czwartek, 15 marca 2012

166. Gruzja pod butem najeźdźcy, czyli bełkotliwy strumień (nie)świadomości (1/2)


Drodzy Państwo! Dzisiaj przed Wami analiza opka, które jest, nazywając rzecz brutalnie po imieniu, stekiem przeraźliwych bredni. Niby to nie nowość w Opkolandii, a jednak zgrzyt zębów rozchodzący się w okolicach dwóch sporych, jednego mniejszego i jednego wielkiego miasta w Polsce tym razem był wyjątkowo głośny...
Ałtorka z niewiadomych przyczyn zdecydowała się osadzić początek akcji w Gruzji - po co, skoro żadne z bohaterów nie jest Gruzinem, to chyba jeden tylko Cthulhu wie. Prawdopodobnie dla wprowadzenia wojny jako romantyczno-bohaterskiego tła. Cóż. Nie musimy chyba nadmieniać, że obraz wojny tu pokazany niewiele ma wspólnego z prawdziwym przebiegiem rosyjsko-gruzińskiego konfliktu o południową Osetię (o którym wcale nietrudno znaleźć choćby podstawowe informacje!) a za to wiele z obrazem okupacji znanym z filmów i książek. Mamy więc Gruzję jęczącą pod butem najeźdźcy, Rosjan strzelających do przypadkowych ludzi na ulicach dwa miesiące po zawieszeniu broni, i boCHaterkę, której cały ten horror i zgroza nie przeszkadza w robieniu słodkich oczu do przystojnych rosyjskich żołnierzy, którzy tak właściwie to wcale żołnierzami nie są. Wiesielties’ i indżoj!

Analizują: Dzidka, Gabrielle, Kura i Mikan

Tak na marginesie chciałam wspomnieć, że każdy prawie odcinek kończy się pójściem spać :D
A to jest zgodne z teorią literatury, którą właśnie rozkminiają Jasza z Purpuratem: “Znajduje się w nich motyw zmęczenia rozmową. Każda rozmowa czy dialog kończy się wraz z końcem dnia".

http://zakazana-milosc-siatkowka-rosja.blog.onet.pl/


Wstęp-informacje.  Może na początek coś o moim opowiadaniu. Od razu informuję-nie wszystko proszę brać na serio,nie wszystko
jest prawdą. Jak każde opowiadanie coś zawiera fikcję.
Coś zawiera fikcję, a mnie się coś widzi, że raczej same głupoty.
To takie standardowe początkowe zastrzeżenie, żeby można było potem odpowiedzieć na krytykę “A wy się nie znacie, przecież to fikcja!”.
Czyli nie tylko mnie zapachniało Nazi-Opkiem!

Główną bohaterką jest Polka,z genami wielu krajów.
Znaczy, jest GMO?
Córka Hetalii.

Gdy skończyła 4 lata,wraz z rodzicami wyjechała do Gruzji. Tam kończy szkołę podstawową, gimnazjum, szkołę średnią
Równocześnie?...

i obecnie jest na studiach o kierunku dziennikarskim.
Niech zgadnę - system szkolnictwa w Gruzji jest OCZYWIŚCIE identyczny jak w Polsce?
Oczywiście, nie ma innej opcji!
Zastanawia mnie, ile lat ma boChaterka, bo jakoś tak mi się wydaje, że rodzice masochistycznie wyjechali do Gruzji na początku cudownych, z punktu widzenia Gruzinów, lat 90tych.

Jej marzenie to obejrzeć na żywo mecz Polaków, bądź
Rosjanów.
Kurów i jajów.
Mrówków.
I Majów.

Wszystko nagle się zmienia,gdy wybucha wojna w kraju. Wtedy poznaje kogoś,w kim się zakochuje
z wzajemnością. Ich drogi się rozchodzą,wszystko się rozpada,gdyż się nie znają..
Nigdy nie poznawaj nieznajomych.
Usiłuję rozrysować sobie logikę tych dwóch zdań, ale chyba prędzej pojadę do Gruzji niż połapię się w tym cudzie.
Nie poznali się w sensie biblijnym pewnie.

Tbilisi-niedziela,17.sierpień 2008 rok
 Drogi pamiętniczku nie pisałam dość dawno. Od 9.dni są Igrzyska Olimpijskie. Mam bilety na finały, i na mecze o 3.miejsce w siatkówce chłopaków do Pekinu. Boję się jechać z Agatą-moją kuzynką. Nie chcę zostawić rodziców w domu-czasem przez okno widzę rosyjskie wojsko, które maszeruje ulicą stolicy.
Bo tak naprawdę nie mieszkam w żadnym Tbilisi, tylko w Cchinwali, stolicy Osetii Południowej.

Mam nadzieję, że chociaż Jurij przejdzie do finału.
Hierarchia ważności bije po oczach.
Niech świat cały płonie w wojnie,
W mieście się panoszą obcy,
Byle nasi dzielni chłopcy
Do finału przeszli spokojnie.
Fanka Jurija

Rzuciła swój pamiętnik w kąt pokoju. Oparła się o parapet, i wciąż widziała ten sam obraz. Wojsko maszerowało, czasem kogoś musieli prowadzić.
Pijanego generała...
Wesołe panienki...
Kozę na łańcuchu...

I teraz akapit, w którym stężenie bełkotu przekracza poziom krytyczny:
Przykro jej się robiło, ale zawsze nie chciała na nich powiedzieć złego zdania. Mama była w pracy, tato pojechał do Rosji, a siostra pojechała do Francji na jakieś pokazy mody czy coś tam.
Znaczy, wojna wojną, a życie towarzyskie musi kwitnąć.
I widać, że tylko nasza boChaterka się wojną przejmuje. Taty nie ma, siostry nie ma, mama pracuje.

Została jej jeszcze sąsiadka-Natasza, albo kuzynka Agata. Chociaż Agata poszła z Włodkiem na miasto. Nie wiedziała co robić. Czasem przyglądała się chłopakom z Rosji, i musiała przyznać, że naprawdę niektórzy byli ok.
No patrzcie, wypisz-wymaluj jak nasz Dawidek z Nazi Opka, co też doceniał urodę rasy panów.
Pił i bił, ale za to jaki był przystojny!

Niekiedy gadała z nimi chwilę.Języki znała na tyle, że właśnie studiuje filologię polską, rosyjską, i niemiecką.
Gdzie? Przejrzałam sobie dostępne w sieci strony gruzińskich uniwersytetów i żaden nie ma w ofercie filologii polskiej. Rosyjskiej i niemieckiej też prawdę mówiąc nie widziałam...
A gdyby nawet były dostępne, to ciekawa jestem bardzo, jak udaje jej się godzić ze sobą trzy kierunki naraz. Używa zmieniacza czasu, jak Hermiona?
Zaraz, trzy? Cztery! W prezentacji bohaterów mowa była o dziennikarstwie!

Nie chciała polskiego, ale dyrektorzy szkół po tym jak dowiedzieli się, że jest Polką nakazali jej.
I jeszcze specjalnie pewnie znaleźli i opłacili nauczycieli dla jednej, zagubionej Polki?
Źli Gruzini zmuszają do studiowania polskiego. Można to podpiąć pod tortury?
Pewnie jeszcze ją praskają po twarzy słownikiem języka polskiego.
Ale prawidłowej odmiany np. słowa “Rosjanie” to jej nie nauczyli.

Pomyślała o tym wszystkim „Jestem zbyt naiwna, zbyt taka jak wiatr, że wszyscy mnie przeganiają”.
Bo chciałam studiować jeszcze pięć kierunków, ale mi nie pozwolili!!!

Chwilę postała i poszła do łazienki.Wzięła prysznic, przebrała się i wyszła na ulicę. Pogoda jak zawsze nie rozpieszczała, a mówiąc wprost była tragiczna.
Ale dlaczego “jak zawsze”? Chyba, że aŁtorka organicznie nie znosi ciepłego klimatu...

Szła do centrum, gdzie miała się spotkać z Andriejem i Nataszą. Jej przyjaciele już tam czekali.
Koniec akapitu, w którym stężenie bełkotu przekracza poziom krytyczny. Nie ostatniego, bynajmniej...

-Paka!-powiedział Andriej, jak zawsze po rosyjsku.
-Paka, paka-odpowiedziała „smętnie” dziewczyna.
Czyli Andriej na widok yyy... jak ona właściwie ma na imię? powiedział “pa pa” jako że “paka” mówi się w Rosji na pożegnanie. No cóż. Daje do myślenia.
Może kraje jej się pomyliły i pomyślała, że to jak z buongiorno i ciao we Włoszech.


Andriej rozumiał polski, ale wolał nie ryzykować.Rosjanie bardzo pilnowali tutaj porządku, więc i większość mieszkańców Tbilisi mówiła po rosyjsku. Każdy z nich był inny.
Trudno, żeby wszyscy byli identyczni. W Tbilisi mieszka grubo ponad milion ludzi.
Bez jaj. Rosjanie wkroczyli do Gruzji (a konkretnie: do Osetii Południowej, stanowiącej przyczynę konfliktu) 8 sierpnia. 16 sierpnia podpisano rozejm. Do Tbilisi się nie pchali, nie było im do niczego potrzebne, a już z całą pewnością guzik ich obchodziło, po jakiemu tam ludzie mówią.


Natasza to dziewczyna, która skończyła studia i przyjeżdża tutaj na wakacje do babci, a Andriej to czysty Rosjanin-wojskowy. Właśnie to dzięki niemu, Polka poznała tutejsze zwyczaje-od momentu, kiedy wojsko z Rosji wkroczyło w granice bezbronnej Gruzji.
Zaraz, mówimy o tzw. “krótkiej wojnie gruzińsko-rosyjskiej” z 2008 roku, zapoczątkowanej atakiem Gruzji na Osetię Południową?...
Znaczy, niemal całe życie mieszka w Gruzji, ale lokalne zwyczaje poznała dopiero wtedy, gdy wkroczyli tam Rosjanie? A przedtem co, rodzice trzymali ją na zamku z siedmioma wieżami, otoczonym fosą?
I pod parasolem, który chronił ją przed nocą :)
Poznała gruzińskie zwyczaje dzięki Rosjaninowi?

Szli w kierunku tylko im dobrze znanym-do miejsca, gdzie zawsze w trójkę siedzieli i rozmawiali o wszystkim, lub o „niczym”. Dzisiaj mieli zamiar rozmawiać o tym wszystkim co się dzieje.
Jutro, dla równowagi, całe popołudnie będą bleblać o niczym.
A pojutrze będą milczeć, jak grób rodzinny, sześciomiejscowy, z dostawką na pudelka.
Mają grafik i się go trzymają.

Andriej miał jakiś plan. Nie chciał jednak o niczym mówić, gdy jeszcze szli. Wrócili szybciej niż doszli-wojsko rosyjskie opanowało cały teren!
Łojezu! I gówniarzeria nie ma gdzie jabcoka obciągać!

(i na tym koniec, jeśli chodzi o “plan” Andrieja - czego dotyczył i czy miał szansę powodzenia, nie dowiemy się nigdy)

****
Kilka miesięcy później
Tbilisi-piątek,10.październik 2008
 Drogi pamiętniczku już prawie dwa miesiące minęły od kiedy „zajęłam” się Tobą. A to wszystko przez to co tu się dzieje. Rodzice płacą, robią wszystko, żeby Rosjanie zostawili nas w spokoju. Tak się nie dzieje. Jestem kompletnie bezsilna! Nie wiem co robić! Słyszałam jak rodzice w nocy rozmawiali-mama płakała. Przez to wszystko Tamara nie może wrócić do Gruzji (na bora, po jakiego grzyba? Nie lepiej teraz trzymać się od Gruzji z daleka?). Pieniądze się jej skończyły. Jurij,Aleksej, Aleksej i Semen są w wojsku-służą w mojej okolicy. Jedyna dobra wiadomość od dłuższego czasu..
Znaczy, ciągnie ją jednak do rosyjskich (sądząc po imionach) wojskowych.


 Nagle urwała. Z dworu usłyszała huk strzału pistoletu. Zbiegła na dół-to jej ojciec. Niestety nie żył. Uklęknęła nad swoim ojcem. Objęła jego już martwe ciało i płakała.Straciła ojca, którego tak kochała.
Zawsze powala mnie głębia i rozszalała emocjonalność opkowego opisu nagłej utraty bliskiej osoby.
Nie sprawdziła tętna, oddechu, nie wezwała pogotowia. Ciało leżące na ziemi plus pistolet równa się pewny trup.
Może miał rozdyźdany łeb?

Miała już dość widoku wojny,
Bredzisz, niewiasto, wojna skończyła się dwa miechy wcześniej. Może pochłonięta oglądaniem rosyjskich wojaków nie zwróciłaś na to uwagi.
Ojtam ojtam, po prostu o wkroczeniu rosyjskich wojsk do Gruzji wszyscy słyszeli (sama pamiętam, jak się tym przejęłam), ale sprawdzić, co działo się dalej - A PO CO?

w głębi duszy miała już dość życia. Od kiedy Rosja wtargnęła na ich pole wszystko zaczęło się sypać. Mućka wdepnęła na minę, a sąsiad zaorali o trzy palce za dużo. Siostra bez pieniędzy została w Paryżu, mama z ojcem w nocy rozmawiali,kłócili się, a teraz zabili jej ojca.
Mama z ojcem zabili jej ojca. Mama z czyim ojcem? Zapewne tej siostry.

Wzięła pistolet-ten sam, którym zabili jej ukochanego ojca.
Znaczy ktoś zabił jej ojca, po czym rzucił dymiący pistolet na zwłoki? Cóż za lekceważenie  broni! Zwłaszcza, że żołnierz jest rozliczany z broni, i to nie tylko z pistoletu - zagubienie tejże może się dla wojaka nieciekawie skończyć.
(Moi rodzice posiadają marynarski kordzik, który wujek kupił od pijanego oficera za litr wódki w 1968 roku...)
Rosyjski żołnierz, który robi tam bógwieco, dba o dramaturgię opka. Może karą za zabranie pistoletu było przymusowe przeniesienie na Kamczatkę?

Przyłożyła do głowy, chcąc być już z ojcem na zawsze, chcąc uciec od problemów. Niemy krzyk, głuche „Pif-paf” i omdlenie.
I jak dokładnie zdołała usłyszeć. Że to było “pif-paf” a nie “bum!”
Tylko omdlenie? Z korkowca strzelała, czy jak???


Żaden z Gruzinów nie zareagował. Bali się Rosjanów [i ćmów], i ich zasady „Leży to leży”.
Przewróciło się, niech leży,
Cały luksus polega na tym
Że nie muszę tego podnosić,
Będę się potykał czasem.
Będę się czasem potykał, ale nie muszę sprzątać. (Kuba Sienkiewicz)

...no dobra, ale tak potykać się o omdlałych i trupy?
“Coś wylało się, nie szkodzi,
zanim stęchnie to długo jeszcze”?

Jednak jeden z żołnierzy przechodząc w natychmiastowym momencie zareagował. Krzyczał po rosyjsku. Zaraz zawieźli ją do szpitala, a ten młody człowiek siedział spoglądając na nią.
Dowódca zwolnił miłosiernego ze służby? Czy po prostu tak samowolnie się oddalił, nie patrząc na nic?
Ratowanie Damy w Opałach jest bezwzględnym priorytetem!

W duszy cieszył się, że kogoś uratował. Nie byle jaką osobę-młodą, piękną dziewczynę.
No, bo takich to od dłuższego czasu deficyt.
Ciekawe, czy brzydką też by ratował, czy dał sobie spokój?

Trzymał ją za rękę, czekając na cud. Lekarze otrzymali informację o ciężkiej ranie. Od kogo? Chłopaka natychmiast to trafiło. Siedząc przy jej łóżku, oczekując cudu ktoś go rozpoznał.
Ktoś siedział przy łóżku oczekując cudu i rozpoznał. Co rozpoznał, kogo - nie wiadomo. Prawdopodobnie rozpoznał ten deszcz, który padał idąc do domu.

-Jurij Bereżhko?-zapytała pielęgniarka.
Jak już bierzemy się za transkrypcję cyrylicy na alfabet łaciński, to mamy do wyboru dwie opcje: albo zapis polski, albo angielski (właściwie to międzynarodowy). Tak więc pan Юрий Бережко powinien zostać zapisany albo jako Jurij Bierieżko, albo Yuri Berezhko (przez Z, nie Ż), a nie taką jakąś pośrednią mieszanką, z której wychodzi ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra. Dziękuję za uwagę.

-Da, eto ja-odpowiedział siedząc w mundurze.
Naprawdę była wtedy powszechna mobilizacja? Zawodowa armia nie wystarczyła? I zdążyli Jurija: a/ powołać, b/ ściągnąć do jednostki, c/ wyfasować mu mundur i broń, d/ wysłać do Gruzji, e/ puścić na ulice Tbilisi,  i to wszystko w ciągu pięciu dni, po czym nastąpił koniec wojny?
Domniemywam, że wcielenie do wojska było karą za to, że reprezentacja zdobyła w Pekinie tylko brązowy medal.
Ciekawe co by było, gdyby kazali Jurijowi strzelać, albo użyć siły? AŁtorka zakłada chyba, że jego to ominęło.

Nie chciał opuścić tak młodej osóbki. Ale cóż.. Służba nie wybiera..
Może dlatego Dinamo Moskwa przegrało 1:3 dwa dni wcześniej z Iskrą Odincowo. Jurij siedział w Gruzji?

****
Pierwsza część za nami. I jak się podoba?
Nie bałdzo, milołdzie. Ale nie zniechęcamy się.

Gori, piątek 17.października 2008
 Jak widać zmieniłam miejsce „zamieszkania”. Jestem w Gori, gdzie okupacja jest widoczna nawet na ulicy
A gdzie może być najbardziej widoczna okupacja, jeśli nie na ulicy? Na zapleczu spożywczaka?
AŁtorka wyobraża sobie pewnie, że podczas “normalnej” okupacji wojsko grzecznie rozkłada namioty na polach wokół miasta i od czasu do czasu wykonuje strzały ostrzegawcze w niebo. Okupacja widoczna nawet na ulicy to już katastrofalnie ciężka sytuacja.

, czy w szpitalu, gdzie teraz „przesiaduję”.
Ta okupacja Gori, która zakończyła się 22 sierpnia 2008 roku?
Oraz, skąd boChaterka wzięła się w szpitalu w Gori, skoro po samobójczej próbie trafiła do szpitala w Tbilisi?
Grupa przystojnych ratowników-siatkarzy pracujących dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego dowiedziała się o jej nieszczęściu, porzuciła wszelkie obowiązki przyleciała po nią i przetransportowala do Gori.

Bełkot Vol 2:
Muszę komuś podziękować, tylko nie wiem komu. Z tego wszystkiego wiem tylko tyle, że to Rosjanin, znany w świecie siatkówki. (pielęgniarka, szuja, wiedziała, ale nie powiedziała!) Nie wiem może chodziło o Połtawskiego? Nie sądzę, żeby nijaki Jurij Bereżhko się mną tak przejął. Fakt chwilkę rozmawiałam z nim po meczu o 3.miejsce na Igrzyskach, ale to była wczesna godzina-8 rano.On nie był przytomny, a ja tym bardziej.
Ej, to ona jednak wybrała się na te igrzyska, mimo wojny, strachu o rodziców itede?
I już zdążyła Jurija na tyle poznać, żeby wiedzieć, że się nią nie przejmie.

No właśnie L Polacy przegrali w ćwierć finale, a Rosję wyeliminowali „hamburgery”, tj. USA.  Zła byłam jak nic, ale nie mogłam tego dać po sobie poznać. Poznałam przy okazji kilku kibiców z Rosji-mili, życzliwi ludzie.Dostrzegłam w nich dobro. Ostatnio często głowa mnie boli.
*nie ogarnia* Laska próbowała popełnić samobójstwo po tym, jak zamordowano jej ojca; wokół szaleje wojna (no dobra, niech już aŁtoreczce będzie, że szaleje, nie będziemy co zdanie prostować) - a dla niej najważniejszym tematem jest w tej chwili siatkówka?
I głowa ją boli. O, okrutny świecie!


Lekarze mówią, że to po kuli. Tylko ja nie pamiętam co właściwie się stało.
Za to świetnie pamiętasz, że uratował cię jakiś siatkarz wzięty w kamasze.

Na pewno zginął mój ojciec-dwa dni temu byłam na Jego pogrzebie. Nie mogę dać po sobie poznać tego.
Czego, na Bora?! Bycia na pogrzebie?!
Chwileczkę. 10 października strzeliła sobie w głowę. Niestety nieskutecznie, jednak rana była ciężka. Na tyle ciężka, że 7 dni później, 17 października, boChaterka siedzi sobie w Gori, rozmyśla o Igrzyskach, a do tego 15 października jeszcze zaniosło ją na pogrzeb ojca. Wniosek z tego jeden: należy natychmiast ściągnąć do Polski lekarzy gruzińskich. Cudotwórcy!


Tatusiu, zawsze będę Cię kochała..
I będę o tobie myśleć w każdej chwili, w której nie będę myśleć o siatkarzach.
Czyli rzadko.
Agnieszka Magdalena Marta Szewczienko

Odłożyła pamiętnik na stolik obok łóżka. Lekarze chcieli ją wypuścić, ale bali się o Nią. W sumie to musiała tu tylko liczyć na lekarzy, bądź przychylność ze strony wojska z Rosji.
Bo jak wojsko będzie nieprzychylne, to...? Wywalą chorych ze szpitala i zajmą go na koszary?


Mimo tego, że zabili jej rodzica musiała żyć w zgodzie. [Z kim albo czym?] Nie było jej łatwo. W końcu straciła swojego rodziciela. Gdy bóle ustąpiły mogła wyjść na ulicę. Widok był okropny-ludzie śpiący na chodnikach, krew w każdej dziurze w chodniku, i maszerujące wojsko z Rosji, z głowami podniesionymi do góry. „Do cholery jasnej, co oni sobie wyobrażają?!”-zapytała siebie w myślach.Podeszła do kilku rannych Gruzinów.
I to wszystko w październiku 2008.
Pięć sekund zajęło mi znalezienie informacji, że 8 września 2008 r. podczas spotkania Sarkozy - Miedwiediew ustalono, że do 10 października 2008 r. rosyjskie siły zbrojne wycofają się z Gruzji „właściwej”.
Terror, horror, armageddon i krew, chlupocząca wesoło w  każdej dziurze. Me likes it.


Oni unikali jej jak ognia, ale ta wyciągnęła dyktafon.
Co tam, że ranni potrzebują spokoju, ona musi mieć materiał!

Rozmawiała z młodymi, starszymi ludźmi na temat tego co tutaj się wyprawia. Wykorzystując swoje umiejętności z polskiego i niemieckiego, postanowiła wieczorem, a raczej w nocy, gdy minie godzina sprawdzania instytucji, mieszkań itd. zadzwonić do Polski i Niemiec i zaproponować napisanie artykułu dla najpopularniejszych gazet w Niemczech oraz w Polsce.  Gdy minął tydzień, i mogła wyjść do domu wróciła do stolicy.
… bo najpopularniejsze gazety w Niemczech i w Polsce nie tylko nie miały swoich stałych korespondentów na terenie Federacji Rosyjskiej i w samej Gruzji, to nie wysłały takowych, przynajmniej gdzieś w pobliże, na wieść o wybuchu konfliktu w jednym z najbardziej konfliktogennych miejsc naszego globu...
Oczywiście, że nie. Wiedzieli, że na miejscu jest Mary Sue, co ich wyręczy.
Pewnie, taki Wiktor Bater to przy niej stażysta.
Ani chybi to siostra naszej Super Roksanki!
I rozczula mnie ta niezachwiana pewność, że można było zadzwonić w nocy do Niemiec, bo minęła godzina kontroli policyjnej i wszyscy źli rosyjscy policjanci i żołnierze poszli spać :D
Muszą się chłopaki wyspać, żeby nazajutrz móc z jasnym umysłem i pełni zapału prowadzić wojnę.

Usiadła przy swoim biurku, i automatycznie zabrała się za pisanie artykułu do „Der Spiegel” oraz „Gazety Wyborczej”.Najpierw napisała to po polsku, żeby łatwiej później było napisać dla Niemców. Dla Rosji nie pisała, bo dobrze wiedziała, że ich mądry Mededew wie co robi.
Rosja usiadła i pogrążyła się w ciężkiej rozpaczy.
Mededew? Może od razu Blablajew?

Siedziała nad tym do 5 nad ranem, ale skończyła.
Dzielna dziewczynka!
Siedziała do piątej, wielkie mi co. Zobaczysz, jak na studia pójdziesz.
Oj tam, nie strasz dziewczyny. Ja na studiach nie zarwałam ani jednej nocy.
Tbilisi, czwartek25.październik 2008
   Dzisiaj wraca Tamara. Dokładnie wczoraj minęło ponad pół roku jak jej w domu nie było. Niech mi tylko powie, że ma narzeczonego, czy jest w ciąży to ją wyrzucę! Dobra żartowałam. Kurcze, żeby nie wzięła tylko w rękę mojego pamiętnika.. Dobra ja już „spadam (?)” na lotnisko. Cześć!
Pani Agnieszka Magdalena Marta Szewczienko-Bereżhko
Boru, z każdym wpisem zwiększa jej się liczba imion i nazwisk. Zanim dotrzemy do końca opka, podpis będzie zajmował ze trzy strony.
Pani?
No już się widać zaocznie wydała za Jurija...

 Gdy wyszła na ulicę spotkała.. Jurija! Nie dowierzała własnym oczom. Jurij i wojsko? Unikała jego wzroku, co było trudne dla nich obojga. Młody, przystojny siatkarz przyglądał się jej, i chyba ją poznał. Bał się podejść, pomóc jej. Wsiadła w samochód, który nie chciał ruszyć. „W mordę jeża! Nie teraz, dobra?!”-wkurzyła się w myślach. Próbowała, aż w końcu samochód odpalił. Jechała ulicami miasta,a wszędzie ten sam widok. Rozlana krew, młodzi ludzie sprzeciwiający się wojsku.
A ona tak spokojnie, bezproblemowo sobie obok tego przejeżdżała.
Mary Sue nikt nie niepokoił. Wiadomo było, że to jedzie ONA i nikt nie śmiał nawet podnieść wzroku na samochód. BTW jest wojna, a paliwa ci u nas dostatek?
Może po drobnych przeróbkach jeździli na tę rozlaną krew...
UAZ model Christine?

Wiele z nich cierpiało-nie było nic mówić. To było widać. [Moja nie rozumieć] Przypomniało się jej, jak straciła ojca. Do dzisiaj o tym pamięta.
Zważywszy, że minęły dopiero dwa tygodnie, zaniepokoiłabym się, gdyby tak nie było.
Zważywszy, że to opko, dziwię się, że tak jest.

Jechała ulicami nie mogąc znieść tego widoku. Modliła się tylko o to, aby jak najszybciej z tym skończyć,aby Rosjanie zostawili ich w spokoju. Przecież Gruzja na pewno winna nie może być.
Więc niech będzie piwna! Przekształćmy winnice w piwnice!
Znajomy styl tu odnajduję. Z jasnej strony Mocy.

Wysiadła z samochodu, i od razu ekipa wojskowa się do niej przyczepiła.
Aha, mówiłam! Coś jest w tym samochodzie!
Nie, po prostu laska jest w mini i bluzeczce z głębokim dekoltem - zauważ, ekipa czepiła się jej, nie samochodu.

Zaczęła tłumaczyć w jakim celu tutaj jest. W końcu odeszli od niej, a jeden z nich wyjątkowo się jej przyglądał. Pokazała mu środkowy palec i odeszła.
Zgodnie z logiką tego opka, koleś powinien teraz wyciągnąć broń i zastrzelić ją bez najmniejszych skrupułów.
Chyba, że głupota tego gestu pozbawiła chwilowo innych zdolności myślenia.
W jednym filmie o złych radzieckich żołnierzach patrol zabił przechodnia, bo ów nie dość szybko podał im dokumenty.

Tamara czekała już na stacji. Nie mówiły nic-Tamara, ledwo co umiała rosyjski, więc lepiej było siedzieć cicho.
Ejno, ja wiem, że aŁtoreczce wydaje się, że rosyjski to język straszliwego okupanta, ale tak naprawdę w byłych republikach radzieckich jest on wciąż powszechnie znany - i ktoś, kto mieszka tam niemalże całe życie, też go znać powinien. Podejrzewam w Tamarze wyjątkowe beztalencie językowe...

Chciały wsiąść, ale ten sam żołnierz zatamował jej drogę.
-Niet!-krzyknęła Polka, i odeszła od niego.
Żołnierz zbaraniał i zamienił się w słup soli i tak stoi tam do teraz.


Wsiadły i ruszyły do domu. Włączyły cicho radio, zamknęły okna, a tył zasłoniły czymkolwiek. Nie chciały, żeby wojsko się czepiło.
Ciekawe, jaki tył zasłoniły, żeby się wojsko go nie czepiało :-P
Mnie to wygląda na tylną szybę samochodu. To tak dla poprawienia widoczności? Absolutnie niepodejrzane i nie zwróci na to uwagi żadna policja, wojsko, czy ktokolwiek, kto ma trochę oleju w głowie.
Na płachcie było napisane “nie patrzcie tu!”

-Mów jak było-powiedziała Agnieszka.
-Szczerze? Nudnie. Nic się w sumie nie działo-odpowiedziała.
-Tamara, to nie możliwe-powiedziała.
-Możliwe. Jakiś Francuz, chciał zaproponować, żebym została. Powiedziałam, że mam zamiary zostać, ale nie mogę zostawić rodziny-odparła.
-Jak miał na imię?-zapytała.
-Nie wiem. Nie zainteresowana jestem.. A jak w Pekinie?-odparła.
-W Pekinie, jak w Pekinie. Tata zmarł..-odpowiedziała.
-Kiedy był pogrzeb? Co się stało?-pytała jak „najęta”.
Powyższy dialożek bije wszelkie niepobite dotąd rekordy.
Czekajcie, bo ja dalej nie kumam, krwawa maź. Tamara to jej siostra, tak? I nikt jej nie zawiadomił o śmierci ojca? Ważniejszą informacją był wyjazd Agnieszki do Pekinu?
*wpatruje się tępo w monitor* Ja przepraszam. Ja pójdę się może przewietrzyć.
No toć mówię, że bije! No i ten Francuz, który chciał, żeby została z nim w Paryżu, ale ona nie wie, jak miał na imię?
To musiał być Marlon.
Albo Fantomas.


-Pogrzeb był 10 dni temu. Zastrzelił go jakiś żołnierz.Też byłam bliska śmierci, ale podobno-tak lekarze mówili, że Jurij Bereżhko mnie uratował…-odpowiedziała.
Rany borskie! Ci lekarze to naprawdę cudotwórcy! Być o krok od śmierci, a parę dni później, jak gdyby nigdy nic chodzić po ulicy. Żadnej rehabilitacji, leków, osłabienia, splątania, mroczków przed oczami.
Bo w Gruzji nie puszczają M jak Miłość.

Dziewczyna przytuliła młodszą siostrę. Do końca już milczały. Weszły do mieszkania.
Same otworzyły drzwi-matka była w pracy. W przedpokoju na szafce, a raczej na jakiejś paczce leżał list.

„Tbilisi-czwartek,25.października 2008 rok
Droga Agnieszko Magdaleno
 Zapewne nie rozpoznasz mojego charakteru pisma. A może jednak odgadniesz po charakterze, kto zacz? Nie? Jaka szkoda! Przedstawię się-Jurij Bereżhko.
Tak tylko półgębkiem napomnę, że Rosjanin powinien zwracać się do niej “otczestwem”, czyli np. Agnieszko Pawłowna (czy jak tam miał na imię jej ojciec) i sam się tymże otczestwem przedstawić (Jurij Wiktorowicz Bierieżko).
Ciekawe, czy aŁtoreczka ma w ogóle pojęcie, co to jest otczestwo, po polsku - patronimik, i że to nie jest żaden archaizm, tylko normalny sposób zwracania się do ludzi, nieprawdaż, Gabrielo Bogusławowna, Miko Stanisławowna i Kuro Ryszardowna? :)
Myślę, Dzidko Jackowna, że ona w ogóle nie kuma o co chodzi - wydaje jej się, że Rosjanie posługują się po prostu zawsze dwoma imionami, dlatego “Agnieszko Magdaleno”.
I Zamachowski śpiewał: zwali diewuszku, PA OTCZESTWU, Siemionowna...


Ostatnio rozmyślam nad tym wszystkim co Tobie się stało, co z Twoim sercem.
Przepraszam, co ma być z jej sercem, w głowę była ranna, nie? Chyba że Jurij w tak subtelny sposób dopytuje, czy jej serduszko jest wolne...
Albo on siedział w szpitalu przy innej dziewczynie i do niej teraz napisał.

Nie chcę prosić o szansę, nie chcę o nic prosić. Chciałem tylko przekazać, że martwię się o Ciebie. Wiem, że może dla Ciebie to lepiej, że udajesz, że mnie nie znasz. Ale dla mnie nie jest to lepsze rozwiązanie. Chciałbym się z Tobą spotkać i porozmawiać, o tej wojnie, o tym, o czym nie zdążyliśmy porozmawiać w czasie moich meczy, czy nawet po meczach w Pekinie. Ten list jest pożegnalny..Dzisiaj, albo wrócę do Moskwy na treningi z Dynama, lub przeniosą mnie do Gori.Nie wiem, jak dalej ma to wyglądać..
Ciężki jest los siatkarza rzuconego znienacka na front.

Przepraszam, że wtedy ze szpitala wyszedłem, ale służba.. Przepraszam najmocniej. Do zobaczenia
Jurij Bereżhko”

 Wzięła paczkę wr ęce i list.
O co zakład, że...

Pobiegła do swojego pokoju, a gdy wbiegła zamknęła drzwi. Otworzyła paczkę-był w niej miś z Rosji,
TAAAAAAAK!... :D
Miszka! Miszka!



jego zdjęcie [misia???], autograf całej kadry, i nawet coś od polskich siatkarzy [też miś. Ale na miarę polskich możliwości]. Przytuliła misia, i od razu on się jej przypomniał. Tak bardzo chciała mu podziękować za to co dla niej zrobił [miś???], za to, że uratował jej życie-chciała podziękować za wszysto [jakby ktoś zapomniał,  chwilę temu to ona sama próbowała sobie to życie odebrać, teraz zaś dziękuje wybawcy]. Do drzwi zapukała Tamara.
-Co zrobić na obiad?-zapytała.
-Coś rosyjskiego-odpowiedziała, uchylając drzwi.
W rękach trzymała białego misia, który wyglądał jak święty Mikołaj. [a nie Died Moroz???]
Zrób misia! Zrób misia!!!
Pielmieni z niedźwiedziego mięsa, dadzą krzepę jak drwalowi w syberyjskiej tajdze!


Były również słodycze-wszystko to, albo z Polski, albo z Rosji.
Skąd u żołnierza-siatkarza-Rosjanina słodycze z Polski? Zamiast koszulkami, wymienili się czekoladkami?

***
Kilka miesięcy później

Moskwa, sobota 6.grudnia 2008 rok
Drogi pamiętniczku!
 Jestem w Moskwie od kilku dni. Często przebywam na hali moskiewskich siatkarzy. Obecnie sobie tutaj wynalazłam pracę jako dziennikarka dla RTR Sport, i Sportbox.ru-strony sportowej. Koleguję się z Jurijem, Aleksami i Semenem. Sympatyczni chłopcy,którzy chcą mi pomagać i ciągle chcą mnie przepraszać za wszystko co zrobili podczas wojny.
Taaaa.
Droga aŁtorko, jeśli już chcesz pisać opko o Polce zakochanej w rosyjskim siatkarzu, to pisz, proszę bardzo - ale na litość wszystkich bóstw podziemnych!!! Nie w ten sposób, że najpierw mamy HURR DURR ŹLI ROSJANIE NAJEŹDŹCY OKUPANCI ZABILI MI OJCA, a potem boCHaterka bez cienia (!!!) wątpliwości, refleksji, czegokolwiek - wyjeżdża sobie do Moskwy i podejmuje tam pracę. Nie powiem, jak to o niej świadczy, bo się nie będę wyrażać.
Bo ona pojechała do tych Rosjan, którzy wyglądali jej na ok. Tych złych będzie omijać.

Stale odwiedzam grób taty w Tbilisi.
Rwa mać... Stale? Z Moskwy do Tbilisi jest 1976 kilometrów. Ja mam na cmentarz pół godziny drogi, a bywam tam ze trzy razy do roku.
A widzisz, ona jest lepsza! Jest w Moskwie od kilku dni, a grób taty zdążyła już odwiedzić pewnie ze cztery razy. I pracę migusiem sobie znalazła.

Mama obecnie mieszka w Szprotawie, Tamara jest w Paryżu i będzie miała dziecko.
Z tym Francuzem, co to jej nawet nie interesowało jego imię?
Pewnie. Technicznie rzecz biorąc to do zajścia w ciążę nie jest potrzebna znajomość imienia tatusia.
Pani pozwoli, że się przedstawię. Reginald jestem. Do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu...
Szkoda, że nie skumała się z Niemcem, z przyjemnością zacytowałabym “Rein raus” ;)

Jak się okazało nie jest nas dwie-mamy młodszą siostrę Olę, i starszą Katharinę. Ciężko mi się przyzwyczaić, że nie jest nas dwie, lecz cztery.
Czy tylko ja tu widzę projekcję życia osobistego ałtoreczki?
Znaczy podejrzewasz, że ojciec aŁtoreczki zmarł, a na jego pogrzebie pojawiła się druga zrozpaczona wdowa?
Przede wszystkim podejrzewam nagłe pojawienie się siostrzyczek.


Czyżby znak od taty? Nie wiem jak to ująć, ale w Moskwie jest mi dobrze.
Rób ty jakieś akapity, dziecko, bo na Bora, nie wiem, co mają siostry do Moskwy?!
Chciałyby tam pojechać, ale jakoś wciąż nie mogą się wybrać.
W Moskwie jest jej dobrze, bo nie ma tam sióstr.

Studiuję tutaj, gdyż chłopaki chcieli mi pomóc we wszystkim.
A ja się zgodziłam.

Mieszkam z Ostapienką i Bereżkiem. Mam swój pokój. Tutaj się czuję bezpiecznie, chociaż wiem, że w Gruzji już jest spokojnie-Osetia i inne części są niepodległe, ale chcę tutaj chwilowo zostać.
Osetia niepodległa? Ta Osetia uznana jedynie przez Rosję, Nikaraguę, Abchazję i Naddniestrze (te dwie nieuznawane przez inne państwa), a także Nikaraguę, Wenezuelę i Nauru.

Mieszkam trochę od centrum, co mi się do końca nie uśmiecha, bo muszę dojeżdżać autobusem...
- O, a taki autobus to straszna maszkara - mruknął potępiająco Gabs mieszkający trochę od centrum i dojeżdżający autobusem.
No, jeżeli panna w Moskwie, jednym z najdroższych miast świata, mieszka tylko “trochę od centrum”, to musi mieć niezłego sponsora. Chyba że Ostapienko i Bierieżko z dobrego serca płacą za nią, w ramach np. odszkodowania za wojenną traumę... Zakładam, że jako siatkarze mistrzowskiego klubu zarabiają sporo?
Ba, ona z nimi mieszka. Może jest jako ta Hanka od Pani Dulskiej? “Pościągałam kołdry. Panna Jurijka kopnęła mnie w brzuch.”
Chłopaki chcieli jej pomóc we wszystkim!


    Do pokoju wszedł Jurij. Jednak wcześniej, z kultury zapukał do drzwi.
O ja pier!... :D
No kultura! A mógł przywalić z bańki lub strzelić z bazuki.
Jedna pięść nazywała się “kultura”, a druga “młot”.

Gdy nikt się nie odzywał po raz kolejny zapukał.
-Agnieszka wstawaj!-powiedział jej do ucha.
Spod drzwi? Wysłał jej szept na jakimś wysięgniku, przez dziurkę od klucza?
Usta Dalekiego Zasięgu.

Wstała, i przetarła oczy. Najpierw spojrzała na zegarek-dochodziła 10, a w pracy miała być o 10:30.
-Jurij! Wcześniej się mnie budzi!-krzyczała.
Budzik się nastawia.
Ale od czego jest służba? Tfu. Jurij.

Chłopak tamował jej drogę. Aleksiej też nie chciał jej przepuścić. Dziewczyna musiała coś wymyślić.
-Patrzcie, o mnie jest w telewizji-powiedziała.
A to ich podeszła, spryciula!

Wsunęła się do łazienki. Szybko wzięła prysznic, umyła zęby, zmieniła bieliznę i ubrała się w krótką spódniczkę koloru czarnego, białą koszulkę na krótki rękaw.
Miała szafę w łazience?

Uczesała koka, w między czasie użyła pięknych perfumów [Dzi, rzuć no ten twój topór] , i  założyła biżuterię. Wszystko wrzuciła do torebki.
No to w końcu ubrała się, czy wrzuciła to do torebki?  
Do torebki wrzucała co popadnie - suszarkę, paczkę tamponów, ręcznik, golarkę Jurija...
I samego Jurija też.

Gdy wyszła chłopaki spojrzeli na nią, i nie mogli oderwać wzroku.
-Lecę, bo się spóźnię i mnie „wyleją”-powiedziała, i zamknęła za sobą drzwi.


W między czasie, gdy próbowała przebić się w korkach wzięła w rękę długopis i pamiętnik. Od kiedy mieszkała z chłopakami nosiła go ze sobą wszędzie.
Bała się zostawiać w domu, żeby nie czytali?
Wszyscy faceci marzą o tym, żeby poznać sekrety Mary Sue! *ma wizję stada zaślinionych facetów, rzucających się na kochany pamiętniczek*

Moskwa, niedziela 7.grudnia 2008
Drogi pamiętniczku!
  Jestem właśnie w trakcie korków. [Udziela korepetycji czy to jej udzielają] [Korki były w trakcie, a ona w korkach]Jadę do pracy, i wszystko przez Jurija, któremu kazałam się obudzić o 9. Zdążyłabym się wybrać, a teraz stoję w korkach i chyba nie zdążę.
A właściwie dlaczego nie jeździ metrem?
Bo jej nie przyszło do głowy, że w Moskwie jest ;)
Praca w niedzielę, niby nic dziwnego, bo media działają na okrągło, ale już za chwileczkę przekonamy się, jak dziwne jest to w TEJ akurat redakcji.

Ja mu dam! Pogadam z Alkiem, żeby przez następne dni jego nie budził. Dobra kończę, bo właśnie ruszyli!
Zapracowana studentka
Nie wydaje się wam to nieco... infantylne? “Drogi pamiętniczku”?
Wydaje. Prowadziłam pamiętnik od podstawówki do końca studiów i nigdy, nawet w tych najszczeniętszych latach, nie użyłam tego zwrotu.


Nacisnęła stopą (jak to, a nie nosem?!) na gaz i pojechała dalej.
Ejże, a nie skarżyła się przed chwilą, że dojeżdża do pracy autobusem???

Jak się okazało redakcja zamknięta, i dopiero otwierają o 11.
Ciekawi mnie tematyka pisma, którego redakcję otwiera się o godzinie jedenastej.
Zwłaszcza, że do pracy miała na 10:30.
Zobaczyli, że jej jeszcze nie ma, to po co otwierać?

Miała, więc jeszcze nieco koło 20.minut. Usiadła na schodach i zaczęła zażywać, zimowego słońca i hodować wielkie, soczyste, dojrzałe hemoroidy. Siedziała tak dopóki nie ochrzanił jej jakiś młody chłopak.
-Wstawaj szybko, bo się przeziębisz-odparł, i uśmiechnął się serdecznie.
-Ok.,ok.-powiedziała
-Marius-przedstawił się młody mężczyzna.
-Agnieszka-odpowiedziała.
Zaraz ucisnęli sobie przyjaźnie rękę.  Nie rozmawiali już, a zaraz przyjechał redaktor naczelny i otworzył drzwi.
Naczelny dorabia jako cieć?
Nie ufa nikomu, sam dzierży wszystkie klucze.

Wszyscy weszli, i zaraz dostali ciepłej kawy/herbaty.
Sama się zrobiła, czy szef rozdawał?
Pani Glebowa przyniosła. W musztardówkach.
Ale pani Glebowa nie dawała za darmo ;)

Dziewczyna usiadła przy swoim stoliku i odpaliła komputer. Zaraz przyszła Emilia-najbardziej wredna, zazdrosna dziennikarka w całej Moskwie.
Wredna, zazdrosna antagonistka - jest. Gdyby choć raz tą zUą była piękna, inteligentna i obiektywnie sympatyczna dziewczyna... *pogrąża się w marzeniach*

-Cześć-powiedziała jak zwykle z ironią w głosie.
Agucha wyczuła, że tej coś znowu nie pasuje, więc się nie odezwała. W ogóle nie lubiła rozmawiać z nią. Była to szorstka dziewczyna,która się bawiła chłopakami, i zmieniała ich jak rękawiczki. Wszystkiego się dowiedziała od chłopaków, w tym od Jurka, który był z nią i zerwał szybciej niż zaczął. Ale wróćmy do pracy. Dzisiaj miała za zadanie pojechać na halę, i porozmawiać z trenerem. Trening miał się rozpocząć o 13, więc było jeszcze nieco czasu. Wzięła w rękę długopis, i osłaniając się zaczęła pisać w pamiętniku.
*Wzdech* Ktoś tu pominął okres dojrzewania.

Moskwa, niedziela7.grudnia 2008
Drogi pamiętniczku.
  Jestem w pracy,i ta chora Emila się znowu robi na bóstwo. Mamy fajnego redaktora, który bynajmniej jest naturalny [chlusnęły strumienie krwi. I nie była to krew Dzidu.]  i nie robi z siebie idioty dając się naiwnej Emilce.Żałosna jest. Mieszkam tutaj już tydzień, i połowę Moskwy znam :).
Niezła - milion osób dziennie, to ile wychodzi na minutę?
I jeszcze zdąży grób taty odwiedzić. I na wykłady pójść.

Tych z mafiozy też.
Z czego?

Na początku śmiali się ze mnie, że jestem Polką i mieszkałam w Gruzji, ale im przeszło… [jak dostali parę razy z plaskacza]
Boru, a z czego tu się śmiać? W Związku Radzieckim nie takie wędrówki ludów się zdarzały.

   
 Nie skończyła pisać, gdy poczuła, że pisze już po swoim biurku. Ujrzała przed sobą „Emilkę” (a dlaczego w cudzysłowie?),która zabrała jej pamiętnik. Pobiegła z nim do redaktora.
-Panie redaktorze, nijaka Agnieszka Magdalena Szewczienko, zamiast zajmować się pracą pisze, w tym o to„GÓWNIE!”-powiedziała.
Jest, jest powiew gimnazjum!
Jesteś u dyrektora!!!

Nagle wpadła do tego pomieszczenia również i właścicielka.
Tego pomieszczenia?

-Emilo, wyjdź!-powiedział rozzłoszczony szef.
Gdy kobieta wyszła, mierząc swoją rywalkę [suwmiarką] zamknęły się drzwi.
-Agnieszko, czemu teraz zajmujesz się swoim pamiętnikiem?-zapytał ze spokojem.
Dzienniczek poproszę. Jutro pokażesz podpis matki pod uwagą.
(Boru!!! Żeby ona wiedziała, czym się ludzie zajmują w pracy i w godzinach pracy!!! Wyścigi na wózeczkach biurowych, z odpychaniem się nogą, dokoła całego open space, to doprawdy jeszcze nic...)
Generalnie - dopóki nie zaniedbuje obowiązków służbowych, nikogo nie powinno obchodzić, czy w międzyczasie pisze pamiętnik, rysuje Spocków na marginesie, czy je drugie śniadanie. Ale oczywiście zdajemy sobie sprawę, że świat nie jest idealny, a zazdrosne Emilki istnieją wszędzie, tyle że...

-Miałam teraz chwilę czasu-odpowiedziała.
-O której miałaś przeprowadzić wywiad z trenerem?-zapytał.
-O 13-odpowiedziała.
Zawołał zaraz drugą dziewczynę.
-Emilio, na przyszłość zachowuj się jak na Twój wiek przystało, a nie jak rozwydrzony bachor.
I jak masz kogoś podkablować, rób to dyskretniej. Po co całe biuro ma wiedzieć, kto jest wtyką szefa?

Tyle na dzisiaj, a Ty droga 30.latko zostajesz po godzinach-sprzątasz biurko Agnieszki, i będziesz w ogóle sprzątać.Przez tydzień masz skrócone przerwy. I pójdziesz spać bez kolacji! I obniżone zachowanie! Do widzenia-powiedział mężczyzna, i uśmiechnął się do Polki.
I to by było na tyle w kwestii “jak mała Marysia wyobraża sobie PRACĘ”.
Wcale nie na tyle, będą jeszcze lepsze kawałki!

Emila zdenerwowana poszła do swojego biurka i milczała.Agnieszka poprawiła wygląd i poszła.
-Cześć Wam-powiedziała, zanim wyszła.
-Cześć-odpowiedzieli wszyscy.
Zrywając się od biurek i stając na baczność - ruki pa szwam! - bo lepiej nie podpadać tej, co ma takie chody u naczelnego.

(...)

Zaraz weszli na halę, i można było rozpocząć trening.Chłopaki cieszyli się, że chociaż raz trener na nich nie wrzeszczy. Alek uderzył w Jurija z całej siły piłką podczas gonitwy, co skończyło się kłótnią.
No, słonko, jak się trener zorientuje, że to przez Ciebie zawodnicy mu się kłócą, wywali Cię stamtąd bez prawa wstępu.

Aleksej przyjechał dzisiaj z Jurijem, więc nie miał jak wrócić do domu. Jednak dziewczyna obiecała mu pomoc. Po zdjęciach, wywiadach i innych spotkali się w trójkę przed halą. Agnieszka na oczach Jurija pocałowała Alka, co temu drugiemu się spodobało. Wsiedli do auta i ruszyli, w inną stronę niż zawsze. Jednak na początku dla zmyłki, jechali tą samą ulicą co wracają do domu. W połowie skręcili, bo chcieli pojechać do Semena, który się rozchorował. Kupili mu słodycze, i kwiaty.
A Semen na widok słodyczy i kwiatów ryknął śmiechem jak wariat i uprzejmie zapytał, czy ich popier...
Czy ktoś ogarnia tę intrygę, bo ja jakoś nie bardzo?

Zajechali na osiedle.
-Cholera, że jemu się chce wchodzić na7.piętro-powiedział Alek, opadając z sił.
Siatkarz z reprezentacji narodowej opada z sił po wdrapaniu się na siódme piętro??? No błagam!

-Ja jestem w szpilkach i nie marudzę-powiedziała Agucha.
Jednak o wspólnych siłach weszli na górę.
Wynalazek windy jeszcze do Moskwy nie dotarł?
Im winda już odjechała.

Siemion siedział przy piwku, i winie.
-Niecodzienny widok-zaśmiali się oby dwoje.
Leczy się chłopak intensywnie, ot i wsio.

Siedzieli tam do 22, i zaraz musieli wracać do domu.
Bo dzieci były głodne i płakały?

Alek był nieco nietrzeźwy, ale dało się z nim wytrzymać. Wrócili do domu, i nie mogli przestać się śmiać. Gdy się nieco uspokoili poszli razem do kuchni, żeby wypić soku. Siedzieli w ciszy (w takim razie Alek musiał być jednak trochę bardziej nietrzeźwy, niż jej się wydawało), ale i tak wpadł do nich Jurij. Szedł bardzo cichutko na palcach, żeby wystraszyć „parkę”.
-Buuuuu!-krzyknął, i zaraz wybuchnął śmiechem.
Na nieszczęście oby dwoje się oblali, a Agnieszka rozbiła szklankę, i kawałek szkła wbił się jej w palec.
-Oj teraz kochany pożałujesz-powiedzieli razem, i zaczęli się ganiać.
On uciekał, ona goniła go, brocząc malowniczo palcem ze sterczącym kawałkiem szkła.


(...)
Moskwa, niedziela7.grudzień 2008
Drogi pamiętniku;)
  Tyle się dzisiaj zdarzyło. Dobrego i złego oczywiście. Na początek dnia zaspałam przez Jurka,który miał mnie obudzić o 8, lub 9, przez co zaspałam i nie zdążyłam do pracy.Redakcje otworzyli o 11, więc miałam sporo czasu „luźnego”. Jeszcze musiałam stać w korkach-dzięki Ci Jurij:).W pracy pisałam pamiętnik, ale nijaka Emilka mi go zabrała.
“Nijaki Jurij” mógł być literówką. Przy “nijakiej Agnieszce” nabrałam podejrzeń. Teraz zyskałam pewność. To nie literówka.
No fakt, oni wszyscy jacyś tacy... mientkie kisielki.

Na szczęście ja nie dostałam „uwagi”, a ona została w pracy po godzinach.
Japierdziu, “uwagi”!!! Ona naprawdę wyobraża sobie pracę w redakcji jako coś na kształt szkoły!
No ale nadgodziny koleżance załatwiła, dobre dziecko.
Nie wiadomo, czy im płacą za nadgodziny, ani czy mogą sobie za nie odbierać wolne, więc może to faktycznie było wyrafinowane świństwo ;)
*wyobraża sobie swoją minę na informację managerki “ponieważ dzisiaj dwadzieścia pięć minut piłaś kawę w kuchni, zostaniesz godzinę dłużej w pracy”*

(...) Myślicie, że coś „iskrzy” między Jurkiem, a mną? Dzisiaj omal nie zabił mi Alka, z powodu żartobliwego buziaka w policzek.
Przepraszam, kto “myślicie”? To jej ściśle tajny pamiętniczek, wożony wszędzie ze sobą i pisany w największym sekrecie na kibelku, czy blogasek z komciuszkami?
Szanowne litery :D


Dzisiaj pewnie spałaby do 9, ale przed 7 zadzwonił jej telefon. To SMS od Mariusa, albo Aleksieja.(komórka nie mogła się zdecydować, który kontakt wyświetlić) „Dzisiaj mamy wolne. Muszę załatwić sprawy, więc jak będziesz potrzebna to zadzwonię. Redaktor J”.Uśmiechnęła się na myśl, że dzisiaj wolne. Położyła się na drugi bok, i zasłoniła poduszką uszy.
Ejno, ja też chcę taką pracę!


[Jurij budzi boCHaterkę]
-Dobra, ja już wstaję. Muszę się porządnie umyć, zmienić bieliznę i w ogóle-powiedziała, opierając się o niego.
Dodała też kilka szczegółów na temat używanej w nocy podpaski.
Z tego co zauważyłam Jurij służy do: budzenia, wysłuchiwania monologów, towarzystwa. Nie ma żadnego własnego życia, treningi ma tak ustawione, żeby boChaterce pasowało i wogle i wogle.

-Ja mogę pomóc przy myciu pleców-powiedział, i uśmiechnął się tajemniczo.
-Idiota z Ciebie-zaśmiała się ironicznie.
Wzięła ciuchy, i poszła do łazienki. Jednak on nie chciał jej puścić-trzymał ją w biodrach, i chciał ją pocałował jednak, gdy był tego blisko dostał drzwiami w głowę.
-Oj, teraz to nie odpuszczę-powiedział, i stał oparty odrzwi.
Dziewczyna sądząc, że odszedł od drzwi nie przekręciła zamka. Weszła pod prysznic i zaczęła coś nucić cicho, aby nikt nie usłyszał.Gdy wychodziła drzwi otwarły się.
-Alek? Jurij?!-zapytała, okrywając się szybko ręcznikiem.
-Yyyy-odpowiedzieli, w jednej chwili.
No dopsz. Niech mi ktoś wytłumaczy PO CO dwóch chłopów wchodzi NA RAZ do łazienki wiedząc, że wcześniej weszła tam współlokatorka??? *napisała mikan i zdała sobie nagle sprawę, jak to brzmi*

Stali jak wryci, i patrzyli się na siebie. Jurek zaniemówił, gdy zobaczył jej szczupłe nogi, gdyż zawsze w spodniach wyglądała nieco grubiej.
Tak, tak, dziecinko *głaszcze aŁtorkę po głowie*. Tak, tak. Młody, zdrowy chłopak widząc nagą dziewczynę pod prysznicem z całą pewnością będzie się zastanawiał akurat nad szczupłością jej nóg i tym, że w spodniach wyglądała grubiej. Tak, tak.
A gdy szła w piżamce do łazienki, żaden z nich nie śmiał spojrzeć poniżej linii jej pępka. A gdy zakładała spódnicę do pracy, jakoż stoi wyżej, żaden z nich nawet nie musnął jej nóg choćby milisekundą spojrzenia. Nie. Nigdy.

Cofnęli się jednak za drzwi, i teraz pukali jak chcieli wejść. Dziewczyna wyszła, ale nie miała już uśmiechu na ustach. Weszła cicho do pokoju, zamknęła drzwi i usiadła na łóżku. Leżała, w już doszczętnie zepsutym humorze, i wiedziała, że już nic nie dobije teraz jej. Aż tu WTEM!!! Nagle dostała SMS. „Agnieszka,jeśli możesz przyjedź jak najszybciej. Mama miała wypadek..”. Głowę położyła na poduszkę żeby jej nie zajmowała rąk i zaczęła płakać.
[Jurij przychodzi przytulić i pocieszyć boCHaterkę]

Moskwa, poniedziałek 8.grudzień 2008
Drogi pamiętniku..
 Miałam dobry humor, choć wiem, że wczoraj zbyt dużo się zdarzyło.(Trawa była zaś zielona, mimo że miałam czerwony samochód) Najgorsze jest, że mogę stracić oby dwóch rodziców.Znaczy drugiego rodzica. [I dlatego miałam taki dobry humor.] Mama jest w szpitalu, bo miała wypadek, a z Rosji teraz nie wyjadę.
Bo...? Mamuśkę można spisać na straty, ale świeżego uczucia do Jurija - nie?
Bo odwiedza już grób taty i jest jej nie po drodze.

Miałam nadzieję, że spędzę te święta z mamą, Kasią, Tamarą i jeszcze jedną siostrą, której imienia zapomniałam. Jak mama wyjdzie (oby nie nogami do przodu), to muszę sobie zdać sprawę, że Jurij mnie nie puści samej do Polski, lub Gruzji na święta.
Eee... a on ma tu coś do gadania? Jest jej prawnym opiekunem?
Ale zda sobie sprawę dopiero, gdy mama wyjdzie.
Może - ponownie za mąż?

Ale co mam powiedzieć mamie wtedy? „Mamo, to mój chłopak Jurij Bereżhko, Juruś to jest moja mama”? To byłoby głupie, skoro nie jestem z nim.. (Aha. Tak trudno przedstawić go jako dobrego kolegę. Aha.)
Jak by to ująć, córka.
Marnotrawna.
 Pamiętnikiem rzuciła w ścianę, a z niego wyleciało zdjęcie z jej młodości.
Wzięła je brązowymi od plam wątrobowych, trzęsącymi się dłońmi. Poredlone zmarszczkami czoło wygładziło się, wyblakłe niebieskie oczy zasnuła sentymentalna mgła.
(Tak bajdełejem - czemu służyła informacja o zdjęciu, które wypadło z pamiętnika? Należałoby się spodziewać w związku z tym jakiejś akcji: Jurij je znalazł i coś w związku z tym się stało, albo ktoś je ukradł, albo okazałoby się, jak to w operach mydlanych bywa, że Jurij i Agnieszka są rodzeństwem... Ale nie. To była uwaga z dupy wzięta, do niczego nie służąca. Coś w stylu: zdjęcie wypadło z pamiętnika, a dzisiaj jest ciepło.
Dzidu, zdjęcie to mały i niewinny pikuś, ja bym chciała się dowiedzieć, czemu do jasnej cholery służyło wprowadzenie postaci dwóch nieznanych wcześniej sióstr?!
Też się ciągle nad tym zastanawiam, po kij od mietły te siostry i czemu tak nagle się okazało, że są?)

Wrzuciła go [kogo?] [tego zdjęcia] do szafki,i udawała, że wszystko jest ok. Zawsze jak miała problem „wlewała” go [tego kogoś, kogo wrzuciła do szafki?] do pamiętnika, i miała ulgę.
Ulga związana z w(y)lewaniem - hmmm...

(...)
Mknęli ulicami zapchanej stolicy.
-Jak Ty takie korki wytrzymujesz?-zapytała, mając dalej kiepski humor.
Taaaa, “mknęli” w korkach, taaaa. Z niewyobrażalną prędkością pół metra na minutę, przy dobrym układzie.

-Wiesz przyzwyczaiłem się. Gram tutaj od 3.lat, więc muszę żyć-odpowiedział, i pocałował ją w policzek.
Jechali dalej, aż zajechali. Szli, szli, aż doszli. Dziewczyna czekała na niego trochę, i zaraz pojechali do domu. Deszcz zaczął padać, a biedy Aleksander musiał wracać pieszo do domu, bo zapomniał pojechać samochodem.
W połowie drogi, zdziwiony, że coś mu na głowę kapie - pewnie nie domknął szyberdachu - rozejrzał się dokoła... O w mordę, samochodu zapomniałem!

Gdy wrócił zobaczył Agnieszkę, która siedziała w objęciach jego współlokatora, a on za toją całował.
Całował ją za to, że siedziała w jego objęciach? :D
Za czym całował, za tują? Za toj-tojem?
“Toja - roślina z rodziny toinowatych, uprawiana głównie na włókno do wyrobu worków, sznurów i lekkiej przędzy; toina.”


5.
 Obudziła się o 7,by znaleźć czas na przygotowanie się do pracy.
Jeżeli ma na 11.00 to nie wiem, co ona będzie robić. Rysować wzorek na koszuli?

Tym razem, znowu obudził ją dzwonek telefonu jej komórki.
No to się obudziła, czy ją obudzili? Zdecyduj się aŁtorko!

Spojrzała na wyświetlacz „Jedna nieodebrana wiadomość od Szef”. Wzięła komórkę w rękę, by sprawdzić co się znowu stało.„Dzisiaj macie wolne. Muszę jechać do Odicowa, z powodów rodzinnych. Jednak Ty musisz przeprowadzić wywiad z Aleksandrem Wołkowem. Tyle ode mnie. Pozdrawiam”.
Nie ma takiego miasta jak Odicowo. Jest tylko Odincowo, Odincowo Zdrój.
Ech, ta cudowna opkopraca - co i rusz to wolne. Prawie jak w opku o W11, w którym szef dawał pracownikom wolne, żeby mogli iść na zakupy...
Niechby chociaż wykorzystała to wolne na wyjazd do chorej matki - ale nie, motyw jak się znikąd pojawił, tak i rozpłynął bez śladu; więcej o wypadku nie usłyszymy.
Było to chwilowe nieszczęście, którym aŁtorka nie miała już ochoty się zajmować. Zdrowie rodziców jest niczym, wobec pocałunków za toją!



Weszła do łazienki, i zamknęła drzwi, po wczorajszym incydencie. Pod ciuchami schowała swój pamiętnik, by tutaj coś napisać. Ubrała się szybko, i usiadła na WC. Natężyła się... I sobie ulżyła. Pisząc, co jej na duszy zalegało, a co żeście sobie myśleli?

Moskwa, wtorek 9.grudnia 2008
Pamiętniczku..
 Wczoraj spędziłam dzień w objęciach Jurija, dzisiaj mam znowu wolne, ale tylko mam zrobić wywiad z Wołkowem. W sumie ostatnimi czasem bardzo związałam się z chłopakami-doradzą zawsze, czy pomogą. Dzisiaj znowu pocałowałam się z Jurkiem. Na miłość za wcześnie. Idę już do pokoju, bo pewnie Jurij się nie pokoi.. tylko kuchni.
Tylko ja..
Szybko spakowali się na trening, a dziewczyna w między czasie spakowała dyktafon,długopis, kartkę (jedną?), laptop i aparat fotograficzny (bardziej specjalistyczny) (miał funkcję robienia zdjęć w lustrze?). W trójkę zeszli na dół z torbami, i samochodem ruszyli na halę Ice Palace HODYNKA, gdzie chłopaki mieli jak zwykle trening.
Ech, fanko... W Ice Palace Hodynka rozegrany został finał Ligi Mistrzów w 2007 (w którym Dynamo zajęło 3. miejsce), a na co dzień klub ma swój własny Pałac Sportu “Dynamo”.


Przyjechali na ośrodek sportu moskiewskiego [znaczy - wylądowali helikopterem na dachu?], i weszli do środka. Chłopaki poszli przebrać się, a jak się okazało w miejscu ćwiczeń nie było jeszcze trenera, który miał coś do załatwienia. [więc dostali wolne] Agnieszka przyglądała się chłopakom jak ćwiczą, i fotografowała ich. Nawet specjalne pozycja robili, gdy dowiedzieli się, że to się znajdzie w gazecie, i w Internecie na oficjalnej stronie klubu.
Eee... Mówimy o zawodnikach Dynama, z których część występuje też w reprezentacji, czy o szkolnej drużynie z podstawówki w Pipidówku Mniejszym?
Ciekawe, czy ona widziała gdzieś takie “ustawiane” zdjęcia na stronach klubu? Kiedykolwiek? Czy może to jest oczywista projekcja zachowań jej kolegów i koleżanek na widok aparatu.


[Chłopaki zapraszają Agnieszkę, by z nimi pograła. Ta zadziwia wszystkich doskonałą techniką, (a jakże by inaczej!) a także rozmawia przez chwilę z trenerem, Daniele Bagnolim. Ciach!]

Po treningu Agnieszka przeprowadziła wywiad z Aleksejem.


-Jesteście na 2.miejscu w tabeli Superligi. Jakieś plany na to, aby „wskoczyć” na 1.miejscu tabeli?-zapytała.
-Nie wiedziałem Cóż za kokieteria -zaśmiał się-Ale tak naprawdę musimy zająć się prawdziwą grą. Chcemy być liderem, później zdobyć medal jako Mistrzowie Rosji.
-Następny mecz 13.stycznia. Wierzysz w pechową liczbę 13.?-pytała.
- Wierzysz w sprawdzenie czegokolwiek - pytał Gabs niecierpliwie - wierzysz, że naprawdę można upewnić się, czy 13 stycznia 2009 był jakiś mecz, czy może chodziło jednak o 17 stycznia i trzynastą kolejkę rundy zasadniczej? Że nie wspomnę o tym, że kolejka dwunasta miała miejsce 13 grudnia.
-Nie, nie wierzę. Owszem, gdyby był to piątek przegralibyśmy. (Aha, czyli w każdy piątek trzynastego mecze się nie odbywają?) Ale jeżeli jesteśmy mocni to Iskra Odicowo nam nie jest straszna. Wystarczy chcieć-odpowiedział.
-Słyszałeś, o konkursie na trenera reprezentacji Polski?-po raz kolejny zadała pytanie.
-Coś mi się obiło o uszy. Gdybym lepiej znał język polski, przeczytałbym co jest grane-odpowiedział, zastanawiając się przy okazji, co go to właściwie obchodzi i dlaczego ta laska pyta zawodnika o konkurs na trenera w obcym kraju.
-Wasz trener-Daniele Bagnoli, razem z dwoma rywalami-argentyńskim trenerem Skry Bełchatów Danielem Castellani’m oraz Grzegorzem Wagnerem-synem śp. Jerzego Huberta Wagnera. Józefie Najtolibowszy, jaki dziennikarz tak się wyraża podczas wywiadu? Oraz CO ich trener? Sądzisz, że zostawiłby Was dla Polaków? Może zdradzał Wam swoje plany?-pytała.
-Nie jestem pewny. Ostatnio sądził, że chciałby nas trenować. Ale wiesz, zmienia zdanie co pięć minut, więc to nic pewnego. Nie zna waszej mentalności, nas już prawie rozszyfrował-przecież kilku reprezentantów gra w Moskwie-odpowiedział.
-Masz jakiegoś faworyta na stanowisko trenera Moskwy,gdyby Daniele odszedł do kadry, lub do Polski?-zapytała.
-Na raz nie mam-odpowiedział.
-Co uważasz, co chciałbyś zmienić w strukturze technicznej reprezentacji Rosji, aby pokonać-m.in. Polaków? Co trzeba zrobić, aby Dynamo „wykosiło”Iskrę?-zadawała pytania.
-W reprezentacji chyba się już nic nie da. Polska ma siatkarzy, którzy się nie poddają, i walczą do końca, a nam nie raz tego brakuje. W Dynamo? Po prostu musimy się ograć bardziej, czasem są siatkarze młodzi, i po prostu wchodzą już jako nie zmiennicy, ale główni, więc im najwięcej uwagi trzeba poświęcić na treningach-odpowiedział. Pięć razy “odpowiedział”. Ona przynajmniej “pytała”, “zapytała” oraz “zadawała pytania”.
-Dziękuję za wywiad-powiedziała.
-Ja również dziękuję, i pozdrawiam kibiców Dynama,reprezentacji, oraz Polaków-pożegnał się.
A Polaków pozdrawia, bo...? BoCHaterka nie występuje tam jako POLSKA dziennikarka, nie robi wywiadu dla polskich mediów... no dobra, może zasugerował się tym upartym powracaniem do polskiej tematyki w wywiadzie.
Profesjonalny wywiad. W prawdziwej gazecie wyleciałby z gwizdem przez okno, a ona za nim.


Gdy przyjechali, zaczęła się pakować.Miała zamiar pojechać do Polski na święta, ale jak napisała jej SMS-a Tamara,mama już była w Gruzji. Były też tam jej siostry-Katahrina i jeszcze jedna [Ola, sklerozo. Przepraszam, to JA mam pamiętać za Ciebie imiona TWOICH bohaterów?] ,oraz Tamara z narzeczonym.
***
Tbilisi, 24. Grudzień2008
Kochany pamiętniczku!
 Od kilku dni jestem w domu, w Gruzji. Nie przyjechałam tu sama, lecz z Jurijem. Ostatnio wszędzie chodzi ze mną za rękę. Nawet do toalety. Musimy spać w jednym łóżku, co mi osobiście zbytnio się nie uśmiecha, ale jemu jak najbardziej odpowiada.
Eee...?! Mamusia boCHaterki też rozpaczliwie potrzebuje becikowego?
Khę... Ona myśli, że facet leżący z babą w łóżku, tak po prostu poprzestanie na całowaniu???
Może aŁtorka tak od niechcenia sugeruje, że Jurij ma jakieś poważne problemy?

Wczoraj mnie całował, tak inaczej, jak nikt mnie jeszcze nie całował. Nie, to nie miłość. Po prostu ćwiczymy technikę.
Samotna Polka
 Wzięła w dłoń swoje spodnie, koszulkę na ramiączka w kolorze czarnym.
Hej spodnie w dłoń!
A koszulkę raz dwa na ramiączka!
Hajda na koń,
Nim Agunię dopadnie nam śpiączka!
Ruszamy w bój,
Aby Agę uwolnić od Jura,
Bierieżko zbój,
Wielki jego tralala-cenzura!


Ubrała to na siebie, i skierowała kroki ku kuchni, w której panowała cisza. Podeszła do blatu, wzięła nóż, i miała właśnie kroić chleb, gdy nagle usłyszała za sobą:
-Cześć.
Spojrzała przez prawe ramię-ujrzała Jurija, który siedział w samych przetartych spodniach, i właśnie coś gotował.
Gotował za szybą dźwiękochłonną, wszak w kuchni panowała cisza.
I zapachochłonną. Toż nawet woda pachnie, jak wrze!

-Au-syknęła cicho, na widok lejącej się krwi.
Das ist meeeeeeein Teeeeeil!!!
Srsly - jakie rozmiary, bądź jaki układ musiała mieć ta kuchnia, by wchodząc do niej nie zauważyć, że ktoś już tam jest i coś gotuje?
Sporawego labiryntu, a i tak nie ma gwarancji, zapachy rozchodzą się szybko i wszędzie.

Przez chwilę zrobiła się blada, a zaraz później osunęła się po blacie, uderzając głową w szafkę. Zapadła cisza, ale Jurij, gdy spojrzał na ziemię, wystraszył się. Zauważył całą bladą dziewczynę, po której palcu leciała krew.
Bo wcześniej jej nie widział, wcale a wcale.
Nie zemdlała przy zwłokach ojca, ani na widok krwi płynącej chodnikami miasta. Zemdlała przy skaleczonym paluszku...*omdlewa również*

Zadzwonił do jej siostry, która właśnie była z trójką-„mężem”, i dwoma [dwiema] siostrami na zakupach. O tyle dobrego, że jej ukochany miał prawo jazdy.Wsiadła w tramwaj,  który prowadził jej ukochany, jak rozumiem? i szybko znalazła się w domu, gdzie była jej siostra.Właśnie leżała na kanapie, i piła pomału wodę.
-Co się stało?-zapytała wystraszona, jak nigdy dotąd.
Pękło ciało!
Cielę oknem wyleciało!

-Agnieszka zasłabła-odpowiedział, głaskając ją po głowie.
-E, to u niej normalne. Ile razy w szpitalu ją cucili ponad godzinę, jak krew pobierali-powiedziała, i lekko się uśmiechnęła.
Nie ogarniam tej akcji ratunkowej. Panna zacina się w palec, mdleje. Jurij, bór wie czemu, dzwoni po siostrę. Ta wraca tramwajem, choć narzeczony ma prawo jazdy... hm, może też samochodu zapomniał, jak wcześniej Aleksiej?

Kolacja wigilijna minęła szybko. Aga dostała seksowną bieliznę, ale nie chciała się w nią ubierać.
Zirytowana mamuśka wzięła ją na bok. “Masz ją założyć dziś wieczór, zrozumiano?! Ty niewdzięczna smarkulo, robię wszystko, żebyś wreszcie złapała męża, a ty co? Bierz przykład z Tamary!”.

3 dni Świąt minęły bardzo szybkorodzinie (prócz Jurija) (bo Jurij nie mija tak szybko)(wszystko mija, prócz Jurija). Teraz czekała tylko na Sylwestra, ale wcześniej wyjeżdżają wszyscy do Moskwy.
A potem czekają ich jeszcze jedne święta - u Jurija, prawosławne. Fajnie!


Drogi pamiętniczku
Rozpoczynam, jak zawsze, a tu się tyle dzieje. Co raz częściej jestem widywana (jak miło pisać o sobie w ten sposób, prawda? Niby o jakiejś gwieździe, która też jest widywana tu i ówdzie. Normalny czlowiek napisałby po prostu “chodzę”) na meczach Dynamo, które ostatnio się „rozleciało”.Chłopaki chorują, lub siedzą z kontuzjami, a ja i tak dalej w nich wierzę.Jednak spodziewam się, że stanie się coś gorszego, ale nie chcę tego wypowiadać. Jednak uchylę rąbek tajemnicy-chodzi o Jurija. Nie chcę nic mówić,bo jeszcze wypaplam, a to się stanie i będzie klops. A w ogóle to beblu beblu bla bla bla.  A teraz może milsze rzeczy-dostałam awans, i pracuję tylko po kilka godzin dziennie.
Bo jak wiadomo, im wyższe stanowisko, tym mniej roboty. Naczelny to w ogóle wpada tylko listę podpisać.
No, właściwie on się tylko szlaja. A to sprawy osobiste załatwia, a to jeszcze co innego.

Chcieli dać mi podwyżkę, ale stwierdziłam, że nie ma co naciągać teraz firmy na niepotrzebne koszty, bo jest kryzys gospodarczy.
Dobra pani.
W konkursie na Frajera Firmy zdobyła niewątpliwie pierwsze miejsce.
A mogła ich zabić... swoją wypłatą.

Oj, i znowu robię z siebie filozofkę. Miało  być dobrze, a jest źle. Właśnie za kilka dni Jurij wyjeżdża do rodziców do Komsomolska nad Amurem, bo już dawno u nich nie był. Chciałam jechać z nim-no wiecie, boje się, ale on powiedział, że jeśli ma się jemu coś stać, to lepiej, żeby to jemu dolegało, niż mnie. O co jemu znowu chodzi? (w Komsomolsku podają nieświeże ryby i zepsute jaja, zwyczaj taki) A teraz skończę grazmolić krzywe litery, bo właśnie ręka mnie boli. Kontuzja z młodości się odzywa.
Tak, tak. Znaczy Polka
Znaczy kapitan.
**
Niespodziewanie nadszedł czas rozłąki-Jurij musiał wyjeżdżać na koniec Rosji, do domu. Wieczorem pożegnał się z przyjaciółmi, i pojechał do rodzinnego domu. Podróż mijała spokojnie, choć trwała 16 godzin.
Rosja ma rozmiary jak stąd do tamtąd i dookoła, w związku z czym prosi się niniejszym Szanownych Czytelników o wygodne zajęcie miejsc, gdyż będzie wykład pt. O tym jak nie da się przebyć Rosji w akurat szesnaście godzin.
Zakładamy, że jedziemy z Moskwy, gdzie w czasie, w którym toczy się akcja opka, gra Jurij, do Komsomolska nad Amurem, skąd Jurij pochodzi. Zakładamy również, że nie uwzględniamy żadnych katastrof, w tym pogodowych, jedziemy zgodnie z rozkładem. Rozważmy kilka środków transportu.
Po pierwsze samochód. Google Maps twierdzi, że na przebycie samochodem trasę Moskwa - Komsomolsk nad Amurem potrzeba 5 dni 17 godzin. Z opisu trasy wnioskuję, że oznacza to prawie 6 dni nieprzerwanej jazdy. Rozumiem, że Jurij pojechał z całą drużyną, autobusem i po kolei będą zmieniać się za kółkiem.
Możemy też spróbować polecieć. Nasze docelowe miasto dysponuje lotniskiem, jednak nie udało mi się znaleźć żadnego połączenia. Zakładając, iż wynika to z sezonowości rozkładów, postanowiłam sprawdzić czas lotu do Władywostoku, położonego w linii prostej nieco dalej. Uzyskałam 8 h i 50 min. Z Władywostoku mógłby dostać się do Komsomolska pociągiem. Dodatkowe jedyne 25 godzin.
Na deser zostawiłam sobie jedną ze wspanialszych rzeczy, jaka istnieje w Rosji. Mówię o kolei transsyberyjskiej. Mapę trasy mogą sobie Kochani Czytelnicy obejrzeć tutaj. Trasa posiada rozgałęzienia, niektóre połączenia działają zależnie od pory roku, jednak z mapy widać, że do Komsomolska nad Amurem pociągiem dojechać da się i ja Państwu dodam, że w części będzie to tzw. Bajkalsko - Amurska Magistrala. Gdyby  Jurij wsiadł w pociąg, po szesnastu godzinach byłby dopiero w Balezino, w którym mógłby u babuszek kupić pierniki, a miałby mnóstwo czasu, bo wymieniają tam lokomotywę.
Z łóżka w płackarcie nadawała dla Państwa Gaba.

W końcu dojechał do Komsomolska. Będąc tam odwiedził swoją starą szkołę, której również nie cierpiał, jak dzisiejsza, polska młodzież.
Dzisiejsza polska młodzież też nie cierpi starej szkoły Jurija Bierieżki?!
Bo to zła szkoła była.

Czas minął szybko, i po tygodniu odpoczynku wracał do Moskwy. Jechał tą samą drogą, z tą różnicą, że nawierzchnia była nieco śliska. Po ciemku, jak każdy wie, nic nie widać. A samochody, jak każdy wie, jeżdżą nocą bez świateł. Ominął ten ciężki kawałek drogi, i ruszył (ominął krocząc? na piechotę? wpław? I chyba stojąc w miejscu, bo dopiero gdy ominął to ruszył). Jednak przed samą Moskwą stało się coś nieoczekiwanego-uderzył w niego samochód.
Czy Szanowni Czytelnicy przejęli się tak samo jak aŁtorka? Tak? Dziękuję, jedziemy dalej.

Młody siatkarz, trafiłdo szpitala, a stan z każdą sekundą był coraz cięższy. Lekarze spokojnie, z nadzieją walczyli o jego życie.
Pomiędzy jedną kawą, a drugą. Niespiesznie wracali z przerwy obiadowej i z palarni. Spokojnie.

Chłopak czuł się trochę lepiej, choć nie mógł mówić, i był jeszcze trochę nieprzytomny.
Mhahahaha. Był trochę nieprzytomny, czyli był przytomny na jedno oko, którym wymrugał, że czuje się lepiej. Usta należały do tej nieprzytomnej trochę części.


Noc jednak już tak nie przebiegała pomyślnie. Przestał oddychać, i została wstrzymana praca serca, przez jego organizm.
Mój organizm też wstrzymałby pracę serca, gdybym jechała prawie 6 dni bez przerwy.
Moje myśli zostają wstrzymane przez mózg, gdy czytam coś takiego.

Doktorzy walczyli o życie od godziny 22:30, do godziny 23:50, ale pod koniec nie wierzyli, że się da uratować tego pana. Stał się jednak cud, i w środku nocy szybko zawieźli go na oddział intensywnej terapii.
Już po tym, gdy przestali wierzyć w ratunek? To po co go tam wieźli?
Stał się cud - światłość niebieska ich oświeciła, a głos anielski zagrzmiał “Zawieźcie go na OIOM, natychmiast!!!”

Nie wykonano żadnych badań, bo w takim stanie nie dało się nic przeprowadzić.
Całkowicie niemożliwe jest pobranie krwi, badania toksykologiczne, określenie poziomu alkoholu we krwi. Tomografia i rezonans magnetyczny są niewykonalne, a już sprawdzenie poziomu nasycenia krwi tlenem jest tak skomplikowane, że nie ma co o tym marzyć.
Czyli pacjentów w ciężkim stanie w ogóle się nie bada, diagnozuje się na chybił trafił i tak samo leczy. Brawo ci państwo!

Zwłaszcza, żejedno z żeber lekko się wygięło (ale to chyba na skutek czegoś innego, bo przecież nie samo z siebie, tak?), przez co trafiło na tkankę opłucną, i lekko ją przebiło. Na szczęście to nic nie było, aż tak poważne.
Rzeczywiście, w końcu odma opłucnej, zwłasza ta, która powstała w wyniku przebicia opłucnej złamanym żebrem jest nieistotnym urazem, który absolutnie nie jest stanem zagrażającym życiu.
A ja mam pytanie, czy lekko wygięte żebro, LEKKO zaznaczam, może przebić opłucną?

Trzeba jednak było czekać do rana, z jakąkolwiek opinią..
Proponuję zawieźć go do Gruzji. Tam lekarze w pięc dni ratują pacjenta po postrzale w głowę. Tu po głupim wypadku nie są w stanie zrobić żadnych badań i opinię chcą wydawać chyba na podstawie wróżenia z fusów.
Jezu, ten cały opis... ta spokojna walka o życie, ten “trochę nieprzytomny” Jurij, to precyzyjne wyliczenie, od której do której, to żeberko w opłucnej... *zbiera się z podłogi, zapłakana i zasmarkana*


[Jurij leży w szpitalu, Agnieszka go odwiedza. Chłopak zdobywa się wreszcie na odwagę i prosi ją o chodzenie]

Rozmawiali ze sobą jeszcze długi czas, aż zrobiło się ciemno. Nie przeszkadzało im to, bo miłość ich rozgrzewała i wciąż był dla nich dzień.
Pieprzone robaczki świętojańskie!

Miłą atmosferę przerwał lekarz.
-Czas wizyty się kończy, ale proszę jutro przyjść-powiedział owy [ÓW!!! ÓW!!! Krwiiiiiii!!!] pan i poszedł.
Nagle młoda dziennikarka obudziła się. Spojrzała na zegarek,który właśnie wskazywał godzinę 5. Gdy jej oddech się całkowicie uregulował, to spojrzała na drugi bok łóżka. Tam leżał Jurij, który smacznie spał i był mocno wtulony w poduszkę. „Dobrze, że to był tylko sen” - powiedziała sobie w myślach, po czym położyła głowę na poduszkę.
Zaaaaraz... to ten cały motyw z wypadkiem tylko jej się śnił?! O kurde, to może okupacja Gruzji i śmierć ojca też?
W sumie to by tłumaczyło idiotyzm obu tych scen,
Może - tak by było miło - całe to opko to sen?
To nie sen Dzidu, niestety, to opkowa (z)jawa,
Opis tego wypadku na kpinę zakrawa.

Dotknęła jego policzka, i zasnęła.Spała tak, dopóki nie obudził jej budzik, który wrzeszczał, że aż Ostapenko się obudził. Przystojny chłopak leniwie przetarł oczy i spojrzał na dziewczynę,która jeszcze spała.
Hm. BoCHaterka zasypia u boku Jurija Bierieżko, budzi się przy Aleksieju Ostapience, no pełna komuna po prostu.
Ja już dawno straciłam rachubę, co ona z kim. A ich jest tylko dwóch!
Porażająca logika. Spała póki nie obudził jej budzik, tymczasem wstał Ostapienko, bo ona jeszcze spała. WTF?

-Dzień dobry - powiedział i pocałował ją delikatnie w policzek.
-No cóż. Miłe powitanie-powiedziała - dzień dobry przystojniaku.
Wstali, a on poszedł do swojego pokoju. Ona szybko wzięła rzeczy oraz pamiętnik i pobiegła do łazienki. Zamknęła drzwi. Umyła twarz, zęby i wskoczyła pod prysznic. Zimne krople szybko doprowadziły ją do „stanu używania”. Jeszcze wypróżniła pęcherz i usiadła na WC.
Instrukcja obsługi łazienki: załatwiamy się pod prysznicem, na kibelku piszemy pamiętnik. Kto nie zrozumiał, za karę pójdzie za Agniesię do pracy.
Ale słuchajcie, to jest absolutnie pierwsze opko, w którym pośród “porannych czynności” z pełną powagą wymieniane jest sikanie!
I spłynęło na mnie oświecenie! Rzeczywiście. To jest historyczny moment. Słuchajcie, może trzeba ufundować jakąś nagrodę dla ałtoreczki? Złoty kibelek lub szczotkę?
A zwróciłyście uwagę na sformułowanie “wypróżnić pęcherz”?
Zwróciłyśmy. Ja się zastanawiam, gdzie ona go wypróżniła, skoro dopiero później usiadła na WC.

Wzięła w rękę pamiętniki zaczęła kreślić krzywymi literami:
Dzień dobry pamiętniczku! ;]
Dzisiaj dzień, jak dzień. Chyba znowu będę miała wolne, ale raczej widzę to w ciemnym kolorze, bo komórka milczy. O tej porze zawsze był SMS, abym nie przychodziła do pracy.
Aaaa... to te awanse i podwyżki dostawała za ciągłą nieobecność w pracy? Nu wot, intieresno. *zastanawia się nad emigracją do Rosji*
Do dobrego szybko się człowiek przyzwyczaja :D Nie ma smsa i szok, trzeba będzie iść do pracy!!!

Widocznie nasz szef już wrócił z Odicowo.
No to sądzisz, że będziesz miała wolne, czy nie sądzisz, bo szef wrócił? *zgrzyta zębami*
A wiecie co, ja mam teorię. BoCHaterka naprawdę ma jakiegoś potężnego opiekuna - pewnie z tej “mafiozy” ;) - i choć dziennikarką jest fatalną i nikt nie chce powierzać jej żadnych zadań (stąd te ciągłe zwolnienia), to jednak boją się ją wywalić, a nawet awansują.
..
[Bohaterka odbiera Tajemniczy Telefon]
-Dzień dobry. Z tej strony trener Dynamo Moskwa od pań-powiedział owy mężczyzna.
Brzmi jak babcia klozetowa.
“Owy” jak klozetowy...
O, tego owego nie zauważyłam. *klnie jak Jane w “Siedemnastolatku”: “Tego-owego! Tego-owego! Tego-owego!!!”*
Trener Dynamo Moskwa od pań (boru, co za konstrukcja! Żeńska drużyna, do kroćset!) nie ma imienia i nazwiska???

-Coś się stało? - zapytała trochę zdziwiona.
-Chciałbym, aby pani grała przez sezon 2008/2009 dla Dynamo-odpowiedział.
*Tu nastąpił zbiorowy facepalm analizatorski*
Śpiewa, tańczy, recytuje, gra w siatkówkę i stepuje.

-Przepraszam, ale nie mogę. Jestem obecnie zawodniczką innego klubu [że co??? Przegapiliśmy coś???], a leczę kontuzję. Pracuję jako dziennikarka, więc przepraszam.
Tam zaraz pracujesz. Wolne masz na okrągło, nie przesadzaj. Trochę ruchu się przyda.

Nie mogę przyjąć propozycji-mówiła co przychodziło jej do głowy.
-Jestem zaskoczony, ale dziękuję za prawdę-powiedziała.
Powiedziała ta mężczyzna, która była trenerą, czy może boCHaterka rozmawia sama ze sobą?
*chwyta się za głowę* Matko Borsko Bierieżkowsko, przecież tam wczesniej SŁOWA JEDNEGO nie było o jej występach w jakimkolwiek klubie sportowym!
Siostry też wyskoczyły jak filip z konopii :)


Pożegnali się, a ta wybuchła nieopanowanym śmiechem.Chłopaki zadawali sobie pytania, co mogło się właściwie stać. Wpadli do kuchni i zobaczyli dziewczynę, która chyba się zakrztusiła.
-Co jest? – zapytał Aleksej.
-Trener żeńskiego Dynamo
Żeńskie dynamo głupio mi się kojarzy.

zaproponował mi grę w sezonie2008/2009-odpowiedziała, choć nie do końca się uspokoiła.
-Ale to nie jest powód do śmiechu-powiedział Jurij i zaczął się uśmiechać.
-Właśnie jest! Jak dziennikarz sportowy może grać w siatkówkę i to w poważnym klubie? – powiedziała już nieco spokojniej.
-Mnie nie pytaj-powiedział Alek i poszedł do łazienki.
Sfoszył się nieco, pomyślawszy, że inni to zasuwają ciężko od dzieciństwa, by zauważył ich ktoś z dobrego klubu, a taka przyjdzie sobie, poodbija parę razy piłkę...


[Agnieszka opowiada Jurijowi o swoim śnie, a ten obiecuje jej, że nigdzie nie pojedzie]


Dziewczyna w tym czasie biegiem weszła na 4.piętro do redakcji.Oparła się o szklane drzwi, ale zdziwiła się. Nikogo nie było.
Ale że tak wcale i w ogóle? Nawet sekretarki, nawet redaktora dyżurnego? Nawet ciecia? A przepraszam, cieciem jest tam naczelny.
Nie było nic do roboty i szef dał wszystkim wolne.Nic się nie dzieje w tej Moskwie. Nic a nic.

Na schodach zobaczyła jakiegoś młodego chłopaka.
-Pani do redakcji sportowej? – zapytał, jakby nie wiedział.
-Tak – odpowiedziała i uśmiechnęła się.
-Pani Agnieszka? – zapytał z polskim akcentem.
Łał! W końcu POLAK. A może Rosjanin? A ten akcent tak dla zmyły?
-Tak – odpowiedziała znowu tym samym.
-To proszę ze mną – powiedział i uśmiechnął się tajemniczo.
Poszła grzecznie za nim, aż w końcu znalazła się na 6.piętrze.
A potem równie grzecznie weszła do jednego z pustych pokoi i bez zdziwienia patrzyła, jak zamyka drzwi i chowa klucz do kieszeni...


-Coś się stało? – zapytała, gdy wreszcie znalazła się tam,gdzie miała być.
-Pan Aleksander kazał przekazać, że pani ma urlop od niego.Znaczy wszyscy mają, bo sprawy rodzinne przeciągnęły się i musi dłużej zostać  – odpowiedział.
A nie mówilam? :D
O Jezu...
Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby tak pracowały wszystkie gazety? Michnik chory - Wyborcza nie wychodzi. Naczelnemu Rzepy umarł teść - dzisiaj Rzepy w kiosku nie będzie. Lisowi Lisowa rano zrobiła awanturę o nieopuszczoną klapę - nie wydajemy dzisiaj Newsweeka...
Tam gazety, ona pracuje dla telewizji (RTR Sport) i portalu internetowego (Sportbox.ru). Co robi telewizja, gdy naczelny wyjeżdża, nadaje powtórki starych programów?

-Ach, czyli nie było powodu, aby wchodzić na 6.piętro z panem – sapnęła.
Jaką dyscypliną sportową zajmuje się czynnie boChaterka, skoro ma zadyszkę po wejściu na szóste piętro? Dynamo Moskwa ma żeńską drużynę szachową?
Chociaż raz boChaterka wykazała zdolność logicznego myślenia! Nie było powodu, zaiste.

-Ja przepraszam – powiedział – ale nie przedstawiłem się.
Popatrzyła na niego. Może i był przystojny, ale żeby kobietę wciągać na 6.piętro, by tylko oznajmić, iż ma urlop to lekka przesada.
-Jura Janowski – przedstawił się i wyciągnął rękę w jej
-Agnieszka Szewczenko – przedstawiła się i również wykonała tę samą czynność.
-Polka? – zapytał.
-Gruzinka z polskimi korzeniami – powiedziała – a pan?
Taaa, przez całe opko określała się jako Polka, a tu jej nagle na Gruzinkę przeskoczyło.
Rosjanko-Niemko-Polka. O Gruzji nikt się nawet nie zająknął.
Gdzie-są-Niemcy!!! Gdzie-są-Niemcy!!!

-Jaki pan? Polak z rosyjskim paszportem – odpowiedział.
Pankracy? Kakij on tam pan, piszy jemu Kracy!

-Jura – poprawiła się.
Patrzyła na zegarek, a ten jakoś się spowalniał. HĘ???Nagle cała brygada pracowników Jury pojawiła się na swoich stanowiskach.
Z charakterystycznym trzaskiem teleportacji.
Albo w złocistej poświacie energii transportera ;)

-Wiesz ja już będę się zbierała. Koledzy na mnie czekają –powiedziała i zbliżyła się do drzwi.
(...) Na 4.piętrze ku swojemu zdziwieniu spotkała własnego szefa.
-Dzień dobry – powiedziała z rosyjskim akcentem.
Eee... a przedtem mówiła z jakim?

-A Ty co tutaj robisz? – zapytał redaktor.
-Przyszłam do pracy, ale ten Jura z góry już mnie zawiadomiło wolnym – odpowiedziała.
Grzeczne Jura, zawiadomiło.

-Jakim wolnym? Przecież dzisiaj normalnie pracujemy –zdziwił się.
No to dlaczego się dziwi, że ją spotkał w pracy?

-Ech, co za człowiek – powiedziała  i podążyła do biura.
Nikogo jeszcze nie było, co ją zdziwiło.
-Umc, jak mamy pracować skoro nikogo nie ma? – zapytała zdziwiona.
-Ale jesteś Ty – odpowiedział i przysunął się do niej.
Odeszła od niego, jak jej się zdawało na bezpieczną odległość. Jednak i to skutku nie przyniosło. Szedł za nią. Miał na nią ochotę,ale ona nie chciała go znać. Jak mogłaby być z 40.letnim kolesiem, w dodatku żonatym i „dzieciatym” ?
Ależ kochanie, jedno bzykanko na biurku to jeszcze nie bycie z kimś.
Facet chce ją zgwałcić, a ona już związek z tego robi. Jurij bez przerwy ją całuje, ale to nie jest związek. I’m confused.
By związek stworzyć, należy włożyć.

Ona miała swoje życie i widziała w nim kogoś innego,choćby Jurija.
Znaczy w tym facecie?
Zamknij oczy, myśl o Juriju.
A kto w każdym wpisie zapewnia, że to nie miłość?
Że tak się tylko zdaje nam?

-Szefie nie! Ja nie mogę i nie chcę! – krzyczała pełna złości i agresji.
Jednak owy pan nie chciał jej odpuścić. Przywarł ją swoim ciałem do ściany i zaczął ją rozbierać. Na szczęście w porę pojawił się Jura.Wziął jej szefa i przyciągnął do ściany.
-Słuchaj sobie. Nie będziesz dręczył mi tutaj młodej dziewczyny – powiedział i złapał jej rzeczy.
Dręcz ją sobie gdzie indziej!
Może to starsze można dręczyć?

Wyszli razem, a on pomógł jej wejść do swojej redakcji.Poszedł z nią do biura.
-Dzięki – powiedziała i zaczęła płakać.
Przytulił ją do siebie i zaczął głaskać jej włosy.
-Nie masz za co dziękować. Facet widocznie się upił i zbytnio nie wiedział co robił – powiedział i uśmiechnął się do niej.
Tak z samego rana? Ech, ten stereotyp wiecznie pijanych Ruskich...

-Jest za co dziękować. Uratowałeś mi życie, gdyby nie Ty tonie wiem, co byłoby.. – powiedziała i przytuliła się do niego bardziej.
Nagle do biura wpadł jeden z pracowników.
-Wiesz, tak naprawdę to nie ja Cię uratowałem. To Łukasz –powiedział i uśmiechnął się do pracownika.
Ale że jak...?! Wcielił się w Jurę na te kilka minut i w jego postaci pojawił na miejscu...?!


Chłopak podszedł do niej bliżej. Uśmiechnął się i wyciągnął w jej kierunku rękę.
-Łukasz Adamski – przedstawił się młody chłopak.
-Agnieszka Szewczenko – przedstawiła się dziewczyna i uśmiechnęła.
(...)
-Jesteś Polakiem? – zapytała dziewczyna.
-Tak – odpowiedział – A Ty jesteś Polką?
-Znaczy nie do końca. Moja mama jest Polką, tato Rosjaninem.Ja jestem Gruzinką – odpowiedziała.
Znaczy - Gruzinką z wyboru, jak rozumiem?
Gruzinka - wypadowa z Polki i Rosjanina. A z Polki i Niemca otrzymamy Czecha.

Rozmawiało im się bardzo dobrze, dopóki nie przyszedł Jura. (...)
-Słuchaj, Łukasz pojedzie z Tobą. Lepiej, żebyś kogoś miała na wszelki wypadek jakbyś znowu na niego trafiła – powiedział.
Rozumiem, że Łukasz mógłby ją eskortować do garażu, ale po co ma z nią jechać? Przewidują, że napalony naczelny rzuci się na jej samochód i zgwałci przez maskę?

-Dziękuję za ochronę – powiedziała i podziękowała mu buziakiem w policzek.
-Nie ma za co – powiedział i odwzajemnił pocałunek.
-Jak coś pisz albo dzwoń – powiedziała i pożegnała się z nowym kolegą.
Zaraz również pojawił się Łukasz.
To z kim ona u diabła rozmawiała, gdy pojawił się Jura???

-Tylko co zrobimy z moim samochodem? – zapytała dziewczyna.
-Podczepimy go do mojego tyłu, a pojedziemy moim –odpowiedział.
*mruga intensywnie, nie wierząc w to, co czyta*
Przepraszam, czy gdzieś była wzmianka o kolorze włosów boCHaterki? Bo może Łukasz zobaczył blondynkę i uznał za idiotkę, na której koszt wyremontuje sobie wóz?
Łukasz też blondyn, bo przecież mógł wsiąść w jej samochód i  poprowadzić. A wrócić autobusem/taksówką.
Kombinuje coś z ubezpieczeniem, ja Wam to mówię!

Zaraz pojawili się na dole, a on przyczepił jej samochód linką holowniczą do tyłu swojego auta. Łukasz prowadził. Całą drogę rozmawiali.
Nie przeszkadzało im nawet regularne JEBS!!! przy każdym hamowaniu, gdy samochód Agnieszki walił w tył samochodu Łukasza...
Tutaj mikan zalicza widowiskowy zgon, po którym musieli ją reanimować i cucić jeszcze długo. Bardzo długo.


-Jak znalazłeś się w Moskwie? – zapytała.
-Przyjechałem tutaj z wymiany na moim kierunku. ŁUP!!! Spodobało mi się, więc wróciłem – odpowiedział – a Ty?
-Długa historia, ale powiem streszczenie. W Gruzji była wojna. ŁUP!!! Jurij Bereżko uratował mi życie, później zaczęliśmy się ze sobą kontaktować. TRZASK!!! Zaprosił mnie do Moskwy no i tutaj zaczęłam pracować. Jestem z dala od rodziny, ale chłopaki mi pomagają – odpowiedziała. BRZDĘK!!!
Skręcił dość ostro i szybko w prawo. Z tyłu dobiegały odgłosy przypominające koszenie słupków parkingowych, przewracanie straganu z owocami, rozwalanie witryn sklepowych oraz łupnięcie  i przedśmiertny skrzek staruszki.
Syren natomiast nie było słychać, ponieważ komendant moskiewskiej milicji pojechał na daczę i z tej okazji wszyscy funkcjonariusze dostali wolne.

-O proszę. Czyli jednak znasz naszych przystojniaków –zaśmiał się.
Zapoznaj mnie z nimi, coooo?

Nim spostrzegli się, byli już pod domem chłopaków. Łukasz wysiadł i jak przystało na gentlemana otworzył dziewczynie drzwi od samochodu,a później odczepił jej auto.
A następnie Agnieszka spojrzała na nie, wydała słaby jęk i zemdlała.
Ani chybi samochód zniszczył wkuropatwiony szef, który biegł za nimi całą drogę i okładał go bejzbolem. Nie widzę innej przyczyny.

(...)
Agnieszka weszła do domu, a tam chłopaki stanęli jej na drodze.
-Czy coś się stało? – zapytała zdziwiona Agucha.
-Kto to był? – zapytał wyraźnie zazdrosny Jurij.
O, czyli wyglądał cały czas przez okno, uważnie obserwując? Musi się okropnie nudzić, biedaczek.

-Człowiek, który uratował mi życie – odpowiedziała.
Życie jak życie. Rzyć raczej.

-Czy coś Cię z nim łączy? – zapytał.
-To, że mamy te same geny – zaśmiała się – a co to przesłuchanie?
Znaczy, po dwóch siostrach, znalazł się z kolei zaginiony brat...?!
*nuci* Bo wszyscy Polacy to jedna rodzinka, Węgier bratankiem, szwagierką Gruzinka...

[Pomijamy kolejny szczegółowy opis tego, co boCHaterka robiła w łazience. Miło wiedzieć, że dba o higienę, ale na litość, ile można w kółko o tym czytać?] [na holowaniu samochodów się nie zna, za to na porannych czynnościach doskonale]


Drogi pamiętniczku.
Piszę już tutaj drugi raz. Rano nie spodziewałam się, że ten dzień będzie pełen wrażeń. Ale zacznę od początku. Wstałam, jak zawsze i poszłam do łazienki. (wrażenie numer jeden) Napisałam trochę i mogłam już iść coś zjeść, bo po ostatnich wydarzeniach – zwłaszcza tym śnie byłam nieco zgłodniałam.
Jakie piękne plusquamperfectum.

Siedziałam (dwa), piłam coś(trzy) i nagle zabrzmiał mój dzwonek w telefonie (cztery; muszą być to ważne wrażenia, skoro o nich pisze w pamiętniku, prawda?). Jak się okazało dzwonił trener żeńskiego Dynamo Moskwa. Chciał mnie zatrudnić, jako siatkarkę, ale chyba nie ma sensu bycie siatkarką, choć jak przystało na wykształcenie jest się dziennikarką. Zresztą, jak miałabym pogodzić występ w klubie, z pracą w redakcji.
Tak samo jak połączyłaś studiowanie jednocześnie trzech kierunków na studiach, nie widzę problemu. A z tego co widzę Jurij i Alek wciąż  przesiadują w domu, więc chyba nie jest to aż tak ciężkie zajęcie.

Powiedziałam całą prawdę i jest mi z tym dobrze.
A to, że drużyna spadnie na sam dół tabeli, a trener potnie się żelkami, nic mnie nie obchodzi!!!

Później opowiedziałam cały sen Jurkowi – obiecał, że zostanie. Pojechałam do pracy i nikogo nie zastałam. Poznałam Jurę – dziennikarza innej redakcji, która mieści się dwa piętra nad moją pracą. Miły człowiek! Wracałam od niego, gdy nagle zastałam szefa. (Szef w pracy, zjawisko dziwne) Ten chyba się upił, bo zaczął mnie – powiedzmy szczerze –obmacywać. Nie byłam zbytnio szczęśliwa, więc krzyczałam.
Aha, znaczy, jakby miał lepszą technikę, nie protestowałaby...?!
Tak, szef zdecydowanie powinien to przetrenować.

Przyszedł Jura i uratował mnie. Poszłam do jego biura i okazało się, że to Polak – Łukasz uratował mi życie.
Weź może wytłumacz to jakoś dokładniej, bo nie rozumiałam za pierwszym razem i teraz też nie... *rozgląda się bezradnie*
Na mnie nie patrz! *wraca do konstruowania laleczki voo doo*
Mnie się kalkuluje, że Jura i Łukasz to jedna i ta sama osoba, ale pewności nie mam. Albo boChaterka ma rozdwojenie jaźni.

Później wróciłam z nim do domu, a Jurij nie był z tego powodu zadowolony.
Bo pokrzyżowałaś mu pewnie jakieś plany! Nie zastanowiłaś się, czemu Jurij i Alek wciąż mieszkają razem? Dlaczego nigdzie nie wychodzą? Dlaczego żaden z nich nie ma dziewczyny???

No cóż kończę, bo ledwo żyję. Do jutra ;*
Agnieszka Szewczenko.


[Jurij usiłuje dowiedzieć się, co się właściwie stało - uzyskuje informację, że Agnieszka o mało co nie została zgwałcona i nie wylądowała w szpitalu, w śpiączce (jak wiadomo, śpiączką się kończy każdy gwałt). Temat nie interesuje go więcej, idzie spać.]
[Znów szczegółowy opis porannych czynności, tym razem wzbogaconych o letki makijarz i prostowanie włosów. Ciach!]

-Cześć – powiedziała opierając się o łuk wejściowy kuchni.
-Cześć – powiedzieli i nie zwrócili na nią uwagi.
Usiadła koło Jurija, który właśnie kończył kanapkę.
-Smacznego – powiedziała i wstała z krzesła.
Podeszła do kuchni i oparła się o drzwi od lodówki. Dopiero wtedy oni zauważyli jej ciało.
Ciało leżało w kałuży krwi, dziwnie wygięte, wciśnięte w kąt kuchni.
Przedtem widzieli w niej wyłącznie zalety ducha i umysłu?
Oparła się-usiadła-wstała-podeszła-oparła się. Albo jest strasznie zmęczona, albo chora.
Anienie. Ona po prostu wygina śmiało ciało, pozuje jak modelka, no niechże wreszcie zauważą, że zrobiła się na bóstwo, no!

Wyglądała zupełnie inaczej niż zawsze.
Jeszcze lepsza poza,
Jak wygięta koza.
Okrutna lordoza!

Spoglądali na nią niepewnie. Odwróciła się do nich i udając, że nic nie wie spytała:
-Mam gdzieś plamę?
Oni kiwnęli głową, że nie [Bułgarzy???] i wciąż nie mogli odwrócić wzroku.Spojrzała na zegarek i pobiegła do przedpokoju. Włożyła komórkę i resztę do torebki. Wciągnęła na siebie płaszcz, a na nogi kozaki.
Dziwne, że nie odwrotnie. Te nogi znaczy się osobno miała?
*przypomina sobie życzenia przedślubne z opka o Fabioli Vieri Ścieri: Trzymaj nogi razem!*  

Wyszła z domu i trzasnęła drzwiami. Zaraz odpaliła samochód i pojechała do swojej pracy.Chłopaki w domu się głowili, co mogło się stać, że ona szybko wybiegła z mieszkania.
I w żaden sposób nie potrafili powiązać ze sobą faktów.

-Jurij nie wiesz, co ostatnio się z Agą dzieje? – zapytał niespokojny Aleksej.
-Nie wiem. Nie chciała wczoraj ze mną zbytnio rozmawiać –odpowiedział.
-Dobra, zaraz musimy iść na trening – powiedział.
I troska o koleżankę odjechała tramwajem.
Aj, bo co sobie będą bzdurami głowę zawracać.

Poszli do swoich pokoi, gdzie spakowali do toreb treningowych spodnie, koszulki, buty itd. Razem wyszli na trening. Zimowy dzień był chłodny, choć przez chmury przedzierało się słońce.
-Już tęsknie za naszymi wakacjami – zaśmiał się brunet.
Wspólnymi? *yaoi-detector on*

-W tym roku wakacje będą inne niż zawsze. Spędzimy je z piękną szatynką – dodał blondyn.
Mój boru, ich pierwsze wakacje z kobietą!!!

-Nie wiadomo czy będzie chciała z nami pojechać – odparł jakoś bez wiary.
-Wiesz, wszystkie laski na Ciebie lecą, a Aga zwłaszcza. Nie zdziw się, jeżeli powie, że pojedzie z Tobą – pocieszył go.
I nigdy żadnej nie udało się namówić na wyjazd? Podejrzane.

-Myślisz, że ona coś do mnie czuje? Wiesz, jako kobieta mi się strasznie podoba. Jest miła, sympatyczna, nie obarcza nikogo problemami, a w dodatku jest śliczna – powiedział.
-Masz rację chłopie, ona jest piękna. Miałeś szczęście, że ją poznałeś, a teraz wyobraź sobie, że jesteś z nią na wakacjach – powiedział i zaczął się śmiać.
*yaoi-detector off*
Tia, już to widzę. Przypomina raczej rozmowę dwóch paplających nastolatek, a nie dorosłych mężczyzn.

Ten się całkowicie zamyślił, że nawet nie poczuł, jak uderzył głową w szybę od drzwi hali. Dopiero oprzytomniał, jak Alek walnął mu ręką w głowę.
To był prawdopodobnie Element Komiczny, ale nie zdążyłam go rozpoznać.
*Zmęczona* ha... ha... ha...

Biegli tak przez cały korytarz, aż znaleźli się w szatni.Przebrali się i ze spóźnieniem weszli na halę.
-Bereżhko, Ostapenko 10 kółek za spóźnienie – powiedział wyraźnie zdenerwowany trener Bagnoli.
-Ale proszę pana to wina Jurija – tłumaczył się Aleksej.
-Blondasie, bo będzie dodatkowe 20 – powiedział trener i kazał chłopakom biegać.
Aaa! Oni też biegają w kółko! Uniwersalna metoda treningowa, sprawdzająca się i w przypadku Lecha Poznań, i Dynama Moskwa...

Ich trucht nie wyglądał, jakby biegali, ale jakby się obijali.
Jeżeli zawodnicy w ten sposób podchodzą do treningów, to sukcesów im nie wróżę.

Trener przyspieszał im tempo, a oni dalej jacyś rozkapryszeni biegali.
Wyskok. Foch. Wyskok. Foch.I na złość trenerowi biegali przeplatanką. I tyłem.

Po 30 minutach dołączyli do rozgrzewki, a później zaczęli grać.
-Panie trenerze, nie możemy zagrać w badmintona? – zapytał Połtawski.
-Na następnym treningu – usłyszał w odpowiedzi.
Że co??? To jest trening drużyny mistrzów Rosji, czy WF w gimnazjum?!
A skąd gimnazjalistka ma czerpać wzorce...
Tyz prowda.

Trening minął im wyjątkowo szybko i jakoś w miłej atmosferze.
Przepraszali się, gdy jeden drugiego potrącił, machali do siebie i przesyłali sobie cmoki w powietrzu. Czasami padały słowa, okraszone uśmiechem:
- Terefere!
- Ty też terefere.

Rozeszli się do domów, a Jurij całą drogę marzył, jakby to było mieć dziewczynę Polkę. W tym czasie ich koleżanka siedziała w pracy i właśnie pisała kolejny artykuł do gazety. Wszyscy w ciszy siedzieli i pisali, więc słychać było tylko stukanie ich palców o klawisze klawiatur.
Nie dzwoniły żadne telefony, nie było żadnego telewizora nastawionego na całodobowe wiadomości, nikt się nie przekrzykiwał, nikt nie biegał z materiałami, nie rzęziły żadne faksy ani drukarki, nikt nie klął na cały głos, gdy mu tekst nie szedł - no po prostu klasztorne skryptorium, nie redakcja.

-Agnieszko – usłyszała za sobą.
Odwróciła się i zobaczyła swojego szefa.
-Chodź ze mną do mojego gabinetu – powiedział.
Zapisała swoją pracę i ruszyła ze swoim szefem. Weszła do gabinetu i oparła się o drzwi.
-Słucham – powiedziała.
-Powinienem Cię przeprosić za tą tę! , do ciężkiej deutery!!! sytuację z wczoraj.. Nie wiem co mnie naszło. Owszem bardzo dużo wypiłem i przyjechałem tutaj, nie wiem dlaczego – tłumaczył się.
-Myśli pan, że coś to da? – zapytała ironicznie –przepraszam bardzo, ale rysy w pamięci zostaną mi jeszcze na długi czas.

Podszedł do swojej szafki i wyjął z niej kilka tysięcy rubli(waluta w Rosji).
“Rubel jest to jednostka monetarna w bratnim kraju naszych najlepszych przyjaciuł. Wiem to na pewno, bo spytałam taty, co to jest rubel, i tata mi powiedział, co to jest rubel.”
(M. Musierowicz, Ida sierpniowa)

Wziął je w dłoń (a nie w zęby?) i podszedł do swojej pracowniczki.
-Ach tak. Myśli pan, że pieniądze załatwią tą cała historię? – powiedziała.
-Mam nadzieję, że chociaż to zrekompensuje wszystkie rysy,które po wczoraj zostały – odpowiedział.
Znaczy, ma na myśli ten poobijany samochód?

Ehem. Jeden rubel rosyjski to około dziesięciu groszy. Taki drobiazg, na który aŁtoreczka nie zwróciła uwagi.
A może cwany naczelny chciał się wykręcić tanim kosztem?
Powinien wiedzieć, że boChaterka z zasady nie bierze żadnych pieniędzy. Podwyżki nie wzięła, to co miała jakieś rekompensaty brać. Wypłatę pewnie jej siłą wciskają.

-Nie przyjmę tych pieniędzy. Zresztą rzeczy materialne nie wyleczą psychiki – odparła.
Nie mają tam kominka? Powinna je teraz z pogardą wrzucić do ognia...
Miliony kobiet poprawiających sobie humor zakupami, jednak muszą się mylić.
No dobra, dobra, mówimy o próbie zatuszowania łapówką molestowania - tu akurat byłabym skłonna przyznać jej rację.

Spojrzał na nią. Wiedział, że mógłby teraz stracić jedną z najlepszych dziennikarek w Rosji.
Ej, ostrzegałabyś! Dławienie śmiechu jest niebezpieczne dla zdrowia!

-Teraz idę dalej pracować – powiedziała i zniknęła za drzwiami.
Podeszła do swojego komputera, a przy krześle stała ta sama dziewczyna.
-Coś chcesz? – zapytała Moniki.
-Odwal się od szefa. ROZUMIESZ?! Może mam Ci przeliterować? –powiedziała, jak zwykle jakaś wredna.
Monika? Wygląda na to, że poprzednią “wredną”, Emilię, już wygryzła - a ponieważ natura nie znosi próżni, natychmiast postarała się o nową rywalkę.
Matko jedyna! To już szef nie może wezwać pracownika na rozmowę? Rany kota, co to za chora sytuacja?

Wzięła ją za ciuchy i ode pchała od swojego stanowiska.Usiadła na krześle i dokończyła pisanie swojego materiału do gazety. [Znaczy, pracuje dla konkurencji? Przypominam - zatrudniła się w telewizji!] Zaraz znowu pojawił się szef.
-Proszę na chwilę przerwać pracę – powiedział – mam ważną sprawę do ogłoszenia.
Wszyscy odwrócili się w stronę kierownika, a obok młodej Polki pojawił się przystojny Rosjanin.
-Jura – przedstawił się.
Rozumiem, że to nie jest ten Jura z poprzedniego rozdziału? Ałtorko, ponumeruj ich może jakoś, czy coś, bo zaraz zaczną się mylić!

-Agnieszka, wyjątkowo dla Rosjanów Aniessa – przedstawiła się.
Bo Roszjanie (przepraszam: Roszjanowie) mają sztraszne trudnoszczy ż wymawianiem szpółgłoszek szumiączych (po ichniemu: szypiaszczych) i trzeba im ułatwiacz.


Podali sobie ręce i uśmiechnęli się do siebie. Jak zwykle tamta była zazdrosna, że ta dziewczyna zawiera nowe znajomości.
Wygląda na to, że w tej redakcji są tylko dwie kobiety, które rywalizują o każdego samca w zasięgu wzroku - bo jeśli byłoby ich więcej, a Monika zazdrościła każdej koleżance każdej nowej znajomości, już dawno odwieźliby ją do psychuszki...

-A więc – rozpoczął redaktor – wszystkie naczelne gazety  os portach [os w portach? jakieś gazety dla nadmorskich entomologów? Nie, dla owadów!] {Mecz os w portach ostatecznie mnie ómarł] tego miasta organizują mecze z piłki siatkowej, ręcznej i nożnej. Z każdej redakcji mają zostać wybrani ochotnicy bądź nie ochotnicy, którzy będą rozgrywali mecze. Ode mnie dodam, że w piłce nożnej chciałbym zobaczyć głównie panów, bo obawiam się o nasze kobietki, które są delikatne.
Uhum, taaa, a piłka ręczna jest lżejsza, wcale nie kontaktowa i w ogóle śmiech na sali. O koszykówce już nawet nie wspominam.

-Pff, ja nie mam zamiaru się pokazywać na hali – powiedziała złowrogo ruda „Monisia”.
Ruda! Ruda! Bo rude jest wredne! *zaciesza jak głupek*
Czemu przy Monisi użyto cudzysłowu? To jakaś taka Monisia, ale nie do końca? Może to nie Monisia ale ten Moniś?
Emilka wcześniej też była w cudzysłowie - może tak traktuje zdrobnienia?

-Oj, żałuj. Jurij Cię nie zobaczy – zaśmiała się ironicznie dziewczyna.
-Właśnie, gdzie będą rozgrywane mecze? – zapytał jeden z pracowników.
-W Dworku Sportu. A miałem dodać, że będzie jeszcze koszykówka – odpowiedział.
O, doczytała, że istnieje coś takiego jak “Dworiec Sporta”! Co prawda należałoby to przetłumaczyć raczej jako “pałac”, ale niech tam.
Dworek Sportu brzmi tak... ubogo szlachecko. Ale fakt, i tak dobrze, że nie przetłumaczyła tego jako Dworzec Sportu.
Wiesz, zdarzyło mi się kiedyś przeczytać “Zimny Dworzec” w sensie “Pałac Zimowy”...

Czyli mamy: mecz koszykówki, siatkówki, piłki ręcznej i nożnej. Potrzebne są cztery składy drużynowe. Do piłki nożnej potrzebujemy jedenastu zawodników, do koszykówki pięciu, do siatkówki sześciu, do ręcznej siedmiu. Znajdźcie teraz w redakcji zdrowych i silnych ludzi, którzy rozegrają to wszystko. Dajcie im czas na treningi i opracowanie jakiejkolwiek strategii. Że już nie wspomnę o pracy i życiu osobistym. Może się czepiam, ale jakoś tego nie widzę.
Ojno, takie mecze charytatywne organizuje się dość często (np. reprezentacja polityków vs. reprezentacja dziennikarzy), ale rzeczywiście, jeśli każda redakcja ma wyłonić spośród pracowników wszystkie drużyny, nie bardzo to widzę.
Nie ma nic przeciwko samej idei. Tylko się zapędzili z ilością.
Albo wiesz, w sumie to Rosja, “ludiej u nas mnoga”, wiadomo, ile osób liczy sobie taka redakcja?


Uśmiechnęli się wszyscy, oprócz Moniki. Ona nie znała tej hali, bo zawsze była przez kogoś „wypchana” i nie mogła iść na mecze.
Znaczy, eee... znajdowała sobie ciekawsze zajęcia, gdy inni szli na mecze?

-Daje Wam kilka dni na przemyślenie pomysłu i proszę, żeby każdy z osobna składał deklarację. Tyle, a teraz wracajcie do pracy –powiedział.
-Będziesz grała ? – zapytał Jura.
-Jasne – odpowiedziała i przysunęła się do swojego stanowiska.
No jasne, że jasne. Wykosi ich wszystkich, a co!
Zagra we wszystkich meczach, co to dla niej?

Z sali do siatkówki na ziemniaki pozdrawiają: Dzidka Jackowna otwierająca drzwi redakcji, Kura Ryszardowna rozbijająca się po ulicach UAZem model Christine, Gabs Bogusławowna planująca podróż koleją transsyberyjską, i trochę nieprzytomna Mikan Stanisławowna -
przybyłe właśnie z Gruzji siostry Maskotka Harrisonowicza.

34 komentarze:

Tuśka pisze...

Nie wierzę, że aŁtorki piszą opka o konflikcie w Gruzji. Teraz pozostaje nam chyba tylko czekać na alternatywne historie dotyczące Smoleńska (z punktu widzenia stewardessy na przykład, od biedy Macierewicza).
Ale sposób przedstawienia tej akcji zbrojnej... Jeżu, to się działo 4 lata temu, a ja naprawdę się czuję, jakbym czytała (stereotypowe) opowieści rodem z okupowanej przez Niemcy Warszawy.
Wkurzyło mnie to opko.

Anonimowy pisze...

Uwielbiam opka z motywem sportowców. Są one tak żenująco głupiutkie, że aż śmieszne.
Kompletnie nie rozumiem motywu wojny w Gruzji (może żeby dodać powagi historii?)
I ta redakcja... :)

Im dalej, tym lepiej się bawiłam. Z niecierpliwością czekam na część drugą.

Zielona Ziuta

Merkav pisze...

Lubię takie analizy. Opka gdzie młode dziewoje piszą o poważnym życiu są najlepsze.

Anonimowy pisze...

Jako osobnik, który popełnił kiedyś artykuł naukowy o Gruzji protestuję przeciwko takiemu traktowaniu tego pięknego kraju, i jeszcze kreatywniejszym podejściem do skądinąd niedawnych wydarzeń. Chociaż co ja będę się z koniem kopał... Zawsze mogło to być coś w stylu nazi-opka... Szczęśliwie ałtoreczka zabrała się za pisanie o "sporcie" i gul mi tak już nie śmiga ;)

Dziękuję serdecznie analizatorom za udowodnienie mi, że jeżeli człowiek śmieje się do ekranu telefonu, to ludzie się na niego dziwnie patrzą. Zwłaszcza dziękuję pani Dzidce za pieśń bojową oraz pani Gabrielle za podróż po Rosji,kraju pięknym acz dużym.

Reinmar Tomaszowicz ;)

Anonimowy pisze...

/oszołomiona/
Wiem, że nic nie wiem na temat wielu rzeczy, zjawisk współczesnych oraz dawnych, historii najnowszej oraz wojen husyckich, a poza tym fizyki kwantowej oraz chemii organicznej.
Zamiast się douczyć, zacznę o tym pisać. Założę bloga.
/nadal oszołomiona/
Niech mi ktoś powie, że ten trend wśród ałtoreczek - pisanie o czymś, o czym nie ma się zielonego a nawet różowego pojęcia - przestaje być trendi. Błagam.
Czy one nie wiedzą, że istnieje Google lub nawet Encyklopedia?
Barty z podziwem kreśli się uprzejmie.
hasło: edrshand eadoi

Nolofinwë pisze...

Nie dotrwałam do połowy. To opko jest złe, a z dupy wzięte kreatywne podejście do konfliktu w Gruzji najgorsze. Maryśka, ptfu, wyjątkowo Maryśkowata.
Przyznam, że sama również nie wiem wiele o konflikcie w Gruzji (zarejestrowałam, że się zaczął, a reszty dowiedziałam się z waszej analizy), ale udało mi się znaleźć genialne rozwiązanie - nie piszę o nim. Szkoda, że ałtoreczka na to nie wpadła.

Anonimowy pisze...

Analiza bardzo przyjemna, ale długa jak kolej transsyberyjska, drogi boru!
A najlepsze jest to, że, z tego, co zrozumiałam, ona w pamiętniczku pisze o tym, że pisała w pamiętniczku. Ja nie mogę!
Adwokat

jasza pisze...

Urzekło mnie tu wszystko - od kałuż krwi w Gruzji, [choć chłopcy Rosjanie są śliczniutcy, pomimo że ubijają panience tatusia], aż po jej wyobrażenie o karierze sportowo-dziennikarskiej.

I wszelkie stereotypy też:

*Owszem bardzo dużo wypiłem i przyjechałem tutaj, nie wiem dlaczego – tłumaczył się.

Może dlatego dojechał do Firmy, bo nie dostał mejla "dziś załoga ma wolne, odwołujemy pracę, możesz Szefie nie przychodzić"?

Anonimowy pisze...

http://www.empik.com/wojna-gruzinsko-rosyjska-2008-grodzki-radoslaw,prod29220571,ksiazka-p

Polecam, bardzo przystępnie napisane. Tzn. oczywiście zainteresowanym polecam, nie aŁtoreczce.

Ewa

Anonimowy pisze...

Bierieżko zbój,
Wielki jego tralala-cenzura!

Wierszyk cudny,prawie usłyszałam jak śpiewali "Rycerzy"!Analizę się miło czytało,choć długa.
Pytanie retoryczne: po co ludzie poświęcają tyle czasu na napisanie takich bzdur geograficzno -psychologiczno -obyczajowych?
(Praca mnie rozwaliła,śmierć ojca też).
A można by w tym czasie:
-hodować chomiki
-puszczać latawce (albo się)
-poczytać coś miłego
-pouczyć się (wersja rewolucyjna)

A,z tym "Kochany pamiętniczku" to idiotyzm.Do głowy mi nie przyszło pozdrawiać brulion!

Chomik

Pigmejka pisze...

Matko Borsko. Niby jeszcze przed lekturą analizy wiedziałam, czego się mniej więcej spodziewać po tym opku, ale i tak mnie przerosło. Z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem moje oczy robiły się coraz większe, a szczęka opadała coraz niżej. A momentami - zwłaszcza tam, gdzie aŁtoreczka opisywała wojnę - nawet nie miałam siły ani ochoty się śmiać, takie to było upiornie głupie. Analiza oczywiście wspaniała - z masochistyczną niecierpliwością czekam na część drugą!

Anonimowy pisze...

Uwielbiam długaśne analizy! A przy wizji holowanego auta popłakałam się ze śmiechu.

Picara

Bumburus pisze...

Stężenie absurdu w tym opku stanowi zagrożenie dla zdrowia i równowagi psychicznej... Nie zdzierżyłam.

PS. Maskotek Harrisonowicz? Ciekawych rzeczy się człowiek dowiaduje...

Hattress pisze...

Jeżu, jeżu, jeżu. Powinien być jakiś artykuł zakazujący pisania na tematy, o których nie ma się pojęcia.
To opko w ogóle jest straszne: najpierw koszmar wojny, krew płynąca ulicami i samobójstwo bohaterki, a potem przechodzimy beztrosko do codzienności w "redakcji" czy cokolwiek to było i gry w siatkówkę.

"-Długa historia, ale powiem streszczenie. W Gruzji była wojna. ŁUP!!! Jurij Bereżko uratował mi życie, później zaczęliśmy się ze sobą kontaktować. TRZASK!!! Zaprosił mnie do Moskwy no i tutaj zaczęłam pracować. Jestem z dala od rodziny, ale chłopaki mi pomagają – odpowiedziała. BRZDĘK!!!
>Skręcił dość ostro i szybko w prawo. Z tyłu dobiegały odgłosy przypominające koszenie słupków parkingowych, przewracanie straganu z owocami, rozwalanie witryn sklepowych oraz łupnięcie i przedśmiertny skrzek staruszki.
>>Syren natomiast nie było słychać, ponieważ komendant moskiewskiej milicji pojechał na daczę i z tej okazji wszyscy funkcjonariusze dostali wolne. "
BIG KWIK.

Anonimowy pisze...

"A jak w Pekinie?-odparła.
-W Pekinie, jak w Pekinie. Tata zmarł.."
O kurwa o kurwa o kurwa.

"W między czasie, gdy próbowała przebić się w korkach wzięła w rękę długopis i pamiętnik. Od kiedy mieszkała z chłopakami nosiła go ze sobą wszędzie."
Współlokatorzy Rosjanie muszą świetnie znać polski, jeśli zrozumieliby jej składnię a la mistrz Yoda.

"-Cholera, że jemu się chce wchodzić na7.piętro-powiedział Alek, opadając z sił.
-Ja jestem w szpilkach i nie marudzę-powiedziała Agucha."
A to akurat ma sens. Chyba jeszcze mniej więcej w czasie konfliktu o Osetię w wielu wieżowcach w Tbilisi nie działały windy z powodu braku prądu, więc kondycję można było sobie wyrobić.

"-Ach, czyli nie było powodu, aby wchodzić na 6.piętro z panem – sapnęła."
OK, cofam powyższe.

"Gram tutaj od 3.lat, więc muszę żyć"
Co ma piernik do wiatraka? Grając w tej drużynie nie wolno mu było wykupić ubezpieczenia na życie?

"Owszem, gdyby był to piątek przegralibyśmy."
Aha, bo na drużynę przeciwnika piątkowy pech nie działa. Wiem, że w Korei Północnej liczą lata od narodzin wodza, ale jaki kraj ma przesunięte dni tygodnia?

"Stał się cud - światłość niebieska ich oświeciła, a głos anielski zagrzmiał “Zawieźcie go na OIOM, natychmiast!!!”"
No, co wy, jaki OIOM? Toż w opkach wiezie się pacjentów na Oriona.

"Jestem z dala od rodziny, ale chłopaki mi pomagają – odpowiedziała.
-O proszę. Czyli jednak znasz naszych przystojniaków –zaśmiał się."
Skąd on wie, co to za chłopaki i dlaczego "nasi", jeśli oni z Moskwy, a on Polak?

"A kto w każdym wpisie zapewnia, że to nie miłość?
Że tak się tylko zdaje nam?"
"Syren natomiast nie było słychać, ponieważ komendant moskiewskiej milicji pojechał na daczę i z tej okazji wszyscy funkcjonariusze dostali wolne."

Aaaa, kocham was :-)

kura z biura pisze...

>"-Cholera, że jemu się chce wchodzić na7.piętro-powiedział Alek, opadając z sił.
-Ja jestem w szpilkach i nie marudzę-powiedziała Agucha."
A to akurat ma sens. Chyba jeszcze mniej więcej w czasie konfliktu o Osetię w wielu wieżowcach w Tbilisi nie działały windy z powodu braku prądu, więc kondycję można było sobie wyrobić.
Ba, kiedy ta scenka ma miejsce już w Moskwie!


>Skąd on wie, co to za chłopaki i dlaczego "nasi", jeśli oni z Moskwy, a on Polak?
Wszyscy przystojniacy są naszą wspólną własnością! :D


Hasło: rairsh iriti. Irytujące, faktycznie.

Tinwerina Miriel pisze...

Borze, Borze jakie to opko złe. Głupota nie zna granic ni kordonów.
Przebrnęłam,bo analiza cudna, ale nie wiem ile razy miałam ochotę ałtoreczkę w rzyć kopnąć tak, żeby przeleciała do Tbilisi i z powrotem.
To, drogi pamiętniczku, pisałam ja, Tini Ryszardowna.

Anonimowy pisze...

< Ba, kiedy ta scenka ma miejsce już w Moskwie!

No tak, ale efekt treningu mógł się jeszcze utrzymać :-)


Generalnie ja dużo rozumiem - bohaterka w stylu superRoksanki, przystojni siatkarze budzący, podwożący i ogólnie jej usługujący, błyskawiczna śmierć rodzica - normalka, ale po cholerę tam ta wojna w Gruzji?

Anonimowy pisze...

/marudzenie mod on/Okoliczności w których boCHaterki spotykają swoich ukochanych mnie zadziwiają. Intryguje mnie, czy kiedyś doczekam opka w którym dziewczyna wpadnie na swojego idola (i późniejszego tróloffa) na ulicy. Tak po prostu. Nie w czasie wojny, czy innego TRAGICZNEGO wydarzenia, nie przez testament jej wujka (który zostawił jej w spadku stanowisko trenera reprezentacji - autentyk! czytałam!). Marzenia... I czekam, żeby boCHaterka takiego opowiadania nie była jakąś hiper, super laską z wybitnymi uzdolnieniami /marudzenie mod off/
Jeśli chodzi o opowiadanie to się zgubiłam. Nie wiem o co chodzi, nie mam pojęcia w którym miejscu się to dzieje. A związków przyczynowo -skutkowych ze świecą szukać. Moim ulubionym fragmentem jest są opisy "jak ałtorka wyobraża sobie pracę w redakcji".
Co do analizy - obśmiałam się jak norka. A przedstawienie przejazdu przez Rosję made by Gabrielle podobało mi się wybitnie i chociaż było to pisane całkowicie poważnie - zaczęłam płakać ze śmiechu. Widocznie moje poczucie humoru całkowicie się wykrzywiło i zaczynają mnie bawić nawet wywody logiczno-naukowe.
Dziękuję.
Silje

Dzidka pisze...

Silje, ja po expose Gabrielle z plackarta nabrałam ochoty na podróż koleją transsyberyjską :)

Anonimowy pisze...

Moj ulubiony typ opka!

Croyance Krzysztofowna

Anonimowy pisze...

Wydawało mi się,ze do Was juz przywykłam,ale jak widać opka jeszcze mają mnie czym zaskoczyć... przy opisie ratowania życia bidnego Jurija popłakałam się ze śmiechu (co nie zdarza mi się tak raz na pół roku) i nie wiem,czy Wam to przypisać,czy też tej aŁtorce.Ileż to dziecię ma latek? Jej wizja pracy-szkoły rozczuliła mnie nawet... nie wiem,jak inni ale ja wolę uwagę w dzienniczku ,niż groźbę bezrobocia;-)

Anonimowy pisze...

Zazwyczaj nie pisuję komentarzy. Ale tym razem nie zdzierżę.
AŁtoreczka udowodniła, że pisanie paranoic-fiction jest dla niektórych rownie naturalne, co uprawa buraków: można zaryzykować stwierdzenie, że dzieje się samo i rośnie bujnie, byle temu procesowi nie przeszkadzać. Stężeniem braku elementarnej logiki, prawdopodobieństwa psychologicznego i praw fizyki ustanawia pewien pułap, którego dłuuugo chyba nikt nie przeskoczy...
Perełka.
Poproszę więcej.

Altti (nomen-omen) Juriewicz

jajebszon pisze...

strasznie lubię te opisy pracy i ten ogrom obowiązków tam, i koleżanki złe :)
najpiękniejsze w analizie zaś były "ŁUPS!" i "BRZDĘK" :D

Anonimowy pisze...

"Niech na całym świecie wojna..."

Wiecie co, myślałem, że po nazi-opku żadna z autoreczek nie pokusi się o osadzanie swoich chorych "miłosnych" uniesień do idoli w klimaty wojenne. Myliłem się, jak widać. Cała sytuacja jest dla mnie o tyle śmieszna, że akurat wczoraj wróciłem z Gruzji. W przeczytanym przeze mnie fragmencie zgadza się jedynie Gori - miasto, które autentycznie ucierpiało (filmy z bombardowania Gori nakręcone przez rosyjskich lotników są ponoć do dziś na "jutubie"). Nie przeczytałem tego do końca - sory, nie byłem w stanie. Najpierw mało się nie udławiłem ze smiechu, potem głowa opadła mi na blat, całkiem jak przy nazi-opku...

Pozdrawia Was Tezet74
Nachlamdis - tak po gruzńsku fonetycznie brzmi "do widzenia"

Anonimowy pisze...

PS do poprzedniego komentarza: Boru, to ma 141 dłuuuuugaśnych odcinków. Ałtoreczkę jednak podziwiam za samozaparcie.

Tezet74 Andrzejewicz

Anonimowy pisze...

Na Wikipedii ten blogasek jest wymieniony jako źródło pod artykułem o Bierieżce...

Nagualini pisze...

Paka, Kochany Pamiętniczku!

Opko długie, ale wzięłam na raz.
I cóż - piękne. Najpiękniejsze holowanie i wizja pracy redakcji (naczelny jako cieć mnie rozwalił). I całowanie za toją, i nieoczekiwane pojawienie się trzeciej oraz czwartej siostry ("czyżby znak od taty?").

Paka, paka, idę uczesać koka i zasłonić tył czymkolwiek.

Nagualini Josefowna

Anonimowy pisze...

Co powiecie na kampanię społeczną: "Risercz NIE BOLI"? Z drugiej strony - sam risercz chyba nie zastąpi życiowego doświadczenia, bo o tym, że w pracy nie ma uwag do dzienniczka, to chyba gógiel nie powie...

Ale, co tam. Warto było przeczytać choćby dla wstawek z pamiętniczka :)

Nawiasem: jest lot z Moskwy do Komsomolska. Jeden. W kwietniu.

Katarzyna Tomaszowna

Anonimowy pisze...

Opka w całości nie wytrzymałem - choć analiza milutka, jak zawsze *zrywa czapeczkę do miętolenia*, ale: "Cóż za lekceważenie broni! Zwłaszcza, że żołnierz jest rozliczany z broni, i to nie tylko z pistoletu - zagubienie tejże może się dla wojaka nieciekawie skończyć." - Rosjanie, nie tylko na wojnie, ale i w garnizonach zagranicznych (np. w Polsce)mieli tzw. "etat wojenny". Utrata broni lub amunicji oznaczała jedynie kontakt z profosem na 2 do 3 tygodni, na wojnie w Osetii można było od d-cy w pysk dostać extra. To mała konsekwencja bo w rosyjskich garnizonach "wewnętrznych" groziłą za to nawet "czapa".
*dyga, miętoląc czapeczkę*
RobOT

Otis Tarda pisze...

Smutny jakiś ten opek. Ani nie ma wymiotności nazi-Tokyo-Hotel, ani radosnej naiwności opków wąpierzych, ani potoczystego tempa krymi-opków, nie ratuje go nawet przejście od wojny do sportu, tak że nawet pastwienie się nad nim trąci jakąś nieprzyzwoitością.

Ale może po prostu po serii wcześniejszych tekstów spadł mi poziom brechtaliny we krwi.


lichated. Googiel wie wszystko

Anonimowy pisze...

"Jedna pięść nazywała się “kultura”, a druga “młot”."

To nie jego pięść nazywała się młot...

"Instrukcja obsługi łazienki: załatwiamy się pod prysznicem, na kibelku piszemy pamiętnik."

A to akurat ma sens:

"Brazylijska organizacja ekologiczna SOS Mata Atlântica wyliczyła, że statystyczny mieszkaniec tego kraju zużywa tylko na spłukiwanie swojego moczu, ponad 13 tys. litrów wody w ciągu roku. Wody, której brakuje coraz bardziej.

Brazylijczycy postanowili zburzyć tabu wokół oddawania moczu pod natryskiem. I od kilku dni... namawiają do tego w specjalnych spotach emitowanych w kinach i telewizjach: Xixi no banho! Siknij pod prysznicem!"

Analiza piękna i przebogata, a dzieło równie upojne co tamto wcześniejsze, o psycholożce zakochanej w polskich piłkarzach. Mój faworyt - komendant milicji na daczy dający wszystkim podwładnym wolne.

Anonimowy pisze...

Bardzo lubię czytać wasze analizy, ale jak przeczytałam o tym, że to Gruzja zaatakowała Rosję i że to przecież OCZYWISTE, to nie zdzierżyłam i dałam sobie spokój z tym tekstem. Ostatnio Putin sam przyznał, że atak na Gruzję był planowany od dawna i odbyłby się bez względu na postawę Gruzinów.

więcej informacji:
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/rosja-zaplanowala-atak-na-gruzje-putin-przyznal-sie-po-czterech-latach,270312.html


Korodzik pisze...

Wizja samochodu ciągniętego na lince i siejącego zniszczenie i chaos na ulicach, a w chwilę potem - szefa biegnącego przez miasto za samochodem i okładającego go bez przerwy kijem (wyobraźmy sobie do tego, że szef jest mały i gruby, a kij dłuższy od niego) - zrobiła mi dzień...