OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

piątek, 18 lutego 2011

41. Tajemnice stojącej windy, czyli Bawienie się palcami (2/3)


Oto druga część opka o Podmienionym Hałsie. W tym odcinku dowiemy się tego i owego o życiu prywatnym androidów. Indżoj!
 
Analizują: Kura i Jasza
Marudzi: Walerian

Świat jest jednym wielkim pociągiem. Czasami wysiadamy z niego, aby spojrzeć na daną sytuację z innego punktu widzenia.
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat - ja wysiadam...
 
Chciał zabić i Wilsona i Cuddy. Za to, że wykręcili mu taki numer… Za to, że byli razem… Za to, że… Byli szczęśliwi. Krzyczała na onkologa w swoim gabinecie.
Krzyczała w ekstazie, jak rozumiem?
 
Z takiej odległości nie mógł zrozumieć, o co się kłócą. W pewnym momencie jej ramiona zaczęły drżeć i najprawdopodobniej się rozpłakała, bo James wstał i przytulił ją. Usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać. Pewnie powiedziała swojemu ptysiowi-misiowi o pocałunku.
I o tym, że chłopcy ciągną za warkoczyki. I że Grześ zburzył jej babki z piasku.
 
[Pojawia się Cameron]
- House? – Tylko jej tu jeszcze brakowało. – Chciałam… Chciałam porozmawiać – blondynka usiadła na fotelu wpatrując się w niego przenikliwym spojrzeniem. Nienawidzę jej…
- Nie chcesz wiedzieć czegoś o Wilsonie i Cuddy? – zapytała podstępnie wypinając dumnie klatkę piersiową.
Cameron jako intrygantka. Obawiam się, że Kosmici obejrzeli tylko niewyraźne fotografie przed uprowadzeniem personelu szpitala.
Spieszyli się i nie mogli zrobić nieco lepszych kopii.
 
- Dziewczyno wyglądająca jak prostytutka, czy jak kto woli Cameron, dlaczego miało by mnie to obchodzić? – Spojrzał ukradkiem na żegnającą się parę. Ohyda.
Na odmianę, ten EK to prawdziwy ŻEK czyli Żenujący Element Komiczny.
 
- Dlatego… - założyła jedną nogę na drugą – Że ją kochasz…
Roześmiał się. Ona chyba już całkiem postradała zmysły.
Nigdy nie uważał ją za szczególnie inteligentną, ale teraz powoli zaczynał wierzyć, że blondynki są głupie. Niby on kocha Cuddy? Może jeszcze wczoraj przyleciało do jej domu Ufo?
Owszem, owszem. Przyleciało i podmieniło.
 
- Cameron, powiem to bardzo powoli żebyś zrozumiała – popatrzył na nią, a ona pokiwała głową – Powinnaś udać się do psychiatry, bo niedługo możesz być niebezpieczna dla środowiska –
Nagle możesz zacząć emitować taką ilość gazów, że stopią się lody Arktyki i uschną lasy deszczowe.
 
 
- To dlaczego uderzyłeś Wilsona? – zdjęła fartuch i ostrożnie położyła go na oparciu fotela. Robiło się coraz bardziej przerażająco. Jak wyciągnie nóż, albo kajdanki zacznę krzyczeć.
I jęczeć...
I ślinić się...
 
- Bo widzisz… - chlipnął – Wilson jest moją jedyną miłością
Chlipiący i pociągający nosem House to jest to, co do nas nie trafia.
Ale skoro już wiemy, że to tylko Grzesio Hałs, więc zgrzytamy zębami w bezradnej złości.
 
– jeśli myślał, że po tych słowach Cameron da sobie spokój, to był w dużym błędzie. Jeszcze bardziej się na niego napaliła. Zdjęła sweter pozostając w koszulce z krótkim rękawem.
- Gdyby tak było, to nie bił byś jego tylko Cuddy… 
Hałs jako damski bokser - wizja po prostu rozkoszna.
 
- oblizała wargi i rozpuściła włosy.
Zdjęła też okulary i aparat nazębny.
 
- Chciałem mu dać nauczkę… Dobra! Przestań! – krzyknął, gdy zaczęła rozpinać koszulkę i jego oczom ukazał się różowy biustonosz. Ciekawe, co ona tam trzyma…
Już wiemy, dlaczego Grzesio nie rozstawał się z podręcznikiem do anatomii. Nie był pewien, co kobiety mają tam u góry, a co tak wystaje.
 
- Nie musisz się martwić… - zupełnie nie zważała na jego słowa. Była jak w jakimś amoku. Przed chwilą całował się z Cuddy, a teraz Cameron robi dla niego striptiz… Miło…
Zastanawiał się, kiedy Trzynastka zatańczy dla niego na rurze, a pielęgniarki zaczną wić się u jego stóp.
A salowe odtańczą dziki taniec z basenami i kaczkami
 
- Wiesz, ze mogę cię pozwać o molestowanie? – chwytał się ostatniej deski ratunku. Noga bolała go coraz bardziej, a on w tej chwili czuł się cholernie bezbronny. Nie wiedział czy ten fakt spowodowało wzięcie dodatkowych tabletek vicodinu, czy też strach przed blondynką. Przecież on się niczego nie boi. Wdech wydech. Odsuń ją od siebie. Przecież jesteś mężczyzną!
Nie Hałs, ty jesteś tylko marną namiastką Bladawca, sprokurowaną na jednej z odległych planet w układzie Celurei.
 
- Nie zrobisz tego, bałbyś się upokorzenia… Prześpisz się ze mną czy tego chcesz, czy nie – pocałowała go w szyję
i podała mu fiolkę końskich piguł. Teraz będziesz smacznie spał. Mam nadzieję, że nie chrapiesz, prawda?
 
 
Zrobiło mu się niedobrze. Cameron w ogóle go nie pociągała. Była niczym… No właśnie, niczym.
- Zostaw mnie w spokoju! – gwałtownie odsunął ją od siebie i próbował wyjść, jednak ona była szybsza.
- Pocałuj mnie… - złapała go za marynarkę i przysunęła bliżej siebie. Ona ma jakieś tajemnicze moce?
Oczywiście. Słyszy kolory, widzi dźwięki. Wygina wzrokiem łyżeczki do herbaty.
 
- House, Taub powiedział… - Chase stanął w drzwiach i go zamurowało. Jego półnaga dziewczyna wisiała na jego byłym szefie. Czy są już święta? Jeśli tak, to ten prezent zdecydowanie mu się nie podobał.
Wolałby półnagiego szefa wiszącego na dziewczynie. Albo oboje na choince.
 
- Chase! Tak się cieszę, że cię widzę! – krzyknął z ulgą. Do czego mogła się ona posunąć, gdyby tu nie wszedł? – Musisz ją stąd zabrać! Ona chciała mnie zgwałcić!
Mamusiu!!!
 
- House? Co ty tu robisz?! Gdzie pacjent?! – otworzyły się drzwi, a w nich stanęła ona. W diablikami w oczach, które sprawiały mówiły, że zaraz umrzesz.
- Nie przyszedł… - wygiął usta w podkówkę, udając, ze będzie płakał.
Łup. Łup. Łup. Łup. Ciekawe, co pierwsze się podda - biurko, czy moja głowa?
 
 
- Mamoo… Przecież jestem chory! – naburmuszył się schodząc powoli z fotela. Wbrew pozorom zwykłe stanie sprawiało mu trudności, a szczególnie dzisiaj.
W związku z tym nieustannym wzywaniem mamusi, co do której ma bardzo zbereźne plany, mam swoją teorię. O rozwiniętym i starannie wychuchanym kompleksie Edypa.
 
 
Zamknął drzwi laską i delikatnie chwycił ją w talii. Odgarnął kosmyk włosów z jej rozpalonych policzków i oparł o ścianę.
Przejawiając tym samym synowskie uczucia.
 
- House… Przestań… Co ty robisz? – zaczęła myśleć bardziej trzeźwo, ale nie zmusiło jej to do zdjęcia jego rąk z jej ciała. Roześmiał się nerwowo.
- Cuddy… Może to zabrzmi strasznie słodko i zarazem obrzydliwie – wzdrygnął się mimowolnie – Ale czy ty nie oglądasz filmów? Jako kobieta namiętnie oglądająca telenowele powinnaś wiedzieć, co następuje w takich momentach…
Aha - ogląda je od rana do nocy. Do szpitala wpada tylko dlatego, że tu jest kablówka.
 
 
 - uniósł ironicznie brwi i zbliżył usta do jej twarzy – Zademonstruję ci to – wyszeptał i pocałował ją. Zatracił się w chwili. Kompletnie stracił poczucie czasu. Ona najwyraźniej też. Rozczochrała mu włosy i pozwoliła się posadzić na jednym z mebli.
Rzucił ją na szafę?
Na stolik nocny?
 
 
- Cuddles… - uśmiechnął się najbardziej prowokacyjnie i złożył na jej ustach czuły pocałunek – Musisz zwolnić Cameron… Chciała mnie zgwałcić…
Tak właśnie załatwia się sprawy przez łóżko. No dobra - przez szafę.
 
 
- House… - podeszła do niego i najwidoczniej chciała coś powiedzieć, ale przerwało jej wtargnięcie Formana.
- Twój pacjent zmarł na stole operacyjnym – wydyszał powodując zdziwienie i szok na twarzy diagnosty, którego już nie zdążył zamaskować.
Dobrze żarło a jednak zdechło.
Diagnosta w popłochu szukał swojej maski.
- Kto go operował? – warknął. Jeśli to był kangur, to mu nogi z dupy powyrywa…
A z ogona zrobi steki po australijsku.
 
- Faltch… Podobno nie chciałeś Chasa
- Ten kretyn?! To już lepiej go można było zostawić żeby sam odwalił kite na łóżku!
Po co w ogóle łazić koło pacjentów? Jak będą mieć szczęście, to wyzdrowieją sami, a jak mają umrzeć, to umrą.
Samo weszło, samo wyjdzie, jak mawiał baca, gdy go strzykało w kolanie.
 
– oburzył się zaciskając dłoń na lasce. Zwłokami nie da się bawić tak jak pacjentem.
A nieprawda! Zwłokami też można się świetnie bawić, tylko nie wolno dać się na tym przyłapać, bo różni-tacy mogą mieć to za złe.
 
- To dlaczego nie chciałeś żeby Chase operował? – odezwała się w końcu Cuddy, która do tej pory pozostawała lekko nieobecna duchowo.
- Był nieprzytomny prawie tak bardzo jak ja na studiach. [?!] Tyle, że on to robił na trzeźwo.
Grzesio Hałs jest za to nieprzytomny po studiach i robi to po pijaku.
 
 
- Na co umarła?
- Umarł, House to był mężczyzna – zbeształ go Forman – Atak serca, który spowodował śmierć mózgu.
Nieprawdopodobne!
A może odwrotnie?
 
Potrzebował odetchnąć.
Usiadł przed biurkiem i włączył głośno muzykę. Zamknął gabinet nie chcąc, aby mu ktoś przeszkadzał. Rozłożył kartkę i wypisał na niej ponownie objawy pacjenta. Był zbyt zmęczony na stanie przy tablicy. Zamyślił się. Gdyby Cameron tu nie przyszła, kangur mógłby operować, a Faltch nie spieprzyłby operacji, a on w dalszym ciągu miałby swoją świnkę doświadczalną. W chwili śmierci, zagadka się rozwiązywała. Czekanie aż pacjent umrze, było jak podglądanie odpowiedzi. Zabierało całą zabawę z diagnozowania. Cholera! To przecież miał być zwykły zabieg, a po nim mieli kontynuować badania.
Czytam to raz, drugi i trzeci i wciąż nie mogę uwierzyć, że można napisać coś tak głupiego...
Bo celem działania House'a i ekipy jest Postawienie Diagnozy. Kiedy już tego dokonają, pacjent może sp***dalać, jego rola się skończyła.
 
 
- Co jest? – usłyszał jakieś krzyki na korytarzu i nagle zrobiło się cicho. Uśmiechnął się delikatnie i wyjrzał zza drzwi. Każda afera szpitalna ogromnie go ciekawiła. Zawsze można było się pośmiać z głupoty ludzkiej.
Hałs - mały szpitalny intrygancik. Nic go tak nie kręci, jak "Moda na sukces" w wykonaniu współpracowników. Pacjenci niech idą się bujać!
 
Przewrócił oczami i wykuśtykał na zewnątrz. Przy recepcji stała Cameron i wymachiwała przed twarzą Cuddy skalpelem. Normalka.
Normalka. Cameron specjalizuje się w chirurgii plastycznej na żywca, nie wiedzieliście?
 
Prychnął. Administratorka zamiast ją obezwładnić oparła się o ścianę z przerażeniem w oczach.
Cóż, nie każdy jest ninja!
 
Podobnie jak reszta personelu.
Wszyscy równo rządkiem pod ścianą?
Stali w kolejce do zabiegu. Jeden na zmniejszenie nosa, drugi z odstającymi uszami, trzeci na coś tam innego.
 
-Widziałam! Widziałam jak siedzieliście w pokoju zabiegowym! Ty podła żmijo! On jest tylko mój! – krzyczała rozhisteryzowana nie wiedząc kiedy powinna skończyć.
Ałtorka też nie wie, kiedy powinna skończyć. To robienie z bohaterów agresywnych/namolnych/zdziecinniałych/narcystycznych (niepotrzebne skreślić*) idiotów dawno już przekroczyło wszelkie granice.
* albo nie skreślać, bo wszystkie te określenia są zgodne z prawdą.
 
- Emm… Cam? – chrząknął a kiedy się odwróciła wbił jej w ramię środek paraliżujący.
Sarin podany domięśniowo? Fajne rzeczy dzieją się w tym szpitalu.
To tylko botoks!
 
- Zawieźcie ją do mnie na oddział – przyjrzał się jej z bliska – Widzę tu ciekawe symptomy neurologiczne – popatrzył na zesztywniałe ze strachu pielęgniarki. Ani drgnęły
Grupowa katatonia okolicznościowa to rzeczywiście ciekawostka.
 
– Mam wam wysłać specjalne zaproszenie! Ruszyć te grube tyłki i przenieść ją! – krzyknął na nie i w końcu obudziły się z transu.
I do tego jeszcze zbiorowa hipnoza... Ruski cyrk przyjechał, czy co?
Adin... Dwa... Tri...
 
- Zawołajcie do niej jej kochanego „męża”. Będzie mi potrzebna do podpisania zgody na bardzo ryzykowne zabiegi – uśmiechnął się szatańsko i odkuśtykał do gabinetu.
"Ta męża", czyli kto?
Męża opatrznościowa.
 
- Chase?! Co ty tu robisz? Jeszcze przed chwilą wydawało mi się, ze cię już raz zwolniłem… Nie zrobiłem tego? No to trudno… Wynocha! – krzyknął zapisując na tablicy objawy. Łyknął vicodin. Mam całkiem ładne pismo…
- To moja dziewczyna – mruknął spuszczając wzrok w ziemię.
Cameron jest pełnoletnia, więc nie trzeba na gwałt szukać prawnego opiekuna. Zwłaszcza, że  nie może nim być przyjaciel, nawet najbliższy.
 
- Nie zapominaj o rozbudowaniu wypowiedzi. Powinno być „ Cudzołożna dziewczyna” – uśmiechnął się ironicznie.
Ktoś tu cudzołożył? Kto?
- Ty! – poderwał się z miejsca.
- Tak, tak ja. Wiedzą to wszyscy, że ja to ja, a ty to ty. Darujmy sobie sprawy oczywiste i skupmy się na szurniętej lekarce -  włożył lizaka do buzi
Swojej, miejmy nadzieję.
 
 
[Hałs postanawia złożyć niezapowiedzianą wizytę Cuddy]
Stał przed jej domem i wpatrywał się w okno. Godzinę temu podał leki Cameron i do tej pory powinno jej się poprawić. Zwykłe zapalenie mózgu. Nuda.
Sformatowanie dysku powinno pomóc.
 
Dzwonił do Wilsona. Podobno jest na randce z Cuddy… Miło.
Zsiadł z motoru i pokuśtykał do drzwi. Jeśli jej nie ma, to poprzegląda sobie jej szuflady, a jeśli są oboje to przynajmniej im przeszkodzi w super słodkim spotkaniu. Wyjął z kieszeni klucz i otworzył drzwi.
Eee... Skąd ma klucz do mieszkania Cuddy?
Ma go z kieszeni, ofkors.
Ogarnął go mrok. Podłoga zaskrzypiała, a po jego plecach przeszły ciarki. Usłyszał coś.
- Lisa? 
- Nie, Batman! 
 
 
- House? Co ty tu robisz?! – wstała, a jej krótka koszulka nocna, zasłaniała o wiele za mało. Uśmiechnął się prowokacyjnie i zjechał wzrokiem w dół. Miał na co popatrzeć.
Czerwone szpilki wróciły do właścicielki?
 
- Ja? Hmm…- zamyślił się. Tak naprawdę nie miał pojęcia, po co tu przyjechał.
Jak to po co - żeby pogrzebać w szufladach i nowożeńcom wejść do łóżka na trzeciego.
 
 
To był impuls. Cholera…Teraz musi się tylko jakoś dyskretnie wycofać.
- Tylko mi nie mów, ze jesteś głodny! – powiedziała zrezygnowana zakrywając się kocem.
Dlaczego Cuddy śpi na kanapie pod kocem?
Może Wilson aż tak strasznie chrapie?
 
Jego wzrok mile łechtał jej ego, ale House był nieprzewidywalny. Kto wie czy teraz nie ma ukrytej gdzieś kamerki i jutro całe nagranie nie pojawi się na youtube. Popatrzył jej prosto w oczy i delikatnie dotknął jej ramienia. Zadrżała.
Zadrżała, jakby przeleciał przez nią prąd - Hałsowi przepaliła się izolacja i trochę iskrzył. A kamerkę miał w lewym oku, rzecz jasna.
To niewprawnie pity alkohol doprowadził do zwarcia i przebić na obudowie.
 
Odsunął ją na bok i zajrzał za kanapę.
Bo ukrywała tam kolację.
 
- Z czym są te kanapki? – wprawdzie miał wyjść, ale kto by nie skorzystał z darmowego jedzenia?
Żarcie potrafi wywąchać z 200 metrów.
Niedługo zobaczymy, że przetrząsa śmietniki w poszukiwaniu obierek i spleśniałego chleba.
 
- Ekhem… - chrząknęła sugestywnie – Moje kanapki…
Nie, moja droga, już nie twoje!
 
- Trzeba dzielić się z innymi nieprawdaż?
Na przykład jak teraz - dzielić się żoną z przyjacielem.
Co je twoje, to i moje. A co moje, to nie ruszaj!
 
– włożył swój posiłek do ust i uśmiechnął się satysfakcjonująco.
Drażni mnie to "satysfakcjonująco". Jakoś tak... nie satysfakcjonuje mnie to.
 
 
Opadła zrezygnowana na miejsce obok niego.
- Po co przyszedłeś? – wzięła jeden plik dokumentów ze stolika i zajęła się czytaniem. Skrzywił się.
- Cuddy… Dochodzi pierwsza w nocy, a ty pracujesz? Jesteś szurnięta… - spojrzał na nią pobłażliwym tonem i wyłożył nogi na stoliku.
Spoglądał tonem, wykładał nogi... no, późno było, zapomniał, że ma udawać człowieka.
 
Zaczął masować udo. Dzisiejszy dzień mógł zaliczyć do jeden z najbardziej beznadziejnych w jego życiu.
Pacjent (a może pacjentka?) umarł na śmierć mózgu. Dalszych doświadczeń nie idzie zrobić, ani zwłokami się zabawić...
 
 
Od autorki:

zóy rozdział wymyślony na religii, napisany po wizycie w kościele XD
Trzeba to podesłać Konferencji Episkopatu - niech wiedzą, co się lęgnie w główkach młodych owieczek! Może tak zwiększyć ilość lekcji religii? Rozwiązałoby to problem niżu demograficznego...
 
 
- Ja… Naprawdę… House idź już – odwróciła się i ruszyła do łazienki. Usłyszał szum wody. Brała prysznic. Przełknął ślinę i otworzył drzwi. Widział zarys jej nagiego, idealnego ciała. Położył laskę na szafce i zbliżył się do niej.
Tajest. Napalony i szurnięty facet nachodzi ją w nocy we własnym mieszkaniu, a ta jak gdyby nigdy nic idzie wziąć prysznic i nawet łazienki nie zamyka. Bezpruderyjni ci kosmici...
 
Delikatnie odtworzył drzwi kabiny i chwycił ją w tali. Podskoczyła przestraszona i chciała zacząć krzyczeć, ale uniemożliwił jej to, składając na jej ustach namiętny pocałunek. Nie zważał na to, że woda moczy jego ulubioną bluzkę, a cała sytuacja wygląda nieco dziwnie.
TALA, czyli Teleskopowy Aparat Likwidujący Androidy.
Dlatego Grzesio Hałs musiał to zniszczyć jednym, zdecydowanym chwytem. Potem już będzie mógł czuć się bezpiecznie...
 
To była walka na śmierć i życie z ciosami poniżej pasa.
Czyli tarmosili się przez dłuższą chwilę.
 
 
Zaufała mu. Postanowiła odkryć wszystkie karty, czy jak kto woli ubranie.
Wolę karty.
 
Szybko rozpięła mu koszulę rzucając ją niewiadomo gdzie. Powoli przejechał ręką po jej dolnych partiach ciała. Westchnęła zniecierpliwiona i zaczęła rozpinać mu spodnie. Chwilę później pozbawiła go bluzki
House z wierzchu ubiera się jak mężczyzna, lecz pod koszulą nosi bluzkę. Pewnie z falbankami.
Z dekoltem.
A pod spodniami ma czerwone stringi i kabaretki.
 
ukazując jego umięśniony brzuch. Mało brakowało, aby zagwizdała z wrażenia.
Na widok biustonosza?
Z kółeczkami.
I z kutasikami.
 
 
Ograniczyła się tylko do gorącego pocałunku. W pewnym momencie jęknął.
- House… - podniosła się na łokciach – Wszystko w porządku? – popatrzyła na niego z troską. Widać było, że cierpi, ale chciał kontynuować to, co zaczęli.
Poświętliwy albo masochista.
 
- Zachowujesz się jak pięciolatek… Chodźmy do sypialni
Poczytam ci bajeczkę na dobranoc.
Za rączkę do łóżka, bajeczka, buzi i ...
I lulu. Z rączkami na kołderce.
 
- Masz tam jakieś specjalne gadżety? – roziskrzyły mu się oczy. Położyła się na łóżku i spojrzała na niego z niecierpliwością.
- Dzisiaj ja będę twoim gadżetem – poczuł, że jego serce przyśpiesza.
Odetchnął z ulgą, że nie będzie to gumowa, żółciutka kaczuszka. Tej zawsze się obawiał.
 
Ułożył się obok niej i kontynuował wędrówkę po jej ciele.
Kingsajz!
Zasapał się nieco przy pokonywaniu stromizny jej bioder.
 
Zrzucił z siebie pozostałą część garderoby.
Kabaretki?
Oraz biustonosz i stringi, nie zapominajmy o nich.
 
Gdy zauważył na jej twarzy ekstazę, gdy łączyli się w jedno, zrozumiał, że przyjazd do niej to był doskonały pomysł.
Gdyby w tym momencie przypadkowo zamknął oczy, do dziś trwałby w niepewności.
 
Nie umknęło jego uwadze, ze naga szefowa przytulona do jego ciała, jest jeszcze bardziej seksowna niż zazwyczaj.
Genialne spostrzeżenie, Sherlocku!
 

Odpalił papierosa i patrzył na biegających ludzi.
House pali? Nonono...
Bardziej mnie dziwią ci biegający ludzie. Czyżby sypialna Cuddy znajdowała się na trasie maratonu?
Dobry seks jest wtedy, gdy po wszystkim nasi sąsiedzi zza ściany sięgają po fajki.
Wyobrażam sobie ten tłum biegaczy nerwowo zaciągających się dymkiem...



Czy było mu źle? Oprócz tego, że nie mógł normalnie chodzić było wyśmienicie. Nie rozumiał dlaczego to się tak nagle zmieniło. Jego pager znów dał o sobie znać. Wyjął go z kieszeni i wrzucił do stawu. Pieprzyć go.
Aaa! Retrospekcja się skończyła, wróciliśmy do teraźniejszości! I wszystko jasne...

 Blask jej oczu… Zakrztusił się dymem. Teraz nie dość, ze ma chorą wątrobę, to jeszcze wykończą go płuca. Będzie miał cudowną śmierć nie ma co. Podniósł głowę do góry i spojrzał w niebo. Było takiego samego koloru jak jej koszulka nocna. Zamknął oczy. Nienawidzi kobiet.
Niestety bez wzajemności. Przynajmniej sądząc po Ałtorce.
Obudził się kilka godzin później. Świtało, a on zwijał się z bólu.
Przespał cały dzień w parku nad stawem?
 
Dawno nie czuł się tak fatalnie. Popatrzył na burzę loków okalającą twarz Cuddy.
A nie, kurde, wróciliśmy w przeszłość.
 
Nie chciał żeby się nad nim litowała. Powoli wstał z łóżka i pokuśtykał do salonu. Wypuścił powietrze z ust siadając na kanapie.
Trzymał je tam od dłuższej chwili i trochę się dusił.
Ty też chuchasz mi w nos rybią paszą.
Więc karm mnie stekami.
Jeszcze czego!
 
Te kilka metrów dłużyły mu się niczym maraton.
[Tych] kilka metrów. Metry są rodzaju męskiego, jakby nie spojrzeć...
Nie, Jaszu. Metry są metroseksualne!
 
 
Chwycił zostawioną na oparciu marynarkę i wyjął z niej vicodin.
- Cholera… - mruknął pod nosem. Została mu tylko jedna tabletka. Pośpiesznie ją łyknął i zamknął oczy czekając aż ból zelżeje. Ścisnął mocniej udo zaciskając zęby. Czuł w ustach gorzki smak leku, ale jego noga w dalszym ciągu krzyczała w agonii.
Jak nie gadające prącie, to krzycząca noga.
Usta milczą
noga wyje!
A propos "wyje" - mamy jakąś kolację?
 
 
Cuddy usiadła obok niego i nie odezwała się ani słowem. Widział po jej minie, że ma wyrzuty sumienia. Jęknął, gdy dotknęła wyraźnie nabrzmiałego miejsca.
Ekhem...
 
 
- Przepraszam – widział w jej oczach łzy. Żałowała. Nigdy by się do tego nie przyznała. Była silna niezależnie od tego, co się działo. Umiała zapanować nad swoimi emocjami w każdej chwili.
Co wyraźnie widać w tej właśnie krótkiej scence. I każdej innej zresztą też...
 
 
- Cuddy… - zaczął jak najbardziej spokojnie jak tylko umiał. Ból pod wpływem jej dotyku zelżał i mógł normalnie manipulować ludźmi.
Ręce Które Leczą i manipulujący ból... no no, robi się coraz ciekawiej!
 
- Mamoo… Dlaczego? Boli mnie… - ściszył głos spuszczając wzrok. Nigdy nikomu nie mówił o swoich uczuciach, a szczególnie o bólu. Nigdy nie był, nie jest i nie będzie żałosny.
Proszę Państwa! Oto pierwszy, naprawdę śmieszny Element Komiczny w tym opku. Do łez przezabawny!
 
 
Dochodziło południe, a ona w dalszym ciągu spała.
A po co otwierać oczka wcześniej? Ja tam wywalam Jaszę z domu przed ósmą, a Koty... no cóż, Koty wiedzą, jak korzystać z życia.
 
Patrzył na to niesamowite zjawisko pełny niedowierzania. Sumienna pani dyrektor od jakiś czterech godzin powinna być w swoim królestwie, a wylegiwała się z nim w łóżku. Powoli wstał próbując ją nie obudzić. Wolał na razie nie doświadczać jej chorobliwego pracoholizmu, który teraz by pewnie zamienił się we wściekłość z powodu spóźnienia.
Gregory House, MD był oddanym swemu powołaniu pracoholikiem, Grzesio Hałs niekoniecznie wczuwał się w te klimaty.
Szpital nie zając, nie ucieknie, a pacjenci... cóż, będą następni!
A Cuddy wygospodaruje skwer za szpitalem na nastrojowy cmentarzyk.
 
- Mrau! Twoje dziewczynki wyglądają dzisiaj zadziwiająco dobrze – uśmiechnął się prowokacyjnie lustrując jej ciało. Fakt, iż od jakiś dwunastu godzin miał go non stop przy sobie nie sprawiał, że nie lubił na nią patrzeć.
Kogo miał przy sobie? Cenzora z Bazy?
 
- Co ty robisz w mojej wannie? – oburzyła się przyjmując bojową postawę.
Moim zdaniem, gdyby leżał pod wanną, to byłoby bardziej wkurzające.
 
Oczy Housa były nieprzeniknione, co dodawało im ogromnego uroku. Czaiła się z nich obawa i strach, ale także duża dawka czułości i opiekuńczości w trochę innym wydaniu niż znają je normalni ludzie, ale zawsze.
Był czuły na przytyki i chętnie opiekował się cudzym lunchem.
 
Powinniśmy już być dawno w szpitalu i ratować ludzkie życia, a zamiast tego leżymy w wannie – westchnął. Jednak jej rozsądek powrócił.
Ten sam rozsądek, każący mu pławić się w rozkoszach i skutecznie dławiący marzenia o obowiązkach?
 
- Na pewno nie masz ochoty na…
śniadanko?!
 
- Nie – uśmiechnęła się złośliwie – Wiesz, że musisz pójść do kliniki?
- Ale mamo! – zaprotestował – W szpitalu jest Cameron i ja się boję! – popatrzył na nią niewinnie i pocałował jej obojczyk.
Mam katar i głowa mnie boli, mamusiu...
 
 
House… - spuściła wzrok i mógłby nawet przysiąc, że pod wodą zaczęła się bawić palcami. Przewrócił oczami.
Bawienie się palcami pod wodą? EWIDENTNIE mam skojarzenia.
 
 
-  Ale ja naprawdę muszę ci cos powiedzieć… - ściszyła głos mając nadzieję na to, że ktoś powie to za nią.
Ja! Ja! Ja! Mogę powiedzieć, mogę?!
 
- No to mów, jestem głodny, a nie zrobiłaś jeszcze śniadania
- pfff... ukradł mi kwestię!
 
Ja… Wilson… Tzn. my… Nie jesteśmy razem… Nie było ślubu ani nic w tym rodzaju.
Nie było raptus puellae, nie było gwałtu w gabinecie, nie było ślubu w katedrze, nie było... Nie było nic w tym rodzaju. Wilson tylko pożyczył moje czerwone szpilki przed konferencją, na której miał wykład. Wiesz, mamy ten sam numer...
 
Wilson po prostu chciał zobaczyć twoją reakcję – powiedziała na jednym oddechu i zapadła cisza przerywana tylko odgłosem lodówki w kuchni.
Zbulwersowana lodówka warczała głośniej niż zwykle.
 
- Czyli się mną bawiliście? – gdyby mogła tylko widzieć jego minę. Mieszanina samo zachwytu i satysfakcji. Zwolnił uścisk, aby podsycić w niej niepewność.
Ach ach. Genialny, przenikliwy diagnosta, którego postać była podobno wzorowana na Sherlocku Holmesie, dał się nabrać na taki dziecinny podstęp?
 
 
- Wiedziałeś i NIC nie powiedziałeś? Sprawiał ci radość widok mnie tłumaczącej się tobie?
Za dużo zaimków, idzie się w tym pogubić.
 
Stanął obok motoru i popatrzył jeszcze raz w stronę jej domu. Wsiadła właśnie do samochodu i uśmiechnęła się do się do niego czarująco. Musiał pojechać jeszcze do domu się przebrać.
Z jednych brudnych ciuchów w inne brudne ciuchy.
 
Po za tym, ze Lisa ma świetne, elastyczne ciało, a Wilson to podły oszust nie dowiedział się nic więcej. Czy ją kocha? Chciałby znać odpowiedz.
Wypisz objawy, zanalizuj, postaw hipotezę...
 
 
 
Od Ałtorki:

Uwaga! *fanfary* Ostatni odcinek.
(A gdzie tam! Zostało jeszcze czternaście!)


Westchnął, a drzwi do gabinetu się otworzyły.
Potężny musiał to być wzdech!

Stanęła w nich Cam.
I tu uwaga od redaktora: budząca moją wielką sympatię, miła, kulturalna i szczera  Cameron, która w serialu jest przeciwieństwem House'a, która nie łże i nikim nie manipuluje (mimo swej wielkiej inteligencji), w tym opku została sprowadzona do roli zaślinionej, skretyniałej pelargonii. Tego nie wybaczę! Pomszczę!
Phi! A co powiesz o inteligentnej, twardej i błyskotliwej Cuddy?
Inteligentna, twarda i błyskotliwa Cuddy jak dla mnie zbyt często "osuwa się po ścianie na podłogę", aby sobie poszlochać.
- House? Możemy porozmawiać? – wyszeptała patrząc mu prosto w oczy. Ubrana była w bardzo prześwitującą szpitalną pidżamę.
W filmie szpitalne piżamy (a właściwie - koszule) są absolutnie aseksualne i nieprześwitujące.
W rzeczywistości też. Ale to ani film, ani rzeczywistość, tylko świat aŁtoreczkowej wyobraźni...
 
[Teraz nastąpi dłuższy opis bójki w piaskownicy, gdy Ala zabiera Grzesiowi grabki, a on jej wiaderko i do tego jeszcze straszy starszym braciszkiem]:
 
- Tak. Ja cię kocham Greg! – wzdrygnął się. Poczuł się jak bohater jakiegoś romansidła.
- Tylko wiesz… Mam taką zasadę. Nie umawiam się z pacjentkami, nie jestem Wilsonem – wzruszył ramionami i włączył ipoda.
- Ale przecież…
- Hę? – podeszła do niego i zabrała mu odtwarzacz.
- Ej! Oddawaj ty psychopatko! – zmarszczył brwi – Zawołam ochronę – zagroził.
Ala jednak wie, że starszy brat Grzesia pojechał na rowerku do parku, dlatego się nie boi:
- Myślisz, że ktoś do ciebie przyjdzie? – prychnęła – Każdy jak tylko może unika twojego piętra.
Nikt cię nie kocha, nikt cię nie lubi! Starzy i młodzi, chudzi i grubi!
A ochroniarze drżą ze strachu na półpiętrze...
 
- W takim razie ty zachowujesz się irracjonalnie narażając swoje bezpieczeństwo przychodząc tutaj – uśmiechnął się złowieszczo.
- Każda zakochana kobieta zachowuje się irracjonalnie.
Ot, racjonalne wytłumaczenie.
 
- Mogłabyś przestać w końcu?! – krzyknął – Powtarzasz to słowo, jakbyś bała się go zapomnieć. To, że twój mąż umarł nie daje ci prawa do tego, żeby mnie prześladować. Nie kocham cię rozumiesz?! Czuję do ciebie wyłącznie odrazę. Jesteś chora psychicznie i to zauważam widząc ciebie. Jesteś obrzydliwie współczująca i denerwująca. Czasem wykazujesz przebłyski inteligencji, ale te chwile powinno się zapisywać w kalendarzu – rozpłakała się. Kobiety… Przewrócił oczami.
Kosmitom najwyraźniej nawalał sprzęt odbiorczy i na transmisję "House'a" nakładały się czasami odcinki "Mody na sukces" albo wręcz jakiejś "Luz Marii". Poza tym, sądząc po składni tego zdania:
Czasem wykazujesz przebłyski inteligencji, ale te chwile powinno się zapisywać w kalendarzu – rozpłakała się.
należałoby wnioskować, że całą przemowę wygłosiła właśnie Cameron...
 
 
- Ale House… - podeszła do niego i złapała go za rękę. Skrzywił się.
- Co tu się dzieje? – do gabinetu weszła Cuddy.
- Mamoo… Ona mnie dotyka tam gdzie nie powinna! – stanął za Cuddy i uśmiechnął się niewinnie.
Hałsowi pomyliła się ręka z... no dobra, pomyliły mu się macki.
 
- Alison nie powinnaś być w sali? – popatrzyła na nią podejrzliwie przysuwając się bardziej do Housa. Wiedziała, ze nie miała powodu się bać, ale strach przed tą kobietą ostatnio ją sparaliżował.
- Ty… - zaczęła jeszcze bardziej płakać – Chcesz mi go odebrać! Greg, zawsze cię będę kochać!– chlipiąc wybiegła z biura.
Przyszła Ela i zabrała Ali łopatkę. Zabawy w piaskownicy to trauma na całe życie...
 
- House… W moim gabinecie czeka rodzina pacjenta. Musimy iść – zrobił obrażoną minę, ale podążył za nią do windy. Gdy tylko drzwi się zamknęły, wcisnął przycisk zatrzymujący i wpił się w jej usta.
 
[W serialu House raz zatrzymał windę, żeby dokonać badań, na które nie zgodzili się rodzice pacjentki. Tu mamy rozwinięcie tej sceny]:
 
Pragnienie słodkich pocałunków i pieszczot ze strony najbardziej złośliwego lekarza, jakiego miała szansę poznać było silniejsze niż jakieś tam poczucie obowiązku.
E no. W tym opku poczucie obowiązku przegrywa walkowerem w każdym pojedynku. Z czymkolwiek.
 
Błądził dłońmi po jej plecach zatrzymując je tuż przy rozpięciu biustonosza. Oddychał ciężko, jakby czekając na wielką niespodziankę.
Czy uda mu się rozpiąć biustonosz bez rwania zębami???
 
Oboje mieli wrażenie jakby świat nie istniał. Jakby wszystko wokół nich stanęło w miejscu.
Przede wszystkim stanęła winda między piętrami.
Resztę dyskretnie przemilczmy.
 
Czy się kochali? W fizyczny sposób tak. W emocjonalny- niewiadomo. Im bardziej przywiązywali się do siebie, tym bardziej wypierali z podświadomości fakt, ze mogli się zakochać. W tej chwili nie było nawet to ważne.
Proszę, w jak piękne słowa można ubrać zwykły seks bez zobowiązań!
 
Ona oplotła nogami jego biodra wariując pod wpływem pocałunków. W końcu udało mu się uwolnić jej piersi od czerwonego biustonosza, który cicho opadł na podłogę.
Udało się! Udało! choć określenie "w końcu" świadczy, że trochę się przy tym umordował.
 
Roziskrzyły mu się oczy jak dziecku nad prezentem w święta. Zaczął je masować jednocześnie ją całując.
Jego algorytm był dość skomplikowany - potrafił masować sobie roziskrzone oczy, jednocześnie całując kobietę, która wisi na jego biodrach.
 
Nie wiedziała czy to sen czy jawa.
Nie, do diabła - Galapagos!
 
Była gotowa uprawiać seks w szpitalu. To przecież niedopuszczalne! Włożył rękę pod jej spódnicę i sprawnym ruchem ściągnął czerwone stringi i rzucił je za siebie. Wiedziała dokładnie, do czego to prowadzi. Sytuacja z wczoraj się powtarzała, a ona nie potrafiła przestać. To, że była teraz kompletniej ubrana nic nie zmieniał.
Jak to "kompletniej"? Jest bez bielizny, więc co ona ma na sobie - skarpetki?
 
- Bo ja… - nie mogła wykrztusić z siebie słowa – Znasz mój cykl menstruacyjny, a ja nie biorę tabletek... Wiem, że prawdopodobieństwo, że zajdę w ciąże jest znikome, ale… - podniosła wzrok do góry starając się nie rozpłakać - nie chciałabym później dostać „miłej” niespodzianki
Nie-ro-zu-miem. Cuddy od dłuższego czasu leczy bezpłodność, więc CHCE mieć dziecko, skąd nagle lęk przed ciążą?
Tym razem podejrzewam przebitki z "Seksu w wielkim mieście".
 
– postawiła go w sytuacji bez wyjścia. Jeżeli będzie kontynuował to, co przerwał upewni ją w przekonaniu, że nie zajdzie w ciąże. Jeżeli nie będzie chciał z nią uprawiać seksu, to pomyśli, że boi się wpadki. Kobiety…
Kosmici...
 
- Nieważne – wrócił do obmacywania ją ustami. Od dzisiaj, zaczyna kochać tego, kto stworzył windy.
Po pierwsze: wrócił do obmacywania [jej], po drugie: lepiej nie faszerować nikogo środkami przeczyszczającymi i zamykać w windzie, prawda?
 
Podczas tych dwóch tygodni, miał wrażenie, że świat stał się kolorowy.
Uwaga. Proszę zapamiętać, że związek Hałsa i Cuddy trwał raptem dwa tygodnie. Będzie to miało istotne znaczenie w dalszej części opka.
 
Nie, ludzie nie przestali umierać, a noga go boleć. Wszystko było takie same, a jednocześnie inne. Po powrocie do domu czekała na niego piękna niespodzianka. Ubrana w bluzkę z głębokim dekoltem i krótką spódniczkę. Lubił takie niespodzianki. Dzielnie znosiłą jego złośliwe komentarze, gdy ból osiagał niebezpieczną granicę. Upierała się tylko, że nie będzie jego dealerką morfiny. A potem… Potem wszystko rozsypało się jak domki z kart. Miał przypadek. Zadzwonił, że nie wróci na noc. Nie robiła z tego problemów, była lekarzem i wiedziała jak to jest. Wydawała się wystraszona i przygnębiona, ale w tamtej chwili nie zwrócił na to uwagi. Gdy następnego dnia przyjechał do niej, zorientował się, że jej nie ma. Zniknęła.
Czyżby szykował się crossover z serialem "Bez śladu"?
Tylko łapy precz od Danny'ego! On jest mój!
 
Na początku myślał, ze go za coś kara, ale wbrew pozorom nie miała za co. Nie mógł jej nigdzie znaleźć. Plotka głosiła, że wzięła urlop. Szukał ja wszędzie, gdzie tylko mogłaby być. Bez rezultatów. Zrobił to, co podpowiadał mu rozum – upił się w trupa.
Rozum? Tak to się teraz nazywa?
 
Po trzy dniowej nieobecności wrócił do szpitala, aby dowiedzieć się, że Cuddy już tam nie pracuje, a jej miejsce zajął wredny babsztyl.
Ekhem, jassssne. Dyrektorka szpitala znika bez zapowiedzi i nikt się tym jakoś specjalnie nie przejmuje...
Nikomu nie zdaje dokumentów, nie przekazuje zasad funkcjonowania ogromnej kliniki, natomiast w trzy dni znajduje się nowa dyrektor. Możliwe, że z łapanki.
A przy tym szef Oddziału Diagnostycznego funduje sobie wielodniowy odlot, bez najmniejszych konsekwencji.
 
Zatrudnił Lucasa, prywatnego detektywa, aby ją znalazł. Jedyne, czego się od niego dowiedział to, to, że zmieniła nazwisko i nie ma sposobu, aby ją odnaleźć.
Dupa, nie detektyw...
Hehe - dowiedział się, że zmieniła nazwisko, lecz nie miał śmiałości zapytać na jakie?
 
Nie miała przyjaciół, z którymi mogłaby utrzymywać kontakt, a konto z banku zostało nienaruszone. Zapadła się pod ziemię, a najbardziej irytujący był fakt, że nie wiedział dlaczego. Nie mógł rozwiązać zagadki.
Wróciła do Bazy, proste!
 
Od Ałtorki:
No i ten... No... Koniec? Czy było dobre? Nie mnie to oceniać. Moja samokrytyka praktycznie nie istnieje. Cały czas mam dziwne wrażenie, że pewnego pięknego dnia wejdę na bloga, a tu piękny komentarz wytykający mi wszystkie błedy i potknięcia. brr...

Prosisz i masz! USS SuS jest w pełnej gotowości bojowej!  Adsumus!

Wbrew pozorom, to wcale nie koniec opowiadania. W następnym odcinku dowiemy się, jak wygląda pełny przegląd techniczny androida, a także dlaczego diabeł boi się gniewu wzgardzonej kobiety. Już za tydzień!

Zdiagnozowana ekipa USS SuS [opkowe rozmiękczenie mózgu]
pozdrawia z zepsutej windy.


1 komentarz:

jasza pisze...

• Maraneth

Analiza pierwszorzędna, bardzo celnie punktuje wszystkie durnoty, jakie wymyśliła ałtorka. Ale śmiać się jakoś nie mogłam, byłam zbyt zbulwersowana tym, jak potraktowany został House i spółka. Niech mi ktoś powie, po co za pisanie biorą się ludzie, którzy się do tego kompletnie nie nadają? Takie pytanie "erotyczne" ;). Jedno dobre, że błędów było jakoś tak mniej niż w przeciętnym opku.
Pozdrawiam serdecznie.

• sis


To było przerażające doświadczenie. Zdziecinniały House wyginający usta w podkówkę, obezwładniona i - przy okazji - niezrównoważona emocjonalnie Cameron o umysłowości krewetki, a do tego zóy, zóy rozdział z tabunem maratończyków, przebiegających ochoczo przez sypialnię Cuddy okazały się wybitnie obezwładniające.
Chyba nie pójdę dzisiaj spać - za bardzo boję się, że przyśni mi się House, masujący swoje roziskrzone oczy. Brrr.

• Steele X


Gdy tylko zobaczyłam słówko 'zóy', pomna doświadczeń z saunowymi mdłościami-namiętnościami z tego samego opka, wiedziałam, że dalej czytam na własną odpowiedzialność. Bolało.
A przy kółeczkach i kutasikach prawie zadławiłam się kanapką z zakwiku. Jesteście bezbłędni!!!