OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

sobota, 19 lutego 2011

95. Intryga i miłość, czyli Przelew to nie przelewki (2/2)



W poprzednim odcinku poznaliśmy Genialną Panią Psycholog Renatę, która jednym ruchem brwi powiodła szczypiornistów do zwycięstwa w Mistrzostwach Świata, dzięki czemu otrzymała posadę w Lechu Poznań, a dodatkowo stała się rozpoznawalna przez poznańskich taksówkarzy. Renia wbija się w serca drużyny jak gorący nóż w masło, choć nie wszystko układa się gładko jak to masełko na chlebku. W tym odcinku poznamy techniki motywacyjne oraz talenty interpersonalne naszej Reni i dowiemy się, jak od dziecka biegała w śpioszkach w czerwono-biało-czerwone pasy śpiewając A Legia Legia Legia kulcak. Przekonamy się także, jak kunsztowna jest sieć intryg pleciona wokół głównej BoChaterki...


Analizują: Kura, Szprota i Dzidka.
Konsultacje fachowe: Raven.


http://milosc-ciagle-istnieje.blog.onet.pl/


[Jak pamiętamy z poprzedniego odcinka, Lechici przygotowują się do meczu z Grasshoppers Zurych, który ma się odbyć za dwa dni. Rzućmy więc okiem, jak im idą treningi...]


Robert przywitał się ze mną i poszliśmy do ogrodu, gdzie już wszystko było przygotowane.
Tam spotkałam resztę chłopaków z drużyny: Wilka( już lekko kołyszącego się), Sławka P.( podejrzanego o wypicie całego "Sobieskiego"),
Och, te pijackie przechwałki są takie kól i trędi!

...Dimę, Grzesia, Murasia, Arboledę i wielu innych. Semira jeszcze nie było.
Semir wyłamuje się z przygotowań do meczu?

*******
Po 3 godzinach:
- Nie martw się, przyjdzie- powiedziała do mnie Ania.
- Skąd wiesz, że akurat myślę o nim?
- Domyśliłam się, a zresztą Robert powiedział mi o całej sytuacji.
A mówi się, że baby to plotkary...
Kto tak mówi? Największy plotkarz tudzież sensat, jakiego znam, to facet.



*******
- Slaaaawussss, ja Ciiiiii mófię, "Śmiej- żelki" są lepsiejsze od "Akuku"- próbował sklecić zdanie Wilk.
- NIEEEE w zelkach " Akuku" jest taki dobly soczek w środku....
Wiem, że ludzie pijani stają się nieco... infantylni. Ale żeby cofali się w rozwoju do wieku pięciu lat...?

- A z "Śmiej-żelków" mozna ułooooożyć czlowieczka- kłócił się Kuba.
Pomyślałam, że to jednak był zły pomysł, przekładać na dzisiaj zajęcia psychologiczne.
Aaaaaaaa! Ożeżkurdejapitolę, faktycznie! Gwoździem programu na tej imprezie miały być zajęcia psychologiczne z Renią! *popada w zadumę, obgryzając nostalgicznie paznokcie u lewej nogi*
*łagodnie wyjmuje swoją nogę z Kurzego dzioba i gładzi po grzebyku*

Spojrzałam w stronę chłopaków. Lewy i Semir obracali kolejną butelkę wódki.
Turlali ją i robili "bączka".
Albo robili z nią coś jeszcze. Tylko szyjka chyba jest za wąska.

********


[Po zakrapianej imprezie następuje oczywiście poranek kojota, czyli kupa Elementów Komicznych. Z przewagą kupy.]


-Peszko, wyłaź z tego kibla- walił w drzwi Arboleda- myślisz, że tylko ty masz problemy?
- Ja nie mam żadnych problemów, mój ostatni problem popłynął właśnie wulkanizacją.- odpowiedział Sławek.
Znaczy, gumowe rury mają w tym Poznaniu, czy jak?
Mają mieszkania z gumy, jak to przy Roosevelta 5, to i rury gumowe...
Teraz rozumiem, dlaczego mieszkając w Poznaniu miałam takie gówniane opony!


Po chwili do kuchni wszedł oburzony Arboleda.
- Zabiję jego, odkopię i jeszcze raz zabiję i znowu zakopię.- mówił pod nosem.
Ulubiony Cytat Ałtoreczek - jest!
Dodatkowo schrzaniony przez kolejne złe użycie zaimka.


Po 15 minutach:
- Dobra zbieramy się, wy macie trening, a ja idę na ścięcie- poinformowałam zawodników.- Miło się z wami pracowało.
- Dlaczego się z nami żegnasz?- spytał przerażony Wilk, który drzemał na fotelu.
Przez sen zapytał. Na jawie by mu przez gardło nie przeszło...

- Bo trener mnie zabije, jutro mecz, a ja miałam...
- Trener nie musi o niczym wiedzieć, powiemy, że jesteśmy już odpowiednio nakręceni... do meczu oczywiście.- powiedział Stilić.- I to wszystko Twoja zasługa...
- Stilić, nie podlizuj się, nie zamierzam kłamać, bo to i tak wyjdzie prędzej czy później...
Nawet prędzej, jak trener popatrzy na wasze skacowane gęby.

- Lepiej, żeby wyszło później- odpowiedział Lewy.
Przez całą drogę do klubu, zastanawiałam się nad tym: "Powiedzieć, czy nie".
Ludzie oglądali się na nas, gdy całą bandą szliśmy przez centrum Poznania.
Bo oczywiście nikogo nie było stać na taksówkę, a komunikacja miejska jest dla lamerów.
Nie ma to jak lansik na deptaku.
Znowu to samo. Przecież mieszkanie Reni znajduje się niedaleko stadionu, jak zostało to opisane w pierwszej części. To jakim cudem oni idą na stadion przez centrum Poznania? Po co?


W bramie klubu minęło nas oczywiście różowe porshe. Tym razem szłam w bezpiecznej odległości, więc Patrycja nie miała szans mnie potrącić. Jeszcze nie teraz. Może jutro jej się uda.
Trzymamy za to kciuki!
Jak mylicie, miałaby większe szanse, gdyby jeździła Porsche?
Tylko, jeśli by nie było różowe.

- No proszę, idzie "Sierotka Marysia i jej 12 Smerfów"- wyszczerzyła się Pippi.
Tak, zważywszy kaca, mieli prawo być nieco niebieskawi na obliczach.

- Jeżeli już to Sierotka Marysia i jej krasnoludki, a nie Smerfy...- zaśmiał się Lewy- Co Ty bajek nie oglądałaś?
Patrycja zrobiła wystraszoną minę, znów ktoś ją atakował.
Gąskami Sierotki Marysi.
*facepalm*
Ta Patrycja jakaś mocno znerwicowana, skoro niewinną uwagę uznaje za atak. Na szczęście, gdyby potrzebowała terapeuty, Renia jest w pobliżu!
W wykonaniu Reni możemy się spodziewać jedynie terapii szokowej, obawiam się.
Z niej jest taki terapeuta, jak... szampan z bełta.


- Ona zamiast bajek, oglądała filmy na Discovery Planet o operacjach plastycznych- podsumował Wojtkowiak.
Bo to dużo głupsze programy niż Top Gear, gdyż oglądają je kobiety.

I odeszliśmy całą grupą zostawiając panią Walczak w osłupieniu.
Aleście jej dogadali! Dobrze jej tak, po co się wozi ruziowym porshe (nie mylić z Porsche)!
Jesteśmy kul i megaqrwazajebiści, no nie?

Gdy weszliśmy od razu natknęliśmy się na trenera.
- Co to "Wesołe Przedszkole"?- spytał.
Taki program dla dzieci... A dla drużyny piłkarskiej chyba lepiej być wesołym przedszkolem niż ponurym domem spokojnej starości.

- No tak jakby...- usłyszał glosy chłopaków, którzy już kierowali się w stronę szatni.
- Do treningu zostało jeszcze trochę czasu, proszę do gabinetu, mamy do pomówienia- powiedział.
O nie!! Czyżby już wiedział?? Usiadłam na krześle w jego pokoju.
Szpro zadumała się nad czynnością siadania i doceniła, że na krześle.
Surowy trener mógł przecież zaproponować za karę siedzenie na nodze od krzesła.

- Jak tam samopoczucie przed meczem? To będzie trudne spotkanie, potencjalnie słabszy rywal, ale wie pani jak to jest...
- Wiem, wiem naoglądałam się dużo meczów, na przykład ostatnie spotkanie Widzewa z Dolcanem Ząbki, można się załamać...
Nazwa "Dolcan Ząbki" budzi we mnie silne uczucia. Przy okazji - widziałam kiedyś forum (mieszkańców osiedla) które nazywało się Ząbki Piłsudskiego.

- Zaraz, zaraz powiedziała Pani o Widzewie?
- Tak, też to zauważyłam - mruknęła Szpro, czując drgnienia duszy prawdziwej, bałuckiej ŁKSiary.

- Tak co w tym dziwnego? Od dziecka kibicuję Widzewowi, miałam nawet wykupiony karnet na jego wszystkie mecze...
Było kibicować drugiej drużynie, kobiety miały darmowy wjazd na stadion.

- To dobrze, że ktoś jeszcze pamięta o tak wielkim zespole, byłem kiedyś jego trenerem... to były czasy, graliśmy w Lidze Mistrzów, byliśmy kilkakrotnie mistrzami Polski- westchnął ciężko- no ale Ciebie jeszcze na świecie nie było...
Zaraz. To ile lat ma BoChaterka? Widzew ostatni raz był Mistrzem Polski w 1997, w Lidze Mistrzów grał rok wcześniej.
Kolejne zapętlenie czasoprzestrzeni...

- Nie było, ale znam historię klubu bardzo dobrze...w Łodzi jest Pan znany i to jeszcze jak...
Smuda zaśmiał się.
- Nie wiedziałem, że jesteś z Łodzi, jaki zbieg okoliczności.
Nie, kurnać, w ogóle nic nie wiedziałem o osobie, która ma być odpowiedzialna za morale moich zawodników.

- No tak jakoś wyszło...
Wstałam i miałam już wyjść, jednak przypomniałam sobie o tym nad czy myślałam całą drogę.
- Trenerze, powiem prost z mostu, nie przeprowadziłam zajęć z piłkarzami, z mojej winy.
Smuda znieruchomiał. - PAKUJ SIĘ I WON! - ryknął, po czym sobie przypomniał, że gra w opku i z grymasem wszedł w rolę.

- Dobrze, mam nadzieję, że nadrobicie wszystko- powiedział spoglądając na zdjęcie na biurku z napisem " TRENEROWI SYMPATYCY WIDZEWA"
- Wspomnienia wróciły?- spytałam.
- Tak...- głos się jemu załamał.
Ręce natomiast załamały się mnie.
Ja zaś rzuciłam się do Smudy z dużą, obiektywnie nie całkiem czystą chustką do nosa.

- Przecież tutaj może być jeszcze lepiej, też zdobędziemy mistrzostwo...- Ja w to wierzę- dodałam i wyszłam.
Jeszcze parę bibek z piłkarzami i możemy startować w mistrzostwach świata we wszywaniu esperalu!

Smuda uśmiechnął się i rękawem otarł łzę.
Łza spłynęła. Blask miała kryształowy, doskonały,
i - wybaczcie mi państwo - twarz pod nią
tak się cudnie rysowała,
że zaczęłam bić brawo i wrzeszczeć: "niech żyje łza!",
aż Kura mruknęła: -"She's gone mad" - "Ona zwariowała".

Zaś Kura niniejszym udała się w kąt
Gdzie w gniazdku już czekał niezawodny Prąd.
Trzask, błysk! I został po niej tylko Swąd.


*******
Dziś wielki dzień, spotkanie z Grashoppers Zurych.
Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
"Wstańcie, lechici, Zurych nadchodzi!
Bierzcie pały, widły, noże,
Zurich wygrać dziś nie może,
pobijemy go!"
(W oryginale śpiewało się oczywiście o Legii.)

Zawodnicy chodzili pobudzeni.. Nie dziwota. Na stadionie z każdą minutą zaczęło przybywać coraz więcej kibiców. A mnie powoli zjadał stres.
OMNOMNOMNOM.
Mały Stres, kuzyn Małego Głoda.

Trener wyszedł od zawodników z szatni wyraźnie niezadowolony.
Wiedziałam o co chodzi. Nieśmiało otworzyłam drzwi.
Usiądźcie wygodnie. Strona główna demotywatorów proudly presents.

- No chłopaki, co to ma być??
Wszyscy spojrzeli w moją stronę.
-"Też się nad tym zastanawiamy, jak na ciebie patrzymy" - pomyśleli chórem.
- Brawo, uczą się chłopaki! - pomyślał Stirlitz.

- Macie wyjść na boisko i przejechać po nich, oczekuję wyniku przynajmniej 5 : 0. Chcę zobaczyć, że Wam zależy. Chcecie wygrać?
- Tak- powiedział Kotorowski.
- Nie słyszę...- udawałam obrażoną.
-"Lepiej jej przytaknijmy, bo nigdy się nie odczepi" - skonstatowali z przerażeniem.

- Taaaaaaak- krzyknęli wszyscy.
- Zróbcie to dla tych tysięcy kibiców, którzy dla Was przyszli.
I dla tych tysięcy pieniędzy, dla których przyszliście wy!

Chłopcy zaczęli wybiegać z szatni. Odetchnęłam z ulgą. Oparłam głowę o ścianę.
Mam nadzieję, że z odpowiednim impetem.
Ten stres, to napięcie, ta świadomość, że się przepierdoliło tyle cennego czasu...
Ta świadomość czasu spędzonego dobrze - na oglądaniu amerykańskich filmów o kiepskich drużynach i zblazowanych trenerach...


Mecz się rozpoczął. Usiadłam obok trenera na ławce. Co chwila błyskały flesze. Przeszkadzało mi to. Bardzo.
Nie mogłam znieść, że fotografują jakichś tam zawodników, a nie mnie, Cudowną Renię!
Poza tym przypominały mi burzę i noc w ramionach Semira. Powinni tego zabronić.


[Tu następuje skondensowany opis pierwszej połowy meczu]


Chłopcy zeszli do szatni. Smuda ciągle wytykał im błędy. Rozumiem, gdyby przegrywali, ale oni przecież grają świetnie. Musiałam jakoś zareagować.
Przyszło dwóch ponurych i miało rosyjski akcent. Sami rozumiecie, że musiałam.

- Trenerze, spokojnie, przecież chłopcy dają z siebie wszystko, rywal kompletnie nie istnieje.Wyluzuj staruszku!- wyrwało mi się.
Podważanie autorytetu trenera przy całej drużynie to, jak rozumiem, jakaś nowatorska metoda motywacji psychologicznej?
Cóż wie o motywowaniu zespołu trener z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem wobec naszej Mary Sue!

[Trwa druga połowa, Lech prowadzi 4:0, trener szykuje się do zmian. Renia oczywiście musi wziąć sprawy w swoje ręce, a co!]

- Trenerze, ja nie chcę nic mówić [to nie mów!!!], ale tak mi się wydaje, ale trener zrobi co będzie chciał, bo ja tu nie mam nic do powiedzenia- mówiłam.
I w ogóle niech mnie pan trochę ponamawia do udzielania rad, bo się czuję niedopieszczona!

- Do rzeczy...- odpowiedział trener.
- Może by tak jakieś zmiany zrobić. Robert powinien odpocząć i Rengifo też.
Sama ich zmęczyłam, to wiem!

- Tak myślisz?- spytał trener- Zastanawiałem się nad tym... no dobra skoro dzisiaj masz takiego nosa, to zaryzykuję...kogo proponujesz?
- Injać za Lewego i Reiss za Rengifo- powiedziałam.
- Myślałam nad tym, żeby zmienić Stilića- Franz podzielił się ze mną swoimi spostrzeżeniami.
A ja wzięłam spostrzeżenie i spuściłam je w kiblu.
Tak swoją drogą, patrząc na ogólną fachowość Reni w każdej dziedzinie, aż się dziwię, że nie podbiega do bramkarza z pełnym troski pytaniem, czy dobrze się czuje, bo nie biega z innymi zawodnikami...
I nie pyta, czy mu nie zimno w rączki, skoro cały czas nosi rękawiczki.

- NIE, SEMIRA NIEE!!- sama nie wiem, dlaczego to powiedziałam.
- Dobrze spokojnie- zaśmiał się trener.
Tylko mi tu nie histeryzuj!
I trener postąpił tak, jak mu Renia Bogini Matka zaleciła.

[I tak oto, dzięki światłym wskazówkom Reni, mecz kończy się wynikiem 6:0 dla Lecha.]
[nie żebyśmy się czuli zaskoczeni, prawda?]


******

Minęły 2 miesiące mojej pracy. Szybko. Jak na razie wywalić mnie nie chcą, to dobrze, bo mieszkania im nie oddam.
Rzucę się w progu, rozdzierając szaty, ot co!
Albo zahoduję troje drobnych dzieci i co mi zrobicie?

Ewka, ma przyjechać lada dzień. W Poznaniu byłaby wcześniej, gdyby nie to, że jej mama złamała nogę, siłą rzeczy musiała jej pomóc. Tak więc wyczekuję już jej przyjazdu. Jak to codziennie bywa, po treningu i mojej skończonej pracy, 3/4 zespołu przesiaduje u mnie w mieszkaniu.
Wolna chata, nie ma starych, można poimprezować. Że co? Że to dorośli ludzie? No bez jaj.

To taka tradycja, już nawet nie pytają się czy mogą, tylko pakują się bez pytania.Helooooł, ja też chcę mieć odrobinę prywatności!!!
Bo oni oczywiście nie mają żadnych własnych spraw, rodzin, żon, narzeczonych, czy choćby kumpli od piwa.
Ogólnie wiadomo, że piłkarze, siatkarze, skoczkowie, kierowcy Formuły zawsze, ale to zawsze i wszędzie trzymają się razem. W zespołach nie ma żadnej antypatii czy zwykłej rozbieżności fal, na których się nadaje, nie ma problemów, nie ma znużenia ciągłym oglądaniem tych samych gąb. Pełna nirwana i Era Wodnika.

Przecież ja ich nie mam gdzie pomieścić.Cześć rozsiądzie się na sofie, część na fotelach, krzesłach, parapecie, podłodze, blacie w kuchni.... [część poupycham po szafkach, część powieszę na karniszu] są jak robactwo, wszędzie ich pełno.
Robactwo? *podkula nogi pod siebie i hiperwentyluje*

Dobra, żart,
Następnym razem ostrzegaj, panienko!

tak naprawdę przez te 2 miesiące bardzo się z nimi zżyłam, myślę, że oni ze mną też.
Razem jemy, śpimy i przytrzymujemy sobie drzwi w wychodku.
Oraz głowy podczas imprezowego haftowania.

Wbrew pozorom lubię, kiedy tak codziennie wpadają z "niezapowiedzianą" wizytą. Tak wiec także i dziś, nie omieszkali opuścić naszych spotkań.
Nie rozumiemy co piszemy, nie rozumiemy... "Nie omieszkać" , jak uczy nas SJP, znaczy "nie zaniedbać sposobności do zrobienia czegoś", czyli z powyższego zdania wynikałoby, że chłopaki korzystali z każdej okazji, byle tylko wymigać się od spotkania z Renią, muhihihihi.
A ona czepiała się ich rękawów i siąkała nosem: "no choooodźcie do mnie, bęęęędzie fajnie".

Usłyszałam walenie do drzwi.
- W 11 na maskę! Twój dom otaczają saperzy!- krzyczał Wilk.
A Sierżanci?
I Granatniki?
Ale... ale dlaczego Wilk rozkazuje ludziom z W11 rzucić się na maskę?...
I dlaczego akurat saperzy? Bo "sex bomb, sex bomb, you're my sex bomb"?
Może uznano, że trzeba rozpracować jej nadętą minę.

Podeszłam i otworzyłam. "Wsypali się" do mojego królestwa, nawet nie zauważyli, że tak przypadkiem stałam na ich drodze. Zostałam znokautowana. Rozsiedli się w salonie.
I zaczęli ryczeć: Obiad, kobieto! A stratowana w progu Renia pokornie powlokła się do kuchni.
I skonstatowała z radością: "Nagotowałam na trzy dni, to już nie muszę myśleć!".

- No to co dzisiaj robimy?- spytał Semir.
- Nie wiem jak wy, ale ja jestem padnięta, wczoraj całą noc pisałam raport z " mojej działalności" w tym miejscu, Patrycja powiedziała, że musi wiedzieć, za co ma mi płacić.
Bo wcześniej nie miała przygotowanego zakresu obowiązków, opisu stanowiska, ani nic.
E, skoro Renia co noc imprezuje z chłopakami, co musi się odbijać na ich kondycji, też bym zażądała raportu. Jeśli nie audytu.
Po dwóch miesiącach ciągłego imprezowania oni powinni być w takiej formie, że szmatą dobijesz. Przecież czegoś takiego nikt normalny nie wytrzyma.

- A co jej do tego?- spytał Arboleda.
- No przecież, to ona zajmuje się pieniędzmi klubu...- załamał się Injać.
- Ona nie musi pisać sprawozdania na temat ile pieniędzy klubu wydała już na swoje operacje plastyczne- podsumował Lewy.- To dlaczego Ty musisz?
Tjaaaa, bo klub to taki prywatny folwarczek, gdzie każdy pracownik może sobie uskubać na swoje prywatne wydatki.

- Widocznie myśli, że mi się nudzi w domu, po prostu chce mi dowalić jeszcze więcej roboty...
Khę... A tak właściwie, to co Ty, słonko, robisz w domu oprócz imprezowania z chłopakami?
W każdym razie na pewno się nie nudzi. Klik, klik.

Temat: "Patrycja- człowiek czy mutant" trwał jeszcze dobrą godzinę. Chłopaki wymieniali się spostrzeżeniami, że chyba ostatnio znów w usta wstrzyknęła sobie jakieś gówno, bo od tygodnia chodzi opuchnięta.
Czyli "jak sobie ałtoreczka wyobraża męskie rozmowy"...
A widziałeś, jak fatalnie dobrała kolor bluzki do spódnicy? Kto to widział łączyć cyklamen z oberżyną!
 

*******
Wyszłam do pracy o 10. Chciałam jak najszybciej uwinąć się z robotą, żeby później odebrać Ewkę z lotniska.
Że nasza Mary Sue nie zniża się do podróży pociągiem z Łodzi do Poznania, to jeszcze pojmuję. Ale że jej Przyjaciółka też...?

Tak, tak dzisiaj przylatuje! Dzisiaj jest też pierwszy dzień mojego planu! Jak zawsze chłopaki przyjdą do mnie, a co najważniejsze będzie Wilk, Jakub Wilk. Ha^^
I wystąpi błąd. Wielbłąd. Ha *brewki wbrew*
Error 404. Sens not found.


Szłam zamyślona w stronę swojego gabinetu.
-Renata, czekaj- usłyszałam kobiecy głos.
FUCK! Pippi^^
Sama sobie... tę Pippi. Toż to jeszcze dziecko :P

- Czego chcesz?
- Mam prośbę...
Zrobiłam wieeeeeelkieeee oczy.
O TAKIE.

- Mogłabyś uregulować te wpłaty klubu, dzisiaj wyjeżdżam w sprawie służbowej...
No i? Klub nie korzysta z e-bankowości?
To taki tradycyjnie zarządzany klub, przelewy robią na poczcie, pensje wypłacają w gotówce...
Piszą na maszynie przez kalkę i całą korespondencję wysyłają Pocztą Polską.
I dzwonią przez centralę, zamawiając międzymiastową!

- To nie możesz sama sobie tego uregulować- coś mi tu śmierdziało...
- No właśnie nie, nie dam rady, zaraz mam samolot- Patrycja zrobiła błagalne oczy.
- To daj to prezesowi, ja nie znam się na tym, nie wiem co miałabym robić- próbowałam się wymigać.
A prezes skoczy na pocztę. Uwielbia plotkować z pańciami w okienkach.

- Prezesa nie ma.
- Dobra daj to- w końcu uległam. Myślałam, że jestem bardziej asertywna.
Nie da się stopniować nieistniejącej cechy.

Patrycja objaśniła mi wszystko co mam zrobić, co mi szkodzi. Ludziom trzeba pomagać. No nie?? NAWET TAKIEJ WREDNEJ KREATURZE.
Oczywiście nikt się jeszcze nie domyślił, że to element Tajnego Planu Tej Złej, prawda?
Nic a nic. Kuro, jesteś coraz bliżej stania się moją idolką. Jak na to wpadłaś?
To elementarne, drogi Watsonie! *zapala fajkę i rozgląda się za skrzypcami*


*******

Mój wzrok padł na 'Dziennik poznański". Przeglądałam, przeglądałam. W końcu moją uwagę przykuł artykuł pt. " Nowa zdobycz poznańskiego Lecha" Zaczęłam czytać.
Z nadzieją, że będzie coś o mnie albo przynajmniej twarzowa fotka.
Głos Wielkopolski jeżeli już. Kiedyś była "Gazeta Poznańska" i "Ekspress Poznański", popołudniówka, ale nic więcej. "Dziennik Poznański" wydawany był w latach 1859 - 1939.
Ałtoreczce poplątało się z "Dziennikiem Łódzkim". Acz zważywszy poziom artykułu, który zaraz przeczytamy, bliżej mu do "Gazety Łódzkiej".

"Sezon rozpoczęty. Jak to w okresie letnim bywa kluby nie próżnowały i prześcigały się w kupnie zawodników. [...] Jednak nie sami sportowcy tworzą zespół. Wie o tym dobrze Lech Poznań,do którego jeszcze w lipcu dołączyła nowa osoba. Nie jest to kolejny snajper, ale psycholog. Renata Nowańska. Chodź w Poznaniu pracuje od niedawna, z wiarygodnych źródeł dowiedzieliśmy się, że współpraca układa się świetnie. [w przeciwieństwie do współpracy pana redaktora ze słownikiem ortograficznym] Miejmy nadzieję, że tak będzie nadal. Nie jest to ktoś z przypadku, [nie, wcale!] ale osoba, która wie co to znaczy smak zwycięstwa( przyp. red. psycholog ma za sobą pracę ze szczypiornistami i wciąż jeszcze aktualny kontrakt). [...]
-"Skąd oni o mnie tyle wiedzą?"- przeszło mi przez myśl.
Może z telewizji, khę? Już nie pamiętasz, jak tam się lansowałaś?
No rzeczywiście, wielki mi problem zebrać trochę informacji.
Zważywszy niechęć ałtoreczek do wujka google'a - pewien problem z tym jest...

Całą drogę powrotną myślałam o tym artykule. Jednak w końcu postanowiłam dać sobie spokój, przecież nie pisali nic złego,żebym się tym tak przejmowała.
Dobrze, czy źle, byleby nazwiska nie przekręcali.
"Czy to przodem, czy to tyłem, grunt, że w telewizji byłem."

********

Niezastąpiona Renia, odcinek 1648:

Smuda poszedł do gabinetu Renaty. Zapukał i wszedł.
Byłam przekonana, ze to któryś z piłkarzy albo Ewka.
No i suspense szlag trafił...

- Siema Bąku- odwróciłam się od regału i stanęłam twarzą w twarz z Franzem.- To znaczy...yyy...noo.. dzień dobry.
- Dzień dobry- zaśmiał się Franek.
- Coś się stało?
Normalnie wchodził bez pukania i przywitania, że coś się musiało stać?

- Nie właściwie...tak...potrzebuję Twojej pomocy.
I zaśpiewał:
Won't you please, please help me?

- Ja mam pomóc?
- Tak... mam problem... osoba z mojej rodziny jest w szpitalu... w Łodzi...muszę wyjechać... ale na mecz wrócę na pewno.
Dostała nagłego ataku wielokropków. To u nas rodzinne.

- O...przykro mi...mam nadzieję, że to nic groźnego?
I wielce zakaźne.

- Podobno... najgorsze minęło...Chciałbym tylko, żebyś czuwała nad zawodnikami...
Bo trener w piłkarskim klubie jest tylko jeden, nie ma żadnych asystentów, żadnych trenerów drużyn "B", żadnych speców od przygotowań, żadnych fizjoterapeutów, lekarzy, masażystów. Jest tylko trener i Mary Sue.
I my. Internet jest za mały dla nas wszystkich!

- Ja mam czuwać... ja nie potrafię sama nad sobą zapanować, a co dopiero nad nimi??
Przecież nie po to mnie zatrudniono na stanowisku psychologa zespołu, bym miała mieć wpływ na nastroje w drużynie!


- Poradzisz sobie... to tylko 2 dni.
Poprowadzisz treningi, to nic trudnego, zadasz im po prostu parę kółek...

- No ale...
- Nie odmawiaj mi...- spojrzał na mnie błagalnie.
Zrobił "oczka Kota ze Shreka"? Jak nie, to się nie liczy!
Tak, mniej więcej takie.

- Dobrze...
Muszę popracować nad swoją asertywnością. Nie ma chuja!
...we wsi Poznań!
Nie ma chuja! Ukradli!
Urwali od jajec.
*******
[Renia realizuje plan zeswatania swojej przyjaciółki Ewy z Kubą Wilkiem. W tym celu umawia się z nią w szatni zawodników, a Semir wygania wszystkich pozostałych, oprócz Wilka, który, nieświadomy niczego, właśnie bierze prysznic.]

********
Ewa weszła nieśmiało do szatni. Rozejrzała się w koło.
A potem spojrzała w trójkącik. I zobaczyła faceta przy pisuarze (z rozpędu napisałam "PiSuarze")

-" Po jaką cholerę, kazała mi tu przyjść"- mówiła do siebie.
Weszła dalej i zaczęła chodzić sobie po pomieszczeniu. Przystanęła przy szafce, która należała do Kuby. Uśmiechnęła się, bo do głowy przyszedł jej pomysł.
Mnie też raz przyszedł i do tej pory się uśmiecham!

Wyjęła z torebki markera. Przekreśliła jego imię i nazwisko i napisała coś od siebie. "Golum - Smigol". Przed oczami stanął jej obraz stwora z filmu "Władca pierścieni". Była dumna ze swego dzieła.
Jest z czego. Dwa imiona, w każdym błąd.
Strach pomyśleć, co by było, gdyby uparła się użyć Grzegorza Brzęczyszczykiewicza.

Nagle poczuła czyjeś ręce w pasie i ktoś gwałtownie obrócił ją w swoją stronę...
Stanęła twarzą w twarzą w twarz z Kubą.Przepasany był tylko ręcznikiem, po jego ciele spływały kropelki wody.
Niezawodna scena okołoprysznicowa - jest!
Czytałam takie sceny lepiej opisane...

- Nie patrz się tak na mnie, bo się boję- powiedziała ze strachem Ewa.
- Czego?
- Wilka złego.
Zaczęli się śmiać. Napięcie trochę opadło.
Uu, flaczek...

- Szukam Renaty- próbowała się wytłumaczyć.
Szuka, czego nie zgubiła - może znaleźć, czego nie szukała.

- Tu jej raczej nie znajdziesz...
- A... no dobra to już idę- powiedziała i wyminęła Kubę.
Ale on złapał ją za rękę i mocno przyciągnął do siebie. Potem szepnął jej do ucha w taki sposób, ze Ewa poczuła ciarki na całym ciele.
Du riechst so gut...
Ciepły ślimak ucho liże, w szyję dmą gorące ryje!

- Przyznaj się, że przyszłaś tutaj do mnie...
- Pomarzyć dobra, rzecz...
- Ja i tak wiem swoje...
- Kuba nie przyklejaj się do mnie bo mokry jesteś- Ewka próbowała odsunąć od siebie Wilka. Ten jednak jeszcze bardziej przysuwał się do niej....
Aż w końcu uwiesił się jej na szyi i zaszlochał "miasto dla rowerów! nie dla samochodów!".
Szpro, czyżby jakaś mała obsesja?
Niewielka mania. Taka minimania wręcz, rzekłabym.

- Jak dasz mi coś, to przestanę - zaproponował Wilk.
- Dać to Tobie mogę co najwyżej kopa w dupę!
A właściwie, po co kopa...
Z drugiej strony, zawsze to jakiś kontakt fizyczny.

- No to nie- i jeszcze bardziej przykleił się mokrym ciałem do Ewy.
ŚLURP.

- Dobra, ok, to co to ma być? - dziewczyna poddała się.
Mientka.
Dlaczego za każdym razem czytam "minetka"?
Spytaj papy Freuda...
Czy ja wyglądam na nekromantkę?!

- No taki mały buziaczek, taki tyci, tyci...
Ewka przybliżyła usta do policzka Kuby, nie miała zamiaru w drugim dniu znajomości całować jakiegoś chłopaka. To wbrew jej regułom.
Natomiast łażenie po męskiej szatni po treningu absolutnie nie było im wbrew.
Przecież "szukała Renaty".

Jednak Kuba w najmniej spodziewanym momencie odwrócił swoją twarz i ich usta się spotkały. (Zieeeeew.) To było dla niej zaskoczenie (O RLY?). Próbowała odsunąć się od Wilka, ale ten jeszcze mocniej przytrzymał ją w talii. W końcu uległa. Była jej przyjemnie, jemu z resztą też.
Reszta wróciła podstępnie i cichaczem, czując, że coś się święci.
Szturchali się łokciami i pokazywali sobie wyprostowane kciuki.

Oplotła ramionami szyje chłopaka, gładziła jego po włosach. Jego ręce błądziły po jej placach [alejach i bulwarach] i twarzy...Teraz już nie zamierzała tego przerywać.

Zagraj dla mnie pierwszy raz
Otul twarzą moją twarz
Co z nami będzie, gdy w szatni zgrzyt
niesie się echem, prywatność to mit.
Gdy zespół przybiegnie,
a nogi me rozstąpią się (w plecach szafkę mam)
gdy przyjdą popatrzeć,
wstyd całkiem mnie zeżre i ciebie do reszty też.

Zawsze mnie zastanawiało, jak wygląda otulanie twarzy twarzą.
Jestem w stanie to sobie wyobrazić, jeśli jedna z tych twarzy ma bardzo obwisłe policzki.
Może wygląda TAK?

[Kolejny wygrany mecz Lecha, tym razem z Austrią Wiedeń, dzięki doskonałym technikom motywacyjnym Reni. Cytuję: Koko dżambo i do przodu!]


*******
Minął kolejny miesiąc mojej pracy w Lechu. Zauważyłam, że stałam się bardziej rozpoznawalna.
Niemały wpływ na to miała naga sesja w Vivie i kilka plotek na Pudelku.

Ludzie często zaczepiają mnie na ulicy, proszą o wspólne zdjęcie, gratulują, a często tak po prostu przystają na chwilę, żeby zamienić kilka słów. Jest to miłe, jednak bardzo krępujące.
A radosny rechot Kury potoczył się jak fala po wzburzonym morzu...
Na Bora Zielonego, czy one wszystkie naprawdę sądzą, że przeciętny kibic ma pojęcie, jak wygląda psycholog drużyny, lekarz, fizjoterapeuta, ktokolwiek z personelu?!

Kibic - nie. Panie kibicki - owszem, jeśli pani psycholog jest jednocześnie dziewczyną Zagranicznego Ciacha z Uwielbianej Drużyny. Z tym, że zamiana tych paru słów ograniczałaby się głównie do tych niecenzuralnych.
I taka ich jest masa, że często zaczepiają ją na ulicy?
Sądząc z wyniku wyszukiwania w google Stilić + wyznanie, to owszem...

Ewa, która mówiła, że przyjeżdża odwiedzić mnie tylko na kilka dni, na dobre zadomowiła się w Poznaniu.
Rzuciła studia i rodzinę...?
Ograniczali jej rozwój. Normalka.

Nie mieszka u mnie, chociaż mówiłam jej, że nie sprawia mi to żadnego problemu... ale jak ona już coś postanowi to koniec! Musi być tak jak ona chce! Teraz mieszka razem z Kubą.
Nie miał biedaczek nic do gadania.
Zamieszczał tylko enigmatyczne statusy na gadu-gadu o złotej klatce i przekarmieniu diamentami.

Szybcy są, nie zdziwiłabym się, gdyby oznajmiła mi w niedługim czasie, że będę ciocią. Ach, ta miłość:))
Bo zakochanie się i wspólne zamieszkanie = natychmiastowe zajście w ciążę.
A my z Semirrem wciąż tylko trzymanie za łapkę i buziaczki w policzek...
I wspólne chowanie głów pod kocykiem podczas burzy.

********

[A tymczasem... Patrycja Strikes Back!]

Weszłam nieśmiało do sali. Czekał na mnie już prezes Kadziński oraz wiceprezes.
- Proszę, niech Pani usiądzie- powiedział grobowym głosem.
O nieee, już się boję. Posłusznie klapnęłam na najbliższe krzesło.
Tak, mnie też siadanie źle się kojarzy. Każą usiąść i człowiek siedzi. Kilka lat.
Szpro, czy Tobie się wydaje, że jak chodzisz, to nie siedzisz?
Tak. A gdyby człowiek wiedział, że go posadzą, to by się położył.

- Coś się stało? O co chodzi?
- Zaczekamy jeszcze na trenera... chcę, żeby byli wszyscy obecni.
Wiem. Klub plajtuje!

Po chwili przyszedł Smuda. Spojrzał na mnie z wyrazem twarzy : "Ale o co kaman?"
- Zebrałem Was tu wszystkich, ponieważ mamy problem i to poważny...- zaczął powoli Prezes- chodzi o...
Pieniądze, seks lub władzę. Jak zawsze.

- Chodzi o to, że kilka miesięcy temu, poprosiłam Renatę, aby dokonała za mnie przelew
Albo wykonała przelewu.

bankowy - wtrąciła się Patrycja- jednak ona bezczelnie to wykorzystała...od tego czasu nasze finanse nie zgadzają się...ktoś bez skrupułów, wykorzystywał nasz pieniądze, dla swoich celów... mam to na papierze.
Papier westchnął: -"Jestem cierpliwy. Jeszcze".
Rozważał jednak opcję samozapłonu.

Pippi rozdała wszystkim kserówki z jakimiś mało zrozumiałymi dla mnie liczbami.
I podeszła do flipczarta odkorkowując z morderczą miną markera.
Będzie odtickowywać punkty na czekliście.

- Proszę spojrzeć na dzień... 30 września... tego dnia właśnie poprosiłam ją, żeby poszła do banku i dokonała przelewu... tu jest nawet jej podpis- ciągnęła dalej Pippi.
I znów nam się czasoprzestrzeń pętli. Cała akcja dzieje się 20 listopada, w urodziny Cudownej Reni. Wcześniej aŁtorka wspomina, że prośba Patrycji nastąpiła, gdy Renia szła na lotnisko po Ewkę. Od czasu przyjazdu Ewki minął miesiąc. Kto ukradł październik?
Ruskie ukradli. Dlatego rocznicę Rewolucji Październikowej obchodzimy w listopadzie.
Inne tajemnicze zapętlenie dotyczy tego, kiedy właściwie Renia podjęła pracę. Telefon od prezesa dostała na samym początku wakacji, wyjechała dwa dni później - i trafiła do Poznania na kilka dni przed meczem z Grasshoppers Zurych, który odbył się 14 sierpnia 2008. Przez Władywostok jechała?
Leciała, Kuro, leciała...
Chyba w takim razie balonem!


- Przelew miał być na konto firmy Puma, jednak widnieje tutaj inny numer konta bankowego... Myślę, że złodzieja już mamy!
Znów ta Poczta Polska. Wiedziałam...!

Wszyscy spojrzeli na mnie. Nie wierzyłam w to co słyszałam.
- Czy to prawda?- spytał mnie Smuda.
- NIEEEE, NIECH PAN JEJ NIE WIERZY!!!
- Fakty mówią same za siebie- powiedziała Patrycja z wrednym uśmieszkiem- Przyznaj się...nie masz wyjścia, tu jest Twój podpis.
- To prawda, byłam w banku, dokonałam przelewu, ale nie zmieniałam numeru konta... nie wysłałam pieniędzy na moje konto!! Zrobiłam tylko to co mi kazała Patrycja!
Uhm, i nie mam możliwości sprawdzenia salda ani w necie, ani nawet w bankomacie, nie zauważyłam w ogóle, że wpłynęło mi na konto coś oprócz pensji... A może Renia zarabia tyle, że te parę tysięcy wtę czy wewtę nie robi jej żadnej różnicy?
I nie zauważyła, że jest odbiorcą przelewu, sama go realizując w banku czy na poczcie?

- Ale to Ty byłaś ostatnią osobą, która miała z tym styczność! Nie spodziewałem się tego po Pani- rzekł ciężko Kadziński.
Ostatnia, która miała styczność z bankiem? Dwa miesiące wcześniej? To nie najlepiej świadczy o zarządzaniu finansami klubu...
Kadziński ma wyjątkowo dobrą rękę do zatrudniania kiepskich pracowników.

- Ja bym spodziewała się po niej wszystkiego... teraz przez Ciebie, klub ma długi!!
No to faktycznie muszą finansowo gonić resztkami sił, skoro jeden przelew tak im sczyścił konta.

Miałam łzy w oczach.
-Nie rób z siebie ofiary, nie nabierzesz nas na swoje łzy!- Patrycja coraz bardziej mnie pogrążała.
Och, jaka zimna sucz. Mrau.

- Zawiodłem się na Tobie...- powiedział Smuda i wyszedł.
Za nim wyszli prezes i wiceprezes.Zostałam sama z Pippi.
I zamiast rzucić się jej do gardła, nasza Renia całkiem się rozkleja.

- Udało się Tobie, jesteś zadowolona?- mówiłam przez łzy- prosiłaś mnie o to, żeby dokonała tego przelewu, to to zrobiłam... a Ty...
Nie dokończyłam, bo wybiegłam z sali.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!- usłyszałam za sobą śmiech Patrycji.
Och, Renia,
poczułaś, jak trener się gniewa,
musisz się wreszcie nauczyć,
że prośby wrogów trzeba odrzucić
i nigdy, przenigdy nie przelewać.

********

Z samego rana poszłam do klubu. Upewniłam się wcześniej, czy aby na pewno nie spotkam któregoś z Lechitów.
Pracę ułatwiły mi wszczepione w ich ciała chipy i ich geolokalizacja w specjalnie dla klubu przygotowanej aplikacji.

Dobrze, że trening zaczynali dopiero o 12:00.
Bieganiem po puchowych poduszkach i popijaniem koktaili mlecznych z kubków w króliczki.

Od razu skierowałam się do pokoju Smudy.Weszłam.
- Dzień dobry. Chciałam tylko dopełnić formalności- powiedziałam i podłam trenerowi moje wypowiedzenie.
Tja, bo to trener ją zatrudniał... *facepalm*
Podła! Podła wypowiedzenie!

On jednak nic nie odpowiedział, tylko wziął ode mnie teczkę.
- To Twoja decyzja- wstał i podał mi rękę- Miło mi się z Tobą współpracowało.
A jeszcze rozdział temu była niezastąpiona, treningi za niego prowadziła...
Jak to ludzie się zmieniają, gdy w grę wchodzi marnych kilka tysięcy.

Podałam trzęsącą się dłoń Smudzie, po czym szybko wyszłam z gabinetu.
Szłam właśnie ostatni raz korytarzem klubu, kierowałam się do swojego gabinetu, żeby zabrać ostatnie rzeczy.
W defaultowe kartonowe pudełko.

Dziś postanowiłam wrócić do Łodzi.
A my zaraz zobaczymy, co z tych postanowień wynikło.


- 'Muszę być silna...już za kilka godzin będę w Łodzi...tam mi już nic nie grozi..."- powiedziałam sama do siebie.
Krótkie łapki sprawiedliwości nie sięgną z Poznania do Łodzi, proces o defraudację wcale jej nie grozi, prawda?
Przy rzutkości naszego wymiaru sprawiedliwości, co się odwlecze, to może i uciecze.


Z taką myślą odwróciłam gwałtownie głowę i stanęłam twarzą w twarz z Semirem.
- Renata, nie wyjeżdżaj, przecież dobrze wiem, że tego nie zrobiłaś. (...)- Chcesz teraz tak po prostu wrócić do Łodzi i to wszystko stracić?
- A co ja mam do stracenia?-w końcu coś powiedziałam-Pracę, to,że stałam się osobą rozpoznawalną?
Nooo, kochana, jak wytoczą ci proces, staniesz się jeszcze bardziej rozpoznawalna!
Może nawet pokażą cię w Annie Marii Wesołowskiej!

Jednakże Stilić wytacza Argumenty Nie Do Pobicia:

Poczułam jego usta na swoich. Nie spodziewałam się takiej reakcji z jego strony.
Liczyła na to, że odpowie: - Ano fakt, racja! - i odejdzie?
Może liczyła na to, że pchnie ją na sofę i wychędoży ogniście?

Nic nie zrobiłam, nie przerwałam...Tak naprawdę, oboje chcieliśmy tego już od dawna. Nie wiem, dlaczego tak ukrywałam swoje uczucia.Jeszcze bardziej zatopiłam dłonie w jego włosy.On delikatnie objął moją twarz.
-Renata- powiedział i spojrzał mi w oczy- Zakochałem się i nie wiem dlaczego wcześniej Tobie tego nie powiedziałem, bo od kilku miesięcy myślę tylko o tym...
Tylko taki ze mnie nieśmiałek...
Jak mnie czasem trema zeżre, to się chowam przed piłką.

***********

Tak więc zostałam w Poznaniu. Ciągle mieszkam w swoim mieszkaniu. Jednak niedawno uświadomiłam sobie, że ono nie jest już moje. Nie pracuję w Lechu, nie ma mieszkania.
Prawo dżungli.
No! Tylko w dżungli nie pozwalają mieszkać darmo w cudzym mieszkaniu.
Swoją drogą, trzeba mieć tupet, po wylotce wrócić jak gdyby nigdy nic do służbowego mieszkania i dalej sobie w nim mieszkać.

Postanowiłam raz na zawsze zakończyć wszelkie formalności z klubem.
Powinnam zrobić to już miesiąc temu, gdy złożyłam wymówienie.
Buuuuuuhahahahaha. Taaak, zarząd klubu przez miesiąc pokornie czekał, aż ona to sobie wreszcie uświadomi!
Spotykali się tylko co tydzień na wieczornych naradach i dyskutowali, jak jej to delikatnie zasugerować. Ostatnio przewagę zyskiwał pomysł podesłania martwej ryby i uprzejmego liściku z wąglikiem.
Pomysł wysłania jej obciętej głowy upadł z braku ochotnika.

Koło południa, udałam się na Bułgarską. Stanęłam przed drzwiami z tabliczką; " Andrzej Kadziński- Prezes KKS Lech Poznań.
Po czym wyjęłam markera i dopisałam "Kadzilla".

Serce waliło mi jak oszalałe. Pamiętam jego wyraz twarzy, gdy ze smutkiem i złością patrzył na mnie jak na złodzieja. Złodzieja, którym nie byłam. Stało się jak stało. Na myśl, że mam stanąć z nim twarzą w twarz przeszedł mnie po plecach zimny dreszcz.
Przechadzał ją w tę i nazad, tłumacząc łagodnie, że na pewno wszystko się wyjaśni, bo to przecież opko.
Znaczy ona już taka lekko przechodzona jest?
I niejednokrotnie przełożona :>

Nie chciałam tego spotkania....
W końcu zapukałam i weszłam. Jego mina mówiła sama za siebie...
- Dzień doobrrryyy- wydusiłam z siebie drżącym głosem.
- Witam- odpowiedział bez najmniejszych "emocji" w głosie. Jego ton mnie dobił.
Mnie dobił cudzysłów. Zasadźcie "orchidee" na moim "grobie".

- Chciałam oddać klucze- zaczęłam niepewnie- mieszkanie zostawione w takim stanie w jakim je zastałam, nic nie UBYŁO- zaakcentowałam ostatnie słowo, jakbym chciała udowodnić,że nie jestem złodziejem.
Za to PRZYBYŁO - wdeptanych w dywan resztek jedzenia, petów po kątach i dziur w ścianach.
I zmaltretowanych kocyków do chowania się przed burzą.

- Mam nadzieję...
Cios poniżej pasa...
- Sądzi Pan, że może osądzać ludzi? [A co pan jest, Anna Maria Wesołowska?] Że wie o mnie wszystko?? [a co pan jest, Duch Święty?] Jeżeli chodzi o pieniądze klubu, zna Pan moje zdanie na ten temat, nie będę się powtarzać [choć moim zdaniem, płaciliście mi zdecydowanie za mało]. Nie ja dokonałam tych przekrętów. Boli mnie to, że tak łatwo oceniacie innych.
Oceniacie innych. Jakie to opkowe, jakie ałtoreczkowe - nie ma blogaska, w którym Marysia nie fochnęłaby się, że ktoś śmie "oceniać ją nie znając".
Sama tymczasem nie ma oporów przed nadawaniem etykietek i przezwisk ledwo poznanym osobom - vide casus Pippi.

Pan i Smuda...- tutaj przerwałam [i otrząsnęłam się z obrzydzenia]- to ja powinnam się czuć zawiedziona na Was.
Nawas?
Nawas.
Słuchaj. Grusuje u nas Suzin...

Zawód dotyczył przede wszystkim tego, że po jej odejściu klub nadal daje sobie radę, wygrywa, nie spadł do ligi podwórkowej...

Odwróciłam się i wyszłam bez pożegnania.
A łomot zatrzaśniętych drzwi wstrząsnął budynkiem od fundamentów aż po dach.

[Semir proponuje bezdomnej chwilowo Reni zamieszkanie u siebie, ta się zgadza. Sielankę zakłóca pojawienie się całkiem nowej postaci w blogassku]


- A właśnie, zapomniałbym wieczorem ma wpaść towarzystwo i jeszcze dodatkowo Paulina-
powiedział Semir.
- Paulina?
Renia zwęszyła rywalkę.
Zastrzygła uszami, a czubek nosa zadrżał delikatnie.
Ogon naprężył się jak struna, zaś przednia łapka ugięła się wdzięcznie.

- Tak,wnuczka trenera, przez dłuższy czas była w USA, podobno uczyła się, przyjechał do
Polski, no to pomyślałem, że skoro i tak wszyscy przyjdą to też ją zaprosiłem, zapoznamy się.
- Młoda?- spytałam.
- Tak, około 19- 20 lat.
- Sympatyczna?
- No.
- ŁADNA?!
- Oj tak...- Semir uśmiechnął się szeroko.- Mogę jeszcze dokładkę?
- Nie!- powiedziałam wściekła i wyszłam z kuchni.
Separacja od stołu i łoża, natychmiast!


Renata:
Weszłam do sypialni, byłam wściekła. Rzuciłam poduszką o podłogę. To prawda, zdenerwował mnie swoim tekstem.
Najpierw zapewniał jak bardzo mnie kocha, a teraz mówi coś takiego...
Jak śmiał powiedzieć o innej dziewczynie, że jest ładna! Szowinistyczna męska świnia!
Jak w ogóle śmie mieć jakieś znajome?!
Wyobrażam sobie, jak histeryzuje, kiedy Semcio powie "Dzień dobry" dozorczyni.

Leżałam na łóżku i tępo wpatrywałam się w sufit. Może to ja przesadzam? Jestem jakaś przewrażliwiona?
Ależ co Ty. Nigdy w życiu. Dla pewności sprawdź mu jeszcze SMSy w komórce i archiwum GG.

Tak, na pewno nie chciał zrobić mi tym przykrości...
Jednak po chwili odpędziłam od siebie myśli usprawiedliwiające Semira.
Stilić, jako przedstawiciel samców, zwraca uwagę na wszystko co przypomina z wyglądu
samicę, czytaj: cycki, fajny tyłek itp.
Co za dogłębna analiza psychologiczna w wykonaniu naszej Siły Fachowej!
Analiza nie pozbawiona słuszności, ale nad czym ona tak rozpacza...?

************

- Więc, jesteś wnuczką trenera...- zaczęłam rozmowę.
Oraz jesteś córką swojego ojca i matki. No, dość o Tobie, porozmawiajmy o mnie!

- Tak się złożyło...on nie jest moim dziadkiem, znaczy się jest...ale zostałam adoptowana- powiedziała i usiadła na kanapie.
Kwiiik! Tak, takie rzeczy mówi się pierwszy raz napotkanej osobie. Oczywiście!
Oczywiście. Na czole Reni świeci jaskrawy neon "Zaufaj mi, jestem zawodowcem!".
Załóżmy, że Smuda został ojcem w wieku 20 lat. Akcja opka toczy się, gdy ma 61 (rocznik 1948). Jego córka lub syn mają więc 41 oraz 19-letnią adoptowaną córkę. Nawet zakładając, że nie adoptowali niemowlęcia, mamy do czynienia z casusem osoby w wieku od 22 do powiedzmy 25 lat, adoptującej dziecko. Już to widzę. Takie rzeczy to tylko w opkach.

- Aaaa, nie wiem co powiedzieć...przepraszam,nie powinnam...
- Nie szkodzi, w USA nie miałam nikogo, komu mogłabym się wygadać...muszę nadrobić zaległości- uśmiechnęła się do mnie.
Żyła na pustyni?
Przez cały czas pobytu nie nauczyła się języka?
Na Greenpoincie była, to nie musiała.

Czułam się okropnie. Przed naszym spotkaniem obmyślałam plany jak jej się pozbyć, a ona
tak po prostu na wejściu, opowiada mi o swoim życiu...
Nie daj się! Rozmiękczyć Cię chce!

- Nie dziwię się, że jesteś psychologiem- zaczęła po chwili- Kiedy Ciebie zobaczyłam od
razu wiedziałam, że Tobie jako pierwszej wygadam się i powiem to, co trzymam w sobie od dłuższego czasu.
Innymi słowy: na widok Reni zebrało jej się na mentalnego pawia.
Lizuska.

- Na prawdę?
Na prawdę ci przysięgam i nawet na czaplę!

- Przepraszam, może nie powinnam, głupio się zachowałam, nie znamy się, więc co Ciebie
obchodzą moje problemy...
To po cholerę w ogóle zaczęłaś temat?

- Daj spokój, chętnie posłucham i doradzę.
Uwaga na boku: jaki problem psychologiczny, objawiający się teraz, może mieć dorosła osoba, która najprawdopodobniej przez całe życie wie, że była adoptowana?
Otóż ma. Nie będziemy tu cytować długich zwierzeń Pauliny [bita strona A4!], wystarczy wiedzieć, że w Stanach wpadła w złe towarzystwo, piła, ćpała, staczała się, wreszcie została zgwałcona i zaszła w ciążę, którą usunęła (tu uznanie dla aŁtorki za to, że pamiętała, że w Stanach to legalne). Teraz dręczą ją wyrzuty sumienia, oraz dziadek, który pilnuje jej na każdym kroku i wszystkiego zabrania. Wsio.
Ach, porządna dekadencja. Szpro pochwala. Ale dialog poprowadzony jest tak, jakby jedynym problemem Pauliny był fakt bycia dzieckiem przysposobionym.
Nie myślcie sobie jednak drodzy Czytelnicy, że motyw adopcji ma JAKIEKOLWIEK znaczenie dla dalszej akcji. Ot, pojawił się jak meteor, zaświecił i zniknął.

Po chwili wszyscy siedzieli już w salonie. Poszłam do kuchni z Ewą i Anią.
- Ej, co to za jedna?- powiedziała "Lewa" kiedy byłyśmy już same.
- Paulina, wnuczka trenera.
- Zadajesz się z wrogiem?- zdziwiła się Ewa.
Jedno utonięcie w zwierzeniach i od razu zadawanie. Ludzie w pociagach nie takie rzeczy sobie opowiadają.

- Z wrogiem? Daj spokój!
- A może ona jest szpiegiem i specjalnie ją Smuda wysłał?
Paulina krążyła po salonie, jednak coś zdradzało w niej szpiega?
Charakterystyczna trójkątna płetwa grzbietowa?


W dalszej części opka życie towarzyskie kwitnie, a dziewczyny chodzą całą paczką na zakupy, do kawiarni itd - prawdopodobnie za pieniądze chłopaków, bo żadna nie pracuje. Ale to wszak pikuś.


Po trzygodzinnym buszowaniu, przysiadłyśmy w jednej z 'miłych' kawiarni.
I zamierzałyśmy napić się 'kawki' i zjeść po 'ciasteczku'. Apostrofy oznaczają, że kawa była bezkofeinowa, a ciastka nie zawierały czekolady.

Właśnie zastanawiałam się co wybrać, gdy moje oczy ujrzały to, czego nie chciały widzieć nigdy w życiu. Do lokalu weszła Patrycja! Zarzucała tyłkiem we wszystkie strony, mało by brakowało, a spowodowałaby jakąś kolizję.
Gdyby była lubianą przez Renię postacią, kołysałaby zmysłowo biodrami.
Miałaby też głos dźwięczny, a nie skrzekliwy, a oczy bystre, a nie wredne.

Odruchowo zakryłam twarz kartą menu.
- Schowajcie mnie gdzieś!- szepnęłam do dziewczyn.
Upchnijcie pod stołem i zakryjcie serwetą. Możecie mi rzucać resztki.

- Za późno...ona tu idzie...-panikowała Ewa.
'Dobra, spokój, nic się takiego nie dzieje'-mówiłam do siebie.
Otóż to. Popłoch, jakby Was rodzice na paleniu czegoś nielegalnego mieli przyłapać...

Odłożyłam kartę menu na stolik, nawet nie spoglądając na stojącą obok Patrycję.
- Coś tu mi cuchnie zgnilizną. Też to czujecie?-zwróciłam się do dziewczyn, na co one tyko przytaknęły głowami.
I skinęły nogami. Nawiasem mówiąc, wyświechtany tekst, tyle że Sapkowski użył siarki w odniesieniu do Yennefer.

- A to Ty! Witaj Pati, przyjaciółko ma- powiedziałam z ironią.
- Widzę, że przefarbowałaś włosy-zaczęła Ewa- To, że zmieniłaś kolor z rudego na blond, nie zmienia faktu, że i tak zawsze będziesz, rudą, wredną, suk...
...Sukienką?
Sukcesiarą?
No co wy. Sukkubem!
Podoba mi się założenie, że co rude, to wredne. Jest takie uroczo ludyczne.


- Ewa przestań!- przerwałam jej.
- Myślałam, że siedzisz w pierdlu, za przekręty w klubie- zaśmiała się Pippi spojrzała na mnie swoimi wrednymi oczami.
Przez chwilę próbowała patrzeć nie swoimi, łagodnie uśmiechniętymi, ale zrezygnowała z prób po huknięciu się w piszczel podczas podchodzenia do stolika.
Bo patrzeć cudzymi oczami umiał tylko Paul Muad'Dib!

- Uważąj, bo od tego śmiechu silikon Ci się przeleje, już masz jedną wargę zniekształconą-powiedziałam z przejęciem w głosie.
Patrycja odruchowo dotknęła swoich ust.
- Boru, to biedne dziecko myśli, że usta są korygowane silikonem, a nie botoksem...? - pomyślała, przejęta współczuciem.
Chciałabym ją zobaczyć za parę lat, jak wstrzyknie sobie botoks w cycki!

- Że też jeszcze nie masz sprawy w sądzie...- ciągnęła dalej Patrycja.
No właśnie, to interesujące. Sprawa rzekomej defraudacji nie ma żadnego dalszego ciągu, wyjaśnienia, nic. Po tej tu kawiarnianej konfrontacji, również Patrycja ginie w mrokach niepamięci...

- Że też takie nieudane dzieci jak Ty, chodzą po świecie- odgryzałam się.
Uwielbiam, gdy BoChaterka mówi per "dziecko" do osoby starszej od siebie...
Jakie toto się pyskate nagle zrobiło - a jeszcze przed chwilą chciała się chować pod stołem!

Nie lubiłam jeździć po ludziach...
Ja tam czasem lubię się przejechać! Łiii-haaa!

...ale czasami trzeba sprowadzić ich na 'dobrą drogę'.
Dobra droga w przypadku Ałtoreczki wydaje się być wyjątkowo wyboista od wielokropków i z dupy użytych apostrofów.

W wypadku Pippi miałam dobre chęci, ja nie zaczynałam tej rozmowy, udawałam, że nawet jej nie widzę. Nie dało się!
Sama się prosiła. Jeszcze kręciła tyłkiem!
Skleroza zdaje się być wpisana w domyślne ustawienia każdej aŁtoreczki. Nie zaczynała rozmowy? To wróćmy te parę wersów w górę i sprawdźmy, kto się pierwszy odezwał...

- Chodźmy pewnie chłopaki już wrócili-odezwała się Ania, próbując przerwać nasze rozmowy.
Teraz czekałam już tylko na reakcję Pippi.
Wiedziałam, że zdobyłam +50 do lansu ujawniając, że mam swojego samca.

- Chłopaki?-spytała.
- Tak. Nasi MĘŻCZYŹNI!- zaakcentowała Ewa.
Tak, tak. Wasi. Macie ich książeczki szczepień i prawo użytkowania wieczystego.
I nie chłopcy, a MĘŻCZYŹNI, zapamiętaj sobie, Patrycjo, testosteron i te sprawy!

Dało się słyszeć chrząknięcie Pauliny. Rozumiem, ona jako jedyna z nikim nie kręci, ale mogłaby się poświęcić dla dobra sprawy.
I pokręcić ze Żwirkiem i Muchomorkiem.

- Pozdrowić od Ciebie Semira?- spytałam podnosząc się.
I absolutnie nie chciałam jej sprawić przykrości, przecież w ogóle nie wiedziałam, co ona do niego czuje.

- Co? Jak...że jak...on z Tobą?-wybełkotała.
Skąd Pati wyciągnęła ten wniosek? BoCHaterka pyta tylko, czy ma go od niej pozdrowić, nie podrapać po plecach w czasie seksu.

- Pati, otwieraj narządy mowy, bo nie rozumiem co do mnie mówisz- powiedziałam, gdy ją wymijałam.
Nie zrobi to wielkiej różnicy...

- Jak on mógł...-wysyczała przez zaciśnięte zęby.- I da dodatek z Tobą...
- Ja przynajmniej nie mam cellulitu na łokciach, w przeciwieństwie do Ciebie.
I właśnie dlatego Semir ze mną jest. Dla moich gładkich łokci.
Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakiś fetysz ma.

Pomachałyśmy jej na pożegnanie i w dobrych humorach skierowałyśmy się do domu.
Bo nic tak nie poprawia humoru, jak pyskówka w przewadze cztery na jedną.


[Teraz następuje kłótnia Pauliny z jej dziadkiem. Gwoli przypomnienia: Paulina ma 19 lat i kłopoty z narkotykami za sobą. Jest zatem rzeczą zupełnie naturalną, że dziadek czuje się zaniepokojony jej nieobecnością i nowymi znajomymi. Sposób, w jaki postrzega jego niepokój Ałtoreczka otwiera mi nóż w kieszeni]

Kilka godzin później w domu Smudy:
- Gdzie byłaś? Dwa dni poza domem?! Co ty sobie myślisz? Jesteś pod moją opieką!
- Przypominam Ci, że jestem już dorosła! Nie będziesz przez całe życie izolował mnie od świata!.
W ślad za dorosłością nie idzie odpowiedzialność. Objaśniam i pokazuję.

- Nie pyskuj, bo zadzwonię do matki i ojca!
- Już się nie boję Twoich gróźb...daj sobie spokój...-Paulina gwałtownie wstała z zamiarem wyjścia z salonu.- Rób sobie co chcesz, ale daj mi żyć własnym życiem!
A życie własnym życiem oznacza, że nie można wziąć pod uwagę uczuć osoby, z którą się mieszka pod jednym dachem i dać znać, gdzie i z kim się jest?
Nie. Bo przecież ona jest dorosła, a dorosłość polega przede wszystkim na tym, że nie musisz mówić z kim wychodzisz i o której wrócisz, nie?
Fakt. Dorosłość polega na tym, że nie musisz, ale chcesz powiedzieć, gdzie i z kim jesteś - żeby bliscy się o ciebie nie martwili.
Szpro, bo Ty spoglądasz z niewłaściwej strony na tę magiczną granicę lat osiemnastu.
Mnie tam się podoba patrzenie na osiemnastolatki od dupy strony ;>

- Jesteś tu od tygodnia i już mam Cię dosyć!- krzyczał Smuda.
- Poczekaj jeszcze trochę, w święta mnie już nie zobaczysz...
Odejdę! Nawet mnie nie proś, żebym została!

- O czym Ty mówisz?!
- O tym, że w święta wyjeżdżam z przyjaciółmi.
- Z przyjaciółmi?-zaczął się głupkowato śmiać- A nie pamiętasz już swoich znajomych z USA? Nie pamiętasz jak płakałaś przez tego zwyrodnialca?
Tak, w obliczu użytych przez Smudę rozsądnych argumentów określenie "głupkowaty" na jego śmiech ma swoją moc.

- Oni są inni.
- Mów kto to jest?
- Nie!
Nie, nie mów. Masz rację. Niech dziadek się zamartwia, że wróciłaś do nałogu...
Zamartwia? No co Ty! Przecież to wszystko nie z żadnej troski, a z niecnej chęci ograniczenia swobody boCHaterki!

- Mów!
- Znasz ich...
Smuda zrobił się siny na twarzy.
Zaczął ciężko dyszeć i złapał się za serce.
Przypomniał sobie, ilu ludzi zna i jak ciężka praca go czeka, jeśli ma zgadywać.

- Bawisz się ze mną w jakieś zgadywanki? Nigdzie nie jedziesz! Rozumiesz, czy mam powtórzyć?
- Jeszcze się zdziwisz...
Odmroź sobie jeszcze uszy. Nie żałuj sobie.

*********

Paulina otworzyła szafę i zaczęła przeglądać rzeczy potrzebne na wyjazd. Za 2 dni jej tu
nie będzie...

Dziadek prosił, by się z tobą nie spotykać
A gdy przyjdziesz, drzwi przed tobą zamykać
Tłumaczył on mi: "Ty opanuj swe żądze!"
Cofnął mi wręcz cotygodniowe pieniądze
Trudno mi, gdy leżę w czterech ścianach
Wśród zdjęć, do pasa rozebrana
Ogryzione paznokcie, zniszczone Twe fotosy
Niespotykany zapach zwykle wiosną

Otworzę okno - świeże powietrze
Do pokoju, w którym leżę bezwietrznie
Już nie będę go słuchać, ubiorę się i wyjdę
Więcej nie wrócę - wyjdę i nie przyjdę
Dziadek prosił, by się z tobą nie spotykać...


Cieszyła się na samą myśl, odpocznie od dziadka i jego ciągłych wyrzutów. Nieoczekiwanie do pokoju wszedł Smuda.
- Nie wiem, w jakim celu się pakujesz, skoro i tak nigdzie nie jedziesz...
- Pojadę czy tego chcesz, czy nie- odpowiedziała spokojnie, jakby bała się, zaraz wywoła kolejną kłótnię.
Na kolanach pójdę, jak mi nie dasz na bilet i potnę się berecikiem!
Bo kłótnię może wywołać tylko opryskliwy ton, treść jest nieważna.

- Nie wiem, kim są Twoi znajomi.
- Nie musisz tego wiedzieć.
Ale mógłby, prawda? Wstydzisz się ich?!

- Nie rozumiesz, że się o Ciebie martwię?-zasmucił się Franz- Nie chcę, żeby to wszystko się powtórzyło.
- Nie powtórzy się.-powiedziała
Mogę im zaufać, znam ich przecież już cały tydzień!

- I wyjdź bo mam już dosyć Twoje ciągłego gadania o przeszłości. NIE ROZUMIESZ, ŻE CHCĘ O TYM ZAPOMNIEĆ?! CHCESZ MI POMÓC, A CAŁY CZAS WYTYKASZ MI MOJE BŁĘDY!-mówiła ze łzami w oczach- Wyjdź stąd, rozumiesz!
*Szpro wychodzi wraz z trenerem, wlokąc opadnięte ręce po ziemi*

[Całe towarzystwo wybiera się na święta Bożego Narodzenia na Teneryfę. Tak tylko dla porządku zaznaczę, że pomiędzy wywaleniem Reni z pracy, a wspomnianym wyjazdem, upływa o wiele więcej czasu, niż by to wynikało z normalnego kalendarza. Ale chyba już wszyscy się przyzwyczaili do tych zapętleń...]

Aż cud, że nigdzie się nie rozbiliśmy. Dolecieliśmy w całości, odebranie bagaży zajęło nam trochę czasu. Jak udało nam się dowiedzieć, nasz hotel jest dość blisko lotniska. Bynajmniej tak mogłoby się wydawać
Zaraz... *otwiera schowanko w przedpokoju* Gdzie ja go... O, jest! *wyciąga swój topór o dwóch ostrzach*
A zwał się on "Bynajmniej Pogromcą".
*Szpro zaś standardowo odpala papierosa uśmiechając się blado*


Po 2 godzinach błakania się:
- To bez sensu, chodzimy bez celu....- powiedziała bliska łez Paulina.
- Mamy cel, dojść do hotelu- zaśmiał się Injać.
Kolejny odcinek z serii "jak aŁtoreczka wyobraża sobie komunikację pasażerów z lotniska do hotelu". Znaczy odbierają bagaże, wychodzą z lotniska i są w centrum miasta, skąd wszędzie jest blisko, tak?
Bo lotnisko to tylko taki trochę większy dworzec kolejowy.
Aż dziw, że nie kazała im jechać autokarem na Teneryfę...


- Bardzo śmieszne, długo nad tym myślałeś? Zajmij się może czymś, co nie wymaga aż tak dużego zaangażowania intelektualnego jak oprowadzanie wycieczek. Nie wiem...lep z plasteliny, puszczaj latawce...
A Ty zajmij się może czymś, co nie będzie wymagało od Ciebie werbalizacji czegokolwiek. Ponoś bagaże, znajdź drogę...

Wywód Pauliny przerwało stękanie Jakuba.
- A Tobie co?- spytała jak zwykle przejęta 'stanem' chłopaka Ewa.
Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam obwieszonego walizkami Wilka.
Po czym wróciłaś z powrotem i zeszłaś na dUł.

- Kochanie, podziękuj mi, że wzięłam walizkę na kółkach...mogłam spakować się w mój plecaczek...- zaśmiała się Ewa.
- Plecaczek? Toż, to worek jakiś....
- Semir nie stęka tak jak Ty!
- Bo wpoiłam w niego pewne zasady.- odpowiedziałam śmietelnie poważnie.
Kiedy tylko przekroczyła próg jego domu, rzekła: "Zasada numer jeden: Nie stękasz. Nigdy."
Natomiast możesz jęczeć. Jeśli lubisz, to nawet do rana.

Bynajmniej tak mi sę wydaje...
Dzidu, chodź no tu z tym toporem, widzę głowę do ścięcia...
Porządnym labrysem to ja rąbię wszystko dokoła, nie tylko jakąś tam głowę.
To Ty rąb, a ja poprzypalam jej stopy.

- Ej...HOTEL! HOTEL!- krzyczał Robert.
*szeptem na stronie* - Bo na Teneryfie jest tylko jeden, wiecie?
Wiemy. Tokio Hotel.

Usiadłyśmy wygodnie na sofach podczas gdy chłopcy próbowali dogadać się z recepcjonistką.
Zastanawiałam się, czy oni są tacy głupi czy tylko udają.
Są, inaczej by nie zgodzili się grać w opku.

Przecież po angielsku chyba się dogadają, ale oni w swoje dialogi wrzucali słówka hiszpańskie, niemieckie. Aż dziwne, że nie zaczęli Alfabetu Morse'a.
Myślę, że recepcjonistka na Teneryfie i z Morsem by sobie poradziła.
Wyglądali mniej więcej tak.

Po odebraniu kluczy przyszedł czas na przydzielenie pokoi.
- Dla nas bierzemy jeden...- zarządził Kuba spoglądając na Ewę.- Wy macie drugi...- podał klucz Lewandowskim.- A to dla Was.- powiedział do mnie i Semira.
- Acha i jeszcze Wy.- powiedział podając klucz Injaćowi.
A małpce damy banana.

- No a ja nie dostanę?- zdziwiła się Paulina.
- Już dostałaś...- zaśmiał się Semir, pokazując głową na Dimę.
- Co jak to...nie mówcie, że jest tam...WSPÓLNE ŁÓŻKO?!
- Nie, jest jeszcze podłoga...jak nie pasuje możesz spać tam...-odrzekł obojetnie Injać.
O, dżentelmen. Paulina po prostu musi chcieć spać z Tobą, by wszystko było do pary?
Tak, żeby nie czuł się gorszy od kolegów.

- Jak to...ja i TY w jednym pokoju?- wydusiła z siebie.
- W jednym łóżku- uśmiechnął się.
- O nieeeee
- O taaaaak- zaśmiał się i ruszył razem z osłupiałą Pauliną w stronę pokoju.
Tak. Pamiętamy, że Paulina w Stanach została zgwałcona, co dręczy ją do dziś? Pamiętamy, że całą historię zna Renia-superpsycholog? Dziękuję, nie mam więcej pytań.
Oj tam oj tam. Taka z niej zgwałcona, jak ze Smudy dziadek pełnoletniej pannicy.


Superrenia czuje się osłabiona, krewka jej z nosa leci, więc robi badania i okazuje się, że ma białaczkę. Hiobową wieść przekazuje jej lekarz rodzinny, po przejrzeniu wyników laboratoryjnych, recytujący tekst tak mechanicznie, iż pozwala to mniemać, że dla ułatwienia sobie pracy nauczył się na pamięć stosownego fragmentu z encyklopedii zdrowia. Nawet nawiasami mówi:

- Występujące objawy, takie jak: niedokrwistość (i wynikające z tego duszności, bladość i osłabienie), częste i trudne do zatamowania krwawienia (wynikające ze zbyt małej ilości płytek krwi), a także podatność na zakażenia wynikające ze zbyt małej ilości limfocytów i innych komórek wyspecjalizowanych w obronie organizmu.- tłumaczył.- Wszystkie wynikają z tego, że niedojrzałe komórki limfatyczne, mnożą się i zajmują całe dostępne miejsce w szpiku kostnym. Z tych komórek wykształcają się dorosłe,wyspecjalizowane białe krwinki. Ale w wypadku białaczki, komórki te nigdy nie dojrzewają.
Nasuwa się tu nieodparty wniosek, że oto oglądany kolejny odcinek serialu "Było sobie życie", a nasza Renia jest taką właśnie chorą komórką limfatyczną...
Z tego, co pamiętam z tego serialu, to czeka ją marny los.

Przez moment zamarłam. Spojrzałam na lekarza, licząc na to, że to jakaś pomyłka. Może się przesłyszałam i on nie wypowiedział tego słowa?
- Przykro mi. Diagnoza jest tylko jedna. Białaczka...
Opcji, że trzeba powtórzyć badania, bo może coś w laboratorium sknocili, nie bierzemy już pod uwagę? A ja zawsze myślałam, że od tego się zaczyna.
Nie w opkowej rzeczywistości równoległej (z naciskiem na ległej).

Podniosłam wzrok na świstki papieru, które trzymał w dłoniach. Moje badania. Cholerne
badania. Trzeba było ich nie robić i żyć w nieświadomości.
Oczywiście. A potem psioczyć na polską służbę zdrowia, że rokowania są słabe.
O, o, jak ta jedna pani w TVN: "Nie, ja się nie badam, nie. Sąsiadka była całkiem zdrowa, proszę pana, to poszła na mammografię i jej raka znaleźli!" (na własne uszy słyszane)

- Ale...czy to...to jest pewne?
Nie odpowiedział na moje pytanie.
- Czy w Pani najbliższej rodzinie,ktoś chorował na białaczkę?
- Ta...tttak, moja babcia, zmarła 5 lat temu.- odpowiedziałam drżącym głosem.
- Niestety moje przypuszczenia się potwierdziły. Ostra białaczka limfatyczna typu L2.
Dobry z niego diagnostyk! Oraz wróżbita, bo od razu wie, jaki to typ białaczki.
W wolnych chwilach siada na trójnogu i pozwala się okadzać. W ten sposób dorabia do skromnej lekarskiej pensyjki.

Opko bez białaczki jest jak cipka bez łechtaczki!
Natomiast doceńmy, że nikt tym razem nie zapadł w śpiączkę.
My, Szprota, doceniamy. To opko flirtuje z kanonem.

W październiku:

Obudziłam się i rozejrzałam nieprzytomnym wzrokiem po pomieszczeniu. Mój drugi dom- sala szpitalna.
Wokół mnie pełno ludzi: Semir, Ewa, Anka, dziadkowie.
Wisieli jej nad głową i pokazywali ją sobie palcami, a niekiedy, w przypływie uczuć, wskakiwali na łóżko i układali się w nogach.
Ekhem. Renia przeszła chemioterapię, przygotowują ją do przeszczepu szpiku. Czy nie powinna czasem przebywać w sterylnym pomieszczeniu i żadnych wizyt?

- Po ponad półrocznym czekaniu jest szansa na wykonanie przeszczepu.- mówił lekarz.-
Należy się szybko zdecydować. Wystarczy podpisać oświadczenie.
- Zgadzam się.- odpowiedział szybko Semir.
Który ma tu tyle do gadania, co na przykład Kura - według prawa jest dla Reni całkiem obcą osobą.
Zaakcentował, kto w tej sali jest samcem alfa.

- Pytam chorą.
- No dobrze...- mówiłam cicho, bo tylko na tyle było mnie stać.- Ale to może się nie udać...nie mam pewności... (...)
- Zgódź się.- nalegali wszyscy.
- Ale jeśli coś pójdzie nie tak...-spojrzałam na Semira z przerażeniem w oczach.- Co wtedy?!
To samo, co by było, gdybyś się nie zdecydowała. Znaczy, kopniesz w kalendarz.
No właśnie. Czemu nie rozumiem rozterek BoChaterki?

Zapadał cisza.
- Chłopaki! Lećcie po księdza!- zarządził Bośniak.
- Stilić! Przecież jeszcze nie umieram!
- Wiem.- odpowiedział spoglądając w moją stronę.- Żenić się będę. xD
*chichocze w kułak* Ekhm, Kuro, nie uprzedzaj faktów!

Po godzinie:

- Przepraszam, że to tak długo trwało. - powiedział wbiegający do sali Kuba.- Ale musieliśmy na siłę wyciągać go z konfesjonału.
- Skurczygnat zapierał się nogami i rękami.- dodał Lewy prowadząc księdza.
Khem. Skurczygnat o księdzu...? Może odrobinę szacunku do osoby, która zaraz ma udzielić ślub waszej przyjaciółce?

- Chryste Panie, Jezusie Nazareński!- żalił się duchowny.- Do czego to doszło?
- Udzieli nam ksiądz ślubu?- spytał Bośniak.
- A nauki przedmałżeńskie zaliczone?
- A nie wystarczy "szkoła życia", którą przeszliśmy?
Eee... no, jakby to powiedzieć, generalnie nie.
Poza tym, nauki to najmniejszy pikuś - a co ze sprawdzeniem, czy nie występują inne przeszkody, np. czy któreś z nich nie popełnia bigamii? Ksiądz ma wierzyć na słowo?
Co z metrykami z USC...?
Pocieszmy się, że nie tylko aŁtoreczkom wydaje się, że wziąć ślub to znaczy wypowiedzieć w pośpiechu formułkę znaną z hamerykańskich filmów. Uznanym Autorkom też się zdarza...
Khem, khem.
- Ja nic nie mówię - mruknęła Szpro, mieszając czarną polewkę.
Na stole jakaś żaba rozciągała sprężynę.
A teleskop zastawiał pułapkę biologiczną.

- Niech będzie. Obrączki.- wyliczał dalej duchowny.
KURNA! NIE MAMY OBRĄCZEK!!
Błąka mi się jakiś motyw literacki z kółkiem od karnisza.
Kółko od karnisza, kapsel od Tymbarka... tyle możliwości!

- Mogą wziąć nasze.- zaproponowali dziadkowie.
- Świadkowie.- wymieniał dalej ksiądz.
- Ewa i Robert.
Obydwoje podeszli bliżej nas.
- Ty.- duchowny wskazał ręką na Wilka.- Będziesz ministrantem.
Po jaką cho... ho ho, co za pomysł.

O.o
O, o, o o.
Mniej niż zeroooo, mniej niż zeroooo...
Kuro, sio z mej głowy, Małe od Liczenia nie jest takie samo po Twojej ostatniej wizycie...
To może tak: O, o, o, o, o, o, o, chciałaś - masz, tylko co?

- O nieeee...koszmar z przeszłości wraca.
*bierze Ałtoreczkę za rękę i tłumaczy łagodnie: "Kochanie. Chłopcy w pewnym wieku LUBIĄ być ministrantami. To naturalne".

To wszystko działo się zbyt szybko! Nawet Kubica nie dałby rady tego ogarnąć.
- Stilić!- wrzasnęłam, pociągając chłopaka za bluzkę.- Ja chcę mieć BIAŁĄ sukienkę. Zawsze o tym marzyłam!
- No przecież masz białą...pidżamę.
Już mi niosą piżamę z welonem,
Już salowe czekają z muzyką
Pielęgniarka zamacha wenflonem,
Mendelssohnem monitor zapika.

Nosiła białą piżamę
z logiem NFZ
a na imię Renata
kazali jej właśnie do ślubu iść.
Lato wybuchło miłością i biegli odtąd jak
białe szalone konie.
Nie dziwne, że ksiądz ślubu nie chciał im dać.


- Czy Ty, Renata Nowańska, bierzesz sobie Semira za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, Że go nie opuścisz aż do śmierci.
- Tak.
- A czy Ty, bierzesz sobie Renatę....
- Tak biorę.- powiedział szybko.- To wszystko? Mogę już ją pocałować?
Ksiądz zrobił swoje, ksiądz może odejść. Niech ksiądz nie pozwoli nam się zatrzymywać...

- Ogłaszam Was mężem i żoną. Możesz pocałować Pannę Młoda, a ja idę nalej spowiadać.
- Proszę księdza! Zapomniałem powiedzieć, że ja jestem muzułmaninem. To nie robi różnicy, prawda?
- Jak to, chłopcze drogi? Przecież mieszkasz w Polsce, musisz być katolikiem!
I Polakiem.

I następuje długo przez wszystkich wyczekiwany epilog! Przenosimy się pięć lat w przód i obserwujemy sielską, rodzinną scenkę...

Dom na obrzeżach Poznania z widokiem na las.
Lubię obrzeża Poznania z widokiem na las. Są takie brzeżne i zalesione.

W ogrodzie trójka biegających maluchów.
Obok nich trochę starsze dzieci: Semir, Jakub, Robert i Dima.
I zupełnie dziecinne dziecko: Renia.

- Cooo?- oburzył się Kuba.-Sugerujecie, że MÓJ SYN, MÓJ SYN, NIE POTRAFI GRAĆ W PIŁKĘ?! ZARAZ WAM POKAŻĘ.
Wstał, ustawił futbolówkę 2 metry przed sobą i ponownie usiadł po turecku na trawie.
- No <Kacper>, DAWAJ!- zwrócił się do synka.
' Traf, traf, nie zrób tatusiowi wstydu", pomyślał.
Tatuś cię wydziedziczy, jeśli nie trafisz. Ale bez ciśnienia.

Jego życzenie się spełniło. Mały wziął rozbieg i trafił piłką prosto w twarz ojca.
- Aaaaaaa.- krzyczał Wilk trzymając się za twarz.- Mówiłem, że potrafi grać. MOJA KREW!
Taaak, może lepiej ją wytrzyj.

[tymczasem córka Stilicia upaprała się ziemią i trzeba ją przebrać]

- Kotku...-zaczął niepewnie Semir.- Nie moja wina, że nasza córka ma jakieś zapędy ogrodnicze i trzeba ją przebierać 15 razy dziennie.
Spojrzał na mnie ze strachem w oczach. Dobrze sobie go ustawiłam, boi się mnie xD
Renia, jak widać, nie jest szczególną zwolenniczką związków partnerskich...
No, na cóż Mary Sue tru loff, jeśli by nie mogła nią trochę popomiatać?

[Natomiast Dima Injać ma niejakie wątpliwości co do swej córki Weroniki]
Injać spojrzał gniewnym wzrokiem na Paulinę.
- A może jednak to dziecko Malinowskiego z naprzeciwka?!- spytał.
- Raczej Bandrowskiego.- odpowiedziała obojętnie.
- Wiedziałem!- krzyknął Dima.- Tomek za często u nas przesiadywał! Mogłem się domyślić!
- Ciebie już do końca pojebało?- wrzasnęła Smuda.- Przecież to oczywista oczywistość, że to Twoje dziecko! Najpierw sam je zrobiłeś, a teraz....
Uśmiechnęłam się pod nosem spoglądając na tę parę. Mimo początkowych sprzeciwów Smudy są razem i dobrze im się żyje. W niedługim czasie planują ślub.
*Kura dochodzi do wniosku, że ma chyba dość przestarzałą wizję "dobrego życia"*
*Szpro dochodzi razem z Kurą. Do wniosku*.

Zapytacie mnie pewnie jak trzymam się po przeszczepie? Umawiam się z trzema lekarzami, żeby nie umrzeć ;D
A tak na serio...
A, bo to wcześniej to był żarcik? Prosiłam, by ostrzegać.

Lekarz powiedział, że przy białaczce okres 4- 5 lat jest kluczowy. Jeżeli nie nastąpią żadne nawroty...można spać spokojnie.

Minęło 5 lat...
;P
xD
;)
Więc wywnioskować łatwo.
*idzie do magazynu po Enigmę i zabiera się za deszyfrowanie komunikatu*
"Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem". To chyba dobre rokowania?

Semir objął mnie ramieniem i wskazał w stronę naszej córki. Właśnie zajmowała się przesadzaniem kwiatków...
- Iść ją przebrać?
- Nie nie warto...niech dziewczyna spełnia się w swojej pasji.
- Rośnie nam przyszła konserwatorka murawy przy Bułgarskiej. - zaśmiał się Robert.
Tak, wymarzona kariera dla architektki krajobrazu.
Ktki... ktki... khhhhh... Nie, żeńskie wersje niektórych nazw to nie jest dobry pomysł.

- Taaaa... i Twoja synowa.- dodał Kuba.- Spójrz jak Wiktor pod nią podchodzi. Oni kiedy będą razem..ja Wam to mówię.
O, czytało się "Zmierzch" i spodobał się motyw zakochania wilkołaka w niemowlęciu?
Raczej wracamy do starych zwyczajów rodzin królewskich, gdzie już dzieci w kolebce miały "zaklepane" przyszłe małżeństwo.

- Nie chcę Cię mieć w swojej rodzinie.- wtrącił Semir zwracając się do Roberta.- NIE WYSTARCZY, ŻE WIDZIMY SIĘ CODZIENNIE NA TRENINGACH, TO JESZCZE BĘDĘ CIĘ MUSIAŁ NA ŚWIĘTA ZAPRASZAĆ. O NIEEE...
Znaczy, minęło pięć lat, a oni wciąż w tej samej drużynie, w tym samym składzie, żadnych transferów, nic? I przewidują, że taki stan potrwa jeszcze co najmniej lat kilkanaście?
No cóż, skoro gra się w piłkę na koniach (poloball), to co szkodzi grać w nią z balkonikami (emeryball)?
A poza tym drużyna jak rodzina, rozbić ją mogą tylko śmierć lub bardzo duże pieniądze.

KONIEC
Wreszcie.

Z willi pod lasem pozdrawiają: Dzidka z dwustronnym toporem bojowym, bynajmniej nie tępym, Szpro, co chodzi, by nie siedzieć, Kura z plikiem fałszywych przelewów
oraz Maskotek w śpioszkach kibica, radośnie dmąc w wuwuzelę.



3 komentarze:

Gabrielle pisze...

· sikorsky
Chyba wreszcie ujawni się Wasz najbardziej skryty fan :) od pierwszej analizy jestem z Wami, kwikając, załamując ręce, facepalmując i Bór Wszechlistny wie co jeszcze robiąc nad wielokrotnym analnym gangbangiem na polskiej ortografii, gramatyce i związkach przyczynowo-skutkowych... Powyższe opko, jako że sportowe, nie należy do nurtu moich ulubionych, ale pojawia się w nim moje rodzinne miasto (brutalnie zdeformowane... dobrze, że tylko epizodycznie - choć nie powiem, fajnie byłoby latać z Lublinka na Ławicę i w parę innych miejsc ;) ). Tym niemniej mam jedną wielką prośbę. Analizatorka o pseudonimie Szprota pokazuje się już kolejny raz - jeśli jest to TA Szprota, którą znam, która przez przypadek mieszka w Łodzi na Bałutach i która niegdyś podarowała pewnemu wariatowi komunikacyjnemu migawkę swojego ojca/dziadka na linię 11, to byłbym dozgonnie wdzięczny za jakiś kontakt (mail musiałem podać, pisząc tę odpowiedź, więc chyba jakoś da się go wyciągnąć? ;) Nie chcę przeginać z prywatą, ale naprawdę nie mam innej możliwości kontaktu... facepalma i NK uznaję za pierwotne zło i nie skalam się kontaktem z nimi :)
Obiecuję, że ukarzę się później w domowym zaciszu i moje następne odpowiedzi będą miały treść merytoryczną ;)
· poshlaq
KOcham blOgaska (prawie jak blOw jOb). Zaczynam się tylko martwić, że za szybko dochodzę. Do końca :)
· kura z biura
Ten schemat powtarza się w wielu opkach: bohaterka albo wcale nie pracuje, jest po prostu fanką (ostatnio linkowałam u siebie taki wyjątkowo irytujący przykład panny, co nie tylko nie pracuje nigdzie, ale i szkołę rzuciła dla swego trólawa), albo też praca potrzebna jest jej tylko po to, żeby tam poznać trólawa. Potem może albo rzucić pracę, albo ałtorka w ogóle przestaje o takiej wspominać, koncentrując się tylko na życiu prywatnym bohaterów.
· Ewa
Znalazła SŁAWNEGO tró laff. Teraz nie musi już zajmować się pracą, żeby wzbudzać zainteresowanie mediów i zazdrość innych kobiet, wystarczy wywiad i sesja zdjęciowa w Gali.
· sin
ale zauważcie jedną rzecz!
w normalnym opku boCHaterka zostałaby jeszcze oczyszczona ze wszystkich zarzutów, przywrócona na poprzednie stanowisko, a TA ZŁA zostałabym ukarana i wyrzucona. A tu aŁtorka daje nam wzorowy przykład kobiecego losu: nieważna jej "kariera zawodowa" (a taka sławna przecież była!) bo najważniejsze, że znalazła tró laff i dzieci.
· Insomnia
xD :P :D x] O.o =D ^^ ;D :} ;P :] =):3
I odszyfrujcie to sobie wedle życzenia. Byle pochwała dla analizatorek wyszła.
Ślę pozdrowienia.
· Ktosza
Chciałam powiedzieć, że gdyby prawie zupełnie obcy facet KAZAŁ mi spać ze sobą w jednym łóżku, to rozkwasiłabym mu nos, wywaliła walizki oknem, zadzwoniła na 997 i zerwała kontakt z tymi "przyjaciółmi", którzy myśleli, że to świetny pomysł.

Najwyraźniej Paulina, mimo traumatycznych przeżyć jest nieco bardziej towarzyska.
· Kivi
Dotąd sądziłam, że pogłoski o mokrych od herbaty monitorach, kałużach kawy, gradzie na wpół rozpuszczonych śliną okruchów i ogólnie fruwającego pożywienia podczas czytania Waszych analiz to li i jedynie (ach, M.M., nie sposób uwolnić się od aluzji) takie piękne podniesienia stopnia uznania.
Ale na widok "Kadzilli" coś we mnie pękło. Okazało się, że ciasteczko, wszak tak niewinnie maleńkie, właśnie trzasnęło mi w gardle i wpadło "nie w tą dziurkę". Z trudem mnie odratowano, po czym chciano położyć na moment, bo nie mogłam przestać się śmiać.
Od dziś już we wszystko wierzę.

Z poważaniem.
· Ewa
SStefania, chodzi o "Czarną polewkę" Małgorzaty Musierowicz.

Gabrielle pisze...

· SStefania
"Z niej jest taki terapeuta, jak... szampan z bełta."
I to jest znakomite podsumowanie całości opka. Piękne.

"- Ona zamiast bajek, oglądała filmy na Discovery Planet o operacjach plastycznych- podsumował Wojtkowiak.
Bo to dużo głupsze programy niż Top Gear, gdyż oglądają je kobiety."
I dużo mniej dorosłe niż bajki o sierotkach i ich zwierzątkach. Ugh!

"Gdy weszliśmy od razu natknęliśmy się na trenera.
- Co to "Wesołe Przedszkole"?- spytał.
Taki program dla dzieci... A dla drużyny piłkarskiej chyba lepiej być wesołym przedszkolem niż ponurym domem spokojnej starości."
'Domowe', a nie 'Wesołe'. Trener z kolei oglądał jakieś głupie mecze, zamiast cofać się w rozwoju z resztą klubu?

"- To dobrze, że ktoś jeszcze pamięta o tak wielkim zespole, byłem kiedyś jego trenerem... to były czasy, graliśmy w Lidze Mistrzów, byliśmy kilkakrotnie mistrzami Polski- westchnął ciężko- no ale Ciebie jeszcze na świecie nie było...
Zaraz. To ile lat ma BoChaterka? Widzew ostatni raz był Mistrzem Polski w 1997, w Lidze Mistrzów grał rok wcześniej.
Kolejne zapętlenie czasoprzestrzeni..."
Moim zdaniem to takie mimowolne wskazanie rzeczywistego wieku boCHaterki (umysłowego), jak i ałtorki ;)Swoją drogą - gdy kiedyś dowiedziałam się, że znajomy, hiperaktywny dzieciak z kanału IRC jest rocznik '97, byłam zadumana, że dzieci urodzone w roku, który pamiętam, już potrafią pisać.

"Nooo, kochana, jak wytoczą ci proces, staniesz się jeszcze bardziej rozpoznawalna!"
Ale obetną jej większość nazwiska po pierwszej literce :(

"Pocieszmy się, że nie tylko aŁtoreczkom wydaje się, że wziąć ślub to znaczy wypowiedzieć w pośpiechu formułkę znaną z hamerykańskich filmów. Uznanym Autorkom też się zdarza..."
Kuro, można rozwinąć temat? Zaintrygowałaś mnie :)


Był taki odcinek 'Avatara', gdzie Główna Dziewczyna w Drużynie zapytała swojego brata, po prawie całoodcinkowej rozłące, od czego ma on takie czerwone czoło. A po prostu cały ten czas spędził w towarzystwie ludzi, których zachowanie prowokowało go do bezustannego facepalmowania. I ja mam teraz czerwone czoło, boli, zarówno u PLUSa jak i u Was typ boCHaterki, której wyjątkowo nie trawię. Pseudorealistyczna (a tak naprawdę 'przecież to moja fikcja!') gimnazjalistka postarzona w papierach, w towarzystwie dorosłych ludzi, którzy zdziecinnieli, stosująca podwójne standardy i wywyższająca się nad absolutnie wszystkich. I tylko po to, żeby urealistycznić mokre sny. Diana z Dominatorium przy nich obu była sympatyczna. Kopałabym po twarzy.

Uchachałam się, ale komęcik i tak będzie długi, więc nie wskażę śmiesznych momentów, bo za dużo ich było. Dziękuję za rozrywkę.
· Ewa
Zawsze mnie zastanawiało, jak wygląda trening takiej drużyny, gdzie część zawodników pochodzi z różnych stron świata, a część we własnym języku nie potrafi się poprawnie wypowiedzieć, co dopiero w obcym. Teraz wiem, że piłkarz może być nawet głuchoniemy, jego praca polega na piciu wieczorem i bieganiu wokół boiska koło południa. Za pyskowanie dostaje się kolejne kółka do przebiegnięcia, problem przetrenowania nie istnieje.

Renia niech lepiej ubezpieczy swoje włosy, na stronie ciacha.net psychofanki umawiają się na wyrywanie kłaków lasce, która usidliła ich boskiego Semirka :-)

"Załóżmy, że Smuda został ojcem w wieku 20 lat. Akcja opka toczy się, gdy ma 61 (rocznik 1948). Jego córka lub syn mają więc 41 oraz 19-letnią adoptowaną córkę. Nawet zakładając, że nie adoptowali niemowlęcia, mamy do czynienia z casusem osoby w wieku od 22 do powiedzmy 25 lat, adoptującej dziecko. Już to widzę. Takie rzeczy to tylko w opkach."

Może została adoptowana na przykład w wieku lat dziewięciu. Ale co miał do fabuły wnieść wątek adopcji, to ja też nie wiem.

· kura z biura
Raven: o tych meczach, które wymieniłaś, w opku nie było ani pół słówka. Co do Reissa - a na cóż aŁtoreczce taki bohater, z którego nie można zrobić trólawera? Że kapitan? No bez jaj... (że tak zacytuję Szpro).

Gabrielle pisze...

· szpro_omal_przyłapana
@Klałn Szyderca:
http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2575210

:)
· Raven
Czy mówiłam już Wam, że Was loffciam?
Co do długów - jak można być takim "kibicem" i nie wiedzieć, że Kolejorz jest najlepiej zarządzanym klubem w Polsce i nie ma specjalnych długów. Zgadzam się także, że dziwnym trafem nie wszczęto postępowania karnego wobec osoby podejrzanej o przestępstwo. Co do reszty opka - czy wycięłyście rewanż z Grasshoopers i pierwszy mecz z Austrią, czy może aŁtorka pominęła je milczeniem ze względu na niezbyt chwalebny wynik?
Muzułmanie chyba nie za baŁdzo mogą pić alkohol, co nie?
I sprawa najważniejsza - rozumiem, że niektóre osoby będące w drużynie są zbyt zgrzybiałe na umieszczenie w akcji opka, ale tylko POPIERDÓŁKA NIE KIBOL WSPOMINA O PIOTRKU REISSIE TYLKO JEDEN RAZ! Czy w jej drużynie nie istnieje ktoś taki jak Kapitan?!
Dobra, zrobiłam wkurw. Dobranoc ;)
· KlaŁn Szyderca
> Szpro: "Sensat" to ktoś bez poczucia humoru, śmiertelnie poważny, a nie ktoś, kto w każdej plotce szuka sensacji..