OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

sobota, 19 lutego 2011

59. Punkrockgirl, czyli Kolanem go!

 
I oto przed Wami, Drodzy Czytelnicy, zapowiadana jakiś czas temu na pingu Analiza Specjalna. Przyjrzeliśmy się temu opku z doprawdy bezlitosną miłością - a to dlatego, że jest wyjątkowe. Oto, w zalewie rzewnych historyjek o Tokio Hotel i Jonas Brothers, WRESZCIE trafiło się opko o Die Arzte! A konkretnie o Farinie Urlaubie, wokaliście i gitarzyście Najlepszego Zespołu Na Świecie. Kojarzycie? To ten wysoki blondas z obłędnie szerokim uśmiechem.
Zapewne zdziwicie się, że do tej analizy nie przyłożyła ręki Sierżant. Jako zdeklarowana, wieloletnia fanka DA byłaby najodpowiedniejszą osobą do ścigania aŁtoreczkowych durnot, jako Archanioł z mieczem ognistym w ręku. Niestety, nerwy Sierżant odmówiły posłuszeństwa po tym, jak zacytowałam jej kilka wyjątkowo smakowitych kawałków. Coś na ten temat może powiedzieć tych kilka roztrzaskanych krzeseł w jej pokoju... Za analizę wzięli się więc o wiele bardziej odporni (i mniej zaangażowani emocjonalnie) Kura, Dzidka, Gabrielle i Jasza.
Nawiasem mówiąc, mnie też zdumiewa, jak można z uwielbianego nad życie idola zrobić, całkowicie nieświadomie, tak obleśnego typa...
Czterdziestosześcioletniego wujaszka o lepkich rękach i chutliwym wzroku...
Nie płacz, Farin, pomścimy cię!


http://mach-die-augen-zu-und-kuss-mich.blog.onet.pl/
 
P.S. Już drugi raz się zdarza, że blogasek znika z sieci na chwilę przed opublikowaniem analizy (jasnowidzenie?). Dlatego też zamiast operacji na żywym organizmie będzie sekcja zwłok, ale tak czy inaczej - indżoj!
 
Charakterystyka autorki:
 
Nazywają mnie Vivienne. Chociaż to nie jest moje prawdziwe imię, zresztą po co one komu potrzebne. Jestem kobietą, a o wiek się mnie nie pytajcie bo i tak nie odpowiem. Mam 1000 pomysłów na minutę,
Boru liściasty, dlaczego one wszystkie są tak powtarzalne w swych charakterystykach?
A nie napisała, że jest szalona!
 
Uwielbiam wszystko co jest mroczne, a nienawidzę różowych laseczek.
Jak wyżej.
 
Opko właściwe:
 
Przystojny blondyn uśmiecha się do mnie, a ja normalnie na ten widok wymiękam, ale staram się także uśmiechnąć. Pewnie cała się zaczerwieniłam, ale to u mnie normalne. Kurcze, czy ja dobrze wyglądam? Mam ładne włosy? I czy najważniejsze spodobam mu się?
Jest ponoć taka reklama w TV: "Na co zwrócił uwagę? Na moje zielone oczy? Na to jak tańczę? Bo na pewno nie zwrócił uwagi na lekkie popuszczanie moczu...."
 
O nie! idzie w moim kierunku, nie wiem co mam zrobić, jest co raz bliżej! A ja stoję i nie mogę się ruszyć, dlaczego? Już jest przede mną, nachyla się do mnie i...w tym właśnie momencie poczułam silny ból głowy, który mnie wyrwał z tego błogiego stanu. Otworzyłam oczy i ujrzałam mojego młodszego brata Kaia, machającego zabawkową gitarą nad moją głową:
- Susanne wstawaj! - krzyczał nade mną ciągle trzymając zabawkę w górze - Chodź się ze mną bawić!
- Spieprzaj szczeniaku! - wypaliłam w jego stronę - Ile razy mam Ci powtarzać, że bez pukania nie możesz wchodzić.
Miałam już dość tego smarkacza, wiecznie jest to samo, chce się bawić, a ja muszę go pilnować bo mama i ojczym są w pracy.
Bo generalnie, młodsze rodzeństwo powinno się trzymać na podwórku, w budzie na łańcuchu.
 
Przez chwilę nie mogłam jeszcze dojść do siebie, ale po dłuższej chwili wstałam z łóżka i podeszłam do lustra, które było obklejone zdjęciami Die Arzte oraz Farina, zresztą cały pokoik jest nimi obklejony.
Boże jak ja go kocham - pocałowałam jedno ze zdjęć, na którym znajdował się przystojny blondyn. Bardzo żałuję, że to był tylko sen i to jeszcze przerwany przez Kaia. Ile bym dała, żeby to stało się naprawdę. Już długo uwielbiam ten zespół i tego wokalistę, za 2 miesiące skończę 18 lat, ale nadal nie potrafię o nim zapomnieć,
Uhm, bo po osiemnastce zapomina się momentalnie o idolach z młodości (no co? Przecież wcale już nie kocham Robina ze Sherwood! Indiany Jonesa też nie!)
 
jaki on jest przystojny!. Nawet nie potrafię sobie przez to znaleźć chłopaka, bo każdego porównuję z Farinem, żaden nie dorasta mu do pięt. Fakt miałam jednego, ale wszystkie chwilę które z nim spędzałam, wyobrażałam sobie, że spędzam je z blond włosym bogiem, o tak!, no i właśnie przez to zerwał ze mną bo stwierdził, że mam niepokolei w głowie i jestem szurnięta,
I chyba miał rację...
Uwaga - "blond włosy bóg" po raz pierwszy! Niestety, nie ostatni.
Blondwłosy, mhoczny bóg, ale uśmiechnięty od ucha do ucha!
No! Drugi najpiękniejszy uśmiech na świecie. Zaraz po Harrisonie Fordzie.
 
Nawet się tym nie przejełam, co mam płakać po nocach przez takiego dupka, dla mnie liczy się tylko Farin.
Uwaga! Psychofanka na piątej! Kryć się!
 
Wyjrzałam przez okno i jak zwykle ujrzałam dzielnicę domków jednorodzinych w Hamburgu.
A miałam nadzieję, że tym razem będą to wieżowce Manhattanu...
 
Tak naprawdę jestem polką i urodziłam się w Polsce - Nazywam się Zuzanna, ale mama zmieniła mi je na Susanne, takie bardziej niemieckie jak to stwierdziła. Miałam 2 latka jak się tu przeprowadziliśmy, mama także zmieniła swoję imię z Elżbieta na Elke.
Nazwisko Brzęczyszczykiewicz jednakowoż zostawiła.
Chrząszczyrzewoszyce powiat Łękołody.
 
Tak naprawdę to nie znam mojego ojca, matka mi tylko powiedziła, że jak ośwadczyła mu, że jest w ciąży to ją zostawił, czy tak postępuję prawdziwy mężczyzna? Na pewno by tak nie postąpił Farin - na szczęście on nie ma dzieci ani żadnej dziewczyny, a tym bardziej żony bo chyba bym tego nie zniosła. 
Och, jak to miło z jego strony, że poświęca własne życie prywatne dla komfortu psychicznego nastoletnich fanek!
Popularny paragraf w umowie z wytwórnią: oficjalnie nie macie życia osobistego.
 
 
Po śniadaniu pomogłam mamie sprzątnąć po śniadaniu, ogarnełam się trochę i poszłam na spacer z psem - suczką rasy Husky o imieniu Roxy, która jest bardzo żywiołowa, często nie daję sobie z nią rady.
Było kupić ratlerka. Ale one nie są cool, chociaż ciągle się trzęsą.
Ja za to nie daję sobie rady z trzęsieniem się ratlerków.
 
 
Na dworzu spostrzegłam, że będę miała nowych sąsiadów bo właśnie ktoś się wprowadza. O Matko, ale te słońce grzeje, zapowiada się niezły upał.
"Na dworzu" i "te słońce". Już ją lubię.
Ja nie. Za duży wiater wieje.
 
Szłam z psem w taki upał, myślałam, że zaraz nie wytrzymam, strasznie jest gorąco. Ja jak zwykle ubrana jestem na czarno, ale to norma, ponieważ jestem punkiem.
Oł, rili? Podobno punk to stan ducha, nie szafy...
 
Kiedy zaczęłam coraz bardziej zbliżać się do tego domu, w którym się właśnie ktoś wprowadza, to dostrzegłam, że przed wejściem stoi jakiś blondyn z dość dużym psem na smyczy - zapewne nowy sąsiad.
Zgaduj - zgadula, kim jest nowy sąsiad? Hłe hłe.
Blondyn z dużym psem na smyczy? Staś Tarkowski?
Janek Kos?
 
Oczywiście, gdy Roxy ujrzała tego psa to puściła się do niego biegiem, a ja nie wiedząc co robię wypuściłam smycz z ręki.
Zaczęłam  biec coraz szybciej, ale to już na nic bo suczka znalazła się przy tym gościu i jego psie, na którego właśnie skakała - chciała się z nim bawić. Facet właśnie się odwrócił w moją stronę, a ja ujrzałam jego twarz -  serce na moment przestało mi bić, straciłam  momentalnie oddech - To był Farin Urlaub, którego tak ubóstwiam. Nie, na pewno mi się nie zdaję to naprawdę on. Przez moje wpatrzenie w niego jak w obrazek nie zauważyłam, że omsknęła mi się noga na żwirze i wylądowałam z wielkim hukiem na ziemi - o matko jak mnie wszystko boli, cała jestem pościerana, nawet nie mam siły, żeby się podnieść.
Mientkie te punki dzisiejsze, panie, mientkie... *potrząsa siwą głową i wspomina mroczne lata 80-te...*
 
Nagle usłyszałam przed sobą czyiś głos i podnosząc lekko głowę zauważyłam jakiś cień.
- Nic Ci nie jest? - zapytał. To był Farin, jego głos poznam wszędzie.
Odważyłam się, aby podnieść jeszcze wyżej głowę i wtedy ujrzałam mojego blond włosego boga - o matko! jaki on przystojny, zabrakło mi śliny w gardle, nie mogłam nic powiedzieć.
No i Zuzia tak leży plackiem u jego stóp. Leży i leży...
U stóp Twoich leżę, Panie...
czas biegnie, a ona dalej leży.

- Hej naprawdę nic Ci nie jest? - odezwał się ponownie . Po raz kolejny straciłam oddech na chwilę, ale spróbowałam się odezwać:
- Nieee nic - wyjąkałam. Jejku jak ja się przy nim denerwuję. Po prostu nie mogę w to wszystko jeszcze uwierzyć.
- Na pewno? Krwawisz - dotknął palcami moją brodę - Jakie on ma delikatne palce, normalnie nie mogę wytrzymać - ujrzałam jego zadbane dłonie, a na jego palcach znajdowała się krew - Moja krew! - szybko dotknęłam ranę i zauważyłam, że jest dość duża - Świetnie, tego by brakowało będę miała bliznę.
Ależ blizny są takie seksi!
 
Moja pewność siebie zaczynała wracać więc powiedziałam:
- Raczej nic poważnego mi się nie stało, tylko się lekko pościerałam - uśmiechnął się - O Chryste jaki on ma śliczny uśmiech - Przepraszam za psa, jest za bardzo żywiołowa. Nie daję sobie czasem z nią rady - moja odwaga już wróciła, ale nadal mam motylki w brzuchu na jego widok.
- Nie ma sprawy, jestem Farin - przedstawił się, a ja na moment straciłam świadomość.
Na głos bóstwa omdlała i wpadła w ekstazę.
 
- Eee, a ja Susanne - kurcze znowu się zacinam.
- Miło mi Cię poznać, pomogę Ci wstać
Czyli cała ta scena naprawdę toczyła się na leżąco. Obmacywanie ran, informacje o stanie zdrowia, wzajemne przedstawianie się, rozmowy o psie...
 
- wyciągnął swą dłoń w moją stronę, a ja się zawahałam, ale po chwili byłam już "ciągnięta" w górę. Dopiero teraz poczułam straszny ból - Nie tylko mam rozciętą brodę, ale także starte kolana i brzuch.
Boru liściasty, panna przewróciła się na żwirowanej ścieżce w willowej dzielnicy, a rany ma, jakby co najmniej wróciła z Afganistanu!
A ja sądzę, że panna opisuje własne doświadczenia - mnie w podobny sposób załatwił pies sąsiadki. Pościerane kolana, starty brzuch. Piesek szarpnął smyczą. Z jedną różnicą - miałam wtedy osiem lat i on ważył chyba więcej ode mnie :)
Kluczowym elementem jest jej krew na JEGO rękach.
 
- Fajny T-shirt - wypalił w moją stronę - O matko! przecież ja mam na sobie koszulkę Die Arzte - zespołu, w którym on gra i jest wokalistą.
Nie wiedziałam co mam w tej sytuacji zrobić.
Zemdleć, pójść do klasztoru.

- Widać, że jesteś punkiem, to świetnie. Lubię punków bo sam nim jestem - puścił do mnie oczko, a ja zdębiałam.
Nazywam się Farin i też jestem punkiem, chcę cię bliżej poznać!
Należymy do zagrożonego gatunku i musimy trzymać się razem. Bardzo ściśle razem.
 
 
BTW wszystko ma swoje granice. Romans 46-latka z 18-latką JEST obrzydliwością. Wspaniały, szlachetny, honorowy idol.
Dzidka, spokój, luz! *wachluje gazetą* Nie oceniaj go po aŁtoreczkowych wymysłach!
Ależ ja odnoszę się wyłącznie do aŁtoreczkowych wymysłów!!! Broń Boże nie do postaci prawdziwego Farina! Żeby nie było. To jak ona, aŁtoreczka, ma nakichane w głowie, to ludzkie pojęcie przechodzi. Nie dociera do niej, że opisując w taki sposób swojego idola, strasznie obrzydza jego postać?!
Biedny Farin. Biedny, biedny Farin...
 
 
Usłyszałam pukanie do drzwi więc wstałam - pewnie listonosz - podeszłam do drzwi i je otworzyłam i na miejscu zdębiałam - przede mną stoi Farin i uśmiecha się lekko.
- To chyba twoje - powiedział i podał mi coś co wyglądało jak moja legitymacja! - chyba Ci wypadła jak się przewróciłaś.
A tam, wypadła. Specjalnie ją podrzuciła, żeby poznał jej adres!
Wypadła, wypadła. Przeceniasz pomysłowość boCHaterki.
A w Niemczech uczniowie mają ledykimacje? Czy to kolejny, że tak powiem, gadugadyzm odaŁtorski?
 
Wzięłam ją do ręki i nie potrafiłam nic z siebie wykrztusić, ale po chwili się ocknęłam - Dziękuję i jeszcze raz przepraszam za Roxy.
- Jak już mówiłem, nie masz za co mnie przepraszać - nie mogłam się skupić na tym co mówi, byłam za bardzo w niego wpatrzona.
Bo jak wiadomo, wzrok i słuch nie działają razem.
U aŁtoreczek na pewno.
 
- Wprowadziłem się tu obok. Chyba domyślasz się kim jestem, mogłem to wywnioskować po twojej koszulce - spojrzał się na mój T-shirt, ale tym razem był to zwykły czarny bo tamten poszedł do wyprania.
- Tak wiem kim Pan jest, uwielbiam Pana zespół - ale nie powiedziałam, ze jego także uwielbiam.
To było zrozumiałe samo przez się.
 
- Mów mi Farin. Do zobaczenia Susanne Vogel
Zuzia Ptak-Sójka?
Prawdziwa, certyfikowana Mary Sue Vogel.
 
- odwrócił się poszedł, a ja stałam wpatrzona w niego i nie mogłam się poruszyć. Dosyć, że pozwolił mówić mi na siebie Farin to jeszcze czytał moją legitymację i powiedział moję imię i nazwisko. To wspaniałe móc usłyszeć coś takieo z jego ust.
Ach! Nawet zwykłe, pospolite nazwisko nabiera dziwnej szlachetności, wymówione przez te usta...
 
[bohaterka idzie na spacer z młodszym bratem]
Kai jak zwykle pytał o głupoty, typu co to za kwiatek itd.- nienawidzę jak  dzieci zadają głupie pytania. Co ja mam znać każdy rodzaj kwiatów!.
Niestety będę musiała przejść koło domu Farina, ponieważ mój braciszek uparł się, że chce iść na łąkę, a jedyna droga prowadziła koło jego posiadłości.
Jeszcze jeden "dom nad łąkami". 
Posiadłość, Jaszu, posiadłość! 
Posiadłość, jak sama nazwa wskazuje, służy do... Ale nie uprzedzajmy faktów, choć i tak każdy się domyśla.
Dzikie ostępy Hamburga, łąki, lasy i jeziora.
 
Kurcze mam nadzieję, że mnie nie zauważy. Najlepiej jak by go teraz w domu nie było, albo jak by jeszcze spał.
Przechodziłam właśnie koło jego płotu, gdy nagle usłyszałam znaną mi dobrze melodię. Podeszłam bliżej, Kai stwierdził, że ktoś gra na gitarze, jaki on spostrzegawczy. Wsłuchałam się i usłyszałam Die Leiche! To grał i do tego jeszcze śpiewał Farin. O kurcze jak ja uwielbiam tą piosenkę. Zajrzałam przez szparę między szczeblami płotu - boże czemu on ma taki wysoki płot!
Zapewne po to, żeby rozpromienione fanki nie zaglądały mu do ogródka.
Ale posiada szpary.
Ej, gdyby nie ta dziura w desce
byłabyś Zuziu panną jesce!
 
- i ujrzałam mojego blond włosego boga leżącego na hamaku i wykonującego Die Leiche. Jeszcze tak cudnie wiatr wieje...
To nie wiatr. To ukryty w krzakach wentylatorek rhomantycznie targa jego blond czuprynę.
 
I w tym momencie usłyszałam szczekanie a wielki czarny rottweiler podbiegł do płotu. Odskoczyłam jak oparzona, Kai się przestraszył, wydał z siebie dziwny dźwięk - coś pomiędzy płaczem a krzykiem i schował się za mną. Serce waliło mi jak oszalałe.
Spostrzegłam nad sobą jakąś postać. O boże! To Farin! jak on wszedł na ten płot?!
Teleportował się? Żaden problem dla istoty nadprzyrodzonej!
To proste - mocno wybił się z hamaka, zrobił salto w powietrzu i wylądował na płocie. Każdy chiński akrobata potrafi coś takiego.
phi! *wzrusza ramionami*
 
 
- Hej Susanne - rzekł do mnie, nadal siedząc na płocie. Uśmiechał się tak nieziemsko hmmm...Jaki on cudny...
Jak budyń z soczkiem, kakao z pianką i ptyś!
I zupka mleczna.
 
- Cześć - usłyszałam głos mojego brata - uśmiechał się do Farina. Co on sobie myśli!
Tylko mnie wolno uśmiechać się do idola! Mam monopol!
 
- Cześć mały - odpowiedział mu - Jak Ci na imię brzdącu?
- Kai - odpowiedział mu wyraźnie uszczęśliwiony.
- Susanne to twoja siostra?
- Tak, starsza.
- Tego się akurat domyśliłem - uśmiechnął się bardziej - Punkrock girl czemu się nie odzywasz?
Jak on mnie nazwał Punkrock girl?! chyba zaraz zemdleję...
Nieno, co to ma być? Ostra punkówa, czy wiktoriańskie wątłe dziewczę?
Raczej anemia.
 
- Boli ją głowa, tak powiedziała przy śniadaniu - odparł diabełek zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Farin się zaśmiał, a ja na moment straciłam świadomość - jaki on ma zabójczy śmiech.
- Już się lepiej czuję - odparłam, a on spojrzał się na mnie i ruszył swoją brwią. Jak on tak potrafi?
Zdoooolny jest! 
A nozdrza mu nie powachlowały prędkim tempem? Jak Waldiemu M.?
BTW, zrozumiałabym podziw, gdyby tak ruszył CZYJĄŚ brwią. 
 
Za chwile pojawił się koło nas. No więc ruszyliśmy na łąkę - mały cały czas coś do niego gadał a on mu odpowiadał. Boże jaki on jest cierpliwy, ja z Kaiem nawet pięciu minut nie mogę wytrzymać jak tak pieprzy trzy po trzy.
- Co to za ptak? - zapytał szczeniak.
- To sójka - odpowiedział blondyn. Jak on tak może odpowiadać na każde zadane przez niego pytania.
Farin, a kiedy była bitwa pod Cedynią?
Farin, a co to jest "nacudia nasza"?
Farin, a jaka jest ostatnia cyfra w liczbie "pi"? 
 
Kai biegał, z przystojniakiem krzycząc w niebo głosy, gdy tylko ten go złapał i zaczął łaskotać. Chyba lubi dzieci i potrafi się nimi zająć, tylko ciekawe dlaczego ich nie ma.
Czekał z tym na Ciebie, Zuziu.
 
[A swoją drogą, chyba wiem, skąd się wzięła ta scenka. Jest taki filmik na You Tube, pokazujący Farina bawiącego się z kilkuletnim dzieckiem.]
 
Zrobiło mi się trochę gorącą więc usiadłam na brzegu jeziora i włożyłam lekko do niego  nogi zamaczając przy tym trochę buty.
Bo prawdziwa punkówa nie zdejmuje glanów w żadnych okolicznościach!
Nawet jak w szpitalu jej odcisk wycinają. Trzeba być kwardym!
 
Doszłam do wniosku, że Farin zachowuję się normalnie jak na gwiazdę punkrocka przystało.
Ee... znaczy, standardowym elementem zachowania gwiazd punkrocka jest bieganie po łączce, dokazywanie z dzieciakami i zbieranie kwiatków dla swej Tró Loff?
W sumie, podoba mi się ta dość nieortodoksyjna wizja!

A Bela to pewnie zakłada piżamkę w gwiazdki, kapciuszki w króliczki i zasypia przytulając do siebie misia.
A w czym ma spać? W bokserkach nabijanych ćwiekami?
 
Chyba się już do niego przekonałam. Nie mam zamiaru się już stresować na jego widok.
Poczułam koło siebie plusk i trochę wody prysnęło na mnie. Odwróciłam się i dostrzegłam małego z moim księciem śmiejących się a w ręku przystojniaka dostrzegłam kamień.
- Wiesz, że nie rzuca się kamieniami, można komuś wybić oko - rzekłam pogardliwe.
No i nie trzeba było długo czekać, aż załączy się zwykły tryb działania typowej boCHaterki, czyli pogarda dla wszystkiego i wszystkich...
 

- Mam coś dla Ciebie - rzekł i schylił się po coś - moim oczom ukazał się piękny bukiet kwiatów z łąki.
- Ale kiedy?... - zabrakło mi słów. Podał mi je, zaraz napawałam się ich pięknym zapachem.
 - Jak siedziałaś nad wodą to je narwałem - uśmiechnął się - piękne kwiaty, dla pięknej dziewczyny - zamurowało mnie.
Nas też i to jak! Z trudem wydobywamy się z zamurowania...
Ale po nenufary do stawu się nie rzucił. Co za rozczarowanie.
Toliboski musiał wejść w błoto, żeby się ubabrać i być mrocznym choćby tylko od pasa w dół. Farin jest mhoczny cały i nie musi taplać się w paskustwie.
I chwała boru, bo Strasburgera podczas kręcenia tej jakże lirycznej sceny oblazły takie pijawki, że mało go szlag nie trafił :D Antczak o tym wspominał...

Nadal nie opuścił ręki, ogarnął mi włosy za ucho, aż przeszły mnie dreszcze. Wpiął mi w nie kwiatka.
- Tak lepiej - rzekł - nie byłam w stanie nic odpowiedzieć.
Ale kwiaty we włosach to hipisi, nie punki! Co jest?!
A co jej miał wpiąć? Agrafkę?! Wziął to, co miał pod ręką.
Moim zdaniem to on wpiął tego kwiatka w jej ucho, więc agrafka byłaby jak najbardziej na miejscu.
 
Znalazłam się w mieszkaniu - matka i Sven od razu przybiegli do nas.
- Susanne co tak długo? Boże czemu jesteście mokrzy?- zapytała moja matka i wzięła synka na ręce.
- Bawiłem się z Farinem - palnął mój cholerny brat.
Matka i ojczym wbili we mnie wzrok, teraz musiałam powiedzieć prawdę.
- Jaki Farin? - zapytał Sven.
- Jan Vetter, nasz nowy sąsiad. Mamo nie domyśliłaś się skąd Ci się wydał podobny? To Farin Urlaub - wokalista i gitarzysta Die Arzte.
W tym momencie mamuśka powinna paść na kolana i bić dziękczynne pokłony, że Tak Sławna Persona zamieszkała obok nich! I jeszcze ma ochotę na jej córkę!
 
 
Dostrzegłam matkę i ojczyma siedzących w salonie. Skinęli abym do nich podeszła.
- Susanne musimy porozmawiać - oho czyli zapowiada się na poważną rozmowę. Usiadłam aby z miejsca nie zemdleć.
- Zachowałaś się nieodpowiedzialnie idąc z dopiero co poznanym dorosłym mężczyzną do lasu
- Jak byście nie zauważyli nic mi ani Kaiowi nie zrobił - zaczęłam dość opryskliwie - O co wogóle ta kłótnia?
Die Arzte to nie szataniści, dzieci ani kotów nie jedzą (niestety...)
A co, chcesz Waleriana im podrzucić?
Dość rykliwe potomstwo sąsiadów.
Mniam!
 
- Może nic nie zrobił, ale skąd miałaś tą pewność. Przecież co go dopiero poznałaś - wkroczył do akcji mój ojczym.
- Jak byś nie zauważył jest gwiazdą - "strzeliłam" oczyma do góry.
To wszystko wyjaśnia. Gwiazdy z natury są cnotliwe, skromne i trzymają łapki przy sobie. Weźmy takiego słynnego reżysera, Romana P. ...
 
- Co z tego! - krzyknął - A ile jest ta... - nie mogłam już dłużej tego słuchać.
- Ale on jest inny! - wybuchnęłam wstając z sofy - Nie możecie tego zrozumieć?!
Ach, on jest inny, taki niewinny, taki odmienny...
 
Wybiegłam z domu nie zważając na krzyki Svena oraz mojej matki. Po 10 minutach wysiadłam i stwierdziłam, że będę szła. Cała drogę do centrum miasta rozmyślałam nad  wszystkim i doszłam do wniosku, że oni są tacy bo się o mnie martwią. Chociaż pierwszy raz.
Zaznaczmy to pogrubionym drukiem, bo oto pierwszy raz boCHaterka spojrzała dalej niż koniec własnego nosa!
 
Zauważyłam, że jest dość ciemno więc musi już być późno. Czas wracać do domu.
Chyba przejdę się przez las. Będę miała bliżej do domu. Po co mam tracić 30 minut.
W lesie trochę się bałam i jeszcze do tego zrobiło mi się zimno - nie wzięłam ze sobą bluzy. Cały czas rozglądałam się na boki. Nie chciałabym, żeby mnie coś porwało.
Tam grasuje UFO?
 
 
Doszłam do łąki, gdzie dzisiaj rano Farin podarował mi kwiatki - uśmiechnęłam się pod nosem. Usłyszałam za sobą jakieś głosy - obejrzałam się i dostrzegłam dwie postacie idącę w moim kierunku. Energicznie przyspieszyłam kroku.
- Hej mała poczekaj! - zawołał jeden z nich. Teraz to już zaczęłam biec, ale oni byli szybsi i mnie dogonili.
- Dokąd się tak spieszysz co? - złapał mnie a drugi zaczął  rozbierać. Próbowałam krzyczeć, ale ten co mnie trzymał zasłonił mi ręką buzię. Miotałam się z nimi, płakałam, ale oni byli silniejsi. Nie chciałam w ten sposób stracić dziewictwa. O nie! nie gwałtem!
Tylko po dobroci.
Łagodną perswazją.

- Zostawcie ją - usłyszałam głos i dostrzegłam postać - w świetle księżyca odbijały się mu włosy, blond włosy! To Farin!
A, z nim to co innego!
 
  - Głusi jesteście! - słyszałam go co raz bliżej, mam nadzieję, że mi pomoże.
- Trzymaj tą dziwkę! - odezwał się ten, który mnie rozbierał a ten drugi zmocnił uścisk - załatwię tego gnoja.
Zbliżył się do blondyna i wyciągnął z pod bluzy łańcuch. Serce podskoczyło mi aż do gardła. Zaczął nim wymachiwać ale Urlaub jednym zwinnym ruchem wyrwał mu go z ręki i dość mocno rąbnął w głowę. Ten zatoczył się i upadł na ziemię. Drugi mnie puścił, przewróciłam się i uderzyłam na kamień. Wyciągnął nóż - przestraszyłam się, nie chciałam, aby coś się stało Farinowi z mojej winy. Blond włosy bóg zataczał kółka łańcuchem jak karateka [Co?!  Raczej jak Jakub Wędrowycz!], zdzielił mu z metalu w rękę, aż upuścił nóż i takim samym ruchem załatwił również tego.
Bardziej drętwego opisu bójki to dawno nie czytałam...
A ja tak. Milenkowy opis bójki Kał-liców z mordercami i gwałcicielami. Było drętwiej.

Podnieśli się i uciekli gdzie pieprz rośnie. Farin wyrzucił niebezpieczne narzędzie i ruszył w moją stronę. Podniosłam się z ziemi i wybuchnęłam płaczem, nie mogłam się uspokoić. On mnie objął - było mi dobrze. Strasznie się trzęsłam, spostrzegł to, okrył mnie swoją bluzą. Wypłakiwałam mu się w koszulkę, była teraz cała mokra i do tego umazana od tuszu, nie przejął się tym nadal mnie przytulał. Gdy doszłam do siebie, nachylił się i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Już dobrze? - zapytał.
- Lepiej - odpowiedziałam - Dziękuję.
Próba gwałtu i dzielny Trólofer stający w obronie dziewicy - jest!
Napawajmy się tą sceną, bo już za chwilę Farin wróci do swej zwykłej roli podstarzałego lowelasa...
 
 
Usłyszałam pukanie do drzwi, pewna, że to mama powiedziałam:
- Wejdź - wyłączyłam i odłożyłam sprzęt muzyczny.
Nagle zdębiałam, do mojego pokoju wszedł Farin - schowałam się pod kołdrą, nie chciałam, żeby mnie widział w takim stanie.
- O kurczę! Czuję się jak bym oglądał się w lustrze - powiedział, a ja nagle zrozumiałam o co mu chodzi. Mam cały pokój obwieszony jego oraz jego zespołu zdjęciami. Nakryłam się jeszcze bardziej, ale zaraz poczułam, że on mnie odkrywa, próbowałam się bronić, ale oczywiście jest silniejszy i wygrał.
Farin podglądacz. Miejmy nadzieję, że boCHaterka ma zwyczaj spać w piżamce.
Zboczeniec! Przed gwałcicielami obronił, a teraz sam co robi? Ona się broni, a on mimo to zrywa z niej kołdrę!
Bronił, bo chciał ją po prostu zachować dla siebie, no.
Nie wpadłam na to.
 
- Kto Cię tu wpuścił? - zapytałam zmieniając temat.
- Twoja matka. Najpierw oczywiście odbyłem z nią rozmowę - uśmiechnął się ponownie. Boże jak ja uwielbiam ten szelmowski uśmiech -  Podziękowała mi, że odprowadziłem Cie do domu, martwi się o Ciebie.
- Wiem - podciągnęłam nogi pod brodę.
- Powiedziałem jej, że nic Ci nie zrobię. Chyba myślała, że jestem jakimś zboczeńcem czy coś - uśmiechnęłam się.
Serce matki dobrze jej podpowiedziało!
Ale potem ktoś - pstryk! - wyłączył jej instynkt...

- Ale teraz ona i Twój ojczym zaufali mi - mówił nadal
Więc mogę przejść do realizacji Mrocznych Planów! Mwahahahahaha!

Nic nie odpowiedziałam. Milczeliśmy tak przez chwilę, później zapytałam:
- Co robiłeś o tej porze w lesie?
- Może uznasz mnie za wariata, ale lubię chodzić po lesie gdy jest ciemno. Uwielbiam widok nocnego nieba na tle przyrody.
Bo on to taki sentymentalny typ, błądzący nocami po lesie, przytulający się do drzew i chłonący zapach ziół.
Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie...

[Farin wyciąga Zuzię na spacer, ale ona boi się lasu.
Dodajmy, że wie o tym i wyciąga ją specjalnie - taka terapia szokowa pod hasłem "zmierz się z własnym lękiem"]

- O nie! - przestraszyłam się - Boję się.
- Lasu? Susanne nie możesz tak, musisz temu stawić czoło, a nie zamykać się w sobie.
- Nie chcę !- krzyknęłam i posłałam mu pełne nienawiści spojrzenie.
Siła tej nienawiści odrzuciła go w tył i rozplaskała po ścianie.

Zaczęłam gwałtownie płakać, nie chciałam tak wobec niego postąpić, ale wizja wyjścia na dwór przerażała mnie a jeszcze bardziej widok lasu.
Przez resztę dnia nie wychodziłam z łóżka, nawet nie miałam ochoty na jezdnię.
Co najwyżej na jakiś spokojny chodniczek.
 
 
[Farin jednak stawia na swoim, o północy staje pod jej oknem i każe zejść po rynnie. Rynna się urywa, a Zuzia urywa się do lasu w towarzystwie swojego idola]
Tak zwana scena rynnowa, bo balkonu nie mieli.
 
- Stój! gdzie idziemy? - wyrwałam mu się.
- Do lasu.
- Nie! - krzyknęłam i próbowałam mu uciec.
Złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie, o co mu w ogóle chodzi? boję się go!
- Puść! - wyrywałam mu się, ale na próżno. Jego uścisk sprawia mu ból, ale nie chce mu mówić tego.
- Idziemy do lasu i koniec - szarpnął mną.
Wujcio Farin pokaże ci przyrodzenie na tle nocnego nieba...
 
Wyswobodziłam się z jego żelaznego ucisku, zaczęłam okładać  pięściami po klatce piersiowej, zauważyłam, że nie sprawia mu to bólu.
Może on jest sztuczny?!
Złapał mnie ponownie za nadgarstki tyle, że tym razem jeszcze mocniej, aż jęknęłam, nie przejął się tym i nie poluźnił uścisku.
Pociągnął mnie w kierunku lasu, sprzeciwiałam się, krzyczałam, płakałam, ale nie obchodziło go to. Jego mina, nie wyrażała żadnych uczuć. A jego spojrzenie było zimne.
I wtedy zrozumiałam, ze z tym uratowaniem w lasku to była zwykła podpucha...
 
Znaleźliśmy się na łące, obrócił mnie do swojej twarzy i złapał za nadgarstki.
Nie chciałam patrzeć w jego oczy, bałam się
- Popatrz na mnie - krzyknął.
Luk at mi. Masz oczy po matce...
A chociaż pasują?
Trochę skrzypią, gdy patrzę w lewo.
 
- Nie możesz się bać lasu - wzmocnił uścisk - Musisz stanąć oko w oko z własnym lękiem.
I zawołać: Riddikulus!
 
 
Dostrzegłam, że wchodzi na drzewo, usiadł na jednej z niższych gałęzi.
Czyżby Farin miał coś wspólnego z Wampirkiem Edziem? To by wiele wyjaśniało...
 
Weszłam za nim, gdy byłam na mniej więcej tej samej wysokości co on to ustałam nie na tej gałęzi co trzeba i runęłam w dół. Leżę teraz na trawie i wpatruję się w drzewa oraz ciemność wokoło mnie.
Tołstoj idzie płakać do kąta...
 
Słyszę śmiech - to Farin. Do moich uszu docierają trzaski i sp... ostrzegam blondyna na trawie, który nadal się śmieje.
- Ale jebnąłem - powiedział nie mogąc opanować śmiechu - tak samo jak ty.
Zadziwia mnie bogactwo jego słownictwa.
 
Nie wiem dlaczego, także zaczęłam się śmiać, turlaliśmy się na trawie, jak małe dzieci.
[Prawie] Pięćdziesięcioletni facet po upadku z drzewa o niczym więcej nie myśli, jak o tarzaniu się w trawie. Z chichotem...
Miał smutne dzieciństwo, to teraz nadrabia!
 
Po jakimś czasie uspokoiliśmy się. Usiadłam i spojrzałam na rozbawioną twarz Farina - miał potargane włosy i do tego jeszcze z źdźbłami trawy a oczy mu błyszczały. Zrozumiałam, że zrobił to wszystko dla mojego dobra.
Uhm, tak. Pamiętajmy, że pozbywała się traumy po próbie gwałtu. Co, gdyby przeszedł do dalszych części terapii?
Jeśli spadniesz z konia, od razu na niego wejdź.
 
- A jak się dostaniesz do domu? - zapytał gdy już  ruszyliśmy.
- Zapasowy klucz jest chowany między kwiatami na werandzie - powiedziałam .
Za trzecią doniczką bluszczu, po lewej od drzwi.
Zapisz sobie, gdybyś zapomniał.
 
- To dobrze, tylko nie zbudź rodziców - stuknął mnie łokciem i zaczął uciekać.
Berek!
 
Pobiegłam za nim, oczywiście było ciemno i zahaczyłam o wystający korzeń, rozwaliłam sobie kolano, strasznie boli, nie mogę wstać. Blondyn chyba to dostrzegł:
- Susanne co się stało? - nachylił się do mnie.
- Stłukłam sobie kolano - nie mogłam już przez ból wytrzymać.
Zestawienie urazów z dwóch dni: pozdzierana skóra na brzuchu i łokciach, rana na brodzie, uszkodzone kolano. Miłość wymaga cierpienia.
Cóż, ta przynajmniej nie musi się ciąć, los to za nią sam załatwia.
 
- Pomogę Ci - wziął mnie na ręce. Tego bym się nie spodziewała, nie boję się już dotyku mężczyzny. Całą drogę rozmawialiśmy, doniósł mnie pod samą bramę.
I nawet nie dostał zadyszki :)
 

- Jeszcze raz dzięki za wszystko - pocałowałam go w policzek. Hmmm...wspaniałe uczucie, uśmiechnął się.
- Ja także dziękuję, ale za tego buziaka.
Taak, buziak od prawdziwej Mary Sue! Farin, doceń zaszczyt, przestań myć ten policzek!

Znalazłam klucz, otworzyłam drzwi i delikatnie weszłam do środka. Przy wejściu stał pies, ale gdy zobaczył, że to ja, wrócił do spania. Po cichu weszłam na górę i w ubraniu poszłam spać.
Brak logiki w rozumowaniu aŁtoreczki: JEST. Najpierw wylazła oknem, żeby nie obudzić rodziców, teraz spokojnie wraca drzwiami.
Nie zapominaj o urwanej rynnie! Drogę oknem ma odciętą.
 
Otwieram drzwi i widzę przystojnego blondyna, który zmierza ku mnie wolnym, ale pewnym krokiem.Zatrzymuję się przede mną, patrzy głęboko w oczy, uśmiecha się– wiem co mu chodzi po głowie. Gładzi dłonią czule mój policzek, nachyla się i całuję delikatnie w usta – czuję dreszcze przechodzące przez moje rozgrzane ciało. Jestem za niska,albo to on jest za wysoki, ciężko jest się tak całować kiedy ja mam 170cm wzrostu, a on 194cm, musi się dość nisko nachylić.Czuję jego ręce błądzące po moim ciele, próbuje mnie podnieść,obejmuję go nogami w pasie, trzyma mnie za plecy, pieszcząc je delikatnie, nie przestajemy się całować, zanosi mnie po schodach,otwiera drzwi – znajdujemy się w jego sypialni, kładzie mnie na swoim łóżku, nadal nie przestaje nieziemsko całować. Delikatnie wsuwa rękę pod bluzkę....
 
Obudziłam się rozgrzana i spostrzegłam, że leżę podłodze, splątana w pościeli, jeszcze na domiar złego uderzyłam się łokieć – cholernie boli.
O, jeszcze rozbity łokieć!
Niewielka cena za tak intensywne przeżycia!
 
Rozglądam się po pokoju, za oknem jest jasno, patrzę na zegarek – 7:28.
Czas podawany co do minuty - jest!
 
Wstaję z wielkim bólem kolana, które sobie dzisiejszej nocy rozwaliłam o korzeń. Jestem strasznie ciepła – zapewne to wina tego snu.
Czerwona jak cegła, rozgrzana jak piec!
 
Poszłam do łazienki wziąć prysznic, wybrałam ubranie na dziś, uczesałam włosy i lekko się pomalowałam. Teraz stoję przed lustrem i nie mogę uwierzyć w to co widzę – jestem strasznie podobna do matki.
Mam na sobie sukienkę na szelkach w czarno – czerwoną kratkę, pod nią czarną koszulkę na krótkim rękawku bez żadnego nadruku, czarne rajstopy, chociaż miałam ubrać kabaretki, ale jak zobaczyłam swoje kolano to od razu mi się odechciało. Do tego czarne trampki i małą pieszczoszkę na ręku.Moje długie czarne włosy spływają na ramiona, oczy podkreśliłam,jak zwykle kredką, rzęsy pomalowałam tuszem i jeszcze lekko machnęłam usta bezbarwnym błyszczykiem. Efekt końcowy jest olśniewający, sama nie wiem dlaczego tak się wystroiłam.
Klasyczny opis stroju - jest!
Cholerna Lolita.
Posiniaczona jak Gołota i spocona jak szczur, bo to środek lata. Czarne pończochy i glany w ten upał gwarantują niezwykłe doznania.
To były trampki, Jaszo - choć w sumie to też niezbyt przewiewne obuwie.
Nie wiem co latem jest gorsze. Ciężkie glany, czy trampki na gumie.
[Po zrobieniu makijażu Zuzia zachwyca wszystkich - ojczyma, mamę, nawet nieletniego brata]
Vogel odwrócił się, mój widok mocno go zaskoczył. Stał tak i bez słowa gapił się na mnie, ale po chwili odzyskał mowę.
- Susanne wyglądasz olśniewającą –zaczerwieniłam się, pierwszy raz powiedział mi komplement – Boże jaka jesteś podobna do swojej matki. Mieć w domu tak piękne 2kobiety to zaszczyt – zrobił lekki ukłon w moją stronę jak bym była jakąś księżniczką, zaśmiałam się pod nosem.
- Jejku jaka jesteś piękna –powiedział mój braciszek i ruszył w moją stronę. Oczywiście musiałam wziąć go na ręce.
- Ładnie dziś kochanie wyglądasz –uśmiechnęła się [mama] – Jak bym widziała siebie.
Hołd otoczenia dla Marysi Zuzanny - jest!
 
Przy okazji - Farin naprawdę jest bóstwem, leczy rany dotykiem - ktoś jeszcze pamięta, że bohaterka miała rozwalony, krwawiący podbródek? A tu nawet strupka.
 
- Dziękuję – odparłam – Mamo dobrze się już czujesz?
- Tak, lepiej – puściła małego,który pobiegł do ojca i blond włosego boga – Przystojny jest.
- Kto?
- Sąsiad.
- Mamo! - oburzyłam się.
Mamo! Tylko ja mam prawo się nim zachwycać!
 
- Susanne spokojnie, przecież dobrze wiesz, że najprzystojniejszym mężczyzną jest dla mnie Sven, ale on też nie grzeszy urodą – uniosła brwi do góry
Nie grzeszy urodą, czyli paskudny jest aż strach.
Tja. A ktoś tu po prostu nie grzeszy znajomością własnego, ojczystego języka.
 
 
[Kolejny spacer po lesie]
Zaczęło się trochę chmurzyć, w oddali widać już nawet błyski, a nawet słychać lekkie grzmoty –idzie burza.
No pięknie – deszcz już pada i jeszcze do tego burza jest blisko. W lesie zaczęłam się lekko stresować – wzięłam dość grubi kij do ręki, wolałam być na wszystko przygotowana.
Gruby kij jako ochrona przed burzą? To poproszę - weź Zuziu jeszcze dzwonek loretański i zapaloną gromnicę. Skuteczność podobna, ale zobaczyć w środku lasu kogoś tak wyposażonego  - zakwik będzie większy.
 
Jestem już cała mokra, a te pioruny przerażają mnie, oby nie walnęły w drzewo.
Bo wtedy walnę je kijem!
 
Słyszę za sobą dźwięki – odwracam się, widzę postać biegnącą w moją stronę. Niestety troszkę się ściemniło i nie mogę dostrzec kto to. Zacisnęłam mocniej dłonie na kiju i ruszyłam przed siebie co chwilę się odwracając. Znalazł się koło mnie – z całej siły uderzyłam go w brzuch – jęknął i zatoczył się do tyłu trzymając  za bolące miejsce. Dopiero teraz spostrzegłam, że to:
- Farin – krzyknęłam, rzuciłam kij i już byłam przy nim – Przepraszam, myślałam, że to jakiś gwałciciel.
A tu takie rozczarowanie.
 
 
- To ja już tak okropnie wyglądam?– mówił przez zaciśnięte zęby – Może jestem mokry, ale chyba nie aż tak straszny.
- Nie o to chodzi – dotknęłam go, nadal się zwijał – Nie zauważyłam Cie bo jest za ciemno.
Tak sobie waliłam na oślep.
 
- Dobra – wyprostował, ale na jego twarzy malował się ból – Chodźmy do domu bo już jesteśmy cali mokrzy, a burza jest co raz bliżej.
Ee? Deszcz leje, pioruny walą, a on mówi, że to jeszcze nie burza? Mieszkają w Alei Tornad, czy jak?
 
Przytaknęłam i ruszyliśmy. Przez pół drogi biegliśmy, a blondyn nadal trzymał się za brzuch.
Nie trzeba było tych śliwek popijać piwem, Farin.
 
- Zapraszam Cie na razie do mnie, abyś się wysuszyła, a jak deszcz ustanie to odprowadzę Cię do domu –stwierdził, gdy znaleźliśmy się pod jego domem. Nie wiem dlaczego, ale zgodziłam się, może dlatego, że nadal czułam się winna, za to że go uderzyłam.
BoCHaterka mieszka za płotem? Nie mogła iść do siebie? Zalało, czy dom w międzyczasie chwycił za wiosła i odpłynął?
To wszystko w ramach ekspiacji. Pobiła faceta kosturem, a teraz będzie rany jego całować.
 
Poszłam za nim. Za chwilę znaleźliśmy się w jego sypialni – poczułam się skrępowana, przypomniał mi się mój sen.
Ściągnął się z siebie mokrą koszulkę – odwróciłam się do tyłu.
- Co się stało? - zapytał – Nigdy nie wiedziałaś nagiego torsu?
- Nie o to mi chodzi – zawstydziłam się.
- To o co? Jestem za gruby?
AŁtoreczka ma faktycznie pojęcie o facetach, że ho ho!
Jestem za gruby? *trzyma się za brzuch ze śmiechu*
To przez te kiełbaski z tofu i wegeburgery! *kwiczy w kącie*
 
- Wręcz przeciwnie – zdobyłam się na odwagę i się obróciłam. Ujrzałam jego nagą klatkę piersiową. Zawirowało mi przed oczami. Jest szczupły, nawet bardzo i lekko umięśniony. Na lewym ramieniu ma tatuaż. Po prostu ideał.
- Więc o co? - nadal nie dawał za wygraną.
- Naprawdę o nic – nie mogłam odwrócić od niego wzroku. Stałam tak zahipnotyzowana, opętana przez własne zmysły.
A stary dziad oczywiście nie ma pojęcia, co ją tak przytkało. Na wszystkich wolkańskich bogów, skąd oni się urwali?!
Podpuszcza ją, podpuszcza. Lubi słuchać komplementów.
Jaki zakompleksiony! Domaga się komplementów od takiego dzieciaka!
 
 
- Zaprowadzę Cię do łazienki,będziesz się tam mogła wysuszyć.
Na półce dostrzegłam perfumy, nie mogłam się powstrzymać i sięgnęłam po jeden - Celvin Klein Euphoria – wspaniały zapach,tak właśnie pachniała ostatnio jego bluza.
- Susanne mogę wejść – usłyszałam go pod drzwiami. Szybko odłożyłam perfum na miejsce.
Odłożyła perfum, bo zaraz on może zrobić kontrol stanu łazienki.
 
 
- Jesteś może głodna, albo chce Ci się pić? - zapytał.
- Nie - odparłam.
- Kurcze nie mam telefonu, chodź ze mną do sypialni chyba tam go zostawiłem.
A w ogóle, to mam tam też kolekcję motyli i egzotycznych znaczków, obejrzymy?
 
- Usiądź sobie na łóżku – rzucił kiedy znaleźliśmy się w jego pokoju.
A jak się zmęczysz, możesz się położyć...
 
Stwierdziłam, że ma bardzo wygodne łóżko. O Boże jakie myśli chodzą mi po głowie. W sypialni także panuje porządek.
Bo Farin to porządny facet, no.
 
Błysnęło się dość mocno, po chwili był słyszalny grzmot i w tym momencie zgasły światła. Od razu moja fobia dała o sobie znać– przeraża mnie kiedy gaśnie światło w pomieszczeniu, w którym aktualnie się znajduję. Zacisnęłam mocniej palce na łóżku, na szczęście błyski rozświetlały pokój, trochę mnie to uspokajało.
Dzika nawałnica za oknem zawsze uspokaja.
 
- Chyba przez tą burze wyłączyli prąd – stwierdził i położył się na łóżku umieszczając ręce po głową.
O proszę, rączki - tu!
 
Wpatrywałam się w niego tak przez dłuższą chwile siedząc z podkulonymi nogami. Przeniosłam wzrok na jego usta, które były jakby stworzone do pocałunków. Nie mogłam zapanować nad własnymi zmysłami będąc tak blisko niego. Cały czas chodziło mi jedno pytanie po głowie.
- Farin? Masz kogoś? - męczyło mnie to od momentu kiedy Anja powiedziała mi, że istnieje taka możliwość.
Co prawda bardzo nikła, nie więcej niż 0,01% ale zawsze...
 
- W sensie dziewczynę? – spojrzał na mnie – Nie, jestem wolny.
Ale w sensie chłopaka, no to właściwie...
 
To zabrzmiało jak zachęta, uśmiechnęłam się pod nosem.
- Może posłuchamy muzyki na iPodzie? I tak nie ma co robić –sięgnął po niego.
Znaczki i motyle są passe.
Nie ma co robić. Tymi słowami skwitowany został powalający seksapil boCHaterki. Na szczęście, dzięki swej równie powalającej inteligencji, nie zorientowała się.
Co ty! Chciał tylko dobrać się do niej trochę później! On przecież jest seksowny, szarmancki i trzyma łapki przy sobie.
Po prostu zna zasadę Kubusia Puchatka, że w jedzeniu miodu najprzyjemniejsza jest chwila przed otwarciem słoika.
 
 
Przekręciłam się wygodnie i otworzyłam oczy – szybko zauważyłam, że nie znajduję się w swoim pokoju, tylko w Farina.Spojrzałam na łóżko – jestem sama i do tego przykryta kocem.
Co za rozczarowanie.
 
Zastanawia mnie gdzie jest blondyn. Wstałam i wszyłam z sypialni. W salonie dostrzegłam Urlauba – śpi spokojnie na sofie, do połowy przykryty jest kocem. Nie mogłam się powstrzymać i znów wpatrywałam się w jego nagi tors. Obudził się, spojrzał na mnie i uśmiechnął:
- Hej, jak się spało? - usiadł a przykrycie lekko z niego opadło,ukazując część bokserek, tym razem nie odwróciłam wzroku.
Część nie była tak szokująca, jak całość.
 
- Matka mnie zabije – nagle uświadomiłam sobie.
- Raczej nie, kiedy zasnęłaś wziąłem twój telefon i zadzwoniłem do niej, wie, że u mnie jesteś. Mam nadzieję, że nie jesteś za to zła.
Ty lepiej miej nadzieję, że matka nie dzwoni właśnie po policję...
AŁtoreczki dzielą się na te, które uśmierciły rodziców i na te, które mają radosne wizje rodziców zupełnie nieprzejmujących się tym, że niepełnoletnia córka właśnie spędziła noc u czterdziestosześcioletniego faceta.
 
 
Ruszyłam do toalety, ale nagle mi się coś przypomniało, odwróciłam się i ujrzałam Farina stojącego w samych bokserkach, szybko odwróciłam wzrok. Usłyszałam jego śmiech.
- Nie jestem nagi, mam na sobie bieliznę, ale jeśli to Cię krępuję okryję się kocem.
- Chciałam Cię tylko przeprosić.
- Za co? - zdziwił się .
- No za to, że Cię uderzyłam, przeze mnie spałeś w salonie,wygniotłam Ci koszulę i jeszcze oglądałam Cię na samych bokserkach.
NA?! On ma bokserki drukowane we własne zdjęcia?
Dlatego też Zuzia nie mogła oderwać od nich wzroku.
 
W drodze do mojego domu nikt z nas się odezwał. Chyba oboje byliśmy zmęczeni po tej nocy.
Słuchanie iPoda wyczerpuje.
 
Dopiero pod bramą powiedziałam:
- Dzięki za wszystko i jeszcze raz przepraszam.
- Nie ma za co – nachylił się, wiedział, że dostanie zaraz buziaka. Ale ja zrobiłam coś zupełnie innego. Zamiast pocałować go w policzek, pocałowałam go w usta – przeszły mnie dreszcze.
Spojrzałam się na niego, jego mina wyrażała zaskoczenie, niemówił nic. Szybko pobiegłam do domu, na werandzie jeszcze raz sięobejrzałam – stał tam nadal, najwyraźniej go zamurowało.
No! Wryło go tak, że pewnie stoi tam do tej pory. Nie sądził, że usta mogą służyć do czegokolwiek, poza umieszczaniem tam pożywienia.
 
[Generalnie, gdyby to pisała czternastolatka o swoim rówieśniku, to byłoby nawet słodkie. Ale niestety, cały czas mamy przed oczami obraz faceta, który lata szczenięce ma już dawno za sobą, a w klasztorze się raczej nie chował... no i wychodzi, jak wychodzi.
Z drugiej strony, po wyuzdanej trzynastoletniej Milence, to całkiem miła odmiana.]
 
 
Od ponad dwóch miesięcy nie widziałam Farina. Przez parę dni próbowałam się na niego natknąć, ale nie udało mi się. Na początku pomyślałam, że obraził się na mnie za ten pocałunek, który narodził się pod wpływem impulsu.
Tja. Sixteen again.
 
Matka zauważyła, że chodzę jakaś smutna, ale stwierdziła, że to pewnie przez to, że blondyn ma trasę koncertową i wyjechał. Oczywiście udawałam, że wiem o co chodzi, ale nie wiedziałam. Sprawdziłam na ich oficjalnej stronie internetowej - rzeczywiście mieli dwu miesięczną trasę koncertową.
Boru litościwy! I ona go kocha nad życie, tapetuje pokój jego zdjęciami, a na oficjalną stronę po informacje nawet nie raczy zajrzeć?
 
Teraz czekałam tylko na powrót Urlauba, głupio mi się przyznać, ale cholernie za nim tęsknie, potrzebuję jego bliskości.
Spojrzałam na zegarek - 4.00 rano.
*nuci*  Ich liege wach bis nachts um vier. Bitte
komm zurück, zurück zu mir!
 
 
- Hurra! - wydałam z siebie cichy okrzyk. Tak się składało, że mam dzisiaj osiemnaste urodziny. Łał! co mi to daje?
Oj, wiele! A Farinowi jeszcze więcej.
 
Urodziny minęły w przyjemnej atmosferze. Teraz siedziałam na ławce w ogrodzie i podziwiałam gwiazdy na niebie. Nagle usłyszałam gwizd, obróciłam się w tamtym kierunku, ale nic nie dostrzegłam. Ponownie zaczęłam rozmyślać. Dźwięk się powtórzył, ale tym razem zauważyłam postać przechodzącą przez płot. W ciemności dostrzegłam tylko blond włosy - Farin! - serce zabiło mi mocniej. Ruszyłam biegiem do niego, rzuciłam mu się na szyję. Nie obchodziło mnie to czy ktoś nas zobaczy czy nie, chciałam nacieszyć się chwilą. On także mnie uścisnął, nadzwyczaj mocno.
 - Wszystkiego najlepszego - powiedział kiedy odkleiliśmy się od siebie - Właśnie wkroczyłaś w dorosłe życie.
I w związku z tym mam pewne, konkretne plany...


Miałam ochotę na spacer więc poszłam na dwór. Upał panował niesłychany. Koło domu Farina dostrzegłam dwóch gości - wydali mi się dość znajomi. Za chwilę moim oczom ukazał się blondyn. Zobaczył mnie i zawołał:
- Susanne! Chodź, chce Ci kogoś przedstawić.
Ku mojemu zdziwieniu przede mną stali pozostali członkowie zespołu Die Arzte. Zamurowało mnie.
A kto miał odwiedzić Farina? Tokio Hotel?
Bracia Jonas.
Królewna Śnieżka i czterdziestu rozbójników!
Może tak byłoby lepiej? *ciężko wzdycha*
 
 
- Cześć, jestem Bela - przywitał się ze mną perkusista zespołu.
Wiesz co, Sierżant? Nie czytaj tego.  My Ci to później opowiemy własnymi słowami.
 
Od razu zauważyłam jego dłuższe czarne włosy wspaniale opadające na twarz. Ma bardzo przenikliwe oczy, które są zielone. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam takiego odcienia zieleni.
Miał oczy w kolorze Avady...
 
Podając rękę dostrzegłam obrączkę. Z tego co przeczytałam za parę miesięcy ma zostać tatą. Nie mogłam wyjść z podziwu, że w tym wieku będzie miał dopiero pierwsze dziecko - jest przecież o rok starszy od Farina, czyli ma prawie 47 lat.
Stary człowiek i może!
 
Rod - basista Die Arzte  także podał mi rękę, ale na jego dłoni nie widniała żadna obrączka. Jest rozwodnikiem i ma dwójkę dzieci. Co się w nim najbardziej rzuca w oczy? Chyba to, że nie jest Niemcem tak jak reszta zespołu. Z pochodzenia jest Chilijczykiem. Ma ciemniejszą karnację niż jego kumple, tak jak Bela ma dłuższe czarne włosy, ale najbardziej to chyba odbijają się jego oczy, które są prawie czarne. Rod jest najmłodszym członkiem zespołu, ma dopiero 40 lat.
Gówniarz i tyle, stwierdziła nasza boCHaterka z wyżyn swych lat osiemnastu.
A swoją drogą - wie, że Bela ma zostać ojcem, że Rod się rozwiódł, a nie miała pojęcia, że zespół w trasę pojechał?

- Wejdziesz Susanne? - zapytał Farin - Te dwa debile dopiero co przyjechały.
Tak to mógłby Tom Kaulitz o kolegach z zespołu powiedzieć. Ale może się mylę.
Nie, to po prostu opcja "BoCHaterka i jej pogarda do świata akt drugi scena druga"
Raczej "jak nastoletnia Vivianka wyobraża sobie rozmowy zaprzyjaźnionych pięćdziesięciolatków".
 

Zgodziłam się i ruszyłam za nimi. W salonie trochę pogawędziliśmy, byłam strasznie zestresowana rozmową z idolami. Później Urlaub wpadł na pomysł pokazania mi własnego studia nagraniowego, które mieściło się w jego domu. Byłam pod wielkim wrażeniem. Rod stwierdził, że idzie zapalić. Blondyn nie pali więc biedny Chilijczyk musiał wyjść na dwór. Bela poszedł z nami, ale po drodze cały czas przepychał się z Farinem, Zachowywali się normalnie jak dzieci. Widać było, że są prawdziwymi przyjaciółmi.
Tłukli się po głowach zwiniętymi gazetami i robili "mukę".
Pluli na odległość i sprawdzali, który puszcza głośniejsze wiatry i głośniej beka.
W sumie, to całkiem prawdopodobne. Na tym filmiku są co prawda nieco młodsi, ale nawyki mogły im zostać...
 
Na miejscu okazało się, że ma naprawdę duże to studio.
- No więc Susanne może pokażę Ci sprzęty - zwrócił się do mnie.
Przytaknęłam i rozpoczęłam oglądnie. Oczywiście nie wiedziałam co do czego służy więc Urlaub wszystko mi tłumaczył, ale strasznie w tym wszystkim przeszkadzał mu Bela, który go przedrzeźniał, później znalazł gitarę i zaczął walić w jej struny. Widziałam po minie Farina, że jest zły i zaraz nie wytrzyma.
Sierżant, idź no tam na łączkę, nazbieraj kwiatków, a my tymczasem szybko przeskoczymy fragment, w którym autorka robi z Beli konkursowego idiotę.
 
- Bela! Do jasnej cholery! - wykrzyknął - Mógł byś przestać? Jesteś dzisiaj jakiś taki nadpobudliwy.
- Mogę, ale nie chcę - uśmiechnął się szyderczo
I tak lepiej niż "nie chcę, ale muszę".
 
- Lubię Cię denerwować.
- Wkurwiałeś mnie przez całą trasę. To teraz daj sobie spokój.
- Spokojnie, już sobie idę - odłożył gitarę na miejsce.
Wychodząc trzasnął drzwiami. Nie wiem czy zrobił to celowo czy przypadkiem.
Trzasnął drzwiami, tupnął nóżką i strzelił focha z trzema obrotami.
No mówię, jakbym Tom-Toma z De Billem słyszała. Oczywiście w wersji aŁtoreczkowej.
 
Cały czas byłam wpatrzona w Farina. Nie słuchałam zbytnio co do mnie mówi. Nie mogłam po raz kolejny zapanować nad własnymi zmysłami.
- To było na tyle - wyrwał mnie z zamyślenia - Możemy wracać.
Złapał za klamkę, ale o dziwo drzwi się nie otworzyły.
- Zapewne głupi żart Beli - stwierdził - Mści się.
Uhm, najpierw stworzył im warunki, a teraz właśnie dzwoni po fotoreporterów.
Straszna zemsta szesnastolatka.
 
W pewnym momencie zgasło światło - tym razem jednak moja fobia nie dała za wygraną. Usiadłam na podłodze przy ścianie i próbowałam się uspokoić, ale nie mogłam.
Zbierało mi się na płacz.
Nie zapomnijmy, że boChaterka jest ostrą punkrockgirl. Nity, łańcuchy, ćwieki, czarne skóry - te klimaty.
I bidula popłakuje ze strachu w ciemnym pokoju. Coś cudnego!
 
Farin mnie objął i uspokajał. Nie mogłam już wytrzymać, popatrzyłam w jego oczy, ale w ciemności nie były zbyt widoczne, bardziej odbijały mu się włosy.
Jak zauważyliśmy w tym opku już nieraz, Farin wyposażony jest w ostatni krzyk techniki: lewitujące lustro, w którego odbiciu może bezustannie sprawdzać stan swej fryzury.
 
Delikatnie pogłaskałam go po policzku, podniosłam wyżej głowę i pocałowałam w usta. Tym razem było to zupełnie coś innego, wtedy to był zwykły całus, a teraz to jest prawdziwy pocałunek. Urlaub odwzajemnił go. Boże jak on bosko całuje, tak delikatnie, po całym moim ciele przechodzą ciarki. Nie mogę nad sobą zapanować. Usiadłam na nim, jeśli można to tak nazwać. Moje kolano było zgięte i spoczywało na jego...kroczu, a drugie na podłodze.
Hm, sprawdza, czy twardziele naprawdę mają jaja ze stali?
 
Objęłam go za kark, jedną ręką bawiłam się jego włosami. On swoimi dłońmi błądził po moich plecach pieszcząc je. Delikatnie przygryzł moją dolną wargę.  Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Nie obchodziło mnie to, że on ma 46 lat a ja 18. Ważne jest to co jest teraz. Usłyszałam jego cichy jęk i poczułam, że dłońmi bardziej przyciąga mnie do siebie. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że kolanem co raz bardziej napieram na jego najwrażliwsze miejsce na ciele.
Ałć, biedny Farin! Nie wystarczy, że autorka znęca się nad nim psychicznie?
Czas założyć TOFU. Towarzystwo Ochrony Farina Urlauba.
 
Zaczęłam napierać jeszcze mocniej zataczając małe kółka na kroczu.
Boruuu, kolanem? Kolanem?! Za co?!
 
  Farin napiął całe ciało i jeszcze bardziej przycisnął do siebie nie przestawiając całować. W pewnym momencie zapaliło się światło. Oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałam się na niego, nadal na nim siedząc - Jego oczy błyszczały, a cała twarz była czerwona.
Zawałowiec?!
Pan pod pięćdziesiątkę, no wiesz...
 
Usłyszeliśmy jakieś trzaski i drzwi się otworzyły - na szczęście są otwierane do środka. Zdążyłam zejść z Urlauba i szybko wstaliśmy, poprawiając się.
Wszedł Bela z śrubokrętem w ręku, a za nim Rod. Uważnie przyglądali się mnie i Farinowi.
- Nic wam nie jest? - zapytał Chilijczyk - Jesteście jacyś rumiani na twarzy.
Jednej, wspólnej?
 
- Nie nic - skłamał blondyn.
- Farin, przepraszam, że rozwaliłem Ci zamek - powiedział brunet - Nie mogłem znaleźć klucza, a drzwi się zatrzasnęły i jeszcze do tego korki wysiadły.
ale naprawiłem je śrubokrętem
 
 
 
Tylko 3 dni wolnego jeszcze zostało. Niestety w poniedziałek ponownie do budy. Ciekawe jak ten kolejny rok zniosę. Cały czas nie mogę zapomnieć o tym co się stało w Farina studiu nagraniowym. On chyba także nie zapomniał - od tamtego momentu w ogóle się nie pojawiał, a jak widziałam go na dworze to niby mówił mi cześć, ale zawsze miał zwieszoną głowę. Nie rozumiałam dlaczego.
Wstyd mu było, że nie stanął na wysokości zadania?
 
 
Włączyłam komputer i uruchomiłam komunikator ICQ.
I tu szacun dla autorki, nie kazała Niemcom posługiwać się GG!
 
Dostępny był Farin, tak się składało, że od jakiegoś czasu miałam jego numer telefonu, a także komunikator.
Chciałam poszperać po internecie, ale zobaczyłam, że właśnie dostałam od niego wiadomość:
FU79: Hej punkrockgirl:)
Uwielbiam kiedy mnie tak nazywa.
Friedenspanzer: Czołem.
FU79: Mówiłem Ci już, że masz fajny nick?
Tak się składało, że nazwa mojego nicku to jedna z moich ulubionych piosenek Die Arzte. Ale jego nicku nadal nie rozszyfrowałam, no może tylko część - FU to na pewno Farin Urlaub, ale liczba 79? Nie mam zielonego pojęcia. Data urodzenia raczej odpada bo urodził się w 1963r.
Friedenspanzer: Tak mówiłeś, ale o co chodzi z twoim?
FU79: Nie wiesz? to bardzo proste: FU - Farin Urlaub, 79 - dokładnie 1979. W tym roku stałem się punkiem.
Prawie jak chrzest.
 
Friedenspanzer: Aha, to wiele wyjaśnia:)
A swoją drogą, szkoda, że Farin nie pochodzi z Galicji. Farin Urlaub Cesarsko-Królewski...
Po trzech dniach zakumałam :D
 
FU79: Mam do Ciebie pytanie, a raczej prośbę.
Friedenspanzer: Jaką?
FU79: Wybrałabyś się ze mną dziś pod namiot, tak do niedzieli? No wiesz, tak na zakończenie wakacji.
Friedenspanzer: Poważnie? Z jednej strony bym chciała, ale na pewno mama mnie nie puści:(
FU79: Dlaczego? Jesteś już pełnoletnia.
I będę mógł cię przelecieć bez konsekwencji prawnych.
 

Friedenspanzer: No tak, ale jak jej powiem, że jadę razem z tobą to nie wiem jak to przyjmie.
FU79: A czy musisz mówić, że jedziesz ze mną? (Ja wcale nie podpuszczam) :)
[bohaterka prosi o pomoc koleżankę, która bez oporów zgadza się potwierdzić, że jadą pod namiot we dwie]


Byłam taka szczęśliwa, że aż miałam ochotę skakać. Jadę z Farinem pod namiot!
Friedenspanzer: Dobra załatwiłam sobie "alibi"
FU79: Ja Cię do niczego nie namawiałem:)
Friedenspanzer: Nie wcale:) Tylko lekko zasugerowałeś.
FU79: O to już lepiej. No więc pakuj się moja droga i około 19 koło mojego domu. Pasuje?
Dorosły i podobno taki super odpowiedzialny facet przykłada rękę do tego, żeby laska okłamała matkę. Ech, aŁtorko, aŁtorko...
Tja. Ona naprawdę nie ma świadomości, jakiego oblecha robi z niego w tym opowiadaniu. Aż mi szkoda faceta.
Ciekawe, co dzieje się w niemieckich opkach.
Nie wiem. Ja czytałam tylko pewne opka anglojęzyczne, gdzie działo się dużo. BARDZO dużo.

Choć był już prawie wieczór to było jeszcze gorąco jak diabli. Weekend z Urlaubem zapowiadał się ciekawie. Tylko dlaczego mnie zaprosił?
Khem, khem. Już my wiemy, dlaczego. A ty, Zuziu, też się dowiesz... niedługo!
Boru!!! Jeżu!!! Świerku!!! Ona nie wie, dlaczego ją zaprosił! Żeby gwiazdy obserwować przy pomocy, hehe, teleskopu?
I złapać ją w pułapkę biologiczną?

Gdy dotarliśmy na miejsce to zaprało mi dech w piersiach [żeby usunąć plamy] - przed nami roztaczało się piękne jezioro, a na jego powierzchni odbijało się zachodzące słońce. Po prawej stronie widniał dość gęsto porośnięty [futrem] las, a po lewej znajdowała się duża góra.
Aż sobie odpaliłam Google Maps, żeby sprawdzić, jakaż to góra może znajdować się w okolicy Hamburga. Cóż, ekhem, żadna.

Namiot jest czteroosobowy, ja śpię po jednej stronie namiotu, a po drugiej Farin.
A między nami nagi miecz.
I kolczatka. I pole siłowe.

 Miałam ochotę spać blisko niego, ale z jakiegoś powodu bałam się przysunąć.
Farin, jesteś pewien, że dzisiaj się myłeś?

Zaczęło mi się robić coraz zimniej. Trzęsłam się. Chyba miałam za cienki śpiwór. Poczułam, że blondyn się przysuwa, obróciłam się w jego stronę, przytulił mnie, robiło mi się powoli cieplej. Czułam jego zapach i po raz kolejny nie mogłam wytrzymać.
Wiedziałam. Wiedziałam, że nie!

 Po ciemku dostrzegłam tylko zarys jego twarzy. Pogładziłam delikatnie jego policzek, złożyłam na  ustach pocałunek, odwzajemnił go, znów poczułam znajome dreszcze, całował coraz śmielej. W pewnym momencie wyswobodził nas ze śpiworów, położył się na mnie, ale cały swój ciężar utrzymywał na rękach. Rozchylił językiem moje wargi, delikatnie badał wnętrze mojej buzi, za chwilę nasze języki połączyły się w szalonym tańcu.
Walc? tango? Nie, to dwoje punków, więc raczej pogo!

Nigdy czegoś takiego nie czułam, był taki namiętny i w ogóle.
Zwłaszcza to "i w ogóle" doskonale oddaje siłę jego namiętności!

 Zaczął całować moją szyję, rozpuścił moje włosy, wsadziłam mu ręce pod koszulkę i delikatnie gładziłam plecy oraz brzuch. Podniósł się, ściągnął swój T-shirt, zaczęłam całować jego klatkę piersiową, zdjął mi koszulkę, ponownie zaczął nieziemsko całować, schodził niżej, delikatnie pieścił moje piersi, najpierw dłońmi, a później językiem, robiło mi się coraz bardziej gorąco, a moje zmysły były pobudzone do granic możliwości. Poczułam, że całuje mnie po brzuchu, cicho się zaśmiałam, załaskotało mnie, jednym ruchem ściągnął ze mnie spodenki wraz z bielizną, nasze języki znów się dotykały, ręką delikatnie pieścił moje najwrażliwsze miejsce, nie mogłam wytrzymać, zaczęłam cicho jęczeć, zdjął z siebie bokserki, jednak po ciemku nie mogłam nic dostrzec [a szkoda, chętnie bym sobie popatrzyła], leżał na mnie nadal nieziemsko całując, po omacku wyszukałam jego męskość, gdy ją dosięgłam to zaczęłam lekko pieścić, przestał momentalnie całować, a jego twarz znalazła się koło mojej szyi, jęczał cicho [nie paznokciami! nie paznok... aaaa!], w pewnym  momencie podniósł się, rozchylił moje uda, umieścił członek w odpowiednim miejscu [No, ten przynajmniej nie ma problemów z trafieniem po ciemku. Co znaczy wiek i doświadczenie!], poczułam okropny ból, wbiłam mu paznokcie w plecy, cicho krzyknęłam:
- Przestań! to boli!
- Spokojnie, zaraz przestanie - wprowadzał nasze ciała w delikatne ruchy - za chwile będziesz czuła tylko rozkosz.
Ból był nie do zniesienia, ale po chwili zmienił się w czystą przyjemność, tak jak obiecał blondyn.
I tak powstają masochiści.

Parę minut później, bo czego można się spodziewać po pierwszym razie,
A czego byś ty chciała, dziecko? Dwóch godzin?!

 leżałam na plecach obok Farina, wsłuchiwałam się w jego oddech. Nie mogłam uwierzyć, że się z nim kochałam i to on był moim pierwszym. Dostrzegłam, że bierze śpiwór, przysunął się do mnie, okrył nas, wsłuchiwałam się w jego bicie serca, a po chwili zasnęliśmy przytuleni.
Dobrze. To korzystając z faktu, że kochankowie słodko śpią, Kura wkradnie się po cichu z taką całkiem prozaiczną kwestią techniczną:
Otóż nic tak skutecznie nie zabija napięcia, jak długie, monotonne, wielokrotnie złożone zdania... A brak napięcia w scenie erotycznej... echhh...
A jak ma wprowadzić napięcie do sceny erotycznej, skoro jej nigdy nie napięło?
 
Otworzyłam oczy i spostrzegłam, że jestem sama w namiocie, miałam wielką nadzieję, że to jednak nie był sen.  Znalazłam swoje ciuchy, a także blondyna.
Swoją drogą, to musiał być wielki namiot, żeby dwumetrowego faceta znaleźć rzuconego w kąt między ubrania...
Cyrkowy. W końcu niezły cyrk tam odstawiają

W namiocie było strasznie gorąco, postanowiłam wyjść na świeżę powietrze. Gdy tylko znalazłam się na zewnątrz poczułam chłodny powiew wiatru. Miałam na sobie bieliznę i koszulkę Urlauba
Hesus, jak to mi zgrzyta - o kochanku po nazwisku?

Bo to bardzo oficjalny kochanek.

Tak, ale ona bez skrępowania nosi już jego bieliznę.

W dodatku chyba z poprzedniego dnia, bue!


która sięgała mi prawie do kolan. Rozejrzałam się wokoło i spostrzegłam Farina stojącego do mnie tyłem - chyba wpatrywał się w wodę. Był w samych spodniach. Na tle słońca wyglądał normalnie jak prawdziwy bóg.
Czekałam tylko, aż woda w jeziorze stanie się winem...
I Farin przejdzie się lekkim kłusem po jej powierzchni na drugi brzeg.

A swoją drogą, jak oni są zorientowani względem stron świata? Gdy przyjechali, w jeziorze odbijało się zachodzące słońce, teraz jest ranek, Farin stoi nad brzegiem wody - znów na tle słońca. Przeteleportowali się w nocy na drugą stronę, czy jak?
Nie, to Słońce krąży wokół niego!   *teoria kopernikańska poszła w krzaki tarmosić orbity z rozpaczy*

 Podeszłam do niego cichym krokiem. Dojrzałam na jego plecach ślady po zadrapaniach - moje dzieło. Na samo wspomnienie tej nocy zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco. Przytuliłam się do niego i pocałowałam w plecy.
- Przepraszam, że Cię podrapałam.
- Nic się nie stało - spojrzał głęboko w moje oczy po czym się uśmiechnął -
-  Pierwszy raz zawsze boli.
Nie zawsze, nie zawsze.
No, powiedzmy że w statystycznie przeważającej większości.
 

Poprowadził mnie za rękę w kierunku ławki. Usiadł na niej, a ja wygodnie usadowiłam się na jego kolanach. Ponownie połączyliśmy się w pocałunku. W pewnym momencie za bardzo na niego naprałam,
Tylko nie wyżymaj!

spadł plecami na ziemię, ja oczywiście na niego. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem, ale po chwili zaczęliśmy się całować.
Gombrowiczowska "kupa" jako Element Komiczny - jest!

Przebrałam się w czarne bikini i rozłożyłam się na kocyku na małym pomoście.
Bo szanująca się punkietka nie może mieć innego bikini niż czarne!
Z ćwiekami.
Może takie?

 Chwilę popatrzyłam sobie na blondyna bawiącego się z psem w wodzie. Nie obchodziło mnie to, że jest ode mnie dużo starszy. Czuję, że naprawdę się w mim zakochałam. Położyłam się, zamknęłam oczy i dałam się ponieść wspomnieniom. W pewnym momencie poczułam, że ktoś wdrapuje się na pomost. Domyśliłam kim jest ta osoba.
- Jeżeli nie chcesz wejść do wody z własnej woli, będę musiał Cię do tego zmusić.
Podniosłam się dosłownie jak oparzona.
- Ani mi się wasz
Wasz Farin, nasz Urlaub.
 
 - powoli zaczęłam cofać się do tyłu.
 Tak jest! Poszła po najmniejszej linii oporu, mając go vis-a-vis naprzeciwko!
I vice versa.

Na moje nieszczęście jest ode mnie silniejszy. Szybkim ruchem złapał mnie i wrzucił do wody. Za chwile sam do niej wskoczył, wciągnął mnie na dól, nie wiedziałam co się dzieje. W pewnym momencie zrobił coś czego bym się nigdy nie spodziewała. Pocałował mnie pod wodą.
Reszta dnia zleciała nam na zabawach w wodzie, opalaniu się itd.
I tym podobnych igraszkach...


Wieczorem tradycyjnie [harcerskie] ognisko. Oczywiście blondyn jest wegetarianinem więc nawet nie ruszył mięsa.
Za to Zuzia mięso ruszała bez zahamowań.
Dźgała je patykiem i patrzyła, jak się wije.
Biedne dżdżownice.

Siedzieliśmy na ziemi koło ognia, pies smacznie spał obok nas.
- Na pewno nie jesteś prawdziwą Niemką - powiedział, a mnie totalnie zamurowało.
- Ale skąd wiesz?
- Twój akcent, ty i matka macie trochę inny akcent - podsumował - Jestem poliglotą więc się trochę na tym znam.
A ja myślałam, że do rozpoznania obcego akcentu w ojczystym języku wystarczy zwykły słuch.
Oj no, musiał się pochwalić po prostu!


[Zuzia wyciąga Farina na zwierzenia. Jego losy są tak posępne, że je opuszczamy]
W skrócie: tatuś pił i bił, synek uciekł z domu, założył zespół, odniósł sukces. I tylko Tró Loff mu brakowało...

- Teraz jest już OK - chciał mnie pocałować, ale przerwało nam szczekanie psa, który się zerwał na równe nogi.
- Elvis co się dzieję? - podnieśliśmy się z ziemi.
Rottweiler puścił się biegiem w stronę lasu.
- Gdzie biegniesz? Stój! - krzyknął blondyn i ruszył za nim w ciemny las.
Farin i Elvis poszli w las. Echo ich grania cichło coraz bardziej, aż wreszcie utonęło w milczeniu leśnym.


Otworzył auto, wyciągnął latarkę, którą zapalił, a także pistolet - przeraziłam się, nie wiedziałam, że ma broń.
Wchodź do samochodu i się zamknij.
A czytelnicy zachodzą w głowę - w sensie, że drzwi, czy że buźkę?


W pewnym momencie usłyszałam strzał...
C.D.N
No i tradycyjnie, czytelnik zostaje w tym momencie z Całkiem Dużym Niedosytem... 

- Farin! - krzyknęłam, ale odpowiedziało mi tylko echo.
Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało,
że to Farin gra jeszcze, a to echo grało.
 
- Ostrożnie - lekko mnie od siebie odepchnął i zaświecił latarką, zobaczyłam że na jego ramieniu widnieje rana, a krew spływa wolnym strumieniem po ręku.
- Boże co się stało? - panikowałam - Usłyszałam strzał...
- Nic mi nie jest - mówił opanowanym głosem - To nie jest rana postrzałowa, po prostu rozciąłem sobie ramię na ostrym pniu.
Nie wiedziałam, że łajzowatość jest zaraźliwa...

- Poszedłem w miejsce gdzie dochodziło warczenie. W ręku trzymałem odblokowany i  naładowany pistolet, drogę przyświecałem latarką.
- Przepraszam, że Ci przerwę, ale skąd masz pistolet?
- Mam legalizację na broń - odpowiedział - Tak dla bezpieczeństwa.
Tego bym się po nim nigdy nie spodziewała.
Tja, bo to jest najważniejsze w momencie, gdy panna znajdzie rannego kochanka: dowiedzieć się, skąd ma broń.

- Warczenie było coraz głośniejsze, zaświeciłem latarką i ujrzałem pełno krwi, gdy cofałem się do tyłu spostrzegłem, że to Elvis zjada królika, niestety zahaczyłem się o wystający korzeń, gdy upadałem z ręki wypadła mi latarka, uderzyłem ramieniem o ostry pień i przez przypadek strzeliłem. Nim zdążyłem się pozbierać pies uciekł.
Boru liściasty wszechszumiący! Autorka powinna wydać jakiś antypodręcznik dla scenarzystów pt. "Jak jednym zdaniem sprawić, żeby całe napięcie diabli wzięli".

- Kurcze, tylko nie wiem gdzie ten pies teraz jest. Mam go dopiero od 3 lat a już mi uciekł.
Inne psy wyrywały się na wolność dopiero po czterech latach.
Elvis nie mógł po prostu wytrzymać.


- Dlaczego nie masz dzieci? - te pytanie męczyło mnie już od jakiegoś czasu.
Blondyn odsunął się ode mnie, zasłonił twarz dłońmi i głośno westchnął. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- To...- zaciął się - To bardziej skomplikowane niż myślisz.
Pakowaliśmy się właśnie, wtedy Farin powiedział:
- Susanne, nie chodzi o to, że nie mogę mieć dzieci.
- Więc o co?
- Jestem wdowcem i jakoś tak wyszło, że z żoną nie doczekaliśmy się potomstwa.
Faktycznie, skomplikowane jak jasna cholera.
Co one wszystkie robią z Farina wdowca?
Może jest?
Wujek Gugiel nic na ten temat nie wspomina. Za to jak sobie poczytałam na jednej niemieckiej stronie o prawdziwym dzieciństwie Farina... Wyobrażam sobie entuzjazm prawdziwych rodziców, gdyby znali opkową wersję swoich postaci :D 
Lepszy wdowiec niż rozwodnik, a nawet niż kawaler - przeżył tragedię, jest nieszczęśliwy i trzeba go umiejętnie pocieszyć! I materiał na rhomantyczne opko gotowy.

- Ile lat już nie żyje?
- Prawie 10. - zaskoczył mnie. Nie wiedziałam, że był żonaty i nie miałam pojęcia, że jest wdowcem od prawie 10 lat.
- Przykro mi - przytuliłam się do niego - Jeśli można spytać, jak umarła?
- Nie chcę o tym gadać
Po prostu zatłukł ją grabiami, nie ma do czego wracać...
Bo nie chciała jeść grzybów.

Blond włosy bóg wprowadził psa na tylne siedzenie i odjechaliśmy.
Dotarliśmy na miejsce, odprowadził mnie kawałek do domu.
- Świetnie się bawiłem - rzekł.
- Ja też, fajnie, że Elvis się znalazł.
Bo to było podczas tego weekendu najważniejsze.
Cnota się straciła, ale Elvis znalazł. Pero, pero, bilans musi wyjść na zero.
 
 
Rozpoczęcie roku szkolnego przebiegło dobrze i dość szybko. Może dlatego, że cały czas myślałam o Farinie i o tym co było między nami pod tym namiotem. Oczywiście powiedziałam o tym Anji - stwierdziła, że jestem nienormalna idąc z 46 letnim facetem do łóżka. Nie przejęłam się tym. Pewnie mi zazdrościła.
Pewnie by zazdrościła, gdyby Farin był bardziej kumaty i wiedział, że panowie po czterdziestce spotykający się z osiemnastką, na każdą randkę powinni zasuwać a to z perfumami, a to z markowym ciuszkiem...
 

Boże co ja narobiłam, przecież się nie zabezpieczyliśmy, mogę...nie to nie możliwe, ale mogę być w ciąży.
Niemożliwe, ale mogę. Logika aż kwika.


Przełknęłam ślinę i z bijącym sercem zapukałam do drzwi. Nie musiałam długo czekać, za chwilę pojawił się w nich mój blond włosy bóg. Uśmiechnął się do mnie, na moment zapomniałam po co przyszłam.
- Mog...mogę bbbyć w - jąkałam się cholernie - w ciąży.
Zrobiłam najgłupszą rzecz jaką mogłam kiedykolwiek zrobić - poszłam do łóżka bez zabezpieczenia psując przy okazji swoje i blondyna życie. Przecież jestem jeszcze taka młoda. Nie chcę teraz zostawać matką.
A on taki stary. Jaki z niego będzie ojciec?
Łysy.
Łysy bóg... mój łysy bóg... no ni cholery, nie pasuje.
Zamiast aureoli będzie miał bliki na glacy.


[Bohaterka robi test ciążowy, wynik jest negatywny, oboje oddychają z ulgą. Straszliwa wizja zmarnowania życia Farinowi (WTF?!) oddala się w niebyt]

- Susanne. Ja przemyślałem to wszystko i doszedłem do wniosku, że nie powinniśmy się tak zachowywać.
- Co?! - nic nie rozumiałam.
- To wszystko to...
- Wykorzystałeś mnie - wykrzyknęłam w jego stronę - A teraz chcesz mnie zostawić.
- Słucham?! Nie o to mi chodzi - bronił się - Tylko ty jesteś młoda, a ja taki stary i..
Teraz ci to przyszło do głowy, Misiu-Patysiu? Teraz?
Teraz, teraz. Misja "Zdobyć i zaliczyć" zakończona sukcesem.
A kiedy wstałam i wyszłam bez słowa, nie wybiegł za mną, nie dofinansował...
 
- Nie chcę tego słuchać - wybiegłam z jego domu. Dogonił mnie na zewnątrz i dość mocno szarpnął w swoją stronę.
- Puść - syknęłam.
- Chce tylko... - spoliczkowałam go.
Jestem od niego dużo niższa i uderzając go w twarz przy okazji paznokciami podrapałam mu policzek.
Co ma jedno do drugiego, jakby była wysoka, to by nie drapnęła?!

Dotknął dłonią "mojego dzieła", zaczął szybciej oddychać, a w jego oczach dojrzałam gniew. Odwrócił się i wszedł do domu przy okazji trzaskając drzwiami. Chciałam jak najszybciej znaleźć się u siebie w pokoju. Biegłam przy okazji plącząc.
Nogi jej się plątały?
Plątały jej się palce, język, myśli. Zachwyciła się nagle, patrząc jaka śliczna makatka jej wyszła.

Wyjrzałam przez okno i ujrzałam Farina z jakąś brunetką. Śmiali się, a za chwilę blondyn ją przytulił.
Szybko się pocieszył...

 
Muszę o nim jak najszybciej zapomnieć.
Zwłaszcza, że pamiątki w postaci dzieciątka na szczęście nie zostawił.

- Dlaczego mnie unikasz?
- Dlaczego? Chcesz wiedzieć dlaczego? Bo jesteś zwykłym chamem - wykrzyknęłam - Najpierw się ze mną kochasz, później mnie zostawiasz by następnie miziać się z jakąś dziwką pod moim domem.
Cóż za piękny przykład tworzenia zdań bardzo rozwiniętych. Zuzia, nawet wzburzona, nie zapomina o gramatyce. Brawo!

- To moja siostra Julia, odwiedziła mnie ostatnio.
Ach te siostry, wyskakujące deus ex machina! Czekamy jeszcze na kuzynkę, bratanicę...

- Już dobrze mała? - przytulił mnie.
- Tak - poczułam jego zapach. Brakowało mi tego - I przepraszam, że Cię uderzyłam.
- Nic się nie stało - pocałował mnie najpierw delikatnie, a później już bardziej namiętniej.
Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Dosłownie się obmacywaliśmy. Za chwile usłyszeliśmy za sobą jakieś gwizdy i krzyki. Przerwaliśmy i ujrzeliśmy grupkę młodych chłopaków.
- Dalej, dalej - wykrzyknął jeden z nich.
Wybuchnęliśmy śmiechem i pobiegliśmy do domu trzymając się za ręce. Między nami było już wszystko dobrze i byliśmy szczęśliwi.
Numer "na siostrę" zawsze działa.
Mrużę oczy i już widzę ich biegnących w podskokach, w zwolnionym tempie, pod słońce, ze smugami światła dookoła ich sylwetek. Czysty lelusz.
Większość dziewczyn nie wiedziały raczej kim jest Farin Urlaub, a inne stwierdziły, że mam coś z garem bo on ma przecież 46 lat. No i co z tego! Nie obchodzi mnie to! Niech mi już wszyscy dadzą święty spokój, to moja sprawa z kim się spotykam.
A tak zupełnie nawiasem mówiąc... nie żebym się czepiała, ale właśnie zajrzałam do charakterystyki bohaterów i okazało się, że matka naszej Zuzi jest jedenaście lat młodsza od jej kochanka...
 
Gdy wyszłam na zewnątrz to dosłownie mnie zamurowało, nie mogłam się ruszyć z miejsca.
Na parkingu stał Farin obok swojej terenówki - miał na sobie czarną skórzaną kórtkę, czarne spodnie i okulary przeciwsłoneczne. Wyglądał zabójczo, gdy tylko mnie ujrzał to uśmiechnął się promiennie. Inne laski zerkały na niego z uwielbieniem, ale on jest tylko mój.
A on ma tylko mnie i innym od niego wara!
Bo pogryzę! Wrrr wrrr hau hau hau!
 
Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam to co w moim śnie. Patrzył na mnie pożądliwym wzrokiem. Aż poczułam znajome dreszcze.
- Odwieźć Cię do domu, czy jedziemy do mnie? - zapytał.
Domyśliłam się co mu chodzi po głowie.
- Jedziemy do Ciebie.
U mnie to wiesz... starzy, braciszek. Nie ma warunków.
No i łóżko masz większe.

Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w sypialni na łóżku Urlauba. To był nasz drugi raz.
Całowaliśmy się namiętnie i bardzo gwałtownie. Farin nawet nie próżnował, bardzo szybko pozbył się moich, a także swoich ciuchów. Zaczęliśmy się kochać tylko, tym razem nie bolało mnie tak jak poprzednio no i nie zapomnieliśmy o zabezpieczeniu.
A kondom był, oczywiście, czarny.

Jasza z pięćdziesiątką na karku i okropnie bolącym kolanem, Kura - miłośniczka nocnych spacerów po lesie z gromnicą, ciemnowłosa bogini Dzidka z kwiatkiem w urwanej rynnie, pościerana Gabrielle sprawdzająca, gdzie ma zapasowe klucze oraz Maskotek nałogowo spadający z drzewa
pozdrawiają z podhamburskich stepów, czyli:

Stąd, gdzie szumi suchego przestwór oceanu,
Glan nurza się w zieloność i jak łódka brodzi;
Słońce w tej samej stronie wschodzi i zachodzi,
I podziwu jest godna sprawność starszych panów.

(z dali dochodzi echo rozpaczliwego wycia oszalałej Sierżant...)



5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

• zielona


P.S. Moje ogólne wrażenia można zmieścić w jednym linku:

http://www.youtube.com/watch?v=4eYSpIz2FjU

• zielona


Wymiękłam w jednej trzeciej wpisu. Nerwy strzaskane, piana na ustach...

• luliv


O ile dobrze pamiętam dawaliście kiedyś linka (a jeśli nie, to może ktoś podrzuci) do strony, gdzie jest ten opkowy kanon z elementami, które powinno mieć idealne opko. Te elementy, które wyliczacie :). Nie mogę tego znaleźć, a na różne sposoby już szukałam i nijak :). Ktoś podrzuci link? Lub punkty :)

• Laura Absinth


"> Podejrzewasz, że mógł to być pierwszy raz również dla Farina? *niemieje ze zdumienia*

>Tej możliwości nie można wykluczyć. Weź pod uwagę, jak zareagował na pierwszy pocałunek."
I na smyranie kolankiem, dodam jeszcze.
Chyba, że seks z aŁtoreczką jest czymś kompletnie innym seks z normalnym człowiekiem, czego nie możemy wykluczyć. Wtedy to faktycznie można uznać za pierwszy raz.

• jasza


Ale jednak sam przyznał, że:

> To bardziej skomplikowane niż myślisz.

:D

• kura z biura


Słuchajcie, oddycham z ulgą. Farin w tym opku jest wdowcem. O ile mu żony szlag nie trafił bezpośrednio po ceremonii (coby było bardziej rhomantycznie), to powinien przynajmniej trochę tych doświadczeń mieć. Może on po prostu taki szybki z natury?

• lobo


I tak nie jest rekordzistą, Edward wytrzymał w cnocie i czystości jakieś sto lat, jesli dobrze pamiętam.

• Dzidka


Przypomnijcie sobie, że on jest strasznie zakompleksiony w tym opku. Może? Może?

• jasza

• @kura:

> Podejrzewasz, że mógł to być pierwszy raz również dla Farina? *niemieje ze zdumienia*

****
Tej możliwości nie można wykluczyć. Weź pod uwagę, jak zareagował na pierwszy pocałunek.

• kura z biura

@Laura Absinth:
>Straciłam tylko orientację, czyj to właściwie był pierwszy raz, skoro było krótko?


Boru litościwy! Podejrzewasz, żę mógł to być pierwszy raz również dla Farina? *niemieje ze zdumienia*
• Charna

Analizy od pewnego czasu czytuję regularnie, zakwikując się przy tym w niebogłosy.
Taka mnie refleksja naszła (po porównaniu dwóch ostatnich analiz), że naprawdę, niech aŁtoreczki robią idiotów, nawet największych, ze swoich idoli. Takie naiwne wyobrażenie miłości jest zdecydowanie lepsze niż seks wg trzynastolatki. Do końca swojego żywota nie zapomnę tego nieszczęsnego "Billa (albo Toma, nie pomnę już który wschodził), który weszedł, a potem jęczeli aż do rana".
Emmm... Mój małżonek, podejrzewam, że też będzie długo pamiętał...
Tak więc niechaj już robią z nich koncertowych idiotów skaczących z kwiatka na kwiatek niczym motylki, a z seksem poczekają do świętego Dygdy.

Brawa dla Was!
C.

• lobo


*A kondom był, oczywiście, czarny.

... i najeżony ćwiekami.

• gabrielle


A Harry Potter razem ze swą żoną, Draconą Malfoy'ą przemieni całe towarzystwo w pegazy.

• bestia zUa


"Ku mojemu zdziwieniu przede mną stali pozostali członkowie zespołu Die Arzte. Zamurowało mnie.
A kto miał odwiedzić Farina? Tokio Hotel?
Bracia Jonas."

W tym momencie wyobraziłam to sobie i padłam na zakwik, budząc rodzicielkę, no ale - mówi się trudno. Mimo wszystko jednak uważajcie, bo jeszcze zainspirujecie jakąś autoreczkę do napisania opka jonasowo-ferinowego i dopiero będzie heca. :(

• kura z biura


Zoe, daj spokój. Żeby aż tak przeżywać aŁtoreczkowe brednie? Wkurzyć się można, owszem, ale żeby aż obrzydziło Ci idola? Szkoda nerwów!
BTW, mamy kolejny dowód na to, ze aŁtoreczki to zuoooo! A Ty, Sierżant, mówiłaś, że nikomu nie szkodzą...

Anonimowy pisze...

Zoe

Wasze analizy przeglądam od dość dawna, ale nigdy nie komentowałam, lecz tym razem w żaden sposób nie mogę się powstrzymać.
Nigdy bym nie przypuszczała, że to opowiadanie tutaj spotkam.
Trafiłam na nie całkiem przypadkiem. Początek już był do kitu, ale jak Vivienne zaczęła opisywać relacje między Farinem, a Susanne to padłam. Tak, pierwszy raz nie potrafiłam wydobyć z siebie, ani żadnego słowa. DA słucham od kilku lat, a przyczynił się do tego mój mąż, który uwielbia niemiecką muzykę. Opko naszej kochanej ałtoreczki tak namieszało mi w głowie, że nie byłam w stanie przez jakiś czas słuchać DA i FURTu.Bo jak słyszałam głos Farina lub go widziałam w tv czy gdziekolwiek indziej, to momentalnie miałam skojarzenia z tym opowiadaniem i wtedy dostawałam skrętu kiszek. Gdyby nie mój luby... Więc bardzo Ci współczuję Sierżant, oraz wszystkim tym, którzy lubią DA. Bo tak opisać Farina to...Nie...są pewne granice, a Viv je przekroczyła. Nie mam zielonego pojęcia co w jej głowie się gotuje, ale sądząc po tym opku, raczej nie jest dobrze. Rozumiem, że nastolatki (w sumie nie tylko) podkochują się w swoich idolach, ale to już jest przesada.

• Anka aka Eowyn


Znalazłam przed chwilą klasycznie zaczynające się opko o Tokio Hotel (jest tak klasyczne, że chyba się domyślam co będzie dalej). Opcio jest żywe. Adres - http://www.tokio-hotel-schrei-elwa.blog.onet.pl

• Ome


Sierżant, ja Cię nie chcę straszyć, załamywać ani wpędzać w depresję, ale chyba Twoje doświadczenie analizatorskie uczy, że NIE MA takiej rzeczy/osoby/zespołu/wstaw dowolne, której by nie sprofanowała zdeterminowana aŁtoreczka. Tak więc Twój spokój ducha jest tylko tymczasowy...

Swoją drogą, ogromnie lubię Wasze analizy zespołowe. A czemu Jasza nie dopuścił do głosu Waleriana? Proszę pozdrowić i pogłaskać ode mnie kota!

Anonimowy pisze...

Sierżant

@nie mam ksywy :(
Tadam! http://www.novela.republika.pl/page13565531347893d64bba1c.html
Ale za straty moralne nie odpowiadam. Mogę co najwyżej dać kupon promocyjny na seans u psychiatry.

@Ome
Atam, twarda jestem. A że efektem ubocznym jest lekkie przeniesienie uczuć na tego pana: http://image.listen.com/img/356x237/9/8/2/1/651289_356x237.jpg to inna para kaloszy. O nim przynajmniej opka na 100% nie ma! Mwahaha!

• nie mam ksywy :(


Nie sądziłam, ze to powiem, ale:
Tak Sierżant, chcę linka!
To coś "na smak" obudziło we mnie kolejno: zniesmaczenie, oburzenie, obrzydzenie, niedowierzanie, śmiech, ciekawość, żądzę mordu. Zżera mnie ciekawość, kim jest ałtorka.

Po przemyśleniu wszystkiego doszłam do następującego wniosku: za opka o niektórych zespołach lepiej nigdy się nie zabierać. Bo Tokio Hotel, Jonas Brother czy inne cudaki jeszcze to jakoś przetrzymają, w końcu po to są, żeby nastolatki się nimi zachwycały. (A jak nie po to, to muszą przywyknąć.) Potrafi takie opko o Kałlicach (Mozilla podsuwa, że chyba chodziło mi o karlice) budzić śmiech swoją bezsensownością, ale gdy zamiast Billa pojawia się Farin, jest to już tylko złość i politowanie. Wiecie o co mi chodzi, prawda?

• Ome


To było tak boskie, że słów mi brak. Wizja czterdziestosześciolatka, który zachowuje się jak piętnastolatek, i tego całego pseudoromantycznego, pseudośmiesznego i pseudoartystycznego tworu, jaki nam aŁtorka zaserwowała, doprowadziła mnie do łez.
Oczywiście były to łzy szczęścia i zachwytu, a szczęście i zachwyt są tylko i wyłącznie Waszą analizatorską zasługą.
*kłania się w pas, po czym wyciąga zza pleców wieniec pogrzebowy i nuci "Requiem aeternam*
Kondolencje dla Sierżant. Boję się, że ona się z tego nie podniesie.

(A odnośnie Marlenki, której skomentowanie mi umknęło - że to dziewczątko nadal zaciekle wali w klawiaturę (bez skojarzeń!), to chyba zapowiedź końca świata...)

• Laura Absinth


*ściska Gabrielle* ;)

Raz biega z pistoletem szukając psa, innym razem zbiera kwiatki na łączce... Mi to wygląda na jakieś rozdwojenie osobowości.

• badyl


zomg?

biedny Farin. biedna Sierżant. biedna ja.

Anonimowy pisze...

gabrielle


Też nie wiem, o co chodziło z psem i pistoletem? Autorka wymyśliła sobie kolejne zagrożenie (po gwałcie)? Taki on męski, ratuje, mój ci on?

@Laura Absinth:
Chodź tu, muszę cię uściskać:)

• Frej.


A ja głupia uważałam się za fankę Farina! Toż niegodna jestem rozwiązać sznurowadła u trampek ałtorki!

Szczerze współczuję Analizatorom! Za przeżycie zetknięcia z czymś takim należy się co najmniej order. Albo bezpłatne leczenie psychiatryczne.

• Hasz


Do robienia idiotów z dorosłych facetów już przywykłam, od kilku lat siedzę w fandomie potterowym.

Prawdziwą perłą tego opka jest główna bohaterka - mhrochna, ostra, zbuntowana Pankrokgerl, która boi się ciemności xD

I hamburska puszcza. Czekam na zalesienie Nowego Jorku.

• jimenes


No cóż, przynajmniej nie była tak wulgarna jak poprzedniczka... I ortografia na dość przyzwoitym poziomie. Zawsze trzeba patrzeć na dobre strony wszystkich spraw;) Za to naiwność wspięła się na koronę świata:)

Dzięki za kolejny przyjemny sobotni poranek!

• maruko


nie... zmuszałam się, zmuszałam... NIE MOGĘ!!! wytrzymałam nawet Milenkę - ja, fanka TH - wytrzymam wszystko, ale nie TO! nie dotrwałam nawet do połowy! palpitacji dostałam już od 'uśmiechał się do mnie', czy jak ona to ujęła... AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!! *w stanie histerii odchodzi, by uspokoić się odmówieniem dziesięciu 'Phänomenal Egal' do zdjecia Farina, w kapliczce Farina, w pokoju bardzo, bardzo zszkokowanej Maruko*

• Laura Absinth


ps.
Ta analiza i zamieszczone w niej materiały uświadomiły mi, jak bardzo Bela jest seksowny.

Anonimowy pisze...

Dlaczego one zawsze odkrywają, że ich nowymi sąsiadem jest (tu wpisz odpowiednie imię), przez psa?!