czwartek, 25 października 2012

196. Dom latających patelni, czyli Rozkład na kanapie (2/2)


 W dzisiejszym odcinku  wracamy do tajemniczej amerykańskiej (?) miejscowości, do której ze względu na słynne odpusty, jak ćmy do ognia zlatują się ludzie z całych Stanów Zjednoczonych i Kanady.  Czyli, jak się domyślacie będzie ciąg dalszy przygód Leny i Justina Biebera. Wiele wątków i tropów jest kontynuowanych, wszyscy nadal cytują Coelho, wszyscy strasznie płaczą, rodziców jak nie było, tak nie ma, niestety - pod ich nieobecność, młodzież okrutnie morduje Logikę. Równocześnie są tu dwa zamachy na życie boChaterki, śmierć kliniczna, śpiączka i amnezja oraz jeszcze więcej miłości i łez. I jeszcze mniej Sensu.


Analizują: Jasza, Purpurat, Kura i (gościnnie) Babatunde Wolaka.
 
 
http://friendsandlove.blog.onet.pl/
        

'' Jednak moje życie nie jest takie jak myślałam ``

Mozolnie zbliżała się godzina 17.
Czas, jako wymiar niezależny, miał gorszy dzień i stwierdził, że chrzani, nie robi.

Byłam zmęczona dzisiejszym dniem. Chciałam odpocząć chodź trochę następnym.
Ja wolę odpoczywać siedź.
A ja leż.

Wciąż stałam na środku parku z Justin`em. Wiatr porywał w różne strony świata moje włosy. Nie potrafiłam określić, czy to była północ, południe, wschód czy też zachód.
Dziewczyna miała wiatrowskaz z włosów, ale jej się zepsuł.
Gdy wiatr z południa włos rozwiewa
To panna z nudów ziewa, ziewa...
A kiedy wieje ten ze wschodu
Jest “alleluja i do przodu!”.
Północny wpędza ją w depresję,
A przy zachodnim pisnąć nie śmie.



Zaproponowałam żebyśmy poszli już do domu. Byłam zmęczona. Bieber nie zaprzeczał. Najwyraźniej musiał widzieć, że męczyłam się stojąc tak z całą zapłakaną twarzą i dołami pod oczami.
Zmęczyło ją stanie w parku. Po kilku godzinach w końcu zatrybiła, że można jednak iść do domu.
…dołami? Oczy sobie wypłakała i straszy pustym oczodołem?

Czemu to wszystko przydarza się właśnie mnie?
Bo jesteś niebożątko bezmyślne?

Czasem mam dość życia. Może akurat Bóg chciał, abym była taka a nie inna. Wiem, że ma wobec nas cel, który nie zawsze idzie po naszej myśli i nie chcemy akurat tego, co on chce dla nas, ale on wie co dla nas jest właśnie najlepsze.
Za dużo zaimków + za mało przecinków = pradawne, bluźniercze zUo.
Ale przynajmniej widać, że panna uważała na religii.

- Przepraszam, ale chciałabym wejść do mojej kumpeli.
Yuri alert!

Dawno się nie widziałyśmy.- przerwałam tę niezręczną ciszę bardzo cichym i smutnym głosem
- Jasne. Czego sobie tylko życzysz moja panno. Czy mam iść z Tobą, czy wolisz sama?
- Wolałabym sama. Ale dziękuję. Liczą się dobre chęci.- odpowiedziałam.
Zapamiętajmy: boCHaterka wybiera się do dawno niewidzianej przyjaciółki i CHCE iść sama.

Znów nastała cisza. Czemu ja nigdy nie potrafię rozmawiać z osobnikami płci przeciwnej? Czemu ktoś, na kim mi zależy musi być taki, że się wstydzę odezwać słowem, bo boję się, że mnie wyśmieje?
Jesteś pewna, że to z nim problem?

Czemu to tylko mnie cię zdarza? W końcu doszliśmy do domu Alex.
No patrzcie, patrzcie! A miała przecież iść do domu odpocząć!
Mają z psiapsiółką wspólne jaźnie, więc domy pewnie też...

- To już tutaj. Pa.- odpowiedziałam krótko i ruszyłam przed siebie otrzymując w odpowiedzi krótkie "Pa, uważaj na siebie." i jak zwykle głupie Kocham Cię. Też go kochałam, ale nie potrafiłam mu tego powiedzieć prosto w oczy.
Doszłam do drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem i pochyliłam swoją głowę tak, że mogłam oglądać czubki moich butów.
Dobrze wiedzieć, że pochyliła swoją głowę, a nie głowę przypadkowego przechodnia.

- Lena? Co tu do licha robisz?- powoli podnosiłam moją głowę i zobaczyłam moją kumpelę Alex w samej bluzce i [moich] majtkach. Miała szczęście, że dzisiaj założyła bokserki.
A gdyby nie, to co?
To by jej zrobiła procę ze stringów.

Ta spojrzała na mnie tak, że prawie oczy wypadły jej z oczodołów.- Co się Tobie stało?-
wpuściła mnie do środka, po czym czule przytuliła. Nie było to to, co uścisk samego Bieber`a, ale też uścisk. Nie tak ciepły jak jego. Nic nie było takie, jakie dawał mi on.
Jednak coś z tym yuri jest na rzeczy.

- Pokłóciłam się z Mitchel`em. Nie jesteśmy już razem. Wiesz jak to boli, jeśli kto, kogo kochasz sprawia Ci przykrość?- odpowiedziałam, po czym wybuchnęłam płaczem
E, zaraz, słonko, a ty nie kochasz przypadkiem Justina?
Ona kocha na zakładkę. Z Justinem zaczęła, a dopiero potem skończyła z Mitchelem.

- Tak mi przykro...- nie pozwoliłam jej dokończyć
- Alex nie. Nie mów, że jest Ci przykro, bo wiem, że tak nie jest.
To po co przylazła do przyjaciółki? Żeby zalać jej podłogę łzami?

Mówisz tak tylko po ty, by mnie w jakikolwiek sposób pocieszyć, ale tak nie jest.
Zawsze mnie pocieszać, a za chwilę już o wszystkim zapominasz.
A co? Za każdym razem powinna popełniać spektakularne samobójstwo?

Już więcej nie dam się sobą tak pomiatać.- poszłam w głąb jej domu.
Nie pocieszajcie mnieeeee! Ja tak kocham być nieszczęśliwaaaaa! Nikt nie może być bardziej nieszczęśliwy ode mnieeeee!!!
Alex strasznie nią pomiatała, prawda? Tak bardzo, że aż Lena musiała spenetrować resztę domu. Ciekawe, czy bobrowała w lodówce?

Weszłam do salonu, a tam co?
Telewizor?

- Już wróciłaś? Szybka jesteś.- zza drzwi wyszedł Mitchel z zamkniętymi oczami, chwycił mnie w biodrach i przybliżał się, by mnie pocałować. Parę centymetrów przed moją twarzą otworzył oczy. Wybałuszył je.
Jakaś oryginalna wersja ciuciubabki. Facet z zamkniętymi oczami łapie za khm... biodra wszystko to, co mu się pod rękę napatoczy, a potem gały mu wychodzą ze zdumienia, gdy się z bliska przyjrzy?
A mogła przyjść z Justinem...
Wtedy Mitchel musiałby obłapywać Biebera!
No właśnie ;>

Złapał mnie jeszcze mocniej i znów zaczął się przybliżać.
Musiał mieć ręce dłuższe niż orangutan, skoro, trzymając ją w biodrach, tak długo się przybliżał.
Albo sprężynujące.
Ale on ją złapał w biodrach, czyli wsadził jej ręce do wewnątrz? Lepszy jest, niż niejeden znachor filipiński!

- Odwal żeś się.- krzyknęłam, ale na darmo.
Mitchel się nie odwalił, ale za to:
Dostałam czymś twardym w głowę.
Ktoś jej przywalił.
I to w dodatku z całej siły.
Skąd ta pewność?
Straciłam przytomność. Widziałam tylko ciemność i nic więcej. Czułam mocny ból z tyłu mojej głowy.
A nie z tyłu głowy Pana Mietka? Dziwne.

W ogóle nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Strasznie się bałam. Nie wiedziałam kto co teraz ze mną robi, gdzie jestem, z kim, u kogo, po co. Totalna pustka w głowie.
Eeee, to norma.

Wszystko mnie strasznie bolało. Czułam jak zapadam w bardzo głęboki sen, z którego nie ma przebudzenia.
Jak na nieprzytomną, całkiem sporo doznań.

Zasnęłam [pochrapując], lecz słyszałam wszystko co działo się wokół mnie. Słyszałam wycia syren z karetki.
Poszła do przyjaciółki, ktoś (nie wiadomo kto) zdzielił ją w głowę, po czym wezwał pogotowie. Przepraszam, ale to nie trzyma się kupy. A może inaczej - to jest fabularną kupą.
Poszła do przyjaciółki, ta otworzyła jej w samej koszulce i majtkach, po chwili zjawił się (były) trólower... To przecież elementarne. A w łeb walnęli ją pewnie po to, by zresetować pamięć.
A sanitariuszom powiedzieli, że już była wcześniej walnięta.

Jacyś ludzie podłączali do mnie jakieś kable [przez port USB]. Słyszałam kiedyś, że jak ma się taką jakąś chorobę, której nazwy nie pamiętam [podpowiadam: to śmierć kliniczna], można "wyjść z siebie" i widzieć wszystko co ktoś ze mną robi, co mi mówi.

Miałam wrażenie, że ze mną też się tak robi. I miałam rację. Powoli robiłam się podwójna.
I oto mamy dowód, że Marysójki rozmnażają się przez podział.
Generalnie - mają bardzo wiele wspólnego z pantofelkiem.

Zaczynałam widzieć, kto co ze mną robi.
Przyszli ludzie z ekipy remontowej, pokiwali głowami i zawołali stolarza.

Już wiedziałam gdzie jestem. W szpitalu.
Wcześniej karetka absolutnie z niczym się jej nie kojarzyła.

Byłam sama na sali. Słyszałam ciche, nierówne odgłosy butów. Słyszałam, jak ktoś otwiera drzwi do mojej sali. Weszli. Nie wiedziałam kto to jest. Mogłam tylko i wyłącznie rozpoznać ich płeć. Kobieta i mężczyzna w przebraniu lekarzy.
A po czym poznała, że to nie prawdziwi lekarze?
Po plastikowych wąsach i czerwonych nosach na gumce? Może po tym, że to jej rówieśnicy, a niewielu jest czternastoletnich lekarzy?
Dyć ona mogła rozpoznać tylko płeć, a nie wiek.
A założysz się?

- Na pewno nikt nas tu nie znajdzie?- spytała dziewczyna
Jeśli bawią się w chowanego, to dobrze byłoby jeszcze nakryć się prześcieradłem.

- Nie pękaj. Jesteśmy zabezpieczani.
Mam skojarzenia.
Nie Ty jeden.

Młody stoi na zewnątrz.- widziałam, jak chłopak odłącza ode mnie wszystkie te kable po kolei.
Potem zaczął rozkręcać obudowę.

Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni spodni strzykawkę napełnioną jakąś dziwną miksturą
Dla wzmocnienia nastroju grozy podpowiadam, że mikstura miała wściekle czerwony kolor, a na strzykawce była wielka trupia czacha ze skrzyżowanymi piszczelami.


a chłopak zaczął przysuwać ją w stronę mojej ręki. Zaczęłam krzyczeć, ale nikt mnie nie mógł słyszeć ani widzieć, ponieważ byłam cieniem.
Hm, cienie zwykle bywają dosyć widoczne. Bardziej mnie zastanawia, jak można nosić w spodniach strzykawkę bez ryzyka wbicia jej sobie.
Wbicia jak wbicia, można zostawić kapturek na igle. Bardziej jestem ciekaw, jakim cudem zawartość nie uległa wyciśnięciu.

Przysunął ją jeszcze bardziej w moją stronę, ale dziewczyna do niego pobiegła i nie pozwoliła, aby mi coś zrobił.
A kto przyniósł strzykawkę w kieszeni? Zajączek?
<głębokie przeświadczenie> Mikołaj. Albo Jezusek, zależnie od wyznania. </głębokie przeświadczenie>
W sumie mógłby być jeszcze Gwiazdor. Do tego opka nawet najbardziej pasuje.

- Nie rób tego!- krzyczała- to moja przyjaciółka i nie pozwolę jej skrzywdzić.
Pytanie, po co w ogóle to całe skradanie i niepokój, skoro wiedziała, jakie jej towarzysz ma zamiary.
Kolega nowy w świecie taniego szpanu narracyjnego...?
Dwie próby zabójstwa świadczą o sympatii, jaką darzą ją rówieśnicy.


Chodź, wychodzimy z tond.
Tondo - okrągły obraz, charakterystyczny dla sztuki renesansu. Jak widać, służy również jako środek komunikacji.
I do tego wychodzą z kilku na raz.
Taki flashmob.

- dziewczyna pociągnęła chłopaka za sobą. Dzięki Bogi.

Już myślałam, że coś mi się stanie. Ktoś mnie uratował. W ostatniej chwili.
Jeżeli myślicie, że w dalszej części opka wyjaśni się, kim byli ci “łowcy skór” i czemu chcieli ugłowić boCHaterkę, to się grubo mylicie. Ten wątek już się więcej nie pojawi.
Dałbyś chociaż “spoiler alerta”, bo tak to cały suspens mi szlag trafił, no.
Etam, nie marudź. Niespodzianka to byłaby wtedy, gdyby opko nie tarmosiło Logiki.

Ale wiem jedno, a mianowicie to, że dla nikogo nie jestem całym życiem. Zawsze tak było. Jak pokochałam kogoś tak naprawdę, to niby się wyprowadzał, a tak naprawdę nie robił tego.
Miarą miłości do Mary Sue jest wyprowadzka na antypody. Zaczynam rozumieć decyzję rodziców.
Ale zaraz, przecież to ona się wyprowadziła! Z Dallas (albo L.A.) do tego gdziekolwiek-bądź, gdzie teraz mieszkają.

Ciągle rozmyślając usłyszałam rozmowę jakiegoś gościa z pielęgniarką.
Podsumujmy: dziewczę leży w stanie śmierci klinicznej  ma odłączone kabelki, i mimo to (a może właśnie dlatego?) - sobie rozmyśla.

Kłócili się. Ona nie chciała go wpuścić.
- Jesteś z rodziny?
- Nie, i co z tego?- odburknął nieznajomy
- W takim razie nie możesz wejść.
- Odwal się.- chłopak nie dawał za wygraną.
Potrząsnął nią jak liściem
Co tam mu zakazy!
Do sali wlazł oczywiście.

Oburzony wszedł do pokoju i podszedł do dziewczyny.
Wszedł również narrator trzecioosobowy, ale tylko zajrzał i doszedł do wniosku, że nic tu po nim.


`` Piękne uczucie, gdy w momencie śmierci możesz odczuć ukojenie ``

Spojrzałam na niego. Miał piękne blond włosy zaczesane włosy na grzyba,
No i na grzyba je zaczesywał? Aż mu się podwoiły.
A może miał grzybicę skóry głowy i zaczesywał na plechę?

brązowe oczy niczym czekolada [z orzechami czy bez?], od których nie można odwrócić wzroku, fioletową bluzkę z głębokim dekoltem, żółtą bluzą, dżinsy i adidasy. Wyglądał tak.
E, jej faktycznie zresetowało pamięć!

W pewnym momencie zasłonił usta dłonią. Wybiegł z pokoju niczym piorun i zaczął krzyczeć coś w stylu "Ratunku! Na pomoc!".
Ale że zasłaniał sobie usta, to wszyscy myśleli że będzie na korytarzu womitować. Dlatego skrzętnie usuwali się na boki.

Przymknęłam oczy. Do pokoju wbiegła pielęgniarka a za nią chłopak. Kobieta szybko po podłączała do mnie te wszystkie kable.

Najdziwniejszy był ten, który przyczepiła mi do łokcia.
Wyglądał tak.

Wbiła mi go i zaraz po tym poczułam powolny przypływ zimnej wody do mojego organizmu. Dopiero po tym uczuciu mogłam określić co to było. Kroplówka.
Kroplówka w łokciu? Do tego z zimną wodą? Faktycznie, dosyć to dziwne.
Spójrz na to opko. A teraz na rzeczywistość. I jeszcze raz na to opko. Szkoda, że to opko nie jest podobne do rzeczywistości. Siedzę na krześle obrotowym...
Zimna woda na uspokojenie?

Piękne uczucie, gdy w momencie śmierci możesz odczuć ukojenie. Kobieta w białym płaszczu wyszła,
Szpital oszczędza na ogrzewaniu - pielęgniarki muszą chodzić w płaszczach.
Biorąc pod uwagę, co robią, to i tak dobrze, że białych, a nie feldgrau/steingrau.

Nieznajomy podszedł bliżej mnie, usiadł na krześle obok znów ujmując moją dłoń w swoje, po czym swoją głowę położył na naszych dłoniach i wybuchnął płaczem.
Skąd w nim tyle wody się bierze?
Może też z kroplówki?

To było takie romantyczne. Scena jak z bajki.

[Nieznajomy (taaaa...) zaczyna przepraszać, posługując się kompilacją wierszyków zaczerpniętych z tej strony. Następnie śpiewa jej tę piosenkę. Potem znów wybucha płaczem. To wszystko sprawia, ze z boChaterką zaczyna się dziać coś dziwnego...]


W pewnym momencie poczułam straszny ból głowy. Popatrzyłam na swoje ciało. Zaczynałam znikać. Czy to już koniec? Nie wiem.
Pielęgniarka podłączyła do łokcia kroplówkę z wodą królewską. Inaczej nie da się wytłumaczyć, dlaczego znika ciało naszej Mary Sue.
No, jeszcze to mogło być serum niewidzialności doktora Caine’a.

Nie potrafiłam w tym momencie tego opisać. Ból stawał się coraz silniejszy. Przez powieki oczu widziałam jasne, rażące światło.
A przez powieki nosa?
Przez powieki nosa słyszała ciche dzwoneczki.

Otworzyłam je. To nie był sen. Ten chłopak naprawdę siedział obok nie i bardzo mocno płakał trzymając moją dłoń. Odchrząknęłam.
- Ekhm... A kolega tu czego ślozy leje, co?
A co innego on może robić?

- Lena. Przepraszam. To wszystko przeze mnie. Mogłem nie dopuścić do tego, abyś poszła tam sama, mogłem nie pozwolić Ci tam iść.
Chłopcze, ona szła do swojej najlepszej przyjaciółki, kto mógł przypuszczać, że ta okaże się taką żmiją?

- Może tak właśnie powinno się stać. A tak właściwie to kim ty jesteś? - podrapałam się po głowie.
Tą znikniętą ręką.

- Nie udawaj, że mnie nie znasz. Nie pamiętasz? Przecież jeszcze niedawno się całowaliśmy, trzymaliśmy za ręce, przytulaliśmy. Pamiętasz tę noc [w Zakopanem] z gwiazdami? Lenny, proszę nie rób mi tego.- znów płacz.
Aż mi się łzy (ze śmiechu) zakręciły w oczach.

[Jej ciało znika, natomiast reszta ostatkiem sił walczy o kanoniczną amnezję opkową.]
- Jakoś sobie nie przypominam. Naprawdę.- puścił moje dłonie. Sięgnął dłonią do kieszeni, po czym wyciągnął z niej telefon. Po jego minie można było dostrzec, że czegoś szuka. Dolną wargę przygryzał swoimi górnymi zębami, łapczywie przerzucał palcami.
Tę wargę przerzucał palcami, wydając przy tym odgłos typu “blerum, blerum”.

Przysunął w moją stronę swój telefon
- Popatrz na to. Nasze wspólne zdjęcia. Nasze wspólne filmiki. Lena ty mi tego nie możesz zrobić. Musisz pamiętać choćby jeden, najmniejszy szczegół. Jeden, malutki, maciupeńki.
Znają się od dwóch dni i Justyś już mówi o “naszych wspólnych zdjęciach”? Szybki jest.
Overly attached sucker?
Ejno, przecież mają wspólne zdjęcia. Te, co im szantażysta zrobił, nie pamiętacie?

No proszę. Lena, Lena.- wybuchnął płaczem.
Że też się jeszcze nie odwodnił...

Wzięłam jego telefon w swoje ręce i zaczęłam przeglądać fotografie w komórce.
Byłam na nich ja i on. Razem. Trzymający się za ręce. Przytulający się. Szczęśliwi. Beztroscy. Jedna fotografia szczególnie przysunęła moją uwagę.
Szurając nią ciężko po podłodze.

Byłam na niej ja i on. W ogrodzie, robił mi samolot [z puszek po piwie]. Byliśmy szczęśliwi. Bardzo szczęśliwi.
Tek... Jeżeli Justin robił samolot, to kto w tym czasie robił zdjęcie jego telefonem? W ogrodzie byli sami, widział ich tylko Anonim.
Nie no, może robiła mu zdjęcia, jak przyśrubowywał skrzydła i gondole silników, stateczniki ustawiał, cięgła przeciągał...
Po prostu Justin wszędzie ciągnie ze sobą bardzo dyskretnego kamerzystę.
http://img2.demotywatoryfb.pl/uploads/201003/1267911623_by_kenzol_500.jpg


- Przepraszam nie pamiętam Cię.- chłopak wstał, pocałował mnie delikatnie w policzek i skierował się ku drzwiom.
- Zależy mi na Tobie, Len.- szepnął, po czym szarpnął za klamkę i wyszedł.

`` Bawisz się uczuciami jak dziecko klockami... Budujesz... Rozwalasz... ``

Leżałam sobie w szpitalnej sali na niewygodnym, twardym łóżku. Próbowałam sobie to wszystko przypomnieć. Tego chłopaka, który mnie odwiedził, sytuacje z zdjęć z komórki. Na marne. Przypomniało mi się tylko jedno. A mianowicie Christian. Mój najlepszy przyjaciel. Można nawet powiedzieć,że brat.
Ej, słuchajcie, a może to Christian jest tym tajemniczym bratem, który ani razu nie pojawił się w opku?
Wyprowadził się i zmienił nazwisko, żeby go z nią za bardzo nie kojarzyli.

Do sali wszedł chłopak średniego wzrostu,fryzurze podobnej do poprzedniego chłopaka. Miał bardzo ładny styl ubierania się, a mianowicie ubierał buty za kostkę, koszulkę koloru niebieskiego i szarą, elegancką koszulę. Chyba służyła mu zamiast bluzy. W ręce trzymał deskorolkę.
Która służyła mu zamiast tradycyjnych kwiatków dla rekonwalescentki.

- Chris, tak?
- A Justin mówił, że straciłaś pamięć. Niedorzeczne.- postukał się po głowie.- Nie wolno mu chyba wierzyć.
-Jaki Justin? Nie znam żadnego Justina. A tak w ogóle, to czemu tutaj jestem?- porozglądałam się trochę po sali, po czym mój wzrok wbiłam w mojego towarzysza.
- Długa historia. Mniej więcej było tak, że.-zaczął opowiadać całą tę sytuację, przez którą wylądowałam właśnie tutaj.- dostałaś patelnią w głowę i tak się tu znalazłaś.
Bardzo długa historia, zaiste.
- uśmiechnął się
Bardzo śmieszne, dostać patelnią.
Dostać przez łeb patelnią w mieszkaniu najlepszej przyjaciółki. Wyjątkowo wprost śmieszne.

Opowiedz mi coś o tym Justinie. Kim on tak właściwie jest, gdzie mieszka, skąd mnie zna i w ogóle wszystko. Chcę wiedzieć o nim jak najwięcej.- z nie wiadomo jakiego powodu ten cały Justin wydawał mi się znajomy.

- No więc tak.- znów wyciągnął telefon i puścił jakąś piosenkę. Zaczął gadać.- Ma 16 lat, urodził się 1 marca 1994 roku o Stratford,Ontario w Kanadzie.
Dla kogoś z amnezją, takie informacje to po prostu podstawa.
Ale przynajmniej podkład muzyczny wybrał odpowiedni.

Wychowuję się bez ojca, ponieważ zostawił go i jego matkę gdy miał 2 lata.
Dwulatek zostawił ojca i babcię i pomaszerował w świat, dzielnie majtając pełną pieluchą.

Jest średniego wzrostu. Ubiera się na sportowo.Jest piosenkarzem. To by było na tyle.-
Bo o tym, że znali się w dzieciństwie, już sam Chris zapomniał.

otwarłam oczy. On jest piosenkarzem? Niemożliwe.
My też mamy wątpliwości.

- On jest piosenkarzem?- powtórzyłam moje myśli. Potaknął głową. W tym samym czasie do sali w której leżałam rozległo się pukanie do drzwi. Do pokoju wszedł ten sam chłopak co wtedy. Miał na sobie tylko inna czapkę i inną deskorolkę.
Nigdy nie jeździłem po szpitalu na deskorolce. Jestem niedzisiejszy.
A miałeś kiedyś na sobie tylko czapkę i deskorolkę? Ja też nie.

Wszedł,zamknął za sobą drzwi, po czym odłożył swój sprzęt. Podszedł do okna,zabrał z stamtąd krzesło, postawił go obok mojego łóżka, po czym na nim zasiadł.
Bardzo pożyteczny opis dla kogoś, kto nigdy w życiu nie miał kontaktu z krzesłem.
No, ja nie miałam kontaktu z takimi, które się stawia na oknie.
Oj, pewnie salowa postawiła, żeby nie zawadzało przy zamiataniu.

Blond włosy chłopak zaśmiał się pod nosem, po czym odwrócił wzrok.
Zdał sobie sprawę, że cały swój sprzęt odstawił do kąta.

Patrzył na ścianę po jego lewej prawej stronie, a dokładnie na obrazek znajdujący się na tej ścianie. Mogłam podziwiać jedynie jego piękne włosy. Ahh.
Kolejny mutant - ma dwie prawe strony. Jedna jest lewa prawa, a druga prawa prawa.
A każda strona ma włosy zaczesane na grzyba.
On jest po prostu tak bardzo prawicowy, że nawet jego lewa strona jest prawa.

Rozmarzyłam się.
Na myśl o grzybie we włosach.
Grzyby we włosach potargał wiatr...

W pewnym momencie chłopak zaczął odwracać powoli głowę, a na jego twarzy dostrzegłam chytry uśmieszek.
- Byłaś tam kiedyś?- powiedział, po czym pokazał palcem na wiszący obraz
-Yy.. Nie? Nawet nie wiem co to jest- odpowiedziałam.
Obraz. Tak to nazywamy, choć niektórzy wolą wersję “malowidło”.

Chłopcy wybałuszyli oczy. Siedzieli tak w bezruchu ciągle na mnie patrząc. W ogóle nie mrugali, ani nic. Zaczęłam machać im ręką przed oczyma.
-Przepraszam.- odpowiedział jeden z nich- Albo mi się zdaje, albo powiedziałaś, że nie wiesz co to jest?- potaknęłam głową.- Nie no, ja nie mogę. Dziewczyno, co z Tob..- nie dokończył, bo do pokoju weszła pielęgniarka.
Ja też nie wiem, o co chodzi. AŁtorka nie wpadła na to, żeby opisać, co przedstawiał obraz. Jedyne wytłumaczenie, że to właśnie jest tondo, z którego wyszli “łowcy skór” (“wychodzimy z tond”), a chłopaki spodziewają się, że Lena też kiedyś w nim była.

- Czy mogę poprosić jednego z was, aby ze mną poszedł? Muszę coś powiedzieć- powiedziała grzecznie. Justin popatrzył na Chrisa pytającymi oczyma. Ten natomiast pokiwał głową. Wstał,klepnął Justina w ramię i wyszedł z pielęgniarką.
Bo to przecież całkiem normalne, że siostra omawia sprawy pacjentów z jakimiś przypadkowymi obwiesiami. A nie, przepraszam, to miało na celu tylko i wyłącznie zostawienie boCHaterki sam na sam z Justinem.

- Co tam u Ciebie?- spytał
-Dobrze. A u Ciebie- uśmiechnęłam się. Z twarzy chłopaka zszedł uśmiech.- Co ci jest?- spytałam, po czym dotknęłam jego dłoni. Była zimna [tak zimna, jak ręka węża]. Wręcz lodowata.
- Od jakiegoś czasu podejrzewam, że nie żyję, a poza tym spoko.

- Było tak kolorowo, a nagle wszystko straciło swoje barwy. Nie wiem, czy będzie tak jak kiedyś. Chyba nie...
- Ale jak? O co Ci chodzi?
-Bo kiedyś [parę dni temu] było tak pięknie. Rozmawialiśmy o wszystkim, teraz o niczym.Cieszyliśmy się razem, a teraz nikt nie cieszy się w swoim towarzystwie.
Przepraszam Cię.
Widzisz, co narobiłaś! Dałaś się walnąć w głowę, mało nie umarłaś, tak nam popsułaś cały nastrój! Jak mogłaś!
a teraz nikt nie cieszy się w swoim towarzystwie
- Tyle osób było zaangażowanych, a ty żywotna jesteś jak Rasputin. Z czego mamy się cieszyć?!

Justin podszedł do mnie, złapał podniósł moją dłoń,po czym powiedział, że za chwilę wraca i wyszedł. W sali zostałam tylko ja i Christian. Mój najwierniejszy przyjaciel. Moja bratnia dusza,którą mogę nazwać bratem.
A siostrzaną duszę mogłaby nazwać siostrą.

- Nie martw się, wyjdziesz z tego.- posłał mi szczery i pełny troski uśmiech. Czemu faceci muszą być tacy troskliwi.No może nie wszyscy, ale ci najlepsi tak.
Pewnie, lepiej, żeby byli nieczułymi bucami.
Są troskliwi, bo albo beczą, albo cytują Coelho.

Odwzajemniłam uśmiech.-Justin wszystkim się zajmie.- popatrzyłam mu w oczy, po czym pod wpływem impulsu wtopiłam się w jego usta. Zrobiłam to nieświadomie.
Laska ma jakiś zespół kompulsywnego całowania. Chłopak podejdzie na kilka centymetrów - i  ślurp!
Jakie szczęście, że Lena nie jeździ zbiorkomem.

I znów to poczułam. Ten sam zapach, co wtedy gdy całowałam Justina.
Eee, ten sam? Dlaczego Christianowi nie jedzie z ust orchideą albo chociaż wrotyczem, dla odmiany?

Już gdzieś go czułam, ale gdzie.
*Podpowiada szeptem* Spójrz na zdanie wcześniej: “Gdy całowałam Justina”!

Odsunęłam się lekko, przygryzłam dolną wargę i znów to samo. Znów zaczęłam się z nim całować. Otworzyłam oczy i co zobaczyłam? Justin stał w drzwiach z zapłakanymi oczyma. Podszedł do Chrisa.
Lena znów całuje się impulsywnie, a Justin znowu beczy.
Ktoś powinien im napisać bardziej rozbudowany program.

- Bawisz się uczuciami jak dziecko klockami... Budujesz... Rozwalasz.Wiedziałeś, że ją kocham, że mi na niej zależy. Co ty traktujesz mnie jak kogo?
Jak człowieka nadużywającego zaimków.

To, że jestem gwiazdą, nie oznacza, że nie mam uczuć.Kumplujemy się od piaskownicy. Nie mogę uwierzyć, że mi to zrobiłeś.Mój najlepszy przyjaciel. Na dobre i na złe. Nien..- przerwałam mu. Nie mogłam już patrzeć na nich, ani słuchać jego wrzasków. Poparzonej mordy Justina i zapłakanych oczów Chrisa.
Kilka dni temu go poparzyła (o, przepraszam, “poparzyła na niego”) i jeszcze mu nie przeszło?
O, teraz dla odmiany zapłakany jest Chris.

Nie mogłam. Musiałam coś zrobić.
-Justin przestań!- krzyknęłam.
Zapomniała, że nie pamięta kim jest ten koleś?
Może robiła notatki na bieżąco.

- To nie jego wina, tylko moja. On nie jest niczemu winny. Nie oskarżaj go za coś [o coś!], czego nie zrobił. Jeśli masz kogoś oskarżać, to mnie. Czemu się tak wściekasz? Przecież my nawet nie byliśmy razem.
- Pff.. Amnezja się odzywa.- zakpił ze mnie
- Nie chcesz wierzyć? Nie wierz. Twój błąd.- odpowiedziałam.
Amnezja idzie przez “zebrę” i śpiewa “pojawiam się i znikam”...

-Przepraszam.- popatrzyłam na niego. Miał zaszklone oczy, bardzo zaszklone. Patrzył na mnie tak, jak małe dziecko chcące dostać lizaka.Wybuchnął płaczem.
I znów mu rura pękła i fest się z niego lało.

``... dziękuję za troskę ty mój koniu na białym rycerzu. ``

Przez kolejne parę dni w kółko działo się to co zawsze. Przychodził Justin z Chrisem,
I na przemian całowali się z nią i płakali, całowali i płakali, aż któregoś razu Justinowi się pomyliło i zaczął całować Chrisa, a wtedy rozpłakała się Lena.

moi rodzice, lekarze, pielęgniarki. Nic szczególnego się nie działo. Drugie łóżko znajdujące się w tej samej sali, w której byłam ja wciąż było puste.
Lekarze nie chcieli ryzykować, umieszczając kogoś w jednej sali z tak nieobliczalnym przypadkiem.

Doskwierała mi samotność. Nie miałam co robić prócz tego, że czytałam gazety, słuchałam muzyki, oraz serfowałam po necie na laptopie, który przyniósł mi mój ojciec.
Wpadł tylko podać lapka i wrócił do Nepalu.

Zawsze przychodził do mnie z moją macochą, a moja prawdziwa matka chyba o mnie zapomniała.
Może została w Dallas. Czy tam Los Angeles. Czy gdziekolwiek, skąd przyjechaliście.

Gdy byłam mała zawsze mówiła mi ten wierszyk na dobranoc:
"Gąsienico porzuć liść, kim zapragniesz możesz być. Nóżki małe, ale plany wielkie masz.".
Dla równowagi powinien też być wierszyk o Bachledzie.

Nigdy go nie zapomnę nawet nie wiem jak bym chciała.
I żadne walenie patelnią w łeb nic tu nie pomoże.

Brakowało mi głosu mojej matki. Postanowiłam do niej zadzwonić i dowiedzieć się co u niej. Wzięłam swoją komórkę do ręki, wykręciłam jej numer. Jedynie co usłyszałam w słuchawce to to, że nie ma takiego numeru. A niech to szlag- pomyślałam.
O, mamusia postanowiła stanowczo odciąć się od przeszłości, spalić wszystkie mosty, zwiać, nie zostawiając śladów? Nie, żebym była jakoś strasznie zdziwiona...

Do mojego pokoju wszedł Justin. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Podszedł do mojego łóżka i zaczął rozmowę.
- Nigdy nie wybaczę sobie tego, co Ci zrobiłem. Przepraszam i dziękuję. Chcę Ci to jakoś wynagrodzić. I nawet wiem jak. Gdy dostałaś wtedy tą patelnią w głowę straciłaś pamięć.
Zaraz, to ON walnął Lenkę patelnią? Bo zwróćcie uwagę, że tak jakby nie do końca wiemy, kto. Przecież nie Mitchel, skoro miał ręce zajęte (trzymał boCHaterkę w biodrach).

Zapłacę za operację.
Znaj pana.
A potem zapłaczę.

Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. Na marne, do sali wszedł lekarz.
- Zabieramy panią na operację.
- Operację, jaką operację?- nie wiedziałam o co chodzi
- Żeby odzyskała pani pamięć.- szarpnął za moje łóżko i wywiózł na korytarz.
Z polską służbą zdrowia nie jest jeszcze tak źle. U nas przynajmniej pyta się pacjenta o zgodę na operację, a doktorzy nie popylają sami z łóżkiem.
Ale przecież ona ma pamięć jak słoń! Pamięta nawet numer telefonu do matki, z którą od lat nie rozmawiała!
I wierszyk, który ta jej mówiła na dobranoc!

Wjechałam na jakąś wielką, białą [czy od uderzenia patelnią można zostać daltonistą i nie odróżniać zieleni od bieli?] salę pełną jakiś dziwnych, metalowych urządzeń.
Gofrownica, wiertarka, blender, dwie laubzegi, szlifierka kątowa, i jeszcze takie zardzewiałe coś stojące w kącie.

Wszystko to było mi obce. Nigdy dotąd niepoznane.
Odkurzacz?

Podeszła do mnie [jakaś] pielęgniarka. Posmarowała mnie jakąś dziwną miksturą, po czym
No właśnie, to doskonałe pytanie - po czym? Skoro to miała być operacja na odzyskanie pamięci, czyli pewnie neurologiczna? Może cios patelnią był tak silny, że wepchnął Lenie mózg aż do brzucha?


po czym wyciągnęła [jakąś] wielką strzykawkę i wbiła mi ją do ręki.
A potem zawołała “Do nogi!”.

Moje powieki zaczynały robić się coraz to cięższe, prawie że nie do utrzymania. Próbowałam być silna, ale to coś nie dawało za wygraną. Wygrało. Zasnęłam.
A tak bardzo chciałam poczekać i zobaczyć, jak wygląda krojenie na żywca!

Obudziłam się parę dni później na mojej sali.
Anestezjolog najwyraźniej miał fazę maniakalną.
Opko bez śpiączki jak lalka bez rączki.

Nie byłam już poprzypinana żadnymi kablami. Mogłam swobodnie oddychać, ruszać. Uśmiechnęłam się pod nosem. Chwyciłam za moją komórkę i zaczęłam grać w snakea.
O, znalazło się miejsce, z którego uciekł jeden z dzikich apostrofów.

Na salę wpadł mój przyjaciel Chris.- Dzisiaj wychodzisz! Możesz się już zbierać. Zabieram Cię stąd.- okropnie się ucieszyłam. Wstałam z łóżka pełna radości, siły.
No ba, wyspała się za wszystkie czasy.

Wzięłam komórkę, iphona, nałożyłam na siebie swoją bluzę, która była na krześle obok mojego łóżka.
Samą bluzę.
To już wiemy, dlaczego Alex miała szczęście, że założyła majtki. Po prostu na nią wtedy wypadła kolej.

Podeszłam do mojego kumpla, przytuliłam go i podziękowałam za wszystko co dla mnie zrobił.
To znaczy, tak mniej więcej, co? Operację sfinansował Bimber.

Wyszłam z sali i skierowałam się w stronę recepcji. Wypisałam się ze szpitala,
tja, jasssne... czternastolatka może najwyżej wypisać się z kółka recytatorskiego, o reszcie decydują rodzice lub prawni opiekunowie,
podpisałam jakieś papiery
tym samym moje podejrzenia, że rodzice doszli na kraj świata i żyją z dala od cywilizacji - nabierają sensu
i skierowałam się w stronę wyjścia. Christian szedł spokojnie, a ja włożyłam słuchawki do ucha
Obie do jednego. Widocznie to nie pamięć miała jak słoń.
i zaczęłam tańczyć w holu.
Aha.

Musiało to śmiesznie wyglądać, ponieważ przechodzący obok nas ludzie dziwnie na nas patrzyli. W pewnym momencie stanęłam i zaczęłam zastanawiać się, którymi drzwiami wyjść. Obrotowymi czy zwykłymi? Wybrałam pierwszą opcję.
Proces decyzyjny był tak intensywny, że czuło się wokół swąd spalenizny.

Znów ruszyłam tanecznym krokiem w stronę drzwi, tym razem obracałam się w kółko, chodziłam moonwalk`iem (chodzenie do tyłu), skakałam i robiłam różne takie dziwactwa.
Neurochirurdzy zastanawiali się gorączkowo, co pokićkali w czasie operacji.

No cóż, w końcu musiałam się wyszaleć po tym pobycie w tym miejscu które nazywa się szpital.
A znalazłaś się w nim, bo?

Podeszłam do drzwi i pchnęłam je. Ruszyły. Tańczyłam nawet w tych drzwiach, aż się zablokowały. Nie chciały ruszyć ani w prawo ani w lewo. I co ja mam teraz zrobić? Jeśli ktokolwiek powie, że Lena Moore to totalna szczęściara to się grubo myli. Popatrzyłam na prawo i co tam zauważyłam? Christian stoi na dworze i tańczy. Nawet nie wiedział, że jestem uwięziona w obrotowych drzwiach. Ale z niego pacan.
Konfucjusz rzekł: “Kto decyduje się tańczyć w obrotowych drzwiach, niech ma pretensje tylko do siebie”.

Zaczęłam walić w szyby, które znajdowały się w drzwiach. Bez skutku. Oparłam się o nie dość mocno. Ruszyły, a ja spadłam na ziemię
czy to znaczy, że w tanecznym transie zamałpiła się jakoś u góry drzwi?
z takim hukiem, że nawet Christian przestał pajacować i pomógł mi. Wyszłam.
Element Komiczny uniósł brew w niemym zdumieniu.

- Co Ci jest?
- Nic. Ale dziękuję za troskę ty mój koniu na białym rycerzu.
Element Komiczny kiwa się w kącie, ślini się i mamrocze coś do siebie.

- powiedziałam to z taką ironią, że można było by ją wyczuć na kilometr, po czym zaczęłam otrzepywać moją pupę.
Ironia wyczuwalna na kilometr jest cokolwiek nieświeża.

Christian zaczął się śmiać. Patrzyłam na niego jak jakiś żul spod Biedronki.
Biedronkę tam mają, krezusy jedne!
Ona patrzyła jak żul. Co za samokrytyka!

Co on sobie wyobraża?- Z czego rżysz?- spytałam
- Z Ciebie.- powiedział, wystawił język w swoją stronę i kontynuował swój napad śmiechu.
Niech mi kto dobry wyjaśni, jak można histeryczny napad spokojnie przerwać, a potem kontynuować?
I jak się wystawia język w swoją stronę? Do wewnątrz?
Diabli wiedzą. Chyba trzeba wysunąć go tak daleko, żeby móc postukać się nim w plecy?
W takim razie musiałaby być co najmniej dzięciołem. Albo Gene’em Simmonsem.

Nie wytrzymałam i dałam mu z liścia. Musiało go to zaboleć, ponieważ złapał się za policzek i momentalnie przestał się śmiać.- A za co to?
- Za całokształt.- odpowiedziałam. Teraz ja wystawiłam mu język i zaczęłam się śmiać.
Panna jest wysoce agresywna: wali z liścia, ciągnie za język... A potem się dziwi, że żaden chłopak z nią nie wytrzymuje.


Po wyjściu ze szpitala, boCHaterka spotyka się w parku z Justinem, który wyznaje jej miłość (i po raz kolejny przeprasza, że pozwolił jej pójść tam, gdzie oberwała w głowę), ale niestety! Sielankę przerywa dzwoniący telefon Justina, na wyświetlaczu którego widnieje opis: “Skarb”. Lena strzela megafocha i ucieka.


Całą drogę do domu rozmyślałam. Ale tak w ogóle to o czym? Przecież w ogóle nie myślę.
Ciekawe jak to jest - myśleć o tym, że się nie myśli?
Mózg tej dziewczyny to jedna wielka neurozagadka.

- Odwal się. – powiedziałam przez ramię i pobiegłam przed siebie od czasu do czasu się odwracając. Nie zauważyłam za dobą Biebera.
Ukrył się za tygodniem.

Biegłam nie wiadomo gdzie. Przez jakieś zarośla, krzaki, drzewa, łąki i inne różne rzeczy.
Oraz pewną ilość zwierząt.
Poprzez miedze, poprzez łąki, poprzez leśne ścieżki wąskie...

Spuściłam głowę i nałożyłam na nią kaptur. Wpadłam na coś i upadłam na dupę.
Widocznie kaptur był za mocno naciągnięty.

Powiedziałam przepraszam i usłyszałam chichot. Podniosłam głowę, a obok stał chłopak o zielonych oczach, włosach podobnych do Biebera, w zielonej bluzce, czapce za daszkiem, Spodniach rurkach i butach za kostkę.
W uszach miał słuchawki. Nie no.. Kolejny Bieber- pomyślałam.
Atakują klony, będą nas miliony!
Nie miał deski?

Chciałam iść dalej, ale tajemniczy chłopak zaczął rozmowę.
- Nic Ci nie jest?- spytał i pomógł mi wstać
- Nie nic.- odpowiedziałam.
Nie nic - czyli jednak coś.

Jego ręka była taka miła w dotyku, przyjemna, ciepła. Wstałam. I otrzepałam się
- Jeydon jestem- odpowiedział i podał mi rękę na znak zgody.
- Lena.- zachichotałam i uścisnęłam jego dłoń. Popatrzył mi w oczy, a ja w jego. O matkooo.. Jakie one są piękne. Lepsze od Biebera.
Już się znudziłeś, więc wiem, co zrobię, zamienię ciebie na lepszy model...
Nowy model, który nie ma jeszcze oczu zapuchniętych i przekrwionych od nieustannego płakania.

Zamyśliłam się.
Bardzo śmieszny żarcik, bardzo śmieszny.

Chłopak zaczął mi machać ręką przed oczyma.- Przepraszam,zapatrzyłam się. Masz taki piękne oczy.- co ja gadam? Chłopak się zaśmiał, a ja potrzepałam głową.- Mówiłeś coś?
- Pytałem, czy przejdziemy się na lody.
- Ta jasne.- uśmiechnęłam się. Ruszyliśmy w drogę. Czułam na sobie jego wzrok. Kto to w ogóle jest? Pierwszy raz widzę go w mojej miejscowości.
Od początku dręczy mnie pytanie, co to za miejscowość, słynna na całą Amerykę, a gdzie wszyscy się znają.

Doszliśmy w milczeniu. Ja wzięłam sobie lody truskawkowe, a on jabłkowe. Usiedliśmy przed lodziarnią przy stoliku numer 8.
Numer stolika ma, oczywiście, ogromne znaczenie dla akcji.

- Gdzie mieszkasz?- spytałam prosto z mostu
- Niedaleko starego skateparku. A ty?
Stary skatepark. Brzmi prawie jak “stary rynek”. Pewnie z tablicą pamiątkową na rampie, po której jeździł Jerzy Waszyngton.

- W całkiem przeciwną stronę. Mieszkam w parku. To znaczy w parku jest taki domek i ja tam mieszkam.
 




Mój tata ma kupe forsy
Już wiemy, na czym zbił majątek.

i dlatego każdy chce się ze mną kumplować. Wkurza mnie to, bo tylko jedna osoba kumpluje się zemną za to kim jestem a nie za to co mam, co posiadam.
Biorąc pod uwagę te jej ciągłe fochy, jedna osoba to i tak niezły wynik.
Tak ją to niby wkurza, ale wspomniała o forsie na samym początku!

- Przykro mi. Ja nie mam zbyt dużo forsy, ani też za mało
- dodał natychmiast, widząc grymas rozczarowania na twarzy Lenki.
Po prostu jestem normalnym człowiekiem. Moi rodzice mieszkają razem, ale codziennie się kłócą. Miałem tego dość i wyprowadziłem się do kuzynki i kuzyna.Oni są spoko. Traktuję ich jak rodzeństwo a ich rodziców jak własnych.Zastępują mi rodzinę.
Hmmm... może dlatego, że wujek i ciotka to JEST rodzina?

Moi prawdziwi rodzice nawet nie chcę się ze mną spotykać,a gdy już ich spotkam na ulicy to od razu nakładam kaptur na głowę, słuchawki wkładam do uszów, patrzę na swoje buty i ich ignoruję. Nie obchodzę ich. Nawet cholernego listu nie mogą napisać.
Sam ich ignorujesz, to czego byś chciał?

- A rodzeństwo?
- Jestem jedynakiem, a ty?
- Mam brata bliźniaka. Jest ode mnie starszy o 15 minut.Często się kłócimy, ale to dlatego, że się kochamy.
Brat pojawia się po raz drugi i ostatni. Nawet nie wiemy, jak ma na imię, ale w sumie to nie ma większego znaczenia, skoro pełni wyłącznie rolę worka treningowego dla Leny.

- Fajna jesteś, wiesz? Nigdy jeszcze nie spotkałem takiego kogoś, z kim mogę porozmawiać o wszystkim.
Serio? A byłam pewna, że zwierzasz się ze swych problemów rodzinnych każdej napotkanej osobie...

Ale mam jeden problem.- skulił głowę
Eee... co z nią zrobił? Wślurpał tak do środka, jak ślimak oko?

- Jaki?- spytałam. W jednej ręce trzymałam loda, a drugą złapałam go za dłoń. Łokieć położyłam na stoliku, ponieważ siedział naprzeciwko mnie
- Chciałbym się z tobą zakumulować.
Aha, to się teraz tak nazywa?
Wielka kumulacja!
Miazmacie, odczep się z Numerkiem Szczęścia - 69!
Zwłaszcza w zestawieniu z tym trzymaniem loda.


Pożegnaliśmy się. On chciał mi dać buziaka w policzek, ale ja odwróciłam swoją twarz i pocałował mnie w usta. Nie zaprzeczałam, on też.
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam...

Zatonęliśmy w długim pocałunku. Miałam zamknięte oczy, a gdy w pewnym momencie je otworzyłam zobaczyłam, że on też ma zamknięte. Gdy całowałam go było całkiem inaczej niż z Justinem, Mitchelem, Jackiem, Chrisem czy kimkolwiek.
Te impulsy jak jej się włączą, to potem nie ma mocnych, żeby zastopować.

Poszłam do kuchni, otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam ogórka. Zamknęłam drzwi, a za nimi zobaczyłam Biebera.
Znaczy - ukrywał się w szczelinie za lodówką?
Wyrażenie “strach lodówkę otworzyć” nabiera niepokojącej dosłowności.

Ręce miał założone na klacie i trzepał tą swoją piękną grzywą.
On trzepie grzywą, ona trzyma ogórek. Miazmacie, czy ty nie przesadzasz?!
Gorzej - ona ten ogórek wyciąga.

- To, że ja nie mogę się z nikim spotykać nie znaczy, że ty możesz.- powiedział
O, chłopak zaczyna kombinować. Szkoda, że w nie całkiem właściwym kierunku.

- To miał być sarkazm? Daruj sobie. Nie mam najmniejszej ochoty z Tobą rozmawiać.- wyszłam z kuchni i ruszyłam do salonu. Położyłam się na oparciu kanapy i zjechałam po nim.
Popatrzcie na kanapę, a potem wyobraźcie sobie, że próbujecie położyć się na oparciu. Dziwne, no nie?
E, to całkiem proste, wystarczy być kotem.

Rozłożyłam się na całej powierzchni kanapy.
I zaczęło cuchnąć rozkładem.

Justin usiadł na boku, czyli tam, gdzie się opiera ręce.- Czy możesz sobie iść?
- Nie, nie mogę.
- Mam to w dupie. Moja chałupa i won mi stąd.- pokazałam mu palcem drzwi wyjściowe
A co z ogórkiem? Zjadła go, nie zjadła, wrzuciła za kanapę?
Jej wypowiedź może być pewną wskazó... Nie, lepiej się nad tym nie zastanawiać.

- Eyhę.. Chyba zapomniałaś, że jestem zaproszony i śpię w twoim pokoju. Na łóżku.- nie bo padnę. On ma spać ze mną w pokoju?
Lenie nic nie pomogła skomplikowana operacja mózgu. Dalej nie pamięta, że Justin zakwaterował się w jej pokoju i śpią razem w jednej łożnicy.

- Nie śpisz w moim pokoju. Śpię w nim z Chrisem. Strać mi się z oczu.
Ach, nie! I w dodatku na trzeciego ładuje się do łóżka ten przyjaciel, jak brat.
O! A to akurat pamiętała.

- Kpisz sobie ze mnie?
- Oj, bo jeszcze zaproszę do łóżka Jeydona i zobaczysz!

Nie minęło 5 min, a mój telefon zawibrował. Dostałam sms od nieznajomego numeru. Jego treść brzmiała tak: „Co robisz? ;))”. Kim ten ktoś może i być i czego ode mnie oczekuje?
Że odpowiesz mu, co robisz.
Następnym pytaniem będzie: Co masz na sobie?

Nie bałam się niczego, ponieważ jestem bardzo odważna.
Inni, ci mniej dzielni, na widok esemesa “Co robisz?” dostają schizy i wyskakują przez okna.
Albo zaszywają się w kątku i drżą.

Ale nasza nieulękła Mary Sue bierze w dłoń telefon i nie zważając na niebezpieczeństwo odpisuje:

Odpisałam: „My się znamy?”. Jeśli ktoś sobie znów robi ze mnie jaja to przepraszam bardzo, ale mu coś zrobię.

Albo ktoś mści się za to, że to ja z niego robiłam sobie jaja?
Całkiem możliwe.
Oj, bardzo lubiana ta nasza Lena musi być, prawda?

Mój telefon znów wibrował „Przepraszam, nie napisałem, kim jestem.. Więc może zrobię to teraz. Jeydon jestem.”
Nazywam się Jeydon i też mam 14 lat?

Kolejne spotkanie oko w oko z mega ciachem Jeydonem, Jeydonem,Jeydonem… Jak on ma na nazwisko? Spytam się go gdy się spotkamy. Postanowiłam wziąć prysznic, ubrać się i iść. No to do dzieła..
30 minut później byłam gotowa. Postanowiłam wyjść wcześniej,aby się nie spóźnić.
Logiczne, bo gdyby wyszła później, mogłaby się zwcześnić

Szłam tym samym szlakiem co wtedy. Gdy powoli dochodziłam zobaczyłam…


NOWY BOHATER:
 Jeydon Wale- miły, szalony chłopak. Nie ma wrogów, ale ma dużo przyjaciół. Często nagrywa różne filmiki i wrzuca na strony internetowe. Deska i bmx to jego hobby. Ma stwierdzone ADHD przez wszystkich znajomych.
Praktyczne znaczenie ma chyba tylko opinia tych znajomych, którzy pracują w służbie zdrowia.
Jest do tego oczywiście szalony. Szaleniec z ADHD. Czy on powinien jeździć na desce i rowerze po mieście?

`` Miłość to za małe słowo, żeby określić to, co do Ciebie czuję ``

Zobaczyłam Biebera jak rozmawia z jakąś laską. Przystawiała się do niego, przytulała, gładziła po głowie, chwytała za rękę, ale on się wyrywał.
Wrzeszcząc.

Objęła go swoimi rękami, ale jego zwisały. Był bez emocji.
I tak bez emocji się wyrywał, bo odwodnienie zrobiło swoje.

Gdy był przy mnie zachowywał się inaczej. Skakał z radości, uśmiechał się, co chwilę mnie przytulał a jej nic.
Cios patelnią odebrał jej nie tylko pamięć, ale i rozumienie. Przecież Justin nie skacze i się nie uśmiecha, tylko słania się i płacze.
To jego druga osobowość. Dr Justin i Mr Bieber.

Nałożyłam na głowę kaptur i podeszłam trochę bliżej. Usiadłam trochę dalej na ławce. Trochę słyszałam ich rozmowę, ale nie za bardzo.
Nie rozumiem.
Wiem, że dzisiejsza młodzież jest lekko inna, ale łaknę odpowiedzi na kilka pytań:
1. Czy tak trudno rozpoznać Tę Jedyną Kochankę, jeśli tylko:
a) założy kaptur na łeb i
b) usiądzie na ławce
c) w odległości khm... metra?
2. Czy w przypadku, gdy ktoś obcy siedzi prawie ramię w ramię, to się wywnętrzamy?
Może to był Kaptur Niewidek?

- Tibby, to nie może tak być. Myślałem, że ona nic nie będzie wiedziała, ale się wydało.
Mitchel też się dowiedział... Taki z ciebie konspirator, Justin, jak z koziej dupy trąba.

Nie możemy być razem, chociaż cię kocham.Najbardziej na świecie. Nic tego nie zmieni. Zawsze będziesz najważniejsza dla mnie. Nie myśl, że zostawiam Cię dlatego, że mi się znudziłaś, ale dlatego, że Lena o wszystkim się dowiedziała.
Tak nieśmiało pytam: czy on Tibby też oszukiwał, czy szczerze uprzedził, że będzie miziać się z Leną?
Podśmierduje mi to takim mężem, który radośnie skacze z kwiatka na kwiatek - póki żona się nie dowie; a potem zmyka do niej z podkulonym ogonem.

Kocham ją- ostatnie dwa słowa wypowiedział cicho, ale jednak nie na tyle, bo je usłyszałam
Bieberek to mały alienek
Bieberek, kosmita niewielki,
On kilka serduszek posiada
A każde dla innej partnerki.
I Lenę, i Tibby  on kocha,
A mówiąc to całkiem jest szczery,
Więc czemu te baby są takie
Zazdrosne, do jasnej cholery!


- Ty ją kochasz? A ja to co? Kolejna zabawka?- spytała wściekła

W obecności Zakapturzonej Postaci Bieber dalej bredzi:

- Kocham ją, ale nie tak jak Ciebie. Ciebie kocham najmocniej. Nie wiem jak bardzo..
Dla Ciebie skoczyłbym w ogień, ale nie chcę robić teraz przykrości.
- Bo płonąc będę strasznie cuchnąć.
Może lepiej będzie jak będę samotny..
- Tak, wtedy wskoczę do ogniska.
- Nie mów tak. Ona się o niczym nie dowie…- przerwałam jej
- Ona właśnie się dowiedziała.- powiedziałam, po czym Tę całą jakąś Tibby walnęłam w brzuch [a co ona winna?!], a go w ryj.
No i za co, za co? Panna już zapomniała, jak całowała się z “mega ciachem Jeydonem”?
Kuro, przecież ona ciągle o wszystkim zapomina.
Albo raczej JEJ WOLNO.

Mówił, że kocha tylko mnie najbardziej na świecie, jej mówi, że kocha ją najbardziej na świecie, a jeszcze innej powie, że kocha właśnie ją najbardziej. To komu on niby mówi prawdę? Chyba sam nie zastanawia się nad słowami, które wypływają z jego ust. Chłopcy a już przynajmniej tacy jak oni są fałszywi, głupi,dziecinni.
Nie to, co szczere, mądre i dojrzałe dziewczyny takie jak Ty, które całują się z kim popadnie, choć Tró Loff jest tuż obok.

Po co ja się nim w ogóle zadręczam? Rysuję swój świat własnymi,wodnymi kredkami, więc proszę nie wciskać mi się tutaj z mazakami. Najlepiej całkiem o nim zapomnę.
Kredki akwarelowe rzeczywiście istnieją, ale mam niejasne przeczucie, że aŁtorce raczej pomyliło się z farbami wodnymi.
Och, nie sądźcie, że aŁtorka sama to wymyśliła; to po prostu bardziej kulturalna wersja pewnej sygnaturki na forum.

Doszłam na wyznaczone miejsce, a mój nowy kolega siedział na ławce z głową w kolanach.
Dlatego musi chodzić w szortach. Jednym kolanem je, a drugim patrzy.

Podeszłam bliżej, usiadłam obok i zaczęłam rozmowę.
Z jego kolanami.

- Co ci jest?- powiedziałam, a on podniósł głowę,
Którą?

popatrzył na mnie i się uśmiechnął.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz. Myślałem, że mnie wystawiłaś dla innego. Na pewno wszyscy chłopcy za tobą latają jak pieski.
Taktownie nie dokończył, za kim to pieski latają.
Porównanie do piesków bardzo na miejscu, bo panna jest ewidentnie pieskiem ogrodnika.

- Pff.. Nie latają. Każdy wie, że chcę mieć tego jedynego [a nawet kilku jedynych].Ale nie wiem kto to będzie..
Więc wypróbowuję różne możliwości.

A co tam u ciebie?
- Po staremu.
 
http://c.wrzuta.pl/wi6507/c048930300086e59461e5b02/u_nas_po_staremu

Bo wiesz.. Podoba mi się taka jedna dziewczyna i nie wiem czy ona odwzajemnia to, co do niej czuję.
- Powiedz jej to.- odpowiedziałam bardzo szczerze. Przecież najważniejsza jest szczerość c’nie?
Jak to, nie dała mu od razu z liścia? Jestem rozczarowany.
Taka młoda, a taka hipokrytka...

Uwaga, teraz będzie bardzo romantyczna scena. Zaopatrzcie się w chusteczki do ocierania łez:

- Dzięki za radę. A wiesz co? Zrobię to. Zrobię to i to teraz.- wyciągnął z kieszeni telefon i zaczął pisać jakiegoś sms. Tak, a więc tym kimś nie jestem ja. A myślałam, że to może być ten. Schował telefon,uśmiechnął się szeroko, a w mojej kieszeni coś zawibrowało. Wyciągnęłam telefoni zaczęłam czytać sms: „Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?”. Odpisałam:„Nie wiem, a co? ;D”. „Bo ja tak. ;*”. Czy to normalne pisać sms z kimś, kto siedzi naprzeciw mnie?
Nie całkiem.
Na lekcjach się zdarza.


[Lena wraca do domu, w swoim pokoju zastaje Biebera, który wznosi się na szczyty mniszkowatości, cytując przy tym co rzewniejsze kawałki z netu, lecz mimo to nie spotyka się ze zrozumieniem]
- Mówiłeś coś, czy mucha zasrała?- taa.. skomentowałam wszystko jednym króciutkim zdaniem.
Jakaż cięta riposta!

Włożyłam słuchawki do uszu i kompletnie go olałam. Co ma być to będzie…
Będzie tak siedział w jej pokoju na tapczanie, aż obrośnie jak Jańcio Wodnik, a co.

Gdzieś tu mniej więcej zmienia się aŁtorka - niestety opku nie wyszło to wcale na dobre, a wręcz przeciwnie: interpunkcja jest jeszcze bardziej fantazyjna, a sensu jeszcze mniej.

`` Powiedz mi,  że  mnie nie kochasz, powiedz to tu i teraz! Wtedy ja odejdę i obiecuję, że już nigdy więcej mnie nie zobaczysz...

.. Nadal słuchałam muzyki przez słuchawki na tyle głośno, że jeśli ktoś stanąłby obok mnie to słyszał by tę muzykę. Odpaliłam komputer, weszłam na gadu i zaczęłam pisać z Alex..
Polskie Gadu-Gadu podbija Amerykę. Nie będzie Fejsbuk pluł nam w twarz!
Widzę, że mimo epizodu szpitalnego utrzymują dobre stosunki.

Nie zwracałam uwagi na to, że Justin siedzi w moim pokoju. Nie chciałam z nim rozmawiać, bo nie miałam zamiaru słuchać kolejnych kłamstw wypowiadanych przez niego.
Starych nie ma, chata wolna... jak widzimy, Bieber w najlepsze zagnieździł się w jej pokoju.

Właśnie pisałam Lenie [znaczy - pisze na GG sama do siebie?], że Justin jest u mnie i coś tam mi gadał, gdy nagle napisał mi jakiś nieznany numer.

" Hej <3 " .. ciekawe kto to może być ?
" Kim jesteś ? " odpisałam.
" Jeydon, kochanie ;-** " ...
" Ahh.. Hej Skarbie   Co tam robisz? " - zapytałam.
" Myślę o Tobie i o dzisiejszym pocałunku itd.. ;-* " .... Byłam tak zajęta pisaniem, że nie zauważyłam kiedy Justin podszedł do mnie i zaczął czytać Moje Prywatne Wiadomości.
A waćpanna to nie miałaś skrupułów, podsłuchując Jego Prywatną Rozmowę, co?

[Oczywiście, treść Prywatnych Wiadomości Jej Wysokości wywołuje wielki foch i kłótnię]

[Justin:]
Powiedz mi,  że  mnie nie kochasz, powiedz to tu i teraz! Wtedy ja odejdę i obiecuję, że już nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Na żywo, oczywiście.
Za to gdy będę już nieboszczykiem, to będziesz mogła napatrzeć się do woli.
Nie, on po prostu uczciwie zastrzega, że nie ma zamiaru z jej powodu kończyć kariery i przestać pokazywać się w telewizji.

W związku z tym oboje ćwiczą się w płaczu synchronicznym:

- Nie, nie kocham cie ! - powiedziałam już głośno i z moich oczu spłynęło morze łez. - A teraz idź. - powiedziałam poprzez łzy. Wyszedł ze smutkiem wypisanym na twarzy, dało się go dostrzec też w oczach.............
I w mokrych śladach, jakie zostawił za sobą jak ślimak.
Zobrazujmy to wielo-wielo-wielokropkiem.

Zamknął drzwi, wtedy ja rzuciłam się na łóżko i zaczęłam szlochać do poduszki..  W sumie, to czemu ja płakałam ? No czemu ?!- pytałam siebie w myślach. Przecież on mnie skrzywdził !
Przecież powinnam się cieszyć!

Szlochając w samotności, zaczyna knuć na nowo:
Teraz mam nowego chłopaka i to on da mi wszystko czego potrzebuję, teraz to on bd się mną opiekował !  Taak. Teraz zależy mi tylko na Jeydonie ! Tego się trzymajmy: Justin w moim życiu był tylko jakąś zwykłą gwiazdą  ! Nawet nie supernową! Nigdy nie spotkałam go na żywo !  ...
W związku z czym prosimy uważać za niebyłą całą pierwszą połowę opka. BoChaterka wcale nie bawiła się z Justinem w dzieciństwie, nie zawarli “ślubu” wymieniając między sobą lizaki, on nie polewał jej wodą ze szlaucha, a ona nie wysmarowała mu włosów lodami.
Albo ten cios patelnią wywołał jakieś urojenia wsteczne...

Tsaa..  Fajnie się mówi, ale przecież on Był, Jest i Będzie w moim sercu. Przecież nie idzie ' ot tak ' przestać kochać i zapomnieć o tym co było.. Po prostu nie idzie....
Zostawmy ją tak, niech leży.
Zostawmy. *wkłada białą różę w ręce boChaterki i oddala się dostojnym krokiem*


Z brzegu Wielkiego Jeziora Słonego w Utah pozdrawiają: Kura zwiedzająca obrazki na ścianie, Jasza z trucizną w strzykawce, Babatunde Wolaka naprawiający patelnię,  Purpurat, który prawdopodobnie utonął oraz Maskotek budujący Arkę.

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

W ten oto sposób dowiedziałam się, że istnieje ktoś taki jak Jaydon Wale.

P.S. Analiza przednia:)

deina

rinoasin pisze...

Ach, cóż za dramat! Śpiączka, amnezja, patelnia, utkniecie w drzwiach, Biber wyskakujący zza lodówki... o ile pierwsza odsłona mnie nie zachwyciła, to tym razem byłam bliska płaczu ze śmiechu. Dzięki wielkie za poprawę humoru!

Maciej Samulak pisze...

Co ciekawe, googlowanie Jaydona Wale daje m.in. "Is Jaydon Wale a transgender?". Yuri alert nadal aktualny :D

Anonimowy pisze...

O matko... O ile w pierwszej części bohaterka zachowuje się w miarę normalnie (jak na opkowe standardy ofc) o tyle w drugiej, po uderzeniu patelnią wszystko zmienia się o 180 stopni i boChaterka staje się nieznośna. A co jeśli to przejaw kunsztu aŁtorki...? Tak czy siak - analiza prześliczna!

Vespa pisze...

Jeny, dawno mnie żadne opko tak nie zmęczyło... W końcu się pogubiłam kompletnie, który facet jest który (pociesza mnie, że aŁtorka chyba też).

Blair pisze...

Autorka chciała chyba zrobić z Justina pokrzywdzonego, żeby jej czytelniczki miały pożywkę i mogły się nad nim litować. Justin przeprasza, obwinia się, płacze... Gdyby miał jeszcze za co przepraszać, to w porządku, ale on najwidoczniej wyrzuca z siebie przeprosiny mechanicznie, tak jak Lena mechanicznie całuje wszystkich chłopaków. Absurdalne jest to opko.

kardynał Biggles pisze...

Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji w komentarzach Niezatapialnej Armady!
Jednoosobowa przymilna delegacja stawiającej pierwsze kroczki analizatorni pragnie przesłać kurtuazyjne pozdrowienia i wyrazić swój podziw dla długiego i owocnego stażu oraz komentatorskiego kunsztu Załogi.
(powyższe opko istotnie jest bowiem niewiarygodnie męczące, ale impet waszych zgryźliwych uwag zdołał mnie przytrzymać przy czytaniu)
Pragniemy również z pewną dozą nieśmiałości wysunąć propozycję sojuszu, który oczywiście nie będzie wam niósł zbyt wielu korzyści poza naszymi służalczymi pokłonami, ale nam niewątpliwie pozwoli w pewnym stopniu zaistnieć na arenie Internetów... wait, what?
W każdym razie... jesteście fest. Naprawdę.
Oczekujemy na odzew i pozostajemy z szacunkiem,
Kardynałowie Hiszpańskiej Inkwizycji.

Niko pisze...

Tekst jest straszny i tak potwornie głupi, że gdyby nie analizatorzy, to nie przetrwałabym go.
Zaciekawił mnie natomiast fragment
"- Chciałbym się z tobą zakumulować."
bo nie po raz pierwszy "zakumulować" zamiast "zakumplować" pojawia się w analizach... hm, może to jakiś nowy slang tylko ja tępa jestem?

Shishuu pisze...

``... dziękuję za troskę ty mój koniu na białym rycerzu. ``

...wait, what?

Analiza przednia.

Shishuu.

Anonimowy pisze...

Opko okrutnie męczące mimo zacnych komentarzy Analizatorów.
Nie dobrnęłam do końca, załamałam ręce nad wprowadzeniem Jeydona i tam skończyłam. Nie wiedziałam, że ktoś w ogóle może pisać o nim opka. Poor
boy.

Z niecierpliwością wyczekuję czwartku.
Milka

Jerry pisze...

Bosze, obśmiałam się jak norka. Musiałam w połowie tej analizy się zatrzymać, bo nie wytrzymałam ze śmiechu. Proszę więcej takich analiz. ~<3

Anonimowy pisze...

Aaaa! To opko jest tak cudownie okropne... Dawno się tak nie zakwiczałam.

alessandra

Anonimowy pisze...

A będzie coś specjalnego na Halloween? :>

C.