się zaśmiać, ale nadal jestem w fatalnym nastroju. On mnie wykorzystał. I to piętno pozostanie ze mną na zawsze, tak jak teraz zostają ze mną rany, siniaki i ból. Jeszcze nikt mnie tak nie upokorzył.
- Dokąd w sumie chcemy lecieć? - pyta pilot, wyrywając mnie z zamyślenia.
Chcę powiedzieć, że na Jakku, ale rezygnuję z tego pomysłu. Po co mam wracać na tą dziurę?
- Do tego, co zostało z Bazy Starkiller. A potem spróbujemy dotrzeć do Kylo - mówię po chwili
Czy ktoś powie mi po cholerę ona leci do Bazy Starkiller? A potem do znajdującego się na Jakku Kylo?
Nie wiem. Może lubi lawirować w deszczu meteorów.


Dopiero gdy zaczynam się uspokajać i czuć bezpiecznie uświadamiam sobie, czego nie wzięłam.
Holocom od Kylo nadal leży w moim pokoju.


Chapter 11



Uciekinierzy lecą sobie, lecą, aż tu wtem! trafiają w promień ściągający statku Ruchu Oporu.
- Zginiemy teraz! -krzyczy Shai. - Dlaczego ja pomogłam tobie w ucieczce? - dziewczyna zacyzna szlochać, co jest do niej niepodobne. Na szkoleniach nigdy nie uronila nawet najmniejszej łzy, nawet wtedy, gdy instruktor wybił jej dwa zęby. A teraz panikuje jak nastolatka, którą przecież nie jest.
Na cholerę instruktor wybił jej te zęby, skoro KOS miał być oddziałem burdelowym?
Żeby szerzej otwierała buźkę?


- Spokojnie - mruczę. Doskonale wiem co zrobić.- Po prostu róbcie to co ja.
Dwójka szturmowców kiwa posłusznie głowami, a w tym czasie nasz statek zostaje pochłaniany (jest pochłaniany/zostaje pochłonięty) przez większy. Słysze jak lądujemy w hali.
- Idźcie za mną - mówię i otwieram nasze drzwi.
Niewielkie myśliwce mają drzwi. Człowiek uczy się czegoś każdego dnia.


Przed nami stoi dwóch chłopaków. Jeden jest ciemnoskóry. Widziałam go gdy zostałam postrzelona. O ile się nie mylę, to jest tym zdrajcą, piętnowanym przez cały Najwyższy Porządek. Jest dziwnie wyprostowany, jakby jego kręgosłup był czymś usztywniony.
Drugi ma ciemne, rozwichrzone włosy i skórę w kolorze kawy z mlekiem. Ma nietypową urodę,wygląda jak z innej epoki. Nie wiedzieć czemu, na jego widok przypomina mi się coś odległego. Coś...zielonego.
Yoda?


Może widziałam go podczas ataku na Takodanę?
Taaaa, kuźwa, żeś się napatrzyła, kiedy śmigał dokoła swoim myśliwcem.
Cofnąłem się do poprzedniej analizy i okazuje się, że w czasie walk na Takodanie Rose nawet nie zwróciła uwagi na myśliwce Ruchu Oporu. Gapiła się za to na Hana Solo, a potem myślała już tylko o ucieczce.


Nieznajomy spogląda na mnie, a przez jego twarz przechodzi cień zaskoczenia. Otwiera usta, zaczyna coś mówić, ale potem milknie, jakby uświadomił sobie, że to co chce powiedzieć nie ma zbytniego sensu.
Oczywiście, że to musieli być Finn i Poe. Ruch Oporu ma jeszcze większe braki kadrowe niż Najwyższy Porządek.
Oczywiście, że Poe musi ją znać. Bo tak.


Nie skupiam się zbytnio na ich wyglądzie i dziwnym wyrazie twarzy pana "mam-rozwichrzone-włosy-i-jestem-fajny" (to jakiś kuzyn “Panny-wiem-to-wszystko” Granger?), bo obaj mają wycelowaną broń. Prosto w nasze serca.
- Nie mamy złych zamiarów - mówię do nich i puszczam blaster na ziemię. Moi zszokowani towarzysze również to robią.
- Ilu? - pyta ciemnoskóry.- Ilu jest w tym statku?
- Tylko nasza trójka - odpowiadam.
Drugi mężczyzna prycha i wyciąga kajdanki. Posłusznie wystawiam ręce, a Adam i Shai idą w moje ślady. Obręcze zakuwają się na naszych nadgarstkach.
- Bo w to uwierzymy. Finn, sprawdź to.
Nie. Nie. Nie, tylko nie rób buca z Poe Damerona, błagam cię, autorko.
Nie, tylko wesołka i idiotę, ale to jeszcze nie teraz.


Chłopak wchodzi do środka, ale chyba widzi, że nie ma miejsca dla więcej niż trzech osób. Mimo tego dokładnie sprawdza każdy zakamarek. W końcu wzdycha z rezygnacją i wychodzi.
- Dobra - mówi Finn.-Jesteście z Najwyższego Porządku, prawda?
*Głośny facepalm* Nie przypominam sobie, żeby Finn w czasie walki z Kylo oberwał w głowę.
Nieee, skąd! Jesteśmy tylko wędrownymi cosplayerami!


- Tak - odpowiadam.- Właśnie stamtąd nawialiśmy. Dlatego chyba możecie nas rozkuć.
Mówimy prawdę! Jak bum cyk cyk i bonie dydy!


Mężczyźni wymieniają rozbawione spojrzenia, ale nie wiem o co im chodzi.
- No, to jesteśmy z tej samej beczki. Ale z rozkuwaniem jeszcze poczekamy - mówi w końcu rozbawiony chłopak z rozwichrzonymi włosami - Mam na imię Poe.
To imię mi się z czymś kojarzy.
Przypominają mi się długie, zimowe wieczory i straszne historie, które tak lubiłyśmy sobie opowiadać!
Pamiętam jak przez mgłę. Quoth the Raven: “Nevermore.”  Było coś takiego...


Chyba jestem już zbyt zmęczona i rozkojarzona, teraz wszystko co nie jest rude i wysokie będzie mi się wydawało znajome i godne zaufania.
- Rose - odpowiadam i uśmiecham się. - A to Adam i Shai - wskazuję głową na moich towarzyszy.
Tak właściwie… to czy oni sami sobie te imiona wymyślili, skoro do szturmowców zwracano się po numerze?


- Musimy was jeszcze przeszukać. Nadajniki, broń i takie tam - wzdycha Poe [ach, te cholernie nudne procedury]  i podchodzi do mnie. - Przepraszam - uśmiecha się niezręcznie, gdy zaczyna mnie przeszukiwać. Drugi chłopak robi to samo z Shai, a Adam czeka na swoją kolej i patrzy morderczo na nowych znajomych.
W końcu nic u nas nie znajdują, więc rozkuwają nasze nadgarstki.
Przy takim postępowaniu cały Ruch Oporu powinien składać się ze szpiegów Najwyższego Porządku, którzy nie wiedzą o sobie nawzajem.


- Wejdźcie do nas, możecie być bardzo przydatni - mówi Finn i prowadzi nas do całkiem przestronnego pomieszczenia. Po drodze nie zauważam żadnych ludzi.
- Lecicie sami? - pytam.
- Ech...tak. Nikt nie chciał nas pilnować - odpowiada rozbawiony Poe.- Naszą misją było właśnie wyłapywanie floty Nowego Porządku. Jesteście naszym pierwszym łupem. Usiądźcie - wskazuje nam gestem fotele.
Ja wiem, że Poe jest zajebistym pilotem, ale serio? On sam, z pomocą pokiereszowanego Finna, pilotuje statek, który ma wyłapywać wrogą flotę?
Wiesz co? Dochodzę do wniosku, że cała ta wojenka toczy się gdzieś na obrzeżach Galaktyki pomiedzy trzema statkami z jednej strony, trzema z drugiej, a tymczasem cała reszta Wszechświata żyje sobie w pokoju i ma to głęboko w dupie.
*Motyw muzyczny z Canto Bight*


- Jakie macie role w Najwyższym Porządku? - pyta nas Finn
- Człowieku, pracowałeś tam tyle lat i nic nie wiesz? - śmieje się Poe. - Nie znasz Rose? Jak możesz nie znać Rose?
- Zwiałem po pierwszej misji. Poza tym, tam są...były miliony ludzi - odpowiada poirytowany chłopak, ale drugi ignoruje jego marudzenie.
- Ty jesteś pewnie jakąś szychą - mówi do mnie Poe.- Masz inną zbroję.
- W zasadzie to jestem nią od tygodnia. Wcześniej byłam zwykłym szturmowcem.
- Co wiesz o Najwyższym Porządku? Mają jakieś nowe plany? Znasz liczebność? - naciska Finn.
- Liczebność drastycznie się zmniejszyła i teraz jest nas...ich jakieś kilkadziesiąt tysięcy. Planują wymordować ludność z Jakku i założyć tam nową bazę. I tych, których nie zabiją chcą sobie przywłaszczyć.
- Kiedy? - pyta przerażony Poe.
- Za pięć dni.
- Cholera - mruczy pilot. - Co jeszcze?
- Największym zagrożeniem jest generał Hux. Kylo Ren i Phasma mogą stanąć po naszej stronie, jeśli dobrze ich przekonamy.
Ku mojemu zdziwieniu, mężczyźni śmieją się.
No jakoś się chłopakom nie dziwię.


- Dziewczyno, chyba nie wiesz co mówisz. - mówi przez łzy śmiechu Finn. - Ten cały Kylo Ren przerżnął mi pół pleców i prawie zabił Poe'a. I zabił Hana Solo. Poza tym, on już całkowicie zatracił się w ciemności, przynajmniej tak twierdzi jego matka - na jego twarzy pojawia się smutek. - To największy dupek jakiego poznałem.
- Wiem, ze robi dużo okropnych rzeczy - krzywię się. - Ale jest w nim dużo dobra. I uwierzcie mi, wiem o tym doskonale.
Poznałam na wylot jego milusie, różowe i puchate serduszko!


- Przespałaś się z nim? - parska Finn.
- Nie do końca - odpowiadam.
No wiecie, nie mieliśmy gumek, więc został tylko stosunek przerywany.


- Ale bardzo dobrze go poznałam. I musicie mi uwierzyć. Jeśli się go nakieruje, przejdzie do Ruchu Oporu. Tylko trzeba to zrobić w miarę sprytnie. Zwykła rozmowa, nawet ze mną raczej nie przyniesie pożądanych skutków.
Na twarzach nowych towarzyszów pojawia się powaga. Patrzą na siedzących cicho Adama i Shai.
- A wy? Co wiecie? - pyta Poe
- Niewiele - mówi Shai. - Ale zgadzam się z Rose. Hux jest najgorszy. Gdy go wyeliminujemy łatwo pokona się resztę.
Tak. Gdy zginie Hux, Najwyższy lider Snoke załamie się psychicznie i ogłosi kapitulację, a potem znajdzie sobie wyspę w jakimś malowniczym miejscu i zostanie pustelnikiem. I zwać go będą Snoke Słupnik.


- To samo co Shai - burczy Adam. Chyba nie podoba mu się Ruch Oporu.
Bo od dziecka karmiony był propagandową papką, a jakiś tydzień temu RO wysadził w powietrze tysiące jego kumpli?
Oraz wszystkie najlepsze przyjaciółki Rose, z którymi ta przez tyle lat nie rozstawała się nawet na kwadrans.


(...)
- W zasadzie, to czemu nawialiście? - zagaduje mnie chłopak.
- Rose poprosiła nas o pomoc - odpowiada Shai
A koleżankom z oddziału się nie odmawia!


- Nieważne. To nie jest żaden przyjemny powód - podciągam wyżej swój strój znajdujący się pod pancerzem, żeby zasłonić malinki. - A ty? Czemu nawiałeś?
- Nie potrafiłem zabijać niewinnych ludzi i było mi szkoda Poe, który był jeńcem. I pomogłem mu uciec.
Wcale nie, po prostu potrzebowałeś pilota!


Chapter 12



Po jakimś czasie ktoś mnie szturcha.
- Obudź się, podchodzimy do lądowania - szepce Shai.
- Tylko nie próbuj nas wsypać - mówi do mnie Finn.- Jeśli jesteś szpiegiem, szybko się o tym dowiemy.
Rychło w czas o tym pomyślałeś Finn, rychło w czas.
- Nie jestem szpiegiem - odpowiadam twardo.
- Dobra, przepraszam - chłopak spuszcza wzrok. - Skoro mówisz, że nie jesteś, to mi całkowicie wystarczy! - Masz szczęście, poznasz Rey krótko przed jej odlotem.
- Kim jest Rey? - pytam.
- Dziewczyno, ona jest świetna. To ona skopała tyłek temu...Renowi. Ale gdyby nie ja i Poe - wskazuje dumnie na siebie. - Nadal by tkwiła na Jakku. Na pewno się polubicie.
Taaaaaaaaak. Przepraszam, ale #teamRey.


- Mam taką nadzieję - odpowiadam zdawkowo. Nie wydaje mi się, ze zaprzyjaźnię się z dziewczyna, która prawie zabiła Bena.
Ten Ben to taki biedny morderca. To słodkie jak bohaterka wypiera fakt, że jej kochaś z zimną krwią zabił ojca, bo Snoke mu kazał.


Do pomieszczenia wchodzi Poe.
- Nie chce wam przerywać, ale wylądowaliśmy. General jest bardzo zainteresowana Rose.
- Już idę - odpowiadam i wychodzę razem z pilotem, Finnem i moimi szturmowcami.
Planeta jest prawie tak zielona jak ta, na której zostałam postrzelona. Wszędzie stoi pełno wieżyczek, na których stoją ludzie i inne istoty.
Uwielbiam te bogate i szczegółowe opisy :D
Można dodać, że te niektóre z tych innych istot mają “cztery nogi, dwa oczy i ogon”.


Koło nas jest kilka myśliwców, wnioskuję, że stoimy na lądowisku.
- W którą stronę mam iść? - pytam.
- Tam - odpowiada Poe i wskazuje mi przysadzisty budynek.- Pójdziemy z wami.
Tyle dobrego, RO ma jeszcze jakies procedury. Myślałem, że ich tak zostawią samych sobie.


Po drodze mijamy ludzi i przedstawicielu wielu innych ras. Wszyscy przyglądają się nam podejrzliwie. Nie licząc kulistego droida, który jest wręcz zachwycony. Zbliża się do nas i radośnie piszczy na widok pilota.
- Och, BB-8, też się stęskniłem - Poe klęka koło kuleczki i klepie ją jak zwierzątko. - Oni? Są z nami, zaprzyjaźnicie się - dodaje, gdy robot patrzy na nas podejrzliwie.
Wnioskuję, że podejrzliwie, bo nie znam języka binarnego, ale chyba ukrycie się za pilotem i wysunięcie w naszą stronę paralizatora nie świadczy o ufności.
Przynajmniej BB-8 zachowuje się jak należy. Ale to droid, więc jest odporn na straszliwy wirus idiotyzmu, który zaatakował bohaterów.


- Dalej, mały, są okej - zapewnia Poe, a BB-8 w końcu zbliża się do nas bez wyciągniętego paralizatora. Wydaje kilka niezrozumiałych pisków.
- Co on powiedział? - pytam.
- Że jest tajnym agentem - parska pilot -Mówi to wszystkim, odkąd dostał ode mnie misję. Zwykłe przechwałki, ciesz się, że go nie rozumiesz.
To ty go nie rozumiesz. Chodziło mu o to, że to ta laska jest tajnym agentem! To było “beeep”, a nie “beep”!


Mały chyba się obraża, bo znów piszczy i spogląda wręcz z wyrzutem na Damerona.
- Lecisz z Rey? Nawet ty? Zdradzasz mnie? - burzy się Poe, a droid szybko go uspokaja. - No dobra, są rzeczy ważniejsza od dotrzymywania towarzystwa swojemu staremu, biednemu właścicielowi. Leć! Pewnie nawet o mnie nie pomyślisz - dodaje dramatycznie.
Zawstydzona kulka szybko coś piszczy, a potem oddala się.
- Dobra, idziemy dalej - uśmiecha się Finn - Nieźle to zagrałeś, Poe.
-Jestem geniuszem - szczerzy zęby pilot. - W sumie dobrze, że leci z Rey. Mały ma dar do wpadania w kłopoty.
Czyli… to dobrze, że leci bo nie sprowadzi kłopotów na Finna i Poe, czy to dobrze, że leci, bo sprowadzi kłopoty na Rey? Czy Dameron to agent wywiadu, zwerbowany przez Kylo Rena w czasie przesłuchania?


- Generale - mówi głośno Poe.-To ta dziewczyna.
A o tych dwojgu, co z nią są, nie chce mi się nawet wspominać.


Z gromadki wychodzi niska, siwowłosa kobieta o matczynym wyglądzie.Patrzy na mnie swoimi uważnymi, wyjątkowo młodymi oczami.
- Ty jesteś pewnie tą dziewczyną która może ocalić mojego syna - mówi.Ma serdeczny i spokojny głos.
- Pani jest matką Bena?-pytam. - Tak, jestem TĄ dziewczyną.
- Owszem, jestem. Miło mi słyszeć jego prawdziwe imię - generał uśmiecha się do mnie. - Chodź do nas i powiedz co wiesz.
- A co z moimi przyjaciółmi? - pytam i wskazuje na Adama i Shai, którzy stoją nieśmiało za mną.
Oni są już zbędni w tym opku.


- Och, Oscar wskaże im pokój. Przepraszamy, ze jeden. Nie mamy tu dużo miejsca.
Oscar?
Jest Oscar, jest Adam, tylko czekam, która z rebeliantek będzie mieć na imię Daisy.


- Spokojnie - uśmiecha się Shai.-Ja i Adam jesteśmy do siebie przyzwyczajeni.
Dopiero teraz zauważam ich złączone ręce. Dużo rzeczy może umknąć, gdy myślisz tylko o ucieczce. Adam patrzy na swoją dziewczynę i po raz pierwszy odkąd zostaliśmy złapani widzę, ze jest szczęśliwy.
To dość szybka zmiana nastawienia. Ach, ta miłość.


- Do zobaczenia - uśmiecha się chłopak i odchodzi z Shai.
- Teraz nic nie stoi nam na przeszkodzie.Chyba że coś jeszcze cię trapi - mówi Leia i kładzie mi dłoń na ramieniu.
- Nie, chyba wszystko wiem. - odpowiadam i daję się zaprowadzić do gromadki.


- Dlaczego mamy uwierzyć szturmowcowi? - pyta jeden z mężczyzn.Opiera się o panel pełen dziwnych przycisków. Na środku znajdują się liczne hologramy.
- Dlaczego uwierzyliście mnie? - pyta Finn i skutecznie zamyka usta niedowiarkowi. Myślałam ze sobie poszedł, jednak nadal tu stoi. Tak samo jak Poe.
Bo walczyłeś ze szturmowcami i dostarczyłeś do bazy BB-8?
Bo miał fajną kurtkę.


- Satura, dasz mi dojść do słowa? - generał również bierze moją stronę. Mężczyzna mamrocze coś przepraszająco i spuszcza wzrok.
- Mów mi co wiesz. To samo co powiedział nam Poe.
-Najwyższy Porządek planuje atak na Jakku. Zaczną za pięć dni. Kylo Ren i Phasma mogą przejść na naszą stronę. Najgorszym zagrożeniem jest Hux i Snoke.
Oho, Rose sobie w końcu przypomniała o Snoke’u.


- Jakim cudem chcesz przekonać Bena do powrotu? Wiesz, że jego ojciec próbował i został zabity? - pyta zdziwiona kobieta.
Leia zapomniała dodać kto zabił Hana.
Strona bierna jest taka wygodna…


- Ja...można powiedzieć ze dobrze go znam.
- Co oznacza "dobrze go znam"? - Leia unosi brew i patrzy podejrzliwie na mój rumieniec.
- Tak jakby jesteśmy razem - odpowiadam w końcu. Nie patrzę na generał. Boję się jej reakcji.
W końcu muszę podnieść wzrok. Ku mojemu zdziwieniu, kobieta jest szeroko uśmiechnięta.
- To najlepsza rzecz, jaką dzisiaj usłyszałam - mówi.
- Jak to? - dziwie się.
- Po pierwsze, to wszystko ułatwia. Będziemy mogli go przeciągnąć bez użycia siły. A po drugie, zawsze bałam się, ze mój syn będzie się prowadzał z okropnymi dziewuchami. A ty wydajesz się być poukładana i całkiem urodziwa.
Mój mózg krwawi uszami. Oto jak rozumuje Leia:. mój syn zabił swojego ojca, jest jednym z głównych przywódców faszystowskiego ruchu, który w umęczonej galaktyce rozpętał kolejną krwawą wojnę, zaczynając ją od podstępnego ataku terrorystycznego, no ale przynajmniej znalazł sobie porządną dziołchę. To znaczy tak mi się wydaje, bo zamieniłam z nią raptem kilka zdań.
Po prostu, Leia jak raz dostała odpieluszkowego zapalenia mózgu, tak jej przez trzydzieści lat nie przeszło.

- Dziękuję - uśmiecham się. Jej komplement jest dla mnie bardzo ważny i miły. Bałam się, że kobieta mnie nie polubi.
- Myślę, że jeśli przejmiemy Bena, atak opóźni się - mówię do wszystkich zebranych.
- Wtedy będziemy mogli udaremnić atak na Jakku - odzywa się jeden z mężczyzn.
- Może...- zaczynam nieśmiało - Przekonamy Phasmę do siebie podczas inwazji na Jakku?
Na twarzach zebranych pojawia się aprobata.
- To bardzo dobry pomysł - mówi Leia. - Dobrze się złożyło, ze cię znaleźliśmy.
Bardzo dobry. Ale Phasma to fanatyczka, która nie przepuści nawet słodkim szczeniaczkom.
Och, nie w tym opku.


- Też jestem szczęśliwa - odpowiadam.
Przytulmy się wszyscy z tej przepełniającej nas szczęśliwości!


Byłabym jeszcze szczęśliwsza, gdyby powód mojej ucieczki był inny.
- W takim razie zajmiemy się dokładną strategią. Myślę że powinniśmy przejąć Bena jutro. W jakim statku się znajduje?
- W Finalizerze.
- To fantastycznie. Poe go odwiedził i zostawił przy okazji kilka nadajników. Znamy jego lokalizację. Myślę ze wyznaczymy do tej misji Poe, Finna i Rose.
A gdzie ten Poe schował te nadajniki? Przecież Kylo kazał go przeszukać szturmowcom jeszcze na Jakku, a potem wlazł mu w umysł. Widać musiały być dobrze ukryte, zarówno w głowie jak i w…


- Przepraszam, ze się wtrącam - mówi Poe stojący za nami.-Ale nie mamy zbroi szturmowców. A zakładam, ze planujemy wmieszać się w tłum.
- A tak poza tym - dodaje jeszcze komandor - “Finalizer” to imperialny niszczyciel klasy Resurgent, prawie dwukrotnie większy od klasycznych niszczycieli. Poza tym jestem najlepszym pilotem ruchu oporu, wszyscy znają moją mordę choćby z plakatów propagandowych, a do tego rozwaliłem Bazę Starkiller. Finn to poszukiwany arcyzdrajca, a Rose to świeży dezerter. Czy na pewno to właśnie my mamy udać się na tę misję?
Jasne. Na każde “Hej, czy ty nie jesteś Poe Dameronem?” odpowiadasz “Każdy mi mówi, że jestem podobny” – i załatwione!


- Jak to? - dziwię się. - A Finn nie ma?
- Jasne, ze mam - odzywa się chłopak. - Wala się gdzieś po pustyni.
- Och. To nie mamy - mówię strapiona
- A co z twoimi przyjaciółmi? - pyta Leia.-Może oni pożyczyliby nam zbroje?
Rose zdążyła już o nich zapomnieć. Poza tym to ciągle tylko dwie zbroje. Negatywny pancerz Rose jest zbyt charakterystyczny by w nim biegać, prawda? Prawda?


- Mogę się ich spytać.
- To idź już teraz - prosi generał.
- Pójdziemy z tobą - wtrąca się Poe.
***
- Skąd wiecie gdzie jest ich pokój? - pytam chłopaków, gdy idziemy przez korytarz. Sufit jest tu dużo wyższy niż wcześniej.Sieć przypomina mi trochę bazę Starkiller, tylko tam wszystko było zimne i sztywne. Tu jest całkiem przytulnie...domowo.
Po kątach leżą porozwalane poduszki i pluszowe maskotki, a w każdej wnęce ustawiono kolorowe lampiony.


- Szósty zmysł - Finn szczerzy swoje białe zęby.
Idziemy przez chwilę w przyjaznym milczeniu, poruszam jeszcze jedną kwestię.
- Rey to dziewczyna któregoś z was?
Poe i Finn patrzą na siebie.
- Ech. Nie. My...jesteśmy już zajęci - mruczy Poe.
- Serio? Będę mogła poznać te dziewczyny? Muszą chyba być ze stali, że wytrzymują z wami.
- Ech - duka Finn. - Bo my ten...No...Jakby to powiedzieć...
- Jesteś niemożliwy - wywraca oczami Poe. - Jesteśmy razem. Ja i Finn.
Ach to wyjaśnią dlaczego byli sami na misji przechwytywania statków Najwyższego Porządku.
A wcześniej paśli nerfy na Brokeback Planet.


To wiele wyjaśnia. Chociażby to, ze jakoś nie byli wyjątkowo skrępowani podczas przeszukiwania.
- Rozumiem - uśmiecham się.
Na serio ich rozumiem.Są stworzeni dla siebie.
- Na pewno? - pyta nieśmiało Finn. Pewnie spotkali się z różnymi reakcjami.
- Na pewno - odpowiadam.
- To dobrze. Jesteś w porządku. Fajnie, że jutro lecimy z tobą - Poe daje mi przyjacielskiego kuksańca.
-Ja bym się nie cieszyła - odpowiadam z niewzruszoną miną.-Nigdy się nie myję i praktykuję poranne nagie bieganie po statku. I mam wszystkie możliwe pasożyty.
- To dokładnie tak jak my - śmieje się Finn. -Doskonale się zgramy.
Powymieniamy się pasożytami, garść owsików za jedną glistę, chcesz?


- Jesteśmy na miejscu - przerywa nam Poe.
Podchodzę do drzwi i pukam w nie.Po chwili unoszą się i wychyla się z nich głowa Shai.
- O co chodzi? - pyta i spogląda na siłujących się za mną Finna i Poe'a.
- Moglibyście pożyczyć nam na jutro swoje pancerze?
- Do czego ich potrzebujecie? - pyta z głębi pokoju Adam.
- Cóż, możliwe, że jutro będzie tu Kylo Ren. O ile nam pomożecie.
- Nie ma sprawy - uśmiecha się Shai.- Kiedy chcecie je dostać?
- Najlepiej teraz - wtrąca się Finn.
- Teraz?-dziwi się dziewczyna.- No dobra. Poczekajcie chwilę.
Shai znika w pokoju i po chwili wraca z dwoma pancerzami.
- Proszę. Życzę powodzenia - uśmiecha się i zamyka drzwi.
Czuję wyrzuty sumienia. Widać, ze szturmowcy nie czują się tu dobrze. A to ja ich tu wpakowałam.
Przecież przed chwilą patrzyli na siebie maślanymi oczkami! Mają kupę czasu tylko dla siebie, żadnych wart i obowiązków, nikt nie strzela, nikt nie wysadza im miejscówy w powietrze i jeszcze zabraliście im te paskudne niewygodne pancerze! Skąd ten zjazd humoru?


Idziemy sprawnie korytarzami. W końcu wychodzimy na świeże powietrze.
- Dlaczego tu przyszliśmy? - pytam zdziwiona.
- Stwierdziliśmy, że powinnaś jeszcze się poznać z Rey zanim pójdziesz do siebie - odpowiada Poe.
- To ostatnia ważna postać z filmu, której jeszcze nie odhaczyłaś!
- Jasne. - nie jestem pewna czy polubię się z nią.
- O, tu jest - mówi Finn i zaczyna machać. - Rey! Chodź tu na chwilę!
Z tłumu wychodzi niska, dziwnie uczesana dziewczyna.
Te stare standardy z odległej galaktyki. Rey ma tylko 4 centymetry wzrostu mniej niż Poe.
Z punktu widzenia Rose może być niska – w poprzedniej części ustaliliśmy, że ta musi mieć około 1,80m.

- Rey, poznaj Rose. Rose, to Rey.
Podajemy sobie ręce, cały czas patrząc uważnie w swoje oczy.
- Słyszałam o tobie - mówi chłodno dziewczyna. - Podobno prowadzasz się z Kylo Renem.
- A ty podobno prawie go zabiłaś - odpowiadam z takim samym chłodem w głosie.
- Też byś próbowała zabić kogoś, kto uśmiercił twojego przybranego ojca i zranił przyjaciela.
- Nie znam tego uczucia. Ja nawet nie próbuję, tylko od razu uciekam. Nigdy nie miałam nawet przybranego ojca - przeszywam Rey lodowatym, niebieskim spojrzeniem.
Bum! Co za riposta! To, że Rose nigdy nie miała nawet przyszywanego tatusia kompletnie usprawiedliwia to, że Kylo jest ojcobójcą!


- Strasznie mi przykro - odpowiada dziewczyna z udawanym współczuciem.
Przepraszam, ale jako #teamRey potrzebuje gifowego wsparcia estetycznego, by móc kontynuować analizę.


- Coś mi się nie wydaje, że ma to dla ciebie jakiekolwiek znaczenie.
Finn marszczy brwi.
- Hej, dziewczyny. Nie skaczcie sobie do gardeł - chłopak próbuje rozładować napięcie.
- Nie teraz - mruczy Rey, po czym zwraca się do mnie. - Tak się składa, ze ja kiedyś miałam rodziców, ale ich straciłam. A gdy pojawiła się osoba, która mogłaby mi zastąpić ojca, pewien smutny chłopczyk zniszczył wszystko. A ty próbujesz go bronić.
- Tak się składa - syczę.Specjalnie zaczynam wypowiedzi tak samo jak dziewczyna, bo widzę, ze ja to irytuje - Że patrzymy na to z zupełnie innej strony. Poza tym, ja przynajmniej coś robię. A z tego, co słyszałam ty potrafisz tylko zbierać złom i jęczeć za swoimi rodzicami.
Tak się składa, że Rose nie słyszała wcześniej ani ćwierć słowa na temat tego, czym zajmowała się Rey przed dołączeniem do Ruchu Oporu.


Nie zdążę nawet dokończyć zdania, gdy podrywam się z ziemi. Wiszę teraz jakieś trzy metry nad nią.
- Jeszcze jedno słowo - prycha Rey. - To podniosę cię jeszcze wyżej, a potem upuszczę. Chyba tego nie chcesz.
Więcej gifów!


Zdobywam się na odwagę i postanawiam nie odpuszczać.
- To bardzo przykre, gdy ktoś potrafi rozwiązać spór jedynie przez rękoczyny
To zupełnie tak jak twój chłoptaś!


- odpowiadam elokwentnie. Na twarzy dziewczyny pojawia się żądza mordu. Wznoszę się jeszcze wyżej.
- Rey, przestań! - Poe otrząsa się z szoku i podchodzi do swojej przyjaciółki.- Opuść ją.
Mam dziwne flashbacki ze sceny kiedy Vader dusi oficera, a Tarkin każe mu przestać.
Ci ludzie z Mocą… Zawsze zachowują się tak samo.


Dziewczyna wykonuje polecenia, ale opuszcza mnie zbyt szybko jak na mój gust.
- Mam nadzieję, że nie będziesz mi wchodziła w drogę - rzuca na odchodnym.
- Przepraszam za nią - mruczy Finn.-Zazwyczaj jest miła. Bardzo miła.
- Możesz mi w końcu pokazać mój pokój? - jęczę.-Ten dzień był tak pełen wrażeń, że marzę tylko o chwili samotności.
- Jasne. Już idziemy.
***

Chapter 13

(...)
- Dobra - odpowiadam.- Możemy już iść - nagle dostrzegam zdziwione spojrzenia przyjaciół.-O co wam chodzi?
- Nie masz brwi - mówi rozbawiony Finn.
- Cholera - mruczę.- Poczekajcie chwilę.
Cofam się do łazienki i patrze w lustro. Z natury mam strasznie jasne brwi, dlatego przyciemniam je. O dziwo, moje rzęsy są długie i czarne. Szybko nakładam barwidło - najzwyklejszy, sproszkowany węgiel wymieszany z tłuszczem i wracam do chłopaków.
Dawno, dawno temu w odległej Galaktyce najwyraźniej wszyscy mieli w nosie potrzeby kobiet. Staników nie znali, kosmetyków nie znali...


- Dobra, jestem gotowa. - mówię.
- Wyglądasz dużo lepiej - stwierdza Poe.- Do twarzy ci z brwiami.
Jest to generalnie najważniejsza rzecz, kiedy udajesz się na ryzykowną misję.


Rzucam mu mordercze spojrzenie.
- Idziemy czy nie?
- Nie bądź taka niecierpliwa - śmieje się Finn.- Pewnie tęsknisz już za swoim chłopta...
Nie udaje mu się dokończyć, bo przypadkowo wbijam mu łokieć w brzuch.
- Jesteś bardzo agresywna - mruczy chłopak, rozcierając swój brzuch.
To raczej ona powinna rozcierać swój łokieć, Finn przecież jest w zbroi.


Mały myśliwiec jest zupełnie inny od dużego, przestronnego statku. Siedzi się w nim niezbyt wygodnie i jest ciasno. W dodatku, za chwilę powinno by tu jeszcze ciaśniej.
Hmmm… czy mnie się zdaje, czy też myśliwce generalnie były… jednoosobowe?
Galaktyczna wersja starego numeru “ilu klaunów zmieści się w jednym volkswagenie”.
Standardowy TIE miał tylko jednego pilota, ale na wyposażeniu najwyższego porządku znajdowały się też wyspecjalizowane dwuosobowe TIE (z pilotem i działowym, takim właśnie Finn i Poe uciekli w “Przebudzeniu Mocy”).
Jakby nie patrzeć, teraz tam siedzi trójka, a z powrotem będą wieźć jeszcze Kylusia o sporych gabarytach.


Gdy dostrzegam ogromny statek Najwyższego Porządku, wstrzymuje oddech. Oby rozpoznali nas jako swoich.
- Załóżcie hełmy - mówię chłopakom. Ja również nakładam na twarz swój.
Tuż przy statku wydaje mi się, ze zaraz dostanę zawału. Co jeśli drzwi się nie otworzą i zostaniemy obsypani pociskami?
Komunikator zaczyna trzeszczeć.
- Kod dostępu - informuje nas chłodny głos.
- Szybko, znasz kod? - pyta przerażony Poe.
Teraz o tym pomyśleli?


- Jasne - uśmiecham się i podaję ciąg liczb do komunikatora.
- Kto znajduje się w środku?
- Szturmowcy - odpowiadam szybko.
- Numery seryjne.
Szybko podaję numery Shai i Adama.
Gdyż wcale nie trafili do bazy danych jako dezerterzy.


- Dobrze. Macie zezwolenie na lądowanie.
Bez większych problemów wlatujemy do środka.
W hali stoi dwóch szturmowców. Na mój widok stają się dziwnie poruszeni. Po chwili salutują.
- Gdzie jest Kylo Ren? - pytam ich.
Żołnierze spoglądają na siebie, w końcu jeden z nich się odzywa.
- W swoich kwaterach. Nie wychodzi z niego odkąd dowiedział się... - nie udaje mu się dokończyć zdania, bo drugi szturcha go w bok.
- Dowiedział się o czym? - dociekam
- O zmianie planów - wypala drugi szturmowiec.-Zrezygnowano z rozdzielania się.
- Czy Hux tu jest? - pytam pełna obaw.
- Owszem, Phasma też.
A ich statki zostały opuszczone i wszyscy przenieśli się tutaj, a Snoke zarządził nowe  losowanie przydziałów.


Bez żadnych problemów bohaterowie docierają do pokoju Bena, zdziwionego tym że Rose żyje.

- Hux powiedział, ze zginęłaś przez eksplozję holocomu. Tego, który ci dałem. Nawet dal mi kawałek twojego ubrania na dowód - odpowiada cicho. Jego głos się łamie.
- I ty mu tak po prostu uwierzyłeś? Nie mogłeś zajrzeć mu do głowy? - pytam i czuję, jak rośnie we mnie wściekłość.
W nas też. Na bora, on ma Moc! I nigdzie nigdy nie zostało powiedziane, że Hux w jakiś sposób jest na nią odporny!
Można teorię: tak oślizgły typ musi być spokrewniony z Jabbą Huttem.


Generał wymyślił idealną historyjkę. Pewnie gdy odkrył moje znikniecie, zniszczył urządzenie.
- Nie pomyślałem o tym, poza tym nigdzie ciebie nie było. Wyczułem też twój ból. Snoke to potwierdził, mówił, że widział twoją śmierć w wizji - szepce Ben. - Czy ty mi się nie śnisz?
- Oczywiście, że nie - uśmiecham się fałszywie. Nienawidzę siebie za to, co zaraz zrobię. - Może usiądziemy? - pytam
- Jasne - odpowiada Ben i siada ze mną na łóżku. - Powiedz mi co się dokładnie stało.
- Już, chwileczkę - mruczę. Patrzę chłopakowi prosto w oczy i całuję go, dzięki temu nie skupia się na moich dłoniach, które odkręcają buteleczkę. Przykładam do niej szmatkę i odwracam buteleczkę do góry nogami.
- Mów. Chce wiedzieć - Ben odsuwa się i patrzy na mnie poważnie.
- Najpierw powąchaj to. To jeden z powodów - odpowiadam i przykładam mu szmatkę do nosa i ust. Na jego twarzy maluje się szok. Po chwili zdaje sobie sprawę co robię, ale wtedy już jest za późno. Chwile przed zaśnięciem zaciska dłoń na moim przedramieniu i patrzy na mnie z wyrzutem. Potem robi się dziwnie wiotki i opada na łóżko.
Jak to rozkosznie opkowe! Bardzo podoba mi się ten plan. Przetransportują go do bazy Ruchu Oporu, co z automatu go nawróci. Bo tak to działa, prawda? Byłoby kiepsko, gdyby koleś potrafiący zatrzymywać wystrzały z blastera za pomocą mocy znalazł się w centrum dowodzenia i rozpoczął masakrę. W sumie na miejscu ruchu oporu ustawiłbym blastery na ogłuszanie i każdego ogłuszonego szturmowca przewoził do bazy, której to atmosfera nawróciłaby go na stronę dobra.


Teraz nadchodzi trudniejszy etap planu.
Szybko zdejmuję jego pancerz, dziwną suknię, rękawiczki i buty. Zostaje w samej bieliźnie.




Ignoruję rumieniec wpływający na moje policzki. Musze zrobić wszystko szybko. Zdejmuję moją zbroję i zakładam ubranie Bena. Jest mi za szerokie, a szata lekko ciągnie się po ziemi, ale i tak najlepiej się nadaję do tego zadania. Nie mogę znaleźć maski. Przetrząsam jego kwaterę, aż w końcu znajduje ją w łazience. Doskonale. Zanim ją założę, postanawiam ubrać Bena.
Nigdy nie próbujcie ubrać kogoś w za małą zbroję.
Doprawdy, ich plan nie ma słabych stron.


Części na nogach udaje mi się założyć dosyć szybko, ale ledwo dopinam go od pasa w górę. Ręce nie są takie złe, twarz też. Największy problem mam z butami. Mam dosyć duże stopy, ale Ren ma dużo większe.
Przy czym oboje ubierają się na czarno. Nie można było każdemu zostawić jego butów?


Ostatecznie, z bólem w sercu zwijam jego palce i wkładam do butów. Mam nadzieję, ze żadnego nie złamałam.
Szczęście, że w tym uniwersum nie znają baśni braci Grimm.


Pod łóżkiem leży jego miecz świetlny. Postanawiam zabrać go ze sobą. Na końcu zakładam maskę. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia jak on przez nią widzi. Strasznie zwęża pole widzenia. Dziwne, że Ben nie potyka się co drugi krok.
Wychodzę z pokoju, którego pilnują Finn i Poe. Chłopacy celują we mnie z blasterów.
- To ja,idioci - mówię i słyszę swój zniekształcony głos. Zawstydzeni "szturmowcy" opuszczają bronie.
- Nawet brzmisz jak on. Ale trochę jakby ktoś ścisnął mu...- zaczyna Finn.
- Nie kończ - ucinam.- Zabierzcie go teraz.
Poe i Finn wchodzą do środka i podnoszą śpiącego Bena.
- Ale on jest ciężki - jęczy pilot.
- Zniszczy mi plecy po raz kolejny - wtóruje mu Finn.
- Przestańcie marudzić - uciszam ich, delektując się swoim nowym głosem.-Idziemy.
Ale po co ta maskarada? Wystarczyłoby powiedzieć Kylusiowi, że musi z tobą iść, bo to ważne i ewentualnie uśpić jak już opuścicie statek. Ale nie, trzeba sobie komplikować życie.


Droga do hali przechodzi sprawne. Nie mijamy żadnego szturmowca. Za to w hali stoi mały tłum żołnierzy, a tuż przy myśliwcu stoi Hux. Ogarnia mnie fala strachu i obrzydzenia. Moje czoło zrasza zimny pot, a serce chce wyskoczyć z klatki piersiowej.
- Cholera - szepce Poe.
- Co ty odwalasz? - generał podchodzi do nas i przypatruje się uważnie.
Prostuję się najbardziej jak mogę, żeby wyglądać na wyższą niż jestem.
- Postanowiłem uczcić Rose, przelatując dookoła statku tym oto myśliwcem - moduluję głos, żeby brzmiał jak najniżej, ale i tak słychać różnicę.
Wow. Może “nie muszę ci się tłumaczyć” albo “rozkaz Najwyższego Lidera” byłby lepsze, ale co ja tam wiem.


- Co się dzieje z twoim głosem? - pyta rudzielec.- Wykastrowali cię tępym nożem? I czemu tak schudłeś?
- Jestem załamany po śmierci Rose. Nic nie jadłem. Mam chrypę.
- Nieważne. Skąd wytrzasnęliście jej zbroję?
- Bardzo łatwo jest stworzyć negatyw zbroi szturmowca.
- A kogo w niej niesiecie? - powoli zaczynam tracić grunt pod nogami. W każdej chwili Hux może nas przejrzeć.
Przydałby mi się hełm szturmowca, bo już mi czoło puchnie od facepalmów.


- Zapłaciliśmy jednej dziewczynie...chłopakowi.
- To dziewczynie czy chłopakowi? - generał unosi brew
- Chłopakowi. Przecież nie ma takich wysokich dziewczyn.
Powiedz to Phasmie.


- Dobra - Hux wywraca oczami. - Lećcie. Ale Snoke może się zdziwić, jak mu o tym opowiem. I tak był już rozczarowany twoją szczenięca miłością.
W myślach oddycham z ulgą. Kiwam głową do moich przyjaciół i idziemy w stronę myśliwca. Powoli wspinamy się do środka. Jestem już tuż przy wejściu, gdy kaptur spada i ukazuje końcówki moich prawie białych włosów, które niedokładnie upchnęłam pod hełmem.
- Zatrzymajcie ich! - drze się Hux - To nie jest Kylo Ren! Strzelajcie!
Ach, teraz dopiero zajarzył. W sumie dziwne, że taki biurokrata jak Hux nie sprawdził numerów seryjnych myśliwca. A wystarczyło wprowadzić szturmowca, który powiedziałby “Sir, mamy potwierdzenie, że to myśliwiec dezerterów”.


Zanim szturmowcy zdążą wykonać rozkaz, zamykam drzwi.
- Leć! - wrzeszczę do pilota.
- Staram się - odpowiada Poe.
Po chwili wylatujemy, zanim ogromne drzwi się zatrzaskują. Towarzyszą nam strzały z blasterów, jednak szturmowcy chyba mają zeza (typowo), bo nie trafiają w nas.Zanim zaczną strzelać w nas działka ze statku, jesteśmy już daleko.
Poe jest już na tyle doświadczony w ucieczkach z Finalizera, że poszło całkowicie gładko. No i wszystkie inne myśliwce przechodziły akurat przegląd techniczny, więc nie wysłano pościgu. Tego nieszczęsnego dnia przegląd przechodziły też wyrzutnie rakiet (którymi w filmie uszkodzono myśliwiec Finna i Poe).


Po chwili wlatujemy do naszego dużego statku. Przez cała drogę trzymam głowę Bena na swoich kolanach. Nawet nie zdjęłam naszych masek. Nie było na to czasu.
W środku większego statku przenosimy Kylo na pierwszą lepsza kanapę.
Kanapa jako standardowy wystrój statku kosmicznego. Kupuję to.


Zdejmuję swój hełm, Poe i Finn robią to samo.
- Udało nam się. - dyszy szczęśliwy pilot.
- Jestem z ciebie dumny - Finn przytula swojego chłopaka i całuje go.
- Mamy go - wtóruje mu jego przyjaciel, gdy już odrywa się od szturmowca.
- Byłaś genialna - mówi do mnie Poe. - Pochód pogrzebowy. Sam bym tego lepiej nie wymyślił.
Poe ty okropny trollu! Pochód pogrzebowy. Że niby jak to miało być? “wolontariusz” przebrał się w zbroję Rose i zgodził się być pochowanyy poprzez wyrzucenie w kosmos?


- Dzięki - szczerzę do niego zęby.-A twoja akcja z odlotem była fantastyczna. Spontanicznie obejmuję pilota, a on odwzajemnia uścisk. Nie wiem czemu, ale czuję się tak, jakbym już go kiedyś przytulała.
- Nie powinniśmy go teraz przebrać? - przerywa nam Finn. Chyba jest zazdrosny.
- Faktycznie - odpowiadam i zdejmuję hełm Bena.
- Ja pierdzielę - mówi przerażony Poe. - Umawiasz się z tym czymś?
Dziwne słowa jak na kogoś, kto spotyka się z dyskryminacją w powodu tego z kim się umawia.

- Tak - odpowiadam morderczo.- Przeszkadza ci to?
- Nie - mówi zmieszany pilot. - Przepraszam.
Zdejmuję mu zbroję.Przechodzi mnie dreszcz, gdy ściągam buty. Jego palce krwawią.
JAK?


- Finn, przynieś mi ubranie.
Chłopak wykonuje polecenie i przynosi mi tobołek. W środku są stare ubrania Bena, które trzymała u siebie Leia. Wyciągam bezowe spodnie i dziwną muffinkową koszulę i ubieram w nie chłopaka. A na głowę zakładam mu czapkę ze śmigłem.


- Dobra, przenieśmy go.
Chłopacy biorą go na ramiona i zanoszą do drugiego pokoju, w którym stoi fotel z kajdankami. Z żalem patrzę jak sadzają go na nim i zakuwają go.
- To na serio jest potrzebne? - pytam.
- Będzie wściekły jak się obudzi - mówi Finn.-Generał zarządziła, ze wylądujemy dopiero, gdy go uspokoimy.
Ktoś tu choć trochę myśli!

- No dobra - mruczę. - Ile mamy czasu?
- Jakieś pół godziny. Potem wróci mu świadomość.
- Hej, patrzcie co tu mam! - Poe pokazuje nam maskę Bena.
- Załóż ją!-śmieje się Finn.
Pilot wykonuje polecenie. Nie mogę się powstrzymać i wybucham śmiechem.
- Powiedz coś!-zachęcam go.
- Jestem Kylo Ren, najbardziej depresyjny człowiek w całej Galaktyce.- mówi poważnie Poe.
- Ben wcale nie ma depresji - mruczę.- Lepiej coś zaśpiewaj.
Poe odchrząkuje, co również brzmi śmiesznie i zaczyna śpiewać gamę. Od razu słychać, ze jest beznadziejnym śpiewakiem, a modulator głosu dodatkowo to wzmacnia.
Nie mogę wytrzymać i płaczę ze śmiechu.
Wy też, Drodzy Czytelnicy, prawda?
Rozrywki niczym z opka o siatkarzach czy innych skoczkach.


-Jesteście niemożliwi - mówię przez łzy.
- Pomyśleć, że gdybym nadal dowodził eskadrami, ominęłaby mnie taka heca - śmieje się pilot.
- A czemu już tego nie robisz?
- Bo wyznaczono mnie do misji specjalnych. I teraz razem z Finnem wypełniamy najważniejsze zadania.
I tak oto ruch oporu pozbawił się swojego asa myśliwskiego (przypomnijcie sobie jak Poe wymiatał na Takodanie) i zlecił mu pilotowanie dużego statku z wiązką przechwytującą. Świetnie.

Chapter 14

(...)


Ben budzi się, a Rose przeprowadza z nim Poważną rozmowę, tłumacząc, dlaczego sama uciekła i jeszcze porwała jego.


- To wszystko przez Huxa. Wykorzystał mnie.
- I to jest powód? - śmieje się cierpko Ben.- On wykorzystuje wszystkich na każdym kroku. Ile razy zrobił ze mnie swoją marionetkę...już straciłem rachubę.
A ja się dałem… bo wcale nie jestem Najmroczniejszym Sukinsynem Galaktyki, absolutnie nie!


Phasma...nią ciągle pomiata, nawet nie chcesz wiedzieć, co robi ze szturmowcami. I to jest powód? Powiedz prawdę.
-Wykorzystał mnie. Chcesz szczegóły? Jasne, mogę ci dokładnie opowiedzieć.
Po chwili uświadamia sobie prawdę. Widzę szok w jego oczach. Z jego twarzy odpływa krew i otwiera usta ze zdziwienia.
Krew z ustami? Spoko, widzieliśmy to :D


Kylo wścieka się i ryczy, że zabije Huxa, ale po jakimś czasie się uspokaja.


- A gdzie mnie zabieracie? - pyta zrezygnowany chłopak.
- Do domu - odpowiadam.
- Do mojej matki? - jęczy Ren.- Ona mnie zamorduje. Tak samo jak ja zamorduję tego...
- Ona za tobą tęskni.To ona zleciła mi porwanie ciebie.
- Nigdy w życiu tan nie wrócę. Słuchaj, mam plan. Uwolnisz mnie, zabiję tych, którzy kierują tym statkiem, uciekniemy, ukręcę łeb temu rudemu sukinsynowi, a potem rozwalimy Ruch oporu, może jeszcze pozbędziemy się Głównodowodzącego, zostanę nowym Imperatorem i będziemy szczęśliwi. I to wszystko w czasie krótszym niż trwa wypowiedzenie tego zdania. Pasuje?
- Nie.
- Jak to nie?
- Ja zostaję z nimi. Są dużo lepsi od Porządku.
Słyszałeś kiedyś, żeby ktoś od nas tak śmiesznie śpiewał gamy?


- Nie dołączę do nich za żadne skarby. Bo jaki sens miałoby wtedy zabicie mojego ojca?
Nie wiem, może otrzymałeś jakąś przepowiednię, czy cuś? Tylko sprawdź, czy nie było w niej mowy o ożenku.


- W takim razie będziemy musieli się pożegnać. Jasne, możesz mną manipulować, ale nie zostanę wtedy z tobą. Nie chcę z tobą walczyć, ale jeśli będę musiała...mówi się trudno. Będzie mi ciężko, ale jakoś ułożę sobie życie. Ale wiesz, ty możesz mieć mały problem. Nie umiesz w uczucia.
- Czy ty mnie właśnie szantażujesz?
- Całkiem możliwe. A czemu pytasz?
- Bo nieźle ci to idzie - brunet w końcu się uśmiecha.
- Czy to oznacza, ze się zgadzasz?
- Ta. Ale nie będę pokornym dzieciątkiem. I w każdej chwili będę mógł zmienić zdanie!
Spoko. W Najwyższym Porządku kochają zdrajców.


(...)
- Dlaczego masz na sobie moje ubrania? - pyta nagle.
- Przebrałam się za ciebie, żeby skutecznie zwiać z Finalizera.
- Rozebrałaś mnie?-chłopak unosi brew i uśmiecha się na widok mojego rumieńca - Ty mała ladacznico.
- Nie miałam wyboru. Chociaż był to nawet miły dla oka widok. Twoja sukieneczka mocno cię wyszczupla.
- To nie jest sukieneczka - burczy.-To unikalna i mistyczna szata.
- W takim razie twoja unikalna i mistyczna szata strasznie cię wyszczupla - w końcu udaje mi się rozmawiać z nim o byle czym. Nie próbuje zabić mnie ani Huxa. To dobry znak.
- To komplement?-pyta.
- Tak i nie - odpowiadam wymijająco. Wyglądasz w niej dosyć cherlawo.
- Ale nie rozebrałaś mnie tak całkiem?
- Oszczędziłam sobie tej wątpliwej przyjemności. Tak poza tym, teraz wyglądasz dużo lepiej.
- Ostatnio miałem to na sobie jakoś dziesięć lat temu - marudzi Ben.-Teraz to jest zupełnie niemodne.
- Od kiedy moda jest dla ciebie ważna?-prycham.
Od kiedy polubił unikalne i mistyczne szaty.


(...)


Tu zostawimy wam dłuższy, humorystyczny fragment niemal pozbawiony komentarzy:
- Błagam, nie. Mogę nawet zaprzyjaźnić się ze wszystkimi członkami Ruchu Oporu! -jęczy z udawanym bólem.-Tak w zasadzie, gdzie jest mój hełm? - pyta nagle, jednak po chwili przychodzi do niego odpowiedź-do środka wbiega Poe w czarnej masce ścigany przez Finna w moim hełmie. W dłoniach trzymają blastery.
- Hej! - krzyczę na nich.-Kto wam pozwolił to zabrać?
- Och, moja Rose, kocham cię - piszczy Poe.
- Ja ciebie bardziej, Rylo Kenie - odpowiada Finn wysokim głosem.
Och.


- Co to za pajace? - pyta mnie Ben.
- Twoi starzy koledzy -mówię.-Pomogli mi w odbiciu ciebie. I są okej. Chociaż trochę niestabilni psychicznie.
- Kto tu jest niestabilny psychicznie? - odcina się Poe.- Słychać było stąd dziwne wrzaski."Zabiję go" i takie tam. A może chodzi o...
Nie udaje mu się dokończyć, bo piorunuję go spojrzeniem.
- Zdejmijcie te maski - rozkazuje Ben.
- Tak jest, Kyle
- Kylo
- Okej,Kylie - szturmowiec zaczyna się śmiać, ale po chwili wydaje z siebie dziwne dźwięki. Chyba się krztusi. Spoglądam na Bena. Oczywiście, wyjątkowo skupia wzrok na chłopaku. Szybko piorunuję go spojrzeniem, a on wzdycha i odwraca się od Finna, który momentalnie przestaje się dusić. Chyba nie potrafi wyciągać konsekwencji (chyba raczej wniosków?), bo znów śmieje się z poirytowanego Rena.
- Finn, błagam - jęczę.-To już przestaje być zabawne. Zdejmij to.
- No dobra - mówi chłopak i zdejmuje maskę
- Faktycznie cię znam, panie zdrajco - sarka Ben.-FN2187. Opowiadałeś o tym jak wpadłeś do naszych śmieci? Nie? A to bardzo ciekawa historia.
Poe śmieje się, jednak nadal ma na sobie maskę, więc brzmi to dziwnie
- Na serio? Finn wpadł do śmieci? Ale jazda!
- Mógłbyś zdjąć mój hełm? Zanieczyszczasz go swoim oddechem - mówi chłodno Ben.
- Jasne, Benjaminku.-mówi Poe i pokazuje swoją twarz.
- O, Dameron - mówi zdziwiony chłopak.- Zabawnie płakałeś podczas przesłuchiwania. Byłeś taki bezradny, a teraz kpisz sobie ze mnie.
- Wyluzuj, gościu. Moja babcia ma lepsze poczcie humoru. Nie żyje, ale to nie zmienia faktu, ze ma lepsze.
Ku naszemu zdziwieniu, Ben uśmiecha się szeroko.
- Mam dobre poczucie humoru. Tylko nie śmieję się z głupich żartów.
- A co cię bawi? - Finn przekrzywia głowę.
- Martwi zdrajcy i piloci - parska Ben.
- Obawiam się, że ciężko będzie nam cię rozbawić - odpowiada błyskotliwie Poe.
- Mogę rozbawić się w każdej chwili - śmieje się Ren.
- Może lepiej nie - wtrącam się.
- Całkiem równy z ciebie gościu - zauważa Finn.-O ile nie próbujesz kogoś zabić. Albo zniszczyć połowy galaktyki. Albo zdobyć mapy. Albo gdy nie zabijasz swojego tatusia, rozwalasz pleców innych i nie bijesz się z dziewczyną. No i gdy nie przywłaszczasz sobie cudzych broni i nie zabijasz staruszków.
- Nie każesz wyrżnąć całej wioski - wtrąca się Poe.-I nie wydobywasz z innych brutalnie informacji. I nie rozwalasz wszystkiego dookoła siebie.
Spoko. Macie naprawdę sporo powodów, żeby uważać go za równego gościa.


No i nie gadasz do czaszki.
- Skąd wy wiecie o gadaniu do artefaktu Darth Vadera? - pyta zszokowany Ben.
- Mamy swoje wtyki - uśmiecha się Finn.-Widziałem to kiedyś na kamerach.
- Cholera - mamrocze brunet.-Widzieliście coś jeszcze?
- No, jak kiedyś się nawaliłeś i tańczyłeś w swojej sukieneczce.
- Nie tańczyłem! I to nie jest sukienka!
- Ja tylko mówię co widziałem. Może to ja miałem urojenia - szturmowiec szczerzy zęby.
- Możecie mnie rozkuć? - wzdycha Ren.-Strasznie mi niewygodnie.
- Mi też było niewygodnie. Powinniście jakoś poprawić te okropne fotele - mówi Poe.
- Proszę - jęczy chłopak.
Ja też proszę...


- Tylko nikogo nie zabij - mruczę i rozkuwam go.
- Co za ulga - Ben wzdycha z ulgą i rozluźnia ręce i nogi. Po chwili wstaje i podchodzi do chłopaków.- Chyba gramy teraz w jednej drużynie - mówi i podaje im dłoń, chociaż jego oczy nadal są chłodne.
- Na serio? Przyłączasz się do nas? - dziwi się Poe.-Rose,jesteś niemożliwa. Po kim masz ten dar przekonywania?
- Mógłbym nawet wziąć z wami dwoma ślub, żeby zabić Huxa.
- Przyjmuje oświadczyny, kotku - pilot uśmiecha się i mruga zalotnie.
- Współczuję tobie - mówi do mnie Ben. - Musisz z nimi wytrzymywać od kilku godzin.
- Da się jakoś przyzwyczaić - odpowiadam. - Jesteś zmęczony?
- Dopiero co obudziłem się ze sztucznie wywołanej drzemki, ale mimo tego jestem cholernie zmęczony.
- Spaliłeś wszystko podczas darcia się - wtrąca się Finn.
- Zaraz spalę rezerwy podczas zabijania ciebie - odwarkuje chłopak.


- Dobra, dobra - Finn wyciąga przed siebie ręce. - Gramy w jednej drużynie.Pamiętasz?
- Niestety pamiętam. Ale może zapomnę - wzdycha Ben. - Rose, zaprowadzisz mnie do pokoju?
- Nie ma sprawy - odpowiadam uśmiechem. - Do jutra - rzucam w stronę chłopaków, którzy zaczynają pogwizdywać.
- Do jutra - mówi Poe z dwuznacznym uśmiechem. - Oby rano nie była nas piątka.
- Nigdy nie dorośniecie - przewracam oczami, podczas gdy chłopacy klaszczą cicho w dłonie.
- Strzelaj celnie, Kyle - woła Finn.
- Jesteście obleśni - wzdycham i chwytam za rękę Bena wyciągając go z pokoju.
- Któregoś pięknego dnia ich zabiję - szepce chłopak i robi minę męczennika.


I te zabawne sceny ciągną się i ciągną, więc pocięliśmy je analizatorskimi mieczami świetlnymi.


Już po chwili oddech Rena uspokaja się. Cały czas nie mogę uwierzyć w to, ze dał się przekonać. Spodziewam się kłopotów, ale może nie wyrżnie całego towarzystwa. Może.
I dlatego wieziesz go prosto do kwatery głównej Ruchu Oporu.


***
Tym razem nie śni mi się Hux. Tylko zieleń, spokój, niebieski kamień, ciepły głos czarnowłosej kobiety i stary, niebieskooki mężczyzna, który uśmiecha się do mnie, a potem odwraca się w stronę kobiety.
- Piękną masz córeczkę.
- Dziękuję, Dan.
- Ma moje oczy. I włosy.
- Wiem. Wygląda jak obce dziecko.
Staruszek śmieje się cicho i jestem pewna, że jego włosy zawsze były białe.
- Myślisz, że...odziedziczyła zdolności? - pyta kobieta. Potem patrzy na mnie z czułością i głaszcze po głowie.
- Myślę, ze tak. Ale nasze rodziny nie są Jedi. Pewnie będzie miała po prostu silniejszy umysł, tak jak ja i twój mąż. Bez żadnego lewitowania. Trochę więcej niż średnia, ale za mało, żeby można to było określić wrażliwością.
- Zawsze coś, przynajmniej nigdy się nie da tym plugawym...
- Spokojnie.
Potem milkną i patrzą w niebo.
- Patrz, wrócili.
Chcę podnieść głowę i zobaczyć nadlatujący statek, ale zaczynam się budzić.


Oook, więc Rose jest oczywiście kimś niezwykłym. No nie żebyśmy się tego nie spodziewali...
***


Chapter 15

(...)
Na lądowisko stoi pełno osób. Mają transparenty z hasłami “Witaj w domu Ben”, “Miło, że się w końcu zdecydowałeś” oraz “Han Solo i tak był już stary”. Chyba wszyscy zebrali się, by zobaczyć na własne oczy powrót Bena Solo. Najbliżej nas stoi Leia. Na jej twarzy maluje się wzruszenie. Czuję, ze zaraz ręka chłopaka połamie mi kości.
Kobieta szybko podbiega do nas i patrzy na nas z niedowierzaniem. Potem obejmuje syna.
- Tęskniłam za tobą - mówi przez łzy.
- Wiem - odpowiada Ben i niezgrabnie obejmuję matkę jednym ramieniem.
Leia odsuwa się trochę i zadziera głowę, żeby spojrzeć w oczy chłopaka.
- Dlaczego to zrobiłeś? - pyta z bólem w glosie.-Dlaczego nas opuściłeś i zabiłeś ojca? Dlaczego krzywdziłeś niewinnych ludzi?
- Nie wiem. Nie myślałem samodzielnie - Ren spuszcza głowę. Jest zawstydzony. Chociaż pewnie najchętniej włączyłby miecz i pozabijałby wszystkich w zasięgu wzroku.
Tak, a potem by się rozejrzał i stwierdził, że znowu nie myślał samodzielnie.
Ja nie chciałem nic złego, mamusiu! To Hux mi kazał!


(...)
- Słuchajcie wszyscy - zabiera głos Leia, a wszystkie głowy obracają się w jej stronę.-Po pięciu latach powrócił do nas mój syn, Benjamin Solo.
- Po prostu Ben... -jęczy chłopak, ale nikt go nie słucha.
- Ostatnio był znany jako Kylo Ren. Jednak dzięki pomocy Rose jest tu teraz z nami.
Przez sale przetaczają się ciche oklaski i pomruki aprobaty.
Tak naprawdę to nikt nie lubił Hana. A układ Hosnian był zakałą Galaktyki.


- Jednak mimo tego, ze przeszedł na naszą stronę, nie uzyskuje na początku wszystkich uprawnień.
Nieeeee? Niemożliwe!

- Jestem więźniem? - wykrztusza Ben.
- Nie, synu. Po prostu zostaniesz objęty nadzorem.
- Kto będzie mnie pilnował?
- Zgadnij - uśmiecha się Leia.-Oczywiście, ze Rose. Bierzcie we dwójkę statek i udajcie się na misje przechwytywania statków Najwyższego Porządku.
- Dziękuję. Już się bałem, że będę skazany na tych dwóch patafianów.
- O tym jeszcze pogadamy - mówi kobieta.-teraz mam najważniejsze pytanie. Benjaminie, masz jakiekolwiek źródło łączności z Najwyższym Porządkiem?
- Powinienem mieć - odpowiada chłopak i przeszukuje kieszenie.-Ach, zapomniałem. Rose, sprawdzisz u siebie?
Zapomniałam, ze nadal mam na sobie czarny strój. Sprawdzam dwie, sprytnie ukryte kieszenie i wyciągam z nich małe urządzenie.
- Mam - mówi Ben, a na jego twarzy pojawia się coś podobnego do uśmiechu.- Ma nadajnik?
- Nie. Tylko mogę się dzięki temu porozumiewać. I wcale nie wysyła żadnego sygnału naprowadzającego, wcale!
- To doskonale. Mam dla ciebie pierwsze zadanie.

Kylo kontaktuje się z Phasmą i Huxem, wciskając im bajkę o porwaniu przez Ruch Oporu i obroży, która uniemożliwia korzystanie z mocy (którą naprawdę założyli mu Finn i Poe przed wylądowaniem, nie pytajcie jak to działa, bo i tak nie jest wyjaśnione). Potem Leia postanawia w końcu poważnie z nim porozmawiać, ale wcześniej każe wyjść pozostałym bohaterom, dzięki czemu autorka nie musiała napisać tej sceny. W zamian dostaliśmy kolejny zabawny dialog Finna i Damerona:

Postanawiam zaczekać na Bena, wiec siadam na ławeczce stojącej koło drzwi. Finn i Poe zostają ze mną.
- Pewnie teraz krzyczy na Kylie - mówi pilot
- I daje mu karę - dodaje jego chłopak.
- Ciekawe co mu wymyśli.
- Zabierze mu wszystkie plakaty z Vaderem.
- Skonfiskuje produkty do pielęgnacji włosów
- Zabierze kosmetyki!
- Będzie musiał czesać Chewiego.
- Albo zabroni mu używać błyszczyka.
- Będzie musiał narysować wszystkim laurki.
- Przestańcie - przerywam im, zanim się rozkręcą.- Największą karą byłoby przebywanie z wami.
- Z pewnością - szczerzy zęby Poe.- Dalibyśmy mu popalić.
- Nie chciałabym tego widzieć - wzdycham i rozsiadam się wygodnie.
- Tyłek by go bolał przez jeszcze miesiąc - dodaje Finn.
- Błagam, przestańcie - wzdycham i wbijam wzrok w sufit.
Po kilkunastu minutach drzwi otwierają się i z pokoju wychodzi Ben z miną zbitego szczeniaka, ale już bez obróżki, za to z dziwną bransoletką na nadgarstku. Szuka nas wzrokiem, a gdy dostrzega ławeczkę podchodzi i przysiada się. Wygląda na załamanego.
- I co? Jak było? - pytam.
- Bardzo dziwnie dostać opieprz od matki gdy masz prawie trzydzieści lat - mruczy chłopak.
- Co proszę? - dziwi się Poe.- Ile ty masz lat?
- Dokładnie dwadzieścia dziewięć - odpowiada spokojnie Ben.
- Nigdy bym nie powiedział - mówi zdziwiony pilot.- To wy jesteście z sobą legalnie?
- Ja jestem tylko cztery lata młodsza - odpowiadam.
- Kąpiecie się w krwi niemowlaków? - pyta zszokowany Poe.- Wyglądacie jak dzieciaki.
- Sekret ciemnej strony - uśmiecha się Ben.-Poza tym daj mi kilka dni, to nie będę wyglądał jak dzieciak.
- Mamusia dala ci karę? - wtrąca się Finn.
- Owszem - wzdycha chłopak - Bardzo ciężką karę.
- Zabrała twój lakier do włosów?
- Gorzej. Będę musiał wam pomagać we wszystkich misjach.
Zaufanie Lei do synka naprawdę można wytłumaczyć tylko odpieluszkowym zapaleniem mózgu.


(...)


Po serii Dowcipnych Dialogów Poe i Finn wreszcie odprowadzają Rose i Bena do ich kwatery.


- Jak tam z mamą? - zmieniam temat.
- Mogło być gorzej. Popłakała się, powiedziała, że jest na mnie wściekła ale i tak mnie kocha. A potem dała mi tą karę. Ogólnie większość czasu zajęło mi uspokajanie jej, żeby przestała w końcu płakać.
Ach, te bez powodu histeryzujące kobiety!


- Wspaniały z ciebie synek - mówię z uśmiechem.- Pytała o mnie?
- Owszem. I pochwaliła ciebie. Powiedziała, że dobrze trafiłem.
Brawo, Rose, zdobyłaś względy teściowej! To jest to, co naprawdę się liczy!


- Trafiłeś fantastycznie - odpowiadam.
I żyli długo i szczęśliwie…




Z pokładu Finalizera pozdrawiają: Kura, Vaherem i Babatunde Wolaka, grający w “papier, kamień, miecz świetlny”,

a Maskotek puścił w ruch maszynę losującą rangi wojskowe i liczy, że dostanie Wielkiego Admirała.

P.S. Opko liczy sobie jeszcze wiele rozdziałów, w których dzieją się rzeczy WSZCZONSAJONCE (jakieś ciąże, jakieś odnajdywanie zaginionych braci i sióstr), ale darujemy już sobie...

66 komentarzy:

Anonimowy pisze...

O mój borze, wreszcie wiem z czym mi się to opko kojarzyło, przypomnieliście mi. Toż to rzeczywiście brzmi jak te wszystkie twory o wielkiej miłości idola i ałtoreczkowego self-insertu.
Zapomniałam jaki ten rodzaj opek jest zły; jakieś obrzydliwe rzeczy, typu Michalak czy Klątwa Przeznaczenia to przynajmniej człowieka (słusznie) wkurzają. To jakoś dla mnie bardziej znośne niż fala zażenowania jaka mnie zalała przy czytaniu tej analizy. Nawet komentarze nie pomogły. Ugh.

Z drugiej jednak strony - pomysł durny, ale jak by się uprzeć, to można by napisać to coś z sensem - chodzi mi o wątek, khem, romantyczny. Tylko nie byłoby to wtedy miłe i urocze. I wątpliwe, by pod koniec takiej poprawionej wersji bohaterka była stabilna psychicznie. O ile w ogóle żywa.

To brzmi jakbym chciała coś takiego napisać, och nie D:

Anonimowy pisze...

Ren włącza miecz świetlny i przebija nim ojca.
I widok faceta,który morduje bezbronnego ojca nie budzi w niej ..bo ja wiem? Odrazy?!Strachu?!
To przypomina mi lektora z “Zemsty Sithów”, który wkłada w usta Darth Sidiousa “Przyszła kryska na matyska”.
W jakimś odcinku chyba "Wojen klonów":Anakin mówił do jakiegoś faceta podrywającego Amidalę:kochaneczku...
Jak myślisz, do czego może przydać się dwadzieścia ładnych dziewczyn w bazie zapełnionej mężczyznami, którzy porzucili swoje rodziny?
A ja chwaliłam,że to opko takie niewinne...
bo traciliśmy żeńską część załogi.
Podobno Driver na planie pytał reżysera: "Czy ja już całowałem dziewczynę?. A tu normalnie "50 twarzy Imperium".
Dlatego zagramy w "papier, kamień, nożyce"
Przepraszam,w dalszym ciągu jesteśmy w wojsku,tak?
Byłoby kiepsko, gdyby koleś potrafiący zatrzymywać wystrzały z blastera za pomocą mocy znalazł się w centrum dowodzenia i rozpoczął masakrę.
Jaki piękny pomysł!!

daje mu karę - dodaje jego chłopak.
- Ciekawe co mu wymyśli.
- Zabierze mu wszystkie plakaty z Vaderem.

Nabór do I Imperialnego Gimnazjum im O.Krennica uważam za otwarty!
te zabawne sceny ciągną się i ciągną, więc pocięliśmy je analizatorskimi mieczami świetlnymi.
Dziękuję! Za całą dobrą robotę,jak zawsze!

Chomik

no_names pisze...

Czy specjalnie wybraliście to opko jako przerywnik do Klątwy Przeznaczenia? Bo przynajmniej dwa fragmenty mi się od razu skojarzyły, może dlatego, że za dużo myślałem o Klątfie.

"- Jak myślisz, do czego może przydać się dwadzieścia ładnych dziewczyn w bazie zapełnionej mężczyznami, którzy porzucili swoje rodziny?"

First Order uczył się budowania struktury od Ravillionu.

"Wiesz, wracały z randek martwe, wstrząśnięte, ewentualnie pokiereszowane."

Jak widać mroczne trulovy w każdej galaktyce i świecie mają podobne techniki podrywu.

Anonimowy pisze...

Zacznę od tego, że postać Kylo Rena jest moją ulubioną w nowej trylogii (chociaż i Rey, i Huxa, i Poe darzę podobną sympatią). Właśnie dlatego tym gorzej czytało mi się ten twór. Po pierwszej części miałam jeszcze nadzieję - mimo wszystko autorka zachowała powagę, chociaż z canonem było tak sobie. Jednakże tutaj... nie ma słów żeby wyrazić moje zażenowanie, rozczarowane. Niemniej dziękuję! Ałtorka dała mi odpowiedź czemu mogę natrafić na tyle #anti kylo ren na niektórych portalach. Po tym co przeczytałam absolutnie nie dziwię się ich zdenerwowaniu, kiedy z Kylo robi się  niewinngo, zagubionego chłopca, zasługującego na natychmiastowe zrozumienie i wybaczenie. Bardzo nie podoba mi się ignorowanie zbrodni, których dokonał, bo to one budują tę postać. Nadają jej charakteru, oryginalności, nie czynią kolejnym złym bohaterem z "Gwiezdnych Wojen", o którym zapomni się po seansie. Widać, że targają nim emocje, że nie jest zdecydowany. Na tym można by się skupić, by było ciekawie, by pisaniu towarzyszyło więcej zabawy, a czytelnik bardziej mógł zrozumieć postać. Zamiast tego zaserwowano nam kolejnego typowego "jest zły, ale nic do końca". Przeszkadzała mi też ta wciskana na siłę komedii, ale to swoją drogą.
Kolejną postacią, która ucierpiała równie mocno przez spłycenie jej charakteru to Hux. O ile można go tak nazywać, bo z canonicznym Huxem łączy go tylko kolor włosów. Czy nawet tutaj konieczny jest trójkąt miłosny? Gwałty? Nie potrafię zrozumieć co kobiety widzą w tym romantycznego. Szczególnie nie potrafię zrozumieć czym jej tak zalazł za skórę, że co chwilę konieczne było podkreślanie jego zła...
Równie mocno zabolała mnie postać Rey, którą sprowadzono do roli złej rywalki, brzydkiej pani co popsuła Kylusia i lubi dusić innych. Czy na pewno nie pomyliły się jej strony mocy? Czy na pewno mówimy o tej samej Rey? Bo ta którą ja znam jest wyrozumiała, zabawna, umie wybaczać i zrozumieć innych ludzi. Jest po prostu dobra, jest swego rodzaju wzorem, ale nie tutaj. I to jest straszne. Szczególnie robienie z niej złej, a z Kylusia MORDERCY dobrego. Generalnie to opowiadanie nawet nie próbowało zagłębić się w psychikę bohaterów, przez co jest płytkie jak Bałtyk.
Swoją drogą czy autorka rozumie znaczenie słowa "eksterminacja"?


Pozdrawiam, Uboa.

Radek pisze...

Tak stwierdziłem że sprawdzę - toto ma 49 rozdziałów.
Czterdzieści dziewięć.
Nie dziwi mnie że się Wam nie chciało - szczególnie po notce ałtorki pod jednym, cytuję:
"A, a dzikie seksy zawsze są super."
Nie jestem takim masochistą, żeby to czytać bez Waszych skrótów.

Anonimowy pisze...

Powiem tak - zawsze doczytuję analizy, ale tym razem nie dałam rady. Poziom głupoty dobił mnie w momencie, kiedy zza zagrody zębów Kylo wyrwało się owo "Mama mnie zabije." Zawsze twierdziłam, że Mroczny Mrówkojad (tm) ma lat 17, a nie - tak jak w kanonie - 30. I jeszcze da szlaban, to oczywiste.

Idę sobie puścić "Rogue One" na odtrutkę...
Załamana nerwowo Cathia

Anonimowy pisze...


Cathia wymiękła!Cathia wymiękła!Leci się wtulić w pelerynkę!!!


Chomik

Anonimowy pisze...

Wiecie co? Pomimo że akcja się kupy nie trzyma, charaktery bohaterów to na zmianę: mameja, sukinsyn lvl master i wesołek śmichołek,
Rose to 200% Merysójki(doprawdy, prawdobodobieństwo psychologiczne jedzie na wózku inwalidzkim odpychając się kulą), a nonsensów zliczyć nie można, to autorka tego opka ma całkiem przyjemny styl pisania. Pamiętam w niektórych starszych analizach notkę na początku, że autorka to tamto, ale całkiem spoko jej to wychodzi i coś z niej będzie jeśli popracuje nad prawdopobieństwem historii itp. itd.. Serio jestem mile zaskoczona. Jak laska przemyśli następne opka, to wróżę jej świetlaną przyszłość!

Tylko niech trzyma się już z dala od Star Wars, bo jej tą przyszłość mogę brutalnie uniemożliwić...

Anonimowy pisze...

Do poprzedniego komentarza: będzie dobrze jeśli w następnym opku tej autorki występować będą aseksualne ponuraki(pisze w trakcie czytania)

Anonimowy pisze...

Mam mieszane uczucia....
Dzięki poprzedniemu opku, pokochałam postać Rena. Serio,z Kylo można zrobić wszystko. Nawet wątek miłosny. To nie musi być relacja toksyczna.
ALE autorka zrobiła z naszego upadłego rycerza,jakiegoś infantylnego chłopaczka. To boli.

Anonimowy pisze...

Macie racje w tej części analizy jest znacznie gorzej - a bohaterowie śmieszkujący jak nastolatki są po prostu żenujący.

Opowiadanie pewnie spełniło swoją główną funkcję - autorka mogła przeżyć wyimaginowaną miłość ze swoim księciem z bajki. Mam to na pewno funkcję kompensacyjną :)

Podtrzymuję, że pierwszą część analizy czytało mi się całkiem spoko, a skoro autorka potrafiła utrzymać uwagę czytelników mimo błędów językowych i naiwnej fabuły to potencjał jest. Tyle,że w kolejnych rozdziałach faktycznie popłynęła...w złym kierunku :)

Eva

Lenn pisze...

"Przyjemny styl pisania"? Przyjemny? Bo nie ma błędów gramatycznych, ortograficznych itp., nie ma też kwiecistych metafor czy błędnie używanych słów? Jakoś ciężko mi się tym cieszyć w oderwaniu od treści.

A wszystkich, którzy pod tą czy poprzednią częścią analizy pisali o talencie czy potencjale aŁtorki, prosi się o karne przeczytanie tej części jeszcze raz, zwłaszcza fragmentów z wygłupami z hełmem, i złożenie samokrytyki. :<

Ale! Nie ma tego złego! Jestem aŁtorce wdzięczna, że opko popełniła, bo bez opka nie byłoby analizy, a opko i analiza razem zmusiły mnie do sięgnięcia - w końcu! - po "Przebudzenie Mocy". Co więcej, film zaskakująco mi się podobał, Kylo Ren też mi się podobał, bo w porównaniu w postacią, którą zaserwowano w opku, ten ekranowy wypada naprawdę normalnie, wiarygodnie, głęboko i tak dalej... Grunt to nastawienie i poziom oczekiwań! Opko idealnie uodporniło mnie na wszystko, co w innym przypadku mogłoby wzbudzić moją niechęć. :D Bo czym jest jakieś tam wyrżnięcie wioski w porównaniu z udawaniem, że wioska wyrżnęła się sama, a domniemany sprawca to w rzeczywistości tylko słodziutki chłopczyk z drobnymi problemami emocjonalnymi.

Analiza cudna w całości, ale najbardziej poskładała mnie chyba czapeczka ze śmigiełkiem. Tak bardzo w punkt odnośnie dojrzałości wszystkich postaci i sceny powrotu do mamusi!

Anonimowy pisze...

Cóż, styl można rzeczywiście nazwać stosunkowo przyjemnym… W końcu zawsze jego poziom to jednak oczko wyżej niż „Kylo weszedł w Rose i jęczeli razem aż do rana”.

Dlaczego ja pomogłam tobie w ucieczce?
Współczuję tobie

Czy autorka serio nie czuje, jak kwadratowo brzmi to „tobie” w takich zdaniach? Czy „współczuję ci”, „pomogłam ci” jest już zbyt plebejskie?

Zazwyczaj jest miła. Bardzo miła.
Rey jest najwyraźniej miłym odpowiednikiem bystrej Łucji Pałys.

Przyznaję się bez bicia, że nie widziałam w życiu ani jednej część SW i generalnie wiem o nich tyle, że Luke to syn Vadera, a Yoda zielony jest i szykiem przestawnym mówi. Ale nawet z moją szczątkową znajomością kanonu widzę, jak absurdalne postacie zrobiła autorka z bohaterów. Nie wiem, co bardziej mnie rozwaliło:
- rozmowa Finna i Poego z Benem, która do złudzenia przypomina przekomarzanki członków boybandu w ffach o One Direction
czy
- Ben dostający od matki opieprz i karę za zamordowanie ojca i zniszczenie połowy galaktyki mniej więcej w takim tonie, jakby wybił piłką szybę w oknie sąsiadki.

W pełni zgadzam się z teorią, że Rose jest córką Rincewinda, choć wkurwia mnie jakieś 58697549 razy bardziej niż on. A to dużo, jeśli się weźmie pod uwagę, że nigdy do końca nie przebrnęłam przez „Kolor magii”.

Anonimowy pisze...

boze czapeczka ze śmigiełkiem doprowadziła mnie do takiego histerycznego śmiechu że tata przyszedł się spytać czy wszystko ok
wszyscy są tutaj tak bardzo out of character że ja nawet nie jestem w stanie tego przetworzyć XXDDDDD jedyną akceptowalną rzeczą popełnioną w tym fiku jest finn x poe i ogólnie miałem ubaw z ich scen bo zachowują się jak gimnazjaliści I TO TAKIE ABSURDALNE JENY
dawno się tak nie uśmiałem
nadal lepsze niż tlj tho

Anonimowy pisze...

Anonimowy pisze;
"prawdobodobieństwo psychologiczne jedzie na wózku inwalidzkim odpychając się kulą"

Piękne! Przygarniam i będę używać.

Lenn pisze:
"Bo czym jest jakieś tam wyrżnięcie wioski w porównaniu z udawaniem, że wioska wyrżnęła się sama"

A Han Solo tym mieczem świetlnym to się pewnie podpierał.

Anonimowy pisze...

Jako że Hux to jedna z moich ulubionych postaci, czytając tę analizę wyję, robie przerwy co pare zdań i chodzę po pokoju, niemal dosłownie, rwąc włosy z głowy. Ale czytam. Miłość (do analiz) boli.

Anonimowy pisze...

Myślę, że pokrewieństwo z Rincewindem jest niewykluczone!

To opko jest dla mnie szczególnie ciężkie do czytania - nie dość, że nigdy nie oglądałam Star Wars, to jeszcze główna bohaterka zachowuje się tak nielogicznie, że już zupełnie nic nie potrafię zrozumieć.

W każdym razie komentarze na poziomie - jak zawsze ;)

-Seshru

Anonimowy pisze...

Czytam analizy od dłuższego czasu ale nigdy nie komentowałam...I w sumie tak średnio mam komentarze do samej analizy(aczkolwiek...czy ktoś jeszcze miał wrażenie,że Hux chce zgwałcić Rose już przy poprzedniej części? Tak jakoś w jego pierwszej scenie.Aczkolwiek tutaj to przynajmniej nie tru luv gwałci...)W ogóle dziwnie mi z tym,że bohaterka ma to samo imię co nowa postać. Ale dobra tego akurat autorka nie mogła przewidzieć.
Natomiast...Dochodząc do wniosku,że Poe jest z pewnością bratem Rose postanowiłam to sprawdzić i zerknęłam najpierw na ostatni rozdział,a gdy w nim nic nie znalazłam na przedostatni i trafiłam na scenę gdzie Poe wchodzi do pokoju gdzie jest kilka pijanych albo naćpanych dziewczyn i Rose faktycznie określa go jako brata zaraz potem zauważając że jest przystojny a jakaś inna mruczy "gdybyś nie był gejem" na co Rose "gdybyś nie był moim bratem" i w sumie wszystkie go "podrywają"(tam są też Rey i Jessica,tak tylko wspomnę).I jest nawet napisane,że patrzy na nie z przerażeniem,a je to bawi. Also,nie wiem czy któraś z rebeliantek ma na imię Daisy ale są Isaac i Hayden.

Broz-Tito pisze...

Gdybym miała chociaż cień talentu plastycznego, to zaraz po zaleczeniu wszystkich tych guzów, których nabawiłam się od headdesków, narysowałabym fanarta do tego opcia. Z Huxem, Phasmą i Kylusiem grającymi w papier, nożyce, kamień.
BTW, co do Obleśnego Huxa, to totalnie widzę, jak chodzi po statku od szturmowca do szturmowca i pyta konspiracyjnym szeptem "Hej,chcesz usłyszeć najnowszą plotkę? Podobno Kylo Ren przespał się z Rose"...
Opkowe wersje Finna i Poe krzywdzą mnie bardziej, niż ten odmóżdżony Huksio, który ma dokładnie jedną cechę. No bo wiecie: all bad guys are rapists.

S Stefania pisze...

Przeurocze, puchate opko o nawracaniu ładnego i znanego Bad Boya, brakowało mi takich.
Trochę przykro, że Hux i Rey tacy popsuci, ale cóż, opko. Za to na ship Poe/Finn się nawet najpierw ucieszyłam, ale potem ostudziły mnie te stereotypowe zachowania gejów, którzy muszą zwracać największą uwagę na makijaż, stroje i ploteczki, bo przecież to geje.
W ogóle, od samego początku wyobrażałam sobie, że Rose sypiała z Kylo od kiedy zaczęli być ze sobą coraz bliżej, bo, nie wiem, jakoś tak to zawsze jest przedstawiane w fikcji tworzonej przez pełnoletnich ludzi, więc trochę jednak dziwnie mi z tym, że potencjalną prostytutkę i dziewczynę Kylo Rena rozdziewiczył dopiero gwałt wrzucony tylko dla dramy. I to trochę bezsensownej, przecież Huxa już i tak cały czas nikt nie lubił.

no_names pisze...

@Anonim z 5.1, 20:51

Niektórzy uważają, że forma "tobie" jest bardziej uprzejma. To są takie same osoby, które piszą ZAWSZE "tobie" i "ci" wielką literą, niezależnie od kontekstu.

A przez "Kolor Magii" warto przebrnąć, nawet jeśli nie jest to najlepsza powieść z cyklu. Większość fanów poleca zaczynać od "Morta", a potem ewentualnie wrócić wcześniej kiedy zaczyna się czytać cykl o Rincewindzie.

Anonimowy pisze...

"Weź go trzaśnij mocą czy cuś. Bądź trochę jak dziadzio Vader."

ROTFL

A obrazek z tańczącą Rey jest boski, zwłaszcza z komentarzem, że oto mamy "przekaz live z bazy". Vaherem ma złotą rękę do gifów.

Anonimowy pisze...

Nieno, mnie nie trzeba polecać, od czego zacząć, ja już jestem dawno w trakcie :D Cykl o Rincewindzie znam (prawie) cały, swoją przygodę ze Światem Dysku zaczęłam od "Ciekawych czasów", potem wróciłam do "Eryka", "Czarodzicielstwa" i "Blasku fantastycznego". Wszystkie lubię - mniej lub bardziej - ale kiedy w końcu zabrałam się za pierwszą część cyklu, to jakoś nie umiałam się zmusić do jej dokończenia. Nie wiem, czy Rincewinda jest tam więcej, czy jest bardziej irytujący, a może to kwestia tego, że Pratchett z każdą kolejną książką pisał lepiej - ale poległam.
A "Mort" czeka na półce, aż znajdę wolną chwilę po sesji i go w końcu przeczytam.

Anonimowy pisze...

Niestety, uniwersum SW to nie moje klimaty, dlatego osobiście cieszę się, że tylko są tylko dwa odcinki. Troszkę z innej beczki - odświeżyłam sobie analizę "MiSZCZa" i mam takie nieśmiałe pytanko - czy może planujecie analizę "Zemsty"?Przyznam, że analizy dzieł ałtorkasi to moje guilty pleasure, zawsze płaczę przy nich ze śmiechu.

Smok Miluś

Anonimowy pisze...

Może zrobicie analizę Inkwizytora Piekary? Szczególnie początkowe tomy są słabe, a na dodatek masakrycznie seksistowskie (nie wiem jak z dalszymi częściami, bo nie jestem masochista xd)

Anonimowy pisze...


Bondę zanalizujcie Bondy jeszcze nie było!
"Jednak jestem sentymentalny powąchał swoje dłonie pachniały spermą w ustach też czuł jeszcze jej smak… kiedy wodospad spermy wytrysnął opryskując ubranie… krzyknął jak ranny lew…"


Chomik

Trikster pisze...

*przytakuje entuzjastycznie*

eksterytorialnysyndrombobra pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
eksterytorialnysyndrombobra pisze...

Więc tak: kiedy pisałam, że 1 część ma potencjał, zakładałam, że aŁtorka z czasem będzie pisać coraz lepiej... wiecie, jej wykres umiejętności w zależności od czasu będzie odpowiadał wykresowi funkcji y=x, albo chociaż y=x/2...
Po lekturze tego czegoś, stwierdzam, że wykres umiejętności tej konkretnej autorki to y=1/-x. Z dziedziną x<0. Druga część analizy wypada w dziedzinie -1<x<0. (wykres taki: https://www.google.pl/imgres?imgurl=https%3A%2F%2Fwww.medianauka.pl%2Fmatematyka%2Fgrafika%2Fwykres034.jpg&imgrefurl=https%3A%2F%2Fwww.medianauka.pl%2Fwykres-funkcji-homograficznej&docid=jjwUwpdkT0ZD3M&tbnid=zU_wWBDg5CPI1M%3A&vet=10ahUKEwix4a2w88jYAhVSZ1AKHQO2B0YQMwhFKAcwBw..i&w=400&h=397&client=firefox-b-ab&bih=921&biw=1400&q=hiperbola%20wykres&ved=0ahUKEwix4a2w88jYAhVSZ1AKHQO2B0YQMwhFKAcwBw&iact=mrc&uact=8.)
Poważnie, wydaje mi się, że gdyby troszeczkę zmienić imiona i realia, wyszłoby klasyczne opko o zwykłej uczennicy, która zakochała się w tajemniczym i niebezpiecznym ciachu z wyższej klasy i jest nękana przez zuego dyrektora... i oczywiście ma gay friends.

Anonimowy pisze...

eksterytorialnysyndrombobra pisze:
"wykres umiejętności tej konkretnej autorki to y=1/-x. Z dziedziną x<0."

Ale ta funkcja powyżej jest rosnąca (i dążąca do nieskończoności). Poza tym jeśli y ma być funkcją postępów zależną od czasu, to nie można mieć dziedziny x<0, bo czas nie może być ujemny.

Anonimowy pisze...

Córka Rincewinda zrobiła mi noc! A dokładniej wizja szturmowca uciekającego w stylu Rincewinda - czyli wyskakującego z butów jak z bloków startowych. :D


Hasz

Washergirl pisze...

Uważam, że przy obydwu wstępach do analizy powinniście wy, analizatorzy, wspomnieć, co sama autorka mówi o swoim dziele. A autorka na stronie, z której to podchodzi, wspomina, że to nie jest najlepsza praca, ale ma do niej sentyment, ponieważ to jedna z pierwszych dłuższych prac, jakie napisała.
Po drugie, jak by nie było, moim zdaniem to opko nie pasuje poziomem do analizatorni. Nie jest dobre, nie jest ekstra. Ale umysł, który wyłania się zza tego tekstu to nie jest kolejna głupia autoreczka ani nawet odrobiny syndromu Michalak. Więc skoro brakuje tekstów do analizy, jasne, bierzcie i takie. Ale jako ktoś, kto czyta analizy od ośmiu lat, wiem, że elementem analiz jest sam autor jego głupota i ogólne cechy Michalak. Ta autorka nie wykazuje tych cech. Tekst jest cukierkowy, nieprzemyslany, niewiarygodny. A jednocześnie - serio, tam jest kilka elementów poprawności psychologicznej, której często brakuje normalnym publikującym autorom (Pilipiuk i te inne gorące nazwiska Fabryki). Wiele popularnych autorów pogarsza świat przedstawiony, robi z niego jeden wielki syf i malarię - ale nie wiarygodnie, jak Grzędowicz, tylko syfiaście, jak Achaja, bo wiadomo, dużo krwi, to wiadomo, że dobra książka, a krew się leje strumieniami. Więc uważam, że ten tekst jest w tak oczywisty sposób etapem nauki dla autorki, że nie należy do końca włączać jej w szeregi, w których znajduje się Michalak, Felicjańska, jestnocia, Milenka czy Labilnie Sfermentowana Dama. I mówię to z pełną odpowiedzialnością osoby, która rozumie, że fandom SW jest cenny. Ta autorka ma bardziej poukładane w głowie i tworzy lepsze kreacje niż George Lucas (wszystkim wątpiącym w to stwierdzenie zachęcam do pogrzebania głębiej jak dokładnie i ile wspólnego miał Lucas z poszczególnymi filmami, kto jakie sceny stworzył, itepe). Nie, to nie jest dobry tekst, w ogóle. Jest facepalmowy, bolesny, ten Hux i ten misio Ren, ta skrzywdzona Rey i Poe... Ale to nie jest w żadnym wypadku poziom zbliżony do normalnego idiotyzmu które się tutaj czyta. Howgh.

Washergirl pisze...

Chomiku, błagam, daj mi linka do tego, co napisałeś:

"Jednak jestem sentymentalny powąchał swoje dłonie pachniały spermą w ustach też czuł jeszcze jej smak… kiedy wodospad spermy wytrysnął opryskując ubranie… krzyknął jak ranny lew…"


CZuję, że jeśli tego nie przeczytam, zejdę na zawał przedwczesny z braku dobrego chujowego opka. MUSZĘ to przeczytać.

Anonimowy pisze...


To nie jest opko! Tylko wydana legalnie książka Katarzyny Bondy "Tylko martwi nie kłamią". Bondę reklamowano jako "Królową polskiego kryminału",zbiera dobre recenzje. Ja to teściowej do czytania zaniosłam! A tu chore związki,bardzo kiepskie pokazanie kobiet-albo idiotki albo fałszywe,styl toporny..Masakra.

"..zsunęła mu bokserki niczym znienawidzoną powłokę ideału""..w miejscu jego brzucha powstała zmysłowa dolina".

Chomik

Anonimowy pisze...

"w miejscu jego brzucha powstała zmysłowa dolina". Yyy...znaczy, Obcy mu się wziął i wyrwał z wątpi, czy cuś?

Anonimowy pisze...


Nie chcę wiedzieć!!!!

Chomik

Washergirl pisze...

Jezu.. nie wydam na to pieniędzy... ale znajdę to! To powinno być zanalizowane. Ja na przykład uwielbiam romanse i cenię je bardzo, jak są dobrze napisane. Taka Nalini Singh pisze w specyficzny sposób, który nie przystaje do literatury pięknej, ale jako pisarka romansów, dla mnie, detronizuje wszystkie inne pisarki. I chyba jako pierwsza zaczęła tworzyć "realny" romans - z ofiarami wykorzystań, trudnych przeżyć. No i jej kreacja świata przedstawionego, dla mnie, pobija Dana Simmonsa i jego kreację. Bo nie ma tam zbędnej erudycji, ale kupy się trzyma i tak. I to, co cytujesz, zostało wydane?
Może ja jednak mam niewłaściwą, nieprzystającą do rzeczywistości samoocenę, skoro uważam, że niczego nie osiągnęłam? A Michalak wydaje już w Rosji...

Anonimowy pisze...

Czyli co? Każdy pisać może a jak wyjdzie chujnia,to najwyżej zjadą dzieuo w jakiejś analizatornii?
Chyba też coś napiszę. Dam komuś do sprawdzenia i opublikuje. Będzie beka. Armado nadchodzę!

Anonimowy pisze...

Washergirl pisze:
"No i jej kreacja świata przedstawionego, dla mnie, pobija Dana Simmonsa"

Eee, dlaczego akurat jego, skoro Dan Simmons nie pisze romansów? Poza tym ciężko skrytykować kreację świata przedstawionego, która sprowadza się do "mamy anioły i wampiry, które myślą tylko o seksie" albo "mamy zmiennokształtne istoty, które myślą tylko o seksie". Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to może być przyjemna lektura, ale trudno powiedzieć, żeby "pobijała" cokolwiek.

Jedno, co można dobrego powiedzieć o tych książkach, to że w przeciwieństwie do większości romansów paranormalnych nie idealizują toksycznych relacji i starają się budować mniej lub bardziej partnerskie związki. Chociaż oczywiście główną rolę zawsze gra zwierzęco atrakcyjny macho, na widok którego ofiara trudnych przeżyć niemal gubi majtki przy pierwszym spotkaniu, a w którymś tomie cyklu anielskiego znalazło się miejsce nawet na stary, poczciwy victim blaming: "tak, prawie ją zgwałciłeś, opanowałeś jej umysł mocą, sprawiłeś, że ci się poddała, ale tak naprawdę to jej ukryte pożądanie sprawiło, że tak straciłeś nad sobą kontrolę, więc nie czuj się źle z tego powodu".

Anonimowy pisze...

Nie , Bondy nie!
Nie dlatego bynajmniej, że nie zasługuje - wręcz przeciwnie, zasługuje jak najbardziej - ale miejmy litość! Te książki to przecież istne cegły. Przegryzienie się przez tyle stron akcji, w której dużo się dzieje, ale ni cholery nie wiadomo, co, opisanej przez kogoś, kto ma problemy z właściwym użyciem słów (mężczyźni np. nagminnie ubierani są w bluzki), może przekraczać wytrzymałość nawet naszych analizatorów. A do tego jeszcze wszystko podlane jest sosem z mieszanki seksizmu i przedziwnej psychologii.

Jedne z nielicznych kryminałów, gdzie nie dosyć, że nie wiadomo kto zabił (czasami nawet po zakońćzeniu książki), ale także dlaczego, a nawet kogo zabił.

Camilla Sunny pisze...

Zgadzam się. Chociaż ta część jest znacznie gorsza, powtórzę swoje słowa z komentarza do poprzedniej analizy: opko jest złe, ale z tego typu rzeczy się wyrasta. Albo dziewczyna zacznie pisać lepiej, bo to naturalny proces kształtowania samokrytyki, albo - jak ja, bo podobne tFory popełniałam - przestanie pisać w ogóle. Taka prawda.

Washergirl pisze...

Anonimowy, skoro tak widzisz Singh, to jasne, nic ci nie przetłumaczę. WEdług mnie rzeczywiście to, co napisałeś, o gubieniu majtek i macho, to prawda. Byłoby to czystym opkiem, gdyby nie cała reszta fantastycznie zbudowanego świata przedstawionego. Nie wiem, ile czytałeś. Ale według mnie świat wykreowany w tomach o Psi wymiata. I Dan Simmons nie jest stricte romansowy, ale romans odgrywa u niego pewną rolę, on rozpoznaje, jak ważny jest sam romans w kontekście całego świata. Według mnie, nie musi być to ten sam gatunek, żeby porównywać kreacje świata przedstawionego. Wspomniałam Simmonsa, bo on też tworzy cudownie szczegółowe, realne kreacje. A jednak według mnie, czegoś im brakuje. Zróbmy wszystko trudnym, erudycyjnym i pisanym na długala, to nikt nie będzie miał siły sprawdzać, czy świat przedstawiony pokrywa całość realizmu poza "okropne i straszne rzeczy się dziejo".
A co do sceny z Rafaelem, skoro to jest to, co zrozumiałeś, to znowu, nie wyjaśnię ci. Jest konkretny powód, dla którego Singh kreuje Raphaela w taki sposób, a nie inny. On nie jest gwałcicielem. On wlazł jej do głowy - odpowiednik wsadzenia jej ręki pod spódnicę, kiedy nie chciała, a ona go odepchnęła. A potem sama chciała. Skoro nie rozumiesz, jaką wartość ma literatura dla kobiet, w której główny bohater męski jest autentycznie mroczny, to, zgadnj - ja ci nie wytłumaczę.
W ogóle podchodzisz do tego bardzo wybiórczo i tym sposobem można uznać, że Jersey Shore to nieszkodliwa rozrywka, tylko dorośli ludzie się upijają, więc w czym problem, i robią inne rzeczy. Tak podchodzisz do Singh. Odrzucasz realność zawartości i to, na ile zawartość pochodzi z autentycznego świata (co powinno wyjaśniać, po co komu wnioski i rozwiązania w tych światach). JEśli czytałeś wszytstkie książki o Psi = widziałeś rozwój wiedzy Psi na temat ich własnych początków i nie opadła ci szczęka, jak to jest zrobione, to nie wiem, co by ci zaimponowało. To nie jest komplement.

Washergirl pisze...

I jeszcze jedno, Anonimowy. Singh pisze romanse. I genialnie rozumie, że zasadniczym, prawdziwym elementem romansu, zwłaszcza rzeczywistego, jest gubienie majtek na macho i w ogóle. I tu się różni od zwykłego opka. Opka sa złe, bo autorka nie rozumie, że to, co czuje, co nieudolnie wsadza w tekst, to tylko jedna jedyna warstewka świata. Autorka w tej analizie projektuje swoją naiwność i wiarę i dobre serce (całkowicie serio - dobre serce) na świat zewnętrzny, stąd Puchata Phasma. Singh robi coś genialnego. Ona rozumie, że świat ma różne sposoby procesowania. I tego genialnego, niewiarygodnie gorącego znajomego nie procesujesz - i nie powinieneś procesować jak polityki, która np. usprawiedliwia koniec konców ludobójstwo. I Singh kombinuje te dwie rzeczy. Jasne, że to jedno i drugie, jak w życiu, nie jest w ogóle odbierane przez "te same zmysły". Singh byłaby ałtorka, idiotką, gdyby jej pisanie sprowadzało się do jednej rzeczywistości - jak pisze 90% pisarzy. Wszystkie wydarzenia w świecie przedstawionym podlegają zasadom świata przedstawionego. Romans z bohaterką jest odbierany przez protagonistę na tym samym poziomie co Walka Z ODwiecznym Złem. Nawet Simmons nie umiał do końca pokazać tego rozróznienia, choć jak wiemy z rozmyślań na temat składania ofiary i tematu ofiary i zaufania - to właśnie analizował. Że pojedyncza osoba procesuje świat na naprawdę wiele gatunków. Więc ja nie rozumiem twojej krytyki zupełnie. Singh pisze sam romans dokładnie tak, jak powinien byc napisany. Kobiety zgwałcone, skrzywdzone, zdradzone, wykorzystane, opuszczane znajdują mężczyzn - i nie tylko - którzy też swoje przeszli, ale zależy im, by złe doświadczenie nie przesłoniło im wartości niekrzywdzenia. Dlatego ten, kto zdradził Briennę w "W objęciach lodu" ma aż tak wielkie znaczenie. Dlatego tyle analizy jest poświęcone samemu funkcjonowaniu stad. Jeśli dla ciebie to się nie składa w twórczość osoby, która rozumie zwyczajnie, że jedna osoba jest jednocześna wyposażona w funckjonujący penis - kilka psionicznych umiejętności, charakter, naturę vs wychowanie, większy schemat polityczny rozgrywający się na przestrzeni stuleci - i że fakt, ze ta postać się zakochuje i nawet ma spermę nie zmienia brutalności świata, w którym żyje - to ja ci nie wyjaśnię. Można się czepiać Singh do woli. Dla mnie autoreczki nie są złe, bo są złe. Są złe, bo czują coś, i piszą to ślepo, bez zrozumienia, że coś, co poczuły i zrozumiały, ma swoje miejsce w hierarchii "na ile różne rzeczywistości jednej osoby wpływają na świat zewnętrzny". Więc to, co dla ciebie jest krytycyzmem - spadające majtki zgubione przez heroinę - dla mnie jest potwierdzeniem, że chociaż jedna Singh nie myśli, że orgazm i triumfpolityczny są procesowane przez jedną osobę na tym samym kanale, bo nie wydarzają się na tym samym kanale. To tak, jakbyś kompletnie odrzucił cały świat przedstawiiny za zgubionymi majtkami. Tak to sobie możesz nie lubić, czytaćnie musisz, ale to nie jest sprawiedliwa ocena.

Anonimowy pisze...

Odnośnie ostatnich komentarzy Washergirl:

1. Co za bełkot.
2. Bleeeeeh...! Już wiem, czego z pewnością NIE PRZECZYTAM.

Anonimowy pisze...

Washergirl pisze:

Ale to, o czym piszesz, to nie jest "kreacja świata". To jest kreacja bohaterów (którzy faktycznie czasem bywają u Singh sympatyczni) i relacji pomiędzy nimi. Doskonale rozumiem, że dla tych dwóch rzeczy można te książki czytać. Ale świat przedstawiony jest tam prosty jak konstrukcja cepa i zbudowany z bardzo ogranych motywów. Tło scen jest opisane ładnie i ze szczegółami, można sobie łatwo wyobrazić te komnaty czy posiadłości, czuje się, że poza dwójką bohaterów istnieje jakiś świat, który żyje własnym życiem (w przypadku romansów to dużo, bo wiele autorek tworzy tylko jakieś umowne dekoracje). Ale to jest jednak bardzo prosty, bardzo kameralny świat kilkunastu osób, który można przyjąć na wiarę tylko dlatego, że czytelnik nie zastanawia się za długo, czy taki świat z takimi uwarunkowaniami i takim układem sił na pewno ma prawo działać. W romansie to się sprawdza, w thrillerze - niekoniecznie, dlatego porównanie z Simmonsem jest tak bardzo od czapy, bo on może i opisuje wątki romantyczne, ale nie one są u niego najważniejsze. Z cyklu Changelingów znam tylko jeden tom, więc swoje komplementy możesz zachować dla siebie.

Anonimowy pisze...

Washergirl, przeczytałam wszystkie twoje komentarze po dwa razy, żeby się upewnić, że one naprawdę są sensowne, tylko ja nie ogarnęłam za pierwszym razem. Ale... Najpierw piszesz: Zróbmy wszystko trudnym, erudycyjnym i pisanym na długala, to nikt nie będzie miał siły sprawdzać, czy świat przedstawiony pokrywa całość realizmu poza "okropne i straszne rzeczy się dziejo".
A nieco później: Ona rozumie, że świat ma różne sposoby procesowania. I tego genialnego, niewiarygodnie gorącego znajomego nie procesujesz - i nie powinieneś procesować jak polityki, która np. usprawiedliwia koniec konców ludobójstwo. (...) Romans z bohaterką jest odbierany przez protagonistę na tym samym poziomie co Walka Z ODwiecznym Złem. Nawet Simmons nie umiał do końca pokazać tego rozróznienia, choć jak wiemy z rozmyślań na temat składania ofiary i tematu ofiary i zaufania - to właśnie analizował. Że pojedyncza osoba procesuje świat na naprawdę wiele gatunków. (...) jedna osoba jest jednocześna wyposażona w funckjonujący penis - kilka psionicznych umiejętności, charakter, naturę vs wychowanie, większy schemat polityczny rozgrywający się na przestrzeni stuleci - i że fakt, ze ta postać się zakochuje i nawet ma spermę nie zmienia brutalności świata, w którym żyje. (...) Więc to, co dla ciebie jest krytycyzmem - spadające majtki zgubione przez heroinę - dla mnie jest potwierdzeniem, że chociaż jedna Singh nie myśli, że orgazm i triumfpolityczny są procesowane przez jedną osobę na tym samym kanale, bo nie wydarzają się na tym samym kanale. To tak, jakbyś kompletnie odrzucił cały świat przedstawiiny za zgubionymi majtkami.
Zarzucasz pisarzowi nadmiernie erudycyjny, trudny styl - a sama piszesz w taki sposób, że trzeba się pięć razy zastanowić, żeby zrozumieć, co masz na myśli. Więc proszę, nie udziwniaj na siłę, żeby brzmieć inteligentniej, bo mam wrażenie, że właśnie to robisz. "Ty nie rozumiesz, bo to jest skomplikowane, a ja ci nie wyjaśnię, ale..."

Anonimowy pisze...

Poza tym to nieprawda, że "zasadniczym, prawdziwym elementem romansu jest gubienie majtek na macho". Romans może się zacząć od wszystkiego: od lekkiego zaciekawienia, od niechęci (wcale nie podszytej dzikim pożądaniem), od podziwu, od współpracy wymuszonej koniecznością, od obojętności, od tysiąca rzeczy i każdą z nich można napisać dobrze, przy czym seks wcale nie musi być centralnym elementem tej relacji. U Singh zaczyna się od dzikiej żądzy i gubienia majtek, bo to jej ulubiony scenariusz, ale to nie jedyny, jaki istnieje.

eksterytorialnysyndrombobra pisze...

Anonimowy z 8 stycznia 2018 21:14: racja, mój błąd. Chodziło mi tylko o ten kawałek hiperboli w którym y na początku maleje baaardzo powoli a potem nagle tak samo baaardzo szybko. Ten minus przy x to przez pomyłkę.

Anonimowy pisze...

@Washergirl, piszesz:

Więc uważam, że ten tekst jest w tak oczywisty sposób etapem nauki dla autorki, że nie należy do końca włączać jej w szeregi, w których znajduje się Michalak, Felicjańska, jestnocia, Milenka czy Labilnie Sfermentowana Dama. I mówię to z pełną odpowiedzialnością osoby, która rozumie, że fandom SW jest cenny. Ta autorka ma bardziej poukładane w głowie i tworzy lepsze kreacje niż George Lucas (wszystkim wątpiącym w to stwierdzenie zachęcam do pogrzebania głębiej jak dokładnie i ile wspólnego miał Lucas z poszczególnymi filmami, kto jakie sceny stworzył, itepe). Nie, to nie jest dobry tekst, w ogóle. Jest facepalmowy, bolesny, ten Hux i ten misio Ren, ta skrzywdzona Rey i Poe... Ale to nie jest w żadnym wypadku poziom zbliżony do normalnego idiotyzmu które się tutaj czyta.

Ale problem w tym, że rolą analizatorni jest oceniać OPKO, nie autora, nawet jeśli autor jest osobą karykaturalną i zwyczajnie głupią. Byli tu już autorzy, dla których złe opko było etapem przejściowym, widać było, że wyjdą na ludzi, ba! Kilku autorów do samej analizy podeszło z humorem (choć autor od Wojny Rodzin, czy jak tam się to nazywało), więc skąd pomysł, że ktoś tu stawia autorkę złego, lolastyczno-facepalmogennego opka na równi z choćby Michalak, która jest zwyczajnie szkodliwa? Skąd ta pasywno-agresywna linia obrony?

Ps. A tak ad. materiału źródłowego: zrozumiałe, że autorka nie mogła przewidzieć, że pojawi się postać o imieniu Rose, ale żeby siostrą Poe zrobić bladą jak śnieg blondynkę o niebieskich oczach to już jest trochę śmieszne.

Katarzyna Szymańska pisze...

Dawno się tak nie ubawiłam! Jesteście moją odskocznią przy pisaniu doktoratu i nawet nie wiedziałam jak bardzo potrzebuję takiej ilości absurdu żeby mój mózg mógł się zrelaksować :D

Washergirl pisze...

Przyszłam odpowiedzieć na komentarze:
Anonimowy komentarz nr 1, okej.

Anonimowy nr 2, jeśli przeczytałeś tylko jedną książkę Changeling, nie możemy o tym rozmawiać, bo nie wiesz, jak dalej jest wykreowany świat tych książek. A jest najlepszą kreacją z pewnie wszystkich książek Nalini (nie czytałam Rock). Sama bym to widziała identycznie, gdybym czytała jedną książkę Changeling albo dwie, serio. Ale to, co tam jest zrobione dalej... PRzecież ta seria dochodzi zaraz do 15 książek. I co książka, wszechświat robi się coraz bardziej wiarygodny i szczękoopadowy.

Washergirl pisze...

Komentarz nr 3 - całkowicie masz rację. Mój styl nie jest erudycyjny. JEst niechlujny w miłej ocenie. W ogóle nie próbuję stawiać się na równi z pisarzami. Ja tu piszę komentarze, piszę je na szybko, są długie, bo chcę się wypowiedzieć, nie upewniam się, że są czytelne, to mój błąd. Poza tym określenie "ja ci nie wyjaśnię" w ogóle nie odnosi się do tego. ODnosi się nie do dziwności, tylko do ustalonego sposobu myślenia - jesli masz ustawione twardo poglądy - na tyle, by nie szukać samemu, zanim wdasz się w jakąkolwiek dyskusję - jakichkolwiek argumentów przeciwko swoim reakcjom (nie mam pojęcia, które to, bo nie wiem, kto jest kto, obydwa Anonimowe) - to ja ci nie wyjaśnię, bo nie chcesz wiedzieć. Ja całkowicie rozumiem krytykę, która została tu powiedziana, sama widziałam Singh w ten sposób po dwóćh ksiązkach. Ale to nie są pojedyncze dzieła, to są części, nieuczciwie byłoby oceniać je pojedynczo, ja oceniam całość. Według mnie opinia, że Singh to spadające majtki, źle zbudowany świat przedstawiony - jest tak nieuczciwa, że aż niepoważna. Ale jeśli jest oparta na dwóch książkach, to nie ma prawa być inna.

Washergirl pisze...

Komentarz nr 4 - masz rację. Romans ma prawo zacząć się od każdej z tych rzeczy. Czy choć raz zastanowiłeś się, dlaczego Singh w kólko robi tę samą oklepaną rzecz? Postać po przejściach dostając taki, a nie inny romans postępuje zgodnie z zasadami naszej rzeczywistości - doświadczając nienormalnych hormonów MOŻE ZBUDOWAĆ SOBIEINNY POGLĄD NA ŚWIAT, BO DOŚWIADCZA FIZYCZNYCH, NOWYCH OBJAWÓW, PIERWSZY RAZ. To nie jest głupi zabieg. To jest zabieg, który przeciwstawia brutalność wykorzystania, opuszczenia, gwałtu - całkowicie fizycznych, fizjologicznych doświadczeń które zapisują się na poziomie mózgu, które muszą zmienić poglądy na świat - przeciwstawia je równie intensywnym przeżyciom, ale tym razem pozytywnym. Jej postacie nie przeżywają duchowego rozwoju ani intelektualnego rozwoju - ich rozwój odbywa się poprzez dosłownie całkowicie nowe myślenie, nowe hormony, takie, jakie robią z ludzi wariatów w trakcie zakochania (jak koks i te sprawy). Singh nie chce dawać swoim postaciom rozwoju intelektualnego, skoro uznała, że może im dać ten o wiele lepszy - całościowy. ZAczynający się na poziomie mózgu, postać musi to potem zintegrować z całością sprzecznych doświadczeń - tak, jak postacie męskie Psi uczą się romansu i co to zmienia w nich samych, co to oznacza. Spadanie majtek jest ulubionym zabiegiem Singh, bo psychologicznie rzecz biorąc, to najlepszy, najskuteczniejszy zabieg żeby pokonać ustanowioną w mózgu traumę - calkowicie zgodnie z normalną, naszą rzeczywistością. Fizjologia traumy przeciwko fizjologii ekstazy. Podstawowość tej ekstazy nie odbiera jej ważnośi, tylko dodaje - jak mogą być nieszczęśliwi, jeśli coś tak prymitywnego jak seks i przytulanie daje im tyle szczęścia? I w ten sposób mogą przemyśleć całość swoich doświadczeń, nie odrzucając brutalności poprzednich traum. Singh jako jedyna autorka romansów rozumie, że najgorszą, najbardziej tworzącą depresję rzeczą w realnym świecie są emocje na poziomie fizjologicznym, które uspraiedliwiają całkowicie pragnienie popełnienia samobójstwa - więc nie przeciwstawia duchowego, intelektualnego oderwanego myślenia, tylko walczy z problemem od strony przyczyny. Żadna z tych postaci nie ma żadnego powodu, by myśleć inaczej, niż myśli, kiedy jest samotna i zniszczona, ich podejście jest realne. Więc Singh daje im coś równie realnego, jedyne, co mogłoby sprawić, że nie będą się czuli tak źle na poziomie fizjologicznym. To, co zakochanie robi z mózgiem, to, co dotyk i seks robią z ludżmi, to żadne mrzonki, to czysta neuroplastyka, lepsza niż terapia, narkotyki i wszystko inne. Obrazy mózgów ludzi w depresji,ludzi zakochanych - tak jakby Singh wiedziała to wszystko nie grzebiąc w tym na poziomie naukowym, instynktownie rozumie rzeczy, które naukowcy dopiero teraz przyklejają (skutki depresji na mózg przez wiele lat).
Komentarz nr 5 - ponieważ analiza, ze względu na autorów i ich zachowanie wobec analiz, stworzyła generalny profil autora opka, z boku masz ponad 300 linków. To idiioci w większości, ale nie to mamy im za złe, tylko arogancję. Cieszymy sę jak dzieci ich zachowaniem jak przychodzą i się wścieczą. Zwyczajna wiedza - że można napisać coś takiego i myśleć, że to dobre, pozwala czytelnikom zobaczyć świat, w którym to nie jest dziwne, że są rasiści i inni tacy - ktoś to napisał i myśli, że to dobre. Pasuje tu Michalak, jak ulał, ona jest mokrym snem analizatorni, bo jest szkodliwa jak cholera, szczerze szkodliwa. Uważam, że wiele osób, które czyta analizy nie poświęci czasu ani uwagi by zajrzeć na autora tego dziełka by rozpoznać, że to nie jest ten sam kaliber co Achaja i Michalak. I to mnie boli. Że głowach większości czytelników autorka, która nie jest wcale zla w porównaniu do Michalak, kończy w tym samym worku poprzez generalizowanie. Michalak propaguje coś strasznego. Ta laska, co napisałą to smutne opko starwarsowe, jest jej przeciwna - żeby tak pisać, trzeba być pełnym wiary w dobro. Źle pisze, ale boli mnie wstawienie jej do tego samego poziomu co niektórzy autorzy tutaj.

Anonimowy pisze...

Washergirl pisze:
"jeśli przeczytałeś tylko jedną książkę Changeling, nie możemy o tym rozmawiać"

Przeczytanie czterech książek z jednego cyklu i jednej książki z drugiego cyklu nie wystarczają, żeby oceniać umiejętności autora w kreowaniu świata? Trzeba przeczytać wszystkie piętnaście, żeby móc się wypowiedzieć? W takim razie powinnaś teraz iść i przeczytać wszystkie książki Katarzyny Michalak, bo mam przeczucie, że nie czytałaś ich wszystkich - ba, że nie czytałaś z nich wiele poza analizami - a jednak bardzo chętnie wypowiedasz się o ich jakości.

Anonimowy pisze...

Spadanie majtek jest ulubionym zabiegiem Singh, bo psychologicznie rzecz biorąc, to najlepszy, najskuteczniejszy zabieg żeby pokonać ustanowioną w mózgu traumę
Wybacz, że zapytam - nie mam nic złego na myśli - ale czy to jest potwierdzone jakimikolwiek badaniami naukowymi, czy to twoje prywatne i subiektywne odczucie? Ja jestem laikiem w tej dziedzinie (no, miałam psychologię jako przedmiot na studiach, ale tylko kompletne jej podstawy) i nie wiem, na ile moje własne odczucia są zgodne z prawdziwą psychologią, tym bardziej, że - Bogu dzięki - nie musiałam poznawać wywołujących traumę doświadczeń na własnej skórze. Ale jakoś z moim przekonaniem gryzie się twoje stwierdzenie, że na zranioną psychikę ofiary najlepszym lekiem jest mocny bodziec w postaci pożądania. W sensie... Czy to naprawdę działa w ten sposób? Że lepszym od stopniowego zdobywania zaufania osoby, pomagania w oswajaniu jej lęków, niezmuszania jej do wkraczanie w uczucia, na które nie jest gotowa - że lepszym jest proste zbicie jej z nóg mocą feromonów? W każdym przypadku to najlepsza droga?
Jak mówię, nie znam się na tym i jestem pewna, że SĄ osoby, dla których takie właśnie wychodzenie z traumy będzie najskuteczniejsze. Ale jakoś trudno mi uwierzyć, że to jest akurat najlepsze rozwiązanie.

Washergirl pisze...

1)Anonimowy, masz calkowitą rację. W teorii jedna książka powinna samoistnie być w stanie wykreować wszechświat. Jeśli trzeba przeczytać 15, by docenić kreowanie świata, to autor zawodzi w tym konkretnym miejscu. Jeśli dopiero przeczytanie 15 kreuje niewiarygodnie opadowy świat, to jest to minus i tyle.
DRugi komentarz:
Nie wytrzymam, przepraszam. Słuchaj, ty jesteś jakaś nienormalna? Czy tylko głupia specjalnie? Istotna jest twoja ignorancja - w jednym moim komentarzu pojawiło się słowo "neuroplastyka". Było na twoich zajęciach? Chyba nie. Bo może gdybyś Anonimowy wiedziała co to, nie napisałabyś czegoś tak cholernie, niewiarygodnie idiotycznego. Serio? Pożądanie jako lek na zgwałcenie? To jest to, co zrozumiałaś? Brawo dla ciebie.
Jeśli chcesz, podrzuć mi maila - a ja zmarnuję godzinę czasu, żeby posklejać ci linki do abstraktów i całych badań dostępnych na sieci. Wytłumaczę, jakie znaczenie ma każde pojedyncze z nich do tego, co napisałam. W skrócie: trauma taka jak opuszczenie w dzieciństwie, gwałt, jakiekolwiek trudne przeżycia, dotykają nas na poziomie fizjologicznym, zmieniają mózg nie na ślepo, tylko w bardzo konkretny sposób. Im starsza jest osoba i im bardziej niezdrowa, tym trudniej walczyć z przekonaniami i opiniami. Im dłużej się miało depresję, tym trudniej ją leczyć. To są podstawowe zasady neuroplastyki - tworzenia nowych neuronów. Procesem można manipulować. IDiotyczne wyniki badań: curry, ćwiczenia fizyczne, związki bliskie, uczenie się, truskawki, zielone warzywa, kokaina, nikotyna - wszystko promuje neuroplastykę. Nie, to nie jest takie proste. Osoba po przejściach ma prawo czuć, że chce umrzeć - bo to jestcałkowicie realne z jej doświadcfzeniami. Postacie Singh mają za sobą przejścia tak traumatyczne, że nie ma wątpliwości, do kogo Singh pisze. Takie doświadczenia są zapisane w mózgu. Nadpisanie ich jest dwukrotnie trudne. Fizjologia zakochania jest niewiarygodna. Tu nie chodzi o pieprzenie. Tu chodzi właśnie o to zaufanie, o to, że tym bohaterom przytrafia się behawioralne, rzeczywiste antidotum - ktoś pokochuje ich dokładnie tak, jak wcześniej zostali skrzywdzeni, idealnie lecząc. Możesz uważać to za mrzonki, ale miłość, jaka przytrafia się bohaterom Singh jest niebiańsko-niewiarygodna - nie niemożliwa, choć to toksyczny świat - i jest tysiąc razy lepsza niż terapie neuroplastyką dostępne zarówno w szpitalach, jak i prywatnych ośrodkach. Budowanienowych neuronów pozwala realnie nadpisac koszmar. Zakochanie się - i bycie kochanym, mimo doświadczeń, albo dokładnie tak, jak postacie Singh kochają - jest przeciwwagą. Hormony - naprawdę nieopisywalne w tym miejscu - które czują takie osoby, zakochane, robią taki prysznic neuroplastyki, którego nie da się z niczym porównać, to jak odwrócenie śmiertelnego Korsakoffa, powiedziałabym, no cud i tyle. To jest to, co się przytrafia tym postaciom. I jest to na poziomie fizjologicznym. Podobnie mocne cuda dokonują się w ten sam sposób w związku z niepełnosprawnością w różnych formach, która ma swoje źródła w mózgu, całowicie bez miłości. U wielu kobiet seks jest czysto emocjonalny. W książkach Singh charakterystyka Psi i stad jest na tyle szczegółówa, że daruję sobie dalsze wyjaśnianie. Na resztę tego, co napisałeś w tym idiotycznym komentarzu, nawet nie zamierzam odpowiadać. Google cię w palce boli, czy co? Czy ty serio spotykasz na sieci tylko tak głupich ludzi żeby napisać coś takiego?
Nie rozumiesz tego wszystkiego, całej psychologii traumy tak bardzo, że aż boli czytanie tego, wiesz? Nigdy nie uczyłaś się tego, twoje podejście jest bolesne., zakochanie, uczucie bycia kochanym - doświadczenia na poziomie fizjologicznym zaprzeczające traumie - leczą traumę. na koniec, mały link, bo normalnie nie zdzierżę. https://www.huffingtonpost.com/marie-pasinski-md/neuroplasticity_b_2405943.html To tylko jedenlink, nawet nie dotyka tematu poprawnie, ale pokazuje choć część możliwości. I nie odskakuj mi, że nic tam nie ma o seksie i miłości, bo ja nie będę ci tu przepisywać książek Dosyć mam tej rozmowy, nie wrócę już do tej dyskusji

Anonimowy pisze...

To ja, Anonim #5.

Droga Washergirl, analizatornie nie stworzyły żadnego domyślnego profilu autora. Owszem, niektórzy uznają z góry każdego, kto tu trafi, za idiotę, ale to nie jest reguła. Bardzo mi miło, że zignorowałaś tę część mojego komentarza o tym, że byli też autorowie, którzy podeszli do sprawy sympatycznie i również są zapamiętani. Tak, wiem, że mam linki po prawej. Najwidoczniej znam treść stron, do których prowadzą, lepiej od Ciebie. Proszę Cię, nie uprawiaj tu jakiejś psychoanalizy grupowej całego targetu NAKW-y, bo, jak widać, Ci nie idzie. Pod tą analizą są osoby, które bronią autorki jako twórcy, nikt też nie obraża jej personalnie, nikt nie nazywa jej idiotką, to Ty tego słowa nad wyraz chętnie używasz, odnosząc się do ogółu osób, których twórczość poddano analizie wcześniej. Autorka zdaje sobie sprawę, że opko jest słabe? Miło, najwyraźniej dojrzewa twórczo, ale opko nadal jest źródłem lolcontentu, bo jest złe, a skoro wisi w sieci, można je poddawać ocenie. Skoro autorka je pozostawiła pomimo świadomości, że jest złe, sama musi wiedzieć, że istnieje takie ryzyko. I jeszcze jedno: autorka wierzy w dobro? Serio? Pewnie dlatego Kylo, osoba odpowiedzialna za śmierć MILIONÓW osób, w tym własnego ojca (pomińmy tu, że Han ojcem był kiepskim, bo sądzę, że tego autorka nie wiedziała albo tego tak nie postrzega, patrząc po jej stosunku do Hana w ff, jak się na moment pojawia) nie zostaje w żaden sposób ukarana. Nie przypisujmy żadnej ideologii do tego opka, bo nie ma w nim żadnej ideologii ani nie odbijają się żadne poglądy autorki. Jest proste jak budowa cepa i słabe.

Anonimowy pisze...

*autorzy, nie autorowie, tfu

Anonimowy pisze...

Droga Washergirl.
Nawet nie masz pojęcia, jak mi w tym momencie przykro, głupio i… bezradnie. I, cholera, nie wiem, co teraz zrobić, co powiedzieć, żeby wyjaśnić – bo każde słowo zabrzmi niewłaściwie.

Przepraszam – od tego powinnam zacząć. Przepraszam za to, że uraziłam cię, zraniłam, zniesmaczyłam, zdenerwowałam swoim komentarzem i za wszystkie inne złe uczucia, które on spowodował, nawet jeśli to kompletnie nie było moim celem. Kompletnie. Ale chyba wyraziłam się tak źle, niefortunnie i głupio, że… Ech. Masz całkowitą rację, napisałam wielki idiotyzm i nie mam na to usprawiedliwienia.

Nie, nie rozumiem psychologicznej traumy, co bardzo dobitnie wytknęłaś. Nie uczyłam się jej, nie uczyłam się naprawdę psychologii, wspomniałam, że jestem kompletnym laikiem – a o tym, że psychologia była moim przedmiotem na studiach (w dodatku tym z serii zdać zakuć zapomnieć, cóż) dodałam tylko po to, żeby podkreślić, jak niewiele o niej wiem w porównaniu do ludzi, którzy studiowali ją jak kierunek, w ramach zainteresowań, pracowali w zawodzie, spotykali się z ludźmi dotkniętymi różnorakimi problemami… Właśnie o to chodzi, o mój brak wiedzy. Miałam też jako przedmiot prawo, a moja wiedza o nim to pewnie milionowy ułamek wiedzy adwokata. Bardzo słusznie piszesz o mojej ignorancji. JESTEM ignorantką. Choć do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak wielką.

Powtórzę może jeszcze raz: mój komentarz nie był (w zamierzeniu) złośliwy, ironiczny, wredny, chamski, mający na celu cię urazić, wytknąć ci coś, skrytykować albo zmieszać z błotem – więc jeśli tak wyszedł, to niecelowo. Pewnie, że możesz w to nie uwierzyć, masz do tego pełne prawo – ale tak było.

Powodem, dla którego napisałam to, co napisałam było to, że przeczytałam twoje wcześniejsze komentarze i najwyraźniej wysnułam z nich skrajnie błędny wniosek. Widzisz, używasz często skrótu myślowego jakim są „spadające majtki”, który ja odbieram właśnie jako tę najbardziej fizyczną stronę miłości – i tylko ją. Piszesz też o zaangażowaniu, zaufaniu, tysiącu innych rzeczy – ale ja odniosłam się do tej jednej. Dlatego, że miałam nadzieję, iż wytłumaczysz mnie – osobie niewiele wiedzącej na ten temat – czy tak jest naprawdę, z tym sposobem leczenia traumy, czy tylko w książkach Singh (których, nawiasem mówiąc, nawet nie czytałam, więc całe moje źródło wiedzy o nich to twoje komentarze). Chciałam zrozumieć, bo do tej pory rozumiałam niewiele – a google nie bolą mnie w palce, zwyczajnie chciałam poznać twoje wyjaśnienie. Nie opinię i wiedzę internetu.

Słowem, ustalmy: problem leży w mojej ignorancji, niewiedzy i braku umiejętności wyrażenia tego, co chciałam powiedzieć w odpowiedni sposób. Koszmarnie źle się zrozumiałyśmy i to moja wina, dlatego jeszcze raz serdecznie, nawet jeśli anonimowo (więc pewnie tchórzowsko) cię przepraszam. Gdybym chociaż przez sekundę pomyślała, że odbierzesz moje słowa w ten sposób, nigdy w życiu bym tego nie napisała. Strasznie mi przykro. Po prostu.

Oczywiście, że możesz teraz napisać: „Daruj już sobie, to nie ma sensu”. Ja też uważam, że nie ma. Ta dyskusja powinna się zakończyć w tym miejscu raz na dobre, tym bardziej, że to koszmarny offtop.

Malw P pisze...

Washer, jestem ciekawa twoich opinii, ale agresywne wyzywanie osoby, która spokojnie się zapytała o opinię, bez wcześniejszego przegrzebania google...
Wyzywasz, bo nie zrobiła researchu przed zapytaniem Cię o ogół, przykłady, czy odnośniki, ale chętnie zmarnujesz czas żeby ich łaskawie uświadomić? Biorąc pod uwagę "ton" tego postu, to był tylko kolejny przytyk, bo osoba niegodna i nie pojmująca dogłębnie tematu stara się wypowiedzieć czy usłyszeć twoją własną opinię.

Problem nie jest jednostronny. Temat wrażliwy dla ciebie w ten sposób na pewno ci się przejadł pod kątem niewiedzy ludzi i tłumaczenia tego innym, ale w tym danym komentarzu po prostu wyszło to bucowato i także by skorzystało z lepszego researchu na dobór słów niż wyzwiska i utyki.
Dany anonimowy zdaje się mieć więcej opanowania i spokoju, a także zwykłego sensu. Jestem pod wrażeniem przeprosin, bo sama nie wiem jakbym zareagowała na tak zbędnie zjadliwy komentarz. Niczym tu nie zasłużono na taką reakcje.


W poprzednich analizach doceniałam twoje komentarze, były nawet zbyt osobiste (ale niezwykle szczere i nie owijające w bawełnę), na tą stronę bo poruszały poważne tematy.
Lubię śmiałe komentarze, wymiana opinii i czytanie silnych reakcji na Klątwe Przeznaczenia były super, wracałam cały czas sprawdzić, czy coś nowego się pojawiło w odpowiedziach. Ale są pewne granice, jeśli się chce być traktowanym w miare sensownie.

Z drugiej strony, to "tylko" internet, co to kogo rusza...

Anonimowy pisze...

Dobrze, że Washer poszła, niech nie wraca. To znowu zmieniło się w dyskusję o niej.

Anonimowy pisze...

Tak to jest, gdy zamiast iść do dobrego psychologa pisze się elaboraty w internecie o swoim życiu i psychice...

Anonimowy pisze...

Washergirl pisze:
"W teorii jedna książka powinna samoistnie być w stanie wykreować wszechświat. Jeśli trzeba przeczytać 15, by docenić kreowanie świata, to autor zawodzi w tym konkretnym miejscu."

Dokładnie o to mi chodzi. Są autorzy, którzy potrafią nakreślić skomplikowany świat w jednej, zamkniętej powieści (albo nawet w opowiadaniu). Singh nie skupia się na wymyśleniu spójnych zasad działania całego świata, na jego "dużym obrazie" czy polityce, bo zwyczajnie nie o to jej chodzi. "Dalszy świat" jest w powieściach nakreślony dość umownie, autorka prosi o uwierzenie jej na słowo, że on jakoś tam działa, a potem przygląda się szczegółowo wybranym grupom i ich dynamice i jeśli czytelnikowi odpowiada taka konwencja, to będzie zadowolony.

Anonimowy pisze...

Hmm. Postać Kylo Rena została po prostu "zgwałcona", jak bohaterka opka. Inaczej tego nie potrafię nazwać :x

Drugi dzień po przeczytaniu, a nadal krwawią mi oczy od czytania o jego umizgiwaniu i żałosnych próbach zgrywania twardziela (po czym wyobrażam sobie jego spojrzenie szczeniaczka, kiedy okazuje się, że Rose żyje) - z bardzo fajnej postaci zmagającej się z wewnętrznym konfliktem zrobiła się ciapa, która musi być prowadzona za rączkę (ba, w pewnym momencie nawet dźwigana). Przykro mi z tego powodu, bo gdyby autorka bardziej przyłożyła się do odwzorowania postaci i spróbowała trafniej odtworzyć ich charaktery, wyszłoby całkiem przyjemne opko. Phasma, która nagle z najbardziej zdyscyplinowanej osoby z aŁtorkowej "Trójcy" brata się ze szturmowcem, duet naczelnych śmieszków Ruchu Oporu w postaci Finna i Poe... Nie. Ciężko mi z tym.

I nie wiem, czy tylko mi się wydaje, czy w tym opku co chwilę ktoś mruczy?

Anonimowy pisze...

https://endless-dimensions.blogspot.com/
To brzmi jak materiał do analizy, zwłaszcza tytuł drugiego rozdziału :D

Anonimowy pisze...

Dziędoberek. Śpieszę z noworocznym prezentem - przecudnej grafomańskiej urody ksiopkiem pani M. Ogórek pt "Lista Wachtera". Wasza nowa, dozgonna fanka Mysha.

Tu materiał do analizy:
https://wiadomosci.wp.pl/magdalena-ogorek-napisala-ksiazke-o-generale-ss-opowiada-w-niej-jak-bez-przekonania-dlubie-w-ciastku-6209622676666497a

I mój ulubiony cytat:

"Po 6:00 budzą mnie pierwsze promienie słońca. Przez moment leżę nieruchomo w łóżku, ale po chwili odrzucam ciepłą kołdrę i wstaję. Dzień ponownie zapowiada się upalny, choć ja zmarzłam tej nocy. Dopiero podczas śniadania udaje mi się rozgrzać czarną herbatą z cytryną. Gdy po godzinie wychodzę z hotelu, słońce nad Wełtawą przygrzewa już mocno. Dokładnie taki sam słoneczny dzień jest we wrześniu 1941 r. Do Pragi przybywa kat Hitlera, Reinhard Heydrich, nowy Protektor Czech i Moraw "

Ałtorkasia chyba zyskała godną siebie rywalkę.
Pozdrówka. :)