czwartek, 14 listopada 2013

238. Awada pewnego Kadawra, czyli Faye na rykowisku jednorożców (2/2)



W poprzednim odcinku poznaliśmy Faye, czyli kolejną córkę Voldemorta (którą wychowywał jako pozbawiony mocy osesek), a która uniknęła Azkabanu idąc na szkolenie do Hogwartu.
Jak się domyślacie, wszyscy są w niej zakochani, bo jak tu jej nie kochać.
Dalej więc, dalej, na przełaj przez łany samozachwytu i megazajebistości! Kto zaś wytrwa do końca, dostanie prezent - niespodziankę! (Kura oddala się z tajemniczym uśmiechem, nucąc pod nosem “Wuj Prawnik już się zbliża…”)


Analizują: Jasza, Sineira, Dzidka i Kura


Zaklęcie 4: Jednorożec



-Co dziś mamy za lekcje?- zapytałam na dzień dobry, po wejściu do wspólnego salonu Ślizgonów, ziewając.
-Wiesz .. Właśnie wróciliśmy z transmutacji. - zaśmiał się Adrian Pucey, ścigający w drużynie quidditch'a Slytherin'u.- Przespałaś pół dnia kobieto. McGonagall była tak wściekła, że ohoho ..
-Masz przechlapane, tak samo Karon i ja.- dodał zirytowany Draco.
We trójkę zaspali.
Niesamowite, jak w tych wspólnych sypialniach ludzie cichutko wstają, na paluszkach chodząc, kolegów i koleżanek nie budząc.
I oczywiście przez te pół dnia nikt, ale to nikt, nie pofatygował się do niej, żeby wyrwać ją z tego słodkiego snu. Nawet Minerwa nie wysłała do niej prefekta lub dyżurnego. A przecież wystarczyłoby jedno drgnięcie jej lewego nozdrza.


No nieźle, teraz to na pewno nie uniknę kary. Jednak, zauważyłam że blond włosy chłopaka siedzącego na kanapie, pomiędzy swoimi osiłkami, są lekko zmierzwione i opadają pasemkami na twarz.
Co tu się działo?!
Nie wiadomo co, ale jego też nie było na lekcji…
Zbędny przecinek sprawił, że zastanawiałam się przez chwilę, gdzie włosy mają swoje osiłki.


Podeszłam do niego i poprawiłam mu je ładnie.
Bo zgrzebło i lakier mam zawsze przy sobie.


-Dzięki Riddle.- uśmiechnął się.
Powinna jeszcze poprawić mu krawat i wymasować mięśnie.


-Czy ty serio musisz do każdego mówić po nazwisku?- zbulwersowałam się jak zawsze,
To musi być bardzo męczące, takie nieustanne bulwersowanie się.
W angielskich szkołach przeważnie mówią sobie po nazwisku, no ale skąd ona ma to wiedzieć.


lecz nie dostałam odpowiedzi, bo w tej samej chwili do pokoju wpadł profesor Snape, wrzeszcząc na mnie.
Wpadł wrzeszcząc, czyli zaczął wrzeszczeć jeszcze za drzwiami. Hoho, ależ musiał być wściekły!
Leciał korytarzem i grzmiał!!!


Trochę wystraszona spokojnie wysłuchałam jego niesamowicie interesującej historii <sarkazm>
[trójkątny nawias ma podkreślić jego ostrość] i z dumą przyjęłam karę.
Strzeliła podbródkiem w górę, przymykając oczy.


Po lekcjach, wraz z Karon'em mam iść do gajowego Hagrida
zabierając ze sobą zbłąkany apostrof
za to Malfoy zmuszony jest pomagać w kuchni po kolacji. Biedaczek, współczuję mu. Gdybym tylko mogła, zamieniłabym się z nim, ale znając życie i tak dostanę coś gorszego niż zmywanie tysiąca naczyń.
Chyba że mowa o naczyniach nocnych.


Kiedy opiekun naszego domu wyszedł, udałam się na pierwsze piętro, na historię magii. Straaaasznie nudny przedmiot, podczas którego siedzę i rysuję po książce. Zauważyłam, że wśród uczniów nie ma jedynego syna Lestrange'ów.
Ta uparcie powtarzana fraza “jedyny syn Lestrange’ów” to taki celowy zabieg jest, tak?
Może oni też mieli milion córek?


Ciekawe gdzie się podziewa.
Trwając w zamyśleniu nie zauważyłam, że lekcja się skończyła i dopiero męski głos wyrwał mnie z zamyśleń.
Takich mnogich.


-Ejj .. Nie powinnaś iść na lekcje ? Ślizgoni już dawno wyszli. - podniosłam wzrok i momentalnie się odsunęłam. Przede mną stał Harry Potter, odwieczny wróg mojego ojca, czyli także mój.
-Emm .. To nie twoja sprawa Potter. - zawahałam się myśląc, co mogłabym powiedzieć.
Katastrofa, cienkie riposty się Maryśce skończyły!


Strasznie kusiło mnie, by od razu go zabić, ale mój ukochany tatulek zaraz miałby pretensje.
Strzeliłby focha, że ojej. Przypomnijmy, że w tym czasie Voldi był pokracznym  oseskiem. Dobra. Rzyganie kaszką nie jest miłe.
Ani bombardowanie drugą stroną.


W końcu to on chce wykończyć Tego-Który-Przeżył. Nie mogąc nic wymyślić wybiegłam z sali i pokierowałam [skierowałam] się do biblioteki. Chociaż tam miałam zawsze chwilę ciszy i spokoju.
Pamiętaj! Jeśli zapomnisz języka w gębie i uciekniesz, pomyśl sobie, że PRZECIEŻ MOGŁAŚ ZABIĆ.


Znalazłam zaciszny kącik wśród regałów zapełnionych po brzegi starymi księgami. Ostatnio dość często tam przesiaduję, więc znalazłam sobie dość interesujący schowek.
Odchyliłam delikatnie deskę w starej podłodze i ze schowka wyjęłam egzemplarz "Baśni Barda Beedley'a".
To jakieś alternatywne wydanie, bo inni czytali raczej “Baśnie barda Beedle’a”.
I wpuść, człowieku, gimbazę do czytelni, to podłogę zerwie.


Nigdy nie miałam dzieciństwa, a zawsze chciałam to przeczytać, tak więc kupiłam sobie w Hogsmeed, a następnie ukryłam, by nikt się o tym nie dowiedział.
To chyba najbardziej sympatyczny fragment w tym opku. Naprawdę!
Co prawda nie wiemy, co to jest Hogsmeed...


Siedząc z kulona
Siedząc z kulona, stojąc z bekasa.


w kącie, podłożyłam pod tom baśni książkę "Zaklęcia obronne i ich zastosowanie", by nikt nie zauważył okładki. Pogłębiona w lekturze i ubogacona w wierze nie zauważyłam, że minęło wiele godzin i nadszedł czas na karę.
Widać jednej kary jej za mało, skoro “pogłębiona w lekturze” opuściła jeszcze parę lekcji.
Może to masochistka.


Zorientowałam się dopiero, gdy usłyszałam nawoływanie kolegi. Szybko schowałam książkę,
Odgięła deskę w podłodze, schowała tam Bajki, zamknęła klapkę…


tak by nie zauważył i udawałam, że uczę się zaklęć.
Szybko zaczęła szeptać “siedzi baba na cmentarzu, trzyma nogi w kałamarzu
Abrakadabra, rymcymcym, zaraz zrobię w szkole dym.
Biełka, Striełka, sobaka, pies.


On zauważywszy to zabrał ode mnie grubą księgę i złapał za nadgarstek.
-Chodź bo już i tak jesteśmy spóźnieni.- powiedział, a w jego głosie można było usłyszeć delikatną nutkę troski.
Dziwne, żeby ktoś tak przebiegły i leniwy przejmował się kimkolwiek prócz sobą.
Po czym poznać egoistę? Po tym, że jest leniwy. I przebiegły.
Ojtam ojtam, stary numer z okazywaniem troski, Voldemortówny nie weźmiesz na takie plewy.


Widać pokrewieństwo między nim, a słodkim platynowym blondynem jest prawie że niewidoczne.
A w tym zdaniu sensu tyle, co martwy koń napłakał.
To nie wiesz, że charakter się przenosi w genach?


Szybko udaliśmy się do gajowego, którego drewniany, duży dom stał nieopodal Zakazanego Lasu. Sam właściciel chatki stał przed drzwiami i machał do nas, nawołując i poganiając.
-Na czym polega nasza kara?- zapytałam, bo coś mi się wydaje, że będzie to nazbyt łatwe.
A ja pragnę i łaknę trudności! Cierpienia! Potu, krwi i łez!


-Byłem temu całkowicie przeciwny, ale niestety ...- załamał się Hagrid. Dla każdego zawsze jest taki miły, nawet dla najgorszych.- Musicie wytrzymać całą noc w lesie.
*z nadzieją* Na mrowisku?
W!


-Spoko.- przytaknęliśmy chórkiem, uśmiechając się. Wspaniale ! Całą noc w lesie pełnym potworów, zjaw i dementorów. Jakież to ekscytujące, po prostu żyć, nie umierać!
To też był <sarkazm>?
Nie wiem, bez dopisków odaŁtorskich nie sposób się domyślić. <ironia>


Wszedłszy do Zakazanego Lasu rozejrzałam się, by stwierdzić poziom straszności.
Na takim maleńkim dingsie, który nosiła na szyi.
Na pasku grozy, widniejącym u dołu ekranu.


Niestety spadł on poniżej zera.
Różowe kucyponki defekowały tęczą, a gipsowe krasnale i pluszowe misie… dobra, nie chcecie wiedzieć, co robiły pluszowe misie z krasnalami.
A pod dębem żerowały świnie, uczernione pastą do butów i udające dziki.
Gdyby ja był bleszczaty na jedno oko, to by uwierzył!


Mroczne, stare drzewa sięgające chmur, wystające korzenie, tajemnicze szelesty i dziwne odgłosy. Żenada. Tylko dziecko nabrałoby się na coś takiego, przecież to nie jest straszne.
Tylko dziecko? W takim razie, kochana boChaterko, powinnaś właśnie umierać ze strachu.
Ależ skąd, przecież ona jest TAKA DOROSŁA.
Ciekawostka: najwyższe  żyjące drzewo świata to sekwoja wieczniezielona imieniem Hyperion, mająca wysokość 115.61m.  


Idąc coraz głębiej między drzewami i krzakami, prowadzona przez Karon'a zastanawiałam się gdzie podziewał się cały dzień.
Szukał apostrofu, to jasne.
Żeby wpiąć go sobie w kaptur, jak piórko.


Ten chyba zauważył, że się w niego wpatruję, bo gwałtownie się zatrzymaliśmy, a po chwili staliśmy twarzą w twarz.Podszedł do mnie o krok, a ja o krok się odsunęłam. I tak parę razy.
Aż wdepnęła w lisią jamę, runęła na ziemię i walnęła głową o bardzo twardy korzeń. Koniec.


-Co jest?- zapytał zdziwiony.
-Nic.- uśmiechnęłam się szyderczo, szturchając go i uciekając.- Berek !
Tym razem panna rozpoczyna końskie zaloty.


Biegłam przez gęstwiny tak szybko, że świat wokół był rozmazany.
Tylko nie zahacz o brzózkę.
Ciekawe, jakiż to świat jej się rozmazywał, skoro biegała nocą po gęstym lesie.  
Był to świat przedstawiony. Niedokładnie.


Ahh .. Opłaca się brać wszędzie ze sobą różdżkę. Nagle coś się przede mną pojawiło, a ja nie zdążyłam wyhamować, wpadają na jakiegoś mężczyznę i przewracając się na niego.
Bez wywrotki nie byłoby ważne.


-Ups. .. Przepraszam.- próbowałam wstać, lecz osoba ta obejmowała mnie w talii.
-Mam cię i nie dam ci teraz uciec.- oznajmił czarnowłosy kolega, którego twarz zakrywał również czarny materiał.
W tym czarnym, czarnym, czarnym lesie wszystko było taaaaakie czarne!
Tylko patrzeć, jak zza któregoś drzewa wyskoczy Till w lateksach.


-Zdejmij ty to choć raz.- powiedziałam ostrożnie, lecz stanowczo.
-Nie miałem tego na rozpoczęciu i kolejny raz zdejmę dopiero na zakończenie.
Mam nadzieję, że w międzyczasie chociaż raz to wypierze, bo w przeciwnym razie zacznie truć muchy w locie.
Może ma sporo Marszów Niepodległości do zaliczenia i szkoda mu tracić czas na przebieranie się?


Wybuchliśmy śmiechem, zupełnie nie wiedząc czemu. Nawet fajnie się z nim bawiłam. Był zabawny, miły, uczciwy.
Uczciwie biegał po ciemnym lesie, nie używał latarki. Zabawnie potykał się o korzenie i obijał o pnie drzew. I tak miło przy tym klął!


Chociaż nadal podoba mi się Draco. Tak, przyznaję to głośno, zakochałam się w tym lalusiu. No cóż, każdy ma inny, odmienny gust.
Fretki są milusie.


-Dobra mogę zejść ? Twoje mięśnie mi się w brzuch wbijają.- poprosiłam z udawanym grymasem.
JAK?
Udawała, że grymasi.
Bardziej mnie interesowało, jak czyjeś mięśnie mogą się komukolwiek w cokolwiek wbijać. O ile gość to nie Popeye.


-To nie są mięśnie.- uśmiechnął się tajemniczo - to klucz od zakrystii - dodał i położył kropidło obok. Zamknęłam oczy, rozkoszując się miękkością wilgotnego mchu i delikatnym powiewem wiatru.
Jeżu Kolczasty, kapturnik miał mech na kropidle?!?
Raczej kropidlaka - przywlókł go z Japonii.


I .. Czymś co mnie lizało po twarzy, blee ..
Komć, który mi się w tym miejscu nasuwa, jest zbyt przesiąknięty Miazmatem, więc zmilczę.


Otworzyłam leniwie oczy i serce prawie nie wyskoczyło mi z piersi. Myślałam, że dostanę zawału. Było to coś, czego boję się najbardziej na świecie. Końska postura, jasne włosie i długi, biały róg wystający z czubka głowy. Tak dobrze myślicie, ja córka Lorda Voldemorda, najbardziej na świecie boję się jednorożców.
Ale dlaczego?!
Bo one reprezentują dobro, piękno i białą magię.
I są przerażąjące i niebezpieczne. Sami popatrzcie, jakie straszne, o:


Noweź, dla takiego pomiotu zła jak Faye jednorożec to może być faktycznie problem.


Szybko odskoczyłam w tył i przeturlałam się, chwytając różdżkę.
-A idź ode mnie ty nasienie szatańskie ty!- krzyknęłam zachrypniętym głosem i wyciągnęłam przed siebie trzęsącą się rękę w której spoczywała różdżka.
No proszę, zgadłam, Faye też czytała o szatańskich kucyponkach.


Karon już zwijał się ze śmiechu na ciemnej ściółce, a ja miotają różnymi zaklęciami próbowałam odgonić zwierze.
A sio! Nie jestem dziewicą! A sio!
A to-to wciąż za nią lazło i kompromitowało przed kolegami.


-Drętwota! Bombarda! Crucio! - każde z nich chybiło. W końcu nie wytrzymałam.- Avada Kadavra!
Kedavra, moja droga. KE. Chyba że merysujki nie obowiązuje reguła, że błędnie wymówione zaklęcie nie zadziała…
“Kadawer” to trup, może ta wersja zaklęcia jest silniejsza?


Udało się! Jednorożec leżał jak długi, a ja wstałam na trzęsących się nogach.
Aha. Znaczy, nie obowiązuje.
Daj ta pani spokój! Ona by mogła nawet zawrzasnąć “Owada Kewlara!” i też by zadziałało. Bo tak.


Chłopak widząc, że nie żartuję z tym przerażeniem szybko się ogarną[ł] i podbiegł do mnie w chwili, gdy z powrotem padłam na kolana. Obią mnie czule i powiedział:
-Hej, wybacz. Myślałem, że jaja sobie robisz.
Gdzieś zza kadru dobiegało niewyraźne mamrotanie J.K.Rowling, że zabicie jednorożca uważane było za potworną zbrodnię… ale kto by tam jej słuchał.


-Spoko, wszyscy tak myślą, nie mam ci tego za złe.- powiedziałam, nadal załamana tym bliskim spotkaniem z czystym złem.
Czy czyste zło może mieć pchły?
Filozof...



Zaklęcie 5: Reprezentanci Turnieju Trójmagicznego


Dzień jako taki nie był wspaniały. Trochę łażenia po szkole i nudzenia się to nic szczególnego. Na szczęście wieczorem mięliśmy ubaw. Siedziałam sobie jak zwykle w bibliotece i czytałam, tym razem książkę o smokach. Nagle, jak nigdy, ktoś usiadł obok mnie.
Nikt nigdy koło niej nie siadał? Biedactwo...
Gwiazdą socjometryczną to ona nie jest.


Poczułam na ramieniu czyjeś puszyste włosy, a gdy odciągnęłam się od lektury i spojrzałam w bok serce prawie wyskoczyło mi z piersi. Hermiona Granger siedziała obok, ramie w ramie i czytała to co ja.
Serduszko jej bije mocniej na widok Hermiony? No, no…
Yuri alert!


-Spadaj stąd szlamo!- rzuciłam. Grr .. Jak ja nienawidzę dzieci mugolów (powiedziała wnuczka mugola), to okropne, jak można tak bezcześcić czarodziejskie umiejętności. Wracając do rzeczy - kiedy tylko dotarło do niej co powiedziałam, uciekła z płaczem, by wtulić się w swojego Potter'ka.
Dajcie jeście Helmioncie chuśtećkę i liziaćka, bo psiecieź jeśt w śtlaśnym sioku!
Nie potsiebuje chuśtećki, wytalła nosek w nadploglamowy apostlofik.
Wydlubala nim siobie śmarkunie.


Całą sytuację widział Draco, który prawie zwijał się ze śmiechu, a potem opowiedział o wszystkim reszcie Ślizgonów.
Średnio świadczy to o jego poziomie umysłowym.
O czym?


[Podczas kolacji Czara Ognia ogłasza reprezentantów szkół w Turnieju - wszystko jak w książce]



Wrzawa na sali wyła niezmierna.
Wrzawa wyła, wycie wrzało, a Czara Ognia złapała się za własne uszy i płacząc rzygała iskrami.
Wrzawa na sali wyła niezmierna
Rzygała ogniem Czara felerna
Wyciem nabrzmiałe mając oskrzele
Wrzawa wyżęła uczniów gardziele.
Przy najbliższej okazji złapię pierwszego Anglika, który mi się nawinie, i każę mu powtarzać :D
A to będzie Benedict :)
Benedict da radę :)


Kiedy tylko to usłyszałam prawie oplułam Eve sokiem z dyni. Ten-Który-Przeżył początkowo nie ruszał się z miejsca i siedział jak ta trusia przy stole Gryfonów nie wiedząc co i jak. Jednak po chwili wstał i podreptał jak dziewczynka do sali za stołem nauczycieli.
Czym się różni dreptanie dziewczynki od dreptania chłopca?
Dziewczynka trzyma kolanka razem, chłopczyk chodzi jak kowboj i kolebie się na boki.


Mało nie popłakałam się ze śmiechu, niestety byłam zmuszona przestać, gdyż profesor McGonagal zmierzyła mnie ostrzegawczym wzrokiem.
Nie łapię tych wszystkich Elementów Rozśmieszających BoCHaterów.


W końcu jednak pozwolono nam w spokoju dokończyć posiłek i wyjść z zatłoczonej sali. Wymknęłam się chyba jako pierwsza z mojego domu, by ominąć tłok na schodach. Byłam już przy wejściu do lochów, gdy nagle żółto czerwone światełko roztrzaskało mi się o szatę.


Myślałam, że wykipię ze złości ! Szybko otarłam się z farby w kolorach Gryffindoru i rozejrzałam uważnie. Niestety uciekinierom plan nie wyszedł, gdyż zauważyłam rudą czuprynę za ścianami sowiarni
Widziała przez ściany…
Przez ściany, piętra i kręte korytarze, bo osobną kwestią pozostaje, jak ona z lochów Slytherinu zobaczyła wnętrze sowiarni.
Mary Sue widzi wszystko!


-Impendiamenta!- krzyknęłam i trafiłam jednego z bliźniaków Weasley'ów, przez co spowolniłam go na pewien czas.
A ja myślałam, że zaimponowała diamentami! (zaklęcie to Impedimento)


Szybko podbiegłam do chłopaka ruszającego się teraz jak ślimak oraz jego brata, który próbował go odczarować.
-Mam was!- zwróciłam się do nich. Miny spowolnionego Fred'a i zdesperowanego George'a były nieziemskie.
-Kurde stary przyłapała nas.- zwrócił się do brata ten z bliźniaków, który nie został trafiony, lecz po chwili odwrócił się do mnie.- No co nam teraz zrobisz Wężownico?


-Wiesz ... Mogłabym was zabić .. -zaczęłam, bawiąc się różdżką.- Ale nie chcę znów odwiedzać Azkabanu, więc dam wam tylko małe upomnienie.
A więc jednak siedziała w pudle i jak na razie jest na warunkowym.
I powinna już tam być z powrotem - za tego jednorożca.


-Pff .. Powodzenia. Expeliarmus!- rzucił już normalny Fred. Szybko odskoczyłam i zaklęcie trafiło w jakąś brunetkę z Ravenclaw. Uciekła z wrzaskiem, a ja postanowiłam kontynuować wymianę zaklęć.  Z mojej różdżki wyleciał zielony płomień, który po chwili trafił obu braci, powalając ich na ziemię.
Albo rzuciła Avadę, albo jej różdżka wydziela estry kwasu borowego.
Albo to zapach Paskudnego Starego Rona.


Oni postąpili podobnie i w końcu całą trójką tarzaliśmy się po trawie rzucając zaklęcia. Byłam tym tak zajęta, że nie zauważyłam gapiów wokół nas. W końcu podnieśliśmy się na nogi, a ja skorzystałam z okazji i powiedziałam:
-Oppugo! (Oppugo, ty wstrętna pappugo?)- ptaki które wyczarowałam zaczęły atakować dwójkę przeciwników, którzy teraz ganiali w tą i z powrotem, by je odgonić. Wszyscy wokół śmiali się, niektórzy wręcz płakali ze szczęścia.
Cha. Cha.
Płakali ze śmiechu, bo Voldemortówna nie potrafiła wypowiedzieć prawidłowo nawet tak prostego zaklęcia jak Oppugno.
Swoją drogą ona wprost celuje w tym przekręcaniu zaklęć *przypatruje się boCHaterce z fascynacją naukowca kładącego szkiełko pod mikroskopem*


Całe zajście uspokoiła Pamona Sprout, nauczycielka zielarstwa.
Jak widać, nie tylko zaklęć.
Pani Sprout miała na imię POMONA.


Skończyło się na upomnieniu oraz odjęciu obu domom 50 punktów. Mimo wszystko warto było ich zaatakować. Jeśli wydawało mi się, że wcześniej byłam sławna, to miałam rację - wydawało mi się teraz popularnością zaczynam dorównywać Potter'owi.
Masz na myśli, że pół szkoły chodzi właśnie z plakietkami “Riddle cuchnie”?


Zaklęcie 6: Cruciatus


-Ej, słyszałeś ? Córka Sam-Wiesz-Kogo załatwiła braci Weasley'ów!- zachwycali się uczniowie dzień po całym incydencie. Kiedy przechodziłam korytarzem oczy wszystkich wodziły za mną, nie którzy odważyli się nawet wskazać palcami, zachwycając się moją osobą.
Tak sobie wmawiaj.


Wow! Nie sądziłam, że zdobędę taką popularność przez małą kłótnię z rudzielcami.




-Rudych trzeba tępić !- usłyszałam na plecami i po chwili szłam już razem z Karonem.- Gratulacje wytępienia dwójki najgorszych rudzielców.
Gratulacje zabicia najgorsza gramatyka i użycia wyraz, który się nie rozumieć.


-Heh ... Dzięki.- uśmiechnęłam się i skręciłam w stronę sowiarni.- Słyszałeś, że wielki Harry Potter posprzeczał się z przyjacielem i mają na siebie focha ?
Ona może i jest córką Voldemorta, ale po matce pochodzi z Pudelków.
Ej, czekaj… A może jej matką była Rita Skeeter?


-Serio ? Hahahaha! Kto by się spodziewał. Mam nadzieję, że zdechnie na tym Turnieju.
Jakoś mnie ta analiza przestaje bawić. Was też?


Poszliśmy wspólnie do sowiarni, spotykając po drodze resztę naszej paczki, składającej się z Diany, Draco i Eve.
W małym pomieszczeniu, przypominającym ceglaną stodołę czekał już na mnie Envy - moja własna sowa śnieżna.
Envy do Hogwartu dostał się, lecąc za pociągiem, bo przecież ni słowa nie było o tym, żeby boCHaterka wiozła ze sobą jakąś klatkę.
Małe pomieszczenie przypominające ceglaną stodołę. Stodołę. Małe. Stodołę!
No co, to była stodoła na siano zbierane z bardzo małej łączki.
To był model stodoły w skali 1:50.


Do malutkiej nóżki [bo większa noga by się nie zmieściła w małej sowiarni] miał przytwierdzony kawałek papieru. Podeszłam do rozszalałej sówki i delikatnie łapiąc ją za maleńkie skrzydełka rozwiązałam pergamin.
Sowa śnieżna, proszempaniom, jest DUŻA. Chyba że wysługujesz się pisklakiem…
To była miniaturka. Angorska. I żarła marchew.
Nie żarła, tylko tarła na tarce.
A papier szybko transmutował w pergamin i z powrotem.


"Droga Faye Riddle,
Córko moja i spadkobierczyni rodu Riddle (to jest jednego zrujnowanego mugolskiego domu oraz kwatery na miejscowym cmentarzu). Chciałbym byś wysłuchała mnie jak zawsze (tylko nie przewracaj oczami, bo mdłości mnie biorą) i pojawiła się w niedzielę o północy nad zakazanym lasem (unosząc się nad czubkami drzew niczym balon, żeby wszyscy cię dobrze widzieli). Będę czekał nie dłużej jak pięć minut. Jeśli nie zjawisz się na czas wiesz dobrze, jaka kara cię spotka. Nie obchodzi mnie twoje wytłumaczenie, masz być i już. Bo TAAAK!
Lord Voldemord"
I wszystko jasne! VoldemorT, co prawda, jest w tym momencie upiornym oseskiem, lecz wychowuje ją zastępczo jego zapomniany bliźniak, VoldemorD.


-Ale mnie tatuś kocha.- skomentowałam głośno, zwijając list i wrzucając do kieszeni płaszcza.
-Co napisał ?- zaciekawił się Smok, zarzucając mi rękę na ramiona i delikatnie się zawieszając.
W sensie uwieszenia czy w sensie zawieszenia procesów myślowych?


Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej, więc jak głupia spaliłam buraka i odwróciłam się.
Wszyscy ze zdziwieniem i zaciekawieniem podeszli do mnie i zaczęli wypytywać czy coś się stało.
Tłumy przychodziły i pytały o zdrowie księżniczki, albowiem niezdrowy rumieniec dostrzeżono na jej obliczu. Azaliż był on objawem choroby śmiertelnej? Uczeni medykusi zbiegali się na wyścigi. Przekupki na rynku podnosiły ręce i zawodziły wniebogłosy. Akuszerki szykowały kuferki. Zielarze palili zioła. Kapłani zarzynali kapłony, zanosząc modły o zdrowie Jej Wysokości.


Lecz, by nie wygadać się, że Malfoy mi się niechybnie spodobał, powiedziałam:
-Draconowi z paszczy jedzie.
Końskie zaloty, odsłona druga.
Konie, moja droga, zalecają się do siebie znacznie bardziej sympatycznie.



Cała gromadka wybuchnęła gromkim śmiechem, a platynowy blondyn obrażony udał się do swoich dwóch osiłków. No cóż, mogło być gorzej.
Mogli zauważyć, że “dowcipne” teksty boChaterki nawet Strasburgera wprawiłyby w zażenowanie.


*
Spojrzałam na zegarek, ustawiony przy moim łóżku. 23:55. Zostało pięć minut do spotkania. Chwyciłam szybko moją miotłę i cichutko wybiegłam z zamku. Pędem udałam się w stronę zadrzewionego terenu i kiedy znajdowałam się przy chatce gajowego, wzniosłam się wysoko ponad ziemię. Z góry zauważyłam, że Hagrid idzie w głąb lasu z Madame Maxime. Uuuu ... Nieźle, nieźle.
Hagrid i Madame Maxime spojrzeli na ciemną sylwetkę na tle księżyca. Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to E.T. na rowerze!


Leciałam dość szybko, aż w końcu zauważyłam przede mną ciemną postać. Ledwo wyhamowałam, by nie wpaść na ojca.
Niestety, wytworzyła taki podmuch, że starego zwiało z miotły.


-No siema, czegoś chciałeś?- rzuciłam bezmyślnie i po chwili ugryzłam się w język. Nigdy nie zwracałam się w ten sposób do Pana Ciemności, na pewno nieźle się wkurzył.
Fakt, czego jak czego, ale bezmyślności nie sposób jej odmówić.


-A od kiedy to zwracamy się "na ty" do swojego pana? Hmm ?- wysyczał.- Potem się z tobą rozprawię, a teraz słuchaj. Widzisz ten ogień, tam w dole?
-Tak, Panie.- tym razem się opamiętałam. Wolę nie narażać się za bardzo.
-Są to smoki, pierwsze zadanie w Turnieju Trójmagicznym. Twoim obowiązkiem jako Śmierciożercy jest mi służyć, tak więc masz sprawić, by smoki wywołały zamęt i zniszczenie. Wypuść je, rozwściecz.- powiedział stanowczo i dodał, zanim zdążyłam odpowiedzieć.- Crucio! Czas na karę, byłaś niegrzeczna.
I am the Master of Domestic Discipline. Wypnij swe niegrzeczne pośladki.
Siedząc na miotle ponad czubkami drzew. To ma sens. Może córcia spadnie i się zabije.


Okropny ból przeszył całe moje ciało. Jakby tysiące noży przecinało każdy zakamarek mojego ciała, dobijając mnie igłami. Straciłam równowagę i spadłam z miotły, w rezultacie upadając gdzieś w lesie i gruchocząc sobie tysiące kości.
Najwyżej trzysta i to też pod warunkiem, że zamieniła się w mielonkę.
O, zgadłam! Spadła!


Poczułam jak zaklęcie znów mnie trafia i po kolejnej fali cierpienia zobaczyłam ciemność i zapadłam w stan uśpienia, tak zwany powszechnie zemdleniem.
Zemdlenie ma tyle wspólnego ze snem, co mdłości omdleniem.


-Mamusia ? Mamusiu!- krzyczało jakieś dziecko. Nie, nie dziecko. To ja krzyczałam. Malutka, czy raczej nie ? Nie wiem. - Mamusiu, gdzie jesteś?!
Nagle przede mną pojawiła się wysoka, czarno włosa kobieta. Miała piękne, zielone oczy i nosek tak delikatny jak mój.
Nawet konając musi zwrócić uwagę na swą urodę.
Ufff… nos odziedziczyła po matce, a nie po ojcu.


Jej biała suknia powiewała na wietrze i dziwnym trafem po chwili obie stałyśmy na wzgórzu.
*powiewa spódnicą* Cholera, nie działa, dalej siedzę przy biurku.
*powiewa nogawką* Ni cholery nie chce mnie zabrać z biura!
U mnie już fajrant, zwiewam stąd!


W dole rozpościerało się morze, woda uderzała o skały, mewy wrzeszczały. Błękitnie niebo powoli ciemniało, a przepiękna kobieta [bo matka Mary Sue nie może być “ładna”] patrzyła na mnie z troską w oczach. Nie wiedząc jak i dlaczego podbiegłam do niej i wtuliłam się mocno. Objęła mnie i wyszeptała dźwięcznym głosem. niczym anioł:
*wyje* Jak anioła głos,usłyszałem ją...


-To nie twój czas dziecko. Wróć i żyj, jest tam bowiem chłopak któremu na tobie zależy. *rechot* Mamunia wie, jak zmotywować córeczkę.


Żyj, pełnią szczęścia. Wróć.
Do Sorrento?
I nie zapomnij o tych smokach!


Po wypowiedzeniu tych zdań puściła mnie i podchodząc do krawędzi klifu, spadła w dół.
Wolała się zabić…
Jakoś się jej nie dziwię.


Podbiegłam, krzycząc, lecz nie zauważyłam jej w dole. Jednak po chwili krajobraz zmienił się i znów zobaczyłam ciemność. Przerażającą ciemność. Usłyszałam syk, jakby węża, który znaczył ostrzeżenie.
Koty znaczą teren, węże znaczą ostrzeżenia.


Odwróciłam się i ostatnie co zobaczyłam to wnętrze paszczy Nagini.
Nagini świeciło się z pyska jak Lindemannowi.
Ich tu dir weh… Nawet pasuje!


Obudziłam się nagle zlana potem i rozejrzałam w koło, łapiąc się za pogruchotane żebra.
Pogruchotanymi rękoma, nie zapominajmy.


Białe ściany, łóżka szpitalne, kamienna podłoga i ... jeden ze Ślizgonów w pół siedzący na krześle, w pół leżący na moim łóżku i trzymający mnie za lewą dłoń, mówiły same za siebie - ktoś mnie znalazł i przyprowadził (przyniósł, jak już) z powrotem do szkoły. I dzięki wielkie dla tego kogoś, bo inaczej mogłabym się nigdy nie wybudzić.
Zamiast Mary Sue-Riddle mielibyśmy Śpiącą Królewnę. I tak spałaby, spała - aż by się jakiś nekrofil-gerontofil nie napatoczył.


-O, wstałaś już.- powiedział Karon, podnosząc się i ocierając zaspane oczy.
Karon mówi sam do siebie?
-Mhm ... - przytaknęłam cicho, gdyż nadal bolał mnie każdy mięsień.
Jak to “wstaje”, skoro nadal leży?


-Spałaś parę dni, jutro rano rozpoczyna się pierwsze zadanie turnieju. Trochę się w tym czasie wydarzyło, ale o tym później. Znalazłem cię w lesie, byłaś poobijana, krwawiłaś i na pierwszy rzut oka można było spostrzec, że połamałaś prawie każdą kość w delikatnym ciele.
Te odłamki tak ci fajnie sterczały przez skórę, a poza tym byłaś cała taka gumowata. Powszechnie wiadomo, że źli bohaterowie MUSZĄ być głupsi od szpadla, dlatego Voldek najpierw wyznaczył córce zadanie, a potem prawie ją zabił. A gdyby się obudziła PO turnieju, to co?
To by ją ukarał znowu, każdy pretekst dobry.


Nie będę kazał ci się teraz tłumaczyć, bo widzę, że nadal cię wszystko boli, ale kiedy wrócisz do zdrowia masz mi o wszystkim opowiedzieć, jasne?!- powiedział zmartwiony.
Bo jak nie, to dostaniesz wpier***. Troskliwy Miś z blokowiska.




Zaklęcie 7: Zadanie pierwsze
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rano obudził mnie hałas, dobiegający zza drzwi. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam po skrzydle szpitalnym. Nie było nikogo prócz mnie, wszyscy przygotowywali się do pierwszej rozgrywki Turnieju Trójmagicznego, która miała odbyć się po południu.
Opróżniono szpital, zgromadzono leki i opatrunki.


[Faye zbiera się, przezwyciężając nieznośny ból i rusza na turniej]


-Nie martw się Potter, weźmiemy ze sobą paczkę chusteczek.- usłyszałam głos Karona. Rozejrzałam się i postanowiłam zaufać zmysłowi słuchu, idąc w stronę donośnych śmiechów. Nie myliłam się ! Moim oczom ukazali się: Draco, Karon oraz Zabini, naśmiewający się z Gryffona.
Takiego na wierzchu.


-Siema, co mnie ominęło?- zapytałam, szturchając lekko kolegów. Spojrzeli na mnie z uśmiechem, a nawet przytulili na powitanie nie zwracając uwagi na pełne bólu okrzyki, po czym zostawiając Harry'ego w spokoju zaprowadzili mnie na ławeczkę blisko areny.



-Tak więc od czasu znalezienia cię przez mojego kuzyna zaliczyłem pięć dziewczyn, co jest absolutnie najważniejszą informacją i dlatego podaję ją na początku, rudzielec pogodził się z Potter'em, a ty mimo bólu i sińców we wszystkich kolorach tęczy nadal masz tak piękną twarz.- odpowiedział mi Smok, delikatnie głaszcząc po włosach. Na te ostatnie słowa zarumieniłam się i lekko podniosłam kąciki ust w geście uśmiechu.
Rękami je podniosła, dlatego nazwała to “gestem”.


Zauważając to blondyn zbliżył swoją twarz i delikatnie musnął moje usta, swoimi.
Uszami.


-Ekhm .. My tu jesteśmy.- odchrząknęli równo Lestarnge i Blaise, zirytowani.
Też chcieli, by ich Draco uszami pomiział.


Chciałam odsunąć się, by nie czuli się jak piąte i szóste koło u wozu, ale Malfoy mi na to nie pozwolił. Jedną ręką złapał mnie za pogruchotane nadgarstki, drugą zaś oparł o moje wybite ze stawu biodro, pogłębiając pocałunek. Nasze języki delikatnie o siebie ocierały, tak się zatraciłam, że nie zauważyłam że obluzowane zęby mi klekoczą, iż nasi koledzy poszli sobie jak najdalej.
Hola, hola! Jeśli Voldemort kazał jej pobudzić smoki, to miał na myśli smoki! Te prawdziwe jaszczury zionące ogniem, a nie wciąż podjaranego Malfoya!
Zadziwiające, jak często opko aż się prosi o zilustrowanie pewnym obrazkiem (znanym już naszym Czytelnikom), przedstawiającym smoczy tatuaż na przyrodzeniu...


Nagle chłopak delikatnie pchnął mnie na plecy.
Na ten biedny, połamany kręgosłup.
Zaskoczona spojrzałam w jego piękne, sztalowoszare oczy.
Nie, ona naprawdę nie zrozumiała czego chce ojciec.
Aż musiałam przewinąć tekst, żeby się upewnić. Tak, oni zaraz zaczną kopulować w miejscu publicznym - na ławeczce blisko areny.


Były pełne podniecenia i chciwości, oczy prawdziwego podrywacza czystej krwi.
Albo kieszonkowca na Jarmarku Dominikańskim.
Ta chciwość to na widok jej złotych zębów?


Chłopak zaczął się do mnie dobierać, kiedy sturlałam się z drewnianej ławki na miękką trawę.
Bo na twardej ławie nie chciał jej nawet tknąć.


-Czekaj, nie tak szybko!- zwróciłam się do niego, nieco oburzona.- Nie dam ci tej satysfakcji z łatwiej zdobyczy.
Na takie dictum Malfoy potoczył się po ławce wyjąc ze śmiechu.
A mógł zgwałcić. Ludzki pan.


Po tych słowach wstałam, otrzepałam się i odeszłam, odrzucając blond włosy, delikatnie pofalowane od wilgoci jaką wyczuwało się w powietrzu.


Nawet sturlana na trawę jestem piękna, a co!


Stanęłam przed schodkami na trybuny areny, by zorientować się, gdzie poszli moi znajomi. Wtedy też zjawili się bliźniacy Weasley.
-Zakłady ! Kupujcie zakłady !- krzyczeli, przedzierając się przez tłum. Jak zwykle muszą wykorzystać każdą sytuację, by zarobić szmal.
Lepsze to niż obmacywanie się i turlanie na oczach wyżej wymienionego tłumu.


W pewnym momencie w oddali zauważyłam wysokiego chłopaka w szacie Slytherin'u, którego twarz oraz włosy (oprócz oczu) zakrywała czarna maska. Od razu rozpoznałam kolegę z klasy i pobiegłam w jego stronę.
A tymczasem to był Zupełnie Kto Inny.


-O tu jesteś.- ucieszył się na mój widok.- Szukałem cię. Gdzie się podział ...
-Draco ? -przerwałam mu.- Nie martw się nim, znajdzie drogę.
Wróci, jak zgłodnieje.


Usadowieni wygodnie na starych drewnianych ławkach czekaliśmy na rozpoczęcie turnieju. Zawodnicy już od godziny czekali w specjalnie przygotowanym namiocie. Muzyka głośno grała, choć orkiestra od czasu do czasu gubiła dźwięki i brzmiało to trochę niefortunnie. Ale cóż można było się spodziewać po tak nie wyćwiczonej grupie?
Gdybyż to mnie dano te wszystkie instrumenty! Puzon, wiolonczela, fortepian, bęben, gitara… Może wyglądałabym trochę głupio, ale cóż to byłaby za symfonia!


[Pierwsze zadanie Turnieju Trójmagicznego rozgrywa się dokładnie według opisu z książki, w żaden sposób niezakłócone przez Faye ani kogokolwiek innego. A to się Voldek zdziwi!
Skoro cała para poszła jej w pobudzenie Draco, to na smoki zabrakło jej czasu.]



Wszyscy siedzieliśmy i z wyczekiwaniem patrzyliśmy na sędziów. To było niesamowite, nawet Ślizgoni kibicowali Potter'owi oraz Diggori'emu.
W końcu ogłoszone zostało kto jest na jakim miejscu i rozeszliśmy się do dormitoriów.
A spokoju Faye nie zamąciło ani pół myśli o tym, co zrobi Voldek, gdy się dowie, że nawet nie próbowała wykonać zadania.
Będzie rżnąć głupa, mówiąc, że źle zrozumiała polecenie.


Z Hogwartu błoni, pełnych słoni (a dlaczego nie?) pozdrawiają: Jasza z impendiamentem, Sineira z papugą, Dzidka z jednorożcem oraz Kura z biurem,


a Maskotek jest zamaskowany.

A tu, Drodzy Czytelnicy, obiecany  bonusik.
Jak wiadomo, blogosfera to jest sirius byznes, nie może więc się obejść bez odpowiednich uregulowań prawnych. Każdy szanujący się blog musi posiadać regulamin. Żeby brzmiał on poważniej, dobrze jest użyć nieco żargonu, to robi wrażenie. Przyjrzyjmy się zatem, jak wygląda tekst pisany przez osobę, która załapała trochę prawniczego slangu i usiłuje tworzyć w nim fachowe “przepisy”, podczas gdy przede wszystkim nie potrafi posługiwać się językiem ojczystym… A potem dziwimy się, że nie sposób zrozumieć pism, które przychodzą z urzędów i kancelarii!
Sam blog do analizy niezbyt się nadaje, gdyż zawiera jedynie kilkuzdaniowe streszczenia odcinków różnych telenowel (choć i tu polszczyzna bywa czasami mocno fantazyjna).
A ponieważ regulamin brzmi bardzo groźnie i odwołuje się do organów ochrony prawnej, na wszelki wypadek wzięliśmy ze sobą adwokata. Panie mecenasie, zapraszamy!






O autorce:

Naczelny Autor JET  – Potomek lat 90′,
Rok 1991 poszedł na piwo z 1998 i tak jakoś wylądowali w sypialni...

weteranka polskiej blogosfery,
Przetrwała przenosiny onetu na blog.pl, chwała jej za to!
Nie wiedziałam, że przenosiny obejmowały jakieś działania wojenne.

matematyk w ciele humanisty
Po transplantacji mózgu.
Jak wygląda ciało humanisty i czym się różni od ciała np. biologa?!
Nie wiem jak reszta ciała, ale język powinien być nieco giętszy.

o   wszechstronnych zainteresowaniach, wielka optymistka i idealistka, silnie akcentuje swoją asertywność, lubi mówić ‚nie’, lubi zadziwiać i intrygować.
Zadziwiające cudzysłowy Waćpanna stosujesz!
Rzekłabym, że ekstraordynaryjnie intrygujące!

Wytycza sobie cele, które osiąga mimo trudności, nie ma dla niej  rzeczy niemożliwych,
To dobrze! Na początek masz tu podręcznik do gramatyki...

ambicja i olbrzymia siła duchowa jest motorem jest sukcesów.
Tak jest!

Storni od używek i bluźnierstwa.
Klątwa naćpanej flądry !!!
Ławica storni w czasie sztormu z pewnością klnie, aż uszy więdną śledziom.
Klnie, ale nie bluźni przeciw Panu, albowiem w przeciwnym razie karząca prawica Jedynego strąciłaby plugawca w odmęty.

Mimo upływu lat jest w coraz to lepszej formie,
Jak wino!
Taaa, Maryla Rodowicz też tak pewnie uważa.

ma swoją odrębną filozofię życia zgodnie z którą żyje.
A ja mam swoje zdanie, ale się z nim nie zgadzam.

Może zostać najlepszym przyjacielem albo najgorszym wrogiem. Chęć poznawania świata, nauka i marzenia pchają ją coraz to dalej przed siebie.
Aktualnie ma 20 lat
No to faktycznie upłynęło jej, że ho ho...
Nie wiem, co jej filozofia mówi na ten temat, ale z każdą chwilą jest starsza.
Ale trzyma się coraz lepiej. Jak dożyje setki, będzie śmigać maratony w czasie poniżej godziny.

i jest studentem II roku Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warmińsko-mazurskiego.
Nie wiem natomiast, skąd w niej to upodobanie do form męskich - uważa, że “student, matematyk, humanista” brzmią poważniej?
Może jest obojnakiem. Bywa.

Regulamin

Poniższy Regulamin bezwzględnie obowiązuje wszystkie osoby korzystające z bloga.Zapoznanie i przestrzeganie traktowane jako sine qua non.
Przeczytajmy go zatem sine ira et studio.

§ 1. Owy (ÓW, do jasnej niespodziewanej!) (Sine, tylko bez IRA!) Regulamin reguluje stosunki czytelników bloga jak i jej właściciela.
Jej - onej blogi, niebogi.
Nie wiem, czy chcę mieć stosunek regulowany z właścicielem…

Niniejszy regulamin dotyczy bloga i spraw z nim związanych.
Na przykład porannej kawusi przed monitorem.
Albo słitfoci z Hiddlestonem. BO TAK.

§ 1.1 Osoba która złamie regulamin zostaje ostrzeżona, a gdy kilkukrotnie złamie regulamin, nastąpi blokada jej IP, w szczególnych sytuacjach łamiących prawo nastąpi powiadomienie odpowiednich organów ochrony prawnej.
To znaczy kogo? Wujka Prawnika? Czy kolegów z roku?

(Obrazek - za pośrednictwem Q - pożyczony od Blogowego Sznaucerka )


§ 2. Obowiązuje całkowity zakaz kopiowania elementów bloga, z wyjątkiem fragmentów szablonu i specjalnie przeznaczonych elementów do promocji bloga, za łamanie praw autorskich oraz grozi odpowiedzialność karna.
Jakże niezwykła jest oryginalność tych streszczeń odcinków, skoro aż trzeba je chronić prawem autorskim! Oraz co tu robi to z dupy wzięte “oraz”?
To chyba jest jeden z elementów promocyjnych. Działa podprogowo.
Poza tym, przykro mi - cytowanie nie jest łamaniem praw autorskich.
Ty się ciesz, że nie straszy “kodeksem karalnym”, bo i takie cuda się widuje.

(a w ogóle, straszenie odpowiedzialnością karną na blogasku, to prawie jak…)

§ 3. Osoby korzystające z bloga obowiązuje kultura osobista w treściach pozostawianych na blogu i w ogóle.
Słuszna uwaga, kultura obowiązuje wszędzie, a zwłaszcza w ogóle.
I w szczególe też. A w ogóle to załóż krawat, czytelnik w krawacie jest mniej awanturujący się.

§ 3.1  Na blogu zabrania się pozostawiania spamu oraz komentarzy reklamujących inne strony, za wyjątkiem miejsc specjalnie do tego przeznaczonych.
Których - co za sprytne rozwiązanie! - na tym blogu nie ma.
Taki Paragraf 22.
Jeśli pozostawisz spam, właścicielka bloga zafunduje ci lot nad kukułczym gniazdem.

Takie komentarze będą nagminnie usuwane, w wyjątkowych sytuacjach stosowany będzie  § 1.1
Natomiast w przypadku nagminnego używania wyrazów, których się nie rozumie, stosowane będzie walenie słownikiem po łbie.

§ 4. Bloga tworzy Jet.
A nie przypadkiem JET? “PAN” i “pan”, to nie to samo.
I to trzeba było umieścić w regulaminie? Serio?

§ 5. Wszelkie pytania, propozycje należy składać w komentarzach lub na oficjalny nr GG [...]
Pytania o stan cywilny i propozycje matrymonialne takoż.

§ 6. Korzystanie z bloga. Przed każdym tytułem wpisu znajduje się 2 literowy [dwuliterowy] kod w kwadratowym nawiasie odpowiadający danej telenoweli na ogół jest to skrót jej polskiej nazwy. Posty bez kodu są ogólną sieczką bez znaczenia? tematyczne.
Swoją drogą interesujące - jak za chwilę się przekonamy, autorka nagminnie zamienia -ą na -o w końcówkach wyrazów (podejrzewam regionalizm), a jak raz trzeba było zapisać -o (“ogólnotematyczne”) to jej się na hiperpoprawność akurat zebrało...

• [NM] – Nieposkromiona Miłość
• [PU]  – Prawdziwe Uczucie
• [ON] – Otchłań Namiętności
• [UM] – Ukryta Miłość
• [OS] – Osaczona
• [TM] – Triumf Miłości
• [NA] – Nie Igraj Z Aniołem

§ 6.1 A jak ci się nie podoba, to tam na górze masz taki krzyżyk.
Na razie to nie jest regulamin, to jest instrukcja obsługi dla mało rozgarniętych.

§ 7. W górnej belce bloga znajdują się podstrony, które aktualizowane są co jakiś czas, więc analogicznie niektóre nowe wpisy przypisywane są co kilka dni.
Analogicznie? A dlaczego nie “wprost proporcjonalnie”?
Chwila, chwilunia. Kogo właściwie ma obowiązywać ten regulamin? Właścicielka bloga pisze go sama dla siebie?

§ 7.1 Szczególną kategorią postów są tzw. ‚Dekrety’, które pojawiają się bardzo rzadko w nadzwyczajnych sytuacjach, informujące o ważnych zmianach w funkcjonowaniu bloga.
No widzicie, inni dają w tym celu ogłoszenia, a ja jestem humanistycznym matematykiem i prawie że prawnikiem, władzą absolutną na blogasku, więc wydaję dekrety z natychmiastową wykonalnością, o!
W obrębie swojego bloga aŁtorka jest organem władzy wykonawczej, więc wolno jej, a co!

Jednego dnia może pojawić się tylko jeden Dekret. Organem, który ma moc prawodawczą jest naczelna autorka bloga.
No to klops, bo jako organ władzy ustawodawczej (vel prawodawczej) winna tworzyć ustawy, nie dekrety.

Wszystkie Dekrety dostępne są TU.
Np. Dekret o wprowadzeniu stanu wojennego…
Jest tyle ładnych słów na [d], a ta sobie akurat dekret upatrzyła.
Nie narzekaj, mogła napisać “dekold”.
Bardziej by pasowało “dyrdymały”.

§ 8. Oficjalnym i niezmiennym logiem bloga jest napis Telenovel specyficzną czcionko
O, czcionko specyficzno, jakaś ty jest śliczno!

na którym widniej albo ciemniej trójgłowy smok? falisty kwiat a pod nim napis Telenovel.blog.pl – ArkadiaTelenovel.
No to masz Waćpanna nieregulaminowe logo - ze spacją pomiędzy słowami “Arkadia Telenovel”! I ohydną przerwą po tym dużym T z falistym daszkiem, która też wygląda jak spacja. Wzywam Policję Internetów na blogaska!!! Nastąpiło złamanie regulaminu!!!

(btw, taki opis logo można sobie o kant tyłka potłuc - gdzie nazwa czcionki, jej rozmiar, opis kolorów itd.? Za “specyficzną czcionkę” mogę uznać na przykład Comic Sans - i co mi pani zrobisz?)

Zastrzegam sobie prawo do aktualizacji i nowelizacji Regulaminu
Aktualna nowelizacja: 29 IX 2013r

O blogu:
Stoim dzielnie, a którym otworem… to już może nie wnikajmy.

Plany stworzenia bloga skupiającego panteon najlepszych telenowel powstał już w(e) Wrześniu,
W języku polskim nazwy miesięcy zapisujemy małą literą. Inne rzeczowniki, niebędące nazwami własnymi też.
Zachwyca mnie “panteon” użyte w tak trywialnym znaczeniu.
Nie znasz się, Jaszu, telenowele są boskie!

już wówczas postanowiłam stworzyć bloga na którym mogłabym pisać o najnowszych emitowanych telenowelach oraz wracać do starszych bez obowiązku tworzenia coraz to nowych oddzielnych blogów. Pomysł nabrał rozpędu w trakcje wielkich zmian w systemie blogowym gdy wszystkie blogi utraciły dawny wygląd i układ.9 Października 2012 roku blog oficjalnie wystartował.
Tego samego dnia pożarłam moje pierwsze przecinki. Tak mi zasmakowały, że od tego momentu zjadam je namiętnie i przestać nie mogę.

Tym samym doszło do zimnej fuzji z poprzednimi moimi blogami : http://n-i-z-a.blog.onet.plhttp://osaczona-tv.blog.onet.pl http://triumf-milosci-tv.blog.onet.pl.
Omujborze, weteranka blogosfery miała raptem trzy blogi prowadzone gdzieś od 2010 roku? JestNocia tylko wzruszyłaby ramionami!
(My tu dłużej analizujemy, niż ona wkleja te streszczenia…)

Blogi odtąd pełniły rolę podstron, nie były natomiast usunięte, ich bazy danych nadal są wykorzystywane. Blog Telenovel stał się ich pewnego rodzaju strono startową
No co? U nas tak mówiO, ja piszę jak słyszę!

oraz nawigacją [o, udało się napisać poprawną formę narzędnika!] do nich.
Na litość, kogo to wszystko obchodzi? Tak trudno napisać w trzech zdaniach, że się zebrało do kupy rozproszone kawałki?

Odtąd posty związane z nowymi jak i z powyższymi telenowelami i wiadomości związane z Telenovelami publikowane są wyłącznie na tym blogu, zrzesza on bowiem wszystkich fanów aktualnie emitowanych jak i starych telenovel.
TelenoWel. Przez W jak Wenezuela.
Zrzesza wszystkich fanów, aha. Ciekawe tylko, czy fani o tym wiedzą.

Na blogu możesz spotkać: Zdjęcia, Streszczenia, Wywiady, Filmy oraz cało masę innych rzeczy związanych z twoimi ulubionymi telenovelami.
Dzień dobry, panie Zdjęcie, co za miłe spotkanie!
Widzę ją, jak już kończy te studia i pisze “cało masę” Raportów i  Sprawozdań.
Ciesz się, że nie pisze Notatkuf Słórzbowyh.

Posty publikowane są w różnej częstotliwości [z różną częstotliwością] czasem nawet kilka razy na dzień, więc częste zaglądanie tutaj nawet kilkanaście razy dziennie popłaca ;)
Błagam, powiedzcie mi, że tacy ludzie nie istnieją...


Dekret z dn 24.03.13


Ja JET pierwotna [nie mylić z tą po recyklingu], naczelna autorka bloga http://telenovel.blog.pl, mając wywalone na względnie harmonijny rozwój bloga oraz dobro wspólne wszystkich żywych istot na Ziemi i czytelników, orzekam wszystkim tu zebranym [co? chyba ”przyrzekam”...],  jako podmiot stanowiący prawo bloga wskazanego w ustępie [na haku nad sedesem], iż osoba o nicku Aneczka04, w oparci o pozywanie [do sondy ostatecznej] zdany egzamin, pomyślnie przebyty okres próbny oraz wielo miesięczną (wielomiesięczną) pomoc i radę, zostaje na okres bezterminowy [na czas nieokreślony lub bezterminowo, “okres bezterminowy” jest sprzecznością samą w sobie] przyjęta na stanowisko współautorki.
Tak wiele słów, tak mało treści, taki straszny bełkot.

Ze względów logistycznych i porządkowych już wkrótce zostaną znowelizowane niektóre podstrony. Dekret uprawomocnia [co?] z chwilą  jego publikacji.
Dekret z dn 24.03.13  | Prawodawca JET
Wyrok wydał Sędzia Dredd.

Dekret z dn 29.09.13

Ja JET pierwotna, [prastara, czysta forma Zła] naczelna autorka bloga http://telenovel.blog.pl, mając na względnie progresywny [względna progresja, to jak umiarkowana rewolucja] rozwój [masła maślanego] bloga [natomiast nie uwzględniając norm gramatycznych], porządek organizacyjny oraz dobro wspólne wszystkich czytelników [ona tworzy jakąś komunę, gdzie dobra będą wspólne dla wszystkich?!], orzekam [a może “narzekam”?] wszystkim tu zebranym, jako podmiot stanowiący prawo bloga wskazanego w ustępie [w którym ustępie?] [tym dla pań], iż osoba o nicku Aneczka04, na skutek braku zagażowania [zagazowania?][w ustępie może się zdarzyć], publikowania postów [czyli jednak je pisała, tak?] oraz [przypomnijmy - na skutek] odpowiedzi przez okres 3 miesięcy zostaje na stałe zwolniona ze stanowiska współautorki. Tym samym Dekret dn 24.03.13 traci swą moc [no proszę, brak jednego małego “z” i wyszło, że dekret stracił moc tegoż dnia, w którym został ogłoszony]. Ze względów logistycznych i porządkowych już wkrótce zostaną zaktualizowane niektóre podstrony. Dekret uprawomocnia się z chwilą jego publikacji.
Jak na moje oko humanistki w ciele urzędniczki, dekret wchodzi w życie, a uprawomocnić się może wyrok albo orzeczenie.
Toć przeca napisała, że orzeka. ;P

A swoją drogą - już starożytni…
“Tłumaczenie papirusów nie jest sprawą prostą. W miarę możności dążyłam do zachowania charakteru i stylu oryginału, nawet gdy jest on nieporadny i niezręczny. Dokumenty urzędowe pisane są najczęściej także urzędowym stylem, a nieraz wręcz urzędowym żargonem. (...) Dzieła biurokratów i nieudolnie naśladujące je pisma petentów są równie toporne we wszystkich epokach i wszystkich krajach”.
A. Świderkówna: Życie codzienne w Egipcie greckich papirusów, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008.

Z holu Prokuratury Generalskiej z siedzibą w Annomariowesołowie żegnają się Analizatorzy, czekający w towarzystwie Adwokata Gdańskiego na pozew do Sondy Ostatecznej.





31 komentarzy:

Bubu pisze...

Komentarze do opka dobre, ale regulamin mnie zabił. Wiedziałam, że Uniwersytet Wiejsko-Miejski nie ma zbyt dobrego wydziału prawa, ale... bez przesady.

Shinigami pisze...

Ten regulamin jest wręcz przepiękny! Ciekawe, czy umiałabym napisać coś takiego bez specjalnych starań...

"za to Malfoy zmuszony jest pomagać w kuchni po kolacji."

Fajną mu karę autorka wymyśliła. Bo będzie mógł się cały wieczór opierniczać pijąc herbatę podawaną przez skrzaty domowe, które będą te naczynia zmywać. Bo chyba nie oczaekują, że szwadron skrzatów domowych odstąpi od swoich zadań...?

Anonimowy pisze...

Telenowele = serious business.

Anonimowy pisze...

Bez Waszych komentarzy nie zdzierżyłabym obydwu tforóff. Ałtorkom naprawdę się wydaje,ze są zabawne?
"Nie jestem dziewicą,a sio!"- w sumie gdyby to ktoś utalentowany pisał,to mogłaby byc dobra scena...

Chomik

Anonimowy pisze...

Opko jak opko, ale dekret regulaminowy przeraził mnie śmiertelnie. 20 lat? Wydział Prawa? II rok? O tempora, o mores...

Amy Gryffin pisze...

"Wrzawa na sali wyła niezmierna
Rzygała ogniem Czara felerna
Wyciem nabrzmiałe mając oskrzele
Wrzawa wyżęła uczniów gardziele."

*wizualizuje sobie Benedicta recytującego ten wierszyk*
*uśmiecha się BARDZO szeroko*

Analiza piękna, ale opko z każdym rozdziałem głupsze, więc chyba nie chcę kontynuacji...

Natalia SStefania Borucka pisze...

Strachowi przed jednorożcami się nie dziwię, może bohaterka nie tylko muzykę ale i filmy z przyszłości zna i oglądała Cabin in the Woods:http://www.youtube.com/watch?v=l_4M0LtvI3o.

Rejwen pisze...

Czytając opisy bohaterów opka tej autorki o herosach stwierdzam, że też może być ciekawe.

Mel pisze...

Kwiczę nieprzerwanie.
Regulamin wydrukuję i powieszę sobie na lodówce, coby nie zapomnieć jakie mam prawa jako członek tej wszechludzkiej ustępowej komuny.

Lenn pisze...

Regulamin szalenie mnie rozbawił... do czasu, kiedy dotarło do mnie, że jego autorka ma jednak sporą szansą na skończenie swoich studiów.

Anonimowy pisze...

Pytanie pierwsze: czy tylko mnie scena biegania po lesie i spotkania z matką wydały się jakoś tak... zainspirowane"Zmierzchem"?
Pytanie drugie: może to czepialstwo albo znów coś mi się wydawało, ale mam nadzieję że aŁtorka blogaska wie że Blaise to imię. W momencie, gdy swojego przyjaciela wskazuje z nazwiska, a kolegę, który jest chyba tylko jedną z twarzy w tłumie jej fanów, dla odmiany z imienia, to wygląda to dziwnie. Zwłaszcza w jednym zdaniu.
Pytanie trzecie: czy humanista, który w zamyśle miał pisać ten regulamin, zaginął w internecie gdy dowiedział się jak reszta jego osoby wyobraża sobie ten projekt?
Dziekuję, nie mam więcej pytań.
Ejżja

Anonimowy pisze...

Jet to świetny materiał na adwokata. Na swoim blogu broni się zaciekle, wycinając informacje Kury o analizie. Argumentuje to tak:

Jet
2013/11/14 o 22:07 napisał:

Dokonując wykładni autentycznej, stwierdzam następująco: § 3.1 Regulaminu Bloga stanowi przepis BLANKIETOWY !

****
Fascynujące.


jasza

kura z biura pisze...

Kwikłam srodze. Ona w ogóle nie wie, co oznaczają pojęcia, których używa...

Anonimowy pisze...

Kulon wygląda na sympatycznego ptaka, a koniki są przeurocze. Zaś "podrywacz czystej krwi" kojarzy mi się z jakimś przeciwnikiem z hack'n'slasha.

Co do drugiego bloga - dziwny jest teeeeeeen świat. I blogosfera też.

Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

Anonimowy pisze...

A czy Pani Prawnik nie łamie przypadkiem praw autorskich, zamieszczając setki zdjęć?

P

Anonimowy pisze...

Ona ma UWAGA! Wszystkich wizyt: 2.966.278 (słownie - dwa miliony, dziewięćset sześćdziesiąt sześć tysięcy dwieście siedemdziesiąt osiem).

To chyba więcej, niż popularne portale.

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję, że ten tłumoczek nie skończy swoich studiów prawniczych...

P-chan pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
P-chan pisze...

Proszę o usunięcie obu analiz, gdyż nie wyraziłam na nie zgody . Owszem, ustawa mówi, że można przytaczać cytaty lub drobne utwory, aczkolwiek jest to obraza dla autorki . Nie mam zamiaru stracić dzięki Wam czytelników, mimo iż i tak mam ich mało .
Dziękuję za uwagę! Dobranoc .

kura z biura pisze...

Wybacz, ale nie usunę. I nie, to nie jest obraza. Do Ciebie nic nie mamy, analizujemy opowiadanie. A że zawiera ono różne błędy i absurdy... cóż, nie my tam je umieściliśmy.

Aha, powiedz swojej wiernej czytelniczce, żeby się nie kompromitowała, rzucając dziwkami.

***

A Jet mnie zablokowała, buuu, i nawet nie mogę jej napisać, że sorry, ale nie dam się nabrać na rzuconą pierwszą z brzegu mądrze brzmiącą definicję. Chlip.

kura z biura pisze...

Aha, ten pierwszy komentarz też widziałam i cieszy mnie, ze po doczytaniu zakładki o prawach autorskich postanowiłaś jednak odezwać się grzeczniej... ;)



Babatunde Wolaka pisze...

Bard Beedley to chyba magiczny odpowiednik Żorża Okudżawy, radzieckiego podrabiacza Bułata O. i Włodzimierza Wysockiego.

"Co prawda nie wiemy, co to jest Hogsmeed..."
I tak mniej błędów niż w "Hosmesgade".

"Serduszko jej bije mocniej na widok Hermiony? No, no…"
Romans Hermiony z córką Voldemorta wygląda na interesujący pomysł *przezwyciężam po raz fąfnasty pokusę napisania fanfika potterowego*

"Owada Kewlara!" mnie urzekło.

Anonimowy pisze...

Pani Prawniczka to trochę jak ja na zajęciach Przetwarzanie Informacji IV - nie mam bladego pojęcia o co chodzi i przysypiam, ale na wszelki wypadek zapiszę kilka mądrych słów. Definicji do nich już niekoniecznie.

Dekrety to bełkot tak piękny, że jej wykładowcy powinni je na zajęciach omawiać. Ku przestrodze.

Ag

Anonimowy pisze...

Przepięknie wyszła ta analiza regulaminu i dekretów. Jestem pod wrażeniem! Może w następnych bonusach analiza Coneq? Jest co analizować!

Anonimowy pisze...

Jezu Chryste na bananie!
"Pragnę wszystkim zakomunikować, że dokładnie dzisiaj liczniki odwiedzin bloga przekroczył 3 miliony odwiedzin, z czego jestem bardzo dumna, bo udało mi się to osiągnąć w nico ponad rok działalności TELENOVEL. Nie muszę chyba mówić, że tak kolosalne liczby dopingują i mobilizują mnie do dalszej pracy. Chcę aby z każdy nowym milionem strona była coraz większa i lepsza. Pragnę również zauważyć że mało, który blog przekracza milion, a nam udało się to liczbę potroić. Aktualnie nasz blog zajmuje 2 msc w rankingu najpopularniejszych polskich blogów blog.pl, pokonując swą popularnością blogi celebrytów i polityków. Jest więc to wielkie odznaczenie i potęga naszej pasji do Telenovel."
Czy mnie oczy mylą? I pomyśleć, że z skończy studia tylko dlatego, że uniwerek jest biedny i muszą ją tam trzymać dla kasy...

Ankh pisze...

Nie wiem, czy wiecie, ale to opko dalej powstaje (ostatni rozdział z zeszłego miesiąca!).
Może jakiś ciąg dalszy analizy? Bez waszych komentarzy nie chce mi się tego czytać :)

Justyna K Lambert pisze...

To opowiadanie prezentuje tak żenujący poziom literacki i całkowitą nieznajomość kanonu (opiera się chyba tylko na filmach co widać po przerysowaniu niektórych dialogów i akcji, a już "krytykant ministerstwa" sprawił, że popłakałam się ze śmiechu), że naprawdę podziwiam was iż chciało się Wam przejść przez tego gniota.
Pozdrawiam, jesteście świetne, czasami naprawdę tylko Wasz blog potrafi poprawić mi humor, ale czytam głównie na telefonie i nie mam jak skomentować :)
Dobra robota :D

Anonimowy pisze...

"Obią"

Co...?
Analizatorom też chyba coś opadło i nie dali rady tego skomentować.

kittu pisze...

Jet, z wartym odnotowania zacięciem, ma "na względnie" dobro bloga.

Sher pisze...

Wzmianka o Benedikcie mnie rozczuliła.
A regulamin... Cóż :'D

Anonimowy pisze...

Jaka trąbka, jaka studentka, skąd Wam to?
W profilu na blogu aŁtorka podaje "uczeń", w dyskusji pod którymś odcinkiem zeszłego lata pisała coś o gimteście (to taki mugolski odpowiednik SUM-ów) i faktycznie wszystko pasuje - typowy gimfikt, quis unum vidit, omnia vidit.
(w niczym nie obrażając osób, które w gimnazjum pisały poprawnym językiem fanfikty sensowne i ciekawe)

To pisałem ja, Arthur Weasley.