czwartek, 20 czerwca 2013

226. Jestem takim dziwnym demonem, czyli Nie zafracaicie mi guowy jakomś Ortografiom



Dziś będzie analiza opka emo-mniszkowatego, czyli pisanego przez emo-pannę, której nikt nie rozumie. Z drugiej strony, skoro ona mówi tak jak pisze, to ja się jej bliskim nie dziwię, bo po wielokrotnym czytaniu ten tekst nadal pozostaje bełkotem.
Oprócz autoprezentacji, w której większość miejsca zajmuje egzaltowane rozczulanie się nad sobą i swoim intelektem, mamy jeszcze dużo rozwianych włosów, drżenia, dreszczy i drgawek. Oprócz tego - są nagłe transmutacje drewna w marmur, dębiny w mahoń (a właściwie machoń), nieustające kłopoty z klamkami i mizianie się z demonem, który jest bogiem, ale chałturzy jako śmierć niższego rzędu.


Autorka powinna zejść na ziemię i przysiąść nad książkami do polskiego. Nie tylko po to, aby odróżnić prolog od epilogu, ale żeby też zapoznać się z ortografią - i co najważniejsze, darować sobie nadmierną poetyckość w opisywaniu najprostszych czynności.


Opko jest (chyba dość luźno) oparte na serii “Dary anioła”. Znajomość kanonu niekonieczna ;)


Analizują: Kura, Jasza i Sineira.





O Autorce
środa, 27 marca 2013 21:09


Ja to Ja.
Naprawdę? Nikt by się nie domyślił.
Ale to [Ja] z wielkiej litery miało zrobić wielkie wrażenie. Wiekuisty na Synaju rzekł do Mojżesza tylko “Jestem, Który Jestem” i na tym poprzestał. Ta ciągnie dalej.


Tajemniczna Dusza.  Na bloogu znana jako administratorka, bezimienna bądź najpopularniej Agren_Mirowel.
Sporo, jak na bezimienną.
… bo każda kobieta ma wiele twarzy.


Jestem nastolatką o różnorodnym pochodzeniu.
Matuś umiaru nie znała?
Hrabia był gorącym zwolennikiem prawa pierwszej nocy.


Płynie we mnie mieszana krew.
Elfów, druidów, upadłych aniołów, pegazów i willi?
A także listonosza, inkasenta z gazowni i mleczarza.


Na uczelni utrzymuję dystans pośród ludzi. Oceniają mnie po 'okładce' co niszczy mnie doszczętnie.
A tę okładkę starannie poniewiera.
To nie może owinąć folią?


Jestem dyslektyczką z ogromnymi pasjami.
Lubię pisać z nieprawdopodobnymi wprost bykami. To mnie podnieca.


Lubię podrużować, [nie lubię słownika ortograficznego] zgłębiać tajniki nieznanej mi historii. Z otaczającego mnie świata biorę pomysły na ksiązki.
Książki, nie opka! Książki!


Co 2-4 miesiące jezdźe do Warszawy.
Ale tam nie ma rzadnych tematuw do ksionszki, wienc to czas stracony.
Jeżdżenie do Warszawy to jakaś forma pielgrzymki aŁtorskiej?


Jestem osobą opanowaną która nie odczówa strachu, powiecmy 'tak jak inni'.
Lubiem rzyć na krafęci śmierdzi.
Jaszó, pżestań, natyhmiast pżestań! :D:D:D
Zaczynam otczófać pszerarzenie.


Żyję w innym świecie.
O, kosmitka.
Eee tam, prawda jest bardziej prozaiczna, ałtorka jest wiecznie nieprzytomna i nic do niej nie dociera.


Wszystko spostrzegam w prawdziwych 'barwach' które nie zawsze są różowe czy niebieskie.
Pssst, zdradzę Ci straszną tajemnicę: inni też widzą zieleń, czerwień i resztę palety!
Ale ona nie mówi o kolorach, ona mówi o “barwach” w cudzysłowie. Na pewno ma na myśli coś bardziej mistycznego.
Jakieś aury widzi?


Świat jest inny niż widzi go młodzież. Nastolatkowie patrzą na świat przez pryzmat odczuć, przez tak zwane 'różowe okulary' czy 'różowe szkła kontaktowe'.
Lecz aŁtorka nosi “końskie klapki” skierowane na jej pępek.
Idzie na całość, nosi czarną opaskę.


Kiedy ktoś dorasta psychicznie dopiero w tedy dostrzega prawdziwy świat.
Hurra! Autorka opka dorosła do opisu prawdziwego świata.
Ona wie, że to wszystko Matrix.


Nie jest już taki prosty jakim go ujżeli po raz pierwszy.
To światło lamp na porodówce, ta Maszyna Robiąca PING! nie jest naszą szarą, bezbarwną egzystencją.
Ta karuzelka nad łożeczkiem...


Los jest moim sprzymieżeńcem.
A słownik tfuj wruk!
Pszeklenty!


Najgorszą kłutnię prowadzę z własnym życiem i niektórymi otaczającymi mnie ludźmi.
Z tom wrednom babom od polskjego, na pszykłat.
Nikt mnie nie rozuuuumieeee!!!


Nie godzę się ze swoim życiem, mam co do niego odmienne zdanie.
Mam swoje zdanie, ale się z nim nie zgadzam.
Rzycie jezd do dópy.


Przez nasze małe 'sprzeczki' pożądnie dostaję w kość. 'Mój' świat jest jak najbardziej realny, lecz po prostu trudny do pojęcia przez ludzi którzy nawet nie chcą spróbować się w nim zagłębić czy choć trochę mu się oprzyjżeć.
Obiecujemy, że (o)przyjrzymy się bardzo wnikliwie... (oprzyjrzeć - przyjrzeć z oprzyrządowaniem)
Nie wiem, czy mamy wystarczające kwalifikacje, przydałby się psychiatra do pomocy.
Próbuję się oprzyjżeć, ale to ciężko idzie.
Oprzyjże swe ciało o solidną podporę (zanim przystąpisz do lektury, bo jak się nie oprzesz, to się przewrócisz z wrażenia).


Jestem tajemniczą osobą, która żyje wspomieniami przeszłości, jak i terazniejszością. Jestem czarnowłosą artystką (która maluje tylko czarną farbą i słowem)
Chyba znam jeden z jej wierszy...


o zielonych jak las oczach (co nie więdnie na zimę).
Znaczy, iglasty.


Cały swój wolny czas poświęcam na jezyki obce, które uwielbiam.
Mało jej kaleczenia polszczyzny, jeszcze nad obcymi musi się pastwić?


Czytanie oczywiście też jest elementem mojej duszy. Najwięcej czasu spędzam w kuchni, bo lubię gotować, razem ze swoim niebiesko-siwym kotem - Siwkem.
Który robi za podkuchennego i zanim wymyje patelnię, to starannie ją wylizuje?
Z tego wynika, że ałtorka namiętnie czyta książki kucharskie.


W przyszłości pragnę pujść na medycynę lub architekturę.
I będem leczyć rzułtaczkę.
Albo stawiadź pjenkne bódynki.


Bardziej cenię zwierzęta niż ludzi.
Pewnie dlatego, że nie potrafią mówić. Jeszcze żaden kot nie powiedział swojej pani, że plecie od rzeczy.


Każdą wolna chwilę spedzam z książką w ręcę. Mam wielkię plany na przyszłość, wielkie marzenia, o których wiem że nigdy się nie spełnią..
… bo nie robię nic, by je spełnić?
Tak, stanowisko Królowej Egiptu już jest zajęte. Pozostaje Ci tylko moc Carrie z powieści Kinga, aby wybić całe miasteczko, które Cię nie rozumie. Albo bycie nadąsaną panią z mięsnego. Też dobre.


Wieżę w moc słów które wypowaidam i które przelewam na papier.
A one rosną w ogromną wieżę. Z klocków. Drogie Emo - pomiędzy wierzeniem [od słowa wiaRa], a wieżą [taki budynek] jest ogromna różnica.
Zostanie architektem, to może zrozumie... jak jej się zawali jakaś wieża stawiana tylko na wiarę.
Ojtam, “beton” to takie proste słowo, może sobie poradzi.


Gdy wypowiadasz słowo wystarczająco długo i żucasz je w tym czasie 'na wiatr' traci ono na znaczeniu.
Bełkotanie podczas wichury faktycznie nie ma większego znaczenia.
żujużujużuju gumę do żucia. A powiedz szybko słomasłomasłoma...


Jestem inna niż wszyscy i zdaję sobie z tego sprawę.
Nie. Jesteś taka sama jak tysiące innych nadętych jak baloniki emopanienek.
*robi mądrą minę a’la Coelho* Nastolatki są jak śniegu płatki - każda jest inna, ale wszystkie są takie same.
A gdy ich jest dużo, robią kupę.


Mówi mi to każdy. Jestem poprostu inna i to w sobie kocham.
Rób, co uważasz.  
Ale uważaj, jak robisz.


Jak czerwona róża na polu białych róż rozkwitająca z dnia na dzień. Jak czarna owca w stadzie białych. Jestem Trucizną bez której nie można żyć.
I mam lekkie kukunamuniu na swoim punkcie.
Bee, beee, beee, kopytka niosą mnie!


Jestem soba i zawsze to powtarzam bo nikt nie odbierze mi 'mnie' samej. Ludzie uważają mnie za starszą.
Gadają coś “staro-maleńka”, “dzidzia-piernik”.


Każdy jest tym kim jest. Ja jestem 'kimś' obcym dla samej siebie. Lecz już dawno temu pogodziłam się z tym. Dlaczgo jesem obca dla samej siebie? - Dlatego bo co dziennie odkrywam w sobie coś nowego..
Odkryj panna słownik ortograficzny. To będzie najlepsze w Twoim życiu.
I poszukaj tej trzeciej kropki, bo znowu ja zgubiłaś.
“Poznaj samego siebie” - hasło znane od starożytności, lecz wciąż aktualne.


Żyję wyobraźnią bo ona pozwala mi przetrwać każdy trudny okres.
"Pozwól Swojej Duszy Jaśnieć tak jak Słońce.."
A czoło twe, myślą niezmącone, niechaj lśni jak Księżyc
Taki pusty, taki jałowy...


Po tym wstępie przechodzimy do historii właściwej. Ciekawa rzecz - ortografia w opisie autorki jaka jest, każdy widzi - tymczasem w samym opowiadaniu jest już pod tym względem o wiele lepiej (i dobrze, bo chyba nikt nie dotrwałby do końca). Albo aŁtorka przyłożyła się bardziej, albo też ma betę, która odwala naprawdę kawał solidnej roboty (choć nad kwestią pisowni łącznej i rozdzielnej przydałoby się jeszcze popracować).



Epilog
I żyli długo i szczęśliwie. A zabił kamerdyner, oni zawsze zabijają.


A teraz popatrzmy, czym żywi się duszyczka Emo. Tortury, lochy, biczowanie.
Samo smakowite ;)


Podniosłam wzrok na gasnącą już lampę naftową. Kropelki wody odbijały się echem od kamiennej posadzki. Kap, kap.. słychać było tylko słabe bicie serca.
Dlaczego z lampy naftowej kapie woda? Dlaczego posadzka ma serce? Dlaczego tu nie ma klamek?
Mnie się zdaje, że to z tego serca coś kapie.


Powoli zamknęłam oczy.. Czułam silną woń zgnilizny. Mój wzrok spoczął na rudowłosej dziewczynie.
Widzi, jak zawsze, przez zamknięte powieki.
Jak zawsze, patrzy oczyma duszy.
Gnijąca Panna Młoda?


Jej biszkoptowa cera straciła swój blask pod warstwą czarnej mazi i błota.
I wyglądała jak nieco sponiewierany tort z kremem czekoladowym.


Chciałam otrzeć twarz po której spływała ta sama czarna ciecz. Żelazne kajdany wydały cichy odgłos uderzając o siebie.
Obie przykute były łańcuchami do ściany lochu.
Nie mogę wyjść ani przyjść ani się położyć
Nie mogę wstać ani spać ani siku zrobić.
(Kaczki z Nowej Paczki)


Cisza była zbyt usypiająca by powiedzieć ile czasu minęło. Trzy może cztery dni. Kto wie.. być może więcej..  Wytężyłam słuch i zacisnęłam mocno powieki, myśląc.. że gdy to zrobię, to wszystko co było zniknie.  Spod powiek, raz jeszcze spojrzałam na rudowłosą dziewczynę.
Nie chciała zniknąć, skubana.


Teraz gdy lampa naftowa świeciła tylko małym gasnącym raz po raz płomykiem, ciało dziewczyny wyglądało jak martwe. Leżała bezwładnie plecami oparta o ścianę. Nie sforne brudno złote loki spadały jej na czarno fioletowe policzki.
To nie posłuszne loki spadały jej na policzki. To węże rozszalałe! A działo się to w Swornychgaciach nad Jeziorem Karsińskim.


I teraz następuje tak dziwne splątanie akcji, że niczego nie można być pewnym:


Zacznijmy od tego, że w lochu leży bohaterka i ta druga, o biszkoptowej cerze. Otóż nie.


Każde uderzenie zostawiało purpurową pręgę na twarzy kobiety...
Tych węży uderzenie. Miotało nimi jak Szatan.


Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Gdzie nie gdzie (i tam tak tam) ciemność rozświetlała mała świeca.
Lampa naftowa zamieniła się w świecę. Jak można sądzić, świeca zaraz stanie się pochodnią, a ta - jarzeniówką.
Niestety, na kaganek oświaty nie ma co liczyć.


Dokoła panowała śmiertelna cisza. U stup schodów leżał duży smukły nuż.
A nuż u stóp stupy trza będzie żertwę złożyć.
*wpada w trans*
A widelec węża przebić może, gdy w ciemności dłonią nieomylną prowadzon jak piorun uderzy. O pani konających, nasyć oczy moje.


Czysta Stal – Dziwna nazwa jak na kawałek ostrego metalu.
A jak się miał nazywać, Spróchniałe Drewno?
Zbyt trywialne jest nadawanie odpowiednich słów rzeczom. POMIDOR!


Ten kto stawiał się, nie chciał mówić.. poznał te ostrzę na własnej skórze.
Bo ta ostrza ostra była.


Teraz pamiętam.. Gdy wypytywano mnie o Sabinę zawsze stawiałam wielki mur pomiędzy mną a nimi. Ta cisza doprowadzała ich do szału. Za każdą chwilę milczenia broń przecinała kawałek mojego ciała. Zaschnięta już krew, na mojej skórze nabrała czarnej barwy zlewając się z brudem.
Na jej skórze nabrała barwy czarnej, na skórze kogoś innego przybrałaby kolor zielonkawożółty w różowe kropeczki.
Nieno, to zależy, czym się ubrudziłaś; jeśli wytarzałaś się w soku z buraków, krew nadal była czerwona.
A skoro się w paskudztwie dość ubabrała, to aż cud, że nie złapała tężca.


Oblizałam popękane wargi. Chciałam krzyknąć, lecz dźwięk nie wydobył się z mego gardła. Szeroko otwarte oczy po chwili zamknęły się na kilka minut.
Ale ponieważ widziałam również przez powieki, nic się nie zmieniło.


Teraz już przyzwyczajone ciało czekało tylko na kolejny ruch. Przy pierwszej serii uderzeń nie mogłam otworzyć zaciśniętych powiek. Przy drugiej słuchałam lecz nie dawałam odpowiedzi. Ciało drgało po każdym ciosie, krew jak szkarłatny ogień płynęła po rękach i twarzy.
Na szczęście ktoś uprzejmy umieścił na ścianie wielkie lustro, inaczej nie mogłabym podziwiać, jak pięknie i dhhhramatycznie wyglądam z tą całą krwią i w o-ghule.


Czekałam na kolejne uderzenie, lecz te nie nastąpiło. Cisza. Jak w transie, rozchyliłam lekko powieki. Kilka razy zamrugałam. Nikogo nie było. Pierwszy raz od kilkunastu dni poczułam ulgę. Tak samo jak nóż, zniknął też jego właściciel.
Aha czyli to NIE była retrospekcja? Kurczę, kurczę, jak aŁtoreczka potrafi człowieka zmylić.
Czekajcie, to ją od kilkunastu dni codziennie, wielokrotnie dziabią nożem? I jeszcze się nie wykrwawiła na śmierć? Albo “Czysta Stal” jednak jest tępa jak deserowa łyżka, albo mamy do czynienia z samoregenerującą się mutantką.


Jednak nadal w głębi duszy czułam jak coś rozrywa mnie na strzępy.
Tasiemiec się rozbisurmanił.


Zaryzykowałam jedno spojrzenie w stronę nieprzytomnej dziewczyny. Moje teraz już mniej ciężkie powieki, rozchyliły się jeszcze bardziej. Dziewczyna zniknęła.
Zgodnie z życzeniem jaśnie panienki.


Nie leżała w innym miejscu.
Nie było jej też na schodach.
Nie wisiała na suficie.
Nie wystawała ze ściany.
I w studni też jej nie było.


Przez moje ciało przeszedł jeden długi dreszcz. Chciałam wtopić się w otoczenie.
Chciałam przełknąć ślinę zmieszaną z krwią, lecz w gardle miałam ogromną gule.
I już wiadomo, co stało się z nieprzytomną dziewczyną. Gule ją zjadły.


Oparłam głowę o ścianę. Chłód otrzeźwił mi umysł łagodząc rany.
Rany na umyśle to my zaraz będziemy mieć...


Nie wiedziałam o czym mam myśleć. W głowie kłębiło mi się wiele pytań bez odpowiedzi, wiele niewiadomych, wiele myśli. Poruszyłam skrępowanymi rękoma. Łańcuchy uderzyły o siebie, kończąc narastająca ciszę. Wzięłam jeden długi oddech. Z kącików oczu wyleciały dwie słone łzy. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię…


I na tym opko powinno się zakończyć. Niestety, nie będzie tak dobrze. Po epilogu (który wykopał prolog i rozsiadł się na jego miejscu), mamy rozdział pierwszy. Hmmm...



Rozdział 1
środa, 27 marca 2013 20:48


Siedząc na spróchniałym, pokrytym mchem pniu, oglądałam zachód słońca. Raz po raz lekki podmuch wiatru zbawiał się z moimi czarnymi włosami.
Niektórym do zbawienia potrzebna jest ciężka praca nad sobą.
Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. (J 3, 7) On z Ducha zrodzon, niewiele mu do zbawienia potrzeba.


Wyciągnęłam lewą rękę by zasłonić oczy przed szkarłatnym blaskiem. Mały promień światła otaczał mnie jak magiczna złota nić.
- Aaaadamm... - powiedziała głosem sekretnym, dziwnym, dalekim. (Musierowicz)


Jednym zwinnym ruchem wstałam z pozostałości pięknego drzewa, rozglądając się na boki. Niebo wyglądało jak odziane w czerwono-złoty koc. Posłałam krótki pocałunek w stronę położonej dalej przepaści.
Pocałowała ją w dołek?


Nic nie może zmienić tego co znajduje się w nas – nie pamiętałam kto powiedział mi te słowa, lecz wiele nimi wniosła do mego życia..
Można wyciąć ślepą kiszkę, usunąć płuco lub nerkę. O lobotomii nie wspominając.Pranie mózgu też czyni cuda.
Zaprawdę, powiadam - najpierw potrzebne jest coś do wyprania.


Raz jeszcze obejrzałam się na teraz już złotawe niebo. Po krótkiej chwili ruszyłam w stronę zielonego lasu. Zatrzymałam się przed ogromnymi dębowymi drzwiami.
Drzwi do lasu - są. Pewnie mosiężne.
Hebanowe. Eeee, cheba stare.


Już sięgałam do klamki gdy naszła mnie pewna myśl. Nie chce wracać do domu. Jeszcze nie teraz.. Nie w tej chwili. Odwróciłam się i usiadłam na drewnianych schodach.
Zapamiętajmy!


W niektórych miejscach farba wyblakła tworząc bardzo staroświecki efekt. Oparłam swoją ociężałą głowę o balustradę. Wewnątrz mnie staczała się bitwa.
A babcia nie mówiła, żeby czereśni nie popijać wodą?
Ani kiszonych ogórków kefirem?


Uczucia mieszały się ze sobą. Tworzyły ogromną niewiadomą. Byłam zła, lecz też zmęczona ciągłym uciekaniem od rzeczywistości.
Rzeczywistość szczerzyła kły i groźnie wymachiwała miotłą.
To nie uciekaj, weź ją na klatę! Może okaże się wcale nie taka straszna?


Przez krótką chwilę wpatrywałam się w otaczający mnie las. Słyszałam szelest liści, na wietrze.
Liście robiły szelestu-szelestu, a wicher  wichu-wichu.
Zające produkowały zajęcze bobki, jeże się jeżyły w jeżynach, a drzewa umierały stojąc.
A Buka tukała.


Wysokie drzewa zasłaniały widok czystego nieba. Zamknęłam oczy i przez krótką chwilę dałam ponieść się euforii. Docierało do mnie wiele dźwięków. Szum wpadającej do jeziora wody.. Uderzanie skrzydeł, szybującego ptaka.
Chyba ptasior najadł się szaleju i rąbnął skrzydłem w drzewo.
W szybę, bo szybował.
Przypis: szybujący ptak NIE uderza skrzydłami, tylko unosi się na prądach powietrza.


Łamanie drobnych gałązek przez sarny, a nawet uderzający o kamienie wieczorny wiatr.
Taż to panie - tornado jakieś!


Ciche mruknięcie, zakończyło narastającą ciszę.
Od tej chwili zapanował zgiełk i łomot.


Powoli obróciłam głowę w stronę drzew. Nabrałam powietrza do płuc i zamarłam. W głębi lasu było ciemno.
Jezusiemaryjo, latarnie wyłączyli!!!
I w mroku sarny szczerzą kły!
I dzik jest dziki, dzik jest zły.


Promienie Słoneczne już dawno przestały padać na potężne konary i pnie. Uderzyło mnie przenikliwe uczucie bezradności.
Czy ona pierwszy raz zobaczyła zapadający wieczór, czy taka płochliwa jest z natury?


Las spowity przez mrok wołał mnie do siebie. Gdy wzrok zaczął  już oswajać się z brakiem jakiegokolwiek światła, za drzewami przemknęła jakaś postać. Całe moje ciało przeszedł dreszcz.
Łącznie z małymi palcami u stóp. Aż mi paznokcie zadygotały!


Zacisnęła(m) dłoń na balustradzie i zwinnym ruchem (zwinnym, a jakże) podniosłam się ze starych schodów. Jeszcze tylko kilka kroków do tyłu..
Nie, raczej do przodu, chyba że boChaterka zapragnęła nagle w pomieszaniu swoim iść tyłem po schodach.


Próbowałam wymacać ręką klamkę od drzwi. Kolejny ogłuszający trzask.
A ten poprzedni to kiedy był? Jak ptak przygrzmocił o szybę czy jak wiatr pierdyknął o kamienie?


Nestral [jej kot] przenikliwie wpatrywał się w głąb lasu. Gdzie ta cholerna klamka!? Gwałtownie wciągnęłam powietrze. Ktoś się zbliża – Usłyszałam głęboki, lecz w tej chwili lodowaty głos kota.
Kot, nie dość że stróżujący, to jednocześnie gadający.


W tej samej chwili moja dłoń znalazła oparcie na chłodnej klamce. Szarpnęłam. Nic. Szarpnęłam raz jeszcze. Znów nic. Co się dzieje!?Cholerne drzwi.
*podpowiada* Odwróć się przodem do drzwi! I spróbuj je popchnąć!
Ale najpierw naciśnij klamkę.


Posłałam jedno szybkie spojrzenie w stronę Nestrala. Nie ruszał się. Ogarnęła go ciemność. Stał jak marmurowy posąg. Gwałtownie puściłam klamkę.
I zaczęłam gorączkowo penetrować ganek w poszukiwaniu instrukcji obsługi drzwi do własnego domu.


Starałam się zrobić kilka kroków w stronę schodków, lecz moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Z każda próbą zrobienia kolejnego kroku, całe moje ciało drżało. Kilka desek z tarasu zatrzeszczało, przerywając przenikliwą ciszę. Tak krótki dystans wydawał się teraz ogromna przestrzenią. Powoli wyciągnęłam rękę by podtrzymać się balustrady. Drewno wydawało się chłodniejsze i twardsze niż zazwyczaj.  
Teh drama. Czekamy jeszcze na emocjonujący opis trudności z oddychaniem, serca zamieniającego się w bryłę lodu i ciarek przebiegających po plecach. Jak ona taka nerwowa, to niech nie mieszka pośrodku ciemnego lasu.


Kolejny mały krok. Usłyszałam cichy dźwięk. Rozejrzałam się na boki. W powietrzu wiły się czarne ciekę (to się zaszpuntuj) nici, wyglądem przypominające pajęczynę.
W sensie, że włosy jej dęba stanęły?
Nie wiadomo co to było, ale miało budzić grozę. W każdym razie - kot uciekł.


Korytarz był tak samo zimny jak balustrada na dworze. Ściany przytłaczały mnie, teraz wydawały się duże.. ciężkie i grube.
A były to tylko przepierzenia z kartongipsu.
Ej, to ona jednak weszła do domu? Jak?


Powoli weszłam do salonu. Zastygłam. To On. Czekał Na mnie..
Wlazł przez okno od tyłu. Groza i strach, jak w książkach Deavera.


Zapowiedzi
czwartek, 28 marca 2013 14:15
Następujące osoby mają zamiar wstąpić w święty związek małżeński...
Ktokolwiek wie o przeszkodach...


Nareszcie Rozdział 3 - Data Publikacji poniżej.
Przygotowywanie rozdziału 3 trwa. Przewidziana data publikacji to 8-9 Czerwca 2013 roku. Bardzo przepraszamy za opuźnienie.
Szukaliśmy słownika ortograficznego, ale go nie znaleźliśmy.
Głosem megafonu kolejowego: “opóźnienie może ulec zmianie


Naprawde was przepraszam ale zostawiłam rozdział 3 na innym komputerze i bd mogła go odebrać dopiero pod koniec czerwca.
Bo wysłanie pliku tekstowego mailem to Wyższa Forma Magii, dostępna tylko Wtajemniczonym Kapłanom, posiadającym błogosławieństwo Bogini Informatyki.


Wiem że to bardzo długo, ale po prostu zapomniałam. Mam nadzieję że podczas tak długiej przerwy, będziecie czekać wytrwale. Raz jeszcze przepraszam.  
A nie szybciej byłoby napisać go na nowo?


Po przeszukaniu całej sterty papierów oraz komputera imformuje że przewidywana jest premiera mojej pierwszej książki [Książki! Czujecie to?] z Serii Anioł Śmierci pdt. "Klucz do Piekła".
Przewidywana przez ciocię Klocię, która ujrzała ją (tę premierę) w szklanej kuli.
PDT to Państwowy Dom Towarowy, a “pod tytułem” to pt.


Napisałam ją kilka lat temu i niestety nie skończyłam. Postaram się jednak przedstawić wam ją jak najlepiej potrafię. Przewidywana data publikacji nieznana.
Będzie, jak będzie. A jak nie będzie, to będzie później. Albo nie będzie.
Self-publishing to zło, zaprawdę, złe zło.


Rozdział 2
sobota, 30 marca 2013 15:21


Odetchnęłam głośno.  Zacisnęłam dłonie w pięści.
- To nie możesz być ty.. – Głos ledwo przeciskał się przez ogromną gulę w gardle. Starałam się przełknąć ślinę lecz w tej chwili, było to nie możliwe.
I dlatego plułam podczas mówienia.


Moje oczy co chwilę odmawiały mi posłuszeństwa, kierując się na wysoką, smukłą postać.
A tak bardzo chciały zezować na kominek.


Wewnątrz mnie staczała się walka. W jednej chwili chciałam uciec, w drugiej zaś chciałam otrzymać odpowiedź na setkę pytań kłębiących się w mojej głowie. Czułam się jak ogromne, stare drzewo.
Bo każde stare drzewo chce uciec i ma mnóstwo pytań kłębiących się w koronie.
A może zaczęła pokrywać się mchem?
Ptaki wiły gniazda na jej głowie.Jedno jest pewne: szpakami karmiona nie była.


Nogi w pierwszej minucie były zbyt ciężkie bym mogła ruszyć się z miejsca. – Niestety.. To jednak Ja. – Nigdy nie zapomnę tego miodowego głosu.
Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę otwartego okna. Gdybym tylko.. Gdybym tylko zbliżyła się do niego. Mogła bym uciec.
Dziecko drogie... ty masz problem z uruchomieniem klamki, więc nie przesadzaj z tą ucieczką przez okno, proszę.


Uniosłam drżącą rękę, by przeczesać palcami swoje rozwiane przez wiatr włosy.
Cobym była jeszcze ładniejsza.
Dyskretnie zerknęłam w jedno ze strategicznie rozmieszczonych luster. Och! Jaka byłam piękna! Jak do twarzy było mi z przerażeniem!


Nie mogłam wykrztusić z siebie nic więcej niż ciche– Odejdź. – Jednak moje słowa nic nie zmieniły. Czułam złość. Po tym wszystkim, co zrobił… wrócił. Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy.. Te dwie, teraz czarne źrenice.
Teraz czarne, ale jak ktoś mu zaświecił latarka w ucho, to robiły się białe.


- Wiesz że nie mogę odejść. – Jego głos rozcinał moją dusze jak ostry miecz.
Ktoś mi związał razem sznurówki!


- Mylisz się. Zostaw tą sprawę w spokoju. To i tak nic nie zmieni. – Mój głos drżał.
- Kochanie, oczywiście że zmieni. Przyjmij nasza propozycję.
- Wolała bym umrzeć. – wysyczałam przez żeby.
Żeby umrzeć, zasycz.


Twarz mężczyzny spoważniała, a rysy zaostrzyły się. Poczułam żółć, zbierająca się w moim gardle.
Refluks żółciowy to poważna sprawa, powinnaś udać się do lekarza.


- Wiesz że nie dostaniesz drugiej takiej  szansy.. On ma już dość oczekiwania. Azraelu..
A to się Malaikat Maut zakamuflował, skubaniec jeden, nawet płeć zmienił.


- Przestań! Nigdy tam nie wrócę! – Bałam się iż mój strach i irytację zdradzi drżący głos, lecz ten w tej chwili wydawał się być chłodny i opanowany. – Nigdy nie używaj moich innych imion.. Nigdy.
Mów mi Jolka.
Skończyłam z przeszłością.
I dałam sobie amputować charakter dla lepszego efektu. Azrael, tjaaaa.


- Dobrze wież (źle baszt) że to nie prawda. Oszukujesz samą siebie! – Chłopak gwałtownie poderwał się z krzesła, by w drugiej chwili znaleźć się obok mnie. Nie ustąpię. Jego lewa dłoń powędrowała w stronę mojego podbródka. Próbowałam odwrócić głowę lecz nie pozwolił mi na takie posunięcie. Mocno zacisnęłam zęby. Czułam wzbierającą się we mnie moc (czaiła się w gardle, zaraz za żółcią). Powoli podniosłam wzrok na twarz przeciwnika, zadzierając przy tym głowę do tyłu.
- Powtórzę jeszcze raz, Zostaw mnie w spokoju. – Spojrzałam mu prosto w oczy. Chciałam by cierpiał.
O raju, jak on z tego powodu powinien cierpieć! Podkuli ogon i pójdzie szlochać w kąciku.


- Nie zmienisz swojego przeznaczenia. Nie zmienisz tez swojej przeszłości. Zapamiętaj te słowa, bo nikt nie pomoże ci gdy On cię znajdzie. Widzisz, dziś posłał mnie, jutro może posłać kogoś innego, kto nie będzie tak litościwy jak ja.
Na przykład komornika sądowego w asyście funkcjonariuszy
Albo akwizytora wciskającego kit.


Oczywiście, nie radzę ci uciekać, czym szybciej się zgodzisz, tym szybciej będziesz miała to już za sobą. – Jego pełne wargi, wygięły się w złośliwym uśmiechu.
A wargi miał tak całuśne, że cały efekt grozy poszedł się chędożyć.
Tititi, słodki amorku.


- Jak zawszę się mylisz. Nie jestem taka jak On. Co tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu iż nie jestem taka jak Wy. Nigdy nie będę. Przekaż Mu to. A co do tej dennej rozmowy, nie potrzebuję twojej litości.
Za to potrzebujesz krótkiej lekcji na temat zaimków osobowych, bo widzimy już, że pisząc “On” nie miałaś na myśli Boga. Otóż zaimki osobowe zazwyczaj piszemy małą literą. Serio.


Dobrze wiesz że nie dał byś sobie ze mną rady.  – Mój strach uleciał gdzieś razem z uczuciem klaustrofobii.
Jeśli ktoś cierpi na klaustrofobię we własnym domu, to moim zdaniem, naprawdę wymaga solidnej terapii.


On wiedział. Nie mogłam o tym zapominać. Jego fałszywy śmiech doprowadzał mój żołądek do stanu nietrzeźwości.
Soki trawienne jej sfermentowały i zamieniły się w alkohol.
Ej, ja tak chcę, naucz mnie tej sztuczki!


- Nie był bym taki pewny. Nie jesteś już taka silna jak kiedyś. I wydaje mi się że dobrze o tym wiesz. Nie uciekniesz od Swojej historii. Pogódź się z tym. Zapytaj się swego Opiekuna. On dobrze wie o czym mówię. – Ciche, pogardliwe westchnienie przypomniało mi o Nestralu.
- Nestralu, czy twój pan miał kiedyś większą moc niż teraz?
- Miau.


– Nie zdajesz sobie sprawy z ceny jaką będziesz musiała zapłacić. Kiedyś uważałem cię za mądrzejszą lecz teraz, zachowujesz się jak rozwydrzone dziecko.
- Boli cię to? Boli cię to co robię? Boli cię to co zrobię i co zrobiłam? Powinienes już dawno wiedzieć o tym iż to nie jest twoja sprawa. Nic tego nie zmieni.
I nie mów mi, co mam robić!
Tupnęła nóżką, aż się korniki w podłodze przeraziły.


- Oczywiście że nie bolą mnie twoje czyny. Właściwie to nawet mnie bawią. Ale nie jestem bez serca. Ze względu na dawne czasy nie chcę by twoje czyny zniszczyły wszystko nad czym wszyscy dotychczas pracowaliśmy..
Wyjątkowo drętwy dialog. A to dopiero połowa tego deklamowania. Cóż, brnijmy w to dalej...
O Boru, aż mi się ukazała wizja Olbrychskiego w peruwiańskim kocu. Jak to pięknie ujęła Orszula - peruwiańska masakra elfem deklamującym.


- Chyba się przesłyszałam. Ty nie masz serca. Może kiedyś je miałeś, lecz teraz nie jestem tego taka pewna.
Zanikło, jak na serce demona przystało.


Mam nadzieję że niedługo ktoś każe ci odpokutować za twoje dotychczasowe czyny.
Ale za te, które popełnisz  po naszej rozmowie, już nie.


Życzę ci zgnicia w Czeluści Ognia. Powiem tylko jedno, Kiedyś byłeś inny. Nie jesteś już moim Parabatai.
Aaaa, już wiem, czego się aŁtorka naczytała. “Dary Anioła”, wszystko jasne. Dooobra, nie będę się czepiać gwałtów na mitologiach wszelakich, nie będę...
Jak zwał, tak zwał - ale strasznie mu przygadała.
Zgnić w ogniu? Impossibru.


I dobrze o tym wiesz. To było co najmniej kilka wcieleń temu.. – Bałam się że głos mi się załamię. Chciałam już zakończyć ta rozmowę. Przeczesałam ręką swoje czarne włosy.
Tak, WIEMY, masz czarne włosy. Już to do nas dotarło.
I potargane, to też wiemy.


Przez jedną chwile wydawało mi się że z czarnych oczu MictlanteCuhtliego zniknęły przebłyski złota.
- Naprawdę widzisz we mnie tylko ciemność? – Coś we mnie pękło. Z sykiem wypuściłam powietrze. Przez chwilę zapomniałam jak się oddycha.
Zawsze noś ze sobą nagrane komendy: “wdech - wydech”. Hmmm... dowcip o blondynce, która nie potrafiła jednocześnie mówić i oddychać, kiedyś mnie tak bardzo śmieszył.
A o tej, co umarła z głodu pod prysznicem?


Co powinnam odpowiedzieć? Mite był demonem śmierci. Czarnym kosiarzem, zabierającym duszę. Nie wiele różnił się od prawdziwego demona Śmierci. Był po prostu niżej w hierarchii.
Taka Śmiertka na rybki akwariowe.
Azrael, ty się tak nie bujaj. Jesteś TYLKO aniołem śmierci (i okazjonalnie koparką), podczas gdy Mictlantecuhtli jest bogiem i ma własne dziewięciopoziomowe królestwo.
Kryzys, pani, bogowie też idą zapierdalać do fizycznej roboty.


- Teraz tak. Kiedyś byłeś zupełnie inny. Pamiętam jeszcze jak szkoliłeś się u Mojej Matki. Byłeś ludzki. Teraz.. Nie wiem czy zostało w tobie choć trochę człowieczeństwa. – Nie potrafiłam zatrzymać się przed powiedzeniem mu prawdy. Mój gniew opuścił moje ciało, a na jego miejsce przypłynęło [moje] poczucie winy.
Eee... w tym uniwersum bogowie awansują z ludzi?


- Pamiętam.. Twoja Matka zawsze opowiadała mi o mocy żywiołów. Mówiła że powinniśmy żyć z nimi w zgodzie. Była inna. Może to ze względu na jej pochodzenie. Jak na pół człowieka miała ogromną moc.
Wait a minute. BoChaterka jest potomkinią Nefilim? A gość się do niej zwrócił imieniem anioła? Pa otczestwie, jak mniemam?
Kiedyś to każdy rozmnażał się ze wszystkim, co mu tylko w ręce wpadło.


Wyróżniała się wszystkim czym tylko mogła. W tym jesteś do niej bardzo podobna.
Duża marysujka urodziła mniejszą...


– Coś we mnie zapłonęło. Mały płomień wiecznej  nadziei, który przez całe stulecia tylko się tlił. Teraz zapłonął, prawdziwym, żywym, gorącym ogniem.
I nagle - ogień buch, akcja w ruch! Najpierw powoli, jak żółw ociężale...


- Też to pamiętam.. Wszystko co wiem, zawdzięczam jej. Lecz w porównaniu z nią jestem niczym. – W połowie zdania mój głos się załamał.
- To nie prawda. Masz jej włosy, identyczny charakter. Uśmiechasz się jak ona, nawet masz takie same oczy. – Gwałtownie zamknęłam powieki gdy ciepła dłoń dotknęła mojego policzka.
Tróloff in progress.
Ejno, trochę to niepokojące. On leci na nią czy na jej matkę?
*nuci* And here’s to you, Mrs. Robinson...


Nie mogłam w to uwierzyć. Bałam się że każda ta sekunda jest tylko snem, który ma się skończyć. Było już za późno. Jego ciepłe wargi na moim czole przywiały wszystkie stare wspomnienia. Nie potrafiłam opanować drżenia całego ciała. Każdy skrawek mnie, odmówił posłuszeństwa.
*Nie napiszę tego, nie napiszę tego, nie napiszę tego...*


Moja prawa ręka powoli uniosła się do góry, znajdując oparcie na barku Mita.
A buźka w ciup sama wyciągnęła się do całowania.


Nadal z zamkniętymi oczami zrobiłam powolny krok w przód. Jego wolna ręka otuliła mnie w pasie. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej. Nie wiedziałam dlaczego to robię. Był tu by  zmienić moje zdanie, nie po to by przytulać mnie przy wejściu do holu, czy wspominać dawne czasy. Był tu by mnie przekonać.
Wygląda na to, że obrał skuteczną metodę.
Wygląda na to, że boChaterka bardzo chce, żeby on ją przekonywał. Najlepiej długo i z wielkim zaangażowaniem. W samobieżne rączki i nieświadome przytulanie to już nawet dzieci w przedszkolu nie wierzą.


Przez wszystkie swoje wcielenia byłam sobą. Zawsze piekielnie podobna do Prawdziwej Matki. A jednak, jedyna rzeczą jaka przypominała mi o niej był jej naszyjnik i moje zmieniające kolor oczy.
Test na Mary Sue, punkt 12.


Delikatny dotyk palców na moich ustach wystarczył bym oparła swój ciężar o jego klatkę.
Schodową.
Nie, na ptaszka.


- Co się właśnie stało? – Musiałam zapytać, ponieważ nie byłam pewna swojej poczytalności w danej chwili.
- Oparłaś swój ciężar na moim pta... na mojej klatce - odpowiedział uprzejmie, acz z lekkim grymasem bólu.



- Ja.. – Odwróciłam się z powrotem w stronę lustra, nie potrafiąc znieść ciężkiego wzroku Mita. Nadal z oczami utkwionymi w ziemię, lewą dłonią, przeczesałam swoje kruczoczarne włosy.
Dobrze już dobrze, WIEMY doskonale, że masz ten nawyk. (Rany, przypomina mi się Till, wciąż usiłujący poradzić sobie ze “zbuntowaną grzywką” ;) )
Mam ochotę ogolić jej głowę.


Odetchnęłam głęboko i w duchu nakazałam sobie po raz drugi podnieść  głowę, na oprawione białym dębowym drewnem, szkło.
No sorry, ale kojarzy mi się głowa Jana Chrzciciela na tacy.
A drewno dębowe wygląda TAK. Białe?
Jak się pomaluje olejną, to będzie białe.


Na początku widok wydawał się być taki sam jak wcześniej, lecz moje dotychczas zielone, choć zmienne oczy, nabrały barwy Srebrnej Stali. To nie może dziać się właśnie teraz, przecież jest za wcześnie.. Myśli same nasuwały mi się jedna za drugą. Nigdy nie zwracałam uwagi na zmienną barwę swoich oczu.
No przecież to normalka (mieszczuchu).


Lecz tylko kilka razy zdarzyło mi się by ich kolor przypominała stopioną i zmieszaną z diamentami stal.
Ładny kolor, ale srebrem bym tego nie nazwała.


Reszta wydawała się być taka jak dawnie. Moje drobne kości policzkowe, lekko zarysowana szczęka.
Rozumiemy, że boCHaterka w coś się zmienia - jednak żadna transmutacja nie może naruszyć jej urody!
Tylko Fiona mogła sobie pozwolić na transmutację  w ogrzycę z wielkim zadem.


Głośno przełknęłam ślinę. Powoli starałam się przejrzeć część swojej podświadomości.
Podświadomość wypełzła na jej oblicze.


Każdy nie wyraźny obraz z przeszłości. Stalowe tęczówki pojawiły się w nich tylko kilka razy. Dotąd nie przypomniałam sobie jeszcze wszystkiego co działo się w każdym przeżytym prze zemnie wcieleniu. Wspomnienia powoli budziły się z kilkuset letniego snu.
A spacja szalała, wyrwawszy się na wolność.
Sen nocy kilkusetletniej. Ze zgrzybiałym Pukiem i zrzędliwą staruchą Tytanią.


Nadal zamazane i nie jasne obrazy od czasu do czasu pojawiały się w mojej głowie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Są srebrne. – Wyjąkałam prawie bezgłośnie. – przecie to nie możliwe..
Dyć, panocku, a przecie.
Taż niby czemu? Przecież chwilę wcześniej stwierdziłaś, że miałaś już takie?


- Masz rację, ale nie masz się o co martwić – Jego głos był stanowczy i ciepły, lecz zdradzała go nieznana mi dotychczas, ciężka nuta.
Pewnie piżmo w nucie bazy.
Ciężka nuta? Pewnie w wolnych chwilach pogrywał w kapelce metalowej.


- Jest za wcześnie. O wiele za wcześnie. Przecież wiesz dobrze co to... – Dopiero po chwili zauważyłam, swoje trzęsące się dłonie, które splotłam na klatce piersiowej. Czarny lakier, na moich paznokciach prezentował się zjawiskowo, ze śniadą skórą.
Co by się nie działo, na zachwyty nad własną urodą zawsze jest czas i miejsce.
Zrozumiałam, że lakier miał śniadą skórę.


Często gdy się denerwuję, zgryzuje go z kciuka u lewej i prawej ręki. Powoli zamknęłam oczy.
A tu mamy łańcuch przyczynowo-skutkowy, po którym Logika poszła w ciemny las, szukając pocieszenia. Albo grzybów.
Może zamknięcie oczy to rytualny wstęp do gryzienia pazurów?


Wzięłam dwa głębokie oddechy i po chwili byłam już opanowana. Parabatai stał spokojnie. Jego oczy nadal śledziły każdy mój ruch. Jego złote tęczówki, przysłaniały duże jak talerz, czarne źrenice.
Czy jego oczy wyglądały TAK?
A nie, bo TAK.


Nadgryzłam swoją dolną wargę.
Niom, niom, smaczna krew.
Naskórek też niczego sobie.
Aż cud, że nie zagryzła jego wargi.


Moje nogi same poniosły mnie w stronę drzwi. Już sięgałam po klamkę gdy czyjaś ciężka ręka złapała mnie za ramię.
Czy nie sądzicie, że te trudności boCHaterki z otwieraniem drzwi niosą ze sobą jakąś głęboką, ukrytą w podświadomości symbolikę?
Ja też nie.


Próbowałam wyrwać się z uścisku lecz, ręka ciągnęła mnie w dół jak trzydziesto kilogramowy głaz.
Na szczęście uczynna spacja rozcięła go na dwa kawałki po piętnaście.
Uścisk lecz, czyli leczo w błędnej formie D. l.mn. To musi być interesujące doznanie.


- Muszę pomyśleć, niestety nie mogę myśleć kiedy jesteś ze mną. Puść mnie. – Powtórzyłam ras jeszcze, tym razem wolniej.
Brzmi to trochę tak, jakby chciała się wymknąć do toalety.


Powoli zrobiłam krok w stronę ganku. Marmurowa posadzka wydawała się (na pastwę nocy), odbijać światło księżyca (chciała, ale jej nie wyszło), wiszącego wysoko nad czubkami drzew. Kilka razy zwarłam i rozchyliłam powieki.
Trochę zgrzytały, czas naoliwić.


Wychodzi na ganek, a tu niespodzianka, trzeszczące deski zamieniły się w marmur! Co też noc robi z podłogami.


Mój wzrok bardzo szybko przyzwyczaił się do otaczającej nas ciemności, wijącej się (lubieżnie) jak czarne macki.
Tentacle, yay!
I bez cienia rasizmu.
Ciemność się wije
Trup w grobie gnije
Księżyc na belce
Wisi z wisielcem.


Chłód tej nocy przenikał moje ciało kawałek po kawałku. Już pewniej ruszyłam w stronę skrzypiących schodków. Wiatr bawił się moimi włosami, które oświetlone tylko przez znajdujący się na niebie, księżyc (się utopił) w trzeciej kwarcie (miodu), zlewały się z czarną barwą  otoczenia.
Księżyc rzucał punktowe światło na jej włosy i nigdzie indziej.
Chwyciła garść włosów, porównała ich kolor z tłem. Westchnęła z zachwytu, egzaltując się własną urodą i poszła zderzyć się z rzeczywistością, czyli ze skrzypiącymi schodami.
Kwadra, droga aŁtoreczko. Fazy księżyca to kwadry. Kwarta to jednostka miary.


Małe gwiazdy rozsypane na niebie jak ziarnka gwiezdnego pyłu, migotały zawzięcie. Niebo było przesadnie czyste.
Zupełnie jakby przygotowywało się na wizytę Perfekcyjnej Pani Domu z jej białą rękawiczką.


Co rusz zerkając w górę , szłam w stronę wejścia do głębi lasu.
Na marginesie dodam, że gdy się nocą  spaceruje po lesie, to patrzy się w dół, pod nogi.
Wejście do lasu. Aha. Okuta brama czy zwykła furtka?


Cisza zmroziła krew w moich żyłach.
Och, nasza kłębulka-nerwulka. Taka mała, bezbronna, bezradna z-kciukiem-w-buzi istotka, która panikuje ze strachu gdy jest ciemno, lęka się gdy jest cicho, drży przerażona gdy kotek zamiauczy...


Rozejrzałam się dokoła. Ku wejściu w mrok, nad ścieżką splatały się dwa potężne konary. Tworząc coś na podobiznę łuku. Upozorowaną Bramę w Lato (To w końcu w Lato czy do lasu?) pokrywały zielone pędy, o malutkich kwiatkach, białej i złotej barwy.
Elanory i nifredile?


[BoCHaterka wchodzi do lasu, snując jednocześnie wspomnienia - była sierotą wychowywaną przez Kapłankę Epalen i dużo wędrowała po okolicy wraz ze swoim kotem. Mamy też parę refleksji]


Dorastałam bez rodziców co czyniło mnie w brew pozoru silniejszą.
A w rzęsę złudzenia?


Bardziej odporną na bul i czyhające na mnie zło.
I brak nadzieji.
Może chodziło o bulgot? Tego zła, co czyha i bulgocze?


Zawsze stawałam otworem przed swoim losem.
Optymista wierzy, że życie stoi przed nim otworem. Pesymista wie, który to otwór. A ja wcale nie mam skojarzeń.
Chciałam zapytać, czy stawała otworem do przodu czy otworem do tyłu, ale w sumie to bez różnicy.


Oczywiście zdarzały mi się kłótnię z przeznaczeniem, ale taka już jestem, zawsze stawiam na swoim.
Przeznaczenie nie ma nic do gadania, gdy w grę wchodzi wola merysujki.


[Wycinamy poetycki bełkot, zawierający między innymi dni, które coś w sobie kłębiły (WTF?) i nieszczęście wijące się jak macka. Strasznie to męczące.]


[Dalej mamy nużący opis krajobrazu, z pięcioma górami (z których jedna jest doliną) oraz popisy strażackie pt: “podziwiajcie moją znajomość hiszpańskiego”. Tniemy.]


Ostatnia ‘góra’ jest tak naprawdę doliną.
To naprawdę wielka góra, tyle tylko, że wpadła w depresję i ma doła.
Bo to jest góra na opak.


Okazuje się że jej zadaniem jest być czubkiem całej pięcioramiennej gwiazdy.
Góra, która jest doliną, jest jednocześnie czubkiem gwiazdy pięcioramiennej. Ludzie, rozrysujcie mi to, proszę!
Proszę bardzo: Górka z górką koło wzgórka, a pod spodem mała dziurka.
W sam raz dla ogórka. (No cooo, o ogrodnictwie mówię!)


Ze względu na stare korzenie nazwana została wedle równowagi całego znaku górskiego.
To zdanie wymyka się jakiejkolwiek analizie. Nie da się, po prostu się nie da tego pojąć.


Epalen opowiadała mi że dawno temu nadano jej nazwę Doliny extravío – zbłąkanych. Ze względu na błąkające się duszę starych plemion. Mieszkały tam bowiem ludzie z innych wiar, innego pokroju.
Te ludzie tam mieszkały
Ale się zabłąkały
Nie były z Wiary Lecha
I miały tego pecha
Że wszystkie były pokroju
Zaledwie drobnoustroju.


Po upływie ponad czterystu lat, ludzie zmienili nazwę na Valle de los Antiguos – Dolina Przedwiecznych.
Niewielkich Przedwiecznych.


Oczywiście przez wyżynę płynie strumień, mający swój początek w szklanym jeziorze.
No paczpan, a naukowcy się chwalili, że to taki przełomowy wynalazek.


Odwróciłam się w stronę wapiennej skałki. Powoli przyłożyłam do niej chłodną dłoń. Przed oczami pojawił mi się obraz mojego rodzinnego miasta San Clemente w Stanie California.
Z niejakim zaskoczeniem dowiedziałam się, że w kanonie tej serii faktycznie kapłanki bór-wi-czego żyją w zwykłych amerykańskich miastach.
Jak faerie, wilkołaki, wampiry, magowie i półanioły mogą, to kapłanki też.


Ze świstem wciągnęłam powietrze. Pośpiesznie otworzyłam oczy. Często zdarzało mi się widzieć różne rzeczy, gdy dotykałam drzew czy kamieni.
Widywałam na przykład mchy i porosty, a niekiedy nawet mrówki, krocionogi i pajęczaki.


Zdaje się że działa to na mnie uspokajająco, choć nie zawsze.
Czasami strasznie mnie to wku... irytuje. Na przykład wtedy, gdy chcę sobie usiąść na kamieniu, a tu widzę zajęcze bobki.


Skrzywiłam się na myśl o niektórych wizjach. Zacisnęłam dłoń w pięść, po czym zdjęłam ją z wibrującego kamienia.
Jak uczyła Yennefer: magię trzeba puszczać ostrożnie, jak bąka na bankiecie.


                                                            ~*~
Promienie słońca, rzucały światło na miodowe drewniane ogrodzenie. Zazielenione już pastwisko, zajmowały tutejsze konie i źrebaki. Oparłam się dłońmi o zrobioną z bali zagrodę.
Jakim cudem po wejściu w głąb lasu o zmierzchu... *wali się w czoło* Nie no, co ja robię, znowu szukam sensu w opku!


Opiekuję się trzynastoma końmi. Siedem z nich to konie rasy wielkopolskiej, w tym trzy klacze i dwa wałachy. Dwa są to konie Oldenburskie połci żeńskiej i męskiej.
Trzeci połeć wisiał na haku i był to połeć słoniny.


Następny zaś jest  ogier czystej krwi Arabskiej. Reszta (czyli aż dwa) to konie Pełnej Krwi Angielskiej.
I nie myślcie, Drodzy Czytelnicy, że szczegółowy opis stajni i wyliczenie ras i płci koni czemuś służy. Wprost przeciwnie.


Innymi słowy, to wszystko to moje życie. Cały swój wolny czas spędzałam w lesie.
Jak już obrządziła te trzynaście koni? To chyba jej wiele nie zostawało.


Dom nigdy nie był przepełniony miłością. Kapłanka która opiekowała się mną po śmierci moich rodziców, była dość surowa, lecz opowiadała mi wiele o innych religiach czy kulturach. Dzięki niej bardzo dobrze znam historię otaczającego mnie świata. Może to i dobrze. Może nie było mi pisane codziennie zasiadać przy rodzinnym stole i upajać się tym wielkim drem Housem – rodziną. Nie tą przybraną. Nie tą udawaną. - Tylko tą prawdziwą. Rodziną która cię wesprze. Rodzina która pomoże ci w trudnych chwilach.
Po prostu - Rodziną Radia Maryja!
Z tego wynika, że posiadanie rodziny uniemożliwia zdobywanie wiedzy.


Często czułam się jak upadający anioł. – Co za ironia.
Ironia, ironia, ironia, łups!
A nie dała rady przyzwyczaić się do tego?
Do takiego życia w zawieszeniu? Gdyby chodziło o anioła już upadłego, na pewno byłoby łatwiej.


Chłodny wiatr uderzył we mnie. Całe ciało przeszedł dreszcz.
Zakrzyżowałam ręce na piersi i otuliłam się nimi.
Piersiami się otuliła? Musiała mieć je wielkie jak szynel.
Nie piersiami, ino zakrzyżowanymi ręcyma. Pokrytymi krzyżami czy cuś w ten deseń.


Przyspieszyłam kroku, by jak najszybciej przekroczyć próg swojego lokum. Przeszłam przez skrzypiące schody i śliski od rosy ganek. Drzwi jak zawsze stały otworem.
Wcale nie “jak zawsze”, kłamczucho paskudna. Wczoraj były zamknięte tak skutecznie, że nie mogłaś ich otworzyć.


Na ich Machoniowej [a jakże!] powierzchni widniały wyblakłe, prawie już nie widoczne runy Celtyckie.
Pojawiły się tejże nocy, kiedy to dąb transmutował w mahoń.


Stworzone prze nie jakie (i nie takie) plemię Allobrogow.
Którzy skądś się wzięli w tej Kalifornii. Albo w tym magicznym świecie. Właściwie to cholera jedna wie, gdzie jesteśmy.


Delikatnie dotknęłam znaku. Drewno wydawało się ogrzewać moja dłoń, otulać ją zieloną mgłą.
Mech błyskawiczny. Uwaga, bardzo niebezpieczny! A może to pleśń? Albo spaczeń? Brrr, ja bym tego nie macała.


Naparłam na nie delikatnie. Przekraczając próg raz jeszcze obejrzałam się za siebie. Poczułam zapach. On mnie wzywa.. – Krzyczały moje myśli.
Wzywa ją zapach sera pleśniowego.


Do póki nie stała się ciemność.
- Tam do póki! - zaklął ktoś w mroku.
- Tam do licha! - odpowiedziała Póka.


Póki co, my też mamy ciemno przed oczami.


Z czarnego, czarnego domku, stojącego w głębi czarnego, czarnego lasu pozdrawiają:
Kura z nożem u stóp stupy,  Sineira przeczesująca swe lisiorude włosy i Jasza transmutujący drewno w skrzypiący marmur.


Natomiast Maskotek przebrany za kominiarza poszedł do lasu i teraz maskuje się na drzewie.

38 komentarzy:

unber pisze...

Jestem dopiero przy 1/4, a wiem, że to coś jest ZŁE. Tak bardzo, bardzo złe...

Ale może jestem uprzedzona, bo faktycznie jestem dyslektyczką i zawsze ortografię umiałam.

Anonimowy pisze...

"Płynie we mnie mieszana krew.
Elfów, druidów, upadłych aniołów, pegazów i willi?
A także listonosza, inkasenta z gazowni i mleczarza."

Literówka, a jak cieszy!
Zastanawiam się, gdzie WILLE mają serca, które pompują im krew.


teserra

kura z biura pisze...

Nie literówka! :D W analizie nr 32 (Harry Potter i meandry koligacji) mieliśmy Harry'ego będącego potomkiem między innymi właśnie WILLI :)

Sineira pisze...

@teserra: To nie literówka. Wille pojawiły się w analizie nr 32 (http://niezatapialna-armada.blogspot.com/2011/02/32.html) i na stałe weszły do naszego słownika.

minimysz pisze...

"Ze względu na stare korzenie nazwana została wedle równowagi całego znaku górskiego."
To zadanie jest przecudnie wręcz absurdalne ♥

minimysz pisze...

Tfu, "zdanie" nie "zadanie" >_< Opko mi zaszkodziło chyba.

Anonimowy pisze...

Wybrałam się w odwiedziny do AŁtoreczki i widzę, że nie ma powiadomienia o analizie - chciałam zamieścić, ale nie widzę przycisku wyślij. Może to wina mojej przeglądarki?
A zamieścić trzeba, bo pod którymś rozdziałem aŁtoreczka doprawdy przeuroczo się pulta w temacie krytyki ;)

Dzidu z nielogu

Kobalamina pisze...

Nie ogarniam tego opka @_@

"Zawsze stawałam otworem przed swoim losem."
"Optymista wierzy, że życie stoi przed nim otworem. Pesymista wie, który to otwór. A ja wcale nie mam skojarzeń."
Mistrzostwo :D

kura z biura pisze...

Dzidu, ma chyba moderację, bo zostawiłam jej komcia, ale go nie widać. A przycisk jest, tylko ciemny na ciemnym tle.

Anonimowy pisze...

Dopiero początek, a mój humor już się poprawia:

"pragnę pujść na medycynę lub architekturę" "Bardziej cenię zwierzęta niż ludzi."
Przerażenie mnie zżera, że kiedyś mogę trafić na takiego lekarza, chociaż kolejne zdanie uspokaja: "plany na przyszłość, wielkie marzenia, o których wiem że nigdy się nie spełnią" ;-) (no chyba, że bycie lekarzem, nie kwalifikuje się do "wielkich" planów, ot taki mały planik, marzonko).

"czarna owca w stadzie białych" owca pozostanie owcą bez względu na kolor.

"Kap, kap.. słychać było tylko słabe bicie serca (...) Mnie się zdaje, że to z tego serca coś"kapie. - pęknięty tętniak?

Wracam do czytania,
Lothwena

Annorelka pisze...

Jeśli autorka nie zawiesi jednak bloga planujecie ciąg dalszy? :D Analiza jest cudna, a przyczynił się do tego głównie styl wypowiedzi. Pod koniec podstawówki/na początku gimnazjum starałam się pisać w podobny sposób... Tylko było znacznie mniej błędów ortograficznych i literówek. Nie publikowałam też tego w internecie.

Zastanawiam się czy autorki blogów rzeczywiście tak często mają dysleksję czy sobie to wymyślają by mieć wymówkę. Istnieje też coś takiego jak dysortografia i mogłaby być równie "dobrym" wytłumaczeniem a pojawia się na blogaskach... w sumie to się nie pojawia.

Pozdrawiam!

Sileana pisze...

To ja, to ja znalazłam! O rany, ale jestem dumna!

Cuddly Doggy pisze...

lol, jak osoba, która niby dużo czyta, może pomylić prolog z epilogiem...
A najzabawniejszy był ten cały fragment, w którym aŁtorka pisze o sobie.

Maciek pisze...

Hej. :) Mam dla was świetne opowiadanie. Jest tyle kwiatków, że uzbierałby się cały bukiet... :D

Adres: nie-igraj-z-losem.blogspot.com

Polecam serdecznie. ;)

Czytryna pisze...

Coś we mnie pękło. Z sykiem wypuściłam powietrze.

Miała w gardle balonik! :D

Rzabcia pisze...

"Bardziej cenię zwierzęta niż ludzi.
Pewnie dlatego, że nie potrafią mówić. Jeszcze żaden kot nie powiedział swojej pani, że plecie od rzeczy." - a Salem Saberhagen z serialu o Sabrinie, tej czarownicy :P?
A opko ładne i mam nadzieję, że będziecie analizować je dalej :)!

Anonimowy pisze...

@Sineira @Kura

Pamiętam dokładnie tę analizę (właściwie pamiętam większość, jeszcze za starych czasów S&S, oprócz Achajki, o której wolałabym zapomnieć jak najszybciej) i pamiętałam tamtejszą wiLLę, aczkolwiek nie myślałam, że to nawiązanie właśnie do tamtego motywu. Tym bardziej jest mi głupio, że wpletliście ten żarcik dla pamiętliwych tutaj, a ja to wzięłam za błąd, myśląc że sami swoich żartów nie pamiętacie :D
Tym samym proszę o więcej nawiązań do starych analiz, a ja tymczasem uciekam jęczeć do rana.

Ojej, miałam tego nie pisać.


teserra

Anonimowy pisze...

Z ortografii miałam spory ubaw (A słownik tfuj wruk!Pszeklenty!),ale treści jakoś mało...
One tak siedzą i produkują takie cuda na kilometry...

Chomik

Anonimowy pisze...

http://www.redakcja-wywiadow.bloog.pl/id,333953900,title,Wywiad-z-autorka-bloga-sekrety-blenkitnych-lez-i-gwiazdbloogpl,index.html - wywiad z aŁtoreczką, wisienka na torcie. Includes: podlizywanie się "reporterki", megalomanię i wiele innych. Dla leniwych wkleję reprezentatywny fragment:

"-Z pewnością twoi fani są ciekawi jak ty piszesz takie ciekawe rozdziały w swoim blogu. Czy jest jakaś na to receptura?

-Nie nie ma takiej recepty. To bierze się od serca. Piszę to co czuję i uważam za słuszne. Każde moje słowo zawarte w tekście jest czytane i zmieniane prze ze mnie tysiące razy. Często po napisaniu kilku złych zdań cały rozdział traci swoją wyrazistą barwę przez co zaczynam od początku, lub dodaję coś zupełnie innego niż przedtem zamierzałam. Zdarza się że niekiedy efekt końcowy wychodzi olśniewający tak jak w rozdziale drugim, lecz zdarzają się też odwrotne sytuację."

pragnę zwrócić waszą uwagę zwłaszcza na stwierdzenie o wielokrotnym czytaniu i poprawianiu KAŻDEGO SŁOWA. Zrobiło mi dzień :D
Canella

RandomZenon pisze...

Ehmmm, matematyka...

7 (konie wielkopolskie) + 2 (Oldenburskie) + 1 (arab) = 10 koni

13-10=3 (łał)

Czyli były trzy konie angielskie, nie dwa. Chyba że nie złapałem żartu i liczycie połeć słoniny jako konia.

Poza tym super.

Sineira pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Sineira pisze...

@RandomZenon: Przyjęłam automatycznie, że Połeć to wałach rasy oldenburskiej.;)

Nanarita pisze...

Witam, znalazłam dzisiaj tego blogaska: http://yuuki-in-akatsuki.blogspot.com/ i zastanawiam się, czy jest analizable, czy nie. :)

A analiza miodna. :)
Pozdrawiam, Rita

Neko-chan pisze...

Świetna analiza, czekam na ciąg dalszy, gdy ałtorka napisze kolejny rozdział

Anonimowy pisze...

Jak dęty i śmieszny nie byłby rozdział o aŁtorce, tak wydaje mi się, że trochę za dużo pojazdów ad personam.

Co do opka:

Kiedyś dla jajec prowadziłam zeszycik z "Przygodami Mary Sue" i dałam na wyposażenie meble z białego dębu. Bo to lothlorieńska dębina była, mieszczuchy :P

A zjawiskowy lakier na paznokciach przyprawił mnie o facepalma. Że zacytuję Beige&Maryboo: priorytety na swoim miejscu!

Hasz

Patrycja Stankowska pisze...

Siedzę, kwiczę i popłakuję na zmianę. O Borze zielony, już dawno żadna analiza mnie tak nie ubawiła. Zaś na fragmencie "Jestem osobą opanowaną która nie odczówa strachu, powiecmy 'tak jak inni'.
Lubiem rzyć na krafęci śmierdzi.
Jaszó, pżestań, natyhmiast pżestań! :D:D:D
Zaczynam otczófać pszerarzenie." zawyłam głosem wielkim. Więcej takich kwiatków, bardzo proszę!

Anonimowy pisze...

Oby była kontynuacja :) Rewelacyjne to opko, emo-egzaltacja + mnogość błędów natury wszelakiej - czy można chcieć więcej? A właściwie można, bo zabrakło manifestacji ubermocy boCHaterki, którą z pewnością ma. Pokonała już Boginię Ortografii, czas teraz na... yyy... nie wiem. Boga Internetów? Stan off-line z pewnością dobrze by jej zrobił.

Anonimowy pisze...

Bardzo lubię wasze analizy. Zawsze muszę uciekaź z pokoju, bo swoim śmiechem przeszkadzam siostrze. Podrzucam wam miernotę o smokach.
http://wszystko-o-smokachxdd.bloog.pl/id,335710976,title,Rozdzial-1,index.html?smoybbtticaid=610d00

Pozdrawiam, Agnieszka.

Shun Camui pisze...

Na blogasku ma moderację, ale wrzuciłam powiadomienie z linkiem do analizy na fanpejdż opka. :)

Anonimowy pisze...

Dzień dobry! Nie wiem, gdzie mogę polecić bloga do analizy, więc napiszę tutaj.
Opko należy do tej samej autorki, która stworzyła wspaniałe dzieło o Victorii i One Direction. Opis głównej bohaterki: "Matka 2,5 rocznego Benjamina. Uzależniona od nikotyny. Aby utrzymać siebie i swojego synka, wykonuje najstarszy zawód świata. " Dodam, że dziewczyna jest Murzynką (chociaż tylko w treści, bo na zdjęciu jest biała) i z tego powodu spotykają ją różne przykrości, ale pojawia się siedmioletni trulof Zayn i broni ją przez złymi dzieciakami z sąsiedztwa. Później jest jeszcze gorzej.
Adres: http://zycie-to-pieklo.blogspot.com

E.

tuptaczek pisze...

Dopiero zaczęłam czytać, ale już muszę skomentować, a właściwie przelać swą złość.
Kurde, jak mnie wkurzają ludzie, mówiący: Jestem dyslektykiem, mogę pisać z błędami, bo mam wadliwy mózg.
Gówno prawda!
Wiecie co, ja też jestem dyslektykiem, wprawdzie odkrytym dopiero w gimnazjum, ale zawsze. I jakoś nie przeszkodziło mi to napisać humanistycznego testu gimnazjalnego na 50 pkt. Nie chodzi o to, że chcę się pochwalić ,czy coś, to było dawno temu, ale czy oni nie rozumieją, że stwierdzenie dysleksji, to tylko i wyłącznie znak, że trzeba napracować się WIĘCEJ niż inni, żeby pisać dobrze? A nie, kurde, wzruszyć ramionami i powiedzieć: jestem chora, więc niech wszyscy mi współczują i wybaczają błędy?!
Tym bardziej, że dysleksja nie zwalnia z obowiązku znania zasad, po prostu utrudnia napisania ich dobrze pomimo znajomości tych zasad. Jednak kiedy spojrzy się na słowo powinno się widzieć, że jest napisane źle i po prostu je POPRAWIĆ.
Ja to poprawianie miałam już tak opanowane, że przed maturą nie chcieli wystawić mi opinii. Powiedzieli, że owszem, są rzeczy które się zgadzają, i rzeczywiście chyba mam dysleksję, ale robię za mało błędów. Bo wciąż je poprawiałam.
Przepraszam, że się tak rozpisałam, pewnie większości nie będzie chciało się czytać tego eseju, ale po prostu mam już dosyć tych wszystkich jęczących marud (które nawiasem mówiąc, mogłyby chociaż spojrzeć na wyrazy podkreślane przez autokorektę. Serio, czy one myślą, że to po prostu taka upiększająca teks opcja?). Jak można robić z siebie taką ofiarę?
No nic, już się wygadałam, to wracam do czytania i jeszcze raz - sorry za spam. ;)

Anonimowy pisze...

Bardzo dobrze gadasz. Rzygać się chce od tego wiecznego „mam dysleksję, więc popełniam błędy”. Ja mam dysleksję i dyskalkulię, a jakoś daję radę normalnie pisać i liczyć. A gdy coś piszę i nie mam autokorekty, to po prostu czytam dwa razy. Da się? Da się.

Anonimowy pisze...

A ja óczółam smótek nad nieszczęsną boChaterką (niegodziwcy, po prostu nie rozumiecie tej głębokiej głębi) i postanowiłam jej pomóc. A oto instrukcja obsługi klamki:

http://mistrzowie.org/uimages/services/mistrzowie/i18n/pl_PL/201306/1370286116_by_Buaszej.jpg?1370286119

Pozdrawiam :)

~ Shishu

Anonimowy pisze...

nie znadzie sie na prawdzifym opku amatoży ;/ do mnie ta powieźć pżemuwiła do głembi samej duszy bo ja terz jezdem dyzlektykjem i woule terz takie opowiadanja mroczne piże ;/ a wy jezdeździe podli rze sie śmiejecie s tego bo zazdrościcie bo rzaden z was nie potrafiłoby takiego cudofnego opka napisadź ;/ weście sie odczepcie ot ałtorgi bo jom podziwiam i to moja idolka jezd wydrukujem sobje jej opowjadanie i wytapetóje nim pokuj ;/ ;/ ;/ wstyćcie sie za swoje zahowanie ;//// a ja wszyzdgo zgłoszem do oneta i blogspota i wszendzie rzeby waszom głupiom strone usóneli i tyle ;/
PS> do presydenda terz napisze bo moja mama tam pracuje u niego u tego prezydenda jako barco warzna osoba i ona na was powje i pujdziecie do wjenzienia;///////////

A tak naprawdę to analiza wyborna, wyborna. Czekam na dokładkę! :)

Lukrecja

Anonimowy pisze...

@Lukrecjo!To było dobre!

Chomik

Anonimowy pisze...

Po przeczytaniu "o aŁtorce" od razu nasunęło mi się skojarzenie z kosmitką od tego blogaska: http://odchlan-namietnosci.blogspot.com/
przy którym aŁtoreczka z analizy to wzorowa uczennica xD

Analiza blogaska genialna! Omal nie oplułam monitora czytając niektóre teksty :D

A wracając do tematu dysleksji... Nie miałam pojęcia, że dysleksja wiąże się również z niezdolnością widzenia czerwonego koloru. (Może to ma związek z innym widzeniem "barw" przez aŁtoreczkę?) Niemniej dostaję k**wicy jak widzę blogaski z koszmarną ortografią i hasełkiem: jestem dyslektykiem. Jakim cudem nie widzą takiej ilości czerwonych podkreśleń w roboczym tekście? A może to niezdolność używania prawego przycisku myszy? Normalnie szlag trafia :P

Asia.


hasło: Notbert ;)

Anonimowy pisze...

onieonieonie
nie ma już tego blogaska pod wskazanym adresem
*rozpacza*

eld pisze...

Już na samym początku błysnął mi red alert przy adresie opka ("błenkitne" łzy, dafuq?), a mimo to przeczytałam analizę...

...i jestem zarzenofana i wogle czujem bul, a moje niebieskozielone tenczuwki cierpią, a ja odgarniam z czoła niesforne włosy w koloże rzyta i przenicy (i rzepaQ, a co!), rzeby wykonać zjawiskowy fejspalm.

Nie mam pojęcia, jak zdołaliście przebrnąć przez ten tekst, towarzysze Analizatorzy, dlatego tym większy czuję dla was rispekt. Ale NIE wklejajcie takich więcej, plzplzplz!

Stała czytelniczka
eld