wtorek, 22 lutego 2011

108. Feel it inside, czyli strzeż się ciąży, Piotruś krąży!




Szanowne Państwo! Dzisiaj mamy przyjemność zaprezentować Wam piękną Historię Miłosną, rozgrywającą się w Katowicach oraz chwilami w innych rejonach kraju. Tym razem strzała Amora dosięgła osiemnastoletnią Martę oraz (jakżeby inaczej?) jej idola, czyli Piotrka Kupichę, zwanego tu również Twardzielem. Wydarzeń tu tyle, ile w latynoskiej telenoweli, czyli jak to w opkach. Jest i ciężkie życie, i miłość, i szybki ślub, i tajemniczy cień z przeszłości, i zdrada, i jej konsekwencje, a pomiędzy tym wszystkim, jak koty ocierające się o ludzkie łydki, przewijają się rozmaite ciąże, superatomowe testy ciążowe oraz poronienia tygodniowych płodów. Schiza aŁtorki na tle prokreacyjnym zresztą rzuca się w oczy. Jako postać egzotyczna pojawia się też Pudelkowa Miss-Cyc-Bez-Stanika, czyli Iwona Węgrowska.
Państwo się nie krępią, państwo ją! Znaczy - państwo indżoją!


http://marta-piotr-kupicha.blog.onet.pl/


Analizują: Dzidka, Kura i Szprota.

Dzisiaj Marta idzie na koncert zespołu Feel. Od rana nie może się doczekać bo bilety ma już od dwóch miesięcy.
Koncert zaczął się punktualnie o 18.
Koncert Feela, który zaczyna się punktualnie, hehe, hehe...
Może w planach była 16.00?
Zaczynamy normalnie czy z obsuwą? Normalnie, z obsuwą.

Marta przez cały czas śpiewała i skakała, stała pod samą barierką naprzeciwko Piotrka. Po zakończonym występie zespół wyszedł rozdawać autografy, ale wszystkie fanki się tak mocno pchały że wypchnęły Martę na koniec. (...) Marta była tak smutna że nie miała siły, usiadła pod jedną z barierek i zaczęła płakać, przytulając do siebie płytę [lotniska. Tektoniczną!]. Sama nie wiedziała dlaczego płacze. Było jej w środku bardzo źle przez dwa lata jak jej ulubiony zespół koncertował i odnosił sukces za sukcesem, ona nie mogła iść na żaden ich koncert bo rodzice jej zabraniali. W Olsztynie grali nawet często, ale ona i tak nie była w tedy na żadnym z ich występów. Dopiero jak skończyła 18 lat to postanowiła się przeprowadzić do Katowic żeby zacząć wszystko od nowa i spełnić wszystkie swoje marzenia.
Wybrała sobie, doprawdy, rewelacyjne miejsce na rozpoczęcie dorosłego życia! Z całym szacunkiem do Katowic, wybrałabym jednak mniej smutne i zaniedbane miejsce...
Ale jak się zaraz okaże, Katowice mają jedną niezwykłą zaletę, nie do przebicia przez inne miasta Polski!
Poza tym, bardzo mi się podoba ta logika: rodzice zabraniali siedemnastolatce iść na koncert, ale nie mieli absolutnie nic przeciwko temu, że ledwo skończyła 18 lat, wyniosła się na drugi koniec Polski. Jakaś szkoła, jakieś coś?
To takie typowe magiczne myślenie nastolatków: wybije północ w dniu moich urodzin i nagle mury runą, wszystko, co dotąd zakazane, stanie się dozwolone i wreszcie nikt nie będzie miał prawa mówić mi, co mam robić!

-Jak masz na imię?- spytał bardzo dobrze znany jej głos.
-Marta, ale skąd ty, znaczy pan się tu wziął?- odpowiedziała choć cały czas była w szoku że prze nią stoi on.
-Po pierwsze to nie pan tylko Piotr, po drugie przyszedłem bo usłyszałem że ktoś płaczę,
Musiała ryczeć jak ogrzyca :D
Taaa, od jej szlochu trzęsły się fundamenty i dach falował.
Nie znacie się, jego muzyczne ucho było wyczulone na niewieście dźwięki. Względnie nie działał mu odsłuch na scenie :P

a po trzecie to czemu płaczesz?- wytarł łzy z Marty policzków.
-No bo ja bardzo chciałam dostać od ciebie autograf, a te wszystkie fanki tak się pchały że mnie przesunęły w tył.
Nadal tego nie ogarniam. Skoro napierały to raczej powinny ją popchać do przodu...
Oj no, młyn się zrobił taki, że ją siła odśrodkowa wyrzuciła.

-To choć ze mną [co CHOĆ z nim?] [choć raz!], zaraz dostaniesz od wszystkich autografy tylko nie płacz już bo dużo ładniej wyglądasz z uśmiechem na twarzy.
(...)
Zrobili sobie parę fotek, każdy dał swój autograf i zaczęli się powoli zbierać.
-Marta może ja cię odwiozę, gdzie mieszkasz?- spytał Piotr.
-Ale ja nie chcę robić ci kłopotu.
-Kłopot to ty mi zrobisz jak będę się musiał o ciebie martwić czy dotarłaś cała i zdrowa.
O matko śfinto. W jakim potwornym stresie żyje ten człowiek! Po każdym koncercie martwić się, czy wszystkie fanki dotarły bezpiecznie do domów, zastanawiać się, czy przypadkiem nie powinien ich podwieźć...

Więc gdzie mieszkasz?
-Na Piotrkowicach.
-Powiedz mi jeszcze że w tym samym bloku.-Piotrek uśmiechnął się słysząc nazwę swojego osiedla.
-Dokładnie w tym samym bloku i klatce, tylko że na pierwszym piętrze.
Jak widać, Katowice to takie polskie Loitsche, zawsze mieszkasz obok idola.
Kwik. Jak mniemam, celowo sobie znalazła takie mieszkanie, żeby być blisko idola. Tylko w takim razie dlaczego poznała go dopiero całkowitym przypadkiem po koncercie? Sens zamordował logikę i popełnił samobójstwo?
Etam, to tak dla niepoznaki. Bo przecież skąd by Piotruś wiedział, że ona lepiej wygląda, gdy się uśmiecha? Na pewno wpadali na siebie przy zsypie i skrzynce na listy. Może nawet... jechali razem... WINDĄ!
Oj tam, wiedział, nie wiedział - standardowy komplement jej strzelił i tyle.


-No to Marta jedzie ze mną, a wy swoimi samochodami?- zapytał się chłopaków.
-Tak. To zobaczymy się w czwartek bo jedziemy do Białegostoku? Pod twoją klatką Piotrek?- spytał Łukasz.
-Do Białegostoku, a pod moją klatką widzimy się o 7.
Jakie to słodkie, umawiają się pod klatką, jak kumpelki z klasy na zakupy.
Pewnie jeszcze puszczają sobie głuchacza, żeby rodziców domofonem nie budzić.

Każdy poszedł do swojego samochodu, a my z Piotrkiem szliśmy w stronę jego auta.
W samochodzie:
-Marta, a ile ty masz lat?
-18 a czemu pytasz?
-Tak z ciekawości.
...Słyszałem o procesie Polańskiego i wolałbym go uniknąć.

-Piotr bo ja czytam każdą gazetę, a nigdy nic nie mówiłeś że masz dziewczynę.
Teraz też nic nie powiedział :-P Chyba że Martuś pytanie o wiek traktuje jako zaproszenie do chodzenia?

-Bo nie mam, znaczy miałem ale ona leciała tylko na moje pieniądze.
-Ale ją kochałeś?
-Nie było między nami miłości. Nie było mi jej żal kiedy ją zostawiłem, bo ona chciała mnie od razu do ołtarza zaciągnąć i korzystać z kasy na którą ciężko pracuję.
O jaka podła i wyrachowana świnia. Jak można, chcieć mieć męża!
A męża ma się tylko po to, by mieć na kim żerować.

-Dobrze że nie dałeś jej zgody do korzystania z kasy, bo pewnie miałbyś teraz puste konto.
-No pewnie by tak było.
Weszliśmy do klatki. Zatrzymaliśmy się pod drzwiami mojego mieszkania.
Utożsamienie aŁtorki z bohaterką - jest.


Piotr wyjął marker z kieszeni spodni i napisał 9 cyfrowy numer na ręce Marty.
-Co to za numer?
Obozowy, k*wa *zaczyna się wewnętrznie irytować*

-Do mnie na komórkę jak będziesz czegoś potrzebować to zadzwoń, albo wpadnij do mnie na górę mieszkam pod 8.
Ależ wyrąbcie dziurę w jej suficie, i przystawcie drabinę!
A Piotrusiowi spuśćcie taką strażacką rurę!
Jak w życiu - facet tylko: wiuuuu!, a babka niech się męczy pod górkę.
Spuśćcie nam na Marty niwy Piotrusia z piętra... eee... obłoki?

Mogłabyś mi podać swój numer?
-Pewnie, masz gdzie zapisać?
Markerem na ręce?
Piotruś swoich rąk markerem nie kala. Wiecie, jak to ciężko potem zmyć?!

[Jak nietrudno się domyślić, znajomość z Piotrem nabiera galopującego tempa…]

-A masz może ochotę pojechać z całym Feelem w trasę koncertową na ten tydzień?
-Jeżeli nie będę wam przeszkadzać to ja bardzo chętnie.
A firmie organizującej trasę koncertową jakoś tam wytłumaczymy potrzebę dodatkowego miejsca w hotelu i opcjonalnie jedną gębę więcej do darmowego piwa...
Jak świat światem, grupetki podążały za zespołami na własny koszt... Kupicha ma naprawdę szeroki gest!


Siedzieli w salonie i rozmawiali, a właściwie każde z nich opowiadało o swoim życiu.
-Przeprowadziłam się z Olsztyna do Katowic, bo chciałam się usamodzielnić. Na dobry start każdy z rodziny się zrzucił więc na razie mam z czego żyć.
Jaka boska definicja samodzielności!
Taka... musierowiczowska. Tam też ciotki oddały swe całkowicie im niepotrzebne oszczędności, żeby bezmyślnie wpadnięta siostrzenica mogła się urządzić.
Miałam oczywiście identyczne skojarzenie, tylko nie chciałam znowu bić Pyzą po oczach.
Ja również. Pocieszające jest to, że ta JESZCZE nie wpadła.

Wybrałam Katowice ze względu na Feela, ale nie sądziłam że od razu was poznam i będę się z tobą widywać.
Dr K. de Biuro: Migracje fanek popularnych zespołów muzycznych: główne kierunki, trendy i centra. [w:] Psychofaństwo na ziemiach polskich w latach 2000-2010, praca zbiorowa pod red. prof. dr hab . Dzidencji Dzidkowskiej, PAN 2011.

Marzeniem moim było pójście na koncert Feel, ale zawszę jak graliście w Olsztynie to rodzice mi zabraniali. Mówili że mi przejdzie za rok, góra dwa, a ja z każdym dniem coraz bardziej zakochiwałam się w waszej muzyce.
Generalnie bez sensu. Nawet gdyby faktycznie miało jej przejść za rok-dwa, dlaczego nie pozwolić dziecku na chwilę przyjemności na tym cholernym koncercie? Tacy skąpi, czy tak drżeli o jej cnotę? I jak to się ma do pozwolenia na przeprowadzkę i zrzuty na start?
Mnie tam rodzice na koncerty nie puszczali, jak byłam niepełnoletnia.... ale mogło mieć to związek z tym, że słuchałam wówczas Kata i innych Kwasożłopów, a nie lajtowego Feela.

Jak słyszałam jak krzyczysz, znaczy wydajesz z siebie te różne dźwięki [jęki, sapanie, bolesne wycie? Lubię piosenki i różne inne dźwięki...] to ciarki po mnie przechodziły i nadal przechodzą.
Czekaj, jeszcze jedna ci tu łazi.

Nawet nie wiem czemu ci to mówię przecież ty masz swoje problemy.
-Moje największe problemy są jaką koszulkę włożyć na koncert, bo ja nie mam czym się zamartwiać.
31 lat i brak jakichkolwiek zmartwień i problemów? Jaki Piotruś Pan!
No Piotruś, Piotruś. Imię zobowiązuje.
No co? Do szkoły nie chodzi, może pić alkohol i nikt mu nie każe sprzątać pokoju. Poza tym, jakie 31, w ałtoreczkowym świecie ma ledwie 23.

Nie wiem czemu twoi rodzice cię nie puszczali na koncerty, ale dobrze że byłaś na tym co był tutaj. Jesteś fanką która nas kocha za muzykę, a nie za wygląd czy kasę i to mi się bardzo w tobie podoba.
Ależ ją, kurde, przejrzał na wylot!
Ta, zadziwiająca przenikliwość. A nie można kochać i za muzykę i za wygląd?
Zwłaszcza że nie znam fanki, która kochałaby idola za kasę.

[I, zgodnie z umową, ruszają w trasę]

W trakcie koncertu:
-A teraz będzie piosenka “Jak anioła głos” którą dedykuję Marcie. Martuś pokaż się.- powiedział w połowie koncertu Piotrek. Martę zamurowało, ale pomachała do Pitera który jej oczywiście odmachał na co ona popatrzyła na niego z mordem w oczach.
No, to po co mu odmachiwała, skoro nie chciała się afiszować znajomością z Piotrem?
Co to czytam, to się w pierwszej chwili zastanawiam, co tu robi pani minister Julia.

Po skończonym występie zespół wyszedł do ludzi rozdawać autografy, oczywiście dzieliła ich barierka. Pierwszy szedł Piter dalej był Look, Mike i Misiek. Marta tak jak każda fanka stała i czekała.
Skromne dziewczę. Będzie z niej pociecha dla męża.

W końcu podszedł do niej Piotrek i podnosząc ją przerzucił przez barierkę, i znalazła się obok niego.
-Idź do garderoby, ja zaraz przyjdę.- powiedział Marcie na ucho i pocałował w policzek.
A mógł odwrotnie.

Fanki które widziały co zrobił Piotrek od razu zaczęły wyciągać ręce w jego stronę.
Mnie też przerzuć! I mnie! I mnie!

W garderobie:
-Przepraszam że tak długo, ale chciałem dać autograf każdemu fanu.
Dać autografu każdemu fanu
To nie dla szpasu ani dla szpanu!
Ciężku robotu robisz, Piotrusiu
Czy tylko z chęciu czy też już z musiu?


Piotruś zza kulis:
- Lubię być takim super idolem,
ale już koniec, bo muszę siusiu!


-Każda z twoich fanek marzy żeby chociaż móc być na twoim koncercie, a ja mam ciebie na wyłączność.
Jeżu borski, jakie toto zaborcze!

-Na wyłączność, dobrze powiedziane. Szczerze mówiąc to jeszcze z nikim mi się tak dobrze nie rozmawiało jak z tobą. Jak jestem z tobą to jestem sobą w 100%, nie muszę niczego ukrywać ani udawać i czuję że mógłbym ci wszystko powiedzieć. Jednym słowem to darzę cię ogromnym zaufaniem mimo że znamy się krótko.
-Zatkało mnie, ale ja przy tobie czuję dokładnie to samo.
Ledwo co rozpoczęta znajomość ruszyła ze szwungiem, rżąc z cicha "nie mogę bez ciebie rżyć!"
I złota nić oplotła ich serca...
Mosiężna!

-Przeszkadzamy w jakiś wyznaniach.- spytał Mike. Chłopacy już od jakiegoś czasu stali i przyglądali się tej dwójce.
-Nie.- prawie krzyknęli, jednocześnie.
-To dobrze, bo już chcieliśmy pytać kiedy ślub.- powiedział Look widząc że tych dwoje coś do siebie ciągnie.
-Nam nic o tym nie wiadomo.- Piotrek w głębi jednak chciał coś jeszcze powiedzieć Marcie.
... że jest pewien, że to jest właśnie to na całe życie i jutro leci dać na zapowiedzi?
Tak. Fanka, która skromnie stoi z boku zamiast się pchać po koncercie po autograf i fotę na fejsa to prawdziwy skarb, którego z rąk wypuścić nie można.
Szpro, bo Ty nie widzisz, że z takiej fanki będzie prawdziwa śląska żona! Posłuszna, rosół na talerz w momencie wejścia męża itd.
Koszulę wyprasuje, buty wypastuje...
Dobrze, że nie na odwrót. Ja się zresztą nie znam, ale z tymi śląskimi żonami różnie bywa, słyszałam o nich opinie ze słowem "matriarchat" w jednym zdaniu.

-No nie wiadomo, długo jeszcze musicie tu być?- spytała się Marta.
Bo może byście tak wyszli i sprawdzili, czy nie ma was na korytarzu?

-Tutaj nie, ale musimy jechać na kolacje z organizatorami. Oczywiście ty jedziesz z nami.- odpowiedział Piotr.
-Rozumiem że jak mówisz oczywiście to nie mam innego wyboru?
-Nie masz.- stwierdził Misiek.
I w ten oto sposób, gnąc się pod jarzmem przemocy, Martunia wmusiła w siebie kolację z idolem.
Ja bym wolała z chlebem.
A ja bym wolała, żeby na przystawkę nie pożerała wszystkich przecinków w zdaniu.

[Przerwaną rozmowę trzeba wszak dokończyć]

Usłyszała pukanie do drzwi pokoju i od razu poszła je otworzyć. W drzwiach stał Piotrek.
-Martuś bo ja się w tobie zakochałem. Kocham cię.- powiedział szybko Piotrek.
-Nie to niemożliwe. Piotr wydaje ci się. Ja się nie nadaję.
Do czego?! :D
"Ależ książę, tak nie można, jam służąca niezamożna..."

(...) W ogóle co ty we mnie widzisz?- Marta była w szoku po tym co usłyszała.
- "Nic, po prostu mam kryzys trzydziestolatka i chcę raz wreszcie sprawdzić, jak to jest z nastolatką" - pomyślał Piotruś, po czym zdecydował, że ta wersja nie przejdzie.

-Dla mnie jesteś najcudowniejszą osobą na świecie. Wiem że może się wydawać dziwne że po tych paru dniach razem, wyznaję ci miłość ale chciałem być z tobą szczery.
Marta już nic nie odpowiedziała tylko pocałowała Piotrka. Całowali się do póki nie zabrakło im powietrza.
Potem zaczęli się dusić i sinieć, nie przeszkadzało im to jednak w snuciu wyznań.

-Piotr ja też cię kocham.- powiedziała Marta kiedy już się od niego odsunęła.
Znowu zaczęli się całować.
-Marta ja już chyba powinienem pójść.- powiedział smutny Piotr.
-"Cholera. Jednak się zaangażowała!".
Nie no, błagam. Wzajemne wyznanie miłości i "ja już chyba powinienem pójść"?!
Przestraszył się i próbuje wycofać?

Tej nocy obydwoje nie mogli spać. Każde myślało o tym co się wydarzyło dzisiejszego dnia. Nagle Marta usłyszała dźwięk smsa.
-”Śpisz?”- napisał do niej Piotr.
-”Jakoś nie mogę bo cały czas myślę o tobie.”
-”Ja też nie mogę bo myślę o tobie.”
-”To może pomyślimy razem?”
-”U ciebie czy u mnie?”
-”Zaraz będę u ciebie”
Motyw ściągnięty z "Kiedy Harry poznał Sally". Tylko tam nie było SMS-ów, a łóżka obok siebie i jakby bardziej iskrzyło.
Żadna sztuka. Od dwóch betonowych słupków w analogicznej scenie też iskrzyłoby bardziej.

Marta parę minut późnie weszła bez pukania do pokoju Piotrka.
Zawsze zastanawia mnie łatwość, z jaką boCHaterowie dostają się do pokoi hotelowych.

Zobaczyła go leżącego w łóżku. Był już zimny. Nawet nie zauważył tego że przyszła, widać było że myślami jest gdzieś w swoim świecie. Marta usiadła na brzegu łóżka i dotknęła dłonią policzka Piotrka. Dopiero wtedy zauważył jej obecność.
I tak jest bystrzejszy niż bohater "Samotności w sieci" ;)
To akurat nietrudne...
Kuro, masz na myśli cudną łóżkową scenę, kiedy to bohater SwS zorientował się, że kobieta go dosiadła, dopiero wtedy, kiedy otworzył oczy? :)
Tajest!

-Gdzie byłeś?- spytała Marta patrząc prosto w błękitne oczy Piotrka.
-A myślałem o tym co będzie później.- pocałował Martę, mimo że krótko się nie widzieli to się za sobą stęsknili. Piotr przyciągnął do siebie Martę. Teraz ona leżała na nim, namiętnie się całując.
-Piotr mieliśmy razem myśleć, a nie na sobie leżeć.- powiedziała Marta siadając na łóżku.
A to jedno przeszkadza drugiemu?
Wiesz przecież, że boCHaterki nie są zdolne do robienia dwóch rzeczy naraz. Zwłaszcza jeśli jedną jest leżenie na trólawerze.
Poza tym wg starych podań i legend, mężczyzna może mieć porządnie ukrwiony tylko jeden narząd w jednym momencie.

-Piotr, a możemy na razie nikomu nie mówić że jesteśmy razem?
-Możemy, nawet lepiej bo nie chcę wiedzieć co by od razu zaczęło się dziać.
Świetny plan! Zaraz się przekonamy, jak im się powiedzie.

[Panowie z zespołu zaczynają się domyślać]

-Marta, a Piotrek pożyczył od ciebie błyszczyk?- spytał Mike, widząc że Piotrek ma resztki Marty błyszczyku na ustach.
Marta z Piotrkiem już nie odpowiedzieli na to pytanie tylko zamknęli pokuj i poszli na dół. Usiedli przy stoliku który był przygotowany specjalnie dla całego zespołu. Zaraz po nich usiedli chłopacy.
-Nie chcecie nam niczego powiedzieć?- spytał Misiek, już bez ataków.
Matko borsko, to ta gadka o błyszczyku to był ATAK?!
Full frontal and massive attack. Powinni wszak byli odwrócić wzrok z szacunku do rodzącego się właśnie uczucia.

-No dobra jak wam tak bardzo zależy to jesteśmy ze sobą, ale macie to zachować dla siebie.- powiedział szybko Piotrek. Chłopaków lekko zatkało, widzieli że tych dwoje coś do siebie ciągnie, ale nie sądzili że tak szybko będą razem.
Oj no, standardowe tempo opkowe.
Jeżdżący w trasę muzycy zaszokowani widokiem frontmana z dziewczyną?

-Jakoś nie widać żebyście skakali ze szczęścia.- stwierdził Piotrek.
-Jak ci tak zależy to poskaczemy na koncercie.- odpowiedział Michał.
-Dobra bez kłótni. Nie chcę żebyście przez ze mnie się kłócili. W Sopocie zostawicie mnie u przyjaciółki i dalej pojedziecie sami. Ja wrócę do Katowic pociągiem. Przynajmniej nie będzie takiej atmosfery jak teraz!- Marta prawie krzyknęła.
Znaczy co, Piotruś znalazł dziewczynę i to aż tak skisiło kolegom nastroje? Czyżby aŁtorka sugerowała, że Feel był do tej pory... eee... radośnie samowystarczalnym kółkiem wzajemnej adoracji?
Chłopcy są szowiniści. Wiadomo, baba na pokładzie to same kłopoty.
A, w ten deseń. Ja to mam jednak zepsuty MUSK.
Dość trwale Ci uszkodziło, nie powiem.

-A mogę wiedzieć czemu wczoraj nie przeszkadzała wam moja obecność, a teraz najchętniej byście mnie pod pociąg wrzucili.- spytała Marta, która słysząc słowa kolegów miała łzy w oczach.
Kurde, jakie toto przewrażliwione. Jeden żart o błyszczyku i już cały świat jest przeciw niej.

-Po prostu nie chcemy żeby Piotrek na scenie robił wszystko na odwal i olewał fanów.- powiedział Mike.
-Nigdy żaden koncert nie był na odwal, a fani są dla mnie ważni.- powiedział zgodnie z prawdą Piter.
-Nie? To co było wczoraj?- Mike chciał uzyskać odpowiedz.
No właśnie, CO było? Pomachał do niej i zadedykował jej piosenkę, czy to taka zbrodnia?

Kłótnie przerwała im kelnerka, która przyniosła ich śniadanie.
-Dziękujemy.- powiedział Piotrek uśmiechając się do kelnerki, która patrzyła na Piotrka i prawie mdlała.
Nie no, bez przesady. Aż tak okropny to on nie jest.

-A wracając do wczorajszego koncert to był taki sam jak każdy inny.- powiedział Piotrek.
-Nie był taki sam. Nigdy nie dedykujesz piosenek, autografy rozdajesz z półtorej godziny, a wczoraj przez pół.
-A komu miałem się podpisywać? Ciągle tym samym dziewczyną.
Wspułczujem Twoim ogonką od ą!
Haha, znaczy na każdym koncercie pojawia się w kółko ten sam zestaw najwierniejszych fanek, li i jedynie?
To raczej typowe dla lokalnych początkujących zespołów, zdaje się?

-Dobra powiedzmy że dałeś każdemu fanu. [kwik!] A występ z Marta to co, to było?- spytał Look.
-Jaki występ?- zapytał Piotrek nie rozumiejąc o co chodzi Łukaszowi.
-No noszenie jej na rękach i całusy przy fanach w policzki.- tym razem i Misiek włączył się do akcji.
Ciekawe co by zrobili, gdyby zachował się TAK.

-Jezu to chyba moja sprawa kogo noszę i kogo całuje.
-Twoja, ale nie na oczach fanek, które już po twojej dedykacji miały ochotę rozszarpać Martę.- powiedział Michał.
-Dobra ja mam tego dość!- krzyknęła Marta i pobiegła do siebie do pokoju, po jej policzku spływały łzy.
Mehem, bo troska chłopaków z zespołu o to, jak się mogą wobec Marty zachować fanki jest taaaka obraźliwa.
Zaraz, jak brzmi ten częsty dodatkowy punkt w kontraktach z wytwórnią - "oficjalnie nie macie życia osobistego"?
Możliwe, ale czy nie jest on egzekwowany wyłącznie w odniesieniu do boysbandów stworzonych specjalnie dla wzdychających nastolatek?
A kto wzdycha do Feela?
Nastolatki. Mimo że nie jest to boysband.

[wkrótce potem panowie z zespołu pojmują, że tró laff stawać na drodze nie wolno!]

-Przepraszamy.- powiedzieli razem chłopacy, chcąc żeby atmosfera była taka jak zawsze.
-Przeprosiny przyjęte, ale bez takich numerów więcej.- odpowiedział Piotrek, widząc że Marcie już przeszła złość na nich.
-No to teraz przynajmniej będzie normalnie.- stwierdził Look.
-Mam taką nadzieje.- powiedział do tych czas milcząca Marta.
-Zobaczysz że tak będzie.- Mike chciał żeby już było tak jak wczoraj.
No! To teraz jeszcze karnie się wychłostajcie i może BoChaterka Wam przebaczy.
Oj weź. Marnować dobrą chłostę na takich ciaptaków.

[naszą parę zaczyna łączyć coraz więcej…]

-Cholera jasna.- powiedziała Marta kiedy stanęli pod blokiem.
-Kochanie, co się stało?- spytał Piter.
-Zapomniałam wyjąć portfel z torby.
-Masz.- powiedział, dając jej swoją kartę.
-Piotr, ale ja nie chcę od ciebie żadnych pieniędzy.
-Martuś masz wziąć bo się obrażę.
-Dobra, ale później ci co do grosza oddam.
-Pin to 1603.
-Dziękuje jesteś kochany.- dała mu buziaka w ramach podziękowań.
No proszz. A poprzednia dziewczyna była zła, bo leciała na kasę.
A ta jest dobra, bo bierze kasę bez lecenia na.

[w Sopocie nasza bohaterka spotyka się z koleżanką Anią]

Poszły razem na zakupy, każda kupowała dla siebie bardzo dużo rzeczy. Marta też kupiła parę Piotrowi.
Zastanawia mnie jedno - czy wciąż posługuje się jego kartą?
Z treści opka wynika, że tak. Uroczy pomysł z tymi prezentami dla Piotrusia, uważam.

Dziewczyny świetnie się bawiły przez cały koncert. Kiedy zespół grał bisowe piosenki to Marta zaciągnęła Ankę do ochroniarza żeby wpuścił je za scenę. Oczywiście ten nie chciał ich wpuścić, mimo tego że miały wejściówki.
Nadgorliwiec.

Ale siła argumentacji słów pomogła. Wpuścił je za scenę. Zaraz chłopacy zeszli i Piotrek od razu wziął Martę na ręce i zaczął całować. Ania za to nie wiedziała co ma zrobić. Z jednej strony przed nią stali muzycy z Feel’a, a z drugiej jej przyjaciółka całowała się z Piotrkiem.
- Przecież się nie rozdwoję! - pomyślała żaba.

-Cześć, ty pewnie jesteś Ania.-powiedział Look.
-Cześć, tak. A mogę wiedzieć coś co wiecie wszyscy na około tylko nie ja?- spytała patrząc jak Marta i Piotr rozmawiają między sobą.
Ta, jasne. Spotykają się przyjaciółki i nie zaczynają paplać o chłopakach, miłości, ulubionym zespole? I Marta nie wystrzela z punktu informacją, z kim chodzi? Buchacha!

-A oni są parą od wczoraj.- podsumował Misiek.
-Ja jak zawsze o wszystkim dowiaduję się ostatnia.
Nie, ostatnia zawsze dowiaduje się żona.
A winnym zawsze jest kamerdyner. Elementarne, drogi Watsonie.
No shit, Sherlock!

[Marta nie radzi sobie z popularnością jej faceta]

W pokoju Marty i Piotra była cisza. Piotr wiedział że Marcie przeszkadza jego sława i fanki, które były wszędzie i mdlały na jego widok.
No w sumie... Idziecie ulicą, a tu takie plask! plask! plask! Każdemu by w końcu zaczęło przeszkadzać.
Zwłaszcza że ani ominąć, ani przeskoczyć. Kłopotliwe.

A Marta miała pewnego rodzaju żal za to że gdzie się nie ruszą to ona jak pojawiają się fanki staje się niewidzialna.
Zamiast chłonąć w nabożnym podziwie obecność Mary Sue.
Tak, kobieta idola przejmuje część jego boskości.

-No dobra gniewam się, ale nie na ciebie tylko na to wszystko.
-Wszystko, to znaczy na co?
-Na to że nigdzie nie możemy spokojnie iść, a te wasze fanki nawet nie zauważają mojej obecności. Tylko od razu żeby być jak najbliżej ciebie.
Ty się dziecko ciesz, że nie zauważają!

-Kotek takie są skutki sławy, a fanki już tak mają. Zresztą jeszcze niedawno też byłaś naszą fanką.
Właśnie. Nie pamięta wół, jak cielęciem buł?

[po koncercie w Krakowie Marta, czekając w garderobie na chłopaków, przeżywa konfrontację z inną fanką]

-Natalia [przedstawiła się ta druga], no wiesz ja wpadłam w oko Piotrkowi. Jak zobaczysz jak on na mnie patrzy to zemdlejesz normalnie. A widziałam ostatnio że zdjęcia z nimi dodałaś.
-Tak dodałam z chłopakami parę zdjęć.
I parę z dodałam chłopakami zdjęć.
Przepraszam - gdzie dodała?
Na Naszą Klasę :D
Zdaje się, że na fanowskie forum Feela (lansik jest lansik).

-A po co tak w ogóle przyszłaś?
-Pogadać z zespołem.
-Ale nie zajmuj im za dużo czasu, bo oni chcą ze mną pogadać.
-Spokojnie nie będę tu dużo czasu.
Co prawda z tych dialogów dość trudno wywnioskować, kto co mówi, więc poprawcie mnie jeśli się mylę - ale zdaje się, że Marta, oficjalna dziewczyna Piotrusia, przyjmuje właśnie postawę pokornego cielęcia, zamiast wyskoczyć do rywalki z pazurami.
Bo ona postanawia nie wyprowadzać Natalii z błędu. Woli, by zrobił to Piotruś, taka jest przewrotna.

Wtedy do garderoby weszli chłopacy.
-Martuś, a kto to jest?- spytał Piotr, patrząc na Natalie.
-Piotruś chyba imiona ci się pomyliły, mam na imię Natalia, a ona chce wam coś powiedzieć.
-Nie pomyliły mi się imiona, ja pytałem jej. A ty kim jesteś?- spytał patrząc na Martę.
Znałam kiedyś dziewczynę, co miała lekkiego zeza rozbieżnego i zawsze mówiąc do kogoś, patrzyła na inną osobę (przez co ta inna próbowała jej odpowiadać). Czyżby aŁtorka chciała zasugerować, że Piotruś też tak ma?

-Mam na imię Natalia i jestem twoją fanką. Rozmawialiśmy ze sobą we Wrocławiu.
-A no tak ja coś pamiętam.- powiedział Łukasz. A chłopacy zaczęli się śmiać bo przypomnieli sobie minę Piotrka z przed [SPRZED, moja panno!] paru miesięcy.
No to niezłą mają pamięć - albo panna się wtedy AŻ TAK popisała.

-Ja też mam jakieś rozbłyski.- stwierdził Piotrek i był trochę zły że Natalia tu jest.
Szpro postanawia wcielić w życie Pierwszą Zasadę Analizatora: na słowa związane z błyszczeniem napisać "Oooo, on sparkli, jest Edłordem ze Śmieszchu!"
Kura postanawia wcielić w życie Drugą Zasadę Analizatora i głowi się nad jakimś żarcikiem o podtekście seksualnym, który można by tu zastosować.
Dzidka postanawia wcielić w życie Trzecią Zasadę Analizatora i zrobić facepalm. A nawet double facepalm.

Natalia próbuje wcisnąć chłopakom swój numer telefonu, potem zdobyć ich, niestety, jest ogólnie ignorowana przez zespół. Postanawia więc oczyścić sobie pole do działania.
-A ty co siedzisz i nic nie mówisz? Miałaś im coś powiedzieć i sobie iść.- zignorowała wypowiedz Piotra i skierowała swoje słowa do Marty.
-Ale ty cały czas ględzisz.
-No to teraz masz szanse mówi i idź sobie.
-Piotruś jedziemy już do hotelu? Mam ochotę na wspólny prysznic.
And Marta has spoken.
A to ją zgasiła!

-No to się zbieramy.
-Sory, ale nawet ze mną nie porozmawialiście.- zaczęła burzyć się Natalia.
OK, porozmawiajmy. Od kiedy to się zaczęło? Jak to się zaczęło? I co na to lekarze?

-Przepraszamy, ale jesteśmy zmęczeni i ja muszę zająć się swoja dziewczyną.- powiedział Piotr.
-Jak to dziewczyną, ona jest z tobą?!- Natalia się zdenerwowała.
Nie, jest tylko moją łaziebną, plecy mi myje, wiesz?

Ja przepraszam, ale cały ten powyższy kawałek jest... dziwny.
Owszem, jest, no ale co poradzisz?
Ale szkoda mi go, bo Zasady Analizatorów nieźle wyszły.

====

[trasa koncertowa szlakiem pijanego zająca, powrót do Katowic. Piotr wkrótce wyjeżdża w nową trasę]

W centrum handlowym weszli do kiosku.
-No to pięknie.- powiedziała Marta, biorąc parę gazet do ręki.
-Ale co pięknie?
-Jesteśmy na pierwszych stronach gazet.
W "Rzeczpospolitej", "Wyborczej" i "Polska The Times".

-To jest normalne jak, jest się sławnym, ale jak to jesteśmy?- dopiero teraz doszły do niego słowa Marty.
-Normalnie.- pokazała mu okładki na których były ich zdjęcia z basenu, plaży, koncertu i kolacji.
-”Kupicha w końcu kogoś ma”, “Jak dugo?” [oj duuuuugo, duuuugo. I gupio.] “Fanki w rozpaczy” [przystępują do zbiorowej, śmiercionośnej medytacji], “A jednak nie gej”, “Kto sypia z Feel’em?” [z całym zespołem?!], “Jak bawi się Kupicha?” [całkiem dobrze, jak sądzę] - Piotrek zaczął czytać tytuły nagłówków.
Treścią nagłówków nie zawracał sobie głowy.

-Martuś nie przejmuj się tymi gazetami.
-Piotr, ale to nie chodzi o gazety, o te tytuły.
-Tak jest zawsze. Muszą o czymś pisać. A nic co tam piszą nie jest prawdą, oprócz tego że jesteśmy razem.
"A jednak nie gej" też nie jest prawdą?!
Na razie trudno stwierdzić, wszak nie doświadczyliśmy jeszcze Pierwszego Razu BoChaterki (or did we, a ja to przespałam?)
W sumie trudno powiedzieć, wspólny pokój w hotelu, wspólne prysznice... ale jednoznacznego stwierdzenia jak dotąd nie było.

[Marta wspomina dom rodzinny]

-Mieszkałam w domku jednorodzinnym za Olsztynem z rodzicami i dwójką braci. Grzesiu ma 5 lat, a Piotruś ma półtorej roku.
*Z westchnieniem wstaje od biurka, wychodzi do przedpokoju, zapala światło i wyciąga The Topór zza odkurzacza. - Nie odpoczniesz sobie, biedaku.*
Ten Grzesiu w wołaczu też mnie irytuje *bawi się papierosem*
W Poznaniu też się tak mówi. Niestety.

Braci wychowywałam, a mnie ciocia z babcią.
Jakaś dziwna drabina hierarchiczna w tej rodzinie. Ona wychowywała braci, ciocia ją... a babcia ciocię?
Czemu dziwna? Dziwna by była, gdyby ciocia babcię, a ją bracia.
No bo ciocia i babcia braci nie wychowywały?
No wygląda na to, że nie. Rozdystrybuowały proces wychowania tak, by było może niesprawiedliwie, ale za to równo.

Wiesz rodzice to cały czas wyjeżdżali albo gdzieś wychodzili. Dlatego chłopcy byli na mojej głowie, zresztą nawet jak byli w domu to mieli zawsze jakieś “ale”.
Cud, że ich jeszcze nie uśmierciła...

- A twój brat ma na imię Piotr, bo ja się tak nazywam?
-Tak, uparłam się jak przyszedł na świat.
No to mały miał szczęście, że jej idolem nie był na przykład Shahrukh Khan.

-Ale jak ty ich wychowywałaś?
-Normalnie, opiekowałam się nimi i siedzieli ze mną całe dnie, w szkole upychałam ich pod ławką, zdarzało się że Piotruś powiedział do mnie “mamo”.
Zdarzało mu się, tak od piątego miesiąca życia.
Przestaję się dziwić, że zwiała od rodzinki jak najdalej. Chociaż powinna wybrać Jelenią Górę.
Albo Leśną. Wraz z jej szpitalem.


====

Strasznie za sobą tęsknili, ale musieli wytrzymać. Marta jak skończyli rozmawiać, wzięła się za pisanie piosenki. Nadeszła godzina 9.30 i musiała wyjść żeby się nie spóźnić na początek roku. Jak schodziła to poszła po Kasię i razem poszły do szkoły. Początek roku był taki jak zawsze, nudny. Później poszła do mieszkania Piotrka bo tam czuła jego.
Sniff sniff.
Kolejny z materialnym zapachem. Zapach i jego Paskudny Stary Piotruś.

Przez cały tydzień uczyła się codziennie.
A potem jej się znudziło i wymyśliła Podstępny Plan.

Był jej źle że nie ma jej przy Piotrze i postanowiła poprosić dyrektora żeby mogła teraz napisać egzamin maturalny. Dyrektor po dłuższych namowach się zgodził i Marta mogła zdawać egzamin w piątek.
Tak, dobrze czytacie. Nie chodzi o egzamin na prawo jazdy ani test na inteligencję. Miłość naszej Mary Sue wstrząsnęła MENem i postanowiono jej nie utrudniać drogi do gwiazd.
I, jako klasyczna Mary Sue, powtórzyła wszystko do matury w tydzień.
Ba! Opanowała również cały materiał ostatniej klasy!

Klasę miała w miarę normalną. Wszystkie dziewczyny kochały Feel’a, a w szczególności Piotrka.
A zatem, choćby statystycznie rzecz ujmując - to nie jest normalna klasa.

Ale Marta nic nie mówiła że jest jego dziewczyną.
I żadna z fanek nie rozpoznała jej na tych zdjęciach w gazetach.

Nadszedł upragniony piątek, Marta nie powiedział Piotrowi o egzaminie bo chciała mu zrobić niespodziankę.
Napisała i od razu poszła do mieszkania, po walizkę żeby pojechać do Piotra.
Nie przejmując się oczekiwaniem na wyniki, ani żadnymi innymi formalnościami.

-Martuś ja wiem że jest weekend, ale w poniedziałek musisz wracać do szkoły.- powiedział Piotr ze smutkiem w głosie.
-Wcale nie muszę.
-Jak to?
-Napisałam dzisiaj maturę, którą oczywiście zdałam i nie muszę już chodzić do szkoły.
Pracę sprawdzono od razu, przy niej, wypełniono stosowne dokumenty etc.
Nie mówiąc już, że jednego dnia zdała wszystkie przedmioty.
I jest oczywistą oczywistością, że wszystkie je zdała po tygodniu nauki. Czemu ja się dziwię.

-A i mam dla ciebie prezent.- powiedziała wyjmując kartkę z torebki.
-Martuś, ale nie musiałaś.
Jęknął Piotr, z niepokojem myśląc o stanie swego konta.

-Ale chciałam. Proszę.- dała mu kartkę.
-Marta, ale co to za test?
Na inteligencję, muhihihi.

-Piosenki, którą napisałam jak ciebie nie było.
-Świetny tekst, dziękuje.- pocałował ją i zaczął śpiewać:
A melodię skomponował ot tak, na poczekaniu, czy dało radę do "Szła dzieweczka do laseczka"?

1.Kolejny dzień, znów blady świt
I budzę się, w moich myślach wciąż tylko Ty
aha ha,
w myślach tylko ty, aha ha,
w myślach tylko ty!
Choć jesteś gdzieś daleko wiem
Obecność Twą czuję nawet gdy nie ma Cię
aha ha, nawet gdy nie ma cię...
*milknie, zatkana skrzydłem z jednej, a płetwą z drugiej strony*
Marzę by wtulić się w ramiona Twe
Poczuć że jesteś blisko mnie
ReF. Tylko Ciebie moje serce pragnie dziś
Tylko Ciebie teraz chcę
Ja Ci ufam
Ja Cię kocham i już nic nie zmieni tego dziś
Nie zmieni tego nikt!
Prawdę powiedziawszy, sądziłam, że ten utwór to produkcyjniak Feela :-P Ale jednak nie.
[Kolejne zwrotki omawiają tę samą kwestię, zmienia się tylko pora dnia. Ciach!]

-Pięknie, teraz to ta piosenka ma sens.- powiedziała jak skończył.
Szczerze powiedziawszy - nie. Nadal nie ma sensu i chyba go nigdy nie nabierze.

Tej nocy nie spali, udowadniali sobie jak bardzo się kochają. Zasnęli dopiero nad ranem, uspakajając swoje szybkie oddechy. Taka noc była im potrzebna…
O, wydaje mi się, że tu właśnie mamy Pierwszy Raz. Bardzo powściągliwie, jak na ałtoreczkowe standardy, opisany.
Znakiem tego, Piotruś wyciągnął rękę dopiero po maturzystkę? Niewykształcone go nie rajcują?
Zdała egzamin dojrzałości i mogła dostąpić zaszczytu.
Zaszczytu szczytu?

====

[suddenly vomits]

Siedziała na podłodze, była cała blada. Piotr pomógł jej wstać i ubrać szlafrok w piżamę. Wziął ja na ręce i położył do łóżka.
-Kotek co się dzieje?- zapytał z troską, przykrywając ją kołdrą.
-Nie wiem, mam mdłości i kręci mi się w głowie.
Mam bardzo konkretne przeczucia, Wy też?
Nigdy w życiu. To na pewno grypa jelitowa.

[pomimo marnego samopoczucia Marta dzielnie jedzie z nimi na koncert]

Zaczął się koncert, Marta usiadła sobie na scenie, za gitarami Piotrka. Koncert od początku był świetny.
-Piotrek!!!- krzyknęła Marta, widząc jak on osuwa się na ziemie.
Co za empatia! Ona ma mdłości i kręci się jej w głowie (ciekawe, dlaczego, hehe), a on mdleje.
Z wrażenia.
Refleks szachisty. Korespondencyjnego.
Omdlenie nierychliwe, ale sprawiedliwe!

Podbiegła do niego i zaczęła klepać go po policzkach żeby się ocknął. Wszyscy fani byli w szoku i była zupełna cisza. Misiek odciągnął Martę od Piotrka, a Mike i Look wzięli go i zanieśli do garderoby. Sanitariusze z karetki powiedzieli że muszą wziąć Piotrka do szpitala, a Marta razem z chłopakami pojechali za nimi samochodem.
Marta wbiegła do szpitala, a za nią od razu chłopacy.
-Przepraszam właśnie przywieziono tu Piotra Kupiche, gdzie on leży?- powiedziała Marta ze łzami w oczach.
-Ja nie mogę udzielać takich informacji.- odpowiedziała pielęgniarka.
-Jak to pani nie może?
-Jest to sławna osoba, a pani jest fanką.
Jaką fanką, jaką fanką? Ja tak naprawdę nawet go wcale nie lubię!
A pielęgniarka co, ma wykrywacz fanek zainstalowany w czepku? Do Kupichy nie może przyjść na przykład kuzynka?
Poznaje je po tym głodnym spojrzeniu.

-Piotr jest moim narzeczonym.- powiedziała bo jak by zabrzmiało dziewczyną.
"Piotr jest moją dziewczyną"? Brzmi jak brzmi. Gorsze rzeczy słyszałam.

-Skąd mam wiedzieć że pani nie kłamie?
-Marta gdzie Piotrek jest?- spytał Look.
-Nie wiem bo ta pani nie chcę mi powiedzieć.
-Niech pani powie bo później może mieć, pani przez to duże problemy.- Łukasz zwrócił się do pielęgniarki.
Ciekawa jestem, jakie?
Groźniejsze niż ten rozswawolony przecinek, to na pewno. Ludzie stojący na drodze tru laff ponoszą bardzo bolesne konsekwencje.

-Sala 24, ale lekarz prosił żeby ktoś przyszedł z nim porozmawiać.
-Nie skomentuję "salon24", nie skomentuję "salon 24", nie skomentuję "salon 24", nie skomentuję "salon 24", nie skomentuję "salon 24", nie skomentuję "salon 24" - zamantrowała Szpro.
Salon to samiec. Sala - samica.

-Czemu zemdlałeś?- spytała.
Chłopaki stali z boku.
-Nie wiem.
Bo tak musi być w opku!
OK, ale więcej tego nie rób. Nie możesz sobie pozwalać na samowolne omdlenia!

Właśnie do sali wszedł lekarz.
-Dobry wieczór państwu.
-Co się stało Piotrowi?- zapytała Marta.
-Marta uspokój się. Przegrzały mu się kable i tyle, nie panikuj.- powiedział Mike , zerwawszy z lekarza stetoskop i kitel celem całkowitego wczucia się w rolę.
-Pani kolega ma racje, pan Piotr jest po prostu przemęczony. Powinien teraz odpocząć wysypiać się, odżywiać prawidłowo i może pojechać na jakieś wakacje.
-Dobrze będę się stawał do zaleceń.- powiedział Piotr.
Na baczność się będzie stawał.
A zalecenia będą się zalecać. To ma sens.

W tym momencie Marta osunęła się na ziemie.
Jedno się ocknie, to drugie pada? Wańki wstańki cholerne.
Zachowują ciągłość dramatyzmu.

[po nerwowym oczekiwaniu na wyniki badań Marty]

-Panie Piotrze zapraszam do mnie do gabinetu.- powiedział lekarz.
Piotr poszedł do gabinetu lekarza.
-Co jest z Martą?- spytał od razu.
-Pana narzeczona była…
-Pana narzeczona była w ciąży.- powiedział lekarz.
-Ale jak to była?- spytał nie wiedząc o co chodzi lekarzowi.
-Był to początek drugiego tygodnia i płód był za słaby.- powiedział spokojnym i normalnym głosem lekarz.
*grzmot w centrum Stolicy - wykonałam headdesk*
*na północno-wschodnich rubieżach Łodzi przetacza się podobny grzmot*
*Wyjaśniająco* Około 30 - 50% zapłodnionych jaj ulega samoistnemu poronieniu, którego kobieta może nawet nie zauważyć. Jeśli to był początek drugiego tygodnia - to po prostu dostaje nieco obfitszej miesiączki. W tym okresie nie można też jeszcze mówić o płodzie, to dopiero zarodek.


[Przez życie naszych BoChaterów przechodzi huragan. Następuje poznanie rodzin obojga, wakacje z braćmi Marty. Piotr kupuje dom i oświadcza się Marcie. Ani rodzice Marty, ani Piotra nie są zachwyceni pomysłem ślubu po miesiącu znajomości.
Miesiącu? Skoro są wakacje, to już chyba następne, a zatem minął rok, nie?
Marta ma wakacje, bo przecież zdała maturę w tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego!
Aaaha. Rozumiem, że porażony blaskiem jej marysuizmu biskup wydał jej specjalną dyspensę na ślub bez uprzednich formalności?
I takiego mema błyskawicznego ślubu już doświadczałyśmy przecie!

Przeskakujemy do dnia ślubu.]


-Kochanie czemu płaczesz? Dzisiaj jest jeden z najpiękniejszych dni w naszym życiu.
-Była bym teraz na początku drugiego miesiąca.
I dzięki USG nowej generacji wiedziałabym już, że będzie niebieskooki brunet, a poczęcie nastąpiło w kuchni i w pozycji na pieska.

-Co?
-Ciąży Piotruś.
Oj, ciąży Piotruś, ciąży.
BTW, motyw ciąży od tej pory pojawia się wręcz obsesyjnie. Nawet obcy ludzie na ulicy, po obowiązkowej fotce z Kupichą, udzielają mu rad, ile powinien mieć dzieci i jak je nazwać.

-Kotek nie płacz, już jest to za nami, nie chcieliśmy żeby tak się stało, ale nie mamy wpływu na los. Będziemy mieć jeszcze śliczne dziecko, o ile chcesz?
-Chcę, ale jeszcze nie teraz, na razie nie jestem gotowa, musisz dać mi czas. Jesteśmy młodzi, jeszcze całe życie przed nami. Moje studia psychologii [ona studiuje? A nie poszła do dziekana prosić, by mogła napisać pracę magisterską już teraz na pierwszym roku?] i twoja kariera muzyczna, która świetnie się kręci, więc na pewno będzie gdzieś tam też miejsce na dziecko, ale wszystko we właściwym miejscu i czasie.- otarła łzy z policzków.
-Masz racje, pierw praca, kariera, jakaś stabilizacja zresztą ja się nie nadaję na ojca.
Dać takiemu pretekst, to zaraz się zacznie wykręcać!
Wrong, wrong, wrong. Jak chcesz złapać chłopa na ciążę, nie poddawaj mu takich argumentów, niech się trochę wysili i sam je znajdzie.

-Za parę godzin będziemy już małżeństwem.- powiedział Piotr.
-Tak i wtedy się już mnie nie pozbędziesz.- Marta wstała z miejsca, usiadła mu na kolanach i pocałowała.
Muhihihi. Czy ktoś jeszcze pamięta, że poprzednia dziewczyna Piotra była zła, bo chciała go od razu do ołtarza zaciągnąć?

-Nawet teraz musicie?- spytał z oburzeniem Mateusz.
-A czemu nie teraz?- Piotrek oderwał się od ust narzeczonej.
-Bo nie jesteście sami, a może nam to przeszkadza jak się liżecie przy nas? Mieliście całą noc i jeszcze wam mało.- Mateusz zaczął komentować ich zachowanie.
A to ci z niego cnotka-niewydymka!
Nigdy nie widział licealistów w zbiorkomie?
Samochodem jeździ.
Zbiorkom! Ja cię kręcę, jaki piękny rusycyzm! :D

-Co ty zrobiłeś?- Mike skierował swoje pytanie do Mateusza.
-Powiedziałem co myślę.- odpowiedział.
-A o czym?- spytał Look.
-O ich okazywaniu uczuć, gdzie tylko mogą.- powiedziała Ania.
Mówią jednym głosem. W ich świecie okazywanie uczuć działa w ten sposób.

-I co z tego? Bardzo dobrze że okazują, bo inaczej byśmy mówili że ta gra, a nie prawdziwa miłość.- Misiek wypowiedział swoją opinię.
-Ale nie muszą się lizać!- stwierdził Mateusz.
Mateuszku, drogi chłopcze. Dorośli ludzie czasem się całują i przytulają, to nic złego, służy to okazywaniu uczuć, wiesz?
Może Mateuszek jest zazdrosny o naszą Martunię i dlatego robi sceny?

Marysia rozpuściła Marcie włosy i zrobiła jej lekkie loki, Ania za to zrobiła jej delikatny makijaż, bo Piotr powiedział że najpiękniej wygląda bez niczego, włącznie z makijażem.
I ubraniem.
I ozdobami we włosach.

Boje się że coś nie wyjdzie i że Piotrek mnie nie kocha.- Marta zaczęła panikować.
-Kocha cię i nie mam co do tego wątpliwości.- zaczęła Ania.
-Ale ja mam.- wyszła z sypialni.
Zabrał mi swoją kartę i zmienił do niej pin!
Nie opuścił deski!

Zeszła po schodach na dół i weszła do salonu. Piotrek dalej krążył po pokoju, a reszta wciąż bez zmian.
-Piotr choć do gabinetu.- powiedziała Marta kierując się w stronę drzwi.
Piotr! Bądź uprzejmy przyjść tu na słówko!
Choć na słówko!

Poszedł za nią, kiedy wszedł i zobaczył ją w całej okazałości to zaniemówił.
-Pięknie wyglądasz, a właściwie to nie umiem tego nazwać.- powiedział z uśmiechem.
Jak na oniemiałego z zachwytu, dość jest elokwentny.

Objął ją i chciał pocałować, ale Marta odwróciła głowę.
-Nie jestem pewna czy mnie kochasz.- spojrzała mu w oczy.
-Martuś oczywiście że cię kocham, gdyby tak nie było to nie mieszkali byśmy razem, nie oświadczył bym ci się i nie spędzili byśmy ze sobą tylu cudownych nocy… Nikt nas nie swatał na siłę, ani nikt nie chciał żebyś straciła ciąże. Chcesz teraz to wszystko odwołać?
Jak już świniak zabity i wódka kupiona?

Razem szli w stronę ołtarza, przyjaciele siedzieli w pierwszych ławkach. Ania stała za Martą, a Misiek za Piotrkiem. Mike robił zdjęcia żeby uwietsznić ślub przyjaciół.
Biegał od okien do drzwi, otwierając je po kolei, celem zrobienia przeciągu. Jak uwietszniać, to uwietszniać!

Marta zaczęła mówić przysięgę, głos jej drżał.
-Ja Marta biorę ciebie Piotrze za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńska oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy Święci.- powtarzała za księdzem.
Piotrek jednak nie powtórzył takich samych słów, tylko zaczął mówić własną przysięgę. Ksiądz nie miał sprzeciwów, zgodził się, [taaaa, na pewno!] a Marta była bardzo mile zaskoczona.
-Jest już ciemno, ale nie jest mi wszystko jedno. Mam nadzieję, że będziemy ze sobą aż do śmierci i wiem że nie jestem głupi że ją mam. Nawet kiedy upłynie noc, nie rozstaniemy się. Miłość tańczy tak jak chcę i nam wytańczyła piękne i nie powtarzalne uczucie. Dlatego będę tobie wierny, chociaż wiem że umiem pokazać na co mnie stać, ale nie jeden raz… W odpowiedzi na twój list piszę ci że zawsze będę wobec ciebie uczciwy i że nie opuszczę cię aż do śmierci. Będę z tobą na dobre i na złe.- zakończył swoją przysięgę.
*Wzruszona do łez Dzidka zjada dywan* Ale oczywiście wiecie, że taki ślub jest nieważny? :D
Patrz, jaki spryciul! *Kura kiwa głową z podziwem*
Swoją drogą nie wiem, jak normalni ludzie zareagowaliby na taką przysięgę.
Nie mam pretensji do normalności, ale zabiłabym śmiechem.

Po Marty policzkach spłynęły łzy szczęścia i wzruszenia, otarł je Piotr.
A nie ksiądz? Dziwne.

[Marta budzi się ze strasznym bólem brzucha]

-Piotruś to problemy kobiece.- wtuliła się w niego jeszcze mocniej.
-Rozumiem.
-Śpij, nie ma jeszcze 6.
-Nie zostawię cię tak. Może przyniosę ci jakieś tabletki?
-Tabletki mi nie pomagają.
-A co pomaga?
-Nic, czasem gorąca woda, okłady i masarze.
Masarze pomogą? Przyjdą z płatami mięsa i obłożą bolący brzuch? Czy też załatwią sprawę robiąc rozbiór jej tuszki? (c) jacek23151

-Może powinnaś iść do lekarza.
-Byłam już.
-I co ci powiedział?
-Raczej powiedziała Piotr. Normalne że brzuch mnie boli, znaczy za bardzo, ale to ma podobno przejść po urodzeniu pierwszego dziecka, przez dwa czasem trzy dni czuję się jak chodzący kran i to również ma przejść po porodzie.
-Czyli musisz zajść w ciąże i to ma pomóc?
Matko Śfinto... Ginekolog jej takich rzeczy naopowiadał, czy to po prostu dobre rady ciotek? Nie mówiąc już, że dla mnie to brzmi jak ta znana prawda, że "suka musi choć raz urodzić szczenięta, bo inaczej choruje".
Ze smutkiem stwierdzam, że to mógł być ginekolog. I nie mówcie mi nic o tyłozgięciu, gdyby je miała, nie zaszłaby w ciążę od pierwszego razu.

-Tak, ale to nie będzie wpływać na moją decyzje o zajściu w ciąże.- skrzywiła się z bólu.
-Bardziej boli.
Pokiwała tylko głową na tak.
Ponieważ nie jest Bułgarką, zdziwiłabym się, gdyby pokiwała głową na nie.

Zdjął okład i położył go na podłodze. Delikatnie obniżył Marcie spodnie od piżamy, złapała Piotra gwałtownie za dłonie i podniosła głowę.
-Co ty robisz?!
-Chciałem ci pomasować podbrzusze, nic ci nie zrobię.
-Przepraszam to przez hormony mam swoje humory, ale przez chwilę pomyślałam że chcesz…
Od razu zabrać się za skuteczną terapię ;)

[Piotruś chce zażyć chwili swobody]
-Martuś a nie obrazisz się jak cię zostawię na godzinę no może dwie samą w domu?
-A gdzie ty się wybierasz?
-Chciałbym kupić pewną rzecz, zresztą dawno nie jeździłem na motorze i się stęskniłem za silnikiem po między nogami.
*kwiiik!* Ja też się stęskniłam :DDDD
Silnikiem? Ja tam wolę coś żywego... :D:D:D
Róża nosząca inne imię pachniałaby tak samo!
Rzeczy z Silniczkami też są fajne.

[Niestety, w tym przypadku silnik między nogami to zły pomysł - Piotr ma wypadek i łamie rękę. Lecz nawet wtedy nie zaniedbuje obowiązków]

Weszli na górę, tam znajdowało się studio programu dzień dobry TVN. Chłopaków czekała cała masa poprawek wyglądu, żeby wyglądali dobrze przed kamerą. Marta z Kasią w tym czasie siedziały i rozmawiały, popijając kawę.
Gdyż były tak piękne, że żadnych poprawek nie trzeba im było.
Dziwne, że jeszcze nie zaproponowano im własnego programu.

-Tak jest zawsze?- zapytała Marta, patrzyła cały czas na Piotrka.
-Pewnie, da się przyzwyczaić. Spokojnie fryzjerka i charakteryzatorka nie zje Piotrka.- powiedziała, widząc że nie spuszcza z nich oczu.
Zje, nie zje - pilnować swojej własności trzeba!
Najlepiej by było go chyba jakoś oznaczyć. Wytatuować, chipa w ucho wszczepić...

-Chyba już do tego wszystkiego przywykł, znowu zmieniają mu fryzurę i nakładają wszystko na twarz.
Klej do tapet, popcorn i zużyty olej silnikowy.
I sztuczny zarost. Jak wszystko, to wszystko.
I mopa na głowę! Raz może być rasta!
Będzie wyglądał jak Tom Kaulitz!

-Wiesz no włosy to i tak u Piotrka ‘tańczą’ jak chcą, a nakładają mu tylko żeby się nie świecił przed kamerą.
-Ona go zaraz pożrę…
-Nie jest zbyt jadalny.
-Haha.
Chłopaki się właśnie do nich przysiedli, Piotr oczywiście koło swojego światełka [w tunelu...], a Michały i Łukasz otoczyli Kasię.
-Nie długo będziesz siedział w łazience niż ja.- powiedziała poprawiając mu włosy.
I cały wysiłek fryzjerki poszedł w pi... gwową galaretkę. No ale przecież trzeba podkreślić swoje prawo posiadania.

(...) pocałowała go lekko.
Akurat wtedy prowadzący zapowiadali co będzie dalej w programie i standardowe reklamy. Pokazali ich pocałunek wszystkim widzą, [a wszyscy widzą, lecz oczom nie wierzą!] chłopacy zaczęli się śmiać.
-A wam co?- zapytał Piotrek.
-Fanki cię uduszą.- powiedział Mike.
-Niby za co mają mi męża udusić?
-Bo każdy widział jak się całujecie, kamera była na was skierowana.- powiedziała Kasia.
-Byłam w telewizji.- powiedziała uradowana Marta.
Mujeju, mujeju! Mamoooo! Dzwoń do wujka Stacha, i powiedz sąsiadkom, i nie zapomnij o tej głupiej Malinowskiej! Byłam w telewizji!!!
W tym miejscu chciałabym pozdrowić ciocię Helę z Olsztyna. Magda, pokaż panu cztery litery.

[Wywiad w TVN]
- Podobno tydzień temu ożenił się pan?
-Teraz to nie ma czemu zaprzeczać, skoro są niezbite dowody, tak mam żonę.
-Nie uważa pan że zawiódł część swoich fanek?
Ciekawa jestem strasznie, kto zadaje tak inteligentne pytania - Magda Mołek, czy Kinga Rusin.

-Nie, ułożenie sobie życia przy czyimś boku jest normalne, miłość to jest wspaniałe uczucie i życzę tego moim fanom z całego serducha.
Swoją drogą, co to za fani, których trzeba przekonywać, że ułożenie sobie życia przy czyimś boku jest normalne?
Psychofani, stalkerzy i rozhisteryzowane nastolatki, oczywiście.

[W dalszej części wywiadu Piotr zapowiada, że Marta będzie śpiewać z nimi "Pokonaj siebie", w miejsce Iwony Węgrowskiej.]

-Teraz normalnie wyruszacie w trasę?
Nie, no, przecież mamy opracowaną trasę pijanego zająca!

-Tak, od poniedziałku gramy normalnie.- powiedział Misiek.
-A gdzie rozpoczynacie?
-W Gdańsku.- powiedział bardzo zadowolony Mike.
-Czyż by jakieś przywiązanie do Trójmiasta?
Oczywiście, że muzycy przyjeżdżają do danego miasta ze względu na osobiste sentymenta i obecność odpowiedniej hali, w której można by dać koncert, nie ma z tym absolutnie nic wspólnego.

-Bardzo duże, ale to są sprawy osobiste.- odpowiedział Mike, a chłopacy spojrzeli na niego wielkimi oczami.
-Powoli wszyscy panowie z Feel’a idą przed ołtarza.
Mujeju, moce profetyczne godne mojej ciotki!
Raz do roku się przydarza
Muzyk z Feela przed ołtarza!


[jadą do Gdańska, gdzie Marta ma przyjaciółkę, między którą a jednym z członków zespołu również coś zaczyna iskrzyć. Jednak przyjaciółka ma wątpliwości.]

-Nic, przecież on mnie nie zauważa takiej biedulki z Olsztyna, nie jego poziom.
-Ania co ty mówisz? On ciągle na ciebie patrzy, gada o tobie, nawet nie wiesz jak się cieszył na przyjazd do Gdańska. Uwierz że to nie chodzi o to skąd jesteś, chodzi o miłość.
Od pierwszego i bardzo krótkiego wejrzenia. Widzieli się raz w życiu może przez pół godziny.
Oj tam. Nie ilość widzeń się liczy, lecz jakość.

-Niby tak, ale zobaczymy co będzie jutro.
-Wpadniecie sobie w ramiona, tylko nie przesadźcie.
Z tym wpadaniem?

[Szeroko omawiana jest również kwestia poronienia. Darujemy sobie. Następnie Anka ustawia Martę do pionu.]

-Gdyby to było wszystko takie łatwe…
-A nie jest?
-Niestety nie, teraz nawet boje się zajść w ciąże, znowu coś schrzanię i co wtedy? Z Piotrem umiem rozmawiać szczerzę, nie mam nic do ukrycia, tylko ja nie chcę go zmuszać do zostawania ojcem. Wykręciłam jego życie do góry nogami, fanki Feel’a mnie nie znoszą, przecież ja mu wszystko psuję, plany, marzenia i karierę.
No niestety, jak się miało mientkie serce, to teraz trzeba mieć twardą dupę. Fanki i tak będą Cię nienawidzić, choćbyś była aniołem w ludzkim ciele, muzą-natchniuzą i maskotką na szczęście Piotrusia. Przyzwyczajaj się.

-Piłaś coś dzisiaj?
-Nie.
-To czemu gadasz głupoty? Piotr gdyby cię nie poznał nie dał by sobie rady, wrak człowieka, nie miał czasu jeść, wszędzie biegał, był strasznie przemęczony. Marzenia sięgały wolnych trzech dni żeby móc odsapnąć, a teraz marzy mu się ciepło rodzinne, dzieci, szczęście, bezgraniczna miłość, uwierz że nie ma nic na czym bardziej mu zależy.
Zaraz, moment, a skąd ona to wszystko wie? Przegapiliśmy moment, gdy Piotruś wypłakiwał jej się na piersi?
Jak się denerwuje, ma epizody prekognicyjne.

Kariera, przecież on miał już dość, taka ciągła rutyna, non stop to samo, męczyło go to, a teraz wie że ty będziesz na scenie, dziewczyno dajesz mu siłę do życia, działania. Dzięki tobie ma energie, wenę na tworzenie nowych hitów, chcę nagrać drugą płytę, a nawet na pewno ja nagra. Nawet nie myśl że jesteś mu nie potrzebna, że coś psujesz, a życie mu wykręciłaś ale na dużo lepsze.
Podajcie mi moją koronkową chusteczkę *ociera rąbkiem łezki wzruszenia*
Smuci mnie ta rutyna. Piotruś wcale nie chce pisać, grać, koncertować, robi to tylko z poczucia obowiązku. Dopóki nasza Mary Sue nie wchodzi na scenę.

[I przechodzimy do ciekawszych tematów...]

-Gadaj jaki Piotrek jest w łóżku?
-O nie, nie powiem ci.
-Gadaj! Ja zawsze ci wszystko mówię.
-Ania nie mogę.
-Mi możesz, przecież nikomu nie powiem.
-Przysięgasz?
-Tak.
-Piotruś jest cudowny, delikatny, czuły, a zarazem namiętny, jest boski…
Zieeew. Czy nie mogła zrobić Piotra cynicznym choć słodkim brutalem, co to jak ją złapał i machnął na to łóżko, jak przygwoździł, jak wychrobotał!... to tydzień jak kaczka chodziła!
Chcesz ją wysłać na korepetycje do Milenki?

[Dziewczyny idą na dyskotekę, a tymczasem Piotruś umiera z niepokoju]
Od wejścia wszyscy faceci skierowali na nie swój wzrok, usiadły przy stoliku i zamówiły drinki.
Impreza zaczęła się rozkręcać, nie siedziały co chwila ktoś prosił je do tańca.
Mam nadzieję, że pilnowały drinków (nie, nie jestem zaskoczona, że BoChaterka i jej przyjaciółka są rozrywane. To oczywiste).

[Piotr] Położył się do zimnego, ale przede wszystkim pustego łóżka. A termoforek? A chętne groupies? A parchaty dywan zamiast łóżka? Obiecała mu że zadzwoni, po za tym miała wrócić wieczorem, a już tak praktycznie jest niedziela. Był zły, ale cholernie się o nią martwił, złe myśli zaczęły przelatywać mu przez głowę, w końcu zmorzył go sen, czujny, w razie gdyby wróciła.
Ona razem z Anią świetnie bawiła się na imprezie, drinki, tańce i niezbyt moralne wygłupy.
Tańczę na stole, kieckę zadzieram
tłukę butelki, depczę szkła
smutni panowie ćwiczą pokera
a ja przed nimi kankana!!!


Ranek nastał bardzo szybko, a zarazem drastycznie, tak przynajmniej było w jednym z mieszkań w Sopocie.
W innych mieszkaniach w Sopocie ranek nastawał powoli i łagodnie.
A w Warszawie to się nawet zastanawiał, czy w ogóle warto nastać.
W Łodzi machnął ręką. "I tak nie zauważą różnicy" - pomyślał.

-Nic dzisiaj nie robię.- wymamrotała Ania.
-O nie, idziemy na zakupy.
Też mi się nie chce, ale rozumiesz: opko zobowiązuje.

-Nie mam siły, wszystko mnie boli.
-Oj wiem coś o tym, ale muszę kupić sobie nowe rzeczy.
-Po co ci? Ostatnio byłyśmy na zakupach, masz mnóstwo ciuchów i chcesz jeszcze kupować?
-Proszę cię, Piotrek ma więcej niż ja. A potrzebuje na występy.
A poza tym, mieć mniej ciuchów od własnego faceta? Wstyd i hańba!

Dziewczyny szybko się umyły, ubrały i zjadły śniadanie. Taksówką pojechały do centrum handlowego.
Weszły do każdego sklepu, Ania kupiła tylko parę rzeczy, za to Marta w każdym coś kupowała. Po długich i bardzo męczących zakupach usiadły w kawiarni, zamówiły dwie kawy i dwa ciastka.
-Marta ja rozumiem że teraz masz co wydawać, ale nie za dużo masz tych toreb?
-Tylko 35.
-Nigdy nie robiłaś takich zakupów.
-Wiem, ale teraz mam się dla kogo stroić.
-Miłość zmienia ludzi.
Miłość - i dostęp do karty kredytowej...

Dzień Piotra nie zaczął się zbyt dobrze, martwił się Marta nie wróciła na noc, wszyscy zeszli na śniadanie.
-A gdzie Marta? Umiera na kaca?- zapytał Look.
-Nie wróciła na noc, nie ma jej, a jest już 10.- powiedział sypiąc już 10 łyżeczkę cukru do kawy.
Gdyby była jedenasta trzydzieści, wsypałby jedenaście i pół?

-Od kiedy tyle słodzisz?- zapytała Magda.
-To z tych nerwów.
Marta nie wraca ranki, wieczory,
we łzach ją czekam i trwodze,
już pod oczami mam takie wory
i coraz więcej słodzę!


Marta wraca późnym popołudniem.
-Zaraz nie będzie ci do śmiechu.
-Strasznie jest zły?
-Bardzo, martwił się, denerwował, mogłaś zadzwonić.
-Straciłam poczucie czasu.
Przez dobę?! Raczej film jej się urwał.

Piotruś robi awanturę z posądzeniami o zdradę, zasypiają obrażeni. Rano państwo Kupicha postanawiają jednak się pogodzić, niestety okoliczności im wcale tego nie ułatwiają:

Bez namysłu ją pocałował, stęsknili się za swoimi ustami, pocałunek trwał w najlepsze, ale te chwilę przerwało pukanie do drzwi.

-Tak?- Marta zapytała dziewczyny stojącej przed nią.
-Dzień dobry, pani jest żoną pana Piotr Kupichy?
-Tak.
-A pan Piotr jest w pokoju?
-Może.
-A mogłaby go pani poprosić.
-Teraz to nie bardzo możliwe.
-Dlaczego.
-Bo Piotr źle się czuję, ale dzisiaj jest koncert w Gdańsku.
-Wiem, ale ja chcę teraz z nim porozmawiać.
-Niestety to nie możliwe.- zamknęła drzwi.
Cóż, wychodzi na to, że Marta z jej pokornym czekaniem w tłumie fanek rzeczywiście wyróżnia się na plus.

[Państwo Kupicha jednak się godzą]

Leżała na nim, starali się uspokoić przyśpieszone oddechy, żadne nie chciało przerywać tej wspaniałej chwili.
-Nie jest ci za ciężko?
-Nie, jesteś słodkim ciężarem.
-Powiedziałeś właśnie że jestem gruba.
Załamany Kupicha zwiądł gwałtownie.
Splaskaciło go.
I zwiesiło na kwintę.

Wyszli trzymając się za ręce, jak tylko wyszli napotkali przed sobą tą samą dziewczynę, która rano pukała do drzwi.
Skubana, tyle godzin tam czekała? (Pierwszy raz napadła ich około 7 rano, z pokoju wyszli około 14)
Zwinęła się na wycieraczce i przedrzemała ten czas.

-Mówiłaś że Piotr się źle czuje.
-Bo tak było.
-Jasne, a dźwięki “Piotruś jeszcze!”- to pewnie ja wydawałam.
-To nie twoja sprawa.- wtrącił się Piotr.
Właśnie. Rozumiem zazdrość jednej groupie o drugą, szczęśliwszą, ale to małżeństwo, do cholery!
Ale jednak z jedną z fanek.

- A kim ty w ogóle jesteś?
-Fanką zespołu Feel, Patrycja.- wyciągnęła rękę w jego stronę.

[Piotruś spławia Patrycję]

-Piotr, ale ona słyszała, a teraz będzie tak za nami łazić.
I skamleć, żeby następnym razem dali popatrzeć.

-I co z tego że słyszała jak się kochamy? Może upewniło ją to w przekonaniu że jest mi z tobą najlepiej.
-Nie chcę po prostu przeczytać w gazecie “Jak żona go zaspokaja”, czy coś w tym rodzaju.
No, myślę, że gorzej byłoby przeczytać "Żona go NIE zaspokaja"!
Jeszcze gorzej brzmiałoby "ON nie zaspokaja żony!"

[Wkrótce potem wyjeżdżają do Olsztyna, rodzinnego miasta Marty. Tam Marta wpada na swą mroczną tajemnicę z przeszłości...]

Przestraszyła się, zaciągnął ją siłą do łazienki, zamknął drzwi i postawił przed sobą.
-Nie krzycz, tak będzie dla ciebie lepiej.
-Tomek czego ty do cholery ode mnie chcesz?
-Rozumiem że zamieniłaś mnie na tego swojego Piotrusia, ale wiesz mi też należy się coś od życia. A teraz anielska dziewica Marta sypia z każdym, no proszę swojemu ukochanemu idolowi nie odmówiłaś, bo jak ty byś mogła. Mi nie pozwalałaś się dotknąć.
-To nie twoja sprawa, co i z kim robię.
-Owszem moja, bo ze mną jakoś nie chciałaś.
-Musiałam mieć powody.
-Ciekawe jakie?
-Nie ufałam ci, nie kochałam cię, coś jeszcze?
-A po co komu miłość do seksu?
-Wiesz niektórzy potrzebują miłości, a nie tylko parę stęknięć i błysk.
Jaki znowu błysk?
Ten, no... "Świat wokół nich wybuchł miliardem białych świateł i pogrążył się w otchłani ciemności".
A, to.
Normalny początek dnia.
 
[Tajemniczy Nieznajomy grozi, że opowie Piotrowi o przeszłości Marty - "Nie tylko on widział cię, dotykał nagą! Niech wie, jaka z jego żony jest dziwka!" Marta ucieka i zaszywa się Bór wie gdzie, wszyscy jej szukają, wreszcie w błysku olśnienia Piotr jedzie do jej babci]

-Powiedział ci?- chlipała głośno.
-Kto i co miał mi powiedzieć?
-Tomek, powiedzieć wszystko o czym nie wiesz.
-Marta nikt mi nic nie powiedział, ale ty powinnaś, bo żyję z taką niewiadomą.
-Ale nie nawrzeszczysz na mnie?
-Obiecuje, tylko opowiedz mi wszystko od początku do końca, bez omijania faktów.
-Mogę inaczej usiąść?
-Czyli jak?
-Tak.- usidła mu pomiędzy nogami.
Jakby co, będzie jej łatwiej odwrócić jego uwagę.
Ja to się zastanawiam, NA CZYM usiadła :-)
Ja myślę, że właśnie na TYM. I-haaa!

Objął ją w pasie, jedna z najtrudniejszych rozmów w ich życiu, kolejna z takich pogawędek,
Było ich już mnóstwo, ale każda kolejna wzbijała się na nowy poziom trudności. Jak to w grze.
Szkoda tylko, że ich postaci coś expa nie dostają.

[Opowieść Marty jest długa i monotonna. Streszczamy: znała Tomka od dzieciństwa, on był młodym, zdolnym muzykiem. Gdy miała 15 lat, zaczęli ze sobą chodzić, niestety ten wciąż ją zdradzał - po każdym koncercie inna panienka.]

Wytrzymałam tak rok, ale któregoś dnia po prostu nie dałam już rady. Przyłapałam go z jakąś dziewczyną, zrobiłam awanturę. Ubrała się i zniknęła, on mi wtedy wykrzyczał że nie daję mu się dotykać, a co dopiero mówić o seksie, powiedział że tobie to bym się dała od razu, bez zastanowienia, ale nie jemu.
No i w sumie nie pomylił się chłopak.
Nieno, zastanowiła się: dała po maturze.

Stwierdził że każdy facet ma swoje potrzeby, on również. Nawyzywał mnie od dziwek, dziewic, aniołów, szmat.
Interesujący zestaw wyzwisk. Rozumiem, że "dziewica" współcześnie też jest obelgą, ale anioł?!
Ty dziewico. Ty aniele.
Yeah, talk to me dirty!

Później zaszyłam się u babci, pisał smsy, nagrywał się na pocztę, przepraszał, mówił że żałuje, błagał o wybaczenia. Na domiar złego moi rodzice go uwielbiali. W końcu przyszedł, z kwiatami, różami których nienawidzę, ale liczy się gest. Wybaczyłam mu, złamał mnie tym całkiem, ale obiecałam sobie że nie dam mu się skrzywdzić. Cóż potem było dobrze, wspólne chwile, nie wracaliśmy do tego co się stało, już nie sypiał z każdą dziewczyną.
Tylko ze starannie wybranymi.
Tymi, które lecą na róże i odbierają wiadomości z poczty głosowej.

Ale któregoś dnia, wszystko się zepsuło. Zostałam sama z Grześkiem w domu, rodzice pojechali na jakieś spotkanie klasowe na mazury. Brat zasnął, wtedy przyszedł Tomek, miał to być zwykły wieczór przed telewizorem z komedią romantyczną, jak teraz to mówię to wydaje się że to trwało chwilę, ale wtedy miałam 17 lat, przez dobre dwa lata się tak dałam nabierać.
Na wieczory z komedią romantyczną?
Wot, postęp. Za moich czasów czyniło się podryw na taśmy magnetofonowe w kasecie.

Można powiedzieć że wieczór przed telewizorem nabrał tempa, po filmie się całowaliśmy, w sumie to nie ma w tym nic złego.
- Jak to nie ma nic złego?! - ryknęła Szpro, zdenerwowana. - Całowanie się w wieku siedemnastu lat powinno być surowo karane! Przecież sami wiecie, do czego to jest wstęp! Całować się powinni ludzie dojrzali i ze stabilną sytuacją finansową.
I co najmniej zaręczeni.

Tylko że Tomek nie bardzo trzymał ręce przy sobie, a ja jednak za dużo mu pozwoliłam.
Tak, tak, obwiniaj się o to.

Z kanapy w salonie przenieśliśmy się do mnie do pokoju. Ja nie chciałam mu pozwolić na cokolwiek więcej, bałam się, po prostu, tym bardziej że jak zadawałam mu jakieś pytanie, na które nie znałam odpowiedzi to mnie wyśmiewał.
- Tomek, a czy w filmie "Awantura o Basię" tę kobietę naprawdę wepchnięto pod pociąg?

Cóż moje sprzeciwy nie dały nic. Rozebrał mnie, nie miałam jak się bronić, był silniejszy. Rozebrał mnie do naga, dotykał, mimo tego że się szarpałam. Chciał się ze mną przespać, ale się mu nie dałam, kiedy chciał to kopnęłam go i kazałam się wynosić. Potem długo nie wiedziałam co ze sobą zrobić, unikałam go, bałam się jak cholera. Koło osiemnastych urodzin postanowiłam że uciekam do Katowic, ze nie chcę takiego życia. Przeprowadziłam się do Kasi, którą poznałam na forum, babcia dała mi pieniądze na start. A potem poznałam ciebie, miłość mojego życia.- spojrzała na niego zapłakanym wzrokiem.
Piotrula gapił się niedowierzającym wzrokiem. Stracił wątek już przy czwartym zdaniu tej logorei.

Piotruś ma atak jasnowidzenia:
Obudził się parę minut przed 9, popatrzył na swoja ukochaną żonę, która nie specjalnie wyglądała tak jak by w ogóle chciała wstawać.
(...)
Szedł bardzo szybkim krokiem, wiedział bardzo dobrze gdzie jest apteka.
Niesamowity facet.

-Dzień dobry.
-Dzień dobry, co podać?
-Cztery testy ciążowe, najlepiej różnych firm.
-One bardzo różnią się ceną.- powiedziała kładąc na blacie.
-Cena jest mało ważna.
Nie gra roli kwestia ceny,
Chodzi wszak o moje geny!


(...)
-Kiedy ty byłeś w aptece?
-Dzisiaj rano, spałaś.
-Kocham cię.- pocałowała go.
-Ja ciebie też, ale proszę cię idź zrób test bo ja zaraz zwariuje.
(...)
Na raz wzięli oby dwa testy, można powiedzieć że zatrzymanie oddechu.
Co oni, łykali te testy?

Pierw popatrzyli na wyniki, a potem popatrzyli sobie głęboko w oczy.
Widzieli w nich wynik, [znaczy, w oczach pojawiły im się dwie różowe kreseczki?][ktoś tu się za dużo anime naoglądał...] bez słowa, porwał ją w ramiona i zaczął się z nią kręcić.
Całował ją bardzo namiętnie, co chwila szepcąc “dziękuje”. Śmiała się w niebo głosy.
Piotruś najwyraźniej ma USG w oku, skoro ot tak, spojrzawszy na śpiącą żonę, zorientował się, że należy lecieć po testy...
Jak co chwila szeptał "dziękuję", to mu chyba tak namiętnie te pocałunki nie wychodziły. Raczej cmokliwie.
Mrątał cmokliwie?

A teraz spójrzmy, jak aŁtoreczka robi wredną sucz z Iwony Węgrowskiej:

Święta, święta i po świętach… Cóż teraz sylwester, pracowity, zostały już tylko cztery dni, jutro wieczorem ruszają w drogę do Warszawy, bo dzień przed sylwestrem generalna próba, na wcześniejszych się nie zjawili, bo nie mogli. Grali dla TVN, mieli być tam już dzisiaj, ale próba w Katowicach i Marta ma jutro wizytę u lekarza. Była umówiona na 16, nie chciała brać ze sobą Piotra, to byłoby dla niej zbyt krępujące.
Krępujące?! Dla niej? Już prędzej dla niego, choć i to nadinterpretacja. Co w tym krępującego? Przecież to nie on będzie ją badał.

Właśnie usiadła z Piotrem w salonie, oglądali jakąś komedię.
-Piotruś, a my nie daliśmy prezentu Iwonie.
*kwika jak opętana* W kontekście dalszych wydarzeń wzmianka o prezencie jest... ale nie uprzedzajmy faktów!

[Piotr jedzie z prezentem do Iwony, Marta zostaje w domu, bo się słabo czuje. ]

Postanowiła wziąć ciepłą kąpiel z pianką, taką naprawdę relaksującą, bo teraz mogła, w końcu pozbyła się Piotrka.
Jak w thrillerze. Krew trza zmyć.

Piotr natomiast znalazł się w tym czasie w mieszkaniu Iwony, która kogo jak kogo, ale jego się nie spodziewała.
(...)
-Opowiadaj co tam w wielkim Świecie?- usiadła naprzeciwko.
-Leci, bardzo szybko, dogadujemy się świetnie, w sylwestra w Warszawie i będziemy mieli dziecko.- powiedział z uśmiechem.
Wśród tych kluczowych informacji ta o sylwestrze jest ważna, jeśli nie najważniejsza. Fakt, że w pewnym wieku jest to kwestia życia lub śmierci... towarzyskiej :)

-Trochę się boje, ale jestem mega szczęśliwy.
-Przejdzie ci jak weźmiesz tą kruszynkę na ręce, a mogłabym z wami na sylwestra pojechać? Bo nie mam co ze sobą zrobić.
No to już pogadaliśmy o tobie, możemy przejść do ciekawszych tematów?

-Oj Iwona, Iwona, dobrze że dajesz radę, no widzę że nie ma cię kto przytulić.
-Nie mam nawet na to czasu.
-Ja też niby nie i zobacz będę miał dziecko.
Nie wiem, co wyjdzie z dziecka robionego w takim pośpiechu ;)
Z bardziej niedbale robionych wyrastają wcale porządni ludzie!

-Piotruś?
-Tak?- zapytał kiedy usiadła obok niego.
-A nie tęsknisz choć trochę?
-Troszeczkę na pewno, w końcu czego my byśmy nie robili.
-Może to powtórzymy?
-Iwona ja mam żonę, po za tym nie powinienem jej zdradzać.
No wiesz, nie powinienem, ale może... ten jeden, ostatni raz... a od jutra całkowita wierność!
No i namówiłaś!

-Przecież i tak się nie dowie.- rozpięła trzy górne guziki swojej bluzki.
-A co jej powiem rano?
-Że pojechałeś pomyśleć.- pocałowała go.
Tym, czym faceci zwykle myślą.
Jeżeli Iwonka w domu ubiera się tak, jak to widać na zdjęciach na Pudelku, to ja mu się nie dziwię.

Oddawał pocałunki, to wszystko działo się bardzo szybko, poddał się, nawet sam nie wiedział kiedy…
-Nie powinienem był.- powiedział ubierając bokserki.
Cholera, z niego to faktycznie jakiś Struś Pędziwiatr!
Kilka stęknięć i błysk.

-Nie dowie się, obiecuję.
-Pójdę już.
-Piotr jest trzecia w nocy, co ty jej teraz powiesz?
-Coś wymyślę po drodze, zanim dojadę będzie czwarta.- ubrał się.
Powiem, że jej zegarek źle chodzi!
Albo dokukam do dwunastu i powiem, że dopiero północ.

[Tymczasem Marta wydzwania do wszystkich znajomych szukając Piotra]
Jednak kiedy chciała już dzwonić po szpitalach zobaczyła światła Hondy na podjeździe.
Poszła na górę do sypialni, usiadła na łóżku, teraz gotowała się w niej złość.
Wszedł cicho do domu, był pewien że śpi, nigdzie nie paliło się światło. Rozebrał się z kurtki i butów, pocichł chciał przebrnąć do sypialni. Otworzył drzwi, najciszej jak umiał, jednak jego żona siedziała na łóżku.
-Gdzie byłeś?!- krzyknęła, ta złość która się gotowała w niej przez ostatnie godziny wzięła górę.
-Pojechałem w swoje miejsce, pomyśleć.- zap.- zapalił światło i otworzył szafę.
Zap - odgłos zapalanego światła.
Albo zapinanego rozporka. W ostatniej chwili zorientował się, że coś go może zdemaskować.

-Mogłeś napisać chociaż smsa!
-Przepraszam.
-Teraz to “przepraszam”? Ja tu od zmysłów odchodziłam, myślałam że ci się coś stało, a ty nic sobie z tego nie robisz!
-Rozumiem, ale cię już przeprosiłem!- trzasnął drzwiami od łazienki.
-Niczego nie rozumiesz!!!
Położyła się na łóżku, łzy same poleciały po policzkach.
-Czy tak ma wyglądać idealne małżeństwo?- zapytała siebie w myślach.
Ojtam, że z idolem, to zaraz idealne?
Ojtam, raz nawalił i od razu kryzys?

On natomiast poszedł do pokoju gościnnego i usiadł na łóżku.
-Co ja najlepszego zrobiłem? Zdradziłem ją, okłamałem i co dalej… Do tego się zdenerwowała, a nie powinna, przecież jak poroni to będzie moja winna.
I tak powstał kolejny przebój Feel.

[Państwo Kupicha godzą się, występują razem i snują plany. Piotruś delikatnie podpytuje Martę, co by zrobiła, gdyby ją zdradził. Na hasło: wystawiłabym ci walizki na schody i nie pozwoliła widywać się z dzieckiem, pędzi do Iwony i ostrzega ją, by nie puściła pary z gęby. Tymczasem Marta stwierdza, że trzeba by się zobaczyć z Iwoną...]
-A nie przeszkadzam?
-Nie, co prawda nie spodziewałam się ciebie.
-Czemu?
-A sama nie wiem.
Tryb jasnowidzenia mi się jakoś wyłączył, zwykle odgaduję, kto przyjdzie, zanim jeszcze skręci w moją ulicę.

-Co to?- zapytała widząc dwa opakowania na stole.
-Nic.- szybko wrzuciła je do szafki.
-Iwona! Tez jestem kobietą i robiłam parę takich, to test ciążowy, prawda?
-Tak.- powiedziała cicho.
-I co? Gadaj mi tu szybko.- usiadły razem na kanapie.
A, przepraszam, co to Martę obchodzi...? Sprawa ciąży wydaje mi się być dość intymną.
Oj no, przecież najlepsiejsze psiapsiółeczki muszą wiedzieć wszystko o sobie nawzajem.

-Cóż no jestem w ciąży.
-To gratuluje.- uściskała bardzo dobrą koleżankę.
Najlepszą wręcz!
-Nie ma czego.
-Czemu? Gdzie jest ojciec dziecka?
-Oj nie ważne, mów co tam słychać u ciebie i u Piotrka.
Opowiedz, jak wam dobrze razem, jaki jest wspaniały... - założyła nogę na nogę i uśmiechnęła się szeroko.

-Szaleństwo na punkcie dziecka, dba o mnie. Staram się odpoczywać, ale stał się ostatnio jakiś dziwny. Oczywiście mówi że wszystko dobrze, że mi się wydaje. Ale ja wiem że cos jest nie tak.
-Nawet wiem dlaczego…- popatrzyła w podłogę.
-Iwona gadaj mi tu szybko.
-Marta ja po prostu nie mogę tego dłużej trzymać w sobie, nie mogę patrzeć jak muszę cię okłamywać, jak Piotrek to robi.
-To znaczy?
-Piotr cię zdradził.
-Nie wierzę, nie prawda, żartujesz. Skąd ty to niby możesz wiedzieć?!- popatrzyła na nią zaszklonym wzrokiem.
-Nie denerwuj się. Marta jak Piotrek wtedy wrócił rano, to on był u mnie.
-Czy to znaczy że ty i on?
-Tak spaliśmy ze sobą.- popatrzyła na nią.
I to by było tyle, jeśli chodzi o "Nie dowie się, obiecuję."
Ja bo nie ogarniam. Jak już koniecznie musiała przelecieć żonatego, po cholerę mówi o tym jego żonie...?
Bo to podła sucz jezd.

-Nienawidzę was, ciebie i Piotrka! On jest ojcem dziecka?- zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-Tak.- powiedziała tylko bardzo cicho, a Marta trzasnęła drzwiami.
Tadammm! Specjalnie dla Was, drodzy Czytelnicy, sprawdziłam - od wyskoku Piotra do tej rozmowy minął góra tydzień. Znów błyskawiczne testy ciążowe z turbodoładowaniem!
A bo są rzeczy, które wymykają się fizyce, chemii i biologii. Zaraz... Czy to nie szło raczej "nie ma rzeczy, które nie byłyby podporządkowane fizyce, chemii i biologii"...?

-Będziesz miał dziecko z Iwoną! A nas zostaw w spokoju!.- zaczęła zapinać walizkę.
-Daj mi chociaż wszystko wyjaśnić, nie wiesz niczego…- prosił ją samym głosem.
Rękom i oczom dał wolne, rozporek również oddychał z ulgą.

-Nie mam zamiaru cię słuchać.
-Gdzie ty idziesz?
-Nie twoja sprawa!- wyszła z sypialni trzaskając drzwiami.
Usiadł na łóżku i zaczął płakać, on, twardziel.
*pokwikuje cichutko*
*zagryza wargi, by nie zacząć snuć rozważań o twardości różnych peryferii Piotrusia*

[Marta wypłakuje się Michałowi i Ani]
-Wiedziałem…- powiedział Michał.
-Co?!- Marta na niego popatrzyła.
-No bo ostatnio jak gadaliśmy o waszym łóżku to Iwona się dziwnie zachowywała, po za tym za nim Piter poznał to sypiali ze sobą czasami. Wiadomo każdy człowiek od czasu do czasu potrzebuje zdrowego seksu. To Piotrek nic ci nie powiedział?- zapytał widząc minę Marty.
-Nie powiedział, mówił że był sam, że do tego potrzeba miłości.- patrzyła na swoja obrączkę.
Cóż, po prostu rozgryzł cię, słonko - wiedział, na jaką gadkę polecisz. I jaką głupią gęsią jesteś, że wierzysz w takie kocopoły o celibacie, bo bez miłości :-P
A potem sobie skorygował, że bywa przydatna. Zalewajkę bez majeranku też da się zjeść.

-Marta mogę ci to wszystko wytłumaczyć?- popatrzył jej w oczy w których było widać żal, smutek, nieszczęście…
-Korzystaj, masz swoje pięć minut.
-Poniosło mnie, to przez Iwonę.
-Tak, oczywiście, a ty nie miałeś w tym żadnego wkładu.
Ależ co jak co, ale wkład to miał.

-No bo siedzieliśmy i sobie gadaliśmy, a ona w pewnym momencie zaczęła rozpinać bluzkę i się do mnie przesunęła, no a że kiedyś parę razy byliśmy ze sobą to wzięło górę. Tamtego dnia miałem straszną ochotę na seks.
Dostałby w tym momencie ode mnie w mordę aż by zadzwoniło. No ale Martunia to smętna firana.
Następnym razem, jak będziesz chciał się zabić, to powieś się w stajni na lejcach, a jak będziesz chciał podupczyć, a żona ci nie da, to seks załatw z renią rączkowską. Nie mieszaj do tego innych.
Jak to mawiał barwnie mój kolega: "Swędzi cię kita, to sobie pomachaj. Najlepsza baba to własna graba."

-A nie przyszło ci do głowy żeby przyjść do mnie?- popatrzyła na niego ze łzami w oczach.
-Przyszło, ale znowu byś powiedziała że jestem nie wyżyty, albo po prostu nie.
Piotruś! Gdzie Twój urok, wdzięk, siła przekonywania, naprawdę nie wiesz, jak to się robi?

-Wróć do domu…
-Po co?
-A jak się coś stanie, tobie, dziecku? Wiesz że was kocham, wiem że jestem palantem, ale proszę cię pozwól mi być chociaż blisko was. Po za tym trasa, przecież nie będziesz jeździć oddzielnym samochodem.
*kwiczy* on myśli, że ona w tej sytuacji będzie dalej z nimi jeździć?!
No przecież o to głównie mu chodzi. Biznes is biznes, piosenki się same nie zaśpiewają!

Nie powiedziałeś mi że byłeś z Iwoną za nim ja się pojawiłam, do tego kiedy byłeś ze mną, mówiłeś że kochasz, że nie zdradzisz, zrobiłeś to, oczywiście z nią i to bez jakiegokolwiek zabezpieczenia.
-Nie sądziłem że będzie istotne to że czasem z nią szedłem do łóżka, a teraz z igły widły. Powiedziała że nie zajdzie w ciąże.
A tyś jej uwierzył na słowo?
Chłop wpada na one-night-standa i nie ma z sobą gumki? Uuuu, mocno gimnazjalnie. Mocno.

-Piotr to nie byłoby istotne gdybyś nie mówił że nikogo nie miałeś, a w rzeczywistości miałeś… A skąd wywnioskowała że nie zajdzie w ciąże?
-Bo nie miała dni płodnych.
Zaaaaaraz... a cała ta akcja to nie było jedno szybkie bzyk! i po sprawie? Gdzie tu miejsce na rozmowę o dniach płodnych? Nie mówiąc, że większość facetów ma o tym takie pojęcie, jak ja o budowie silników wysokoprężnych.
Piotruś prowadzi kalendarzyk dotyczący cyklów miesięcznych wszystkich kobiet, z którymi kiedykolwiek się przespał. A nuż się przyda ;)
No co Wy, on na pewno spał tylko z nimi dwiema. Na pewno.
[Kochają się i wydaje się, że wszystko zostało wybaczone - lecz nie, Marta z rana odchodzi, Piotr znajduje jej list wraz z pierścionkiem zaręczynowym]

“Pewnie już znalazłeś swojej dowody miłości do mnie.
Ma na myśli ślady na prześcieradle?
Jaka ładna inwersja, prawie jak w barokowym wierszu!

Ta noc była na pożegnanie, chyba nie myślałeś że tak po prostu jestem w stanie ci to wszystko wybaczyć. Z tym że cię kocham nie kłamałam bo tak jest, nie jestem w stanie od tak po prostu to skreślić. Tym bardziej że noszę w sobie ten nasz owoc…”
Połknęła granat i dlatego chodzi z nadętą miną, muhihihi.
O wysokości alimentów porozmawiaj z moim prawnikiem.

[Piotruś jednak błaga o przebaczenie]

Płakał żywymi łzami, nie wyglądał najfajniej, posadziła go na kanapie i usiadła obok niego.
-Piotruś co się stało?- dotknęła jego policzka.
-Ja w końcu zrozumiałem co ci zrobiłem, może nie wiem jak cię boli to że z nią spałem że jest w ciąży. Ale wiem że przez to masz ten kolec w sercu, wiem że tego nie da się zapomnieć. Tylko proszę cię wybacz mi, wróć do domu. Obiecuje że nigdy nawet nie spojrzę na inną kobietę.
Będzie problem, jak przyjdzie dozorczyni.
A występować będzie w opasce na oczach - te wszystkie fanki!
Albo jak Jim Morrison na początku kariery, tyłem do publiczności.

Zrozumiałem jak bardzo cię kocham, jak bardzo mi na tobie zależy, jak nie umiem bez ciebie żyć, jak chciałem cię chronić przed tym co złe, a sam cię skrzywdziłem. Bardzo, bardzo, bardzo cię przepraszam.- cały czas klękał przed nią, a po jego twarzy spływały przezroczyste łzy.
A jakie miały być, zgniłozielone?!
Przezroczyste łzy świadczą o czystych intencjach i kryształowym charakterze, rozumiesz.

Wytarła je ręką, na policzku wciąż miał odciśniętą jej dłoń.
Pocałowała go delikatnie w policzek i zarzuciła ręce na szyję. Poczuła że on faktycznie zrozumiał.
No, raz dać w mordę i zaraz zaczyna rozumieć!

Jednak Piotrek stracił równowagę i upadli razem na podłogę, namiętnie się całując.
W głowie mu się zakręciło z tej radości, czy Martusia tak się na nim uwiesiła?

[Piotr odwiedza Iwonę i usiłuje dociec "jak to się stało".
Właśnie dni minęło kilka,
kiedy biorąc mnie na bok,
mama coś mi o motylkach,
a ja mamę w rękę cmok!]

-Przecież mówiłaś że łykasz tabletki, po za tym przerwałem.
-Wtedy nie brałam, ale sądziłam że jeżeli przerwiesz to nic z tego nie będzie.
*nuci z niewinną miną* Załóż gumę na instrument...

-Iwona! Proszę cię, boże ja wiem że jestem idiotą, głupkiem, ale było trzeba mi powiedzieć, a nie.
-Piotr, ale ja miałam powód.
-Jaki co cholery?- wstał i zaczął krążyć po pokoju.
-Bo ja cię kocham, uświadomiłam to sobie dopiero wtedy kiedy na twojej drodze pojawiła się Marta, a ty całkowicie straciłeś dla niej głowę.(...) Jak przyszedłeś do mnie i powiedziałeś że jest w ciąży to już całkiem straciłam nadzieje, ale postanowiłam zaciągnąć cię do łóżka. A jak zapytałeś czy biorę tabletki to bez namysłu powiedziałam że tak, bo stwierdziłam że jak będę w ciąży to ją zostawisz.
Ot chitra, pułapkę biologiczną zastawiła!

Wątek pułapki biologicznej kończy się jednak szybko i ostatecznie: Iwona wyznaje, że usunęła ciążę, a Piotr odchodzi z dramatycznym "Żegnaj!" i trzaśnięciem drzwiami. Jeśli jednak sądzicie, że w życiu państwa Kupichów od tej pory będzie już panował spokój i sielanka - nic bardziej błędnego! W dalszym ciągu opka mamy tragedię na tragedii, przeplataną prawdziwie obsesyjnym motywem starania się o dziecko. W skrócie: rodzice i bracia bohaterki giną w wypadku samochodowym. Gdy ta przyjeżdża do rodzinnego miasta na pogrzeb, zostaje zgwałcona przez dawnego chłopaka, w wyniku czego roni. Załamana, próbuje popełnić samobójstwo, zapada w śpiączkę. Na szczęście po licznych perypetiach wszystko kończy się dobrze, a państwo Kupicha doczekują się upragnionego potomka.
I prawda, że jesteście nam wdzięczni, że wam tego wszystkiego miłosiernie oszczędziłyśmy?


Z Urzędu Stanu Cywilnego w Katowicach pozdrawiają: Dzidka z silnikiem między nogami, Kura zastawiająca pułapkę biologiczną, Szprota na rozstaju dróg jako młoda bogini,
oraz Maskotek podający testy ciążowe na złotej tacce.


5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

• acgtcdot


-Tak, od poniedziałku gramy normalnie.- powiedział Misiek.
-A gdzie rozpoczynacie?
-W Gdańsku.- powiedział bardzo zadowolony Mike.
-Czyż by jakieś przywiązanie do Trójmiasta?
Oczywiście, że muzycy przyjeżdżają do danego miasta ze względu na osobiste sentymenta i obecność odpowiedniej hali, w której można by dać koncert, nie ma z tym absolutnie nic wspólnego.

Ja osobiście słyszałam o pewnym młodym, zakochanym muzyku, który ilekroć jechał z zespołem w trasę, chciał grać tam, gdzie mieszkała jego ukochana

• Steele X

Mnie, jako tegoroczną maturzystkę wgniótł w glebę kawałek o maturze w tydzień 'bo moja tru laff jezd znanym idolem i nie może czekać aż do maja żebym miała wolne od tej gupiej szkoły!!!'...

• Adelaar


Hahaha, jakie cudowne, nieskomplikowane i szablonowe opko! I to jeszcze z tak cudnym idolem, jak Piotr Kupicha, w roli głównej. Ile lat może mieć aŁtorka, która myśli, że maturę mozna przesunąć i napisać w jeden dzień, a najlepszym sposobem na "cieknący kran" jest zapchanie go dzieckiem? Z drugiej strony, strasznie jej współczuję - mnie rodzice zawsze puszczali na koncerty, mimo że nie zdarzyło mi się wrócić bez podbitego oka, zerwanego kolczyka czy innego uszkodzenia. Zdecydowanie, epickość tego opka jest epicka. Biedna kupichowa żona została zamordowana razem z logiką i poprawnością.

"Jak słyszałam jak krzyczysz, znaczy wydajesz z siebie te różne dźwięki" - chodzi zapewne o słynne "a huuuuuu-j" w jednej z filowych piosenek...

"Motyw ściągnięty z "Kiedy Harry poznał Sally". Tylko tam nie było SMS-ów, a łóżka obok siebie i jakby bardziej iskrzyło." - nie podejrzewałabym ałtorki o znajomość tego filmu :D

"Zobaczyła go leżącego w łóżku. Był już zimny. " XDDD

"Piotr przyciągnął do siebie Martę. Teraz ona leżała na nim, namiętnie się całując." - po rękach zapewne.

"Klasę miała w miarę normalną. Wszystkie dziewczyny kochały Feel’a, a w szczególności Piotrka.
A zatem, choćby statystycznie rzecz ujmując - to nie jest normalna klasa." - powiedziałabym raczej, że nie maturalna. Jakieś gimnazjalne klimaty, może, ale też nie na pewno. Ten apostrof też jest chyba zbędny...

"-Ale nie muszą się lizać!- stwierdził Mateusz.
Mateuszku, drogi chłopcze. Dorośli ludzie czasem się całują i przytulają, to nic złego, służy to okazywaniu uczuć, wiesz?
Może Mateuszek jest zazdrosny o naszą Martunię i dlatego robi sceny?" - a może o Piotrusia zazdrosny jest? :D



Anonimowy pisze...

maryboo


Z kanapy w salonie przenieśliśmy się do mnie do pokoju. Ja nie chciałam mu pozwolić na cokolwiek więcej, bałam się, po prostu, tym bardziej że jak zadawałam mu jakieś pytanie, na które nie znałam odpowiedzi to mnie wyśmiewał.
- Tomek, a czy w filmie "Awantura o Basię" tę kobietę naprawdę wepchnięto pod pociąg?

...

Przed pewnymi komentarzami stanowczo powinno być umieszczane ostrzeżenie, że picie/jedzenie podczas czytania może grozić udławieniem. Szproto, mało brakowało, a miałabyś mnie na sumieniu.
Swoją drogą, ciekawa jestem reakcji pana Kupichy, gdyby zapoznał się z powyższym dziełem...I pani Węgrowskiej też, skoro o tym mowa.

• Adwokat


Wspaniała analiza, naprawdę dała odpocząć po ostatniej. A Wasza trio borskie, współgranie jak w austriackiej orkiestrze narodowej :D. No i zakwik taki, że usmarkałam komputer!!!
Kocham Was za to.
Moje ukochane kwiatki?
Matko Śfinto'wa troska o fanki, radośnie samowystarczalne kółko wzajemnej adorcji (kwiiik!), zespół zaszokowany widokiem frontmana z dziewczyną i wiele, wiele innych kwików.
Pozdrawiam, ściskam serdecznie.

• World Ruler

Ładne to takie, kanoniczne! Aż się miło czyta. Przypomina mi najlepsze wątki z telenowel, których streszczanie jest modne wśród moich znajomych. "Mejsi miała wypadek samochodowy, ale się odnalazła" jest tutaj jedną z perełek.
Analiza jedna z lepszych od dłuższego czasu, bo dzieło głupie, ale nie aż tak uciążliwe; plus analizujące trio też bardzo fajnie zgrane, bardzo sympatycznie łączyłyście się w swojej złośliwości. Nie ma to jak babskie podejście to właściwie babskiego opka.
Dzięki za rozrywkę po męczącym, męczącym dniu.
Pozdrawiam.

• chaoskid


Uff. Klasyka gatunku, śmiem stwierdzić. Naprawdę wyborna analiza. Kupicha, totalna ciotka z Ameryki. Cóż poradzić...

• zielona-ziuta


Łiii czekałam na tę analizę od kiedy Kura umieściła u siebie fragment o maturze. A ja nie mam fizycznej cierpliwości do czytania blogasków bez analizy.
Cudownie głupiutki, bardzo ciążowy tekst.
Czytało się jak zwykle znakomicie, a tekst o "radośnie samowystarczalnym kółku wzajemnej adoracji", piękny :)

Anonimowy pisze...

Flossy


Mujeju, załamałam się. Jak można z Marty robić taką idiotkę, co nawet porządnie w mordę dać nie potrafi?! I się gwałcić daje! We własnym domu, zamiast zdzielić czymś ostrym faceta?! Chyba zmienię sobie imię na Hermenegilda, przynajmniej nikt go nie "zgwałci".
A tak w ogóle, skąd wy bierzecie takie cosie, które załamują od pierwszego rozdziału? ^^

• Ferhora


Czczę Was i wielbię! Kiedyś nieopatrznie zaczęłam czytać jedną z analiz w miejscu publicznym, a ściślej mówiąc na wykładzie. Szybko zorientowałam się, że to samobójstwo i ze spływającymi po policzkach potokami łez usilnie tłumionego śmiechu zamknęłam laptop. Powinniście dodać jakieś ostrzeżenie w nagłówku, że należy czytać tylko w domowym zaciszu, a wszędzie indziej na własną odpowiedzialność :D
Pozdrawiam!

• KlaŁn Szyderca


Jakieś bezpćowe opko tą razą.
Ale nie co dzień spada nam Waazon.
Tą się jedynie myślą pokrzepię:
musi być słabiej, by było lepiej.

• Atle


Zacznę od tego, że waszych analiz nie można, no po prostu nie można, czytać jedząc jogurt. Tym bardziej w łóżku. Mając katar.
Pościel ukichana, łyżeczka ukichana, laptop ukichany.
No i jak ja mam "pracować" w takich warunkach!

"-To choć ze mną'
*nuci*"A teraz choć tu do mnie,
szybko ściągaj spodnie"

"-Piotr bo ja czytam każdą gazetę, a nigdy nic nie mówiłeś że masz dziewczynę."
Bo nie ma dziewczyny! Ma żonę i dwójkę dzieci!
Ale, dobra, dobra. Ja się już nie odzywam.

"Jak słyszałam jak krzyczysz, znaczy wydajesz z siebie te różne dźwięki [jęki, sapanie, bolesne wycie? Lubię piosenki i różne inne dźwięki...]"
Ómarłam.
A to dopiero początek...

"Jak jestem z tobą to jestem sobą w 100%"
Naoglądał się chłopaczek "Gdybyście znali mnie naprawdę" w MTV i teraz szpanuje głębokimi tekstami.

"-”Kupicha w końcu kogoś ma”, “Jak dugo?” “Fanki w rozpaczy”, “A jednak nie gej”, “Kto sypia z Feel’em?” , “Jak bawi się Kupicha?”- Piotrek zaczął czytać tytuły nagłówków."
Na nagłówek "Nowy krzyż! Tym razem pod blokiem Kupichy" wolał nawet nie patrzeć.

Wierzcie mi lub nie, ale gdy doszłam do momentu, gdy Martusia zaczęła źle się czuć z wiadomych powodów, mój laptop się zbuntował i celowo i bezceremonialnie po prostu na mnie spadł. Jak widać... Nawet on ma już dość.

"-Nie denerwuj się. Marta jak Piotrek wtedy wrócił rano, to on był u mnie.
-Czy to znaczy że ty i on?
-Tak spaliśmy ze sobą.- popatrzyła na nią."
Mocno śmierdzi mi tu jakąś brazylijską telenowelą.

Stęskniłam się za takimi opkami. Takimi całkiem dennymi na poziomie podstawówki. Bez zbędnych słów, synonimów... Bez sensu i logiki. Bez zboczonych tekstów, bez większych problemów. W dodatku o polskim zespole. Ech... Żyć nie umierać.

Jestem bardzo bardzo bardzo bardzo wdzięczna, że mi oszczędziłyście tej głupoty, bo co za dużo też niezdrowo.

Dziękuję za borską analizę!

• Sineira


No paczciepaństwo, nawet w świecie aŁtoreczek działa zasada "im bardziej zaborcza, tym szybciej zdradzona":D Opko klasyczne, głupiutkie i naiwne, ze stereotypową kobietką - bluszczykiem, która chłopu najchętniej założyłaby obrożę, kaganiec i gustowną smycz w różowe ciapki. Analiza nader zgrabna, niezłe z Was trio, chociaż widać, że w którymś momencie banał Was zaczął męczyć;)

• Panna B.


Dziękuję Wam z całego serca Dzielni Analizatorzy, za dobór opka tak klasycznego i łatwo przyswajalnego, pozbawionego nieznośnej kwiecistości, zaś bogatego w intrygi (i ubogiego w logikę), które potraktowane ostrzami ironii uwalnia bukiet opkowych aromatów (pewnie zbliżonych do tych "obrzydłych" róż;)).

Marcie, mimo zbieżności inicjału,
daleko do Marlenki wyczynów,
w których Feel nie wziął udziału,
bo nie interesuje „germanofilów”.

Anonimowy pisze...

Rozumiem miłość do Piotrka, ale kurde, Piotrkowice? Serio? :-D jak to już tu było mówione - Google nie gryzie. Dzielnica Katowic to Piotrowice... I przy całej absurdalności tego opowiadania, tych ciążach i perypetiach, ten błąd dobił mnie najbardziej... aczkolwiek "Jak dugo?" także powala :) cudowna analiza :-)

Joanna Jermak pisze...

Ach, okrutna jestem i zła, ale coraz częściej shipuję trulafferuw autorek z postaciami drugoplanowymi i na boku piszę o nich fragmenciki <3 Był już Justin x Tyler, dziś padło na Iwonę i Piotrusia :D Nie wiem dlaczego, ale scena z iwonkowym wyznaniem miłości wydała mi się nawet romantyczna. Może to dzięki pomysłowości Iwonki z tą pułapką biologiczną.
Dziękuję za borską analizę, aczkolwiek wolę poetessy, przy nich mam największy zakwik :D