piątek, 2 listopada 2012

197. Zoran Barbarzyńca, czyli Nieznany Bohater Izraela wkracza na plan (1/3)



Drodzy Czytelnicy! W dzisiejszym odcinku przeniesiemy się w starożytność. Przed nami dzieło bardzo ambitnego Pisaka, który chciał połączyć historię Conana Barbarzyńcy z dziejami Narodu Wybranego. Pisak miał naprawdę wielkie plany, o których donosi w ostatniej notce: Wygląda na to, że w perspektywie kilku miesięcy uda mi się wydać pełną treść książki o Zoranie razem z grafiką, mapami, dodatkiem historycznym dotyczącym narodów występujących w powieści. Wersja drukowana będzie rozszerzona o wątki, których nie zawarłem na blogu.
Szykuję się do napisania kolejnej części oraz do przygotowania audycji radiowej w formie powieści w odcinkach.
Jak będę już miał szczegóły to zamieszczę je na blogu.”
Niestety, dalszych szczegółów nie doczekaliśmy się, powieści - prawdopodobnie - też nie. Skupmy się zatem na treści opka. Dowiemy się z niego między innymi: jak zostać bóstwem, ile czasu trwa poród u góralki oraz o czym NIE wspomniała pani Meyer, opisując Edwarda. Indżoj!

Analizują: Sineira, Kura, Dzidka i Purpurat.
Wbija szpilę: Gabrielle.

http://zoran.blog.onet.pl/


Początek drogi.

  • Dawno, dawno temu, a może i nie tak dawno w każdym bądź razie w czasach starożytnych. Gdzieś na południu naszego kraju, dokładnie tego nie wiem – zaczął opowiadać stary mężczyzna o białych włosach.
A wiele, wiele lat później, w każdym razie w czasach współczesnych, zaczął pisać pewien Pisak.
I też niewiele wiedział.

Przypatrując mu się bliżej można było zauważyć tysiące kanionów na jego twarzy, które biegły we wszystkich kierunkach.   
Jako że kanion to dolina rzeczna wyrzeźbiona przez długotrwały proces erozji, domniemywać należy, iż starzec ten zwykł był wypłakiwać rzeki podczas uprawiania porannej gimnastyki - stąd owe kaniony, w różnych kierunkach biegnące.

Chociaż wiek wyrzeźbił go okrutnie, to w oczach było widać blask siły i rześkości.
Dziadek - dynamit. To od tej gimnastyki.
Od gimnastyki był wyrzeźbiony :D

Dzień chylił się ku końcowi, a ciepły wiatr delikatnie głaskał rozpuszczone włosy. [tego dnia?]
W ręku trzymał kij, którym narysował przed chłopcem mapę starego świata.
Wiatr trzymał w ręku kij i rysował mapę Starego Świata, a Chaos czaił się wszędzie, za plecami też.

Młodzieniec był tak zasłuchany w słowa starca,że otworzył usta jakby chciał wchłonąć każdy wyraz. (I połknąć każdą muchę.) Tak to już jest od pokoleń, że dziadek opowiada swym wnukom historie, które mają duży wpływ na małych chłopców. (A muchy wpadają im do buzi i składają jaja na migdałkach.) Smagła cera dziecka świadczyła o tym, że wychowywał się w górach gdzie słońce i wiatr są nieodłącznym towarzyszem od narodzin.
Gdyż kraina ta składała się jedynie z gór i dolin tak głębokich, że słońce tam nijak nie dochodziło.

Właśnie w tych górach urodził się chłopiec taki jak ty. - Kontynuował starzec. - Jego rodzice byli rolnikami, ale zamieszkali w górach ze względu na Filistynów, którzy ciągle nękali lud i niszczyli płody ziemi.
Dziadku, - przerwał nagle chłopak – a ci Filistynowie [Filistyni, jak już] żyją jeszcze dzisiaj ?
Tak, ale nasi ojcowie prowadzili z nimi wojny i ostatecznie dzięki Bogu i królowi Dawidowi pokonaliśmy ich i przepędziliśmy na pustynię...
Hehü... Ja się nie chcę czepiać, ale walki z Filistynami ciągnęły się jeszcze przez cały okres istnienia obu królestw - Izraela i Judy. Więc z tą pustynią to ja bym się nie rzucał.
Ciii, dziadek uprawia propagandę sukcesu i tyle.

A wracając do tego chłopca, to urodził się on w ciężkich czasach. Wtedy nasz lud mieszkał w Mizraim (Egipt) w ziemi zwanej Goszen. Byliśmy niewolnikami Mizraimczyków (Egipcjan) [nie wiem, skąd to “z” - za moich czasów to było “Micrajim/Micraim”. Taki stary jesteś?] i musieliśmy pracować za darmo, często umieraliśmy z powodu ciężkiej pracy. Wyrabialiśmy cegły do budowy domów i spichlerzy oraz stawialiśmy grobowce faraonom.
Izraelici osiedlali się w Delcie Nilu całkowicie dobrowolnie - były to urodzajne ziemie, sprzyjające sadownictwu i hodowli bydła, jednocześnie bliskość Morza Śródziemnego umożliwiała prowadzenie ożywionej działalności handlowej. Kiedy w Kanaan panował głód, patriarchowie udawali się do Egiptu po pomoc i niejednokrotnie ją otrzymywali. Salomon był żonaty z córką faraona. Starożytna tradycja żydowska głosi nawet, że piramidy to wielkie spichlerze zbudowane na rozkaz Józefa, aby ocalić Egipt przed latami głodu. Jednak źródła egipskie w ogóle nie... Ach, szlag, przecież nie miałam analizować Biblii. Już się zamykam. ;)

Wtedy budowano magazyny w Ramzes i Pitom. Jednak któregoś dnia jeden z naszych braci, który wychował się na dworze faraona (został adoptowany, miał zostać następcą tronu!), przyszedł do nas, mówiąc, że Bóg Izraela ujął się za nami i postanowił wyprowadzić z Egiptu na wolność. Nazywał się Mojżesz.
A zrobił to nota bene po tym, jak popełnił morderstwo.
Ujmujący skrót historii Mojżesza, muszę przyznać. Taki na zasadzie “Odys wrócił do Penelopy i żyli długo i szczęśliwie”.

Dziadku, ale miałeś mi opowiadać o tym chłopcu – rzekł trochę niezadowolony młodzieniec.

Tak, tak lecz najpierw musiałem ci wyjaśnić jakim sposobem potem wzięliśmy się na pustyni... Faraon nie chciał nas wypuścić z Mizraim, więc nasz Bóg zesłał dziesięć straszliwych plag na Egipczan.
Egipczanie z Pipczewa...
Przy okazji zwracamy uwagę na formatowanie tekstu za pomocą spacji, które jest złe, bardzo złe, więc będziemy je w miarę możności usuwać.

Potem wyszliśmy z miejsca niewoli i tak zaczyna się historia najdziwniejsza z możliwych, to opowieść o początkach Narodu Boga.
Z “domu niewolników”, jak już (albo “z domu niewoli”, kwestia tłumaczenia). A druga sprawa - ktoś tu chyba przeoczył Ojców, nie macie wrażenia? Abrahama, Izaaka i Jakuba to połknął jak... pomińmy. Potrawkę z soczewicy, o.
To był prequel, od Mojżesza zaczyna się opowieść właściwa ;)

Mojżesz wyprowadził nas na pustynię, przeszliśmy suchą nogą przez Morze Czerwone i rozpoczęliśmy wędrówkę do Ziemi Obiecanej przez Najwyższego. Teraz wróćmy do naszego chłopca.
Ano wróćmy. Wyjście Żydów z Egiptu nastąpiło najpóźniej w okolicach roku 1250 p.n.e., natomiast osadzenie Filistynów w zachodniej Palestynie to dzieło Ramzesa III (najwcześniejsza podawana data rozpoczęcia panowania to 1183 r. p.n.e.). Autor napisał, że chłopiec urodził się w czasach niewoli egipskiej, a jednocześnie twierdzi, że jego rodzice mieszkali w górach ze względu na agresywnych Filistynów. Coś tu nie bangla albo poród w górach trwa ponad 50 lat.
Górale wszystko robią powoli, ale dokładnie.
A jeszcze gorzej będzie, jeśli skłonimy się ku zdaniu tych, którzy Eksodus interpretują jako opis konfliktu Hyksosów z wojskami Górnego Egiptu (XVI w. pne.).
Nie wchodząc w historię, mnie zastanawia co innego - ponoć ludki były Izraelitami, tak wychodzi z kontekstu. To co oni w czasach niewoli egipskiej robili w górach Palestyny?
Zabłądzili.

Wraz z rodzicami mieszkał w pobliżu Hebronu (Kiriat-Arba). Niestety wojna dotarła i tam. Zoran (tak miał na imię chłopiec z Hebronu) dostał się do niewoli, a jego rodzice zostali zamordowani. Młodzieniec poprzysiągł sobie, że któregoś dnia będzie walczył z Filistynami, aby pomścić śmierć rodziców. Tymczasem został sprzedany na targu niewolników i dostał się do krainy Kusz (Etiopia). Przez czternaście lat pracował tam jako tragarz, potem był galernikiem, by w końcu ostatecznie się znaleźć w kamieniołomach państwa Ataram w górnym ujęciu Nilu.
To nie był żaden Zoran, to był Conan Barbarzyńca.  I co to jest “górne ujęcie Nilu”??? Czy aŁtor ma na myśli jakieś tajemnicze ujęcie wody, zbudowane przez starożytnych kosmitów?
Achtung! Lolkontent! Zoran urodził się w wiosze założonej w 1968 r...

Pracował tam w morderczych warunkach przez wiele lat.
Jej... – przejął się chłopak – Jak on to przeżył ? Przecież był bardzo młody.
Wiele lat tu, wiele lat tam... Zdążył dorosnąć.

Owszem, ale gdy pracował jako tragarz, dźwigał wielkie ciężary i mężniał. Jego mięśnie stały się wielkie i twarde jak stal.
A jego kręgosłup stał się pokręcony niczym stare drzewo.
A w obozie tragarzy było słychać tylko “Zoran, jakie one duże... a jakie twarde...” I tak Zoran dostał ksywę “mutant”.
Zwłaszcza po tym, jak był galernikiem, to mu się muskulatura rozwinęła, że hoho! Szkoda, że tylko z jednej strony. Musiał wyglądać jak curiosum nie z tej ziemi.

Poza tym wyrósł na potężnego i wysokiego mężczyznę. Kiedy został galernikiem, stał się wytrzymały jak wielbłąd na pustyni.
Pewnie dlatego, że wyrósł mu garb, w którym mógł przechowywać zapasy tłuszczu i wody.
I szerokie kopyta, żeby mu się łatwiej chodziło... oh wait.

Wtedy praca w kamieniołomach stała się dla niego jakby igraszką.
Ale tylko “jakby”, bo jego masochizm nie był do końca ukształtowany.

Ciekawe jak bardzo był silny ? - Zastanowił się.
Poczekaj chwilkę, bo wydaje mi się, że ktoś z nami tu jest.
Kto dziadku ?
To osoba, która czyta tą TĘ! opowieść ?
Ale ja jej nie widzę.
To nic nie szkodzi, bo ona nas widzi w swojej wyobraźni.
Bastian Baltazar Buks przybywa do Fantazjany! A nie, to tylko analizatorzy...
Tak... no... bry?

Witam Cię drogi czytelniku, cieszę się, że postanowiłeś z nami spędzić czas i przeżyć tę niezwykłą przygodę. Zachęcam Cię do zrobienia sobie kawy, herbaty lub czegoś innego, może jeszcze jakieś ciasteczka (to w razie gdybyś długo czytał i zgłodniał).
Albo gdyby ci brakowało czegoś do opluwania monitora.
Skoro już o tym mówimy... *przynosi chusteczki*

W porządku, musisz wiedzieć, że o tym co będzie przeżywał główny bohater, sam będziesz decydował dokonując wyboru odpowiedniej przygody. Proponuję Ci smakowity kęs starożytnej historii Bliskiego Wschodu w połączeniu z dobrą zabawą.
Łaaa, gra paragrafowa!
Smakowity kęs przyprawia raczej o niestrawność.

Przygotuj się na szybką akcję, walki na miecze i nie tylko, wojny, potwory no i przede wszystkim na spotkanie z Tajemniczym Bogiem Izraela, który jest wszechobecny.
*zagląda podejrzliwie pod biurko i na wszelki wypadek macha nogą*
A jaki on tam tajemniczy.

Bądź mądry(a) przy podejmowaniu decyzji, bo łatwo jest stracić życie lecz trudniej je odzyskać.
Zwłaszcza jeśli doktora Frankensteina nie ma w pobliżu.

Życzę Ci byś cały(a) dotarł(a) do kresu tej opowieści.
Bardzo uzasadnione życzenia :D

Rok 1282 p.n.e. Kamieniołomy Ataram
Dla porządku - okres panowania faraona Setiego I lub Ramzesa II.

Setki robotników pracowało w niemiłosiernym upale. Smród potu i ludzkiej padliny roznosił się w kamieniołomie. Nadzorcy zachowywali się jak zwierzęta bijąc niewolników, a nawet katując ich na śmierć.
Taaa, a kamienie się same wydobywały, żeby im nie przeszkadzać w rozrywce.
Pierwszy raz słyszę, żeby zwierzęta kogokolwiek bijały.

Co jakiś czas któryś z nich nie wytrzymywał morderczego upału i pracy, i padał z wycięczenia. Cięki Bolek z niego był. Wszystkich zmarłych i niezdolnych do ciężkich robót, wrzucano do wykopanego dołu jak niepotrzebne odpadki. Przeważnie robotnicy wytrzymywali tutaj dwa czasem trzy lata, lecz był wśród nich jeden wyjątek...
Achaja???

Nad tłumem pochylonych ze zmęczenia niewolników, górował potężny mężczyzna, który czuł się znakomicie w tych warunkach.
Uśmiechał się i pogwizdywał przy pracy, a codziennie o poranku śpiewał przepiękną pieśń na cześć firmy.

Ogromny młot, którym wbijał pale w skałę, ważył tyle co dorosły człowiek. Nadzorcy nawet nie pilnowali go, bo każdy się bał wejść mu w drogę.
Miał szacun na dzielni i dobrze się z tym czuł. Pamiętajcie, drodzy pracodawcy, odpowiednia motywacja ponosi wydajność pracownika i gwarantuje jego lojalność!
Czy będę bardzo nietaktowna, pytając, co on tam jeszcze robi, skoro może rozpirzyć wszystko młotem i pójść w cholerę?

Skuty łańcuchami pracował w tych okrutnych warunkach ósmy rok. To co trzymało go przy życiu, to chęć zemsty. Za każdym razem kiedy wznosił młot do góry i uderzał nim w skałę, w swojej wyobraźni zabijał kananejczyka (filistyna).
Kananejczyk czy Filistyn, wszystko jedno. Jak Chińczyk i Japończyk, no nie? To samo, panie, kto by ich tam odróżnił.
A ta mała litera to zwykły błąd, czy tak specjalnie, jako wyraz pogardy?

Mięśnie, które otaczały jego ciało, były tak samo twarde jak skała, z którą się zmagał.
Znaczy, wokół ciała faceta orbitowały jakieś mięśnie, jak pierścienie wokół Saturna?

Potężny, nieujarzmiony, dziki barbarzyńca taki miał wygląd i charakter. Każdy ruch podkreślał jego siłę, gdy tysiące włókien mięśni napinało się jednocześnie. Nawet najzręczniejszy rzeźbiarz nie potrafiłby ująć tego w swoim dziele, choćby nie wiem jak się starał.
Ano tak, na Fidiasza jeszcze trzeba trochę poczekać.
I choćby przyszło tysiąc rzeźbiarzy,
Przyniosło marmur tysiąc tragarzy,
I każdy rzeźbiarz rok ciosał dłutem,
To nie wyrzeźbią! Tyle miał włókien.

Nagle wśród nadzorców zrobiło się poruszenie. Wszyscy wyprostowali się i jeszcze mocniej zaczęli poganiać niewolników batami. Do kamieniołomu wjechał duży, konny orszak zbrojnych. Na jego czele znajdował się książę Ataram – Uchor. Wspaniały widok. Konie przystrojone delikatnymi jedwabiami w pastelowych kolorach, dumnie kroczyły po kamienistej drodze. Zapach potu i rozkładających się ludzkich zwłok, sprawił, że parskały co chwilę.
“Zapach” to chyba nienajlepsze określenie. I dlaczego te zwłoki leżały i śmierdziały tak na wierzchu?
Przewróciło się, niech leży, czyli męskie podejście do kwestii porządków.

Jeźdźcy błyszczeli w blasku słońca jak mniejsze gwiazdy. Zbroje idealnie dopasowane do każdego z gwardzistów, świadczyły o bogactwie i waleczności. Tylko dobry wojownik mógł pozwolić sobie na taki ekwipunek.
Albo po prostu rozsądny, bo źle dopasowana zbroja uwiera i przeszkadza w poruszaniu.

Wszyscy na moment przerwali pracę i jak zahipnotyzowani oglądali orszak. Zapadła cisza. Wtedy jeden z nadzorców podszedł do Zorana i uderzył go batem.
Aha, chciał się wykazać w oczach przełożonego.
Taaa, już słyszę ten szmer kalkulacji w jego małym móżdżku: Nie uderzę pierwszego z brzegu, ani najsłabszego, bo jeszcze mi padnie - nie, uderzę tego najdzikszego i najsilniejszego, do którego wszyscy inni boją się podejść - przecież w obecności księcia nie odważy się zrobić mi nic złego, prawda?

Pociekła krew z rozciętej skóry. Mężczyzna odłożył młot i spojrzał na strażnika. W oczach błysnęło mu złowrogie “uważaj”.

  • Do roboty gnido, ruszaj się, bo twój pan przyjechał !! - Wrzasnął nadzorca na całe gardło i znów zamachnął się batem. Lecz to był jego drugi błąd. Zoran błyskawicznie uchwycił pejcz w locie i pociągnął ku sobie. Strażnik stracił równowagę i nim zdążył się zorientować, co się stało, Habiryjczyk uniósł go w górę i cisnął w dół kamieniołomu.
Habiryjczyk, czyli kto właściwie? Starożytny włóczęga znikąd?

Wśród strażników zrobiło się poruszenie, ale żaden z nich nie chciał zbliżyć się do Zorana w obawie o swoje życie.
Ojej, biedactwa, nikt ich nie wyposażył w łuki, proce czy nawet głupie włócznie.
Widać i w starożytności znali cięcia budżetowe.
Porozumiewali się z więźniami metodą łagodnej perswazji?

  • Hej ty ! Kim jesteś ? - krzyknął nagle Uchor.
  • Jestem Zoran z plemienia Habiru !
  • Jak śmiesz przeciwstawiać się moim strażnikom !
  • Nikt nie będzie mnie bezkarnie bił jak niewolnika ! Poza tym jestem wolnym człowiekiem.
A te łańcuchy to tak dla ozdoby noszę.
I już wiemy, że Zoran wyglądał tak:

http://marcschuster.files.wordpress.com/2011/12/mr-t1.jpg

  • Jak jesteś wolny to co tu robisz ?!
  • Czekam na właściwą chwilę.
  • Nie rozumiem, wyjaśnij to !
Dobrą akustykę tam mieli albo był to bardzo malutki, kameralny wręcz kamieniołom.

  • Nic nie muszę wyjaśniać, bo i tak za jakiś czas odejdę stąd.
  • Chyba praca na słońcu odjęło ci rozum. Nie możesz stąd odejść, bo jesteś moim niewolnikiem !
  • Mylisz się jestem wolnym człowiekiem – po tych słowach wyprężył się i zerwał łańcuchy z rąk i nóg – nic mnie tu nie trzyma i kiedy zechcę to odejdę.
Aha. A przedtem, te osiem lat, nosił kajdany, bo...? Nie chciał wyróżniać się z tłumu?
No przeca Ci aŁtor napisał, że “czuł się znakomicie w tych warunkach”.
W sumie... Achai też dobrze było w obozie niewolników.
Czeka na właściwą chwilę? To takie oczywiste: uprzedzać swego dręczyciela o planowanej zemście.

Na te słowa Uchor posiniał ze złości i wysłał swoich gwardzistów z mieczami.
Zoran niewiele myśląc chwycił młot do ręki i czekał na napastników, którzy wspinali się do niego. Wiedział, że musi działać instynktownie, bo atak zbliżał się z trzech stron.
Czekał...
… zamiast instynktownie spuścić na głowy wspinaczy parę ton skał. A może przeważał w nim instynkt estety, który wzbraniał się przed niechlujnym rozbryzgiwaniem mózgów po okolicy?

Kiedy gwardziści doszli do Habiryjczyka, zdarzenia następowały błyskawicznie. Pierwszy napastnik dostał młotem w hełm, który się wbił w korpus.
To on ten hełm nosił zamiast nacycnika?
Oczami duszy zobaczyłam młot, który tak przyłupał w głowę z hełmem, że wbił ją, tę głowę, do środka korpusu. Żółwik mode on.
Przeczytalam:
“...młot, który przycupił...”
Następnie uznałam, że przycupił to całkiem ładne słowo i postanowiłam spytać, skąd je wzięłaś. Po czym przeczytałam to zdanie jeszcze raz...

I dobrze. “Przycupił” to bardzo ładne słówko, biorę je sobie.


Drugi zdążył wejść na półkę, na której stał Zoran, ale natychmiast z niej spadł w dół uderzony w tors. Trzeci i czwarty stoczyli się razem, kiedy Habiryjczyk rzucił w nich młotem. Tymczasem piąty stanął niepostrzeżenie za Zoranem z dobytym mieczem. Zamachnął się...
Jednak Habiru jakby coś wyczuł i schylił się. Ostrze przecięło powietrze. Zapadła cisza. Gwardzista nerwowo przestępował z nogi na nogę i machał mieczem jakby się od much oganiał.
Jeżeli tak wygląda działanie doborowej straży księcia, to nie chcę oglądać walk w wykonaniu tych mniej elitarnych oddziałów. Gotowi się potykać o własne ciżmy i przebijać własnymi mieczami.
Kapitan Kirk też tak walczył. Tłukł się z jednym, a pozostałych pięciu stało i czekało na swoją kolej.
Piąty ma niską inicjatywę i przysługuje mu tylko jedna akcja na turę, teraz się zamachnął, więc odmachnąć się może dopiero w następnej turze.

Tymczasem Habiryjczyk stał jak głaz nieruchomo i wpatrywał się w napastnika. Ten w końcu nie wytrzymał napięcia.
I dostał czkawki.
Żeby tylko.

Wychylił się wprzód... I w tył. I w przód... I w tył. “Mam pomysł!” zawołał radziecki producent zabawek.
Pchnął mieczem...
Stracił równowagę i runął na nos.

Zoran uskoczył...
Chwycił rękę...
Ścisnął...
Dunder świsnął...
Miecz upadł na ziemię...
Potem w stalowym uścisku uniósł gwardzistę nad głową i krzyknął.
Miecz ściskający gwardzistę i wznoszący dzikie okrzyki to widok zaiste ekstraordynaryjny.

  • TY!!! Zwracam ci twojego niewolnika – cisnął nim tak mocno, że rozbił się prawie pod nogami konia Uchora.

  1. Po całym zajściu Zoran przystaje do Uchora jako najemnik. ( wybierz )
  2. Zoran podejmuje walkę z Uchorem i resztą gwardzistów. ( wybierz )
Już się ucieszyłam, że opko interaktywne, a tu dupa. Wybór nastąpił w komciu:(

Uchor zsiadł z konia. Spojrzał na roztrzaskane zwłoki i poszedł dalej. Stanął przed półką skalną , na której stał Zoran (znaczy, zawisł w powietrzu?), ściągnął z głowy diadem i rzekł :
  • Jeszcze nigdy nie spotkałem takiego człowieka jak ty, te ścierwo (TO ścierwo), które leży dookoła mnie, to najlepsi wojownicy jakich miałem.
Oesssuuu, co to jest, kraina ciapciaków ćwierćmózgich?

  • Dlatego mówię ci, przyłącz się do mnie, a sowicie cię wynagrodzę...
… a jak zdechniesz nazwę cię ścierwem i rzucę psom na pożarcie. Zawsze tak robię z moimi najlepszymi ludźmi, bo bardzo sobie cenię wykwalifikowany personel.

Zapadła cisza.Wszystkie oczy wpatrywały się w Habiryjczyka. Ten stał chwilę, po czym ze zwinnością kota, zszedł na dół. Przybliżył się do Księcia Ataram.
A pozostali przy życiu strażnicy w ogóle nie zareagowali i stali niczym banda plastusiów.

Górował nad nim conajmniej o głowę, a przecież Uchor w swym państwie uchodził za mocarza i potężnego mężczyznę.
Och, to tylko propaganda była.

  • Zgodzę się pod jednym warunkiem – przerwał ciszę Zoran.
  • Mów.
  • Nauczysz mnie władać mieczem.
  • Niech tak będzie.
Po tych słowach Habiryjczyk przystał do Uchora Księcia nad Ataram, stając się tym samym najemnikiem. To właśnie pod jego czujnym okiem, zaczął uczyć się sztuki wojennej.

Imię jego szybko stało się sławne wśród rycerstwa (że coooo??? No co, same zakute pały tam były, nie?) i barbarzyńców, a to za sprawą nadzwyczajnych czynów, których dokonywał.Między innymi pokonał Mizraimczyka (Egipczanina) Ratora z rodu olbrzymów,
Nożeż murwać!!! Jedno uznałabym za literówkę, ale jeżeli aŁtor bierze się za tworzenie opowieści osadzonej w konkretnym świecie i nie wie, jak się tworzy nazwy mieszkańców od nazw krajów...

którego miecz miał wagę dwóch dorosłych ludzi, a on sam mierzył osiem łokci. [około czterech metrów] To on sam jeden kiedy toczyła się waśń z plemionami Nubijczyków, pokonał trzydziesto-osobowy oddział doborowych wojowników. Walczył z lwem pustynnym i rozerwał go na dwie połowy gołymi rękami.Stoczył pojedynek na topory z Ganarem królem Hykosów. Jednym ciosem rozciął go od szyi po genitalia.
Cały czas jest mowa o Ratorze, tak?
Chiba tak... nawiasem mówiąc, plemienia Hykosów historia nie zna... byli za to Hyksosi.
Którzy zostali wyparci z Egiptu przez faraona Ahmose w początkach Nowego Państwa, jakieś 250 lat przed akcją opka.
Ale po dwustu pięćdziesięciu latach bezowocnych poszukiwań zgubionej podczas ucieczki literki “s” zdecydowali się powrócić w uboższej wersji.

Bardowie (bardowie?... Kaczmares, Gintreuch i Łapińtos?...) śpiewali o nim pieśni, a kobiety o nim śniły. Jego nadzwyczajna siła była znana w krainie Kusz, w Królestwie Nubijczyków, Hykosów, w Mizraim, a nawet w Kanaanie wśród tamtejszych ludów.
I wszystkie gliniano-tabliczkoidy były pełne opowieści (zapisanych pismem klinowym) o jego czynach, poeci opiewali jego gładkie muskuły a tyrani drżeli na swych tronach.
A biblijni autorzy czerpali z jego przygód opisując wyczyny Samsona.

Ale wróćmy do zamierzeń jakie w swoim sercu nosił Zoran. Po pięciu latach służenia w armii Uchora, Habiryjczyk postanowił wyruszyć do swojej ziemi, w której się urodził. Jednak Książę Ataram nie chciał się zgodzić na jego podróż, ale wiedział, że go siłą nie zatrzyma.
Słyszał już opowieści o niejakim Mojżeszu i dostrzegł pewne niepokojące analogie.

Otrzymał więc Zoran konia, prowiant i dziesięciu wojowników, którzy sami się zgłosili na tę wyprawę. Uchor zdawał sobie sprawę, że być może ostatni raz widzi Zorana, ale chciał wierzyć, że znów powróci do niego, dlatego żegnał Habiru z wielkimi honorami.

Droga miała być prosta, najpierw opuścić krainę Kusz, potem przejechać przez ziemie niczyje, zamieszkane przez dzikie plemiona Anamim, następnie Królestwo Ptah i Mizraim (Egipt). Potem jeszcze morze Czerwone na pustynię Sin (Arabska) i do Kanaanu przez Beer – Szebę.
Rada na przyszłość: nie fundujecie sobie migreny, przeszukując mapy historyczne i współczesne. Pisak sporządził własną mapę.
Wzorował się na Żydach, przez czterdziesci lat popylających w te i we wte po kawałku pustyni?


http://i.pinger.pl/pgr425/d0270dd70023a1c8508d1735/Egipt.jpg

Jednak drogi ludzkich synów są niezbadane i nikt nie wie co go czeka w przyszłości.

wybierz opcję:
  1. Przygoda z bogiem Anamimów.
Przeczytałam “anonimów”.
A ja: Animków.

  1. Spotkanie ze starcem z Lek – Ptaha.
  2. Kapłan z Mizraim (Egipt).

Dzień chylił się ku końcowi. Grupa podróżnych leniwie poruszała się przed siebie.
Znaczy co, machali biodrami?

Minął miesiąc od czasu, kiedy Zoran i jego towarzysze opuścili swą posiadłość.
Którą nadał im król za zasługi.

Teraz wędrowali przez barbarzyńskie tereny Anamimów (Anonimowych Mimów), krainę pustkowia i szakali. Wiele słyszeli o ludach zamieszkujących te ziemie, o ich krwawym bogu Dagocie, któremu składali w ofierze ludzi.
Zaraz, zaraz... aŁtor ma chyba na myśli Amorytów i boga Dagona, ale głowy nie dam. Nie ma to jak budowanie oryginalności w oparciu o zamianę losowych literek w nazwach własnych.
Może chodzi o tę miłą postać:

http://images3.wikia.nocookie.net/__cb20111119004645/villains/images/3/34/Dagoth.jpg

Kiedy zatrzymali się w niewielkiej oazie, rozbili obóz na noc. Zoran jako pierwszy objął straż.
Ciemność spowiła wszystko dookoła.
A w tej ciemności coś z pustkowia woła.
Srebrzysta poświata księżyca wprowadziła nastrój grozy.
Potęgowały go ukryte wśród ciemności kozy.
Panował ogólny spokój.
Choć kozy czuły niepokój.
Tylko w oddali słychać było wycie dzikich zwierząt,
uprawiających w tym mroku nierząd.
które wyszły na obchód swego terenu,
poszukać jakiegoś hymenu.
by zdobyć krwawy ochłap -
Pochlap się juchą, pochlap!
żerrr....
Mężczyzna czuł
jak stalowy uścisk snu
chwyta go za głowę.
Nieprzyjemne miał to zasypianie.
Zwrotka nienajgorsza, tylko rymu nie ma.
Cisza...
Ciemność...
Księżyc...
Pozostaje mi już tylko porzęzić.
...
Nagle usłyszał lekki szmer. Chwycił miecz i zaczął się rozglądać. Ognisko tliło się w agonii. Charczało i podrygiwało? Szmer powtórzył się za nim. Barbarzyńca zerwał się na równe nogi z obnażonym mieczem. Zamarł w bezruchu i słuchał. Wtedy coś ukuło go w ramię.
Był to miniaturowy kowal.

Sięgnął i wyciągnął kolec. Chwilę później poczuł falę gorąca przepływającą przez całe ciało. Mięśnie zwiotczały. Wypuścił miecz. Próbował walczyć z niemocą, ale w końcu upadł bezładnie na ziemię.
Dziobem wprost w ognisko.
Bezładnie rozsypał się na ziemi...

Zanim zanurzył się w totalną ciemność, ujrzał zbliżających się ludzi. Byli pokryci czymś białym i nie wyglądali przyjaźnie.
Bo przed przystąpieniem do skradania się w ciemnościach należy się pokryć białą farbą, logiczne.
Może to plemię przybyło z Północy i jeszcze nie zapomniało o białych nocach?

Łańcuszki i kolczyki z ludzkich kości, spiłowane zęby, prawie nadzy, niewielkiego wzrostu.
Paczpan, ileż to szczegółów można zauważyć, jak się mdleje po ciemku.

Poruszali się jak dzikie zwierzęta.
Ciemność........ Widzę ciemność... Ciemność widzę...
Milczący orszak Anamimów zmierzał w głąb pustyni. Nad ranem dotarli do grodu Ana – Dot.
dot-com

Słońce znajdowało się w zenicie. Żar palił z nieba bez litości. Zoran zaczął odzyskiwać przytomność. Ze zdziwieniem zareagował na fakt, że stoi. Powracało czucie w członkach.
Khhh, khhh... Co mu stoi???
Członki, masz napisane.
Twarde jak granit.

Dopiero po chwili stwierdził, że jest mocno skrępowany i przytwierdzony do słupa. Rozejrzał się wokół. Jego wojownicy byli jeszcze nieprzytomni. Nieopodal na wzniesieniu z jaskinią znajdował się ohydny posąg potwora z rogiem na czubku głowy.



Zoran napiął mięśnie i stwierdził, że sznur poluzował się. Wyprężył się znowu i lina spadła na ziemię.
Był tylko symbolicznie owinięty linką, aż cud, że wcześniej nie odpadł od pala.
Prawie jak Indiana Jones z tatusiem.


Ej, on znał patent Klucznika Gerwazego!

Nieraz Klucznik był w podobnych trwogach,
Nieraz miewał powrozy na ręku i nogach,
A przecież się uwalniał; wiedział o sposobie
Rwania więzów, był silny bardzo, ufał sobie.
Przemyślał ratować się milczkiem; oczy zmrużył,
Niby śpi, z wolna ręce i nogi przedłużył,
Dech wciągnął, brzuch i piersi ścisnął co najwężej;
Aż jednym razem kurczy, wydyma się, pręży,
Jak wąż, głowę i ogon gdy chowa w przeguby,
Tak Gerwazy z długiego stał się krótki, gruby;
Rozciągnęły się, nawet skrzypnęły powrozy,
Ale nie pękły! Klucznik ze wstydu i zgrozy
Przewrócił się i w ziemię schowawszy twarz gniewną,
Zamknąwszy oczy, leżał nieczuły jak drewno.
(Adam Mickiewicz, “Pan Tadeusz”, ks. IX)


Uwolnił przyjaciół, którzy zaczęli odzyskiwać przytomność. W końcu zauważył, że znajdują się w ogromnym pomieszczeniu bez dachu. Mury sięgały bardzo wysoko i nigdzie nie było drzwi ani wrót. Wszyscy rozbiegli się w poszukiwaniu wyjścia.
A to była beczka śmierci w lunaparku.
A może słup ogłoszeniowy. Ten, w którym zamurowali pijaka.

  • Zoran ! Chodź tutaj ! Spójrz – krzyknął Chawila.
Pod jedną ze ścian znajdował się głęboki dół, w którym były kości, poszarpane szczątki ludzkie (gnijące) i ..... MIECZE!!!
Nie było tam czasem apteczek i buteleczek z połszyn of mana?
Karygodne marnotrawstwo. Miecze, w śmietniku, razem z ludzkimi szczątkami?... Dobry płatnerz to skarb od zawsze, nawet dzisiaj fachowcy od kucia takiej broni są bardzo wysoko cenieni i dobrze opłacani, a tu po prostu ktoś pozbył się cennego oręża, i to w taki sposób?...
Cichojcie, Dzidu, nie unoście się. Zaraz zobaczymy, że właścicielowi dołka z zawartością miecze faktycznie były do niczego niepotrzebne...

Niezastanawiając się chwili dłużej, zabrali liny, którymi byli wcześniej skrępowani i spuścili się po nich w dół i wyciągnęli broń. Nagle od strony jaskini wydobył się straszliwy pisk, po którym wszyscy zdrętwieli. Z otworu wytoczyło się ogromne cielsko potwora. Przypominał swym wyglądem trochę węża, trochę jaszczurkę, ale pysk miał jakby lwa.
Potwór co ma otwór.
Potwór, który piszczy. Gumowy tyranozaur?
Gumokaczotwór:

http://www.duck-shop.co.uk/270_rubberduck_quietscheentchen-frankenstein.jpg

Na środku głowy miał róg, a na nim dziwny jarzący się czerwonym światłem diadem.
AŁtorze kochany, ale Ty wiesz, że Conan Niszczyciel to NIE JEST źródło historyczne?
Ojtam, po prostu nieprzytomnego Zorana przerzucono przez portal do równoległego świata.

Mając przód brzucha uniesiony w górę, pełznął z wyciągniętymi odrostami, które wychodziły z boków tułowia.
Na kłakach pod pachami miał odrosty, których nie zdążył ufarbować.
Albo łby mu właśnie odrastały po tym, jak jakiś poprzedni bohater trochę go posiekał. Był to bowiem potwór treningowy na zerowym poziomie gry.
Czytając o uniesionym “przodzie brzucha” doznałam mindfucka, ale jak rozumiem, chodziło o to, że potwór pełznął mając uniesioną głowę, szyję i kawałek torsu. O tak:


Tylko że to jednak trzeba było inaczej opisać. Bo co to niby ma znaczyć “przód brzucha”? Pępek?
A skoro mamy “przód brzucha”, to gdzie jest jego tył?

Owe kikuty przypominały szpony orła lub sępa.
Chociaż, jak się spojrzało pod innym kątem, przypominały nibynóżki.
A co ciekawsze, pod jeszcze innym kątem - nogogłaszczki:


Wszyscy stali z obnażonymi mieczami, ale nikt nie miał pojęcia jak walczyć z tym czymś.
Kłujcie ostrymi końcami.

Nagle Zoran ocknął się z odrętwienia.
  • Otoczmy go i szukajmy jakiegoś słabego punktu – lecz mówiąc to zastanawiał się, czy takie potwory mają w ogóle jakieś słabe miejsca.
Jak na razie opis nie sugeruje istnienia jakiegokolwiek pancerza czy grubego futra. Widzimy tylko robala z odrostami, w dodatku odsłaniającego “przód brzucha”.

Tymczasem Dagot (bóg – potwór) (oraz bóstwo niemieckich osteopatów) powoli acz systematycznie podążał za uciekającymi ludźmi. W jego oczach było coś z inteligencji. Ale równie dobrze mogły to być kurwiki. Widać też było, że nie pierwszy raz ma doczynienia z człowiekiem. Dół pod ścianą wyraźnie o tym świadczył.
Dół pod ścianą świadczył raczej, że potworowi nieobca była idea śmietnika. Co innego jego zawartość.
Ewentualnie idea spiżarki.
I idea kredensu ze srebrami (te miecze...).

Wojownicy próbowali wbić broń w jego ciało, ale ostrza odbijały się od twardych łusek, nie czyniąc na nich nawet rysy.
O, dowiedzieliśmy się, że potwór ma łuski, juppi!

Czy osa może zabić zbrojnego rycerza ???
Tak samo myśleli barbarzyńcy, kiedy biegali wokół potwora.
Biegali i tak im się przy tym nudziło, że wyszukiwali alegorie. Jak przeżyjemy - myśleli sobie - będzie trzeba to ubrać w ładne słowa, żeby słuchacze się z nas nie śmiali.
Czy osa może zabić zbrojnego rycerza? Tak, jak najbardziej może. Zbrojny rycerz (ZBROJNY RYCERZ?! W starożytnym Egipcie?!) ma co najmniej jeden otwór w zbroi.

Po pewnym czasie wszyscy zaczęli odczuwać zmęczenie.
I w głowach zaczęło im się kręcić.
I tamte członki, wcześniej twarde, zmiękły.

Ruchy nie były już takie szybkie, a płuca odmawiały posłuszeństwa. Nagle jeden z wojowników potknął się i upadł. Nim powstał z ziemi, potwór zanurzył w jego ciele szpony i rozerwał na dziesiątki części. Krew rozlała się na wszystkich jak deszcz, a szczątki spadły jak grad z nieba...
Potwór zajął się szczątkami nieszczęśnika wkładając je sobie do paszczy.
Rozerwał człowieka i wetknął go sobie do paszczy pazurami opisanymi jako kikuty, które wyrastały mu bezpośrednio z korpusu - niezły gimnastyk był z tego potwora.
Wygodniej byłoby mu chyba rozedrzeć gościa na kilka kawałków, zamiast na grad szczątków - drobiny długo się zbiera.
Może lubił gulasz...

Chwila wytchnienia...
...Habiryjczyk widząc to wziął miecz w zęby, zaszedł potwora od tyłu i wbiegł na niego.
Z czego wynika, że wbiegł na niego na czworakach. Nie widzę innego powodu, dla którego miałby to robić  z mieczem w zębach.
Chciał sobie przy okazji poszerzyć uśmiech.
No tak - jaka epoka, taki standard operacji plastycznych.

Dagot czując intruza na sobie, próbował go zrzucić lub dosięgnąć którymś ze szponów. Jednak Zoran unikał każdego ciosu jakby znał myśli zwierzęcia. Wtem zobaczył przed sobą duży otwór zamknięty błoną. Śmierdziało z niego jak z gnojowiska. Barbarzyńca uniósł miecz i z całym impetem natarł na błonę.
Nie mam skojarzeń, nie mam skojarzeń... Ojtam, co będę ściemniać, mam!

Trysnęła gęsta pomarańczowa maź (nadal masz skojarzenia? mam, ale nie będę o nich pisać...), a odór prawie pozbawił go przytomności. Habiryjczyk zrobił kilka głębokich oddechów [z plasteliny], zaczerpnął powietrza i wskoczył do środka...
Mały spoiler, bo przed nami zupełnie nowa odsłona opkowej biologii - okazuje się, że Zoran wlazł potworowi do tyłka. Rozumiecie, był to zmutowany potwór i odbyt (u węży się to nazywa kloaką, ale to szczegół) miał nie dość, że na grzbiecie, to w dodatku zarośnięty błoną.
Wykształcił alternatywny system wydalania uszami.
Odór prawie pozbawił go przytomności, więc wziął kilka głębokich oddechów.

...Tymczasem wojownicy ledwo już biegali. Kiedy kolejny towarzysz zginął zmiażdżony pod cielskiem potwora, awanturnicy zwątpili w swój ratunek.
Rozumiem z tego, że biegali w kółeczko, zwartą grupką, żeby przypadkiem nie zdezorientować zwierzaka. Miło z ich strony.
Tak tylko półgębkiem napomknę, że nasi boCHaterowie znajdowali się “w ogromnym  pomieszczeniu”, natomiast potwór “pełzał” oraz “poruszał się powoli”.

Wtedy właśnie dostrzegli Zorana na cielsku zwierzęcia. Potem powietrze przeszył pisk i barbarzyńca zniknął im z oczu. Dagot zatrzymał się i zaczął cały drgać i skowyczeć. Chawila i reszta ludzi odzyskali nadzieję na przetrwanie. Ruszyli w kierunku potwora...
Bo nagle im się skojarzyło, że oprócz okrytego łuskami grzbietu potwór ma jeszcze pysk lwa, czyli takie miękkie elementy jak oczy, nozdrza czy paszczę.

...Zoran zanurzony do pasa w czymś śluzowatym, parł do przodu tnąc mieczem gdzie popadnie.
Wcześniej aŁtor nie raczył wspomnieć, że potwór jest aż tak wielki - bo musiał być naprawdę spory, skoro rosły mężczyzna wędruje sobie po jego wnętrzu w pozycji wyprostowanej.

Czuł jak potwór drga w spazmach i to determinowało go, aby się nie poddawać. Płuca bolały go straszliwie, a krew pulsowała niemiłosiernie w skroniach. Jeszcze trochę... Jeszcze jedno cięcie... Jeszcze...
Teraz mu się zebrało na szukanie bezoaru?

...Wojownicy obserwowali Dagota, nie wiedząc dokładnie co się dzieje. Od kiedy Zoran gdzieś zniknął, potwór rzucał się w miejscu jakby chciał coś chwycić, zupełnie jakby coś było w jego wnętrzu.
No shit, Sherlock. Lubimy bardzo, gdy z bohaterów pobocznych robi się bezmózgie pacynki.
No weś, co się Pisak będzie męczył nad wymyślaniem dla nich jakichś zadań.
Nie mówiąc już o tym, że już jakiś czas wcześniej “Dagot zatrzymał się i zaczął cały drgać i skowyczeć. Chawila i reszta ludzi odzyskali nadzieję na przetrwanie.”

Po dłuższej chwili jego ruchy stały się wolniejsze, aż w końcu padł na ziemię w spazmatycznych drgawkach. Chawila sprężył się, wykrzesując z siebie resztki sił. Podbiegł do pyska Dagota i siekał do utraty tchu. Wpadł w szaleńczy amok. Reszta wojowników poszła w jego ślady tnąc gardziel...
No proszę, to nie tylko pysk był miękki, gardziel też. A te matoły wolały latać dookoła, zamiast zaatakować wcześniej.

...Potwór przestał się ruszać, a z rozprutego cielska wypływała pomarańczowa, śmierdząca maź. Nagle ku zaskoczeniu wszystkich z gardzieli wychylił się Zoran, łykając powietrze wielkimi haustami. Chawila podbiegł do niego pomagając mu się wydostać.
  • Udało się – rzekł ledwo żywy Habiru – o jednego śmierdzącego boga mniej na świecie.
Za to o jednego śmierdzącego wojownika więcej.

  • Poczekaj z okrzykami zwycięstwa jak się stąd wydostaniemy – odezwał się Chawila.
  • A nie zapomnieliście o tych dzikusach ? – zauważył ktoś inny.
Tymczasem z jaskini wyszli Anamimowie. Barbarzyńcy ustawili się w szyku bojowym.
Niech zgadnę - zaczęli biegać w kółko?

Nastał zmierzch. Zoran wystąpił z szeregu. Nagle półnadzy ludzie padli przed Habiryjczykiem na twarz.
  • Chawila! Co się dzieje ?
  • Chyba uznali cię za swojego nowego boga.
  • Jesteś stuknięty... - pokręcił ręką wokół głowy – Najpierw chcą mnie złożyć w ofierze, a teraz mi się kłaniają ?
Zabiłeś boga, trąbo jedna. To chyba wystarczający powód. Jeżeli jednak myślicie, że takiej rozsądnej odpowiedzi udzieli mu Chawila, to się mylicie.

  • No wiesz, długą drogę przebyłeś zanim cię wydobyłem – zaczął się naśmiewać.
  • Mało się nie udusiłem.
  • Oczywiście.
  • Z czego się śmiejesz ?
  • No  bo miałeś być pokarmem dla Dagota. Przez paszczę do brzucha, a potem śmierdzące resztki z odbytu. Jednak ty zawsze wszystko musisz robić po swojemu i wybrałeś inną drogę. Przez tyłek do gardła.
Aby zostać bogiem, należy wleźć poprzedniemu bogu do zadka. Niestety, Ziobrze ten manewr się nie udał. Przynajmniej tak rozumiem wypowiedź Chawili w tym momencie, no bo przecież nikt normalny nie wybrałby sobie na dowcipasy chwili, gdy wyznawcy Dagota patrzą na świeżutkie zwłoki swego bóstwa?

- Po słowach Chawili wszyscy zaczęli się uśmiechać pod nosem.
Nikt normalny... Aha.

  • Nie pozwalajcie sobie za dużo... Czemu oni się kłaniają ?
  • Spójrz na siebie.
  • No co ? Jestem cały mokry od tego szlamu i śmierdzę gorzej niż padlina.
  • No właśnie, jesteś cały pokryty tym pomarańczowym gnojem, który pod wpływem słońca zaczął świecić.
Bycie pokrytym świecącym gównem jako wyznacznik boskości - zaiste, fantazja Pisaka nie zna granic.
Zoran zaczął sparklić gównem?! Wampir kopromanta?!
I już wiemy, o czym nie napisała Meyer...

  • Aha... no nicponie wychodzimy stąd. Nowy bóg Anamimów was wyprowadzi na wolność. - Powiedział Zoran, śmiejąc się do siebie.
Wszyscy ruszyli w kierunku jaskini. Kiedy wyszli ze świątyni Dagota, ich oczom ukazało się wspaniałe miasto Ana – Dot. Wielkie domy z kamienia, brukowane ulice, fontanny i rzeźby, które gryzły się z kulturą mieszkańców.
Nabombani mieszkańcy przetaczali się ulicami, waląc się po gębach i krzycząc kurwa, chuj, ja pierdolę, a rzeźby i fontanny zasłaniały oczy na takie chamstwo i mdlały.
Albo odwrotnie: mieszkańcy to wytworni dżentelmeni i damy zapięte po samą szyję, za to fontanny miały kształt fallusów, a posągi... przemilczmy, co przedstawiały posągi.

Mijając następny plac, ujrzeli kolejne posągi przedstawiające potężnych ludzi i ......niewolników w łańcuchach do złudzenia przypominających dzikusów.
Łańcuchy były pomalowane ochrą, odziane w pióra i niewyprawione skóry, a w dodatku takie długie jak ten wielokropek.

Teraz było wszystko jasne, panowie wyginęli (jak dinozaury), albo zostali zamordowani, a ich niewolnicy zajęli puste miasto...
… w dupach mając kulturę. Dlatego ich bogiem został zeugl, który się zalągł na wysypisku.
Bzdura, panowie spierdzielili od smrodu, jaki wydzielał Zoran, beztrosko spacerujący po ulicach.
Niewolnicy, którzy przejęli władzę, tak widać cenili swą przeszłość, że portretować też się kazali w kajdanach...

Noc zbliżała się nieuchronnie. Barbarzyńcy wsiedli na swoje konie, które odzyskali i wyruszyli w dalszą podróż. Tylko Zoran świecił w oddali jak zjawa prosto z piekieł.
… i śmierdział, czym skutecznie odstraszał potencjalnych napastników.

wybierz kolejną przygodę:
  1. Spotkanie ze starcem z Lek – Ptaha.
  2. Skarb Nubijczyków.

Kiedy przemierza się ziemie zamieszkane przez dzikich Anamimów, pragnieniem każdego kto zna tubylcze wierzenia jest uciec od ich bogów. Dlatego Zoran wraz z towarzyszami spieszył się, by jak najszybciej znaleźć się za Błękitnym Nilem.
Trzeba być artystą, żeby nawet na własnej mapie się zgubić. Pisaku, Nil Błękitny jest bardziej na południe, a twoi bohaterowie zostawili go już za plecami.

Odpoczynek ograniczyli do niezbędnego minimum, a sen chwytali na koniach.
Na lasso?
Poślad sypali.

Tempo zmniejszyli dopiero wtedy, gdy ujrzeli przed sobą rzekę. To właśnie od tego miejsca rozciągało się Królestwo Ptaha, słynące jako kraj mędrców i magów.
Znajdowali się również blisko Księstwa Hykos (Hyksos). Chociaż do Mizraim bliżej im było przez owe ziemie, Zoran nie miał zamiaru przez nie podążać.
No i całe szczęście, bo Pisakowi Egipt Dolny się popierdzielił z Górnym. Może podczas pisania trzymał mapę do góry nogami.
To te nazwy takie mylące, na mapie przecież Dolny Egipt (delta Nilu) jest właśnie na górze!
Dolny Śląsk też jest na mapie wyżej niż Górny.

Miał jeszcze świeżo w pamięci swój zatarg z Ganarem ich królem, którego zabił. Wszyscy woleli pójść dłuższą drogą, niż narażać się na niepotrzebną walkę.
*patrzy na mapę* Taaak, do góry nogami i lekko po skosie.
Ejno, przecież macie ze sobą sparkląco-śmierdzącego Zorana, na jego widok wszyscy zwieją.

  • Zoranie opowiedz coś o ziemi, do której zdążamy. - Rzekł Chawila najwierniejszy wojownik Habiru.
  • To bardzo niezwykła ziemia, piękna i zarazem straszna.
  • Czemu  tak rzeczesz ? Pamiętam pierwsze twoje słowa, iż ten kraj jest mlekiem i miodem płynący. Prawdaż to ? - Powiedział z niepokojem w głosie.
- Tak! - odrzekł mu Zoran, a w oczach jego groza się odmalowała. - Sam pomyśl, jak ciężko jest się umyć mlekiem i spłukać miodem!

  • A  czy ja cofnąłem swe słowa ? - Podniósł głos barbarzyńca – miejsce te dlatego jest straszne, bo plemiona, które tam mieszkają, mają obrzydliwe zwyczaje. Za swoje czyny powinni być wszyscy wytraceni ! - Prawie krzyknął.
Ci niegodziwi plugawcy hodują pszczoły! Czy wiesz, mój Chawilo wierny, co robią pszczoły z podróżnymi, którzy się w mleku i miodzie skąpali?


  • Czemu taki gniew cię opanował ?
  • Bo ja to widziałem.
  • Czyż Anamimowie nie popełniają straszliwych zbrodni ?
  • Tak, ale pamiętasz tamten dół ze zwłokami ?
  • Pamiętam.
  • To byli sami wojownicy.
  • Skąd ta pewność ?
  • Bo tylko wojownicy noszą miecze.
Kobiety noszą pochwy, to elementarne.

  • ....
  • Lecz te ludy które zamieszkują Kanaan są jak zwierzęta.
Stoją u granic Królestwa Ptah, więc co on tutaj pierdzieli o Kanaan?
Zafiksował się, jak wiele wieków później Katon na zniszczeniu Kartaginy.
“Balcerowicz musi odejść.”

Mają bogów, którym ofiarowywują [wyindualizowywując się z rozentuzjazmuwawowanego tłumu] swych synów i córki, ściślej mówiąc zarzynają ich albo spalają żywcem. Okropność. Łączą się ze zwierzętami, mężczyźni pałają żądzą do mężczyzn, a kobiety do kobiet. Syn żyje z matką, a ojciec z córką. [Tu Pisak przyspieszył ruchy prawej ręki.] Nawet małe dzieci gwałcą, aby zaspokoić swe pragnienia. Panuje tam taka niemoralność, że jak ją zobaczycie, będziecie rzygać dalej niż wasz wzrok sięga. Mimo iż jesteście barbarzyńcami, wasze morale jest nienaganne w porównaniu do Kananejczyków. Dlatego tak jak ja chwycicie za miecze, niewiele się zastanawiając.
A potem pobiegną ze wniesionymi mieczami i zanurzą się w tej “niemoralności” po samiuśkie pachy.
No, po takiej zachęcie...

  • A cóż my możemy na to poradzić ? Przecież nas jest garstka.
  • Pamiętam jak jeszcze byłem małym chłopcem, - zmienił temat Zoran.
To tak a’propos opisów niemoralnych praktyk?

Zoran, Bór jeden wi po co, zaczyna opowiadać historię ludu Izraela. Naprawdę, wybrał sobie moment... chyba, że faktycznie chodziło mu o odwrócenie uwagi od problemu pt. “Ich jest mrowie, a nas garstka, ICOTERAS”.
Wywód kończy się odkryciem, że Zoran i Chawila są dalekimi krewnymi poprzez Sema, syna Noego, ale jaki to ma związek z czymkolwiek...

Rozmowa się urwała i zapadło milczenie. Zmęczenie dawało się wszystkim we znaki. Jakby nie było, przez ostatni okres podróżowali zabójczym tempem.
Zabójczy temp, jak sama nazwa wskazuje, jest wybitnie niewygodnym pojazdem i od podróżowania nim dostaje się odcisków na zadku.

Gdy słońce schowało się za horyzontem,dotarli do wielkiej oazy, gdzie rozciągał się cudowny widok na rozlewisko Błękitnego i Białego Nilu.
Wreszcie spokojna noc...
Duża to była oaza, zaiste. Panie Pisak, weź pan spójrz na własną mapkę, którą osobiście wykonałeś do swego opowiadania (a którą nieco uzupełniłam) i porównaj, gdzie jest na niej zaznaczone Królestwo Ptaha, a gdzie mamy zbieg Nilu Białego i Błękitnego...


Kiedy wszyscy powstali ze snu, ze zdziwieniem stwierdzili, że nad płonącym ogniskiem znajduje się kociołek pełen pachnącej strawy.
???
Wojownicy zachodzili w głowę, zastanawiając się w jaki sposób ktoś wszedł do ich obozowiska, rozpalił ogień, ugotował strawę, a potem bezszelestnie się rozpłynął w powietrzu. Każdy z nich spał czujnie, a przecież nie byli zwykłymi wojownikami, ale barbarzyńcami z gór.
Kwiik! Straszliwi barbarzyńcy, podróżujący przez tereny zamieszkane przez wrogie plemiona,  nie wystawiają na noc warty...
A po co, niezawodny instynkt obudzi ich we właściwym momencie (na przykład, gdy potrawa będzie się akurat dogotowywać).
I jak posmakują, że przesolone, to jeszcze wrzucą do kociołka pół surowego kartofla.

Mimo pytań i niejasności, chętnie skorzystali z miłego podarunku i ruszyli w dalszą drogę.
… a znalazłszy podrzucone żarcie nawet przez chwilę nie podejrzewają, że mogłoby być zatrute.
Niech chociaż sraczki dostaną, proooszę.
Ja wiem! Ja wiem! Dostaną brokatowej sraczki i w ten sposób zaznaczą szlak dla swych wrogów!

Gdy zbliżali się do rzeki, na ich drodze wyrósł starzec. Prosto z ziemi, jak Hatifnat. Konie wystraszyły się i stanęły dęba.
  • Witam was zacni wojownicy – rzekł nieznajomy i pokłonił się. Włosy na jego głowie były białe jak spalony piach na pustyni. Ciało miał pomarszczone jak wysuszony owoc winorośli (rodzynka) (paczpan, sami byśmy się nie domyślili). Widać było, że życie nie szczędziło mu wygód i rozkoszy.
Gdyż, jak powszechnie wiadomo, wygody i rozkosze powodują zmarszczki i siwiznę.
A co najmniej wory pod oczami.
I pod brzuchem.

  • Jak wam smakowała potrawa z węży pustynnych ? - Spytał ponownie.
Jakie “ponownie”?
Jak ich witał, to też pytał?

Barbarzyńcy skrzywili usta.
  • Była dobra. - wydukał Chawila.
No WEŚ, Pisaku, nie wmawiaj nam, że mięsko węża budzi w naszych BARBARZYŃCACH (wśród których jest co najmniej jeden były niewolnik) obrzydzenie.
Kali parsknął z pogardą: “Nyoka dobra!”.

  • Jak dostałeś się do naszego obozowiska ?! - Nie wytrzymał w końcu Zoran.
  • “Mędrzec wkracza do grodu mocarzy i burzy umocnienia, w których pokładano ufność”. - Zacytował – Proszę wybacz mi mą śmiałość, ale nie zawsze mięśnie i miecz dają przewagę i zwycięstwo. Ten kto kocha mądrość, prawdziwie jest potężny. Ten kto postępuje roztropnie, wiele dobrego może zdziałać.
A ten, kto ma na stopach miękkie papucie, zdolen jest się wkraść pomiędzy chrapiących mężów.

  • Kim jesteś i czego od nas chcesz ? - Spytał ponownie Habiru.
  • Jestem Hatro–Widzący z Lek–Ptaha i mam dla ciebie słowa Zoranie. To są słowa od Boga, który stworzył cały świat.
  • Skąd mnie znasz ? Skąd wiesz kim jestem ?
  • Jestem Hatro–Widzący Kapłan z Lek–Ptaha i wiem, że jedziesz wraz z towarzyszami do Kanaanu. Wiem również, żeś z Habiru.
- Mamy sprawną pocztę, ale o tym nie musisz wiedzieć - dodał na stronie.

Zoran wytrzeszczył oczy ze zdziwieniem i otworzył usta jak małe dziecko.
  • Widzę, żeś święty mąż. - Habiryjczyk obrócił się do wojowników – wszyscy zsiąść z koni. - Po czym znów zwrócił się do starca, - mów dalej kapłanie.
  • Jestem Hatro–Widzący Kapłan z Lek–Ptaha i Mój brat Jetro Midianita dał swą córkę Zeforę (Sypora) Mojżeszowi. To właśnie on prowadzi wielki naród, Izrael do Kanaanu, aby zdobyć tamte ziemie w dziedziczne posiadanie. Już prawie czterdzieści lat wędrują po pustyni i są zaprawieni w bojach.
Zaprawieni w bojach z piaskiem, pchłami pustynnymi i zbuntowanymi wielbłądami.

Bóg jest z nimi. W dzień pod postacią obłoku, a w nocy w słupie ognia. Straszny to jest lud i ty do niego należysz.
Straszny zaiste. Ktoś, kto przez czterdzieści lat kręci się w kółko po kawałku plaży MUSI być straszny.

  • Wiem, że twoich rodziców zabili Filistynowie, a ty pragniesz zemsty.
  • Mów szybciej – rzekł szorstko Zoran. - Masz jeszcze trzy sekundy czasu antenowego!
  • Przyłącz się do Mojżesza i walcz dla Boga. Oni dostali polecenie, aby zniszczyć wszystkie narody w Kanaanie, także Filistynów. Pomyśl o tym.
Ludobójstwo to coś w sam raz dla barbarzyńcy, pomyśl o tym.
Przyjemne z pożytecznym, w dodatku zasłużysz się potężnemu bóstwu bez konieczności taplania się w gównie.

  • Nie będę służył jakiemuś Mojżeszowi !
  • Nie Mojżeszowi masz służyć, ale prawdziwemu i jedynemu Bogu, który wybrał naród Izraelski, aby okazać swoją potęgę i chwałę.
  • Ja jestem barbarzyńcą i moim bogiem jest miecz.
Ho-ho-ho, starożytny ateista!

  • Bądź mądry i nie ufaj sile miecza, bo zawsze możesz spotkać kogoś kto jest lepszy od ciebie. Izrael to twoje przeznaczenie. Idź do Mizraim i odszukaj Kapłana RA. On ci opowie niezwykłą historię.
Obawiam się, że w Egipcie kapłanów Ra było na pęczki, więc tymi wskazówkami to pan sobie możesz... wiesz pan, co.

  • Skąd wiesz, co jest moim przeznaczeniem ? - Zaprotestował Zoran.
  • Ja  jestem Hatro–Widzący, a ty Zoran Habiryjczyk potomek Hebera, który należy do pnia Izraela. - Po tych słowach zerwał się wiatr i piach sypnął w oczy wojowników. Kiedy znów przejrzeli, po starcu nie było znaku. Nawet na wydmach nie zostawił żadnych śladów.
Ciekawe, czy przyniesione przez niego żarełko też zniknęło z brzuszków dzielnej drużyny.

Barbarzyńcy dosiedli koni i ruszyli w dalszą drogę. Jedynie Zoran miał potężny mętlik w swym twardym łbie.

  1. Kapłan z Mizraim (Egipt). Tak, zdążyliśmy już zapamiętać. Naprawdę.
  2. Zoran podbija Królestwo Hykos (Hyksos) i zostaje królem.

Cóż, czas płynie szybko i nic nie da się uczynić, aby go zatrzymać.

Zoran wraz z wojownikami nie umiał się powstrzymać od kłopotów,w które wiecznie wpadał.
Bez wojowników umiał, ale było mu wtedy smutno.

Niestety takie jest już życie awanturnika. Barbarzyńska dusza szuka przygód, tak było, jest i będzie. Przemierzając ziemie Anamimów, zabił w Ana-Dot boga potwora Dagota. (wiemy) Potem unikając spotkania z Hykosami, ominęli ich Królestwo od wschodniej strony, idąc wciąż wzdłuż Błękitnego Nilu. (wiemy) Gdy znaleźli się w krainie Ptaha,spotkali na swej drodze starca Hatro Widzącego. (wiemy) Właśnie dzięki niemu Zoran postanowił, pójść w dół Nilu i spotkać się z Kapłanem RA. (wiemy) Chociaż bliżej im było do Kanaanu przechodząc przez ziemie górali Patrusim, Habiryjczyk postanowił,dowiedzieć się czegoś więcej o krainie, do której zmierzał.
Ojtam, przecież pochodził z pnia Izraela, miał zapisaną w genach niemożność podróżowania najprostszą trasą.

Oczywiście o Izraelu też, bo przecież musieli być całkiem niezłymi wojownikami, skoro pokonali Mizraimczyków, plemiona na Pustyni Synajskiej, Oga króla Baszanu, Sychona króla Cheszbonu.
I tak Zoran stał się ofiarą propagandy sukcesu.

Zmierzchało kiedy wszyscy dotarli do Miasta Umarłych. W oddali zamajaczyły monumentalne piramidy i posągi, chwała Mizraim i Faraonów.
Eeeeej! *rozgląda się, rozczarowana* To co, nie będzie jednak o rozpustnych Kananejczykach? Panie Pisak, odłóż pan te kostki i zapanuj trochę nad materią swego opka, które mimo wszystko NIE JEST grą...

Nagle Zoran wzniósł rękę do góry. Wszyscy stanęli. Zapanowała cisza. Habiryjczyk zsiadł z konia i położył się na ziemi. Nagle rzekł:
  • Słyszę (radio)wozy bojowe, jakieś 20 rydwanów. Korech ty zostaniesz przy koniach. Bierzcie włócznie i tarcze, zaraz będzie tu gorąco. To są chyba Mizraimczycy, bo tylko oni w tych rejonach posiadają rydwany wojenne – zwrócił się do reszty towarzyszy.
A w dodatku atakuje was absolutna elita egipskiej armii, ale podejrzewam, że Pisak ma to w odwłoku.

Tętent koni zbliżał się. Najpierw zobaczyli tumany kurzu, by potem ujrzeć wozy, było ich piętnaście.
  • Formować krąg – krzyknął Habiru.
Rydwany były coraz bliżej.
  • Pochylić tarcze i złączyć – padł kolejny rozkaz.
Napięcie rosło. Wojownicy ustawili się po dwóch z każdej strony.Tarcze były duże, więc bez problemu mogli się za nimi schować, Zoran zaś przykrywał wszystko od góry.
Samym sobą?

Kiedy posypały się strzały i włócznie nic im nie zrobiły. W takiej formacji wyglądali jak kawał skały z kolcami, jak jeż.
Cooo? Nasi dzielni barbarzyńcy wieźli na koniach te wielkie, ciężkie, nieporęczne tarcze, potrzebne do zrobienia testudo, wprowadzonego przez Rzymian kilka wieków później?

Pierwszy rydwan natarł na czworobok, lecz koń widząc przeszkodę uskoczył i koła wozu wzbiły się w powietrze. Gdy zetknęły się powtórnie z ziemią, roztrzaskały się, a żołnierze wypadli z rydwanu. Drugi widząc co się stało, mocno pociągnął za cugle.
Rydwan pociągnął za cugle???

Koń stracił równowagę i zarył pęcinami w ziemię. Wóz zgruchotał mu kości, a jeźcy wypadli do przodu łamiąc sobie kręgosłupy.
Egipski rydwan był konstrukcją leciutką i służył głównie jako podest dla łucznika (i to bogatego łucznika, bo były to bardzo drogie zabawki), taka szarża byłaby więc zupełnie pozbawiona sensu a wóz prędzej rozpadłby się na kawałki niż zgruchotał jakiekolwiek kości.
To ja już nic nie dodam na temat konia, który się zarył w ziemię pęcinami. Pę-ci-na-mi.

Trzeci zgrabnie wykonał manewr wymijający, lecz jeden z barbarzyńców wychylił się z włócznią zza tarczy i przebił żołnierza, godząc go w szyję. Napastnicy widząc, że przeciwnicy są dobrze zorganizowani, zaczęli krążyć dookoła w bezpiecznej odległości.
Stwierdzili, że barbarzyńcy i tak się za chwilę upieką w swojej blaszance i postanowili poczekać.
Już drugi raz obserwujemy napastników latających w kółko, może Pisak ma jakieś tajne źródła dotyczące starożytnej strategii wojennej?

Nastąpił impas w walce. Zoran coś krzyknął. Barbarzyńcy rozbiegli się w parach. Habiryjczyk został sam. Rydwany przestały krążyć i natarły na wojowników. Zoran znów krzyknął i powstały dwa czworoboki.
Zoran w ogóle był w ząbek czesanym geniuszem, wynalazł taktykę, strategię i kuchenkę mikrofalową.
Czworoboki... No, w sumie. Po czterech ludzi w każdym i Zoran na przedzie.
(Przypomnijmy: z Uchor wyruszyło ich jedenastu, dwóch zginęło w walce z Dagotem)

Zaskoczeni Mizraimczycy wystawili się na włócznie barbarzyńców i kolejne cztery rydwany pozbyły się swoich jeźców.
Aha, czyli to nie była literówka. “Jeziec” to jakiś gatunek pasożyta? *wizualizuje sobie wierzgający rydwan*
Przepraszam, czy pośród plag egipskich była też mowa o dziedzicznej głupocie, czy oni tak sami z siebie?

Zoran stał sam. Wtedy jak na komendę pozostałe wozy ruszyły na Habiryjczyka. Konie dyszały ciężko, a żołnierze popędzali je bezlitośnie. Jeszcze kilka chwil ukrytych w kopytach zwierząt i nastąpi rozwiązanie.
Czy “chwila ukryta w kopytach” oznacza, że koń wdepnął w klepsydrę?

Zoran wrzasnął. Barbarzyńcy utworzyli dwa szeregi. Konie pognały na pustkowie same.
Oto, co tu właściwie zaszło: barbarzyńcy ustawili się w dwuszereg, puścili na komendę wiatry i rozdmuchali rydwany, niczym zły wilk rozdmuchujący słomianą chatkę pierwszej z trzech świnek. Zniesmaczeni tym zachowaniem pasażerowie rydwanów uciekli w poszukiwaniu świeżego powietrza, z pospiechu gubiąc broń i buty.

Wojownicy stali w milczeniu i obserwowali pustynię, lecz żadnych wozów już nie było.
Bo nawet sens spierniczał stamtąd na piechotę.
Mam inne rozwiązanie: walczyli z fatamorganą!

Korech przyprowadził zwierzęta i ruszyli w dalszą drogę. Serca zaczynały bić wolniej, a napięcie odchodziło. Wszyscy nadal milczeli i z podziwem patrzyli na Zorana, który nimi dowodził. W ich sercach zrodziła się miłość do wodza.
I zaśpiewali:
Niech żyje nam batiuszka Zoran,
Co jest potężny jak kormoran!
Niech żyje nam batiuszka Zoran
Niech żyje pokój i socjalizm, socjalizm!

Teraz już nikt nie miał żadnych wątpliwości. Radość napełniała ich dzikie serca, że mogą służyć pod takim dowódcą. Odwaga i siła, moc i oddanie, lojalność i braterstwo, te rzeczy na dobre zagościły w ich sercach. Mogli teraz pójść za Zoranem w ogień.
I tak zrodził się kult wodza. Barbarzyńcy szybciutko powołali komitet redakcyjny i uchwalili, że o Zoranie wolno mówić i pisać wyłącznie w tonie hagiograficznym. Chawila napisał nawet wiersz:
Świecą i sławią się Zorana czasy,
rewolucyjny żar - w latach Zorana -
w ich część podnoszą się znowu toasty
i nowa pieśń szybuje już od rana.
Zorana głos - wiosennych głos porządków -
Dźwięcznym, potężnym rozbrzmiewał metalem,
w miastach docierał do wszystkich zakątków
i niósł się wskroś powietrze w wiejskie dale.*
(*na podstawie "Czasów Lenina" Mikołaja Asiejewa)

Każdy z nich zaczął analizować przygody, które dotychczas przeszli razem i cień uśmiechu jawił się na ich twarzach.
Zaraz jednak sobie uświadomili, że nie wypada się śmiać z wodza, więc czym prędzej wyparli z pamięci obraz Zorana pokrytego sparklącym łajnem.

A Zoran? Co było w jego sercu? O tym wiedział tylko Bóg i on sam.

Kiedy zbliżali się do Miasta Umarłych na przeciw nim wyjechał jeden człowiek. Miał na sobie szatę chyba kapłańską z wizerunkiem (chyba) słońca. Łysy, drobnej budowy ciała, cały brązowy. Śnieżnobiały koń i ciemnej karnacji jeździec, śnieżnobiała szata i złote klejnoty, piękny kontrast i widok. Wojownicy zatrzymali się. Kapłan z gracją podjechał na koniu. Zsiadł, ukłonił się i rzekł:
- Witajcie w Słonecji.
Ukryty za jego plecami Baltazar Gąbka zamachał ostrzegawczo rękami, ale poślizgnął się na olejku do opalania i zniknął wojownikom z oczu.

  • Witaj Hebrajczyku. Jestem Mazum kapłan RA w Mizraim.
  • Nie jestem Hebrajczykiem, ale Habiryjczykiem.
Taaa? A jak przekręcałeś Micraim na Mizraim i Amorytów na Animków, to dobrze było?

  • Teraz twój lud zwą Hebrajczykami od imienia twego przodka Hebera.
  • Czy chcesz przez to powiedzieć...
  • ...tak chcę ci powiedzieć, że jesteś Izraelitą, a wasz Bóg jest największym Bogiem nad bogami.
Jasna cholera! To mówi kapłan Ra (Re), najważniejszego boga starożytnego Egiptu?!? Wprawdzie w okresie Nowego Państwa bóstwem narodowym był Amon, ale Ramzes II był szczególnie związany z Re (Byk Potężny ukochany przez Prawdę, Obrońca Egiptu, User-Maat-Re, Wybrany przez Re, Syn Re, Ramzes II ukochany przez Amona). To nie kapłan Ra, to jakiś tajny agent!
Może Jahwe wywinął mu ten sam numer, co Balaamowi?

  • Ale skąd wiedziałeś kim jestem?
  • Hatro Widzący mi powiedział.
  • Ale jak przecież nie przejeżdżał tutaj?
  • Są inne sposoby, o których ty nic nie wiesz.
Używamy gołębi pocztowych, durniu - mruknął pod nosem. (Egipcjanie ich faktycznie używali - przyp. anal.)

  • Magia. Nienawidzę jej. - syknął Zoran.
  • To dobrze, bo twój Bóg też jej nienawidzi.
  • Nie mam żadnego Boga, a Izraela nawet nie znam.
  • Wiem o tym dlatego przysłał cię tu starzec z Lek-Ptaha. Zapraszam was wszystkich do mnie na wieczerzę.
  • Nie tak szybko – wypalił Habiru – najpierw mi wyjaśnij, czemu napadły na nas rydwany Faraona?
Napadły ich rydwany Faraona, latające samopas niczym zdziczałe samochody Google, którym autonomia uderzyła do procesorów.

  • To musiał być patrol Tuzima jednego z dowódców Faraona. A jeśli nie jego, to pewnie Tamwiosna. Lecz widzę, że w końcu was puścili.
  • Nie mieli wyboru – roześmiał się Chawila, a za nim cała reszta.
  • Jak to? - wytrzeszczył oczy Mazum – Gdzie oni są?
  • Oni są martwi. - odparł zawadiacko Chawila.
  • Wszyscy??? - przeraził się kapłan.
  • Wszyscy. - potwierdził Zoran, a reszta synchronicznie kiwała głowami.
  • Faraon będzie was za to ścigał, dlatego zatrzymacie się u mnie na jedną noc. A ja szybciutko wyślę gołębia... Ale jak ich pokonaliście, to byli najlepsi żołnierze Mizraim? - zachodził w głowę Mazum.
  • Są różne sposoby, o których ty nie wiesz – rzekł Zoran i wszyscy ruszyli do Miasta Umarłych.
Wieczerza dobiegała końca. Wojownicy odprężyli się, ale każdy z nich miecz miał w pogotowiu.
  • Kapłanie opowiedz mi teraz o Izraelu i ich Bogu. - Powiedział Zoran i wygodnie się rozsiadł.
  • Opowiem  ci o tym tylko dlatego, że Hatro mnie o to prosił. Chociaż minęło już prawie czterdzieści lat odkąd opuścili ziemie Goszen, wciąż żywo mam w pamięci nieszczęścia, które nas wtedy spotkały – wszyscy odstawili jedzenie i utkwili swój wzrok w kapłanie
Note to self: na początku dowiedzieliśmy się, że Zoran urodził się w czasie trwania niewoli egipskiej, teraz słyszymy, że minęło już prawie czterdzieści lat od wyjścia Żydów z Egiptu.
Jak ten czas leci...

– Osiemdziesiąt lat temu córka Faraona przechadzając się ze służącymi na Nilem, znalazła w sitowiu pośród papirusów pływający koszyk z dzieckiem. Wszyscy wiedzieli, że to niemowlę niewolników, ale ona postanowiła wychować ja na swego syna.
Aczkolwiek niektórzy twierdzili, ze to jej własne nieślubne dziecko, a koszyczek w sitowiu był tylko sprytnym wybiegiem.

Ponieważ wyciągnęła chłopca z wody nadała mu imię Mojżesz.
Związek przyczynowo-skutkowy aż bije w oczy. Zabrakło jednego zdania wyjaśnienia. No, dwóch.
To ja spróbuję: M jak Mały, oj żeś się prawie utopił!

Kiedy stał się już dojrzałym człowiekiem, widział jak traktowany jest jego naród. My mieliśmy z tego korzyści, a jego to bolało. Któregoś dnia zamordował nadzorcę, który znęcał się nad Izraelitami i ze strachu uciekł na pustynię.
Znęcanie się nad Izraelitami było dla nadzorcy tak ciężką traumą, że musiał odpocząć i wyciszyć się wśród piasków.

Dalej kapłan przytacza legendę znaną nam z Księgi Wyjścia i namawia Zorana, by poszedł do Refaim przyłączył się do Mojżesza. Ciach.


Z pustyni w Mizraim (Egipt) pozdrawiają: Sineira zdalnie sterująca samobieżnym rydwanem, Kura zgłębiająca rozpustne zwyczaje Kananejczyków, Dzidka pływająca w koszyku z sitowia oraz Purpurat, który poprawia błędy ortograficzne w hieroglifach,
a Maskotek kombinuje, jakby tu zostać bogiem.

16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Tak myślałam,że trzeba czekać do nocy i warto było !Cudna analiza.


Więc z tą pustynią to ja bym się nie rzucał.
Uśmiechał się i pogwizdywał przy pracy, a codziennie o poranku śpiewał przepiękną pieśń na cześć firmy.
Dobrą akustykę tam mieli albo był to bardzo malutki, kameralny wręcz kamieniołom.
Kapitan Kirk też tak walczył. Tłukł się z jednym, a pozostałych pięciu stało i czekało na swoją kolej.
Potęgowały go ukryte wśród ciemności kozy.
Niech żyje nam batiuszka Zoran,
Co jest potężny jak kormoran!

Cudności teksty.
Opko piękne,absurdalnie nieporadne,urocza rzecz.

Chomik

Anonimowy pisze...

I choćby przyszło tysiąc rzeźbiarzy,
Przyniosło marmur tysiąc tragarzy,
I każdy rzeźbiarz rok ciosał dłutem,
To nie wyrzeźbią! Tyle miał włókien.

Lubię! Lubię! Bardzo lubię!

zastanawia mnie jeszcze ten jedwab, przystrajający konie. Szlak jedwabny to jakieś skromne tysiąc lat później?

Sineira pisze...

Jedwab został wynaleziony jakieś półtora tysiąca lat przed akcją opka, natomiast najstarszą znalezioną w Egipcie próbkę jedwabiu datuje się na rok 1070 p.n.e., ale biorąc pod uwagę fakt, że włókno jedwabne jest podatne na rozkład, nie możemy z całą stanowczością wykluczyć obecności jedwabnej materii w Egipcie już w roku 1200 p.n.e. (chociaż to raczej mało prawdopodobne).

ethelien pisze...

Ómarlam, naprawdę. Wierszyk zacytowany w poprzednim komentarzu cudny ;) i w ogóle bardzo fajna analiza. Ale jak przeczytałam o mieczu, mającym wagę dwóch dorosłych ludzi, to myślałam, że wyrzucę komórkę za okno.

Patrycja Stankowska pisze...

Mam zadziwiające skojarzenia z durną komedią pt. Don`t mess with the Zohan. Tytułowy bohater to też taki heros, i do tego też Hebrajczyk. I imiona też podobne... Naśladownictwo krzyczy tu głosem wielkim, a ogólny brak spójności wyziera z każdego zdania. Za to wierszyk o mięśniach - cudowny!

Anonimowy pisze...

Rozwaliła mnie całkowicie próba zburzenia czwartej ściany. Przeurocze. Szczerze mówiąc, to Pisak może wyjątkowo kiedyś stać się mądrzejszy, widać że czasem robi przynajmniej jakiś risercz (choć nie do końca sensowny).

"Tak to już jest od pokoleń, że dziadek opowiada swym wnukom historie, które mają duży wpływ na małych chłopców."

Nie wiem, mi dziadek powiedział tylko że nie muszę być najszybszy w klasie, muszę tylko być szybszy od Niemca.

Agatha Makabresque pisze...

Tak a propos boga-który-jest-wszędzie: http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/10/20cfb6be46130e04d24be18fed65c72b_original.jpg?1351681665

Babatunde Wolaka pisze...

Oj wawoj! Pisak chciał ambitnie, a wyszło jak zawsze. Nawiasem mówiąc, imię Zoran kojarzy mi się przede wszystkim z Bałkanami. Zoran Izaak Čavez, Żyd z Sarajewa?

"Nie wchodząc w historię, mnie zastanawia co innego - ponoć ludki były Izraelitami, tak wychodzi z kontekstu. To co oni w czasach niewoli egipskiej robili w górach Palestyny?
Zabłądzili."
Istnieje teoria, że Izraelici nigdy nie byli w Egipcie - to Egipt przyszedł do nich.

"Kananejczyk czy Filistyn, wszystko jedno. Jak Chińczyk i Japończyk, no nie? To samo, panie, kto by ich tam odróżnił."
Z kolei ja miałem swego czasu teorię, że Izraelici "Filistynami" nazywali bez różnicy wszystkie tzw. Ludy Morza (Danuna, Waszasz, Szekelesz itd.)

"Ratora z rodu olbrzymów, którego miecz miał wagę dwóch dorosłych ludzi, a on sam mierzył osiem łokci."
Co olbrzym, to olbrzym. Porównajcie opis Goliata - inspiracja jest ewidentna.

"“Jeziec” to jakiś gatunek pasożyta?"
Mnie się raczej skojarzył jaźwiec.

Dodatkowy dzięks za Dagoth Ura, anonimowych mimów, wiersz o kozach i kormorana.

Anonimowy pisze...

Kaszana kaszaną, ale całkiem ciekawy pomysł z quasi-interaktywnym opowiadaniem.

Inna rzecz.
Moja spaczona wyobraźnia wygenerowała serię skojarzeń i obrazów związanych z białą szatą i, khhe khhe, złotymi klejnotami kapłana.

Powiedzcie, że nie jestem sam.

...Proszę?

Pan Muskuł (o tysiącach włókien)

Anonimowy pisze...

Czy jestem jedyną osobą, która zauważyła, że analizatorzy przeoczyli pomyłkę Pisaka w zdaniu: "Mimo iż jesteście barbarzyńcami, wasze morale jest nienaganne w porównaniu do Kananejczyków."
Chodzi mi mianowicie o błędne użycie słowa 'morale' w znaczeniu 'moralność'. Aż mi się przypomina motto jednego z moich kolegów z drużyny (grał wojownikiem): "Po co mi moralność? Mam morale!"

Xis pisze...

"Ogromny młot, którym wbijał pale w skałę (...)"
Czy tylko ja zamiast "pale" przeczytałam "pałę"? O.o

Anonimowy pisze...

"Izraelici osiedlali się w Delcie Nilu całkowicie dobrowolnie - były to urodzajne ziemie, sprzyjające sadownictwu i hodowli bydła, jednocześnie bliskość Morza Czarnego umożliwiała prowadzenie ożywionej działalności handlowej."

Nie, no spoko... Czemu właściwie nie Morza Białego od razu? Skoro szli na południe z Palestyny żeby się zbliżyć do Morza Czarnego, to wyprzedzili teorie geograficzne dzielnego wojaka Szwejka o kilka tysiącleci.

Sineira pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Sineira pisze...

Ups, mój błąd, oczywiście miałam na myśli Śródziemne (albo Czerwone, już nie pamiętam), nie wiem, skąd mi się tam Czarne urodziło. Kajam się i proszę o wybaczenie. Zaraz poproszę Kurę o naniesienie stosownej poprawki. Dziękuję za czujność!

Anonimowy pisze...

"Nawet małe dzieci gwałcą, aby zaspokoić swe pragnienia." - aż się prosi o komentarz - co za okropny lud, nawet niemowlęta wciągają niańki do kołysek i bezwstydnie bezczeszczą ;)

Świetna analiza, kwiczałam ze szczęścia, co pewnie dziwnie wyglądało, bo siedzę na dyżurze w bibliotece. A Achaja mnie ómarła ;D

Pozdrawiam
małpa w bibliotece

Anonimowy pisze...

Czytuję Was regularnie, ale dawno już nie wyłam tak ze śmiechu.
Poezja pustynna mnie rozwaliła;-)