czwartek, 20 marca 2014

254. Baśń o dwugłowej kuśce, czyli Warszawa Wrzeszcz (cz.1)



Drodzy Czytelnicy! Zgodnie z zapowiedzią, bierzemy się znów za książkę, taką wydaną na papierze, z okładką i w ogóle, a zatem, jeśli sądzić po kształcie zewnętrznym - prawdziwą. Jeśli zaś chodzi o zawartość, cóż - jest to opko, opko na poziomie Milenki-Marlenki, pominąwszy błędy ortograficzne. Przygotujcie się więc na bohaterów całych od, na nietypowe metody zapładniania, na pseudofilozoficzne rozważania oraz na to, że boCHaterce wszystko kojarzy się z dupą.
Indżojcie!


Analizują: Jasza, Dzidka, Gabrielle, Babatunde Wolaka i Kura.


Ilona Felicjańska: Wszystkie odcienie czerni
Wydawnictwo:
Akurat, Styczeń 2013


Nigdy jeszcze nie posługiwaliśmy się psem, ale oto: PUDELEK, jak żywy:


Ilona Felicjańska co chwila zaskakuje kolejnymi "projektami". Po nagiej sesji z paparazzi przyszła kolej na erotyczną sensację zatytuowaną Wszystkie odcienie czerni. To jej debiutancka książka, mająca być polską wersją światowego bestsellera Pięćdziesiąt twarzy Greya. Na planie reklamy książki celebrytka opowiedziała o swoich planach wydawniczych:


Jest to dużo sensacji połączonej z erotyką. Książka jest mówiąca o rozterkach kobiety około czterdziestoletniej, która szuka do zmiany w życiu. Są tam sytuacje zaczerpnięte z mojego życia, życia moich znajomych, z życia biznesu.





Rozdział 1
Wymieszane wspomnienia
1.
Budzę się, gdy jest już we mnie. Rozpalona, z rumieńcem na twarzy.
Już na samym początku nie wiadomo, kto jest w kim. Wychodzi na to, że jakaś rozpalona w narratorze.
Żerdź?
Ma gorączkę. Ktoś jej wetknął termometr w tyłek.


Porusza się, ściskając mocno moje uda. Palce pozostawiają białe smugi na opalonej skórze.
Spędziła noc z piekarzem.


Jego dłonie docierają za moje plecy.
To była ściana.


Powoli, bardzo powoli. Chwytają za pośladki, przytrzymują,
A to był tylko obły występ muru.


by mógł wejść jeszcze głębiej, choć wydaje mi się, że głębiej już nie można.
Droga aŁtorko, Pstrowski nie takich cudów dokonywał, naprawdę.
Fedruj, fedruj, człowieku z żelaza!



Myślę, że chciałabym być na niego zła. Za to, że zaczął beze mnie [ale za to z tobą], zrobił to bez żadnego pytania, bez przyzwolenia.
Narratorze, czy pozwolisz że się wepchnę?



Po wszystkim zapala papierosa, a ja śmieję się w duchu, bo przecież jeszcze niedawno ochrzaniałam Pawła za palenie w łóżku. Niedawno? Nie, to było bardzo dawno. Ale Oskara nie ochrzaniam.
W łóżku też są równi i równiejsi.


Pozwalam mu palić i myślę, że sama mam na to ochotę. To już tyle lat. Siedem, może osiem, gdy rzuciłam. Byłam z siebie taka dumna, taka szczęśliwa. Jeszcze wczoraj…
– Mogę?
Podaje mi papierosa, zaciągam się lekko. Tłumię odruch kaszlu i za chwilę czuję zawroty głowy.
Obowiązek obowiązkiem jest - postkoitalnego papieroska należy wypalić, choćby osiem lat niepalenia miało pójść wpissss…
Pytanie brzmi, jak przy takim sprzężeniu chuci z paleniem udało jej się w ogóle wytrzymać te osiem lat.


Uśmiecham się, by to ukryć. On też się uśmiecha. Oddaję mu papierosa. Zaciąga się mocniej, jakby chciał już go skończyć, jakby się bał, że znów mu go zabiorę. Paczka czerwonych marlboro leży na nocnym stoliku. Zerkam na nią i widzę, że jest do połowy pełna.
Te opisy paczki papierosów wskazują, że nie u nas to się dzieje. U nas, nad Wisłą  to tylko sporty i ekstra mocne.


Albo od połowy pusta.
Mamy więc wątek egzystencjalny.
A już miałam pochwalić, że pani jest optymistką.


Obok leży prezerwatywa Durex. Nieotwarta.
Uwaga, opko zawiera lokowanie produktu.
Produkt w prezerwatywie lokowany jest w…


Odruchowo zerkam na jego członek. Leży bezwstydnie na udzie. Jest ciemniejszy niż opalenizna. Wyciekają z niego resztki wydzielin.
Yummy-yummy. Prawda, że urocze? A dalej będzie jeszcze smaczniej.


Wąska, przezroczysta strużka.
Nigdzie nie ma gumki.
A więc to prawda.
Pierwszy raz zrobiliśmy to bez gumki.
To duży krok do przodu. Chyba.
Na krawędzi przepaści.


Ale za to wielki krok dla Ludzkości…

kosmos.jpg
[http://labfiz.uwb.edu.pl/ptf/echa/encyklopedia/woronko/kosmos.jpg]


Wstaje, gasi papierosa w popielniczce i zamiera przy oknie. Błękitne światło oblewa nagie ciało.
W końcu do czegoś przydał się ten neon za oknem.
Albo UFO. Bydlaki są gorsze niż komary - wszędzie ich pełno.


Muskularny tors pokryty nieregularnym owłosieniem, umięśniony brzuch, kark, twardo ciosane uda. Pomiędzy nimi dynda członek.
Ale już nie “twardo ciosany”.
Już sam się naciosał wystarczająco, teraz robi sobie wolne.


Wciąż dość duży, jakby w półwzwodzie. Wcześniej taki naprężony, dumny, piękny, wręcz dostojny.


Teraz brzydki, z obciągniętą skórką na żołędzi.


Zwisa z czarnej poduszki krótkich, kręconych włosów. Gęstej i dziwnie miękkiej, jakby mył ją jakimś specjalnym szamponem.
Są takie szampony dla psów, naprawdę.
Do włosów łonowych też, tak tylko mówię.
Ten opis kojarzy mi się nieodparcie z “Odą do przyrodzenia” Zaciera:
Czy to róża czy konwalia?
Nie! To moje genitalia!
Włosów pęd się w koło wije,
Cały zgodnym rytmem żyje.



Szczecina Pawła przy niej wydaje się taka szorstka i sztywna. No ale Paweł i Oskar różnią się pod wieloma względami.
Jeden z nich nie używał szamponu Chujex.


Otwiera okno, bo jest nam za ciepło.
Niedaleko, za tarasem, szpalerem palm, autostradą i pasem zieleni opanowanym przez oblepionych kartonami kloszardów, szaleje wzburzony ocean.
Szaleje ze zdziwienia.


Wysokie na dwa metry fale pchane silnym zachodnim wiatrem pienią się, huczą gniewnie. Czy wiatr kopuluje z falami i dlatego są tak głośno? Czy z tego powodu krzyczą, jak ja krzyczałam przed chwilą?
Pierwszy przykład na to, że aŁtorce z dupą i ryćkaniem kojarzy się dosłownie wszystko. Nawet ocean.
No bo jeżeli ze słowa “ocean” wyrzucić kilka liter, a dodać kilka innych, to wychodzi “orgazm”.
A w oceanie pływa pewna ilość zwierząt. Małych, białych, z ruchliwymi ogonkami.


Nieco chłodniejsze powietrze miesza się z ogłuszającym hukiem klimatyzacji. To skandal, że pokój w tym hotelu tyle kosztuje, a kryje takie niespodzianki. Cóż, noc w Santa Monica ma swoje prawa.
To znaczy jakie? Że klimatyzacja huczy? Czy że grafomanka wymyśla zdania z rzyci wzięte?
Że klimatyzacja nastawiona jest na grzanie?
“Swoje prawa” to zwrot z takim sensem jak “poród musi boleć”.


Możesz za to przez okno z głośnym klimatyzatorem zobaczyć, jak do restauracji naprzeciwko wchodzi Claudia Schiffer albo Dustin Hoffman.
Łaaaaał.
Tak to już jest! Wynajmujesz pokój w Golden Tulip a tu WTEM! Pod samymi oknami Doda, Pazura i Mucha biegną do Muzeum Kolejnictwa.


Podjeżdżają.
Parkingowy bierze od nich kluczyki i zabiera auto na parking, a oni, wielkie gwiazdy, wchodzą powoli po szkarłatnym dywanie do środka włoskiej restauracji.
Gdyż wszystkie ulice, chodniki i podjazdy w Los Angeles i miastach sąsiadujących są wyłożone czerwonymi dywanami. Khm… w tym roku na Gali Oskarowej jedli pizzę, ale przyniesioną przez umyślnego.


Gwiazdy jedzą calamari, a Oskar mnie posuwa.
Rżnąłeś kiedyś gwiazdę filmową, Oskarze?
Drugi przykład na to, że aŁtorce z dupą i ryćkaniem kojarzy się dosłownie wszystko.
Czy w “American Pie” nie porównywali stosunku do wkładania członka w ciepłą szarlotkę?
Nie wiem, ale w “Kompleksie Portnoya” pewną rolę odgrywa świeża wątróbka.
Co do pytania boCHaterki - z pewnością niejedna gwiazda filmowa pragnie posiąść Oskara.


Nie, nie zadaję tego pytania. Kłamię też z tymi gwiazdami. Żadnej nie widziałam. To wstyd być w Santa Monica, tuż przy słynnej plaży, kilka metrów nad molo, na którym kręcono tyle hitów, i nie widzieć żadnej gwiazdy.
To jak jechać do Niemiec i nie mieć za sąsiadów Kaulitzów.


To tak jakby będąc w Indiach, nie widzieć kobry.
Ale podobno one bywają. Gwiazdy. Tak mówi recepcjonista. Może chcąc wytłumaczyć ten klimatyzator i absurdalną cenę.
Ja pitolę, kolejna z odpałem na Gwiazdy. Sens życia - zobaczyc celebrytę na ulicy i jarać się tym miesiącami, jak moje koleżanki z pracy.
To brzmi tak, jakby za pokój z widokiem na gwiazdy płaciło się dodatkowo.



A może to nie jest Santa Monica, tylko plac Powstańców, a klimatyzator zawodzi, bo jesteśmy w Gromadzie, a nie w Ocean View?
Jasny gwint! Warszawa jest sexi! Ten widok na Prudential wszystko tłumaczy.


Sprawił, że ciągle myślę o seksie.
Klimatyzator?!


I wcale nie chodzi o rano czy wieczorem. Pierwszy raz zwykle, kiedy stoję w korku w drodze do biura. Drugi przy automacie z kawą.
Jakie włochate myśli może wywołać takie ustrojstwo...


Jestem trzecia w kolejce. Przede mną gość w kremowej koszuli, którego imienia nie pamiętam. Ale pamiętam, że na jednej z przerw obiadowych, gdy usiedliśmy razem przy stoliku, wyznał mi, że starają się z żoną o dziecko. Imienia żony też nie zapamiętałam. Ale zapamiętałam zdjęcie.
Wyjął je z portfela, w przerwie między kluską śląską a plasterkiem boczku. Miała czarne włosy i duże, seksowne usta.
Podstawowa zasada holywoodzkich filmów wojennych - żołnierz, który przed bitwą wyjmuje zdjęcie, pierwszy zginie. W męczarniach.
Tutaj - pierwszy wpadnie w łapy modliszki?


Była bardzo ładna, co sprawiło, że on też mnie zaciekawił. Przeciętny mężczyzna z nieprzeciętną kobietą. To musi coś znaczyć. Albo tylko tyle, że miał szczęście.
Albo posiada walory inne niż seksowny wygląd ociekającego testosteronem samca, co oczywiście nie przyjdzie ci do głowy.


Do dziecka potrzeba mu go więcej.
Ke?



Cóż, przynajmniej się starają. Od pół roku, może dłużej.
Zastanawiam się teraz, czy robią to inaczej, starając się o dziecko, czy nie ma różnicy.
Nie. Wkładają sobie do głowy, że chyba trzeba inaczej.


Czy ja robiłam to inaczej z Pawłem? Nie pamiętam. Ale mieliśmy niedawno młodych sąsiadów, którzy też podobno zaczęli się starać. Wcześniej wydawało się, że w ogóle nie uprawiają seksu,
Sąsiedzi poczuli się zaniepokojeni tym, że obsiadł ich jakiś tfu… GENDER!
Jak wiadomo, Potwór Gender krąży po świecie i obgryza chłopcom fiutki, więc jeśli mieli pecha go spotkać...


aż nagle zaczęli to robić dość często i głośno.
Ach, wreszcie doczytali się w literaturze poglądowej co i jak, i o co w tym wszystkim chodzi. O hałas!


Odgłosy miłości niosły się daleko wydeptanymi ścieżkami, ginąc gdzieś w głuszy lasu
“Echo ich grania słabło coraz bardziej, aż wreszcie utonęło w milczeniu leśnym”.


i w naszych sąsiedzkich oknach.
Pewnie ryczeli jak orkiestra dęta na capstrzyku.
I teraz wiemy, że do zrobienia dziecka konieczny jest odpowiedni poziom decybeli.
Rykowisko i krycie w jednym.


Było im dobrze. Tak myślę. A więc kiedy starali się o dziecko, było im lepiej, niż gdy się nie starali.
Czyżby aŁtorka była zwolenniczką teorii, że bez orgazmu kobieta nie może zostać zapłodniona?
Orgazm jak orgazm, najważniejszy jest taki wrzask, aby sąsiedzi zaczęli palić.


Obok mamy sąsiadów gejów. Oni nie mają szansy starać się o dziecko. Nie w dzisiejszym świecie. No i u nich odbywa się to jakoś cicho, intymnie. Bez wybuchów ekscytacji, krzyków i jęków. Gdyby więc starali się o dziecko, mogłoby być lepiej i głośniej.
Proszę, niech mi to ktoś rozrysuje.
Hm. Podsumowując te wszystkie wywody: jeśli jęczysz do rana odpowiednio głośno, wywołasz jajeczkowanie, niezależnie od płci drugiej osoby; tak to rozumiem.
Biedni są niemi - ci tylko mogą tylko łomotać w materac rękami.
W sumie mogliby w trakcie aktu strzelać z pistoletu albo walić w gong.
Granaty hukowe też mogą się sprawdzić, choć w takim przypadku “bezpieczny seks” nabiera innego znaczenia.



Nalewam kawę i myślę znów o Oskarze. Choć robimy to bez prezerwatywy, to przecież nie staramy się o dziecko. Biorę pigułki. Znowu, po latach. Dlatego nie muszę myśleć o dziecku. Ale czasem myślę.
Myślisz? Nie żartuj!


Czasem myślę, że dobrze byłoby mieć dziecko z Oskarem. Miłość już taka jest, Anno – mówię sobie – że jak się myśli o seksie, to samo jakoś przychodzi myślenie o takich sprawach jak dzieci.
A jako że ty, Anno, myslisz wyłącznie o seksie...


3.
Mam niekontrolowany orgazm. Naprawdę niekontrolowany. Jęczę dobrą minutę, a teraz po prostu krzyczę i gówno mnie obchodzi, czy ktoś słyszy. Mam ochotę krzyczeć. Mam ochotę i to robię. Słyszysz, świecie, nic mnie nie obchodzi, co sobie o mnie pomyślisz!
Ależ kochana, skąd ta pewność, że kogokolwiek to obchodzi? Jesteś tylko nudną, ograniczoną, źle napisaną, płaską i papierową postacią z pornograficznego opka wydanego na papierze.
My też krzyczymy na tę okoliczność. Jeśli zechcesz, możemy też jęczeć. Z rozpaczy.
Krzyczy? Znaczy, będzie dzidziuś.


Jak mnie nazwiesz.
Spadaj, schowaj się. Mam taki orgazm, że muszę to wykrzyczeć! I koniec.
Ale OK, naprawdę nie musisz się usprawiedliwiać.


Oskar się śmieje. Ja mam na to zbyt gorące policzki. Zbyt trudno złapać mi oddech i opanować drżenie całego ciała. Palce dygoczą jak w febrze. Zęby szczękają, wargi sinieją.
Kurczę, nie zadroszczę jej takiej reakcji. Serio. Jakby nią grypa telepała.
Ogień krzepnie, blask ciemnieje.
Gardło masz zaczerwienione



Samochód stoi w lesie, w głuszy. Mogę krzyczeć do woli. Nikt nie ma prawa żądać od ciebie milczenia, Anno. Nikt.
Ustawa o lasach, Art. 30 ust. 1 pkt. 14
W lasach zabrania się hałasowania oraz używania sygnałów dźwiękowych, z wyjątkiem przypadków wymagających wszczęcia alarmu



[Poznajemy dzieci boCHaterki]


Kinga i Karol to moje kwiatuszki.


Karol ma dwanaście lat. Wciąż nic nie wie o świecie. Jest harcerzem i piłkarzem.
Słodka naiwności!
Harcerstwo i piłkarstwo dają po +15 do ogólnej wiedzy o ciemnych stronach życia.


Pewnej niedzieli trener przyszedł zapytać, czy można go kupić.
– Jak to kupić?
Pani dobra, ja dać dużo. Ja kupić to dziecko. Ja lubić harcerzyki...


Prawo do gry, żeby mógł grać w trzeciej lidze. Potem sprzeda się do drugiej, w końcu trafi
do pierwszej. Zarobi pierwsze pieniądze. Bardzo dużo pieniędzy.
Dwunastolatek???
Będzie mieć w szkoła na drożdżówka i na batonik. Ja lubić takie bardziej tłuste.


Pogoniliśmy go.
Za to Kinga ma już swoje tajemnice. Jest kobietą. Czternastoletnią kobietą i patrzy na mnie jak na kobietę. I to ona pierwsza dostrzega zmianę.
Tak, na pewno.
Chce porozmawiać, a kiedy uciekam, zaczyna być bardziej wścibska. Docieka, myśli, rozważa. Czuje zmiany i boi się ich znaczenia. Nie wie jeszcze, co one mogą oznaczać dla niej. Nikt tego nie wie. Nawet ja. Myślę o tym, ona też myśli.
Co jej się będzie bardziej opłacać? Udawać, że nic się nie stało? Że niczego nie zauważyła? Czy jakimś tajemnym sposobem wytoczyć temat? Wejść w spółkę z diabłem. Stać się częścią zbrodni.
Częścią mojej zdrady.
Polecam film instruktażowy “Galerianki” i reakcję bohaterki, kiedy przyłapała matkę z kochankiem. W każdym razie, szykuj się na większe wydatki.


A Paweł? Nawet nie zauważył, że zaczęłam brać pigułki. Dopiero gdy mu powiedziałam,
zrobił jakąś dziwną minę i szepnął:
– Aha.
Bo równie dobrze kobieta może stosować pierścień antykoncepcyjny. Korzystanie z niego nie rzuca się w oczy.


– Muszę brać, żeby mi się okres ustabilizował.
– Aha.
– Zalecenie lekarza.
– Tak. – Przerzucił stronę w książce.
– Pomagają na bóle głowy.
Na chwilę odrywa wzrok od książki. A tak, bóle głowy. Jakie, do cholery, bóle głowy.
Zresztą, co za różnica.
– Teraz nie musimy już uważać – kończę.
Scena jak z Bergmana.
Ona mówi, on milczy, a za oknem deszcz.
Kilkaset mil dalej ktoś popełnia samobójstwo. Ptak zrywa się do lotu. Fale biją o brzeg.


Tak, tak. Czyta dalej. To jakaś powieść z kluczem. Jeśli trafi na jakąś stronę z seksem, to może się mną zainteresuje.
Trzeci przykład na to, że aŁtorce z dupą i ryćkaniem kojarzy się dosłownie wszystko. A to dopiero początek.
Ciekawe, co czyta?
50 twarzy Greya.


A jeśli nie trafi, to tylko wyłączy światło. W książkach z kluczem nie ma seksu.
No właśnie. Ergo, masz zajoba na punkcie dupy i ryćkania. CBDU. (DU - jak “Do Udowodnienia”, nie jak “DUpa”.)
Kojarzy mi się to z przygotowaniem do matury. Tam też jest wymagany jakiś klucz i ja raczej nie spodziewam się seksu w podręczniku do fizyki.
No jak to nie? Tarcie, ciało sprężyste, nurek Kartezjusza...
Ale książka o jamochłonach może rozbudzić go jak nigdy.


A jednak, gdy wyłącza światło, przytula się do mnie. Długo mnie całuje. W szyję i w piersi, dopiero potem wchodzi. Robi to szybko, ale po długiej grze wstępnej, wystarczy.
Długa gra wstępna = całowanie w szyję i w piersi.
Dla mnie bomba :P
No co, przecież ją długo całował.
Aż odcisków na sutkach dostała.
Zostawmy to, niech sobie leży.


Mam dziwny mętlik w głowie. Wzajemnie wykluczające się hipotezy i bzdurne myśli. Jak ta, że robiąc to z Pawłem, zdradzam Oskara. Jestem przecież kobietą, która kocha tylko jednego mężczyznę.
Ale kochając jednego, może kochać się z wieloma.


Dla nikogo więcej nie ma miejsca w jej [w czyim?] małym serduszku.


Jeśli go zdradza, to tylko przypadkiem. Albo ze złości. Może z zemsty. I po alkoholu. Trochę też z samotności. No i instynkt. On też nie jest bez znaczenia. A jak już zdradza dwa razy, to z powodu związku kilku tych przyczyn, a może i wszystkich naraz. Gdy zaś dzieje się to regularnie, gdy przekracza wszystkie granice, to już nie jest zdrada.
[miejsce na konstruktywny komentarz]
[nie ma]
Po alkoholu się nie liczy, na delegacji się nie liczy, oralnie się nie liczy i z tą samą płcią się nie liczy.


To już nie tylko seks.
Paweł ciężko dyszy.
– Ojej, ależ to było.
No, pewnie. Ależ to było. Odwraca się na drugi bok.
– Musimy to częściej robić.
Co najmniej dwa razy do roku!


Pewnie, myślę.
– Nie idziesz się umyć? – pytam zdziwiona. Zawsze się mył. Nie znosił się kleić.
Kręci głową, a ja myślę, że może Oskar i jego zmienia. Zmienia nas oboje.
Ona wzięła sobie kochanka, więc on się przestał myć, logiczne jak jasna cholera.



5.
– Mam nowego klienta – mówi Paweł.
Leżymy w łóżku. Ja czytam plociucha, Paweł przegląda grube tomiszcze Fowlesa, którego skończyłam przed tygodniem.
Kochanicę Francuza?



Powinno być odwrotnie. Dotąd to ja byłam zwykle w łóżku od książek, a on od politycznych plociuchów. Coś się zmienia. Od kilku dni, tygodni. A może dzięki Oskarowi zaczynam dostrzegać zmiany, których nie widziałam wcześniej? Może to coś znaczy?
Facet czytający romanse to zapowiedź, że mamy thriller jak się patrzy. Tyle, że nie.


– Uhm?
– Firma farmaceutyczna.
– No i?
– Oskarżyli ich o wprowadzenie na rynek preparatu o szkodliwym działaniu.
W plociuchach nie piszą o firmach farmaceutycznych. Co najwyżej o ich produktach, jeśli działają na potencję, ciążę albo głowę. Piszą za to o znanych biznesmenach kochających się w piosenkarkach i aktorach filmów akcji zdradzanych przez kochanki modelki. No i o przystojnym adwokacie, który podobno sypia z gwiazdą pop.
Tak. “Plociuchy” piszą wyłącznie o sypianiu ze sobą i zdradzaniu się wzajemnie. Wyłącznie. Aż się boję przeczytac tekst pod zdjęciem Toma Cruise z córką.
“Tom Cruise przed wizytą u kochanki odprowadza córkę do niani. Seksowny? DUŻE ZDJĘCIA”


Spoglądam na Pawła. Czy byłby zdolny zdradzić mnie z gwiazdą pop?
– Przecież każdy preparat szkodzi – mówię.
AŁtorce - na pewno. Jak widać.



– Tak, ale ten zaszkodził poważnie. Zmarło trzydzieści osób.
– Trzydzieści?
– Uhm.
– To dużo.
– Dużo.


[Paweł wprowadza żonę w tajniki afery - korporacja zaciera ślady; przeciwko niej występuje jeden człowiek, usiłujący poruszyć opinię publiczną. Paweł jest prawnikiem; reprezentuje tę właśnie korporację i też pracuje nad wyciszeniem sprawy. BoChaterkę w zasadzie to wszystko niewiele obchodzi, rozmyśla tylko, czy kochanek mógłby sobie wziąć wolne]
I czy nie da się jakoś zapełnić luki demograficznej.


Rozdział 3
Kuszenie
6.




Telefon mam nadzieję, że nie chodzi o ten plastikowy przedmiot oznacza rumieńce.
Nie, dzwonek telefonu oznacza tylko to, że ktoś chce się do ciebie dodzwonić.


Rumienię się, myśląc o jego głosie. O tym, że przez chwilę będzie milczał, potem potrze kciukiem o mikrofon słuchawki, jakby pocierał mój sutek, i szepnie:
Nazywam się Władysław Władywostocki, mam dla pani wspaniałą ofertę… kołdry? Garnki?


– Mam na ciebie ochotę.
Zniżka na 60 minut po 23.oo?


– Kto dzwonił? – pyta Daniel.
Jest szefem sprzedaży. Rok temu zostawiła go żona. W redakcji drwiono z niego, kiedy żona albo jej kochaś założyli sobie fałszywe konto na serwisie społecznościowym i wypisywali o nim różne bzdury. Biedak, że też trafiło mu się takie idiotyczne imię. Daniel Jeleń.
Co jest idiotycznego w imieniu Daniel?
Chyba nie tyle samo imię, co jego zestawienie z nazwiskiem.
Tatko był rogaczem i zemścił się na synu.


Tak właśnie nazwała sobie to konto jego żona lub jej kochaś.
Pisali, że mu już nie staje. Och, jaka szkoda.
Oczywiście, kolega z pracy też musi zostać scharakteryzowany przez swoje życie erotyczne. Nie “Daniel po pracy co dzień chodzi na siłownię”, nie “Daniel jest miłośnikiem horrorów”, nie “Daniel zanudza wszystkich swoimi pomysłami na naprawę świata”, tylko koniecznie “Daniela rzuciła żona, bo mu nie staje”...
Akurat złośliwie utworzone fałszywe konto na portalu spokojnie mogło zawierać taką informację. Że boCHaterka nie czerpie danych o koledze skądinąd? Jakoś mnie to nie dziwi...


– Ktoś – mruknęłam. – Chciał się dowiedzieć, czy wydajemy literaturę erotyczną.
– Co odpowiedziałaś?
Przecież słyszy. Nie. Krótkie zaprzeczenie. Nie mogę teraz wyjść, choć bardzo chcę.
Wyglądam przez okno, starając się zajrzeć przez szybę kawiarni Kolia, ale światło jak zwykle
odbija się tak, że nic nie można zobaczyć. Oskar siedzi w Kolii i czeka na mnie, a ja mówię, że nie.
Nie mogę wyjść.
– Że nie wydajemy.
– Kto chciałby czytać teraz erotyki?
Ktoś by chciał, ale jakoś nie znajduje dobrych.




Czyżby? Czyżby nie chciał?
– Teraz erotyka operuje obrazem – kończy Daniel. – Obraz wypiera dźwięk i słowo.
Obraz? Przymykam oczy i widzę obraz. Czytam Apollinaire’a i też widzę obraz. Czytam
Millera, Bukowskiego, Lawrence’a, Brontë.
Coby nikt nie pomyślał, że tylko E. L. James.
Patrzę na semafor, na słup wysokiego napięcia. Na lokomotywę z winiety Przeglądu tygodniowego.
Uuuu, lokomotywa w tunelu, Jaszu, co za zberezieństwa nam tu wklejasz!


Widzę obrazy. Moja wyobraźnia jest projektorem.
Wystarczy.
Zatem, drogi Danielu Jeleniu, gówno prawda.
Słowo i dźwięk są jeszcze bardziej sugestywne niż pieprzenie się na ekranie. Słowo i dźwięk. Zastępują obraz. W zupełności. Doskonale.
Zależy czyje słowo - pani, pani Felicjańska, może sobie tylko pomarzyć. Pani słowa to nie erotyka, tylko prymitywne porno, na poziomie czytelników pornopisemek, którzy piszą listy do ich “redaktorek”: “... następnie rucham cipę twą...” (autentyk)
Komu zastępują, temu zastępują, ja tam jestem wzrokowcem.


Wchodzę do naczelnej. Dobrze, że to kobieta. Rozumie kobiety. I źle, że kobieta. Dobrze wie, kiedy oszukuję.
– Muszę wyjść. Źle się czuję.
- Zaraz was wszystkich obrzygam.
Na takie dictum naczelna macha dłonią i każe w tejże chwili wynieść się w cholerę.


Kolia ma wielką salę, zwykle pustą o tej porze dnia, i trzy zakamarki na półpiętrze. To w jednym z nich siedzi Oskar. Trafiam za drugim razem.


Czyta gazetę i wygląda jak jakiś urzędnik. Ma na nosie okulary. Marynarka leży rzucona w nieładzie obok. Biała koszula z podwiniętymi rękawami. Rozpięta pod szyją. Błękitny odcień szyi.
Delikatny, morski. Wystają z niej mocne mięśnie.
A z butów wystaje mu słoma.
Oraz wodorosty.


Jest szczupły, ale silny, kościsty, twardy, cały twardy.
Już sprawdziła?
Na jej widok wszyscy mają rozmiękczenie mózgu, więc...


– Zjesz coś?
Ciebie, omnomnom.


Kręcę głową. Nie jestem w stanie nic powiedzieć. Przełykam głośno ślinę. Siadam obok, za
nim, tak by nie widziała mnie kelnerka, kiedy do nas zajrzy, a na pewno zajrzy.
On taki duży, ona taka mała,
Że tak się za nim cała schowała?


Nie czeka nawet, bym się dobrze usadowiła. Jego dłoń już jest pod stołem, pod moją sukienką.
W tym ksiopku wszyscy, i faceci, i kobiety, są jednakowo, bez wyjątku napaleni i w pierwszej wolnej chwili przechodzą do rzeczy, niczym w sennym koszmarze katolickiego publicysty.


Rozchylam nogi. Jego palce przedzierają się przez koronkę. Jeszcze chwilę i… Tak. Tak, tak i jeszcze raz tak.
Z męczącego tak-taku wyrwał ją głos kelnerki: - Pani prosiła zimne nóżki?
Tak, tak, tak, to pan Tik-Tak, a to jest jego znak.


Zagryzam wargę, żeby nie jęknąć. W poniedziałek, w samochodzie, w lesie mogłam krzyczeć do woli. Dziś mi nie wolno i to też jest przyjemne.
Knebelek daje tyle rozkoszy.



To jest wyzwanie, a ja lubię wyzwania.
Drugą ręką zamiata widelcem sałatkę z łososiem.
To wyzwanie.


Przyjemnie pachnie.
Białogłowa i ryba smak swój w środku nosi,
Smaczne dzwono łososia, a co z kiepu Zosi?
(Daniel Naborowski)


Mieli [jak nic w tej restauracji mieli coś do zjedzenia] jedzenie szybkimi ruchami, mięśnie szczęki poruszają się pod opaloną skórą, widelec ląduje w jego ustach, a zaraz potem na talerzu. I tak w kółko. W tę i z powrotem. Naokoło. Mocniej, szybciej, wolniej. Większy kęs i mniejszy. Na przemian. Bez regularności. Regularność zabija smak.
Nawet opis tego posiłku wydaje mi się obrzydliwy. Ohyda. Trzeba mieć talent, żeby tak wszystko zbrzydzić.
Ale że on tak jedną ręką tę sałatkę, a drugą ręką…?!
No tak. Wiesz, jak aŁtorka. jedną ręką pracowicie wystukuje na klawiaturze, a drugą...


Wydaje mi się, że przemierza tę drogę coraz szybciej, jakby dostosowywał się do ruchów palca, głaszczącego okrężnymi ruchami mój wzgórek tam, na dole.
Jest “tam na dole”! *zaciesza jak gupek*


Jeszcze chwilę i… Wchodzi kelnerka.
– Coś podać?
Zwieszam głowę. Nie, do diabła, nie. Idź już sobie!
GOLONECZKĘ! Z chrzanem i garniturem!
Meduzę z lornetą!


Idzie [chyba kelnerka?], a widelec przedziera się przez gumową przestrzeń [?], zostawiając za sobą smugi.
Kondensacyjne.


Jak on nadąża połykać tę sałatkę?
A bo co? Ucieka mu z talerza?


Nic już nie ma na talerzu. Palec mocniej naciska na wzgórek. Wnika we mnie. Chcę mocniej. Chcę znacznie mocniej.
Wciskam go w siebie, zaciskam uda, naciskam całym ciężarem ciała, wyginając plecy w łuk,
obcieram pośladkami skórzane siedzenie.
Siedzenie protestuje głośnym “ała!”.


Wymyka mi się w ostatniej chwili, ucieka i wraca, zanim zdążę ochłonąć. Czuję, że teraz już mnie nie wyroluje. Zaczyna ponownie. Najpierw powoli, potem szybciej. Coraz szybciej. Robi ostatnie okrążenia.



Pięć, dziesięć… sama już nie wiem ile. Odciągam jego dłoń, bo narobię wstydu.
Tyle w tym było podniety, co w edukacyjnym filmiku o wszach łonowych.
Oj tam wstydu; powiesz po prostu, że odgrywacie scenkę w barze z “Kiedy Harry poznał Sally”.


Opadam na kanapę. Cała mokra.
Wszędzie.
Nawet z oczu mi cieknie.
I z nosa.
I woskowina soplami wylewa się z uszu.
I mamy nastrojową kolację przy świecach (a’ la Shrek)


Czas znów przystaje, zawisa gdzieś w przestrzeni, w której wciąż wirują wokół mnie jego palce, moje westchnienia, moja rozkosz.
Czy naprawdę Trędowata musi być synonimem złego pisarstwa?


Jest mi tak piekielnie dobrze. Nic na to nie mogę poradzić.
On czeka, aż ochłonę, potem sięga po serwetkę. Wyciera usta. Naciska dzwonek. Prosi o rachunek. Wyjmuje portfel, wkłada do etui z rachunkiem pięćdziesiąt złotych.
Usługa dodatkowa - gratis.


Sięga po marynarkę,wkłada, poprawia kołnierz. Stoi już i przeczesuje dłonią włosy.
O myciu rąk ani słowa, więc…
Przynajmniej zaoszczędzi na brylantynie.


– Idziemy?



Następnego ranka dostaję okres.
Tyle wrzasku, a dzidziusia niet?
Musi, że niewłaściwa tonacja.


Pierwszy dzień jak zwykle jest ciężki. Głowa pęka. Czuję się jak afrykański worek na wodę, dziurawa i zmaltretowana.


W redakcji kolejna narada. Sprzedaż książek spada, księgarze bankrutują, sieci spóźniają się z płatnościami, kolejne kampanie idą do piachu, ludzie nie chcą czytać książek. Telewizja w kółko nadaje program o kretynce, która zamordowała swoje dziecko.
Pudelek ostatnio w kółko nadawał o kretynce, która napisała stek ociekających spermą bzdur i wydała to, mówiąc, że jest “przygotowana na falę zazdrości i nienawiści”.


Wcale mi jej nie szkoda. Szkoda mi telewizji. Niech ją szlag.
I wszystkie wasze telewizory też.


Książki się nie sprzedają. Potrzebujemy złotego strzału,
I już mamy pewność, że aŁtorka sama nie wie o czym pisze. “Złoty strzał” to samobójstwo.


machiny, która pociągnie resztę.
Najpierw powoli, jak żółw ociężale...


Potrzebujemy oszustwa. Tylko oszustwo nas uratuje. Kolejne pomysły padają jakby obok mnie. Wszystkie są siebie warte. Wznowienia, licencje na młodzieżowe serie, książki o wampirach, aniołach, demonach, kryminały. Potrzebny nam nowy Stieg Larsson. Stieg Larsson nie żyje. To chociaż Lisbeth Salander.
A Lisbeth Salander, jako postać fikcyjna, nie żyje jeszcze bardziej.


O tak, ona jest bardziej potrzebna niż Stieg czy Mikael. To ona zrobiła te kilkanaście milionów sprzedaży.
Kobieta. Baba.
Babę zesłał Bóg, raz Mu wyszedł taki cud...


Wszystkie bestsellery mijają, podczepianie się do pociągu, kiedy już hamuje, nie ma specjalnego sensu.
Najpierw był sen Meyerowej. Potem stos powieści o wampirach. Później ich parodia w postaci Pięćdziesięciu twarzy Greya, a na koniec, wlekące się w tyle polskie post-porno Felicjańskiej.
Zostało to nawet stosownie zilustrowane:

the-human-centipede-wallpaper_111317-1024x768.JPG
[http://z-piwnicy.blogspot.com/2013/02/piwniczna-recenzja-wszystkie-odcienie.html]





– Erotyka!
Milkną i patrzą na mnie. Nagle uświadamiam sobie, że powiedziałam to na głos. Erotyka.
Chodziło mi po głowie, ale przecież nie chciałam się otworzyć. Teraz wszyscy milczą, osłupiali, a pewnie zaraz wybuchną śmiechem, wyśmieją mnie.
Odkryła erotykę! Brawa dla tej pani!


Ale to Elka odzywa się pierwsza.
– Tak? Rozwiń myśl, proszę.
I odpowiadaj całymi zdaniami.


Z Elką niespecjalnie się lubimy. Ona jest SWS, szefem wszystkich szefów,
I każdego rana całujemy ją w pierścień.


a ja chyba wolałam pracować z jej poprzednikiem. Ale cieszę się, że kobieta może być dobrym szefem i radzić sobie nawet lepiej od mężczyzn. Tyle że nawet ona nic nie poradzi, jak nie ma klientów i sprzedaży.
Jest lepsza od poprzedniego Capo di tutti capi, ale jednak nie.


Cuda zdarzają się coraz rzadziej.
Elka wygląda jak tenisistka. Ma włosy czarne jak węgiel i mocno opaloną twarz.
I już wiemy, że zaraz będzie cos o seksie.


Dużo zmarszczek, pozostałości nocnego życia i uciech.
Bo nie mogą to być oczywiście np. zmarszczki od uśmiechu. Albo niechby już nawet skóra zniszczona opalaniem!


Chyba jest lesbą, choć oficjalnie się z tym nie afiszuje.
A nie mówiłam? Opis bez seksu jest opisem bez sensu.


Nigdy nie mówi o facetach, jej życie erotyczne owiane jest tajemnicą.
Nie mówi o facetach, nie chwali się życiem erotycznym? Lesba stuprocentowa, nie trzeba  żadnego innego dowodu.


Nie ma dzieci, mieszka sama, kocha sztukę, często jeździ do Paryża, czasem mówi namiętnie, cicho, wręcz szeptem do telefonu po francusku i wtedy wygląda jakby rozmawiała z kochankiem albo kochanką.
Nie dość, że lesbijka (lubi sztukę), to jeszcze perwersyjna (mówi po francusku).
Francusku, hje hje hje, mryg, mryg, if ju noł łot aj min.



Wtedy właśnie myślę, że jednak kogoś ma i jest jej z tym dobrze, tylko nie zamierza tego okazać, jakby chciała swoje życie intymne schować naprawdę głęboko, by nikt nie mógł się o nim dowiedzieć.
W przeciwieństwie do ciebie, która najchętniej ogłaszałabyś o nim na billboardach w centrum miasta.


W ogóle twarda z niej suka. W przerwach między Houellebekiem a Pielewinem pali masę papierochów i pije czerwone wino.
Dobra, pani F., ma pani jeszcze jakiś stereotyp na składzie, czy już wszystkie pani wysypała?


Spoglądam po dwóch mężczyznach, którzy są z nami. Daniel nie patrzy już w ziemię. Rumieni się. Za to Ivo, z działu artystycznego, wydaje się całkowicie obojętny. Znudzony przesuwa w dłoni długopis. W górę i w dół.
Coraz szybciej.



Mówię, co mi ślina na język przyniesie. Ten segment rynku wciąż jest całkowicie dziewiczy, a kobiety poszukują mocnej literatury, przesiąkniętej seksem, zmysłowej, inspirującej, odważnej, ale nieprzekraczającej granicy dobrego smaku. To powinna być pornografia artystyczna, albo przynajmniej powinna taką udawać.
Udawać. Słowo kluczowe.




Kończymy naradę. Elka patrzy na mnie podejrzliwie, jakby też zauważała zmianę, która się
we mnie dokonała.
Jeszcze tego samego wieczora zaczynam pisać.
Dlaczego, panie, tak ciężko doświadczasz ten kraj? Mało ci, że dokopałeś nam drugą wojną, czterdziestoma paroma latami komunizmu i Kaczyńskim?
Ojtam, dokopywanie grafomanią jest niegroźne, póki ta nie trafi do lektur obowiązkowych.



W sobotę wychodzimy z Pawłem na przyjęcie. Zamawiamy taksówkę, która wiezie nas przez centrum za miasto. Światła i neony wielkiego miasta błyskają na szybie. Taksówkarz ciągle zerka w lusterko i nasze oczy się spotykają. Uśmiecha się pod nosem, co mnie trochę denerwuje. Z drugiej strony to przecież dobrze, że mogę się na tyle podszykować, by się oglądali, patrzyli w lusterka, zerkali ukradkiem.
By im stawały.
Oczywiście.
Każden chłop na ty planecie
marzy, żeby cię przelecieć.
Piekniejszych i seksowniejszych zwyczajnie nie ma.



Tak, dzisiejszej nocy sto par męskich oczu albo i więcej mnie sobie przeleci, a mnie to będzie bawić.
Mam trzydzieści pięć lat i wciąż ich pociągam.
Taktaktak.
Wyczuwam jakiś kompleks. Dla mnie to brzmi, jakby bohaterka sama siebie starała się przekonać, że wciąż jest pociągająca dla mężczyzn…


Paweł nie dostrzega tego, jak się staram.


Mówi od niechcenia, że ładnie wyglądam, ale nawet niespecjalnie się przypatruje.
On ją przelatuje naprawdę, wzrokiem nie musi.



Oskar pożera mnie wzrokiem. Jakbym była atrakcyjnym daniem, które postawiono na stole, ale którego nie wypada jeść, dopóki ktoś, jakiś tajemniczy mistrz ceremonii, nie da znaku.
A teraz można zacząć polewać tę panią keczupem.
I opiekać na grillu.
Raczej na rożnie...


Parkujemy jakiś kilometr od pałacyku. Ochroniarz wskazuje taksówkarzowi miejsce.
Kilometr od pałacu, to nie tylko wskazówka dla taksówkarza, ale i dla boChaterki, gdzie jest jej miejsce.


Potem uśmiecha się do mnie. Jego oczy błyszczą TYM blaskiem. Pierwszy zaliczony. Kiedy będziemy szli w kierunku pałacu, on przeleci mnie od tyłu. Przez jakieś dziesięć sekund, do następnej taksówki czy limuzyny, która wypluje kolejną gwiazdę nocy w szkarłatnej sukience, z torebką z lisiej skóry.
Dlaczego z lisiej, to jakaś nowa moda? Krokodyle są passe?
Może ze skóry lisa o dziewięciu sprośnych ogonach.


Jakaś dziewczyna przed nami zdejmuje szpilki i zasuwa na bosaka, podbiegając co chwila
do poganiającego ją biznesmena. Mężczyzna jest wyraźnie zdenerwowany, spieszy się. Laska chyba została wyrwana gdzieś z dyskoteki. Idą razem, a jakby oddzielnie. Każde ma inny cel.
Ona - dotrzeć tam, gdzie kamyki nie będą urażać jej w stopy.


Spoglądam na Pawła. Czy każde z nas ma też inny cel?
Zakładam, że Paweł nie zamierza dać się zerżnąć każdej napotkanej na przyjęciu kobiecie, więc - tak, chyba macie różne cele.


Paweł jest mocno religijny. Czasem tłumaczy się, że tak go wychowano. Co nie przeszkadzało mu uprawiać seksu przedmałżeńskiego, a nawet drobnych perwersji, seksu analnego, innego świntuszenia.
Niech zgadnę: świntuszeniem jest uprawianie seksu w pozycji innej niż misjonarska?


Jest religijny w dość przyzwoity sposób. Nie ogląda telewizji Trwam, nie słucha Radia Maryja. Ale jeśli chodzi o głosowanie, to wybiera prawicowych braci.
Co ma piernik do wiatraka?
Przypomniało jej się akurat, to pisze.


– To nie jest kwestia religii, tylko polityki. Kiedyś może zrozumiesz.
Może.
Nie sądzę, tu nie ma komu rozumieć.


W korporacji Paweł musi ukrywać się ze swoimi uczuciami, bo tam rządzi zupełnie inny Bóg. Ma zielony kolor i przekreślony dwiema kreskami wężowy symbol Szatana.
Tak, u nas to nawet wierzący przed wejściem do biura muszą deponować krzyżyki w recepcji.
A piętnują ich na czołach znakiem Bestii?


Korytarze są opanowane przez żarty w stylu: dzwoni klient i mówi, że właśnie kosiarka obcięła mu nogę. Prawnik na to: proszę obciąć drugą, opłaci się podwójnie. Albo: syn dzwoni do taty i oznajmia: tatko, nareszcie skończyłem komputeryzację ZUS. O Boże, coś ty zrobił? Mój ojciec z tego żył, jego ojciec i nasz pradziadek także, a ty to zepsułeś.
Mojego dziadka za opowiadanie tego dowcipu wypchnięto z dyliżansu...


Ludziom z jego otoczenia zależy tylko na kasie. Mają klapki na oczach i wraz z problemami
unikają myślenia. Są tylko po to, żeby doczekać do kolejnego tygodnia. Żyją dla przyjemności.
A Pawcio, przepraszam, to co tam jeszcze robi?
Masochiści się.


Czy to źle?
Bezmyślność jest zła. Brak refleksji jest zły. Człowieczeństwo staje się złe.
Pisanie o tym też nie jest najlepsze.


A gdzie w jego priorytetach jesteśmy my? Ja, Karol, Kinga? Zeszyty pokryte bazgrołami, płyty Metalliki i piłki Adidasa, kwiaty w oranżerii, wieczorne spacery, moja piczka.
Oj, chyba zła kolejność.



Zapomniał o nich. Zapomniał o kwiatach, zeszytach, wieczornych spacerach. Zapomniał o mojej piczce.
Ale nadal pamięta o płytach i piłkach, nie jest źle.


A gdy już przeszła ten kilometr dzielący postój taksówki od pałacu:
Gości wita jakaś dystyngowana para. Paweł mówi, że gospodarzem jest biznesmen z branży
paliwowej, ale on wygląda mi na gościa od budownictwa albo farmaceutyki. Tylko że ja przecież tego nie wiem. Nie znam się na biznesmenach.
Też się zastanawiam, po czym to się odróżnia. Gość od budownictwa namawia wszystkich “kup pan cegłę”?
Taki z branży paliwowej bez przerwy tankuje.
A ten od farmaceutyki ciągle jest na prochach.


Jego partnerka jest dość zadbana i stara. Ściska mi kurtuazyjnie dłoń i całuje w policzek. Biznesmen też ma ochotę mnie pocałować i widzę po jego oczach, że jest numerem dwa.
Tak, rżnie mnie przez te krótkie pięć sekund na potęgę, na stole bilardowym, bezwolną, uległą.
Jeszcze moment, a ja cię zArżnę. Tępym nożem.


Zaciskając jedną dłoń na bili, a drugą przytrzymując czarne spodnie, żeby nie opadły i nie odsłoniły tłustego tyłka przed okiem kamery umieszczonej pod sufitem, w której oglądają nas sobie ochroniarze.
Kula do kręgli [bilardu] jako oparcie - hitem roku w przemyśle erotycznym.




Szybko, najmocniej jak potrafi.
Wokół nas jest jakieś tysiąc osób. Paweł mówi, że można spotkać posłów, senatorów, aktorów, a kto wie, czy nie pojawi się premier lub prezydent.
Prezes ZBoWiDu…


Imprezę prowadzą znany satyryk i była prezenterka TV, która teraz reklamuje sieć komórkową.
Przed wejściem do pałacu ustawiono scenę i stoły z jedzeniem.
Przed? Na salony już ich nie wpuszczono?
Sprzątaczki zaprotestowały, bo trudno potem doprać dywany...



Oskar po raz pierwszy
Nominacja po raz pięćdziesiąty.


Nawiedza mnie taki sen. Nie wiem, czy jest marzeniem, czy tylko erotyczną projekcją. Można traktować go jak fantazję i chyba to byłoby najwłaściwsze.
Uprzedzamy od razu, że w tekście później pojawia się sporo scenek, co do których nie mamy już ostrzeżenia, że są fantazją lub snem.


Stoję samotnie obok stołu z jedzeniem na eleganckim przyjęciu. Przygrywa jakaś murzyńska kapela [Murzyn w śmiech, a jazz-band ryczy], a ja zajadam sushi i sałatkę z kaparami i rukolą.
Światowe życie! Każda kanapka warta chyba pięć czterdzieści.


Na stołach skrawki serów kopulują z poszarpanymi wędlinami, koreczkami, łososiami i całą masą innych przekąsek.
Taaaak! Oczywiście! Jakiegoż innego słowa mozna użyć w odniesieniu do serów w towarzystwie wędlin?! Tylko “kopulują”! Teraz rozumiem, dlaczego śniadanie tak mi w torebce skacze!
Uważaj, żeby papierosa później nie paliło.


Wielkie żarcie.
Oby nie skończyło się w ten sam sposób...


Mój mąż znika podawany z ręki do ręki, tłumaczy zawiłości systemu prawnego Unii Europejskiej, korzyści i kłopoty wynikające z najnowszych dyrektyw, od czasu do czasu rzucając coś wesołego o bunga-bunga i lordzie admirale, który wizytował brytyjski krążownik w przebraniu posła z Abisynii.
Kolejna wiekowa anegdotka?
Nie krążownik, tylko pancernik. I nie lord admirał, tylko grupa ekscentrycznych cywilów.  A rok był 1910.
Babatunde - Człowiek, Który Wie Wszystko <3 <3 <3


Gruby, brzydki i czerwony na gębie attaché ambasady Rosji [dodaj jeszcze, że miał dziadka w NKWD, co se będziesz żałować] rechocze z jakiegoś kawału sportowego po zwycięstwie komandy znad Wisły nad radziecką sborną. Gratulujemy polskim druzjam zwycięstwa. Stop. Gaz. Stop. Ropa. Stop. Śmieszne? Chyba tak.
Pomijając ten drobiazg, że jest to kawał z 1957 roku, powtarzany potem do znudzenia przy rozmaitych okazjach...


Czuję na sobie wzrok jakiegoś mężczyzny, ale go nie widzę. Czuję, że robi ze mną jakieś strasznie nieprzyzwoite rzeczy, więc chciałabym chociaż wiedzieć, kim jest.
Jak w tym starym dowcipie:
W zatłoczonym autobusie:
- Chyba jestem w ciąży.
- Z kim?
- Nie wiem, nie mogę się odwrócić.


Zanim uświadamiam sobie, że jest tylko wytworem mojej wyobraźni, nieistniejącą projekcją, nagle wyrasta spod ziemi, jego głowa nachyla się nad moim ramieniem, błyszczące od alkoholu usta szepczą:
– Mam ochotę porwać panią gdzieś daleko, tak daleko, że będziemy tam tylko ja i pani.
Chodźmy stąd, znam takie miejsce, znam takie miejsce
Zróbmy tak jak mi mówiłaś na ucho przed chwilą
Tylko ty to tak potrafisz, ty to tak potrafisz
Zawsze mnie na haczyk złapiesz, mnie na haczyk złapiesz
Chodźmy robić rzeczy miłe, robić rzeczy miłe
O których kiedyś tylko śniłem, kiedyś tylko śniłem


Uśmiecham się pod nosem.
Czy moja projekcja sama wymyśliła coś tak pretensjonalnego, czy zapożyczyła z tony przeczytanych grafomańskich tekstów, które nadeszły do wydawnictwa?
Tona tekstów plus jeden.


Banał pachnie diorem, a jego usta muskają moją szyję.
Czuję, jak całym ciałem przywiera nagle do mnie, jego dłoń ląduje w koronkach, płyniemy razem w ustronne miejsce, a on, mimo moich protestów, robi wszystko, na co ma ochotę. Jest w idealnych proporcjach delikatny i zaborczy. Trochę romantyczny i nieco wulgarny. Męski w odpowiedniej chwili, choć wcześniej posłuszny i cierpliwy jak gej.
CO TAKIEGO?
Banał jest cierpliwy jak gej, to przecież oczywiste.


Robi wszystko jak trzeba, ma miły oddech, dobrą dykcję, głęboki głos. Mówi lekko schrypniętym barytonem. Przyciska mnie do drzewa, próbuje pocałować i ja wtedy w końcu mu zabraniam.
Mimo że czuję na sobie potężny wzwód członka o jeszcze piękniejszym kształcie niż ideał Pawła.
O ile dobrze pamiętam, ideałem Pawła ostatnio był symbol dolara. Czyżby nieznany kochanek miał kuśkę zakręconą w znak euro?
Rozwidloną, jak symbol jena.



W marzeniach penisy wyglądają dokładnie tak, jak powinny.
Ileż możliwości daje taki podwójny!!!


– Chcę iść.
Ale on nie chce. Już wiem, że będzie źle (to znaczy dobrze). Już wiem, że mnie nie puści.
Jestem jego ofiarą. Chcę być jego ofiarą.
Walczymy przez chwilę, aż w końcu jego dłonie osaczają mnie, przytrzymują ramiona, podczas gdy usta szukają sfer, które osłabią opór, a biodra rozochocą kobiecość twardą wypukłością spodni.
Ozdobną klamrą od paska?

 
[dokładniejszy opis wycinamy ;)]


Rytmiczne falowanie jest pełne mocy i gracji. Ruch wydaje się taki doskonale płynny i wyszukanie radosny. Rzeczywiście zaczynamy przypominać jakieś urządzenie z tartaku działające z zadziwiającą regularnością. Szram, szram, szram. Koło obraca się zamaszyście, furkocze, obcinając kolejne partie rolnych płodów, wkracza w jeszcze większe wibracje. Równomiernie, napędzane przez spocone, błyszczące od potu, opalone ciało.
Szybciej i szybciej.
A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...


Tak, mam erotyczne sny, w których padam ofiarą gwałtu. Ale gwałciciel jest przystojnym dżentelmenem, a nie bandziorem.
Tak, bo uroda gwałciciela robi wielką różnicę.


Nie mówi przez komórkę: zaraz pojadę do ciebie i nadepnę ci na głowę, a tobie oczy wyjdą z orbit jak żabie. Nie jest troglodytą, bezdusznym osiłkiem, durnym karkiem w bmw czy golfie.
A niechby sobie był i potomkiem króla elfów, jeśli wymusza na kimś seks, to tak, to JEST gwałt.


No i sam gwałt nie do końca wygląda jak gwałt.
Nie, to jest początek wspaniałej przyjaźni.
To chyba kolejna, która myli pojęcia ostrego seksu i gwałtu...




10.
Oskar jednak mnie nie gwałci. Jakie to przykre. Nawet nie przejawia takiej ochoty. Jest chyba pierwszym facetem na przyjęciu, który nie rżnie mnie w myślach przy pierwszym skrzyżowaniu spojrzeń.
Widzicie? Jak subtelnie boCHaterka daje do zrozumienia, że a/ na przyjęciu wszyscy faceci nie myślą o niczym innym, tylko o rżnięciu, b/ oczywiście o zerżnięciu JEJ. Broń Boru nie sądzę, że trzydziestopięcioletnia kobieta nie może wzbudzić w mężczyźnie grzesznych myśli i chęci pochędożenia, ale zakładanie, że wzbudza samcze pożądanie we wszystkich obecnych, jest tak samo głupie jak... No cóż.


Rzuca jakieś mało znaczące zdanie zapoznawcze. Stoi dobre trzy kroki dalej. Nie patrzy na mnie, tylko na scenę. Gruba Murzynka ma głos jak dzwon. Stoimy blisko głośnika, więc wdziera się głęboko, do samego serca. Powoduje dreszcze, niekontrolowany skurcz mięśni, włosy na ramionach i szyi stają dęba.
Te na piczce brawurowo przebijają się przez majtki i materiał sukienki.


Udajemy, że tylko to nas obchodzi. Głos murzyńskiej gwiazdy. A jednak ja już wiem, że będziemy kochankami. Nabieram na to wielkiej ochoty i nie potrafię wskazać przyczyny.
Są po prostu mężczyźni, którzy tak działają. Pojawiają się na horyzoncie i już wiemy, że musimy uprawiać z nimi seks.
Skoro już wcześniej pojawił się festiwal sucharów, to pozostaje tylko zapytać, czy już pani brom brała.


Oskar przedstawia się, daje mi wizytówkę, po czym proponuje spacer.
– Nie lubię tych przyjęć. Czuję się jak wyrzucony na brzeg rozbitek. Wszyscy wokół znają swoje miejsce, żyją w jakiejś przedziwnej symbiozie, a tylko ja jestem tu obcy.
Jestem taki samotny, nikt mnie nie rozumie!


Nie wiem, czy tylko tak mówi, żeby mnie poderwać, czy rzeczywiście tak myśli. Nie ma co się oszukiwać, wszyscy wiemy, do czego to prowadzi, ale okłamujemy się, udajemy, że niby to nic takiego. Oskar równie dobrze mógłby nic nie mówić, postawić mnie koło drzewa, włożyć rękę między nogi, a potem po prostu mnie wziąć, a ja bym mu na to wszystko pozwoliła.
Tylko może wtedy to coś pomiędzy nami potoczyłoby się inaczej.
Jedynie - odrobinę szybciej.



Tak więc zamiast uprawiać seks, siedzimy na skarpie nad niewidzialną rzeką i rozmawiamy.
Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.


[Ostatecznie z Oskarem do niczego nie dochodzi, boCHaterka grzecznie wraca do domu z mężem]


W domu kładzie mi dłonie na ramionach i popycha mnie w dół. Wiem, czego oczekuje, i robię to. Biorę jego członek do ust, masuję przez chwilę dłonią i ustami, a potem wpycham sobie do gardła, gdzie nabrzmiewa i twardnieje do końca.
Znaczy wetknęła i tak została? Jak to się ma do konieczności zmiany tempa i siły nacisku?
Oralny seks tantryczny, rozumisz.
BTW to “twardnieje do końca” skojarzyło mi się z zastygającym betonem, boChaterka może mieć teraz kłopot z poruszaniem się po Warszawie.


Nauczyłam się tego numeru z Internetu. Pawła to rajcuje.
– Robisz to jak profesjonalistka – mówi później. Żartem, a może wcale nie.
Zastanawiam się, czy korzystał z usług „profesjonalistek”. Pewnie tak, każdy z nich korzystał.
Nie ma to jak mieć dobre zdanie o własnym mężu.
I o mężczyznach ogółem.


Czy to problem? Pewnie nie. No, chyba że teraz też sobie pozwala. Ale czy to większy grzech niż moje myśli i świadomość tego, co nadejdzie? Świadomość Oskara.
No tak, myślę więc bez złości, czasem dobrze mieć dziwkę w domu. Choć to też ryzykowne. Dziwka może poczuć prawdziwe powołanie.
Tuż przed ejakulacją uprzedza mnie [pozor, pozor, budu triskat’!], a potem wybucha na pościel i opada bez sił. Patrzę przez dłuższy czas na jego niemoc, dziwiąc się, że tak szybko zasnął.
On śpi, a ja myślę o swoim życiu i różnych dziwnych sprawach, o których już dawno nie myślałam.
Dopóki nie przerywają mi syreny - to sąsiedzi, zaniepokojeni kłębami dymu i swądem przepalonych kabli, wezwali straż pożarną.


Z przyjęcia w pałacu Radziwiłłów pozdrawia delegacja książąt abisyńskich w składzie: Dzidka, Gabrielle, Jasza, Kura i Babatunde Wolaka,
a Maskotek siedzi w domu, bo dostał szlaban za oglądanie RedTube.

26 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Złoty medal dla Kury za ''pozor, pozor, budu triskat’''.
Srebrny ofiaruję Dzidce za nawiązanie do ''The Human Centipede''. Brązowy zgarnia Babatunde za Dreadnought Hoax.

To książkoopko jest tak zUe... Naprawdę to-to wydano? Gdyby zamiast ''styczeń 2013'' była data ''1 kwietnia 2013'' dziwiłoby mnie to troszkę mniej.

Inga

Kazik pisze...

Zacieszam jak durna, bo właśnie jestem tak mniej więcej w połowie tej zgrozy. Świetnie się bawiłam omawiając co głupsze fragmenty z przyjaciółką i z wielką przyjemnością przeczytam Wasze komentarze.

Apeluję o licznik "seksów przez wzrok" i "świat oczami nimfomanki, czyli jak normalne rzeczy nagle stają się zbereźne" - sama próbowałam liczyć, ale w pewnym momencie straciłam rachubę.

Z wyrazami szacunku
Kazik

Anonimowy pisze...

To nudne i głupie. Kiedyś, ze 30 lat temu, zekranizowano powieść Rodziewiczównej (ówny???) 'między ustami a brzegiem pucharu'. Film obejrzałam, książke przeczytałam. Podobno grafomania to była. Ale przy TYM CZYMŚ to owa Rodziewiczówna wydaje się mistrzynią napięcia erotycznego. Że nie wspomnę o tzw. akcji - czytając ową Rodziewiczównę człowiek czekał na 'a co dalej', tu - no nudy, proszę pana, nudy. I już teraz wiem, dlaczego stary Tołstoj był, jest i będzie filmowany i cytowany: facet po prostu był geniuszem w opisach erotycznych gierek mimo ówczesnej cenzury obyczajowej. Chyba szybciej mozna sie podniecić czytając o romansie Wrońskiego z Anną (gdzie nie ma ani słowa o penisie czy cipce) niż o współczesnych penisach. Kompletny brak talentu do pisania, a już na pewno jeśli chodzi o erotykę - to jedyne, co mi przychodzi na myśl a propos Pani Felicjańskiej. Juz nawet nasz poczciwy Sienkiewicz (kompletnie niekojarzony z erotyką) potrafił lepiej przedstawić relacje seksualne na linii kobieta-mężczyzna.

Anonimowy pisze...

Boru szumiący,co to ma być?!!!!Skąd wyście to wytrzasnęli?!Na kursie grafomanii dla zaawansowanych?!
jest “tam na dole”! *zaciesza jak gupek*-to już klasyka!
[pozor, pozor, budu triskat’!] - Hłasko pisał o scenie seksu pol-niem z Achtung,achtung..
Pierwszy lepszy erotyczny fanfik jest lepszy niż to wydane dzieło!!
Kicz i koszmar.

Chomik

Anonimowy pisze...

O borze zielono biały! Całkiem już tracę wiarę w wydawnictwa. Tę ohydę da się przeczytać wyłącznie dzięki Waszym komentarzom. Skończę pisać komentarz i zastanawiam się poważnie czy nie wymiksować sobie oczu, bo mnie bolą jak cholera. Mózg już dawno mi wysiadł i jęczy cichutko w kącie. Podziw dla Was redakcjo!

Laudanum-chan

Yorika pisze...

Nie dość, że bełkot to jeszcze nudny.
Wspomaganie zapłodnienia efektami dżwiękowymi rozłożyło mnie na łopatki.

Tyle wrzasku, a dzidziusia niet?
Musi, że niewłaściwa tonacja.
Piękne podsumowanie.

Ale gwiazdą tej analizy jest:
Dlaczego, panie, tak ciężko doświadczasz ten kraj? Mało ci, że dokopałeś nam drugą wojną, czterdziestoma paroma latami komunizmu i Kaczyńskim?

Anonimowy pisze...

A we mnie to ksiopko nie budzi złości, takoż analiza była miodna i dawała sporo radochy. Tu przynajmniej rozumiem mechanizm - celebrytka chce coś napisać, to plociuchy się o tym rozpiszą - darmowy rozgłos=czysty zysk
Nie dziwi mnie wcale a wcale, że toto zostało wydane, w przeciwieństwie do przypadku ałtorKasi.

Dziękuję za analizę. Dużo dobrych tekstów tu było.

Na samym początku tylko strach mnie obleciał, kiedy zobaczyłam nazwisko "Felicjańska" i wydało mi się znajome. Myślałam, że jakaś pisarka się szmaci, a okazało się, że to tylko celebrytka. Dlatego właśnie nazwisko wydało mi się znane, ale już z czego znane, nie mogłam ustalić ;)

Borówka pisze...

Też w pierwszej chwili nie skojarzyłam pani Felicjańskiej (nadal nie mogę przypomnieć sobie skąd się wzięła w szoł biznesie), ale to chyba dobrze :P

Analiza fajna, książka naprawdę bardzo opkowa. Przygotowanie pani Felicjańskiej na "falę zazdrości i nienawiści" bardzo aŁtoreczkowate, ale i tak nie przebije postawy K. Michalak.

Dziękuję za miły wieczór :)

Anonimowy pisze...

Nie. Powiedzcie, że to nie prawda! Ta książka się nie ukazała, to tylko nowa Marlenka?!

Gdyby nie wstawki Armady nie przełknąłbym tego bez odruchów. A tak to śmiałem się aż mnie przepona boli.

Ode mnie korona dla Dzidki za tekst o kopulującym śniadaniu. Oczywiście wszystkie komentarze są z gatunku "robiących dzień", ale ten wymiata.

Pozdrawia Tezet74

Anonimowy pisze...

Łoj. Łojoj. Łojojoj. Słabe ksiopko bardzo było to. Osobiście nic do pani Felicjańskiej nie mam, ale pisać to ona powinna wyłącznie do szuflady, dla własnej przyjemności i wyładowania twórczych zapędów. Wtedy i wilk syty i owca cała - aŁtorka spełnia się twórczo, a jednocześnie pozostaje jedynym czytelnikiem własnych literackich płodów. Przede wszystkim zanalizowany fragment jest diablo nudny i na dobrą sprawę nie wiadomo, o so chosi (prócz tego, że bohaterka zdradza męża z kochankiem, a kochanka z mężem, a w dodatku każdy marzy, żeby hycnąć z nią do łóżka, taaa, już to widzę). Ale komentarze jak zawsze przednie, nieźle się ubawiłam.

Sineira pisze...

"Wyjął je z portfela, w przerwie między kluską śląską a plasterkiem boczku. Miała czarne włosy i duże, seksowne usta."
odniosło tym momencie wrażenia, że to kluska śląska miała czarne włosy i seksowne usta. ;)

" No co, przecież ją długo całował.
Aż odcisków na sutkach dostała."
Kwiik!

"Rzeczywiście zaczynamy przypominać jakieś urządzenie z tartaku(...) Koło obraca się zamaszyście, furkocze, obcinając kolejne partie rolnych płodów (...)"
Płody rolne w tartaku? Jeżu, co ta baba piła?

To COŚ jest nudne jak flaki z olejem,pozbawione choćby śladu polotu i męczące przeokrutnie. W dodatku zawiera bardzo dużą porcję aŁtorki i, o ile rozumiem, iście aŁtorkasiową książkocepcję. Podziwiam, że byliście w stanie przez to przebrnąć, mnie odrzuciło po kilku akapitach.

Specjalne wyróżnienie dla Jaszy za Młynarskiego.

Kod do wpisania: tieswsi blaspheme. Zaiste, to jest wszystko bluźnierstwo.

Vespa pisze...

Koszmar. Koszmar. Kto to wydał? Tzn ja rozumiem, celebrytka sie sprzeda i tak dalej, ale...
O rany.
A poza tym uważam, że to smutne, bo chyba faktycznie pani F. ma jakies potworne kompleksy, skoro ma taką nieprzepratą potrzebę przekonywania się, że absolutnie każdy mężczyzna w promieniu kilometra o niczym innym nie mysli, tylko o seksie z nią. I chyba głównie dlatego ten tekst budzi we mnie koszmarne zażenowanie - coś jak czytanie cudzego erotycznego pamiętnika.
Jak ona mogła to wydac, no :/

Anonimowy pisze...

"W ogóle twarda z niej suka. W przerwach między Houellebekiem a Pielewinem pali masę papierochów i pije czerwone wino".
Znajomy niesłusznie przestrzegał mnie przed tym Francuzikiem. W zestawie z zawartością mojego barku zrobi ze mnie ostrą sukę, hurra!
"Elka wygląda jak tenisistka. Ma włosy czarne jak węgiel i mocno opaloną twarz."
Dla większego efektu zagram w tenisa. Nareszcie będę brunetką.
Ten Oskar jest jakiś dziwny. Ja bym się obraziła, gdyby ktoś jedną ręką od niechcenia mnie zaspokajał, a drugą jadł sałatkę.

Anonimowy pisze...

Makabreska jakaś to ksiopko... :/ I dla mnie tym straszniejsza, że na hasło "Oskar" od razu widzę grassowskiego Oskara Matzeratha...

Anonimowy pisze...

do anonimowego z 21.03.14, 18.57 - i moim zdaniem skojarzenie słuszne - Oskar Felicjańskiej absolutnie i prawidłowo ma prawo skojarzyć się z wytwórca jedzenia - który jednym okiem ocenia skład i cenę sałatki, a drugim szuka dziury. Przepraszam za dosłowność, ale ta chyba mieści się w konwencji omawianego 'erotyku'?

Anonimowy pisze...

Odnoszę wrażenie, że jakby wydrukować pracę dyplomowa weterynarza czy zootechnika pt: 'doprowadzenie klaczy do próbnika/ i /ogiera - obserwacje zachowań klaczy versus wynik skaningu oraz szanse na zapłodnienie. Ujęcie statystyczne' - to ta praca zawierałaby większą dawkę erotyzmu niż omawiana książka. Przynajmniej coś by się działo.

Aartz pisze...

To. Jest. Złe.
Na tak wielu płaszczyznach, że aż boli. Dawno nie byłam tak bardzo zażenowana. Z jednej strony żałuję, że przeczytałam ten tfu!r. Wizja zaspokajania kobiety i jednoczesnego pochłaniania sałatki będzie mnie prześladować jeszcze długi czas. Z drugiej jednak strony ukwikałam się jak rzadko kiedy i za to Wam serdecznie dziękuję.

Anonimowy pisze...

Już sam wstęp tej książki jest przerażająco żenujący, a co dopiero mówić o całości.

mrija pisze...

Cóż - takie Rzeczypospolite będą jakie ich obywateli czytanie... Jak można coś takiego czytać w celu innym niż analiza???
Ale o ile dobrze pamiętam, to ksiopko było w empiku przecenione już jakiś miesiąc po wydaniu. Więc może jeszcze jest nadzieja...

Nagualini pisze...

„Odruchowo zerkam na jego członek. Leży bezwstydnie na udzie.”
Bezwstydnik. A powinien oddalić się z godnością i skromnie skryć w najbliższej dziu… Oh, wait.

„Oskar siedzi w Kolii” …and honey, you should see me in a necklace.

Btw – „książka jest mówiąca o rozterkach”, "imię Daniel Jeleń"… – czy Wy też macie wrażenie, że ałtorka samą siebie tłumaczy z angielskiego?
Tak czy owak - „Szram, szram, szram”
to idealne autopodsumowanie.

Anonimowy pisze...

To niesamowite: można napisać powieść pornograficzną, która jest podniecająca w stopniu pośrednim między podręcznikiem anatomopatologii narządów płciowych a kwitem na węgiel.

To juz marlenka-Milenka miała więcej polotu; serio, jakby Milenkowe pornosy przepuścić przez korektę ort/gram, to powstałoby z tego coś lepszego niż ten uwiędły knot.

Anonimowy pisze...

A myślałam, że już nic gorszego od Twarzy Greya mnie nie może spotkać... Toż to jakiś koszmar...
Swoją drogą bohaterka przypomina jedną znajomą, której też się wydaje, że wszyscy faceci na nią lecą i lubuje się we własnych opowieściach, jak to ten, czy ów "strugnął rysia" na sam jej widok. Rzeczywistość jest brutalna - faceci spluwają z obrzydzaniem na samą myśl o tej pani, ewentualnie śmieją się w kułak.
A to ksiopko zaliczyłabym (hehe) do nurtu antyerotycznych - może skutecznie obrzydzić wszystko, co związane z seksem.
Gratuluję analizy!
małpa w bibliotece

Anonimowy pisze...

BoCHaterka tego czegoś ma poważne problemy z psychiką. Serio, to jej uzależnienie od seksu to jest prawdziwa choroba. Strach mnie oblatuje, kiedy pomyślę, iż aŁtorka uznaje takie zachowania za normalne.

Anonimowy pisze...

Niestety mimo waszych wspaniałych komentarzy nie zdołałam dojść (ałtorce już by się to pewnie skojarzyło) do końca tego dzieła. Smutne jest to, że wielu autorów próbuje wydać książkę. Sama znam jednego, który naprawdę pisze kawał dobrej fantastyki, ale niestety nie posiada nazwiska Felicjańska więc ma ciężko z wydaniem książki. Po prostu w głowie mi się nie mieści jak coś takiego mogło zostać wydane. "50 Twarzy Greya" to przy tym arcydzieło literackie. Ja nie umiem pisać, więc się za to nie zabieram i Pani Felicjańska też powinna pójść w moje ślady i zaoszczędzić nam tego rynsztoku w postaci jej "książki". Gdyby nie brać pod uwagę błędów ortograficznych, składniowych, itp. (czyli to co poprawili Pani Felicjańskiej korektorzy) to treściowo większość opek pisanych przez 12-latki fascynujące się One Direction, Bieberem, Tokio Hotel są lepsze i mają w sobie więcej emocji i treści. A przecież Pani Felicjańska to już dorosła kobieta na litość boską.

Koalka Koalkowa pisze...

Moja mama właśnie to czyta. Jej śmiech słychać w drugim pokoju...

Anonimowy pisze...

Jeśli możecie to zmieńcie trochę ten jaskrawy czerwony, nie da się czytać na tablecie jakimś czy ekranie IPS. :( Chociaż trochę, żeby tak nie dawał po oczach.